Dodaj do ulubionych

Szkola panstwowa czy prywatna?

26.09.09, 22:50
Zastanawiam sie. Nadchodzi czas wyboru szkol. Juz za rok o tej porze
bede skladac papiery. Zaslyszalam opinie, ze
najkorzystniej "finansowo" jest poslac do dobrej panstwowej primary
(infant+junior) a pozniej juz do secondary prywatnej.
Planuje skladac papiery do katolickiej - ktora slynie z tego, ze
jest dobra. Ofstead report ma "good". A moze jednak od razu do
prywatnej?
Jakie macie doswiadczenia?

--
»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
Edytor zaawansowany
  • derka1 26.09.09, 23:14
    Jesli masz dobre panstwowe szkoly (primary i secondary) pod "reka"
    to po co pakowac sie do prywatnych, ktore wcale lepsze byc nie
    musza. Wtedy zamiast wydawac - oszczedzaj, dziecina nie bedzie miala
    dlugow jak juz bedzie na studiach :-)
  • izabelski 26.09.09, 23:50
    zadajesz bardzo trudne pytanie
    bylo sporo dyskusji na ten temat
    jak cos znajde to zalinkuje

    a szkola szkole nie rowna...
  • aniaheasley 27.09.09, 09:20
    W wielkim skrocie, bo jak Izabelski napisala, temat rzeka. Ja
    wlasnie tak zrobilam, poslalam do szkoly panstwowej katolickiej,
    zupelnie przecietnej, a potem do sredniej prywatnej. Ale zeby ten
    plan sie powiodl trzeba miec naprawde zdolne dzieci :-)
    Bo jezeli dziecko jest takim sredniakiem nie bardzo lubiacym sie
    uczyc to szkola podstawowa prywatna moze je podciagnac do gory, a w
    szkole panstwowej takie dziecko zginie w tlumie i mozna
    je 'zmarnowac'. Potem moze sie okazac ze nie ma szans zdania
    egzaminu wstepnego do szkoly prywatnej w 6-tej klasie. No chyba ze
    ma bardzo super rodzicow calkowicie poswieconych sprawie jego
    (dziecka) edukacji i dysponujacych czasem (!), energia, wiedza i
    umiejetnosciami, zeby samodzielnie w domu to dziecko systematycznie
    przez 6 lat szkoly podstawowej doszkalac.

    Ze swojego doswiadczenia dodam, ze jestem bardzo zadowolona. Na
    poziomie szkoly sredniej roznica miedzy szkola prywatna a panstwowa
    (sa wyjatki ale bardzo ich malo) jest tak ogromna, ze sa to naprawde
    dwie galaktyki oddalone od siebie o lata swietlne. Dzieli je
    wszystko- poziom wyksztalcenia i wiedzy nauczycieli, zaplecze
    materialowe, wycieczki doksztalcajace, poziom i pochodzenie
    (niestety ...) kolegow, ambicje rodzicow, tradycje szacunku
    wyksztalcenia w rodzinie, zajecia pozalekcyjne i sposob i jakosc ich
    prowadzenia, itp, itd.


    --
    Ania's Poland
  • dorcian 27.09.09, 09:59
    Z tym ostatnim - co do roznicy poziomu dzieci i rodzicow w szkolach
    prywatnych czesciowo sie zgadzam, aczkolwiek nie zawsze pelny
    portfel idzie w parze z pelna glowa.
    Przewaga prwatnej nad panstwowa jest przede wszystkim taka, ze masz
    wybor bo mozesz wybrac ktora chcesz. W przypadku panstwowej masz
    tzw "catchment area" czyli zalezy jak blisko danej szkoly mieszkasz -
    im blizej tym wieksze szanse dostania miejsca w wybranej szkole.
    Jezeli mieszkasz w dobrej dzielnicy gdzie nie ma burd i bijatyk a
    okolica jest spokojna takie tez beda dzieci w tej szkole
    (przynajmniej wiekszosc) a poziom szkoly to przede wszystkim dzieci
    i bagaz rodzinnych doswiadczen jakie ze soba do szkoly przynosza. W
    duzej mierze poziom szkoly zalezy od poziomu rodzin. Smutne ale
    prawdziwe. Nawet najlepiej wyksztalcony nauczyciel z talentem
    pedagogicznym Marii Montessori i sercem Matki Teresy cudow nie
    uczyni jezeli wieksza czesc jego klasy to uczniowie z problemami w
    zachowaniu a rodzice edukacje swoich dzieci maja w nosie i uwazaja
    ze to szkola jest za nia odpowiedzialna. Prawda bowiem jest taka, ze
    do sukcesu edukacyjnego twojego dziecka ty jako rodzic musisz sie w
    duzej czesci dolozyc i nie ma to znaczenia czy dziecko jest super
    zdolne czy przecietne (90% populacji to przecietni - krzywa Gaussa).
    A o super zdolnych kazda szkola dba, bo zalezy jej na wynikach, nie
    ma znaczenia czy jest ona prywatna czy panstwowa. Poziom edukacji w
    obydwu rodzajach sprawdzany jest przez OFSTED. Zapewniam cie, ze
    szkoly w gorszych dzielnicach znacznie czesciej
    dostaja "satisfactory" albo popadaja pod "special measures" niz te z
    dobrych. Nic na to nie poradzimy taka rzeczywistosc.
    Co do szans zdania egzaminow przez "sredniaka" do szkoly sredniej -
    mam wielu znajomych ktorych dzeci (rozny stopien zdolnosci) na
    przestrzeni ostatnich lat przechodzily do szkoly sredniej (chyba
    czas pomyslec o starosci;))i wszyscy kiedy dzieci byly jeszcze w
    klasie 5tej zatrudniali nauczycieli aby przygotowac dzieci do tych
    egzaminow. Wiekszosc sie dostala.
  • derka1 27.09.09, 09:32
    Nie do konca sie z ania zgadzam. Jak ktos wspomnial wczesniej -
    szkola szkole nierowna. Ja 9 lat uczylam w panstwowej i nieskromnie
    powiem, ze nie mam sobie - jako nauczyciel - nic do zarzucenia.
    Ostatni rok szkola zakonczyla wynikiem 91,3% A*-C z ponad 40% A*-A.
    Zakres wycieczek zagranicznych (o krajowych nawet nie wspominam)
    siegal od Borneo do USA, przez Rosje, Hiszpanie (lub Francje) i
    Islandie. O takich laboratoriach do science jak w powyzszej szkole
    marzylaby niejedna prywatna. A jak raz przyszedl na praktyki
    (potrzebny mu byl swistek, ze ma doswiadczenie w panstwowej)
    nauczyciel z prywatnej szkoly - to mu szybko podziekowano bo byl tak
    beznadziejny, ze bardzo poziom zanizal.

    Nie przecze, ze sa bardzo dobre prywatne szkoly ale jest rowniez
    naprawde wiele swietnych panstwowych. Dlatego w pierwszym poscie
    zasugerowalam, ze jesli masz do takich dostep - to z nich skorzystaj.
  • izabelski 27.09.09, 14:21
    zgadzam sie z derka
    wczoraj dodatkowo rozmawialam z siostrzencami, ktorzy mi opowiadal
    jak wygladaly ich lekcje w jednej z lepszych prywatnych srednich
    szkol w Londynie
    i to wszystko rozbijalo sie o nauczycieli
    czy byli konsekwentni i wykonywali swoja prace tak jak powinni
    a wlasciwie - od dyrektora i etosu ktory on wprowadza w swojej szkole
    a etos przesledzic mozna obserwujac np. zachowanie dzieci
    wychodzacych ze szkoly...
  • szczur.w.sosie 27.09.09, 16:27
    Ja do prywatnej nie poślę już choćby dlatego, że w najbliższej okolicy nie ma
    (nie wspominając kwestii finansowej). No, chyba że boarding school:), ale ten
    pomysł uważam za nietrafiony. Myślę, że są szkoły dobre i złe i tu raczej
    przebiega granica niż między prywatną a państwową. Popatrzyłam na strony www
    okolicznych szkół prywatnych i choćby fakt 20 uczniów w szkole mnie zaskoczył.
    To 18-20 mają klasy w szkole mojego dziecka. I to nie może być przekroczone, tak
    przynajmniej założono.Do tego klasy są mieszane: 1/2, 2/3, 4/5, 5/6, 6/7. Czyli
    np P2 jest podzielone i część ma z P1 zajęcia a część z P3 jak mój syn.
    Chodziło o to, by uniknąć przeładowania klas grupując dzieci wg rocznika, tak to
    się przynajmniej rozeszło równomiernie.
    --
    'Hushaba my peerie ting/Cuddle closs ta mammie/Cuddle closs an hear me
    sing/Peerie mootie lammie'
  • yoskaiga 27.09.09, 17:04
    szczur.w.sosie napisała:

    > Myślę, że są szkoły dobre i złe i tu raczej
    > przebiega granica niż między prywatną a państwową.
    Absolutnie się zgadzam. Dokładnie tak samo jest w Polsce.
  • izabelski 27.09.09, 17:23
    mysle, ze jesli ktos jak ja poslal dzieci do podstawowej prywatnej
    szkoly, to wie co w ten sposob zyskal
    bo ja po prostu porownuje z innymi dziecmi w oklicy i wsrod znajomych
    co zreszta opisalam w cytowanym wyzej watku
  • yoskaiga 27.09.09, 17:32
    izabelski napisała:

    > mysle, ze jesli ktos jak ja poslal dzieci do podstawowej prywatnej
    > szkoly, to wie co w ten sposob zyskal
    > bo ja po prostu porownuje z innymi dziecmi w oklicy i wsrod znajomych
    > co zreszta opisalam w cytowanym wyzej watku

    Ze szkołą podstawową nie mam porównania być może prywatna podstawowa jest jakaś
    wyjątkowa, nie wiem nie mam doswiadczenia ale już ze średnią i owszem , bo jedno
    moje dziecko ma za sobą prywatną bardzo dobrą szkołę, a drugie chodzi do
    "zwykłej" katolickiej. Wszędzie wypadkową osiągnięć jest : praca nauczyciela,
    zdolności, możliwości i pilność ucznia:)
  • anajane 27.09.09, 09:59
    A jak sprawdzic czy szkola jest dobra?Ja mieszkam w malym miasteczku
    i sa u nas tylko 2 primary.Moze warto poslac dziecko do wiekszego
    miasta?
  • dorcian 27.09.09, 10:53
    Zrob wywiad srodowiskowy - posluchaj, co mowia rodzice. Jezeli
    chcesz sprawdzic oficjalna ocene szkoly wygoogluj OFSTED i sprawdz
    na ich stronie. Szkola moze byc:
    Outstanding - swietna
    Good - dobra
    Satisfactory - przecietna
    Under special measures - trzymaj sie z daleka:)
    Te oceny sa przyznawane w paru kategoriach oraz jest ocena ogolna.
    Nie wiem czy w twojej miejscowosci obowiazuje "catchment area"
    (bliskosc szkoly od domu), mozesz sprobowac popytac o te szkoly w
    wiekszym miescie, ale na ogol te dobre maja wiecej kandydatow niz
    miejsc i wtedy pierwszenstwo maja dzieci mieszkajace najblizej
    szkoly.
  • basiak36 27.09.09, 11:14
    My poslemy dzieci do prywatnej sredniej jesli sie okaze ze ta w okolicy jest
    niezbyt dobra. Jestem zdania ze po to place podatki zeby nie musiec doplacac az
    tyle do edukacji. Ale doplace jesli bedzie taka potrzeba. Bo samo czesne to nie
    wszystko, jest jeszcze mnostwo dodatkow.
    Musze byc przekonana ze taka szkola da dziecku cos co naprawde jest mu niezbedne
    i nie ma szans zeby panstwowa mu to dala. Jak na razie nie widze zeby tak bylo:)
    W koncu zeby podreperowac wyniki dziecka w szkole zawsze mozna zatrudnic
    korepetytora, a kase zaoszczedzona na prywatnej szkole wydac na wycieczke do Chin:)
    --
    ------------------------------------------
    "Adults always have their way, and children always get the
    blame" C.Gonzales
  • aniaheasley 27.09.09, 21:43
    >Musze byc przekonana ze taka szkola da dziecku cos co naprawde jest
    >mu niezbedne
    >i nie ma szans zeby panstwowa mu to dala

    Hmmm, trudno sie o tym przekonac bez poslania dziecka do takiej
    wlasnie szkoly prywatnej. Ja tez bylam na nie poczatkowo i uwazalam,
    ze panstwo powinno zapewnic porzadny poziom edukacji. No ale
    niestety, w wiekszosc przypadkow nie zapewnia.
    Wiedzialam, ze znajda sie tutaj gorace obronczynie szkol
    panstwowych, w sumie to zdrowy objaw, ale niestety tez troche
    pobozne zyczenia.
    Po 3 latach przypatrywania sie szkole mojego syna i WIELU szkolom
    panstwowym, do ktorych poszli ich koledzy z podstawowki, oraz
    szkolom panstwowym, w ktorych ucza moi znajomi moge z cala pewnoscia
    stwierdzic, ze niestety, ale szkoly prywatne jeszcze dlugo beda
    kwitly, i beda produkowac elity, grupy uprzywilejowane, ktore beda
    zapelniac wiekszosc miejsc na najlepszych uniwersytetach. Pisze
    niestety, bo uwazam, ze tak byc nie powinno. Nie powinno byc tak, ze
    pieniadze rodzicow zapewniaja dziecku ustawienie na cale zycie, bo w
    przypadku dobrych szkol prywatnych nazwa tej szkoly otwiera
    wszystkie drzwi, old boys network trzyma sie dobrze, taka troche pol-
    masonska mafia powstaje :-)

    --
    Ania's Poland
  • izabelski 27.09.09, 21:48
    Aniu - dodajmy do tego jeszcze Grammar Schools
    bo to ta sama filozofia
    i wielu rodzicow, ktorzy posylaja dzieci do obu typow to poswaidcza

    jakoz i mlodzi ludzi ktorzy dyskutuja te tematy miedzy soba
  • aniaheasley 27.09.09, 21:54
    Tak, zgadza sie, Grammar tez budza szacunek tych obrzydliwych
    zarozumialych mlodych ludzi, do ktorych moj syn sie zalicza :-)
    --
    Ania's Poland
  • liley11 27.09.09, 22:27
    Dziekuje za rady,

    co do jednej mam uwagi: a mianowicie: wywiad wsrod rodzicow - owszem
    robie n atemat okolicznych szkol. I zaden rodzic nie narzekal na
    szkole swojego dziecka. wg nich szkoly do ktorych chodza ich dzieci
    sa wspaniale. A ja mam inne zdanie (niestety), patrzac na dzieci,
    rodzicow (nie wszystkich oczywiscie) i na OFSTEAD reports...ktore
    sa "satisfactory". Chyba najrzetelniejsza opinie o szkole otrzyma
    sie od rodzica, ktorego dziecko nie chodzi do niej.


    Nie bardzo rozumiem, co to jest grammary school - ale zaraz poszukam
    w kopalni wiedzy

    Zakladam, ze jezeli moja cora nie dostanie sie do dobrej szkoly
    podstawowej i pozostanie jej "udzial" w najblizszych "satisfactory"
    szkolach, to wtedy prywatna szkola pozostanie jako wyjscie awaryjne.

    Nasza rodzina (moja i meza) jest z tymi wyksztalceniowymi tradycjami
    i nie chce "zmarnowac" corci zycia ograniczajac jej mozliwosci na
    samym starcie. Pieniadze w takim przypadku nie sa wytyczna.

    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • liley11 27.09.09, 22:35
    Zakladam, ze corcia moja jest zdolna i ze dostanie sie do "good"
    szkoly katolickiej. Czy moze wtedy obrac opcje - korepetycje przed
    egzaminami do szkoly sredniej?
    Czy orientujecie sie, ile placi sie za takie przygotowujace
    korepetycje? Czy na pewno wyjdzie to taniej, niz poslanie od razu do
    dobrej szkoly prywatnej?
    W mojej okolicy sa dobre "outstanding" szkoly prywatne.


    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • izabelski 28.09.09, 02:06
    jaka jest pierwsza czesc twpjego kodu pocztowego?

    11+ tutors to chyba £30/60 min
  • liley11 28.09.09, 21:37
    gu12 - pod tym kodem nie znajdziesz dobrych szkol, ale juz pod gu9
    i owszem - tylko to inne county

    izabelski napisała:

    > jaka jest pierwsza czesc twpjego kodu pocztowego?
    >
    > 11+ tutors to chyba £30/60 min


    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • basiak36 27.09.09, 22:33
    > Wiedzialam, ze znajda sie tutaj gorace obronczynie szkol
    > panstwowych, w sumie to zdrowy objaw, ale niestety tez troche
    > pobozne zyczenia.

    Nie wiem czy na tym polega proba analizowania wszystkich za i przeciw..

    > Hmmm, trudno sie o tym przekonac bez poslania dziecka do takiej
    > wlasnie szkoly prywatnej.

    Dlaczego trudno? Mozna mniej wiecej miec pojecie o programie nauczania, o
    postepach dziecka, itp.
    Ja osobiscie nie jestem na nie, jestem na etapie rozwazan. Zwlaszcza ze mam
    kilkoro znajomych ktorych spokojnie stac na najlepsze prywatne, sami chodzili, a
    swoich dzieci poslac nie chca.
    --
    ------------------------------------------
    "Adults always have their way, and children always get the
    blame" C.Gonzales
  • yoskaiga 27.09.09, 22:41
    Nie raz tutaj byłam zakrzykiwana jak odważyłam się powiedzieć ,że szkoły państwowe w UK pozostawiają wiele do życzenia. Kto śledzi wątki edukacyjne ten wie, że mówię prawdę.
    Trudno mi jednak nie zgodzić się z Anią we fragmencie:

    <<Na poziomie szkoly sredniej roznica miedzy szkola prywatna a panstwowa
    (sa wyjatki ale bardzo ich malo) jest tak ogromna, ze sa to naprawde
    dwie galaktyki oddalone od siebie o lata swietlne. Dzieli je
    wszystko- poziom wyksztalcenia i wiedzy nauczycieli, zaplecze
    materialowe, wycieczki doksztalcajace, poziom i pochodzenie
    (niestety ...) kolegow, ambicje rodzicow, tradycje szacunku
    wyksztalcenia w rodzinie, zajecia pozalekcyjne i sposob i jakosc ich
    prowadzenia, itp, itd. >>

    Nie oznacza to jednak ,że nie można dobrej szkoły państwowej znaleźć. Sama taką znalazłam i walczyłam o przyjęcie tam dziecka przez rok z okładem. Pisząc kolejne i kolejne odwołania, aż do skutku.
    Przez to co piszę chce jedyne powiedzieć ,że nie należny składać broni tylko walczyć o dobrą edukacje własnego dziecka, bowiem nie wszystkich stać na szkołę prywatną.
    Osobiście, gdybym mogła posłałabym Młodego do tej szkoły do której chodził Starszy, niestety podstawowy koszt 21tyś funtów rocznie przekracza moje możliwości ,a jest to dopiero wierzchołek góry lodowej bowiem wszystkie dodatkowe rzeczy ,a jest ich bez liku, są ekstra płatne. Sam mundurek kosztuje 600 funtów! Wymagany jest również specjalny ekwipunek do internatu czy chociażby strój do jazdy konnej , polo , rugby, tenisa etc, etc.

    Zgadzam się również z tym fragmentem , który napisała Ania:

    <<moge z cala pewnoscia stwierdzic, ze niestety, ale szkoly prywatne jeszcze dlugo beda
    kwitly, i beda produkowac elity, grupy uprzywilejowane, ktore beda
    zapelniac wiekszosc miejsc na najlepszych uniwersytetach. Pisze
    niestety, bo uwazam, ze tak byc nie powinno. Nie powinno byc tak, ze
    pieniadze rodzicow zapewniaja dziecku ustawienie na cale zycie, bo w
    przypadku dobrych szkol prywatnych nazwa tej szkoly otwiera
    wszystkie drzwi, old boys network trzyma sie dobrze, taka troche pol-
    masonska mafia powstaje :-)

    Tak rzeczywiście jest. Szkoły państwowe mają na celu w większości wykształcić robotnika. Z małymi wyjątkami , które się z tego kanonu wyłamią. Elity nie są dla mas. I tego jestem pewna w 100%.

    Jednak często szkoły prywatne borykają się z podstawowy problemem, przynajmniej u mojego dziecka tak było, a mianowicie te dzieci lordów, sirów, i arystokracji ( polskiej również ) nie chcą się uczyć. Tak najnormalniej w świecie nie chcą. Wolą od nauki wszystkie zajęcia dodatkowe - polo w RPA, krykiet w Nowej Zelandii, rugby w Australii, muzykowanie z orkiestra filharmoników berlińskich itd, itd, itd.
    Z tego to właśnie powodu szkoły te z całego świata ściągają najzdolniejszą młodzież, oferując im bezzwrotne stypendia. Między innymi właśnie młodzieży z Polski ( vide nasi stypendyści ), Czech, Brazylii, Meksyku, Chin , Kanady, Singapuru itd. itd.

    Reasumując - Ania , która jak domyślam się z różnych wpisów i firmy , którą prowadzi, ma ogląd szkół angielskich od lat, ja od od lat niespełna trzech, mimo to od razu zorientowałam się ,że ze szkołami jest tutaj nie "teges". Dlatego od początku pisania na forum namawiam - Szukajcie Dobrej Szkoły Dla Waszych Dzieci, a takie tutaj też są i nie zawsze są one prywatne :). Sama taką znalazłam i mimo, iż Młody dojeżdża codziennie 40 minut autobusem , nie żałuję. Efekty widać jak na dłoni chociażby w postaci egzaminu z j. polskiego , który zdał najwyższą notę przed czasem, czyli o dwa lata wcześniej niż tego wymaga GCSE.
  • lucasa 28.09.09, 14:29
    yoskaiga napisała:

    > Nie oznacza to jednak ,że nie można dobrej szkoły państwowej
    znaleźć. Sama taką
    > znalazłam i walczyłam o przyjęcie tam dziecka przez rok z okładem.
    Pisząc kole
    > jne i kolejne odwołania, aż do skutku

    Yoskaiga, a mozesz powiedziec jak sie pisze takie odwolania po kilka
    razy? bo w sumie jak szkola jest oblegana a nie jestes w rejonie, to
    jakie mozesz miec argumenty aby dziecko bylo przyjete?

    nas "problem" (chcialabym miec taki problem i zastanawiac sie czy
    poslac dziecko do prywatnej czy nie) nie dotyczy, ale jakbym miala
    pieniadze i bez wieszego zaciskania pasa (aby rodzina potem nie
    biedowala) to bym poslala dziecko. mniejsze klasy i mozliwosc zajec
    dodatkowych to dla mnie niepowazalny plus. a sa tez inne. (pewnie to
    nie we wszystkich szkolach, ale np. nasi znajomi bardzo duzo placa
    za szkole - a wszystkie zajecia pozalekcyjne sa bez dodatkowych
    oplat. a zajec - az do zawrotu glowy i prowadzonych na wysokim
    poziomie)

    rozmawialam ostatnio ze znajomymi (mamy znajomych nauczycieli w
    panstwowych szkolach i jednego w prywatnych) i kilka osob sami
    konczylo prywatne szkoly. i w sumie co oni mowia, a w czym widze
    sens - ze jezeli dziecko jest bardzo dobre to sobie poradzi i tu i
    tu i sie wybije. natomiast szkola prywatna daje nieporownywalne
    wieksze mozliwosc dziecku przecietnemu aby sie rozwinelo.
    A
  • yoskaiga 28.09.09, 19:33
    lucasa,
    dopiero teraz zobaczyła Twój wpis. Napisałam Ci maila na gazetowego :)
  • derka1 27.09.09, 22:49
    aniaheasley napisała:

    > Wiedzialam, ze znajda sie tutaj gorace obronczynie szkol
    > panstwowych, w sumie to zdrowy objaw, ale niestety tez troche
    > pobozne zyczenia.
    > Po 3 latach przypatrywania sie szkole mojego syna i WIELU szkolom
    > panstwowym, do ktorych poszli ich koledzy z podstawowki, oraz
    > szkolom panstwowym, w ktorych ucza moi znajomi moge z cala
    pewnoscia
    > stwierdzic, ze niestety, ale szkoly prywatne jeszcze dlugo beda
    > kwitly, i beda produkowac elity, grupy uprzywilejowane, ktore beda
    > zapelniac wiekszosc miejsc na najlepszych uniwersytetach.


    Moze ja przewrazliwiona jestem ale odnosze wrazenie (przepraszam
    jesli niesluszne), ze masz dosyc ironiczny stosunek nie tylko do
    panstwowego systemu szkolnego ale rowniez do tych "goracych
    obronczyn szkol panstwowych", do ktorych i ja sie zaliczam.

    Nie chce mi sie juz 3 raz powtarzac, ze po obu stronach sa szkoly i
    dobre i zle ale sugerowanie, ze tylko prywatne sa w stanie "wydac na
    swiat" elity wydaje mi sie nieco na wyrost. Do mojej panstwowej
    szkoly kilka razy w roku trafialy dzieci z tych rzekomo elitarnych
    placowek, przenoszone przez rodzicow glownie z powodu slabego
    poziomu nauczania, rzadziej z naglego braku funduszy - przepraszam
    ale slowo elita byloby ostatnim jakiego w stosunku do nich
    kiedykolwiek bym uzyla.
  • basiak36 27.09.09, 23:00
    > Nie chce mi sie juz 3 raz powtarzac, ze po obu stronach sa szkoly i
    > dobre i zle ale sugerowanie, ze tylko prywatne sa w stanie "wydac na
    > swiat" elity wydaje mi sie nieco na wyrost.

    Zgadzam sie. Poza tym o czym my mowimy - koncowym efektem ma byc dziecko ktore
    robi w zyciu to w czym jest dobre i to co lubi. I tutaj nie jest powiedziane czy
    prywatna szkola nastawiona na super wyniki jest nalepsza. Ja chce taka ktora
    jest nastawiona na to zeby dziecko sie rozwijalo w swoim tempie i przede
    wszystkim lubilo sie uczyc. Byc moze sie okaze ze moje dziecko tak jak ja bedzie
    lubilo jezyki obce i tak jak moi rodzice kiedys, ja wydam kase dla syna na rozne
    ciekawe szkoly jezykowe na swiecie:)
    Koniec koncow ja skonczylam raczej srednie poziomem uczelnie w UK, a w pracy na
    tym samym poziomie zawodowym mam ludzi ktorzy sa po super prywatnych szkolach
    jak i po zwyklych. I sukcesy zawodowe naprawde wychodza dosc roznie. Elity
    przestaja miec az takie znaczenie. Akcenty sie mieszaja:)
    Bo co w koncowym efekcie chcemy osiagnac?
  • yoskaiga 27.09.09, 23:09
    <<Bo co w koncowym efekcie chcemy osiagnac?>>
    to jest najbardziej w tym momencie sensowne pytanie.
    Zawsze powtarzam z całym szacunkiem , bez cienia ironii ,ze można być fryzjerka,
    kosmetyczką, sprzątaczką - najszczęśliwszą na świecie, tyko trzeba tez mieć
    świadomość ,że to jest mój własny wybór i żadna droga nie jest przed mną
    zamknięta z racji nieostatecznego wykształcenie.
  • steph13 27.09.09, 23:57
    Z reguly powiedzialabym, jesli stac was na to - go private. Tylko
    nie w slepo, bo istnieja rowniez szkoly prywatne o nedznym poziomie
    akademickim i placenie za nie nie ma zadnego sensu.
    Dla mnie, miedzy innymi, istotne bylo sprawdzic, do jakich szkol
    srednich dostaje sie wiekszosc uczniow danej podstawowki i na jakich
    uczelniach laduja absolwenci szkoly sredniej, ktora interesowala
    mnie dla moich dzieci. W naszym wypadku ta metoda wyboru sprawdzila
    sie wysmienicie. Solidna primary prowadzi z reguly do powaznej
    secondary i do uczelni, ktorych absolwenci sa poszukiwani na rynku
    pracy.
    Polecam wiec zajrzec na website szkoly i sprawdzic Leavers'
    Destination.
  • aniaheasley 27.09.09, 23:10
    Nie ironiczny ale niestety realistyczny. Pisze zawsze, ze sa
    wyjatki. Wyjatki maja to do siebie, ze sa nieliczne. Nie wiem o
    jakich/jakiej szkole prywatnej piszesz, ktora byla taka
    beznadziejna, jezeli jest taka rzeczywiscie, to chyba tez wyjatek, w
    druga strone.

    A propos nauczycieli w szkolach prywatnych i panstwowych. Otoz
    rozmawialam z moimi znajomymi nauczycielami, i tak: wszyscy, bez
    wyjatku wszyscy zazdroszcza atmosfery skupienia na nauce, poziomu
    prac jakie uczniowie maja zadawane i jakie produkuja, czy to w
    ramach prac domowych czy course work. Jedni z nich chcieliby bardzo
    pracowac w szkolach prywatnych bo to dalo by im szanse wykrzesania
    diamentow z podatnego materialu surowego. Inni otwarcie mowia, ze
    nie chcieliby pracowac w prywatnych, bo lubia wyzwania, i tylko
    szkola panstwowa daje takie szanse. Tylko ze te ich wyzwania sa
    czesto natury zdecydowanie nie-naukowej, oscyluja czesto na
    pograniczu wyzwan dla pracownikow social services, dotycza
    dyscypliny, zachowania uczniow i kompletnego braku zainteresowania
    postepami dzieci ze strony rodzicow.

    A, i jeszcze jedno, w szkolach prywatnych ktore znam naprawde
    dobrze, jedna jako rodzic i druga jako bliska kolezanka nauczyciela
    w tej szkole, no wiec w obu tych szkolach nie do pomyslenia byloby
    zeby przyjeli nauczyciela obcokrajowca, dla ktorego jezyk angielski
    nie jest jezykiem ojczystym, ktory w dodatku jest w tym kraju
    zaledwie kilka lat. Po prostu rodzice i dyrekcja szkoly by do tego
    nie dopuscili. Pisze to na podstawie doswiadczen znajomych,
    widzialam - bardzo dyplomatycznie - listy odrzucajace ich podania o
    prace.
    Derka, moze nie uwierzysz mi, ale naprawde rozumiem Twoj punkt
    widzenia, kiedys tez myslalam podobnie, ale niestety, 4 lata temu
    moze dalabym sie przekonac chociaz w czesci, teraz juz wiem swoje,
    za duzo sie napatrzylam, nasluchalam, zeby nie miec zadnych
    watpliwosci.

    --
    Ania's Poland
  • basiak36 27.09.09, 23:19
    nie do pomyslenia byloby
    > zeby przyjeli nauczyciela obcokrajowca, dla ktorego jezyk angielski
    > nie jest jezykiem ojczystym, ktory w dodatku jest w tym kraju
    > zaledwie kilka lat. Po prostu rodzice i dyrekcja szkoly by do tego
    > nie dopuscili.

    A czemu? Nie uwazaja ze mogliby sie czegos od takiego kogos nauczyc? Ja na
    studiach tutaj mialam super profesora od ekonomii, z Afryki, mowil po angielsku
    ok, ale czasem lepiej lub gorzej, natomiast ekonomista byl slawy swiatowej.
    Jak dla mnie to niestety argument przeciw. Z gory odrzucanie potencjalnego super
    materialu na nauczyciela przez to ze moze sie wyrazic z bledem?

    scyluja czesto na
    > pograniczu wyzwan dla pracownikow social services, dotycza
    > dyscypliny, zachowania uczniow i kompletnego braku zainteresowania
    > postepami dzieci ze strony rodzicow.

    Zdziwilabys sie jakie problemy z dyscyplina miewaja prywatne szkoly. Tyle ze
    jesli narkotyki sa wmieszane, to po prostu sa drozsze.

    Znam dzieci chodzace do szkol prywatnych, mam znajomych nauczycieli itp. Ale w
    pracy na co dzien widze koncowy efekt roznych stylow edukacji :))))


    ------------------------------------------
    "Adults always have their way, and children always get the
    blame" C.Gonzales
  • derka1 27.09.09, 23:30
    basiak36 napisała:

    > nie do pomyslenia byloby
    > > zeby przyjeli nauczyciela obcokrajowca, dla ktorego jezyk
    angielski
    > > nie jest jezykiem ojczystym, ktory w dodatku jest w tym kraju
    > > zaledwie kilka lat. Po prostu rodzice i dyrekcja szkoly by do
    tego
    > > nie dopuscili.
    >
    > A czemu? Nie uwazaja ze mogliby sie czegos od takiego kogos
    nauczyc?


    No wlasnie. Zastanawiam sie rowniez czy i jak taki snobistyczny
    stosunek dyrekcji i rodzicow do innych ("gorszych"?) nie wplywa
    pozniej na uczniow i ich widzenie swiata.
  • aniaheasley 27.09.09, 23:31
    Nie ma sensu ta dyskusja, wiedzialam, ze tak sie to moze potoczyc,
    powinnam ugryzc sie w jezyk (czyt. wyrwac pare klawiszy z
    klawiatury) zanim w ogole zabralam tu glos.
    Klopoty z dyscyplina mowisz? Owszem, sa, przez 3 dni, gora tydzien z
    pojedynczymi jednostkami. I albo rodzice sa poproszeni o zabranie
    dziecka ze szkoly albo klopoty znikaja. Uwielbiam te historie o
    narkotykach w szkolach prywatnych, to po prostu mity, legendy, ktos
    doda dwa plus dwa (kupa kasy+zmanierowana zepsuta do szpiku
    mlodziez) i wyjdzie mu piec i pol.
    Z tymi nauczycielami obcokrajowcami, to nie mowimy o slawach
    swiatowych, tylko o osobach z Polski wyraznie kaleczacych wymowe,
    gramatyke, i dysponujacych pewnym okreslonym potencjalem jezykowym,
    ktory niestety moze dzieciom bardzo zaszkodzic, a jezeli nie
    zaszkodzic doslownie, to po prostu ograniczyc ich lekkosc i gietkosc
    jezykowa w danej dziedzinie.
    Ok, koncze, postaram sie juz tutaj nie pisac, po prostu widze, ze
    nie bylo fair zabieranie tutaj glosu.
    --
    Ania's Poland
  • basiak36 27.09.09, 23:54
    aniaheasley napisała:

    > Nie ma sensu ta dyskusja, wiedzialam, ze tak sie to moze potoczyc,
    > powinnam ugryzc sie w jezyk (czyt. wyrwac pare klawiszy z
    > klawiatury) zanim w ogole zabralam tu glos.

    Dlaczego? Dlatego ze niektore z nas maja inne zdanie?
    Mniej wyidealizowane w temacie szkol prywatnych? Mialam podobne kiedys zdanie do
    Twojego, ale czas i poznawanie ludzi robi swoje.
    Nie wiem w jakim srodowisku pracujesz, ale w moim jak na dloni widac rezultaty:)
    I przestalam juz dawno miec zludzenia.

    > Klopoty z dyscyplina mowisz? Owszem, sa, przez 3 dni, gora tydzien z
    > pojedynczymi jednostkami. I albo rodzice sa poproszeni o zabranie
    > dziecka ze szkoly albo klopoty znikaja.
    Tak od razu? Szczegolnie teraz kiedy mamy recesje, tak latwo rezygnuja z uczniow?
    W panstwowych szkolach ktore znam tez sobie swietnie z tym problemem radza.

    > Z tymi nauczycielami obcokrajowcami, to nie mowimy o slawach
    > swiatowych, tylko o osobach z Polski wyraznie kaleczacych wymowe,
    > gramatyke, i dysponujacych pewnym okreslonym potencjalem jezykowym,
    > ktory niestety moze dzieciom bardzo zaszkodzic,

    W jaki sposob taki nauczyciel, ktory ma np niesamowita wiedze z jakiegos
    przedmiotu, do tego porafi zainspirowac dzieci i przekazac ja - zaszkodzi
    dzieciom tym ze mu sie troche gramatyka podwinie?

    > Ok, koncze, postaram sie juz tutaj nie pisac, po prostu widze, ze
    > nie bylo fair zabieranie tutaj glosu.

    Nie fair byloby uwazanie ze wszyscy musimy sie zgadzac:)
  • yoskaiga 28.09.09, 00:17
    Aniu, obrażanie się nie ma najmniejszego sensu , bo jest to bardzo dobra
    dyskusja pokazująca rożne aspekty i możliwości nauczania w UK. Bardzo pomocna
    rodzicom , którzy tak jak uczniowie o których tutaj mówimy, pochodź z rożnych
    środowisk , co nie oznacza ,ze dla swojego dziecka nie chcą wybrać jak
    najlepszej edukacji.
    Jeśli chodzi o dyscyplinę to podam dwa przykłady z własnego oczywiście podwórka:
    - w szkole prywatnej chłopak złapany na paleniu papierosa, nie żadnej trawki,
    został wyrzucony ze szkoły natychmiast.
    - pijani uczniowie przyłapani na nocnej eskapadzie dostali nagany i zakaz
    opuszczania internatu na jakiś czas.
    - w szkole państwowej ( tej gorszej zanim przeniosłam Młodego ) doszło do
    ekscesu na tle rasowym z udziałem Polaka i Brytyjczyka. Prowodyrem był
    Brytyjczyk - został usunięty ze szkoły.
    Pijani uczniowie, po balu na zakończenie swojej secondary zostali z nazwiska
    wymienieni w mojej lokalnej prasie.
    To nie sprawa szkół tylko właściwych pedagogicznie postaw.
  • aniaheasley 28.09.09, 08:10
    Ja sie nie obrazam, nie to mialam na mysli, mniejsza z tym. Po
    prostu chodzilo mi o to ze szkoly prywatne -JAKO REGULA - sa
    naprawde o niebo lepsze i to one maja najlepsze wyniki, produkuja
    najlepszych pozniej studentow, lekarzy, prawnikow, itp, itd. A
    jezeli komus akademicka kariera nie po drodze, to rowniez szkoly
    prywatne wydaja rugbistow, krykiecistow do druzyn narodowych. Ta
    dyskusja nie ma sensu o tyle, ze juz dawno wszyscy sie na ten temat
    zgodzili w GB, wszedzie poza Matkami Polkami.

    Takich przykladow kazda z nas zwiazana w jakis sposob ze szkolami
    zna mnostwo. W szkole panstwowej gzie pracuje moja kolezanka jako
    nauczycielka, dwoch uroczych nastolatkow powiedzialo jej ze zloscia
    na przerwie, cos w stylu go back to Poland we don't need you here. I
    co? I zadnych konsekwencji.


    --
    Ania's Poland
  • basiak36 28.09.09, 10:40
    aniaheasley napisała:

    > Ja sie nie obrazam, nie to mialam na mysli, mniejsza z tym. Po
    > prostu chodzilo mi o to ze szkoly prywatne -JAKO REGULA - sa
    > naprawde o niebo lepsze i to one maja najlepsze wyniki, produkuja
    > najlepszych pozniej studentow, lekarzy, prawnikow, itp, itd.

    Niezupelnie o to chodzi:) Po prostu do prywatnych szkol zwykle ida dzieci
    rodzicow ktorzy dobrze zarabiaja, i radza sobie dobrze w zyciu. Dzieci maja
    odpowiednie wsparcie. I dlatego dzieci podobnych rodzicow w szkolach panstwowych
    radza sobie rowniez swietnie. Z tym ze panstwowe maja oprocz tego cala ogromna
    grupe dzieci rodzicow ktorzy ambicji nie maja zadnych i szkole maja w nosie. I z
    tymi jest problem.

    Niedawno czytalam o ciekawych badaniach, zrobionych w LOndynie, na przestrzeni
    ilus lat, gdzie rodzice klasy sredniej i wyzej,posylali swoje dzieci do lokalnej
    szkoly, bez wzgledu na jej poziom. I te dzieci radzily sobie super, konczyly ze
    swietnymi wynikami i poszly na najlepsze uczelnie. Bo te panstwowe szkoly
    widzialy w tych dzieciach potencjal na rozwoj, na poprawe wynikow szkoly itp.

    Ja tez kiedys bylam zdania ze jak szkola prywatna to musi byc lepsza.I okazuje
    sie ze tak nie jest. Widzialam jak wyglada kilka przecietnych. I dlatego mimo ze
    rozwazam prywatna szkole jako szkole srednia, musze sie nad tym bardzo dobrze
    zastanowic.
  • szczur.w.sosie 28.09.09, 11:21
    Znałam Polaka ze średnim angielskim (takim jaki reprezentuje przeciętny Polak na
    Wyspach, oczywiście mówiący po angielsku), który znalazł pracę w szkole
    prywatnej. Chwalił sobie, że dużo ta szkoła zatrudnia obcokrajowców co zarazem
    oddaje pochodzenie uczniów. No, akurat angielskiego nie uczył, w ogóle nauka
    raczej mało na mówieniu polegała, więc i ten angielski to nie taki problem.
    A tak w ogóle, to pomijając czy prywatna czy państwowa, bo dla wielu
    (większości) to jest oczywiste: państwowa, bo owe 20tys to roczny dochód na
    rodzinę, a jak ma się kilkoro dzieci... Nawet przy dochodzie 50tys i dwójce
    dzieci to da się odczuć. Więc ci mogą pomarzyć o prywatnej.
    Ale ja straciłam zaufanie do szkoły jako instytucji. I też myślałam o uczeniu w
    domu. Mieszkając w Pl zapiałam syna (jak miał kilka miesięcy) do szkoły, która
    przyjmuje zapisy na 6 lat na przód, bo potem to za późno. Nie wiem jak by to
    było, bo zaraz potem wyjechaliśmy i pomysł zarzuciliśmy. Ale była wciąż idea
    kształcenia w domu. Koniec końców dziecko wylądowało w zwykłej szkole na rok,
    potem się przeprowadziliśmy do rejonu, który uchodzi za b. dobry pod względem
    szkół. I tego nie wiedziałam, bo jechałam tam z bardziej prozaicznej przyczyny
    niż poszukiwanie idealnej szkoły dla dziecka. I wiele osób mi mówiło: O, tam to
    są dobre szkoły... I nie ma tu nie tylko prywatnych ale nawet katolickiej.
    Wyłącznie prowadzone przez local authority. I chodzą tu dzieci tych
    "beneficiarzy" (to nie moje określenie) i tych, którym życie się ułożyło lepiej,
    przynajmniej pod względem finansowym.
    Mój syn jest dopiero w P2, więc za wcześnie by planować mu karierę. Ale czy
    jeśli zechce zostać lekarzem czy adwokatem, to chodząc do szkoły państwowej, nie
    zostanie? Jeśli do tego będzie pracował nad tym i miał odrobinę talentu?
    Nie wyobrażam sobie obciążać się finansowo by zapewnić dziecku prywatną szkołę.
    Wolę ten czas i pieniądze poświęcić na spędzenie czasu z dzieckiem. I teraz jak
    jest mały, i później. Wolę by mnie widział z książką niż liczącą pieniądze i
    planującą budżet. Może to prędzej zmotywuje do nauki?
    Ktoś powie, nie posyłasz bo cię nie stać. No, na dzień dzisiejszy mnie nie stać.
    A nawet jak by było stać, to bym miała wątpliwości, czy kształcić dziecko wśród
    tzw. "elit". Bo ja mam wątpliwości do jakości tego kształcenia. OK, niech
    przygotuje na Oxford, ale czy tym samym jest to dobrej jakości kształcenie? A
    może tu chodzi raczej o wykształcenie człowieka do robienia dobrej kasy? Jeśli
    tak, to wybaczcie, ale mówmy tak od razu.
  • liley11 28.09.09, 13:14
    Alez ja chce aby moja cora wyksztalcila sie na tyle, aby "robila
    dobra kase" dla siebie oczywiscie. Ksztalcenie dla idei w naszym
    materialnym swiecie dobre moze byc jedynie dla dzieci milionerow,
    ktorych nawet wnuki nie musza martwic sie o egzystencje. My
    milionerami nie jestesmy. Chce, aby robila to co lubi i dobrze to
    robila, a nie to co musi, aby wyzywic rodzine.

    Zostaje jeszcze kwestia zachowania, kultury, motywacji, celow
    kolegow ze szkoly - a wydaje mi sie, ze w lepszych szkolach, do
    ktorych chodzi wiekszosc dzieci rodzicow, ktorym "zalezy" jest
    wieksza kultura i lepsze podejscie do zycia, dzieci maja lepsze
    wzorce i motywacje.

    Dzis porozmawialam z moimi angielskimi kolezankami na temat szkol i
    optymistyczne jest to, ze szkoly panstwowe rowniez zaopatruja Oxford
    i Cambridge w studentow, nie tylko prywatne. Oczywiscie sa to good
    albo outstanding szkoly publiczne.

    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • szczur.w.sosie 28.09.09, 13:30
    oj, to ja już wolę trzymać się z dala od tych 'dobrych szkół'...
    jakie wzorce może mieć młodzież jak kształci się, żeby zarobić...
    --
    'Hushaba my peerie ting/Cuddle closs ta mammie/Cuddle closs an hear me
    sing/Peerie mootie lammie'
  • aniaheasley 28.09.09, 14:19
    Za najwyzszej klasy wyksztalcenie chyba powinno sie dostawac
    odpowiednio wysokie wynagrodzenie i to chyba zaden wstyd tego
    oczekiwac??? Czegos chyba znowu nie rozumiem.
    --
    Ania's Poland
  • justyna_w24 28.09.09, 14:40

    aniaheasley napisała:

    > Za najwyzszej klasy wyksztalcenie chyba powinno sie dostawac
    > odpowiednio wysokie wynagrodzenie i to chyba zaden wstyd tego
    > oczekiwac??? Czegos chyba znowu nie rozumiem.


    jesli juz to nie za wyksztalcenie a za wiedze - bo to nie zawsze
    idzie w parze

    --
    sygnaturki nie ma :(
  • aniaheasley 28.09.09, 14:55
    Ale sie zaczynacie slowek czepiac :-) Za wiedze. Ktora wedlug mnie
    dobre solidne wyksztalcenie gwarantuje.

    --
    Ania's Poland
  • liley11 28.09.09, 21:39
    Szczurku - to nie chcialbys robic to co lubisz najbardziej a nie to
    co musisz i nie martwic sie o "chleb powszedni"?

    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • bibba 27.09.09, 23:10
    a ja dlugo i powaznie rozwazalam edukowanie w domu, by nie posylac
    dziecka do szkoly panstwowej (ani zadnej, snob jestem, i moje dzieci
    sa do kazdej szkoly za dobre ;))

    ale zlozylo sie tak, ze trafil do pastwowej szkoly pod nosem.
    w ciagu pierwszego roku (nursery) zadziwila mnie jakosc prac jakie
    przynosil ze szkoly najstarszy syn - wowczas czterolatek. jego zapal
    do nauki, swietny kontakt rodzicow z nauczycielami, zaangazowanie
    dyrektorki, ktora codziennie rano tubalnym glosem witala dzieci i
    nas przed szkola - slonce, deszcz czy wichura.

    w nastepnym roku nauki (reception) ofsted zrobil inspekcje - szkola
    dostala ocene outstanding, w kazdej ocenianej sferze. moj syn smigal
    do szkoly na skrzydlach entuzjazmu.

    w nastepnej klasie (year one) moj syn zaczal dostawac prace domowe.
    przypadkowo, rozmawiajac z innymi mamami odkrylam, ze dzieci dostaja
    inne prace domowe - dostosowane do ich umiejetnosci, jak wyjasnila
    nam nauczycielka. moj starszak ma teraz 6 i pol roku i wieczorami
    czyta mlodszemu rodzenstwu ksiazki na dobranoc, potrafi juz mnozyc i
    nadal jest pelen zapalu do nauki i do uczenia sie, poznawania. jest
    nienasycony.

    sa wiec naprawde swietne szkoly panstwowe, ale byc moze 'ze swieczka
    ich szukac'.
    powodzenia!
    --
    bibbulce
  • derka1 27.09.09, 23:24
    bibba napisała:

    >> sa wiec naprawde swietne szkoly panstwowe, ale byc moze 'ze
    swieczka
    > ich szukac'.
    >


    E, to juz mamy przynajmniej trzy dobre panstwowe szkoly. Ty znasz
    jedna, yoska druga a ja trzecia :-)
  • yoskaiga 27.09.09, 23:28
    Do tego u mnie ( czyli u mojego dziecka ) francuskiego uczy rodowita Francuska
    -trzy lata na Wyspie. Kaleczy angielski jak diabli, niczym nie przykładając ja
    :)))) ale za to jak dobrze uczy francuskiego! Rodzice w liczbie siła! absolutnie
    zadowoleni :)))
  • aniaheasley 27.09.09, 23:33
    No przepraszam, nauczycieli JEZYKOW OBCYCH nie dotyczyl moj wpis. Co
    chyba powinno byc oczywiste :-)
    --
    Ania's Poland
  • derka1 27.09.09, 23:43
    aniaheasley napisała:

    > No przepraszam, nauczycieli JEZYKOW OBCYCH nie dotyczyl moj wpis.
    Co
    > chyba powinno byc oczywiste :-)


    O przepraszam. ja akurat nie uczylam jezykow obcych tylko historii
    przez 9 lat. Moje klasy nigdy nie zeszly ponizej 90% A*-C jesli
    chodzi o wyniki egzaminow GCSE, kilka razy bylo 100%, (A level klas
    niestety szkola nie prowadzila) a mialam same "mixed" ability, po co
    najmniej 30 osob w klasie. Mam cytowac pochwalne listy, ktore
    dostawalam od rodzicow? Z wilka radoscia tylko troche miejsca i
    czasu mi to zajmie :-). W tym samym czasie moi ANGILELSCY z dziada
    pradziada koledzy osiagali znacznie gorsze wyniki.

    Nie lubie sie chwalic, NAPRAWDE, ale przykro mi sie zrobilo czytajac
    to co ania napisala.

    To, ze ktos mowi z akcentem nie oznacza, ze jest ostatnia za
    przeproszeniem pierdola. W sumie rozumiem, gdyby to dotyczylo
    nauczania jezyka angielskiego - wtedy native speaker wydawalby sie
    niewatpliwie najlepszym wyborem, ale w przypadku innych przedmiotow
    nie zawsze ma to tak wielkie znaczenie.
  • izabelski 28.09.09, 02:01
    no i ja bede wg tego scenariusza na czarnej liscie :-)

    zobaczymy w praniu jak to wszystko sie ulozy
  • yoskaiga 27.09.09, 23:43
    aniaheasley napisała:

    > No przepraszam, nauczycieli JEZYKOW OBCYCH nie dotyczyl moj wpis. Co
    > chyba powinno byc oczywiste :-)

    To zmienia postać rzeczy :) A tak poważnie to ja nie mam nic przeciwko temu aby
    obcokrajowiec uczył moje dzieci. Czy tutaj, czy w Polsce. Ma być dobrym
    nauczycielem, to jest kryterium! Jeśli przy okazji nie wie jak prawidłowo np. w
    języku polskim odmieniać muzeum, gimnazjum, impresario itd ,a ma pasję i potrafi
    zrazić ucznia teorią kwantową, umie jasno i logicznie ją objaśnić, zainteresować
    młodego człowiek, to ja mu daję błogosławieństwo :)
  • aniaheasley 28.09.09, 08:15
    Czy naprawde zupelni nie mialabys nic przeciwko temu, i nie
    zareagowalabys negatywnie gdyby w Polsce, w polskiej dobrej szkole,
    za ktora placilabys co roku 3/4 swojej pensji kosztem roznych
    wyrzeczen, uczyl Twoje dzieci fizyki czy geografii ktos z Bialorusi
    lub z Armenii, zamiast absolwenta Jagiellonki? Sytuacja calkowicie
    teoretyczna, nie wiem czy sa w ogole takie szkoly w Polsce, i
    wielokulturowosci tez brak, ale chodzi o sama zasade.

    --
    Ania's Poland
  • yoskaiga 28.09.09, 09:48
    aniaheasley napisała:

    > Czy naprawde zupelni nie mialabys nic przeciwko temu, i nie
    > zareagowalabys negatywnie gdyby w Polsce, w polskiej dobrej szkole,
    > za ktora placilabys co roku 3/4 swojej pensji kosztem roznych
    > wyrzeczen, uczyl Twoje dzieci fizyki czy geografii ktos z Bialorusi
    > lub z Armenii, zamiast absolwenta Jagiellonki? Sytuacja calkowicie
    > teoretyczna, nie wiem czy sa w ogole takie szkoly w Polsce, i
    > wielokulturowosci tez brak, ale chodzi o sama zasade.

    Uczciwie odpowiadam - absolutnie NIE. Co więcej nie jestem gołosłowna. Moje
    dziecię chodziło w Polsce do szkoły z obcym językiem wykładowym ( nie wszystkie
    przedmioty ale fizyka , matematyka, chemia, geografia, historia Polski były w
    tym języku obcym, plus 8 godzin samego języka ) Jak się domyślasz bardzo trudno
    w Polsce ciągle jeszcze znaleźć nauczyciela , który urodziłby się w naszej
    ojczyźnie , biegle władał jakimś innym językiem niż rodzimy, miał do tego
    przygotowanie pedagogiczne i jeszcze chciał za marne pieniądze uczyć w szkole
    państwowej , bo taka to była. Tym sposobem ściągnięto dwóch nauczycieli z
    zagranicy , którzy zgodzili się chyba dla frajdy, bo nie dla pieniędzy uczyć
    matematyki i fizyki. Polskim porozumiewali się z początku - w ogóle, a później
    na zasadzie - Kali kochać Kali mówić czym przez cały czas trwania nauki (
    gimnazjum i liceum ) wzbudzali wśród uczniów ogromna wesołość. A ich potyczki
    językowe do dzisiaj funkcjonują w naszej rodzinie. Reszty przedmiotów uczyli
    Polacy w języku obcym.
    Sprowadzenie obcokrajowców również nie wszystkim rodzicom się podobało, żeby nie
    było.
    Mojemu dziecku to nie tylko nie zaszkodziło, a wręcz pomogło, bo po pierwsze:
    Starszy jest olimpijczykiem- laureatem z 3 przedmiotów ścisłych ,a po drugie bez
    problemu zdał tutaj maturę z tego języka obcego na A. Co więcej, w tej tutejszej
    prywatnej, dobrej, drogiej szkole został zwolniony z nauczania się tego właśnie
    języka, bo poziom jaki mieli uczniowie wołał o pomstę do nieba, co według mnie
    stanowi regułę w Anglii jeśli chodzi o nauczanie innych języków.

  • 7oz 28.09.09, 11:37
    aniaheasley napisała:

    > Czy naprawde zupelni nie mialabys nic przeciwko temu, i nie
    > zareagowalabys negatywnie gdyby w Polsce, w polskiej dobrej szkole,
    > za ktora placilabys co roku 3/4 swojej pensji kosztem roznych
    > wyrzeczen, uczyl Twoje dzieci fizyki czy geografii ktos z Bialorusi
    > lub z Armenii, zamiast absolwenta Jagiellonki? Sytuacja calkowicie
    > teoretyczna, nie wiem czy sa w ogole takie szkoly w Polsce, i
    > wielokulturowosci tez brak, ale chodzi o sama zasade.
    >

    Może cie zdziwie ale ja naprawdę nie mam nic przeciwko obcokrajowcom
    uczącym w szkołach pod warunkiem, że są dobrzy. Mnie w liceum uczył
    nauczyciel z Jordanii wykształcony w Moskwie (ten uniwersytet na
    niektórych kierunkach spokojnie bije Jagielonkę) a na uniwersytecie
    Bułgar, przekochany człowiek i świetny specjalista w swojej
    dziedzinie. Nie mam nic przeciwko nim ani temu, żeby jakiś
    obcokrajowiec uczył moje dziecko w szkole. Jedyne wymaganie mam do
    nauczyciela angielskiego, żeby był to jednak Brytyjczyk. Brytyjczyk i
    niekoniecznie Angliik bo mi akcent nie przeszkadza, chodzi tyko o
    bogactwo słownictwa i poprawność gramatyczną jak to będzie Szkot,
    którego akcent jest prawie tak samo mocny jak obcokrajowców to mi to
    też będzie ok.
    I płatną, polską szkołę w której uczą obcokrajowcy też znam więc
    takie szkoły istnieją i dodam, że pochodzę z miasta, które nie
    znajduje się w dziesiątce największych aglomeracji Polski więc nie
    wydaje mi się, żę to takie wyjątkowe.
  • basiak36 28.09.09, 12:09
    Jedyne wymaganie mam do
    > nauczyciela angielskiego, żeby był to jednak Brytyjczyk. Brytyjczyk i
    > niekoniecznie Angliik bo mi akcent nie przeszkadza, chodzi tyko o
    > bogactwo słownictwa i poprawność gramatyczną jak to będzie Szkot,
    > którego akcent jest prawie tak samo mocny jak obcokrajowców to mi to
    > też będzie ok.

    Zgadzam sie w 100%.
  • basiak36 28.09.09, 11:59
    aniaheasley napisała:

    > Czy naprawde zupelni nie mialabys nic przeciwko temu, i nie
    > zareagowalabys negatywnie gdyby w Polsce, w polskiej dobrej szkole,
    > za ktora placilabys co roku 3/4 swojej pensji kosztem roznych
    > wyrzeczen, uczyl Twoje dzieci fizyki czy geografii ktos z Bialorusi
    > lub z Armenii, zamiast absolwenta Jagiellonki?

    A czemu mialby byc gorszy od tego absolwenta Jagiellonki? Bo z Bialorusi?
    Jak dla mnie, gdyby szkoly prywatne w ten sposob segregowaly nabor nauczycieli
    to dla mnie bylby duzy argument PRZECIW tym szkolom. Dzieci o wiele za duzo by
    tracily na tym.
  • golfstrom 28.09.09, 12:10
    To co prawda niewiele wnosi do dyskusji, mam jednak taka mala uwage co do
    Jagiellonki.
    UJ to UJ, Jagiellonka to Biblioteka Jagiellonska.

    --
    The rest of us don’t exist to answer your perfectly googleable questions.
    by So... Yur Lazy @ tiny.cc/33YLl
  • 7oz 28.09.09, 12:32
    W takim razie to ja już zdecydowanie wolę nauczycieli po zagranicznych
    uczelniach niż absolwentów biblioteki ;)
  • basiak36 28.09.09, 13:34
    7oz napisała:

    > W takim razie to ja już zdecydowanie wolę nauczycieli po zagranicznych
    > uczelniach niż absolwentów biblioteki ;)

    Dobre:)))
    --
  • yoskaiga 28.09.09, 13:42
    znaczy się ja z tych bibliotekarek?
  • karolina_zet 27.09.09, 23:30
    podepne sie pod ten watek:
    1. czy i ew gdzie sa publikowane wyniki egzaminow GCSE i A levels
    dla szkol w takiej formie aby mozna bylo porowanc okoliczne szkoly?
    2. czy Grade 1 na raportach Ofsted przkladaja sie na bardzo dobre
    wyniki/ perspektywy uczniow, czy niekoniecznie?
    3. na jakiej podstawie szkoly podstawowe oceniaja czterolatkow
    przyjmowanych do szkoly? Jak "lepsza" szkola wybiera sobie "lepsze"
    dzieci?
    dziekuje
  • karolkowa1 28.09.09, 00:34

    karolina_zet napisała:

    > podepne sie pod ten watek:
    > 1. czy i ew gdzie sa publikowane wyniki egzaminow GCSE i A levels
    > dla szkol w takiej formie aby mozna bylo porowanc okoliczne szkoly?
    > 2. czy Grade 1 na raportach Ofsted przkladaja sie na bardzo dobre
    > wyniki/ perspektywy uczniow, czy niekoniecznie?
    > 3. na jakiej podstawie szkoly podstawowe oceniaja czterolatkow
    > przyjmowanych do szkoly? Jak "lepsza" szkola wybiera
    sobie "lepsze"
    > dzieci?
    > dziekuje

    odp.1. tinyurl.com/9lzw6

    odp.2.W raportach Ofsted masz wyjasnione za co szkola dostala
    Grade 1 Outstanding
    Grade 2 Good
    Grade 3 Satisfactory
    Grade 4 Inadequate

    odp.3 nie wiem



    --
    "Szczęśliwy ten, kto dostrzega swe błędy i stara się je bezustannie
    odszukiwać: taki człowiek osiągnie doskonałość".
    - Mikołaj Gogol
  • mamumilu 28.09.09, 11:07
    Czytam sobie z zainteresowaniem tą dyskusje i z ciekawości spojrzałam na raport
    szkół z naszego miasta. Okazuje się, że są tylko 4 szkoły z oceną 1, całe
    mnóstwo 2, więc chyba nie jest tak źle.
    Zastanowiło mnie jednak w jaki sposób szkoły są oceniane - jedna z tych
    najlepszych szkół znajduje się w takiej okolicy, że jak nie muszę, to wolę w
    tamtą stronę nie chodzić - obskurne bloki, syf dookoła i ta szkoła. Jakim
    sposobem ma taką ocenę, jeśli chodzą tam dzieci z zagrożonych, biednych rodzin
    jak to określono, dzieci azylantów, ponad połowa to dzieci dla których angielski
    jest drugim językiem itp. W opisie jest podane, że dzieci zaczynaja naukę z
    zerową wiedzą a później nadrabiają. Rodzice twierdzą, że dzieci nie chca
    przebywać w domu tylko w szkole - to akurat mnie w ogóle nie dziwi patrząc na te
    bloki i ich otoczenie. Spojrzałam na tabelkę z wynikami egzaminów i juz tak
    pięknie nie wygląda. Czy w takim razie w ocenie pod uwagę brany jest postęp
    uczniów a nie ich poziom, atmosfera szkoły itd. - w ocenie poziomu uzyskiwanego
    przez uczniów jest 2 zamiast 1. Może w takim przypadku lepiej przyglądać się
    dobrym szkołom? - ja sobie tylko teoretyzuję, bo mnie akurat temat nie dotyczy,
    ale na pewno czyta go sporo matek, które myśla o wyborze szkoły.
  • jaleo 28.09.09, 12:40
    mamumilu napisała:

    > Spojrzałam na tabelkę z wynikami egzaminów i juz tak
    > pięknie nie wygląda. Czy w takim razie w ocenie pod uwagę brany
    jest postęp
    > uczniów a nie ich poziom, atmosfera szkoły itd. - w ocenie poziomu
    uzyskiwanego
    > przez uczniów jest 2 zamiast 1. Może w takim przypadku lepiej
    przyglądać się
    > dobrym szkołom? - ja sobie tylko teoretyzuję, bo mnie akurat temat
    nie dotyczy,
    > ale na pewno czyta go sporo matek, które myśla o wyborze szkoły.

    Z tego co sie orientuje, to pare lat temu zmieniono sposob oceniania
    szkol, zeby "dac szanse" wlasnie szkolom w kiepskich dzielnicach.
    Bo przedtem, to nawet na raporty Ofsted nie trzeba bylo patrzec, bo
    ranking szkol pokrywal sie niemalze bez odchylen z rankingiem
    dzielnic :-) Dla szkol Primary wprowadzono ranking postepu dzieci na
    KS1, KS2.

    Generalnie, to samym Ofstedem nie mozna sie sugerowac - po pierwsze,
    te oceny nie sa przydzielane tak zupelnie bezstronnie - jak znacie
    jakis nauczycieli, to pogadajcie z nimi na ten temat, sa
    roznie "niepisane zasady" na jakich sie ocenia szkoly, np. nie
    mozna byc "outstanding" iles tam razy pod rzad itp itp. No i sa tez
    inne czynninki, kotre koreluja z poziomem szkoly - nawet jesli mnie
    jako osobie o pogladach lewicowych ciezko to przez gardlo
    (klawiature przechodzi) - ale np. procent dzieci otrzymujacych
    darmowe obiady czesto jest odwrotnie proporcjonalny do poziomu
    szkoly (przez "poziom" rozumiem nie tylkko wyniki egzaminow, ale tez
    poziom dyscypliny).

    --
    ------
    Z cyklu: Ulubieni mezczyzni Jaleo - Fleet Foxes
  • liley11 28.09.09, 00:35
    Widze, ze rozwinela sie bardzo ciekawa dyskusja, z ktorej duzo moge
    sie dowiedziec, biorac pod uwage rozne punkty widzenia.

    tutaj jest www, gdzie sa jakies procenty (?) w wynikach szkol
    www.schoolsnet.com/uk-schools/school-details-reviews/surrey/wyke-primary-school/16180339/0/200440.html?
    actionFlag=exam

    niestety jeszcze sie nie orientuje, co znacza te procenty?


    Rozwazajac poslanie mojej cory do szkoly prywatnej, poza wszystkimi
    plusami, biore pod uwage rowniez mozliwosc wystepowania snobizmu i
    byc moze dyskryminacji corki z powodu: innej narodowosci oraz nie
    posiadania najnowszych gadzetow (jestesmy rodzina zacofana z wyboru)
    elektronicznych, zabawek, itp...
    Jakie sa Wasze doswiadczenia z prywatnymi szkolami i
    ewentualnym "odstawaniem" Waszych dzieci od wiekszosci rdzennych
    anglikow z zasobnymi portfelami?
    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • liley11 28.09.09, 00:41
    z watku powyzej "Karolkowej" bodajze?

    co znacza punkty i procenty?

    a co znaczy AS level?
    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • karolkowa1 28.09.09, 01:01
    liley11 napisała:

    > z watku powyzej "Karolkowej" bodajze?
    >
    > co znacza punkty i procenty?
    >
    > a co znaczy AS level?


    AS and A levels: what they are
    AS (Advanced Subsidiary) and A (Advanced) level qualifications focus
    on traditional study skills. They normally take two years to
    complete full-time, although they're also available to study part-
    time.

    You can choose from a wide range of academic subjects, as well as
    some 'applied' (work-related) subjects.

    AS and A levels are at level 3 on the National Qualifications
    Framework. The framework shows how different types of qualifications
    compare, in terms of the demands they place on learners.

    www.direct.gov.uk/en/EducationAndLearning/QualificationsExplai
    ned/DG_10039018




    --
    "Szczęśliwy ten, kto dostrzega swe błędy i stara się je bezustannie
    odszukiwać: taki człowiek osiągnie doskonałość".
    - Mikołaj Gogol
  • aniaheasley 28.09.09, 08:20
    W szkole mojego syna akurat z odstawaniem nie ma problemu. Tzn. nie
    pisze tutaj akurat o nim, bo on sie tutaj urodzil, wiec jezykowo nie
    odstaje. Natomiast na pewno jestesmy jedna z ubozszych rodzin w
    szkole. Mysle, ze on sam na pewno troche zazdrosci kolegom
    egzotycznych wakacji i roznych innych przejawow bogactwa rodzicow,
    ale nie jest to problem jakis duzy. Na szczescie sa u niego w klasie
    tez chlopcy z rodzin jak to piszesz 'zacofanych z wyboru' czy po
    prostu tacy ktorych rodzice bardzo surowo wychowuja.
    Co do odstawania jezykowego to 2 lata temu doszedl do nich Rosjanin,
    prosto z Rosji, na poczatku smieszyl reszte klasy jego akcent, ale
    poniewaz okazalo sie ze Misza bije ich wszystkich na glowe z
    matematyki, wiec szybko zamknelo im to buzie.
    Tak podsumowujac to w takich szkolach naprawde sa bardzo dobrze
    wychowane dzieci z reguly, wbrew temu co w tym watku mozesz
    uslyszec, z wyniesionymi z domu zasadami szacunku dla innych.
    --
    Ania's Poland
  • mama-123 28.09.09, 01:50
    karolina_zet napisała:

    > podepne sie pod ten watek:
    > 1. czy i ew gdzie sa publikowane wyniki egzaminow GCSE i A levels
    > dla szkol w takiej formie aby mozna bylo porowanc okoliczne szkoly?
    > 2. czy Grade 1 na raportach Ofsted przkladaja sie na bardzo dobre
    > wyniki/ perspektywy uczniow, czy niekoniecznie?

    NIestety, nie zawsze. Czasem jest tak, ze szkola moze miec bor
    uczniow z niewielkimi osiagnieciami i po prostu zdola nauczyc wiele,
    ale nie osiagna oni takich wynikow, jak uczniowie z innych szkol. W
    przyszlym roku np juz nie bedzie takich samych porownan z egzaminow
    np KS2 ile procent dzieci w danej szkole osiagnelo pewien pulap np
    level 4 w KS2 SATs, tylko czy zrobily odpowiedni postep w porownaniu
    do poprzedniego egzaminu. W ten sposob bedzie juz trudniej porownac
    szkole do szkoly, tylko wlasnie jaki postep zrobili uczniowie w
    danej szkole.
    > 3. na jakiej podstawie szkoly podstawowe oceniaja czterolatkow
    > przyjmowanych do szkoly? Jak "lepsza" szkola wybiera
    sobie "lepsze"
    > dzieci?

    Wiem np jak to sie odbywa w secondary school. Mojej znajomej corka
    (z klasy 7), oprowadzajac przyszlych potencjalnych uczniow (czyli
    klase 6) miala zapisywac jak sie dane dzieci zachowywaly. Te
    niegrzeczne mialy minusa juz na poczatku i szkola nie przyjmowala
    tychze.
    W innej szkole przeprowadzano esty (CATs tests) przed przyjeciem i
    przyjmowano 25 % z tzw higher ability group, 50 % przecietnych, 25 %
    z nizszych.
    W szkole mojej corki z kolei nie przeprowadzano tych testow, ale i
    tak 40 % jest z high ability, drugie 40 % z avarage i 20 z low
    ability, czyli jakims cudem prawie polowa dzieci jest tam bardzo
    zdolna.

    W podstawowkach natomiast zapewne mozna tez sobie to jakos
    wypracowac. MOze np na podstawie referencji od ksiedza. Zapewne
    ksiadz obserwuje i wie, komu co wpisuje w referencjach.

    > dziekuje
    nie ma za co
  • pyza_uk 28.09.09, 10:32
    na tej str mozna tez sprawdzic % zdanych egzaminow w poszczegolnych szkolach
    (trzeba wpisac kod pocztowy na gorze, a potem w zakladcze 'local area' wybrac
    'schools')
  • gosiash 28.09.09, 01:32
    Ja tez jestem zdania, ze nauczyciele nie poslugujacy sie jez.
    angielskim na dobrym poziomie nie powinni nauczac w szkolach.
    Glownie chodzi mi o primary. Co innego wykladowca na studiach, a co
    innego podstawowka. Ja bym chciala, zeby moje dziecko poslugiwalo
    sie ladnym akcentem i mowilo gramatycznie. I dlatego obcokrajowcy w
    podstawowkach to jest wg mnie porazka, bo przeciez to w tym wieku u
    dzieci wyksztalca sie akcent. I nie mowcie mi o mieszankach akcentow
    i podobnych bzdurach, bo co innego akcent regionalny a co innego zly
    akcent, slowa wymawiane niepoprawnie, melodyka zdania tak pokrecona,
    ze trudno zrozumiec co dana osoba mowi. Owszem szkoly srednie,
    wyzsze uczelnie prosze bardzo, ale podstawowki zdecydowanie nie. Ja
    juz pomijam, ze pewnie niejednemu 'tubylczemu' nauczycielowi
    przydalby sie kurs angielskiego, ale to juz inna bajka.
  • basiak36 28.09.09, 10:44
    gosiash napisała:

    > Ja tez jestem zdania, ze nauczyciele nie poslugujacy sie jez.
    > angielskim na dobrym poziomie nie powinni nauczac w szkolach.
    > Glownie chodzi mi o primary. Co innego wykladowca na studiach, a co
    > innego podstawowka. Ja bym chciala, zeby moje dziecko poslugiwalo
    > sie ladnym akcentem i mowilo gramatycznie.

    Nie ma to wiekszego znaczenia, w jednej klasie i tak masz dzieci mowiace z
    roznymi akcentami. O dziwo my bardziej sie tym przejmujemy niz tubylcy:) U mnie
    w pracy jest totalna mieszanina akcentow, poczawszy od tych najbardziej 'posh' i
    nikomu to nie przeszkadza:)
    A majac doswiadczenia z wykladowcami z roznych krajow tutaj w UK, twierdze ze
    dla dzieci nie ma to znaczenia. I tak nabeda taki akcent jaki przewaza lokalnie
    w danym miejscu.
    --
    ------------------------------------------
    "Adults always have their way, and children always get the
    blame" C.Gonzales
  • golfstrom 28.09.09, 09:49
    Ja mam z kolei pytanie do osob, ktore poslalaly dzieci do szkoly katolickiej, przy czym chodzi mi glownie o primary.

    Jaki wplyw przy naborze ma religijnosc rodzicow? Tak sie sklada, ze jedyna szkola w naszej okolicy z ocena outstanding jest wlasnie szkola katolicka. Jednym z kryteriow naboru (chodzi mi o priorytet)jest chrzest. Kolejnym jest np. opinia ksiedza z parafi, do ktorej uczeszczaja rodzice.
    Przepraszam, jesli to zbyt osobiste pytanie, ale jest dla mnie dosc wazne. Czy wszyscy ochrzczeni uczniowie maja praktykujacych rodzicow?


    --
    People who say they sleep like a baby usually don't have one.
    LEO J BURKE
  • yoskaiga 28.09.09, 10:01
    Nie wszyscy. Co więcej spotkałam się z przypadkiem gdzie chrzest nastąpił już w
    momencie chodzenia dziecka do szkoły, po wcześniejszej deklaracji rodziców
    niewierzących ,że tak właśnie zrobią.
  • liley11 28.09.09, 13:02
    Tutaj praktykujacy, to znaczy ze pojawia sie w kosciele raz na ruski
    rok...:) No moze czesciej, ale nie koniecznie co tydzien i ksiadz
    nie sprawdza listy obecnosci. Na razie zlozylam papiery do
    katolickiej pre-school znajdujacej sie przy primary (zaznaczaja, ze
    dostanie sie do pre-shcool nie gwarantuje dostania sie do primary).
    Ochrzcilismy w czerwcu, ksiadz wypelnil forularz we wrzesniu i w tym
    samym tyogdniu zanioslam application pack.
    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • zobrien 29.09.09, 13:36
    Ja zlozylam papiery mlodego do szkoly anglikanskiej (c of E) i
    religijnosc rodzicow (a przynajmniej ich obecnosc w kosciele) ma
    duze znaczenie - dzieci z rodzin, ktore bywaja w kosciele co
    namjniej 2 razy w miesiacu maja pierwszenstwo przy przyjmowaniu. Ja
    ani nie jestem wierzaca, ani nie mam zamiaru chodzic na msze, zeby
    syn sie dostal do tej szkoly (a sporo osob tak robi),licze, ze
    dostanie sie tak czy inaczej. A jesli nie, to na szczescie mieszkam
    w okoklicy, w ktorej 4 podstawowki sa "outstanding" wg OFSTED, a
    jedna "good". W katolickiej podstawowce tez pierwszenstwo maja
    dzieci z wierzacych rodzin, ale ksiadz rzeczywiscie obecnosci na
    maszy nie sprawdza. Ale to zalezy od parafii i od szkoly. Znam
    rodzicow, ktorzy "odnalezli droge do wiary" na kilka miesiecy przed
    przyjmowaniem ich dziecka do szkoly wyznaniowej :-)
  • jaleo 28.09.09, 10:49
    Ja powiem tak: jesli w Twoim rejonie nie ma dobrych szkol
    panstwowych, to poslij do prywatnej, nawet kosztem wyrzeczen, bo Ci
    sie dziecko zmarnuje.

    Moj szwagier, ktory jest typowym "czytelnikiem Guardiana", i sie
    zastrzegal, ze dzieci w zyciu do prywatnej szkoly nie wysle, jak sie
    przeprowadzil z wioski w Yorkshire w okolice Londynu, to dostal
    szoku, jak obejrzal okoliczne szkoly. I ideologia poszla w kat, a
    trojka dzieci do prywatnych szkol :-)

    Moje chodza do panstwowych, ale akurat mamy to szczescie, ze w
    naszej okolicy sa dobre. Jak by nie byly, to tez bysmy wyslali do
    prywatnej, i lewackie poglady tez by poszly w kat.
    --
    ------
    Z cyklu: Ulubieni mezczyzni Jaleo - Fleet Foxes
  • nulki 28.09.09, 14:56
    Dzieci nie mam, wiec nie doradze. Z zainteresowaniem sledze temat -
    podoba mi sie Wasza merytoryczna dyskusja w tym watku, bez
    obrzucania blotem i personalnych atakow, z poszanowaniem odmiennych
    opinii :). Bardzo, bardzo mi tego brakowalo!

    Zasylam uklony dla zwolennikow jednej jak i drugiej opcji.
  • gypsi 28.09.09, 17:59
    Nie mam czasu czytac wszystkich odpowiedzi, ale powiem jak pewnie juz kilka osob
    tutaj - jesli masz w okolicy dobre szkoly publiczne, to nie ma wielkiej roznicy.
    Jesli mieszkasz w jakims strasznym miejscu, otoczona chavvs, to lepiej prywatna,
    nie ze wzgledu na rozwoj dziecka, tylko bardziej tzw. srodowisko.
    Wedlug mnie, najwieksze znaczenie ma to, jakie jest dziecko. Jesli niesmiale,
    trzymajace sie mamy albo z problemmei w nauce, to mala grupa w szkole prywatnej
    moze byc idealna.
    Zdolne i pracowite dziecko poradzi sobie wszedzie i tu sie malo skromnie
    pochwale wynikami GCSE z dobrej, ale bez fajerwerkow szkoly publicznej - 3xB,
    4xA, 6xA*. Nie byly to GCSE ze sport i technology wylacznie;) byly w tym 3
    jezyki (z polskim), rozszerzone ICT, Business i RE oprocz normalnych z English,
    maths, science, itd.
    Bez pilnowania, odrabiania wspolnego lekcji, tlumaczenia.
    I pozwolilam odrzucic miejsce w 9 (chyba miedzy publicznymi) college'u w UK, bo
    nie tylko rankingiem szkola stoi, a z tego gorszego collegu, tez droga otwarta
    na caly swiat.
  • dru.ga 28.09.09, 19:56
    Wydaje mi sie ze tak mocno skupilyscie sie na ideii - szkola prywatna kontra
    panstwowa ze zapomnialyscie o najwazniejszym - o rozpoznaniu potrzeb i
    potencjalu wlasnego dziecka.Moja corka chodzi do dobrej / wg rankingow/
    katolickiej primary school w dobrej dzielnicy - i co - i okazalo sie ze ma
    ogromne zaleglosci po tym roku bo 1/ nauczycielka nie byla zainteresowana tym
    zeby jej pomoc 2/ ja nie kontrolowalam jej postepow w nauce bo wydawalo mi sie
    ze juz zrobilam swoje - znalazlam jej dobra szkole 3/ corka jest niesmiala i nie
    sygnalizowala ze ma problemy ze zrozumieniem np.polecenia etc. Ale zupelnie nie
    uwazam ze rozwiazaniem dla niej jest prywatna szkola bo zwyczajnie nie umialby
    wykorzystac mozliwosci jakie taka edukacja ze soba niesie. Byz moze jest tak ze
    prywatne szkoly odciazaja w pewien sposob rodzicow i lepiej rozwijaja dziecko -
    ale trzeba tez rozwazyc adekwatnosc dziecka do tego typu placowki. I nie chodzi
    tylko o nauczanie ale tez wlasnie o umiejetnosc odnalezienia sie w grupie - znam
    przypadki dzieci w bardzo dobrych secondary ktore czuja sie cokolwiek nieswojo w
    willach swoich kolegow z klasy, mimo ze wyniki w nauce maja wysmienite. Mysle ze
    bez wzgledu jaka szkole wybierzemy wazne jest zeby kontrolowac jakie dziecko
    robi postepy w ciagu roku szkolnego i bardzo sceptycznie podchodzic do zapewnien
    nauczyciela ze radzi sobie swietnie. Ja bylam zapewniana przez nauczycielke
    corki ze wszystko jest poprostu super i nie ma zadnych problemow. Dopiero
    niedawno dowiedzialam sie o podzialach w klasie na grupy - ponizej sredniej,
    srednia i powyzej sredniej a takze ze jesli dziecko nie sprawia klopotow
    wychowawczych to nauczyciel bedzie zazwyczaj uparcie twierdzil ze wszystko jest
    poprostu cudownie - bo zasygnalizowanie problemow oznacza poprostu wiecej pracy
    dla niego. Nie zwalam wszystkiego na nauczycielke i przepraszam z gory za
    uogolnienia - zdaje sobie sprawe ze na pierwszym miejscu winna jestem ja ale mam
    ogormny zal do nauczycielki ze przez rok utwierdzalam mnie w przekonaniu ze
    corka sobie swietnie radzi bo teraz ma ogromne ilosci materialu do nadrobienia.
    Takze ja bym na pytanie czy panstwowa czy prywatna odpowiedziala raczej - taka
    do ktorej najlepiej pasuje moje dziecko.
  • liley11 28.09.09, 21:46
    Ale jak to stwierdzic "bez przymierzania"?


    > Takze ja bym na pytanie czy panstwowa czy prywatna odpowiedziala
    raczej - taka
    > do ktorej najlepiej pasuje moje dziecko.


    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • liley11 28.09.09, 21:48
    Tak odnosnie powyzszego zadanego przeze mnie juz pytania
    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • derka1 28.09.09, 22:11
    Odwiedz obie, razem z dzieckiem i najlepiej nie podczas Open
    Evening, ktore - nie oszukujmy sie - jest doskonalym marketingowym
    narzedziem, ale podczas normalnego dnia, w czasie lekcji (o ile masz
    taka mozliwosc. Zadzwon do szkoly i zapytaj). Intuicja Ci podpowie
    gdzie Twojemu dziecku bedzie najlepiej :-). Powodzenia.
  • derka1 28.09.09, 22:18
    Pytaj o to co Cie interesuje - wyniki, podzial na grupy wg
    umiejetnosci, jaka jest w nich "rotacja", dyscypline, zajecia
    dodatkowe, program itd.
  • liley11 29.09.09, 13:49
    Tak tez chce zrobic, a szkola ktora chce odwiedzic tak czy inaczej
    nie pozostawia innego wyboru:)
    Na pewno bede pytac, a nie chce opuscic zadnego znaczacego pytania

    derka1 napisała:

    > Odwiedz obie, razem z dzieckiem i najlepiej nie podczas Open
    > Evening, ktore - nie oszukujmy sie - jest doskonalym
    marketingowym
    > narzedziem, ale podczas normalnego dnia, w czasie lekcji (o ile
    masz
    > taka mozliwosc. Zadzwon do szkoly i zapytaj). Intuicja Ci podpowie
    > gdzie Twojemu dziecku bedzie najlepiej :-). Powodzenia.


    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • dru.ga 29.09.09, 10:12
    liley11 napisała:

    > Ale jak to stwierdzic "bez przymierzania"?
    >
    >
    > > Takze ja bym na pytanie czy panstwowa czy prywatna odpowiedziala
    > raczej - taka
    > > do ktorej najlepiej pasuje moje dziecko.



    No czasami bez "przymierzania " sie nie da:-)) ale jesli zbierasz informacje o
    szkole to wiesz mniej wiecej jakie dzieci chodza, jacy sa nauczyciele, ile zajec
    dodatkowych etc. Ja chcialam tylko zasygnalizowac ze dobra szkola / prywatna czy
    panstwowa/ czasami nie wystarczy - na pewno wazny jest nauczyciel - ale tutaj
    zazwyczaj co roku nauczyciel sie zmienia wiec tez trudno podejmowac decyzje na
    podstawie tego kryterium. Wydaje mi sie ze jesli dziecko jest ekstrawertykiem o
    akademickim umysle to szkola prywatna ma sens i jest porzadna inwestycja - w
    przypadku mojej corki sprawdza sie system panstwowa szkola+ dodatkowe nauczanie
    w domu+ zajecia dodatkowe organizowane przez nas.
  • edytataraszkiewicz 29.09.09, 10:27
    Tez mi sie wydaje,ze rodzic powinien ,,ocenic'' dziecko w sensie-czy
    warto iwestowac?
    Na podstawie mojej corki,powiem-nie,poniewaz widze,ze nauka jest na
    poziomie srednim,czyli zaraz po modzie i kolezankach;-)Szkola
    super,nauczyciele tez a szlag by mnie trafil jakbym jakbym musiala
    placic za cos ,gdzie efektow zainteresowania nauka nie ma:-)

    Natomiast zastanawiam sie nad moim najmlodszym i jesli nadal bedzie
    wykazywal takie ,,zdolnosci'' to musze gleboko pomyslec o mozliwosci
    wyboru dobrej szkoly prywatnej.
    --
    ***** 8-my CUD SWIATA ****http://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/ta/wi/ob5r/UFjaypPbH9ODAJhApB.jpg
  • basiaj79 28.09.09, 22:12
    bardzo ciekawy watek, wiec i ja skorzystam i zadam pare pytan.
    Pierwsze moje pytanie dot. tzw. catchment area dla panstwowych szkol
    podstawowych - czy lokalne councils gdzies drukuja jakie
    ulice 'kwalifikuja' sie do poszczegolnych szkol? Czy w ogole takie
    info idzie gdzies znalezc? I czy mieszkanie w catchment area daje
    100% pewnosc, ze dziecko zostanie przyjete do danej szkoly?
    Moje drugie pytanie - jaka jest szansa, ze dziecko dostanie miejsce
    w szkole jesli mieszka poza catchment area a szkola jest
    oversubscribed?
  • yoskaiga 28.09.09, 22:19
    Ja nie pytałam w szkole ani nie sprawdzałam rankingów :))) jedno co wiedziałam już przed przyjazdem to to ,ze ma to być szkoła katolicka , bo te trzymają poziom i, że ma być ona w miarę niedaleko szkoły Starszego ( bo my z takiej dziwnej emigracji ,że nie dziecka za nami tylko my za dzieckiem :). Zapytałam więc w prywatnej szkole katolickiej jaką " państwową " katolicką, najlepszą w najbliższej okolicy mi polecają.
    Najbliższą okolica z taką szkołą okazała się 80! km dalej :), chociaz w promilu było takich ze 20?, i tam też się przeprowadziliśmy podporządkowując nasze życie przed wszystkim wykształceniu dzieci.
    Rozumiem ,że nie każdy może się przeprowadzić, bo to nie jest ani takie proste ani takie łatwe ( dla nas tez nie był ), toteż polecam drugi sposób, też przeze mnie wypróbowany dla potwierdzenia tej pierwszej rekomendacji - środowiskowy. Jak już zamieszkaliśmy to przepytaliśmy starą Polonię i miejscowego księdza gdzie jest najlepiej. Opinie potwierdzały to co już wiedzieliśmy. W samej szkole nie byłam, na oczy jej nie widziałam, aż do momentu kiedy Młody tam poszedł. Mimo tego się nie rozczarowałam. Zaufałam polecającym szkołę nauczycielom i rodzicom dzieci uczących się i już wyuczonych.
  • jaleo 29.09.09, 10:44
    basiaj79 napisała:

    > bardzo ciekawy watek, wiec i ja skorzystam i zadam pare pytan.
    > Pierwsze moje pytanie dot. tzw. catchment area dla panstwowych
    szkol
    > podstawowych - czy lokalne councils gdzies drukuja jakie
    > ulice 'kwalifikuja' sie do poszczegolnych szkol?

    Tego szkoly nigdy nie publikuja, bo przeciez z roku na rok nie
    wiadomo, ile dzieci bedzie aplikowac z danego rejonu. Kryterium
    jest zawsze podawane jako odleglosc od szkoly "as the crow flies"
    czyli odleglosc "po najkrotszej linii" od szkoly.

    Poza tym, warto sie dowiedziec jak wyglada lista kryteriow
    przyjecia, bo odleglosc od szkoly jest tylko jednym z kryteriow.
    Szkoly maja pewna swobode w wyznaczaniu kolejnosci kryteriow, np w
    niekotrych szkolach pierszenstwo maja dzieci, kotrych rodzenstwo
    jest juz w tej szkole, w innych, dzieci ze Statement of Special
    Needs, w katolickich dzieci, ktore uczeszczaly do katolickiej feeder
    school albo dzieci praktykujacych rodzicow itp a odleglosc od szkoly
    jest np na drugim, albo trzecim miejscu.


    --
    ------
    Z cyklu: Ulubieni mezczyzni Jaleo - Fleet Foxes
  • yoskaiga 29.09.09, 11:19
    jaleo napisała:

    > Szkoly maja pewna swobode w wyznaczaniu kolejnosci kryteriow, np w
    > niekotrych szkolach pierszenstwo maja dzieci, kotrych rodzenstwo
    > jest juz w tej szkole, w innych, dzieci ze Statement of Special
    > Needs, w katolickich dzieci, ktore uczeszczaly do katolickiej feeder
    > school albo dzieci praktykujacych rodzicow itp a odleglosc od szkoly
    > jest np na drugim, albo trzecim miejscu.
    >

    potwierdzam to co napisała Jaleo u nas tez tak jest. Pierwszeństwo mają dzieci ,
    które nie dość ,ze mieszkają "w rejonie", to chodziły wcześniej do szkoły
    katolickiej, mają już w tej szkole rodzeństwo i oczywiście są katolikami.
  • lucasa 29.09.09, 13:10


    > > Pierwsze moje pytanie dot. tzw. catchment area dla panstwowych
    > szkol
    > > podstawowych - czy lokalne councils gdzies drukuja jakie
    > > ulice 'kwalifikuja' sie do poszczegolnych szkol?
    jaleo napisała:
    > Tego szkoly nigdy nie publikuja, bo przeciez z roku na rok nie
    > wiadomo, ile dzieci bedzie aplikowac z danego rejonu


    u nas jest (bylo?) publikowane - szukajac domu mielismy wyruk ulic i
    od razu moglismy sobie sprawdzic. oczywiscie problem pewnie jest
    przy szkolach over-subscribed. no i jak powiedziala pani w urzedzie -
    te rejony co jakis czas sie zmieniaja...
    A
  • gypsi 29.09.09, 13:25
    Absolutne pierwszenstwo spoza "catchment" w KAZDEJ publicznej szkole maja dzieci
    z "medical statement" czyli np. niepelnosprawne. Potem roznie, np. w naszej
    szkole liczy sie odleglosc od granicy "catchment", najpierw dostaja sie dzieci
    mieszkajace najblizej.
    Na pewno o granicach mozesz dowiedziec sie w LEA - Local Educational Authorities
    (mieszcza sie zwykle w lokalnym "council").
  • liley11 29.09.09, 13:54


    basiaj79 napisała:

    > bardzo ciekawy watek, wiec i ja skorzystam i zadam pare pytan.
    > Pierwsze moje pytanie dot. tzw. catchment area dla panstwowych
    szkol
    > podstawowych - czy lokalne councils gdzies drukuja jakie
    > ulice 'kwalifikuja' sie do poszczegolnych szkol? Czy w ogole takie
    > info idzie gdzies znalezc?

    Na stronach internetowych szkol powinnas znalesc informacje, jaki
    maja zkres terytorialny "catchmenmt area"

    I czy mieszkanie w catchment area daje
    > 100% pewnosc, ze dziecko zostanie przyjete do danej szkoly?

    100% pewnosc mozesz miec w stosunku do szkoly, ktora znajduje sie
    najblizej Twojego domu.

    > Moje drugie pytanie - jaka jest szansa, ze dziecko dostanie
    miejsce
    > w szkole jesli mieszka poza catchment area a szkola jest
    > oversubscribed?

    Marne.


    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • fanny 29.09.09, 00:02
    Ta dyskusja troche przypomina dyskusje, ktore sie odbywaja na polskich forach.
    Czyli jesli ktos ma/mial dzieci w szkole prywatnej wie, ze po prostu nie ma porownania z panstwowa szkola. Nawet uwazana za bardzo dobra.
    Gdyby mnie bylo stac, to zdecydowanie wybralabym dobra szkole prywatna. Tak, jak wybralam dla swoich dzieci w POlsce i czemu wiele zawdzieczaja.
    Poniewaz nie stac nas na posylanie jednoczesnie 2 dzieci do tutejszej porzadnej szkoly prywatnej, przed przyjazdem do Anglii poswiecilam kilka tygodni na research szkolnictwa, szkol i rankingow, znalazlam szkole secondary oceniana we wszystkich wymiarach jako outstanding i poszukalismy domu w catchment area.
    Jestem zadowolona, choc czuje, ze z prywatnej bylabym bardziej ;)
    Moje dzieci sa bardziej zadowolone - bo maja przyjaciol w bliskiej okolicy.

    f.

    --
    I always start my diet on the same day - tomorrow!
  • karolkowa1 29.09.09, 00:56
    Kazda z Was ma swoja racje.Jak kogos stac na prywatna szkole to
    fajnie a jak nie to tez nie jest zle bo jest bardzo duzo dobrych
    szkol panswowych.Ciesze sie,ze my mielismy do wyboru kilka bardzo
    dobrych szkol i do jednej z nich syn sie dostal.No i syn lubi do tej
    szkoly chodzic.Dopiero mija miesiac szkoly a ja mam w domu inne
    dziecko,lepsze i zadowolone z zycia.Mimo wszystko dla nas
    najwazniejsze jest to zeby nasze dzieci byly szczesliwe bez wzgledu
    na to ile beda zarabialy,zeby czerpaly z zycia to co najlepsze i
    zajmowaly sie czyms co bedzie im sprawialo radosc.Wyrosly na
    dobrych,uczciwych ludzi.

    Dyskusja bardzo ciekawa i co najwazniejsze kulturalna.
    Pozdrawiam.





    --
    "Szczęśliwy ten, kto dostrzega swe błędy i stara się je bezustannie
    odszukiwać: taki człowiek osiągnie doskonałość".
    - Mikołaj Gogol
  • panixx 29.09.09, 11:02
    Rzeczywisice bardzo ciekawa dyskusja.
    Ja dopiero 'poczatkujaca' w tym temacie bo synek malutki, ale
    planujemy w przyszlym roku przeprowadzke, wiec juz myslimy pod katem
    szkoly...
    Chcialam zapytac o 'catchment' area? W jaki sposob to sprawdzci? Czy
    to jest oficjalnie wytyczony rejon, czy po prostu: im blizej, tym
    lepiej?
    Dziekuje
  • liley11 29.09.09, 14:00
    karolkowa1 napisała:

    Mimo wszystko dla nas
    > najwazniejsze jest to zeby nasze dzieci byly szczesliwe bez
    wzgledu
    > na to ile beda zarabialy,zeby czerpaly z zycia to co najlepsze i
    > zajmowaly sie czyms co bedzie im sprawialo radosc.Wyrosly na
    > dobrych,uczciwych ludzi.
    >
    >
    >
    > Krolkowa - SWIETA RACJA

    z dopiskiem - wydaje mi sie, ze w lepszych szkolach beda
    szczesliwsze z wielu wzgledow, np brak bullingu, itd...
    >
    >


    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • golfstrom 29.09.09, 14:08
    > szczesliwsze z wielu wzgledow, np brak bullingu, itd...

    No to akurat jest pobozne zyczenie.

    Dzieci mojego bylego szefostwa chodzily do prywatnej szkoly z ocena Ofsted "good
    with some outstanding features".
    Bullying jak najbardziej byl i rozprawianie sie z nim szlo opornie.

    Byl to przypadek jednej dziewczynki zastraszajacej inna dziewczynke, przy
    westchnieniu ulgi innych dziewczynek, ze to nie one staly sie chlopcami do
    bicia. Wg slow mojej szefowej, ktore moga nie byc obiektywne, szkola obawiala
    sie posadzenia o rasizm, gdyby ostrzej zareagowala na naganne zachowanie.

    --
    People who say they sleep like a baby usually don't have one.
    LEO J BURKE
  • liley11 29.09.09, 15:58
    No to dobrze wiedziec, ze i tam wystepuje. mam tylko nadzieje, ze w
    mniejszym stopniu i sie z nim "rozprawia od razu"

    golfstrom napisała:

    > > szczesliwsze z wielu wzgledow, np brak bullingu, itd...
    >
    > No to akurat jest pobozne zyczenie.
    >
    > Dzieci mojego bylego szefostwa chodzily do prywatnej szkoly z
    ocena Ofsted "goo
    > d
    > with some outstanding features".
    > Bullying jak najbardziej byl i rozprawianie sie z nim szlo opornie.
    >
    > Byl to przypadek jednej dziewczynki zastraszajacej inna
    dziewczynke, przy
    > westchnieniu ulgi innych dziewczynek, ze to nie one staly sie
    chlopcami do
    > bicia. Wg slow mojej szefowej, ktore moga nie byc obiektywne,
    szkola obawiala
    > sie posadzenia o rasizm, gdyby ostrzej zareagowala na naganne
    zachowanie.
    >


    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • mama-123 29.09.09, 14:17
    bulling jak byl, tak i bedzie pewnie wszedzie. Choc mysle, ze czasem
    trudno go zdefiniowac, a co za tym idzie odpowiednio do niego
    podejsc. LEpsze szkoly z pewnoscia tez go maja.
    Zauwazylam jednak, ze nie kazda swietna szkola bedzie pasowac
    kazdemu dziecku. Czasem moze i gorsza, ale bardziej przyjazna badzie
    lepsza dla naszego dziecka.
    U nas tak bylo. Swietna szkola, ale po tygodniu powiedzialam Do
    widzenia. W obecnej szkole, ktora miala troche gorsza opinie,
    wszystko sie dobrze ulozylo. WYniki (moich dzieci) rowniez super,
    przynajmniej porownujac do national standards.
    Mysle, ze wlasnie bardzo trzeba zwracac uwage na to, czy dana szkola
    jest przyjazna dziecku - obojetnie juz czy prywatna czy nie. Znam
    dzieci z wybitnych szkol (secondary jednych z najlepszych w
    Londynie, panstwowych) i wcale im az tak swietnie nie jest. Pod
    wzgledem akacemickim moze i maja sie dobrze, ale cala otoczka (typu
    jak sie dziecko tam czuje) juz nie jest taka super.
  • liley11 29.09.09, 16:00
    mama-123 napisała:

    A mozesz napisac dlaczego zabralas z tej szkoly dziecko i to po
    tygodniu? Moze to bedzie dla mnie i dla innych cenna wskazowka?


    > bulling jak byl, tak i bedzie pewnie wszedzie. Choc mysle, ze
    czasem
    > trudno go zdefiniowac, a co za tym idzie odpowiednio do niego
    > podejsc. LEpsze szkoly z pewnoscia tez go maja.
    > Zauwazylam jednak, ze nie kazda swietna szkola bedzie pasowac
    > kazdemu dziecku. Czasem moze i gorsza, ale bardziej przyjazna
    badzie
    > lepsza dla naszego dziecka.
    > U nas tak bylo. Swietna szkola, ale po tygodniu powiedzialam Do
    > widzenia. W obecnej szkole, ktora miala troche gorsza opinie,
    > wszystko sie dobrze ulozylo. WYniki (moich dzieci) rowniez super,
    > przynajmniej porownujac do national standards.
    > Mysle, ze wlasnie bardzo trzeba zwracac uwage na to, czy dana
    szkola
    > jest przyjazna dziecku - obojetnie juz czy prywatna czy nie. Znam
    > dzieci z wybitnych szkol (secondary jednych z najlepszych w
    > Londynie, panstwowych) i wcale im az tak swietnie nie jest. Pod
    > wzgledem akacemickim moze i maja sie dobrze, ale cala otoczka
    (typu
    > jak sie dziecko tam czuje) juz nie jest taka super.


    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • mama-123 29.09.09, 23:44
    Zabralam, bo pani przedszkolanka mi wybitnie nie odpowiadala, mimo,
    ze przedszkole w tej szkole mialo najlepsza ocene w Ofsted Report.
    Pani byla taka, czulam, ze moje dziecko juz nie jest moim dzieckiem
    w momencie przekroczenia drzwi szkoly. Dluga historia zreszta,
    trudno by tu ja opowiedziec.
    W nowym przedszkolu natomiast pani byla sympatyczna i corka od razu
    poczula sie tam swietnie. W poprzednim przedszkolu za chiny ludowe
    zostac nie chciala, mimo, ze pierwsze dwa dni jej sie podobaly.
    W tym sensie mysle wazna jest ta przyjaznosc: dziecko sie dobrze
    czuje, bezpiecznie i jest odpowiednio stymulowane - zdolne dziecko
    zatem moze sie miec dobrze nawet i w przecietnej szkole.
    Nasza szkola jest dobra, a do tego dzieci sie w niej dobrze czuja.
    Wyniki bardzo dobre, zadania w szkole odpowiednio dobrane do
    poziomu, na ktorym jest dziecko. Rodzice sa tez mile widziani.
  • gypsi 29.09.09, 11:55
    Akurat mam porownanie z Polski - mala wiejska szkola byla o niebo lepsza niz
    prywatna w wielkim miescie. Nauczyciele byli bardziej zaangazowani, a to nie
    zawsze sie da osiagnac sama placa. Zreszta warunki pracy w szkolach prywatnych
    nie sa chyba znaczaco inne niz w panstwowych?

    Tutaj mam porownanie o tyle, ze dzieci mojej szefowej, kolega z pracy, corka
    innej kolezanki chodzily/chodza do jedej z lepszych szkol prywatnych w Anglii, a
    dalsza rodzina skonczyla wlasnie 6th form w podobnej. Szefowa nie ma wyjscia w
    zasadzie, ze wzgledu na pochodzenie musiala dzieciom jakos podwyzszyc (czytaj:
    kupic) szanse wobec panujacego tu ukrytego rasizmu.
    Mnie w sumie stac, a jednak nie wybralabym prywatnej, tak ze nie generalizujmy
    lepiej.
  • igooska 29.09.09, 13:22
    Fajna dyskusja:)Tylko mam takie wrażenie ze osoby wypowiadające się tutaj są w Anglii od lat lub maja partnerów miejscowych często dzieci urodzone są w uk ,od "zawsze"dwujęzyczne.A jesteśmy tez my,w miarę świeży emigranci ,z dziećmi nie mówiącymi po angielsku ,bez dużych możliwości finansowych,i nie zawsze typowi "beneficiarze":).Spotkałam sie z tym ze dzieci do szkoły nie zapiszą wcześniej ,musi przebywać w uk(nie zawsze tak jest),nie wszędzie obcokrajowiec jest milo widziany.Same musicie przyznać ze w takich sytuacjach posyła się dziecko gdzie miejsce jest,na początku trudno się rozeznać w tym wszystkim.My mieliśmy to szczęście ze przyjęli syna do katolickiej,fajnej kameralnej szkoły ,gdzie poziom i wyniki są dobre.
  • yoskaiga 29.09.09, 15:13
    igooska napisała:

    > Fajna dyskusja:)Tylko mam takie wrażenie ze osoby wypowiadające się tutaj są w
    > Anglii od lat lub maja partnerów miejscowych często dzieci urodzone są w uk ,od
    > "zawsze"dwujęzyczne.A jesteśmy tez my,w miarę świeży emigranci ,z dziećmi nie
    > mówiącymi po angielsku ,bez dużych możliwości finansowych,i nie zawsze typowi "
    > beneficiarze":).Spotkałam sie z tym ze dzieci do szkoły nie zapiszą wcześniej ,
    > musi przebywać w uk(nie zawsze tak jest),nie wszędzie obcokrajowiec jest milo w
    > idziany.Same musicie przyznać ze w takich sytuacjach posyła się dziecko gdzie m
    > iejsce jest,na początku trudno się rozeznać w tym wszystkim.

    Jest w tym bardzo dużo racji co napisała Igooska. Szkoły bardzo dobre potrafią
    się w bardzo zawoalowany sposób skutecznie bronić przed dziećmi emigrantów. Sama
    to udowodniłam w swoim odwołaniu. Niestety wtedy sprawa wykształcenia spada na
    NASZE barki i NASZĄ skuteczność ,żeby sobie z tym poradzić i ten mur przebić.
    Mnie się wydaje ,że w tej BARDZO DOBREJ dyskusji wyłonił się już pewien obraz
    oczekiwań. Nie tyle o szkołę prywatną czy państwową tutaj chodzi, bo ona sama w
    sobie sprawy NIE ZAŁATWIA ale o to, czego od tych szkół, my rodzice oczekujemy.
    Generalnie powiedziałabym tak:

    - jedni oczekują " szkoły przyjaznej dziecku ", uczącej na jego poziomie? i
    mówiąc szczerze ja nie wiem o co chodzi i jaka to szkoła jest? Niczym przyjazny
    Urząd Skarbowy.
    - drudzy rzetelnego wykształcenia nawet jeśli ona aż tak " przyjazna nie jest",
    cokolwiek to znowu znaczy.

    Rozumiem, ze jeśli chodzi o maluszki to bardzo istotne jest aby szkolę polubiły
    i załapały bakcyla, jeśli zaś mówimy o starszej młodzieży, to ja oczekuję ,że
    szkoła stawia wymagania i egzekwując te wymagania popycha ucznia cały czas
    skutecznie do przodu. Nie ma innej drogi jeśli chcemy aby w przyszłości dziecko
    zdało tutaj A-level i poszło na dobrą uczelnię. Głaskanie tutaj nic nie da.
    Chyba ,że jest to dziecko z zaburzeniami i potrzebuje specjalnie przygotowanego
    pedagoga i specjalnej w tym celu przystosowanej szkoły. Trzeba się dzieckiem
    interesować , oglądać co ono robi, jakie ma zadania, jakie dostał oceny, czemu
    właśnie takie ,a nie inne, pytać o szkołę, co się w niej dzieje.
    Co mi z tego ,że dostawałam cały czas w tej mojej gminnej szkole takie raporty
    - very good, excellent, the best , jak nie wiedziałam prawdziwej nauki! Co mi z
    tego ,ze Młody był najlepszy nawet ze swoim mocno kulejącym językiem. Rysownie w
    wieku 12 lat? Mnożenie i już? Wycinanki? Sorry, dla mnie to było absolutnie za
    mało. Posiadając w miarę zdolne dzieci i sama będą kiedyś dobrą uczennicą nie
    widzę możliwości zdobycia wiedzy bez wysiłku. Nauka musi boleć, jak ja to zawsze
    mówiłam swoim uczniom.
    Co mogę powiedzieć o szkole prywatnej starszego? praca, praca, praca i jeszcze
    raz praca. Codziennie do 18 i 3 godziny przymusowej nauki własnej w internacie
    plus masa zajęć dodatkowych. Nawet w sobotę.
    Co mogę powiedzieć o szkole państwowej katolickiej Młodego - praca, praca, praca
    trochę mniejsza ale jednak .
    Na tym etapie rozwoju dziecka to rodzic musi zadecydować jakiemu kształceniu
    dziecko poddać. Nie ma dzieci mniej i bardziej zdolnych ( oczywiście pomijam
    geniuszy ) są tylko często dzieci pozostawione same sobie, które potrzebują
    zainteresowania i pomocy. I nie musi to być pomoc stricte naukowa, bo od tego są
    nauczyciele.
    Oczywiście można tez założyć parafrazując ,że jakie dziecko jest każdy widzi.
  • aniaheasley 29.09.09, 15:28
    Szkola przyjazna lub nieprzyjazna dziecku, fajne okreslenie :-)
    Nadal twierdze, ze w szkolach prywatnych i ta strona lepiej wypada,
    poziom szeroko rozumianej pastoral care jest naprawde imponujacy.
    Poza tym wielorodnosc zajec dodatkowych, czasami naprawde powodujaca
    zawrot glowy, ma na celu m.in. zaspokojenie potrzeb nie czysto
    akademickiej jak najwiekszej liczby uczniow, i tym samym ma sprawic
    zeby dziecko sie w szkole dobrze poczulo, zeby czulo sie
    wartosciowe, potrzebne. Rozpietosc clubow pozalekcyjnych w takich
    szkolach jest taka, ze nie ma sily, ale KAZDE dziecko cos dla siebie
    tam znajdzie. Pisze o szkole dla chlopcow, na pewno w mieszanych i
    zenskich jest inaczej, ale chlopcy maja do wyboru miedzy innymi (nie
    sposob wymienic wszystkich zajec): kolko dramatyczne prowadzone
    przez szkole dramatu LAMDA, CCF czyli zajecia dla kadetow (w pelnym
    umundurowaniu, oficerki pucowane na wysoki polysk), klub parzenia
    chinskiej herbaty, klub pokera (!), szermierka, harcerstwo,
    kaligrafia, nurkowanie scuba, rzezbiarstwo w kamieniu, walki
    wschodu. Dodatkowo od klasy 9-tej mozliwosc przyuczenia do
    prowadzenia wlasnego biznesu (w zeszlym roku byla to produkcja mydel
    zapachowych i techniki sprzedazy), dzialalnosc charytatywna w
    lokalnym day centre, kurs historii malarstwa w lokalnej galerii
    obrazow. Itp, itd.
    Przypomne niedowiarkom: szkola prywatna a szkola panstwowa: dwie
    galaktyki, oddzielone o lata swietlne :-)
    --
    Ania's Poland
  • yoskaiga 29.09.09, 15:49
    Aniu, ten kij ma dwa końce. Ja mam lekki dystans do tych zajęć dodatkowych. One
    często są właśnie ,po to aby dzieci chciały w tych szkołach zostać ,a rodzice
    ,żeby nie mieli obiekcji co do płacenia tego horrendalnego czesnego, no bo skoro
    dziecko chwali, ze jest tak super? Niestety one również zbierają czas i to
    odbija się na wynikach nauczania.


  • igooska 29.09.09, 16:18
    A jeszcze inaczej-czy dzieciakom potrzeba kursu parzenia herbaty czy pokera?Wiem ze to tylko przykłady ale jako ze nie tak dawno wyjechałam z pl to i tam widziałam owczy pęd do zapisywania dzieci na zajęcia dodatkowe.Wiem ze to może przestarzale myślenie ale czy dzieci nie potrzebują trochę odpoczynku,lenistwa i nic nie robienia?Dobra szkoła to chyba nie taka gdzie trzeba się tylko uczyć ,uczyć i uczyć.Któraś z was napisała ze jej dziecko ma zajęcia do 18 a potem jeszcze 3 godz nauki no to policzmy gdzie czas na książkę ,spacer itd.Ja mam syna jeszcze młodego(9lat) ale nie chce mi się wierzyć ze 16 latek marzy tylko o całym dniu ,tygodniu uczenia sie.Większość z nas wykształciła się w Polsce ,były inne czasy prawda ale chyba nie było tak źle.
  • yoskaiga 29.09.09, 17:25
    igooska napisała:

    Któraś z was napisała ze jej dziecko ma zajęcia do 18 a potem jeszcz
    > e 3 godz nauki no to policzmy gdzie czas na książkę ,spacer itd.Ja mam syna jes
    > zcze młodego(9lat) ale nie chce mi się wierzyć ze 16 latek marzy tylko o całym
    > dniu ,tygodniu uczenia sie.

    To ja napisałam. Odpowiem Ci tak: nie słyszałam aby , któreś z dzieciaków nie
    chciało do tej szkoły chodzić. A szkoła prowadzi również dzieci od 10 lat i jest
    to Boarding School.
    Dodatkowo uczniów nie przywiązuje się tam do ławek, nie mają podbitych oczu i
    nie chodzą głodni ani niewyspani. Sportu i świeżego powietrza maja tyle, że
    wyobraźnia nie ogarnia. Areał szkoły to obszar całej dużej wsi. Pierwszy raz coś
    takiego widziałam na oczy. Konie, boiska do polo , ruggby, tenisa, piłki nożnej,
    siatkowej, basen itd itd. Na parę najbliższych lat nie ma już wolnych miejsc.

    I możemy się tak licytować bez końca. Tylko czy o to chodzi? Jak czytasz uważnie
    moje wpisy to widać jak na dłoni, że ja nie popieram ani prywatnej ani
    państwowej , popieram dobrą. A doświadczenia mam i tu i tam.
  • igooska 29.09.09, 18:30
    Czytam i czytam ale to jest coraz dłuższe:)Wierze ci ze masz doświadczenie co więcej masz dzieci w wieku o którym tu toczy się dyskusja.Ale jakoś tak mi się zal dzieciaków zrobiło bo tutaj tylko piszemy nauka ,egzaminy wyniki...Fakt ze tu nawet zwykła szkoła posiada duże zielone tereny ,boiska do rożnych sportów co w Pl nie zawsze jest np mój syn w 1 klasie podstawówki szkolnej nie miał w-fu bo nie było sali! Ja jak pisałam mam mało doświadczenia ,syn jeszcze w primary wprawdzie ale zapisał się na judo i na chór.I mam nadzieje ze następną szkole wybierzemy(dzięki temu co piszecie tez)dobrze.
  • aniaheasley 29.09.09, 17:56
    Na pokera akurat moj syn tez sie zapisal. Na poczatku wlos mi sie
    zjezyl, jak to hazard, w szkole?? Ale kiedy przeczytal w zwiazku z
    tym dwie ksiazki na temat rachunku prawdopodobienstwa, zlagodnialam.
    Na kurs parzenia herbaty akurat jemu jakos bylo nie po drodze, ale
    wiem, ze tam przy okazji herbaty dzieci tak od kuchni poznaja
    kulture Chin, nawet mieli cos o alfabecie w zwiazku z etapami
    rozwoju paczka herbacianych krzakow, ale jak mowie, to moj syn tylko
    z drugiej reki slyszal.
    W szkole syna zachecaja do zajec dodatkowych, i maja dowody w
    postaci wynikow egzaminow, ze to nie koliduje w osiaganiu straight
    A's a wrecz przeciwnie.
    --
    Ania's Poland
  • yoskaiga 29.09.09, 18:01
    Mój należał do Klubu Winiarzy i doił różne gatunki win, ucząc się rozróżniać
    poszczególne marki i roczniki. Zgroza :)
  • aniaheasley 29.09.09, 18:12
    Moj dzisiaj rano wzial plastikowy talerz, i sztucce, chcial je
    cichcem przemycic do plecaka, ale nie wytrzymalam, i zapytalam po co
    mu to, czyzby w szkole wszystkie talerze sie potlukly, no i okazuje
    sie ze maja cookery course w tym tygodniu w czasie lunchu i
    przychodzi jakis celebrity chef uczyc ich robic cos tam juz nie
    pamietam, i bedzie im to sie liczylo jako Skill do zdobywania DOE.
    Przyznaje ze nie nadazam za tym wszystkim, tym bardziej, ze nie wiem
    jak u Was ale od mojego nastolatka trudno czasami wyciagnac dwa
    zdania na dzien.
    --
    Ania's Poland
  • derka1 29.09.09, 16:43
    aniaheasley napisała:

    Przypomne niedowiarkom: szkola prywatna a szkola panstwowa: dwie
    > galaktyki, oddzielone o lata swietlne :-)


    Ach ten monopol na jedynie sluszna prawde :-)
    (i podwazanie kompetencji zawodowych innych :-)) No mam o to zal,
    nie ukrywam )
  • aniaheasley 29.09.09, 17:59
    No wiem, ze masz zal. Ale ja mam racje :-)

    Nie chcialam nikogo tutaj osobiscie obrazic czy urazic.
    --
    Ania's Poland
  • liley11 29.09.09, 16:12
    yoskaiga napisała:


    >
    > - jedni oczekują " szkoły przyjaznej dziecku ", uczącej na jego
    poziomie? i
    > mówiąc szczerze ja nie wiem o co chodzi i jaka to szkoła jest?
    Niczym przyjazny
    > Urząd Skarbowy.
    > - drudzy rzetelnego wykształcenia nawet jeśli ona aż tak "
    przyjazna nie jest",
    > cokolwiek to znowu znaczy.
    >

    yoskaiga, bylam dobra uczennica i poszlam do renomowanego liceum,
    gdzie poziom nauczania byl BARDZO wysoki. Niestety podejscie
    nauczycieli do mlodziezy wymagalo wiele do zyczenia. Traktowano nas
    jako "produkt" mase do wyrobienia, zadko ktory nauczyciel traktowal
    nas jak ludzi a w wieku nastu lat jest to bardzo potrzebne.
    Fakt, osignelam swoj cel - dostalam sie na uczelnie taka jaka
    chcialam. Ja nie mialam wiekszych problemow podczas nauki w tym
    liceum, ale co roku trafial sie skoczek z 10 pietra w pierwszych
    miesiacach pierwszej klasy - rozumiem, ze tutaj bardzo wazna byla
    tez rola rodzicow i ich oczekiwan od dziecka.

    W owym liceum nabylam rowniez zlych zachowan - przestalam sie uczyc
    na pelnych obrotach - bo to grozilo, ze nauczyciele wymagali jeszcze
    wiecej i kazdy ze swojego przedmiotu. Bylo niewykonalnym byc
    przygotowanym na kazdy przedmiot - nauczylam sie "lawirowac"...i tak
    niestety zostalo mi na studiach. Zajelo mi 2,5 lata, aby odkryc ze
    na studiach warto sie przylozyc a nie tylko przeczytac i zdac na
    dostateczny. Byc niezauwazonym.
    Owo liceum bylo jednym z dwoch najwiekszych centrow handlu
    narkotykami - najlepsza szkola w wojewodztwie, wespol z najgorsza
    szkola - technikum rolniczym.... o czym to swiadczy? O tym , ze
    mlodziez musiala gdzies odbic sobie, odreagowac stres.

    Nie chcialbym poslac corki do takiej maszynki szlifowania kamieni...
    Chce poslac corke do szkoly, gdzie dostanie dobre wyksztalcenie i
    gdzie bedzie szanowana i traktowana godnie.


  • yoskaiga 29.09.09, 16:59
    liley11 napisała:




    w tym
    > liceum, ale co roku trafial sie skoczek z 10 pietra w pierwszych
    > miesiacach pierwszej klasy

    > W owym liceum nabylam rowniez zlych zachowan - przestalam sie uczyc
    > na pelnych obrotach - bo to grozilo, ze nauczyciele wymagali jeszcze
    > wiecej i kazdy ze swojego przedmiotu. Bylo niewykonalnym byc
    > przygotowanym na kazdy przedmiot - nauczylam sie "lawirowac"...i tak
    > niestety zostalo mi na studiach.
    > Owo liceum bylo jednym z dwoch najwiekszych centrow handlu
    > narkotykami -

    Sorry :) Liley 11 ale to co napisałaś świadczy o tym ,ze ta szkoła do której
    chodziłaś to nie była dobra szkoła
  • liley11 29.09.09, 17:18
    No cos Ty?! Przeciez to byla legendardna renomowana szkola tylko dla
    najlepszych (albo tych z plecami) !!! ;)

    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • yoskaiga 29.09.09, 17:35
    :)
  • edgar2005 29.09.09, 19:03
    W sumie to wszystko chyba zostalo powiedziane. Warto takze poczytac fora
    brytyjskie, na przyklad to:
    www.elevenplusexams.co.uk
    A w nim rozne ciekawe watki, chocby ten:
    www.elevenplusexams.co.uk/forum/11plus/viewtopic.php?t=10846
    Warto pamietac ze nie wszystkie prywatne szkoly sa akademickie, a niektore sa
    odrazajaco nowobogackie, choc takie bywaja tez i niektore panstwowe.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka