Dodaj do ulubionych

Co UK daje Waszym dzieciom?

04.01.10, 13:21
Temat chyba nie za bardzo odkrywczy a jednak stojac przed odwiecznym dylematem
zostac w UK czy wrocic do PL zastanawiam sie czy i co takiego daje Uk moim
dzieciom ze moze warto mieszkac w UK. Dla wielu powod pozostawania w UK jest
czysto ekonomiczny. Pomimo kryzysu standard zycia tutaj jest niewatpliwie
wyzszy , latwiej tez znalezc prace ( o wyzszej kulturze samego procesu
poszukiwania pracy nie wspominajac). Sytuacja jest niewatpliwie troche inna w
przypadku jezeli jedno z rodzicow pochodzi z UK czy tez innego kraju spoza
Polski. Wtedy zycie w UK jest naturalnym wyborem czy tez kompromisem pomiedzy
zamieszkaniem w ktoryms z krajow z ktorego pochodza rodzice. Ale ciekawa
jestem czy gdybyscie patrzeli tylko z perespektywy dobra dzieci to takze
uwazalibyscie ze UK to lepszy wybor niz Polska? Nie da sie zaprzeczyc ze
zaplecze d (wtym np biblioteki, farmy ze zwierzetami, lokale przystosowne dla
dzieci) sa tutaj znacznie lepiej zorganizowane niz w Polsce). O systemie
oswiaty niewiele moge powiedziec (majac dopiero dwuletnie dzieci). ostatnio
opublikowane raporty (o wysokim % dzieci ktore koncza szkole nie umiejac
czytac) nie sa zachecajace choc jak sie domyslam sie mozna na nich do konca
polegac. Patrzac na angielska mlodziez nie za bardzo chcialabym aby moje
dzieci byly takie same. Oczywiscie mowi sie ze wiele zalezy od samych rodzicow
ale tak na prawde badzmy szczerzy nie da sie uniknac wplywu spoleczenstwa
(kolezanek, kolegow,kultury komercji szeroko w UK zakorzenionej. Moj post
chyba nie brzmi za bardzo optymistycznie. To chyba przez to ze ciagle mam
wyrzuty sumienia ze robie krzywde moim dzieciom, oddzielam ich od dziadkow
oferujac jedynie to ze jestem im w stanie kupic w UK wiecej niz w Polsce:-(.
sama juz nie wiem... chyba mam cos z glowa.. A Wy jak postrzegacie zycie w UK
z perespektywy dobra Waszych dzieci ? w czym Waszym zdaniem UK jest lepsza?

Edytor zaawansowany
  • edytataraszkiewicz 04.01.10, 13:47
    Ten problem Ciebie nie dotyczy ,poniewaz 2-letnie dziecko nie
    postrzega zadnej roznicy.Ono sie tu urodzilo i z biegiem lat wyjazd
    do Polski bedzie dla niego takim samym ,,szokiem'' jak przyjazd tu z
    kilku,kilkunastolatkiem.

    Moje starszaki pomimo wielu lat bycia tu,wspominaja Polske czesto i
    chcialyby pojechac tam na stale
    .Nie dlatego,ze sie tu nie odnalazly,czy im zle,poprostu tesknia
    naturalnie za srodowiskiem,znajomymi....
    Lecz mysle,ze w tanich telefonow,skype,samolotow jest jakby lzej niz
    kiedys.


    ***** 8-my CUD SWIATA *****

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/ta/wi/ob5r/Gi6EvRV3Vvf9tUCK0A.jpg
  • vin 04.01.10, 14:05
    edytataraszkiewicz napisała:

    > Ten problem Ciebie nie dotyczy ,poniewaz 2-letnie dziecko nie
    > postrzega zadnej roznicy.Ono sie tu urodzilo i z biegiem lat wyjazd
    > do Polski bedzie dla niego takim samym ,,szokiem'' jak przyjazd tu z
    > kilku,kilkunastolatkiem.
    >
    > Moje starszaki pomimo wielu lat bycia tu,wspominaja Polske czesto i
    > chcialyby pojechac tam na stale
    > .Nie dlatego,ze sie tu nie odnalazly,czy im zle,poprostu tesknia
    > naturalnie za srodowiskiem,znajomymi....
    > Lecz mysle,ze w tanich telefonow,skype,samolotow jest jakby lzej niz
    > kiedys.
    >
    >
    > ***** 8-my CUD SWIATA *****
    >
    > fotoforum.gazeta.pl/photo/8/ta/wi/ob5r/Gi6EvRV3Vvf9tUCK0A.jpg >" border="0" alt="> fotoforum.gazeta.pl/photo/8/ta/wi/ob5r/Gi6EvRV3Vvf9tUCK0A.jpg >">

    Zgadzam sie za dla moich dzieci nie robi to teraz roznicy. ja jednak mysle juz o
    przyszlosci. Jesli chcialabym zrobic jakis ruch to zanim pojda do szkoly a wiec
    w perespektywie tych powieedzmy 2 -3 lat.
    Skype, samoloty zgadza sie ale to nie to co byc "Tu i teraz" i codziennie
  • vin 04.01.10, 14:26
    po zastanowieniu jednak mysle ze nawet i dla 2 letnich dzieci moze to chyba
    robic roznice pod wzgledem kontaktu z rodzina. Bedac ostatnio w PL z bolem
    zauwazylam jakie nasze dzieci sa "dzikie" nie majac czestego kontaktu z rodzina
    ( nie tylko dziadkami ale takze ciotkami , wujkami itd). A przeciez mamy tu w UK
    znajomych, one chodze do zlobka. A jednak to nie to ;-(
  • 18_lipcowa1 04.01.10, 14:38
    UK może wiele dać dzieciom. Może też coś zabrać. W przypadku mojego
    dziecka :
    -nie daje obecności kochających dziadków częściej niż raz/dwa na rok.
    Dla mnie to ważne, by dziecko było wsrod swoich.

    Nie wyobrażam sobie by moja corka przesiąkła tutejszym stylem życia.
    By nie żyla otoczona rodziną, bez korzeni, taki bezpaństwowiec.


  • m0nalisa 04.01.10, 15:08
    w moim przypadku nie mam dylematow. Nasz wyjazd byl swiadomym wyborem
    dozywotniej emigracji. Tak myslimy nadal po kilku latach tu urodzily sie nasze
    dzieci. Nie wiem jak bedzie za lat kilkanascie- dziesiat- czy mnie na stare lata
    jakas patriotyczna tesknota nie dopadnie. Zycie teraz zupelnie inaczej wyglada,
    zyjemy w globalnej wiosce. Wszyscy wiemy ile trwa lot do polski. Zawsze tesknoty
    mozna zaspokoic.Choc jak dotad od wyjazdu w polsce nie bylam i jakos nie mam po
    co jechac. Nie tesknie za krajem. A rodzina i przyjaciele nas systematycznie
    odwiedzaja. Babcia jest na miejscu wiec ten dylemat odpada.
    A zycie pokaze jak to w przyszlosci bedzie.


    --
    Heaven isnt made for humans. Earth is.
  • eutyfrona 04.01.10, 15:23
    Dziś rozmawiałam z koleżanką z pracy o rodzinie, zapytałam, czy ma rodzeństwo: "Mam siostrę, ale nie widujemy się zbyt często, bo mieszkamy w różnych miastach". A ja na to: "Ja mam brata, ale nie widujemy się za często, bo mieszkamy w różnych krajach".
  • panixx 04.01.10, 15:56
    Zaezy co dla Ciebie jest wazne, Twoje prioryety i jak wychowasz
    swoje dzieko.

    Moj maz ma rodzicow 2 roznych narodowosci, tata jest Polakiem.
    Urodzil sie w kraju Mamy i tam spedzil dziecinstwo, uczyl sie mowic
    w obydwu jezykach, wyjezdzal na wakacje do dziadkow w Polsce, ma
    swietny kontakt z tamtejszymi kuzynami i cala rodzina. W soboty
    uczeszczal do szkoly polskiej. Zdawal mature w obydwu jezykach,
    studiowal w Polsce. Czuje sie obywatelem zarowno jednego jak i
    drugiego kraju, zna histore, geografie, kulture kazdego z nich.
    Rodzice starali sie.

    Moja rodzina rozproszona po calej Polsce, wbrew pozorom czesciej ich
    widujemy gdy mieszkamy za granica. Czesto odwiedzaja nas wszyscy
    dziadkowie, synek bardzo dobrze ich zna i pamieta (ma 2 lata). Chyba
    nie ma miesiaca, zeby ktos z rodzin nas nie odwiedzal, nie mowiac
    juz o niedzielnych konferencjach na Skype.
  • panixx 04.01.10, 16:04
    za szybko enter wcisnelam...

    co daje nam UK?
    Pewnie to, co Polska by dawala, gdybysmy tam mieszkali. Wszystkiego
    sa plusy i minusy.

    Tez sie zastanawiamy nad powrotem, ale nie sadze, by tu synkowi bylo
    gorzej.

    A co do nastolatkow - chyba sa tacy sami w kazdym kraju. Nie ma co
    generalizowac. Jak moj 16-letni kuzyn opowiadal, co sie dzialo na
    jego imprezie sylwestrowej w duzym polskim miescie, to wlosy mi deba
    stawaly.
  • gobisha 04.01.10, 16:07
    UK daje moim dzieciom lepsze perspektywy edukacyjne, opieke medyczna i leki za darmo do 16 roku zycia, faktyczna opieke ratunkowa, od malenkosci wiele opcji socjalizowania z rowiesnikami. To tylko poczatek listy, do ktorej pewnie dopisze cos co mi teraz wylecialo z glowy.
    Majac dziadkow mieszkajacych w Polsce, obie strony bardziej doceniaja wpolnie spedzony czas. Nam ten uklad odpowiada, opcja pozostania w UK na najblizsze kilkanascie lat wlasciwie juz wybrana.
    --
    P.l.a.s.t.u.s.i.n.k.a
  • golfstrom 04.01.10, 17:05
    Spokojniejszych rodzicow.

    --
    You know, I'm not religious but I do sometimes wonder, 'Is there anybody I can
    send flowers to?'
    Stewart Copeland
  • dru.ga 04.01.10, 19:40
    My podjelismy decyzje o wyjezdzie z Polski wlasnie ze wzgledu na dzieci. Nie
    moglam zniesc mysli ze ogromnym wysilkiem pomoge dziecku zdobyc wyksztalcenie a
    potem opcje sa w zasadzie dwie - albo bede patrzyla jak za marne grosze tyra u
    jakiegos szefa z bozej laski ktoremu sloma z butow na kilometr wychodzi albo
    wlasnorecznie bede wypychala dziecko w swiat. Emigracja zawsze jest
    najtrudniejsza pod wieloma wzgledami dla pierwszego pokolenia emigrantow - moje
    corki beda juz bardziej "stad". Nie mowie ze jest cudownie - wlasnie mam
    olbrzymiego dola sentymentalno - wpsominkowego ale wiem ze realistycznie myslac
    tego za czym tesknie juz dawno nie ma a oprocz niewatpliwych atutow zycia w
    Polsce sa ogrome minusy - ktorych z perspektywy zycia w Anglii nie bylabym w
    stanie juz przeskoczyc.
    Dla moich dzieci zycie tutaj to - nie znerwicowani rodzice - co za tym idzie
    przyjemniejsza atmosfera w domu, tabilizacja finansowa,dorastanie wsrod ludzi
    usmiechnietych i generalnie zadowolonych z zycia, zyczliwych, edukacja w jezyku
    angielskim ktora daje mozliwosci pracy na calym swiecie / z Polska wlacznie/. Co
    do grup rowiesniczych - z tego co pamietam ze swojego okresu dojrzewania -
    dziecko zawsze znajdzie i wybierze to co mu pasuje - bedzie chcialo znalezc
    narkotyki i imprezy - to wpadnie w to zarowno w Polsce jak i tutaj.
  • almamag 05.01.10, 22:01
    mi pozostaje sie tylko odpisac

    dodam, ze tak ja jak i mloda nie mozemy doczekac sie konca mojego kontraktu w Pl
    i powrotu do UK, wlasnie powrotu a nie ponownego wyjazdu
  • vereena 05.01.10, 13:10
    Dla mnie bardzo ważne jest, że moje dzieci są dwujęzyczne. Pięcioletnia córka mówi po angielsku doskonale, ma świetny akcent i rozumie niuanse, w które ja musiałam mozolnie się wgryzać po przyjeździe na Wyspy. Osiągnęła to "mimochodem", bez najmniejszego wysiłku. W świecie, w którym ciężko jest dziś egzystować bez znajomości tego języka będzie wygrana już na starcie. Oczywiście wiem, że w Polsce też można się nauczyć obcego języka, ale będzie on zawsze "obcy" - tak jak pozostanie obcym dla mnie.
  • gypsi 05.01.10, 16:20
    Pewnosc siebie, otwartosc i umiejetnosc prezentowania i uzasadniania swojego
    zdania - jak to okreslila jedna pani psycholog (w Polsce) - "tego to na pewno
    nie wyniosla z polskiej szkoly".
    Poczucie bycia obywatelem swiata i wielke wiare w "chciec, to moc", a nie
    kumoterstwo i lapowki.
  • benignusia 05.01.10, 23:14
    ja uważam że UK moim dzieciom więcej daje niż zabiera...naprawde
    moge wymienić duzo plusów,ale wiekszość już wymieniła autorka wątku;)

    trzy najpiękniejsze dni mojego życia-26.04.06 07.12.07 i 24.07.09
    szczęsliwa mama córki i dwóch synów;)
  • a-inka 06.01.10, 14:35
    Myślę,że moje dzieci dostały tutaj lepsze możliwości edukacji,szybko nauczyły
    się języka,czym martwiłam się najbardziej zaraz po przyjeździe...
    Gdyby nie emigracja,nie zdecydowałabym się na pewne ruchy w swoim życiu,a przede
    wszystkim na kolejne dziecko,w PL po prostu nie byłoby mnie stać,smutne ale
    prawdziwe.
    I też mogę się podpisać pod postami w których napisano,że UK dała moim dzieciom
    spokojniejszych rodziców,a przede wszystkim-szczęśliwych ludzi,a bez tego nie ma
    szczęśliwych dzieci.
    --
    (...)czyż ośmieliłbym się nalać damie wódki?
    To czysty spirytus.
    /M. Bułhakow,"Mistrz i Małgorzata"/
  • plain-vanilla 06.01.10, 15:12
    Ja chciałabym się wypowiedzieć. Moje dziecko jest jeszcze za małe,
    żebym mogła ocenić, co UK mu daje. Wiele jednak myślałam na temat
    emigracji i tego, czy chciałabym tu zostać.
    Mnie UK daje bezpieczeństwo finansowe, którego nie miałabym w
    Polsce, a co za tym idzie na pewno większy spokój. Moje dziecko ma
    zabawki, na które nie mogłabym sobie pozwolić w Polsce. Ale.. i może
    gorzko to zabrzmi, nie widzę przyszłości w różowych barwach. UK może
    dać mojemu synowi nieograniczone możlwości rozwoju, ale do tego
    trzeba mieć pieniądze i możliwości finansowe, nawet na to, żeby
    opłacić prywatne lekcje muzyki. Ja się akurat nie zachwycam
    możliwością władania angielskim biegle. Dla mnie najważniejszy jest
    poziom edukacji, jaki jestem w stanie zapewnić dziecku. I tutaj
    właśnie zaczyna się dylemat. Mieszkam w mieście, w którym 50%
    populacji zamieszkuje zdeprawowane obszary. Szok, ale to dane
    statystyczne z oficjalnej strony. Mieszkam w jedynym z takich
    obszarów zarządzanych przez tzw. social landlords czyli housingi.
    Nie stać nas, żeby się wyprowadzić i wynająć coś prywatnie, bo nie
    mamy nikogo z rodziny do opieki nad dzieckiem. Gdybym poszła do
    pracy, to cała moja pensja zostałaby zżarta przez koszt opieki
    przedszkolnej i mówią tu o dziecku w wieku do 3 lat, bo później to
    można się zastanowić nad nursery school albo dopłaty do przedszkola.
    Wszystkie szkoły, jakie sprawdziłam w okolicy zamieszkania uzyskały
    bardzo słabe wyniki podczas inspecji z ministerstwa edukacji.
    Zostaje mi tylko czekać, aż syn pójdzie do szkoły, znaleźć pracę na
    full time, opłacić z mojej pensji czynsz i tax council oraz opiekę
    po szkole. Wtedy może będę spokojniejsza jeśli chodzi o przyszłość
    syna.
  • gypsi 06.01.10, 15:29
    Moim zdaniem obawiasz sie troche na wyrost. Wcale nie trzeba wiele pieniedzy,
    zeby zapewnic dziecku rozwoj. Jest masa dodatkowych bezplatnych zajec w
    szkolach, lokalnych bibliotekach, publicznych muzeach i galeriach.
    W mojej lokalnej szkole muzycznej za semestr zajec dziecka placi sie £30, a
    osoby o nizszych dochodach sa z tej oplaty zwolnione. Nie wiem jak wygladaja
    lekcje gry na instrumentach tam (grupowe czy indywidualne), bo moje dziecko
    akurat tanczy. Inna opcja jest gra/taniec w szkolnym czy lokalnym zespole, za
    darmo albo za minimalne stawki.
    Dla amatorow w zupelnosci wystarczy. Jesli ktos chce indywidualnych lekcji, zeby
    dziecko zawod zdobylo, to coz, wszedzie na swiecie sie za to placi.
    Zanim dziecko pojdzie do szkoly, masz jeszcze czas zeby znalezc inna szkole,
    dzielnice, a nawet miasto, wiec glowa do gory:)
  • plain-vanilla 06.01.10, 15:49
    Hej, dzięki za posta. Oczywiście nie o czas tu chodzi, żeby znaleźć
    inną dzielnicę. Inne miasto odpada, bo jesteśmy związani pracą męża.
    Jak napisałam mnie przytłacza finansowa strona wynajęcia mieszkania
    na rynku prywatnym i wygląda na to, że przy kosztach opieki w
    nursery to w ogóle nie wchodzi w grę. Co do rozwoju, to oczywiście
    ja nie oczekuję, że za darmo ktoś mi coś zafunduje. Mały chodzi na
    zajęcia gimnastyczne do lokalnego centrum sportowego raz w tygodniu,
    raz w tygodniu do nursery i raz w tygodniu na toddler group.
    Mieszkamy w jednej w najgorszych dzielnic, ze szkołą, która ma
    beznadziejne notowania. A wiadomo, że sobie nie mogę wybrać szkoły
    ze względu na catchment area. Mnie tylko szkoła martwi, nie to, że
    dziecko nie będzie miało możliwości rozwoju.
  • gobisha 06.01.10, 16:11
    jezeli poziom okolicznych szkol Cie tak martwi, to szybko sie przprowadxzajcie, nawet kosztem zadluzenia, bo edukacja dziecka i dbanie o jego zdrowie, to najlepszy posag jaki moga dac rodzice. To wrecz ich obowiazek.
    Czy wiesz, ze jesli oboje rodzice pracuje, to mozna odliczyc od podatku az do 80% kosztow opieki nad dzieckie, czyli przedszkola, zlobka czy childminer? Bo CTC czy WTC to nie sa oslawione zasilki, to sa odliczenia od podatku. Pobierajac je, mozesz byc uprawniona rowniez do help towards childcare cost.
    Pomysl, moze warto pracowac na pol etatu chocby jesli to mialoby pomoc w zmianie miejsca zamieszkania i dostaniu sie dziecka do lepszej szkoly?
    --
    P.l.a.s.t.u.s.i.n.k.a
  • plain-vanilla 06.01.10, 16:57
    Zgadzam się, że edukacja dziecka to najlepszy posag. Tylko nie stać
    nas na przeprowadzenie się i posłanie dziecka do żłobka. Ja pracując
    na pół etatu oddam swoją całą wypłatę na opłacenie żłobka, a gdzie
    czynsz za prywatny najem i tax council? Teraz nie należy nam się WTC
    ani childcare element. Pobieramy CTC, który zostanie zredukowany,
    gdy ja pójdę do pracy.
  • mama-123 06.01.10, 16:15
    Gypsi, to jest kawalek ze strony internetowej mojej dawnej szkoly
    muz z POlski:
    Nauka w Szkole jest bezpłatna. Wpłaty dokonywane przez uczniów w
    wysokości 30 zł miesięcznie oraz 15 zł za wypożyczenie instrumentu
    przeznaczone są przede wszystkim na opłaty związane z utrzymaniem
    lokalu szkoły, jak czynsz, CO i inne oraz na zakupy i naprawy
    instrumentów muzycznych.

    NIe ma zadnego porownania z UK. W UK za ten sam standard placi sie
    krocie wiecej. Szkoly muz w POlsce sa naprade profesjonalne. Te
    zajecia ktore w UK sa za darmo albo poldarmo - nie moga byc
    porownywane z polskimi. Znam ten system (wszystkich pseudo
    certyfikatow, stopni itp).
    Bardzo zadko w UK masz wysokiej jakosci zajecia za darmo.
  • gypsi 06.01.10, 16:44
    Pisalam o zwyklych zajeciach pozalekcyjnych, nie profesjonalnej szkole
    muzycznej. I nie twierdzilam, ze w UK jest lepiej pod wzgledem profesjonalnych
    szkol muzycznych, bo nic na ten temat nie wiem.
    Jesli ktos planuje kariere dziecku, w jakiejkolwiek dziedzinie, to bez
    inwestycji sie nie da, chocby w sprzet. Nie spotkalam sie z wypozyczaniem
    instrumentow u nikogo ze znajomych, kto chodzil do szkoly muzycznej, wszyscy
    mieli wlasne.
    Wiekszosc z muzycznej, chodzacych do mojego LO z czasem rezygnowala i przenosila
    sie do wieczorowki, bo nie dawali rady. Zadne nie zostalo znanym muzykiem, z
    tego co wiem, a liceum konczyli kiepskie, bo wieczorowe.
  • 18_lipcowa1 06.01.10, 15:18
    W Polsce, po dobrym uniwerku czy polibudzie tez mozna znalezc dobra
    prace, poza tym wierze ze za 20 lat bedzie lepiej.
    A jak ktos jest jelopem i leniem to mu te wielkie szanse edukacji w
    UK nic nie dadza.

    Oprocze edukacji trza miec tez ambicje, charakter i troche szczescia.
  • gypsi 06.01.10, 15:37
    W Polsce wielu ludzi nie stac, zeby dziecko studiowalo na dobrym uniwerku czy
    polibudzie. Po prostu. Mam znajomych utrzymujacych studentow w Warszawie czy
    Poznaniu, kwoty sa przerazajace. Alternatywa jest oczywiscie kredyt studencki i
    tak spadajacy na rodzicow, nie oszukujmy sie.
    Chodzi o mozliwosci nie tylko w Polsce, ale na calym swiecie. Polskie uczelnie
    ograniczaja mozliwosc dostania dobrej pracy tylko do Polski. Nawet UJ nikogo na
    kolana nie rzuci gdziekolwiek indziej.
  • kingaolsz 06.01.10, 16:09
    Jakby nie patrzec to gdziekolwiek na swiecie sie nie przedstawisz dyplomem z np.
    University of London ( nie wspominajac o Oxfordzie czy Cambridge) to cos to
    ludziom bedzie mowilo. Jak staniesz z dyplomem z UMK, UJ czy jakiegos uniwerku
    gdanskiego to poza polakiem nikt inny nie bedzie wiedzial o co biega.

    Poza tym dzieci wyksztalcone w jezyku angielskim na starcie maja wiecej stron
    swiata do wyboru niz takie z Polski. Niestety, ale w kwestii wyksztacenia to
    Polska nie daje zbyt wiele dzieciom swoich obywateli.
  • 18_lipcowa1 06.01.10, 16:41

    > Chodzi o mozliwosci nie tylko w Polsce, ale na calym swiecie.


    A wszyscy mlodzi co do jednego to tak w swiat pedza?
    Jakos nie zauwazylam.
  • gypsi 06.01.10, 16:47
    Nie wszyscy, ale skoro moze sie tak w przyslosci zdarzyc, to dlaczego nie
    sprobowac poszerzyc dziecku perspektywy?
    W wieku kiedy wybiera sie szkole czy studia, to glownie rodzice stymuluja. Jesli
    sie to zostawi, to owszem, mozna troche nadrobic edukacje pozniej, ale jakim
    kosztem?
    A w ogole, to cos Ty taka kasliwa?
  • 18_lipcowa1 06.01.10, 17:39

    > A w ogole, to cos Ty taka kasliwa?

    Nie kąsliwa, po prostu wydaje mi się że lekko przesadzacie w kwestii
    edukacji w UK i mozliwosci jakie daje.
  • jaleo 06.01.10, 17:42
    18_lipcowa1 napisała:

    >
    > > A w ogole, to cos Ty taka kasliwa?
    >
    > Nie kąsliwa, po prostu wydaje mi się że lekko przesadzacie w
    kwestii
    > edukacji w UK i mozliwosci jakie daje.

    Jesli chodzi o edukacje uniwersytecka, to z Polska w ogole nie ma co
    porownywac. Najgorszy uniwerek w UK jest kilkaset miejsc ponad
    najlepszym polskim w swiatowym rankingu. Z tego, co pamietam,
    najlepsze polskie uniwerki (UJ i UW) sa ponizej miejsca 500-tnego w
    swiatowym rankingu uniwersytetow.


    --
    ------
    Z cyklu: Ulubieni mezczyzni Jaleo - Echo & the Bunnymen zmartwychwstali w Birmingham jako Editors :-)
  • basiak36 06.01.10, 18:12
    Co do edukacji, widac z ta polska nie jest tak zle, skoro po liceum w Polsce
    moglam studiowac tutaj w UK a w pracy w tej chwili zawodowo stoje wyzej niz
    sporo rowiesnikow tutejszych po lepszych uczelniach tu w UK niz moja.. Wiec nie
    ma co znow tak generalizowac z ta edukacja.

    Najwazniejsze jest to co robia rodzice w domu z dzieckiem, jakie ambicje mu
    przekaza, czy pomoga w rozwoju zdolnosci - tutaj pieniadze wszedzie sa
    potrzebne, w UK rowniez. Mi rodzice placili za letnie szkoly jezykowe za
    granica, w UK takowych tez panstwo nie sponsoruje.

    Jak dla mnie to co daje UK a to co Polska, to sprawa indywidualna. Nie licze na
    panstwo aby mi zapewnialo srodki do zycia, ani dodatkowa edukacje dla moich
    dzieci, czy ich indywidualny rozwoj. I to dotyczy i Polski i UK.
    --
    ------------------------------------------
  • brittany 09.01.10, 19:00
    Gypsi napisala >>Polskie uczelnie
    ograniczaja mozliwosc dostania dobrej pracy tylko do Polski. Nawet
    UJ nikogo na
    kolana nie rzuci gdziekolwiek indziej.<<
    Nie zgodze sie Gypsi z takim upraszczaniem sprawy edukacji w Polsce.
    Tutaj w Uk mozna byc marnym Etonczykiem tak jak majac dyplom UJ z
    Polski mozna byc profesorem w Eton.
    Wszyscy wyksztalceni w Pl pracujacy w swoich zawodach za granica sa
    zaprzeczeniem Twojego twierdzenia.
    --
    fog in channel - continent cut off
  • plain-vanilla 06.01.10, 15:41
    Na tej samej zasadzie możesz stwierdzić, że po co stymulować rozwój
    twojego dziecka? Jak urodziło się jełopem i leniem, to będzie głupie.
    A jak się urodziło ambitne z charakterem to się samo przebije?

    Ja myślę, że każdemu rodzicowi chodzi o to, żeby stymulować rozwój
    dziecka i dawać najlepsze możliwości rozwoju przez wystawianie na
    różne doświadczenia. Szkoła to jedno z najważniejszych środowisk
    również pod względem towarzystwa i rówieśników. Edukacja to nie
    wkładanie do głowy formułek i ślepe uczenie się na pamięć jak to
    jest w Polsce.

  • 18_lipcowa1 06.01.10, 16:42
    Edukacja to nie
    > wkładanie do głowy formułek i ślepe uczenie się na pamięć jak to
    > jest w Polsce.
    >

    Edukacja w Anglii, z tego co widzę po Anglikach to bardziej kuleje
    niz polskie kucie na pamiec.
  • steph13 06.01.10, 17:46
    hm, to stwierdzenie bardziej obrazuje specyficzne srodowisko
    Anglikow, z ktorymi Ty akurat masz do czynienia, niz ogolnie poziom
    wyksztalcenia tegoz narodu.
    A kucie na pamiec swietnie cwiczy .... pamiec, raczej niz rozwoj
    intelektu. No coz, roznica opinii lub punktu siedzenia?
  • marieclaire12 06.01.10, 17:51
    w Pl kują, kują i większość g.ówno z tego mają....
  • 18_lipcowa1 06.01.10, 19:26
    marieclaire12 napisała:

    > w Pl kują, kują i większość g.ówno z tego mają....


    no tak bo w UK to byle robol sie dorobi a jak nie dorobi to dostanie
    wszystko za free
  • kingaolsz 06.01.10, 19:34
    Lipcowa - widac, ze o edukacji wyspiarskiej niewiele wiesz, wiec nie wiem o co
    sie tak oburzasz.

    W Polsce wbrew pozorom tez niedouczonych ludzi nie brak, wrecz jest ich na moje
    rownie duzo jak tu i jak wszedzie.

    Jako ciekawostke : Wczoraj kolezanka opowiadala jak na warszawskiej poczcie
    miala problem z przesylka zaadresowana do Scotland, bo pani w okienku nie
    wiedziala gdzie to ma isc, na komentarz, ze do Szkocji, ta tez nie byla w stanie
    znalezc info w komputerze :/ razem z kierowniczka.
    Scena rodem z Barei.
  • 18_lipcowa1 06.01.10, 19:43
    kingaolsz napisała:

    > Lipcowa - widac, ze o edukacji wyspiarskiej niewiele wiesz, wiec
    nie wiem o co
    > sie tak oburzasz.


    Nie oburzam się, po prostu nie wierzę, ze wszystkie polskie biedne
    uciemięzone złą nauką i brakiem szans dzieci, w UK niespodziewanie
    rozwiną skrzydłą, skończą Oxford i dostaną propozycję z całego
    świata na zarabianie kokosów. No, nie wierzę.
  • kingaolsz 06.01.10, 20:17
    No nagle nic sie nie stanie. Bo z dzieckiem trzeba pracowac od poczatku.
    Zeby dostac sie na dobre studia , badz zeby w ogole ta chec wyzszej edukacji
    byla, to trzeba od przedszkola/podstawowki sie starac.

    Ale w ogole nie o to chodzi.

    Chodzi mi o to, ze czlowiek wyksztalcony w PL ma duze tyly ( jezykowe na
    poczatek), startuje zawsze z nizszej pozycji niz czlowiek z dyplomem brytyjskim.
    No nadal Polska jest nieco krajem "drugiej" kategorii, tego sie jeszcze dlugo
    nie zmieni.

    Poza tym, jak juz ktos wspomnial, w PL sie nie uczy, ale zakuwa. Tutaj glowny
    nacisk kladzie sie na kreatywnosc, inicjatywe wlasna, nauke i szukanie
    informacji przez studenta. Absolwenci tutejszysz szkol maja w reku narzedzie w
    postaci wiekszej zawodowej zaradnosci, a nie wykute dane.

    Zeby miec dobre wyniki trzeba to robic - a warto bo pozniej czesto ocena
    koncowa jest brana pod uwage ( tzn. ten stopien, ktory jest w skrocie srednia z
    calych studiow). No i uczy sie tu ludzi rzeczy uzytecznych, czyli szkolac
    managerow uczy sie ich statystyk, przewidywan itp, a odpuszcza trygonometrie na
    przyklad, bo jest zbedna.

    Studiowalam na UMK i uczylam sie bzdurnych ilosci materialu, ktory do niczego
    nie bylby mi nigdy potrzebny, a tu jak mowie o tym uniwerku czy w ogole o
    Koperniku ;) to jakbym mowila o egzotyce. Dla nikogo nie ma znaczenia to, ze w
    dalekiej Polsce cos tam studiowalam.
  • gypsi 06.01.10, 21:08
    Wszystkie nie musza. I niekoniecznie Oxford od razu. Ale po jakimkolwiek
    uniwerku z 1 setki swiatowej (a wiekszosc tutejszych tam wlasnie sie plasuje)
    szanse na calym swiecie sa nieporownywalnie wieksze niz po najlepszych polskich.
    Propozycji sie nie dostaje, Lipcowa, o dobra prace zabiega sie samemu.

    Na mnie tez patrzyli jak na zelaznego wilka - Gdansk? A co to jest Gdansk? To
    cos jak Bangalore, nie? Choc podejrzewam, ze jesli chodzi o indyjskie
    uniwersytety medyczne, to moga miec nawet lepsza opinie, skoro juz jakis czas
    temu absolwenci 2 sposrod nich nie musieli nostryfikowac dyplomow w USA.
  • vin 06.01.10, 23:22
    Edukacji polskiej i zawezania horyzontow myslenia przez polskie szkoly nie
    chwale. Przyznam jednakze ze ukonczywszy uniwersytet w PL ( i to zaden tam
    super hiper) na kierunku tez zadnym rewelacyjnym wcale nie czuje sie slabiej
    wyedukowana i jakos gorzej przygotowana do poruszania sie po rynku pracy.Ale to
    tylko tak na marginesie. Moje dzieci skonzca niedlugo 2 lata. Do czasu zanim
    beda szukac pracy minie jeszcze wiec jakies 20 lat. Mysle sobie ze bedzie to juz
    zupelnie nowe pokolenie ludzi z innymi priorytetami i dla ktorych mozliwosc
    wyjazdu/przeprowadzenia sie/studiowania za granice bedzie byc moze chlebem
    powszednim (jak przeprowadzenie sie do innego miasta). Moze dostapimy juz tez
    tego szczescia ze pracownicy w Pl beda traktowani z szacunkiem. Biegla znajomosc
    jezyka angielskiego tez juz chyba nie bedzie raczej standardem. Nie jestem
    wiec pewna czy wyznacznikiem tego ktory kraj jest lepszy dla dziecka powinno
    byc to ktory z nich na chwile obecna daje wieksze mozliwosci i otwiera wiekszosc
    drzwi ( wiadomo na teraz to na pewno UK).
    .
  • cotton-blossom 07.01.10, 12:43
    Nie czytalam wszystkich postow, wiec nie wiem, czy ktos juz o tym pisal.
    Ja uwazam, że moje dzieci mają tu 100% lepiej niż w Polsce. Bo tam mają tylko dziadkow na dobrą sprawę i nie oszukujmy się - nie bedą ich miec wiecznie. :(
    To, że tu jestesmy to nie tylko kwestia forsy. Dla dzieci jest wiecej mozliwosci na spedzanie czasu. Juz sam temat Play Groups, ktorych nie ma w Polsce rozpoczyna calą listę. A rozne play centres? W Polsce nie ma, chyba ze w duzych miastach i kosztują za duzo, jak na normalnie zarabiającą rodzine (tym bardziej gdy tylko 1 osoba pracuje). tutaj kazdego na to stać, nie trzeba zarabiac fortuny, by wydac 3f. na nielimitowany pobyt w play center (ktory nie sklada sie tylko z plastikowych kulek, jak to czesto jest w PL) :/
    Zajęcia pozaszkolne, kluby, tego jest tyle, że kazdy znajdzie cos dla siebie, w kazdym wieku. W PL tez bywają, ale albo jest za malo do woboru, albo tylko w duzych miastach, albo za drogie.

    No i poza wszelką wątpliwością - UK jest w dalszym ciągu bardziej rozwiniętym krajem niz PL, a to raczej same zalety przynosi. Dla dzieci więc też.
    Przyszlosc moich dzieci jest dla mnie wazniejsza niz sentyment do rodzinnego kraju (ktory tylko dla mnie jest rodzinny, bo dla nich juz nie).
  • 18_lipcowa1 07.01.10, 13:41
    Bo tam mają tylko d
    > ziadkow na dobrą sprawę i nie oszukujmy się - nie bedą ich miec
    wiecznie. :(


    Aha czyli w sumie, nie ma co byc z dziadkami bo i tak umrą?

    Przykre to co piszesz.
    Ale moze ja jestem inna, bo ja wlasnie wole zeby moja mala miala
    mile wspomnienia zwiazane z dziadkami niz z play groups.
  • edytataraszkiewicz 07.01.10, 14:24
    18_lipcowa1 napisała:

    > Bo tam mają tylko d
    > > ziadkow na dobrą sprawę i nie oszukujmy się - nie bedą ich miec
    > wiecznie. :(
    >
    >
    > Aha czyli w sumie, nie ma co byc z dziadkami bo i tak umrą?
    >
    > Przykre to co piszesz.
    > Ale moze ja jestem inna, bo ja wlasnie wole zeby moja mala miala
    > mile wspomnienia zwiazane z dziadkami niz z play groups.


    A ja mialam dziadkow,ale ich nie mialam,bo wnukow mieli sporo.
    Moje starsze wychowane z dziadkami,a male juz nie.Nie kazdy dziadek
    lubi wnuczki na codzien.Niektorzy jeszcze sa za mlodzi na to aby
    nimi naprawde sie stac.W sumie to ja moglabym juz byc babcia i nie
    widze siebie w roli nainki,ABSOLUTNIE!!!
    Bardziej myslalabym o rodzicach,ze sa sami niz snobistycznie,ze
    dziecko dziadka nie ma:P


    Wdobie saypa i tanich lotow,a takze darmowych rozmow,jest lzej byc
    na obczyznie niz 10 lat temu.

    Co daje moim dzieciom?

    Zabawy od maluskiego,wlasnie playgroup,baby centre....Takie centra
    sa wszedzie,a w Polsce TYLKO w duzych miastach i nie kazdego
    stac.Wiecie ile w Polsce dzieci nie bylo nigdy na basenie,nie mowic
    juz o parkach wodnych?
    Tu jest nie do pomysleniua,ze tak moze byc,bo nawet nie dostajac
    zasilkow stac kazdego nacotygodniowy wypad do takiego miejca ,bawet
    za CHB.
    No i oczywiscie darmowe leczenie dzieci do 16 rz.A w Polsce,na
    recepty ile sie wydaje???

    --
    ***** 8-my CUD SWIATA *****

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/ta/wi/ob5r/Gi6EvRV3Vvf9tUCK0A.jpg
  • 18_lipcowa1 07.01.10, 15:40

    > Bardziej myslalabym o rodzicach,ze sa sami niz snobistycznie,ze
    > dziecko dziadka nie ma:P
    >

    To ja mysle akurat o tym też.
    To dziala dla nas w dwie strony.

    > Wdobie saypa i tanich lotow,a takze darmowych rozmow,jest lzej byc
    > na obczyznie niz 10 lat temu.

    No zalezy. Dla mnie kontakt netowy to nie to samo, a tanie loty :
    juz nie sa tanie
    tak serio kto lata raz na miesiac by sie spotkac z rodzina? nikt.



    >
  • golfstrom 07.01.10, 14:38
    > Aha czyli w sumie, nie ma co byc z dziadkami bo i tak umrą?

    Nadajesz nowe znaczenie slowu demagogia.

    Jako dziecko w Polsce mieszkalam 300 km od jednego dziadka (ktory nie znosil
    malych dzieci - jedno z moich wspomnien z nim zwiazanych to poczucie winy, gdy
    umarl, bo ja tez go nie znosilam i wbilam sobie do glowy, ze umarl bo ja go nie
    lubilam) i ponad 500 od drugiego dziadka, ktorego widzialam moze raz na 3 lata.
    W sumie nie mam zadnych zywych wspomnien z nim zwiazanych - pamietam jedynie,
    jak stalam przy jego trumnie. Obydwaj dziadkowie zmarli, gdy mialam 5 lat.
    Babcia, mieszkajaca rowniez 500 km ode mnie, byla osoa dominujaca i nie znoszaca
    sprzeciwu - wspolczuje jej przejsc, ale nie bylam z nia nigdy emocjonalnie zwiazana.

    Moi rodzice uszczesliwiali mnie wyjazdami na ferie i na 2 miesieczne wakacje do
    cioci, ktora owszem kocham, czuje sie z nia zwiazana, ale te wyjazdy to byla dla
    mnie tortura - wyroslam na nastolatke, ktora nie czula, ze jest dla rodzicow
    wazna, ktora godzila sie na to, co jej kazano i ktora byla apatyczna. Ciocia
    jest kochana, ale prosta kobieta, ktora nie uznaje takich banialuk jak
    okazywanie ciepla, przytulanie itp. Z poczucia odtracenia udalo mi sie wyleczyc
    dosc pozno w swoim dotychczasowym zyciu.

    Nie wiem, moze jestem dziwna, moze inna, moze wyjatkowa, ale ja gleboko wierze,
    ze szczescie dziecka zalezy od kochajacych i madrze okazujacych milosc rodzicow.

    Co nie zmienia faktu, ze inni ludzie maja prawo do wlasnych priorytetow w zyciu.
    Ty rowniez i oczywiscie mozesz dalej przestawiac swoje poglady na zycie jakbys
    conajmniej pisala z Sevres pod Paryzem.
  • najma78 07.01.10, 15:19
    W dobie komputerow, telefonow i tanich linii lotniczych odwiedziny nie robia
    problemu, dziadkowie, rodzina i przyjaciele moga sie odwiedzac wzajemnie, jesli
    laczy ich bliska wiec i zalezy im na sobie to nawet odleglosc tego nie zmieni.
    Jesli jednak jest inaczej to i mieszkanie w jednym domu niczego nie zmieni.
    Moich tesciow i ich wnukow w Pl dzieli kilka ulic a wnukow widuja nie wiecej niz
    5 razy w roku, choc ciesza sie dobrym zdrowiem, nie pracuja, maja duzo czasu i
    nigdy nie poklocili sie z dziecmi.
    Moim dzieciom UK daje przede wszystkim nieograniczone mozliwosci. Rodzicow rola
    jest wychowywac dzieci, poszerzac ich horyzonty, pokazywac drogi, wspierac i
    pomagac, rola szkoly jest pomagac uczyc kreatywnosci, nie ograniczac, otwierac
    na nauke, sztuke. Mysle, ze tutejszy system choc nie doskonaly (ale takiego
    chyba nie ma)spelnia zadanie, a to juz bardzo duzo. Dzieci wyksztalcone w jezyku
    angielskim maja droge otwarta na calym swiecie, a nigdzie lepiej jezyka sie nie
    naucza niz w krajach anglojezycznych. Dyplomy uzyskane w UK sa uznawane na calym
    swiecie, byle kursy tez. Tak wiec nawet jakakolwiek edukacja tu ma sens.
    Co do finansow to nie ma zludzen, zdecydowana wiekszosc z nas jest tu wlasnie z
    tego powodu. Darmowa opieka zdrowotna (nienajgorsza zreszta), darmowe leki,
    dostepne ceny roznego rodzaju rozrywek czy zajec (tance, karate, lekcje gry na
    gitarze i cokolwiek) dotacje i pomoc panstwa dla malo zarabiajacych (dodatkowo
    znizki np. kino czy basen) i wiele innych udogodnien. UK daje moim dzieciom
    normalny start jakiego moje pokolenie nie mialo, a i rowiesnicy moich dzieci nie
    maja.
  • 18_lipcowa1 07.01.10, 15:45
    najma78 napisała:

    > W dobie komputerow, telefonow i tanich linii lotniczych odwiedziny
    nie robia
    > problemu, dziadkowie, rodzina i przyjaciele moga sie odwiedzac
    wzajemnie, jesli
    > laczy ich bliska wiec i zalezy im na sobie to nawet odleglosc tego
    nie zmieni.


    Alez oczywiscie ze zmienia. Nigdy kontakt nie bedzie tak dobry jak
    na zywo. Chcesz porowanania? To zyj sobie z mezem przez skypa?
    Fajnie? No bo dlaczego nie?
    Wiez sie pielegnuje poprzez bycie razem, spedzanie swiat, urodzin,
    wakacji.A nie przez spotkanie raz na rok.

    Druga sprawa. Nikt nie lata codziennie, najczesciej wyjazd to spora
    sprawa organizacyjna.
    Mnie stac na latanie, moich rodzicow tez ale co z tego? Ja bylam w
    Polsce 5 razy w ciagu 4 lat, moi rodzice tutaj 2.
    Bo kazdy pracuje, bo nie zawsze lot jest tani, bo to bo tamto.
    Wspolczuje serdecznie ukladow rodzinnych jesli skype wam je
    zaspokaja.




  • 18_lipcowa1 07.01.10, 15:41
    No to moze inaczej.
    Mam na mysli normalne kochajace sie rodziny, bedace w miare blisko
    odleglosciowo.
  • golfstrom 07.01.10, 16:19
    A mozesz podac jakas przynajmniej robocza definicje normalnosci? Bo moja rodzina
    jest calkiem normalna. Wszyscy chca dla siebie jak najlepiej i sie kochaja.

    Moze to nie jest kwestia normalnosci lub nienormalnosci tylko odciecia pepowiny?

    Czy to, ze nie potrafisz wyobrazic sobie, ze Twoje spojrzenie na jakas sprawe
    moze byc niepelne (np. o wlasne doswiadczenie) ale walisz skrajnymi opiniami
    miedzy oczy i idziesz w zaparte, no wiec czy to oznacza, ze takie zachowanie
    jest norma, czy moze to jest nienormalne?

    I czy sugerujesz, ze nie kocham moich rodzicow, bo mieszkam daleko od nich i nie
    cierpie z tego powodu?

    Mozemy dalej wprowadzac dyskusje w maliny absurdow. Albo uznac, ze kazdy ma
    swoje powody do wlasnych decyzji i je uszanowac, bez udowadniania innym ludziom,
    ze ich swiatopodlad swiadczy o znacznie nizszych od Twoich standardach
    moralnych, emocjonalnych i jakich tam jeszcze.

    --
    What the British say: Perhaps you would like to think about...
    What the British mean: This is an order. Do it or be prepared to justify yourself.
    What foreigners understand: Think about the idea but do what you like.
  • 18_lipcowa1 07.01.10, 18:32
    moze zbyt emocjonalnie do tego podchodzę
    bo pobyt tutaj mnie dręczy
    z powodu tęsknoty i innych takich

    i pepowine mam jak najbardziej odcieta
  • gypsi 07.01.10, 16:23
    Co rozumiesz pod pojeciem "normalna, kochajaca sie" rodzina? I czy odleglosc i
    czeste widywanie sie jest warunkiem koniecznym, zeby przez Ciebie byc uznanym za
    "normalna i kochajaca sie" rodzine?

  • 18_lipcowa1 07.01.10, 18:33
    gypsi napisała:

    > Co rozumiesz pod pojeciem "normalna, kochajaca sie" rodzina? I czy
    odleglosc i
    > czeste widywanie sie jest warunkiem koniecznym, zeby przez Ciebie
    byc uznanym z
    > a
    > "normalna i kochajaca sie" rodzine?

    Bo ja zakladam ze sie teskni i widzenie sie raz na rok nie wystarcza.
    >
  • najma78 07.01.10, 16:33
    Lipcowa - jesli masz takie parcie i tak bardzo tesknisz to przenies sie do
    Polski - to najprostsze rozwiazanie, nie musisz kazdej forumowiczki z osobna
    przekonywac jak wazny jest kontakt dzieci z dziadkami (miedzy wierszami
    czytajcie powinnyscie wrocic do Pl dla dobra dzieci). Ja sie zgadzam, ze jest
    bardzo wazny ale najwazniejsze aby rodzina byla w komplecie czyli
    mama+tata+dzieci (zwlaszcza te niedorosle). Ja z mezem nie zyje przez skypa, ale
    z moim ojcem tak, bo kiedy dorostalam to byl kolo mnie teraz juz tak bardzo tego
    nie potrzebuje, dziadek byl od czasu do czasu i wystarczylo, psycha mi od tego
    nie siadla.
    Ludzie dorosli dokonuja swiadomych wyborow, ja swojego dokonalam, czasem tesknie
    (czesciej za tym czego juz dawno nie ma), jak mam ochote to pogadam przez tel.
    raz nawet sie wybralam do Pl (tak zatesknilam)ale jak juz tam bylam to chcialam
    jak najszycbiej wracac - od tego czasu minelo juz 2 lata i jeszcze nie mam
    ochoty tam jechac ponownie. Moje relacje z bliskimi w Pl nie zmienily sie ci,
    ktorzy byli mi bliscy lub przyjaciolmi sa nadal. Kazdy jest inny, temat nie
    dotyczy relacji z dziadkami czy rodzina, a ty ciagle o tym samym. Misje jakas
    masz czy co? Od dawna trabisz na forum ze nosisz sie z zamierem powrotu to do
    dziela, moja znajoma tak zrobila i jest szczesliwa.
  • 18_lipcowa1 07.01.10, 18:35
    najma78 napisała:

    > Lipcowa - jesli masz takie parcie i tak bardzo tesknisz to
    przenies sie do
    > Polski - to najprostsze rozwiazanie, nie musisz kazdej
    forumowiczki z osobna
    > przekonywac jak wazny jest kontakt dzieci z dziadkami


    Przenoszę się,jeszcze trochę.
    I mnie z kolei niech forumowiczki nie przekonuja ze skype to to samo
    co kontakt na zywo.


    > masz czy co? Od dawna trabisz na forum ze nosisz sie z zamierem
    powrotu to do
    > dziela, moja znajoma tak zrobila i jest szczesliwa.

    Od dawna trąbie i sie przenosze.
  • lucasa 07.01.10, 16:35
    mi ciezko powiedziec, co daje moim dzieciom, bo tutaj sie urodzily,
    i tutaj mieszkamy, a nie mam porownania co by mialy w PL. gdyby nam
    przyszlo sie przeniesc do PL to podejrzewam, ze bardzo by mi bylo
    szkoda naszego miasta, tutejszych przyjazni, znajomosci i znajomych
    katow i szkoly dzieci. ale tak samo by mi bylo szkoda gdybysmy
    przeprowadzali sie na drugi koniec Anglii...

    ruszyl mnie post cotton-blossom ale sumie kazdy ma inne relacje w
    rodzinie. ale czegos takiego to dawno nie czytalam.

    a nie wiem czemu tyle osob odwoluje sie do play groups. ja tez
    chodzilam z dziecmi - zawsze milo gdzies wyjsc z domu, ale obecnie w
    PL moja siostra i bratowa maja male dzieci - i tez wychodza.
    spotykaja sie z mamami na placu zabaw, w parku czy na kawie w domu.
    co daly playgroups moim dzieciom? nie wiem, czy to, ze moje dzieci
    sa smiale i otwarte to wklad play groups czy innych czynnikow - a w
    sumie nie odstaja jakos niesamowicie od swojego kuzynostwa w PL. dla
    mnie wazniejszy byl fakt tego, ze playgroups byly w kosciele
    protestanckim i mozna bylo sie wlaczyc w inne rzeczy. osoby tam
    zaagnazowane byly nie tylko w rozlozenie zabawek i posprzatanie po.

    jezeli chodzi o szkolnictwo (czy raczej o wiedze i zdobyte
    wysztalcenie) to sie okaze pozniej. poki co ja do tej pory nie moge
    rozgryzc angielskiego systemu i w sumie na biezaco sie go "ucze"
    razem z najstarsza corka (duzo rzeczy nie rozumiem, jak rozmawiam z
    ang nauczycielkami to robia TAKIE oczy jak pytam - ale to moze ja
    taka jestem, ze chce wiedziec wiecej niz mniej).

    jezeli chodzi o zajecia pozalekcyjne to w malych miejscowosciach tez
    nie jest tak super w UK. sa rozne zajecia. ale tez na roznym
    poziomie. akurat na te, na ktore chcialabym zapisac corke to mnie
    nie stac. w PL w mojej malej miescowosci byla i szkola muz i
    ognisko. super prowadzone kolka szachowe, zajecia taneczne itd.
    zajecia sportowe. bylo z czego wybrac.

    w Londynie mieszkalismy obok Royal School of Balet i obok bylo
    przedszkole francuskie. i co z tego? do tego pierwszego corka i tak
    by nie dostala, a na drugie nas nie bylo stac.

    ja widze i tu i tu szanse.
    A







  • 18_lipcowa1 07.01.10, 18:38
    Zamiast playgroups moje dziecko w Polsce ma kuzynki, kuzynów, dzieci
    przyjaciol. Nastepnie beda dzieci w przedszkolu, szkole.

    Ja nie wiem czy osoby ktore tu pisza o tej wspanialej dostepnosci
    play groups i innych atrakcji dla dzieci przymieraly glodem w Polsce?
    Bo ja mam znajomych z dziecmi w PL, od jedynaków po 4 dzieci i kazdy
    z nimi chodzi na basen, zajecia, do malpich gajow,teatrzykow a
    kokosow nie zarabiaja.
  • najma78 07.01.10, 19:37
    W moim miescie w PL do ceny za basen wliczaja czas spedzony w szatni, przy
    dwojce dzieci troche schodzi, gdy bylam ostatnio cena mnie rozwalila. Playgroups
    bardzo popularne tutaj w PL jeszcze nie tak bardzo, a raczej rzadkie. Teatrzyki,
    malpie gaje itp. wychodza drogo poprostu, gdy pytam ile placa moje kolezanki z
    dziecmi w Pl wiele z nich nie chodzi, bo jest masa innych wydatkow, czasem zakup
    zimowych ubran czy butow stanowi problem, a maja prace niektore calkiem
    przyzwoita. Gdy dziecko zachoruje leki tez kosztuja, czesto nawracajace infekcje
    leczone niezbyt madrze i zaczynaja sie wizyty prywatne, badania itd. Niestety
    nie zarabiajac prawdziwych kokosow w PL zostaja spotkania z kuzynkami przy kawie
    i zabawa z kuzynostwem. Wielu moich znajomych w Pl tez nie przyznaje sie jak
    ciezko im jest, zyja ponad stan, zapozyczajc sie czesto. Jestes stala
    bywalczynia forum emamy itp. wiec gdy watek o kasie jest to wypisuja ilez to nie
    zarabiaja, a rzeczywistosc czesto zupelnie inna. Znam wiele osob, ktore zyja w
    Uk i cierpia z powodu tesknoty, wkurza ich tu wszystko, krytykuja, niczego nie
    staraja sie nawet zrozumiec, a za kazdym razem kiedy ich spotkam mowia ze
    wracaja i tak juz od dawna, jednak to pieniadze, latwiejsze zycie ich tu trzyma,
    bo maja swiadomosc, ze gdy wroca juz tak dobrze nie bedzie. Kazdy jednak jest
    kowalem wlasnego losu, nie ma co krytykowac kogos za to ze wraca, albo ze
    zostaje i wychowuje dzieci z dala od dziadkow i ciotek, kazdy ma swoje powody
    postepujac tak a nie inaczej. Bez dziadkow, kuzynostwa dzieci nie ucierpia,
    gorzej jak jedno z rodzicow lub oboje wyjezdzaja na dlugie miesiace czy lata, a
    dzieci zostawiaja z dziadkami.
  • edytataraszkiewicz 07.01.10, 20:09
    18_lipcowa1 napisała:

    > Zamiast playgroups moje dziecko w Polsce ma kuzynki, kuzynów,
    dzieci
    > przyjaciol. Nastepnie beda dzieci w przedszkolu, szkole.
    >
    > Lipcow na kazdy post masz odpowiedz:P


    Ja nie narzekam na brak kontaktow z bliskimi,bo loty nie sa
    drogie,nawet jak co kilka miesiecy ktos przyleci,o wiele wiecej
    wydaje tygodniowo na jedzenie.

    Nie ograniczam tez kontaktow dziecka tylko z rodzina i juz dawno z
    domu ,,wyszlam'',codziennie po kila razy rozmawiam z rodzicami przez
    telefon,nawet mieszajac zupe w garnku;)

    Moi rodzice nie sa ludzmi lubiacymi rodzinne biesiadowanie dzien w
    dzien i nie cierpia z powodu odleglosci.

    Lipcowa widocznie w swojej rodzinie nie odnajdujesz wystarczajacej
    milosci i bliskosci,skoro az tak bardzo z tego powodu cierpisz.Ja
    owszem tesknie,ale nie do takiego stopnia,abym musiala miec ich
    blisko,to co jest mi wystarcza,ale tez nie ma dnie cobym conajmniej
    godziny nie poswiecila na rozmowe z bliskimi ,chocby przez telefon.


    --
    ***** 8-my CUD SWIATA *****

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/ta/wi/ob5r/Gi6EvRV3Vvf9tUCK0A.jpg
  • 18_lipcowa1 07.01.10, 23:30

    > Lipcowa widocznie w swojej rodzinie nie odnajdujesz wystarczajacej
    > milosci i bliskosci,skoro az tak bardzo z tego powodu cierpisz.


    Zartujesz? Mam swietna rodzine i przyjaciol. Zarowno ze swojej
    strony jak i z męza strony.
    Jestesmy calkowicie samodzielni, pepowiny dawno odciete.
    Wlasnie tak cierpie bo nie mam ich czesciej niz 2-3 razy do roku. No
    i sie nie za bardzo asymiluje sie w spoleczenstwie w UK, nie umiem i
    nie chce zakolegowac sie z Anglikami.


    Dla mnie telefon to nie samo,skype tez nie.
    O lotach nie wspomne, bo to nie jest wcale takie proste, se raz na
    miesiac wsiasc w samolot i przyleciec.
    Poza tym wole widziec rodziców,albo tesciow 5 razy w miesiacu przez
    kilka godzin niz miec ich tu raz na rok na 2 tygodnie.
  • najma78 07.01.10, 23:51
    No i sie nie za bardzo asymiluje sie w spoleczenstwie w UK, nie umiem i
    nie chce zakolegowac sie z Anglikami.

    A moze samotnosc ci doskwiera? Z tego co kojarze to wychowujesz kilkumiesieczne
    dziecko, maz calymi dniami w pracy, a ty nie masz z kim pogadac, spedzic czasu.
    Wiesz nie latwo nawiazac wartosciowe znajomosci o przyjazniach nie wpomne, ale
    mozna wypelnic sobie tworczo czas,
    Jestem otwarta na nowe znajomosci, choc umiem tez sie zdynsansowac, ale mam tu
    gdzie mieszkam paru dobrych znajomych (Polacy, Anglicy, Azjaci) tylko kilku ale
    jeszcze sie nie zawiodlam. Oprocz tego pracuje (30h tyg.) mam tez hobby i
    zainteresowania.
  • 18_lipcowa1 08.01.10, 09:57

    > A moze samotnosc ci doskwiera? Z tego co kojarze to wychowujesz
    kilkumiesieczne
    > dziecko, maz calymi dniami w pracy, a ty nie masz z kim pogadac,
    spedzic czasu.

    Mam playgroups i koleżanki Polki.
    To nie samotność, na samotność znalałabym radę, a mąż często w domu.

  • liley11 09.01.10, 22:29
    a u nas nie ma problemu z lotami. jak ktos wczesjiej napisal -
    wiecej wydajemy na tygodniowe zakupy jedzeniowe, niz kosztuje bilet.
    co dwa miesiace sa u nas dzadkowie, czasami czesciej. Corka
    doskonale ich zna. Minus tai, ze jak juz przyleca, to trzeba ich
    znosic przez tydzien lub dwa... nie jest tak, ze przyjda na obiad i
    pojda spac do siebie...:) w takich eystuacjach czlowiek zzywa sie
    jeszcze bardziej.

    A my myslimy opowrocie do PL ze wzgledu na dzieci...ze niby w PL
    beda mialy lepsza edukacje podstawowa i srednia, mniejsze
    zagrozenia "antyspoleczne" a na studia moga zawsze przyjechac do UK.
    Nie zamierzamy palic mostow i chcemy tutaj zostawic baze. Czy dobrze
    myslimy, nie wiem? Myslalam, ze czegos interesujacego sie dowiem w
    ty watku.
    --
    »♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♪«♥«•»♥»♥»
  • syso 08.01.10, 18:06
    Ale Ty lipcowa przykladasz do wszystkich swoja miare. Nie kazdy ma licznych
    kuzynow i w ogole rodzine w Pl. Ja na ten przyklad nie mam, a i z roznych
    powodow nie utrzymujemy kontaktow z dziadkami i babciami i moje dzieci w tym
    przypadku nic nie traca, bo jakby byly w Pl to mimo fizycznej obecnosci tez nei
    mialyby dziadkow fajnych.
  • krecik 08.01.10, 12:40
    Lucasa, nie neguje twoich doswiadczen, ale wybacz, mieszkajac w
    Londynie naprawde nie mozesz narzekac, ze nie moglas znalezc czegos
    dla swojego dziecka. Jesli nie moglas, to jedynie dlatego, ze nie
    szukalas dalej, badz mialas ograniczenia, ktorych nie moglas
    przeskoczyc (kwestia dojazdu, na ten przyklad - ale w Polsce bylabys
    w takiej samej sytuacji).

    Dla mnie najwieksza roznica miedzy Polska a UK jest wlasnie rozziew
    miedzy sytuacja pracujacych rodzicow. W przypadku nieposiadania na
    podoredziu pomagajacej rodziny, w Polsce jest sie w o wiele
    trudniejszej sytuacji niz tutaj.

    Ag
    --
    the world in my eyes
    www.flickr.com/photos/jazzwink/
  • lucasa 08.01.10, 13:08
    krecik napisała:

    > Lucasa, nie neguje twoich doswiadczen, ale wybacz, mieszkajac w
    > Londynie naprawde nie mozesz narzekac,

    juz nie mieszkam w Londynie, a tu gdzie mieszkam sytuacja jest jaka jest. tez
    moge znalezc "cos" i to znalazlam. ale te inne cosie co mi odpowiadaja i tak sa
    za drogie.

    krecik napisała:
    > Dla mnie najwieksza roznica miedzy Polska a UK jest wlasnie rozziew
    > miedzy sytuacja pracujacych rodzicow. W przypadku nieposiadania na
    > podoredziu pomagajacej rodziny, w Polsce jest sie w o wiele
    > trudniejszej sytuacji niz tutaj.

    no wlasnie nie wiem. moze duzo zalezy od szczescia? ja akurat znam pozytywne
    przyklady z pl, natomiast trafia mnie jak rano nie wiem czy szkola bedzie
    otwarta czy nie (czy jeszcze gorzej - zamkna w polowie dnia) i kombinuje komu
    moge podrzucic dzieci. wtedy zadna childminderka czy inne holiday club mi
    dziecka nie przyjmnie. struktury tutaj sa, ale akurat nie zawsze mozna z tego
    skorzystac. nie mowiac o kosztach...
    A
  • najma78 08.01.10, 13:23
    Ja mam childminder na stale, odbiera moja corke ze szkoly i daje jej opieke na
    nastepne 2 godziny, jesli szkole zamkna w polowie dnia to nawet do mnie nie
    dzwonia tylko do niej i ona ja odbiera (to jest w kontrakcie)zajmuje sie tez
    synem gdy przedszkole jest zamkniete lub w innych przypadkach. Place 3,5 na
    godzine wiec nawet bez jakiejkolwiek pomocy panstwa nie jest zle. Koszty niani w
    PL i to takiej wlasnie z przypadku sa o wiele wyzsze w porownaniu do zarobkow,
    dlatego wielu rodzicow pcha dzieci do panstwowych przedszkoli i zlobkow chociaz
    te w moim odczuciu swiadcza uslugi raczej na niskim poziomie (chocby ilosc
    personelu).
  • krecik 08.01.10, 12:33
    Odnosnie zajec pozalekcyjnych/pozaszkolnych i generalnie opieki nad
    dzieckiem podczas, gdy rodzice sa w pracy, Polska nawet nie dorasta
    UK do piet. Pisze z wlasnego doswiadczenia.
    Zdobycie miejsca w zlobku/przedszkolu w Polsce to sztuka sama w
    sobie. Szkola/zlobek/przedszkole konczy sie wczesnym popoludniem a
    dalej radz sobie sam. Jesli masz rodzine, ktora moze odebrac dziecko
    i robi to z przyjemnoscia - super.
    W moim przypadku wiazalo sie to z czysta ekwilibrystyka, ogromnym
    poczuciem winy w stosunku do rodziny, ktora musiala dostosowywac swoj
    plan dnia do nas, a w koncu zatrudnianiem na czarno losowej
    opiekunki, jako ze w Polsce nie istnieje zaden system weryfikacji
    ludzi zajmujacych sie opieka nad cudzymi dziecmi.

    Po przyjezdzie do UK nagle okazalo sie, ze mozna spokojnie pracowac i
    placic za opieke nad dzieckiem w tych godzinach osobom
    wykwalifikowanym, kontrolowanym na biezaco. Mozna sobie to oficjalnie
    odliczac od podatku. Szkola zapewnia darmowe zajecia pozalekcyjne w
    standardzie. W stosunkowo malym miescie, gdzie mieszkam, istnieja
    dziesiatki rozmaitych klubow i zajec dla dzieci. Trzeba za nie
    placic, owszem, ale dla mnie to oczywiste. W Polsce, niestety, o ile
    nie mieszka sie w wiekszych miastach, skazanym sie jest na pustke
    jesli chodzi o zajecia dla dzieci. A te, ktore sa, i tak sa platne i
    oblegane z wszystkich stron.

    Ag
    --
    the world in my eyes
    www.flickr.com/photos/jazzwink/
  • kingaolsz 08.01.10, 09:00
    Co jeszcze mi przyszlo do glowy - moje dzieci wychowuja sie otoczeni inna
    mentalnoscia.
    W szkole nie beda sie scigac w sciaganiu i kto jest lepszy - dla ludzi stad jest
    to nie do pomyslenia.
    Nie wyrosna na ludzi, ktorzy wszystko i kazdego musza skomentowac, skrytykowac i
    glosno to wyrazic.
    Kombinatorstwo nie bedzie ich otaczalo z kazdej strony.
    I pewien watek mi przypomnial - moje dzieci nie sa komentowane na kazdym kroku z
    racji ubioru, zachowania, fryzury ( tak, w PL co druga osoba nie omieszkala, bo
    chlopcy nie sa scieci maszynka jak rekruci).

    Takie ogolnie rozpowszechnione wieksze "przyzwolenie" na zycie tak jak sie chce,
    a nie w imie zasady "co ludzie/sasiedzi powiedza".
    W PL nawet prania w niedziele nie mozna zrobic coby sie sasiadki nie patrzyly
    krzywo ;)
  • 18_lipcowa1 08.01.10, 09:59

    > a nie w imie zasady "co ludzie/sasiedzi powiedza".
    > W PL nawet prania w niedziele nie mozna zrobic coby sie sasiadki
    nie patrzyly
    > krzywo ;)

    ee a to zalezy akurat od rodziców, jak rodzicom zalezy co ludzie
    powiedza to i w UK dzieci przesiakna taka mentalnoscia
  • najma78 08.01.10, 10:20
    Spotkalam kiedys w miescie kolege mojej corki z klasy (7 lat, juz razem nie
    chodza, Polak)dialog wygladal mniej wiecej tak:
    ja:Czesc X.... co u ciebie, dawno cie nie widzialam
    X: w porzadku,(kilka zdan) i widzisz ten samochod?(stal obok niego, rodzice byli
    w sklepie)
    ja:widze
    X:to chrysler mojego taty, niezly co?
    ja:ups....

    ee a to zalezy akurat od rodziców, jak rodzicom zalezy co ludzie
    > powiedza to i w UK dzieci przesiakna taka mentalnoscia

    Tu sie zgodze, te, ktore obracaja sie glownie wsrod polskich znajomych na pewno.
  • izabelski 08.01.10, 10:23
    a dlaczego - ups?

    moze maly sie fascynuje samochodami?
  • najma78 08.01.10, 11:01
    Moze? Jednak zabrzmialo to jak zobacz mamy chryslera...(biala skorzana tapicerka
    itd full wypas) a nie jakiegos tam forda, nie mialam watpliwosci o co chodzilo.
    Bylam kiedys u polskiej kosmetyczki, na pierwszym spotkaniu zapytala mnie jakim
    samochodem przyjechalam, ja odpowiedzialam, ale nie zapytalam jaki ona ma,
    jednak i tak sie dowiedzialam, ze jakis tam model mercedesa.
    Wyscigi w kupowaniu markowych ubran, wypasionych aut, kosmetykow, wozkow
    itd.ciagle porownywanie i chwalenie sie jest charakterystyczne dla obecnej
    emigracji polskiej.
  • eutyfrona 08.01.10, 10:51
    Moje dzieci mieszkając w UK wyrosną w wielokulturowym społeczeństwie, w przeciwieństwie do Polski, mam nadzieję, że to ich nauczy tolerancji. Oczywiście stosunek rodziców do wielokulturowości jest najważniejszy. Nigdy nie byliśmy z mężem rasistami i bardzo nas zdziwiło, kiedy nasza 3 letnia wówczas córka po przyjeździe do Wielkiej Brytanii zaczęła pytać, "Czy Murzyni to ludzie?". Nie miała w Polsce styczności z ludzmi o innym kolorze skóry, jej bracia, którzy sie urodzili już tutaj, raczej nie będą zadawać takich pytań.
  • krecik 08.01.10, 12:55
    Mysle, ze trzeba wyjechac z Polski i spojrzec nieco z boku, zeby moc
    ocenic, jak bardzo spoleczenstwo polskie jest zamkniete w sobie. I
    jak bardzo nasza mentalnosc to odzwierciedla.
    Dla mnie caly czas szokiem jest, w jaki sposob Polacy potrafia
    odnosic sie do afrykanczykow, azjatow i samych Brytyjczykow jedynie
    dlatego, bo maja inny kolor skory i/lub narodowosc. Czesc emigrantow
    wrecz za punkt honoru stawia sobie odcinanie sie od innych kultur i
    jak od ognia ucieka przed jakakolwiek proba zrozumienia roznic. Tak
    jakby sama proba zrozumienia, dlaczego te roznice istnieja i ze inna
    kultura nie jest gorsza od naszej - jest po prostu inna - jakby sam
    ten fakt stanowil jakies zaparcie sie polskosci, wlasnych korzeni.

    Ag

    --
    the world in my eyes
    www.flickr.com/photos/jazzwink/
  • red-mycha 08.01.10, 14:40
    hej..tak czytam te posty..i sobie mysle ze Wy nie macie poprostu
    wyjscia - musicie przedstawiac Uk w kolorowych barwach..no bo co Wam
    pozostaje???zyjecie tam.bez raczej szans na powrot do pl - bo jak
    sie ktos pojawi w polsce po powiedzmy 5 latach nieobecnosci - to co
    ze soba zrobi???w polsce zycie sie toczylo i raczej bedziecie do
    tylu..nie te studia, nie te kursy - mozna bylo w miedzyczasie zrobic
    w pl np inny kierunek, doksztalcic sie.a co w pl po Waszych np NVQ
    czy innych...??bedziecie wynajdywac mnostwo plusow zycia w uk - a
    wydaje mi sie ze tak naprawde to PRZERAZLIWIE teskni kazdy z was...a
    jak nie teskni przerazliwie - to czuje sie nie na miejscu, nie u
    siebie....i tak bedzie zawsze.ciezko sie do tego przyznac.tkwicie
    tam bo sie boicie wrocic.ale czy takie zycie jest wporzadku???
    gratuluje tym ktorzy czuja sie pogodzeni z wlasnym zyciem zyjac w
    uk!.naprawde.z calego serca.ja znam zycie w uk - bedac tam 6 lat
    wiem co mowie.zaluje 2 rzeczy w zyciu - psza to ze wogole wyjechalem
    do uk, druga ze stamtad wrocilem.paradoks prawda??pozdrawiam i zycze
    powodzenia kazdemu.
  • bibba 08.01.10, 14:43
    mierzymy wszystkich jedna miara, tak?
    --
    bibba +4
    bibbulce
  • red-mycha 08.01.10, 14:46
    nie...ok sorry.tak zabrzmialo.mnie poprostu ciezko jest uwierzyc ze
    jest inaczej....nie wierze.
  • najma78 08.01.10, 15:06
    Przykro mi z twojego powodu.
    Ja jednak jestem w tym niewielkim procencie, ktory wyjechal z Polski nie z
    pobudek finansowych (nie byl to glowny powod). Jedyna rzecza ktorej naprawde
    zaluje to wielu lat zmarnowanych w Polsce, najlepszych lat, niestety...
  • kingaolsz 08.01.10, 15:10
    To, ze Tobie bylo ciezko nie znaczy, ze innym jest. I Twoja wiara nie ma nic do
    rzeczy.

    Wiele z nas jest tu nie pare lat,ale wiecej. Mi niedlugo stuknie dekada, innym
    kilkanascie lat, sa takie co kilkadziesiat - jestesmy tu z wyboru najczesciej i
    najczesciej NIE byl to wybor kierowany finansami. Wierze jednak, ze jesli ktos (
    moje jak Ty) wyjechal tylko ze wzgledu na kase to emigracja okazala sie zbyt ciezka.

    Wiele z nas czuje sie tu jak u siebie z prostej przyczyny - wiekszosc swojego
    doroslego swiadomego zycia przezylysmy tu wlasnie. Polska to kraj z dziecinstwa,
    czesto juz dosc egzotyczny.

    Ja na dzien dzisiejszy nie przeprowadzilabym sie tam nawet gdyby mi ktos
    zaplacil. Brakowaloby mi bardzo wielu rzeczy do ktorych przywyklam w Wielkiej
    Brytanii, a w PL nie moglabym o nich marzyc.

    Wiec jak ktos wyzej napisal - nie patrz na innych przez pryzmat swoich problemow.
  • red-mycha 08.01.10, 15:24
    hm...raczej dla kasy nie wyjechalismy...

    a po kilkunastu latch to wierze ze glupio by zabrzmialo ze sie chce
    wracac do pl....ale ilu a Was zaluje...i ilu z Was boi sie wrocic i
    tkwi tam wmawiajac sobie ze jest ok?
  • bibba 08.01.10, 15:33
    hehe, odsetkami mamy rzucac?

    ja tu jestem 17 lat. przyjechalam zanim zaczelam dorosle
    (niezalezne) zycie w pl, wiec go nie znam, trudno jest mi wiec za
    nim tesknic. mialam 21 lat swietna znajomosc angielskiego. wtedy
    miedzy pl a uk byla przepasc i ten kraj - zafascynowal mnie
    totalnie. na wielu poziomach.
    skonczylam tu studia (BA i MA), tu pracowalam, wyszlam za maz,
    rozwiodalm sie, wyszlam ponownie ;), urodzilam dzieci.

    tesknie. okresowo, za klimatami, krajobrazami itp.
    za dziecinstwem? ale za zyciem w pl - ja go nie poznalam :)
    --
    bibba +4
    bibbulce
  • plain-vanilla 08.01.10, 15:40
    Ja dla kasy nie wyjechałam.
    I nie mówię, że jest OK.
    Nie, nie boję się wrócić do Polski.
    Mogę wrócić w każdej chwili, ale reality check mówi mi co innego na
    dzień dzisiejszy. Jak mam wisieć na rodzinie i się zapożyczać, żeby
    przeżyć miesiąc, to wolę być w UK.
    Jestem oportunistką, mój mąż też, bo chcemy żyć tam, gdzie jest nam
    lżej na dzień dzisiejszy. Takimi słowami nazwała mnie osoba z
    rodziny, która zarabia kilkanaście tysięcy zł miesięcznie, dzieci ma
    w prywatnych szkołach, dwa samochody, mieszknanie 120m2, dom letni,
    wakacje dwa razy w roku za granicą.
    Nie zazdroszczę, podziwiam. Akurat ja żadnych umiejętności
    biznesowych nie mam, przebojowa nigdy też nie byłam. A normalną
    pracą to w Polsce bez pomocy rodziny bym nie przeżyła.
  • edytataraszkiewicz 08.01.10, 15:56
    A ja wyjechalam dla kasy,i co?:P


    Tu nie martwie sie o przezycie do pierwszego ,jak w Polsce.Nie mam
    dlugow,spedzam wakacje z dala od domu(nie mowie,ze na
    seszelach),weekendy tez wyjezdzamy gdziekolwiek,zakupy robie takie
    jak lubie,a nie takie jak musze.
    Jak dzieciak chory,to nie biegne do sasiadki po pieniadze.
    Moznaby duzo pisac ,totez dlatego balabym sie wracac do Polski,choc
    gdybaym prace miala tak godziwa jak tu pewnie maglabym tam
    mieszkac,tylko szkoda byloby patrzec na niekture biedne
    rodziny,ktorych na takie najnormalniejsze rzeczy poprostu nie stac.

    Zycie tu jest lzejsze i latwiejsze nawet bez pomocy bliskiej
    rodziny,mamy,taty.

    --
    ***** 8-my CUD SWIATA *****

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/ta/wi/ob5r/Gi6EvRV3Vvf9tUCK0A.jpg
  • najma78 08.01.10, 15:45
    Litosci, albo lipcowa nick zmienila albo pracujesz dla rzadu pl i probujesz
    agitowac do powrotu.
    Nastepna rozzalona, ktorej sie na emigracji nie udalo, a w Pl tez nie
    wychodzi...i co tu zrobic?

    Moze tobie trudno to zrozumiec, ale wielu z nas nie teskni do zycia w Pl, nie
    boimy sie do tego przyznac bo nie mamy do czego, nie bede pisac ze ponioslam
    porazke, bo tak nie jest, myslalam ze bedzie gorzej a jednak dobrze mi,
    nieporownywalnie lepiej niz w PL.
  • golfstrom 08.01.10, 15:41
    > nie...ok sorry.tak zabrzmialo.mnie poprostu ciezko jest uwierzyc ze
    > jest inaczej....nie wierze.

    Czyli ze Ty tez uprawiasz wishful thinking, tylko w druga strone.

    No i w sumie co mi zalezy - tez, nic o Tobie nie wiedzac, moge napisac, ze Ty po prostu przedstawaiasz emigracje jako droge prze zmeke. Widac, ze Cie do tej emigracji cos ciagnie (bo w koncu czytasz to forum), ale musisz sobie te emigracje przedstawiac w najczarniejszych kolorach, bo najwyrazniej nie masz innego wyjscia.

    --
    "Muminku, uciekaj! Tu jest policja!!!"
    Mama Muminka
  • red-mycha 08.01.10, 16:28
    haha - nie - to nie lipcowa////!!

    no moze i ciagnie... do tej emigracji..pisalem wczesniej - zaluje ze
    wyjechalem z pl i zaluje ze wrocilem do pl///glupie wiem.ale mysle
    ze tam nie jest nawsze miejsce...nie nasza cup of tea...i nie
    agituje do powrotu....ciesze sie ze sa ludzie ktorzy sa tam
    szczesliwi///jesli sa///

    chodzi mi tyko o to ze pozostaniemy Poalkami i to troche na sile -
    zyc tam, myslac ze jestesmy u siebie...nie generalizuje - wiem ze
    niektorzy moze i potrafia zyc tam i nie myslec ze cos jest nie
    tak...ale mysle ze to kwestia przyzwyczajenia....
  • glasscraft 08.01.10, 16:36
    red-mycha napisała:

    > ...ciesze sie ze sa ludzie ktorzy sa tam szczesliwi///jesli sa///

    Zapewniam Cie, ze sa... np ja sie do nich zaliczam

    > wiem ze niektorzy moze i potrafia zyc tam i nie myslec ze cos jest
    nie tak...

    A moglbys sprecyzowac, co to jest to "nie tak", zebym wiedziala co
    mam myslec?
  • red-mycha 08.01.10, 16:46
    hm. - -nie swoj kraj..obca kultura, jezyk...wyobcowanie....to jest
    to "nie tak"..nie to miejsce nie ten swiat....inne - wszystko inne
    niz dotad znane..na zawsze pozostaniemy polakami...dlatego nie
    bardzo wiem jak to bedzie z dziecmi tam urodzonymi....kim one sa??
    polakami w uk?? bezpanstowe...troche tak.

    nie genaralizuje.
  • red-mycha 08.01.10, 16:48
    kurcze nie jestescie u siebie - nie mowcie ze na dluzsza mete tego
    nie odczuwacie?????
  • joaska321 08.01.10, 16:51
    red-mycha to troll
  • edytataraszkiewicz 08.01.10, 16:51
    red-mycha napisała:

    > kurcze nie jestescie u siebie - nie mowcie ze na dluzsza mete
    tego
    > nie odczuwacie?????



    Ha ,ha ,ha!!!!

    Teraz wiem....Nie wyszlo Tobie,stad ta zazdrosc:D
    --
    ***** 8-my CUD SWIATA *****

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/ta/wi/ob5r/Gi6EvRV3Vvf9tUCK0A.jpg
  • glasscraft 08.01.10, 16:52
    Kurcze, a jestem u siebie, w dodatku z wyboru...
  • najma78 08.01.10, 17:04
    A co to znaczy byc u siebie?
    Jezyk? gdy tu przyjechalam nie znalam jezyka, ale wzielam sie do roboty i dzis
    moge rozmawiac z kazdym na prawie kazdy temat (sa dziedziny bardziej
    zaawansowane, ale i po polsku mialabym problem)nie potrzebuje tlumacza, mam
    bliskich znajomych nie Polakow i rozmawiamy o wszystkim dzieki temu coraz lepiej
    poznaje jezyk, gdy nie wiem pytam, opisuje cos a oni mowia lub nie (hahaha sami
    czasem nie wiedza)jak to sie nazywa. Moj jezyk pozwala mi wykonywac prace
    biurowa wiec chyba nie jest tak zle. Akcent - owszem jest inny i to juz sie nie
    zmieni, ale na szczescie w tym kraju to nikogo nie dziwi, nie patrza na mnie jak
    na kosmite, nie traktuja gorzej, przynajmniej do tej pory nie spotkalam sie z tym.
    Dzieci, sa Polakami z pochodzenia, brytyjczykami, a gdzie beda kiedys mieszkac
    to czas pokaze. Tu sie urodzily i pewnie wychowaja, one za Polska nie tesknia bo
    jej nie znaja.
    Tu jest moja najblizsza rodzina czyli dzieci i maz, tu mam swoj dom, ogrod i
    zwierzaki, szkola mojej corki i przedszkole syna, sasiedzi i znajomi - jestem u
    siebie. Probujesz wmowic nam ze jest inaczej. Dlaczego? Wyjechalas i ci sie nie
    udalo, wrocilas i ziomkowie dokuczaja nieudacznikowi? Wstyd sie przyznac ze
    jednak Polska to nie raj?
  • red-mycha 08.01.10, 17:21


    > - jestem u
    > siebie. Probujesz wmowic nam ze jest inaczej. Dlaczego? Wyjechalas
    i ci sie nie
    > udalo, wrocilas i ziomkowie dokuczaja nieudacznikowi? Wstyd sie
    przyznac ze
    > jednak Polska to nie raj?


    nikt mi nie dokucza...kazdy ma wybor mieszka gdzie chce - mnie
    chodzilo jedyniue o to ze nie sadze zebyscie nie mysleli ze nie jest
    to wasze miejsce...przyjdzie dzien gdy zechcecie wrocic!!!!!a to ze
    ezieci nie beda znaly polski to raczej nie powod do dumy.moze sie
    myle///??
  • najma78 08.01.10, 17:40
    przyjdzie dzien gdy zechcecie wrocic!!!!!

    Dziekuje wizjonerko ze mi to uswiadomilas, co ja bym zrobila o nieszczesna...nie
    wracac do Polski...popelnilabym najgorszy

    a to ze
    > ezieci nie beda znaly polski to raczej nie powod do dumy.moze sie
    > myle///??

    Alez nie ty wiesz lepiej co dla nas najlepsze i jak ciezko nam tu zyc.
    Napisalam ze nie znaja a nie ze nie poznaja i ze jestem z tego dumna nie
    wymyslaj. Poza tym nie poznaja Polski zbyt dobrze, gdyz nie beda tam mieszkac
    przez okres dzecinstwa i dorastania, jak wiadomo w dwoch krajach jednoczesnie
    nie da sie zyc, co nie znaczy ze zbyt dobrze oznacza wcale.

  • krecik 08.01.10, 18:59
    > chodzilo jedyniue o to ze nie sadze zebyscie nie mysleli ze nie
    jest
    > to wasze miejsce...przyjdzie dzien gdy zechcecie wrocic!!!!!a to ze
    > ezieci nie beda znaly polski to raczej nie powod do dumy.moze sie
    > myle///??

    Mylisz sie zakladajac, ze twoje poglady na emigracje sa jedynie
    prawdziwe.

    W moim przypadki nie wiem, co musialoby sie wydarzyc, zebym chciala
    wrocic do Polski. Slowem kluczowym jest "chciala". Musialyby zajsc w
    UK i w Polsce takie zmiany, ze odwrocilyby sie relacje, ktore
    doprowadzily do wyjazdu calej mojej rodziny. A nie sadze, zeby za
    mojego zycia to zaszlo...

    Ag
    --
    the world in my eyes
    www.flickr.com/photos/jazzwink/
  • golfstrom 08.01.10, 17:21
    A jednak generalizujesz.

    Emigracja ma to do siebie, ze na pewnym etapie trzeba sie zmierzyc z tesknota. Jedni jej prawie wcale nie odczuwaja, inni tesknia ale im przechodzi, a inni nie moga sobie z tym poradzic i albo zyja z jakims takim niepokojem, albo wracaja. Pisac, ze wszyscy bez wyjatku wariujemy z tesknoty i zaklamujemy wlasne uczucia to JEST generalizacja.

    Ja naprawde rozumiem, ze ktos moze zle sie czuc na emigracji, minusy moga mu znacznie przewazac plusy. I najlepiej dla tej osoby, zeby mieszkala tam, gdzie bedzie sie czula szczesliwsza/szczesliwa. I nie ma mowy o jakiejs porazce ani podkulonym ogonie. Kazdy powinien miec prawo wyboru.

    Ale szlag mnie trafia, kiedy taka osoba mi wmawia swoj stan emocjonalny i absolutnie nie moze sobie wyobrazic, ze ktos odczuwa cos inaczej.

    Np. Lipcowa ma pelne prawo czuc sie tu nieswojo, ma prawo tesknic, ma prawo inaczej ukladac sobie priorytety niz ja. Ale kiedy zaczyna mi wmawiac, ze jestm nieczulym potworem bez serca, bo moje dziecko mieszka i bedzie mieszkalo tysiace kilometrow od dziadkow, to jakby mi ktos czerwona plachta oczy przeslonil.

    --
    "Muminku, uciekaj! Tu jest policja!!!"
    Mama Muminka
  • red-mycha 08.01.10, 17:31
    bardzo dzieki za ten post..podoba mi sie.masz racje.niektorzy sobie
    nie radza z emigracja .tylko co jesli po emigracji okazuje sie ze i
    tu i tu nie jest ciekawie?

    naprawde nie twiedze ze nie mozna sobie tam zycia ulozyc.

    dzieki jeszcze raz za tego posta.madry.podoba mi sie
  • krecik 08.01.10, 18:53
    red-mycha napisała:

    > kurcze nie jestescie u siebie - nie mowcie ze na dluzsza mete tego
    > nie odczuwacie?????

    Ja jestem u siebie.

    Ag
    --
    the world in my eyes
    www.flickr.com/photos/jazzwink/
  • szprotka6 08.01.10, 17:32
    > hm. - -nie swoj kraj..obca kultura, jezyk...wyobcowanie....to jest
    > to "nie tak"..nie to miejsce nie ten swiat....inne - wszystko inne
    > niz dotad znane..na zawsze pozostaniemy polakami...dlatego nie
    > bardzo wiem jak to bedzie z dziecmi tam urodzonymi....kim one sa??
    > polakami w uk?? bezpanstowe...troche tak.


    Tak-wiele wg mnie zalezy od naszego poczucia przynależnosci do
    miejsca i poczucia związania z nim...Idąc Twoim tokiem myslenia-
    mieszkaniec Pcimia Dolnego jadąc do Pcimia Gornego juz jest obcy,
    nie mówiąc o przeprowadzce do Warszawy dajmy na to. Jestem Polką,
    nie wstydzę się tego, nie zamierzam występować o żadne inne
    obywatelstwo. Jestem Polką, obywatelką Unii Europejskiej, świata...
    Tak, ta kultura jest nam nieco obca-ale ja osobiście zawsze bardzo
    dobrze czułam się w poznawanych mi kulturach, często spędzając urlop
    czy to w Moskwie czy w Marakeszu marzyłam o tym by przesiąknąć ta
    kulturą-by lepiej ja poznac-czytac ich gazety, poznac ichniejszy
    sposób myślenia, zasady kierujące życiem, łatwiej przyswoić sobie
    język....To tylko wzbogaca moje życie. Moze zaważyły też na moim
    podejsciu losy mojej rodziny-gdzie kazde pokolenie zmieniało miejsce
    zamieszkania wędrując po Polsce południowej, ja też jeszcze przed
    skończeniem studiów zamieszkałam w nieznanym mi mieście. Na pewno to
    inna historia niz rodzin, które z pokolenia na pokolenie mieszkają w
    jednym domu, na jednym osiedlu, w obrębie jednej parafii, w jednej
    miejscowości.
    Gdyby nie to, ze mam juz dziecko, które potrzebuje nieco
    stabilizacji-chyba mogłabym wieść koczowniczy tryb życia-5 lat tu,
    10 lat tam...Przez to, ze czuję się tu dobrze (choc dostrzegam
    zarówno plusy jak i minusy życia w Anglii), nie mam poczucia bycia
    lepszym czy gorszym od tych, którzy nie wytrzymali zycia poza
    krajem. Kazdy z nas z innej gliny ulepiony:-) I dobrze:-)
    I ostatnie Twe pytanie-kim jest moje dziecko-oczywiscie, ze Polakiem
    (ojciec też Polak-dla jasnosci:-). Poszerzyły nam się granice-
    zaniknęły z biegiem czasu. Czy to cos nienormalnego, ze ludzie
    mieszkają w innym kraju niz kraj pochodzenia? Moze to tak zaczęło
    wyglądac po tej masowej ogromnej emigracji, czasem na ślepo. Ale nie
    od dzis masa Polaków mieszka na wszytskich kontynentach świata,
    coraz więcej nacji mieszka w Polsce (z powodu choćby edukacji lub
    prowadzonych interesów). Zjawisko migracji ludnosci jest stare jak
    świat. Teraz moze nieco przybrało ostatnio na sile...
    Tak, kiedyś człowiek zaczynał pracę w jednym zakładzie-pracował tam
    aż do emerytury, nie czuł potrzeby zmiany ani pracy ani miejsca
    zamieszkania az tak jak teraz. Bo tez nie było takich mozliwosci.
    Ale świat się zmienia, ludzie też:-)
  • krecik 08.01.10, 18:51
    W innym watku bylo o samotnosci na emigracji. Ktos napisal, ze
    samotni najczesciej sa tacy z wyboru, bo sie sami odcinaja od ludzi,
    stawiajac potencjalnym przyjaciolom niejasne lub wygorowane
    wymagania.

    To, jak sie swoje dzieci na emigracji wychowa, zalezy od rodzicow.
    Jesli beda na kazdym kroku izolowac sie od kultury i spoleczenstwa
    brytyjskiego, to ich dzieci albo wyrosna na dzikusow lub, co bardziej
    prawdopodobne, odetna sie od swoich rodzicow i ich sposobu myslenia,
    bo w pewnym wieku mlody czlowiek zaczyna samodzielnie myslec i
    dokonywac swoich wlasnych wyborow w zyciu.

    Ja juz do konca zycia beda Polka na emigracji. Moje dziecko bedzie
    zapewne Brytyjka polskiego pochodzenia. Tu sie wychowa, tu bedzie
    mialo przyjaciol, tu sie zakocha i bedzie mieszkalo. Lub gdziekolwiek
    indziej na swiecie. Jej wybor.

    Red-mycha, wspolczuje doswiadczen. Uwierz, ze sa ludzie, ktorzy
    potrafia sie zasymilowac, potrafia sie tu dobrze czuc i miec
    przyjaciol rozmaitych narodowosci.


    Ag
    --
    the world in my eyes
    www.flickr.com/photos/jazzwink/
  • gypsi 08.01.10, 16:49
    Buehuehuehue... you've made my day!
  • red-mycha 08.01.10, 17:06
    raczej mi tam wyszlo...mowilem nawet o pewnym sukcesie..chcialem
    wrocic.i podziwiam was ze umiecie tam zyc.
  • gibisia 08.01.10, 17:44
    wytrzymać, jak czytam tę internetową przepychankę. Zobaczcie z postu
    pt. "co UK daje naszym dzieciom" wyszedł post "Jesteście nieczułe
    trolle, bo Wam dobrze w UK! Niemożliwe!!!"
    Dlaczego Lipcowa i Red-mycha ciągle chcą nam coś udowodnić, wywołać
    poczucie winy, zmusić do przyznania się do emigracji z marnych
    pobudek? Jeszcze chwila, a usłyszymy zarzut wynaradawiania dzieci!
    Lipcowa-jedź do Polski, skoro tam będziesz szczęśliwa i nie ziej
    jadem na lewo i prawo! Każda z nas jest dorosła i wie co robi,wie
    jak żyje i jak żyć będzie.
    Red-mycha,jak nie wierzysz, że mogę UK nazywać swoim domem, to twój
    problem. Wierz mi, o wiele podlej jest czuć się w rodzinnym kraju
    jak nie u siebie!!!
  • steph13 08.01.10, 17:52
    Jak golfstrom bardzo umiejetnie wytlumaczyla, emigracja nie jest dla
    wszystkich. Jedni tesknia i obumieraja, inni przyjmuja sie dobrze na
    nowym gruncie i kwitna. Wsrod znajomych o moim stazu emigracyjnym,
    ponad 30 lat, nikt nie tesknil ani na zadnym etapie nie chcial
    wracac; wizyty w kraju raz na 15 lat albo i rzadziej; dzieci
    urodzone tutaj w malzenstwach polsko-angielskich bardzo czesto wcale
    nie czuja sie Polakami w zadnym sensie, czesto nie znaja polskiego
    jezyka, sa British i tyle - chociaz chetnie zjedza pierogi od czasu
    do czasu. Codzienne zycie absorbuje wystarczajaco aby nie
    zastanawiac sie nad tym co bylo, kiedys, gdzies. Przychodzi etap,
    kiedy kwestia pochodzenia zanika i jest sie poprostu mieszkancem
    Wysp. Dla mnie osobiscie, jest to bardzo proste.
  • red-mycha 08.01.10, 18:22
    chodzilo wlasciwie o jedno pytanie - czy nie czujecie sie
    wyobcowani.i niewazne jest tutaj staz.zadaje pytania.nie osadzam.nie
    stwierdzam faktow.chcoc przyznaje - ciezko jest mi uwierzyc ze nie
    ma w was rysy...wiecie o czy mowie.nie chce nikogo krzywdzic
    sadami..ani nie chce sie przepychac slownie...
  • red-mycha 08.01.10, 18:24
    wlasciwie to ilu jest takich co tesknia i obumieraja??co tacy?nie ma
    ich wogoe???
  • wioluszka78 08.01.10, 18:28
    na tym forum nie znajdziesz:)
  • red-mycha 08.01.10, 18:39
    no to chyba ok.sami szczesliwi ludzie w uk...nikt sie nie przyznaje
    do negatywnych odczuc.pozdrawiam was wszystkich
  • krecik 08.01.10, 19:10
    Czy to ty napisalas, ze nie generalizujesz?

    Ag
    --
    the world in my eyes
    www.flickr.com/photos/jazzwink/
  • szprotka6 08.01.10, 19:27
    Wyobcowanie,tęsknota, obumieranie, wcześniej: utrata tożsamości...O
    bardzo złozone, różne rzeczy pytasz-a na to nie ma jednej
    odpowiedzi. Tak, tęsknię za wieloma osobami, rzeczami w Polsce. Gdy
    pobędę w Polsce 2-3 tygodnie-tęsknię za osobami i rzeczami tu.
    Najbliższe mi osoby: mąż i dziecko są ze mną. To dla mnie podstawa.
    Z przyjaciółmi i rodziną nie tracę kontaktu. To prawda, przestałam
    uczestniczyć w ich biezącym życiu-nie wszytskie drobiazgi z ich
    zycia do mnie docierają. Niestety. Nie mozemy bywac na wszystkich
    urodzinach naszych dzieci-ale staramy się tak organizowac, by choc
    jedno święto rocznie spędzic wspolnie-tu lub w Polsce.
    Ale roznica nie jest ogromna, spotykamy się kilka razy do roku na
    tydzien-dwa, kiedys w Polsce odkąd urodziły nam się dzieci -raz na
    miesiąc na dzien-dwa (mieszkalismy od siebie jakies 60km). Z siostra
    rozmawiam na gg częsciej niz w Polsce (gdzie mieszkalysmy od siebie
    130km)-codziennie:-)
    Gdy leje 3 dzien z rzędu-mam dośc, gdy drugi miesiąc max letnie
    temperatury nie przekraczają 20st, mam dosc i tęsknię za polskim
    latem. W Polsce ninawidziłam bardzo długiej zimy, miałam dosc,
    kilkutygodniowych roztopów, pół roku prawie bez zieleni...Tu
    wściekam się, gdy brakuje mi słowa w jęz angielskim, w polskim nie
    mam przecież problemów z wysławianiem się. Więc nie ejst łatwiej na
    wszystkich polach-ale kto powiedział, ze zycie ejst łatwe?;-)
    Wydaje mi się, ze tak moznaby wyliczac bez konca.
    Moze mam łatwość aklimatyzacji?;-) Co nie znaczy, ze moze kiedyś
    poczuję potrzebę powrotu lub zmiany miejsca zamieszkania, nie wiem.
    I trudno mi teraz przewidzieć jaki powód będzie mną kierował...

    Zaden kraj chyba nie czyni człowieka absolutnym szczęściarzem. W
    kazdym kraju mozna zachorowac, stracic pracę, pokłócić się z
    sąsiadem, rozwieśc się z mężem, zostać okradzionym...Racja-jesli
    fatalnie się czujemy w danym miejscu-problemy się mnożą, łatwiej dać
    się okraść, być bardziej podatnym na choroby, płacić rozstrojem
    emocjonalnym...Z całą pewnościa płacąc taką cenę nie zostałabym w
    miejscu, w którym mi żle.
  • derka1 08.01.10, 18:55
    Ja tesknie, czasami przerazliwie, mimo 16 letniego stazu, ale jestem
    tu bo tak mi sie zycie ulozylo (odpowiedz na zasadzie uderz w
    stol :)).
    Czy kiedys wroce? Byc moze. Poki co radze sobie z tesknota
    rozwijajac i doskonalac swoje umiejetnosci (kto wie co i gdzie mi
    sie kiedys w zyciu przyda). O wizytach w Polsce co 6-8 tygodni rzecz
    jasna nie wspominam :-))
  • red-mycha 08.01.10, 19:19
    dziekuje za tego posta...pszy odwazny.
  • red-mycha 08.01.10, 19:22
    tak sobie jeszcze mysle ze tesknota za bliskimi to jedno - mysle ze
    z tym mozna sobie poradzic, w sensie za rodzicami czy
    dziadkami...ale co z poczuciem nie - bycia u siebie???wg mnie to
    jest najgorsze..
  • red-mycha 08.01.10, 19:24
    tak pozytywnie mnie dziwi wsrod"starej stazem emigracji",ze nie
    mowia ze teraz po latach czuja jeszcze bardziej ze ich miejsce jest
    tam gdzie sie urodzili...gdzie ich korzenie..takie uczucia chyba sa
    obecne.//
  • bibba 08.01.10, 19:38
    trzeba by zdefiniowac wyobcowanie.

    ja zawsze bylam 'wyobcowana' - z wyboru. zawsze szlam pod prad i
    wprost staralam sie 'nie pasowac'. w mlodosci stwierdzilam ze
    wyobcowanie daje niezaleznosc i obiektywizm, ktorego brakuje tym,
    ktorzy czyja (wybieraja) 'przynaleznosc', szeroko pojmujac te
    kwestie.
    wyobcowana tu czy tam - nie robi mi to roznicy :)

    troszke off topic, ale polecam lekture gombrowicza, szczegolnie
    polecam wspomnienia polskie (czerwona plachta na byka dla
    patriotow :D). ciekawie napisal o poczuciu polskosci i
    przynaleznosci.
    mnie wyleczylo to do konca.
    --
    bibba +4
    bibbulce
  • golfstrom 08.01.10, 20:08
    > troszke off topic, ale polecam lekture gombrowicza,

    !!!!!!
    :)

    Mialam pisac wczesniej o Gombrowiczu, ale sie ocenzurowalam :)

    Mialam pisac o nim z dwoch powodow: jeden, to ze to najwazniejszy moim zdaniem
    pisarz polski, ktorego opis polskosci do tej pory jest aktualny. Ferdydurke,
    zazynane w szkolach na tej samej zasadzie, jak Slowacki (czyli zwyczajnie nie
    zachwyca), to jest ksiazka, ktora nawet forumowe dyskusje obejmuje swoim opisem.
    Doprawic gebe (chocby przez zwykle wyzwiska), upupic (slynne 'w d.pie byles,
    g.wno widziales'), uniewaznic i sprowadzic do parteru.
    Drugi powod - Gombrowicz dostrzegl nasze zamilowanie do monopolu wyobrazniowego,
    ktorego patronem jest Sienkiewicz, 'ten pierwszorzedny pisarz drugorzedny'.
    Jesli patriotyzm - to tylko wg jednego wzoru, jesli wizja historii - to tylko w
    brazie, jesli emigracja - to tylko nieszczesliwa. Tym wlasnie zamilowaniem do
    monopolu wyobrazniowego tlumacze sobie poczatkowy post red-mycha.
    "no nie moze byc inaczej, musicie tam wszyscy byc nieszczesliwi, bo ja tam bylem
    nieszczesliwy i po prostu sami siebie oszukujecie".

    Znajoma powiedziala mi niedawno, ze dla niej jedna z roznic miedzy UK a Polska
    jest taka, ze tu ludize dyskutuja, zeby uslyszec odmienne zdanie, w Polsce
    dyskutuja, zeby zmusic przeciwnika do przyznania racji. I cos w tym jest.

    PS Tak wiem, ja rowniez bywam zapalczywa w dyskusji :)
    --
    "Muminku, uciekaj! Tu jest policja!!!"
    Mama Muminka
  • glasscraft 08.01.10, 19:46
    Czy do Ciebie nie dociera, ze jezeli ktos czuje sie tu u siebie, to
    nie musi sobie radzic z poczucien nie bycia u siebie. Tobie nie
    wyszlo, szkoda... Lepiej sie poczujesz, jak uslyszysz, ze innym tez
    nie? Wiesz, na zasadzie "misery likes company"?
    Przepraszam, ale w takim razie nie jestem w stanie zapewnic Ci
    lepszego samopoczucia.
  • derka1 08.01.10, 20:01
    Nie musisz mi za nic dziekowac bo nie napisalam tego po to by Ci
    humor poprawic lub potwierdzic Twoje prywatne teorie.

    Sama generalizacji nie lubie wiec Twoj punkt widzenia do konca mi
    nie odpowiada. Kazdy czuje tak jak czuje i robi to co uwaza w swoim
    zyciu za sluszne. Ja tesknie bo taka juz jestem, sentymentalna :-)
    co nie oznacza, ze nie doceniam tego co UK ma do zaoferowania.

    W koncu to bez roznicy gdzie sie mieszka jezeli jest sie
    szczesliwym. Wierzyc mi sie jakos nie chce, ze wszyscy ktorzy tutaj
    mieszkaja, wg Ciebie, jesli dobrze zrozumialam, sa permanentnie w
    wielkiej rozpaczy.
    Cos sie tak uparl(a)?
  • red-mycha 08.01.10, 21:06
    derka1 napisała:

    > Nie musisz mi za nic dziekowac bo nie napisalam tego po to by Ci
    > humor poprawic lub potwierdzic Twoje prywatne teorie.
    >
    > Sama generalizacji nie lubie wiec Twoj punkt widzenia do konca mi



    nie dziekowalem tobie derka tylko golfstorm za post o emigracji...
  • derka1 08.01.10, 23:04
    Sorry, myslalam, ze mnie ale widocznie Twoje slowa: "dziekuje za
    tego posta...pszy odwazny" - dla kazdego znacza cos zupelnie
    innego :-)
  • mamaaik 08.01.10, 19:36
    Lipcowa jak zwykle najmądrzejsza. Kłapie o wspaniałej Polsce, bo
    tutaj jej nie wyszło.I tyle.
  • red-mycha 08.01.10, 19:41
    nie jestem lipcowa kochani..naprawde.bibba dzieki przeczytam
    gombrowicza.
  • bibba 08.01.10, 19:48
    lipcowa ma inny styl, gramatyke i jezyk.
    --
    bibba +4
    bibbulce
  • galadriella 08.01.10, 19:56
    I nie używa męskich form czasowników...
    Cały czas się dziwię, że odpowiadacie mu jako kobiecie.
    Nawet jeśli to kreacja to dość konsekwentna - śmieszne, że przeszła bez zauważenia.
  • cotton-blossom 08.01.10, 21:55
    Chcialam jeszcze slowo o dziadkach; bo pozwolilam sobie wczesniej napisac, że nie bede sie sugerowac dziadkami dziecka, bo oni nie beda żyli wiecznie.
    Nie wątpię w to że relacja dziecka z dziadkami może być naprawde super i że fajnie jest miec wspomnienia z dziadkami. Ale myśle w tym wszystkim, że te 'wspomnienia' są czesto przeceniane w kontekscie tego, co sie ma innego do wyboru (czyli pozostanie w UK).
    Ile skorzystają moje dzieci na kontakcie z dziadkami, a ile na zaletach plynących z bycia w UK?
    Co im sie w życiu - za 10-20-50 lat bardziej przyda - to że mieli kiedys fajnych dziadkow, czy że dorosly w cywilizowanym rozwiniętym kraju z perspektywami?
    Czy fakt, że byłyby z dziadkami (przy dziadkach) uczyni ich życie łatwiejszym, lepszym??? :( Fakt - pewne rzeczy są niewymierne, jak chocby te wspomnienia, ale życie jest takie a nie inne i wspomnieniami się go nie przeżyje.

    A-i o przynależności. Rozumiem, że mozna sie czuć obco w obcym kraju. Nie chce nikogo namawiac by czul sie inaczej, bo tego sobie wmówić nie można. Ale po co ktoś taki sie tu męczy latami?? :/ Ja osobiscie, mieszkając ciut ponad 4 lata - czuję się tu o.k. - u siebie nie jestem w sensie, że to jest nadal OBCY JEZYK, OBCE ZWYCZAJE, OBCA MENTALNOSC itp. ale jestem gotowa wziąć to wszystko na siebie, nauczyc sie tego, a przynajmniej chciec dobrze poznać.

    Nie patrzę na to jak mi było w PL, tylko na to jak mi będzie w UK. Bo trzeba żyć przyszloscią a nie zamykac sie w przeszlosci.

  • vin 08.01.10, 23:33
    co do postu wyzej to chyba uderze w tony lipcowej:-) Nie za bardzo sie zgadzam z
    Toba Cotton Blossom ztym co Twojemu dziecku po dziadkach za 20 lat i ze
    najwazniejsze dla niego to to zeby mial perespektywy!!!Jak dla mnie to za duzo w
    tym nastawienia na materializm a za malo na jakiekolwiek wartosci. Moim
    zdaniem dziadkowie reprezentujac z racji wieku i doswiadczen calkowicie inne
    pokolenie ogrywaja bardzo istotna role w ksztaltowniu tozsamosci a i czesto
    rowniez osobowosci dziecka. To dziadkowie min poprzez swoje opowiesci o swoim
    dziecinstwie, rodzicach pokazuja dzieciom gdzie leza ich korzenie.Nie wydaje sie
    mi abysmy my rodzice potrafili zastapic ich w tej roli (i to z roznych powodow:
    braku czasu , wiedzy, nie wystarczajacp silnej mocy przekazu) Zgadzam sie ze sa
    rozni dziadkowie alo powiedzmy ze skupiam sie na tych "fajnych" i
    zainteresowanych swoimi wnukami. Ja ze swojej strony wole zeby moje dzieci
    wiedzialy jakie maja korzenie niz to ze wszystko bedzie lezalo u ich stop.
  • 18_lipcowa1 09.01.10, 11:50
    jasne, myślę że cotton blossom ma po prostu niefajnie układy w
    rodzinie skoro pisze ze wazniejsze zycie z perspektywami niż fajne
    wspomnienia

    mysle ze obie rzeczy wazne, niemniej jesli mogę dac córce TO i TO to
    daję, tj zycie z dziadkami i z perspektywami ( w PL tez je mozna
    miec )
  • golfstrom 08.01.10, 22:55
    Poniewaz poroznila nas kiedys dyskusja o ujawnianie tozsamosci, to nie bede rozdrapywac starych ranek i rzucac nickami :p ale tak na marginesie zauwaze, ze styl tej kreacji przypomina mi pewna kolezanke, ktora nas jakis czas temu opuscila.
    I sadze, ze to wlasnie ona, a nie jakis tajemniczy mezczyzna ( choc staram sie konsekwentnie odpowiadac jako mezczyznie).

  • galadriella 08.01.10, 23:23
    Przeceniasz mnie chyba...
    Oczywiście pamiętam naszą dyskusję (chociaż nie wpadłabym na to, że nas poróżniła :-) ale o jakie ranki chodzi, jaki to ma związek z czyimś nickiem i jaka koleżanka opuściła forum - nie mam pojęcia.
    Czytam forum z doskoku (jak mam przez kilka dni więcej czasu), nicków rozpoznaję zaledwie kilka a osób to już w ogóle nie znam.

    Tu rozbawiło mnie po prostu, że ktoś konsekwentnie pisze jako facet a większość odpowiada mu jako kobiecie :-)
  • golfstrom 08.01.10, 23:47
    Tak sie tylko asekuruje, na wypadek, gdyby nas jednak mocno poroznila :> To nie
    jest zaden osobisty przytyk.

    Ja po prostu mam bardzo napieta zylke detektywistyczna i mnie z kolei bawi takie
    'przebieranie sie' w inne nicki. :)
    Choc oczywiscie twardych dowodow nie mam i to tak raczej tylko hobbystycznie
    obserwuje.
  • galadriella 09.01.10, 00:44
    Ufff (oddycham z ulgą na temat poróżnienia).
    Zdarza mi się podpisać - mentalny - protokół rozbieżności i nie uważam tego za
    niesnaskę czy jak to nazwałaś poróżnienie.
    Jak tu ktoś ładnie napisał o nie-Polakach: fajnie jest dyskutować po to, żeby
    się czegoś nowego dowiedzieć - a nie po to, żeby koniecznie interlokutora do
    czegoś przekonać.
    No, akurat w sąsiednim wątku Taty Polaka wyszło mi inaczej :-) ale czasem po
    prostu ktoś robi coś - moim zdaniem oczywiście - ewidentne niewystarczająco
    przemyślanego...

    A nawiązując do tematyki wątku: być może te nie-polskie cechy powodują, że czuję
    się tu w domu. Jak wszędzie, gdzie mieszkałam (aż obliczyłam: w 11 miastach w
    trzech krajach na dwóch kontynentach). I nikt mi nie wmówi, że powinnam/była
    czuć się gdziekolwiek z tych miejsc jak nie u siebie.
    A w tej dyskusji zafrapowana czytałam, że dla kogoś są ważne bliskie, częste i
    bezpośrednie kontakty z kuzynami... No cóż, jaki ten świat ciekawie różnorodny,
    czyż nie?
  • najma78 08.01.10, 23:32
    Przeczytalam pierwszy post red-mycha i faktycznie w ostatnim zdaniu pisze jako
    mezczyzna, ale ja tego kompletnie nie zauwazylam, pozniej znowu, a ja odpisalam
    mu jako kobiecie, po jakims czasie zorientowalam sie ze pisze facet. Chyba
    jeszcze kilka osob odpowiadalo mu jako kobiecie, ale on nie sprostowal.
  • vercueil 09.01.10, 03:41
    A ja się zastanawiam - i jedno i drugie miejsce ma swoje plusy i minusy.
    Zastanawiam się, gdzie osiąść. Wyjechałam z PL mając 19 lat. Na tzw. Emigracji
    spędziłam kolejnych prawie 10, z czego 8 w UK. Mój mąż pochodzi spoza UE, więc
    jedni dziadkowie daleko, a i moi rodzice również wybrali życie poza PL na drugim
    końcu świata.
    W UK studiowałam, potem pracowałam. Kochałam Londyn za jego wielokulturowość, a
    po akademii sztuk pięknych nie wyobrażałam sobie mieszkać poza Londynem.
    Mieszkając w UK urodziłam 3 dzieci - na poród jednak jechałam za pierwszym, jak
    i drugim razem do PL. Po urodzeniu starszej córki wróciliśmy do UK, oboje
    pracowaliśmy i oboje bardzo byliśmy zadowoleni. Mała z polską opiekunką, potem w
    nursery. Po urodzeniu bliźniaków zdecydowaliśmy się na wyjazd do PL. Ciągnęło
    mnie do PL, chciałam, aby mój mąż poznał moją kulturę, język.
    Dzieci chyba nie odczuwają różnicy (starsza ma 5 lat, młodsze mają 3 lata), choć
    mi wydaje się, że w Londynie nie mogłabym sobie pozwolić na 3 dzieci w prywatnym
    dobrym przedszkolu. Zastanawiamy się jednak na powrotem do UK lub wyjazdem dalej
    w świat. Chyba najważniejszym jest bycie spokojną rodziną i dawanie dzieciom jak
    najwięcej miłości, bez względu na to, czy jest się w PL, czy w UK. I czerpanie
    jak najwięcej pozytywnych rzeczy z miejsca, w którym się jest. Jeśli osiądziemy
    w pewnym momencie w PL na pewno będę chciała, aby dzieci uczyły się w szkole
    przygotowującej do matury międzynarodowej (IB). Jeśli w UK, pewnie będziemy
    szukali miejsca, gdzie są dobre szkoły i starali się, aby wszystkie dzieci
    chodziły do jednej :)

    Trochę przeraża mnie jednak perspektywa wychowywania dzieci w UK...a może to
    tylko fobia przed Londynem? Może to lata wspędzone w Londynie, czas moich
    artystycznych studiów i życia z bohemą sprawia, że lękam się o moje dzieci i ich
    dojrzewanie. Choć pewnie bez względu na kraj mi miasto będą one narażone na
    działania "zła".



    --
    bizuteriazcharakterem.blogspot.com/
  • msuzanska 16.01.10, 22:53
    Drogi Rodzicu

    Jeśli chcesz życ lepiej….
    Jeśli chcesz, aby Twoje dziecko uczyło się z radością …
    Jeśli szukasz dla dziecka ciekawych zajęć, ćwiczeń, zabaw i edukacji…

    … to pozwól, że przedstawię Ci kilka szczególów wyjątkowego miejsca
    jakim jest polsko-angielskie przedszkole Kubuś Puchaty w Teddington
    (TW11)

    Czy kiedykolwiek zastanawiałes się, co daje dziecku możliwość
    lepszego rozwoju, sukces w szkole, życiu codziennym i co za tym idzie
    lepsze życie?

    Czy wiesz, że pierwsze 10 lat życia dziecka jest decydujące dla jego
    rozwoju?
    Od tego, ile odpowiednich bodźców zapewnisz dziecku w tym początkowym
    etapie jego życia, ZALEŻY CAŁA JEGO PRZYSZŁOŚĆ.

    Czy kiedykolwiek zastanawiałes się, co będzie odczuwal Twój synek czy
    córeczka w angielskim przedszkolu, w otoczeniu, gdzie wszyscy mówią w
    niezrozumialy sposób, gdzie pracownicy to czesto bardzo młode,
    niedoświadczone osoby, gdzie nikt tak naprawdę nie przejmuje się
    polskimi dziećmi, gdzie jedzenie jest przygotowywane z półproduktów i
    powtarzane co kilka dni…
    Wielka Brytania zadziwiająco odstaje od standardów wykształcenia, do
    których jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Personel przedszkola to w
    większości nastolatki lub nastolatkowie, którzy zdobywają swoje
    kwalifikacje podczas pracy. Oznacza to, że niedojrzałe,
    niewykształcone osoby zajmują się dziećmi. Aby zdobyć kwalifikacje
    przedszkolanki, ( nie ma to nic wspólnego z polskim odpowiednikiem-
    nauczyciela ) tak zwane NVQ, wystarczy uczęszczać na roczny kurs, raz
    w tygodniu. Jak można sobie wyobrazić, wiedza oparta na takim kursie
    nie zdaje się na wiele. Braki leżą w wielu kwestiach jak znajomość
    rozwoju mowy i myślenia dziecka a także takich rzeczy jak choroby
    dziecięce.

    Jak myślisz czy Twoje dziecko bedzie rozwijać się prawidłowo w takim
    otoczeniu?
    Czy będzie czuło sie tam bezpieczne?
    Czy bedzie miało wystarczjacą energię, poczucie wartości i
    bezpieczeństwa, na to, aby zdobyć nowe umiejętności, będzie uczyć się
    z radością?
    Czy w późniejszym życiu brak poczucia wartości zaowocuje u niego
    sukcesami szkolnymi i lepszym życiem?
    Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się jak ważny jest dla Twojego dziecka
    wybór przedszkola?

    Możesz zapewnić dziecku wspaniałe warunki rozwoju

    Skorzystaj z przedszkola, gdzie Twoje dziecko będzie czuło sie
    szczęśliwe, bezpieczne, będzie miało chęć i energie do zdobywania
    nowych umiejętności, rozwijania swoich zdolności i talentów, gdzie
    szybko poprzez wspanialą codzienną zabawę opanuje język angielski.
    Bedzie mu później łatwiej w angielskiej szkole, ale nie tylko poprzez
    znajomość języka, ale również poprzez poczucie bezpieczeństwa jakie
    zdobył, bedzie mu łatwiej bo nauczy się w bezpiecznym dla siebie
    środowisku wszystkich potrzebnych mu relacji z dziećmi i dorosłymi,
    nauczy sie również rozwiązywać problemy w przyjaznej dla siebie
    atmosferze. Nie będzie rzucony na bardzo głęboką wodę, czasem zbyt za
    głeboką jak dla trzylatka… Bo w otoczeniu
    doświadczonych pedagogów, mówiących jego “domowym” językiem nauczy
    się tego wszystkiego, aby później życ lepiej.

    Zobacz co jeszcze znajdziesz u nas dla swojej pociechy

    1. Zajęcia edukacyjne - dzięki nim Twój maluch będzie się garnął do
    wiedzy i poznawania świata.
    2. Wiersze i piosenki dla dzieci - na rozmaite okazje i bez okazji.
    Dzięki nim przekazujemy dziecku ważne treści w formie rymowanych
    strofek, które dzieci tak bardzo lubią.
    3. Zabawy literkowe ABC - dzięki nim Twoja pociecha
    szybko polubi literki i będzie chciała jak najszybciej opanować
    sztukę pisania
    4. Zabywy matemetyczne 123 - od tego momentu Twoja pociecha zacznie
    liczyć dosłownie wszystko i wszystkich, co tylko można policzyć
    5. Zabawy ruchowe- uwielbiane przez dzieci, miedzy innymi gimnastyka
    z elementami jogi - uczymy dzieci prawidłowego oddechu a takze szereg
    zabaw ruchowych pozwalających im lepiej opanować przyswajaną wiedzę.
    6. Zajęcia rozwijające logiczne myślenie, wyobraźnię i kreatywność -
    to ci ciekawostka, a tak dzieciaki świetnie potrafią rozumować
    logicznie, wyostrzymy ich wyobraźnię i pomożemy uzyskać naprawdę
    logiczne i twórcze rozwiązania
    7. Quizy i różnorodne ćwiczenia poszerzające wiedzę o przyrodzie i
    wiedzę ogólną - z takimi ćwiczeniami wiedza będzie wchodzić do głowy
    Twojego dziecka szybko i gładko Wykorzystamy do tego wszystkie lupy,
    mikroskop, aparaty fotogarficzne, komputer, lornetki i będziemy
    podglądac świat w każdym jego uroczym zakątku
    8. Prace plastyczne rozwijających zdolności manualne i artystyczne
    Twojego malucha.
    Rozwijające rączki i paluszki Twojego dziecka, pomoże mu to później
    pięknie pisać, jak i dzięki nim dziecko będzie się mogło wyciszyć
    oraz poćwiczyć pracę w skupieniu i koncentracji.
    9. Praktyczne ćwiczenia z zakresu inteligencji emocjonalnej,
    nauczymy Twoje dziecko nazywać emocje, jak również zwrócimy jego uwgę
    na emocje innych, to pomoże Twojemu dziecku zrozumieć otaczający go
    świat, który nie tylko składa się przecież z przyrody, liczb,
    literek, piosenek, ale przede wszystkim ludzi.
    10. Nauka języka angielskiego - zdajemy sobie sprawę jak ważny jest
    język angielski w dzisiejszych czasach a przede wszystkim dla dzieci
    mieszkających w Wielkiej Brytanii.
    Język angielski towarzyszy nam codzienie przy zabawie w piosenkach,
    książeczkach, ćwiczeniach, we wszytkich pracach. Dodatkowo
    zatrudniamy nauczyciela j. angielskiego, który prowadzi dodatkowe
    lekcje dla dzieci.
    11. Język polski - uczymy dzieci jak mówic poprawnie i pięknie po
    polsku, aby w przyszłości Wasze dzieci mogły rozmawiać z Wami-
    Rodzicami w języku polskim. To ważne, aby uczyć dzieci języka
    polskiego i mówić do nich po polsku, musimy zdawać sobie sprawę, że
    jeżeli od najmłodszych lat Wasze dziecko zostanie posłane do
    angielskiej placówki, wówczas w przyszłosci może nie umieć
    komunikować się po polsku.

    Co dzięki nam zyskujesz?

    Oszczędzasz PIENIĄDZE - nasze ceny są konkurencyjne, możesz dostać
    80% zwrotu kosztów za przedszkole.
    Spokojny SEN nie musisz martwić się o wyszydzanie lub gorsze
    traktowanie swojej pociechy przez angielskich rówieśników.
    UŚMIECH i ENTUZJAZM Twojego DZIECKA - prawdopodobnie nigdzie indziej
    nie ma w jednym miejscu tylu ciekawych, różnorodnych i jednocześnie
    mądrych i rozwijających zajeć, do których Twoje dziecko będzie się
    garnęło sie z wielkim zapałem.


    Może jednak wolisz skorzystać z innych opcji naszej oferty:

    1. Możesz skorzystać z pojedyńczych sesji przedszkolnych (wspaniałych
    zabaw edukacyjnych “Mądry maluch“), które odbywają się w przedszkolu
    w poniedziałki, wtorki, środy, czwartki od 10.30 do 12.00 lub 14.00-
    15.30. Koszt jednej sesji to 10£ od dziecka- należy zarezerwować
    wcześniej miejsce dzwoniąc lub wysłać sms na numer 07878267521,
    podając swoje i dziecka imię, wiek dziecka, dzień- datę w którym
    chcielibyście przyjśc, można również wysłac maila:
    kubuspuchaty.przedszkole@gmail.com
    2. Możecie również skorzystać Państwo z wynajmu sali przedszkolnej
    na urodziny swojego dziecka.
    3. Organizacji urodzin, imprez dla dzieci, wiecej szczegołów pod
    numerem tel. 07878267521
    kubuspuchaty.przedszkole@gmail.com

    Zapoznaj się z ofertą Przedszkole Kubuś Puchaty

    Nasze Przedszkole spełnia standardy Brytyjskiego Kuratorium Oświaty
    Ofsted
    Umów sie na spotkanie!
    Zadzwoń już dziś 07878267521 lub 02089771612

    P.S. Warto pamiętać, że za zajęcia przedszkolne możesz dostać 80%
    dofinansowania.

  • red-mycha 09.01.10, 13:14
    ok juz prostuje..jestem facetem.haha rzeczywiscie pisaliscie jako o
    kobiecie...jestem facetem i nie podstawiam sie pod nikogo i nie jest
    to falszywy nick....`
  • rapaporek.net 09.01.10, 14:30
    widzę ją
    poprzez skostniałe palce
    przeplata czas

    pamiętam kozetkę
    wilgotny zapach siana
    umierania szept

    Polska
    pachniała chlebem

    za kozetką stały gumowce
    dziadek dawno w nich
    umarł

    w świadomości bajecznej
    Maria lepi pierogi
    z uśmiechniętym nadzieniem
    młodości
  • edytataraszkiewicz 09.01.10, 14:59
    I koniec tematu,amen;)
    --
    ***** 8-my CUD SWIATA *****

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/ta/wi/ob5r/Gi6EvRV3Vvf9tUCK0A.jpg

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka