Dodaj do ulubionych

w jakim jezyku mowicie do dzieci na ulicy?

25.04.11, 01:17
maz uwaza, ze powinnam po angielsku, ja sadze ze angielski ma w szkole i wystarczy po polsku, zeby corka rozwijala tez polski no i ze moj nienaturalny angielski akcent zdradza skad pochodze. Jak Wy sadzicie/macie?


Edytor zaawansowany
  • czarny_uk_anka 25.04.11, 01:21
    chodzi o to ze nawet jak powiem cos przy kims po angielsku, to odrazu wie ze jestem z Polski(po akcencie)/Natomiast smieszy mnie mowienie do dzieci na ulicy w obcym jezyku, skoro i tak wymowa nie taka,swiadczy ze i tak pochodze z krajow "Eurpy Wschodniej".Moim zdaniem to takie gadanie na sile, ze sie integruje niby z Brytyjczykami.Co o tym sadzicie?
  • kamila_21 25.04.11, 05:26

    --
    <a href="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/fec1074088ebdb4d.html">Mikolaj (8.11.2006)<a/a>
  • sueellen 25.04.11, 08:26
    Po polsku, a moj m po hiszpasku, kiedy idziemy we trojke po angielsku.
    --
    Przepraszam, gdzie jest główna?
  • szczur.w.sosie 25.04.11, 09:14
    Po polsku.

    Chociaż mi mówiono, że pewnie jestem z Niemiec, z Norwegii, Francji pewnie, bo akcent jakiś taki...

    --
    'Hushaba my peerie ting/Cuddle closs ta mammie/Cuddle closs an hear me sing/Peerie mootie lammie'
  • zurekgirl 25.04.11, 09:12
    Rozmawiamy po polsku, ale pewne wyrazenia mowie po angielsku, zeby ja przyzwyczaic na potrzeby przedszkola: look left, green light, let's go itp ;)
  • mama_vinca 25.04.11, 09:18
    Ja rozmawiam zawsze po polsku. Moj maz po wlosku i angielsku. Nie ma znaczenia czy jestesmy miedzy anglikami czy w domu.
    --
    http://lmtf.lilypie.com/APW8.png
  • liley11 25.04.11, 09:19
    w ojczystym - polskim
    mojo akcent mi nie przeszkadza i nie wstydze sie go
    skoro w domu rozmawiamy po polsku, to i na ulicy tez
  • annika13 25.04.11, 10:49
    Roznie bywa czasami po polsku czasami po angielsku, jak czegos nie zrozumie po polsku to po angielsku.
    --
    www.youtube.com/watch?v=sVW_7ZY8K3I#Scene_1
  • agg3 25.04.11, 11:01
    roznie.
    jesli jestem np. w sklepie i Mala chce cos lub cos bierze to mowie po angielsku, zeby
    obsluga rozumiala i widziala, ze zwacam dziecku uwage.
    teraz np. bylysmy na wyjezdzie, przy sniadaniu byli tez inni ludzie i moim zdaniem kultura nakazuje aby mowic w jezyku danego kraju, zeby inni ludzie nie czuli sie nie swojo.
    pozatym czesto nas zagaduja albo sie usmiechaja to nie bede z siebie robic "patriotki" na pokaz nie wiem przed kim.
    mieszkamy i zyjemy tutaj, dla corki pierwszym jezykiem jest angielski i nim lepiej wlada.
    nie widze sensu naciskania. w domu rozmawiamy po polsku, tzn ja wiecej mowie popolsku niz ona.

    aha i ja czuje sie nie swojo kiedy jestem wsrod ludzi, ktorzy mowia jezykiem, ktorego nie znam. dlatego sama staram sie tego nie robic.
    --
    Moja córeczka, moje szczęście
    Dominika 04.10.2007 r. godz. 21:06, 4820 gr.

    fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/2197216,2,2,DSC00173.html
  • magdal-ena78 25.04.11, 11:08
    Po polski, ale jesli jestem w towarzystwie osob innej narodowosci wtedy po angielsku.
  • marenika 25.04.11, 11:08
    zawsze mówimy po polsku- i w domu i na ulicy. Angielskiego nauczy się dobrze w przedszkolu i w szkole. Ja nie mam zamiaru uczyc ją złej wymowy bo mój angielski nie jest na tyle dobry
  • mrs.t 25.04.11, 21:01
    synek 22 mce, staram sie wylacznie popolsku, nawet jak ide z mezem anglikiem, to mowie najwyzej w dwoch jezykach ( tzn najpierw do synka po pl, potem w ramach tluamczenia mezowi jakby nie zrozumial akurat czegos)

    > obsluga rozumiala i widziala, ze zwacam dziecku uwage.
    > teraz np. bylysmy na wyjezdzie, przy sniadaniu byli tez inni ludzie i moim zdan
    > iem kultura nakazuje aby mowic w jezyku danego kraju, zeby inni ludzie nie czul
    > i sie nie swojo.

    podobnie , w sytuacjach jak wyzej , aczkolwiek wtedy , poniewaz synek jednak wiecej rozumie po polsku wciaz troche, mowie po polsku a potem tlumacze 'towarzystwu' :)


    > nie widze sensu naciskania. w domu rozmawiamy po polsku,
    u mnie jest o tyle naciskanie na mowienie medzy mna a synkiem po polsku bo w domu z mezem po angielsku mowie..

  • 1mzeta 26.04.11, 22:45
    "jesli jestem np. w sklepie i Mala chce cos lub cos bierze to mowie po angielsku , zeby obsluga rozumiala i widziala, ze zwacam dziecku uwage. "

    Akurat guzik mnie obchodzi obsługa sklepu. Polacy nie jedyna obca nacja w UK żeby się tak tym przejmować. Jakoś Hindusi czy inni "obcokrajowcy" mówią do swoich dzieci w swoim ojczystym języku.
    Nie mam zamiaru mieszać dzieciakowi w głowie- bo "obsługa".

    "teraz np. bylysmy na wyjezdzie, przy sniadaniu byli tez inni ludzie i moim zdaniem kultura nakazuje aby mowic w jezyku danego kraju, zeby inni ludzie nie czuli sie nie swojo.
    > pozatym czesto nas zagaduja albo sie usmiechaja to nie bede z siebie robic "patriotki" na pokaz nie wiem przed kim."

    Jeszcze raz- dla mnie ważniejsze jest żeby moje dziecko czuło się swojo i pewnie.
    Mówienie po polsku w miejscach publicznych bynajmniej nie jest oznaką patriotyzmu, za to mówienie do dziecka w nie ojczystym języku "bo co ludzie powiedzą' to robienie z siebie nie wiadomo-kogo.
    Rozumiem,że jak pojedziesz do kraju gdzie nie używa się polskiego i angielskiego to w ogóle w miejscach publicznych nie będziesz się odzywać bo przecież powinnaś ze względu na innych mówić w języku danego kraju.

    "mieszkamy i zyjemy tutaj, dla corki pierwszym jezykiem jest angielski i nim lep iej wlada. nie widze sensu naciskania. w domu rozmawiamy po polsku, tzn ja wiecej mowie po polsku niz ona."

    Tylko patrzeć jak za jakiś czas będzie płacz na forum,że dziecko nie chce i nie mówi po polsku.........
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • golfstrom 25.04.11, 11:31
    Od niedawna wylacznie po angielsku. Nie widze nic smiesznego w pokazywaniu, ze chce sie integrowac. Poza tym prawda jest taka, ze kiedy mowimy np. na placu zabaw po polsku, to dzieci nie chca sie z malym bawic (no bo niby jak do niego zagadac?).

    Polskiego nie zaniedbujemy.
  • black_currant 25.04.11, 13:47
    Jeśli rozmawiamy tylko między sobą - po polsku.
    Jeśli jesteśmy w towarzystwie mieszanym, albo słucha nas ktoś inny (na placu zabaw, w sklepie, pod szkołą) - wtedy po angielsku.

    --
    Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby:
    albo tak, jakby nic nie było cudem
    albo tak, jakby cudem było wszystko
  • azbestowestringi 25.04.11, 14:04
    po polsku. angielskiego uzywamy tylko gdy dzieci nie znaja polskiego odpowiednika i wtedy im mowimy po angielsku a potem cwiczymy polska nazwe. z angielskim dzieci nie maja problemow, mimo ze znaja go tylko ze szkoly/przedszkola/znajomych/tv. wg znajomych tubylcow starsza corka (5.5roku) ma miejscowy akcent. po polsku gada troche jak "ciotka z ameryki" ;)
    --
    gadulec: 251114
  • clonek13 25.04.11, 14:16
    zawsze mowię po Polscku,chyba że jest w towarzystwie dzieci anglojęzycznych , czasem mówię wtedy do niego po angielsku, zeby inne dzieci zrozumiały i nie myślały że mówię coś złego o nich...
    w domu i publicznie, po Polsku, choć on czasem odpowiada po angielsku, nie ma to znaczenia dla mnie, ja mówię wtedy po POlsku
    --
    :P
  • benignusia 25.04.11, 19:26
    w towarzystwie po ang,lub jeśli ktoś słucha,w domu po polsku.
    --
    szczęsliwa mama dwóch córek i dwóch synów :)
  • illegal.alien 25.04.11, 19:06
    Po polsku. Nawet w towarzystwie innych osob, publicznie czy gdziekolwiek.
    Po angielsku mowie do mojego W, ale jezeli zwracam sie do Mii, to tylko po polsku, nawet w jego towarzystwie. On to rozumie i nie ma nic przeciwko, czasem po mnie powtarza, albo pyta o slowa.
    On do niej mowi w szona i po angielsku - zalezy chyba od jego humoru. Probowalam go przekonac, zeby mowil tylko w szona, ale sie nie dal. No trudno.
  • carmita80 25.04.11, 20:07
    Po angielsku, szczegolnie w miejscach publicznych, tak jak ktos wyzej wspomnial sama nie czuje sie dobrze gdy wokol mowia jezykami niezrozumialymi dla mnie a i kultura wymaga aby poslugiwac sie jezykiem kraju w ktorym zyje. Nie mam kompleksu akcentu, zwlaszcza, ze wokol slysze najrozniejsze, szkockie, irlandzkie, kanadyjskie i wiele innych, ale rozumiem co mowia i jestem rozumiana a to wazne. W domu staramy sie mowic po polsku ale bywa roznie, czasem aby cos wyjasnic musimy uzyc angielskiego:) bo dla dzieci jest on pierwszym jezykiem. Starsza corke ucze pisac, czytac po polsku, wprowadzamy zasady ortografii polskiej.
  • justmaga 26.04.11, 15:45
    ja swojego tez probowalam przekonac ale ..zapomina i miesza...

    :)
  • monstroteratum.furiosum 25.04.11, 22:35
    Corka ma dopiero 4 miesiace, ale mam zamiar mowic do niej tylko po polsku a maz po rosyjsku. Angielskiego nauczy sie sila rzeczy, bo z mezem rozmawiam po angielsku, polskiej telewizji tez nie mamy. Dookola mnostwo ludzi mowi w innych jezykach i jakos mi to nie przeszkadza. Czy kiedy idziecie ulica z polskim mezem/partnerem/przyjaciolka to tez po angielsku rozmawiacie?
  • illegal.alien 25.04.11, 22:42
    Ano wlasnie :) Ja nie do konca rozumiem czemu mialabym mowic po angielsku w miejscach publicznych - przeciez i tak wiekszosc czasu mowie tylko do niej, wiec inni rozumiec nie musza :)
    Od poczatku mojego pobytu tutaj przyzwyczailam sie, ze nie zawsze rozumiem co inni mowia i w ogole mi to nie przeszkadza.
  • szczur.w.sosie 25.04.11, 23:51
    Ja też nie widzę sensu by otoczenie rozumiało, skoro mówię tylko do dziecka. Co to obsługę sklepu czy inne mamy na placu obchodzi co ja mówię?
    Ja nie reaguję na angielskie słowa u syna. Każę sobie tłumaczyć i szukać polskich słów, bo nie rozumiem:)
    I wcale się nie integruję. Żyję spokojnie i uczciwie, nie wadzę nikomu, a mówić będę jak mi się podoba.
    --
    'Hushaba my peerie ting/Cuddle closs ta mammie/Cuddle closs an hear me sing/Peerie mootie lammie'
  • golfstrom 25.04.11, 23:59
    Ja widze sens, dlatego mowie po angielsku. Skadinad maly radzi sobie doskonale z rozroznianiem kontekstow - wystarczy, ze wsiadziemy do auta albo wejdziemy do domu, od razu przechodzi na polski.
    Ja szanuje jego decyzje, on szanuje moja. Wszyscy (procz od czasu do czasu spotkanych na placyku polskich mam) sa zadowoleni.

    Niestety, wszystkim dogodzic nie moge, a jakas decyzje musze podjac, wiec kierujac sie pragmatyzmem wybieram interes wlasny i mlodego.
  • illegal.alien 26.04.11, 00:15
    Ja sie integruje - angielski rozumiem i nawet go uzywam ;) ale mowienie do dziecka po angielsku na ulicy nie jest dla mnie oznaka integracji, tak jak nie jest nia jedzenie haggis ;)
    Problemow z rozmawianiem z innymi mamami, poznawaniem znajomych, etc do tej pory nie odnotowano :)
  • carmita80 26.04.11, 10:30
    Dla mnie uzywanie jezyka angielskiego do rozmow z dziecmi czy jak ktos wspomnial mezem/partnerem (tak my rozmawiamy w miejscach publicznych po angielsku) jest wlasnie jednym z elementow integracji i na dodatek to dziala.:) Dlatego np. na placu zabaw, czekajac na dzieci przed szkola itp. unikam towarzystwa polskich mam wrecz go nie lubie bo one mowia tylko po polsku i nie ma znaczenia fakt czy znaja angielski czy nie. Nie spotykam Polakow rozmawiajacych z innymi rodzicami niz rodacy. Niestety ale to nie zacheca brytyjczykow czy osob innej niz polska narodowosci/pochodzenia do kontaktow a czesto budzi niechec co zrozumiale. Zreszta mozna sobie wyobrazic taka sytuacje na gruncie polskim. IMO Polacy w znacznej wiekszosci sa bardzo niechetni integracji, izoluja sie na wlasne zyczenie. Osobiscie spotkaly mnie kilkukrotnie dwuznaczne komantarze ze strony rodzicow Polakow z powodu tego iz prowadzilam z wlasnym dzieckiem konwersacje po angielsku w drodze ze szkoly.
    Inna sprawa jest tu czesto padajace stwierdzenie, ze dzieci naucza sie jezyka ang. w przedszkolu czy szkole. Tak, o ile dzieci trafia do przedszkoli czy beda mialy zapewniona inna opieke w j. ang. bo inaczej takie dzieci niestety tworza te same polskojezyczne grupy w przedszkolach przyszkolnych i w pierwszych latach szkoly co ich rodzice przed szkola, bo najczesciej jezyka nawet nie rozumieja oprocz paru podstawowych slow. Zastanawia mnie skad taka niechec do uzywania jeyzka kraju w ktorym sie zyje w miejscach publicznych? Mysle, ze ''tylko po polsku'' nie wynika tylko z troski o poziom j. polskiego pociech oraz nie zawsze z braku znajomosci j. ang. przez Polakow, niestety.
  • czarny_uk_anka 26.04.11, 11:01
    ja tez uwazam ze nie musza mnie rozumiec inni z otoczenia gdy zwracam sie do dziecka np na ulicy czy w sklepie.W koncu mieszkam w Londynie i na ulicy slysze mase innych jezykow-co ciekawe Hindusi zawsze do dzieci mowia tylko w swoim jezyku.Inaczej na placu zabaw-wtedy raczej zwracam sie po angielsku zeby inne dzieci mnie rozumialy, ale tez nie zawsze. I tak angielski corka ma na codzien w szkole/tv/ na ulicy.Moim zdaniem integracja tu nie ma nic do rzeczy. Jak mam ochote rozmawiac z angielskim sasiadem to rozmawiam po angielsku, ale zwracam sie do dziecka po polsku podczas tej rozmowy i jakos nie zauwazylam zeby inni czuli sie przez to gorzej.Z polskimi mamami zawsze rozmawiam po polsku dlatego ze nienaturalne jest dla mnie uzywanie wtedy jezyka, ktory nie jest moim pierwszym.
    Dodatkowo nie rozumiem wstydu u niektorych Polakow, ze nie chca uzywac ojczystego jezyka na ulicy, tylko kaleczac slowa na sile dukaja cos po angielsku.Obsewuje tu takie sytuacje i uwazam ze jest to takie na pokaz, udawanie ze jest sie bardziej brytyjskim niz sami Anglicy :)
  • jaleo 26.04.11, 11:14
    czarny_uk_anka napisała:

    > > Dodatkowo nie rozumiem wstydu u niektorych Polakow, ze nie chca uzywac ojczyste
    > go jezyka na ulicy, tylko kaleczac slowa na sile dukaja cos po angielsku.Obsewu
    > je tu takie sytuacje i uwazam ze jest to takie na pokaz, udawanie ze jest sie b
    > ardziej brytyjskim niz sami Anglicy :)

    Ale co Cie to obchodzi kobieto, kto jak mowi? Niech sobie mowia nawet po elficku, co Ci do tego??

    --
    Az sie nie chce wierzyc, ze to "nie pasowalo" na "Darkness on the Edge of Town"!
  • golfstrom 26.04.11, 11:15
    A moze zamiast zaczynac znowu wytykac sobie, czego sie ktos wstydzi, na jakim punkcie ma kompleksy i czy z takim a nie innym akcentem powinien sie odzywac, po prostu zyjmy i dajmy zyc innym?

    Ja podjelam taka a nie inna decyzje, co nie oznacza, ze bede sie podsmiewac z matek, ktore podjely inna. Jedyne czego oczekuje, to poszanowania dla mojej decyzji.

    Analogicznie to ze dziecku nie daje slodyczy nie oznacza, ze bede lazic za kazda matka, ktora daje dziecku czekolade, mimo ze do faszerowania dzieci slodyczami od 6 miesiaca zycia mam znacznie bardziej negatywny stosunek, niz do uzywania takiego czy innego jezyka.

    Ja nie zaprzeczam, ze inne matki maja inne doswiadczenia, inne priorytety itd. Po prostu kieruje sie swoimi doswiadczeniami i swoimi priorytetami. Czy tak trudno to zrozumiec i zaakceptowac?
  • carmita80 26.04.11, 11:41
    czarny_uk_anka napisała:

    >co ciekawe Hindusi zawsze do dzieci mowia tylko w swoim jezyku.

    Nie zauwazylam takiej prawidlowsci - wrecz przeciwna Azjaci najczesciej mowia do dzieci po angielsku w miejscach publicznych. Podobnie inne narodowosci Filipinczycy, Wlosi czy Litwinczycy akurat w mojej okolicy. Dorosli tez rozmawiaja ze soba po angielsku choc akcent slychac.

    > Dodatkowo nie rozumiem wstydu u niektorych Polakow, ze nie chca uzywac ojczyste
    > go jezyka na ulicy, tylko kaleczac slowa na sile dukaja cos po angielsku.Obsewu
    > je tu takie sytuacje i uwazam ze jest to takie na pokaz, udawanie ze jest sie b
    > ardziej brytyjskim niz sami Anglicy :)

    Takich co nie chca uzywac polskiego to ze swieca szukac. A co do kaleczenia jezyka - to bez cwiczen czyli mowienia trudno sie nauczyc, zwlaszcza, ze wiekszosc doroslych Polakow go nie zna, bo w szkolach obowiazkowy to od nie dawna, a nawet jesli byl to z poziomem bywalo roznie. Przyjedzajac tu i osiedlajac sie czesto na wiele lat lub na zawsze wypadaloby jednak sie go nauczyc a jedyna droga jest uzywanie go. Paradoksalnie wlasnie konwersacje z dziecmi moga pomoc, zwlaszcza starszymi. Uzywanie jezyka angielskiego w miejscach publicznych to nie pokazywanie brytyjskosci na sile tylko zwykla kultura i szacunek dla innych oraz sygnal, ze niczego nie ukrywamy i jestesmy otwarci. Mysle, ze warto byloby sobie wyobrazic taka sytuacje i nasza tolerancje dla takiego zjawiska na polskich ulicach.
    Zarzucanie Polakom uzywajacym j. ang. czesciej niz z koniecznosci falszywej brytyjaskowsci jest niesprawiedliwe i takie wlasnie charakterystyczne dla polskiej mentalnosci pelnej kompleksow, mentalnosci, ktora nie dopuszcza mozliwosci otwarcia sie, zintegrowania, nawiazania kontaktow z lokalna spolecznoscia i wypracowania zdrowego balansu miedzy byciem Polakiem i dumy z tego a byciem lub staniem sie w tym wypadku Brytyjczykiem.
  • 1mzeta 26.04.11, 23:15
    "A co do kaleczenia jezyka - to bez cwiczen czyli mowienia trudno sie nauczyc, zwlaszcza, ze wiekszosc doroslych Polakow go nie zna, bo w szkolach obowiazkowy to od nie dawna, a nawet jesli byl to z poziomem bywalo roznie. Przyjedzajac tu i osiedlajac sie czesto na wiele lat lub na zawsze wypadaloby jednak sie go nauczyc a jedyna droga jest uzywanie go. "

    Uczyć się i ćwiczyć to raczej z osobami dla których angielski jest pierwszym językiem, a nie ucznie własnego dziecka z błędami albo powielanie błędów między sobą, a partnerem.

    Wyobrażasz sobie uczyć kogoś np. matematyki samej "kulejąc" w tej dziedzinie albo próbować rozwiązać zadanie matematyczne z pomocą kogoś, kto z matematyki zatrzymała się na tabliczce mnożenia ?

    "Zarzucanie Polakom uzywajacym j. ang. czesciej niz z koniecznosci falszywej bry
    > tyjaskowsci jest niesprawiedliwe i takie wlasnie charakterystyczne dla polskiej
    > mentalnosci pelnej kompleksow, mentalnosci, ktora nie dopuszcza mozliwosci otw
    > arcia sie, zintegrowania, nawiazania kontaktow z lokalna spolecznoscia i wyprac
    > owania zdrowego balansu miedzy byciem Polakiem i dumy z tego a byciem lub stani
    > em sie w tym wypadku Brytyjczykiem."
    A co ma piernik do wiatraka ?
    A bądź sobie Brytyjką w 200%- tylko,że nie zwracanie się do dziecka czy polskojęzycznego partnera w języku polskim nie ma tu nic do rzeczy.
    No popatrz- ja przyjaciół angoli mam wielu, nie angoli-nie Brytyjczyków też sporo. Na wybory chodzę, w miejscach publicznych typu sklepy, poczta etc do ludzi po angielsku się zwracam. Do dziecka zawsze i wszędzie bez względu na sytuację tylko i wyłącznie po polsku- ja to dopiero oporna na integrację jestem.............

    "takie wlasnie charakterystyczne dla polskiej
    > mentalnosci pelnej kompleksow, mentalnosci, ktora nie dopuszcza mozliwosci otw
    > arcia sie, zintegrowania, nawiazania kontaktow z lokalna spolecznoscia i wyprac
    > owania zdrowego balansu miedzy byciem Polakiem i dumy z tego a byciem lub stani
    > em sie w tym wypadku Brytyjczykiem."
    No właśnie- i kto tu jest zakompleksiony- bo na pewno nie ci co używają języka polskiego na ulicy.

    --
    Zmieniłam nicka :)
  • jaleo 27.04.11, 10:50
    1mzeta napisała:

    >.
    > No popatrz- ja przyjaciół angoli mam wielu, nie angoli-nie Brytyjczyków też spo
    > ro.

    Co to sa "angole" i w ogole w jakim narzeczu piszesz?


    --
    Az sie nie chce wierzyc, ze to "nie pasowalo" na "Darkness on the Edge of Town"!
  • 1mzeta 27.04.11, 10:54
    No tak argumenty się skończyły to zaczynają się inne wywody.
    Piszę w narzeczu polsko-angielskim- taka jestem niezintegrowana,że czasami posłucham sobie co Polacy mówią i zapamiętają mi się takie fajne słówka jak "angol" :)
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • jaleo 27.04.11, 10:56
    1mzeta napisała:

    > No tak argumenty się skończyły to zaczynają się inne wywody.

    Jakie wywody? Jak najbardziej argumentuje - nie wytykaj innym, ze sie nie posluguja jez. polskim albo, ze mowia lamana angielszczyzna, kiedy sama nie potrafisz pisac poprawnie w ojczystym jezyku.

    --
    Az sie nie chce wierzyc, ze to "nie pasowalo" na "Darkness on the Edge of Town"!
  • 1mzeta 27.04.11, 11:16
    Rozumiem,że potoczna polszczyzna na forum już nie wchodzi w grę- tylko słownikowa.
    Nie ośmieszaj się dziewczyno bo słowo "angol" o nie znajomości języka polskiego albo o braku umiejętności posługiwania się niem nie świadczy.
    To może teraz tak dla równowagi tym wszystkim, którzy są za "integracją" zwróć uwagę,że skoro są w UK to powinny na forum pisać tylko i wyłącznie po angielsku- wszak to forum Matki Polki w UK, a nie w Pl- wypada posługiwać się językiem kraju w którym się jest.

    Poczytaj swoje wypowiedzi na forum i wtedy dopiero pogadamy o języku polskim.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • glasscraft 27.04.11, 11:26
    1mzeta napisała:

    > Nie ośmieszaj się dziewczyno bo słowo "angol" o nie znajomości języka polskiego
    albo o braku umiejętności posługiwania się niem nie świadczy.

    Swiadczy o braku wychowania, tak jak pisanie o jakiejkolwiek innej nacji w pogardliwy sposob. A w jezyku polskim istnieje slowo Anglik/Angielka/Anglicy... :-)
  • 1mzeta 27.04.11, 11:31
    Chyba dla ciebie. Zależy jak to zinterpretujesz.
    To tak jak w angielskim ze słowem "Poles" jedni się nie oburzą- inni jak ty - tak. Mnie osobiście nie przeszkadza.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • golfstrom 27.04.11, 11:46
    "Poles" moze nie. "Polaczki" juz owszem.
  • 1mzeta 27.04.11, 11:47
    Nie piszemy o "Polaczkach".

    --
    Zmieniłam nicka :)
  • golfstrom 27.04.11, 11:57
    To moze przestanmy tez o angolach?

    Swoja droga, czemu z malej litery?
  • 1mzeta 27.04.11, 12:01
    Bo z reguły taki mam nawyk pisania rzeczy nieoficjalnych. Pisząc maile do moich znajomych z czystego lenistwa swoje imię czy moich krewnych piszemy z małej litery. Z wielkiej początki zdań tylko z reguły, czasami zdarzy się też coś innego napisać nie z małej.

    --
    Zmieniłam nicka :)
  • glasscraft 27.04.11, 11:51
    Nie oburzam sie slowem Poles, natomiast oburzam sie "angloami", "irolami" oraz innymi tworami jezykowymi uzywanymi przez rodakow... jezeli ktos jest prostakiem, to nie znaczy ze my musimy tym samym odplacac i znizac sie do jego poziomu, nieprawdaz?
  • 1mzeta 27.04.11, 11:59
    Rozumem,że uważasz słowo "Poles" jest dla ciebie powszechnie akceptowanym słowem.
    No popatrz znam nie Polaków, którzy to słowo uważają za nie obraźliwe i znam takich, którzy to słowo odbierają w taki sposób jak ty odbierasz słowo "angol" czy "irol"- choć tego jeszcze nie słyszałam.
    To tak jak z "Paki" jedni go uważają za obraźliwe inni nie- ci co "nie" bo dla nich jest to po prostu skrót od Pakistanian i tyle.

    Teraz mi wytłumacz dlaczego uważasz,że ktoś kto mieszka w UK i używa słowa "angol" używa go w celu obrażenia kogoś?
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • jaleo 27.04.11, 12:05
    1mzeta napisała:

    > dla
    > nich jest to po prostu skrót od Pakistanian i tyle.

    To teraz sie zapytam, pani Poliglotko, co to jest "Pakistanian"?

    I zanim zaczniemy dyskutowac o emocjonalnym ladunku niektorych slow w roznych jezykach, co jest juz lingwistyczna "wyzsza szkola jazdy", moze wyluszcz nam tutaj, ktore jezyki znasz na tyle, zeby sie wypowiadac na tym poziomie?

    --
    Az sie nie chce wierzyc, ze to "nie pasowalo" na "Darkness on the Edge of Town"!
  • 1mzeta 27.04.11, 12:22
    Teraz poczytaj wątki innych osób i powytykaj im błędy w pisowni- bo skoro piszą w języku polskim to wypadałoby pisać poprawnie.
    Chcesz to przytoczę ci kilka twoich wypowiedzi i wtedy pogadamy.
    Nie wiesz co to jest "Pakistanian" (bo celowo nie napisałam Pakistani) ? no widzisz z integracją kiepsko u ciebie.
    Zapytaj innej forumki co to jest "irol"- ja się dzisiaj dowiedziałam.


    --
    Zmieniłam nicka :)
  • jaleo 27.04.11, 12:36
    1mzeta napisała:

    > Teraz poczytaj wątki innych osób i powytykaj im błędy w pisowni- bo skoro piszą
    > w języku polskim to wypadałoby pisać poprawnie.

    Dlaczego niby mialabym im wytykac bledy? Sama robie bledy, kalki jezykowe i - od czasu do czasu - angielskie wtracenia, wiec niby dlaczego mialabym krytykowac innych? Bledy wytykam Tobie, bo po pierwsze, nasmiewasz sie z zaslyszanej "lamanej angielszczyzny" niekotrych, a sama nie uzywasz poprawnej polszczyzny (co jest podwojne kompromitujace, bo rodzimy jezyk, i w pisaniu, a nie w mowie, wiec jest czas na zastanowienie). Po drugie, z tego, ze niektore kobitki nie mowia po polsku glosno i wyraznie na ulicy, za Twoim przykladem. Wiec sie pytam, czy tych bledow jezykowych tez uczysz dzieci?

    > Chcesz to przytoczę ci kilka twoich wypowiedzi i wtedy pogadamy.
    > Nie wiesz co to jest "Pakistanian" (bo celowo nie napisałam Pakistani) ? no wid
    > zisz z integracją kiepsko u ciebie.

    Z jaka integracja? Integracja z kim/czym?

    Pisz jeszcze, bo to staje sie coraz bardziej wesole - zastanawiam sie, jak gleboko jeszcze ten dolek bedziesz kopac.


    --
    Az sie nie chce wierzyc, ze to "nie pasowalo" na "Darkness on the Edge of Town"!
  • 1mzeta 27.04.11, 12:39
    I jest moja forumowa suczka :)
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • glasscraft 27.04.11, 12:37
    1mzeta napisała:

    > Zapytaj innej forumki co to jest "irol"- ja się dzisiaj dowiedziałam.

    A to ciekawe, bo ja nie wyjasnialam, co to jest "irol", tylko podalam przyklady kwiatuszkow jezykowych uzywanych przez rodakow na okreslenie narodowosci innych z postekstem...
  • 1mzeta 27.04.11, 12:40
    W przeciwieństwie do innych potrafię jednak wywnioskować z czytanego tekstu o co chodzi.
    Rozumiem,że słowo "irol" dla kogoś kto pierwszy raz je usłyszy jest za trudne- wg ciebie- do rozszyfrowania.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • glasscraft 27.04.11, 12:45
    No i?
  • glasscraft 27.04.11, 12:16
    Dlatego, ze w jezyku polskim istnieje slowo na okreslenie kogos narodowosci angielskiej - to jest Anglik, obywatela WB - Brytyjczyk, obywatelstwa pakistanskiego - to jest Pakistanczyk itp.
    Jak rowniez te okreslenia sa pisane z duzej litery.
    A to, ze jakies prymitywne elementy spoleczenstwa brytyjskiego nazywaja Polakow "Poles" (co nie jest dla mnie powszechnie akceptowanym slowem, tylko slowem uzywanym przez wlasnie takie elementy bedace w mniejszosci) zeby okazac pogarde, dla mnie nie oznacza, ze musze tak samo sie zachowywac...
  • 1mzeta 27.04.11, 12:26
    Nie nazwała bym redaktorów naczelnych ogólnokrajowych wydawnictw "prymitywnymi elementami społeczeństwa".
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • glasscraft 27.04.11, 12:38
    Nie? A ja bym ich tak nazwala, jezeli zachowuja sie jak prymitywy... stanowisko z chama pana nie uczyni...
  • 1mzeta 27.04.11, 12:41
    No widzisz...ty słysząc "Poles" czujesz się urażona- ja nie. I znam takich Polaków co też się nie czują urażeni.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • glasscraft 27.04.11, 12:44
    Po raz kolejny:
    forum.gazeta.pl/forum/w,37418,124616496,124673490,Re_w_jakim_jezyku_mowicie_do_dzieci_na_ulicy_.html
  • 1mzeta 27.04.11, 12:53
    Po raz kolejny- nie używam słowa "angol" w celu obrażenia kogoś.
    Wszystko rozchodzi się o to w jaki sposób słów używamy, o całość kontekstu.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • carmita80 27.04.11, 13:08
    1mzeta napisała:

    > Po raz kolejny- nie używam słowa "angol" w celu obrażenia kogoś.
    >

    Wiec w jakim celu? Anglik ma 6 liter a angol 5 wiec tylko raz dodatkowo stukniesz w klawiature no i z malej litery wiec przycisku shift nie nacisniesz.
  • aniaheasley 27.04.11, 13:15
    Slowo Poles nie jest w zamierzeniu obrazliwe, jest emocjonalnie neutralne, poniewaz znaczy tyle co ... Polacy.
    Porownanie z Paki niestety jest chybione, bo nie jest to analogiczne 'skracanie' dlugiego slowa.

    Naglowki gazet piszace 'Poles are coming' to tyle co 'Nadciagaja Polacy'.

    Obrazliwe w zamierzeniu jest natomiast slowo Polack, i wyraza pogarde dla Polakow czy tez Poles.

    Ogolnie zasada jest taka, ze w zamierzeniu obrazliwe jest slowo na okreslenie narodowosci bedace kopia w jezyku angielskim slowa jakim posluguja sie przedstawiciele danej narodowosci nazywajac siebie :)

    Czyli Polack = polskie slowo Polak zangielszczone

    Tak samo slowo russki jest obrazliwe i jest to zangielszczenie slowa rosyjskiego slowa ruski
    --
    Ania's Poland
  • carmita80 27.04.11, 13:31
    Wlasnie mialam o tym napisac, wytlumaczylas to klarowniej :)
  • jaleo 27.04.11, 13:58
    aniaheasley napisała:

    > Slowo Poles nie jest w zamierzeniu obrazliwe, jest emocjonalnie neutralne, poni
    > ewaz znaczy tyle co ... Polacy.

    Ja tez musze przyznac, ze nigdy nie spotkalam sie z mniemaniem, ze slowo "Poles" jest obrazliwe. Dowiedzialam sie o tym dopiero na tym forum ;-)

    Jest to slowo czesto w UK uzywane, a od 2004 wrecz bardzo czesto, zarowno w mowionym, jak i pisanym jezyku. Az z ciekawosci zajrzalam do Oxford Dictionary, ktory jest, jak by nie bylo, wyrocznia, jesli chodzi o wspolczesna brytyjska angielszczyzne, i ani slowa tam o pejoratywnym zabarwieniu slowa "Pole" czy "Poles".

    --
    Az sie nie chce wierzyc, ze to "nie pasowalo" na "Darkness on the Edge of Town"!
  • aniaheasley 27.04.11, 14:16
    A ja az zajrzalam do Urban Dictionary bo mnie Pakistanians zaciekawili.

    I taka definicje znalazlam:

    Pakistanian - How stupid people say pakistani

    www.urbandictionary.com/define.php?term=Pakistinian
    Zrodlo moze nie wyrocznia, ale trafia w sedno.

    --
    Ania's Poland
  • lee.loo 27.04.11, 15:18
    jaleo napisała:

    > aniaheasley napisała:
    >
    > > Slowo Poles nie jest w zamierzeniu obrazliwe, jest emocjonalnie neutralne
    > , poni
    > > ewaz znaczy tyle co ... Polacy.
    >
    > Ja tez musze przyznac, ze nigdy nie spotkalam sie z mniemaniem, ze slowo "Poles
    > " jest obrazliwe. Dowiedzialam sie o tym dopiero na tym forum ;-)
    >

    To ,ze Poles moze oznaczac po prostu Polaków, bez zadnego negatywnego zabarwienia wiedzialam z gazet.
    To, ze Poles moze miec pejoratywne znaczenie domyslilam sie, kiedy po raz setny, dostalam dowcipy o Polakach, w ktorych nagminnie uzywane jest slowo Poles. Na zasadzie starych dowcipów o Polaku, Niemcu i Rusku


    --
    <<punkt widzenia zależy od punktu siedzenia>>
  • aniaheasley 27.04.11, 15:24
    Dowcipy kraza o wszystkich narodowosciach. Owszem, jest sporo dowcipow o Polakach, ale chyba jeszcze wiecej o Paddies na przyklad. I kto sie z nich najglosniej smieje? Irlandczycy oczywiscie.

    A idac torem tej logiki (?) to w dowcipie o Polaku, Niemcu i Rusku, mowionym w jezyku polskim slowo Polak tez jest obrazliwe, tak?
    --
    Ania's Poland
  • lee.loo 27.04.11, 16:07
    aniaheasley napisała:

    > Dowcipy kraza o wszystkich narodowosciach. Owszem, jest sporo dowcipow o Polaka
    > ch, ale chyba jeszcze wiecej o Paddies na przyklad. I kto sie z nich najglosnie
    > j smieje? Irlandczycy oczywiscie.

    My sie chyba nie rozumiemy. Tu nie chodzi o to, czy ja sie o te zarty obrazam i czy mnie to irytuje, tylko o to, ze kiedy wysmiewany jest pewien stereotyp Polaka uzywane jest slowo "Pole".
    I tylko na tym wnisoskowalam, ze slowo to moze miec takze charakter negatywny.
    BTW dowcipy o Polakach sa naprawde smieszne. Ostatnio rozbroil mnie zart o Polaku, ktory rozwodzil sie ze swoja angielska zona. jak znajde to wkleje.

    > A idac torem tej logiki (?) to w dowcipie o Polaku, Niemcu i Rusku, mowionym w
    > jezyku polskim slowo Polak tez jest obrazliwe, tak?
    Ania, nie wiem jaka logika Ty sie kierujesz, ale w polskich dowcipach najczesciej byl wysmiewany Rusek (nie Rosjanin)


    --
    <<punkt widzenia zależy od punktu siedzenia>>
  • glasscraft 27.04.11, 16:13
    Czy rozwodzil sie z nia dlatego, ze chciala go zabic (bo trzymala w lazience polish remover)?
    :-)
  • lee.loo 27.04.11, 16:42
    ha ha! tak to ten:

    A Polish man moved to the UK and married an English girl.
    Although his English was far from perfect, they got along very well until one day
    he rushed into a lawyer's office and asked him if he could arrange a divorce for him. The lawyer said that getting a divorce could depend on the circumstances, and asked him the following questions: "Have you any grounds"? "Yes, an acre and half and nice little home". "No, I meant what is the foundation of this case"? It's made of concrete "I don't think you understand. Does either of you have a real grudge"? "No, we have carport, and not need one". I mean, what are your relations like? "All my relations still in Poland". "Is there any infidelity in your marriage"? "We have hi-fidelity stereo and good DVD player". "Does your wife beat you up"? "No, I always up before her". "Is your wife a nagger"? "No, she white". "Why do you want this divorce"? "She going to kill me". "What makes you think that"? "I got proof". "What kind of proof"? "She going to poison me. She buy a bottle at drugstore and put on shelf in bathroom. I can read, and it say: "Polish Remover"
    --
    <<punkt widzenia zależy od punktu siedzenia>>
  • aniaheasley 27.04.11, 16:13
    No chyba sie nie rozumiemy...

    A jakiego slowa zamiast Pole nalezaloby wedlug Ciebie uzyc, zeby nie bylo obrazliwie?

    --
    Ania's Poland
  • jaleo 27.04.11, 16:43
    aniaheasley napisała:

    > No chyba sie nie rozumiemy...
    >
    > A jakiego slowa zamiast Pole nalezaloby wedlug Ciebie uzyc, zeby nie bylo obraz
    > liwie?
    >

    No jak to jakiego? Chrystus Narodow!!
    --
    Az sie nie chce wierzyc, ze to "nie pasowalo" na "Darkness on the Edge of Town"!
  • lee.loo 27.04.11, 17:10
    aniaheasley napisała:

    > A jakiego slowa zamiast Pole nalezaloby wedlug Ciebie uzyc, zeby nie bylo obraz
    > liwie?
    >
    Ania, zlituj sie. Ty tak na serio?! W ogole nie czaisz?
    Kilka postów powyzej dowodzilas, ze slowo "POLES" jest naturalne i nie ma zabarwienia negatywnego.
    forum.gazeta.pl/forum/w,37418,124616496,124676244,Poles_Polacks_and_Polish_people.html
    Poparla Cie w tym stwierdzeniu jaleo (podpierajac sie Oxford Dictionary). Dodatkowo zaratowala, ze dopiero na tym forum dowiedzila sie,ze "poles" moze budzic obrazliwe skojarzenia.
    forum.gazeta.pl/forum/w,37418,124616496,124677606,Re_Poles_Polacks_and_Polish_people.html
    Na co ja napisalam,ze takie skojarzenie moze byc spowodowane tym, ze w zartach o Polakach nagminnie stosowane jest slowo "Pole". Tak jak w zartach o Francuzach "Frenchies" (Francuziki)
    Zazwyczaj dowcipy o roznych narodach maja na celu wyśmianie (czesto zlosliwie) charakterystycznych cech danego społeczeństwa. Niemcy smieja sie z Turków, Czesi ze Slowaków, Arabowie z Zydów, Zydzi z Arabów. Uzywaja przy tym pejoratywnych (moze nawet pogardliwych) okreslen na siebie nawzajem.

    I na tej podstawie stwierdzam,ze wydawal mi sie,ze "Poles" moze byc obrazliwe. Czy mnie to osobiscie dotyka, to chyba moja prywatna sprawa.

    --
    <<punkt widzenia zależy od punktu siedzenia>>
  • aniaheasley 27.04.11, 17:17
    Ale co mam czaic?

    Ja sie po prostu pytam, jakim slowem powinno byc zastapione wedlug Ciebie slowo Poles w nie zlosliwych kontekstach?

    Na przyklad w meczu pilki noznej Polska - ktos tam, komentowanym po angielsku, komentator mowi caly czas Poles are attacking, Poles took the ball, Poles seem tired, Poles seem to be dominating (if only), itp, itd. Poles jako Polacy, bez zlosliwosci.

    To jak to jest wedlug Ciebie? Poles jest raz zlosliwe, raz niezlosliwe?
    --
    Ania's Poland
  • lee.loo 27.04.11, 17:36
    aniaheasley napisała:
    > To jak to jest wedlug Ciebie? Poles jest raz zlosliwe, raz niezlosliwe?

    Wlasnie tak. W zaleznosci od kontekstu.


    --
    <<punkt widzenia zależy od punktu siedzenia>>
  • aniaheasley 27.04.11, 17:40
    Aha. No teraz juz rozumiem o co Ci chodzilo. Nadal sie nie zgadzamz Toba, ale tak juz chyba musi zostac :)
    --
    Ania's Poland
  • szczur.w.sosie 26.04.11, 11:15
    carmita80 napisała:
    > Zastanawia mnie skad taka niechec do uzywania
    > jeyzka kraju w ktorym sie zyje w miejscach publicznych? Mysle, ze ''tylko po po
    > lsku'' nie wynika tylko z troski o poziom j. polskiego pociech oraz nie zawsze
    > z braku znajomosci j. ang. przez Polakow, niestety.

    Ja nie wiem, jakie są motywy innych. Ja po prostu uważam, że będąc na placu i np. mówiąc do dziecka: "Wracamy do domu", "Chodź, zawiążę ci but", "Zdejmę czapkę" itp., nie komunikuję mu na tyle istotnych rzeczy, żeby wszystkie inne mamy musiały wiedzieć co mówię. Bo ich to po prostu nie interesuje, jak mnie nie interesuje co one mówią do swoich dzieci.
    Poza tym, jestem widocznie leniwa i wolę mówić w języku, w którym jest mi mówić łatwiej.

    --
    'Hushaba my peerie ting/Cuddle closs ta mammie/Cuddle closs an hear me sing/Peerie mootie lammie'
  • carmita80 26.04.11, 11:46
    szczur.w.sosie napisała:

    > Ja nie wiem, jakie są motywy innych. Ja po prostu uważam, że będąc na placu i n
    > p. mówiąc do dziecka: "Wracamy do domu", "Chodź, zawiążę ci but", "Zdejmę czapk
    > ę" itp., nie komunikuję mu na tyle istotnych rzeczy, żeby wszystkie inne mamy m
    > usiały wiedzieć co mówię. Bo ich to po prostu nie interesuje, jak mnie nie inte
    > resuje co one mówią do swoich dzieci.

    Czy interesuje czy nie to juz zalezy od konkretnej sytuacji i konkretnej matki, bo oprocz prostych komunikatow w razie potrzeby komunikujesz i bardziej skomplikowane, ktore moga dotyczyc takze bardziej skomplikowanych sytuacji.

    > Poza tym, jestem widocznie leniwa i wolę mówić w języku, w którym jest mi mówić
    > łatwiej.

    Twoj wybor.
  • illegal.alien 26.04.11, 16:03
    Nigdy nie spotkalam sie z niechecia z czyjejkolwiek strony ze wzgledu na fakt, ze mowie do corki po polsku.
    Znajomych miedzynarodowych mam multum jeszcze sprzed jej narodzin.
    Czuje sie totalnie zintegrowana z tutejszym spoleczenstwem - uwazam zreszta, ze mowienie do mojej corki po polsku paradoksalnie jest czescia tej integracji - spoleczenstwo brytyjskie jest wielokulturowe i akceptuje innych bez wymuszania wyrzeczenia sie wlasnej kultury czy jezyka.
    Ostatnio jak bylam z mala na zajeciach dla dzieci, to lokalna mama powiedziala, ze to strasznie fajne, ze mowie do malej po polsku i ona chcialaby znac inny jezyk poza angielskim na tyle, zeby miec dwujezyczne dziecko.
    Moj jezyk angielski raczej nie zostawia wiele do zyczenia - posluguje sie nim plynnie, w wiekszosci sytuacji jest mi latwiej poslugiwac sie angielskim niz polskim. Uwazam jednak, ze zasada OPOL w naszej sytuacji jest najlepsza metoda na to, zeby mala opanowala wszystkie jezyki na poziomie jezyka ojczystego - jak ktos ma w domu jeden jezyk, a na ulicy drugi, to moze uzywanie raz jednego a raz drugiego jezyka (to sie chyba nazywa minority language at home) moze sie sprawdzac. U nas najlepszym wyjsciem jest OPOL :)
    Jeszcze tak przy okazji - moj wychowawca w liceum mial zone Turczynke. W domu on mowil do dzieci po angielsku, zona po turecku, razem uzywali niemieckiego. Ich corka teraz mowi plynnie we wszystkich trzech jezykach i jak sie z nimi widzialam w Wielkanoc (6 lat po skonczeniu tego liceum) to wlasnie poruszylam z nia temat wielojezycznosci i czy jej sie to wszystko nie miesza - dziewczyna powiedziala, ze dzieki temu, ze maja jasne rozroznienie, ze mama mowi po turecku, tata po angielsku, a wszyscy razem komunikuja sie po niemiecku, to nic jej sie nie miesza i wszystko tworzy spojna calosc - wiec w zasadzie nie ma pewnie znaczenia w jakim jezyku gdzie sie mowi, o ile jest w tym wszystkim konsekwencja i zasady czytelne dla dzieci, a nie tylko dla doroslych :)
  • 1mzeta 26.04.11, 23:21
    I o to chodzi- o proste zasady. Dziecko dwujęzyczne przeważnie później zaczyna mówić niż jego rówieśnik posługujący się jednym językiem. Powodem tego jest różna fonetyka i dziecku potrzeba nieco więcej czasu na poukładanie sobie wszystkiego w głowie. Nie dość,że ma pod górkę to jeszcze rodzice na samym początku mu utrudniają- troszkę po polsku, troszkę po angielsku- łatwiej chyba dziecku jest z zasadą- jedna osoba-jeden język.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • 1mzeta 26.04.11, 23:05
    Wiesz dlaczego te mamy rozmawiają tylko po polsku między sobą ? Bo to ich pierwszy język i jest to naturalne, bo chcą żeby ich dzieci też nim się poprawnie posługiwały.
    A ja spotykam inne polskie mamy rozmawiające z innymi rodzicami niż polscy rodzice- sama jestem jedną z nich :)

    "Niestety ale to nie zacheca brytyjczykow czy osob innej niz polsk
    > a narodowosci/pochodzenia do kontaktow a czesto budzi niechec co zrozumiale."

    Jakoś nie zauważyłam,żeby fakt zwracania się do mojego dziecka tylko po polsku spowodował,że inne mamy na placu zabaw do mnie nie zagadują. Jakieś dziwne spostrzeżenia masz.

    "IMO Polacy w znacznej wiekszosci sa bardzo niechetni integracji, izoluja sie na wlasne zyczenie."
    Integracja to znacznie więcej niż nie rozmawianie ze sobą lub z dziećmi po polsku- bez przesady.

    "Osobiscie spotkaly mnie kilkukrotnie dwuznaczne komantarze ze strony rodzicow
    > Polakow z powodu tego iz prowadzilam z wlasnym dzieckiem konwersacje po angiel
    > sku w drodze ze szkoly."
    I czemu się dziwisz- twoje zachowanie to nie oznaka integracji tylko oznaka dezintegracji i odcięcia się od własnej kultury- zaczynając od wyrzeczenia się języka. Mnie to bardziej wygląda na to,że wstydzisz się tego,że jesteś Polką i na siłę starasz się być kimś innym.

    Owszem dziecko załapie język szybciej niż myślisz- nie pisz tutaj o latach bo dziecku tyle na to nie potrzeba. Dzieciom moich znajomych zajęło to mnie niż rok czau- dzieciom, które w Pl styczności z angielskim nie miały.

    Niechęć do używania języka kraju w którym się mieszka ? Co ty wypisujesz dziewczyno- nikt z nas nie idzie na pocztę czy do sklepu i nie zagaduje do ludzi tam pracujących po polsku- po angielsku się zwracamy do nich.
    Posługiwanie się polskim w domu czy na ulicy między sobą to nie żadna niechęć.

    Pokaż mi Włoszki, Francuzki, Afrykanki czy inne dwujęzyczne mamy zwracające się do swoich dzieci po angielsku - nie w ojczystym języku- z takich śmiesznych powodów jakie ty podajesz.
    Na place zabaw na które chodzę z moim synem te właśnie mamy do swoich dzieci zwracają się w swoich ojczystych językach, między sobą rozmawiamy po angielsku.
    Tylko polskie mamy mają jakieś schizy na punkcie języka polskiego, a najlepsze są już te co do dzieci zwracają się po polsku ale jak tylko usłyszą inne polskie mamy to od razu do dzieci po angielsku mówią tylko,że ta ich angielszczyzna tak wiele pozostawia do życzenia, że pusty śmiech mnie ogarnia.


    --
    Zmieniłam nicka :)
  • czarny_uk_anka 26.04.11, 23:14
    1mzeta, 10/10 idealnie to opisalas,popieram i zgadzam sie w stu procentach :)
  • golfstrom 27.04.11, 00:13
    Czekam z niecierpliwoscia na post, w ktorym matki mowiace nie po polsku stana w szeregach zaprzancow i kolaborantow.

    To jakas kompletna paranoja. Chyba jednak zaczne swoja krucjate antycukrowa. Inni moga oceniac moj akcent, mimo ze w zyciu mnie nie slyszeli, to ja tez sobie pouzywam.
  • jaleo 27.04.11, 10:54
    1mzeta, matko-Polko od siedmiu bolesci - kup sobie jakis slownik poprawnej polszczyzny, albo cos w tym stylu - "rok czasu" to jest po polskiemu, a nie po polsku, podobnie jak "angole" - czy takie slowo w ogole istnieje? Masz czelnosc wypominac innym poslugiwanie sie lamana angielszczyzna, gdy u Ciebie nawet z polszczyzna kiepsko?

    Dzieci tez takiego narzecza uczysz??

    --
    Az sie nie chce wierzyc, ze to "nie pasowalo" na "Darkness on the Edge of Town"!
  • 1mzeta 27.04.11, 11:21
    Z niecierpliwością czekam na twoją kolejną wypowiedź.

    Jak ci już napisałam- przeanalizuj swoje posty i wtedy wypowiadaj się na tema poprawności języka polskiego.





    --
    Zmieniłam nicka :)
  • jaleo 27.04.11, 11:38
    1mzeta napisała:

    > Z niecierpliwością czekam na twoją kolejną wypowiedź.
    >
    > Jak ci już napisałam- przeanalizuj swoje posty i wtedy wypowiadaj się na tema p
    > oprawności języka polskiego.
    >

    Nigdy, nigdzie nie twierdzilam, ze moj jezyk polski jest bezbledny. Nie uwazam sie tez za autorytet w tej dziedzinie. Natomiast Ty pouczasz tu innych, jakim jezykiem, i jak powinni mowic do wlasnych dzieci, tudziez wytykasz innym lamana angielszczyzne, sama nie potrafiac poprawnie wyrazic sie w swoim - jak by nie bylo - pierwszym jezyku. Zastanow sie.


    --
    Az sie nie chce wierzyc, ze to "nie pasowalo" na "Darkness on the Edge of Town"!
  • 1mzeta 27.04.11, 11:47
    "Nigdy, nigdzie nie twierdzilam, ze moj jezyk polski jest bezbledny. Nie uwazam
    > sie tez za autorytet w tej dziedzinie. Natomiast Ty pouczasz tu innych, jakim
    > jezykiem, i jak powinni mowic do wlasnych dzieci, tudziez wytykasz innym laman
    > a angielszczyzne, sama nie potrafiac poprawnie wyrazic sie w swoim - jak by nie
    > bylo - pierwszym jezyku. Zastanow sie.
    > "

    Pokaż mi w takim razie gdzie ja twierdzę, że mój jest ?
    Skoro twój nie jest to po co w ogóle się odzywasz i wytykasz komuś innemu?
    Pouczam ?- chyba masz problemy z interpretacją- stwierdzam fakt i tyle.

    No i co ma piernik do wiatraka ?- rozumiem,że dla ciebie nie jest możliwa sytuacja, że można na ulicy usłyszeć wspaniałomyślną polską mamusię mówiącą do dziecka łamanym angielskim i nie uznać tego za coś normalnego i pożytecznego dla dziecka. Skomentować też oczywiście nie można.

    Nudna jesteś z tymi swoimi wywodami i tylko wątek zaśmiecasz.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • carmita80 27.04.11, 12:16
    1mzeta napisała:


    >
    > No i co ma piernik do wiatraka ?- rozumiem,że dla ciebie nie jest możliwa sytua
    > cja, że można na ulicy usłyszeć wspaniałomyślną polską mamusię mówiącą do dziec
    > ka łamanym angielskim i nie uznać tego za coś normalnego i pożytecznego dla dzi
    > ecka. Skomentować też oczywiście nie można.
    >

    A po co tyle agresji i zlosliwosci? Nie twoja sprawa czy matka zwraca sie do swego dziecka perfekcyjnym angielskim czy lamanym, nie twoje dziecko, wiec nie twoj problem. Twierdzisz, ze jesli czyjs angielski nie jest swietny to znaczy, ze powiniem mowic tylko po polsku, a to juz jest pouczanie. Zostaw swoje poglady dla siebie i stosuj je na sobie.

  • 1mzeta 27.04.11, 12:27
    A gdzie ta agresja ?
    Złośliwość ?
    Chyba raczej też nie.
    No ale tu na forum interpretacja ogranicza się tylko do odczytania czegoś jako agresja albo złośliwość.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • derka1 26.04.11, 12:15
    Ja tez mowie do mlodzienca po polsku zawsze i wszedzie i nie zamierzam tego zmieniac. Nasza rozmowa poki co jest jednostronna bo mlodzieniec ze wzgledu na swoj wiek ma raczej ograniczone slownictwo :-). Nie interesuje mnie jakiego jezyka uzywaja w konwersacjach ze swoimi dziecmi inne mamy, bo to w koncu indywidualny wybor kazdego, chociaz jak czasami slysze niezbyt poprawny angielski to sie troche dziwie (mowie o sytuacjach, w ktorych nie wystepuja anglojezyczne osoby trzecie). Nie ukrywam jednak, ze wkurza mnie kiedy Polki, ktore wiedza i slysza, ze odzywam sie do syna po polsku i ze na uzywaniu polskiego bardzo mi zalezy, uparcie odzywaja sie do niego po angielsku. Nie rozumiem tego.
  • steph13 26.04.11, 12:56
    Nie mam w tym zakresie wiekszego doswiadczenia bo moje dzieci po polsku nie mowia wcale. Ale kiedy byly male uzywalam do nich slow takich jak kochana, kruszynka, Natalenka, do momentu kiedy wlasnie pod brama szkoly powiedzialam do 6cio letniej wtedy corki 'come on kruszynka, time to go home', na co dziecko poprosilo mnie zebym poza domem nie uzywala polskich slow bo to jest dla niej embarrassing poniewaz ona chce byc English tak jak jej najblizsze przyjaciolki.
  • carmita80 26.04.11, 13:13
    steph13 napisała:

    > Nie mam w tym zakresie wiekszego doswiadczenia bo moje dzieci po polsku nie mowia wcale.


    A to dla mnie przegiecie w druga strona, bo ja nie wyobrazam sobie aby moje dzieci nie znaly jezyka polskiego (oboje jestesmy Polakami) a gdyby ojciec byl z innego kraju to takze jezyka ojca. Dbamy z mezem aby dzieci mowily po polsku plynnie i poprawnie a takze aby umialy czytac i pisac w tym jezyku i wychodzi pomimo ze w miejscach publicznych rozmawiamy po angielsku. Podtrzymujemy tradycje polskie ale takze wprowadzilismy i celebrujemy tutejsze mam na mysli angielskie. Staramy sie zachowac rownowage, tak aby dzieci czuly sie bogatsze (emocjonalnie) wyjatkowe a nie, zeby myslaly ze sa gorsze, wstydzily sie gdy zwroce sie do nich pieszczotliwym polskim slowem o zdaniu nie mowiac. Ale to ja, kazdy robi jak uwaza.

  • justmaga 26.04.11, 15:47
    do mlodszej tylko i wylacznie , ze starsza czasami mieszam, ale bardzo zadko
  • 1mzeta 26.04.11, 22:37
    Nie wyobrażam sobie mówić do własnego dziecka po angielsku.
    Mało mnie to obchodzi co sobie inni pomyślą.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • aniaheasley 27.04.11, 08:24
    Ale dlaczego sobie tego nie wyobrazasz?

    Ja mam wrazenie, ze rodzice ktorzy mowia do dzieci tylko i wylacznie po polsku, w domu i poza domem, nawet w obecnosci osob niepolskojezycznych, ktorzy maja tylko polskich znajomych, kupuja tylko polskie jedzenie, ogladaja glownie polska tv, obchodza tylko polskie swieta (np dzien matki tylko 26 maja) robia dzieciom jednak wiecej zlego niz dobrego.

    Bo te dzieci z polskiego ghetta w UK sa czesto wyalienowane w swoich szkolach, widze to w szkolach moich dzieci, i szkolach do ktorych chodze z tymi dziecmi rozmawiac, az naprawde smutno patrzec na takie dzieci. I to nie mija po roku, nie mija nawet po trzech czesto. Jeszcze pol biedy jezeli szkola nie poddaje sie i wytrwale probuje dzieci zintegrowac, ale sa szkoly, gdzie na to zwyczajnie nie ma srodkow ani czasu. A i nauczyciele to nie swieci, jezeli widza kompletny brak wspolpracy ze strony rodzicow, to w koncu szlag ich trafia, i poddaja sie.
    Trudno takim dzieciom nauczyc sie angielskiego, bo jednak wplyw postawy rodzica na kilkuletnie dziecko jest ogromny, przy rodzicach one czesto nie odwazaja sie mowic po angielsku, bo slysza od razu 'mow po polsku'.

    Mowienie do dzieci po angielsku na tzw. ulicy moze wyrzadzic dziecku duzo dobrego. Takie dziecko moze poczuc sie dumne, ze wreszcie nie jest inne. Dzieci bardzo chca przynalezec, chca byc takie same jak rowiesnicy. A kiedy mama nalega ciagle i zawsze na jezyk polski, to o takiej przynaleznosci nie moze byc mowy. Dziecko ma swiadomosc az do bolu, ze jest inne.

    Matki demagogicznie mowiace wylacznie po polsku robia to czesto (wedlug mnie) zeby sobie samym udowodnic, ze sa w stanie te polskosc i jezyk polski w swojej rodzinie utrzymac na emigracji. Tylko jakim kosztem?

    Pisze to wszystko z perspektywy 20 lat w UK, i trojki dzieci, z ktorych najstarsze w tym roku zdaje AS z jezyka polskiego i jezdzi co roku chociaz na tydzien w Tatry albo na Mazury, jego wybor, mowi wylacznie po polsku bedac w Polsce, chociaz z polskim akcentem. Zna polskie zwyczaje i tradycje. Ale gdybym ja go od dziecka zmuszala do mowienia wylacznie po polsku to bardzo watpie, czy teraz, kiedy juz nie moge go zmuszac do niczego, kto ma w domu nastoletnie dzieci ten wie, w ogole chcialby nawet pamietac, ze jego mama urodzila sie w Polsce.

    --
    Ania's Poland
  • aniaheasley 27.04.11, 08:26
    mialo byc 'chociaz z angielskim akcentem'
    --
    Ania's Poland
  • illegal.alien 27.04.11, 09:41
    Aniu, ale czy umiesz sobie wyobrazic, ze sa ludzie, ktorzy mowia do dziecka tylko po polsku, a maja roznych znajomych, kupuja rozne jedzenie, ogladaja rozna TV (polskiej nawet nie maja!), obchodza swieta wedlug wlasnego rodzinnego kalendarza?

    Ja nie rozumiem, czemu rodzice mowiacy do dzieci tylko i wylacznie po polsku od razu sa utozsamiani z polskim gettem - naprawde mozna mowic do dzieci tylko po polsku i nie mieszkac w gettcie - jak pisalam, ja mam mnostwo miedzynarodowych znajomych i ci, ktorzy maja dzieci, mowia do nich w swoich jezykach. Gdybym przy nich zaczela do dziecka mowic po angielsku, to by sie mocno zdziwili - naturalnym jest, ze kazdy uzywa jezyka ojczystego w stosunku do swoich dzieci i nikt sie nie obrusza, ze nie rozumie, co mowie do dziecka zmieniajac mu pieluche, czy wycierajac mu nos.
  • aniaheasley 27.04.11, 09:48
    illegal, jezeli nie rozpoznajesz sie w tym scenariuszu to znaczy, ze nie pisze o Tobie :)
    --
    Ania's Poland
  • carmita80 27.04.11, 10:37
    illegal.alien napisała:
    >
    > Ja nie rozumiem, czemu rodzice mowiacy do dzieci tylko i wylacznie po polsku od
    > razu sa utozsamiani z polskim gettem

    No najczesciej wlasnie z polskich gett pochodza, zwlaszcza ci mieszkajacy w duzych miastach, tam widac to bardzo wyraznie.

    - naprawde mozna mowic do dzieci tylko po polsku i nie mieszkac w gettcie - jak pisalam, ja mam mnostwo miedzynarodowych znajomych i ci, ktorzy maja dzieci, mowia do nich w swoich jezykach.

    Ja zauwazylam za to, ze znajomi - nie Anglicy, ktorzy mowia do swoich dzieci tylko w jezyku ojczystym najczesciej slabo znaja jezyk angielski, a ci, ktorzy znaja bardzo dobrze angielski mowia najczesciej w tym jezyku. Mamy bliskich znajomych, ktorzy pochodza z Afryki Pld. i mowia po angielsku i w jezyku szona, miedzy soba i doroslymi synami czasem mowia w szona, ale nie w towarzystwie np. naszym bo my tego jezyka nie rozumiemy, natomiast z najmlodszym tu urodzonym dzieckiem uzywaja tylko angielskiego. Uznali, ze bedzie lepiej dla dziecka jesli bedzie znalo bardzo dobrze angielski, bo szkola, otoczenie itp. a jezyk szona rozumie choc nie mowi.


    Gdybym przy nich zaczela do dziecka mowic po angielsku, to by sie mocno zdziwili - naturalnym jest, ze kazdy uzywa jezyka ojczystego w stosunku do swoich dzieci i nikt sie nie obrusza, ze nie rozumie, co mowie do dziecka zmieniajac mu pieluche, czy wycierajac mu nos.

    Nie uzywalabym slowa kazdy. To zalezy - moje dzieci zaczelu mowic pierwsze slowa a potem zdania po angielsku, bo kiedy mialy po ok. 9-10 m-cy poszly do przedszkola i tam spedzaly sporo czasu kazdego dnia, dodatkowo, tv., znajomi i naturalnym bylo iz j. angielski przyszedl jako pierwszy i glowny, dla mnie naturalnym jest rozmawiac z nimi po angielsku, choc staramy sie aby ok. 30-40% dziennie byl to polski.

  • illegal.alien 27.04.11, 15:31
    Uzylam slowa 'kazdy' w kontekscie mojej wypowiedzi - wsrod moich znajomych naturalne jest, ze kazdy mowi do swojego dziecka w swoim ojczystym jezyku. Ze strony swoich znajomych nigdy nie spotkalam sie ze zdziwieniem/oburzeniem, ze mowie do malej po polsku - moze to miec cos wspolnego z faktem, ze czesc z nich wychowala sie w domach wielojezycznych, gdzie tak wlasnie wygladala komunikacja miedzy poszczegolnymi czlonkami rodziny.
  • illegal.alien 27.04.11, 15:37
    > No najczesciej wlasnie z polskich gett pochodza, zwlaszcza ci mieszkajacy w duz
    > ych miastach, tam widac to bardzo wyraznie.

    Nie zauwazylam.

    > Ja zauwazylam za to, ze znajomi - nie Anglicy, ktorzy mowia do swoich dzieci ty
    > lko w jezyku ojczystym najczesciej slabo znaja jezyk angielski, a ci, ktorzy zn
    > aja bardzo dobrze angielski mowia najczesciej w tym jezyku.

    Tego tez nie zauwazylam. Zauwazylam inna prawidlowosc - ludzie, do ktorych rodzice mowili swoimi ojczystymi jezykami w kazdej sytuacji, znaja te jezyki superplynnie. Ludzie, ktorych rodzice zwracali sie do nich raz tak, raz tak, najczesciej znaja lamana wersje swojego jezyka i nie czuja sie w nim dobrze. Obie grupy najczesciej znaja jezyk kraju, w ktorym sie wychowali na poziomie native'wow.

    Mamy bliskich znajo
    > mych, ktorzy pochodza z Afryki Pld. i mowia po angielsku i w jezyku szona, mied
    > zy soba i doroslymi synami czasem mowia w szona, ale nie w towarzystwie np. nas
    > zym bo my tego jezyka nie rozumiemy, natomiast z najmlodszym tu urodzonym dziec
    > kiem uzywaja tylko angielskiego. Uznali, ze bedzie lepiej dla dziecka jesli bed
    > zie znalo bardzo dobrze angielski, bo szkola, otoczenie itp. a jezyk szona rozu
    > mie choc nie mowi.

    Mam kupe znajomych z Zimbabwe, ktorzy rowniez posluguja sie jezykiem szona - do dzieci najczesciej mowia w szona, miedzy soba w szona. W zasadzie jezeli nie jestem zaangazowana w dyskusje, to najczesciej toczy sie ona w szona. Jezyk angielski dziecko przeciez pozna tak czy siak i opanuje go na poziomie native'a - chociazby w przedszkolu/zlobku i z takiego zalozenia wychodza rodzice mowiacy do dziecka w swoim ojczystym jezyku. Ja wole, zeby tata mojej corki mowil do niej w szona niz ma zlapac jego akcent - albo moj.
  • 1mzeta 27.04.11, 10:49
    Bo język polski to moja kultura i jest/będzie częściowo kulturą mojego dziecka. W jakiejś części moje dziecko jest Polakiem. Bo naturalnym jest zwracanie się do dziecka w ojczystym języku.

    Nie wyskakuj z tekstami o polskich sklepach etc bo wątek jest o języku polskim.

    Wyobraź sobie,że nie mieszkam w "polskim gettcie"- co więcej tak się "zintegrowałam",że mam męża nie Polaka :)

    "Mowienie do dzieci po angielsku na tzw. ulicy moze wyrzadzic dziecku duzo dobre
    > go. Takie dziecko moze poczuc sie dumne, ze wreszcie nie jest inne. Dzieci bard
    > zo chca przynalezec, chca byc takie same jak rowiesnicy. A kiedy mama nalega ci
    > agle i zawsze na jezyk polski, to o takiej przynaleznosci nie moze byc mowy. Dz
    > iecko ma swiadomosc az do bolu, ze jest inne. "

    Akurat dzieci nie mają poczucia dumy- to dorośli tacy jak ty tak uważają. Tak jak dla dziecka naturalne jest to,że nie widzi innego koloru skóry rówieśnika tak samo naturalne jest dla niego to,że z rodzicem/rodzicami porozumiewa się w języku w jakim się porozumiewa i nie ważne czy jest to język którego używają rodzice czy taki jakim posługują się wszyscy dookoła.
    To dzięki takim dorosłym jak ty inne dzieci- innego koloru skóry, mówiące innym językiem czy nawet te sprawne inaczej czują się inne- no bo tacy rodzice jak ty swoim pociechom wkładają takie mądrości do głowy,że bycie "innym" jest złe.

    "Ale gdybym ja go od
    > dziecka zmuszala do mowienia wylacznie po polsku to bardzo watpie, czy teraz, k
    > iedy juz nie moge go zmuszac do niczego, kto ma w domu nastoletnie dzieci ten w
    > ie, w ogole chcialby nawet pamietac, ze jego mama urodzila sie w Polsce. "

    To tylko twoje widzi- mi-się. Skocz na forum wielojęzyczność w rodzinie to zobaczysz ile dzieci mówi po polsku tylko dlatego,że ich "zła mamusia" zmuszała ich do mówienia po polsku.

    Swoją drogą nieźle musisz być zakompleksiona skoro mówienie po polsku na ulicy stanowi dla ciebie taki problem.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • aniaheasley 27.04.11, 11:21

    Dzieci nie znaja poprawnosci politycznej, i niestety, ale nie chca byc inne.
    Nawet jak zjawiaja sie w szkole w 'nie takich' trampkach to sie stresuje, a co dopiero niemoznosc porozumiewania sie z rowiesnikami.

    Na pewno zdarzylo Ci sie slyszec jak dzieci mowia glosno w autobusie 'o jaki gruby pan'.
    A dzieci nie mowiace po angielsku sa bez ogrodek nazywane przez rowiesnikow dumb i stupid.

    To tyle a propos pierwszej czesci Twojej wypowiedzi. A ze mam zasade forumowa - kiedy ktos wyjezdza z tekstem pt. 'masz kompleksy' to nie kontynuuje dyskusji, jako, ze nie ma to sensu zadnego, tak wiec tyle ode mnie do Ciebie.


    --
    Ania's Poland
  • 1mzeta 27.04.11, 11:36
    Ale gdzie tu logika ?

    Fakt porozumiewania się z rodzicami w języku polskim jeszcze nie powoduje,że dziecko porozumiewa się tylko w tym języku.
    Mój rozumie w polskim i angielskim.

    Poprawność polityczna o której wspominasz nie ma tu nic do rzeczy.
    Co to są " nie takie trampki" ? Jeszcze raz napiszę- to rodzice sami stresują swoje dzieci wbijając im do głowy takie rzeczy o jakich piszesz- "inne trampki". Jako dziecko nie miałam z "ich" powodu stresów czy innych problemów.
    Może dzięki moim rodzicom nie byłam wystraszonym dzieckiem co musiało w określonym stadzie baranów być gdzie wszyscy mają "takie same trampki", a jak ktoś miał inne to już był problem.

    Rozumiem,że jak twoje dziecko będzie chodziło do klasy z samymi powiedzmy Hindusami bo akurat tak się zdarzy to będziesz mu wmawiać,że jest Hindusem- bo w końcu nie może poczuć się inne......
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • carmita80 27.04.11, 11:44
    1mzeta napisała:

    >
    > Rozumiem,że jak twoje dziecko będzie chodziło do klasy z samymi powiedzmy Hindu
    > sami bo akurat tak się zdarzy to będziesz mu wmawiać,że jest Hindusem- bo w koń
    > cu nie może poczuć się inne......

    Mowienie w danym jezyku nie jest rownoznaczne z utozsamianiem sie z narodowoscia;)
  • 1mzeta 27.04.11, 11:50
    No ale na to wychodzi- nie można być "innym" pod żadnym względem włączając w to mówienie po polsku- przecież to takie "inne".
    No coś ty, kto to widział, Polacy rozmawiający po polsku.................
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • golfstrom 27.04.11, 11:55
    Sluchaj, zrob sobie kawe, pobaw sie z dzieckiem, a potem wroc i przeczytaj swoje posty.

    Jestes po prostu agresywna i wyzywasz ludzi. Wtracasz sie w cudze prywatne decyzje, mimo ze watek jest o tym "Jak Wy mowicie" a nie o tym "Jak mamy mowic".

    Jesli wydaje Ci sie, ze Twoje decyzje sa kompletnie obiektywne i nie nosza znamion Twoich prywatnych stresow i zmartwien, to zwyczajnie sie oszukujesz.
  • 1mzeta 27.04.11, 12:02
    Pokaż mi moją wypowiedź gdzie piszę "macie mówić"....
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • golfstrom 27.04.11, 12:09
    Caly stygmatyzujesz osoby, ktore podjely decyzje inna niz Twoja.

    Jesli tego nie widzisz, to albo masz niska kompetencje jezykowa, albo kierujesz sie wyjatkowo zla wola. Innych opcji nie chce brac pod uwage.

    W kazdym z tych przypadkow dalsza rozmowa z Toba to strata czasu.
  • 1mzeta 27.04.11, 12:13
    Gdybyś napisała składnie i ładnie to bym zrozumiała o co ci chodzi.

    Też mam nadzieję,że już nic nie napiszesz do mnie.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • edytataraszkiewicz 27.04.11, 12:12
    Ania zdziwilam sie tym co napisalas!

    Nigdy nie wstydzilam sie mowic po polsku a wrecz przeciwnie,wiele ludzi podziwialo to,ze dziecko zna 2 jezyki.
    Do dziecka zwracam sie po polsku ,gdy jest wsrod dzieci i sie z nimi bawi mowie wtedy po angielsku.
    Moj maly w ciagu kilku sekund znajduje sobie towarzysza do zabawy i mowi po angielsku,ale czasami poprawiam go ,wiadomo dopiero sie uczy...
    Jesli pyta o jakies przetlumaczenie slowa to mowie,jak i czytam ksiazki ktore mi przynosi.
    Nigdy na sile nie mowilam po ang. bo sie uczy,wiec klade nacisk na polski.

    Od wrzesnia zapisalam go do szkoly sobotniej.Tam sie nauczy wszystkiego co sie wiaze z kultura polska bo bardzo mi na tym zalezy aby dzieci byly zapoznane.
    Tu w uk samo przez sie ucza sie wszystkiego co zwiazane z uk.

    Nie mamy kompleksow ,bo integracja z kazda kultura przychodzi nam bez trudu,po prostu lubimy ludzi a nie to ,skad oni pochodza.

    Moja corka dzieki temu,ze nie zapomniala polskiego dostala sie na wymarzony kierunek,gdzie jezyk polski sie bardzo przydal.

    Nie spotkalam sie z jakas niechecia ze strony ludzi,gdy slysza nasz jezyk.Moze dlatego,ze ja sie zawsze usmiecham pierwsza jak ktos patrzy,wiec tez sie usmiecha:)

    Moze to dobra rada,bo Polaka poznac po smutnej twarzy albo zacisnietych szczekach:)

    Ale wiem MY -NAROD ZAKOMPLEKSIONY!!!!
    Bo przeciesz slychac tu duzo francuzow,(u nas w szkole jest mama) i ona nie wstydzi sie mowic po francusku,Hiszpanow,Portugalczykow,nie mowiac o Hindusach,czy Pakistanczykach.
    Oni wszyscy nie wstydza sie pochodzenia.

    A i tak kazdy sie dziwi,ze my z Polski bo mamy bardzo sniade cery i brazowe slepia (ja i moi synowie),wiec czesto patrza zdziwieni ;)



    --
    ***** 8-my CUD SWIATA *****

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/ta/wi/ob5r/Gi6EvRV3Vvf9tUCK0A.jpg
  • carmita80 27.04.11, 12:27
    edytataraszkiewicz napisała:

    >
    > Ale wiem MY -NAROD ZAKOMPLEKSIONY!!!!
    > Bo przeciesz slychac tu duzo francuzow,(u nas w szkole jest mama) i ona nie wst
    > ydzi sie mowic po francusku,Hiszpanow,Portugalczykow,nie mowiac o Hindusach,czy
    > Pakistanczykach.
    > Oni wszyscy nie wstydza sie pochodzenia.

    Edyta, a dlaczego wsrod Polakow uzywanie jezyka angielskiegio jest takie nie na miejscu? W towarzystwie mieszanym opor, w miejscach publicznych opor - dlaczego? Dlaczego mowienie po angielsku wyzwala w wielu rodakach az taka niechec, agresje, posadzanie o kompleksy albo o brytyjskosc itd. Ja znam znam wielu obcokrajowcow, ktorzy uzywaja angielskiego miedzy soba zupelnie naturalnie.
    >
    > A i tak kazdy sie dziwi,ze my z Polski bo mamy bardzo sniade cery i brazowe sle
    > pia (ja i moi synowie),wiec czesto patrza zdziwieni ;)
    >
    >
    >
  • golfstrom 27.04.11, 12:31
    Ditto.
  • edytataraszkiewicz 27.04.11, 12:40
    Napisalam,ze nie wstydze sie,ze mowie po polsku do dziecka,jak i nie wstydze sie mowic po angie;lsku jesli tego wymaga sytuacja:)

    Trzeba zachowac poczucie smaku,gdzie mozna a gdzie nie wypada...

    To tyle w skrocie;)
    --
    ***** 8-my CUD SWIATA *****

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/ta/wi/ob5r/Gi6EvRV3Vvf9tUCK0A.jpg
  • lee.loo 27.04.11, 14:05
    aniaheasley napisała:

    > Nawet jak zjawiaja sie w szkole w 'nie takich' trampkach to sie stresuje, a co
    > dopiero niemoznosc porozumiewania sie z rowiesnikami.

    wtedy to trzeba z dzieckiem porozmawiac o poczuciu wlasnej wartosci, a nie uczyc go jezyka otoczenia.

    > A dzieci nie mowiace po angielsku sa bez ogrodek nazywane przez rowiesnikow dum
    > b i stupid.

    Serio? Bo mnie znajomy Niemiec opowiadal jak przyjechal tu z rodzicami jakies 20 lat temu (mial wtedy ze 12 lat) to nie potrzebowal wiele czasu aby szkolni koledzy go zaakceptowali i polubili. Po angielsku mowil tylko "thank you" i "bye bye".

    Mysle,ze dzieciaki, ktore tak przezywaja swojego slabo mowiacego po angielsku kolege, sa okrutne wobec takiego, ktory pochodzi z innego kregu kulturowego, biedniejszej czesci swiata, lubi chomiki zamiast psow, jest za wysoki/ za niski.

    Ale czy wtedy warto miec takich znajomych?
    --
    <<punkt widzenia zależy od punktu siedzenia>>
  • aniaheasley 27.04.11, 14:24
    Ale dzieci wlasnie takie sa. Okrutne.
    Czy Wy naprawde zapomnialyscie z dziecinstwa, jak bardzo staralyscie sie nie miec niczego obciachowego, nie mowic inaczej, nie miec i nie robic niczego zeby nie narazic sie na smiesznosc.

    A te trampki to wymien sobie na cokolwiek, niekoniecznie materialnego, moze byc maniera w zachowaniu, cokolwiek.

    Dlatego uwazam, ze rodzice jak tylko moga powinni dziecku ulatwic zycie, i mowienie do niego w _wylacznie_ innym jezyku tego nie ulatwia w obcym kraju.
    --
    Ania's Poland
  • lee.loo 27.04.11, 14:56
    aniaheasley napisała:

    > Ale dzieci wlasnie takie sa. Okrutne.
    Jacy rodzice takie dzieci.

    > Czy Wy naprawde zapomnialyscie z dziecinstwa, jak bardzo staralyscie sie nie mi
    > ec niczego obciachowego,
    Nie bardzo, bo wtedy i tak wszystko w sklepach bylo takie samo. Trampki juniorki i poliestrowy fartuch szkolny.

    >nie mowic inaczej, nie miec i nie robic niczego zeby nie narazic sie na smiesznosc.
    no wlasnie, "co " sie mowi

    > A te trampki to wymien sobie na cokolwiek, niekoniecznie materialnego, moze byc
    > maniera w zachowaniu, cokolwiek.
    Wynienilam, nadal podtrzymuje swoja opinie.

    > Dlatego uwazam, ze rodzice jak tylko moga powinni dziecku ulatwic zycie, i mowi
    > enie do niego w _wylacznie_ innym jezyku tego nie ulatwia w obcym kraju.
    Dla rodzicow mowiacych "_wylacznie_ * w ojczystym jezyku (na emigracji) mam ogromny szacunek i chyle czola przed ogromem pracy w jaki w to wkladaja.
    Uscislam, mowie tu o osobach, ktorzy przekazuja ten jezyk w formie poprawnej z elementami kultury i tradycji.

    Ja przyznam, ze chcialam wlasnie moim dzieciom "pomoc" i choc, odkad sie urodzili mowilam tylko i wylacznie po polsku, to zanim zaczeli chodzic do przedszkola zaczelam ich uczyc angielskich slowek i wyrazen zeby im "ulatwic" strat z rowiesnikami.

    Chlopaki bez problemu zaadoptowali sie w szkole, maja mnoswto kolegow, sa bardzo lubiani.
    Ale sama sobie zrobilam kuku. Polski lezy i kwiczy. Jak mowia to uszy bola, mieszaja jezyki, wymyslaja slowa, dziadkowie ich nie rozumieja (chociaz jeszcze rok temu bez problemu sie dogadywali), a ja teraz mam dwa razy wiecej pracy, zeby ich przestawic na polski (kiedy rozmawiaja ze mna)

    --
    <<punkt widzenia zależy od punktu siedzenia>>
  • carmita80 27.04.11, 15:20
    lee.loo napisała:


    >
    > Chlopaki bez problemu zaadoptowali sie w szkole, maja mnoswto kolegow, sa bardz
    > o lubiani.
    > Ale sama sobie zrobilam kuku. Polski lezy i kwiczy. Jak mowia to uszy bola, mi
    > eszaja jezyki, wymyslaja slowa, dziadkowie ich nie rozumieja (chociaz jeszcze r
    > ok temu bez problemu sie dogadywali), a ja teraz mam dwa razy wiecej pracy, zeb
    > y ich przestawic na polski (kiedy rozmawiaja ze mna)


    Ale na czym konkretnie polegalo to zrobienie kuku?
    >
  • lee.loo 27.04.11, 17:16
    na tym, ze chcialabym zeby moje dzieci mowily do mnie po Polsku (o co, od ich urodzenia dbalam, a zaniedbalam to, bo chcialam im pomoc w adapatacji w szkole) a tak nie jest.
    --
    <<punkt widzenia zależy od punktu siedzenia>>
  • aniaheasley 27.04.11, 15:20
    >Jacy rodzice takie dzieci.
    Upraszczasz do granic absurdu.

    Dzieci czesto bija sie na boisku, mniejsze dzieci potrafia ugryzc albo opluc kolege. Czesto tez placza, kiedy nie moga znalezc czapki w szatni, i zdarza im sie opowiadac kolegom, ze ich brat wczoraj wszedl w zoo do klatki z tygrysem.

    Ogromna wiekszosc rodzicow jednach nie powiela tych zachowan :)

    Dziecinstwo ma swoje prawa, i szkola to brutalna czesto nauka zachowan spolecznych i radzenia sobie w grupie rowiesniczej czyli w tzw. spoleczenstwie.

    Niestety z rozczarowaniem stwierdzam, ze inne Twoje kontrargumenty sa rownie plytkie i nieprzemyslane, wiec nie bede sie dalej ustosunkowywac.

    --
    Ania's Poland
  • lee.loo 27.04.11, 17:33
    aniaheasley napisała:

    > >Jacy rodzice takie dzieci.
    > Upraszczasz do granic absurdu.
    Wiem,ze to zaboli, ale to jednak prawda Aniu. :)

    Zgadzam sie jednoczesnie, ze wyobraznia dzecieca nie zna czasami granic, ale wlasnie od tego sa rodzice, aby zainterweniowac i odpowiednio skorygowac sprawe.

    Skoro dziecka slyszy w domu jak ojciec na matke wola "fat cow", a matka na dziecko "shut the f** up, to chyba nie ma sie co dziwic, ze potem sprzedaje takie wyrazonka na podworku /w szkole.

    > Dziecinstwo ma swoje prawa, i szkola to brutalna czesto nauka zachowan spoleczn
    > ych i radzenia sobie w grupie rowiesniczej czyli w tzw. spoleczenstwie.
    Ot co! Czyli nie ma co na sile "pomagac" dziecku w nauce jezyka (niejednokrotnie z ta nauka jest fatalna i z bledami), bo jak dziecko silne to i da sobie rade, nawet jezeli nie zna dobrze jezyka.
    A jak slaba psychika to beczec bedzie jak mu sie czapeczka w szatni zgubi. Chocby i poslugiwal sie RP English.

    > Niestety z rozczarowaniem stwierdzam, ze inne Twoje kontrargumenty sa rownie pl
    > ytkie i nieprzemyslane, wiec nie bede sie dalej ustosunkowywac.
    Fakt, jak sie samemu nie ma porzadnych argumentow lub miesza w wywodach (vide topic: slowo "Poles") to i argumenty przeciwnika w dyskusji wydaja sie byc "plytkie i nieprzemyslane".
    --
    <<punkt widzenia zależy od punktu siedzenia>>
  • aniaheasley 27.04.11, 17:47
    Ale mnie to nie moze zabolec, bo moim zdaniem to po prostu kompletna nieprawda.

    U moich dzieci kierunek przeplywu f* word i rozmawianie o innych rewelacjach typu siusiak, willy, kiss my butt, i innych, jest odwrotny, i trafia ze szkoly do domu, bo w domu nikt w ten sposob nie rozmawia i nie przeklina.
    Ostatnio moja 8 latka sie zapytala co to znaczy kurwa bo slyszala obok polskiego sklepu taki pan ciagle to mowil.

    Ja ucze jezyka dzieci codziennie, w czasie lektury ksiazek ze szkoly, kiedy odrabiaja prace domowe, staram sie wzbogacac ich slownictwo.

    W temacie: Poles nie mieszam, wrecz przeciwnie, bardzo klarownie wytlumaczylam kwestie, kto chcial to zrozumial. Na dalszy ciag zapraszam do siebie na lekcje jezyka angielskiego :)
    --
    Ania's Poland
  • lee.loo 27.04.11, 18:40
    aniaheasley napisała:

    > Ale mnie to nie moze zabolec, bo moim zdaniem to po prostu kompletna nieprawda.
    >
    > U moich dzieci kierunek przeplywu f* word i rozmawianie o innych rewelacjach ty
    > pu siusiak, willy, kiss my butt, i innych, jest odwrotny, i trafia ze szkoly do
    > domu, bo w domu nikt w ten sposob nie rozmawia i nie przeklina.

    Skoro u Was w domu sie nie przeklina, nie przezywa, i nie obraza, to czy Twoje dzieci nazwalyby inne dziecko "stupid or dumb"?

    > Ostatnio moja 8 latka sie zapytala co to znaczy kurwa bo slyszala obok polskieg
    > o sklepu taki pan ciagle to mowil
    Czy to jest argument za tym,ze do dzieci nie mozna mowic _wylacznie_ w jezyku polskim? :)
    To jest zart. Tak na ocieplenie stosunkow, moge przytoczyc nasza domowa anegdote. Jedno z pierwszych slow mojego syna bylo slowo [fak]. Czesto to powtarzal i my, rodzice, zachodzilismy w glowe, skad ten szkrab mogl sie tego slowa nauczyc. U nas w domu podobnie jak u Ani, sie nie przeklina. Stresowalismy sie tym faktem jakis czas, probowalismy ignorawac, zeby dziecku nie utrwalic brzydkich slow, az tu pewnego dnia (olimpiada wtedy byla) moje dziecko radoscie pokazuje na okno saisada i wola oh fak, fak. Kamien z serca, jak tylko zobaczylam, ze sasiad wiesza flage z krzyzem Jerzego. Oczywiscie chodzilo mu o "flag".

    > W temacie: Poles nie mieszam, wrecz przeciwnie, bardzo klarownie wytlumaczylam
    > kwestie, kto chcial to zrozumial.
    Ja mysle,ze tez jasno wytlumaczylam i kto chcial ten zrozumial.

    > Na dalszy ciag zapraszam do siebie na lekcje
    > jezyka angielskiego :)
    Za daleko. Jak bede w potrzebie pozwole sobie przypomniec o propozycji :) jak narazie swietnie daje sobie rade :)


    --
    <<punkt widzenia zależy od punktu siedzenia>>
  • aniaheasley 27.04.11, 18:57
    No u nas byl i fak i foker z dwoch zrodel :)

    Pierwsze fak fak fak, ktore moje 2-3 letnie dzieci radosnie wykrzykiwaly w parku ku rozpaczy mojego meza pochodzily od niewinnego wolania kwa kwa do kaczek.

    Drugie foker to swojska polska foka oczywiscie, beztrosko tak nazywana podczas wizyty w zoo.

    Za kazdym razem budzilo ozywienie wsrod sluchajacych nie Polakow stojacych w poblizu.


    --
    Ania's Poland
  • illegal.alien 27.04.11, 15:40
    Ania, ale kurcze, to, ze rodzice do dziecka po angielsku nie mowia, naprawde nie oznacza, ze to dziecko go nie pozna zanim nie pojdzie do szkoly.
    Naprawde myslisz, ze gdybys mowila do swoich dzieci tylko po polsku, to one nie poznaly by angielskiego? Ja jestem swiecie przekonana, ze moje dziecko pozna angielski zanim ruszy do szkoly i o ile nie bedzie chcialo, to nikt nie zorientuje sie nawet, ze ona nie jest Brytyjka (to znaczy sie w sumie to ona jest Brytyjka, ale wiesz o co mi chodzi).
  • aniaheasley 27.04.11, 15:48
    ja w kwestii formalnej:
    > nikt nie zorientuje sie nawet, ze ona nie jest Brytyjka

    No to przepraszam, kim ona jest jak nie brytyjka???

    Rozumiem, ze urodzila sie tutaj, i tutaj najprawdopodobniej spedzi dziecinstwo, czyli to jest jej kraj urodzenia i pochodzenia. Nawet jak jako osoba dorosla wyemigruje do Argentyny, czy do Iraku, to z pochodzenia bedzie brytyjka wlasnie.

    --
    Ania's Poland
  • illegal.alien 27.04.11, 15:57
    Napisalam w nawiasie, ze jest Brytyjka, ale wiesz o co mi chodzi - jest Brytyjka, nie-brytyjskiego pochodzenia. Na razie zreszta paszport ma tylko polski, bo z tym brytyjskim nie jest tak latwo i nadal nie udalo mi sie zebrac wszystkich dokumentow niezbednych do udowodnienia, ze mieszkam tu odpowiednio dlugo, zeby mala byla Brytyjka.
    To jest w ogole osobny temat, na osobny (dlugi i kontrowersyjny ;)) watek - czyli tozsamosc dzieci mieszanych. Bo to, ze moja mala uwazac sie bedzie za Brytyjke (a pewnie bedzie i nie bedzie ludziom tlumaczyc, ze ona to jest Brytyjka polsko-zimbabwejskiego pochodzenia, tylko bedzie mowic, ze jest British i czesc), to nie znaczy, ze dla mnie ona jest Brytyjka :) ale nie bede jej robic sieczki z mozgu i to, co ona wybierze, to ja zaakceptuje - oczywiscie bez wypytywania 'kochanie, a kim ty jestes' i naciskania na nia - bardzo szybko wyjdzie w praniu jak ona o sobie bedzie mowic i na ile bedzie jej sie chcialo swoja polsko-zimbabwejskosc podkreslac, a na ile wybierze prosta opcje niewnikania - i pewnie w przeciagu zycia jej sie to piec razy zmieni.
    No - to tak na szybko i bez przemyslenia. Jak chcesz dluzej, zupelnie na powaznie i po przemysleniu, to mozna nowy watek zalozyc, temat przemysle i sie wypowiem ;)
  • aniaheasley 27.04.11, 16:02
    To nasi mezowie przez miedze :)
    Zaloz zaloz watek!

    --
    Ania's Poland
  • glasscraft 27.04.11, 16:12
    Z tym byciem/nie byciem Brytyjka to chyba latwe - skoro "brytyjskosc" to obywatelstwo, a nie narodowosc. Moja potencjalna dziatwa bylaby Brytyjczykiem/Brytyjka - jako obywatestwo i szkocko-polskie (albo polsko-szkockie) jako narodowosc.
    Wiem, ze ludzie myla to bardzo czesto - jak robie CRB w pracy, to w rubryce nationality dostaje wariacje British/English, British/Scottish, British/Welsh etc...
  • illegal.alien 27.04.11, 16:21
    Niby tak, ale ja niezaleznie od paszportu nigdy nie bede sie czuc w pelni Brytyjka/Angielka/Walijka/Szkotka i jakos sobie nie wyobrazam, zeby moja corka powiedziala o sobie, ze jest 'English' - chociaz urodzila sie w Anglii, tu mieszkamy (ale powtorze - jezeli tak o sobie bedzie mowic, tak sie bedzie czuc, to ja to zaakceptuje i tez tak o niej bede mowic, nawet jezeli wbrew moim wyobrazeniom o niej). Tak samo jak corka mojego W nie czuje sie 'Scottish' (tylko u niej to jeszcze inaczej, bo ma oboje rodzicow z Zim).
  • glasscraft 27.04.11, 16:34
    No i nie powinna mowic o sobie English, bo zadne z jej rodzicow English nie jest :-). Jezeli dostaniesz paszport bytyjski, to dalej nie bedziesz English/Scottish/Welsh (bo nie urodzilas sie z rodzicow angielskich/szkockich/walijskich) tylko Brytyjka polskiej narodowosci.
    W pieknych czasach studenckich na ostatnim chyba roku bylo prawo miedzynarodowe - naprawde interesujacy przedmiot, obok mnie na zajeciach siedzial kolega, ktorego mama byla Chinko/Polka urodzona w Polsce (mama Chinka i tata Polak) a jego tata Rosjanin/Polak (mama Rosjanka, tata Polak). On urodzil sie w bylym sojuzie... niestety, zawsze uzywalismy go jako przyklad mieszanek narodowosci i obywatelstw.
  • illegal.alien 27.04.11, 16:41
    No wlasnie - ale nie wszyscy to rozumieja z tym English/British.
  • aniaheasley 27.04.11, 16:48
    >jakos sobie nie wyobrazam, zeby moja corka powiedziala o sobie, ze jest 'English' - chociaz urodzila sie w Anglii

    Oj zebys sie nie zdziwila kiedys mocno :))))

    A jak bedzie corka chciala grac w narodowej druzynie kobiecej rugby to przeciez w angielskiej no bo jakiej? ;)


    --
    Ania's Poland
  • illegal.alien 27.04.11, 17:00
    Ania - to, ze ja sobie nie wyobrazam, nie znaczy, ze ona tego nie zrobi ;)
    No i mam nadzieje, ze jako dziewczynka wybierze raczej mniej masakrujacy twarz sport ;) Wystarczy, ze jej tata jest prop/hooker ;)
  • aniaheasley 27.04.11, 17:11
    Napisalam rugby, bo w lekkoatletyce, plywaniu, tenisie, i wiekszosci innych sportow jest Team GB, czyli startowala by w reprezentacji Wielkiej Brytanii jako brytyjka wlasnie, a to rozumiem, ze dla purystow jest mniej kontrowersyjne.


    --
    Ania's Poland
  • illegal.alien 27.04.11, 19:36
    Oj wiem, wiem. Mam jednak nadzieje, ze wybierze jakis subtelniejszy sport. Rugby pozostawmy jej tacie i przyszlemu bratu ;)

    Swoja droga - u mnie w liceum byla dziewczyna, urodzona w Newcastle z rodzicow Szkotow - i miala duzy problem, zeby grac dla szkockiej druzyny koszykarskiej, bo musiala udowodnic, ze jest Szkotka.
  • aniaheasley 27.04.11, 17:12
    Off Off topic teraz zupelnie. Ktorej druzynie Twoj kibicuje w meczach Three Nations??
    --
    Ania's Poland
  • illegal.alien 27.04.11, 19:38
    Bu. A to mnie zaskoczylas z tym pytaniem - nie wiem. Pewnie SA.
    U nas drabinka kibicowania idzie tak:
    Czy gra Zim? TAK: kibicujemy Zim; NIE ->
    Czy gra SA? TAK: Kibicujemy SA; NIE ->
    Czy gra inna druzyna z Afryki na poludnie od rownika? TAK: Kibicujemy tej druzynie; NIE ->
    Czy gra Szkocja? TAK: Kibicujemy Szkocji.
  • aniaheasley 27.04.11, 19:47
    Pytam, bo gdyby kibicowal przypadkiem NZ (roznie to bywa, czasami najblizszemu sasiadowi zyczy sie najgorzej) to przez lojalnosc wobec meza bylabym zmuszona zerwac z Toba wszelkie stosunki w trybie natychmiastowym :))))
    --
    Ania's Poland
  • illegal.alien 27.04.11, 19:50
    Haha. Nie, NZ sie u nas nie kibicuje. Podobnie jak ManUtd tez nie ;) (i tu sie robi rodzinny rozlam, bo moi bracia i ojciec owszem, a W jest fanem Chelsea - chyba rozumiesz jaki to bol i problem ;), ale W grzecznie udawal, ze kibicuje ManU zanim sie z moja rodzina nie zaprzyjaznil :P)
  • carmita80 27.04.11, 16:11
    illegal.alien napisała:

    > Ania, ale kurcze, to, ze rodzice do dziecka po angielsku nie mowia, naprawde ni
    > e oznacza, ze to dziecko go nie pozna zanim nie pojdzie do szkoly.

    Ja nie Ania, ale byloby naprawde bardzo dobrze gdyby dzieci rodzicow nie rozmawiajacych z nimi po angielsku albo inaczej wychowywanych od urodzenia tylko w jezyku polskim (akurat ten, ale moze byc kazdy inny) poznawaly jezyk kraju w ktorym zyja zanim pojda do szkoly. Niestety rzeczywistosc jest inna, te dzieci ktore jezyk znaja idac do szkoly to wciaz niewielki procent (nawet po 3-godzinnych sesjach w przedszkolach przy szkolnych czy bywaniu na play groups) wiekszosc go nie zna, nie rozumie ani nie mowi. Osoby pracujace w szkolach wiedza o tym bardzo dobrze.


    > Naprawde myslisz, ze gdybys mowila do swoich dzieci tylko po polsku, to one nie
    > poznaly by angielskiego? Ja jestem swiecie przekonana, ze moje dziecko pozna a
    > ngielski zanim ruszy do szkoly i o ile nie bedzie chcialo, to nikt nie zorientu
    > je sie nawet, ze ona nie jest Brytyjka (to znaczy sie w sumie to ona jest Bryty
    > jka, ale wiesz o co mi chodzi).

    Naprawde w rodzinach gdzie dwoje mowi tym samym jezykiem dzieci nie znaja angielskiego, ucza sie go w szkole.
  • novalee1 28.04.11, 13:51
    -A dzieci nie mowiace po angielsku sa bez ogrodek nazywane przez rowiesnikow dumb i stupid.

    A to juz swiadczy tylko o dzieciach, ze sa niewychowane...niestety.

    -
    "wszystko to co najgorsze mozesz zamienic na najlepsze, jesli tylko chcesz"
  • jaleo 27.04.11, 11:47
    1mzeta napisała:

    > Tak j
    > ak dla dziecka naturalne jest to,że nie widzi innego koloru skóry rówieśnika ta
    > k samo naturalne jest dla niego to,że z rodzicem/rodzicami porozumiewa się w ję
    > zyku w jakim się porozumiewa i nie ważne czy jest to język którego używają rodz
    > ice czy taki jakim posługują się wszyscy dookoła.

    Ja sie zastanawiam, czy Ty w ogole masz dzieci, a jesli tak, to chyba jeszcze bardzo male, i z dziecmi niewiele mialas do czynienia. Dzieci "nie widza innego koloru skory rowiesnika"?? Chyba zartujesz. Dzieci nie tylko widza, ale do tego bardzo otwarcie o tym mowia, czesto w miejscu publicznym, ku przerazeniu rodzicow :-D

    Rowniez dzieciom absolutnie nie jest obojetne, ze rodzic do nich mowi w innym jezyku niz np rodzice wszystkich innych jego kolegow, i nie jest to dla niego "naturalne", wrecz przeciwnie, jest bardzo wyraznym wyznacznikiem "innosci".

    --
    Az sie nie chce wierzyc, ze to "nie pasowalo" na "Darkness on the Edge of Town"!
  • 1mzeta 27.04.11, 11:53
    "Dzieci nie tylko widza, ale do t
    > ego bardzo otwarcie o tym mowia, czesto w miejscu publicznym, ku przerazeniu ro
    > dzicow :-D "

    Widzieć tak- widzą bo niewidome nie są. Rozmawiają- no tak chyba twoje po nasłuchaniu się w domu odnośnie "inności".

    Dalej wmawiaj swoim dzieciom,że rozmawianie w ojczystym języku to "inność", której należy się wstydzić.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • jaleo 27.04.11, 11:58
    1mzeta napisała:

    > Dalej wmawiaj swoim dzieciom,że rozmawianie w ojczystym języku to "inność", któ
    > rej należy się wstydzić.

    Czy ja tu gdziekolwiek napisalam, jak ja rozmawiam z dziecmi, w jakim jezyku i o czym?

    --
    Az sie nie chce wierzyc, ze to "nie pasowalo" na "Darkness on the Edge of Town"!
  • jaleo 27.04.11, 12:01
    1mzeta napisała:

    "dla dziecka naturalne jest to,że nie widzi innego koloru skóry rówieśnika"

    > Widzieć tak- widzą bo niewidome nie są.

    To w koncu widza czy nie widza, bo juz sie pogubilam.

    --
    Az sie nie chce wierzyc, ze to "nie pasowalo" na "Darkness on the Edge of Town"!
  • 1mzeta 27.04.11, 12:03
    Ty od początku wątku jesteś zagubiona bo tekstu ze zrozumieniem nie potrafisz przeczytać, czepiasz się innych rzeczy nie związanych z tematem, sama nie będąc ekspertem.

    Pa pa
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • carmita80 27.04.11, 12:04
    1mzeta napisała:
    >
    > Dalej wmawiaj swoim dzieciom,że rozmawianie w ojczystym języku to "inność", któ
    > rej należy się wstydzić.

    A skad ty wiesz kto z kim o czym rozmawia?
  • kingaolsz 27.04.11, 11:48
    Widze, ze skupiacie sie na 2 skrajnosciach, co nie ma sensu najczesciej.

    Tez mowie do moich dzieci tylko i wylacznie po polsku, wyjatkami sa sytuacje jak np. wywiadowka czy kiedy w trojke rozmawiamy o czym konkretnym ( ja, dziecko, osoba obcojezyczna).
    Nie zyje w gettcie, moj angielski jest calkiem niezly na codzien ( studiuje juz 3 lata i jezyk nigdy nie byl problemem, a pisze sporo), obchodzimy tez polskie swieta, mamy polska tv - glownie, zeby wlasnie dzieciaki mialy wiekszy kontakt z jezykiem. Na dzien dzisiejszy ladnie mowia, starszy (8 lat) chce czytac i probuje pisac po polsku i widze, ze im ta znajomosc 2 jezykow nie ciazy ( a ma duzo plusow wrecz). W szkole raz, ze Polakow stosunkowo niewiele, dwa , moje dzieciaki sie koleguja z innymi dziecmi bez wzgledu na jezyk ( kieruja sie sympatia).

    W moim mniemaniu znanie 2 jezykow od dziecka jest swietna umiejetnoscia, ktora bardzo dobrze wplywa na rozwoj i dzialanie mozgu. Z tego co czytalam i pytalam specjalistow to najlepsze efekty daje wlasnie jesli dziecko utozsamia rodzica calkowicie z danym jezykiem, czyli np. z mama rozmawiamy wylacznie po polsku badz z tata wylacznie po niemiecku/rosyjsku/hiszpansku.
  • golfstrom 27.04.11, 12:21
    Kinga, mysle ze jak w wiekszosci ideologicznych dyskusji, glosy o tym, by nie postrzegac swiata w czarno-bialych kolorach sa i beda marginalizowane.

    Jedyna osoba, ktora powiedziala, ze podjela decyzje, by w ogole nie inwestowac w polskosc dzieci, jest do tej pory Steph. Reszta zastrzegla, ze nawet jesli nie mowi na ulicy po angielsku, to dba po polski.

    Ale duzo latwiej i najwyrazniej dla wielu osob znacznie przyjemniej jest antagonizowac sie, niz wymieniac doswiadczeniami.
  • espionka 27.04.11, 12:50
    zgadzam się z kingaolsz, choć być może tak jest (nie znam danych), że większość Polaków, która tu przyjechała jak pisala aniaashley izoluje się ale mówienie do dziecka po polsku na ulicy niekoniecznie musi być czynnikiem sprzyjajacym izolacji.
    Nas szkoła wrecz zachecala abysmy z dzieckiem rozmawiali po polsku bo to wspomaga naukę drugiego języka.
    Tutejsze dzieci były ciekawe polskiego języka (paru uczniów nauczyło się polskich słówek:)), polskich tradycji, zwyczajów a nawet polskiego jedzenia :)
    Syn szybko zintegrował się z grupą, nie mamy ani polskiej ani angielskiej TV :D, na ulicy rozmawiamy po polsku, syn mówi piekną polszczyzną bez żadnych naleciałości.
    Oczywiście jeżeli prowadzimy rozmowę z sąsiadką, która wpada na kawę to rozmawiamy po angielsku :) , kiedy spotykamy się z inną rodziną dwujęzyczną to wtedy słychać więcej niż 3 języki w domu czy pubie :D, i właśnie to jest fajne że jesteśmy inni a nie tacy sami :) i nie przeszkadza nam to w integrowaniu się z tutejszym społeczeństwem.
    Tak na prawdę to czy będziemy się integrować czy żyć w izolacji na emigracji zależy w większym stopniu od tego jakimi jesteśmy ludzmi niz jakim jezykiem władamy na ulicy. Jesli dzieci w domu slysza ze ich rodzice negatywnie wypowiadaja sie o kraju, w ktorym zyja to one też nie beda sie tu dobrze czuly i trudniej bedzie im sie zintegrowac z rówiesnikami.
    Znam tu Wloszke z 3-ka dzieci ze szczatkowa znajomoscia angielskiego (dzieciaki uczeszczaja 1 miesiac w roku do ang.szkoly)- az milo patrzec jak ta wloska rodzina jest rozchwytywana po lekcjach :))
    A co do tych nieszczesnych trampek, na BBC było to kiedys pięknie pokazane na przykładzie studenta, który nie potrzebował otaczać się przedmiotami aby utrzymać poczucie własnej wartości na odpowiednim poziomie- odstawał wyglądem ze względu na swoją chorobę totalnie a coż to za dusza towarzystwa była!
  • glasscraft 27.04.11, 12:54
    espionka napisała:

    > Tak na prawdę to czy będziemy się integrować czy żyć w izolacji na emigracji zależy w większym stopniu od tego jakimi jesteśmy ludzmi niz jakim jezykiem władamy na ulicy. Jesli dzieci w domu slysza ze ich rodzice negatywnie wypowiadaja sie o kraju, w ktorym zyja to one też nie beda sie tu dobrze czuly i trudniej bedzie im sie zintegrowac z rówiesnikami.

    Espionka, chapeau bas!!!
  • golfstrom 27.04.11, 13:05
    Moge tylko dodac od siebie, ze nie uwazam, aby istniala jedna jedyna droga do integracji.
    To jak wychowujemu swoje dzieci to wypadkowa bardzo roznych czynnikow. I to dotyczy wszystkich aspektow. Jesli dziecka nie zaniedbujemy, to chyba nasza prywatna sprawa, czy decydujemy sie na takie czy inne zasady.
    Moje dziecko chodzi spac o 7 wieczorem. Czy mam odsadzac od czci i wiary matki, ktore klada dzieci pozniej?
    Tak jak napisala Carmita, nie rozumiem czemu tyle negatywnych emocji otacza czyjas decyzje, by w miejscach publicznych uzywac takiego a nie innego jezyka? Nie walczymy z zaborca, nie musimy sobie wzajenie patrzec na rece.

    Ponadto, malzenstwa mieszane moga w inny sposob "zarzadzac" jezykami, niz malzenstwa homogeniczne. I nie musza koniecznie robic krzywdy dziecku.
  • carmita80 27.04.11, 13:27
    Kazdy ma prawo podjac decyzje o tym w jakim jezyku bedzie konwersowal z dzieckiem, mezem/partnerem, znajomym w miejscach publicznych. Dla mnie jeyzk jakiego uzywam w okreslonych sytuacjach jest bardzo waznym elementem mojej bytnosci w tym kraju wsrod tego spoleczenstwa, wielokulturowego, bo mieszkam w duzym miescie, w ktorym zarejestrowano 101 jezykow. Wiec uzywajac angielskiego daje czytelny sygnal tym ktorzy mnie otaczaja. Kiedy na placu zabaw tlumacze mojemu zaplakanemu dziecku, ze inne dziecko nie mialo zlych intencji i byl to nieprzyjemny wypadek (bedac swiadkiem zdarzenia)mowie po angielsku liczac na to, ze bede zrozumiana takze przez drugie dziecko i jego opiekuna. Dla mnie to naturalne a jednoczesnie fair bo wszystko wiadomo i nikt niczego sie nie domysla. Kiedy komentuje cos glosno i smieje sie patrzac w strone dziewczyny w chuscie nie chce aby pomyslala, ze moze z niej gdyz nie rozumie co mowie itd. itp. Takie drobiazgi. Polski moich dzieci na tym nie traci.
  • szczur.w.sosie 28.04.11, 11:57
    A dlaczego brak integracji ma iść w parze z negatywnym wypowiadaniem się o kraju, w którym się mieszka? ja tam nic złego powiedzieć nie mogę, a że się nie chcę integrować? W ogóle co oznacza "integrować się"? Być bardziej brytyjskim od Królowej?
    --
    'Hushaba my peerie ting/Cuddle closs ta mammie/Cuddle closs an hear me sing/Peerie mootie lammie'
  • aniaheasley 28.04.11, 12:06
    Integrowanie oznacza m.in. ale nie tylko: nawiazywanie znajomosci i przyjazni z miejscowa ludnoscia, sasiadami i znajomymi z pracy angielskojezycznymi. Ogladanie angielskiej telewizji, czytanie angielskich gazet, uczestniczenie w miejscowym zyciu publicznym, spolecznym, religijnym (kosciol angielski zamiast polskiego), moze nawet politycznym.
    Interesowanie sie 'czym zyje kraj'. Ten kraj, nie kraj z ktorego wyjechalas.
    Praca spoleczna w szkole Twoich dzieci.
    Chodzenie do kina, teatru, na koncerty (kabaret Sami swoi czy Kult sie nie liczy), wystawy.
    Zapisanie sie na kurs jezyka.
    Zdobywanie nowych kwalifikacji zawodowych w systemie angielskim. NVQ, studia, cokolwiek.

    Mnie sie w glowie nie miesci jak mozna zyc w jakims kraju i nie chciec robic zadnej z tych rzeczy.
    Moze mam za mala glowe.
    --
    Ania's Poland
  • szczur.w.sosie 28.04.11, 12:18
    Kamień z serca mi spadł;) Częściowo się zatem "integruję":)
    Mam znajomych "po dwóch stronach barykady" - nawet na herbatkę czy obiad razem się spotykamy. Nie są to tłumy, ale parę rodzin. Chrzestnym mojego dziecka jest Brytyjczyk z krwi i kości. No, telewizji żadnej nie oglądam, magazyny dotyczące interesującej mnie tematyki prenumeruję również anglojęzyczne, z gazet czytam tylko lokalny tygodnik, w bibliotece bywam często. Język mógłby być lepszy, ale "kursów na takim poziomie to nie mamy". Do wyborów na 5 maja idę.
    Więc nie jest tak źle;)

    --
    'Hushaba my peerie ting/Cuddle closs ta mammie/Cuddle closs an hear me sing/Peerie mootie lammie'
  • aniaheasley 28.04.11, 13:02
    8/10

    --
    Ania's Poland
  • carmita80 28.04.11, 12:29
    aniaheasley napisała:

    > Integrowanie oznacza m.in. ale nie tylko: nawiazywanie znajomosci i przyjazni z
    > miejscowa ludnoscia, sasiadami i znajomymi z pracy angielskojezycznymi. Oglada
    > nie angielskiej telewizji, czytanie angielskich gazet, uczestniczenie w miejsco
    > wym zyciu publicznym, spolecznym, religijnym (kosciol angielski zamiast polskie
    > go), moze nawet politycznym.
    > Interesowanie sie 'czym zyje kraj'.
    >
    > Mnie sie w glowie nie miesci jak mozna zyc w jakims kraju i nie chciec robic za
    > dnej z tych rzeczy

    ? Z moich juz dosc dlugich obserwacji wynika, ze wiekszosc Polakow nie chce robic rzeczy wymienionych przez ciebie. W zamian za to pada wciaz ten sam wyswiechtany argument o byciu bardziej brytyjskim od krolowej - nie wiem na czym mialoby to polegac? Chyba na nierobieniu tych wszystkich rzeczy j.w. a w zamian posiadanie tylko polskiej tv, kosciol tylko polski, prasa tylko polska, sklepy glownie polskie, znajomi a nawet praca tylko z Polakami itd. Zaznaczam, ze nie wszyscy tak zyja, ale zdecydowana wiekszosc. Wielu tez nie zna jezyka i nawet nie zamierza sie go uczyc - przyklad mam znajoma, ktora zna bardzo dobrze angielski, osoba udzielajaca sie dla spolecznosci angielskiej jak i polskiej i ona zaproponowala, ze moze uczyc jezyka kilka osob w tygodniu zupelnie za darmo - brak chetnych.
  • szczur.w.sosie 28.04.11, 12:34
    Ja tam dużo osób nie znam, ale chyba nie jest aż tak źle... Wiadomo, że niektórzy zbyt biegli nie są, ale jakiegoś polskiego getta nie zauważyłam.
    --
    'Hushaba my peerie ting/Cuddle closs ta mammie/Cuddle closs an hear me sing/Peerie mootie lammie'
  • aniaheasley 28.04.11, 13:18
    Ja takie getto wlasnie zauwazam tutaj gdzie mieszkam, najbardziej mnie ono boli i smuci w szkolach moich corek, pisalam juz o tym czesto, po prostu strasznie mi szkoda tych dzieci, ktore naprawde nie sa szczesliwe w szkole. Jest to calkiem spora grupa rodzin, ktore zycie towarzyskie uprawiaja tylko i uparcie w swoim wlasnym gronie, nawzajem sobie dzieci do szkoly podwoza, a ja nigdy jeszcze nie widzialam, zeby ktores z tych dzieci szlo do czy ze szkoly z jakims niepolskim.
    Ale co ja sobie bede nerwy strzepic :(
    --
    Ania's Poland
  • szczur.w.sosie 28.04.11, 14:04
    Już komuś kiedyś pisałam, że w innej Wielkiej Brytanii mieszkamy:);) To mi osoba odpisała, że ja chyba w "Małej Brytanii"...?
    Nie, aż tak źle to nie jest.
    Ale to specyfika życia daleko (bardzo daleko) od Londynu:P

    --
    'Hushaba my peerie ting/Cuddle closs ta mammie/Cuddle closs an hear me sing/Peerie mootie lammie'
  • golfstrom 28.04.11, 13:03
    > za to pada wciaz ten sam wyswiech
    > tany argument o byciu bardziej brytyjskim od krolowej

    Znowu Gombrowicz sie klania :))

    No ale Gombrowicz to pedal, zdrajca, tchorz, w dodatku nienawidzil Polski (tak jak Milosz), wiec nie trzeba sie nad nim zastanawiac.
  • aniaheasley 28.04.11, 13:26
    Ah, ten Gombrowicz. Ilez on spustoszenia posial wsrod polskich intelektualistow na cale pokolenia i ciagle jak perz sie krzewi, jak widac nawet tutaj, jak pokutuje i sie po swiecie nosi.... Gdyby tak mozna mu proces jakis wytoczyc posmietnie. Za rozsiewanie gdzie nie trzeba tej polskiej wyjatkowosci, slowotworczej chociazby i jezykowej gietkosci.
    Nie jest on sam, sporo namacil, i ciagle maci rowniez Stachura, Wojaczek, i inni usual suspects.
    Czas isc dalej.
    --
    Ania's Poland
  • golfstrom 28.04.11, 13:34
    Albo nie lapie Twojej ironii, Aniu, albo nie czytalam tych dziel Gombrowicza, ktore mowia o naszej wyjatkowosci. Zawsze mi sie wydawalo, ze on raczej krytycznie patrzyl na nasze prezenie piersi.

    Mozna by powiedziec, ze Matki Polki sa lepsze od Gombrowicza, bo w 180 postach przepisaly cala Ferdydurke.
  • aniaheasley 28.04.11, 13:48
    Troche to ciezko na forum wyjasnic, ale chodzilo mi o to, sprobuje jeszcze raz, jak moze sie zorientowalas nie przepadam za panem G, ze ten Gombrowicz pokutuje jak on to swietnie wszystko podsumowal, na kazda sytuacje mial slowo jakies, jakis zwrot, i to powielanie od dziesiatkow lat tego przekonania jaki to on jest super, no nie lezy mi. Ja sie meczylam nad nim dwa razy. Raz w szkole, raz pozniej, chcialam mu dac jeszcze jedna szanse. Ale wedlug mnie czytanie go teraz, tutaj pokazuje wyraznie ze krol jest prawie nagi.

    --
    Ania's Poland
  • derka1 27.04.11, 12:30
    A ja uwazam, ze dobra znajomosc jezykow obcych to niezwykly dar i szalenie pozyteczna w zyciu umiejetnosc. Sama bardzo zaluje, ze nie mowie dobrze i plynnie w jeszcze jakims innym jezyku, bez wzgledu na to jak powszechny lub rzadki by byl. Z tego powodu m.in "ogladamy" sobie czasami z mlodziencem francuskie lub rosyjskie programy telewizyjne - niech sie chlopak juz za mlodu "osluchuje" :-).

    Co do uzywania polskiego - slubny twierdzi, ze to dla niego prawdopodobnie jedyna szansa zeby sie w koncu nauczyc jezyka zony. Zadne inne metody do tej pory nie skutkowaly wiec moze to przysluchiwanie sie moim z mlodziencem konwersacjom pomoze. Smieszy mnie czasami ta mezowska ciekawosc nowych polskich slow. Ostatnim hitem byly "baby"..., te z nosa :-)
  • czarny_uk_anka 27.04.11, 12:36
    No, jezeli watek schodzi na wielojezycznosc to oczywiscie jest to plus, ze dzieci mowia w dwoch/trzech jezykach. Natomiast wlasnie nie mowilo by moze w polskim gdybym po polsku do corki nie mowila :)A staram sie to robic, bo ona zwyczajnie slow polskich zapomina.Swojego czasu odpowiadala na polskie pytanie tylko po angielsku.
    Reasumujac, widze ze 99procent z Was mowi do dzieci po polsku,niewazne czy tylko w domu, czy takze na ulicy :)
  • natina0 27.04.11, 15:52
    ja mówię do swojej 15 miesięcznej córki od zawsze po polsku.Po pierwsze bo nie potrafiłabym inaczej,jestem Polką,moje dziecko też i w domu (wydaje mi się to oczywiste)tylko polski.Po drugie mimo iż biegle posługuję się angielskim to nadal popełniam błędy,mam inny akcent itp
    Oczywiście zależy mi na tym aby dziecko posługiwało się biegle oboma językami.Wolę żeby uczyła się go od dzieci,anglików(dorosłych)i z tv.
    Nie potrafiłabym do niej zwracać się,wyrażać emocji,mówić zdrobniale po angielsku.Nie byłabym sobą,dziecko nie znałoby prawdziwej mnie,jaką jestem(nie wiem jak to wam dokładnie wytłumaczyć).Więc gdybym nagle do dziecka zaczęła się zwracać na ulicy w innym języku chyba nie wiedziałaby o co chodzi;/Oczywiście jak pójdzie do przedszkola i zacznie mówić po angl.to w towarzystwie innych dzieci i dorosłych(Anglików)będziemy mówić tak żeby wszyscy rozumieli.Gdy jesteśmy/będziemy same to po Polsku.
    kiedyś już dziewczyny pisały,będąc niepocieszone,że ich kilkuletnie dzieci odpowiadają do nich po angielsku,mają problemy z j.polskim itp.Co nie jest zaskakujące,dlatego tym bardziej u nas zasada będzie taka,że między nami zawsze polski,czy w domu czy na ulicy.Zależy mi aby córka czuła się mimo wszystko Polką(rozważamy powrót do pl w przyszłości)Oby się udało!:)
    --
    <a href="http://pregnancy.baby-gaga.com/"><img src="<a href="tickers.baby-gaga.com/p/dev036pr___.png"" target="_blank">tickers.baby-gaga.com/p/dev036pr___.png"</a> alt="pregnancy" border="0" /></a>
  • illegal.alien 27.04.11, 15:52
    U nas podobnie - ja lapie slowka w szona, nieslubny po polsku. Oczywiscie same jakies glupoty na razie, ale niewatpliwie duzo bardziej sie ze swoimi jezykami osluchujemy, bo wczesniej w domu byl tylko angielski i angielski :)
  • aniaheasley 27.04.11, 15:58
    Moj maz tez mial taki pomysl. Niestety jego repertuar zatrzymuje sie przy kazdym dziecku na etapie: siusiu kup parowka cicho chodz tu idziemy sie kapac slucham prosze bardzo daj raczke mleko sok pomaranczowy szybko szybko daj mi to.

    Potem sie wylacza, bo jak twierdzi nie dla niego jezyk gdzie istnieje jedno slowo na six, father- in-law i hello :)

    --
    Ania's Poland
  • murasaki33 27.04.11, 16:30
    Ania, zabilas mnie:))))
    >>Potem sie wylacza, bo jak twierdzi nie dla niego jezyk gdzie istnieje jedno slowo na six, father- in-law i hello :)<<
    Ja od siebie dodam, ze mialam kiedys idee, zeby mowic w swoim ojczystym jezyku tylko i wylacznie do dzieci, ale rzeczywistosc zmienila mi perspektywe. Corka wczesnie zaczela mowic w obu jezykach, wchlaniala jak gabka slowa i zdania - z ulicy, z bajek/piosenek, z creche i ciagle chciala jeszcze, gdy miala dwa lata nawijala jak karabin:) Oczywiscie polski w jej wydaniu jest nadal bogatszy i poprawniejszy niz angielski, ale zapewne, gdy zacznie szkole z angielskim pojdzie jej lepiej i szybciej. Dbam o nasza polszczyzne, jest to dla mnie naturalne i wlasciwe, ale od poczatku mieszalam oba jezyki - wiem, nie powinnam:) Corka ciagle pytala o angielskie slowa, teraz czesto pyta o polskie slowo, bo nie zna go a w przedszkolu uslyszala cos, co chce mi przekazac. Moj angielski nie jest i chyba nigdy juz nie bedzie dobry, plynny i zawsze akcent mnie zdradzi, ale nie mam z tym problemu, lubie mowic w kazdym jezyku:) Zwykle slysze pytanie skad jestem, bo mam akcent - z Niemiec, z Holandii? Corka mowi swobodnie i bez wstydu po polsku, i jeszcze swobodniej po angielsku, nawet gdy nie zna slowa, to ciagnie temat na zasadzie opowiedzenia o co chodzi. Na ulicy mowie do niej po polsku, ale jesli stoimy na przystanku i sa obok inni, mowimy po polsku i po angielsku rownoczesnie. Uwazam, ze to niekomfortowe i dla mnie i dla innych, gdybym uzywala przy nich tylko polskiego - tak jakbym miala jakas tajemnice:) Gdy tak sobie przeskakujemy z jezyka na jezyk, zwykle slysze slowa uznania dla corki (nie dla mnie:)))) ), ze jest dwujezyczna. Jednak raz mialam sytuacje, ze corka zapytala mnie dlaczego nie mowie w domu do niej tak, jak mowi mama Hannah do niej. Chciala, zebym uzywala angielskiego wszedzie. (To prosto pokazuje, ze dzieci chca byc czescia calosci, nie chca byc inne. Inne nie znaczy gorsze, po prostu inne. Tak samo, gdy chciala miec taka sama hulajnoge jak 90% kolegow w przedszkolu i takie same buty - crocsy:) ) Wytlumaczylam jej, ze jestesmy Polkami wiec mowimy po polsku miedzy soba a mieszkamy w UK wiec uzywamy tez angielskiego. Uznala ze to, iz uzywa 2 jezykow jest super sprawa, bo Hannah zna tylko jeden:)
    Podobnie z synem, mowie do niego po polsku, ale wlaczam angielskie slowa, ktore pomagaja mu sie odnalezc w przedszkolu. I na slowo "czapka" nie reaguje a na "hat" owszem:)

    --
    Podazaj nieustannie za najwazniejszym

    Ludwika 26.10.06. i Vincent 23.10.09. - moje dwa slonca:)
  • jaleo 27.04.11, 16:57
    aniaheasley napisała:

    > siusiu kup parowka cicho chodz tu idziemy sie kapac slucha
    > m prosze bardzo daj raczke mleko sok pomaranczowy szybko szybko daj mi to.

    Haha, przynajmniej jakis profil psychologiczny moznaby z tego wylonic! Moj to chyba ma sieczke zamast mozgu, bo jego repertuar polski to:

    pajak, ty lobuzie, malpka, spokojnie, cholera, taki malutki.

    --
    Az sie nie chce wierzyc, ze to "nie pasowalo" na "Darkness on the Edge of Town"!
  • steph13 27.04.11, 17:40
    Najbardziej w tej calej pseudo dyskusji uderza mnie, choc nie zdziwia bo typowo polski, brak tolerancji dla odmiennej opinii.
    Zgadzam sie z Ania, ze dzieci nie chca byc inne od reszty, nie chca byc wyszydzane czy wytykane za inny ubior, jezyk rodzicow, zawartosc kanapki w lunch box czy dziwaczny kolor wlosow matki. Stad, jesli dziecko stwierdza, ze nie chce aby mama gaworzyla pod szkola w jezyku innym niz inni rodzice, to moim zdaniem, nalezy to uszanowc. Jesli urodzone tutaj i wychowane w angielsko jezycznym otoczeniu dzieci nie chca uzywac jezyka matki czy ojca to nie widze powodu aby je do tego zmuszac. Jesli jezyk polski, polska kultura, przyspiewki Mazowsza czy holubce tatrzanskie bylyby dla mnie tak super istotne w wychowaniu moich dzieci to pewnie nigdy nie wyjechalalbym z Polski. Moje dorosle juz teraz corki uwazaja sie za calkowity produkt wyksztalcenia i kultury brytyjskiej w zwiazku z czym okreslaja siebie jako British. A o mnie mowia znajomym, ze mama jest British of Polish origin. Same wybraly i okreslily swoja identity i nie czuja sie w zadnym stopniu ubozsze.
    Ciekawe ilu rodzicow pyta dzieci o ich opinie w tej kwestii.
  • lee.loo 27.04.11, 18:01
    steph13 napisała:

    > Najbardziej w tej calej pseudo dyskusji uderza mnie, choc nie zdziwia bo typowo
    > polski, brak tolerancji dla odmiennej opinii.
    > Zgadzam sie z Ania, ze dzieci nie chca byc inne od reszty, nie chca byc wyszydz
    > ane czy wytykane za inny ubior, jezyk rodzicow, zawartosc kanapki w lunch box c
    > zy dziwaczny kolor wlosow matki. Stad, jesli dziecko stwierdza, ze nie chce aby
    > mama gaworzyla pod szkola w jezyku innym niz inni rodzice, to moim zdaniem, na
    > lezy to uszanowc.

    Fantastyczny argument. Czyli jezeli moj syn zakomunikuje pewnego dnia, ze musze czesciej pic walkera i jarac skrety, bo matki Richarda, Jansona, Briana etc tez tak robia, to ja mam sie do tego pozytywnie ustosunkowac, bo inaczej syn mi sie zestersuje i zamknie w sobie :))))
    --
    <<punkt widzenia zależy od punktu siedzenia>>
  • steph13 27.04.11, 18:10
    No jezeli masz syna, ktorego podejrzewasz o takie madre sugestie to rzeczywiscie powinnas uwazac i strzec go w kazdym jezyku.
    A co do punktu widzenia i siedzenia - you got it in one! Siedze w Anglii wiec wychowuje dzieci accordingly. Jesli tobie pasuje inaczej, to tez dobrze. To sie nazywa 'tolerancja'.
  • lee.loo 27.04.11, 18:22
    Steph,
    Post powyzej powiedzialas:
    > Zgadzam sie z Ania, ze dzieci nie chca byc inne od reszty, nie chca byc wyszydz
    > ane czy wytykane za inny ubior, jezyk rodzicow, zawartosc kanapki w lunch box c
    > zy dziwaczny kolor wlosow matki.

    Stad, jesli dziecko stwierdza, ze nie chce aby
    > mama gaworzyla pod szkola w jezyku innym niz inni rodzice, to moim zdaniem, na
    > lezy to uszanowc.

    Jak to sie ma do nauki dziecka tolerancji, skoro wlasnie sama dajesz przyzwolenia na nieakceptowanie "innosci"?
    --
    <<punkt widzenia zależy od punktu siedzenia>>
  • aniaheasley 27.04.11, 18:29
    W temacie zrozumienia psychiki dziecka i jak on sie czuje z pozycji bycia innym polecam goraco lekture ksiazki, lub obejrzenie filmu, obie wersje sa boskie, pt. About a boy.

    Matka tego chlopca wlasnie upierala sie przy tym, zeby jej syn zaakceptowals swoja innosc (czyt. jej dziwactwa - i nie, nie uwazam, ze mowienie do dziecka po polsku jest dziwactwem, wiec daruj sobie) i jaki jej syn byl z tym szczesliwy w zyciu szkolnym na codzien.
    --
    Ania's Poland
  • lee.loo 27.04.11, 18:54
    aniaheasley napisała:

    > W temacie zrozumienia psychiki dziecka i jak on sie czuje z pozycji bycia innym
    > polecam goraco lekture ksiazki, lub obejrzenie filmu, obie wersje sa boskie, p
    > t. About a boy.

    Widzialam, czytalam nawet w oryginale (to tak apropos lekcji angielskiego:))
    >
    > Matka tego chlopca wlasnie upierala sie przy tym, zeby jej syn zaakceptowals sw
    > oja innosc (czyt. jej dziwactwa - i nie, nie uwazam, ze mowienie do dziecka po
    > polsku jest dziwactwem, wiec daruj sobie) i jaki jej syn byl z tym szczesliwy
    > w zyciu szkolnym na codzien.

    A jednak nie podaruje. mowienie w ojczystym jezyku, nie jest IMHO powodem do ani wstydu ani dziwactwem.
    O ile sobie przypominam, markus zyskal sympatie tej rockowej panienki. A to czy byl szczesliwy czy nie, to nie tylko zasluga dziwact matki, a raczej jej choroby, depresji.
    --
    <<punkt widzenia zależy od punktu siedzenia>>
  • steph13 27.04.11, 19:04
    > A jednak nie podaruje. mowienie w ojczystym jezyku, nie jest IMHO powodem do an
    > i wstydu ani dziwactwem.

    Oczywiscie, ze nie jest ani dziwactwem ani powodem do wstydu!
    Ale pamietaj, ze to jest TWOJ jezyk ojczysty a nie urodzonego TUTAJ dziecka. Jego OJCZYZNA jest chyba tutaj? I kto wie, kiedy podrosnie, moze matczyna tolerancja pozwoli aby sam mogl o tym zadecydowac?
  • aniaheasley 27.04.11, 19:06
    Steph, co Ty tutaj jakies herezje glosisz, jezyk polski pozostaje jezykiem ojczystym do trzeciego pokolenia wlacznie.
    --
    Ania's Poland
  • steph13 27.04.11, 19:16
    zamknij Dzięki Tobie Forum może być lepsze - zgłoś wpisy łamiące regulamin założycielowi forum.

    Jeszcze zdążysz pomóc.
    Matki Polki w UK

    Autor:
    steph13@gazeta.plkorzysta z IP: (77.99.76.129) .Temat:
    .Treść:
    . Powiadamiaj mnie mailem o odpowiedziach w wątku .Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.
    . .

    Odpowiadasz na:
    aniaheasley napisała:

    > Steph, co Ty tutaj jakies herezje glosisz, jezyk polski pozostaje jezykiem ojczystym do trzeciego pokolenia wlacznie

    hahaha, silly little old me!
  • espionka 27.04.11, 20:22
    > Ale pamietaj, ze to jest TWOJ jezyk ojczysty a nie urodzonego TUTAJ dziecka

    nie wszystkie dzieci urodziły się w UK :)
    niektóre spędziły sporo czasu w Polsce i pamiętają i chcą kultywować polską kulturę i język w pozytywnym słowa tego znaczeniu i nie przeszkadza im to w integracji.
    Znam tu Polaków z drugiego pokolenia emigracji powojennej, którzy żałują, że nie nauczono ich polskiego - przez to np. stracili kontakt z krewnymi w Polsce, są pewnie też tacy, którym nie przeszkadza brak znajomości języka polskiego :)




  • steph13 27.04.11, 18:38
    lee.loo napisała:
    > Jak to sie ma do nauki dziecka tolerancji, skoro wlasnie sama dajesz przyzwolen
    > ia na nieakceptowanie "innosci"?
    Jesli dziecko samo wyraza niechec do innosci, bo czyje sie z tym niezrecznie lub jako outsider, to moja tolerancja polega na tym, ze innosci nie narzucam. Tolerancja nie polega chyba na ... tolerowaniu li tylko wlasnego sposobu myslenia, a moze sie myle.
  • eutyfrona 29.04.11, 21:35

    Same wybraly i okreslily swoja identity i nie czuja sie w zadnym
    > stopniu ubozsze. Ciekawe ilu rodzicow pyta dzieci o ich opinie w tej kwestii.

    Ja sie nad tym zastanawialam przy wypelnianiu kwestionaruisza do spisu powszechnego - calej trojce (9, 4, 2 lata) wpisalam "Polish" w rubryce "national identity", nie pytajac dzieci o zdanie, ale moze oni wpisaliby "British"? Najstarsza corka, urodzona w Polsce, od 3. roku zycia mieszkajaca w Wielkiej Brytanii pewnie juz by mogla powiedziec, czy czuje sie bardziej Polka czy Brytyjka. Nie zapytalam jej tym razem...

    Ja do dzieci mowie glownie po polsku, w domu i poza domem, chyba, ze chce, zeby osoby anglojezyczne, np. opiekunka, albo dzieci w parku, zrozumialy, o czym mowimy. Cala trojka okolo 7 godzin 5 razy w tygodniu spedza w angielskojezycznym srodowisku, wiec o to, czy naucza sie angielskiego sie nie martwie. Bardziej martwie sie, czy nie straca polskiego, bo czesto zdarza sie, ze mowia niby po polsku, uzywajac polskich wyrazow, ale z angielska skladnia, albo uzywajac zlego tlumaczenia, np. cos jest twarde, zamiast cos jest trudne...



    Wlasnie zapytalam corke, czy czuje sie bardziej Polka czy Angielka - odpowiedziala, ze Polka, bo w Polsce byla dzidziusiem i z Polskie jest jej rodzina - ciekawe, co powie za kilka lat
  • rodzynka2000 28.04.11, 10:45
    Mnie interesuje jeden aspekt wyboru jezyka do rozmowy z dzieckiem - rozwoj slownictwa angielskiego. Czy nie jest tak, ze jesli w domu uzywa sie wylacznie (albo prawie wylacznie) polskiego i oprocz tego polscy rodzice mowia do dziecka tylko po polsku, to czy dziecko bedzie mialo szanse na wzbogacanie slownictwa angielskiego.

    Wielu rodzicow zaklada, ze gdy dziecko plynnie porozumiewa sie z rowiesnikami i ma dobre wyniki w szkole to oznacza ze angielskim nie nalezy sie przejmowac. I pewnie nie trzeba gdy dziecko ma wiele zajec pozalekcyjnych w malych grupach, gdzie ma duzo indywidualnej uwagi, lub gdy moze dyskutowac po angielsku np. z sasiadami. W praktyce imigracyjnej jest to chyba jednak rzadkosc i polskie dzieci nie maja mozliwosci rozwoju slownictwa ponad minimum szkolne. Jesli bardzo duzo czytaja i dopytuja rodzicow co znacza nowe wyrazy (ale czy wtedy tlumaczymy na polski czy opisowo po angielsku?), to byc moze to wystarczy, ale dziecko moze nie chciec duzo czytac gdy wielu wyrazow nie zna (jak chocby z Wind in the Willows).

    Wszystko zalezy od aspiracji, bo jesli zadowala nas przecietnosc i local comprehensive, to oczywiscie nie ma co sie wysilac, zwlaszcza ze lepsza znajomosc polskiego moze sie przydac w przyszlosci w Polsce. Ale jesli chcemy, zeby dziecko potrafilo myslec i dyskutowac na trudne i zlozone tematy po angielsku, to jak inaczej mozna to zorganizowac? Bo zatrudnianie prywatnego nauczyciela problemu nie rozwiaze, bo to bedzie nie wiecej niz kilka godzin w tygodniu.

    No i jeszcze kwestia akcenu, o ktorym juz wczesniej byla mowa. Dzieci w szkole nie mowia poprawnie po angielski i trzeba je poprawiac. Tak robia nasi angielscy znajomi gdy dziecko zjada "t" na koncu wyrazu (Betty bought a bit of butter...). Polski akcent to zaden wstyd, ale bledna niechlujna wymowa to juz co innego. Czy rodzic mowiacy do dziecka tylko po polsku powinien takie bledy poprawiac?
  • aniaheasley 28.04.11, 11:08
    Wedlug mnie, o ile rodzic jest w stanie ze wzgledu na swoj poziom jezyka, to powinien jak najbardziej poprawiac bledy wymowy i tlumaczyc nieznane slowka.
    Co do tlumaczenia nieznanych slowek angielskich, to najlepiej byloby je tlumaczyc angielskimi synonimami prostszymi, ktore dziecko juz zna, bo to nie ma byc lekcja jezyka obcego tylko wzbogacanie jednego jezyka.
    Na takiej samej zasadzie jak dziecko nie rozumie trudnego slowka polskiego, trzeba je wyjasnic podajac synonimy w jezyku polskim, ktore dziecko juz zna.
    Czyli jezeli dziecko sie pyta co znaczy slowko astonished, to nie mowimy 'bardzo zdziwiony' tylko 'really surprised' bo dziecko czytajace ksiazke ze slowami typu astonished powinno miec dobrze przyswojone slowko surprised :)

    Ja walcze u moich dzieci z nalecialosciami 'souf london' czyli bu^er, bo^le, wa^er zamiast butter, bottle itp. Za kazdym razem to poprawiam.

    Ogolnie zasada jest taka ze o ile tylko starcza wiedzy, czasu, energii, umiejetnosci i zapalu nalezy dziecku jak najwiecej pomagac jezykowo.


    --
    Ania's Poland
  • dru.ga 28.04.11, 14:24
    Nie przebrnelam przez calosc ale mysle ze Steph dala prosta recepte i rozwiazanie dylematow...czemu nie posluchac wlasnego dziecka?:-))
    Moja strasza miala 5 lat jak przyjechalismy tutaj, w domu rozmawiamy po polsku takze w kazdej sytuacji w ktorej nie uczestnicza 'osoby trzecie' . Ona sama n pytanie czy chcialaby zebym uzywala jezyka angielskiego w sklepie, na ulicy odpowiedziala ze nie, woli kiedy uzywam jezyka polskiego bo kiedy mowie po angielsku wydaje jej sie troche obca. Szanuje jej zdanie tak samo jak ona szanuje i rozumie decyzje ze przy kasie, podczas mierzenia butow, na placu zabaw czy na placu zabaw kiedy nie jestesmy rozmawiamy w jezyku angielskim.
    Mysle ze dzieci szykanuja te osoby ktore swojej innosci nie potrafia obronic. Ja mojej corce odkad przyjechalismy do Wielkiej Brytani pokazuje dobre strony tego ze jest dwujezyczna, ze ma rodzicow z Polski ze moze korzystac zarowno z tutejszej jak i polskiej kultury . To sa bardzo proste sytuacje np. ze gdyby nie miala polskich rodzicow nigdy nie poznalaby smaku pierogow:-))) i widze
    ze to dalo bardzo dobre rezultaty i moja corka jest bardzo dumna z tego ze zna, umie cos wiecej niz jej rowiesnicy.
    Druga corka urodzila sie juz tutaj ale stosuje dokladnie te same zasady - na rezultaty pozostaje poczekac. Na pewno bede sie starala zeby od poczatku byla dwujezyczna ale czy mi sie uda to utrzymac czas pokaze.
    --
    A pessimist is an optimist with experience

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka