Dodaj do ulubionych

plusy/minusy

31.08.11, 08:41
co u Was przemówiło za tym że jesteście w UK i nie wracacie do pl? praca? pieniądze? domy z councilu? bezpieczeństwo dzieci? nauka ang?
Jestem właśnie w pl i natchnęła mnie refleksja :) z jednej strony chciałabym nie wracać do uk z drugiej... na plus przemawia dom/ nauka ang dla dzieci, lepsza niż nie jeden kurs/bezpieczeństwo - nikt dziecku roweru ani mp3 nie ukradnie, przynajmniej u mnie to się nie dzieje, rower nowy leży przed domem i nikt go sobie nie weźmie no i to , że co by sie nie działo z minimalnej pensji można przezyć i mieć dach nad głową, zaś w pl z minimalną pensją bez mieszkania można się poprostu załamać, bo na wynajem nawet nie starczy... a jak jest u Was?
Edytor zaawansowany
  • 3-mamuska 31.08.11, 09:12
    U mnie jest tak,odkad wiemy ze syn ma dyslekcje to wiemy ze do pl nie wrocimy.
    Tu ma pomoc,od wrzesnia laptopa,pania do pomocy przy czytaniu i pisaniu,czy przy testach.

    Duzo daje mi to ze ludzie sa tacy mili usmiechnieci,jak czasem mam gorszy dzien to idac ulica,ktos sie usmiechnie az milo sie robi.
    Podejscie nie wtracanie sie, nie osadzanie.

    Teraz doszedl autyzm u prawie 4-latka wiec juz napewno nie wrocimy,ze wzgledu na niego,nie widze go w poslce w przedszkolu ani terapi ,tu ma terapie w przedszkolu,na miejscu za darmo,a nie jak w polsce o wszystko trzeba samemu walczyc,a jeszcze klody pod nogi.
    w polsce ludzie sa jakos tak bardziej zesrtesowani,jak jade to zawsze cos,ktos sie z kim sie odzywa,ktos obrazony do grobowej deski,oceniaja ach duzo by gadac.

    Na koncu sa pieniadze,tu moge pozwolic sobie na zostanie,zwlaszcza z mlodym w domu,w polsce bym nie mogla.
  • najma78 31.08.11, 10:04
    Dla mnie zycie w PL nie ma plusow, ja takich jak do tej pory nie znalazlam. Uk nie jest idealnym krajem, ale dla mnie do zaakceptowania, lubie tu zyc o powrocie nawet nie mysle. Nie jezdze do PL na wakacje, nie tesknie, a osoby, ktore sa mi bliskie przyjezdzaja do mnie.
  • magda_rn 31.08.11, 10:28
    Na dzień dobry, minusem chyba będzie to:
    imageshack.us/photo/my-images/233/img4541f.jpg/
    To jest w moim mieście:))
    Odkąd straciło status miasta wojewódzkiego, stacza się po równi pochyłej.
    W niedzielę, przekraczając granicę, wkroczyliśmy do slumsów. Nie wiem jak Ci ludzie żyją, ale Polska to obraz nędzy. Nie chcę mieszkać w takim kraju. Wszędzie naokoło rudery, brud i śmietnik. Jest lato a po przekroczeniu granicy, przepraszam za obrazowy opis, dostaliśmy w gardłach gluta, powietrze jest gęste od smogu, kurzu i cudownie trujących toksycznych związków z wypalanych śmieci. Samochód trzeba myć co 3/4 dni. Za granicą wystarczy raz na 3/4 tyg... Byliśmy teraz w Londynie półtora miesiąca, a dzieć nie kasłał, w Polsce co tydzień chrycha jak stary palacz...
    W Anglii przeraża mnie opieka medyczna. W Polsce mamy bardzo dobrą pediatrę. Nie przegina z antybitykami, ale jeżeli dziecko jest chore, to nigdy tego nie lekceważy zbywając paracetamolem. Nigdy nie domówiła mi skierowania na badania. Tu (na forum) czytałam, że w Angli kazali czekać na wizytę czekać kilkanaście tygodni. My też mieliśmy taki przypadek, nie chciała zarejestrować Alka na dzień, w którym mąż dzwonił, ustąpiła po awanturze i komentarzu o dysktryminacji (mój chłop przyjął taktykę "ofiary":)), no i co z tego, że zarejestrowała, jak lekarz i tak stwierdził, że zielonobrązowoflegmiastego gluta się nie leczy:)).
    Jak wróciliśmy do Polski i opowiadałm w przychodni o angielskiej słuzbie zdrowia, to zbiegałay się pielęgniarki i lekarze:)). A obrastały w piórka..... Ale jak już tak schwaliłam polską opiekę, to zaraz niedługo, pani jaśnie doktor odmówiła mi przyjęcia dzieciaka...
    W polsce jakość wszystkich towarów bardzo odbiega od tych za zachodnią granicą. U nas promocja polega na wystawieniu skrzynek ze zgniłymi pomidorami, śliwkami, czy czymkolwiek. Jesteśmy traktowani jak świnie. Na półkach ciężko znaleźć cokolwiek świeżego.
    Jeste tego tyle, tego na minus, w Polsce, że powstałby jakiś esej chyba.
    Za pozostaniem w Polsce, teraz przemawia tęsknota za rodzicami. Jestem jedynaczką, oni też tu nie mają rodziny, rodzeństwo porozjeżdżało się po Polsce. Mam dorosłą córkę, która jest na miejscu, ale wiem, że ona ma swoje życie i nie poświęci im tyle uwagi, ile ja.
    Z jednej strony rodzice rozumieją, że chcemy lepszego życia dla dziecka, ale zawsze byliśmy bardzo blisko i uczucie pustki i rozłąki ich i mnie dręczy. I podstawowe pytanie jakie sobie zadaję w tym przypadku, to czy mam prawo odbierać im na stare lata rodzinę..., mają tylko dwoje wnucząt...?
    Idę się wypłakać...


  • ewa_g96 31.08.11, 10:48
    No to ja się wypowiem z perspektywy tej co wróciła do Polski :)
    Wróciliśmy ze względu na dzieci - 13 i 15 letnie bo 4 latkowi to nie przeszkadzało nic. Dzieciaki chodziły 2 lata do szkół w Anglii. Syn jakoś dał radę, zaprzyjaźnił się z dziećmi i super podłapał język. Córka - tragedia, totalna blokada i bardzo marny kontakt z rówieśnikami. Do tego w szkole wieczne wyzwiska ze strony dzieciaków - interwencje nie wiele pomogły. W Polsce odżyły i zupełnie inne dzieci. To na plus. Mi Anglii bardzo brakuje, tych uśmiechów na ulicach i w sklepach, tego że nikt nie marudził że trzeba w kolejce postać i poczekać itp. Uwielbiałam promocje w sklepach i wyprzedaże. Z lekarza nie korzystałam za dużo ani w UK ani w Polsce więc nie narzekam bo i tu i tam załatwiam co potrzebuję. A okradziono nas w UK dwa raz- raz wszystkie narzędzia z garażu a drugi raz z garażu wyniesiono rower syna. Po rocznym pobycie w kraju ja nadal tęsknie a dzieciaki nie chcą myśleć o powrocie.
  • jaleo 31.08.11, 11:07
    Jak dla mnie, to domy z councilu, tudziez counsilu. Zdecydowanie ;-D


    --
    Komentarza nie trzeba
  • aniaheasley 31.08.11, 11:20
    Dla wyjasnienia oraz dla tych, co wlasnie spisuja liste plusow i minusow, zeby nie bylo potem, ze forum w blad kogos wprowadzilo: rowery i mp3 w UK tez kradna jak najbardziej.
    --
    Ania's Poland
  • marninor 31.08.11, 11:36
    ;)) Ania- sądzisz że po tym poście liczba chętnych na wyjazd wzrośnie? ;)) napisąłam że to u mnie się nie dzieje, w moim mieście, w mojej dzielnicy... wszystko sobie leży przed domem- dzieci się bawią, jak ktoś nie schowa - nie zginie, nawet jeśli nowiusieński drogi rower... komórek przy domach ludzie nie zamykają, u mnie na ulicy dużo ludzi nie zamyka nawet drzwi na klucz jak wychodzi- dla mnie to duży plus , bo teraz w warszawie- powtarzam dziecku że jak ktoś będzie chciał ci zabrać rower to oddaj , nie walcz- żeby ci się krzywda nie stała bez sensu...
  • ta_ruda 31.08.11, 11:48
    tak, a mnie to nawet kola od roweru ukradli! (w Londynie)

    aniaheasley napisała:

    > Dla wyjasnienia oraz dla tych, co wlasnie spisuja liste plusow i minusow, zeby
    > nie bylo potem, ze forum w blad kogos wprowadzilo: rowery i mp3 w UK tez kradna
    > jak najbardziej.
  • najma78 31.08.11, 11:55
    ta_ruda napisała:

    > tak, a mnie to nawet kola od roweru ukradli! (w Londynie)


    ale tam duzo Polakow mieszka
  • poppy76 31.08.11, 12:04
    Taaa;)
    Koledze rower ukradli Niepolacy, a nam wlam do mieszkania dwukrotnie zaserwowali takze Niepolacy. W Londynie, zeby nie bylo.

  • a-inka 31.08.11, 12:11
    Spokój.Mój wewnętrzny spokój,bo rachunki zapłacone na czas,bo mam co do gara włożyć,bo nie płaczę po nocach,że znowu na coś mi brakuje.Nie martwię się,że za tydzień dzieci ida do szkoły,a ja nie mam za co kupić im wyprawki.
    Nie martwię się,że jak za dwa miesiące będę rodzić,ktoś mnie nazwie idiotką,co przeć nie umie i bez pozwolenia zaaplikuje jakiś lek,a potem się wyprze.
    Mój spokój przekłada się na całą rodzinę,dzieci są szczęśliwsze,zmieniły sie na korzyść,odkąd tutaj mieszkamy.Kiedyś bardzo tęskniły za PL,za rówiesnikami,od pewnego czasu już nawet nie wspominają...

    Oczywiście,są minusy mieszkania w UK,ale tych jest niewiele,moim zdaniem...jakby tak nie było,mieszkalibyśmy w raju na ziemii;),ale plusów jest przeważająca większość.
    --
    "Żeby odpędzić złe sny, pociągnęła solidny łyk z butelki pachnącej jabłkami i radosną śmiercią mózgu"./T.Prachett/

    Wielki Brat patrzy,niestety;/
  • cherrie 31.08.11, 12:23
    eh, no to moze ja teraz, w koncu za 3 dni wyjezdzam do PL!
    Mam bardzo mieszane uczucia...niby w planach wyjazd do Niemiec, ale juz sama nic nie wiem.
    Zaczne od plusow dla UK:
    - latwosc zalatwiania czekokolwiek/gdziekolwiek, brak biurokracji,
    - duzy wybor towarow w sklepach, i jego dostepnosc (bez wzgledu na dochody),
    - mozliwosc utrzymania rodziny z jednej pensji,
    - mozliwosc mieszkania w domu z ogrodkiem
    - czyste powietrze
    Minusy:
    - pogoda!!!!
    - brak rodziny
    - ciagle uczucie, ze jest sie obcym! I to bez wzgl na ilosc lat tutaj spedzonych, zawsze bedzie sie tym obcym
    - opieka medyczna, nie nie bede narzekac doslowinie, chodzi o to, brak mozliwosci leczenia prywatnego, tj. jak w pl - telefon, wizyta jeszcze tego samego dnia, stowka i po sprawie.
    Tutaj nawet jak bym chciala, to nie mozna!
    - znajomosc jezyka
    - smieci, brud dookola, niedbalstwo,
    - jedzenie - akurat tutaj gdzie mieszkam, jest okropno. Wiekszosc importowana z calego swiata, opakowana, zafoliowana, bleee. Na targu znowu, oprocz zmiemniakow, marchewki i kapusty nic wiecej. Tesknie za pomidorkami o smaku pomidorow, szyneczce ze swinki, z cioteczki zagrody, czy jaja od swojskich kurek.
    - wszedzie teren prywatny, nie ma wlasciwie ziemi niczyjej, gdzie mozna by z dzieckiem po laczce pobiegac, nie ma drog innych niz asfalt...


    Moze wszystko zalezy, gdzie kto trafi. Pewnie sa rejony, gdzie Polacy sa bardziej szczesliwi i rejony gdzie mniej. Duzo tez zalezy od tego co na nas czeka w PL, a od czego z tej PL uciekalismy.

    Ja chwilowo nie chce juz byc w UK, nie jestem pewna co do PL, nie mam przekonania do Niemiec, szczegolnie przeraza mnie fakt....zaczynania znowu wszystkiego od poczatku.
    Chcialabym juz znalezc to swoje miejsce na ziemi, gdzie bede mogla uwic sobie gniazdko i pozyc troszke jeszcze zanim starosc nas dopadnie.

  • gypsi 31.08.11, 20:31
    Przesadzasz - tutaj tez jak chcesz to jest np. Same Day Doctor czy jakos tak.
    I dokladnie - stowka i po sprawie :)
  • 18_lipcowa1 31.08.11, 12:28
    No cóz, ja jestem po drugiej stronie.
    Wróciłam do Pl po 4 letnim pobycie w UK.
    W lutym będzie 2 lata od powrotu i nie żałuję, choć UK wspominam z uśmiechem na twarzy,brak mi wyprzedaży takich jak w UK ;-)
    Jednak kontakt z rodziną dla mojej córki- z babciami, dziadkami - NiEOCENiONY!
  • mrs.t 31.08.11, 14:09

    >Ludzie w Pl mniej mili, mało usmiechnięci, pchający sie do autobusów, nie myjący się (niestety
    >nwet moje dzieci to wyczuły), dużo pijanych i czepialskich ludzi, duzo spraw urzędowych do >załatwiania i zawsze się czegoś nie doniesie (norma), w sklepach nie przyjmują towarów do />zwrotu jak się rozmyślę (jak mnie to wkurza!), sprzedawcy patrzący krzywo jak dziecko >czegokolwiek dotknie w sklepie i robiący łaskę że żyją.

    no wlasnie, lipcowa, i inne ktore sa w pl
    a jak wasze ustosunkowanie co do powyzszych?
  • 18_lipcowa1 31.08.11, 16:34
    mrs.t napisał:

    > >Ludzie w Pl mniej mili, mało usmiechnięci, pchający sie do autobusów, nie
    > myjący się (niestety
    > >nwet moje dzieci to wyczuły), dużo pijanych i czepialskich ludzi, duzo spr
    > aw urzędowych do >załatwiania i zawsze się czegoś nie doniesie (norma), w s
    > klepach nie przyjmują towarów do />zwrotu jak się rozmyślę (jak mnie to wku
    > rza!), sprzedawcy patrzący krzywo jak dziecko >czegokolwiek dotknie w sklep
    > ie i robiący łaskę że żyją.
    >
    > no wlasnie, lipcowa, i inne ktore sa w pl
    > a jak wasze ustosunkowanie co do powyzszych?


    Moje ustosunkowanie jest takie : jak przyjechałam do PL to czekałam, wręczy czyhalam na tych wstrętnych, szarych ludzi którzy wpychają się przed matkę z dzieckiem , potrącą staruszkę, zbluzgaja. I co? I nic. Owszem buraki trafiają się wszędzie ( mnie i mój wózek akurat cham potrącił w UK- Anglik ) ale ogólnie nie wiem czy to nie jest takie zaklinanie rzeczywistosci.
    Na zasadzie '' jestem w UK sama jak palec, ale sie nie przyznam wolę opluc ludzi w PL to mi sie poprawi''.
    Ale wracając do sedna...
    No czekalam na tych chamów i nic. Służba zdrowia ok, a miałam przeboje typu- powikłania skórne po szczepieniu oraz wizyty na oddziale w Gdansku na Polanki, rehabilitacja, normalne wizyty z soba. Zero chamsta.
    Pytam koleżanek - matek o porodówy- zero chamstwa, bardzo sobie chwalily.
    Czekam na tych chamow w autach- ludzie się zatrzymują, przepuszczają, jeżdzą na suwak.
    Czekam na szykanowanie matek z dziecmi- zero. Panie w sklepach miłe, pogadają przy kasie, doradzą szynkę, dadzą dziecku lizaka. W autobusie zawsze jestem z dzieckiem przepuszczana, ustepuja mi miejsca, nikt sie krzywo nie patrzy jak dziecko krzyczy, raczej sa miłe uwagi.
    Ogromną, bezinteresowną pomoc uzyskalismy od znajomych oraz obcych w zakresie pracy, remotnu mieszkania, ogólnie zycia.

    Ja naprawdę tego nie widze o czym piszą forumki, a czekałam na to, no czekałam.
    Zyje w duzym miescie, bywam w wielu miejscach, w przyuchodniach, pocztach, aquaparkach, jezdzę autem, wszystkimi innymi srodkami komunikacji.
    Nikt sie na mnie ani moje dziecko krzywo nie patrzy, nikr mnie nie ocenia. Naprawde, a wystawiałam się jak moglam, zeby tylko uslyszec/ poznac tą chamską polskę.
    Ludzie są mili, nie szarzy, normalni, zwyczajni.

    Zaklinanie rzeczywistosci przez forumki jest strasznie silne.




    --
    "Cudowne dzieci - to zazwyczaj dzieci rodziców o wybujałej wyobraźni."
    Jean Cocteau
  • ta_ruda 31.08.11, 17:05

    Ogolnie Polacy pewnie nie sa niemili, ale sa takie rozne przypadki - ostatnio na slasku robilam sobie rentgen zebow, i Pani w tym punkcie przeswietlen nie miala 'drobnych'. Wiec ja sobie zazartowalam ze trzeba szefa poprosic zeby wiecej drobyn do kasy przywozil. Jak Pani na mnie naskoczyla!!! Ze ona szefowi nic nie bedzie mowic, ze jak ona moze szefowi takie cos powiedziec, i ze nie wie o co mi chodzi.


    Podobna sytuacja miala sie w ogrodku piwnym gdzie kupowalam cole i Pani nie miala wydac (dalam jej 10 zl, a cola kosztowala 4zl); na moja odpowiedz ze niestety nie mam drobnych ona powiedziala ze 'to ja nie mam wydac'. Na co ja zartem mowie ze trzeba szefowi powiedziec zeby wiecej drobnych do kasy przywozil rano podczas gdy szukalam drobnych w portfelu. Boze, dziewczyna sie tak wkurzyla ze zaczela przeklinac.

    Ogolnie, zaskakuje mnie takie nastawienie 'nie moje to co mnie to obchodzi'.

    Mysle ze w UK obsluga klienta jest o wiele lepsze niz w Polsce.
  • 18_lipcowa1 31.08.11, 17:46
    . Wiec ja sobie zazartowalam ze trzeba szefa poprosic zeby wiecej
    > drobyn do kasy przywozil. Jak Pani na mnie naskoczyla!!! Ze ona szefowi nic nie
    > bedzie mowic, ze jak ona moze szefowi takie cos powiedziec, i ze nie wie o co
    > mi chodzi.


    W Uk też byś tak zazartowała?


    > Podobna sytuacja miala sie w ogrodku piwnym gdzie kupowalam cole i Pani nie mia
    > la wydac (dalam jej 10 zl, a cola kosztowala 4zl); na moja odpowiedz ze niestet
    > y nie mam drobnych ona powiedziala ze 'to ja nie mam wydac'. Na co ja zartem mo
    > wie ze trzeba szefowi powiedziec zeby wiecej drobnych do kasy przywozil rano po
    > dczas gdy szukalam drobnych w portfelu. Boze, dziewczyna sie tak wkurzyla ze za
    > czela przeklinac.


    Ty masz naprawdę jakiś problem z tymi drobnymi albo wyolbrzymiasz sprawe.
    Ja miałam z drobnymi problem może z raz, albo dwa.


    >
    > Mysle ze w UK obsluga klienta jest o wiele lepsze niz w Polsce.

    Na pewno.

    --
    "Cudowne dzieci - to zazwyczaj dzieci rodziców o wybujałej wyobraźni."
    Jean Cocteau
  • jaleo 31.08.11, 18:04
    Oj Lipcowa, zaklinasz rzeczywistosc tak, ze az sie skrzy!!

    Ja w Polsce bylam moze w sumie dziesiec dni w ciagu ostatnich dwudziestu lat, i CODZIENNIE i w prawie kazdym sklepie mieli problem z wydawaniem reszty. Nie mowie tu o placeniu banknotem 100 zl za sume 2 zl. To jest w Polsce PLAGA!

    No ale, jesli dwadziescia pare osob tu pisze, ze jest tak, a jedna, ze jest inaczej, to wg Ciebie te dwadziescia pare zaklina rzeczywistosc? Hehehe

    --
    Komentarza nie trzeba
  • 18_lipcowa1 31.08.11, 18:15

    > Ja w Polsce bylam moze w sumie dziesiec dni w ciagu ostatnich dwudziestu lat, i
    > CODZIENNIE i w prawie kazdym sklepie mieli problem z wydawaniem reszty. Nie m
    > owie tu o placeniu banknotem 100 zl za sume 2 zl. To jest w Polsce PLAGA!


    Nie wiem serio , nie wiem gdzie Wy znajdujecie takich ludzi.


    > No ale, jesli dwadziescia pare osob tu pisze, ze jest tak, a jedna, ze jest ina
    > czej, to wg Ciebie te dwadziescia pare zaklina rzeczywistosc? Hehehe


    Wg mnie kazdy ocenia wg siebie, a prawda jest taka ze ludzie w UK są bo im w Pl było źle. To co sie dziwic ich opiniom z drugiej strony.



    --
    "Cudowne dzieci - to zazwyczaj dzieci rodziców o wybujałej wyobraźni."
    Jean Cocteau
  • ta_ruda 31.08.11, 18:23
    Lipcowa, moze Ty chodzisz do ekskluzywnych sklepow w ktorych klient wydaje na jedna rzecz kilkaset zlotych i wtedy nie pytaja cie o drobne, bo i pewnie placisz karta. To samo dotyczy restauracji - pewnie chodzisz do ekskluzywnych lokali.
    Ja raczej 'srednia polka' wiec czest TAKICH ludzi znajduje. Moze mam za duzo kontaktu w ludzmi i powinnam czesciej w domu siedziec;-)

    No i oczywiscie, jesli sprzedawca pyta cie o drogne a Ty szybko te drobne znajdujesz to oczywiscie problemu nie ma i wszyscy sa dla siebie mili. Problem jest wtedy kiedy jako kupujacy zwrocisz uwage ze drobne mozna najzyczajniej w swiecie rozmienic w banku dzien wczesniej i miec ich w kasie.

    a swoja droga, ja sie zawsze zastanawiam co oni z tymi drobnymi robia, bo ludzie zazwyczaj im te drobne daja.

    18_lipcowa1 napisała:

    >
    > > Ja w Polsce bylam moze w sumie dziesiec dni w ciagu ostatnich dwudziestu
    > lat, i
    > > CODZIENNIE i w prawie kazdym sklepie mieli problem z wydawaniem reszty.
    > Nie m
    > > owie tu o placeniu banknotem 100 zl za sume 2 zl. To jest w Polsce PLAGA
    > !
    >
    >
    > Nie wiem serio , nie wiem gdzie Wy znajdujecie takich ludzi.
    >
    >
    > > No ale, jesli dwadziescia pare osob tu pisze, ze jest tak, a jedna, ze je
    > st ina
    > > czej, to wg Ciebie te dwadziescia pare zaklina rzeczywistosc? Hehehe
    >
    >
    > Wg mnie kazdy ocenia wg siebie, a prawda jest taka ze ludzie w UK są bo im w Pl
    > było źle. To co sie dziwic ich opiniom z drugiej strony.
    >
    >
    >
  • 18_lipcowa1 31.08.11, 18:28
    ta_ruda napisała:

    > Lipcowa, moze Ty chodzisz do ekskluzywnych sklepow w ktorych klient wydaje na j
    > edna rzecz kilkaset zlotych i wtedy nie pytaja cie o drobne, bo i pewnie placis
    > z karta. To samo dotyczy restauracji - pewnie chodzisz do ekskluzywnych lokali.

    Chodze do Reala, Tesco, Biedronki, Rossmana, HM, Zary, Cubusa, osiedlowego spozywczako- monopolu oraz osiedlowego warzywniaka. Zaden tak exlusiff.
    Również do pubów, restauracji, kina, aquaparku, fryzjera.
    I nie mam takich problemów.
    A jeśli mam to każdy pyta grzecznie a ja albo mówie ze mam,albo ze nie mam i tyle -to jeszcze chyba nie grzech?


    > No i oczywiscie, jesli sprzedawca pyta cie o drogne a Ty szybko te drobne znajd
    > ujesz to oczywiscie problemu nie ma i wszyscy sa dla siebie mili. Problem jest
    > wtedy kiedy jako kupujacy zwrocisz uwage ze drobne mozna najzyczajniej w swieci
    > e rozmienic w banku dzien wczesniej i miec ich w kasie.

    Nie wiem, nie wiem. Moze mówisz to ze skwaszoną miną, tak to jest- dostajesz to co dajesz.
    Ja naprawde nie mam problemu, wydumany jest przez was emigrantów.









    --
    "Cudowne dzieci - to zazwyczaj dzieci rodziców o wybujałej wyobraźni."
    Jean Cocteau
  • ta_ruda 31.08.11, 18:30
    no mowie pewnie z bardzo skwaszona mina;-) i w odpowiedzi sprzedajacy uprzejmie prostuje mi droge i pokazuje kto tu rzadzi. i to z pewnoscia nie klient;-)

    18_lipcowa1 napisała:

    > Nie wiem, nie wiem. Moze mówisz to ze skwaszoną miną, tak to jest- dostajesz to
    > co dajesz.
    > Ja naprawde nie mam problemu, wydumany jest przez was emigrantów.
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
  • moniamech 01.09.11, 11:19
    ta_ruda napisała:

    > no mowie pewnie z bardzo skwaszona mina;-) i w odpowiedzi sprzedajacy uprzejmie
    > prostuje mi droge i pokazuje kto tu rzadzi. i to z pewnoscia nie klient;-)

    serio? ile ludzi tyle opinii...
    ja tez nie spotkalam sie z brakiem drobnych w sklepikach, a jesli nawet, to zawsze sprzedawca wyskoczyl na chwile rozmienic do sklepiku obok. Wystarczy byc milym i usmiechnietym, a nie zgorzknialym.. wiele osob przylatuje z UK do PL i z WYNIOSLOSCIA robia zakupy. Bo co? lepsi sa ze nie radzili sobie w polsce i wyemigrowali?! czy moze to takie podejscie psychologiczne, ze ktos sie nade mna zawsze pastwil, to ja teraz zaczne naskakiwac na innych?
  • jaleo 01.09.11, 11:34
    moniamech napisała:

    > wiele osob przylatuje z UK do PL i z
    > WYNIOSLOSCIA robia zakupy.

    Hahahaha ten watek coraz bardziej komiczny sie robi, dawajcie dziewczyny wiecej!


    --
    Komentarza nie trzeba
  • moniamech 01.09.11, 17:04
    spoko spoko :D
    a dzisiaj za to dla odmiany w costa nie mieli drobnych zeby wydac, wiec nie ma reguly
  • ta_ruda 01.09.11, 17:07


    to pewnie Polki tam pracowaly ;-) (zart)
    a swoja droga ale bym sobie zjadla carrot cake z Costy, chyba nawet dzis cos upieke wieczorem slodkiego.


    moniamech napisała:

    > spoko spoko :D
    > a dzisiaj za to dla odmiany w costa nie mieli drobnych zeby wydac, wiec nie ma
    > reguly
  • havana28 31.08.11, 18:20
    > Ja w Polsce bylam moze w sumie dziesiec dni w ciagu ostatnich dwudziestu lat, i
    > CODZIENNIE i w prawie kazdym sklepie mieli problem z wydawaniem reszty. Nie m
    > owie tu o placeniu banknotem 100 zl za sume 2 zl. To jest w Polsce PLAGA!
    >

    A ja w Polsce jestem codziennie od paru miesięcy i nie zdarzyło mi się, żeby ktoś nie miał wydać reszty. Cuda Pani, cuda...

    W ogole o problemach z wydawaniem reszty dowiedziałam sie z forum emigrantów..
  • aniaheasley 31.08.11, 18:23
    Ej, havana cos slabo znasz ten swoj kraj, slabo. Z polskich zwyczajow i tradycji poczatku 21 wieku cieniutko wypadasz :)

    Bywam w Polsce od czasu do czasu, ostatni raz w lipcu dwa razy, o drobne prosil kazdy sprzedawca, z ktorym mialam przyjemnosc (?) sie zetknac.
    --
    Ania's Poland
  • havana28 31.08.11, 18:33
    Zaiste zaczynam sie zastanawiać czy ja przez prawie 40 lat (sumarycznie) mieszkalam w Polsce czy moze gdzieś indziej:)

    > Bywam w Polsce od czasu do czasu, ostatni raz w lipcu dwa razy, o drobne prosil
    > kazdy sprzedawca, z ktorym mialam przyjemnosc (?) sie zetknac.

    Aaaa, ale to ze proszą to nie znaczy że nie mają wydać. Wystarczy być asertywnym... Nota bene sprzedawca, który "domaga" sie drobnych to bardzo dobra okazja do pozbycia sie cięzkiego bilonu z poprzednich reszt:)
  • illegal.alien 31.08.11, 19:30
    Dla mnie to jest jakis fenomen - w sklepie PSS Spolem na osiedlu moich rodzicow do niedawna panie za KAZDYM RAZEM pytaly, czy mam drobne - ja za kazdym razem mowie, ze nie, bo zazwyczaj nie mam, albo mam pomieszany bilon polski i angielski,nie bede szukac - dziwnym trafem one zawsze maja wydac - to po co pytaja?
    Ale od niedawna to sie zmienilo, teraz pytaja tylko, jak autentycznie maja problem z wydaniem.
    A jeszcze lepsze jest to, ze ja bylam przyzwyczajona do dawania 'koncowek' i czesto w UK na poczatku dawalam np. 5.23 jak do zaplacenia mialam 1.23 - ludzie sie raczej dziwili i mowili, ze nie potrzebuja drobnych.
  • havana28 01.09.11, 05:23
    > A jeszcze lepsze jest to, ze ja bylam przyzwyczajona do dawania 'koncowek' i czesto w UK na poczatku dawalam np. 5.23 jak do zaplacenia mialam 1.23 - ludzie sie raczej dziwili i mowili, ze nie potrzebuja drobnych.

    Kasjerzy w UK w przypadkach kiedy ktos chce im dac końcówkę kompletnie głupieją bo nie wiedzą ile właściwie mają klientowi wydać...
  • kalasotka 01.09.11, 13:57
    Kasjerzy w UK nie glupieja kompletnie, bo w przeciwienstwie do kas w malym spozywczaku w Polsce wklepuja w komputer ile dostali i wydaja bez problemu. Nie musza nic liczyc.
    Ja zawsze daje koncowke , bo lubie sie pozbywac klepakow. Nikt sie niegdy dziwnie na mnie nie popatrzyl, a nawet kilka razy sami zapytali o koncowke.
    --
    Kacperek 02/04/2008
    Adrianek 04/08/2010
  • najma78 31.08.11, 18:31
    havana28 napisała:

    >
    > W ogole o problemach z wydawaniem reszty dowiedziałam sie z forum emigrantów..

    Nie koniecznie, bo dosc czesto sa o tym watki na ematce.
  • cherrie 31.08.11, 20:39
    ja znam ten problem niejako od podszewki, bo moja mama przy kasie pracuje.
    Sprawa wyglada tak, ze kasjerka ze soba do pracy drobne nosic musi. I ta moja mama codziennie do pracy tacha ze soba damska torebke wazaca jakies 3 kg!
    Chodzi o to, ze w PL duzo cen ma dziwne koncowki 1.73 np. i w miejscach o duzym obrocie sporo tych drobnych sie zuzywa.
    Kasierka pieniadze firmowe pod koniec sluzby w kasie musi zostawic, wiec jesli wyda wszystkie drobne jej zmienniczka nie bedzie miala z czego reszty wydac.
    No wiec zmienniczka przed rozpoczeciem pracy moze isc do banku i sobie (wlasna gotowke) na drobne rozmienic. Zakladajac, ze nie zaczyna pracy o 6 rano np.
    No bo jesli zaczyna o 6 rano, to musi pieniadze dzien wczesniej wymienic, a jesli wczesniej byla np. sobaota, lub niedziela, a do pracy isc trzeba...no to trzeba pieniedzy na 2-3 dni na przod wymienic. Przy czym nie sa to kwoty rzedu 30 zl, nie czasami dziennie zuzywa sie 100zl bilonu. A wiec, taka srednio zarabiajaca kasierka powinna miec na boku z 1000zl najlepiej swoich wlasnych pieniedzy, ktore przed rozpoczeciem sluzby wymienila by bez problemu na banknoty.
    No a realia polskie sa takie, ze te kasjerki zbednych funduszy czesto nie maja. Poza tym, szczegolnie w duzych sieciach itp. nie ma jednego szefa, sa przelozenie, menadzerowie itp., ktorzy maja to gdzies- niech sie kasjerki martwia i tyle.
  • steph13 31.08.11, 21:26
    cherrie napisała:

    > kasjerka ze soba do pracy drobne nosic musi.
    Co za kretynski system! Toz ona tylko tam pracuje, nie jej kasa nie jej sklep! Tylko w Polsce!
  • ta_ruda 31.08.11, 21:29
    no wlasnie, to jakas bzdura. wlasciciel powinien tyle drobnych zalatwic aby zawsze starczylo.

    steph13 napisała:

    > cherrie napisała:
    >
    > > kasjerka ze soba do pracy drobne nosic musi.
    > Co za kretynski system! Toz ona tylko tam pracuje, nie jej kasa nie jej sklep!
    > Tylko w Polsce!
  • havana28 01.09.11, 05:51
    cherrie napisała:

    > ja znam ten problem niejako od podszewki, bo moja mama przy kasie pracuje.
    > Sprawa wyglada tak, ze kasjerka ze soba do pracy drobne nosic musi. I ta moja m
    > ama codziennie do pracy tacha ze soba damska torebke wazaca jakies 3 kg!

    Aż musiałam napisać do siostry, ktora na studiach sobie dorabia na kasie w jedej z sieci supermarketów. Bzdura. Bzdura. Bzdura. Żadna kasjerka nie musi własnej kasy do pracy przynosić- drobne są "na wyposażeniu" sklepu. Dziewczyna zszokowana, komu do głowy takie pomysły przychodzą. Nie rozumeim jaki masz interes pisząc takie idiotyzmy.
  • ta_ruda 31.08.11, 18:11
    a dlaczego mialabym nie zazartowac? ale jakos przez 7 lat nie bylo nigdy potrzeby aby tak zartowac a czesto place gotowka.


    ,
  • 18_lipcowa1 31.08.11, 18:23
    ta_ruda napisała:

    > a dlaczego mialabym nie zazartowac? ale jakos przez 7 lat nie bylo nigdy potrze
    > by aby tak zartowac a czesto place gotowka.


    Nie wiem, ogólnie śmieszą mnie takie zarzuty. No nic na to nie poradze.

    --
    "Cudowne dzieci - to zazwyczaj dzieci rodziców o wybujałej wyobraźni."
    Jean Cocteau
  • ta_ruda 31.08.11, 18:24


    no mnie Twoje 'zarzuty' tez smiesza, i tez na to nic nie poradze.

    18_lipcowa1 napisała:

    > ta_ruda napisała:
    >
    > > a dlaczego mialabym nie zazartowac? ale jakos przez 7 lat nie bylo nigdy
    > potrze
    > > by aby tak zartowac a czesto place gotowka.
    >
    >
    > Nie wiem, ogólnie śmieszą mnie takie zarzuty. No nic na to nie poradze.
    >
  • 18_lipcowa1 31.08.11, 18:29
    ale jakie??????




    >
    > no mnie Twoje 'zarzuty' tez smiesza, i tez na to nic nie poradze.
    >
    > 18_lipcowa1 napisała:
    >
    > > ta_ruda napisała:
    > >
    > > > a dlaczego mialabym nie zazartowac? ale jakos przez 7 lat nie bylo
    > nigdy
    > > potrze
    > > > by aby tak zartowac a czesto place gotowka.
    > >
    > >
    > > Nie wiem, ogólnie śmieszą mnie takie zarzuty. No nic na to nie poradze.
    > >


    --
    "Cudowne dzieci - to zazwyczaj dzieci rodziców o wybujałej wyobraźni."
    Jean Cocteau
  • aniaheasley 31.08.11, 18:21
    Lipcowa, teraz to chyba sobie zartujesz. Moze Ty w ogole do Polski nie dojechalas a to duze miasto to Berlin sie nazywa...?
    Bo w Polsce o drobne, albo o 'koncoweczke' prosi kazdy sprzedawca, od kiosku po kazdy supermarket, butik, restauracje, wszedzie.

    Nie mam wydac, nie mam reszty, oj nie bedzie nic drobniejszego szerzy sie absolutnie wszedzie.

    A co zabawniejsze, i dla mnie niepojete, to ten oryginalny Polish custom przenoszony jest teraz za lade polskich sklepow w UK. Ja sie z tego smieje, pare razy probowalam zarartowac, ze to chyba taki dodatkowy polski akcent w sklepie, ale spotkalam sie z pokerowa/niewzruszona twarza pan sprzedawczyn nie funkcjonujacych na tych samych falach.

    Ech, Polska Polska.....
    --
    Ania's Poland
  • 18_lipcowa1 31.08.11, 18:24

    > Bo w Polsce o drobne, albo o 'koncoweczke' prosi kazdy sprzedawca, od kiosku po
    > kazdy supermarket, butik, restauracje, wszedzie.


    Nie,no dojechałam do Polski, dojechałam.
    Owszem prosza o koncóweczki, owszem sama nawet je daję bez pytania. Ale ogólnie zarzuty uwazam za wydumane.




    --
    "Cudowne dzieci - to zazwyczaj dzieci rodziców o wybujałej wyobraźni."
    Jean Cocteau
  • ta_ruda 31.08.11, 18:29
    a, czyli prosza o koncowke, sama nawet dajesz bez zapytania (czyli oczekujesz ze pewnie beda pytac jesli nie podasz), ale my tworzymy 'wydumane zarzuty' i nam mowisz ze 'gdzie my takich ludzi spotykamy'?
    dlaczego takie 'zarzuty' sa wydumane? i dlaczego nazywasz je zarzutami, to sa obserwacje.


    18_lipcowa1 napisała:

    >
    > > Bo w Polsce o drobne, albo o 'koncoweczke' prosi kazdy sprzedawca, od kio
    > sku po
    > > kazdy supermarket, butik, restauracje, wszedzie.
    >
    >
    > Nie,no dojechałam do Polski, dojechałam.
    > Owszem prosza o koncóweczki, owszem sama nawet je daję bez pytania. Ale ogólnie
    > zarzuty uwazam za wydumane.
    >
    >
    >
    >
  • 18_lipcowa1 31.08.11, 18:29

    jasne że prosza albo ja daję - a co to za problem w ogole jest.
    wlasnie dlatego jest wydumany.





    > a, czyli prosza o koncowke, sama nawet dajesz bez zapytania (czyli oczekujesz z
    > e pewnie beda pytac jesli nie podasz), ale my tworzymy 'wydumane zarzuty' i nam
    > mowisz ze 'gdzie my takich ludzi spotykamy'?
    > dlaczego takie 'zarzuty' sa wydumane? i dlaczego nazywasz je zarzutami, to sa o
    > bserwacje.
    >
    >
    > 18_lipcowa1 napisała:
    >
    > >
    > > > Bo w Polsce o drobne, albo o 'koncoweczke' prosi kazdy sprzedawca,
    > od kio
    > > sku po
    > > > kazdy supermarket, butik, restauracje, wszedzie.
    > >
    > >
    > > Nie,no dojechałam do Polski, dojechałam.
    > > Owszem prosza o koncóweczki, owszem sama nawet je daję bez pytania. Ale o
    > gólnie
    > > zarzuty uwazam za wydumane.
    > >
    > >
    > >
    > >


    --
    "Cudowne dzieci - to zazwyczaj dzieci rodziców o wybujałej wyobraźni."
    Jean Cocteau
  • dorotus76 31.08.11, 18:56
    Najlepiej z rana na zakupach w warzywniakach osiedlowych: "Drobne ma? Bo jeszcze nie utargowałam" (z oburzeniem!), płaciłam 50 zl banknotem za warzywa, około 12 zł. Albo Panie wylatujące w fartuchu do sklepów obok, zostawiające całą kolejkę, bo nie mają wydać.
    Najlepsze jest to, że ja wcale tego nie szukałam w Polsce jak przyjechałam, ale sobie przypomniałam, jak to było kiedyś, bo nic się nie zmieniło.
    --
    every day i love you a little bit more
    słodka ze mnie babka
  • aniaheasley 31.08.11, 18:34
    Nie no ja tez nie twierdze, ze to jest jakis wielki minus Polski, ze nie mozna nie miec drobnych w sklepie, raczej taka zabawny choc irytujacy drobiazg, a niggle.

    Mnie temat plusy/minusy mieszkania tu czy tu troche juz nie dotyczy, Polska to kraj dziecinstwa i mlodosci wczesnej, nie ma momy o zadnych powrotach, ale cos co mnie w Polsce bardzo sie zawsze podobalo, i gdybym teraz z niej miala wyjezdzac, to chyba by mi brakowalo, to atmosfera kameralno-biesiadna w kulturze, wszelkiego rodzaju gale piosenki, festiwale muzyki wszelakiej, od cyganskiej po zydowska, lwowska, przeglady poezji, ktore sa robione na skale krajowa, z duzym smakiem, i przyciagaja uwage 'calej Polski', 'wszyscy' o nich mowia, prowadzi je Torbicka, albo inny Michal Bajor, sa bardzo sympatyczne, i chyba troche unikalne w Europie. I nie da sie ich nie zauwazyc, nie mijaja niezauwazone poza mala hermetyczna grupka jak to czesto ma miejsce w UK.
    --
    Ania's Poland
  • golfstrom 31.08.11, 21:38
    No patrz, Aniu. Kiedy wyjezdzalam z Polski to biesiady tak opanowaly telewizje, ze w bardzo zlym tonie bylo je ogladac. Kilka lat pozniej podobnym obciachem bylo sluchanie spiewanej poezji Piotra Rubika (vide "twoja stara klaszcza na Rubiku" jako ponizajace wyzwisko).

    Ech, perspektywa :)
  • aniaheasley 31.08.11, 23:39
    Mnie sie kojarzy biesiada z Biedrzynska i z Beata Rybotycka, grubo sprzed okresu disco polo :)
    A w ogole biesiada miala tutaj oznaczac ogolniejsze zjawisko polskiego biesiadowania z lykiem kultury. Ale moze rzeczywiscie to slowo wyswiechtalo sie zanadto.
    Albo chocby takie klimaty jak bielyje rozy i Natasza Urbanska. Bardzo polskie i nigdzie takie jak tam.
    --
    Ania's Poland
  • golfstrom 31.08.11, 23:53
    Rybotycka! Calkiem mi wypadlo z glowy to nazwisko. Fantastyczny glos.
    Dzieki za przypomnienie :)
  • ta_ruda 31.08.11, 18:26
    ciesze sie ze to nie tylko ja sie spotykam z tymi kamiennymi twarzami w odpowiedzi na moje zarty na temat drobnych;-)

    aniaheasley napisała:

    > A co zabawniejsze, i dla mnie niepojete, to ten oryginalny Polish custom przeno
    > szony jest teraz za lade polskich sklepow w UK. Ja sie z tego smieje, pare razy
    > probowalam zarartowac, ze to chyba taki dodatkowy polski akcent w sklepie, ale
    > spotkalam sie z pokerowa/niewzruszona twarza pan sprzedawczyn nie funkcjonujac
    > ych na tych samych falach.
    >
    > Ech, Polska Polska.....
  • 18_lipcowa1 31.08.11, 18:30
    taka pikna dyskusja zjechała na jakies durne drobne

    mam nadzieje ze doczytasz odp na twoje pytanie
  • jaleo 31.08.11, 20:54
    Te dwie dziewczyny piszace, ze NIGDY w PL w sklepie nie maja problemu z "reszta" to chyba w jakiejs alternatywnej rzeczywistosci zyja.

    Tak jak pisalam, ja rzadko do PL jezdze, ale ten jeden szczegol mi w pamieci zawsze utknie, bo gdzie nie pojde, to nie maja wydac reszty! Moze to na mnie sie tak uwzieli i jak widza, ze Jaleo nadciaga do sklepu, to chowaja drobne??

    Nie chwalac sie, ja szmat swiata zjechalam, taki mam zawod, w zeszlym tygodniu w Indiach, w pazdzierniku w Costa Rice, w listopadzie w Maroku ;-) I przyznam, ze nigdzie, powtarzam, nigdzie na swiecie nie spotkalam sie z tym ewenementem, to jest typowo polski zwyczaj! W innych krajach, nawet jak nie maja reszty, to sprzedawca uwaza (calkiem slusznie), ze to jest JEGO problem, a nie kupujacego, i zwykle leci gdzies obok rozmienic.

    Obrazek rodzajowy z mojego ostatniego pobytu w PL.
    Ide do fotografa sciskajac w lapce banknot 100 zl. Zdjecia kosztuja 45. Fotograf widzac 100 zl robi tzw inverted whistle i kaze mi isc do Carrefoura rozmienic - bo wg polskiej kultury obslugi klienta brak reszty to jest klienta problem.
    Lece do tego Carrefoura, wcale nie jest to "za rogiem", tylko jakies 300 metrow. Deszcz leje jak z cebra. W Carrefourze mysle sobie, duzy supermarket, drobne musza miec, nie ma sily! Kupuje dwa opakowania gumy do zucia, z pewna siebie mina wale do kasy. A gdziez tam. Ekspedientka sie na mnie patrzy, jak bym wlasnie wyszla z domu dla poplatanych. Po dlugich deliberacjach, stekaniu, utyskiwaniu, i mojej nieugietej postawie "nie ruszam sie stad dopoki pani mi reszty nie wyda" uciulala te reszt, z ktora lece do fotografa.

    --
    Komentarza nie trzeba
  • golfstrom 31.08.11, 21:55
    > Na zasadzie '' jestem w UK sama jak palec, ale sie nie przyznam wolę opluc ludz
    > i w PL to mi sie poprawi''.

    Lipowa, sorry, ale wiesz, ze mnie ta Twoja kuchenna psychoanaliza zawsze wyprowadza z rownowagi. Tobie to jak w tym kawale, wszystko sie z dupa kojarzy.

    To jest temat wylacznie subiektywny, mowimy o preferencjach. Wiec wiadomo, ze jak ktos chce "zaklinac rzeczywistosc" na korzysc UK to bedzie to robil, a jak ktos bedzie chcial "zaklinac rzeczywistosc" na korzysc Polski (hello!), to bedzie ciagnal w druga strone.

    To nie jest licytacja. Ilez mozna Ci to tlumaczyc. Jestes na tyle inteligentna, ze na pewno to rozumiesz.
  • 18_lipcowa1 31.08.11, 22:35
    Dlatego napisałam przeciez że ci co w UK są to tak w wiekszosci postrzegają PL, inaczej by ich tam nie było.
    Nie ukrywajmy że wszyscy jezdzą ''poznawac nowe kultury''... Jezdzą bo w swoim rodzinnym Pcimiu Dolnym nie maja szans na normalne zycie.
    i dla nich UK to moze i raj

    ja zyje w duzym miescie, pracuje w porzadnej firmie , otoczona jestem uprzejmoscią, wiec patrze ze swojej perspektywy




    golfstrom napisała:

    > > Na zasadzie '' jestem w UK sama jak palec, ale sie nie przyznam wolę oplu
    > c ludz
    > > i w PL to mi sie poprawi''.
    >
    > Lipowa, sorry, ale wiesz, ze mnie ta Twoja kuchenna psychoanaliza zawsze wyprow
    > adza z rownowagi. Tobie to jak w tym kawale, wszystko sie z dupa kojarzy.
    >
    > To jest temat wylacznie subiektywny, mowimy o preferencjach. Wiec wiadomo, ze j
    > ak ktos chce "zaklinac rzeczywistosc" na korzysc UK to bedzie to robil, a jak k
    > tos bedzie chcial "zaklinac rzeczywistosc" na korzysc Polski (hello!), to bedzi
    > e ciagnal w druga strone.
    >
    > To nie jest licytacja. Ilez mozna Ci to tlumaczyc. Jestes na tyle inteligentna,
    > ze na pewno to rozumiesz.


    --
    "Cudowne dzieci - to zazwyczaj dzieci rodziców o wybujałej wyobraźni."
    Jean Cocteau
  • golfstrom 31.08.11, 22:44
    Gdyby Cie kiedykolwiek naszla ochota, aby przestac idiotycznie generalizowac swoje doswiadczenia i zamykac innych ludzi w stereotypach, napisze raz jeszcze.

    Ja rowniez mieszkalam w duzym miescie, studiowalam na starym uniwersytecie, pracowalam w bogatych firmach i mam kompletnie inne doswiadczenia od Twoich.

    Nie chce mi sie z Toba grac w ping ponga, bo i tak zaprzeczysz, ze napisalas cos innego.
    Moze to jest wlasnie sekret niedostrzegania minusow zycia w Polsce?
  • illegal.alien 31.08.11, 22:50
    Tak lipcowa, bo ty jedyna przyjechalas do uk z duzego miasta, a reszta to ze wsi i w Polsce im sie zylo tragicznie - puknij sie kobieto.
  • magda_rn 31.08.11, 22:24
    Może dlatego, że większe miasto...? Chociaż Warszawa pełna jest tych właśnie chamków.
    Ja mieszkam w małym mieście (ok 45tys). Każdy każdego zna, jeżeli nawet nie zna, to nie zaszkodzi go obgadać, coś mu poubliżać, masakra, miasto zakapiorów... Panie w sklepie, owszem miłe, p. doktor obecnie fajna, pielęgniarki miłe, ale myślę, że wynika to bardziej z dużej konkurencji na rynku, niż z charakteru. Chociaż kilka miłych z natury osób spotkałam:)). Podrzucę Ci link, zobacz jaka słoma wychodzi z butów moim ziomkom:/

    forum.gazeta.pl/forum/w,557,128412494,,niech_forum_lokalnym_bedzie_a_nie_arena_Pszemma.html?v=2
    To jest forum regionalne...
  • 3-mamuska 01.09.11, 16:30
    klepach nie przyjmują towarów do />zwrotu jak się rozmyślę (jak mnie to wku
    > rza!), sprzedawcy patrzący krzywo jak dziecko >czegokolwiek dotknie w sklep
    > ie i robiący łaskę że żyją.

    O to zapomnialam,jak w polsce corka cos w sklepie dotknela to od razu wielkie halo.masakra jakas,i zeby nie bylo ze cos niszczyla,dotknela roczki od wozka dla lalek i pobujala,a ja jej chcialam kupic taki wozek,dlatego chcialysmy sprawdzic czy jej pasuje.
  • ta_ruda 01.09.11, 16:39

    jakies 2 lata temu, na Dworcu Centralnym w Warszawie, bylysmy z mama w kiosku/malym sklepie z gazetami i napojami itd itp. Wybieralysmy cos do picia, i ja wzielam butelke Coli po czym idac dalej na polce 50cm dalej zobaczylam Fante - zostawilam wiec ta cole na tej polce co fanta byla i chcialam podejsc do kasy, ale pani sprzedawczyni bardzo szybkoo mi wytlumaczyla 'ze towar sie odklada tam skad sie go wzielo bo ona nie ma czasu no poprawianie'.
    Na co ja odparlam ze skoro nie ma czasu na obsluge klienta to my sobie pojdziemy gdzie indziej.

    3-mamuska napisała:

    > O to zapomnialam,jak w polsce corka cos w sklepie dotknela to od razu wielkie h
    > alo.masakra jakas,i zeby nie bylo ze cos niszczyla,dotknela roczki od wozka dla
    > lalek i pobujala,a ja jej chcialam kupic taki wozek,dlatego chcialysmy sprawdz
    > ic czy jej pasuje.
  • 18_lipcowa1 01.09.11, 17:12
    na jaką obsługę???????????????????
  • 18_lipcowa1 01.09.11, 17:12
    zeby nie bylo ze cos niszczyla,dotknela roczki od wozka dla
    > lalek i pobujala,a ja jej chcialam kupic taki wozek,dlatego chcialysmy sprawdz
    > ic czy jej pasuje.


    a ja latam po róznych sklepach gdzie kazdy sie do dziecka usmiecha


    --
    "Cudowne dzieci - to zazwyczaj dzieci rodziców o wybujałej wyobraźni."
    Jean Cocteau
  • 1mzeta 31.08.11, 13:01
    Do UK przyjechałam z zamiarem zostania na dwa lata- żeby sobie budżet wywindować. W pierwszy dzień w pracy poznałam mojego przyszłego- obecnego męża. Po roku byliśmy już parą i plan powrotu do Pl się zmienił. Na dzień dzisiejszy wiem,że nie wracam- bo nie ma po co.
    Dwie główne rzeczy, które mnie w UK denerwują/dobijają to : pogoda i brak najbliższej rodziny- rodziców. O ile tego pierwszego nie zmienię to to drugie za kilka lat ulegnie zmianie bo przeprowadzą się do mnie i będzie lepiej.
    Za każdym razem jak jadę do Pl to się zastanawiam jak ci ludzie tam żyją, te ceny w sklepach zabójcze w zestawieniu z zarobkami- zresztą widzę po moich znajomych.... ci co nie mają rodzin to jeszcze jako-tako ale też harówka, ci co mają dzieci to pot i łzy.
    Załatwić cokolwiek to masakra- ludzie są dla urzędników- nie odwrotnie.

    Nie żeby w UK było Eldorado - ale o niebo lepiej niż w Pl- przynajmniej mnie.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • najma78 31.08.11, 13:16
    Pogoda w UK fajna nie jest, ale polska tez nie, zwlaszcza te dlugie i bardzo mrozne zimy, lata tez bywaja rozne, ja bym polskiej pogody jako plusa nie stawiala.
    Polska opieka zdrowotna i ta mozliwosc a raczej koniecznosc korzystania z prywatnej to jakas katasrofa. Stowka i po sprawie hahaha:D najczesciej tych stowek trzeba wydac bardzo wiele a gorzej jak ich sie za wiele nie ma.
  • 1mzeta 31.08.11, 22:04
    Tylko z zimą w UK jest tak,że przez całą zimę mam wrażenie,że bez przerwy listopad jest- brak śniegu mnie dobija. No i potrafi deszcz padać- ja już wolę te -15 i śnieg :)
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • magda_rn 31.08.11, 13:21
    Popłakałam, teraz mi lepiej. Jadę do matuli.
    Odnośnie pogody, w Anglii jest wspaniała. To lato było rewelacyjne:D Nienawidzę upałów!!!
    W domu w Polsce mam dwa klimatyzatory, a mimo to chodzę wiecznie oblepiona jakbym mieszkała w Malezji...:/ Temperatura przekraczająca 25st., dla mnie jest zabójcza:))
    Jeszcze tu zajrzę:)
  • illegal.alien 31.08.11, 13:26
    Przyjechalam tu do liceum, zostalam na jedne studia, drugie studia, potem dziecko, mam tu teraz rodzine, mieszkanie i moje zycie jest tu.
    Nie wykluczam, ze kiedys sie wyprowadzimy do PL czy do Zim, ale na razie nam tu dobrze (z tym, ze mi bardziej niz mojemu W).
    Plusem UK jest to, ze moge pracowac w moim zawodzie bez plecow i znajomosci - i moge otrzymac szkolenie na super poziomie. Niestety, w PL raczej nie byloby tak fajnie.
    Minusem jest odleglosc od rodziny - ale latamy w ta i z powrotem, to jakos jest ok ;)
  • dorotus76 31.08.11, 13:47
    Jestem miesiąc w Pl z dziećmi i się nie mogę doczekać powrotu do UK!
    Pogoda to akurat w Pl jest fatalna, długie zimy (niecierpię marznąć a potem roztopów) a to lato było straszne (mieszkamy u dziadków nad Bałtykiem).

    Ludzie w Pl mniej mili, mało usmiechnięci, pchający sie do autobusów, nie myjący się (niestety nawet moje dzieci to wyczuły), dużo pijanych i czepialskich ludzi, duzo spraw urzędowych do załatwiania i zawsze się czegoś nie doniesie (norma), w sklepach nie przyjmują towarów do zwrotu jak się rozmyślę (jak mnie to wkurza!), sprzedawcy patrzący krzywo jak dziecko czegokolwiek dotknie w sklepie i robiący łaskę że żyją.

    Z plusów w Pl to obecnie duży wybór krajowych śliwek i świetny dentysta.
    --
    every day i love you a little bit more
    słodka ze mnie babka
  • zurekgirl 31.08.11, 14:09
    Mi wszystko w UK odpowiada poza tym, ze nie mam tu rodziny i przyjaciol oraz braku kontaktow z lekarzami-specjalistami (nie wiem juz sama, czy to zle czy dobrze). Mieszkamy w Londynie, wiec typowe problemy typu tlok w komunikacji miejskiej, zbytnia multikulturowosc czasem nam dokuczaja, ale gdybysmy przeniesli sie do mniejszego miasta, pewnie juz tylko rodziny i lekarzy by nam brakowalo.
  • kalasotka 31.08.11, 15:02
    My z mezem 8 lat bilismy sie z myslami czy wrocic do Polski i ewentualnie kiedy. I dopiero w tym roku, po 3-miesiecznym moim z dziecmi pobycie w Polsce zdecydowalismy sie, ze nie wracamy.
    Decyzja trudna, ale czuje jakby kamien spadl mi z serca, ze juz wiem gdzie beda i moge sie bardziej skupic na zyciu tutaj.
    Przez prawie 8 lat ladowalismy pieniadze na przyszlosc w Polsce, wiec teraz tutaj nie mamy nic, a w Pl nowy dom i nie tylko.
    Ale nie narzekam, bo wiem, ze niedlugo mozemy miec tez tu swoj dom (mam taka nadzieje), a bedac w Polsce pewnie nie byloby nas na to stac.
    Minus w UK to pogoda (nie mowie, ze polskie przedluzajace zimy sa ok) jest przygnebiajaca. Brakuje mi tu owocow sezonowych dostepnych w duzych ilosciach (od babci). Tutaj kupie kilka czerosci zapakowanych i co z tym mam zrobic?:)
    Lubie w UK anonimowosc, wyprzedaze, na ktore mnie stac:)
    Poza tym duza sprawa jest egzema moja i synka. Tutaj mamy lekarstwa/kremy za darmo i dzieki temu jestesmy w dobrej kondycji. Nie musze mowic jakie sa ceny tych kremow w Polsce.
    Nie brakuje mi rodziny, bo bardzo sie pogorszyla moja rodzinna sytuacja...:(
    --
    Kacperek 02/04/2008
    Adrianek 04/08/2010
  • justmaga 31.08.11, 15:12
    minus to brak rodziny zdecydowanie i moich psiapsiolek wieloletnich..
    pogoda tez , ale mi przeszkadza tylko w lecie bo ja upaly kocham ,ale jak tylko sie w Polsce robi zimno to ja juz te pogode lubie :)
    wisni mi brakuje bo tu tylko czeresnie ;)

    plus: jestem w zwiazku z obcokrajowcem, moja corka ma ciemna skore to glowny powod dla ktorego do PL nie wroce. Nie wyobrazam sobie ,ze moj M sie zaaklimatyzuje w naszym kraju. Pomijam juz ,ze tutaj pracujac w szpitalu jest w stanie wynajac mieszkanie i utrzymac 7 osob (nie mamy zadnych benefitow a ja siedze z dziecmi w domu) a w Polsce z pielegniarskiej pensji to mozliwe nie jest. Moja corka 13 letnia za nic do Polski wrocic nie chce .

  • drosophila.melanogaster 31.08.11, 15:19
    W sumie troche ciezko podac te plusy i minusy bez zbytniego uogolniania.
    Dla nas(jak dla wielu) glownym celem wyjazdu byly pieniadze,jednak szybko przestaly byc priorytetem.Dopoki tu nie pomieszkalam nie mialam swiadomosci jak bardzo jest nienormalne to co sie dzieje w Polsce.Trudnosci w znalezieniu pracy i/lub bardzo niskie place,zupelnie nie adekwatne do kosztow utrzymania.
    Wszechobecne ,,kolesiowanie''.Zauwazcie,ze w Polsce wszystkie sprawy sie ,,zalatwia'' i niemalze kazdy kombinuje.W przychodniach(panstwowych) brak wyposazenia gabinetow,kolejki i jeszcze te cholerne numerki grrr.Do tego recepcjonistka,ktorej boisz sie zadac wiecej niz jedno pytanie;)Do wszelkich urzedow trzeba udawac sie osobiscie z milionem swistkow i zaswiadczen.Z przyziemnych rzeczy jeszcze dodam: brak obnizonych kraweznikow i koszmarna jakosc jezdni,chamstwo kierowcow,ktorzy poganiaja pieszych na pasach lub w ogole nie przepuszczaja oraz zasmiecone i zasr.ne chodniki:/Ludzie czesto sa przygaszeni i zestresowani.
    Natomiast w UK brakuje mi(oprocz rodziny oczywiscie) takich jezior i lasow jak w Polsce.Sezonowych warzyw i owocow,ktore mozna kupic na kg a nie paczkowane.Malych sklepikow 2 minuty od domu,do ktorych bieglo sie szybko po jakis zapomniany cukier czy jajka.
    Wiadomo,ze w UK idealnie nie jest(a gdzies w ogole jest?).Jednak za kazdym razem gdy rozwazam za i przeciw,to UK wychodzi na plus.Dlatego nie planujemy powrotu,przynajmniej poki co.
  • ta_ruda 31.08.11, 16:26
    PLUSY
    - standard zycia wyzszy niz w Polsce. Tutaj pracujac na tym stanowisku na ktorym pracuje, moge sobie pozwolic na mieszkanie, rachunki, drobne przyjemnosci, podroze od czasu do czasu. W Polsce na tej samej pozycji byloby mi znacznie gorzej.
    - Multikulti ktory ja osobiscie bardzo lubie. Uwielbiam roznorodnosc i w Polsce obecnie nie mialabym mozliwosci obcowac z roznymi kulturami tak jak tutaj w UK. Mam nadzieje ze UK wlasnie ta multikulturowosc dobrze bedzie zarzadzac i bedzie coraz lepiej.
    - profesjonalizm - w pracy przede wszystkim, brak kumoterstwa w takim stopniu jak w Polsce.
    -bardziej pozytywne podejscie do zycia
    -mozliwosc latwiejszego podrozowania po swiecie (ale to jest tez zwiazane z zarobkami)
    - konsumeryzm - mimo wszystko to dobre zjawisko bo wszystko jest tansze i jest wieksza konkurencja na rynku.
    - pogoda, choc lubie mrozne zimy ale tak na krotko;-)

    MINUSY
    - rodziny tutaj nie mam a chcialabym moja mame miec np.


    Zdecydowanie UK na niekorzysc Polski.
  • agaciha 31.08.11, 21:39
    Jestem z dzieciakami w PL na wakacjach juz 2 miesiace i ja juz chce do domuuuuu :)))
    Lipcowa no ja Ci nie wierze:)
    W sklepach obsluga straszna w 60% Chamstwo wrecz bo juz nawet nieuprzejmoscia nie mozna tego nazwac. Proszenie o drobne jest praktycznie za kazdym razem gdy jestem w sklepie ale to mi nawet nie przeszkadza- to nie wina kasjerki, ze wszyscy stowami od rana rzucaja. Wkurza mnie jak prosza o te drobne po chamsku. Ostatnio kupowalam cos co kosztowalo 7.50 a Pani do mnie tonem niemilym i rozkazujacym- niech pani od razu drobne szykuje! Myslalam, ze sie przeslyszalam. Dalam 10 zl. to nawet z tego wydac nie miala.
    Z lekarzami tym razem problemow nie bylo w ogole. Tydzien temu bylam z synkiem w szpitalu bo byla sobota. Nie mialam europejskiej karty zdrowia wiec za wizyte musialam zaplacic 60 zl. ale zostalam bardzo mile przyjeta i narzekac nie moge. Minus- ceny lekarstw. Za kilka lekarstw na dwulatka zaplacilam ponad 100 zl. Platne 100% ale nawet 50% byloby niewesole.
    Wkurza mnie przepisywanie antybiotykow zawsze i wszedzie. Lekarz podczas ostatniego pobytu przepisal synowi antybiotyk- na wszelki wypadek!
    No ale pal licho wszystko- cos czego przezyc naprawde bym nie mogla to te cholerne wiazane czapeczki przez 365 dni w roku!! Ja wiem, ze kazdy ubiera swoje dziecko jak chce ale na litosc boska tu sie zaklada czapke dwulatkowi jak jest 23 stopnie i leciutki wiaterek! Jak widze niemowlaki spiace w gondoli z postawiona buda i wiazana czapa na glowce w naprawde cieply dzien to trafia mnie i nie potrafie sie nie przejmowac :)
    Takich przykladow moznaby mnozyc ale po co. Nie robie z PL dna a z UK krolestwa. I tu i tu sa plusy i minusy- trzeba sobie po prostu kraj pod siebie podpasowac :))
    Takich swiat Bozego Narodzenia jak w PL to chyba nigdzie nie ma.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdc6iyee23qcgt4.png

    http://www.suwaczki.com/tickers/atdc20mmxeoh6tuf.png
  • moccabristol 31.08.11, 21:59
    Powiem tak -plusów i minusów po jednej i po drugiej stronie granicy bez liku .
    Brak drobnych w kasie ze względu na te idiotyczne końcówki, o których pisał cheery jest tak powszechny w Polsce jak tutaj obłęd w oczach kasjerki na widok dawania końcówki tejże właśnie. A nie daj Bóg ja już wbiła sobie na kasie , ze daje je 20 Ł a tu ja nagle mówię, ze mam te 1,20 i jej daję, bo np przy kwocie 16,20 myślę ,ze wtedy ona wyda mi całe 5Łi nie będę musiała tego złomu w portfelu targać. Mój mąż ostatnio mi powiedział -przestań to robić , bo ciągle tych ludzi dogłębnie stresujesz:) A dla mnie to był porosty sposób po prostu na pozbycie sie bilonu. W związku z tym teraz częściej kasuje się sama w samoobsłudze i przy okazji wywalam te drobne.

    Dla nas plusem UK sa absolutnie finanse.
    Minusem nie tyle pogoda co wszechobecna wilgoć i grzyb, kiepska jakoś usług stomatologicznych tych dostępnych przez NHS, no i brak przyjaciół , bo znajomych ma się zawsze.

  • golfstrom 31.08.11, 22:16
    Nie robilam nigdy listy plusow i minusow, bo dla mnie sprawa byla zawsze bardzo prosta - ja sie tutaj po prostu lepiej czuje, mimo ze jestem "cialem obcym".

    Za ogromny plus uwazam wieksza tolerancje dla indywidualnosci wyrazanej poprzez stroj i fryzure. Nie twierdze, ze w UK wszystcy podziwiaja oryginalnosc i nikt sobie nie mysli "Wariat, czy co?". Ale znacznie mniej osob glosno i dobitnie wyraza swoja dezaprobate.
    Wiem, ze to czesty temat: falszywa angielska uprzejmosc. Ale mnie akurat ta konwencja spoleczna odpowiada.

    Moze dlatego lepiej sie tu czuje.
  • panixx 31.08.11, 23:20
    Nie wypisywalam nigdy plusow i minusow, no bo jaka nadac wage poszczegolnym punktom i jak porownywac?
    Jak sie ma plus 'lekka zima' do minusa 'brak najlepszej przyjaciolki'?
    Przyjechalam tu juz sporo lat temu, stopniowo zapuszczalam korzenie, tutaj moj dom. Zastanawialam sie nad powrotem do PL kilka lat temu, pewnie znalazlaby sie praca, jakos poukladalo zycie, ale teraz to ja juz jestem 'za stara' i nie chce mi sie zaczynac wszystkeigo od nowa. Zreszta nie chce.
  • dorotus76 01.09.11, 08:41
    A problem z tymi drobniakami to wyłącznie dlatego, że w Pl tylko w co niektórych sklepach można płacic kartą. W UK - praktycznie wszędzie.
    --
    every day i love you a little bit more
    słodka ze mnie babka
  • havana28 01.09.11, 08:54
    Ze strasznych polskich zadupi przyjechalyscie ze karta mozna bylo tylko w niektorych sklepach placic... Co zreszta tlumaczy ten zachwyt na UK, bo zadupie polskie a zadupie brytyjskie to fakt, roznica jest na korzysc uk
  • ta_ruda 01.09.11, 09:06
    havana28, Ty musisz byc z wielkiego miasta skoro tak wszedzie mozna bylo karta w PL placic;-)
    Ja wlasnie z takiego 'zadupia' pochodze, mala wies ale teraz juz karta mozna placic w jednym z wiekszych sklepow wiejskich (w innych malych sklepach nie ma platnosci karta), co oczywiscie nie bylo do pomyslenia kilka lat temu kiedy to platnosci karta byly akcpetowane tylko w niektorych sklepach w wielkich miastach, bo na zadupiach to nawet nie wiedzieli co to karta jest a bankomat to juz wogole bylo zjawisko!;-)

    havana28 napisała:

    > Ze strasznych polskich zadupi przyjechalyscie ze karta mozna bylo tylko w niekt
    > orych sklepach placic... Co zreszta tlumaczy ten zachwyt na UK, bo zadupie pols
    > kie a zadupie brytyjskie to fakt, roznica jest na korzysc uk
  • havana28 01.09.11, 09:13
    Jaki sens ma porównywanie życia w UK teraz do życia w PL kilka (kilkanaście) lat temu? A na tym wątku większość wypowiedzi sie właśnie do tego sprowadza. I stąd wyniki są, że tak powiem, tendencyjne...;)
  • ta_ruda 01.09.11, 09:19
    havana28, obecnie, na polskim zadupiu nie mozna wszedzie placic karta. na brytyjskim zadupiu na ktorym mieszkam karta moge zaplacic w kazdy sklepie we wsi.
    Ponadto, jesli porownasz statystyki dotyczace % ludzi w UK i Polsce uzywajacych kart platniczych i % transakcji karta pomiedzy tymi krajami zobaczysz ze w Polsce tych transakcji jest znacznie mniej.
    i jesli ktos pisze ze w UK czesciej sie placi karta, nie oznacza to ze w Polsce nie mozna placic karta, tylko to ze w UK robi sie to o wiele czesciej.

    Pozdrawiam.


    havana28 napisała:

    > Jaki sens ma porównywanie życia w UK teraz do życia w PL kilka (kilkanaście) la
    > t temu? A na tym wątku większość wypowiedzi sie właśnie do tego sprowadza. I st
    > ąd wyniki są, że tak powiem, tendencyjne...;)
  • havana28 01.09.11, 09:29
    Zauważ, że ja odniosłam sie do odpowiedzi dorotus o mozliwosciach placenia w sklepach karta a nie czestosci uzywania kart w obu krajach
  • golfstrom 01.09.11, 09:51
    Juz bardzo dawno nie widzialam slowa "tendencyjne" w tak ironicznym kontekscie...
  • dorotus76 01.09.11, 09:09
    Jeśli uważasz 100 tys miasto za zadupie..
    --
    every day i love you a little bit more
    słodka ze mnie babka
  • havana28 01.09.11, 09:16
    Dorotus, z całym szacunkiem, ale jeśli naprawdę możesz tam karta płacić tylko w niektorych sklepach, to tak, jest to zadupie. Chętnie poznam nazwę tego 100-tys zadupia bo w moim podwarszawskim kilkusetnym zadupiu, kartą można było płacić juz jakieś 5-6 lat temu.
  • jaleo 01.09.11, 09:20
    Ja jezdze tylko do Warszawy, wiec pudlo.
    Chociaz Warszawa to moze i zadupie, zalezy z ktorej strony patrzec ;-)

    Sproboj w kiosku gazetowym albo w piekarni czy w warzywniaku w Warszawie zaplacic karta. Moge Ci podac konkretne adresy i nazwy tych sklepow, zebys mogla wyprobowac.

    Ja we wszystkich malych sklepikach w moim w malym miasteczku w Northumberland (a to jest juz zadupie w czystym tego slowa znaczeniu) place karta debetowa bardzo czesto, bez najmniejszego problemu.
    --
    Komentarza nie trzeba
  • havana28 01.09.11, 09:25
    Jaleo, litości ile ty placisz w tym kiosku czy zieleniaku? 5 złotych? 10? 15?

    W zyciu by mi przyszło do głowy wyciągać karte do kupienia gazety czy marchewki czy to w PL czy to w UK czy gdziekolwiek indziej...
  • bonze 01.09.11, 09:53
    wyobraz sobie, ze w niektorych krajach, niedosyc ze placisz karta za gazete, to jeszcze sprzedawca wyplaca ci pieniadze z konta, jak z bankomatu! ja tam zawsze poznam polaka z polski z zamknietymi oczami i nie po akcencie, nie po wygladzie, nie po braku manier, ale po ciasnych zasciankowych, horyzontach!
  • havana28 01.09.11, 10:01
    masz u mnie 1 miejsce w kategorii najbzdurniejszej wypowiedzi forumowej miesiaca
  • bonze 01.09.11, 10:15
    buuu wlasnie z rozpaczy wycisnelam sobie soczek... dzisiaj z selera naciowego, brokulow, zielonej pietruszki i papryki... polecam! :P
  • havana28 01.09.11, 10:19
    jakby soczek nie pomogl, to podpowiem: nastepnym razem szukaj znaczku cash back i dopiero potem wypowiadaj sie o ciasnych horyzontach
  • galadriella 01.09.11, 10:22
    havana28 napisała:

    > masz u mnie 1 miejsce w kategorii najbzdurniejszej wypowiedzi forumowej miesiac
    > a

    Gdybym miała głosować, to Twoja wypowiedź (zacytowana przeze mnie w mojej poprzedniej wiadomości) pobiłaby ją o kilkadziesiąt długości...

    Dawno temu w dyskusjach o służbie zdrowia uparcie porównywałaś prywatną w Polsce z państwową w UK - oczywiście wychodziło Ci że brytyjska jest be.
    Teraz znowu próbujesz implementoawć do UK swoje polskie nawyki (płacenie kartą tylko za grubsze zakupy; uparte próby wręczania "końcóweczki") i robisz zadymę, że nie spotyka się to ze zrozumieniem. Oburz się jeszcze, że w sklepach nie ma tacek na których te swoje końcóweczki mogłabyś serwować...
    Litości.
  • jaleo 01.09.11, 10:15
    No kurna, jak by reszte wydawali po ludzku, to by i karty nie trzeba bylo.
    A tak - gotowka nie zaplacisz, jesli np masz 20 zl, a chcesz zaplacic 12.65. Karta nie zaplacisz, bo nie przyjmuja.
    Co za kraj.

    --
    Komentarza nie trzeba
  • havana28 01.09.11, 10:21
    zaiste dramat
  • bonze 01.09.11, 10:29
    apropos jednak ciasnych horyzontow, kolezanko... znaczkek cashback to wymysl lokalny... W niektorych krajach, w KAZDYM punkcie w ktorym placisz karta mozesz poprosic o gotowke, wiec tak znaczek nie ma racji bytu, jest bez sensu..
  • bonze 01.09.11, 10:32
    byl do tej panny, ktora mieszka w swiatowym miejscu - tzn.. znaczki cashback sa na porzadku dziennym :P
  • havana28 01.09.11, 10:38
    podaj nazwe choc jednego kraju gdzie oferta banków z gatunku cash back jest dostępna dla posiadaczy kart z zagranicy... konkrety prosze, konkrety, panno nieograniczona horyzontowo
  • bonze 01.09.11, 10:53
    Ej, nie badz bezczelna! Chcesz wiedziec? To sobie poszukaj!
  • havana28 01.09.11, 11:00
    moje horyzonty mnie ograniczają

    zeszta ciebie widze jeszcze bardziej. bez odbioru
  • aniaheasley 01.09.11, 10:46
    Ja bardzo czesto nie mam przy sobie doslownie ani funta gotowki, o czym przypomina mi sie czesto dopiero kiedy wyciagam portfel, i uswiadamiam sobie, ze jest pusty. Wtedy place czesto gesto karta za np. chleb maslo i jajka, albo, wczoraj wsklepie spozywczym, zeby za daleko nie szukac, za jedno opakowanie truskawek, cena ponizej £3. Nikt sie nie skrzywil, w ogole zero reakcji. Czytaj, zdrowa reakcja.
    --
    Ania's Poland
  • galadriella 01.09.11, 09:27
    > Ze strasznych polskich zadupi przyjechalyscie ze karta mozna bylo tylko w niekt
    > orych sklepach placic...

    Wrocławskie Śródmieście się łapie?
    Do dziś w żadnym z małych sklepów wzdłuż ulicy (dwa spożywcze, warzywniak, drogieria) nie można płacić kartą.
    Płatność kartą jest dość kosztowna dla sprzedawców, małym sklepom się po prostu nie opłaca.

    A tutaj drobne poniżej funta już dawno się nauczyłam wyciągać codziennie z portfela.
    Przed przeprowadzką używałam ich do płacenia odliczoną kwotą w autobusie, teraz mam już miesięczny - ale jakoś mniej się ich gromadzi bo ostatnio więcej płacę kartą niż gotówką.
    Za to spora ilość żółtych drobnych wsypanych do miski świetnie robi za ciężar nad kiszącą się kapustą :-)
  • moni761 01.09.11, 10:38
    Po 5,5 roku w UK wrocilam do Polski. I po 6 miesiacach w Pl wrocilam do UK, a bylo to w kwietniu tego roku. Jestem z malego miasta nad morzem, mieszkanie na nas czekalo i wydawalo sie, ze poszukiwanie pracy nie bedzie problemem. To jest ogromny minus. Jestem po pedagogice, doswiadczenie w Polsce mam, w UK pracowalam w szkole sredniej jako TA z dziecmi niepelnosprawnymi. Energicznie zabralam sie do poszukiwan i oto jakie odpowiedzi dostalam( poszukiwania dotyczyly Ustka, Slupska i okolicznych mniejszych miejscowosci):
    - prosze sie nawet nie wysilac, bo my tu tylko zwalniamy,
    - dyrektor poradni psych- ped- tylko niech mi tu pani nie pisze co pani umie albo o swoim doswiadczeniu, tylko jakie ma papiery,
    - to nie szkodzi, ze pani z dziecmi niepelnosprawnymi pracowalam, musi pani ologofrenopedagogike skonczyc,
    - cv to moze sobie pani wyslac, ale my tu juz mamy ludzi, ktorych chcielibysmy widziec w pracy itd.
    Z powodu malej ilosci ofert pracy kryteria podwyzsza sie poprzez wymaganie pewnej ilosci ceertyfilatow, fakultetow. Uczelnie tworza takie kierunki, aby ludzie mogli sie doszkolic. Studia te najczesciej nic poza kolejnym papierem nie wnosza- ludzie uczeszczaja na zajecia tylko po to, aby otrzymac papier- moja kolezanka jest wykladowca.
    Ponadto wzielam udzial w konkursie o prace, co okazalo sie byc konkursem na byciem wolontariuszem w wymiarze min. 20 godzin tygodniowo, lacznie z nockami itd.
    Mnostwo absurdow po drodze. Wyjechalam pod koniec pazdziernika, w lutym zdecydowalismy z mezem, ze wracam do UK. Maz caly czas pozostawal w UK, a ja bylam z corka.
    Poza tym koszty zycia... Nie wiem jak ludzie sobie radza, ciagla niepewnosc. Wiele osob pracuje na umowe zlecenia lub czas okreslony. Dlugo by opowiadac. Kiedy wrocilam tu wzielam udzial w interview do mojej szkoly i dostalam prace, w poniedzialek zaczynam. Zostalam tak cieplo przyjeta, ze poczulam sie jak u siebie. W Polsce czesto pytano mnie po co wrocilam, czulam, ze jestem postrzegana jako rywalka. Wyleczylam sie z powrotu do Polski. Natomiast w UK tez widze minusy, ale moge spac spokojnie. Brakuje mi za to bardzo polskich owocow i warzyw, moi rodzice maja dzialke i kiedy sie naslucham tych opowiesci o czeresniach, sliweczkach to mi sie teskno robi.
    Moja historia z szukaniem pracy dotyczy tylko dziedziny oswiaty i opieki spolecznej.
  • aniaheasley 01.09.11, 10:56
    Czyli tak, wychodzi na to, ze najwiekszym minusem Polski jest koniecznosc posiadania drobnych zwanych czesto koncoweczka. Dalszymi minusami Polski, ale plasujacymi sie daleko za tym pierwszym jest chamstwo, brud, masowe kradzieze i brak pracy, oraz wysokie ceny.
    Plusem Polski jest, chociaz to nie wszyscy sie zgadzaja, idealna nieomalze sluzba zdrowia oraz posiadanie bliskich przyjaciol oraz rodziny.

    Plusem UK jest to, ze posiadanie drobnych nie jest tutaj wymagane, oraz to, ze mozna spac spokojnie nie martwiac sie jak przezyc do pierwszego. Ogromnym minusem UK jest nieobecnosc tutaj przyjaciol z dziecinstwa, rodzicow, babci oraz szwagra (chociaz ten ostatni czesto do nas w UK dolacza).

    Michal Ogorek mialby tutaj uzywanie, idealna pozywka dla swoich felietonow.
    --
    Ania's Poland
  • jaleo 01.09.11, 11:27
    aniaheasley napisała:

    > Czyli tak, wychodzi na to, ze najwiekszym minusem Polski jest koniecznosc posia
    > dania drobnych zwanych czesto koncoweczka.

    Poprawka: Najwiekszym "wyimaginowanym" minusem. Jak tu nas kolezanki juz uswiadomily, w Polsce NIGDY nie ma w skelpie problemow z wydaniem reszty.

    Co prawda potem z tego "NIGDY" zrobilo sie "nigdy w wielkich miastach", a potem "na cholere do sklepow chodzicie w ogole, w glowie sie poprzewracalo, reszte chca albo nawet karta placic w warzywniaku" :-D

    > Michal Ogorek mialby tutaj uzywanie, idealna pozywka dla swoich felietonow.

    Smiejesz sie, ale np dla mnie to jest dosc spory stres, tak jak mowie, rzadko do PL jezdze, ale jak juz jade, to juz na sama mysl o wchodzeniu do jakiegokolwiek sklepu sie boje, bo skad ja niby mam miec polskie drobne monety, jak dopiero co wysiadlam z samolotu. No i monet polskich nie rozpoznaje, wiec nawet jak juz je mam w portfelu, to odliczenie wymaganych 3zl 89 groszy zajmuje mi 15 minut, co rowniez wkurza panie ekspedientki (pewnie tez moja wina, bo w PL chamstwa ani niezyczliwosci nie ma ;-)

    Ja w PL jestem glownie sluzbowo, i nie mam czasu na latanie po dziesieciu sklepach i rozmienianie pieniedzy.

    Tak jak pisalam, kawal swiata i wszystkie kontynenty poza Antarktyda zwiedzilam, ale nigdzie, powtarzam nigdzie, nie spotkalam sie z tym (bardzo dla mnie stresujacym) zjawiskiem.

    --
    Komentarza nie trzeba
  • blacktea 01.09.11, 11:34
    No dobrze, ale czy taki problem masz tylko w Polsce? We Francji, Hiszpanii, Grecji, Rosji Tajlandii i gdzie tam jeszcze? Sprobuj wyciągnąć brytyjską karte i zapłacić za bułki. Powodzenia!
  • jaleo 01.09.11, 12:01
    blacktea napisała:

    > No dobrze, ale czy taki problem masz tylko w Polsce? We Francji, Hiszpanii, Gre
    > cji, Rosji Tajlandii i gdzie tam jeszcze? Sprobuj wyciągnąć brytyjską karte i z
    > apłacić za bułki. Powodzenia!

    Nie, nie mam tego problemu, bo np w Hiszpanii wyciagne banknot nawet o 8 rano w kawiarni, i jak nie maja drobnych, to poleca do sklepiku obok i sami sobie rozmienia.
    To jest glowna rozniaca. W "normalnym" kraju brak drobnych to jest problem SPRZEDAWCY, a nie klienta.
    Choc przyznam, ze w Rosjii nie bylam od 16 lat, wiec nie wiem, jak tam jest teraz. Ale ze to tez post-komunistyczna mentalnosc, to nie zdziwilabym sie, jak by bylo tak jak w PL.

    --
    Komentarza nie trzeba
  • blacktea 01.09.11, 12:13
    Nie wierze, że nie masz problemu bo moje doświadczenia są zupełnie inne, przynajmniej z tym krajami co wymieniłam. Poza tym o czym my tu w ogóle mówimy? Poważnie noszenie kilku drobnych w kieszeni czy torebce tak bardzo upośledza jakość życia, żeby pisać na ten temat takie epistoły? Ja rozumiem, że gdyby w UK można było wszedzie płacić np odciskiem palca, a gdzie indziej nie, to byłaby to znacząca uciążliwość. Ale czy sie płaci kartą czy gotówką, to robota jest ta sama. Petty-mindedness w najczystszej postaci.
  • kingaolsz 01.09.11, 12:03
    Odniose sie do Francji, gdzie jestem wlasnie na wakacjach, w bardzo malej miescinie w gorach - i w kazdym sklepie moge za kazda pierdole zaplacic karta ( sprawdzone).
  • ozlem 01.09.11, 14:18
    No i monet polskich nie rozpoznaje, wiec nawet jak j
    > uz je mam w portfelu, to odliczenie wymaganych 3zl 89 groszy zajmuje mi 15 minu
    > t, co rowniez wkurza panie ekspedientki (pewnie tez moja wina, bo w PL chamstwa
    > ani niezyczliwosci nie ma ;-)


    Kurcze, no to szkoda że nie widzialas lali na kasie w M&S Simply Food jak postanowilam wyczyscic portfel z ciezkich zalegajacych drobnych...

    Stan wku...nia klientami jest miedzynarodowy. Ale zwykle prosba o wezwanie menedzera szybko leczy z fochow.
  • ta_ruda 01.09.11, 14:26
    pewnie mialas bardzo skwaszona mine, bo jakbys byla mila i uprzejma to by sie lala nie zdenerwowala;-) To sarkazm w nawiazaniu do 'zakupow z wyniosloscia' i 'skwaszonymi minami'. ;-)

    ozlem napisała:

    >
    > Kurcze, no to szkoda że nie widzialas lali na kasie w M&S Simply Food jak posta
    > nowilam wyczyscic portfel z ciezkich zalegajacych drobnych...
    >
    > Stan wku...nia klientami jest miedzynarodowy. Ale zwykle prosba o wezwanie mene
    > dzera szybko leczy z fochow.
  • ozlem 01.09.11, 14:35
    Pani widzac co sie szykuje zapytala mnie czy nie moge zaplacic karta bo blokuje kase a tu taka kolejka. Powiedzialam jej z usmiechem na ustach, ze niestety nie moge zaplacic karta a jesli nie przyjmie drobnych to zablokuje na dluzej bo bedziemy czekac na kierownika.


    Napisze wiecej, ladniej, zabawniej i drmatyczniej jak dostane wierszowke jak ten pan emigrant co sie rozpisywal w jednym z tych linkow wczesniej jak to chcial w Polsce kupic paczka...
  • turmalinka 01.09.11, 18:59
    ozlem napisała:

    > Pani widzac co sie szykuje zapytala mnie czy nie moge zaplacic karta bo blokuje
    > kase a tu taka kolejka. Powiedzialam jej z usmiechem na ustach, ze niestety ni
    > e moge zaplacic karta a jesli nie przyjmie drobnych to zablokuje na dluzej bo b
    > edziemy czekac na kierownika.
    >


    I wiesz co ta pania wkurzylo? nie twoje 'niestety nie' ale tekst o wolaniu kierownika, wyszlas na czepialska babe i tyle
  • jaleo 01.09.11, 14:32
    ozlem napisała:

    > No i monet polskich nie rozpoznaje, wiec nawet jak j
    > > uz je mam w portfelu, to odliczenie wymaganych 3zl 89 groszy zajmuje mi
    > 15 minu
    > > t, co rowniez wkurza panie ekspedientki (pewnie tez moja wina, bo w PL c
    > hamstwa
    > > ani niezyczliwosci nie ma ;-)
    >
    >
    > Kurcze, no to szkoda że nie widzialas lali na kasie w M&S Simply Food jak posta
    > nowilam wyczyscic portfel z ciezkich zalegajacych drobnych...
    >
    > Stan wku...nia klientami jest miedzynarodowy. Ale zwykle prosba o wezwanie mene
    > dzera szybko leczy z fochow.

    Naprawde probujesz wmawiac nam tutaj, ze kobieta siedzaca w M&S w kasie wyrazila niezadowolenie, ze grzebiesz dlugo w portfelu? I ze musialas wzywac "menedzera"?

    I obudzilas sie zlana zimnym potem?

    --
    Komentarza nie trzeba
  • blacktea 01.09.11, 10:58
    Chciałam sie wpisać, ale jak przeczytałam, że największym polskim problemem sa reszty w sklepach i niemożność płacenia kartą za kilkuzłotowe zakupy w kioskach, to sobie darowałam.

    Ale muszę powiedzieć, że "petty-mindedness" to pierwsze słowo jakie mi się ciśnie na usta gdy przychodzi mi opisać mentalność Brytyjczyków. Stąd też pewnie dlatego tak wam tu dobrze...ciągnie swój do swego...
  • aniaheasley 01.09.11, 11:09
    Ale zgodzisz sie, ze 'diabel lezy w szczegolach' to czysto polskie powiedzenie :)
    --
    Ania's Poland
  • blacktea 01.09.11, 11:16
    No nie, nie zgodzę się bo porównanie jest bez sensu. Nie wiedzę najmniejszego problemu z noszeniem przy sobie trochę gotówki na nieprzewidziane sytuacje (choćby awarie terminali- zdarzają się w każdym kraju) a w Polsce sama często oferuję kasjerkom koncówki, żeby łatwiej było im mi wydać. Histeria z powodu jakiś tam drobnych jest tak śmieszna, że aż smutna.
  • ta_ruda 01.09.11, 11:10

    Ladnie nas obrazilas blacktea. z pogarda ale nie bezposrednio;-)


    blacktea napisała:


    >
    > Ale muszę powiedzieć, że "petty-mindedness" to pierwsze słowo jakie mi się ciśn
    > ie na usta gdy przychodzi mi opisać mentalność Brytyjczyków. Stąd też pewnie dl
    > atego tak wam tu dobrze...ciągnie swój do swego...
  • steph13 01.09.11, 11:22
    petty-mindedness to cecha genetycznie zakodowana w psychice Polakow wlasnie, stad czepianie sie o byle co, czesto dla samej zasady typu 'chlop zywemu nie przepusci', jak dobrze to pamietam z odleglych czasow!
    W Polsce nie bywam i doswiadczen z pierwszej reki brak, ale te opowiesci re wydawanie reszty w sklepach sa super komiczne - taki drobny, irytujacy problem, z ktorym kraj poradzic sobie nie potrafi. Teatr absurdow szczesliwie porzucony.
  • gypsi 01.09.11, 13:06
    nad Swietami Bozego Narodzenia to mi sie kopii nie chce kruszyc, bo prawda jak d... i kazdy ma swoja.

    Ale co do "nie mam wydac", to jak powszechny jest to proceder swiadczy juz chocby proste wyszukanie:
    www.google.co.uk/search?q=nie+mam+wydac&hl=en&prmd=ivns&ei=9WVfTv3CM4S38QOo3tnJAw&start=0&sa=N
    A tu smieszno-straszne teksty nt:
    www.wroclawek.com/news,single,init,article,11202
    kontestator.blox.pl/2009/11/Nie-mam-drobnych-polska-mantra.html
  • jaleo 01.09.11, 13:13
    gypsi napisała:

    > nad Swietami Bozego Narodzenia to mi sie kopii nie chce kruszyc, bo prawda jak
    > d... i kazdy ma swoja.
    >
    > Ale co do "nie mam wydac", to jak powszechny jest to proceder swiadczy juz choc
    > by proste wyszukanie:
    > www.google.co.uk/search?q=nie+mam+wydac&hl=en&prmd=ivns&ei=9WVfTv3CM4S38QOo3tnJAw&start=0&sa=N
    > A tu smieszno-straszne teksty nt:
    > www.wroclawek.com/news,single,init,article,11202
    > kontestator.blox.pl/2009/11/Nie-mam-drobnych-polska-mantra.html

    Alez Ci wszyscy ludzie zaklinaja rzeczywistosc, przeciez w Polsce to sie NIGDY nie zdarza!

    --
    Komentarza nie trzeba
  • ozlem 01.09.11, 13:33
    Szczerze mnie rozbawila ta cala dyskusja o wydawaniu reszty bo w mojej ocenie to calkowicie wydumany problem. W dodatku wydaje sie , że dotyczy glownie emigrantow bo tubylcy sobie radza:). Owszem zdarzylo mi sie kilka razy w zyciu (a lat mam kilkadziesiat), ze gdzies tam kasjerka pytala czy nie mam moze drobnych bo ona nie ma jak wydac ale nigdy nie byl to powod do odejscia z kwitkiem i bez zakupow. Bo zawsze bylo jakies inne wyjscie.

    Nie moge natomiast uwierzyc, ze dorosly (czyli potencjalnie myslacy) czlowiek nie jest w stanie przewiedziec, ze jadac do innego kraju moze potrzebowac bilonu w walucie tego kraju bo nie wszystko moze dzialac tak jak gladko w UK. I jeszcze miec pretensje pod adresem tego innego kraju że nie funkcjonuje jak UK!?! Ktos moze mi to wytlumaczyc?
  • ta_ruda 01.09.11, 14:24
    nikt nie powiedzial ze sobie z tym nie radzimy. Jak najbardziej sobie radzimy tak jak wszyscy inni kupujacy - albo dajemy drobne, albo lecimy i rozmieniamy.
    Dyskusja obraca sie wokol tego ze sprzedawcy w Polsce bardzo czesto pytaja o 'drogne' czy tez koncoweczke. Nie ze my sobie nie radzimy ;-)


    ozlem napisała:

    > Szczerze mnie rozbawila ta cala dyskusja o wydawaniu reszty bo w mojej ocenie t
    > o calkowicie wydumany problem. W dodatku wydaje sie , że dotyczy glownie emigra
    > ntow bo tubylcy sobie radza:). Owszem zdarzylo mi sie kilka razy w zyciu (a lat
    > mam kilkadziesiat), ze gdzies tam kasjerka pytala czy nie mam moze drobnych bo
    > ona nie ma jak wydac ale nigdy nie byl to powod do odejscia z kwitkiem i bez z
    > akupow. Bo zawsze bylo jakies inne wyjscie.

  • ozlem 01.09.11, 14:29
    No ale co z tego, ze pytaja? Latwiej wydawac jest. Sama czesto proponuje danie koncowki bo zwykle mam problem odwrotny do tych wszystkich co szukaja dziury w calym - cierpie na chroniczny nadmiar drobnych we wszelkich walutach, tyle sie tego zbiera..:)
    Jak ktos zainteresowany to zapraszam:)
  • ta_ruda 01.09.11, 14:38
    no w sumie nic z tego ze pytaja;-) taka obswerwacja;-) fakt istnienia jakiegos zjawiska (proszenie klientow o drobne) nie oznacza ze jest to problem dla ciebie.
    a fakt ze nie jest to problem dla ciebie, nie oznacza ze takie zjawisko nie istnieje.


    ozlem napisała:

    > No ale co z tego, ze pytaja? Latwiej wydawac jest. Sama czesto proponuje danie
    > koncowki bo zwykle mam problem odwrotny do tych wszystkich co szukaja dziury w
    > calym - cierpie na chroniczny nadmiar drobnych we wszelkich walutach, tyle sie
    > tego zbiera..:)
    > Jak ktos zainteresowany to zapraszam:)
  • steph13 01.09.11, 15:17
    ozlem napisała:
    > Nie moge natomiast uwierzyc, ze dorosly (czyli potencjalnie myslacy) czlowiek n
    > ie jest w stanie przewiedziec, ze jadac do innego kraju moze potrzebowac bilon
    > u w walucie tego kraju bo nie wszystko moze dzialac tak jak gladko w UK.

    Ze niby co? Jadac do innego kraju nalezy zabierac ze soba worek bilonu???? Nawet w Indiach czy nedznych krajach Afryki nikt nie oczekuje od turysty, ze bedzie monety wygrzebywal w bolu. Chca sprzedac, wiec wiedza ze jest w ich interesie rozliczyc sie sprawnie z klientem. Potencjalnie myslaca osoba nie bedzie dzwigac extra bagazu abu pani sklepowej w PL zycie ulatwic. BZDURA.
  • ozlem 01.09.11, 15:24
    Potencjalnie myslaca osoba nie bedzie dzwiga
    > c extra bagazu abu pani sklepowej w PL zycie ulatwic.

    W takim razie ta potencjalnie (i chyba tylko potencjalnie) myslaca osoba musi sie liczyc, ze paczka za banknot 100 zlotowy moze nie kupic. Przynajmniej nie bladym switem w pierwszej cukierni. Zaklinanie rzeczywistosci do niczego nie prowadzi. Tupanie nozka rowniez. Pare drobnych to duzo mniej niz wor bilonu, spokojnie miesci sie w zwyklym portfelu.
  • steph13 01.09.11, 15:32
    ozlem napisała:

    > W takim razie ta potencjalnie (i chyba tylko potencjalnie) myslaca osoba musi s
    > ie liczyc, ze paczka za banknot 100 zlotowy moze nie kupic. Przynajmniej nie bl
    > adym switem w pierwszej cukierni.

    No widzisz, natomiast idac na kawe do jakiejkolwiek kafejki o 8 rano w Londynie, podaje £20, czasami nawet £50 i nikt nie jest zaskoczony, bo maja glowe na karku i wiedza, ze potrzebowac beda tzw 'float' od momentu kiedy drzwi otworza. Drobne przynosza zwyczajnie poprzedniego dnia z banku, O DZIWO, moze dlatego ze sa wlasnie MYSLACY i na business nastawieni. Takie proste wydawoloby sie, a jednak nie w Polsce.
  • ozlem 01.09.11, 15:45
    Steph, a slyszalas kiedys po powiedzeniu "when in Rome..."? Przedstawiasz wlasnie ten tok myslenia o ktory prosilam,zeby mi ktos wytlumaczyl - co dzieje sie w glowach ludzi, ktorzy domagaja sie zeby w Polsce bylo tak samo jak w UK?

    Polacy sa przyzwyczajeni do noszenia drobnych i wszyscy z wyjatkiem malej grupki tych ciagle walczacych w imie jakis "idei" i ciagle narzekajacych, nie widza problemu w zabezpieczeniu sie w pare drobnych na takie okolicznosci... na kawe, parkomat, kwiaty u ulicznej kwiaciarki... Dlaczego to jest taki problem?
  • steph13 01.09.11, 15:50
    ozlem napisała:

    > Steph, a slyszalas kiedys po powiedzeniu "when in Rome..."? Przedstawiasz wlasn
    > ie ten tok myslenia o ktory prosilam,zeby mi ktos wytlumaczyl - co dzieje sie w
    > glowach ludzi, ktorzy domagaja sie zeby w Polsce bylo tak samo jak w UK

    Nie, zeby bylo tak samo jak w reszcie swiata! Tak, i when in Rome, a bywam tam czesto, nie zwoze zeliwa do wymiany na paczki czy lody.
  • ozlem 01.09.11, 15:55
    Ja tez do Polski nie woze wora zeliwa... Wiec dlaczego dla mnie to nie jest problem a dla Ciebie ewidentnie jest? Kolejny raz prosze o wytlumaczenie
  • steph13 01.09.11, 16:19
    ozlem napisała:

    > Ja tez do Polski nie woze wora zeliwa... Wiec dlaczego dla mnie to nie jest pro
    > blem a dla Ciebie ewidentnie jest? Kolejny raz prosze o wytlumaczenie

    1. Ja ewidentnie w Polszy nie bywam i komentuje tylko relacje tych bardziej patriotycznych dusz, ktore z jakis powodow tam ciagnie. Sama sugerowalas, ze ci ktorych obdarzasz szczodrze mianem osob myslacych, powinni przygotowac sie do wyjazdu do starej ojczyzny gromadzac legal tender w monetach bo inaczej nie wypija kawy, nie zakosztuja paczka ani kwiatka nie kupia.
    2. Nie ma wytlumaczenia, ktore ciebie zadowoli bo najwyrazniej lubisz shopping a la retro
    3. A wiec dzwigaj sobie te monety to your heart's content i ku uciesze narodu, ani mnie to grzeje ani ziebi, bo tam gdzie ja wyjezdzam, takie problemy nie istnieja.
  • ozlem 01.09.11, 16:29
    Nie wiem w takim razie dlaczego wypowiadasz sie na tematy, na temat ktorych nie masz praktycznego pojecia? W dodatku w takim histeryczno-melodramatycznym tonie?
  • steph13 01.09.11, 16:38
    ozlem napisała:

    > Nie wiem w takim razie dlaczego wypowiadasz sie na tematy, na temat ktorych ni
    > e masz praktycznego pojecia?

    Jesli dalej nie wiesz to juz prosciej wytlumaczyc ci nie potrafie, chyba ze metoda obrazkowa, a ta za bardzo pracochlonna.


    >W dodatku w takim histeryczno-melodramatycznym tonie?
    Kobieto, puknij sie w to miejsce gdzie rozum u niektorych potencjalnie zamieszkuje. Ton histeryczno-melodramatyczny to ty przerabiasz z uporem maniaka. Herbatka rumiankowa i na kanape. Znudzila mi sie ta rozmowa z toba.
    I'm out.

  • ozlem 01.09.11, 16:45
    zaskoczylas mnie swoim chamstwem
  • jaleo 01.09.11, 15:35
    ozlem napisała:

    > Potencjalnie myslaca osoba nie bedzie dzwiga
    > > c extra bagazu abu pani sklepowej w PL zycie ulatwic.
    >
    > W takim razie ta potencjalnie (i chyba tylko potencjalnie) myslaca osoba musi s
    > ie liczyc, ze paczka za banknot 100 zlotowy moze nie kupic. Przynajmniej nie bl
    > adym switem w pierwszej cukierni. Zaklinanie rzeczywistosci do niczego nie prow
    > adzi. Tupanie nozka rowniez. Pare drobnych to duzo mniej niz wor bilonu, spokoj
    > nie miesci sie w zwyklym portfelu.

    Ale co takiego wyjatkowego jest w PL, ze w kazdym innym kraju na swiecie mozna to zrobic, ale nie w PL????


    --
    Komentarza nie trzeba
  • jaleo 01.09.11, 15:40
    No i w koncu, jak to jest, bo najlpierw piszecie, ze absolutnie problem nie istnieje, i wszedzie wydaja reszte z usmiechem na ustach, a potem, ze trzeba jezdzic z workiem bilonu (niby skad go wziac polski bilon jak sie mieszka w UK???) i ze majac 100 zl paczka sie nie kupi.

    To pytanie do Ozlem, Blacktea czy Havany, bo to chyba jedna i ta sama osoba (Havana vel Blacktea sie kiedys przyznala tutaj, ze to ta sama osoba, ktora sama ze soba prowadzi dyskusje, chyba jej markotno samej ;-))

    --
    Komentarza nie trzeba
  • gypsi 01.09.11, 15:53
    A moze osobowosc wielokrotna?
    ;)
  • ozlem 01.09.11, 16:02
    > To pytanie do Ozlem, Blacktea czy Havany, bo to chyba jedna i ta sama osoba (Ha
    > vana vel Blacktea sie kiedys przyznala tutaj, ze to ta sama osoba, ktora sama z
    > e soba prowadzi dyskusje, chyba jej markotno samej ;-))

    Nie wiem o co Ci chodzi. Nigdy nigdzie nie napisalam, ze wszedzie wydaja reszte z usmiechem na ustach. Ale nie jest to absolutnie zaden problem jak sie wezmie przykladowo pod uwage, ze taka babcia co sprzedaje na ulicy kwiaty to nie siedzi na worze drobnych i moze nie miec wydac jak 10 z kolei klient tupie nozka i macha banknotem 100-zlotowym bo on jest klient i babcia powinna sie byla przygotowac do jego przybycia! Litosci ludzie odrobina myslenia nie boli a zaoszczedza czas i nerwy.
  • miwah 01.09.11, 17:29
    wieki cale w PL nie bylam ale gdzies juz mi sie obilo o uszy na forum expatow bodajze to spostrzezenie cudzoziemcow zamieszkalych w PL dotyczace wlasnie tematu `no change i nie wydam`

    Chilli znaczy nie tylko nieudacznicy z Polski ;) tego doswiadczaja i ich to gryzie

    Probowalam wygooglowac na dowod ale przypadkiem wyskoczylo mi cos w podobnym klimacie
    a obszerniej i bardziej zajmujaco wyluszczone :-)

    Prosz ! :D

    kielbasastories.blogspot.com/2011/07/thats-so-polish-exact-change-and-nie.html
  • gypsi 01.09.11, 18:33
    Zawsze mozna powiedziec, ze to glupia Amerykanka, nie?
    ;)
  • havana28 01.09.11, 21:29
    jaleo napisała:
    [...]

    Ooo Ho. Na brytyjskiej ematce znów zaczyna sie polowanie na czarownice. Jak ktos śmie twierdzić, ze konieczność noszenia paru złociszy na pączka to wydumany problem! Na stos! Na stos! Na stos!

    BTW, nicków mam chyba z osiem jak nie więcej bo uwielbiam patrzeć jak ludziki z internetu się wkręcają i nakręcają na forach...
  • steph13 01.09.11, 15:42
    jaleo napisala:
    > Ale co takiego wyjatkowego jest w PL, ze w kazdym innym kraju na swiecie mozna to zrobic, ale nie w PL????

    Moze to jest gleboko zapisane w mentalnosci z czasow PRL, kiedy kazdy sklep byl panstwowy, sprzedal cos czy nie sprzedal, bez znaczenia dla personelu. Klient to natretna postac oczekujaca uslugi i jak pojdzie gdzieindziej to zadna strata. Z tego co bywalczynie mowia, nic sie nie zmienilo chociaz to niby teraz Europa powazna.
  • ozlem 01.09.11, 16:42
    > Ale co takiego wyjatkowego jest w PL, ze w kazdym innym kraju na swiecie mozna
    > to zrobic, ale nie w PL????

    Bardzo uwazalabym z tym rzacaniem "kazdym innym kraju" bo nie kazdym, wlaczajac w to UK, gdzie tez nie za wszystko zawsze i wszedzie da sie zaplacic karta a sprzedawca zawsze i wszedzie ma wydac reszte. Trzecim krajem, o ktorym moge sie wypowiadac bo mysle, ze znam go na tyle dobrze, ze moge sie na ten akurat temat wypowiedziec, jest Grecja. Z platnosciami karta i duzymi nominalami za drobiazgi jest gorzej niz w Polsce, duzo gorzej. Ale znowu - dla myslacych i znajach lokalne zwyczaje - zero problemu.
  • bonze 01.09.11, 16:56
    Grecja to obecnie bardzo delikatny temat...
  • ozlem 01.09.11, 17:00
    Delikatny, nie delikatny, ale za kawe i cheese pie w kawiarence placic trzeba jak wszedzie... Wypowiadam sie z perspektywy 10-letniej -zeby nie bylo 10 lat temu bylo jeszcze gorzej...
  • bonze 01.09.11, 17:07
    Ciekawy zbieg okolicznosci, w panstwach, ktoa tona jak titanic lokalny biznes ma problem... z wydawaniem reszty. Na pierwszy rzut oka moze sie to wydac smieszne, ale wydaje mi sie, ze nie jedno sensowne phd mozna na tym zrobic.
  • ozlem 01.09.11, 17:15
    ja powodzenia Ci raczej nie wroze w takim ujeciu tematu, ale good luck anyway
  • bonze 01.09.11, 17:26
    tez z paru wzgledow bym wolala, zeby polska jednak wyszla na prosta, ale przy tej dynamice przyrostu dlugu szanse sa zerowe..
  • cybermha 01.09.11, 23:51
    bonze i ozlem jak byk ta sama osoba, ja grzecznie ze soba rozmawiaja :)
  • bonze 02.09.11, 09:39
    Nikt cie nie sledzil dzisiaj w drodze do pracy?
  • kingaolsz 01.09.11, 13:11
    W temacie watku.

    Polska powoli staje sie dla mnie obcym krajem, jezdze tam rzadko, ale za kazdym razem coraz bardziej mi tam nieswojo. Z rzeczy, ktorych mi brakuje to wlasnie spedzania tam Bozego Narodzenia u mojej Babci i ryneczkow warzywno-owocowych ( acz tu sama sobie hoduje conieco, ale na zaprawy nie starczy). Ogolnie w PL jako wielkie minusy dla mnie to kombinatorstwo i zle pojmowana "zaradnosc", zachowania w stylu "szlachty zasciankowej" na codzien, bycie "Chrystusem narodow" i ogolne wywyzszanie sie wzgledem wszystkich innych ( patrz kasjerki, urzednicy [choc raz bylam bardzo mile zaskoczona, ale 5 minut pozniej trafilam do innego pokoju, gdzie bylo juz bardzo nieprzyjemnie]). I od czasu wejscia PL do Unii ta pogarda dla emigranta nieudacznika, wiec nie przyznaje sie do swojej sytuacji, bo od razu wiekszosc rozmowcow robi sie mniej mila ( niektorzy wrzucaja teksty o niepatriotycznosci itp.).

    W UK, nawet jesli jest to powierzchowne to ludzie sie bardziej kryguja, mniej wtracaja, mniej oceniaja (przynajmniej otwarcie). Tu mam wieksze pole do rozwoju, wiecej pomocy - chce po 30-tce zaczac studia medyczne, prosze bardzo, nikt mi nic nie powie, wszedzie moge sie zwrocic o pomoc i nikt nie pokaze mi, ze mu to nie pasuje. Poza tym ogolnie zycie tu mi najzwyklej w swiecie pasuje ( choc dlugo sie przyzwyczajalam). Przyjechalam tu za sercem, wiec moze to tez pomoglo. Nie dramatyzuje, ze dzieci nie maja kuzynow i dziadkow zawsze pod reka, bo nie jest im to niezbedne do szczescia. Dzieki temu, ze jestem w Lodnynie mam pod reka prawie kazde hobby jakie sobie wymysle, restauracje z wszystkich stron swiata, najlepszych specjalistow w zasiegu reki i duzo innych mozliwosci. Moge rodzic na prawde po ludzku ( a nie tylko sie ludzic, ze tak jest), miec prawo podejmowania decyzji co sie dzieje i nie musze sie bac, ze lekarz mi sie polozy na brzuch, zeby szybciej sie mnie pozbyc ( bo konczy zmiane itp).

    Jest masa drobiazgow, ktore mnie tu trzymaja, a niewiele takich, ktore by mnie ciagnely do Polski.

    I jest git - ktos woli mieszkac w Polsce, niech zyje tam szczesliwie, ja wole mieszkac tu, wiec po co mi sie pchac gdzies, gdzie mi nie pasuje.
  • fifka01 01.09.11, 17:07
    W UK brakuje mi:
    1. Gór
    2. Wypadów weekendowych na narty w zimie
    3. Miejsc, gdzie można rozbic namiot, rozpalić ognisko (nie grilla) i brzdękać na gitarze do nocy w odosobnieniu, w górach, nad rzeką, bez asysty setek ludzi na campingu.
    Ponadto przeszkadzają mi:
    4. Fakt, że nie mozna dziecka zwolnić ze szkoły na tydzieęń i pojechac na wczasy/narty w terminie przez siebie dowolnie wybranym.
    5. Najwazniejsze na koniec. Przeszkadza mi moje własne lenistwo, a raczej to, co z niego wynika. Potrafię się dogadać na tyle, żeby wszystko sobie "załatwić" bez niczyjej pomocy, ale nie wystarczy to do swobodnego czytania książek, gazet, chodzenia do teatru, integrowania się ze środowiskiem, i co najwazniejsze, do robienia jakiejś kariery. Z lenistwa własnego czytam tylko po polsku, oglądam polską tv, nie chce mi się jeździć na festyny w lecie itd, czy wykazywać jakąkolwiek aktywność, wymagająca wysiłku jakim byłoby wtapianie sie w kulturę. Im dłużej tu jestem, tym bardziej jestem obca, bo czuję presję, że powinnam być coraz mniej obca. Błędne koło. Ale to jest wylącznie moja wina, i jeśli będęe naprawdę chciała, to zmienię to szybko i sprawnie. Wiem o tym, i może dlatego, na razie wole gnusnieć w domu. :)

    Pomimo wszystkich wymienionych powyżej przeszkód - w UK jest mi lepiej niż w było w Polsce.
    --
    fifkafifka.blog.onet.pl
  • gypsi 01.09.11, 17:13
    Ciekawe, bo ja mieszkam w UK, a dokladniej w Anglii i gory widze z okna ;)

    Czy w Polsce mozna sobie zwolnic dziecko na tydzien, bo sie chce wyjechac na urlop?
    Nie wiem na 100%, bo nie praktykowalam poza feriami, ale mysle, ze watpie.
  • fifka01 01.09.11, 17:27
    No dobra, konkretnie moich ukochanych Tatr, Pienin i Beskidów mi brakuje.
    I to nie patrzenia na nie, tylko wziecia plecaka, śpiworka i pójścia. Do moich ukochanych miejsc. Jak mi dzieci podrosną, to wakacje w Polsce będa spędzały na gonieniu ze mną i z plecakami. O ile polubią. Mam nadzieję.

    Nie wiem jak teraz, ale jak chdziłam do szkoły, to można było. Moi rodzice nigdy nie mieli z tym problemu, a prymuską nie byłam, raczej lekko ponad przeciętną. Moja mama często wynajdowała mi wyjazdy na obozy czy kolonie, które zaczynały sie w połowie czerwca, czy kończyły w połowie września. A w zimie na obozy narciarskie jeździłam poza feriami, bo nawet nie chodziło o to, ze taniej, ale że w takim Szczyrku w ferie w kolejce do wyciagu stalo się godzine, a dwa tygodnie po feriach 15 minut. I zawsze na tych obozach i koloniach było mnóstwo innych dzieci, wiec chyba to było dozwolone. Albo na przykład mama zwalniała mnie ze szkoły na trzy dni, bo jechalyśmy do Krakowa na jakiś koncert na rpzykład i zostawałyśmy u rodziny na noc.
    Nie upieram się, ze to dobra praktyka - już raz była tu o tym dyskusja i już mówiłam, ze nie upieram sie, ze to dobre, moze to co jest tutaj, że nie wolno, jest lepsze, ale mnie tego bedzie brakowało i już. :)
    --
    fifkafifka.blog.onet.pl
  • turmalinka 01.09.11, 19:07
    Dziecie ze szkoly da sie 'zwolnic' tylko trzeba wczesniej prosbe napisac, wyjasnic po co i dlaczego i przynajmniej mi problemu nie robili
    Kazde dziecko moze wykorzystac kilka takich dni, to sie nawet specjalnie nazywa, ale nie powiem ci teraz jak
  • fifka01 01.09.11, 21:24
    Nawet nie wiesz, jak mi ulzyło. Naprawdę. Mam nadzieję, że za te lat kilka, jak będziemy chodzić do szkoły, to nasza szkoła też będzie taka przyjazna. :)
    --
    fifkafifka.blog.onet.pl
  • jofin 01.09.11, 22:01
    A ja te dyskusje odbieram bardzo pozytywnie na korzysc Polski. No bo jesli jedynym problemem obecnie w Polsce jest dla Was sprawa bilonu przy wydawaniu, to znaczy, ze Polska ogolnie zrobila bardzo duzy krok do przodu. I pewnie w przeciagu kilku nastepnych lat tego problemu sie szybko pozbedzie. I juz nie bedziecie mialy na co wtedy narzekac.

    Wrocilam z Polski tydzien temu. O dziwo, z wyzej opisywanym i wg was powszechnym problemem sie osobiscie nie spotkalam. Karta placilam i owsze. Gotowka tez dosc czesto. I nawet jak zabraklo mi juz owej, to z produktu , ktory kupowalam pan mi spuscil cene i to dwukrotnie - i gdzie tu mowic o nieuprzjemosci. Tym razem kobiety w kasach usmiechniete,uprzejme standardowo witajace klienta ( w supermarketach) i o dziwo zawsze mialy potrzebny bilon. Bylam w malym miasteczku ok 60 tys. mieszkancow.
    Nowe budynki szkolne piekne, duze i przestrzenne, co raz wiecej pieknych budowanych z funduszow rzadowych porzadnych stadionow dla dzieci. Ulice z roku na rok zmieniaja sie w oczach i tak naprawde najslabiej to dla mnie wypadla Warszawa. Ale spedzilam tam stosunkowo niewiele czasu, wiec tez obiektywna byc nie moge. Restaraucje i fajne knajpki z naprawde dobrym domowym jedzeniem powstaja jak grzyby po deszczu
    Opisuje Polske jaka teraz zastalam a nie taka jaka ona byla jeszcze rok czy 2 lata temu, nie mowiac juz o czasach krola cwieczka. Owszem, wiem ze sa problemy z praca,z e zyje sie ciezko, ze sa osiedla po pegieerowskie jeszce gdzie naprawde ludziom sie bardzo ciezko zyje, ale ogromne zmiany tam zaszly i chyba trzeba miec zamkniete oczy, by tego nie dostrzec.
    A oczekiwania ze Polska sie kiedys w Anglie zamieni, to nierealne jakies. Polska ma swoja tozsamosc i przy niej jak najbardziej powinna pozostac. Ja nie mialabym obiekcji zadnych by tam wrocic, bo za kazdym razem naszego pobytu tam z cala rodzina wszyscy mamy naprawde wspanialy czas. Tylko pare lat mieszkania tutaj sprawilo ze zapuscilismy juz pewne korzenie i zrywanie ich byloby bardzo bolesne szczegolnie dla dzieci. I wlasciwie to tylko to nas jeszcze trzyma w tym kraju.

    Dodam tylko, ze sa w swiecie, ba nawet niedaleko, w Europie kraje, w stosunku do ktorych Anglia w wielu aspektach wydaje sie byc krajem sporo zacofanym. Wiec moze tak ostroznie z ta pogarda dla Polski.
  • ta_ruda 01.09.11, 22:40
    oczywiscie w wielu wzgledach masz racje - moja ostatnia wizyta w Polsce w sierpniu (az 3 tygodnie) - wspanialy basen i kort/boisko we wsi gdzie mieszkalam zbudowane z funduszy unijnych, stare miasto w moim miescie studenckim odnowione (z funduszy unijnych); kawiarnie i restauracje rzeczywiscie jest ich sporo i coraz wiecej nowych. Nowa galeria handlowa, ogromna z bardzo dobrymi markami.
    Masz racje ze to wszystko jest. Ja sie tylko zastanawiam co by bylo jakbysmy tych funduszy unijnych nie mieli? (Nie jest to pytanie drwiace albo gardzace, tylko powazne pytanie)

    Mysle ze w Polsce nie jest zle, i mam nadzieje ze bedzie jeszcze lepiej. Ale czas pokaze.






    jofin napisała:


    >
    > Wrocilam z Polski tydzien temu. O dziwo, z wyzej opisywanym i wg was powszechny
    > m problemem sie osobiscie nie spotkalam. Karta placilam i owsze. Gotowka tez do
    > sc czesto. I nawet jak zabraklo mi juz owej, to z produktu , ktory kupowalam pa
    > n mi spuscil cene i to dwukrotnie - i gdzie tu mowic o nieuprzjemosci. Tym raze
    > m kobiety w kasach usmiechniete,uprzejme standardowo witajace klienta ( w super
    > marketach) i o dziwo zawsze mialy potrzebny bilon. Bylam w malym miasteczku ok
    > 60 tys. mieszkancow.
    > Nowe budynki szkolne piekne, duze i przestrzenne, co raz wiecej pieknych budowa
    > nych z funduszow rzadowych porzadnych stadionow dla dzieci. Ulice z roku na rok
    > zmieniaja sie w oczach i tak naprawde najslabiej to dla mnie wypadla Warszawa.
    > Ale spedzilam tam stosunkowo niewiele czasu, wiec tez obiektywna byc nie moge.
    > Restaraucje i fajne knajpki z naprawde dobrym domowym jedzeniem powstaja jak
    > grzyby po deszczu
    > Opisuje Polske jaka teraz zastalam a nie taka jaka ona byla jeszcze rok czy 2 l
    > ata temu, nie mowiac juz o czasach krola cwieczka. Owszem, wiem ze sa problemy
    > z praca,z e zyje sie ciezko, ze sa osiedla po pegieerowskie jeszce gdzie napraw
    > de ludziom sie bardzo ciezko zyje, ale ogromne zmiany tam zaszly i chyba trzeba
    > miec zamkniete oczy, by tego nie dostrzec.
    > A oczekiwania ze Polska sie kiedys w Anglie zamieni, to nierealne jakies. Polsk
    > a ma swoja tozsamosc i przy niej jak najbardziej powinna pozostac. Ja nie miala
    > bym obiekcji zadnych by tam wrocic, bo za kazdym razem naszego pobytu tam z cal
    > a rodzina wszyscy mamy naprawde wspanialy czas. Tylko pare lat mieszkania tutaj
    > sprawilo ze zapuscilismy juz pewne korzenie i zrywanie ich byloby bardzo boles
    > ne szczegolnie dla dzieci. I wlasciwie to tylko to nas jeszcze trzyma w tym kra
    > ju.
    >
    > Dodam tylko, ze sa w swiecie, ba nawet niedaleko, w Europie kraje, w stosunku d
    > o ktorych Anglia w wielu aspektach wydaje sie byc krajem sporo zacofanym. Wiec
    > moze tak ostroznie z ta pogarda dla Polski.
  • turmalinka 01.09.11, 22:42
    No to ja z innej beczki. Polski nie trawie bo to kraj wyznaniowy. Wkurzaja mnie msze z kazdej mozliwej okazji, wkurza mnie ze obchody np. 11 listopada sa ponura, przygnebiajaca uroczystoscia z msza i marszem, a nie wiwatami i imprezami. Irytuje mnie to ze KK pcha sie w polityke, ze dziecko nie chodzace na religie ma 'okienko'. Nie podoba mi sie tez to ze w Polsce w raz z kazda ustawa sa zbierane wszedzie podpisy przeciwko niej (patrz 6 latki do szkoly - ratujmy maluchy???)
  • jaleo 01.09.11, 22:58
    jofin napisała:

    > Wiec
    > moze tak ostroznie z ta pogarda dla Polski.

    Acha, pogarda juz zaliczona, zapomnialas jeszcze dodac o kompleksach, i byloby full house :-D
    Ludzie kochani, troche dystansu by sie przydalo, bo juz sie co poniektorym chyba zylka zbyt napiela :-D
    --
    Komentarza nie trzeba
  • jofin 02.09.11, 00:01
    Jak zwal tak zwal, czy pogarda czy kompleksy. Dla mnie to to samo. Struna wcale mi sie nie napiela, tylko po prostu wkurza mnei taka gadanina, ze Anglia i to co angielskie jest cacy cacy, a polskie to be.
    Warto popatrzyc na swiat troche bardziej obiektywnie.

    A wracajac do dyskusji o grosikach, to dzisiaj sobie poszlam z dziecmi do wesolego miasteczka, tutaj w Anglii, ktore jakis czas temu zawitalo wlasnie w naszym lokalnym parku. Bilety byly po £7.99 i £ 4.99. Platnosc gotowka ( karta nie mozna bylo, aha ). Pani bez mrugniecia okiem liczyla ceny biletow po £ 8 i po £ 5, co mnie nieco zdziwilo, ale nie chcialam sie czepiac, bo na stanie mialam jeszcze cudze dzieci. No i za wejscie dla ogladajacych placilo sie £2.50, co pani rowniez, bez mrugniecia okiem chciala zaokraglic sobie do £ 3. Ale tym razem ja powstrzymalam proszac ja o podanie ceny po raz drugi, co sprawilo, ze policzyla juz dokladniej. Ale widac zaokraglanie do gory na niekorzysc klienta bardzo latwo im idzie i o wydawaniu grosikow nie trzeba wtedy myslec.
    To tak tylko mimochodem sobie napisalam. Wcale sie nie czepiam, bo po co.
  • jaleo 01.09.11, 17:25
    Nie przesadzaj z tymi gorami, jesli chodzi o % powierzchni, to UK jest duzo bardziej gorzyste, niz Polska - fakt, gory nizsze w sensie bezwzglednym, ale jako ze w wiekszosci wznosza sie od morza, to wzgledna ich wysokosc jest pewnie podobna...
    Co od rozbijania namiotu, to jest chyba odwrotnie - choc tak dokladnie nie orientuje sie w przepisach - w PL chyba mozna sie rozbic tylko na terenie do tego wyznaczonym, lub na prywatnym za zgoda wlasciciela. Natomiast w UK rozbijanie namiotu na dziko jest dozwolone w calej Szkocji i w niektorych obszarach Anglii. A w Szkocji to naprawde mozesz sobie namiot rozbic w przepieknym miejscu nad jeziorkiem i w promieniu kilkunastu mil nie spotkasz ani jednego czlowieka.
    --
    Komentarza nie trzeba
  • fifka01 01.09.11, 17:30
    No widzisz, ja jeszcze tych miejsc nei znam, bom za mąż wyszła za domatora, co nigdy w górach nie był, potem szybko odzieciałam i w pieluchach siedzę, więc czekam aż dzieci podrosną i wtedy zacznę do natury "wyłazić" i takie meijsca poznawać.
    --
    fifkafifka.blog.onet.pl
  • illegal.alien 01.09.11, 22:56
    ktore mnie w Polsce wkurzaja, a odkryalm to niedawno.
    1. Psie kupy - wszedzie! Szczegolnie jak poszlam z mama do parku w czasie odwilzy, to sie nie dalo isc - potem mialam kolka od wozka cale do mycia, bo nie sposob isc i caly czas patrzec, czy sie w cos nie wjedzie.
    2. Ludzie staja strasznie blisko siebie w kolejce. Stalam w kolejce w Empiku i sie irytowalam, bo ludzie sie przede mnie 'wpychali' (ze 3 osoby), podeszla do mnie mama i mnie przestawila od poltora metra do przodu - pomoglo ;) Popychanie mnie od tylu wozkiem jest nagminne - tak jakby stracenie kontaktu z osoba przed Toba w kolejce grozilo wypadnieciem z niej ;)

    Ale to sa pierdoly :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka