Dodaj do ulubionych

bardziej angielscy od...

25.04.12, 16:11
Byłam dzisiaj świadkiem rozmowy dwóch polskich mam. Jedna znich opowiadała o rozmowie z nauczycielka dziecka (reception), Nauczycielka prosiła matkę żeby z dzieckiem czytała książeczkę i zapisywała raport. Matka nie dość, że potwierdziła, że będzie to robiła (przez pół roku nie zapisała ani słowa), to jeszcze zaczęła opowiadać jak to oni z mężem (Polakiem) w domu do dziecka mówią po angielsku i izolują go od języka polskiego. Robią to bardzo skutecznie, bo 5ciolatek nie zna nawet nazw zwierzątek po polsku, a po angielsku jeszcze się nie nauczył. W szkole jest system buddys, Miss zaproponowała aby ten mały miał opiekuna Polaka, żeby było mu raźniej, Mama oczywiście zaprotestowała. Komentowała jeszcze zachowanie nauczycielki, że zamiast ucieszyć się to była zdziwiona i mówiła jej, że jednak dla dobra dziecka mogą mówić do niego po polsku. Dodam, że rozmowa odbywała się w obecności interpretera.
Tak mnie to ruszyło, bo cos mi się wydaje, że niektórzy chcą być bardzie angielscy od Anglików. Nikt tutaj nie oczekuje, a szczególnie dobra szkoła, że pozbawi się dzieci ich przywileju, rozwoju w dwóch lub więcej językach, czy kulturze. Rozumiem rodziny mieszane, że tu może pojawić się problem, bo rodzice muszą rozmawiać w języku, który znaja obydwoje. Poza tym jak można odcinać dziecko od korzeni, chyba nie powiedzą mu, że przed nimi nie było nikogo.
Edytor zaawansowany
  • clonek13 25.04.12, 17:17
    gatoblue napisała:

    > Byłam dzisiaj świadkiem rozmowy dwóch polskich mam. Jedna znich opowiadała o ro
    > zmowie z nauczycielka dziecka (reception), Nauczycielka prosiła matkę żeby z dz
    > ieckiem czytała książeczkę i zapisywała raport. Matka nie dość, że potwierdziła
    > , że będzie to robiła (przez pół roku nie zapisała ani słowa), to jeszcze zaczę
    > ła opowiadać jak to oni z mężem (Polakiem) w domu do dziecka mówią po angielsk
    > u i izolują go od języka polskiego. Robią to bardzo skutecznie, bo 5ciolatek n
    > ie zna nawet nazw zwierzątek po polsku, a po angielsku jeszcze się nie nauczył.
    > W szkole jest system buddys, Miss zaproponowała aby ten mały miał opiekuna P
    > olaka, żeby było mu raźniej, Mama oczywiście zaprotestowała. Komentowała jeszcz
    > e zachowanie nauczycielki, że zamiast ucieszyć się to była zdziwiona i mówiła j
    > ej, że jednak dla dobra dziecka mogą mówić do niego po polsku. Dodam, że rozmow
    > a odbywała się w obecności interpretera.
    > Tak mnie to ruszyło, bo cos mi się wydaje, że niektórzy chcą być bardzie angiel
    > scy od Anglików.

    chyba malo widzialas moja droga , mieszkam w Londynie i masa takich polskich cudakow tu :)
    --
    A pocalujcie mnie wszyscy w sygnaturke !
  • 1mzeta 25.04.12, 20:41
    Dokładnie. Ja też "Londek" i najlepsze są te mamy co na placach zabaw jak tylko usłyszą język polski to od razu do swoich pociech po angielsku- ale taką angielszczyzną, że mnie pusty śmiech ogarnia....
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • kalasotka 25.04.12, 17:23
    Tez sie spotkalam z takimi sytuacjami. Mam te same odczucia co Ty. Widac rodzice zanim spotkali sie ze swiatem szkolnym juz zdecydowali, ze tak bedzie lepiej, ze moze szkola tego oczekuje,a tu klops-nauczyciele sa za dwujezycznoscia. W wielu sprawach znajomosc dwoch jezykow u dziecka,a potem doroslego jest przeciez tylko na plus. Jak mozna tego nie rozumiec?
    Nie byloby jeszcze dla tego opiywanego dziecka za pozno, gdyby sie mamusia jednak zreflektowala, ze robi jednak i sobie i dziecku krzywde ( w nie doslownym znaczeniu).
  • mamurzyca 25.04.12, 17:33
    raczej nabeda jakis polski akcent ktory moze im przeszkadzac... naprawde nie rozumiem czemu dwujezycznosc to nie zaleta a wada dla tych ludzi... widac z babciami i rodzina w pl nie beda utrzymywac kontaktu.
  • senga79 25.04.12, 17:44
    Ta, ja widziałam w Polsce na placu zabaw, jak ojciec i matka (oboje Polacy) mówili do dziecka po angielsku. Babcia nie mogła się dogadać z własnym, na oko 4 letnim wnukiem.

    My w domu rozmawiamy tylko po polsku.
    Moje dziecko w wieku 6 lat mówi płynnie po polsku i angielsku.
    Nie zaprzeczam ze na początku szkoły miał pewne problemy, ale szybko je przezwyciężyliśmy i jestem bardzo zadowolona że mam dwujęzyczne dziecko.

    dodam że kuzynka ma męża Portugalczyka. Mieszkają w Portugalii. Między sobą mówią po angielsku, ona do dzieci po polsku a on po portugalsku. Dzieci świetnie posługują się trzema językami. Super sprawa jak dla mnie.
  • empirical 25.04.12, 17:56
    Skad wiesz, ze rodzice byli oboje Polakami?

    Takich sytuacji sie wlasnie obawiam, planuje przeprowadzic sie do Polski z dwujezycznym mezem, do dzieci chcemy mowic tylko po angielsku (po polsku moga gadac z reszta swiata i z moimi rodzicami), aby i dzieci byly dwujezyczne. Ale sie wlasnie obawiam przykrych komentarzy otoczenia :-/
    Jezyk polski i tak dzieciak szybko wchlonie z przedszkola, ze szkoly, i na pewno bedzie dominujacy - wiec nie sadze, zeby rodzice rozmawiajacy tylko po angielsku spowoduja, ze dziecko w Polsce nie nauczy sie polskiego!
  • senga79 25.04.12, 18:22
    Rozmawiałam z babcią tego dziecka. Jak to na placu zabaw często rozmawiasz z innymi.
    Po pewnym czasie przyszedł ojciec który najpierw do dziecka do angielsku a później do babci po polsku, później przyszła mama i taka sama sytuacja.
    Babcia się żaliła odnośnie postawy córki i zięcia... Uprzedzając pytanie, wspomniana rodzina była tylko na wakacje w Polsce.
  • illegal.alien 25.04.12, 18:13
    My wychowujemy córkę trojjezycznie. Nie powiem, wprowadza to sporo zamieszania, szczególnie w żłobku, bo panie 2/3 słów nie rozumieją, ale młoda ogarnia temat :)
    I co zabawne, ja sie spotkałam ze zdziwieniem, ze mówię do młodej po polsku, bo przecież cała rodzina mówi po angielsku, to po co - moi rodzice i moj brat rozumieją, czemu tak robie, ale zakładają, ze młoda po polsku nigdy nie będzie mówić jak Polka, o pisaniu nie wspominając - a to dodaje mi tylko motywacji, zeby o polski dbać i jak przyjdzie pora nauczyć ja pisać :)
  • gatoblue 25.04.12, 18:34
    poza tym nie wiadomo czy w przyszłości się nie przyda. Rozmawiałam kiedys z Polakiem emigrantem drugiej, czy trzeciej generacji i opowiadał jak nie lubił uczyć się polskiego, jak trudno było mu wytrwać w polskiej szkole do GCSE. A przez ostatnie lata, czego się nigdy nie spodziewał, pracował jako interpreter i jak mówił dorobił się niezłych pieniędzy. Dlatego, uważam jezeli tylko jest okazja zdobyć jakieś umiejętności to trzeba wykorzystywć.

    Kiedyś leciałam samolotem do Polski i niedaleko siedziało rodzeństwo (wiek primary school) rozmawiali płynnie po angielsku, a gdy tlko spostrzegli, że jestesmy nad PL płynnie przeszli na polski.
  • paola_k2 25.04.12, 18:04
    Ja rowniez kilka juz razy widzialam sytuacje gdy Polacy sa bardziej angielscy... Ale kazdy robi jak mu wygodnie. Tylko to przykre, ze ludzie wstydza sie swojego ojczystego jezyka. Dla mnie znac dwa jezyki od urodzenia to bogactwo. Dzieci tak latwo sie ucza. Wystarczy je wspierac.
    Moja corka chodzi do zwyklej wiejskiej primary. Byla pierwszym chyba w historii szkoly dzieckiem, ktorego pierwszyym jezykiem nie byl angielski. Panie na poczatku byly troche zagubione, ale stanely na wysokosci zadania. Zawsze szanowaly ''polskosc'' corki. Prosily o tlumaczenia slow, nawet zapisywaly sobie fonetycznie. Corka dostala osobe, ktora pojawiala sie co jakis czas w szkole i pomagala jej w jezyku angielskim.
    Ale mam np. sasiadke z Ukrainy, ktora wyszla za Anglika i nigdy nie nauczyla swojej corki jezyka rosyjskiego tylko mowila do niej lamana angielszczyzna. Po latach jezyk matki napewno sie poprawil, ale mala ma juz 8 lat. Poza tym dla tej dziewczynki jest dziwne, ze my miedzy soba rozmawiamy po polsku i ona po prostu tego nie moze pojac, jak to jest mozliwe znac dwa jezyki.
  • westlondon 25.04.12, 19:02
    Dlaczego Ukrainka miala uczyc dziecko jezyka rosyjskiego?
    Ty jako Polka uczysz swoje dziecko jezyka slowackiego?

    > Ale mam np. sasiadke z Ukrainy, ktora wyszla za Anglika i nigdy nie nauczyla sw
    > ojej corki jezyka rosyjskiego tylko mowila do niej lamana angielszczyzna. Po la
    --
    www.thepolishobserver.co.uk/magazyn/w-naszym-angielskim-domu.html
  • paola_k2 25.04.12, 19:18
    Oczywiscie ukrainskiego dla jasnosci. Zasugerowalam sie tym, ze moja tesciowa z nia po rosyjsku rozmawia jak u nas bywa.
  • monstroteratum.furiosum 26.04.12, 01:16
    Niektorzy Ukraincy mowia lepiej po rosyjsku niz po ukrainsku. Moj maz na przyklad - to zasluga jego rodzicow, ktorzy w czasach komuny uwazali, ze ukrainski jest jezykiem klas "nizszych" i do dzieci po rosyjsku mowili :(
  • basiak36 25.04.12, 19:24
    To tak jak z tymi co po 10 latach polskiego zapominaja i im 'slow brakuje', ale po angielsku mowia z bledami, ograniczonym slownictwem i z polska skladnia:)))
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • basiak36 25.04.12, 19:35
    Dodam jeszcze że jest to tak samo dziwne jak rodzice posyłający do szkoły dzieci ktore slowa po angielsku nie rozumieja..
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • senga79 25.04.12, 19:44
    A co? Mają te dzieci w domu trzymać? Jeśli rodzice nie mówią po angielsku, nie chodziły do przedszkola. Zdarza się że ludzie przyjeżdżają do UK w połowie roku szkolnego, i co?
    Dzieci się szybko uczą, zwłaszcza te mniejsze. Zresztą tu w szkołach dzieci otrzymują dużo pomocy.
  • aniaheasley 25.04.12, 19:57
    A to, ze rodzice planujacy przyjazd z kilkuletnim dzieckiem do UK powinni wykazac sie przynajmniej minimalna odpowiedzialnoscia za swoje czyny i za swoje dzieci przynajmniej w minimalnym stopniu i przez kilka co najmniej miesiecy przed przyjazdem do anglojezycznego kraju posylac dziecko na intensywne lekcje angielskiego, zeby mu w szkole bylo latwiej, mniej stresujaco i mniej strasznie.

    Asortyment na rynku nauczania jezyka angielskiego w Polsce jest przeogromny, mozna wybierac do wyboru do koloru, lekcje prywatne, angielskie przedszkole, kursy internetowe chociazby dla calej rodziny.
    --
    Ania's Poland
  • senga79 26.04.12, 14:09
    No pewnie bo każdy przyjechał do UK bo mu się w Polsce dobrze powodziło.

    Myśmy przyjechali do UK gdy młody miał 6 miesięcy. Trafił do przedszkola po ukończeniu roku. Miałam go posyła na prywatne lekcje angielskiego?

    Nie twierdzę że młody nie był osłuchany z podstawowym angielskim słownictwem. Ale jaki zasób słów posiada roczniak?

  • illegal.alien 25.04.12, 20:48
    Jasne, jedyne rozwiazanie to trzymac w domach - na to, ze rodzice mogliby angielskiego nauczyc ciezko wpasc.
    A potem spychanie problemu na szkole i niech sobie dziecko samo radzi.
    Nie wiem, czy to ja ostatnio na to zwracam uwage, czy coraz wiecej takich watkow sie pojawia, ale jak czytam o rodzicach, ktorzy wrzucaja dziecko do przedszkola/szkoly z zerowa komunikacja po angielsku, bo przeciez 'sobie poradzi', to mam ochote strzelac.
  • basiak36 25.04.12, 20:54
    senga79 napisała:

    > A co? Mają te dzieci w domu trzymać? Jeśli rodzice nie mówią po angielsku, nie
    > chodziły do przedszkola.

    No tak, jak nie umieja to jest to stan permanentny i nie do zmiany. Nie moga pojsc po rozum do glowy i po prostu z dzieckiem usiasc i sie poduczyc? Decyzji o wyjezdzie nie podejmuje sie z dnia na dzien.

    > Dzieci się szybko uczą, zwłaszcza te mniejsze. Zresztą tu w szkołach dzieci otr
    > zymują dużo pomocy.
    O stresie jakim takie cos jest dla dziecka sie nie mowi, bo co tam, nauczy sie . Niestety to tylko rodzicom ktorzy angielski znaja tak sobie, wydaje sie ze dzieci bardzo szybko sie tego angielskiego ucza. Owszem, duzo szybciej niz my ale troche czasu to trwa, a zanim sie naucza, jest im bardzo ciezko. Juz pare razy widzialam na przykladzie innych jak to super wyglada i w zyciu bym czegos takiego dziecku nie zgotowala.
    Powinien byc wrecz jakis wymog aby dziecko znalo podstawowe wyrazenia.

    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • illegal.alien 25.04.12, 20:56
    Nie wspominajac o tym, ze dziecko niestety jest narazone na latke 'glupka', bo skoro nie umie powiedziec, to znaczy, ze nie wie... i taka latka sie bedzie za nim ciagnac. A i nawet jak nadrobi zaleglosci jezykowe, to zaraz bedzie mialo do nadrobienia zaleglosci z nauki - i dlugo bedzie do tylu wzgledem rowiesnikow.
    Ale co tam, poradzi sobie przeciez, a szkola pomoze...
  • mmmmr 25.04.12, 23:44
    Pewnie, że lepiej przed przyjazdem oswoić dziecko z językiem, ale z tymi zaległościami i tym, że będzie długo do tyło to nie koniecznie...
    Przyleciałam tu z 6 i 9 letnimi dziećmi w kwietniu zeszłego roku, do szkoły zaczęły chodzić w połowie maja i nie widzę zaległości i tyłów. Wręcz przeciwnie... Dzieci uczą się szybko. Moja 7 letnia w tej chwili już córka jest już jedną z najlepszych uczennic w klasie (opinia nauczycieli). Pozdr
  • basiak36 26.04.12, 08:52
    Pierwsze słyszę żeby nauczyciel tutaj porównywal osiągnięcia dziecka do innych w klasie.. Wlasnie tego sie raczej unika. Dziecko dostaje pod koniec roku ogólna ocenę która mowi gdzie jest jeśli chodzi o minimum programowe.
    Ja nigdy nie wiedziałam gdzie moje dziecko jest w porównaniu do innych, wiem na jakim poziomie jest względem programu ale porównywanie do innych dzieci to cos co nigdy nie miało miejsca.

    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • carmita80 26.04.12, 12:08
    basiak36 napisała:

    > Pierwsze słyszę żeby nauczyciel tutaj porównywal osiągnięcia dziecka do innych
    > w klasie.. Wlasnie tego sie raczej unika. Dziecko dostaje pod koniec roku ogóln
    > a ocenę która mowi gdzie jest jeśli chodzi o minimum programowe.
    > Ja nigdy nie wiedziałam gdzie moje dziecko jest w porównaniu do innych, wiem na
    > jakim poziomie jest względem programu ale porównywanie do innych dzieci to cos
    > co nigdy nie miało miejsca.

    Otoz to, nie ma takiej opcji aby nauczyciel porownywal. Po to sa indywidualne spotkania rodzicow z nauczycielem.
    >
  • almamag 26.04.12, 14:16
    jak najbardziej opcja tak jest
    jak sie moja mloda na matematyce nudzila, to zapytalam czy moglaby robic cos wiecej, na co nauczyciel odpowiedzial, ze juz jest w najbardziej zaawasowanej grupie i musialby dla niej specjalnie zadania przygotowywac
    wiec bez problemu dostalam odpowiedz, gdzie mloda jest w porownaniu do swojej klasy
  • carmita80 26.04.12, 14:40
    almamag napisała:

    > jak najbardziej opcja tak jest
    > jak sie moja mloda na matematyce nudzila, to zapytalam czy moglaby robic cos wi
    > ecej, na co nauczyciel odpowiedzial, ze juz jest w najbardziej zaawasowanej gru
    > pie i musialby dla niej specjalnie zadania przygotowywac
    > wiec bez problemu dostalam odpowiedz, gdzie mloda jest w porownaniu do swojej k
    > lasyi

    Nie, dostalas odpowiedz na temat poziomu twojego dziecka z matematyki a nie na temat tego, ze jest najlepsze w calej klasie ani, ze zaden Ethan czy Lauren mu nie dorownuja choc tez sadobrzy. Naprawde nie widziaz roznicy? Zapytalas o swoje dziecko i na jego temat dostalas.odpowiedz, a reszte sobie dopowiedzialas. Tak robi wielu rodzicow gdy slysza od nauczyciela wiele pozytow na temat swojego dziecka, automatycznie uznaja, ze jest ono najlepsze w klasie, nie zdajac sobie sprawy ze takich rankinkow nie ma, ze postepy dzieci sa o eniane, ale indywidualnie.
  • almamag 27.04.12, 18:22
    carmita to ty sobie dopowiadasz i nie rozumiesz tego co czytasz, a dodatkowo na sile probujesz udowodnic swoja racje
    jezeli dziecko jest w najbardziej zaawansowanej grupie z matematyki w klasie, to znaczy, ze jest lepsza z tego przedmiotu od dzieci w grupie srdniej i najslabszej (proste wnioskowanie logiczne - tobie obce)
    to daje obraz tego gdzie dziecko jest na tle klasy
    jak inczej nauczyciel dzielilby klase na grupy pod wzgledem umiejetniosci dzieciakow?

    a i nigdzie nie napisalam, ze jest najlepsza
  • mama-123 26.04.12, 14:50
    U mojej corki w szkole dostaje sie nawet to na pismie. KOnkretnie napisane jest: wynik ucznia, sredni wynik klasy, miejsce wsrod wszystkich dzieci z tego samego rocznika. W innych szkolach moze byc jeszcze to opublikowane! Sama widzialam, choc to akurat nie w naszej szkole.
  • carmita80 26.04.12, 15:05
    mama-123 napisała:

    > U mojej corki w szkole dostaje sie nawet to na pismie. KOnkretnie napisane jest
    > : wynik ucznia, sredni wynik klasy, miejsce wsrod wszystkich dzieci z tego same
    > go rocznika. W innych szkolach moze byc jeszcze to opublikowane! Sama widzialam
    > , choc to akurat nie w naszej szkole.

    No to ja sie z taka praktyka jak dotad nie spotkalam. Dzieci w primary school 9 i 4 lata.
  • mama-123 26.04.12, 15:08
    Chodzi o secondary school czyli gminazjum.
  • carmita80 26.04.12, 15:14
    mama-123 napisała:

    > Chodzi o secondary school czyli gminazjum.

    Ok. Widocznie tam sa inne praktyki. :) pozdrawiam.
  • basiak36 26.04.12, 17:25
    No wiadomo ze tutaj mowa o podstawowkach i nauczyciel nigdy nie powie rodzicowi ze jego dziecko jest najlepsze w klasie.
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • mama-123 26.04.12, 17:52
    Mysle, ze nie jest to niemozliwe ani tez niewlasciwe. Slyszalam to od jednej nauczycielki (... is always a champion in our class - i to w czasie school assembly). Powiedzenie ze ktos jest np najlepszy nie jest wcale zle MSZ. Mysle, ze niewlasciwym by bylo powiedzenie, ze ktos jest najslabszym.
  • illegal.alien 26.04.12, 10:47
    Moze niekoniecznie, ale ja nie mialabym serca i odwagi sprawdzac na wlasnym dziecku jak to jest.
  • mmmmr 26.04.12, 18:00
    Z matematyki została zakwalifikowana od początku roku szkolnego do grupy o najwyższym poziomie, na zajęciach pisania itd była do lutego w najsłabszej, po czym została przeniesiona o dwa poziomy wyżej :). Na spotkaniu indywidualnym usłyszałam, że jest bardzo zdolna, szybko się uczy, pracuje samodzielnie, jest bardzo ambitna itd. Nie napisałam, że jest najlepsza w klasie ale, że jest jedną z najlepszych w klasie. Nauczyciel dokładnie powiedział, że według niej w kolejnych klasach będzie jednym z najlepszych uczniów w szkole. Zapytałam czy nie mam nic przeciwko, żeby wzięła udział w maju w teście, bo według niej powinna sobie poradzić. Na koniec semestru, przed świętami przyniosła dyplom, który otrzymała na apelu, za duże postępy :).
  • mmmmr 26.04.12, 18:03
    miało być "zapytała", sorry
  • mmmmr 26.04.12, 18:09
    Moja wypowiedź, miała tylko na celu (na podstawie moich obserwacji) pokazać, że nie koniecznie dzieci, które wcześniej nie znały języka angielskiego muszą długo nadrabiać zaległości w szkole.
  • jaleo 25.04.12, 20:24
    A niech sobie rozmiawiaja z dzieckiem nawet w Elvish - co Tobie do tego? I dlaczego podsluchujesz cudze rozmowy?

    --
    "Ostatnimi czasy, posiadanie wasow, brody lub obojga naraz przez muzykow stalo sie niemalze gwarancja grania dobrego solidnego rocka" - powiedziala Jaleo, wybitny krytyk i komentator wspolczensej sceny muzycznej.
  • 1mzeta 25.04.12, 20:48
    "I dlaczego podsluchujesz cudze rozmowy?"

    Jak jadę w autobusie i ktoś głośno z kimś rozmawia to od razu podsłuchuję ? albo u lekarza w poczekalni jak słychać głośno rozmowę między lekarzem, a pacjentem to też podsłuchuję ?
    No litości- to, że czasami człowiek coś słyszy to jeszcze nie znaczy, że się od razu podsłuchuje.
    Niedługo trzeba będzie zatyczki do uszu ze sobą nosić na wszelki wypadek.

    Nawet jak podsłuchała- co tobie do tego....(idąc twoim tropem myślenia).
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • glasscraft 25.04.12, 20:57
    A ja powiem, ze to do tego, ze "zyj i daj innym zyc..."
    I teraz podpadne, bo to dla mnie takie polskie, ze "jak inni robia inaczej niz ja, to skomentuje i napluje..."
    Nie mam zdania na temat dwujezycznosci u dzieci, bo mnie to nigdy nie bedzie dotyczyc, ale kim MY do cholery jestesmy, zeby decydowac, ze ma byc tak albo inaczej? Jedni rodzice beda uwazac, ze dzieci tutaj beda zyc i polski jest im niepotrzebny, inni - ze polski jest tak samo wazny jak angielski. Co komu pasuje... kto bez grzechu, niech pierwszy podniesie kamien...
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • 1mzeta 26.04.12, 13:53
    Jakie opluwanie, co ty gadasz.
    Zapomniałam, ze to forum to jest tylko od poruszania poprawnych tematów.

    "A ja powiem, ze to do tego, ze "zyj i daj innym zyc...""
    To ja dodam- jak kiedyś był wątek odnośnie gravy jak zrobić- to dopiero było opluwanie mnie i innych co idą na łatwiznę i kupują gotowe- gdzie wtedy ta zasada była żyj i daj żyć innym, wtedy to było komentowanie i naśmiewanie. Jakoś wtedy nie byłaś skora do takiego komentarza jak teraz.

    ----
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • glasscraft 26.04.12, 13:59
    A takie opluwanie, ze na podstawie podsluchanej rozmowy wyrabiamy sobie opinie o tym, jakie to te Polski sa nadete i jakie zle matki, bo dziecka ojczystego jezyka nie chca uczyc. A jezeli nie opluwanie, to komentarz z wyraznie negatywna ocena.

    Watku o gravy niestety nie pamietam. Jezeli bardzo chcesz, to znajde i skomentuje, zeby Ci sie lzej zrobilo :-D
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • 1mzeta 26.04.12, 14:21
    A moim zdaniem zwykła dyskusja i wymiana poglądów.

    Tak swoją drogą to nieźle zakłamane jest to forum- ciekawe dlaczego ty i twoje pozostałe dwie koleżanki komentujące moją wypowiedź nie wyskoczycie z osobną wypowiedzią w tym wątku jaka to reszta uczestniczek dyskusji jest paskudna- żeby tak o obcych ludziach i ich zachowaniach na forum rozmawiać.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • glasscraft 26.04.12, 14:32
    1mzeta napisała:

    > ... ciekawe dlaczego ty i twoje pozostałe dwie koleżanki komentujące moją wypowiedź nie wyskoczycie z osobną wypowiedzią w tym wątku jaka to reszta uczestniczek dyskusji jest paskudna...

    Bo mi sie nie chce? Raz napisalam, to co chcialam powiedziec i jak dla mnie - wystarczy.
    Nie napisalam, ze jestes paskudna, moja odpowiedz byla na temat sytuacji, a nie ad personam wiec nie wiem, dlaczego sie tak podniecasz... No a ze akurat odpowiedzialam pod Twoim postem - wybacz, tak mi w praniu wyszlo!

    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • 1mzeta 26.04.12, 14:36
    Daleko mi do podniecenia :)

    "Bo mi sie nie chce?"
    Wątpię, że dlatego.

    --
    Zmieniłam nicka :)
  • glasscraft 26.04.12, 14:40
    Watp sobie w cokolwiek chcesz.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • jaleo 25.04.12, 21:03
    1mzeta napisała:


    >
    > Nawet jak podsłuchała- co tobie do tego....(idąc twoim tropem myślenia).

    Chyba niewielki sens opowiadac, bo pewnie i tak sie nie zrozumiemy, ale sprobuje.

    To, ze jakas tam mama mowi do swojego dziecka na migi/po elfiemu/w Esperanto nie powinno autorki watku ani grzac ani ziebic, nie jej dziecko, nie jej matka. To, ze podsluchane rozmowy opisuje i na tej podstawie oublicznie osadza czyjes wybory zyciowe, niestety zgrzyta.


    --
    "Ostatnimi czasy, posiadanie wasow, brody lub obojga naraz przez muzykow stalo sie niemalze gwarancja grania dobrego solidnego rocka" - powiedziala Jaleo, wybitny krytyk i komentator wspolczensej sceny muzycznej.
  • jaleo 25.04.12, 21:07
    jaleo napisała:

    >
    > To, ze jakas tam mama mowi do swojego dziecka na migi/po elfiemu/w Esperanto ni
    > e powinno autorki watku ani grzac ani ziebic, nie jej dziecko, nie jej matka.
    > To, ze podsluchane rozmowy opisuje i na tej podstawie oublicznie osadza czyjes
    > wybory zyciowe, niestety zgrzyta.
    >
    Mialam jeszcze dopisac, zeby bylo jasne, dlaczego zrzyta - dlatego, ze nastepnym razem ta podsluchana rozmowa moze byc moja, albo Twoja, albo nawet ta "polska mama" moze czytac to forum. Jak juz napisano powyzej - zyj i daj zyc innym.


    --
    "Ostatnimi czasy, posiadanie wasow, brody lub obojga naraz przez muzykow stalo sie niemalze gwarancja grania dobrego solidnego rocka" - powiedziala Jaleo, wybitny krytyk i komentator wspolczensej sceny muzycznej.
  • 1mzeta 26.04.12, 13:56
    No i co z tego, że może być moja- ja jak chcę mieć pewność, że nikt nie usłyszy tego co mówię to robię to na osobności i tyle.
    I nie przesadzaj- autorka posta nie wymieniła nikogo z imienia i nazwiska, adresów nie podała- ba nawet nie wstawiła opisu jak te osoby wyglądają.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • galadriella 25.04.12, 22:02
    > Jak jadę w autobusie i ktoś głośno z kimś rozmawia to od razu podsłuchuję ? alb
    > o u lekarza w poczekalni jak słychać głośno rozmowę między lekarzem, a pacjente
    > m to też podsłuchuję ?

    I naprawdę masz zwyczaj potem obrabiać na publicznym forum ludzi w ten sposób usłyszanych?
  • 1mzeta 26.04.12, 13:57
    No tak właśnie czekałam, kiedy ty się jeszcze zjawisz z takim wpisem. Obrabia to się kogoś publicznie wymieniając z nazwiska i imienia-przynajmniej.
    --
    Zmieniłam nicka :)
  • princesswhitewolf 25.04.12, 21:34
    >Rozumiem rodziny mieszane, że tu może pojawić się problem, bo rodzice muszą rozmawiać w >języku, który znaja obydwoje.

    Albo starac sie mowic raz tak i raz tak aby umozliwic dziecku nauke obu jezykow albo i trzech.
    Byc perfectly bilingual czy ponoc trudniejsze trilingual ( bez akcentu) to naprawde wspanialy dar dla dziecka jakie w zyciu ma przepustke do wnikania doglebnego w kazda z kultur w podobny sposob. To fantastyczna mozliwosc poszerzenia dziecku horyzontow. A juz nie wspomne, ze znajomosc tak dobra jezykow daje zawod jaki w koncu zostanie wyuczony w miare "bezbolesnie" od dziecinstwa.
  • robak.rawback 25.04.12, 23:37
    mysle ze decyzja o nie uczeniu dziecka jezyka rodzicow wynika z tego ze sie wstydza tego jezyka, albo chca dziecku dobrze zrobic i wychowac na native speakera danego kraju ktorym i tak bedzie wychawujac sie na miejscu bez najmniejszej pomocy rodzica. wiec motywacje maja jak najlepsze ale robia na odwrot niz by zdrowy rozsadek nakazywal.
    gdyby natomiast wiedzieli i zrozumieli ze pozbawiaja dziecko dodatkowego rozwoju mozgu etc i dodatkowej sprawnosci to mysle ze sporo osob by sie zastanowilo.

    nikt nie patrzy pod wzgledem estetycznym jakie doznanie przynosi znajomosc wiecej niz jednego jezyka w doroslym zyciu - jak mozna sie bawic jezykami etc czy chociazby dla praktycznej wygody dogadania sie z kims.

    mysle ze nie zdaja sobie srawy tez jak pozbawiaja prawa do komunikacji z reszta rodziny czy najblizsza osoba jaka sa dziadkowie - czy zaleznie jak duza kto ma rodzine.
    to musi byc straszne dla kochajacych dziadkow zeby z wlasnymi wnukami nie mogli sie porozumiec.
    paranoja, z ktorej rodzice czesto nie do konca zdaja sobie sprawe jak krzywdza dziecko. bo mysle ze wydaje im sie ze robia najlepiej jak moga.
    a to nie jest prawda, jakby sie rozsadnie zastanowic i przekalkulowac wszystkie za i przeciw.
    nie ma ani jednego negatywnego czynnika w rozumieniu jezyka rodzicow.


    --
    Gramma said she'll leave the lights on for me
    Gramma said the flags are waving for me
    Gramma said that somewhere out there there's a good man, waiting for me
  • illegal.alien 25.04.12, 23:48
    Nie ma, ale niektorzy boja sie, ze to zbyt duze obciazenie dla malego dziecka.
    Nie wiem czemu, ale wielojezycznosc niektorym kojarzy sie z 'uczeniem sie' - naprawde nie wiem juz ile razy slyszalam pytanie, czy 'uczymy' corke naszych jezykow. Odpowiedz oczywiscie brzmi 'nie', my po prostu do niej mowimy. Nikt nie pyta rodzicow dzieci jednojezycznych, czy 'ucza' dziecko mowic, bo to niedorzecznosc, wiadomo, ze dziecko uczy sie mowic 'samo'. Podobnie jest z dwoma czy trzema jezykami w domu.
    Akurat u nas w gre wchodza trzy jezyki, ale np. tato mlodej poczatkowo nie byl pewien, czy to dobry pomysl, wiec mniej wiecej do pierwszych urodzin mowil do niej raz po swojemu, raz po angielsku - dopiero jak zobaczyl, ze mloda w jego jezyku malo rozumie, to przerzucil sie w 99% na swoj jezyk. Od tej pory nadrobila i teraz rozumie wszystko w 3 jezykach po rowno - mowi jeszcze malo (ma 16 miesiecy), ale pierwsze slowa pojawiaja sie w miare po rowno we wszystkich trzech jezykach.
    U nas to bardzo sprawnie dziala - ja mowie do niej po polsku, tata po swojemu, miedzy soba mowimy po angielsku. Niektorych to kompletnie koluje i juz sami nie wiedza, po jakiemu maja mowic - u mnie akurat rodzina po angielsku jest gramotna, wiec przy ojcu mlodej mowia do niej odruchowo po angielsku.
    Ja przez pierwsze kilka tygodni czulam sie dziwnie, mowiac do niej po polsku, bo naszym 'rodzinnym' jezykiem byl angielski, dopoki nie mielismy dziecka. Teraz mamy trzy 'rodzinne' jezyki i juz sie jakos przyzwyczaillismy. Nie wyobrazam sobie inaczej.
    Chociaz sa sytuacje, kiedy mam ochote udawac, ze po polsku nic nie rozumiem :P

    A jeszcze a propos tych kobiet, ktore mowia po angielsku jak tylko uslysza polski - codziennie rano kupuje sobie kawe w Starbucksie na Liv St. Ostatnio zatrudnili tam Polaka - mowie wiec do niego odruchowo po polsku, nawet jest mi milo z nim zamienic te pare grzecznosci :) Moglabym udawac, ze nie wiem, ze ma polskie imie, albo ze nie znam polskiego, ale autentycznie robi mi sie milo jak slysze od niego 'milego dnia'.
    Jak slysze polski, to najczesciej ludzi zagaduje, bo malo mam tu polskich znajomych, a to jest najlatwiejszy punkt zaczepienia i zagajenia rozmowy :) szczegolnie jak chodzilam z mloda na playgroupy, to wrecz nasluchiwalam, czy ktos po polsku nie gada :)
  • senga79 26.04.12, 07:34
    U nas jest babka w sklepie. Na imię ma Marzena (tak stoi na plakietce) Raz jej przy kasie powiedziałam "dzień dobry", a ona udawała że nie rozumie. No ale może taką maja politykę firmy, że nie wolno im rozmawiać z klientami w ich języku...

  • glasscraft 26.04.12, 08:29
    Albo moze byc dzieckiem polskich rodzicow, ktorzy jej polskiego nie nauczyli, chociaz polskie imie dali.. :-P
    Ale ocene z nutka potepienia latwiej od razu wydac, nieprawdaz?
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • senga79 26.04.12, 08:39
    polski akcent na kilometr słychać było.
  • almamag 26.04.12, 10:07
    a moze ona nie chce w pracy byc postrzegana jako polska kolezanka,
    tylko zwyczajnie jak kazda inna
  • illegal.alien 26.04.12, 10:48
    Ale dlaczego zaraz kolezanka? Ja po prostu odruchowo mowie do Polakow po polsku - jak ktos nie chce, to nie, nie ma sprawy, ale przez to, ze mowie do niego po polsku nie spoufalam sie z nim bardziej niz z kims, do kogo mowie po angielsku.
  • elle-joan 26.04.12, 10:15
    Przyłączam się do głosów, aby nie spieszyć się z ocenami. Nie znamy czyjejś historii do końca, nie wiemy wszystkiego o innych, a nawet jeżeli, to dopóki nie krzywdzą kogoś dajmy im spokój. Można oczywiście podyskutować o nauce języka, o wielojęzyczności, o tym, że warto skorzystać z okazji, kiedy dziecko może nauczyć się dodaktowego języka itp ale niekoniecznie na przykładzie podsłuchanych rozmów. Potem niektóre się dziwią, że na odgłos polskiego Polacy nie chcą się ujawniać i zaczynają rozmawiać po angielsku. I nie ma sensu wyśmiewać jakim akcentem mówią Polacy po angielsku, bo inaczej się nie nauczą. Mają milczeć dopóki sie super nie nauczą i w tym czasie wolno im tylko po polsku w miejscach publicznych?
    A co do p. Marzenki- kiedyś w sklepie jedna pani słysząc (ale pewnie niedokładnie, bo z pewnej odległości) jak rozmawiam z dziećmi, zagadnęła mnie po rosyjsku i też mogła pomyśleć, że Rosjanka, a taka angielska. Rosyjski znam, ale byłam totalnie zaskoczona i długo nie miałam kontaktu z tym językiem, więc stałam z rozdziawioną buzią.
  • illegal.alien 26.04.12, 10:50
    A propos polskich imion, to przypomnialo mi sie, jak kiedys jeszcze mieszkalam w Edynburgu. Wchodze do pubu, a tam za barem mulat z plakietka 'Patryk' - zdziwilam sie, ale pytam sie go, czy to jego imie - tak. No to pytam, czy mowi po polsku - na co chlopak do mnie czysta polszczyzna 'oczywiscie, pochodze z Bydgoszczy' - ucielismy sobie mila pogawedke i tez sympatycznie bylo :)
  • moccabristol 26.04.12, 11:05
    Często podróżuję służbowo. Spotykam bardzo wielu Polaków pracujących w barach przy autostradach. Po plakietce orientuje się, ze Nasz. Zamawiam wtedy po polsku i nie zdarzyło mi się , żeby po polsku nie odpowiedział. Znam dwie dziewczyny, siostry pracujące w sklepie na kasie i one jak widzą polskie produkty na taśmie same zagadują - czy Polak? Natomiast obserwuje tez taką rzecz ( pewnie podsłuchuję ) np na lotnisku -rodzice mówią mocno wątpliwym angielskim do swoich dzieci ,po to by za chwilę jak dziecko np. nie słucha powtórzyć to po polsku. W ogóle nie pojmuje idei.
  • almamag 26.04.12, 11:58
    wiesz u nas jest odwrotnie, mowie po polsku, a jak nie slucha powtorze po angielsku

    i nikomy nic do tego, jak mowie do dziecka i jakie jezyki rozwijam, a jakie nie maja dla mnie znaczenia

    patrzac na korzenie rodzinne powinnam co najmniej 5, zycie za krotkie
  • glasscraft 26.04.12, 11:14
    A u mnie w pracy jest Waldemar - Anglik, obydwoje rodzice Anglicy... imie po ich przyjacielu. Wiec roznie to chyba z imionami bywa :-D
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • saram0na 28.04.12, 10:08
    Pracuje w centrum handlowym ( 2 rozne sklepy i ochrona) gdzie jest nas 3 polakow i wedlug zalozeniom angielskich kolegow ze powinnismy sie znac z polski lub conajmniej zaprzyjaznic hehe lubimy sie wszyscy i rozmawiamy kiedy sie widzimy jest bardzo milo, nikt sie nie kamuflowal
  • saram0na 28.04.12, 10:09
    hehe nie ze centrum ma dwa sklepy i ochrone LOL , my polacy pracujemy w dwoch roznych sklepach i ochronie :)
  • parttimemama 26.04.12, 11:08
    Problem jest chyba bardziej skomplikowany niz by sie to na pierwszy rzut oka wydawalo. Najczesciej wielojezycznosc traktuje sie jako znajomosc wielu jezykow, na zasadzie zna-nie zna. Ale to nie jest takie proste. Znajomosc jezyka to przede wszystkim bogactwo slownictwa. Jasne, jesli ograniczmy sie do rozmow na "tematy domowe" to mozna to opanowac w dwoch czy trzech jezykach, plus minus 1,000 slow, jak wiekszosc ludzi. Ale gdy dziecko ma szerokkie zainteresowania to zaczynaja sie schody. Przyklady z zycia:

    Ogladamy duzo filmow dokumentalnych BBC, geograficznych, przyrodniczych, historycznych, oczywiscie po angielsku. Polskich wersji tych filmow nie ma. W trakcie ogladania i po obejrzeniu moj maz (Polak) tlumaczy dziecku rozne rzeczy po angielsku. Czy powinien tlumaczyc po polsku? Ktos powie ze niech dyskutuje w czasie filmow angielskich po angielsku, ale trzeba rowniez ogladac polskie filmy i wtedy dyskutowac po polsku. PROBLEM: dzien jest za krotki. Trzebaby ogladac mniej filmow anglojezycznych i znalezc czas na polskojezyczne. EFEKT: dziecko zna slownictwo zwiazane ze starozytnym Egiptem po angielsku i po polsku, ale juz nie wie nic o kosmosie, wikingach, Antarktydzie. Wbrew pozorom takiego slownictwa jest masa (canopic jars, anyone?, a moze czy po polsku sa rozne slowa na crevice i crevasse?).

    Zreszta tak samo, a moze jeszcze bardziej dramatycznie, jest z ksiazkami. Czy czytac mniej ale w dwooch jezykach (a maly ma jeszcze francuski), czy raczej wiecej po angielsku zeby rozwijac zainteresowania.

    Ten problem ma wymiar praktyczny, chocby w postaci sukcesu na testach do grammar school, gdzie jest test Verbal Reasoning. Wiekszosc dzieciakow odpada wlasnie z powodu ubogiego slownictwa, a ta wiekszosc jest oczywiscie anglojezyczna - tak, nie tyle z powodu gorszego intelektu, co ubogiego slownictwa. Czytac, czytac, czytac i dyskutowac.

    Oczywsice mozna to jakos pogodzic, rozwijajac slownictwo dziecka w domu po angielsku i jedynie podtrzymujac "codzienne" slownictwo po polsku. Trodno, maly nie bedzie mogl pogadac z babcia o czarnych dziurach.

    Ale np. matamatyka, czy dwujezycznosc to takze dwujezycznosc w dzianiach matematycznych kiedy przeprowadza sie operacje w pamieci? W prostych dzialaniach nie ma problemu, ale gdy przy bardziej zlozonych problemach jeden jezyk dominuje. I powinien, zeby uniknac bledow! Kiedys spotkalam jakiegos dyrektora z polskiego odzialu firmy ktora produkuje silniki do samolotow. W Polsce maja inzynierow ktorzy biegle znaja angielski. Teoretycznie mogliby wykonywac obliczenia po angielsku, ale nie, okazuje sie ze robia bledy. Dlatego cala dokumentacja tlumaczona jest na polski, inznierowie robia obliczenia po plosku, a potem wyniki sa tlumaczone z powrotem na angielski. Bledy bylyby drozsze.

    A jak z muzyka? Czy jak dziecko uczy sie nut to tez powinno byc dwujezyczne? U nauczycielki po angielsku, a w domu po polsku (chocby mol, dur)? Juz same polnuty i cwiercnuty (sytem amerykanski) wprowadzaja zamieszanie. A jesli rodzice nie znaja terminologii muzycznej po polsku (bo nie sa muzykalni) i nauczyli sie troche po angielsku "przy dziecku"? Czy wtedy powinni uczyc sie po polsku jak jest "slur"? KIEDY? Doba jest za krotka!

    Latwo prawic moraly i ferowac wyroki, ale tak naprawde trzeba wybierac.
  • spawacz.drewna 26.04.12, 13:15
    To wszystko co piszesz to święta prawda i rodzice, których dzieci uczą równocześnie języka polskiego chyba tego nie rozumieją. W tak młodym wieku dwujęzyczność to nie zaleta tylko ograniczenie. Ja tylko mogę się jeszcze spytać jakim kosztem dziecka to wszystko się odbywa? Widzę u siebie te zmęczone dzieci po całym tygodniu w szkole,które są wożone do polskich szkół w sobotę i niedzielę. Nie mówiąc, że niektórzy rodzice wymagają od swoich pociech robienia zadań domowych w dwóch językach. Dwujęzyczność to wymyślona zaleta, języka zawsze można się nauczyć niekoniecznie w tak ważnym okresie życia dziecka ja szkoła.
  • steph13 26.04.12, 13:46
    Ja reprezentuje odmienna skrajnosc, jako ze swoich dzieci wcale nie uczylam j polskiego. Wychowaly sie w angielskjezycznej rodzinie i o dziwo potrafilam przekazac im emocje i caly moj kulturowy bagaz w jezyku angielskim wiec nic nie stracily.
    Doceniam niezprzeczalne i praktyczne zalety dwujezycznosci ale nie specjanie widze zalete znajomosci akurat jezyka polskiego dla tych zyjacych poza Polska.
    Zal mi kilkuletnich dzieci, ktore przywozone sa tu bez zadnej znajomosci angielskiego w rodzinie, rzucane sa 'into the deep end' do tutejszej szkoly a w domu rodzice przymuszaja jeszcze do nauki polskiego. Jesli dziecku przychodzi dwujezycznosc z latwoscia to jedna sprawa, jesli powoduje mu zamet w glowie na etapie kiedy pewnie stara sie bardzo przystosowac do nowego otoczenia, to juz nie jest tak rozowo. Podejrzewam rowniez, ze czesto rodzice kultywuja polski w domu bo sami z angielskim sobie nie radza - naturalnie nie dotyczy to wszystkich ale angielski wielu imigrantow nawet po kilku latach pozostaje na bardzo prymitywnym poziomie.
    A jesli rodzice w parku wola rozmawiac z polskim Jasiem lamana nawet angielszczyzna to co to kogos obchodzi? Nie krzywdza tym nikogo.
  • kuku-niek 27.04.12, 11:32
    > rzucane sa 'into the deep end' do tutejszej szkoly a w domu


    Fantastyczna ilustracja do tego watku, a zwlaszcza do wpisu basiak wyzej. Idiom, ktory steph ma na mysli to "throw in at the deep end" :)))
  • parttimemama 26.04.12, 13:50
    Jest jeszcze jeden element: traktowanie angielskiego jako jezyka "obcego", jezyka Anglikow. Polscy rodzice mowiacy w domu do dziecka po angielsku niejako zdadzaja mowe ojczysta. Ale to tez jest bardziej zlozone, bo angielski nie jest od dawna jezykiem Anglikow, jest jezykiem miedzynarodowym, jezykiem nauki. Anglicy podbijajac swiat stracili copyright do swojego jezyka :)

    W Polsce 100 lat temu w elity uczyly dzieci po francusku i nierzadko rowniez na codzien rozmawiano w tym jezyku, choc czesciej byl to niegdysiejszy odpowiednik Ponglish (poloncais?). Te dzieci oczywiscie znaly tez polski, ale bardziej do rozmow o sprawach codziennych niz o polityce czy nauce. Zreszta tak samo bylo z lacina w calej Europie, takze w Brittanii (choc ci Rzmianie zalapali lokalny akcent po lacinie i tak juz zostalo :). Zreszta ci "Rzymianie" w Brytanii byli w znacznej mierze Germanami czy Scytami i dla nich tez lacina byla "drugim jezykiem", choc uzywanym na codzien.

    Kwestia tozsamosci narodowych: jest wiele nacjonalistycznych rodzin w Irlandii gdzie jednak w domu rozmawia sie po angielsku, w jezyku dawnego okupanta! A Walia? Dzieci w Walii ucza sie podstaw walijskiego, ale mysle ze wiekszosc uczy sie muzyki i matematyki po angielsku. Inny przyklad to Hindusi, ktorzy w domu rozmawiaja po angielsku, choc z tym bywa roznie, zaleznie od wyksztalcenia i aspiracji (choc np. profesorowie uniwersytety beda zazwyczaj szczegolnie gorliwi w pielegnowaniu mowy przodkow).

    Mozna drazyc dalej: dlaczego np, uczyc po polsku (standard Polish), jesli w domu mowilo sie po slasku, ale "po bialostocku". Toz to piekna regionalna mowa, dlaczego tego nie przekazac dzieciom?

    Stawiam hipoteze, ze glowny problem tkwi w tym, ze wielu rodzicow slabo zna angielski i obawia sie ze za jakis czas przestana rozumiec wlasne dzieci. I sporo w tym racji. Rownie dobrze mozna przejsc od czasu do czasu na angielski i samemu uczyc sie od dziecka. Wtedy tez latwiej bedzie dziecko poprawiac po angielsku, bo w szkole gramatyki nie ucza a Polacy, podobnie jak innu obcokrajowcy, gramatyke znaja lepiej niz wiekszosc tubylcow.

    Jest taka teoria ze promowanie wielokulturowosci polegajacej na pielegnowaniu swojej tradycji, podtrzymywanie lokalnych wspolnot i etnicznosci w ogole ma sluzyc temu zeby ludnosc naplywowa nie do konca sie zasymilowala, chocby po to zeby mozna bylo jej placic mniej, zeby miala mniej wyrobienia politycznego, pewne poczucie nizszosci - co czesto wynika z ubozszego slownictwa w jezyku nowego kraju. Nasze dziecko moze byc genialnym matematykiem, lejarzem, inzynierem, technikiem, ale trudniej bedzi mu zostac adwokatem, politykiem, dyplomata, top executive, chyba ze zechce wykorzystac znajomosc pierwszego jezyka i pozostac w lokalnym gettcie.
  • senga79 26.04.12, 14:06
    W tym właśnie problem jest, że rodzice mają problem z nauka języka i wydaje im się że dzieci też mają podobny problem.
    Ja swojego dziecka nie uczę, jak to jedna z mam powiedziała.
    W szkole dziecko posługuje się angielskim, zadania domowe robi po angielsku, liczy po angielsku.
    Nie chodzi do polskiej szkoły, za to dużo z dzieckiem rozmawiamy, ja czytam mu po polsku, mąż po angielsku. Jeździmy dużo na wycieczki, w nowe miejsca, zwiedzaqmy muzea, wystawy. Przed każdą wycieczką opowiadamy sobie o temacie wycieczki po polsku. Często nabywamy broszury o danym miejscu w angielskim i wtedy czytamy po angielsku.
    Nie wymagam od swojego dziecka żeby w przyszłości znał w języku polskim zagadnienia z nauk ścisłych, ale uważam że podstawy np. matematyki to nie problem dla niego, opanować w dwóch językach. Zresztą już opanował.
    I podkreślam jeszcze raz, moje dzieci nie siedzą godzinami nad książkami i nie wkuwają słówek, im to przychodzi naturalnie.
    Zdaje sobie sprawę że angielski będzie ich językiem dominującym i nie chcę z tym walczyć, ale mnie osobiście byłoby wstyd gdyby moje dzieci nie umiały się posługiwać językiem polskim.
  • senga79 26.04.12, 14:20
    Poczytajcie specjalistów.


    polemi.co.uk/poradniki/dziecko-w-wielkiej-brytanii/dziecko-na-emigracji-rozwoj-wczesnodzieciecy-w-anglii-szkocji-walii-irlandii-polnocnej-3393
  • parttimemama 26.04.12, 14:37
    W ocenie kazdego artykulu nalezy brac pod uwage metodologie badan i konflikt interesow. Nie czytalam badzan zrodlowych, ale wydaje mi sie ze wiekszosc miala charakter obserwacyjny, nie eksperymentalny z grupa kontrolna (a zaslepienie proby jest tu wrecz niemozliwe). Stawiam hipoteze robocza: dzieci bardziej zdolne/inteligentne/kreatywne latwiej przyswajaja jezyki i pozniej sa wielojezyczne, nawet bez wiekszych staran ze strony rodzicow. Wiec przyczyna-skutek maga tu byc odwrocone. Ale tego rodzaju badzania zazwyczaj nie maja solidnej metodologii, dzieki czemu jest wiecej mozliwosci spekulacji i interpretacji :)

    I konflikt interesow, coz, to jakby wlasciciel polskiego sklepu w UK pisal ze badania pokazuja ze importowane z Polski mleko laciate UHT jest zdrowsze.

    Niewatpliwie dodatkowy jezyk rozwija mozg, ale dobrze byloby porownac badania rozdzielonych blizniakow jednojajowych wychowywanych w podobnych rodzinach i kulturach. Jedno dziecko mialoby przecietna ekspozycje (np 1,000 slow, prosta gramatyka) na jezyk rodzicow i przecietna na jezyk otoczenia (czyli tak jak przecietna panstwowa szkola). A drugie dziecko uczyloby sie tylko jednego jezyka ale znacznie wzbogaconego slownikowo, z niuansami gramatycznymi, archaizmami, admianami typu British/American English itp. Ciekawe ktore dziecko byloby bardziej kreatywne, niezalezne w mysleniu itp.
    Oczywiscie najlepiej gdyby osiagnelo wyzyny w obu jezykach, ale to jest wlasnie najtrudniejsze, chyba ze sie chce wychowac lingwiste.
  • senga79 26.04.12, 14:35
    ....Dwujęzyczność to wymyślona zaleta, języka zawsze można się nauczyć niekoniecznie w tak ważnym okresie życia dziecka ja szkoła....

    A niby kiedy się dzieci maja uczy języka? Na emeryturze?
  • parttimemama 26.04.12, 14:43
    Wedlug mnie optymalne rozwiazanie to naturalna nauka jezyka rodzicow w domu, ale np tylko jedno z rodzicow mowi po polsku a drugie po angielsku, albo oboje rodzicow mowia po polsku ale dziecko ma kontakt z jezykiem angielskim poza szkola (kluby, warsztaty, obozy, Radio 4) gdzie slyszy rozmowy doroslych po angielsku na tematy wykraczajace poza codziennosc.
    I to powinno wystarczyc zeby pozozumiec sie z dziadkami i podtrzymac znajmosc jezyka. Do ok 7 r.z. nauka jezyka obcego jest bardzo latwa, potem to juz wysilek.
    Natowiast gramatyka, ortografia, historia jezyka itp to juz opcjonalnie na studiach. W Ameryce na uniwersytetach jest polonistyka, w duzej mierze kursy te biora wnuki Polonusow z sentymentu i bo jest cool :)
  • senga79 26.04.12, 14:48

    > Wedlug mnie optymalne rozwiazanie to naturalna nauka jezyka rodzicow w domu, al
    > e np tylko jedno z rodzicow mowi po polsku a drugie po angielsku, albo oboje ro
    > dzicow mowia po polsku ale dziecko ma kontakt z jezykiem angielskim poza szkola
    > (kluby, warsztaty, obozy, Radio 4) gdzie slyszy rozmowy doroslych po angielsku
    > na tematy wykraczajace poza codziennosc.
    > I to powinno wystarczyc zeby pozozumiec sie z dziadkami i podtrzymac znajmosc j
    > ezyka. Do ok 7 r.z. nauka jezyka obcego jest bardzo latwa, potem to juz wysilek
    > .
    > Natowiast gramatyka, ortografia, historia jezyka itp to juz opcjonalnie na stud
    > iach. W Ameryce na uniwersytetach jest polonistyka, w duzej mierze kursy te bio
    > ra wnuki Polonusow z sentymentu i bo jest cool :)



    No i właśnie o tym piszę.
    Naturalnie, bez przymusu.
  • illegal.alien 26.04.12, 14:57
    Gorzej, jak jezykow jest 3 - to dopiero sie robi zamieszanie ;)
    U nas tak jest - tata mowi w jednym jezyku, ja w drugim, miedzy soba po angielsku. Nie mam mojemu angielskiemu nic do zarzucenia, moje dziecko nie potrzebuje polskiego do komunikacji z rodzina, bo wszyscy mowia po angielsku (przynajmniej najblizsza rodzina), ale uwazam, ze nigdy nie wiadomo, co sie czlowiekowi moze w zyciu przydac. Poniewaz moge dziecku dac znajomosc dodatkowego jezyka bez specjalnego wysilku, to czemu nie? Tym bardziej, ze nigdy nie wiadomo, gdzie nam przyjdzie mieszkac i nie mowimy, ze na 100% zostaniemy tutaj.
    Ktos poruszyl temat slownictwa 'specjalistycznego' - to nie jest problem tylko dzieci wielojezycznych, ale na przyklad moj tez. Slownictwo z biologii mam na poziomie gimnazjum, z chemii podobnie - albo nawet gorsze, bo zdazylam pozapominac nazwy zwiazkow, etc - gdybym miala podjac prace w zawodzie, w jezyku polskim, to musialabym sie calego slownictwa nauczyc - nie jest to wielki problem, bo przeciez z kontekstu mozna sie domyslic co jest czym - jak sie ma podstawy, to slownictwo 'specjalistyczne' mozna szybko nadrobic. Dlatego uwazam, ze mieszkajac w UK powinnam postawic na to, zeby moje dziecko umialo angielski na rowni z rowiesnikami (z ambicjami na powyzej przecietnej), a polski i szona moze miec na poziomie takim, zeby wystarczylo do zycia rodzinnego - bez kalek, kaleczenia, mieszania jezykow. Jak to mi sie uda osiagnac, to bede bardzo zadowolona, a moje dziecko bedzie mialo punkt wyjscia do uzywania kazdego z tych jezykow.
    Po sobie z reszta widze, ze jezyk nieuzywany intensywnie zaczyna kulec - poniewaz w pracy posluguje sie angielskim, czytam duzo ksiazek po angielsku, a polskiego uzywam glownie do maili i rozmow z rodzina oraz na forach, to zaczynam robic coraz wiecej bledow - interpunkcyjnych, ortograficznych, stylistycznych. Gdybym wrocila do srodowiska glownie polsko-jezycznego, to moj polski znowu stalby sie duzo lepszy niz jest teraz - to sa wszystko rzeczy do nadrobienia, najwazniejsze, to miec porzadne fundamenty :)
  • aniaheasley 26.04.12, 15:00
    Kiedy urodzilam pierwsze dziecko, umyslilam sobie, ze kto jak kto ale moj syn bedzie bardzo dobrze znal jezyk polski. Rozmawialam z nim wylacznie w jezyku polskim, przez pierwsze 8 lat zycia, tzn. ja mowilam po polsku, on w wieku gdzies tak 5-6 lat zaczal odpowiadac po angielsku, co jest norma jak zauwazylam.

    Nie mam pojecia dlaczego sie tak upieralam. Teraz z perspektywy sensu nie ma to dla mnie zadnego sensu, to samozaparcie, ten upor, ta meka, walka, zmudna praca, jego bunt, moja zlosc za to, ze nie chce juz do mnie po polsku odpowiadac. Koszmar.
    Z dwojka mlodszych dzieci rozmawiam po angielsku prawie wylacznie. Po polsku jezeli sa osoby nie znajace angielskiego, chociaz tez nie zawsze.

    Dla moich dzieci jezyk polski jest jezykiem ich matki. Ojciec jest angielskojezyczny. Czuja sie Anglikami (blagam, nie o tym jest watek, tak, czuja sie Anglikami, pomimo ze technicznie nie plynie w nich ani jedna kropla 'angielskiej' krwi, ale urodzily sie i cale zycie mieszkaja w Anglii, kibicuja angielskim druzynom, ich flaga to Union Jack), a Polska to kraj z ktorego kiedys, dawno temu, wiele lat przech ich urodzeniem przyjechala ich mama. Wiedza co to sa pierogi, pisanki, smigus dyngus, wiedza jak wyglada polska Wigilia i potrafia sie lamana polszczyzna z babcia dogadac i jak sie bardzo skupia to moze nawet beda wiedzialy ze wrzesien to September. No z tym ze to ostatnie to niekoniecznie.

    Dajcie zyc innym tak jak maja na to ochote.

    --
    Ania's Poland
  • karolinalei 26.04.12, 18:04
    Senga ale mnie rozbawilas, dzieki !
    na emeryturze moze byc ciezko- demencja i te sprawy...




  • parttimemama 26.04.12, 14:56
    I jeszcze wracajac do pierwotnego watku, ktory dotyczy nie tylko jezyka ale byc moze takze tozsamosci. Niektorzy rodzice moga po prostu nie chciec zeby dziecko okreslalo sie jako odmienne. Jedna sprawa to wielojezycznosc ("mowie po angielsku, po polsku i troche po fransusku", a inna to "jestem Polakiem", co juz sugeruje jakas odmiennosc. Oczywiscie mozna te odmiennosc pielegnowac, opowiadac o Bitwie o Anglie o o tym jacy to MY POLACY jestesmy wspaniali, a mozna to po prostu ignorowac i tematu nie poruszac. Dziecko samo z siebie nie bedzie drazylo tematu etnicznosci i odmiennosci, jesli w rodzice na tym sie nie skupiaja - a czesto skupiaja sie mowiac o "anglolach, irolach, pakolach". Wtedy dzieci od wczenego dziecinstwa wiedza ze sa inne (moze nawet lepsze). Czy to dobrze czy zle, to juz decyzja indywidualna, ale gdy dzieci same postrzegaja sie jako inne, wtedy inne dzieci natyczmiast wylapuja te odmiennosc i zaczynaja te odmiennosc pielegnowac. Niekoniecznie majac zle zamiary, najczesniez przyjaznie, z ciekawosci, ale jednak podkreslaja te odmiennosc. Potem gdy dzieko opowiada o polskim dziecku innym dzieciom to mowi "that Polish boy/girl", zamiast "that boy who is good at rugby" albo "that boy with no sense of homour" :) Moze to i w tym nie ma problemu, ale trzeba byc tego swiadomym.
  • illegal.alien 26.04.12, 14:59
    Tu to dopiero poruszylas dla mnie temat-rzeke :)
  • senga79 26.04.12, 15:09
    W każdym społeczeństwie ludzie innym przypinają łatki:
    gruby, chudy, Polak, piegowaty, rudy, płaczliwy
    Tego nie zmienimy.
  • agg3 26.04.12, 15:20
    podpisuje sie pod aniaheasley!
    na milosc boska, zajmijcie sie swoim zyciem!
    co Was obchodzi w jakim jezyku rozmawiaja inni polacy?
    czy jak widzicie rumonow gadajacych po francusku to tez was to "boli"?

    mojego dziecka pierwszym jezykiem jest angielski. a jaki niby ma byc? tak samo jak anglia jest Jej "ojczyzna". jak ania napisala, Jej flaga jest union jack, wie kto to jest krolowa, na obiad jada corned beef hash & beans, a na deser flap jack, itd...
    po polsku mowi tyle i potrafi, potrafi dogadac sie z babcia. jak bylysmy w polsce to dzieci w rodzinie mogly sobie cwiczyc angielski rozmawiajac z corka i sie cieszyly z tego powodu. wiec czemu zaraz samych minusow sie doszukiwac, jakie to "angielskie" jestesmy i wstydzimy sie polskosci.
    ja powtarzam, ze z mojej corki jest taka polka jak "z koziej dupy trabka" -czyli zadna.
    bedzie mnie, i zapewne ja wkurzac, jak beda na Nia wolac "polish child"... o! taka "angielska" jestem.
    --
    Dominika 04.10.2007 r. godz. 21:06, 4820 gr.

    fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/2197216,2,2,DSC00173.html
  • senga79 26.04.12, 15:31
    Niepotrzebnie ciśnienie sobie podnosisz...

    Dyskusja dotyczy rodziców którzy izolują polskie dziecko od języka polskiego.
    Dyskusja nie dotyczy Ciebie, twoich dzieci ani sposobu ich wychowywania.
    Każdy ma prawo się wypowiedzieć jak on widzi dany temat, ale nie widzę powodów do nerwów.
  • aniaheasley 26.04.12, 15:35
    > Dyskusja nie dotyczy Ciebie???

    Forum publiczne ma to do siebie, ze kazdy decyduje czy i w jakim stopniu dana dyskusja ich dotyczy, i na tej podstawie decyduje sie lub nie zabrac w niej glos.....


    --
    Ania's Poland
  • carmita80 26.04.12, 15:38
    senga79 napisała:

    > Dyskusja dotyczy rodziców którzy izolują polskie dziecko od języka polskiego.

    Ale ona wlasnie wypowiedziala sie na temat, podajac wlasny przyklad. Jesli ktos chce izolowac.to w czym inni maja problem? Kazdy ma prawo zyc jak chce i wychowywac dzieci jak chce o ile im to nie azkodzi, a nie znajomosc polksiego chyba nie szkodzi?
  • senga79 26.04.12, 15:56
    carmita80 napisała:

    > senga79 napisała:
    >
    > > Dyskusja dotyczy rodziców którzy izolują polskie dziecko od języka polski
    > ego.
    >
    > Ale ona wlasnie wypowiedziala sie na temat, podajac wlasny przyklad.


    Ona się wypowiada w temacie popierając sie swoim przykładem jednocześnie każe mi zając się swoim życiem.
    Niech się zdecyduje, czy nie "wtraca się" i nie włącza do dyskusji, czy zabiera głos pozwalając na to innym.
  • steph13 26.04.12, 15:41
    agg3 napisała:

    > podpisuje sie pod aniaheasley!

    A ja pod Toba i Ania! Taka wlasnie jest rzeczywistosc. Dzieci nie czuja i czesto nie chca sie czuc Polakami. Moim na mysl nie przyszloby powiedziec, ze sa Polish, bo niby skad maja byc? Anglia to ich ojczyzna, angielski ich jezykiem, angielska kultura ich kultura, wszystko poparte logicznie aktem urodzenia i paszportem. A ze mama Polka? Tak, wlasnie z ktu urodzenia, ale jaka tak naprawde Polka skoro wybrala zostawic za soba wszystko co polskie i postanowila zyc gdzie indziej?
  • senga79 26.04.12, 15:47
    Jeśli ktoś się wstydzi być Polakiem to już inna bajka.

  • steph13 26.04.12, 15:50
    senga79 napisała:

    > Jeśli ktoś się wstydzi być Polakiem to już inna bajka.
    >
    Jest duza roznica pomiedzy wstydzeniem sie a nie obnoszeniem sie z polskoscia na rekawie.
    Z jakiegos powodu jestes tutaj a nie w Polsce?
  • aniaheasley 26.04.12, 15:54
    Wstydzic sie za bardzo nie ma czego. A przynajmniej nie bylo, do czasu kiedy nie zjechala tutaj cala banda ogolonych recydywistow, pijacych piwo perla na ulicy, rzucajacych kur.vami i spluwajacych przez ramie.

    To nie kwestia wstydu tylko wyborow zyciowych.

    --
    Ania's Poland
  • moccabristol 26.04.12, 16:09
    aniaheasley napisała:

    > Wstydzic sie za bardzo nie ma czego. A przynajmniej nie bylo, do czasu kiedy ni
    > e zjechala tutaj cala banda ogolonych recydywistow, pijacych piwo perla na ulic
    > y, rzucajacych kur.vami i spluwajacych przez ramie.
    >

    rozumiem, że do takiej wypowiedzi pani moderator nie ma żadnych zastrzeżeń?
  • glasscraft 26.04.12, 16:16
    A jakie zastrzezenia chcialabys, zeby pani moderator miala?
    O ile k...niekoniecznie mi sie podoba jako slowo pisane i mowione, to ania nie opisala czegos, co sobie sama wymyslila, po to zeby kogos obrazic.
    Niestety takie widoczki nasi rodacy tez potrafia zafundowac, wiec dlaczego mamy o tym nie pisac? Przestana istniec, jak sie o nich nie wspomni?
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • aniaheasley 26.04.12, 16:18
    Moze pani moderator sie wypowie, ale ciekawa jestem co Ci w tym poscie sie nie podoba? Bo chyba nie zaprzeczysz, ze opisana przeze mnie grupa Polakow w UK istnieje? I ja na przyklad jak na takich Polakow patrze to sie wstydze.

    --
    Ania's Poland
  • senga79 26.04.12, 15:58
    Jesli twoje dzieci nei są polakami to kim są? Bo jeśli nei mają angielskiego obywatelstwa to Anglikami tez nie są niezależnie od tego jak bardzo angielskie się będą czuły.
  • glasscraft 26.04.12, 16:03
    Chyba cos nie do konca tak. Ja mam brytyjskie obywatelstwo (zakladam, ze o to Ci chodzilo kiedy napisalas angielskie obywatelstwo) to znaczy, ze jestem Angielka, jezeli uznam, ze czuje sie Angielka?
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • senga79 26.04.12, 16:08
    Po pierwsze napisałam: jeśli
    Po drugie: ne do Ciebie pisałam.
  • glasscraft 26.04.12, 16:10
    Moze Ci to umknelo, ale to jest otwarte publiczne forum i Twojego pozwolenia na odpowiadanie na Twoje posty nie potrzebuje ani miec nie musze :-)
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • senga79 26.04.12, 16:16
    Teraz to się czepiasz

    Z resztą czego się spodziewać po kimś kto już nie rozumie znaczenia polskich słów bo taki wielki z niego Anglik jest, o przepraszam Brytyjczyk...
  • glasscraft 26.04.12, 16:19
    A ktorych to slow w Twojej wypowiedzi nie zrozumialam?
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • princesswhitewolf 26.04.12, 16:43

    Senga , mam kolo mnie w pracy kolezanke jaka wychowala sie w Kenii i czuje sie Kenijka bo jej rodzice tam pracowali wiele lat. Nie ma paszportu Kenijskiego tylko hinduski po mamie i brytyjski. Indii prawie nie zna mimo, iz wyglada jak hinduska. Byla raz tylko w Indiach.
    Mysle, ze to troche bardziej skomplikowane niz zalozenie, ze nasza przynaleznosc narodowa jest do tego kraju jakiego posiadasz paszport.

    P.S. ( btw bardzo ladny truskawkowy nick i juz niebawem niebawem bedzie i sezonowa Senga dostepna!)
  • senga79 26.04.12, 17:08
    He he nie wiedziałam że Senga to odmiana truskawek :) Człowiek uczy się całe życie, a i tak głupi umiera, jak mawiał pewien mędrzec.

    Emigracja to w ogóle złożony temat. Każdy radzi sobie tym jak może i umie.
  • princesswhitewolf 26.04.12, 21:31
    senga79 napisała:

    > He he nie wiedziałam że Senga to odmiana truskawek :)

    Tak to ta typowa w Polsce taka smaczna odmiana truskawek- na pewno je znasz. Ciekawe czy to przypadek ze tak zostaly nazwane czy tez to zapozyczone ze od szkockiej nazwy na dziewczyne ( zapewne ty tym sie inspirowalas jesli nie truskawkami?)
  • steph13 26.04.12, 23:02
    Znalam tu kiedys taka rodzine. Rodzice Polacy imigranci, syn urodzony tutaj. W domu wylacznie jezyk polski, polska szkola sobotnia, polskie harcerstwo i co sie jeszcze dalo aby dziecko mowilo plynnie w jezyku rodzicow. I mowilo. Na 12 urodziny wyprawli mu duze przyjecie i popisywali sie jego polszczyzna wsrod polskiego zgromadzenia. A chlopak w ktoryms momencie powiedzial do zaproszonych gosci : 'enough of this Polish malarkey' i wiecej na zadna lekcje juz nie poszedl. Wyrzucil wszystkie podreczniki i nawet GCSE odmowil zdawac choc na pewno nie sprawiloby mu to zadnej trudnosci.
    Rodzice byli wsciekli ale teraz wspominaja ten moment na wesolo. Tak ze moje panie, enjoy it while it lasts.
  • senga79 27.04.12, 00:42
    My możemy na szerach stawać, ale jak nam się dzieci zbuntują to nie ma zmiłuj ;)
  • amaroola 27.04.12, 13:40
    12-te urodziny, mowisz???

    jakbys nie wiedziala, ze jset to wiek w ktorym "peer pressure" odgrywa najwieksza role w zyciu dzieciakow

    a szkoda, bo glupieja po prostu, przestaja sie uczyc, podwazaja wszelkie autorytety, zwlaszcza rodzicielskie. twoj przyklad jest zupenie od czapy


    gdyby nie mial nacisku na jezyk polski w domu, to buntowalby sie przeciw wracaniu do domu o 8-ej wieczorem, czy odrabianu lekcjii, czy zakazowi wystawania na rogach ulic po 10-tej wieczorem (w zaleznosci od standardow wychowania panujacych w rodzicielskim domu)

    ty zapewne tego jeszcze nie wiesz, ale rodzice 12-sto letniech 'angielskich' dziewczyemaja jedyny sluszny sposob na unikniecie rodzicielskich klopotow - jest to "put her on the pill"...i to nie od wczoraj...od okolo 40 lat


    keep dreaming that you are thinking, poor woman
  • steph13 27.04.12, 13:53
    amaroola napisała:

    > 12-te urodziny, mowisz???
    >
    > jakbys nie wiedziala, ze jset to wiek w ktorym "peer pressure" odgrywa najwiek
    > sza role w zyciu dzieciakow
    >
    > a szkoda, bo glupieja po prostu, przestaja sie uczyc, podwazaja wszelkie autory
    > tety, zwlaszcza rodzicielskie. twoj przyklad jest zupenie od czapy


    WOW! Wybacz im bo nie wiedza co mowia(czynia) - tak jakos ksiadz glosil niegdys z ambony??? Sama podziwiam swoje tolerancje ale szkoda zachodu.
  • basiak36 27.04.12, 14:16
    amaroola napisała:

    > 12-te urodziny, mowisz???
    >
    > jakbys nie wiedziala, ze jset to wiek w ktorym "peer pressure" odgrywa najwiek
    > sza role w zyciu dzieciakow
    >
    > a szkoda, bo glupieja po prostu, przestaja sie uczyc, podwazaja wszelkie autory
    > tety, zwlaszcza rodzicielskie. twoj przyklad jest zupenie od czapy#

    Przyklad Steph jest wlasnie bardzo dobrym przykladem tego kiedy widzimisie rodzicow nie idzie w parze z tym co robi dziecko. Tak samo jakby mowic o rodzinie ktora wychowywala dziecko w UK w scisle hinduskich zwyczajach i jezyku, z zerowym wplywem angielskim, i mowic ze bunt dziecka bylby poprzez 'peer presure':))
    No tak sie sklada ze dziecko normalnie chcialo sie asymilowac w spoleczenstwie w ktorym mieszka a rodzice oderwali sie od rzeczywistosci.

    Pod tym wzgledem calkowicie zgadzam sie ze Steph. U moich dzieci wazne dla mnie bylo aby angielski byl dla nich pierwszym jezykiem, polski zeby byl obecny w stopniu konwersacyjnym, bez presji. moj syn do 4 roku zycia po polsku nie mowil, wylacznie po angielsku, angielska niania, etc. My w domu mieszamy mocno jezykowo. Dzieci do nas mowia po angielsku, my do nich po angielsku i po polsku, angielski zawsze jesli cos chcemy wyjasnic np z zadaniem domowym etc.
    Polski ma byc dla nich jako jezyk drugi, ale chcialabym aby znaly go w miare plynnie, sama od dziecka jestem dwujezyczna i bardzo sie to przydaje w zyciu:)
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • amaroola 27.04.12, 13:09
    princesswhitewolf napisała:

    >
    > Senga , mam kolo mnie w pracy kolezanke jaka wychowala sie w Kenii i czuje sie
    > Kenijka bo jej rodzice tam pracowali wiele lat. Nie ma paszportu Kenijskiego ty
    > lko hinduski po mamie i brytyjski. Indii prawie nie zna mimo, iz wyglada jak hi
    > nduska. Byla raz tylko w Indiach.

    princess, to nie o paszporcie jest mowa, mowa o kulturowej przynaleznosci

    spotkalam wielu,ktorzy po 3 miesiacach poza Polska zapomnieli jezyka polskiego. po przyjezdzie do kraju ich dziecinstwa mowili z (udawanym) akcentem...cy to czyni ich Anglikami lub Niemcami???

    czy fakt z ze rodzice nie chca miec nic wspolnego z Polska czyni tych rodzicow Anglikami (wszak do Anglii najczesciej wyjezdzaja)?

    czy to nie jest zalosne, ze z powodu kiepskiej pozycji ekonomicznej naszego kraju wyrzekamy sie naszego rodowodu?!

    niewiele nacji tak robi

    to smutne w sumie

    > Mysle, ze to troche bardziej skomplikowane niz zalozenie, ze nasza przynaleznos
    > c narodowa jest do tego kraju jakiego posiadasz paszport


    jasne...;)
  • princesswhitewolf 27.04.12, 14:14
    amaroola, zauwaz, please, iz to co pisalam odnioslo sie do wypowiedzi sengi o paszporcie.

    > czy to nie jest zalosne, ze z powodu kiepskiej pozycji ekonomicznej naszego kra
    > ju wyrzekamy sie naszego rodowodu?! niewiele nacji tak robi to smutne w sumie

    alez to znana sprawa i wsrod innych narodow, nie tylko wsrod Polakow. W USA spotkalam przypadki osob z hiszpanskojezycznych krajow Ameryki Pd. ktorzy udawali iz sa z Hiszpanii. Jak sie potem dowiedzialam jest to ponoc nobilitujace:). Spotkalam Albanczykow udajacych Grekow.

    A poza tym to uwazam, iz pochodzimy z kraju o 100 lat starszym od Anglii, kraju o ogromnym dorobku kulturowym, i niebywalej odpornosci przetrwania tejze tozsamosci kulturowej pomimo dwoch jakze zaborczych w historii sasiadow z obojga stron a bywalo, ze i z trzech. Nigdy nie bylismy handlarzami niewolnikow na masowa skale i nie slynelismy z grabiezczo wojennej polityki. Wycierpielismy jak niewiele narodow. A cierpienie traumatyzuje acz wszak zawsze wzbogaca. Nie ma czego sie wstydzic zatem. ...a jesli slysze jakies pejoratywne czy szydercze komentarze na temat Polski od przedstawicieli innych nacji to bezwzglednie werbalnie miazdze takowe przypadki wykazujac ich ignorancje.
  • parttimemama 27.04.12, 15:18
    Moze byc jeszcze ciekawiej. Znam Hindusa ktory nauczyl sie biegle po wlosku i zabiegal o to zeby tam czesto jezdzic, co firma mu umozliwila. Z urody wyglada jak Wloch. Malo tego, ozenil sie z Wloszka i teraz razem mieszkaja w Szwajcarii. Dzieci wychowuja po wlosku i uchodza oboje za Wlochow.

    A dlaczego nie? Skoro swiat jest rasistowski i ksenofobiczny, to mimikra jest tez sposobem na przetrwanie.

    Problem Polski to fatalny RP. Gdybysmu mieli swoich ludzi w Hollywood, byloby inaczej.
  • amaroola 27.04.12, 15:51
    >
    > Problem Polski to fatalny RP. Gdybysmu mieli swoich ludzi w Hollywood, byloby i
    > naczej

    no przeciez jest 'shindlers list" ;PPP
    i Agnieszka holand

    i paru dobrych (ba, wybitnych) kamerzystow

    niby Polacy, choc nie wiem czy na pewno
  • glasscraft 27.04.12, 15:54
    amaroola napisała:

    > no przeciez jest ... i Agnieszka holand i paru dobrych (ba, wybitnych) kamerzystow
    niby Polacy, choc nie wiem czy na pewno

    Mogla bys wyjasnic to "niby Polacy"?

    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • amaroola 27.04.12, 16:44
    glasscraft napisała:

    > amaroola napisała:
    >
    > > no przeciez jest ... i Agnieszka holand i paru dobrych (ba, wybitnych) ka
    > merzystow
    > niby Polacy, choc nie wiem czy na pewno
    >
    > Mogla bys wyjasnic to "niby Polacy"?

    no chyba nie moge ;(

    bo maja polskie nazwiska , urodzeni sa w Polsce i ponoc wychowani, ale jakos tak sie nie chca dolozyc do tego (wczesniej wspomnianego) polskiego PR

    wiec sie zastanawiam : czy to moze nie Polacy?.\, czy moze wstydza sie przyznac ze sa Polakami...no jakos mi to cwieka zabilo


    ten kamerzysta od "listy schindlera". ktory dostal oskara, mial bardzo polskie nazwisko.... zadnego PR dla Polski....musi kamerzysci sie nie licza ;P
  • sznupkowie 27.04.12, 17:08

    mozna sie sprzeczac,czy lepiej do dziecka mowiec po angielsku czy po polsku....ale na 100% zenujace jest jak sie do dziecka mowi w jezyku "ponglish"
    Zaslyszane w sklepie,matka do dziecka:

    "nie kupie ci lolipopa ,bo nie zjadles lancza dzisiaj"

    :-d
  • parttimemama 26.04.12, 17:13
    Mysle ze wiele osob sie na swoj sposob wstydzi, ale nie wiem czy mozna ich za to winic. Sa dwa aspekty: postrzeganie Polakow w UK, gdzie mamy fatalny PR: benefity, przestepczosc, odbieranie miejsca w szkolach, szpitalach, praca za niskie stawki, nadmierna pracowitosc (tak, to nie Ameryka, tu taka nadmierna pracowitosc swiadczy o nieracjonalnosci), naiwnosc, slabe wyksztalcenie. Oczywicie, rozsadni ludzie wiedza jak jest, ale PR robi swoje.

    A druga sprawa to PR Polski i Polakow w swiecie. Z jedniej strony Solidarnosc i aspiracje wolnosciowe za czasow komuny, ale o tym malo kto pamieta. Poza tym sowieccy szpiedzy sa bardziej cool niz Walesa. Malo kto wie o Sklodowskiej, Koperniku, Korzeniowskim. Za to wszyscy wiedza o tym ze Polacy mordowali Zydow w Auschwitz. Wlasciwie to byli Nazis, ale to przeciez bylo w Polsce, a Polscy to antysemici, wiec to wlasnie Polscy mordowali. No i w ogole po ci ci Polacy rozpetali II wojne swiatowa! Przy bardzo niskiej swiadomosci historycznej mlodszych pokolen i bzudom wypisywanym przez dziennikarzy (chocby slynny felieton Gilesa Corena), Polacy beda musieli czuc sie winni za nazistow. Dziekuje, beze mnie. I zeby chociaz polski rzad pozywal do sadu autorow przeklaman historycznych to moznaby miec nadzieje, ze to sie jakos wyprostuje. Ja prognozuje, ze bedzie odwrotnie: Polacy beda Zydami nastepnych dziesiecioleci w Europe. Moze nam czaszek nie beda mierzyc, ale opaski byc moze kiedys beda zakladac. A sami Zydzi tez zapomna ze to wlasnie Polska byla dla nich azylem setki lat temu, po tym jak ich wygoniono z wszystkich krajow europejskich (chyba poza Holandia).

    W tym kontekscie zreszta ciekawa byla wypowiedz samego Corena (chyba w Coolturze byl wywiad), ze jego ojciec wyslal go do boarding school i chcial go maksymalnie zangielszczyc (co mu sie chyba udalo) i dopiero on sam zaczyna rozpamietywac korzenie swojej rodziny.
  • princesswhitewolf 26.04.12, 21:53
    parttimemama napisała:
    >slabe wyksztalcenie

    hmm... wiekszosc emigrantow od 2003 w UK to pokolenie osob jakie przyjechalo bo nie moglo znalezc pracy w Polsce. Wczesniej aby dostac jakas prace najczesciej studiowali w jeden z setek prywatnych szkol jakie sie namnozyly w Polsce. Wiec ja nie wiem jak z tym wyksztalceniem... Raczej "jakos tam" sa w wiekszosci wyksztalceni. Czesto lepiej niz tubylcy.
  • amaroola 27.04.12, 15:36
    >Za to wszyscy wiedza o tym ze Polacy mordowali Zydow w Au
    > schwitz. Wlasciwie to byli Nazis, ale to przeciez bylo w Polsce, a Polscy to an
    > tysemici, wiec to wlasnie Polscy mordowali. No i w ogole po ci ci Polacy rozpet
    > ali II wojne swiatowa!

    HEJ WRZUC JAKIS CUDZYSLOW, CZY CO?!

    JA ODKAD JESTEM W aU I SPOTYKAM NOWOZELANDzykow, to na abarot slucham o polskich 'wariackich' pilotach...od nowozelandczykow oczywiscie...sa bardzo mesmerised wyczynami naszych orlow w bitwie o anglie



    ale wiadomo, nowe pokolenie emigrantow woli zbijac kapital na Solidarnosci...dziecaki ze szkol podstawowych zawsze moga sie zachlysnac heroizmem antykomunistycznych polskich trzydiestolatkow ;PPP
  • illegal.alien 26.04.12, 16:20
    I w akcie urodzenia i paszporcie maja wpisane, ze sa Anglikami?
    Bardzo jestem ciekawa, jak to widzi Wasze otoczenie - bez zlosliwosci - bo zawsze mi sie wydawalo, ze w takich przypadkach raczej mowi sie, ze ktos jest 'British' a nie 'English'.

    Ciezko mi np. mowic o narodowosci mojego dziecka, bo ona ma dopiero troche ponad rok i poza tym, ze sie tu urodzila, na razie ma mala swiadomosc narodowa ;) No i teraz mieszkamy tu, a jak sie przeprowadzimy do Polski, Zimbabwe czy np. Holandii to co, jej narodowosc sie zmieni? Takze rozumiem, ze przy starszych dzieciach mozna mowic, ze sa Anglikami/Brytyjczykami, tak male dzieci jeszcze chyba 'niczym' nie sa :)
    Na razie ona dla mnie jest Polka i Zimbabwejka (mimo, ze ani na jedno, ani na drugie 'nie wyglada' ;)) urodzona w UK. Jak bedzie wieksza, to pewnie bedzie mowic o sobie, ze jest British (skad mialaby byc English, skoro my nie jestesmy?), a o krajach pochodzenia rodzicow bedzie mowic, jak bedzie chciala powiedziec o sobie cos ciekawego ;) albo i nie :) Nie mam parcia na to, zeby mloda czula sie Polka - sama czesto sie zastanawiam, czy to nie bedzie dla niej obciazenie ta potrojna tozsamosc, ale tez przeciez nie ma co udawac, ze jest Angielka, skoro nie jest - nie jestem w stanie jej na Angielke wychowac i na sile tego robic nie bede :)
  • aniaheasley 26.04.12, 17:15
    Czuja sie Anglikami bo tylko w tym kraju mieszkali od urodzenia, bo jezyk angielski jest ich pierwszym/ojczystym/jedynym plynnym jezykiem, bo wzrastaja w tej kulturze, jest dla nich oczywiste, ze Anglia to ich ojczyzna (home/homeland), nie maja w ogole zadnego problemu z identyfikacja/przynaleznoscia narodowa. Czym innym moga sie czuc? Polakami? Do Polski jezdza raz na 1-2 lata do babci, i stamtad pochodzi ich mama, ale one Polakami nie czuja sie bo absolutnie nie widza podstaw.
    Moja starsza corka trenuje lekkoatletyke. Zartujemy sobie ze za 8 lat na olimpiadzie zdobedzie zloto jak nic. Dla kogo? Dla Anglii rzecz jasna.
    I idac dalej tym tropem, to do ktorego pokolenia mialyby takie dzieci czuc sie Polakami/Francuzami czy Albanczykami?
    --
    Ania's Poland
  • illegal.alien 26.04.12, 17:20
    Nie o to mi chodzi - dziwie sie jedynie, ze czuja sie Anglikami, a nie Brytyjczykami. I jezeli zdobedzie zloto (bede kibicowac!) to dla Wielkiej Brytanii raczej niz dla Anglii wlasnie :)
  • aniaheasley 26.04.12, 17:26
    Czuja sie Anglikami poniewaz urodzili sie w Anglii, mieszkamy w Anglii, nasza czesc Wielkiej Brytanii to Anglia, ich kraj to Anglia, tak mysla, a nie inaczej, nie wnikam za bardzo dlaczego, ale jak dla mnie to jest calkiem naturalne.

    Brytyjka to ja sie moge czuc i czuje. Brytyjczyk to wlasnie taki stwor dla osob po naturalizacji, przyjeciu obywatelstwa, idealne slowo wytrych.

    Ale dzieci tutaj urodzone nie utozsamiaja sie z dziwolagiem pt. I am British, i wybieraja sobie bardziej naturalnie im pasujace English :)
    --
    Ania's Poland
  • illegal.alien 26.04.12, 17:28
    To chyba zalezy, bo nawet moi znajomi, ktorzy sa np. pol Szkotami, pol Anglikami mowia o sobie 'British' albo precyzuja, ze sa pol na pol.
  • aniaheasley 26.04.12, 17:32
    Hmm, no to rzeczywiscie chyba zalezy od punktu widzenia, bo dla mnie British to jest takie wyjscie z sytuacji dla osob, ktore tutaj przyjechaly, moze dawno temu, i dla ktorych UK stalo sie druga ojczyzna. Ja jako Polka z urodzenia nie moge powiedziec ze jestem English, ale utozsamiam sie jako British wlasnie, bo jest to jedyne slowo dla mnie i mojej swiadomosci w tym momencie zycia.

    Dla mnie okreslenie I am British jest wlasnie idealnie stworzone dla kogos, kto nie jest tutaj urodzony, ale ktory utozsamia sie z tym krajem bardziej niz z jakimkolwiek innym, w tym z krajem pochodzenia.
    --
    Ania's Poland
  • parttimemama 26.04.12, 17:38
    Dokladnie. I pewnie dlatego imigranci powinni przeciwstawiac sie rozpadowi UK (sam Norman Davies prognozuje ze Szkocja sie oddzieli). Bo jak sie oddzieli to nie bedize juz ani UNITED Kingdom, ani Britain tylko Kingdom of England, Wales and Northern Ireland. I wtedy dopiero bedzie problem.
  • parttimemama 26.04.12, 17:31
    A do ktorego pokolenia Anglik jest Anglikiem? Definicja BNP? Genetycznie wiekszosc Anglikow ma pochodzenie pierwotnych Europejczykow z epoki lodowcowej, sa najardziej spokrewnieni z Baskami. Potem byli Celtowie, Rzymianie (Germanie, Scytowie, Afrykanie), Frankowie, Wikingowie, Normanowie (tez zreszta Wikingowie), Hugenoci, Zydzi, Irlandczycy i oczywiscie Polacy. Wielu ma tez czesciowo pochodzenie szkockie (Piktowie/Irlandczycy) czy walijskie. Prawdopodobnie wsrod klas panujacych bylo wiecej domieszek krwi najezdzcow, zwlaszcza ze wladcy/arystokraci hurtem zapladniali lokalne kobiety zeby przekazac geny, taki byl zwyczaj :)
    Genetycznie nie ma o czym dyskutowac. Zreszta z Polakami byloby podobnie i krwi Wikingow tez by sie troche znalazlo.

    A jak nie genetycznie to kulturowo, czyli jak kto sie wychowal i kim sie czuje. A to juz zalezy od otoczenia. Adoptowane afrykanskie dziecko wychowane przez "angielskich" rodzicow bedzie oczywiscie English, chyba ze wybierze inna kulture. To raczej otoczenie bedzie mialo dysonans.
  • mama-123 26.04.12, 17:24
    Moja corka. gdyby miala reprezentowac jakis kraj w plywaniu, to w sumie UK by mi pasowalo, ale zawsze sobie wyobrazam wywiady dla polskiej telewizji, bo w koncu ma polskie korzenie i ona raczej czuje sie pol na pol Polka i jeszcze innej narodowosci.
    Syn z kolei gdyby gral w pilke nozna, to oczywiscie tylko i wylacznie dla Polski - jakos nie lubie angielskiej pilki, i mimo, ze akurat polska pilka obecnie slabo stoi to wolalabym aby gral dla POlski niz dla Anglii.
  • espionka 26.04.12, 18:28
    a ja znam dwie polskie rodzinki prowadzące koczowniczy tryb życia (związany z pracą),
    po parę lat życia w kilku krajach europejskich i po parę dzieciaków urodzonych w różnych krajach (tylko jedno z dzieci urodzone w Polsce a dzieci gromadka).
    Zarówno rodzice jak i dzieci czują się Polakami, wizyty w Polsce - dwa razy do roku .
    Jedna rodzina od 5 lat pomieszkuje w UK, druga rodzina aktualnie w Australii.
  • aniaheasley 26.04.12, 18:51
    Jezeli w zadnym kraju nie osiadaja na dluzej to Polska pozostaje logicznym punktem odniesienia.

    Ja spedzilam w UK wieksza juz teraz czesc zycia, tutaj zalozylam rodzine, tutaj urodzilam dzieci, tutaj podjelam pierwsza prace, kupilam dom. Mam baaardzo mgliste pojecie o Polsce AD 2012. Znam pare doslownie nazwisk na obecnej scenie politycznej, artystycznej, o tzw celebrytach nie wspominajac. W ciagu ostatnich 20 lat wydarzeniamu z tzw zycia publicznego, ktore przezywalam w jakis sposob bylo Hillsborough, dymisja pani Thatcher, smierc Diany, wybory w 1997. Mialabym trudnosci z wymienieniem co wtedy dzialo sie w Polsce. Nie wiem tylko dlaczego sa osoby, ktore prob uja mi wytlumaczyc, ze mimo to wszystko do konca zycia moja ojczyzna jest I bedzie Polska :)

    Ania's Poland
  • senga79 26.04.12, 19:04
    Najpierw by trzeba było zdefiniować co to jest ojczyzna, a że ma dwa znaczenia to tu znowu się dyskusja rozwinie.
    "Ojczyzna - termin o dwojakim znaczeniu, odnoszącym się do przestrzeni istotnej dla pojedynczego człowieka (jednostki) bądź zbiorowości (narodu), wyznaczone zwłaszcza miejscem urodzenia tych osób, ich zamieszkiwaniem przez istotną część życia, czy miejscem pochodzenia ich przodków bądź rodziny."

    Teraz by się trzeba się zastanowić co ważniejsze, kraj urodzenia, mój, czy rodziców, czy kraj w którym mieszkam.

    Dla naszych dzieci które całe, jak nie większą cześć życia spędzą w UK, najważniejsze będzie kraj zamieszkania, dla mnie osobiście kraj urodzenia.


    Jak mnie pytają to mówię że jestem obywatelem Europy. ;)

  • jaleo 26.04.12, 19:21
    Ciekawa dyskusja sie teraz wywiazala...

    Ja tylko jedno powiem, ta cala dwujezycznosc/trojjezycznosc itd wydaje sie bardzo latwa, naturalna itp, jak sie ma male dzieci. Z mojej perspektywy (podobnie jak Ani), jest to o wiele bardziej skomplikowane, niz sie poniektorym wydaje. Wychowanie dziecka dwujezycznego w rodzinie, gdzie tylko jeden rodzic mowi w danym jezyku, i dziecko cale zycie spedzilo poza PL, jest piekielnie trudne, graniczace z niemozliwym. Rodzice malych dzieci w wiekszosci przypadkow sobie z tej trudnosci nie zdaja sprawy, bo sie naczytali ksiazek i "specjalistow" i wszystko tak ladnie i pieknie wyglada, i ma taki gleboki sens.

    I dlatego, jak czlowiek ma perspektywe taka jak ja lub Ania, co tu wyzej pisala, tzn dzieci wyrosniete i doswiadczenie za pasem, to sobie zadaje pytanie, czy skorka jest warta wyprawki.

    I prosze mi tu nie serwowac, jak to zwykle bywa w tego typu watkach, przykladow dzieci z drugiego, trzeciego pokolenia emigracji albo z mieszanych rodzin, co to po polsku biegle mowia - za duzo w zyciu widzialam, i z zbyt wielu piecow jadlam, zeby w te bajki uwierzyc ;-)



    --
    "Ostatnimi czasy, posiadanie wasow, brody lub obojga naraz przez muzykow stalo sie niemalze gwarancja grania dobrego solidnego rocka" - powiedziala Jaleo, wybitny krytyk i komentator wspolczensej sceny muzycznej.
  • princesswhitewolf 26.04.12, 21:50
    >Wychowanie dziecka dwujezycznego w rodzinie, gdzie tylko jeden rodzic mowi w danym >jezyku, i dziecko cale zycie spedzilo poza PL, jest piekielnie trudne, graniczace z niemozliwym.

    Zgadza sie. Nie przychodzi to tak naturalnie jak z przypadku gdy oboje z rodzicow mowia w tym samym jezyku. Pomocna jednak jest w tych przypadkach typowa polska Babcia jaka duzo czasu spedza z dzieckiem. Niestety nie zawsze i nie w kazdej rodzinie jest to naprostsze rozwiazanie.


    > I prosze mi tu nie serwowac, jak to zwykle bywa w tego typu watkach, przyklado
    > w dzieci z drugiego,

    Z trzeciego to naprawde tez nie spotkalam ale mozliwe ze zdarzaja sie jakies cuda, no ale, (popraw mnie jesli sie myle) w drugim pokoleniu to jak najbardziej to mozliwe bo to dzieci rodzicow jacy byli emigrantami z innego kraju itp tzn Twoje dzieci to drugie pokolenie, ty jestes pierwsze.
  • jaleo 26.04.12, 22:40
    princesswhitewolf napisała:

    > Z trzeciego to naprawde tez nie spotkalam ale mozliwe ze zdarzaja sie jakies c
    > uda, no ale, (popraw mnie jesli sie myle) w drugim pokoleniu to jak najbardziej
    > to mozliwe bo to dzieci rodzicow jacy byli emigrantami z innego kraju

    Racja, chodzilo mi o trzecie pokolenie, bo faktycznie w drugim pokoleniu jest mozliwe - np dzieci obojga rodzicow Polakow, ktorzy wyemigrowali. Ale to tez nie takie latwe, jak juz dzieci dorosna - znam jedna taka pare lekarzy, ktorzy wyemigrowali z PL pod koniec lat 70-tych, kiedy ich corki byly w wieku przedszkolnym. W domu rozmawiali wylacznie po polsku, a corki i tak do nich po angielsku jak tylko podrosly - jak doszly do nastolectwa to po polsku mowily tylko "tata daj pieniadze" :-D Teraz jako dorosle kobiety mowia po polsku dosc slabo, niegramatycznie i z bardzo ubogim slownictwem (jak na osoby dorastajace w polskojezycznym domu).
    --
    "Ostatnimi czasy, posiadanie wasow, brody lub obojga naraz przez muzykow stalo sie niemalze gwarancja grania dobrego solidnego rocka" - powiedziala Jaleo, wybitny krytyk i komentator wspolczensej sceny muzycznej.
  • illegal.alien 26.04.12, 22:49
    Ale czy to nie jest tak, ze taki 'zapomniany' polski latwiej 'przywrocic' niz sie go nauczyc zupelnie od nowa?
    Nie wiem, ja licze sie z tym, ze moja cora nie bedzie po polsku mowic jak Sienkiewicz, ale glupio bym sie czula nie sprobowawszy jej tego jezyka 'nauczyc'.
  • h.a.p.p.y 27.04.12, 10:19
    Witam!
    Widzę burza się rozpętała w tym wątku.To ja napiszę od siebie...
    To prawda,że niektóre polki zachowują się dziwnie,przecież to Panie przez wielkie P bo wyjechały do Anglii wstyd się przyznać,że nie jest się anglikiem.Nie raz jestem świadkiem tego w markecie jak to mamusie słysząc polaka uciekają byle tylko byś go nie zaczepił.To chore dla mnie.
    Kwestia dzieci...
    Moja córka jak kiedyś pisałam ma 6 lat w Polsce nie uczyła się języka nawet ją to nie interesowało,odkąd tu jesteśmy ogląda bajki edukacyjne jak Dora czy Diego tam uczą języka.Ale to samouk słyszy od dzieci i teraz już świetnie się z nimi dogaduje a jesteśmy 8 miesięcy w Anglii.W szkole co piątek ma 3 godziny angielskiego z polką,tak świetnie się uczy że jest 6 miesięcy z programem do przodu niż inne dzieci które zaczęły w tym samym czasie się uczyć.W tej chwili sama czyta bajki pisze zdania jestem z niej bardzo dumna.
    Niestety moja siostra inaczej wychowywała syna,mały ma 8 lat i mieszka w Anglii od 5 lat i ledwo co mówi po polsku.Cały czas rozmawia po angielsku a ona odpowiada mu po polsku,choć wiele rozumie jednak zna tak naprawde tylko jeden język.Najgorsze,że nie dała mu dostępu do polskiej telewizji bo chciała by szybko się nauczył i stało się mały nie zna języka ojczystego,babcia go nie rozumie i jest bariera.Jak maly oglądał angielską telewizje tak nadal ogląda no ale cóż każdy wychowuje dzieci jak chce.
  • miwah 27.04.12, 13:32
    jaleo napisała:

    > Ciekawa dyskusja sie teraz wywiazala...
    >
    > Ja tylko jedno powiem, ta cala dwujezycznosc/trojjezycznosc itd wydaje sie bard
    > zo latwa, naturalna itp, jak sie ma male dzieci.

    cytuje kawalek ale podpisze sie w calej rozciaglosci.
    Z ta roznica ze ja dawno temu okreslilam priorytety i wszystkie za i przeciw
    ktorych liste sobie daruje
    Nie mam poczucia straty, wyrzutow sumienia, choc wiem ze niektorzy by chcieli bym je koniecznie miala ;-)

    A dzieci, coz... Interesuja sie swoja druga polowa pochodzenia. Niektore wertuja historie Polski( i nie tylko polski- ot, taki konik) i czytaja Trylogie po angielsku ( tudziez Prusa i innych klasykow: sciagnelam na Kindle na wyrazne zyczenie zainteresowanej). Maja mozliwosc uczenia sie jezyka ale, jak to zwykle bywa, najlepszym czynnikiem mobilizujacym jest motywacja.
    Naturalna potrzeba.

    Brak zwiazkow z PL na biezaco, brak *realnej* potrzeby znajomosci jezyka robi swoje i nie widze w tym problemu.
    Znacznie naturalniej przychodzi im np nauka francuskiego bo staly kontakt ze znajomymi, dogadywanie sie z kolezanka i motywacja w miare silna.
    Ja sama, majac stosowna motywacje (a bedac antytalenciem jezykowym, wzrokowcem duzo bardziej niz sluchowcem) i dlugo po okresie dziecinstwa ;), opanowalam plynnie kilka jezykow ( w tym wiekszosc zdazylam zapomniec ;-P pomimo studiow filologicznych w tym kierunku ;-P )
    Natomiast te bedace w uzyciu nadal maja sie swietnie i coraz lepiej :)
  • sueellen 27.04.12, 12:17
    Wielokrotnie byłam świadkiem kiedy polskie matki zwracały się do swych polskich dzieci na placu zabaw po angielsku z bardzo silnym polskim akcentem. Dla mnie to nie pojęte. Do swojego dziecka mówię wyłącznie po polsku, oglądamy polskie bajki i czytamy polskie książeczki. Ojciec młodej robi tak samo, tyle, że po hiszpańsku ucząc mlodą silnego południowego akcentu. Dziecko powinno znać swe korzenie i język własnych rodziców.
    --
    Po cholerę pisać kolejnego bloga o emigracji i gotowaniu???ABoTak!
  • parttimemama 27.04.12, 12:34
    A co ma akcent to tego? Szkoci tez mowia z akcentem, i mieszkancy Berkshire :) Nawet Krolowa ma akcent (uczyla sie elocution w dziecinstwie).

    Proponuje odwrocic problem i wybrazic sobie taka oto sytuacje:
    Do Polski przyjezdza malzenstwo, powiedzmy, Syryjczykow. Tak sie sklada ze Syryjczycy ci studiowli kiedys w Polsce i znaja polski biegle (choc oczywiscie nie sa native). Maja tez w Polsce mnostwo znajomych, ale nikt z nich nie mowi po arabsku, wiec rozmawiaja z nimi po polsku. W towarszystwie malzenstwo rozmawia po polsku, prywatnie po arabsku. Urodzilo im sie dziecko ktore idzie do polskiej szkoly, czyta polskie ksiazki, pa wylacznie polskich kolegow, odrabia lekcje po polsku, rowniez z matematyki.
    Rodzice decyduja sie na pozostanie w Polsce na stale. Sa ateistami i do islamu wagi nie przywiazuja, chca sie calkowicie zasymilowac. Nawet z urody sa raczej nie do odroznienia.
    Co byscie im doradzily:
    1. Rozmawiac w domy wylacznie po arabsku.
    2. Jedno z rodzicow rozmawia po arabsku, drugie po polsku (OPOL)
    3. Uzywac obu jezykow z zaleznosci od okolicznosci/sytuacji.
    4. Rozmawiac w domu po arabsku na codzienne tamaty ale dyskusje na temat biezacych wydarzen, ksiazek, naukowe, muzyczne itp prowadzic po polsku.
  • parttimemama 27.04.12, 12:37
    A, i co byscie doradzily gdyby dziecko nie urodzilo sie w Polsce, nie mialo polskich kolegow i w ogole nie mialo poza szkola stycznosci z jezykiem polskim, a jedyna okazja na podciagniecie polskiego byloby uzywanie tego jezyka w domu?
  • carmita80 27.04.12, 13:05
    Przyklad malzenstwa Syryjczykow - jesli podjeli decyzje o pozostaniu w Polsce, zaasymilowaniu sie oraz nie sa wiezacy (islam) to jezyk polski jako glowny, dominujacy a jezyk arabski dodatkowo, w miare mozliwosci i checi. Sama postepuje wg tych zasad, podjelismy decyzje o pozostaniu w Anglii na stale, asymilujemy sie, lubimy ten kraj i zycie tu, nasze dzieci tu sie urodzily, nie jezdzimy do Pl bo nie mamy powodow, mamy zamiar pojechac tam na wakacje gdy mlodszy bedzie starszy (ma 4.5 i jeszcze nie byl) naszym zamiarem jest opowiedzenie dzieciom skad pochosza i pokaza.ie kraju, ale nie powodownie aby utozsamiali sie jako Polacy, bo to tak samo jakbym chciala aby utozsamiali sie jako Niemcy, bo przodkowie i to nie dalecy wciaz zyjacy nimi sa. Dzieci maja swoje miejsce na ziemi, tu sie wychowuja, tutejszymi tradycjami przesiakaja, tutejszym jezykiem mowia i czuja sie tutejsze. Sa rodziny, ktore zalozyly powrot do Polski albo zmiane kraju po jakims czasie i dla nich pielegnowanie w dzieciach poczucia polskosci ma sens, dla innych z innymi zalozeniami zyciowymi nie ma i co w tym zlego?
    Moja corka ma 9 lat i posluguje sie polskim dosc plynnie jak na jezyk dodatkowy, syn radzi sobie coraz lepiej i mgsle, ze w wieku siostry osiagnie podobny poziom. Nie mamy i nie mielismy nigdy polskiej tv,nie wiedzialam ze to takie wazne wrecz konieczne;), nie chodzily i nie chodza do polskiej szkoly a jezyka ucza sie od nas a corka czytac i pisac uczy sie sama tyle ile chce, sluzymy pomoca i wyjasniamy gdy zapyta.
  • rodzynka2000 27.04.12, 13:10
    Dziecko powinno znac korzenie i kulture z jakiej pochodzia rodzice...ale nie zanczy to, ze ono bedzie (musi) sie z nia utozsamiac... Jezyk polski jest jezykiem rodzica i dziadkow, ale najczesciej nie bedzie jezykiem dziecka. Jego jezykiem, bedzie ten, w ktorym sie uczy i rozmawia ze swoimi kumplami, ten w ktorym spedza 70% dnia (a nie 30%).

    Przyznam szczerze, ze nie rozumiem matek, ktore wymagaja aby dzieci mowily do nich tylko po polsku (Polski za wszelka cene!), bo jesli naturalna tendencja dziecka bedzie wyrazanie siebie swoich mysli i uczuc po angielsku, to jak matka moze tego dziecku zakazac? No i w imie czego?
    Jestem w stanie to zrozumiec, tylko w przypadku rodzin, ktore planuja wrocic do Polski.

    Nie mam sztywnych zasad odnosnie jezyka. Moje dziecko rosnie i sie zmienia, a ja je obserwuje i staram sie uwzgledniac jego potrzeby (a nie tylko swoje).
    Zaden naukowiec, profesor, psycholog (tu odwoluje sie do artykulu na temat dwujezycznosci- link byl gdzies na poczatku watku), nie bedzie mi mowil co jest najlepsze dla mojego dziecka. Moge ich wysluchac, czasem nawet posluchac- ale i tak zawsze bede kierowala sie potrzebami mojej rodziny.

    Staram sie 'pielegnowac' jezyk polski, bo majac rodzine w Polsce (i dobry z nia kontakt), wiem, ze wazne jest aby dziecko umialo sie porozumiewac z dziadkami. Z dzieckiem najczesciej rozmawiam po polsku (pierwsze 5 lat zycia tylko po polsku), wakacje spedzamy w Polsce, 2-3 razy w roku mamy gosci z Polski, mamy kilka polskich znajomych rodzin tutaj, a moje dziecko i tak mówi do mnie po angielsku!... bo tak mu jest latwiej sie wyrazac.
    Nie bede go za to karac (Nie rozmwaiam z toba po angieslku'), ale go wyslucham i odpowiem mu po polsku (jesli jestesmy w polskojezycznym gronie) lub po angielsku (jesli jestesmy wsrod ludzi anglojezycznych) i nie mam z tym zadnych problemów... nawet jesli zbulwersowana Polka obok uslyszy, ze mowie z polskim akcentem po angielsku do swego dziecka. Robie to co uwazam, za najlepsze dla mnie i mojego dziecka/rodziny...
  • carmita80 27.04.12, 13:39
    A co akcent ma do rzeczy z mowieniem w jakims jezyku? Szkot, Walijczyk czy mieszkaniec Yorkshire ma akcent, Amerykanin ma akcent, Australijczyk ma akcent oraz Anglik wychowany w Zimbabawe. Rodzice Polacy mieszkajacy w Polsce znajacy angielski czy chinski i chcacy nauczy tevo jezyka swoje dzieci tez maja akcent, czy nie powinni tego robic? To zabronione jest?
  • basiak36 27.04.12, 14:19
    odzynka2000 napisała:

    > Dziecko powinno znac korzenie i kulture z jakiej pochodzia rodzice...ale nie za
    > nczy to, ze ono bedzie (musi) sie z nia utozsamiac... Jezyk polski jest jezykie
    > m rodzica i dziadkow, ale najczesciej nie bedzie jezykiem dziecka. Jego jezykie
    > m, bedzie ten, w ktorym sie uczy i rozmawia ze swoimi kumplami, ten w ktorym sp
    > edza 70% dnia (a nie 30%).
    >
    > Przyznam szczerze, ze nie rozumiem matek, ktore wymagaja aby dzieci mowily do n
    > ich tylko po polsku (Polski za wszelka cene!), bo jesli naturalna tendencja dzi
    > ecka bedzie wyrazanie siebie swoich mysli i uczuc po angielsku, to jak matka mo
    > ze tego dziecku zakazac? No i w imie czego?
    > Jestem w stanie to zrozumiec, tylko w przypadku rodzin, ktore planuja wrocic do
    > Polski.
    >
    > Nie mam sztywnych zasad odnosnie jezyka. Moje dziecko rosnie i sie zmienia, a j
    > a je obserwuje i staram sie uwzgledniac jego potrzeby (a nie tylko swoje).
    > Zaden naukowiec, profesor, psycholog (tu odwoluje sie do artykulu na temat dwuj
    > ezycznosci- link byl gdzies na poczatku watku), nie bedzie mi mowil co jest naj
    > lepsze dla mojego dziecka. Moge ich wysluchac, czasem nawet posluchac- ale i ta
    > k zawsze bede kierowala sie potrzebami mojej rodziny.
    >

    Podpisuje sie pod tym... Od poczatku wiedzialam i chcialam aby jezyk wiekszosci byl dla moich dzieci pierwszym i naturalnym jezykiem, polski jako jezyk 'rodzinny' jako dodatek.

    Mnie jedynie zadzwiaja matki, i akurat takich Polek nie znam, za to znam Chinke:) Mowi do dziecka wylacznie po angielsku, a jej angielski jest naprawde koszmarny. I nie wiem po co to robi, az sie prosi zeby mowila w jezyku w ktorym nie musi sie tak meczyc:))
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • moccabristol 27.04.12, 16:30
    basiak36 napisała:

    > Mnie jedynie zadzwiaja matki, i akurat takich Polek nie znam, za to znam Chinke
    > :) Mowi do dziecka wylacznie po angielsku, a jej angielski jest naprawde koszma
    > rny. I nie wiem po co to robi, az sie prosi zeby mowila w jezyku w ktorym nie m
    > usi sie tak meczyc:))

    To jest dokładnie to, co miałam na myśli w swoim pierwszym poście, doszukując się idei.
  • onmytoes 27.04.12, 17:36
    robak.rawback napisała:

    > mysle ze decyzja o nie uczeniu dziecka jezyka rodzicow wynika z tego ze sie wst
    > ydza tego jezyka, albo chca dziecku dobrze zrobic i wychowac na native speakera
    > danego kraju ktorym i tak bedzie wychawujac sie na miejscu bez najmniejszej po
    > mocy rodzica. wiec motywacje maja jak najlepsze ale robia na odwrot niz by zdro
    > wy rozsadek nakazywal.
    > gdyby natomiast wiedzieli i zrozumieli ze pozbawiaja dziecko dodatkowego rozwoj
    > u mozgu etc i dodatkowej sprawnosci to mysle ze sporo osob by sie zastanowilo.
    >
    > nikt nie patrzy pod wzgledem estetycznym jakie doznanie przynosi znajomosc wiec
    > ej niz jednego jezyka w doroslym zyciu - jak mozna sie bawic jezykami etc czy c
    > hociazby dla praktycznej wygody dogadania sie z kims.
    >
    > mysle ze nie zdaja sobie srawy tez jak pozbawiaja prawa do komunikacji z reszta
    > rodziny czy najblizsza osoba jaka sa dziadkowie - czy zaleznie jak duza kto ma
    > rodzine.
    > to musi byc straszne dla kochajacych dziadkow zeby z wlasnymi wnukami nie mogli
    > sie porozumiec.
    > paranoja, z ktorej rodzice czesto nie do konca zdaja sobie sprawe jak krzywdza
    > dziecko. bo mysle ze wydaje im sie ze robia najlepiej jak moga.
    > a to nie jest prawda, jakby sie rozsadnie zastanowic i przekalkulowac wszystkie
    > za i przeciw.
    > nie ma ani jednego negatywnego czynnika w rozumieniu jezyka rodzicow.
    >
    >
    robak.rawback napisała:

    > mysle ze nie zdaja sobie srawy tez jak pozbawiaja prawa do komunikacji z reszta
    > rodziny
    > to musi byc straszne dla kochajacych dziadkow zeby z wlasnymi wnukami nie mogli
    > sie porozumiec.


    Hm... wiesz, z tymi rodzinami to roznie bywa, czasem odciecie dziecka od jezyka dziadkow moze byc celowym zabiegiem.
    Nigdy jednak nie wiemy co tymi ludzmi kieruje i jaka maja za soba historie.

    Nasuwa mi sie tu przyklad mojej znajomej i jej losow.
    Matka Niemka, ojciec Anglik.
    Jej matka, bita i wykorzystywana przez ojczyma, w wieku 18 lat uciekla z domu, zrywajac wszelki kontakt z rodzina.
    Gdy urodzila sie moja znajoma, jej matka podjela swiadoma decyzje, ze nie bedzie jej uczyc niemieckiego, aby dziadkowie nie mieli do niej zadnego dostepu.

    Minelo 30 lat, moja znajoma jest wlasnie w trakcie przeprowadzki do Niemiec.
    Odszukala rodzine matki (ciotki, wujkowie, cioteczne rodzenstwo) jest w trakcie intensywnego kursu niemieckiego.
    Z jednej strony rozmie decyzje swojej matki po tak traumatycznym dziecinstwie.
    A z drugiej strony, jak sama mowi, nawiazanie kontaktu z ta czescia rodziny bylo jak odnalezienie brakujacego kawalka ukladanki, wlasnej tozsamosci.

    I co najciekawsze moim zdaniem, to dzieki temu jej matka tez musiala sie jakos zmierzyc z przeszloscia, odnalezc rodzenstwo... i jezyk niemiecki nie budzi w niej juz scisku zoladka.

    Namawiam je, zeby napisaly ksiazke ;o)

    --
    ...

    :: my ceramics ::


    --
    ...

    :: my ceramics ::
  • sznupkowie 27.04.12, 18:21
    niewazne jakiego pochodzenia jest ojciec ,dziadek,czy babcia bo dziecko powinno znac jezyk matki ,a dlaczego?A dlatego,ze to matka ma pokazywac dziecku swiat jako pierwsz i jako ta najwazniejsza ,a nigdy nie zrobi tego lepiej niz w swoim rodzimym jezyku,mowiac w swoim rodzimym jezyku przekazuje jej korzenie ,przynaleznosci ,tradycje i kulture srodowiska w jakim sie dziecko urodzilo,dzieci musza miec od malego sprecyzowane jakiej sa narodowosci,moga mowic w 3 czy 4 jezykach ,ale musza znac swoja przynaleznosc narodowa.Bo pozniej latwiej mu sie bedzie okreslic w jakiej skorze lepiej sie czuje ,nie bedzie taki dzieciak pozniej szukac swojej tozsamosci. W Singapurze na przyklad gdzie zyja obok siebie rozne narody ,dzieci w szkole maja zagwarantowane lekcje ojczystego jezyka matki.Wiec dziecko Chinki i Francuza bedzie sie w szkole uczylo chinskiego.
    --
    sznupkowiewpodrozyzycia.blogspot.co.uk/
  • aniaheasley 27.04.12, 20:58
    Piekne to moze jest w teorii, ale zycie czesto nie jest takie czarno-biale, a co jak a. przynaleznosc narodowa jak to nazywasz matki I dziecka nie jest taka sama?
    Albo b. Matka czuje przynaleznosc narodowa do swojej nowej ojczyzny I w tym wlasnie jezyku chce dziecko wprowadzac w swiat, tym bardziej, jezeli mieszkaja w nowej ojczyznie I nauczanie dziecka swiata ma dla obojga wiekszy sens w jezyku kraju w ktorym mieszkaja?

    --
    Ania's Poland
  • sznupkowie 27.04.12, 23:10
    aniaheasley napisała:

    > Piekne to moze jest w teorii, ale zycie czesto nie jest takie czarno-biale, a
    > co jak a. przynaleznosc narodowa jak to nazywasz matki I dziecka nie jest taka
    > sama?
    > Albo b. Matka czuje przynaleznosc narodowa do swojej nowej ojczyzny I w tym wla
    > snie jezyku chce dziecko wprowadzac w swiat, tym bardziej, jezeli mieszkaja w n
    > owej ojczyznie I nauczanie dziecka swiata ma dla obojga wiekszy sens w jezyku k
    > raju w ktorym mieszkaja?
    >
    Aniu prawda jest taka,ze jezeli wychowalas sie w Polsce,w polskiej rodzinie ,przy polskiej mamie ,ten jezyk bedzie ci najblizszy i w tym jezyku najlepiej wyrazisz siebie i opiszesz otaczajacy cie swiat.Mozesz swietnie znac angielski,nie przecze,dobrze sie czuc w nowej ojczyznie,ja przynajmniej tak sie czuje,ale nie wyrywajmy z siebie polskosci.Ni ema takiej mozliwosci,zeby dziecko bylo innej narodowosci niz rodzona matka,wywodzi sie z tego samego narodu co matka ,moze miec inne obywatelstwo ,ktore odziedziczyl po ojcu Angliku i wtedy sprawa jest inna bo dziecko jest dwunarodosciowe ,ale temat dotyczy sytuacji ,gdy oboje rodzicE sat Polakami,tak??

    Mniesie wydaje,ze czasami to chodzi o szpanerstwo,rodzice sie dowartosciuja w ten sposob,bo bedzie do swojego Brianka czy Dzesiki mowil po angielsku na wakacjach u babci w Polsce,niech tam wszyscy u sasiadow za plotem wiedza jacy jestesmy swiatowi.

    Oczywiscie nie generalizuje,po powody sa rozne,jednak zaden nie wyjdzie na dobre dziecku,to tylko takie rodzicow "widzimisie"

    Mam znajomych Hiszpanke i Dunczyka i oni do swojego dziecka mowia po hiszpansku i po dunsku,a miedzy soba po angielsku i wszyscy sobie swietnie radza,dziecko nie czuje sie zagubione.



    --
    sznupkowiewpodrozyzycia.blogspot.co.uk/
  • aniaheasley 27.04.12, 23:21
    A ja uwazam, ze dziecko urodzone w innym kraju, w Anglii, Kenii czy Australii moze nie czuc sie Polakiem, bo nigdy w Polsce nie mieszkalo, w jego kraju urodzenia jezyka polskiego nie slyszy (poza matka czy tez obojgiem rodzicow) i takie dziecko nie okresla sie jako Polak, bo Polska malo co dla niego znaczy, nie ma bo nie moze miec z Polska wiezi emocjonalnej, to nie jego kraj. Dziecko samo tworzy sobie obraz swojego swiata, swojego kraju, swojej rzeczywistosci. Dla mnie jezyk polski nie jest oczywistym jezykiem, w ktorym chce czy powinnam mowic do moich dzieci, bo one z tym jezykiem wiezi emocjonalnej nie maja i jestem im blizsza kiedy mowie do nich w ich ojczystym jezyku, czyli po angielsku. Mowiac do nich po polsku mowie do nich w ich jezyku obcym, a przez to ja sama staje sie dla nich troche obca. Chce tego uniknac, wiec mowie do nich po angielsku.
    --
    Ania's Poland
  • sznupkowie 27.04.12, 23:58
    Ja jednak polecam zaglebic sie w temat,a decyzja i tak jest wasza,bo to wasze dzieci.

    Ponizej fragment artykulu:

    ....Zdaniem dr Ewy Lipińskiej, zajmującej się badaniem dwujęzyczności w Katedrze Języka Polskiego jako Obcego na Uniwersytecie Jagiellońskim, rodzice nie powinni pozbawiać dziecka szansy pozostania Polakiem lub przynajmniej utrzymania, poprzez język, związku z kulturą przodków. Tylko w dzieciństwie jest możliwe jednoczesne przyswojenie dwóch języków. Dzieci zawdzięczają zdolność do nauki niezwykłej chłonności charakteryzującej wczesny wiek, ciekawości świata silnej motywacji do nawiązania kontaktu z otoczenia i brakowi zahamowań. Przyswajają nowe słowa biernie często nie zdając sobie sprawy, że mówią w innym języku. Nieodzownym warunkiem bycia dwujęzycznym nie jest opanowanie drugiego języka, ale zachowanie i rozwój języka ojczystego. Aby osiągnąć ten trudny cel, rodzice nie powinni odcinać się od swojej grupy etnicznej na emigracji Należy dużo mówić do dzieci po polsku, kiedy tylko jest to możliwe. Czasem opiekunom wydaje się, że nakłaniając dziecko do używania wyłącznie angielskiego, oddają mu przysługę, pozwalając szybciej opanować ten język, Tymczasem dzieci przejmują błędy popełniane przez rodziców, wynikające z ich niedoskonałej znajomości języka. Nie ma powodu obawiać się, że dziecko nie opanuje angielskiego. Będzie przecież się z nim stykało w szkole, na podwórku, w sklepie, oglądając telewizję, wszędzie w świecie poza domem. Niezmiernie ważne jest zachowanie konsekwencji w używaniu języka polskiego. Istotną rolę w procesie przyswajania języka ojczystego odgrywa też czytanie i opowiadanie dzieciom bajek po polsku, a później wspólne oglądanie filmów Jeśli czasem nachodzi was zwątpienie, zadajcie sobie pytanie, po co waszemu dziecku potrzebny język polski? Wystarczająco silną motywacją. powinni być polskojęzyczni babcia i dziadek.
    --
    sznupkowiewpodrozyzycia.blogspot.co.uk/
  • illegal.alien 28.04.12, 00:03
    Hm. Jedyny argument, jaki pada w tym fragmencie to polski babcia i dziadek - szkoda, bo korzysci jest duzo wiecej, a argument z babcia i dziadkiem jest glupi, bo a) nie kazdy ma babcie i dziadka i b) sa tacy dziadkowie i takie babcie, ktorzy swietnie sobie po angielsku daja rade.
    Nie wspominajac o tym, ze fragment zaklada, ze po angielsku mowimy z bledami, a po polsku nie.
  • aniaheasley 28.04.12, 00:05
    > Ja jednak polecam zaglebic sie w temat

    Zaglebiam sie w temat od lat 17. Wierz mi, ze juz glebiej nie da rady :)

    --
    Ania's Poland
  • aniaheasley 28.04.12, 00:11
    Co do wypowiedzi pani Doktor a jakze, Ewy Lipinskiej, to jest tak zenujaco plytka i banalna, ze az szkoda komentowac.

    --
    Ania's Poland
  • illegal.alien 27.04.12, 23:24
    > Aniu prawda jest taka,ze jezeli wychowalas sie w Polsce,w polskiej rodzinie ,pr
    > zy polskiej mamie ,ten jezyk bedzie ci najblizszy i w tym jezyku najlepiej wyra
    > zisz siebie i opiszesz otaczajacy cie swiat.

    A kto to powiedzial? Znasz Anie, zeby tak powiedziec? Kazdy jest inny i u roznych ludzi roznie to dziala. Ja np. znam angielski 'odkad pamietam' - uczylam sie go juz od mamy (swoja droga, to dopiero pomysl - polska mama, w Polsce, mowila do dziecka po angielsku! hmpf).
    Mam ewidentnie podzielone zycie - sa sprawy 'angielskie' i sa sprawy 'polskie' - naprawde o niektorych rzeczach latwiej mi mowic po angielsku - chociazby o wspomnianej wczesniej biologii czy prawie, bo tego slownictwa nauczylam sie tu, polskich odpowiednikow nie znam.
    Mam tez swoje osobiste sprawy, o ktorych wole mowic po angielsku, sa sprawy, o ktorych wole mowic po polsku. Nie w kazdej sytuacji polski jest mi najblizszy czy najwygodniejszy - a juz na pewno nie w kazdej sprawie najlepiej sie w nim wyslawiam.

    > Mozesz swietnie znac angielski,nie
    > przecze,dobrze sie czuc w nowej ojczyznie,ja przynajmniej tak sie czuje,ale nie
    > wyrywajmy z siebie polskosci.

    Ale dlaczego zaraz wyrywac? To strasznie dramatyczne. Ja spedzilam cale swoje dorosle zycie tutaj - polskosci z siebie nie wyrwalam, nadal czuje sie Polka, ale czuje sie rowniez czescia tego narodu i tej spolecznosci. Mozna?

    > Ni ema takiej mozliwosci,zeby dziecko bylo innej
    > narodowosci niz rodzona matka,wywodzi sie z tego samego narodu co matka ,moze m
    > iec inne obywatelstwo ,ktore odziedziczyl po ojcu Angliku i wtedy sprawa jest i
    > nna bo dziecko jest dwunarodosciowe ,ale temat dotyczy sytuacji ,gdy oboje rodz
    > icE sat Polakami,tak??

    Dziecko urodzone z rodzicow Polakow rowniez moze otrzymac brytyjskie obywatelstwo. A poza tym akurat w przypadku Ani nie mowimy o sytuacji, kiedy oboje rodzice sa Polakami. W mojej tez nie. Moja corka ma trzy narodowosci - paszport na razie jeden (polski), tylko i wylacznie ze wzgledow formalno-politycznych.

    > Mniesie wydaje,ze czasami to chodzi o szpanerstwo,rodzice sie dowartosciuja w t
    > en sposob,bo bedzie do swojego Brianka czy Dzesiki mowil po angielsku na wakacj
    > ach u babci w Polsce,niech tam wszyscy u sasiadow za plotem wiedza jacy jestesm
    > y swiatowi.

    A moze stosuja metode 'minority language at home' - mniej popularna niz OPOL, ale podobno lepiej sie sprawdza w sytuacjach, kiedy oboje rodzice sa dajmy na to Polakami, a mieszkaja w dajmy na to UK. Nawet jest to logiczniejsze niz OPOL w tym wypadku. Poza tym co to za szpan i swiatowosc mowic po angielsku w dzisiejszych czasach? Jakby do dziecka mowili w Kiswahili to ja rozumiem, ale po angielsku?
  • elle-joan 27.04.12, 23:59
    sznupkowie napisał(a):
    > Mniesie wydaje,ze czasami to chodzi o szpanerstwo,rodzice sie dowartosciuja w t
    > en sposob,bo bedzie do swojego Brianka czy Dzesiki mowil po angielsku na wakacj
    > ach u babci w Polsce,niech tam wszyscy u sasiadow za plotem wiedza jacy jestesm
    > y swiatowi.

    > (...)
    > Mam znajomych Hiszpanke i Dunczyka i oni do swojego dziecka mowia po hiszpansku
    > i po dunsku,a miedzy soba po angielsku i wszyscy sobie swietnie radza,dziecko
    > nie czuje sie zagubione.

    1. A co Ciebie boli czyjaś Dzesika? Jeden ma Alę i Olę, a drugi Brajanka i Allanka. Jakiś problem? Szpanerstwo rodziców, czy może kompleksy słuchających?

    2. A skad wiesz, czy nie czuje się zagubione? Tak samo jak rodzice się chwalą, że dziecko bez jakiejkolwiek znajomości języka wpuścili na głęboką wodę tzn. Zostawili na cały dzień w szkole i jak się pięknie nauczyło. Ale czy na pewno nie przeżyło stresu? Dzieciaki inaczej oceniają sytuację obecnie, a inaczej jak dorosną. Tzn. ja nie twierdzę, że oni mają jakoś inaczej mówić do dziecka, ale dajmy sobie spokój z diagnozowaniem, czy dziecko nie jest zagubione.
  • robak.rawback 28.04.12, 01:57
    mnie sie zdaje ze troche jest mylony watek narodowosciowo-ojczyzniany jaki jest dodawany do nauki jezyka w porownaniu ze zwyklym "nauczeniem" dzieciaka jezyka w naturalnych warunkach.

    generalnie chodzi mi o to ze mozna nauczyc jezyka bez domagania sie zeby dzieciak sie scalal emocjonalnie z krajem rodzica/ow. bo jak wiadomo kazdy ma swoje wlasne dziwne przynaleznosci ojczyzniano-rasowo-emocjonalne zaleznie od tego gdzie sie wychowal jaki mialo wplyw srodowisko i czego sam w zyciu potrzebuje. wiec jezyk a przynaleznosc emocjonalna i patriotyczna to dla mnie dwie rozne bajki.

    jak slucham albo czytam co mowia niektorzy czarni urodzeni tutaj to sie okazuje ze tutaj nie czuja sie calkiem u siebie i ludzie daja im to do zrozumienia, a jak pojada do kraju rodzicow to tez sa traktowani jak obcy bo mowia innym jezykiem no i tez sami w glowie maja inne poglady. to jest dopiero problem.

    nauczenie w wieku dzieciecym od rodzica to nie dobre slowo bo to jest language acquisition, jakkolwiek i tak sie dzieciaka uczy ale to sie jednak inaczej odbywa niz w szkole czy na kursie
    ten czas na naturalna language acquisition jest ograniczony powiedzmy do 12 roku zycia - potem to juz nauka w wiekszosci przypadkow

    wiec wiedzac o tym (co nie kazdy rodzic musi wiedziec i nie jest to jego wina) moim zdaniem jest strata jesli sie nie wykorzysta naturalnych mozliwosci jakie dala natura i w okresie kiedy mozg dzieciaka jest do tego bardziej podatny - wiec olaca sie wystawic dzieciaka na dzialanie jezyka. JAKIEGOKOLWIEK - zeby wykorzystac mozliwosci mozgu.




    --
    Gramma said she'll leave the lights on for me
    Gramma said the flags are waving for me
    Gramma said that somewhere out there there's a good man, waiting for me
  • jaleo 28.04.12, 15:37
    sznupkowie napisał(a):

    > Aniu prawda jest taka,ze jezeli wychowalas sie w Polsce,w polskiej rodzinie ,pr
    > zy polskiej mamie ,ten jezyk bedzie ci najblizszy i w tym jezyku najlepiej wyra
    > zisz siebie i opiszesz otaczajacy cie swiat.

    To jest ogromne ulogolnienie. W zyciu nic nie jest czarno-biale.
    Ja np wychowalam sie "przy polskiej mamie" jak to piszesz, ale po dwudziestu paru latach poza Polska:
    - Jesli mam zabierac glos publicznie po polsku, to mnie panika ogarnia. Na szczescie nie mam tych okazji duzo ;-) A tak w ogole to publicznie mowie na okraglo - prowadze szkolenia, robie prezentacje, nie deprymuje mnie to zupelnie.
    - Na mysl o zadzwonieniu do jakiejs polskiej instytucji i wytlumaczeniu im czegos po polsku oblewa mnie zimny pot - po angielsku nie mam tego problemu
    - jest kilka dziedzin, w ktorych po polsku nie potrafie rozmawiac W OGOLE bo najzwyczajniej w swiecie nie znam slownictwa - przyklady: ksiegowosc (moj zawod), robotki na drutach, itp. Po angielsku moge rozmawiac na kazdy temat pod sloncem.
    - czetso mnie polskie slowa wprawiaja w zdumienie, bo tam, gdzie w mozgu powinno byc zaszufladkowane znaczenie tego slowa, u mnie jest pustka. Np. kiedys ogromnie mie zaskoczylo uzycie slowa "gwiazdor" na okreslenie znanej osoby, dla mnie gwiazdor to byl tyko i wylacznie przebieraniec, co w ludowej tradycji gwiazda chodzil po domach w karnawale ;-)
    - Jak licze, robie notatki dla siebie typu lista zakupow, nigdy nie robie tego po polsku, bo jest to dla mnie trudniejsze.
    - Nie mowiac juz o kalkach jezykowych, brakujacych wyrazeniach, itp

    Tak wiec nie do konca jest tak, ze kazdy w tym "rodzimym jezyku" najlepiej umie sie wyrazic i jest mu "najblizszy". To jest kolejny stereotyp wciskany nam w glowy przez "naukowcow" z bozej laski jak ta wyzej cytowana pani doktor.

    --
    "Ostatnimi czasy, posiadanie wasow, brody lub obojga naraz przez muzykow stalo sie niemalze gwarancja grania dobrego solidnego rocka" - powiedziala Jaleo, wybitny krytyk i komentator wspolczensej sceny muzycznej.
  • monstroteratum.furiosum 28.04.12, 01:24
    Ja tam do corki po polsku mowie, bo mam taka fanaberie :P Nie upadlam na glowe i nie oczekuje, ze polski bedzie jej pierwszym jezykiem i ze bedzie sie czula Polka (maz nadal sie ludzi, ze bedzie Ukrainka, biedaczek ;) ). Za to czytalam, ze w Polsce rodzi sie teraz malo dzieci, za to tutaj jest boom - kto wie moze za dwadziescia lat przyjdzie dziecku za chlebem do Polski jechac ;)
  • robak.rawback 28.04.12, 02:17
    nie wiem dlaczego (jak ktos wczesniej zasugerowal) mialaby dwu/wielojezycznosc sprawic problem w wykonywaniu zawodu np papugi.
    przecietny czlowiek nie musi i nie ma specjalistycznej wiedzy jezykowej w zadnym jezyku - chyba ze sie w jakiejs dziedzinie w danym jezyku szkolil albo studiowal i jest to normalne. albo sie specjalizuje w jakiejs dziedzinie specjalistycznej jezykowo. co nie znaczy ze sie nie porozumie na normalnym poziomie. natomiast sa ludzie z ewidentnie bardziej rozwinietym darem mowienia i co za tymidzie uzywaja lepszych slow itp i tacy beda lepsi i w jezyku ojczystym od innych i tez pewnie w innym jakiego sie naucza.

    tak samo jak mozna bedac polskim malzenstwem mieszkajacym w polsce - poslac dzieciaka do przedszkoa i szkoly dla obcokrajowcow w ktorym sie nauczy mowic np o angielsku - to tak samo mozna nauczyc troche innego jezyka bedac w anglii. tyle na swiecie jest ludzi wielojezycznych w wiekszym lub mniejszym stopniu - wiec troche nie rozumiem dlaczego mialyby miec z tym problem dzieci z rodzicem lub rodzicami z polski.
    jakkolwiek zgadzam sie ze niektore dzieci ida w zaparte i wcale nie musi byc latwe. ale chyba sie bralo pod uwage ze jak sie ma dzieci to nie bedzie latwo ;)

    mysle ze nie trzeba wychowywac drugiego profesora miodka ale na tyle przycisnac zeby sie umial dogadac. jak sie chce zeby dzieciak naturalnie zagadywal np z francuska to mozna dobrac sobie nianie franzuzke - tez cos dzieciak zalapie.

    --
    Gramma said she'll leave the lights on for me
    Gramma said the flags are waving for me
    Gramma said that somewhere out there there's a good man, waiting for me
  • najma78 28.04.12, 07:50
    "Wyrywanie polskosci" - tak, to juz brzmi bardzo dramatycznie i bardzo...swojsko ;)
    A ja zapytam, a po co utrudniac asymacje dzieciom? Wielu Polakow jest bardziej polskich od tych w Polsce, bo tam 2-3 latkow rodzice pchaja na zajecia z angielskiego za ciezka kase, a ci zyjacy w Uk skutecznie ograniczaja dostep dzieci do jezyka angielskiegi, tut. kultury, tradycji otaczajac sie tylko polskimi znajomymi, ogladajac polska tv,czytajac polskie ksiazki itp. Zdaja sobie sprawe, ze dzieci i tak naucza sie jezyka, zaasymiluja ale wielu rodzicow utrudni im to maksymalnie poprzez stanowczy, uporczywy opor w procesie wlasnej asymilacji, a wszystko po to aby nie byc posadzonym o brak patriotyzmu, wyrzeczenie sie korzeni itp. czyli musi byc dramatycznie, bolesnie, z patosem, cierpieniem, poswieceniem. Jednym slowem musi byc nienormalnie. Matce Polce nie wolno pokazac dziecku swiata w innym jezyku niz polski, bo popelni grzech i do tego skazi nim dziecko, wystawi jej sie negatywna ocene jako matce Polce, bo przeciez nie moze byc tylko matka musi byc przede wszystkim Polka i jakby sie nie starala i tak zawsze cos bedzie zle, chocby kolor nocnika. W Polsce nadal zyje ponad 36 milionowrodakow swietnie mowiacych po polsku wiec te paredziesiat tysiecy mowiacych slabiej nie zagrozi norodowi.
  • almamag 28.04.12, 08:58
    najma swietnie to ujelas

    do wielu nie dociera, ze istenieja na przyklad osoby, dla ktorych przynalzeznosc narodowa nie jest niczym istotnym, nie okreslaja przez nia swojej tozsamosci i moga nie miec zadnych powodow, zeby dziecko koniecznie polski znalo
  • najma78 28.04.12, 09:31
    almamag napisała:

    > najma swietnie to ujelas
    >
    > do wielu nie dociera, ze istenieja na przyklad osoby, dla ktorych przynalzeznos
    > c narodowa nie jest niczym istotnym, nie okreslaja przez nia swojej tozsamosci
    > i moga nie miec zadnych powodow, zeby dziecko koniecznie polski znalo

    To nawet nie rzecz w tym aby dziecko nie znalo jezyka polskiego, bo znajomosc jezykow jest bardzo korzystna, nie potrafilabym doszukac sie w tym niczego negatywnego podobnie jak w wiedzy o zyciu roznych spoleczenstw, mi chodzi o podejscie, nastawienie, sposob postrzegania i postepowanie, a to jest niepotrzebnie podszyte patosem i wykoslawionym patriotyzmem. Kazdy jest inny i ma inne potrzeby a co za tym idzie inne cele wiec niech kazdy postepuje jak czuje ze bedzie dla niego dobrze bez presji otoczenia. Charakteryzujemy sie specyficzna mentalnoscia ajedna z jej cech jest uporczywe ocenianie innych, krytykowanie. Inna cecha jest zamilowanie do schematow i wielka niechec do odstepstw. Moze dobrze byloby gdybysmy nabyli angielskosci, nabrali dystansu, byli bardziej tolerancyjni i mniej zwracali uwage na innych.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka