Dodaj do ulubionych

Troje dzieci w UK >dlugie<

15.05.12, 11:44
Nie licze na to, ze ktos podejmie za mnie decyzje, chialabym tylko utwierdzic sie w przekonaniu, ze warto, mimo strachu ;) Mamy dwie coreczki, skonczone 5 i niespelna 3 lata.
Ja marze o trzecim dziecku, maz pelen obaw. Nasza sytuacja finansowa nie jest luksusowa, ale biedy nie zaznalismy, uwazam, ze przy wiekszej mobilizacji udaloby sie odlozyc niemala sume. Skoro mozemy pozwolic sobie na kupno biletow do PL z karty kredytowej, ktora potem splacamy nie glodujac ;) to i odlozyc by sie udalo. Starsza chodzi do szkoly, mlodsza zacznie we wrzesniu przedszkole i.. wg mnie idealny moment na trzecie dziecko, wg meza, bym zaczela prace. Dodam, ze pracowalam juz tutaj, dwoch lewych rak nie mam, pracy sie nie boje i znajde napewno. Ale teraz te bardziej przyziemne sprawy... Maz pracujacy na rozne zmiany, zabiera samochod. Ja zostaje wiec bez auta, z koniecznoscia odprowadzenia corki do szkoly na 8.45 blisko naszego domu i przeteleportowania sie do przedszkola na drugim koncu miasta na 9.poniewaz jesli mam isc do pracy, musze mala poslac na full time - 6 godz. a to jest przedszkole dobre i tanie. Kolo domu mam makabrycznie drogie. No i o 9. godz. jestem wolna, moge teleportowac sie do pracy ;) Gdzie znajde prace od 9.15 do 14.45? Wiem, moge sprzatac, ale potrzebuje samochodu, by dojezdzac, utrzymywanie dwoch srednio mi sie widzi. Potem musze z tych dwoch miejsc odebrac dziewczynki w tym samym czasie, o 15. Czasem odbierze jedna maz, czasem moj brat, czy bratowa. Ale to jest 5 dni w tygodniu, a kazde z nich pracuje. Boje sie tego. Tego zamieszania, jezdzenia, biegania, powrotu do domu, gdzie nikt za mnie nie sprzatnal i nie ugotowal pod moja nieobecnosc. Gdzie czas dla dzieci? Gdzie czas dla mnie? Wiem, miliony ludzi tak zyja, radza sobie, sa szczesliwi, ale... ja marze o dziecku. Przypuscmy, ze zostaje w domu. Szkola blisko domu, przedszkole tez wybieram to na miejscu, bo wtedy nie musze placic, corka nie idzie na full time, tylko na 3 godzinki. Wszystko jakos tak spokojniej. Przypuscmy, ze zachodze w ciaze we wrzesniu, rodze w maju, od natepnego wrzesnia obie cory do tej samej szkoly, a ja z niemowlakiem w domu, sama pol dnia, mam czas na ogarniecie domu, obiad, czas dla dziecka, dla siebie chwile, potem pedze po corcie, razem jemy obiad, tak to widze. Meza nie potrafie przekonac. On mysli, ze jak pojde teraz od wrzesnia do pracy, bedziemy bogaci. Jesli pojde na 8 godzin, zarobie, wiadomo okolo 220f? plus minus. Do tego dodac nerwy, odjac sume na dojazdy (tym teleportem chyba) i przedszkole 35f/tyg. Bedac w domu z dziecmi mam 130f/tyg. benefitow, jesli zaczne prace, strace je, jestem swiadoma i wtedy juz nigdy nie bedzie dobrego momentu na dziecko. Teraz jestem pewna siebie, mam male dzieci, wiem czego chce, co mnie uszczesliwia. Chodzi mi tez o roznice wieku. Teraz i tak juz bedzie spora, jesli urodze na wiosne, starsza bedzie miec 6, mlodsza prawie 4 lata. To przeciez juz duze dzieci, w miare samodzielne. Nie bedzie to juz ten hardcore, jak z dwulatka i noworodkiem. Ale moze sie myle? Moze maz ma racje? Moze powinnam zacisnac zeby, pojsc do pracy, a za dwa, trzy lata zdecydowac sie na dziecko? Mam 25 lat, rodzic moge i za kolejne 10, tylko nijak sie ma to, do tego, czego ja chce. Wszystkie kolezanki, ktore wrocily do pracy mowia mi, ze mam siedziec w domu, ile sie da... Moze cos w tym jest? Ze mezczyznom sie wydaje, ze druga pensja w Uk rozwiazuje wszelkie problemy, ale przeciez na czysto bede miec moze z 50f wiecej niz mam teraz. Ja nie kalkuluje co sie bardziej oplaca, licze, ze podsuniecie mi jakies argumenty, jak go przekonac. Czy pomiedzy 2 a 3 dzieckiem naprawde jest az taka przepasc finansowa? Pragne tego dziecka, bez wzgledu na wszystko, ale wiem, ze milosc, to tez kompromis i jestem gotowa dac mu ten czas, wiedzac, ze mnie to w jakis sposob unieszczesliwi i przygasi. Moj maz z tych, co potrafi zrobic wszystko, czasem potrzebuje kopa w tylek, ale nie narzekam. Czasem czuje sie jak pasozyt, zerujacy na jego pensji, chyba mu sie wydaje, ze ja tylko leze i pachne, niby wie, jak ciezko prowadzic dom, zajmowac sie dziecmi, ale na dobra sprawe nigdy nie byl z nimi sam przez kilka dni... On chyba nie jest swiadomy tego, ze gdy pojde do pracy, bede wracala zmeczona i tak samo jak ona, bede chciala, by ktos z obiadem mnie wital, zeby wchodzac do domu, nie zabic sie o lalke, czy miska. Nie mysli, o tym, ze nie usiadzie na dupe po pracy, tylko bedzie ze mna stal przy garach, skoro oboje pracujemy, oboje gotujemy i sprzatamy, to dla mnie jasne. On widzi tylko ta moja pensje :D A ja zbyt emocjonalnie do tego tematu podchodze, zeby spokojnie mu to wszystko wykalkulowac. Pomozcie mi ;)
Edytor zaawansowany
  • mama-123 15.05.12, 11:50
    Z doswiadczenia powiem, ze jesli chce sie zajsc w ciaze, to nie koniecznie sie zachodzi. Nie jest wiec powiedziane, ze od razu by sie udalo.
    Na Twoim miejscu poszlabym do pracy, a jezeli ciaza by sie po drodze nadazyla, to wtedy bym cos pomyslala. Uwazam, ze lepiej zajsc w ciaze teraz, niz pozniej, a zeby zajsc w ciaze, trzeba raczej o niej nie myslec = pojsc do pracy. Natura przekorna jest :-)
  • yoggi87 15.05.12, 12:05
    A jaka jest szansa, ze ciaza sie sama nadazy, jesli lykam pigulki?
    A pigulek nie odstawie, dopoki sie nie zdecyduje na dziecko, prawda? O druga core staralismy sie 6 miesiecy, wiem, ze nie zawsze wychodzi od razu. Szukanie pracy, opiekunki w razie czego, aplikowanie do przedszkola na drugim koncu miasta, kupowanie drugiego samochodu i w rezultacie ciaze po kilku tygodniach? Co wiaze sie, z rezygnacja z pracy, zmiana przedszkola, sprzedaza samochodu... kompletny bezsens.
    Chce podjac decyzje i poukladac sobie zycie tak, by potem bylo jaknajlatwiej. Ale do tej decyzji, potrzebny mi jest maz i duchem i cialem, tylko jak go przekonac...
    --
    mama Martynki (2007) i Mai (2009)
  • galadriella 15.05.12, 12:20
    makacjam25 napisał(a):
    > Ja marze o trzecim dziecku, maz pelen obaw.

    yoggi87 napisała:
    > Chce podjac decyzje i poukladac sobie zycie tak, by potem bylo jaknajlatwiej.
    > Ale do tej decyzji, potrzebny mi jest maz i duchem i cialem, tylko jak go przekonac...

    Zdecyduj się może na jednego nicka...
  • kobylczusia 15.05.12, 19:41
    idz za tym co ci mowi serce. BTw sama przeliczyłaś ze finansowo to wyjdzie tak samo, tak? bo pewnie ile zarobisz to bys miala tyle z befenfitów i jeszcze odjąc przedszkole, więc na kase w tej sprawie ja bym kompletnie nie patrzyła
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/o148p07wu0widv7n.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/ex2bj44jc67ahyz0.png
  • fifka01 15.05.12, 12:09
    Jeśli nie jestes w stanei go przekonać w rozmowie, to nie rób nic na siłłę, bo z czasem bedzie anbierał przekonania, że jakbyś do tej pracy poszla, to wszystko by sie samo w domu robilo, dzieci do szkol odprowadzaly, a pieniedzy byłoby dwa razy tyle. Oni tak mają i nie wytłumaczysz im, ze ejst inaczej.
    Idź do pracy na cąły etat. Nie stawaj na głowie, zeby wszsytko ogarnąć, dostosować swoje godziny pracy do dzieci rpzedszkoli, bo bedziesz przemeczpna, zagoniona, nieszczesliwa i itak nie zarobisz na tyle, żeby on był zadowolony. Idz na cały etat, i zwal mu jak najwięcej dodatkowych obowiązków na głowę. Niech bierze udział w sprzątaniu, gotowaniu, niech co dzień co najmniej jedno dziecko odprowadza i rpzyprowadza, albo niech płaci komuś, bo ty jestes rpzecież w pracy, tak jak on. Niech widzi, że cała twoja pensja idzie na opiekunki. Niech bierze wolne kiedy dzieci zachoruja, bo ty masz nowa prace i boisz się ja stracić. Na wakacje wyślij go samego z dziecmi na tydzoen gdzies, bo sama urlpu nie dostaneisz. I tak dalej i tak dalej.
    I gwarantuje ci, że do wrzesnia, kiedy chcesz zajsć w ciąże, on sam ci powie, ze to jest lepsze wyjście. :)
  • aniaheasley 15.05.12, 12:18
    Pare uwag niekoniecznie odpowiadajacych na Twoje pytania:

    1. Jezeli chcesz miec dzieci 'w jednym pokoleniu' to najwyzszy czas rodzic. Jezeli poczekasz jeszcze kilka lat to potem duzo czasu uplynie zanim to najstarsze znajdzie nic porozumienia z tym najmlodszym na zasadzie kumplostwa. Sa wyjatki oczywiscie, np. moj 17 latek z 6 latka stanowia swietna pare, ale juz na przyklad ten sam 17 latek z moja 9 latka ciezko sie dogaduja.

    2. Z trojka malych dzieci, jezeli urodzisz powiedzmy za rok, to chyba jednak dlugo do pracy nie pojdziesz, moze dlatego maz chce zebys chociaz troche teraz popracowala, bo liczy sie z tym, ze jak urodzisz trzecie to przez kilka dobrych lat bedziesz uziemiona.

    3. Piszesz o pracy 8 godzin i zarobkach £220? To jest kwota tygodniowa? Jezeli tak, to nie bardzo rozumiem upor meza zebys szla do tej pracy, bo po odliczeniu wydatkow nie zostanie chyba wiele. To juz lepiej poswiecic troche wiecej czasu na oszczedne kupowanie :)

    4. Z trzeciej strony tak jak sama piszesz, miliony ludzi zyja w takim zwariowanym zagonieniu. Zyja tak bo nie moga sobie pozwolic na luksus tego, ze pracuje jedna osoba i utrzymuje 5-osobowa rodzine na jakims tam przyzwoitym poziomie.
    W mojej rodzinie musimy pracowac oboje, zeby zapewnic rodzinie byt jaki chcemy dla siebie i dzieci. Ale u mnie to nie tylko to, ja nie wyobrazam sobie siedzenia w domu z dziecmi jako jedyne moje zajecie zyciowe, tak rowniez ma wiele osob. Z tego co piszesz Ty bylabys bardzo szczesliwa siedzac w domu z dziecmi, dbajac o te dzieci i dom, gotujac, sprzatajac, ogarniajac. Wedlug mnie w takiej sytuacji, kiedy Twoja ewentualna pensja bylaby niewielka, i nie czujesz potrzeby spelniania sie w pracy pozostaje Ci tylko jakos przekonac meza, ze lepiej miec ugotowany przez usmiechnieta zone obiad po powrocie z pracy niz samemu sie za to gotowanie zabierac kiedy zona odpoczywa po powrocie ze swojej rownie ciezkiej pracy.

    No i powodzenia w zachodzeniu rowniez zycze :)






    --
    Ania's Poland
  • wiwi1 15.05.12, 12:57
    Ja sobie tylko tak pomyslalam, ze kolejne dziecko to wieksze zobowiazania finansowe, gdybys poszla do pracy to tez mialabys zasilek macierzynski przez chyba 9 miesiecy i pare dodatkowych groszy na pocztaek:)
    Natomiast rzeczywiscie nie wyobrazam sobie tego szalenstwa rano przy posylaniu dzieci do szkoly i potem odbieraniu ich z dwoch roznych miejsc bez pomocy np childminder a to tez dodatkowy wydatek.
    Powodzenia w podjeciu najlepszej dla Was decyzji.
    Pozdrawiam:)
    --
    Eco Forum UK
  • makacjam25 15.05.12, 13:32
    Tez przeszlo mi przez mysl, podlapac jakis kontrakt, przepracowac na nim pelen rok, pojsc na macierzynski na kilka miesiecy, pozniej part time tez jest jakims wyjsciem i odskocznia ;)
    Ale biorac pod uwage moje parcie na ciaze, oszaleje czekajac :)
  • arya82 15.05.12, 12:48
    A może twój mąż, nie widzi twojego pragnienia dziecka tak jak Ty, tylko wydaje mu się, że chcesz się wymigać od pracy na kolejne pare lat. Przynajmniej miejscami ja odniosłam takie wrażenie, bo jesteś strasznie negatywna do tej pracy nastawiona (czy to bardziej dlatego, że widzisz ją jako coś co zatrzyma twoje plany z dzidziusiem? Czy bardziej nie widzisz jej sensu? Czy Ci się nie chce?)

    No i co ważne, jakie jest zadnie twojego męża? Piszesz, że jest pełen obaw. A może jest tak, że ma trochę racji, a Ty tak bardzo pragniesz tego dzieciątka, że może nie potrafisz do końca zaakceptować jego argumentów. A to przecież tak ważna wspólna decyzja i wspólny dodatkowy obowiązek, no i nawet jak to trudne to musisz przecież brać pod uwagę to, że on sobie trochę inaczej wyobraża wasze życie teraz i nie tylko twoje zdanie się luczy. Napewno każde z Was ma swoje słuszne racje –ale chyba trzeba pomyśleć o jakimś kompromisie, aby zadne z Was nie czuło się z tymi decyzjami źle i niepewnie. Ty męża nie możesz zmusić przecież do 3 dziecka, a on z kolei musi dostrzec jak dla Ciebie to dziecko jest niezwykle ważne.

    Moim zdaniem, to mogłabyś popracować pół roku, rok, jesteś jeszcze bardzo młoda, a różnicy wieku nie ma chyba aż tak mega znaczenia, zwłaszcza że i tak nie przewidzisz jaka będzie. Mąż zobaczy czy faktycznie jest tak super jak mu się wydawało, czy też wprost przeciwnie. Ty sama się przekonasz. Skoro teraz sobie radzicie, to nie będzie problemu chyba, żeby po jakimś czasie z pracy zrezygnować i wrócić do rozmów o dziecku.
  • yadrall 15.05.12, 13:18

    --
    Dominik
  • yadrall 15.05.12, 13:36
    Masz innego maila?
    --
    Dominik
  • makacjam25 15.05.12, 13:41
    Nie mam poczty gazetowej. Moj mail drt8@o2.pl
  • yadrall 15.05.12, 14:18

    --
    Dominik
  • makacjam25 15.05.12, 13:39
    > A może twój mąż, nie widzi twojego pragnienia dziecka tak jak Ty, tylko wydaje
    > mu się, że chcesz się wymigać od pracy na kolejne pare lat. Przynajmniej miejsc
    > ami ja odniosłam takie wrażenie, bo jesteś strasznie negatywna do tej pracy nas
    > tawiona (czy to bardziej dlatego, że widzisz ją jako coś co zatrzyma twoje plan
    > y z dzidziusiem? Czy bardziej nie widzisz jej sensu? Czy Ci się nie chce?)
    Wiem jakie sa realia tutaj, w Uk. Wiekszosc Polakow pracuje w fabrykach za 6.08... Tez tak pracowalam przez jakis czas, moze w siebie nie wierze, moze nie doceniam, ale wiem jak jest. Tez zaczynalam rwac gabki na linii. I to nie jest tak, ze mi sie nie chce, bo moja ambicja jest podawanie mezowi kapci, ale mowiac szczerze wolalabym np. przez kolejny rok, dwa zrobic dwa, trzy kursy, ktore kosztuja niewiele tutaj, i czasu tez nie trzeba poswiecic duzo, podchowac w tym czasie maluszka i wtedy, z jakims wpisem w CV ruszyc w poszukiwaniu pracy. Konkretnej pracy.
  • arya82 15.05.12, 17:25
    > Wiem jakie sa realia tutaj, w Uk. Wiekszosc Polakow pracuje w fabrykach za 6.08
    > ... Tez tak pracowalam przez jakis czas, moze w siebie nie wierze, moze nie doc
    > eniam, ale wiem jak jest. Tez zaczynalam rwac gabki na linii. I to nie jest tak
    > , ze mi sie nie chce, bo moja ambicja jest podawanie mezowi kapci, ale mowiac s
    > zczerze wolalabym np. przez kolejny rok, dwa zrobic dwa, trzy kursy, ktore kosz
    > tuja niewiele tutaj, i czasu tez nie trzeba poswiecic duzo, podchowac w tym cza
    > sie maluszka i wtedy, z jakims wpisem w CV ruszyc w poszukiwaniu pracy. Konkret
    > nej pracy.

    Rozumiem, że perspektywa mało ambitnej pracy Cię nie pociąga i że chciałabyś podciągnąć kwalifikacje. Z drugiej strony czemu teraz chcesz robić te kursy planując trzecie dziecko (czy będąc już w ciąży, albo z niemowlakiem w domu), skoro wcześniej ich nie zrobiłaś przy dwójce? Trochę to pachnie wymówką... Łatwiej napewno nie będzie, tak samo jak ze znalezieniem pracy, bo to jednak z ciążą musisz liczyć koejne minimum 1-2 lata w domu, zakłądając, że nie chcesz oddawać do żłobka.


    W sumie też rozumiem całe twoje pragnienie. Sama jestem w ciąży, nie pracuję i nie planuję przez dobrych parę lat, bo zawsze chcieliśmy z mężem mieć czwóreczkę ( oczywiście zakładamy możliwośc ,że mina nam zrzednie po którymś z kolei ;)). Nie przeszkadza mi siedzenie teraz w domu, bo rozwijam się mimo to i mam mnóstwo zajęć. Po prostu taki model rodziny nam odpowiada obojgu. Ale to ważne obojgu. Nigdy bym nie chciała męża na siłę przekonywać, do czegoś tak istotnego, bo mnie się wydaje że tak jest najlepiej...

    W Twoim wypadku to przede wszystkim, nie strałabym się skupiać się na tym by wymyślać coraz to nowe argumenty dla męża, i szukać sposobów jak zmienić jego zdanie. Możesz go w ten sposób zapędzić do decyzji, której wcale nie chce podjąć, i może się to dla was nieróżowo skończyć. Ale starałabym się dużo rozmawiać na ten temat, tak zupełnie na spokojnie, żebyście oboje bardziej się wyczulili na potrzeby drugiej osoby, bo chyba tego wam tutaj brakuje.
  • basiak36 15.05.12, 13:08
    Ogolnie co do ilosci dzieci to decyzja indywidualna wiec ciezko komus cokolwiek doradzac:)

    Tego zamieszania, jezdzenia, biegania, powrotu do do
    > mu, gdzie nikt za mnie nie sprzatnal i nie ugotowal pod moja nieobecnosc.
    Ale za nikogo raczej nikt nie gotuje? Do sprzatania mozesz kogos wziac?

    Teraz i tak juz bedzie spora, jesli urodze na wiosne, starsz
    > a bedzie miec 6, mlodsza prawie 4 lata. To przeciez juz duze dzieci, w miare sa
    > modzielne.
    To jeszcze male dzieci, jeszcze duzo czasu im brakuje do samodzielnosci:)

    szystkie kolezanki, ktor
    > e wrocily do pracy mowia mi, ze mam siedziec w domu, ile sie da... Moze cos w t
    > ym jest?
    Na pewno:)) W wieku 40-50 lat nie wiedza co z soba zrobic bo spedzily ostatnie 20 lat w domu. Zero samodzielnosci finansowej, minimalna emerytura. Jesli to komus pasuje, to ok. Ale mam kolezanki ktore cale zycie nie pracowaly i widze jak teraz sie gubia kiedy dzieci sa w szkole sredniej. Warto byc swiadomym tego co sie wybiera.

    Pragne tego dziecka, bez wzgledu na wszystko, ale wiem, ze milosc, to
    > tez kompromis i jestem gotowa dac mu ten czas, wiedzac, ze mnie to w jakis spos
    > ob unieszczesliwi i przygasi. Moj maz z tych, co potrafi zrobic wszystko, czase
    > m potrzebuje kopa w tylek, ale nie narzekam. Czasem czuje sie jak pasozyt, zeru
    > jacy na jego pensji, chyba mu sie wydaje, ze ja tylko leze i pachne, niby wie,
    > jak ciezko prowadzic dom, zajmowac sie dziecmi, ale na dobra sprawe nigdy nie b
    > yl z nimi sam przez kilka dni...
    To moze warto zeby troche pobyl?
    I wyglada troche na to ze do pracy nie chcesz isc? Czy o to glownie chodzi?


    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • makacjam25 15.05.12, 13:50
    > Na pewno:)) W wieku 40-50 lat nie wiedza co z soba zrobic bo spedzily ostatnie
    > 20 lat w domu. Zero samodzielnosci finansowej, minimalna emerytura. Jesli to ko
    > mus pasuje, to ok. Ale mam kolezanki ktore cale zycie nie pracowaly i widze jak
    > teraz sie gubia kiedy dzieci sa w szkole sredniej. Warto byc swiadomym tego co
    > sie wybiera.

    Tak, oczywiscie, ale nie generalizujmy. Zreszta watek nie jest o tym, czy cale zycie mam rodzic i gotowac, nawet sie nad tym nie zastanawiam, zawsze marzylam o trojce dzieci, maz o tym wie, mowi, ze tez chce, ale nie teraz. I tu jest zgrzyt. Ja twierdze, ze to dobry moment, on, ze nie.
  • zurekgirl 15.05.12, 14:35
    Masz jeszcze kupe czasu na trzecie dziecko. Rozumiem twojego meza, ze nie chce teraz trzeciego malucha dolaczajacego do dwojki wciaz malych dzieci. Moze on wlasnie wyobraza sobie przyszlosc tak, ze starsze dziewczyny beda nastolatkami, a ty dopiero wtedy wezmiesz znow rok urlopu i kolejne dziecko bedzie dla was sama radoscia, znow poczujecie sie mlodzi itp. Teraz spadloby na niego utrzymanie pieciu osob, ma prawo sie bac, ze jak utkniesz na lata przy wychowaniu dzieci, to potem bedzie ci coraz trudniej wrocic do pracy.
    Rozumiem tez ciebie, ze pracujac za niewiele wiecej niz dostajesz za nic nie bedziesz sie czula dobrze itd. Musicie z mezem pojsc na kompromis po prostu. Szczera rozmowe z wywalaniem wszystkich zali polecam.
  • makacjam25 15.05.12, 14:43
    Moze on wl
    > asnie wyobraza sobie przyszlosc tak, ze starsze dziewczyny beda nastolatkami, a
    > ty dopiero wtedy wezmiesz znow rok urlopu i kolejne dziecko bedzie dla was sam
    > a radoscia, znow poczujecie sie mlodzi itp.

    Boje sie tylko, ze dorastajace nastolatki wymagaja wiecej kontroli, czasu i cierpliwosci, niz najabardziej rozdarty niemowlak :D Tymbardziej dziewczynki. Boje sie tego czasu, kiedy wlasnie sie zacznie "jestes niesprawiedliwa, nie nawidze Cie, dlaczego ona moze a ja nie, jej zawsze na wszystko pozwalasz"... nastolatki z setka pomyslow na minute i niemowle to nie jest chyba dobre polaczenie. Jeszcze gdyby to byl jeden nastolatek... Chcialabym przerobic wszystkie pieluchy, na dlugo zanim zaczne kupowac podpaski ;)
  • fifka01 15.05.12, 14:58
    > Chcialabym przerobic wszystkie pieluchy,
    > na dlugo zanim zaczne kupowac podpaski ;)

    to jest hasło roku dla mnie :)
  • zurekgirl 15.05.12, 15:01
    Ja mam znajoma, ktorej mamusia urodzila siostrzyczke na pietnaste urodziny. Powiem ci na pocieszenie, ze ze zbuntowanej nastolatki zrobila sie dzieki temu malemu prezentowi najcudowniejsza siostra na swiecie, wyreczala swoja mame w wielu niemowlecych czynnosciach, choc o ile pamietam wcale nie musiala. I wszystkie dziewczyny w klasie jej zazdroscily tego malucha w domu ;)
  • m.alisia 15.05.12, 15:40
    MOjemu bratu też mama sprezentowała prezent (czyli mnie) na 14 urodziny i otwarcie choć niby w żartach mówi że nie był z tego powodu zachwycony;) nie wspominając już że kontach mieliśmy zerowy, teraz jest troche lepiej ale bez rewelacji dlatego ja zawsze chciałąm mieć dzieci z mała różnicą wieku:)
    Ja mam podobny dylemat co Autorka wątku tylko u mnie problemem jest wiek:/ 34 lata na karku i nie wiem czy decydować sie na trzecie, wymarzone dzieciątko czy wkońcu zacząć szukać pracy w swoim zawodzie, co też nie będzie łątwe po 10 latach przerwy (przez 5 wykonywałam byle jakie prace a przez nastęne 5 opiekowałąm się dziecmi) ciąży mi to bo jakieikolwiek decyzji nie podejme, to z czegoś będe musiała zrezygnować albo dziecko albo praca i tak jakoś smutno mi z tego powodu..... :(
    Jeśli chodzi o Autorkę wątku to ja bym się najpierw decydowałą na dziecko, odchowałą trójeczę i zajełą sie szukaniem pracy, zycze powodzenia i podjęcia najlepszej dla Ciebie decyzji:)))
  • basiak36 15.05.12, 16:45
    Teraz spadloby na niego utrzymanie
    > pieciu osob, ma prawo sie bac, ze jak utkniesz na lata przy wychowaniu dzieci,
    > to potem bedzie ci coraz trudniej wrocic do pracy.

    Z tym sie zgodze. jesli teraz trudno, to co dopiero po 3 dziecku. No i spora presja jesli utrzymanie wszystkiego spoczywa na jednej osobie, wiec rozumiem meza.
    Co do odchowania dzieci: mozna mowic o tym dopiero wtedy kiedy sie z domu wyprowadza:)))
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • princesswhitewolf 15.05.12, 17:40
    >Ale mam kolezanki ktore cale zycie nie pracowaly i widze jak teraz sie gubia kiedy dzieci sa w szkole sredniej. Warto byc swiadomym tego co sie wybiera.

    +++++! dokaldnie

    albo gubia sie jak ow 50 letni maz odszedl nagle po 30 latach wymieniajac ja na mlodszy model zony, bo poprzednia zona mu kazala jesc kalafior i nosic niebieski krawat:) :))))
  • princesswhitewolf 15.05.12, 17:13
    Czy zastanawialas sie nad tym ze moze hormony sie ponosza i stad taka silna pragnienia kolejnych dzieciaczkow? Mysle ze decyzje tego typu trzeba podejmowac rozsadnie a nie z potrzeby milosci do istoty jakiej jeszcze nie ma i funkcjonuje tylko w wyobrazni. Idz do pracy i nie zakladaj, ze maz( odpukac w niemalowane) nigdy nie bedzie bezrobotny i zawsze zdrowy. Doswiadczenie zawodowe i pozycja na rynku pracy to cos co sie wypracowywuje calymi latami. Kwestia finansowa nie jest jedynym problemem tutaj.

    Moim zdaniem kolejne dziecko to przede wszystkim mniej uwagi dla pozostalych dzieci i meza czyli mniej uwagi nad ich emocjonalnymi potrzebami i mniej uwagi nad ich nauka i tym co niosa przezycia podworkowe i szkolne. W dobie masz tylko 24 godziny a kazde dziecko potrzebuje i co wazne MAZ tez potrzebuje uwagi. Maz tez zasluguje na wypoczynek po pracy a nie tylko pomoca przy kolejnych maluchach.

    Moje zdanie: Zaadoptuj kota. Dzieci sie uciesza i nauczy je o kogos dbac.


  • 3-mamuska 15.05.12, 19:13
    Ja bym zrobila liste:
    ide do pracy
    -i wpisujesz,ile zarobisz-ile masz teraz,ile ci zostanie po oplaceniu opieki dla dziecka/dzieci
    -kochanie ty zaprowadzasz i odbierasz 1 mloda ja 2 ,bo nie dam rady byc w 2 miejscach na raz,
    -kochanie(mezu) co w domu bedziesz robil i tu wpisujesz:pranie, gotowanie,zakupy i podzielic na pol.
    -co 2 raz jesli dziecko zachoruje ty zostajesz z nim w domu,
    Mysle ze twojemu mezowi ubzduralo sie ze ty zarobisz,a i dzieci ogarniesz i zakupy i dom,ze znajdziesz prace od 10-14 i bedzie cudnie.
    Jesli zawsze chcieliscie 3 dzieci i maz sie zgadza ale nie teraz,to spytaj kiedy?
    Przy nastolatkach to juz najgorszy moment na dziecko,nie wpakowalabym sie w pieluchy przy dwojce odchowanych dzieci.


    Z drugiej strony,ja sie dziwie jak ktos sie decyduje na 3 dzieci,sama mam 3 ,3 jest z przypadku i powiem ci ze jest ciezko,duzo gorzej niz z 2.
    TYlko ze ja mam duzy roznice wieku 5 i 4 lata roznicy miedzy dziecmi, i juz 13 lat mam pieluchy w domu.
    Tu juz mozna zostawic starsze gdzies wyjsc pojechac,a tu mlody za maly i wozek trzeba brac.
    Do tego kupic 2 kurtki, a 3 jest roznica buty z clarksa tez i chodz ide normalnie i kupuje 3 pary na raz,to jednak zawsze te 30 £ zostaloby w kieszeni.
    U ciebie lepiej bo dziewczynki moga chodzic w tym samym,ja mam chlopca- dziewczynke -chlopca.

    Musisz sie nad jeszcze jednym zastanowic,nasz ostatni synek ma autyzm,i juz 4,5 roku kupuje pampersy,nie mozna go zostawic nawet na chwile bez opieki bo np.wyjdzie oknem z domu lub wjdzie na maszynke gazowa.

    Nie chce cie straszyc,i nie twierdze ze twoje dziecko bedzie inne,ale zawsze jest to mozliwosc,i wtedy juz ciezej pojsc do pracy.

    Jest u was najlepszy czas na dziecko,ale moze wlasnie hormony pchaja cie do dziecka.
    Usiadz i powiedz co myslisz,zapisz i wysluchaj meza,jak on to widzi.
    Powodzenia.
  • makacjam25 15.05.12, 23:29
    princesswhitewolf

    Hormony, hormonami, a zycie leci swoim torem, ja o dziecku marze odkad mlodsza skonczyla rok. Czas plynie, a moje pragnienie jakos sie nie rozwiewa.
    Niewiem po co pouczanie odnosnie czasu dla kazdego dziecka, itp. Mozesz sobie darowac. Znam mamy 4-ki dzieci, ktore nie sa zramolalymi kurami domowymi, a dzieciaki sa szczesliwe.
    Moj kot, spiac miedzy dziewczynkami, tez wyglada na szczesliwego.
  • princesswhitewolf 15.05.12, 23:43
    > Niewiem po co pouczanie odnosnie czasu dla kazdego dziecka, itp. hormony trzymaja do menopauzy:)

    Ja nie pouczam tylko napisalam ci o waznej sprawie jaka jest w wielu rodzinach problemem. Statystycznie dzieci z wielodzietnych rodzin maja wiecej problemow emocjonalnych niz tych gdzie jest 2je. Pogoogluj.Tak samo hormony do menopauzy maja wplyw na nasze myslenie i jako kobieta kobiecie mowie ci to:)

    Zreszta skoto jestes makacjam25 pewna ze chcesz trzeciego dziecka i nie chcesz slyszec zadnych argumentow innych bo uznajesz je za "pouczanie" wiec PO CO PYTASZ? Zachodz w ciaze i sie nie przejmuj.

    Przeciez nie napotkasz tu samych argumentow pochwalnych- badz realistak!. Sa i tacy wsrod nas ktorzy uwazaja, ze troje dzieci to duzo, a juz np ( podam inny przyklad z innej beczki) na pewno nie nalezy sie na nie decydowac swiadomie jesli na nas nie stac ich i bedziemy kosztem innych podatnikow pobierac benefity na te dodatkowe dzieci samemu nie pracujac.
  • izabelski 16.05.12, 00:57
    na Boga - trojka dzieci - to nie jest rodzina WIELODZIETNA!!!!!!!!!
    --
    Knowledge is knowing that a tomato is a fruit.
    Wisdom is not putting tomatoes in your fruit salad.
  • arya82 16.05.12, 09:20
    > Przeciez nie napotkasz tu samych argumentow pochwalnych- badz realistak!. Sa i
    > tacy wsrod nas ktorzy uwazaja, ze troje dzieci to duzo, a juz np ( podam inny
    > przyklad z innej beczki) na pewno nie nalezy sie na nie decydowac swiadomie jes
    > li na nas nie stac ich i bedziemy kosztem innych podatnikow pobierac benefity n
    > a te dodatkowe dzieci samemu nie pracujac.


    No to zależy. Wg mnie troje to wcale nie dużo. Sama planuje czwórkę, ale wiem, że finansowo mamy tak spory margines, że nie odczujemy różnicy. Natomiast moja koleżanka, z mężem mają właśnie trójeczke, kierowali się właśnie bardziej pragnieniem dużej rodzinki, mało patrząc na materialną stronę, bo obydwoje mają dobre stanowiska w pracy i wyglądało, że nie wiele się zmieni. Cóż, teraz jest im sporo ciężej, mama musiała wrócić do pracy, kiedy najmłodsza nie miała jeszcze pół roczku. W efekcie też mniej czasu dla starszych dzieci. Może nie przymierają głodem, ale nie jest już tak łatwo jak było. Czy żałują decyzji, pewnie nie, ale ich życie bardzo się zmieniło...
  • basiak36 16.05.12, 10:23
    Tak samo hormony do menopauzy m
    > aja wplyw na nasze myslenie i jako kobieta kobiecie mowie ci to:)

    Oj hormony maja wplyw, zdecydowanie. U nas 2 dzieci to decyzja racjonalna, na miare naszych mozliwosci czasowych i zyciowych:) Nie bylabym w stanie fizycznie sie podzielic na 3 dzieci tak jak teraz dziele sie na 2:)
    A hormony oczywiscie maja ogromny wplyw. Przyklad: po 2 dziecku, wszelkie przeciwskazania zdrowotne do kolejnej ciazy, poza tym wiedzialam ze nie chce wiecej dzieci, maz tym bardziej. Ale do czasu kiedy moje drugie dziecko mialo jakos 2-3 latka, no czulam jakies dziwne tesknoty za niemowlakiem kolejnym. Dziwne to bylo:) No i sie skonczylo, teraz mala ma prawie 5 lat i zero tesknot, wrecz czuje ulge ze wiecej dzieci miec nie bede, ze moge sie skupic na swojej dwojce, na mojej pracy, na moich hobby, znow sie rozwijac:))


    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • makacjam25 16.05.12, 11:31
    pewna ze chcesz trzeciego dziecka i nie chcesz
    > slyszec zadnych argumentow innych bo uznajesz je za "pouczanie" wiec PO CO PYTA
    > SZ? Zachodz w ciaze i sie nie przejmuj.

    Wiem, ze niektorym wydaje sie, ze troje dzieci to bardzo duzo, ze nierealnym jest sie swiadomie zdecydowac na taka liczbe dzieci, ze jak matka kilka lat jest w domu, to nie ma ambicji, ma odrosty na pol glowy i brwi opadajace na rzesy, a maz ja zdradza... ale w moim przypadku tak nie jest (co do meza to glowy nie dam) :D. Wiem, ze mam teraz marne szanse na dobra prace, wiec w imie czego mam posylac dziecko do przedszkola na pol dnia i pracowac za te same pieniadze, ktore otrzymuje teraz, bedac z dziecmi w domu?

    na pewno nie nalezy sie na nie decydowac swiadomie jes
    > li na nas nie stac ich i bedziemy kosztem innych podatnikow pobierac benefity n
    > a te dodatkowe dzieci samemu nie pracujac.
    No tak, ale to chyba nie o mnie? My sobie z dwojka radzimy znakomicie, pisalam, ze kwestia naszego chce czy nie chce nam sie, sa pieniadze, ktore moglibysmy odlozyc. Nie biedujemy, zyjemy normalnie. Nie napisalam nigdzie, ze jak urodze kolejne dziecko to bede miec wiecej kasy od panstwa, nie licze na to. Opieram sie na tym, co mam teraz i czy mi wystarcza.
    Nie zebram, biore tylko to, co mi sie nalezy, jeszcze nie slyszalam, zeby ktos dobrowolnie zrzekl sie benefitow na dzieci dla dobra podatnikow :D Co to za argument w ogole? Wszystko co pobieram, pobieram legalnie, nie mam housing benefitu i lewego lokatora na pokoju, jak robi wielu ludzi, nie jestem fikcyjna samotna matka, co tez jest tuaj bardzo powszechne, mamy swoj dom i sami splacamy kredyt, nikt nam nie pomaga w tym, zglaszam kazda dodatkowo zarobiona kwote, kazdy overtime meza. Niewiem dlaczego te zarzuty, ze zeruje na kasie podatnikow, moj maz tez pracuje i placi podatki i ja tez tutaj pracowalam i pracowac bede. Chce sie spelnic jako matka w tym momencie. To sa teraz moje ambicje, a rozwazania o tym, ze pojscie do pracy w tym momencie jest dla mnie kompletnie nieoplacalne to chyba nie jest zbrodnia? Chyba wiekszosc z nas tutaj po to wlasnie przyjechala, bo ten kraj daje mozliwosc na godne wychowanie dzieci bez pomocy zlobkow, czy nianiek.
  • basiak36 16.05.12, 12:04
    Chyba wiekszosc z nas tutaj po to wlasnie przyjech
    > ala, bo ten kraj daje mozliwosc na godne wychowanie dzieci bez pomocy zlobkow,
    > czy nianiek.

    No wlasnie nie daje, ja bym bez niani nie dala rady:) To w Polsce przedszkola sa na tyle tanie ze mozna sobie na nie pozwolic z normalnej pensji, nie w UK.

    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • ta_ruda 16.05.12, 12:25
    naprawde? az takie tanie ze z 'normalnej' pensji mozna sobie przedszkole oplacic? w kielcach, przedszkole kosztuje 600- 1000zl.

    czy z normalnej pensji mozna to oplacic (biorac pod uwage inne koszty zycia?)



    basiak36 napisała:
    >
    > No wlasnie nie daje, ja bym bez niani nie dala rady:) To w Polsce przedszkola s
    > a na tyle tanie ze mozna sobie na nie pozwolic z normalnej pensji, nie w UK.
    >
  • basiak36 16.05.12, 12:41
    ta_ruda napisała:

    > naprawde? az takie tanie ze z 'normalnej' pensji mozna sobie przedszkole oplaci
    > c? w kielcach, przedszkole kosztuje 600- 1000zl.

    Czy aby na pewno?:)))
    www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110912/EDUKACJA/859158277
    Z tego co wiem w Kielcach to koszt 200-400zl. Na pelno etatowe przedszkole.

    Czyli sporo mniej niz przecietna pensja. Nawet jesli kosztowaloby 600.
    Wedlug GUS, przeciente wynagrodzenie w Polsce w I kwartale 2012 to 3.646,09 zł. Wynagrodzenie minimalne to 1,500zl. Nawet wtedy sie da:)

    Tu gdzie mieszkam przedszkole kosztuje 1200 funtow. Srednia pensja w UK to ok £26,000pa. £2,166 na miesiac. Minimalna pensja to ok £1,110 Roznica chyba spora co?

    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • princesswhitewolf 16.05.12, 12:50
    >My sobie z dwojka radzimy znakomicie, pisalam,
    > ze kwestia naszego chce czy nie chce nam sie, sa pieniadze, ktore moglibysmy o
    > dlozyc. Nie biedujemy, zyjemy normalnie. (...)
    > Nie zebram, biore tylko to, co mi sie nalezy, jeszcze nie slyszalam, zeby ktos
    > dobrowolnie zrzekl sie benefitow na dzieci dla dobra podatnikow

    Widzisz czegos tu nie rozumiem. Benefity na dzieci sa z zalozenia dla rodzin UBOGICH czyli takich jakie nie maja jakichs tam zarobkow jakie by wystarczaly na glowe w danej rodzinie. To nie jest cos co nalezy sie kazdemu. Z tego co zrozumialam takowe otrzymujesz.

    Z drugiej strony piszesz iz finansowo macie sie swietnie i nawet odkladacie.<wytrzeszcz>

    Popraw mnie jesli cos w moim zrozumieniu jest nie tak, ale z tego co napisalas to zabrzmialo jakbyscie nie skladali prawdziwej deklaracji o zarobkach.

    No sorry, ale jako podatnik nie mam ochoty by moje podatki byly dla tych jacy skladaja nieprawdziwe zeznanie podatkowe i na koszt panstwa "radza sobie wysmienicie". Potem nie dziwota, iz sa pretensje do emigrantow

    Znam uczciwa recepcjonistke urodzona TU z dziada pradziada, jakiej rowniez maz tubylec rozwozi zakupy w supermarkecie jaka sie trzesie ze chcialaby miec dziecko, a musi pracowac by je utrzymac, a przedszkola sa niebywale drogie, a jak zrezygnuje z pracy to boi sie czy uda sie placic kredyt za mieszkanie a coz jak nie daj bog maz straci prace. Patrze na nia i na tych jacy ochoczo pobieraja kolejne benefity i mowia ze im swietnie.

    nie no... sorry. rzucam robote, podatki i zaczynam zyc na benefitach
  • basiak36 16.05.12, 15:55
    princesswhitewolf napisała:
    > Widzisz czegos tu nie rozumiem. Benefity na dzieci sa z zalozenia dla rodzin UB
    > OGICH czyli takich jakie nie maja jakichs tam zarobkow jakie by wystarczaly na
    > glowe w danej rodzinie

    Tak OT bo nie ma wspolnego z tematem watku, ale ten fenomen mnie tez zawsze ciekawi bo czasem czytam ze ktos tam finansowo ma sie swietnie, ale z drugiej strony ma na tyle niskie zarobki ze potrzebuje zasilkow:) Cos w tym nie pasuje:)
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • arya82 16.05.12, 15:56
    >Bedac w domu z dziecmi mam 130f/tyg. benefitow, jesli zaczne prace, strace je, jestem >swiadoma i wtedy juz nigdy nie bedzie dobrego momentu na dziecko.

    Też mi coś tutaj nie pasuje, w pierwszym poście piszesz, że dostajecie 130£ benefitów tygodniowo. Może się nie znam, ale wydaje mi się, że to chyba dość dużo jak na kogoś kto finansowo radzi się znakomicie. Piszesz tam też, że niechcesz tego stracić jak pójdziesz do pracy , bo to zrobi dla was różnicę –a tutaj w tym fragmencie, który cytują dziewczyny odwrotnie -że to nie ma znaczenia . Trochę to dziwnie pokręcone wszystko... Może jednak twój mąż ma w tym wszystkim więcej racji...

    ...No i też mi się wydawało, że benefity są dla naprawdę biednych rodzin, ale wtedy chyba opcja kolejnych dzieci nie jest zbyt rozsądna...
  • makacjam25 16.05.12, 16:43
    > ...No i też mi się wydawało, że benefity są dla naprawdę biednych rodzin, ale w
    > tedy chyba opcja kolejnych dzieci nie jest zbyt rozsądna...

    Bedziemy teraz debatowac na czym polega ubostwo? Maz zarabia, ile zarabia, najnizszej krajowej nie ma, nie mnie oceniac, dlaczego pobieramy tyle akurat. Znajomi z dwojka dzieci o podobnych zarobkach, pobieraja podobne kwoty, nie widze nic w tym dziwnego.
    Child Benefitu rozumiem, zadna z Was nie pobiera? No przeciez benefity dla ubogich tylko?
  • arya82 16.05.12, 17:48
    > Bedziemy teraz debatowac na czym polega ubostwo? Maz zarabia, ile zarabia, najn
    > izszej krajowej nie ma, nie mnie oceniac, dlaczego pobieramy tyle akurat. Znajo
    > mi z dwojka dzieci o podobnych zarobkach, pobieraja podobne kwoty, nie widze ni
    > c w tym dziwnego.
    > Child Benefitu rozumiem, zadna z Was nie pobiera? No przeciez benefity dla ubog
    > ich tylko?

    Nie o to chodzi by debatować, ale wprowadziłaś wiele niejasności. No i dalej nie wyjaśniłaś, jak to jest, że odczujecie stratę tych benefitów, a jednocześnie radzicie sobie świetnie. Pytasz czy dziecko to dobry pomysł, jak przekonać męża. No ale tego co przedstawiasz to wyłania się bardzo mglisty obraz czy faktycznie was stać na kolejne dziecko czy nie. Ale też trochę wygląda na to, że twój mąż bardziej twardo stąpa po ziemi i racjonalnie myśli o zabezpieczeniu finansowym dla rodziny, a Ty raczej nie bierzesz wogóle pod uwagę jego argumentów albo tego co Ci tu proponują dziewczyny.

    Szczerze mówiąc to ja się nie znam na benefitach, i nie chcę Cie w zaden sposób oceniac. Jetem w ciąży z pierwszym dzieckiem, i kiedyś tylko z ciekawości zaglądałam jak to wygląda i o co chodzi, że jest taki szał na nie. Jedno wiem, że nawet myśl mi nie przeszła o tym by cokolwiek pobierać, bo rzeczywiście radzimy sobie znakomicie -co dla mnie oznacza, że bez zadnej pomocy ze strony podatników i rządu jesteśmy zapewnić sobie wszystko czego potrzeba (już nawet nie mówie o ekstra wydatkach). Nawet jakbyśmy radzili sobie gorzej, to pewnie dalej bym o tym nie pomyślała, bo są setki osób którym te pieniądze po prostu ratują życie co miesiąc. Dla mnie dziwne jest, że ktoś pobiera 520 funtów miesięcznie choć bez tego by się obył a rząd na to pozwala? Ale może faktycznie za mała jest moja wiedza na ten temat i ten system tak faktycznie działa...
  • basiak36 16.05.12, 18:02
    > Child Benefitu rozumiem, zadna z Was nie pobiera? No przeciez benefity dla ubog
    > ich tylko?

    Child Benefit jest na dziecko, i kazdy kogo znam w moim otoczeniu odklada te pieniadze dla dzieci na osobnym koncie:) A niestety wiele osob Child Benefit straci od 2013 roku...
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • makacjam25 16.05.12, 16:40
    > Widzisz czegos tu nie rozumiem. Benefity na dzieci sa z zalozenia dla rodzin UB
    > OGICH czyli takich jakie nie maja jakichs tam zarobkow jakie by wystarczaly na
    > glowe w danej rodzinie. To nie jest cos co nalezy sie kazdemu. Z tego co zrozu
    > mialam takowe otrzymujesz.

    To ja pierwsze slysze, ze dla ubogich... To znajomi, ktorzy lacznie, we dwoje tygodniowo maja okolo 700-800 f dostaja okolo 20 f benefitow na tydzien...

    To moze w rozumieniu Twoim, lub panstwa jestem uboga, zycze, by takie ubostwo zaczelo doskwierac w krajach trzeciego swiata...

    Zeby podac nieprawdziwe dane do Tax Credit musielibysmy pracowac na czarno, a nie praujemy, tego nie mam jak Ci udowodnic.
  • princesswhitewolf 16.05.12, 16:45
    > To ja pierwsze slysze, ze dla ubogich...

    Kto skladal o twoj benefit i council housing? Ty czy maz? chyba raczej maz bo bys nie napisala tego powyzszego zdania. Cos mi sie wydaje ze maz u was jest zdecydowanie glowa rodziny w prawdziwym slowa tego znaczeniu bo wyraznie nie orientujesz sie w wielu zagadnieniach. Moja rada: sluchaj jego rad bo akurat ten Twoj maz lepiej sie orientuje w sprawach praktycznych.
  • basiak36 16.05.12, 18:08
    To ja pierwsze slysze, ze dla ubogich... To znajomi, ktorzy lacznie, we dwoje t
    > ygodniowo maja okolo 700-800 f dostaja okolo 20 f benefitow na tydzien...

    No sa dla ubogich, ale mowa o konkretnych zasilkach a nie o 20 funtach tygodniowo. 800f tygodniowo to 41600 rocznie, a do zasilkow kwalifikuje sie jakos do 40,000? Wiec swoja droga troche dziwne, chyba ze zarabiaja 700 tygodniowo, co daje 36400 rocznie i wtedy pewnie sie na te 20 funtow tygodniowo kwalifikuja?
    Pytanie ile trzeba zarabiac zeby dostac np 100 tygodniowo?
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • turmalinka 16.05.12, 18:13
    Te £20 to chyba o child benefit chodzi


    > Pytanie ile trzeba zarabiac zeby dostac np 100 tygodniowo?


    sprawdzilam, majac 2 dzieci trzeba zarabiac ok 18000 rocznie
  • basiak36 16.05.12, 18:24
    turmalinka napisała:

    > Te £20 to chyba o child benefit chodzi
    >
    >
    > > Pytanie ile trzeba zarabiac zeby dostac np 100 tygodniowo?
    >
    >
    > sprawdzilam, majac 2 dzieci trzeba zarabiac ok 18000 rocznie

    No to ma sens, bo normalnie w takiej sytuacji dostawaloby sie 1500 miesiecznie minus podatek, i nijak za to przezyc z 2 dzieci..
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • makacjam25 19.05.12, 12:42
    > nie no... sorry. rzucam robote, podatki i zaczynam zyc na benefitach
    To rzuc tylko to co masz powyzej 24 godz na tydz. gdyz wlasnie tyle minimum musisz pracowac, by benefity otrzymac.
  • princesswhitewolf 19.05.12, 15:19
    nie zakwalifikuja mnie z 24rema godzinami i zarobkami :)
  • paulixs1 16.05.12, 15:15
    > My sobie z dwojka radzimy znakomicie, pisalam,
    > ze kwestia naszego chce czy nie chce nam sie, sa pieniadze, ktore moglibysmy o
    > dlozyc. Nie biedujemy, zyjemy normalnie. Nie napisalam nigdzie, ze jak urodze k
    > olejne dziecko to bede miec wiecej kasy od panstwa, nie licze na to. Opieram si
    > e na tym, co mam teraz i czy mi wystarcza.
    Ty jakies bajki opowiadasz, swietnie sobie zyjecie, z trzecim dzieciatkiem to ty kupe kasy bedziesz oszczedzala jak sie zmobilizujesz, do tej pory sie nie chcialo, niesamowite. Kursy z trojka tez bedziesz uskuteczniac ;). Ja tu widze, ze byc moze mezowi z trudem przychodzi utrzymywanie 4-osobowej rodziny, dlatego mu zalezy, zebys do jakiejs pracy poszla .
  • izabelski 16.05.12, 00:15
    fakteejst ze jak dzieci ida do szkoly to dopiero zaczyna sie problem z wakacjami - czyli czeka cie taka gimnastyka przez kolejne 10-11 lat (z obecna dwojka dzieci)

    chyba ze masz na podoredziu kogos z kim bedziesz sie dzielila obowiazkami wakacyjnymi - nie jest to argument za mieniem trzeciego a raczej stwierdzenie, ze majac mlodsze dzieci jeszzce nei widzisz tego, co cie czeka 9i twojego meza) w normalnym ukladzie posiadania maluchow ;)
    --
    Knowledge is knowing that a tomato is a fruit.
    Wisdom is not putting tomatoes in your fruit salad.
  • makacjam25 16.05.12, 11:37
    Wiem, ze kiedys i tak nas to czeka, to i nieuniknione. Nie mam tutaj nikogo, kto w czasie half term dzieci, wiezmie je do siebie, kiedy my bedziemy w pracy. Widze jak znajomi sie musza nagimnastykowac, jak marnuja swoje urlopy przez to, a na lato dzieci laduja w Polsce u dziadkow, bo nie ma co z nimi zrobic, a urlopu juz nie ma. Wiem, jak to wyglada, boje sie tego, ale nie pracowanie do czasu, kiedy dzieci beda mialy po lat nascie mi sie nie widzi.
  • basiak36 16.05.12, 18:26
    ie mam tutaj nikogo, kt
    > o w czasie half term dzieci, wiezmie je do siebie, kiedy my bedziemy w pracy.

    Nikt nie musi brac dzieci do siebie:)) W UK jest pelno klubow wakacyjnych, sportowych, do wyboru:) Mnostwo mozliwosci dla pracujacych rodzicow.
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • miwah 16.05.12, 14:01
    to jest tylko i wylacznie decyzja ktora musicie podjac swiadomie oboje z mezem.
    Tutaj, tak jak w zyciu, kazdy kieruje sie wlasnymi priorytetami i czasem trudno wyjsc poza ulubione schematy i zrozumiec ze ktos moze miec inaczej wiec lepiej sie nie sugerowac subiektywna opinia
    Znasz siebie, znasz meza, jestescie malezenstwe, kochacie sie ( tak zakladam bo bez tego nie widze sensu powolywania nowego zycia no ale to ja, idealistka :) ). Warto przed decyzja dokladnie omowic wszelkie za i przeciw, szczerze ( w stosunku do siebie i wspolmalzonka) porozmawiac o tym. O swoich pragnieniach lekach, rowniez otwierajac sie na druga strone, jej potrzeby. Przeciez nie jestescie wrogami a malzenstwem. Nie walczycie ze soba. Budujecie cos razem
    Jesli on nie bedzie stal murem za ta decyzja razem z Toba, to obawiam sie ze musisz przyjac opcje z wypominaniem w przyszlosci i zwalaniem winy. I sytuacja tego przyszlego dziecka tez nie bedzie godna pozazdroszczenia.
    Natomiast jesli oboje bedziecie chcieli tego samego, bez ludzenia sie ze `on teraz jest przeciwny, ale moze w przyszlosci mu sie jednak odmieni...` a na gruncie obustronnej swiadomej decyzji, to i wszystko sie zgrabniej ulozy.
    Tak mysle.
    Nie wiem, moze ktos tu ma doswiadczenia z taka sytuacja ( gdy przyzwolenie bylo jednostronne, druga strona pogodzila sie po fakcie)
    Ja nie mam wiec nie doradze, ale nie wyobrazam sobie takiej sytuacji ani w jedna ani w druga strone ( tzn gdyby np maz chcial kolejnego dziecka i wymagal tego ode mnie wbrew mojej niecheci/ opozycji z innych powodow)
    Z drugiej strony, tez trudno mi sobie wyobrazic sytuacje gdybym to ja chciala a on sie sprzeciwial. Napewno nie latwo i wspolczuje dylematu. Mam nadzieje ze dojdziecie do porozumienia i obie strony beda szczesliwe, bo przeciez zwiazek to i rozsadek i milosc :)
  • turmalinka 16.05.12, 16:55
    Mamy rozne definicje powodzenia finansowego.
    Moj maz zarabia sporo wiecej niz twoj - nawet majac dwoje dzieci nie bedziemy dostawac zadnych benefitow - a nie uwazam zeby jego pensja byla wystarczajaca, zeby utrzymywac sie tylko z niej.


    Nasza sytuacja finansowa nie jest l
    > uksusowa, ale biedy nie zaznalismy, uwazam, ze przy wiekszej mobilizacji udalob
    > y sie odlozyc niemala sume. Skoro mozemy pozwolic sobie na kupno biletow do PL
    > z karty kredytowej, ktora potem splacamy nie glodujac ;)

    nijak mi to nie pasuje do tego

    ''My sobie z dwojka radzimy znakomicie, pisalam, ze kwestia naszego chce czy nie chce nam sie, sa pieniadze, ktore moglibysmy odlozyc.''
  • ta_ruda 16.05.12, 17:05
    ja tez sie wlasnie zastanawialam jak mozna sobie dobrze radzic ale bilety do Polski kupowac na karte kredytowa ktora sie pozniej splaca.....

    jakbyscie sobie dobrze radzili to nie musielibyscie zaciagac kredytu na bilety do Polski.....
    turmalinka napisała:

    > Mamy rozne definicje powodzenia finansowego.
    > Moj maz zarabia sporo wiecej niz twoj - nawet majac dwoje dzieci nie bedziemy d
    > ostawac zadnych benefitow - a nie uwazam zeby jego pensja byla wystarczajaca, z
    > eby utrzymywac sie tylko z niej.
    >
    >
    > Nasza sytuacja finansowa nie jest l
    > > uksusowa, ale biedy nie zaznalismy, uwazam, ze przy wiekszej mobilizacji
    > udalob
    > > y sie odlozyc niemala sume. Skoro mozemy pozwolic sobie na kupno biletow
    > do PL
    > > z karty kredytowej, ktora potem splacamy nie glodujac ;)

  • onmytoes 16.05.12, 17:32
    ta_ruda napisała:

    >
    > jakbyscie sobie dobrze radzili to nie musielibyscie zaciagac kredytu na bilety
    > do Polski.....

    off topic ->
    Ja zawsze kupuje na karte kredytowa. Nie tylko bilety lotnicze, ale wszelkie wieksze zakupy.
    Karta kredytowa daje przede wszystkim ubezpieczenie takich zakupow!

    Czesto mozna dostac cash back czy jakies inne vouchery (ostatnio przyszlo mi z Marks & Spencera £15 tylko za to, ze uzywam ich karty :D)

    Po drugie, jesli masz karte z zerowym oprocentowaniem, to mozesz sobie taki wydatek rozlozyc na raty i miec darmowa pozyczke na 12-15 miesiecy a swoje pieniadze odlozyc na konto oszczednosciowe.
    Sam zysk!

    Wiec kupowanie na karte kredytowa o niczym nie swiadczy w tym kontekscie.
    Pod warunkiem, ze nie placisz jakis drakonskich odsetek, nie wyciagasz gotowki z karty kredytowej, to moim zdaniem madrze robisz :P
    --
    ...

    :: my ceramics ::
  • arya82 16.05.12, 17:54
    > Ja zawsze kupuje na karte kredytowa. Nie tylko bilety lotnicze, ale wszelkie wi
    > eksze zakupy.
    > Karta kredytowa daje przede wszystkim ubezpieczenie takich zakupow!
    >
    > Czesto mozna dostac cash back czy jakies inne vouchery (ostatnio przyszlo mi z
    > Marks & Spencera £15 tylko za to, ze uzywam ich karty :D)
    >
    > Po drugie, jesli masz karte z zerowym oprocentowaniem, to mozesz sobie taki wyd
    > atek rozlozyc na raty i miec darmowa pozyczke na 12-15 miesiecy a swoje pieniad
    > ze odlozyc na konto oszczednosciowe.
    > Sam zysk!
    >
    > Wiec kupowanie na karte kredytowa o niczym nie swiadczy w tym kontekscie.
    > Pod warunkiem, ze nie placisz jakis drakonskich odsetek, nie wyciagasz gotowki
    > z karty kredytowej, to moim zdaniem madrze robisz :P

    Dokładnie, plus korzystanie z kredytówek i ich regularne spłacanie zwiększa twoją zdolność kredytową, co się później w życiu może w wielu przypadkach przydać. Mnóstwo ludzi tak robi, choć nie potrzebują zadnych kredytów.
  • turmalinka 16.05.12, 18:04
    ja tez robie zakupy kredytowka, nie o sam fakt jej uzywania mi chodzilo co o stwierdzenie, ze


    ''mozemy POZWOLIC SOBIE na kupno biletow do PL z karty kredytowej, ktora potem splacamy nie glodujac to i odlozyc by sie udalo.''


    to nie brzmi jak korzystanie z kredytowki na bierzaco...

    no ale moze sie czepiam, generalnie gdybym ja byla w takiej sytuacji finansowej daleka bylabym od nazwania jej 'radzeniem sobie znakomicie', no ale co kto lubi
  • onmytoes 16.05.12, 18:51
    turmalinka,
    No nie, ja odnosilam sie do tego co napisala ta_ruda, ze gdyby sobie dobrze radzili to nie musieliby kupowac biletow do Polski na karte kredytowa, ktora sie pozniej splaca.

    Ja jeden jedyny raz kupilam bilet do Polski karta debetowa... po czym linie lotnicze zbankrutowaly na tydzien przed swietami ;)
    Alez sobie wtedy plulam w brode!

    A co do definicji radzenia sobie finansowo to nie wnikam, bo kazdy moze miec tutaj swoje wlasne kryteria.
    Znam ludzi, ktorzy maja bardzo dobre pensje i ciagle narzekaja, ze nie maja pieniedzy, ciagle sa w dlugach, nie sa w stanie na nic odlozyc, bo pieniadze przeciekaja im przez palce, narzekaja ze nie stac ich nawet na jedno dziecko.
    I znam tez nasza recepcjonistke, o bardzo niskiej pensji, ktora swietnie gospodaruje tym co ma, zawsze cos tam sobie odlozy, nie wydaje na pierdulki, po prostu madrze gospodaruje pieniedzmi. I o niej, mimo niskich zarobkow moge smialo powiedziec, ze swietnie sobie radzi z finansami.

    Moim zdaniem nie w wysokosci pensji jest rzecz, bo czesto im wiecej sie pieniedzy ma tym wiecej sie ich wydaje. Wiec moze o to autorce watku chodzi?



    --
    ...

    :: my ceramics ::
  • makacjam25 16.05.12, 23:05
    > Dokładnie, plus korzystanie z kredytówek i ich regularne spłacanie zwiększa tw
    > oją zdolność kredytową, co się później w życiu może w wielu przypadkach przydać
    > . Mnóstwo ludzi tak robi, choć nie potrzebują zadnych kredytów.

    Otoz to.
    Kiedy staralismy sie o kredyt na dom, jednym z pierwszych pytan bylo, czy posiadamy karte kredytowa, bo to byloby bardzo pomocne.
  • princesswhitewolf 16.05.12, 18:53
    onmytoes napisała:
    >off topic ->
    >Ja zawsze kupuje na karte kredytowa. Nie tylko bilety lotnicze, ale wszelkie wieksze zakupy.
    >Karta kredytowa daje przede wszystkim ubezpieczenie takich zakupow!

    dokladnie ubezpiecznie jest wazne
    + z American Express BritishAirways kolekcjonuje sobie dodatkowe punkty jakie transferuja mi na mile do przelotu. Raz na rok mamy za to przeloty wakacyjne.

    Wazne by tylko co miesiac splacac caly balans i podlaczyc direct debit do konta do karty jako splate i uniknac jakichs % za zwloke na ktore firmy wydajace karty wrednie licza....
  • ta_ruda 16.05.12, 19:41
    ja tez zawsze na karte kredytowa ktore splacam na czas po to aby dostac punkty itd itp.

    z kontekstu i z tego jak autorka watku napisala wywnioskowalam ze kupuje bilety bo nie maja na to pieniedzy osczedzonych ( i musza uzyc karty) ktora pozniej splacaja bez 'glodowania'. dla mnie oznacza to ze te sumy ktore splacaja nie sa zbyt wielkie i jak je splacaja to nie sa to tak duze kwoty aby ich splacanie prowadzilo do glodowki.
    moze zle zrozumialam.



  • aniaheasley 16.05.12, 18:48
    Nie, no bez przesady, kupowanie biletow na samolot na karte kredytowa to nie jest zaciaganie kredytu. To sa wlasnie sumy, ktorych mozna nie miec w danym miesiacu ale w ciagu kilku nastepnych mozna je spokojnie splacic. Wlasnie w tym celu karty kredytowe istnieja :)
    --
    Ania's Poland
  • ta_ruda 16.05.12, 19:38
    alez Aniu, to jak to nazwiesz? placisz za cos jak nie masz pieniedzy i pozniej splacasz z procentem (jesli nie splacasz 'na biezaco');

    jesli nie jest to kredy/pozyczka, to co to jest?

    aniaheasley napisała:

    > Nie, no bez przesady, kupowanie biletow na samolot na karte kredytowa to nie je
    > st zaciaganie kredytu. To sa wlasnie sumy, ktorych mozna nie miec w danym miesi
    > acu ale w ciagu kilku nastepnych mozna je spokojnie splacic. Wlasnie w tym cel
    > u karty kredytowe istnieja :)
  • basiak36 16.05.12, 20:42
    > jesli nie jest to kredy/pozyczka, to co to jest?

    Karta kredytowa jest z definicji 'credit revolving', wiec jest to zaciaganie kredytu, pozyczki, tyle ze jej splaty odbywaja sie inaczej. W odroznieniu od 'debit cards', czy 'charge cards', ktore nie daja takiej opcji.
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • makacjam25 16.05.12, 23:10
    Z kupowaniem biletow na karte kredytowa to jest u nas tak, ze nie lubie sie pozbywac na raz sporej sumy, bezpieczniej sie czuje, mogac ja sobie splacac drobniejszymi kwotami i bez odsetek. Ciezko by mi bylo np. wydac na bilety 300 funtow, po czym kolejnego dnia powiedzmy psuje mi sie pralka, lodowka, samochod, cokolwiek. Lubie miec cos w zanadrzu i placenie kredytowka nijak ma sie do sytuacji finansowej.
  • onmytoes 16.05.12, 20:22
    W temacie dziecka raczej nie ma miejsca na kompromis.

    Ludzie sie z tego powodu rozstaja, bo zarowno strona ktora chce jak i strona ktora nie chce poswiecaja bardzo wiele. Tutaj nie ma spotkania sie w polowie, bo nie mozna miec pol dziecka ;o)

    Malo piszesz o mezu i o tym, co on o tym wszystkim mysli.
    Wiemy, ze Ty bardzo chcesz, ze nie chcesz czekac, bo to idealny moment (z tym sie zgadzam)
    Sa kobiety i sa zwiazki, gdzie kobieta w pewnym momencie podejmuje decyzje i stawia meza przed faktem dokonanym. Sa mezczyzni, ktorzy sami nigdy by sie na dziecko nie zdecydowali i nawet "po fakcie" sie ciesza i nie zaluja takiego oszustwa. Ale tez sa mezczyzni, ktorzy nigdy tego nie zapomna i nie wybacza.

    Mysle, ze przede wszystkim powinnas dowiedziec sie od meza, jakie jest jego zdanie.
    Mozliwe, ze tez chcialby ale sie obawia czy finansowo wyrobicie? Czy moze przeraza go odpowiedzialnosc spoczywajaca tylko i wylacznie na jego barkach?
    Mozliwe, ze kiedys chcial trojki ale teraz zmienil zdanie, moze go przeroslo i nie wie jak Ci o tym powiedziec.
    Mozliwe, ze chce ale odwleka sprawe, a moze odwleka dlatego ze nie chce.
    Mozliwe, ze Twoja wizja zony czekajacej z cieplym domomwym obiadkiem to nie to, czego on pragnie. Sa mezczyzni, ktorzy wola aby ich kobieta pracowala, rozwijala sie zawodowo.
    Jest tysiac mozliwosci.

    Poki co, Ty skupiasz sie na tym, jak go przekonac do tego, co Ty chcesz. Moze powinnas porozmawiac z nim o tym, czego chce on? Koniec koncow, to on bedzie Was utrzymywal, to od niego bedziesz finansowo zalezna.
    Ja rozumiem, ze Twoje pragnienie jest silne, emocjonalne. Mozliwe, ze jesli on bedzie za dlugo zwlekal to w Tobie zgromadzi sie zal i pretensja.
    Ale jesli wywrzesz na niego presje, jesli co wieczor do kolacji bedziesz miala nowy argument "za dzieckiem" to on tez moze w pewnym momencie miec dosyc. I albo zgodzi sie dla swietego spokoju kiszac w sobie zal i frustracje. Albo trzasnie drzwiami z drugiej strony.

    Problem z takimi naciskami jest tez taki, ze w pewnym momencie ta druga strona zaczyna zastanawiac sie, czy nie jest traktowana instrumentalnie. Jako srodek do celu jakim jest posiadanie dziecka.
    Wiekszosc Twojego postu jest o tym czego Ty chcesz, czego pragniesz. Jesli w ten sam sposob rozmawiasz z mezem, to on moze naprawde czuc sie tylko jak dawca nasienia i pensji (bez urazy) Moze obawia sie, ze staniesz sie juz tylko i wylacznie matka dla dzieci i zapomnisz, ze jestes tez zona.

    Swoj post zaczelas od tego, ze chcesz tylko utwierdzic sie w przekonaniu, ze warto. Moze jednak powinnas na chwile odsunac emocji i posluchac co maz ma do powiedzenia. Bo bez jego wspolpracy Twoje marzenia niestety moga bardzo szybko runac.

    --
    ...

    :: my ceramics ::
  • princesswhitewolf 16.05.12, 22:25
    madrutkie to onmytoes:/ oj madrutko prawi
  • fifka01 16.05.12, 22:39
    Mądrutko prawi, ale też mówi rzeczy bardzo oczywiste i przede wszystkim nie to, co autorka chciała usłyszeć :), bowiem autorka chciala usłyszec porade, jak wpłynać na męża szybko i skutecznie, aby CHCIAŁ TEGO DZIECKA TERAZ. :)
    Bo czas faktycznei jest najlepszy. :)
  • turmalinka 16.05.12, 22:46
    > Bo czas faktycznei jest najlepszy. :)

    Serio uwazacie, ze najlepszy?
    To ja jakas dziwna jestem, bo dla mnie to najlepszy, ale na szukanie pracy, na rozwoj zawodowy. Dzieci dorosna, a wiecznej matce co wtedy zostanie?
  • basiak36 16.05.12, 22:54
    > To ja jakas dziwna jestem, bo dla mnie to najlepszy, ale na szukanie pracy, na
    > rozwoj zawodowy.

    To ja tez jestem dziwna w takim razie:))
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • fifka01 16.05.12, 22:55
    tak, uważam, ze lepiej siedziec w pieluchach rok dłużej a potem zajac się karierą, niż nie dać rady z karierą wcale, bo sie bedzie goniło od żłobka do przedszkola, i po trzech latach gonienia wchodzić w pieluchy od nowa na trzy lata. ale to jest moje zdanie, ja chciałam meic dzieci rok po roku wlasnie dlatego. mam co dwa lata i tez jest dobrze. będę w pieluchach siedziec raz - cztery lata, zamiast dwa razy po trzy lata.
    i kto mowi, ze autorka chce być wieczna mama? własnie moim zdaniem nie chce, chce szybciej z pieluch wyjsć i jak dzieci będa miały wieksze wymagania finansowe, ale tez będą mogły same do szkoły pójść, ona chce wtedy isc do porzadnej pracy, na pełen etat i nie rozdrabniać sie na gonienie po żłobkach. tak ja to widzę.
    rozumiem obawy męża doskonale, bo jest oczywiste, ze je ma, ale jesli chca naprawde trzeciego dziecka to moim zdaniem, i pewnie kilku innych pań, właśnie teraz a nie za 5 lat.

    ale tu każda pani ma swoje upodobania, bo sa takie, ktore chetnie "siedza w domu" jak ja np., a są takie, które wcale by finansowo nie musiały, ale chca dziecko po roku oddać do żłobka, bo nie moga w domu wysiedzieć. każdy jest inny, i kazdy tutaj widze mierzy autorkę swoją miarą. niektórzy jej mówią,z e jej sie nie chce pracować, a niektórzy doskonale rozumieją, dlaczego teraz ma takie a nie inne pragnienie.

    ważne, zeby z mężem znaleźli wspólny punkt programu. :)
  • basiak36 16.05.12, 23:40
    fifka01 napisała:

    > tak, uważam, ze lepiej siedziec w pieluchach rok dłużej a potem zajac się karie
    > rą, niż nie dać rady z karierą wcale, bo sie bedzie goniło od żłobka do przedsz
    > kola, i po trzech latach gonienia wchodzić w pieluchy od nowa na trzy lata. ale
    > to jest moje zdanie, ja chciałam meic dzieci rok po roku wlasnie dlatego. mam
    > co dwa lata i tez jest dobrze. będę w pieluchach siedziec raz - cztery lata, za
    > miast dwa razy po trzy lata.

    To troche taki mit ze siedzienie w pieluchach to cos z czego jak juz sie wyjdzie, to potem idzie jak z platka:) Jest dokladnie odwrotnie, pieluchy to najlatwiejszy czas w wychowywaniu dziecka.
    Dla porownania, z mojego punktu widzenia wygladalo to tak ze: macierzynski po pierwszym dziecku, pozniej wrocic do pracy, pojsc do gory zawodowo, etc, i po 4-5 latach isc na kolejny macierzynski, majac wiekszy luz bo majac juz starsze dziecko w szkole i luz finansowy bo mialam super warunki finansowe na urlopie macierzynskim. A potem ulatwiony powrot do pracy. Luzik i moglam cieszyc sie etapem noworodkowo niemowlecym, bo nie mialam na glowie 2-3 latka:) I bez problemow i dylematow finansowo-zawodowych:)
    No ale to moje podejscie i mojego meza:)

    na chce wtedy isc do porzadnej pra
    > cy, na pełen etat i nie rozdrabniać sie na gonienie po żłobkach. tak ja to widz
    > ę.
    No problem w tym ze za te 5 lat juz moze byc duzo trudniej dla kogos kto tyle lat nie pracowal i nie uczyl sie.

    > ważne, zeby z mężem znaleźli wspólny punkt programu. :)
    No to podstawa:)
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • 3-mamuska 17.05.12, 10:24
    turmalinka napisała:

    > > Bo czas faktycznei jest najlepszy. :)
    >
    > Serio uwazacie, ze najlepszy?
    > To ja jakas dziwna jestem, bo dla mnie to najlepszy, ale na szukanie pracy, na
    > rozwoj zawodowy. Dzieci dorosna, a wiecznej matce co wtedy zostanie?

    A czyli jak będzie z dziećmi jeszcze 3-4 lata w domu to już będzie wieczna matka. No koszmar normalnie.
  • makacjam25 17.05.12, 11:34
    Mysle po prostu, ze jak w wieku lat 30-tu bede miala dzieci 10, 8 i 4 lata bedzie mi latwiej pojsc do pracy, niz teraz, kiedy maja 5 i 2,5... Bede spelniona matka, a nadal mloda i energiczna kobieta. A cala trojeczka bedzie w szkole, nie bedzie kombinowania z przedszkolami, niania.
    Niewiem jak bedzie i na co sie zdecyduje, mam jeszcze 2-3 miesiace na decyzje. Jestem gotowa dac mezowi czas, ale widze, ze po przedstawieniu mu kilku argumentow wymienionych tu, na forum, zaczyna sie zastanawiac, ze nie bedzie wcale tak rozowo jak myslal. Chyba naprawde widzial tylko to, co chial, ze przyjde z pracy z kasa w zebach, usmiechnieta, wypoczeta, a obiad to sam sie zrobi. Juz nie mowiac o tak oczywistych rzeczach jak to, ze dzieci w roku szkolnym tez choruja...
  • basiak36 17.05.12, 12:42
    makacjam25 napisał(a):

    > Mysle po prostu, ze jak w wieku lat 30-tu bede miala dzieci 10, 8 i 4 lata bedz
    > ie mi latwiej pojsc do pracy, niz teraz, kiedy maja 5 i 2,5... Bede spelniona m
    > atka, a nadal mloda i energiczna kobieta.

    Zalezy jaka praca, w wielu zawodach lepiej platnych po 30tce bez doswiadczenia zadowego i studiow szanse na cos dobrego sa niewielkie. Wiec jesli ma to byc praca gdzie potrzebne jest wyksztalcenie, to albo musialabys teraz zaczac sie uczyc, albo po 30tce juz pracujac? I liczac sie z tym ze na podobnym stanowisku beda ludzie duzo mlodsi, ale jesli to nie problem to wiadomo ze ok.

    Przy zwyklej pracy 9 do 5, z dojazdami, trzeba korzystac z breakfast club i after school club, u nas na 3 dzieci koszt bylkby ok 40-45 funtow dziennie. Plus koszty holiday camps podczas szkolnych wakacji.
    Chodzi o to ze warto wczesniej planowac i sprawdzic czy aby na pewno pozniej bedzie latwiej.
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • izabelski 17.05.12, 19:56
    nie jest az tak zle - jesli sie ma wyksztalcenie i chec do pracy to zaczynac mozna i po 30-ce
    nie wiemy jaie ambicje i mozliwosci ma autorka tego watku

    --
    Knowledge is knowing that a tomato is a fruit.
    Wisdom is not putting tomatoes in your fruit salad.
  • basiak36 16.05.12, 22:49
    bowiem autorka chciala usłyszec porade, jak wp
    > łynać na męża szybko i skutecznie, aby CHCIAŁ TEGO DZIECKA TERAZ. :)
    > Bo czas faktycznei jest najlepszy. :)

    Wlasnie o to chodzi, ze byc moze w jej mniemaniu najlepszy, ale nie w mniemaniu meza. I to jest tak samo wazne jak to co mysli zona:)
    A czemu teraz mialby byc najlepszy czas?:) Moze byc najlepszy czas jak starsze dzieci maja po 6 i 3 lata, albo kiedy maja po 13 i 10:)
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • fifka01 16.05.12, 22:56
    odpisalam powyżej.
    ja uważam, że terez jest lepszy czas. z mojego punktu widzenia.
    inne panie inaczej uważają i już.
    kązdy ma swoje racje i ważne,z eby oni mieli je wspólne i juz. :)
  • 3-mamuska 17.05.12, 10:36
    A czemu teraz mialby byc najlepszy czas?:) Moze byc najlepszy czas jak starsze dzieci maja po 6 i 3 lata, albo kiedy maja po 13 i 10:)

    Wielkie dzięki, ja już mam pieluchy w w domu od ponad 13 lat bo właśnie różnica miedzy dziećmi jest 5 i 4 lata . To jest dopiero strata czasu.
    A co do noworodka i nastolatka jeszcze większa głupota.

    Mi sie wydaje ze mąż po prostu nie chce już dzieci, po 2 sie rozmyslil , zobaczył jak to jest.
    I tu nie zależnie czy pójdzie do zostanie w domu.
    Różnica poglądów po prostu, jak widać w wątku dla jednych to właśnie 2-3 dzieci obok siebie a potem powrót do pracy bądź nie, a dla innych baranie z sie ciagle z nowym dzieckiem i pieluchami i to super. Tylko nie każdy che rocznia po maciezynskim oddać w obce ręce.

    A tu właśnie często widuje w szkołach , 2-3 dzieci obok i koniec a nie jedno do szkoły na full time a matka znowu w domu z maluchem.
  • 3-mamuska 17.05.12, 10:43
    Juz teraz wiem dlaczego na tym forum tak mało ludzi sie udziela, a większość tylko czyta.

    Dziewczyna zadała pytanie , a już zostal sprawdzony jej stan majątkowy, została wieczna matka, naciagaczka podatników, i oszustka.
    Kobieta bez ambicji bez chęci do pracy.
  • makacjam25 17.05.12, 11:40
    > Dziewczyna zadała pytanie , a już zostal sprawdzony jej stan majątkowy, została
    > wieczna matka, naciagaczka podatników, i oszustka.
    > Kobieta bez ambicji bez chęci do pracy.

    Chodzi zapewne tez o moj wiek, bo jak w wieku 25 lat mozna marzyc o dziecku i to jeszcze trzecim?
  • illegal.alien 17.05.12, 11:44
    Dlaczego?
    Ja jestem o rok starsza, jedno dziecko mam, drugie chcialabym juz bardzo miec.
    Tylko, ze nie mam stalej pracy i to mnie powstrzymuje. Pracuje na pelen etat, ale na samozatrudnieniu - czyli dzis prace mam, jutro moge jej nie miec. Dopoki nie bede miala w rece stalej umowy o prace, to na dziecko swiadomie sie nie zdecyduje.
    W sumie planuje miec 3 dzieci lub wiecej.
    Takze to nic dziwnego, ze ktos moze o dziecku w tym wieku marzyc. Ja bym bardzo chciala miec juz wiecej dzieci, ale nie zdecydowalabym sie na rezygnacje z pracy zawodowej.
  • princesswhitewolf 17.05.12, 12:23
    > Chodzi zapewne tez o moj wiek, bo jak w wieku 25 lat mozna marzyc o dziecku i to jeszcze trzecim?

    Wiesz, wiek 25 lat jest najlepszy na rodzenie jesli chodzi o fizyczna strone sprawy. Problem tylko w tym, ze to rowniez w tym wieku masz najwieksze szanse na stworzenie podwalin jakiegos doswiadczenia zawodowego czy kontynuowania wyksztalcenia jakie bedzie procentowac przez cale lata potem. Nie wiesz jak bedzie wygladac wasze zycie i wasze finanse w przyszlosci- lepiej samej tez sie usamodzielnic finansowo, a za pare lat bedziesz juz miec juz starsze dzieci i doswiadczenie w tym czym sie rozni wychowanie maluszka a 13 latka. Absolutnie nie jest to skierowane wobec ciebie jako podejrzenie ( o nie) , ale z nam przypadek kobiety jaka nie tylko rodzila ale i adoptowala male dzieci i byla dla nich wspaniala, ale jak tylko wchodzily w wiek „mlodziezowy” zupelnie tracila nimi zainteresowanie ( hormony nia kierowaly w adopcji maluchow) i konsekwencje byly bardzo smutne. Zmierzam tutaj do tego, ze moze lepiej poczekaj i przekonaj sie jak sie czujesz w roli matki starszego dziecka. Czy nadal tak bedziesz entuzjastycznie nastawiona, czy nie bedziesz czuc iz nie roztroisz sie wobec potrzeb emocjonalnych i edukacyjnych trojga dzieci? Moze poczekaj troszke. Masz duzo czasu Jestes czyms wiecej w zyciu a nie tylko matka
  • makacjam25 17.05.12, 14:17
    Zmierzam tutaj do tego, ze moze lepiej poczekaj i przekon
    > aj sie jak sie czujesz w roli matki starszego dziecka. Czy nadal tak bedziesz e
    > ntuzjastycznie nastawiona, czy nie bedziesz czuc iz nie roztroisz sie wobec pot
    > rzeb emocjonalnych i edukacyjnych trojga dzieci? Moze poczekaj troszke. Masz du
    > zo czasu Jestes czyms wiecej w zyciu a nie tylko matka

    Jest w tym duzo prawdy, ale kierujac sie ta zasada ilu ludzi decydowac musialoby sie na dzieci w odstepie kilkunastoletnim... Nie byloby tez adopcji rodzenstwa idac tym tropem, wez jedno, jak podolasz, to za kilka lat wroc po drugie. Przeciez jesli dziecko jest to je kochasz, bez wzgledu na wszystko o nie walczysz w fazach buntu, dorastania. Pewnie, ze nie sztuka jest zrobic sobie kilkoro dzieci, bo ja tak chce i zakladam, ze jakos to bedzie, bo moze byc ciezko.
    Moze sie wydawac, ze latwiej jest podchowac ta dwojke i pozniej zdecydowac sie na trzecie. Ale ja sie kurcze wlasnie boje tego, ze trudniej jest byc rodzicem dwoch nastoletnich dziewczyn i niemowlaka, niz po prostu trojki maluchow. I tez pozniej, chyba lepiej miec uwage skierowana na kolejno te same lub podobne problemy, niz dryfowaniem pomiedzy "nienawidze Cie, nie chce takiej matki" a uwieszonym roczniakiem przechodzacym lek separacyjny. Nie chcialabym, zaabsorbowana, badz co badz, ale jednak po latach nowym doswiadczeniem, przegapic czegos w zyciu nastoletnich dzieci... Byc moze sie myle i gadam glupoty.
  • fifka01 17.05.12, 14:31
    Wg mnie dobrze gagacie kumo. :)

    Powołanie do macierzyństwa jest ine u kazdej z nas. (U mnie akurat podobnei jak u ciebie. Ale sama widzisz, ze są panie, które sobie tego nei wyobrażaja inaczej niż "co pięć lat" i one właśnie żle by sie czuły mając rok po roku.)
    Życze ci, zebyś mogła zrobić w wsoim życiu tak, jak ty czujesz, będąc ostatecznie w zgodzie i ze sobą, i z mężem.
  • makacjam25 17.05.12, 15:28
    Dzieki fifka01 :)
  • steph13 17.05.12, 11:51
    3-mamuska napisała:

    > Juz teraz wiem dlaczego na tym forum tak mało ludzi sie udziela, a większość ty
    > lko czyta.
    >
    > Dziewczyna zadała pytanie , a już zostal sprawdzony jej stan majątkowy, została
    > wieczna matka, naciagaczka podatników, i oszustka.
    > Kobieta bez ambicji bez chęci do pracy.

    To czego oczekiwala opisujac swoje zycie prywatne na publicznym forum? Dlaczego zamiast przedyskutowac sprawe z mezem/rodzina poddaje ja do dyskusji miedzy ludzmi, ktorzy jej nie znaja i ktorzy nie beda zyc z konsekwecjami jej wyboru? Gdzie tu logika?
  • makacjam25 17.05.12, 12:15
    Nie czuje sie urazona w zaden sposob.
    Moze moj post tak zabrzmial, ale wcale nie chcialam gotowych propozycji jak meza przekonac, jak przycisnac do sciany, jak mu udowodnic, ze nie ma racji. Niewiem czy nie ma. Moze mi sie wydawac jedynie, ze ja ja mam.
    Oczekiwalam wypowiedzi innych mam, niekoniecznie w podobnej sytuacji, mnie sie ten watek podoba, rozwinal sie na tyle fajnie, ze na wiele spraw otworzyl mi oczy. Wiem tez teraz jak rozmawiac z mezem, o czym konkretnie, utwierdzilam sie w przekonaniu, ze to jest dobry czas, ale liczy sie z tym, ze maz zdanie moze nadal miec inne.

    Jedyne co bylo niepotrzebne to analiza mojej zaradnosci finansowej. Ja uwazam, ze radzimy sobie swietnie. Dla kogos moze to byc ubostwo. Moze zdrowie dzieci, wlasny dom, samochod, stala praca to jest dla mnie tak duzy komfort, ze nie potrzebuje wiecej? Roztrzasanie dlaczego kupuje bilety do Pl z karty kredytowej czy za gotowke... Jak to sie ma niby do checi posiadania kolejnego dziecka?
    I jeszcze te benefity. Przyjechalam tutaj juz z dzieckiem. Nie mialam wiec, macierzynskiego. Uslyszalam, ze jest mozliwosc, zlozylam wniosek, przyznali, ucieszylam sie, pobieram i nie jest mi z tym zle. Moj maz tez placi podatki. I podkreslam, tez pracowalam tutaj.
    Przeciez ja tego nie wyzebralam! Nam sie to nalezy, skoro jest wyplacane.
    Ja, jako normalna matka, chcaca byc w domu z dziecmi, pragnaca by mialy wiecej, lepiej, mam miec wyrzuty, ze pobieram benefity? Ja ich nie wezme, a taki, co dla benefitow i becikowego dzieci narobi i zamiast im dac na lody, kupi flaszke, bedzie bez wyrzutu lapy wyciagal.
    Jesli Wam ma byc lzej, to nie, nie zamierzam cale zycie zyc z pensji meza i z benefitow. Kilka lat w domu z dziecmi to nic w porownaniu z latami, ktore pozniej spedze w pracy.


  • ta_ruda 17.05.12, 12:11
    Jezeli opisuje dokladnie swoja sytuacje na forum PUBLICZNYM to czego mozna oczekiwac?
    chyba tylko tego ze rozni ludzie roznie to odbiora i rozne wypowiedzi sie uzyska (co jest bardzo dobre bo pozwala rozpatrzec sytuacje z roznych perspektyw o ktorych by sie nie pomyslalo wczesniej).
    Jesli sie chce bardziej dokladniej i przychylnej rady to sie pyta np zaufanego przyjaciela a nie publicznosc na internecie.


    3-mamuska napisała:

    > Juz teraz wiem dlaczego na tym forum tak mało ludzi sie udziela, a większość ty
    > lko czyta.
    >
    > Dziewczyna zadała pytanie , a już zostal sprawdzony jej stan majątkowy, została
    > wieczna matka, naciagaczka podatników, i oszustka.
    > Kobieta bez ambicji bez chęci do pracy.
  • benignusia 17.05.12, 15:30
    3-mamuska napisała:

    > Juz teraz wiem dlaczego na tym forum tak mało ludzi sie udziela, a większość ty
    > lko czyta.
    >
    > Dziewczyna zadała pytanie , a już zostal sprawdzony jej stan majątkowy, została
    > wieczna matka, naciagaczka podatników, i oszustka.
    > Kobieta bez ambicji bez chęci do pracy.

    dokładnie.bo taka basia i inne mają swoje zdanie i na siłe będą forsować .
    zaraz stan majątkowy i każde słowo zostanie sprawdzone,właśnie dlatego cały post przeczytałam i niechce mi się nawet komentować tekstów że jak się ma rodzine wielodzietną(troje!!)to dzieci najczęsciej mają problemy emocjonalne,albo że jeśli ktoś niechce dzieci rzucać do żłobkach od 7 do 17 to leń i niema chęci do pracy i gubi się jak dzieci wyrosną :)
    --
    szczęsliwa mama dwóch córek i dwóch synów :)
  • margaretka_5 17.05.12, 15:42
    benign
    > zaraz stan majątkowy i każde słowo zostanie sprawdzone,właśnie dlatego cały pos
    > t przeczytałam i niechce mi się nawet komentować tekstów że jak się ma rodzine
    > wielodzietną(troje!!)to dzieci najczęsciej mają problemy emocjonalne,albo że je
    > śli ktoś niechce dzieci rzucać do żłobkach od 7 do 17 to leń i niema chęci do p
    > racy i gubi się jak dzieci wyrosną :)

    Myslisz, że każdy kto pracuje, to znaczy, że rzuca dzieci po żłobkach od 7.00 do 17.00 ? Rzucasz ogółnikami aby wytłumacyć postawę tych matek, które nie czują sie na siłach pójśc do pracy zawodowej. Niestety jak się nie ma babci do pomocy, to trzeba kombinować. Nie jest łatwo być matką. Można pracować w domu, wymieniać się z mężem albo mieć większe przerwy pomiędzy dziećmi, bo kilku latach w domu, to dobiero będzie lęk przed pracą. Nie mówię tu rzecz jasna o jakiejś niechęci czy lenistwie absolutnie. Tylko zwyczajnym lęku przed konforntacją swoich kwlaifikacji, przed byciem ocenianą, rozliczaną z efektów, odpowiedzialnością itp.
    A jeżeli chodzi o rodzinę wielodzietną, to tak się przyjmuje przynajmniej w Polsce, że od trójki a nie chodzi o to ile dla kogo, to wielodzietność. Nie wiem jak jest to liczone w UK.
  • benignusia 17.05.12, 15:46
    właśnie ja zacytowałam innych.niekażdy ma mozliwość wymieniania się z mężem itd.jednak wiekszosc która nie pracuje jest oceniana.
    --
    szczęsliwa mama dwóch córek i dwóch synów :)
  • makacjam25 17.05.12, 17:25
    Ale to nawet nie chodzi o to czy jest mozliwosc wymieniania sie z mezem czy nie.
    Ja jedynie w ostatecznosci zdecydowalabym sie na stale na taki uklad. Bo to oznacza, ze albo jestem w pracy, albo sama z dziecmi. I maz tak samo. Wiec wychodzi na to, ze nie jestesmy juz rodzina. Nie jestesmy malzenstwem. Dla mnie rodzina nie sprowadza sie jedynie do wspolnych weekendow, a malzenstwo tylko do dzielenia lozka.
  • elle-joan 17.05.12, 18:17
    makacjam25 napisał(a):

    > Ale to nawet nie chodzi o to czy jest mozliwosc wymieniania sie z mezem czy nie
    > .
    > Ja jedynie w ostatecznosci zdecydowalabym sie na stale na taki uklad. Bo to ozn
    > acza, ze albo jestem w pracy, albo sama z dziecmi. I maz tak samo. Wiec wychodz
    > i na to, ze nie jestesmy juz rodzina. Nie jestesmy malzenstwem. Dla mnie rodzin
    > a nie sprowadza sie jedynie do wspolnych weekendow, a malzenstwo tylko do dziel
    > enia lozka.

    Jak ktoś nie chce pracować, to nie musi. Wolny wybór. Ale nie ma co dorabiać teorii, żę jak matka pracuje, to nie ma rodziny. Jak rodzina jest samodzielna i samofinansująca się, to nie ma za bardzo możliwości, aby jedna osoba utrzymała gromadkę i kupiła dom i to jeszcze w tak młodym wieku. Wymiana z mężem nie oznacza, że razem jest się tylko w łóżku. Poza tym zawsze można zdobyć dobre wykształcenie/dobry zawód i wtedy jest wiecej możliwości pracy w jakimś dogodnym czasie.
  • makacjam25 17.05.12, 22:35
    Ale ja nie generalizuje, ze wszyscy rodzice, oboje pracujacy, nie tworza normalnych rodzin. Ja mowie, ze nie umialabym zaakceptowac faktu, ze ciagle sie mijamy.
  • basiak36 17.05.12, 12:34
    3-mamuska napisała:

    > Wielkie dzięki, ja już mam pieluchy w w domu od ponad 13 lat

    Co wy tak z tymi pieluchami? Najwiekszy problem macierzynstwa to pieluchy a potem juz super z gorki?:) Jest dokladnie odwrotnie:)

    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • fifka01 17.05.12, 12:53
    Domyślam się (i sie pewnie rpzekonam:). I wałśnie dlatego, ja na przykład, wolę mieć te klopoty kompleksowo. Najpierw pieluchy, potem podpaski. A nie pieluchy i podpaski, jak w przypadku trójki dzieci co pięć lat przykładowo.
  • illegal.alien 17.05.12, 13:10
    Ja mam dwoch braci - jeden jest ode mnie o 2 lata mlodszy, a drugi o 12 - i uwazam, ze taki uklad jest super (no, na miejscu moich rodzicow dorzucilabym jeszcze jednego brata/siostre mlodszego ode mnie o 14 lat ;)).
    Mi sie juz taki uklad nie uda, ale uwazam, ze i my jako dzieciaki i rodzice jako dorosli mielismy duzo korzysci z takiego ukladu :)
  • fifka01 17.05.12, 13:34
    1. Ale też nie każdy ma czas. Ja się zbrałam za prokreacje w wieku 35 lat, więc...
    2. Nie kazdy ma widoki na karierę, nie kazdy ma kwalifikacje i predyspozycje do pracy innej niz fizyczna, więc mu wszystko jedno, kiedy do pracy przy taśmie wróci.
    3. Nie każdy ma obowiążek mieć ambicje robic karierę. Ludzie z prostymi zawodami i prostymi zarobkami, jak sprzątaczki, kucharki, kierowcy - tez są społeczeństwu potrzebni, i tez mają prawo zyć godnie.

    hm, 2 i 3 to już tak ogólnie napisałam, bo do twojej wypoeidzi to w zasadzie tylko 1 mialam napisać:)
  • illegal.alien 17.05.12, 14:47
    ad. 1 - zgadzam sie, ale autorka watku ma lat 25 i kupe czasu przed soba.
  • aniaheasley 17.05.12, 13:37
    Illegal, a moglabys cos wiecej napisac? U mnie jest taki uklad, tzn. podobny bardzo, syn jest od jednej corki starszy 8 lat, od drugiej 10 i wlasnie sie boje ze miedzy nim a dziewczynkami jest za duza roznica, zeby mieli na dluzej (nie teraz, kiedy wszyscy pod jednym dachem mieszkamy), na tzw. cale zycie dobre bliskie relacje jak rodzenstwo.
    --
    Ania's Poland
  • jaleo 17.05.12, 13:49
    aniaheasley napisała:

    > Illegal, a moglabys cos wiecej napisac? U mnie jest taki uklad, tzn. podobny b
    > ardzo, syn jest od jednej corki starszy 8 lat, od drugiej 10 i wlasnie sie boje
    > ze miedzy nim a dziewczynkami jest za duza roznica, zeby mieli na dluzej (nie
    > teraz, kiedy wszyscy pod jednym dachem mieszkamy), na tzw. cale zycie dobre bli
    > skie relacje jak rodzenstwo.

    Ja mam siostre mlodsza o 10 lat, do tego z podowdow, o ktorych nie chce sie tu rozpisywac, mieszkalysmy osobno od niemalze samego poczatku, ale mamy bardzo mocna wiez teraz, mimo, ze nie mialysmy jej tak bardzo w dziecinstwie. No ale na pewno fakt, ze mieszkamy niedaleko (ona przyjechala do mnie na miesiac i poznala swojego przyszlego meza i zostala) bardzo pomaga.

    Maz tez ma brata starszego o 11 lat i ma z nim bardzo dobry kontakt, chociaz mieszkaja od siebie daleko. Ale w dziecistwie zyli raczej "obok siebie".

    Wlasne dzieci tez mialam z roznica 9 lat, do tego roznej plci, i starszy syn byl na kompletnie innym etapie rozwojowym, wiec sila rzeczy nie spedzali duzo czasu razem. Wydaje mi sie, ze z duza roznica wieku tak jest - w dziecinstwie nie ma tak wielkiej wiezi, bo dzieci razem sie nie bawia, maja kompletnie inne zycie, zainteresowania i potrzeby, ale jako dorosli sa czesto blizej, niz blizsze sobie wiekem rodzenstwo. Tak wiec nie martwilabym sie na zapas.


    --
    "Ostatnimi czasy, posiadanie wasow, brody lub obojga naraz przez muzykow stalo sie niemalze gwarancja grania dobrego solidnego rocka" - powiedziala Jaleo, wybitny krytyk i komentator wspolczensej sceny muzycznej.
  • fifka01 17.05.12, 14:06
    > Wlasne dzieci tez mialam z roznica 9 lat, do tego roznej plci, i starszy syn by
    > l na kompletnie innym etapie rozwojowym, wiec sila rzeczy nie spedzali duzo cza
    > su razem. Wydaje mi sie, ze z duza roznica wieku tak jest - w dziecinstwie ni
    > e ma tak wielkiej wiezi, bo dzieci razem sie nie bawia, maja kompletnie inne zy
    > cie, zainteresowania i potrzeby, ale jako dorosli sa czesto blizej, niz blizsze
    > sobie wiekem rodzenstwo. Tak wiec nie martwilabym sie na zapas.

    Potweierdzam. U mnie 5 lat różnicy, różna płeć. Ja starsza, całe dorastanie nienawidziłam brata za to ze jest i ze musze go nianczyc, bo akurat moja matula ten blad wychowawczy popelnila, ze ze mnie opiekunke dla neigo robila.
    A w doroslym zyoiu docenia sie wiezi rodzinne, zwierza sie, ufa jak nikomu innemu, bardziej niz rodzicom. Luz Ania. Nei musza byc do siebie rpzywiązani w dzieciństwie, wystarczy, ze wychowasz ich na dobrych, uczciwych ludzi, to sami sie do siebie zbliżą w dorosłym zyciu.
  • basiak36 17.05.12, 14:29
    wlasnie sie boje
    > ze miedzy nim a dziewczynkami jest za duza roznica, zeby mieli na dluzej (nie
    > teraz, kiedy wszyscy pod jednym dachem mieszkamy), na tzw. cale zycie dobre bli
    > skie relacje jak rodzenstwo.

    Wiesz, Aniu, z moich doswiadczen mala czy duza roznica wieku i zadnej reguly jesli chodzi o bliskie kontakty nie ma. Wszystkie rodziny jakie znam gdzie byla mala roznica wieku maja jedna rzecz wspolna: niezbyt dobry kontakt w doroslym zyciu. Byc moze przez to ze jednak jak sie ma rodzenstwo to jest sie zmuszanym poniekad do dzielenia wszystkim, rodzicami, etc wiec pozniej juz sie nie ma na to ochoty, nie wiem. Ale np moj maz z bracmi, wiekowo bardzo blisko, ma kontakt zerowy. Chyba mam tylko jedna kolezanke ktora ma dobry kontakt ze swoja siostra, ale ona 7 lat mlodsza. Ci wszyscy z mala roznica wieku albo sie do siebie nie odzywaja albo w najlepszym razie maja poprawne uklady bez jakiejs zazylosci.

    Wiec ja osobiscie planujac rodzine, nigdy nie planowalam pod katem rodzenstwa jako towarzystwa dla dzieci. Od tego maja kolegow i kolezanki. Dzieci planowalam bo chcialam, a nie z jakimis wyzszymi celami zeby sie bawily razem bo ilekroc szlam do znajomych kolezanek ktore mialy dzieci z mala roznica wieku, te dzieci zamiast sie bawic, zwykle tlukly sie o cos:) Chcialabym aby moje dzieci(roznica wieku 5 lat) mialy kiedys poprawne kontakty, to bedzie super:) Na wiecej nie licze:)
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • illegal.alien 17.05.12, 14:32
    Moge :)
    Moj brat, ktory jest dwa lata mlodszy ode mnie, jest teraz moim najblizszym przyjacielem (no, to sie waham, czy on, czy W - chyba jednak brat, bo jednak krew ta sama i takie tam ;)). Jak bylismy mlodsi, to zarlismy sie na maksa, walki byly do pierwszej krwi dopoki nie poszlismy do gimnazjum. Teraz jest zupelnie inaczej.
    Z kolei moj mlodszy brat ma w moim starszym bracie mentora - serio, takiego szacunku i uznania u mlodszego nie ma nikt, jak starszy brat. A mlodszy teraz zostanie ojcem chrzestnym dziecka starszego brata - takze dziala to w dwie strony :)
    Co do moich rodzicow - no coz, nie wiem jakby bylo, gdyby nie mieli trzeciego dziecka, ale sa mentalnie mlodzi i otwarci. Pieluchy im nie przeszkadzaly, dzieci sa dla nich raczej motorem niz hamulcem :)
    Jezeli chodzi o relacje - w tym momencie mamy 26, 24 i 15 lat i wszyscy w trojke utrzymujemy kontakty - mailowo-telefoniczno-facebookowe. Mlody jest zachwycony moja corka, jest przewspanialym wujkiem, ja jemu pomagam w zadaniach domowych przez telefon (angielski, biologia, chemia), wszyscy jezdzimy razem na wakacje (z moimi rodzicami tez, a jakze ;)). Ta roznica wieku jest naprawde fajna - i jak mlody byl malutki (nigdy nie bawilam sie lalkami jako dziecko, jak on sie urodzil, to zaczelam jego traktowac jak lalke - w pozytywnym sensie), i jak byl przedszkolakiem i nawet teraz, jak dojrzewa i ma burze hormonow (jest late bloomerem, wiec wlasnie wchodzi w bardzo trudny wiek).
  • illegal.alien 17.05.12, 14:35
    Jeszcze dodam, ze 'dzieki' nam mlody jest super obyty w towarzystwie - bo zawsze kumple mojego brata to byli jego kumple (bez wiekszych protestow z ktorejkolwiek stron) i przez to umie sie dogadac z ludzmi w kazdym wieku i na kazdym poziomie.
    Nie wspominajac o tym, ze taki starszy brat to i na koncert zabierze i na mecz i gdziestam.
    Nie pamietam, zeby dla kogokolwiek bylo to upierdliwe, ale fakt jest taki, ze nigdy nie bylismy zmuszani do opieki nad mlodym, ani nawet nie bylismy o to proszeni. Wszystko bylo dobrowolne.
  • lucasa 18.05.12, 13:18
    basiak36 napisała:

    > 3-mamuska napisała:
    >
    > > Wielkie dzięki, ja już mam pieluchy w w domu od ponad 13 lat
    >
    > Co wy tak z tymi pieluchami? Najwiekszy problem macierzynstwa to pieluchy a po
    > tem juz super z gorki?:) Jest dokladnie odwrotnie:)

    Basia, ale co jest odwrotnie? Problemy so inne, ale logistyka znacznie latwiejsza. Jak sie karmi piersia to super, jak nie - to trzeba sie zastanawiac gdzie podgrzac, gdzie zatrzymac aby przewinac, czy z wozkiem da sie wdrapac na ta gorke, czy zrezygnowac ze zwiedzania czy nosic wozek, albo czy da sie przedrzec przez paryskie metro. Ja akurtat lubilam jak dziecko mialo rutyne, wiec tez nie zawsze wychodzilam kiedy chcialam, tylko dzien byl planowany pod dziecko. Tak samo z wakacjami i odwiedzinami. Jak ma sie dziecko, ktore nie spi w nocy to rano sie chodzi jak zombie, jak sie ma ruchliwe, to do pewnego wieku trzeba miec oczy dookola glowy itd.

    Na sile chcesz udowodnic, ze male dziecko to je i spi i sie usmiecha, a potem to juz jest strasznie?
    Ja dzieci mam w wieku 7 i 8.5 i uwazam, ze jest luz, ze sa samoobslugowe i to juz od jakiegos czasu. Tak, problemy sa inne, ale takie jest zycie. Ale przynajmniej mozna wakacje razem zaplanowac i miec z tego obustronna korzysc niz taplac sie w toddler pool przez 2 tyg (przenosnia!).

    A odnosnie postu zalozycielskiego - ladnie Ci napisala Onmytoes i miwh. Nie tlumacz sie tutaj jak bardzo chcesz, bo niektorzy tego nie zrozumieja, nie podawaj szczegolow finansowych bo jak widzisz bedzie to rozebrane na czesci pierwsze, tylko to jest sprawa miedzy Toba i mezem. Ja innej drogi niz rozmowa (nie tylko o tym, co sie chce a czego nie chce, tylko tez ogolnie - jak sie widzi przyszlosc dla rodziny, jakie sa plany i marzenia, jakie priorytety, co chcemy jako rodzina osiagnac itd).
    A
  • basiak36 18.05.12, 17:44
    Ja akurtat lubilam jak dziecko mialo rutyne, wiec tez nie za
    > wsze wychodzilam kiedy chcialam, tylko dzien byl planowany pod dziecko. Tak sam
    > o z wakacjami i odwiedzinami. Jak ma sie dziecko, ktore nie spi w nocy to rano
    > sie chodzi jak zombie, jak sie ma ruchliwe, to do pewnego wieku trzeba miec ocz
    > y dookola glowy itd.

    No ja na szczescie nigdy niewolnikiem rutyny nie bylam, mielismy pewien system ktory dzialal, typu spanie i kapiel o tej samej porze, ale dzieci jako niemowleta nigdy nas nie powstrzymywaly przed podrozami, od czego sa chusty:))
    Ale zgadza sie ze podrozowac ze starszymi latwiej, duzo latwiej. Do czasu kiedy nie powiedzia ze juz nie maja ochoty z rodzicami jezdzic:)

    Po pierwsze nie napisalam ze strasznie tylko ze trudniej. Zalezy oczywiscie na ile jest sie zaangazowanym w sprawy dzieci, bo znam rodzicow ktorzy generalnie czekaja az dziecko zacznie do szkoly chodzic i puszczaja samopas, uznajac ze sa 'samodzielne'.
    Mowie o takim rodzicielstwie gdzie sie z dziecmi rozmawia, etc gdzie wylaza rozne problemy ktore dzieci przechodza, i sa to duzo wazniejsze i trudniejsze problemy bo mozna powiedziec ze decyduja o przyszlosci dziecka. Duzo latwiej jesli opieka ogranicza sie do zmiany pieluchy i przestawienia na druga piers. Jak musialam z moim dzieckiem przegadac problem dokuczania i paru innych trudniejszych tematow, kiedy widzialam jak sie meczyl z jakims problemem - dla mnie to duzo 'powazniejsze' sprawy sa.
    Mowie ogolnie, nie w odniesieniu do Ciebie czy kogokolwiek w tym watku.
    Moja kolezanka ma syna nastolatka ktory wlasnie olal nauke i nie wie co z soba zrobic i to jest prawdziwy problem, nie pieluchy.
    --
    ------------------------------------------
    Na razie nie mam pomyslu:)
  • moni73 18.05.12, 21:57
    Basia i znow musze sie z Toba zgodzic w calej rozciaglosci. Ja mam troje 6, 9 i 14 lat. I uwierzcie lub nie ale jazda to sie zaczyna powyzej 10 lat. Z utesknieniem wspominam moje "problemy" z dzieciakami sprzed lat. Moj nastoletni syn wlasnie jest na etapie ze szkola tylko zycie marnuje i czas zabiera, wiec ja tam tesknie za czasem kiedy byl w pieluchach ( a dal mi popalic tak ze 4 lata sie zarzekalam ze nie bede miec wiecej dzieci ;)) Ponadto oznajmil nam ostatnio po raz kolejny ze jak skonczy 16 lat to sie wyprowadza ! ;) Bycie blaznem klasowym jest obecnie szczytem jego ambicji...

    Autorce watku nie doradze nic madrego bo to sprawa indywidualna, bardzo. Ja marzylam o 3 i niczego nie zaluje, dzieci sa moich zyciem. Ale pamietaj ze nie dasz rady wszystkiego zaplanowac, ani wiosny jako czas porodu, ani rutyny dla niemowlaka ( z doswiadczenia wiem co mowie niestety). Jesli bardzo chcesz miec trzecie- tak jak najbardziej tak. Ale jak masz watpliwosci, poczekaj. Roznica wieku mala czy duza niczego Ci nie gwarantuje.
  • miwah 19.05.12, 18:34
    Ja mam troje 6, 9 i
    > 14 lat. I uwierzcie lub nie ale jazda to sie zaczyna powyzej 10 lat. Z uteskni
    > eniem wspominam moje "problemy" z dzieciakami sprzed lat. Moj nastoletni syn
    > wlasnie jest na etapie ze szkola tylko zycie marnuje i czas zabiera, wiec ja ta
    > m tesknie za czasem kiedy byl w pieluchach ( a dal mi popalic tak ze 4 lata sie
    > zarzekalam ze nie bede miec wiecej dzieci ;)) Ponadto oznajmil nam ostatnio po
    > raz kolejny ze jak skonczy 16 lat to sie wyprowadza ! ;) Bycie blaznem klasowy
    > m jest obecnie szczytem jego ambicji...

    a to chyba tez od okolicznosci zalezy.
    mam w domu m in 15to, 14to i 12latke i nic z wyzej wymienionych nas nie dotyczy.
    I rzeczywiscie w naszym przypadku te pieluchowe lata byly trudniejsze niz obecnie ( wzglednie bo nie na tyle trudne by zniechecily do powiekszenia rodziny ;-P )
    No ale wlasnie okolicznosci. Moje dzieci nie sa pod wplywem presji rowiesnikow ani tez na nia podatne wiec podejrzewam ze stad roznica. Tudziez z faktu ze na biezaco jestesmy z tym co im w duszy gra.
  • lucasa 18.05.12, 23:50
    basiak36 napisała:

    > Ja akurtat lubilam jak dziecko mialo rutyne, wiec tez nie za
    > > wsze wychodzilam kiedy chcialam, tylko dzien byl planowany pod dziecko. T
    > ak sam
    > > o z wakacjami i odwiedzinami. Jak ma sie dziecko, ktore nie spi w nocy to
    > rano
    > > sie chodzi jak zombie, jak sie ma ruchliwe, to do pewnego wieku trzeba mi
    > ec ocz
    > > y dookola glowy itd.


    > No ja na szczescie nigdy niewolnikiem rutyny nie bylam,

    ja na szczescie tez nie,
    pisalas, ze nie rozumiesz o co chodzi z pieluchami,
    to, ze potem sa inne problemy to oczywiste,
    A

  • margaretka_5 17.05.12, 15:24
    Makacjam, jak piszesz, że kupiliście własny dom, a Ty wprawdzie pracowałaś ale teraz nie pracujesz, no i chyba nie kupiliście "z biegu" tylko chociaż jakiś czas płaciliście za wynajem, to znaczy, że Twój mąż zarabia rewelacyjnie. Zwłaszcza, że nie piszesz o spłacie kredytu, bo to przeciez byłby poważny argument za Twoją pracą. W takiej sytuacji wygląda na to, że mąz faktycznie nie za bardzo chce mieć trzecie dziecko. Bo przeszkód finansowych raczej nie ma.
    A co do najlepszego czasu na kolejne dzieci, to oprócz tego, co niektóre piszą, to warto wziąć pod uwagę potrzeby dziecka, a nie tylko:bo ja chciałam jedno po drugim, bo przy jednych pieluchach" itd. Moze dla matki, to wygodne zająć dzieci tą samą zabawą i odprowadzić do tej samej szkoły, ale czy dziecko będzie miało wystarczająco dużo uwagi? Nastolatek, dziecko szkolne oczywiśće też potrzebuje naszego czasu, zainteresowania, rozmowy, ale nie trzeba go prowadzać za rączkę, karmić, można zostawić w domu, zajmuje się sam sobą, idzie do koleżanki itp. Jak poświęcisz czas jak są małe, to duża szansa, że będziesz miała dobry kontakt z nastolatkiem. Autorka po raz kolejny przytacza jakieś: nie chce takiej matki, nienawidzę cię. Gdzie Ty się tego nasłuchałaś? Naprawdę nastolatki, to nie muszą być diabły wcielone czy zbuntowane.
  • makacjam25 17.05.12, 15:37
    Margaretko dom mamy na kredyt, a spalta nie sprawia nam problemow, po prostu, po 2-och latach placenia rentu stwierdzilismy, ze lepiej ta kwote wplacac na nasz wlasny kredyt, przynajmniej nie bede musiala nikogo pytac czy moge sobie pomalowac sciane itp.

    A te teksty to przenosnia tylko, z przymrozeniem oka.
  • margaretka_5 17.05.12, 15:46
    makacjam25 napisał(a):

    > Margaretko dom mamy na kredyt, a spalta nie sprawia nam problemow, po prostu, p
    > o 2-och latach placenia rentu stwierdzilismy, ze lepiej ta kwote wplacac na nas
    > z wlasny kredyt, przynajmniej nie bede musiala nikogo pytac czy moge sobie poma
    > lowac sciane itp.
    >

    Makacjam, naprawdę Cię nie rozliczam tylko odnoszę się do Twoich słów. Kupno domu to nie tak, że można zamiast rent za wynajęcie to płacić na własne. Żeby dostać kredyt trzeba wykazać się odpowiednio wysokim dochodem. To tylko tak odnoście zasad przyznawania kredytu. Gdyby tylko przerzucić rent na poczet spłat kredytu, to praktycznie nie byłoby najemców.
    W tej sytuacji faktycznie dziwne, że macie benefity oprócz child benefit, który jest dla każdego dziecka.
  • makacjam25 17.05.12, 17:33
    Hmm... to ja nie w tym kontekscie, ze mnie rozliczasz, nie odnioslam nawet takiego wrazenia. Myslalam, ze dalam do zrozumienia, ze dom kupilismy ot tak, za gotowke.

    A ja mysle, ze dostac kredyt wcale nie jest tak trudno. Tyle, ze w banku, my tak zrobilismy, kiedy posrednik zaproponowal nam jedynie 64,000 jako maksimum przy meza dochodach. A w naszym miescie za takie pieniadze to rudere do kompletnego remontu kupic mozna. Do banku poszlismy juz z konkretna oferta domu, wplacilismy 10%, a rata wynosi 35f wiecej niz kosztowal wtedy nas rent.
    I dlatego zdziwilo mnie takie obruszenie dziewczyn nt korzystania z karty kredytowej, bo to akurat byl duzy plus w banku i o benefity tez pytali i tez uslyszelismy, ze to dobrze, ze pobieramy. Wiec nie rozumiem o co chodzi, dlaczeo to taki wstyd i pazernosc je miec.
  • ta_ruda 18.05.12, 11:37
    zbaczajac z tematu kolejnego dziecka -
    kupiliscie dom 'ot tak, za gotowke' a wasza rata kredytu jest o 35f wyzsza niz rent. To tak wy kupiliscie ten dom za gotowke? Nie rozumiem?

    makacjam25 napisał(a):

    > Hmm... to ja nie w tym kontekscie, ze mnie rozliczasz, nie odnioslam nawet taki
    > ego wrazenia. Myslalam, ze dalam do zrozumienia, ze dom kupilismy ot tak, za go
    > towke.
    >
    > A ja mysle, ze dostac kredyt wcale nie jest tak trudno. Tyle, ze w banku, my ta
    > k zrobilismy, kiedy posrednik zaproponowal nam jedynie 64,000 jako maksimum prz
    > y meza dochodach. A w naszym miescie za takie pieniadze to rudere do kompletneg
    > o remontu kupic mozna. Do banku poszlismy juz z konkretna oferta domu, wplacili
    > smy 10%, a rata wynosi 35f wiecej niz kosztowal wtedy nas rent.
    > I dlatego zdziwilo mnie takie obruszenie dziewczyn nt korzystania z karty kredy
    > towej, bo to akurat byl duzy plus w banku i o benefity tez pytali i tez uslysze
    > lismy, ze to dobrze, ze pobieramy. Wiec nie rozumiem o co chodzi, dlaczeo to ta
    > ki wstyd i pazernosc je miec.
  • princesswhitewolf 18.05.12, 12:04
    >yle, ze w banku, my ta
    > k zrobilismy, kiedy posrednik zaproponowal nam jedynie 64,000 jako maksimum prz
    > y meza dochodach.

    , ja tez nie rozumiem co nasza kolezanka makacjam prawi . W banku zazwyczaj otrzymuje sie kredyt w wysokosci 3-4ry razy wysokosc pensji rocznej . Ok zalozmy 3 raz bo mieli maly depozyt. Ale to wychodziloby, iz maz zarabia £21 tys rocznie. Byloby to bardzo malo jak na 4 osoby ( aktualne) a juz o 5tej nie wspomne.
  • ta_ruda 18.05.12, 12:14
    mnie nie zainteresowalo ile maz zarabia bo to ich sprawa.


    zainteresowalo mnie natomiast stwierdzenie ze kupili dom 'ot tak, za gotowke' a ich raty sa troche wyzsze niz rent. a coz to za sposob kupowania czegos ot tak za gotowke jednoczesnie splacajac raty...

  • makacjam25 18.05.12, 12:33
    Niewiem jak jest zazwyczaj.
    My dostalismy kredyt w Natwest prawie od reki. Konto mamy w innym banku. Dom kosztowal 99,000 jesli to juz takie wazne. 10 proc. wplacilismy od razu, plus wiadomo koszty prawnikow.
    Moj maz wtedy pracowal za jakies 7f w fabryce. Benefity byly wliczone w dochod.
    Niewiem dlaczego mialabym wymyslac, ze mam dom na kredyt, czy, ze ten kredyt dostalam, dla mnie to bylo oczywiste, ze skoro zyjemy tutaj, to lepiej splacac kredyt swoj niz landlorda.
    Przynajmniej jak mi sie odwidzi ten dom za kilka lat, choc watpie, to go sprzedam i juz na tym zyskam, a nie bede sie landlordowi kaucja rozliczac za zuzycie dywanu czy obite sciany. Dla mnie to pewien rodzaj lokaty, zabezpieczenia. Gdyby mnie bieda zastala w zyciu, zawsze moge jeden pokoj podnajac, albo caly dom, sama wyprowadzic sie do tanszego, uwazam, ze daje nam to wiele mozliwosci.
  • princesswhitewolf 18.05.12, 12:40
    £7 za godzine ? matkobosko na 4 osoby w domu to BARDZO malo

    Wiesz dochody meza to nie nasza sprawa. Ale naaaaprawde z calej zyczliwosci mowie ci Sluchaj Chlopa Swego bo on wie co prawi. Hormony do ciebie przemawiaja.

    Osobiscie to bym wrecz na stolku nie mogla usiedziec w takiej sytuacji tylko rwala sie do pracy jak tylko dzieciaki beda mogly isc do szkoly. Albo babcie sciagnela do pomocy by isc teraz.
  • makacjam25 18.05.12, 12:56
    Z babcia nie konsultowalam zachodzenia w ciaze, wiec nie ma obowiazku mi w wychowywaniu pomagac. Napisalam, ze wtedy zarabial 7. Teraz tez nie kolosalnie wiecej. Czy naprawde hanba jest, ze mi to wystarcza? Na zycie, przyjemnosci? Nikt w uzywanych butach nie chodzi i kazdego stac na dbanie o siebie. Niech moze kazdy zyje jak chce?
  • princesswhitewolf 18.05.12, 13:09
    >Czy naprawde hanba jest, ze mi to wystarcza? Na zycie, przyjemnosci? Nikt w uzywanych >butach nie chodzi i kazdego stac na dbanie o siebie. Niech moze kazdy zyje jak chce?

    Nie to nie hanba i nie o to chodzi. Ale to napraaaawde bardzo malo dla 4 osobowej rodziny nawet jesli maz zarabia dwa razy tyle czyli £14 na godzine. Dzieci rosna i coraz wieksze potrzeby beda mialy. A co bedzie jak maz straci prace? Macie jego dochodow ubezpieczenie od utraty pracy i wypadkow?- jak nie to koniecznie wezcie.

    W twojej sytuacji nie rozumiem dlaczego mowisz iz macie sie swietnie finansowo.
  • szprotka6 18.05.12, 13:20
    princesswhitewolf, daj dziewczynie zyc. To zenujące zaglądac ludziom w gary, nie sadzisz, ? Nie ustawiaj ludziom zycia, nie znamy realiow i nic nam do tego.

    > W twojej sytuacji nie rozumiem dlaczego mowisz iz macie sie swietnie finansowo.
    Bo kazdy ma inne spojrzenie na pewne sprawy. Nie ma obowiązku chodzenia pod sznurkiem, robienia tego, co wszyscy robią i takim sposobem jak wszyscy robią.
    Ja będę szczęsliwa, bo mam zdrowe dzieci, a ktoś mający rownie zdrowe dzieci będzie pol zycia nieszczęsliwy, bo nie moze kupic sobie ferrari.
  • princesswhitewolf 18.05.12, 13:27
    szprotka6, ale ona nas sie pyta o rade. Chcemy dac rozsadna rade. Nie sposob dac rady jesli sie nie wezmie pod uwage sytuacji finansowej rodziny przy decyzji na 3cie dziecko. Dla mnie to nr1. sprawa do rozwagi jesli w ogole cokolwiek sie liczy poza sama checia.

    Jakie ferrari? Ja mowie o tym by wystarczylo im na zycie i utrzymanie dzieci bez zaciagania jakichs kredytow na bilety.

    Czulabym sie winna gdybym napisala: rodz bo nic innego niz milosc sie nie liczy. Licza sie i inne wazne sprawy.
  • szprotka6 18.05.12, 19:41
    > szprotka6, ale ona nas sie pyta o rade.

    Ale chyba nie o radę w kwestii jaka stawka na rękę wystaczy na utrzymanie 4-5 osobowej rodziny? Piszesz jej:
    >Ale to napraaaawde bardzo malo dla 4 osobowej rodziny nawet jesli maz zarabia dwa razy tyle czyli £14 na godzine.
    >£7 za godzine ? matkobosko na 4 osoby w domu to BARDZO malo

    Pozwolmy autorce i jej mezowi zdecydowac jaka kwota jest dla nich komfortowa by zyc z dwojką/trojką dzieci.
    Rodzina autorki watku mieszka w UK nie od wczoraj, więc pewnie zna ceny, koszty utrzymania. Zna przede wszytskim swoje potrzeby. Poza tym rodziny zarabiające mniej dostają dosc duzo zasilkow (co zresztą autorka przytacza) więc czasem to im się az tak zle nie powodzi. WIęc bezsensowne mi się tu wydaje sledzenie kazdej podanej przez nią cyferki.
    Czy pytania (to juz nie Twoje, wybacz, ze tu tez dopiszę) skąd wzięli na wklad wlasny....A moze mieli kasę z wesela odlozoną, a moze spadek dostali po dziadku, a moze mieszkanie w POlsce sprzedali, a moze rodzina im pozyczyla albo jakis inny bank, trochę dystansu ludzie..... Na kazdym kroku sledztwo normalnie;-)

    Mialam znajomych, 4 osobowa rodzinę, gdzie on pracowal za najnizsza krajową (na papierze, w realu do ręki dostawal więcej), w weekendy remontowal ludziom chalupy na lewo, dostawali maxymalne zasilki z mozliwych, jak pamiętam bylo tego kolo 900f na miesiąc. My z męzem oboje pracujący, z niezlymi pensjami, dwojka dzieci mielismy chwilami takie same dochody jak tamta rodzina:-)

  • princesswhitewolf 18.05.12, 19:53
    Mialam znajomych, 4 osobowa rodzinę, gdzie on pracowal za najnizsza krajową (na
    > papierze, w realu do ręki dostawal więcej), w weekendy remontowal ludziom chal
    > upy na lewo, dostawali maxymalne zasilki z mozliwych, jak pamiętam bylo tego ko
    > lo 900f na miesiąc. My z męzem oboje pracujący, z niezlymi pensjami, dwojka dzi
    > eci mielismy chwilami takie same dochody jak tamta rodzina:-)


    To sie niebawem zmieni dzieki bogu. Czeka nas rewolucja zasilkow...
  • makacjam25 18.05.12, 12:17
    Nie kupilismy domu za gotowke ! Wplacilismy 10 proc. tylko i reszta w kredyt. Wlasnie to tlumaczylam margaretce, poniewaz myslalam, ze zle zrozumiala.
  • ta_ruda 18.05.12, 12:21
    kilka postow wyzej napisalas, cyt: "Myslalam, ze dalam do zrozumienia, ze dom kupilismy ot tak, za gotowke"

    makacjam25 napisał(a):

    > Nie kupilismy domu za gotowke ! Wplacilismy 10 proc. tylko i reszta w kredyt. W
    > lasnie to tlumaczylam margaretce, poniewaz myslalam, ze zle zrozumiala.
  • fifka01 18.05.12, 12:27
    ale cała ta wypowiedź miała taki sens:
    myslalam,z e dałam ci do zrozumienia, ze kupilismy dom ot tak, za gotówkę, ALE TAK NIE JEST. :) o to chodziło, przynajmnieja ja tak zrozumialam i chyba adresatka też :)

    A w ogóle, ja rozumiem, ze dziewczyna pisze na forum publicznym wiec sie dobrowolnie decyduje na omawianie jej sytuacji finansowej bo jest ściśle związana z tematem, aczkolwiek to już naprawde jest takie szczwgółowe roztrząsanie, że zaczyna sie neismaczne robić.
    Damy nie rozmawiają o kilogramach i pieniądzach wszak. :)
  • makacjam25 18.05.12, 12:37
    > Damy nie rozmawiają o kilogramach i pieniądzach wszak. :)

    tematu mojej nadwagi bym juz nie zniosla :D
    pewnie to wynik tego "siedzenia" w domu ;)
  • ta_ruda 18.05.12, 12:49
    ;-)

    mnie naprawde nie interesuje sytuacja finansowa tej dziewczyny bo i dlaczego?, zainteresowalo mnie natomiast to bardzo ciekawe stwierdzenie "kupilismy dom OT, ZA GOTOWKE'
    po czym nastepuje wytlumaczenie dostania kredytu.

    taka troche sprzecznosc jak dla mnei i chcialam sie dowiedziec co to znaczy kupic dom za gotowke i jednoczesnie wziac na ten dom kredyt....


    fifka01 napisała:

    > Damy nie rozmawiają o kilogramach i pieniądzach wszak. :)
  • makacjam25 18.05.12, 12:57
    Ty naprawde nie chcesz zrozumiec sensu tej wypowiedzi?
  • ta_ruda 18.05.12, 12:58
    juz zalapalm, Ty myslalas ze dalas nam do zrozumienia ze kupiliscie dom za gotowke ale tak nie jest.
    makacjam25 napisał(a):

    > Ty naprawde nie chcesz zrozumiec sensu tej wypowiedzi?
  • makacjam25 18.05.12, 13:00
    Konkretnie myslalam, ze margaretka tak wlasnie zrozumiala...
  • makacjam25 18.05.12, 12:35
    No tak, dokladnie. Przeczytaj uwaznie. Myslalam, ze dalam do zrozumienia, ze kupilismy ten dom za gotowke. A, ze tak nie bylo, chcialam to sprostowac.
  • ta_ruda 18.05.12, 12:53
    czy to rozumiesz co znaczy wyrazenie 'kupic cos za gotowke'?

    i czy rozumiesz to co sama piszesz?


    makacjam25 napisał(a):

    > No tak, dokladnie. Przeczytaj uwaznie. Myslalam, ze dalam do zrozumienia, ze ku
    > pilismy ten dom za gotowke. A, ze tak nie bylo, chcialam to sprostowac.
  • makacjam25 18.05.12, 12:59
    Przeczytaj moje wypowiedzi po kolei, nie po lebkach. Nigdzie nie napisalam, ze kupilismy dom za gotowke. Wycinajac zdanie z kontekstu mozna sobie sklecic to, co sie chce.
    To bylo wyjasnienie dla margaretki. Nie bede kolejny raz juz tego powtarzac.
  • arya82 18.05.12, 12:29
    No widzisz Makacjam, dla mnie ten wątek ma coraz mniej sensu.
    Niby nie chcesz by pomóc Ci podjąć decyzję co zrobić ani jak przekonać męża, ale mówisz, że wypowiedzi ci pomogły i jednak parę argumentów dla niego znalazłaś.
    No i przedewszystkim fakt, że chyba mało kto tutaj tak naprawdę zrozumiał jaka jest twoja sytuacja i czego i dlaczego tak naprawdę chcesz. Tak jak tu przykład z tymi finansami, wszystko przedstawiasz w tak zagmatwany sposób, że potem nie ma się co dziwić, że każdy inaczej to zrozumiał. I jak tu oczekiwać na pomocne i rzetelne odpowiedzi i to jecze od tak naprawdę obcych i nie znających Ciebie, ani twojego życia osób.

    Moje zdanie jest takie, że to o co pytasz, to nie takie hop siup jak wybór wózka, a mega istotna sprawa, która w zasadzie powinna być rozwiązywana tylko między Tobą i mężem. Ktoś Ci tu podsunie rozwiązanie, sposób myślenia, sposób na życie? Wyda Ci się że jest ok, a później jednak okaże się że dla Was się nie sprawdza.... Ja bym na twoim miejscu naprawdę skupiła się na rozmowach z mężem i ustalaniem z nim waszej wspólnej przyszłości,
  • makacjam25 18.05.12, 12:53
    Niewiem kto i czego nie zrozumial. Chetnie wyjasnie. Wydaje mi sie, ze pisze na tyle wprost, ze wszystko jest jasne.
    Moja decyzja nie bedzie uwarunkowana tym, co przeczytam na forum ! Rozmawiamy z mezem na razie dosc luzno, bo do wrzesnia jeszcze czas jest, wczesniej i tak starac sie nie bedziemy.
    Po to jest forum, by pytac, by dyskutowac.
    Czy jak ktos pisze, ze chce wracac do Polski i sto osob odpowie nie wracaj, a jedna, ze jedz, to czy autor ma prawo miec zal, ze sto osob jej zle radzi?
    Czy jak kobieta spyta czy warto rodzic w domu, Ty jej doradzisz, ze tak warto, a dziecku sie cos stanie, czy Ty bedziesz winna? No ludzie wyluzujcie. Nie po to byl ten watek, by ktos za mnie decyzje podjal.
    Otworzyl mi oczy na wiele spraw, o ktorych wczesniej nie mialam pojecia, tematow, o ktorych w domu nie rozmawialismy. I o to mi chodzilo, by ktos inny ocenil to ze swojego punktu widzenia, ocenil nie znaczy stu postow przytakujacym tonem.
    Te kilka dziewczyn, ktore mysli podobnie jak ja utwierdzilo mnie w mojej decyzji. A dzieki slowom krytyki wiem, ze nawet jesli moj maz ma teraz inne plany na zycie, nie oznacza to mojej porazki, poniewaz na wszystko w zyciu mam jeszcze czas. I na kariere i na podroze i na trzecie, czy piate dziecko. Ciesze sie, ze jestem w takim fajnym momencie swojego zycia, w ktorym jestem szczesliwa, mloda i moge wybierac to, co chce, a nie robic to, co musze, bo czas mnie goni.
  • szprotka6 17.05.12, 20:20
    > Makacjam, naprawdę Cię nie rozliczam tylko odnoszę się do Twoich słów. Kupno do
    > mu to nie tak, że można zamiast rent za wynajęcie to płacić na własne. Żeby dos
    > tać kredyt trzeba wykazać się odpowiednio wysokim dochodem. To tylko tak odnośc
    > ie zasad przyznawania kredytu. Gdyby tylko przerzucić rent na poczet spłat kred
    > ytu, to praktycznie nie byłoby najemców.

    ALe się upierasz o ten ich dom:-) A skąd wiesz gdzie oni mieszkają? Jak drgi dom wynajmowali?Jak drogi dom kupili. Autorka pisze, ze mieli 10% wkładu. Mozna kupic dom za 110 tys i za 350tys. Roznica w miesięcznej racie będzie drastyczna, prawda?

    To przypomina wczesniejszą debatę nad tym czy ta rodzina naprawdę dobrze radzi sobie finansowo;) Da jedych dobry status finansowy to 2 dobre auta na parę, dom o min jedną sypialnę większy niz potrzeba na bieżąco, kino, teatr, karnety na dobry fitness, obiady na miescie na porządku dziennym, drogi telefon, kosmetyki z najwyzszej polki i zakupy cotygodniowe minimum z M&S.
    Dla innych dobry status finansowy to to, ze starcza mi na moje potrzeby (a wcale z tymi potrzebami nie wiążą się duze wydatki).

    makacjam-mnie jedno jeszcze do glowy przychodzi. Moze Twoj maz, jak wielu facetow obawia się sytuacji utraty pracy (nawet, jesli jego pozycja w firmie jest stabilna-ale czasy są jakie są i w kazdej powaznej firmie bierze się jednak kazdą ewentualnosc pod uwagę, nie takie potegi juz upadaly z dnia na dzien...tfu tfu).
    WIedząc, ze macie na glowie kredyt na dom (byc moze to Wasz największy dorobek zyciowy?) wolalby się ubezpieczyc na wypadek jakichkolwiek zwolnien. Zawsze w takiej syt Ty z dobrym fachem wskakujesz prędzej czy pozniej w miejsce zarabiającego w rodzinie, a nie tylko on wtedy jest odpowiedzialny za natychmiastowe znaleznienie pracy? Po prostu wtedy obzdwoje wztyacie umysly i mozliwosci, by prace zdobyc.
  • szprotka6 17.05.12, 20:34
    Kupno do
    > mu to nie tak, że można zamiast rent za wynajęcie to płacić na własne. Żeby dos
    > tać kredyt trzeba wykazać się odpowiednio wysokim dochodem.

    A ja mam inne spostrzezenia i sądzę, ze dobrze przygotowując się do kupna jak najbardziej mozna kupic dom na na tyle dobrych warunkach (lokując w niego np wczesniejsze oszczędnosci), by placic raty ponizej miesięcznego wynajmu domu. Znam sporo osob, ktore mieszkają w UK z zalozenia tylko przez pewien okres-5-10 lat I kupno domu to dla nich lokata finansowa. Wyjezdzając dom wynajma lub sprzedadzą, o ile bedzie to korzystny moment i odzyskają swoje pieniądze.

    To nie Polska, tu wlasny dom (hmmm, domek lub nawet domeczek, ale jednak) ma listonosz, co gospodarniejszy pracownik fabryczny czy przedszkolanka. A przeciez w tych zawodach nie zbija się kokosow.
  • makacjam25 17.05.12, 22:52
    Mysle, ze moj maz boi sie codziennosci po prostu, ze majac dwoje dzieci, widzac ile czasem zamieszania przy wyjsciu, boi sie swiadomie zdecydowac na wiecej ;) Loty do Polski, kombinacje, by sie gdzies wyrwac we dwoje... a teraz zrobilo sie tak jakos luzniej, mlodsza ma prawie 3 latka, wiele jej mozna wytlumaczyc, mozemy w tym samym czasie wyskoczyc maz na pilke, ja do solarium, na zakupy, a dzieciaki bez placzu i strachu podrzucic mojemu bratu, ktory je uwielbia. Tylko im one starsze, mniej absorbujace, tymbardziej ja czuje jakis niedosyt. Wiem, ze to wciaz male dzieci, ze potrzebuja multum uwagi i bycia tez z kazda sam na sam. Byc moze moj maz nie jest pewien czego chce, a moze wie, ale nie chce mi powiedziec... Niewiem, bardziej sklaniam sie ku wersji, ze sie boi zmiany. Ostatnie lata to bylo jedno wielkie zamieszanie, wyjazd do UK, zaczynanie wszystkiego od nowa, drugie dziecko, kupno domu... Teraz zrobilo sie jakos tak spokojniej, moze on tego potrzebuje na dluzej. Nie zamierzam naciskac, bo tym wiecej strace niz zyskam. Wiem, ze jak czegos nie chce, nie da sie przekonac. I dobrze, bo to zbyt wazna decyzja, by robil cos, czego nie jest pewien.


  • princesswhitewolf 18.05.12, 12:08
    >Tylko im one starsze, mniej absorbujace, tymbardziej ja czuje jakis niedosyt.

    Dlaczego niedosyt? dzieci rosna i to normalne i kazdy etap rozwoju twoich dzieci jest rownie wspanialy do wspoluczestniczenia w nim jako matka. Na kazdym etapie dzieciak potrzebuje tyle samo uwagi- im starszy tym wiecej rozmow z nim potrzeba.

    Zastanow sie. Pragniesz dziecka czy malego dziecka w szczegolnosci ? Jesli malego wlasnie to zwroc na moja druga od konca wypowiedz- to hormony toba miotaja
  • arya82 18.05.12, 12:19
    princesswhitewolf napisała:

    > >Tylko im one starsze, mniej absorbujace, tymbardziej ja czuje jakis niedos
    > yt.
    >
    > Dlaczego niedosyt? dzieci rosna i to normalne i kazdy etap rozwoju twoich dziec
    > i jest rownie wspanialy do wspoluczestniczenia w nim jako matka. Na kazdym etap
    > ie dzieciak potrzebuje tyle samo uwagi- im starszy tym wiecej rozmow z nim potr
    > zeba.
    >
    > Zastanow sie. Pragniesz dziecka czy malego dziecka w szczegolnosci ? Jesli male
    > go wlasnie to zwroc na moja druga od konca wypowiedz- to hormony toba miotaj

    Znam osobiście takie babki, które zarzekały się, że to już ostatnie dziecko, że finansowo byloby trudno i plan już zrealizowany, ale po jakimś czasie pragneły po prostu niemowlaka w domu i tylko tyle. Niemowlak się pojawiał, na chwilę wszystko super, a później znów ta sama tęsknota za zapachem newborn w domu ;)
  • makacjam25 18.05.12, 13:11
    > Znam osobiście takie babki, które zarzekały się, że to już ostatnie dziecko, że
    > finansowo byloby trudno i plan już zrealizowany, ale po jakimś czasie pragneły
    > po prostu niemowlaka w domu i tylko tyle. Niemowlak się pojawiał, na chwilę ws
    > zystko super, a później znów ta sama tęsknota za zapachem newborn w domu ;)

    Tak, tylko mam dwa zywe, rozgadane dowody na to, ze noworodek to tylko moment.
    Hormony nie maja z tym nic wspolnego, poniewaz dla mnie najgorszym okresem u dziecka byl wiek od 4-ech do 9-10 miesiecy. Jest to dosc dlugi czas, ale wlasnie te niekonczace sie pytania i tlumaczenie mojej 5-latce jak to sie dzieje, ze ten kurczak co go jemy to nie zyje, daja mi duzo frajdy. I nie bez powodu czesto tez mowie, ze im moje dziewczyny starsze, tym fajniejsze, tym wieksza radosc daje mi macierzynstwo. I niewiem dlaczego chec byc dac sobie tej radosci jeszcze wiecej jest sprowadzana do egoistycznego zaspokojenia tesknoty za noworodkiem. Tak, to ma sens, 9 miesiecy ciazy, porodowka, polog, ktory czesto okres noworodkowy przyslania totalnie, bolace piersi i nieprzespane noce tylko po to byc miec w domu noworodka. Przez miesiac. Czy nimowle, przez rok. Jestem mama od kilku lat i zdarzylam zauwazyc, ze dziecko nie jest na chwile.
    Ja planuje trzecie dziecko, nie osme.
  • makacjam25 18.05.12, 13:13
    Tak, mamy ubezpieczenie. Przy kredycie jest niezbedne. Wg mnie i meza przynajmniej.
  • princesswhitewolf 18.05.12, 13:16
    makacjam - rodz zatem. Najwyrazniej jestes zdecydowana. Nie rozwalaj jednak swojego malzenstwa czyniac swego meza dobitym niewolnikiem zarobkowym na sile bo chcesz wlasnie teraz dzidziusia.

    Dla mnie osobiscie bycie utrzymywana przez dlugi czas przez kogokolwiek nawet meza jest tak traumatycznym doswiadczeniem, ze w zyciu bym na to nie poszla.
  • arya82 18.05.12, 14:14
    > Dla mnie osobiscie bycie utrzymywana przez dlugi czas przez kogokolwiek nawet m
    > eza jest tak traumatycznym doswiadczeniem, ze w zyciu bym na to nie poszla.

    Dla Ciebie tak, dla innych nie. Może żyj i pozwól żyć innym wg własnych poglądów.

    Makacjam miejmy nadzieje wspólnie z mężem (a nie za poradą forum) zdecydują co jest dla nich najlepsze.
  • princesswhitewolf 18.05.12, 14:29
    Może żyj i pozwól żyć innym wg własnych poglądó
    > w.
    Bez przesady.Nigdzie nie napisalam, ze nie pozwalam. Niech dziewczyna rodzi jak chce ( tez to napisalam). Kolezanka pyta nas o rade to opisuje na co musi zwrocic uwage. Pewnego dnia moze poczuc sie zle z tym, ze tylko maz rodzine utrzymuje, a bedzie trudniej na rynku pracy z wiekiem. Zdarzylo sie to niejednej kobiecie.

    Moze jest tak ze jakas istotka pcha sie na ten swiat i przemawia przez makacjam i to jest swiete.
    Jednakze, jesli dziewczyna chce obiektywne obawy to nie sposob nie uwzglednic aspektu finansowego i to z dlugofalowymi konsekwencjami tudziez emocjonalnego meza

    Bo po za tym to chyba nie ma wiekszych powodow aby w ogole sie zastanawiac wobec 3ciego dziecka
  • arya82 18.05.12, 14:09

    > Tak, tylko mam dwa zywe, rozgadane dowody na to, ze noworodek to tylko moment.
    > Hormony nie maja z tym nic wspolnego, poniewaz dla mnie najgorszym okresem u dz
    > iecka byl wiek od 4-ech do 9-10 miesiecy. Jest to dosc dlugi czas, ale wlasnie
    > te niekonczace sie pytania i tlumaczenie mojej 5-latce jak to sie dzieje, ze te
    > n kurczak co go jemy to nie zyje, daja mi duzo frajdy. I nie bez powodu czesto
    > tez mowie, ze im moje dziewczyny starsze, tym fajniejsze, tym wieksza radosc da
    > je mi macierzynstwo. I niewiem dlaczego chec byc dac sobie tej radosci jeszcze
    > wiecej jest sprowadzana do egoistycznego zaspokojenia tesknoty za noworodkiem.
    > Tak, to ma sens, 9 miesiecy ciazy, porodowka, polog, ktory czesto okres noworod
    > kowy przyslania totalnie, bolace piersi i nieprzespane noce tylko po to byc mie
    > c w domu noworodka. Przez miesiac. Czy nimowle, przez rok. Jestem mama od kilku
    > lat i zdarzylam zauwazyc, ze dziecko nie jest na chwile.
    > Ja planuje trzecie dziecko, nie osm

    Hej, spokojnie, nigdzie nie powiedziałam, że u Ciebie tak jest, tylko dawałam luźny przykład. A te moje kolezanki, to otwarcie mówią, że kochają niemowlęta i nie wyobrażają sobie domu bez nich (jedna twierdzi, że jest uzależniona ;)), tak samo jak mówią, że dla nich to jedna z głównych motywacji do kolejnej ciąży (bardziej niż np pragnienie posiadania 6-7 osobowej rodziny ;)) co nie oznacza, że starszych swoich dzieci nie kochają!
  • fifka01 17.05.12, 15:46
    > to warto wziąć pod uwagę potrzeby dziecka, a nie tylko:bo ja chciałam jedno po
    > drugim, bo przy jednych pieluchach" itd. Moze dla matki, to wygodne zająć dzie
    > ci tą samą zabawą i odprowadzić do tej samej szkoły, ale czy dziecko będzie mia
    > ło wystarczająco dużo uwagi?

    Myśłę, że tak. Bo właśnie ta uwaga jest skierowana najpierw w calości na pieluchy, potem w calości na podpaski. (Gdzie pieluchy i podpaski to przenośnia.)

    Ja osobiście, ale to już zupełnie off topic, oprócz tego, ze chciałam na raz z pieluch wyjść dla wygody własnej i mozliwości skupienia sie na dwójce naraz, chciałam żeby od początku razem sie bawiły i były na podobnym etapie rozowju co je od początku będzie do siebie zbliżac już od samego początku, bo ze zwględu na moj i męża wiek, dzieci nasze moga dość szybko nas stracić. (Obliczam, że dozyjemy max do ich trzydziestki, ale może byc ze tylko 25...) I to też jest wbrew pozorom myślenie nie o swojej wygodzie, ale o dzieciach.
  • elle-joan 18.05.12, 14:42
    Przepraszam, ze dalej o finansach, ale ciekawość przeze mnie przemawia. Przy zarobkach 7 za godzinę da radę płacić za wynajem, odkładać jednoczesnie na wkład własny i dostać kredyt a potem bez problemu go spłacać? Wiem żei Autorka trochę pracowała w międzyczasie i pewnie mąż nie zawsze tylko za taką stawkę, ale to i tak imponujące. Godne podziwu gospodarowanie.
    A co do dziecka- każdy ma swoje priorytety- czy żyć skromniej, zostać w domu czy rozwijać się i żyć na wysokim poziomie. Byle tylko ze współmałzonkiem się zgrać, bo jak nie to raczej musi ustapić to, które dziecka chce, dla dobra tego dziecka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka