Dodaj do ulubionych

Jak to jest... miec dziecko?

21.11.12, 20:42
Z gory przepraszam za dlugosc watku i uprzedzam za osobiste wynurzenia. Ostatnio nurtuje mnie mocno to pytanie i moze ktoras z Was ma lub miala podobne rozterki.

Otoz mam 41 lat, mieszkam w UK od prawie 20. Mam tu dobra prace, dom, hobby i stabilinie ulozone zycie. Jedyne co mi sie w zyciu do tej pory nie ukladalo to zwiazki. Kilka lat tkwilam w toksyczyny ukladzie, gdzie mysl o dziecku z tamtym mezczyzna przyprawiala o ataki paniki. Potem kilka lat jako singiel, co tez mialo pewne plusy.
Od trzech lat jestem z mezczyzna, o ktorym moge smialo powiedziec, ze to wlasnie jest TO.
Ale czuje jak od jakiegos czasu wiele rzeczy zaczyna mi sie w glowie przestawiac.

Wlasciwie przez wiekszosc zycia bylam przekonana, ze nie chce miec dzieci. Uwazalam, ze zupelnie sie do tego nie nadaje, nigdy nie interesowaly mnie dzieci kolezanek. Nie wyobrazalam sobie tej odpowiedzialnosci, poswiecenia. Wydawalo mi sie, ze wzorce rodzinne na zawsze mnie skrzywily i po prostu nie ma we mnie instynktu macierzynskiego i nigdy nie bedzie. Gdy poznalam mojego obecnego partnera, oboje bylismy zdecydowanymi anty-dzieciowymi.

I nagle szok, niespodzianka. Od jakiegos czasu, a wlasciwie odkad zamieszkalismy razem mam jakies dziwne przeblyski. Zaczynam ogladac sie za matkami w sklepie, wgapiam sie w dzieci na ulicy, codziennie podczytuje Wasze forum. Jest to dla mnie zupelnie nowe i dotad nieznane uczucie.
Zaczynam nagle watpic w siebie i to co zawsze o sobie myslalam. Czy rzeczywiscie nigdy nie chcialam dzieci, czy moze po prostu nigdy wczesniej nie trafilam na mezczyzne, z ktorym te dzieci chcialabym miec?
A moze po prostu i najzwyczajniej w swiecie rozdzwonil sie we mnie biologiczny alarm (bo juz nie budzik!) Smutno mi, ze byc moze swiadomie zrezygnowalabym z czegos pieknego w zyciu.

Mnostwo piszecie tutaj o codziennosci bycia matka, klopoty z karmieniem, szukanie szkoly, przedszkola, diagnozy autyzmu. Ale powiedzcie mi o tym innym wymiarze posiadania dziecka.
Wszyscy mowia, ze to ogromna zmiana, ze nic juz nie jest takie samo. To jedna z moich wielu obaw, bo ja lubie swoje obecne zycie i takie jakie zostalo ulozone. Oboje mamy dobre satysfakcjonujace prace, mamy czas na swoje pasje, czas dla siebie. Podejrzewam, ze po urodzeniu dziecka moge o tym zapomniec co najmniej na pierwsze kilka lat.
A jednoczesnie czuje podskornie, ze cos waznego mnie i mojego partnera ominie.
On jest ode mnie o 5 lat mlodszy, wiec powiedzmy ma troche wiecej czasu niz ja. No nie da sie ukryc, ze biologia tez jest tu czynnikiem i nie ma co udawac, ze jest inaczej.
Jestem ciekawa komentarzy tych z Was ktore zostaly mamami pozno, blizej czterdzieski- jak to jest?
Edytor zaawansowany
  • glasscraft 21.11.12, 20:51
    Nie analizuj, tylko po prostu - jezeli obydwoje tego chcecie - zabierzcie sie do roboty :-). Trzymam kciuki, zeby udalo sie to, czego sobie zyczycie. I jezeli to jest wlasnie to, czego chcecie, to nie sadze, zeby praca/hobby/nieprzespane noce/pieluchy/dopisz sobie sama :-) mialo jakiekolwiek znaczenie.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • clonek13 21.11.12, 21:05
    Powinnas juz sie starac , ot tak po prostu,jesli czujesz ze to ten facet to nie czekajcie , nawet jakbys kiedys musiala zostac sama z dzieckiem to nie bedziesz zalowac decyzji , majac dziecko nigdy nie bedziesz sama , bedziesz miala poczucie spelnienia, mimo ze swiat obok by sie walil.
    Moja kariera stanela calkiem po urodzeniu dziecka, nie wiadomo czy bede miec wiecej , bo sie jeszcze nie staralam o drugie a mam pco (5 lat nie pracowalam ). Byc mama to ciezka praca, bedziesz zmeczona, padnieta wytyrana , bedziec klac na wszystkie strony , ale takiej milosci jaka sie ma w stosunku do dziecka ,nie jest w stanie nic ,ani nikt zastapic.
    --
    A pocalujcie mnie wszyscy w sygnaturke !
  • yadrall 21.11.12, 21:32
    Napisze w punktach:
    - macierzynstwo to jak narkotyk-wciaga po samo dno,ale i daje duzo przyjemnosci :)
    - ciezkie chwile przeplataja sie z wielka radoscia, szczesciem i wzroszeniem
    - ten okres kiedy dziecko jest calkowicie zalezne od rodzicow (pieluchy, zarwane noce itp.) wbrew pozorom jest krotki i mija strasznie szybko-w odczuciu wielu mam za szybko
    - posiadanie dziecka to olbrzymia odpowiedzialnosc
    - dziecko zmienia wszystko-od planu dnia poczawszy na ukladzie w partnerem skonczywszy.

    Ja zawsze chcialam miec dzieci-dlugo na nie czekalam i bardzo sie ciesze,ze sa. Ale... Moj m mimo,ze kocha chlopcow to do dzis nie moze pogodzic sie z tym,ze chlopcy wszystko podpozadkowuja pod siebie, ze zabieraja czas wolny i mozliwosc swobodnego decydowania o sobie. I choc m zajmuje sie chlopcami chetnie to czasem jak juz widze,ze zaczyna mu para uszami isc to zabieram chlopakow na kilka godzin z domu i pozwalam mu na odetchniecie. To taki nasz wentyl bezpieczenstwa-on odwdziecza sie wstajac do chlopcow jak ma wolne-dzieki temu ja moge sie wyspac do woli. Bo dla mnie niewyspanie jest najtrudniejsze w macierzynstwie-jak sie nie wyspie kilka nocy pod rzad to jestem nie do zycia. Jemu dla odmiany brak snu nie przeszkadza,a do tego potrafi sie zregenerowac krotka dzrzemka w dzien. Ja tak nie umiem...

    Wiec jak widzisz duzo zalezy od wspolpracy partnerow-dlatego zamiast pytac nas na forum-pogadaj z ojcem potencjalnego dziecka.
  • aniova 22.11.12, 18:19
    Patrze na to egoistycznie ale jakby nie bylo,jesli TY(generalizuje) nie bedziesz stawiac siebie pierwsza nikt za ciebie tego nie zrobi,streszczajac moj punkt,co z 20kg na plus po porodzie,co z poporodowa depresja ktora moze sie ciagnac latami-antydepresanty?8 tabletek valium dziennie?? rozstepy,niewidzialnosc spoleczna?Naaaaah,ja na 'nie'.
  • golfstrom 22.11.12, 09:08
    > nawet jakbys kiedys musiala zostac sama z dzieckiem to nie bedziesz zalowac decyzji , majac > dziecko nigdy nie bedziesz sama

    Zalowac - nigdy. Ale samotne rodzicielstwo, zwlaszcza jesli nie masz jakiegos zaplecza typu rodzina i grono bliskich znajomych, to jest poczucie strachu i odpowiedzialnosci x10.
    Spotegowany strach i poczucie odpowiedzialnosci nie zawsze wydobywaja z nas to, co najszlachetniejsze.

    Moim zdaniem dzieci sie powinno miec z checi dzielenia sie swoim zyciem z nimi. Ludzie, ktorzy nie umieja sie dzielic (czasem, uwaga, pasjami), maja w rodzicielstwie trudniej i znacznie trudniej im znalezc spelnienie.

    Ale tez rodzicielstwo to jest swietna okazja, zeby dorosnac i nauczyc sie dzielic.
  • truskawa3zdachu 21.11.12, 21:49
    glasscraft napisała:

    > Nie analizuj, tylko po prostu - jezeli obydwoje tego chcecie - zabierzcie sie d
    > o roboty :-). Trzymam kciuki, zeby udalo sie to, czego sobie zyczycie. I jezeli
    > to jest wlasnie to, czego chcecie, to nie sadze, zeby praca/hobby/nieprzespane
    > noce/pieluchy/dopisz sobie sama :-) mialo jakiekolwiek znaczenie.


    Kiedy wlasnie widzisz, cale zycie bylam przekonana, ze NIE chce. Dzieci to zawsze byla jakas abstrakcja.
    I nagle od jakiegos czasu mam watpliwosci, czy rzeczywiscie nie chce. Z niemal zazenowaniem czy zawstydzeniem lapie sie, ze wzrusza mnie dziecko mojej siostry. Nigdy wczesniej tego nie mialam. Jeszcze do niedawna dzieci mogly dla mnie nie istniec.
    Masz racje, gdybym wiedziala, ze tego wlasnie chcemy to ani praca, ani hobby, ani podroze nie stalyby na przeszkodzie.
    Ale ja wciaz jestem pelna watpliwosci. Zastanawiam sie czy przypadkiem hormony nie robia mi jakiegos psikusa i nie zacmiewaja umyslu, bo jakby nie bylo to juz ostatni dzwonek dla mnie. A to przeciez nie jest powod aby decydowac sie na dziecko.
  • glasscraft 21.11.12, 21:55
    Ja wierze, ze w zyciu zaluje sie nie tego, co sie zrobilo, ale tego - czego sie nie zrobilo :-)
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • mrs.t 21.11.12, 22:59

    > Ja wierze, ze w zyciu zaluje sie nie tego, co sie zrobilo, ale tego - czego sie
    > nie zrobilo :-)

    o to to :)
    a jak cie namowimy , i urodzi soe dziewczynka , to dostanie na drugie imie ' forumka ' ? :)
    --
    Ściągawka karmiącej mamy , piersi pełne mleka Zajrzyj, a będziesz mądrzejszy - cz.I ; cz.II  EDUKACJA!
  • plain-vanilla 21.11.12, 23:07
    Ja nie namawiam, wypisuje sie z tego spisku.
  • mrs.t 21.11.12, 22:00

    no moze rzeczywiscie , instynkt chce splatac ci psikusa - no ale moze wlasnie to znak zeby jednak o dziecko sie postarac (bo kto wie co ze staran wyjdzie) - - no bo do tej pory nic takiego nie czulas wiec mysli o dziecku nie bylo
    A teraz mysli o dziecku sa - to pewnie nic nieludzkiego, wrecz przeciwnie , jakos w koncu sie ta nasza rasa utrzymuje ;) Niektorych instynkt macierzynski nie dopada wcale, niektorych pozniej, niektore maja dzieci pomimo braku instynktu!

    a tak "down to earth" to posiadanie dziecka wyglada dokladnie tak:
    www.direct2mum.co.uk/1543/are-you-ready-for-a-baby
    na poczatku mialam napisac ci ze jak lubisz swoje zycie, w sumie nic cie nie brakuje, to na cholere masz sobie narobic klopotu ;)
    z tymze ten "klopot" to jednak jest ..jak dla mnie - ostateczny sprawdzian, "ultimate challenge", to jak wyprawa w kosmos i zdobycie osmiotysiecznika w jednym... Niesamowite to jetsi niepojete - tak jak ktos kto nigdy nie byl zakochany nie pojmie tego stanu, tak i z macierzynstwem, byciem mama jest ciezko.
    Ale wyobraz sobie jak najbarziej na swiecie kochasz bliska sobie osobe..i pomnoz to 100000 razy..


    >A to przeciez nie jest powod aby decydowac sie na dz
    > iecko.
    ze ostatni dzwonek nie jest powodem by sie decydowac/ Tzn ze dzowni alarm ze zaraz ci sie skonczy mozliwosc?
    No nie wiem, jakbys miala dzici nie miec, to wcale by ci nie dzwonilo moze. Moze dzwoni bo wlasnie MASZ miec dziecko, masz sie o nie postarac , wlasnie teraz, pozniej a nie wczesniej. Moze wlasnie to dla ciebie nadszedl czas.. nie ma znaczenia ile masz lat, o ile jeszcze mozesz.
    a co na to twoj partner?
    posiadanie potomstwa jest przeciez jakas naturalnoscia dla pary (zadna koniecznoscia oczywiscie!) ...

    --
    Doradca laktacyjny- wolontariusz-po szkoleniu La Leche League-jak karmić piersią
    Dietetyk/teoretyk;) i praktyk/amator:) -zdrowo rozszerzaj dietę
  • saram0na 22.11.12, 13:24
    powiem tak- to najtrudniejsza praca jaka kiedykolwiek mialam i bede miala.
    Psychicznie - bo fizycznie jestem w stanie zniesc o wiele wiecej. Jestem samotna matka- z dochodzacym tata ( do opieki kiedy pracuje) plus szkola i school club. Wszyscy je wychowujemy :)
    Mam dwoch chlopakow rok po roku (4 i 5 lat) i po ostatniej wizycie kolezanki z corka zrozumialam jaki ja mam cyrk w domu! :)
    Wszystko to jednak kwestia organizacji i ustalone juz dziala, nawet jak cos wyskoczy zawsze sa zyczliwi przyjaciele ktorzy pomoga.
    Zawsze marzylam o dzieciach- potem dlugo ich nie moglam miec, w obie ciaze zaszlam przypadkowo- zreszta zadko w odczuciach ludzi jest dobry czas bo kazdy wie jaka to odpowiedzialnosc. Potem jak chlopcy juz byli myslalam- jezu gdybym tylko wiedziala co mnie czeka.... Ja jestem i zawsze bylam szczera odnoscnie mojego maciezynstwa, wychowana bylam w domu gdzie sie nie mowilo- kocham- walczylo sie o przetrwanie. Mam bardzo czesto poczucie winy ze robie wszystko zle, albo wiekszosc, mam leki czy wyrosna na porzadnych facetow, nawet jak ich dyscyplinuje albo karze to gdzies tam w podwiadomosci wiec ze musze to robic ale zaraz potem czuje sie winna. Bywa mi ciezko kiedy dopadna mnie dni. Co wazne- ciagle piore i ciagle sprzatam a naleze raczej do tych zrelaksowanych matek ktora zadko prasuje a jak nie sprzatne dwa dni to nic sie nie stanie - mimo wszystko zawsze jest cos w domu do ogarniecia :)
    ALE
    z drugiej strony moje dzieci to najlepsza rzecz jaka kiedykolwiek zrobilam!!!
    Usmiech dziecka, bezgraniczna obustronna milosc, cokolwiek nie zrobie lub czegokolwiek oni nie zrobia ! jestem dla nich najwazniejsza a oni dla mnie. Szanuje swoj czas, znajduje go dla siebie, ( spelniam sie zawodowo, spotykam z przyjaciolmi, chodze na silownie, zajmuje sie fotografia) musze znajdowac- dla zdrowia psychicznego ale ZAWSZE oni sa priorytetem. Kiedy spia potrafie stac nad nimi i sie nawet poplakac - spiace spokojnie dziecko to najcudowniejszy widok na swiecie. Moi chlopcy uwielbiaja sie przytulac mowimy sobie ze sie kochamy, duzo z nimi rozmawiam. W moim odczuciu ten okres po pieluchowy kiedy dzieci sie komunikuja, maja swoje rozterki, sa ciekawi swiata sprawia mi wieksza radosc, mam poczucie misji :)

    Moja rada- porozmawiaj z partnerem, opowiedz mu co czujesz, czego sie boisz, na co masz nadzieje. Razem i tylko razem mozecie sie zycic w nieznane, bo nawet najdluzsze i najbardziej szczegolowe opisy macierzynstwa nie beda w stanie przygotowac cie na to co cie czeka :)))
    powodzenia!
  • plain-vanilla 21.11.12, 21:23
    Nie da sie powiedziec, jak to jest miec dziecko, bo to po prostu bardzo indywidualna sprawa kazdego czlowieka, jak sie odnajduje w roli rodzica. Poczytaj sobie artykuly psychologiczne na temat rodzicielstwa. Moim zdaniem, to totalny szok dla organizmu psychiczny i fizyczny. Ja tam nigdy sie za dziecmi nie ogladalam ani nie gurzylam do wozkow, ale swoje dzieci miec chcialam, wierzac w powiedzenie, ze wole miec i zalowac niz nie miec i przez reszte zycia sie zastanawiac co by bylo gdyby. Widze, ze sie wahasz, bo masz wygodne i poukladane zycie. A dziecko wywroci ten swiat do gory nogami.
    Nie wiem, o jaki inny wymiar macierzynstwa pytasz. Jakis cudowny czas bycia matka, jak pokazuja na filmach i reklamach? Dla mnie macierzynstwo to ciezka harowka. Ale jak moj maly baczek sie smieje do mnie, to to jest ten inny wymiar chyba, o ktory pytasz. Jak moj 4-latek zastrzeli mnie pytaniem jakims z kosmosu, to po prostu pekam z dumy, ze to moje dziecko.
  • sophie2202 21.11.12, 21:29
    miec dziecko to miec w sobie taka milosc nad ktora nie masz kontroli i sile i wiare i najwieksze szczescie
    --
    Mama Zosi 22.02.06, Michalinki 01.05.07 i Szymonka 25.08.09 :)
  • ally-t 21.11.12, 21:51
    Ja wrecz nie lubie cudzych dzieci, ale swoje kocham nad zycie. To, co denerwuje mnie u innych dzieci, u swoich czesto wydaje mi sie smieszne, slodkie, w zadnym wypadku irytujace :) Bycie mama to dla mnie najpiekniejsze uczucie, ale zarazem taki mega strach - o bezpieczenstwo moich dzieci, o ich przyszlosc. To taka mieszanka emocji, ze wrecz wybuchowa. Milosc jest absoutnie bezwarunkowa i wieksza niz do kogokolwiek innego. Gdybym z palacego sie budynku miala uratowc wlasna matke / meza / brata / siostre (itp) lub wlasne dzieci, to bez wahania ratowalabym dzieci (mi sie to wydaje oczywiste, mojej bezdzietnej koleznace nie miescilo sie w glowie, ze nie wybralabym meza...).
    Takie sa moje uczucia, pewnie kazdy jest troche inny, ale uwazam, ze jesli czujesz, ze chcesz, to powinnas porozmawiac z partenerem (napisalas, ze byliscie oboje anty wczesniej).
    Dodam jeszcze, ze ja mialam dzieci dosc wczesnie, ale moja mam siostre, ktora moja mama urodzila kolo 40. i moja siostra zostala wychowana zupelnie inaczej - mniej stresu, mniej nacisku, ze musi byc we wszystkim najlepsza, macierzynswto mojej mamy wobec mojej siostry bylo dojzalsze, ale tez jest wieksza roznica wieku, a co za tym idzie (w tym konkretnym przypadku, do innych nie moge sie odwolac) wiekszy jakby konflikt pokolen, mniej wzajemnego zrozumienia, mimo usilnych staran mojej mamy.
  • mamonia78 21.11.12, 22:01
    Wiesz, nie znam nikogo kto zaluje ze ma dzieci, a znam kilka osob, ktore zaluja ze nie maja i nie beda mialy. I nie dlatego ze nie mogly, tylko dlatego ze nie chcialy.
    Co nie znaczy ze Cie namawiam, to oczywiscie indywidualna, a w zasadzie wspolna decyzja:-)
    Oczywiscie ze zycie sie zmienia, wywraca do gory nogami, tyle ze w momencie urodzenia dziecka Ty juz patrzysz na to z innej perspektywy.
    Ja od momentu urodzenia pierwszego dziecka totalnie zmienilam styl jezdzenia autem (samo sie stalo), jestem duzo bardziej wrazliwa na krzywde ludzka, a juz dzieci to w ogole!

    To jak bedzie wygladalo Twoje zycie z dzieckiem, zalezy w wiekszosci od Ciebie/Was.
    Wcale nie trzeba rezygnowac ze swoich pasji, jezeli tylko mozesz sobie na to pozwolic finansowo, bo wiadomo ze dziecko to nastepna osoba w rodzinie, a dochod dalej pozostaje ten sam, lub jest nawet okrojony (np maternity).
    Co wiecej, dziecko to wlasnie ktos komu mozna przekazac te pasje:-)
    Nasz mlodszy synek w wieku 3 miesiecy "plywal" w oceanie na Wyspach Kanaryjskich, uczy sie plywac w basenie od 4 mies zycia, w tym roku (ma 3,5 roku) bedzie sie uczyl jezdzic na nartach. Wszedzie od zawsze jezdzimy razem, gory, morze, namioty. Ale odkad sie urodzil skonczyly sie spontaniczne wieczorne wypady do knajp czy do kina, to zdarza sie tylko kiedy mamy babcie z dziadkiem na wizytacji:-) Nocne wyjscia musimy planowac z duzym wyprzedzeniem:-)
    Jest wiele zalet poznego macierzynstwa - mozna zalozyc ze jestes spelniona zawodowo, wyszalalas sie, nie masz problemow finansowych, wiekszosc z nas musi do tego dochodzic z dziecmi u boku i wtedy jest trudniej. Znam dwie dziewczyny ktore urodzily dzieci po 40-tce (42 i 43l), mialy bezproblemowe ciaze, (oczywiscie przeszly wiecej badan w czasie ciazy), urodzily zdrowe dzieci i mam wrazenie ze czerpia duzo wiecej radosci z macierzynstwa niz ja gdy bylam 23latka:-(
  • justmaga 21.11.12, 22:25
    Hmm Jak bylam mloda to zawsze nie chcialam dzieci. Jezdzilam po swiecie i mialam czas dla siebie . Kolo 30 tak mi sie zrobilo jak Tobie teraz i zdecydowalam sie ku zdumieniu moich znajomych. 11 lat pozniej jeszcze raz sie zdecydowalam na dziecko

    Nigdy nie zalowalam zadnj z tych decyzji. patrze na swoja starsza corke i nie pamietam zadnych zupek i kupek czy nieprzespanych nocy. Widze nastoletniego czlowieka ,ktory tez ma swoje pasje i marzenia i szczesliwa jestem ,ze to moje :p

    Ale pamietam jak trzymalam swoje pierworodne na rekach i mnie taka fala strachu zalala ,ze teraz juz na zawsze ktos bedzie na mnie polegal i ja bede sie o tego kogos martwic. Bo ktos kiedys powiedzial,ze miec dziecko to jak patrzec jak Twoje serce chodzi w czyims ciele..


    --
    Mieszanka moja
    Mieszanka fotograficzna
  • murasaki33 21.11.12, 23:07
    Tak troche w temacie - wlasnie ogladam "One Born: What happened next?"

    --
    Podazaj nieustannie za najwazniejszym

    Ludwika 26.10.06. i Vincent 23.10.09. - moje dwa slonca:)
  • izabelski 21.11.12, 23:39
    dziecko - to mieszanka genow i tego co mu jako rodzic dasz
    moze byc zdrowe i genialne, ale moze urodzic sie chore i byc niepelnosprawne

    nie jestes w stanie przewidziec niczego w 100%
    mozesz obserwowac innych i wyciagac wnioski
    macierzynstwo kazdej z nas dalo cos innego - jednym spelnienei innym poczucie bezpieczenstwa i pomoglo ustawic priorytety
    na pewno zmienia pare, zmienia kazdego rodzica
    wg. mnie rodzice w twoim wieku sa na pewno bardziej cierpliwi, chociaz nieprzespane noce im sie bardziej daja we znaki
    ja sie ciesza,ze mam dwojke, kazde inne, w kazdym widze siebie, teraz w ich nastoletnim wieku pamietam siebie z tego okresu
    moje pierwsze urodzilo sie znacznie wczesniej niz twoje bedzie aczkolwiek nie wiem czy ma to az tak wielkie znaczenie :)
    no i zlote przyslowie - "there's never right time to have kids" :)
    zawsze cos przeszkad, a to finanse, a to zdrowie a to kariera ....
    --
    ‎"I've failed over and over and over again in my life. And that is why I succeed." Michael Jordan virg.in/mj
  • tonia2005 21.11.12, 23:47
    Jak to jest mieć dziecko?... Prawda jest taka, ze matki maja przez większość czasu przechlapane, Matki Polki trochę przesladzaja tutaj macierzyństwo. Jeśli zdecydujesz się na dziecko już nigdy nie będziesz spać spokojnie.
    Na Twoim miejscu kupilabym sobie psa.
  • zurekgirl 22.11.12, 00:59
    Tonia, podpisuje sie rekami i nogami pod twoja opinia, powinnam miec psa, a jeszcze lepiej chomika, tak mnie czasem przeraza poczucie odpowiedzialnosci za zycie mojego dziecka. Z drugiej strony jestem z niej dumna jak paw, spelniam sie jako dorosla osoba, dalabym sie zywcem za nia pokroic i nie wyobrazam sobie, ze pozwolilabym, zeby mnie te wszystkie uczucia ominely. Gdybym byla madrzejsza, mialabym swoje pierwsze dziecko nieco pozniej, wlasnie po to, by jeszcze w pare miejsc pojechac i poszalec. Chociaz w sumie moje dziecko szalec mi nie zabrania, byle ostrozniej.
  • justmaga 22.11.12, 09:00
    Nie cierpie wszelkiego rodzaju zwierzat domowych ale dzieci mam fajne. Pewnie,ze czasem sa male i lekko upierdliwe ale nie sadze,ze Matki Polski przesladzaja. Kazdy czuje do swojego dziecka to co czuje. A posiadanie w domu 14 latki,ktora rozumie mnie w pol slowa, z ktora razem ogladam filmy czytam ksiazki, dyskutuje i czesto zsamiewam sie do lez... Bezcenne
    --
    Mieszanka moja
    Mieszanka fotograficzna
  • speedy_gonzo 22.11.12, 09:33
    Mnie najbardziej zniechecaja dwa fakty przed podjeciem decyzji o swiadomym macierzynstwie.
    1. Na przestrzeni ostatnich 30 lat zawartosc witaminy c w jablkach zmniejszyla sie o 60%, w truskawkach o 84%. co te biedne dzieci beda kiedys jadly?
    2. 2/3 dzieci obecnie rodzacych sie w US ma przynajmniej jedna chorobe przewlekla (przerazaja mnie statystyki autyzmu)
  • yumemi 22.11.12, 09:41
    Dzieci to ciezka harowa, tak samo jak duzo radosci. Ale na pewno nie sama radosc.
    I na pewno nie recepta na szczescie.

    Jesli ktos Ci mowi ze dzieci to wieczne szczescie, to sam siebie oszukuje.

    Wiele matek ktore znam, z ambitnych kobiet zamienily sie w matki domowe, I wcale nie wygladaja na zachwycone tym. Wrzeszcza na dzieci, ciagle zmeczone, poirytowane. I decyduja sie na kolejne dziecko, czego juz zupelnie nie rozumiem.

    Decydujac sie na dziecko trzeba przyjac ze zycie juz nie bedzie sie krecilo wokol nas wylacznie. Ze noworodka nie da sie odlozyc do lozeczka zeby lezal I spal, tylko zwykle chce byc przy mamie/tacie I najlepiej przyjac ze bedzie sie malucha nosilo I bedzie przy nas jakis czas (stad przekonalam sie do chustJ). Ze beda chorobska, ze beda dni kiedy dziecko bedzie wrzeszczalo a my nie bedziemy wiedziec dlaczego.
    No I beda tez dni kiedy napisze dla nas sliczny wierszyk I wszystko bedzie fajnieJ

    Albo tak jak teraz, w sobote czasem ide sobie z moim 10 latkiem do kawiarni, on ze swoja ksiazka, ja ze swoja I sobie ksiazki obgadujemyJ Jest fajnieJ
    A jutro moze znow nie byc bo bedzie stroil fochy.
    Albo moja 5 latka znow zrobi awanture o glupoty. Albo bedzie sie sliczne bawic z Sylvanian Families a ja razem z nia bo bardzo to lubie.

    Ale na pewno nie jako tylko dzieci i nic wiecej, trzeba mieć własne hobby, rozwój zawodowy etc przynajmniej dla mnie :-))
    --
    -----------------------------------------
  • golfstrom 22.11.12, 09:47
    Otoz to wlasnie.
  • illegal.alien 22.11.12, 12:01
    Zgadzam sie z Yumemi (znowu! No kurcze :P).

    Ja nie planowalam mojej corki. Zaszlam w ciaze pod koniec studiow, bez pracy, ale z duzymi planami i ambicjami :)

    Uczucia co do cudzych dzieci mam rozne - niektore lubie (dzieci znajomych), niektorych nie (drace jape dzieci w metrze :P). Swoja corke kocham nad zycie i mega i naprawde strasznie. Dla mnie milosc do dziecka to jest uczucie, ktorego nie da sie porownac do niczego innego - takie pierwotne, wychodzace gdzies spod zoladka, nie do opanowania :) I u mnie nie przyszlo ono od razu (sie naogladalam filmow amerykanskich i bylam rozczarowana, ze po porodzie nie poczulam wielkie fali milosci dla mojej corki), tylko stopniowo przychodzilo. Pierwsze 6 tygodni ryczalam ze szczescia i z takiego ogolnego poczucia sama nie wiem czego - podziwu dla tego, ze z nas, dwoch nieidealnych osob wyszlo takie male idealne stworzonko?

    Macierzynstwo wzielo mnie zupelnie z zaskoczenia i zupelnie nie spodziewalam sie, ze moge tak zareagowac :) Plany i ambicje pozmienialam (wole miec 4 szczesliwych dzieci niz milion na koncie i nagrode Nobla - na razie mam jedno dziecko, kolejne 3 to dopiero w planach, zeby nie bylo ;)). Zupelnie sie niespodziewalam, ze to tak wyglada :) Ale nie uwazam tez, jak ktos ponizej napisal, zeby matki mialy przerabane - ja sie tak nie czuje :) szczegolnie teraz, jak moja corka lada moment skonczy dwa lata, spi cale noce, jest zadowolona z zycia i w ogole pogodna :) Do tego mam partnera, ktory umie sie nia zajac i chetnie to robi, wiec nie odczuwam zmeczenia materialu. Jasne, sa momenty, ze mam ochote ja wystawic na balkon - ale to jest moje zmeczenie i frustracja, a nie jej wina. Bo co ona moze zrobic, ze ja zeby bola, albo wlasnie nauczyla sie mowic zdaniami i nie moze tego w mozgu poukladac? Tydzien zaciskania zebow i mija :)

    Sorry za chaos, ale ja o macierzynstwie to moge dlugo, jak ktos chce sluchac :P
  • fifka01 22.11.12, 10:08
    Dziecko przeorganizowuje życie, a nie przeszkadza.
    Przeszkadzają brak kasy, brak wsparcia ze strony partnera, depresja. Nie dziecko.

    Do 35 roku życia nie chciałam mieć dzieci i planowałam życie bez nich. Pracowałam dużo, zarabiałm wystarczająco, zeby prowadzić życie, jakiego chciałam. Kilka razy do roku pakowłam walizkę i leciałam "poleżeć gdzieś na plaży". W 35 urodziny świadomie i z premedytacją ale bez stuprocentowego przekonania zaszłam w pierszą ciążę.
    Dziś mam 38 lat, dwoje młych dzieci. Wychowuję je sama, ich ojciec nie utrzymuje z nami kontaktów. Jestem permnentnie niewyspana, z trudem wiążę koniec z końcem, na wczasach nie byłam od wieków.
    Nie zamieniłbym mojego życia na żadne inne.

    Teraz wiem, że wcześniej nie byłam gotowa i gdybym przypadkowo miala dzieci wcześniej, byłabym złą matką.
  • e-vil 22.11.12, 10:15
    Mam 32 lata kilka dni temu zostalam mama. Moze za wczesnie dla mnie by sie wypowiadac, ale do dziecka jeszcze podchodze zadaniowo: trzeba nakarmic, przewinac, umyc, przebrac.. tej wielkiej nieskonczonej milosci nie czuje (mam nadzieje, ze to przyjdzie z czasem).

    Do 30'tki tez nie chcialm i nie myslalam o dzieciach.. zapewnialam wszystkich do okola, ze to nie dla mnie.. a jak mala przyszla na swiat to mimo zmeczenia spac nie moglam i patrzylam sie na nia z zachwytem. Teraz tez rozczulaja mnie jej grymasy, kwilenie.. ale nie jest tak, ze wisze przy dziecku jak niektore mamy. Wazne jest by wygospodarowac sobie czas dla siebie, by nie zatracic sie w tym macierzynstwie. To nie moze byc bezgraniczne poswiecenie. Przynajmniej ja tak uwazam.

    A co do ratowania bliskich osob z plonacego budynku.. to drastyczny przyklad, ale mi tak samo na dziecku jak i na partnerze by mi zalezalo i kazda strata bylaby rownie bolesna.
    --
    - without women hell wouldn't be hell -
  • sophie2202 22.11.12, 10:38
    Ja piszac wczesniej ze dzieci to najwieksze szczescie nie slodzilam. Ja wlasnie tak to czuje,mam kompletnego bzika na punkcie dzieci, wszystko cokolwiek robie jest pod katem dzieci, rozwarzam psa bo dzieci chca, choc wiem ze to ja bede sie nim musiala opiekowac, mysle o studiach w Anglii ale dopiero jak dzieciaki skoncza primary, czyli za jakies 7 lat, zmiana pracy na nocki, urlopy, ciuchy, zabawki, zawsze dzieciaki sa pierwsze i nigdy nie czulam ze sie poswiecam. Hobby gram na pianinie, lubie sport choc przyznam brakuje czasu ale i tak nigdy przenigdy nie cofnelabym czasu, wygodne zycie, bez odpowiedzialnosci nie zawsze daje satysfakcje.
    --
    Mama Zosi 22.02.06, Michalinki 01.05.07 i Szymonka 25.08.09 :)
  • nannyjo32 22.11.12, 10:47
    tez nie myslalam o dzieciach do 30 stki. Potem z moim m zdecydowalismy ze moze sie postaramy. Ja mialam dobra prace szykowal sie awans, a po nim moze cos jeszcze lepszego. Mialam czas dla siebie, podrozowalismy cieszylismy sie zyciem.
    Po czasie starania sie o dziecko juz sie poddalam i rzucilam sie w wir pracy, az tu nagle jednego pieknego dnia okazalo sie ze jestem w ciazy, bylam w szoku bo w tamtym momencie badziej zalezalo mi na pracy. Zeby jeszcze nie bylo lepiej dowiedzialam sie ze sa 2. Ryczalalam 5 godzin bylam zalamana. I mialam racje do pracy juz nie wrocilam bo nie ma jak, awans przeszedl kolo nosa itp. Teraz siedze w domu z 2 i poswiecilam sie dla nich. CZy zaluje? nigdy w zyciu moimi ukochanymi kwaituszkami choc mialam racje ze sie przy nich zajade. Czasami mam dosc ale je tak bardzo kocham ze im wszytko wybacze:))))
  • saram0na 23.11.12, 01:57
    evil ja tez tak czulam, i jak fifka- zadaniowo, instynkt, zeby dziecko umyc, ubrac nakarmic, zrobione. Patrzylam na tego mojego malucha i myslalam - o jezu i co teraz? W ciazy brzuch masowalam, czulam go ale milosc przyszla dopiero pozniej, jak sie troszke poznalismy zakochalam sie bez pamieci ) z drugim bylo latwiej bo juz znalam caly proces. A ja za dziecmi nie przepadam, w wozki nigdy nie zagladalam ale swoje bardzo chcialam miec. Teaz pozno urodzilam 33 i 34. Moja kolezanka mowi ze ja jestem spokojniejsza i wyluzowana jako matka ( podejscie do obslugi dziecka i calego domu - no nie bylam o 8,30 na placu zabaw a zupa ugotowana zaraz jak wstalam lol) niz ona byla 16 lat temu chociaz mi sie wydaje zupelnie odwrotnie. Marzy mi sie corka- ale ani nie da sie przewidziec a plany adopcyjne mi sie rozlazly razem z malzenstwm wiec biore na klate jak jest. A jest fajnie i co smieszne- czesto sie zastanawiam co ja robilam calymi dniami kiedy nie mialam dzieci!
  • mamurzyca 22.11.12, 13:02
    Jak to jest to dla kazdego inna sytuacja. Ale ja na twoim miejscu to poudzielalabym sie jako babysitter dla znajomych w kazdej wolnej chwili przez caly miesiac!! wtedy zobaczysz jaka to ciezka praca. I czy naprawde jestes gotowa.guganie do wozkow to wgladu nie daje w macierzynstwo..
  • illegal.alien 22.11.12, 13:06
    Babysitting tez nie daje wgladu w to, jak wyglada macierzynstwo, bo zwrotka jaka sie dostaje od wlasnych dzieci (emocjonalna) jest duzo bardziej satysfakcjonujaca niz to, co sie dostanie od cudzych dzieciakow. Poza tym zupelnie inaczej czlowiek reaguje na wlasne, inaczej na cudze, inaczej sie wychowuje i inna ma sie do nich cierpliwosc.
  • mamurzyca 22.11.12, 15:10
    babysitting wgladu nie daje emocjonalnego ale daje wglad praktyczny- czy fizycznie podola, czy nie. bo niekazdy dziwgnie dziecko, bedzie mial ochote ogladac cbbc przez pol dnia, kleic, wycinac, malowac, podcierac tylek, wycierac gile , zmieniac pieluche, sluchac jekow i wyc bo guzik jest nei taki, gotowac dla dziecka. nieprzesypiac zadnej nocy w miesiacu albo w roku - tez sa takie przypadki- poza pomoca babc, lub meza- ktory idzie jednak najczesciej do pracy rano i tez musi byc tam w miare przytomny ;)
    nie mowiac juz o wzglednym balaganie ktory - chyba ze masz play room- i ten balagan tam zamkniesz- zawsze bedzie.. nawet 5 minut po sprzataniu...
    wiadomo- dzieci na sloiczkach tez sie da i nie ma problemu, ale sa rozne wypadki- dziecko alergiczne, adhd, glosne, wyjace, z kolka, upierdliwe, ciekawskie, z uposledzeniem, albo spokojne nie do kazdego pasuje.. i nie kazdy ma tyle sily by to udziwgnac.
    i znam matke ktora zupelnie sie nie spelnia w tym matkowaniu- bo cierpliwosci ani matczynego zdrowego rozsadku za grosz...
    zeby nie bylo ze sa same minusy, to Twoje dziecko bedzie ZAWSZE najpiekniejsze i najcudniejsze na swiecie dla ciebie :)
    ale badz co badz, 40stka ktora do tej pory prowadzila wygodne zycie - moze sie wcale nie znalezc w swiecie 100% poswiecenia dla dzieciny... a jej facet tym bardziej... ja jednak zaczelabym od szczeniaczka ;)
  • szprotka6 22.11.12, 15:27
    > ale badz co badz, 40stka ktora do tej pory prowadzila wygodne zycie - moze sie
    > wcale nie znalezc w swiecie 100% poswiecenia dla dzieciny... a jej facet tym ba
    > rdziej... ja jednak zaczelabym od szczeniaczka ;)

    Nie demonizujmy, lata, gdy praktykowalo się mieć męza i dzieci przed 20 rz należą juz do przeszlosci....Nie widzę wielkiej roznicy w posiadaniu dzieci po 30-tce (a takich mam znam i tu na forum jest wiele), a po 40-tce... Sama urodzilam dzieci tuz przed 30-tka i kawałek po. Tez 20-latka moglaby wątpic czy się do tego nadam, po pozno z jej punktu widzenia...I tez nascie lat spędzilam na wygodnym zyciu, smiem twierdzic, ze do tej pory takie prowadzę, ale z dziecmi u boku...Duzo zalezy od organizacji i ustalenia priorytetow, no chyba, ze nie mozemy liczyc na partnera lub nasze dziecko jest chore....

    A jednak nie zaczynałam od psa...Co więcej-zwierząt w domu nie toleruję (zwlaszcza futrzakow)....
    Pies a dziecko to kolosalna roznica, podobnie jak obce a swoje dzieci....
    Moim zdaniem, oczywiscie:-)
  • illegal.alien 22.11.12, 15:40
    Jasne, ja to wszystko rozumiem - ale IMHO wszystko to znosi sie zupelnie inaczej, kiedy pojawia sie w naszym zyciu stopniowo (w sensie balagan, pytania, wyklejanki i Cebebies), a co innego kiedy ma sie nagle pod opieka 8 godzin 4 latka :) Podobnie inaczej sie znosi te wszystkie rzeczy z wlasnym dzieckiem, a inaczej z cudzym - mnie opieka nad cudzymi dziecmi skutecznie by wyleczyla z macierzynstwa, zupelnie bez sensu, bo moje wlasne lubie i moze mi na glowe kupe zrobic, a ja sie tylko lekko wkurze :) Na cudze nie mam tyle tolerancji ;) (chociaz im 'blizsze' mi dziecko, tym tolerancji wiecej oczywiscie).
  • robak.rawback 22.11.12, 23:01
    ehehe @mamurzyca
    truskawka ja tez podobne przezywam rozterki - ale raczej tak na przyszlosc profilaktycznie bo jak na razie z kazdym rokiem coraz bardziej mnie dzieci irytuja.

    byc moze jest to kwestia posiadania wlasciwego partnera i wtedy samo przychodzi - nie wiem - w kazdym razie ejsli tak sie nie mozesz zdecydowac to zaczelabym od tego czy jestescie malzenstwem czy nie - wydaje mi sie ze nie bo bys chyba napisala ze to twoj maz ? bo moim zdaniem dzieciak to okropny commitment i musi byc do tego dwojka ludzi zaangazowana w rownym stopniu - a pierwszy krok to moim zdaniem slub a potem dzieciak.

    mozna miec partnera i sobie z nim mieszkac ale gosciu musi sie jasno opowiedziec ze chce z toba byc bo jak nie jest zdecydowany a do tego dojda dotdatkowe obowiazki i nieprzespane noce - to ja bym sie bala ze potem sama z dzieckiem zostane

    mamurzyca napisała:

    > babysitting wgladu nie daje emocjonalnego ale daje wglad praktyczny- czy fizycz
    > nie podola, czy nie. bo niekazdy dziwgnie dziecko, bedzie mial ochote ogladac c
    > bbc przez pol dnia, kleic, wycinac, malowac, podcierac tylek, wycierac gile , z
    > mieniac pieluche, sluchac jekow i wyc bo guzik jest nei taki, gotowac dla dziec
    > ka. nieprzesypiac zadnej nocy w miesiacu albo w roku - tez sa takie przypadki-
    > poza pomoca babc, lub meza- ktory idzie jednak najczesciej do pracy rano i tez
    > musi byc tam w miare przytomny ;)
    > nie mowiac juz o wzglednym balaganie ktory - chyba ze masz play room- i ten bal
    > agan tam zamkniesz- zawsze bedzie.. nawet 5 minut po sprzataniu...
    > wiadomo- dzieci na sloiczkach tez sie da i nie ma problemu, ale sa rozne wypad
    > ki- dziecko alergiczne, adhd, glosne, wyjace, z kolka, upierdliwe, ciekawskie,
    > z uposledzeniem, albo spokojne nie do kazdego pasuje.. i nie kazdy ma tyle sil
    > y by to udziwgnac.
    > i znam matke ktora zupelnie sie nie spelnia w tym matkowaniu- bo cierpliwosci a
    > ni matczynego zdrowego rozsadku za grosz...
    > zeby nie bylo ze sa same minusy, to Twoje dziecko bedzie ZAWSZE najpiekniejsze
    > i najcudniejsze na swiecie dla ciebie :)
    > ale badz co badz, 40stka ktora do tej pory prowadzila wygodne zycie - moze sie
    > wcale nie znalezc w swiecie 100% poswiecenia dla dzieciny... a jej facet tym ba
    > rdziej... ja jednak zaczelabym od szczeniaczka ;)


    --
    А в конце концов все будет хорошо. Если не хорошо, значит, это ещё не конец
  • truskawa3zdachu 22.11.12, 23:39
    Wiesz, kiedy tak probuje sobie wyobrazic jak by to bylo, czego sie najbardziej obawiam, to chyba nawet nie tego, ze moglabym zostac sama z dzieckiem.

    Najbardziej chyba obawiam sie tego, co obserwuje u dzieciatych znajomych:
    - Ona nagle przestaje byc soba, dziewczyna, kolezanka, zona- zostaje MATKA. To juz nie jest Kaska/Baska/Maryska - to jest MAMA Jacusia, Mama Anusi.
    - Swiat nagle zaweza sie do dziecka do tego stopnia, ze trudno z taka osoba porozmawiac o czyms innym, z dziecmi nie zwiazanym
    - Facet zostaje odstawiony na boczny tor, lub tez sam sie na ten boczny tor usuwa. Znam dwoch naprawde fajnych, dobrych, cieplych facetow, ktorzy nie wyrabiali w domu z zona i malym dzieckiem. Przesiadywali wieczorami w pracy choc wcale nie bylo takiej potrzeby, bo tylko w pracy mieli chwile wytchnienia. A zona tymczasem pewnie sama w domu z malym dzieckiem wsciekala sie, ze go nie ma.
    - Ona przestaje byc zona a staje sie matka, dopada ja depresja, z ktorej nie moze sie wygrzebac, bo calymi dniami jest sama z dzieckiem. Zapuszcza sie zupelnie i nawet tego nie widzi, zapomina o sobie, o tym co lubi, czym sie interesuje. W koncu przestaje tez interesowac wlasnego meza. A ten znudzony codziena logistyka zakupow, przedszkola, kapieli szuka pocieszenia u bezdzietnych kolezanek.
    - On oczywiscie nie odejdzie, bo jest odpowiedzialnym facetem, kocha ja i dzieci. Ona spelnia sie poswiecajac wszystko dziecku, on pracy. I tak sobie zyja sobie obok latami jako przykladna rodzina.
    Kurcze, moze powinnam scenariusze telenoweli pisac! :P
  • robak.rawback 23.11.12, 00:48
    dokladnie to sie stalo mojej kolezance -
    byla z gosciem niemezem chyba z 5 lat, zaszla w ciaze, byla w wieku okolo 34 lat, potem rozmawialam z nia chyba z pol roku po urodzeniu - okazalo sie ze gosciu ja zostawil jakos tak po porodzie - moze byl dziecinny i nie rozumial powagi sytuacji - nie wiem. ale z tego jak ona to mowila wnioskowalam ze wlasnie przeobrazila sie w MATKE - bo mowila rzeczy w stylu - on juz nie rozumie ze nigdy nie bedzie na piedestale, ze nie bedzie nigdy najwazniejszy etc ze teraz juz dziecko jest najwazniejsze ... etc moim zdaniem trzeba rownowage zachowac - nie mzna nagle odstawic faceta ktorego sie niby kocha (pytanie retoryczne ??) zupelnie na bok. dla mnie to dziwne, no ale pewnie hormony ciazowe w glowie troche mieszaja.

    z tego co mowila to gostek chyba nie byl zbyt odpowiedzialny bo nic nie pomagal w domu etc nie mam pojecia co tam sie stalo w kazdym razie bez slubu - nie naleza jej sie chyba zadne finansowe pomoce od niego - cos tam na ten temat mowila - w kazdym razie ledwo ciagnie z wychowaniem samotnie i praca.

    tez mnie to zawsze dziwi ze z laskami ktore urodzily jak sie spotykam to one bez przerwy o dzieciaku - ok przychodze na 2 godziny to powiedzmy pol godziny z dzieckiem, zachwyty ale potem chyba sa jeszcze jakies inne tematy ?-- wogole nie ma, jak sie okazuje.
    jak taka mame to uszczesliwia - to ja sie nie czepiam - taka jej natura i szczesliwa - nie kazdy musi robic kariere zawodowa - natomiast to jest nudne.

    truskawa3zdachu napisał(a):

    > Wiesz, kiedy tak probuje sobie wyobrazic jak by to bylo, czego sie najbardziej
    > obawiam, to chyba nawet nie tego, ze moglabym zostac sama z dzieckiem.
    >
    > Najbardziej chyba obawiam sie tego, co obserwuje u dzieciatych znajomych:
    > - Ona nagle przestaje byc soba, dziewczyna, kolezanka, zona- zostaje MATKA. To
    > juz nie jest Kaska/Baska/Maryska - to jest MAMA Jacusia, Mama Anusi.
    > - Swiat nagle zaweza sie do dziecka do tego stopnia, ze trudno z taka osoba por
    > ozmawiac o czyms innym, z dziecmi nie zwiazanym
    > - Facet zostaje odstawiony na boczny tor, lub tez sam sie na ten boczny tor usu
    > wa. Znam dwoch naprawde fajnych, dobrych, cieplych facetow, ktorzy nie wyrabial
    > i w domu z zona i malym dzieckiem. Przesiadywali wieczorami w pracy choc wcale
    > nie bylo takiej potrzeby, bo tylko w pracy mieli chwile wytchnienia. A zona tym
    > czasem pewnie sama w domu z malym dzieckiem wsciekala sie, ze go nie ma.
    > - Ona przestaje byc zona a staje sie matka, dopada ja depresja, z ktorej nie mo
    > ze sie wygrzebac, bo calymi dniami jest sama z dzieckiem. Zapuszcza sie zupelni
    > e i nawet tego nie widzi, zapomina o sobie, o tym co lubi, czym sie interesuje.
    > W koncu przestaje tez interesowac wlasnego meza. A ten znudzony codziena logis
    > tyka zakupow, przedszkola, kapieli szuka pocieszenia u bezdzietnych kolezanek.
    > - On oczywiscie nie odejdzie, bo jest odpowiedzialnym facetem, kocha ja i dziec
    > i. Ona spelnia sie poswiecajac wszystko dziecku, on pracy. I tak sobie zyja sob
    > ie obok latami jako przykladna rodzina.
    > Kurcze, moze powinnam scenariusze telenoweli pisac! :P


    --
    А в конце концов все будет хорошо. Если не хорошо, значит, это ещё не конец
  • illegal.alien 23.11.12, 00:51
    A co slub by zmienił? Ze tkwila by z nim w takim 'udanym' związku? Bo alimenty należą sie jej tak czy siak.
    A to, ze potrzeby dziecka stoją ponad potrzebami rodzicow, to chyba normalne i naturalne?
  • aniaheasley 22.11.12, 13:17
    Miec dziecko to nagle z minuty na minute zejsc na drugi plan w swoim wlasnym zyciu. Ale w tym samym momencie dostac na kilka lat role pierwszoplanowa w zyciu kogos innego :)

    Miec dziecko to nagle przemeblowac caly swoj swiat na zawsze, pozegnac sie z beztroska, mysleniem tylko o sobie.

    Dziecko nie jest gwarancja szczescia, ale przyjemniej sie zyje kiedy male czy duze dziecko mniej lub bardziej nieporadnie okazuje Ci milosc.

    Miec dziecko to czesto przezywac strachi, panike wrecz, lzy niemocy, zmeczenia, bezsilnosci. Ale wystarczy wtedy pomyslec jak by to bylo nie miec dziecka, zeby nadszedl prawdziwy strach, panika I bezsilnosc.

    Podobno dzieci nie sa dla wszystkich. Trudno mi sie z tym zgodzic, nie znam matki ktorej dziecko zubozyloby zycie.

    Jest jedno ale w Twojej sytuacji. Czasami decydujac sie na pierwsze dziecko pozno ciezko jest sie rozstac z dnia na dzien z co tu duzo mowic wygodnym zyciem, wysypianiem sie rano, wyjsciami I wyjazdami bez zastanowienia.


    __
    Ania's Poland
  • espionka 22.11.12, 13:49
    życie się przewartościowuje - to na pewno
    ale fajnie jest mieć rodzinę, szkoda by tak było to przerwać :)
  • szprotka6 22.11.12, 14:07
    Dla mnie do posiadania dzieci niezbędny był ten własciwy partner. Za młodych lat byłam w baardzo powaznym związku, długoletnim. Ale odsuwałam mysl o dzieciach, choc wydawalo mi się wtedy, ze jestem szczęsliwa w tym związku. Gdy dzis patrzę na to z perspektywy lat-tamten partner zabiezpieczylby rodzinę finansowo, moze nawet miałby lepszy zmysł do "robienia pieniędzy" niz moj obecny partner, rozwijałby przede mną czerwony dywan, ale nie było między nami jednosci psychicznej, tzw porozumienia dusz.

    Z obecnym partnerem mamy 2 dzieci, pierwsze urodziłam tuz przed 30-tka, drugie kilka lat pozniej. Chyba dzięki temu, ze nasz związek jest solidnie ugruntowany, przezylismy razem wiele, realizowalismy się na roznych płaszczyznach i znamy tego wartosc, nie zarzucilismy wszystkiego z momentem pojawienia się dzieci na swiecie. Ok, pewne kwestie musielismy odpuscic calkiem (np dalekie podroze metodą włóczęgostwa), pewne realizujemy na pol gwizdka, a jeszcze inne wynalezlismy sobie, gdy okazalo się, ze da je się realizowac mając w domu dzieci.
    Nigdy tez nie przeszlismy tez tzw odstawienia partnera na bok, bo sa dzieci. Dla nas nasz związek jest ciagle tak samo wazny jak nasze relacje z dziecmi. Bywaly chwile, ze się zaniedbywalismy, bo praca, dzieci. Na szczęscie ktores szybciej przytomnialo i przywracalo rownowagę.
    Nigdy tez nie miałam potrzeby byc kwoką, ktora sama wszystko.... wychowuje, gotuje, pierze, planuje. Dlatego moze nie wysiadam przy dwojce dzieci, mimo ze nie mamy tutaj rodziny do pomocy.

    Jesli wiecie czego chcecie od zycia to dzieci tylko Wam to zycie uszlachetnią:-) Wymagamy sporo czasu dla nas samych, potrzebujemy chwil samotnosci, ciszy-i nasze dzieci umieją to respektować, wiedząc ze jest tez czas na szalenstwo we czworkę, realizację ich planow na sobotę itp. Ok, nie da się miesięcznemu dziecku wytlumaczyc, ze o 20 w domu panuje cisza i nikt nie wychodzi z lozek, 2 latkowi tez jeszcze nie, ale ten okres szybko mija...

    Kochamy nasze dzieci ogromnie, nigdy, przenigdy nie zmienilibysmy biegu wydarzen. Ale tez nie zdecydowalibysmy się na trzecie dziecko, bo czujemy, ze tu juz byloby kiepsko z pogodzeniem czasu na te nasze "zajęcia w podgrupach".
    Do dzieła:-)
  • truskawa3zdachu 22.11.12, 23:26
    Dziekuje wszystkim za wypowiedzi. Wiele ciekawych i madrych slow tu napisalyscie, fajna dyskusja.

    Co do partnera i wspolnej decyzji to w sumie u niego tez jest podobnie. Tzn do tej pory (w poprzednich zwiazkach) byl zdecydowanie na NIE. Teraz sam przyznaje, ze cos mu sie jakby powoli zmienia i idea posiadania dzieci nagle zaczyna miec sens. Coraz czesciej pada w rozmowie "jak przyjda dzieci to..." Ale dla niego to raczej kwestia troche dalszej przyszlosci i dojrzewania do decyzji.
    Dla mnie natomiast czas zaczyna dzialac na niekorzysc i nie mam chyba komfortu dojrzewania do decyzji przez nastepne 4-5 lat.
    Podejrzewam, ze gdybym powiedziala mu, ze zaczynamy teraz i ze jestem tego pewna, to by sie zgodzil.
    Nasze zycie jest w takim momencie, ze nie ma zadnej przeszkody w sumie.
    Pewnie, zawsze mozna jeszcze jedna egzotyczna podroz, zawsze mozna jeszcze lepszy samochod, jeszcze wiekszy dom, nowe meble, jeszcze jeden jezyk sie nauczyc, jeszcze jeden awans. Tyle, ze chyba jestesmy juz na takim zyciowym etapie, ze to juz nie jest celem samym sobie. Czuje, tak jak ktos juz wyzej napisal, ze nadchodzi czas na kolejny etap w zyciu, w naszym zwiazku. Ale tez panika i strach jest paralizujacy.
    Zawsze w zyciu mialam wszystko dokladnie zanalizowane, zreszta oboje jestesmy troche tacy, ze kazda decyzje rozwazymy i zaplanujemy dokladnie z kazdej strony. A dziecko to przeciez jeden wielki krok w nieznane :-)

    do Fifki, pisalas, ze do 35 roku zycia nie planowalas dzieci, a potem z premedytacja zdecydowalas sie na dwojke? Jak to bylo? Skad taka zmiana?

  • chestnutflower 22.11.12, 23:52
    Ja tez nie chcialam miec nigdy dzieci a potem nagle w wieku lat 33 wszystko mi sie zmienilo ;)
    Tyle ze ja troche dla innych powodow chyba niz Ty.
    Bo ani jakiejs super pracy nie mialam i planow na nia nawet ;)
    Po prostu nie czulam w sobie tego CZEGOS choc z partnerem jestem tym samym od ponad juz 15 lat, oboje po prostu nie czulismy ze chcemy byc rodzicami.
    Osobiscie nie czulam ZADNEGO instynktu macierzynskiego.
    Dzieci innych nigdy nie robily na mnie zadnego wrazenia, oprocz dzieciakow mojej siostry, teraz juz prawie dorosle dziewczyny.
    Az tu nagle po 30. zaczelismy myslec ze moze by sprobowac, moze jednak warto.
    Nie wiem w sumie co bylo jakims impulsem.
    Mozne ze coraz wiecej bliskich nas osob pomalu zaczelo sie rozmnazac i widzialam ze dalej sa fajnymi ludzimi, ze maja fajne dzieciaki, ze jednak mozna jakos wszystko pogodzic.
    Jednak nie sadze zebym jakos ulegla temu najbardziej.
    Chyba jednak cos we mnie peklo, zaczelam myslec bardziej o naszej przyszlosci.

    Z perspektywy czasu niczego nie zaluje.
    Nie zaluje tego ze moze troche pozno zaczelam myslec o dzieciach i tego ze nie zaszlam w ciaze wczesniej, nieplanowana bo wtedy chyba nie byloby tak fajnie jak teraz :)

    Czuje ze dojrzalam do decyzji bycia mama i czuje sie z tym rewelacyjnie :)

    Nie jest rozowo bo rodzicielstwo to ciagle praca nad soba i nauka od...swoich dzieci :)

    Ciesze sie bardzo ze moge byc mama dwojga szkrabow :)
    --
    Corka 2008
    Syn 2012
  • panixx 23.11.12, 00:43
    Pierwsze dziecko przewrocilo zycie do gory nogami, niemowle to nie slodki bobas ze zdjec - placze, nie spi po nocach, chce cyca non stop i chce byc noszony na rekach. Ciezko poczatkowo utrzymac jakies hobby czy porozmawiac o sprawach wyzszych, skoro marzysz tylko o spaniu, tata w pracy a babcia w PL. Dopiero jak sama masz dziecko, to rozumiesz dlaczego mamy gadaja o kupkach i puree :)
    To ciezka praca, nic nie jest tak jak dawniej, ale NIGDY bym tego nie zamienila na zycie 'sprzed-dzieci'.

  • illegal.alien 23.11.12, 00:28
    To, jak sie Twoje życie potoczy po urodzeniu dziecka w dużej mierze zależy od Ciebie :)
    Ja tam nie czuje sie zapuszczona - najlepiej wyglądałam w okolicach pierwszych urodzin mojej cory - na macierzyńskim miałam czas na siłownię, na wycieczki, na kosmetyczke, fryzjera, gotowanie zdrowego jedzenia :) rok po porodzie wazylam 10 kilo mniej niż przed ciąża. Niestety, wróciłam za biurko i teraz skończyły sie luksusy ;)
    Ale moja córka nigdy mnie nie ograniczała - jak miała 2 miesiące byłam na nartach, jak miała pol roku byłam w Barcelonie ja turnieju koszykówki (jako widz :)), jak miała 8 miesięcy byłam w Toskanii na wakacjach - wszędzie z nia i wszędzie było super :)
    Teraz mogę o niej nawijac non-stop, zachwycać sie wszystkim co z nia związane, ale lubię tez iść do kina, lubię iść gdzieś z kumplem, lubię coś porobic z moim konkubentem (btw - moim zdaniem slub to akurat nie jest warunek niezbędny do wspólnego posiadania dzieci - znam lepsze sposoby na okazanie sobie poczucia zobowiązania ;)).
    Ale ja zawsze wiedziałam, ze nie będę gonić w domu tylko wezmę dziecko ze sobą i będę aktywnie spędzać czas :)
  • chestnutflower 23.11.12, 09:05
    Chcialabym jeszcze doddac ze nie kazde dziecko "nadaje sie" do podrozowania jak illegal.alien, przynajmniej na poczatku
    Moja corka przez pierwsze 3 msc wyla 12 godzin na dobe, pojechac z nia gdzies w tym czasie byloby raczej niemozliwe;)
    Pierwszy raz podroz odbylismy w wieku ok 5 msc, potem po roku zaczelismy jezdzic po Europie na wakacje. Fajnie bylo i bez problemu.
    Spala w nosidle.
    Dziecko troche przewraca swiat do gory nogami, bezdzietni znajomi jakby sami zaczynaja sie od Ciebie odwracac (sama stracilam przez dziecko pare ale teraz widze ze jednak nie warto bylo trzymac tego na sile).
    Generalnie u kazdej z nas pewnie jest troche inaczej.
    Jednak mozna duzo zrobic z dziecmi.
    Mam dwie przyjaciolki (jedna z blizniakami), ktore rozpoczely po urodzinach studia i skonczyly je z wyroznieniem :)

    --
    Corka 2008
    Syn 2012
  • aniaheasley 23.11.12, 09:53
    Nie mozna miec wszystkiego. Pomysl na zycie Nicoli Horlick sie nie przyjal.
    Nie ma sensu miec dzieci a potem za wszelka cene probowac udowodnic sobie I wszystkim dookola ze ich posiadanie nic w naszym zyciu nie zmienilo ;)

    Pewnie ze teoretycznie mozna urodzic I po 3 miesiacach macierzynskiego wrocic na pelen etat do pracy I widziec dziecko jak spi oraz w weekendy. Tylko troche szkoda tego dziecka.
    Taki model czesto zreszta pokutuje wsrod kobiet, ktore nagle ogarnia panika, co ja zrobilam, teraz juz tylko dom I pieluchy, nie, nie poddam sie. Potem po latach czesto zaluja ze chcialy byc takie superwoman zamiast cieszyc sie dzieckiem I zwolnic tempo na rok chociaz.

    A te mamuski ktore po urodzeniu sie zapuscily I staly sie koszmarnie nudne - one same sa pewnie czesto szczesliwe, I malo ich obchodzi jak inni je widza.

    Ze swojego doswiadczenia - fakt posiadania kilkuletniego (wtedy) dziecka zdecydowal o mojej 'karierze' a raczej jej braku. Musialam wybrac albo spedzanie czasu z synem, albo promocje I prace po godzinach, wyjazdy sluzbowe na kilka dni, itp, itd. Wybralam dziecko I zorganizowanie sobie pracy dookola dzieci a nie odwrotnie. To moj wybor, sa oczywiscie inne wybory ale wybrac cos trzeba :)
    --
    Ania's Poland
  • saram0na 23.11.12, 12:05
    masz racje Ania i mysle ze wiekszosc z nas przyjelo taki model, jakis czas w domu a potem z domu gna. Ja po 1 porodzie cieszylam sie macierzynskim dopoki nie okazalo sie ze znowu jestem w ciazy, po urodzeniu drugiego moje wielkie ambitne plany zrobienia zawrotnej kariery zawiesilam na kolek bo wolalam zostac z dziecmi. Nie odbieram tego w kategorii poswiecenia, po prostu nie chcialam stracic tych pierwszych lat bo nikt by mi ich nie oddal a majac dwojke prawie na raz mialam ( mielismy) pelne rece roboty. Ale minely 2 lata i zaczelam tesknic za sama soba, hobby juz nie wystarczalo i chcialam sie znow realizowac, zaczelam spokojnie, kilka godzin wolontariatu, a potem znalazlam prace. Uznalam tez ze moja rola na tym etapie powoli sie konczy, chcialam by poszli miedzy dzieci, uznaje role przedszkola w w rowoju spolecznym dzieci. Teraz moje dzieci chodza do szkoly a ja mam w miare ugruntowana sytuacje zawodowa. Nie czuje sie winna ze pracuje ( jestem sama wiec tez zbytnio wyjscia nie mam heheh) i spedzam mniej czasu z dziecmi, albo patrze jak spia- bo czesto spia jak wracam za to poranki sa nasze) To jest zupelnie normalny schemat- ja sama wychowana bylam z kluczem na szyji , swietlicach i u babc i wcale nie uwazam ze cokolwiek stracilam.
  • saram0na 23.11.12, 12:12
    ach i jeszcze dodam - tak czulam sie zapuszczona w domu, wewnetrznie, choc zewnetrznie tez bo lodowke mialam za blisko i te ciaze nosilam na sobie za dlugo :) i chcialam wyjsc do ludzi bo zaczynalam czuc ze dosyc juz zrobilam dla nich - teraz ja! I udaje mi sie to pogodzic bez straty dla nich. A z powrotu do pracy same korzysci, moj angielski jest plynny, schudlam - sama nie wiem kiedy 15 kilo, wyrobilam sie poprostu bo i praca i dom daja mi spelnienie.
  • illegal.alien 23.11.12, 12:01
    Jasne, ale to sa 3 miesiace, pol roku, potem wiekszosc dzieci sie jakos 'ogarnia' albo rodzice znajduja powod placzu tudzien sposob na dziecko, poznaja je lepiej i coraz lepiej sobie radza - to nie jest tak, ze do osiemnastki czlowiek jest uziemiony i juz nigdy nigdzie nie wyjdzie :)
    Ja sie przed porodem nasluchalam od kilku osob, zebym teraz sobie nachodzila sie do kina, do restauracji, wyspala sie, pojezdzila w rozne miejsca, bo jak sie urodzi dziecko, to dlugo tego miec nie bede. No coz - okazalo sie, ze jak jest dwoje rodzicow zaangazowanych, to duzo mozna miec i duzo mozna z dzieckiem zrobic :) Nie ukrywam, ze moja corka nie miala jakichs wielkich problemow, urodzila sie zdrowa i pogodna od poczatku (chociaz skoki wzrostu i zeby daly mi mocno popalic, a i kolki mialysmy), ale macierzynstwo to naprawde nie jest jedno wielkie pasmo udrek uslane obsranymi pampersami ;)
    Poza tym mnie na przyklad nie ciagnie juz na imprezy, koncerty, do klubow - ja lubie spedzac czas z moim dzieckiem i dostosowuje atrakcje tak, zeby i ona mogla wziac w nich udzial :) Jak umawiam sie ze znajomymi, to bardzo czesto z nia. Mam kilka osob wsrod znajomych, ktore dzieci nie lubia i wtedy organizuje sie tak, zeby isc bez corki, ale jak komus ona nie przeszkadza, to wole ja ze soba zabrac - i tak bylo od poczatku w zasadzie.
  • panixx 24.11.12, 14:01
    Zgadzam sie z Chestnutflower. Te mamy, ktore mialy bezproblemowe niemowleta, mialy szczescie i czesto nie rozumieja, ze moze byc inaczej. Moj syn do ok 6 mies zycia non stop ulewal mleko i mial paskudna skore. Basen odpadal, dluzsze wyjazdy poza domem meczyly, bo trzeba bylo przygotowac mnostwo zmian ubranek (dla nas tez, bo po nas chlustal) i prac+ co wieczorne placze.
    Ale z druga cora wszystko juz mozna bylo zrobic: jak w zegaku jadla co 3 h i potem spala.
  • mrs.t 23.11.12, 09:44
    wow illegal ty obiezyswiecie ! ale wy piersiowe bylyscie ! i dalo sie !
  • illegal.alien 23.11.12, 12:04
    Dalo sie, dalo :) Przynajmniej w naszym przypadku :) Ale ja sie nastawialam na to od poczatku :) Pierwszy bilet na samolot mialam zabukowany na 2 tygodnie po porodzie (3 tygodnie po terminie), zatrzymaly nas sprawy formalne :) Pierwszego Sylwestra po narodzinach Mii spedzilismy z moimi rodzicami w pubie (bardzo fajnym i przytulnym, bez glosnej muzyki i wrzaskow - impreza z zalozenia byla family friendly), Mia miala 24 dni :D
  • chestnutflower 23.11.12, 12:24
    Macierzynstwo to nie wyrok :D
    Tak bym chyba w skrocie podsumowala moje rozwazania :)
    --
    Corka 2008
    Syn 2012
  • szprotka6 23.11.12, 12:48
    Kazdy ma takie wyobrażenie maciezynstwa jak przykłady pod bokiem....Mam znajomych, bezdzietną parę, ktora dzieci odbiera jak zarazę:-) ALe tez w jej rodzinie i wsrod ich najblizszych znajomych dzieci oznaczają koszmar. Nie wiem na ile to dorosli nie znalezli sposobu na poukladanie sobie zycia z dziecmi, a na ile nie poukladali sobie wlasnych problemow zanim postarali się o dzieci. Z ich relacji wynika, ze te dzieci wiecznie usmarkane, pampersy do 4 roku zycia, nigdzie się nie da z nimi wyjsc, pojechac bo to udręka....

    Tak, to prawda, idąc z dziecmi do restauracji nie raz trzeba przerwac posilek ze 2-3 razy bo jedno sikac, drugie się czyms obleje, no ale jak zabieram moją babcię na obiad to tez muszę zwrocic uwage, zeby nie gotowac wolowiny, bo nie pogryzie ani zeby nie dodawac do niczego majonezu, bo nie zje....A i nasmiecic zdarza się jej jak moim dzieciom..Ot zycie....
    Z młodszym dzieckiem nie moglismy chodzic do restauracji poki nie skonczyla roczku, wczesniej plakala, za duzo się tam dzialo, halas...Ale teraz nie ma problemu...

    Na szczęscie wsrod naszych znajomych wszystkie dzieci, ktore rodzily się przed naszymi bardziej lub mniej ale jednak aktywnie byly w stanie towarzyszyc rodzicom na wakacjach czy zyciu codziennym. Znajomych syn mial ekstremalne kolki. Ona uznala, ze jak spedzi wakacje z tymi kolkami w domu to oszaleje, wynajęli maly domek-coby ludzi w hotelu nie męczyc, i wyjechali z mlodym na tydzien. Zostali na 2 tyg, bo okazalo się, ze zmiana otoczenia -albo nie wiem co innego-mlodemu pomogla i tam znacznie mniej cierpiał.

    Pracowałam kiedys z dziewczyną, ktora swoją corkę zabrala pierwszy raz na wakacje, gdy ta skonczyla 6 lat. I to z ciezkim sercem, ze ja zabiera w swiat bakterii, wirusow itp (jadąc nad Baltyk do domu wczasowego).

    Jestem za respektowaniem potrzeb dziecka, za szacunkiem do wlasnego ciala i zmian, ktore w tym ciele się odbywają. Nie zachwyca mnie widok kobiety 4 dni po porodzie, ktora z malenstwem wybiera się do centrum handlowego (a znam taką, niestety). ALe tez traktowanie ciązy jak choroby, macierzynstwa jak więzienia jest dla mnie przegięciem w druga stronę.
  • illegal.alien 23.11.12, 13:00
    > Nie zachwyca mnie widok kobiety 4 dni po po
    > rodzie, ktora z malenstwem wybiera się do centrum handlowego (a znam taką, nies
    > tety).

    Ups ;) W centrum handlowym nie bylam, ale w miejsca publiczne wyszlam dwa dni po porodzie :)

    Ale z ogolnym przekazem sie zgadzam - szacunek do dziecka, do jego potrzeb, do jego charakteru. Nie wpadlabym na to, zeby cokolwiek z wymienionych przeze mnie rzeczy robic na sile i z dracym sie dzieckiem. Tylko moje dziecko zawsze bylo ciekawskie, chetne do wyjsc na zewnatrz, nigdy nie miala problemu z tlumem, halasem, nadmiarem bodzcow - jak spodziewalam sie miliona bodzcow, to bralam ja w chuste i bylo jej dobrze :)

    No i tez a propos pierwszego akapitu Twojej wypowiedzi - jezeli ktos dzieci widzi jako udreke, to one beda udreka. A jak ktos sie godzi z tym, ze z dziecmi jest inaczej i nie probuje sie z nimi szarpiac, bierze pod uwage ich potrzeby i etapy rozwoju to jest zupelnie inaczej :) Ja czasem widuje matki, ktore sie tak ze swoimi dziecmi szarpia, ze az przykro patrzec (nie zawsze doslownie, ale czasem tez).
  • polka84 23.11.12, 18:16
    mogłabym dokładnie napisać to samo co illegal, tylko ja mam syna :) też od początku podróżowaliśmy, wszedzie wychodziliśmy z Antkiem, partner (konkubent zresztą) bardzo zaangażowany, dziecko zdrowe i pogodne (NB rola KP w tym wszystkim nie do przecenienia). do dość tłocznej restauracji poszliśmy na urodziny babci, gdy Antek miał 9 dni, zaliczyliśmy kilkanaście przelotów, krajów, przeprowadzek (zawodowo motywowanych) i klimatów, a do tej pory (15 mcy) dziecko nawet nie miało kataru (odpukać, pewnie jesteśmy szczęściarzami).

    piszę dlatego, że nie musi być tak, że nagle trzeba przez dziecko z czegoś rezygnować, no chyba że Twoją ulubioną rozrywką są całonocne tańce w tropikach, ale to wtedy może trzeba sie będzie przerzucić na plażowanie i lunch pub quiz ;) da się wypracować kompromis - zwłaszcza, jeśli finansowo i zawodowo stoicie dobrze (bo nie ukrywajmy, że im mniej poczucia bezpieczeństwa, tym trudniej).

    ja nie mam lukrowanej wizji macierzyństwa i powiem Ci, że finansowo i zawodowo macierzyństwo ZAWSZE sytuację kobiety pogarsza - nie ma się nawet co łudzić.
    no i najważniejsze: macierzyństwo można realizować z powodzeniem na wiele sposobów - to nie jest tak, że każdy musi robić tak albo siak - ja np. zostałam z dzieckiem w domu prawie rok i uważam to za czas optymalny, bo ani nie chciałabym go musieć zostawiać wcześniej, ani też dłużej bez dostawania na głowę bym chyba nie wysiedziała. ale u Ciebie może być zupełnie inaczej i to jest Twoja wyłącznie decyzja.

    jak masz chwilę to polecam Ci "Misconceptions" Naomi Wolf (aż całe 2.80 na amazonie) - chyba żadna inna książka o macierzyństwie aż tak mi nie pomogła w przepracowaniu pewnych spraw (a zawodowo i życiowo przeczytałam na temat macierzyńsywa aż za dużo)
    --
    "linearny życiorys ma tylko mrówka"
  • 3-mamuska 23.11.12, 23:20
    Nie zachwyca mnie widok kobiety 4 dni po porodzie, ktora z malenstwem wybiera się do centrum handlowego (a znam taką, niestety)

    Jesteś moja znajoma,
    Bo ja zabraliśmy córkę ,4 dobie do centrum.
    Autobusem.
    I żyje ma sie dobrze nie umarła nawet chora nie była.


    Jak wszystko w życiu trzeba umieć wyposrodkowac, nie można poświęcić sie bez reszty dziecku( chodź zaraz po porodzie i z kolkowym dzieckiem niestety trzeba,ale to maksymalnie z 6 miesięcy)
    Znowu nie można nie zmienić nic i dziecko traktować jak mebel ozdobne bo mamy wszystko brakuje tylko bobasa i dziecinnego pokoju.

    Macierzyństwo po 40 to kaprys mamusi i szkoda mi takich dzieci.
    Całe życie tylko ona sie liczyła i nagle jak juz wszystko zrobiła to będę miała dziecko.
    A potem dziecko ma za rodziców staruszków.
    To spełnienie następnej zachcianki.
    ----------------------
    Myśl o tym co mówisz...
    Nie mów tego co myślisz...
  • glasscraft 23.11.12, 23:38
    Malo wiesz o mamuskach po czterdziestce oraz ich motywach poznego macierzynstwa. Im moze byc szkoda dzieci takich mamusiek jak ty, ktore zabieraja dzieci zaraz po porodzie na zakupy do centrum handlowych, autobusem.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • truskawa3zdachu 24.11.12, 00:37
    3-mamuska napisala:

    > Macierzyństwo po 40 to kaprys mamusi i szkoda mi takich dzieci.
    > Całe życie tylko ona sie liczyła i nagle jak juz wszystko zrobiła to będę miała
    > dziecko.
    > A potem dziecko ma za rodziców staruszków.
    > To spełnienie następnej zachcianki.
    > ----------------------

    No to pojechalas. Nic o mnie nie wiesz, ani o moich kaprysach ani o moich zachciankach, wiec proponuje jednak troche liczyc sie ze slowami.
    Mi szkoda dzieci, ktorych matki sprawily sobie bobasa, bo nie mialy innego pomyslu na zycie. Albo czuly sie samotne i zadaniem dziecka jest wypelnic im pustke w zyciu. A takich 20- 30 latek niestety widzialam sporo.
    To, ze Tobie udalo sie spelnic swoja zachcianke posiadania dziecka przed 40 nie daje Ci prawa do osadzania innnych. Moze idac Twoim tokiem myslenia, wysterilizujmy kobiety po 40 skoro sa za stare na posiadanie dzieci?
  • robak.rawback 24.11.12, 02:39
    mnie tam zawsze najbardziej zal dzieciaka jak widze nastolatke z wozkiem albo jakas biedota z dziesieciorgiem potomstwa. ani te dzieci startu w zyciu nie beda mialy porzadnego, bo nie oszukujmy sie - edukacja kosztuje - ani przyjemnego dziecinstwa - jedno bawi drugie i wszyscy siedza sobie w jednej sypialni przez 18 lat, a potem sie musza wyprowadzic bo wlasnie sie nastepne urodzilo.

    --
    А в конце концов все будет хорошо. Если не хорошо, значит, это ещё не конец
  • 3-mamuska 24.11.12, 17:09
    No to pojechalas. Nic o mnie nie wiesz, ani o moich kaprysach ani o moich zachciankach, wiec proponuje jednak troche liczyc sie ze slowami.
    Mi szkoda dzieci, ktorych matki sprawily sobie bobasa, bo nie mialy innego pomyslu na zycie. Albo czuly sie samotne i zadaniem dziecka jest wypelnic im pustke w zyciu. A takich 20- 30 latek niestety widzialam sporo.
    To, ze Tobie udalo sie spelnic swoja zachcianke posiadania dziecka przed 40 nie daje Ci prawa do osadzania innnych. Moze idac Twoim tokiem myslenia, wysterilizujmy kobiety po 40 skoro sa za stare na posiadanie dzieci?

    Wiesz moje zdanie jest takie bo miałam koleżankę w szkole , której mama wyglądała przy niej jak babcia. Nie miała siły na to co mogły robić inne matki. I dziewczynie było z tym złe.
    Mam kuzyna 15 lat miał jak jego mama zachorowała dość poważnie na serce, musiał sie nią opiekować ,nie poszedł do szkoły z dała od domu bo mama. A chciał robić co innego.
    Zdanie na dany temat wyrabiamy sobie przez to co sie w życiu robiło lub widziało lub przeżyło.
    Mój tato zmarł nagle mając 45 lat i gdybym urodziła sie gdy miał 40 to bym zostałabym bez ojca jako maluch 2 -3latek.
    Kobieta chce dziecka tu i teraz i jest super bo zdrowa sprawna, ale co po 15-20 latach?
    Młodszy rodzic to jest nadzieja ze będzie w stanie być dłużej sprawny.
    Moja mama tez jest chora ,ja mam 30+ ona 60+ i cieżko bo nawet nie może zabrać na spacer wnuczka bo nie da sobie z nim rady.
    Oczywiście są rodziny zdrowe i długowieczne moja taka nie jest.

    Mam tez koleżankę która w wieku 40 urodziła córkę, i sama mówi ze ma dość bo usiadlaby poczytać, cos porobic to musi biegać po parkach, to była wpadka, ma 2 starszych dzieci, różnica 10 lat i może dlatego.
    --
    -----------------------
    Myśl o tym co mówisz...
    Nie mów tego co myślisz...
  • glasscraft 24.11.12, 17:24
    Nagle mozna umrzec w wieku lat 20, 30, 40 itd... Na serce choruja ludzie mlodzi, w srednim wieku i ci okrutnie starzy, ktorzy skonczyli lat 40. Twoje jednorazowe doswiadczenia nie daja ci zadnego prawa sadzic kobiet, ktore dopiero po 40 zostaly matkami i przyklejac do nich latki egoistycznych suk, ktore zanim sobie dzieciaczka zafundowaly, spelnily wszystkie inne zachcianki.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • elle-joan 24.11.12, 19:02
    Mamuśka, źle robisz cytaty i się wszystko myli.
    Wiesz, pewnie każda z nas mogłaby opowiedzieć po kilka historii o matkach w różnych wieku, o ich motywacjach, zdrowiu, podejściu do dziecka itd i nie znalazłoby się podstawy do uogólnień. Na pewno w starszym wieku jest większe prawdopodobnieństwo urodzenia chorego dziecka i problemów zdrowotnych rodziców i dlatego planowanie dziecka w tym wieku należy dobrze przemyśleć. Nie uprawnia to jednak to takich ocen jak Twoja, zwłaszcza odnośnie motywacji. No i co z tego, że matka będzie wyglądała jak babcia? To problem ludzi gapiących się i pokazujacych paluchami na wszystko wokół. Na szczęście w UK to raczej rzadkość.
    Moja mama urodziła po 40-stce. Chociaż miała sporo dolegliwości już wcześniej, to przeszła szczęśliwie ciążę i doczekała wnuków od tego najmłodszego dziecka. Oczywiście nie wszystko wygląda tak różowo, bo z trudami macierzyństwa radziła sobie gorzej niż przy starszych dzieciach. Były też inne problemy, ale związane z tym, że to było kolejne dziecko, a u autorki byłoby pierwsze. Jakby nie było, można zwrócić uwagę na różne "za" i "przeciw" późnego macierzyństwa, ale z ocenami bądźmy ostrożne.
  • robak.rawback 24.11.12, 19:47
    po przeczytaniu posta mamuski - dochodze do wniosku ze to tez trzeba jednak wziasc pod uwage bo to tez dodaje realistycznego podejscia do sprawy - czy sie jest schorowanym i zmeczonym zyciem juz przy 40 czy mozna zalozyc ze sie bedzie aktywnym przez nastepne 20 lat - wypadkow nikt nie przewidzi ale tak na oko mozna poobserwowac siebie i sie zastanwowic, badania porobic. bo to jednak prawda ze troche nie tak jak rodzic nie ma sily sie dzieckiem zajac bo juz sie narobil przy innych rzeczach.

    z drugiej strony tez sie genetyki nie przeskoczy - jedne kobity wygladaja staro przy 40 inne nie. jasne ze kazde dziecko chialoby yummy mummy w stylu elizabeth hurley etc ale tez te kobiety zyja z tego jak wygladaja i nie maja obowiazkow.
    przypomnial mi sie artykul o najstarszej babce ktora urodzila po sztucznym zaplodnieniu - ona chyba kolo 60. o ile pamietam to po fakcie zalowala bo stweirdzila ze jednak nie pomyslala wczesniej ze zwyczajnie moze nie miec sily na male dziecko.

    --
    А в конце концов все будет хорошо. Если не хорошо, значит, это ещё не конец
  • yumemi 24.11.12, 19:59
    > Wiesz moje zdanie jest takie bo miałam koleżankę w szkole , której mama wygląda
    > ła przy niej jak babcia. Nie miała siły na to co mogły robić inne matki. I dzie
    > wczynie było z tym złe.
    > Mam kuzyna 15 lat miał jak jego mama zachorowała dość poważnie na serce, musiał
    > sie nią opiekować ,nie poszedł do szkoły z dała od domu bo mama. A chciał rob
    > ić co innego.

    No tak ale kwestia dbania o siebie, wysportowania etc to zupelnie inny temat. Ludzie zyja zdrowiej, dluzej, etc. Malo znam osob wysportowanych, zdrowo sie odzywiajacych ktorzy w wieku 40 lat nie maja energii na nic:)) Ja niedlugo koncze 39 lat i jestem tak wysportowana jak na pewno nie bylam w wieku 20 paru lat.
    Wiec o czym tu mowimy w ogole..
    Bycie matka w wieku 18-20 paru lat - dla mnie o wiele za wczesnie, czas kiedy samemu przestaje sie byc dzieckiem, dopiero.
    --
    -----------------------------------------
  • truskawa3zdachu 24.11.12, 20:41
    3-mamuska napisała:

    > Wiesz moje zdanie jest takie bo miałam koleżankę w szkole , której mama wygląda
    > ła przy niej jak babcia. Nie miała siły na to co mogły robić inne matki. I dzie
    > wczynie było z tym złe.
    > Mam kuzyna 15 lat miał jak jego mama zachorowała dość poważnie na serce, musiał
    > sie nią opiekować ,nie poszedł do szkoły z dała od domu bo mama. A chciał rob
    > ić co innego.
    > Zdanie na dany temat wyrabiamy sobie przez to co sie w życiu robiło lub widział
    > o lub przeżyło.
    > Mój tato zmarł nagle mając 45 lat i gdybym urodziła sie gdy miał 40 to bym zost
    > ałabym bez ojca jako maluch 2 -3latek.
    > Kobieta chce dziecka tu i teraz i jest super bo zdrowa sprawna, ale co po 15-20
    > latach?
    > Młodszy rodzic to jest nadzieja ze będzie w stanie być dłużej sprawny.
    > Moja mama tez jest chora ,ja mam 30+ ona 60+ i cieżko bo nawet nie może zabrać
    > na spacer wnuczka bo nie da sobie z nim rady.
    > Oczywiście są rodziny zdrowe i długowieczne moja taka nie jest.
    >
    > Mam tez koleżankę która w wieku 40 urodziła córkę, i sama mówi ze ma dość bo us
    > iadlaby poczytać, cos porobic to musi biegać po parkach, to była wpadka, ma 2 s
    > tarszych dzieci, różnica 10 lat i może dlatego.

    Eh, gdyby tylko bieganie po parkach z dzieckiem cokolwiek gwarantowalo... Czy to oznacza, ze Twoim zdaniem mlodzi, ale niepelnosprawni ludzie tez nie powinni miec dzieci, bo np nie moga biegac?
    A co z tym, ktorzy po parkach nie biegaja bo im sie zwyczajnie nie chce i jedyna rozrywke jaka oferuja swoim dzieciom to telewizor, chrupki i cola?

    Mamuska, poslugujesz sie sterotypami. Niestety zycie nie zawsze przebiega wedlug schematu: studia- maz- dzieci- wnuki- emerytura. Zycie pisze najrozniejsze scenariusze i nie zawsze udaje sie tak jakbysmy chcieli. To, ze ktos nie urodzil w przedziale 20-30 nie znaczy automatycznie, ze mial w tym czasie inne zachcianki i kaprysy.

    Mlody wiek niczego nie gwarantuje.
    Moj kolega z pracy zmarl wlasnie na zawal, wiek 32 lata. Osierocil dwie dziewczynki: 3 i 6 lat. Niestety, mlodzi ludzie tez choruja, maja wypadki i tez potrzebuja opieki partnera lub dzieci.
    Nigdzie nie ma gwarancji, ze jak dziecko ma sie wczesniej to od urodzenia az do pelnoletnosci bedzie ono otoczone miloscia, ze rodzice beda zawsze pod reka, zdrowi, kochajacy itp.

    Wybacz, ale Twoj argument o mamie wygladajacej jak babcia swiadczy tylko o ograniczonych horyzontach tych co sie na taka mame gapia. I co z tego, ze wyglada jak babcia? Naprawde sa gorsze rzeczy i o wiele gorszy los mozna dziecku zgotowac.
    Sa kobiety, ktore decyduja sie na dziecko z mezem alkoholikiem czy przemocowcem, bo sa mlode, maja potrzebe i instynkt. I co z tego? Funduja dziecku nie tylko przesrane dziecinstwo, ale i zjechana psychike na dorosle zycie. Super, bo sa mlodsze!? To ja dziekuje, juz wole miec matke, ktora wyglada jak babcia i nie biega po parku.

    Wez pod uwage, ze byc moze ludzie okolo 40, ktorzy juz nie gonia za kazdym groszem i nie zbieraja na mieszkanie, samochod itp moga dac dziecku o wiele wiecej czasu i uwagi, niz mlodzi, zaganiani, pracujacy na kilka etatow.
  • nannyjo32 24.11.12, 21:15
    u mnie w twins club jest duzo starszych rodzicow i radza sobie swietnie. Widac tez ze juz finansowo deobrze stoja, maja pieniadze zeby oplacic pomoc do dzieci sa szczesliwi i pelni zycia.
    Mojego M tez wszyscy osadzaja ze jest dziadkiem czasami musze sprostowac ze to tatus-:))))) sama chcialabym takigo ojca miec jak on jest dla naszych dzieci, dojzaly, odpowiedzialny odkad sie urodzily licza sie tylko one. A jak plakalam w ciazy ze praca,kariera to on sie smial ze nie ma nic wazniejszego w zyciu jak rodzina chocbysmy mieli spac w 1 pokoju.
  • illegal.alien 24.11.12, 21:48
    Moja mama urodzila w wieku 36. lat, czyli blisko tej niebezpiecznej granicy starosci :P
    I jak mialam 15, ona 39, a moj brat 4 to czesto (naprawde czesto) ludzie mysleli, ze jestesmy siostrami. Bynajmniej nie dlatego, ze cpalam i wygladalam na kobiete po 30. ;)
    Ja uwazam, ze macierzynstwo w wieku 35+ to super pomysl, sama mialam plan miec dwoje dzieci blisko siebie jako mloda mama i dwoje blisko siebie jako mama 'dojrzala'. Na razie mam jedno, ale nie wykluczam, ze zdecyduje sie na dzieci w wieku 35+ (chociaz mam nadzieje, ze wczesniej tez mi sie uda jeszcze urodzic ;)).
  • fifka01 25.11.12, 10:17
    ja obserwuje trzy podejścia do sprawy
    - najstarsze, pokolenie dzisiejszych pięćdizesięciolatków - ciąża po 35 alo nawet po 30 to wstyd, wpadka, temat tabu, wstydliwy (ci sami ludzie uzywają sformuowań: stara panna, panna z dzieckiem itp.)
    - średnie, czyli moje, tzn. ciąża ma byc wtedy, keidy dwoje ludzi gotowych, wzglednie kiedy matka gotowa, bo to róznie w zyciu bywa :), w zyciu moze byc partner, nie musi byc maż, a samodzielna osoba to singiel i ma prawo do szczescia jak kazdy:)
    - młodziezowe, ale takie bardzo młodzieżowe, to pokolenie Pudelka. Wchodze tam ostatnio, a tam: "Joanna Brodzik w Pytaniu na snidanie. Czy ładnie sie starzeje?" NA MIŁOSC BOSKĄ. JOANNA BLODZIK M 39 LAT!!!

    to pisze pół zartem, nie generalizuje oczywiscie.
  • yumemi 25.11.12, 11:41
    > A co z tym, ktorzy po parkach nie biegaja bo im sie zwyczajnie nie chce i jedyn
    > a rozrywke jaka oferuja swoim dzieciom to telewizor, chrupki i cola?

    Oczywiscie nie mam zamiaru generalizowac, ale bardzo mlode mamy ktore widze w parku zwykle stoja podpierajac plot, z papierosem. I maja generalnie w nosie co dzieci robia.
    W mojej grupie NCT kiedy bylam w ciazy z pierwszym dzieckiem (i wszyscy inni tez), przedzial wiekowy byl 31-42 lata.
    Wczoraj spotkalismy sie na 10 leciu. Ta 52 letnia mama 10 latki jest jedna z bardziej aktywnych sportowo, i z najfajniejszym podejsciem do zycia.

    --
    -----------------------------------------
  • yumemi 24.11.12, 20:04
    3-mamuska napisała:

    > Nie zachwyca mnie widok kobiety 4 dni po porodzie, ktora z malenstwem wybiera
    > się do centrum handlowego (a znam taką, niestety)

    A czym to grozi? :)) Wiadomo ze o wiele lepsze jest kiszenie sie w domu miesiac, w tradycyjnym polskim stylu:)
    Ja z noworodkiem w chuscie chodzilam wszedzie, moze dlatego moje dzieci sa takie odporne i nie choruja:))

    > Macierzyństwo po 40 to kaprys mamusi i szkoda mi takich dzieci.
    > Całe życie tylko ona sie liczyła i nagle jak juz wszystko zrobiła to będę miała
    > dziecko.
    > A potem dziecko ma za rodziców staruszków.
    No jesli sie uwaza wiek 40-50 lat jako starosc, spoczywa na laurach, nic ze soba nie robi, to pewnie tak.
    Starosc zaczyna sie po 70tce:) Reszta zalezy od nas.
    A bardzo mlode mamusie, no w parku sie napatrzylam na nastawienie niektorych do macierzynstwa pseudo na luzie:)


    --
    -----------------------------------------
  • szprotka6 24.11.12, 20:39
    yumemi napisała:


    > > Nie zachwyca mnie widok kobiety 4 dni po porodzie, ktora z malenstwem wyb
    > iera
    > > się do centrum handlowego (a znam taką, niestety)
    >
    > A czym to grozi? :)) Wiadomo ze o wiele lepsze jest kiszenie sie w domu miesiac
    > , w tradycyjnym polskim stylu:)

    Wiesz, nawet mi się nie chce odpisywać na takie prowokacje. Poza biało-czarnym wyjsciem jest jeszcze ogrom szarości pomiędzy....

    Odpiszę Ci dlaczego ja nie zabrałabym 4 dniowego niemowlęcia do centrum handlowego. Bo to jedno z ostatnich miejsc, z jakim chciałabym jak najszybciej zapoznac moje dziecię, bo sama nienawidzę tego typu miejsc, bo w 4 dobie po porodzie uczyłam się swojej nowej roli, z partnerem skupialismy się na dostarczaniu sobie wsparcia, w czym CH nijak by mi nie pomogło, a wręcz przeciwnie. Przy drugim dziecku dodatkowo dochodziło tu starsze z dzieci-poswięcenie mu uwagi, poznanie z rodzenstwem itp itd.

    Jestem z tego pokolenia, ktore w Polsce domagało się poródu po ludzku, bez rutynowego nacinania, komend zolnierskich z ust poloznej, ostrych swiatel szpitalnych w twarz malenstwa. Moze stąd moje "nawiedzenie"...? A moze ze zwyczajnego szacunku do potrzeb mojego dziecka i moich własnych. Ale ludzie potrzeby mają rózne, wiec ja mogę pisac tylko o moich własnych.
    I tu rodząc skorzystałam w tych dobrodziejstw, powoli oswajając moje dziecko ze swiatem zewnetrznym. Moze zyję żółwim tempem, ale 4 dnia po porodzie to ja nie chcę przyjmowac jeszcze zadnych odwiedzin, a spacery ograniczam do własnego ogródka. Ale to oczywiście ja, nie narzucam tego nikomu, ale mam prawo chyba powiedzieć, ze coś co zaobserwowałam mnie nie zachwyca....

    I to wszystko nie przeszkadzało mi w byciu mamą "chustową", w polskim, czy jakkolwiek to nazwiesz stylu :-)))

  • illegal.alien 24.11.12, 21:51
    Ale to nie jest jedyna sluszna droga i jedyne sluszne rozwiazanie :)
    Moi rodzice na przyklad przylecieli 2 godziny przed zakonczeniem porodu (bilety bukowali jak porod sie zaczal ;)). I ja bylam przeszczesliwa, ze moj tata, moja mama i moj brat byli ze mna doslownie chwile po porodzie (tylko mnie zszyli i wywiezli, a moja rodzina juz na mnie tam czekala). Zostali na chyba 4-5 dni o ile dobrze pamietam, wyszlam ze szpitala dobe po porodzie, niecale dwie doby po porodzie siedzialam w chinskiej restauracji i swietowalam narodziny mojej corki (ktora byla tam ze mna oczywiscie).
    10 dni po porodzie przyjechala do mnie pasierbica (na moja wyrazna prosbe i za moja zgoda totalna) i tez tego nie zaluje. Kazdy robi po swojemu, ale to nie oznacza, ze nie szanuje swoje dziecka i jego potrzeb. Moze po prostu moje potrzeby i potrzeby mojego dziecka byly zupelnie inne niz Twoje?
  • szprotka6 24.11.12, 22:36
    > Ale to nie jest jedyna sluszna droga i jedyne sluszne rozwiazanie :)

    Gdzie napisałam, ze to jedyna słuszna droga i rozwiązanie?

    Piszę w moim poście: Ale ludzie potrzeby mają rózne, wiec ja mogę pisac tylko o moich własnych.

    Mozemy mnozyc przykłady, ale one same nie są dowodem na to, ze coś jest jedyną dobrą drogą lub absolutnie złą. Piszę o swoich odczuciach, nie uwazam, ze moje podejscie jest jedynym własciwym, uniwersalnym dla wszystkich.

  • elle-joan 24.11.12, 23:02
    Wypowiedź Szprotki była raczej w odpowiedzi na inną wypowiedź o kiszeniu się w domu i ciąganiu noworodków po miejscach publicznych jako sposobie na odporność.
    Moje dzieci też są odporne chociaż nie miały okazji odwiedzania tak atrakcyjnych miejsc jak centrum handlowe czy kawiarnia w drugim czy czwartym dniu po urodzeniu. Z przyczyn obiektywnych. Jak to okresla Yumeni- "w polskim stylu"- było w onych czasach przetrzymywanie matki z noworodkiem w szpitalu do piątej doby po porodzie. Ale i wtedy jak nas wypuścili zdecydowaliśmy, że wrócimy do domu ogarnąć się, przyzwyczaić do nowej sytuacji i nacieszyć sobą czyli jak to niektórzy określają "pokisiś się w domu" ;)
  • yumemi 25.11.12, 11:51
    ak to okresla Yumeni- "w polskim stylu"- było
    > w onych czasach przetrzymywanie matki z noworodkiem w szpitalu do piątej doby p
    > o porodzie. Ale i wtedy jak nas wypuścili zdecydowaliśmy, że wrócimy do domu og
    > arnąć się, przyzwyczaić do nowej sytuacji i nacieszyć sobą czyli jak to niektór
    > zy określają "pokisiś się w domu" ;)

    Co kto lubi:) Ja nie lubie kisic sie w domu:)) Lubie za to swieze powietrze.
    Piszac o kiszeniu mialam na mysli styl taki jak mojej kuzynki w Polsce, gdzie po wyjsciu ze szpitala siedzi sie miesiac w domu i weranduje. Ja bym nie wytrzymala. No chyba ze jakies wskazania zdrowotne ku temu bylyby.
    W kazdym razie, wychodzenie z dzieckiem w 4 czy ktorejs dobie nie jest problemem, i to ze niektore z Was nie mialy na to ochoty nie znaczy ze cos z tym jest nie tak:)
    --
    -----------------------------------------
  • elle-joan 25.11.12, 13:39
    To pisz od razu, że chodzi o Twoją kuzynke, co siedziała miesiąc w domu. Bo te, co nie latały zaraz po porodzie z dzieckiem na zakupy pomyślały, że to o nich :-)
  • yumemi 25.11.12, 11:48
    Odpiszę Ci dlaczego ja nie zabrałabym 4 dniowego niemowlęcia do centrum handlow
    > ego. Bo to jedno z ostatnich miejsc, z jakim chciałabym jak najszybciej zapozna
    > c moje dziecię, bo sama nienawidzę tego typu miejsc, bo w 4 dobie po porodzie u
    > czyłam się swojej nowej roli, z partnerem skupialismy się na dostarczaniu sobie
    > wsparcia, w czym CH nijak by mi nie pomogło, a wręcz przeciwnie.

    No i ok:) A ja w 6 dobie czulam sie super, dziecko pieknie ssalo piers, i zapakowalam sie do miasta na kawe z kolezanka w kawiarni (super spokojnej kawiarni:)) i po nowe ksiazki do biblioteki. Dziecko sobie spokojnie w chuscie spalo przez te 2h. Z moim dzieckiem zapoznawalam sie na co dzien, bo caly czas bylo przy mnie, w chuscie, w domu tez:)
    Kazdy lubi co innego:)

    Moze zyję żółwim tempem, ale 4 dnia po porodzie to ja nie
    > chcę przyjmowac jeszcze zadnych odwiedzin, a spacery ograniczam do własnego og
    > ródka. Ale to oczywiście ja, nie narzucam tego nikomu, ale mam prawo chyba powi
    > edzieć, ze coś co zaobserwowałam mnie nie zachwyca....

    Tak samo moge powiedziec ze to co Ty piszesz mnie nie zachwyca. Tak jak Ty piszesz. Ale nie uwazam ze mam prawo, bo to po prostu inny sposob, inny wybor.
    Nie wiem jak mozna powiedziec ze nas inny styl nie zachwyca,nie znamy danej osoby, nie wiemy czy dziecku jest dobrze czy zle, wiec czemu mamy to oceniac?
    Ja poszlam od razu na dlugie spacery, bo dziecku to sluzylo a mi jeszcze bardziej.
    >
    > I to wszystko nie przeszkadzało mi w byciu mamą "chustową", w polskim, czy jakk
    > olwiek to nazwiesz stylu :-)))
    No i o to chodzi:)) Mi tez bycie bardziej aktywna w niczym nie przeszkadzalo:))
    --
    -----------------------------------------
  • fifka01 23.11.12, 18:10
    wyszlam za mąż szybko i spontanicznie, po krótkim romansie, za faceta kilkansie lat starszego, ktory juz jedno diecko dorosle miał. nie było w planie dzieci, nei było wogóle zadnego planu, był tylko dzień dzisiejszy. wszyscy w kolo pytali, kiedy dizeci, bo bylismy ciekawostą, ja po trzydziestce, on przed pięćdizesiątką. ja mowilam, ze nigdy, a on zczal, ze w sumie to on byjeszcze jedno chcial. ja nie byłam zdecydowana. po roku małżeństwa w 35 urodziny wiedząc, ze jest dobry dzień, powiedzialamu, ze moze zróbmy, co ma byc to bedzie. i wyszło za peirwszym razem. (pisłam tu o tym iedys, ale nie chce mi sie teraz tego szukac, sorki.)
    niestety potem mu sie odwróciło. tzn o ile mnie macierzyństwo pochłonęło, o tyle on sie zorientował, ze sie pomylił, bo mu z dzieckiem jednk nie po drodze.
    juz od dnia porodu pierwszej wiedzialam, ze najwazneijsze, zeby miala rodzeństwo. bo bedzie wychowana tutaj, z dla od jakiejkolwiek rodziny i jak rodziców zabrknie, bedzie sama jak palec na świecie. maz nie chciał drugiego dziecka, ja otwarcie mowilam, ze chce i sie staram. ja sie nie zabezpieczałam, on też nie. i jest dwoje. i już.
    rozwód i tak był kwestią czasu. ale to inna sprawa.
    ot i cała historia.
  • sunflowerin 23.11.12, 22:25
    Mieć dziecko to cudowna i bardzo wymagająca sprawa, warta każdego wysiłku.
    Niestety osobiście i zawodowo poznałam wiele par, które z przeróżnych powodów nie mogły mieć dzieci (lata prób, brak przyczyn bezpłodności i nadal brak ciąży, poronienia nawykowe, bezpłodni faceci). Jedna para (oboje) pochodzi z wielodzietnych rodzin i lata starań zakonczyly sie adopcją (w pewnym momencie już upragnioną).
    Przepraszam za taki smutnawy ton, ale jesli czujecie, ze to jest wlasciwy moment, nie zastanawiajcie ani chwili dluzej.
  • robak.rawback 23.11.12, 22:59
    a z macicy jej sie nic nie ulalo? ;b

    szprotka6 napisała:

    Nie zachwyca mnie widok kobiety 4 dni po po
    > rodzie, ktora z malenstwem wybiera się do centrum handlowego (a znam taką, nies
    > tety).

    --
    А в конце концов все будет хорошо. Если не хорошо, значит, это ещё не конец
  • illegal.alien 23.11.12, 23:08
    Nie każdy po porodzie krwawi jak świnia, niektórzy słyszeli nawet o podpaskach. Ja wyszłam z domu z córka jak młoda miała dwa dni. Nie żałuje, nic mi sie nie lalo, bardzo sie ciesze, ze nie siedziałam w domu i ze szybko sie zebralam i zorganizowalam :) mi taki styl macierzyństwa pasował, patrząc na Mie, to jej raczej tez.
  • robak.rawback 24.11.12, 15:43
    jeszcze mi sie nasunelo jedno spostrzezenie - sporo dziewczyn tu mowi ze malzenstwa sie jednak nie utrzymaly - z jakiegokolwiek powodu. i trzeba samotnie wychowywac jedno lub pare dzieci - oczywiscie nie mowie ze kazdy bedzie sam na zawsze i kogos sie znajdzie ale mysle ze szczegolnie kobieta podejmujac decyzje musi sie zastanowic czy jest rownie przygotowana na zajmowanie sie dzieckiem gdyby zostala sama.
    oczywiscie kobiety tez facetow zostawiaja z dzieckiem i odchodza - nie wiem jakie statystyki ale chyba wiecej kobiet z dzieckiem zostaje jednak.
    --
    А в конце концов все будет хорошо. Если не хорошо, значит, это ещё не конец
  • illegal.alien 24.11.12, 21:52
    No, ale przeciez pisalas, ze malzenstwo to swietny sposob na sprawdzenie poczucia zobowiazania...
  • robak.rawback 24.11.12, 22:59
    nic nie jest pewne na 100% i nawet jak teraz ktos sie zeni nie znaczy ze za dwa lata nie bedzie posuwal swojej nowej kolezanki z pracy. tak samo jak ty nie wiesz czy nie bedziesz latac za nowym kolega np za 3 lata. po prostu nie ma takiej sily ktora by to przewidziala, ale mozna sobie probowac sie zabezpieczac.
    jak juz na wstepie bym wiedziala ze facet nie ma ochoty zawrzec ze mna potencjalnie dlugoletniego zwiazku w formie malzenstwa to juz by mi sie swiatelko czerwone w glowie zapalilo, jak teraz mnie na tyle nie kocha to jaka jest szansa ze nagle mnie bardziej pokocha z wielkim brzuchem a potem w kazda nieprzespana noc ze srajacym dzieciakiem? tak trudno zrozumiec?

    jak sama nie chcesz sie hajtnac to nikt ci nie kaze, ale ja bym chciala wiedziec ze facet jest gotowy na taki commitment i nie dostaje cold feet
    i nie mowmy tu ze mozliwe jest ze sie moze okazac ze pokocha nawet bardziej. bo szansa jest zawsze na wszystko np na to ze zrobie kariere w LA rowniez.


    illegal.alien napisała:

    > No, ale przeciez pisalas, ze malzenstwo to swietny sposob na sprawdzenie poczuc
    > ia zobowiazania...


    --
    А в конце концов все будет хорошо. Если не хорошо, значит, это ещё не конец
  • illegal.alien 24.11.12, 23:44
    Heh, no widzisz, ja uważam, ze dużo lepszym certyfikatem na nasze zobowiązania jest wspólny 'title deed' niż akt ślubu. Mnie naprawde papier na zobowiązanie nie jest potrzebny i moze Cie to zaskoczy, ale w naszym związku oboje jesteśmy równie (nie)chętni slubowi. To znaczy kiedyś moze sobie strzelimy taka imprezę, ale na razie do niczego nam to potrzebne nie jest - także w naszym przypadku konkubinat to nie jest ochlap, którym musze sie zadowolić, mimo, ze mam olbrzymie parcie na slub. U nas tego parcia nie ma z żadnej strony.
  • robak.rawback 25.11.12, 01:20
    crikes czy ja powiedzialam ze masz sie z kimkolwiek zenic? nie chcesz, nie musisz.

    illegal.alien napisała:

    > Heh, no widzisz, ja uważam, ze dużo lepszym certyfikatem na nasze zobowiązania
    > jest wspólny 'title deed' niż akt ślubu. Mnie naprawde papier na zobowiązanie n
    > ie jest potrzebny i moze Cie to zaskoczy, ale w naszym związku oboje jesteśmy r
    > ównie (nie)chętni slubowi. To znaczy kiedyś moze sobie strzelimy taka imprezę,
    > ale na razie do niczego nam to potrzebne nie jest - także w naszym przypadku ko
    > nkubinat to nie jest ochlap, którym musze sie zadowolić, mimo, ze mam olbrzymie
    > parcie na slub. U nas tego parcia nie ma z żadnej strony.


    --
    А в конце концов все будет хорошо. Если не хорошо, значит, это ещё не конец
  • illegal.alien 25.11.12, 11:08
    W jednym poście napisałas, ze według Ciebie najpierw slub, potem dzieci, a w drugim, ze konkubent nie kocha mnie na tyle, zeby sie ze mną ozenic. Jedno i drugie stwierdzenie uważam za wierutna bzdure do kwadratu i tyle.
  • izabelski 25.11.12, 12:24
    najpierw slub, potem dzieci - nie uwazam wogole za bzdure do kwadratu - moze to byc czyjas zasada - nie krytykuje zasad innych osob, a ta konkretnie jest znana i sprawdzona przez wielu i takoz sie prawdza

    konkubent nie kocha mnie na tyle, zeby sie ze mną ozenic - to juz dziwne stwierdzenie, na wyrost i wysnute z jakichs dziwnych zalozen
    --
    ‎"I've failed over and over and over again in my life. And that is why I succeed." Michael Jordan virg.in/mj
  • illegal.alien 25.11.12, 14:15
    Izabelski, jezeli ktoś ma takie zasady, to ja to rozumiem - popelnilam tu lekki skrót myślowy - ni zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze najpierw slub potem dzieci, bo slub niby ma gwarantować to całe 'commitment' - ani slub tego nie gwarantuje, ani brak ślubu nie wyklucza.
  • robak.rawback 25.11.12, 20:02
    dokladnie to napisalam - wedlug mnie najpierw slub potem dzieci - chce wiedziec ze w jego zyciu jest ten moment ze kocha mnie na tyle ze rytualnie oddaje mi swoja wolnosc do zarywania nowych kolezanek i zadowala go exclusive relationship (potentially) for life.
    i dopiero z kims takim chce robic dzieci.

    jak sobie odebralas personalnie to juz twoja wolna wola

    jak nam sie odmieni za dwa lata to juz nic nie poradze ale nie zmienia faktu ze i tak bym to doradzala kazdej kobiecie decydujacej sie na dziecko bo to jest element ktory powinien polaczyc ja z facetem jeszcze bardziej. i na potrzeby dziecka i na potrzeby wychowywania w dwie osoby a nie jedna.

    jak sie podchodzi z pozycji takiej ze robie dziecko ale jak cos pojdzie nie tak to mam wolna reke zeby sie spakowac i na drugi dzien sie wyniesc i nie przeszkadza mi samotne wychowanie dziecka to rzeczywiscie nie ma po co faceta do siebie probowac wiazac. i to jest wiazanie emocjonalne bo mozna miec osobne sypialnie, konta & prenup i facet moze chciec kobiete utrzymywac, placic za fecelift i dom in the hamptons, ale nie kochac jej na tyle zeby sie z nia ozenic.
    kurcze a moze wlasnie dobry taki - zeby dal duzo kasy nawet jak nie chce ze mna w jednym domu mieszkac...



    illegal.alien napisała:

    > W jednym poście napisałas, ze według Ciebie najpierw slub, potem dzieci, a w dr
    > ugim, ze konkubent nie kocha mnie na tyle, zeby sie ze mną ozenic. Jedno i drug
    > ie stwierdzenie uważam za wierutna bzdure do kwadratu i tyle.


    --
    А в конце концов все будет хорошо. Если не хорошо, значит, это ещё не конец
  • glasscraft 25.11.12, 20:12
    Naprawde jestes taka naiwna, ze wydaje Ci sie ze slub gwarantuje, ze pan bedzie Twoj i tylko Twoj na cale zycie i jak sie zadeklaruje, ze biala kiecka i wesele, to nie bzyknie kolezanki z pracy na boku? I ze slub i dziecko tez pana od bzykania na boku i wiernosci jakos zmotywuja? I ze milosc albo jej brak jakos przeklada sie na slub albo brak slubu?
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • illegal.alien 25.11.12, 20:18
    No widzisz, mi slub nie jest potrzebny do tego, zeby byc przekonana, ze moj konkubent chce ze mną byc, wyłącznie i na wieki.

    I nie rozumiem po co brać slub, skoro za dwa lata ma sie Wam odmienić? To po co ten slub? W ogóle nie rozumiem Twojej logiki ani toku myślenia.
  • robak.rawback 25.11.12, 20:36
    mysle ze jasno napisalam co mysle.
    a wyglada mi ze czytacie wybiorczo i potem zadajecie pytanie na ktore ja juz odpowiedzialam w poprzednim poscie, a ktore zignorowalyscie.


    --
    А в конце концов все будет хорошо. Если не хорошо, значит, это ещё не конец
  • glasscraft 25.11.12, 20:42
    Napisalas, ze najpierw slub, potem dziecko, bo jak slubu nie ma, to facet nie kocha wystarczajaco, a slub to jego deklaracja, ze bedzie wierny. A ja sie po prostu dziwie, ze w to wierzysz, bo dla mnie facet, ktory mnie kocha i chce byc mi wierny do konca dni naszych nie deklaruje tego spacerkiem do oltarza, tylko swoim zachowaniem w zyciu ze mna.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • robak.rawback 25.11.12, 21:04
    facet ktory mnie kocha i chce byc mi wierny ma to deklarowac swoim zachowaniem w zyciu ze mna i spacerkiem do oltarza jesli na to mam ochote. i ja mu tego nie bede kazac - to on sam ma sie zdecydowac i oswiadczyc, bo tak bardzo mnie chce i zyc bezemnie nie moze. a ja sie wtedy zastanowie czy na tyle jestem zakochana zeby taki krok podjac czy w glebi duszy mysle ze moze to jeszcze jednak nie na niego czekam.

    facet ktory nie ma potrzeby sie ze mna hajtnac zakladam ze is just not that into me, to po co z takim miec dzieci, juz na starcie wiedzac ze nawet teraz nie uwaza mne na tyle wazna zeby nawet chwilowo zrobic sie unavailable dla innych pan.
    dla mnie proste jak drut.
    ok EOT jak dla mnie bo sie powtarzam, a nic to nie wnosi do dyskusji.

    glasscraft napisała:

    > Napisalas, ze najpierw slub, potem dziecko, bo jak slubu nie ma, to facet nie k
    > ocha wystarczajaco, a slub to jego deklaracja, ze bedzie wierny. A ja sie po pr
    > ostu dziwie, ze w to wierzysz, bo dla mnie facet, ktory mnie kocha i chce byc m
    > i wierny do konca dni naszych nie deklaruje tego spacerkiem do oltarza, tylko s
    > woim zachowaniem w zyciu ze mna.


    --
    А в конце концов все будет хорошо. Если не хорошо, значит, это ещё не конец
  • illegal.alien 25.11.12, 21:24
    Tak, bo slub jest gwarancja wierności, a konkubenci to wiadomo - przeleca wszystko, co na drzewo nie ucieknie.
    Naprawde, to rozumowanie zupełnie mnie nie przekonuje i do mnie nie przemawia.
  • glasscraft 25.11.12, 21:39
    Robak, to ja naprawde szczerze powodzenia zycze na przyszlosc, bo skoro on musi, a Ty mozesz, to moze sie okazac, ze i ten slub nic nie zapewni...
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • robak.rawback 25.11.12, 23:53
    wszystkie rady jakie slyszalam a propo udanego zwiazku z punktu widzenia kobiety sprowadzaja sie do jedengo - on musi kochac mocniej ;b


    glasscraft napisała:

    > Robak, to ja naprawde szczerze powodzenia zycze na przyszlosc, bo skoro on musi
    > , a Ty mozesz, to moze sie okazac, ze i ten slub nic nie zapewni...


    --
    А в конце концов все будет хорошо. Если не хорошо, значит, это ещё не конец
  • paola_k2 26.11.12, 12:07
    Dziecko zmienia cale zycie. Po jego pojawieniu sie na swiecie nic juz nie jest tak jak bylo. Dla dziecka trzeba podporzadkowac cale zycie, zmienic wiele rzeczy, z wielu zrezygnowac. Mozesz byc nieziemsko zmeczona, wiecznie niewyspana. Ale jak taki dwulatek powie Ci ''Kocham Cie mamusiu'' to nic piekniejszego nie ma na swiecie.
  • yumemi 25.11.12, 14:41
    Mnie naprawde papier na zobowiązanie n
    > ie jest potrzebny i moze Cie to zaskoczy, ale w naszym związku oboje jesteśmy r
    > ównie (nie)chętni slubowi.

    Swoja droga, idac tym tropem, tak samo powinno sie byc niechetnym wszelkim innym papierkom ktore nas wiaza? Typu joint mortgage, joint account joint life insurance policy, etc. Czyli konsekwentnie wszystkie papiery powinny byc osobno?:)

    --
    -----------------------------------------
  • glasscraft 25.11.12, 14:47
    Moja przyjaciolka zyla w konkubinacie (niezle i szczesliwie) przez lat 17. Po czym jakies cztery lata temu sie pobrali, bog wie po co, bo ani ona nazwiska nie zminila, ani finansowo u nich nic sie nie zmienilo, dom jest i tak wpolna wlasnoscia, maja osobne konta. Za to kloca sie tak, jak przedtem sie nie klocili. Czy papierek maz/zona dal im cos? Bo gwarancji na happy ever after niekoniecznie... A zeby nie bylo - jak akurat bardzo pro-slubna jestem :-)

    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • yumemi 25.11.12, 16:02
    Ja tez pro slubna, bo nie jestem anty:-) Musiałabym być wtedy tez konsekwentna bo albo nie chce papierkow i wtedy wszystko jest osobno, albo nie.
    Ale wiem ze u niektórych ślub nie działa i już.

    Ja tylko pytam bo z otoczenia znam dwie sytuacje gdzie oboje byli przeciw słubom (a często okazuje sie ze to jedna strona jest bardziej przeciw niż druga) i oba związki sie zakończyły a w nowych te osoby które były najbardziej przeciw, najbadziej pózniej chciały ślubu.
    I to mnie zastanawia.

    Bo jesli ktoś np mówi ze nie chce papierka który wiąże, to konsekwentnie powinno to tez dotyczyć innych papierkow?
    --
    -----------------------------------------
  • glasscraft 25.11.12, 16:12
    Bo to nie papierek w przypadku malzenstwa wiaze i gwarantuje bycie raziem - to przeciez nie jest tak, ze ludzie ktorzy sie pobrali sa ze soba ze strachu, bo podpisali costam. Mozna byc razem z papierkiem, albo bez.Natomiast domu razem (albo osobno :-) nie da sie bez papierka kupic.

    Mozna byc malzenstwem i nie miec wpolnego domu, konta bankowego - czy to znaczy, ze takie malzenstwo jest nieudane? Albo mozna byc razem bez papierka, miec dzieci, wspolny dom, jedno konto bankowe? Ani jedno ani drugie jest niekonsekwetne, tylko dlatego ze na jedno papierek sie ma, na drugie - nie.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • yumemi 25.11.12, 18:17
    Mozna byc malzenstwem i nie miec wpolnego domu, konta bankowego - czy to znaczy
    > , ze takie malzenstwo jest nieudane? Albo mozna byc razem bez papierka, miec dz
    > ieci, wspolny dom, jedno konto bankowe?

    No wiadomo ze mozna:)
    Tylko jesli ktos jest przeciwko temu zeby papierki go wiazaly, to idac tym tropem bedzie wolal osobne konta, nie wybierze 'joint' mortgage ani 'joint life insurance', tzn papierkowo cokolwiek co by go do tej drugiej osoby przywiazywalo?
    --
    -----------------------------------------
  • glasscraft 25.11.12, 18:31
    :-) no nie wiem, pewnie takie badanie byloby ciekawe :-)

    Ja po prostu nie uwazam, ze zwiazek musi byc podparty aktem slubu, zeby tak druga osoba wiedziala, ze jestemy do niej przywiazani. Akurat ani mnie, ani Rudemu na slubie nie zalezalo (bo i u mnie i u niego papierek nie zagwarantowal nic w poprzednim zwiazku), ale mamy dom mamy wpolny, hipoteke tez, posiadamy wspolne konto, z ktorego wydatki domowe schodza. Dlatego, ze zdecydowalismy sie byc razem i zalatwienie finansowych papierkow zabezpieczalo nas obydwoje lepiej (bo w takim zakresie w jakim umowilismy sie wtedy, kiedy zwiazek jest na najlepszym etapie, a nie najgorszym - czyli w momencie rozwodu, kiedy czesto finanse sa metoda na dokopanie drugiej stronie) niz papierek w postaci aktu slubu.

    Wiec u nas teoria jednolitego tropu sie niekoniecznie sprawdza :-) i mysle, ze ile par, tyle wariacji na ten sam temat bedzie.

    P.S. Mamy rowniez osobne konta, na ktore wplywaja nasze wynagrodzenia, to pomimo obraczek :-)
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • yumemi 25.11.12, 18:46
    > Ja po prostu nie uwazam, ze zwiazek musi byc podparty aktem slubu, zeby tak dru
    > ga osoba wiedziala, ze jestemy do niej przywiazani.

    Ale mozna tak samo uwazac i wziac slub:) Tak samo jak mozna uwazac ze swieta nie maja wiekszego sensu ale nadal kupimy choinke i prezenty. Bo to bycie anty mnie zastanawia. Z jednej strony jestesmy przeciwko papierkowi ktory by nas przywiazywal, a z drugiej strony podpisujemy iles innych ktore nas przywiazuja tak bardzo ze druga osoba na pewno wie ze jest przywiazana:))) To ja juz bym tez dodala ten slubny, przynajmniej impreza fajna przy tym moze byc:)

    ale mamy dom mamy wpolny, hipoteke tez, posiadamy wspolne
    > konto, z ktorego wydatki domowe schodza.
    W takiej sytuacji rozstanie i podzial majatku byloby nie mniej trudne niz przy papierku slubnym. I tez mozna sobie niezle dokopac. Umowa hipoteczna na dom moze byc bardziej wiazaca niz slub:) Czyli chcac nie chcac, mamy papierki ktore nas wiaza. Czyli na jedno wychodzi? :)) Mowie to w kontekscie ze wybor zwiazku bez slubu czesto oznacza ze na jedno wychodzi w zyciu codziennym z tym formalnym przywiazaniem:)))

    P.S. Mamy rowniez osobne konta, na ktore wplywaja nasze wynagrodzenia, to pomim
    > o obraczek :-)
    My tez mamy osobne, plus jedno wspolne:) Jestesmy malzenstwem, z pelna premedytacja formalnym:))) Jestem zwolenniczka imprezowania tam gdzie jest okazja:))

    --
    -----------------------------------------
  • glasscraft 25.11.12, 18:50
    yumemi napisała:

    >Jestem zwolenniczka imprezowania tam gdzie jest okazja:))

    Wiesz, ja sie zaczelam zastanawiac, dlaczego mysmy sie na slub zdecydowali i wyszlo, ze impreza to nie jest taki zly powod :-)))


    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • yumemi 25.11.12, 22:38
    i wy
    > szlo, ze impreza to nie jest taki zly powod :-)))

    Dobre:)))))
    --
    -----------------------------------------
  • fifka01 25.11.12, 16:52
    > Ja tylko pytam bo z otoczenia znam dwie sytuacje gdzie oboje byli przeciw słubo
    > m (a często okazuje sie ze to jedna strona jest bardziej przeciw niż druga) i o
    > ba związki sie zakończyły a w nowych te osoby które były najbardziej przeciw, n
    > ajbadziej pózniej chciały ślubu.
    > I to mnie zastanawia.

    juz ci tłumacze na dwóch przkladach:
    - on generalnie mial slub gdzies i sie nie palil, bylo mu dobrze tak jak jest, po cos ie na slub wysilac, ona wszem i wobec nawoływała, ze nie chce, jeszcze zanim ktokolwiek pytał:) z daleka było widac, ze ona ma prcie na slub, a mowi tak, bo wie doskonle, ze nie ma na to szans, on sie nigdy z nia nie ozeni, i próbowała sie kamuflowac :) po rozstniu z tego parcia na slub wyszła szybko za innego.
    - on pytany o slub wszem i wobec wszedzie, ze nie, ze po co, ze papier nic nei zmeinia, itd, jej generalnie bylo obojetne, nie poruszala temtu. w koncu go zostawila dla innego, wiec on z nstepna jaka mial szybciutko sie ozenil, zeby ja sobie zaklepac, bo doszedl do wniosku, ze to z braku slubu tamta odeszla.
  • illegal.alien 25.11.12, 19:41
    Yumemi, ja nie jestem anty :) po prostu nie uważam, ze slub jest gwarancja na cokolwiek, albo, ze jego brak świadczy o braku zaangażowania w związek tudzież o braku miłości (sic!).
    Konta mamy osobno, ubezpieczenia na życie ani hipoteki nie mamy wcale :)
    Kiedyś moze slub weźmiemy, jak juz nie bedziemy mieli innych wydatków na głowie ;)
  • yumemi 25.11.12, 20:00
    illegal.alien napisała:

    > Yumemi, ja nie jestem anty :) po prostu nie uważam, ze slub jest gwarancja na c
    > okolwiek, albo, ze jego brak świadczy o braku zaangażowania w związek tudzież o
    > braku miłości (sic!).

    W 100% sie zgadzam::))
    Niemniej jestem tez zdania ze formalnosci zyciowe (typu hipoteki) czy dzieci wiaza nas i tak wyjatkowo mocno, wiec ten slub za bardzo w niczym nie przeszkodzi ani pomoze:))))
    --
    -----------------------------------------
  • illegal.alien 25.11.12, 20:13
    No toz pisałam, ze znam lepsze sposoby na związanie sie, miedzy innymi akt własności (lokalu czy dziecka :P).
  • yumemi 25.11.12, 21:15
    illegal.alien napisała:

    > No toz pisałam, ze znam lepsze sposoby na związanie sie, miedzy innymi akt włas
    > ności (lokalu czy dziecka :P).

    A to mi gdzies umknelo:)) Czyli jak zwykle mowimy o tym samym:)
    --
    -----------------------------------------
  • ta_ruda 26.11.12, 11:51
    a bo to pewnie oznaczalo ze oni byli przeciwni slubom z TYM KONKRETNYMI osobami, ale nie mieli odwagi tego powiedziec wiec sie wykrecali ze oni w sluby nie wierza;-)

    yumemi napisała:

    > Ja tylko pytam bo z otoczenia znam dwie sytuacje gdzie oboje byli przeciw słubo
    > m (a często okazuje sie ze to jedna strona jest bardziej przeciw niż druga) i o
    > ba związki sie zakończyły a w nowych te osoby które były najbardziej przeciw, n
    > ajbadziej pózniej chciały ślubu.
    > I to mnie zastanawia.
    >
    > Bo jesli ktoś np mówi ze nie chce papierka który wiąże, to konsekwentnie powinn
    > o to tez dotyczyć innych papierkow?
  • derka1 24.11.12, 22:23
    Jak to jest miec dziecko?

    Super.

    Mowi Ci o tym stara matka, ktora starala sie przez wieki (wiec mimo tego co sugeruja niektorzy, to nie byl zaden kaprys tylko taka karma) i w koncu stracila nadzieje i pomyslala sobie "cholera trudno", i w tym momencie los jej splalat porzadnego figla. Moze to zdziwi niektorych ale wcale nie byla zachwycona takim obrotem sprawy, bo przeciez juz sie przyzwyczaila do tego, ze nie to nie i ze trzeba zyc inaczej, ale stalo sie tak jak sie stalo (na szczescie!) i pojawienie sie Mlodzienca okazalo sie najlepszym wydarzeniem w jej starym zyciu.

    Fakt, ze od tej niezwyklej chwili stara matka nie ma ani wlasnego czasu, ani wolnosci ani kasy ale nie narzeka i nie zamienilaby sie z nikim.

    Czy Ty tez tak sie bedziesz czula? Nie mam pojecia. I nikt tego nie wie, nawet jeszcze sama Ty. Niestety nie masz zbyt wiele czasu na zastanawianie sie, wiec skoro rozwazasz i o tym myslisz to niech moze los zdecyduje za Ciebie :-).

    Powodzenia, cokolwiek sie wydarzy :-).

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka