Dodaj do ulubionych

zbicie dziecka w szkole - procedury

08.03.13, 17:44
jak mam postąpić, jeśli mój syn został zbity w szkole. Nauczyciel nic nie wiedział (nie wiem, gdzie była reszta nauczycieli), kiedy mąż Go odbierał - to już też nie było ani naszej nauczycielki ani nauczyciela z klasy "sprawcy".
Dzieciak obił mojego Wojtka mieczem - zabawką (dzisiaj przebierali się do szkoły w postaci z bajek) - aż ma ślady na plecach i już mam wkurwa. Mój syn niestety albo nie potrafi się natyle wygadać w sytuacjach stresowych albo po prostu się boi - obił go syn najgorszej beneficiary na dzielni - az sama mam stracha czy zaczynać coś mówić - ale jak nie zareaguję, nikt tego nie ukróci.

Uleje sobie tutaj, co? Mam problem z dzieciakiem, stał się strasznie agresywny, nie radzi sobie w szkole - wg zapewnień nauczycielki jest ok - a wg mnie wielkie CH a nie ok.
Od pół roku przyswoił sobie kilka słów, nie rozumie połowy lekcji a z pomocy w szkole to co tydzień na pół godziny ma przychodzić wolontariuszka i Mu pomagać - nie przychodzi od lutego chyba... Dzieciaki go nie lubią, bo nie rozumieją, wiecznie ktoś go szturcha, popycha.
Żal mi chłopaka - aż się poryczałam no...
--
http://www.suwaczki.com/tickers/km5sjw4zbw61htud.png
http://www.suwaczki.com/tickers/bl9ctrd8j28b64cc.png
Edytor zaawansowany
  • 08.03.13, 18:03
    1. porozmawiać z matką chłopaka o zainstniałej sytuacji ze stanowczym stwierdzeniem ze tym razem proponujesz polubowne załatwienie sprawy i wyciągniecie konsekwencji przez nia wobec jej dziecka plus przeprosiny itd.
    opcja 2. iść prosto rano do dyr

    musisz popracować nad pewnością siebie u syna, nauczyć go się bronić i nie być dyżurnym popychadłem. no i bardziej naciskać na pomoc ze strony szkoły jak i może więcej poracować z nim w domu...
  • 08.03.13, 18:29
    Widzisz, ja w żadne układy nie chcę wchodzić - kochana - ta baba ma chyba z 8 dzieci, każde jest naczelnym zakapiorem w szkole. Ten, który zlał Wojtka chodzi do szkoły kilka dni, po czym otrzymuje regularnie bana - czyli zawieszenie na tydzień....

    Ojciec podobno z zawodu jest dilerem.

    Poza tym kobieta ma takiego gadulca, że 95 % Jej wypowiedzi nawet nie ogarniam - Ona posługuje się tylko bristolszczyzną.... Nie, nieeeee za Straszną Blondyną nie chcę mieć na pieńku
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/km5sjw4zbw61htud.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/bl9ctrd8j28b64cc.png
  • 08.03.13, 18:39
    no to niech Ci leje dzieciaka... skoro Ty sama się jej boisz- z nią rozmawiać nie, pójdziesz do dyr to się też dowie... więc na jaką poradę liczysz?
  • 08.03.13, 21:36
    marninor napisała:

    > 1. porozmawiać z matką chłopaka o zainstniałej sytuacji ze stanowczym stwierdze
    > niem ze tym razem proponujesz polubowne załatwienie sprawy i wyciągniecie konse
    > kwencji przez nia wobec jej dziecka plus przeprosiny itd.]

    To jest akurat cos czego sie robic nie powinno. Po pierwsze, nie wiadomo dokladnie jak ta cala 'bojka' wygladala, a niestety rodzic tutaj nigdy nie bedzie obiektywny, obojetnie co.

    Tylko rozmowa z nauczycielka z zapytaniem co sie stalo. Dyrektor to juz na samym koncu jesli nauczyciel nie zareaguje.
    --
    -----------------------------------------
  • 08.03.13, 18:43
    Ja jestem przeciwna rozmowie z rodzicami, w takich sytuacjach rozmawia sie tylko i wylacznie z nauczycielem a on rozmawia z rodzicami rozrabiaki, jesli ma slady to zrób zdjęcia na dowód pobicia by moc w poniedziałek pokazać?
  • 08.03.13, 18:59
    Raczej nie rozmawiałabym z rodzicami, bo tutaj wszystko załatwia się przez nauczyciela lub sekretariat szkoły, przynajmniej tak jest u nas. Po prostu zgłoś sprawę w szkole, zgłoś nauczycielowi, że dziecko miało ślady po pobiciu i że tego tak nie zostawisz. Jeśli to zgłosisz, szkoła nie może pozostawic tego bez odpowiedzi. Powodzenia!
    --
    www.mumsfromlondon.com
    Pozytywna Strona Polek w Wielkiej Brytanii
  • 08.03.13, 19:19
    Ja zapisałem swoją córka na lekcje karate. uważam, ze to świetna sprawa. Mała uczy sie samoobrony w sytuacjach takich jak właśnie opisalas. Tez dostawała po głowie od czarnych koleżanek. Teraz jest spokój.

    Moja koleżanka miała podobna sprawę do Twojej. Jej syn był notorycznie bity przez tez czarnego kolegę ( w szkole mojej córki biale dzieci są mniejszością rasową, jakieś 10%) Koleżanka poszła do szkoły i zagroziła, ze jeśli nie zrobią z tym porządku, to następna wizyta bedzie już z prawnikiem. Z tego co pamietam mały agresor został wydalony ze szkoły.

  • 09.03.13, 16:40
    A te informacje o rasie dzieci co wnoszą do sprawy?
  • 08.03.13, 21:55
    To nauczyciel powinien poinformowac cie, ze doszlo do bojki (zdarza sie przeciez). Jesli nauczyciel nic nie wie, w sumie nikt nic nie wie, a dziecko ma slady pibicia, to ja bym walila prosto do dyrekcji z zapytaniem, jakie kroki zamierzaja podjac, z pewnoscia maja jakies procedury. Do rodzicow bezposrednio zdecydowanie nie. U mnie w szkole, jak jest jakis "wypadek", to rodzic dowiaduje sie, ze jego dziecko zostalo popchniete, ugryzione itd, ale nie wymienia sie imion. Jest tylko zapewnienie, ze sprawa pod kontrola.
  • 08.03.13, 22:20
    Żurek i o taką poradę mi chodziło. Zdjęcia zrobiłam, w poniedziałek idę do wychowawczyni.
    Moje zapytanie było o to JAKIE W UK OBOWIĄZUJĄ PROCEDURY bo doświadczenie mam tylko z Polski.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/km5sjw4zbw61htud.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/bl9ctrd8j28b64cc.png
  • 08.03.13, 22:35
    jak chcesz zrobic wszystko zgodnie z prawem, to powinnas pojsc do lekarza chyba i zrobic poprosic i opisanie siniakow
  • 08.03.13, 23:10
    Przykro mi z powodu twojego synka, szczegolnie ze trafil na oprawce, z ktorego rodzicami nie ma o czym dyskutowac. Tym bardziej nie ma na co czekac i w sumie szkoda, ze odrazu nie znalazlas dyrektora. Jesli synek jeszcze nie ma przyjaciol w szkole, to zorganizuj mu jakas playdate, niech sobie grupe kolegow zbuduje, agresor unika zazwyczaj grupek, koncentruje sie na jednostkach, ktore wlasnie nie potrafia o siebie zawalczyc. Karate czy inne zajecia sportowe tez maja sens, bo dziecko ma nowych znajomych, czesto ze starszych klas, a wiadomo, ze znajomosci w szkole miec warto. Ja zapisalam swoja czterolatke na hiszpanski, jest maskotka wsrod dziesieciolatkow i gwiazda pory lunchowej, bo wszystkich zna. Jej pewnosc siebie +100.
  • 08.03.13, 23:50
    co do sladow pobicia, to zgadzam sie, ze rozmawiac tylko ze szkola.
    tylko nie zdziw sie, gdy dowiesz sie, ze tamten tez ma slady :-)
    - moze to byla prawdziwa bojka? (sama piszesz, ze syn jest agresywny)

    chcialam cos jeszcze dodac,
    w odpowiedzi na twoja dalsza wypowiedz,
    moje przemyslenia po doswiadczeniach szkolnych z corka:
    mozna zloscic sie na nauczycieli i wymagac, ale tak naprawde, to trzeba zajac sie sprawami samemu. nie rozumie lekcji - pomoz mu nauczyc sie jezyka.
    pomoz zrozumiec zadania domowe,
    fajny byl pomysl z zajeciami pozaszkolnymi,
    wolontariuszka nie przychodzi - sama mozesz ja zastapic,
    i nie pol godziny w tyg, ale co wieczor.
    nad pewnymi cechami charakteru tez mozna pracowac w domu,
    przyjaciol w klasie nauczyciel mu nie znajdzie - ty musisz znalezc przyjazna rodzine.
    mozesz porozmawiac z nauczycielka i wtajemniczyc w wasz proces,
    niech pomaga, moze cos podpowie.
    nie jest to latwe i zmiany nie przychodza szybko, ale kiedys w koncu bedzie lepiej,
    mam nadzieje :-)
    trzymajcie sie!

  • 09.03.13, 09:34
    w naszej szkole jest tak samo jak u Zurekgirl. wszystkie bójki czy wypadki dostaję opisane na "druczku wypadkowym" jeżeli to spotkałoby mojgo syna od razu ruszyłabym do nauczycielki. z rodzicem nie ma co rozmawiac bo sama też nie znasz szczegółów bójki.
    a zgłosic należy bo jest jeszcze inny problem, jeśli takie ślady odkryłaby nauczycielka w poniedziałek to mogłaby was posądzic o pobicie dziecka..
    w naszej szkole dokładnie się przyglądają dzieciom np gdy przebierają się na gimnastykę czy inne zajęcia ruchowe. wiem bo już dwa razy pani pytała mnie skąd jakies slady na skórze mojego syna (raz miał kilka plam alergicznych innym razem ślad po upadku z rowera)
  • 09.03.13, 09:32
    Absolutnie nie idz do matki tego cholpca, to najgorsze, co mozesz zrobic.
    Zrob zdjecia obrazen, porozmawiaj z nauczycielka.

    --
    "A swoja droga jak trzy lata temu pracowalem pod Londynem z anglikami i zaczelismy z nimi gadac to nie wiedzieli, ze Anglia jest wyspa - myslalem ze umre ze smiechu" - Anonim na forum Gazety
    Twitter: Ewa_SJ
  • 09.03.13, 13:17
    Takie sprawy zalatwia sie z nauczycielem, jesli go nie ma a sprawa pilna zglasza sie w szolnej recepcji. W zadnym wypadku nie bezposrednio z rodzicami. To odnosnie bojki. Jesli chodzi o druga czesc twojego postu to zgadzam sie z piksi, to ty przede wszystkim musisz zadbac o nauke jezyka twojego dziecka, a nie miec pretensje, ze wolontariuszka nie przychodzi a dziecko nie rozumie, nie rozumieja go, nie lubia itd. Dziecko jest agresywne a powody moga byc rozne i zlozone, jedna z przyczyn jest reagowanie agresja jako radzenie sobie ze stresem spowodowanym nieznajomoscia jezyka i odzrzuceniem.
    Od czasu do czasu tocza sie tu dyskusje na temat zensownosci uczenia dzieci jezyka a angielskiego zanim rozpoczna przedszkole czy szkole, taki przyklad potwierdza ze jednak warto, jest to nawet konieczne.
  • 09.03.13, 13:46
    > jak mam postąpić, jeśli mój syn został zbity w szkole. Nauczyciel nic nie wiedz
    > iał (nie wiem, gdzie była reszta nauczycieli), kiedy mąż Go odbierał - to już t
    > eż nie było ani naszej nauczycielki ani nauczyciela z klasy "sprawcy".

    Troche zawalilas, bo trza bylo do dyrekcji od razu zglosic. W poniedzialek zdecydowanie pierwsze kroki do biura z zadaniem podjecia krokow. Obdukcja lekarska moze pomoc, ale nie musi. Ja to bym nieco plochliwa byla w tym wzgledzie. Jeszcze ktos zle polaczy agresje dziecka w szkole z obiciem i sprawa sie kuriozalnie obroci przeciwko tobie...

    > Od pół roku przyswoił sobie kilka słów, nie rozumie połowy lekcji a z pomocy w
    > szkole to co tydzień na pół godziny ma przychodzić wolontariuszka i Mu pomagać
    > - nie przychodzi od lutego chyba...

    Carmita juz napisala - jak masz na kogos liczyc, licz na siebie. Jesli przedtem nie zadbalas, by dziecko nauczylo sie angielskiego to albo zacisnij zeby i dalej czekaj, az ci szkola je nauczy, albo wez sprawy w swoje rece i zabierz sie za nauke sama, albo zatrudnij prywatnie jakiegos tutora.

    > Dzieciaki go nie lubią, bo nie rozumieją, wiecznie ktoś go szturcha, popycha.
    > Żal mi chłopaka - aż się poryczałam no...

    Nie chce cie kopac, jak tak ryczysz, ale wez wydmuchaj nos, podnies cztery litery i SAMA zadbaj, by chlopakowi ulatwic zycie, skoro do szkoly poszedl nie znajac jezyka, ktorym sie w niej mowi.
    Gdzie mieszkasz? Jesli w wiekszym miescie, na pewno znajdziesz tutorow lub nawet Polakow, ktorzy maja jakies doswiadczenie pedagogicznie i poucza ci dziecko.

    Ag
    --
    the world as I see it
    www.flickr.com/jazzwink/
  • 09.03.13, 14:35
    o naukę języka musisz sama zadbac by własnie pomóc własnemu dziecku.
    trudno się dziwic rówieśnikom - w Polskiej szkole byłoby podobnie gdyby przyszło jakies "obce" dziecko które niewiele mówiłoby po polsku.
  • 09.03.13, 15:28
    Dziewczyny ależ oczywiście, że uczymy Wojtka. Uczył się angielskiego dwa lata - pic na wodę fotomontaż, czego nauczył się pół roku temu, zapomniał.
    Gruby ma STRASZNE problemy z pamięcią, czasowe niedosłuchy i nadpobudliwość - nie napisałam tego wyczerpująco - sorry.
    Wszystkie dokumenty z Polski przetłumaczylam i dałam do szkoły - i dooopa wielka!
    Ja sama Jego nauczycielki czasem nie rozumiem...

    W domu conajmniej 15 minut (dłużej się nie skupi, nie ma bata) uczymy się języka (uczymy się wspólnie), puszczamy bajki po angielsku.
    Ma dwóch kolegów (ale z innych klas) - Polaków.
    Nie lubiany jest w swojej klasie.

    Wczoraj już sobie musialam ulać, uzbierało mi się .
    Sama chyba potrzebuję jakiejś porady lekarza lub farmaceuty.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/km5sjw4zbw61htud.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/bl9ctrd8j28b64cc.png
  • 09.03.13, 16:12
    dlaczego piszesz o swoim dziecku "gruby" ?
    jeśli szkoła nie jest skora do pomocy i dziecko przez pół roku nadal nie jest w stanie się porozumieć to może warto pomyśleć o zmianie szkoły? lub korepetytorze...
    mój syn po przyjezdzie poszedł do szkoły najbliższej wówczas /zresztą ja jeszcze byłam niezorientowana/ miał w klasie polskiego kolegę , który był tłumaczem -nauczyciel nie zadawał sobie trudu mówienia do mojego syna tylko mówił do kolegi a ten tłumaczył. mój syn nie dostawał też prac domowych, a dodatkowe zajęcia z ang godz tyg prowadziła polka...
    po pięciu miesiącach zmieniłam mu szkołe i to był strzał w 10... przede wszystkim wyprałam szkołę z najniższą liczbą polskich dzieci i klase zupełnie bez pl dzieci. porozmawiałam z dyr od serca. wiekowo był w p4 ale przenosiłam go w maju i napisałam podanie o przyjęcie do p3. w nowej szkole dostał pomoc/oparcie i zrozumienie. ang miał codziennie z asystentką plus jakieś zajecie ayrównujące dla dzieci z ang jako 2 językiem, przyjeli go tez do klubu po szkole na odrabianie lekcji- po 2 mies na koniec szkoły było widać różnice i to dużą, po pół roku gadał jak tu urodzony... a ang w domu swoją drogą /wycieczki do biblioteki/książki/audiobooki/tylko ang tv wówczas była...
  • 09.03.13, 16:14
    Zastanow sie powaznie, czy nie zaczac szukac profesjonalnej pomocy w takim razie. Masz osmioletniego syna, ktory od dwoch lat ma stycznosc z angielskim i nadal nie potrafi sie komunikowac? Bedac zanurzony w jezyku? Moze problem jest zbyt specjalistyczny, by zwyczajna szkola sobie z nim poradzila.
    Niedosluchy, problemy z pamiecia, nadpobudliwosc... Zainteresuj sie jakimis terapiami, diagnostyka. Moze lepiej by mu bylo w szkole specjalnej, gdzie mialby zrozumienie swoich niedoborow.
    Jak na razie sie szarpiesz w sytuacji, gdzie najwyrazniej dziecku brakuje indywidualnego podejscia i zajecia sie tym, co jest zrodlem problemu.

    Ag
    --
    the world as I see it
    www.flickr.com/jazzwink/
  • 09.03.13, 16:19
    Ty na swoje dziecko mowiesz "gruby"??
    Jesli ma nadwage, to tylko poglebiasz jego kompleksy, a jesli to tylko "taki zart" bo jest np chudy, to tez nie fajnie...
  • 09.03.13, 18:19
    > Gruby ma STRASZNE problemy z pamięcią, czasowe niedosłuchy i nadpobudliwość - n
    > ie napisałam tego wyczerpująco - sorry.

    Powaznie tak o nim mowisz? Slyszal to i rozumie?
    --
    -----------------------------------------
  • 09.03.13, 18:43
    widać po sygnaturce że "grubcio" to ksywa-smutne bo dziecko które tak pieszczotliwie nazywają rodzice nie będzie pewne siebie...
  • 09.03.13, 19:11
    Tak, mój syn ma w domu nadane pieszczotliwe Grubcio, używane w wyjątkowych chwilach.
    W wieku pół roku miał 10 kg, i tak Mu zostało do 3 urodzin mniej więcej. W tej chwili jest chudy jak patyk.
    Nieskromnie powiem, że wielu dzieciom zazdrościłabym poparcia rodziców jak to jest w naszym wypadku i współpracy z Dzieciakami.

    Gdybym tego nie robiła, w dupie bym miała a nie pytała na forum o pomoc...

    Nie wiem, czemu niektóre Dziewczyny jesteście tak zawzięte i oceniacie ludzi po pojedynczych słowach. Nie znacie mnie, nie znacie naszych przeżyć.

    Niestety to dość smutne na forum, gdzie pomocy szukają głównie osoby dość zagubione w UKejowskiej rzeczywistości...
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/km5sjw4zbw61htud.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/bl9ctrd8j28b64cc.png
  • 09.03.13, 19:17
    nie masz co się obrażać -poprostu takie "pieszczoty" rażą, w każdą stronę jest to prześmiewcze zarówno dla dziecka z nadwagą jak i dla patyczaka- nie sądzisz? nazywając dziecko szczupłe grubio/gruby i tak o nim pisząc /ironizujesz jego sylwetkę...
    a masz zbudować pewność siebie i poczucie własnej wartości
  • 09.03.13, 20:10
    Bez przesady, rzucacie się o jedno słowo wyrwane z kontekstu nie znając ani rodziców, ani dziecka, ani relacji między nimi, ani tego, jak chłopak na tą ksywkę reaguje. To, że nie przezywa się celowo dziecka, podkreślając np. wady wyglądu jest chyba normalne i oczywiste dla każdego kochającego rodzica, zakładam że dla autorki też. I zakładam, że nie robi tego celowo, żeby dokopać dziecku, a "Gruby", "Grubcio" to określenie zarezerwowane tylko dla rodziny i chłopak dobrze wie, że nie ma negatywnego wydźwięku. Takie nieformalne zwyczaje panujące wśród dla domowników tylko wzmacniają więzi. Więc może przestańcie już z tymi przytykami, bo chyba za dużo się naczytałyście poradników wychowawczych i nasłuchaliście suchych wykładów psychologów rodzinnych. I dziwię się, że nie znacie podobnych przykładów czy same nie nazywacie dzieci żartobliwymi określeniami, bo ja owszem, i znam rodziny w których to normalne- szczęśliwe rodziny, podkreślę.
  • 09.03.13, 20:26
    hmm.. dla mnie akurat "gruby" tez ma negatywny wydźwięk, w szczególności do dziecka.Predzej mogłoby to byc zartobliwe w stosunku do nastolatka czy dorosłego. W ogólne nie podobaja mi sie takie "ksywki", które kojarza sie w jakis sposób z wyglądem fizycznym. Nikt nie zaprzeczy, że słowo "gruby" w powrzechnym znaczeniu odnosi się do tuszy, czyli wyglądu. Nawet jeśli uzyte przewrotnie w stosunku do szczupłego dziecka jest nie na miejscu.

    co do tematu postu.. myśle, że autorka niewiele jest w stanie sama załatwic z powodu problemów (własnych) z jezykiem angielskim. Jeśli chce pomóc dziecku, powinna poszukac kogoś kto jej najpierw pomoże (czy to z jezykiem czy też w odnalezieniu się w angielskiej rzeczywistości).
  • 09.03.13, 20:33
    agnes_6891 napisała:

    "G ruby", "Grubcio" to określenie zarezerwowane tylko dla rodziny i chłopak dobrze
    > wie, że nie ma negatywnego wydźwięku. Takie nieformalne zwyczaje panujące wśró
    > d dla domowników tylko wzmacniają więzi. Więc może przestańcie już z tymi przyt
    > ykami, bo chyba za dużo się naczytałyście poradników wychowawczych i nasłuchali
    > ście suchych wykładów psychologów rodzinnych. I dziwię się, że nie znacie podob
    > nych przykładów czy same nie nazywacie dzieci żartobliwymi określeniami, bo ja
    > owszem, i znam rodziny w których to normalne- szczęśliwe rodziny, podkreślę.

    I tak i nie :/ ja czasem mowie do syna "chudzino" bo szczuply bardzo jest ale jednak "gruby" ma generalnie negatywny wydzwiek, a napewno duzo bardziej niz chudy. Dlatego dziewczyny maja sporo racji w tym co napisaly. O ile "Gubcio" jeszcze ujdzie o tyle "gruby" darowalabym sobie. Przyznam ze nawet gdy czasem zartobliwie powiem do syna "chudzino ty moja" lub cos podobnego to jednak nie nazwalabym go tak publicznie. Uwazam ze rodzice powinni uzywac do wlasnych dzieci ksyw.
  • 09.03.13, 20:36
    carmita80 napisała:

    Uwazam ze rodzice powinni uzywac do wlasnych dzieci ksyw.

    Nie powinni mialo byc.
  • 10.03.13, 08:25
    marninor napisała:

    > nie masz co się obrażać -poprostu takie "pieszczoty" rażą, w każdą stronę jest
    > to prześmiewcze zarówno dla dziecka z nadwagą jak i dla patyczaka- nie sądzisz?
    > nazywając dziecko szczupłe grubio/gruby i tak o nim pisząc /ironizujesz jego s
    > ylwetkę...
    > a masz zbudować pewność siebie i poczucie własnej wartości


    Oj, nie przesadzajmy... W wielu rodzinach, zwiazkach ludzie uzywaja jakieś specyficzne słowa, zwroty, rozumiane tylko przez jej członków i jakaś straszna krzywda się od tego nie dzieje.

    --
    ...
    Nie kazdy chlop z widlami to Posejdon

    :: my ceramics ::
  • 10.03.13, 09:41
    Bo to taka specyficzna krzywda, ktorej nie widac, ale slad w glowie pozostaje. Tez jestem przeciwna nazywaniu dziecka najbardziej nawet pieszczotliwie, jesli ktokolwiek moglby to odebrac negatywnie.
  • 10.03.13, 11:06
    onmytoes napisała:
    >
    > Oj, nie przesadzajmy... W wielu rodzinach, zwiazkach ludzie uzywaja jakieś spec
    > yficzne słowa, zwroty, rozumiane tylko przez jej członków i jakaś straszna krzy
    > wda się od tego nie dzieje.
    >
    Ależ oczywiscie że ludzie używaja specyficznych słów zrozumiałych tylko dla członków rodzin tylko problemu nie ma jesli nie jest zaburzone poczucie własnej wartości, samoocena... jesli dziecko nie moze dogadać się z rówieśnikami , ma problemy z komunikacja itd to takie pieszczotliwe ironizowanie postury przez rodziców, choć w najsłodszych intencjach pozastawia ślad i ma negatywny wydźwięk. "gruby" zawsze ma negatywny wydźwięk.... i słodząc dziecku "mój ty per grubciu" nie zbudujesz pewności siebie, nie zależnie czy dziecko jest faktycznie grube czy chude jak patyk.
    nie ma co tego ciągnąć tematu...
    a tak na marginesie to po zastanowieniu faktycznie na poczatku napisałam 1. porozmawiać z matką 2. do dyr
    faktycznie pkt 1 to marna rada-zasugerowałam się na szybko swoim przypadkiem , kiedy chłopka 4 lata starszy pobił mojego syna wracajacego ze szkoły-tylko że ja byłam przekonana o niewinności mojego dziecka bo z jego matka miałam konflikt a ona była akurat "next door", więc jak syn wrócił zapłakany i powiedział dlaczego to ona była akurat pod ręka co by przemówić do niej w jej tonie i posłac konkretne joby.
  • 10.03.13, 12:23
    marninor napisała:

    > onmytoes napisała:
    > >
    > > Oj, nie przesadzajmy... W wielu rodzinach, zwiazkach ludzie uzywaja jakie
    > ś spec
    > > yficzne słowa, zwroty, rozumiane tylko przez jej członków i jakaś straszn
    > a krzy
    > > wda się od tego nie dzieje.
    > >
    > Ależ oczywiscie że ludzie używaja specyficznych słów zrozumiałych tylko dla czł
    > onków rodzin tylko problemu nie ma jesli nie jest zaburzone poczucie własnej wa
    > rtości, samoocena... jesli dziecko nie moze dogadać się z rówieśnikami , ma pro
    > blemy z komunikacja itd to takie pieszczotliwe ironizowanie postury przez rodzi
    > ców, choć w najsłodszych intencjach pozastawia ślad i ma negatywny wydźwięk. "g
    > ruby" zawsze ma negatywny wydźwięk.... i słodząc dziecku "mój ty per grubciu" n
    > ie zbudujesz pewności siebie, nie zależnie czy dziecko jest faktycznie grube cz
    > y chude jak patyk.
    > nie ma co tego ciągnąć tematu...


    A skad wiesz, ze w tym przypadku tak wlasnie jest? Skad wiesz jakie slady w psychice tego akurat chlopca pozostawia "Gruby"? I skad masz taka niezachwiana pewnosc, ze w tym przypadku klopoty biora sie wlasnie stad, ze rodzice go nazywaja Grubciu? Z kilku postow na forum?
    Wydaje mi sie, ze zlapalyscie sie troche jednego konca kijka. Jest wiele modeli wychowawczych i nie ma jednej slusznej drogi, ani jednego slusznego sposobu zwracania sie do swoich dzieci. Wiec proponuje troche wiecej tolerancji co kto robi ze swoimi dziecmi i jak je nazywa, bo moze problem tak naprawde lezy zupelnie gdzie indziej.
    Ja na przyklad w zyciu nie ubralabym swojej kilkuletniej corki w cukierkowo rozowe fatalaszki z napisem "Sexy baby". Ale wiele mam tak robi i nic mi do tego.

    --
    ...
    Nie kazdy chlop z widlami to Posejdon

    :: my ceramics ::
  • 10.03.13, 12:54
    "A skad wiesz, ze w tym przypadku tak wlasnie jest? Skad wiesz jakie slady w psychice tego akurat chlopca pozostawia "Gruby"? I skad masz taka niezachwiana pewnosc, ze w tym przypadku klopoty biora sie wlasnie stad, ze rodzice go nazywaja Grubciu? Z kilku postow na forum?"
    Ja nie napisałam, że kłopoty tego konkretnego dziecka biorą sie z tego napewno. tu kłopoty to złozony problem. chodzi o to że takie pieszczotliwe nazywanie nie buduje pewności siebie... jeżeli dziecko jest pewne siebie, nie ma problemu z poczuciem własnej wartości to grubciu , chudzina, gadzina, boluś ect-są traktowane inaczej niz w przypadku dziecka z problemem odnalezienia się w sytuacji... choć "gruby" zawsze kojarzy się nie miło...


    "Wydaje mi sie, ze zlapalyscie sie troche jednego konca kijka. Jest wiele modeli wychowawczych i nie ma jednej slusznej drogi, ani jednego slusznego sposobu zwracania sie do swoich dzieci. Wiec proponuje troche wiecej tolerancji co kto robi ze swoimi dziecmi i jak je nazywa, bo moze problem tak naprawde lezy zupelnie gdzie indziej.
    Ja na przyklad w zyciu nie ubralabym swojej kilkuletniej corki w cukierkowo rozowe fatalaszki z napisem "Sexy baby". Ale wiele mam tak robi i nic mi do tego."

    oczywiście , ale wciąż nie doczytałaś że nikt nie napisał że to wszystko dlatego że rodzice tak go nazywają-pieszczotliwie! każdy wychowuje swoje dzieci jak uważa i odnosnie sposobów ubierania to już zupełnie odbiegasz od tematu, tak jakbys nie rozumiała o co chodzi...
    poprostu "grubciu" do "szkapy" i do "grubasa" w zadnym dziecku z brakiem pewności siebie nie umocni poczucia własnej wartości i nie zbuduje pewności siebie-skoncentruj swoją uwagę na tym ostatnim zdaniu -może zrozumiesz przesłanie...
  • 10.03.13, 13:57
    Jeszcze dodam, że nawet mój 5 letni syn wie, że okreslenie kogos "gruby ", "chudy" nie jest ładne i miłe dla tej osoby. Wie, że można tak powiedziec o kims w celu stwierdzenia sylwetki, ale juz nie uzyje tych słów bezpośrednio do tej osoby, bo mógłby sprawic jej przykrość. on to wie i rozumie. Także więc, nawet jeśli rodzina autorki zrobiła sobie z tego słowa 'ksywke" to nie znaczy, że inne osoby z zewtarz nie będą tego odbierały negatywnie, czyli naturalnie w odnieśieniu do danych wyrazeń.
  • 10.03.13, 19:20
    marninor napisała:

    > "A skad wiesz, ze w tym przypadku tak wlasnie jest? Skad wiesz jakie slady w ps
    > ychice tego akurat chlopca pozostawia "Gruby"? I skad masz taka niezachwiana pe
    > wnosc, ze w tym przypadku klopoty biora sie wlasnie stad, ze rodzice go nazywaj
    > a Grubciu? Z kilku postow na forum?"
    > Ja nie napisałam, że kłopoty tego konkretnego dziecka biorą sie z tego napewno.
    > tu kłopoty to złozony problem. chodzi o to że takie pieszczotliwe nazywanie ni
    > e buduje pewności siebie... jeżeli dziecko jest pewne siebie, nie ma problemu z
    > poczuciem własnej wartości to grubciu , chudzina, gadzina, boluś ect-są trakto
    > wane inaczej niz w przypadku dziecka z problemem odnalezienia się w sytuacji...
    > choć "gruby" zawsze kojarzy się nie miło...
    >
    >
    > "Wydaje mi sie, ze zlapalyscie sie troche jednego konca kijka. Jest wiele mode
    > li wychowawczych i nie ma jednej slusznej drogi, ani jednego slusznego sposobu
    > zwracania sie do swoich dzieci. Wiec proponuje troche wiecej tolerancji co kto
    > robi ze swoimi dziecmi i jak je nazywa, bo moze problem tak naprawde lezy zupel
    > nie gdzie indziej.
    > Ja na przyklad w zyciu nie ubralabym swojej kilkuletniej corki w cukierkowo ro
    > zowe fatalaszki z napisem "Sexy baby". Ale wiele mam tak robi i nic mi do tego.
    > "
    >
    > oczywiście , ale wciąż nie doczytałaś że nikt nie napisał że to wszystko dlateg
    > o że rodzice tak go nazywają-pieszczotliwie! każdy wychowuje swoje dzieci jak u
    > waża i odnosnie sposobów ubierania to już zupełnie odbiegasz od tematu, tak jak
    > bys nie rozumiała o co chodzi...
    > poprostu "grubciu" do "szkapy" i do "grubasa" w zadnym dziecku z brakiem pew
    > ności siebie nie umocni poczucia własnej wartości i nie zbuduje pewności siebie
    >
    -skoncentruj swoją uwagę na tym ostatnim zdaniu -może zrozumiesz przesłanie
    > ...

    Dziekuje za szczegolowe wytlumaczenie na czym mam sie skoncentrowac. Przeslanie watku rozumiem doskonale. Dziecko zostalo pobite w szkole a wyscie sie uczepily, ze matka nazywa syna grubcio. Jaki to ma zwiazek ze sprawa?
    Nie twierdze, ze to okreslenie jakos szczegolnie mi sie podoba, ale mam na tyle otwarty mozg ze jestem w stanie pojac, ze byc moze takie okreslenie W ICH RODZINIE funkcjonuje od dawna i wcale nie ma negatywnych konotacji. I maja do tego prawo.

    Wiec moje przeslanie do zrozumienia jest takie, ze nie kazdy jest taki sam i nie ma co kazdego oceniac jedna miarka. Nie kazde dziecko jest takie samo, nie kazde tak samo reaguje i nie dla kazdego dziecka to samo zaburzy poczucie wlasnej wartosci. To, ze TOBIE przeszkadza "grubcio" nie znaczy, ze przeszkadza rowniez synowi autorki watku.
    Zakladam, ze autorka zna na tyle swojego syna, ze jest w stanie dostrzec czy ta ksywka jest problemem czy nie. Sama napisala, ze "grubcio" uzywany jest sporadycznie i dziecko otrzymuje mnostwo wsparcia i wspolpracy ze strony rodzicow, ale tego chyba nie doczytalas.


    --
    ...
    Nie kazdy chlop z widlami to Posejdon

    :: my ceramics ::
  • 11.03.13, 13:00
    > Wiec moje przeslanie do zrozumienia jest takie, ze nie kazdy jest taki sam i ni
    > e ma co kazdego oceniac jedna miarka. Nie kazde dziecko jest takie samo, nie ka
    > zde tak samo reaguje i nie dla kazdego dziecka to samo zaburzy poczucie wlasnej
    > wartosci. To, ze TOBIE przeszkadza "grubcio" nie znaczy, ze przeszkadza rownie
    > z synowi autorki watku.
    > Zakladam, ze autorka zna na tyle swojego syna, ze jest w stanie dostrzec czy ta
    > ksywka jest problemem czy nie. Sama napisala, ze "grubcio" uzywany jest sporad
    > ycznie i dziecko otrzymuje mnostwo wsparcia i wspolpracy ze strony rodzicow, al
    > e tego chyba nie doczytalas.

    Popieram w 100%.

    Mój tato zwykł wołać mnie i siostrę na obiad słowami: "Brzydaki! Korytko gotowe!"

    Było to słodkie, przezabawne, i nigdy w życiu żadna z nas ani nie poczuła się z tym źle, ani nie pomyślała, że mówił tak na serio. Więcej, on nas uwielbiał, a my jego, i tak samo wszystkie nasze szkolne koleżanki.

    Większość tutaj się wypowiadających zrobiła z igły wielkie widły, jadąc po autorce od stóp do głów, zamiast wypowiedzieć się na temat.

    --
    I almost agree...
  • 11.03.13, 14:10
    onmytoes napisała:
    > Oj, nie przesadzajmy... W wielu rodzinach, zwiazkach ludzie uzywaja jakieś spec
    > yficzne słowa, zwroty, rozumiane tylko przez jej członków i jakaś straszna krzy
    > wda się od tego nie dzieje

    Uwazalabym jednak, zeby nie uzywac 'grubcio' w obecnosci polskich kolegow bo jesli dotrze na teren szkoly, to natychmiast zostanie 'fatso' czy 'fattie' a wtedy nie bedzie dziecku milo.l
  • 15.03.13, 12:32
    ssabaudia napisała:


    > Gruby ma STRASZNE problemy z pamięcią, czasowe niedosłuchy i nadpobudliwość - n
    > ie napisałam tego wyczerpująco - sorry.
    > Wszystkie dokumenty z Polski przetłumaczylam i dałam do szkoły - i dooopa wielk
    > a!
    > Ja sama Jego nauczycielki czasem nie rozumiem...
    >
    > W domu conajmniej 15 minut (dłużej się nie skupi, nie ma bata) uczymy się język
    > a (uczymy się wspólnie), puszczamy bajki po angielsku.

    Sabaudia ja cie rozumiem bo tez moj synek ma problemy. czytam Twoje wypowiedzi i zal mi synka i Ciebie tez bo wiadomo serce matki cierpi a najgorsza bezradnosc. Wiem ,ze to byloby ciezko,ale czy moglibyscie CALKOWICIE odciac mu telewizor i zadnych gier komputerowych zamiast tego gry edukacyjne- polecam orchard plus inne planszowki a jak nioepada to wycieczki w plener czy do play zone, czuytanie ksiazek, jakies crafts, cokolwiek lubi albo moglby polubic byle nie telewizja- bo ona nie tylko nie rozwija mowienia ale uposledza. Nie chce sie wymadrzac ale my tak zrobilismy i postep byl juz po tygodniu, a potem jak telewizor wrocil do pokoju to nawet nhie byl zainteresowany ogladaniem. Moze sie uwiarygodnie jak poiwiem ze studiuje TEFL- first and second language acquisition mam obecnie na tapecie plus weryfikuje teorie w praktyce porownujac do mioch dzieci. Wiem,ze kazde dziecko inne- ale inn matki tez mi to potwierdzily- Angielki ze 'cut the teller'u nich pomoglo na problemy z pamiecia, mowa i zachowaniem.
  • 09.03.13, 16:34
    po pierwsze nie gadac z niatylko z dyrektorem, po 2 z nauczycielem aby nieco bardziej Twojego syna wciagac w zycie szkoly i powiedziec o swoich zmartwieiach. po 4 zapisac dziecko na jakies sztuki walki, mniej wazne jakie bardziej wazny trener bo to od niego zalezy jak dziecko wykorzysta wiedze i umiejetnosci.

    I teraz: jesli dyr nie bedzie umial zapewnic dziecku bezpieczenstwa na nastepy raz wezwac do szkoly policje i poinformowac dyr podczas pierwszej rozmowy o takim zamiarze.

    Taka wlasnie kolejnosc dzialan spowodowala ze pewien dzieciak z rzekomym adhd baaaaardzo agresywny zostal zdiagnozowany i mial jakas tam terapie. Poszedl teraz do secondary school i chyba go zaniedbali bo od nowa ponoc dokazuje.

    Niestety syn tez musi umiec sie postawic inaczej bedzie tylko gorzej :(
  • 09.03.13, 21:47
    >na nastepy raz wezwac do szkoly policje

    I co ta policja mialaby tam robic? Aresztowac 8 letnie dziecko jako mlodocianego przestepce? Czy tylko wydac mu oficjalne upomnienie, ze nastepnym razem bedzie mial pobicie kolegi drewnianym mieczem wpisane w akta? Zakuc w kajdanki jego rodzicow? A moze dyrektora szkoly, ze pozwala na szerzenie sie w szkole dzialalnosci przestepczej?
    Czy Ty sie w ogole zastanawiasz jak cos piszesz?
    --
    Ania's Poland
  • 10.03.13, 11:32
    wystarczy ze policjant pogada z dzieciakiem i rodzicami botakie sa procedury a dyr na przyszlosc bedzie szybciej takie sprawy rozwiazywal bo nie bedzie chcial sie tlumaczyc przed policja. O ile dobrze wiem policja wtedy tez informuje council.
  • 10.03.13, 14:14
    carmelaxxx napisała:

    > wystarczy ze policjant pogada z dzieciakiem i rodzicami botakie sa procedury a
    > dyr na przyszlosc bedzie szybciej takie sprawy rozwiazywal bo nie bedzie chcia
    > l sie tlumaczyc przed policja. O ile dobrze wiem policja wtedy tez informuje c
    > ouncil.

    O mamo jedyna, czy naprawde myslisz ze ludzie powinni wzywac policje bo dwoch chlopcow sie bawilo plastikowymi mieczami, i nie wiadomo tak naprawde ktory zaczal - i nie wiadomo w ogole czy te slady sa z tego. Z kazdym guzem tez bedziemy policje wzywac, bo chlopcy sie bawili i jeden drugiego popchal??
    Odrobine bardziej realistyczne porady by sie przydaly.
    --
    -----------------------------------------
  • 10.03.13, 14:24
    carmelaxxx napisała:

    > wystarczy ze policjant pogada z dzieciakiem i rodzicami botakie sa procedury a
    > dyr na przyszlosc bedzie szybciej takie sprawy rozwiazywal bo nie bedzie chcia
    > l sie tlumaczyc przed policja. O ile dobrze wiem policja wtedy tez informuje c
    > ouncil.

    Duza przesada w kontekscie opisanej sytuacji. Dzieciali bawily sie zapewne i jedno odnioslo obrazenia - moze inne dzieci te zmaja po tym siniaki? Zwrocic uwage szkole, zakwestionowac brak superwizji w trakcie zabawy i tyle. ASBO chyba za to jeszcze nie daja? Gdzie tu powod do wciagania policji? A moze od razu ECHR? A w domu pomoc dzieciakowi przystosowac sie do nowego srodowiska w jakie wrzucili go sami rodzice. No brainer.
  • 11.03.13, 11:52
    autorka ewidentnie uzyla slowa '' pobicie'' . Pobicie ma na celu zrobienie komus krzywdy.
    Policja w podstawowkach bywa czesciej niz niektorym sie zdaje, czasem widoczna mniej lub bardziej.
  • 09.03.13, 21:42
    Poruszasz wiele spraw tutaj.
    1. Sprawa pobicia/zbicia. Jezeli dzieci sie bily w zabawie, na przerwie, i Twoj syn ani nie zglosil nauczycielowi, ani nikt nie zauwazyl, to teraz po dlugim dosc czasie niewiele mozna zrobic, mozesz zglosic do recepcji, pewnie osoba tam pracujaca wezwie nauczycielke syna lub , jezeli bedziesz agresywna, i nie bedzie wiedziala jak sobie z Toba poradzic, wtedy, zeby Cie zapewnic, ze traktuja sprawe powaznie, dyrektorke/dyrektora.
    Tak jak we wszystkich sprawach w zyciu spokojem, opanowaniem i uprzejmym zachowaniem zalatwisz pewnie wiecej niz jezeli bedziesz czegokolwiek 'zadac'. Mozesz liczyc na przeprosiny ze strony personelu i zapewnienie, ze na przyszlosc beda uwazniej pilnowac Twojego syna.
    Nie podchodz do rodzicow tego drugiego chlopca, bo wtedy oni moga na Ciebie zlozyc skarge w szkole, ze ich zaczepiasz, i ze sobie nie zycza. Zawsze wszystko zalatwiaj przez szkole, nie probuj regulowac porachunkow ze 'sprawcami'.

    2. Twoim obowiazkiem jako rodzica wobec dziecka jest dbanie o to, zeby poziom jego jezyka angielskiego sie poprawial, to Ty masz go uczyc jezyka, wysylac na dodatkowe lekcje, prosic znajomych znajacych jezyk o uczenie go, pilnowac zeby codziennie czytal angielska ksiazeczke. To Ty przywiozlas go do tego kraju, teraz Ty masz mu zapewnic komfortowy pobyt w tutejszej szkole co wiaze sie z dolozeniem przez Ciebie wszelkich mozliwych staran zeby dziecko opanowalo jezyk. To nie jest obowiazek szkoly, wolontariuszy, ani Czerwonego Krzyza, tylko Twoj jako matki dziecka.

    3. Jezeli uwazasz, ze dziecko ma klopoty z pamiecia i ogolnie z uczeniem sie, Twoim obowiazkiem jest pojscie z nim do lekarza i uzyskanie skierowania na dalsze badania pod katem trudnosci w nauczaniu.
    Tyle.
    --
    Ania's Poland
  • 14.03.13, 16:31
    "2. Twoim obowiazkiem jako rodzica wobec dziecka jest dbanie o to, zeby poziom j
    > ego jezyka angielskiego sie poprawial, to Ty masz go uczyc jezyka, wysylac na d
    > odatkowe lekcje, prosic znajomych znajacych jezyk o uczenie go, pilnowac zeby c
    > odziennie czytal angielska ksiazeczke. To Ty przywiozlas go do tego kraju, tera
    > z Ty masz mu zapewnic komfortowy pobyt w tutejszej szkole co wiaze sie z doloze
    > niem przez Ciebie wszelkich mozliwych staran zeby dziecko opanowalo jezyk. To n
    > ie jest obowiazek szkoly, wolontariuszy, ani Czerwonego Krzyza, tylko Twoj jako
    > matki dziecka. "

    Co w takim razie jest obowiązkiem szkoły?
    Mają tylko przechować dziecko przez kilka godzin?

    Uważam, że właśnie zapewnienie odpowiednich metod nauczania w zależności od potrzeb dziecka jest obowiązkiem szkoły.
    Po to płacimy wysokie podatki państwu, żeby nasze dzieci miały zapewnione odpowiednie warunki i wsparcie do nauki i rozwoju.



  • 14.03.13, 16:50
    Jak to co jest obowiazkiem szkoly? Chyba nie nauka jezyka angielskiego od zera? W 4 czy ktorejs klasie?
    Jasne, najlepiej wrzucic dzieciaka do szkoly bez znajomosci jezyka, nic nie kumajacego, siedziec na dupie i krzyczec, ze mi sie nalezy. Rany, jak mnie taka postawa wkurza. i potem cala klasa czeka az Jasiu zacznie rozumiec, co sie do niego mowi, nie? Ale co tam, ja rece umywam, szkola ma obowiazek.
    Grrr.
  • 14.03.13, 17:17
    Tak ma obowiązek.
    Zapewnić bezpieczeństwo i odpowiednie warunki nauki.
    Każdemu dziecku, z różnymi potrzebami.
    Niewidomemu, na wózku inwalidzkim i ze specjalnymi potrzebami językowymi też.
    Nauczyciel ma rozpoznać takie potrzeby i zapewnić takie metody nauki, żeby dziecko mogło jak najlepiej rozwijać swój potencjał. Szkoła ma możliwość zapewnić asystenta dla dziecka, odpowiednie dwujęzyczne książki, odpowiednie konsultacje ze specjalistami i zajęcia dodatkowe.

  • 14.03.13, 17:34
    Wiesz, ale dziecko na wozku przynajmniej powinno dostac od rodzicow wozek. Nikt normalny nie lamie dziecku specjalnie kregoslupa, zeby jezdzilo do szkoly na wozku. Natomiast niedanie dziecku podstawowego narzedzia do nauki jakim jest jezyk jest wlasnie niedawaniem mu do szkoly wozka - bo przeciez szkola ma obowiazek.
  • 14.03.13, 17:27

    > Jak to co jest obowiazkiem szkoly? Chyba nie nauka jezyka angielskiego od zera?
    > W 4 czy ktorejs klasie?
    > Jasne, najlepiej wrzucic dzieciaka do szkoly bez znajomosci jezyka, nic nie kum
    > ajacego, siedziec na dupie i krzyczec, ze mi sie nalezy. Rany, jak mnie taka po
    > stawa wkurza. i potem cala klasa czeka az Jasiu zacznie rozumiec, co sie do nie
    > go mowi, nie? Ale co tam, ja rece umywam, szkola ma obowiazek.
    > Grrr.

    No co Ty illegal, przeciez ona placi podatki, ba, 'wysokie podatki, ' wiec moze rece umywac od przyswajania dziecku nowego kraju, do ktorego je wrzucila. Angielskie dzieci, ktorych rodzice naturalnie podatkow nie placa w tym kontekscie,nie maja prawa do normalnego tepa nauki i maja siedziec cicho as Jas znad Wisly zalapie o co biega, bo on jest obywatelem Europy, ktorego potrzeby nalezy przedlozyc ponad inne. I tak bujamy sie dalej.
  • 14.03.13, 17:34
    Pewnie pani nie wie, że pracę w klasie można zorganizować tak, żeby każde dziecko mogło pracować w swoim tempie.
    I dziecko ze specjalnymi potrzebami nie jest dla nikogo ciężarem, ani kulą u nogi.
  • 14.03.13, 17:37
    Jest ciezarem dla samego siebie, a brak znajomosci jezyka jest kula u nogi dla niego.
    Dlaczego rodzice swoim dzieciom robia takie kuku na zawsze pozostanie poza moim zrozumieniem.
  • 14.03.13, 17:47
    ko36 napisał(a):

    > Pewnie pani nie wie, że pracę w klasie można zorganizować tak, żeby każde dziec
    > ko mogło pracować w swoim tempie.
    > I dziecko ze specjalnymi potrzebami nie jest dla nikogo ciężarem, ani kulą u no
    > gi.
    W grupie 30 dzieci to niekoniecznie jest mozliwe, nawet zakladajac ze wiekszosc dzieci zna jezyk od urodzenia i tylko wyjatki sa wrzucone at the deep end. Ty mowisz o private tuition a nie o lekcjach zbiorowych w szkole. Dlatego olbrzymia role odgrywaja rodzice, ktorzy wspolpracujac ze szkola, powinni wlozyc sporo wysilku aby dziecko jaknajszybciej przystosowac do nauki w obcym jezyku zamiast liczyc na indywidyualna nauke w szkole kosztem rodzimych dzieci.
  • 14.03.13, 17:53
    Tak jak już pisałam, szkoła może tak zorganizować pracę dziecku, żeby mogło się rozwijać.
    Dobrze, żeby rodzice o tym wiedzieli i nie myśleli, że są zdani tylko na siebie, a szkoła nic nie może zrobić.
    Szkoła może i powinna zrobić więcej niż zrobiła w tym przypadku.
  • 14.03.13, 18:01
    "aby dziecko jaknajszybciej przystosowac do nauki w obcym jezyku zamiast liczyc na indywidyualna nauke w szkole kosztem rodzimych dzieci."

    I jeszcze jedno.
    Nauka w szkole dzieci niepełnosprawnych czy o specjalnych potrzebach edukacyjnych, nie odbywa się kosztem innych dzieci.
  • 14.03.13, 19:19
    prawda - jesli sa Statemented maja dodatkowa pomoc
  • 15.03.13, 00:04
    izabelski napisała:

    > prawda - jesli sa Statemented maja dodatkowa pomoc
    Nie trzeba mieć, syn jeszcze przed końcem diagnozy miał pomoc ( ten straszy) a młodszy specjalne przedszkole tez bez diagnozy i Statemented.
    Statemented załatwia sie jak juz dostaniesz pełna diagnozę. I trwa to do pol roku. A pomoc w szkole musi mieć dziecko wcześniej.

    -----------------------
    Myśl o tym co mówisz...
    Nie mów tego co myślisz...
  • 14.03.13, 19:33
    ko36 napisał(a):

    > I jeszcze jedno.
    > Nauka w szkole dzieci niepełnosprawnych czy o specjalnych potrzebach edukacyjny
    > ch, nie odbywa się kosztem innych dzieci

    Moze porozmawiaj z rodzicami angielskich dzieci bo oni wyraznie maja opinie inne od twoich. Mnie to juz nie dotyczy, ale ostatnio nasluchalam sie wlasnie takich rozzalonych rodzicow na spotkaniu towarzyskim. Nawet nie winili bezposrednio imigrantow tylko system szkolnictwa, ktory w ich oczach kuleje wskutek duzej ilosci dzieci, ktore dolaczaja do szkoly w wieku np 7 czy 8 lat, bez slowa po angielsku i wymagaja osobnej uwagi nauczyciela, ktory powinien skupiac sie na calej klasie. Rozumiem, ze nie kazde obcojezyczne dziecko ma swoja full time TA?
  • 14.03.13, 20:15
    Jestem pod wrażeniem tych rodziców angielskich dzieci, że kierują swoje niezadowolenie pod właściwy adres, czyli do systemu szkolnictwa.
    Faktycznie, kierowanie dzieci 8 letnich, które w Polsce skończyły pierwszą klasę szkoły podstawowej, do klasy czwartej, gdzie są dzieci z duuuuużo większymi umiejętnościami, potrafiące świetnie czytać i pisać, oswojone przez cztery lata ze szkołą, wydaje się dziwne.
    Jestem też pod wrażeniem tych ośmiolatków, które pomimo tak wielkich obciążeń, stresu i frustracji, dają radę i po początkowych trudnościach (które wydawały się nie do przejścia), znajdują przyjaciół, zaczynają mówić, pisać i czytać po angielsku, lepiej niż ich rodzice.
  • 14.03.13, 20:51
    steph13 napisała:

    > ko36 napisał(a):

    > io imigrantow tylko system szkolnictwa, ktory w ich oczach kuleje wskutek duzej
    > ilosci dzieci, ktore dolaczaja do szkoly w wieku np 7 czy 8 lat, bez slowa po
    > angielsku i wymagaja osobnej uwagi nauczyciela, ktory powinien skupiac sie na
    > calej klasie. Rozumiem, ze nie kazde obcojezyczne dziecko ma swoja full time TA
    > ?
    Właśnie dlatego, żeby wszyscy mogli pracować i się rozwijać, szkoła musi to odpowiednio zorganizować. Jeżeli jest taka potrzeba, to dziecko powinno mieć asystenta. I jest taka możliwość, dla osób o specjalnych potrzebach edukacyjnych.
    Dziecko które nie mówi, nie czyta, nie pisze i nie rozumie po angielsku, ma takie potrzeby.
  • 15.03.13, 11:14
    Zagalopowalas sie z terminologia. Dziecko nieznajace w wystarczajacym stopniu jezyka nie jest dzieckiem ze specjalnymi potrzebami tylko dzieckiem nieodpowiedzialnego beztroskiego rodzica.

    --
    Ania's Poland
  • 14.03.13, 17:36
    Ale nie wszyscy muszą to wiedzieć.
    Nauczyciel musi.
  • 14.03.13, 17:36
    A jak ja nie zaplacilam do tej pory jeszcze zadnego podatku, o wysokim podatku nie wspominajac, to co mam zrobic? Mojego dziecka nikt nie nauczy, czy jeszcze mam szanse nadrobic? :P
  • 14.03.13, 17:42
    I tak otwarcie o tym piszesz?
    Nie płacisz podatków?
    A fe...
  • 14.03.13, 17:44
    Wycieczki osobiste robimy poza forum, jezeli obydwie strony maja na to ochote.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • 14.03.13, 17:47
    Zgadzam się.
    Nie mam ochoty dalej ciągnąć nic nie wnoszących dyskusji.
  • 14.03.13, 17:49
    Nie wstydze sie tego, ani nie uwazam, zeby bylo to cos nagannego.
  • 14.03.13, 19:57
    A swoją drogą to jak u was wyglądają lekcje z dzieckiem niejęzycznym?
    U nas takie dzieci mają przez część lekcji ESL, czyli korki z anglika. Fakt, że nie wiem, czy byliby skłonni przyjąć dziecko z 4 klasy, które nie mówi w lengłidżu w ogóle, a już zwłaszcza - kilkoro dzieci.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • 14.03.13, 22:34
    lekcja wygląda normalnie - jako, że Nauczycielka nie potrafi ani słowa po polsku, ciągnie lekcje normalnie. To naszym zasmaranym obowiązkiem jest dostosować dziecko.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/km5sjw4zbw61htud.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/bl9ctrd8j28b64cc.png
  • 14.03.13, 23:10
    Rozumiem, ze ty siedzisz na tej lekcji i obserwujesz??
    Twoim "zasmaranym" obowiazkiem jest w tej sytuacji (jesli masz swiadkow, lub wiesz na pewno, ze szkola mimo przydzielonej pomocy nie robi absolutnie nic) porozmawiac z dyrekcja, nauczycielem dziecka i SENCo i zapytac dokladnie, jak wyglada plan dnia twojego dziecka. Bo tlumacza mu nikt na kazdej lekcji nie zapewni, ale byc moze ma jakies dodatkowe zajecia z nauczycielem lub TA o ktorych ty nie wiesz. Szkola sie za ciebie martwic i starac nie bedzie. Twoje dziecko ma prawo do pomocy, ale to ty musisz po nia reke wyciagnac i sie o to upomniec.
  • 14.03.13, 23:26
    illegal.alien napisała:

    > Jak to co jest obowiazkiem szkoly? Chyba nie nauka jezyka angielskiego od zera?
    > W 4 czy ktorejs klasie?
    > Jasne, najlepiej wrzucic dzieciaka do szkoly bez znajomosci jezyka, nic nie kum
    > ajacego, siedziec na dupie i krzyczec, ze mi sie nalezy. Rany, jak mnie taka po
    > stawa wkurza. i potem cala klasa czeka az Jasiu zacznie rozumiec, co sie do nie
    > go mowi, nie? Ale co tam, ja rece umywam, szkola ma obowiazek.
    > Grrr.

    Wiesz co bzdury wypisujesz.
    Mój syn ma autyzm i nie mówił gdy szukaliśmy szkoły dla niego i pani psycholog edukacyjna kazała nam go zapisać do zwykłej szkoły gdzie chodzi moja corka.
    Na pytanie jak ona sobie to wyobraża powiedziała ze Szkola musi mu zapewnić odpowiednie warunki i tak należy sie dziecku z problemami pomoc.

    Dziwie sie autorce wątku ze nie stara sie o to aby dziecko było przebadane przez specjalistów , bo cos jest nie tak skoro sa takie problemy z nauka.
    Gdyby dostał oficjalne papiery moze sie Szkola starać o pomoc finansowa na dodatkowego nauczyciela.
    Mnie tez 2 lata zbywali ze drugi język i problemy.
    A syn miał angielke naucxycielke która go domu uczyła i napisała skargę wysłane w 3 miejsca .
    Okazało sie ze syn ma dysleksje. A wogole żałuje ze nie zmieniliśmy szkoły .
    I taka opcje tez autorka powinna przemyśleć.
    Tak w skrócie opis 3 letniej walki i wieszanie psów na obcojezyczjym dziecku bo najłatwiej....
    -----------------------
    Myśl o tym co mówisz...
    Nie mów tego co myślisz...
  • 15.03.13, 07:34
    Nie ja bzdury wypisuje, tylko Ty nie rozumiesz, co czytasz.
    Mnie po prostu do szału doprowadza postawa, ze rodzice wrzucają dziecko do szkoły nie nauczywszy języka, bo 'szkoła ma obowiazek' a inni ich w tym jeszcze utwierdzają i im kibicuja.
    Ja rozumiem, ze szkoła ma obowiązek to czy tamto, ale to nie zwalnia rodzicow z odpowiedzialności i w pierwszej kolejności to wlasnie oni powinni sie zając nauka języka dla swojego dziecka. Dlatego teksty, ze szkoła musi, ma obowiązek, etc działają na mnie jak plachta na byka - w pierwszym rzędzie obowiązek ten maja rodzice i oni powinni o naukę języka dla dziecka zadbać.
  • 15.03.13, 07:58
    illegal.alien napisała:

    > Nie ja bzdury wypisuje, tylko Ty nie rozumiesz, co czytasz.
    > Mnie po prostu do szału doprowadza postawa, ze rodzice wrzucają dziecko do szko
    > ły nie nauczywszy języka, bo 'szkoła ma obowiazek' a inni ich w tym jeszcze utw
    > ierdzają i im kibicuja.
    > Ja rozumiem, ze szkoła ma obowiązek to czy tamto, ale to nie zwalnia rodzicow z
    > odpowiedzialności i w pierwszej kolejności to wlasnie oni powinni sie zając na
    > uka języka dla swojego dziecka. Dlatego teksty, ze szkoła musi, ma obowiązek, e
    > tc działają na mnie jak plachta na byka - w pierwszym rzędzie obowiązek ten maj
    > a rodzice i oni powinni o naukę języka dla dziecka zadbać.

    Czyli jeżeli dobrze rozumiem, mama dziecka autystycznego, które nie mówi, powinna go najpierw nauczyć mówić, zanim pośle go do szkoły? Mama dziecka, które nie chodzi, powinna go nauczyć chodzić itd?
    Popieram "Ale bzdury wypisujesz!!!!"
  • 15.03.13, 08:34
    Illegal jedno, a ty swoje - dyskusja rozpoczeta przez autorke dotyczy ZDROWEGO na umysle i fizycznie dziecka, ktorego rodzice przeprowadzili sie do UK i ktorego nie nauczyli podstaw komunikacji w jez. angielskim.
    Nikt nie pisze tutaj, ze rodzice dzieci niepelnosprawnych sami powinni zajac sie edukacja i rehabilitacja, nie oczekujac pomocy od instytucji typu szkola, czy nhs. Ale w przpadku zdrowych dzieci to rodzic powinien o dobro wlasnego dziecka zadbac pierwszy. No chyba ze mowimy o patologii, ale to juz inna bajka...
  • 15.03.13, 08:59
    pyza_uk napisała:

    > Illegal jedno, a ty swoje - dyskusja rozpoczeta przez autorke dotyczy ZDROWEGO
    > na umysle i fizycznie dziecka, ktorego rodzice przeprowadzili sie do UK i ktore
    > go nie nauczyli podstaw komunikacji w jez. angielskim.
    > Nikt nie pisze tutaj, ze rodzice dzieci niepelnosprawnych sami powinni zajac si
    > e edukacja i rehabilitacja, nie oczekujac pomocy od instytucji typu szkola, czy
    > nhs. Ale w przpadku zdrowych dzieci to rodzic powinien o dobro wlasnego dzieck
    > a zadbac pierwszy. No chyba ze mowimy o patologii, ale to juz inna bajka...

    Tak jak pisze Illegal, trzeba czytać ze zrozumieniem.
    Cytuję mamę Wojtka:

    Re: zbicie dziecka w szkole - procedury
    Autor: ssabaudia ☺ 09.03.13, 15:28

    Dziewczyny ależ oczywiście, że uczymy Wojtka. Uczył się angielskiego dwa lata - pic na wodę fotomontaż, czego nauczył się pół roku temu, zapomniał.

    Wszystkie dokumenty z Polski przetłumaczylam i dałam do szkoły - i dooopa wielka!
    Ja sama Jego nauczycielki czasem nie rozumiem...

    W domu conajmniej 15 minut (dłużej się nie skupi, nie ma bata) uczymy się języka (uczymy się wspólnie), puszczamy bajki po angielsku.
    Ma dwóch kolegów (ale z innych klas) - Polaków.
    Nie lubiany jest w swojej klasie."

    Znam dzieci, które uczyły się w Polsce w szkole językowej przez kilka lat i po przyjeździe tutaj to co pisze ssabaudia ☺.

    Właściwie wszystko świetnie napisała Dorcian, odsyłam:
    forum.gazeta.pl/forum/w,37418,143055673,143209313,Re_zbicie_dziecka_w_szkole_procedury.html

    I można byłoby właściwie. zakończyć tę dyskusję, ale właśnie Illegal nadal swoje.

    "dyskusja rozpoczeta przez autorke dotyczy ZDROWEGO na umysle i fizycznie dziecka,"
    Dziecko o specjalnych potrzebach edukacyjnych, to jest dziecko zdrowe na umyśle.

  • 15.03.13, 09:19
    Jak cytowac autorke, to do konca
    "Rozmawiałam też w sprawie postępów w nauce Wojtka i tu mały error - otóż Pani Dyrektor wychwalała mojego syna jak to On dobrze daje sobie radę... Więc chyba oprócz szczęścia w życiu (???) odziedziczyło też zapędy do perfekcjonizmu - a to przekleństwo jest....
    Do tego otrzymałam pochwałę, że pracujemy z dzieckiem w domu"
    Czyli co - szkola nie widzi problemu chlopca z nauka i wyglada na to, ze autorka jest zadowolona z takiego obrotu sprawy.
    Chcialabym jeszcze raz podkreslic, ze zgadzam sie z tym, ze szkola, czy inne instytucje maja obowiazek pomocy dzieciom o "specjalnych porzebach" (zarowno geniuszom jaki i tym, co maja problemy z nauka), ale to rodzicom powinno zalezec na rozwoju dziecka przede wszystkim.
  • 15.03.13, 10:03
    pyza_uk napisała:

    > Czyli co - szkola nie widzi problemu chlopca z nauka i wyglada na to, ze autork
    > a jest zadowolona z takiego obrotu sprawy.
    > Chcialabym jeszcze raz podkreslic, ze zgadzam sie z tym, ze szkola, czy inne in
    > stytucje maja obowiazek pomocy dzieciom o "specjalnych porzebach" (zarowno geni
    > uszom jaki i tym, co maja problemy z nauka), ale to rodzicom powinno zalezec na
    > rozwoju dziecka przede wszystkim.
    Wygląda na to, że autorka nie wiedziała być może, co jest obowiązkiem szkoły.
    Dlatego poprosiła o poradę na forum.
    Dostała kilka kilka dobrych, pomocnych porad, ale dostała też kilka niezasłużonych "kopniaków" od rodaczek.
    Ale cieszę się że się zgadzamy : Chcialabym jeszcze raz podkreslic, ze zgadzam sie z tym, ze szkola, czy inne in
    > stytucje maja obowiazek pomocy dzieciom o "specjalnych porzebach" (zarowno geni
    > uszom jaki i tym, co maja problemy z nauka), ale to rodzicom powinno zalezec na
    > rozwoju dziecka przede wszystkim."
  • 15.03.13, 09:36
    ko36 napisał(a):

    > Czyli jeżeli dobrze rozumiem, mama dziecka autystycznego, które nie mówi, powin
    > na go najpierw nauczyć mówić, zanim pośle go do szkoły? Mama dziecka, które nie
    > chodzi, powinna go nauczyć chodzić itd?
    > Popieram "Ale bzdury wypisujesz!!!!"

    Dziecko autustyczne to zupelnie inna sytuacja niz zdrowe dziecko leniwych/glupich rodzicow.
    Rozumiem z twojego cytowanego wpisu, ze jesli dziecko nie chodzi to ... szkola ma nauczyc? Ja przychodzi do szkoly w pieluchach to szkola ma wytrenowac? Jesli widelca trzymac nie potrafi to szkola nauczy? Czyli rodzice odstawiaja surowy material pod brame w wrzesniowy poranek i w lipcu odbieraja gotowy produkt? You couldn't make it up!
  • 15.03.13, 10:07
    steph13 napisała:

    > ko36 napisał(a):
    >
    > > Czyli jeżeli dobrze rozumiem, mama dziecka autystycznego, które nie mówi
    > , powin
    > > na go najpierw nauczyć mówić, zanim pośle go do szkoły? Mama dziecka, kt
    > óre nie
    > > chodzi, powinna go nauczyć chodzić itd?
    > > Popieram "Ale bzdury wypisujesz!!!!"
    >
    > Dziecko autustyczne to zupelnie inna sytuacja niz zdrowe dziecko leniwych/glup
    > ich rodzicow.
    > Rozumiem z twojego cytowanego wpisu, ze jesli dziecko nie chodzi to ... szkola
    > ma nauczyc? Ja przychodzi do szkoly w pieluchach to szkola ma wytrenowac? Jesli
    > widelca trzymac nie potrafi to szkola nauczy? Czyli rodzice odstawiaja surowy
    > material pod brame w wrzesniowy poranek i w lipcu odbieraja gotowy produkt? Y
    > ou couldn't make it up!

    Pisałam już o tym.
    Pisała również Dorcian :
    "Co do tego co szkola ma obowiazek, to ma ona zapenic warunki do optymalnego rozwoju dla kazdego dziecka, od geniusza calkujacego zajaczki w reception, po "polskiego glaba" ktory przyjechal nie wiadomo skad, do nijakiej szkolym chodzil, nic nie umie i nic nie rozumie i do tego glupich i leniwych starych ma. "

    Ale powtórzę.
    No i właśnie dokładnie tak jest.
    Jeżeli szkoła może zrobić coś więcej niż zrobili rodzice, żeby zapewnić dziecku optymalny rozwój, to ma to zrobić.
    Dalsza dyskusja nie ma sensu, wszystko już zostało napisane.
  • 15.03.13, 10:25
    > Jeżeli szkoła może zrobić coś więcej niż zrobili rodzice, żeby zapewnić dziecku
    > optymalny rozwój, to ma to zrobić.
    > Dalsza dyskusja nie ma sensu, wszystko już zostało napisane.

    Zawsze myslalam, ze szkola to jednostka edukacyjna i jej glownym zadaniem jest ... edukowanie dzieci. Nie jest to na pewno z zalozenia osrodek zastepujacy leniwych rodzicow w kazdym aspekcie wychowania dziecka chociaz wydaje sie, ze dla niektorych rodzicow byloby to super rozwiazanie. Mama z tata wydawaliby instrukcje, listy zyczen i wymagan, skladaliby rozliczne skargi i zazalenia i czekali na gotowe rezultaty - bo oni placa podatki i na wychowanie wlasnych dzieci nie maja czasu/ochoty/umiejetnosci. Czyzby tak bylo w Polsce? TOTALNA BZDURA.
  • 15.03.13, 10:49
    steph13 napisała:

    > Zawsze myslalam, ze szkola to jednostka edukacyjna i jej glownym zadaniem jest
    > ... edukowanie dzieci. Nie jest to na pewno z zalozenia osrodek zastepujacy le
    > niwych rodzicow w kazdym aspekcie wychowania dziecka chociaz wydaje sie, ze dla
    > niektorych rodzicow byloby to super rozwiazanie. Mama z tata wydawaliby instru
    > kcje, listy zyczen i wymagan, skladaliby rozliczne skargi i zazalenia i czekali
    > na gotowe rezultaty - bo oni placa podatki i na wychowanie wlasnych dzieci nie
    > maja czasu/ochoty/umiejetnosci. Czyzby tak bylo w Polsce? TOTALNA BZDURA.

    Miałam już nic nie pisać, ale...
    To co jest obowiązkiem szkoły, ustala państwo. Nie są to jakieś listy życzeń zwariowanych rodziców.
    Nie wiem na pewno, ale tak mi się wydaje, że szkoły powstały właśnie po to, żeby był powszechny dostęp do edukacji dla wszystkich. Głównie dla tych którzy nie dbali o edukację dzieci (bo np. nie wiedzieli jak, nie mieli środków, nie chciało im się).
    Edukacja to jest szerokie pojęcie.

    W Sparcie problem z osobami, które były słabsze, rozwiązywano inaczej, ale my żyjemy w społeczeństwie, które pomaga słabszym. Właśnie po to, między innymi płacimy podatki.

  • 15.03.13, 10:57
    ko36 napisał(a):

    > W Sparcie problem z osobami, które były słabsze, rozwiązywano inaczej, ale my ż
    > yjemy w społeczeństwie, które pomaga słabszym. Właśnie po to, między innymi pł
    > acimy podatki.
    Jeszcze zapomnialas wspomniec o metodach Hitlera aby calkowicie zasluzyc na Drama Queen Award.
  • 15.03.13, 11:02
    steph13 napisała:

    > ko36 napisał(a):
    >
    > > W Sparcie problem z osobami, które były słabsze, rozwiązywano inaczej, al
    > e my ż
    > > yjemy w społeczeństwie, które pomaga słabszym. Właśnie po to, między inny
    > mi pł
    > > acimy podatki.
    > Jeszcze zapomnialas wspomniec o metodach Hitlera aby calkowicie zasluzyc na Dr
    > ama Queen Award.

    Aż tak drastycznych przykładów nie chciałam podawać, ale faktycznie zgadzam się, nasuwa się samo.
  • 15.03.13, 10:36
    ko36 napisał(a):

    > steph13 napisała:
    > > Rozumiem z twojego cytowanego wpisu, ze jesli dziecko nie chodzi to ... s
    > zkola
    > > ma nauczyc? Ja przychodzi do szkoly w pieluchach to szkola ma wytrenowac?
    > Jesli
    > > widelca trzymac nie potrafi to szkola nauczy? Czyli rodzice odstawiaja
    > surowy
    > > material pod brame w wrzesniowy poranek i w lipcu odbieraja gotowy produ
    > kt? Y
    > > ou couldn't make it up!
    >
    I jeszcze jedno.
    Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy muszą wiedzieć czego się uczy dzieci w szkole podstawowej i czym muszą się zajmować nauczyciele.
    Podam kilka przykładów: nauczyciele wycierają dzieciom pupy, uczą posługiwania się sztućcami, poprawnego siedzenia przy stole , sznurowania butów, zapinania zamków itp.
    Wymaga to oczywiście dużo większego wysiłku ze strony nauczycieli. Ale to jest codzienność.
    Każde dziecko czy to niepełnosprawne w większym lub mniejszym stopniu, czy potrzebujące wsparcia w nauce języka angielskiego, czy nauczyć się posługiwać widelcem, ma dostać pomoc i wsparcie takie, jakiego potrzebuje.

  • 15.03.13, 10:55
    ko36 napisał(a):
    I jeszcze jedno.
    > Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy muszą wiedzieć czego się uczy dzieci w szkol
    > e podstawowej i czym muszą się zajmować nauczyciele.
    > Podam kilka przykładów: nauczyciele wycierają dzieciom pupy, uczą posługiwania
    > się sztućcami, poprawnego siedzenia przy stole , sznurowania butów, zapinania z
    > amków itp.
    > Wymaga to oczywiście dużo większego wysiłku ze strony nauczycieli. Ale to jest
    > codzienność.
    > Każde dziecko czy to niepełnosprawne w większym lub mniejszym stopniu, czy potr
    > zebujące wsparcia w nauce języka angielskiego, czy nauczyć się posługiwać widel
    > cem, ma dostać pomoc i wsparcie takie, jakiego potrzebuje.

    No to ja ci jeszcze powiem, ze moje dzieci zaczely prep school zaraz po 3ich urodzinach i wsrod warunkow przyjecia do szkoly bylo, ze dzieci byly bez pieluch, potrafily poslugiwac sie toaleta, jesc przy stole czy zalozyc plaszcz czy buty. Tak, czasami nauczyciel pomogl zawiazac sznurowadla ale nie byla to jego glowna funkcja w dniu szkolnym. O jezyku nie wspominam bo to byly inne czasy kiedy na cala szkole moglo zdarzyc sie jedno dziecko z innego kraju i wtedy rodzice fundowali osobna language tuition aby dziecko jaknajszybciej wpadlo w regularny tok zajec.
    Jesli obecnie jest tak jak mowisz to nie dziwie sie kiedy media podaja, ze top graduates unikaja zawodu nauczyciela.
  • 15.03.13, 10:59
    Zawód nauczyciela, jest niewyobrażalnie ciężki.
    Moim zdaniem oczywiście.
    Podziwiam.
  • 15.03.13, 11:44
    > Podam kilka przykładów: nauczyciele wycierają dzieciom pupy, uczą posługiwania
    > się sztućcami, poprawnego siedzenia przy stole , sznurowania butów, zapinania z
    > amków itp.

    ? Pracowalam w dwoch roznych szkolach i nie wolno nam bylo wejsc do toalety z dzieckiem. Jesli byly 'wypadki' trzeba bylo zabrac dziecko do specjalnie zarezerwowanego na to pomieszczenia (toaleta dla doroslych, pokoj medyczny itp) i ze swiadkiem poczekac, az dziecko zmieni ubranie. Samo. (pisze o infants). W ekstremalnych przypadkach (special needs) mozna bylo dziecku pomoc. Nie wiem jak jest w innych rejonach, ale tu gdzie mieszkam (na podstawie tych dwoch szkol i kilku innych, gdzie chodza dzieci znajomych) nie wolno pomagac w toalacie, nauczyciele musza jednak przyplnowac, zeby dziecko zrobilo co trzeba w miare dokladnie. Jesli chodzi o nauke ubierania sie- dzieci same sie ubieraly - buty trzeba bylo sznurowac ze wzgledu na bezpieczenstwo, ale rzepy, guziki - to juz same dzieci. I to samo z zakladaniem swetrow - z tylu na przod, na lewa strone - jak zalozyli tak chodzili. W przypadku pomocy przy ubieraniu i nauczaniu dziecka tych czynnosci - nie ma chyba zadnych przeciwskazan, ale po prostu nie ma na to czasu. To samo z nauka jedzenia sztuccami - nigdy sie nie spotkalam z tym,,zeby nauczyciel tego uczyl i w zyciu bym tego nie oczekiwala od szkoly. Ale tak jak pisalam, doswiadczenia mam tylko z dwoch szkol z outstanding ofsted (plus kilka innych zaslyszanych historii). Ale to temat na osobna dyskusje, ktora zreszta juz sie tu kiedys toczla.
  • 10.03.13, 14:39
    Nasuwa mi sie kilka pytan, po przeczytaniu twoich postow:
    - skad wiesz, ze twoje dziecko nie rozumie polowy lekcji?
    - skad wiesz, ze dzieci go nie lubia?
    - skad wiesz, jaki jest jego poziom komunikacji w angielskim?
    - czy w domu macie polska TV?
    Puszczanie bajek po angielsku to za malo. Jesli twoje dziecko nie nauczylo sie jezyka chodzac na 6h do szkoly, to trzeba koniecznie mu pomoc. Zapisac na zajecia sportowe w lokalnym sports centre - listy zajec i godzin dostepne online. Na netmums sprobowac znalezc mame z dzieckiem/dziecmi w podobnym wieku i wybrac sie wspolnie do parku albo softplay. Zaprosic chlopca (mowiacego po angielsku) z klasy, ktorego twoj syn lubi na zabawy do domu. Kupic gre do grania cala rodzina, w ktorej bedzie trzeba uzywac angielskich slowek. Na internecie masz mase gier dla dzieci, w ktore twoj syn moze pograc, zeby sobie ten angielski podciagnac. My mamy gre Rory's Story Cubes i moj 5-latek pieknie opowiada hitoryjki po angielsku. W domu mamy tylko ang. tv, ale mowimy po polsku, czytamy polskie ksiazki i angielskie. Czy twoj syn sie czyms interesuje? Kup mu ksiazke po angielsku o tym i czytajcie razem po angielsku, czego nie rozumie, tlumacz na polski. Na pewno ten niedosluch moze byc powodem slabej nauki jezyka i trzeba sie tym zajac.
  • 11.03.13, 02:44
    Czytam...czytam.....też mamy problem z dzieckiem 12 lat w szkole.Wnuczka zaczęła kolegować się z dziewczynką z Polsko (matka)-Pakistańskiej (ojciec) rodziny.Kilka miesięcy się kolegowały.Kiedy koleżanka za szkołą zaczęła z innymi popalać trawkę Wnuczka odsunęła się od Niej bo nie chce koleżanki paląco - łobuzującej i wtedy zaczely się szykany,wyzwiska a ostatnio napusciła poza terenem szkoły koleżanki i Wnuczka została pobita.Zamiast na lekcje wróciła do domu.Była Policja,lekarz,przeprosiny i NIC!!!Żadnych konsekwencji.Wnuczka nie chce chodzić do tej szkoły.Uczy się dobrze,ale NIE chce do TEJ szkoły.Co robić? Koleżanka zanim napuściła na pobicie inne koleżanki zabierała Wnuczce kanapki,wylewała Jej soki na głowę ,które Wnuczka kupiła w sklepiku , ubliżała....Nikt tego nie widział,albo nie chciał widzieć.Nauczyciele na skargi nie reagują. Była koleżanka Wnuczki przewodniczy w "Jaraniu i buntowaniu!".Jak iść do Ojca jak to Pakistańczyk (wiemy gdzie pracuje),a adresu do matki nie znamy?Co robić?Dziecko do szkoły nie chodzi...z nikąd pomocy.Nowa szkoła się znajdzie ,ale po wakacjach a co do wakacji? Czy ktoś może coś doradzić?
  • 11.03.13, 08:43
    A gdyby był Anglikiem to jakbyscie do niego poszli? Mniej wiecej tak samo idzie sie do Pakistanczyka.
  • 11.03.13, 08:46
    ebe-10 po 1. iśc do dyrektora szkoły i wyjaśnić sytuacje (o ile juz tego nie zrobiliście)
    2. iść do council i powiedziec im o prześladowaniu w szkole, a najlepiej napisac do nich pismo w tej sprawie, opisując cała sytuację, uzywając słów takich jak bullying, napisać o pobiciu i o tym, że szkoła nie zareagowała na Wasze skargi.
    Napiszcie do councilu, że wnuczka musi w trybie natychmastowym zostac skierowanna do innej szkoły i że sytuacja gdzie dziecko bullingowane w szkole nie otrzymuje pomocy i musi siedziec w domu, podczas gdy jej oprawcy spokojnie chodza sobie do szkoły, jest nie do zaakcetptowania. Musicie wyraźnie dac znać, że nie chcecie czekac na przydział szkoły do września. Założe się, że dobrze sformułowane pismo do council zdziała wiecej niż jakiekolwiek słowne prośby.
  • 11.03.13, 08:50
    a do ojca tej dziewczyny to nie widze za bardzo powodu, żebyscie szły. Skoro była policja po tym pobiciu to chyba tez rozmawiali z ojcem tej dziewczyny ? z reszta czego teraz od niego oczekujecie ? on Wam raczej szkoły dla dziecka nie załatwi, ani tez, jak sądze, własnego dziecka ze szkoły nie zabierze.
  • 11.03.13, 12:39
    Policja była w szkole,przesłuchali Wnuczkę,dziewczynka która pobiła przeprosiła Wnuczkę a ta co namawiała wyparła się napuszczania i że Wnuczka kłamie.Choc bijąca powiedziała że została przez tamta napuszczona,ale Dyrektorka powiedziała że wierzy tamtej że nie napusciła nikogo na Wnuczkę.Kazali Wnuczce przyjść do szkoły że będzie bezpieczna w szkole,ale pobicie było w drodze do szkoły...a Córka ma 1-roczne dziecko i nie może Wnuczki odprowadzać do szkoły i spowrotem.Jeździ autobusem około 30 minut...Co do Ojca Pakistańczyka to mają Swoja kulturę i zdanie na temat kobiet więc dlatego nie wiemy czy jest sens iść do Ojca Pakistańskiej narodowości.Nie wiemy czy rodzice tamtej dziewczynki wiedzą coś na temat córki i Jej złego zachowania.Córka była z Wnuczką u lekarza ,ale dali skierowanie do Psychologa a ten nic nie poradzi.Głowa Wnuczke bolała kilka dni od bicia.No i stanęło na Niczym.Ja jestem w Polsce,a córka z dziećmi w Angli.Byłam niedawno miesiąc czasu u Nich i widziałam jak Wnuczka się źle czuje z taką sytuacją.Bardzo przeżywa szykany i napastowanie ze strony byłej koleżanki.Widziałam jak Wnuczka wróciła ze szkoły ze sklejonymi włosami od wylanego soku na głowę,miała żółte plamy na marynarce i koszuli.Płakała codziennie.Z Angielskim nie ma problemu uczy się dobrze.Polskie dzieci w tej szkole w ogóle są gorzej traktowane przez inne dzieci i nauczycieli. Córka do szkoły nie zostanie wpuszczona bez uprzedniego umówienia się przez telefon.Jakieś błędne koło!!!
  • 11.03.13, 12:45
    Co do Ojca Pakistańczyka to mają Swoja kulturę i zdanie na temat kobiet więc dlatego nie wiemy czy jest sens iść do Ojca Pakistańskiej narodowości.

    I on tez ma takie zdanie, czy sobie to same wymyslilyscie? Ludzie, czasem to mi rece i nogi opadaja. A do ojca nie ma co isc, ale z powodow, ktore podaly powyzej dzieczyny - takie rzeczy zalatwia sie przez szkole.
  • 11.03.13, 14:16
    Nie rozumiem czemu z rocznym dzieckiem nie moze wsiąść mama w autobus i dziecka do szkoły zawieźć?

    --
    -----------------------------------------
  • 11.03.13, 12:57
    A Co to ten Cancil? Możesz bliżej podać coś więcej?Wnuczka mówi że ta Dziewczynka ma 15-cie lat i kolegów Dilerów po 19 lat mają.Dziękuję Ci za wskazówki.
  • 11.03.13, 13:10
    A co to jest Cancil?

    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • 11.03.13, 13:20
    ebe-10 Council to coś jak w Polsce Urząd miasta i gminy. W jakiej miejscowości mieszkają ? wpisz w google nazwę ich miasta + "council" i napewno znajdziesz ich strone internetowej. Na tej stronie bedzie adres lokalnego Councilu, telefon do nich, adres e-mail..
    Najlepiej napisac do nich oficjalny list, z podaniem wszelkich potrzebnych do załatwienia sprawy danych, czyli nazwe/adres szkoły do ktorej obecnie zapisana jest wnuczka, adres gdzie wnuczka mieszka. Można napisac swoje preferencje, co do wyboru szkoły..
    Jak załatwiali szkołe dla dziecka, tą do ktorej uczęszczała ? Przeciez takie rzeczy załatwia sie własnie przez Council. Nie ma bata, 12-latka musi chodzic do szkoły bo w UK obowiązek nauki jest do 16 lat (czy teraz zmienili na 18? jak sie pomyliłam to porawcie).

    a tak jeszcze na marginesie to czemu córka nie może z rocznym dzieckiem odprowadzac starszego dziecka do szkoły ? :) ja starszaka prowadzałam od początku, jak młodszy sie urodził, czyli był wtedy noworodkiem.
  • 11.03.13, 14:13
    na jutro jestem umówiona na rozmowe z DEREKCJĄ. Dzisiaj zgłosiłam sprawe nauczycielce - wyjaśniając, że nie chcę rozmawiac przy innych dzieciach z klasy.
    Jutro zobaczymy.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/km5sjw4zbw61htud.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/bl9ctrd8j28b64cc.png
  • 11.03.13, 16:18
    Już wszystko wiemy gdzie się udać ,tez córce mówiłam że z młodszą Wnusią może jeździć i odwozić starszą do szkoły,ale Wnuczka boi się iść do tej szkoły.Ja to rozumię ,Pani...ale córce tłumaczyłam że MUSI jeździć z dzieckiem do szkoły ,zmieniać się z partnerem i jakoś dadzą radę.Jest zgłoszone do Oświaty i szukają innej szkoły.Najbardziej jestem zdziwiona postawą szkoły! Dzięki Kobiety że jesteście i doradzicie dzięki Wam wstępuje we Mnie wiara w drugiego człowieka!
  • 11.03.13, 16:28
    też uważam że robicie z igły widły jeśli chodzi o Grubcia czy Grubego. dzieci mają różne ksywki w domach i nie uważam by zaburzało to ich rozwój - czy psychiczny czy emocjonalny czy jakikolwiek.
    są większe "grzechy" rodziców bardziej odbijające się na dziecku.
    a określenia? są różne. sama często używam innych określeń do dzieciaczków właśnie pieszczotliwie. bo czy np. Robaczki to coś złego?



  • 11.03.13, 17:06
    Robaczki bardzo ladnie, Owsiczki juz nie. Grubcio niby ma byc uroczo i przekornie, a polowa z nas ma przed oczami cos niezbyt pozytywnego.
  • 12.03.13, 00:17
    Przestańcie juz z tym Grubciem, nie to jest problemem, domowy język nie wasza sprawa.
  • 12.03.13, 17:39
    no i byłam.
    Rozmawiałam z Dyrektorką - spokojna, rzeczowa rozmowa - staram się zawsze na początku być grzeczna - po co robić wiję, spokojnie można wiele więcej załatwić. Rozmowa w obecności pedagoga.
    Matka dziecka będzie wezwana do szkoły a ja otrzymam protokół ze sprawy.

    Rozmawiałam też w sprawie postępów w nauce Wojtka i tu mały error - otóż Pani Dyrektor wychwalała mojego syna jak to On dobrze daje sobie radę... Więc chyba oprócz szczęścia w życiu (???) odziedziczyło też zapędy do perfekcjonizmu - a to przekleństwo jest....
    Do tego otrzymałam pochwałę, że pracujemy z dzieckiem w domu

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/km5sjw4zbw61htud.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/bl9ctrd8j28b64cc.png
  • 12.03.13, 18:55
    A powiedzialas, ze twoim zdaniem jest mozliwe, ze nie rozumie polowy lekcji itd? Moja corke i mnie tez pani nauczycielka wychwalila, ze takie postepy ze ojojoj, ale zwrocilam jej uwage na kilka rzeczy, ktore ja wychwycilam i z niektorymi sie zgodzila, obiecala popracowac w miare mozliwosci.
    Ciesze sie, ze dyrektorka nie wykrecila sie sianem, dobrze, ze widzi, ze nie ignorujesz problemow dziecka. Ciekawa jestem co mama malego diabla wymysli.
  • 12.03.13, 19:31
    chwali sie dziecko, za to ze robi postepy
    ze sie stara
    ze slucha nauczyciela

    czego sie w tym czasie nauczy - to juz inna sprawa - dlatego sa osobne oceny za wiedze a inne za attainmenta i jeszcze osobna za effort
  • 12.03.13, 19:33
    > Rozmawiałam też w sprawie postępów w nauce Wojtka i tu mały error - otóż Pani D
    > yrektor wychwalała mojego syna jak to On dobrze daje sobie radę... Więc chyba o
    > prócz szczęścia w życiu (???) odziedziczyło też zapędy do perfekcjonizmu - a to
    > przekleństwo jest....
    > Do tego otrzymałam pochwałę, że pracujemy z dzieckiem w domu

    To skad sie wzielo, ze:
    a) nie radzi sobie w szkole
    b) jest z tego powodu agresywny
    c) nie jest lubiany, bo nikt go nie rozumie

    skoro radzi sobie tak swietnie wedlug dyrektor?

    Ag
    --
    the world as I see it
    www.flickr.com/jazzwink/
  • 14.03.13, 21:51
    No i prosze, tak mi cisnienie skoczylo po przeczytaniu tej dyskusji, ze puste posty wysylam;)
    Po pierwsze troche mnie dziwi, ze w watku obok niektorzy tak sie strasznie oburzyli na uzycie slowa "czarny", rasizm wyplynal natychmiast i jak to wszyscy sa rowni. No wlasnie, sa. Polskie dzieci majace problemy z jezykiem angielskim w szkole tez chyba powinny byc rowne, czy nie? Abstrahujemy od rodziny, jakosci wsparcia czy powodow przybycia na wyspy - dziecko to dziecko, podobnie jak ciemnoskory to ciemnoskory bez wzgledu na to skad pochodzi, jaki ma wzrost, co jada na obiad i ktorym jezykiem wlada. Zgadza sie?
    Po drugie, co do placenia podatkow - zapewniam (i przypuszczam o to autorce poruszajacej ich placenie chodzilo), ze wszyscy angielscy - i nie tylko - rodzice(czarni, biali i laciaci), placacy podatki lub nie beda walczyc o to, co sie ich dziecku nalezy (jezeli oczywiscie maja swiadomosc, ze prawnie to cos im sie nalezy). Polska matka oczekujaca od angielskiej szkoly tego, co szkola MA USTAWOWY OBOWIAZEK zapewnic jest be, ale angielska w takiej samej sytuacji jest cacy (to w nawiazaniu do tych angielskich znajomych, co to dzieci SEN winia za niski poziom nauczania - tak bardzo upraszczajac oczywiscie). Straszne z was rasistki.
    Co do tego co szkola ma obowiazek, to ma ona zapenic warunki do optymalnego rozwoju dla kazdego dziecka, od geniusza calkujacego zajaczki w reception, po "polskiego glaba" ktory przyjechal nie wiadomo skad, do nijakiej szkolym chodzil, nic nie umie i nic nie rozumie i do tego glupich i leniwych starych ma. W jaki sposob to robi, zalezy od gminy, szkoly, ilosci dzieci z SEN w danej szkole, jakosci SENCO oraz wielu innych czynnikow. Nie kloce sie z oczywistym faktem, ze jak dziecko ma z czyms problem, to rola rodzica jest to dziecko wesprzec i mu pomoc, ale nie do konca jest tak, ze szkola nie musi nic a za wszystko rodzice sa odpowiedzialni. Jednak jak w wielu dziedzinach zycia, jak rodzice nie zawalcza o swoje dziecko, to roznie z ta pomoca moze byc.
    No i jeszcze jedno- dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi to sa dzieci, ktore w procesie swojej edukacji maja jakies dodatkowe potrzeby, bez ktorych zaspokojenia ta edukacja nie bedzie w przypadku danego dziecka efektywna. W przypadku polskich dzieci slabo wladajacych angielskim taka potrzeba to dodatkowe wsparcie, zeby sie jezyka nauczyly a nie ich "polskosc".
  • 14.03.13, 21:59
    Dokładnie o to chodzi!
    Dziękuję za ten głos.
  • 14.03.13, 23:05
    ko36, pieknie by bylo, gdyby tak wszystko dzialalo jak jest w zalozeniach.

    mozna spedzic wiele czasu, energii, stoczyc wojny w szkole,
    pisac listy i odwolania i w koncu uzyskac pomoc, ktora nam sie prawnie nalezy.
    a mozna tez cala ta energie skierowac na wlasne dziecko i zaczac pracowac samemu,
    aby jak najszybciej pomoc mu w trudnej sytuacji.
    zauwaz, ze szkola nie widzi nawet problemu - chlopak sobie podobno swietnie radzi!
    ja to odczytuje jako: pomocy nie potrzebuje!

    w idealnej szkole chlopak mialby pomoc jezykowa, i to, i tamto i nie wiadomo jeszcze co.
    w idealnej szkole sytuacja pobicia nie miala by miejsca.
    ale rzeczywistosc jest niestety inna.

    chodzi mi o to, aby na pierwszym miejscu postawic potrzeby dziecka,
    niektore osoby wyciagaja nawet dzieci ze szkol i ucza je w domu.

    oczywiscie, nalezy rozmawiac ze szkola, prosic o pomoc i tlumaczyc.
    ale chyba tylko ktos naiwny oczekuje, ze to rozwiaze wszystkie problemy.
  • 14.03.13, 23:18
    Dlatego tak jak piszesz:
    "należy rozmawiać ze szkołą, prosić o pomoc i tłumaczyć".
    To przynosi efekty.
    Odpowiednie działania podjęte w szkole są o tyle istotne, że dziecko spędza w niej większość dnia. To są najlepsze godziny na naukę. Trzeba je dobrze wykorzystać.

  • 15.03.13, 10:06
    O czym w ogole jest ta dyskusja?

    1. Chlopak zostal pobity w szkole. Niewazne, czy dzieci w tym wieku sie bija, czy nie. Chlopak byl solidnie pobity. W takim przypadku rodzice ida do szkoly, rozmawiaja z dyrekcja i w grzeczny acz stanowczy sposob domagaja sie wyjasnienia sprawy oraz przyjrzeniu sie, czy w gre nie wchodzi przesladowanie.

    2. Matka jest sfrustrowana, zagubiona i nie za bardzo rozumie system. Raz jej sie wydaje, ze dziecko ponosi kompletna porazke, po chwili pocieszenia ze strony szkoly wydaje jej sie, ze dziecko radzi sobie swietnie. Owszem, obowiazkiem szkoly jest wyrownanie szans i jesli dziecko mialo miec dodatkowe zajecia, to powinno je miec (choc wszyscy sobie zdajemy sprawe z tego, ze dopoki dziecko nie ma czegos zapisanego w orzeczeniu, to jest to wylacznie wypadkowa dobrej woli szkoly oraz determinacji pracownikow szkoly i rodzicow). Jak widac szkola nie jest specjalnie zdeterminowana. Jak bardzo zdeterminowana jest matka? Czy np. jest zdeterminowana na tyle, by co tydzien pytac szkole, czy pojawil sie juz ktos, kto poprowadzi zajecia dodatkowe dla syna? A moze jest na tyle zdeterminowana, zeby zainicjowac znajomosc z dziecmi, ktore dobrze wladaja jezykiem?
    Naprawde, kazdy ma tutaj zakres obowiazkow, z ktorych moze byc rozliczony w bardziej lub mniej surowy sposob.

    3. Doswiadczenia rodzicow dzieci autystycznych z systemem edukacji sa takie same, niezaleznie od tego, czy rodzice sa imigrantami czy nie. System najczesciej dziala przeciwko nim i kazdy, absolutnie kazdy mowi o "batalii", wiec nie mieszajmy problemow.

    4. Mimo ze bardzo matce wspolczuje i z wieloma jej problemami sie identyfikuje, to mnie rowniez razi uzywanie popularnych przezwisk jako pieszczotliwych ksywek. Niewazne jak bardzo ktos mnie kocha, jesli zwraca sie do mnie per "stara ruro" to musze sie wykazywac spora doza naiwnosci jesli dziwi mnie reakcja ludzi, ktorzy to slysza. Naprawde nie obchodzi mnie, ze np. w mojej rodzinie mowi sie na dziecko piszczotliwie "lobuziak" lub w chwili nerwow "gowniarz" i razi mnie, kiedy ludzie tak mowia. Wiec nie dziwie sie, ze tyle ludzi zareagowalo na okreslenie "Gruby".
    Podobnie nie za bardzo rozumiemm co ma do rzeczy informacja, ze matka jest "najwieksza beneficiara na dzielni". No i co z tego? A gdyby nie byla to czy dziecko byloby mniej pobite?
  • 15.03.13, 11:07
    Masz racje golfstrom, cala dyskusja zjechala z torow do czego ja sama tez sie przyczynilam.
    Jak rowniez zgadzam sie calkowicie z twoja logiczna ocena tej konkretnej sytuacji. Zalozycielka watku powinna skorzystac z twoich opinii we wszystkich 4 punktach dla dobra swojego syna.
  • 19.03.13, 20:01
    Golfstrom:
    3. Doswiadczenia rodzicow dzieci autystycznych z systemem edukacji sa takie same, niezaleznie od tego, czy rodzice sa imigrantami czy nie. System najczesciej dziala przeciwko nim i kazdy, absolutnie kazdy mowi o "batalii", wiec nie mieszajmy problemow.

    Ja jakoś nie mam takiego zdania, syn ma świetna pomoc.
    Od playgrupy przez przedszkole i teraz szkole.
    Wczoraj mieliśmy wizytę nauczyciela i asystetki która zajmuje sie synem.
    Wszystkie problemy od września rozwiązują pomagają podpowiadają.
    Mam codzienny raport ze szkoły nawet o tym ile razy syn był w toalecie i ile zjadł jedzenia.
    Czego sie uczył. Raz na pól roku jest dentysta w szkole i sprawdza zeby radzi sobie z autystami i mozna być z dzieckiem. Specjaliści sa na miejscu pokój IS , OT logopeda.
    Fakt ze w naszym rejonie to najlepsza Szkola dla autystow i rodzice nawet kierują sprawę miejsca dla dziecka dla sadu.


    Ja na miejscu autorki znalazłaby nowa szkole, szkoda dziecka a Szkola ma gdzieś. Zeby nikt nic nie zrobił przez taki okres czasu???
    -----------------------
    Myśl o tym co mówisz...
    Nie mów tego co myślisz...
  • 20.03.13, 10:24
    moja koleżanka właśnie ze wzgledu na szkołę się przeprowadziła,jedno z jej dzieci jest autystyczne,w jakiej częsci anglii mieszkasz?Ona też mówiła że musi sie wyprowadzić bo młody dostał miejsce w najlepszej szkole w Anglii...I szczerze mówiąc widząc ją po półtorej roku,on jest niedopoznania,naprawde.
    --
    szczęsliwa mama dwóch córek i dwóch synów :)
  • 15.03.13, 12:23
    Dzieciaki go nie lubią, bo nie rozumieją, w
    > iecznie ktoś go szturcha, popycha.
    > Żal mi chłopaka - aż się poryczałam no...

    Sabaudia, a logopeda kiedykolwiek do Was przychodzil? do domu albo do skzoly? Bo to sie dziecku nalezy- wprawdzie 2 lata czekalismy zanim przyszedl do domu ale dostalismy materialy do przerabiania w domu. Potem przez 8 mies nic i dostalam wezwanie do skzoly na 3 sesje w kwietniu- wiec jak sie jest w kolejce to w koncu sie doczeka-poza tym wtedy panie w szkole widza ze szukasz pomocy i ze dziecko ma klopoty z mowa,wiec mowia wolniej wyrazniej a to duzo dziecku pomaga,bo w szkole wiadomo jest glosno. U nas uswiadomienie szkoly ze synek mial przez 2 lata glue ear i klopoty ze sluchem wiec mowa sie nie rozwinala smoistnie jak u innych dzieci -duzo pomoglo.
  • 15.03.13, 12:44
    > Gruby ma STRASZNE problemy z pamięcią, czasowe niedosłuchy i nadpobudliwość - n
    > ie napisałam tego wyczerpująco - sorry.
    > Wszystkie dokumenty z Polski przetłumaczylam i dałam do szkoły - i dooopa wielk
    > a!
    > Ja sama Jego nauczycielki czasem nie rozumiem...
    >
    > W domu conajmniej 15 minut (dłużej się nie skupi, nie ma bata) uczymy się język
    > a (uczymy się wspólnie), puszczamy bajki po angielsku.

    Sabaudia ja cie rozumiem bo tez moj synek ma problemy. czytam Twoje wypowiedzi i zal mi synka i Ciebie tez bo wiadomo serce matki cierpi a najgorsza bezradnosc. Wiem ,ze to byloby ciezko,ale czy moglibyscie CALKOWICIE odciac mu telewizor i zadnych gier komputerowych zamiast tego gry edukacyjne- polecam orchard plus inne planszowki a jak nie pada to wycieczki w plener czy do play zone, czytanie ksiazek, jakies crafts, cokolwiek lubi albo moglby polubic byle nie telewizja- bo ona nie tylko nie rozwija mowienia ale uposledza. Jest to udowodnione w licznych badaniach.Mozna napwno wygoglowac:
    lej.cuchicago.edu/early-childhood-education/the-effects-of-video-and-television-on-young-children-research-and-reflection-for-christian-educators/
    Nie chce sie wymadrzac ale my tak zrobilismy i postep byl juz po tygodniu, a potem jak telewizor wrocil do pokoju to nawet nie byl zainteresowany ogladaniem. Mam obecnie na tapecie moduly na studiach pt First and second language acqusition plus weryfikuje teorie w praktyce porownujac do mioch dzieci. Wiem,ze kazde dziecko inne- ale inne matki tez mi to potwierdzily- Angielki, ze 'cut the teller'u nich pomoglo na problemy z pamiecia, mowa i zachowaniem. Jakbys miala pytanie to ja chetnie odpowiem:)
  • 19.03.13, 14:36
    Gdy moja córka miała 4 lata byłyśmy 3 miesiące w Irlandii. Tam stwierdziłam, że to jest idealna okazja by dać początek nauce nowego języka. Mówiłam do niej po polsku oraz angielsku. W sklepach wiele razy używałam tylko ang nazewnictwa produktów. Efekty było widać bardzo szybko.

    Po powrocie do PL, córka poszła do przedszkola. Tam miała zajęcia z ang. Ponadto dodatkowo chodziła na kurs. Później w pierwszej klasie szkoły podstawowej tak samo. Angielski w szkole oraz kurs. Czyli 3 lata nauki języka obcego do momentu wyjazdu do Szkocji.

    W domu najczęściej pracowałam z nią na fiszkach - co przyniosło efekty w postaci tego iż wiedziała jak nazywają się po ang różne słowa.

    Przed samym wyjazdem brałyśmy jeszcze dodatkowo lekcje z konwersacji wspólnie. I tam się załamałam. Po 3 latach nauki ang nie potrafiło się przedstawić, powiedzieć gdzie mieszka...I takich podstaw. W dodatku, będąc na plaży spotkała dziewczynkę Norweżkę w jej wieku, która po ang zasuwała tak, że mi aż wstyd było...

    To tak nawiązując do wcześniejszych komentarzy na temat rodziców, którzy wrzucają swoje dzieci na głęboką wodę. Moje dziecko, mimo nauki na nową szkołę i tak było nieprzygotowane.

    Po ponad pół roku szkoły, młoda rozmawia, pisze wypracowania i porozumiewa się z koleżankami w języku angielskim, mimo, że w pierwszym miesiącu codziennie musiałam ją pocieszać i ładować pozytywną energią na następny dzień. Sama sobie nie wyobrażam, gdyby ktoś mnie teraz wywiózł do Chin, posadził w ławce i kazał się dogadać....

    Wg mnie szkoła spełnia swoje zadanie w stu procentach i jestem szczerze z niej zadowolona.

    Wracając do koleżanek mojej córki uciekam się czasami do małych sztuczek. Np, na tłusty czwartek narobiłam faworków dla całej klasy i opisałam po krótce świętowanie tego dnia. W power poincie - pani wyświetliła na tablicy całej klasie.
    Po powrocie ze świąt z PL również pokaz zdjęć plus opis naszej tradycji...itp, itd...

    To takie trochę przekupstwo, ale na dzieci działa;)
    Ale też bardzo fajnie jest usłyszeć pod szkołą chóralne "Goodmorning Olivia's mum!"
    Zapraszamy inne koleżanki do domu, i zachęcam młodą do zabawy nawet gdy nie rozumie. Często rozmawiamy o zachowaniu innych i o tym co powinna w takiej sytuacji zrobić.

    Nie wiem jakie są procedury kiedy dziecko jest agresywne, nie skupia się. Wiem, jednak, że wkład własny takich mam jak my jest niewyobrażalnie ciężki, a praca naszych dzieci najcięższa i one muszą wiedzieć, że mogą na nas polegać, że mogą się do nas zwrócić w każdej chwili.

    Mojej koleżanki syn, który w zasadzie wychowany tutaj, miał bardzo podobną sytuację. W dodatku był gnębiony przez inne polskie dzieci. Koleżanka zmieniła mu szkołę i to było najlepsze co mogła dla niego zrobić. Począwszy od zmiany towarzystwa po nauczycieli, którym było wcześniej wszystko jedno. Wszelkie problemy jak ręką odjął.

    Powodzenia
    --
    Mam ciało osiemnastolatki!
    Trzymam je ukryte w szafie;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.