Dodaj do ulubionych

Prowadzanie dziecka do/ze szkoly

15.06.13, 14:08
Czy ktos wie ile FORMALNIE lat musi miec dziecko,zeby samo moglo chodzic do/ze szkoly?
Edytor zaawansowany
  • marninor 15.06.13, 14:19
    u nas w szkole formalnie w y4.
  • londynwarszawaparyz 15.06.13, 14:30
    zapytaj w szkole. u nas od year 5 bodajze, w kazdej szkole sa wyjatki od reguly, i w kazdej jest inaczej.
  • carmelaxxx 15.06.13, 14:55
    wszystko zalezy od szkoly i czasem idywidualnie mozna ustalic. Moj syn byl pod koniec y3 i czasem sam chodzil i wracal, ale mielismy bardzo blisko i bylo to ustalone z nauczycielem , szkole widzialam z okna sypialni.
    Jak sie przeprowadzilismy ,syn mial dalej i ja go prowadzalam i pod koniec y5 zaczol sam chodzic do szkoly a teraz w y6 sam chodzi i sam wraca. Do szkoly ma ok 400 m.
  • kalpa 15.06.13, 15:43
    Formalnie 10...
    A reszta zależy od szkoły.
    U mnie dopiero w y.6 może, a mnie to kosztuje fortunę :( Bo nie dość, że płacę za after school club, to jeszcze za odprowadzenie do domu.
    wrr
    --
    Taniec i wiatr to moje żywioły!
  • yumemi 15.06.13, 15:50
    W szkole sredniej sami chodza zwykle. W podstawowce sie dzieci zaprowadza do szkoly, czasem w Y6 moga chodzic sami, ale wedlug mnie nie ma gdzie sie spieszyc:)
    --
    -----------------------------------------
  • podkocem 15.06.13, 18:18
    Ile lat maja dzieci w y6?
    --
    Niecodziennik
  • yumemi 15.06.13, 21:59
    podkocem napisała:

    > Ile lat maja dzieci w y6?
    Srednio 11 lat.
    --
    -----------------------------------------
  • podkocem 15.06.13, 23:47
    czyli legalnie mogą być puszczane same do szkoły dopiero od 12 rz??? O materdej! Mam wyrodną matkę - ja chodziłam sama tak gdzies od drugiej klasy podstawówki. A mówią, że to w Polsce matki są przewrażliwione :P
    --
    http://www.abotak.com/images/banner.gif
  • szczur.w.sosie 16.06.13, 00:07
    Nie wierzę, że to jakiś przepis. Mówię, że 7-8 lat spokojnie same chodzą jak mają w miarę blisko, a 10-latki to miejskimi autobusami jeżdżą. Zwykle jednak rowerami. Same. Pierwsze słysżę, żeby takie duże dzieci prowadzać do szkoły. A przecież bawią się na placach zabaw i jest OK, a do szkoły nie ok?
  • yumemi 16.06.13, 10:24
    Pierwsze słysżę, żeby takie duże dzieci prowadzać do szkoły. A pr
    > zecież bawią się na placach zabaw i jest OK, a do szkoły nie ok?

    A ja pierwsze slysze ze ktos 7 latka samego do szkoly puszcza:) Kwestia wieku jest wazna bo 7 latkowi trudniej zareagowac na sytuacje gdzie np ktos go zatrzymuje na ulicy i zadaje dziwne pytania, niz 11 latkowi. Te lata to spory skok rozwojowy, emocjonalnie itp.
    Nie mowiac o tym ze odprowadzanie do szkoly to super czas na rozmowe z dzieckiem, w domu zwykle trudniej na to znalezc czas. Nie wiem po co spieszyc sie z tym zeby juz dziecko w koncu samo z domu wyszlo, skoro wiadomo ze w szkole sredniej bedzie samo chodzic:)
    --
    -----------------------------------------
  • yadrall 16.06.13, 10:49
    Ja srednio madra,ale do 2 klasy podstawowki (majac wtedy 8 lat) jezdzilam sama autobusem-fakt 2 przystanki. Bylo to za PRL (lat 80) i tak samo robila wiekszosc moich kolezanek i kolegow.

    To widze,ze czeka mnie dlugie prowadzanie mlodziezy do tejze szkoly...

    Co do tego dlaczego rodzice sie spiesza-zwykle wiekszosc rodzicow pracuje wiecej niz 6h i chyba niewielu moze sobie pozwolic na przyjemnosc spokojnej rozmowy w czasie drogi do/ze szkoly. I traktuje to jako przykry obowiazek,albo kosztowna przyjemnosc za ktora musza komus zaplacic...
    Tak mi sie wydaje.
  • almamag 16.06.13, 12:50
    yadrall my oboje pracujemy na pelny etat, a czesto i dluzej
    jak trzeba placimy i za breakfast club i za afer school club
    ale w zyciu by mi do glowy nie przyszlo traktowac odprowadzania wlasnego dziecka do szkoly jako przykry obowiazek,

    coraz szerzej oczy otwieram jak czytam kolejne watki dotyczace dzieci
    przedszkole za drogie, opieka nad dzieckiem za droga, wkacje za dlugie, odprowazanie dziecka to przykry obowiazek - przeciez to sa Wasze dzieci a nie jakies straszne niezawinione obciazenie

  • yadrall 16.06.13, 13:03
    Alma,ale w moim wypadku wynika to w duzej mierze z porownywania UK i PL. Wiem,ze to nieprawidlowe,bo realia sa inne,ale takie sa podstawy moich (tylko o sobie pisze) odczuc.
    I zapewniam Cie,ze punk widzenia (drogie/tanie itp) zalezy od punktu siedzenia. Bo jezeli ktos zarabia np. 15-20f/h to przedszkole za 4.5f/h nie jest strasznie drogie,ale jak juz zarabiasz 7f/h to w jest to poprostu duzo.

    I jeszcze jedno-akurat nie tylko ja (rozmawialam tez o tym z innymi mamami-nie tylko polkami) uwaza,ze akurat opieka nad dziecmi jest w tym kraju relatywnie droga w porownaniu do zarobkow. Co wiecej-rzad tez to widzi i probuje cos z tym zrobic np. zwiekszajac ratio w przedszkolach co w zalozeniu mialo spowodowac obnizenie kosztow przedszkoli (pomysl ponoc upadl,ale byl). Wiec to nie tylko sa moje odczucia.
  • najma78 16.06.13, 13:16
    Pytanienw jakim kraju opieka nad dziecmi jest tania? A limity wiekowe na przyprowadzanie i odprowadzanie nie ma, wystarczy tylko pisemne oswiadczenie rodzica podobnie jak nie limity nie sa okreslone na zostawianie dzieci samych w domu. Ale, jest jednak ale jesli ktos (nauczyciel, inny rodzic, osoba postronna) uzna ze dziecko nie bedzie bezpieczne pokonujac samo droge ma prawo powiadomoc odpowiednie organa, nie mowiac o tym gdyby w tej drodze do i ze szkoly cos sie dziecku przytrafilo wtedy to na rodzica spada odpowiedzialnosc i moze miec powazne klopoty. To jedna sprawa a druga to wyobraznia samych rodzicow. 7-8 latek nie jest w stanie odpowiednio zareagowac na sytuacje niebezpieczne jakie moga go spotkac. Nawet w dobrych dzielnicach nie ma gwarancji ze bedzie ok. Nie chodzi o traffic ale glownie o osoby szukajace okazji do wykorzystania dziaci :/ oprocz tego bullying ze strony starszych kolegow, narkotyki, alkohol itd. to sa realne zagrozenia. A od lat 80-tych czasy sie zmienily wiec nie ma co porownywac ze ja jezdzilam komunikacja miejska itd.choc i w tamtych czasach roznie bywalo a o wieli problemach rodzice niegdy sie nie dowiedzieli.
  • yumemi 16.06.13, 13:27
    Co wiecej-rzad tez to widzi i probuje cos z tym
    > zrobic np. zwiekszajac ratio w przedszkolach co w zalozeniu mialo spowodowac ob
    > nizenie kosztow przedszkoli (pomysl ponoc upadl,ale byl). Wiec to nie tylko sa
    > moje odczucia.

    Oczywiscie zgadzam sie ze opieka droga, ale o tym wiedzialam zanim sie na dzieci zdecydowalam. Takie realia, placimy nizsze podatki niz np Dania czy Szwecja gdzie maja duzo tansza opieke nad dziecmi.
    --
    -----------------------------------------
  • almamag 16.06.13, 14:06
    co do porownan, jak nie masz babci do pomocy w PL to koszty opieki wcale nie sa mniejsze w porownaniu do zarobkow,

    jak zarabiasz £7 na godzine, to dostajesz naprawde duza doplate do przedszkola, jak zarabiasz £15 to doplate tracisz i w rzeczywistosci koszt przedszkola zabiera duza wieksza czesc Twoich zarobkow

    koszty nie sa niskie, ale przy niskich zarobkach, masz duzo pomocy
    najtrudniejsza jest sytuacja kiedy zarabiasz wiecej niz minimum, ale jeszcze nie przyzwoicie, wtedy opieka nad dzieckiem moze zabrac i ok 80-90% jednej pensji (moje wlasne doswiadczenie)


    "zwiekszajac ratio w przedszkolach co w zalozeniu mialo spowodowac ob
    > nizenie kosztow przedszkoli (pomysl ponoc upadl,ale byl). Wiec to nie tylko sa
    > moje odczucia.
    tak genialen posuniecie, ktore zmienjszylo by koszty wlascicielom przedszkoli (o nich sie glownie rzad martwi) a nie rodzicow
  • yadrall 16.06.13, 15:26
    Alma to Ci policze:
    Zakladajac,ze masz meza co zarabia 15k/rok i sama zarabiasz 7f/h co daje 13.5k/rok i placac tygodniowo za przedszkole 180f (jedno dziecko) dostajesz doplate do przedszkola w wysokosci...34f tygodniowo. Czyli w sumie z Twojej pensji zostaje ... 84f/tydzien netto. Po odliczeniu kosztow dojazdu do pracy zarabiasz jakies 50f/tydzien :(
    Wiec teoretycznie ten zwrot wydaje sie duzy,a tak naprawde to sprawdza sie chyba tylko u samotnych rodzicow.
    Wiesz,zeby to wychodzilo inaczej to nie byloby publicznej debaty na temat: jak obnizyc koszty opieki nad dzieckiem.

    Ps. przy tych samych zalozeniach zarobkowych, majac dwoje dzieci w przedszkolu wychodzi na to,ze musialabym z pensji MEZA dolozyc jakies 10f/tydzien,bo mojej by nie starczylo na oplacenie przedszkola...
  • almamag 16.06.13, 18:17
    ale nie musisz mi liczyc, z wieloma rzeczami musielismy poczekac, az mloda skonczy przedszkole
    niestety mam taki zawod, ze nawet jak mi zostawalo 50£ miesiecznie (nie tygodniowo) z pensji, to i tak nie moglam pozwolic sobie na 4-letnia przerwe w pracy

    po prostu posiadanie dziecka, to sa wydatki
    tak jak Ci to juz ktos napisal, opieka nad dzieckiem nigdzie nie jest tania (placisz bezposrednio, albo w gigantycznych podatkach) i trzeba sie z tym liczyc
    a pisanie, ze odprowadzanie dziecka do szkoly, to przykry obowiazek jest dla mnie zupelnie nie do pojecia
  • yadrall 17.06.13, 22:01
    Wyliczylam CI,bo wczesniej pisalas,ze jak ktos zarabia owe 7f/godz to dostaje olbrzymia doplate do przedszkola co jest totalna bzdura.

    I niebardzo rozumiem dlaczego ktos na podstawie tego,ze uwazam iz zaprowadzanie i przyprowadzanie do/ze szkoly "starego" 10 letniego konia (przy zalozeniach,ze szkola jest w normalnej odleglosci,a dziecko przecietnie rozgarniete) za przykry obowiazkiek ocenia mnie jako matke.
    Do ciezkiej cholery naprawde nie musze prowadzac dziecka do szkoly,zeby miec czas z nim porozmawiac! Dla mnie niezrozumiale jest tlumaczenie,ze akurat ten czas jest niezbedny do nawiazania wiezi z dzieckiem. Przeciez jest tyle innych, cudownych mozliwosci spedzenia czasu, porozmawiania czy bycia razem,ze akurat te 7-10 minut jest mi zupelnie zbedne.
    Przy czym dla mnie przykry obowiazek oznacza glownie ograniczenie w mozliwosci podjecia pracy-coz, w wielu miejscach prace zaczyna sie duzo przed otwarciem breakfast club.

    Ps. patrzac przez okno na dzieci wracajace ze szkoly zwykle wyglada to tak,ze grupa dzieci idzie razem z przodu,a rodzice smetnie sie ciagna kilka krokow dalej-jakos nie widze tego quality time. Ale pewnie mieszkam w patologicznej dzielnicy.
  • almamag 17.06.13, 22:40
    > Wyliczylam CI,bo wczesniej pisalas,ze jak ktos zarabia owe 7f/godz to dostaje o
    > lbrzymia doplate do przedszkola co jest totalna bzdura.

    nie wiem skad sie wziely Twoje wyliczenia, ale osoba zarabiajaca ok min stawki dostaje do 80 % dofinansowania do opieki przedszkolnej, czyli zdecydowanie wiecej niz kwota, ktor podalas, albo nie liczylas pobytu w przedszkolu full time

    10-latek to nie jest dziecko, ktore moze samo chodzic do szkoly (moza poza malenkimi wioskami z 7 dzieci w szkole), zwlaszcza nie w takiej miejscowosci, w ktorej mieszkasz

    posiadanie dziecka wiaze sie z roznymi ograniczeniami, i jesli je postrzegasz jako przykry obowiazek i to publicznie oglaszasz, to musisz sie liczyc z reakcjami

  • bramhall 18.06.13, 00:33
    Ojejku,ale przeciez nie chodzilo jej o to,ze dzieci to przykry obowiazek! Nie ma co dorabiac do tego ideologii,ze lenistwo,kanapa i generalnie gorsza matka. Nie kazdy moze sobie pozwolic na luksus odprowadzania dziecka do szkoly,dla kogos moze to stanowic problem i w tym sensie byl ten wpis (jak mi sie wydaje). I moze to stanowic przykry czy zbedny obowiazek,i niczyja rola to oceniac. Jesli uwazasz,ze 10-letnie dziecko moze chodzic samo tylko w wiosce,to jestes w bledzie. Mieszkam w Polsce przy szkole i ruchliwej krajowce. Codziennie widze dzieci w wieku 8-9 lat dochodzace i dojezdzajace rowerami do szkoly. Wszystko zalezy od stopnia samodzielnosci dziecka. Indywidualnie.
  • yumemi 18.06.13, 10:02
    N
    > ie kazdy moze sobie pozwolic na luksus odprowadzania dziecka do szkoly

    Rozwin prosze mysl bo nie rozumiem.. odprowadzanie kosztuje?

    Mieszkam w Polsce przy szkole i ruchliwej krajowce. Codziennie widze dzieci
    > w wieku 8-9 lat dochodzace i dojezdzajace rowerami do szkoly. Wszystko zalezy o
    > d stopnia samodzielnosci dziecka.
    To nie jest samodzielnosc tylko przymus sytuacji. To ze dziecko musi samo wracac ze szkoly w wieku 8 lat nie znaczy ze jest bardziej samodzielne od tego odprowadzanego. Czesto wrecz przeciwnie:) Jesli w domu nie ma obowiazkow, nic sie od niego nie wymaga, nie spedza czasu z rodzicami itp. Moj odprowadzany 10 latek jest na przyklad duzo bardziej zyciowo samodzielny niz syn kolezanki w Polsce ktory sam chodzi do szkoly:)) Zdziwilo mnie to ale syn kolezanki np oczekuje ze mama mu ciuchy pouklada, torbe do szkoly zapakuje i przypilnuje czy zrobil zadanie:))))
    --
    -----------------------------------------
  • bramhall 18.06.13, 10:22
    Wlasnie dlatego napisałam, ze to zależy od dziecka indywidualnie, czy i w jakim wieku chodzi samo do szkoły. Może rzeczywiście nie tylko o poziom samodzienosci tu chodzi. A co do luksusu, to chodzilo nie o pieniądze, tylko o to, ze nie wszyscy rodzice maja taka możliwość. Mamy przecież opiekunki, które zajmują się wlasnie odprowadzaniem bądź przyprowadzaniem dzieci do/z szkoły. Jeżeli rodzice pracują, to nie ma innej rady. Jedni prosza o pomoc babcie, inni zatrudniają opiekunke, a jeszcze inni ucza dziecko jak przemieszczać się do szkoły bez niczyjej pomocy. znamy nasze dzieci najlepiej i wiemy na co powinnismy się zdecydować. Osobiscie powiem, ze ja bardzo bym chciała, żeby mój syn chodzil sam do szkoły ( 8 lat), bo mam bardzo blisko, ale nie puszczam go samego z kilku powodow. Po pierwsze i najważniejsze-nasza "Stopka" nie zawsze wychodzi do czekającego przy przejściu dziecka. Niestety, to prawda. A poza tym mój syn zawsze biegnie przede mna 10 m, nigdy nie idzie spokojnie, ma mnóstwo niespożytej energii i uważam, ze nie jest gotowy na samodzielne chodzenie. Natomiast rozumiem argumenty, ze 10-latka puszcza się samego. Jeżeli rodzice uwazaja, ze jest już do tego gotowy i umie się bezpiecznie poruszać po miescie, to ja nie widze powodu, dla którego trzeba taki pomysl zanegować.
  • yumemi 18.06.13, 10:44
    bramhall, zgadzam sie calkowicie z tym co piszesz poza jednym:) Jak sie czlowiek decyduje na dzieci to nie ma sily, musi zapewnic im bezpieczenstwo. Prace mozna zmienic, etc.

    Jedni prosza o pomoc babcie, inni zatrudniają o
    > piekunke, a jeszcze inni ucza dziecko jak przemieszczać się do szkoły bez niczy
    > jej pomocy.
    Rodzic ma obowiazek opieki nad dzieckiem... pieniadze tutaj sa raczej wymowka niz prawdziwym argumentem. Nie wiem jaka to mialaby byc sytuacja aby rodzic nie mogl zorganizowac dziecku opieki do szkoly. W koncu chodzi o czas miedzy 8 a 9 na dojsce do szkoly, godzina u childminder to 5-6 funtow, breakfast tyle samo. Pracujacy rodzic jest zawsze w stanie tyle zaplacic. Chyba ze nie chce...
    --
    -----------------------------------------
  • murasaki33 18.06.13, 17:34
    Bramhall napisals: Osobiscie powiem, ze ja bardzo bym chciała, żeby mój syn chodzil sam do szkoły ( 8 lat), bo mam bardzo blisko - a moge zapytac dlaczego chcialbys, zeby Twoj syn chodzil do szkoly sam?
    --
    Podazaj nieustannie za najwazniejszym

    Ludwika 26.10.06. i Vincent 23.10.09. - moje dwa slonca:)
  • golfstrom 18.06.13, 01:09
    A nie przyszlo Ci do glowy, ze ten "przykry obowiazek" mozna odczytac tak samo jak Twoje "posiadanie dziecka"?
    Co to w ogole za jezyk jest, "posiadanie dziecka"?

    Dla mnie niepojete jest, ze ktos moze pisac, ze dziecko sie posiada, jak jakas lampe, albo raczej drogie i upragnione auto, ktorego utrzymanie kosztuje.

  • bramhall 18.06.13, 10:37
    Wisz co? Czepiasz się i robisz to po prostu zlosliwie! Bo co mi chcesz teraz niby zasugerować? Może określenie" posiadanie" w stosunku do człowieka nie jest najszczęśliwsze, ale uzylam tutaj jedynie zamiennika od słowa "mieć", dla którego nie da się utworzyć rzeczownika. Tyle. Takie wyciąganie slowka, to jest jednocześnie proba zasugerowania mi, ze traktuje swoje dziecko jak rzecz, czy tak? Ja tak to odbieram i jest to szalenie nie w porządku! Skoncentruj się może na swojej roli jako matki i zastanow się nad swoim zachowaniem, dobrze? Nie będę tu wyciagac Twoich historii, które specjalnie przesledzilam, bo nie zamierzam się bawic w takie rzeczy. Jedno Ci tylko przypomnę:

    "A tez nie chodzi o to, zeby dziecko podrzucic komukolwiek i jakkolwiek, bo dziecko tez czlowiek i teskni i potrzebuje ludzi sprawdzonych a nie wylacznie dostepnych czasowo.

    Nie mowie, ze zrobilas zle, uwazam, ze dobrze sobie poradzilas. Ale mimo wszystko godziny pracy umozliwiajace odprowadzenie dziecka do szkoly i odebranie go osobiscie to jest luksus."

    Twoje słowa! Moje pytanie: Czy dziecko to jakas rzecz, ze można je "PODRZUCIC"???
  • golfstrom 18.06.13, 10:44
    Nie jestem pewna, moze cos mi sie gdzies zle podpielo, ale moja w polowie sarkastyczna odpowiedz byla skierowana do almamag, nie do Ciebie.

    Nie wiem, czy to cokolwiek wyjasnia.
  • bramhall 18.06.13, 10:51
    Ale po co tak się czepiac tych słowek? Bez przesady...
  • golfstrom 18.06.13, 11:17
    Mnie to mowisz? Jej to powiedz.
  • almamag 18.06.13, 10:50
    przylacze sie, normalne jest mowienie "mam dzieci" i nie ma w tym nic negatywnego,
    w odroznieniu od okreslenia "przykry obowiazek", w ktorym niczego pozytywnego, ani nawet neutralnego nie widze
  • golfstrom 18.06.13, 10:54
    Mam dziecko, tak samo jak mam 35 lat. Nie ma to nic wspolnego z posiadaniem.

    Posiadanie dzieci to bardzo niebezpieczny i wsrod prawdziwych purystow rodzicielstwa zle widziany skrot myslowy, wiec uwazalabym. Mozna zarobic punkty karne i stracic odznake wzorowego rodzica.
  • yadrall 18.06.13, 11:36
    Zajrzalam do slownika j. polskiego i tam:
    przykry to «wywołujący niezadowolenie, żal lub sprawiający kłopot»
    Dla mnie prowadzanie do szkoly (i prosze bez uogulniania-nie mam tu na mysli samego faktu bycia rodzicem) to przykry obowiazek wlasnie w tym rozumieniu. I dla mnie akurat te 7-10 min nie jest potrzebne do tego,zebym miala dobry kontakt z dzieckiem czy czas na rozmowe z nim. Bo akurat czasu na rozmowe (i nie tylko) to dla moich dzieci mam duzo i jest on nielimitowany i nie ograniczony do drogi do/ze szkoly.

    Almamag-pytasz skad sa moje wyliczenia? Ano chyba z najlepszego zrodla-infolini dotyczacej CTC-to sa nasze realne dochody. Dzwonilam do nich,zeby sie dowiedziec co dalej robic z moja praca. I przedszkole mialo byc full time. Bo zwrotu kosztow opieki w wysokosci 80% to juz dawno nie ma-max zwrot jest 70%,a i taka kwote to dostaja chyba tylko samotni rodzice (gdybam,bo o to juz nie pytalam).

    I akurat ja moja prace (pracowalam jako care worker) czesto zaczynalam o 6.30-7,wiec naprawde ciezko:
    a) zrywac dzieciaka tak wczesnie,zeby zaprowadzic do childmniner
    b) znalezc childminder,ktora sie podejmie opieki nad dzieckiem od tak wczesnych godzin rannych

    Ps. puki co dziecko w pre-school,a drugie w pampersach,wiec dyskusja jest dla mnie zdecydowanie akademicka-zapytalam z czystej ciekawosci,a dowiedzialam sie duzo ciekawych rzeczy o sobie jako matce.
  • marninor 18.06.13, 12:11
    e tam, za bardzo bierzesz do siebie...

    yadrall napisała:
    > Ps. puki co dziecko w pre-school,a drugie w pampersach,wiec dyskusja jest dla m
    > nie zdecydowanie akademicka-zapytalam z czystej ciekawosci,a dowiedzialam sie d
    > uzo ciekawych rzeczy o sobie jako matce.

    takie sprawy to kwestia indywidualna, zależy od okolicy w której się mieszka a przede wszystkim dziecka...
    u mnie na podwórku bez rodziców bawią się 2 latki ze starszym rodzeństwem/nie ma jedynaków/, a czas kiedy szkoła się zaczyna i kończy to czas wzmożonego ruchu i życia w dzielnicy ;b mojego 10latka odprowadzam/odwoże i odbieram tylko dlatego ze mam też syna w p1 inaczej byłaby to "wiocha" ;b i tak rano zdarza się ze odwoże pod szkołe a dalej idą sami-starszak odprowadza brata do sali... i jest to popularne rozwiązanie
    generalnie mój syn p1 spokojnie mógłby iść do szkoły sam bo odległość mała i dzieciak rozgarnięty. zawsze za przewodnika babci chodzi bo ta się gubi w terenie a on wie gdzie jest ;b
    dzieci jeżdzą autobusem szkolnym jeśli mieszkają dalej lub są wożone przez rodziców , odległość do pokonania na piechotę -chodzą z kolegami lub na rowerach p3-p4. od p5 nie widziałam rodziców odprowadzających/odbierających poza tymi co muszą wozić,i czekają pod szkołą w autach. w p6 i w p7 tym bardziej- zwłaszcza że większość z tych "dzieci" ma po 170 wzrostu ;)
    u nas nie ma porwań dzieci, pedofilii, u nas w niektórych miastach pozamyklali komisariaty policji bo ludzie sobie nie życzyli lub podkładali bomby do skutku
  • szczur.w.sosie 18.06.13, 13:45
    marninor - Czyli i ty ze Szkocji. I powtwierdzasz, co ja pisałam. Czyli może różnice są związane własnie z tym?
  • marninor 18.06.13, 15:09
    ja nie ze szkocji ale z Irlandii północnej, mimo to Twój opis syt i u mnie wygląda podobnie, też jak czytam o dzieciach odprowadzanych do p6 to mam wrażenie że nie w uk mieszkam ;b
    moje dzieci na dwór wychodzą same tak jak i inne-sąsiedzkie, razem latają i na plac zabaw i boisko i jak coś się komuś stanie, nie wiem-skręci nogę to leci kolega/koleżanka dziecka do rodziców lub interwencja braterska;b bo jak napisałam jedynaków-brak...
  • marninor 18.06.13, 15:11
    jakbym powiedziała mojemu synowi że zatrudnię kogoś do odprowadzania i przyprowadzania go ze szkoły, gdyby brat był np. w innej szkole i ja bym nie mogła być w 2 miejscach w 1 czasie to śmiechem by mnie zabił i poprosił zebym nie wyrzucała pieniędzy w błoto i podniosła kieszkonkowe;b
  • yumemi 18.06.13, 15:41
    > w 2 miejscach w 1 czasie to śmiechem by mnie zabił i poprosił zebym nie wyrzuca
    > ła pieniędzy w błoto i podniosła kieszkonkowe;b

    Dlatego w pewnych sytuacjach jednak od decydowania sa rodzice a nie dzieci:)))
    --
    -----------------------------------------
  • a74-7 18.06.13, 23:59
    yadrall, rozumiem ze pytanie na wyrost bylo i akademickie , ale czy dotyczylo ono twojego synka o ktorym pisalas w innym watku o disability ?
  • golfstrom 17.06.13, 20:05
    Nie za bardzo rozumiem zwiazek. Czy jesli uwazam, ze prywatna opieka i przedszkole to duzy wydatek, to automatycznie oznacza, ze uwazam swoje dziecko za uprzykrzenie?
  • yumemi 16.06.13, 13:24
    adrall napisała:

    > Ja srednio madra,ale do 2 klasy podstawowki (majac wtedy 8 lat) jezdzilam sama
    > autobusem-fakt 2 przystanki. Bylo to za PRL (lat 80) i tak samo robila wiekszos
    > c moich kolezanek i kolegow.

    A mnie rodzice odprowadzali i bardzo sie z tego ciesze, bo do dzis pamietam nasze rozmowy z tamtych czasow. W domu na to nie ma czasu.
    I nie bylam jedyna odprowadzania. Kwestia tego co nam bardziej pasuje:)

    > Co do tego dlaczego rodzice sie spiesza-zwykle wiekszosc rodzicow pracuje wiece
    > j niz 6h i chyba niewielu moze sobie pozwolic na przyjemnosc spokojnej rozmowy
    > w czasie drogi do/ze szkoly. I traktuje to jako przykry obowiazek,albo kosztown
    > a przyjemnosc za ktora musza komus zaplacic...
    Placimy za breakfast club i moj maz rano dzieci zaprowadza. Dla niego to super fajny czas spedzony z dziecmi bo porannym pospiesznym wybieraniu sie.
    Nie rozumiem dlaczego ktos mialby uwazac quality time spedzony z dzieckiem jako przykry obowiazek?
    --
    -----------------------------------------
  • andgie 16.06.13, 15:38
    Jaki jest? Czy placi sie za sesje, tydzien, Miesiac? Ile trwa ,czy np, od 7.30 do 9.00? Synek ma dopiero Rok, ale pytam z ciekawosci I na zapas.
  • yumemi 16.06.13, 17:58
    andgie napisała:

    > Jaki jest? Czy placi sie za sesje, tydzien, Miesiac? Ile trwa ,czy np, od 7.30
    > do 9.00? Synek ma dopiero Rok, ale pytam z ciekawosci I na zapas.


    Place za kazdy 'term' z gory, za 2 dzieci wychodzi okolo 7.50-8 za dzien, musialabym dokladniej sprawdzic. Od 7.45 do 9, wiele szkol ma od 7.30.

    --
    -----------------------------------------
  • najma78 16.06.13, 19:19
    W szkole moich dzieci to jest koszt £0.50 za dziecko od 8.00-8.45
  • almamag 16.06.13, 19:23
    u nas za ten sam czas 2.50
  • yumemi 16.06.13, 20:50
    Wow, niesamowita roznica w cenie..
    --
    -----------------------------------------
  • andgie 16.06.13, 21:17
    Tak, roznica ogromna. Dzieki za odpowiedzi.
  • benignusia 17.06.13, 10:28
    a w Walii-za darmo.Tyle ze u nas 8.10 się zaczyna.W Walii rząd ustalił że niepłaci się za breakfast club.
    --
    szczęsliwa mama dwóch córek i dwóch synów :)
  • porzeczka666 17.06.13, 22:56
    u mnie w Walii kolo Swansea 2.50 za breakfast club , 5.50 za after school
  • almamag 17.06.13, 23:27
    to wychodzi na razie, ze u nas najdrozej bo afterschool club £8
  • carmelaxxx 18.06.13, 17:44
    u nas after school club kosztuje 30 :/ ale jest prowadzony przez prywatne przedszkole
  • almamag 18.06.13, 17:55
    tygodniowo?
  • benignusia 18.06.13, 09:34
    U nas na szkole pisze że jeśli jest bc prowadzony przez szkołę,jest za darmo.Ale to dotyczy community school.W szkołach katolickich jest inaczej.
    --
    szczęsliwa mama dwóch córek i dwóch synów :)
  • monika_i 18.06.13, 10:48
    U mnie w szkole Breakfast Club jest od 8 rano i jest bezplatny, nie ma za to after school club- zlikwidowano po Wielkanocy
    --
    @monika_i
  • benignusia 18.06.13, 18:04
    u nas tez sporadycznie robią after school club :(
    --
    szczęsliwa mama dwóch córek i dwóch synów :)
  • mamonia78 18.06.13, 23:23
    no to fajne macie te kluby, u mnie pld/wsch Londyn breakfast club £5 7:45-9.00, £20/week, after school £11 per day, £50/week...
  • szczur.w.sosie 16.06.13, 18:22
    Mnie już to nie dotyczy, mam dość czasu na rozmowy z dziećmi. Doceniam, że czas spędzony na rozmowie w drodze do szkoły jest wartościowy. Sama tak robiłam w reception, Y1 (potem P1, bo się wyprowadziliśmy do Szkocji). Ale od Y2 - Y3 to chłopaki same na rowerach do szkoły jeździli, albo się umawiali i szli razem. jakoś tak mama podążająca z 8-latkiem do szkoły podczas gdy koledzy na rowerach to trochę tak dziwnie... Inaczej było jak matki odprowadzaly do nursery, p1 młodsze, to starsze szły razem.
    A już P4 to oczywistym bylo że sam na rowerze jedzie.
    A po szkole to już większość wracała sama (P2-4), bo starsze to oczywiście, jak była ładna pogoda, to zostawali na placu zabaw. Owszem, zima, zła pogoda, deszcz - to się jechało samochodem.
    Na palcach zabaw (latem) do 21.00 dzieciaki w wieku od 7 lat biegały. Taki obraz zastałam jak się sprowadziłam i jakoś nikt o te dzieci się nie trząsł... Owszem, w pewne miejsca się nie chodzi, są granice, itp. Ale już bez przesady - a co po szkole? Też z mamusią na plac zabaw? Z 8-9-latkiem?

    Ja w innej Wielkiej Brytanii mieszkam...
  • murasaki33 16.06.13, 23:26
    Istotnie w innej Wielkiej Brytanii mieszkasz, bo u mnie dzieci sa odprowadzane i w klasach starszych, choc nikt duzego chlopaka za reke nie trzyma. A na placach zabaw pelno mam ze starszymi dziecmi i raczej dziecko bez opiekuna by dziwilo niz odwrotnie. Zwykle jest jedna mama i 3-5 dzieci, widac, ze sie matki wymieniaja w tym odprowadzaniu i przyprowadzaniu tudziez w popoludniowych wspolnych zabawach. Nie mowie o nastolatkach oczywiscie.
    --
    Podazaj nieustannie za najwazniejszym

    Ludwika 26.10.06. i Vincent 23.10.09. - moje dwa slonca:)
  • szczur.w.sosie 17.06.13, 00:10
    No popatrz, jaki ten kraj zróżnicowany:)
  • yumemi 17.06.13, 09:10
    Murasaki, u nas jest tak samo. Zreszta dopiero od Y6 można dać dziecku pozwolenie zeby samo chodzilo do szkoly. I bardzo dobrze ze to jest regulowane.
    Ostatnio widziałam jak jednej z mam nie chciało sie wyjść z auta zeby dziecko do Reception zaprowadzić. Przecież trzeba wyjść i przejść sie pareset metrów, straszny problem.
    --
    -----------------------------------------
  • almamag 17.06.13, 09:47
    u nas nigdy nie widzialam zadnego z dzieci z primary wracajacego samodzielnie do domu, dopytalam corke i potwierdzila, ze u niej do Y6 trezba dziecko zaprowadzac i odbierac ze szkoly (do tej pory nie wnikalam, bo oczywiste bylo dla mnie, ze to robie)
  • lucasa 18.06.13, 01:26
    szczur.w.sosie napisała:
    >>>Też z mamusią na plac zabaw? Z 8-9-latkiem?

    Z tatusiem, bo mamusia nie lubi placow zabaw...
    Moje dzieci jeszcze nie byly same na placu zabaw
  • zurekgirl 15.06.13, 15:55
    W mojej szkole formalnie tylko Y6 moze sam chodzic do szkoly. Nieformalnie jesli dziecko nie ma zadnej ruchliwej ulicy po drodze do domu, jest "madre" i rodzice i nauczyciele wyraza zgode, to semestr letni w Y5 wchodzi w gre. Wiekszosc dzieci w Y6 jest wciaz przyprowadzana przez rodzicow, pewnie tak w razie czego :)
  • sylaluk1 15.06.13, 16:47
    U mojego syna w szkole nie ma dziecka przychodzacego bez opieki do szkoly.W tamtym roku byla jedna dziewczynka w Y6 która przyjezdzala rowerem ale bylo to ustalane indywidualnie.Ja nie mam wyboru bo do szkoly mamy 4 mile wiec musimy jezdzic autem.
    --
    Pozdrawiam
    Sylwia i Hubi (24.09.2003)
  • szczur.w.sosie 15.06.13, 21:14
    W p3 sam już chodził. Ale rano więcej podwoziłam niż chodził. W p4 to już sam. Gdzieś w szkole pisałi, że dzieci z P1 po wycieczce mają być odebrane, inne mogą same wracać, więc wnioskuję, że od P2, w zależności od odległości, dzieci same chodziły. Z tym, że dużo dzieci było z daleka, więc przyjeżdżały busem albo z rodzicami samochodem.
  • 3-mamuska 15.06.13, 23:11
    Formalnie 10...
    Formalnie od 11 r.z.
    U nas w szkole w y6 mogą chodzić same . Ale to nieliczne dzieci.

    Niby tu nie ma prawa ze dziecku nie wolno chodzić samemu wczesniej. Tylko ja to mówią "nie jest zalecane" no ale gdyby sie dziecku coś stało to rodzice odpowiedzą sądownie. Za narażenie życia zdrowia dziecka.
    --
    -----------------------
    Myśl o tym co mówisz...
    Nie mów tego co myślisz...
  • kalina_19 16.06.13, 16:02
    moj mikolaj ma 9 lat ostatnio kazał mi sie spytac czy moze chodzic juz sam ,powiedzalam ok i poczekalam az pojdzie i poszlam pogadac z nauczycielka .owczesm moze juz chodzic sam ale niejest to zalecane. powiem tak obok mojego domu okolo 10minut porwano 12 latke (dodam ze jestem niska 158 i czasem kupuje ubrania na 12-13 lat) a poniewaz rodzice widzieli wszytko zareagowali ekspresowo i dziewczynce nic sie niestato. ja mam do junior okolo5minut wiem ze miki jest bardzo odpowiedzialy i nigdy mnie nie zawiodl ale co z tego jak ktos go wciagnie do auta? bedzie choba chodzil az do nowej szkoly czyli11-12 lat
    --
    Mikołajek 09.07.2004
    Maksiu 16.11.2008(*)
    Igorek 04.11.2009
  • murasaki33 17.06.13, 10:57
    No dokladnie tak, przeraza mnie fakt, ze w jednej sekundzie moze sie zatrzymac auto i wywrocic czyjes zycie o 360stopni. I jak bym miala sobie wybaczyc, ze mi sie nie chcialo odprowadzic dziecka i cos sie z nim stalo? wiem, ze nie da sie dzieci chronic przez cale zycie, ale inaczej na stan zagrozenia zareaguje 12-13 latek a inaczej 9.
    A inna sprawa jest to, ze niektorzy rodzice traktuja wszystko co jest "okoloszkolne" jak ciezki obowiazek i z bolem sie zwlekaja z lozka, i odprowadzaja dziecko do szkoly z mina skazanca. Nie angazuja sie w nic, nie przychodza na imprezy, wystepy, nie udzielaja sie w szkole, wola siedziec na sofie caly dzien. Szczesliwie, mam nadzieje, jest ich mniejszosc??? Moze sie myle, moze jest dokladnie odwrotnie i patrze na swiat z perspektywy mojej szkoly i mojego miasta, gdzie jednak dzieciom sie poswieca uwage... , gdzie dzieci nie sa przykrym obowiazkiem.
    --
    Podazaj nieustannie za najwazniejszym

    Ludwika 26.10.06. i Vincent 23.10.09. - moje dwa slonca:)
  • szczur.w.sosie 17.06.13, 16:09
    No, okazuje się, że róznie jestw różnych szkołach.
  • panixx 17.06.13, 18:40
    U nas do konca szkoly podstawowej trzeba odprowadzac dziecko.
    Nawet gdybym mieszkala na tej samej ulicy, co szkola, to bym zaprowadzala dziecko.
  • steph13 17.06.13, 18:52
    Same to dzieci mogly chodzic do szkoly bardzo dawno temu w Polsce. Zazwyczaj byla to osiedlowa podstawowka, gdzie dzieci I rodzice znali sie z grubsza przynajmniej,jedna matka mogla onserwowac cala grupke, ruch samochodowy byl duzo mniejszy niz dzisiaj, o pederastach nich nie slyszal. Tutaj swoje dzieci odwozilam I przywozilam lacznie z pierwszym semestrem szkoly sredniej, dopoki nie rozeznaly sie w polaczeniach autobusowych I nie poznaly grupy dziewczyn podrozujacych codziennie ta sama trasa. Nie wyobrazam sobie inaczej.
  • bramhall 18.06.13, 00:05
    Steph,a wiesz,kto to jest pederasta? Przypuszczam raczej,ze chodzilo Ci o pedofila..? W innym przypadku glosisz skandaliczne teorie jakoby geje zagrazali bezpieczenstwu dzieci wracajacych ze szkoly... Ps. caly semestr dzieci uczyly sie drogi do szkoly sredniej? Puszczalas do tej szkoly jedno dziecko?
  • steph13 18.06.13, 09:04
    bramhall napisała:

    > Steph,a wiesz,kto to jest pederasta? Przypuszczam raczej,ze chodzilo Ci o pedof
    > ila..? W innym przypadku glosisz skandaliczne teorie jakoby geje zagrazali bezp
    > ieczenstwu dzieci wracajacych ze szkoly... Ps. caly semestr dzieci uczyly sie d
    > rogi do szkoly sredniej? Puszczalas do tej szkoly jedno dziecko?

    Masz racje, palnelam z tym pederasta, oczywiscie chodzilo o pedofila.WSTYDZE sie!

    Najpierw wypuszczalam jedna pozniej dwie Nie, nie tyle uczyly sie drogi co bezpiecznej rutyny, a poniewaz podroz zajmowala godzine z przesiadkami, oszalalabym w domu martwiac sie czy bezpiecznie dojechaly do szkoly.
  • golfstrom 18.06.13, 00:58
    Wrecz przeciwnie. O pederastach slyszelismy i nawet sobie opowiadalismy straszne historie, zaraz po czarnej Woldze i UFO.

    Mimo ze do osiedlowej podstawowki mialam zaledwie 1.5km, moglam do niej chodzic sama od 2 klasy (o ile dobrze pamietam byla tylko jedna dziewczyna w klasie, ktora ktos odprowadzal i wszyscy sie bardzo dziwili).
    Na prywatny angielski, ktory byl w kolejnej podstawowce (jakies 2.5km) tez chodzilam bez doroslego.

    Rozmawialam ostatnio z gosciem z Australii i wymienialismy sie spostrzezeniami na temat Wielkiej Brytanii. Co jego najbardziej zdziwilo, to trzesienie sie nad dziecmi. Z tego co mowil w Australii dziecko dostaje od rodzicow rower/deske i od tego czasu moze sie samo przemieszczac - do szkoly, na przyjecie urodzinowe kolegi itp. Uczy sie dziecka zaradnosci i sprytu.

    Ale przyznam, ze zapomnialam go zapytac, jaki temat sprawia, ze australijskie matki zaczynaja sie licytowac, ktora jest lepsza i podejmuje najsluszniejsze wybory zyciowe, i za co australijskie matki przyznaja innym matkom punkty karne.
  • lucasa 18.06.13, 01:28
    golfstrom napisała:

    > Wrecz przeciwnie. O pederastach slyszelismy i nawet sobie opowiadalismy straszn
    > e historie, zaraz po czarnej Woldze i UFO.

    a o Cyganach co pukaja do domow (dzieci same w domu, bo wiadomo, ze wtedy sie z kluczem na szyi chodzilo) i porywaja dzieci? czy to nasze lokalne?
  • golfstrom 18.06.13, 09:26
    No przeciez zapomnialam o Cyganach!
  • yumemi 18.06.13, 09:57
    steph13 napisała:

    > Same to dzieci mogly chodzic do szkoly bardzo dawno temu w Polsce.

    Zgadza sie.. i wcale nie bylo to takie super fajne i rozowe jak teraz sie niektorym wydaje.. bo oczywiscie nagle stare czasy w Polsce to nostalgia i w ogole, super piekne osiedlowe przyjaznie, no idylla.
    Ja do dzis pamietam kolezanki ktore baly sie wracac same do domu, tworzyly grupki, wracaly panikujac. Jedna raz zaatakowali starsi chlopcy, innej pomalowali wlosy. Pamietam kolega z klasy plakal ze nie chce sam wracac bo mu jedzenie zabiora po drodze. Takich historii bylo pelno, samowolka na osiedlach robila swoje. I to byla spokojna, fajna dzielnica... Tyle ze wtedy sie oczywiscie o niczym nie mowilo.

    --
    -----------------------------------------
  • golfstrom 18.06.13, 10:35
    To w koncu sie slyszalo czy nie slyszalo? Mowilo czy nie mowilo? Bo sie troche pogubilam, co kto pamieta i co powinien pamietac.
    A skoro sie nie slyszalo i nie mowilo, to czy istnieje szansa, ze nasze podejscie do zagrozen czyhajacych na biedne dzieci wynika wylacznie z tego, ze mowi sie i slyszy o zagrozeniach nieporownywalnie czesciej, niz realne zagrozenia wystepuja? Czyli ze ryzyko nie jest wieksze niz 20-30 lat temu, ale marketing znacznie lepszy?

    Oczywiscie nie wspominam tu o quality time, bo w UK standardem jest, ze kazdy kasjer, magazynier, opiekun, sekretarka, pielegniarka, nauczyciel/ka, ma zapisane w umowie o prace, ze moze przychodzic do pracy kiedy chce o ktorej chce, i pracodawca z usmiechem na ustach i szeroko otwartymi ramionami powita aplikacje o flexible working po czym powie "Pani Kasiu, no problem, your family is the company's priority". (Malo kto o tym wie i wspomina, ale jest to praktyka zywcem przeniesiona z Polski, gdzie pracodawcy wrecz domagaja sie od pracownikow, by ci przychodzili do pracy pol godziny pozniej i wychodzili godzne wczesniej, oczywiscie bez uszczerbku na zarobkach).
  • yumemi 18.06.13, 10:51
    golfstrom napisała:

    > To w koncu sie slyszalo czy nie slyszalo? Mowilo czy nie mowilo? Bo sie troche
    > pogubilam, co kto pamieta i co powinien pamietac.

    Nie wiem za bardzo co masz na mysli, ale chyba logiczne ze chodzi ogolnie o przeplyw informacji za czasow komuny? Do dzis pamietam sytuacje gdzie komus stala sie krzywda ale nikt nie chcial o tym mowic, szkola wszystko pozamiatala pod dywan. To byl jeden z dosc znanych aspektow zycia w idyllicznych latach 70-80:)

    e i slyszy o zagrozeniach nieporownywalnie czesciej, niz realne zagrozenia wyst
    > epuja? Czyli ze ryzyko nie jest wieksze niz 20-30 lat temu, ale marketing znacz
    > nie lepszy?
    Mylisz chyba pojecia troche, marketing z dostepem do informacji i otwartym mowieniem o problemach w danej spolecznosci:)

    > Oczywiscie nie wspominam tu o quality time, bo w UK standardem jest, ze kazdy k
    > asjer, magazynier, opiekun, sekretarka, pielegniarka, nauczyciel/ka, ma zapisan
    > e w umowie o prace, ze moze przychodzic do pracy kiedy chce o ktorej chce, i pr
    > acodawca z usmiechem na ustach i szeroko otwartymi ramionami powita aplikacje o
    > flexible working
    Czy my aby na pewno nadal na tym samym watku jestesmy?:)) Nauczyciele przychodza do pracy kiedy chca? Gdzie Ty pracujesz?:)))
    --
    -----------------------------------------
  • golfstrom 18.06.13, 11:09
    > Nie wiem za bardzo co masz na mysli, ale chyba logiczne ze chodzi ogolnie o prz
    > eplyw informacji za czasow komuny?
    Mam na mysli to, ze Steph mowi, ze sie nie slyszalo, ja mowie, ze sie slyszalo. Po czym Ty tez piszesz, ze sie slyszalo, ale sie nie mowilo. Nie wiem, skad slyszalas o tych przypadkach, skoro sie o nich nie mowilo?
    No i czy to wina nieodprowadzajacych do szkoly rodzicow, ze szkola zamiotla pod dywan?
    Po prostu interesuje mnie, czy moje zamglone wspomnienia sa lepsza czy gorsza podstawa do generalizacji niz zamglone wspomnienia PRLu opisywane przez Ciebie lub Steph.


    > Nauczyciele przychodza do pracy kiedy chca? Gdzie Ty pracujesz?:)))
    Nareszcie, Yumemi! Witaj w swiecie znacznej wiekszosci rodzicow, ktorzy maja znacznie mniejsze pole manewru, niz probujesz to przedstawic.
  • yumemi 18.06.13, 21:20
    golfstrom napisała:


    > > Nauczyciele przychodza do pracy kiedy chca? Gdzie Ty pracujesz?:)))
    > Nareszcie, Yumemi! Witaj w swiecie znacznej wiekszosci rodzicow, ktorzy maja zn
    > acznie mniejsze pole manewru, niz probujesz to przedstawic.
    A co ma piernik do wiatraka?:))
    Bo na razie starasz sie udowodnic dlaczego jest ok ze komus sie nie chce poszukac opieki do dziecka? I niby dziecko samo siedzi przed szkola od 8 rano tak? Moze jeszcze w miedzyczasie zakupy zrobi? Wlasciwie taki 8 latek juz moglby sam mieszkac przeciez.

    --
    -----------------------------------------
  • golfstrom 19.06.13, 09:12
    > A co ma piernik do wiatraka?:))
    Jak byc moze zauwazylas, pisalam to a propos "quality time". Doprawdy, trudno zaliczyc czas opiekunki z dzieckiem jako quality time rodzica z dzieckiem.

    Ale przyznam Ci, ze leniwi rodzice brzmia znacznie bardziej dramatycznie i stanowia doskonale tlo dla doskonalych rodzicow rodem z Wisteria Lane.
  • yumemi 19.06.13, 09:51
    Czyli doskonały rodzic to taki który zapewnia dziecku podstawy czyli np bezpieczeństwo i opiekę? Dobrze wiedzieć :-))
    Quality time rodzic moze mieć z dzieckiem odprowadzając je do szkoły lub jesli pracuje, do Breakfast Club.
    Opiekunka to kompromis. Lepszy niż małe dziecko które samo idzie do szkoły.
    --
    -----------------------------------------
  • golfstrom 19.06.13, 10:21
    Nie ma rodzicow doskonalych. Sa tylko tacy, ktorzy probuja sie w ten sposob przedstawic.

    > Quality time rodzic moze mieć z dzieckiem odprowadzając je do szkoły lub jesli
    > pracuje, do Breakfast Club.
    Jest lepiej, niz myslisz. Quality time rodzic moze miec z dzieckiem o kazdej innej porze dnia lub nocy, kiedy zarowno dziecko jak i rodzic poswiecaja sobie uwage.
    Rodzic, ktory z rozmaitych powodow jest rano zestresowany, nie musi spelniac czyjejs mrzonki o shiny happy people.

    > Opiekunka to kompromis. Lepszy niż małe dziecko które samo idzie do szkoły.
    To swietnie, ze Twoj kompromis zdaje egzamin w Twojej sytuacji.


  • yadrall 19.06.13, 10:34
    Na wszelki wypadek mozna wybrac childminder,ktora mieszka odpowiednio daleko i do niej zaprowadzac dziecko o 6.30 rano. To tak,zeby czasem nie uronic tych specjalnych chwil spedzonych z dzieckiem w drodze do placowki edukacyjnej ;)
    A skoro opiekunka to ostatecznosc to najlepiej wogole zrezygnowac ze szkoly i samemu zajac sie home schooling-ile quality time bedzie sie miec!
  • almamag 18.06.13, 10:46
    dokladnie o tym samy pomyslalam,
    teraz to idealizacja i jak swietnie sie dzieci bawily,
    a ja dodam jeszcze kilka polamanych rak i nog - na szczescie tylko tyle (most byl po drodze i byla taka zabawa dla odwaznych - przejscie po drugiej stronie barierki),
    wiele 7-8 latkow balo sie w drodze do i ze szkoly, tyle ze nie mialy wyjscia
  • golfstrom 18.06.13, 12:01
    > teraz to idealizacja
    Idealizacja? Czy ja napisalam cos o idealizacji? Napisalam jak bylo.

    >tyle ze nie mialy wyjscia
    Ale dlaczego nie mialy wyjscia? Dlatego, ze rodzice nie chcieli spedzac z nimi czasu i uwazali je za "przykry obowiazek", czy dlatego ze rodzice musieli byc w pracy na 8 lub 8.30 do 5, a jesli chodzi o urywanie sie z pracy byli traktowani jak gowniarze?
    Byc moze znowu cos mi sie miesza i zle pamietam, ale czy przypadkiem 20 lub 30 lat temu w Polsce nawet placenie pani do sprzatania nie uwazane bylo za fanaberie muchy w nosie? Ze babcia odprowadza dziecko do szkoly , to bylo jeszcze zrozumiale, ale zeby obcej osobie placic za odprowadzanie dziecka do szkoly? Toz to by byla pierwsza plotka osiedla "W glowach im sie poprzewracalo".

    Poza tym ja nie napisalam nic o idealizacji. Napisalam, jak bylo. Tak, dzieci musialy sobie radzic ze strachem przed ciemnymi uliczkami i przed wrednymi rowiesnikami.

    Oczywiscie, wredni rowiesnicy to zjawisko nieznane we wspolczesnej Wielkiej Brytanii.
  • yumemi 18.06.13, 21:18
    czy dlatego ze rodzice musieli byc w
    > pracy na 8 lub 8.30 do 5, a jesli chodzi o urywanie sie z pracy byli traktowan
    > i jak gowniarze?

    Oj biedni Ci rodzice, faktycznie no, nie da sie opieki zalatwic:)) To nic ze wystarczy chciec, ale po co chciec, lepiej olac i narzekac ze nam nikt opieki nie zalatwi i stad musimy dziecko samopas puscic. Kazdy sobie wszystko zawsze wytlumaczy.
    PS Ja zaczynam prace o 7, moj maz o 8.
    --
    --
    -----------------------------------------
  • steph13 18.06.13, 21:50
    yumemi napisała:
    > Oj biedni Ci rodzice, faktycznie no, nie da sie opieki zalatwic:)) To nic ze wy
    > starczy chciec, ale po co chciec, lepiej olac i narzekac ze nam nikt opieki nie
    > zalatwi i stad musimy dziecko samopas puscic. Kazdy sobie wszystko zawsze wytl
    > umaczy.
    > PS Ja zaczynam prace o 7, moj maz o 8.

    Calkowicie sie z Toba zgadzam. Dla mnie byloby nie do pomyslenia wyjsc do pracy rano, zostawic 8-9 latka w domu aby sam wybral sie w droge do szkoly I pozniej wrocil sam oczekujac w pustym domu na powrot rodzicow. Zakrawa to niemalze na child cruelty. W szkole moich dzieci, kazdy uczen musial byc przyprowadzony I odebrany przez dorosla osobe. Jesli byla to osoba inna niz zwykle, szkola musiala byc z gory powiadomiona. I tak bylo lacznie z Year6.
    Bezpieczenstwo dzieci ma wieksza wartosc niz tych £10 dziennie poswieconych na opieke w sytuacji kedy rodzice autentycznie nie moga ze wzgledow praktycznych pogodzic pracy z opieka..
  • marninor 18.06.13, 22:50
    nie przasadzajcie... przez listopad , grudzien i kawalek stycznia wozilam tesciowa do pracy.wychodzilysmy przed 7, o 8 dzwonilam z auta do domu obudzic p1 i p5. chlopcy zjedli sniadanir, umyli zeby i wyszykowani czekali na mnie zebym ich odwiozla/odprowadzila do szkoly. przyjezdzalam buty, kurtki i w droge. nigdy nie zawiedli. moj syn majac 5 lat zna moj nr tel, potrafi wybrac numer z niemalze kazdego tel, zna sie na pieniazkach, wie dokad moze isc na dworze i jaki jest moj adres mailowy zeby sobie zalozyc konto na animaljam... nie sa zaniedbywani a samodzielni bo tak sa wychowywani... nie przesadzajcie ze 8-9 latek nie moze sam isc kawalek do szkoly... oczywiscie ze nie jesli jest nie rozgarniety i mieszka przy autostradzie lub w niebezpiecznej dzielnicy itd wszystko trzeba brac pod uwage ...
  • golfstrom 19.06.13, 09:58
    Ale czekaj, o czym Ty teraz piszesz? O realiach PRLu? Czy o realiach tutaj?

    PS. To super. Mysleliscie moze o zamieszkaniu w Sevres pod Paryzem?

  • marninor 19.06.13, 10:12
    golfstrom napisała:

    > Ale czekaj, o czym Ty teraz piszesz? O realiach PRLu? Czy o realiach tutaj?
    >


    to do mnie pytanie?
    jeśli tak to pisze o realiach tutaj w czasie teraźniejszym...

    > PS. To super. Mysleliscie moze o zamieszkaniu w Sevres pod Paryzem?
    >


    ???
  • golfstrom 19.06.13, 10:23
    No nie, nie do Ciebie. To sie wyswietla pod postem Yumemi.

    Doprawdy :)
  • yumemi 17.06.13, 19:35
    szczur.w.sosie napisała:

    > No, okazuje się, że róznie jestw różnych szkołach.

    Raczej nie w UK. Nie wierze ze sa szkoly ktore pozwalaja dzieciom np w Y4 chodzic samym do szkoly. Chyba ze zwyczajnie o tym nie wiedza a dziecko jakos sie 'miesza' w tlum:(
    --
    -----------------------------------------
  • szczur.w.sosie 17.06.13, 21:10
    Ale ja nie mówię o jednym dziecku! Syn był w P3, zamykali szkołe, bo prądu nie było, więc w połowie dnia telefon, że muszą zamykać, z pytaniem czy odbiorę czy sam ma wrócić. Ja przyjeżdżając tu starałam się wyczuć sytuację w różnych dziedzinach, obserwowałam, rozmawiałam - takie są obserwacje moje, tak się praktykuje, to się dzieje i tyle. W P4 chodził wyłacznie sam poza nielicznymi sytuacjami, kiedy samochodem, bo zła pogoda, itp. A pamiętam dobrze, bo było to w zeszłym roku szkolnym. I nie zniknął w tłumie, bo szkoła liczyła (nie klasa, a szkoła) siedmioro dzieci.
  • lucasa 18.06.13, 01:24
    yumemi napisała:

    > szczur.w.sosie napisała:
    >
    > > No, okazuje się, że róznie jestw różnych szkołach.
    >
    > Raczej nie w UK. Nie wierze ze sa szkoly ktore pozwalaja dzieciom np w Y4 chodz
    > ic samym do szkoly. Chyba ze zwyczajnie o tym nie wiedza a dziecko jakos sie 'm
    > iesza' w tlum:(

    u nas (uk, w sumie nie tak daleko od Ciebie) mozna od Y4.
  • bramhall 17.06.13, 20:07
    O 360 stopni? To rzeczywiscie wywrociloby sie strasznie :) I jaka jest roznica miedzy reakcja na zatrzymujacy sie samochod 12-latka i 9-latka? Co innego, madrzejszego zrobilby w takiej sytuacji 12-latek, czego nie zrobilby 9-latek? A co madrzejszego zrobilby 20-latek? A 50-latek? Rozwin watek, prosze. Bo jak dla mnie, to czy to 9-latek, czy 12-latek, czy 20-latek, to nie masz zadnej szans zareagowac. Jak ktos wpycha do auta, to nawet buzi nie otworzysz!
  • zurekgirl 17.06.13, 20:41
    Ja mysle jednak, ze pewna roznica jest, 12 czy 20-latek jest w stanie pewne rzeczy przewidziec. Jak czuje, ze ktos za nim idzie, to moze pobiec, zaczac dzwonic do kogos, zaczac sie drzec, wyciagnac klucze, zeby moc napastnika w oko dziabnac. Pewnie sukces takich akcji zalezy od miliona czynnikow, ale jakos latwiej mi uwierzyc w totalna nieporadnosc dziweieciolatka niz dwudziestolatka. Mieszkam w Londynie, dwunastolatki chodza same do szkoly i do parku, dziewieciolatki pod opieka i tak jest dobrze.
  • murasaki33 17.06.13, 21:08
    W moim mniemaniu 12 latek nie da sie raczej skusic na "cukierka" i nie wsiadzie do obcego auta pod pozorem pokazania zagubionemu turyscie drogi a 9 latek moze to zrobic. Pomimo, ze obaj byli przez rodzicow pouczeni czego nie nalezy robic. Inne wydaje sie byc ocenianie sytuacji ew. zagrozenia u 9 i 12 latka. Tak jak inne jest u 3 i 6 latka.
    Nie mowie o wciaganiu na sile, bo tu istotnie kazdy moze byc bez szans.

    --
    Podazaj nieustannie za najwazniejszym

    Ludwika 26.10.06. i Vincent 23.10.09. - moje dwa slonca:)
  • yumemi 18.06.13, 09:49
    I jaka jest roznica
    > miedzy reakcja na zatrzymujacy sie samochod 12-latka i 9-latka?

    Ogromna. Mam prawie 11 latka. 2 lata temu to bylo zupelnie inne dziecko, nie ma porownania, to samo widze po jego rowiesnikach.

    Nie mowiac o tym ze nie pojmuje tego pedu niektorych rodzicow zeby juz sie 'klopotu' z odprowadzaniem dziecka (spedzaniem czasu z dzieckiem co za tym idzie), pozbyc. Za pare lat juz nawet nie bedzie jak, dziecko zacznie wyrastac i odfrunie. Nie rozumiem pospiechu i popychania dziecka w doroslosc tak wczesnie. Zwlaszcza ze z samodzielnoscia nie ma to nic wspolnego.

    Bo jak dla mn
    > ie, to czy to 9-latek, czy 12-latek, czy 20-latek, to nie masz zadnej szans zar
    > eagowac. Jak ktos wpycha do auta, to nawet buzi nie otworzysz!
    9 latek bedzie zachowywal sie bardziej ulegle. 12 latek jest silniejszy, moze zaczac krzyczec, na przyklad.
    Dziwne ze ktos moze nie widziec roznicy miedzy 9 latkiem a 20 latkiem, czy tylko mnie to dziwi?:))
    --
    -----------------------------------------
  • bramhall 18.06.13, 10:48
    Rozmawialismy o sytuacji, w której nagle zatrzymuje się przed dzieckiem auto i w domysle nastepuje porwanie. Wybacz, ale slyszalam o przypadkach porywania ludzi dorosłych i jakos sobie nie poradzili. Wydaje mi się, ze w takiej sytuacji wiek nie ma nic do rzeczy, bo zanim dochodzi do porwania, porywacze jakiś czas obserwują ofiare, poznają jej "grafik" (zebys się slowka nie doczepila daje w cudzyslowiu), to się raczej nie odbywa ad hoc. Ja nie wiem, co ja bym zrobila w takiej sytuacji, nikt z nas nie zna swojej reakcji na ekstremalne sytuacje. Jak pisala Poetka "Tyle o nas wiemy, ile nas sprawdzono". Wymagasz od 12-latka, żeby się obronil? Ja nie pisałam o sytuacji, w której ktoś probuje poczestowac cukierkiem, czy zaprasza do srodka. Nie o to mi chodzilo. Zreszta, takich rzeczy (żeby nie rozmawiać z obcymi itp.) uczymy dzieci już w przedszkolu. A i tak nigdy gwarancji mieć nie można. Ty odprowadzasz, inni nie odprowadzają, co nie znaczy, ze już chcą się się "pozbyć kłopotu", jak to ujelas. Za dużo sobie dopowiadasz, jak dla mnie. I oceniasz.
  • yumemi 18.06.13, 15:39
    Bramhall, kazdy ocenia:)
    Jednak dzieci sa po to dziecmi, po to sa np granice wiekowe co do glosowania, mieszkania samodzielnie, etc bo na kazdym etapie dziecko jest gotowe na cos innego.
    Nie wiem w jakim wieku masz dzieci, ale ja po moich widze jak przechodza kolejne etapy, widze jak moj 10 latek sie zachowuje teraz a jak zachowywal sie 2 lata temu:)
    Nie ma tez nic fajnego w narazaniu dziecka na sytuacje na ktore stanowczo nie jest gotowe jeszcze..
    --
    -----------------------------------------
  • jaggababa 18.06.13, 02:08
    w Polsce jest bezpieczniej, poczytajcie statystyki, dlatego bałabym się w Uk puszczać dziecko poniżej 12 roku życia samodzielnie do szkoły.
  • aniaheasley 19.06.13, 10:54
    W temacie:
    Rodzice dzieci w klasach 1-4 rzeczywiscie moga sie nie orientowac jakie w tym zakresie obowiazuja zasady, bo szkoly zakladaja (bezpodstawnie jak widac w tym watku), ze nikomu nie przyjdzie do glowy wysylac 7-8 latka bez opieki do szkoly.
    Na poczatku 5 klasy szkoly maja zalecone wyslanie listow do rodzicow w tej sprawie. Zasady zalecane przez LEAs sa takie, ze w 5 klasie dzieci moga isc do domu same na piechote jezeli mieszkaja do 1 mili od szkoly. Dzieci w 6 klasie moga same dojezdzac transportem publicznym, z tym ze nie moga 'opiekowac' sie mlodzym rodzenstwem w ten sposob. Starsze rodzenstwo moze odbierac ze szkoly dzieci w klasach 1-4 po skonczeniu 14 lat.

    To sa w miare powszechnie znane I stosowane zasady.

    Co do innych kwestii. Posiadanie dzieci (sorry golfstrom ale miec I posiadac w j polskim to o wiele blizsze sobie synonimy niz have I own, wedlug mnie dzielisz wlos na czworo) naprawde wymaga dostosowania zycia do tychze, a nie odwrotnie.

    Do tych matek co uwazaja odprowadzanie do szkoly za przykry obowiazek - naprawde sprobujcie spojrzec na ten czas jako magiczne pol godziny na poczatku dnia idealne do rozmow z dziecmi, bo nic nie rozprasza uwagi.

    Nostalgia za PRLowskim samotnym chodzeniem do szkoly - jest prawie niemozliwe patrzenie na wlasne dziecinstwo I mlodosc inaczej niz przez rozowe okulary, no ale jakis zdrowy rozsadek warto zachowac - te rzesze dzieci z kluczem na sznurku od najmlodzych lat to naprawde nie powinien byc model do nasladowania.
    --
    Ania's Poland
  • golfstrom 19.06.13, 11:23
    No jednak specjalny klawisz na klawiaturze oznaczajacy ironie powinien zostac jak najszybciej wprowadzony.

    Mnie sie posiadanie dzieci zle nie kojarzy. Natomiast jesli ktos sie chce czepiac wyrazen "przykry obowiazek" bez proby zrozumienia, co sie za tym wyrazeniem kryje, tylko od razu sobie dopisuje to, co mu najbardziej pasuje, to powinien rowniez uwaznie przygladac sie jezykowi, ktory sam stosuje, bo moga znalezc sie inni, jeszce bardziej krytyczni rodzice, ktorzy beda na podstawie jednego wyrazenia udowadniac, ze nasz swiece oburzony "przykrym obowiazkiem" rodzic tak naprawde pozostawia wiele do zyczenia jesli chodzi o standardy rodzicielstwa. Jesli juz przyznajemy otwarcie, ze wszyscy bez wyjatku sie oceniamy i w ten sposob sprowadzmy rodzicielstwo do mini wersji wyscigu szczurow, to free for all.
    Z tego tez powodu postanowilam zagrac adwokata diabla.

    Co do PRLu - ja nie twierdze, ze pokolenia z kluczem na szyi to powinien byc jeden jedyny obowiazujacy design for life. Ale bylabym wdzieczna, gdyby nie probowano mi wmawiac, ze powinnam wyznawac inny jedyny sluszny design for life. Jak widac podejscie do tego, co potrafi a czego nie potrafi 8 latek rozni sie nie tylko od rodzica do rodzica, ale tez od kraju do kraju. Swiete oburzenie tym, ze ktos nie widzi nic zlego w tym, ze konkretny 8 latek potrafi i chce sam chodzic sam do szkoly to po prostu przejaw slabej wyobrazni a nie wysokich standardow rodzicielstwa.
    Cale szczescie ze nie rozmawiamy tu o innych aspektach rodzicielstwa, bo mogloby sie okazac, ze te bezpieczne i odprowadzane dzieci cierpia na brak uwagi rodzicow w innych dziedzinach.

    > Do tych matek co uwazaja odprowadzanie do szkoly za przykry obowiazek
    Przyznam, ze "przykry obowiazek" to nieadekwatne wyrazenie. Ale przyznam tez szczerze, ze mnie poranna rutyna rzadko kojarzy sie z magicznym czasem. Nie jestem rannym ptaszkiem - rano jestem nie do zycia. Musze sie wyrobic na konkretna godzine, zeby odprowadzic dziecko na konkretna godzine, bo jesli wyjade ze wsi 15 minut pozniej, to bede w pracy 30 minut pozniej. Naprawde to nie jest magiczny czas. A i tak mam taka komfortowa sytuacje (klania sie slowo "luksus") ze moge do pewnego stopnia regulowac swoj czas pracy. Co maja zrobic ludzie w podobnej sytuacji a ktorzy nie moga regulowac swojego czasu pracy, doprawdy nie wiem, ale jest tu mnostwo madrzejszych kolezanek, ktore zalecaja osobie zarabiajacej £7 na godzine i zaczynajacej o 6 rano, zeby znalazla opiekunke. No coz, powodzenia.

    Wracajac do tematu mojej porannej rutyny. Tylko dlatego, ze rano jestem bardziej zestresowana niz wypoczeta i poranki nie kojarz mi sie magicznie, nie oznacza, ze nie znam swojego dziecka, nie poswiecam mu uwagi, nie rozmawiam z nim, nie przygladam mu sie, nie rozwijam go w najlepszy sposob, jaki znam. Ale zebym sie z tego musiala obcym ludziom na forum tlumaczyc przy okazji kazdego watku, to jest chyba lekka paranoja.

  • almamag 19.06.13, 11:46
    "Co maja zrobic ludzie w podobnej sytuacji a ktorzy nie moga regulowac swojego czasu pracy, doprawdy nie wiem, ale jest tu mnostwo madrzejszych kolezanek, ktore zalecaja osobie zarabiajacej £7 na godzine i zaczynajacej o 6 rano, zeby znalazla opiekunke. No coz, powodzenia."

    bo te kolezanki z wlasnego doswiadczenia wiedza, ze sie da, nawet z takimi zarobkami
  • yadrall 19.06.13, 11:56
    Pewnie to tak samo "sprawdzona" informacja jak ta o zwrocie 80% kosztow opieki nad dzieckiem.

    I owszem wszystko sie da-zawsze mozna zostac np. full time mum i wtedy na spokojnie sie prowadza dzieci do i ze szkoly,a ile qualty time sie ma!
    A moze masz jakas sprawdzona childminder w okolicy,ktora mi sie zajmie dzieckiem (dziecmi) od tej 6 rano-chetnie skozystam z namiarow.
  • golfstrom 19.06.13, 11:59
    Rowniez jesli sa samotnymi rodzicami?
    W kazdej okolicy?
    Zawsze i bez wyjatku?

    To musi byc niesamowicie oplacalny kompromis, odprowadzac dziecko na 5.15 albo 5.30, placic za unsociable hours przy zarobkach £7/hr brutto, poswiecac te magicznie minuty rozmow podczas drogi do szkoly, igrac z uczuciami dziecka, ktore teskni za rodzicem i przywiazuje sie do opiekunki, ktora z dnia na dzien moze przeciez zniknac. Wszystko to dla wlasnej kariery i widzimisie.
    Nie szkoda Wam wlasnych dzieci?
    (dla jasnosci: to rowniez jest sarkazm)
  • a74-7 19.06.13, 13:07
    golf , jesli jest sie samotnym rodzicem tymbardziej zycie uklada sie i dopasowuje do potrzeb dziecka - czas pracy mam na mysli . Czyli nie wchodzi w rachube praca dla ktorej musze zrywac dziecko skoro swit 5 rano np. , odstawiac do opiekunki ,tymbardziej jesli jest to praca part time .
    Ale oczywiscie kazda z nas zrobi inaczej :-)
  • golfstrom 19.06.13, 13:30
    Wiesz, gdyby absolutnie wszystko w zyciu bylo pod nasza kontrola, to bysmy mieszkaly w raju.

    Ja jak najbardziej wierze w to, ze jestesmy kowalami wlasnego losu i ze od naszcych decyzji wiele zalezy. Chodzi o to, by szukac sposobu, by dazyc do tego, co sie chce.
    Ale naprawde balabym sie kategorycznie i bezwzglednie stwierdzic, ze wszystko zalezy tylko i wylacznie od naszych decyzji.

    > Ale oczywiscie kazda z nas zrobi inaczej :-)
    Otoz to, kazda z nas idzie na inny kompromis :)
  • aniaheasley 19.06.13, 12:47
    >rano jestem bardziej zestresowana niz wypoczeta

    Golfstrom, to moze zaczynaj wypowiadac sie na forum po poludniu dopiero, wszyscy skorzystaja :)
    --
    Ania's Poland
  • golfstrom 19.06.13, 12:51
    Niestety, Aniu. Swietoszkowatosc wyprowadza mnie z rownowagi o kazdej porze dnia i nocy.
  • aniaheasley 19.06.13, 13:44
    Jest dosysc powazna roznica miedzy swietoszkowatoscia a nieposzanowaniem bezpieczenstwa wlasnych dzieci. Oraz znajdowaniem na to coraz to innych wymowek.

    Juz widze jak dojrzaly 8-latek maszeruje do szkoly. Jasne. A nad nim w przestworzach szybuje stado swin.
    --
    Ania's Poland
  • golfstrom 19.06.13, 13:58
    No ale skoro dziecko jest bezpieczne tylko i wylacznie w obecnosci rodzica, i nie ma zadnych wyjatkow od tej zasady, to powinnysmy isc za ciosem i wszystkie jak jeden maz siedziec z dziecmi w szkole, albowiem bullying to jest powazne, bardzo powszechne i czesto ignorowane lub niezauwazane przez szkole zjawisko.

    Czy nie oblewaja Was zimne poty, jak sobie pomyslicie, na co narazone sa Wasze dzieci, na jakie lata traumy, przez wrednych rowiesnikow? Nie tylko 8 latek, ale i 15 czy 16 latek czesto nie radzi sobie z presja i stresem. Jedna z najczestszych reakcji dzieci jest ukrywanie problemu przed rodzicami. Czy przypadkiem nie powinnysmy zrezygnowac z pracy by przebywac z dzieckiem w szkole do zakonczenia edukacji? Albo zatrudnic do tego celu opiekunke? To jest realne zagrozenie, ja nie pisze o jakichs tam pojedynczych przypadkach.
    I to sie dzieje w szkole, a nie po drodze do szkoly.

    Czy moze wyobraznia ruszy dopiero wtedy, kiedy pojawi sie odpowiednie prawo?

    Co prawda nigdy nie widzialam stada swin nad glowa, kiedy szlam do szkoly, ale moze to dlatego, ze w Polsce nie bylo wtedy przepisu na odprowadzanie dzieci do szkoly.

    A tak swoja droga, czy Jamie Bulger nie zostal porwany w obecnosci matki?
  • yumemi 19.06.13, 22:30
    > A tak swoja droga, czy Jamie Bulger nie zostal porwany w obecnosci matki?

    Blagam, nic bardziej gorszego i mniej wspolnego z tematem nie moglas wyciagnac.. Przyklad 2 latka ktorego matka odwrocila sie na chwile jako argument w dyskusji ze dzieciom opieka jest zbedna. Straszna tragedia ktora z opieka nic nie miala wspolnego, puszczenie reki 2 latka na dwie sekundy i znikniecie dziecka to najgorszy strach kazdej matki.
    Brak slow po prostu.
    --
    -----------------------------------------
  • yadrall 19.06.13, 14:05
    Aniu!
    Nie wiem czy bylam bardziej dojrzala od obecnych 8 latkow czy nie,ale majac 8 lat sama chodzilam/wracalam ze i do szkoly. Naprawde! I nie byla to mala wioska,a duze, nowe osiedle-mozna bylo albo podjechac autobusem 2 przystanki,albo isc skrajem lasu. I naprawde nie pamietam zadnych wypadkow czy przypadkow,zeby dzieciakom sie cos stalo. Ale moze to kwestja szczescia.
    I skoro zyje w kraju gdzie dzieci trzeba odprowadzac/przyprowadzac do/ze szkoly to dopasuje swoje zycie do dzieci i bede tak robic. Co nadal nie zmienia faktu,ze jest to OBOWIAZEK,ktory wcale nie musi sprawiac mi specjalnej przyjemnosci. Ale powiedz mi ile jest innych rzeczy,ktore robimy ze wzgledu na dzieci,choc sa one dla nas obowiazkiem? Taki los rodzica i tyle-sa rzeczy fajne i obowiazki.

    Ps. np. dla mnie przewijanie zasranego pampka u niemowlaka jest PRZYKRYM OBOWIAZKIEM i nie bede do tego dorabiac idei,ze moze to byc quality time,bo przeciez mozna sobie z dzieckiem pogadac w tym czasie. CO oczywiscie nie znaczy,ze nie zmieniam tych pieluch,bo zmieniam. Tyle,ze pogadac to ja sobie wole z dzieciakiem na spacerze w parku,a nie w oparach kupy ;)
    (to tez jest ironia-gdyby ktos nie rozumial)
  • golfstrom 19.06.13, 14:22
    To niewazne, ze odprowadzasz i bedziesz odprowadzac, wazne, ze mozna z Ciebie zrobic taki ladny przyklad.
  • yadrall 19.06.13, 14:35
    Co wiecej-nie wazne co i jak robie z moimi dziecmi,zeby wydac osad wystarczy,ze sie zapytam do jakiego wieku prowadzic dzieci do szkoly,albo czy dziecko z ospa moze leciec samolotem...
    A prawda jest taka,ze to jakimi jestesmy rodzicami ocenia nasze dzieci jak juz sie wyprowadza z domu :)

    Zrobilam mala ankiete u znajomych w PL-i tam 8 latki nadal (!!!) chodza same do i ze szkoly,ale latajacych swin nikt nie widzal ;)
  • yumemi 19.06.13, 22:38
    aniaheasley napisała:

    > Jest dosysc powazna roznica miedzy swietoszkowatoscia a nieposzanowaniem bezpie
    > czenstwa wlasnych dzieci. Oraz znajdowaniem na to coraz to innych wymowek.

    Niniejszym to zdanie jest dla mnie podsumowaniem tego watku. Nic dodac nic ujac.
    --
    -----------------------------------------
  • almamag 19.06.13, 14:36
    widzisz golfstrom a mnie podobnie z rownowagi wyprowadza to jak ktos jest zawsze na nie,

    przedszkole za drogie (nie wiem ile musialby zarabiac przedszkolanki, zeby bylo tansze - juz teraz nie zarabiaja kokosow), doplaty za male (jeszcze rok temu mamy, z ktorymi pracowalam - nie samotne - zarabiajac minimum mialy doplaty do 80% kosztow opieki nad dzieckiem), opiekunki zle, godziny prace zle, diagnozowanie dziecka tez zle, odprowadzenie dziecka do szkoly tez zle, znajdz mi opiekunke itp. itd.
    wszelkie propozycje, co mozna zrobic z kazda z tych sytuacji sa negowane bo ... i tysiac wymowek
    i nie mowimy tu o samotnej matce

    to tylko kilka przykladow z postow autorki watku, wiec ja podpisze sie pod Ania, i zakoncze swoj udzial w tej dyskusji
  • golfstrom 19.06.13, 14:42
    Najlepiej siedziec cicho na temat realnych problemow (bo to jest bycie na nie) a odzywac sie tylko wtedy, kiedy mozna komus swoja ocena przywalic w zeby.

    Ja rowniez.
  • yadrall 19.06.13, 15:19
    No i sie o mnie poklocily!

    Ale widze,ze na tym forum to juz o nic sie nie mozna pytac,bo w wychodzi,ze wszystko jest na nie i pomyslec,ze czlowiek chcial tylko uzyskac informacje.

    Napisz mi jeszcze jedno-dlaczego przeinaczasz moje slowa?
    Poprosilam o namiary na opiekunke (childminder),ktora pracuje od switu,bo wczesniej napisalas,ze to nie problem taka znalezc,bo wiesz to z doswiadczenia. Czy widzisz cos zlego w polecaniu sobie childmninder? To tez jest na nie?

    A to ze strony dotyczacej zwrotu za koszty opieki:
    You can get help with up to 70 per cent of your childcare costs - up to certain limits.
  • almamag 19.06.13, 21:42
    moja childminder wyprowadzila sie z miasta po skonczeniu studiow, wiec Ci jej nie polece
    ale powiedz do ilu do tej pory zadzwonilas (jednej, dwoch, dwudziestu?), ze wysnuwasz wniosek, ze "nie da sie"
    co do doplat, do 70% to jednak wiecej niz to o czym pisalas?

    wiesz to nie chodz o to, ze pytasz, tylko o to, ze od jakiegos czasu mam wrazenie, ze nie o odpowiedzi-informacje Ci chodzi, a raczej o odpowiedzi-potwierdzenie Twojego zdania
  • yumemi 19.06.13, 22:33
    almamag napisała:

    > moja childminder wyprowadzila sie z miasta po skonczeniu studiow, wiec Ci jej n
    > ie polece
    > ale powiedz do ilu do tej pory zadzwonilas (jednej, dwoch, dwudziestu?), ze wys
    > nuwasz wniosek, ze "nie da sie"

    No bo tak najlatwiej, powiedziec ze sie nie da i dorabiac ideologie, poszukujac argumentow tam gdzie ich nie ma.. a jak zabraknie tych argumentow to zaczyna sie robic niemilo :(

    > wiesz to nie chodz o to, ze pytasz, tylko o to, ze od jakiegos czasu mam wrazen
    > ie, ze nie o odpowiedzi-informacje Ci chodzi, a raczej o odpowiedzi-potwierdzen
    > ie Twojego zdania
    Mam takie samo wrazenie, w ogole zgadzam sie z tym co napisalas w tym watku.
    --
    -----------------------------------------
  • bramhall 19.06.13, 23:45
    Doprawdy? A ja mam wrazenie,ze to wlasnie osoby z drugiej strony 'barykady' probuja potwierdzic swoj wybor (do ktorego przeciez maja prawo). A najlepiej zrobic to poprzez umniejszenie, osmieszenie,skrytykowanie innego wyboru. I stad biora sie te wyssane z palca argumenty,ze leniwa matka,ze proba pozbycia sie klopotu itp. Ci ktorzy dokonali innego wyboru (do ktorego rowniez maja prawo) dopuszczaja sie wedlug Was, istotnych zaniedbam w stosunku do wlasnych dzieci. To sa ciezkie oskarzenia. Jedno dziecko takie,drugie inne. To,ze jedno jest odprowadzane przez matke nie oznacza,ze musi byc mniej rozgarniete. Z kolei dzieci,ktore chodza same,niekoniecznie maja zle matki. Zyjmy i dajmy zyc innym!
  • yadrall 20.06.13, 08:31
    Jezali chodzi o childminder to rozmawialam osobiscie z ok. 10 (jakis czas sama bylam childminder i troche w tym towarzystwie przebywalam-robilam wywiad w jakich godz. inne pracuja).
    I jest duza ronica miedzy do 70%,a 70%-moje wyliczenia dotycza NASZEJ konkretnie sytuacji finansowej-dzwonilam na infolinie CTC i sie o to dowiedzialam-takie info dostalam u zrodla-no,ale skoro kolezanka z forum wie lepiej to sie nie bede klocic.

    A co do mnie? W tej chwili akurat to kto bedzie odbieral/zaprowadzal moje dzieci do szkoly za x lat jest naprawde sprawa bardzo przyszlosciowa i jeszcze nie wiem co z tym zrobie. W tej chwili mam wystarczajaco innych zmartwien-zdecydowanie bardziej powaznych.
    Tu poprostu chcialam sie dowiedziec jakie sa obowiazujace normy formalne.

    I dziekuje tym z Was,ktore odpowiedzialy na moje pytanie-dzieki Wam wiem cos wiecej na temat kraju w ktorym zyje.
  • a74-7 20.06.13, 10:31
    bramhall, autorka watku wspominala w ktoryms z poprzednich watkow o lekkiej disability swojego synka ,
    ja np z ulga przyjelam wyjasnienie ze pytanie "o droge "bylo akademickie , a najlepiej zeby dotyczylo ono dzieci sasiadki :-)
    Bylabym concern gdyby yadrall wysylala swojego synka z kluczen ma szyi - zreszta nie tylko ja .
    I to wcale nie w celu dowalenia kol .yadrall, jesli oczywiscie potrafisz to zrozumiec .
  • yadrall 20.06.13, 10:48
    Nie boj sie :)
    Pytanie bylo teoretyczne-poprostu chcialam wiedziec.
    Aczkolwiek mam nadzieje,ze moji synowie w jakims wieku beda na tyle samodzielni,ze zaczna chodzic sami po ulicach...
  • bramhall 20.06.13, 11:25
    Jesli potrafie to zrozumiec...Hmmm...musze sie zastanowic, czy potrafie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka