Dodaj do ulubionych

po raz pierwszy na wyspach

02.03.14, 11:35
jestem w 16 tygodniu ciąży. na początku maja lecę do Anglii. mój chłopak już tam jest, pojutrze ma rozmowę o nadanie NIN. zamierzamy tam zamieszkać i chcę tam urodzić. wszystko jak się domyślacie na wariackich papierach bo ciąża nie była planowana, a w Polsce z jednej wypłaty (o ile już się w ogóle pracę znajdzie) utrzymać się z dzieckiem nie da - chyba nikomu tego nie muszę tłumaczyć. znajomy rzucił pomysł wyjazdu na wyspy i uznaliśmy, że to faktycznie najlepsze rozwiązanie w tej sytuacji, skoro nic nas tu nie trzyma - żadna praca, żadne mieszkanie. ja obecnie mam staż, ale w kwietniu go kończę i zostaję bez własnych pieniędzy. piszę, bo chciałabym otrzymać od Was jakieś porady, informacje, może ktoś był w podobnej sytuacji, jakaś nauka na Waszych błędach ; ) tak naprawdę to wiem niewiele. wiem, że ciążą opiekuje się położna, że warunki porodu są dużo lepsze - ale nic więcej w tym temacie. nie wiem nawet o co powinnam zapytać - pokierujecie mną jakoś?
Edytor zaawansowany
  • sueellen 02.03.14, 11:56
    eghm... ide po popcorn :P
  • panda_e 02.03.14, 12:00
    ja się ucieszyłam, że ktoś odpisał i w końcu się czegoś dowiem - a tu taka odpowiedź : D
  • sueellen 02.03.14, 12:06
    Nie ciesz się dziewczyno nie ciesz, bo zostaniesz za chwilę tak zjechana, że Ci się wyjeżdżać odechce wszelkich wojaży. I w sumie słusznie.
  • ssabaudia 02.03.14, 13:51
    chcesz hot doga? ;D
  • sueellen 02.03.14, 13:56
    nie pogardze. chcesz loda na deser?
  • cherrie 02.03.14, 15:30
    Like it! :-)
  • ssabaudia 02.03.14, 18:34
    ZIMNAAAAA KOKAAAA KOOOLAAAAA
    LOOOODY LOOOODY DLA OCHŁOOOODY ;P
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/km5sjw4zbw61htud.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/bl9ctrd8j28b64cc.png
  • carmelaxxx 02.03.14, 12:07
    niezbyt sprecyzowalas o co ci chodzi wiec co mamy odpowiadac, a tak naprawde przejrzyj forum poczytaj rozne watki to sie sporo dowiesz, w goigle tez znajdziesz wiele stron z poradami jak dac sobie rade w uk.
  • paola_k2 02.03.14, 12:09
    A twoj chlopak ma prace? Szuka dopiero? Ma jakies mkieszkanie, czy pokoj? Macie jakichs znajomych czy rodzine, do ktorych jedziecie? Ty w ciazy bez prawa do macierzynskiego to tak latwo wam nie bedzie...

    --

    http://www.suwaczki.com/tickers/zem3cwa15whpx979.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/1usa3e5eq5f3hfua.png
  • steph13 02.03.14, 12:16
    sueellen, mam nadzieje, ze popcorn pod reka...
    Co tu poradzic, hm, w ciazy, bez srodkow do zycia I dachu nad glowa, o, juz wiem, najlepiej pojedz do Anglii. Tu dadza w koncu jakas jalmuzne nalezna obywatelce Europy, jakis landlord dostawi pietnaste lozko pod schodami, no I olimpijskiej w koncu klasy NHS nie pozwoli rodzic w parku. Nie zapomnij polecic znajomym!
  • sueellen 02.03.14, 12:26
    mnie najbardziej rozwala:
    jestem w ciąży, jadę do obcego kraju i nie wiem co mnie tam czeka.... noz odpowiedziala przyszła mamusia!

    Pytania do autorki:

    - dokąd konkretnie się wybierasz (UK może nie szerokie ale dłuuuugie i zróżnicowane pod względem cen i zarobków)
    - czy masz kase na przeprowadzkę? Ile?
    - czy znasz język?
    - czy przynajmniej jedno z was ma prace?
    - czy macie mieszkanie?
  • panda_e 02.03.14, 12:45
    Portsmouth. Znamy język, mój chłopak czeka na NIN więc jest jeszcze bez pracy, mieszka tam póki co u swojego brata. Jak dostanie pracę to plan jest taki, że znajdzie pokój, do którego ja też się wprowadzę na początek jak już też tam będę. A potem będziemy szukać kawalerki, bo wiadomo, że z dzieckiem w domu z obcymi ludźmi już nie da rady mieszkać. Nie mamy odłożonych kokosów, niestety takie realia. Tu się żyło z dnia na dzień. Teraz trzeba wszystko zmienić. Nie potrzebuję niczyjej krytyki w tym momencie, bo zdaję sobie sprawę, że nie jestem w łatwej sytuacji. Ale nie wyobrażam sobie innego rozwiązania, mimo, że jest dosyć szalone i ryzykowne - tak, o tym też wiem.
  • sfornarina 02.03.14, 12:54
    Nikt Wam nie wynajmie pokoju z dzieckiem.
    --
    I almost agree...
  • sfornarina 02.03.14, 12:55
    Kawalerki też nie. Nie jestem pewna, ale z dzieckiem musicie mieć chyba 2 bed (czyli 3 pokoje), a już na pewno minimum 1 bed.
    --
    I almost agree...
  • sueellen 02.03.14, 13:10
    Wynajmą zagrzybiony pokój z umowa "na gębę" od jakichś podejrzanych typów. Cud miód i orzeszki. Podobnie jeśli przyjdzie do wynajmu mieszkania, - tylko umowa na gębę, bez gwarancji, praw i obowiązków. Zaraz będzie płacz, że zepsuł się grzejnik, my z dzieckiem, zima idze, a właściciel ma nas w d**e, albo lepiej - każe się jutro wynosić.
  • sfornarina 02.03.14, 13:20
    > Wynajmą zagrzybiony pokój z umowa "na gębę" od jakichś podejrzanych typów.

    To chyba nie przejdzie. Z malutkim dzieckiem będą mieli wizyty hv i pewnie z socjalu za chwilę też.
    --
    I almost agree...
  • sueellen 02.03.14, 13:22
    i sie posypią posty: ratunku! dziecko nam chcą zabrac! Jak wrócic do PL bez paszportu dla niemowlaka?
  • sueellen 02.03.14, 13:05
    Znamy język, mój chłopak czeka na NIN więc jest jeszcze bez pracy,

    Nie jest to jednoznaczne. Ja np załatawiałam NIN dopiero po przyjeździe, a pracę miałam zanim jeszcze przyjechalam.

    Nie pisz, ze przyjedziesz w maju, bo trudno abys sie zwalała bratu chłopaka na łeb gdyby ten pracy nie znalazł.

    Najpierw musi chłopak znaleźć pracę i to taką by móc za te pieniądze wynajać 1bed i utrzymać 3osobową rodzinę. Musi być to praca legalna, zadna szara strefa i płatne pod stołem. Weź pod uwagę, że będziecie potrzebowali graty w tym mieszkaniu - to sa dodatkowe koszta. Jest marzec, a wy jesteście w czarnej dziurze. Nie widzę aby do maja cokolwiek się rozjaśniło.

    Na wynajem potrzebujecie minimum 250 - 300 miesiecznie + opłaty, które mogą stanowić drugie tyle. Do tego w pierwszym miesiacu depozyt 6 tygodni. Aby normalnie żyć, utrzymać ciebie i dziecko, Twój chłopak musi zarabiać minimum 1000 na rekę.

    No i w Polsce w razie problemów macie rodzinę, tu nie macie nikogo, trudno by brat faceta was sponsorował, pierwsze potknięcie i lądujecie na bruku bez prawa do zasiłku, a bez znajomości realiów o potknięcia nietrudno. Zastanów się dobrze, w co się pakujesz...
  • sfornarina 02.03.14, 13:09
    > Na wynajem potrzebujecie minimum 250 - 300 miesiecznie + opłaty,

    Raczej minimum 450-550, bo to Portsmouth. Plus 100 miesięcznie council tax + pewnie 100 innych opłat.
    My za małe mieszkanie 2 bed w sąsiednim Southampton płacimy 1000 miesięcznie z opłatami.

    --
    I almost agree...
  • sueellen 02.03.14, 13:20
    Sprawdzałam na rightmove, można wynając od 280 miesięcznie. 1 bed raczej im wynajmą z niemowlakiem albo gdy ona będzie w ciąży, ale zażądają min 6tyg depozytu czyli na dzien dobry muszą mieć min 700 żeby cokolwiek wynajać, min 400 na życie no i chyba muszą jakieś graty do domu kupić. Bez 1,5k - 2k w kieszeni nawet nie ma co mysleć o przeprowadzce.

    Przeprowadzałam się sama jako singielka z 2k w kieszeni i tez przez pół roku wynajmowałam pokój ale pracę załatwiłam sobie PRZED wyjazdem. No i były to czasy przed kryzysem, a wcale jakoś kolorowo i bezproblemowo tego okresu nie wspominam. Raczej sporo stresu, bo odnalezienie się w nowej rzeczywistosci to nie taka prosta sprawa. W ciąży, bez pracy, bez kasy, bez mieskzania, bez planu... nie widzę tego.
  • panda_e 02.03.14, 13:25
    Nie ma opcji żebym poleciała później, bo w 3 trymestrze już nie można latać. Z tego co Nam powiedziano, to jeśli nie ma NIN nie może dostać legalnej pracy. Z tego wszystkiego co piszecie zdaję sobie sprawę, i wydaje mi się, że odpowiedziałam na wszystkie Wasze pytania zadane do tej pory. Wiem jakie to są koszty, ile musi zarabiać. Tak samo mogę Wam nagadać jakby to wyglądało w Polsce, tylko że tu nie mamy pracy a tam coś znajdzie. Na tylu znajomych ile tam wyjechało jeszcze nikt nie miał problemu ze znalezieniem czegoś. Wiadomo, że z reguły każdy jedzie do kogoś, jest jakieś mieszkanie na początek i często załatwiona praca. Ale w Naszym przypadku po prostu nie ma lepszej opcji. Nie możemy zostać w Polsce z rodzicami. Bo nie mamy się tu gdzie podziać, nie stać Nas na mieszkanie. Bo pracy po prostu nie ma WCALE. Skoro przez 2 lata nic nie znalazł, to teraz nagle znajdzie? A nawet jeśli, to za minimalną utrzyma tu Nas wszystkich? Nie możemy liczyć na pomoc rodziny, niestety. Moja rodzina ledwo wiąże koniec z końcem, a on ze swoją nie chce mieć zbyt wiele wspólnego. Także to akurat nie robi różnicy.
  • sueellen 02.03.14, 14:16
    Uważam, że powinnaś urodzić w Polsce, tatuś niech zaiwania na rodzinę i ściąga Was po porodzie. Serio.
  • andgie 02.03.14, 14:31
    To ma sens. Niech partner znajdzie prace, odlozy na depozyt, wynajmie mieszkanie i Tywtedy do niego dalaczysz.
  • panda_e 02.03.14, 12:40
    Nie no jasne, w Polsce dużo lepiej. Z rodzicami pod jednym dachem ja, mój facet + dziecko w 50m2. Też bez zasiłku. 1200zł na rękę na całą rodzinę. I od rodziców sępić. Wiadomo, że tam mój chłopak więcej zarobi. Nawet bez moich zasiłków coś wynajmiemy. Jakiś lepszy pomysł byście miały czy o co chodzi? Każdy sobie radzi jak może. Szczerze miałam nadzieję, że od Polaków, którzy są w Anglii usłyszę coś więcej niż samą krytykę na wstępie. Bo że tu się po każdym jedzie nie znając do końca czyjejś sytuacji to już przywykłam.
  • sueellen 02.03.14, 12:48
    opowiedz na zadane pytania, w zależności od odpowiedzi coś doradzimy. Na razie mi to wygląda że jedziecie kompletnie w ciemno. Jazda w ciemno kończy się tak:

    wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Brytyjski-rzad-ostrzega-polskich-imigrantow-przed-przyjazdami-bez-przygotowania,wid,15735883,wiadomosc.html?ticaid=1124bd#czytajdalej
    sfora.wrzuta.pl/film/9qHK9Xj8FQ1/zanim_wyjedziesz
  • sfornarina 02.03.14, 12:52
    > Nie no jasne, w Polsce dużo lepiej. Z rodzicami pod jednym dachem ja, mój facet
    > + dziecko w 50m2. Też bez zasiłku. 1200zł na rękę na całą rodzinę. I od rodzic
    > ów sępić. Wiadomo, że tam mój chłopak więcej zarobi. Nawet bez moich zasiłków c
    > oś wynajmiemy.

    W jaki sposób zamierzacie coś wynająć? Zdajesz sobie sprawę, że będziesz musiała zapłacić depozyt i za pierwszy miesiąc z góry?
    Jeśli nie macie historii w UK, to zostają Wam prywatni landlordzi i będzie problem. Porządni landlordzi raczej Wam ot tak nie wynajmą biorąc pod uwagę Waszą sytuację, jeszcze z małym dzieckiem...
    Wylądujecie w kiepskiej dzielnicy, na porządne jedzenie Was stać nie będzie, już nie mówiąc o potrzebach dziecka. I do tego zero pomocy od rodziny, którą macie w Polsce. Biorąc pod uwagę obecne nastroje w UK od rządu zbyt wiele nie dostaniecie. Do pracy nie pójdziesz, bo nie będzie Cię stać na przedszkole ani niańkę i będziecie biedować identycznie jak w Polsce.

    To nie te czasy, kiedy anglia mlekiem i miodem płynęła, i funt stał po 7 złotych. Życie na socjalu w Anglii jest niewiele lepsze niż życie na socjalu w Polsce.
    --
    I almost agree...
  • panda_e 02.03.14, 12:59
    Tak. Jego brat jest tam od 9 lat. Możemy liczyć jeszcze na jego pomoc i doświadczenie. Nie proponowałby Nam tego wyjazdu gdyby miało być tak tragicznie jak to opisujesz. Liczę na to, że jakoś się tam rozkręcimy, z czasem będzie lepiej. Tu nie mogłam znaleźć żadnej pracy, ani ja oni mój chłopak. Staliśmy od 2 lat w takiej samej dupie. Głupi staż musiałam załatwiać po znajomości. W Polsce nie mamy żadnych szans na normalne życie. Jedyna opcja to taka, żeby mój chłopak zapieprzał na mnie i na dziecko zagranicą, a ja bym tu siedziała z dzieckiem sama. Chyba już niektórzy zapomnieli jak się u Nas żyje.
  • krzysztof42011 01.06.14, 01:52
    Mam 52 lata.....mam żonę (nie pracuje) i dwoje dorosłych dzieci. Jedno się jeszcze uczy(córka), drugie jest chore na schizofrenię(syn)ma małą rencinę (550 zł.) i z tego musi się na przyszłość utrzymać ! jak Nas zabraknie. Pracowałem w Polsce przez ostatnie właśnie 8 lat jako Ochrona Obiektów(Dozorca )ze względu na :1)Operację biodra-rechabilitacja-chcesz iść podjąć jakąś inną pracę (Brak.....albo jak jest to śmieciowa), tak miałem umowę smieciową w ochronie.....24 godz. na dobę, 2 dni wolne...niekiedy 1 i z powrotem do tyry na 24 godz. za niecałe 1000 miesięcznie. Zadłużone mieszkanie w spółdzielni....wchodzi później widykacja ze spółdzielni....grożą że jak nie będziemy płacić regularnie to niestety sprawę oddają do sądu....itd. Pytam się ....co ma zrobić facet, który jest po dużym już stażu pracy....płacił i płaci podatki i powinęła mu się noga w życiu,,,a przecież chce dalej pracować i normalnie życ...utrzymać rodzinę.....bo taka jest rola Ojca......Utrzymać rodzinę!....jak utrzymać jak Urzędasy w POlsce mają Nas gdzieś.....Sytuacja zmusiła mnie do tego, że jestem teraz w londynie od Lutego 2014 , pierwsze półtora miesiąca siedziałem w domu u Kolegi i w miedzy czasie się rozgladałem za pracą....preacą w Londynie(rozumiecie)znalazłem udało mi się dostać do Włoskiej firmy produkującej makaron i pierogi nadziewane i mam pracę jest nie lekko bo po pierwsze.....przyjezdżając tu miałem niecałe 400 funtów...Londyn jest drogi.....lokum miałem już załatwiony choć wyszło tak że uciekaliśmy stamtąd bo były pluskwy.....dobrze ze kolega znał trochę angielski bo bez tego nie ma tu nikt szans....mamy drugie lokum(2 małe pokoiki(przejsciowe)trudno dobre i to na początek....teraz tak...depozyt nie mam kasy.....pierwszy miesiąc opłata z góry nie mam kasy....bo przeciez jeszcze nie zarabiam....jest praca ale ta kasa na razie gdzieś nie dociera....bo kochani nie oddasz zadłużenia to do widzenia(krótko) to jest Anglia....już nie za bardzo tu chcą przybyszów z Polski......jest tu nas już multum....na każdym rogu słychać Nasz język(bez przesady)...Także kochani....nie wszystko o czy sobie bym nie pomyślał będzie idealnie odnosiło się do mojego już zszarganego życia czy w Polsce czy Tutaj w Anglii......Zostawiłem rodzinę, którą jeszcze do tej pory nie mogę wspomóc, bo muszę być wytrwały i cierpliwy, że w końcu przyjdzie ten moment kiedy się podniosę......mam taka nadzieję i powiem udało się wyjść z długów...teraz pomogę rodzinie która jest w tragicznej sytuacji.......no i na koniec....przyjdzie też i dzień, że zabraknie mi już sił i odejdę....odejdę i powiem AMEN
  • ta_ruda 02.03.14, 16:01
    Steph, klasyka twoja. Niewiele dziewczyna napisala - nie wiesz zbyt wiele ale wiesz oczywiscie ze dziewczyna przyjezdza po jalmuzne i bedzie mieszkac pod schodami.
    A w sumie, nawet jakby mieszkala, to niestety ktos musi 'zapierda**c' zeby midddle class women mogly miec takie zycie o jakim snia.

    Ktos musi im te indyki, szynki, dobre sery wyprodukowac, dowiezc, wstawic na polki, itd itp - ktos musi smieci zabrac sprzed ich domow, ktos im posprzata a ci ludzie niestety malo zarabiaja i rzeczywiscie czesto mieszkaja w bardzo skromnych warunkach.


    steph13 napisała:

    > sueellen, mam nadzieje, ze popcorn pod reka...
    > Co tu poradzic, hm, w ciazy, bez srodkow do zycia I dachu nad glowa, o, juz wie
    > m, najlepiej pojedz do Anglii. Tu dadza w koncu jakas jalmuzne nalezna obywatel
    > ce Europy, jakis landlord dostawi pietnaste lozko pod schodami, no I olimpijski
    > ej w koncu klasy NHS nie pozwoli rodzic w parku. Nie zapomnij polecic znajomym!
  • paola_k2 02.03.14, 13:14
    Ja rozumiem, ze w Polsce jest ciezko. Ale realia zycia w Anglii tez nie sa rozowe. Na wynajecie pokoju czy studia musicie miec pieniadze na depozyt i czynsz z gory. Agencje sprawdzaja zdolnosc kredytowa, ktorej wy nie bedziecie miec jeszcze. Chyba, ze znajdziecie cos prywatnie, po znajomosci, ale to nie jest takie latwe. Jako parze z dzieckiem w drodze nie bedzie wam latwo.
    I nie ma sie co obrazac. Jako Polacy zyjacy tutaj po iles lat wiemy jak jest. Dawniej bylo moze latwiej, ale te czasy juz za nami. Z jednej pensji nie jest latwo zyc. Mam znajoma, ktora na zasilki (Child benefit i Child Tax Credit) czekala prawie rok. Nie wiem czy w kazdym przypadku tyle to trwa.
    Ale nikt wam przyjazdu nie zabrania. Obyscie sie tylko bardzo nie rozczarowali.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/zem3cwa15whpx979.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/1usa3e5eq5f3hfua.png
  • murasaki33 02.03.14, 13:25
    W zasadzie zamiast zakladac taki watek powinnas przeczytac to forum nie od deski do deski, ale patrzac na tytuly watkow to przeczytac te, ktore brzmia dokladnie jak ten Twoj i masz odpowiedzi. Bo takie watki pojawiaja sie non stop. I nasze uwagi sa mniej lub bardziej brane do serca, chyba mniej niz bardziej... i nikt tu sie nie sili na zlosliwosc dla przyjemnosci, po prostu, jak sie siedzi na tym forum kilka lat, to pewne rzeczy/kwestie/zapytania powoduja pewne reakcje. Nikt Ci tu nie powie w 100% - tak jedz i bedzie kolorowo ani tez, nie, nie jedz, bo bedzie pieklo. Nikt kuli krysztalowej nie ma a porady i informacje znajdziesz w innych watkach. Decyzje podejmiesz bez wzgledu na to co powiemy a moze raczej decyzja juz podjeta.
    --
    Podazaj nieustannie za najwazniejszym

    Ludwika 26.10.06. i Vincent 23.10.09. - moje dwa slonca:)
  • panda_e 02.03.14, 13:35
    Decyzja jest podjęta i dla mnie jest ona oczywista. Nikt nie jest w mojej skórze, więc nikt tego do końca nie zrozumie. Szkoda, że niektórzy nawet nie próbują, tylko zakładają, że będę mieszkała w grzybie i zabiorą mi dziecko. Przeglądałam najświeższe wątki ale nic podobnego nie widziałam, więc postanowiłam napisać swój. Ale macie racje, przejrzę te starsze, może jest ktoś kogo bardziej zjechano niż mnie. Zrobi mi się trochę lepiej. Bo póki co wychodzi na to, że najlepiej wiązać sznurek, bo co bym nie zrobiła to i tak wyląduję z dzieckiem na ulicy. Albo i bez dziecka.
  • najma78 02.03.14, 14:00
    Panda po przeczytaniu twojego watku tytulowego wiedzialam ze takie dostaniesz odpowiedzi, to bylo do przewidzenia, poszlo wg standardu.
    nie przejmuj sie tym zbytnio.
    Znacie jezyk (cale szczescie bo jeden powod mniej do pojechania po was) i twoj chlopak ma brata wiec cos znajdzie, bedzie tez mial dach nad glowa a to wazne. W pierwszej kolejnosci musi zaoszczedzic na depozyt i rent, dobrze zeby tez mial prace stala (jakis kontrakt, list od pracodawcy) wtedy bedzie mogl wynajac mieszkanie dla was. Przez agencje albo prywatnie, 1 bedroom wystarczy wam na poczatek. Zakladam ze brat ma tu ustabilizowana sytuacje wiec bedzie mogl pomoc oraz w jakis sposob poreczyc w agencji. Mam znajoma ktora jest tu od 8 lat a jej brat z dziewczyna przyjechali 2 m-ce temu i znalezli prace, on w fabryce a ona jeszcze szuka i mieszkanie wynajeli przez agencje bardzo przyzwoite tak cenowo jak i pod wzgledem warunkow. Wynajem pokoju z dzieckiem to niedobry pomysl, jesli wiec moze zatrzymac sie u brata to super, i jak najszybciej zaoszczedzic i wynajac wlasne mieszkanko, najlepiej zanim sie dziecko urodzi. Na twoim miejscu przyjechalabym do chlopaka jak ten nuz prace bedzie mial a najlepiej gdy juz wynajmie cos.
    Poczatki sa zawsze trudne ale checi i determinacja jest wazna. Pozytywne myslenie tez.
  • sueellen 02.03.14, 14:21
    Hello, jest marzec, jak do maja ma zaoszczędzic na depozyt i wynajem? No chyba że jest wysokiej klasy specjalistą, ale wygląda na to że nie jest i czeka go praca za najniższą stawkę...

    > W pierwszej kolejnosci musi zaoszczedzic na depozyt i rent, dobrze zeby tez mia
    > l prace stala (jakis kontrakt, list od pracodawcy) wtedy bedzie mogl wynajac mi
    > eszkanie dla was.

    Dobrze aby brat przepisał na niego jakis rachunek by miał potwierdzenie adresu.

    Zakladam ze brat ma tu ustabilizowana sytuacje wiec bedzie mogl pomoc ora
    > z w jakis sposob poreczyc w agencji.

    Eghm.. no mógłby, ale nie liczyłabym na to. Ja bym nie poręczyła nawet za siostrę.

    Dlatego ja radzę by przyleciała po porodzie, zwłaszcza, że nie wiadomo jak się sprawy będą miały z prowadzeniem ciąży i porodem w UK. Oby się nie zdziwiła jak przyjdzie jej rachunek do zapłaty...
  • murasaki33 02.03.14, 13:49
    To odpowiem w temacie ciazy, bo chyba o to zapytalas. Tak ciaze prowadzi polozna i jesli sa jakies problemy, to polozna wysyla Cie do szpitala na specjalny oddzial, abys spotkala sie z konsultantem. USG sa dwa w ciasie ciazy, chyba obydwa Cie omina, bo juz przyjedziesz po 20 tyg. Zapewne zrobia Ci usg mimo to, ale nie mam pewnosci. Musisz na poczatek miec swoja przychodnie, GP czyli lekarza no i polozna. Tam tez zapewne zrobia Ci badanie krwi i moczu. Rodzisz w szpitalu lub w domu, jesli wolisz. Masz prawo wybrac rodzaj znieczulenia, nawet cesarke, ale to tez juz bedzie za pozno dla Ciebie, bo ten proces przygotowania formalnie do cesarki trwa. Po porodzie, jesli wszystko jest ok z Toba i dzieckiem, to mozesz nawet tego samego dnia wrocic do domu. W domu odwiedza Cie polozna/hv i sprawdza Twoje i dziecka zdrowie i samopoczucie. Jesli sa problemy z czyms, idziesz do GP - i Ty i dziecko, nie ma pediatry jak w PL na kazde zawolanie. Chodzisz do kliniki, gdzie dziecko jest wazone i mozesz tam rozmawiac o swoich problemach ze zdrowiem dziecka - HV (takie pielegniarki srodowiskowe, zwykle przy przychodni). Powazne problemy - wizyta u specjalisty w szpitalu po skierowaniu przez GP. Szczepienia i leki dziecko ma za darmo. Antykoncepcja za darmo. Tak w skrocie.
    Tu pewnie znajdziesz wiecej info: www.nhs.uk/conditions/pregnancy-and-baby/Pages/services-support-for-parents.aspx#close
    --
    Podazaj nieustannie za najwazniejszym

    Ludwika 26.10.06. i Vincent 23.10.09. - moje dwa slonca:)
  • oolijull 02.03.14, 13:54
    Mysle, ze chociaz powyzsze wypowiedzi sa w ostrym tonie, niektore moze niezbyt kulturalne, zawieraja niestety duzo prawdy. O ile brat Twojego chlopaka nie obieca Wam, ze sie Wami zajmie, utrzyma, stworzy Waszemu dziecku warunki - to podejmujesz sie ogromnego ryzyka. Grozacego utrata dziecka, chlopaka, dachu nad glowa. Nie pisze zlosliwie, po prostu taka opcje musisz brac pod uwage. Jest bardzo prawdopodobna. Wiem, jest to przykre i brzmi niesprawiedliwie, ale zycie to zycie.
    Sama pewnie wiesz i nie trzeba Ci truc ze ciaza teraz to bylo bardzo nieodpowiedzialne posuniecie. Bardzo. Skazujace Ciebie, dziecko na niepewny los. Przemysl, czy wyjazd w ciemno to na pewno jest najlepsze co mozesz zrobic. Prosze.
    Bedac w Anglii musisz zglosic sie do lekarza GP, czyli ogolnego, on powinien Ci dac namiar na polozna. Sprawdz czy mozesz zarejestrowac sie do lekarza, sa plany aby nowoprzyjezdnym nie przyslugiwala darmowa opieka medyczna. Sprawdz dokladnie czy bedziesz mogla prosze. A potem polozna zrobi z Toba wywiad, potem pobranie krwi, regularne wizyty. Dbanie o ciaze. Brak stresow. Dobre wartosciowe jedzenie. Czyli spore wydatki. Wyprawka dla dziecka. Zreszta, koszty sa ogromne i pewnie zdajesz sobie z tego sprawe.
    Smutna jest Twoja historia, to jaki los sobie gotujesz, a co gorsza dziecku... Mam nadzieje ze mimo nieodpowiedzialnego poczecia dziecka zanajdziecie z chlopakiem odpowiedzialnosc na przyszlosc, i poradzicie sobie. Czego szczerze Wam zycze.
  • panda_e 02.03.14, 14:05
    Dziękuję, że w końcu ktoś nie był złośliwy. Wiem, że dziecko to taka "skarbonka bez dna". Mimo wszystko się cieszę, że będzie. Bo to jednak Nasze dziecko, wielkie szczęście i miłość. Nie będzie łatwo, ale nigdzie nie jest łatwo i nie spodziewam się, że będzie pięknie i bezproblemowo. Trzeba stawić temu czoła i tyle. Złośliwości mi w niczym nie pomogą. Chciałam po prostu kilku porad i informacji. Brat mojego chłopaka ma dobrą pracę i tylko siebie na utrzymaniu, więc nie będzie dla niego wielkim problemem żeby Nas na początek wspierać finansowo i nie tylko, bo jego doświadczenie tam też Nam pomoże. Wyprawka, wyposażenie mieszkania, wiemy o tym wszystkim. Mamy trochę odłożone, jeszcze coś się przez te 5 miesięcy zanim się urodzi na pewno uda odłożyć, jestem dobrej myśli. Gdybym chciała myśleć tak, jak mi tutaj doradzano to mogłabym się jedynie załamać i poddać.
  • panda_e 02.03.14, 13:55
    Nie potrafię niestety znaleźć podobnego tematu. Ciężko się porusza na tym forum. Cóż, dziękuję za "sprowadzenie mnie na ziemię". Przecież forum nie jest po to żeby pytać. : ) Więc ja już stąd uciekam, bo tu sami doświadczeni i wszechwiedzący, nie ma miejsca dla tych "głupszych". Pozdrawiam.
  • mamonia78 02.03.14, 14:40
    Panda, niestety na tym forum latwo dostac po glowie, bo zapomnial wol jak cieleciem byl...
    Ja znam mnostwo historii, gdzie ludzie zaczynali tutaj od zera a teraz calkiem dobrze im sie powodzi.
    Gorzej niz w sytuacji gdzie ty mieszkasz katem z dzieckiem u rodzicow w Polsce a twoj chlopak pracuje tutaj sam, napewno nie bedzie.
    Jezeli brat moze wam pomoc na poczatek to super.
    Powodzenia!
  • aiwlysji 02.03.14, 14:38
    pierwsza i podstawawa rada: nie wchodz na polskie fora o uk! znasz angielski, wszystkiego sie dowiesz na angielskich forach, poczytaj opinie innych obcokrajowcow.
    ja przyjechalam 1,5 roku temu, raz tylko probowalam rozmawiac ze znajomy o wyjezdzie i oczywiscie byl standart: ciezko, bardzo ciezko i bedzie jeszcze gorzej. moj maz wyjechal pierwszy, po 2 miesiacach mial prace, ale w swoim zawodzie (biurowa) mimo, ze jego angielski byl...hmmm..taki sobie. po nastepnych 6 miesiacach dostal stale zatrudnienie, jego angielski jest juz duzo lepszy;)
    mielismy odlozone troche kasy, z wynajeciem 1bed flat (my plus dziecko) nie bylo problemu, ceny najmu sa zawsze uzaleznione od regionu, w ktorym mieszkasz.
    dzis 1,5 roku pozniej mamy bardzo mocno ustabilizowane zycie, szczerze mowiac wszystko od poczatku szlo nam jak "z platka". uwazam, ze to kwestia nastawienia, pozytywne myslenie!!!
    co najciekawsze NIC co przepowiadaja dziewczyny na tym forum sie u nas nie sprawdzilo.

    twoj maz ma tutaj mocno osadzonego w realiach brata- czy to nie jest juz dobry start?

  • plain-vanilla 02.03.14, 14:47
    Wszystko ok, jesli partner bedzie mial stala prace i dziewczyna przyjedzie na przygotowane wynajete mieszkanie. Latwo nie bedzie, ale determinacja wiele osob daleko zaprowadzila. Mieszkanie katem u brata w ciazy i potem z noworodkiem albo w wynajmowanym pokoju - tego sobie nie wyobrazam.
  • aiwlysji 02.03.14, 15:09
    ja dojechalam do meza gdy ten wciaz nie mial stalego kontraktu, mimo to udalo sie wynajac mieszkanie! plus w tamty czasie moje dziecko nie mialo nawet roku. dla mnie podstawa jest jezyk angielski, otwartosc i determinacja - wszystko inne to tylko pozytywny dodatek;)

  • plain-vanilla 02.03.14, 14:42
    Jakbys przeczytala wszystkie watki z archiwum (a bylo ich niemalo), to bys pewnie nie potrzebowala zadawac tutaj zadnych pytan albo bala sie reakcji wiekszosci. No coz, latwo nie bedzie, mozliwe nawet, ze nie masz pojecia nawet w tej chwili, choc wydaje ci sie, ze masz, jak tragicznie i ciezko moze byc na poczatku i stresujaco.
    Najlepsza opcja dla ciebie, to dolaczenie do partnera w momencie, kiedy on bedzie mial juz wynajete I URZADZONE mieszkanie dla waszej trojki. Dla mnie to jedyne odpowiedzialne rozwiazanie. Jakby nawet to mialo oznaczac urodzenie dziecka w Polsce, to wlasnie byloby najlepsze dla ciebie osobiscie i dla dziecka tez. Nie wiem, po co sie tam pchasz na sile. W zyciu bym nie chciala mieszkac w wynajmowanym pokoju w ciazy ani z noworodkiem.
  • plain-vanilla 02.03.14, 14:54
    Do tego pomoc rodziny (mamy) w trakcie pologu jest naprawde bezcenna. Partner bedzie w pracy, a ty bedziesz sama w domu z noworodkiem. Nie sadze, zeby bylo was stac na wziecie paternity leave, chyba, ze caly swoj urlop partner poswieci na to.
  • agnes_6891 02.03.14, 15:35
    Nie przesadzajcie dziewczyny, każda z Was jakoś tu zaczynała, jedna z lepszą sytuacją na starcie inne z gorszą i jakoś dałyście sobie radę. Nie ma co straszyć i snuć czarne wizje bo sytuacja chociaż trudna to nie jest nie do przeskoczenia. Śmiem sądzić, że jeśli ojciec dziecka ma zapał i motywację to szybko będzie w stanie poskładać to do kupy i sprowadzić dziewczynę. Do porodu zostało jeszcze 5 miesięcy, to kupa czasu, naprawdę można przez ten czas się ze wszystkim ogarnąć. Nie mówię, że będzie łatwo, ale da się spokojnie. Rady, żeby zostać w Polsce całkiem od czapy - to ma być niby lepsze wyjście? Dziewczyna pisze, że ma tak jeszcze gorszą sytuację. Obecność rodziny wcale nie ułatwia sprawy, bo rodzina rodzinie nie równa, ja niestety muszę przyznać, że na moją w takiej sytuacji nie miałabym co liczyć. Dosłownie. Prędzej wysłaliby mnie do domu samotnej matki niż przyjęli pod swój dach z chłopakiem i noworodkiem - taki lajf. Może ciężko to zrozumieć, ale tak bywa. Więc moim zdaniem pozostanie w Polsce w tym przypadku wcale nie oznacza, że będzie łatwiej. Tutaj mają przynajmniej jakieś perspektywy, szanse na godne życie - bo nie powiecie mi, że zarabiając choćby minimalną stawkę tutaj a minimalną w Polsce będą mogli żyć na takim samym standardzie. Głupi wózek- ten sam model tutaj będzie kosztował połowę wypłaty, w Polsce - dwie i pół. Nawet, jeśli noga im się podwinie to mogą liczyć na jakąś pomoc ze strony państwa. Piszecie, że jak warunki będą kiepskie to od razu zabiorą im dzieci - czy to aby nie jest polska specjalność i bezdusznych sądów rodzinnych?
    Autorko, w pełni Cię rozumiem. Będzie ciężko na początku, ale warto zaryzykować, nawet z dzieckiem w drodze. Macie tu brata, na bruku się nie znajdziecie. Może on mógłby pożyczyć jakieś pieniądze na początek, byle na wynajęcie mieszkania - potem dacie sobie radę. Nawet z jednej wypłaty wystarczy na skromne życie. Te, co piszą że w Polsce będzie lepiej chyba zapomniały, jak to jest pracować za najniższą stawkę, ile kosztuje utrzymanie dziecka. Mam w PL mnóstwo znajomych którzy żyją od pierwszego do pierwszego i to na granicy ubóstwa. Nie oszukujmy się, że jest inaczej. Tutaj zawsze będzie się żyło lepiej, choćbyś nie wiem co słyszała. Wystarczy mieć głowę na karku i nie bać się pracy. Wbrew pozorom macie jeszcze dużo czasu, dacie radę. Powodzenia życzę i nie przejmuj się docinkami. Jesteś łatwym celem i można się na Tobie powyżywać, bo wszystkie inne bywalczynie tego forum to chodzące ideały, rozważne i odpowiedzialne, które nigdy nie znalazły się w tarapatach. A jak zaszły w ciążę to każda miała własny dom, stałe prace i poodkładane miliony funtów na kontach :P
  • plain-vanilla 02.03.14, 15:40
    Przeciez pisze, zeby urodzila dziecko w Polsce, zostala z 6 tygodni pologu przy rodzinie i wtedy z niemowlakiem dolaczyla do partnera, ktory w miedzyczasie bedzie mial dobrze platna prace i wynajete mieszkanie. Gdzie ja pisze i kaze jej mieszkac u rodzicow z dzieckiem? Do tego, jak wspomina lanis, moga jej kazac zaplacic za prowadzenie ciazy, zalezy od health board i szpitala, ale trzeba taka opcje tez brac pod uwage.
  • ann.38 02.03.14, 15:17
    Widzę, że zakładacie, że każdy ma pomoc rodziny. Niestety, nie jest tak. Niektórzy muszą żyć na własny rachunek. I nie zawsze jest tak, że lepiej zostać w kraju, bo będzie się mieszkać u rodziców, którzy będą z radością bawić wnuczęta i jeszcze dorzucą się do mieszkania. Przecież dziewczyna pisze, że nie ma pomocy w Polsce.
  • plain-vanilla 02.03.14, 15:31
    Mialaby pomoc, ale nie materialna. Wszyscy znajomi z Polski korzystali z DARMOWEJ pomocy dziadkow w wychowaniu wnukow, wiec koszty opieki mieli zerowe.
  • ann.38 02.03.14, 16:00
    plain-vanilla napisała:

    > Mialaby pomoc, ale nie materialna. Wszyscy znajomi z Polski korzystali z DARMOW
    > EJ pomocy dziadkow w wychowaniu wnukow, wiec koszty opieki mieli zerowe.

    Ona miałaby pomoc, ponieważ Twoi znajomi mieli pomoc.?... No cóż, nie musisz wierzyć, ale naprawdę są ludzie, którzy muszą swoje rodzinne sprawy samodzielnie ogarniać.
  • moccabristol 02.03.14, 15:35
    Ja rozumiem, że ktoś chce sobie poprawić byt. Nie ma pracy, nie ma widoków na prace, nie ma pieniędzy, nie ma mieszkania, na pomoc rodziny nie może liczyć i w takiej sytuacji decyduje się emigrować ale nie rozumiem, że ktoś nie ma pracy, nie ma widoków na pracę , nie ma pieniędzy , nie ma mieszkania , na pomoc rodziny nie może liczyć i w tej sytuacji decyduje się beztrosko na dziecko. Sorry ale nie jesteśmy zwierzętami ,o antykoncepcji nie wspominając.
  • ann.38 02.03.14, 16:08
    moccabristol napisała:

    ale nie rozumiem, że ktoś nie ma pracy,
    > nie ma widoków na pracę , nie ma pieniędzy , nie ma mieszkania , na pomoc rodz
    > iny nie może liczyć i w tej sytuacji decyduje się beztrosko na dziecko. Sorry a
    > le nie jesteśmy zwierzętami ,o antykoncepcji nie wspominając.

    No ale dziecko już jest faktem. Po co oceniasz kogoś? W sumie jak się nie ma pomocy, to kolejność i tak wiele nie zmieni. I tak trzeba coś wynajmować. Jeżeli kupi się mieszkanie przed dzieckiem, to potem trzeba spłacać kredyt (wysoki, bo zamiast odkładać na wkład własny płaciło się na wynajem) i znowu nie ma dobrego czasu na dziecko....
  • agnes_6891 02.03.14, 16:21
    moccabristol napisała:
    i w tej sytuacji decyduje się beztrosko na dziecko. Sorry a
    > le nie jesteśmy zwierzętami ,o antykoncepcji nie wspominając.

    Nie umiesz czytać, nie rozumiesz, czy po prostu chcesz wbić szpilę, bo jest okazja? Przecież napisała, że nie "zdecydowali się" na dziecko, to była wpadka. I możesz sobie darować wykład o antykoncepcji, bo chyba nie jesteś tak naiwna, żeby wierzyć że zawsze działa w 100% . To piszę ja, samotna matka ośmiolatki, która zaszła w ciążę będąc na pigułkach i bardzo się pilnując. Swego czasu nasłuchałam się podobnych wykładów o tym jaka to jestem nierozsądna i nieodpowiedzialna i takie komentarze działają na mnie jak płachta na byka :/
  • moccabristol 02.03.14, 16:33
    agnes_6891 napisała:

    > moccabristol napisała:
    > i w tej sytuacji decyduje się beztrosko na dziecko. Sorry a
    > > le nie jesteśmy zwierzętami ,o antykoncepcji nie wspominając.
    >
    > Nie umiesz czytać, nie rozumiesz, czy po prostu chcesz wbić szpilę, bo jest oka
    > zja? Przecież napisała, że nie "zdecydowali się" na dziecko, to była wpadka. I
    > możesz sobie darować wykład o antykoncepcji, bo chyba nie jesteś tak naiwna, że
    > by wierzyć że zawsze działa w 100% . To piszę ja, samotna matka ośmiolatki, któ
    > ra zaszła w ciążę będąc na pigułkach i bardzo się pilnując. Swego czasu nasłuch
    > ałam się podobnych wykładów o tym jakaforum.gazeta.pl/forum/0,0.html to jestem nierozsądna i nieodpowiedzialn
    > a i takie komentarze działają na mnie jak płachta na byka :/

    Taa 99.99% niechcianych ciąż to jest zawodna antykoncepcja. Proszę Cię.
    Na mnie jak płachta na byka działa myślenie o sobie zamiast o tym człowieku , który w razie wpadki ma się pojawić na świecie. O jego warunkach życia, perspektywach, o myśleniu o nim jak o kimś najważniejszym w życiu, a nie na zasadzie , a-jakoś to będzie.

  • ann.38 02.03.14, 16:46
    moccabristol napisała:

    > Taa 99.99% niechcianych ciąż to jest zawodna antykoncepcja. Proszę Cię.
    > Na mnie jak płachta na byka działa myślenie o sobie zamiast o tym człowieku , k
    > tóry w razie wpadki ma się pojawić na świecie. O jego warunkach życia, perspekt
    > ywach, o myśleniu o nim jak o kimś najważniejszym w życiu, a nie na zasadzie ,
    > a-jakoś to będzie.
    >

    Nieplanowana, to nie musi być niechciana. Pewnie, że lepiej planować, ale już nie przesadzaj, że jakaś straszna krzywda musi się stać temu dziecku. Rodzice się trochę przemęczą i jakoś wyjdą na prostą miejmy nadzieję. Tam gdzie dzieci żyją w bardzo trudnych warunkach, to jednak nie tylko jest nieplanowana ciąża, ale i inne problemy/niesprzyjające warunki- duża wielodzietność, choroby, niezaradność/niedbalstwo rodziców.
  • moccabristol 02.03.14, 17:08
    ann.38 napisał(a):

    > moccabristol napisała:
    >
    > > Taa 99.99% niechcianych ciąż to jest zawodna antykoncepcja. Proszę Cię.
    > > Na mnie jak płachta na byka działa myślenie o sobie zamiast o tym człowie
    > ku , k
    > > tóry w razie wpadki ma się pojawić na świecie. O jego warunkach życia, pe
    > rspekt
    > > ywach, o myśleniu o nim jak o kimś najważniejszym w życiu, a nie na zasad
    > zie ,
    > > a-jakoś to będzie.
    > >
    > Tam gdzie dzieci ży
    > ją w bardzo trudnych warunkach, to jednak nie tylko jest nieplanowana ciąża, al
    > e i inne problemy/niesprzyjające warunki- duża wielodzietność, choroby, niezara
    > dność/niedbalstwo rodziców.

    A to są według Ciebie łatwe warunki? Nagły wyjazd , bo "znajomy rzucił pomysł wyjazdu na wyspy ". Brak własnego kąta, brak pracy jak na razie dla chłopaka, brak możliwości podjęcia pracy przez autorkę wątku, bo w końcu na początku maja, kiedy to planuje przylot będzie już w zaawansowanej ciąży, niepewność co do swojego statusu względem NHS, płatny poród czy jednak się uda? Co dalej jak już dziecko będzie? Pomoc państwa, benefity?
    Sorry, ale inaczej wyobrażam sobie dorosłość i tylko o to mi chodziło w pierwszej wypowiedzi. Dorosłość to przede wszystkim odpowiedzialność.
    I żeby nie było - mam nadzieję, ze jej się uda, , że nie odbije się to czkawka na jej dalszym losie, a sytuacja w której się znalazła pomoże jej szybko dojrzeć i zapewnić kiedyś swojemu dziecku lepszy start w dorosłe zycie.
  • gnusmas12 02.03.14, 17:21
    Tak sobie czytam ten wątek i myślę sobie, że moi rodzice i ich rówieśnicy nieźle by się uśmiali czytając ile to się trzeba nazałatwiać i jak się przygotować żeby zdecydować się na dziecko :) Że trzeba mieć wszystko ustawione, pewny przypływ gotówki (a kto ma dziś pewną pracę - ręka do góry :P), własny kąt, niezależność. Przecież całe pokolenia wychowały się w czasach o wiele cięższych niż teraz, chociażby my - dzieci komunizmu i nasi rodzice jakoś dawali radę. Co byście teraz mojej mamie napisały - że jak mogła zajść w ciążę mieszkając kątem u teściów, wiedząc że po tetrowe pieluchy będzie stać z noworodkiem w kolejce, że w szpitalu położne będą na nią krzyczeć, że tata nie będzie jej mógł pomóc w opiece nade mną bo będzie na wyjeździe pomagał budować tory kolejowe? Zabiłaby Was śmiechem :) Z takim podejściem ludzkość już dawno by wymarła. Żeby nie było - nie popieram rzucania się świadomie na głęboką wodę czy narażania dziecka, ale bez przesady - stało się, a nie mówimy tu o patologii, braku zdrowego rozsądku tylko o przejściowych kłopotach, które nie są nie do przeskoczenia. Ja uważam że autorka i jej partner dadzą sobie radę, bo są świadomi że przed nimi ciężka praca i chcą ruszyć do przodu żeby jakieś warunki temu dziecku zapewnić. Nie oni pierwsi i nie ostatni. Trzymam kciuki.
  • moccabristol 02.03.14, 17:50
    gnusmas12 napisała:

    > Tak sobie czytam ten wątek i myślę sobie, że moi rodzice i ich rówieśnicy nieźl
    > e by się uśmiali czytając ile to się trzeba nazałatwiać i jak się przygotować
    > żeby zdecydować się na dziecko :) Że trzeba mieć wszystko ustawione, pewny przy
    > pływ gotówki (a kto ma dziś pewną pracę - ręka do góry :P), własny kąt, niezale
    > żność. Przecież całe pokolenia wychowały się w czasach o wiele cięższych niż te
    > raz, chociażby my - dzieci komunizmu i nasi rodzice jakoś dawali radę.

    Oczywiście ,zapomniałaś tylko, ze mówisz o zupełnie innej geopolitycznej sytuacji Polski, braku wyboru i chociażby o tym , ze w czasach nieszczęsnego socjalizmu każdy jednak miał prace czyli środki do utrzymania. Większe lub mniejsze ale jednak, ba istniał nawet tzw.obowiązek pracy i słynne stempelki potwierdzające zatrudnienie w dowodzie osobistym. Bez tego byłaś "niebieskim ptakiem" ale to już zupełnie inna opowieść:)
  • ann.38 02.03.14, 19:00
    gnusmas12 napisała:

    > moi rodzice i ich rówieśnicy nieźl
    > e by się uśmiali czytając ile to się trzeba nazałatwiać i jak się przygotować
    > żeby zdecydować się na dziecko :)

    Tu to już się z Tobą nie zgodze. Moi rodzice uczciwie przyznają, że mieli łatwiej od swoich dzieci pomimo o wiele niższego wykształcenia. Fakt, nie było internetu i komórek ani innych świecidełek, ale była stała praca dla każdego. Owszem, zaczynali zakładanie rodziny od zera w wynajętym pokoiku, ale kwestia własnego kąta, to była kwestia czasu, kiedy dostanie się przydział (moi dostali szybko zakładowe, a po jakimś czasie spółdzielcze). Natomiast teraz trzeba kupić mieszkanie, więc faktycznie trzeba być bardziej zabezpiecznym- gdzie zamieszkać i co z kasą. No ale to już troche obok tematu. Warto jednak mieć świadomość, że zarówno w dawnych, jak i obecnych czasach różnie się ludziom układa i nie ma co się tak spieszyć z ocenami.
  • najma78 02.03.14, 18:16
    moccabristol napisała:

    > Ja rozumiem, że ktoś chce sobie poprawić byt. Nie ma pracy, nie ma widoków na p
    > race, nie ma pieniędzy, nie ma mieszkania, na pomoc rodziny nie może liczyć i w
    > takiej sytuacji decyduje się emigrować ale nie rozumiem, że ktoś nie ma pracy,
    > nie ma widoków na pracę , nie ma pieniędzy , nie ma mieszkania , na pomoc rodz
    > iny nie może liczyć i w tej sytuacji decyduje się beztrosko na dziecko. Sorry a
    > le nie jesteśmy zwierzętami ,o antykoncepcji nie wspominając.

    a co ciebie to obchodzi? Czy to twoj problem? Czy ktos cie pieniadze na utrzymanie prosi?
  • lianis 02.03.14, 15:30
    Bedzie ciezko, nic nie piszesz ile macie lat i jakie zawody. Troche mam obawy czy nie dostaniecie rachunku za opieke prenatalna, sluzba zdrowia sie juz mocno pilnuje pod katem migracji zdrowotnych i trzeba miec udokumentowany staz tutaj, zeby korzystac z NHS. Sprawdzcie to zanim przyjedziesz. Poczekaj tez az chlopak znajdzie prace, to niestety przy obecnej nagonce imigracyjnej moze nie byc latwe, ty do pracy nie masz szans pojsc jeszcze przez dlugie lata, bo noworodek a potem cholendarne koszty przedszkoli, wiec musicie przeliczyc czy jedna pensja wam starczy na zycie. No i jest jeszcze kwestia psychiki, czy dasz rade, sama w pologu, bez pomocy, bo chlopak w pracy, zmeczenie, baby blues, nieprzespane noce, nie ma do kogo sie odezwac bo nikogo nie znasz. Takie watki tez na forum sie pojawialy. Niemowlaki rozne sa, jedno bedzie spokojne i bezproblemowe inne bedzie budzic sie w nocy co godzine, spac tylko na rekach, miec kolki i nie da sie odlozyc nawet na 5 min zeby sie wysikac.
    Ja bym chyba tez zostala u rodzicow, zeby miec mame do pomocy pod reka i dojechala do chlopaka pozniej.
    --
    http://lb4f.lilypie.com/jXZyp1.png
  • plain-vanilla 02.03.14, 15:32
    swiete slowa, amen
  • panda_e 02.03.14, 16:04
    Zastanawiam się czy ciężarne nie mają jakiejś taryfy ulgowej pod tym względem i jak to jest z tym, że jesteśmy w Unii. Powiem lubemu, żeby popytał bo też się nad tym wiele razy zastanawiałam. Np. w Polsce ciężarna nawet jeśli wcześniej nie miała ubezpieczenia zdrowotnego to jako, że jest w ciąży automatycznie bez względu na wszystko jest ubezpieczona. Jeśli chodzi o pomoc przy dziecku to myślałam, żeby ściągnąć do siebie mamę jeśli nie dawałabym rady. Po za bratem lubego jest tam też jego dziewczyna i to są te 2 osoby, na które możemy tam w 100% liczyć. Zobaczymy jak to będzie, kiedy znajdzie pracę. Teraz można jedynie gdybać. Ja mam 21 lat, luby 24. Chodził do dwuletniego studium i ma dyplom jako projektant wnętrz, designer. Można sporo na tym zarobić, ale nie oszukujmy się - bez większego doświadczenia na początek nie dostanie za dużo. Ja mam jedynie maturę i będę miała ukończony staż jako opiekunka dziecięca w zespole szkół specjalnych. Bez szału niestety. Prawda jest taka, że jesteśmy jeszcze młodzi (to ma akurat plusy i minusy) i bez doświadczenia.
  • ta_ruda 02.03.14, 16:12
    z Twoim doswiadczeniem moze pomysl o kwalifikacjach wlasnie w kewstii opieki nad dziecmi niepelnosprawnymi; i jesli podszkolisz jezyk mozesz dosc szybko znalezc prace. Jesli macie juz rodzine tutaj to moze byc latwiej wlasnie jesli chodzi o wszystkie szczegoly takie jak zalozenie konta w banku (zapytaj narzeczonego czy juz sobie konto zalozyl); czy jak szukac mieszkania itd itp. Jesli macie brata i jego dziewczyne to pomyslcie o wynajeciu meiszkania razem na poczatek - bedzie pewnie latwiej i taniej jesli oczywiscie nie mieliby nic przeciwko temu aby mieszkac z wami i noworodkiem.

    Moja rada to: uczyc sie jezyka, czytac strony po angielsku itd itp, miec pozytywne nastawienie w stylu 'uda sie' i jak najwiecej liczyc na siebie tylko (co nie znaczy ze nie powinniscie prosic o pomoc jesli jej potrzebujesz); jak juz przyjedziesz to starac sie zawiazac nowej znajomosci, przyjaznie; duzo wychodzic 'do ludz' i zaangazowac sie w zycie spoleczne (koscioly, grupy zainteresowan itd itp). Powodzenia!


    panda_e napisał(a):

    > Zastanawiam się czy ciężarne nie mają jakiejś taryfy ulgowej pod tym względem i
    > jak to jest z tym, że jesteśmy w Unii. Powiem lubemu, żeby popytał bo też się
    > nad tym wiele razy zastanawiałam. Np. w Polsce ciężarna nawet jeśli wcześniej n
    > ie miała ubezpieczenia zdrowotnego to jako, że jest w ciąży automatycznie bez w
    > zględu na wszystko jest ubezpieczona. Jeśli chodzi o pomoc przy dziecku to myśl
    > ałam, żeby ściągnąć do siebie mamę jeśli nie dawałabym rady. Po za bratem lubeg
    > o jest tam też jego dziewczyna i to są te 2 osoby, na które możemy tam w 100% l
    > iczyć. Zobaczymy jak to będzie, kiedy znajdzie pracę. Teraz można jedynie gdyba
    > ć. Ja mam 21 lat, luby 24. Chodził do dwuletniego studium i ma dyplom jako proj
    > ektant wnętrz, designer. Można sporo na tym zarobić, ale nie oszukujmy się - be
    > z większego doświadczenia na początek nie dostanie za dużo. Ja mam jedynie matu
    > rę i będę miała ukończony staż jako opiekunka dziecięca w zespole szkół specjal
    > nych. Bez szału niestety. Prawda jest taka, że jesteśmy jeszcze młodzi (to ma a
    > kurat plusy i minusy) i bez doświadczenia.
  • eutyfrona 02.03.14, 17:06
    Ja zaszlam w ciaze tutaj prawie po roku mieszkania tutaj, maz pracowal i ja pracowalam, jak poszlam do szpitala na pierwsze USG ciazowe, to dostalam ze szpitala list, ze im sie wydaje, ze nie jestem rezydentem i ze mam placic za badania - musialam udowadniac, ze kwalifikuje sie do bezplatnej opieki. To bylo 7 lat temu, nie wiem, czy sie cos zmienilo, ale sugeruje, zebyscie to dobrze sprawdzili.
    --
    Przeniósł się szczur do miasta, rozejrzał się z wolna,
    Patrzy - a za nim drepcze mała myszka polna.
    Wtedy szczur oburzony rozdarł na nią pyska:
    - To straszne, jak ta wiocha do miasta się wciska! Andrzej Waligórski
  • derka1 02.03.14, 17:22
    Nie wiem na ile to sie przyda, ale poczytac zawsze mozna:

    www.birthrights.org.uk/library/factsheets/Foreign-Nationals-and-Maternity-Care.pdf
  • najma78 02.03.14, 18:12
    Panda jak juz tu bedziesz i po tym gdy sie urodzi dziecko wychodz jak najwiecej do ludzi, nawiazuj znajomosci, szlifuj jezyk i nie bierz ood uwage ewentualnosci ze nie bedziesz pracowac wiele lat ze wzgledu na dziecko. To blad. Przedszkola sa drogie ale sa mozna starac sie o dofinasowanie do nich, jesli uzyska sie niewielkie i koszty wciaz beda wysokie to istnieje mozliwosc childminder, taniej, albo pracy na zmiany tak aby naprzemiennie zajmowac sie dzieckiem, pracy w weekendy itp . zawsze znajdzie sie droga najlepsza dla was. Jesli masz cos wspolnego z dziecmi niepelnoslrawnymi i lubisz to to idz w tym kierunku. No i jezyk, szlifuj ile mozesz bo to ulatwia tu wiele.
  • ssabaudia 02.03.14, 18:45
    pozwalam sobie na złośliwości bo wiem, że autorka zostanie zjechana po całości.
    Jeśli uważasz, że dasz radę to jedź. Nie uda się, nie pal mostów w Polsce.
    Chcesz sprowadzić mamę, ok, tylko weź pod uwagę, że to kolejna osoba do utrzymania....
    Wex pod uwagę, że znajdziesz się sama (bo Chłopak będzie w pracy) w obcym kraju z noworodkiem. Bez znajomych, z niskimi dochodami, które uniemożliwią albo ograniczą wiele rzeczy, z zupełnie innym podejściem lekarzy itp... I nie pisze tego złośliwie tylko z własnego doświadczenia, kiedy prawie dwa lata temu siedziałam z dwójką małych dzieci w pustym domu i wyłam do ścian.....
    Po dwóch latach nie jest lepiej.
    Nawet nie wiedziałam, że samotność potrafi być tak straszna trwoga jak śpiewał Rysiu Riedel.
  • plain-vanilla 02.03.14, 18:49
    Podpisuje sie z tym o samotnosci.
  • panda_e 02.03.14, 20:58
    Oj, tak. Boję się tego bardzo, ale to nie jest wystarczający argument do tego, żebym miała tu zostać. Bo tu samotność też doskwiera mi bardzo, od kiedy luby wyjechał. Po za mamą nie mam tu nikogo kto mógłby mi pomóc, a mama jest na tyle schorowaną osobą, że za bardzo by mnie nie odciążyła. Dlatego tylko w naprawdę krytycznej sytuacji pomyślę żeby ją tam ściągać. Może mi pomóc dziewczyna brata mojego chłopaka. Ona przynajmniej jest młoda. Jakoś sobie poradzę, skoro nie mam innego wyjścia. I nie zamierzam zamykać się w domu, bo mam świadomość, że to by mnie mogło doprowadzić do szaleństwa. Prawda jest taka, że nigdzie nie będzie mi łatwo, ale nie róbmy z tego dramatu. Bo mimo wszystkich trudności naprawdę się cieszę, że będziemy mieli dziecko.
  • sueellen 02.03.14, 19:29
    Na pewno potrzebuje potwierdzenia adresu. Jesli serio mysli o przyjezdzie, niech brat chłopaka przepisze na nią jeden z rachunków by miała z czym iść do GP...
  • panda_e 02.03.14, 20:51
    Wiem o tym, ale dzięki. ; )
  • yskyerka 02.03.14, 20:59
    Czy oszczędności macie na tyle dużo, żeby w razie konieczności zapłacić za opiekę medyczną na miejscu i poród? Przepisy mogą się zmienić i przez pierwsze trzy miesiące może ci nie przysługiwać darmowa opieka lekarska. Bierzesz to pod uwagę?

    Czy twój poziom angielskiego pozwoli na choćby podstawowe kontakty w sklepach, na placu zabaw czy w grupie zabawowej? A może masz po prostu maturę zdaną na poziomie podstawowym i uważasz, że to wystarczy?

    Twój chłopak z bratem może zamieszkać, ale jest jeszcze dziewczyna tegoż brata. Co ona myśli o wspólnym mieszkaniu z wami? Jak długo wytrzyma, kiedy oprócz brata jej chłopaka pojawi się jego dziewczyna, a potem jeszcze dziecko?

    Mówisz o ściągnięciu mamy do Anglii. Do tego mieszkania brata twojego chłopaka? Jak duże jest to mieszkanie? Pomieści sześć osób? Brat z dziewczyną wiedzą o twoim pomyśle? Kto mamę będzie utrzymywał?

    Nie prościej wysłać lubego, żeby znalazł pracę mieszkając u brata, zaoszczędził na depozyt, znalazł mieszkanie i dopiero wtedy cię tam ściągnął? Ty w tym czasie urodzisz w Polsce, za darmo, na początku będziesz miała na miejscu opiekę mamy... Skoro wspominasz o jej ewentualnym przyjeździe do Anglii, to chyba jednak wasze stosunki nie są aż takie złe?
  • panda_e 02.03.14, 21:07
    yskyerka napisała:
    Nie przeczytałaś chyba niczego co tu napisałam.
    > Czy oszczędności macie na tyle dużo, żeby w razie konieczności zapłacić za opie
    > kę medyczną na miejscu i poród? Przepisy mogą się zmienić i przez pierwsze trzy
    > miesiące może ci nie przysługiwać darmowa opieka lekarska. Bierzesz to pod uwa
    > gę?
    Nie, ale biorę to pod uwagę i mój facet zamierza wszystkiego się dowiedzieć zanim się tam pojawię. Nie pojadę jeśli będę musiała za wszystko zapłacić. Bez przesady.
    > Czy twój poziom angielskiego pozwoli na choćby podstawowe kontakty w sklepach,
    > na placu zabaw czy w grupie zabawowej? A może masz po prostu maturę zdaną na po
    > ziomie podstawowym i uważasz, że to wystarczy?
    Pisałam, że oboje znamy angielski. Zdawałam rozszerzenie na maturze, jeśli aż tak chcesz wnikać. Uważam, że wystarczająco dobrze znam język.
    > Twój chłopak z bratem może zamieszkać, ale jest jeszcze dziewczyna tegoż brata.
    > Co ona myśli o wspólnym mieszkaniu z wami? Jak długo wytrzyma, kiedy oprócz br
    > ata jej chłopaka pojawi się jego dziewczyna, a potem jeszcze dziecko?
    Pisałam, że nie zamierzamy mieszkać z nimi.
    > Mówisz o ściągnięciu mamy do Anglii. Do tego mieszkania brata twojego chłopaka?
    > Jak duże jest to mieszkanie? Pomieści sześć osób? Brat z dziewczyną wiedzą o t
    > woim pomyśle? Kto mamę będzie utrzymywał?
    j/w i jak w najnowszym poście.
    > Nie prościej wysłać lubego, żeby znalazł pracę mieszkając u brata, zaoszczędził
    > na depozyt, znalazł mieszkanie i dopiero wtedy cię tam ściągnął? Ty w tym czas
    > ie urodzisz w Polsce, za darmo, na początku będziesz miała na miejscu opiekę ma
    > my... Skoro wspominasz o jej ewentualnym przyjeździe do Anglii, to chyba jednak
    > wasze stosunki nie są aż takie złe?
    Nie pisałam, że moje stosunki z rodzicami są złe, tylko że mojego chłopaka z jego rodzicami. Pisałam, że moich rodziców nie stać na to, żeby Nam pomagać finansowo. Może i prościej, ale nie chcę zostać tutaj dłużej, niż będzie to konieczne. Najzwyczajniej w świecie tęsknię, chcę żeby był przy porodzie i zdaję sobie sprawę z tego, że tam są lepsze warunki na poród. Chciałabym pojechać przed porodem, czyli muszę się z tym zmieścić w drugim trymestrze. Jeśli mój chłopak nie zdąży znaleźć odpowiedniej pracy, wtedy zostanę. Nie zamierzam jechać całkowicie w ciemno, mam trochę oleju w głowie.
  • yskyerka 02.03.14, 21:31
    > Nie przeczytałaś chyba niczego co tu napisałam.

    Zdziwisz się, przeczytałam. I to jeszcze bez popcornu.

    Zadałam ci pytania, na które - moim zdaniem - powinnaś sobie szczerze odpowiedzieć, zanim podejmiesz ostateczną decyzję o przyjeździe.

    > Nie, ale biorę to pod uwagę i mój facet zamierza wszystkiego się dowiedzieć zanim
    > się tam pojawię. Nie pojadę jeśli będę musiała za wszystko zapłacić. Bez przesady.

    Tego akurat sama możesz się dowiedzieć. Wystarczy śledzić brytyjską prasę. Zresztą w polskiej na pewno też będą o tym pisać.

    > Pisałam, że oboje znamy angielski. Zdawałam rozszerzenie na maturze, jeśli aż tak
    > chcesz wnikać. Uważam, że wystarczająco dobrze znam język.

    No to przynajmniej jest szansa, że nie będziesz się bała wyjść z domu.

    > Pisałam, że nie zamierzamy mieszkać z nimi.

    Pisałaś, że wam pomogą, a nawet że będą skłonni was wesprzeć finansowo. Powodzenia.

    > Nie zamierzam jechać całkowicie w ciemno, mam trochę oleju w głowie.

    Sama sobie zaprzeczasz. Pisałaś, że jesteś zdecydowana na wyjazd w maju.

    I jeszcze jedno: Chcesz schorowaną mamę ciągnąć do Anglii?

    Nadal uważam, że w waszej sytuacji najrozsądniej będzie, jeżeli do porodu zostaniesz w Polsce. Nie przesadzaj z tą opieką medyczną i super-hiper porodami. Nie wiem, gdzie mieszkasz, ale polskie szpitale też już często oferują wysoki poziom opieki. W końcówce ciąży byłabyś w miejscu, które dobrze znasz, oszczędziłabyś sobie stresów związanych ze zmianą miejsca zamieszkania, potem na spokojnie załatwiła dziecku paszport i poleciała do Anglii.

    Ale to twoje życie - zrobisz, jak uważasz.
  • panda_e 03.03.14, 07:20
    Skoro przeczytałaś, to oznacza dla mnie tylko jedno - przeczytałaś bez zrozumienia. Bo trochę musiałam prostować. I już wystarczy, że wchodzę na forum, na którym piszą ludzie, którzy już tam są. I każdy ma inne informacje. Prasa też pisze różnie, nie zamierzam tego czytać bo wolę się dowiedzieć z pewniejszego źródła, niż niepotrzebnie wprowadzić w błąd. Z tego co już wiem - dużo zależy od lekarza pierwszego kontaktu. Przeczytałabym o tym w prasie?
    "Pisałaś, że wam pomogą, a nawet że będą skłonni was wesprzeć finansowo. Powodzenia." - tak, i co? To źle? Czy może to podważasz? Już nie wiem gdzie w Twoich wypowiedziach jest ironia, a gdzie coś szczerego.
    I nie zaprzeczam sobie, bo znowu to Ty niczego nie zrozumiałaś. Jestem zdecydowana na wyjazd w ogóle. Zakładam, że uda mi się to zrobić w maju, bo jeśli nie, to zapewne najwcześniej w październiku/listopadzie. A tego bym bardzo nie chciała. To wszystko jest w ciemno? Nawet gdybym miała wyjechać w maju to wg Ciebie będzie w ciemno? Uważasz, że niczego bym do maja nie ogarnęła? Nie wiem czego się w tym doszukujesz, ale za wszelką cenę chcecie zrobić ze mnie niezrównoważoną psychicznie gówniarę, która nie ma pojęcia o życiu i nie wiem co jeszcze.
    Jeśli chodzi o porody w Polsce a w UK, sam ginekolog powiedział mi "Super, że jedziecie. Byłem tam kiedyś, niebo a ziemia." a Ty już chyba zapomniałaś, jak wyglądają polskie szpitale. I tak jak pisałam wcześniej, nie chciałabym rodzić tu sama. Ojciec dziecka też się liczy. Ma to dla mnie duże znaczenie, mam uczucia.
  • 7oz 03.03.14, 10:33
    Odpowiedzialną rzeczą w takiej sytuacji jest jak najlepsze przygotowanie się do takiego wyjazdu. Nie da się wszystkiego przewidzieć ale można się dobrze przygotować na ewentualne przeszkody więc zamiast się denerwować na mniej lub bardziej krytyczne wypowiedzi wyciągnij z nich jak najwięcej i przygotuj sobie plan B a nawet kilka takich planów. Ludzie mieszkający za granicą często przekolorowują swoje historie i swoje sukcesy tak jakby chcieli udowodnić sobie i innym, że wyjazd był dobrą decyzją - bo jak wyjedziesz wcale nie jest tak łatwo wrócić. Dlatego, nie wierz we wszystko co Ci ludzie mówią jak tu różowo i dobrze jest. Moim zdaniem opieka medyczna i poród jest tu lepszy niż w PL ale nie znaczy to, że tobie się spodoba. Przy normalnej ciąży, lub nawet takiej z lekkimi komplikacjami nie zobaczysz ginekologa ani pediatry czy innego specjalisty, tylko GP, wielu Polkom taki system nie odpowiada i trudno się przyzwyczaić. Lekarze nie przepisują tu lekarstw tak chętnie jak w Pl, odesyłają do domu matki z gorączkującym dzieckiem z zaleceniem rozebrania dziecka do pieluszki, podania wody i paracetamolu więc mimo, że ogólnie opieka medyczna jest tu dobra dla wielu osób to jest szok i lata zajmuje przyekonanie się do tutejszego systemu. I tak ze wszystkim.
    Emigracja nie jest łatwa i możesz teraz mówić, że to wiesz ale dopiero rzeczywistość pokazuje jak może być ciężko. Ciąża nie jest samą przyjemnością a bycie pierwszy raz mamą bez bliskiej osoby, która wesprze w ciężkich chwilach bywa nie do przejścia stąd dużo większy odsetek depresji wśród matek na emigracji. Wiele osób na tym forum na własnej skórze przeżyło takie rzeczy dlatego tak wiele postów o tym, że łatwo nie będzie.

    Najlepiej poproś brata, żeby na miejscu dowiedział się o to czy dostaniesz tu darmową opiekę i jakie formalności musisz wypełnić w przychodni. Niech sprawdzi jakie są możliwości wynajęcia przez was mieszkania, ile was to będzie kosztować, czy stać go na zapłacenie depozytu za was, czy agencja zaakceptuje jego gwarancje. Musicie bardzo jasno określić jak ma wyglądać jego pomoc, żeby uniknąć konfliktów, o które w takiej sytuacji bardzo łatwo.
    Dziewczyny nie przesadzają mówiąc o tym, że musisz zapewnić dziecku odpowiednie warunki mieszkaniowe, co kosztuje, bo inaczej możesz mieć problemy. Po ostatnich wydarzeniach z Danielem Pelką i innymi dziećmi emigrantów, wszyscy są tu szczególnie wyczuleni. Wiele rzeczy musisz przemyśleć i wziąść pod uwagę, nie jesteś już tylko odpowiedzialna za siebie więc niestety na beztroskę i ryzykowny wyjazd w stylu uda się lub nie nie możesz sobie pozwolić ale nie przesadzaj też w drugą stronę i nie zamartwiaj się za bardzo bo to w końcu cudowny czas w życiu kobiety. Powodzenia.
  • illegal.alien 03.03.14, 13:22
    O. Otoz to.
    Niewatpliwa zaleta takich watkow i jezdzenia po ich autorkach jest to, ze jak sie czlowiek przygotuje chociaz mentalnie na wszystkie mozliwe komplikacje, ktore forumki wymysla, to naprawde nic go nie zaskoczy - serio to pisze. I ja bym na miejscu autorki watku czytala raczej historyjki pod tytulem 'a co zrobisz, jak przyleca kosmici i ci beda probowali porwac dziecko' niz 'przyjechalam tu z nowopoznanym chlopakiem, w ciazy, nie mialam nic poza majtkami, a teraz pale dolarami w kominku' - bo o ile te drugie moga krzepic, te pierwsze na pewno pozwola sie lepiej przygotowac na wszelkie mozliwe trudnosci.

    Jezeli chodzi o NHS, NIN, etc - ja rodzilam po 7 latach pobytu w UK (o ile dobrze licze), ale NIN mialam wtedy od pol roku (zaczelam prace w ciazy - tez moglabym pisac, ze bedzie super, bo ja w ciazy prace znalazlam, ale wiem, ze moja sytuacja, a sytuacja autorki watku to niebo a ziemia, a z praca mialam wiecej szczescia niz rozumu. No i gdybym jej nie znalazla, to tez by sie wielkie halo nie stalo, bo sytuacje mielismy fajna i komfortowa) - nikt sie mnie nie czepial i nie kwestionowal mojego pobytu tutaj. Ja podejrzewam, ze oni raczej patrza na okres, od jakiego sie ma NHS number, a ja ten mialam wlasnie dlugo.

    Sama emigracja to dla mnie akurat sinusoida - sa momenty, ze jest mi tu super i ekstra, a bywaja takie, kiedy sie zastanawiam po co mi to wszystko bylo. I to mimo faktu, ze przyjechalam tutaj w naprawde komfortowych warunkach, bez noza na gardle i z gwarancja, ze bede miala gdzie mieszkac, co robic i co jesc :) Wiec w sytuacji podbramkowej mysle, ze moze to byc duzo bardziej ekstremalne doswiadczenie. O ciazy nie wspominajac.
    I chyba tez przychylam sie do dziewczyn, ktore pisza, ze lepiej dojechac juz z dzieckiem. Ale to juz pisze mocno hipotetycznie, bo podobnych doswiadczen nie mam.

    Aha, dodam jeszcze, ze jak bylismy oboje pracujacy, od dawna tu mieszkajacy i nieciezarni, to i tak nas przeswietlali i agencje wynajmu krecily na nas nosami, jako, ze moj W pracowal przez agencje, a ja na samozatrudnieniu (stabilnym, legalnym i dochodowym, ale jednak). Chcieli zyranta, ktory bylby rezydentem w UK, najlepiej wlascicielem nieruchomosci i/albo o dochodach 3x roczny koszt wynajmu czy jakos tak.
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • robak.rawback 04.03.14, 01:36
    LMFAO
    kudos be upon you

    illegal.alien napisała:

    'przyjechalam tu z n
    > owopoznanym chlopakiem, w ciazy, nie mialam nic poza majtkami, a teraz pale dol
    > arami w kominku'
    --
    They have a lot of problems pronouncing your name..... dedeldedeldedeley sitchiation
  • melikoto 02.03.14, 21:13
    Ja bylam w ciazy I do Tego z dwulatkiem. Moj maz przylecial 3 tyg przede mna. Było ciezko bo trudno było cokolwiek odłożyć.po roku mieszkania w 1 pokoju mieliśmy kasę na wynajem bo dokładnie rok zajęło załatwienie benefitow.
    Z zapisaniem sie do lekarza nie miałam problemów, wystarczył list z banku, ponoć to często zależy od przychodni. To było 3 lata temu.
    Generalnie wszystko jest do zrobienia, tyle ze jest to trudne, potrzeba dużo cierpliwości i niekoniecznie super warunków na poczatku.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/f2w33e3kuzpivo7d.png
  • londynwarszawaparyz 02.03.14, 22:19


    > Ja bylam w ciazy I do Tego z dwulatkiem. Moj maz przylecial 3 tyg przede mna. B
    > yło ciezko bo trudno było cokolwiek odłożyć.po roku mieszkania w 1 pokoju mieli
    > śmy kasę na wynajem bo dokładnie rok zajęło załatwienie benefitow

    mozna mieszkac na kupie z dzieckiem na jednym pokoju, jak landlord sie zgodzi i wynajmie...ale dziwi mnie ze HV ani midwifie zglosil-mieliscie szczescie. Social worker gdyby wkroczyl moglby zabrac dzieci, po co tak glupio ryzykowac i pisac na forum ze wam sie udalo i nie bylo tak zle?? A jak zabiora im dziecko? Bo brak warunkow mieszkaniowych a nowoprzybyli emigranci? Ostatnio bylam tlumaczem w takiej sprawie- mamusi kazali wrocic do Polski, a bezrobotnemu tatusiowi szukac pracy/tez wrocic. dali im na to dwa tygodnie, inaczej by zabrali dziecko. Mieli farta. Mieszkali na pokoju gdzie nie miescilo sie lozeczko dzieciece, w domu z innymi Polakami, ze wspolna zagrzybiala lazienka....
  • aniaheasley 02.03.14, 21:55
    Boskie jest to forum. Dziewczyna pyta o rade a nasluchala sie ze jest nieodpowiedzialna, niedouczona o antykoncepcji i w ogole wstydu nie ma. Jeszcze do kompletubrakuje robacka ktora jej poradzi usunac ciaze.
    Do autorki. Przyjedziesz w jakims 26tyg cizy, od razu zarejestruj sie u gp, dostaniesz skierowanie na zarejestrowanie ciazy. Chlopak bedzie wtedy od paru miesiexy pracowal, zlozycie wnioski o tax credit i wszystko inne xo ciagle jeszcze 'sie nalezy'. Dacie rade jak tysiace przed Wami jak tysiace jeszcze po Was.

    Ania's Poland
  • londynwarszawaparyz 02.03.14, 22:13
    Chlopak bedzie wtedy od paru mies
    > iexy pracowal, zlozycie wnioski o tax credit i wszystko inne xo ciagle jeszcze
    > 'sie nalezy'.

    Ania, nie wprowadzaj w blad, w innych watkach i ja i inne osoby pisalysmy jak to teraz wyglada z benefitami. Benefitow NIE MA! Oprocz CHB na ktore czeka sie kolo roku, nie dostanie od reki WTC bo nie ma rozliczenia podatkowego jej chlopak, a to jest wymagane ( za ostatni rok, a on nawet pracy nie zaczal szukac!) plus masa innych dokumentow, reszta takze jest zamrozona dla nowoprzybylych emigrantow na poczatek. trzeba sie wykazac zeby dostac. dopiero po 3 miesiacach legalnej pracy i przy zarobkach 150 funtow na tydzien mozna sie o cos starac.
    Opieka medyczna dla nowoprzybylych tez miala byc (ta darmowa, ze wzgledu na turystyke medyczna) wstrzymana- czyli nie ma juz leczenia za darmo. Zeby nasza gwaiazda nie musiala i za porod placic :) bo wyjdzie drozej niz w ojczyznie
  • sueellen 02.03.14, 22:45
    Benefitow NIE MA! Oprocz CHB na ktore czeka sie k
    > olo roku

    Na pewno ma znaczenie fakt, że mieszkamy w UK od lat, ale moje dziecko urodzone pod koniec września dostało CH jeszcze przed Bozym Narodzeniem, więc czekanie około roku być może dotyczy nowoprzyjezdnych.

    Co do reszty, nie wiem, nie siedze w temacie zasilków.
  • mamonia78 03.03.14, 00:05
    Noz kurcze wmowcie jeszcze dziewczynie ze po benefity tu jedzie to sie dopiero zacznie!
    Yskierka, tyle wrogosci i przekrecania faktow w jednym poscie to dawno nie widzialam!
    Naprawde uwazasz ze tylko ty sprytnie zauwazylas ze ona to dziecko kiedys urodzi? Ze jej brat i jego dziewczyna nie maja tej swiadomosci?
    Pieprzycie tu glupoty jakbyscie wszystkie rozumy pozjadaly, straszycie odbieraniem dzieci, grzybem i nedza a przede wszystkim nieproszone oceniacie dziewczyne!
    Bo ocena to cos innego niz merytoryczna wypowiedz jakby ktos nie wiedzial.
    Jednak to prawda ze Polak Polakowi wilkiem, jakkolwiek brytyjskie czesc was sie przez te kilka lat nie stala...
    Kilka pomocnych glosow sie tu probuje przebic a reszta najchetniej z kijem na granicy by czekala...
    Smutne...
    I juz abstrahujac od tego postu, proponuje cofnac sie na tym forum z 10 lat, bylo tu mnostwo watkow od zielonych wtedy ekspertek, tyle ze nikt ich wtedy nie ocenial i pomyj nie wylewal...
  • sueellen 03.03.14, 09:25
    Raz ze 10 lat temu to nie to samo co teraz, dwa - przyjazd w nieznane w ciąży gdy jeszcze NIC nie jest załatwione to poroniony pomysł i tylko tego sie czepiamy. Dziewczyna chce przyjechać w maju. Jest marzec i jak na razie fakty są takie, że ani pracy, ani mieszkania, ani pieniędzy nie mają i czarno widzę, że do maja nagle wszystko się ustabilizuje.
  • panda_e 03.03.14, 14:31
    Ale przecież piszę (nie wiem który raz już), że jeśli nie pójdzie to wszystko po naszej myśli to nie polecę w maju, mam świadomość, że jestem odpowiedzialna teraz nie tylko za siebie. Błagam Was, nie róbcie ze mnie jakiejś zwyrodniałej i nieodpowiedzialnej matki.
  • sueellen 03.03.14, 18:46
    Ja tam czytałam wcześniej, ze "już postanowione"
  • panda_e 03.03.14, 19:34
    A ja już tu komuś tłumaczyłam, że już postanowione, że jadę w ogóle. A od wielu spraw uzależnione jest to kiedy pojadę.
  • mamonia78 03.03.14, 20:44
    > Raz ze 10 lat temu to nie to samo co teraz, dwa - przyjazd w nieznane w ciąży g
    > dy jeszcze NIC nie jest załatwione to poroniony pomysł i tylko tego sie czepiam
    > y.

    Czy ty potrafisz czytac ze zrozumieniem?
    Okolicznosci 10 lat temu moze byly inne ale ja pisze o poziomie kultury...
    No coz, wielu z was tu wtedy nie bylo...

    > Dziewczyna chce przyjechać w maju. Jest marzec i jak na razie fakty są takie
    > , że ani pracy, ani mieszkania, ani pieniędzy nie mają i czarno widzę, że do ma
    > ja nagle wszystko się ustabilizuje.

    Z tego co Panda pisze to w Polsce ani pracy, ani mieszkania, ani pieniedzy tez nie maja, ani tez nadziei ze kiedykolwiek beda mieli.
    Tutaj jednak, mimo wszystko, wydaje mi sie ze realna szansa aby jej chlopak pracowal i by byl w stanie utrzymac rodzine, jest. Bidniutko na poczatku bo bidniutko, zapewne nie wg twoich standardow, ale razem, czyli na pewno lepiej niz w Polsce.
  • sueellen 03.03.14, 22:42
    Alez to dobrze że on tu jest i szuka. Niech znajdzie, trzymam kciuki. Moim zdaniem Panda powinna zostać u matki, a młody tatuś zasuwać na rodzinę na dwóch etatach, słać część kasy do Polski, część odkładać i ściągnąć Pandę z dzieckiem po porodzie do wyposażonego umeblowanego mieszkania. Tylko taki plan ma moim zdaniem ręce i nogi.

    Nie chodzi o to, że może być biedniutko, chodzi o to, że może być tragicznie i przed tym dziewczyny przestrzegają.
  • robak.rawback 04.03.14, 01:24
    wiec od razu sie zorientowali ze nie mozna przegapic tej niepowtarzalnej okazji na stworzenie potomka. simples


    mamonia78 napisała:

    > Z tego co Panda pisze to w Polsce ani pracy, ani mieszkania, ani pieniedzy tez
    > nie maja, ani tez nadziei ze kiedykolwiek beda mieli.



    --
    They have a lot of problems pronouncing your name..... dedeldedeldedeley sitchiation
  • panda_e 04.03.14, 07:42
    Tak, dokładnie tak było. Ale śmiesznie, nie?
  • robak.rawback 04.03.14, 22:53
    wrecz przeciwnie - slowa ktore mi przychodza do glowy to np 'zatrwazajacy', 'alarming' etc

    panda_e napisał(a):

    > Tak, dokładnie tak było. Ale śmiesznie, nie?


    --
    They have a lot of problems pronouncing your name..... dedeldedeldedeley sitchiation
  • panda_e 05.03.14, 09:33
    To współczuję.
  • aniaheasley 03.03.14, 00:02
    Ok, nie wprowadzam w blad. Jaki mialabym w tym cel? Dla mnie wystarczy tyle Polakow ile juz tu jest.
    Codziennie biore udzial, jako tlumaczka przez telefon, w co najmniej kilku, czasami kilkudziesieciu, rozmowach Polakow z infolinia tax credit. I CODZIENNIE, ostatnio nie dalej jak wczoraj, slysze rozmowy takiego typu: dzwonie, bo miesiac temu skladalam wniosek o wtc i ctc i jeszcze nie mam odpowiedzi wiec dzwonie sie zapytac, zaraz chwileczke, o wlasnie wczoraj zostala do pani wyslana decyzja, pierwsza wyplate bedzie miala pani jutro, w kwocie x, a pojutrze w kwocie z co bedzie wyrownaniem za okres oczekiwania. Wiec blagam, bardzo prosze przestancie mi zwracac uwage, ze wprowadzam w blad. Ja sobie tego z palca nie wysysam za kazdym razem jak pisze na ten temat.
    --
    Ania's Poland
  • szpil1 03.03.14, 20:56

    londynwarszawaparyz napisał(a):


    > Opieka medyczna dla nowoprzybylych tez miala byc (ta darmowa, ze wzgledu na tur
    > ystyke medyczna) wstrzymana- czyli nie ma juz leczenia za darmo. Zeby nasza gwa
    > iazda nie musiala i za porod placic :) bo wyjdzie drozej niz w ojczyznie

    Już kilka razy o tym pisałam: w naszym szpitalu wiszą już od jakichś trzech lat informacje, że obcokrajowcy muszą udowodnic, że przebywają w UK od roku, inaczej możliwe, że będą musieli płacic za opiekę zdrowotną. Ciekawa jestem na ile jest to egzekwowane.
  • londynwarszawaparyz 03.03.14, 21:05
    narazie nie wiem jak to jest egzekwowane ale domyslam sie ze zgodnie ze zmianami jakie maja miec miejsce w marcu, i tu zaostrzenia padna- wedle zapowiedzi. Nowi beda sprawdzani, juz teraz jest o tym glosno. Dziewczyna ma przyjechac w maju, rodzic gdzies gdy zostana zmiany wprowadzone- koszta szpitalnej opieki dla niej moga byc bardzo wysokie jezeli do tego dojdzie wiec powinna miec to na uwadze a nie jak wiekszosc myslec z optymizmem :jakos to bedzie: bo jakos to bylo pare lat temu czy 10 lat temu a teraz coraz trudniej, kazdy to chyba odczuwa
  • szpil1 03.03.14, 21:49
    londynwarszawaparyz napisał(a):

    powinna miec to na uwad
    > ze a nie jak wiekszosc myslec z optymizmem :jakos to bedzie: bo jakos to bylo p
    > are lat temu czy 10 lat temu a teraz coraz trudniej, kazdy to chyba odczuwa

    No, moim zdaniem posty typu: "my przyjechalismy x lat temu nie mając nic i dalismy radę" mogą stworzyc niepotrzebne złudzenia. Chyba każdy rozsądny widzi, że kilka lat temu było naprawdę łatwiej. Przykład 1: miejscowośc do której przyjechaliśmy 7 lat temu - pracę dostaliśmy niemalże od ręki. Teraz - sporo firm się zamknęło, częśc sie wyniosła, kilka agencji pracy zostało zlikwidowanych. Przykład 2 - firma w której pracuję - 7 lat temu przyjmowano niemalże wszystkich - z bardzo kiepskim angielskim, bez wyrobionego NIN, bez HO (wtedy obowiązkowy), nabór trwał od czerwca do listopada, co tydzień przychodziła nowa grupka ludzi, po trzech miesiącach każdy chętny dostawał stały kontrakt. Obecnie - angielski trzeba znac i to całkiem nieźle, bez NIN nie ma co próbowac sie zatrudnic. Nabór trwa tylko w pażdzierniku i listopadzie, nowi dostają kontrakty na miesiąc - dwa, połowa zostaje, połowie nie przedłużają umowy. Także takie gadanie "jak przyjedziecie to na pewno szybko pracę znajdziecie" to po prostu p...e głupot. Przynajmniej tu gdzie mieszkam.
  • londynwarszawaparyz 03.03.14, 22:15
    zgadzam sie. niejednokrotnie w ostatnim roku bylam swiadkiem jak ludzie przyjezdzali nieprzygotowani i zyli zludzeniami ze jakos to bedzie. Niestety, zludzeniami zyc sie nie da, trzeba na chlebek sobie zarobic, do tego trzeba znac jezyk lepiej niz kiedys, miec obowiazkowo NIN- juz trojka wrocila do Polski bo cos sie nie udalo, pieniedzy nie starczylo, nic nie znalezli, kredyty w Polsce na wyjazd trzeba splacic a i tam nie jest rozowo, nawet jak sie katem u rodzicow zaczepi.
    Inne czasy, jest trudniej poprostu. Przypomina mi sie serial "Bitwa o Anglie" z 2004/2005 roku....ci co szukali nawet bez jezyka szybko ta prace dostawali. teraz jest juz natlok emigrantow i jest duzo trudniej. Ceny poszly w gore i trudniej jest wyzyc rodzinie z dzieckiem. Wiem, bo napewno bym sie nie zdecydowala na dziecko tutaj nie majac dobrego zaplecza, szansy na macierzynski itp a autorka watku na to liczyc nie moze- bedzie zaczynala od zera, wiec lekko nie bedzie a moze sie skonczyc tragicznie.
    Znam tez rodzine ktora z dizeckiem wyladowala na ulicy, zajela pustostan, pracy nie znalezli oboje bo nie znali jezyka. Wyrzucili ich i z tego pustostanu- gdyby nie polska parafia nie wiem jak by to dla nich sie skonczylo. Matka tej dziewczynki chodzila po znajomych w nocy bo nie miala nawet na telefon i pytala kto przenocuje jej corke....to sa prawdziwe historie jakich bylam tu swiadkiem, trzeba miec na uwadze tez najgorszy scenariusz i pieniadze na powrot.
  • mamonia78 03.03.14, 23:25
    Z ta mala roznica ze oni oboje znaja jezyk i maja gdzie sie zatrzymac na poczatek.
    I w Polsce tez nie maja zaplecza, macierzynskiego, mieszkania ani pracy!
    I zakladam ze przed bratem nie zataili faktu ze dziewczyna jest w ciazy...
    LWP przestan bredzic i opowiadac historie z seriali i te ktorych bylas swiadkiem, nie wiem w jakim towarzystwie sie obracasz, ale jak widac nie ma sie specjalnie czym chwalic...
    Jezeli para bardzo mlodych ludzi zdecyduje sie na rozlake wtedy kiedy najbardziej sa sobie potrzebni, to niestety taki zwiazek nie ma powodzenia.
    Ja jestem zdania ze trzeba probowac, zawsze mozna wrocic.
  • mamonia78 03.03.14, 23:55
    I tego akurat nie wiem na pewno, niech mnie poprawi ten kto wie (a nie slyszal od brata syna konia sasiadki psa), ale jezeli chodzi o leczenie to trzeba zadeklarowc/ udowodnic ze jest sie rezydentem, czyli mieszka tu na stale i nie ma centrum interesu zyciowego w innym kraju.
    Kiedys chyba wystarczylo ze partner pracuje?
    Moze Ania wie?
  • aniaheasley 04.03.14, 00:05
    Ania nie wie jak to jest w przypadku prowadzenia ciazy :)
    Ale Ania tlumaczyla pare dni temu rozmowe u lekarza, moze komus sie przyda. Przyszla kobieta z zawrotami glowy, w Polsce miala robiona tomografie pare lat temu, plus wysoki poziom prolaktyny, potem jej sie cofnelo. Teraz ma te same objawy, GP skierowal ja na CT scan do szpitala, ale szpital zanim przyjal skierowanie, napisal do niej list, ze ma im najpierw udowodnic swoj residency status w UK. Dziewczyna wyslala im rozne dokumenty, wyciagi z banku, payslipy, rozliczenie podatkowe i co tam jeszcze jej przyszlo do glowy. Nie chodzilo tutaj o 'rezydenta' jak to sie potocznie mowi, tylko o udowdnienie, od jak dawna mieszka w UK w nieprzerwany sposob. Dopiero jak im to przeslala, to wyslali jej zaproszenie na scan.
    --
    Ania's Poland
  • 00zuza00 04.03.14, 00:34
    To chyba zależy od lekarza, szpitala itp. Ja mieszkam tutaj od 1,5 roku, niedawno urodziłam dziecko. W przychodni przy rejestracji chcieli tylko proof of address (zaniosłam bodajże jakiś rachunek) .Potem nikt, ani położna, ani HV, ani szpital na scanie nie pytał mnie jak długo tu mieszkam i czy pracuję. Oczywiście lepiej upewnić się wcześniej jak jest tam, gdzie chcesz pojechać.
  • illegal.alien 04.03.14, 07:24
    U nas w przychodni wywiesili info, ze trzeba tu mieszkać co najmniej pol roku.
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • sueellen 04.03.14, 10:04
    Jak to mówią? Jak kocha to poczeka? Jeśli związek nie jest w stanie przetrwać kilku miesiecy rozłąki, to do d***y taki związek.
  • sueellen 04.03.14, 10:15
    > Ja jestem zdania ze trzeba probowac, zawsze mozna wrocic.

    A co jeśli trudna sytuacja, stres sprawią że młody tatus da nogę, a ciąża okaże się trudna? Dziewczyna zostanie sama jak palec w obcym kraju w zagrożonej ciąży bez dochodów w dodatku bez możliwości powrotu (zakaz latania, późna ciąża). Gdyby została w Polsce, miałaby matkę i pieniążki od lubego. Dojechać zawsze może później, z dzieckiem.
  • aniaheasley 04.03.14, 11:44
    Jasne. Dziecko moze sie tez okazac niepelnosprawne, a Panda moze wpasc pod samochod, i moga jej amputowac noge, a partner moze stracic wzrok w wyniku wypadku w pracy, dom brata moze sie spalic albo byc zalany w powodzi nastepnej. Ale rzadko ludzie sa az tak bardzo przezorni, to by paralizowalo jakiekolwiek decyzje, o tych bardziej smialych juz nie wspominajac. Nobody expects the Spanish inquisition.
    --
    Ania's Poland
  • londynwarszawaparyz 04.03.14, 12:00
    Aniu mysle ze Sueellen nie o to chodzilo :)

    A co jeśli trudna sytuacja, stres sprawią że młody tatus da nogę, a ciąża okaże się trudna? Dziewczyna zostanie sama jak palec w obcym kraju w zagrożonej ciąży bez dochodów w dodatku bez możliwości powrotu (zakaz latania, późna ciąża). Gdyby została w Polsce, miałaby matkę i pieniążki od lubego. Dojechać zawsze może później, z dzieckiem.

    Nie chodzi o sytuacja tak extremalne tylko o takie sytuacje hmmm czesto spotykane. O ile pozar domu zarza sie nie za czesto i szansa ze tego sie doswiadczy jest jak jeden do np stu tysiecy to statystycznie co 3 malzenstwo w PL sie rozpada. Zakladajac ze mlodzi rozwodza sie szybciej, chlopak jest mlody i moze mu do glowy woda sodowa uderzyc a dziecko przerosnac lepiej byloby zostac w Pl z zaczekac az on ulozy tu grunt dla niej i dziecka. Chyba ze pojdzie w tango czy znajdzie inna to wtedy przynajmniej nie wyladuje sama z dzieckiem w obcym kraju. Autentycznie, sorry, ale juz opisywalam tu na forum historie kuzynki ktora zostala z dzieckiem sama w UK bo chlop ja zostawil dwa czy 3 miesiace po jej przyjezdzie. Bez pracy (bo on pracowal), bez jezyka, bez pieniedzy, bez paszportu dla dzieciaka (bo wyslali aplikujac o jakis zasilek). Ani wrocic do Polski ani zostac. O tym pisze....
  • illegal.alien 04.03.14, 12:02
    Pisalam powyzej - jak sie czlowiek przygotuje na wszystkie mozliwosci, jakie wymysla mu forumki, to bedzie mial nawet plan na wypadek, gdyby marsjanie mu chcieli dziecko porwac do badan nad ludzkim mozgiem ;)
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • ilonka45 04.03.14, 12:27
    illegal.alien napisała:

    > Pisalam powyzej - jak sie czlowiek przygotuje na wszystkie mozliwosci, jakie wy
    > mysla mu forumki, to bedzie mial nawet plan na wypadek, gdyby marsjanie mu chci
    > eli dziecko porwac do badan nad ludzkim mozgiem ;)

    :)
  • liley11 04.03.14, 22:01
    Hahaha:)))
    --
    Nie nalezy mylic prawdy z opinia wiekszosci.
    Jean Cocteau
  • sueellen 04.03.14, 12:21
    Chodzi mi o to by wybrała opcję bezpieczniejszą dla siebie i dziecka. Przyjeżdżajac w ciąży, bez kasy, bez pracy jest w 100% zdana na innych, w tym w przeważającej części na obcych, bo wybacz ale pomoc "dziewczyny brata chłopaka" to takie trochę pisane palcem na wodzie. w Polsce ma matkę, dlatego radzę by została w PL w domu rodzinnym, a tatuś pracował na wyspach na rodzinę i ściągnął ich gdy będzie miał ustabilizowana sytuację.
  • aniaheasley 04.03.14, 12:27
    Pozostaje juz tylko 'drobny' szczegol, czyli chec mlodych rodzicow do przezycia narodzin swojego pierwszego dziecka razem, w jednym kraju, uczestnictwa ojca w porodzie, i w pierwszych dniach i tygodniach zycia potomka. To jest naprawde trudne do nadrobienia, czy wynagrodzenia czymkolwiek innym.
    --
    Ania's Poland
  • sueellen 04.03.14, 12:37
    Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. Nadal uważam za piramidalną głupotę pchanie się na łaskę i niełaskę obcych ludzi w obcym kraju. Bo nawet taki "luby" to w świetle prawa obcy człowiek, no ale jak kto woli... Zabezpieczenie interesów własnych i dziecka powinno być dla przyszłej matki priorytetem, nie raz nie dwa widziałam i słyszałam podobna historię gdy kobieta radośnie się ubezwłasnowolniła, a potem płacz i zgrzytanie zębów...
  • agnes_6891 04.03.14, 15:02
    aniaheasley napisała:

    > Pozostaje juz tylko 'drobny' szczegol, czyli chec mlodych rodzicow do przezycia
    > narodzin swojego pierwszego dziecka razem, w jednym kraju, uczestnictwa ojca w
    > porodzie, i w pierwszych dniach i tygodniach zycia potomka. To jest naprawde t
    > rudne do nadrobienia, czy wynagrodzenia czymkolwiek

    Święte słowa Ania, myślałam o tym samym. Jaka sytuacja finansowo - mieszkaniowa może być ważniejsza od tego niepowtarzalnego momentu przyjścia na świat pierwszego dziecka? To normalne że chcą to przeżyć oboje, choćby za cenę stresu i niepewności finansowej. Czego bardziej mogą żałować po latach - że przez jakiś czas mieszkali na kupie, liczyli każdy grosz czy tego, że ojca nie było przy narodzinach i w pierwszych dniach życia dziecka?
    Niech chłodna kalkulacja i czarne scenariusze nie przesłaniają tego, co naprawdę ważne!
  • sueellen 04.03.14, 15:11
    Nie wierzę - wy tak na serio????
  • agnes_6891 04.03.14, 16:51
    sueellen napisała:

    > Nie wierzę - wy tak na serio????

    A co konkretnie Cię tak dziwi?
  • londynwarszawaparyz 04.03.14, 11:24
    mamonia takie frazesy piszesz ze nie da sie czytac. nie rozumiesz co ja pisze i inni? ona jest w ciazy, i rzucenie sie na gleboka wode to jest glupta. samej tak, bez dziecka. a jak cos nie tak pojdzie? tatus dziecka ja zostawi? zostanie sama? brat wyrzuci ich z mieszkania? to co? piszesz jej przyjezdzaj- i co? dasz gwarancje tej dziewczyne ze sie ulozy, ze bedzie ok? czy zalozysz za nia na bilet w razie klapy? Widzialam takich jak ty- sciagali tu innych obiecujac gory pracy i pieniedzy, Eldorado. A potem te osoby zostawaly same zdane na siebie, bez kasy, pracy i mieszkania.
    Znaja jezyk? swietnie. Ale to podstawa w tych czasach, nic nadzwyczajnego. Zaden plus do pracy raczej obowiazek jezeli chce sie tu prace podjac.

    I w Polsce tez nie maja zaplecza, macierzynskiego, mieszkania ani pracy!

    Ale maja kat za ktory nie placa (mieszkaja z rodzicami) i z konta nie znika im po dwiescie funtow co tydzien na mieszkanie. I maja rodzicow do pomocy z malenstwem.


    > LWP przestan bredzic i opowiadac historie z seriali i te ktorych bylas swiadkie
    > m, nie wiem w jakim towarzystwie sie obracasz, ale jak widac nie ma sie specjal
    > nie czym chwalic...

    To nie historie z seriali ale samo zycie. Bylam swiadkiem takich sytuacji nie ze wzgledu na srodowisko w jakim sie obracam ale na prace jaka wykonuje (tlumaczenia m.in. i pomoc ludziom w trudnej sytuacji) wiec nie oceniaj mnie pochponie.
  • panda_e 04.03.14, 13:53
    "Ale maja kat za ktory nie placa (mieszkaja z rodzicami) i z konta nie znika im po dwiescie funtow co tydzien na mieszkanie. I maja rodzicow do pomocy z malenstwem."
    Mieszkamy osobno. Nie ma tu nawet miejsca na łóżko "dwójkę", nie mówiąc o łóżeczku dla dziecka czy czymkolwiek. Tu nawet nie ma 50m2, a są jeszcze moi rodzice. Oboje. Moja mama ma zasiłek pielęgnacyjny 150 zł, a tata jest grubo po sześćdziesiątce, raz ma prace, raz jej nie ma bo też wyjeżdża zagranicę do pracy. W każdej chwili może zaniemóc. My tutaj nie możemy znaleźć pracy bo takie wspaniałe czasy nastały w tym kraju. Wyobraź sobie 4 dorosłe osoby w tak małym mieszkaniu plus dziecko. I wypłata mojego ojca, która raz jest a dwa razy jej nie ma.
    Już wolę chyba Wasze (łącznie z tymi paranormalnymi) scenariusze niż ten wyżej.
  • plain-vanilla 04.03.14, 12:36
    Powtorze jeszcze raz (co pisalam juz wczesniej), bo piszesz, ze chcesz sie uczyc na naszych bledach.
    Najlepsze wyjscie dla ciebie, to przyjazd do UK, kiedy juz 'luby' bedzie mial pewna prace i wynajete i urzadzone mieszkanie dla was. Ominie cie stres prowadzenia ciazy w UK, ciaza ktora mozesz znosic dobrze albo zle w pustym pokoju czy mieszkaniu. Piszesz, ze mama schorowana, ale nie na tyle, zeby nie brac pod uwage importowania jej do UK, zeby sie zajela wnukiem, wiec moze ci pomoc w Polsce. 'Luby' bedzie slal kase przez jakis czas na zycie, zebys mama i ty nie musiala glodowac.
    Rozumiem fakt, ze chcesz koniecznie, zeby ojciec byl przy porodzie. W twojej sytuacji moze to byc niewykonalne, bo sami podjeliscie dezycje, ze on jedzie zanim sie dziecko urodzi, przeciez moze jechac po porodzie w Polsce i wtedy sciagnac ciebie z dzieckiem. Pracy i tak nie ma zadnej zaklepanej, wiec co za roznica?
    Jak chce sie dowiedziec o koszty porodu, to nie w przychodni, ale w szpitalu!!! Przychodnia moze przyjac i prowadzic ciaze bez gadania i pytania, ale potem moze wyniknac koniecznosc cesarki albo innych procedur i to szpital sie obudzi i zazada przedstwienia papierow WSTECZ, ZE BYLAS/JESTES REZYDENTEM. I co wtedy?
    Atmosfera teraz jest naprawde ciezka i nieprzyjemna w stosunku do imigrantow. Nie ma porownania sprzed 6-8 lat. Nie komentuje rynku pracy. Do tego piszesz, ze tutaj taki high life na porodowkach. Ja rodzilam (pierwsze) i uwazam, ze tragedia totalna, wlacznie ze zmarnowanym zdrowiem na kilka miesiecy. Wiec nieprawda. Drugie juz inaczej (w innym szpitalu), wiec wszystko zalezy od miejsca.
    Dopisuje sie do tego, co pisala inna dziewczyna, ze zwiazek spokojnie przetrzyma kilka miesiecy. Jak ma sie rozpasc, to lepiej zeby tak bylo, kiedy ty jestes w Polsce, bo mozesz skonczyc, jak ta pani tutaj:
    Przyjechałam do UK ponad 2 miesiące temu z dwójką dzieci , mój mąż żyje tu od prawie roku, myślałam że moje małżeństwo jakoś się utrzyma, niestety okazało się że mój mąż jest alkoholikiem. Mieszkam teraz sama, dzieci mają 4 i 6 lat, oczywiście chodzą do szkoły.
    Nie pracuję bo młodsze dziecko chodzi na 2,5 godziny, więc nawet nie szukam , bo nie mam nikogo kto zająłby się dziećmi. Złożyłam papiery o ChB, IS, HB i o dom ze spółdzielni...
    Dostałam odmowną decyzję ChB.. Czytałam żę przepisy się zmieniły od stycznia, muszę być rezydentem , mieć ubezpieczenie, szukać pracy, albo ją mieć... kurka jestem załamana , muszę coś zrobić, widzę że teraz jeden zasiłek jest zależny od drugiego, boję się że za chwilę zostanę z niczym.. Na pewno napiszę odwołanie, ale co napisać żeby zrozumieli moją sytuację. Do Polski nie wrócę, mam 40 lat i nie mam do czego wracać....
    Proszę poradźcie co mogę zrobić???
  • panda_e 04.03.14, 13:47
    On już tam jest. Ma teraz wrócić? "Słuchaj Kochanie, wracaj do PL, rodzę tutaj bo życzliwe panie na forum stwierdziły, że Twój brat wyrzuci Nas z domu, a Ty mnie możesz zaraz zostawić, po za tym poronię albo nawet jak nie poronię wyląduję na ulicy bo mi przyjdzie rachunek za cesarkę - bo tak też może być. A szpitale to jednak są straszne, a w mieszkaniu będziemy mieli grzyb. Ewentualnie jeszcze może być tak, że (...)."
    Ja też powtórzę kolejny raz. Jeśli nie znajdzie pracy i mieszkania dla Nas, to nie lecę w maju tylko po porodzie, bo przecież nie będę miała do czego. To logiczne. I nie wwalę się na głowę jego bratu, z którym nie zamierzamy mieszkać jak przylecę. Chyba, że zechcą z dziewczyną zamieszkać z Nami w większym domu - to też jest brane pod uwagę. Ileż można? Może powinnam pogrubiać czcionkę jak o tym piszę?
  • plain-vanilla 04.03.14, 13:53
    Ja akurat nic o grzybie nie pisalam ani o tym, ze brat lubego ma was wyrzucic, wiec spokojnie, nie wnerwiaj sie, bo to niezdrowe w ciazy :-)
    Pisze o stresie i koniecznosci placenia za porod (hipotetycznej, ale wartej wziecia pod uwage). To tyle. Zrobisz, co bedziesz chciala. A na przyszlosc, jak zechcesz szukac rad na forum, to musisz byc przygotowana, ze niektore osoby wyleja na ciebie pomyje. Wlasnie dlatego ja wcale nie pytam o rady obcych ludzi, bo nie chce potem czytac, jak inni obrzucaja mnie epitetami.
  • plain-vanilla 04.03.14, 13:54
    Powodzenia!
  • panda_e 04.03.14, 14:09
    Dowiem się wszystkiego zanim pojadę, mi chyba bardziej zależy na tym żebym nie musiała płacić ; ) Jeśli chodzi o te pomyje, to miałam nadzieję, że ludzie, którzy już mieszkają od paru lat w Anglii nie są tak rozgoryczeni i żądni opluwania jadem swoich rodaków jak Polacy żyjący w ojczyźnie.
  • sueellen 04.03.14, 14:29
    lepiej dostać pomyje na forum a potem być miło zaskoczonym, niż odwrotnie.
  • panda_e 04.03.14, 14:31
    I o ile te "pomyje" wynikają z jakiejś troski, a nie chęci zmieszania kogoś z błotem.
  • dorotac4 04.03.14, 14:33
    no i to sa polacy własnie , ale czsami sie zdazaja normalni
  • dorotac4 04.03.14, 14:32
    no niestety można trafic na okropnych polaków taka jest prawda okropna ale prawda , a na forum co nieco sie dowiesz pózniej bedziesz mniej zaskoczona
  • yumemi 04.03.14, 15:59
    eśli chodzi o te pomyje, to miałam nadzieję, że ludzie, któ
    > rzy już mieszkają od paru lat w Anglii nie są tak rozgoryczeni i żądni opluwani
    > a jadem swoich rodaków jak Polacy żyjący w ojczyźnie.

    Ludzie tutaj mieszkajacy maja duzo bardziej realne spojrzenie na sytuacje niz Ty, niestety. Zycie na emigracji to zadna idylla i wielu musi sie nawet na £1000 miesiecznie niezle naharowac. W Polsce te 1200zl na reke o ktorych pisalas to nie jest jakas tragedia, przedszkole z tego oplacisz, a w UK juz trudniej. To tylko przyklad - widze wiele przykladow gdzie ludziom finansowo tutaj wcale nie jest lepiej, zostaja z roznych innych podowodow czesto.
    W Polsce jak ktos chce to prace znajdzie, ale to juz inny temat :)
    Zycze powodzenia bo wiadomo ze jak sie bardzo chce to sie uda:)
    --
    -----------------------------------------
  • sueellen 04.03.14, 14:52
    Masz, poczytaj sobie:

    forum.gazeta.pl/forum/w,37418,106058535,106060728,Re_przyjazd_w_ciazy.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,37418,96598143,96598143,Przyjazd_do_uk_w_ciazy_kwestie_porodu_itp_.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,37418,45255794,45255794,overseas_visitor_.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,37418,147302806,147302806,chyba_nie_dam_rady_.html


  • panda_e 04.03.14, 15:10
    Post "chyba nie dam rady..." - "zostawilam dom prace, przyjaciol i rodzine w Pl" - to mnie nie dotyczy : )
    Ale jeśli chodzi o pozostałe posty, to nie wiem czy właśnie to miałaś na celu ale uspokoiłaś mnie. Dzięki btw, bo ja nie mogłam w ogóle znaleźć tego typu postów, nie ogarniam trochę tego forum.
    Powiedzcie mi co to jest CAB?
  • sueellen 04.03.14, 15:19
    Citizens Advice Bureau
  • mamonia78 04.03.14, 20:13
    Panda, ty wez juz tego nie czytaj, a juz napewno nie bierz do siebie.
    Niektore panie maja tu klopoty z czytaniem ze zrozumieniem...
    Dawno na forum nic sie nie dzialo, nawet o benefity nie spytalas a tu sie tak ladnie watek rozwinal:-)
    Tyle ze zamiast grzecznie i z kultura, to od razu albo chamsko "ide po popcorn" albo typowo po polsku "social service ci dziecko zabierze".

    Ja nie mowie ze bedzie latwo, ale moze ktos by laskawie doczytal:
    -nie mieszkaja razem bo nie maja warunkow i nigdy w Polsce nie beda mieli
    -nikt im nie bedzie pomagal finansowo, wrecz beda obciazeniem dla jej rodzicow, ktorzy tez nie maja lekko
    -chlopak juz tu jest i szuka pracy
    -moga tu mieszkac u brata albo wynajac cos razem

    Byl taki dowcip: Polak, Niemiec i Francuz hodowali krowy i Francuz sie modli "Panie Boze, niech moje krowy daja wiecej mleka niz sasiada", Niemiec sie modli "Panie Boze, chcialbym miec wiecej krow od sasiada", a Polak sie modli " Panie Boze, niech sasiadowi zdechna wszystkie krowy"...
    Cos w tym jest.
  • sueellen 04.03.14, 20:52
    > -nie mieszkaja razem bo nie maja warunkow i nigdy w Polsce nie beda mieli
    Eghm, a co mają w UK? Bo na razie ani pracy, ani płacy, ani dachu nad głową, ani ubezpieczenia, ani zasiłków. A nie, brat jest.

    > -moga tu mieszkac u brata albo wynajac cos razem

    No rewelacyjny masz pomysł: zwalić się bratu na głowe z ciężarną, a potem z noworodkiem... zawsze lepiej być obciążeniem dla brata niż rodziców, prawda? Bo brat pewnie śpi na kasie i tylko marzy o utrzymywaniu 3-sobowej rodzinki, a jego dziewczyna o skakaniu wokół ciężarnej i noworodka. Coraz lepsze pomysły, coraz lepsze :)
  • mamonia78 04.03.14, 21:56

    > > -nie mieszkaja razem bo nie maja warunkow i nigdy w Polsce nie beda mieli
    > Eghm, a co mają w UK? Bo na razie ani pracy, ani płacy, ani dachu nad głową, an
    > i ubezpieczenia, ani zasiłków. A nie, brat jest.

    szanse maja, o niebo wiecej niz w Polsce...

    > No rewelacyjny masz pomysł: zwalić się bratu na głowe z ciężarną, a potem z now
    > orodkiem... zawsze lepiej być obciążeniem dla brata niż rodziców, prawda? Bo br
    > at pewnie śpi na kasie i tylko marzy o utrzymywaniu 3-sobowej rodzinki, a jego
    > dziewczyna o skakaniu wokół ciężarnej i noworodka. Coraz lepsze pomysły, coraz
    > lepsze :)

    Skad wiesz o czym brat marzy? Moze ty masz brata ktory by ci nie pomogl, z tego co pisze Panda wynika ze wspomniany brat chec taka deklaruje...

    Wiesz, u nas tez przez pare miesiecy mieszkal kuzyn z ciezarna wtedy dziewczyna, teraz maja dwojke dzieci, prace i domek z ogrodkiem, szczyt marzen w Polsce C...
    Ze ty bys tego dla brata nie zrobila to juz wiemy...

    Wspominalam tez o chamskich odzywkach i popcornie, nie zacytujesz?
  • yumemi 04.03.14, 22:23
    > szanse maja, o niebo wiecej niz w Polsce...

    A to na jakiej podstawie piszesz? Problem w tym ze dla wielu jakos ok jest pracowac np w restauracji przy zmywaniu naczyn w UK, ale za zadne skarby, za nie wiem jakie pieniadze, takiej pracy by nie podjeli w Polsce. To zjawisko niezmiennie mnie ciekawi. Ze zycie na granicy biedy dla niektorych jakos fajniejsze sie wydaje w UK tylko nie wiem czemu.
    W Polsce ludzie tez zyja normalnie i dla tych ktorzy chca pracowac tez sa szanse.
    --
    -----------------------------------------
  • panda_e 04.03.14, 22:39
    To ciekawe, bo od kiedy skończyłam szkołę udało mi się pracę dorwać raz, oszukali mnie tam jak sku*wysyn. A, przepraszam. Byłam jeszcze z moim tatą na budowie i malowałam rurki stojąc na drabinie codziennie po kilka godzin przez jakieś 2 tygodnie. A postanowiłam zapracować sobie na studia, bo wiedziałam, że rodziców nie będzie stać żeby mnie na nich utrzymać. Przez szukanie pracy odechciało mi się żyć i studiować. I nie siedziałam tylko przed komputerem wysyłając CV. Jeździłam z CV gdzie się dało osobiście. Natomiast mój chłopak od kiedy skończył studium, czyli już 2 lata codziennie siedział w ogłoszeniach pracy, próbował załatwiać przez ludzi, próbował wszystkiego. Raz dorwał pracę przy rozwożeniu pieczywa, pracował przez miesiąc. Potem jeszcze po jakimś czasie przez miesiąc jeździł z moim tatą na budowę do Warszawy. I po za kilkoma zleceniami związanymi z robieniem logotypów, portretami i małymi projektami nie udało mu się znaleźć nic. Nie chcieliśmy znaleźć pracy? Ciekawe. Chyba za łatwo wychodzi Wam pochopne osądzanie. Wybaczcie, ale płytkie to.
  • yumemi 04.03.14, 22:45
    No niezupelnie, bo ja niedawno czytalam o tym jak jedna znana i dobrze placaca firma nie mogla otworzyc siedziby na poludniu Polski z braku chetnych do pracy. Nie mowiac o znajomych i w rodzinie ktorzy maja wlasne firmy i znalezienie kogos graniczy z cudem - a pensje sa naprawde ok. Nie wiem o co w tym chodzi i nie chce oceniac, ale zaciekawilo mnie to.
    I po za kilkoma zleceniami związanymi z
    > robieniem logotypów, portretami i małymi projektami nie udało mu się znaleźć n
    > ic.
    A w UK jaka prace znalazl?
    --
    -----------------------------------------
  • panda_e 05.03.14, 09:32
    Nie no to wg Ciebie co, nie znalazł pracy bo nie chciał, a do UK jedziemy na zasiłki? Czy o co chodzi? Tam jest od 2 tygodni. W Polsce bez pracy był 2 lata, w sumie to 3 bo na I roku jeszcze miał pracę, na drugim już mu się nie udało niczego znaleźć. A potem wrócił do Naszego rodzinnego miasteczka i szukał w tych okolicach.
  • steph13 04.03.14, 22:01
    Wiele osob w tym watky wydaje porady, w duzym stopniu szczerze zyczliwe I I jednoczesnie nieslychanie naiwne. Dziewczyna jest mlodziutka, nic jeszcze w zyciu nie osiagnela, we wlasnym kraju nie ma pracy ani wlasnego kata, nie posiada kwalifikacji przekladajacych sie latwo na tutejszy rynek pracy. Posiada jednak partnera, ktory wyjechal sobie do brata w Anglii oraz nieplanowana ciaze, ktora na tym etapie jest jej odpowiedzialnoscia.
    Nie wiem jak ciezko jest zyc w obecnej Polsce ale sporo milionow zyje, pracuje I jakos zycie sobie ukladaja, wersja na tym etapie jej zycia bardziej realna I pozytywna. Ale to rowniez wersja teoretycznie trudniejsza dla osoby bez planu na zycie I stad latwiej bezmyslnie spakowac mizerne manatki I wyjechac do miodem plynacej Anglii. Fajna przygoda dla osoby mlodej I samotnej, jakas praca w koncu sie trafi, moze nawet dwie, I jakos zwiaze sie koniec z koncem. Ale jest ta ciaza, ktora wyklucza prace zarobkowa, wymagac bedzie bezstresowego zycia I cywilizowanych warunkow zycia. No wiec na poczatek jest brat, ktory pewnie chetnie wesprze przez pierwsze tygodnie ale z czasem zacznie mu to bokiem wychodzic, przyjazn sie skonczy I zacznie sie powtorka zywota w Polsce. Partner wczesniej czy pozniej jakas prace znajdzie, nie jako interior designer z prawdziwego zdarzenia bo tutejszych kwalifikacji nie posiada, ale minimalna placa pozwoli nie tyle moze zyc, co egzystowac. I w tym mizernym scenariuszu przyjdzie na swiat dziecko, no ale grunt, ze tata bedzie przy porodzie (domniemuje, ze do Polski nie bylby w stanie na ta okazje dojechac?).
    Anglia to kraj, ktory dba o dzieci wiec nie pozwola matce z dzieckiem glodowac czy mieszkac pod mostem. No I zacznie sie, HB, ChB, taki credit I inny credit, specjalistow sporo wiec wszystko wyjasnia I skieruja w odpowiednim kierunku, nawet jesli Benefits Eldorado powoli umiera.
    Zakladam, ze partner okaze staying power I nie zniknie w blue mist w tych fascynujacych okolicznosciach.
    A mozna przeciez przez cala sytuacje przebrnac z rozsadkiem, poczuciem odpowiedzialnosci, w oparciu o realne plany I oczekiwania. Spokojnie przejsc przez ciaze w kraju, urodzic dziecko, poczekaz az bedzie do czego przyjezdzac do Anglii I zaczac dorosle zycie rodzinne o wlasnych silach.
    Nie mam powodu aby zle zyczyc autorce watku wiec moje opinie nie sa zlosliwe. Taki tylko wake up call.
  • panda_e 04.03.14, 22:28
    A Ty mam wrażenie, że chyba wiesz o mnie, o moim życiu, o moim chłopaku i jego i mojej rodzinie więcej niż ja sama? Ciekawe to wszystko co piszesz. W szczególności ten scenariusz, który przepowiedziałaś. Bardziej podle się nie dało? Ćwicz, ćwicz. Może komuś dogryziesz jeszcze bardziej następnym razem. : )
  • steph13 04.03.14, 22:53
    panda_e napisał(a):

    > A Ty mam wrażenie, że chyba wiesz o mnie, o moim życiu, o moim chłopaku i jego
    > i mojej rodzinie więcej niż ja sama? Ciekawe to wszystko co piszesz. W szczegól
    > ności ten scenariusz, który przepowiedziałaś. Bardziej podle się nie dało? Ćwic
    > z, ćwicz. Może komuś dogryziesz jeszcze bardziej następnym razem. : )

    Masz racje, nie wiem nic o twoim zyciu I wiedziec ani chce ani musze. Stad rowniez nie dogryzam tobie bo nie mam ku temu powodu ani zadnej z tego przyjemnosci. Opisalas swoja sytuacje na publicznym formu to dostajesz komentarze I obserwacje od publiki. W moim pojeciu jestes niedojrzala I naiwana, ale to etap przejsciowy raczej niz dozywotnia wada. Mlodzienczy entuzjazm widzi swiat na rozowo, nic w tym zadziwiajacego. W sumie dzialajac nierozsadnie I pochopnie mozesz skrzywdzic tylko siebie I twoje dziecko, a reszta swiata krecic sie bedzie dalej.
  • panda_e 05.03.14, 09:43
    To skąd bierzesz "przepowiednie" o tym co kto zrobi i co się stanie? Nie znasz, nie chcesz znać, nie chcesz dogryźć a rozbujałaś się tak z tym scenariuszem, że byłabyś w stanie napisać esej o moim przylocie do UK.
    "A mozna przeciez przez cala sytuacje przebrnac z rozsadkiem, poczuciem odpowiedzialnosci, w oparciu o realne plany I oczekiwania. Spokojnie przejsc przez ciaze w kraju, urodzic dziecko, poczekaz az bedzie do czego przyjezdzac do Anglii I zaczac dorosle zycie rodzinne o wlasnych silach." i to skąd możesz wiedzieć? A może właśnie nie można? Jeśli nie będę mogła przylecieć, to będzie to dla mnie ogromny cios i stres. Bo zostać tutaj, to będzie dla mnie koszmar. Ale przecież Ty wiesz lepiej, będzie spokojnie, kolorowo i niczego mi nie będzie brakowało. W Polsce mam samych chętnych do pomocy, tyle pieniędzy, takie warunki dla dziecka i taką opiekę zdrowotną, że hoho! A młodzieńczy entuzjazm skończył się już dawno, bo ten kraj nie pozostawia złudzeń.
  • sueellen 05.03.14, 10:45
    jezu, zadne przepowiednie, po prostu zwykłe ostrzeżenia i prawdopodobne scenariusze co sie stanie jeśli pojedziesz teraz na łapu capu. Teorie i wariacje na temat tego co się może stać wzięły się właśnie z doświadczeń, cudzych błędów, obserwacji własnych i zasłyszanych historii. Przeczytaj sobie swój pierwszy post:

    jestem w 16 tygodniu ciąży. na początku maja lecę do Anglii [...] i chcę tam urodzić. wszystko jak się domyślacie na wariackich papierach bo ciąża nie była planowana,[...] znajomy rzucił pomysł wyjazdu na wyspy i uznaliśmy, że to faktycznie najlepsze rozwiązanie [...] chciałabym otrzymać od Was jakieś porady, informacje, może ktoś był w podobnej sytuacji, jakaś nauka na Waszych błędach ; ) tak naprawdę to wiem niewiele. [...] nie wiem nawet o co powinnam zapytać - pokierujecie mną jakoś?

    Czy nie o pokierowanie prosiłaś powyżej? Zostałas słusznie zjechana za nieodpowiedzialną i naiwną postawę. Pierwszy post pokazał naiwne dziewczę, które radośnie chce wyruszyć na wyspy w poszukiwaniu szczęścia. Po atakach i sprowadzeniu na ziemie nagle zmieniłaś front i zaczelaś tłumaczyć, że jesli się nie uda, pojedziesz później/po porodzie. A widzisz, jednak cię trochę otrzeźwiło i cos dotarło? Nikt ci nie każe zostac w Polsce do konca życia, ale skoro mieszkasz tu juz 20 lat, dlaczego nie możesz pomieszkać jeszcze kilka miesięcy i jednoczesnie przygotowywać się do wyjazdu?

    Wybrałas sobie moment najgorszy z mozliwych. Jeśli twój chłop znajdzie pracę i będzie w stanie was utrzymać, a ty bedziesz miała gwarancję darmowej opieki lekarskiej, to jedź, ale na twoim miejscu nie liczyłabym zbytnio na to, gdyż stabilizacja w nowym miejscu trwa zazwyczaj dłużej niż miesiąc - dwa. Pisze z własnego doświadczenia. Dla porównania, sama będąc singielką, wyjechałam do UK po załatwieniu sobie pracy i mieszkania na miejscu do tego z 2k gotówki w kieszeni. I mimo srodków finansowych na dzień dobry, pracy i dachu nad głową, wcale nie było różowo i bezstresowo. Drugi raz przeprowadzałam się z rodziną w grudniu ubiegłego roku, a do emigracji (do Hiszpanii) przygotowywaliśmy się rok! Tym razem poszło sprawnie, gładko i prawie bez stresu, a mimo to (a moze właśnie dzięki temu, że) pojechałam dwa miesiace po porodzie.

    Chłopak potrzebuje conajmniej kilku miesięcy na zorganizowanie się, ogarnięcie sytuacji i zapewnienie wam godziwych warunków życia. Na pomoc brata chłopaka bym w ogóle nie liczyła, nawet jesli taką pomoc teraz deklaruje. Co innego pomóc na chwilkę, jednorazowo, a co innego przez długie miesiace sponsorować 3-osobową rodzinę - musiałby być świety aby mu to nie wyszło bokiem.

    Dlatego doradzamy ci nastawienie się na wyjazd po porodzie. Boże Narodzenie spędzicie sobie razem na wyspach jedząc indyka i strzelając z cracersów.
  • panda_e 05.03.14, 13:47
    O pokierowanie - o co mogłabym Was w ogóle zapytać. I nie zmieniłam frontu, źle to rozumiesz. Oczywistym dla mnie było od początku, że jeśli mojemu chłopakowi tam nie pójdzie to po prostu nie będę miała do czego przyjeżdżać. To jest logiczne. Nie mogę się wwalić jego bratu na głowę nawet w ciąży, bo zwyczajnie nie ma tam na tyle miejsca. Więc już na pewno nie wwalimy mu się z dzieckiem. I nie jest tak, że nie mogę zostać, bo niby mogę. Ale nie chcę. Nie mam warunków i nie podoba mi się ten pomysł bo chcę żeby mój facet i ojciec mojego dziecka był przy Nas w tym ważnym momencie. Głęboko w d mam Boże Narodzenie, jeśli mam być szczera. A jeśli chodzi o brata, to nie mówię, że ma Nas sponsorować tylko pomagać. Ileś tam funtów miesięcznie na Naszym koncie. A nie utrzymywanie Naszej rodziny. Wszystko za bardzo wyolbrzymiasz.
  • panda_e 04.03.14, 22:24
    Nie no ja już nie mam siły. Mamonia ewidentnie masz racje, żeby tego nie czytać. Skoro inni nie czytają tego co ja pisze a z uporem się wypowiadają, to po co ja mam to czytać? Po raz któryś to samo, i jeszcze po raz któryś odpowiadać.
    "No rewelacyjny masz pomysł: zwalić się bratu na głowe z ciężarną, a potem z noworodkiem... zawsze lepiej być obciążeniem dla brata niż rodziców, prawda? Bo brat pewnie śpi na kasie i tylko marzy o utrzymywaniu 3-sobowej rodzinki, a jego dziewczyna o skakaniu wokół ciężarnej i noworodka. Coraz lepsze pomysły, coraz lepsze :)"
    Nikt nie będzie się zwalał bratu na głowę. Mój chłopak się od niego wyprowadza przed moim przyjazdem. Jeśli nie zdąży, to nie przyjadę. (Już wiem, że muszę zaznaczać takie rzeczy bo zaraz ktoś wyłapie i przyczepi się po raz enty.) Jeśli wyrażą chęć przenieść się do większego mieszkania i wynająć je z nami, to tak będzie to wyglądało. Jeśli nie, to luby szuka czegoś mniejszego tylko dla Nas. A brat sam wyszedł z propozycją wsparcia Nas finansowo na tyle, na ile będzie mógł sobie pozwolić. I brat ma dobrze płatną pracę, a na utrzymaniu tylko i wyłącznie siebie. Jego dziewczyna też pracuje - uprzedzam ewentualne pytanie. Natomiast o moich rodzicach i ich zarobkach, mieszkaniu powtarzać się nie będę. Bo najzwyczajniej w świecie mam tego dość.
  • sueellen 04.03.14, 23:22
    to nie bylo do ciebie
  • jeremy.clarkson 05.03.14, 11:45
    Ja bym się na Twoim miejscu nie zastanawiał, tylko pakował i przyjeżdżał do UK tak szybko, jak tylko się da.
    Przede wszystkim, lepiej żebyś leciała jak się dobrze czujesz, niż wtedy, gdy ciąża będzie bardziej zaawansowana i lot może być niemożliwy.
    Po drugie, ponieważ zasiłki będą przyznawane ludziom z jakimś stażem pobytu na Wyspach, im szybciej ten staż zaczniesz, tym lepiej.
    Po trzecie, będziesz razem ze swoim facetem, który jest pierwszą osobą odpowiedzialną za opiekę nad Tobą.
    Po czwarte, będąc na miejscu szybciej coś sama znajdziesz, nawet spacerując po okolicy, niż siedząc na tyłku w Polsce i czekając aż coś znajdzie Ci facet.
    Po piąte, jeżeli brat osadzony w realiach UK deklaruje pomoc, to chyba coś w tym jest? Może facet potrzebuje kontaktu z rodziną, jako swego rodzaju wsparcia? I może okaże się realnie pomocny? A że dziecko będzie płakało w nocy? Bez przesady, da się przeżyć.
    Po szóste, będziesz mogła wspierać swojego faceta.

    A ubezpieczenie zdrowotne w UK? W najgorszym wypadku zarejestruj się jako samozatrudniona i płać składki NI w miminalnej wysokości (ca. 3Ł tygodniowo).

  • sueellen 05.03.14, 11:56
    > Po drugie, ponieważ zasiłki będą przyznawane ludziom z jakimś stażem pobytu na
    > Wyspach, im szybciej ten staż zaczniesz, tym lepiej.

    Ewentualne zasiłki może pobierac również ojciec dziecka, a ten na wyspach już jest.

    > Po trzecie, będziesz razem ze swoim facetem, który jest pierwszą osobą odpowied
    > zialną za opiekę nad Tobą.

    Według prawa na tę chwilę nie ma wobec niej najmniejszych zobowiązań...

    > Po czwarte, będąc na miejscu szybciej coś sama znajdziesz, nawet spacerując po
    > okolicy, niż siedząc na tyłku w Polsce i czekając aż coś znajdzie Ci facet.

    w sensie, że ma z brzuchem chodzić i pracy szukać na spacerach?

    > Po piąte, jeżeli brat osadzony w realiach UK deklaruje pomoc, to chyba coś w ty
    > m jest?

    No, brat chłopaka. Ani brat, ani swat. Ja tam do takich deklaracji podchodze sceptycznie.

    > Po szóste, będziesz mogła wspierać swojego faceta.

    O wiele lepiej by było, gdyby facet wspierał ją przysylając pieniążki do Polski.
  • jeremy.clarkson 05.03.14, 12:02
    > Ewentualne zasiłki może pobierac również ojciec dziecka, a ten na wyspach już j
    > est.
    Piszę o benefitach należynych kobiecie w ciąży, a tych raczej przyszły tatuś nie otrzyma.

    > Według prawa na tę chwilę nie ma wobec niej najmniejszych zobowiązań...
    Zakładam, że chłop ma jaja i poczuwa się do odpowiedzialności za matkę swojego dziecka i partnerkę.

    > w sensie, że ma z brzuchem chodzić i pracy szukać na spacerach?
    Dokładnie tak. Jest masa nawet dorywczych prac, w których brzuch nie przeszkadza, o ile ciąża nie jest zagrożona.

    > No, brat chłopaka. Ani brat, ani swat. Ja tam do takich deklaracji podchodze sc
    > eptycznie.
    Ja również, ale do rozwiązania jest trochę czasu na weryfikację obietnic.

    > O wiele lepiej by było, gdyby facet wspierał ją przysylając pieniążki do Polski
    Zakładam, że są ze sobą na poważnie. W takim układzie oboje mogą się wspierać psychicznie. A co kalkulacji ekonomicznej - może okazać się, że taniej ściągnąć dziewczynę do UK i tutaj prowadzić ciążę, niż wysyłać kasę do PL. Ale to tylko moje zdanie.

  • sueellen 05.03.14, 13:07
    > Piszę o benefitach należynych kobiecie w ciąży, a tych raczej przyszły tatuś ni
    > e otrzyma.

    Nie mam żadnej wiedzy na temat zasiłków dla nowoprzybyłych cieżarnych. Oświeć nas.

    > > Według prawa na tę chwilę nie ma wobec niej najmniejszych zobowiązań...
    > Zakładam, że chłop ma jaja i poczuwa się do odpowiedzialności za matkę swojego
    > dziecka i partnerkę.

    Też wierzę, że się poczuwa, ale znam i takich co się nie poczuwaja. Różni sa ludzie i zdarza im sie zmieniać zdanie.

    > Dokładnie tak. Jest masa nawet dorywczych prac, w których brzuch nie przeszkadz
    > a, o ile ciąża nie jest zagrożona.

    Mocno naciągane. Potrafię wymienić same fizyczne dorywcze zajęcia, a brania się za taką robotę w drugim/trzecim trymestrze ciązy i przy noworodku jakoś niespecjalnie widze, no ale na upartego można.

    > Ja również, ale do rozwiązania jest trochę czasu na weryfikację obietnic.

    Dziewczyna jest w 16 tygodniu, w maju (kiedy chce jechać) bedzie już w 24, dalej to juz wysoka ciąża i raczej zacznie być cieżko na podróże, więc czasu na weryfikację obiecanek za dużo nie ma.


    > > O wiele lepiej by było, gdyby facet wspierał ją przysylając pieniążki do
    > Polski
    > Zakładam, że są ze sobą na poważnie. W takim układzie oboje mogą się wspierać p
    > sychicznie. A co kalkulacji ekonomicznej - może okazać się, że taniej ściągnąć
    > dziewczynę do UK i tutaj prowadzić ciążę, niż wysyłać kasę do PL. Ale to tylko
    > moje zdanie.

    Nie wydaje mi się. Goszczenie brata zaiwaniającego na dwa etaty (czytaj tylko nocującego) jest mniej kłopotliwe i znośne (sama pomagałam znajomym w tragicznej sytuacji, którzy wylądowaliby na ulicy). Chłopak miałby wsparcie brata, niski koszt mieszkania, dziewczyna mieszkałaby z w Polsce z rodzicami, miała gwarantowaną opiekę lekarską, dach nad głową, wsparcie matki i pieniążki od lubego z UK. Wspieraliby się nawzajem przez skypa wieczorami. W UK musieliby coś wynająć, a na to zwyczajnie mogłoby ich nie stać. Z resztą, o czym my tu gadamy? Chłopak tej dziewczyny nawet jeszcze nie ma pracy, siedzi kątem u brata, a Ty jej proponujesz radosny przyjazd już teraz? I co dalej?
  • jeremy.clarkson 05.03.14, 13:27
    Nie jestem ekspertem od zasiłków, nie chce mi się drążyć tematu.
    www.nhs.uk/conditions/pregnancy-and-baby/pages/maternity-paternity-leave-benefits.aspx#close
    > Też wierzę, że się poczuwa, ale znam i takich co się nie poczuwaja. Różni sa lu
    > dzie i zdarza im sie zmieniać zdanie.

    To jest akurat jałowy wątek dyskusji - zawsze można odpowiedzieć, że w tym kontekście lepiej niech ma go na oku, aby mu się nie odwidziało.

    > Mocno naciągane. Potrafię wymienić same fizyczne dorywcze zajęcia, a brania się
    > za taką robotę w drugim/trzecim trymestrze ciązy i przy noworodku jakoś niespe
    > cjalnie widze, no ale na upartego można.

    Można. Zwłaszcza jak ma się raptem 20 lat i nóż na gardle. Ten wiek sprzyja elastyczności.

    > Dziewczyna jest w 16 tygodniu, w maju (kiedy chce jechać) bedzie już w 24, dale
    > j to juz wysoka ciąża i raczej zacznie być cieżko na podróże, więc czasu na wer
    > yfikację obiecanek za dużo nie ma.

    Dlatego powinna jechać możliwie najszybciej.


    > Nie wydaje mi się. Goszczenie brata zaiwaniającego na dwa etaty (czytaj tylko n
    > ocującego) jest mniej kłopotliwe i znośne (sama pomagałam znajomym w tragicznej
    > sytuacji, którzy wylądowaliby na ulicy). Chłopak miałby wsparcie brata, niski
    > koszt mieszkania, dziewczyna mieszkałaby z w Polsce z rodzicami, miała gwaranto
    > waną opiekę lekarską, dach nad głową, wsparcie matki i pieniążki od lubego z UK

    Tak, kusząca wizja. Zwłaszcza z gwarantowaną opieką lekarską. Sorry, ale wychowuję dwójkę dzieci w wieku przedszkolnym i mam dość kosztowne pojęcie o tej gwarantowanej opiece lekarskiej.
    O wsparciu ze strony matki i warunkach mieszkaniowych wspomniała. A gdyby lubemu, zgodnie z Twoimi prognozami, coś się odwidziało? I nagle przestałby przesyłać kasę do kraju? Gdzie koszty utrzymania są porównywalne z tymi w UK, a niekiedy nawet wyższe?


    > . Wspieraliby się nawzajem przez skypa wieczorami. W UK musieliby coś wy
    > nająć, a na to zwyczajnie mogłoby ich nie stać. Z resztą, o czym my tu gadamy?
    > Chłopak tej dziewczyny nawet jeszcze nie ma pracy, siedzi kątem u brata,
    > a Ty jej proponujesz radosny przyjazd już teraz? I co dalej?

    Tutaj się zgadzam w tej części, że niech luby najpierw znajdzie pracę.

    Generalnie, sytuacja dziewczyny sprawia, że realnie ma wybór między dżumą a cholerą. Nie twierdzę, że nie masz racji, ale też nie dajmy się zwariować.
  • glasscraft 05.03.14, 14:51
    jeremy.clarkson napisał:

    > Nie jestem ekspertem od zasiłków, nie chce mi się drążyć tematu.
    www.nhs.uk/conditions/pregnancy-and-baby/pages/maternity-paternity-leave-benefits.aspx#close

    Skoro nie jestes ekspertem od zasilkow, to nie wprowadzaj w blad. Zatrudnionym kobietom w ciazy przysluguje prawo do Maternity Pay. Nowo przybylej do UK kobiecie w ciazy przysluguje z tytulu ciazy zero.

    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • panda_e 05.03.14, 14:58
    Spokojnie. Wiem, że jeśli nie pracuję to nie dostanę zasiłku. Ale Jeremy sugerował też, żebym pojechała jak najszybciej i popracowała choć trochę.
    Btw, jak już jestem przy tym temacie to postanowiłam, że wolę skończyć staż. Kończy mi się pod koniec kwietnia, więc będę nadal w drugim trymestrze. A papierek o odbyciu takiego stażu może się zawsze przydać. No i pieniądze za ten staż też się przydadzą. ; )
  • glasscraft 05.03.14, 15:07
    Jeremy - jak sam napisal - sie nie zna. W Twojej sytuacji popracowanie troche, jak pojawisz sie w UK w maju i dostaniesz prace pierwszego dnia nie da nic.

    Statutory Maternity Pay (SMP)
    To qualify for SMP you must:
    earn on average at least £109 a week
    give the correct notice
    give proof you’re pregnant
    have worked for your employer continuously for at least 26 weeks up to the 15th week before the expected week of childbirth - called the ‘qualifying week’
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • panda_e 05.03.14, 15:12
    Okej dzięki ; ) Czyli nawet gdybym poleciała dzisiaj i zaczęła pracować to i tak bym nie dostała zasiłku. Chociaż zawsze więcej bym odłożyła z angielskiej wypłaty niż wzięła za staż, ale nie mam żadnej gwarancji, że pojadę i z brzuchem coś znajdę. A stażowe pieniążki jednak wpadają.
  • jeremy.clarkson 05.03.14, 15:22
    > Jeremy - jak sam napisal - sie nie zna. W Twojej sytuacji popracowanie troche,
    > jak pojawisz sie w UK w maju i dostaniesz prace pierwszego dnia nie da nic.

    I gwoli ścisłości w tej konkretnej kwestii - sugestia popracowania "trochę" nie odnosi się do uzyskania praw do zasiłku (ów), a zarobienia jakichkolwiek pieniędzy oraz zdobycia jakiegokolwiek doświadczenia. Jakkolwiek nie znam się na zasiłkach to wiem chociaż tyle, że za darmo i na piekne oczy nikt ich nie daje. Pozdrawiam serdecznie.
  • jeremy.clarkson 05.03.14, 15:12
    > Skoro nie jestes ekspertem od zasilkow, to nie wprowadzaj w blad. Zatrudnion
    > ym
    kobietom w ciazy przysluguje prawo do Maternity Pay. Nowo przybyl
    > ej do UK kobiecie w ciazy przysluguje z tytulu ciazy zero.
    >

    Nikogo w błąd nie wprowadzam. Stwierdziłem jedynie, że jeżeli autorka wątku miałaby skorzystać z jakichkolwiek benefitów i świadczeń przysługujących kobiecie w ciąży to musi być obecna na Wyspach, a zastępstwo lubego płci męskiej nie jest brane pod uwagę. A to chyba nie podlega dyskusji?
    Poza tym, oprócz zatrudnienia należy wziąć pod uwagę również SAMOZATRUDNIENIE i ewnetualne korzyści związane z ekwiwalentem tradycyjnego zatrudnienia. Oczywiście, jakie warunki bytowo-finansowe trzeba spełniać będąc samozatrudnionym, aby skorzystać z różnorakich benefitów to inna sprawa, ale zgłębianie tych niuansów pozostawiam autorce wątku oraz innym zainteresowanym świadczeniami.
  • panda_e 05.03.14, 15:16
    Chyba muszę poguglać bo w ogóle się nie orientuję w samozatrudnieniu. Dzięki : )
  • glasscraft 05.03.14, 15:20
    Zaoszczedzilam Ci googlowania :-)
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • glasscraft 05.03.14, 15:18
    jeremy.clarkson napisał:

    >Poza tym, oprócz zatrudnienia należy wziąć pod uwagę również SAMOZATRUDNIENIE i ewnetualne korzyści związane z ekwiwalentem tradycyjnego zatrudnienia.

    Aha...
    You might get Maternity Allowance if:
    you’re employed, but you can’t get Statutory Maternity Pay
    you’re self-employed and paying Class 2 National Insurance contributions
    you’re self-employed and have a Certificate of Small Earnings Exception
    you’ve recently stopped working

    You must also have been:
    employed or self-employed for at least 26 weeks in the 66 weeks before the week your baby is due earning at least £30 a week over any 13-week period

    Jak dla mnie to sugerowales, ze autorce z powodu bycia w ciazy (i bycia w UK) bedzie cos przyslugiwac. A nie bedzie. I dlatego napisalam, zebys w blad nie wprowadzal.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • jeremy.clarkson 05.03.14, 15:24
    > Jak dla mnie to sugerowales, ze autorce z powodu bycia w ciazy (i bycia w UK) b
    > edzie cos przyslugiwac. A nie bedzie. I dlatego napisalam, zebys w blad nie wpr
    > owadzal.

    Może i faktycznie tak to zabrzmiało.
  • mamonia78 05.03.14, 18:35
    Gwarantowana opieka lekarska?
    To rzeczywiscie na plus dla Polski...
    Wez sie dziewczyno zastanow co ty piszesz!
    W Polsce za wszystko trzeba bulic!
    Ginekolog co miesiac, dupaston dla kazdego, znieczulenie przy porodzie, szczepienia, lekarstwa!
    Ty naprawde myslisz ze w UK jest gorzej? Szczegolnie dla tych bez kasy?
    Juz nie mowie o bezplatnych lekach i dentyscie dla ciezarnej i przez pierwszy rok po porodzie bo nie wiem czy to sie nalezy nowoprzybylym, ale dla dziecka na pewno!
    No a mialam sie juz nie odzywac
  • sueellen 05.03.14, 19:04
    eghm, 25 lat w Polsce mieszkałam i jakoś darmową opieke lekarską miałam

    dupaston dla kazdego

    w Uk co najwyzej paracetamol :P

    > Ty naprawde myslisz ze w UK jest gorzej? Szczegolnie dla tych bez kasy?

    Nie doczytałam aby miała prywatne ubezpieczenie, za to coraz dokładniej przychodnie sprawdzają status osób zapisających się do przychodni. Co jesli się okaże że nie dostanie darmowej opieki albo wystawią jej rachunek za poród?

    Juz nie mowie o bezplatnych lekach i dentyscie dla ciezarnej i przez pierwszy r
    > ok po porodzie bo nie wiem czy to sie nalezy nowoprzybylym, ale dla dziecka na
    > pewno!

    Jej się to raczej nie będzie nalezało, a po porodzie przeciez ma przyjechac, wiec dla dziecka będzie tak czy inaczej... Tego jestem pewna. Obecnie mieszkam w Hiszpanii i tu np szczepimy Młodszą. Mimo, że mamy prywatne ubezpieczenia, na szczepienia chodzę do normalnej państwowej przychodni z czystej wygody (znajduje się od nas 3 min piechotą, podczas gdy do prywatnej kliniki musiałabym jechać kilka km).
  • jeremy.clarkson 05.03.14, 18:38
    sueellen napisała:

    Po dokładnym przestudiowaniu wątku przyznaję Ci (i nie tylko Tobie) rację, że w tej sytuacji wyjazd to głupota. Nie doczytałem wcześniej, że luby założycielki w wieku 24 lat nie skalał rączek stałą pracą i zapewne o to się rozchodzi w tych zlych relacjach rodzinnych, że rodzice przyszłej mamy są po ludzku wkurwieni, że młodzi ludzie bez wykształcenia, pracy, pieniędzy i mieszkania fundują sobie dzieciaka (niezależnie od tego, czy się zabezpieczyli czy nie). Tata dziewoi ma 60 lat, matka pewnie niewiele mniej, więc to ludzie zaprawieni w życiu za komuny i gdyby tylko widzieli w "zięciu" poważnego człowieka to byliby w stanie wiele znieść.
    Jeżeli koleś będąc od lat bezrobotnym i mając ustawionego brata w Anglii wpada na pomysł wyjazdu dopiero po zaliczeniu wpadki, to ja mu sukcesu nie wróżę; gdyby miał łeb na karku, to byłby u niego już po maturze. A teraz może być tak, że przez kilka miesięcy nic nie znajdzie, bo z reguły tak w życiu jest, że im bardziej na czymś nam zależy (zwłaszcza w podbramkowej sytuacji), tym bardziej nam to umyka.
  • sueellen 05.03.14, 19:14
    no cóż, ja osobiście zaczęłam pracowac wieku 22 lat, ale wielu moich znajomych nie, więc się nie czepiam. Może chłopak się uczył, nie wiem.

    Obecnie stoję przed dylematem czy nie rzucić pracy na jakieś 3 lata i nie zostać w Hiszpanii. Mimo, że kocham mężą miłością wielką, to nazwijcie mnie suką, nie zgodze się na zostanie kura domową dopóki nie spiszemy intercyzy zabezpieczającej moje interesy i M nie ubezpieczy się na życie i na wypadek niezdolności do pracy. Miłość miłością, ale jakby się miało coś pochrzanić, to moim obowiązkiem jako matki jest myśleć racjonalnie i zabezpieczyć siebie i dzieci. Na miejscu autorki nie ryzykowałabym wyjazdu w nieznane tak na wariata.
  • jeremy.clarkson 05.03.14, 22:12
    > no cóż, ja osobiście zaczęłam pracowac wieku 22 lat, ale wielu moich znajomych
    > nie, więc się nie czepiam. Może chłopak się uczył, nie wiem.
    >

    No już wiadomo, że się nie uczył, tylko "szukał pracy". Ja osobiście gratuluję podejścia, bo siedzieć na zadupiu na bezrobociu, mając ustawionego brata w Anglii...

    > Obecnie stoję przed dylematem czy nie rzucić pracy na jakieś 3 lata i nie zosta
    > ć w Hiszpanii. Mimo, że kocham mężą miłością wielką, to nazwijcie mnie suką, ni
    > e zgodze się na zostanie kura domową dopóki nie spiszemy intercyzy zabezpieczaj
    > ącej moje interesy i M nie ubezpieczy się na życie i na wypadek niezdolności do
    > pracy. Miłość miłością, ale jakby się miało coś pochrzanić, to moim obowiązkie
    > m jako matki jest myśleć racjonalnie i zabezpieczyć siebie i dzieci. Na miejscu
    > autorki nie ryzykowałabym wyjazdu w nieznane tak na wariata.

    O intercyzie nie wypowiadam się, natomiast ubezpieczenie to rzecz podstawowa. Kosztuje grosze, a jakiś spokój jednak zapewnia.
  • panda_e 05.03.14, 21:04
    "Po dokładnym przestudiowaniu wątku"? Nie wiem jak to przeczytałeś, skoro nie wiesz dlaczego nie chcę siedzieć rodzicom na głowie. I moi rodzice bardzo się z mojej ciąży cieszą, bo jak sam zauważyłeś są w podeszłym wieku, mama jest schorowana. Tak jak to czasami bywa - bali się, że się nie doczekają wnuczęcia. Swojego zięcia lubią, i jeśli faktycznie dokładnie czytałeś, to nie powinno Ci umknąć, że mój chłopak pracował z moim tatą, który zdaje sobie sprawę z sytuacji w naszym kraju, jeśli chodzi o pracę. Bo sam z ogromnym doświadczeniem nie może tu niczego godnego znaleźć i mimo podeszłego wieku musi zapieprzać zagranicą. I nie jest to niechciana ciąża.
    Mój chłopak po maturze się jeszcze uczył, potem chciał znaleźć coś w Polsce. Tak jak ja. Ja chciałam studiować, a on chciał ułożyć życie na miejscu bo najzwyczajniej w świecie nie chciał żyć na emigracji. Postanowiliśmy wyjechać dlatego, że zaszłam w ciążę i w Polsce nie dorobilibyśmy się w żaden sposób na normalne życie z dzieckiem.
    Znowu jakiś przesiąknięty złośliwością scenariusz. Nie chce mi się już na to wszystko nawet odpisywać, bo niepotrzebne mi nerwy związane z ocenianiem mnie i mojej rodziny przez ludzi, którzy zwyczajnie próbują być podli, a nie obiektywni.
  • jeremy.clarkson 05.03.14, 21:18
    Moja droga, nie zarzucaj mi podłości, bo to ciężki zarzut i chyba jednak niezasłużony; o złośliwości też nie ma mowy. Rozumiem, że irytuje Cię krytyczne podejście do Twoich/Waszych problemów, ale realia są takie, że skoro się upubliczniasz na takim forum, to musisz liczyć się również z krytyką, zwłaszcza że wiele osób tutaj ma swój bagaż doświadczeń życiowych, a Wasze podejście jest po prostu lekkomyślne.
    Prosty przykład: ciąża była zaplanowana. A czy pomyśleliście o tym, aby wykupić sobie grupówkę i otrzymać świadczenie z tytułu urodzenia się dziecka?
    A obiektywnie rzecz biorąc, to moim skromnym zdaniem, pracy w Polsce jest od cholery i ciut ciut. Faktem jest, że ta praca jest różnie płatna, raz gorzej, raz lepiej, ale jest. Aby ją zdobyć, trzeba spełnić dwa podstawowe warunki: trzeba generalnie ruszyć tyłek z małej miejscowości, gdzie głównym pracodawcą jest Urząd Gminy i - po drugie - coś sobą reprezentować, czyli coś potrafić.
  • panda_e 05.03.14, 21:41
    Więc ze swoim doświadczeniem powinieneś też wiedzieć, że w większym mieście życie jest drogie i na początek, za zarobki jakie można dostać w naszym kraju jest zbyt ciężko się utrzymać. A z jednej wypłaty na 2 osoby + dziecko jest to po prostu niemożliwe. I nie powiedziałam, że dziecko było planowane. Powiedziałam, że nie jest niechciane. I moje umiejętności możesz podważać - bo ja całkiem niedawno zdałam maturę. Ale podważać umiejętności mojego partnera już nie możesz. Tak samo, jak nikt na tym forum nie ma prawa nikogo oceniać. Prosiłam o rady, a nie o Waszą opinię, do postawienia której podstaw nie macie, a jednak to robicie.
  • steph13 05.03.14, 22:03
    Ale tak jak ci powiedziano, w wiekszych miastach jest wiecej pracodawcow=wieksze mozliwosci zatrudnienia=z reguly lepsze zarobki. Na zadupiu pracy brak lub jest nedzna I ograniczona - tyle da sie chyba powiedziec o wielu miejscach na swieci, lacznie zapewne z Polska. Przedziwne, ze ktos nie jest przygotowany oposcic swojej wsi dla wiekszego miasta w poszukiwanoiu pracy ale ochoczo wybiera sie w slepo do obcego kraju, konkretnie do ...Anglii naturalnie. Dla mnie motywacja takiego wlasnie wyboru jest oczywista I nie ma po co w bawelne owijac.
  • panda_e 06.03.14, 07:17
    Nie mieszkam na wsi... Ale tu moi rodzice płacą za mieszkanie mniej, niż w dużym mieście płaci się za sam pokój. Zdaję sobie sprawę z tego co piszę, bo niedawno moi znajomi z dzieckiem wrócili tu z większego miasta, bo pracował tylko chłopak, a dziewczyna musiała siedzieć z małą. Po zrobieniu opłat zostawało im 200zł. Bez pieniędzy od mamy za to by nie przeżyli. Jako młoda osoba bez doświadczenia nie dostanę tam pracy która dawałaby mi chociaż 2 000 zł. To samo mój chłopak. Więc o jakiej Polsce Wy mówicie? Bo chyba nie o tej, w której żyję ja.
    Jedziemy tam, gdzie po prostu jest praca. Taka praca, za którą da się przeżyć z dzieckiem. Nie oczekuję kokosów na początek, więc nie będę płakać, że nie wpieprzam kawioru z krakersami. Zresztą do kogo ja to piszę, jak każdy już dawno to wszystko podsumował.
  • jeremy.clarkson 06.03.14, 08:32
    > Nie mieszkam na wsi... Ale tu moi rodzice płacą za mieszkanie mniej, niż w duży
    > m mieście płaci się za sam pokój. Zdaję sobie sprawę z tego co piszę, bo niedaw
    > no moi znajomi z dzieckiem wrócili tu z większego miasta, bo pracował tylko chł
    > opak, a dziewczyna musiała siedzieć z małą. Po zrobieniu opłat zostawało im 200
    > zł. Bez pieniędzy od mamy za to by nie przeżyli.

    Witz polega na tym, że o wyniesieniu się do dużego miasta powinniście byli myśleć zanim zaliczyliście wpadkę, gdy odkryliście, że u Was pracy nie ma. Twój facet miał 3 lata na dojście do tego wniosku, Ty też chwilę na to miałaś. Nie zdecydowaliście się, siedzieliście na tyłku, aż wysiedzieliście dziecko. Gdybyście wcześniej wpadli na taki pomysł, może nie uniknęlibyście wpadki, ale jakieś pojęcie o życiu byście mieli.


    > Jako młoda osoba bez doświadcz
    > enia nie dostanę tam pracy która dawałaby mi chociaż 2 000 zł. To samo mój chło
    > pak. Więc o jakiej Polsce Wy mówicie? Bo chyba nie o tej, w której żyję ja.

    W Biedronce można zarobić jakieś 1600-1700 PLN na rękę, do tego niezły socjal. W McDonald`s też nienajgorzej płacą na początek. Dwie osoby dałyby radę przeżyć, na przynajmniej przeciętnym poziomie.

    > Jedziemy tam, gdzie po prostu jest praca. Taka praca, za którą da się przeżyć z
    > dzieckiem. Nie oczekuję kokosów na początek, więc nie będę płakać, że nie wpie
    > przam kawioru z krakersami. Zresztą do kogo ja to piszę, jak każdy już dawno to
    > wszystko podsumował.
  • panda_e 06.03.14, 14:10
    Uwierz mi, że myśleliśmy o tym cały czas. Ale na początek żeby się wynieść też trzeba coś mieć odłożone. A skąd tu odłożyć?
  • sueellen 06.03.14, 17:56
    > Uwierz mi, że myśleliśmy o tym cały czas. Ale na początek żeby się wynieść też
    > trzeba coś mieć odłożone. A skąd tu odłożyć?


    oj dziecko, dziecko, a teraz co masz?
  • panda_e 06.03.14, 18:22
    Teraz wiem, że tam znajdzie pracę. Prędzej czy później. Skądś te pieniądze będą. A tu nie miałam już nawet nadziei, że kiedykolwiek coś będzie.
  • jeremy.clarkson 05.03.14, 22:09
    > ie jest drogie i na początek, za zarobki jakie można dostać w naszym kraju jest
    > zbyt ciężko się utrzymać. A z jednej wypłaty na 2 osoby + dziecko jest to po p
    > rostu niemożliwe. I nie powiedziałam, że dziecko było planowane. Powiedziałam,
    > że nie jest niechciane. I moje umiejętności możesz podważać - bo ja całkiem nie
    > dawno zdałam maturę. Ale podważać umiejętności mojego partnera już nie możesz.
    > Tak samo, jak nikt na tym forum nie ma prawa nikogo oceniać. Prosiłam o rady, a
    > nie o Waszą opinię, do postawienia której podstaw nie macie, a jednak to robic
    > ie.

    Przede wszystkim tutaj nikt nie ocenia Ciebie, tylko ewentualnie Twoje/Wasze postępowanie.
    Nie wypowiadam się na temat Waszej wpadki, bo nie takie rzeczy widziałem. Wiem natomiast z własnego doświadczenia, że na ciążę i pierwsze miesiące/lata życia dziecka potrzebny jest wagon gotówki i zaplecze organizacyjne; i wbrew Twoim zarzutom, nawet nieco zaangażowałem się w Twój problem, aby PODPOWIEDZIEĆ jakieś rozwiązanie.
    O problemach życia w dużym mieście to mi nie musisz opowiadać, zwłaszcza że - delikatnie mówiąc - nie masz większego pojęcia o tym co piszesz. W dużym mieście właśnie dużo łatwiej urwać na kosztach życia niż na jakimś zadupiu, chociażby z uwagi na liczne sklepy wielkopowierzchniowe różnych branż, gdzie na częstych promocjach można kupić masę rzeczy dużo taniej niż w małym mieście, gdzie są cztery sklepy na krzyż. O pracę też dużo łatwiej, nawet jeżeli nie spełnia marzeń, to zawsze od czegoś można zacząć. Oczywiście, na takie coś był czas przed ciążą, bo teraz to już pozamiatane.
    Jeżeli w tym mieście jest tak ciężko, to skąd te wszystkie "słoiki", które obsiadły korporacje i prestiżowe osiedla?
    Generalnie, już z samego szacunku do Ciebie i Twojego stanu nie chcę się dalej uzewnętrzniać; za kilka miesięcy sama zobaczysz, że przez gros komentarzy nie przebijała złośliwość i podłość, tylko znajomość realiów życia. Szczerze Ci jednak współczuję, bo mam wrażenie że niewiele Ci brakowało, aby nie mieć takiego dylematu, jaki masz teraz.
  • illegal.alien 05.03.14, 23:49
    Bo jak powszechnie wiadomo zycie w Anglii jest tanie, a z jednej pensji bedziecie zyc jak krezusy.
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • londynwarszawaparyz 06.03.14, 08:28

    > Więc ze swoim doświadczeniem powinieneś też wiedzieć, że w większym mieście życ
    > ie jest drogie i na początek, za zarobki jakie można dostać w naszym kraju jest
    > zbyt ciężko się utrzymać.

    Poczytaj posty ile kosztuje zycie w UK. Wynajecie pokoju/studio flat, bilety, jedzenie, doladowanie telefonu na karte chociazby, takie podstawowe rzeczy. I zobacz czy starczy przy zarobkach twojego chlopaka na 3 osoby, w tym noworodka (ciuchy, mleko, pieluchy, butelki, kosmetyki, podstawowe reczy typu lozeczko, posciel do niego, wanienke, przewijak- to wszystko musicie kupic tu na miejscu, nie majac nic odlozone na poczatek)


    I moje umiejętności możesz podważać - bo ja całkiem nie
    > dawno zdałam maturę. Ale podważać umiejętności mojego partnera już nie możesz.

    Sluchaj, mylisz pojecia. To nie jest wazne czy zdalas mature czy nie. Oboje jestescie mlodzi i macie jakby rozowe okulary w patrzeniu na realia. Twoj chlopak tez jest mlody, co to jest 24 lata....w tym wieku to on ma ochote sie bawic jak i ty a nie myslec o zabezpieczniu rodziny w innym karju na start. Jakie umiejetnosci ma ten twoj chlopak? Zdane kursy, magistra przed nazwiskiem, przetlumczone na angielski? Wez nie rozsmieszaj ludzi.
  • jeremy.clarkson 06.03.14, 08:35
    londynwarszawaparyz napisał(a):
    > Sluchaj, mylisz pojecia. To nie jest wazne czy zdalas mature czy nie. Oboje jes
    > tescie mlodzi i macie jakby rozowe okulary w patrzeniu na realia. Twoj chlopak
    > tez jest mlody, co to jest 24 lata....w tym wieku to on ma ochote sie bawic jak
    > i ty a nie myslec o zabezpieczniu rodziny w innym karju na start. Jakie umieje
    > tnosci ma ten twoj chlopak? Zdane kursy, magistra przed nazwiskiem, przetlumczo
    > ne na angielski? Wez nie rozsmieszaj ludzi.

    Na podstawie doświadczeń kilkunastu znajomych z różnych grup spolecznych i zawodowych mam prywatną teorię zweryfikowaną w praktyce, że jak ktoś nie był w stanie dać rady sobie w Polsce, to w Anglii zginie. Przy czym dawanie rady to niekoniecznie gigantyczne zarobki w IT, lecz umiejętność znalezienia jakiejkolwiek pracy i utrzymania się na powierzchni.
    Prosta weryfikacja poziomu partnera: czy chłopak ma jakąkolwiek polisę na życie i od NNW, która zabezpieczy przyszłą mamę na wypadek nieszczęścia?
  • londynwarszawaparyz 06.03.14, 09:08

    > Na podstawie doświadczeń kilkunastu znajomych z różnych grup spolecznych i zawo
    > dowych mam prywatną teorię zweryfikowaną w praktyce, że jak ktoś nie był w stan
    > ie dać rady sobie w Polsce, to w Anglii zginie

    Swietnie to ujales. Sama prawda. Moje obserwacja sa takie same. Jezeli w swoim kraju nie dal rady, niech nie mysli ze w obcym,z innym jezykiem, mentalnoscia, gdzie nie jest hmmm u siebie, bedzie tak rozowo. No, ale dzieciaki zawsze maja inne podejscie do zycia niz dorosli. My dzis im tlumaczymy iddzie tedy, oni i tak wybiora po swojemu.

    Prosta weryfikacja poziomu partnera: czy chłopak ma jakąkolwiek polisę na życie
    > i od NNW, która zabezpieczy przyszłą mamę na wypadek nieszczęścia?

    On nic nie ma oprocz glowy pelnej marzen o lepszej przyszlosci. Skoro nie stac go na utzrymanie rodziny, podstawowe dobra dla dziecka, to jak ma myslec o extra wplacie do ubezpieczyciela od NNW?
  • sueellen 06.03.14, 09:39
    Nie byłabym aż taka surowa dla 24-latka. Młode to i głupie, nie myślał poważnie o przyszłości, teraz dostał kopniaka na otrzeźwienie, dajmy mu szansę. Gdyby miał 30 lat i zero osiągnięć na polu zawodowym, to faktycznie chłop skreślony, ale 24 to jeszcze dzieciątko ;)
  • yumemi 06.03.14, 11:05
    > Na podstawie doświadczeń kilkunastu znajomych z różnych grup spolecznych i zawo
    > dowych mam prywatną teorię zweryfikowaną w praktyce, że jak ktoś nie był w stan
    > ie dać rady sobie w Polsce, to w Anglii zginie.

    Otoz to. Moje obserwacje sa identyczne.
    --
    -----------------------------------------
  • ta_ruda 06.03.14, 18:31
    a ja mam troche inne doswiadczenia.
    Moja kolezanka ktora skonczyla w Polsce studia i szukala pracy przez 6 miesiecy - przyjechala tutaj, zrobila dodatkowy kurs i teraz pracuje od kilku lat w najwiekszych firmach konsultingowych.

    Ja tez jestem przykladem osoby koora w Polsce nie dlalaby sobie tzw 'rady'; dostalam tutaj stypendium i robilam doktorat a w Polsce to moglabym sobie o tym pomarzyc (mowie z wlasnego doswiadczenia).


    yumemi napisała:

    > > Na podstawie doświadczeń kilkunastu znajomych z różnych grup spolecznych
    > i zawo
    > > dowych mam prywatną teorię zweryfikowaną w praktyce, że jak ktoś nie był
    > w stan
    > > ie dać rady sobie w Polsce, to w Anglii zginie.
    >
    > Otoz to. Moje obserwacje sa identyczne.
  • panda_e 06.03.14, 18:35
    Co Ty, wracaj do Polski bo tu biedronki otwierają, lepsza przyszłość Cię czeka.
  • sueellen 06.03.14, 09:17
    Do autorki: ja mam 31 lat, M 40 za rogiem, ja 9 lat doświadczenia zawodowego, stanowisko kierownicze w korpo, zarobki powyzej sredniej londyńskiej, M własna działalność 20 lat doświadczenia, swojego czasu dyrektorskie stanowisko w agencji reklamowej, dziś własny biznes i co? Eldorado? A skąd! Dwoje dzieci, wynajmujemy 2 bed, jeden samochód, ciułamy na kupno włanego mieszkania w Londynie, ale kokosów żadnych nie mamy, nie czuję się jak wielmożna pani z wypchanymi kieszeniami. Nawet na przedszkole się nie zdecydowaliśmy bo drogo. Żyjemy normalnie, meble mamy z IKEI (tzn juz nie mamy, bo sprzedaliśmy i pojechaliśmy do Hiszpanii na blisko rok, ale to inna historia).

    Dlatego kiedy ktoś mi opowiada, że bez zasiłków, zarabiając najniższą krajową (nie ma co się łudzić że bez doświadczenia będzie więcej) z jednej pensji ktoś chce utrzymać 3osobową rodzinę, wynajać mieszkanie, to pozostaje mi nic innego jak uśmiechnąć się pobłażliwie, bo nie wierzę w takie cuda. Za 1000 funtów (jesli w ogóle tyle zarobi) będzie bida z nędzą. Za tyle to on się sam utrzyma wynajmując pokój i przy dobrym gospodarowaniu wysle 300 funtów miesiecznie do Polski i moze odłozy po stówce miesiecznie...
  • sueellen 06.03.14, 09:33
    Ja tylko jeszcze uściślę, że niemowlę samo w sobie nie musi generować dużych kosztów. Przyznaję, że na Starszą wydałam ponad 2k na wyprawke jeszcze przed porodem, ale na wyprawkę Młodszej już tylko jakieś 200 funtów. Pozbyłam się przewijaka i okazuje się że nie jest niezbędny, wanienka nie jest potrzebna, wystarczy podkładka do dużej wanny, a ta kosztuje grosze. Z powodzeniem można mieć używane rzeczy, które da się dostać za grosze (gumtree, charity shops, wyprzedaże garażowe). Obecnie Młodsza (5 miesięcy) kosztuje nas 50 euro (ubezpieczenie zdrowotne) + 80 (pieluchy i chusteczki). Mleko z piersi, więc bezpłatne. Prawdziwe koszty zaczynają się później, Starsza generuje je w zatrważającym tempie.
  • londynwarszawaparyz 06.03.14, 11:08
    Przyznaję, że na Starszą wydałam ponad 2k na wyprawke jeszcze przed poro
    > dem, ale na wyprawkę Młodszej już tylko jakieś 200 funtów.

    Zapewne dlatego ze mialas po Starszej rzeczy dla Mlodszej. Ja urodzilam dziecko 2 miesiace temu, wyprawke kompletowalam od podstaw. O ile faktycznie czesc rzeczy znajdzie sie w Charity do reszte trzeba dokupic. Sam wozek to koszt kilkuset funtow, a noworodka pod pacha do lekarza nie zaniesie, prawda?

    wanienka nie jest potrzebna, wystarczy
    > podkładka do dużej wanny,

    Jezeli mieszkanie ma wanne wogole. Moje nie ma na przyklad i musze miec. Coraz wiecej landlordow montuje brodziki z obawy o koszta wody oraz z braku miejsca. No to musi poszukac mieszkania z wanna :)

    Mleko z piersi, więc bezpłatne.
    Jezeli mama karmi piersia, to sie zgadza. Jezeli nie bedzie z jakis powodow, to koszt puszki mleka na tydzien to ok 10 funtow na poczatek, potem dziecie jej wiecej i nalezy to przemnozyc razy dwa plus dodac koszta dan w sloiczkach (chyba ze zaopatrzy sie w blender).

    Jak by nie patrzec na wyprawke ok 1500funtow lekka reka musialam liczyc :) Wszytsko od podstaw, tez nieraz udalo sie cos znalezc w Charity ale to trzeba polowac.
    Ja by nie patrzec dziecko malenkie na poczatek zycia w Uk nie obnizy kosztow a podniesie, wiadomo, a oni nie maja odlozonych pieniedzy na wyprawke. Z wiadomych wzgledow tez nie maja za duzo czasu na ciulanie grosza, a z jednej wyplaty to sa w stanie wyzyc we dwoje co najwyzej bardzo skromnie.
  • plain-vanilla 06.03.14, 11:21
    £1500 na wyprawke??? Ja mialam 8 miesiecy, zeby zdazyc kupic wszystko, co chcialam na gumtree. Niektorzy ludzi sprzedawali w jednym ogloszeniu cala wyprawke, wiec nie ma potrzeba jezdzenia wiele razy. Jedyne, co sie oplaca kupic nowe to wozek. Nawet ubranka mozna dostac za smieszne pieniadze (cale zestawy) na gumtree. Jak ktos chce kupic wszystko nowe to ok, moze kilka tysiecy funtow wydac na to.
  • sueellen 06.03.14, 11:37
    zgadzam sie. Młodszej kupiłam tylko nowe śpioszki, bo te po starszej były sprane. Wszystkie zakupiłam nowe z m&s, w fabrycznym opakowaniu w charity shopie po 2 funty za 3packa. Wiem, trafiło się ślepej kurze ziarno, ale gdybym miała nóż na gardle, użyłabym używane po Starszej i tez by było ok. Co ładniejsze ubranka z któcych Młodsza już wyrosła, właśnie dostały 3 zycie - oddałam je córce pani, która u nas sprząta. Jak dziewczyna nie zniszczy, to jeszcze sprzeda na jakiejs internetowej aukcji.
  • sueellen 06.03.14, 11:30
    > Zapewne dlatego ze mialas po Starszej rzeczy dla Mlodszej.

    Zgadza sie. Ale używane może być też z gumtree, ebaya, charity shopu, od znajomych za darmo...

    Sam wozek to koszt kilkuse
    > t funtow, a noworodka pod pacha do lekarza nie zaniesie, prawda?
    >

    bez przesady,Sam wozek to koszt kilkuse> t funtow, a noworodka pod pacha do lekarza nie zaniesie, prawda?>. Dziewczyna ma poł roku na wyszukiwanie ofert, a przyszły tatuś na jeżdżenie i kolekcjonowanie wyprawki. Przewijak z wanienką w listopadzie sprzedałam za 5 funtów - chodziło mi zeby ktoś zabrał zawalidrogę zanim się wyprowadzimy żebym na złomowisko jeździc z nim nie musiała ani wystawiać przed dom. Bardzo fajny, w dobrym stanie, tyle że z jednej strony cerata pękła i wychodziła gabka. Gdyby nie defekt estetyczny, sprzedałabym za 20-30 funtów.

    > Mleko z piersi, więc bezpłatne.
    > Jezeli mama karmi piersia, to sie zgadza. Jezeli nie bedzie z jakis powodow, to
    > koszt puszki mleka na tydzien to ok 10 funtow na poczatek, potem dziecie jej w
    > iecej i nalezy to przemnozyc razy dwa plus dodac koszta dan w sloiczkach (chyba
    > ze zaopatrzy sie w blender).

    Jednak spore szanse, że piersią będzie karmić (ma motywację finansową ;P), blender z Argosa za 7 funtów służy mi już 6 rok i jeszcze się nie zarżnął więc spoko, poza tym może wprowadzić BLW i blendowanie też odpadnie :) Na niemowlaku da się zaoszczędzić, zwłaszcza że jest sporo czasu na skompletowanie wyprawki. Schody zaczynają sie troszkę później...
  • lettino 05.03.14, 13:13
    Ja jestem w UK od lipca tamtego roku, mąż od kwietnia. Z większością wypowiedzi w tym wątku się nie zgodzę, początki wcale nie były takie straszne! Mąż przyleciał pierwszy i zamieszkał u znajomych. Ponieważ miał w sobie wiele entuzjazmu i samozaparcia dosyć szybko znalazł pracę, chociaż jego angielski nie był wysokich lotów! W lipcu wynajął mieszkanie 1bed, ja doleciałam z malutkim dzieckiem. W mieszkaniu nie ma grzyba, a landlord to bardzooo miły człowiek, któremu nie przeszkadza, że 3 osoby mieszkają w mieszkaniu przeznaczonym dla 1- 2 osób. Do przychodni złożyliśmy dokumenty od razu, nie trzeba było z niczym czekać, pokazaliśmy tylko umowę najmu mieszkania. Dziecko chorowało już kilka razy, miało też tu szczepienia wszystko odbywa się bez najmniejszych problemów.
    W Polsce nie widzieliśmy dla siebie przyszłości i dlatego zdecydowaliśmy się tu przyjechać. Nawet przez chwilę, nie żałowaliśmy tej decyzji, jesteśmy tu szczęśliwi!!! Nie taki diabeł straszny...!!!
    Najważniejsza jest silna motywacja u nas wręcz desperacja i da się wszystko.
    P.S Benefity na dziecko dostaliśmy po jakichś 5 miesiącach, a więc są realne i w realnym czasie.
  • yadrall 05.03.14, 22:30
    1. Ja zapisywalam moja mame do przychodni rok temu. I tak dlugo jak cale leczenie sprowadzalo sie do mierzenia cisnienia i cukru oraz wypisywania recept na niezbedne leki to bylo ok. Schody sie zaczely jak mama potrzebowala wizyty w szpitalu i kosztownych badan. Niezle sie z siostra nagimnastykowalam,zeby udowodnic,ze mama nie przyjechala tylko sie leczyc w UK. Zreszta w kazdej klinice w szpitalu (z racji niepelnosprawnosci dzieci odwiedzam ich wiele) sa wywieszone plakaty informujace o tym,ze sprawdzaja czy ktos ma prawo do bezplatnego leczenia. Dodam,ze w przychodni takich informacji nie ma.
    2. W chwili obecnej,zeby dostac benefity trzeba nie dosc,ze byc w UK conajmniej 3 miesiace to jeszcze nalezy wykazac,ze w tym czasie sie mialo minimaly dochod 150f/tygodniowo.
    I to naprawde jest duza zmiana na niekozysc nowo przyjezdnych. Wczesniej faktycznie bylo tak,ze ludzie przyjezdzali i z miejsca zalatwiali wszystkie mozliwe benefity i ukladali sobie zycie. Teraz prawda jest taka,ze z jednej pensji (jak juz facet dostanie wreszcie prace) nie da sie za bardzo wyzyc.
    Wiec warto zalozyc,ze naprawde sensowny moment na przyjechanie z dzieckiem do UK jest w jakies 3-4 miesiace po ROZPOCZECIU pracy przez jedno z rodzicow.
    Zycze powodzenia!
  • yadrall 06.03.14, 08:15
    Jeszcze opisze swoje wrazenia z porodow. Tak dla wyjasnienia,bo piszesz,ze w UK jest tak super.

    Pierwsze dziecko urodzone w PL (pojechalam do PL specjalnie by urodzic, mieszkalismy juz wczesniej wiele lat w UK). Drugie dziecie urodzone w UK. Oba planowane CC bez czekania na akcje porodowa. Pierwszy porod 2009, drugi 2012.
    Roznice:
    - w PL po CC bardziej bolalo przy wstawaniu, w UK podali mi taka ilosc morfiny,ze dolejna dobe nic nie czulam. Za to wymiotowalam jak kot-cos za cos...
    - w UK nie szyli rany-jedynie zaklejali specjalnym klejem. Lepiej sie goilo.
    - w Pl duzo lepsze jedzenie w szpitalu
    - warunki w salach po porodzie-takie same-w obu wypadkach sale po 4 osoby, duchota i gorac. W UK na plus jedynie sa parawany-tyle,ze wtedy duchota w takim malym pokoiku straszna. Ale jest bardziej prywatnie. Tyle,ze w Pl tez nikt nie badal na sali,wiec nie czulam sie jakos specjalnie skrepowana.
    - w obu wypadkach wyszlam ze szpitala po 2 pelnych dobach od porodu
    - w obu szpitalach-ZERO pomocy w karmieniu piersia. Do tego stopnia,ze mlodszy syn bez odruchu ssania wpadl w gleboka hipoglikemie (stracil przytomnosc-nikt nie kontrolowal cukru u dziecka-choc powinni-mialam cukrzyce z insulina). Gdyby nie to,ze byla ze mna siostra i wszczela alarm to nie wiem czym by sie to skonczylo... W Pl mlodszego syna wzieli na noworodki i podlaczyli pape z glukoze. Dzieki temu unikna spadkow cukru.

    Poza tym reszta bardzo podobnie. W obu szpitalach wszyscy bardzo mili, sympatycznie itp. Nie widze jakos duzej przewagi na kozysc UK. Warunki sanitarne tez podobne.
  • sueellen 06.03.14, 08:54
    Nie mam doświadczenia z porodem w PL, ale w UK rodziłam dwa razy (raz w szpitalu, raz w domu narodzin) i nie mam się do czego przyczepić. Opieka przed, w trakcie i po super.
  • londynwarszawaparyz 06.03.14, 08:17
    Autorka watku sie gubi w swoich wypowiedziach. Zaliczyli wpadke w mlodym wieku i bojac sie o zycie bez pieniedzy z dzieckiem chca emigrowac w najgorszym dla siebie czasie. Jednoczesnie twierdzi ze dziecko wpadka nie bylo i ze jest chciane. Nie wiem kto bez pracy w wieku 21 lat decyduje sie na dziecko....
    Posty o realnym zyciu w UK i odradzeniu jej przyjazdu rozpatruje w kategorii zlosliwosci, jakby ktos jej zabranial tu przyjechac.
    Dziewczyno, jezeli przyjedziesz, sama zobaczysz ze UK to nie Eldorado gdzie pieniadze leza na ulicy! Mitem w Polsce jest rozpowszechnianie informacji przez mlodych dorobkiewiczow, ze zarabia si kokosy pracujac przy tasmie czy na magazynie. Jak to z jednej wyplaty stac na wszystko, na samochod po odlozeniu po dwoch miesiacach itp
    Mam wrazenie ze niektorzy Polacy pracujac na byle jakich stanowiskach, zarabiajac minimum wage, dorobili idealogie jak to cudnie jest zyc z jednej wyplaty i stac na wszystko cala rodzine...szerza takie opowiesci w polsce na wakacjach, a naiwni w to wierza, wyobrazajac sobie jak to super w tym UK jest...
    Z jednej wyplaty Twojego chlopaka, zakladajac ze prace dostanie, bo poki co jest a nic nie ma, wiec sama powinnas widziec jak to jest, moze nie starczyc wam na tydzien. I co wtedy? Rodzice cie nie wspomoga, brat moze sie wypiac na pomoc, myslalas co zrobisz w takiej sytuacji? Male dziecko jest kosztowne, to nie ty czy twoj chlopak ze zjecie puszke fasolki z najtanszego sklepu zeby przezyc. To co chcesz robic jest totalnie nieodpowiedzialne, mase osob to pisze, a Ty nadal swoje...
    Latwiej jest wyjechac do innego miasta niz do UK. Czemu tego nie zaplanujcie?
    Gdyby twoj chlopak chcial pracowac mialby ta prace w PL, w innym miescie.
    Zreszta, nie chce straszyc ale bardzo czesto widzialam tutaj takie sceny ze jedno mlodziutkie jechalo do UK po lepsze zycie, a jak drugie dojechalo byly klotnie o brak pieniedzy, wyrzuty po co mnie tu sciagnales, siedze ciagle z dzieckiem w domu i nie mam do kogo sie odezwac, depresja, w gorszej opcji mlodzi tatusiowie uciekali od odpowiedzialnosci- bo w UK nie ma juz kontroli, to inny kraj, inna mentalnosci i mozna dac sobie pozwolenie na rozne rzeczy jakich by sie w PL nie robilo. A jak juz w tym Uk byl, znikal i tyle, slad sie urywal, bo po co utrzymywac cala rodzine jak mozna za te pieniadze sie pobawic w tym mlodym jeszcze wieku zamiast wydawac na pampersy i sluchac wrzaskow niemowlaka w nocy, na jednym pokoju, a potem isc wykonczonym do pracy..
    Fakt, to zalezy od odpowiedzialnosci, narazie nie pchaj sie tu, bo mloda jestes i malo wiesz, obserwuj jak luby da sobie rade, jak wysle ci bilet i bedziesz pewna to jedz i powodzenia, jak juz tu bedziesz sama zobaczysz, ale wtedy juz bedziesz muaiala dawac rade chocby grunt ci sie palil pod nogami.
  • panda_e 06.03.14, 13:55
    Weź może przeczytaj wszystkie moje wypowiedzi w miarę dokładnie a nie wybrane. : ) Jakbym mogła to bym Ci screen'y powklejała z moich wypowiedzi bo już mam dosyć każdemu z osobna (nie raz po kilka razy) pisać tego samego.
  • londynwarszawaparyz 06.03.14, 08:31
    > W mieszkaniu nie ma grzyba, a landlord to bardzooo miły człowiek, któremu nie
    > przeszkadza, że 3 osoby mieszkają w mieszkaniu przeznaczonym dla 1- 2 osób.

    Nie no,to faktycznie super, macie fantastyczne warunki, tak trzymac!!
  • steph13 06.03.14, 11:55
    lettino napisał(a):

    > W lipcu wynajął mieszkanie 1bed, ja doleciałam z malutkim dzieckiem.
    > W mieszkaniu nie ma grzyba, a landlord to bardzooo miły człowiek, któremu nie
    > przeszkadza, że 3 osoby mieszkają w mieszkaniu przeznaczonym dla 1- 2 osób

    I tu jest wlasnie kwestia tego, co dla koga stanowi tzw poprawe bytu dzieki emigracji. Jesli ktos mieszkal w Polsce w namiocie przez 4 sezony w roku, to ok, warto bylo emigrowac aby moc wynajac ceglana klitke z solidnym dachem nad glowa. A moze nedza na obczyznie jest bardziej egzotyczna od tej w kraju? Troche ten stryjek z siekierka I kijem na mysl przychodzi.,
  • sueellen 06.03.14, 12:03
    No własnie, co lepsze: umeblowany pokój u matki z pełnym wyposażeniem kuchni i łazienki i pomocą rodzicielki, czy pokój z w starym wiktoriańskim niedocieplonym grajdole z brudną wykładziną, starym materacem na którym nie wiadomo kto spał i kto się w niego zesikał, w domu dzielonym z przybyszmi z całego świata...
  • jeremy.clarkson 06.03.14, 12:13
    sueellen napisała:

    > No własnie, co lepsze: umeblowany pokój u matki z pełnym wyposażeniem kuchni i
    > łazienki i pomocą rodzicielki, czy pokój z w starym wiktoriańskim niedocieplony
    > m grajdole z brudną wykładziną, starym materacem na którym nie wiadomo kto spał
    > i kto się w niego zesikał, w domu dzielonym z przybyszmi z całego świata...

    Biorąc pod uwagę całokształt sytuacji to ja nie przyjeżdżałbym z dzieckiem do UK zanim nie skończy ono przynajmniej roku.
  • londynwarszawaparyz 06.03.14, 12:15
    ona nie zrozumie, Sueellen, poki tu nie byla, nie wie. U matki ciasne ale wlasne,a tu...szkoda gadac. Zreszta nie jest powiedziane ze im wynajma z dzieckiem pokoj, bo zaden landlord sie uczciwy nie zgodzi. Zostana kretacze a z takimi lepiej nie miec zadnych ukladow.
    Lepsza brudna wykladzina brudna wanna w jaka wsadzi noworodka wyszerbione talerze i zepsuty bojler bo przeciez to UK- kraj gdzie jak wiadomo zyje sie jak w raju!
  • londynwarszawaparyz 06.03.14, 12:11
    lettino napisala;

    Ponieważ miał w sobie wiele entuzjazmu i samozaparcia dosyć szybko znalazł pracę, chociaż jego angielski nie był wysokich lotów!

    Entuzjazm i samozaparcie juz nie wystarcza do znalezienia pracy. Tak to moze 10 lat temu bylo. Teraz wszedzie jest wymagany jezyk do porozumiewania sie. Twojemu mezowi sie udalo.poprostu. Wiec wez nie pisz, ze recepta na znalezienie pracy w UK jest tylko entuzjazm, bo znam takich entuzjastow z super nastawieniem jak tu przyjechali- zycie zweryfikowalo ich plany. Wyladowali na ulicy bez pracy pieniedzy i biletu powrotnego. Jak do tej pory chlopak autorki watku pracy nie znalazl, a jest tu iles tam tygodni, ma moze entuzjazm i samozaparcie- i co??? Smieszy mnie pisanie takich glupot.
    Zanizyli loty wynajmujac klitke z dzieciem i ciesza sie ze landlord sie zgodzil. Pomijam fakt. ze landlordzi moga miec problem wynajmujac za male lokum za duzej ilosci osob (przeludnienie) i z dnia na dzien moga wystraszeni wymowic umowe najmu. To jak zycie na dynamicie.
  • ann.38 06.03.14, 14:31
    Nie przesadzaj jeżeli chodzi o warunki mieszkaniowe. Lettino napisała, że mieszkają w 1 bed, czyli dwa pokoje. A w Polsce to młode małżeństwo z jednym małym dzieckiem, to niby jak mieszka? Stać ich na wynajęcie albo kupno większego albo w ogóle czegokolwiek? Mówię o tych na własnym rozrachunku, a nie na garnuszku u rodziców.
  • jeremy.clarkson 06.03.14, 18:57
    Założycielka wątku nie przyszła tutaj po radę, której chciałaby wysłuchać, tylko utwierdzić się w przekonaniu, że dobrze robi jadąc w ciemno na Wyspy, bez kasy, doświadczenia, przygotowania, ale za to z brzuchem i przeświadczenie, że brat chłopaka rozwiąże za nią wszelkie problemy (ciekawe czy brat miał kiedyś do czynienia z niemowlakiem z kolkami). Jakiekolwiek uświadamianie mija się z celem, bo tutaj dominuje filozofia "jakoś to będzie". Jestem święcie przekonany, że za pól roku-rok wróci na forum z którymś z wpisów:
    a) szpital każe mi płacić za poród, co robić;
    b) mój facet mnie zostawił z dzieckiem, co robić;
    c) landlord wywalił mnie z dzieckiem na bruk, co robić;
    d) opieka zabrała nam dziecko, co robić.
    Obym się mylił. Życzę powodzenia.
  • panda_e 06.03.14, 19:07
    Obyś się mylił, dziękuję.
    Biorę rady do serca, ale denerwują mnie jakieś bezpodstawne zarzuty i osądy. Powtarzam co chwilę, że nie pojadę jeśli mój chłopak niczego nie załatwi, a i tak cały czas ktoś pisze, że działam pochopnie, że jestem nieodpowiedzialna, rzucam się na głęboką wodę, ryzykuję itd. Już brakuje mi cierpliwości, cały czas się muszę tłumaczyć i coś prostować. Ja tam nie jadę, bo chcę pójść na łatwiznę i pisałam już, że nie liczę na kokosy. A ciągle czytam "naiwna", "głupiutka". Tracę cierpliwość tylko na tym forum, a tych wartościowych rad i informacji to może z 5 bym wycedziła. Reszta, to te takie "pomyje", o których wcześniej rozmawialiśmy.
  • nottymoni 06.03.14, 19:14
    Panda, ja ci sie dziwie, ze sie ciagle tlumaczysz... wlos sie jezy, jak sie czyta przepowiednie i wrozenie z fusow co poniektorych forumek. Olej to.
  • mamonia78 06.03.14, 23:03
    Panda, ty sie nie tlumacz, a juz nie takim trolom jak londonwarszawaparyz w skrocie nazywana lwp bo tu tyle watkow na jej temat bylo ze trzeba skracac...
    Mysle ze dasz rade wylowic z ponad dwustu wypowiedzi te konstruktywne, (nie tylko pozytywne) i podejmiecie najlepsza decyzje. Czasami trzeba zawierzyc instynktowi:-)
    Ja zycze wam powodzenia i napisz za jakis czas jak wam idzie!
  • londynwarszawaparyz 07.03.14, 04:27

    > Panda, ty sie nie tlumacz, a juz nie takim trolom jak londonwarszawaparyz

    Doczepilas sie mnie akurat bo tak ci wygodnie? Pomijam fakt ze zdanie podobne do mojego ze wyjazd teraz jest poronionym pomyslem ma 98 procent osob a zdanie ze sobie poradza i ze nie jest to glupota masz Ty i kilka "swiezynek" na forum, nie poznaly?

    wylowic z ponad dwustu wypowiedzi te konstruktywne, (nie ty
    > lko pozytywne)

    dwustu wypowiedzi nie pisalam wiec daj na luz bo czepiasz sie mnie tak personalnie ze robi sie obrzydliwe.Konstruktywne wypowiedzi moim zdaniem ma tu wiekszosc piszacych, bo znaja tu zycie od podszewki, wiec, w odroznieniu od ciebie mamonia, nie zakladaja z radosna pewnoscia ze sobie poradzi dziewczyna i bedzie cud miod i orzeszki,

    Czasami trzeba zawierzyc instyn
    > ktowi:-)

    Tak, jak sie jest samym, a nie odpowiedzilanym za nienarodzone dzieciatko rowniez. Wtedy lepiej sie oplaca chlodna kalkulacja, ale co Ty mozesz o tym wiedziec....

    i napisz za jakis czas jak wam idzie!
    Byle nie spelnilo sie to co pisal Jeremy i kolejny watek typu pomocy, chca zwrotu kosztow za porod/nie mam gdzie mieszkac/ dlaczego w Uk zabieraja dzieci.
  • jeremy.clarkson 07.03.14, 00:05
    Po
    > wtarzam co chwilę, że nie pojadę jeśli mój chłopak niczego nie załatwi, a i tak
    > cały czas ktoś pisze, że działam pochopnie, że jestem nieodpowiedzialna, rzuca
    > m się na głęboką wodę, ryzykuję itd. Już brakuje mi cierpliwości, cały czas się
    > muszę tłumaczyć i coś prostować. Ja tam nie jadę, bo chcę pójść na łatwiznę i
    > pisałam już, że nie liczę na kokosy. A ciągle czytam "naiwna", "głupiutka". Tra
    > cę cierpliwość tylko na tym forum, a tych wartościowych rad i informacji to moż
    > e z 5 bym wycedziła. Reszta, to te takie "pomyje", o których wcześniej rozmawia
    > liśmy.

    PONIEWAŻ JESTEŚ W CIĄŻY. Ten stan diametralnie zmienia sytuację, o czym usiłują Cię informować doświadczone matki, żony i Wyspiarki. Ja jako doświadczony życiowo oraz ciążowo (oczywiście umownie) i dzieciowo facet zwracam Ci uwagę na fakt, że ciąża składa się de facto ze spłodzenia dziecka, donoszenia ciąży do końca, a następnie urodzenia dziecka żywego, a przy okazji - zdrowego. Może to brzmi makabrycznie, ale tak właśnie jest i na każdym z etapów mogą Ci się przytrafić kosztowne niespodzianki. Wy na razie dziecko spłodziliście, a co będzie dalej to się okaże.
    Doświadczone forumowiczki wskazują Ci systematycznie, że możesz mieć problemy z rozwiązaniem dwóch kluczowych kwestii: finansowania świadczeń zdrowotnych oraz mieszkania, które musi spełniać najpierw standardy higieniczne ciąży, a później noworodka. Wskazują Ci również na fakt, że podłapanie czegoś przez chłopaka, to może być za mało, aby zapewnić Ci byt, ponieważ - po pierwsze - trzeba zarabiać dość sporo, aby ściągnąć do siebie rodzinę, a po drugie - trzeba mieć stabilną posadę, czyli nieco dłużej niż dwa-trzy miesiące; po trzecie, trzeba mieć oszczędności na wszelki wypadek. W innym wątku jest mowa o kosztach opieki nad dzieckiem, co stanowi wskazówkę ile musiałabyć zarobić, aby w ogóle móc pójść do pracy po odchowaniu po porodzie dziecka (i znowu: znależć pracę a móc ją podjąć...).
    Nikt tutaj nie twierdzi, że czarne scenariusze spełnią się. Może być tak, że brat chłopaka okaże się pomocny, jego dziewczyna też, Twój luby zarobi z 2000Ł netto, a mieszkanie w nowoczesnym budownictwie znajdzie za 400Ł. Ale z "ostrożności procesowej" i życiowej lepiej przyjąć czarny scenariusz i pomnożyć go razy dwa i szykować się właśnie tak, jakby miał się spełnić. Takie jest życie, niestety.
    Uważasz, że przedstawiane scenariusze (eksmisja, porzucenie etc.) to przesadzone czarnowidztwo? OK, to ja Ci przedstawię coś bardziej realistycznego. Lecisz samolotem w maju do chłopaka, samolot wpada w silne turbulencje. Jesteś w zaawansowanej ciąży, zaczynasz się silnie stresować tym, co się z samolotem stanie. Wreszcie lądujecie. Chce Ci się siku, w samolocie nie chciałaś się tarabanić do WC. Idziesz na lotnisku do kibelka. Tam stwierdzasz, że zaczynasz plamić świeżą, jasnoczerwoną krwią. Stan przedporonny. Jeszcze nie odebrałaś walizki z karuzeli, a już musisz dymać do szpitala na podtrzymanie ciąży. I co w takiej sytuacji chociażby z finansowaniem kosztów leczenia? NFZ który wydał Ci kartę EKUZ może się wypiąć na Ciebie, a szpital może robić problem z przyjęciem. Odpowiedz sobie uczciwie na pytanie, czy jesteś na coś takiego przygotowana i Twój facet też.
    Generalnie, to osobiście uważam, że Ty masz problem z tym, w jaki sposób ułożyć relacje między Wami, a nie z samym wyjazdem do UK. Może się mylę, ale to wygląda tak, jakbyś sobie pod wpływem kolejnych wpisów uświadamiała, że jesteś w czarnej dupie i tę nową świadomość (i konieczność dostosowania się do niej) konfrontowała z Waszym dotychczasowym związkiem, romantycznym, pełnym porywów namiętności, wspaniałych planów oraz nieskalanym realnym życiem. I ta konfrontacja wypada średnio, bo musicie nagle, już, teraz, natychmiast, rozwiązywać kosztowne problemy, o których nawet Wam się nie śniło. Dlatego zaczynasz się miotać, bo z jednej strony "żal ci tamtych nocy i dni", ale z drugiej masz "dwa serca, dwa smutki". Czyli klasyczna konfrontacja - romantyzm kontra realizm, serce kontra rozum. Jak we wstępie - JESTEŚ W CIĄŻY, więc musi zwyciężyć realizm i chłodna kalkulacja.
    Acha, pamiętaj o jednym drobiazgu - statystycznie, będziesz jeszcze żyła lekko licząc 50 lat, więc jak stracisz parę lat teraz z życiorysu, to świat się nie zawali. Jak dobrze rozegrasz temat i sytuację, to w dłuższej perspektywie wygrasz, bo w wieku 30 lat będziesz miała odchowane dziecko, wykształcenie i pewnie niezłą pracę. Gdy Twoje koleżanki, które teraz są na fali będą latały po klinikach leczenia bezpłodności (piguły), Ty będziesz poznawała pierwszą miłość swojego dziecka i cieszyła się życiem. Dlatego nie daj się zwariować. Życzę Ci tego i pozdrawiam.

  • derka1 07.03.14, 00:19
    Mr Clarkson, uwazam, ze powinienes dostac medal, za wpis roku :-).
  • aniaheasley 07.03.14, 09:19
    Na scenariusz z poronieniem po locie samolotem to moze nie byc przygotowanych wiele ludzi, i moze to doprowadzic do depresji, rozpadu zwiazku i czego tam jeszcze nie tylko u nowych imigrantow.
    Wiekszosc czarnych scenariuszy sie w zyciu nie sprawdza, i podejscie, ze jakos to sie jednak ulozy jest podejsciem praktykowanym bardzo czesto z pomyslnym rezultatem. Czy Wy tutaj wszyscy naprawde byliscie tacy mega zorganizowani, super przezorni, z ubezpieczeniem na zycie, i zabezpieczeniem na kazda mozliwa ewentualnosc? Czy tutaj nikt nigdy nie podejmowal ryzyka? W ciazy czy bez ciazy? Przeciez jezeli im sie nie uda, to zawsze moga wrocic do Polski. Ale dlaczego tak agresywnie mowicie im juz przez 200 wpisow, ze maja nawet nie probowac?

    A swoja droga Jeremy, tak zupelnie na marginesie, to gratuluje, jednym takim wpisem psujesz zmudna robote lekarzy, ktorzy cierpliwie calymi latami tlumacza kobietom w ciazy, ze latanie samolotem nie jest szkodliwe w ich stanie.
    --
    Ania's Poland
  • jeremy.clarkson 07.03.14, 09:43
    aniaheasley napisała:

    > Na scenariusz z poronieniem po locie samolotem to moze nie byc przygotowanych w
    > iele ludzi, i moze to doprowadzic do depresji, rozpadu zwiazku i czego tam jesz
    > cze nie tylko u nowych imigrantow.
    > A swoja droga Jeremy, tak zupelnie na marginesie, to gratuluje, jednym takim wp
    > isem psujesz zmudna robote lekarzy, ktorzy cierpliwie calymi latami tlumacza ko
    > bietom w ciazy, ze latanie samolotem nie jest szkodliwe w ich stanie.

    Akurat clou mojego wpisu nie odnosi się do poronienia jako takiego, tylko o możliwości zagrożenia ciąży wskutek na przykład silnego stresu związanego z podróżą samolotem i pewnymi komplikacjami (co znowu takie nierealne nie jest) i KONSEKWENCJI z tym związanych. Konsekwencji konkretnych, związanych z finansowaniem ewentualnego pobytu w szpitalu przez dziewczynę która - co sama podkreśla - nie ma nic, podobnie jak przyszły ojciec dziecka. To nie ma nic wspólnego z nieszkodliwością latania brzemiennych kobiet. Poza tym, nie przeceniaj mnie. W przeciwieństwie do lekarzy nie stanowię żadnego autorytetu medycznego.

    > Wiekszosc czarnych scenariuszy sie w zyciu nie sprawdza, i podejscie, ze jakos
    > to sie jednak ulozy jest podejsciem praktykowanym bardzo czesto z pomyslnym rez
    > ultatem.
    Tylko widzisz, "jakoś to się ułoży" to można zakładać w przypadku migracji młodych ludzi bez zobowiązań, z Sieradza do Konina, a nie na de facto inny kontynent i to będąc w ciąży, gdzie przyszli rodzice nie mają tak naprawdę nic.

    Czy Wy tutaj wszyscy naprawde byliscie tacy mega zorganizowani, super
    > przezorni, z ubezpieczeniem na zycie, i zabezpieczeniem na kazda mozliwa ewentu
    > alnosc?
    Tak. Dokładnie tak. Wszystkiego nie da się przewidzieć, to jasne, ale zanim zaczęliśmy z żoną starania o dziecko to w pierwszej kolejności zaopatrzyliśmy się w ubezpieczenie na życie.

    > Czy tutaj nikt nigdy nie podejmowal ryzyka? W ciazy czy bez ciazy? Prze
    > ciez jezeli im sie nie uda, to zawsze moga wrocic do Polski. Ale dlaczego tak a
    > gresywnie mowicie im juz przez 200 wpisow, ze maja nawet nie probowac?

    Akurat z tego co zauważyłem, to odradzanie w dużej mierze opiera się na twardej arytmetyce. Czyli porównaniu potencjalnych i realnych zarobków z realnymi kosztami życia. uzupełnionymi dodatkowo o kwestie organizacyjne związane z obsługą niemowlaka. I tylko tyle. Dlatego też wiele osób wskazuje, że zasadne jest aby chłopak zasuwał w UK, a dziewczyna czekała na jego stabilizację w PL.
  • steph13 07.03.14, 09:58
    aniaheasley napisała:

    > Na scenariusz z poronieniem po locie samolotem to moze nie byc przygotowanych w
    > iele ludzi, i moze to doprowadzic do depresji, rozpadu zwiazku i czego tam jesz
    > cze nie tylko u nowych imigrantow.
    > Wiekszosc czarnych scenariuszy sie w zyciu nie sprawdza, i podejscie, ze jakos
    > to sie jednak ulozy jest podejsciem praktykowanym bardzo czesto z pomyslnym rez
    > ultatem. Czy Wy tutaj wszyscy naprawde byliscie tacy mega zorganizowani, super
    > przezorni, z ubezpieczeniem na zycie, i zabezpieczeniem na kazda mozliwa ewentu
    > alnosc? Czy tutaj nikt nigdy nie podejmowal ryzyka? W ciazy czy bez ciazy? Prze
    > ciez jezeli im sie nie uda, to zawsze moga wrocic do Polski. Ale dlaczego tak a
    > gresywnie mowicie im juz przez 200 wpisow, ze maja nawet nie probowac?

    Aniu, nawet ja musze przyznac, ze bardzo rozsadny jet ten twoj komentarz. Zacietrzewilysmy sie nieco w tej 'hollier than thou' postawie. W rzeczywistosci wiekszosc imigrantow przyjezdza chyba bez konkretnych zabezpieczen typu praca, dom, wielkie konto w banku, wszelkie ubezpieczenia I maz/partner, ktory NA PEWNO nigdy nie porzuci.
    Jedyny aspect, ktory mnie zachodzi za skore, to fakt ze takie przypadki jak autorka watku to potencjalni I w pelni swiadomi kandydaci do zycia na koszt panstwa, co zapewne jest cicha czescia ich planu, stad Anglia jest takim magnesem.
    Bo w sumie chyba rozwozenie chleba po nocach jest tak samo lukratywnym zajeciem dla projektanta wnetrz w Anglii jak I w Polsce.
  • panda_e 07.03.14, 14:05
    Znajdź w Polsce pracę dla początkującego projektanta za normalne pieniądze. Ba, znajdź w ogóle dla początkującego! Ciężko jest, szukał na początku głównie pod tym kątem i okazało się to tylko stratą czasu. Potem był już gotowy wziąć wszystko i nadal nic. Nie komentuję sugestii o tym, że jedziemy po zasiłki, bo wiem, że produkowałabym się znowu bez sensu. Więc myśl co chcesz. : )
  • illegal.alien 07.03.14, 14:27
    Ale myslisz, ze w Wielkiej Brytanii poczatkujacemu projektantowi bez lokalnych uprawnien, wyksztalcenia i doswiadczenia bedzie latwiej niz w Polsce?
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • panda_e 08.03.14, 09:56
    Nie, nie napisałam nic takiego. On tam szuka jakiejkolwiek legalnej pracy. Chodziło mi o to, że w Polsce jest bardzo ciężko o taką pracę i dlatego jej nie znalazł. A nie dlatego, że nie chciał. Większość ludzi po takich kierunkach woli rozkręcić samemu interes, ale i przy dofinansowaniu z unii bez żadnych własnych pieniędzy (np. grubych hajsów od dzianej rodzinki) nie da rady niczego otworzyć - chociażby dlatego, że same programy do projektowania mają ceny z kosmosu.
  • sueellen 07.03.14, 15:24
    > Znajdź w Polsce pracę dla początkującego projektanta za normalne pieniądze.

    Hmm, w Polsce pracowałam 3 lata, ale zanim zaczęłam, najpierw zapieprzałam za darmo na praktykach studiując jednoczesnie dwa kierunki. Na praktyki sama się wepchalam do konkretnej firmy która mnie interesowała z mniej więcej taką propozycją: ja wam te fakturki pokseruję, kawkę zaparzę, papiery poukładam i telefony poodbieram, ale w zamian oczekuję aby ktoś codziennie ze mną usiadł i mnie czegoś konkretnego nauczył. Zgodzili się :) Co więcej, po 3 miesiacach od zakonczenia tych praktyk, zadzwonili z całkiem sensowną propozycją pracy. A też mieszkałam w miejscu gdzie o tracę trudno. Od samiutkiego poczatku pracowałam w zawodzie.
  • panda_e 08.03.14, 09:45
    To zazdrocha. Ciekawe jeszcze kiedy to było : ) i w jakiej okolicy, bo w moim województwie firm tego typu nie wiem czy jest kilkanaście, a we wszystkich (serio we wszystkich) jakie są w samym w mieście wojewódzkim był z CV i próbował zagadywać.
  • sueellen 08.03.14, 11:27
    Ale on szukał pracy, a ja szukałam doświadczenia. I nie gdziekolwiek tylko w jednej firmie, z której mogłam cos wartościowego wynieść (mam na myśli know-how).
  • robak.rawback 07.03.14, 19:45
    znam pelno poczatkujacych projektantow/artystow etc zapylajacych na pare etatow poza zawodem bo jest taka konkurencja w tych zawodach w dobrych firmach (przynajmniej w londynie) albo zapylaja za darmo na internship w np mega znanych firmach. na takie internships pozwalaja sobie nadziani studenci ktorzy nie musza zarabiac zeby sie utrzymac. albo tacy co kombinuja i zapylaja na pare etatow. teraz sie troche zmienia chyba z tymi nieodplatnymi internships - ale nie sledze za mocno tematu.

    abstrahujac od tego co powyzej - w londynie, przykladowa liczba aplikacji o prace na dobre stanowiska NON-professional w dobrych insytucjach co daja cieple posadki - np 450 w ciagu 2 tygodni na jedno miejsce ktore jest part-time.
    trzeba miec niezle work experience zeby sie zalapac przy takiej konkurencji - moga wtedy przebierac jak chca.
    wiec trzeba strategie obmyslec i sie przygotowac. jakkolwiek zgadzam sie ze na pewno takeimiejsce jak londyn czy uk jest duzo lepsze pod wzgledem ilosci miejsc pracy tego typu. to samo u mnie w zawodzie. jak juz sie zalapie na stanowisko i zrobi odpowiednia ilosc work experince i training to mozna wtedy sobie poskakac z pracy do pracy i jest coraz lepiej.

    panda_e napisał(a):

    > Znajdź w Polsce pracę dla początkującego projektanta za normalne pieniądze. Ba,
    > znajdź w ogóle dla początkującego! Ciężko jest, szukał na początku głównie pod
    > tym kątem i okazało się to tylko stratą czasu. Potem był już gotowy wziąć wszy
    > stko i nadal nic. Nie komentuję sugestii o tym, że jedziemy po zasiłki, bo wiem
    > , że produkowałabym się znowu bez sensu. Więc myśl co chcesz. : )


    --
    They have a lot of problems pronouncing your name..... dedeldedeldedeley sitchiation
  • pola731 08.03.14, 10:21
    wiesz ile CV przyszło do firmy, w której pracuję w ciągu 3 dni roboczych ? 250... na stanowisko "sprzedawca" - praca 180h w miesiącu za 1500 zł netto/m-c

    w ciągu 10 godzinnego dnia pracy masz 2 przerwy po 15 minut , w czasie 8 godzinnego - 1 przerwę 20 minutową; nawet jak nie ma żywego ducha w formie nie usiądziesz, bo czegoś takiego jak krzesło, taboret, stołek nie ma - masz sobie znaleźć zajęcie, nie wolno Ci stać - torebka, telefon - wszystko zostawiasz w szatni - więc nawet smsa do domu nie napiszesz ...
    -siedzi tylko kasjer-fakturzysta;

    a ludzie się biją - bo firma istnieje od 20 lat, bo płaci na czas , bo zatrudnia od pierwszego dnia z legalną umową... ogłoszenie było dane na tydzień (5 dni roboczych) więc drugie tyle cv wpłynie jeszcze ;

    jak ja szłam tam do pracy - cv było 400 na jedno miejsce;
    wczoraj pomagałam drukować i segregować te cv - 90 % tych ludzi jest sensownych, mają doświadczenie, wykształcenie - zostanie zatrudniona jedna osoba;

    miasto 300 tyś, kiedyś wojewódzkie - dziś z bezrobociem w samym mieście 22,6 a w powiecie ponad 30 % ...

    mam za sobą krótki, kilkudniowy epizod pracy w Londynie (krótki, bo byłam towarzysko i jak mi się trafiła możliwość poszłam do pracy bardziej z ciekawości - żeby zobaczyć ,czy kiedyś, w przyszłości dałabym radę , czy się dogadam bez obecności kogoś znajomego ) - w Londynie nikt nie zapytał ile mam lat, tylko czy potrafię - w PL zanim ktoś spojrzy jakie masz doświadczenie I CZY POTRAFISZ- najpierw patrzy na wiek ...

    nie twierdzę, że znalezienie dobrej/sensownej pracy w UK to mały pikuś czy bułka z masłem,
    ale znalezienie pracy, która pozwoli Ci względnie dobrze funkcjonować jest łatwiejsze
    --
    "Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie..."
    Peter Drucker
  • sueellen 07.03.14, 10:07
    Przecież nikt im nie napisał że mają NIE PRÓBOWAĆ. Najwięcej głosów jest za tym, żeby autorka przyleciała z dzieckiem po porodzie na gotowe bo taki plan ma ręce i nogi. Przylot w ciaży do niczego jest bardzo ryzykowny.
  • illegal.alien 07.03.14, 12:10
    Nie mam i nigdy nie mialam ubezpieczenia na zycie - nigdy nie uwazalam go za niezbedne. Poza tym, cokolwiek ubezpiecze, to zaraz z tej polisy korzystam, wiec az sie boje na zycie ubezpieczyc :P
    Ale jezeli chodzi o reszte - tak, mialam dosc solidny plan przyjazdu na Wyspy :) A i tak byl to dla mnie stres, od powrotu do Polski bylam o pol kroku - ino realia byly inne, bo ja akurat przyjechalam ponad 10 lat temu.
    Sama mowie wszystkim na okolo, ze gdyby nie to, ze bylam mloda i nie mialam wielkiej wyobrazni jak taka przeprowadzka wyglada, to pewnie bym sie nie zdecydowala - a juz na pewno teraz, z dzieckiem, z korzeniami, w powaznym wieku lat 28 :P
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • ta_ruda 07.03.14, 23:57
    Illegal, przygotowalas sie Ty czy przygotowali i wyposazyli cie rodzice? no chyba ze w wieku 18 lat bylas juz na takim poziomie ze moglas sama sie swobodnie przygotwac do przeprowadzik?
    illegal.alien napisała:

    > Nie mam i nigdy nie mialam ubezpieczenia na zycie - nigdy nie uwazalam go za ni
    > ezbedne. Poza tym, cokolwiek ubezpiecze, to zaraz z tej polisy korzystam, wiec
    > az sie boje na zycie ubezpieczyc :P
    > Ale jezeli chodzi o reszte - tak, mialam dosc solidny plan przyjazdu na Wyspy :
    > ) A i tak byl to dla mnie stres, od powrotu do Polski bylam o pol kroku - ino r
    > ealia byly inne, bo ja akurat przyjechalam ponad 10 lat temu.
    > Sama mowie wszystkim na okolo, ze gdyby nie to, ze bylam mloda i nie mialam wie
    > lkiej wyobrazni jak taka przeprowadzka wyglada, to pewnie bym sie nie zdecydowa
    > la - a juz na pewno teraz, z dzieckiem, z korzeniami, w powaznym wieku lat 28 :
    > P
  • illegal.alien 08.03.14, 07:54
    Przyjechałam tu do liceum, do ktorego dostałam sie sama, na stypendium, ktore zdobyłam sama. Oczywiscie, ze rodzice byli moja polisa ubezpieczeniowa, ale nawet w tak komfortowych warunkach emigracja dała mi po emocjach i psychice.
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • aniaheasley 08.03.14, 08:50
    Illegal, ale przeciez z tego co tu czesto piszesz, to rodzice Ci wszystko zasponsorowali, nie mialas zadnych stresow finansowo-mieszkaniowych. O ile pamietam, to dali Ci tez pieniadze na kupno domu, wiec tutaj nie ma zadnego wspolnego mianownika z sytuacja pandy czy innych emigrantow, ktorzy musza codziennie walczyc o swoj byt i przetrwanie.
    --
    Ania's Poland
  • illegal.alien 08.03.14, 09:42
    Ania, alez wlasnie o tym pisze - mimo, ze warunki miałam naprawde dobre (nie zgodzilabym sie, ze nie miałam żadnych stresów finansowo-mieszkaniowych, ale nie czuje potrzeby sie tu spowiadac z tego, jak wszystko dokładnie wyglądało przez ostatnie dziesięć lat mojego zycia), to emigracja i tak nie była dla mnie łatwa - a co dopiero, jak ktos tu przyjeżdża w warunki duzo mniej kontrolowane.
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • ta_ruda 08.03.14, 10:29
    Zycie wiekszosci ludzi nie jest 'komfortowe', czy w swoim kraju czy na emigracji.
    Jest bardzo maly % ludzi ktorych zycie jest lawtiejsze ze wzgledu na otrzymana bardzo duza pomoc finansowa.

    I dlatego, jakby tak wszystko dokladnie zawsze rozwazac, myslec i byc gotowym na kazda negatywna ewentualnosc, to czlowiek by z domu nie wychodzil, bo przeciez jak bedzie przechodzil przez droge to moze byc przejachany, a jak wsiadzie do samochodu to moze miec wypadek itd itp.

    Wielu osobom sie udalo, dlaczego pandzie ma sie ni eudac? A mieszkanie z bratem i dziewczyna brata jest najmniejszym problemem. Jesli uklady sa miedzy nimi normalne, to pomieszkaja razem troche, zaoszczedza i sie 'na swoje' wyprowadza.
    Trzymaj sie Panda.


    illegal.alien napisała:

    > Ania, alez wlasnie o tym pisze - mimo, ze warunki miałam naprawde dobre (nie zg
    > odzilabym sie, ze nie miałam żadnych stresów finansowo-mieszkaniowych, ale nie
    > czuje potrzeby sie tu spowiadac z tego, jak wszystko dokładnie wyglądało przez
    > ostatnie dziesięć lat mojego zycia), to emigracja i tak nie była dla mnie łatwa
    > - a co dopiero, jak ktos tu przyjeżdża w warunki duzo mniej kontrolowane.
  • illegal.alien 08.03.14, 10:40
    Nie pisze, zeby sie szykować na każda ewentualność, ale zeby chociaż czesc przemyśleć.
    I nie mowie, ze im sie nie uda - z duża dozą prawdopodobieństwa jakos sobie życie uloza.
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • ta_ruda 08.03.14, 10:25
    Stypendium tez dostalas Illegal bo bylas w swietnym prywatnym gimnazjum za ktore chyba placili rodzice (chyba ze tez dostalas stypenium an nie), kupili ci dom tutaj, a za studia placilas sama czy tez z pomoca rodziny? W takiej sytuacji chyba mownienie o tym zeby sie 'przygotowac' na emogracje i ze ty bylas przygotowana, jest chyba troche nie na miejscu, bo jak napisala ania, nijak sie to ma do osoby ktora przyjezdza tutaj bez takiej pomocy.


    aniaheasley napisała:

    > Illegal, ale przeciez z tego co tu czesto piszesz, to rodzice Ci wszystko zaspo
    > nsorowali, nie mialas zadnych stresow finansowo-mieszkaniowych. O ile pamietam,
    > to dali Ci tez pieniadze na kupno domu, wiec tutaj nie ma zadnego wspolnego mi
    > anownika z sytuacja pandy czy innych emigrantow, ktorzy musza codziennie walczy
    > c o swoj byt i przetrwanie.
  • illegal.alien 08.03.14, 10:35
    Wybacz, ale turlam sie ze śmiechu. Uwielbiam forumowe tworzenie rzeczywistości i dorabianie teorii.
    Dla Twojej wiadomości: chodziłam do świetnego, PAŃSTWOWEGO gimnazjum. Angielskiego nauczyła mnie moja mama, bo miałam szczęście urodzić sie anglistce. Stypendium dostałam za działalność pozaszkolna.
    Czesnego za studia nie płacilam, bo wtedy w Szkocji za Polaków płacił SAAS (nie wiem jak jest teraz), całe studia pracowałam.

    I nie pisze o tym, ze autorka ma sie przygotować, bo ja byłam taka zdolna, mądra i zaradna (nie wiem gdzies to wyczytała), tylko, ze warto sobie przemyśleć kilka(nascie) scenariuszy i to, co piszą inni - bo emigracja sama w sobie moze dać popalic, a co dopiero, jak sie wydarzy cos 'niespodziewanego'. Wszystkiego człowiek nie przewidzi, wiadomo, ale kilka rzeczy mozna przemyśleć, nie? A odnoszę wrazenie, ze kilka rozsądnych porad zostało splawionych jako złośliwe, podłe, z kosmosu.
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • panda_e 08.03.14, 10:01
    O proszę. Gratuluję : ) - może opóźnione skoro skończyłaś to liceum parę lat wstecz, ale szczerze jestem pod wrażeniem. Trochę to odbiega od tematu, ale temat mnie już tak zmęczył, że aż miło napisać o czymś innym. Nawet jeden mały pościk.
  • panda_e 07.03.14, 13:59
    Jak dla mnie taki scenariusz zaadresowany do kobiety w ciąży był co najmniej nietaktowny. Dlatego nawet nie zamierzam już na to odpisywać. Zwłaszcza, że moja bratowa zanim urodziła dziecko poroniła 3 razy(!), nawet nie umiem sobie wyobrazić jej cierpienia. I sama często teraz o niej myślę. A facet mi o tym pisze jakby to było jakieś oczywiste i wymaga ode mnie myślenia na każdym kroku o tym, że mogę poronić. I tak, masz rację co do tego, że lekarze tłumaczą kobietom, że mogą latać samolotami i jest to bezpieczniejsze i dużo bardziej komfortowe niż jazda samochodem - rozmawiałam o tym ze swoim ginekologiem. Nie mam żadnych przeciwwskazań. A tu proszę bardzo - forumowicz, który sam przyznaje, że nie ma pojęcia sugeruje mi, że jak polecę to poronię. Ręce mi opadły.
  • illegal.alien 07.03.14, 14:30
    W co drugim swoim poscie zarzucasz innym, ze nie czytaja, co ty piszesz, a teraz to chyba ty nie czytasz tego, co sie pisze do Ciebie - Jeremy nie napisal, ze poronisz, tylko podal Ci przyklad scenariusza, ktory MOZE sie przydazyc.
    Nie musza to byc turbulencje, ale moze sie okazac, ze dziecko urodzi sie przedwczesnie albo z jakimis komplikacjami i bedzie wymagalo specjalistycznej opieki - i co zrobicie, jak szpital Wam wystawi za to rachunek? Nie jest to scenariusz, ktory musi sie sprawdzic, ale tez nie jest rodem z powiesci science-fiction. Takie rzeczy sie zdarzaja.
    Np. wystarczy, ze jestes nosicielka strep B - nie taka znowu rzadka sprawa. Wiesz z jakimi konsekwencjami dla dziecka to sie moze wiazac? I ile czasu bedzie w szpitalu? I ile to moze kosztowac? Nikt Ci tego nie zyczy, ale JAKIS plan wypadaloby miec.
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • jeremy.clarkson 07.03.14, 15:00
    panda_e napisał(a):

    > Jak dla mnie taki scenariusz zaadresowany do kobiety w ciąży był co najmniej ni
    > etaktowny.

    A co niby jest nietaktowne? Moja żona i ja mamy za sobą dwie zagrożone ciąże i mam pojęcie o pewnych kwestiach, nawet jako facet i mąż zaangażowany w ciążę żony. Nie napisałem ci, że poronisz, wspomniałem natomiast o możliwych powikłaniach ciąży, które mogą zdarzyć się w każdym przypadku, niezależnie od wieku, wykształcenia etc., w konkretnym kontekście - finansowania świadczeń zdrowotnych, które mogą Was na dzień dobry puścić z torbami.
  • robak.rawback 06.03.14, 22:11
    yup
    http://www.keepcalmstudio.com/_gallery/300/rB14RP.png



    jeremy.clarkson napisał:

    > Założycielka wątku nie przyszła tutaj po radę, której chciałaby wysłuchać, tylk
    > o utwierdzić się w przekonaniu, że dobrze robi jadąc w ciemno na Wyspy, bez kas
    > y, doświadczenia, przygotowania, ale za to z brzuchem i przeświadczenie, że bra
    > t chłopaka rozwiąże za nią wszelkie problemy (ciekawe czy brat miał kiedyś do c
    > zynienia z niemowlakiem z kolkami). Jakiekolwiek uświadamianie mija się z celem
    > , bo tutaj dominuje filozofia "jakoś to będzie". Jestem święcie przekonany, że
    > za pól roku-rok wróci na forum z którymś z wpisów:
    > a) szpital każe mi płacić za poród, co robić;
    > b) mój facet mnie zostawił z dzieckiem, co robić;
    > c) landlord wywalił mnie z dzieckiem na bruk, co robić;
    > d) opieka zabrała nam dziecko, co robić.
    > Obym się mylił. Życzę powodzenia.


    --
    They have a lot of problems pronouncing your name..... dedeldedeldedeley sitchiation
  • yumemi 06.03.14, 14:37
    > I tu jest wlasnie kwestia tego, co dla koga stanowi tzw poprawe bytu dzieki emi
    > gracji. Jesli ktos mieszkal w Polsce w namiocie przez 4 sezony w roku, to ok,
    > warto bylo emigrowac aby moc wynajac ceglana klitke z solidnym dachem nad glow
    > a. A moze nedza na obczyznie jest bardziej egzotyczna od tej w kraju? Troche te
    > n stryjek z siekierka I kijem na mysl przychodzi.,

    Na to wyglada - od dawna mam wrazenie ze dla niektorych zycie w biedzie w UK jest fajniesze niz w Polsce :) W UK chetnie pojda do kazdej pracy, w Polsce juz nie, bo co powie sasiadka.
    Dwoje pracujacych ludzi w Polsce stac na wynajem mieszkania. W UK tez ich stac - ale i w Polsce i tutaj musza sensownie zarabiac aby kredyt na mieszkanie mogli dostac.
    --
    -----------------------------------------
  • panda_e 06.03.14, 18:26
    Skoro poszłam na staż, gdzie dostaję poniżej tysiąca złotych, to gdybym miała propozycję pracy nawet za tą najniższą, to bym nie poszła? Albo mój chłopak, który poszedł do pracy jeździć z pieczywem - to jakiś luksus? Wstawać o 3 w nocy i jeździć sypiącym się lublinem po wsiach? Jak była praca, to ją braliśmy. Więc nie zarzucaj nikomu, że ma pracy bo jej nie chce mieć.
  • robak.rawback 06.03.14, 22:26
    ja nie wiem. ja choc pracuje full time to i tak jestem dodatkowo utrzymanka. ja bym sie ledwo utrzymywala z pensji na ktorej ludzie mowia ze w 2 - 3 osoby zyja.
    ja nie wiem co za poziom zycia oni maja, bo ja nie mam zadnych luksosow. wszystko wydaje na zycie biezace, wiekszosc na mieszkanie i transport.

    jak czytam takie pierdy o kokosach to sie zastanawiam gdzie to jest. bo w londynie spokojniejsza egzystencja bez ekstrawagancji (i bez naglych duzych nieprzewidzianych wydatkow) to jak dla mnie jest od 40k wzwyz na lebka na rok. ponizej wydaje sie wszystko na miesiac na oplaty biezace jesli sie chce mieszkac w miare centralnie w spokojnej dzielnicy i nie jesc samych kartofli tylko tez zdrowsze jedzenie.

    ostatnio mnie prawie skrecilo jak zobaczylam ze wydalam ponad £4 na nieorganiczne 255g of fresh berries w M&S (to tak apropos dostepnosci zdrowszego jedzenia za male stawki, i mowie to nawet organic nie bylo)

    panda_e napisał(a):

    > Skoro poszłam na staż, gdzie dostaję poniżej tysiąca złotych, to gdybym miała p
    > ropozycję pracy nawet za tą najniższą, to bym nie poszła? Albo mój chłopak, któ
    > ry poszedł do pracy jeździć z pieczywem - to jakiś luksus? Wstawać o 3 w nocy i
    > jeździć sypiącym się lublinem po wsiach? Jak była praca, to ją braliśmy. Więc
    > nie zarzucaj nikomu, że ma pracy bo jej nie chce mieć.


    --
    They have a lot of problems pronouncing your name..... dedeldedeldedeley sitchiation
  • aniaheasley 07.03.14, 08:50
    Rozmawiam czasami o tym z moimi, hmm, ze tak powiem klientami. Mowia, ze tutaj przyjechali do pracy bo tutaj jest pozytywna atmosfera w tej kwestii, ze zadna praca nie hanbi, ze czuja, ze z kazdym zarobionym funtem sa blizej jakiegos tam celu poprawienia bytu wlasnie, ze tutaj ich prace sie szanuje, i jest wiekszy komfort psychiczny. Nie potrafia czasami tego wytlumaczyc, ale tutaj po prostu jest 'inne podejscie' do pracy fizycznej. Wstaja o 5.00 rano w poczuciu, ze cos wreszcie robia ze swoim zyciem, i ze jak tylko beda chcieli to do czegos dojda ciezka praca i poswieceniem. W Polsce (podobno?) nie maja podstaw do tego optymizmu. Nie znam polskich realiow, ale tutaj wiele naprawde wiele osob, ktore przyjezdza z niczym, bez jezyka, bez pieniedzy, po jakims czasie dorabia sie poziomu, ktory ich zadowala, ktory daje im satysfakcje i poczucie, ze sami ksztaltuja swoje zycie. W Polsce byli tylko w depresji, przygnebieni, bez perspektyw. Ich slowa.
    --
    Ania's Poland
  • panda_e 07.03.14, 14:12
    Dziękuję Ci za to, że napisałaś coś w miarę pozytywnego i że w jakimś stopniu tak jakby mnie rozumiesz, bo szczerze przez to wszystko co tu czytam jestem dobrze zdołowana. Najlepiej mnie dojechał "jeremy" swoimi wróżbami. Już wolę tego grzyba, a potem bruk niż poronienie, bo w samolocie będą turbulencje. Zdaję sobie sprawę, że brzmi nieco abstrakcyjnie, ale do mnie jako do kobiety w ciąży trafiło to dosyć boleśnie.
  • ta_ruda 07.03.14, 14:40
    Swietnie to zrelacjonowalas. Zgadzma sie z tym. Tutaj jest poprostu inne podejscie ludzi do zycia. Nie znaczy to ze jest latwiej - jest ciezko; ale jakos tak latwiej ze wzgledu na podejscie ludzi do siebie i do pracy innych; do tego jak ludzie tutaj traktuja zycie itd itp.
    aniaheasley napisała:

    > Rozmawiam czasami o tym z moimi, hmm, ze tak powiem klientami. Mowia, ze tutaj
    > przyjechali do pracy bo tutaj jest pozytywna atmosfera w tej kwestii, ze zadna
    > praca nie hanbi, ze czuja, ze z kazdym zarobionym funtem sa blizej jakiegos tam
    > celu poprawienia bytu wlasnie, ze tutaj ich prace sie szanuje, i jest wiekszy
    > komfort psychiczny. Nie potrafia czasami tego wytlumaczyc, ale tutaj po prostu
    > jest 'inne podejscie' do pracy fizycznej. Wstaja o 5.00 rano w poczuciu, ze cos
    > wreszcie robia ze swoim zyciem, i ze jak tylko beda chcieli to do czegos dojda
    > ciezka praca i poswieceniem. W Polsce (podobno?) nie maja podstaw do tego opty
    > mizmu. Nie znam polskich realiow, ale tutaj wiele naprawde wiele osob, ktore pr
    > zyjezdza z niczym, bez jezyka, bez pieniedzy, po jakims czasie dorabia sie pozi
    > omu, ktory ich zadowala, ktory daje im satysfakcje i poczucie, ze sami ksztaltu
    > ja swoje zycie. W Polsce byli tylko w depresji, przygnebieni, bez perspektyw. I
    > ch slowa.
  • yumemi 07.03.14, 15:02
    Nie potrafia czasami tego wytlumaczyc, ale tutaj po prostu
    > jest 'inne podejscie' do pracy fizycznej. Wstaja o 5.00 rano w poczuciu, ze cos
    > wreszcie robia ze swoim zyciem, i ze jak tylko beda chcieli to do czegos dojda
    > ciezka praca i poswieceniem.

    W Polsce tez ludzie dochodza do czegos ciezka praca i poswieceniem, znam naprawde sporo przykladow.. Np pracownicy w firmie znajomych i rodziny - ciagle problem ze znalezieniem ludzi do pracy, niestety. Wnioski i lokalnych pracodawcow sa takie ze wola wyjechac za granice i pracowac za grosze niz w kraju. Praca za granica brzmi fajniej. W Polsce ktos kto skonczyl dwa fakultety oczekuje kokosow, ale jak wyjedzie za granice, zadna praca nie pogardzi.
    Jak dla mnie, jesli ktos naprawde chce pracowac i pracy szuka, to ja znajdzie, obojetnie czy w Polsce czy w UK. Mozna sie z tym nie zgadzac, oczywiscie.

    Nie potrafia czasami tego wytlumaczyc, ale tutaj po prostu
    > jest 'inne podejscie' do pracy fizycznej.
    Cos w tym jest... w Polsce panuje jakies dziwne przekonanie ze kazdy musi miec studia i im wiecej fakultetow tym lepiej.. Dobry zawod typu hydraulik - praca fizyczna przeciez.
    --
    -----------------------------------------
  • monstroteratum.furiosum 08.03.14, 01:38
    Yumemi, a mozesz rzucic jakims linkiem do tych firm? Akurat znam pare osob w Polsce ktorym praca by sie przydala.
    --
    This is the way it is with talents. One has a talent for music, another for baseball. One has a talent for acting. (You know her). (...) And none can ever understand why others cannot do the things they find so easy and natural.
  • yumemi 08.03.14, 10:02
    Niech szukaja na stronkach Wroclawia i okolic, tam naprawde sporo firm nowych sie otworzylo ostatnio. Np firma Kler (meblowa) wiem ze probowala otworzyc filie na poludniu Polski ale mieli problem ze znalezieniem ludzi do pracy - nie wiem czy to nadal aktualne.
    --
    -----------------------------------------
  • panda_e 08.03.14, 09:50
    "Cos w tym jest... w Polsce panuje jakies dziwne przekonanie ze kazdy musi miec studia i im wiecej fakultetow tym lepiej.. Dobry zawod typu hydraulik - praca fizyczna przeciez."
    Jeśli chodzi o to, to jak mi się jeszcze jedna myśl nasuwa. Nie wiem czy już ją tutaj pisałam, ale chyba nie. Ja zauważyłam (niestety dopiero, jak już postanowiłam, że chcę odłożyć trochę na studia zanim na nie pójdę), że łatwiej jest znaleźć pracę studentowi jakoś np na weekendy/popołudnia czy w jakiś tego typu sposób niż komuś kto napisał maturę i chce po prostu popracować na normalnym etacie. Nawet przeglądając ogłoszenia było pełno "dla studenta" i co najgorsze w większości bycie studentem było jednym z wymagań/warunków.
  • yumemi 08.03.14, 10:04
    > Jeśli chodzi o to, to jak mi się jeszcze jedna myśl nasuwa. Nie wiem czy już ją
    > tutaj pisałam, ale chyba nie. Ja zauważyłam (niestety dopiero, jak już postano
    > wiłam, że chcę odłożyć trochę na studia zanim na nie pójdę), że łatwiej jest zn
    > aleźć pracę studentowi jakoś np na weekendy/popołudnia czy w jakiś tego typu sp
    > osób niż komuś kto napisał maturę i chce po prostu popracować na normalnym etac
    > ie.

    Niestety, niedawno czytalam o tym ze prawo pracy dokonalo tego ze w Polsce jest proporcjonalnie wiecej umow kontraktowych niz w innych krajach EU - pracodawcy wola zatrudniac dorywczo. Podobno maja w koncu cos z tym zrobic, i powinni, zanim kolejna czesc mlodych ludzi wyjedzie.
    --
    -----------------------------------------
  • jeremy.clarkson 07.03.14, 15:06
    aniaheasley napisała:

    > Rozmawiam czasami o tym z moimi, hmm, ze tak powiem klientami. Mowia, ze tutaj
    > przyjechali do pracy bo tutaj jest pozytywna atmosfera w tej kwestii, ze zadna
    > praca nie hanbi, ze czuja, ze z kazdym zarobionym funtem sa blizej jakiegos tam
    > celu poprawienia bytu wlasnie, ze tutaj ich prace sie szanuje, i jest wiekszy
    > komfort psychiczny. Nie potrafia czasami tego wytlumaczyc, ale tutaj po prostu
    > jest 'inne podejscie' do pracy fizycznej. Wstaja o 5.00 rano w poczuciu, ze cos
    > wreszcie robia ze swoim zyciem, i ze jak tylko beda chcieli to do czegos dojda
    > ciezka praca i poswieceniem. W Polsce (podobno?) nie maja podstaw do tego opty
    > mizmu. Nie znam polskich realiow, ale tutaj wiele naprawde wiele osob, ktore pr
    > zyjezdza z niczym, bez jezyka, bez pieniedzy, po jakims czasie dorabia sie pozi
    > omu, ktory ich zadowala, ktory daje im satysfakcje i poczucie, ze sami ksztaltu
    > ja swoje zycie. W Polsce byli tylko w depresji, przygnebieni, bez perspektyw. I
    > ch slowa.

    Jest to wynik przede wszystkim zupełnie innej siły nabywczej lokalnej waluty. Nawet praca za płacę minimalną pozwala na życie na poziomie, o którym za płacę minimalną w Polsce można tylko marzyć. Do tego masa rzeczy jest tańsza niż w Polsce, dzięki czemu można zaspokoić najbardziej podstawowe potrzeby. A mające je zaspokojone, można zająć się przyjemniejszymi rzeczami. O inne kulturze zarządzania, mentalności, przyjaznej administracji, to już nawet nie wspominam.
  • panda_e 06.03.14, 18:30
    Nie no jak tyle biedronek chcą otworzyć to ja zostaję. Drugie Abu Zabi się robi. Wracajcie i Wy z tych wysp lepiej, bo tam bez biedronek gorsza bieda niż teraz w ojczystym.
  • jan.kran 07.03.14, 07:49
    Czytam ten wątek w calości ale poniewaz realiów w Angli nie znam więc się nie wypowiadam. Znam realia w kilku krajach Europy i widzę zmiany jakie następuję nie tylko dla emigrantów ale zwłaszcza dla nich. Czasem jak czytam co sobie Polacy w PL wyobrażają na temat Norwegi w której mieszkam to mi płetwy opadają... Zreszta nie tylko Polacy w PL bo już są tacy co chcą się wynieść z krajów EU gdzie jest coraz trudniej do Norwegii . Bez
    języka , specjalnego zawodu ale z dużą ilością dobrych chęci i nadziei.
    Ale ja nie o tym.
    Zainteresowala mnei popularność tego wątku i kliknęłam na statystyki . Nie pomyliłam się . Najbardziej popularny wątek na tym forum. Nawet przebił benefity , najazd Rumunów i Bułgarów ioraz priorytety w Rynair :PPPP A sądzę że jeszcze się rozrośnie:))))))
  • lettino 07.03.14, 14:33
    A ja Ci powiem dziewczyno jedź i próbuj, wielu się to udał to dlaczego Tobie ma się nie udać! Przypuszczam, że do mamy zawsze będziesz mogła wrócić, jakby co.
    I jeszcze kilka rad na początek, pracy najlepiej szukać u Anglika, on jest uczciwy i szanuje pracownika. Unikać pracy w fabrykach, gdzie pełno polaków, obrabiają sobie dupę, poza tym atmosfera jest jak w pracy w Polsce. Z Polakami być tylko na dzień dobry, żadnych zażyłości.
    Trzymam kciuki
  • robak.rawback 07.03.14, 19:29
    na tym forum to zawsze - albo biale albo czarne - a juz zlotego srodka to malo kto zauwaza. nie doczytalam calosci ale nie sadze zeby jej kto mowil zeby wogole nie jechala - tylko wszyscy mowia w taki sposob jaki potrafia - zaplanuj sobie jak dorosly czlowiek a nie jechac na pale przed porodem bez niczego. ale tego panda to juz nie lapie i sie obraza zamiast sie zastanowic co sie naprawde do niej mowi.
    --
    They have a lot of problems pronouncing your name..... dedeldedeldedeley sitchiation
  • robak.rawback 07.03.14, 19:55
    wlasciwie to nie wiem po co sie udzielam w tym watku. zero logiki, nie ma z czym polemizowac.


    --
    They have a lot of problems pronouncing your name..... dedeldedeldedeley sitchiation
  • panda_e 08.03.14, 10:06
    Wyłapałam to. Wiem o tym. Mam wrażenie, że to raczej inni forumowicze, w tym np. Ty, nie ogarniają tego, że ja o tym wszystkim wiem. Nie mówię, że "HAHAH FUCK YOU, I TAK POJADĘ I TO KIEDY BĘDĘ CHCIAŁA" Przecież to ja bym na tym ucierpiała, nie Wy. Myślisz, że nie zdaję sobie z tego sprawy? Wkurzam się po prostu jak ktoś jest dla mnie chamem albo jak ktoś mnie osądza, a nawet nie doczytał wszystkiego, co tu napisałam.
  • agnes_6891 08.03.14, 14:40
    Zdaje się, że wszystkie te które piszą jak to jest z pracą i zarobkami w Polsce wyemigrowały dobre parę lat temu, więc tak na dobrą sprawę - nie znacie realiów. Może , bazując na wspomnieniach które macie i ówczesnych zarobkach te 2000zł wydaje Wam się super pensją, ale naprawdę - jeśli przychodzi się za to utrzymać to okazuje się że trzeba niedojadać, na wszystkim oszczędzać a i tak pod koniec miesiąca brakuje. Nie wspominam już nawet o utrzymaniu rodziny za 1.500 - to nierealne. Wiecie jakie są koszty Życia w Polsce? Ile kosztuje wynajem mieszkania, rata za kredyt? Ile kosztuje wyprawka, podręczniki dla dzieci? Czy choćby żywność? Zwykłe drobne zakupy na obiad z patrzeniem na listę i 50zł nie ma. Za godzinę pracy na minimalnej stawce kupicie litr paliwa. Tutaj - pięć. Nikt nie mówi, że Panda będzie tu opływała w luksusy i ona sama chyba tego nie oczekuje, ale nie porównujcie jakości życia mało zarabiających szaraków w Polsce i tutaj, bo to dwie zupełnie inne bajki.
    Ktoś napisał, że młodzi gardzą pracą w Polsce a tutaj chętnie pracują na takim samym stanowisku i nie narzekają. Oczywiście. Bo nawet zarabiając najniższą stawkę są w stanie przeżyć od pierwszego do pierwszego bez liczenia każdego grosza (dosłownie!). Żyją GODNIE nawet jeśli pracują poniżej kwalifikacji, bo nie czują się niewolnikami, ta praca ma jakiś sens, jakoś ich pcha do przodu. Nie mają poczucia beznadziei, nie dobijają ich wybory typu : zapłacić w tym miesiącu zaległe rachunki czy pozwolić dziecku jechać na wycieczkę szkolną. Nie wspomnę o podejściu do prostego pracownika tutaj i w PL.
    Piszę to wszystko z własnego doświadczenia. W Polsce zarabiałam nieco powyżej najniższej pensji, tutaj też na minimalnej ale jakość życia to jak niebo i ziemia. Żyję skromnie, ale wreszcie nie muszę dziecku wszystkiego odmawiać, planować obiadów na miesiąc z góry, nie trzęsę się ze strachu że wpadnie jakiś nieprzewidziany wydatek i będę musiała pożyczać na jedzenie. Jestem samotną matką i wiem, że w razie czego Państwo nie pozwoli mi i córce umrzeć z głodu, a w Polsce - przykro to mówić, ale w sytuacji skrajnej biedy pewnie najwyżej zabraliby mi dziecko, na tym "pomoc" by się skończyła.

  • tonia2005 08.03.14, 16:02
    Mialam troche podobna sytuacje do autorki watki. Jakies 9 lat temu zaszlam w nieplanowana ciaze, moj partner mieszkal juz na wyspach bez stalej pracy, ja w Polsce z rodzicami i z dwoma doroslymi, niezameznymi siostrami. Po dlugich rozwazaniach zdecydowalam sie zostac i urodzic dziecko w Polsce. W 6-tym miesiacu ciazy okazalo sie, ze musze miec zalozony pessar ze wzgledu na skracajaca sie szyjke i od tego momentu zostalam uziemiona. Najmniejszy wysilek powodowal przedwczesne skurcze i praktycznie reszte ciazy przelezalam, nie bylo mowy o sprzataniu, gotowaniu czy zakupach, mimo, ze nie mialam najlepszych stosunkow z moja mama, ta stanela na wysokosci zadania i zajmowala sie mna az do rozwizania. Porod mialam naturalny, niestety bardzo ciezki. Pierwsze 24 godziny bylam tak slaba, ze przelezalam w szpitalnym lozku. Opieke w szptalu miala swietna ( bez grosza lapowek), pielegniarki pomagaly mi jesc, a nawet sie myc bo nie bylam w stanie sie ruszyc z lozka. Do domu wrocilam z dzieckiem po 4 dniach, moja mama zajela sie wszystkim, pierwszy tydzien po porodzie musialam spedzic w lozku co w moim stanie bylo bardzo wskazane. Maluch byl zdrowy, siostry codziennie zabieraly go na spacer, robily zakupy itd. Mialam opieke 24 godziny na dobe. W ciagu tych kilku dni doszlam szybko do siebie i moglam sie zajac dzieckiem. Nie wyobrazam sobie tej sytuacji gdybym wyjechala w ciazy na wyspy, moj partner nie bylby w stanie sie zajac mna i dzieckiem tak jak zrobila to moja rodzina w Polsce. To byla najlepsza decyzja jaka moglam podjac. Do UK wyjechalam jak maluch skonczyl 6 m-cy i mieszkamy tu do dzis.
  • panda_e 08.03.14, 16:07
    No cóż, ja mam dwóch starszych braci, oboje mają swoje rodziny i swoje życia. A mamą zdarza się, że to ja muszę się zajmować. Także pozostaje mi się modlić, żebym ja nie miała żadnych komplikacji tego typu.
  • tonia2005 08.03.14, 17:01
    Kochana, z calego serca, Ci tego zycze. Jestes mloda i jakakolwiek decyzje podejmiesz, dasz rade. Na wyspy latalam bedac w ciazy dopoki mnie ginekolog nie uziemil. W miedyczasie moj partner zaczal zarabiac i przysylal mi do Polski pieniadze.
    Moja mama zas ma zaawanasowana miazdzyce, wysokie cisnienie i arytmie ale jak trzeba bylo zajac sie corka i wnuczka, to dostala takiego powera, ze az milo bylo patrzec.
  • lillam 14.04.14, 13:23
    i jak sie sytuacja rozwinela? polowa kwietnia, od ostatniego wpisu minelo 1,5 miesiaca, zdecydowalas sie na wyjazd? udalo sie narzeczonemu znalezc legalna prace i mieszkanie?
  • agata.richardson 31.05.14, 11:16
    Panda, odezwij się! Jesteś już? Ja mieszkam w Pompey już baaaardzo długo, mam sporo rzeczy po moim smyku. Daj znać czy jesteś!
  • panda_e 31.05.14, 11:23
    Jestem, jestem. : ) W poniedziałek miną 2 tygodnie od kiedy jestem na miejscu, póki co wszystko zgodnie z planem. : )
  • panda_e 31.05.14, 11:23
    Praca i mieszkanie jest, i ja też jestem. : )
  • agata.richardson 31.05.14, 14:13
    To super -:) Z Twoich smilies wnioskuję, że jesteś szczęśliwa. Gdzie mieszkasz w Portsmouth? Wiem, że na Buckland są polskie grupy mam z dziećmi. Być może, że ciężarnych mam rownież. Tylko muszę znaleźć ulotkę. Albo najlepiej wpisz w Google, albo zapytaj w Buckland Community Centre.
  • panda_e 31.05.14, 14:48
    Po 3 miesiącach rozłąki - najszczęśliwsza ; ) Mieszkam +/- milę od Fratton na południe, także z tego co wygooglałam do Buckland miałabym niezłą wyprawę, ale może czymś tam dojadę jak mój będzie miał wolne. Sama bym się nie podjęła jeszcze. Dzięki za info : )
  • agata.richardson 02.06.14, 23:01
    No co Ty -:) Fratton sąsiaduje z Buckland -:) Parę minut spacerkiem -:)
    Poproś brata chłopaka, na pewno Ci pomoże / pokieruje. Wydaje mi się, że skorzystałabyś z tych spotkań (jak nie teraz - to jak już będziesz mamą -:)
    Anyway, good luck whatever you decide -:))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka