• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Stłuczka- perypetie z ubezpieczycielem.... Dodaj do ulubionych

  • 10.12.08, 18:25
    Proszę o podzielenie się Waszymi doswiadczeniami, jeśli byłyście w
    podobnej sytuacji. Zastanawiam się czy sytuacja, w jakiej się
    znalazłam to tylko kolejny etap postępowania czy też skutek naszego
    fatalnego wyboru firmy ubezpieczeniowej czy może normalna procedura
    niestety niekorzystna dla mnie:-(Juz wyjaśniam w czym
    rzecz....Miesiąc temu mialam stłuczkę-facet wyjeżdzając z
    podporządkowanej wjechał mi w drzwi, winy własnej nie kwestionował.
    Ubezpieczyciel-Fortis polecił wykonac mi wycenę naprawy, co też
    zrobilismy, kolejna wycena miała odbyć sie z warsztacie wskazanym
    przez Fortis, gdzie póxniej auto miało byc naprawione. Dziś
    dostaliśmy odpowiedź telefonicznie, ze auta nie da sie naprawić
    ("can't be economically repaired"). Mamy dostac jeszcze
    potwierdzenie tej rozmowy tel na piśmie. Stan auta z naszego punktu
    widzenia: jest zupełnie sprawne, nalezy tylko wyklepać drzwi bądz je
    wymienic. Zastanawiamy się czy to ze strony
    ubezpieczyciela/warsztatu tylko rzucanie kłód pod nogi-czyli, ze
    nalezy być nieustępliwym w tej kwestii i domagac się jednak naprawy.
    Czy tez może rzeczywiscie wymiana drzwi w samochodzie w tym kraju
    jest na tyle nieoplacalna, ze kasuje sie z tego powodu auto....?
    Edytor zaawansowany
    • 10.12.08, 20:00
      Zalezy jakie auto.
      Jesli naprawa mialaby kosztowac mniej wiecej tyle, ile wart jest samochod, to
      nie chca sie bawic. A koszty napraw sa b. duze (robocizna).

      Mi wjechal gosciu w tyl z minimalna predkoscia (ruszalismy na rondzie i
      zatrzymalismy sie, a on nie zdazyl;) wiec tylko lekko pogial tylny zderzak i
      klape - naprawa minimalna (klepanie i lakierowanie), ale wyceniona na ok. £550,
      gdybysmy chcieli robic sami za gotowke.
      Zalatwialam wiec przez ubezpieczenie, musialam zaplacic "excess" £150, ale
      wlasnie dostalam z powrotem - sciagniete z jego ubezpieczenia. Troche trwalo i
      trzeba bylo postraszyc sadem (musialam podpisac pelnomocnictwo dla prawnikow
      wspolpracujacych z moim ubezpieczycielem), ale chyba obylo sie bez.
      • 10.12.08, 20:45
        No własnie wyglada na to, ze koszty naprawy (1500f!!w wg pierwszej
        wyceny)wynosza okolo 2/3 ceny auta:-( Równiez mamy problem z
        odzyskaniem pieniędzy z ubezpieczenia sprawcy-gdyz na nieszczęscie
        byl to Polak, jego auto z polskim ubezpieczeniem, a nasz
        ubezpieczyciel twierdzi,ze ma problemy ze skontaktowaniem się z ta
        osoba(choc podalismy im dane personalne, adres, nr tel oraz nr
        polisy). Chyba licza na to,ze sama pojadę do faceta i im do biurka
        doprowadzę czy co...Zgodzilismy sie na opcję, by pokryc koszty z
        naszego ubezpieczenia-ale sprawa nadal jest w toku, wiec nie oznacza
        to,ze na 100%stracimy znizki na przyszly rok chociazby. Tez placimy
        wspomniany przez ciebie gypsi excess. Mam szczerze dość juz tej
        sprawy, nie moja wina, sprawa z pozoru prosta, a trwa juz tygodniami
        i w dodatku nie mam pojęcia jak to sie zakonczy....
        • 10.12.08, 21:15
          Moj znajomy mial stluczke nie ze swojej winy, rozwalony mial troche tylny
          zderzak i cos z podwoziem , tez mu ubezpieczyciel powiedzial ze sie nie oplaca
          naprawiac i wyplacil mu kwote ubezpieczenia (nie jestem pewna w tej chwili czy
          calosc czy tylko czesc) , znizek mu nie zabrali, samochod mu zostawili. kolega
          samochod sprzedal - oczywiscie nie jako pelno sprawny- ale plus kwota z
          ubezpieczenia pozwolila mu na kupno drugiego - nowszy rocznik.
          • 10.12.08, 23:53
            Jezeli stluczka nie byla z Twojej winy wszelkie koszty powinien
            poniesc drugi kierowca oraz jego ubezpieczalnia. W Anglii czesto
            zadarza sie, ze auto idzie do kasacji nawet jesli uszkodzenie bylo
            niewielkie. Jesli koszty naprawy sa choc w polowie zblizone do ceny
            auta to to sie po prostu nie oplaca.
            Jesli chodzi o Twojego ubezpieczyciela, jesli otrzymasz od niego
            odszkodowanie to automartycznie stracisz tzw. no claim discount. I
            niewazne bedzie czy byla to Twoja wina czy nie, liczy sie wypacenie
            odszkodowania.
            Jakis czas temu mialam wypadek, zupelnie nie z mojej winy. Troche
            trwalo zanim obie ubezpieczalnie sie dogadaly, ale odszkodowanie
            otrzymalam od fimy osoby, ktorej byla wina.
            Ale zadaniem Twojej firmy jest tez zalatwienie Twoich spraw wiec nie
            odpuszczaj. Jesli masz wykupiona opcje motor legal protection to
            rowniez moga dac Ci prawnika, ktory bedzie Cie reprezentowal.
    • 11.12.08, 00:17
      Moim zdaniem ubezpieczenie to zwykly haracz - chodzi jedynie o to, zeby kosztem kierowcow stworzyc sektor pracy.

      poltora roku temu mialam podobna sytuacje, co gypsi - na skrzyzowaniu facet wjechal mi w zderzak, bo mu sie wydawalo, ze jest pierwszy. Efekt - on mial stluczony kierunkowskaz, a mnie wewnetrzna czesc luku nadkola zahaczala o opone, wiec auta nie moglam uzywac. Na nieszczescie stalo sie to w sobote wieczorem, wiec do poniedzialku rano nie moglam sie skontaktowac z ubezpieczycielem w sprawie auta zastepczego (mialam wykupiona comprehensive). Tak wiec w poniedzialek rano dojazd do pracy zamiast zwyczajowych 20 minut zajal mi poltorej godziny.
      Jakiez bylo moje zdziwienie, kiedy zadzwonilam w poniedzialek do ubezpieczyciela i uslyszalam, ze moja polisa nie zawiera auta zastepczego. Nie mialam czasu sobie tego z pania na infolinii wyjasniac, bo dzwonilam z pracy, i tak do wieczora nic by to nie zmienilo - ok, pomyslalam, zadzownie po powrocie do domu na spokojnie.
      Dzwonie wieczorem - tym razem rozmawialam z gosciem i on do mnie to samo, ze owszem, polisa jest comprehensive, ale mi nie przysluguje auto zastepcze. A w ogole to mam trzy wyjscia:
      1) pokryc koszty naprawy z wlasnej polisy
      2) skontaktowac sie ze sprawca, zeby on skontaktowal sie ze swoim ubezpieczycielem i zeby ten ubezpieczyciel skontaktowal sie ze mna
      3) skontaktowac sie ze sprawca i dogadac sie z nim prywatnie.
      Ze wskazaniem na to trzecie rozwiazanie.

      Po rozmowie z nim sprawdzilam swoja polise, sprawdzilam ich strone internetowa i zadzwonilam do dzialu obslugi klienta/sprzedazy. Podalam numer polisy i pytam, co z tym autem zastepczym, a gosc (inny) mi mowi "Alez jak najbardziej pani polisa zawiera auto zastepcze". "No tak - mowie mu - ale ja wlasnie rozmawialam z pana kolega z claim dept. i on mi mowi, ze mi nie przysluguje, a ja tego auta potrzebuje". "Moge tylko powiedziec, ze pani to auto przysluguje".

      I tak zostalaam na lodize placac 50 funtow miesiecznie - jak sie okazuje byla to oplata za mozliwosc przeprowadzenia konwersacji.

      Nigdy wiecej Privilege! Choc przypuszczam, ze to jest sposob, w jaki dziala wiekszosc firm ubezpieczeniowych.
      • 11.12.08, 00:39
        Polecam Zurich - wszystko na telefon, polisa obejmuje auto zastepcze i rozne
        inne myki, cala szkoda zalatwiona na telefon i 2 formularze (przyszly poczta) do
        wypelnienia. I call centre maja nie w Bangalore, idzie sie dogadac.
        Za £51.87 miesiecznie.

        Ten, co mi wjechal, mial ubezpieczenie w Privilege wlasnie...
    • 11.12.08, 00:42
      eee to my jestesmy poki co szczesliwcami...odpukac. Mojemu mezowi
      wjechal w bok facet z miejsca parkingowego, drzwi tez do
      wyklepania, zadzwonilam do ubezpieczycela i tak to zorganizowali ze
      w dniu zabrania na warsztat podstawili zastepcze, nowiutkie i
      pachnace:))Tez mialam taka sytuacje ze dzwonili z wstepna wycena na
      prawie 2000 i mieli zabrac nasza ropuszke...nie wiem jak sie to
      stalo ale naprawili tzn wymienili drzwia a i z ceny zeszli do 1200:)
      Wlasnie prawnicy 'walcza' o nas - dzis wyslalam pelnomocnictwo do
      sadu..zobaczymy:) tylko jak sie nazywa moja firma...hmmm zabij nie
      pamietam! Gypsi co na pamiec?:))bo zaraz pojde do lozka i zapomne po
      co!!! pozdrawiam
      • 11.12.08, 01:03
        Na pamiec to ten... no... eee???
        ;)))
        • 11.12.08, 08:19
          gypsi napisała:

          > Na pamiec to ten... no... eee???
          > ;)))

          hihi smiej sie smiej ale to juz tragedia, domownicy juz nawet
          przestali sie denerwowac norma ze zejde po soczek a wroce no wlasnie
          na pewno nie z tym co trzeba:)..zebym chociaz przez to werowanie po
          schodach chudla to luksus, a tak tylko nogi bola:))
        • 11.12.08, 08:24
          tak sie zwie moj ubezpieczyciel :))
    • 12.12.08, 16:34
      Wielkie dzięki za podzielenie sie doświadczeniami:-)Zapaliły nas o
      walki o "swoje":-)ale i upewniły, ze w razie czego też są jakies
      wyjscia awaryjne:-)
      pozdrawiam
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.