tutaj link do artykułu w NTO:
www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20111229/POWIAT01/81249946
Nie jestem przeciwny nagrodom, każdy na nie zasługuje, jednak one powinny motywować, wyróżniać za szczególnie sumienną i rzetelną pracę. Argumentacja prezydenta mnie jednak załamała:
- Pieniądze pochodzą z... oszczędności, jakie powstały w naszym funduszu płac - twierdzi Donata Gajewska, sekretarz urzędu miasta. - Taka pula pozostała nam dlatego, że pracownicy byli na chorobowym, a wówczas, w określonych prawem przypadkach, wynagrodzenie wypłaca Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Gdy tych ludzi nie było w pracy, inni pracowali za nich. Dlatego prezydent uznał, że takie dodatkowa gratyfikacja się należy
Jeżeli dobrze rozumuję: gdyby wszyscy urzędnicy byli w pracy bez dnia chorobowego, to by nagród nie otrzymali ( bo by nie powstały oszczędności ) a skoro sobie pochorowali i pobrali urlopy, to im się nagroda należy.
W ten sposób pan prezydent przyznał się wszem i wobec, że podległy jemu urząd żyje nie tylko z naszych podatków miejskich, ale i żeruje na budżecie centralnym. Zdumiewające i wg mnie trochę demotywujące urzędników do bardziej sumiennej pracy. Opłaca się brać chorobowe. Czym więcej, tym lepiej.