Dodaj do ulubionych

Iching i czakry.

06.05.07, 14:26
Witam.
Ostatnio przeczytałem "Podręcznik badania aury" autorstwa Walter Lubeck.
Pisze, ze kazdej linii hexagramu odpowiada jedna czakra, cały hexagram mówi o
stanie 7 czakry(korony)- w skrócie odpowiadającej najgłębszym pokładom ducha w
człowieku .

Jeśli Księga Przemian jest systemem holistycznym to możliwe jest, że struktura
hexagramów koresponduje w jakiś sposób z subtelnymi ciałami człowieka. Iching
był przeciez wykorzystywany też jako narzędzie magiczne przez taoistów.

Szukam tropów dotyczących tego tematu, lecz na razie bezskutecznie.
Czy ktoś z Was zajmował się tym tematem ?

pozdrawiam
razef
Edytor zaawansowany
  • transwizje 06.05.07, 14:46
    ciekawe i możliwe.
    nie znam tropów, ale myślę, że taką informację warto przemyśleć i sprawdzić po
    prostu samemu na sobie.
    ICing rzeczywiście jest magiczny i jest (był raczej) podstawą szamańskiego
    wtajemniczenia w moc. To jest pewnie częściowo do odtworzenia, ale trzeba
    wrócić do podstaw, z jakich Księga wypływa, tj. do warunków, które określa i
    które ją budują.
    Poniekąd moje bytowanie od jakiegoś czasu jest temu bliskie, ale na razie brak
    mi czasu, aby w to wejść na maksa. To jednak fajne marzenie, bliskie.
    Pozdro. ES
  • transwizje 10.05.07, 18:08
    "jeśli jest systemem holistycznym", - jest.
    Wykorzystywany do magii przez taoistów... w ogóle cała kultura i filozofia
    chińska I-Cingiem stoją.

    Tak sobie myślę, że gdy zacząć szukać linii/energii w swoich czakrach, to
    najlepsze do poznania siebie pod tym kątem byłyby heksagramy narodzin,
    otrzymane metodą Śliwy, są bowiem jak horoskop.

    a tak z innej beczki, magia to też złożone pojęcie i ludzie różne rzeczy pod
    nią rozumieją.
    Nie zgodzę się z tym, że heksagram przełożony w medytacji na energie pozwoli
    zmienić przyszłość, jeśli Księga ją określiła (a to jest rozumiane jako magia,
    wpływać siłą woli na rzeczywistość).
    Pozwoli ją jednak świetnie i do głębi ją sobie uświadomić i przeniknąć, a
    przeniknąwszy uniezależnić się od wielu aspektów rzeczywistości, które
    nadchodzą, a zatem wyśliznąć się z pewnej pułapki na dłuższą metę (powiedzmy:
    przyspieszone przerobienie karmy-nauki w szkole).
    Pozdro. Ewa

  • jasnygrom 11.05.07, 18:07
    :)

    1.
    transwizje pisze:
    ICing rzeczywiście jest magiczny i jest (był raczej) podstawą szamańskiego
    wtajemniczenia w moc.
    ---------------------

    We Wstępie (2.Historia Księgi Przemian) do swego dzieła Wilhelm pisze:
    (...) [komentatorzy epoki Han] jakkolwiek bliżsi czasom kompilacji I-Cing,
    ulegali przecież wpływom magicznych nauk albo, jeżeli im się dobrze przyjrzeć,
    sami wręcz byli czarownikami.
    ---------------------
    :)


    2.
    transwizje pisze:
    Nie zgodzę się z tym, że heksagram przełożony w medytacji na energie pozwoli
    zmienić przyszłość, jeśli Księga ją określiła (a to jest rozumiane jako magia,
    wpływać siłą woli na rzeczywistość).
    ---------------------

    A może przyszłość nie jest w całości określona, a w pewnych częściach tylko?
    Księga np. mówi: "niekorzystne jest przekroczenie wielkiej wody". Rozumiem to w
    ten sposób, że działanie będzie niekorzystne, natomiast zaniechanie - nie
    niekorzystne (choć niekoniecznie korzystne) ;)
    Inaczej - fatalizm...

    pozdro pod chmurami :)
  • transwizje 12.05.07, 08:19
    przyszłość jest określona przez ścisłe prawa, które nią rządzą. I-Cing jest
    zbiorem tych praw i umożliwia ich przestudiowanie, zgłębienie.
    Myli się jednak ten, kto uważa, że kiedy je pozna będzie zmieniał świat.
    najpierw musi dać się sam im przemienić.
    Jeśli mówię o mocy, to takiej jaką mieli pierwsi mędrcy, którzy potrafili na
    bazie studiów I-Cing otwierać i zamykać portale czasoprzestrzenne, rozumieli
    przestrzeń zjawisk dziejących się wokół nich i potrafili czytać znaki
    bezpośrednio, jak z linii.
    Dla nas to magia, w gruncie rzeczy była to ścisła wiedza naukowa, poparta
    stanem świadomości.

    Jeśli w linii jest napisane: niekorzystne, to jest to stwierdzenie faktu, który
    jest, a nie decyzja, którą należy podjąć, spróbuj zadziałać wbrew, ciekawe, czy
    się uda ;-)
    pozdro, ES
  • jasnygrom 12.05.07, 18:46
    :)
    1.
    razef pisze:
    (...) kazdej linii hexagramu odpowiada jedna czakra, cały hexagram mówi o
    stanie 7 czakry(korony)- w skrócie odpowiadającej najgłębszym pokładom ducha w
    człowieku. (...)
    Czy ktoś z Was zajmował się tym tematem?
    ----------------------------------
    nie, nie napotkałem


    2.
    transwizje pisze:
    Jeśli mówię o mocy, to takiej jaką mieli pierwsi mędrcy, którzy potrafili na
    bazie studiów I-Cing otwierać i zamykać portale czasoprzestrzenne, rozumieli
    przestrzeń zjawisk dziejących się wokół nich i potrafili czytać znaki
    bezpośrednio, jak z linii.
    --------------------------
    może właśnie o tym myślał Wilhelm, gdy pisał powyższe? ;)


    3.
    transwizje pisze:
    Jeśli w linii jest napisane: niekorzystne, to jest to stwierdzenie faktu, który
    jest, a nie decyzja, którą należy podjąć, spróbuj zadziałać wbrew, ciekawe, czy
    się uda ;-)
    ----------------------------
    znowu coś zagmatwałem... ;)
    toż nie chodzi o to, że wsio jest niekorzystne, ale (w ww. przykładzie)
    działanie (przekroczenie - przeprawa). Jeśli działania niekorzystnego zaniecham,
    to niekorzyści mają szansę mnie ominąć ;)
    a taką decyzję (o zaniechaniu) przecież mogę podjąć?... :)
    pytam, aby mieć wybór... kurteczka, pewnie, że mogę błądzić...
    walczę (hehe, groźne słowo) ze sobą, nie ze światem ;)

    pokojowe pozdro. RP :)
  • transwizje 12.05.07, 19:27
    a ja mam na mysli przypadek, gdy wypada taka rada w linii zmiennej, a przemiana
    jest pomyślna. Wtedy przemiana przychodzi po zaniechaniu, nawet jeśli ktoś
    będzie się upierał przy negatywnej drodze, to w pewnym momencie będzie musiał
    puknąć się w czoło i zrozumieć, a to już fakt który ma się spełnić. Można
    oczywiście wcześniej puknąć się w czółko, za namową Księgi, albo mamusi, ale
    przemiany to nie zmieni, będzie jaka ma być.
    Pozdro.
    Ewa
  • jasnygrom 13.05.07, 22:33
    :)
    Przy jednej linii zmiennej to zgoda, można skumać, w którą stronę los się
    potoczy. Choć myślę, że im wcześniej się decyduje tym bardziej nic nie jest
    przesądzone. Motyl wywołujący huragan uspokojony w porę huraganu nie wywoła.
    Chyba, że huragan i tak miał powstać - wtedy w miejsce motyla zjawi się inna
    mucha ;)
    Dotykamy to pytania, czy nasze decyzje zmieniają coś w realu, czy tylko (aż) w
    psychice.

    Ale co począć, gdy linii zmiennych jest więcej niż jedna? Choćby 2. Która wersja
    się ma spełnić? Jeśli zmiana się dokona przy jednej linii to otrzymamy hex A.
    Jeśli zmieni się druga - hex B. A jeśli obie - hex C.
    Możliwa jest też droga, że zmieni się linia jedna - dostajemy hex A. W nim
    zmieni się linia druga - wynik hex C.
    Albo: zmiana linii drugiej daje hex B, w którym zmiana linii pierwszej daje hex C.

    Piszesz - przemiany to nie zmieni, będzie jaka ma być. Ale jaka ma być przy
    większej liczbie zmiennych? Nie spotkałem się jeszcze z podobnym podejściem,
    więc jestem jak w h.04. Na razie jestem pochłonięty (fajne słowo) badaniem
    Wilhelma i nie mogę sprawdzać swoich zapisków pod tym kątem (nawet ostatnio
    rzadko losuję).

    zmieszane pozdro :) RP
  • transwizje 14.05.07, 11:54
    jak na mój chłopski rozum to trochę przekombinowujesz.
    jeśli wychodzą 2 czy 6 wszystko jedno linie zmienne to i tak przemiana jest
    określona i się spełni.
    Akcja toczy się według porządku linii, jedna po drugiej, jak wypadają, z dołu
    do góry, aż przychodzi moment przemiany.
    Poobserwuj życie pod tym kątem.
    Czasem trudno te linie uchwycić, bo przechodzą jedna w drugą bardzo szybko,
    czasem bardzo wolno, ale przechodzą.
    Pozdro. Ewa>Dotykamy to pytania, czy nasze decyzje zmieniają coś w realu, czy
    tylko (aż) w
    > psychice.
    stoję za tym, że w psychice. Im głębszą świadomość przemiany osiągniesz tym
    bliżej ci do Źródła Przemian (tj. Boga).
  • razef 20.05.07, 22:29
    mówić, ze zmiany dokonują się tylko w psychice to ograniczyć istnienie świata
    poza naszą świadomością. bardzo pesymistyczny pogląd. człowiek pytający wyroczni
    miałby o tyle wgląd w los, że znałby przyszłość. ku takiemu podejściu skłaniał
    się św. augustyn - bóg zna wszystko co sie ma wydarzyć. jest to rażąca
    sprzeczność z założeniami filozofii wschodu - gdzie zmiana jest zasadą bytu( na
    każdej płaszczyżnie : materii psychiki ducha).

    Człowiek poznaje teraźniejszosć, by móc wpływać na przyszłość. Inaczej wszystkie
    metody dywiancji służyłyby jedynie zaspokojeniu ciekawości.

    oczywiscie też zalezy od psychiki zadającego pytanie wyroczni, przewaga pewnych
    dyspozycji umysłu np. intelektu moze rzeczywiście spowodować, zę zmiany będą
    zachodziły jedynie na gruncie dyskursywnego myślenia.
  • transwizje 21.05.07, 06:11
    Powaliły mnie metody dywiancji (dywinacja dewiacyjna, czy dewiacja dywinacyjna,
    wsjo rawno, bo to jedno słowo streszcza cały - twój ? - pogląd na sprawy).;-
    )))))

    czasem dyskurs rozumowy sobie, uczenie a jakże, a podświadomość sobie godo.
    Sobie a muzom.
    Nie wierzę, że ludzie wschodu są tacy uczeni w dyskursie. To zachód tak
    wszystko pieprzy i miesza.
    Witaj razefie czakramanie,
    (wiesz, że po francusku twój nick daje się przetłumaczyć łysy filozof?
    Ale już więcej nie prawię, bo jeszcze trza będzie naprawiać. To tylko żarty o
    poranku.
    (Szkoda, że nie mam koguta, żeby mi piał co rano, może chciałoby mi się
    dyskursować o dywiancji, dojenie kozy to nie to samo). ;-)))) (uśmiech szczery
    i szerokij kak stiepi, od wschoda do zachoda)
  • jasnygrom 22.05.07, 22:07
    :)
    śmiech śmiechem, chich chichem, ale fatalizm to coś fatalnego ;))
    razef, myślę podobnie :)

    pozdro :) RP
    PS. Na stronie www.logonia.org używają nazwy "dewinacja" ;)
    Pewno w nawiązaniu do dewów.
  • transwizje 23.05.07, 09:00
    niemniej istnieje coś takiego jak fatum, przeznaczenie (karmiczne), wola nieba,
    czy też odzwierciedlenie na niebie naszej woli dotychczasowej (skutki i
    przyczyny) i tego się zmienić inaczej nie daje jak uświadomić sobie i zgodzić
    się (tu się kłaniają nauki nauczycieli duchowych).
    Mówienie, że tego nie ma świadczy o nieswiadomości i łudzeniu się. "A tylko
    prawda was wyswobodzi". ;-)

    Dewinacja, trochę brzmi po staroświecku, ale pewnie od dewów (tu mi się cóś
    przypomina odnośnie ludziów uczonych w sanskrycie). Ja czytając z francuskiego
    rozumiem od-winienie, w sensie: pozbawienie wina, albo bez-różdżkacja, albo
    nawet: od-dziewiczenie, albo nawet od-niepowiemcoumężczyzny, a po naszemu i
    francuskiemu: od-winienie bedzie wyzbyciem się winy, lub tylko po naszemu:
    zdewinienie, czyli naznaczenie winą?

    Pozdro. ES
  • jasnygrom 23.05.07, 18:21
    :)
    Nie zaprzeczam istnieniu pewnych konieczności, ale widzę też miejsce dla
    twórczości. Inaczej Niebo byłoby osamotnione w swej pracy :)
    Po coś się rodzimy-wcielamy :)

    O Panie, daj mi siłę zmienić to, co mogę zmienić.
    O Panie, daj mi cierpliwość, abym wytrzymał to, czego nie mogę zmienić.
    O Panie, daj mi mądrość, abym odróżnił jedno od drugiego.

    Jakoś tak to szło. Tuszę, że autorowi chodzi o zmiany na lepsze ;)
    Tekst jest pełen nadziei. Dwa pierwsze wersy mówią o zmianach, a trzeci o
    wyroczniach. Jak nic, nadaje się na motto do Księgi ;)


    jasny grom! Nie wiedziałem, że winacja ma tyle znaczeń ;)

    spod czystego nieba pozdro :) RP
  • jasnygrom 23.05.07, 18:36
    :)
    Być może tak powstały ofiary przebłagalne.
    Wieszczbiarze odkrywają, że czas jest podły i musi(!) się stać coś złego. Nie
    sposób odwrócić wyroków duchów. Co robić? Spróbować je oszukać. Wybierają coś
    najbardziej niewinnego, czystego i cennego (biały baranek, najpiękniejsza
    dziewica w plemieniu, najdorodniejsze woły bez skazy). Składając z tego ofiarę
    (rytualny mord) - pozbawiają się czegoś najbardziej niewinnego, czystego i
    cennego dla plemienia. Czyż może być większe nieszczęście? W ten sposób Niebo
    (Ziemia?) dostaje swoją żertwę, a lud się uspokaja. Wypełniły się przewidywania
    proroków. Najgorsze się stało. Teraz może być już tylko lepiej. Fatum uderzyło w
    miejsce wybrane, a nie na oślep.

    pozdro :) RP
  • transwizje 23.05.07, 20:19
    wiesz chyba, że wieszczbiarze to dęciaki, nieprawdaż?
    znajomość prawdziwej przyszłości, prawdy, całości czasu, pełni czasów, tu i
    teraz mają jedynie oświeceni.
    co do ofiar krwawych mam nieco inny pogląd, ale tu jest forum I-Cing więc nie
    będę się wypowiadać.
    Ale tak mi się przypomniał film "Cube". Dusza (wolna) uwięziona w systemie,
    który ma swoje logiczne, ale niewidzialne dla zmysłów prawa. W ciele ludzkim
    może zacząć je badać i poznawać, jednak gdy rozwiąże jedną zagadką i uda jej
    się wyjść z zamkniętej przestrzeni okazuje się, że się znalazła w następnej,
    nadrzędnej.
    Niektórzy ludzie o naukowym mysleniu skłaniają się do poglądu, że wszystko da
    się poznać i zrozumieć, także wyjść z czasoprzestrzeni dzięki np. odkryciu
    ficzynego wzoru.
    Ale to jest diabelska pułapka.
    Pozdro. ES
  • jasnygrom 24.05.07, 20:18
    :)
    transwizje pisze:
    wiesz chyba, że wieszczbiarze to dęciaki, nieprawdaż?
    ----------------
    hmm..., nie myślałem o Mickiewiczach, Słowackich itp. ;)


    transwizje pisze:
    znajomość prawdziwej przyszłości, prawdy, całości czasu, pełni czasów, tu i
    teraz mają jedynie oświeceni.
    ----------------
    Światłych Księga (tłumacze?) nazywa świętymi. Ale czy znają to wszystko co
    mówisz, czy znają przede wszystkim PRAWA czasu i przemian. Jestem zwolennikiem
    możliwości wpływu na los. Huna mówi: świat jest taki, jaki myślisz, że jest.
    Na cóż modlitwy, ofiary i spełniające się marzenia? Po co ostrzeżenia proroków:
    poprawcie się, bo będzie źle? - czyż wiedzą, że i tak się nie poprawimy, czy też
    źle będzie bez względu na naszą poprawę? To wszystko dla beki, dla jaj?
    Budowa wielkich obserwatorów astronomicznych przez starożytnych wielkim nakładem
    sił i środków, ofiar ludzkich - dla hecy?


    traswizje pisze:
    co do ofiar krwawych mam nieco inny pogląd, ale tu jest forum I-Cing więc nie
    będę się wypowiadać.
    --------------------
    motto forum:
    dla zainteresowanych, medytujących i konsultujących się z Księgą, dla dążących
    do Tao, także feng-shuistów, pasjonatów systemów dywinacji i ciekawych
    wszystkiego co nieznane...
    repeta:
    (...)ciekawych wszystkiego co nieznane...


    transwizje pisze:
    Ale tak mi się przypomniał film "Cube". Dusza (wolna) uwięziona w systemie,
    który ma swoje logiczne, ale niewidzialne dla zmysłów prawa. W ciele ludzkim
    może zacząć je badać i poznawać, jednak gdy rozwiąże jedną zagadką i uda jej
    się wyjść z zamkniętej przestrzeni okazuje się, że się znalazła w następnej,
    nadrzędnej.
    ----------------
    1.
    nie sądzę, że Niebo jest pokroju scenarzystów "Cube" i zależy mu na jak
    największej ilości wiader krwi ;)
    Na serio. Zauważ, że im brutalniejsze filmy, tym więcej patologii wokół. Ale to
    jest taka kasa, że nikt się nie porywa na zmianę tego "znaku czasu". Podobnie z
    przemysłem farmaceutycznym. Okazuje się, że prawie wszystkie choroby są
    nieuleczalne. Leki stosujemy jedynie do usunięcia objawów(!). Może tak się
    kończy Epoka Ryb?
    2.
    Mi się kojarzy książka "Robot" Wiśniewskiego-Snerga. Czytałem dawno, ale wywarte
    wrażenie pamiętam do dziś. Nie wyjawię idei, aby nie spalić.


    Ludzie wracający po śmierci klinicznej zmieniają swe życie i stosunek do niego.
    Po co, jeśli wszystko ustalone?

    Księga mówi: Są jeszcze rzeczy do zrobienia.

    pełne nadziei pozdro :) RP
  • transwizje 25.05.07, 08:51
    pisząc o dęciakach mam na myśli także siebie... ;-)wieszczbiarze to nie
    wieszczowie (prorocy).
    jest mozliwy bezpośredni wgląd, spojrzenie oczami Boga, ale skłaniam się do
    poglądu, że taki wgląd nie przychodzi na życzenie człowieka (czyli jest
    niezależny od jego starań, studiów, praktyk i modłów), tylko spada z wyboru
    odgórnego (nie wiem czy wyboru, czy przypadku, na tym poziomie chyba nie ma
    rozróżnienia, hinduiści mówią o "kaprysie mistrza").
    sama doświadczyłam czegoś podobnego co najmniej kilka razy, więc wiem co mówię
    i nie opieram się na żadnym dyskursywnym, logistycznym i wykoncypowanym
    rozumowo poglądzie. Poza tym umacniają mnie w tym przekonaniu ostatnie studia
    nad centuriami Nostradamusa, który uważał tak samo.

    Być może Jasnygrom, mamy na myśli podobne sprawy, ale inaczej je formułujemy.
    To trzeba zawsze badać od początku, każda myśl (koncepcja) ma swoją przyczynę i
    doświadczenie, które je zrodziło. Jesteś pomysłowy, odkrywczy, uraniczny, pewne
    rzeczy przychodzą do ciebie w formie błysku intuicji, ale jest jeszcze
    rzeczywistość, która musi to potwierdzić, odrzucić, lub uzupełnić o nowe dane.

    W sumie: wracając do cube'a: uważam (wiem), że ten świat jest pułapką i że
    klucz do jej otwarcia został ukryty i zgubiony, trwa gra o jego odnalezienie
    między przeciwnymi graczami.
    Otóż ci, którzy uważają, że klucz i pułapka jest do rozgryzienia rozumem
    są "oświeconymi" "rozdającymi niestety fałszywe światło" i często sami wpadają
    w pułapkę bez wyjścia.

    Wracając do ICing: poznawanie systemu po to, aby ominąć przyszłe zagrożenia
    (wykpić się od doświadczenia?) jest właśnie ideą naczelną tych, którzy głoszą,
    że świat jest poznawalny, pozytywny i mozliwy do przeistoczenia "od środka".
    Niepostrzeżenie ich energia zostaje zablokowana na poziomie 6 czakry (trzeciego
    oka), potrafią nawet zręcznie lawirować wewnątrz pułapki, ale nigdy z niej nie
    wychodzą.
    Wiara w wyjście jest oczywiście OK.
    Ale wyjście zostanie otwarte i do nas należy głównie wiara. Bo to jest ta moc,
    która je otworzy. Nie rozum, spryt, inteligencja, wzór, prędkość kojarzenia,
    choćby najgenialniejsza.
    Klucz mieści się w sercu, a nie rozumie.
    To się często, oj często myli, wieszczbiarzom zwłaszcza.

    Pozdro.
    Ewa
  • razef 07.06.07, 13:18
    Nie wydaje mi się, że można pominąć przy konsultacji Iching rozum i dyskursywne
    myślenie. Ono jest bazą rozpoznania odpowiedniej porady, ono przetwarza
    informacje otrzymane od Księgi Przemian, które to możemy bezpośrednio wcielic w
    życie. Gdyby kierować się sercem przy interpretacji Ksiegi, to pozwalamy rządzić
    emocjom. Nie neguje podejścia "serca" tzn. empatii, zrozumienia, wszelkich
    funkcji prawopółkulowych, lecz intuicja wymaga zracjonalizowania. Cały projekt
    Iching jest "oświeceniowy" : sztywne reguły matematyki, określonych procedur,
    znaczeń, sfera okultna jest umiejetnie wpleciona pomiędzy. Intuicja ogarnia
    treść zapisaną między wierszami, ale dopiero rozum pozwala zastosować ją w
    codziennym życiu. Demonizowanie rozumu to podcinanie gałęzi na której sie siedzi.

    Unikanie cierpienia niekoniecnzie trzeba interpretować jako uchylanie się od
    doświadczenia, zgodnie z powiedzeniem "Mędrzec unika cierpienia", co w moim
    odczuciu znaczy tyle, co "Mędrzec nie doświadcza cierpienia tam, gdzie nie jest
    ono konieczne".
  • jasnygrom 07.06.07, 22:22
    :)
    1.
    wgląd spada z Nieba (z jego woli)
    -----
    Ewa pisze:
    umacniają mnie w tym przekonaniu ostatnie studia nad centuriami Nostradamusa,
    który uważał tak samo.
    ------------------
    cytat z kalendarza:
    Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce.
    (Lew Tołstoj) (swoją drogą, jeszcze nic Tołstoja nie czytałem, a słyszałem, że
    warto :))

    Co do wglądu (wizji) uważam podobnie (choć w ten temat się nie wgłębiałem),
    tzn., że Niebo decyduje. Jednak nie mamy pewności, że nie wybraliśmy sami takiej
    drogi (Grom) czy ścieżki (Góra) rozwoju. No, ale to temat na inną bajkę...


    2.
    cierpienie (czy go unikać)
    -----
    a.
    opierając się na religii katolickiej - cierpienie jest cacy, bo Chrystus
    cierpiał. Jednak żeby On skonał w cierpieniach, ktoś musiał Go przybić i
    powiesić na krzyżu, czyli zgrzeszyć.
    Na dodatek Bóg Ojciec mówi: Nie zabijaj! (przykazanie). Ale jeśli zabijesz Mego
    Syna (Ukrzyżowanie), to odpuszczę ci [Człowieku] inne twe grzechy (Odkupienie).
    W Piśmie jest więcej takich "koanów".
    Przychylam się do poglądu razefa - jeśli cierpienie - to z konieczności, nie z
    wyboru.

    b.
    Gdyby cierpienie było czymś nie do uniknięcia - to po co Księga? Radujmy się
    cierpieniem zesłanym przez Niebiosa i nie próbujmy go uniknąć, gdyż zgrzeszymy
    tak czyniąc. Czyli medycyna i wszelkie ułatwienia życia (choćby taczki) - precz.

    c.
    Biblijni prorocy mówili: jeśli się nie poprawicie, to czeka was kara taka i taka...
    Ma to rację bytu wtedy, gdy można coś w życiu zmienić. Jeśli zmienić nie można
    (życie z góry zaplanowane, ustalone), to prorocy łżą - cierpienie nie do uniknięcia.

    3.
    klucz
    -----
    Ewa pisze:
    Klucz mieści się w sercu, a nie rozumie.
    -------------------------
    być może: Klucz do rozumu mieści się w sercu;
    lub: Klucz do serca jest w rozumie.

    Odnoszę wrażenie (pewnie subiektywne), że wielkie systemy (Tarot, I-Cing, itp.)
    prędzej zalecają połączenie pracy obu półkul mózgowych (logika + intuicja), niż
    preferowanie którejś z nich kosztem drugiej. Ale do tego wiedzie droga tylko
    przez praktykę. Wszelkie nauki są z poziomu nauczyciela - uczeń musi się uczyć
    na błędach własnych. Twego pragnienia nie ugaszą najwspanialsze opowieści o
    wodzie; aby je ugasić, musisz jej skosztować osobiście.

    refleksyjne pozdro :) RP
  • lolyta 09.06.07, 06:19
    > Ma to rację bytu wtedy, gdy można coś w życiu zmienić. Jeśli zmienić nie można
    > (życie z góry zaplanowane, ustalone), to prorocy łżą - cierpienie nie do unikni
    > ęcia.

    mnei sie widzi ze jest jakby pol na pol - najbardziej do mnei trafia
    wytlumaczenie ze los jest jakby sznurkiem (albo moze nawet pekiem sznorkow,
    odpowiedzialnych za rozne watki w zyciu) ktore sa z jednej strony przyczepione,
    a z drugiej luzne. To przyczepione to jest fatum, np. plec czy stulecie w ktorym
    sie czlowiek rodzi - no chocby skaly sraly, tego nie zmieni zadna determinacja
    poszczegolnego osobnika, tych "przyczepionych" moze byc na naszej drodze wiecej,
    tylko nei tak oczywistych, bo nie sa az tak wspolne dla doswiadczenia calej
    ludzkosci. Ale juz ten drugi, luzny koniec sznurka to jest pole do popisu dla
    naszej wolnej woli. Ja sobie czasem ludzkosc wyobrazam jako organizm w ktorym
    kazdy czlowiek jest jedna komorka i porownuje w takiej skali. No i widac czarno
    na bialym, ze jak jakas komorka powstanei w, za przeproszeniem, odbycie, to
    nigdy nei bedzi ekomorka mozgowa, co nei znaczy, ze jej dzialalnosc nie bedzie
    miec na mozg wplywu. jej los sie moze roznie potoczyc, moze np. mutowac w
    nowotwor czy cos, ale zawsze jednak jej wplyw na ogranizm bedzie z perspektywy
    odbytu i mozliwosci, jakie tam ona ma. Tyle, ze ze swojej skali ona oczywiscie
    nie widzi, ze jest w tylku i prezydentem nie bedzie. Roznego rodzaju wyrocznei
    moga jej pomoc poznac ta perspektywe i pewne fakty ktore z niej wynikaja i
    wlasciwie nie wykluczylabym ze jest tak, ze w zaleznosci od pozycji, czasu i
    paru innych czynnikow czasem taka wyrocznia moze zostawic wiecej pola manewru a
    czasem mniej.

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
  • transwizje 09.06.07, 08:58
    z sensem godocie koleżanko ;-)
    największą determinacją tego świata jest śmierć (podobnie jak narodziny), po
    środku w różnej skali determinanty występują (np. partner życiowy). Właśnie to
    fatumem nazywam, słownikowo, a nie tak jak się przyjęło w kulturze, że fatum to
    od fatalizowania pochodzi. nie ma czasownika od fatum (fatumować?), bo nikt z
    ludzi go nie stworzył i nie ma na nie wpływu. to są twarde determinanty tego
    wymiaru przestrzeni, i tyle. Możemy je jednak podejrzeć (np. za pomocą ICing) i
    uświadomić sobie, a uświadomiwszy podjąć decyzję sejmową, za albo przeciw.
    pozdro
    ES
  • jasnygrom 09.06.07, 11:35
    :)
    1.
    lolyta pisze:
    mnie się widzi że jest jakby pół na pół (...)
    -----------------------------
    otóż to. Pisałem: Ma to rację bytu wtedy, gdy można coś w życiu zmienić.
    Nie wszystko, lecz coś ;)
    Dlatego:
    (...) daj mi mądrość, abym odróżnił jedno od drugiego (to co można zmienić, od
    tego czego nie można - fatum, przeznaczenia, prawa ciężkości itp. ;))
    Tu widzę miejsce dla wyroczni: w danej sprawie (momencie czasoprzestrzeni) ma
    sens moje działanie, czy lepiej go zaniechać? Wszystko, co tu piszemy na temat
    wolnej woli, to nasze wyobrażenia oparte na opowieściach i własnych przeżyciach.
    Ale jak jest faktycznie? A może każdy ma swój świat, a w nim pewne drobniutkie
    różnice? Także nie można wykluczyć, że to wszystko istnieje w jakimś Umyśle
    (pełno pomysłów jest w starych opowiadaniach Lema).

    2.
    lolyta pisze:
    (...) los jest jakby (...) pękiem sznurków, odpowiedzialnych za różne wątki w
    życiu) które są z jednej strony przyczepione, a z drugiej luźne. To przyczepione
    to jest fatum, (...) ale już ten drugi, luźny koniec sznurka to jest pole do
    popisu dla naszej wolnej woli.
    ---------------------------
    podobnie tkacz. Już wykonana część tkaniny - przeszłość. Samo tkanie - teraz.
    Przyszłość - to co do utkania zostało. Może wybrać, co jeszcze utka (jednak
    obliguje wzór tkaniny) i której nici użyje. Tu tkacz awangardowy ma większe pole
    do popisu i wolę swobodniejszą ;)

    3.
    Ewa pisze:
    Być może Jasnygrom, mamy na myśli podobne sprawy, ale inaczej je formułujemy.
    -------------------------
    i tu chyba jest pies pochowany ;) Nie narzucam swego poglądu, ale wyjawiając go
    ułatwiam porozumienie. Pewno każdy pozostanie przy swoim ;)

    słoneczne pozdro :) RP
  • lolyta 09.06.07, 22:54
    ciekawa rzecz ze jakos zupelnie zeszlo z tych czakr w tym watku i ja tez o tym
    zapomnialam ze od tego sie zaczelo, myslac o komorkach w organizmie wyobrazilam
    sobei pewien jakby podzial, weszlam tu zeby napisac, a tu te czakry, czyli tez
    jakby anatomiczne ujecie.
    No nic.
    Komorki sa w organizmie. Pisalam poprzednio o pewnych rzeczach ktorych sie nei
    da zmienic bo sa w sferze fatum i sama sie zastanawialam potem czy taka komorka
    z odbytu ma szanse emigrowac. W sumei ludzie tez rzuceni w rozne sytuacje sa i
    jedni sa w nich zakleszczeni na zawsze a inni potrafia byc bardziej mobilni i
    trudno powiedziewc dlazcego jedni moga a inni nie.
    I mysle sobie tak: o ile sa rozne czesci ciala "geograficznie' przypisane
    trigramom typu stopa - grom, o tyle mozna to ujac od innej strony, typu:
    rzeka-krew, gora-kosci i czaszka, niebo-mozg, wiatr/drzewo-uklad oddechowy/
    wlosy, ziemia i jezioro mnei sie kojarza ze skora i z miesniami, przy czym
    ziemia to tez plodnosc, no ale to wiadomo, ogien i grom z narzadami
    odpowiedzialnymi za przemiane materii lub z tymi procesami. Grom to tez byc moze
    kluczowe momenty typu narodziny czy smierc. Calkeim zreszta neiwykluczone ze
    podobny podzial juz istnieje tylko ja sie do neigo nei dogrzebalam albo i
    dogrzebalam ale nie zakojarzylam skad takei znaczenia a nie inne i o nim
    zapomnialam. pewnei gdyby popatrzec na np. rodzaje pozywienia zwiazane z
    trigramami to mogloby sie to zaczac skladac w jakas konkretniejsza calosc.

    Pewien nieustanny rytm zycia - oddech, bicie serca, a w szerszej perspektywie
    cykle w rodzaju sen/jawa lub okres od zjedzenia czegos przez spalenie i
    wydalenie determinujac rozne funkcje zyciowe jerdnoczesnie moga stanowic dla
    rodzacych sie komorek cos w rodzaju ich zodiaku czy heksagramu urodzenia
    (komorka urodzona w momencie w ktorym ogranizm wydycha, trawi, budzi sie a serce
    sie kurczy moze iec inny "znak zodiaku" od komorki urodzonej w momencie w ktorym
    organizm sika, wdycha i tak dalej, te wszystckie aktywnosci to cos jak
    ascendenty itd) - dzieki temu wiadomo, ze jako ze cykle sa niezmienne i w
    adekwatnej proporcji do podtrzymania zycia tak dlugo, jak dlugo organizm jest
    zdrowy i odzywiony, tak dlugo wiadomo ze bedzie powstawac odpowiednia ilosc
    odpowiednich komorek w odpowednim czasie i miejscu.
    Co sie, oczywiscie, moze tyczyc znacznei wiekszej skali, w ktorej my to komorki
    a organizm to kosmos lub jakis jego wycinek.
    (Przysiegam, ze jestem trzezwa, droga redakcjo).

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
  • jasnygrom 08.06.07, 10:17
    :)
    PS. światli autorzy Księgi: serdeczny rozum i rozumne serce. Tak ich odbieram :)
    słoneczne pozdro :) RP
  • transwizje 08.06.07, 11:50
    hehe "Chwała boska. Obok boski zasiada." (Nostradamus, Cent. 1.2)
    czyli nów Księżyca i Słońca.

    Ale poważniejąc: praktyka najważniejsza, a ona łączy wszystko w sobie. Nie
    wypowiadam się na temat, bo szkoda słów. Tyle już wody przelano. ;-)
    Teoria a praktyka nieco się różnią od siebie. Idę odchwaszczać ogródek.
    Pozdro
    Ewa
  • transwizje 09.06.07, 19:42
    Jasnygrom, mojego poglądu nie da się ujawnić, przynajmniej do czasu, jak
    rzeczywistość zacznie się przemieniać rzeczywiście, a nie tylko w słowach i
    hasłach.
    Poza tym jest poza słowami w dużym procencie. ;-)
    Pozdro, każdemu kto wierzy, że fatum będzie złamane i łańcuch otwarty.
    ES
  • jasnygrom 09.06.07, 22:31
    :)
    Ewa pisze:
    Jasnygrom, mojego poglądu nie da się ujawnić, przynajmniej do czasu, jak
    rzeczywistość zacznie się przemieniać rzeczywiście, a nie tylko w słowach i
    hasłach.
    ------------------------------
    Ewo, rzeczywistość - jeśli odpoczywa - to tylko małą chwilkę i znów powraca do
    swego naturalnego stanu - przemiany. To tylko my tego nie zauważamy ;) Przemiana
    rzeczywistości odbywa się na różnych poziomach jednocześnie - niektórych nasze
    zmysły (nawet szósty ;)) nie odbierają.
    Nawet rzeczywisty (przeca zawsze tymczasowy) brak przemiany świadczy o
    narastaniu jej konieczności ;)

    Co do ujawniania Twego poglądu - mój pogląd brzmi: nie namawiam, nie zniechęcam ;)


    Fatum, jak dla mnie, nie musi być złamane (prawo ciążenia jest użyteczne. Mogę
    najwyżej stracić wagę - jak nieraz w latającym śnie). Ważne, abym czasem
    podejmując decyzję mógł coś zmienić. Inaczej - po cóz komu moja decyzja?

    optymistyczne pozdro :) RP
  • transwizje 10.06.07, 08:53
    ten świat (przestrzeń) jest skażony śmiercią, bólem i strachem. I o wyzbyciu
    się tego mówię. może to będzie jak otrząśnienie się ze złego snu. a przemiany w
    wiecznym świecie są ok. ;-)
    pozdro, ES
  • jasnygrom 10.06.07, 20:50
    :)
    1.
    śmierć, ból i strach. Z tych trzech nieunikniona jest śmierć - jej nie ucieknie
    nikt. Strach - ten jest do opanowania (choć jest to pieruńsko trudne). Ból - o
    tym wiemy najmniej. A strach dotyczy głównie tego aspektu. No bo w gruncie
    rzeczy czegóż się boimy, jak nie bólu? Fizycznego, czy psychicznego - jest to
    jedyny zrozumiały (wytłumaczalny rozumowo) strach.
    Bo nawet strach przed śmiercią - to w sumie tylko 2 możliwości: strach przed
    bólem przed, lub w momencie śmierci (bóle chorobowe, bolesna śmierć); strach
    przed bólem po śmierci (narzucane przez religie wizje piekła; ból psychiczny:
    "już mnie nie będzie - wszystek umrę").
    W sumie - boimy się bólu. Gdyby nie on - strach by nie istniał. Czyli ból
    istnieje po to - by go unikać (sytuacji go wywołujących). Śmierci nie damy rady
    uniknąć, ale rzeczy wywołujących ból - starajmy się. Fizycznego - mniejsze
    szanse, ale psychicznego - prawie wszystko od nas zależy.

    2.
    w świecie przemian śmierć jest koniecznością. To inna (bardziej dramatyczna)
    nazwa przemiany. Śmierć płodu (w jego środowisku - macicy, a właściwie łożysku -
    tak to wygląda) to faktycznie narodziny istoty. Śmierć gąsienicy to narodziny
    motyla. Śmierć człowieka to narodziny ... (nie wiem). Na dodatek wszystko
    obłożone karmą i kołowrotem powrotów ...

    3.
    Leszek Szuman uważał, że wieczny świat jest taki jak nasz. Przenosimy doń nasze
    wszystkie emocje (to one nami rządzą, bo przecież nie rozum), uprzedzenia i
    światopoglądy. Stąd wielkie filozofie (religie zwykle to później gubią)
    namawiają do kształtowania naszego charakteru tu, na Ziemi - właśnie za życia.

    4.
    z przedmowy W.Jóźwiaka do: "Numerologia I Cing" Alfred (Albert?) Huang:
    "(...) Ostatnia księga Pisma Świętego, Objawienie św. Jana, kończy się wizją
    wiecznego Jeruzalem, zbudowanego z niezniszczalnych kamieni dla paru tysięcy
    wybranych, którzy odtąd wieść będą żywot nie tylko wolny od cierpienia i
    śmierci, ale przede wszystkim wolny od przemiany. Żaden podobny obraz nie
    znalazł się w centrum myśli chińskiej, która owszem zmianę usiłowała (z
    powodzeniem) uchwycić, opisać i przewidzieć, ale nigdy nie wyczekiwała, by
    zmiany dobiegły do ostatecznego końca.
    Przemiana jest konieczna, należy do natury rzeczy. (...)"

    zamyślone pozdro :) RP

    PS. wyczuwam, że masz na myśli więcej, niż mówisz, ale pewno nie możesz, dlatego
    za język nie ciągnę ;)
  • transwizje 11.06.07, 08:45
    jestem przekonana o istnieniu wiecznych przemian, nie logicznie, logistycznie,
    filozoficznie, fanatycznie, ale dane mi było tego doświadczyć (było to
    doświadczenie trwające w tym czasie kilka sekund, może 3, ale tam nieskończenie
    długo). wszechświat się rozwija i nie jest dotknięty chorobą strachu i śmierci,
    jak na Ziemi. na najwyższym poziomie trwa nieustanna rozkoszna zmiana i
    przemiana jednego w drugie.oczywiście to co się dzieje na ziemi na swój sens
    dla powstania `swiadomości na najwyższym poziomie, inaczej by nie zaistniało,
    ale... jesteśmy w punkcie anomalii wszechświatowej, triumfującej korupcji,
    podtrzymywanej jeszcze "przy życiu" tylko ze względu na "tych wybranych",
    którzy weszli w anomalię z własnej woli, dla ratowania zagubionych.

    co do cytatu z J. to o ile wiem jest on zwyczajnie uprzedzony do żydowskiego
    Boga, i niewiele z tego pojmuje.

    leci teraz taki serialik "Heroes", gdzie jest grupa ludzi, którzy chcą uratować
    Nowy Jork przed wybuchem bomby jądrowej, który się zdarzył w przyszłości. to
    tak trochę wygląda naprawdę. tyle że w skali planety. ;-)
    przyszłość już się zdarzyła, nieodwołalnie.
    sens bycia tutaj jest negatywny, tj. chodzi o zdanie sobie sprawy, czego NIE
    NALEZY robić wykorzystując wolną wolę.

    a co do cube'a. znalazłam inny, mniej krwawy przykład dla ciebie. co powiesz na
    Kingsajs?
    ;-)
    pozdro. ES
  • jasnygrom 11.06.07, 17:02
    :)
    1.
    Ewa pisze:
    jesteśmy w punkcie anomalii wszechświatowej, triumfującej korupcji,
    podtrzymywanej jeszcze "przy życiu" tylko ze względu na "tych wybranych",
    którzy weszli w anomalię z własnej woli, dla ratowania zagubionych.
    -------------------------
    dwa pytania:
    1) anomalia w tym punkcie przestrzeni jest zawsze, czy tylko z naszego powodu?
    2) zagubieni są tu nie z własnej woli?


    2.
    kiedyś czytałem fajną książkę (byłem maniakiem science-fiction), choć nie
    pamiętam tytułu. Wysyłano w przeszłość zawodowców od manipulacji w czasie, aby
    naprawiali drobne błędy. Te ich korekty przeszłości pozwalały uniknąć poważnych
    katastrof w przyszłości. O!... niedawno był serial, którego bohater cofał się w
    czasie w kulistym pojeździe - "7 dni" czy jakoś tak.
    Jest to dla mnie nie do pojęcia. Oczywiście podróże - spoko, ale chodzi o
    manipulacje w minionej rzeczywistości. Co z paradoksem dziadka? Czas jest chyba
    iluzją ułatwiającą nam życie (orientację) w przestrzeni zdarzeń. Ale jeśli
    przestrzeń to też ułuda? To o co wtedy chodzi?


    3.
    Ewa pisze:
    przyszłość już się zdarzyła, nieodwołalnie.
    --------------------
    no właśnie! Jeśli nieodwołalnie to nie ma już nic do zrobienia. Bo jeśli się
    zrobi choćby minimalną zmianę to powstanie przyszłość alternatywna. Czyli będą
    dwie. Ale czy będzie możliwość wyboru jednej z nich? A nawet jeśli, to czy dla
    każdego? (Kingsajz dla każdego! ;))
    I teraz dalej. Te drobne zmiany mogą się rozmnażać jak króliki - wiadomo, że
    przy takiej możliwości człowiek nie poprzestanie na jednej próbie. I oto zrobi
    się aż gęsto od światów równoległych. Nawet gumowa przestrzeń może nie podołać ;)
    Na dodatek bogaci (bo chyba oni będą mieli największe możliwości) będą
    preferować światy im pasujące, a "wybuchać" niechciane. To już wolę chyba to, co
    jest :)


    4.
    Kingsajz, Seksmisja ;) Podobne opowiadania pisał kiedyś Janusz Zajdel. Chyba
    chwytam, o co biega. Ale kto tym kręci, chyba ktoś spoza naszego świata. Czyżby
    nie było nadziei?


    niezmordowanie nadziejne pozdro :) RP
  • transwizje 12.06.07, 08:45
    anomalia nie powstała z naszego powodu, jest jakby katastrofą, czy też resztą
    po katastrofie na początku jego powstawania.
    służy za grę dla istot, tych które chcą naprawdę zażyć mocnych wrażeń. ;-)
    niestety, doprowadziła do zachwiania równowagi energii, gdyż przechwyciła dużą
    ilość graczy i stała się polem rozpraw anty-gracza.

    nie interesuje mnie zmienianie przyszłości. to się zdaje się trochę inaczej
    odbywa, niż przesunięcie pionka w odpowiednim momencie.
    raczej poznanie wyniku ostatecznego.
    gdyż wyjście stąd jest aktem woli. polega na podjęciu takiej decyzji.
    jeśli chcesz zmienić przyszłość, wynik, a już specjalnie gdy ci się to udaje,
    wcale nie jest oczywiste to wyjście, bo zdobywa się "moce", które właśnie
    są "pokuszeniem" anty-gracza i wspierają "ego z gry", przywiązanie do niego.

    co jakiś czas (wielkie i małe cykle) gra się resetuje i te moce to są punkty,
    które decydują o roli, którą zaczyna się grać w nowym cyklu. wtedy można upaść
    w ewolucji, albo wskoczyć okienko wyżej, ale to wciąż jest ta sama zabawa, bez
    końca.
    imitacja wieczności, imitacja wolności, imitacja szczęścia, imitacja Boga.
    pozdro.
    Ewa
  • transwizje 12.06.07, 18:46
    oczywiście to wszystko jest ogromnym uproszczeniem i fragmentem całości, która
    jest ogromnie złożona.
    gracz coś zdobywa ekstra po wyjściu z tej przestrzeni-anomalii, inaczej nie
    byłoby chętnych.
    także można się czepnąć idei nie zmieniania przyszłości, podanej bez
    objaśnienia. nie zmieniasz jej, akceptujesz przyszłość jaka ma być, nie inną,
    pozostawiając Źródłu, Bogu, Opatrzności czuwanie nad jej przebiegiem. Każda inna
    ingerencja jest aktem ignorancji ego.

    co do kwestii ICing, która jakoby pokazuje alternatywne biegi wydarzeń... i
    wynikający z tego wybór najkorzystniejszej... hm, mam swoje zdanie... o
    ignorancji interpretatorów, nas samych, którym się wydaje, że coś rozumiemy z
    odpowiedzi i przypisujemy jej fałszywe znaczenia, zgodne z chęciami.
    przyszłość już się stała, ostatecznie. a więc problemem jest jej właściwe,
    zgodne z prawdą odczytanie i zaakceptowanie biegu wydarzeń.
    pozdro.
    Ewa
    ale mącę, co?
  • jasnygrom 12.06.07, 20:28
    :)
    Ewa pisze:
    ale mącę, co?
    -------------
    z letka, w mojej głowie ;) w każdym razie zbytnio mi nie ułatwiasz ;)

    1.
    Ewa pisze:
    przyszłość już się stała, ostatecznie. a więc problemem jest jej właściwe,
    zgodne z prawdą odczytanie i zaakceptowanie biegu wydarzeń.
    ------------------------
    jeśli przyszłość się już stała ostatecznie, to:

    a) czy ją ktoś odczyta prawidłowo, czy nie - nic to nie zmieni. Można się
    położyć i czekać co się stanie - i tak nie można nic zrobić, wszystko już się
    wykonało. podobnie z akceptacją.

    b) można by pomyśleć, że to iż ktoś się położy i będzie czekał co się stanie -
    też już zostało przewidziane :/ Jak daleko jest to posunięte? Czy każde słowo,
    które tu stukam czy wykasowuję - także?

    c) czuwanie nad przebiegiem czegoś, co już się stało, a więc nie może ulec
    zmianie - po co?


    2.
    Ta-Czuan. Wielka rozprawa (skrzydło 5 i 6)
    (...)w spokojnym czasie człowiek szlachetny kontempluje owe obrazy i rozważa
    orzeczenia. Gdy przedsiębierze coś, kontempluje przemiany i rozważa wyrocznię. (...)
    ----------
    czyż z nudów to czyni? ;)

    (...) "Nie ma ujmy" oznacza, że ktoś jest wstanie naprawić swoje błędy we
    właściwy sposób. (...)
    ----------
    o jakich błędach mowa, skoro wszystko już ustalone?

    (...) W przemianach są obrazy, aby pokazać; dołączone są orzeczenia, aby
    objaśnić; określony jest pomyślny i niepomyślny los, aby rozstrzygnąć. (...)
    ----------
    do czego służy los pomyślny (głaskanie) lub niepomyślny (razy), jeśli człowiek
    nie ma wpływu na dzianie się?

    dociekliwe pozdro :) RP

    PS. cytaty za Wilhelmem
  • lolyta 12.06.07, 20:49
    "Zmruz oczy"
    www.zmruzoczy.pl/
    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
  • lolyta 12.06.07, 19:11
    > no właśnie! Jeśli nieodwołalnie to nie ma już nic do zrobienia. Bo jeśli się
    > zrobi choćby minimalną zmianę to powstanie przyszłość alternatywna. Czyli będą
    > dwie. Ale czy będzie możliwość wyboru jednej z nich? A nawet jeśli, to czy dla
    > każdego? (Kingsajz dla każdego! ;))

    a moze Ty za bardzo z czlowieczej perspektywy i jej ograniczen na to patrzysz?
    moze est to bardziej tak, jak np. jesli jedziesz pociagiem, to mozesz dokonac
    wyborow typu siasc w wagonie pierwszym albo drugim albo w ogole na korytarzu, to
    moze miec jakis wplyw na jakis wycinek rzeczywistosci (poznasz kobiete swojego
    zycia alboco) ale biegu pociagu tymi poczynaniami nie zmienisz - no chyba ze
    jestes maszynista (czyli kingsajz NIE dla kazdego) - bo gdyby on opuscil swoj
    posterunek to na bieg pociagu by to akurat mialo wplyw.
    Jesli masz wykupiony bilet, to mozesz do miejsca przeznaczenia dojechac taka
    trasa, jaka Ci pasuje jesli akurat jest taka mozliwosc wybierania polaczen i
    przesiadek, ale czasem ta mozliwosc jest, czasem jej nie ma, a tak czy inaczej
    miejsce przeznaczenia jest jak byk napisane na bilecie.
    Tyle, ze mowa o innej skali oczywiscie - pewnei bardziej adekwatnie by bylo
    powiedziec o poszczegolnych atomach z ktorych sie skladasz i ich wplywowi na
    trase pociagu :) jak widac, jeszcze po drodze jestes Ty i Twoje decyzje i one se
    moga cos tam myslec ze na cos maja wplyw, ale Ty juz bilet kupiles, wsiadles i
    one nie maja nic do gadania w tej skali.

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
  • jasnygrom 12.06.07, 20:43
    :)
    tak jest, pewno z człowieczej perspektywy patrzę ;)
    Bo taka np. mucha - swych skrzydeł słyszy szum, łopot czy po prostu brzęczenie
    jak by? Albo mrówka - zasuwa na złamanie karku (tak to widzę z mojej
    perspektywy), maszeruje, czy sobie wolno spaceruje? Nie wiem tego ;)

    Mówisz, że pewne drobne rzeczy są do zmiany ale te główne nie. Kropla drąży
    skałę. Lekka zmiana miejsca uderzania kropli i... odpadnięta skała może
    zatamować rzekę, co w przyszłości może odbić się np. powodzią.
    Bardziej mi pasuje teoria chaosu o motylu wywołującym huragany, niż pogląd, że
    przyszłość (więc wszystko) jest już ustalona.

    Oj, chyba nie rozstrzygniemy tego w tym życiu. Tym bardziej, że może być i tak -
    i tak ;)

    zaaferowane pozdro :) RP
  • lolyta 12.06.07, 20:52
    w kontekscie "stanej sie' przyszlosci to polecam film ktory wspomnialam
    dokladnie w tym momencie w ktorym Ty pisales swojego posta.

    pozdro :>

    > Bardziej mi pasuje teoria chaosu o motylu wywołującym huragany, niż pogląd, że
    > przyszłość (więc wszystko) jest już ustalona.

    no jeden motyl wywola, a drugi nie. Tak jak pasazer pociagu wstajacy z miejsca i
    idacy do innego wagonu nie wplynie na przebieg trasy pociagu, ale maszynista
    robiacy to samo - wplynie. Zalezy jaka role w "juz stanej sie przyszlosci" dostali.


    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
  • lolyta 12.06.07, 21:00
    > Mówisz, że pewne drobne rzeczy są do zmiany ale te główne nie.

    nie, nie tak. Czasem spadajaca kropla moze meic wiekszy wplyw na jakis wycinek
    rzezcywistosci niz wykolejony pociag. Ja nei wartosciuje na zasadzie "duza
    zmiana - nie do ruszenia, mala zmiana - obleci". To raczej zalezy od tego co z
    czym jest gdzies tam, pod spodem, powiazane, a nei od tego, co jest male a co
    duze. jeszcze raz, maszynista nie jest wiekszy od pasazera, ale jego wplyw na
    trase pociagu jest niemozebnie wiekszy (a co za tym idzie, ma on o wiele
    mneijsza swobode ruchu niz pasazer, skadinad)

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
  • lolyta 12.06.07, 21:09
    a nawet dwa.
    TYlko ze one sa postrzegane z perspektywy rzeczywistosci rozbitej niemal na
    atomy i w ogole trzeba wyjsc z ludzkiej perspektywy.
    Jedna to plec, o tym juz wspominalam. Mozesz sobei wyobrazac ze masz wolna wole,
    ale - juz jest z gory okreslone, ze tylko jako mezczyzna albo kobieta (ktos sie
    moze burzyc ze jeszcze sa nieliczni ktorzy sa "czyms pomeidzy", ale nadal jest
    to tylko "pomiedzy", a nie "poza". Juz na tym przykladzie widac, ze idziesz
    wytyczona trasa przez zycie zdeterminowana przez czynniki poza ktore Twoj umysl
    nie jest w stanei w zaden sposob wyjsc i tylko w ich ramach mozesz sie poruszac.
    Drugi, moj ulubiony: kolory - kazdy wie, ze ukladaja sie w kolo. A jednoczesnie
    kazdy wie, ze istnieje promieniowanie podczerwone i nadfioletowe, czyli - nasz
    sposob widzenia jakby zakreca, za zadne skarby nam nie pokaze tego, co jest
    ponizej i powyzej pewnych czestotliwosci (urzaczenia ktore potrafia to widziec,
    dla nas musza to przetlumaczyc na czestotliwosci przez nas widziane). Stad
    zreszta mozna zrozumiec pewne zabobonne podejscie do luster - ze jak sie stluksa
    to nie teges, ze w feng shui tez nie mozna nimi dowolnie manipulowac. Bo one sie
    zachowuja jakby cos zakrywaly, czego nie wolno Ci zbaczyc - no ale cos w tym
    miejscuy musza pokazac, wiec Cie robia w balona - odbijaja to, co Ci wolno
    zobaczyc, rzeczywistosc, ktora znasz. One same nei maja zadnego koloru.


    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
  • lolyta 12.06.07, 21:37
    muzyka.
    Moze byc muzyk, ktory improwizuje. Zdarza sie? Zdarza.
    Moze byc muzyk, komponujacy najdoskolalszy utwor swiata. Zdarza sie? Zdarza.
    Moze byc musyk, ktory tylko odgrywa zapis najdoskonalszego utworu. Tez sie zdarza.
    Moze byc sluchacz, ktory tej muzyki nie gra, ale siedz obok i ten utwor przezywa.
    Moze byc sluchacz, ktory slucha tego samego wykonania, ale przez radio.
    Moze byc i taki, ktory go slucha, ale z nagrania.
    Moze byc taki, ktory go slucha z nagrania, ale ma dostep do guzikow start, stop,
    forward itd.

    Jelsi by ta muzyke przyrownac do linii czasu, widac, ze dla jednych jest ona od
    poczatku do konca zdeterminowana (ten, ktory slucha nagrania), dla innych sie
    dopiero tworzy i oni maja na to pewnein wplyw (kompozytor), ALE: tych zaleznosci
    jest neiskonczenie wiele, tem ktore widac tutaj, to: kompozytor ma wplyw na
    ksztalt tej muzyki, ale nei ma zadnego na to, kto, gdzie i kiedy bedzie
    odtwarzal nagranie. On ma nad nai wladze tylko w momencie tworzenia, a sluchacz
    z plyta nei moze wplynac na jej forme, za to moze na miejsce i czas sluychania.
    Dalej, kompozytor jednego utworu moze pozowstac w zaleznosci "sluchacza bez
    guziczka" w stos. do innego.

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
  • transwizje 13.06.07, 09:05
    oj, chyba trochę kombinujecie za bardzo, akurat tu wszystko jest o wiele prostsze.
    wszystko się stało, także nasza aktywność, talenty, wybory. dzielicie coś
    niepodzielnego, albo działanie, albo leżenie. Działanie nie musi być motywowane
    chęcią zmiany biegu wszechrzeczy, jest aktywnością nam przyrodzoną, zwyczajną,
    tak jak i bierność, leżenie, rezygnowanie z czegoś.
    ingerencji w grę może dokonać jedynie Źródło. robi to poprzez tych, którzy mają
    z nim kontakt. nie można jej jednak dokonać samemu, z własnej woli, można się na
    nią otworzyć, wierzyć, czekać i nie rozczaerowywać się, gdy nie przychodzi.
    mówię o prawdziwej ingerencji, a nie o iluzji zmiany, jakie najczęściej się
    dokonują poprzez ego z gry i moc anty-gracza.
    za mało chyba zastanawiacie się nad sferą akceptacji, która jest dziedziną
    świadomości, a więc jest prawdziwym efektem ewolucji ludzkości w grze i
    spowoduje przełom (wyjście z gry w masowej skali, a nie tylko wymykających się
    okom sieci jednostek).
    Pozdro
    Ewa
    ;-)
  • transwizje 13.06.07, 10:38
    Zapomniałam dodać coś istotnego.
    Źródło tryska także poprzez Studnię, czyli I-Cing. Obmurowaniem studni można
    nazwać system kresek i uporządkowanie ich w system, który pozwala skontaktować
    się ze Źródłem i zaczerpnąć mądrości, czyli akceptacji tego co się dzieje,
    staje, poprzez nas.
    Nie ma śmieszniejszego stresu, niż denerwowanie się o los swoich decyzji,
    podejmowanie ich po przeanalizowaniu "alyternatywnego biegu wydarzeń". Nie ma
    alternatywnego-prawdziwego, jest tylko iluzja alternatywności. To co się staje
    staje się, bo miało się stać.
    Ten stres przestaje być śkieszny, gdy urasta do rangi niepokoju, który nie
    pozwala na spokojnie zrozumieć swojej sytuacji i biegu zdarzeń. czyli odbiera
    spokój i akceptację rzeczywistości. takimi zagubionymi osobami łatwo
    manipulować i to jest właśnie władza anty-gracza (który siedzi w grze, a nie
    poza nią, jak Źródło), i to jest fatalizm (nie fatum).
    Pozdro. Ewa
  • lolyta 15.06.07, 20:44
    > oj, chyba trochę kombinujecie za bardzo, akurat tu wszystko jest o wiele prosts
    > ze.

    eno, ja nie mam ambicji na rozkminianie tajemnic swiata powyzej, jedynie
    wskazuje na wzglednosc - rowneiz w naszej skali - pojecia "juz sie stalo" - np.
    nuty utworu zostaly zapisane, ale tak dlugo jak dlugo ma z nimi do czynienia
    czlowiek a nei tasma magnetofonowa, moga sie odstac. A na tasmie sie nei odstana.

    Co skadinad bylo efektem mojego wlasnego zastanowienia sie nad faktem ze skoro
    "wszystko _sie stalo_", ot w tym pojeciu jest zawarta jakas aktywnosc, dotyczaca
    dzialania w przeszlosci. To znaczy, zawiera to w sobie zalozenie, ze kiedys
    nastapila akcja "stawania sie", determinowania tej przyszlosci. Dawno to bylo?
    Stalo sie szybko? Byl to dluzszy proces? Czy zdeterminowal cala przyszlosc, czty
    kiedys bedzie powtorka z rozrywki? Czy to byl ten moment kiedy ktos mogl
    podejmowac decyzje, dopoki materia przyszlosci nie zastygla? A jesli wtedy stala
    sie przyszlosc, to czy przeszlosc tez? Czy tez to sie nigdy nie "stalo", tylko
    zawsze "bylo", doskonale wieczne i nieruchome, a my sobie wedrujemy po takiej
    skamienialej przeyszlosci, mneij wiecej, jak mucha po belce w "Zmruz oczy"?

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
  • jasnygrom 15.06.07, 23:12
    :)
    1.
    lolyta pisze:
    (...) wedrujemy po takiej skamienialej przeyszlosci, mneij wiecej, jak mucha po
    belce (...)
    -----------------
    otóż właśnież ;)
    jeśli wędrujemy po skamieniałej przeszłości-przyszłości, to znaczy - sami nie
    jesteśmy skamieniali. Czyli co - jesteśmy względem niej zewnętrzni? nie należymy
    do niej? (mucha nie jest częścią belki ;)). A więc, choć ona skamieniała - my
    żywi? - zatem działać możemy i próbować tę skamielinę zmieniać! Choć - po co?
    Jeśli my żyjemy (nie będąc skamieniali) to i nasze środowisko żywe. Przeca coś
    jemy, pijemy itp. - życie, nie kamień ;)

    2.
    pozostałe pytania lolyty również jak najbardziej :)
    wysiłek myśli owocuje obficie :)

    3.
    mój bunt dotyczy tego, że nie można nic(!) zrobić. Może komuś (a-graczowi)
    zależy, byśmy tak myśleli?
    Kiedyś miałem do czynienia ze świadkami. Uważali oni, że ziemią rządzi kłamca, a
    jedyna prawda jest zawarta w Piśmie. Moje pytanie brzmiało: czy kłamca rządzi
    wzsystkim na Ziemi, czy w całym świecie? Ich odpowiedź: na Ziemi.
    Pytanie: Wszystkim na Ziemi?
    Odpowiedź: Jest teraz panem na Ziemi.
    P: Skąd wiemy, że tak jest?
    O: Z Pisma.
    P: Przecież Pismo może być przez niego sfałszowane?
    O: Nie. Rządzi wszystkim, ale Pismo jest czyste.
    P: Skąd ta pewność?
    O: Pismo przecież mówi to wyraźnie.
    ---------
    tu dyskusja się zakończyła. Nie mogli mnie zrozumieć. Wg mnie, skoro kłamca
    teraz rządzi wszystkim na Ziemi, to i Pismo mógł sfałszować. Zaznaczam, że nie
    chodzi mi o religię, ale o logikę wywodu. Są wprawdzie poglądy, że wiarę pojmuje
    się sercem, nie rozumem. Uważam jednak, że skoro stworzeni jesteśmy z rozumem
    (choć np. w polityce mało to zauważalne ;)), to do czegoś on ma służyć. Natura
    (Opatrzność) jest oszczędna - nie mnoży ponad potrzebę.
    Jak dla mnie: wieloletnia uważna obserwacja świata dowodzi, że to co
    najprawdziwsze jest najpiękniejsze; to co najpiękniejsze - jest najprostsze.
    Jeśli idea jest niemożliwa do pojęcia - to być może nie jest ona prawdziwa...

    w moim odczuciu życie to zmiany, możliwości, potencje, perspektywy. Stałość,
    granice (ustalona przyszłość), ograniczenia, brak możliwości nie kojarzą mi się
    z życiem. Inaczej to wygląda, gdy jedno jang, a drugie jin - wtedy się
    uzupełniają. Nie ma światła bez cienia (i odwrotnie :))

    nocne pozdro :) RP
  • jasnygrom 13.06.07, 23:00
    :)
    taki model:
    życie to ruch.
    królestwo minerałów ma najmniej możliwości ruchu. wielka bierność.
    świat roślin więcej. mniejsza bierność.
    królestwo zwierząt biega i działa. mniejsza aktywność.
    ludzie działają w realu i w abstrakcji. wielka aktywność.
    pytanie:
    po co ruch każdej z istot, a nawet istność są z góry zaplanowane?

    pytające pozdro :) RP
  • transwizje 14.06.07, 05:33
    ruch to energia, życie. mówisz o poziomach egzystencji w różnych przestrzeniach
    bytu (piętrach ewolucji, sferach w grze).
    po co, to trzeba pogadać ze Źródłem (ma ono nieskończenie wiele twarzy, każda
    jest prawdziwa, ale nie jest Nim).
    wyobraź sobie, że jesteś twórcą gry, tworzysz grę w czymś w rodzaju komputera (o
    nieskończonych możliwościach kreacji wszystkiego, co wymyślisz). Ilość
    możliwości rozgrywek jest jakąś liczbą, być może monstrualnie ogromną, ale
    liczbą skończoną (bo to mechanizm i plan) i zabawiasz się wchodząc w nią i
    grając różne role.
    a teraz spróbuj określić motywację tej istoty (twórca gry jednak nie jest samym
    Źródłem, jest jedną z jego twarzy).
    trudne, wiem, ale
    my nie jesteśmy stąd i trzeba w którymś momencie przestać myśleć jak postać z
    gry. wejść w nią łatwo, ale wyjść?
    trzeba sobie przypomnieć jak, pamiętamy to, kontakt ze Źródłem odbywa się w sercu.
    (to nawrót do tematu podstawowego, tj. ICing i czakry)... ;-)))
    pozdro
    Ewa
  • jasnygrom 14.06.07, 18:50
    :)
    Ewa pisze:
    wyobraź sobie, że jesteś twórcą gry, tworzysz grę w czymś w rodzaju komputera (o
    nieskończonych możliwościach kreacji wszystkiego, co wymyślisz). Ilość
    możliwości rozgrywek jest jakąś liczbą, być może monstrualnie ogromną, ale
    liczbą skończoną (bo to mechanizm i plan) i zabawiasz się wchodząc w nią i
    grając różne role.
    -----------------------
    rozumiem to tak:
    1. ta gra (mechanizm i plan) wyobraża świat zaludniony istotami;
    2. twórca gry wchodzi (wciela się?) w te istoty;
    3. będąc (jak rozumiem) współistotny - zabawia się grając role.

    jeśli dobrze rozumiem tekst, to nie podoba mi się pkt 3. Skoro twórca gry może
    te role grać, to one nie są do końca ustanowione - jest w nich miejsce na
    improwizorkę ;) Natomiast jeśli te role są już stworzone i istnieją ze
    wszystkimi detalami (typu kiedy dłubać w nosie, czy co napisać na forum) to tu
    nie ma nic do grania. Świat podobny tej grze przypominał by film, a twórca gry
    nie dość, że ten film ze szczegółami wymyślił i nakręcił, to teraz ogląda swe
    dzieło na różnych ekranach (przez oczy różnych istot), obojętne czy naraz czy
    kolejno. Może to przeżywać, ale nie może tego *grać*!
    Na dodatek, jeśli mu coś nie wyszło (choćby tylko jedna rzecz w całym tym
    świecie-wszech), to nie można nic zmienić, poprawić, czy ulepszyć. Im dłużej się
    wciela, tym bardziej żałuje. Ale cóż - filmu się zmienić nie da. Można tylko
    oglądać, nie oglądać, lub zniszczyć. Ale czy będzie się chciało kręcić drugi?

    Nie jestem fascynatem takiej wizji. Żebyśmy chociaż byli na celuloidzie. Ale my
    czujemy!

    poburzowe pozdro :) RP

    PS. mogłem coś źle zrozumieć, to poprawcie :)
  • transwizje 14.06.07, 19:45
    jasnygromie, piąteczka w dzienniku. ;-)
    trzeba wiedzieć, że są istoty, które istnieją w grze wiecznie (taka jest ich
    wolna wola) i które doszły do ogromnego stanu marazmu, cynizmu i nienawiści.
    zaczynasz kumać co mówię o anty-graczu?

    ludzie są obrazem Boga (Źródła), ale anty-gracz zrobił wszystko, aby o tym
    zapomnieli i aby się bali, lub wierzyli mocno w siebie, że są w stanie zmienić
    przyszłość gry. Nie są, możemy jednak - aktem woli - stąd wyjść marszowym
    krokiem. Jeżeli tylko się obudzimy (nie jednostkowo, masowo).

    ale to też wielkie uproszczenie i schemat.
    jest o wiele bardziej pokomplikowań.
    generalnie jednak wszystko jest opisane w Genesis (jeśli umieć czytać).

    Co do Chin, chińskiej filozofii i wizji świata.
    Pochodzi z prastarej przeszłości, gdy gra nie była jeszcze do tyla zakłócona
    przez anty-gracza, i równowaga była łatwa do zachowania, lub prawie nie
    zachwiana.
    Inspirowały ją istoty z najwyższej półki wszechświata.
    Dlatego wszystko co z tradycji chińskiej się wywodzi warte jest studiów i
    podziwu, ułatwia życie, ale - nie odpowiada na wszystkie problemy współczesnego
    czasu (zwłaszcza w Europie).
    Pozdro
    ES
  • jasnygrom 14.06.07, 20:09
    :)
    Ewa pisze:

    1.
    generalnie jednak wszystko jest opisane w Genesis (jeśli umieć czytać).
    ----------------------
    czy są do tego (Genesis) komentarze jak do Księgi? Jeśli tak - to gdzie?

    2.
    Co do Chin, chińskiej filozofii i wizji świata. Pochodzi z prastarej przeszłości
    (...)
    ----------------------
    wiele rzeczy w ICingu wskazuje na powiązanie z kulturą indiańską. Choćby pismo
    na sznurkach - Wiatr. A także trygramy wg Wcześniejszego Nieba, które znajdują
    się na Bramie Słońca.
    Głęboka starożytność była bardziej połączona, niż dziś nas się uczy w szkołach ;)

    ciekawe świata pozdro :) RP

  • transwizje 15.06.07, 05:19
    Co do Genesis, można tu i ówdzie jakieś strzępy komentarzy (próby) przeczytać,
    ale u nas literatura żydowska jest mało popularna i niedostępna. Może trochę
    kabały się tłumaczy.
    Nie o to mi zresztą chodzi.
    Można samemu dojść do wielu rzeczy studiując tę Księgę zdanie po zdaniu, słowo
    po słowie. Nie trzeba znać hebrajskiego i kabały, żeby odkryć w niej istne cuda.
    ;-)
    jest tam mnóstwo ukrytych zagadek (pytań) i odpowiedzi, które trzeba znaleźć w
    sobie.

    A co do kultury wschodniej, ras i pamięci genetycznej... nieco się różnimy od
    żółtej rasy w wielu punnktach, więc zupełne naśladowanie nie ma sensu. Kiedy
    czytałam książki o feng shui miałam kilka wizji, wyjaśniających mi, że nasza
    kultura, zachodu jest opozycyjna względem wschodniej (na zasadzie dopełnienia,
    zrównoważenia), co widać już w budowie dachów budowli. Chińskie pagody generują
    spokój i kontemplację, energię Jin, nasze dachy, ostre, spiczaste, generują
    ból, lęk, agresję, są Jang. Fengszuista powie be, bo tak uczą w Chinach, tak
    jest według ich zasad. Ale to jest moc zachodu, której oni nie mają i nie
    rozumieją (także w sensie religii i duchowości).
    pozdro. Ewa

  • jasnygrom 15.06.07, 23:20
    :)
    Ewa pisze:
    Co do Genesis, można (...) samemu dojść do wielu rzeczy studiując tę Księgę
    zdanie po zdaniu, słowo po słowie. Nie trzeba znać hebrajskiego i kabały, żeby
    odkryć w niej istne cuda.
    ;-)
    ----------------
    masz jakieś przykłady? ;)

    zaintrygowane pozdro :) RP
  • transwizje 16.06.07, 08:52
    To nie jest temat I-cingowy. Więc go nie rozwijajmy na forum, ok?
    Gdzieś przeczytałam, że kabaliści żydowscy obliczyli wiek wszechświata na
    podstawie 10 pierwszych zdań już wiele setek lat temu, który zgadza się z
    obecnymi ustaleniami naukowców. Ale sposoby kabalistyczne są nam niedostępne,
    trzeba znać hebrajski i gematrię.
    Ale tylko z analizy zdań, czasem dziwnych niekonsekwencji (na które wielu ludzi
    jest oburzonych i uważa to za dowód prymitywizmu żydowskiego przekazu) można
    wyczaić co następuje: jest tam o cyklach, polaryzacji energii, światach
    wyższych i niższych, zstępowaniu ludzi w coraz niższe przestrzenie, jest o
    czwartym wymiarze, czterech ciałach człowieka, grze, karmie, dwóch rasach,
    które ze sobą konkurują w ciele ludzkim, itp.
    Hm, opisałam swoje wnioski, też w tym temacie, ale też na podstawie swoich
    kontaktów z istotami z wyższych wymiarów, które wszystkie podkreslały ważność i
    wartość biblijnego przekazu i Boga (zwąc go Starym Bogiem) opisałam w
    książce, "Przemiany w ultrafiolecie", może w internecie daje się ją gdzieś
    kupić. Jeśli cię to wszystko interesuje, oczywiście.
    (Tytuł tej książki został zmieniony przez wydawnictwo i nie podoba mi się.
    Oryginalnie brzmiał: Przekazy z pępka Wszechświata).
    ;-)
    Pozdro. Ewa
  • lukowitz 19.06.07, 19:49
    hej
    poczytałam z pasją
    jestem pod wrażeniem
    bardzo chętnie nabędę tę książkę :-)
    a tytuł faktycznie niezbyt zestrojony z tym cos tam napisała( jak rozumiem)
    pozdro
    Ml
  • jasnygrom 03.08.07, 15:33
    :)
    sorki, nie chciałem na siłę ciągnąć tego wątku. Jednak nie znalazłem
    odpowiedniejszego, aby przekazać główną myśl ostatniego odcinka serialu, o
    którym tu kiedyś Ewa napisała:

    leci teraz taki serialik "Heroes", gdzie jest grupa ludzi, którzy
    chcą uratować Nowy Jork przed wybuchem bomby jądrowej, który się zdarzył w
    przyszłości. to tak trochę wygląda naprawdę. tyle że w skali planety. ;-)
    przyszłość już się zdarzyła, nieodwołalnie.
    ------------
    "przyszłość już się zdarzyła, nieodwołalnie" - na szczęście nie tylko ja myślę
    inaczej ;D
    nowy Jork udaje się uratować przed zagładą, a główna idea ostatniego odcinka tej
    serii brzmi:
    "Przyszłość nie jest wyryta w kamieniu"! :)

    po kropli drążące skałę pozdro :) RP
  • transwizje 03.08.07, 16:32
    Jasnygrom, to tylko film. ;-)
    mnie zastanawia, zresztą tak jak przy innych "kultowych serialach" ich
    nieskończoność. to woda na młyn koncepcji Cube. bohaterowie ciskają się, żeby
    wyjść poza uwarunkowania czasoprzestrzeni po to, aby znaleźć się w kolejnej
    klatce-przestrzeni. tak i tu Hiro znalazł się w swojej bajce japońskiej.
    gdzie tu oświecenie? wyzwolenie z uwarunkowań? wyjście na wolność ducha?
    panowanie nad przemianami?
    takie filmy są w swojej istocie lucyferyczne.

    poza tym, mimo muskania pewnych prawd, zdaje się one mącą bardziej, niż
    odkrywają prawdę (chyba, że anty-prawdę, to tak).
    gra na ziemi jest o wiele bardziej wredna i dalej idąca niż tylko: trza zabić w
    porę złego, żeby było dobrze. ale to już inna filozofia, mało chińska? mało
    pozytywna? alchemiczna.
    pozdro
    ES
  • transwizje 04.08.07, 15:22
    i jeszcze uwaga filmowa. dwóm bohaterom udało się wyjść całkiem z uwarunkowań.
    to ci, którzy przyjęli wybuch za fakt i wybuchnęli.
    reszta pozostała w świecie odbitego światła.
    który trwa w nieskończoność choć cyklicznie, tak jak i wieczność.
    pozdro
    ES
  • jasnygrom 04.08.07, 21:01
    :)
    Ewa pisze:
    i jeszcze uwaga filmowa. dwóm bohaterom udało się wyjść całkiem z uwarunkowań.
    to ci, którzy przyjęli wybuch za fakt i wybuchnęli.
    reszta pozostała w świecie odbitego światła. który trwa w nieskończoność choć
    cyklicznie, tak jak i wieczność.
    --------------
    Ewo, to tylko film ;)
    2 bohaterów wyszło z uwarunkowań. Reszta została w uwarunkowaniach podobnych do
    w wieczności. Jeśli uwarunkowania są podobne do wieczności, to do czego jest
    podobne to, w czym znaleźli sie dwaj pierwsi bohaterowie?

    zadumane pozdro :) RP
  • transwizje 05.08.07, 11:03
    jest nią, jest wiecznością samą. a nie tylko podobieństwem do niej.
    bohater, zresztą Japończyk, nawiązujący do światopoglądów wschodnich, w tym
    buddyzmu, Hiro, jest tu może bodhisattwą, który "ślubuje wracać aż do
    wyciągnięcia z uwarunkowań ostatniej istoty", tak to można sobie wyobrazić. ale
    to tylko wyobraźnia przypisująca scenariuszowi filmowemu jakieś znaczenie, jak
    wróżenie z chmur.
    :-)
    pozdro
    ES

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka