Dodaj do ulubionych

Najdziwniejsze rzeczy, które wieźliście autobusem

IP: *.146.128.242.nat.umts.dynamic.eranet.pl 15.01.10, 02:46
Albo tramwajem czy PKSem lub pociągiem.

Mój tata kiedyś zabrał na wycieczkę krajoznawczą pod tytułem: "Autobusem po Górnym Śląsku" nieskładalny stół kuchenny. Tata przetrwał. Stół też. Nie wiem, co z resztą pasażerów.

Sam kiedyś jechałem w tramwaju z kredensem. Nie wiem, czy kredensowi podobała się podróż, ale współpasażerowie nie okazali entuzjazmu.

A Wy co wzięliście w podróż?

--
http://dragcave.net/image/T6Wn.gifhttp://dragcave.net/image/tNrN.gif
Edytor zaawansowany
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.146.128.242.nat.umts.dynamic.eranet.pl 15.01.10, 02:51
    Co prawda trochę nie na temat, ale też o podróżowaniu :D

    JAK PODRÓŻOWAĆ Z ŁOSOSIEM U. Eco.

    "Kiedy czyta się gazety, nie można oprzeć się wrażeniu, że bolączką naszych czasów są dwa problemy: inwazja komputerów i niepokojący napór Trzeciego Świata. To prawda, i zdaję sobie z tego sprawę.

    W ostatnich dniach odbyłem krótką podróż: jeden dzień w Sztokholmie i trzy w Londynie. W Sztokholmie zostało mi akurat tyle czasu wolnego, żeby kupić sobie za śmieszną cenę ogromnego wędzonego łososia. Był należycie zapakowany w plastik, ale powiedziano mi, że podczas podróży lepiej trzymać go w chłodzie. Łatwo się mówi.

    Na szczęście w Londynie mój wydawca zarezerwował dla mnie luksusowy hotel, gdzie był barek-lodówka. Po przybyciu do hotelu miałem uczucie, że jestem na placówce w Pekinie podczas powstania bokserów.

    Rodziny koczujące w holu, owinięci w pledy podróżni, którzy śpią na bagażach... Zasięgam informacji u obsługi - sami Hindusi, kilku Malajów. Wyjaśniają, że właśnie poprzedniego dnia ten wielki hotel zainstalował sobie system komputerowy, który jednak jest jeszcze niedotarty i od dwóch godzin nie działa. Nie wiadomo, który pokój jest zajęty, a który wolny. Trzeba czekać.

    Pod wieczór komputer był naprawiony i mogłem wejść do mojego pokoju. Martwiłem się już, co z moim łososiem, wyjąłem go więc z walizki i zacząłem rozglądać się za lodówką.

    W przeciętnym hotelu w takiej lodówce znajdują się zwykle dwie butelki piwa, dwie wody mineralnej, kilka miniaturek z mocniejszymi trunkami, trochę soku owocowego i dwie torebki orzeszków. Olbrzymia lodówka w moim hotelu kryła w sobie z pięćdziesiąt butelek whisky, ginu, drambuie, courvoisiera, grand marnier i calvadosu, osiem butelek wody perrier, dwie vitelloise i dwie evian, trzy średniej wielkości butelki szampana, wiele puszek stouta, pale ale, piw holenderskich i niemieckich, włoskie i francuskie białe wino, orzeszki, tartinki, migdałki, czekoladki i alka-seltzer. Nie ma miejsca na łososia. Otworzyłem dwie pojemne szuflady, umieściłem w nich całą zawartość lodówki, zapewniłem chłód łososiowi i przestałem się nim interesować. Kiedy następnego dnia wróciłem o czwartej do hotelu, łosoś spoczywał na stole, a lodówka była znowu napełniona po brzegi cennymi produktami. Otworzyłem szuflady i zobaczyłem, że wszystko, co do nich schowałem, nadal się tam znajduje . Zadzwoniłem do recepcji i poprosiłem, by wyjaśniono personelowi, że jeśli zastanie lodówkę puste, nie będzie to oznaczało, iż spożyłem wszystko, co w niej znalazłem, ale że powodem jest łosoś. Odpowiedzieli, że trzeba wprowadzić tę informację do centralnego komputera, między innymi dlatego, że większość obsługi nie zna angielskiego, nie może więc przyjmować poleceń wydawanych głosem, lecz tylko instrukcje w języku basie.

    Otworzyłem dwie następne szuflady i zapełniłem je nową zawartością lodówki, po czym znowu ulokowałem w niej łososia. Następnego dnia o czwartej łosoś był na stole i wydawał już z siebie podejrzany zapaszek.

    Lodówka była zapchana butelkami i buteleczkami, a cztery szuflady przypominały szafę pancerną w speak-easy* [przyp.: Tajny bar. Przyp. tłum.] za czasów prohibicji. Zatelefonowałem do recepcji i dowiedziałem się, że komputer znowu zawiódł. Nacisnąłem guzik dzwonka i próbowałem następnie wytłumaczyć, na czym polega moja sprawa, jakiemuś typowi z włosami spiętymi w kok na tyle głowy, ten jednak mówił dialektem, którym - jak wyjaśnił mi później kolega antropolog - posługiwano się w Kefiristanie, i to w czasach, kiedy Aleksander Wielki brał ślub z Roksaną.

    Następnego dnia poszedłem podpisać rachunek. Astronomiczny! Wynikało z niego, że w ciągu dwóch i pół dnia skomsumowałem parę hektolitrów veuve clicąuot, dziesięć litrów whisky, w tym parę niezwykle rzadkich gatunków, osiem litrów ginu, dwadzieścia pięć litrów perriera i evian, plus parę butelek San Pellegrino, tyle soku owocowego, że wystarczyłoby go na utrzymanie przy życiu wszystkich dzieci wspieranych przez UNI-CEF, tyle migdałków, orzechów i słonych orzeszków, że zwymiotowałaby nawet osoba dokonująca autopsji bohaterów „Wielkiego żarcia”. Próbowałem wszystko wytłumaczyć, ale pracownik ukazał w szerokim uśmiechu zęby czarne od żucia betelu i zapewnił, że tak zawyrokował komputer. Poprosiłem o adwokata, a pomyśleli, że chcę awocado i przynieśli mi mango.

    Mój wydawca jest wściekły i uważa mnie za pasożyta. Łosoś nie nadaje się do jedzenia. Dzieci powiedziały mi, że powinienem ograniczyć trochę picie."

  • kaga9 15.01.10, 03:07
    W nawiązaniu do literatury- przypomniał mi się kapitalny fragment "Trzech panów
    w łódce..." dotyczący przewożenia aromatycznego sera:D
  • kooreczka 15.01.10, 15:56
    Nie wiem co mnie naszło, by pójść po odbiór tej cholernej ryby przed 18nastką
    koleżanki. Niestety kolega z samochodem nawalił, więc w szpilkach, sukience ze
    sporym czerwonym wiadrem w którym beztrosko chlupotał jesiotr wpakowałam się do
    autobusu. A ciężkie to było- powiadam. Miny pasażerów bezcenne.
  • Gość: Stańczyk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.10, 23:16
    W latach 90-tych przed wigilią wiozłem kolejką WKD z Warszawy do
    Komorowa żywego karpia. Ponieważ karp pogrążny był w głębokim i
    nieodwracalnym (tak mi się przynajmniej wydawało) letargu, wrzuciłem
    go na półkę nad oknem. W pewnym niespodziewanym momencie karp
    wierzgnął i wylądował w stojącym pod półką wózku ze śpiącym
    niemowlakiem. Na szczęście matka dziecka nie była histeryczką, a
    ryba wylądowała w okolicach nóżek bobasa i nic się dziecku nie stało.
  • p.s.j 20.01.10, 11:58
    > W nawiązaniu do literatury- przypomniał mi się kapitalny fragment "Trzech panów
    > w łódce..." dotyczący przewożenia aromatycznego sera:D
    parafrazując z pamięci puenta była mniej więcej taka:

    W pewnym momencie stateczny dżentelmen, którego aparycja wskazywała, iż jest
    właścicielem zakładu pogrzebowego, powiedział, że zapach przywodzi mu na myśl
    martwe niemowlę. Na tę uwagę pozostali trzej pasażerowie nie zmieścili się na
    raz w drzwiach przedziału.

    --
    试释是事!
    Shi shi shi shi!
  • the_dzidka 25.01.10, 12:05
    A to powietrze na plaży, które stało sie jakoś dziwnie mahoniowe, że
    aż kuracjusze zaczęli zjeżdżać?

    --
    Dzidka
  • kaga9 26.01.10, 00:46
    O, tak! I jeszcze próby pozbycia się serów- właściciel wrzucił je do kanału, ale
    zaprotestowali przewoźnicy. Potem chciał je ukryć w kostnicy, przeciw czemu
    zaprotestował koroner, twierdząc, że jest to próba wskrzeszenia nieboszczyków;D
  • chica77 25.01.10, 09:56
    a w samolcie....
    roku temu wracajac z Hiszpanii oniemialam kiedy jeden z pasazerow przewozil w
    bagazu podrecznym...wiadro do mopa;)
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.146.128.242.nat.umts.dynamic.eranet.pl 15.01.10, 02:58
    Parę lat temu zdarzyło mi się zabrać ze sobą w podróż długą aluminiową rurkę. Celu zorganizowania rurce takiego wypadu nie pamiętam, ale było wesoło!

    Mój autobus był pełen starszych ludzi i rozgadanych mołojców w wieku 12 lat. Kiedy drzwi otwarły się na moim przystanku i ja, melancholijny młodzian o ponurym wejrzeniu, odziany w gustowną czerń, w długim czarnym płaszczu, z czarnymi glanami na nogach, w czarnych okularach, z czarnym plecakiem i długaśną aluminiową rurką świecącą się z daleka jak miecz świetlny, wstąpiłem do wnętrza, wszystkie rozmowy ucichły.
  • Gość: Marek IP: *.cust.tele2.de 15.01.10, 03:17
    Materac, 140x200x30 cm, zafoliowany. W sumie nic takiego, nie były to godziny szczytu i zmiesciłem sie z nim bez problemu.

    Jak bym sie nie zmiescił, musiałbym go niesc. Tez by sie dało, to pieszo jakies poł godziny.
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.146.128.242.nat.umts.dynamic.eranet.pl 15.01.10, 03:20
    A czym jechałeś?

    PS: Materac przydałby się w pociągu, podczas długiej jazdy. Nic tylko na podłogę położyć i spać!
  • Gość: Marek IP: *.cust.tele2.de 15.01.10, 03:51
    Tramwajem.

    Materac tej wielkosci raczej nie dałby sie połozyc na podłoge - chyba ze w wagonie towarowym pociagu.
  • eurytka 15.01.10, 14:56
    Wiozłam materac antyodleżynowy,
    gąbkowy,zafoliowany, zwinięty w rulon i oklejony lepcem,
    bezpłatnym autobusem z carrefour,
    żaden to wyczyn.
    Niedawno w tramwaju jechałam z wózkiem na zakupy,
    załadowanym i do tego załadowaną torbą.
    Jeden starszy facet stał kolo mnie i stękał,
    a jak wysiadał,
    to powiedział, że q...jeszcze q.. fortepianu tu brakuje.
    Nie zdążyłam zripostować,
    bo drzwi się za nim zamknęły.
    --
    http://www.avatarss.za.pl/nabloga/img/avatarss5457.gif
  • maitresse.d.un.francais 15.01.10, 15:37

    > Niedawno w tramwaju jechałam z wózkiem na zakupy,
    > załadowanym i do tego załadowaną torbą.
    > Jeden starszy facet stał kolo mnie i stękał,
    > a jak wysiadał,
    > to powiedział, że q...jeszcze q.. fortepianu tu brakuje.

    Znaczy uważał, że te przedmioty powinny same biec za tramwajem?
  • lia.13 24.01.10, 19:42
    ale jak z wózkiem? z jakim wózkiem, takim sklepowym, na monetę?
  • mmb 15.01.10, 16:57
    Karnisz 2,4m długości. Prawie pionowo się zmieścił :)

    --
    www.szukającBoga.pl
  • Gość: papierośnica IP: *.chello.pl 15.01.10, 17:16
    wieniec pogrzebowy dość sporej wielkości
    krzesło składane
    suszarkę składaną do bielizny
  • uleczka_k 15.01.10, 17:39
    Pisałam już o tym w wątku o tym co się mieści w damskiej torebce. No to ja
    wiozłam kiedyś czaszkę. Brakowało jej dwóch zębów, ale poza tym była w dobrej
    kondycji.
  • sammler 15.01.10, 18:08
    Autobus restauracyjny... Kiedyś musieli je wprowadzić, jak już dawno przewidywał
    jeden prorok ;)

    S.
  • Gość: zlasu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.10, 18:25
    Ja kiedyś na kurs pewnej metody rehabilitacji jechałam z piłką. Piłka miała
    średnicę około 80 cm (musiałam wieźć już nadmuchaną). Nie byłoby to takie
    spektakularne, gdyby nie to, że jednym tramwajem jechało na te zajęcia jakieś 20
    osób. Wszystkie z piłkami.
  • Gość: 8eatrycze IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.01.10, 19:21
    Taborety - cztery sztuki, ale nie sama, z rodzicami, byłam mała wtedy.
    Ale cóż miejsca siedzącego nie trzeba było szukać :) byłam ze swoim...
  • vifxen 15.01.10, 20:02
    piękny, gruby, sękaty kij.
    Tramwajem.
    Ale nie żartuję, naprawdę był piękny. Mam go do dzisiaj, ale nie
    wiem gdzie.
    --
    I get along just singing my song,
    People tell me I'm wrong..
  • b.montana 15.01.10, 20:17
    ponadmetrowy miś w plecaku turystycznym, wystawała mu głowa i ramiona. mina dzieciaków w autobusie- bezcenna :)
  • gazeta_mi_placi 15.01.10, 20:24
    Ja z koleżanką: koleżanka odkurzacz i rurę od odkurzacza.
    Ja: wiadro od mopa wypełnione różnymi produktami do czyszczenia i łyżeczkami (wybrałyśmy się do byłego mieszkania po resztkę już rzeczy i żeby posprzątać).
    W tym okrągłym zagłębieniu na mopa wesoło dyndała przyprawa do zupy w płynie (koleżanka była bardzo pazerna i powiedziała,że byłej właścicielce mieszkania nic nie zostawi).
    Przedstawiałyśmy sobą dość osobliwy widok.
    Oczywiście odkurzacz po prostu do ręki,gdzież tam w kartonie :D
    --
    http://i49.tinypic.com/2mcd6yg.png
  • nessie-jp 15.01.10, 20:35
    Plastikowy, giętliwy, elastyczny karnisz do firan o długości 4 metrów -- do
    salonu. Usiadłam sobie z tyłu, wystawiłam beztrosko karnisz jak lancę i w
    ostatniej chwili powstrzymałam opadający giętko ku dołowi koniuszek od strącenia
    kapelutka nobliwej współpasażerce. Na szczęście siedziała do mnie tyłem!

    --
    Odwróć się od szyby, rozmawiaj na migi,
    strzygi i widziadła, widziadła i strzygi...
  • Gość: misiamisiamis IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.01.10, 21:00
    ja wiozłam miotłę tylko że ona mi się rozwaliła i część do
    zamiatania miałam w torbie a trzymałam tylko kij.odpadła mi ta część
    a pracowałam na zmywaku i było to moje także narzędzie pracy.kiedy
    praca mi się kończyła musiałam się rozliczyć i oddać miotłę.i taya
    powiedział że mi to skręci tylko żeby przynieść te części do domu.ta
    część ten kij był koloru białego a tą do zamiatania miałam w
    torbie.cały przystanek myślał że ma do czynienia z osobą niewidomą i
    byli ciekawi jak sobie poradzę w autobusie.dziwnie się czułam pod
    ich bacznym wzrokiem ale dzisiaj się śmieję do łez z tego.

    pamiętam taką inną sytuację że ktoś do autobusu wniósł rury,takie
    cienkie.każdy nowy kto wchodził do autobusu chwytał za rury bo
    myślał że to poręcze.
  • lamowata 16.01.10, 09:59
    Klatkę dla szczurów z 4 szczurzydłami w środku.;]
    --
    http://tinyurl.com/ydwsd69/.gifhttp://tinyurl.com/ycdwfch/.gifhttp://tinyurl.com/yeufouk/.gifhttp://tinyurl.com/y9wph7r/.gifhttp://tinyurl.com/ya8moto/.gif
  • nessie-jp 18.01.10, 12:36
    lamowata napisała:

    > Klatkę dla szczurów z 4 szczurzydłami w środku.;]

    To dobrze że mnie w tym autobusie nie było, bo zrobiłabym scenę.

    Znaczy, padłabym na kolana przed klatką i kwiczała z zachwytu :)

    --
    Nie ufaj w wieczory, wstań, zaciągnij story,
    Upiory i harpie, harpie i upiory...
  • Gość: cb IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.10, 15:21
    wiaderko farby - znaczy puszkę taką dość duzą, chyba z 5 litrów?
    autobusem. Zdaje się że w reklamówce. W pewnym momencie reklamówka
    chyba się rozerwała i ta puszka uderzyła o podłogę, a farba - biała -
    rozlała się, m.in. po moich ukochanych sandałach i spodniach. Na
    całe szczęście żaden współpasażer nie znajdował się zbyt blisko.
  • gazeta_mi_placi 17.01.10, 12:24
    Jeden ze współpasażerów wiózł pociągiem klatkę z kurczakami (żywymi).
    --
    http://i49.tinypic.com/2mcd6yg.png
  • Gość: ewig-weibliche IP: *.starachowice.vectranet.pl 17.01.10, 17:26
    Jednocześnie: trzyletnie dziecko, 2 koty w klatce,psa rasy jamnik
    szorstkowłosy na smyczy i szczura luzem. A odbywając obowiązkową
    praktykę jako wychowawca kolonijny-24 chłopaków w wieku 8-16 lat
    (sama miałam wtedy 19)
  • gazeta_mi_placi 17.01.10, 18:13
    " Jednocześnie: trzyletnie dziecko, 2 koty w klatce,psa rasy jamnik
    szorstkowłosy na smyczy i szczura luzem"

    Jak sobie poradziłaś? :-)
    --
    http://i49.tinypic.com/2mcd6yg.png
  • Gość: ewig-weibliche IP: *.starachowice.vectranet.pl 18.01.10, 10:52
    klatka+ smycz w jednej ręce, córka za drugą, a Maniek za
    pazuchą:).Szczurek był zdecydowanie najgrzeczniejszy!
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 25.01.10, 01:09
    Moja siostra jechała kiedyś z prosiaczkiem :)
  • Gość: gryśka IP: *.uwm.edu.pl 18.01.10, 12:48
    Do polikliniki wiozłam miauczącego w niebogłosy kota w transporterku.
    W jedna stronę busikiem - pan kierowca zmienił trasę i podwiózł nas
    pod sam budynek :)
    Z powrotem autobusem MPK.
  • Gość: Agi IP: *.134.155.3.static.crowley.pl 18.01.10, 12:55
    Siekierę. Prawdziwą, naostrzoną. Dużo miejsca miałam wkoło siebie... :D
  • Gość: groszek IP: *.swietojanska.net 18.01.10, 15:44
    Mroźna zima, lata późne osiemdziesiąte. Miałam chyba 17-18 lat. Taksówek na
    telefon nie było (telefonów też nie było), na postoju nie było, a ja musiałam
    przewieźć nie rzeczy, ale dwie kobiety - mamę i kuzynkę zaprawione ajerkoniakiem
    domowej roboty, na spirytusie. Obie eleganckie, urodziwe i pijane. Jedna stała,
    druga się osuwała. Gdy tę osuwającą się łapałam, drugiej się kolana uginały. Gdy
    udało mi się je posadzić, to też na zmianę zsuwały się z miejsc. Po piętnastu
    minutach musiałam je wysadzić z autobusu, a ludzie z politowaniem się
    przyglądali, chętnych do pomocy nie było. W końcu jeden mężczyzna się zlitował i
    pomógł mi je sprowadzić na chodnik. Mialam wrażenie, że wysiadanie trwa kolejne
    15 minut. Panu podziękowałam, a on to tylko skwitował: O! A pani trzeźwa!
  • girl.of.your.nightmares 18.01.10, 23:21
    blat dużego stołu kuchennego (najpierw pociągiem, potem autobusem), jechała ze mną mama, która dumnie dzierżyła nogi odkręcone od tegoż stołu.

    Dwa strasznie długie drewniane kije, jechałam razem z kolegą autobusem z pętli, rozsiedliśmy się wygodnie z tymi kijami na końcu autobusu, bo miejsca było dużo, a potem w międzyczasie ludzi przybyło i ledwie daliśmy radę z tymi kijami wysiąść nie uszkadzając żadnego z współpasażerów.

    wiele razy jechałam autobusem, pksem i pociągiem z moim niezwykle towarzyskim i przyjaznym, ale groźnie wyglądającym owczarkiem niemieckim.
    Pasażerowie przerażeni, pies na początku też przerażony, potem mu się zaczynało podobać i chciał się ze współpasażerami zapoznać, więc oni zaczynali być jeszcze bardziej przerażeni, następnie niektórzy zaczęli się do pieska przekonywać i go głaskać, inni odsuwali się jak najdalej, a jeszcze inni krytykowali przewożenie psów środkami transportu publicznego i stwierdzali, że pies mój na pewno ma wściekliznę i zaraz ich pogryzie. (dla wyjaśnienia - pies był zawsze w kagańcu, a zaświadczenie o szczepieniu na wściekliznę miałam przy sobie zawsze, kiedy z nim gdzieś jechałam:))
  • agulha 19.01.10, 01:00
    Sukę rasy mieszanej i jej czworo drobnego potomstwa w torbie po
    maszynie do szycia (suka luzem, w torbie szczenięta). Najlepsza była
    taka scena: torba na górnej półce (aha, bo to w pociągu było), suka
    na podłodze, na innych siedzeniach współpasażerowie. Z góry zaczyna
    dochodzić popiskiwanie, coraz bardziej naglące, więc zdejmujemy
    torbę, suka wchodzi do niej no i cóż - przenośna mleczarnia.
    Pasażerowie byli cokolwiek zdziwieni.
    Jakiś czas temu natomiast jechałam pociągiem relacji Warszawa-
    Białystok (I klasa, a co) ze starszą panią, która w kartonowym pudle
    z dziurkami wiozła kurczęta (żywe; chyba jeszcze malutkie i w sporej
    ilości, ale mogłam oceniać to tylko słuchem. Dobrze, że nie węchem).
  • Gość: annaud IP: 195.137.246.* 19.01.10, 15:00
    Kiedyś za dawnych czasów - gdy jeszcze do telewizorów nie uzywało
    sie pilotów a raczej dzieci (kanały przełączało sie przyciskiem -
    zreszta tych kanałów było 2) pojechałem z moim wujkiem po telewizory
    do Warszawy. Siostra dostała cynk że na ul. Mangalia - sprzedają
    telewizory z matuszewskiej (jeszcze wtedy tylko czarno biale).
    Ponieważ do W-wy było 120 km wieć wyprawa pociągiem przez Kutno na
    Centralny. Tam Autobusem. Dotarlismy a jakże rano do sklepu - a tam
    kolejka zawinięta pod najbliższe bloki. jakoś udało nam sie dwa
    zakupić i dawaj z nimi w autobus i w pociąg. Udało sie dojechac do
    stacji końcowej ale przytachac ze stacji 3 km nie dalismy obu. jeden
    został więc u znajomej kasjerki w kasie biletowej a drugi
    przytargalismy do domu. I jacy dumni i szczęśliwi :)
  • Gość: szampanna IP: *.sta.asta-net.com.pl 19.01.10, 21:44
    dawno, dawno temu - kanarka w podziurkowanym kartonie po makaronie
    czterojajecznym. Kupiłam go w innym mieście (kanarka, nie makaron) i
    wiozłam do nowego, czyli mojego, domu :)
    Dużo później, czyli nie tak dawno: pociągami woziłam na studia
    arcydzieła mojej produkcji, a że byłam wielbicielką rozmiaru XXL,
    były to np. odlewy gipsowe wagi 30 kg (sama targałam), rzeźba
    stalowa prawie mojego wzrostu i wagi 50 kg (z męską pomocą przy
    wsiadaniu i wysiadaniu, bo w pojedynkę to już przesada by była ;)),
    liczne plansze i elementy instalacji formatu tablicy mniej więcej.
    Echhh... Zawsze budziłam życzliwe zainteresowanie konduktorów, nikt
    mi złego słowa nie powiedział, a wręcz przeciwnie :)
    Jeszcze a propos żywego inwentarza - pamiętam facetkę przewożącą pks-
    em malutkie żółciutkie kurczaczki... w berecie :) Oczywiście nie na
    głowie, tylko w odwróconym w rękach.
  • Gość: hohoho IP: 109.243.19.* 19.01.10, 22:32
    Znajoma urzadzała imprezę w stylu "pogrzebowym". Cztery osoby przebrały sie za
    kondukt (czarne peleryny, fioletowe akcesoria itp.)i w tych przebraniach
    przywiozły ze sobą "denata", czyli wypchany gazetami...czarny worek na zwłoki,
    taki profesjonalny z zamkiem, wysępiony od kolegi z pogotowia. Miny
    współpasażerów- nie do opisania.
  • lustroo 19.01.10, 22:58
    Jak widzę pudełko od makaronu to dobry transporter :)Ja dostałam od znajomych
    papugę i wiozłam ją w pudełku po makaronie autobusem dawno temu i wszyscy w
    autobusie pytali "gdzie pani kupiła makaron?" Papugą był samiec dostał
    przezwisko Makaron. :)
    --
    Jezdem żdżęźliwa, a co ;)
  • lustroo 19.01.10, 23:00
    Aaa i kiedyś wiozłam twaróg, może to nic dziwnego, ale tłok był taki, że w
    pewnym momencie pomyślałam, że chyba na sernik, to nie będę musiała go mielić :)
    --
    Jezdem żdżęźliwa, a co ;)
  • Gość: power_ant IP: *.aster.pl 19.01.10, 23:55
    Wyglądało to tak: wsiadam do autobusu i łapię za pionową rurkę od
    podłogi do sufitu. Mija kilka chwil, ładuje się reszta pasażerów.
    Dopiero w momencie, w którym ruszamy z przystanku, orientuję się, że
    rurka wcale nie jest przymocowana do podłogi, ba, wcale nie jest
    częścią wyposażenia autobusu. Po prostu jakiś pan obok przewoził
    sobie materiały budowlane. :) Myślałam, że tak jak ja trzyma się
    uchwytu, a on zwyczajnie trzymał swoją własność. :)
    Był tak zdziwiony, że nawet nie zwrócił mi uwagi. :)
  • labellaluna 21.01.10, 13:03
    orientuję się, że
    > rurka wcale nie jest przymocowana do podłogi, ba, wcale nie jest
    > częścią wyposażenia autobusu. Po prostu jakiś pan obok przewoził
    > sobie materiały budowlane.


    Ale się uśmiałam :))))


    Ja w zeszłym roku musiałam przewieźć zestaw do sprzątania, zakupiony w sklepie,
    a konkretnie: wiadro, kij do mopa, mopy, szufelka ze zmiotką, różne butelki z
    płynami plus standardowe zakupy żywieniowe w reklamówce, no i moja wielka torba
    codzienna. Było mi niewygodnie, ciągle coś mi leciało z rąk, ale strasznie
    chciało mi się śmiać z samej siebie, a już jak szłam po ulicy, znaczy
    chodnikiem, to zwyczajnie rechotałam, że jestem jak jakaś baba ze wsi z wiadrami.
  • Gość: Blanka IP: *.csk.pl 24.01.10, 18:30
    Zapakowałam się kiedyś do autobusu MPK z karniszem. Nie mogłam go
    postawić z racji, że był za długi więc jechałam tak sobie z nim
    wiszącym ponad głowami pasażerów. Modliłam się w duchu bym nie dostała
    skurczu rąk i żeby mi nie zdrętwiały, bo ktoś by niechcący oberwał :)
  • Gość: rudy mundek IP: 79.110.196.* 24.01.10, 18:31
    tramwajem, z bratem do pomocy, dwie płyty regipsowe.
  • dzidzia_bojowa 24.01.10, 18:46
    Jak skończyłam osiemnaście lat postanowiłam wyprowadzić się z domu, bo mama nie
    pozwalała mi robić co chcę i, o zgrozo, kazała wracać do domu na noc. Więc się
    obraziłam i spakowałam swój dobytek, który postanowiłam przewieźć autobusem.
    Koleżanka zgodziła się mnie przygarnąć na jakiś czas.
    Przewoziłam więc samodzielnie i jednorazowo: plecak i dwie torby z ciuchami,
    reklamówkę z kosmetykami, duperelami, maskotkami, koralikami itp, reklamówkę z
    książkami i zeszytami( ze szkoły jednak nie rezygnowałam- resztki zdrowego
    rozsądku), wielkiego pluszowego misia, którego miałam od wczesnego dzieciństwa i
    jakoś nie wyobrażałam sobie, że mogłabym go nie wziąć i oczywiście gitarę( byłam
    grającą harcerką).
    Kilka dni później z tym wszystkim wracałam do domu, skruszona,
    przepraszająca i chlipiąca. Widok był maksymalny!
  • misself 24.01.10, 18:46
    Rekwizyt do tańca - skrzydła. (Po angielsku Isis wings, można sobie wygooglać.)
    Były złożone i w pokrowcu, ale spodobały się śmierdzącej babci siedzącej obok
    mnie i mi zabrała :|

    Poza tym zdarzyło mi się wieźć
    - deskę do prasowania
    - kołdrę
    - halabardę
    - wiertarkę, w czym nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie to, że nie miałam jej jak
    zapakować i wiozłam ją w ręce.

    Moja Siostra wiozła miecz, też do tańca. Miny pasażerów - bezcenne :-)
    --

    biusta
    i
    biuściki.
  • misself 24.01.10, 18:50
    Przypomniało mi się jeszcze:
    - chomika w tekturowym pudełku - straszna podróż, bo chomika ciągnęło na wolność
    i ledwo go doniosłam do domu, pogryzł prawie całe pudełko...
    - 2 kg polędwicy wołowej, zamrożonej, w środku lata (wiozłam najpierw pociągiem,
    później autobusem do domu; nie rozmroziła się! ale wszystkie psy w tych środkach
    transportu żywo interesowały się moją torbą.)
    --
    "What's the goal? To get married? Yuck! Half of them end in divorce the other
    half end up with children."
    (z "Ally McBeal")
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.147.161.77.nat.umts.dynamic.eranet.pl 24.01.10, 18:51
    A mogę spytać, co to za taniec, który się tańczy ze skrzydłami? Albo mieczem?
  • misiania 24.01.10, 19:42
    Nie poguglałeś, PiRomanie, w kwestii skrzydeł do tańca? wszystko mi gugiel
    objawił i obrazkami przyozdobił :)
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.147.174.99.nat.umts.dynamic.eranet.pl 24.01.10, 19:49
    Skrzydełka sobie wyguglałem, ale ten miecz mnie niepokoi :)
  • misiania 24.01.10, 19:59
    bo może to de facto szabla była, nie mieczyk?
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.147.160.186.nat.umts.dynamic.eranet.pl 24.01.10, 21:15
    To jakiś taniec połączony z szermierką?
  • misself 25.01.10, 08:47
    Taniec arabski :-) Tańczy się toto z różnymi rekwizytami, z których większość
    wywołuje sensację na ulicy. Skrzydła się składa, ale dziewczyna biegnąca z
    mieczem w ręce albo z torbą pełną cekinowych lasek (arab. assaya) jest obiektem
    zainteresowania wszystkich przechodniów :-) Z torbą z laskami biegła moja znajoma.
    --
    Ja już mam swoją wizytówkę.
    A Ty?
  • 3.14-roman 26.01.10, 01:00
    Dziękuję za wyjaśnienie :)
    --
    Dziadek wreszcie kupił babci pralkę.http://www.suwaczek.pl/cache/0fc5f93cbf.png
  • kaga9 26.01.10, 00:55
    misself napisała:

    > Rekwizyt do tańca - skrzydła. (Po angielsku Isis wings, można sobie wygooglać.)
    > Były złożone i w pokrowcu, ale spodobały się śmierdzącej babci siedzącej obok
    > mnie i mi zabrała :|

    Jak to- zabrała Ci? Ukradła??? Oburzam się:/
  • 3.14-roman 26.01.10, 00:59
    Ja też uważam, że to nie fair. Ciekawe, co potem zrobiła z tymi skrzydłami? Tańczyła w nich?

    PS: Kaga9, sprawdź pocztę gazetową.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.