W latach 90-tych przed wigilią wiozłem kolejką WKD z Warszawy do
Komorowa żywego karpia. Ponieważ karp pogrążny był w głębokim i
nieodwracalnym (tak mi się przynajmniej wydawało) letargu, wrzuciłem
go na półkę nad oknem. W pewnym niespodziewanym momencie karp
wierzgnął i wylądował w stojącym pod półką wózku ze śpiącym
niemowlakiem. Na szczęście matka dziecka nie była histeryczką, a
ryba wylądowała w okolicach nóżek bobasa i nic się dziecku nie stało.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.