Dodaj do ulubionych

"Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerach

09.07.05, 19:35
Byl taki czas ze duzo pociagiem po kraju jezdzilam i spotykalam roznych
"wywrotowcow", czasem bylo smiesznie, czasem bylo strasznie.

Kiedys juz na dworcu zauwazylam dwoe piszczoce kobiety, opowiadaly sobie cos
tak szybko i piskliwie ze pomyslalam ze wspolcxzuje temukto bedzie z nimi w
przedziale. Jak latwo sie domyslic dosiadly sie do mnie. Pociag byl nocny, a
one od polnocy do prawie szostej gadaly, nawet nie sciszajac glosu, i znalazly
sobie nawet ofiare w postaci faceta, ktory mial okazje uslyszec caly spis
chorob ich dzieci zlaman kosci ich mezow...

Innym razem jechalam z kobieta ktora opowiadala swojej kolezance "No i ta moja
corka czyta i czyta te ksiazki, no tego sie juz nie da oduczyc".

Ale rekord pobilo smieszno-straszne zdarzenie:

Jechalam kiedys w pociagu z Wawy do Slupska. Jakies 20 minut przed Slupskiem
wsiadla do przedzialu gruba kobieta ubrana w 5 wartw ubran conajmniej, zdjela
plaszcz, usiadla i sie zaczelo... Smrod niewiarygodny.. Wzielam plecak i kurtke
i stwierdzilam ze to tylko 20 minut i dam rade na korytarzu.

Razem ze mna wyszly dwie dziewczyny, raczej niewychowane bo juz na korytarzu
zaczely bardzo glosno mowic o tym zapachu...

Po kilku minutach ta kobieta wyszla z przedzialu, zaczela sie trzasc i krzyczec
"To nie ja smierdze! To wy smierdzicie, to SZATAN smierdzi! To siarka!" a potem
zaczela mamrotac cos, a mnie po prostu w podloge wbilo ze zdziwienia :)


A Wy? Moze sami jestescie ciekawymi wspolpasazerami? :)
Edytor zaawansowany
  • gixera 09.07.05, 20:53
    ze mna wszystkie dziwolagi siadaja, najgorszy byl taki, co gadal sam do siebie.
    Siedze, jem sobie kanapke, a ten na caly glos: co tak smierdzi? mysle sobie,
    niezle, zaraz mnie zaatakuje, on po chwili: no, tak te siedzenia. Troche byl
    wykolejony.Kieroca zahamowal, a on: co on wyprawia, jak on jezdzi? wszystkie
    miejsca pozajmowane, kazdy chce sam siedziec. I tak prawie cala droge, bo
    wczesniej wysiadl, dzieki bogu.
    --
    Nie klikać, to jest zaraźliwe!
  • pawello35 09.07.05, 21:45
    Kiedyś wsiadło do mnie do przedziału dwójka dzieci , chłopak i dziewczynka w
    wieku 12-13 lat. Po chwili jazdy sosiadła się młoda kobieta, najwyraźniej
    studentka czy coś takiego. Dzieciaki rozrabiały, więc zapytała się czy to
    moje. Na to dzieci zaczęły opowiadać że ich tatusie gdzieś na chwilę wyszli, i
    kazali im znaleźć wolny przedział. Historia ciągnęła się aż doszło do tego że
    najwyraźniej rodzice dzieci zostali parę stacji wcześniej drżąc z zimna i
    głodu. Studentka przeraziła się nie na żarty i usiłowała pocieszać biedne
    maluchy, kiedy do przedziału wkroczyło dwóch mężczyzn z okrzykiem "Ania,
    Wojtuś, przepraszamy że tak długo ale do klopa była straszna kolejka".
    Studentka wyleciała mamrocząc coś o małych potworach. Ale się dzieciom
    oberwało ;)
    --
    Katowice żądają dostępu do morza!
  • mist3 09.07.05, 22:00
    Kiedyś jechałam na obronę swojej pracy mgr i cała w strachu przeglądałam ją
    jeszcze w drodze. Dosiadł się do mnie pan i niedyskretnie zaglądając przez ramię
    zjrzał o czym. Jako że praca wiązała się z UE, której pan był zdecydowanym
    przeciwnikiem, musiałam wysłuchać szeregu jego argumentów i poglądów,
    wygłaszanych coraz to agresywniejszym tonem, aż w końcu, kiedy już myślałam, że
    mi się oberwie za zło tego świata, pan musiał wysiadać.
    Kiedyś jechałam z moim eks pociągiem na wakacje na drugi koniec polski.
    Siedziała z nami sympatyczna pani z dziećmi. Dziewczynka 'upodobała' sobie
    mojego eks i przez całą drogę śpiewała mu taki mniej więcej tekst: 'kochaj
    chłopców, ale ładnych, nie blondynów tylko czarnych, bo blondyni porzucają a
    bruneci pamiętają" cały czas patrząc mu prosto i niewinnie w oczy. I można
    powiedzieć że piosenka była prorocza (przynajmniej w tej części dot. blondynów) ;)))
    Często zdarza mi się słyszeć w pociągu teksty starszych pań i panów - niech pani
    tyle nie czyta, jak pani za mądra będzie to pani męża nie znajdzie. Poparte jest
    to oczywiście przykładami z życia :) No cóż, może i mają rację .... Problem w
    tym, że ja lubię czytać.
    Standardowe podróże z ludźmi zwierzającymi mi się z problemów całego życia, to
    już u mnie norma więc szkoda opowiadać. Coś takiego w sobie mam, że przyciągam
    ludzi chcących się wygadać.
    Pozdrawiam wszystkich podróżników :)
  • Gość: rzarufka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 20:15
    Mam podobnie, przyciągam typy wyjątkowo gadatliwe i namolne.
    Odprowadzałam raz kumpla na pociąg relacji Krak - Wawa, pociąg ów jechał z
    Zakopca, więc jak to zwykle bywa kilku paseżerów w środku. Pociąg wjechał na
    peron, my ustawieni w odpowiednim sektorze zlokalizowaliśmy właściwy wagon i
    przedział. Naszą ciekawość wzbudziła stojąca na półeczce widoczna w okienku....
    Finlandia, pełna do połowy ale ... bez widocznego w przedziale właściciela.
    Kumpel obdarował mnie pożegnaniem i wlazł do środka. Za nim wsiadały 2 panny.
    Potwierdziła się nasza teoria, że właściciel flaszki musi być gdzieś blisko.
    Kumpel zauważył go śpiącego na całej długości siedzenia - obudził go
    kulturalnym potrząśnięciem i okrzykiem: Wstawaj "Fredek", już się nie
    bawimy ! "Fredek" podniósł ciało własne, i w tym momencie panny równocześnie
    wydały z siebie pisk : Ja nie będę koło niego siedzieć! - a taki układ wynikał
    z ich biletów.
    Mój kumpel oczywiście szarmancko: Spoko, możemy się zamienić, ja koło niego
    usiądę a Wy na przeciwko niego.
    Panny: Och dzięki, naprawdę dzięki.
    Na to kumpel: Nie ma sprawy, jak dla mnie to nawet lepiej w razie gdyby żygał !
    Panny w jeszcze większy lament, ale łyso im było znowu prosić o zmianę, a
    pociąg pełny więc w tej konfiguracji spędziły 2,5 h podróży urozmaicanej
    jednoosobową imprezką "Fredka".
    Osobiście spotkałam jednego megadupka: przez całą drogę Wawa-Kraków wyrażał
    swoje obawy na temat standardu hotelu i obchwalił się całemu przedziałowi jaki
    jest utytułowany. Jego towarzyszka ( jechali chyba na jakąś konferencję) ze
    wstydem w oczach czasem mu przytakiwała, ale głównie starała wzbudzić na
    pozostałych pasażerach wrażenie, że Go nie zna.
    Ten sam kumpel, regularnie odwiedzający wspomnianą już trasę dostał ostatnie
    wolne miejsce w wagonie dla palących. Traf chciał, że towarzystwo raczej nie
    paliło ( 2 dzieci z rodzicami, plus młoda dziewczyna- jak powiedziała później z
    astmą) , więc sam grzecznie na papieroska wyszedł na korytarz. Jednak kultury
    zabrakło innemu pasażerowi - bezpardonowo zapalił fajkę - smród jak cholera !
    Oczywiście regulaminowo miał prawo, no ale... Wywiązała się zbiorowa prośba o
    zgaszenie lub wyjście z przedziału, bo dzieci itd.... Facet z ryjem, że go to
    nie rusza. Ruszyło go gdy dostał ostrzeżenie, że może wysiąć wcześniej ....
    Pozdrawiam wszystkich podróżujących!
  • jan.kulczyk 06.08.05, 18:03
    > Ten sam kumpel, regularnie odwiedzający wspomnianą już trasę dostał ostatnie
    > wolne miejsce w wagonie dla palących. Traf chciał, że towarzystwo raczej nie
    > paliło ( 2 dzieci z rodzicami, plus młoda dziewczyna- jak powiedziała później z
    >
    > astmą) , więc sam grzecznie na papieroska wyszedł na korytarz. Jednak kultury
    > zabrakło innemu pasażerowi - bezpardonowo zapalił fajkę - smród jak cholera !
    > Oczywiście regulaminowo miał prawo, no ale... Wywiązała się zbiorowa prośba o
    > zgaszenie lub wyjście z przedziału, bo dzieci itd.... Facet z ryjem, że go to
    > nie rusza. Ruszyło go gdy dostał ostrzeżenie, że może wysiąć wcześniej ....
    > Pozdrawiam wszystkich podróżujących!

    Mam jedno zastrzeżenie. Przedział dla palących jest właśnie po to, żeby w nim palić, a NIE NA KORYTARZU, gdzie dym dolatuje równo do WSZYSTKICH. Nawet jeśli cały wagon jest dla palących (ostatnio chyba rzadkość w pociągach z przedziałami), to dym dolatuje korytarzem do innych wagonów, prędzej czy później. Więc facet zrobił dobrze, bo jak zauważyłeś, MIAŁ PRAWO, a Ci z ryjem nie MIELI PRAWA się do niego przyczepiać. Jeśli ktoś ma astme, to jedzie następnym pociągiem, a nie kupuje miejsce dla palących, bo innych nie ma, albo spędza podróż w przestrzeni wspólnej (Wars, korytarz). Kiedy jeszcze jeździłem pociągiem, krew mnie zalewała na takich "życzliwych", co to wychodzili na korytarz, żeby zapalić, bo tak niby "szarmancko". Guzik prawda. W ten sposób palą również Ci z miejsc dla niepalących (biernie oczywiście). Częściowo wynika to również z hipokryzji palaczy, którzy nasmrodzić ludziom lubią, ale sami w dymie siedzieć - o dziwo - już nie. Zwłaszcza w takim starym, kilkugodzinnym dymie. Ale po to są takie prrzedziały, żeby w nich palić. A jeśli ktoś się dzieki nim oduczy palenia, to jeszcze lepiej. Koniec i kropka.
    Francuzi nie mają z tym problemu. W ich pociągach, również w tych przedziałowych, pali się tylko na wyznaczonych miejscach. W tych miejscach jest tak nadymione, że można to powietrze ciąć nożem i porcjowac do pudełek, takie jest gęste. Ale wszędzie indziej jest czysto. I tak powinno być. Miałem kiedyś nieszczęście jechać w TGV w wagonie dla palących i do dziś wspominam to traumatycznie przeżycie, ale się nie uskarżam - mój wybór.

    --
    You're born- you take poo, get out into the world-take more poo, climb a little higher-take less poo, 'til one day you're up in the rarefied atmosphere where you've forgotten what poo even looks like, welcome to the Layer Cake son.
  • Gość: rzarufka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.08.05, 17:20
    Wiesz co, moim zdaniem byłoby bardzo elegancko pomimo przyzwolenia na palenie
    wyjść na ten korytarz. Pociąg jak zwykle był napchany, więc wybór miejsc "gdzie
    komu wygodnie" był wysoce ograniczony. Facet poprostu pokazał, że jest
    nieustępliwym chamem i tyle. Zero szacunku dla zdrowia innych - ale zapłaci za
    to wcześniej czy później rakiem oskrzela. Poczuje co to duszność jak ta
    dziewczyna z astmą.
  • Gość: anja IP: *.toya.net.pl 18.08.05, 13:16
    Za palenie na korytarzu a nie w przedziale do tego przeznaczonym to mozna
    dostac mandat...
  • Gość: rzarufka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.08.05, 16:07
    Że za chamskie odzywki dostanie się w ryj jest bardziej prawdopodobne niż
    mandat - a papieros to cienizna w porównaniu ze smrodem tytoniu.
  • zdzicha.tramwajara 31.12.05, 13:33
    tak sie sklada, ze na moich oczach tacy zyczliwi i kulturalni dostali po dwie stowki mandatu.
    na kotyrarzu NIE WOLNO palic - tylko w przedziale dla palacych. i ci z astma, dziecmi czy tez innymi powodami naskakujac na tamtego pasazera i grozac mu - namawiai go do zlamania prawa i narazili na kare
  • Gość: ona29 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.06, 22:37
    Ludzie niepalący, którym przeszkadza dym papierosowy-fajkowy (bo sa i tacy,
    których to wogóle nie rusza) a kupujący sobie miejsce w przedziale dla palących
    moim zdaniem nie są normalnymi osobnikami. Tym bardziej rodzice z dzieckiem
    kupujący taki bilet powinni się przebadać psychiatrycznie.
    Osoba paląca po to zaznacza kupując bilet w kasie, że chce miejsce w przedziale
    dla palących by mogła sobie podczas jazdy zapalić a nie siedzieć bo jakaś chora
    laska siedzi również w tym przedziale. Ludzie bez przesady - palacz też jest
    człowiekiem i płaci tak samo za bilet jak inni więc czemu ma rezygnować ze
    swego "przywileju"?
    Poza tym obecnie w pociągach jest całkowity zakaz palenia na korytarzach
    ponieważ w przedziałach dla palących są wyciągi/klimatyzacja, która działa
    dobrze jedynie przy zamkniętych drzwiach- dzięki temu dym nie wydostaje sie na
    korytarz i nie roznosi po całym wagonie
    Myli się ten kto twierdzi, żę nie dostaje się mandatu za bycie "usłużnym"-
    niech no tylko takiego palacza zobaczy konduktor <Szok>
    Ciekawe tylko jak zareagowaliby wspólpasażerowie których chciał "oszczędzić"
    taki palacz wychodzą na korytarz zapalić, gdy po otrzymaniu mandatu za palenie
    w miejscu niedozwolonym, oznajmiłby im, że otrzymał to z ich winy ponieważ z
    ich powodu wyszedł i teraz wszyscy powinni się złożyć by on miał pieniądze na
    ten mandat - bo przecież nie skorzystał ze swego prawa jakim była możliwość
    zapalenia w przedziale tylko wyszedł by nie musieli wąchać dymu?
    Co do dostawania po "pysku' za .... słowa- ten kto rozwiazyuje tak sprawy sam
    nie jest nikim lepszym od używającego takich słów- i z jednego i z drugiego
    wychodzi po prostu chamstwo.
  • Gość: myśliwy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.06, 14:00
    Tak ale na miejsca sie poluje... nie kupuje.
  • wampuka 10.06.07, 12:16
    Klimatyzacja jest w pociągach? W Polsce?
    --
    into theWest
  • yabol428 18.07.07, 01:14
    wampuka napisał:

    > Klimatyzacja jest w pociągach? W Polsce?

    Wyobraź sobie że jest. Choć są to bardzo nieliczne pociągi. Na pewno jest np. w
    szynobusach serii EN-81, kursujących pomiędzy Krakowem a Wieliczką.
  • Gość: :-) IP: *.netcologne.de 18.07.08, 15:19
    Stare Ku..! No wie pani! Jak mozna tak miejscowosc nazwac! Oburza
    sie starsza pani. Wygladam za okno i czytam: Stare Kurowo! :-)))
  • Gość: Iwona IP: 95.152.193.* 19.01.11, 17:10
    he he he
  • agulha 20.09.09, 13:20
    Pytanie pomocnicze - która to była klasa i czy klasa I była równie napchana?
    (Czasem bywa). Pytanie drugie pomocnicze - czy to był taki okres w roku
    (przedświąteczny?) albo taka trasa, że można było się spodziewać tłoku? Jeżeli
    tak, to podpowiem, że bilety są sprzedawane na 60 dni naprzód. Jak ktoś ma małe
    dzieci i w ogóle trzeba z nim jak z jajkiem, to sam powinien o to zadbać.
    Nie palę i dymu nie cierpię, do przedziałów dla palaczy się nie pcham. Raz
    zrobiłam wyjątek - bo to były 3 puste, choć nieco śmierdzące przedziały, a
    pozostałe były pełne :-)).
  • Gość: ew IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.07, 11:32
    Ja bym tylko chciala zauwazyc, ze za palenie na korytarzu 150 zl mandatu...
    ostatnio tez jechalam w przedziale dla palacych - wiekszosc palaca, wsiadaja
    dwie studentki i ostentacyjnie kaszla...
    Uwazam, ze jak przedzial dla palacych, to niepalacy nie powinni wymuszac na
    palaczach wyjscia z przedzialu.
    Rozumiem, ze dzieci, ale pretensje to chyba do rodzicow powinno sie miec... a
    nie rodzice do pana, ktory pali...
  • Gość: galien IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.06, 00:28
    bronic mozna tylko prace doktorska. magisterski to jest egzamin
  • evolventa 21.10.17, 16:46
    akurat..... a u mnie na uczelni są obrony magisterskie i już.....
  • Gość: swd IP: *.aster.pl / *.aster.pl 10.07.05, 23:24
    Pociąg nocny, przedział zabity, pełen przekrój wiekowy, starsza Pani przysnęła.
    W życiu, czegoś takiego nie widziałem, śpiąc głowa osunęła jej się do tyłu i
    otworzyła szeroko usta, przy czym zęby miała nadal zamknięte ;)
  • misiunia.malutka 12.07.05, 15:31
    O Matko odpadłam... Po wyobrażeniu sobie tej szczęki popłakałam się ze
    śmiechu :)

    Kiedyś w drodze do Gdyni siedziałam w przedziale przy drzwiach, a przy oknie ok
    35-letni mężczyzna. Dosiadła jakaś Pani ok 45-letnia, usiadła naprzeciwko Pana
    i zaczęła mu opowiadać o swoich romansach z "Ruskimi z bazaru". Jak ją kochają
    i jak ją biją i dlaczego, kiedy który wyjeżdża, kiedy wraca i dlaczego ona z
    nimi nie jedzie. o którą "sukę" jest zazdrosna, a która niech się "pier..oli".
    Potem który ma "większego" i co z tego wynika ;) A Pan tylko głową kiwał od
    czasu do czasu i w okienko patrzył z przerażeniem... :)
    --
    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    Kocham moje życie.
    Moje życie ma na imię Bartuś :)
  • Gość: anuszka IP: *.ha3.agh.edu.pl 14.07.05, 21:36
    Jechałam raz pociągiem. W przedziale ze mną siedziała pewna odjechana zakonnica...

    Sędziwa osoba, jak się okazało bliska znajoma starego papieża (od czasów gdy był
    jeszcze w Krakowie). No tak, w Krakowie to co krok kumple papieża. W przedziale
    siedziało kilka innych pań, między innymi babcia z Radia Maryja. Wywiązała się
    między nimi długa rozmowa, bo zakonnica była gadułą i opowiadała niekończące się
    historie o swych pogawędkach z "Ojcem Świętym" etc. Mówiła o nim w czasie
    teraźniejszym: "To jest bardzo sympatyczny człowiek...".

    Na starego papieża mówiła: "Ojciec Święty" a na nowego "ten nowy Ojciec Święty".
    O nowym miała złe zdanie: "Ten nowy Ojciec Święty to nie to co Ojciec Święty...
    Tak stara się naśladować te jego ruchy, ale mu nie wychodzi!"

    Miała jednak zaskakujące poczucie humoru i odniosłam wrażenie, że była
    jednocześnie głęboko religijna i głęboko tolerancyjna wobec odmienności
    wszelkich. Dochodziło do tego, że gdy moherowa babcia zaczynała swe moherowe
    narzekania na świat współczesny, siostra gasiła ją jednym celnym dowcipem.

    Ale...

    Przysnęło mi się, gdy zakonnica w swoich wspomnieniach doszła wstecz do czasów
    wojny, a potem do przed wojną. I nagle oprzytomniałam, gdy usłyszałam jej słowa:

    - Jak byłam mała, to raz złapali mnie Żydzi - jak to Żydzi! - i tylko cudem się
    uratowałam!

    Cały przedział na to:

    - Jak to??!!??

    - No, tam u mnie we wsi mieszkali Żydzi, mieli tako chałpe, raz jak
    przechodziłam, to Żyd mnie złapał i wsadził do komórki. Wiadomo, chcieli mnie
    przerobić na macę. Ale udało mi się uciec.

    Ona mówiła to z głębokim przekonaniem.

    Zauważyłam, że w pociągach rozmowa niezwykle często prowadzi prosto do
    najeżdżania na Żydów. Nieprawdopodobnie mnie to złości i kiedyś obiecałam sobie,
    że jak tylko będę świadkiem takiego czegoś, to zawsze ostro zareaguję.

    No i zareagowałam:

    - Siostra kumpluje się z papieżem i nie wstyd siostrze takie bzdury wygadywać??!!

    Rozgorzała długa dyskusja, bo babcia rydzykowa tym razem wzięła stronę siostry.
    Prezentowała stanowisko, hehe, umiarkowane:

    - Ja w to nie wierzę, ale skoro się o tym mówi, to coś w tym musi być! Pani jest
    młoda, to pani nie wie. Zdarzało się przed wojną, że oni dodawali do macy kroplę
    krwi chrześcijańskiej!

    Ja na to tłumacze po dobroci, że po pierwsze Żydzi w ogóle nie mogą spożywać
    krwi, że papież, że antysemityzm to grzech itd. itd. I dyskusja się kręci w
    najlepsze. Aż wreszcie panie poczuły, że już zaczyna brakować im argumentów. I
    wtedy zakonnica przypomniała sobie koronny dowód:

    - A ja kiedyś pracowałam w szpitalu i opiekowałam się jednym Żydem. I zapytałam
    go, jak to jest z tą macą? A on na to:

    - Nie nie nie, proszę siostry! Teraz bierzemy z krwiodawstwa.

    ROTFL :-)))))))))))

    Odpadłam!

    A jaki był koniec historii?

    Oczywiście wszystkie panie natychmiast doszły do wniosku, że jestem Żydówką. Gdy
    wytłumaczyłam zakonnicy, że pacjent pierwszorzędnie zrobił ją w bambuko, ona
    zamilkła, głęboko się zastanowiła i naraz mówi:

    - Dziecko, ja panią przepraszam. Nie chciałam pani obrazić. Obiecuję, że już
    nigdy nie będę mówić takich rzeczy. Pomodlę się za panią, żeby pani nikt nie
    robił przykrości.

    8-O 8-O 8-O

    Tu odpadłam ponownie.

    (A moherowa babcia, jak to moherowe babcice, wysiadła z pociągu trzymając się
    twardo przy swoim zdaniu - i w takim stanie zapewne dokona żywota.)
  • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 28.08.06, 13:42
    W Krakowskim wiara w to, ze Zydzi dodawali do macy ludzkiej krwi jest niezwykle
    silna, w szczegolnosci u starszych ludzi. W klasztorze w Kalwari-
    Zebrzydowskiej do niedawna (bardzo niedawna, bo jeszcze ja go pamietam) wisial
    obraz przedstawiajacy brodatego Zyda zarzynajacego "chrzescijanskie" dziecko.
    Przy rozmowach ze starszymi ludzmi jest to koronny argument: "Jak nie, jak
    nawet w klasztorze na obrazie pokazali".
    Smutne i straszne.
  • mili_vanili 02.09.06, 23:55
    to, o czym piszesz jest dla mnie niesamowite
    nie znam powodów do antysemityzmu (oprócz wyjaśnienia zjawiska), antysemityzm
    jest mi, moim rodzicom, i mojemu dziecku całkowicie obcy i abstrakcyjny

    a historia anuszki jest doskonała :)

  • Gość: ciasto cioci kloci IP: *.getragusa.com 20.07.07, 18:07
    Zeby kiedys jak poczytasz wiecej, takze zydowskich autorow sie nie zdziwil(a).
    To jest prawda. Czasami moze wyolbrzymiona ale to byl kiedys taki obrzadek u
    zydow.
    Bedac mloda tez nie wiedzialam czemu ludzie sie ich czepiaja. Niestety dalsze
    zycie udowodnilo mi ze ta niechec do nich nie jest tak bardzo bezzasadna.
    Rada na przyszlosc. Trzymac sie od nich z daleka.




    Gość portalu: titta napisał(a):

    > W Krakowskim wiara w to, ze Zydzi dodawali do macy ludzkiej krwi jest
    niezwykle
    >
    > silna, w szczegolnosci u starszych ludzi. W klasztorze w Kalwari-
    > Zebrzydowskiej do niedawna (bardzo niedawna, bo jeszcze ja go pamietam)
    wisial
    > obraz przedstawiajacy brodatego Zyda zarzynajacego "chrzescijanskie" dziecko.
    > Przy rozmowach ze starszymi ludzmi jest to koronny argument: "Jak nie, jak
    > nawet w klasztorze na obrazie pokazali".
    > Smutne i straszne.
  • agulha 20.09.09, 13:25
    Cóż za przygłupia uwaga. Zastanów się choćby nad tym, co napisałeś. Mowa o
    zabijaniu dzieci, tak? A Ty piszesz "prawda wyolbrzymiona, ale był taki
    obrządek". To co, zabijali czy może walili w nos i brali krew z nosa? Jaka była
    "PRAWDA", ta niewyolbrzymiona?
    Niechęć do różnych nacji nigdy nie jest całkowicie nieuzasadniona - oczywiście.
    Na przykład niechęć do Polaków (podobno zwyciężyliśmy w konkursie na najgorszych
    turystów) jest spowodowana: niedostatkami higieny, pijaństwem, kombinatorstwem,
    oszukiwaniem, kradzieżami, śmieceniem, nieznajomością języków obcych. A że
    wszyscy moi znajomi myją się regularnie i znają co najmniej angielski, oraz
    nigdy niczego nikomu nie ukradli? Ba!
  • Gość: rzarufka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.05, 11:22
    Nie dopisałam, że raz jechałam z facetem który odchylił głowę do tyłu tak, że
    prawie widziałam jego żołądek. Ciekawe było to, że zamknął paszczę w momencie
    gdy dojechał do swojej stacji - skąd wiedział kiedy się obudzić?
  • Gość: Agata IP: *.netax.pl / *.crowley.pl 18.08.05, 13:35
    Cos takiego nazywa sie: "spac na popielniczke":))))
  • wampuka 10.06.07, 12:19
    A sypia sie w pociagach też na glonojada i na dzięcioła :)
    --
    into theWest
  • uasic 19.10.07, 21:59
    Na przyjaciela jeszcze
    --
    Umiesz liczyć- licz na siebie

    zarabianie w necie
  • Gość: Nikosis IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.09, 15:51
    no to kilka przykladów;]


    Na dzieciola - stuka w rytm turkoczacych kól glowa o szybe
    Na Ku Klux Klan - z glowa pod kurtka
    Na Kermita - glowa podskakuje na rózne strony
    Na masochiste - glowa pochylona na kolanach, spiacy wdycha zapachy
    cudzych skarpet
    Na Wojciecha Manna - spiacy rozsiada sie na dwóch siedzeniach
    Na Malysza - zasnac na pólce bagazowej
    Na glonojada - spiacy ma twarz przyklejona do szyby
    Na skarbonke - spiacy ma glowe odchylona do tylu i otwarte usta
    Na skarbonke nazywane jest czasami Na jamochlona lub Na popielniczke
    Na przyjaciela - przytulony do sasiada
    Na Sokratesa - spiacy podpiera twarz na rece jak Sokrates
    Na wodospad - spiacy pochyla sie do przodu i slina mu wycieka z
    otwartych ust na podloge
    Na zródelko - spiacemu slina splywa po brodzie
    Na pisklaka - klient ma otwarte usta i glowe odchylona do tylu, jakby na
    robaka czekal
  • wareczka 10.07.05, 20:58
    siedze sobie w przedziale dosiada sie starsza kobitka .Najpierw uczesała włosy
    potem spryskała się perfumami.Dodamżar z nieba ,gorąc niesamowity .Myśłałam
    spoko wolny kraj ,ale wyciągnęła obcinacz do paznokci .Pazurska odskakiwału w
    róznych kierunkach ............Jak się przesiadłam to zaczęła krzyczeć ,że
    młodzież nie kulturalna
  • Gość: ML IP: 213.25.208.* 11.07.05, 12:03
    Toruń-Warszawa, wczesne godziny poranne. Wsiadam do pociągu z myślą, że
    zapomniałem czegoś do czytania i będę sie nudził. Szukając miejsca przy toalecie
    mijam dwóch pijanych niesympatycznie wyglądających typów. Myśl numer dwa: byle
    nie trafić do takich do przedziału. Szukam przedziału, znajduje prawie wolny z
    jednym spiacym facetem, siadam i po chwili jestem swiadkiem wkroczenia tamtych
    dwoch :)) Chwila strachu, nastepnie chlopaki wyciagaja nalewke (z tycz tanich),
    czestuja, wypijamy 1,2,3 raz. W Kutnie przysiada sie jakis dziadek, ktorego brat
    został w odlaczonym wagonie, takze w Kutnie kupujemy na dworcowej melinie litra.
    W Warszawie wysiadam z mocno dymiacą głową, myję zęby i ruszam by zacząc
    praktyki studenckie :D
  • Gość: ML IP: 213.25.208.* 11.07.05, 12:03
    Toruń-Warszawa, wczesne godziny poranne. Wsiadam do pociągu z myślą, że
    zapomniałem czegoś do czytania i będę sie nudził. Szukając miejsca przy toalecie
    mijam dwóch pijanych niesympatycznie wyglądających typów. Myśl numer dwa: byle
    nie trafić do takich do przedziału. Szukam przedziału, znajduje prawie wolny z
    jednym spiacym facetem, siadam i po chwili jestem swiadkiem wkroczenia tamtych
    dwoch :)) Chwila strachu, nastepnie chlopaki wyciagaja nalewke (z tycz tanich),
    czestuja, wypijamy 1,2,3 raz. W Kutnie przysiada sie jakis dziadek, ktorego brat
    został w odlaczonym wagonie, takze w Kutnie kupujemy na dworcowej melinie litra.
    W Warszawie wysiadam z mocno dymiacą głową, myję zęby i ruszam by zacząc
    praktyki studenckie :D
  • Gość: pozdro IP: 149.55.30.* 19.08.08, 12:21
    Taaa, no wlasnie...wsiadam do IC, w przedziale spokojna kobitka
    czyta ksiazke, wiec mysle ze spoko, bedzie cisza, a tu niestety
    wkracza kobieta na oko 45 lat w spodniach biodrowkach i koszulce na
    naramkach, spod ktorej wylewa sie brzuch, halasliwie rozbawiona, z
    synalkiem, rownie halasliwie rozbawionym, jego dziewczyna, stan jak
    wyzej, i jednym Norwegiem, mocno chwiejacym sie na nogach. Wtachali
    ze soba torbe podrozna pelna...butelek z alkoholem....podczas 3-godz
    podrozy obalili wspolnie butelke whisky oraz dwie flaszki wodki.
    Dodam, ze w przedziale cuchnelo jak w gorzelni,poniewaz czesc
    trunkow ladowala na podlodze zamiast w szklankach... myslalam ze
    padne, a dodatkowo wkurzalo mnie ich coraz glosniejsze zachowanie
    (bylo ok. 22.00) Sorry, ale 3 godz w halasie i oparach alkoholu jest
    naprawde kara ciezka za grzechy, pewnie jakas dziwna jestem i sie
    czepiam, ale niefajnie wspominam te podroz
  • Gość: pozdro od kobitki IP: 198.28.69.* 23.08.10, 15:28
    NIESAMOWITE... doskonale pamietam ten intercity wieczorową porą (3
    godziny, trasa Poznan - Warszawa) i te bande chlejącą alkohol na
    spółe z jakims skandynawem. 2 lata juz minely, kurcze, a teraz
    czytam ten wpis na forum, i oczom wlasnym nie wierzę...bo to ja
    byłam tą kobitką z książką:)))
    [pozdrawiam, dla mnie to też była cholerna podróż życia...)
  • fatum 10.08.05, 00:27
    wiem ze mialo byc o pociagach...ale jechalam dzis autobusem [jak codzien
    zreszta] i koles przede mna tez wyciagnal cazki i sobie paznokietki obcinal -
    myslalam ze juz wszystko widzialam [jezdze po Londynie i tu jest naprawde
    odjechanie],ale koles mnie zabil!
  • Gość: mad_mag IP: *.localdomain / *.podkarpacka.policja.gov.pl 11.07.05, 08:56
    ja mialam kiedys watpliwa przyjemnosc jechac pociagiem relacji krakow-rzeszow
    poznym niedzielnym wieczorem
    nie bylo miejsc, co mnie nie zdziwilo specjalnie, przywyklam juz do transportow
    a la treblinka-oswiecim
    dosiadlam sie do trzech mozliwie niegroznych mezczyzn
    jeden z nich wyglaal na dosc potulnego, przez fakt ze zajmowal przynajmniej dwa
    siedznia i non stop cos podjadal
    przez cala droge urywaly sie do nich telefony
    okazali sie poslami w delegacji
    w pewnym momencie przymkenlam oczy a gdy je otowrzylam wszyscy trzej siedzieli
    z pistoletami w rekach
    nie, zeby chcieli mi zrobic krzywde, choc swieoz wybudzona, mialam rozne mysli

    ale zaczeli sie przechwalac ktory ma lepszy
    swirow nie brakuje
    i najczesciej spotyka sie ich w miejscach z ktorych nie mozna uciec;)
  • Gość: Margytka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.06, 21:22
    No przepraszam bardzo, ale odrobina kultury! Porównanie zatłoczonego pociągu do
    pociągu Oświęcim Treblinka to po prostu buractwo, zupełnie nie na miejscu,
    niesmaczne i chamskie!
  • Gość: gosc IP: *.nyc.res.rr.com 25.08.07, 05:39
    a niby dlaczego?
  • Gość: Margo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.08, 17:44
    A to dlatego że nasze zatłoczone pociągi to pikuś w porównaniu z tamtymi, poza
    tym ty pomęczysz się trochę i wracasz do ciepłego domku, żarcia i przed
    telewizor, a ci ludzie zostali zamordowani. Dlatego ty pustaku.
  • Gość: nieciemnogrodziani IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.09, 15:21
    > w pewnym momencie przymkenlam oczy a gdy je otowrzylam wszyscy trzej siedzieli
    > z pistoletami w rekach
    (...)
    > swirow nie brakuje

    Sorry, ale co jest "swirowatego" w posiadaniu pistoletu? Sam strzelam sportowo
    od wielu lat, mam tez pozwolenie i oczywiscie z niego korzystam. Trzeba byc
    swirem, zeby posiadanie/rozmawianie o broni traktowac jak kanibalizm.
  • agulha 20.09.09, 13:30
    Trzeba być świrem, żeby się pistoletem bawić, palancie. "Broń raz do roku
    strzela sama", a oni pewnie obracali ją na różne strony, tak że lufa była co i
    raz wycelowana w kogoś, a nawet jak nie w tym przedziale, to do sąsiedniego by
    pocisk doleciał. Broni nigdy!!! Nie wolno wycelowywać w człowieka ani zwierzę,
    nawet jeżeli Ci się wydaje, że w lufie nie może być pocisku.
    Wiem, bo strzelałam dwa lata w sekcji sportowej.
  • pawello35 09.07.05, 22:15
    A jeszcze mi się przypomniało takie fajne:
    Jadę kiedyś pociągiem z kumplami (na rowery na Mazury) aż tu nagle wsiada do
    przedziału pewien starszy pan z pewną starszą panią. Pan rozwalił się na
    pół "tapczana", a pani wyprostowana jak struna koło niego. On był nieco
    podchmielony, ona najwyraźniej nie :). W pewnym momencie pan zawołał ochoczo:
    Renia, patrz, budka z hamburgerami! Oczywiście jakaś podstarzała stała na
    peronie za oknem. Pan wysiadł z wagonu a kobieta pozostawała nadal. Pan nie
    wrócił. Po kilku stacjach pani zaczęła się nerwowo kręcić. Gdy zapytaliśmy się
    jej co z jej mężem (tak przypuszczaliśmy), wrzasnęła żeby nie spokrewniać jej z
    taką hołotą bo to obraza dla jej stanu społecznego (!) i wyszła. Parędziesiąt
    kilometrów dalej pan wrócił. Klapnął na siedzenie i zasnął. Nie pytaliśmy czy
    kupił hamburgera ;D
    --
    Katowice żądają dostępu do morza!
  • alasme 19.07.05, 01:18
    Kilka lat temu wracałam z Beskidu Niskiego. W pociągu jadącym w strone Katowic
    jechała grupa pijanych chlopakow. Siedzielismy na korytarzu i ogladalismy, co
    sie dzialo w przedziale. Jeden z nich smarowal kanapke pasztetem, razem ze
    stolikiem. Nagle cos go wzburzylo, wiec wyrwal stolik ze sciany i wyrzucil go
    przez okno...:))
  • agata781 09.07.05, 22:27
    Eeeeech....Ja nie miałam tak wesoło jak Wy...Jechałam kiedyś do Poznania i
    gdzieś w połowie drogi dosiadł się do mnie facet(cały przedział pusty) który
    wsiadał z grupą 10 kolegów.Mineliśmy ze dwie stacje a on...zaczął się
    onanizować!!!Normalnie zatkało mnie!!!Zdolna byłam tylko do tego żeby wydusić z
    siebie słowo"Świnia" wyjść z przedziału i dalszą część trasy przesiedzieć na
    korytarzu...:(
    --
    Najważniejsze,to nie dać się nikomu!
    :)))
  • tomeczqu 09.07.05, 23:50
    Jak to??? Tak oficjalnie? I może jeszcze przy tych kolegach? Czy może oni też
    (cała dziesiątka onanizujacych sie facetów - ale numer :)))
    --
    Tego się nie da przepisać z faktyczności na wyrażalność
  • Gość: X IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 13:07
    Có, ja bym się tylko pośmiał, onanizować się w pociągu, dobre :D
  • Gość: echtom IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 00:05
    Mnie coś takiego spotkało wiele lat temu w pociągu Warszawa - Mińsk Mazowiecki,
    ale nie było mi do śmiechu, bo facet wyglądał dość agresywnie. Udałam, że
    wysiadam stację wcześniej i ostatnie minuty podróży spędziłam przy drzwiach
    wagonu.
    Generalnie wspomnienia z licznych podróży pociągiem mam pozytywne - spotkałam
    wielu sympatycznych ludzi, z którymi prowadziłam ciekawe rozmowy. Raz trafił mi
    się oryginał - jechałam z dwiema koleżankami z Działdowa do Gdańska, w Iławie
    dosiadł się na dziewiątego starszy pan, który okazał się fanem Stanisławy
    Fleszarowej-Muskat. Zaczął nas odpytywać z "Tak trzymać". Akurat czytałyśmy,
    więc mogłyśmy się wykazać, ale było nam dość głupio, gdy tubalnym głosem ryczał
    na cały przedział: A KTO POWIEDZIAŁ: "MARCEL, ŚPIJ, TO NIE CZOŁGI"?
    Ale największa przygoda, jaki przeżyłam w pociągu, nie wiąże się z
    współpasażerami - sorry, że trochę nie na temat. Wracałam z chłopakiem z
    Warszawy - mieliśmy bilety z Centralnego, ale umyśliliśmy sobie, że podskoczymy
    do Warszawy Zachodniej, gdzie podstawiają pociągi do Gdańska. Wsiedliśmy do
    pospiesznego Warszawa - Łódź. Po paru minutach zobaczyliśmy Zachodnią, idziemy
    do wyjścia, a pociąg sruuuu... i pojechał dalej. Panika totalna, bo jedziemy
    bez biletów nieznaną trasą, pytamy kogoś z pasażerów, na jakiej pierwszej
    stacji się zatrzymamy, a on nam mówi, że w Żyrardowie za pół godziny. Czas się
    wlecze, na dworze robi się ciemno, a tu z obu stron idzie kontrola biletów.
    Stoimy wzięci w dwa ognie, konduktorzy coraz bliżej - byli już jeden przedział
    od nas, gdy czujemy, że pociąg zwalnia i widzimy jakieś światła. Żyrardów!
    Nigdy nie czułam się tak szczęśliwa wysiadając z pociągu. No ale nasz genialny
    plan okazał się porażką - straciliśmy w sumie prawie dwie godziny, trochę kasy,
    bo musieliśmy dokupić bilety powrotne do Warszawy, o nerwach nie wspomnę.
    Wiecej takich kombinacji nie próbowałam.
    Pozdrawiam wszystkich fanów PKP i innych spółek kolejowych, z trójmiejską SKM
    na czele.
  • Gość: pasażerka IP: *.85-237-178.tkchopin.pl 02.01.06, 13:05
    Moja nauczycielka od WOS-u opowiadala dziewczynom o tym jak to jeden gociu onanizował się w pociągu, a kobieta się zaczeła patrzeć oszołomiona na coś w spodniach, aż w końcu ją obspermił! Fuj! I musiała taka mokra do domu wracać, chociaż policja interweniowała. ;)
  • Gość: Pikla IP: *.wh17.tu-dresden.de 10.07.05, 17:21
    Hehe mi to sie tez przygoda pod Poznaniem przytrafila. Jedziemy sobie z moim chlopakiem w kierunku Szczecina i nagle w srodku nocy dosiada sie pijaczek i opowiada jak to on sobie na lawce na peronie spal (bylo ok. -10°C) i sokisci przyszli, malo co go palami nie zabili, to on uciekl do pierwszego nadjezdzajacego pociagu (ale mielismy szczescie, co:)). Nagle zechcialo mu sie pogadac z moim chlopakiem, bo stwierdzil ze on taki malomowny (co na to poradzic, chlopak nie znal slowa po polsku, no moze ze dwa). I jak wyszlo na jaw ze chlopak to Niemiec to sie zaczelo...grozenie odwetem w razie napasci, potem wyslawianie hitlera i tak na okraglo. Najlepsze bylo to, ze ten pijaczek nawet niezle gadal po angieslku, ciekawa bylam skad. I tak prawie dojechalismy z nim do Szczecina, nie powiem zeby to bylo baaardzo przyjemnie, ale potem sie nasz "gosc" ulotnil, mial isc do warsa na piwo, ale czy tam trafil to juz sie nie dowiedzilismy:)
  • Gość: Aka IP: *.adsl.inetia.pl 10.07.05, 21:47
    Nie martw sie, do mnie dosiadł się taki w Olsztynie. Jak zobaczyłam co się
    dzieje to powiedziałam, że albo opusci przedział sam albo go w zębach wyniosę.
    Na co stwierdził kontynując proceder "zaraz". Po tym jak go ponownie wezwałam
    do porządku powiedział "ojej" ale takim tonem jakby spotkał idiotkę, która
    przerwała mu najnutaralniejsze zachowanie.
  • Gość: Kobi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.05, 20:17
    Miałem podobny wypadek zeszłej zimy. Jadę sam w przedziale, aż w końcu wchodzi
    jakaś dziewczyna, pewnie studentka. Młoda, atrakcyjna. Zagaduję ją parę razy,
    ale ta wyraźnie pokazuje, że woli czytać książkę. Cóż było robić? Wyjmuję małego
    i zaczynam zabawę. Jednak dziewczyna musiała być jakaś znerwicowana, bo
    wytrzymała tylko chwilkę i uciekła z przedziału z jakimiś obelgami... Ludzie są
    dziwni.
  • frred 15.07.05, 22:07
    Kobi, i ty mówisz, że ludzie są dziwni? Ty się kwalifikujesz do Rybnika!
    --
    Rachmistrz spisowy chciał mnie kiedyś przebadać. Zjadłem jego wątrobę z fasolą
    i popiłem doskonałym chianti.
  • Gość: Ew IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.07, 11:56
    Dziecko NEO... ZJAZD STAD...
  • braat1 23.03.06, 09:15
    Kumpel mial podobna atrakcje ale nie w pociagu. Plyneli sobie łódeczką przez
    jakiś kanał na Mazurach, patrzą, a na brzegu stoi gość i chyba ryby łowi. Jak
    podpłynęli bliżej to okazało się że gość wali konia. Gdy koleś ich zobaczył
    zrobił krok w tył, zastanowił się po czym wrócił na miejsce i walił dalej :)
  • Gość: mili_vanili IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.06, 00:05
    oplułam ekran :))))))))))))
  • wampuka 10.06.07, 12:23
    Ich dziesięciu, ty jedenasta... nieźle, jak na maksymalnie ośmioosobowe
    przedziały :P
    --
    into theWest
  • Gość: Paweł IP: *.miedzylesie.waw.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.07.05, 10:45
    Ze dwa lata temu wracałem pociągiem z Łodzi do Wawy. Wsiadłem do przedziału
    sporo przed odjazdem. W kilka minut potem wtoczył się jakiś dziadek około
    osiemdziesiątki. Wchodząc do przedziału rzucił:
    - Trzymaj się czegoś, bo pociąg ruszy i upadniesz na pysk.
    Potem poprosił o wsadzenie mu torby na górę, bo on jest emerytowanym wojskowym
    i miał amputowane palce u nóg, w związku z tym słabo trzyma równowagę.
    W czasie jazdy gadał do siebie, ja jakoś z nim nie rozmawiałem, więc złapał
    faceta rozwożącego napoje i owoce:
    - A czy butelkę wody to można zafasować?
    Zafasował jeszcze pomarańcze i potem częstował nimi konduktora. W dalszej
    części podróży milczenie w przedziale stało się widać dla niego nieznośne, bo
    wyszedł.
    Wysiadając w Wawce minąłem go w przejściu, gadał z jakimś facetem:
    - Panie Romku! Ryszard! A na pogrzebie Stalina to wie pan...
  • Gość: monopolowy IP: *.chello.pl 10.07.05, 11:39
    Nie wiem, czy to się nadaje na przygodę, ale mnie rozbawiło;) Wracałem ze
    Słupska do Wawy w przedziale z moją Dziewczyną i jakimś "dziadkiem" koło 70-
    tki. Wszystko spoko, nikt nikogo nie zaczepiał;), wszyscy coś tam czytali.
    Nagle dziadkowi zachciało się do toalety, wstał i wyszedł. Nie zamknął za sobą
    drzwi, bo i tak zaraz wraca. Wracając, zapomniał chyba, że drzwi są otwarte:D
    Pociągnął klamkę zamykając je i przypie..ł łbem w szybę, przewracając się na
    korytarzu:) Nic mu się nie stało, ale śmiał się z siebie w głos :D
  • marecki997 10.07.05, 13:03
    Jako dzieciak jechałem z rodzicami nocnym pociągiem z Warszawy do Białej
    Podlaskiej (pociąg jechał do Brześcia). W przedziale miejsca dla 8 osób. W
    Siedlcach naładowało się pełno Białorusinów - jak się rzucili na miejsca -
    podnieśli te oparcia na łokcie i usadzili się w 14 (liczyłem!) na miejscu dla 4
    osób. Ale chudzi byli, to sobie poradzili.

    Innym razem z kolei, parę lat później, możliwe że nawet jechałem na tej samej
    trasie, tylko w przeciwną stronę (a może Warszawa-Łódź?). Był taki tłok, że na
    korytarzu wszyscy ściśnięci stali, nawet przejść było trudno. Oczywiście w
    miejsca w przedziałach były zajęte, nawet po 2 osoby dodatkowo do środka
    wpuszczali, żeby korytarza nie zapychały. Zobaczyłem jednak, że jeden przedział
    jest niemal puty - tylko młoda para z wrzeszczącym niemowlakiem. Wszedłem zatem,
    a tu jak nie zaprotestują "proszę wyjść! my mamy chorowite dziecko!".
    Powiedziałem, że mnie to nie przeszkadza, a jak się zarażę to mogę się w domu
    wychorować". Oni zaczęli coś bredzić od rzeczy, a gdy zapytałem, czy wykupili 8
    biletów z miejscówkami, zaczęli wykrzykiwać, że to ich prywatna sprawa. okazao
    się że nie taka znowu prywatna - do przedziału wszedł kierownik pociągu,
    widocznie ktoś już wcześniej po niego był poszedł. Kierownik powiedział, żebym
    go z tymi państwem zostawił, a później to już dokładnie nie wiem co było. Ja
    dalej jechałem na stojaka, ale wiem tyle, że do przedziału dokwaterowano kilku
    pasażerów, między innymi brudnego menela, który nieoczekiwanie dla mnie okazało
    się,że posiada bilet.
  • sol_bianca 10.07.05, 19:42
    Kiedyś dzieliłam przedział z ciekawą personą. Facet w nieokreslonym wieku,
    blady, czarne potragane włosy, cienie pod oczami, wyglądał jak jakaś postać z
    horroru. Całą drogę czytał grubą książkę, i strasznie wczuwał się w lekturę. Co
    chwila łapał się za głowę, robił miny, coś mruczał do siebie itp. W końcu nie
    wytrzymałam i podjerzałam mu przez ramię co czyta. To była Biblia. Poczułam się
    dość nieswojo :)))
  • Gość: str IP: *.icpnet.pl 10.07.05, 13:48
    Miałem niegdyś dość niezwykłą przygodę w pociągu na trasie Kołobrzeg-Poznań, w
    godzinach wieczorno-nocnych. W Szczecinku dosiadły się do mnie dwie dziewczyny,
    ja początkowo nie zwracałem na nie uwagi, bo czytałem jakieś notatki do
    egzaminu. Po paru minutach zerkam na moje współpasażerki i widzę, że one
    uskuteczniają rozbieranie... Trochę się dziwnie poczułem, bo siedziałem
    naprzeciwko nich, więc nawet przypadkowo widziałem co się dzieje. Nie
    wytrzymałem jak jedna drugiej zdjęła stanik i zaczęła pieścić jej piersi.
    Udałem, że idę do łazienki, trochę połaziłem po korytarzu i wróciłem, koleżanki
    moje były już w pełnej garderobie. Zaczęliśmy rozmawiać, okazało się, że też
    studiują w Poznaniu, a rodziny nie akceptują ich związku. Powiedziałem, że
    oczywiście, nie mam nic przeciwko, tylko po prostu dziwnie się czułem, jak ktoś
    się przy mnie rozbiera. Pogadaliśmy sobie, dały mi na siebie namiary do
    akademika i nawet czasem się jeszcze spotykamy :)
  • Gość: ziew IP: *.chello.pl 10.07.05, 13:56
    trzeba bylo sie dolaczyc
  • Gość: Bronek IP: *.net.autocom.pl 11.07.05, 10:46
    No właśnie, ja bym tak zrobił. Napewno by się uczłowieczyły :-)
  • kochanica-francuza 11.07.05, 20:34
    Gość portalu: Bronek napisał(a):

    > No właśnie, ja bym tak zrobił. Napewno by się uczłowieczyły :-)
    ale z ciebie palant nieziemski
  • Gość: short IP: *.adsl.inetia.pl 12.07.05, 00:33
    przecież napisał, że do teraz się jeszcze spotykają ;)
  • Gość: EW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.07, 12:00
    Gość portalu: Bronek napisał(a):

    > No właśnie, ja bym tak zrobił. Napewno by się uczłowieczyły :-)

    One są uczłowieczone...
    DEBIL!
  • Gość: pozdro IP: 149.55.30.* 19.08.08, 12:39
    Lepiej daj malpie banana bo tlumaczeniem nic nie wskorasz
  • marmurmen 10.07.05, 13:58
    Bardzo charakterystyczna rzecz dla zatłoczonych pociagów-na korytarzu mogą stać
    nawet trzy rzędy podróżnych ale do przedziału w którym leży nieprzytomny pijany
    koleś nikt nie wejdzie:) Raz jadąc z kolegami w góry jednak wsiadłem. Facet spał
    dość długo, po przebudzeniu usiadł, poprawił fryzurę, zajrzał do torby którą
    miał pod głową i wyjął z niej ćwiartkę żytniej i puszkę dębowego - fachowo je
    otworzył, ćwiartkę wywalił duszkiem poczym zrobił to samo z dębowym.. Nawet
    okiem nie mrugnał i poszedł na papierosa. A nam szczęki opadły:)
  • maartunia 10.07.05, 14:45
    Ja z zakonnica,z psem jechałam w jednym przedziale;)
    przygod jako takich nie miałam,moze to i lepiej:)ale kiedyś do przedziału w ktorym jechaly moje znajome zajrzal pan się się zapytał:czy zrobią mu dobrze:)zaraz po tym szybko zwiał;)
    Marta
  • Gość: @ IP: *.jgora.dialog.net.pl 10.07.05, 21:47
    Dobra kula :D
  • Gość: shortcut IP: *.adsl.inetia.pl 12.07.05, 00:31
    no przecież napisał, że jeszcze do teraz się spotykają ;-)
  • qubek1 10.07.05, 13:57
    kiedys jechalem ze Szczecina bo dobrej imprezie i myslalem tylko aby zasnac w
    pociagu. Jednak wagon był calkowicie zajety przez Rosjan (jechali chyba do
    Olsztyna albo dalej) a wygladalo to tak, ze w przedziałach siedział tylko jeden
    człowiek + jego magiczne plastikowe wielkie torby i tak było w kilku wagonach
    (jedna osoba na przedział i nie ma jak wejsc bo torby na grilu, siedzeniach i
    podłodze). Spałem na korytarzu.
  • stary.prochazka 10.07.05, 14:11
    jechałem ze znajomymi w góry na Sylwestra. Pewien pan namawiał nas, żebyśmy
    "my,młodzi" zrobili rewolucję i rozpędzili Sejm i cały rząd powywieszali na
    ulicach a inna pani była jakaś taka "społecznie zaangażowana", jakby była z
    jakiejś partii
    --
    pruszkow.blox.pl I warszawski.blox.pl
  • Gość: bebe IP: *.chello.pl 10.07.05, 14:33
    Z cyklu "Polak potrafi". Pociag Kraków -Katowice (ekspres), siedzę w przedziale
    z dwoma paniami. Do odjazdu jakieś pięć minut. Wchodzi trzecia kobieta i chce
    zająć swoje miejsce, ktore niestety jest zajete, przez młodą dziewczynę.
    Kobieta pokazuje bilet z miejscówką i prosi o zwolnienie miejsca. Dziewczyna
    posłusznie się przesiada i zadaje pytanie: "To tu są miejsca rezerowane?".
    Uświadamiamy ją, że to ekspres, więc trzeba miec miejscowke. Dziewczyna jest
    troche zdziwiona, ale od razu sie tlumaczy, ze kupila bilet na pospieszny.
    Chwila milczenia, patrze przez okno i widze, ze na sasiednim torze stoi ów
    pospieszny. Informuje o tym dziewczyne, a ta odowiada, ze ekspresem bedzie
    szybciej. Kobieta siedząca obok mnie radzi pannience, zeby zglosila fakt
    podrożowania "nieodpowiednim" pociagiem konduktorowi. Jak latwo sie domyslic,
    dziewczatko nie skorzystalo z dobrej rady. Po kilkunastu minutach podrozy
    pojawia sie konduktor. Informuje dziewczyne, ze ma zly bilet. Doplaty nie moze
    zrobic, bo ekspresy "prowadzi" inna firma "Intercity". Radzi, zeby dziewczyna
    kupila od niego bilet na ekspres i zwrocila w kasie na pospieszny. Oczywiście
    panna sie nie zgadza. No wiec, bedzie kara... i tu podaje kwotę, niemałą ( nie
    pamietam dokladnie ile). Dziewczyna zbladla, konduktor prosi o dokument,
    dziewczatko placze.... dalej standard... szloch, prosby itp. Konduktor bierze
    dokument i mowi, ze wroci za kilka minut. Przez kolejne kilkadziesiat minut
    dziewcze szlocha i jest blade. Az prosi sie powiedziec "a nie mowilam...". Gdy
    dojeżdzamy do Katowic, dziewcze pyta: "czy to Katowice?", i uslyszawszy
    potwierdzenie wyraźnie się ożywia. Wchodzi konduktor "Moge z Pania
    porozmawiac?"- pyta. A bezczelna kobitka odpowiada "Tylko szybko, bo wysiadam".
    Oczywiście nie zapłacila kary, nie podziekowala konduktorowi za litość, z
    dumnym spojrzeniem wysiadla z pociagu. Bezczelność górą!!!! To smutne.
  • memole 10.07.05, 15:17
    Z dawnych czasów, kilka lat temu, z rodzicami i moim super psem jechaliśmy
    pociągiem do Kętrzyna. Pociąg bez miejscówek, więc można sobie wyobrazić co się
    działo jak tylko skład wjeżdżał na stację. W drodze powrotnej, do Warszawy, po
    kilku stacjach zwolniły się 2 czy 3 miejsca w przedziale, mój piesek (kundel do
    kolan, ale bardzo bojowniczy), rozwalił się na jednym z nich. Nie trwało to
    długo, za jakis czas pukanie, i standardowe "czy są tu wolne miejsca". Facet
    nie skończył mówić, a mój pies, który jak już się znajdzie w zamkniętym
    pomieszczeniu to uważa że to jego teren, tak zaczął szczekać, że pan od razu
    zamknął drzwi i poszedł, do końca jechaliśmy w luźnym przedziale, a jeden ze
    współpasażerów dał psu kawałek kiełbasy w podziękowaniu za zagwarantowanie
    komfortu podróży :D
  • Gość: as IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 00:07
    i to jest śmieszne buraku?
  • Gość: salmon IP: *.crowley.pl 11.07.05, 12:39
    no wlasnie czym tu sie chwalic.
    chyba tylko tym, ze jestes debilem.
  • Gość: zuzka IP: *.chello.pl 17.07.05, 12:25
    hehehehe po prostu można się ze.sr.. ze smiechu
  • Gość: kika781 IP: *.aster.pl / *.aster.pl 03.10.05, 12:47
    Moment, moment nie wrzucaj wszystkich do jednego worka, ja jeżdżę często ze
    swoim psem (owczarek alzacki, więc nie mały) i ten zawsze się kładzie pod
    siedzeniem ( tak nauczony, mądre psisko) i śpi całą podróż, bywa że nie krótką.
    Czasem tylko położy komuś ze wspólpasażerów pysk (bez kagańca bo to męczarnia
    na dłuższą metę) na stopach lub kolanach, ale to za wyraźnym przyzwoleniem
    zainteresowanych. Na szczęście pies wychowany wśró kupy życzliwych ludzi i
    bywały w wielu miejscach, koncertach, plażach, górach etc.
    Pzdr
  • kochanica-francuza 02.01.06, 12:30
    Gość portalu: kika781 napisał(a):

    > Moment, moment nie wrzucaj wszystkich do jednego worka, ja jeżdżę często ze
    > swoim psem (owczarek alzacki, więc nie mały) i ten zawsze się kładzie pod
    > siedzeniem ( tak nauczony, mądre psisko) i śpi całą podróż, bywa że nie krótką.
    >
    > Czasem tylko położy komuś ze wspólpasażerów pysk (bez kagańca bo to męczarnia
    > na dłuższą metę) na stopach lub kolanach

    Uwielbiam sympatyczne psy!!!
  • Gość: skoro IP: *.mg.gov.pl / *.mg.gov.pl 11.07.05, 12:30
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • Gość: MALA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 14:08
    I CO W TYM SMIESZNEGO?JESTEŚ KRETYNEM
  • Gość: introlygatorr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 19:20
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • Gość: goommolyte IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 22:05
    nie ma w tym nic śmiesznego,fakt, ale właściwie nie ma o co się tak
    wkurzać,Introlygatorr. Czy to wina jego i rodziny,że ludzie nie chcieli wsiadać
    do ich przedziału? Ja na miejscu tego gościa,co chciał wejść i tak bym wszedł
    do środka i olałbym psa. Jest miejsce to wsiadam,a pies sobie może szczekać. A
    jeśli mnie ugryzie to właściciel poniesie za to odpowiedzialność. Ale fakt, że
    nie ma się z czego śmiać,bo to było debilne zachowanie.
  • Gość: kirkunia IP: *.dynamic.mm.pl 28.07.11, 00:28
    Jechałyśmy do Krakowa - ja, córka i 3 koszatniczki w klatce. W przedziale troche zatroskany pan - "Żeby się tylko mój kot nie zdenerwował". A starsza pani: "Moje papugi całą drogę śpią". 2 osoby bez zwierzakow, żadnego psa...
    Ale i tak niezłe zoo.
  • Gość: ew IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.07, 12:04
    Gość portalu: Bronek napisał(a):

    > No właśnie, ja bym tak zrobił. Napewno by się uczłowieczyły :-)


    A jak ma nie byc, skoro sytuacje sprowokowali rodzice, a od nich dzieco sie
    uczy?? Gratuluje na calej linii i pozdrowienia dla rodziny...
    Żal, chlopak, zal!
  • Gość: em IP: *.chello.pl 10.07.05, 15:19

    Kiedyś w IC Neptun relacji Warszawa Gdynia wsiadłem do pustego przedziału na
    Centralnym. Na Wschodnim dosiadła się kobieta po 40-stce z szorstkowłosym
    jamnikiem. Rozmawialismy chwilę o psach, pchłach, obrożach, karmach dla psów,
    szczepieniach, a potem wziąłem do ręki gazetę i rozmowa się urwała. W tym
    czasie pani wyjeła z torby mnóstwo jedzenia, picia i obrusik w kratkę. położyła
    go na siedzeniu między sobą a szorstkowłosym jamnikiem. Psu zawiązała na szyi
    śliniak i powiedziała: częstuj się! jaki batonik sobie wybierasz? otworzysz mi
    wodę? To wszystko było do psa... Potem zaczął się monolog: "tylko ja i ty
    wiemy, kim naprawde jesteś. zawsze będę cię kochać. oni mi ciebie nie zabiorą.
    uciekliśmy im. te ch... pierd...., ale ja wiem, ja wiem, że ty pamiętasz. ty mi
    ufasz i wybaczysz." Zastanawiałem się, czy już uciekać do innego przedziału,
    ale wtedy kobieta wyciągnęła telefon i zapytała psa, czy chce zadzwonić do
    żony... Potem zabrała psa na korytarz i wróciła dopiero przed Gdańskiem. Ja
    tymczasem zabrałem po cichu jednego Twixa :-)))
  • Gość: V88 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 15:45
    Był taki pociąg z Bukaresztu do Warszawy (teraz chyba nie jeździ)cały pełen
    Rumunów. Jechałem nim z Krakowa i wsiadłem do pustego przedziału. Był wieczór i
    coś nie tak z koncentracją ponieważ pogniotłem i porwałem na kawałki bilet z
    miejscówką.Coś mnie oświeciło i wcisnąłem się do przedziału z owymi Rumunami.
    Konduktor się zjawił mamrotał coś o biletach trochę struchlałem i żuciłem kilka
    dźwięków zasłyszanych z rozmów cyganów w przedziale, a dziadek machnął ręką i
    wyszedł.Rumuny miały potem niezły ubaw choc trudno powiedzieć o czym dokładnie
    gadali:)
  • Gość: 11111114 IP: *.nwn.pl / 80.48.9.* 10.07.05, 15:54
    hihi "em" rewelacja :D
  • sol_bianca 10.07.05, 19:48
    hahaha fajni są podrózni ze zwierzętami :)
    Kiedyś jechałam z babcią, która oprócz drobnego bagażu miała spiwór. To znaczy
    tak by się na pierwszy rzut oka wydawało. Tylko że ten śpiwór zamiast na półkę
    położyła obok siebie na siedzeniu. Po krótkiej rozmowie pani przyznała się, że w
    pokrowcu od śpiwora wiezie kota. I faktycznie, czubek kociego noska wystawał :)
    Przez całą drogę - kilka godzin - kot się nawet nie poruszył. tylko węszył tym
    noskiem... Respekt dla kota.
  • Gość: tygryzja IP: *.uwm.edu.pl 23.08.10, 12:41
    sol_bianca napisała:

    > hahaha fajni są podrózni ze zwierzętami :)
    > Kiedyś jechałam z babcią, która oprócz drobnego bagażu miała spiwór. To znaczy
    > tak by się na pierwszy rzut oka wydawało. Tylko że ten śpiwór zamiast na półkę
    > położyła obok siebie na siedzeniu. Po krótkiej rozmowie pani przyznała się, że
    > w
    > pokrowcu od śpiwora wiezie kota. I faktycznie, czubek kociego noska wystawał :)
    > Przez całą drogę - kilka godzin - kot się nawet nie poruszył. tylko węszył tym
    > noskiem... Respekt dla kota.

    :))

    Ja też kiedys wiozłam kota.
    Transporterek postawiłam na siedzeniu,
    bo przedział był pusty. Luty był, w pociągu potwornie gorąco.
    Dosiadła się jakaś starsza pani.

    Po jakiejś godzinie nie wytrzymała i poprosiła,
    wskazując na transporterek z kotem:
    "Czy mogłaby pani wyłączyć ten piecyk? Tak tu gorąco...".

    Wytłumaczyłam, że to nie przenośny piecyk.



  • urzednik.ilawa 23.08.10, 14:40
    Jadę sobie razu jednego
    A było to lat paręnaście temu. Pociąg kursował z Chełma do Warszawy.
    W przedziale stosunkowo luźno, bo nie dojechaliśmy jeszcze do
    Lublina, gdzie pociąg całkowicie się zapełniał. Przed Lublinem do
    przedziału wsiadła dziewczyna z psem. Piesek był nieduży, coś jak
    pinczer średni – jeśli ktoś wie jak wyglądają te psy. Dziewczyna
    położyła bagaż na półkę, wyjęła kocyk po czym usadziła psinę przy
    oknie na wspomnianym kocyku – sama usiadła obok.
    Piesek siedział bardzo grzecznie – chociaż na moje oko to szczeniak
    był więc trudno wymagać spokoju. W Lublinie przedział szybko się
    zapełnił.
    Matka z dzieckiem, Starszy Pan, Student . Jedno wąskie miejsce,
    pomiędzy starszym Panem a Studentem zostało wolne. Jechaliśmy już
    kilka minut gdy do przedziału wszedł konduktor. Sprawdził wszystkim
    bilety (nawet psinka miała bilet zakupiony) – po czym ruszył w
    dalsza drogę.
    Na korytarzu stało kilkanaście osób, więc tłok klasy średniej – nie
    za duży nie za mały, da się przeżyć
    W pewnej chwili drzwi przedziału otworzyły się i... naszym oczom
    okazała się głowa, a była to głowa okrąglutka niczym piłka, z góry
    przyozdobiona blond-tłustymi włoskami, od przodu makijaż chronił ją
    przed niebezpiecznymi czynnikami zewnętrznymi niczym maska hokeisty.
    Pani była dość słusznej postury, czego zresztą nigdy nie potępiałem
    u kobiet, bo jeśli lubi to niech będzie krągła tu i ówdzie.
    Kandydatka do naszego przedziału spojrzała na wąskie miejsce obok
    starszego Pana – który swoją drogą nie potrafił skryć przerażenia na
    twarzy i drżącą ręką poprawiał okulary. Student nawet nie zauważył,
    że jest poddawany surowej ocenie, zagłębiony w objęciach Morfeusza
    oddychał chrapliwie przez nos.
    Nasza kandydatka na współpasażerkę dojrzała w kącie psinkę. W
    pierwszej chwili myślałem, że ma zamiar skonsumować biednego psiaka.
    Rzuciła „grzecznościowe” – „Ja chcę tam usiąść” do właścicielki
    czworonoga, po czym, depcząc wszystkich zaczęła się przedzierać w
    kierunku psa. Dziewczyna podniosła tylko głowę znad lektury i
    odpowiedziała „Słucham?”. Kobieta zatrzymała się w połowie drogi –
    „no chyba powiedziałam, proszę zabrać psa, bo ja chcę tam usiąść!”.
    Dziewczyna odparła „tam jest wolne miejsce” wskazując miejsce koło
    studenta, „a tutaj jest zajęte i raczej do Warszawy się nie zwolni”.
    Nasz Herod się zapowietrzył po czym gderając coś o skardze i
    kierowniku pociągu ruszyła w kierunku czoła składu.
    W tzw. międzyczasie do przedziału dotarła starsza Pani. Rozejrzała
    się i po chwili usadowiła się na wolnym miejscu. Wyciągnęła jakieś
    czasopismo i zaczęła czytać. Po chwili Nasza niezłomna Godzilla
    powróciła z konduktorem. Jej gdakanie było słychać w całym wagonie.
    Konduktor otworzył drzwi, poprosił o bilety, sprawdził je i
    podziękował. Zamknął drzwi i odpowiedział coś Rozgadanej
    Histeryczce. Nie wiemy co to było ale doprowadziło do kolejnego
    wybuchu agresji. Wszyscy ja zignorowali i wrócili do swoich zajęć.
    Po kilku minutach wróciła z kierownikiem pociągu i po raz kolejny z
    konduktorem. Zażądała od kierownika wolnego miejsca. Kierownik
    spojrzał na konduktorem, a ten odparł – jest 8 miejsc, sprawdziłem 8
    biletów, dla mnie się zgadza. Kierownik odwrócił się do kobiety –
    „Wie Pani pies czy nie, ma bilet wykupiony, czyli ma prawo zająć
    miejsce”. To co nastapiło potem, było jak atak krzyżówki agresywnego
    boksera z olbrzymią galaretką z nóżek. Na szczęście bezkusteczny
    atak - ale dla wielu pasażerów bardzo zabawny. Wzbogaciłem wtedy
    swój słownik o kilka nowych słów :)

    I w ten oto sposób dotarliśmy w niezmienionym już składzie do samej
    Warszawy. Nasza pieniaczka przechodziła jeszcze ze dwa razy koło
    przedziału. W czasie kiedy robiła aferę, reszta pasażerów, znalazła
    siedzące miejsca, a pozostały tylko wolnostojące ;) i w tej też
    pozycji przebyła całą drogę ;)
  • zwierze_futerkowe 24.08.10, 02:09
    A Ty jesteś pewien, że ten pies miał prawo siedzieć na siedzeniu? Bo ja wcale
    tak nie sądzę... Wykupienie biletu dla psa naprawdę nie oznacza, że wolno mu
    zajmować siedzenie. Siedzenia są dla ludzi, a pies ma siedzieć/leżeć na podłodze
    albo u właściciela na kolanach. I w kagańcu ma być.

    PS. Żeby było jasne: lubię psy.
  • urzednik.ilawa 24.08.10, 11:45
    zwierze_futerkowe napisała:

    > A Ty jesteś pewien, że ten pies miał prawo siedzieć na siedzeniu?
    Bo ja wcale
    > tak nie sądzę... Wykupienie biletu dla psa naprawdę nie oznacza,
    że wolno mu
    > zajmować siedzenie. Siedzenia są dla ludzi, a pies ma
    siedzieć/leżeć na podłodz
    > e
    > albo u właściciela na kolanach. I w kagańcu ma być.
    >

    z tego co się orientuje to konduktor mógłby mieć pretensje, gdyby
    pies siedział bezpośrednio na siedzeniu. Natomiast piesek siedział
    sobie na kocyku który leżał na siedzeniu.
    jak dla mnie wykupienie biletu jest równoznaczne, z tym, że kupujący
    ma prawo zając to miejsce w taki sposób jaki sobie życzy - w
    granicach rozsądku oczywiście
    Gdyby stała tam torba albo inny bagaż, to jestem w stanie
    zrozumieć... ale pies też pasażer (w przeciwieństwie do kota który
    biletu nie potrzebuje)

    Nie był to wilczur tylko mały kundelek.
    Nie wiem jak innym ale mnie nie przeszkadzało, że nie miał kagańca -
    że powinien mieć to sprawa jasna, ale nikt z tego powodu nie robił
    afery. Może dlatego, że to tak jakby zrobić klatkę z tytanu,
    podłączoną pod 1000v dla małego chomika ;)


    Poza tym Godzilla swoim aroganckim i roszczeniowym podejściem
    zrobiła sobie ze wszystkich wrogów i przysporzyła sprzymierzeńców
    psinie ;)


    > PS. Żeby było jasne: lubię psy.
    nikt nie twierdzi, że jest inaczej
    ja też lubię, miałem w swoim zyciu niejedngo psa i pewnie jescze
    kilka mieć bede - ale nie oznacza to że bezkrytycznie zgadzam się na
    wszystko czego chcą własciciele psów - np. brudne trawniki,
    wolnobiegające psy na osiedlowych skwerach itp itd
  • Gość: skorpion IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 15:35
    Mi przytrafił się taki przypadek:
    W pociągu Wawa-Szczecin do mojego przedziału, w Poznaniu dosiadł się facet w
    wieku 25 lat. Usiadł rozejrzał sie. Towarzystwo w przediale było młode
    (studenci itd). W pewnej chwili wyjął foliową torebkę z "trawką" zaproponował
    kazdemu z podróżnych skręta a potem sam zapalił. Byłem zaskoczony ze się nie
    bał!
  • Gość: heidi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 21:50
    Tez mi się zdarzyło: Toruń-Ełk, wieczorowa pora, ja sama, nagle w Pipidowie
    Dolnym wsiada kilku, lekko nieświeżych, po chwili wyciągają lufke i odpalają.
    Jakis konduktor wszedł, żeby sprawdzić bilety, ale zamknął drzwi tak szybko jak
    je otworzył.
  • kochanica-francuza 10.07.05, 22:56
    Gość portalu: heidi napisał(a):

    > Tez mi się zdarzyło: Toruń-Ełk, wieczorowa pora, ja sama, nagle w Pipidowie
    > Dolnym wsiada kilku, lekko nieświeżych, po chwili wyciągają lufke i odpalają.
    > Jakis konduktor wszedł, żeby sprawdzić bilety, ale zamknął drzwi tak szybko jak
    >
    > je otworzył.

    Przy okazji - kontrola z głowy.Mogli jechać bez biletu...
  • Gość: mrozosia IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net 11.07.05, 16:46
    Pociag trasa Elk - Torun, nocny kurs. Nasz przedzial alkoholowy, kumpel mial
    ojca lekarza, wiec czesto robil mu czystki w barku. Dzieki temu moglismy
    posmakowac w czasach studenckich roznych znakomitych trunkow;-D
    Trunki przednie plus babka ziemniaczana na zagryzke, imprezka przednia. A w
    przedziale obok ludziska z Olecka. Wzieli od nas plastikowa butelke po hoopie,
    i na predce zmontowali faje wodna. Z naszego przedzialu unosil sie odor
    akoholowy z ich dymek "trawowy" ;-D Szkoda, ze sympatyczna pani konduktor nie
    chciala sie poczestowac, tlumaczyla ze na sluzbie nie wypada. Jeden z moich
    kumpli zamias do Poznania dojechal do Wroclawia tak mocno sie znieczulil...

    Nic nie mam do zolnierzy, ale jakos nie lubilam jedzic z nimi pociagami,
    picie , bluzgi, spanie gdzie sie da nawet na korytarzu, ...a ostatnio modne
    nawet kreski wciaganie...A spiewanie w stereo piesni wojskowych i innych
    przyspiewek, jeden delikwent na jednym krancu wagonu drugi na drugim i spiew,
    zapewniajacy ekstra slyszalnosc dla calego wagonu!
  • Gość: Md IP: 80.48.189.* 12.07.05, 20:52
    Co w tym dziwnego ? sam czesto pale blanty w pociagu,czasem sie dolaczaja do
    konsumpcji :)
  • mietowe_loczki 10.07.05, 15:37
    A ja po 10 latach podróżowania tym samym pociągiem trasa Wrocław - Ełk od
    Olsztyna kursuje jako pociąg osobowy zaczynam mieć takie same myśli jak Adaś
    Miauczyński - a to o palaczach na korytarzu, a to o kłócącej się parze, a to o
    osobach jedzących pachnące jedzenie w przedziale - wiadomo - kotlety z psa
    siekane razem z budą, a to o uroczych pieskach, które wchodzą gdzie chcą, a to
    o przepoconych mamuśkach i ich tłustych synkach zajadających czipsy (mlask
    mlask ooostatni, mlask chrum ooostatni), wreszcie o trajkoczących panienkach,
    którym buźka się nie przymknie nawet na 10 sekund (w nocy sobie śpię śpię super
    super, w sklepie kupuję kupuję extra extra, rano wstaję wstaję łał łał, później
    jem jem ale fajnie!) I przesiadanie się do jedynki też niewiele zmienia. Boję
    się pomyśleć, co będzie, kiedy będę miała 7 x 7 :)
  • kochanica-francuza 10.07.05, 15:45
    mietowe_loczki napisała:

    > A ja po 10 latach podróżowania tym samym pociągiem trasa Wrocław - Ełk od
    > Olsztyna kursuje jako pociąg osobowy zaczynam mieć takie same myśli jak Adaś
    > Miauczyński - a to o palaczach na korytarzu, a to o kłócącej się parze, a to o
    > osobach jedzących pachnące jedzenie w przedziale - wiadomo - kotlety z psa
    > siekane razem z budą, a to o uroczych pieskach, które wchodzą gdzie chcą, a to
    > o przepoconych mamuśkach i ich tłustych synkach zajadających czipsy (mlask
    > mlask ooostatni, mlask chrum ooostatni), wreszcie o trajkoczących panienkach,
    > którym buźka się nie przymknie nawet na 10 sekund (w nocy sobie śpię śpię super
    >
    > super, w sklepie kupuję kupuję extra extra, rano wstaję wstaję łał łał, później
    >
    > jem jem ale fajnie!)

    Za to faceci, jak wiadomo, wyłącznie traktaty filozoficzne z siebie emitują.
    Precz z Adasiem Miauczyńskim!
  • mietowe_loczki 10.07.05, 15:58
  • irenka82 10.07.05, 17:04
    ihihi,ja dopisze o podrozowaniu autokarem.rok temu wracalamz wakacji.obok mnie
    siedzialy dwie panienki,w wieku mniej wiecej 25 lat.zachowywaly sie strasznie
    glosno,chichotaly i opowiadaly sobie historie.siedzialy w tym miejscu,gdzie jest
    kibel ta skrytka z eksperem do kawy.panny zadarly nogi,oparly na ekspresie i
    gadaja w najlepsze.mialam doskonaly widok na ich brudne
    skarpetki,mniam.przyszedl pan kierowca,chce robic kawe,a tu mu 4 brudne stopy
    wisza i kiwaja.pan powiadomil dziewczyny,ze chcialby kawe zrobic,ale one nie
    pojely aluzji,i ze szczesliwymi usmiechami wrocily do rozmowy.pozniej kretynki
    cala noc wyly ze smiechu nad jakimis esemesami,grrrrrrrrrrr.ciekawe co sie zdazy
    tym razem:P
  • losiu4 11.07.05, 08:06
    kochanica-francuza napisała:

    > Za to faceci, jak wiadomo, wyłącznie traktaty filozoficzne z siebie emitują.

    oczywiście, Kochanico... czyzbys wątpiła? :)

    > Precz z Adasiem Miauczyńskim!

    nie znam, nie piłem z nim ;)

    Pozdrawiam

    Losiu
  • zdzicha.tramwajara 31.12.05, 14:01
    niestety, wiekszosc kobiet prowadzi godzinami debilne rozmowy, facei tez prowadza rownie debilne rozmowy, jednak z mniejsza czestotliwoscia
  • Gość: up IP: *.range86-129.btcentralplus.com 15.07.07, 03:19
  • Gość: 7x7 IP: *.net.autocom.pl 11.07.05, 11:00
    a co to znaczy, że będziesz miała 7x7. Nic nie rozumiem.
  • wampuka 10.06.07, 12:33
    Chodzi o związek liczby siedem z zyciem i twórczością ;) Miauczyńskiego.
    Obejrzyj/przeczytaj "Dzień świra", rozjaśni Ci się :)
    --
    into theWest
  • quba 01.12.06, 17:37
    Boję
    > się pomyśleć, co będzie, kiedy będę miała 7 x 7 :)

    będziesz znacznie spokojniejsza i z pogodnym usmiechem bedziesz patrzec na
    szczebioczącą młodzież

    --
    Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że trzeba
    pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
  • Gość: mia IP: *.bielsko.dialog.net.pl 23.08.08, 00:34
    Pewnej pięknej nocy wracałam z Wrocławia z chłopakiem, jako że oboje palimy
    wybraliśmy taki przedział, ku naszemu zdziwieniu siedziała tam jedynie pani z
    niepełnosprawnym synkiem, myślałam, że najdziwniejsze dla mnie jest to, że pani
    ze spokojem mówiła do syna BASIU (że to syn zostało udowodnione jak owy
    delikwent w przypływie emocji zdjął spodnie) Pani położyła synka naprzeciwko
    siebie i poszła ładnie spać, mój chłopak również przeszedł na stronę "mamusi"
    oboje słodko spali, kiedy to Basia jak nie trzaśnie jak nie walnie.. w moją
    głowę niestety.. a tu co zrobić, dziecko niepełnosprawne, matka śpi jak zabita..
    nie wytrzymałam psychicznie dopiero wtedy kiedy Basieńka zasikała całe siedzenie
    aż ja poczułam mokro...


    Inna sytuacja jadę w pociągu do warszawy i młody mężczyzna (lat ok 23) rozmawia
    na korytarzu przez telefon, rozmowy dokładnie nie pamiętam, ale chodziło o
    kradzione radia i części do samochodów i że jak owy klient sobie życzy to on
    może ukraść to w ten weekend.. W pewnym momencie zjawił się starszy pan i
    odrzekł czy ów młody mężczyzna się nie boi na takie tematy rozmawiać jak wszyscy
    słyszą. Na co mężczyzna odparł tylko, że ma to w piź...e i najwyżej pozyska
    nowych klientów..

  • agata_to_ja 10.07.05, 16:17
    Ja miałam pamiętną przygodę na peronie oraz jedną w pociągu.
    Jechałam kiedyś nocnym pociągiem do Gdańska, w odwiedziny do przyjaciół
    studiujących na tamtejszym uniwersytecie. Czekałam sobie na piciąg na peronie
    dworca centralnego w W-wie, nagle widzę zbliżającego się dość młodego
    człowieka, o nieco błędnym spojrzeniu. Podchodzi i pyta: czy ja mogę się pani
    coś poradzić? Ja na to - owszem, słucham pana, choć już mnie ściska w dołku ze
    strachu. Pan na to: mam dziewczynę. I ona chce ze mnie zrobić płaszcz
    przeciwdeszczowy. Chce mnie wykąpać w gorącym plastiku... już go nalała do
    wanny...
    Nie wiem, co było dalej, bo dałam nogę na drugi koniec peronu. Opowiedziałam
    znajomym po przyjeździe do Gdańska a oni z koeli swoim znajomym na uczelni i
    mieli wszyscy horror za darmo.
    To nie koniec, siedzę ci ja kiedyś w pociągu elektrycznym relacji Warszawa
    Wileńska - Wołomin i nagle widzę gościa, który wydaje mi się znajomy. Nie wiem
    jednak skąd. Facio siada naprzeciwko mnie i pyta: czy ja mogę się pani coś
    poradzić? Nieeee!!!!!

    Druga przygoda: wracałam kiedyś pociągiem z Poznania do Warszawy, z delegacji.
    W tym samy przedziale jechali dwaj panowie, których znałam z widzenia, gdyż
    kręcili się po firmie, w której pracowałam. Powiem w sekrecie, że panowie owi
    zajmowali się lobbingiem w sejmie na rzecz firm tytoniowych (zakaz reklamy
    tytoniu, prywatyzacja polskiego przemysłu tytoniowego itp). W takiej właśnie
    firmie wtedy pracowałam, a panowie wracali z jakiegoś bardzo ważnego spotkania
    mojej firmy w Poznaniu, zupełnie innego, niż to, na którym ja byłam. Nie znali
    mnie. Zaczęli ze szczegółami omawiać najważniejsze postaci z mojej firmy,
    wszystkich dyrektorów po nazwisku, obdarzając różnymi epitetami, nie zważając
    na siedzących w przedziale pasażerów. Drugim tematem przewodnim rozmów panów
    były projekty kolejnych "interesów" z różnymi firmami i sposobów
    na "wyciągnięcie od nich dużej kasy". Zupełnie bez żenady, w najbardziej
    cyniczny sposób.
    Nagle jeden z panów wyjął z torby 0,75 Advocaata i obalili tę flaszkę po prostu
    z gwinta. (!!!) Jeden z panów zasnął, a drugi spędził godzinę na korytarzu
    rozmawiając przez komórkę i rozmyślając. Gdy wrócił do przedziału tamten się
    obudził, a kolega mówi do niego: ty tu śpisz spokojnie, a ja tymczasem mam już
    z pięć pomysłów na ukręcenie duuuużej kasy.
    Byłam w szoku, na zakończenie chciałam ich pozdrowić od dyr W. ale się
    powstrzymałam. Potem starałam się nie wchodzić im w drogę w firmie. Aha, dodma,
    że obaj byli związani z kręgami byłej PZPR, a w tamtym czasie SDRP czy tam SLD.
    Nosili się wyjątkowo wyniośle, byli bardzo aroganccy, zwłaszcza dla sekretarek,
    które miały z nimi skaranie boskie, jak tylko się pojawili w firmie. Wspominam
    ich jako najbardziej cynicznych i oślizgłych ludzi, jakich spotkałam w życiu.
  • Gość: cyniczny kucharz IP: *.net.ircam.fr 10.07.05, 18:25
    ja,fafi i filip jedziemydo szczecina na gape.dosiada sie ...
  • Gość: ms IP: *.chello.pl 10.07.05, 18:57
    jechałem spokojnie czytając książkę, podobnie jak dziewczyna na korytarzu
    opierająca się o drzwi przedziału
    zaś gruba baba przy drzwiach cały czas bezskutecznie wszystkich zagadywała...
    to śmo...
    w końcu do mnie:
    zobacz, którą mam godzinę na zegarku! zdziwony zerkam i mówię, ona nieproszona
    wyjaśnia, że nie widzi, bo gruba jest i ręki wygiąć tak nie umie, więc nosi ze
    sobą żeby pytać.
    w końcu stwierdza "gorąco tu" i otwiera drzwi, a dziewczyna zamiast się o nie
    oprzeć ląduje ze swoją książką plecami na mojej książce.
    gruba baba podnosi ją, ale za nogi, więc trzymam ją już tylko ja patrząc nieco
    zaczytany, w śliczną acz zszokowaną twarz, tymczasem baba uświadamia sobie że
    lepiej jak postawi jej nogi z powrotem na ziemi...
  • Gość: lukis IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.07.05, 18:42
    Bardzo ciekawych pasażeów można spotkać jadąc jednym z pociągów na woodstock,
    kiedyś jechałem pociagiem Kraków - Berlin, który zachaczał o przyst woodstock w
    żarach, na lewo ode mnie jakaś dziewczyna prawie nieprzytomna, po drugiej
    stronie grupka punków obalająca druge tanie winko i czestujaca wszystkich w
    okolo (nie mozna bylo odmówic), a dwa siedzenia dalej jakies gó..arze pala
    maryske, która kupili od dilera który jak szbko się pojawil tak szybko znikl, a
    na wprost mnie starsza pani mocno trzymająca się oparcia zeby nie wypaść z
    tego "wykolejoneggo pociagu nocnego", z mocno rozwianymi włosami (wszystkie
    możliwe okna i drzwi były otwarte....horror dla tej pani, a pociąg nabity na
    maxa (w kiblu 6 osob) :-) pozdro dla wszystkich woodstokowiczów podróżujacych
    pociagami.
  • Gość: Href IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 18:57
    jako opiekun grupy małolatów jechaliśmy na obóz..., małe huncwoty oczywiście
    rozwydrzone bachory..., przejeżdzając przez łódź kaliska kilku z nich na
    korytarzu otworzyło okna i zaczęło krzyczeć :legia legia legia, kazałem im się
    zamknąć itp., ale co gorsza okazało sie ze stacja jest blisko stadionu no i
    akurat kibice wychodzili z jakiegoś meczu...

    nie wspomnę o "przypadkowych" rozlaniach dwóch litrów taniej oranżady w
    przedziałach...
  • Gość: Aläx IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 10.07.05, 19:08
    A ja miałam raz przesympatyczną podróż z Gdyni do Wawy . Wracałam z chlopakiem
    z feralnych wakacji ( luby skrecil dzien wczesniej noge ) . Do naszego
    przedzialu dosiadla sie para juz wiekowych staruszkow... Jako ze nóżka mojego
    chlopaka byla "unieruchomiona" temat do rozmowy byl :) Co mnie wzruszylo na
    maxa , on przez cala droge masowal jej stopki , trzymali sie za rece i zwracali
    sie do siebie " Misiu" " Kotku" itp. To znak ,ze milosc moze trwac
    wiecznie .... :)
  • tenzinn 10.07.05, 19:17
    Moj kolega ze studiow, mieszkal na tak cholernym zadupiu ze malo kiedy
    zatrzymywal sie tam pociag.
    Dlatego zawsze jezdzil expresem i w swojej miejscowosci uruchamial hamulec
    bezpieczenstwa i dwal szusa.
    Przez dwa lata udwawlo mu sie.
    --
    shot.inten.pl:8002/listen.pls
  • heureka7 10.07.05, 19:51
    dobre ;)
  • e_katt 11.07.05, 14:41
    co się stało, że po dwóch latch przestało mu się udawać??
    ;-)

    --
    ... a kotka nazwę Garfield!
  • miss.capricorn 28.08.06, 22:31
    może to były tylko uzupełniające magisterskie ;D ?
  • yabol428 27.11.06, 17:52
    tenzinn napisał:

    > Moj kolega ze studiow, mieszkal na tak cholernym zadupiu ze malo kiedy
    > zatrzymywal sie tam pociag.
    > Dlatego zawsze jezdzil expresem i w swojej miejscowosci uruchamial hamulec
    > bezpieczenstwa i dwal szusa.
    > Przez dwa lata udwawlo mu sie.

    A potem został posłem PiS i załatwił tam wybudowanie stacji...
  • betsaida 28.11.06, 01:03
    O ileż uboższe byłoby żcyie bez PKP

    Kraków-Wawa Ekspress, przed jakimiś Świętami- pełno. Paliłam jeszcze, więc
    miejscówka w przedziale dla palących. Otwieram przedział- 6 panów, impreza w
    pełni, widać spotkanie po latach, 3 flaszki, smród nieziemski. Na moim miejscu
    siedzi jakiś żul. Po wkrótkich wyjaśnieniach mówi:
    -Tszyy pani by sie nie pszszeszadla tam ja mam miejscowke w inny przedział, a tu
    Ziutka spotkałem- Ziutek pokaż się pani.
    -Dzsien doprrry- Ziutek rzucil mglistym okiem.
    W biegu zlapałam miejscówkę i szukam tego nowego miejsca. Patrzę- cały przedział
    solidnych drechów....

    Na szczęscie okazało się , że to żołnieże zawodowi. Inteligentne chłoopki i
    ogólnie podróż minęła mi miło.

    Trasa Kołobrzeg-Kraków, czas podróży:13h, bez przesiadek. Najbardziej lubiłam
    jak we Wrocku- moja 11 godzina podróży- wsiadali studenci i narzekali że tak
    daleko do tego Kraka.

    Trasa Poznań-Szczecin: połowa drogi: Krzyż
    "Piwwwo jasne piwo pełne piwo piweczko"
    i wiele jeszcze :)
    ...sygnaturka z kolczykami...
    Reklamowo
    Relaksująco
    Bory Tucholskie
    Dobry komiks
  • zwierze_futerkowe 14.10.07, 16:00
    A czyste chociaż te stopki miała?
    Mnie się kiedyś w ekspresie z Wrocławia trafiło miejsce naprzeciw moherowej
    babci, niemożliwie się wiercącej i przebierającej nogami, nie mogła się
    zdecydować, jak te nogi sobie ustawić. Oczywiście skopała równo wszystkich
    pasażerów dookoła siebie, kolesia siedzącego obok mnie próbowała musztrować, jak
    ma nogi ustawić, bo ona musi rozprostować swoje, a w końcu zdjęła buty i spytała
    mnie grzecznie (i jak najbardziej serio!), czy może mi na chwilę położyć nogi na
    kolanach, bo tak jej drętwieją, a to jeszcze tyle czasu... Byle co mnie nie
    zaszokuje, ale wtedy to naprawdę byłam w szoku!!! Nawet mi riposty zabrakło,
    powiedziałam tylko, że na drętwiejące nogi polecam spacer po korytarzu.
    Wiercenie się i kopanie trwało do samej Warszawy.
    W ogóle uważam, że zdejmowanie butów w pociągu, w obecności obcych ludzi, jest
    co najmniej nieeleganckie.
  • Gość: mx IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 11.07.05, 02:37
    > nie wspomnę o "przypadkowych" rozlaniach dwóch litrów taniej oranżady w
    > przedziałach...

    No to ja własnie dziś jechałem w przedziale w którym sie buty nie chciały
    oderwać od podłogi i sobie myślałem "pewnie ktoś oranżadę wyalał"
    Widzę, że prawdopodobnie się nie pomyliłem :)
  • Gość: bruno makabro IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.10.07, 16:04
    Jadąc kiedyś w pociągu w-wa poznan dosiadają sie dwiemłode dziewczyny.
    Siedząc z zamkniętymi oczami nie wzbudzam jakiś problemów żeby dziewczyny
    prowadziły swobodną rozmowę.
    Po jakimś czasie jedna mówi do drugiej:
    -ty ! ale mnie ci.. boli.
    -nie dziwie sie jak wczoraj w nocy pieciu obróciłaś! ..ale co, masz te 2000 zł
    czy nie masz?!to siedz cicho i nie marudź!

    to już był szczyt musiałem niby budząc się ze snu wyjśc na korytarz w wagonie i
    wyśmiać sie bo az mi głupio było smiac im sie prosto w oczy.
    pozdr
  • Gość: m@g IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 19:42
    Wracalam z Warszawy do Krakowa -express Malopolska.Moimi wspolpasazerkami byly
    dwie dziewczyny. Do przedzialu wsiada mlody mezczyzna i... zaczyna sciagac
    dzinsy,ktore starannie uklada na półce.Zostaje w krotkich spodenkach z luznymi
    nogawkami (jest listopad). Zaklada ciemne okulary , udaje ze spi, a usadza sie
    tak zeby podziwiac jego .....Korytarzem idacy pasazerowie znaczaco usmiechaja
    sie ,niektorzy odwracaja wzrok. A pasazer ekshibicjonista? Wysiada w Krakowie i
    na peronie (jest lodowato) ubiera spodnie.
  • frred 10.07.05, 20:58
    Wszystkie historie zajaviste.

    A mnie spotkało coś takiego:

    Jest jesień 1998r., szczyt kawałów o blondynkach (przepraszam wszystkie
    blondynki w znaczeniu koloru włosów, ale historia jest autentyczna i tak
    zajavista, że muszę ją opowiedzieć).

    Jadę do Wawy, do przedziału wsiada ze mną laska, która prawie mogłaby leżeć w
    Sevres jako wzorzec blondynki. Prawie, bo była dosyć niska. Ale poza tym
    piękna, bardzo zadbana i w ogóle.

    Wiesie ona na wieszaczku jakiś żakiecik czy inny mundurek - nie znam się na tym.

    Gdy pociąg ujechał jakieś 500 m, laska zwraca się do mnie:

    - Czy może mi pan pomóc to gdzieś powiesić ? -

    No więc podejmuję kilka prób, ale ten wieszak nigdzie nie chce się trzymać,
    spada i z półki i z haczyka, więc po paru minutach mówię:

    - Bardzo chętnie to pani powieszę, tylko gdzie, bo to zewsząd spada? -

    Na co laska, po chwili namysłu, z triumfującą miną:

    - Tu!!! -

    Wiecie, na co wskazała?

    ...
    ...
    ...

    Na hamulec bezpieczeństwa.






    --
    Rachmistrz spisowy chciał mnie kiedyś przebadać. Zjadłem jego wątrobę z fasolą
    i popiłem doskonałym chianti.
  • Gość: efff IP: 195.20.110.* 11.07.05, 16:22
    A ten pasażer to miał ponad dwa metry wzrostu? Bo ja miałam
    przyjemność "wapliwą" jechać z takim. Na tej samej trasie.
  • Gość: Polko-Amerykanka IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 10.07.05, 20:03
    Od blisko 20 lat mieszkam na stale w USA, i czasami odwiedzam na 7-10 dni
    Polske. Jezdze wtedy pociagiem IC na trasie Wwa-Krakow lub dalej - do
    Zakopanego. Wrazenia z IC sa zazwyczaj pozytywne, jedynak czasami zdarzaja mi
    sie takowe:
    1- czytam "Time". Pytanie od wspolpasazerow: Skad Pani jest? czy z zagranicy? -
    Tak, z USA. - No wlasnie, tak myslalem(am)! Okropne, co z ta wojna w Iraku sie
    dzieje! A president George Bush to idiota! Ameryka nie ma prawa tak poczynac z
    PL, nie daja wiz i kontraktow obiecanych, to straszne! - I tak mnie
    indoktrynuja przez minimum godzine...
    2- miewam wciaz "glupi" amerykanski obyczaj usmiechania sie do ludzi, kt. na
    mnie patrza, lub nawet tylko spojrza przez moment. Polacy nie odwzajemniaja
    nigdy usmiechu... Co najwyzej sa obojetni, zazwyczaj jednak staja sie
    szczegolnie gniewni w swym spojrzeniu, jakby poczuli sie obrazeni. Z tym wiaze
    sie takie wydarzenie: W Krakowie wsiadl pasazer, wyjal z teczki duza
    zaadresowana koperte, polozyl na siedzeniu obok, z ciekawosci (skoro nie bylo
    to ukrywane) przeczytalam imie i nazwisko pasazera, takze powazna instytucje
    naukowa, w kt. jak rozumiem - pracuje. Nastepnie z tejze koperty pan wyjal plik
    papierow i pograzyl sie w lekturze. Byl to artykul naukowy dotyczacy Sejmu RP,
    Trybunalu Stanu, Konstytucji 3 maja, itd. Pan siedzial naprzeciwko i spojrzal
    sie na mnie. Usmiechnelam sie, a pan taka zrobil wroga mine, jakbym mu wies
    spalila! Kilkakrotnie sponad swej waznej lektury jeszcze na mnie spojrzal, za
    kazdym razem zyczac mi wzrokiem niechybnej smierci. Po przyjezdzie do Wwy pytam
    znajomego prawnika - prof. UW, czy zna z nazwiska mojego wspolpasazera. - Ach,
    tak to b. wybitny, znany profesor, znawca prawa sejmowego, czlonek Trybunalu
    Stanu, wielokrotny stypendysta w USA... Zdziwilo mnie, ze wielokrotny
    stypendysta bywajacy w USA nie mogl scierpiec mojego zyczliwego usmiechu, moze
    jednak ponuractwo to cecha obowiazkowa w PL?
    3- wracajac z Krakowa lub Zakopanego jezdze pociagiem wieczorem jadacym do Wwy,
    a w nim z wracajacymi ze "spotkan businessowych" - polskimi businessmenami...
    Nie wiedzialam wczesniej, a nabylam tej wiedzy dopiero w pociagach, ze pewne
    plany telefonii komork. maja darmowy czas rozmow po 8 pm. I wtedy sie zaczyna!
    Po 8 wiecz. - 5 osob w przedziale (I klasa) potrafi zagadywac sie przez tel.
    jak chorzy po sliwkach, bo przeciez darmo... Zaczynaja - jak poszlo w ciagu
    dnia, a kontynuuja na tematy osobiste, kuchenne, mieszkaniowe...
  • Gość: ASIA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 14:40
    JEŻELI CHODZI O TO UŚMIECHANIE TO DOSKONALE TO ROZUMIEM!JESTEM POLKĄ ALE TEŻ
    BARDZO CZĘSTO UŚMIECHAM SIĘ DO LUDZI I PRZYZNAM SZCZERZE, ŻE BARDZO ŻADKO SIĘ
    ZDARZA, ŻEBY KTOŚ ODWZAJEMNIŁ TEN UŚMIECH.BARDZO CZĘSTO IDĘ PO ULICY
    UŚMIECHAJĄC SIE DO SAMEJ SIEBIE I WIDZE, ŻE LUDZIE PATRZĄ NA MNEI JAKBYM BYŁA
    ZDROWO STUKNIĘTA.LUDZIE OPAMIĘTAJCIE SIĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!ŻYJCIE WG ZASADY
    KEEP SMILING:)
  • ida14 02.09.06, 02:06
    Ja uśmiecham sie bardzo często. Zawsze kiedy ktos na mnie spojrzy i często
    osoba ta reaguje pozytywnie na moje zachowanie. Kiedy ktos do mnie sie
    usmiechnie to oczywiście odpowiadam tym samym.
    --
    "...człowiek rodzi sie po to by nieść radość innym."

    Bez kija nie podchodź!!
  • frred 13.07.05, 19:21
    Gość portalu: Polko-Amerykanka napisał(a):

    > 2- miewam wciaz "glupi" amerykanski obyczaj usmiechania sie do ludzi, kt. na
    > mnie patrza, lub nawet tylko spojrza przez moment. Polacy nie odwzajemniaja
    > nigdy usmiechu... Co najwyzej sa obojetni, zazwyczaj jednak staja sie
    > szczegolnie gniewni w swym spojrzeniu, jakby poczuli sie obrazeni. Z tym
    wiaze
    > sie takie wydarzenie: W Krakowie wsiadl pasazer, wyjal z teczki duza
    > zaadresowana koperte, polozyl na siedzeniu obok, z ciekawosci (skoro nie bylo
    > to ukrywane) przeczytalam imie i nazwisko pasazera, takze powazna instytucje
    > naukowa, w kt. jak rozumiem - pracuje. Nastepnie z tejze koperty pan wyjal
    plik
    >
    > papierow i pograzyl sie w lekturze. Byl to artykul naukowy dotyczacy Sejmu
    RP,
    > Trybunalu Stanu, Konstytucji 3 maja, itd. Pan siedzial naprzeciwko i spojrzal
    > sie na mnie. Usmiechnelam sie, a pan taka zrobil wroga mine, jakbym mu wies
    > spalila! Kilkakrotnie sponad swej waznej lektury jeszcze na mnie spojrzal, za
    > kazdym razem zyczac mi wzrokiem niechybnej smierci. Po przyjezdzie do Wwy
    pytam
    >
    > znajomego prawnika - prof. UW, czy zna z nazwiska mojego wspolpasazera. -
    Ach,
    > tak to b. wybitny, znany profesor, znawca prawa sejmowego, czlonek Trybunalu
    > Stanu, wielokrotny stypendysta w USA... Zdziwilo mnie, ze wielokrotny
    > stypendysta bywajacy w USA nie mogl scierpiec mojego zyczliwego usmiechu,
    moze
    > jednak ponuractwo to cecha obowiazkowa w PL?

    Ponuractwo niestety robi nam się cechą narodową. Ale w tym przypadku ważniejsze
    chyba było to, że 3/4 prawników w ogóle jest j*niętych, a wśród profesorów ten
    współczynnik rośnie do 95%.

    Pozdrawiam,

    Frred - prawnik
    --
    Rachmistrz spisowy chciał mnie kiedyś przebadać. Zjadłem jego wątrobę z fasolą
    i popiłem doskonałym chianti.
  • adelah 10.07.05, 20:25
    Jeszcze parte lat temu, podczas studiow codziennie dojeżdżałam z Wrocławia do
    Opola na zajęcia. Zapewne jestem dość rzadkim przypadkiem osoby mieszkającej we
    Wrocławiu, która studiowała w Opolu, z resztą psychologię. Poniewaz trasa liczy
    160 km w obie strony mozecie sobie wyobrazić, ze podczas 5 lat studiów kilka
    razy okrążyłam równik ( przy czym od razu zastrzegam, że nie policzyłam).
    Przygód w PKP miałam mnóstwo: od kibiców obrzucających się kamieniami przez
    przedział, oddziałów wojskowych odbywających służbę, którzy starali sie
    poderwac wszystko co się ruszało i śpiewali przez cała trasę pieśni
    patriotyczne, starsze panie opowiadajace jak uciekały z Ukrainy przed bandami
    UPA i jak znalazły zmasakrowane ciała mieszkanców sąsiedniej wioski,
    śmierdzących bezdomnych, którzy potrafili cytowac całego "Pana Tadeusza" i wiele
    wiele innych. Tylko raz byłam okradziona, z reszta w nocnym pociagu relacji
    Wrocław - Przemyśl (juz w okolicach Przemysla), co biarąc pod uwage mój
    "przebieg" ;-)) jest bardzo dobrym osiągiem.
    Najciekawsza historia, która trąci metafizyką, przydazyła mi się latem w
    nieśmiertelnym ekspresie "Odra" do Warszawy. "Odra" odjeżdza z Wrocławia
    Głównego o godzinie 4 rano z groszami. Poniewaz jest to ekspres trzeba miec
    miejscówkę, zatem pasazerów nie wybierasz. Wsiadłam do przedziału, w którym był
    już mężczyzna, koło 40tki, w wedkarskiej kamizelce, czytający magazyn dla
    żeglarzy. Przez pierwszą godzine jechalismy w milczeniu przegladając prasę. W
    pewnym momencie on zagadnął, a ja uznałam, ze jest to ciekawy partner do
    rozmowy. Nie pomyliłam się. Mój pasażer okazał się być zarzadcą niewielkiego
    hotelu we Wrocławiu, który od czasu, gdy wyszkolił pracowników, tak, ze chodzili
    jak w zegarku, przesiadywał wiekszość czasu we "Francuskiej" lub "Pod Gryfami"
    zapisujac kolejne ksiazki na serwetkach (pierwsza była juz w tedy wydana).
    Mozecie sobie tylko wyobrazic jak ciekawe prowadzi sie rozmowy z pisarzem.
    Pożegnaliśmy sie w Wawie Centrlanej i kazdy poszedł w swoją strone. Tutaj jednak
    przygoda sie nie konczy. Otoż wracałam jeszcze tego samego dnia do domu
    (ubiegałam się o staż w centrali ING) ta samą "Odrą", która odjeżdża z Wawy koło
    16tej. Kiedy wsiadłam do przedziału siedziało juz tam kilka osób, wśród nich mój
    pisarz! Mozecie sobie tylko wyobrazic moje zdziwienie. Nie wiem jak niskie jest
    prawdopodobienstwo aby dwie osoby dwa razy wykupiły miejscówki w tym samym
    przedziale na ten sam pociąg. Podróż zakończyła się małym powodzeniem jezeli
    chodzi o elemnety zawodowe (stażu nie otrzymałam), za to mam do dziś książkę z
    autografem!

    Pozdrawiam wszystkich klientów PKP
    a w szczególności wszystkich, którzy codziennie dojeżdzają
    Adela H.
  • jirzi 12.07.05, 19:14
    To kompletnie nie jest dziwne. Po prostu, jesli kupowałas we Wrocławiu
    bilet "tam i z powrotem" a tan człowiek robił to samo, to sysatem sprzedazy
    biletów jest tak ustawiony, że jesli do Warszawy mieliście sasiednie numery w
    wagonie i przedziale, to i z warszawy jest analogicznie. Co innego, gdyby sie
    okazało, że wracasz autobusem, a bilet na ten autobus kupiła Ci dwa tygodniue
    wczesniej ciocia z warszawy i spotykasz w tym autobusie tego człowieka.
  • grogreg 10.07.05, 20:38
    Jade sobie "Terespolem" z Siedlec do Szczecina. Tloku nie bylo, ale pustych
    przedzialow tez nie. Noc byla, a ja i tak w pociagu nazsnac nie moge wiec
    wlaczm sobie walkmen`a zamykam oczka i delektuje sie muzyka.
    Czuje ktos mnie w kolano tyka, otwieram oczeta i pytam sie staruszki z
    naprzeciwka w czym problem. A ona zebym walkmen`a nie sluchal bo to ja
    denerwuje. Sluchawki byly douszne wiec nijaki dzwiek sie na zewnatrz nie
    wydobywal. Staruszka na to ze pewnie jakis szatanskich wrzaskow slucham, a ona
    z antychrystem jechac nie bedzie. Akutar sluchalem "Limbonic Art". Skad skubana
    wiedziala?
  • Gość: żyd IP: *.roemd1.lb.home.nl 10.07.05, 20:51
    Miałem sporo takich spotkań różnego stopnia. Przychodzą mi na myśl dwa.

    Pierwsze wspomnienie - mało oryginalne - rezerwa.

    Będąc jeszcze dziecięciem, podróżowałem gdzieś z Mamą. Wszystko ładnie pięknie,
    nawet mieliśmy miejsca siedziące, mimo że czas był wakacyjny. Na pewnej stacji
    dał się słyszeć charakterystyczny dźwięk, przypominający ryk stada baranów
    zarzynanych tępym grzebieniem - "Niech żyje naaaaam rezeeeerwaaaaa....... piiiip
    piiiiip piiiip" itd. Niestety, wpakowali się do naszego pociągu, i nawet do
    naszego wagonu. W sile jakichś 20 chłopa, rozłożyli się obozem warownym w
    korytarzyku obok kibla, i kontynuowali czynności rozpoczęte na peronie, czyli
    picie wódki oraz wydawanie nieartykułowanych dźwięków. Przez pewien czas było to
    nawet zabawne, ale tak od 11 w nocy - już niekoniecznie, tym bardziej, że
    mieliśmy jechać długo w noc. Po skazanych z góry na niepowodzenie próbach
    zaśnięcia, któryś z pasażerów okazał heroiczną odwagę (działo się to jeszcze za
    komuny, kiedy to ludzie nie byli tak bojowi) i ze słowami "Idę po konduktora"
    opuścił przedział. Wrócił po jakiejś minucie, i pełnym zrezygnowania głosem
    rzekł: "Konduktorzy piją razem z nimi".

    Druga historia "padaczka"

    Działo się to z pięć - sześć lat temu, kiedy to wracałem z znajomymi z
    wakacyjnego wypadu na Słowację. Dotarliśmy do Zakopanego, po jakiejś kosmicznej
    ilości przesiadek na kolejach słowackich. Cała ekipa jechała do Warszawy, ja do
    Włocławka. Sugerowano mi, żebym pojechał razem z wszystkimi do Warszawy i
    stamtąd autobusem do Włocławka (A mówili mi przyjaciele....), ale ja
    wypatrzyłem, że jest pociąg bezpośredni!!! To po co mam robić koło, jak mogę
    prosto? Była to jedna z najgorszych decyzji w moim życiu. Okazało się, że pociąg
    ten to tak zwany Zakopianiak - relacja Zakopane - Olsztyn (!!!), już nie jeździ
    zresztą. Jak można się łatwo zorientować po relacji, tłukł się przez całą
    Polskę, pewnie z trzy dni i trzy noce, często zmieniając konie. Na dobitkę, do
    Krakowa jechał jako osobowy, więc zatrzymywał się w wszystkich Owczych Dupkach,
    Górnych, Dolnych, Starych, Nowych i Środkowych. Do Włocławka jechał w każdym
    razie 11 godzin. Pojawiłem się na peronie jakąś godzinę przed odjazdem, więc
    cudem znalazłem siedzące miejsce, oczywiście ostatnie w ośmioosobowym
    przedziale. Przedział nawet niezły, żadnych wariatów, głównie starsi ludzie, ale
    nawet nie gadatliwi. Wszyscy zresztą szybko zapadli w letarg, uśpieni
    rozpaczliwie powolnym posuwaniem się pociągu w kierunku Krakowa. Podróż mijała
    jak zwykle, ja trochę drzemałem, w końcu - w środku nocy zauważyłem, że jesteśmy
    w Kutnie. Myślę sobie - kolejna stacja - wysiadam, więc teraz już nie mogę spać.
    Oczywiście zasnąłem tak twardo i spokojnie, jak nigdy. Nagle obudziła mnie jakaś
    gadanina. Otwieram oczy, a tu przede mną, zamiast siedzącej dotychczas starszej
    pani, siedzi jakiś przedziwny osobnik. Ubrany był w stary, powyciągany sweter, i
    spodnie, które z dwadzieścia lat wcześniej mogły stanowić część niedzielnego
    garnituru. Koleś ten, nie patrząc na nikogo, peroruje, bardzo nerwowym tonem
    głosu: "Panie, panie, panie, bo wie pan, wie pan, oni się ze mnie śmiali te
    chłopaki, wie pan, wie pan, ale troche się mnie bali, panie, panie, bo ja mam
    padaczkę, jakbym dostał ataku, to nie wiedzieliby co zrobić, panie, panie.. " i
    tak w kółko. Na wszelki wypadek zacząłem się żegnać z życiem, ale pan z padaczką
    po kilku takich słownych rundkach wyszedł sobie i poszedł. Dobrą stroną jego
    wizyty był fakt, że po jakichś dwudziestu minutach pociąg wtoczył się do
    Włocławka, a bez niego pewnie bym stację przespał.

    Tak na marginesie - w Zakopianiaku ponoć nie takie rzeczy się działy :-)
  • Gość: Ż. IP: *.aster.pl 10.07.05, 21:11
    nie jechalem nigdy z zakopca do wloclawka ale jako wielki fan wiosennego blota
    wbieszczadach jezdzilem przez kilka lat z rzedu pociagiem z wwy wschodniej do
    zagorza. jedzie toto 12 godzin chyba, w nocy. jezdzilismy grupa paru osob, wiec
    zazwyczaj nikt nie chcial sie do nas dosiadac. nie mielismy za to wplywu na
    pasazerow z przedzialow obok...kiedys, gdzies za skarzyskiem kamienna, kiedy juz
    powoli probowalismy zasnac, do naszego przedzialu przez otwarte okno, w pelnym
    biegu pociagu, zaczely wpadac z kierunku jazdy rozmaite przedmioty: otwarte
    torebki z jakimis paluszkami slonymi, czipsami, butelki z napojami i po
    napojach, kanapki, owoce...groza byla znaczna, bo byl srodek nocy a my juz
    troche znuzeni, w przedziale swiatlo zgaszone... okazalo sie ze to gromada
    bachorow jadaca na tzw zielona szkole pozbywala sie tzw suchych prowiantow. od
    tej pory nie otwieram szeroko okien w pociagach.
  • mist3 10.07.05, 22:43
    Gwoli sprostowania. Pociąg Olsztyn - Zakopane i odwrotnie jeździ nadal z tym, że
    teraz na całej trasie jest 'pospieszny' - cudzysłów oczywiście dlatego, że jego
    tempo pozwala niejednokrotnie policzyć liście na mijanych drzewach. Miałam
    niedawno przyjemność nim jechać w obydwie strony. Bez znaczących przygód -
    pociąg był prawie pusty. Może tylko jedno - w przedziale obok jechał jakiś
    'biznesmen', wysiadał w Wa-wie Wschodniej. Nie sądziłam, że jeden człowiek może
    zostawić po sobie taki chlew....
  • Gość: żyd IP: *.roemd1.lb.home.nl 10.07.05, 23:19
    Na prawdę??? Ale to raczej nie ten sam, bo sławetny "Zakopianiak" nie jechał
    przez Warszawę.
  • buba12 02.01.06, 10:50
    Olsztyn - Zakopane nosił kiedys ksywkę włóczęga pólnocy i był rzeczywiscie
    niewyjęty. Jechałam nim niegdyś z Włocławka własnie do Krakowa - na twardych
    drewnianych ławkach ze szczbelków cała noc... Co tam się działo!! Picie,
    palenie, rzyganie itd a na dodatek, ponieważ zatrzymywał sie w tych
    wymienionych przez przedmówcę "Dupkach dolnych, górnych i środkowych" co 5-10
    minut, to co chwila ktoś wysiadał lub wsiadał. Pójście do toalety graniczyło z
    cudem, bo można juz było nie znaleźć swojego miejsca..
  • vauban 18.03.08, 00:29
    Wracałem niegdyś z Zakopanego do Torunia owym "Włóczęgą Północy", i gdy pociąg
    stanął na stacji Kraków - Płaszów, na korytarzu podszedł do mnie jakiś
    niepozorny facet. Obrzucił mnie taksującym spojrzeniem i zapytał:
    - Przepraszam pana, ale czy mówi pan po polsku ?
    - Tak, oczywiście - odpowiedziałem nieco zdumiony, było nie było, to mój
    ojczysty język i pytanie wydało mi się nietrafione ;)
    - W takim razie, niech mi pan powie, jaka to stacja ?
    - Kraków - Płaszów...
    - O, jeeeeeeeezzuuuuuuuuuuuu !!!!!!!!!!!!!
    Facet opuścił wagon z prędkością światła. Do dziś nieraz zastanawiam się, jaka
    mogła spotkać go dziwna przygoda... Może jechał do Budapesztu ?
    --
    Walcz z bezrobociem w mieściezet
  • Gość: naiwna IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.08, 03:41
    vauban, ROFL!
  • darkuss 10.07.05, 21:11
    Nie moje zdarzenie, ale pozwolę sobie je przytoczyć.

    W przdiale siedzi kobieta z dzieckiem (łobuz jak jasna cholera), mój znajomy (dalej zwany Piotr) oraz inna samotnie podróżująca pani. Dziecko zaczepia non-stop samotną. Matka dziecka - nic... ciągnie za ubranie- matka dalej nic. Kobieta już nieźle wnerwiona spogląda na nią, mimo spotkania się obu wzroków - matka nic. Dziecko nagle daje kopa samotnej... NIe !!! Tego już za wiele powiedział Piotr. Zwrócił matce uwagę, że bachora należy doprowadzić do pożądku. Matka na to: " nie zwracam mu uwagi, ponieważ z mężem wychowujemy je 'bezstresowo'". No więc Piotr nie wytrzymując napięcia nerwowego, wyjął z ust przeżutą już (tak może ze 2 godz w tych warunkach) gumę, przykleił na czoło matki (ta oniemiała), mówiąc - ja również....
    Moim zdaniem załatwił tą mamuśkę na CACY. hehehe wyobrażam sobie jej minę - a WY ?
    --
    Nie staraj się zwracać uwagi na czyjeś błędy, jest to jedynie objaw bezradności...
    Darkuss
  • skrzych 10.07.05, 21:36
    Stare, wstydziłbyś się... :(

    Moje:
    Jadę nocnym pociągiem z Nowej Soli do Warszawy z wysiadką w Sieradzu. Z
    wszystkich sił staram się nie zasnąć, w końcu dogaduję się z jednym ze
    współpasażerów, że mnie obudzi. Zasypiam. W pewnej chwili czuję mocne
    szturchnięcie, przez resztki snu pytam: "Co to, już Sieradz?" W odpowiedzi
    otrzymuję silniejszego szturchańca i odpowiedź: "Jaki tam Sieradz, Warszawa
    Wschodnia. Wypier...j pan, bo muszę przedział pozamiatać!" :))
  • Gość: heidi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 21:54
    jechałam z gdanska chyba, a na pewno do Suwałk takim pociągiem bardzo
    dalekobieżnym, obudził mnie dziarski głos pana mundurowego:"dzien dobry
    paszporty do kontroli proszę!" :-P
  • agata_to_ja 10.07.05, 22:03
    Mój drogi, dokładnie wstydziłbyś się. To jest dowcip stary jak świat,
    powtarzany po wielokroć, zawsze czyjś znajomy był świadkiem
  • Gość: monopolowy IP: *.chello.pl 10.07.05, 22:09
    Oj tak, to tzw urban legend, mojej matce podobną opowieść (z tym, że działo się
    w autobusie a guma została przyklejona we włosy;) opowiedziała koleżanka :D
  • darkuss 10.07.05, 23:25
    wstydzę się... zadowoleni?

    --
    Nie staraj się zwracać uwagi na czyjeś błędy, jest to jedynie objaw bezradności...
    Darkuss
  • plonaca.zyrafa 10.07.05, 23:30
    To jest forum humorum :) Jak bylo zabawnie to ok :)
  • darkuss 10.07.05, 23:38
    miałem to właśnie na myśli, a to , że kolegoa mi to opowiedział to już jest inna sprawa

    --
    Nie staraj się zwracać uwagi na czyjeś błędy, jest to jedynie objaw bezradności...
    Darkuss
  • jan.kulczyk 10.07.05, 23:58
    Dowcip faktycznie jest dobry i faktycznie stary. Ale Darkuss opowiedział wszystko zgodnie z regułami gatunku, tzn. jako anegdotę, bo na samodzielny "fikcyjny" dowcip ładunek humoru jest za mały. A to jest forum humorum więc niby wszystko ok. Ale trochę zepsułeś puentę. Otóż ten gość na końcu mówi "Ja również... BYŁEM WYCHOWYWANY BEZSTRESOWO", a nie "Ja również" (co sugeruje, że on również wychowuje swoje dziecko bezstresowo, a cała historia zostaje pozbawiona sensu). Większość ludzi pewmie to zna, więc nie zwraca uwagi, ale jeśli dla kogoś jest to nowość, a dla tych luddzi to głównie wkleiłeś, a jednocześnie ten ktoś uważnie czyta, to twój efekt może zostać spalony ;)


    --
    You're born- you take poo, get out into the world-take more poo, climb a little higher-take less poo, 'til one day you're up in the rarefied atmosphere where you've forgotten what poo even looks like, welcome to the Layer Cake son.
  • plonaca.zyrafa 11.07.05, 00:03
    Dziekujemy za poprawna wersje :)

    Bo ja tego wczesniej nie znalam :)
  • the_dzidka 11.07.05, 09:46
    > Dowcip faktycznie jest dobry i faktycznie stary. Ale Darkuss opowiedział
    wszystko zgodnie z regułami gatunku, tzn. jako anegdotę

    Ja się jednak wtrącę, bo NIENAWIDZĘ, jak ktos przywłaszcza sobie dowcipy i
    jeszcze myśli, że nikt się nie połapie. Otóż kolega NIE opowiedział tego jako
    anegdotę, tylko jako coś, co przydarzyło się jego znajomemu. Wkurza mnie to za
    każdym razem. Ludzie - chcecie być smieszni, to zaznaczcie z góry, że
    opowiadacie kawał, dowcip, anegdotę, a nie róbcie z siebie sucharów.

    --
    Dzidka
  • plonaca.zyrafa 11.07.05, 12:06
    Ale moze ten znajomy mu opowiedzial ta historie jako wlasna?

    Ja tego dowcipu nie znalam, i gdyby mi ktorys z bardziej "wywrotowych" znajomych
    opowiedzial to nie mialabym powodu nie wierzyc. Tak jak temu znajomemu od panny
    w autobusie...
  • misiunia.malutka 14.07.05, 15:47
    No właśnie - też mi kiedyś znajomy opowiedział historię która przydażyła się
    rzekomo w jego szkole podczas lekcji polskiego - opowiedziałam wszystko
    przejęta w pociągu wracając z uczelni i się okazało, że wszycy to znają. Było
    mi głupio przez następne pół godziny (czyli do końca trasy ) :o)
    --
    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    Kocham moje życie.
    Moje życie ma na imię Bartuś :)
  • jan.kulczyk 11.07.05, 23:34
    1. Wyluzuj, bo się spocisz, a w taki upał to mocno niezdrowe...
    2. Sprawdź w słowniku znaczenie slowa "anegdota".


    --
    You're born- you take poo, get out into the world-take more poo, climb a little higher-take less poo, 'til one day you're up in the rarefied atmosphere where you've forgotten what poo even looks like, welcome to the Layer Cake son.
  • frred 13.07.05, 19:12
    Dzideczko - Słoneczko i kolego Darkussie... myślę, że was pogodzę.

    Otóż kawał oczywiście jest stary (prawie jak ja, czyli bardzo, hy hy hy)... ale
    to nie oznacza, że Darkuss nie mógł widzieć takiego zdarzenia na własne oczy.

    Przecież jego kumpel mógł, znając ten kawał, zastosować go w praktyce w
    podobnej sytuacji.

    PZDR
    --
    Rachmistrz spisowy chciał mnie kiedyś przebadać. Zjadłem jego wątrobę z fasolą
    i popiłem doskonałym chianti.
  • jagodziankaa 12.06.06, 14:40
    <lol> dobre... chciałabym to zobaczyć na własne oczy... ale byłby ubaw ;)
    hehe
    ;)

    --
    '...and if I have to go I wanna go with a smile...'

    m(L'')v
  • Gość: heidi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 21:58
    Jeszcze mi sie przypomniało, a było to z 12 lat temu, jadac z psiapsiółami do
    miasta Łodzi musiałyśmu wysłuchać elaboratu panstwa Jehowych na temat
    szkodliwości społecznej piosenki zespołu FNS "A ja palę faję, żuję gumę...itd"
    Byli baaardzo zaangażowani, na szczescie wysiedli wcześniej.
  • n_nicky 10.07.05, 22:31
    Ja swojej historii nie zapomnę do końca życia...
    miejsce akcji-nocny pociąg relacji Zakopane-Szczecin,wysiadam w Poznaniu;
    czas akcji-styczeń,po PŚ w skokach narciarskich;

    Krótko po południu skończyły się zawody na skoczni,do 18 musiałam zwolnić
    pokój,a przed 20 miałam pociąg do domu.Na dworcu stwierdziłam,że w 1 klasie
    będzie spokojniej i bezpieczniej,więc dopłaciłam i wykupiłam 1 klasę.Weszłam do
    przedziału,krótko potem dosiadła się jakaś studentka,za 10 minut
    odjazd.Studentka stwierdziła,że przesiądzie się dwa przedziały dalej.Więc jej
    nie zatrzymywałam...Tuż przed odjazdem dosiadło się do mnie 4 młodych kolesi."Co
    za towarzystwo"-pomyślałam.Wydawali się być sympatyczni.Wydawali...niedługo
    musiałam czekać,by dowiedzieć się,że to złodziej,dwóch bezdomnych i
    narkoman(warszawski MC przy okazji).Ten pierwszy ujawnił swój fach wyciągając
    plik obrazków z papieżem(wtajemniczeni znają tę technikę okradania w
    pociągach),bezdomni sami powiedzieli,że nie mają domów,a ich życie upływa na
    darmowych jazdach pociągami po całej Polsce(co ciekawe byli sympatyczni i
    nienachalni-póki co).Narkoman zdemaskował się strzykawką i woreczkiem jakiegoś
    proszku.No i nie spuszczał mnie z oka...Próbowałam przesiąść się do innego
    przedziału-nie dało rady,nie chcieli mnie wypuścić.Zasnąć nie mogłam-bo by mnie
    okradli.W końcu gdzieś przed Krakowem wyciągnęli mnie siłą z przedziału
    sokiści...Trafiłam do przedziału,gdzie była ta studentka i jeszcze jakiś facet z
    Polic z dwójką chłopców-którzy na szczęście nie hałasowali,bo spali całą
    noc.Drzwi mieliśmy przez całą podróż zawiązane na pęk szalikiem z Małyszem,żeby
    nikt nie wszedł-chociaż narkoman i tak 'nawiedził' mnie jeszcze parę
    razy...Policja była na każdym większym dworcu,wagon był bez przerwy nadzorowany
    przez sokistów.Mówili,że usuną tych gości już w Krakowie-a zgarnęli ich dopiero
    we...Wrocławiu.Do tego czasu zdążyli zdemolować cały przedział(wyrwane wszystkie
    siedzenia,zniszczone okno,pełno śmieci),więc wolę nawet nie myśleć,co ja bym tam
    przeżyła...dodam tylko,że w 2 klasie,gdzie jechali sami podchmieleni
    kibice(śpiewy przez całą noc,flagi za oknami)było bezpieczniej niż w 1 klasie.
    A wcześniej,gdy jechałam do Zakopanego na zawody w skokach(i też wykupiłam 1
    klasę,bo wydawało mi się spokojniej),pół wagonu zajęło towarzystwo w średnim
    wieku spod Poznania,śpiewali jakieś biesiady przez całą noc,bawili się jak na
    dancingu,ale na tym się przynajmniej skończyło.A w przedziale jechał ze mną
    jakiś facet,który wysiadł w Katowicach,a przez całą drogę(nużąca droga w
    nocy)czytał książkę.Przeczytał prawie całą;))
  • Gość: adam IP: *.interecho.com / *.interecho.com 10.07.05, 23:15
    o co chodzi z obrazkami z papiezem?
  • n_nicky 10.07.05, 23:35
    Przed tą podróżą też nie wiedziałam o co chodzi.Jest to jeden ze sposobów
    okradania pasażerów w pociągach.Facet chodzi po przedziałach i oferuje za jakąś
    kwotę obrazki z papieżem.Zaczepia zwłaszcza babcie,które dają się nabrać na
    różne opowieści-bo złodziej zanim sprzeda taki obrazek zaczyna pogawędkę z
    'ofiarą'i pokazuje obrazki.Osoba wybiera,ogląda,w końcu wyciąga portfel.Potem
    złodziej w chwili nieuwagi ofiary okrada ją.Nie wiem jak to dokładnie
    funkcjonuje,ale przysluchiwałam się rozmowie tego faceta z jednym z
    bezdomnych,stąd wiem o tej metodzie.Ponoć zawsze skuteczna...
  • kochanica-francuza 10.07.05, 23:43
    n_nicky napisała:

    > Przed tą podróżą też nie wiedziałam o co chodzi.Jest to jeden ze sposobów
    > okradania pasażerów w pociągach.Facet chodzi po przedziałach i oferuje za jakąś
    > kwotę obrazki z papieżem.Zaczepia zwłaszcza babcie,które dają się nabrać na
    > różne opowieści-bo złodziej zanim sprzeda taki obrazek zaczyna pogawędkę z
    > 'ofiarą'i pokazuje obrazki.Osoba wybiera,ogląda,w końcu wyciąga portfel.Potem
    > złodziej w chwili nieuwagi ofiary okrada ją.Nie wiem jak to dokładnie
    > funkcjonuje,ale przysluchiwałam się rozmowie tego faceta z jednym z
    > bezdomnych,stąd wiem o tej metodzie.Ponoć zawsze skuteczna...


    A jak ktoś nie chce kupić obrazka z papieżem?
  • plonaca.zyrafa 10.07.05, 23:59
    No wlasnie chyba chodzi o to zeby wybierac takie osoby ktore pewnie kupia.
    Zwlaszcza starsze kobiety. Wystarczy wkrecic im ze jest sie biednym, ale
    wierzacym i czy nie chcialaby taka babcia kupic obrazka z papiezem, bo chcialoby
    sie kupic sobie cos do jedzenia...

    Co lepsi zlodzieje sa tez calkiem niezlymi marketingowcami i maja swoj "target" ;)
  • jan.kulczyk 11.07.05, 00:01
    To facet wyciąga kosę i efekt jest ten sam ;), tylko finezji mniej.
    To się nazywa "rabunek na świecko" (w odróżnieniu od religijnego lub "na papę") ;)))

    --
    You're born- you take poo, get out into the world-take more poo, climb a little higher-take less poo, 'til one day you're up in the rarefied atmosphere where you've forgotten what poo even looks like, welcome to the Layer Cake son.
  • Gość: piter IP: *.nw-tel.com 19.07.05, 23:15
    HAHHAA

    dobre stary, spadlem z fotela

    _____________
    DUMBLEDORE NIE ZYJE
  • plonaca.zyrafa 10.07.05, 23:30
    to ja sie tak kiedys w nocnym strachu najadlam ze mytslalam ze juz z nocnych
    zrezygnuje.

    Usiadla ze mna dziewczyna, sympatyczna. Potem koles, jak otworzyl piwo, tamta
    dziewczyna od razu uciekla.

    Zostalismy we dwoje i wtedy sie zaczelo...

    Koles zaczal mi opowiadac swoja kryminalna historie, pokazywac tatuaze, potem
    zamachal mi papierami z wiezienia (dzien wczesniej wyszedl) przed nosem.

    a na pytanie czy sie boje odpowiedzialam zgodnie z prawda ze nie czuje sie
    bezpiecznie bo skad moge wiedziec czy mi krzywdy nie zrobi czy telefonu nie
    ukradnie, na co on sie obruszyl ze nie jest zwyklym zlodziejem.

    I na dowod tego pokazal mi breloczek od Porshe. Powiedzialam mu ze ja tez moge
    sobie taki kupic, a on ze ten wozek na niego w Wawie czeka. A potem jeszcze
    pokazal mi zawartosc portfela. Pieknyn plik 100zlotowek...

    A na dworzec (boze jak sie cieszylam ze dojechalismy...) przyszlo po niego kilku
    roslych i bez karkow chlopcow...
  • Gość: Nadja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.07.05, 23:05
    Moja mama przeżyła kiedyś koszmarną podróż na trasie Świnoujście - Kraków. Na
    początek wsiadło skłócone małżeństwo z dwójką strasznie rozrabiających dzieci
    po ok. 10 lat. Para przez pewien czas ostentacyjnie nie odzywała się do siebie,
    a potem zaczęła się w najlepsze kłócić, wyciągając pikantne szczegóły ze
    swojego prywatnego życia. Potem dosiadła się młoda kobieta z dwojgiem niemowląt
    i cały przedział po kolei bawił jej dzieciaki które nie mogły usnąć, a na
    koniec jedno z nich zwymiotowało pewnemu facetowi na bardzo elegancki garnitur.
    Ale gość był spoko, sam się powycierał i jeszcze robił dobrą minę do złej gry.
    I wtedy zaczęło się najlepsze. Na jednej ze stacji wsiadła stateczna staruszka,
    typ fanki RM, a w chwilę później do pasażerów dołączył jakiś młody,
    inteligentnie wyglądający człowiek. Po chwili rozmowy okazało się, że - zgodnie
    z przewidywaniami - babcia jest ortodoksyjną katoliczką, facet natomiast
    deklarował się jako świadek Jehowy (jest coś w tym, że tacy zagorzali wyznawcy
    wyczuwają się na kilometr). Rozpętała się straszna awantura, poleciały wyzwiska
    od heretyków i inne ciekawe epitety, zaczęli się oboje nawracać, poprawiać,
    udowadniać sobie co jak było, w końcu facet zaczął ściągać z ,,grilla" ogromną
    walizę, wyjął z niej Biblię i zaczął czytać na głos fragmenty, babcia kierowała
    go do egzorcysty itd. Koszmar...
  • aleksandrynka 20.07.05, 13:39
    Uaaaa, niezła sieka! Że mnie tam nie było! :)
    --
    _____________________
    po-daruj mi
    coś cze-go nie
    zdobędę sama...
  • wampuka 10.06.07, 12:56
    Też żałuję, włączyłbym się :D
    --
    into theWest
  • agata_to_ja 10.07.05, 22:42
    Ha, przypomniała mi się jeszcze historyjka z autobusu dalekobieżnego.
    Podróżowałam często na trasie Warszawa - małe miasteczko takimż autobusem jako
    kilkunastoletnie dziewczę (jeździłam ze szkoły do domu na ferie i wakacje).
    Kiedyś usiadł koło mnie dość przystojny i miły młody człowiek, nieco starszy
    ode mnie (ja może 16 on jakieś 20) i po kilkunastu minutach jazdy zapytał, czy
    może skłonić swą głowę na moje ramię i ... się przespać, gdyż jest bardzo
    zmęczony. Ja speszona, co miałam robić, powiedziałam, że owszem. Spał ze 3
    godziny, a ja cała obolała wysiałam w Warszawie, bo całą drogę siedziałam
    sztywna, żeby go nie obudzić.
  • Gość: ja IP: *.nl.aliant.net 10.07.05, 22:59
    Jechalam kiedys osobowym z Ilawy do Torunia. W moim przedziale siedziala matka
    z dzieckiem - dziewczynka okolo 10-11 lat. Dziecko mialo jakis sok w butelce,
    ktory to dosyc szybko wypilo. Nastepnie dziewczynka otworzyla tabliczke
    czekolady, ulamala kawalek, wziela ten kawalek do buzi i czekala az sie
    rozpuscil. Taki roztwor przelewala z buzi do butelki po soczku. Kiedy
    zorientowalam sie co ona robi, zrobilo mi sie slabo i zaczelam miec odruchy
    wymiotne. Po pol godzinie takiej procedury butelka byla do polowy pelna
    czekoladowo slinianej mikstury ... i wtedy dziewczynka calosc ze smakiem
    wypila ...
  • Gość: jaca IP: *.klaudyny.waw.pl / *.waw.pl 10.07.05, 23:16
    Historia sprzed roku. Pracowałem wtedy w jednym z kolorowych pisemek, zajmując
    się robieniem pierdołowatych wywiadów z ludzmi szeroko pojętej kultury masowej.
    Pojechaliśmy z fotografem bardzo rano z Warszawy do Wrocławia. Byliśmy na
    planie "Kiepskich" i "Baru" (wywiady, zdjecia). Postanowilismy wrócić tego
    samego dnia nocnym pośpiechem do Warszawy. Ja byłem totalnie skatowany -
    zmęczony po całym dniu i maksymalnie przeziębiony. Kolega stwierdził ze zrobimy
    sobie "Bar" w pociagu ;) Zakupy niezłe - 16 sztuk wrocławskiego piwa Piast.
    Kolega przekonywal, że jak to porozstawiamy po całym przedziale to się nikt nie
    dosiądzie. A kupa hołoty się wtedy jakoś szwędała po dworcu i peronach.
    Zainstalowalismy się z tymi browarami (stały wszedzie - przy oknie, na
    siedzeniach) i oczywiście patrzymy - pakuje się gość do przedziału. Średni
    wzrost, kurtka skórzana, nażelowane włosy. Pyta się czy może... Skinęliśmy
    głowami. Cichy, spokojny. Po kilkunastu minutach wywyiązała się jakas
    niezobowiazująca rozmowa. Pytał się co robimy, skad wracamy - powiedzielismy,
    popijajac, ze jesteśmy z prasy, itd. Po dłuższej chwli milczenia pytam goscia
    co on robi - a tu słysze... "Eee, nic ciekawego, piłkarzem jestem..." :)
    Rzeczywiscie twarz wydawała mi się dziwnie znajoma, a troche się w sporcie
    orientuje, pracując pare latek w róznych redakcjach sportowych. Człowiek
    ewidentnie troche sie bał przyznac że jest piłkarzem. W sumie nic dziwnego :)
    Powiem tylko, ze Piotr K. do dziś gra w Polonii Warszawa, jest napastnikiem.
    Bardzo sympatyczny gosc. Przegadalismy całą noc, co nieco wspólnie wypilismy z
    naszych pokaźnyh zakupów. Opowiadał o takich rzeczach, które dopiero dziś
    wychodzą na światło dzienne, gdy chodzi o polską piłkę (afery z handlowaniem
    meczami itp). Dosc powiedzieć że wymienilismy sie kontaktami i już w warszawie
    spotkalismy po tyogdniu na piwie. Ale nigdy nie zapomne tego.. "eee, nic
    takiego, piłkarzem jestem..." :)
  • olencja365 09.08.05, 23:56
    ale śłodko.. :-))
  • yabol428 27.12.09, 13:53
    agata_to_ja napisała:

    > Ha, przypomniała mi się jeszcze historyjka z autobusu dalekobieżnego.
    > Podróżowałam często na trasie Warszawa - małe miasteczko takimż autobusem jako
    > kilkunastoletnie dziewczę (jeździłam ze szkoły do domu na ferie i wakacje).
    > Kiedyś usiadł koło mnie dość przystojny i miły młody człowiek, nieco starszy
    > ode mnie (ja może 16 on jakieś 20) i po kilkunastu minutach jazdy zapytał, czy
    > może skłonić swą głowę na moje ramię i ... się przespać, gdyż jest bardzo
    > zmęczony. Ja speszona, co miałam robić, powiedziałam, że owszem. Spał ze 3
    > godziny, a ja cała obolała wysiałam w Warszawie, bo całą drogę siedziałam
    > sztywna, żeby go nie obudzić.

    Pamiętam podobny motyw z jakiejś młodzieżowej powieści czytanej wieki temu. Tam
    bohaterka miała w pewnym momencie dosyć współpasażera śpiącego jej na ramieniu i
    podłożyła mu szczotkę :)
  • kochanica-francuza 10.07.05, 23:05
    1. Na czym polega technika okradania na obrazki z Papieżem?

    2. Co was obchodzi, że macie miejscówki, jak mi się towarzystwo nie podoba, to
    siadam gdzie chcę. Jeszcze się żaden konduktor nie czepił.
  • agata_to_ja 10.07.05, 23:28
    Nie czepi się pod warunkiem, że na to miejsce, które zajęłaś ktoś inny nie
    maiejscówy i się akurat nie pojawi. Ja tam bym się domagała zwolnienia mojego
    miejsca, zwłaszcza jeśli przy oknie i w porządnym towarzystwie.
  • kochanica-francuza 10.07.05, 23:33
    agata_to_ja napisała:

    > Nie czepi się pod warunkiem, że na to miejsce, które zajęłaś ktoś inny nie
    > maiejscówy i się akurat nie pojawi.

    Oczywiście - wtedy zwalniam. Bez dyskusji.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.