Dodaj do ulubionych

Urban Legends - jakie znacie?

IP: *.chello.pl 22.09.05, 18:57
1. Oczywiście wszystkim znana historia z supermarketu, jak to panu wylała się
woda z kurczaka w folii i pani kasierka zawołała głośno po sprzątaczkę,
bo "panu z ptaka pociekło".
2. Autentyk z lekcji - uwaga w dzienniczku o treści "Klasa chodzi po klasie i
nie zwraca uwagi na moje uwagi"

Dopisujcie jakie znacie!
Edytor zaawansowany
  • 22.09.05, 19:08
    Mój czteroletni synek Franuś/Jaś/Piotruś wczoraj w supermarkecie:

    - Mamo, kup mi lizaka.
    - Nie kupię.
    - Kup mi, bo powiem, że wczoraj całowałaś tatę w siusiaka!

    Tylko okoliczności się zmieniają, a brodata treśc wciąż ta sama :>.

  • 22.09.05, 20:50
    1. Nieśmiertelna historia o pani, któa idąc do ginekologa uzyła lakieru z
    brokatem.
    2. Wykrycie spermy w sosie w jakiejś tam restauracji.

    --
    Dzidka
  • 27.09.05, 11:58
    the_dzidka napisała:

    > 1. Nieśmiertelna historia o pani, któa idąc do ginekologa uzyła lakieru z
    > brokatem.

    Żelu do ciała. Ale - chcecie to wierzcie, nie chcecie - wasz biznes - to była
    siostra mojej sąsiadki. Opowiadam jej historyjkę (wszystkim opowiadałam, bo
    świetna), a kobieta zrobiła sie czerwona jak burak...
  • Gość: monopolowy IP: *.chello.pl 27.09.05, 13:01
    Kolejny loooooooool :D A wiesz,to była bratowa żony mojego szwagra od siostry z
    pierwszego małżeństwa ojca?:D
  • Gość: Warszawiak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.05, 00:38
    1. Wyszedłem z Empiku parę lat temu (miałem 17 lat) i ze wszystkich stron po
    chwili obległy mnie jacyś Cygani, jeden pokazał mi brzytwę pod pazuchą i
    straciłem całą kasę, którą miałem (oszczędności z paru miesięcy). Poszli.
    Wściekły skręciłem w Świętokrzyską pod McDonaldsem, dwóch łebków mnie minęło i
    po chwili miałem ogon. W końcu mnie dopadli, nie miałem już nic, ale nie
    wierzyli, musiałem wywracać kieszenie do góry nogami, bo do nich doszło paru ich
    kumpli (to była jakaś wyciaczka technikum nie z Warszawy). Byłem w centralnym
    szoku i szedłem w stronę Starego Miasta, nie miałem na bilet. Tam złapałem
    kolejny cholerny ogon dwóch palantów, przyspieszyłem kroku i na Krakowskim
    wszedłem do księgarni. Przeczekałem w niej trzy godziny.
    2. Gdy zdawałem do szkoły aktorskiej na Miodową dwa lata temu to przyszła
    dziewczyna, która zdawała tam już po raz czwarty. Za podejście do egzaminu
    trzeba było zapłacić 80 zł. Każdy wychodził z jakimś przygotowanym tekstem,
    wierszem, prozą itd. Ona wyszła, usiadła, komisja 30 osób się na nią patrzy, a
    ona: zapłaciłam po raz czwarty 80 zł, ale teraz to już nie chcę do PAństwa zdać,
    tylko zapłąciłam te 80 zł by móc coś Wam powiedzieć. Jesteście bandą
    sku..synów, patałachów, kapryśnych artystów i kutafonów. Wszyscy się z Was
    śmieją, a wy przyjmujecie kolejnych kutasów, z któych robicie jeszcze większych
    kutasów. Tyle. Warto było zapłacić 80 zł. Tyle. Do widzenia.' Komisja
    odpowiedziała jej poważnie: Do widzenia.
  • Gość: hmm IP: *.server.ntli.net 03.10.05, 19:46
    ciekawe czy ta gosciowe przyjeli :)
  • 08.01.09, 13:59
    aamg napisała:

    > the_dzidka napisała:
    >
    > > 1. Nieśmiertelna historia o pani, któa idąc do ginekologa uzyła lakieru z
    >
    > > brokatem.
    >
    > Żelu do ciała.

    Ale o co chodzi? Ja nie znam :(
  • 27.09.05, 14:12
    the_dzidka napisała:

    > 1. Nieśmiertelna historia o pani, któa idąc do ginekologa uzyła lakieru z
    > brokatem.
    > 2. Wykrycie spermy w sosie w jakiejś tam restauracji.

    Widzę, ze nikt nie opisał tej 2 historii. Słyszałem o tym, że na dworcu Głównym,
    we Wrocławiu zrobili kontrole w jakiejś restauracji i w sałatce znaleźli 17 czy 20
    RODZAJÓW spermy. (Sprzedawczyni musiała mieć niezłą kondycje ;) )
  • Gość: Jo-jo IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 01.10.05, 10:34
    > Widzę, ze nikt nie opisał tej 2 historii. Słyszałem o tym, że na dworcu
    Głównym we Wrocławiu zrobili kontrole w jakiejś restauracji i w sałatce
    znaleźli 17 czy
    > 20 RODZAJÓW spermy. (Sprzedawczyni musiała mieć niezłą kondycje ;) )

    Oczywiście :) Bo, jak wszyscy wiemy:
    1. Sanepid (czy co tam) obowiązkowo stosuje testy laboratoryjne na wykrywalność
    spermy - to przecież takie powszechne...
    2. A jak juz wykrywają, to mają takie genialne testy, które odróżniają TYPY
    spermy!! :DDDDDDD
  • Gość: hejejka IP: *.ipt.aol.com 01.10.05, 16:24
    Ej, nie wazne czy sie wydarzylo czy nie, wazne ze ma byc smieszne :)
    Acha, i prosze OPOWIADAC CALA LEGENDE, nawet jesli uchodzi za bardzo znana, bo
    nie kazdy je zna, a kazdy by sie z nich posmial :)
  • Gość: anka_zza_odry IP: *.selfnet.de 01.10.05, 18:37
    w Poznaniu w Sfinksie...z 2 lata temu. Autentyk... od tego czasu tam nie biore
    sosu czosnkowego...a taki byl dobry;-)))))
  • Gość: asdf IP: *.asystent.polsl.gliwice.pl 01.10.05, 19:33
    To już wiesz dlaczego był dobry...
  • Gość: Lilia IP: *.phys.tue.nl 01.10.05, 19:42
    A to jest jakas specyficzna odmiana UL, bo to samo slyszalem o sfinksie w
    toruniu.
  • Gość: maciora IP: *.pl / *.pl 01.10.05, 19:47
    a ja o sfinksie w gdansku, mc donaldzie w londynie. a z podobnych - o
    zamknieciu mc donalda w pruszczu gdanskim ktory ludnosc tlumaczyla wykryciem
    szczurzego miesa w hamburgerach, pozdrowienia :-)
  • Gość: dada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 11:34
    > a ja o sfinksie w gdansku, mc donaldzie w londynie. a z podobnych - o
    > zamknieciu mc donalda w pruszczu gdanskim ktory ludnosc tlumaczyla wykryciem
    > szczurzego miesa w hamburgerach, pozdrowienia :-)


    hehe w Pruszczu Gd nigdy nie było mc donalda ;)) wiem, bo mieszkam tu od
    urodzenia...ale o historii o sfinksie w gd słyszałam;)
  • Gość: misssi IP: *.15.15.vie.surfer.at 03.02.07, 00:47
    i białko ludzkie w kebabiarni na Grodzkiej w Krakowie
  • Gość: Jo-jo IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 01.10.05, 22:23
    > w Poznaniu w Sfinksie...z 2 lata temu. Autentyk...

    Tak, i w Londynie w knajpce greckiej, i we Wrocławiu na dworcu głównym, i
    pewnie jeszcze w paru innych miejscach... na tym własnie polega czar UL, że się
    w nie wierzy, mimo to całkowite bzdury, jak z ta spermą.
  • Gość: milkiway IP: *.itelekom.pl 02.10.05, 10:52
    Tak, 3 rózne stoiska z Kebabami w Krakowie, kebaby w Monachium (słyszałem jak
    tam mieszkałem), a ostatnio spotkałem gościa który mieszka gdzieś w szwajcarii,
    i też mi to opowiadał o jakimś barze;) Wygląda na to, że chyba już nigdzie na
    świecie zwykłego sosu nie robią :P
  • 20.11.05, 23:45
    A ja słyszałam o spermie w shake'ach w McDonald's
  • Gość: miss sauron IP: *.dsV.agh.edu.pl 16.05.06, 18:48
    to niestety prawdziwa historia z kielc; chlopcy mysleli ze będzie zabawnie;
    po spożyciu dziewcze wylądowało w szpitalu z wymiotami...
  • Gość: szajn IP: *.marsoft.net 20.05.07, 18:01
    no tak, bo jak ktoś wymiotuje po zjedzeniu knajpianego żarcia to od razu na
    ostry dyżur... poza tym, po spermie się nie wymiotuje, sprawdzałam empirycznie.
  • Gość: fish&chips IP: *.eranet.pl 26.05.06, 23:16
    Uwierze, ze w jedzeniu w Sfinksie moze byc cokolwiek...bo sama znalazlam w
    shoarmie kilka zszywek. Od tamtej pory nie chodze do Sfinksa.
  • Gość: Me IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.07, 17:31
    Zszywki? A to ciekawe. Ja w Sfinksie dostałam gratis gąsienicę, martwą, robaka
    takiego - to było moje pierwsze obiadowanie w tej restauracji i zdaje się, że
    ostatnie.
  • 03.02.07, 01:03
    a ja jadlam w pewnej restauracji wegetarianskiej i dostalam bardzo wypasiona cme w salatce. I tez tam
    wiecej nie poszlam.
    --
    kilka moich fotek
  • 08.08.08, 08:45
    > w Poznaniu w Sfinksie...z 2 lata temu. Autentyk... od tego czasu tam nie biore sosu czosnkowego.<

    Kurcze, w Bydgoszczy w Sfinksie też znaleźli spermę i ja do teraz myślałam, że to autentyk.
  • 04.10.08, 20:49
    Witajcie . Za komuny w stanie wojennym zmarło się gościowi na śląsku a w
    testamencie napisał ,że chce leżeć w 3mieście.W tamtym czasie łatwiej było
    przejechać między województwami żywemu niż zwłokom to dwóch kuzynów zapakowało
    dziadka na wózek i do pociągu. Zostawi go w przedziale, przykrytego przy oknie
    płaszczem i poszli na chwilę do warsu. W między czasie wsiadł gościu z ciężka
    walizką którą chciał położyć na dziadkiem pociąg ruszył i walizka wylądowała na
    dziadku . Facet się przestraszył ,że zbił gościa ,więc wyrzucił przez okno ciało
    i siedzi. Wracją kuzyni i pytają gdzie dziadek na co facet mówi ,że chyba
    wysiadł na poprzedniej stacji. Nie wiem czy to prawda ale śmieszne jest.
  • Gość: aga IP: 80.48.204.* 12.11.08, 08:05
    "Witajcie . Za komuny w stanie wojennym zmarło się gościowi na
    śląsku a w
    testamencie napisał ,że chce leżeć w 3mieście.W tamtym czasie
    łatwiej było
    przejechać między województwami żywemu niż zwłokom to dwóch kuzynów
    zapakowało
    dziadka na wózek i do pociągu. Zostawi go w przedziale, przykrytego
    przy oknie
    płaszczem i poszli na chwilę do warsu. W między czasie wsiadł gościu
    z ciężka
    walizką którą chciał położyć na dziadkiem pociąg ruszył i walizka
    wylądowała na
    dziadku . Facet się przestraszył ,że zbił gościa ,więc wyrzucił
    przez okno ciało
    i siedzi. Wracją kuzyni i pytają gdzie dziadek na co facet mówi ,że
    chyba
    wysiadł na poprzedniej stacji. Nie wiem czy to prawda ale śmieszne
    jest. "

    to streszczenie filmu "Ciało" :)
  • Gość: Taaaa... IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 04.11.05, 12:23
    Racja...Bo jak pani laborantka wezmie majonez pod mikroskop zeby sprawdzic czy
    nie ma na przyklad bakterii e.coli albo paleczek salmonelli to plemnika nie
    zauwazy....A jak juz zauwazy to jej szefowie z pewnoscia nie zarządzą dodatkowej
    kontroli celem ustalenia dalszych szczegółow:) Z drugiej strony zastanawiam sie
    jakie to specjalistyczne badania służą do WYKRYWANIA SPERMY.Badanie przy użyciu
    zmysłow WĘCHU i SMAKU??? Cios sie chyba drogiej (iemu) jo-jo przysnelo na
    boiologii od czsu do czasu:)

    pzdr
  • 12.01.06, 11:40
    To może przekona cie fakt, że ta sama idiotyczna UL o spermie w majonezie głosi
    o:
    McDonaldzie
    Sphinxie
    "zwykłej" restauracji
    ze działo się to w Warszawie,
    Poznaniu,
    Wrocławiu,
    Londynie
    Nowym Jorku
    A ja słyszałam to od:
    kilku Polaków
    Holendra
    Niemca
    Anglika
    i czytałam w amerykańskiej powieści.
    Ale kto chce wierzyć w bzdury, to niech wierzy :)) W końcu to nie mój
    problem :))

    --
    Dzidka
  • 16.01.07, 00:11
    Niestety nie.
    Autentyczna story o barach MacKwak w Szczecinie. Zapytaj kogoś w mieście
    dlaczego od 2 czy 3 lat pracują w nich tylko kobiety...


    --
    I'm a figurehead, on the ship of fools,
    a beacon for the liars in the dark
  • Gość: kk IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 17.01.07, 14:47
    tez slyszalam o szczecinskich mak kwakach... bleee!
  • 11.11.09, 19:25
    W MAKKWAKACH nigdy nie pracowali mężczyźni. W przeciwieństwie do BARRABU, gdzie
    też ponoć spermę znaleźli, a większość obsady to faceci. Jakoś ten fakt nie
    przeszkadza tłumom ludzi w korzystaniu z tych jadłodajni o każdej porze dnia i
    nocy:P
    --
    s16.gladiatus.onet.pl/game/c.php?uid=78020


    http://www.suwaczek.pl/cache/3c610c14f5.png
  • 14.02.07, 11:19
    > Autentyczna story o barach MacKwak w Szczecinie. Zapytaj kogoś w mieście
    > dlaczego od 2 czy 3 lat pracują w nich tylko kobiety...

    I wszyscy odpowiedza to samo, bo jak i ty uwierzyli w ten idiotyzm. A ja
    czytałam o tej UL w jakiejs amerykańskiej książeczce, w której bohaterowie..
    opowiadali sobie, jakie Urban Legends znaja :)


    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • Gość: o kurde IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.07, 01:14
    rzeczywiscie tam same baby pracują teraz...
  • Gość: dre IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.07, 22:27
    Z tym "dodawaniem czegoś od siebie" to bzdura. Mój znajomy pracował kilka
    miechów w Macu. Po pierwsze ich kuchnia, czyli to miejsce gdzie robią kanapsy i
    resztę jest widoczna często przez klientów, więc mało ustronne miejsce. Poza tym
    jest tam taki zapieprz, że nie wiem kiedy mieliby dodać coś do sosiku:) A
    podniecić mieliby się niby czym? Frytkami? Bułką?:) WYjście na zaplecze z
    wiadrem sosu czosnkowego raczej nie wchodzi w rachubę:)
  • Gość: Imi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.07, 00:03
    Gość portalu: dre napisał(a):

    > Z tym "dodawaniem czegoś od siebie" to bzdura. Mój znajomy
    pracował kilka
    > miechów w Macu. Po pierwsze ich kuchnia, czyli to miejsce gdzie
    robią kanapsy i
    > resztę jest widoczna często przez klientów, więc mało ustronne
    miejsce. Poza ty
    > m
    > jest tam taki zapieprz, że nie wiem kiedy mieliby dodać coś do
    sosiku:) A
    > podniecić mieliby się niby czym? Frytkami? Bułką?:) WYjście na
    zaplecze z
    > wiadrem sosu czosnkowego raczej nie wchodzi w rachubę:)

    Moze przychodził do pracy "przygotowany"? Wszak nikt nie badał kiedy
    dana "wydzielina" została "wydzielona":-)
  • 15.11.09, 08:52
    nie kojarzę, by tam KIEDYKOLWIEK pracował jakiś facet. zapewne właśnie przez
    podobne bzdury :)
  • Gość: pani laborantka IP: 83.238.100.* 10.10.07, 10:38
    obecnosci e.coli i salmonelli nie sprawdza sie pod mikroskopem - to
    po pierwsze - tylko robi sie posiewy (bakterie sie namnaza, plemniki
    nie!)

    po drugie: do ogladania pod mikroskopem komorkom bakteryjnym sie
    barwi sie sciany komorkowe , plemniki sie nie zabarwia, bo sciany
    nie maja

  • Gość: TAAAAAAAAAAAA:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.11.09, 12:28
    > Racja...Bo jak pani laborantka wezmie majonez pod mikroskop zeby
    sprawdzic czy
    > nie ma na przyklad bakterii e.coli albo paleczek salmonelli to
    plemnika nie
    > zauwazy....A jak juz zauwazy to jej szefowie z pewnoscia nie
    zarządzą dodatkowe
    > j

    Pani laborantka NA PEWNO nie "wezmie majonez pod mikroskop " aby
    sprawdzić czy nie ma tam bakterii. Gwarantuję - tego nie sprawdza
    się pod mikroskopem
  • Gość: mucha IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.11.08, 11:54
    TO BYŁO W SHAKE'U W MCDONALDZIE!!! W DODATKU W KATOWICACH!!! I NIE SANEPID,
    TYLKO KTOS SIE TYM ZATRUŁ I W TRAKCIE BADAŃ ZAWARTOŚCI ŻOŁĄDKA WYSZŁO!
    :D
  • 11.11.09, 19:28
    Hahahaha, jak ja się zatrułam i haftowałam gdzie popadnie przez 3 dni to mnie
    przebadali tylko na salmonellę. W szpitalu, na ODDZIALE ZAKAŹNYM. Mam nadzieję
    że nie jesteście tak naiwni i tylko sobie żartujecie.
    --
    s16.gladiatus.onet.pl/game/c.php?uid=78020


    http://www.suwaczek.pl/cache/3c610c14f5.png
  • Gość: Jaro IP: *.fnet.pl / *.fnet.pl 02.10.05, 00:14
    > 2. Wykrycie spermy w sosie w jakiejś tam restauracji.

    Szczecin, kilka lat temu, Mak Kwak na pl. Żołnierza. ;)
  • Gość: michal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 16:32
    Pewna Pani miala uczulenie na meskie nasienie. Poszla oczywiscie do McDonalda i
    zamowila szejka i czisburgera. Musiano ja odwiezc do szpitala nikt nie wiedzial
    dlaczego. Wyszlo po badaniach, uczulenie :D.
  • Gość: TAAAA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.11.09, 12:30
    Uczulenie na męskie nasienie (na damskie już nie?) - to jest dopiero
    Urban Legend!
  • Gość: ciul IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.05, 10:50
    nie, ze spermą to było w kebabie. przynajmniej u nas w krakowie. ale potem się
    okazało ze to była sperma wołowa, hiehiehie
  • Gość: lazy*** IP: *.wa-wa.inpoland.pl 03.10.05, 14:26
    czy wszystko musi być apropos spermy, bez kitu
  • Gość: d. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.10.05, 22:51
    ale niech ktos dokonczy te historie, prosze, bo nie slyszalam jej :)
  • 26.05.06, 23:56
    To było w poznańskiej restauracji "Sfinks".
    --
    Ateiści denerwują mnie, bo ciągle mówią o Bogu - Heinrich Heine.
  • 08.01.09, 12:25
    moze to i głupie, ale sama byłam ofiarą takiej wpadki :)
    zamiast intymnego dezodorantu użyłam lakieru z brokatem - byly w
    podobnych, cienkich i wysokich buteleczkach
  • Gość: jerzyk IP: 212.160.172.* 23.09.05, 12:25
    - Kup mi lizaka bo powiem mamie, babci i sąsiadowi że mi brałeś do buzi
    siusiaka.
  • Gość: autentyk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 20:42
    lilith18 napisała:

    > Mój czteroletni synek Franuś/Jaś/Piotruś wczoraj w supermarkecie:
    >
    > - Mamo, kup mi lizaka.
    > - Nie kupię.
    > - Kup mi, bo powiem, że wczoraj całowałaś tatę w siusiaka!
    >
    > Tylko okoliczności się zmieniają, a brodata treśc wciąż ta sama :>.
    >
    No co ty wkrecasz! To mojej koleżanki znajoma to widziała na własne oczy!
  • 01.10.05, 22:46
    mój brat poprosił w sklepie laskę kiełbasy. Pani zza lady, po zważeniu, spytała
    się "obciągnąć panu ze skórki?"
    --
    obrazki
  • 03.10.05, 01:56
    ja słyszałem bardzo podobną historię ;)))
    koleś poprosił w sklepie mięsnym o parówkę a sprzedawca do niego z pytaniem czy
    zapakowac :) na co kupujący puścił do niego okiem i wypiął posladek
    odpowiadając "tak, proszę"
  • Gość: ania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.06, 17:20
    bluelate napisał:

    > ja słyszałem bardzo podobną historię ;)))
    > koleś poprosił w sklepie mięsnym o parówkę a sprzedawca do niego z pytaniem czy
    >
    > zapakowac :) na co kupujący puścił do niego okiem i wypiął posladek
    > odpowiadając "tak, proszę"

    A to akurat z kiepskiego dowcipu o gejach.
  • Gość: aapsik IP: *.makler.local / 195.187.134.* 03.10.05, 16:27
    moze to nie do konca miejska legenda, tylko bardziej z gor ale bradzo rozbawila
    mnie i moja rodzinke przez analogie do syna mojej ciotki:
    idziemy sobie trasa w gorach stolowych (jak ktos nie byl to powiem ze gorki
    dosyc niskie ale duzo duzych szcelin i rozpadlin), patrzymy a z naprzeciwka
    idzie sobie mloda mama, mlody tatus i maly brzdac (ok.3- 5 lat) w szelkach i
    przywiazany do tatusia linka do wspinaczki, dosyc krotka ta smycz byla:). mloda
    rodzinka zbliza sie do nas, tatus i mamusia maja dosc zbolale miny, a synus
    proszacym glosem:
    - tatusiu,juz nie bede
    tato nic
    -tatusiu, naprawde nie bede
    tatus nic
    -tatusiu wypusc mnie
    -nie (wscieklym glosem)
    -tatusiu ale ja juz nie bede wchodzil w te dziury...
    -nie (wscieklym glosem)
    - tatusiuuuuu
  • Gość: paskudek1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.07, 16:35
    taki sam widok oglądałam na filmie, dotyczył zagranicy, małżeństwo z 3-5 letnią córeczką, przypiętna na szelkach i smyczy nie dlatego że po szczelinach ganiała ale dla bezpieczeństwa bo trasa wiodła po drabinach itp.
  • 02.10.05, 11:26
    a słyszałam takie;

    Tatuś jedzie z córeczką tramwajem, trzyma ją na kolanach a mała wyciera rączką
    zaparowaną szybę
    Tata kilka razy zwraca jej uwagę żeby tego nie robiła, mała dalej swoje, ojciec
    poraz enty: " dziecko czy ty nie rozumiesz jak do ciebie mówię"
    - " a ty też nie rozumiesz jak mama ci mówi żebyś nie sikał do zlewu !'
    odcina się mała no i ponoć od razu wysedli
  • Gość: ja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 20:23
    Twoj czteroletni synek chyba sobie Wilqa czyta.
  • 22.09.05, 22:24
    Krążyło jakiś czas temu po Warszawie: dziewczyna wieczorem poszła sama do klubu,
    a rano obudziła się w wannie z lodem i informacją, że ma iść do szpitala, bo jej
    wycięli nerkę. Słyszałam to od paru osób na zasadzie "bo wiesz, koleżanka mojej
    koleżanki miała taką przygodę," tylko nazwy klubów się zmieniały.
  • Gość: :P IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 20:17
    jest taki film bodajże made in japan gdzie dzieje się taka historia.
  • 12.10.05, 22:29
    KOMA, prześmieszne te japończyki w amerykańskim stylu :)
  • Gość: igu IP: *.adsl.inetia.pl 11.01.09, 22:08
    a ja znam historię sprzed 2-3 lat , jak to w Klimacie (bielsko,
    sfera) wycięli lasce nerke :/ hehe, milion pińcet razy to
    słyszałam :l
  • Gość: x IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 05.10.05, 11:17
    w serialu "Kryminalni" było dokładnie coś takiego!
  • Gość: Atlantis IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.06, 10:52
    To jest bardzo stara historia, przywędrowała do nas z USA - było o tym już kilka
    filmów, widziałem nawet jakąs kreskówkę, która tym razem miała przestzregać
    młodych chłopców przed przygodami erotycznymi. :P
    To trochę jak ten słynny amerykański morderca z hakiem zamiast ręki, rozrywający
    młodych kochanków zabawiających się w samochodzie po balu maturalnym. Te bzdury
    zostały wymyślane tylko po to, żeby odwieść naiwnych nastolatków od seksu
    przedślubnego. :P

    A handel organami to inna sprawa. Jestem ciekaw ily ludzi zaginionych bez śladu
    poszło na części zamienne... :/
  • Gość: anula IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.06, 17:23
    cannella napisała:

    > Krążyło jakiś czas temu po Warszawie: dziewczyna wieczorem poszła sama do klubu
    > ,
    > a rano obudziła się w wannie z lodem i informacją, że ma iść do szpitala, bo je
    > j
    > wycięli nerkę. Słyszałam to od paru osób na zasadzie "bo wiesz, koleżanka mojej
    > koleżanki miała taką przygodę," tylko nazwy klubów się zmieniały.

    Historyjka zastosowana w kilku horrorach-tez zawsze zaczynalo sie w klubie. To
    juz "miedzynarodowa legend".
  • 15.01.07, 16:41
    Ja ostatnio słyszałam wersję o porwanym dziecku odnalezionym bez nerki w jakimś
    szpitalu.
  • 22.09.05, 23:04
    Stare: słynna czarna wołga:)
    I słynna opowieść akademikowa:)
    ( Akademik w mieście X (ja znam akurat wersję z Wawą). Koleżanki mieszkające
    w jednym pokoju poszły na imprezę. Jedna z nich poczuła się zmęczona i wróciła
    do pokoju. A że dziewczęta miały tylko jeden klucz, nie zamykała się. Po jakimś
    czasie 2 dziewczyna wpadła do pokoju po coś (np: album ze zdjęciami), spojrzała
    na koleżankę...Ta spała, więc dziewczyna nie włączała światła. Zabrała co miała
    zabrać i wyszła. Wraca rano...Patrzy, koleżanka zaszlachtowana leży w łóżku a
    na ścianie napis krwią: Gdybyś zapaliła światło, miałabyś to samo!!!)
    Na mnie ta historyjka zroobiła wreżenie...:):):)
    --
    Słonie idą na północ a wołki zbożowe podążają za nimi.
  • Gość: jaija IP: *.elblag.dialog.net.pl 23.09.05, 00:03
    - pizza dostarczona do tramwaju w umówionym czasie, a kolo gadał do kasownika:
    pizzę na takim a takim przystanku proszę!
    - Piesek Pimpuś liżący swoją panią w ... i niespodziankowa impreza, która to
    odsłoniła
    - maturalny temat: czym dla mnie jest odwaga: zostawienie kilku kartek pustych
    i na koniec zdanie: Tym właśnie jest dla mnie odwaga.
    - zaniesienie do badania laboratoryjnego słoika słabej herbaty w charakterze
    moczu, po czym, na uwagę laborantki, że za dużo, upicie nadmiaru...
    etc., etc...
  • Gość: x IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 05.10.05, 11:20
    No z tym moczem to Mariusz Czajka, pierwszy prowadzący "Maraton Uśmiechu", tak naprawdę zrobił :)
  • Gość: ala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.06, 17:27
    Gość portalu: jaija napisał(a):
    > - Piesek Pimpuś liżący swoją panią w ... i niespodziankowa impreza, która to
    > odsłoniła

    To nie urban legend tylko jakas zagraniczna reklama. Nie pamietam czego, ale
    dosc dawno temu widzialam wlasnie taki filmik reklamowy.
  • 30.01.09, 15:21
    niewykluczone, ze ta reklama powstała na podstawie urben legend.

    to była reklama karmy w puszkach dla kotów.
  • 27.09.05, 21:13
    kot_z_cheshire napisała:

    >
    > >
    > >
    > Wraca rano...Patrzy, koleżanka zaszlachtowana leży w łóżku a
    > na ścianie napis krwią: Gdybyś zapaliła światło, miałabyś to samo!!!)
    > Na mnie ta historyjka zroobiła wreżenie...:):):)
    widzialm to a ktoryms horrorze:)

    --
    Oba, kot i pies są bogate w cnoty i talenty, ale pies ma o jeden talent za
    dużo: pozwala się tresować i o jedną cnotę za mało: nie kryje w sobie żadnych
    tajemnic.
  • Gość: aapsik IP: *.makler.local / 195.187.134.* 03.10.05, 16:33
    co do akademikow to chyba juz kazdy slyszal ta historie z żarówką? ponoć
    autentyk, ja znam wercje z akademikiem bodajze w Krakowie.
    impreza studencka, wiadomo duzo wódy i trawki i innych uzywek. ktoś rzucil ze
    ponoc da sie wlozyc zarowke do buzi (cala). no i ktos ja wlożyl. i nie mogl
    wyjac. wiec wezwali taksowke i jada na pogotowie. taksowkarz sie zaciekawil co
    sie dzieje i uslyszal historie o zarowce. pan doktor na pogotowiu wykazal
    odpowiednie zobojetnienie dla tematu i ja wyjal.
    za jakis czas przyjezdza na to samo pogotowie taksowkarz ktory wiozl tych
    kolesi, rowniez z zarowka w buzi:) i tu juz sie lekarz zdzwil, zwlaszcza jak
    uslysal kretynka historie o tym ze zarowka sie zmiesci (i owszem) ale wyjac jej
    sie juz nie da, a tym bardziej ze statecny pan taksowkarz tez tego spobowal:)
  • 03.11.05, 20:40
    znam tę samą historię, tylko z książki "Język Trolli" Małgorzaty Musierowicz:)
    --
    \m/(-_-)\m/
  • 15.02.07, 11:39
    to chyba rzeczywiście był autentyk z tą żarówką, czytałem o tym w "detektywie"
    w sierpniu, na końcu było "imiona i pierwsze litery nazwisk zostały zmienione"


    --
    109 Varna -Sv Konstantin i Elena -Cajka -Zlatni Pjasaci

    trebles trebles start now trebles trebles staaaaaaaaart
  • 15.07.07, 00:47
    A propo żarówek znam taką:

    Przyszedł student na egzamin z logiki, ku zaskoczeniu delikwenta egzaminator
    pyta 'ile jest żarówek na sali', on liczy, wychodzi 20 i odpowiada, że 20.
    Egzaminator wyciąga z kieszeni żarówkę i mówi 'Źle, 21'. Student wylatuje.

    Egzamin poprawkowy, to samo pytanie, student liczy żarówki i mówi 21. 'Ale ja
    nie mam żarówki!' mówi egzaminator. Na to student 'ale ja mam!' i wyciąga z
    kieszeni żarówkę.

  • Gość: liiii IP: *.gprs.plus.pl 27.05.08, 20:08
    Czytałam te historyjke w "Detektywie"!! Jestem pewna :D
  • Gość: fpv IP: *.milc.com.pl / 213.17.131.* 03.10.05, 17:23
    - historia o studentach z AGH, którzy będąc "po spożyciu" wprowadzili po schodach na III piętro w akademiku konia. Jak wiadomo koń nie potrafi schodzić po schodach i na drugi dzień strażacy musieli tego konia ewakuować z użyciem ciężkiego sprzętu.

    - historia także o studentach z AGH, którzy w nocy rozkręcili na części "maluszka" zaparkowanego pod akademikiem, a następnie złożyli go na XV piętrze "Babilonu".

    Obie historie zaczynają się słowami "Ze dwa lata temu studenci z AGHu...", ale o dziwo słyszał je już mój ojciec (absolwent AGH ;), kiedy sam studiował.
  • Gość: doggy IP: *.adsl.inetia.pl 03.10.05, 17:44
    z takich historyjek pamietam ta o studencie AGH którego po każdej nocy w
    akademiku bolał odbyt. Poszedł do lekarza który zapytał go czy przypadkiem nie
    odbywa stosunków homoseksualnych. student nie dowierzał, ale pewnej nocy udał
    że zasypia i zorientował sie że kolega z pokoju chce uśpic go chloroformem po
    czym niecnie wykorzystać :) i tak sprawa sie wydała :))) kiedys pusciłem ta
    historie w szkole i doszła z powrotem po kilku tygodniach :)
  • Gość: Atlantis IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.06, 10:57
    Historia z Krakowa - w akademiku studenci urządzili impreze bogatą zaprawioną
    różnymi nielegalnymi środkami. Wpakowali jednego do kartonowego pudła z napisem
    "Misja na Marsa" i wyrzucili z okna. Koleś nie przeżył upadku z wysokości, a gdy
    do pokoju wpadała policja już pakowali następnego do pudła z napisem "Misja
    Rayunkowa" - bo tamten jeszcze nie wrócił. :P
  • Gość: jood IP: *.fampa.clk.net / *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.06, 21:17
    Hehe, w Łodzi też się to miało zdarzyć, w DS nr 7 Politechniki :-).
  • 13.07.06, 20:33
    Słyszałem to, że w Łodzi, w ds7 Politechniki :)
  • Gość: aqq IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.07, 21:28
    tak, popieram, 7ds, lodz, w dziennikach pozniej pisali o tym....
  • Gość: kk IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 17.01.07, 15:05
    akademia morska w szczecinie tez tak podobno zrobila...
  • Gość: hubert IP: *.prokom.pl 24.05.07, 15:18
    W akadamiku Politechniki Szczecińskiej miało mieć miejsce osobliwe zdarzenie.
    Naga, pijana studentka wrzeszczała przez okno: "Niech ktoś mnie przeleci". Po
    długich minutach, pośród tego nawoływania z jednego z okien dobiegł
    głos: "Niech ktoś ją przeleci, bo nie mogę się uczyć!"
  • 29.10.08, 18:37
    Gość portalu: hubert napisał(a):

    > W akadamiku Politechniki Szczecińskiej miało mieć miejsce osobliwe zdarzenie.
    > Naga, pijana studentka wrzeszczała przez okno: "Niech ktoś mnie przeleci". Po
    > długich minutach, pośród tego nawoływania z jednego z okien dobiegł
    > głos: "Niech ktoś ją przeleci, bo nie mogę się uczyć!"

    No proszę, a to ponoć działo się u mnie na Polibudzie Śląskiej :-)
  • Gość: hubert IP: *.prokom.pl 24.05.07, 15:22
    Inna historia.

    Student zdawał egzamin u przygłuchego profesora. Na pytania odpowiadał
    bezgłośnie, poruszając jedynie ustami. Biedny egzaminator cały czas regulował
    coś w swym aparaciku. A na koniec wstawił studentowi czwórkę.
  • Gość: emikal10 IP: *.pool.mediaWays.net 29.07.08, 13:18
    Byla jeszcze taka historia rzekomo z akademika Polibudy Slaskiej w
    Gliwicach.Grupka kumpli miala sie wybrac na narty,ale dzien wczesniej byla
    imprezka i wszystko przepili,wiec nie pojechali,a ze narty mieli wiec jeden
    postanowil sobie pozjezdzac, i zjechal po schodach w akademiku, lamiac przy
    okazji obie nogi. Lekarz duzurny na pogotowiu, pyta sie: co sie panu stalo,ze
    pan 2 nogi zlamal,odp.:A na nartach zjezdzalem. lekarz podobno nie wiedzial czy
    sie smiac czy wspolczuc:P
  • Gość: x IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 05.10.05, 11:19
    niektórzy za dużo filmów oglądają... to też było w pewnym filmie (może nie dokładnie taki tekst, ale światło i motyw zemsty), tytuły nie pamiętam, taki horror "młodzieżowy"
  • Gość: Grylzdyl Fataan IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.10.05, 22:04
    Film nazywał się właśnie "Urban Legend" -- średni raczej
  • Gość: G.F. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.10.05, 22:19
  • Gość: G.F. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.10.05, 22:24
    O pszepszaszam...
    tinyurl.com/dcpn5
  • 05.02.07, 16:02
    Gość portalu: Grylzdyl Fataan napisał(a):

    > Film nazywał się właśnie "Urban Legend" -- średni raczej


    To bardzo delikatna ocena
    --
    Wiadomość zostanie usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu
  • 06.02.07, 07:34

    Kolejna : na terenie U.K.
    nie powinno sie lizac znaczkow przed naklejeniem na list bo zawieraja jakas tam
    trucizne(oczywiscie podstepne dzialania terrorystow,ktorzy nawet poczciwa
    poczte brytyjska wciagneli w swe machloje)




    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    "Zgadzam sie.Oba cytaty sa kompletnie wyrwane z kontekstu,przy czym ten drugi
    nawet bardziej."
    Autor: the_dzidka
  • Gość: kiki IP: *.net.pl 22.11.05, 12:22
    a ja to widzialam w jakims filmie. panna wpadla do pokoju i slyszy odglosy w
    stylu tych od uprawiania seksu (kolezanka miala bujne zycie erotyczne) wiec nie
    zapalila swiatla. dalej jak u Ciebie.
  • Gość: gienio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.07, 16:08
    stara historia z lat 90 dotyczy dragow.
    Kolega byl w wawie u kuzyna, wujostwa nie bylo zrobili pizze z halunow na
    wieczor i poszli na miasto. kumpel z kuzynem wrocili wieczorem a wujostwo w
    miedzyczasie wrocilo do domu i zjedli pizze z grzybkami - ciotka latla naga po
    chacie w slomkowym kapeluszu a wujas strzelal do telewizora zza fotela z pilota
    2 osoby mi to opowiadaly za pierwszym razem lyknalem (mialem 14 lat) za drugim
    wiedzialem ze klient sciemnia
  • Gość: grzesiek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.07, 15:56
    Gość portalu: gienio napisał(a):

    > Kolega byl w wawie u kuzyna, wujostwa nie bylo zrobili pizze z halunow na
    > wieczor i poszli na miasto. kumpel z kuzynem wrocili wieczorem a wujostwo w
    > miedzyczasie wrocilo do domu i zjedli pizze z grzybkami - ciotka latla naga po
    > chacie w slomkowym kapeluszu a wujas strzelal do telewizora zza fotela z pilota

    To ja słyszałem wersję, że ojciec usmarzył sobie jajecznicę na tłuszczu od
    grzybków. Jak wszyscy wrócili do domu to ojciec siedział w wannie i wiosłował.
  • 01.05.07, 16:20
    w-wa,przed długim weekendem, słyszę od dwóch osób pracujacych w różnych firmach
    taką historię; Galeria Mokotów, sprzedawczyni znajduje portfel klienta z dużą
    sumą pieniędzy i wizytówką, następnie dzwoni do niego że znalazła on
    przyjeżdza(śniada cera) i dziękujac daje dobrą radę 'nie wybierać się na zakupy
    do GM w długi weekend'
  • Gość: nienie IP: *.aster.pl 19.07.08, 18:17
    To nie był klient, tylko rowerzysta i ostrzeżenie było "nie wchodź do metra w
    Londynie o tej i o tej godzinie( przypadkowo zgadzającej się z rzeczywistą datą
    zamachów). Zgadza się, że był śniady. Aha, i ostrzeżenie dał w zamian za pomoc
    przy wymianie koła :-)
  • Gość: bazyliszek IP: *.chello.pl 23.09.05, 00:06
    opowieśc o facecie, który wsadził sobie żarówkę w gębę i nie mógł wyjąć. żona
    wezwała taksówkę i pojechali do szpitala. gdy wychodzili zobaczyli w poczekalni
    taksówkarza z żarówką wiadomo gdzie...

    egzamin do szkoły aktorskiej. w komisji siedzi Stuhr, Bardini - ktokolwiek.
    jeden z egzaminatorów mówi do kandydata "proszę rozśmieszyć pana
    Stuhra/Bardiniego". odpowiedź - "a który to?"...
  • Gość: misia-arnisia IP: 213.25.20.* 23.09.05, 07:11
    Historia z dawnych lat.
    Do Spatifu wtacza się kompletnie pijany Jaś Himmilsbach i od progu
    krzyczy "Inteligencja wypier....."
    Na co wastaje Gustaw Holoubek, kłania się grzecznie i mówi "To ja proszę
    państwa wypier....."
  • 25.09.05, 13:06
    Ojojoj .. pyszne :D
    --
    Jestem marksistą o założeniach Grouche'a
  • 26.09.05, 15:45
    To jeszcze jedno o Himmilsbachu: śpi sobie po pijaku gdzieś w parku w krzakach.
    Mijają go dwie kobiety, babcia z wnuczką. Wnuczka podchodzi do leżącego, babcia
    strofuje ją: -zostaw, to jakiś menel, co pijaka nie widziałaś? Na to wnuczka: -
    Ależ babciu, to jest pan Jan Himmilsbach, znany polski aktor i literat! A J.H.
    otwiera oko i chrypi: -No i co, głupio ci teraz, stara k...wo?
  • Gość: aapsik IP: *.makler.local / 195.187.134.* 03.10.05, 16:42
    i kolejna historia z akademika, tym razem z Łodzi.
    była sobie impreza w akademiku, jak przystalo na ludzi z fantazja odpowiednio
    huczna. ktos z okolicznych wezwal policje. patrol zajezdza pod akademik,
    wysiadaja i patrza a tam na trawniku pod akademikiem lezy wielki karton z
    napisem "misja na marsa", a w kartonie neistety student z przetraconym karkiem.

    wchodza na gore, do glownego zrodla impreza i jakiez ich zdzwinie gdy na srodku
    pokoju widza kolejny wielki karton z napisem "misja ratunkowa", do ktorego
    wlasnie jest zapakowywany kolejny atronauta...
  • 23.09.05, 07:59
    opowieśc o facecie, który wsadził sobie żarówkę w gębę i nie mógł wyjąć. żona
    wezwała taksówkę i pojechali do szpitala. gdy wychodzili zobaczyli w poczekalni taksówkarza z żarówką wiadomo gdzie...


    To z ksiażki Musierowicz !!!!!!
  • 23.09.05, 10:16
    historia o babci i narciarzu :) juz od setki osob slyszalam:)
    --
    ... curiosity killed the cat ...
  • Gość: monopolowy IP: *.chello.pl 23.09.05, 10:31
    Jakieś szczegóły?:]
  • 23.09.05, 10:33
    o! a ja nie słyszałam! poproszę
    --
    sygnaturka gdzieś się zgubiła, podobnie jak ja
  • 23.09.05, 12:22
    historyjka o babci i narciarzu:

    moj kumpel/brat/ narzeczony (niepotrzebne skreslic) byl na imprezie w lecie u
    swojego kumpla w domku jednorodzinnym 2 pietrowym, na dole na parterze
    mieszkala babcia tegoz kumpla, towarzystwo sobie popilo i sie rozochocilo i
    jeden z imprezowiczow znalazl stroj narciarski i narty, postanowil to zalozyc i
    zjechac po schodach , co tez uczynil.
    Na nieszczescie w tym samym momencie babcia zwabiona halasami wyszla ze swojego
    pokoju i nastapilo zderzenie czolowe narciarza z babcia. Ktos tam troche mniej
    pijany zadzwonil po karetke i pogotowie babcie zabralo
    Na drugi dzien spanikowany wnuczek zaczal babci szukac po szpitalach - okazalo
    sie ze w zadnym jej nie ma, juz sadzil ze babcia jest w kostnicy kiedy okazalo
    sie ze zyje nic jej nie jest i jest w szpitalu tyle ze psychiatrycznym bo na
    pytanie co jej sie stalo odpowiedziala" narciarz mnie przejechal"

    pozdrawiam :)

    --
    ... curiosity killed the cat ...
  • Gość: annika IP: *.ae.wroc.pl 03.10.05, 11:40
    Inna wersja: w akademiku student woźną przejechał :)
  • Gość: Ewa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.06, 17:05
    TO historia z Gdyni ze szpitala Redlowo.
  • 23.09.05, 20:14
    > To z ksiażki Musierowicz !!!!!!

    A jak myślisz - skąd ona to wytrzasnęła? Sama wymyśliła?
    Znałam tę historię na długo przed "Językiem Trolli".

    --
    Dzidka
  • 17.12.07, 15:28
    gingers73 napisała:

    > opowieśc o facecie, który wsadził sobie żarówkę w gębę i nie mógł wyjąć. żona
    > wezwała taksówkę i pojechali do szpitala. gdy wychodzili zobaczyli w poczekalni
    > taksówkarza z żarówką wiadomo gdzie...
    >
    >
    > To z ksiażki Musierowicz !!!!!!

    Zauważ, że Laura powiedziała, że wyczytała to w internecie (może na
    forum-humorum ;])
  • Gość: autor nieznany IP: *.dip.t-dialin.net 30.09.05, 22:39
    Czyzby historia z zarowka byla zmutowana wersja przekazywanej z ust do ust
    fabuly jednej z ostatnich ksiazek z serii "Jezycjada" pani Musierowicz... Ale
    jaja "Bo ktos mu powiedzial, ze on mi powiedzial..." spiewala Kayah
  • Gość: pw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 12:01
    Hehe akurat prawdą w tym jest to, że jak się włoży żarówkę w usta, to się tak
    zasklepi jakoś i tak zaklinuje, że nie da się jej wyjąc tylko trzeba jechać na
    pogotowie. Dużo osób nie wierzyło w to i to zrobiło, po czym jechali na
    pogotowie. Ot, głupota ;)
  • 03.02.07, 01:10
    egzamin do szkoły aktorskiej. w komisji siedzi Stuhr, Bardini - ktokolwiek.
    > jeden z egzaminatorów mówi do kandydata "proszę rozśmieszyć pana
    > Stuhra/Bardiniego". odpowiedź - "a który to?"...

    tez to znam tylko bez Bardiniego i rzecz sie dziala w Krakowskiej PWST
    --
    kilka moich fotek
  • 01.05.07, 13:19
    Słyszałem to w wersji z Kobuszewskim.
    --
    into theWest
  • Gość: ighoolina IP: *.adsl.inetia.pl 11.01.09, 22:11
    akurat historia z żarówką jest prawdziwa. była kiedyś opisana
    w "detektywie" a z tego co wiem, tam są opisane prawdziwe historie.
  • 13.01.09, 12:49
    Przypomniały mi się dwie anegdoty - raczej nie UL, ale mogłyby się
    nimi stać.
    1. Opowiadała mi koleżanka, a wydarzyło się to jakieś 25 lat temu.
    Podobno była na klasowej wycieczce, już nawet nie pamiętam gdzie.
    Wracali pociągiem, weszli na stację i czekają. W pewnym momencie
    dobywa się z megafonu głos totalnie zalanego
    zapowiadającego: "pociąg osobowy z (dajmy na to) Krakowa do Gdańska
    odjedzie z toru 1 o godzinie.... (hyp), o godzinie......., o
    godzinie.....??? oooo k**wa już odjechał".

    2. Aż wstyd się przyznać, sama jestem autorką drugiej anegdoty (też
    już z 15 lat minęło). Poszliśmy z kumplami do kina. Lato, upał,
    trochę czasu nam zostało więc przed kinem poszliśmy do sklepu
    zaopatrzeć się w napoje czy słodycze na seans. Były dwie kolejki,
    więc się rozdzieliliśmy. W pewnym momencie ja do jednej kasy (a nie
    miałam przy sobie pieniędzy) stałam sama, a koledzy do drugiej.
    Usiłowałam ich jakoś dyskretnie przywołać, ale że się zagadali i
    mnie nie słyszeli w pewnym momenice ryknęłam na cały sklep "Darek,
    choć bo dochodzę". Ryk ludzi w sklepie jeszcze mi w uszach dzwoni.
  • 23.09.05, 10:42
    o niezwykle tanim samochodzie, którego niska cena spowodowana była tym, że
    właściciel w nim zmarł i długo leżał więc cały samochód zaśmierdł i smrodu nie
    dało nie zlikwidować. Samochód był z tego powodu ciągle sprzedawany.
  • 23.09.05, 11:05
    Klasyczną historią, którą usłyszałem setki razy jest skremowana babcia, której
    prochy przysłano do Polski w paczce. Rodzina nigdy nie orientowała się, co to
    jest i w zależności od poziomu drastyczności albo trzymała to w pokoju, albo
    wyrzucała do toalety albo używała jako przyprawy.
  • 12.01.06, 10:03
    smiley4u napisał:

    > Klasyczną historią, którą usłyszałem setki razy jest skremowana babcia,
    której
    > prochy przysłano do Polski w paczce. Rodzina nigdy nie orientowała się, co to
    > jest i w zależności od poziomu drastyczności albo trzymała to w pokoju, albo
    > wyrzucała do toalety albo używała jako przyprawy.

    - to ze zbioru opowiadań Bogdana Madeja "Maść na szczury"
  • Gość: martah IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.08, 15:39
    ireo napisał:

    > smiley4u napisał:
    >
    > > Klasyczną historią, którą usłyszałem setki razy jest skremowana babcia,
    > której
    > > prochy przysłano do Polski w paczce. Rodzina nigdy nie orientowała się, c
    > o to
    > > jest i w zależności od poziomu drastyczności albo trzymała to w pokoju, a
    > lbo
    > > wyrzucała do toalety albo używała jako przyprawy.
    >
    > - to ze zbioru opowiadań Bogdana Madeja "Maść na szczury"

    to w 'autobiografii' chmielewskiej jeszcze było
  • 23.09.05, 12:28
    O to jeszcze o samochodzie tez znam - pewien facet szukal samochodu uzywanego
    zeby kupic , i znalazl ogloszenie ze pewna kobieta sprzedaje roczne , malo
    uzywane volvo za 10 zl, sadzac ze to zart chcial machnac reka ale zadzwonil
    Okazalo sie ze to prawda - samochod sprawny prawie nowka, cena : dziesiec
    zlotych
    Skorzystal , dobil targu ale nie dawalo mu to spokoju i zapytal sie kobiety co
    jest grane...odpowiedziala ze po 20 latach rozwodzi sie z mezem, nienawidza sie
    oboje, nastapil podzial majatku a to czego nie dalo sie podzielic i nie mogli
    sie pogodzic to wlasnie ten samochod i teraz wyrokiem sadu ona ma go sprzedac
    i podzielic sume na pol... czyli sznowny malzonek otrzymal zlotych 5 :)

    :)
    --
    ... curiosity killed the cat ...
  • Gość: pav IP: 212.160.172.* 23.09.05, 15:43
    Spaliłeś :-P Przecież gdyby ona miała dostać połowę, to nie byłaby
    zainteresowana tym, żeby sprzedawać jak najtaniej. W tej wersji, którą ja znam,
    mąż umarł i napisał w testamencie, że pieniądze otrzymane ze sprezdaży
    samochodu ma dostać jego kochanka.
  • Gość: p.galli IP: *.chello.pl 24.09.05, 18:41
    po pierwsze - jesli juz to spaliŁAM, a po drugie znam taka wersje jak
    przedstawilam, to tez charakterystyczne dla UL, roznia sie szcegolami, w mojej
    zona tak nienawidzial meza ze wolala starcis sama:)
  • Gość: betka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 20:04
    A ja widziałam taki film - Amerykański - ;-))))))
  • Gość: aapsik IP: *.makler.local / 195.187.134.* 03.10.05, 16:58
    a to akurat historia z gazety, tylko nie pamietam ktora slawna para malzenska
    taki numer odstawila. on ja zdradzil a ona sie na nim odegrala sprzedajac jego
    porsche/ferrari czy co tam za 1 GBP:) wsytawila aukcje na allegro:) w gazecie
    nawet bylo.
  • 03.01.06, 07:36
    > a to akurat historia z gazety, tylko nie pamietam ktora slawna para malzenska
    > taki numer odstawila. on ja zdradzil a ona sie na nim odegrala sprzedajac
    jego
    > porsche/ferrari czy co tam za 1 GBP:) wsytawila aukcje na allegro:) w gazecie
    > nawet bylo.

    Tę historię słyszałem, a nawet czytałem ze 20 lat temu gdy o allegro to jeszcze
    nikt na świecie nie słyszał. Chodziło o Poloneza za 15 złotych. I faktycznie,
    była w gazecie, chociaż nie pamiętam której. Rubryka traktowała na pewno o
    historiach z życia wziętych - dzisiaj już wiem, że wszystkie te historie się
    zmyśla.
  • 24.09.05, 03:42
    To podobna historie slyszalem - nie wiem, czy bujda, ale pokazywano mi faceta,
    ktory "gral w tym glowna role", wiec bylo ryzyko, ze podejde i zapytam, a zatem
    moze i prawda. Ale do rzeczy:
    Otoz, w Stanach jest taka procedura, ze kiedy federalni dopadna "zorganizowanego
    przestepcy", to na mocy prawa rekwiruja jego zasoby (dom, samochod, jacht, konta
    bankowe i wszystkie inne pierdoly) jako "pochodzace z zyskow z dzialalnosci
    przestepczej". Potem te przedmioty (bo nie gotowka przeciez) sa sprzedawane na
    publicznych aukcjach. Rzeczony delikwent udal sie byl na taka aukcje do Los
    Angeles, gdzie w pewnym momencie szedl pod mlotek 6-miesieczny Mercedes 500,
    pelnowymiarowka, jak nowy i prawie bez przebiegu. Cena wywolawcza 4500 papierow,
    nikt nic nie licytuje. Facet mowi "ta ja kupie". Prowadzacy aukcje na to, ze nie
    moze kupic za cene wywolawcza, musi cos dolozyc. Facet dolozyl 10 dolarow i
    kupil. Okazuje sie, Merc zarekwirowany od sciganego przez prawo handlarza
    narkotykow, ktorego wczesniej musieli dopasc wspolnicy, bo jego trup
    przesiedzial w tym samochodzie 2 tygodnie w zamknietym garazu. Zrozumiale, ze
    bryka smierdziala tak, ze ptaki z nieba spadaly. Podobno nabywca, mieszkajacy w
    Toronto, wyjal przednia szybe i przyjechal tym samochodem do domu. Droga trwala
    tydzien, jesien to juz byla, zmarzl jak pies. Bez wyjecia przedniej szyby nie
    dalby rady, bo ile w koncu mozna rzygac, tydzien bez przerwy?
    Najlepsze bylo zas to, ze podobno wprawil z powrotem szybe, wstawil do samochodu
    blaszana balie napelniona terpentyna, zamknal szczelnie i zostawil na miesiac.
    Terpentyna wyparowala, sladu trupiego odoru nie zostalo, a samochod wali
    sosnowym lasem az oczy lzawia.
  • 24.09.05, 12:48
    > To podobna historie slyszalem - nie wiem, czy bujda

    Myślę, że każda z tych historii ma jakieś prawdziwe źródło, choć pewnie nie
    dokładnie takie, jak w urban legends. Problemem u.l. nie jest to, że są
    nieprawdziwe, ale że opowiadający wmawia (czasem nieswiadomie), że to prawda i
    że kolegi kolegi kolega... etc. ;) To i smieszy, i denerwuje.

    --
    Dzidka
  • Gość: Abelinha IP: *.pl / *.citinet.pl 24.09.05, 15:18
    Dzidka... masz na imie Karolina???
  • 24.09.05, 15:47

    Oczywiscie, Dzidka to zdrobnienie od Karoliny...
    --
    [----]
  • 25.09.05, 09:42
    Nie, nie mam na imię Karolina.
    A Dzidka nie jest zdrobnieniem mojego imienia.

    --
    Dzidka
  • Gość: Abelinha IP: *.pl / *.citinet.pl 25.09.05, 12:48
    Nie mialam na mysli zdrobnienia tego imienia... To oczywiste, ze Dzidka nie jest
    zdrobnieniem imienia Karolina. Chodzilo o to, iz znam pewna Karoline o ksywce
    Dzidzia lub Dzidka :) tyle... pozdrawiam!
  • 25.09.05, 13:07
    Historia przerobiona i sprawdzona - potwierdzona - przez mythbusters..
    --
    Jestem marksistą o założeniach Grouche'a
  • 27.09.05, 20:26
    W to akurat jestem skłonna uwierzyć, bo mój wujek kupił bardzo tanio samochód
    od pewnego weterynarza właśnie z powodu "zapachu". Tyle że w jego przypadku nie
    chodziło o trupa, tylko o wielką sukę, która się szczeniła na tylnym siedzeniu.
    Samochód faktycznie cuchnął niemiłosiernie, za cholerę nie dawał się wywietrzyć
    i został wkrótce odsprzedany.
    --
    Chaos czai się wszędzie. Za Twoimi plecami też:)
  • Gość: r IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 18:43
    > o niezwykle tanim samochodzie, którego niska cena spowodowana była tym, że
    > właściciel w nim zmarł i długo leżał więc cały samochód zaśmierdł i smrodu nie
    > dało nie zlikwidować. Samochód był z tego powodu ciągle sprzedawany.
    Trupem byl kolega mojego ojca jakies 25 lat temu. Slyszalem jak opowiadali ta
    opowiesc moi rodzice a sam mialem z 5 lat...
  • Gość: bzdecikk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 18:36
    bromba11 napisała:

    > o niezwykle tanim samochodzie, którego niska cena spowodowana była tym, że
    > właściciel w nim zmarł i długo leżał więc cały samochód zaśmierdł i smrodu nie
    > dało nie zlikwidować. Samochód był z tego powodu ciągle sprzedawany.


    Oglądałes/as może kiedyś "Pogromców mitów" na Discovery? Było to samo, tylko
    wsadzili świnię. Nie dało się go wyczyścić. sprzedali w częściach.
  • 23.09.05, 14:24
    -historyjka o wyrzuceniu studenta z okna akademika ...(wstawic nazwe uczelni) w
    kartonie po tv i brygadzie ratunkowej...
    -historyjka o okreslaniu ptaszka po nozkach (oczywiscie rowniez wstawic nazwe
    uczelni z uwzglednieniem, ze musi to byc uczelnia z wydzialem biologii)
    --
    - Szkoda, że nie jest grzechem pić wodę - powiedział pewien Włoch.
    - Tak świetnie by smakowała.
  • 24.09.05, 18:26
    -historyjka o wyrzuceniu studenta z okna akademika ...(wstawic nazwe uczelni) w
    >
    > kartonie po tv i brygadzie ratunkowej...

    najgorsze, ze to jest autentyk....
  • Gość: monopolowy IP: *.chello.pl 24.09.05, 18:46
    lol
  • Gość: siedemgrzechow IP: *.aster.pl 25.09.05, 12:57
    ta, ponoc jakis czas temu w jakiej lokalnej gazecinie o tym napisali, tyle
    tylko, ze ja ta historie slysze w roznych wersjach od ca 10 lat... moze
    mlodziez postanowila UL w zycie wprowadzic:), choc szczerze watpie.
  • 25.09.05, 16:20
    meduza86 napisała

    > najgorsze, ze to jest autentyk....

    no i to jest najfajniejsze w UL, że niektórzy w nie bezkrytycznie wierzą :))))))
  • Gość: dadaista IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 01:15
    > no i to jest najfajniejsze w UL, że niektórzy w nie bezkrytycznie wierzą :)))))

    Wierzą, bo tak było. Chłopaka wyrzucili z któregoś z ostatnich pięter akademika Politechniki Łódzkiej.
  • Gość: milkiway IP: *.itelekom.pl 02.10.05, 10:59
    A ja też słyszałem o tym, ktoś mine przkonywał że to jego kumple byli na tej
    imprezie, ale chyba nie w lodzi;)
  • Gość: dzidzia IP: *.range86-135.btcentralplus.com 02.10.05, 12:52
    bez kitu! a ja uwierzyłam kumplowi (nie-studentowi), który opowiadał, jacy to katowiccy studenci są potworni, bo kolegów wyrzucają z okien.
  • Gość: jood IP: *.fampa.clk.net / *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.06, 21:39
    Bzdura. Z jednego z najwyższych pięter najwyższego akademika PŁ - nr 7,
    wyskoczył chłopak, ale to był samobójca. Potem dolepili do jego tragedii tę
    idiotyczną historię.
  • 23.09.05, 19:57
    miłosne wyznanie dresiarza zasłyszane w autobusie: ,,laska, zaj... się w tobie
    na ch.j"
  • Gość: croyance IP: *.server.ntli.net 24.09.05, 18:59
    O pannie mlodej, ktora kupila suknie slubna i szlag ja trafil, bo kieca byla
    ukradziona z grobu i przesiaknieta jadem trupim etc.
  • Gość: kriss-de-valnor IP: *.barracudanetworks.com / 81.171.156.* 01.10.05, 17:36
    To scenariusz jednego z odcinkow SCI. Potem uratowali innego pana mlodego,
    ktory tez nosil ubranie po zmarlym. Cala mafia z tymi ubraniami
  • 15.01.07, 16:54
    Cała seria opowieści o pannach młodych, którym rozbijano głowy przy przenoszeniu
    rpzez drzwi albo rozcinano gardło wentylatorem przy okazji podrzucania pod
    sufit. Zwykle nastepuje potem samobójcza śmierć pana młodego i zawał serca u ojca.
  • Gość: JJ IP: *.chello.pl 02.10.05, 18:54
    Znam to w wersji
    Świnio - zajeb..łem się w tobie że ch..j
  • 03.10.05, 16:59
    Gość portalu: JJ napisał(a):

    > Znam to w wersji
    > Świnio - zajeb..łem się w tobie że ch..j

    ja znam jeszcze inaczej - dresiarz z kobita spotyka kolege na przystanku i
    przedstawia mu swoja wybranke "A to jest moja świnia - Jola"
  • Gość: fpv IP: *.milc.com.pl / 213.17.131.* 03.10.05, 17:45
    ja słyszałem historię jak to jeden kolo wyznaje miłość swojej wybrance:
    "Jolka... ja cie tak kocham, ze ja cie pier..le!!!"
  • Gość: Water Proof IP: *.icpnet.pl 05.02.07, 01:42
    He! Ostatnio sama słyszałam rozmowe dresiarzy na przystanku. jedenz chłopców
    oznajmił "ale ja ją lubię w ch.." :D więc chętnie wierzę w powyższą wypowiedź.
  • Gość: Mroberto IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.05, 20:13
    ta historia o narciarzu ma wersje jeszcze lepszą, bo akcja dzieje się na 10
    piętrze i stamtąd zjeżdza osoba stęskniona za zimą i nartami, a przy okazji
    odbywają się urodzinny lub impreza u tej osoby. I babcia zostaja przejechan gdy
    wchodzi na góre by ich uciszyć.
  • Gość: bazyliszek IP: *.chello.pl 25.09.05, 01:28
    jeszcze mi się przypomniała jedna taka historyjka.
    jest koleś, który ma głupią ksywkę, np. w wersji mojego kolegi "ciptak". ksywka
    ta przylgnęła do niego na stałe, nikt już nie zwraca się do niego po imieniu.
    kumple przychodzą pewnego razu do jego domu (może być też wersja z telefonem),
    otwiera matka i... konsternacja. nikt nie pamięta imienia kolesia. wreszcie
    jeden z gości doznaje olśnienia, przypomina je sobie, wita się grzecznie i
    mówi "my do Piotrka/Pawła/Marka" etc. wtedy matka odwraca sie i krzyczy w głąb
    mieszkania: "ciptak! koledzy do ciebie przyszli"...
  • Gość: taherba IP: *.zdnet.com.pl 20.04.08, 23:17
    Gość portalu: bazyliszek napisał(a):

    > jeszcze mi się przypomniała jedna taka historyjka.
    > jest koleś, który ma głupią ksywkę, np. w wersji mojego kolegi "ciptak". ksywka
    >
    > ta przylgnęła do niego na stałe, nikt już nie zwraca się do niego po imieniu.
    > kumple przychodzą pewnego razu do jego domu (może być też wersja z telefonem),
    > otwiera matka i... konsternacja. nikt nie pamięta imienia kolesia. wreszcie
    > jeden z gości doznaje olśnienia, przypomina je sobie, wita się grzecznie i
    > mówi "my do Piotrka/Pawła/Marka" etc. wtedy matka odwraca sie i krzyczy w głąb
    > mieszkania: "ciptak! koledzy do ciebie przyszli"...

    To ja byłem błyskotliwszy, bo w takich sytuacjach prosiłem syna:)))

    Sprawdź swoje IQ
  • Gość: wacek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.05, 07:44
    Przecież te historie to nie "urban legends". Ten termin oznacza legendy krążące
    jako ploty w firmach i "na mieście". Przykład idealny UL to to że w
    klimatyzacjach w wierzowcach zalega pleśń która truje wszystkich pracowników itp.
  • 25.09.05, 07:56
    >>Termin [UL] oznacza legendy krążące
    >jako ploty w firmach i "na mieście".

    Racja.
    Ale faktem jest również, iż dzięki pewnym wiarygodnym (bądź nieuświkadomionym)
    forumowiczom pojęcie nieco zewoluowało i funkcjonuje w drugim znaczeniu - vide
    ten wątek.
  • Gość: monopolowy IP: *.chello.pl 25.09.05, 08:35
    A te historie, to nie są właśnie takie "ploty"? Od wielu osób słyszałem, jak to
    ich znajomemu pociekło z ptaka itp:) Urban Legends - czyli miejskie legendy:)
  • Gość: dsv IP: *.ipt.aol.com 01.10.05, 16:39
    a moze po prostu to anegdotki?
  • 25.09.05, 13:13
    O właśnie - prawdziwe UL to na przykład historie przerabiane w najlepszym na
    świecie programie telewizyjnym Mythbusters. Że komórki powodują zapłon oparów
    benzyny na stacjach , że dziesięciocentówka zrzucona z ESBuilding może zabić
    itd..
    --
    Jestem marksistą o założeniach Grouche'a
  • Gość: dr burgner IP: *.earth.pl / 81.219.245.* 27.09.05, 14:14
    > dziesięciocentówka zrzucona z ESBuilding może zabić

    no ja tam nie wiem, ale można by zapytać jakiegos fizyka albo kogoś
    technicznego: podać gramaturę monety, wysokość budynku, nie wiem co tam jeszcze
    potrzebne - przyspieszenie? przyciąganie? fizyk ze mnie żaden, ale myślę że
    istnieje możliwość że moneta rzucona z okreslonej wysokości nabierze takiej
    prędkości że może zrobić poważną ranę.
    przynajmniej w wyliczeniach teoretycznych, w optymalnych warunkach, np. bez wiatru.
    jak ktoś zna jakiego technicznego, to niechże się zapyta i mnie oświeci :)
  • Gość: monopolowy IP: *.chello.pl 27.09.05, 15:00
    Chodzi o to, że istnieje coś takiego jak prędkość graniczna. Opór powietrza
    sprawi, że moneta nie będzie przyspieszać powyżej tej prędkości. Przez to
    uderzy z małą energią, nie powodując uszkodzeń:) Spróbuj to zrobić np. z
    piórkiem - skąd byś nie zrzucił, i tak Cię nie zabije :D
  • Gość: maciek IP: *.net-82-216-210.lyon.rev.numericable.fr 30.09.05, 19:45
    jest taki program na discovery pogromcy mitow... dowiedziono ze centowka nie
    moze nic zrobic... jest za lekka by sie rozpedzic
  • Gość: lolik IP: *.greenet.pl 01.10.05, 13:51
    Oj nie popisales sie ;). Nie wiesz ze przyspieszenie ziemskie jest niezalezne od
    masy, a w prozni i piorko i metalowa kulka spada ja z taka sama predkościa? W
    ziemskich warunkach mają znaczenie jedynie opory powietrza i to, ze przedkosc
    graniczna to ok 180m/s (ale moge sie mylic)
  • Gość: mio IP: *.elictc01.md.comcast.net 01.10.05, 17:22
    Tyle, ze wokol Empire State Building wlasnie nie ma prozni. A sila dzialajaca na
    dane cialo (zalezna od masy) musi pokonac opor powietrza. Dziesieciocentowka ma
    tak mala mase i stosunkowo duza do niej powierzchnie, ze nie moze sie rozpedzic
    ... Tym bardziej dotyczy to piorek, choc, jak napisales, w prozni rozpedzalyby
    sie tak samo.
  • Gość: Einstein IP: 82.197.51.* 01.10.05, 18:59
    Proponuję założyć Towarzystwo Płaskiej Ziemi. Nawet ze szczytu Empire State
    Building widać, że Ziemia JEST PŁĄSKA.
  • Gość: rabatka IP: *.tkdami.net 23.05.07, 23:59
    To ja proponuję zpisać się do holenderskiego "stowarzyszenia osób zażenownych"
    jak tylko tam pojadę to się zapiszę:)
  • Gość: trilbi IP: *.itelekom.pl 02.10.05, 11:06
    prędkość graniczna zależy od kształtu. Słyszałem, że człowiek bez spadochronu
    spada maksymalnie z prędkością ok 180 km/h. Co do monet nie mam danych;)
  • Gość: Tryton IP: *.aster.pl / *.aster.pl 02.10.05, 18:05
    Podaję za podręcznikiem "Fizyka" tom 1 Jay Orear WNT Warszawa: str. 41 [...]
    swobodnie spadające ludzki ciało przestaje przyśpieszać gdy siła oporu
    powietrza równa się sile grawitacji. Stan ten jest osiągany przy prędkości
    53m/s [...]. Podobno człowiek który wypadł z samolotu przeżyje o ile upadnie w
    warstwę MIEKKIEGO śniegu o głębokości ok 3 m. Autor podaje źródło opisu takiego
    przypadku R.G. Snyder w Journal of Military Medicine (1966, 131, 1290)
  • Gość: Marek IP: *.sgsp.edu.pl 03.10.05, 12:33
    Ostatnio (chyba ze 30 lat temu) p. Vesna Vulovic, stewardessa Jugosłowiańskich
    Linii Lotniczych. Opisywane są też podobne przypadki pilotów w czasie II wojny
    światowej.
  • 24.02.06, 05:32
    > powietrza równa się sile grawitacji. Stan ten jest osiągany przy prędkości
    > 53m/s [...]. Podobno człowiek który wypadł z samolotu przeżyje o ile upadnie w
    > warstwę MIEKKIEGO śniegu o głębokości ok 3 m. Autor podaje źródło opisu takiego

    Zdaje sie, ze to akurat prawda. Cos kiedys slyszalem o facecie, ktory byl
    strzelcem pokladowym dolnej wiezyczki Liberatora. W nalocie na Niemcy pocisk
    88mm rozerwal sie tuz kolo kadluba w momencie, kiedy samolot byl juz wlasciwie
    po szwajcarskiej stronie granicy (wiadomo, rzecz jest w gorach). Liberatora
    zlamalo w pol, wszystko spieprzylo sie na ziemie, strzelec stracil przytomnosc w
    momencie wybuchu i obudzil sie nieco zmarzniety i w mroku. Pomyslal, ze jednak
    chyba nie pieklo, bo za zimno... Okazalo sie, ze razem z kulista wiezyczka
    zlecial w gleboki snieg na zboczu gory i wraz z niewielka lawina wyladowal w
    zacisznej kotlince...
  • Gość: jood IP: *.fampa.clk.net / *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.06, 21:46
    Podobną historię słyszałem o lotniku sowieckim, który wyskoczył z postrzelanego
    samolotu. Spadochronów wtedy nie mieli. Facet spadł z kilku tysięcy metrów, i
    trafił w zaśnieżone stok górski - zsuwając się po nim wytracił prędkość.
  • Gość: hubert IP: *.prokom.pl 24.05.07, 15:41
    Lądował mniej więcej, jak skoczek narciarski.
  • 24.02.06, 05:26
    Gość portalu: trilbi napisał(a):
    > prędkość graniczna zależy od kształtu. Słyszałem, że człowiek bez spadochronu
    > spada maksymalnie z prędkością ok 180 km/h. Co do monet nie mam danych;)

    I nic dziwnego. Ostatnimi czasy, niewiele monet uzywa spadochronow i porownania
    sa utrudnione...
  • Gość: ciul IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.05, 11:19
    jak będziecie w paryżu to nie zatrzymujcie się koło wieży eiffla (czy jak to się
    tam pisze) tylko pod nią. sporo ludzi z najwyższego piętra pluje i charka, nie
    tylko polacy zresztą, i na dole powstaje efekt mikrodeszczu
  • Gość: koko IP: *.crowley.pl 03.10.05, 13:27
    Ale wymyśliłeś. Nawet bez wiatru działa przecież cały czas opór powietrza. To
    jest tak teoretycznie jak i praktycznie niemożliwe na Ziemi. Gdyby wyobrazić
    sobie planetę bez atmosfery, której grawitacja sięga kilkuset kilometrów, to i
    owszem, przedmiot tej masy mógłby uderzyć w powierzchnię z siłą karabinowego
    pocisku, ale na naszej planecie to bzdura, nad którą nie ma się co zastanawiać
    nawet.
  • 14.06.08, 22:59
    Pozwolę sobie zauważyć, że grawitacja nie może "sięgać kilkuset kilometrów", albowiem zasięg oddziałtwania grawitacyjnego jest nieskończony (w uproszczeniu) ;)
  • Gość: anonymous IP: *.hstl1.put.poznan.pl 15.06.08, 17:30
    To fakt!
  • 18.11.09, 18:56
    ale komórek naprawdę nie można używać, tylko chodzi o tankowanie LPG - są nawet
    takie znaczki ppoż! radzę się lepiej rozglądać na stacji
    --
    chcę za dużo bo mam za mało
  • Gość: bu4 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 15:37
    Ale z klimatyzacja to prawda. W zle konserwowanych urzadzeniach bardzo lubi sie
    rozwijac np. takie stworzonko jak Legionella.
  • Gość: mavciej IP: *.net-82-216-210.lyon.rev.numericable.fr 30.09.05, 19:48
    a jamnik mojej ciotki jest uczulony na dywan, panele podlogowe i wode z
    kaluzy... co lepsze, moja ciotka ma na to papier
  • Gość: ZielonogórzaninX IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 17:01
    Wg mnie najpiękniejszą legendą jest ta, w której małe dziecko połknęło
    10-centówkę. Lekarz uspokoił przerażonych rodziców, że to nic, samo wyjdzie. Ale
    rodzice sprawdzali "czy samo wyjdzie" i znależli w kupce.. dwie pięcocentówki.
    Wierzcie lub nie, ale ta historia była opisana "na poważnie" w jakimś szmatławcu
    amerykańskim.
    Czyż to nie piękne ;-)))
  • Gość: Lilia IP: *.phys.tue.nl 01.10.05, 19:40
    Coz, my tez mielismy kiedys osiagniecia w tej dziedzinie, zeby wspomniec
    sp. 'Skandale'. Juz same tytuly rzucaly na kolana: 'Gwalcicielki grasuja na
    Mazurach' (o napalonych babkach, ktore jakoby mialy rzcuac sie w lesie na
    facetow i ich gwalcic), 'Kobieta-pajak spodziewa sie dziecka', 'Hitler zyje'
    (mial sie ukrywac w jakims gospodarstwie w polnocno-wschodniej Polsce) itd...
    No i do tego te wszystkie komentarze znanych autorytetow (np. Profesor
    Rodriguez z Akademii Nauk Paragwaju), zaswiadczajacych, ze to wszystko szczera
    prawda.
    Ech, lza sie w oku kreci.
  • Gość: bibi IP: *.uje.nat.hnet.pl 24.02.06, 04:16
    ta gazeta była rewelacyjna:)jakieś 5 lat temu wyrzuciłam ostatni egzemplarz i
    teraz bardzo żałuję:(
  • Gość: naiwna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 04:01
    hehe, i tak dobrze, że nie w dwucentówkach ;P
  • Gość: a-z IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.07, 01:41
    Jak dziecko 1 raz polknie monete to jedziesz do lekarza,
    drugi raz - szukasz w kupie
    trzeci raz - potrącasz z kieszonkowego:)
  • Gość: Legionista IP: *.net81-64-170.noos.fr 02.10.05, 20:39
    > jako ploty w firmach i "na mieście". Przykład idealny UL to to że w
    > klimatyzacjach w wierzowcach zalega pleśń która truje wszystkich pracowników

    A to akurat prawda - nazywa sie "Syndrom legionisty" albo "Legionelloza". We Francji strasznie sie tym przejmuja, nawet ministerstwo zdrowia sie zajelo sprawa. Co roku na to umiera kilka osob...
    Nie chodzi o plesn, tylko a jakies bakterie.
  • Gość: dunedaine IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 04.11.05, 12:46
    Brytyjczycy kpią sobie z Irlandcvzykow mniej więcej tak, jak my z "Ruskich".
    Slyszalem kiedys historię o tym, jak Scotland Yard dokonał aresztowania
    najlepszego Irlandzkiego fałszerza pieniedzy, ktory od lat spedzał im sen z
    powiek. Przy zatrzymaniu policjanci skonfiskowali około pół miliona banknotów
    siedmiofuntowych...

    :P
  • 03.10.05, 11:19
    > Przecież te historie to nie "urban legends". Ten termin oznacza legendy krążące
    > jako ploty w firmach i "na mieście". Przykład idealny UL to to że w
    > klimatyzacjach w wierzowcach zalega pleśń która truje wszystkich pracowników itp.

    UL powinna chyba być (przynajmniej w dużej części) zmyślona, a pleśń w
    klimatyzatorach to prawda. Jest na ten temat sporo artykułów - np. Yang, C.,
    PhD, "Fungal Colonization of HVAC Fiber-Glass Air-Duct Liner in the USA,"
    Proceedings of Indoor Air '96, Vol. 3.
    Szkodliwość dużego stężenia pleśni w powietrzu to też nie jest mit. Oczywiście
    zatrucie wszystkich pracowników to przesada, ale alergie, zapalenie spojówek itp
    są prawdopodobne.


  • Gość: koko IP: *.crowley.pl 03.10.05, 13:22
    Z tą pleśnią w klimatyzacji, to nie UL, ale coś w stylu "wiem, że dzwonią, ale
    nie wiem, w którym kościele". Rzeczywiście w nie konserwowanej klimatyzacji
    mogą się zalęgnąć pleśnie, które mogą powodować "chorobę legionistów" (od
    wydarzenia w USA, kiedy to pierwszy raz taki wypadek miał miejsce). Dzieje się
    to jednak niezwykle rzadko, a ludzie nie wiedząc dokładnie o co chodzi
    strasznie demonizują. Nie jest to jednak w żadnym przypadku legenda miejska,
    lecz powszechnie znany fakt.
  • Gość: hubert IP: *.prokom.pl 24.05.07, 15:37
    No to nazywaj to sobie country legends.
  • Gość: KasiaK IP: *.chello.pl 03.05.09, 16:37
    rzeczywiscie urban legend! To jest choroba zwana Legionellozą i
    bakterie -legionella - moga byc roznoszone poprzez klimatyzacje. a
    choroba do lekkich raczej nie nalezy!!
  • 25.09.05, 16:39
    ulubiona opowiastka chłopaczków stosowana w celu zaimponowania panience /bycie
    cwaniaczkiem/: że wypłacali z bankomatu kasę i brali 100 pln, i były nowe
    banknoty /czy jakieśtam bardzo wyprostowane/ i przypadkiem przyczepił się
    drugi banknot do tego wypłacanego, i mieli z konta 100, a drugą
    stówkę 'gratis' ... :))) już kilka razy słyszałam w
    werji: 'ja/kumpel/brat/jakiś koleś - raz się wku..łam, jak ktoś zaczął mi to
    opowiadać o sobie i wypaliłam, że to stare już /bo pierwszy raz słyszałam z
    5 lat temu/
  • Gość: ultra75 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.05, 19:26
    Chciałam napisać o sukni ślubnej (legenda z czasów mojego dzieciństwa :-)), ale
    widzę, że ktoś mnie ubiegł, wiec nawiążę do bankomatów - tym razem historia jak
    najbardziej prawdziwa (mój luby wtedy pracował w tym banku):
    pewnego dnia pracownik banku pomylił się przy uzupełnianiu przegródek z 100 i
    50, wiec jeśli ktoś wypłacał stówę, to dostawał 50 PLN i odwrotnie :-). Podobno
    tym, którzy dostali za mało dopłacali różnicę (bo z konta zniknęła taka suma,
    którą deklarowali do wypłacenia), a tym, którzy dostali 100 zamiast 50 już nie
    zabierali różnicy :-).
    Pozdrowienia.
  • Gość: atago IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.05, 20:51
    Znacie historię o gościach, którzy jechali Nyską z Kołobrzegu do Zakopanego i w
    okolicach Połczyna (80km od Kołobrzegu) znaleźli kompletnie pijanego gościa w
    rowie przydrożnym i obok niego rower. Zapakowali klienta do autka (był późny
    wieczór) i rano wyłożyli pacjenta znowu do rowu tylko pod Zakopanem.

    Dużo bym dał, żeby to zobaczyć.

    Pozdrawiam
  • 25.09.05, 21:33
    No a slynna historia imorezy podczas ktorej pies gospodarza przyniosl w zebach
    zwloki jamnika sasiada? Nastapilo czyszczenie i kapiel zwlok w pachnacym plynie
    i podlozenie "spiacego" jamnika na ganek sasiada. A potem przyszedl sasiad z
    objawami obledu, bo sam tego jamnika dwa dni temu do grobu polozyl, jako ze ten
    wczesniej zdechl.
    --
    To know is nothing at all, to imagine is everything.
  • Gość: kara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.05, 22:08
    aha, tylko ja to znalam w wersji z krolikiem :)
    a termin "urban legends" funkcjownuje w obu znaczeniach - kiedys w jakiejs
    amerykanskiej gazecie czytalam o nich jako o takich, ktore przedstawiacie
    wlasnie w tym watku
  • Gość: ultra75 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.05, 22:29
    No i jest jeszcze nieśmiertelna, przytarzana zresztą x razy na tym forum jak
    najprawdziwsza :-) historia o bezstresowym wychowaniu (czyli przypowieść o
    gumie do żucia na czole :-)).
  • Gość: kara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.05, 22:52
    oj! o bezstresowym wychowaniu mam prawdziwa! dwojka dzieci mojej macochy byla
    przeziebiona. do domu przyszla lekarka - bada mlodsze dziecie a starsze (potwor
    prawdziwy) w tym czasie bawi sie zabawkowa pila lancuchowa (wydajaca jak
    najbardziej pradziwy odglos tejze). pani lekarka z coraz wiekszym zdziwieniem
    spoglada to na malego potworka, to na jego mame, ktora blogo sie usmiecha. w
    koncu lekarka mowi: "pani tak bezstresowo te swoje dzieci wychowuje...", na co
    macocha, z wdziecznoscia: "dziekuje" :O
  • Gość: Paweł IP: *.infinity.net.pl 30.09.05, 23:02
    a co powiecie na taką historię:
    na wsi koleś postanowił zabić kota aby pozyskać jego futro (skórkę) -podobno
    dobrze rozgrzewa nereczki jak się tym człowiek obtuli. kot został uśmiercony,
    obdarty ze skóry, a gospodarz poszedł do domu oprawić futro. po chwili przez
    otwarte drzwi chaty wszedł poszkodowany kotek, bez skóry oczywiście, z
    niedomykającymi się oczami. nie tak łatwo jednak zabić koteczka jak się okazuje...
    trochę makabryczne, ale historię opwiedział mi w liceum kolega z klasy -rzecz
    podobno wydarzyła się na Kaszubach u jego wujka w gospodarstwie...
    pozdrawiam.
  • Gość: Satan of Swing IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.05, 23:56
    Chętnie bym gościa oskalpował i bardzo mocno przypi..przył mu łopatą w nereczki!
    Sku..sy..stwo i tyle.
  • Gość: Atlantis IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.06, 13:38
    Dokłądnie! Cholerny szowinizm gatunkowy!
    Zabóstwo człowieka to przestępstwo, ale kot to źródło potrzebny zasobów..
  • 22.07.06, 19:53
    i co Pawełku?
    szkoda, że ciebi coś takiego nie spotkało?
  • Gość: malysz IP: *.acn.waw.pl 13.04.07, 18:43
    też o kotkach, ale mniej drastyczna. też zasłyszane, że kumpel kumpla kumpla coś
    takiego zrobił.

    ma ktoś pojęcie, jak się "prostuje" kotka? najpierw kota trzeba znaleźć i
    złapać. chwyta się go jedną ręką za szyję, drugą za ogon i z odpowiednią siłą
    się go rozciąga - niezbyt mocno, żeby zwierzaka nie rozkawałkować, niezbyt słabo
    też, żeby efekt był zamierzony.
    generalnie chodzi o to, że kotkowi "rozjeżdżają" się kręgi, i nie jest w stanie
    przez jakiś czas wogóle skręcać. jednocześnie dostaje dopalania, chcąc jak
    najszybciej znaleźć się jak najdalej, generalnie łapkami przebiera jak rzadko
    kiedy. i stawia się go na wprost jakiejś niezbyt odległej ściany.

    z moralnego punktu widzenia sk....syństwo, ale próba wyobrażenia sobie efektu
    końcowego i konsternacji na pyszczku może wywoływać uśmiech
  • Gość: a-z IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.07, 01:47
    U mnie nie wywolalo usmiechu. Idz sie lecz czlowieku!!!
  • 07.06.08, 02:57
    też bym to chętnie wypróbowała - na autorze takiego "żartu", najlepiej z natychmiastowym wykonaniem... Ale by było śmiechu, o-ho-ho... :]

    --
    i znów z wrodzonym urokiem zgubiłam wątek.
  • Gość: iz.a IP: 217.153.105.* 29.09.05, 15:34
    to było w jakimś kinie familijnym amerykańskim
  • Gość: betka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 20:11
    Taki film (amerykanski) też widziałam. (Patrz wyżej)
  • 30.09.05, 22:51
    hmm... a ja widziałam to ostatnio w jakiejś amerykańskiej kreskówce ;)
  • 01.10.05, 22:30
    No to podobna lecz autentyczna historia, która być może już stała się legendą:
    Mam psa bullteriera - uosobienie łagodności. Na wieczornym spacerze złapał w
    zęby "coś" leżące na krawężniku. Okazało się, że to sztywny już kot (pewnie
    potrącony przez samochód). Obrzydliwe, ale skoro już miał w zębach to
    pozwoliłem mu na chwilę uciechy i nie zabierałem "bawidka". Po chwili spaceru
    spostrzegłem pobladłą parę usiłującą się przykleić plecami do budynku. W życiu
    nie widziałem większego przerażenia niż w tych oczach wpatrzonych w mego psa
    (niosącego kociego sztywniaka podrygującego wyprężonymi nogami i ogonem w rytm
    kroków bullteriera).
  • Gość: el_fuego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 21:40
    Za wyprowadzanie bullteriera (nawet uosobienie lagodnosci) na spacer bez kaganca
    powinienes dostac taki mandat, zeby nauczyc sie zasad wspolzycia spolecznego raz
    na zawsze...
  • 03.10.05, 15:15
    Kiedy robiono listę 10 niebezpiecznych ras nie umieszczono na niej
    bullterierów. Stafordshire bullteriery tak, american stafordshire bullteriery
    (zwane teraz amstffami, czasami pitbullami) również, dobermany, rothwailery i
    inne również. Bullterierów nie. To łagodne wobec ludzi i co istotniejsze -
    bardzo zrównoważone psy. Wiedzą to zarówno hodowcy jak i kynolodzy,
    specjaliści, układający w/wzmiankowaną listę. Groźna legenda tego psa - typowa
    urbans legend której jak widać i Ty uległeś, w opisanej niecodziennej sytuacji
    stworzyła komiczny efekt, komiczny dla znających się na psach. Dla laików
    potwierdziła jedynie legendę (tak właśnie powstają legendy).
    Z innej beczki - stworzyliśmy tę rasę by nam towarzyszyła. Genetycznie to jest
    wilk, nawet jamnik (genetyczna definicja gatunku to populacja osobników zdolna
    da dawania płodnego potomstwa, wilk z psem daje płodne potomstwo). W formie w
    jakiej występuje, jest naszym (ludzi) dziełem stworzonym drogą hodowli na
    towarzysza. Jesteśmy odpowiedzialni za stworzony przez nas byt gatunkowy i
    również za to, by psy czuły się naszymi towarzyszami. Szacunek dla naszych
    towarzyszy wynika z tego, że jesteśmy jako gatunki związani od początku
    istnienia psa. Pies to nasz towarzysz - to rodzi równiesz więź odwrotną. Skąd u
    Ciebie tyle wrogości wobec psa, którego nie znasz i wobec rasy, której jak
    widać również nie znasz?
  • Gość: Lilia IP: *.phys.tue.nl 03.10.05, 17:50
    Moze dlatego, ze juz tyle razy musialem sie opedzac od pieskow (roznych ras i
    kundelkow takze), ktore w opinii ich wlascicieli mialy byc najspokojniejszymi
    na swiecie i nigdy nie gryzacymi pupilkami. Ale to tez pewnie UL...
  • 04.10.05, 11:01
    To oczywiste, że właściciele czworonogów nie powinni narażać (również na
    strach) przechodniów. Często psy chcą poznać przechodnia i go powąchać ale
    ludzie się boją i ja to rozumiem. Mój przedmówca jednak mnie "opieprzył" za
    chodzenie z psem na smyczy. Psem, który nikogo nie zaczepia (dodatkowo, mając
    go na smyczy, mam mozliwość kontroli). Dodatkowo coś bredził na temat mandatów
    za brak kagańca. Kagańce obowiązują psy ras niebezpiecznych wg. listy
    stworzonej przez ekspertów kynologów i policję oraz w środkach komunikacji
    publicznej. Powodem takiej jego reakcji była urban legends dotycząca konkretnej
    rasy - bullterierów - jednych z najspokojniejszych psów. Prócz tej legendy,
    ludzie często mylą bullteriery ze znacznie groźniejszymi rothwailerami i
    dobermanami.
    Bullteriery maja dość dziwną psychikę. Rasa wytworzona do pseudosportowych walk
    psów odznacza się zaciętością w walce z psami i łagodnościa wobec ludzi.
    Wynikało to stąd, że właściciele psów w krytycznej chwili przerwali walkę by
    ocalić pupila. Gdyby psy były agresywne wobec ludzi nie dałoby się tego zrobić
    (pewnie i tak bywało, i pewnie te agresywne wobec ludzi psy z czasem wyginęły).
    Z ciekawostek: bullterier to pies nie nadający się na psa obrończego, jest
    wiele egzemplaży (nie wszystkie), które nie domyślą się nawet, że trzeba bronić
    właściciela. Mimo spokoju i opanowania są szybkie i tępią szkodniki (rekord
    świata w tępieniu szczurów należy właśnie do bullteriera o imieniu Marengo -

    Mam różne psy: rodesian ridgeback, bullterier, cocker spaniel (angielski, nie
    amerykańska zabawka), kundle. Zdecydowanie najbardziej obrończy jest rhodesian,
    nainteligentniejszy (ale i nieposłuszny indywidualista) spaniel, najbardziej
    zrównoważony i spokojny bullterier (i chyba najmniej inteligenty ale i tak
    kochany).
  • Gość: ropuch IP: *.12.11.univie.teleweb.at 17.02.06, 21:57
    Pieknie tlumaczysz, framberg, ale co do sformulowania, jak to ludzie szczujacy
    na siebie psy wkraczaja, by "ocalic pupila" mam pewne watpliwosci...
  • Gość: jood IP: *.fampa.clk.net / *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.06, 22:03
    Możesz pisać dyrdymały i pseudonaukowe brednie na temat anielskiej łagodności
    sztucznych krzyżówek psów bojowych, i wypisywać wyczytane na kiblu listy psów
    mniej lub bardziej groźnych - i tak pozostaniesz burakiem, który swojemu
    pieskowi nie zakłada kagańca, bo takie ma burackie widzimisię.

    Dla twojej wiadomości - psu nalezy zakładać kaganiec zawsze, kiedy wychodzi się
    z nim ze swojej posesji. Wolno psa spuścić ze smyczy na przykład w lesie, czy
    tez innym w miarę odludnym miejscu, ale kaganiec musi mieć zawsze. obowiązuje
    to zarówno jamniki, jak i twoje ukochane psie anioły.
  • Gość: Water Proof IP: *.icpnet.pl 05.02.07, 01:57
    Fajnie - zaciętością w walce z psami. Ale wiesz, ja mam małego psa i nie
    chciałabym, zeby skończył w paszczy Twojego łagodnego pieska. Pies nie powinien
    zagrażać ani ludziom, ani innym psom. Co więcej, pies JEST potencjalnie
    niebezpieczny z uwagi na swoją siłę - nie możesz bigdy w 100% ręczyć za zwierzę.
    Moje małe nigdy nikogo nie ugryzło, jest łagodne - ale nie pozwalam dzieciom jej
    głaskać, bo nie mogę ręczyć, że przestraszona, nie capnie któregoś za rękę.
    Tylko że takie ugryzienie nie grozi utratą ręki - w przypadku bullterriera jak
    najbardziej! Taki pies powinien chodzić zaswsze na smyczy i w kagańcu - żeby
    inni mieli poczucie bezpieczeństwa. Choćby tylko po to...
  • Gość: nera IP: *.chello.pl 14.02.07, 17:07
    a propos małych psów (ale nie piję do Twojego, tylko ogólnie), najbardziej
    denerwujące są podczas spaceru z dużym psem nie większe psy, ale właśnie te małe
    a wiecie dlaczego? bo duże psy są przeważnie w publicznych miejscach trzymane
    przez właściciela choćby na tej smyczy i raczej nie dochodzi do spięć, natomiast
    małe pieski są najczęściej (moje obserwacje) beztrosko puszczane luzem przez
    właścicieli, podbiegają do większych psów i mamy nieszczęście (nawet pies w
    kagańcu może swoim ciężarem zrobić jakąś krzywdę); zawsze mnie to denerwowało,
    kiedy idąc z moim dobrze zabezpieczonym psem (smycz + kaganiec) musiałam nie
    tylko uważać na mojego zwierzaka, ale przede wszystkim na większość cudzych;
    sorry za offtopa <bije_sie_w_piers>

    a z UL
    nie wiem na ile tu prawdy, ale słyszę to z przerwami od czasu do czasu -
    słyszałam o listonoszu jeżdżącym rowerem na wsi, któremu dzieciaki chciały
    zrobić kawał i rozwiesiły linkę na jego drodze, a że linka była na wysokości
    jego szyi, nadział się na nią i...mogiła
  • Gość: James IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.10.08, 20:20
    Kiedyś taki mały piesek (bez smyczy oczywiście) rzucił się na mnie i zamiary
    może i miał przyjazne, ale że było właśnie po deszczu to zrobił mi czarne ślady
    na spodniach. Spodnie były jasne, garniturowe, a ja szedłem właśnie na rozmowę w
    sprawie pracy.
    Właścicielka psa była oburzona na moją sugestię, że powinna sfinansować mi
    pralnię chemiczną i na przyszłość trzymać pieska na smyczy....
    No ręce opadają.
  • 29.10.08, 19:07
    Pies ma być na smyczy i w kagańcu, nieważne czy to bullterier czy jamnik. Nie rozumiesz?
  • 11.10.05, 18:46
    Zgodnie z §1 Rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 28
    kwietnia 2003 r. w sprawie wykazu ras psów uznawanych za agresywne, za psy
    agresywne uważa się następujące rasy:

    - amerykański pit bull terier,
    - pies z Majorki (Perro de Presa Mallorguin),
    - buldog amerykański,
    - dog argentyński,
    - pies kanaryjski (Perro de Presa Canavio),
    - tosa inu,
    - rottwailer,
    - akbash dog,
    - anatolian karabash,
    - moskiewski stróżujący,
    - owczarek kaukaski

    To tak na marginesie. Sprawdź - tu nie ma bullteriera. Bo nie było potrzeby
    umieszczenia go na tej liście (zrobionej przez kynologów, policję, urzędników
    administracji [dane o pogryzieniach], zootechników, lekarzy; ogólnie -
    specjalistów).

    Mniej agresji bo cię tu wpiszą ;-)
  • Gość: bibi IP: *.uje.nat.hnet.pl 24.02.06, 04:24
    się zestresowałam i zapomniałam xywy.To,że rozporządzenie wymienia rasy
    agresywne i wśród nich nie ma tam rasy Twojego psa,nie oznacza,że powinieneś
    dbać o bezpieczeństwo innych ludzi jak jesteś z nim na spacerze.Dobrze jest jak
    sobie wyobrazisz,że Twoje kilkuletnie dzieci bawią się,biegają i krzyczą na
    podwórku,gdzie swoje łagodne psy wyprowadzają inni właściciele.
    Smycz nie zapewnia kontroli nad psem.
    Życzę wyobraźni i rozwagi.
  • 17.07.06, 23:58
    Dog kanaryjski NIE JEST psem agresywnym. Owszem, jest psem obronnym. Ponoć
    klasyczny sposób zatrzymania intruza wkraczającego na teren polega na obaleniu
    klatą piersiową i staniu nad nim aż przyjdzie właściciel.
    Łatwo się oswajają, znam jednego trzymanego w domu z dwójką małych dzieci.
    Rzadko widuję takie pieszczochy jak on :))

    A na liście ras niebezpiecznycyh kynolodzy dla świętego spokoju podali rasy
    najrzadiej wystepujące w Polsce (kiedy szwagier kupował psa kilka lat temu było
    ich w Polsce ok. 20)
  • Gość: imik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.07, 01:54
    Ale co to ma do zakladania
    Pies powinien miec kaganiec! Ja sie nie moje, ale boje sie o moje
    dziecko, ktore ufnie wyciaga rączki do kazdego zwierzaka! I daruj
    sobie teksty w stylu oducz dziecko wyciagac rączki. Dziecko jest
    chyba wyzej w hierarchii niz pies.
    A najgorzej nie lubie psich kup WSZEDZIE!
  • Gość: Frew IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.07, 21:29
    Jutro coś Wam opowiem
  • Gość: ARh+ IP: *.piotrkow.net.pl 22.05.08, 21:12
    Mimo wszystko wolę psy. One nawet najgorsze skur_wysyństwo człowiekowi wybaczą.
    I są bezinteresowne. Kochają. Po prostu.
    Nawet skatowane, przywiązane do drzewa psy, ratowane przez wolontariuszy najczęściej poza strachem lgną do ludzi.
    A cżłowiek? Byle by wbić nóz w plecy.

    Co do kup - sądze ze własciciele by sprzątali (przynajmniej ja), gdyby najpierw:
    a) straż miejska ruszyła du_py i przypieprzała odpowiednie mandaty
    b) jednocześnie ktoś posprzątałby trawniki.

    A swoją drogą - taka psia kupa rozkłada się dużo krócej, niż foliowy papierek rzucony 'przypadkiem'; na trawę przez dziecko. A mamusia czy tatuś oczywiscie nie zauważaja, bo dzieciątko tak ślicznie się bawi. Kit, ze plastik bedzie się rozkładał setki lat.
  • Gość: taka jedne IP: 217.153.102.* 15.06.08, 23:09
    > A swoją drogą - taka psia kupa rozkłada się dużo krócej, niż
    foliowy papierek r
    > zucony 'przypadkiem'; na trawę przez dziecko. A mamusia czy tatuś
    oczywiscie ni
    > e zauważaja, bo dzieciątko tak ślicznie się bawi. Kit, ze plastik
    bedzie się ro
    > zkładał setki lat.

    Mam propozycję: zrób mały eksperyment. Przygotuj sobie taką psią
    niespodziankę i foliowy worek. Wejdź w jedno, następnie w drugie.
    Sprawdź czy poczujesz różnicę, a dopiero potem się wypowiadaj na
    forum, bo na razie mieszasz zupełnie różne rzeczy.
  • Gość: asdf IP: *.asystent.polsl.gliwice.pl 01.10.05, 11:07
    To było tak: Znajomi mają firmę w Żywcu, po towar jeżdżą do Wa-wy. Znaleźli
    pijaka Kostę z rowerem w rowie. Zlitowali się i, aby go zawieźć do chałupy,
    załadowali razem z rowerem na przyczepkę za samochód. Zapomnieli o nim i
    pojechali do Wa-wy. Na miejscu, aby załadować towar, zdjęli Kostę, rower,
    załadowali towar, o Koscie zapomnieli i pojechali.

    Kosta nie pije, odkąd na bani, na rowerze do Wa-wy zajechał.

  • 01.10.05, 22:21
    Tą historię znam, tylko nie w tak extremalnym wykonaniu (z Buska Zdroju, koło
    Kielc za Kraków). Co ciekawe znam wykonawcę - pracownik firmy Geo-projekt,
    który to zrobił ponieważ słyszał taką historię i marzył o tym by powtórzyć ten
    numer. Może urban story go zainspirowała ?
  • Gość: zdzisio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 15:02
    Ci "goście", to Papa Dance, który jechał z koncertu na koncert.
  • Gość: jood IP: *.fampa.clk.net / *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.06, 21:52
    Ja słyszałem tę historię z pierwszej ręki, i to od osoby, której bym nie
    podejrzewał o wciskanie kitu. Pijany pacjent miał przejechać z okolic Krakowa
    do Warszawy, a środkiem lokomocji był Żuk.

    W sumie - u nas piją tak, że wszystkie te historie są o wiele bardziej
    prawdopodobne niż wykąpane zwłoki jamnika...
  • Gość: Water Proof IP: *.icpnet.pl 12.07.06, 22:08
    Ja słyszałam historię, jak to małżeństwo jechało samochodem, ciagnąc przyczepę
    campingową. Mąż poczuł się śpiący, żona przejęła stery, a on poszedł spać do
    przyczepy. Spał w samych gatkach. Samochód zatrzymał się na przejeździe, mąż się
    obudził, zachcialo mu się siusiu. Wysiadł, w tym czasie podniósł się szlaban i
    żona odjechała. Podobno zatrzymał policję, gonili żonę, a ona uciekała, bo
    przecież wiozła męża w przyczepie, a to zabronione!!!
  • Gość: karoll IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 14:53
    to autentyk, automat wyplacal 2 razy wiecej, wiesc sie rozniosla. ale bankomat
    zaczal pobierac pieniadze z 2go zasobnika i zdenerwowani klienci ktorzy dostali
    2 razy mniej kasy zglosili reklamacje

    jednak kazdemu skorygowali saldo, i tym szczesliwcom i tym pechocom
  • Gość: Lehoo IP: *.internet.v.pl 02.10.05, 10:29
    To mi przydarzyło się cosik na odwyrtkę. Zadysponowałem 1000 zł a bankomat wydał
    mi 50. Ale z konta zdjął całe 1000. Po dwóch dniach od reklamacji wszystko
    naprostowano. Humoru popsuło mi to nieźle.
  • 30.09.05, 20:03
    Jeśli chodzi o bankomat, nie potwierdzam, ale widziałam na własne oczy, jak
    automat z napojami przez "pomyłkę" wyrzucił dwie puszki. Drugą wypiłam ja. :)
    Koledzy mi podarowali.
  • Gość: H IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 22:50
    Takie rzeczy sie zdarzają. Kiedyś automat z kawą wydał mi po wrzuceniu złotówki
    resztę 4 złote, tak jakbym wrzucił piątkę - no i oczywiście dostałem też kawę:-)
    To wszystko dizało się przy świadkach - moich kolesiach z roku, którzy przez
    następny miesiąc widząc mnie z kawą lub przy automacie pytali ile tym razem
    wygrałem:-)
    Pozdrawiam
  • Gość: Jaro IP: *.fnet.pl / *.fnet.pl 02.10.05, 00:27
    Co tam drugą puszkę - koleś z uczelni miał szczęście nieziemskie - to dwie
    cole, to dwa snikersy, razu któregoś automat wyrzucił mu trzy buły za cenę
    jednej :>
  • Gość: Paweł IP: *.infinity.net.pl 03.10.05, 02:20
    no to moja historia: wrzucilem 2plny do automatu z coca-cola na mojej uczelni
    (AM Gdynia) i dostalem... nic, automat tylko polknal moja dwuzlotowke. pewnie
    osoba, ktora kupowala w tym automacie zaraz po mnie rozpisze sie, ze dostala 2
    puszki coli w cenie jednej, ale to juz szczegol :)
    pozdrawiam!
  • 11.10.05, 21:14
    ha,a mnie w Paryżu wydał automat trzy prezerwatywy bez żadnych pieniędzy, za
    samo machnięcie korbką:-)
  • Gość: Anka IP: *.ser.netvision.net.il 14.02.06, 16:13
    hehe...

    Bylam w niemczech, w styczniu, zaraz po wprowadzeniu Euro... Kolezanki zaprosily
    mnie na lunch w Stolowce uniwerku w Monachium. Jest tam automat na napoje.
    Wrzucilam pol Euro (tyle mial byc napoj) i dostalam jako reszte ok. 30 centow,
    pol marki i jeszcze jakies fening... Setrio!! Wraz z pozadana butelka napoju... ;)

    Ale tez zdarzalo mi sie, ze podeszlam do automatu z napojami i znalazlam kase w
    okienku ze zwrotem gotowki... Lub odwrotnie - polknal kase i nic dac nie chcial.
    W roznych automatach, w roznych panstwach.. ;)
  • Gość: dddddddd IP: *.skynet.net.pl 03.10.05, 11:11
    Z automatami (coca-cola) to nie żadne legenda, cześć automatów starego typu ma tak, że jesli wrzucisz monete i uda ci się nacisnąć dwa przyciski na raz, to wyda ci dwa npoje. Po za tym stare automaty CC działały na czeskie korony czyli np dwie korony równa 1 puszka:).
    Po prostu błedy w opogramowaniu lub budowie.
  • Gość: sew IP: *.petrus.com.pl 01.10.05, 13:55
    możesz wierzyc lub nie ale ja raz dostałem gratisową 50-kę z bankomatu ale karte mam chyba z cztery lata i zdzarzylo mi sie to tylko raz
  • Gość: dunedaine IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 04.11.05, 13:02
    Eee tam. Kiedys wybralem sie na narty w nasze polsskie piekne gory..Za
    rezerwowalem pokoj i zaplacilem z gory zaliczke 600PLN. Musialem skrocic nieco
    urlop, wiec po przyjezdzie poszedlem do wlasciciela pensjonatu i wylozylem o co
    chodzi, ze chce skrocic pobyt o jeden dzien i ze chcialbym sie od razu rozliczyc
    za calosc (majac na mysli doplacenie drugich 600PLN jak bylo umowione z
    ewentualna znizka za ten ostatni dzien). Pan Wlasciciel poszedl do biura i po
    chwili wrocil z 50 zl. i mowi " to ja panu oddaje piec dych za ten ostatni dzien
    i jestesmy kwita..."

    ...

    ...
    ...
    Do tej pory milo ten pobyt wspominam:)
  • Gość: piop IP: *.fastres.net 07.06.08, 19:06
    czym sie tu chwalic? nieuczciwoscia? to tylko zle o tobie swiadczy
  • Gość: norymberga3 IP: *.dip0.t-ipconnect.de 30.05.06, 13:36
    Mój synek nieletni zawsze sprawdza w automatach pojemniczki na resztę, kiedyś w
    Ikei się obłowił. A ja w zeszłym roku na parkingu przed supermarketem znalazłam
    brązowawy papierek - całe 50 euro!
  • Gość: eciek IP: *.u.itsa.pl 12.02.09, 13:36
    w czasie spaceru na Rodos - 20 euro w 'rynsztoku' koło drogi -
    pozostałe pół urlopu zamiast podziwiać widoki łaziłem z wzrokiem
    wbitym w ziemię :D
  • Gość: katherinka IP: *.compower.pl 26.09.05, 17:45
    Az dziwne, ze tego do tej pory nikt nie wymienil:
    Koledzy kolegi mojego kolegi (czy jakos tak;) postanowili poeksperymentowac z
    pewnymi nielegalnymi substancjami, no i zachcialo im sie pojezdzic sobie
    samochodem w srodku nocy. Ktorys z nich wpadl na genialny pomysl, zeby pojechac
    na rondo i jezdzic po nim na wstecznym. Wiec tak sobie robia koleczko za
    koleczkiem, az w pewnym momencie uderzyli w samochod jadacy we wlasciwym
    kierunku. Od razu zjawila sie policja (sic!), wiec owi koledzy kolegi mojego
    kolegi wpadli w panike i stwierdzili, ze sie boja wysiasc z auta. Po chwili
    podszedl do nich policjant. Gdy przerazeni odkrecili szybke,
    uslyszeli "Panowie, nie przejmujcie sie, facet ma prawie dwa promile.
    Wyobrazcie sobie, ze wmawia mi, ze jechaliscie po rondzie na wstecznym!".
    The end.
  • Gość: schizka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.05, 20:47
    Nikt nie przytoczył historyjki o spotkaniu drechola ze swoją panienką?
    Początek owej legendy jest taki: bardzo bliski kolega mojego kolegi- dres, miał
    randkę ze swoją dziewczyną. Panna zaprosiła faceta do swojej pustej chaty,
    wieczór robił się coraz bardziej "gorący", ale dres ciągle nie przechodził do
    rzeczy. Dziewczyna coraz bardziej się niecierpliwiła, aż w końcu poprosiła:
    "Zrób to co potrafisz najlepiej." Na to drechol oczywiście... walnąl ją z dyńki.
  • 26.09.05, 21:39
    pani domu wyszorowała/zalała muszlę klozetową chemikaliami, a pan domu zasiadł
    na niej z papieroskiem i potem go w niej (tej muszli) chciał zgasic...
    --
    Stasio
    Antosia
  • Gość: Gosia IP: *.mlyniec.gda.pl 26.09.05, 21:58
    Przychodzą mi do głowy niegdyś bardzo popularna historia:
    towarzystwo zapaliło trawkę i położyło się spać w ciemnościach. Komuś zrobiło
    się duszno i chciał otworzyć okno - rzuca więc w szybę butem/czymś ciężkim.
    Wszyscy oddychają z ulgą świeżym powietrzem... a rano okazuje się, że była to
    szyba w szafie... słyszałam to od paru osób jako AUTENTYCZNĄ historię.
  • 26.09.05, 23:02
    hihi, bo to bylo w rubryce Filipa Z Brazowymi (albo Zielonymi, juz nie pameitam)
    (z filipinki, rzecz jasna), ma taka ksiazeczke, cos w stylu "historie zebrane":)
  • 27.09.05, 21:12
    Filip Z Zielonymi :)) na czarnych stronach filipinki, fajnie sie to czytalo...

    --
    Oba, kot i pies są bogate w cnoty i talenty, ale pies ma o jeden talent za
    dużo: pozwala się tresować i o jedną cnotę za mało: nie kryje w sobie żadnych
    tajemnic.
  • Gość: hubert IP: *.prokom.pl 24.05.07, 16:01
    Mnie się coś podobnego przytrafiło w stanie nietrzeźwym. Wróciłem kiedyś do
    pokoju na porządnej bani i chciałem nastawić budzik w telefonie na wczesną,
    poranną godzinę. Gdy zbudziłem się grubo po południu i spojrzałem na telefon,
    miałem na wyświetlaczu coś takiego: "#^^?111111" "Czy wysłać wiadomość"?
  • Gość: Rasmund IP: *.aster.pl 02.10.05, 10:32
    heh, a ja tez to znam jako autentyk ;-). Tylko wersja z inna uzywka;-)..

    Co do monety, opowiadano mi historie, oczywiscie autentyczna ;-), o tym że ktos
    rzucil monete 20 zl ( z Marcelim Nowotka-kto pamieta, ten wie ze slusznej jest
    ona wagi), z Palacu Kultury a ona przebila stojaca nadole Nyse ;-)
  • 15.01.07, 17:15
    Można ją przeczytać w startym zbiorze humoru śląskiego "Bery śmieszne i
    ucieszne". Tylko nie ma mowy o środkach zaburzajcych pracę umysłu.
  • 15.01.07, 17:16
    "w starym" miało być.
  • 26.09.05, 21:59
    ej to jest z nagród darwina!!
  • 27.09.05, 09:58
    motyw z kibelkiem jest z "krotkiego zycia" dowlatowa:)
    --
    - Szkoda, że nie jest grzechem pić wodę - powiedział pewien Włoch.
    - Tak świetnie by smakowała.
  • Gość: m IP: 212.122.220.* 03.10.05, 09:53
    > pani domu wyszorowała/zalała muszlę klozetową chemikaliami, a pan domu
    zasiadł
    > na niej z papieroskiem i potem go w niej (tej muszli) chciał zgasic...
    To dopiero pocżątek - potem przyjechało wezwane pogotowie i sanitariusze
    wynosząc poparzonego na noszach, zapytali co się stało... i ze smiechu nie
    utrzymali noszy i gość sturlal się ze schodów łamiąc kończyny...
  • Gość: amfir IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.08, 01:57
    znam to z kawału o dresie :P
  • 27.09.05, 09:56
    Wy się nie znacie wszystko co tu opisaliście zdarzyło się na prawdę !!!
    To ja byłem wyrzucany z 12 pietra akademika !!!
    To ja usiadłem na kiblu z petem !!!
    To ja byłem tym jamnikiem odkopanym !!!
    To ja groziłem matce w supermarkecie !!!
    To ja byłem tym martwym nurkiem,
    którego znaleziono 30 km od morza zupełnie spalonego !!!
    To ja .....!!!
    Wy to tylko piszecie, aby zniszczyć mój piękny wyimaginowany świat !!!
    Dzięki tym historią, które opowiadam 27 raz na tej samej imprezie jestem w centrum zainteresowania, a WY CHCECIE MI TO ODEBRAĆ !
    B Y D L A K I !!!!
    :)
  • Gość: so more IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 00:46
    lubie cię już gościu....to było podsumowanie wesołego wieczorka,,,dobre dobre
  • Gość: barnaba IP: *.lodz.msk.pl 27.09.05, 15:18
    Miałem już chyba 10 "znajomych znajomych" którzy pod wpływem alkoholu kierowali
    ruchem na największym skrzyżowaniu w Krakowie/Łodzi/warszawie/Moskwie.
  • Gość: Szafir IP: *.stacje.agora.pl 27.09.05, 15:41
    Z kiblem było jeszcze inaczej: jakaś kobieta chciała umyć muszlę Domestosem i
    polała przy okazji zawieszoną w środku kostkę toaletową innej firmy. Substancje
    przereagowały, wydzielił się chlor i kobitka trafiła do szpitala. Znam to z
    Teleexpressu.
  • Gość: wiesia_camarro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 10:28
    Hehe, ja to znam z własnego doświadczenia - myłam toaletę domestosem, ale ze
    zapach chloru jest paskudny, polałam dodatkowo jakimś chyba properem czy czymś
    takim. Efekt: dym, smród, wietrzenie całego mieszkania i dwa dni bólu głowy. I
    tak miałam fuksa.
  • Gość: Paweł IP: *.infinity.net.pl 30.09.05, 23:09
    to jest autetyk! raz chciałem doczyścić trochę zaśniedziałą kuwetke mojego kota.
    polałem najpierw domestosem, później poprawiłem cilitem. substacje zareagowały,
    poszły opary (widoczne!) a ja miałem poparzenie dróg oddechowych i duszności
    przez dwa dni...
    powinny być zamieszczane ostrzeżenie przed takim czymś na butelce.
    pozdrawiam.
  • Gość: Jo-jo IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 01.10.05, 10:42
    > powinny być zamieszczane ostrzeżenie przed takim czymś na butelce.

    I jest.
  • Gość: Magda IP: 217.153.47.* 01.10.05, 03:02
    Z domestosem to było jeszcze inaczej :((
    Jedna panna ze wsi u mojej babci chciała sobie nim wybielić zęby przed pójściem
    na dyskotekę :(( Oczywiscie skończyło się to tragicznie :((
    Ja domestosem załatwiłam sobie orginalne wranglery - przed Wielkanocą chciałam
    za bardzo doczyścić wannę u mamy. Polałam zdrowo - od samej góry a następnie
    nachyliłam się nad wanną by wyczyścić przeciwległy brzeg.
  • Gość: babcia.weatherwax IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 20:35
    Z tym kierowaniem ruchem po pijaku to autentyk. I jeszcze facet na rozprawie czy
    tam kolegium na pytanie sędziny "co ma pan na swe usprawiedliwienie?" odparł:
    "że nie spowodowałem żadnego wypadku!"
  • Gość: rzarufka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.05, 21:20
    Wychowanie bezstresowe- czyli guma przyklejona do czoła.
    Sprawdzanie z zapalniczką, czy jest paliwo w baku - buum i wszyscy happy.
    Rozpytam znajomych, każdy to przeżył. Hehe
  • 28.09.05, 09:37
    Akurat mój znajomy sprawdzał zapalniczką klej w beczce, niestety nie przeżył :-(
    --
    Chcę być pierwszą lub ostatnią, ale nigdy jedną z wielu...
  • 28.09.05, 10:10
    a jak wlasciwie bylo z tym akademikiem? i wyrzucaniem z pietna...bo nie pomne?:>
    --
    ... curiosity killed the cat ...
  • 28.09.05, 11:54
    pijani studenci zapakowali kolege do pudla po tiwiszczu, napisali na
    pudle "misja na marsa" i wywalili przez okno, kiedy do pokoju wtargnela
    policja/wojsko/ciec/inne jednostki porzadkowe, studenci pakowali sie wlasnie do
    drugiego pudla z napisem "misja ratunkowa" czy cus w tym stylu:)
    --
    - Szkoda, że nie jest grzechem pić wodę - powiedział pewien Włoch.
    - Tak świetnie by smakowała.
  • Gość: ktos IP: *.tcs.uni-luebeck.de 01.10.05, 13:17
    No coz, ja sam mialem przyjemnosc byc swiadkiem takie zdarzenia. Jechalismy na
    pomoc koledze, ktoremu zabraklo benzyny. Otwieramy kurek, przykladamy lejek i
    zaczynamy lac. A jeden (troche wstawiony kolega) nagle zapala zapalniczke i mowi
    "poswiece wam". Na szczescie szybko go odepchnelismy..
  • 01.10.05, 15:40
    moj kolega widział na granicy w zimie jak kierowcy TIR-ów rozmrażali paliwo w
    zbiornikach rozpalając małe ognisko pod bakiem...
    i to jest autentyczna historia...
  • Gość: bluntman IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 23:01
    Akurat ON mozna w ten sposob doprowadzic do uzytku. Benzyne w sumie tez, gdyz
    wybuchowe sa jej opary...
  • 29.10.08, 19:23
    A przypadkiem nie jest tak, że niektóre samochody mają baki z tworzyw sztucznych? :-)
  • Gość: jood IP: *.fampa.clk.net / *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.06, 22:11
    Kierowcy nie rozmrażali paliwa, tylko olej w misce olejowej. Jest to popularna
    metoda odpalania ciężarówek zimą, choć stosowana raczej tylko w starszych
    modelach.
  • Gość: rabatka IP: *.tkdami.net 24.05.07, 00:17
    Ale o co chodzi z tą gumą do żucia. Albo nikt nie dopisał do końca, albo ja nie
    doczytałam:)?
  • 28.09.05, 16:17
    Opowieść autentyczna ojca/brata/znajomego o kłopotach z nazwiskiem pana Kotasa,
    które zamienia się w Choja.
  • Gość: barnaba IP: *.lodz.msk.pl 28.09.05, 17:08
    Podczas prania spodni w benzynie (w wannie) dochodzi do wybuchu. Właściciel
    portek wyrzucony przez okno ląduje na pace ciężarówki/wozie z sianem i wychodzi
    bez szwanku.

    ("Sposób na Alcybiadesa" - oczywiście, ale pare razy słyszałem jako "autentyk")

    Spadochroniarz, któremu nie otworzył się spadochron szczęsliwie ląduje w kopie
    siana.

    Długowłosy autostopowicz, który prowadzi z kierowcą rozmowy a tematy
    egzystencjalne, a następnie znika (w dosłownym znaczeniu).
  • 28.09.05, 20:47
    Historia ze spadochroniarzem musi byc naprawdę bardzo stara, bo ja ja słyszałam
    we wczesnych latach 80. od mojego dziadka. Oczywiście - to on niby był tym
    pechowym żołnierzem! A ja dopiero po ilus tam latach sie dowiedziałam ze w
    Polsce w latach 30. nie było wojsk powietrzno - desantowych
    --
    GG 3573607
    BIELARUS - LAND OF FREE PEOPLE
  • 28.09.05, 21:54
    O, tu się koleżanka popisała (wątek "zasłyszane w komunikacji...").
    Tym razem w głównej, urban-roli "kolega z Krakowa".

    Re: Zasłyszane w środkach komunikacji miejskiej :
    lady.25 28.09.05, 16:52 + odpowiedz

    A ja słyszałam ciekawą historyjkę od znajomego z Krakowa, który miał okazję
    usłyszeć w autobusie miejskim pewną rozmówką.
    Wsiadła strasza kobieta i jako, że nie było miejsca wolnego staneła sobie
    skromnie i stoi. Obok niej siedział młody chłopak -
    Murzyn. Zza jego pleców odzywa się wkrótce siedząca inna starsza pani, która
    ostentacyjnie stwierdza, że: "u nas w Polsce to
    sie ustępuje miejsca starszym". Na to ten chłopak tak samo ostentacyjnie
    odpowiada: "a u nas w Afryce to się takie stare baby
    zjada". Cóż, riposta wyśmienita!
  • 28.09.05, 23:22
    zaj.biste:))
    --
    -
  • 29.09.05, 22:19
    1. Aż dziw, że nikt nie opisał historii, jak to małżeństwu urodziło się
    dziecko - Murzyn. Mąz oskarżał żonę, że poszła na bok, a okazało się, że to
    właśnie mąz dał ciała: był u prostytutki, z której usług koszytał wcześniej
    czarnoskóry. Na członku mąż przyniósł do domu nasienie czarnoskórego i uprawiał
    seks z żoną. Żona zaszła w ciąże, ale - że tak powiem - za sprawą plemnika z
    importu.

    2.Podobna historia krążyła przed laty o panience z akademika, która urodziła
    małego Murzynka, mimo, że nigdy nie uprawiała seksu z Murzynem. W tej historii
    z kolei panienka masturbowała się pod prysznicem, wcześniej robił to
    czarnoskóry kolega z akademika pod tym samym prysznicem, nasienie zostało na
    słuchawce prysznicowej i panna zaciążyła.

    3. Urban legend opisywana kiedyś przeze mnie na tym forum w innym wątku. Chłopy
    z PGR-u pojechały sobie do dużego miasta do teatru. Kilku urwało się wcześniej
    na piwo. Spóźnieni wchodza na widownię i słyszą jak aktor na scenie akurat
    wygłasza kwestię: skąd przybywacie mężni rycerze? Więc spóźnialscy przekonani,
    że to do nich odkrzykują: PGR Pcim Dolny (w tym miejscu zawsze pojawiała się
    nazwa okolicznej wioski z PGR-em).

    4. I na deser historia prawdziwa (co do tego nie mam żadnych wątpliwości), ale
    tak odlotowa, że zapewne zostanie uznana za urban legend i - kto wie? - może
    nawet będzie powtarzana. Rzecz zdarzyła się kilka lat temu w niewielkim
    miasteczku w Wielkopolsce (to ważne, że w Wielkopolsce, na końcu dowiecie się
    dlaczego).
    Pod nieobecnośc rodziców kilkunastolatek (ale taki bliżej 19-tu niż 11-tu lat)
    zaprosił do domu kolegów na alkohol. Koledzy przyszli, popili zdrowo i ułożyli
    się do snu gdzie kto mógł. W nocy jeden z nich poczuł pragnienie, więc wstał i
    udał się do lodówki. Zauważył ciemną ciecz w słoiku, ucieszył się z takiej
    porcji soku z czarnej porzeczki, wypił i znów położył się spać. Rano usłyszał,
    jak gospodarz krzyczy na cały dom: "K...wa, kto wypił krew na czerninę?!".
  • Gość: Spięty Jędrek IP: *.interbit.com.pl 01.10.05, 11:22
    1. z co najmniej 5 różnych źródeł (zmieniały się tylko ksywy i miejsce wydarzeń)
    słyszałem historię o tym jak kolesie nazbierali psylocybów (gribów), usmażyli na
    nich jajecznicę ale zanim ją zjedli dali ostro w palnik i posnęli. z rana zeżarł
    ją nieświadomie ojciec jednego z nich i od tej pory siedzi w psychiatryku na
    ostrej grzybowej fazie a doktory bezskutecznie próbują mu odwiesić system.
    2. do tego historia z akademika gdzie nawalonemu kolesiowi było duszno w pokoju
    pełnym alkoholowych trupów, nie chciał sie ruszać, rzucił butem (było ciemno),
    stłukł szybe w szafce i poczuł się lepiej dotleniony z miejsca
    + dziewczęta uczulone na lateks, psychopatyczni wykładowcy itp. 10 000 opowieści
  • 01.10.05, 12:18
    Ja znam te 1. historie w wersji, że ojcu się Matka Boska objawiła i przeżył
    nawrócenie. Słyszałam to nawet od kolegi z Ameryki Południowej (tylko tam nie
    była to jajecznica, tylko tortilla ;-)))
  • Gość: kgsz IP: *.eris.rpg.pl / *.eris.rpg.pl 03.10.05, 09:38
    ...do tortillas nie dodaje się grzybów...
    Trzeba było 'pizza' napisać.
  • 03.10.05, 14:13
    Jak najbardziej się dodaje. Tortilla posypana grzybami, zawinięta i usmażona to
    quesadilla de hongos.

    Pozdrawiam!
  • Gość: fpv IP: *.milc.com.pl / 213.17.131.* 03.10.05, 18:25
    ja tę historię znam z pizzą, tyle, że kończy się inaczej. Ojciec zjadł pizzę, a po pewnym czasie budzi syna i jego kolegów, prosząc ich o pomoc w poodkurzaniu śniegu z dużego pokoju.
  • Gość: Atlantis IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.06, 13:59
    Ja słyszałem wersję o pizzy, zostawili ją na chwilę bez opieki, a ojciec się
    poczęstował. Gdy wrócili stał z odkurzaczem i za jego pomocą walczył z
    powietrzem krzycząc: "wypie****ać krokodyle". :P
  • Gość: Homer IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.02.08, 14:45
    Z lateksem to prawda. 5% ludzi ponoć jest uczulonych. I ja niestety znajduję się
    w tych 5 procentach. Żeby było zabawniej , moja dziewczyna też. A w Polsce ,
    niestety nie kupisz nielateksowych prezerwatyw. Przez chwilę Durex sprzedawał
    na polskim rynku nielatexowe Avanti-ale były drogie jak diabli.I już ich dziś
    nie można dostać.
  • 08.02.08, 18:29
    Koty jak wiadomo sa z natury msciwe o czym nie wiedzial wdowiec, ktory
    odziedziczyl kota po swojej zonie.
    Nie traktowal kota dobrze, bil go i kopal, a czasami przez wiele dni glodzil.

    Kiedys jak zasnal, to kot przegryzl mu tetnice szyjna i gosc umarl w ciagu kilku
    sekund.
  • 08.02.08, 18:33
    Rodzice zostawili swoje male dzieci dziadkowi pod opieka.
    Dziadek sie troche z nimi bawil, ale pozniej chcial polozyc najmlodze do
    lozeczka. Wzial je troche nieporecznie bo za glowke i jak tylko troche podniosl
    od ziemi to dziecko zwiotczalo i zmarlo.

    Kiedy rodzice wrocili i zobaczyli martwe dziecko dziadek wyjasnil, ze nie wie co
    sie stalo. "Tylko je przekladalem do lozeczka" Wzial drugie dziecko aby
    zademonstrowac, ze nic takiego nie zrobil i jak tylko podniosl drugie dziecko
    tez za glowke to i to zwiotczalo i zmarlo.
  • 08.02.08, 18:44
    Wielu ludzi kupowalo mieso od kobiety chodzacej od drzwi do drzwi. Zwlaszcza
    watrobka robila wrazenie, bo byla zawsze smaczna i swieza.
    Kobieta starala sie odwiedzic swoich starych klientow przynajmniej raz na
    tydzien, a miesny interes szedl bo bylo sporo taniej niz w sklepie.

    Dopiero po latach wyszlo na jaw, ze miesa i podroby pochodzily z fermy hodowli
    zwierzat futerkowych a konkretnie z nutrii.
  • 08.02.08, 18:49
    Kolega kupil sobie stary dom pod miastem, taki do remontu.
    Kiedy usunal tynk na poddaszu, aby zbudowac obszerniejsza sypialnie to jego
    oczom ukazal sie caly arsenal:
    Bron krotka i dluga, skrzynki z amunicja. Wszystko to bylo bardzo stare.

    Niektorzy mowia, ze zle zrobil bo zglosil znalezisko na policje a mogl sobie
    postrzelac. Tak czy inaczej, znaleziona amunicje powiazano z Nowotka, ktory
    kiedys mieszkal w tym domu.

    Jak wiadomo Nowotko byl dzialaczem ruchu robotniczego i jak widac nie byl to
    ruch pokojowy.
  • 08.02.08, 19:16
    Mlody, bogaty i przystojny prawnik majacy swoja kancelarie i zatrudniajacy
    dziesiatki osob zostal zlapany za podgladanie swoich pracownikow w toalecie.
    Ukryta kamera byla zainstalowana tuz nad podloga i w zasadzie nie pozwalala na
    indentyfikacje osob a raczej koncentrowala sie na czesciach dolnych tych osob.
    Obraz na zywo byl przesylany do laptopa owega prawnika.

    Kiedy sprawa wyszla na jaw to najbardziej dziwily sie podgladane kobiety, z
    ktorych wiele oswiadczylo, ze uwagi na zamoznosc i urode prawnika to pokazalyby
    mu wszystko zupelnie dobrowolnie i na ochotnika.

    Nie wiadomo dlaczego prawnik wybral taka droge, ktora w koncu doprowadzila go do
    wiezienia. Sam tez nie umial tego wytlumaczyc.
  • 08.02.08, 19:46
    A oto historia pewnego lekarza z USA, pokazana kiedys jako reportaz w TV. Wlos
    sie troche jezy na glowie do czego to moga doprowadzic czlowieka zle maniery.

    40-letni lekarz skorzystal z oferty pracy i osiedlil sie w malej miejscowosci
    wiejskiej (USA oczywiscie). Niestety na skutek zbyt obcesowego sposobu zwracania
    sie do innych nie byl specjalnie przez nikogo lubiany. Choc lekarzem byl dobrym,
    tyle, ze troche aroganckim.
    Do tego poprzedni lekarz, ktory niby mial zwolnic sie i przejsc na emeryture
    nagle wyrazil chec powrotu i wytworzyl sie silny antagonizm miedzy lekarzami co
    doprowadzilo do niszczacych plotek, ze nowy lekarz chce grac boga przed pacjentami.

    Na katastrofe nie trzeba bylo dlugo czekac.
    Kiedys jeden z umierajacych na raka pacjentow otrzymal od naszego lekarza
    zastrzyk znieczulajacy i po kilku kolejnych godzinach zmarl. I tak zaczal sie
    koszmar doktora.

    Lekarz zostal oskarzony o morderstwo zgloszone przez syna owego pana, ktory byl
    waznym miejscowym biznesmenem.
    Ow biznesmen oswiadczyl, ze lek przeciwbolowy zostal podany ukradkiem, ze lekarz
    najpierw sie czujnie rozejrzal dokola i dopiero pozniej wstrzyknal i na tej
    podstawie swiadek wywnioskowal, ze byla to eutanazja.

    Wydawalo sie, ze sprawa w ogole nie wejdzie do prokuratury, bo przeciez lekarze
    czesto podaja leki znieczulajace chorym na raka a tu nie wchodzila w gre nawet
    wysoka dawka leku. Morfina byc moze troche to skraca zycie tych chorych, ale za
    to dodaje komfortu do ostatnich chwil zycia. (Morfina to standard i rutyna u
    chorych na raka, zwlaszcza jezeli rak jest nieuleczalny. )

    Ale prokuratura postawila jednak lekarzowi oskarzenia.
    Potem zebrano lawe przysieglych z lokalnej ludnosci. Na procesie oczywiscie
    wypowiadali sie inny lekarze tlumaczac co i jak, ze przestepstwa nie bylo. Lawa
    przysieglych wbrew dowodom uznala, ze doktor jest winny i sedzia wydal wyrok
    dozywocia.

    Potem zastanawiano sie co poszlo nie tak w tym procesie.
    Nie doceniono wplywu i lokalnego autorytetu jakim cieszyl sie lokalny bonzo, ow
    biznesmen, ktory oskarzyl doktora. Prosci ludzie, farmerzy bardziej uwierzyli
    swojemu niz jakims tam ekspertom, ktorzy w ich mniemaniu nalezeli do tej samej
    sitwy co oskarzony lekarz.

    Lekarz przesiedzial w wiezieniu federalnym prawie rok, zanim ktos we wladzach
    stanowych nie dopatrzyl sie jednak zupelnego bezsensu w wydanym wyroku. Wyrok
    zostal anulowany, lekarz otrzymal cos ponad $100000 odszkodowania i zwolniony.
    Warto dodac, ze tuz po procesie na lekarzy w calych Stanach padl strach. Ilosci
    srodkow przeciwbolowych uzyta u chorych na raka spadla w calym kraju, poniewaz
    lekarze obawiali sie, ze oskarzen moze byc wiecej. Chorzy umierali w ogromnym
    bolu, bo lekarze bali sie znieczulac. Po anulowaniu procesu oczywiscie wrocono
    do poprzednich praktyk.

    Co do glownego oskarzonego to okazalo sie, ze jego opinia zostala na tyle
    skazona procesem, ze nikt juz nigdy nie przyjal go do pracy na pozycji lekarza.
    On ukradl, czy jemu ukradli, w kazdym razie byl zamieszany w kradziez zegarka.
    Musial wiec, kiedy skonczyly mu sie pieniadze przyjac inna prace i reporter
    podal, ze doktor zatrudnil sie w jakims supermarkiecie przy ukladaniu owocow na
    polkach.

    Czyli warto byc milym z tego wniosek :)
  • Gość: tu IP: 61.17.77.* 10.11.09, 13:27
    Ja slyszalam inna wersje tej legendy. Ojciec robi "samolocik" dziecku, trzymajac
    je za rece i krecac sie dookola i wyrywa mu raczki ze stawow. Pozniej chce
    pokazac na drugim dzieku co zrobil i dzieje sie to samo. Babcia mi to opowiadala
    jak bylam mala.

    Opowiadala mi tez o facecie, ktory nigdy nie ukladal porzadnie kapci przed
    pojsciem spac. Pewnego dnia nocowal w hotelu, postanowil ulozyc kapcie i
    zauwazyl ze pod lozkiem jest wlamywacz. Zawiadomil policje i okazalo sie ze
    porzadne ukladanie kapci mu uratowalo zycie:) Po tej opowiesci juz nigdy nie
    zajrzalam pod lozko bo sie balam ze tam ktos sie chowa.
  • Gość: marek IP: *.chello.pl 02.10.05, 18:21
    Historia nr 1 to naprawdę URBAN legend:
    dawno temu w Warszawie była wydawana popołudniówka Express Wieczorny. W soboty
    (a były to jeszcze czasy 6-dniowego tygodnia pracy) dla rozrywki był dodatek
    KULISY. W tym dodatku na ostatniej stronie 1/3 - 1/2 od dołu zajmował felieton
    autorstwa red. Jerzego URBANA pseudonim KIBIC. I właśnie tam 30 - 35 lat temu
    przeczytałem tę mrożącą krew w żyłach (albo co innego gdzie indziej) opowieść.
  • 02.10.05, 19:15
    opowiedzianą wcześniej anegdotkę ("Oparl sie wiec rekami o slup energetyczny, a jakis inny niezorientowany podbiegl i mu kijem rece polamal, bo myslal, ze tamtego prad trzepie...") znam w bardziej rozbudowanej wersji.
    A było to tak:
    Dwóch fachowców montowało lampę na suficie. Temu na drabinie wpadł do gumiaka pet,więc zaczął trzepać kończyną.Ten na dole święcie przekonany,że to skutki porażenia prądem próbował przerwac obwód za pomocą drewnianego drąga - skutek - połamane rączki niefortunnego palacza.
    Ale to nie koniec : sanitariusze niosący go po schodach tak się śmiali,że zrzucili go z noszy,co skończyło się połamaniem nóg.
    Boję się pomyśleć co śmiejąc się może zrobić ortopeda,który będzie go składał w następnej wersji.
  • Gość: whatever IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 11:34
    ta historia o PGR u mnie tez krazyla. co ciekawsze,moja tesciowa sie zastrzega
    ze to prawda, bo byla na tym przedstawieniu,jak ktos krzyknal "PGR Markówka":))))
  • 24.05.07, 16:01
    Heh, z tym przedstawieniem też to znam, tylko tam z kolei nie byli to rolnicy z
    PGRu, tylko klerycy z seminarium :> I opowiadał o tym mi i znajomym ksiądz,
    który ponoć był kolegą z roku tych delikwentów :)
  • 08.07.13, 21:56
    > Pod nieobecnośc rodziców kilkunastolatek (ale taki bliżej 19-tu niż 11-tu lat)
    > zaprosił do domu kolegów na alkohol. Koledzy przyszli, popili zdrowo i ułożyli
    > się do snu gdzie kto mógł. W nocy jeden z nich poczuł pragnienie, więc wstał i
    > udał się do lodówki. Zauważył ciemną ciecz w słoiku, ucieszył się z takiej
    > porcji soku z czarnej porzeczki, wypił i znów położył się spać. Rano usłyszał,
    > jak gospodarz krzyczy na cały dom: "K...wa, kto wypił krew na czerninę?!"

    Mój ojciec po ciemku poszedł do kuchni i wymacał butelkę z etykietką z jabłkami. Walnął duszkiem i zaraz pobiegł wymiotować, bo to był ocet jabłkowy.
    Komentarz matki - żebyś raz mnie posłuchał i do szklanki sobie nalał, tobyś ten smród octu poczuł i nie pił...
    Najlepsze, że musiał jej ten ocet odkupić, bo w ferworze obrzydzenia (przeterminowane!) wylał cały do zlewu.

    --
    "Informowanie świata, że ma się sprawne narządy płciowe - niektórzy tylko tym mogą się pochwalić, nie odbieraj im tego" by crises
    Z życia małżeństwa mieszanego
  • Gość: cc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.05, 22:01
    słyszałem od studentki z AE z Poznania (10 lat temu).
    Druga historia o tym samym murzynie była, że niby chciał kupić kurę w mięsnym i
    powiedział oczywiście k..wę prosię.
  • Gość: Atlantis IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.06, 13:52
    To było juakoś tak, że koleś chciał wyczyścić spodnie za pomocą benzyny, a że mu
    się spieszyło, to mocno pocierał i od tarcia się benzyna zapaliła. :P Genialny
    motyw ze Sposoby na Alcybniadesa - ROTFLowałem ogladajac tę scenę w filmie. :P
  • Gość: bartsimpson IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.04.07, 14:33
    I tu muszę dopisać coś od siebie. Moja mamuśka tak niestety kiedyś zrobiła -
    czyściła spodnie po malowaniu benzyną a potem płukała w miednicy w wannie.
    Piecyk gazowy więc jak go odpaliła to buchnęło od oparów. Skończyło się na
    szczęście opalonymi brwiami i totalnie stopioną miednicą. :))
  • Gość: ISM Wroclaw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 14:31
    To jest opowiesc studencka - o dr Kotasie z Uniwerku Wroclawskiego, sam mialem
    przyjemnosc miec zajecia z nim.
  • Gość: helter IP: *.pl / *.lublin.enterpol.pl 01.10.05, 20:13
    tak on był Choj a jego żona Piozda
  • 13.02.07, 19:53
    Pezda - dość popularne nazwisko na Podkarpaciu :)
    --
    MSPANC (Mogłam Się Powstrzymać Ale Nie Chciałam) ¬_¬
    ♥Olguś♥ #Linux power#
    "Żeby mężczyzna "zrobił coś sam z siebie" trzeba mu przedstawić pisemną listę
    czynności do spontanicznego wykonania."Azbest
  • Gość: Xarth IP: 212.160.172.* 05.09.08, 15:41
    Pan Zbigniew Kotas jest (był? - bo to było ładne kilka lat temu) dyrektorem
    naświetlarni w Wawie, na tyłach hotelu forum (ulica równoległa do
    Marszałkowskiej, za cholere nie pamiętam jak się nazywa). A przy tym jak
    kontrahent szukał dyrektora Choja byłem osobiście.
    Tego czy ów kontrahent zrobił to specjalnie, znając ten micik, czy też
    nieświadomie - nie podejmuję się zgadywać :)
  • Gość: Ania IP: *.chello.pl 04.10.08, 20:00
    W Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu i na Uniwerku Wrocławskim wykłada
    prof. Kotas :)
  • 30.09.05, 09:08
    Stara opowieść o studentce, która zapytała prowadzącego zajęcia, dlaczego demonstrowana maszyna tak buczy, i uzyskała odpowiedź "gdyby pani miała 50 okresów na minutę, też by pani buczała"

    Pamiętam, że usiłowała to wmówić naszej klasie w liceum nauczycielka fizyki, jako autentyk ze swoich studiów.

    No i inny "autentyk", kilkakrotnie już słyszałem to od różnych nauczycieli, oczywiście każdy twierddził, że jemu to się przydarzyło. Do szkoły dzwoni uczeń, aby podszywając się pod swojego ojca usprawiedliwić nieobecność, a na pytanie "kto mówi" odpowiada "mój tata".
  • Gość: agn IP: *.acn.waw.pl 30.09.05, 14:10
    bylo chyba w "chlopaki nie placza", ja wczesniej slyszalam od kolegi w
    wersji "kumplowi mojego kumpla sie stalo"

    para wyjechala do cieplych krajow, zatrzymali sie w hotelu
    pewnego dnia okradziono im pokoj (podczas ich nieobecnosci), zostaly tylko
    szczoteczki do zebow i aparat fotograficzny
    zmartwili sie ale spedzili jakos reszte urlopu radzac sobie z tym co mieli
    po powrocie z wakacji wywolali zdjecia a na jednym z nich 2 murzynow wsadzalo
    sobie w tylek ich szczoteczki do zebow :(
  • 30.09.05, 14:43
    U.L., którą słyszę od dzieciństwa:
    Przyjęcie rodzinne, wszyscy piją, kilkuletni synek zaś chodzi i spija resztki z
    kieliszków. Po imprezie rodzina wraca do domu samochodem, zatrzymuje ich
    milicjant (stara ta opowieść) i każe kierowcy dmuchać w balonik. Balonik
    wykazuje, ze pan jest po spożyciu, pan wmawia władzy, że ma zepsute baloniki i
    każe dać dziecku do dmuchnięcia. Ten sam efekt, rodzina odjeżdża bez
    konsekwencji.
    --
    On sait que le temps c'est comme le vent!
    Jestem w Finlandii
  • Gość: jrat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 19:09
    panowie remontowali strych u kolegi kolegi mojego kolegi i podczas przerwy zrobili sobie wycieczkę do piwnicy, wyczili gąsior (taki do wina) i oczywiście zakład o dwa piwka- komu sie zmieszczą jaja w szyjce od gąsiora. historia kończy sie jak koleś wchodzi na izbe przyjec z gąsiorem między nogami
  • Gość: chybil IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.05, 19:20
    facet chce się zabić ale ze jest strasznym nieudacznikiem (dlatego sie zabija) postanawia sie dobrze przygotowac aby udalo się na 100%. staje na skarpie nad morzem z kamieniem przywiazanym do szyi. połyka trucizne, skacze i dla pewnosci w locie usiłuje strzelić sobie w głowe. oczywiście pudłuje strzelając w linę co uwalnia go od kamienia, słona woda w morzu powoduje wymioty więc trucizna nie zadziałała. Po jakimś czasie wyławiają go rybacy i transportują do szpitala gdzie.... umiera z wychłodzenia.
  • 30.09.05, 20:07
    Aż dziwne, że nikt nie wspomniał tej historyjki, a słyszałem ją kilkanaście razy:
    Jesień, goście jadą do kumpla w góry nazbierać grzybków halucynogennych.
    Zbierają, potem robią z nich pizze. Zostaje im kawałek, leżą naćpani i
    przychodzi głodny ojciec gospodarza. Zjada pizze i rano wszyscy wstają bo
    rzeczony ojciec, również naćpany odśnieża trawe przed domem. :D
  • Gość: k IP: *.adsl.anteldata.net.uy 30.09.05, 23:41
    Ja slyszalam, ze to by bigos, a ojciez zobaczyl Matke Boska. Najfajniejsze, ze
    opowiadalam to mojej znajomej z Wloch, a ona mowi, ze to nie byl bigos, tylko
    fritatta, a reszta ta sama: Matka Boska itp.
    Te UL to woole miedzynaradowe sa. Np, czarna wolga. Czarnym wozem straszyli
    sie jako dzieci moi znajomi z Argentyny, ze niby zabiera dzieci i jakis zly pan
    wycina im organy
  • Gość: krzychu IP: *.zab.nat.hnet.pl 01.10.05, 09:11
    hehe, wersje z odsniezaniem tez znam, ale ja slyszlalem ze znajomy znajomego
    wraz z kumplem zrobili sobie w domu pod nieobecnosc starych pizze z grzybkami,
    ale musieli pojsc po cos do sklepu, wiec chwilowo nie bylo nikogo w domu, w
    miedzyczasie jak tamci sa w sklepie przychodzi ojciec do domu, patrzy - zona
    zrobila mu pizze, no wiec szybko do mikrofali i konsumuje, a skutek jest taki
    ze potem lowi ryby na balkonie z 4tego pietra :)
  • Gość: rzarufka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.05, 21:21
    Wersja kolejna: ojciec wziął krzyż ze ściany i demony z wersalki wyganiał!
  • Gość: :P IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 21:18
    podobno przeżył
  • 01.10.05, 09:49
    1000 cykli na sekunde
    --
    Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że trzeba
    pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
  • Gość: kgsz IP: *.eris.rpg.pl / *.eris.rpg.pl 03.10.05, 09:42
    ...okresów na _sekundę_.
    To hertze.
  • Gość: bΞLLiCoﻜΞ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 20:12
    1. Kumpel kumpla kumpla siedzi w saunie z osiedlowym dilerem narkotykow.
    Zaopatruje sie u niego w trawe, zaczyna palic. Po chwili rozczarowany narzeka że
    towar zbyt słaby i zaczyna sie kłócic z dilerem o zwrot pieniędzy. Diler bierze
    kasę i zwiewa swoim beemwu, kolega w reczniku wsiada w taksowke i kaze sledzic
    samochod dilera. Krąża po miescie po czym wyjezdzaja poza nie. Jezdza tak dlugo,
    że wkurzony taksówkarz każe gosciowi w reczniku wypieprzac z samochodu i
    zostawia go w lesie. Robi sie ciemno, zimno, dodatkowo koledze zachciewa sie
    sikać. Staje pod drzewemi zaczyna sie wypróżniać aż nagle ktoś go szarpie za
    ramię krzycząc "w saunie się nie leje!!".

    2. Kolega kolegi kolegi na imprezie do laski:
    - "Pij, pij będziesz łatwiejsza"
    - "Ja już jestem łatwa, to ty jesteś dupa"
  • Gość: iza IP: *.net-82-216-210.lyon.rev.numericable.fr 30.09.05, 20:12
    robilam kiedys na zaliczenie na asp w poznaniu instalacje... w skrocie mialy
    tam wystepowac nadmuchane balony, krore nastepnie byly przekuwane i wysypywaly
    sie z nich piora.. podczas przygotowan stwierdzilam ze nie da sie wepchnac pior
    do balona, bo dziory robia sie jeszcze przed nadmuchaniem... z kolezanka
    stwierdzilysmy, ze tu moga pomoc jedynie prezerwatywy... zeszlam wiec do kiosku
    i kupilam kilka sztuk... z prezerwatywami udalo sie osiagnac zamierzony efekt.
    zeszlam wiec na dol i mowie do pani ze poprosze jeszcze 10 prezerwatyw.. ona
    byla niezwykle zaciekawiona. podajac je mowi: ale pani chlopak ma
    temperament... ja na to odparlam: a, nie nie.. to do pracy...
  • Gość: adasko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 21:16
    A propo 'gumek' znajomy pływa na żaglówkach regatowo. Do stawiania spinakera,
    czyli wielkiego kolorowego żagla z przodku używa się właśnie gumek z odciętym
    zbiorniczkiem. Kiedyś dla draki poprosił dzieciaki z klubu -wiek 11-13 ,
    chłopiec i dziewczynka by mu poszli do kiosku i kupili takowe 'gumki do spinania
    żagla'(dzieci nie wiedziały do czego to służy). Podchodzą i chłopiec prosi o 100
    sztuk(początek lat 90 tych króluje stomil w pojedyńczych opakowaniach) na co
    koleżanka słuchaj stówa może nie starczyć weź 150!
  • 01.10.05, 22:55
    Rewelacja:)))
  • Gość: :P IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 21:27
    Osoby:
    Energiczny Chłopczyk - dziecina dynamiczna, nadmiernie przedsiębiorcza.
    Zrezygnowana Mamusia - posiadaczka synka i obfitych zakupów.
    Nobliwa Staruszka - przedstojąca mamusi w kolejce do kasy.
    Wymalowana Blondyna - przedstojąca Nobliwej Staruszki, model "tipsy,
    tapeta i woda utleniona".
    Miejsce i czas akcji: Znany Supermarket, godziny wieczorne.
    Energiczny Chłopczyk biega
    Zrezygnowana Mamusia: Nie biegaj.
    Energiczny Chłopczyk biega dalej
    Zrezygnowana Mamusia: Nie biegaj. Proszę.
    Energiczny Chłopczyk biega dalej
    Zrezygnowana Mamusia: Natychmiast przestań biegać
    Energiczny Chłopczyk biega dalej
    Nobliwa Staruszka życzliwie, z promiennym usmiechem: Ach, zupełnie jak
    mój prawnuczek. Niech się pani nie denerwuje. Dziecko ma dosyć zakupów.
    Ja zreszta też.
    Zrezygnowana Mamusia z nieskrywaną ulgą: Tak, ja też.
    Wymalowana Blondyna: O tej godzinie bachory to już powinny
    być w łóżkach!
    Nobliwa Staruszka: A ku.. w pracy!
  • 01.10.05, 00:13
    Sasiedzi/znajomi/... urzadzili przyjecie-maskarade (w wersji am. Haloween
    party). Zona zle sie czula, wiec powiedziala mezowi aby sam poszedl, a sama sie
    polozyla spac. Po dwoch/trzech godzinach obudzila sie, calkiem dobrze sie
    czujac, wiec sie przebrala i poszla na owo przyjecie. Wsrod gosci zobaczyla
    meza, i zaczela z nim flirtowac jak z nieznajomym. Maz zachowuje sie jakby jej
    nie poznal, i bardzo mocno odpowiada na flirt. Kobieta wsciekla na meza,
    postanawia go urzadzic, i szybko przechodzi do erotycznej propozycji, proszac
    jednak aby nadal byli w przebraniach, bo to ja podnieca. Facet zgadza sie, i po
    chwili laduja w jakim pustym pokoju, i dalej.... Po wszystkim kobieta wraca do
    domu, i szykuje sie do awantury/rozwodu/wyrzucenia meza na bruk. Po jakims
    czasie wraca maz w bardzo dobrym humorze. Pyta sie go dlaczego jest tak
    zadowolony, a on na to, ze nie bardzo mial ochote na zabawe, wiec poszedl
    jeszcze z paroma goscmi do garazu grac w pokera, i troche wygral. Konczy swoja
    opowiesc, ze przebranie na zabawe oddal bratu/koledze i ten dobrze sie bawil bo
    poznal jakas laske ktora na niego tak leciala, ze ja przelecial jeszcze na
    przyjeciu.
    Opowiec te slyszalem zarowno w wersji polskiej i amerykanskiej.
  • 01.10.05, 01:39
    Diabeł w postaci mezczyzny ubrany caly na czarno jezdzacy czarnym samochodem
    pytajacy sie nienzajomych przechodniow o okreslonej porze: "Ktora godzina?".
    Jesli sie odpowiedzialo - umieralo sie w ciagu nastepnego
    dnia/tygodnia/miesiaca. Poprawna odpowiedz na pytanie powinna brzmiec "Moja
    wieczna a twoja ostatnia" :).
  • Gość: Magda IP: 217.153.47.* 01.10.05, 03:10
    Na wsi u mojej babci był proboszcz, który strasznie ganiał pijaków.
    Pewnego dnia po głównej drodze, która oddzielała plebanię od kościoła szedł
    sobie zataczając się jakiś pijak. Ksiądz proboszcz stanąwszy przy furtce
    zakrzyknał gromkim głosem :
    - a cóż to za pijane bydle idzie !!!!
    - co qrwa swojego parafianina nie poznajesz ?? To ja Jasio Mączka ze Zdżar
  • Gość: Magda IP: 217.153.47.* 01.10.05, 03:29
    I też u mojej babci na wsi.
    Sasiadowi nie wyszedł bimber. Zacier wyrzucił do ogródka - jak to na wsi by się
    nie zmarnowało do końca. Za kilka godzin całe ptactwo domowe padło pokotem.
    Sadzono, że to jakaś niesamowita choroba ( o ptasiej grypie nikt wtedy nie
    słyszał). Ptactwo zebrano na małą przyczepkę i wezwano nawet weterynarza, gdy
    jedna z padłych kur nagle otworzyła oko podniosła łepek i wydała z siebie
    przeciągłe : koooooo???? Okazało się, że wszyskie stworzonka są w upojeniu
    alkoholowym. Po kilku godzinach podniosły się i łaziły zataczając sie po
    podwórku.
    Drugą historię zasłyszałam - jest jednak jak najbardziej autentyczna. Też ze
    wsi.
    Jeden chłop przyłapał sąsiada w łóżku ze swoją żoną. Wyprowadził go na podwórko
    przywiązał do drzewa i ściągnął gacie. Następnie wypuścił z obory cielę. Cielę -
    jak to cielę oczywiście było głodne. Podeszło do interesu sąsiada i zaczęło go
    ssać. Musicie przy tym wiedzieć, że cięlę gdy ssie wymię odruchowo uderza w
    wymię krowy łepkiem - by mleko się lepiej wydzielało. Oczywiście to cielę nie
    było inne. Amator cudzych żon tak się przy tym darł, że pół wsi się zbiegło :)))
  • 01.10.05, 09:00
    to jeszcze o Jasku Himmilsbachu...

    Siedzieli sobie z kumplami w jakiejs jadlodajni i jak to przy wodce wpadli na
    wesoly pomysl na zart. Zaproponowali Jasiowi zeby wyzwal siedzaca obok kobiete
    od K...y za 'flaszkie'. Jas po kilku namowach i rechocie kolegow wstal i
    wychrypial babce wyzwisko na co ta splonela czerwienia. Koledzy weseli a Jasiek
    z flaszka siedzie. Mysli, mysli, po chwili wstaje i wali na caly glos: "Nie! To
    wy jestescie k..." kieruje palec na kobiete "A ty jestes ksiezniczka!"

    a jesli chodzi o maluchy i ich tatusiow, oto autentyk z mojego miasta:

    widze idzie sobie rodzinka w sile trojga. Tata, mama i syneczek ciagniety na
    saneczkach. Malec wierzga, skacze po tych sankach, generalnie jak moze to
    utrudnia. A, ze dzieje sie to na terenie plaskim to tacie ciezko ciagnac. Widze
    jak wzbiera w nim zlosc, taka rasowa, meska, z poczatku ukrywana i mielona w
    myslach. Wreszcie nie wytrzymuje, odwraca sie do malego, rzuca sznureczek od
    sanek chlopaczkowi i odchodzi szybko z krzykiem "To sobie k....a sam jedz!"...
    Zebyscie widzieli mine tego smyka na sankach... Nawet nie zaplakal taki byl
    zdziwiony...

    W ogole z maluchami jest wesolo. Dwoch takich mam w bloku. Jeden ze 3, drugi
    moze 5 lat. Opiekuja sie soba i jest fajnie. I maja chyba ze soba uklad, ze
    starszy rozkazuje. W kazdym razie, maszeruja obaj. Nagle temu Sstarszemu cos
    sie nie spodobalo i jak nie wytnie malemu kopa w rzyc! Oniemialem. Maly zaczal
    plakac, ten starszy stanal nad niem i mowi: "To za to, ze mnie nie sluchasz!".
    Spstrzegl mnie i zrobilo mu sie chyba glupio bo zlapal Malca i "Chodz, zawiaze
    Ci bucika.." na co ten mniejszy bez skrepowania placzac sypnal "spier...j"....
    Oniemialem po raz drugi. ;)
  • 01.10.05, 09:12
    a najlepsze są takie "legendy" opowiadane niby jako poważne historie, a na
    końcu wiadomo ze to kawał:

    Pożar w akademiku. Zajęło sie pierwsze pietro, nie można przejść, trzeba skakac
    z drugiego. No i studenci, którzy już się uratowali latają z kocem pod oknami i
    krzyczą, zeby skakać. Koce grube, więc moze wytrzymają. Skacze jedna laska,
    uratowała się. skacze koleś, uratowali go. A tu w pewnym momencie skacze Murzyn
    z jakiejś wymianny akademickiej. Chłopaki się z kocem odsuwają i krzyczą: "Ale
    spalonych nam nie rzucajcie!"

    Maxymalny efekt otrzymujemy opowiadając to wszystko z megapowagą.

    A teraz autentyk, przydarzyło mi się to osobiści:

    W poznaniu akademiki Jagienka, Zbyszko (Uniwersytet) stoją obok akademików
    Akademii Rolniczej. Zeby szybciej się dostać z przystanku tramwajowego trzeba
    wspiąc się na bardzo stromą górkę, na której owe akademiki stoją. No i wspinam
    się pewnego zimowego wieczoru, ciemno ze oko wykol, a na szczycie pagórka stoi
    trzech kolesi. Mówię: Stop! Uniwersytet czy Akademia Rolnicza?
    Ja: Uniwersytet!
    Oni: Możesz iść!

    Potem sie okazało, że gość z AR zrzucali na sam dół.

    Dodam, że było wtdy pełno sniegu i warunki jak w Alpach.
    --
    Prawdziwy przyjaciel wbije ci nóż w pierś.

    O. Wilde
  • Gość: Atlantis IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.06, 14:19
    Ja kiedyś w LO chodze do kibla, było to na początku roku i byłem w drugiej
    klasie. Słyszę tekst:

    - Kot?
    - Stój! Druga klasa! :D