Dodaj do ulubionych

Panie z dziekanatu

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.05, 21:56
Macie jakies przygody zwiazane z paniami z dziekanatu? Ja nagminnie jestem przez nei opierniczana, za wszystko, nawet ostatnio za to, ze jaskarwo czerwona bluzka nie przystoi studentowi pewnej lubelskiej uczelni
Edytor zaawansowany
  • 10.12.05, 22:20
    ;o)u nas na ucze;lni zamykaja dziekanat punkt 13-ta. ja niestety baaaaaaardzo
    potrzebowalam indeksu-syt. tuz po wakacjach,-do podpisania praktyk w terminie.
    niestety, dziekanat byl zamkniety. cale szczescie kluczyk byl na zewnatrz. w
    zwiazku z tym,. zdesperowana 2 czy 3 minuty po otworzylam dziekanat! ja to mam
    tupet. wchodze, a tam panie przy herbatce gaworzą! zaniemialy, patrza na mnie
    jak na ufo. hehe niespodziewaly sie nadgorliwego studenta. ja oczywiscie
    traktuje je z najwyzsza czcia, zaczynam sie korzyc: ze ja musialam, ze
    koniecznie mi jest to potrzebne, ze najmocniej przepraszam itd. po paru minut
    ponizania sie i opierniczania przez panie z dziekanatu, otrzymalam indeks. UFF!
    CEL OSIAGNIETY. bylo ciezko, ale dostalam to co chcialam.
  • 10.12.05, 22:25
    u mnie na uczelni panie z dziekanatu po prostu gardza studentami. Na ogol jak ide po cos np po indeks alboe podbicie legitymacji albo po cos to mnie wypraszja bo jedza, tekst jest na ogol taki" czy Ci studenci oczu nie maja i za grosz kultury, nie widzi Pani, ze jeeeeeem"? ja na ogol przepraszam i wychodze
  • Gość: abc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.06, 13:47
    Pracowałam w dziekanacie, ale byłam zbyt miła dla studentów i wiekowe Panie,
    które już dawno powinny być na emeryturze, a pracuja do dzisiaj na jakiś
    ćwiartkach czy ósemkach etatu wygryzły mnie.
  • Gość: mango IP: *.rol.ar.krakow.pl 06.01.06, 08:39
    przychodzi do lekarza baba ze studentem w dupie.
    - co pani jest-pyta lekarz
    -pani z dziekanatu
  • 06.01.06, 12:17
    Z czasów studenckich to pamiętam, że przygotowaliśmy dla pań z dziekanatu
    komputerowo drukowane plany zajęć - nie mogliśmy patrzeć jak się męczą z tymi
    ekierkami malując wszystko ręcznie. Od tego czasu dziekanat stał zawsze dla nas
    otworem :)

    ma charakter a ja lubię jej zdjęcia
  • 10.12.05, 22:31
    SAM do dziekanatu mozna wejsc tylko pojedynczo mimo iz siedza tam 4 baby, jak
    wejdzie wiecej niz 1 osoba to.. matko kochana, masakra. Ale jakie sie fajnie
    stoi w kolejce heh poezja..;)
  • Gość: Gość11 IP: 148.81.190.* 13.12.05, 11:13
    A u mnie było tak: widzę, że w jednym pokoju siedzą 4 "prasowniczki" dziekanatu.
    Jedna "opiekuje" się stusenyami z matematyki, druga biologii... Weszłam po
    podbicie legitymacji i od drzwi słyszę
    !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Na to łagodnie i spokojnie odopwiadam: ale ja z fizyki jestem.
    Cisza i wszystkie 4 panie przepraszają, że pani Zosi nie ma, ale one chętnie mi
    pomogą. A dlaczego tak było? Bo Pani Zosia zawsze ze studentami bardzo dobrze
    żyła i koleżanki nauczyła, że jak ktoś z fizyki, to kulturalnie do niego!!!!
  • Gość: fizyk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.05, 17:44
    czyżbyś była z Torunia ( tylko ta druga była od chemików, a nie biologów). pozdro!
  • 06.01.06, 07:50
    Ooo... miłe zaskoczenie, że fizyków traktuje się dobrze nie tylko na mojej Alma
    Mater (fizyka na AGH). Wszyscy zawsze narzekali i opowiadali niestworzone
    historie o paniach z dziekanatu, a my mieliśmy spokój i wszystko można było
    załatwić z naszym dziekanatem...
    --
    Podcasting
  • 06.01.06, 16:42
    Panie z Dziekanatu...1)tuz po rozpoczeciu studiow powinien pojawic sie przedmiot
    ,,Przysposobienie do Pani z Dziekanatu w aspekcie studenckiego zycia
    2)P.z Dziekanatu zwykla mi powtarzac,,Pani znow tutaj...-co dziwnym bylo bo w
    dziekanacie bywalam w celu podbicia,odbicia i oddania,co wyznaczalo srednia 4
    razy w roku
    3)w naszym DZiekanacie odbywal sie tak zwany ruch jednoosobowy(1 osoba w
    dziekanacie ,reszta czeka)co wywolywalo liczne awantury,gdyz niewielu studentow
    potrafilo przewidziec czy Ktos tam w srodku jest czy tez nie...
  • Gość: Sunais IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.05, 23:00
    Przychodzi baba do lekarza ze studentem w d..pie.
    - Co pani jest? - pyta lekarz.
    - Dziekanat!
  • Gość: Biolog IP: *.hsd1.tx.comcast.net 11.12.05, 00:55
    Pozwole sobie wkleic super tekst.
    W skomplikowanych, hierarchicznych strukturach administracyjnych wyższych
    uczelni łatwo się zgubić. Jeśli chcemy coś załatwić - warto wiedzieć, co kto
    może.



    REKTOR

    Przeskakuje najwyższe budynki za jednym zamachem. Jest silniejszy od lokomotywy
    i szybszy od pocisku. Chodzi po wodzie. Rozmawia z Bogiem.


    PROREKTOR

    Przeskakuje niskie budynki za jednym zamachem. Jest silniejszy od lokomotywy
    parowej. Czasami dogania pocisk. Chodzi po wodzie, gdy morze jest spokojne.
    Rozmawia z Bogiem, jeżeli otrzyma specjalne pozwolenie.


    DZIEKAN

    Przeskakuje niskie budynki z rozbiegu i o tyczce. Jest prawie tak silny jak
    lokomotywa parowa. Potrafi strzelać z pistoletu. Chodzi po wodzie na krytym
    basenie. Czasami Bóg zwraca się do niego.


    PRODZIEKAN

    Ledwo przeskakuje budkę portiera. Przegrywa z lokomotywą. Czasami może trzymać
    broń bez obawy o samookaleczenie. Bardzo dobrze pływa. Rozmawia ze zwierzętami.


    PROFESOR

    Obija się o ściany próbując przeskoczyć jakikolwiek budynek. Może zostać
    przejechany przez lokomotywę. Nie dostaje amunicji. Pływa pieskiem. Mówi do
    ścian.


    DOKTOR

    Wbiega do budynków. Nie wytrzymuje konfrontacji z ręczną drezyną. Moczy się
    pistoletem na wodę. Utrzymuje się na wodzie tylko dzięki kamizelce ratunkowej.
    Bełkocze do siebie.


    PANI Z DZIEKANATU

    Podnosi budynki i przechodzi pod nimi. Zwala lokomotywę z torów. Łapie pocisk
    zębami i go rozgryza. Zamraża wodę jednym spojrzeniem. Jest Bogiem.
  • Gość: do biolog IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.05, 14:50
    heh :D boskie, naprawde idelanie opisuje tę skomplikowaną strukturę
    hierarchiczną , szkoda że tam na szarym końcu nie umieścili gdzieś studencika...
  • Gość: Grylzdyl Fataan IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.01.06, 20:57
    > zębami i go rozgryza. Zamraża wodę jednym spojrzeniem. Jest Bogiem.

    Na końcu mogłoby być: ,,Czasem rozmawia z rektorem''
  • Gość: zdzisiek IP: 212.160.172.* 06.01.06, 11:39
    He he, świetny tekst i jaki prawdziwy. Jak dawno temu studiwałem na SGH, tak
    właśnie było. Kilometrowe kolejki, stanie z każdym papierkiem (teraz chyyba
    większość jest przez internet), a trzeba było np. składać na początku każdego
    semestru deklaracje podpisane przez wykładowców zajęć na jakie będzie się
    chodzić. Ja to robiłem zwykle tuż przed sesją, co oczywiście było absolutnie
    wykluczone przepisami ;)
    W ogóle miałem skomplikowaną historię studiów, urlopy, skreślenia z listy itp,
    8,5 roku w sumie ;) Szybko zostałem przypisany do okienka specjalnych
    przypadków. Była tam taka groźna Pani X. Na mój widok zawsze się od razu
    marszczyła i dawała tekst "Panie Tomku, i co Pan tym razem zawalił? A w ogóle
    to kiedy się Pan w końcu obroni"? Ale w gruncie rzeczy miała złote serce i po
    początkowym (zwykle zasłużonym) opieprzu załatwiała mi rzeczy niemożliwe,
    kiedyś nawet przy pomocy infromatyka, bo system nie przewidywał niektórych
    przypadków. W ogóle wszystkie panie w naszym dziekanacie były miłe, chociaz
    przypadki typu niemożliwość odnalezienia leżącej na wierzchu teczki rzecz jasna
    się zdarzały.
  • Gość: Kotka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.05, 18:07
    Pracuję w branży związanej z kierunkiem studiów, więc napisałam podanie o
    zwolnienie z praktyk studenckich i załączyłam zaświadczenie o zatrudnieniu.
    Odrzucili i kazali pisać jeszcze raz. Dlaczego? Bo zamiast podania powinno być
    OŚWIADCZENIE. Nie mówiąc już o tym, że aby zaliczyć rok, trzeba oblecieć 3
    biblioteki w mieście i zebrać pieczątki "książki zwrócono". To nic, że
    zapiasana jestem tylko do jednej, a pozostałych dwóch na oczy nie widziałam,
    ale i tak musiałam zdobyć wpis o oddaniu nigdy niewypożyczonych książek!
  • Gość: eDzidek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.05, 13:58
    A ja poprzejściach na pierwszym roku poszedłem po rozum do głowy i zaraz na
    początku drugiego roku udałem się do Dziekanatu z paczuszką kawy i większą
    tabliczką czekolady dla ciężko zapracowanych Pań.. Zostałem przyjęty ze
    zrozumieniem.
    Do końca studiów spotykałem się z życzliwym zainteresowaniem, sympatią i
    uśmiechem. :)

  • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 14.12.05, 16:27
    A...to i tak dobrze ze ci podpisali. Ja kiedys uslyszalam, ze nie podpisza, bo
    nie jestem w rejestrze;)
  • 05.01.06, 20:18
    moze nie z ksiazkami ale mialam cos podobnego z akademikami.
    zrezygnowalam ze studiow i musialam przebrnac przez gory druczkow miedzy innymi
    druczek oznajmiajacy ze nie jestem nic winna akademinom. to mowie ze nie
    mieszkalam w akademiku... ale i tak trzeba zebrac pieczatki.
    pobieglam do pierwszego i sie dowiedzialam ze najpierw musze miec pieczatke z
    akademika A i jak ja bede miec to dopiero dostane pieczatke od nich, potem
    musze isc do akademika C po pieczatke bo nie dostane pieczatki z D. GRRRR!!!!!
    latalam jak glupia miedzy akademikami i mnie malo nie zalala, a jak juz
    zebralam wszystko i pobieglam do dziekanatu... no a jakby inaczej -PRZERWA!
    - - -
    inna swietna sprawa, dwa miesiace po tym jak zalatwilam sprawe z byla uczelnia
    dostala list polecony w ktorym uczelnia upomina sie o zwrot legitymacji o_O
    yyyy... ze jak? oczywiscie zignorowalam to. po jakims niedlugim czasie dostaje
    jeszcze jedno upomnienie, wiec napisalam list ze oddalam, trzy dni pozniej
    znowu list polecony ze NIE oddalam bo nie maja i nie ma druczku ze zwrocono...
    pojechalam, wchodze do dziekanatu, mowie co i jak, i sie dowiaduje ze to bylo
    drobne niedopatrzenie i ze jednak oddalam.... zabic te kobiety to chyba malo!
  • Gość: Asia IP: 157.158.191.* 06.01.06, 10:59
    ja musiałam numer konta (żeby mogli mi przelewać stypednium) musiałam przyniść
    na oficjlanym druku z banku, nie mogła to być kartka napisana przeze mnie
    odręcznie ani nawet wydrukowana!!!! do dziś nie wiem dlaczego, w końcu to mój
    interes żeby ten numer podac im poprawnie.
    Dziekanat u mnie zamyka się o 12:00, pani zamyka drzwi na klucz od środka i
    sobie tam siedzi bez natretnych studnetów do 15:00.
  • Gość: Water Proof IP: *.icpnet.pl 29.05.06, 13:11
    Phi! Żeby móc się bronić, trzeba oblecieć wszystkie zakłady wydziału, Bibliotekę
    Wydziałową, Uniwersytecką, Wydziału Chemii, Studium Językow Obcych i Ogród
    Botaniczny :) Moi rodzice musieli jeszcze odwiedzić bibioteki PP i AR :)
  • Gość: Karola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.05, 18:22
    mam pytanie czy ta lubelska uczelnia to może KUL bo tam pani są "wyjątkowe
    uprzejme i przyjaźnie nastawione do studenta"
  • Gość: dziadek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.05, 18:56
    Kwiecień 1968. Wchodzę do dzieknatu a tam siedem niewiast mierzy mnie
    bazyliszkowym wzrokiem. Niezręczna chwila ciszy i dociera do mnie groźny głos
    damski: Czy towarzysz student nie widzi, że mamy naradę POP ? (wyjaśnienie dla
    młodzieży - Podstawowa Organizacja Partyjna - tak, pisane wielką literą, bo
    Partia była wtedy wielka.)
    Ja na to: O jezu, ale wdepnąłem w g....?
    Studia skończyłem dopiero w dekadzie Gierka, w 1972. Przez dwa lata byłem
    Towarzyszem robotnikiem.
  • 11.12.05, 19:19
    A mnie panie z dziekanatu zawieruszyły zaproszenie na konferencję. Byłem wtedy
    na studiach doktoranckich, więc oczko wyżej niż zwykły student, a i tak
    chodziłem do pań i szemrałem cichym głosikiem ( zeby się podlizać), czy czasem
    nie przysłali mi informacji o przyjęciu mojego referatu. No i nic nie było,
    więc uznałem, że może im nie spasował mój temat tyle. A potem były porządki w
    dziekanacie i pani rzuciła mi kiedys list mowiąc - tyle czasu to leży i czeka -
    trzeba się dowiadywać o swoje przesyłki! Na co je nieśmiało - przecież się
    pytałem! Dziekanica prychneła tylko, podniosła nos do góry i nic nie
    powiedziała. A tam w środku była informacja o przyjęciu mojejgo refertau i
    program konferencji z moim wystąpieniem. No szlag by trafił. Pozdrawiam miłą
    panią z dziekanatu ongiś na Rynku Gł.
    --
    Strasznie lubię chlać wódę. Zwłaszcza na sępa i za cudze pieniądze
  • 12.12.05, 14:21
    Dzis panie z dziekanatu powiedzialy, ze to ja jestem dla nich a nie one dla mnie! Zaniemowilam! Wyszlam bez slowa!
  • Gość: eks IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.06, 10:59
    betina_betina napisała:

    > Dzis panie z dziekanatu powiedzialy, ze to ja jestem dla nich a nie one dla mni
    > e! Zaniemowilam! Wyszlam bez slowa!

    w sumie to prawde ci powiedzialy
    jakby nie bylo ciebie (i tobie podobnych) nie mialyby pracy :))
    ale trzeba przyznac, ze tupet maja wyjatkowy
  • Gość: old date IP: *.itelekom.pl 12.12.05, 23:40
    hahahahahahahahaahahahahahahahahahaha
  • 13.12.05, 10:26
    Może jestem nieprzystosowanym studentem, ale ja ilekroć idę do dziekanatu to
    wiem, że moje nerwy nie wytrzymają. Np. zdałam indeks, zdawało by się, że pół
    roku!!! winno wystarczyć na rozliczenie tego indeksu, ale nie i nie dość że go
    mi kochany Pan z dziekanatu nie dał to jeszcze skomentował: :"wyście chyba
    pogłupieli, tak od razu byście chcieli mieć wszystko zrobione".
  • Gość: pp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.05, 11:35
    Jakiś czas temu ktos z dowcipnych studentów PP (Politechniki Poznańskiej)
    powiesił na drzwiach dziekanatu tabliczkę "Uwaga wsciekły pies. Ja tu rządzę"
    zdjeta z jakiegoś ogrodzenia...- reakcja pań z dziekanatu nieznana.
  • Gość: studentt IP: 217.153.130.* 13.12.05, 11:55
    Ja w tym roku nie zdazylem dostarczyc zaswiadczenia lekarsiego do
    dziekanatu,zostalem wezwany po terminie przez pania ktora zaczela mnie
    niemilosiernie opierniczac ze juz tydzien po terminie i wogole.W pewnym
    momencie zartem rzucilem "zena chwile obecna moge jej dac zaswiadczenie dla
    politechniki(gdzie wczesniej studiowalem i mialem stare zaswiadczenie) na co
    pani z dziekanatu "a kto to bedzie czytal , dawaj pan" :) i w ten sposob
    zalatwilem sobie zaswiadczenie lekarskie :)
  • Gość: hefajsos IP: *.gci.net 06.01.06, 03:25
    brawo, brawo !!!!! :))))
  • 13.12.05, 11:57
    U mnie Panie byly wspaniale nie dam zlego slowa na nie odpowiedziec, jak
    potrzeba bylo miec papierek na przedluzenie sesji, to za pierwszym razem dawal
    go dziekan a pozniejsze przedluzenia to one sama to robily. Nigdy nie bylem
    przez nie ochrzaniony a w dziekanacie bywalem naprawde sporo razy. Jak
    potrzteba bylo papierek na egzamin ze mam sesje przedluzona to natychmiast
    wystawialy.
    Moj kolega nie mial tak dobrze, ale widac tlko nasze Panie z dzeikanatu byly
    takie super. Zawsze je bede wspominal milo.
    --
    Wierzyłem w coś, bez tego ciężko żyć
    Marzyłem też, wolno było marzyć
    Tam Gdzie Rosną Dzikie Róże
  • Gość: julia IP: 83.9.12.* 13.12.05, 15:28
    Oj, znam to. Dziekanat czynny tylko do 13.00, latanie po bibliotekach w celu
    zebrania pieczątek (ja musiałam odwiedzić 7), kolejki przed dziekanatem (mogą
    wejść dwie osoby, jedna załatwia sprawę a druga czeka w środku chociaż w
    dziekanacie siedzą 4 panie z czego 3 popijają kawę i plotkują).
    Gdy kiedyś przyszłam po indeks do dziekanatu to pan nie mógł mi go dać bo
    jestem z socjologii, a on zajmuję się pedagogiką, ale od socjologii jest taka
    pani na którą musze poczekać.
    W czerwu się obroniłam, niedługo po tym wyjechałam zagranicę. Dyplom zdążyłam
    odebrać, ale sumplementu do dyplomu nie. Dziekanat miał mi go przysłać na adres
    domowy (sami zaproponowali!). Wracam 2 tygodnie temu a sumplementu nie ma. Bo
    pewnie są tak zajęci, że pół roku czasu to za mało żeby wysłać przesyłkę...
  • 13.12.05, 21:45
    Gość portalu: betina napisał(a):

    >Macie jakies przygody zwiazane z paniami z dziekanatu? Ja nagminnie jestem
    >prze z nei opierniczana, za wszystko, nawet ostatnio za to, ze jaskarwo
    >czerwona bluzka nie przystoi studentowi pewnej lubelskiej uczelni

    A ja kilka lat temu zrobilem burde w dziekanacie(kulturalna ale stanowcza) w
    dziekanacie na (najprawdopodobniej) tej uczelni o ktorej piszesz.
    Na tyle skutecznie ze po kazdej sesji pani zaczela mi do indeksu
    wpisywac "Szczesc Boże" :) (Nie byla to ta pani od filologii bo ona miala
    takie Szczesc Boże w standardzie dla wszystkich ;)
  • Gość: studencina IP: *.law.uni.torun.pl 14.12.05, 10:53
    INSTRUKCJA KORZYSTANIA Z DZIEKANATU
    Do dziekanatu należy wchodzić na klęczkach, milej widziane wpełzywanie z
    jednoczesnym żarliwym przepraszaniem że się żyje, wygląd skromny, ubranie
    najlepiej wór lniany (stosuje się szczególnie do przedstawicielek płci pięknej)
    Głos powinien być cichy o wyrazie pokorno- błagalnym, zachowaj spokój,. OTÓŻ
    DROGI STUDENCIE DOSTĄPIŁEŚ ZASZCZYTU SPOTKANIA Z SAMYM BOGIEM
  • 14.12.05, 15:26
    Myślę, że jak najbardziej na miejscu w tym wątku będzie zacytowanie kawału
    starego jak świat.
    przychodzi baba do lekarza ze studentem w dupie.
    - Co Pani jest?
    - Dziekanat. (tu można wpisać dowolną uczelnię).
    A tak swoją drogą może to ewenement na skalę conajmniej krajową, ale WPiA UAM
    Poznań (a już szczególnie Pani Kamila) to naprawdę anioły wcielone.
    Na moim absolutorium Pani Kamila z dziekanatu dostała najdłuższe, najgorętsze,
    najgłośniejsze i najbardziej entuzjastyczne brawa...
    --
    ******************
    I finally grew up.
    tickers.TickerFactory.com/ezt/d/4;10712;112/st/20051224/e/Christmas%21%21%21/dt/-6/k/4d20/event.png
  • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 14.12.05, 16:22
    Ja uslyszalam kiedys od dziekana (!) szanownego prof. dr (az mam ochote podac
    nazwisko :):
    -Oszalala pani! Jak ja sie na to zgodze to mnie panie z dzieiekanatu opier...
    A chcialam tylko zamiienic jakies zajecia...
  • Gość: asia IP: 157.158.191.* 06.01.06, 11:05
    Moja siostra miała podobnie (UMCS): babka z dziekanatu zgubiła jej indeks, a
    kiedy siostra w końcu straciła cierpliwośc i poszła wyjaśnić sprawe bezpośrednio
    z dziekanem, ten jej powiedział: "No ja rozumiem problem, ale co ja mogę
    poradzić na ta panią?"
  • Gość: asiula IP: *.ppp.onetel.net.uk 14.12.05, 17:48
    "Pan Dziekan moze sié i zgodzil, ale ja tego panu nie podbije" uslyszal moj
    kolega.
  • Gość: rzarufka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.05, 18:23
    Jestem już szczęśliwą absolwentką, ale .... nadal czekam na dyplom! Baba z
    dziakanatu powiedziała, żeby zadzwonić po jakieś info przed Świętami.
    Najlepsze, że po mnie weszła koleżanka w tej samej sprawie.... usłyszała ,że
    można dzwonić w styczniu. Cud, że wydała nam przynajmniej zaświadczenia.
    Najfajniej przyjmowała nasze prace - czekałyśmy 3 godziny, aż łaskawie
    burknęła, że czynne do 13. Po Świętach pójdę po dyplom, jak myślicie, będzie?
  • Gość: lapin IP: *.orange.pl 18.12.05, 14:48
    Na szcęście jestem już na 5 roku i do dziekanatu wchodzę bez najmniejszego
    strachu ale też miałam nie jedno przejście. Najbardziej rozwalił mnie tekst
    pani z dziekanatu socjalnego gdzie składałam papiery o akademik itp. W
    formularzu trzeba było wpisać osoby mieszkające w twoim "gospodarstwie
    domowym". Wpisałam też męża jako że byłam już mężatką i mieszkaliśmy u moich
    rodziców.
    Na to ona: "męża trzeba wykreślić."
    Ja: "Dlaczego?"
    Pani: "mąż to nie rodzina"(!!!)
    Ja: "ciekawe jak na te rewelacje zareagowałby pani mąż. Co ja mówię, pani to
    stara panna przecież, czemu się zresztą nie dziwię".
    Wyszłam trzaskając drzwiami ale jej miny nie zapomnę do końca życia.
  • Gość: gabrielle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.12.05, 22:49
    Składałam podanie o stypendium socjalne. Między innymi, dołączyłam, wedle
    życzenia:
    1.zaświadczenie o dochodach z Urzędu Skarbowego (czyli instytucji państwowej),
    z pieczątkami, podpisami, stwierdzające, że w ub roku tata zarobił ileś tam, a
    mama ZERO (nie pracuje)
    2. zaświadczenie z Urzędu Pracy, że mama w 2004 roku była zarejestrowana w
    urzędzie do września (więc nie przez cały rok, wyrejestrowała się sama, proszę
    nie pytać).

    Podpisałam się na podaniu pod zdaniem oznajmiającym, ze poświadczam prawdę, a
    za poświadczenie nieprawdy grozi mi odpowiedzialność karna. Coś w tym stylu.

    Pani wniosek:
    1.MOJA MAMA PRACOWAŁA NA CZARNO! (nie pracowała!)
    2.Stypendium nie dostanę.

    Zaczęła coś gadać o kontrolach, pełnomocnikach, jej odpowiedzialności za
    przyjęcie takich dokumentów. Zrobiłam tam awanturę, poinformowałam, ze
    właściwie w tym momencie powinna dostać pozew za publiczne oczernianie, że
    podważa dokument wydany przez instutucje państwa (US).

    w końcu przyjęła.
    Stypendium dostałam.
  • Gość: Asia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.06, 13:10
    hahahaha, dobre. Ja miałam w dziekanacie co roku przez 5 lat przejścia
    traumatyczne, kiedy ubiegalam sie o stypendium lub akademik. A problem polegał
    na tym, że potrzebne były zaświadczenia o dochodach rodziców. Poniewaz ojciec z
    nami nie mieszkal i od wielu, wielu lat nie utrzymywałam z nim kontaktów, ani
    tez nie dostawalam od niego pomocy materialnej, zadanie to było nie do
    wykonania. Panie z dziekanatu za nic nie mogły zrozumieć, ze istnieją różne
    przypadki życiowe, i nie pomagał nawet moj podpis pod formułką o
    odpowiedzialności za składanie fałszywych oświadczeń. Bywało, że zostawałam
    niemal bez środków do życia, bo stypendium, mimo mojej kiepskiej sytuacji
    finansowej, przechodziło koło nosa. Teraz wspominam to ze śmiechem, ale wtedy
    do smiechu mi nie było i nie raz płakałam przez te pindy z dziekanatu. Pod
    koniec studiów potrafiłam już walczyć o swoje, ale poczatki były ciężkie.
  • Gość: Mroberto IP: *.chello.pl 10.04.06, 20:48
    Na prywatnej jest troche inaczej, jak chodzilem z papierami do panstwowego do bylo tak jak piszecie, za to w tym "prywatnym" pelna kultura, najlepiej to zobrazuje moja historia, po sesji odawalem indeks wszystko wpisane dlugopisem jedynie olowkiem byla napisana punktacja pani z dziekanatu powiedziala zebym sobie poprawil jak odbiore z powrotem, mija kolo 2 tygodni odbieram indeks patrze, a tam punktacja poprawiona z olowka na dlugopis, bylem mile zaskoczony. podobnie z legitka jedna pani rozmawiala z dziekanem to druga podeszla i wziela podbila mi legitke trwalo to doslownie 4 minuty :-). Najlepsze sa rozmowy studentow z tymi paniam to po prostu cud - miod, kultura wyrozumialosc i jeszcze pomoga, doradza zadko sa wpadki z ich strony ale jak sa ta od kolezanek wiem ze wtedy to klotnia jest ogromna, ale nie wiem czy to z powodu charakteru kolezanek czy z innego ;-). Pozdrawiam
  • Gość: AMK IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.06, 18:37
    Jesli chodzi o stypendium to poczytaj ustawy i rozporządzenia. To naprawde nie
    ma znaczenia czy ta pani Cię odejrzewa czy nie. Minister ustala reguły
    przyznawania stypendium a potem wysyła ludzi którzy kontrolują te Twoje
    dokumenty. Ja rozumiem - Ty chciałaś załatwić ale ona może stracić pracę za
    niesłuszne przyznanie stypendium. Jaśli chodzi o państwową kasę nie ma zmiłuj
    się. Gdy w Polsce sie kradnie miliony jest ok a jak sie pomaga studentowi to
    czapa, nie wiesz?
  • Gość: Aga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.06, 18:09
    Sorki, uśmiałam się setnie, o jakich uczelniach tu się pisze? ja jestem panią z
    dziekanatu ale takich historii u mnie nie ma, nie ma prawa być! rozporzadzenia
    mówią o wydaniu dyplomu najpóźniej po 30 dniach od obrony, jak ktoś potrzebuje
    na jutro to robię na jutro i tyle, zaświadczenie od ręki daje i bez łaski, tak
    ma być!, ludzie!, student ma swoje prawa, sama doradzam koleżankom jak ominąć
    te "wściekłe psy", Tobie też radzę: znajomością swoich prawa broń się, odwołuj
    na piśmie do dziekana- moje koleżanki wygrywają. Powołaj się na Rozporzadzenie
    MEN i S z dnia 18.07.2005r. & 8, pkt 1. Masz do tego prawo! Sama też
    studiowałam to wiem jak jest. Ale wierzcie mi: nigdy na nikogo nie podniosłam
    głosu, nie obraziłam i nie jadłam jak był student w biurze itd. wręcz
    odwrotnie, zawsze wszystko wyczerpująco tłumaczę, a jeżeli czegos odmawiam to
    podaję uzasadnienie, a mimo to niektórzy studenci sa dla mnie niegrzeczni np
    jak nie wydam karty egzaminacyjnej studence, która nie zapłaciła za studia to
    ona na mnie wrzeszczy a nie ja na nią, ja luzik, rozumiem ją, ale co mam
    zrobić, zapłacić za nią? jak ja jej to wydam to ja będę miała kłopoty bo są
    pewne zasady na uczelni, które ustala nie pani z dziekanatu ale rektor,
    dziekan, kanclerz i inni, zresztą są kontrole z ministerstwa - nie będzie w
    dokumentach studenta ok, to mogą nawet zamknąć uczelnię, u mnie wszystko w
    teczkach jest ok a nigdy nie wrzeszczę na ludzi ani nie wyrzucam za drzwi, to
    znaczy że można być człowiekiem w dziekanacie, co? z takimi doswiadczeniami jak
    tu się opisuje to trudno uwierzyć.
  • Gość: agra IP: *.acn.waw.pl 06.01.06, 21:08
    POcieszające, że istnieją takie osoby jak Ty w dziekanatach. Ja zresztą na
    swoje zbytnio nie narzekałam (aczkolwiek byłam wyjątkiem). Inna sprawa, że
    szybko przyzwyczaiłam je d o tego, że nie daję się wypłoszyć tonem spławiającym
    albo warczeniem, jeśli uważam, że mam rację. Poza tym, zawsze byłam uprzejma i
    uśmiechnięta, - bo tak mam z natury i już. W rezultacie już od połowy drugiego
    roku miałam spokój, nawet jak kombinowałam ze zmianami numeru konta, potem
    zmianą nazwiska, potem przewlekały mi sie studia, skreślali mnie, wznawiałam,
    znowu skreślali, w końu dotarłam do obrony... I tylko na dyplom czekałam cztery
    miesiące, ale wersja oficjalna była taka, że przeleżało sie u rektora do
    podpisu - i sądzę, że to była prawda. Za to mogłam zadzwonić i zapytać, czy już
    jest, a nie tłuc się przez całe miasto i zwalniać z pracy po to ,zeby usłyszeć,
    że jeszcze nie ma....
  • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.06, 19:19
    Witam wszystkich - jestem babą z dziekanatu.
    Wiem, ze trudno Wam to zrozumiec bo stoicie po drugiej stronie - lady, drzwi,
    pokoju czy czego tam jeszcze, ale uwierzcie mi, że baby z dziekanatu mają swoje
    przepisy, swoich, przełożonych, swoje terminy, spiętrzenie prac w okresach
    dyplomowania i rozpoczecia roku akademickiego, współpracują z całą plejadą
    profesorów , doktorów habilitowanych, doktorów, magistrów, którzy mają w nosie
    terminy, regulaminy, umowy i takie inne pierdoły.
    Poza tym sa normalnymi ludżmi ze swoimi sprawami i problemami.
    Ja z większością moich studentów potrafię sie dogadywac bez problemu i tylko
    wtedy, gdy bezwglednie muszę, trzymam sie ściśle różnych ograniczeń.
    Ale do dzisiaj pamiętam kilka takich przypadków, kiedy ponosiłam konsekwencje,
    nawet finansowe, nie mówiąc już o innych, za to, ze uwierzyłam studentowi i
    poszłam mu na rękę.
    A uwierzcie mi - takie historie uczą....ograniczonego zaufania.
    Pozdrawiam wszystkich studentów Akademii Medycznych.
  • Gość: sea9 IP: *.crowley.pl 05.01.06, 19:30
    pewnego razu przyszło mi zostawic zwolnienie lekarskie ,ktore miało trafic do
    Pani dziekan ,zostawiłam je w dziekanacie w zamknietej kopercie kilka dni
    pozniej zatrzymuje mnie na korytarzu PANI Z DZIEKANATU z ytaniem : a da mi pani
    tel do tego ginekologa od ktorego miała pani zwolnienie ..... NO COMENT koperta
    miała adnotacje << do rak własnych dziekan wydz malarstwa >>> i była
    zaklejona:)))
  • Gość: ijp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.06, 22:10
    Jeśli jesteś panią z dziekanatu AM we Wrocku, która opiekowala się moim rokiem w
    latach 90-96 - to serdecznie pozdrawiam i dziękuję za przewspaniałą atmosferę i
    niesamowitą troskę o cała 300 osobową bandę kretynów (czyli nas)
  • Gość: Lehoo IP: *.internet.v.pl 05.01.06, 19:31
    Może się to wydać dziwne, ale Panie Z Dziekanatu na Moim Wydziale były Bardzo
    Sympatyczne i Uczynne dla studentów. Opowieści o tym, co wyprawiają dziekanice
    na innych uczelniach brzmiały dla mnie jak bajka o żelaznym wilku.
  • Gość: studentka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.06, 20:25
    Bo to zależy tylko od nich, jakie chcą być. Tak się skałada, że studiuję 2
    kierunki na 2 różnych wydziałach. W jednym dziekanacie, na wydziale, gdzie
    najpierw zaczęłam studia panie są pełna kulturka. Do drugiego lepiej nie
    chodzić i to sprawdza się za każdym razem. Nieziemskie chamstwo.
  • 05.01.06, 20:29
    zapytajcie te panie kto im placi i za co
  • Gość: WSMIP UŁ IP: *.48.rev.vline.pl 05.01.06, 23:17
    dziekanat czynny 9-12.
    przychodze raz 11:40 a pani z dziekanatu juz w czapce :-)
  • Gość: Monika IP: *.knc.pl 05.01.06, 23:22
    dobrze, ze nie w berecie (moherowym...)
  • Gość: gość IP: *.chello.pl 05.01.06, 20:46
    Pisałam pracę magisterską u dziekana, który zawsze umawiał się ze mna właśnie w
    dziekanacie na omawianie pracy - na konkretny dzień i godzinę. I tutaj zaczynały
    się schody, ponieważ dwei spośród trzech pan z dziekanatu twierdziły, że "spraw
    studenckich nie załatwia się w dziekanacie"(!) i one mnie nie wpuszczą (po kilku
    miesiącach moich tam wizyt, trzecia z pań wpuszczała mnie po jakimś czasie). Tak
    więc czekałam pod dziekanatem aż dziekan będzie wychodizł i mnie zauważy, albo
    aż się zjawi miła sekretarka. A wystarczylo pokonać trzy metry i zapukać do
    kolejnych drzwi, do dziekana, który na mnie czekał, oczywiście mi nie wolno było
    tego zorbić:).
  • Gość: enorektyka IP: 83.19.107.* 05.01.06, 21:08
    mam niesamowitą panią w dziekanacie która chyba lubi znęcać się psychicznie, na
    szczęście tylko do pewnego stopnia bo jak widzi że student za chwilę wybiegnie z
    płaczem to serducho jej mieknie i jest nawet bardzo pomocna (między innymi
    namawiała mnie żebym nie brała tak wcześnie dziekanki bo może zdam wcześniej
    egzaminy i wystarczy jak pojadę po nich)
    w skrócie: bądźmy odporni i nie dajmy się złamać, a sobie i wszystkim zyczę
    trafiania na miłych i kulturalnych urzędników

    i jeszcze z samego początku studiów: "pani matki nie ma w papierach, pani nie ma
    matki"
  • Gość: Lukasz IP: 193.151.48.* 05.01.06, 21:44
    U mnie na UŚ w Sosnowcu jest niesamowita Pani Wandzia. Przemiła kobieta. Z nią można załatwić dosłownie wszystko.

    Jeśli macie jakiś znajomych na polbudzie w Katowicach na zarządzaniu to ich zapytajcie, co sie tam w dziekanacie dzieje:)
  • 05.01.06, 21:44
    Wspomnienia ze studiów mam raczej typowe. Pamiętam, jak spiżowy głos pani z
    sekretariatu niósł po sklepionych korytarzach instytutu wieść, że dziś lepiej
    tam nie probować wchodzić... Dziś zmieniły się trzy rzeczy: po pierwsze już tam
    nie studiuję, tylko tam pracuję, po drugie już tam nie ma instytutu, tylko
    wydział, no i - najważniejsze - nie ma już tych wrzasków. W sekretariatach
    studenckich nastąpiła zmiana pokoleniowa, w rolach sekretarek (i sekretarza)
    objawiły się młode dziewczyny (i chłopak), właściwie równolatkowie studentów (z
    wyższym wykształceniem, co powinno być sekretariatową normą) i mam wrażenie, że
    jest o niebo lepiej, że są mili nie tylko dla mnie, ale i dla studentów (i
    chyba nie jest to jedynie konsekwencja zmiany nr 1).
    --
    Ritmas aptemdo sąmonę.
  • Gość: adiunkt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.06, 22:02
    Halo, jestem adiunktem, po doktoracie itd ale wyglądam raczej na studentkę niż
    pracownika. Nastawiałam kiedyś trochę dwój (sorry studenci). Zostałam wezwana
    przez panią z dziekanatu i zjechana przez nią dlaczego tyle złych ocen, bo jej
    to pracę bardzo utrudnia. Nieźle, nie? Wyśmiałam ją i poszłam. Tyle.
  • Gość: effie27 IP: *.kon.tvknet.pl / 82.160.85.* 05.01.06, 22:19
    mnie Pani z dziekanatu wysłała na poczte oplacenie za legitke i indeks
    powiedziałam jej ze nie jestem z Poznania ale Pani nie baczając na moja uwage
    mowila dalej...Dobrze ze mam język w buzi i sie spytalam przechodniów bo idąc
    jej drogą bym trafiła na dworzec....
    wogóle ta Pani z dziekanatu na UAM jest zachwalana nawet wsrod wykładowców - są
    chorzy jak maja tam isc
    a godziny 13 pilnują jak swojej cnoty a nawet bardziej


    za to kobitka z sekretariatu to miód ....... pozdrawiam



    Ewa

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.