Chcialem miec spinning marki "Kongo" (taka wedka do lowienia ryb).
To bylo NRD-owskie cudo!!! Ja wiem co pisze! Prawdziwe cudo! Gietkie, lekkie,
nie do zlamania. Snila mi sie ta wedka po nocy i kolorowe ryby...
Moj tato ja mial, ale mi jej nie dawal, bo sie bal, ze polamie albo zgubie.
Raz podobralem mu po cichu... pojechalem na Odre. Nacielem szczupakow i okoni
caly plecak. Tata nawet sie nie kapnal.
Pozniej wyjechalem do Australii. Mam teraz ze 100 (chyba nawet wiecej - nie
zartuje) przeroznych spinningow, ale zaden sie nie umywa do NRD-
owskiego "Kongo" 2.10 metra dlugosci.
Tylko sie tak zastanawiam, a po jaka ciezka cholere mam tyle tych spinningow?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.