Dodaj do ulubionych

Humor w Nauce i Sztuce

    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ciekawy film 01.02.07, 14:04
      wchodzi jutro na ekrany kin. To film "Wielka cisza" Philipa Groeninga.
      Opowiada o zyciu w klasztorze kartuzow w Alpach. To w takich miejscach
      wiele wiekow temu rodzila sie Nauka (a takze i Sztuka) europejska.
      Zycie kartuzow oparte jest na zaostrzonej regule benedyktynskiej, nakazujacej
      odosobnienie, stale milczenie, powstrzymywanie sie od posilkow miesnych,
      prywatna modlitwe, medytacje i studium oraz prace. Tych ascetow cechuje tez
      ... duze poczucie humoru - zobaczycie tam nie osobnikow posepnych, ale istoty
      radosne :-)
      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ciekawy film 01.02.07, 23:00
        Wlasnie w GW znalazlem szerszy opis tego filmu:

        ***

        "Pan Bóg mówi cicho"

        Tadeusz Sobolewski

        2007-02-01, 20:54

        Od dziś w kinach europejski dokument roku "Wielka cisza". Reżyser Philip
        Groening spędził z kamerą trzy miesiące w najstarszym klasztorze Kartuzów
        Po obejrzeniu - nie pierwszy raz - dokumentu "Wielka cisza" o klasztorze
        Kartuzów we francuskich Alpach, znalazłem stronę internetową zakonu. Zaczyna się
        tak: "Przyjacielu, kimkolwiek jesteś i jakikolwiek przypadek zaprowadził cię
        tutaj - witaj. Nie znajdziesz tu nic lub bardzo mało z tego, co dzisiaj ceni
        świat...". Podobnie należałoby powitać widza "Wielkiej ciszy", który na blisko
        trzy godziny zyskuje przywilej spojrzenia na świat z innej perspektywy.
        To nie jest reportaż z klasztoru - to film kontemplacyjny, który można porównać
        do głośnego przed laty "Koyaanisqatsi". Ale z zasadniczą różnicą: tamten film
        był rozpędzonym potokiem obrazów, biegnących donikąd, a ten powraca refrenowo do
        punktu wyjścia. "Koyaanisqatsi" mówił o marności, o przemijaniu, o końcu
        zachodniej cywilizacji. "Wielka cisza" mówi o czymś, co trwa pomimo przemijania.
        W internecie na pytanie, co to jest La Chartreuse (Kartuzja), padają trzy
        odpowiedzi: masyw w Alpach francuskich, między Grenoble i Chambery; klasztor
        pustelniczy założony w roku 1084 przez św. Brunona oraz nazwa likieru
        produkowanego przez mnichów i zapewniającego im materialną samowystarczalność.
        Czytam dalej o regule zakonnej. Ich życie określane jest jako "komunia
        samotników poświęconych Bogu". Muszą być zaprawieni zarówno w samotności, jak we
        wspólnocie. Oddzieleni od świata, są z nim w pewien sposób zjednoczeni -
        wstawiają się za świat, modlą się o jego dobro. Przebywają w osobnych celach,
        ale trzy razy na dobę spotykają się w kaplicy na wspólnej modlitwie. Raz w
        tygodniu - na wspólnych posiłkach i spacerach. Cel: odnajdywanie Boga w ciszy i
        samotności, w sobie samym. Rozmawianie z Bogiem jak z wewnętrznym przyjacielem.
        Czy taką rozmowę da się sfilmować? Wydaje się, że tak. Powstał film, który koi
        duszę i zapada w serce, o ile tylko poddamy się jego "regule".

        Dzień bez początku i końca

        Reguła zakonna mówi o odcięciu od kontaktów z mediami. Piętnaście lat musiał
        czekać niemiecki dokumentalista, aż kartuzi z Grande Chartreuse dali mu
        pozwolenie na sfilmowanie swego życia. Warunkiem było, że reżyser przyjedzie sam
        i na kilka miesięcy podda się klasztornemu rytmowi. Jak to się dzieje, że obrazy
        ludzi i sprzętów, drewniane cele mnichów z buzującym pośrodku żelaznym
        piecykiem, plamy słońca na podłodze, gliniany dzbanek na stole, łodygi selera na
        zupę - tworzą całość tak przykuwającą, pełną napięcia mimo pozornego bezruchu?
        Ten film jest obrazem życia potocznego, tyle że oglądanego w szczególny sposób,
        na dwóch planach. Daleki plan - panorama gór otaczających klasztor - zmienia się
        w przyspieszonym tempie, mkną obłoki, przesuwa się tarcza nieba z gwiazdami. A w
        bliskim planie - miska, dzbanek, szklanka - trwają w bezczasie. "Dzień upływa,
        jakby nie miał początku ani końca". Film o ciszy jest wypełniony dźwiękami:
        biciem dzwonów, stukotem sandałów, rąbaniem drewna. Słychać, jak buzuje ogień,
        nawet - jak pada śnieg. Oglądając "Wielką ciszę", przypominam sobie opis
        pustelniczego życia z książki innego eremity, trapisty Thomasa Mertona: "To nie
        pustelnia - to dom. Co noszę? - spodnie. Co robię? - żyję. Jak się modlę? -
        oddycham. Tu, w górze, w lesie, widuje się Nowy Testament: wiatr wstępuje między
        drzewa i wdychasz go". Przyglądamy się elementarnym czynnościom ludzkim.
        Elementarne są prace brata kucharza oraz tego, który pasie krowy i piele ogród,
        jak i ojca zakonnego, który w tym czasie modli się w celi. Kamera Groeninga też
        chyba musiała się modlić, bo zupełnie nie czuje się jej obecności. Jak w
        niezapomnianej scenie, gdy mnich pogrążony w modlitwie kończy ją, podnosi się z
        klęcznika i nagle posyła uśmiech do kamery, demaskując w ten sposób obecność
        operatora i widza. Byliśmy w tym samym pokoju podczas jego samotnej modlitwy,
        ale ta obecność nie miała żadnego znaczenia - tak, jakby nas wcale nie było.
        W tej scenie, ale i w całym filmie mamy do czynienia z absolutną
        przezroczystością filmowego medium, które nic nie narzuca, tylko otwiera na coś
        bardzo prostego. Żadnej demaskacji, żadnego emocjonalnego szantażu, żadnej
        ideologii.

        Czarny kartuz

        "Wielka cisza" zaczyna się i kończy cytatem z biblijnej Księgi Królewskiej.
        Prorok Eliasz skarży się Panu Bogu, że lud porzucił przymierze, zburzył ołtarze,
        pomordował proroków. Na to zrywa się wiatr - ale "Pan nie był w wietrze".
        Przychodzi trzęsienie ziemi - "ale Pan nie był w trzęsieniu". Potem ogień - "ale
        Pan nie był w ogniu". Bóg odzywa się "głosem cichym i wolnym". W innym
        staropolskim tłumaczeniu czytam, że głos Boga był "szumem wiaterku cichego".
        Jeżeli ten film kryje jakąś tezę, to kryje się ona właśnie w tym cytacie oraz w
        końcowych słowach ślepego mnicha - jedynego, który udziela wywiadu. Nie boi się
        śmierci. Mówi o Bogu, który jest "nieskończenie dobry" oraz o świecie, który
        "zatracił odczucie Boga". Nie przypadkiem tuż potem pojawia się czarna twarz
        młodego Afrykanina, którego poznaliśmy na początku i który kończy w klasztorze
        okres próby. Czarny kartuz zostaje na modlitwę w kaplicy rozświetlonej jedynie
        czerwonym ognikiem lampki. Trudno w tym momencie nie uświadomić sobie, że ten
        alpejski klasztor jest enklawą wiary, która kiedyś stworzyła Europę i która w
        zachodniej cywilizacji w skali masowej została zatracona. Ale wciąż trwa i jest
        czymś najcenniejszym, co Europa może dać innym, obok filozofii. Bóg mówi dziś do
        nas, jak do Eliasza, pomstującego na pogan - cichym głosem. Tak czytam
        przesłanie Groeninga. Jedną ze wspaniałości kina jest to, że pozwala każdemu
        widzowi spojrzeć na świat w sposób religijny. Za darmo, bez namaszczenia i bez
        zobowiązań. Aby pojąć ten film, nie muszę nic wiedzieć o kartuzach, nie muszę
        też być przepojony głęboką wiarą - wystarczy, że pójdę za obrazami. Pozwolą mi
        one zobaczyć świat od innej strony, z tą samą intensywnością, z jaką niegdyś
        oglądałem drzewa i trawy w filmach Tarkowskiego, zwykłą ulicę w finale
        "Zaćmienia" Antonioniego, poranek w "Tokijskiej opowieści" Ozu, tajgę w "Dersu
        Uzała" i padający śnieg w "Piętnie śmierci" Kurosawy, morze w zakończeniu "La
        strady" i "Słodkiego życia" Felliniego.

        Na czym polega niezwykłość takiego spojrzenia? Patrzymy na świat uwolnieni od
        samych siebie, a każda rzecz, cała rzeczywistość staje się znakiem, symbolem,
        wskazującym na coś poza sobą.

        ***
    • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz: Aforyzmy o radosci :-))) 01.02.07, 17:35
      Paulo Coelho:
      Zawsze trzeba wiedzieć, kiedy kończy się jakiś etap w życiu.
      Jeśli uparcie chcemy w nim trwać dłużej niż to konieczne,
      tracimy radość i sens tego, co przed nami.


      Erich Maria Remarque:
      Tylko starożytni Grecy mieli bóstwa pijaństwa i radości. Dionizosa
      i Bachusa. My mamy za to Freuda, kompleks niższości i psychoanalizę.
      Boimy się wielkich słów w miłości, a lubimy je w polityce.
      Smutne pokolenie.


      Mark Twain:
      Ludzie nie dlatego przestają się bawić, że się starzeją,
      lecz starzeją się, bo się przestają bawić.


      Sokrates:
      Bardziej się ciesz z wyświadczonych drugim, niż z otrzymanych dobrodziejstw,
      bo za pierwsze masz chwałę, a drugie wkładają na ciebie ciężar wdzięczności.


      Winston Churchill:
      Jestem optymistą. Bycie kimkolwiek innym nic nie daje.
      • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz: Aforyzmy o radosci :-))) 01.02.07, 17:45
        Fryderyk Nietzsche:
        Matką rozpusty nie jest radość, lecz brak radości.


        Owidiusz:
        Radość często bywa początkiem naszego bólu.


        Baruch Spinoza:
        Im więcej posiadamy radości, tym doskonalsi jesteśmy.


        Karl Barth:
        Radość przeżywa się tylko wtedy, gdy sprawia się ją innym.


        Ernest Hemingway:
        Jak się nad tym zastanowić, to właściwie wszyscy najlepsi są weseli.
        Znacznie lepiej jest być wesołym, a poza tym to o czymś świadczy.
        To jest coś w rodzaju osiągnięcia nieśmiertelności za życia.


        • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz: Aforyzmy o radosci :-))) 01.02.07, 17:50
          Mark Twain:
          Smutek jest samowystarczalny: by odczuć jednak pełną wartość radości,
          musisz mieć kogoś, by się nią podzielić.


          Georg Christoph Lichtenberg
          Wiadomo, że w całym kraju od przeszło pięciuset lat nikt
          z radości nie umarł.


          Johann Wolfgang Goethe:
          Kiedy ludzie stają się naprawdę źli, jedynym uczuciem, jakie
          im pozostaje, jest radość z cudzej krzywdy.


          Arthur Schopenhauer:
          Wesołość to jedyna rzecz, która w gotówce daje szczęście,
          wszystko inne to tylko weksel na szczęście.

          Horacy:
          Dobrze jest nie zdradzać uczuć radości wyrazem twarzy.
          • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz: Aforyzmy o radosci :-))) 01.02.07, 18:03
            Antoine de Saint-Exupéry:
            Naprawdę istnieje tylko jedna radość: obcowania z ludźmi.


            Anthony de Mello:
            Gdy ludzie są radośni, zawsze są wtedy dobrzy, ale jeśli są dobrzy,
            rzadko się radują.


            Demokryt z Abdery:
            Spośród rzeczy przyjemnych, te radują najbardziej,
            które się zdarzają najrzadziej.


            Selma Lagerlof:
            Męstwo i radość to obowiązki życia.


            Johann Wolfgang Goethe:
            Radość jest matką wszystkich cnót.
            • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz: Aforyzmy o radosci :-))) 01.02.07, 18:44
              Seneka Młodszy:
              Prawdziwa radość jest rzeczą poważną.


              William Blake:
              Nadmiar smutku się śmieje. Nadmiar radości płacze.


              Pindar:
              Radości i smutki ludzkie mijają jak fale morza.


              Albert Einstein:
              Najpiękniejsze co jest na świecie, to pogodne oblicze.



              i na koniec:

              Lew Tołstoj:
              Jeśli człowiek pragnie radości, nie może się gniewać. :-)))
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Niebo w lutym 01.02.07, 21:06
      Za PAP:


      Największą atrakcją lutego będzie niewątpliwie Saturn, który świeci jasno ze
      względu na swoją opozycję oraz koniunkcje Księżyca z Saturnem i z Wenus - uważa
      dr Arkadiusz Olech z Centrum Astronomicznego PAN w Warszawie. W lutym zaczynamy
      już wyraźnie odczuwać wydłużenie dnia. W Warszawie dnia 1 lutego Słońce wschodzi
      o godzinie 7:17, a zachodzi o 16:23. Natomiast 28 lutego wschód możemy
      obserwować o 6:25, a zachód o 17:13. W lutym nasza dzienna gwiazda wstępuje w
      znak Ryb. Kolejność faz Księżyca jest w lutym następująca: pełnia - 2 II o godz.
      6:45, ostatnia kwadra - 10 II o godz. 10:51, nów - 17 II o godz. 17:14 i
      pierwsza kwadra - 24 II o godz. 8:56. Najbliżej Ziemi Srebrny Glob znajdzie się
      19 lutego o godzinie 10:37, a najdalej 7 lutego o godzinie 13:38. 2 lutego o
      godzinie 19 naszego czasu dojdzie do złączenia będącego w pełni Księżyca z
      Saturnem. Oba ciała będzie dzielił dystans tylko 0.3 stopnia. Zjawisko będzie
      widoczne 20 stopni nad wschodnim horyzontem. Kolejne zjawisko związane z
      Księżycem, to zakrycie przez jego tarczę gromady otwartej Plejady. Dojdzie do
      niego w okolicach północy w nocy z 23 na 24 lutego. Do pięknej koniunkcji
      dojdzie także 19 lutego o godzinie 18 naszego czasu. Wtedy młody Księżyc, będący
      tylko dwa dni po nowiu, złączy się z jasną Wenus. Oba ciała będą wtedy trochę
      ponad 10 stopni nad zachodnim horyzontem i dzielić je będzie odległość kątowa
      dwóch stopni. Pierwsza połowa miesiąca to czas, w którym mamy szansę dojrzeć
      Merkurego, czyli dokonać tego, czego nie udało się, jak niesie plotka, nawet
      Mikołajowi Kopernikowi. Na obserwacje najlepiej wyjść wczesnym wieczorem i
      wypatrywać dość jasnej planety około godziny po zachodzie Słońca mniej więcej 10
      stopni nad południowo-zachodnim horyzontem. Blisko Merkurego (nieco powyżej
      niego) świeci znacznie od niego jaśniejsza Wenus. W ciągu miesiąca warunki do
      jej obserwacji wyraźnie się poprawiają, więc z jej odnalezieniem nie powinno być
      problemów. Pod koniec miesiąca, nad ranem, możemy pokusić się o odnalezienie
      Marsa. Będąc jednak kilkukrotnie słabszym od najjaśniejszych gwiazd na niebie,
      nie jest on wdzięcznym obiektem do obserwacji i praktycznie ginie w łunie
      wschodzącego Słońca. Także nad ranem możemy "zapolować" na Jowisza. Z nim sprawa
      jest znacznie prostsza, bo planeta jest jasna i godzinę przed wschodem Słońca
      świeci już na wysokości ponad 15 stopni nad wschodnim horyzontem. Saturn jest w
      opozycji (dokładnie przypada ona 10 lutego o godzinie 19 naszego czasu), więc
      możemy podziwiać go przez całą noc. Widać go jako jasny obiekt w konstelacji
      Lwa. Średniej klasy teleskop amatorski pozwoli nam na podziwianie jego
      pierścieni, szczegółów powierzchni i najjaśniejszych księżyców. Uran i Neptun
      znajdują się na niebie za blisko Słońca, by ich obserwacje były udane.

      W lutym nie ma żadnego dużego roju meteorów. Przez cały miesiąc, swoją
      aktywnością kilku meteorów na godzinę popisuje się jednak duży kompleks
      Virginidów, którego meteory będziemy mogli zaobserwować do 15 kwietnia. W
      połowie lutego zaś, pojawiają się pierwsze meteory ze słabego roju Delta Leonidów.

      PAP - Nauka w Polsce

      :-)
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ferrari 02.02.07, 10:33
      Dzis obchodzilby urodziny Ferrari. Ale nie chodzi tu - szanowna e_d - o
      zalozyciela slynnej stajni bolidow wyscigowych :-)


      Lodovico Ferrari (2 lutego 1522 – 5 października 1565) – matematyk włoski.
      Podał ogólną metodę rozwiązywania równania czwartego stopnia, które opublikował
      Cardano.





      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ferrari 02.02.07, 12:51
        W wieku czternaście lat młody Ferrari przyjechał do pana Cardana aby u niego
        służyć. Po odkryciu przez Cardana, że młody chłopak umie pisać i czytać
        awansował go na swego sekretarza. Jednak wkrótce Cardan odkrył , że jego
        sekretarz jest wyjątkowo utalentowanym młodym człowiekiem i zdecydował się
        nauczyć go matematyki. Ferrari odwdzięczył się swemu nauczycielowi, pomagając
        mu napisać jego rękopisy i, kiedy Cardan zrzekł się swego stanowiska w Piatti
        Foundation w Mediolanie, by zrobić miejsce swemu uczniowi w 1540 roku. Ferrari
        z łatwością pokonał swoich przeciwników. W wieku osiemnastu lat Ferrari stał
        się wykładowcą w Piatti Foundation.

        Cardan i Ferrari zrobili duże postępy w dziedzinie matematyki, lecz uczeni a w
        szczególności Tartaglia podchodzili do nich sceptycznie. Ferrrari odkrył
        rozwiązania równań czwartego stopnia w 1540 roku z całkiem dobrymi dowodami.
        Rozwiązania polegały na rozwiązaniu równań trzeciego stopnia. Ferrari nie mógł
        opublikować swego odkrycia ponieważ odkrywca równań trzeciego stopnia Trataglia
        nie zgodził się na to. Lodvico stracił już nadzieję na opublikowanie swego
        dzieła. Gdy wyjechał z Cardanem do swego kolegi matematyka w Bologna. Cardan i
        Ferrari zaskoczyli della Nava tym, że potrafili rozwiązac nurtujący go problem,
        czyli równanie czwartego stopnia.

        Della Nova pokazał im dokumenty del Ferro świadczące o tym, że Tartaglie nie
        był pierwszym, który odkrył równania trzeciego stopnia. Ferrari przekonany, że
        Tartaglia nie był pierwszym odkrywcą równań trzeciego stopnia złamał przysięgę
        i w 1545 roku w Aris Magna Cardan opublikował zarówno rozwiązania trzeciego
        stopnia i czwartego. Tartaglia był wściekły kiedy dowiedział się o złamaniu
        przysięgi młodego Ferrari. Młody Ferrari napisał do Tartaglia, rugając go bez
        pardonu i wyzywając do publicznej debaty. Tartaglia był nadzwyczaj niechętny,
        by sprzeczać się z Ferrari, który był dla niego nadal stosunkowo nieznanym
        uczonym i zwycięstwo nad nim nie da mu odpowiednich zysków. Ferrari dostaje
        odpowiedź Tartaglia, w której próbuje zmienić swego rywala na Cardana lecz to
        się nie udaje. Tartaglia i Ferrari pisali do siebie bezowocne wezwania do
        pojedynku. Sprawa wydawała się nie do rozstrzygnięcia kiedy nagle w 1548,
        Tartaglia dostał wspaniałą ofertę wykładania w swym rodzinnym mieście Brescia.
        Aby oddać się swojej pracy Tartaglia został poproszony o wyjazd do Mediolanu,
        aby rozstrzygnąć spór z Ferrarim.

        Na 10 sierpnia 1548 został wyznaczony termin konfrontacji(, która miała mieć
        formę listów otwartych), odbyła się w kościelnym ogrodzie Frati Zoccolanti w
        Mediolanie. Zebrały się tłumy uczonych z gubernatorem Mediolanu Ferrante di
        Gonzaga, który był głównym sędziam. Pomimo braku doświadczenia Ferrari był
        przekonany o swoim sukcesie dlatego zebrał wokół siebie przyjaciół i
        zwolenników. Natomiast Tartaglia był doświadczonym mówcą i w tym widział swoją
        szansę.

        Pierwszego dnia rzeczy nie układały się po mysli Tartaglii gdyż jego przeciwnik
        bardziej zrozumiał równania trzeciego i czwartego stopnia dlatego Ferrari
        otrzymał więcej pozytywnych opinii. Z tego powodu Tartaglia nie chcąc zepsuć
        swego imienia wyjechał w nocy i w ten sposób spór został nie rozstrzygnięty, a
        zwycięstwo przeszło na Ferrariego. W ten sposób Ferrari został uznany w świecie
        nauk. To zwycięstwo przyczyniło się do tego, że Ferrari został zalany ofertami
        pracy nawet od samego cesarza, który zaproponował mu opiekę nad swym synem.

        Ferrari osiągnął dobrą pozycję materialną i przyjął stanowisko urzędnika
        podatkowego. Po zrzeczeniu się tego stanowiska wyjechał do swego rodzinnego
        miasta Bologne gdzie został mianowany na profesora matematyki w 1565. Uznaje
        się, że został otruty arszenikiem podawanym przez jego siostrę.




          • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ferrari 02.02.07, 20:50
            Droga e_d,

            Pani mnie ciagle zaskakuje :-)

            Ale ma Pani racje: samochod moze tez byc dzielem sztuki. A samochody firmy
            Ferrari to arcydziela sztuki. Podajemy za Wikipedia:

            ***

            Ferrari - włoska marka samochodów wyścigowych i prestiżowych sportowych. Firma
            założona w 1946 roku przez Enzo Ferrari obecnie należy do koncernu Fiata.
            Siedzibą firmy jest miejscowość Maranello we Włoszech. Zdaniem purystów marki,
            prawdziwe Ferrari powinno być pomalowane na czerwono - wzięło się to ze zwyczaju
            właściciela, który malował swoje samochody wyścigowe na tzw. rosso scuderia
            (zwyczaj praktykowany zresztą do dziś). Oficjalnym kolorem jest jednak kanarkowy
            żółty - giallo modena, taki jak ten w tle znaczka Ferrari drogowych, przejęty
            przez założyciela z herbu miasta, w którym się urodził - Modeny.

            Ferrari od 1929 roku prowadził stajnię wyścigową o nazwie Scuderia Ferrari i
            osiągał znaczne sukcesy w wyścigach samochodowych. 1947 - model Ferrari 125 C
            Sport z silnikiem 1,5 litra V12 (12 cylindrów). Wozy cywilne Ferrari,
            produkowane od 1947 roku, znane ze swego wyszukanego stylingu z domu
            Pininfarina, były i są symbolem luksusu. Ferrari korzystał również z designu
            innych projektantów, a mianowicie byli to Scaglietti, Bertone i Vignale.
            Stosunkowo niewielkie silniki 8- i 12-cylindrowe w układzie V, odznaczające się
            wysokimi osiągami oraz specyficznym brzmieniem, dobre osiągi i piękny wygląd
            czynią wozy Ferrari obiektem pożądania młodych ludzi.

            Logo firmy pochodzi z emblematu, jaki miał na swoim samolocie pilot myśliwski z
            I wojny światowej, Francesco Baracca. Enzo Ferrari, będący pod wrażeniem jego
            umiejętności, użył tego samego symbolu - czarnego rumaka, stojącego na dwóch
            tylnych nogach.

            Najdroższe modele firmy:

            * 250 GTO - 1962-1964 - silnik: V12, 3.0 l, ok. 230 km/h, ok. 6,2 sek. do
            100 km/h; wyprodukowano 39 egzemplarzy

            * 288 GTO - 1984-1986 - silnik: turbodoładowany V8, 2.8 l, 400KM, 306 km/h,
            ok. 5,0 sek. do 100 km/h; wyprodukowano 272 egzemplarzy

            * F40 - 1987-1992 - silnik: turbodoładowany V8, 2.9 l, 478KM, 324 km/h, 3,8
            sek. do 100 km/h; wyprodukowano 1315 egzemplarzy

            * F50 - 1995-1997 - silnik: V12, 4.7 l, 520KM, 325 km/h, 3,7 sek. do 100
            km/h; wyprodukowano 400 egzemplarzy z czego 1 poszedł do "Galleria Ferrari".

            * F50 GT - 1997 - silnik: V12, 4.7 l, 750KM, ok. 380 km/h, 2,9 sek. do 100
            km/h; wyprodukowano 3 egzemplarze

            * Enzo - 2003-2005 - silnik: V12, 6.0 l, 660KM, ok. 350 km/h, 3,65 sek. do
            100 km/h; wyprodukowano 400 egzemplarzy, (349 + 50 seryjnych + 1, z którego
            dochód powędrował na rzecz ofiar dotkniętych powodzią w Azji).

            * FXX - 2005 - silnik: V12, 6.2 l, 800KM, ponad 350km/h, 2,8 sek. do
            100km/h; wyprodukowano 29 egzemplarzy


            Skrót "F" oznacza Ferrari a liczby 40 i 50 to rocznice założenia firmy
            produkującej samochody seryjne, jakie Ferrari świętuje, co 10 lat budując
            pojazdy o nieprzeciętnych osiągach i wyrafinowaniu technicznym. Najnowszy model
            limitowanej serii Ferrari nazwano FXX, ponieważ początkowo planowano montaż
            jedynie 20 sztuk. Ostatecznie, 29 najbardziej lojalnych klientów Ferrari otrzyma
            swój egzemplarz.

            Obecnie produkowane modele:

            * Ferrari F430 <483KM> (319 km/h)
            * Ferrari F430 Spider <483KM> (310 km/h)
            * Ferrari 612 Scaglietti <540KM> (315 km/h)
            * Ferrari Superamerica <540KM> (320 km/h)
            * Ferrari 599 GTB Fiorano <620KM> (330 km/h)

            Oh! Ah! :-)))
              • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Pininfarina 02.02.07, 21:40
                Piekne karoserie samochodow projektuje:

                Carrozzeria Pininfarina to jedno z najsłynniejszych biur projektowych na
                świecie. Specjalizuje się ono zarówno w tworzeniu samochodów koncepcyjnych jak i
                projektowaniu modeli seryjnych, zwłaszcza samochodów sportowych. Siedziba firmy
                znajduje się w Turynie, we Włoszech. Firma została założona w roku 1930 przez
                Battista Pininfarinę. Dynamiczny rozwój i sławę przyniosły firmie projekty
                karoserii wykonywane w latach 30. na specjalne zamówienie gwiazd Hollywood oraz
                najbogatszych ludzi świata. W roku 1947 jeden z pojazdów zaprojektowanych przez
                Pininfarinę trafił na wystawę w nowojorskim Museum of Modern Art. Firma
                stopniowo, poczynając od lat 50. rozrastała się. W roku 1952 Pininfarina
                rozpoczęła stałą współpracę z Ferrari, która trwa do dziś. Pininfarina
                współpracowała również z wieloma innymi firmami motoryzacyjnymi, m. in.
                Maserati, Lancia, Alfa Romeo, Mitsubishi, Rover, Peugeot, Honda, Volvo,
                Rolls-Royce, Cadillac oraz Bentley. Obecnie firmę prowadzą syn Battisty, Sergio
                Pininfarina i Renzo Carli. Z firmą współpracowało wielu znanych stylistów.

                Samochody Pininfariny na aukcjach:

                Wiele historycznych i współczesnych modeli firmy osiąga na aukcjach i
                licytacjach bardzo wysokie ceny. Jedną z bardziej znanych była aukcja w
                londyńskim domu aukcyjnym Sotheby's w 2005 roku. Udało się wtedy sprzedać:

                * Ferrari 328 GTS z 1988 roku - 55,200 euro
                * Czerwony kabriolet Ferrari 365 z 1966 roku - 736,000 euro
                * Ferrari 330 GTS z 1966 roku - 395,000 euro
                * Ferrari 250 GT SWB Berlinetta z roku 1961 projektowany osobiście przez
                założyciela firmy - 1,099,000 euro

                Na aukcji pojawiły się też całkiem nowe modele firmy. Nie udało się sprzedać
                m.in. Ferrari 250 GTE 2+2 z 1963 roku.

                Najbardziej znane modele zaprojektowane przez Pininfarinę:

                Ferrari 250 GT Berlinetta SWB
                Maserati Birdcage 75th
                Ferrari Testarossa
                Peugeot 406 Coupe

                * 1931 Lancia Dilambda
                * 1935 Alfa Romeo 6C Pescara Coupé
                * 1937 Lancia Aprilia Coupè
                * 1947 Cisitalia 202 SC
                * 1953 Ferrari 250
                * 1954 Lancia Aurelia B24
                * 1955 Alfa Romeo Giulietta
                * 1957 Lancia Flaminia
                * 1959 Ferrari 250 GT SWB
                * 1963 Chevrolet Corvette Rondine
                * 1964 Ferrari 275
                * 1965 MGB GT
                * 1966 Alfa Romeo 1600 Spider "Duetto"
                * 1966 Fiat 124 Sport Spider
                * 1967 Ferrari Dino 206
                * 1968 Ferrari Daytona
                * 1969 Peugeot 504 Cabriolet
                * 1971 Ferrari Berlinetta Boxer
                * 1971 Fiat 130 Coupe
                * 1975 Rolls-Royce Camargue
                * 1978 Jaguar XJ-S
                * 1978 Jaguar XJ Spider
                * 1979 Lancia Beta Montecarlo Turbo
                * 1983 Peugeot 205
                * 1984 Ferrari Testarossa
                * 1987 Cadillac Allanté
                * 1987 Ferrari F40
                * 1992 Alfa Romeo Spider en GTV
                * 1993 Ferrari F50
                * 1994 Fiat Coupe
                * 1997 Peugeot 406 Coupe
                * 1999 Mitsubishi Pajero
                * 2000 Daewoo Tacuma
                * 2000 Ferrari 550 Barchetta
                * 2002 Daewoo Nubira
                * 2002 Ferrari Enzo
                * 2003 Maserati Quattroporte
                * 2005 Alfa Romeo Brera
                * 2005 Maserati Birdcage 75th
                * 2006 Volvo C70



                Wiecej:

                www.pininfarina.com/
    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 02.02.07, 14:44
      O kim Pablo Picasso powiedział:

      "Nie szaleję za jego latającymi skrzypkami, kogutami i folklorem (...).
      Jednak po śmierci Matisse'a (...) będzie jedynym artystą, który jeszcze wie,
      co to kolor. Od czasu Renoira nie było nikogo innego, kto miałby takie
      wyczucie światła (...)"
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Szczypiorniak 03.02.07, 01:17
      W zwiazku ze wzmozonym zainteresowaniem sie szczypiorniakiem (patrz wielki
      final w niedziele), podajemy za PAP kilka informacji o tej dyscyplinie sportu:

      ***

      Szczypiorniak (piłka ręczna) - początki w Szczypiornie

      Piłka ręczna wywodzi się z tradycyjnych gier ludowych, znanych od czasów
      starożytnych i średniowiecza, ale pierwsze przepisy gry pojawiły się sto lat
      temu. Początkowo w Europie największe uznanie znalazła tzw. odmiana niemiecka,
      wymyślona przez Konrada Kocha. Na otwartym boisku, o wymiarach 80 m x 40 m,
      rywalizowało po 11 zawodników.

      Na przełomie XIX i XX wieku ręczna zaczęła dynamicznie rozwijać się w Danii. Od
      1911 roku weszła oficjalnie do programów szkolnych w tym skandynawskim kraju. W
      wersji duńskiej na boisku przebywało po siedmiu graczy.

      W Polsce piłka ręczna zaczęła być uprawiana w 1917 roku w obozie legionistów
      internowanych w Szczypiornie (dzielnica Kalisza). Stąd nazwa szczypiorniak.
      Żołnierze grali najpierw po 11, a zasad nauczyli ich niemieccy strażnicy.

      Międzynarodowa Federacja Piłki Ręcznej powstała w 1928 roku. Podczas igrzysk
      olimpijskich w odmianie 11-osobowej mecze piłki ręcznej rozegrano tylko raz -
      osiem lat później w Berlinie. Do programu olimpijskiego wróciła w 1972 roku
      (Monachium), już w wersji "duńskiej" (po siedmiu zawodników). Cztery lata
      później na IO w Montrealu zadebiutowały piłkarki ręczne.

      Pierwsze mistrzostwa świata drużyn 7- i 11-osobowych rozegrano w 1938 roku w
      Niemczech. W obydwu turniejach triumfowali gospodarze. W kolejnych latach obie
      odmiany istniały obok siebie, jednak gra z udziałem 11 zawodników stopniowo
      zanikała. MŚ kobiet rozgrywane są od pół wieku.

      W Polsce piłka ręczna popularnością niemal zawsze ustępowała innym dyscyplinom
      zespołowym - piłce nożnej, siatkówce czy koszykówce. W 1936 roku Polski Związek
      Gier Zespołowych przekształcił się w Polski Związek Piłki Ręcznej (PZPR). Sześć
      lat wcześniej rozegrano I MP mężczyzn drużyn 11-osobowych, kontynuowane z
      przerwą wojenną do połowy lat 60. Następnie MP odbywały się z udziałem zespołów
      7-osobowych. Wcześniej, bo w 1948 roku, z uwagi na powstanie Polskiej
      Zjednoczonej Partii Robotniczej i na taki sam skrót nazwy partii co i związku
      piłki ręcznej - zmieniono nazwę na Polski Związek Koszykówki, Siatkówki i
      Szczypiorniaka. W 1957 roku powstał Związek Piłki Ręcznej w Polsce (ZPRP).

      W 1955 roku rozegrano pierwsze mecze pokazowe 7-osobowej męskiej ręcznej (boisko
      40 m x 20 m). Jedenaście lat później ta wersja zastąpiła ostatecznie rozgrywki
      ligowe w piłce 11-osobowej. W 1973 roku polscy piłkarze zakwalifikowali się do
      finałów MŚ, a po kolejnych trzech latach zdobyli brązowy medal IO. Przed 25 laty
      reprezentacja Polski wywalczyła brąz na MŚ.

      PAP - Nauka w Polsce
      • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce 03.02.07, 14:37
        Fragment tekstu o Polsce wydrukowanego parę lat temu w jakiejś francuskiej
        gazecie:

        (...) Oto znajdujemy się w świecie absurdu.
        Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny
        światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3
        mieszkaniec ma 20lat.
        Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu
        mniej niż przeciętny robotnik.
        Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna
        pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie
        ma biedy a obcy kapitał się pcha drzwiami i oknami.
        Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno
        znaleźć miejsce na parkingu.
        Kraj, w którym rządzą byli socjaliści,a w którym święta kościelne są dniami
        wolnymi od pracy (!)
        Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić
        gruntu pod nogami.
        Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po
        francusku, ekspedientem po niemiecku, a z ministrem lub jakimkolwiek
        urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza.
        Polacy..! Jak wy to robicie?..."
        • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 03.02.07, 15:46
          W jednym z wczesnych filmow dokumentalnych Kieslowskiego jest taka scena:

          Na rowerze jedzie facet. Jedzie "bez trzymanki", bo w jednej rece trzyma na
          lancuchu koze, a w drugiej rece dzierzy radyjko, ktore wlasnie nadaje mecz.
          Nalezy jeszcze dodac, ze facet jest totalnie ululany.

          Pytanie: w jakim kraju rozgrywa sie akcja filmu? :-)))
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Jestesmy trendy:-) 03.02.07, 14:44
      Przypominam post z grudnia:

      ***

      Re: Nowa ksiazka Andrzeja K. Wroblewskiego
      Autor: onufry_z_daleka
      Data: 29.12.06

      Izaak Newton prześladujący Gottfrieda Leibniza czy James Joule badający
      zjawisko ciepła w podróży poślubnej. Te i wiele innych opowieści można znaleźć w
      fascynującej "Historii fizyki" Andrzeja K. Wróblewskiego. To pierwsze tego typu
      wydawnictwo na świecie.

      Andrzej K. Wróblewski, profesor fizyki, były rektor Uniwersytetu Warszawskiego,
      od blisko 30 lat prowadzi wykłady z historii fizyki. Ściągają na nie tłumy, i to
      nie tylko studentów z jego rodzimego wydziału. W miesięczniku "Wiedza i Życie"
      pod pseudonimem AKW publikuje felietony, w których portretuje, z wielką swadą,
      erudycją i humorem, największych uczonych świata. Zebrały się już z tego dwa
      wspaniałe tomiki "Uczonych w anegdocie".
      (...)

      ***

      Dowiedzialem sie dzis, ze naklad tej nowej ksiazki A. K. Wroblewskiego jest
      wyczerpany (!), ale bedzie dodruk.

      Wniosek 1. Istnieje zapotrzebowanie na humor w nauce.

      Wniosek 2. Mimo, ze w naszym watku autorow niewielu, to czytelnikow
      prawdopodobnie wielu.

      Czyli jestesmy trendy :-)))

      Czyli jestesmy ludzkosci potrzebni :-)))))

    • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz: Aforyzmy o marzeniach :-) 03.02.07, 16:05
      Paulo Coelho:
      To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące.


      Paulo Coelho:
      Kiedy się czegoś pragnie, wtedy cały wszechświat sprzysięga się,
      byśmy mogli spełnić nasze marzenie.


      William Shakespeare:
      Jesteśmy z tego samego materiału co nasze sny.


      Maria Dąbrowska:
      Marzenia zwykle się spełniają, ale nie tak i nie wtedy,
      kiedy tego pragniemy.


      William Shakespeare:
      Nie poddawaj się rozpaczy. Życie nie jest lepsze
      ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne.
      • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz: Aforyzmy o marzeniach :-) 03.02.07, 16:10
        Joseph Conrad:
        Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.


        Stanisław Jerzy Lec:
        Podrzuć własne marzenia swoim wrogom, może zginą przy ich realizacji.



        Phil Bosmans:
        Uszczęśliwianie innych jest marzeniem ludzi szczęśliwych.



        Magdalena Samozwaniec:
        Największym marzeniem mężczyzny jest umieć utrzymać kobietę
        za jej własne pieniądze.



        Martin Luther King dn. 28 sierpnia 1963 roku podczas wiecu w Waszyngtonie:
        Mam takie marzenie, że pewnego dnia czworo moich małych dzieci będzie żyło
        w społeczeństwie, które nie będzie ich osądzało wedle koloru skóry,
        lecz wedle ich charakterów.

        I have a dream that my four little children will one day live in a nation
        where they will not be judged by the color of their skin but by the content
        of their character.
        • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz: Aforyzmy o marzeniach :-) 03.02.07, 16:14
          Fiodor Dostojewski:
          Bywają marzyciele, którzy obchodzą rocznice pojawienia się
          ich fantastycznych wizji.


          George Sand:
          Szczęście nie jest wcale mglistym marzeniem.


          Platon:
          Dobrzy to ci, którzy zadowalają się marzeniem o tym,
          co źli rzeczywiście robią.


          Alfred Aleksander Konar:
          Szkoda tych pięknych marzeń, które już się spełniły!


          Georg Christoph Lichtenberg:
          Istnieją marzyciele nie posiadający żadnych zdolności,
          i to są naprawdę niebezpieczni ludzie.
          • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz: Aforyzmy o marzeniach :-) 03.02.07, 16:22
            Jerzy Bilewicz:
            Marzenie grzybiarza: trafić na otwarte zebranie prawdziwków.

            :-)))


            Julian Tuwim:
            Marzenie kobiety - mieć stopę wąziutką, a żyć na szeroką.


            Stanisław Jerzy Lec:
            Marzenie niewolników: targ, gdzie można by sobie kupować panów.


            Agnieszka Lisak:
            Marzenie jest jak mydlana bańka, kiedy je chwytamy pryska.


            Victor Hugo:
            Marzenia wielkich ludzi sa nabrzmiałe przyszłością.
            Myśliciele śnią w zgodzie z tym, co ma być.
            • obrobka_skrawaniem Re: Humor w NiSz: Aforyzmy o marzeniach :-) 03.02.07, 17:15
              Marzenia to odpoczynek od słów.
              Wiktor Hugo


              Nasze życie to wieczny rozbrat marzenia z rzeczywistością.
              Vincent Van Gogh


              Nie ma takiego wielkiego czynu, który by nie powstał z jakiegoś
              wielkiego marzenia.
              Georges Duhamel


              Pielęgnuj swoje marzenia. Trzymaj się swoich ideałów. Maszeruj śmiało
              według muzyki, którą tylko Ty słyszysz. Wielkie biografie powstają
              z ruchu do przodu, a nie z oglądania się do tyłu.
              Paulo Coelho


              Rzeczywistość jest z tej samej przędzy co i marzenia.
              Władysław Stanisław Reymont
    • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz.: Aforyzmy o wolnosci 03.02.07, 16:37
      Zblizamy sie do postu 2000. Troche mysli o wolnosci, ktora powinna byc
      cecha dominujaca tego watku:

      ***

      Arthur Schopenhauer:
      Wolnym bowiem jest człowiek tylko wtedy, gdy jest samotny.


      Albert Camus:
      Być wolnym, to móc nie kłamać.


      Fiodor Dostojewski:
      Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą.


      Przysłowie łacińskie:
      Gdzie jest zwątpienie, tam jest wolność.
      Ubi dubium ibi libertas. (łac.)


      Marie von Ebner-Eschenbach:
      Kto wierzy w wolność woli, ten nigdy nie kochał
      i nigdy nie nienawidził.
      • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz.: Aforyzmy o wolnosci 03.02.07, 16:45
        Jason Evangelu:
        W miłości dwie wolności łączą się w jedną słodką niewolę.


        Soren Kierkegaard:
        Nie szukaj sprawiedliwości... Można być wolnym, nosząc kajdany.


        Tukidydes:
        Podstawą szczęścia jest wolność, a podstawą wolności odwaga.


        Fryderyk Nietzsche:
        Co jest pieczęcią osiągniętej wolności? Przestać wstydzić się samego siebie.


        Stanisław Jerzy Lec:
        Niejeden bumerang nie wraca. Wybiera wolność.

        • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz.: Aforyzmy o wolnosci 03.02.07, 16:51
          Pitagoras:
          Kto zatraca się w cierpieniu nie może być człowiekiem wolnym.


          Johann Wolfgang Goethe:
          Jednostajny jest rodzaj ludzki. Większość przepracowuje przeważną część
          czasu by żyć, a ta odrobina wolności, która im pozostaje, niepokoi ich tak,
          że używają wszystkich środków, żeby się jej pozbyć.


          Adam Mickiewicz:
          Lepszy w wolności kęsek lada jaki niźli w niewoli przysmaki.


          ks. Józef Tischner:
          Nie jest wolny człowiek, który nie potrafi przyznać się do winy.
          Nie jest wolny naród, który nie potrafi wysłuchać wyznania win
          i uczynić takiego wyznania. Nic tak nie krępuje wolności,
          jak wina nienazwana i niewyznana.


          Maria Dąbrowska:
          Trzeba ludziom zostawić wolność decyzji, nawet jeśli chcą decyzji
          szalonych albo tragicznych.
          • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz.: Aforyzmy o wolnosci 03.02.07, 16:59
            Ludwig van Beethoven:
            Czynić dobro, gdzie to jest możliwe, kochać wolność ponad wszystko,
            nie zaprzeć się prawdy nawet przed tronem!

            Paulo Coelho:
            "Kiedy poznałam upokorzenie i całkowitą uległość, stałam się wolna..."


            Stefan Wyszyński:
            Gdy człowiek tak bardzo wydobędzie się z siebie, że ma już odwagę
            być poczytanym za nic, dopiero wtedy jest wolność, wspaniałość
            i zwycięstwo - najtrudniejsze, bo nad samym sobą.


            Monteskiusz:
            Wolność to dobro, które umożliwia korzystanie z innych dóbr.


            Johann Gottlieb Fichte:
            Być wolnym... to nic, ale odzyskać wolność - to niebo.
            • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz.: Aforyzmy o wolnosci 03.02.07, 17:06
              Monteskiusz:
              Wolność to prawo czynienia wszystkiego, co nie jest zabronione.


              Marie von Ebner-Eschenbach:
              Syci niewolnicy są najzacieklejszymi wrogami wolności.


              Jean-Jacques Rousseau:
              Pieniądze, które mamy, są narzędziem wolności. Pieniądze, za którymi
              się uganiamy - narzędziem niewoli.


              Romain Rolland:
              Nie mam pojęcia, co to jest wolność; wiem, kim są ludzie wolni.


              Stanisław Jerzy Lec:
              Wolności nie można symulować.

              :-)))
    • onufry_z_daleka Re: W poscie 2000 -tym 03.02.07, 17:13
      chcialbym serdecznie podziekowac ludzkim istotom, ktore sie kryja za nickami:

      eilean_donan, ewa, obrobka_skrawaniem oraz 3bezatu

      - za wiele wartosciowych, smiesznych oraz madrych postow o ktore wzbogacily one
      ten watek.


      SERDECZNIE DZIEKUJE I POZDRAWIAM,

      Onufry

      :-)))
      • onufry_z_daleka Re: Aforyzmy o wolnosci c.d. 03.02.07, 17:24
        Johann Wolfgang Goethe:
        Życia w wolności wart tylko, kto sobie wywalczać musi je na każdy dzień.


        Andrzej Biskupski:
        Jeśli masz cokolwiek, już nie jesteś wolny.


        Napoleon Bonaparte:
        Tam, gdzie nie ma wolności, nie ma ani praw, ani obowiązków.


        Baruch Spinoza:
        Ludzka wolność ludzi polega zaledwie na tym, że człowiek zna
        swoje pragnienia, nie zna natomiast przyczyn, które je wywołują.


        ks. Józef Stanisław Tischner:
        W dzisiejszym świecie nie wolność jest problemem. Wolność już jest.
        Pozostało pytanie: co zrobić z wolnością?
        • onufry_z_daleka Re: Aforyzmy o wolnosci c.d. 03.02.07, 17:30
          ks. Mieczysław Maliński:
          Wolność wymaga, żeby był uratowany człowiek obok mnie.


          Epiktet z Hierapolis:
          Tylko ludzie intelektualnie rozwinięci są wolni.


          Włodzimierz Lenin:
          Wolność to właściwie rozumiana konieczność.


          Stanisław Jerzy Lec:
          Najczęściej tracą wolność ci, co jej pragną.


          Antoine de Saint-Exupéry:
          Powołanie pomaga człowiekowi wyzwolić się, to pewne, ale trzeba także
          wyzwolić powołanie.

          • onufry_z_daleka Re: Aforyzmy o wolnosci c.d. 03.02.07, 17:38
            Georg Christoph Lichtenberg:
            Najwyższy stopień wolności politycznej graniczy bezpośrednio z despotyzmem.


            ks. Józef Stanisław Tischner:
            Potrafimy walczyć o wolność, ale trudno się nam jej dorabiać.


            Andrzej Szczypiorski:
            Dla jednych wolność polega na uświadomieniu sobie konieczności.
            Dla innych wolność polega na uświadomieniu sobie bezkarności.


            Tadeusz Kotarbiński:
            O wolność można walczyć legalnie dopiero wtedy, gdy się ją już posiada.


            Georg Christoph Lichtenberg:
            Ujawniać swe wątpliwości - to zawsze jest dozwolone wolnemu człowiekowi.

            • onufry_z_daleka Re: Aforyzmy o wolnosci c.d. 03.02.07, 17:46
              Albert Camus:
              Wolność to pańszczyzna, bieg wytrwały samotny, bardzo wyczerpujący.
              U kresu każdej wolności jest wyrok.


              Raoul Follereau:
              Człowiek nie jest prawdziwie człowiekiem, jeżeli nie jest wolnym.
              Nie jest wolnym, jeżeli nie pracuje.


              John Stuart Mill:
              Większość ludzi przedkłada siłę nad wolność.


              Jean-Paul Sartre:
              Istotną i konieczną cechą wolności jest to, iż jest usytuowana.


              ks. Józef Tischner:
              Wiara w fatum sprowadza na ziemię fatum. A wiara w wolność sprowadza
              na ziemię wolność.
              • obrobka_skrawaniem Re: Aforyzmy o wolnosci c.d. 03.02.07, 18:31

                Nie może być demokracji bez określonych reguł. Wolność nie znaczy,
                że można poruszać się po niewłaściwej stronie ulicy.
                Indira Gandhi


                Równość, wolność i własność są najpotrzebniejszym i najprostszym wnioskiem
                z praw człowieka.
                Stanisław Staszic


                Wolność i zdrowie są do siebie podobne; zna się dobrze ich cenę,
                kiedy nam ich brak.
                Henry Francois Becque


                Wolność jest to prawo czynienia wszystkiego, co nie szkodzi innym.
                Karol Marks


                Wolność jest to prawo robienia tego, co się chce i przeszkadzania innym
                w robieniu tego, czego chcą.
                Henryk Sienkiewicz


                Wolność nie jest możliwa bez autorytetu. bo inaczej będzie chaosem -
                a autorytet bez wolności stanie się tyranią.
                Stefan Zweig


                Wolność polega na tym, aby rozpatrywać śmiało każdą sytuację, w jaką człowiek
                wpakuje się z własnej i nieprzymuszonej woli; i brać na siebie wszelką wynikłą
                tu odpowiedzialność.
                Jean Paul Sartre


                Wolność to dobra rzecz, dlatego trzeba bardzo uważać, ażeby nikt nie brał
                jej sobie za wiele.
                Henryk Mann


                Wolność to tylko jeszcze jedno słowo dla tych, którzy nie mają już nic
                do stracenia.
                Janis Joplin


                Wolność wymaga odpowiedzialności, dlatego budzi lęk w tak wielu ludziach.
                Jules Renard


                Wolność, to nie anarchia — przeciwnie — wiąże się z poszanowaniem prawa.
                Rudyard Kipling
    • onufry_z_daleka Re: HNSz: Artysci w obronie Doliny Rospudy! 03.02.07, 20:36
      Za serwisem naukowym PAP:

      Apel artystów o ochronę Doliny Rospudy

      O ochronę Doliny Rospudy i zachowanie jej w niezniszczonym stanie zaapelowała do
      ministra środowiska, Jana Szyszki, grupa 35 artystów teatralnych, muzyków i
      pisarzy. Proponują oni budowę "problematycznego" odcinka drogi "parę kilometrów
      dalej" i wyrażają przekonanie, że minister nie pozwoli "doprowadzić do
      zniszczenia tego niezwykle cennego przyrodniczo miejsca".

      "Dolina Rospudy to piękny zakątek naszego kraju, słynący z obecności rzadkich,
      gdzie indziej niespotykanych storczyków oraz zwierząt – np. wilków, orłów i
      innych ptaków. (...) Niestety, miejsce to ma zostać bezpowrotnie zniszczone
      budową obwodnicy Augustowa, która stanowi część trasy ekspresowej Via Baltica.
      Ma zostać wyciętych ponad 26 tysięcy drzew (...) zniszczeniu ulegnie ponad 70
      stanowisk najrzadszych gatunków ptaków" - alarmują autorzy apelu.

      Inicjatorem apelu, pod którym się podpisali m.in: Urszula Dudziak, Krystyna
      Janda, Tomasz Jastrun, Marek Kamiński, Anna Maria Jopek, Marek Kondrat, Jan
      Krenz, Wojciech Malajkat, Kazimierz Orłoś, Jurek Owsiak, Krystyna Prońko,
      Stanisław Sojka, Andrzej Stasiuk, Beata Ścibakówna, Olga Tokarczuk, Grzegorz
      Turnau, jest Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.

      List będzie odczytany podczas sobotniego koncertu "Noc Rospudy" w ramach
      obchodów Światowego Dnia Mokradeł, który w tym roku poświecony jest Dolinie
      Rospudy, a organizowany przez Stowarzyszenie Chrońmy Mokradła przy współpracy
      Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków, Klubu Przyrodników, Greenpeace'u,
      WWF-u, Polskiej Zielonej Sieci i Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
      Dzień Mokradeł obchodzony jest na całym świecie 2 lutego w rocznicę podpisania w
      1971 roku Konwencji Ramsarskiej. Ma na celu szerzenie wiedzy na temat globalnego
      znaczenia i metod ochrony tych cennych ekosystemów. Wówczas powstała Lista
      Ramsar, będąca spisem obszarów podmokłych o znaczeniu międzynarodowym. Dziś, w
      154 państwach, jest takich obszarów 1634 - o 86 więcej niż przed rokiem.
      Zaledwie 8 z nich znajduje się w Polsce.

      W grudniu Komisja Europejska ogłosiła, że budowa biegnącej przez Dolinę Rospudy
      obwodnicy Augustowa jest niezgodna z prawem unijnym. W oficjalnym piśmie
      wysłanym do władz polskich Komisja zaleca wstrzymanie prac budowlanych do czasu
      wyjaśnienia wątpliwości.

      Dolina Rospudy jest obszarem chronionym w ramach Europejskiej Sieci Ekologicznej
      Natura 2000, jako terytorium specjalnej ochrony ptaków.

      PAP - Nauka w Polsce


      • onufry_z_daleka Re: Czarny humor w nauce: Dolina Rospudy 03.02.07, 21:06
        Za serwisem naukowym PAP:

        Biolog: Ekspertyzy o nieszkodliwości obwodnicy Augustowa zawierają sporo błędów

        Forsowany obecnie wariant obwodnicy Augustowa może zagrozić cennym torfowiskom w
        Dolinie Rospudy, ostatnim tak dobrze zachowanym w całej Europie - twierdzi
        znawczyni torfowisk mgr Ewa Jabłońska, doktorantka w Zakładzie Botaniki
        Środowiskowej Uniwersytetu Warszawskiego. Dodaje, że ekspertyzy mówiące o
        nieszkodliwości inwestycji, zawierają błędy. Taką opinię wyrażają też polscy i
        zagraniczni specjaliści zajmujący się badaniem obszarów podmokłych i bagiennych.

        Tymczasem Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad twierdzi z uporem, że
        wybrany przez nią wariant budowy jest najbardziej odpowiedni ze względu na
        ochronę środowiska i że nie narusza stosowanych przepisów polskich, ani
        europejskich.

        Wiadomo jednak, że prawie 80 proc. terenu przeznaczonego pod planowaną
        inwestycję stanowią obszary o wysokich walorach przyrodniczych i krajobrazowych.
        Według GDDKiA, aby obwodnica jak najmniej szkodziła żyjącym tam gatunkom roślin
        i zwierząt nad doliną powinna powstać ponad 500-metrowa estakada o wysokości
        prawie pięciu metrów.

        Zdaniem mgr Ewy Jabłońskiej, doktorantki w Zakładzie Botaniki Środowiskowej
        Uniwersytetu Warszawskiego, ekspertyzy na temat wpływu obwodnicy na torfowiska,
        przeprowadzone przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad zawierają
        wiele błędów. Znalazło się w nich wiele przyrodniczych argumentów niezgodnych z
        ogólnie przyjmowaną wiedzą na temat torfowisk, ich powstawania i ekologii,
        podkreśla badaczka.

        "Oczywiście, jeśli ktoś chce uzyskać wynik potwierdzający tezę, że przebieg
        obwodnicy zgodny z obecnie forsowanym wariantem jest dla środowiska mało
        uciążliwy, to może to osiągnąć, chociażby porównując go z gorszymi wariantami, a
        nie z możliwą lepszą wersją" - mówi Jabłońska.

        Jak zaznacza, przyrodnicy, którzy przygotowywali ekspertyzę dla GDDKiA, nie są,
        z jednym wyjątkiem, specjalistami w zakresie torfowisk, ale w zakresie innych
        ekosystemów. Z tej przyczyny mogą nie do końca rozumieć pewne procesy związane z
        ich zasilaniem, czy równowagą wodną.

        Jabłońska podkreśla, że wariant obwodnicy forsowany przez GDDKiA zagraża
        torfowiskom w Dolinie Rospudy z kilku powodów. "Torfowiska te są zasilane przez
        wodę gruntową płynącą spoza doliny, a więc ich istnienie zależy od równowagi
        wodnej na znacznie większym obszarze. Tymczasem w celu budowy obwodnicy
        Augustowa planowane są w okolicy różne odwodnienia, które mogą obniżyć ilość
        wody dopływającej do torfowiska z otaczającego obszaru" - wyjaśnia badaczka.

        Jak dodaje, poza budową niszczący wpływ na Dolinę Rospudy będzie mieć sam ruch
        samochodowy po obwodnicy. Dużym zagrożeniem będzie hałas czy zanieczyszczenie
        spalinami, nie mówiąc już o możliwych katastrofach ekologicznych.

        "Wraz ze spalinami samochody będą emitować związki azotu, a torfowiska w Dolinie
        Rospudy są unikalne właśnie dzięki temu, że powstawały w warunkach małego
        dopływu związków biogennych, pochodzących m.in. z działalności człowieka" - mówi
        specjalistka.

        Według niej, są to tzw. torfowiska mezotroficzne, dość ubogie w związki
        biogenne. Dlatego może się tam rozwijać rzadka roślinność, która nie jest w
        stanie rosnąć w warunkach silniejszej konkurencji, gdy gleby są żyźniejsze.

        Obecnie Rospuda jest chroniona przed zanieczyszczeniami m.in. przez otaczający
        ją las. Nigdy nie została osuszona przez człowieka. Jest żywym dobrze
        rozwijającym się torfowiskiem, cały czas zasilanym przez wody gruntowe, które
        mają stały kontakt z roślinnością na powierzchni.

        Zdaniem Jabłońskiej, samo przesuszenie torfowiska może również prowadzić do
        wzrostu stężenia związków biogennych i zmian w składzie roślinności tych
        terenów. Przesuszony torf zaczyna się bowiem rozkładać na prostsze związki, np.
        azotu czy fosforu.

        Walka o uratowanie torfowisk Doliny Rospudy trwa już od kilku lat. Wynika to z
        faktu, że południowy odcinek doliny Rospudy stanowi jeden z najcenniejszych nie
        tylko w Polsce, ale i w Europie obszarów torfowiskowych o nienaruszonych
        stosunkach wodnych. Według europejskich specjalistów zajmujących się ekologią
        torfowisk można się nawet pokusić o stwierdzenie, że jest to najlepiej zachowane
        torfowisko niskie na zachód od Uralu.

        Doceniła to Komisja Europejska (KE), która uznała Dolinę Rospudy za obszar
        chroniony w ramach Europejskiej Sieci Ekologicznej Natura 2000 jako terytorium
        specjalnej ochrony ptaków.

        KE interweniowała w sprawie Doliny Rospudy w połowie grudnia 2006 roku, uznając
        budowę biegnącej przez nią obwodnicy Augustowa za niezgodną z prawem unijnym.
        Zastrzeżenia do planowanej przez GDDKiA inwestycji zgłosił w styczniu 2007 roku
        również Rzecznik Praw Obywatelskich.

        Obrońcy Rospudy nie ustają w działaniach. W związku z obchodami Światowego Dnia
        Mokradeł na 4 lutego w Warszawie zaplanowano "Dzień Rospudy", podczas którego
        polscy i europejscy biolodzy spotkają się na konferencji popularnonaukowej,
        poświęconej przyrodzie tego cennego obszaru. Wcześniej, z soboty na niedzielę,
        odbędzie się z kolei "Noc Rospudy", podczas której dla Doliny Rospudy zagrają:
        Urszula Dudziak, Stanisław Sojka oraz Dautenis Brajanamama.

        PAP - Nauka w Polsce, Joanna Morga
      • Gość: ewa Re: HNSz: Antoni Wit w szalonych dniach IP: *.dsl.club-internet.fr 03.02.07, 21:15
        Podczas "Szalonych Dni Nantes" wstapi polska orkiestra symfoniczna pod dyrekcja
        Antoniego Wita. Dla posiadajacych program Arte dzis dobra wiadomosc; o godz.
        22,30 bedziemy mogli sluchac i ogladac Dworzaka i Ravela w wykonaniu
        warszawskich artystow. Transmisja bezposrednio z sali Palacu Kongresowego.
        "Szalona Dni Nantes" to 4-dniowy festiwal muzyki klasycznej, podczas ktorego
        odbywa sie 300 (sic!) koncertow.Oszalec mozna z powodu mozliwosci wyboru!
        • onufry_z_daleka Re: HNSz: Antoni Wit i jego orkiestry... 04.02.07, 11:23
          Ze strony internetowej Filharmonii Narodowej:

          ***

          Filharmonia Narodowa i NOSPR pod batutą Antoniego Wita na trzech milionach płyt
          NAXOS

          W grudniu ub. roku dominująca na światowym rynku płytowym muzyki klasycznej
          firma NAXOS opublikowała raport sprzedaży swoich płyt nagranych przez Antoniego
          Wita z udziałem zespołów NOSPR i Filharmonii Narodowej.

          Do końca października 2006 NAXOS sprzedała prawie 3 miliony płyt, z czego około
          jedna piąta to nagrania zawierające utwory najwybitniejszych twórców
          współczesnej muzyki polskiej H.M. Góreckiego, W. Kilara, W. Lutosławskiego, K.
          Pendereckiego, a także nagrania H. Wieniawskiego, M. Moszkowskiego i I.
          Paderewskiego. Wśród nich najwyższą pozycję pod względem sprzedanych płyt
          zajmuje III Symfonia Góreckiego z Z. Kilanowicz. Na wysokich miejscach (ponad
          30.000 egzemplarzy) znajdują się również: płyta z Trenem i III Symfonią
          Pendereckiego, IV Symfonią, Łańcuchem II i Partitą (K. Bąkowski) Lutosławskiego
          oraz Koncertami skrzypcowymi Wieniawskiego (M. Bisengaliev).

          Wykaz zawiera szerokie spektrum utworów polskich nagranych na 26 płytach, dzięki
          czemu większość dzieł symfonicznych i oratoryjnych wymienionych twórców dostępna
          jest na całym świecie, gdyż NAXOS słynie z doskonałej i wszechstronnej
          dystrybucji swoich produktów. Wiele z nich nie zostało sprzedanych w wysokiej
          ilości i nie przyniosło firmie dochodu, który zrównoważyłby poniesione nakłady
          finansowe. NAXOS uznało jednak, że warto wydawać muzykę polską ww. kompozytorów
          w kompletach. Dlatego dostępnych jest w jej katalogu np. 10 płyt z utworami
          Lutosławskiego, 7 płyt z dziełami Pendereckiego. Katalog ten wkrótce wzbogaci
          się o nagrania kompletu dzieł Szymanowskiego i Karłowicza z Orkiestrą
          Symfoniczną Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Antoniego Wita.

          80 płyt sprzedanych w nakładzie ponad 2.200.000 egz. to muzyka kompozytorów
          europejskich oraz muzyka filmowa. Na czołowych miejscach w ilości sprzedaży
          znajdują się płyty z dziełami Czajkowskiego, Rachmaninowa, Prokofiewa, Mahlera,
          Ravela. W ostatnim roku największą popularnością cieszyły się nagrania VIII
          Symfonii Mahlera (z udziałem Orkiestry Symfonicznej i Chóru Filharmonii
          Narodowej) i Symfonii Alpejskiej R. Straussa (z Staatskapelle Weimar), które
          zyskały niezwykle przychylne opinie światowej krytyki muzycznej.


          Dodano 25.01.2007, 17:27

          ***

          Chcialoby sie zanucic za W. Mlynarskim i "Skaldami":

          "Choc chyba 100 symfonii na pamiec juz znam
          wciaz do filharmonii gnam bo tam ... "

          :-)))
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: R. Kapuscinski 04.02.07, 10:39
      Jeszcze jedno wspomnienie o R. Kapuscinskim:

      Za serwisem naukowym PAP:

      ***

      F. Cataluccio wspomina Ryszarda Kapuścińskiego

      "Reporter, który dostrzegał szczegóły" - tak o zmarłym Ryszardzie Kapuścińskim
      pisze włoski znawca literatury polskiej, Francesco M. Cataluccio na łamach
      prestiżowego dodatku kulturalnego do niedzielnego wydania dziennika "Il Sole-24
      Ore".

      W artykule wspomnieniowym podkreśla, że "odszedł jeden z ostatnich nauczycieli
      tolerancji i zainteresowania drugim człowiekiem".

      "Kapuściński był niestrudzonym i pełnym zaciekawienia wędrowcem, poszukującym
      prawdy, która jest w każdej istocie ludzkiej" - dodaje autor wspomnienia.
      Zauważa, że samemu mistrzowi reportażu podobałoby się, gdyby pamiętano go jako
      poetę, który w kilku słowach opisuje świat.

      Cataluccio wyraża opinię, że rzeczywistość, opisana przez Kapuścińskiego w jego
      książkach, przypomina kadry filmowe, pełne skrupulatnych obserwacji. Jak
      stwierdza: "porządkował chaos świata i faktów w sekwencję olśniewających migawek".

      Jako najważniejsze cechy rzemiosła Kapuścińskiego Cataluccio wymienia to, że
      nigdy nie wydawał sądów, co było jego - jak pisze - "zawodowym imperatywem"
      oraz, że potrafił odkrywać niezauważalne dla innych szczegóły, co wynikało z
      braku zaufania do własnej intuicji.

      Przyznaje, że o tym talencie przekonał się sam przed czterema laty, gdy razem z
      polskim pisarzem wędrował śladami Witolda Gombrowicza w Buenos Aires.
      Zorientował się, że Kapuściński dostrzegł wiele intrygujących drobiazgów,
      których on sam nie zobaczył.

      Włoski polonista podkreśla, że Kapuściński bardzo kochał Włochy, które były
      pierwszym krajem zachodnim, jaki w 1957 roku odwiedził. Jak pisze Cataluccio,
      polski pisarz mówił, że kiedy z pokładu samolotu zobaczył wtedy rozświetlony
      Rzym, wydawało mu się, że znalazł się w filmie Federico Felliniego.

      PAP - Nauka w Polsce

      ***

      PS. Ten pierwszy wyjazd na zachod R.K. opisany jest w 1. rozdziale
      jego "Podrozy z Herodotem".

    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sz.: mlodzi polscy naukowcy... 04.02.07, 12:19
      Za GW:

      ***

      Wiele wskazuje na to, że jedną z przyczyn sukcesu USA w uprawianiu nauk
      podstawowych jest organizacja amerykańskich uniwersytetów i sposoby finansowania
      badań wykorzystujące możliwości młodych uczonych w ich najbardziej płodnym
      naukowo okresie życia. Zdolny młody uczony uzyskuje zwykle stopień doktora w
      wieku dwudziestu kilku lat i jeśli wybija się, to po roku, dwóch latach
      otrzymuje stanowisko profesora. Nie powinna nas mylić nazwa tego stanowiska:
      assistant professor, ponieważ nie jest niczyim asystentem, ale osobą zobowiązaną
      jedynie do zdobycia dotacji na badania, rzetelnego uczenia studentów i
      kształcenia doktorantów. Gdy następnej dotacji nie zdobędzie - stanowisko traci.
      W ten sposób zostaje on rzucony na szerokie wody i musi podjąć decyzje nie tylko
      jak, ale też jakie badania prowadzić. Dotacja (grant) umożliwia mu prowadzenie
      takich prac, jakie uważa za najbardziej ciekawe i obiecujące, a doktoranci
      stanowią dla niego grupę pomocników. Oprócz władz uniwersytetu, które
      administrują grantem, żaden starszy profesor, kierownik zakładu lub dyrektor
      instytutu nie mówi mu, co robić. Podobnie ma się rzecz z tymi świeżo upieczonymi
      doktorami, którzy zdobyli własną dotację na badania. Z taką dotacją uniwersytety
      chętnie ich do siebie przyjmą, a gdy młody doktor opuści swych mistrzów i
      nauczycieli, jest także niezależny w prowadzeniu swych badań.

      W Polsce i w wielu krajach europejskich jest zupełnie inaczej. Potomkowie
      mieszkańców dawnych królestw i imperiów otoczeni są przez pozostałości różnych
      hierarchicznych układów, a młody badacz ma ogromne trudności w realizacji swych
      niestandardowych zamierzeń. Brakuje mu zarówno funduszy, jak i swobody...

      ***

      Wiecej:

      www.gazetawyborcza.pl/1,75476,3888227.html
      • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sz.: mlodzi polscy naukowcy.. 04.02.07, 16:38
        Pewien znany profesor, kiedyś wypowiedział się publicznie, że młodzi polscy
        naukowcy, którzy uczyli się i w kraju i zagranicą, zrobili doktoraty na
        Sorbonie i w USA, mają publikacje zagraniczne, nawet pracowali na
        zagranicznych uniwersytetach, nie mają szans na zatrudnienie w polskim
        środowisku naukowym, także ze względu na mechanizmy rodem z głębokiego PRL-u.
        Nie liczy się lepszy, jak na całym świecie, tylko np., z kim skoligacony, lub z
        kim wódkę pił.
        Jest taka anegdota, która dotyczy większości polskich uczelni.
        W radzie naukowej instytutu w państwowym uniwersytecie ogłoszono wyniki
        konkursu na adiunkta katedry logiki. Godzina była późna i większość członków
        rady instytutu zmogło zmęczenie, część być może lekko przysypiała. Aż nagle
        wszystkich zelektryzowała wiadomość, że oto na konkurs wpłynęły dwa podania.
        Wszyscy, jak jeden mąż, zapytali ze zdumieniem: "Któż śmiał być tym drugim?!".
    • onufry_z_daleka Re: HNSz: Jeszcze o filmie "Wielka cisza" 04.02.07, 23:16
      Oto recenzja Pawla Felisa z GW:

      ***

      Kino jedyne w swoim rodzaju. Dlatego niełatwo określić, czym "Wielka cisza"
      jest. Filmowym dokumentem? Trzygodzinną medytacją? Zbiorem długich, niemal
      nieruchomych ujęć, które o niczym nie opowiadają, ale pozwalają zatopić się w
      bezgłośnym, duchowym świecie, który dyskretnie rejestrują?

      Ten film to wyzwanie. Najpierw budzi zdziwienie. Potem senność. Jak długo można
      patrzeć na mnichów z klasztoru Grand Chartreuse w Alpach, którzy w całkowitej
      ciszy, w leniwym rytmie modlą się i wykonują codzienne czynności, przygotowują
      jedzenie, odśnieżają klasztorny teren, obcinają włosy, uderzają w dzwony i w
      niemal całkowitym mroku śpiewają chorały? Przez pierwsze dwie godziny walczyć
      trzeba ze znużeniem, zamykającymi się oczami, niecierpliwą pokusą, by sprawdzić
      zegarek (a może wyjść z kina). Ten wysiłek wynagradza godzina ostatnia -
      oswojeni z filmem poddajemy się medytacyjnej aurze w sposób naturalny, zaczynamy
      obserwować świat mnichów tak, jak funkcjonują w nim oni sami. I możemy obejrzeć
      bohaterów w sekwencji najzabawniejszej, gdy spontanicznie, przewracając się i
      śmiejąc jak dzieci, zjeżdżają po śniegu na podeszwach butów.

      To zresztą jedno z odkryć tego filmu: mnisi, choć żyją według tak surowych reguł
      (składają śluby milczenia, prawie w ogóle nie kontaktują się ze światem
      zewnętrznym, nawet w nocy przerywają co kilka godzin sen na modlitwę), nie są
      postaciami ze spiżu. Dopiero co przyjęty czarnoskóry mnich nieporadnie próbuje
      piłować drzewo (jego brat robi to mechanicznie, odmierzając kawałki drewna
      patykiem), w okresie świątecznym, kiedy wolno rozmawiać, słyszymy żarty z
      panujących w klasztorze zasad ("nie mam nic przeciwko myciu rąk - po prostu
      zapominam je wcześniej ubrudzić"). Nie czuje się zakonnej hierarchiczności,
      atmosfery sztucznego zamknięcia. Twarze bohaterów, kiedy patrzą długo w kamerę,
      emanują spokojem, pewnością, światłem, które budzą zazdrość.

      "Wielka cisza" jest filmem nagim: niczego nie narzuca, nie steruje emocjami.
      Daje widzowi tyle, ile on sam będzie chciał wziąć. Skrajna prostota środków
      idzie w parze z ujęciami malarskimi, które chcą podobać się na siłę. Philip
      Gröning nie tylko bowiem wszedł z kamerą w miejsce niedostępne (na zgodę czekał
      16 lat), ale także skonstruował swój film tak, by bez słów i komentarzy dotknąć
      istoty życia w ciszy i zamknięciu. Na czym polega siła ascezy i monotonnego
      rytmu, przekonujemy się więc stopniowo. Choćby w pojawiających się tu na czarnym
      tle napisach. Początkowo brzmią jak "zwykłe" cytaty z Biblii: te same zdania
      powtórzone po raz piąty zaczynają nabierać zupełnie innego sensu.

      W jednej z końcowych scen reżyser rozmawia z niewidomym bratem staruszkiem
      (jedyna taka rozmowa w filmie). Mnich w przejmujący sposób mówi o śmierci, o
      Bogu, dla którego nie ma przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, bo widzi
      życie jako całość. "Niestety, świat zagubił świadomość Boga" - dodaje na koniec.
      W pewnym sensie o tym, co zgubiliśmy, mówi właśnie "Wielka cisza": o
      niezdolności wyłączenia się z codziennego biegu, skupienia na jednej rzeczy
      przez dłuższy czas, odnalezienia sensu w tym, co skrajnie proste.

      ***
      • onufry_z_daleka Re: troche zakonnego humoru ... 04.02.07, 23:53
        Te anegdoty, to wprawdzie nie o kartuzach, ale o innych zakonnikach
        z poczuciem humoru :-)))

        ***

        Franciszkanie, jezuici i inni...

        W klasztorze stary, gorliwy w zachowywaniu reguły zakonnik idzie do przełożonego
        i mówi:
        - Nie rozumiem, po co ojciec umieścił na tablicy regulamin dnia. Młodzi
        zakonnicy i tak się zawsze spóźniają.
        - Po to, mój drogi - odpowiada przełożony - by wiedzieli, że się spóźniają.

        ***

        Franciszkanin skarżył się przed jezuitą, że przełożony nie chce mu pozwolić
        palić fajkę podczas porannej modlitwy.
        - A nikotyna - mówił syn św. Franciszka - uspokaja mnie i stymuluje działalność
        komórek mózgowych.
        Jezuita odpowiedział mu, że nie umiał odpowiednio sformułować prośby i dlatego
        nie dostał pozwolenia.
        - Ja - powiedział syn św. Ignacego - z pewnością dostanę takie pozwolenie.
        Przy następnym spotkaniu jezuita zawołał:
        - Już mam pozwolenie!
        - A w jaki sposób to ci się udało?
        - Widzisz, ty prosiłeś o palenie w czasie modlitwy. Ja natomiast tak
        prosiłem:
        - Czy paląc fajkę, mogę się modlić?
        Przełożony odpowiedział ml:
        - Oczywiście, przecież każdą naszą czynność winniśmy uświęcić przez modlitwę.

        ***

        Do bramy niebios puka franciszkanin.
        - Poczekaj chwilę - odpowiada św. Piotr - muszę najpierw znaleźć godne miejsce
        dla księdza kardynała, który zjawił się tu przed chwilą. Po paru minutach taką
        samą odpowiedź daje anioł zastępujący św. Piotra dominikaninowi, który siada
        razem z synem św. Franciszka na progu niebieskim.

        Wkrótce potem zjawia się jezuita i dowiedziawszy się o poszukiwaniu miejsca dla
        kardynała, woła:
        - Niosę bagaż Jego Eminencji księdza kardynała!
        I wchodzi przez bramę, którą uchylił anioł, by zobaczyć, co się dzieje.

        ***

        Ot.
        • Gość: ewa Re: troche zakonnego humoru ... IP: *.dsl.club-internet.fr 05.02.07, 16:16
          W czasie narady najwyższych mnichow trwa burzliwa debata nad wyborem
          najmądrzejszego z całego grona.Postanowiono wybrać go w taki sposób ,że każdy
          prawidłowo odpowie na pytanie : Co każdy mnich zdejmuje jako ostatnie przed
          snem???
          - Ubranie - odpowiada pierwszy
          - Kolko znad glowy - rzeczy drugi
          Zwycięzca natomiast odpowiada:
          - Nogi z podłogi
      • onufry_z_daleka Re: HNSz: kim sa kartuzi? 05.02.07, 00:53
        Kartuzi (nazwa pochodzi od zlatynizowanej nazwy pierwszej siedziby Kartuzów - La
        Chartreuse pod Grenoble we Francji (łac. Carthusia). Kartuzi to katolicki zakon
        męski i żeński o surowej regule, założony w 1084 roku przez św. Brunona z
        Kolonii. Reguła zakonna, zwana "Consuetudines Cartusiae", została spisana już po
        śmierci założyciela. W zakonie obowiązują zasady zachowywania milczenia (z
        małymi wyjątkami), postu (wegetarianizm), pracy i przebywania w samotności
        (osobne domki z ogródkiem). Klasztor kartuzów otoczony murem nazywany jest
        kartuzją. Charakterystyczne jest to, że kartuzi budowali dachy swoich kaplic w
        kształcie trumny i pozdrawiali się powiedzeniem Memento mori, co po łacinie
        znaczy Pamiętaj o śmierci. Najbardziej czczonymi świętymi zakonu są św. Brunon,
        św. Hugo, św. Anzelm, św. Stefan. Habit kartuza składa się z tuniki przepasanej
        pasem z białej skóry oraz z długiego szkaplerza z kapturem (szkaplerz jest
        nazywany przez kartuzów kukullą). Przód i tył kukulli są połączone z sobą po
        bokach za pomocą dwóch pasów materiału, które stanowią znak ślubów zakonnych.

        Kartuzi znani są z produkcji likieru o specyficznej recepturze, którego nazwa
        pochodzi od ich siedziby La Chartreuse.

        Obecnie na świecie są 24 kartuzje (pięć należy do zakonu żeńskiego), w których
        łącznie przebywa 370 mnichów i 66 mniszek. Większość z kartuzji znajduje się w
        Europie, poza nią istnieją w Ameryce Południowej (Argentyna i Brazylia), a także
        (jedna) w USA (w stanie Vermont). Powstaje również nowa fundacja w Korei
        Południowej. W XX w. powstała nowa wspólnota monastyczna od Betlejem, od
        Wniebowzięcia Najświętszej Dziewicy Maryi i od świętego Brunona oficjalnie
        agregowana do rodziny kartuzkiej.

        W Polsce kartuzi byli obecni od XIII wieku, a najstarszy klasztor powstał na
        Spiszu - Cartusia Vallis S. Antonii . W 1381 Jan Ruszczyński założył kartuzję
        pod Gdańskiem w Kartuzach - Paradisus Beatae Mariae . Fundacja kartuska w XVIII
        w. słynęła z bogactwa, wyrobu słynnego likieru i działalności charytatywnej.
        Trzecią kartuzję -Domus Compassionis Mariae - w Gidlach w sieradzkiem założyła w
        1642 r. wdowa po podkomorzym koronnym Zuzanna z Przerębskich - Oleska. W 1648
        Kazimierz Lew Sapieha w Berezie Kartuskiej nad Jasiołdą w województwie
        brzeskolitewskim założył kartuzę św. Krzyża.

        Maksymą kartuzów jest zdanie Stat crux dum volvitur orbis!.


      • onufry_z_daleka Re: HNSz: Jeszcze o filmie "Wielka cisza" 05.02.07, 10:58
        Za portalem Rzeczpospolitej:

        ***

        Ta samotność ma głęboki sens

        Milczenie i samotność mnichów zakonów kontemplacyjnych mają głęboki sens. Film
        Philipa Gröninga "Wielka cisza" przybliża go widzom, ale nie tłumaczy w pełni.
        Sfilmowanie przez niemieckiego dokumentalistę życia kartuzów - mnichów z zakonu
        kontemplacyjnego o najbardziej surowej regule monastycznej - jest dużym
        wydarzeniem. Przed nim nikomu się to nie udało. Ale celem Gröninga, który przez
        prawie pół roku oddychał niezwykłą atmosferą francuskiego klasztoru Grande
        Chartreuse, było coś ważniejszego: poprzez ciszę zewnętrzną wprowadzenie widzów
        w głąb siebie, w stan medytacji. Czy mu się to udało?

        Zaskakująco brzmi wyznanie dominikanina o. Macieja Kośca:

        - Ten film dał mi to, czego na co dzień często brakuje - ciszę i milczenie. W
        zgromadzeniach czynnych, a takim są dominikanie, każdy z zakonników sam jest
        odpowiedzialny za swoje życie duchowe. Tak ma organizować sobie dzień, by mieć
        czas na kontemplację.

        O. Tomasz Kot, jezuita: - Milczenie i samotność mnichów są w filmie dobrze
        pokazane. Ale brakuje w nim tego, co jest osią życia tych zakonów. Chodzi o
        rozbudowaną liturgię godzin, odprawianą także w porze nocnej. Gröning pokazuje
        ją w formie szczątkowej podobnie jak eucharystię, która jest w filmie jedynie
        zasygnalizowana.

        Dodajmy, że Gröning nie wspomina także o tym, co jest wielkąwartością zakonów
        kontemplacyjnych: o ich codziennej modlitwie za ludzi i świat.

        - W tradycji monastycznej samotność i milczenie są uważane za warunki konieczne
        do kontemplacji, która umożliwia wsłuchanie się w słowo Boże. Bóg przemawia do
        człowieka tylko w ciszy - tłumaczy matka Weronika Sowulewska, kamedułka ze
        Złoczewa, przewodnicząca Konferencji Przełożonych Żeńskich Klasztorów
        Kontemplacyjnych w Polsce.

        W dokumencie, niczym mantra, powracają słowa z Pisma Świętego: "A oto Pan
        przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed
        Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze - trzęsienie ziemi? Pan nie był
        w trzęsieniu ziemi. Potrzęsieniu ziemi powstał ogień? Pan nie był w ogniu. A po
        tym ogniu szmer łagodnego powiewu".

        Bóg nie przychodzi zatem do człowieka w hałasie, w zgiełku wielkiego miasta, ale
        w "szmerze łagodnego powiewu". Przychodzi w dźwiękach codziennych najprostszych
        czynności, które w"Wielkiej ciszy" zaskakują swym pięknem. Milczenie, samotność
        -wyraźnie tłumaczy Gröning -mają sens, bo pozwalają spotkać Boga. Ale przecież
        nie tylko po to, by nie bać się śmierci, jak mówi w jedynym dialogu w filmie
        ociemniały kartuz. A zatem po co? Tego w filmie zabrakło.-Milczenie potrzebne
        jest po to, by iść do Pana Boga i przez niego dojść do innych ludzi - tłumaczy
        o. Ambroży, przeor klasztoru kamedułów w Broniszewie koło Konina, który nie
        odrzuca też innej drogi: przez ludzi do Boga.

        Życie w obrazie Gröninga ograniczone jest murem klasztoru, którego nikomu z
        zewnątrz przekroczyć nie wolno. Inne zakony kontemplacyjne są bardziej gościnne.
        W czasie rekolekcji, które coraz większym powodzeniem cieszą się nie tylko na
        Zachodzie, ale i w Polsce, mnisi pomagają ludziom wejść w ciszę wewnętrzną,
        której nie zburzy hałaśliwa codzienność.

        - Mogą u nas zakosztować przyszłego upragnionego pokoju i wyciszenia. Nabrać sił
        do dalszego życia, czasem skorygować jego kierunek, ustawić go bardziej na Boga
        i na wartości duchowe... - mówi matka Weronika ze Złoczewa.

        120 tysięcy widzów "Wielkiej ciszy" we Francji w ciągu pięciu tygodni
        potwierdza, że ta cisza jest niespełnionym pragnieniem wielu ludzi. Bo ludzie,
        jak mówi o. Ambroży, od czasów biblijnych są tacy sami. Zmieniły się tylko
        warunki zewnętrzne życia.

        EWA K. CZACZKOWSKA

        ***

        Zakony kontemplacyjne w Polsce

        W Polsce nie ma kartuzów, choć byli jeszcze na początku XIX stulecia. Mniszki i
        mnisi, bo tak tradycyjnie nazywa się członków zakonów kontemplacyjnych, oddają
        się głównie modlitwie i żyją za klauzurą. Jest ich u nas kilkanaście: 16
        żeńskich i jeden męski. Mniszki żyją w 85 klasztorach, mnisi w dwóch. W
        ostatnich latach nastąpił w Polsce spadek powołań zakonnych, głównie żeńskich, z
        tym że jest on mniejszy właśnie w zakonach kontemplacyjnych, większy natomiast w
        tzw. zakonach czynnych. W Polsce jest ponad 1500 mniszek (wszystkich zakonnic
        ponad 22 tys.), mnichów - 23 (wszystkich zakonników ponad 13 000).

        • onufry_z_daleka Re: HNSz: Jeszcze o filmie "Wielka cisza" 05.02.07, 11:01
          Recenzja filmu z portalu Rzeczpospolitej:

          ***

          Żarliwa rozmowa z samym Bogiem

          Philip Gröning przez lata zabiegał o możliwość wejścia z kamerą na teren
          klasztoru Kartuzów. Wreszcie dostał odpowiedź: jesteśmy gotowi.

          Za klasztornymi murami zaszył się na kilka miesięcy. Tak powstał film, który
          wymyka się utartym określeniom. Po pierwsze, zdziwienie. Pojawiło się na
          wstępie, gdy patrzyłem na zakonników. Pogrążeni w modlitwie, wydawali się
          nierealni. Chciałem ich poznać, zrozumieć, oczekiwałem więc od reżysera pomocy.
          Jednak Gröning pozostawia widza bez objaśnień, sam na sam z obrazem. Pozwala,
          żeby osaczyła go cisza, w której na co dzień egzystują mieszkańcy Chartreuse.
          Pozostaje jedynie smakować w skupieniu surowej urody kadry, poddać się
          kontemplacyjnemu rytmowi zdarzeń. Jeśli ktoś podejmie ten wysiłek, odkryje, że
          między nim a światem kartuzów pękają bariery. Znika wrażenie wyobcowania,
          pojawia się bliskość. Mistycznego znaczenia nabierają prozaiczne czynności
          zakonników, jak odśnieżanie dachu lub przygotowanie posiłku. Razem z nimi
          cieszymy się z zabawy na śniegu, gdy wychodzą na spacer, i zastygamy w
          zamyśleniu, gdy medytują. Film pozwala dostrzec siłę ich prostych rytuałów, z
          których każdy zamienia się w głębokie wyznanie wiary. Metamorfozę przechodzi
          także cały dokument Gröninga. Autor wplótł między kadry biblijne frazy.
          "Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem Ci się uwieść" - ta powraca najczęściej,
          kryjąc w sobie sens filmu. W ciągu dwóch i pół godziny widz jest uczestnikiem
          zdumiewającej przemiany. Dokumentalny zapis niepostrzeżenie przechodzi w
          żarliwą, niczym niezmąconą modlitwę. Sala projekcyjna kurczy się do rozmiarów
          klasztornej celi, jakby w kinie była możliwa rozmowa z samym Bogiem.
          r.ś.
    • onufry_z_daleka Re: HNSz: Pompele w Powsinie :-))) 05.02.07, 13:20
      Ferie w Ogrodzie Botanicznym w Powsinie

      Ferie na półmetku - warto więc jak najszybciej wybrać się na zimowy spacer do
      Ogrodu Botanicznego PAN w Powsinie. "Spacerując po ogrodzie na wielu drzewach
      można spotkać jeszcze zeszłoroczne owoce i okazałe szyszki. Warto też zwrócić
      uwagę na przystosowanie roślin do zimowania" - mówi pracownik ogrodu Wojciech
      Dmuchowski.

      Jak wyjaśnia cecha ta szczególnie dobrze widoczna jest, gdy obserwujemy pączki.
      Wiele z nich otoczone jest grubą łuską, niejednokrotnie pokryte są włoskami lub
      woskiem, inne z kolei schowane są pod korą.

      Po spacerze warto odwiedzić szklarnię ekspozycyjną „Zielony Raj”, gdzie w części
      subtropikalnej obejrzeć można różnorodne owoce cytrusowe.

      "Samych cytryn posiadamy 7 odmian. Różnią się one wielkością i kształtem owoców
      oraz barwą i grubością skórki. Wśród cytrusów rosną też w szklarni 4 odmiany
      pomarańczy, 2 odmiany grejpfrutów i 2 odmiany pompeli. Pompela ma największe
      owoce wśród cytrusów. Owoc może ważyć nawet do 2 kg" - tłumaczy Dmuchowski.

      Obejrzeć można także kilka odmian mandarynek, które mają różne kształty i
      wielkość owoców.

      W szklarnii zaprezentowano także wystawy:


      * „Spotkanie z bogami Indii” ekspozycja 17 kamiennych i z brązu posągów,
      największe do 3 m wysokości;

      * „W cieniu Borobudur – najnowsze nabytki Muzeum Azji i Pacyfiku”, wystawa rzeźb
      sakralnych z Indonezji (z wysp Jawa i Bali).

          • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka, wskazowka2 05.02.07, 18:08
            obrobka_skrawaniem napisała:

            > Jakieś dziwne to twierdzenie. Jest już udowodnione?
            > W tezie jest pewnie jakiś skomplikowany wzór.

            ===============

            Teza jest baaaardzo prosta :-) Prosze sprobowac!

            (A samo twierdzenie ma kilka dowodow).

            Moze ulatwi sprawe przeformuowanie w jezyku grafow:

            Osoby z rozwazanego zbioru utozsamiamy z wierzcholkami grafu.
            2 wierzcholki laczymy krawedzia gdy odpowiadajace im osoby sie
            przyjaznia, i nazywamy "sasiednimi". Teraz zalozenie brzmi:

            "Przypuscmy ze mamy graf, w ktorym dowolna para sasiednich
            wierzcholkow ma dokladnie jednego wspolnego sasiada."

            Tezy nie zdradze. Wystarczy narysowac taki graf i teza narzuca sie
            sama. :-)))
          • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka, wskazowka 05.02.07, 19:53
            3bezatu napisała:

            > > Zalozenie Twierdzenia o przyjazni mowi:
            > >
            > > "Przypuscmy, ze w pewnym zbiorze ludzi, kazda para przyjaciol
            > > ma dokladnie jednego wspolnego przyjaciela."
            > >
            > > A co orzeka teza?
            >
            >
            > Że istnieje gość, który jest przyjacielem wszystkich?


            =================

            Tak, brawo!!!

            W terminach grafow, teza mowi, ze istnieje wierzcholek, ktory sasiaduje
            z wszystkimi pozostalymi wierzcholkami.

            Jak widac, matematyka w Wielkopolsce stoi dobrze :-)))

            Pierwszy dowod tego twierdzenia, w jezyku grafow, podali matematycy
            wegierscy Pal Erdos, Alfred Renyi i Vera Sos w roku 1966.
            Mozna go przeczytac w Rozdziale 31 "Dowody z Ksiegi" M. Aignera i G. Zieglera
            (istnieje przeklad polski PWN).

            Jeszcze raz gratulacje dla 3bezatu :-)))

    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 05.02.07, 23:06
      Za serwisem naukowym PAP:

      ***

      Dzień Bezpiecznego Internetu

      Inauguracja Helpline.org.pl – punktu oferującego pomoc dla dzieci, rodziców,
      profesjonalistów w zakresie internetowych zagrożeń, konkursy z cennymi nagrodami
      dla szkół oraz lokalne inicjatywy na rzecz bezpieczeństwa młodych internautów -
      to niektóre z wydarzeń, które odbędą się 6 lutego z okazji obchodów Dnia
      Bezpiecznego Internetu w Polsce.

      Dzień Bezpiecznego Internetu będzie równocześnie obchodzony w 40 krajach na
      świecie. W Polsce DBI po raz trzeci zorganizują Fundacja Dzieci Niczyje oraz
      Naukowa i Akademicka Sieć Komputerow. Organizacje te odpowiadają za realizację
      programu „Safer Internet" w Polsce.

      "Dzień Bezpiecznego Internetu (DBI), ustanowiony z inicjatywy Komisji
      Europejskiej w ramach programu +Safer Internet+, ma na celu inicjowanie i
      propagowanie działań na rzecz bezpiecznego dostępu dzieci i młodzieży do zasobów
      internetowych" - informuje na swojej stronie NASK.

      Tegoroczną edycję DBI patronatem objęła Viviane Reding, unijny Komisarz ds.
      Mediów i Społeczeństwa Informacyjnego.

      "Jak co roku organizatorzy zachęcają szkoły, organizacje pozarządowe, firmy i
      prywatne osoby do organizowania przez cały luty lokalnych inicjatyw na rzecz
      bezpieczeństwa młodych internautów (m.in. zajęcia edukacyjne, happeningi,
      gazetki szkolne, audycje w radiowęzłach szkolnych, kampanie informacyjne,
      konkursy)" - można przeczytać na stronie NASK.

      "Bardzo nas cieszy coraz większe zainteresowanie udziałem w Dniu Bezpiecznego
      Internetu szkół i organizacji z całej Polski" - mówi Anna Rywczyńska,
      koordynator programu Saferinternet.pl w NASK.

      "Liczymy na to, że dzięki zaangażowaniu uczniów, rodziców, nauczycieli i innych
      profesjonalistów inicjatywy na rzecz bezpieczeństwa najmłodszych internautów
      będą realizowane nie tylko przy okazji DBI, ale przez cały rok szkolny" – dodaje
      Agnieszka Wrzesień, koordynator projektu Awareness z Fundacji Dzieci Niczyje.

      Szczegółowe informacje dotyczące Dnia Bezpiecznego Internetu w Polsce dostępne
      są na stronie: www.dbi.pl

      PAP - Nauka w Polsce

      ***

      Czy ten watek jest aby "bezpieczny"? ;-)))
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 06.02.07, 00:24
      O jakim filozofie chinskim X jest mowa w nastepujacym tekscie:

      Gdy pewnego dnia odwiedził go Konfucjusz i zapytał, co należy robić, by uczynić
      życie innych ludzi lepszym, X miał odpowiedzieć: „Tak jak komary nie pozwalają
      człowiekowi zasnąć, tak gadanie o powinnościach wobec innych wprawia mnie w
      irytację. Nie przejmuj się tym! Staraj się jedynie utrzymywać swój świat w
      takiej prostocie, jaka tylko jest możliwa. Pamiętaj: tak jak wiatr wieje gdzie i
      kiedy chce, tak pomyślność pojawi się sama, gdy tylko będzie miała na to ochotę.
      Bądź naturalny, daj się ponieść wiatrowi”.

      Wskazowka: Byc moze ten filozof wcale nie istnial. ;-)))
        • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Lao-Tsy I 06.02.07, 16:11
          3bezatu napisała:

          > Laozi - półlegendarny chiński filozof, twórca taoizmu.

          ===========
          Tak, brawo!

          Za Wikipedia:

          ***

          Laozi (dosł. „Stary Mistrz”, wym. lao-dzy/lao-cy; nazwisko: Li Er; nazwisko
          pośmiertne: Li Dan) - półlegendarny chiński filozof, twórca taoizmu. Autor
          Daodejing, jednej z najważniejszych ksiąg taoizmu, zarówno filozoficznego, jak i
          religijnego.

          Istnienie Laozi nie zostało definitywnie potwierdzone historycznie. Według
          tradycji żył w VI w. p.n.e., a więc był współczesny Konfucjuszowi. Niektóre
          przekazy mówią, że był jego nauczycielem, co zdaniem historyków można uznać za
          taoistyczną propagandę, którą miała w ten sposób wskazywać, że konfucjanizm jest
          niejako odpryskiem taoizmu.

          Inna legenda mówi, że Laozi po śmierci odjechał na zachód i przebywszy Himalaje,
          trafił do Indii, gdzie został nauczycielem, lub nawet ojcem Buddy. W ten sposób
          taoistyczni propagandziści dowodzili, że również buddyzm, który przybył do Chin
          ok. II w. pne., jest odpryskiem rodzimego taoizmu.

          Wraz z rozwojem tzw. taoizmu religijnego okresie dynastii Han, Laozi zaczyna być
          deifikowany. Od tego czasu jest przedstawiany jako nieśmiertelny (xian), który
          dzięki odpowiednim ćwiczeniom osiągnął nadludzkie moce. W taoizmie religijnym
          bywa także bóstwem Laojun.

          Przypisywane mu nazwisko Li sprawiło, że uznała go za swego przodka dynastia
          Tang, założona przez Lǐ Yuāna (李淵) w 618 roku. Była to złota epoka taoizmu, a
          Laozi doczekał się sanktuarium w Louguantai, gdzie według legendy miał
          podyktować (lub napisać) Daodejing przed odejściem na zachód. W późniejszych
          epokach taoizm stracił na znaczeniu kosztem buddyzmu, a sanktuarium podupadło.

          ***
          • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Lao-Tsy II 06.02.07, 16:15
            c.d.

            Długo trwały spory czy był postacią historyczną. Jego tradycyjna biografia
            znajduje się w „Zapiskach Historyka” (Shiji) z II wieku p.n.e. Urodzić się miał
            14 dnia siódmego miesiąca trzeciego roku panowania cesarza Tingwanga, z dynastii
            Zhou, 54. roku 34. cyklu czyli w 604 roku przed narodzeniem Chrystusa, we wsi
            Kio-Jin, w gminie Lai, w okręgu Kukien, w chińskim państwie Zhou, obejmującym
            mniej więcej basen Jangcy. Jego nazwisko rodowe brzmiało Li, imię Er, pośmiertny
            przydomek Dan, dlatego znany był jako Laodan czyli „stary Dan” (Dan znaczy też
            „długie ucho”, symbol długowieczności), zaś potomni nazywali go po prostu Laozi,
            co znaczy „Stary Mistrz”, gdyż spośród wielkich mędrców wschodu pojawił się jako
            pierwszy.

            Pracował na dworze króla z dynastii Zhou, gdzie piastował dość niski urząd
            archiwisty w państwowej bibliotece. Starał się żyć w odosobnieniu i unikał
            sławy. Był łagodny, wyrozumiały i skromny, nie pragnął zaszczytów ani bogactw.
            Mówiło się, że był mędrcem, który ukochał ubóstwo. Jego największy uczeń
            Zhuangzi, który jednak nigdy nie widział go na oczy, pisał:

            „Wszyscy ludzie biorą to, co pełne, on sam jeden wybrał to, co puste. Nie
            gromadził i dlatego miał nadmiar i to jakże wspaniały nadmiar! Postępowanie jego
            było pełne godności, lecz bez wysiłku. Nie uprawiał działania i śmiał się z
            przemyślnej zapobiegliwości. Wszyscy ludzie szukają szczęścia, on jeden osiągnął
            całkowitość swej natury przez uleganie przyrodzonemu biegowi rzeczy. Głębię
            uważał za podstawę, a umiarkowanie za regułę. Mówił: to co twarde będzie
            rozkruszone, a to, co ostre, stępione. Był zawsze łagodny i wyrozumiały dla
            wszystkich i nigdy nie był napastliwy w stosunku do innych”.'

            Gdy pewnego dnia odwiedził go Konfucjusz i zapytał, co należy robić, by uczynić
            życie innych ludzi lepszym, Laozi miał odpowiedzieć: „Tak jak komary nie
            pozwalają człowiekowi zasnąć, tak gadanie o powinnościach wobec innych wprawia
            mnie w irytację. Nie przejmuj się tym! Staraj się jedynie utrzymywać swój świat
            w takiej prostocie, jaka tylko jest możliwa. Pamiętaj: tak jak wiatr wieje gdzie
            i kiedy chce, tak pomyślność pojawi się sama, gdy tylko będzie miała na to
            ochotę. Bądź naturalny, daj się ponieść wiatrowi”. Konfucjusz wychodząc ze
            spotkania miał według legendy powiedzieć: „Ptaki latają, ryby pływają, zwierzęta
            biegają. Ten, kto biega, może wpaść w pułapkę, ten, kto pływa, w sieć, tego, kto
            fruwa, może dosięgnąć strzała. Ale oto mamy Smoka. Nie wiem, jak galopuje na
            wietrze ani jak dostaje się do nieba. Wiem tylko, że dziś widziałem Laozi i mogę
            rzec, że widziałem Smoka” (tekst pochodzi z „Shiji”).

            Laozi ponoć był żonaty, miał syna Zonga, który został później wodzem w państwie
            Wei. Często doświadczał agresji wymierzonej we własną osobę, ale nigdy nie
            reagował na nią złością. Uważał, że to błąd usiłować zmieniać ludzi. Wierzył, że
            wszyscy są dobrzy w naturalny sposób i wszystkich należy traktować tak samo. Był
            przeciwny prawu, zwyczajom i tradycjom. Każdemu, kogo spotkał na swej drodze
            mówił dokładnie to samo: „Bądźcie sobą, róbcie swoje”. Prawo naturalne stawiał
            ponad prawem stanowionym. Pragnął dla wszystkich życia prostego i spokojnego,
            bez zasad i ograniczeń. Bardzo długo służył dynastii Czou, lecz gdy poczęła się
            ona chylić ku upadkowi, a na dworze coraz wyraźniej szerzył się zamęt,
            przygnębiony porzucił urząd i wyjechał w poszukiwaniu miejsca, gdzie mógłby
            spędzić schyłek swego życia w prostocie i w bliskości natury.

            W średniowieczu powstała legenda jakoby udał się na zachód, na wzgórza
            Hangufluanu. Tam, na przełęczy Xiangu, będącej krańcem państwa chińskiego,
            rozpoznał go strażnik Yin Xi, który nie chciał go przepuścić zanim nie spisze on
            swej nauki, by nie uległa ona zagubieniu. Wtedy to Laozi, zwykle przeciwny słowu
            pisanemu, w ciągu zaledwie 2 lub 3 tygodni napisał Daodejing (wymowa:
            Tao-Te-Czing), księgę, znaną również jako „Laozi wu-ts’ien-wen” czyli „Księgę 5
            000 znaków Laozi”, bo z tylu właśnie znaków się składa. Po napisaniu księgi
            Laozi odjechał na zachód, dosiadłszy wołu (stąd często jest przedstawiany na tym
            zwierzęciu) i nikt już nigdy więcej o nim nie słyszał. Dożył ponoć sędziwego
            wieku, umarł około 500 r. p.n.e., (czyli przeżył przeszło 100 lat).

            Dokładny czas i miejsce jego śmierci pozostają nieznane. Jeden z popularnych
            przekazów głosi, że zawędrował do Indii, gdzie osobiście uczył Siddharthę
            Gautamę, którego spotkał medytującego pod drzewem bodhi. W wyniku tej nauki
            Gautama doznał oświecenia i stał się Buddą. Inne źródła podają, że mistrz wcale
            nie opuścił Chin i jego grób znajduje się na terenie tego kraju, w rodzinnej
            wiosce, obecnie noszącej nazwę Luyi. Pochowano tam ponoć jego i jego matkę.
            Miejsce to stanowi dziś wielką atrakcję turystyczną. Kultem otoczona jest
            również święta góra, z której według legendy został uniesiony po swej śmierci ku
            niebu. Jego wyznawcy mówili o nim, że był „wcieleniem pierwotnego tchnienia
            wszechświata”. Wraz z powstaniem taoizmu religijnego zaczęto upatrywać w nim
            istotę kosmiczną i boską, a także wiązać z osobą mitologicznego Żółtego Cesarza
            [Huangdi]. Przypisywano mu autorstwo wielu klasycznych ksiąg, mówiono też, że
            odkrył sekret nieśmiertelności i pozostaje wiecznie żywym.

            • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Maksymy Lao-Tsy 06.02.07, 16:21
              * Czasami najkruchsza delikatność przezwycięża najtwardszą moc.

              * Droga jasności mroczną się wpierw zdaje, postęp zaś cofaniem się zdać może.

              * Kto jest równie rozważny na końcu co i na początku dzieła, ten klęski nie
              dozna.

              * Kto umie się zatrzymać, ten potrafi nieszczęściu zapobiec.

              * Kto zamierzył wielkie dzieło, często klęskę ponosi właśnie wtedy, gdy je
              ukończył.

              * Łaska i niełaska jednakowo w zadziwienie winny nas wprawiać.

              * Nie ma większego niebezpieczeństwa nad lekceważenie wroga.

              * Nie ma większego nieszczęścia nad uleganie pożądaniom i większego
              przewinienia nad nienasycenie.

              * Nie sądź, że radość lub złość są dziełem przypadku.


              * Odpowiedzialni jesteśmy nie tylko za to, co robimy, lecz i za to, czego
              nie robimy.


              * Ten, kto stoi na palcach, nie stoi mocno.

              * To, co wysokie, spoczywa na tym, co niskie.

              * Nie wiedzieć stanowi prawdziwą wiedzę. Przypuszczać, że się wie, to choroba.

              * Nie ma większej katastrofy niż wtedy, gdy ktos nie potrafi sie zadowolic
              tym, co posiada.
              • onufry_z_daleka Re: HNSz: Lao Tsy: Droga (Tao Te King) 06.02.07, 17:04
                Podstawowym dzielem Lao Tsy jest Droga (Tao Te King).
                Ja wysoko sobie cenie przeklad M. Fostowicza, wydany przez
                Rekodzielnie Arhat z Wroclawia w r. 2001. Istnieje wiele innych
                przekladow tej cudownej ksiazeczki, zawierajacej 81 arcymadrych
                rozdzialikow, ktore ucza sztuki zycia. :-)))

                Oto przyklady 3 rozdzialikow z innego tlumaczenia J. Zawadzkiego:

                ***

                I
                Cokolwiek by o Nim nie mówić,
                istoty Tao nie da się opisać.
                Można nadać Mu nazwę,
                ale nie będzie to właściwa nazwa.
                Nicość to początek Nieba i Ziemi.
                Byt zaś jest Matką wszystkiego stworzenia.
                Poprzez Nicość
                można poznać, jak subtelne jest Tao.
                Dzięki Bytowi można ujrzeć Jego bezmiar.
                Oba jednocześnie się wyłoniły,
                a potem odrębne przyjęły nazwy.
                Pozostały jednak równie tajemnicze.
                Tajemnicze, a z każdym dniem
                jeszcze bardziej tajemnicze się stają.
                Z nich się rodzi ogrom i subtelność.

                IX
                Co za dużo to nie zdrowo,
                lepiej przerwać póki czas.
                Ostrze często szlifowane
                nie będzie ci długo służyć.
                Jeśli swój dom wypełnisz po brzegi
                nefrytem i złotem,
                nie będzie komu go strzec.
                Jeśli zgromadzisz majątek i zbierzesz zaszczyty,
                sam na siebie tym nieszczęście ściągniesz.
                Kiedy już zrobisz, co do ciebie należy,
                wycofaj się;
                taka jest bowiem naturalna kolej rzeczy.

                XXX
                Ten, kto władcy służy dobrą radą,
                radą zgodną z Tao,
                nie ucieka się do przemocy.
                Przemoc często przemoc rodzi.
                Cierniste tylko krzaki wyrosną,
                tam gdzie stały wojska.
                Po wielkiej wojnie,
                chude nastają lata.
                Znawca osiąga swój cel
                i na tym poprzestaje;
                nie śmie dalej rosnąć w siłę.
                Osiąga swój cel, ale się nim nie pyszni;
                osiąga swój cel, ale nie idzie po trupach;
                osiąga swój cel, ale obca mu duma.
                Osiąga swój cel,
                bo nic nie może na to poradzić;
                osiąga swój cel bez wysiłku.
                Kto ma mocną pozycję,
                znaczy, że jest stary,
                a to się kłóci z Tao.
                Kto się zaś kłóci z Tao,
                tego koniec bliski.

                ***

                Warto kontemplowac mysli z Tao Te King.

                    • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Konfucjusz i Lao tsy: Co wybierasz? 07.02.07, 10:05
                      Filozofie i systemy wartosci Konfucjusza i Lao-tsy obok pewnych zgodnosci,
                      zawieraja zasadnicze przeciwienstwa.

                      ***

                      Oto fragment "Podrozy z Herodotem" R. Kapuscinskego str. 69-70:

                      "Konfucjusz mowi, ze czlowiek rodzi sie w spoleczenstwie, a zatem ma pewne
                      powinnosci. Najwazniejszmi sa - wykonywanie polecen wladzy i uleglosc rodzicom.
                      Takze - poszanowanie przodkow i tradycji. Scisle poszanowanie etykiety.
                      Przestrzeganie istniejacego porzadku i niechec do wprowadzania zmian.
                      Czlowiek Konfucjusza to istota lojalna i pokorna wobec wladzy. Jezeli bedziesz
                      poslusznie i sumiennie wypelnial jej nakazy - mowi Mistrz - przetrwasz.

                      Inna postawe zaleca Lao-tse (o ile istnial). Ten tworca taoizmu radzi sie
                      trzymac od wszystkiego na uboczu. Nic nie jest trwale - mowi Mistrz.
                      Wszystko co istnieje zginie, badz wiec ponad to, zachowuj dystans, nie staraj
                      sie byc kims, do czegos dazyc, cos posiadac. Dzialaj przez niedzialanie,
                      twoja sila jest slabosc i bezradnosc, twoja madroscia - naiwnosc i niewiedza.
                      Jezeli chcesz przetrwac, uczyn sie bezuzytecznym, nikomu nie potrzebnym.
                      Mieszkaj z dala od ludzi, stan sie wewnetrznym eremita, zadowol sie miseczka
                      ryzu, lykiem wody. (...)

                      Konfucjanizm jest filozofia wladzy, urzednikow, struktury, porzadku i stania
                      na bacznosc; filozofia taoizmu jest madroscia tych, ktorzy odmowili
                      uczestnictwa w grze i chca byc tylko czastka obojetnej na wszystko natury."

                      ***

                      Mowi sie czesto ze filozofia Tao jest bliska ludziom Nauki i Sztuki.
                      Jest w tym sporo racji.

                      Niestety swiat raczej wybral Konfucjusza. Tak jest od wiekow w Chinach.
                      Konfucy staje sie powoli opiekunczym filozofem panstw policyjnych,
                      w ktore powoli przeistaczaja sie panstwa Europy (pod przykrywka walki z
                      terroryzmem).

                      Prawdziwi ludzie Nauki i Sztuki pozostana jednak bliscy filozofii Lao-tsy.

                      :-)

                        • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Maksymy Lao tsy 07.02.07, 19:24
                          * Słowa mędrca zdają się wpierw faktom przeczyć, później zaś
                          okazują się z nimi w zgodzie.


                          * Kto umie się zatrzymać, ten potrafi zapobiec nieszczęściu.


                          * Nawet tysiącmilowa podróż zaczyna się od jednego kroku.


                          * Czasami najkruchsza delikatność przezwycięża najtwardszą moc.


                          * Człowiek rodzi się mięki i słaby a umiera twardy i mocny.
                          • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Maksymy Lao tsy 07.02.07, 19:24
                            * Kto wielkie stawia kroki, daleko nie ujdzie.


                            * Mądry nie gromadzi, żyje dla innych i tym się bogaci.


                            * Kto błędy swe dostrzegł, więcej nie błądzi.


                            * Kto dla miłości walczy, zwycięża.


                            * Skądże nam wiedzieć, czy życie i śmierć nie są jednakowo dobre?
                            • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Maksymy Lao tsy 07.02.07, 19:31
                              * Im dalej idziesz, tym mniej wiesz.


                              * Kto łatwo przytakuje, rzadko słowa dotrzyma.


                              * Kto wie, nie mówi, kto zaś mówi, ten nie wie.


                              * Miecz nieustannie ostrzony szybko straci ostrze.


                              * Kto umie się ograniczyć, jest prawdziwie bogaty.
                              • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Maksymy Lao tsy 07.02.07, 19:41
                                * Niepokój wiedzie ku sławie, zadowolenie ku klęsce.


                                * Nikt upilnować nie zdoła sali pełnej złota i nefrytu.


                                * Przyczyną złych postępków są bogactwa trudno osiągalne.


                                * Przerwać naukę to wyzwolić się z trosk bo studia
                                nigdy kresu nie mają.



                                * Prawdziwe słowa nie są piękne, a słowa piękne
                                nie są prawdziwe.
    • grenzik Re: Humor w Nauce i Sztuce 06.02.07, 00:39
      Śledziłem ten wątek z wielką przyjemnością od dawna.. Ale taki mało jestem obyty
      jeśli o kulturę szeroko pojmowaną chodzi.. Jednak swoje grosiki znalazłem :)

      Jimi Hendrix uczestniczył swego czasu w kultowym (w owych latach) talk-show
      telewizyjnym "Dick (czy Nick?) Cavett Show". Zapytany, czy uprawia jakiś sport
      odparł:
      -Oh tak! Codziennie rano próbuję wstać !

      :)
      --
      Jestem marksistą o założeniach Grouche'a
      • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce 06.02.07, 11:30
        Odnośnie sportu, przypomniała mi się anegdota o niemieckim chemiku Wiktorze
        Meyerze,(II poł. XIXw) który pracował na Uniwersytecie w Zurichu i jak wielu
        naukowców był pozytywnie "zakręcony".
        Profesor wychodził z założenia, że od czasu do czasu trzeba opuścić
        laboratorium i trochę rozruszać kości. Miał w związku z tym na biurku niezwykły
        termometr - probówkę z dwufenylometanem, którego temperatura topnienia wynosi
        26 stopni Celsjusza.
        Otóż, kiedy dwufenylometan topniał, profesor uznawał, że jest zbyt ciepło, by
        pracować, zamykał laboratorium i szedł ze swymi studentami popływać.
      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 06.02.07, 18:12
        Jonasz Kofta kiedys kalal sie w wywiadzie telewizyjnym, ze on by nigdy
        nie napisal piosenki "Jak dobrze wstac skoro swit", gdyby wiedzial, ze
        piosenka ta bedzie wykorzystywana przez radio do zachecania obywateli PRL
        do wczesnego wstawania.

        ;-)))
      • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Jeszcze o filmie "Wielka cisza" 07.02.07, 13:11
        Prawdziwym bohaterem tego filmu jest modlitwa. Oto maksymy o modlitwie:

        Marek Aureliusz:
        Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić
        nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
        I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.


        Matka Teresa z Kalkuty:
        Miej czas na to, aby pomyśleć - to źródło mocy. Miej czas na modlitwę
        - to największa siła na ziemi. Miej czas na uśmiech - to muzyka duszy.


        Św. Augustyn:
        Nasze pragnienia zawsze się modlą, choćby wargi milczały.


        Stanisław Jerzy Lec:
        Czasem chciałoby się modlić o istnienie Boga!


        Soren Kierkegaard:
        Modlitwa nie zmienia postanowień Boga, ale zmienia tego, kto się modli.
        • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Jeszcze o filmie "Wielka cisza" 07.02.07, 13:20
          Soren Kierkegaard:
          Kiedy moja modlitwa stała sie bardziej skupiona i wewnętrzna,
          to miałem coraz mniej do powiedzenia. W końcu zamilkłem.


          św. Bernard:
          Modlitwa wytrwała, pokorna i gorąca bez wątpienia osiąga niebo,
          z którego nigdy nie powróci niewysłuchana.


          św. Teresa z Ávila:
          Modlitwa nie polega na tym, żeby dużo myśleć, ale na tym,
          żeby bardzo kochać.


          Mikołaj Gogol:
          Niełatwo jest się modlić. Jak się modlić, skoro nie wiemy,
          czy Bóg tego chce?


          Josemaría Escrivá de Balaguer:
          Kościół śpiewa, ponieważ samo słowo nie wystarcza do modlitwy.

          • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Jeszcze o filmie "Wielka cisza" 07.02.07, 13:36
            Karol de Foucaud:
            Światło, miłość, moc - wszystko to znajdziesz w modlitwie.


            Christian Morgenstein:
            Ten, kto zwróci człowiekowi zagubioną przez niego modlitwę,
            da mu to, co dla niego najwartościowsze i największe.


            św. Teresa z Ávila:
            Cel modlitwy znajdziemy raczej w miłości i w praktycznych efektach woli,
            niż w spekulacjach intelektualnych.


            ***

            Modlitwa z rozdzialu "Praca i Nauka" z ksiazeczki "Najpiekniejsze Modlitwy":


            Prosze Cie, moj Boze, daj mi dzis duzo pracy, duzo zmartwien, a moze nawet
            niepowodzenie - choc nie za wielkie, prosze! Uwolnij mnie jednak od nudy,
            ktora paralizuje chec i smak zycia. Lepsze sa juz niepokoje, niebezpieczenstwo,
            niepewnosc; wszystko jest lepsze, moze nawet smierc.

            Panie, nie dawaj mi ani bogactwa, ani slawy; nie chce ich.
            Obdarz mnie laska, ktora nie dopusci, bym sie nudzil!

            :-)))
            • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: autor modlitwy 07.02.07, 14:07
              Jest napisane, ze ta zacytowana modlitwa jest "wg V. Buttafavy".

              Szukalem w internecie informacji o tym autorze, ale na prozno. Znalazlem
              natomiast taki jego aforyzm po wlosku:

              Un professore di filosofia sale in cattedra e, prima di iniziare la lezione,
              toglie dalla cartella un grande foglio bianco con una piccola macchia
              d’inchiostro nel mezzo. Rivolto agli studenti domanda:”Che cosa vedete qui?”.
              “Una macchia d’inchiostro”,rispose qualcuno. “Bene”,continua il professore,
              “così sono gli uomini: vedono soltanto le macchie, e non il grande e stupendo
              foglio bianco che è la vita”.
              V. Buttafava

              Czy ktos moze go przetlumaczyc?
              Czy ktos moze napisac cos o autorze?

              :-)))
              • Gość: ewa Re: HwNiSz: autor modlitwy IP: *.dsl.club-internet.fr 07.02.07, 16:26
                V. Buttafava byl(1918-1983) wloskim pisarzem i dziennikarzem, znanym z
                przemyslen i aforyzmow.
                Jego historyjka w luznym tlumaczeniu;
                Tuz po mianowaniu , profesor filozofii , podczas pierwszej lekcji wyciaga z
                teczki wielka biala kartke z niewielka plama atramentu posrodku. Wzburzony
                student pyta: " coz to jest?"
                "mala plamka atramentu" rzuca ktos z sali
                "dobrze" odpowiedzial profesor, kontynuujac"takimi jestesmy my ludzie, widzimy
                jedynie plamke, a nie wielka i glupia biala karte, jaka jest zycie".
                • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: V. Buttafava 10.02.07, 00:24
                  Dziekuje za informacje o V. Buttafava i za przeklad jego historyjki.

                  Znalazlem jego aforyzm. Mimo, ze nic nie rozumiem, puszczam dalej w swiat:

                  ***

                  "Alla donna che si ama si possono perdonare anche le corna; a quella che non si
                  ama più non si perdona nemmeno una minestra salata."

                  V. Buttafava, scrittore italiano 1918-1983,
                  La vita è bella nonostante


    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: uczniowie i internet 07.02.07, 20:05
      Za serwisem naukowym PAP:

      96 proc. polskich uczniów korzysta z internetu

      96 proc. polskich uczniów korzysta z internetu, głównie z przeglądarek i
      komunikatorów internetowych; 90 proc. ma telefony komórkowe, które służą przede
      wszystkim do wysyłania sms-ów - wynika z badania przeprowadzonego przez polski
      portal edukacyjny Interklasa.pl. Badanie zostało zaprezentowane podczas obchodów
      Dnia Bezpiecznego Internetu, zorganizowanego w Polsce po raz trzeci.
      Z internetu dzieci korzystają głównie w domu (53 proc. przyznaje, że ma w domu
      komputer i internet), bądź w szkole (43,5 proc. kilka razy w tygodniu ma tam do
      niego dostęp). Internet służy młodym ludziom zarówno do nauki, jak i rozrywki -
      deklaruje to 52,9 proc. badanych. 77 proc. uczniów używa przeglądarek
      internetowych, 60 proc. korzysta często z komunikatorów internetowych. Dzieci
      mają najczęściej ponad 20 osób wpisanych na listę kontaktową, zazwyczaj są to te
      same osoby, które figurują w książce teleadresowej komórki. 63 proc. twierdzi,
      że używa komunikatorów, aby kontaktować się z przyjaciółmi. 90 proc. badanych ma
      swoje telefony komórkowe, służą one głównie do wysyłania sms-ów (deklaruje to 85
      proc. respondentów). Te z kolei pomagają w kontakcie z rodzicami (57 proc.), ale
      i we flirtowaniu (52 proc.) Z badania wynika, że młodzież raczej nie korzysta z
      chatów (deklaruje to 13 proc.); maile wysyła regularnie 36 proc. Blogi prowadzi
      18 proc. ankietowanych. Bardzo popularne są gry on-line. 49 proc. uczniów
      przyznaje, że gra w nie często lub bardzo często. Z badania wynika, że do
      korzystania przez dzieci z internetu dość liberalnie podchodzą ich rodzice. 79
      proc. nie zabrania dzieciom korzystać z komunikatorów, 71 proc. - rozmawiać na
      chatach, 90 proc. - wysyłać maile, 78 proc. - grać w gry, 76 proc. - ściągać
      muzykę i filmy. Niektórzy rodzice czasem (17 proc.), często lub bardzo często
      (10 proc.) zabraniają odwiedzania niektórych stron www lub długiego przebywania
      przed komputerem.

      Badanie realizowano od stycznia 2005 do czerwca 2006 r. Wzięło w nim udział 638
      uczniów w wieku od 12 do 18 lat, z 25 uczniami przeprowadzono także szczegółowy
      wywiad.

      PAP - Nauka w Polsce

      ???



        • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 07.02.07, 21:19
          obrobka_skrawaniem napisała:

          > Julian Antonisz (właściwie Julian Józef Antoniszczak)

          ============
          Oj, ale Pani jest szybka ;-) Tak, brawo!!!


          Urodził się w 1941 w Nowym Sączu - zmarł w 1987 w Lubieniu. Scenarzysta,
          plastyk, autor ilustracji muzycznej i reżyser filmów animowanych. Ukończył
          średnią szkołę muzyczną i Wydział Malarstwa i Grafiki krakowskiej ASP (1965).
          Jako realizator filmowy debiutował w 1967, wynalazca (1977) oryginalnej techniki
          filmowej non-camera, polegającej na rysowaniu kadrów bezpośrednio na taśmie
          filmowej. Laureat wielu nagród festiwalowych oraz Nagrody Ministra Kultury (1981).

          Filmografia:

          * 1967 - FOBIA
          * 1969 - W SZPONACH SEKSU
          * 1970 - JAK TO SIĘ DZIEJE, JAK NAUKA WYSZŁA Z LASU
          * 1971 - JAK DZIAŁA JAMNICZEK, TYSIĄC I JEDEN DROBIAZGÓW
          * 1973 - STRACHY NA LACHY, TE WSPANIAŁE BĄBELKI W TYCH PULSUJĄCYCH LIMFOCYTACH
          * 1974 - KILKA PRAKTYCZNYCH SPOSOBÓW NA PRZEDŁUŻENIE SOBIE ŻYCIA
          * 1975 - FILM O SZTUCE BIUROWEJ, BAJECZKA MIĘDZYPLANETARNA
          * 1976 - FILM GROZY
          * 1977 - KATASTROFA
          * 1978 - SŁOŃCE, LUDZIE WIĘDNĄ JAK LIŚCIE, DZIADOWSKI BLUES NON CAMERA, CO
          WIDZIMY PO ZAMKNIĘCIU OCZU I ZATKANIU SOBIE USZU
          * 1979 - OSTRY FILM ZAANGAŻOWANY
          * 1980 - PAN TADEUSZ - KSIĘGA I – GOSPODARSTWO, DOKUMENT ANIMOWANY
          NON-CAMERA CZYLI REŻYSER KRZYSZTOF GRADOWSKI O SOBIE
          * 1981-86 - POLSKA KRONIKA NON-CAMEROWA NR 1-12
          * 1986 - ŚWIATŁO W TUNELU

          ***

          A daloby sie znalezc jakies kadry jego non-camerowych filmow?

              • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Julian Antonisz 07.02.07, 21:59
                Non camera, czyli zrób to sam

                31 stycznia minelo ... lat od śmierci Juliana Józefa Antonisza, artysty
                nieprzeciętnego, jednego z najbardziej oryginalnych w dziejach polskiej
                kinematografii. Malował obrazy, pisał muzykę i sam ją wykonywał, realizował
                filmy, konstruował tzw. maszyny kinowe, był autorem wielu interesujących
                wynalazków. Absolwent krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, współzałożyciel
                Studia Filmów Animowanych, które po ponad trzydziestu latach istnienia, w tym
                kilkudziesięciu latach świetności, także umarło.

                Antonisz (właściwie nazywał się Antoniszczak, ale skrócił nazwisko, by nie
                mylono go z bratem - Ryszardem, także czołowym twórcą polskiej, a także... i
                szwedzkiej animacji) kręcił głównie filmy noncamerowe (rysował i malował kadry
                bezpośrednio na taśmie filmowej).

                Sam wymyślał scenariusze, sam przenosił je na taśmę (nieraz wyjątkowo dopuszczał
                żonę do kolorowania własnych rysunków), sam komponował i wykonywał ilustrującą
                je muzykę. Tylko do czytania komentarzy lub śpiewania pieśni (jak w "Ostrym
                filmie zaangażowanym") wynajmował babcię Jaskólską, sprzątaczkę ze Studia Filmów
                Animowanych, czy Andrzeja Olszańskiego, jego dyrektora. Nie znosił tego całego
                kolektywizmu, który towarzyszy powstawaniu filmu. Chciał odsunąć kino od
                przemysłu, a zbliżyć do autora. Kiedyś w wywiadzie dla "Kultury" powiedział, że
                "film skończył się z nadejściem braci Lumiere".

                Jedyny sposób na wskrzeszenie prawdziwego filmu widział w non camerze. Była ona
                zresztą dla niego nie tylko metodą realizacyjną, ale wręcz sposobem na życie.
                Non camera, czyli zrób to sam. Nie tylko film, ale wszystko inne też. Wspominają
                jego córki, że kiedyś, gdy na campingu wyłączyli prąd, a rodzice chcieli
                zobaczyć "Dziennik Telewizyjny", ojciec szybko zbudował - wykorzystując rowerowe
                dynamo - terenowe urządzenie prądotwórcze. Pedałowała ta z dziewczynek, która
                danego dnia była niegrzeczna.

                Kiedyś chłopcy grający w piłkę wybili szybę w oknie mojego mieszkania. Poszedłem
                do szklarza, by wstawił nową. Odmówił, bo nie miał szyby, Antonisz doradził mi,
                że zamiast chodzić do fachowca, prościej będzie, gdy - wykorzystując piasek z
                piaskownicy, wodę z kranu itp. - sam ją sobie wyprodukuję. Non camera.

                Zmarł w wieku 46 lat, podczas realizacji - nomen omen - trzynastego wydania
                Polskiej Kroniki Noncamerowej.

                Jak śpiewa babcia Jaskólska w "Ostrym filmie zaangażowanym":

                Teraz kina puste,
                ludzie w domach siedzą,
                do kina nie chodzą,
                bo o nim nie wiedzą.

                O kinie Antonisza rzeczywiście u nas - w przeciwieństwie do bywalców
                zagranicznych festiwali - mało kto wie, a szkoda, bo to kino wyśmienite

                jfa
                • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Julian Antonisz 07.02.07, 22:02
                  Julian Józef Antonisz, klasyk polskiego filmu animowanego, to przykład artysty,
                  któremu udało się w realiach PRL-u, jakże niesprzyjającemu wszelkiej niezależnej
                  działalności, zachować stosunkowo dużą niezależność. I uczynił to w sposób
                  ogromnie oryginalny.

                  Realizował głównie filmy noncamerowe (rysował i malował kadry bezpośrednio na
                  taśmie filmowej). Sam wymyślał scenariusze, sam przenosił je na taśmę, sam
                  komponował i wykonywał ilustrującą je muzykę. Nie znosił tego całego
                  kolektywizmu, który towarzyszy powstawaniu filmu. Chciał odsunąć kino od
                  przemysłu, a zbliżyć do autora. Kiedyś w wywiadzie dla “Kultury" powiedział, że
                  “film skończył się z nadejściem braci Lumiere". Jedyny sposób na jego
                  wskrzeszenie widział w non camerze. Była ona zresztą dla niego nie tylko metodą
                  realizacyjną, ale wręcz sposobem na życie. Non camera, czyli zrób to sam.

                  Antonisz to skrajność, wyjątek, ekscentryzm.
                  • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Julian Antonisz 08.02.07, 15:22
                    "Pulsująca kraina non camery to jedyne antidotum na istniejąca
                    obok paranoiczną rzeczywistość" - mówił Julian Józef Antonisz.


                    "Życie to jest film - bo na przyklad gdy ktoś się wódki napije
                    i bez życia leży na podłodze, to mówi, że mu się film urwał." -
                    konstatuje bohater filmu "Kilka sposobów na przedłużenie sobie życia"
                    Juliana Antonisza.
                      • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Julian Antonisz 08.02.07, 17:51
                        Filmy J. Antonisza przypomniał Onufry, za co ja też mu dziękuję.


                        "Mam w domu Pomysłownik, gdzie spisuję wszystkie pomysły, a potem, kiedy
                        przychodzi moment, że trzeba zrobić film, to się wyciąga taki pomysł, piszę
                        scenariusz, rozbudowuję... Mój Pomysłownik składa się z trzech segregatorów,
                        żeby łatwiej było wpinać te pomysły na bieżąco - bo mam też dziurkacz,
                        dziurkuję luźne kartki papieru i segreguję. Pomysłownik zawiera dział Ciała
                        i dział Duszy - a w trzecim są różne takie śmieszne wycinki z gazet, ciekawe
                        pomysły graficzne, których się nie da zakwalifikować ani pod Ciało, ani pod
                        Duszę. Pod Ciałem mieszczą się też pomysły mechaniczne, ponieważ konstruuję
                        różne aparaty - jakieś pisaki niciowe, różne silniki kapacytronowe, nożyce do
                        cięcia papieru ze wspomaganiem hydraulicznym... Są tu też aparaty do nagrywania
                        dźwięku, jakieś adaptery z krzywkami, które ruszają ramieniem i to jeździ po
                        płycie i skrzeczy... A w Duszy to się mieszczą pomysły literackie, no i nuty,
                        melodie, które - jak mi się coś przyśni - zapisuję na papierze nutowym..."

                        Julian Antonisz
              • uccello Re: Humor w Nauce i Sztuce: Jak działa jamniczek 08.02.07, 13:32
                Onufry! Dzięki! Dzięki! Po trzykroć dzięki za jamniczka. Czytam prowadzony
                przez Ciebie wątek z wielką przyjemnością, ale jamniczek wprawił mnie w
                ekstazę, widziałam go wieki temu w DKFie. Pozdawiam wszystkich piszących i
                czytających wątek. No i Ojca Założyciela:)
                • uccello Re: Humor w Nauce i Sztuce: Jak działa jamniczek 08.02.07, 13:40
                  coś w duchu ideologii jamniczkowej

                  TADADAM, tADADAMMM, przed Państwem:
                  Konstanty Ildefons i jego "wróbelek"

                  Wróbelek jest mała ptaszyna,
                  wróbelek istotka niewielka,
                  on brzydką stonogę pochłania,
                  lecz nikt nie popiera wróbelka.

                  Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta,
                  ze wróbelek jest druh nasz szczery?!
                  ......................................

                  Kochajcie wróbelka, dziewczęta,
                  kochajcie, do jasnej cholery!
                • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Jak działa jamniczek 08.02.07, 14:24
                  uccello napisała:

                  > Onufry! Dzięki! Dzięki! Po trzykroć dzięki za jamniczka. Czytam prowadzony
                  > przez Ciebie wątek z wielką przyjemnością, ale jamniczek wprawił mnie w
                  > ekstazę, widziałam go wieki temu w DKFie. Pozdawiam wszystkich piszących i
                  > czytających wątek. No i Ojca Założyciela:)

                  =================

                  Ja tylko wpadlem na pomysl by przywolac tu postac Antonisza.
                  Za jamniczka podziekowanie naleza sie obrobce_skrawaniem.
                  Dziekuje za mile slowa pod adresem (powoli dobiegajacego do konca)
                  watku.

                  Pozdr.
                  O.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka