Dodaj do ulubionych

Ooooooooops! twoja najwieksza gafa

26.03.03, 11:47
Nie jestem pewien bo moze byl juz taki watek nie sprawdzalem, ale ostatnio
popelnilem niezla gafe i to nastroilo mnie do rozpoczecia tego watku .
A bylo to tak ,do jednej z moich przelozonych w czasie rozmowy pochwalilem
jej syna ....ktory na moje nieszczescie okazal sie byc jej mezem ,kobieta
delikatnie zwrocila mi uwage , ale chec do dalszej rozmowy minela
niestety!!!! No i co gafa jak cholera!!!!

--
bolek
Obserwuj wątek
    • wamal Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 26.03.03, 12:14
      Pracowałem w zamierzchłych czasach jako programista w ośrodku podległym tzw.
      Informatykowi Wojewódzkiemu (koniec lat 80-tych). Nie wiem czy chciał
      podtrzymać rozmowę, w każdym razie zadał pytanie: co sądzę o kobietach
      informatykach. Ponieważ akurat byłem po trzydniowej naprawie oprogramowania
      zoptymalizowanej przez gwiazdkę w spódnicy, więc skwitowałem, że przychodzą na
      studia znaleźć męża. Nie muszę dodawać, co studiował i gdzie poznał żonę??
      • ksionc Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 26.03.03, 15:37
        Pracownicy mojego działu ogladali zdjęcia z wycieczki w której brały udział też
        ich rodziny. Wiedziałem że to śliski grunt ale uległem i też zacząłem oglądać.
        Padły teksty o jakiejś bardzo brzydkiej babce na tej wycieczce z innego
        oddziału naszej firmy a ja oczywiście nie mysląc długo wskazałem na jedną z
        osób na zdjęciu, która przypadkowo akurat wyszła na nim nie najlepiej. Wiecie
        dalej co się okazało.... oczywiście była to żona jednego z nich...
        • Gość: Lilka Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 20:03
          Pracuję w służbie zdrowia. Mam wielu tzw. STAŁYCH BYWALCÓW, czyli dzieci, które
          kilka razy na miesiąc przychodzą do nas. Czasem jak usłyszę nazwisko to imię od
          razu mi się kojarzy i na odwrót. Pewnego dnia przyszła mama z dzieckiem mówi
          nazwisko a ja od razu pokojarzyłam z imieniem i zapytałam, czy to Kubuś jest
          chory. Ona dziwnie na mnie spojrzała a mnie w tej chwili serce niemal stanęło.
          Przypomniałam sobie. Kubuś zmarł kilka miesięcy wcześniej na białaczkę.
          Myślałam, że zapadnę się pod ziemię ze wstydu. Teraz jak ktoś z mojego
          otoczenia palnie jakieś głupstwo, to pocieszam, że nic nie może się równać z
          moją gafą.
          • rudi_ruda Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 17.09.05, 14:39
            Gość portalu: Lilka napisał(a):

            > Pracuję w służbie zdrowia. Mam wielu tzw. STAŁYCH BYWALCÓW, czyli dzieci,
            które
            >
            > kilka razy na miesiąc przychodzą do nas. Czasem jak usłyszę nazwisko to imię
            od
            >
            > razu mi się kojarzy i na odwrót. Pewnego dnia przyszła mama z dzieckiem mówi
            > nazwisko a ja od razu pokojarzyłam z imieniem i zapytałam, czy to Kubuś jest
            > chory. Ona dziwnie na mnie spojrzała a mnie w tej chwili serce niemal
            stanęło.
            > Przypomniałam sobie. Kubuś zmarł kilka miesięcy wcześniej na białaczkę.
            > Myślałam, że zapadnę się pod ziemię ze wstydu. Teraz jak ktoś z mojego
            > otoczenia palnie jakieś głupstwo, to pocieszam, że nic nie może się równać z
            > moją gafą.

            Ja miałam podobnie. Jestem pedagogiem. I kiedys na jakiejś wycieczce czy
            koloniach powiedziałam do podopiecznego z innej grupy - chłopak strasznie
            marudził nic mu się nie podobało, wszyscy be wszystko be itd - żeby następnym
            razem, skoro mu sie tutaj nie podoba, jechał sobie z mamą na wczasy. Chwile
            później mój kumpel a jego wychowawca odciągnął mnie na bok i powiedział, że
            jego mam przed wakacjami popełniła samobójstwo.....odebrało mi mowę
      • Gość: hmmmm Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.telkonet.pl / *.telkonet.pl 22.02.06, 22:47
        Moją znajomą, niezbyt lubianą przeze mnie,rzucił chłopak. Zrobił to ponieważ
        nie chciała się z nim przespać. Mimo, że za nią nie przepadam zaczęłam ją
        pocieszać i mówię do niej, że wszystko będzie dobrze itd.Ona płakała, że jakby
        mu dała to byliby razem.Postanowiłam przeczytac jej horoskop, tak dla rozrywki.
        Powinnam go przeczytac wczesniej, boe pierwsze zdanie brzmiało "powinnaś zacząć
        dawać więcej z siebie innym"
      • silkworm_25 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 24.09.10, 10:08
        Ja będąc na pierwszym obiedzie u moich przyszłych teściów non stop jakieś gafy strzelałam. Jak zobaczyłam przyszłego teścia chciałam powiedzieć, że przypomina mi śp. teścia mojej siostry, na szczęście zreflektowałam się po 2 pierwszych słowach i zrozumiałam co zaraz nastąpi..:)jednakże mój Kochany przyszły mąż(faceci zawsze wiedzą jak wesprzeć w rozterkach:)mówi: nie krempuj się, mów dalej z szlemowskim uśmieszkiem!!!
        Kolejną gafą jaką zaliczyłam na obiadku była moja odpowiedź na słowa przyszłego tatusia(hahaha), który przepraszał mnie za nieład i nieporządek. ja mu na to: niech się Pan nie przejmuje widziałam gorsze mieszkania (tu zrobiłam się czerwona jak burak):) Chciałam pocieszyć, ale mi nie wyszło chyba z tych nerwów:)
    • Gość: nowy Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gliwice.pl 30.03.03, 00:50
      Bedac na studiach (chemia), razu pewnego na zajeciach
      laboratoryjnych dokuczalismy sobie nawzajem z kolezanka z
      roku. Wykonujac swiczenie, katem oka zauwazylem, iz ww
      kumpela przechodzi za moimi plecami. Nie zastanawiajac
      sie wiele, odepchnalem sie od blatu i trzasnalem ja
      tylkiem. Potem krzyknalem HAHAHA!!, odwrocilem sie z
      triumfem na twarzy i na wielkim, zeliwnym zlewie ujrzalem
      rozplaszczona .......pania profesor.
    • pstosia Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 31.03.03, 15:02
      na jednej z przerw w liceum wchodzimy z kolezanka do biblioteki, z ktorej
      wlasnie wychodzila psorka od polskiego. zapytala sie ona czy byl juz dzwonek.
      ja na to: dzisiaj? psorka odparła, ze dzisiaj, naturalnie i
      swtierdziła: "DObrze Malgoska, ze nie tylko ja jestem zakrecona". kolezanka
      caly dzien sie smiala z tego "dzisiaj"
      • hipotamica Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 28.02.06, 17:07
        Miałam w podstawówce młodego belfra od WF. Bardzo sympatyczny, ale świeży i
        jeszcze nieco zestresowany 1 rok w pracy i nasza pierwsza lekcja z nim. Nazywał
        sie Grzenda. Wszystkie panny usiadły sobie na rurze do ćwiczeń, a belfer
        sprawdzał chyba listę, więc było cicho. I nagle wpada jedna spóźniona i do tych
        siedzących panienek wali tekstem: "i co tak usiadłyście jak kury na grzędzie?!"
        Ale fajna cisza sie zrobiła;)
        • Gość: jacek226315 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.proxy.aol.com 28.11.07, 02:07
          w sredniej szkole(nie pamietam juz w kroej klasi) na lekcji fozyki
          spiewalismy profesorce sto lat,bo wlasnie byly jej imieniny,
          korytazem przechodzil zastepca dyrektora szkoly uslyszawszy jakies
          spiewy wszedl do klasy i zapytal co sie dziedzie,a ze profesorka
          byla starsza zdziwaczala pani,mowi ,ze nie wie po co myspiewamy,a
          dyrektor stanal twarza do klasy i wrzasnal tu wesolek nie ma
          miesjca,na co klasa wybuchla podwojnym smiechem,bo mielismy w kalsie
          kolezanke ktora nazywala sie Ewa Wesolek
    • anahella gafy jezykowe 31.03.03, 22:34
      Wszystkie gafy zostaly popelnione w ojczyznie Moliera.

      pomylilam slowo "lezard" [czyt. lezar] z "laser" [czyt. lazer]. Chcialam
      powiedziec ze boje sie jaszczurek a wyszlo ze laserow. Moj rozmowca mial nieco
      zdziwiona mine, ze mowie cos o laserach i palcem wskazuje na kamienny mur, na
      ktorym wygrzewaly sie z zachodzacym sloncu stada jaszczurek.

      Nie pamietam teraz pisowni tych slow, ale namietnie mylilam slowa oznaczajace
      ogryzek i nektarynke:> Oczywiscie nie raz probowalam kupic kilogram ogryzkow:)

      zaslyszane:
      Jakas dziewczyna chciala powiedziec ze ma swoje zasady a wyszlo jej ze ma
      miesiaczke;) (slowo regles - oznacza zarowno zasady, reguly jak i menstruacje)

      --
      Forum dla milosnikow astrologii:
      www2.gazeta.pl/forum/790620,30353,790602.html?f=11132
      zapraszam
      • Gość: ja Re: gafy jezykowe IP: *.chello.pl 29.06.03, 21:56
        anahella napisała:

        > Wszystkie gafy zostaly popelnione w ojczyznie Moliera.
        >
        > pomylilam slowo "lezard" [czyt. lezar] z "laser" [czyt. lazer]. Chcialam
        > powiedziec ze boje sie jaszczurek a wyszlo ze laserow. Moj rozmowca mial
        nieco
        > zdziwiona mine, ze mowie cos o laserach i palcem wskazuje na kamienny mur, na
        > ktorym wygrzewaly sie z zachodzacym sloncu stada jaszczurek.
        >
        > Nie pamietam teraz pisowni tych slow, ale namietnie mylilam slowa oznaczajace
        > ogryzek i nektarynke:> Oczywiscie nie raz probowalam kupic kilogram ogryzkow
        > :)
        >
        > zaslyszane:
        > Jakas dziewczyna chciala powiedziec ze ma swoje zasady a wyszlo jej ze ma
        > miesiaczke;) (slowo regles - oznacza zarowno zasady, reguly jak i menstruacje)
        >

        tak, z francuskim rowniez mialem jakies wpadki. kiedys chcialem wytlumaczyc
        koledze francuzowi, ze je szynke. i nie rozumialem jego zdziwionej miny.
        dopiero pozniej uswiadomilem sobie, ze proponowalem mu noge (jambe i jambon, do
        tej pory nie wiem ktore co znaczy)
        • sol_bianca Re: gafy jezykowe 12.11.04, 20:54
          Taaak, francuski ma w sobie pułapki... Mój znajomy zgubił kiedyś namiot (a było
          to w ojczyźnie Moliera właśnie), więc chodził po kempingu i pytał wszystkich czy
          nie widzieli małej brązowej ciotki :)))
          • zieelona Re: gafy jezykowe 05.12.04, 08:15
            Nie znam francuskiego ale wiem jak bardzo męczę się z angielskim. Są dwa słowa,
            których używam wiele razy w ciągu dnia i za każdym razem z wielką
            obawą: "beach" i "pennies".
            • Gość: wasylu1 Re: gafy jezykowe IP: *.gorzow.mm.pl 02.01.05, 03:33
              Pewnego upalnego dnia z kumpelą szliśmy przez miasto i nabraliśmy chęci na
              pączki i kawę. Zaszliśmy do takiej lubianej przez nas lodziarnio-kawiarni (z
              klimą ;) ). Przy jednym ze stolików siedział facet. Zamówił lody. Były dwie
              panie: jedna sprzedawała, a druga robiła coś na zapleczu. Zaganiane były
              strasznie, bo było mnóstwo ludzi. Zaniepokojony tym zamieszaniem człowiek dość
              głośno zapytał: "Przepraszam, ale czy może mnie ktoś OBSŁUŻYĆ?". Sprzedawczyni
              krzyknęła na zaplecze: "HALINKO, ZROBISZ PANU LODA?" Cała kawiarnia ryczała.
            • viking2 Re: gafy jezykowe 30.04.05, 03:18
              Niepotrzebnie sie boisz drobniakow, "pennies" (wymawiane bardzo blisko do
              polskiego "penis") brzmia inaczej niz czesc ciala (angielski "penis" wymawiany
              mniej wiecej "pinas"). A plaza ma po prostu dluzsze "i" - i calkiem wyrazne jako
              "i", w odroznieniu od "bitch", gdzie "i" jest bardzo krotkie i prawie ze
              wymieszan e z "y". Jesli chcesz sie czuc bezpiecznie, wymawiaj plaze jak
              "biicz", a suke jak "bycz" (obydwa fonetycznie).
              • evamarija Re: gafy jezykowe 16.05.06, 16:54
                Do naszej knajpy przychodzil klient ktory nie chcial drobnych z powrotem. Jak
                pierwszy raz uslyszalam "no pennies" wmurowalo mnie. A potem przychodzil i
                zawsze powtarzal: "Do you remember "no pennies"? Z szerokim usmiechem
                odpowiadalam "Sure, sir".
            • Gość: ulala Re: gafy jezykowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 15:49
              Sęk tkwi w prawidłowej wymowie. Jeśli właściwie 'przeciągniesz' 'i' w słowie
              beach [biicz] (nie stosuje tu zapisu fonetycznego, tylko taki łopatologiczny
              ;-), a jeśli chodzi o wyraz pennies, to jego wymowa (oczywiście poprawna) b.
              wyraźnie różni się od wymowy słowa penis (penis a pinis- bez transkrypcji, to
              się nie da ;-/). Moja rada, to zajrzeć do słownika zawierającego transkrypcję
              fonetyczną.
            • Gość: Castorp Re: gafy jezykowe IP: 192.193.245.* 30.08.07, 15:28
              Moja koleżanka z Norwegii ucząc się ze mną w USA na końcu programu
              wymiany uczniowskiej przed całym gronem pedagogicznym powiedziała,
              że dziękuje wszystkim za "hostility" zamiast za "hospitality".
              Wcześniej na Ochronie Środowiska w referacie nt. klimatu
              powiedziała, że zależy on od "perspiration" zamiast "precipitation".
          • yabol428 Re: gafy jezykowe 25.11.07, 14:45
            sol_bianca napisała:

            > Taaak, francuski ma w sobie pułapki... Mój znajomy zgubił kiedyś namiot (a było
            > to w ojczyźnie Moliera właśnie), więc chodził po kempingu i pytał wszystkich cz
            > y
            > nie widzieli małej brązowej ciotki :)))

            Ta pułapka wynika z tego, że we francuskim są dwa rodzaje głoski "ą", zupełnie nie do odróżnienia dla Polaka. Dlatego takie słowa jak tente (namiot) i tante (ciotka) brzmią dla nas identycznie - "tąt". Tak samo jest np. ze słowami long (długi) i langue (język). Dla Francuzów brzmią inaczej, a dla nas jedno i drugie to "ląg". Też miałem nieraz z tym problemy w kontaktach z moimi francuskimi znajomymi.
        • Gość: weirdoo Re: gafy jezykowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.05, 23:15
          Odwiedziłem kiedyś kolegę który dorabiał na studiach pracą w szatni w niezłej
          kawiarni. Był listopad, albo jakiś inny śpiący mieiąc. Podchodzi turystka i pyta
          o drogę do troalety, a budynek zabytkowy, więc droga skomplikowana.
          Jak natchniony odpowiedziałem UPSTAIRS DOWN i po chwili zrozumiałem....:)
          • mamuska_samuska Re: gafy jezykowe 27.09.05, 21:54
            Mieszkanie zagranica przez pare lat sprzyja gafom jezykowym w obie strony ;)
            Ze nie wspomne o tak "popularnych" pomiedzy moimi znajomymi okresleniach
            jak "spedzanie pieniedzy", czy "braniu kursow", czy "mieszkaniu
            w 'bejsmencie'". Musze przyznaj, ze przez pierwsze lata wyrobilam sie w "grze w
            skojazenia", czyli jesli nie znalam danego wyrazu, probowala wytlumaczyc o co
            mi chodzi okrezna droga ;) Osobiscie nie przytrafily mi sie jakies straszne
            gafy pod tym wzgledem, a moze poprostu wyrzucilam je tak szybko z pamieci ;)
            Posluze sie wiec zaslyszanymi:
            - Rodzina mojego eksia bywala juz tutaj przed laty, miedzy innymi byli tutaj na
            slubie jego siostry. Wszyscy wystrojeni w drodze do kosciola. Towarzystwo
            mieszane polsko-kanadyjske. W pewnym momencie moj ex-tescio przygladnal sie
            swoim spodniom i zaczal na glos rozwazac "jakosc" ich kantow. Moja ex-
            szwagierka z lekka zczerwieniala. Kant po angielsku, jest niezbyt kulturalnym
            okresleniem na zenskie narzady plciowe ;)
            - Kumpel, irakijczyk, opowiadal mi kiedys swoje pierwsze doswiadczenie w
            sklepie. Przed jedna z pierwszych imprez w nowym mieszkaniu, kiedy ciagle mial
            braki w sprzecie kuchennym, wybral sie do sklepu po korkociag. Nie bardzo
            wiedzial jak ustrojstwo to sie nazywa po angielku, ale domyslil sie, ze musi to
            byc cos do korka (cork po angielsku). Po bezowocnym samodzielnym przeszukaniu
            sklepu zdecydowal sie poprosic o pomoc mloda panienke z obslugi. Energicznie,
            pomagajac sobie rekami tlumaczyl jej jak potrzebuje takie cos do nalozenia na i
            wyciagniecia ... no i tu, zamiast cork [kork] wymowil cock [kok]! Panienka sie
            zaczerwienila i zaprowadzila go do stoiska z ... prezerwatywami;) (cock, to
            skolei meski narzad plciowy)



            • Gość: easy Re: gafy jezykowe IP: *.chello.pl 01.04.07, 01:05
              > Mieszkanie zagranica przez pare lat sprzyja gafom jezykowym w obie strony ;)
              Musze przyznaj
              Rodzina mojego eksia (szkoda ze nie Reksia)
              moj ex-tescio (prawie jak Tesco)
              tlumaczyl jej jak potrzebuje (szkoda, że nie 'że')
              to skolei ( prawie jak z kolei)

              a poza tym pozdrawiam
      • viking2 Re: gafy jezykowe 30.04.05, 03:11
        Aha. Polscy kooperanci w Algerii (kraj tylez samo arabsko- co i
        francuskojezyczny) w latach 80-tych. Na miejscowym targu warzywno-zywnosciowym,
        gosc wola arabskiego przekupnia i chce kupic kilo zrenic (prunelle, zamiast
        sliwki suszone, prune). Drugiemu pomylila sie wymowa jajek (des oeufs) i oczu
        (des yeux). Trzydziesci oczu chcial kupic...
        Kilka odmian baraniny (viande de mouton) tez bylo. Zona jednego kooperanta
        chciala "guziczyny" (viande de bouton - mieso z guzika). Drugiej sie ze swinia
        pomylilo i o viande de cochon pytala, a arabscy przekupnie patrzyli na nia ze
        zgroza jak na samego diabla.
        • aiczka Re: gafy jezykowe 19.06.07, 13:58
          Ale pewnie jak człowiek w panice szuka słowa, to "bierze" pierwsze, jakie mu się
          nawinie. Dlatego każde słowo należy sprawdzać w słowniczku "w dwie strony".
        • Gość: benio Re: gafy jezykowe - grecko-japońskie.. IP: 213.17.193.* 02.03.07, 11:57
          jakiś czas temu wróciłam z Grecji..
          tam ambitnie chciałam zobaczyc wszystko co ciekawe..wszędzie jeździłam sama
          uzywając kolei greckich..
          podeszłam do okienka i niczym nie zrażona powiedziałam:
          One ticket from Diakopto to Kalimera..
          Pan z kasy zaczła się tarzac ze śmiechu..
          bo mniej więcej powiedziałam ze chce kupic bilet z diakopto do dzień dobry :D,
          pomyliło mi sie kalimera (po grecku dzien dobry) z kalvrita (miejscowosc do
          ktorej chchialam jechac):D

          inna historia..
          pracuje w informacji turystycznej..bardzo podoba mi sie jak turysci ucza sie
          przynajmniej zwrotu po polsku "dzien dobry, czesc" i inne takie..
          jeden japończyk wszedł do punktu i od progo krzyczał kłaniając się "do
          widzenia!" ;) obsłużyliśmy go a ten nas pożegnał "dzień dobry!"
          :D
      • Gość: hubert Re: gafy jezykowe IP: *.prokom.pl 30.08.07, 10:54
        Może to nie gafa ale na pewno zabawna historia.
        Miałem kiedyś na lektoracie z francuskiego osobliwego kolegę. Sporo
        miał zapału ale szło mu kiepsko. Nie czuł języka w ogóle. Kiedyś
        ćwiczyliśmy czytanie i tłumaczenie. Tekst był o tym, że pewna
        dziewczyna przymierza dżinsy i chce, żeby koleżanka ją oceniła, woła
        więc z przymieżalni: "Marrie, vien voir!" Co się oczywiście wykłada
        na "Marysia, chodź, zobacz!" A nasz bohater tłumaczy: "Mario,
        przybywaj zobaczyć!"
        • klymenystra Re: gafy jezykowe 30.08.07, 14:15
          srednie. "viens voir" to wlasnie "chodz zobaczyc".

          z jezykowych:
          kolega na portugalskim mial przetlumaczyc zdanie, akcja dziala sie
          rowniez w sklepie z ubraniami. kobitka wahala sie miedzy dwiema
          bluzkami i spytala "posso experimentar as duas?" czyli- czy moge
          przymierzyc obie?. wersja kolegi: "czy mozemy poeksperymentowac we
          dwie?" :)
          --
          --le ciel est bleu mais personne n`en profite--

          Nakarm głodne dziecko
        • Gość: Aga Re: gafy jezykowe IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.09, 14:56
          O tak, niektórzy niby znają język, ale do tłumaczeń kompletnie nie mają zdolności...

          Studiowalam italianistykę, zaczynałam od najniższego poziomu (nie znalam
          włoskiego w ogóle). Bylam więc w najniższej językowo grupie. Na drugim roku
          częśc osób z naszej grupy, w tym mnie, przeniesiono do grupy średnio
          zaawansowanej. Osoby będące wcześniej w tej grupie bardzo się krzywiły i
          skarżyły profesorom, że my im będziemy poziom obniżać.

          Na jednych z pierwszych zajęc być tekst po włosku o tytule "Viva la pasta!". Nie
          trzeba nawet studiować włoskiego, aby domyśleć się, że poprawne tłumaczenie to
          "niech zyje makaron". Kazano nam tłumaczyć tekst, zdanie po zdaniu. Na pierwszy
          ogień poszła jedna z tych najwiekszych narzekaczek. Tłumaczenie tytułu w jej
          wykonaniu brzmiało... "żyją kluchy". My w śmiech, panienka nie wie o co chodzi,
          panią profesor porządnie wmurowało...
      • pantercia Re: gafy jezykowe 07.02.09, 19:05
        Nie tylko. Można powiedzieć buster zamiast booster i już jest
        fajnie.
        Rozczulające jest jak na uprzejme pytanie "would you mind...." ( czy
        miałbyś coś naprzeciw..." ktoś entuzjastycznie odpowiada "yes, of
        course"
    • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.03, 13:49
      to chyba nie jest gafa, ale ogólnie fajne:
      Rzym, sierpień, upał,postanowiliśmy zwiedzić Bazylikę Św.Piotra.Ojciec miał
      krótkie spodnie - niedozwolone.Mama zdjęła z ramion kolorowe pareo (piękne,
      turkusowe, malowane w wielkie arbuzy)i ojciec je sobie zawiązał wokół pasa,
      tak, że sięgało do ziemi.Wystartował do facetów, którzy pilnują barierek przed
      samą bazyliką (po angielsku)że to jego narodowy strój.Facet na to: Where are
      you from? Ojciec: From Kaszuby. Facet szeroko otworzył oczy.Ojciec: It's a
      small country in eastern Europe. A facet: Panie, daj pan spokój, ja z Kartuz
      jestem...
    • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.03, 14:16
      jeszcze mi się jedna historia przypomniała.Opowiedział mi to szef-jego kolega
      szkoli służby specjalne:
      Las, ćwiczenia ekipy ratunkowej z użyciem śmigłowca. Zadanie polega na
      odnalezieniu przecinki, w której czeka "zaginiony na terytorium
      nieprzyjaciela", opuszczeniu się na stosownym oprzyrządowaniu z tego śmigłowca,
      przypięciu faceta do siebie i pośpiesznej ewakuacji. Jest świt, więc niewiele
      widać, ale jest przecinka, gość czeka, więc na dół, przypinają klienta i
      odlatują. Po dłuższej chwili, wciąż nad ziemią, zauważono, że facet ma w ręku
      kosz z grzybami...Podobno obyło się bez zawału, ale za to wystąpiły wszelkie
      możliwe reakcje fizjologiczne. Potem okazało się, że to nie ta przecinka.
        • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.03, 15:05
          XXI wiek, Trójmiasto, przychodzi do redakcji największej pomorskiej gazety
          jegomość w średnim wieku i krzyczy, że sprzedajemy wybrakowane gazety. My do
          niego: Jak to wybrakowane? Facet: No, nie ma wszystkich stron! Ponieważ jest
          zdenerwowany, dostaje od razu nowy egzemplarz. Siada, ogląda, liczy strony:
          Pani sobie żarty ze mnie robi? Piszecie z przodu, że więcej na stronie
          internetowej, więc ja się pytam na razie spokojnie, która jest ta internetowa?
        • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.03, 15:35
          Znajomy był jakiś czas temu w czarnej Afryce.Postanowił zwiedzić miejscową
          atrakcję turystyczną - groty (wydaje mi się że to było w Zambii).Żeby
          tamtejszym tradycjom biurokratycznym stało się zadość, przed grotą siedzi
          umundurowany obywatel i wpuszcza pojedynczo po uprzednim wypełnieniu stosownych
          dokumentów.Znajomy po kilkuminutowym, uwieńczonym sukcesem, spellowaniu "ulica
          Piołunowa" dojeżdża wraz z urzędnikiem do rubryki "kraj", mówi "Poland".Facet
          się cieszy jak dziecko, rzuca się znajomemu serdecznie na szyje i krzyczy, że
          się bardzo cieszy widząc gości z tego kraju, bo jego brat jest w
          Amsterdamie.Mój znajomy tłumaczy grzecznie,że Polland leży niestety 1000
          kilometrów od Holland.Wzbudza to jeszcze większą radość - facet wyraża
          przekonanie, że to musi być w takim razie blisko Ameryki.Znajomy wyraża żal, że
          Ameryka jest kilka tysięcy kilometrów od jego domu. Facet go pociesza, że w
          takim razie musi mieć blisko do Australii, a tam podobno też jest ładnie.
          Znajomy mówi, że przystał na wersję z Polską na antypodach, bo było gorąco.
          • Gość: dokt0r HOLLAND IP: *.pth0603.pth.iprimus.net.au 22.03.04, 02:53
            Zdarza mi sie to bardzo czesto, chociaz zawsze naciskam na 'P' mowiac Poland.
            Kiedys rozmawialem z jakas ladna dziewczyna z poludniowej Holandii, bardzo sie
            ucieszyla ze rozmawia z "rodakiem" :) Nie poprawialem, tego samego dnia
            nauczylem sie paru slow po holendersku bo dzwonilem do niej wieczorem :)
            • Gość: yoss Re: HOLLAND IP: *.crowley.pl 20.09.05, 20:49
              bo nie trzeba naciskac na "P" tylko mowic (upraszczajac) "PoUland"
              zamiast "poland" (dla anglojezykowych :) brzmi to wlasnie jak "holand")

              przepraszam za wtret bardzo nie na temat, ale po ilus pomylkach postanowilem
              wreszcie sprawe osobiscie przebadac :)
              • aiczka Re: Holland 19.06.07, 14:09
                Mnie tylko zastanawia, skąd im przychodzi do głowy, że może chodzić o "Holland",
                skoro sami mówią "Netherlands"...
      • Gość: Pendragon Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.03, 13:30
        Gość portalu: monika napisał(a):

        > jeszcze mi się jedna historia przypomniała.Opowiedział
        mi to szef-jego kolega
        > szkoli służby specjalne:
        > Las, ćwiczenia ekipy ratunkowej z użyciem śmigłowca.
        Zadanie polega na
        > odnalezieniu przecinki, w której czeka "zaginiony na
        terytorium
        > nieprzyjaciela", opuszczeniu się na stosownym
        oprzyrządowaniu z tego śmigłowca,
        >
        > przypięciu faceta do siebie i pośpiesznej ewakuacji.
        Jest świt, więc niewiele
        > widać, ale jest przecinka, gość czeka, więc na dół,
        przypinają klienta i
        > odlatują. Po dłuższej chwili, wciąż nad ziemią,
        zauważono, że facet ma w ręku
        > kosz z grzybami...Podobno obyło się bez zawału, ale za
        to wystąpiły wszelkie
        > możliwe reakcje fizjologiczne. Potem okazało się, że to
        nie ta przecinka.



        Monika niesamowite :-)))))))))))) hehehe
      • Gość: Józef Tkaczuk Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 195.217.253.* 27.06.03, 15:51
        Podobna historia, tyle, ze tragiczniejsza w skutkach, wygrala kiedys tzw.
        nagrode Darwina (na najglupsza smierc). Po pozarze lasu pracownicy strazy
        pozarnej znalezli spalonego pletwonurka. Okazalo sie, ze samolot gasniczy przy
        nabieraniu wody porwal kolesia i zrzucil go na plonacy las. Pomyslcie! Najpierw
        kolesia pozera jakis potwor a potem zrzuca go pewnie ze znacznej wysokosci na
        plonacy las. Nie zazdroszcze doznan.
      • Gość: Sceptic Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 195.205.8.* 27.04.04, 18:45
        Bzdura. Jak go przypięli? Jakim cudem nie zwiał, ani nie dał w żaden sposób
        znać, że nie pali się do "wejścia na pokład"? A na koniec- BUAHAHAHA-
        niezłe "służby specjalne", co mylą przecinki w lesie! Nie wiem, czy
        kiedykolwiek miałaś bliższą styczność z kimkolwiek, kto brałby udział w
        podobnych ćwiczeniach- pomylenie grzybiarza z uczestnikiem tychże jest
        ABSOLUTNIE NIEMOŻLIWE. Pozdr.
      • Gość: tmj Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 213.17.140.* 09.07.08, 11:33
        To ja mam podobną historię. Górnicy ze śląska wybrali się na grzyby na drugi
        koniec kraju autobusem, a że była to zbieranina z całej kopalni to nie wszyscy
        się znali. Po grzybobraniu wieczorem chcą wracać a tu jednego brakuje, poszli go
        szukać po chwili znaleźli oczywiście pijany jak bela. Wpakowali go do autobusu
        po dojechaniu do domu budzą go wstawaj już jesteśmy w domu a on na to a gdzie
        mój rower :P To był jakiś miejscowy......:P
      • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 23:47
        Opowiedziała mi to koleżanka z pracy.
        W latach osiemdziesiątych jej rodzice weszli w jakieś spory finansowe z daleką
        rodziną rezydującą w USA. Ponieważ tamci nie chcieli oddać im pieniędzy,
        postanowiono namotać grubszą intrygę.Uradzili, że informacja o nagłej śmierci
        wspólnej prababci trafi do serc i sumień kuzynów (że niby będą się poczuwać do
        pokrycia części kosztów pogrzebu...). Żeby uwiarygodnić przekaz postanowili
        dołączyć dokumentację fotograficzną. Było to dość łatwe,bo sąsiad pracował w
        domu pogrzebowym i mógł wpuścić ich wieczorem do pomieszczenia z właściwym
        oprzyrządowaniem. Ubrali więc jak należy siebie i starszą panią, umieścili ją
        na katafalku itd. O umówionej godzinie przyszedł fotograf. Był obcy, więc mu
        nie mówili wcześniej, co jest naprawdę grane.Zrobił zdjęcia,ale zanim wyszedł
        zapytał teatralnym szeptem głowę rodziny ile ma być kompletów odbitek.Ten
        odparł, że jeden, na co słysząca to starsza pani odezwała się "i dla mnie
        jeden".Podobno fotograf tak uciekał, że zostawił sprzęt.
        • Gość: milicjant Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.03, 01:36
          Gość portalu: monika napisał(a):

          > Opowiedziała mi to koleżanka z pracy.
          > W latach osiemdziesiątych jej rodzice weszli w jakieś spory finansowe z
          daleką
          > rodziną rezydującą w USA. Ponieważ tamci nie chcieli oddać im pieniędzy,
          > postanowiono namotać grubszą intrygę.Uradzili, że informacja o nagłej śmierci
          > wspólnej prababci trafi do serc i sumień kuzynów (że niby będą się poczuwać
          do
          > pokrycia części kosztów pogrzebu...). Żeby uwiarygodnić przekaz postanowili
          > dołączyć dokumentację fotograficzną. Było to dość łatwe,bo sąsiad pracował w
          > domu pogrzebowym i mógł wpuścić ich wieczorem do pomieszczenia z właściwym
          > oprzyrządowaniem. Ubrali więc jak należy siebie i starszą panią, umieścili ją
          > na katafalku itd. O umówionej godzinie przyszedł fotograf. Był obcy, więc mu
          > nie mówili wcześniej, co jest naprawdę grane.Zrobił zdjęcia,ale zanim wyszedł
          > zapytał teatralnym szeptem głowę rodziny ile ma być kompletów odbitek.Ten
          > odparł, że jeden, na co słysząca to starsza pani odezwała się "i dla mnie
          > jeden".Podobno fotograf tak uciekał, że zostawił sprzęt.

          "Przestęca działa nocą"reż K.Szmagier
          • Gość: turzyca Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 134.245.115.* 03.09.10, 18:48
            amoray napisał:

            > Śmieszne, ale nie wydaje mi się prawdziwe. Tak samo jak ta opowieść o
            > grzybiarzu na poligonie.

            o, nie, nie, nie. Grzybiarze sa wrecz standardowym wyposazeniem poligonu, tam sa przeciez boskie
            grzyby. Miejscowi rozklad strzelan znaja na pamiec, wiec w przerwach udaja sie na zbieranie. Gorzej
            jak z jakichs wzgledow strzelanie odbywa sie w innym terminie i na dzwiek wystrzalow nagle
            wylatuje grupa ludnosci bardzo cywilnej...
      • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.03, 00:29
        Mieliśmy chyba po 15 lat i spędzaliśmy weekend ze znajomymi (bez dorosłego
        nadzoru!!!)w domku kolegi, na wsi.Kolega uparł się, że sam ugotuje rosół.
        Wszedł w posiadanie kury (już bez głowy i oskubanej) drogą kupna - od sąsiada.
        Wyrzucił nas nad jezioro, a sam zabrał się do gotowania. Po jakimś czasie
        tryumfalnie oznajmił, że podano do stołu. Wszystko było OK, tylko rosół był
        niemożliwie mętny i smakował umiarkowanie. Ale uznaliśmy,prawdopodobnie wskutek
        głodu, że w sumie może być.Autor dowodził, że przyczyną zachwiania równowagi
        smakowej i małej klarowności jest nadmiar porów,których rzeczywiście było
        sporo.Tak, że mimo wszystko połowa garnka zniknęła. Jak już zjedliśmy, ktoś
        zapytał kolegę żartem czy wypatroszył kurę. Ten się obruszył, że to nie
        pierwszy rosół w jego życiu.Późnym wieczorem, kiedy wszyscy spali, kolega
        ośmielony większą ilością piwa powiedział do mnie "Tylko nic im nie mów czasem,
        ale co to właściwie znaczy wypatroszyć?"
      • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.03, 01:02
        Jeszcze mi się coś takiego przypomniało (chociaż to znowu nie-gafa):
        Mój dziadek jest szefem koła łowieckiego. Co roku koło organizuje bal. W
        zeszłym roku na balu towarzyszyli dziadkom moi rodzice. Odbyła się loteria, w
        której mamie trafiła się główna nagroda - dzik (oczywiście w stanie
        upolowanym). Nad ranem wezwali taksówkę, rozbawione babcia z mamą wsiadły,
        zamknęły drzwi i czekają na panów. Mama mówi do babci "Ciekawe, czy się
        zmieści?" Taksówkarz na to "A na ile osób jeszcze czekamy?" Moja
        mama "Hi,hi,hi.Na dwóch żywych i jednego sztywnego!"
        Taksówkarz "Cha,cha,cha.Dobrze, że mam pusty bagażnik". Po chwili głównymi
        drzwiami eleganckiego pałacyku wyszli panowie niosąc za nogi dzika. Facet miał
        podobno fajną minę.
      • Gość: monika jeszcze jedno IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.03, 02:01
        niestety przypominają mi się same nie-gafy :-( ale za to autentyki:
        Kilka lat temu zwiedzałam z narzeczonym hiszpański interior.Małe miasteczko,
        upał, sennie. Daleko od turystycznych szlaków, więc nikt nie mówi po angielsku.
        Znaleźliśmy bank, ale nie mogliśmy sobie poradzić z bankomatem. Narzeczonemu
        coś strzeliło, że oni tu napewno mówią po niemiecku. Nie znamy tego języka, ale
        on dzieckiem w kołysce ogladał Klossa. Więc mówi do panienki w okienku z
        niezachwianą pewnością siebie: "Bankomat kaputt!". Panienka popatrzyła jak na
        pomylonego, obejrzała kartę, zawołała koleżankę, odbyły konsylium,
        przeprowadziły jakieś testy z czytnikiem, w końcu robi tryumfalną minę, oddaje
        kartę i mówi: "Bankomat gut.KARTA KAPUTT!"
    • annika_vik Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 03.04.03, 13:21
      Jestem raczej ostrożna i rzadko popełniam gafy, ale jedna zdarzyła mi się
      straszna. Rozmawiam z moją siostrą i jej najbliższą koleżanką, którą dopiero
      poznałam i bardzo mi zależy, żeby mnie też polubiła. Mówimy o FCE, które moja
      siostra chce zdawać - ja, wiedząc z autopsji, że to dużo kosztuje i znając
      możliwości siostry, sugeruję, żeby najpierw się porządnie poduczyła, bo "To
      absolutnie nie ma sensu zdać FCE na jakieś marne C!". Na to koleżanka "JA mam
      FCE zdane na C".
      Zatkało mnie i nie wiedziałam już co powiedzieć...
      • Gość: Slav Gafa "anglojęzyczna" IP: *.solutions.net.pl 04.04.03, 08:41
        Sytuacja taka:
        Bardzo miła dziewczyna (światowa firma, nasz poważny dostawca z Holandii) , z
        którą znałem się tylko przez telefon, faxy i e-maile w końcu postanowiła
        przyjechać do Polski w objazd po klientach. Umówiliśmy się w Krakowie, w
        hotelu X, wszystko było dogadne; tematy rozmów zaakceptowane przez obie
        strony - tylko jechać i klepać kontrakt. Tuż przed spotkaniem któreś z nas się
        połapało że przecież nie znamy się z wyglądu i JAK MY SIĘ POZNAMY W TYM
        HOTELU ???
        Natalia mówi że ma rude krótkie włosy - dla mnie OK. W końcu ile jest tych
        rudych w krakowskich hotelach ?
        - "No dobrze, a jak ty wyglądasz Sławomir ?"
        a ja powiedziałem że mam krótkie czarne włosy i....

        MAŁEGO CZARNEGO PTAKA !!!!

        (nie wiem co dziewczyna sobie wyobraża jak teraz się kontaktujemy, ale jak
        mnie zobaczyła w tym hotelu - prychnęła strasznym śmiechem przez zaciśnięte
        zęby...) Ciekawe co sobie wyobrażała, że niby jak ja przyjdę ubrany? ;OPPP

        (dla niewtajemniczonych - "small black beard" (mała czarna bródka) i "small
        black bird(ptaszek)" niewiele się różnią w wymowie. Przynajmniej w moim
        wykonaniu, hue hue :o)
        • Gość: Kocia Re: Gafa "anglojęzyczna" IP: 217.153.22.* 03.06.04, 10:08
          Mnie spotkała podobna sytuacja.
          Kilka lat temu, przyjechał do mnie znajomy ze Stanów. Polskiego nie znał i
          troche sie na poczatku obawiał porusznia po Warszawie, wiec siedział w hotelu.
          Jednego dnia nie mogłam go odwiedzic, wiec poprosiłam koleżankę, aby kupiła mu
          jakieś żarło, bo biedactwo umrze z głodu.
          Koleżanka pojechała do hotelu i wręczając mu bochen chleba "jor old berd" –
          kolega, który był nota bene dużo starszy ode mnie i koleżanki, na szczęście nie
          wiedział, co w naszym sloganie znaczy berd, natomiast ona po wypowiedzeniu tych
          słów dostała ataku śmiechu.
          • sol_bianca Re: Gafa "anglojęzyczna" 12.11.04, 21:08
            Byłam z kumplem w Pradze (czeskiej), i oczywiście cały czas dogadywaliśmy się z
            Czechami mówiąc do nich po polsku (a oni do nas po czesku), spoko. Kumpel
            któregoś dnia postanowił odwiedzić swojego znajomego mieszkającego w Pradze.
            Pamiętał ulicę, numer bloku, tylko nie pamiętał numeru mieszkania. Uparł się, że
            zapyta któregoś z sąsiadów. No to wchodzimy na klatkę, ja mu jeszcze
            przypominam, żeby nie używał słowa szukać (co ponoć po czesku znaczy "pie***").
            Ale kolega był tak przejęty, że kiedy zapukał do pierwszych z brzegu drzwi i
            otworzyła mu jakaś starowinka, oczywiście powiedział: "szukam XX [tu nazwisko
            kumpla]".
    • Gość: Mojo Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.makor.pl / 192.168.1.* 04.04.03, 11:18
      Parę lat temu, gdy zwiedzałem z moją dziewczyną Bazylikę Św. Piotra w Rzymie,
      pech chciał że nasz rezydent zapomniał uprzedzić o tym że można tam wejść tylko
      w długich spodniach. A że było około 40C ciepła miałem na sobie spodenki do
      kolan.....i elegancki pan który pilnował wejścia powiedział: You need long
      pants!!!, zastawiając mi jednocześnie drogę - nie tylko mnie zresztą - wiele
      osób nie miało długich spodni. Co robić??? Być w Rzymie i nie zwiedzić
      Bazyliki - profanacja!!! Nagle dziewczyna mnie uświadomiła że przed wejściem ma
      miejsce istny handel wymienny - wchodzący kupują od wychodzących lekkie,
      jednorazowe, prawie papierowe spodnie za symboliczne kwoty, po to tylko żeby
      wejść. Tak też zrobiłem i ja. Po 2h zwiedzania wychodzę na zewnątrz i widzę
      jakiegoś nieszczęśnika (po anglojęzycznym przewodniku w jego ręku domyśliłem
      się jakim językiem włada)..... pomyślałem że oddam mu te spodnie, niech ma.
      Podchodzę i mówię: Do you need my old socks ???..... Patrzę.....a on minę ma
      nietęgą....odwracam się, a moja dziewczyna kładzie się ze śmiechu po czym
      oddala się w tłum :-( Olałem więc gościa i poszedłem za nią. Myślałem że spalę
      się ze wstydu jak mi uświadomiła co powiedziałem do tego gościa-oczywiście
      znałem na tyle angielski żeby wiedzieć że chciałem mu oddać swoje stare
      skarpetki, zamiast spodni. Po przeanalizowaniu całego zajścia doszedłem do
      wniosku że mocno utkwiły mi w pamięci słowa ochroniarza "...long pants, pants,
      pants....old socks, socks !!!". W każdym razie od tamtego czasu ostro wziąłem
      się do nauki języka ;-))))))))