Dodaj do ulubionych

wpadki podczas kolędy

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.07, 08:03
czyli wizyty duszpasterskiej. ksiądz przychodzi do domu, śpiewa kolędę, robi
swoje, wtem na stół wskakuje kot i... wypija całą wodę święconą...
Edytor zaawansowany
  • ja zaliczyłem raz wtopę. jak co roku chciałem uniknąć kolędy, ale tym razem nie
    zdążyłem wyjść z domu więc poleciałem na górę do swojego pokoju i siedziałem
    przy zgaszonym świetle. Nagle zaczęła dzwonić mija komórka, więc ją odebrałem
    zapominając o gościu na dole, a ponieważ był to dzień moich urodzin i zadzwonił
    mi kuzyn złożyć życzenia to rozmowa była troche głośna. Po wyjściu księdza
    wszyscy stali czerwoni i pukali się w głowy, bo całą rozmowę można było
    usłyszeć na dole :)
    --
    I'm feeling so real
  • 11.01.07, 07:37
    mówiąc krótko, porażeczka :-(
    zawsze zastanawiała mnie niechęć a czasem wręcz wrogość do księży
    ale widocznie każdy ma jakieś fobie i musi sobie z tym jakoś radzić
    ;-)

    --
    wakacje 2006
    bardzo prosty katalog stron
  • Gość: gosc forum IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.01.07, 08:25
    a ja mam bardzo zwariowana rodzinke:)
    moja szalona ciotka (fakt, nie chodzi do kosciola parafialnego) zorganizowala w
    dzien koledy swoje imieniny. imprezka trwala w najlepsze a tu dzwonia
    ministranci, ze ksiadz jest u sasiadow na dole i zaraz przyjdzie.
    wiec sie zalczely przygotowania. zostalismy nie wiem dlaczego wtloczeni do
    sasiedniego pokoju i zamknieci.
    W duzym pokoju zostala tylko ciotka, wujek i ich maly synek, ktory wczesniej
    pobieral nauki piosenek od mojego taty.
    przyszedl ksiadz, wszystko cacy i niestety na koniec poprosil kuzynka, zeby cos
    zaspiewal. Maly Rysiek zazyczyl sobie taborecik (bez niego nie chcial spiewac).
    Stanal na taboreciku i zaspiewal, tyle co pamietal: Hej siup malutka, rypniemy
    krasnoludka. Raczkami, nozkami i buzka mozna tez....
  • Gość: ave IP: *.broker.com.pl 11.01.07, 11:16
    rok temu tak się złożyło, że w czasie kolędy u mojej mamy była koleżanka mniej
    więcej w jej wieku i została wzięta przez księdza za mamę mojej mamy czyli moją
    babcię


    a tak przy okazji to smutne, że jedyne co ksiądz ma do powiedzenia to "praca
    jest ? jest, to dobrze", "sesja się zbliża? to powodzenia"
  • Gość: Robak IP: 212.160.156.* 11.01.07, 11:37
    Często ksiądz jedynie wpada, odbębni swój rytuał, zada dwa lakoniczne pytania,
    skasuje "ofiarę" i dalej.

    Mam przyjemność powiadomić, że u mnie jest inaczej. Od jakiegoś czasu nie
    mieszkam w rodzinnym domu w małej miejscowości. Jednak wszyscy tam się znają i
    kollęda jest nie tylko przykrym obowiązkiem (może jednak nie dla wszystkich),
    ale czymś w rodzaju oczekiwanej wizyty. Księdzu nie towarzyszą ministranci, za
    to kolejni gospodarze wychodzą i odprowadzają plebana do sąsiada przekazując
    sobie koszyk z fantami. Zazwyczaj są to jajka :)

    Tydzień temu wizytował moją rodzinę wikariusz. Nie ukrywam, że jesteśmy w jakiś
    sposób doceniani i bardzo szanowani w lokalnej społeczności. Wikary spokojnie
    zakończył swoje obowiązki a po wszystkim ponownie wmeldował się do naszego domu
    bez zapowiedzi. Wtedy już mniej oficjalnie można było porozmawiać i dojść do
    wniosku, że ksiądz tez człowiek. Przyniósł ze sobą wino. I to bardzo dobrej
    apelacji francuski trunek. Ojciec postanowił "dać coś na stół" a że markowe wina
    były otwarte a głupio było podejmować księdza stołowym, więc zaproponował coś
    mocniejszego. Wikary się opierał, ale w końcu oprżnili z ojcem całego Jacka
    Danielsa :D
  • Gość: basia IP: *.chello.pl 11.01.07, 13:47
    u mojej rodziny na podlaskiej wsi ksiądz proboszcz pojawił się u rzwi i oświadczył, ze ma mało czasu, bo już późno, więc tylko "wymieni się obrazkami". On im święty obrazek z Dzieciątkiem i papierzem, a oni jemu Króla Jagiełłę na stówce.
  • 11.01.07, 14:55
    zwłaszcza że oni przychodza po to samo co reszta domokrążców...
  • Gość: Ewa IP: *.filg.uj.edu.pl 17.01.07, 13:29
    Jesteś niepoprawny politycznie.
  • Gość: hehehe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.07, 15:07
    U mnie w tym roku, za kłamstwa w kwestii historii parafii, nie dostaną ode mnie
    ani grosika :))
  • 11.01.07, 15:38
    a ja w czasie tournee mojego proboszcza wyszedłem na chwilkę do kumpla nie
    zamykając domu a jedynie spuszczając psa na podwórku. Mój wielebny, jak to ma w
    zwyczaju, wchodzi bez pukania ... no i wszedł. Musiało go wyczuć moje
    wilczurzysko biegające gdzieś za domem, bo biedak ponoć godzine siedział u mnie
    w chałupie a pies pilnował drzwi.
    Co on wtedy u nnie w domu robił przez ten czas, to ja nie wiem; w każdym razie
    później odniosłem wrażenie, że mnie unika
  • Gość: Zed IP: 217.116.98.* 11.01.07, 15:28
    To teraz miara tego, czy ksiądz jest fajny jest ilość i rodzaj wypitego przez
    niego alkoholu? To chyba jakiś żart?
  • Gość: lena.k1 IP: *.net.autocom.pl 11.01.07, 16:07
    Nie. To po prostu jest śmieszna i zabawna sytuacja, którą ktoś opisał na forum.
  • 11.01.07, 16:24
    Wstyd by mi bylo za ojca zlopiacego sredniej klasy whisky z klecha. Podarowalbym
    sobie informacje o "szacownosci" rodziny i ilosci wypitego trunku. Chyba, ze
    chcesz oczernic i tak juz czarnosukienkowego.
    Ksiadz tez czlowiek tyle, ze to co laikat robi oficjalnie on po kryjomu
    zaslaniajac sie bogiem/Bogiem.
  • 11.01.07, 13:08
    była to kolęda bo ksiądz znał swoich wiernych.
  • Gość: CASHFOUNDRY.COM IP: *.magma-net.pl 14.01.07, 22:31
    ...a kiedys przychodzili po informacje ...coby potem sprzedac SB ;) (tak mi sie
    skojarzylo z ostatnia 'wpadka' kosciola)
  • Gość: hehehe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.07, 15:06
    W mojej parafii mieszkam dopiero dwa lata, w zeszłym roku dostałam pytanie, co
    dobrego dostrzegam w tej parafii...
    A ja szczerze i do rymu... [gó..], a potem zastrzeżenia do ich pracy, że w
    poprzedniej parafii przyzwyczaiłam się do nieco innych standardów :D
    Teraz "po kolędzie" mam w tę sobotę, kolejny arsenał zarzutów przygotowany :)))
  • 12.01.07, 11:12
    no ale z drugiej strony o co ma pytac i o czym rozmawiac? w koncu to obcy
    czlowiek nie?
  • Gość: corkamirka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.07, 08:17
    Wiele tematow powinno obchodzic ksiedza.Np czy wystarcza pieniedzy na zycie,czy
    ktos w rodzinie nie choruje, czy nie jest potrzebna jakas pomoc. U nas podobno
    jest bardzo"fajny" ksiadz, mlody, calkiem niedawno objal parafie,mialam okazje
    rozmawiac z nim kilkakrotnie i prywatnie i sluzbowo, pracuje w instytucji
    opiekunczej, niestety mimo iz miejscowosc nie jest bardzo duza ksiadz nadal mnie
    nie kojarzy.
  • Gość: mops IP: 194.183.57.* 11.01.07, 12:20
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • 11.01.07, 13:24
    Mops,a kiedy się obudziłeś to KOń jeszcze stał?;)
    Zapomnialeś,ż eksiądz sam nigdy nie otwiera drzwi...Ciekawe kto to zrobił jeśli
    wszyscy troje byliście tacy zajęci?
    --
    Po schodach na piechotę raczej rady nie damy...
  • Gość: gosia IP: *.mofnet.gov.pl 11.01.07, 13:56
    No i sie zdziwiłam bo u mnie ksiądz sobie zapukał ,za klamkę i ziu do środka ,
    bo nie zdążyłam dolecieć otworzyć.
    Ale wcześniej ministranci pytali czy przyjmujemy.
  • Gość: ek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 15:11
    facet najpierw umów się z lekarzem a potem dopiero pisz
  • Gość: jim01 IP: 213.76.140.* 11.01.07, 18:35
    aleś się upalił , chłopie
  • Gość: monikary IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.07, 14:48
    Najfajniejsza kolęda.
    Ja i moje siostry jako małe katoliczki, czekałyśmy na księdza w domu, kiedy
    przyszedł, moja malakochana siostrzyczka powiedziala z zachwytem do księdza:
    Ale masz fajna sukienke :-)


    ale najfajniejsze były te, gdzie 2 księża tak umawiali się na odwiedziny, ze
    lądowali co roku u nas w domu - zostając na kolacji po koledzie....na szczęscie
    czasy się zmieniły....teraz piją prawie oficjalnie,
    tylko kase nadal biorą...
  • 11.01.07, 12:45

    No coz. Za komuny balismy sie Czerwonego Luda i kazdy (prawie) "mial fobie",
    jak raczysz to nazywac :-)).. na punkcie na przyklad niebieskiego mundurka z
    paleczka i kapownikiem :-)).. teraz inne czasy nastaly i kolor czerwony
    wymieniono na naszych swiecznikiach na CZARNY... To niby nie to samo, ale
    jednak.. Za Komuny, cale jedno pokolenie (moje) wychowalo sie od dziecka na
    czerwonym, bo to bylaq jedyna szansa przezycia... Czerwone bylo powszechne, jak
    woda w kranie i powietrze do oddychania... Takze samo, jak czarne od zawsze w
    Pomrocznej.. Ale inaczej... Po odejsciu czerwonego - CZARNE zastapilo z grubej
    rury i z pelna pompa wszelkie media i oltarze.. Oraz kije, na ktorych sie nosi
    kazdorazowego Zlotego Cielca na czele procesji... Ale "FOBIA" taka sama...
    Niedlugo niezbedne beda zaswiadczenia z Kurii, lub przynajmniej z Parafii, o
    Niepokalaniu, jesli opoanna zechce wziac koscielny slub :-)). Patrz -
    Sapkowski "W leju po bombie" :-)))))....

    Czuwaj !

    = = = = = = =
    Chron mnie, Boziu, przed ludzmi bogobojnymi i "moralnie nieskazitelnymi"...
    Gott, beschütze mich vor frommen, Gott-furchtenden und "aufrichtigen"
    Menschen...
  • 11.01.07, 13:17
    Niechęć i wrogość? Zastanawiała? No nie żartuj, ja mam w domu małego synka,
    jakżebym mógł wpuścić do domu księdza, przecież wiadomo, jakie oni mają
    preferencje...
  • Gość: Jonasz IP: *.as.kn.pl 11.01.07, 14:22
    Takie jak ty? skoro zajmujesz się dzieckiem...
  • Gość: pavloo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 13:48
    ... a ja pamietam jak mialem glosniej muzyke i na liscie odtwarzania byla ta
    slynna piosenka i akurat jak otwieralem drzwi ksiedzu to grala muzyczka...
    troche sie dziwnie zrobilo...

    a wypozyczanie kropidel, wody swieconej i krzyzyka sasiadom to juz standard...
  • Gość: wiktor IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 15:08
    ka rzadko spotykałem sympatycznych. raz byłem u rodziców, jak przegapili wizytę
    tzn. nie wiedzieli, ze przyjdzie. mama natychmiast nakryła stół, woda była i to
    świecona, ale oczywiscie była ubrana tak jak do kuchni. No i ksiadz sie
    obraził. Sugerował ze nie chodza do koscioła i inne epitety rzucał. Od tej pory
    do swojego domu ich nie wpuszczam.
  • 11.01.07, 16:15
    ja zraziłem sie do księza gdy mieszkałem jeszcze na wsi. szczytem chamstwa, bo
    inaczej tego nazwać nie potrafię, było podczas kolędy otwieranie koperty i
    ostentacyjne wpisywanie ofiarowanej kwoty do jakiegoś tam kajecika... po prostu
    brak słów...
  • Gość: Paweł IP: 213.31.224.* 11.01.07, 08:22
    No to teeraz wpadka na mojej kolendzie:
    Ksiądz:
    - Jak tam babcia, jak jej zdrówko?
    Ojciec:
    - Właściwie to dobrze, tylko że nie żyje. Ksiądz był na jej pogrzebie...

    Pół mniuty później, ksiądz był już u sąsiadów.
  • Gość: @ w czerwonym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 13:34
    Kolezanki brat zbuntowal sie przed wizyta ksiedza i oswiadczyl, ze idze wziasc
    długą , goracą kąpiel, a ze łazienka byla bezposrednio przy salonie , to podczas
    odmawiania modlitwy wszyscy slyszeli szalejace eksplozje bąków bulgotników i
    skruszone niesmiale-przepraszam.Wszyscy udaja, ze nic nie słyszą, tylko pies
    zywo zainteresowany bardzo krecil glową.












    Lubie jak nasz pierwszy w panstwie sie usmiecha, wtedy popadam w zadume , czy to
    byl bolesciwie puszczony bąk, czy moze nowy pomysl na 'TANIE ' państwo.
  • Gość: baba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 16:00
    w tym roku jako usprawiedliwienie wzielam przestroge policji, ze stare kobiety
    nie powinny nikogo obcego wpuszczac do domu!
  • 12.01.07, 13:06
    Wizyta księdza, o której nie wiedziałam lub zapomniałam zbiegła się z dostawą
    sprzętów do kuchni. To nie były czasy wchodzi firma i montuje, więc siedziałam
    na środku pokoju w dresie, ze śrubokrętem w jednej ręce i młotkiem w drugiej
    ogarniając te pudła. Dzwonek do drzwi więc otworzyłam, jak otworzyłam to i
    wpuściłam księdza do tego bałaganu.
    Ksiądz popatrzył, spytał czy sama muszę bo męża nie ma, więc odpowiedziałam że
    jeszcze nie planujemy ślubu z moim chłopakiem. I nic wielkiego się nie stało.
    Pobłogosławił dom, a koperty nie chciał - niech Pani na ślub zbiera...
    To taki przykład księdza który się nie zbulwersował: ani na bałagan, ani na brak
    ślubu. Wyjątek jak myślę.
  • Gość: zly IP: *.net136.okay.pl 11.01.07, 14:14
    a po co? jakies dziwne sposoby - siedzienie cicho, wychodzenie z domu, gaszenie swiatla. ja otwieram drzwi i dziekujac, mowie ze sobie nie zycze. i koniec. przeciez mi ksiadz na sile nie wtargnie do domu.
  • 11.01.07, 18:01
    Ale bzdury piszecie.Przed kolędą chodzą ministranci i zapisują rodziny które
    przyjmują księdza.Księża do nikogo się na chama nie wpychają.
  • Gość: daga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.07, 09:06
    > Ale bzdury piszecie.Przed kolędą chodzą ministranci i zapisują rodziny które
    > przyjmują księdza.Księża do nikogo się na chama nie wpychają.


    Ale bzdury piszesz :-)
    Nie wszędzie chodzą ministranci z zapowiedzią. U mnie na przykład NIE CHODZĄ.
    Pewnie niedostatek ministrantów w parafii bo ksiądz co niedziela zaprasza
    chętnych do posługi przy ołtarzu :-)
  • Gość: bb IP: *.core.lanet.net.pl 17.01.07, 14:53
    kolęda jest dla tych którzy chodzą do koscioła i jesli już nie bywa się tak
    regularnie to mozna skorzystać tak jak ja na stronie internetowej parafii :))
  • Gość: Borsuk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 15:57
    :-))

    Ja też zawsze unikałem wizyty - albo zamykałem się w którymś pokoju, albo
    wychodziłem w ogóle z mieszkania..

    I traf chciał, że kiedyś wróciłem za wcześnie i spotkałem księdza na schodach...

    I to była chyba jedna z moich najprzyjemniejszych rozmów z funkcjonariuszem
    Kościoła - życzył mi powodzenia, tak jakoś ciepło porozmawiał - bez pytań
    dlaczego mnie w kościele nie widuje i jak się proboszcz nazywa...

    Po prostu - jak wszędzie - trafiają się różni ludzie...

    Wiem, że miało być do śmiechu ;-)
    Borsuk
  • 11.01.07, 16:47
    bedac dzieckiem, latwo jest wprowadzic rodzicow w zakloptanie czy po prostu
    'narobic im wstydu'. Mnie udalo sie to podwojnie podczas jednej z wizyt
    koledowych. Mialam moze 4 lata i podczas gdy mam witala ksiedza (bardzo mlodego
    zreszta), nie wiedziec czemu wypilam swiecona wode z talerzyka. Mama zdazyla
    zauwazyc i pobiegla szybko do kuchni, ale z braku wody poblogoslawionej nalala
    szybko z kranu. uradowana, ze jakos zalatwila sprawe wrocila i wziela mnie na
    rece, bym wiecej nie psocila przypdakiem. koniec wizyty. ksiadz wychodzi, a ja
    pytam: A buzi? wiec czerwony jak burak ksiadz caluje mnie w policzek i juz
    odchodzi gdy ja krzycze: A mame?! biedny ksiadz musial moja totalnie
    zawstydzona mame pocalowac, gdyz ja grozilam krzykiem...pare nastepnych lat, ten
    owze ksiadza czerwienil sie podczas wizyt koledowych u nas w domu.
  • 11.01.07, 23:07
    Miła historia, podoba mi się :) PS. ksiądz może poświęcić wodę podczas
    modlitwy, nie musi być specjalna :)

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • Gość: elianna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.07, 16:52
    To ja miałam lepiej:)Uciekłam do łóżka i zaczęłam udawać chorą. Dobrodziej
    odwiedził mnie w sypialni:), bo "chorych należy nawiedzać" jak mówią Pisma:)
  • Gość: Bartek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.01.07, 11:57
    A gdzie tu wtopa?

    Nie rozumiem jednego - spolecznego przymusu uczestniczenia w obrzedach
    religijnych. Niechciales brac udzialu w tej "uroczystosci"? Twoja sprawa.

    Zmienilem mieszkanie. Oczywiscie po pierwszych swietach w nowym lokum pojawil
    sie po drzwiami ksiadz, z lista na ktora wpisywal swoje potencjalne, nowe,
    owieczki. Grzecznie podziekowalem za jego uslugi. Cos tam sobie odnotowal w
    kajeciku.
    Potem zyskalem informcje od sasiadow, ze jednak takie postawienie sprawy go
    nieusatsfakcjonowalo - wypytywal kilka osob, co to za ludzie tam (czyli u mnie)
    mieszkaja, ze nie chca klepac paciorkow.

    --
    Bartek
  • Gość: XY IP: *.uznam.net.pl 08.01.07, 10:46
    mój wspaniały piesek,towarzyskie,wesołe stworzonko po wejściu księdza z
    ministrantami do domu,w trakcie modlitwy lizał po twarzy chchoczących chłopaków
    (oni klęczeli)więc wszyscy się usmiechali nie zachowując powagi.Ksiądz był
    sympatyczny i nie kazał pieska zamykać w drugim pokoju,piesio zrewanżował się
    lizaniem swoich jajeczek centralnie na srodku pokoju w trakcie trwania rozmowy
    z księdzem.Wszyscy wymiękliśmy to była bardzo wesoła kolęda
  • Gość: exotique IP: *.4.77.83.cust.bluewin.ch 08.01.07, 11:40
    U mnie w domu pieknego sobotniego popoludnia odwiedzila nas ksiaddz, ktory
    delikatnie mowiac nie byl drobny. Wszystko bylo ok, usiadl w fotelu... I
    problem pojawil sie, gdy z fotela probowal wstac. Wszyscy razem z ksiedzem
    dusilismy sie ze smiechu, probojac wyciagnac go z fotela pulapki :D
  • Gość: annika-ja IP: *.ae.wroc.pl 11.01.07, 15:59
    Gość portalu: XY napisał(a):

    > mój wspaniały piesek,lizał po twarzy chchoczących chłopakó
    > w
    > ,piesio zrewanżował się
    > lizaniem swoich jajeczek centralnie na srodku pokoju

    Boże, dobrze, że kolejność nie była odwrotna! :DDDD
  • 11.01.07, 17:25
    My mielismy carnego jak smola kota, ktory podczas koledy drzemal sobie na
    fotelu, nie okazujac ani krzty zainteresowania koleda.
    Ksiadz spoczal na sasiednim fotelu w trakcie swobodnej pogadanki nie wiem co mu
    do lba strzelilo ze postanowil poglaskac spiace zwierze.
    Niezadowolony kotek tak sie wczepil w firanki rekawa ze razem z siostra
    wyplatalysmy go w koncu ze szkoda dla rekawa.

    Innym razem inny ksiadz wprawil mnie w totalne oslupienie mowiac "skocz no po
    popielniczke dziecko" zapalil sobie papierosa rozmawiajac z moja mama ze tego
    mu trzeba bylo..

    Swoja droga ile teraz mieszkan obskoczyc ma jeden ksiadz?
    Moim zdaniem mialo to sens jak ksieza znali swoich parafian, a teraz?
  • 08.01.07, 12:30
    kilka lat temu moja babcia pożyczała od nas kropidło, świeczniki i krzyż (nie
    wiem czemu ale to nieistotne); w dniu kolędy byłam u babci po te "akcesoria".
    zazwyczaj kolęda była ok. 19 (nigdy nie mogłyśmy dobranocki obejrzeć, bo akurat
    ksiądz był ;P). wracam do domu przed 18 razem z moim chłopakiem, jakoś nie
    mogłam klucza w torbie znaleźć, więc dzwonię do drzwi; wszystkie światła w
    chacie zapalone, a nikt nie otwiera. więc walę w drzwi, stukam, pukam, krzyczę;
    po chwili otwiera mama, a za nią wychodzą... ministranci, którzy
    księdza "zapowiadają" :)) okazało się, że akurat pacierz odmawiali :)

    od 3 lat mieszkamy w nowym domu, wtedy to było jeszcze mieszkanie studenckie
    (wynajmujemy kilka pokoi). jakoś nie pomyśleliśmy w ogóle o kolędzie. a tu
    pukają do drzwi ministranci... mówię więc, że księdza przyjmiemy, ale niech go
    uprzedzi, że to mieszkanie studencki i nie jesteśmy przygotowani. nie było ani
    kropidła, świeczniki - do tealightów :) krzyża też nie było. posiedzieliśmy,
    ogadaliśmy, było miło :) za to w tym roku jesteśmy przygotowani, kolęda w
    najbliższy piątek :)


    166 dni :)
    Przestrzeń sugeruje, by się przemieszczać,
    jednak jedynym celem podróży mędrców jest ich dom.
  • 08.01.07, 13:03
    przy okazji koled zawsze przypomina mi sie przypowieść pana manna
    jak to u jego znajomych ksiadz wychodząc juz z domu,
    wręcza piecioletniemu "obrazek święty"..
    mały pyta
    -a masz jeszcze jeden?
    daje mu
    -a jeszcze jeden?
    dostaje drugi, taki sam
    mały niezadowolony pyta jeszcze raz..
    -a z dinożarłami masz?

    2.
    kiedyś na wsi podwarszawskiej ksiadz chodził po kolędzie.
    kto żyw udawał,że go w domu nie ma. a ja nie lubię obłudy.
    gdy przyszedł ksiadz. wyszedłem do furty i uprzejmie podziękowałem...
    następnego dnia, w sklepie obok, pani nie chciała mi sprzedać chleba...
    mrucząc coś pod nosem o bezbożnikach.
  • Gość: Ruszka77 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.07, 13:12
    Moze to nie do konca wpadka, ale historia, ktora na dlugo zapamietam. Znajomy,
    ktory bardzo chcial sie uchronic przed wpadka podczas wreczania ksiedzu
    koperty, w trakcie rozmowy z pod obrusa wysylal do znajomego SMS-a z zapytaniem
    jakie to teraz stawki obowiazuja...
  • 08.01.07, 13:51
    u mnie też kota łasiła się do księdza, który klęcząc prze krzyżem modlił się,
    ale chyba lubił zwierzaki, bo druga ręką (chyba myślał, że nie widać) łaskotał
    kota po grzbiecie :-)))))
    --
    <www.katia2.pupile.com>
  • Gość: Truska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.07, 14:09
    U mnie moj jeszcze malutki kociaczek podczas modlitwy wdrapał sie ksiedzu po sutannie az na same ramie! Ubaw byl, ze ho ho!
  • Gość: dobre IP: 83.19.97.* 08.01.07, 14:13
    a u nas w kawalerce, swego czasu mięliśmy rower składak (czasy bardzo dawne)
    więc, zeby nie stał w pokoju na czas kolędy, wjechał do łazienki (łazienka i
    ubikaja w jednym na 4m2 z wanną) no i co? juz po rozmowie ksiądz się dyskretnie
    zapytał czy moze z toalety skorzystać -hehehe - ile było rabanu zeby z rowerem
    wyjechać ;))))))
  • Gość: rybka Nemo IP: 90.26.120.* 09.01.07, 12:13
    Znam historyjkę jak ksiądz w jednym z ostatnich z mieszkań zechciał odwiedzić
    WuCe. Poszedł do kibelka i przepadł na dłuższy czas. Z początku zgromadzeni (
    matka z dziećmi) myśleli, że to problem z .... Po chwili ksiądz zaczął wołać o
    pomoc, bo drzwi się zatrzasnęły. Zawołano więc na pomoc sąsiadów w celu zdjęcia
    drzwi z zawiasów. Skończyło się na wyjęciu szybki i wypuszczeniu księżulka tą
    nietypową drogą.
  • Gość: Ja-koper IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.07, 14:21
    Któregoś roku sama przyjmowałam księdza. nie sama - z małym kotkiem. I żeby
    było śmieszniej, ksiądz od nas zaczynał wizytę tego dnia. Ja - szamocząc się z
    tym sierściuchem - co chwilę lukałam przez drzwi, czy jeszcze nie idzie... A
    kot - najpierw faktycznie wypił święconą wodę, potem buchnął kropidło i latał z
    nim jak wariat po pokoju, a na końcu, gdy go spacyfikowałam w łazience,
    przyszedł ksiadz. Slysząc żałośliwe MIAUUUU z łazienki poprosił, żeby wypuścić
    zwierzaczka z łazienki, że niby to on nie boi sie małych kotków...A ten -
    wpakował do pokoju z wyrazem triumfu w oczach i - od razu wszedł księdzu pod
    sutannę i Go tam podrapał, a potem wlazł na ramię i ugryzł w ucho...
    Nie wiedziałam, czy ratować księdza, czy siebie. małonie udusiłam się, żeby nie
    roześmiać się zbyt głośno..
  • Gość: wart IP: 217.153.84.* 11.01.07, 11:57
    >małonie udusiłam się, żeby nie roześmiać się zbyt głośno..

    to tak gdybys się zaczęła śmiać, to co by sobie o tobie ksiądz pomyślał...
  • 08.01.07, 15:28
    W piątek wieczorem miałam w domu małą imprezkę - była trójka znajomych, poszły
    2 butelki wina, potem jeszcze po kieliszku nalewki na rozchodniaczka. I cała
    bateria szkła została na barku pomiędzy kuchnią a pokojem.
    Jako że imprezka skończyła się dość późno, nie spieszyłam się z wstawaniem w
    sobotni poranek, gdy w końcu wyszłam z łóżka i zjadłam coś na kształt
    śniadania, to było już koło południa. Nie miałam żadnych planów, więc
    pomyślałam, że zmywanie nie ucieknie i zdrzemnęłam się. Ok. 13 dzwonek do
    drzwi - otwiewram, a tam stoi sympatyczny franciszkanin. No i mnie mało
    przytomnej jeszcze po śnie wyrwało się na powitanie "ja wiedziałam, że tak
    będzie" :)))))
    Rok później też mieli co wpisać do mojej kartoteki w parafii - jako dekoracja
    na komodzie stała misa pełna korków...
  • Gość: grzehuu IP: *.gdynia.mm.pl 08.01.07, 15:43
    kiedyś mój kot jak ksiądz siedział wleciał mu pod sutanne i zaczął tam
    rozrabiać :D hehe ale się uśmiałem
  • 08.01.07, 19:44
    To bylo dobre kilka lat temu. w domu nie bylo zbytniego porzadku, mial wpasc
    kumpel na chwile, cos pozyczyc. bylem sam w domu z psem, a ze jest to sznaucer
    no to jeden wielki jazgot. bylem w toalecie zalatwic sie. dzwonek do drzwi -
    pies szceka, ja krzycze z kibla, ze zaraz, ze co pali sie??? poniewaz na owa
    godzine mial wpac kumpel jakos nie spojrzalem przez judasza na korytarz. gotowy
    by wyciagnac reke i powiedziec niekoniecznie "pochwalony" otwieram drzwi no i
    kto oczywiscie ksiadz!!! Zeby bylo smieszniej kolega wpadl zaraz po tym
    przxyszedl ksiadz. powage trudno bylo utzrymac;)... Jeszcze jedna historyjka-
    przed swietami jak zwykle proboszcz roznosil oplatek. otworzyla mama - w
    portmonetce byla tylko zlotowka. nastepnego dnia miala isc do bankomatu. wola
    do mnie bym dal chociaz 5 zl. Mialem tylko dwudzistki i mowie,z e w zyciu nie
    dam ksiedzu tyle za oplatek. mama ze skwaaszona mina mowi do proboszcza, ze ma
    tylko zlotowke- ten na to, ze ostatniej zlotowki nie ma serca wziac ;)...
  • 08.01.07, 19:54
    z przygotowań przedkolędowych
    naszykowałyśmy z siostrą biały obrus, świecę i uświadmoiłyśmy sobie ze nie
    wiemy gdzie mama trzyma taki nieduży drewniany krucyfiks, który na codzień był
    schowany a wyciagany tylko na jakieś "specjalne okazje"
    szukamy i szukamy, gdzie go mama mogła dać???
    w końcu stoimy z siostrą w mieszkaniu bezradnie się zastanawiając gdzie jeszce
    poszukać, a siostra niepewnie... "moze jeszcze popatrzę do skrzynki na
    narzędzia??"
    i wtedy dostałyśmy ataku śmiechu aż się bałam ze nie powstrzymamy sie jak
    ksiądz przyjdzie;)
    --
    Wrześniowy bocian
  • Gość: Bimbom IP: *.pool.mediaWays.net 11.01.07, 06:17
    W mojej parafii jest taki zwyczaj, że kopertę kładzie sie na stole na białym
    obrusie . Dowcipny sąsiad, bez wiedzy żony, przed kolędą przykleił kopertę do
    stolika. Ksiądz wychodząc przy braniu koperty spowodował zsunięcie się obrusa,
    wywrócenie płonących świeczników i w konsekwencji mały pożar.
  • Gość: hubert IP: *.prokom.pl 11.01.07, 08:13
    A ja kiedyś roznosiłem opłatki i mam swoje typy na najbardziej żenujące teksty.
    "Ile się płaci?" Albo "przyniosę do kościoła" mówione przez człowieka, ktrego
    widzę na pasterce albo święceniu jajek.
    Ale najczulej wspominam kolesia, który na pytanie "Czy potrzebują państwo
    opłatek na święta" odpowiedział "Chwileczkę. Zapytam żonę".
  • Gość: wart IP: 217.153.84.* 11.01.07, 12:00
    >żenujące teksty

    oj dziecko, facet sobie po prostu robił z was jaja
  • Gość: Bozena IP: *.ny325.east.verizon.net 11.01.07, 06:50
    Nie chac przyjac ksiedz poszlam do kolezanki.Po 22 wracam do domu,glodna wiec
    szybko frytki na patelnie,ubieram szlafrok/rozciecie do pepka od gory i od
    dolu/Nagle slysze jakies dzwieki na ktatce .Wgladam przez wizjer moja sasiadka
    z dolu schodzi po schodach.Wybiegam na kladke i wolam za nia : co sie dzieje?
    a ona odpowiada ksiadz,ja na to choldera to on jeszcze nie chodzil? odpowiada
    mi ksiadz ,kory schodzi z gory"A nie ,bo jestem spozniony.Myslalam ,ze sie
    spale ze wstydu.Uslyszla jeszcze jak zapowiedzial ,ze mnie odwiedzi po
    sasiadach z dolu wiec jak wyszedl od niej to te wszystkie przybory w odruchu
    litosci do mnie przeniosla.Ja w tym czasie w nerwach i w pospiechu zakladalam
    spodnie ,dwie nogi w jedna nogawke i wietrzylam mieszkanie po
    frytkach.Przyszedl rozsiadl sie 'gatka szmatka'Mowi ,ze ladnie pachnie a ja
    nic.Mysle tyko o tym,ze sasiedzi pewnie czekaja kiedy wyjdzie /ja mloda
    rozwodka/Nie doczekawszy sie poczestuku poszedl ale bylo juz po
    23.Zapowiedzial,ze nastepnym razem zacznie kolede od mojej ktatki,chyba przez
    ten szlafrok z rozcieciami.Ksiadz byk ok.Mlody,przystojny i fajnie sie z nim
    mrozmawialo.Na nastepna kolede przyszedl proboszcz.
  • Gość: miś IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 11.01.07, 10:18
    Ha, to mi przypomniałaś :)
    Rodzice w szpitalu po wypadku a mieszkanie koniecznie poświęcone musiało być. No więc poprosili bym przyjęła. Od zawsze przychodził ok. 21, więc pośpiechu nie było. Przyszłam ok godziny 16, nalałam sobie wody do wanienki i poleżanko w pianie. A tu puka jakas cholera, podnosze się, zawijam się w ręcznik, wyglądam i słyszę :prosze sie przygotowac na przyjęcie księdza. Jak sie ma te 16 lat to trudno o zimną krew. Szybciorem kiecka na grzbiet i przyjmuje gościa, z włosów woda ciurkiem ścieka na cieniuśką sukienczynę i po chwili wyglądam jak miss mokrego podkoszulka :/ . Ttłumacze chłopu jaka sprawa, że ja w zastępstwie, że rodzice prosili, że mnie tam kościół nie po drodze leży, a ten nuże nawracać mnie. W swej gorliwości zadeklarował się udzielać mi indywidualnych lekcji religii . Nie skorzystałam.
    Nie wiem czy to było śmieszne, ale dziś z pozycji dojrzałej kobiety myśle sobie, że na jego miejscu bym poświęciła i zwiała.
  • Gość: alice IP: 212.160.172.* 11.01.07, 11:13
    Właśnie sobie przypomniałam - miałam wtedy 19 lat ale wyglądałam na mniej i w
    tą noc poprzedzającą kolede nocowałam u mojego faceta. No więc wracam sobie
    rankiem do domu, zaspana, rozczochrana,zadowolona, z uśmiechem od ucha do ucha
    i malinką na szyi.Wchodze po schodach i przed moimi drzwiami zasatję pełną
    ekipę - ministranci i ksiądz, moja mama już otwiera drzwi. No i co było
    robić..Weszliśmy razem a wizyta była powściągliwa i krótka hehe. Taką akcję
    sobie zrobili że będą chodzić o 9.00 rano w sobotę, może żeby brać ludzi z
    zaskoczenia :)
  • Gość: józef cieśla IP: *.org.pl 08.01.07, 20:09
    w domu moich rodziców, mimo że nikt nie był specjalnie wierzący ani nie chodził
    w niedzielę do kościoła, księdza się zawsze przyjmowało na zasadzie "a co ludzie
    powiedzą". zawsze oczywiście rodzice też wymyślali jakieś kłamstwo na pytanie
    czemu to ksiądz ich nie widuje na mszy (np. "a bo w niedziele zawsze jeździmy do
    teściowej do innego miasta i tam chodzimy"), a ja zawsze wymyślałem kłamstwo,
    dlaczego nie mam zeszytu od religii ("a bo pożyczyłem koledze i mi nie oddał i
    zachorował", "a bo pies zjadł", itp.). taka mała lekcja kłamstwa i hipokryzji w
    polskim domu

    toteż gdy wreszcie wyprowadziłem się od rodziców miałem oczywiście przekorną
    chęć zrobić księdzu na złość, najpierw po chamsku chciałem zamiast literek
    "K+M+B" na drzwiach napisać coś sobie w stylu "ŁKS King", ale potem wpadłem na
    bardziej wyrafinowany pomysł, otóż - przynajmniej w tej parafii gdzie mieszkali
    moi rodzice - zawsze wcześniej po mieszkaniach chodził ministrant z pytaniem
    "czy przyjmą państwo księdza?", a dopiero po jakiejś godzinie, zapewne na
    podstawie listy zrobionej przez ministranta, chodził właściwy ksiądz

    chyba już w listopadzie umyśliłem więc sobie, że "zażyję" tego ministranta, gdy
    on się zapyta "czy przyjmą państwo księdza" ja mu odpowiem ze zdziwieniem "a w
    jakiej sprawie?"

    tak chodziłem sobie z tym pomysłem cały listopad i grudzień, no i oczywiście
    skończyło się jak w tym dowcipie o sąsiedzie, który chciał pożyczyć sekator -
    gdy w końcu nadszedł Ten Dzień i do moich drzwi zapukał ministrant (czy inny
    księżowski asystent) to zamiast pytania "czy przyjmą państwo księdza" powiedział
    po prostu "dzień dobry, ksiądz chodzi po kolędzie, czy życzą sobie państwo?" i
    zburzył cały mój plan, po prostu stałem i nie wiedziałem co powiedzieć ("a w
    dupie mam Twój sekator!")

    notabene, ksiądz nachodzi mnie z tym pytaniem co roku, może mogliby gdzieś sobie
    wreszcie zanotować, żeby mnie już nie nękać, nie zaskakiwać, nie kazać mi szukać
    spodni itp. (zazwyczaj nikt do nas nie przychodzi bez wcześniejszego umówienia
    się telefonicznie, a jeśli już - to dzwoni najpierw domofonem), zresztą wydawało
    mi się (może błędnie) że właśnie po to ludzie te literki piszą kredą na
    drzwiach, żeby było wiadomo gdzie jest katolicki dom i gdzie księdza oczekują, a
    więc skoro nie ma literek, to proszę nie przeszkadzać
  • 08.01.07, 20:48
    hmm. co do tych kotków.

    u nas swego czasu kotek w domu siedział.
    i tak jakoś zupełnie przypadkiem ksiądz już wychodząc z kolędy wdepnął w małą
    niespodziankę tuż przy wyjściu.

    nooo.
    u.
  • Gość: Anka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.07, 21:57
    Czekałam na księdza. Wszystko przygotowane - świeca, krzyżyk, biała serwetka,
    nawet miseczka z wodą święconą. Kiedy ksiądz był już na moim piętrze
    uświadomiłam sobie ,że nie mam kropidła. W popłochu zaczęłam rozglądać się po
    domu, czym by tu je zastąpić. Owszem zastąpiłam - małą rózgą otrzymaną niedawno
    od św. Mikołaja!
    Trzeba było widzieć minę plebana.
  • 15.01.07, 00:01
    Cóż moja mama w tym roku szukając kropidła znalazła miotełkę do butów z Maroka-
    nie zgodziłam się na tą opcję, szukając dalej kropidła znalazła zdechłą mysz w
    łapce.
    Dziękowałyśmy w duszy że mieliśmy tego dnia kolendę bo mysz pewnikiem zaczęłaby
    śmierdzieć niedługo.
    --
    pozdrawiam.Pasik
  • 08.01.07, 23:28
    Gość portalu: józef cieśla napisał(a):

    > notabene, ksiądz nachodzi mnie z tym pytaniem co roku, może mogliby gdzieś
    sobi
    > e
    > wreszcie zanotować, żeby mnie już nie nękać, nie zaskakiwać, nie kazać mi
    szuka
    > ć
    > spodni itp. (zazwyczaj nikt do nas nie przychodzi bez wcześniejszego umówienia
    > się telefonicznie, a jeśli już - to dzwoni najpierw domofonem), zresztą
    wydawał
    > o
    > mi się (może błędnie) że właśnie po to ludzie te literki piszą kredą na
    > drzwiach, żeby było wiadomo gdzie jest katolicki dom i gdzie księdza
    oczekują,
    > a
    > więc skoro nie ma literek, to proszę nie przeszkadzać

    Ma nadzieję, że się któregoś roku nawrócisz, bezbożniku, i go przyjmiesz ;)
    Do nas po kilku latach grzecznych odmów przestał przychodzić.


    --
    beniamin.blox.pl/html
  • 11.01.07, 10:10
    A ja z dziecinstwa pamietam, ze raz rodzice powiedzieli, zeby nie przychodzil i
    od razu zapamietali i kilka lat byl spokoj. Raz tylko chodzil jakis nowy,
    ministranci mu uciekli i zaszedl bez zapowiedzi. Ja otworzylam dzwi, jak zwykle,
    bez sprawdzania i na cala szerokosc, on od razu do duzego, a tam nikogo - chyba
    sie w mig zorientowal, ze cos nie tak bo sie szybko wycofal,a ja dalej w tych
    drzwiach z zaniemowieniem. Nigdy wiecej juz nikt nie przyszedl :)
    Teraz mieszkam w Holandii na katolickim poludniu i pytalam nawet sasiadow kiedy
    bedzie kolenda, to wszyscy duze oczy, a co to jest i po co, i ze oni nigdy o tym
    nie slyszeli ...
  • 09.01.07, 11:19
    zresztą wydawał
    > o
    > mi się (może błędnie) że właśnie po to ludzie te literki piszą kredą na
    > drzwiach, żeby było wiadomo gdzie jest katolicki dom i gdzie księdza
    oczekują,
    > a
    > więc skoro nie ma literek, to proszę nie przeszkadzać
    To trochę inaczej jest. Te literki to ministranci towarzyszący księdzu wpisują
    przy okazji kolędy. Wiem to, choć sama pod tym względem "kocham inaczej" i
    kolędy nie przyjmuję ;-)
    Z zasłyszanych historii kolędowych pamiętam jedną - jednego roku, gdy mój kuzyn
    był mocno nieletni, ksiądz przyszedł po kolędzie w trzech króli. Ksiądz
    próbował go odpytać "jak Marcinku mieli na imię trzej królowie". Kuzynowi
    próbowała podpowiedzieć coś ciotka, u której siedział na kolanach, na co młody
    zareagował wrzaskiem, "Nie pluj mi do ucha!". Ciekawe co ksiądz wtedy odnotował
    w kartotece ;-)
  • 11.01.07, 11:41
    my co prawda hipokryci, kolędę przyjmujemy ale z reszty nie korzystamy.a literek
    nie malujemy ale o ile sie nie mylę to nie jest tak że literki wypisują
    ministranci tylko domownicy po powrocie ze mszy na trzech króli.w temacie zaś
    samej k. mam mało do powiedzenia gdyż siedze w drugim pokoju po ciemku, miedzy
    szafą a telewizorem.
  • Gość: edytka20 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.07, 13:13
    u nas na slasku, ministranci wypisuja te litery
  • 11.01.07, 21:13
    No to teraz jasne. Zależy od regionu. Ja ze Śląska jestem ;-)
  • Gość: kasia IP: *.trzechwieszczy133.trustnet.pl 12.01.07, 21:05
    A u mnie na śląsku nie wypisują..
  • Gość: magdi IP: *.exatel.pl 11.01.07, 14:14
    "te literki" to się samemu wypisuje w Trzech Króli ....
  • 11.01.07, 23:23
    Te literki nie oznaczają imion trzech króli, jak u nas (w katoliskim kraju) się
    mylnie sądzi, tylko sa skrótem od "Christus Mansionem Benedictat", czyli "niech
    Chrystus ten dom błogosławi". I NIE PISZE się ich jak równanie "C(K)+M+B =
    2007" :), co czasami widuję na drzwiach i co mnie zawsze smieszy do łez :)

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • Gość: hehehe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.01.07, 10:11
    Tjaaa, moi parafialni na druczkach zapowiadających kolędę co wypuścili?
    Nadruk K+M+B AD 2007 :))))))
    Wczoraj dostałam kartelusze, to mało sie nei przewróciłam ze śmiechu
  • 17.01.07, 14:48
    A co w tym śmiesznego? Bo nie łapię.
    K+M+B 2007 - zawsze tak się u nas pisało.

    --
    Nie gniewaj się Waldek
    Ten wątek jest naprawdę Twój
    A reszta moja, moja, moja, moja...
  • 11.01.07, 10:38
    a propos literek, facet zanabył sobie obrazek dość znany , przedstawiający lokomotywę która wyjechała z dworca przez ścianę. Niestety na obrazku jest napis wielkimi literami "SHIT !". Zastanawialiśmy się jak pozbyc się tego napisu i obrazek póki co nie zawisł a stał sobie przy scianie za stołem. Przed wizytą ksiedza poprosiłam dziecko o przygotowanie stołu, więc biały obrus i na nim dewocjonalia stanęły.
    Przychodzi ksiądz, pada przed stołem na kolana i zaczyna sie modlić, modzi sie, modli, a ramiona mu zaczynaja drżeć z hamowanego śmiechu. Mnie zresztą też, bo w tle krzyża grubaśne, piętnasto centymetrowej wysokości literki wołają "SHIT !" Modlitwę zakończyliśmy ze łzami spływającymi po policzkach.
    Wielebny okazał zainteresowanie istota obrazka i zainteresowaniom małżonka, podejrzewam że gdyby ten zdążył wrócić z pracy, skończyłoby się na puszczaniu kolejki.
  • 08.01.07, 23:16
    Mój brat w zamieszaniu przed kolędą wziął kopertę i nie włożył do niej ofiary.
    Dobrze że mieszkamy w bliźniaku i ksiądz przyszedł potem do nas a tu drzwi się
    otwierają i wchodzi mój brat...i zaczyna się tłumaczyć:)
  • Gość: ad IP: *.acn.waw.pl 09.01.07, 09:54
    jak byłem mały to podobno byłem nieznośnym i neurotycznym dzieckiem
    kiedyś na kolędzie usiadłem księdzu na kolanach, ten mnie zaczął bujać, no i
    jak to z bujanym dzieckiem bywa, czasem wymiotuje.. Zaraz po tym biegnie do
    mnie mama, tata w krzyk, ksiądz w szok a ja w płacz. No i jak mama mnie
    podnosiła z jego kolan, ja w paroksyźmie płaczu, wymachując nóżkami
    niefortunnie kopnąłem go w nos;/
    miałem chyba 3 lata
    porażka
  • Gość: jaga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.07, 14:40
    Kropidło, serwetki, nonsens. Nasz proboszcz przychodzi pogadać. Siada sobie w fotelu, kot go czesze, bo ma taki zwyczaj, psy przynoszą piłeczki, a my gadamy. To jakieś fajne i normalne, on jest zorientowany w naszej pracy, zawodach, pośmiejemy się razem i już. Raz przyszedł sztywny jak kij wikary i było strasznie. Jak się dowiedział, że jestem teologiem z wykształcenia, powiedział, że nic tu po nim (???) i jakoś szybko poszedł. Na schodach zderzył się jeszcze z moim bratem, księdzem, który wpadł "po drodze", bo tego dnia sam nie kolędował. A to starszy kolega z seminarium...Tzn mój brat starszy. Wikary zesztywniał jeszcze bardziej, uśmiechnął się krzywo i pognał jak poparzony, do dziś nie wiem dlaczego.
    Był u nas dwa lata i szczęśliwie go przenieśli.
    Bo proboszcz wprowadził zwyczaj swobodnych, przyjacielskich wizyt, nie każdy wikariusz umie temu sprostać.

    Natomiast z rzeczy śmiesznych: wiele lat temu, jeszcze w innym mieszkaniu grubiutki ksiądz zaraz po wejściu do przedpokoju pojechał sobie na ciężaróweczce naszego synka, beztrosko postawionej pod drzwiami...Nakrył się nogami, huknął aż miło...Ministtantów wymiotło od razu, umierali sobie ze śmiechu na klatce, my mieliśmy truuuudne chwile, bo nie wypadało się śmiać, musieliśmy pomóc księdzu wstać...A nasz synek wypadł ze swojego pokoju, obejrzał ciężaróweczkę i ryknął: ZEPSUŁ! Zeeepsuuuł miiii, błeee...

    Brat kiedyś został wywalony pzrze ogromnego psa, berneński pies pasterski, hihi. Jeszcze szczeniak, ale już wielki, rzucił się radosnie i niespodziewanie i bart też się nakrył nogami, bo nie złapał równowagi...:)))))))))
    Dzielnie posiedział ile trzeba, potem pojechał na pogotowie, bo wytknął sobie nadgarstek :)))))))) Ale go sprzedałam, nikt o tym nie wie....

  • Gość: nikt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 08:52
    Gość portalu: jaga napisał(a):

    > Natomiast z rzeczy śmiesznych: wiele lat temu, jeszcze w innym mieszkaniu grubi
    > utki ksiądz zaraz po wejściu do przedpokoju pojechał sobie na ciężaróweczce nas
    > zego synka, beztrosko postawionej pod drzwiami...Nakrył się nogami, huknął aż m
    > iło...Ministtantów wymiotło od razu, umierali sobie ze śmiechu na klatce, my mi
    > eliśmy truuuudne chwile, bo nie wypadało się śmiać, musieliśmy pomóc księdzu ws
    > tać...A nasz synek wypadł ze swojego pokoju, obejrzał ciężaróweczkę i ryknął: Z
    > EPSUŁ! Zeeepsuuuł miiii, błeee...

    Piękne, prawie się popłakałem ze śmiechu :-)
  • Gość: szpinak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 09:11
    kaj mogłaś brata sprzedać :D :D
  • 11.01.07, 10:03
    To nie było w czasie kolędy - takie zwykłe domowe spotkanie z księdzem.
    Siedział obok niego mój mały synek i nagle powiedział dość głośno, z psotną
    miną: "Ktoś puścił bąka. Ale nie ja!" W życiu nie widziałam, żeby ksiądz taki
    był czerwony...
  • Gość: tomazzo IP: 193.138.110.* 11.01.07, 10:06
    the best !!!
    popłakałem się ze śmiechu !!!!!!!
  • Gość: Sandra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.07, 14:34
    albo klasyka:
    przychodzi ksiądz, odmawia modlitwę itp, potem tradycyjne "odpytywanie dzieci"
    Ksiądz: a do kościółka chodzisz dziewczynko?
    Dziecko: chodzę
    Ksiądz: z całą rodzina chodzisz?
    Dziecko: z całą rodziną
    Ksiądz: w każdą niedzielę chodzicie?
    dziecko: w każdą
    ksiądz: a do którego kościółka chodzicie?
    dziecko: do Carrefoura...
  • Gość: isia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.07, 14:50
    Do nas ksiądz przychodzi już po okresie kolędowym. Umawia się specjalnie na poniedziałek, bo wie, że wieczorami mam przedstawienia. Zawsze prosi, żebym kolędę zagrała na pianinie i żebyśmy zaśpiewali z mężem na głosy (mąż lata śpiewał w znanym, dużym chórze), a sam słucha. Mówi, że jest moim fanem :) Chodzi do teatru, istotnie, czasem sama podrzucam mu bilet, bo prosi, czasem sam kupuje. I zawsze dostaję kwiatka. "Od proboszcza".
    Wikary żaden nas nie odwiedza, w związku z tym czasem kolędy, specjalnie umawianym, tylko proboszcz.
    Zwierzaki lubi bardzo, sam ma psa, który ilekroć proboscz wyjeżdża, mieszka u nas, bo dobrze to znosi, a moje zwierzaki przyjmują go bez problemu. Kiedyś zwierzył się nam na kolędzie, że znalazł psa na ulicy, taką bidę, przygarnął, tylko nie wie, co będzie jak wyjedzie...Mąż powiedział: zawsze możemy przechować i tak zostało. Zawsze znosi nam takie ilości karmy, że jego pies jadłby to rok :) A po kolędzie zawsze przynosi piłeczki tenisowe dla naszych psów, bo one lubią i takie myszki- zabawki dla kotów. "Zamiast obrazka", śmieje się. Kapitalny człowiek.
  • Gość: rozali IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.07, 14:57
    Ksiądz spytał synka sąsiadki
    A do kościolka chodzisz?
    A chodze
    A kiedy?
    Jak się jajka święci
  • Gość: grubasek IP: *.limes.com.pl 09.01.07, 16:57
    po wielu latach hipokryzjii(nikt w domu nie odwazyl sie odmowic koledy) ten
    ciezar spadl na mnie. w zyciu nie widzialam tak zdziwionej miny ministranta,
    kiedy po pytaniu czy przyjmiemy kolede odpowiedzialam:nie, dziekujemy i powoli
    zamykalam drzwi...
    podobnie robie kiedy odwiedzaja nas swiadkowie Jehowy, ankieterzy,
    akwizytorzy... asertywnosc cala geba ;-))))
  • Gość: ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.07, 12:17
    Co ty pitolisz. Mało im odmawia?
  • Gość: grubasek IP: *.limes.com.pl 10.01.07, 12:42
    pewnie ze sporo osob odmawia, ale prawdopodobnie ciagle slyszeli : tak
    przyjmiemy i informowali kiedy ta "przyjemnosc" a tu nagle slysza: nie i taki
    nieoczekiwany obrot zdarzen zaburza ich misje hehehe. zatyka ich z lekka, bo
    moja odpowiedz zdecydowanie nie pasuje do tego co mowili wielu innym osobom
    przede mna i z rozpedu chcieli powiedziec to co zawsze: ksiadz bedzie chodzil
    wtedy i wtedy miedzy ta i siamta godzina. oczywiscie panie w moherowych
    beretach pukaly do naszych drzwi kilka razy w roku(zbieramy na budowe
    kosciola), chociaz zapewne ksiadz mial skrupulatnie odnotowane, ze w tym domu
    nie przyjmowano koledy od kilku lat wstecz.i tu miny pan byly nieco odmienne ,
    hehehe, czekalam na umoralniajaca gadke, ale na szczescie panie sobie
    odpuszczaly.mnie okrutnie rozbawilo zdziwienie malujace sie na twarzach
    ministrantow i powiem szczerze, ze mialam dobry humor przez reszte dnia.
    czarnym mowie zdecydowane: nie!
  • Gość: :)) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.07, 15:01
    Ależ im krzywdę zrobiłaś! Ho, ho! Trzeba im było jeszcze napluć na buty. Oni pewnie do dziś nie śpią... :)))))))

    Bawi mnie takie myślenie, że innych oburza nieprzyjmowanie kolędy, ostentacyjne gesty na nie i inne śmieszne demonstracje. Twój wybór.

    Być może ministranci mieli zdziwione miny, bo nie widzieli tak brzydkiej baby? I jeszcze rozkosznie sobą zachwyconej?
  • 10.01.07, 16:59
    Tak sobie myśle ludzie, że Wy kazdy fajny wątek zepsuć potraficie!
  • 10.01.07, 17:17
    legenda rodzinna głosi, że podobno we wczesnym dziecięctwie wielce przejęta
    przydreptałam kiedyś do babci i pełna emocji zameldowałam, że ktoś przyszedł -
    nie diabeł i nie Święty Mikołaj. był to ksiądz po kolędzie :)
  • Gość: grubasek IP: *.limes.com.pl 10.01.07, 17:25
    masz na mysli moja wypowiedz? byc moze odebralas to powaznie, mialo zabrzmiec
    przesmiewczo. ci ministranci mieli naprawde smieszne miny, uznalam to za
    zabawne, przepraszam jak was nie smieszy. z dziecinstwa nie bardzo pamiatam
    czy mialy miejsce jakies "wpadki", na pewno od czasu do czasu cos nas(mam na
    mysli brata i siebie)rozbawilo. nie wiem czy to moje wspomnienia czy ktos mi
    kiedys opowiadal: ksiedzu wypadlo z reki kropidlo i smiesznie bylo.
  • 11.01.07, 23:33
    Grubasek, nie przepraszaj. Mnie śmieszy przekonanie niektórych, że
    nieprzyjmowanie kolędy oznacza "ostentacyjne gesty na nie i inne śmieszne
    demonstracje". Tak jakby kolędy nie można było po prostu odmówić, bez żadnych
    podtekstów. To musi być okropne, być takim zaklapkowanym ponurasem.
    A jeszcze jak sie kiedys zorientuja, że Bozia ma poczucie humoru i bardzo nie
    lubi takich jak oni... ;)

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • Gość: grubasek IP: *.limes.com.pl 12.01.07, 12:04
    dzieki. nie mam sily tlumaczyc co niektorym, ze posiada sie prawo odmowy koledy
    (ale wola sie meczyc niz postapic zgodnie ze soba)i to , ze takie zachowanie
    nie jest ostentacyjne tylko zgodne z pogladami. pozdrawiam

    >A jeszcze jak sie kiedys zorientuja, że Bozia ma poczucie humoru i bardzo nie
    > lubi takich jak oni... ;)

    nikt nie lubi lizusow i nadgorliwych uwazajacych sie za niewiadomo jak lepszych
    hehehe
  • Gość: grubasek IP: *.limes.com.pl 10.01.07, 17:21
    przyznaje racje: mam gebe jak niewypal, dupsko ogromniaste, mase syfow na
    gebie, wasy i spore baczki, smierdzi mi z ust, biust mi wisi do kolan. zaraz
    sie zalamie, hahahahahahahahahahahahaha. chodze kanalami a jak czasami sie
    pojawie znienacka ludzie z wielkim wrzaskiem uciekaja .
    mam w nosie twoje zdanie, mnie to bawi i tyle.
  • 17.01.07, 10:30
    A ja uważam, że zamykanie się przed księdzem, gaszenie światła i udawanie, ze nikogo nie ma w domu albo szcucie psem, to żałosna i żenująca dziecinada. Naprawdę mnie to nie bawi, tylko obrzydza, więc nie macie się czym chwalic. Jak nie chcesz przyjąc księdza, bo wcale nie musisz, to miej cywilną odwage powiedziec mu to normalnie, gdy zapuka do Twoich drzwi a jak nie masz odwagi, to wywieś kartkę na drzwiach, że "księdza nie przyjmujemy", albo zostaw informację w parafii, że nie chcesz wizyty duszpasterskiej. Rozmawiałam kilka dni temu z zaprzyjaźnionym księdzem, kótry opowiadał o tym jakie rzeczy ludzie wymyślają, żeby uniknąc kolędy, jak on się z tym beznadziejnie czuje, kiedy robi się z niego idiotę i że można sprawę uprościć, jak się chce. Ksiąz też czlowiek i są trakie rodziny, kóre traktują jego wizyte normalnie, raczej jako przejaw zainteresowania ze strony parafii a nie jako cos narzuconego i niepotrzebnego. Nie rozumiem, jak dorosly człowiek może isę tak zachowywać. A poza tym księża nie przychodzą po pieniądze i naprawde nikt nie ma obowiązku tych pieniędzy dawac. Ksiądz, kóry przyszedł do nas, na widok koperty bardzo się zmieszał i wcale jej nie chciał wziąć. Musieliśmy go bardzo przekonywac. Jęlsi nie chodzisz do kościoła i nic Cię to nie interesuje, to i księdza nie musisz przyjmowac, tylko zachowaj sie jak dorosły człowiek a nei jak dzieciak, kóry nabroi i jeszcze się tym przechwala. Jestem oburzona.
  • 11.01.07, 13:18
    Gość portalu: :)) napisał(a):

    > Ależ im krzywdę zrobiłaś! Ho, ho! Trzeba im było jeszcze napluć na buty. Oni
    pe
    > wnie do dziś nie śpią... :)))))))
    >
    > Bawi mnie takie myślenie, że innych oburza nieprzyjmowanie kolędy,
    ostentacyjne
    > gesty na nie i inne śmieszne demonstracje. Twój wybór.
    >
    > Być może ministranci mieli zdziwione miny, bo nie widzieli tak brzydkiej
    baby?
    > I jeszcze rozkosznie sobą zachwyconej?

    Super:)))
  • Gość: grubasek IP: *.limes.com.pl 11.01.07, 15:49
    tez mi sie spodobalo hehehe.
    swietny komentarz, boki zrywac(serio)

    > Być może ministranci mieli zdziwione miny, bo nie widzieli tak brzydkiej
    > baby?
    > > I jeszcze rozkosznie sobą zachwyconej?
    zwlaszcza to mi sie bardzo spodobalo :-))) az sie rozesmialam
  • 15.01.07, 14:38
    no nie, przeciez dzieki Twoim wpisom wielu ludzi zostalo uswiadomionych, ze
    mozna duszpasterzom odmowic przyjecia. Widzisz my berety jakos na to nie
    wpadlismy, ucieczka bylo nam WC, strych, piwnica..., a Ty stwailas(es) czola
    wielkiej czarnej instytucji. Gratuluje odwagi!
  • Gość: grubasek IP: *.limes.com.pl 15.01.07, 16:36
    no tak, moj wpis mial wam nied..rozwojom uswiadomic co robic nalezy. puknij sie
    w baniak, bo az zal czytac te twoje "uwagi". nic napisac nie mozna, bo zawsze
    sie znajdzie jakis osiol co lapie za slowka
  • Gość: grubasek IP: *.limes.com.pl 15.01.07, 16:38
    i badz laskawy/a zwrocic uwage na to, ze nie uprawiam tu krucjaty anty
    koscielnej - wyrazam tylko swoja opinie. koniec
  • Gość: pgosia IP: *.chello.pl 13.01.07, 22:29
    A mnie bawi myślenie, że sie zawsze wie jak i co myślą inni.
    Powiedz, robi ci się dobrze jak sobie tak czasem po kimś pojedziesz bez powodu?
    Zgredzie?
    Nie pozdrawiam.
  • Gość: aalTa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 08:37
    Gość portalu: grubasek napisał(a):

    > pewnie ze sporo osob odmawia, ...

    Ja nie muszę, u mnie ksiądz "chodzi" od 9 rano do jakiejś 14-15, kiedy jestem w
    pracy. Gdybm wiedziała, że przyjzie o 9 albo o 15 to bym sobie załatwiła ze 2
    godzinki wolnego, ale ponieważ nigdy nie wiadomo, o której raczy przybyć, to
    urlopu nie biorę, więc w domu mnie nie ma, a obowiązku przyjmowania księdza dla
    zachowania pozorów nie czuję.


    >oczywiscie panie w moherowych beretach pukaly do naszych drzwi kilka razy
    > w roku(zbieramy na budowe kosciola), ... i tu miny pan byly nieco odmienne ,
    > hehehe, czekalam na umoralniajaca gadke, ale na szczescie panie sobie
    > odpuszczaly....

    Kilkanascie lat temu, akurat się oprzeprowadziłam: wynajmowane mieszkanie, ja
    jeszcze na pudełkach, przyszły takie zbierajace. Dałam, bo wtedy jeszcze
    praktykowałam, jakieś 20% pensji (uważałam, że to dużo, zwłaszcza, że do
    wypłaty było jeszcze ok. 10 dni, a nie zarabiałam za wiele, no i wydatki miałam
    w związku z wynajmowanie mieszkania duże), a jedna z pań na to "nie przyszłysmy
    po jałmużnę". Schowałam pieniądze i podziekowałam, że uwolniły mnie od wizji
    chleba z margaryną. Później juz był spokój - dopóki tam mieszkałam nikt juz
    mnie nie nachodził.
  • 11.01.07, 10:33
    20% pensji? księdzu! nigdy!
  • Gość: zuza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 22:07
    Przeprowadziłam sie do nowego domu na krótko przed świętami .Po Nowym
    roku/jakiś tydzień / zajęłam się rozbieraniem choinki,zdjęłam oświetlenie
    zewnętrzne domu,do salonu przyniosłam króliczka ,żeby się nie czuł
    samotny /straszny chaos /.A! I piekłam domowy chleb,ikoszulkę miałam umazaną
    mąką i w dodatku pod koszulką nie miałam tego cholernego biustonosza.!!.Wtem
    dzwonek do drzwi,otwieram,ministranci,cholera!Ogarnęła mnie
    panika,stwierdziłam,że do kolędy nie jestem w najmniejszym stopniu
    przygotowana,na co chłopaki w sukienkach poradzili mi,żebym sie z księdzem
    umówiła na inny termin kolędy .Za nic na świecie nie umówię się z
    księdzem,przyjęłam go ot tak, zwyczajnie,fajnie bylo.Aha! I zdążyłam zmyć
    maseczkę z twarzy,bo chyba by ten ksiądz uciekł gdyby zobaczył mnie taką
    zieloną,reakcji ministrantów nie pamiętam...
  • Gość: daga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.07, 09:35
    > mnie okrutnie rozbawilo zdziwienie malujace sie na twarzach
    > ministrantow i powiem szczerze, ze mialam dobry humor przez reszte dnia.
    > czarnym mowie zdecydowane: nie!

    Ach jak Cię wszyscy podziwiamy! Możesz być z siebie dumna! Jak Ty to zrobiłaś?
    Jak Ci się to udało? Niepojęte...
  • Gość: grubasek IP: *.limes.com.pl 12.01.07, 12:08
    magia? urok osdobisty? szczerosc? a nie udawanie naglej wizyty/koniecznosci
    wyjazdu akurat w tym czasie?

    przeczytaj co napisalam wczesniej na temat swojego wygladu:byc moze to bylo
    przyczyna ich zdziwienia...
  • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 11.01.07, 12:37
    Ile ja sie zwykle napocilam jak przychodzil nieznajomy (czyt. niewtajemniczony) ksiadz. Nie jestem
    katoliczka, (czesc mojej rodziny jest), i nie zwsze "na dziedobry" chcialo mi sie tlumaczyc o co chodzi.
    A zdazalo mi sie samej przyjmowac kolede.... Ale ja nie o tym.
    Zwykle (pomimo powyzszego) przyjaznilismy sie z kiezmi z parafi katolickiej. Czasem wpadali ot tak,
    pogadac. Kiedy jeszcze bylam dzieckiem naciagnelismy z innymi dzieciakami z ulicy ksiedza na zabawe
    w chowanego. Terenem zabawy byla dzialka sasiadki, ktora to sasidka, delikatnie mowiac, nie rzyczyla
    sobie na niej naszej (dzieciakow) obecnosci. Ksiadz oczywisce o tym nie wiedzial. No i gdy zabawa
    roskrecila sie w najlepsze, przyleciala sasiadka z wrzaskiem. I wtedy ksiadz wytknal glowe zza sterty
    desek bedacych jego kryjowka. Miny sasiadki nie zapomne nigdy...
  • 16.01.07, 09:21
    Mój brat jest ksiedzem i to on miał niezłą wpadkę podczas kolędy. Jeszcze za
    kelryka brat miał wypadek, potracił go pijany kierowca jak jechał na rowerze.
    Bedąc na kolędzie u ludzi-dostał ataku padaczki pourazowej a gospodarze zaczęli
    panikować i wzywać karetkę, strachu sie najedli co niemiara!!!!!!!!
  • Gość: Wirydianna IP: *.jjs.pl 10.01.07, 19:09
    Przyszedł ksiądz po kolędzie. Poszłam po talerzyk do kuchni (na wodę święconą).
    Talerzyk spadł na podłogę, przeturlał się przez przedpokój i wrócił do kuchni.
    Widok był przekomiczny, choć opis tego nie oddaje. Śmieszne było też to, że
    ksiądz tak powstrzymywał się od śmiechu, że omal poliki mu nie pękły :)
  • Gość: hegemonia IP: *.adsl.inetia.pl 10.01.07, 19:31
    u mojej koleżanki ostatnia kolęda byla przekomiczna - przyjmowali ją pierwszy
    raz od kilku lat. Mama kumpeli wyszła, mówiąc, że nie zniesie tego psychicznie.
    Gdy przyszedł ksiądz, młody wikary, dość niskiego wrostu i zobaczył jej
    dwumetrowego tatę, zrobił się jeszcze mniejszy. Pies dyszał księdzu do ucha, a
    jej trzyletnia siostra odstawiła pokaz, tańcząc i śpiewając, a na koniec
    podarowała księdzu papierowego aniołka... ksiądz wyszedł szybciej, niż się
    pojawił...
  • Gość: iii IP: *.crowley.pl 10.01.07, 20:27
    u znajomej: podczas kolędy pies zaczyna ocierać się hmmm.... tylną częścią
    ciała o buty księdza, na co ten z oburzeniem:"proszę natychmiast wziąć to
    grzeszne zwierzę!!!"
  • Gość: Krzyś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 16:27
    U mnie był zawsze zwyczaj, że tata wręczał przy pożeganiu księdza kopertę. Po
    jego śmierci to ja przejąłem na siebie ów zwyczaj.
    Któregoś razu byłem w domu sam (mama byłą w pracy), przyszedł młody ksiądz,
    wszystko ładnie się toczyło, zostawił obrazek, zaczyna się zbierać, wyciąga do
    mnie rękę, a ja mu wtedy podaję kopertę i zamiast powiedzieć, żeby przyjął
    OFIARĘ, powiedziałem - Proszę przyjąć OPŁATĘ! :-( Czułem się fatalnie.
  • 11.01.07, 03:43
    ksiądz przychodzi do domu, śpiewa kolędę, robi
    > swoje, wtem na stół wskakuje kot i... wypija całą wodę święconą...

    Albo wody święconej było pięć kropel, albo kot na tę okazję zmienił się w
    jakieś bydełko. Wiadomo, że koty szybko nie piją :)))

    W moim rodzinnym domu kiciuś na hasło ksiądz po kolędzie wiał pod wannę. Teraz
    mieszkam z mężem i dwoma kotami... wściekle towarzyskimi! W dodatku są bardzo
    puchate i prawie białe :))) Zastanawiam się, czy na pożegnanie nie wręczyć
    księdzu szczotki do sutanny, bo że go oblezą i ofutrzą, to więcej niż pewne :)
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • Gość: Koles IP: 189.142.76.* 11.01.07, 05:19
    opowiesci ministranta

    1. Wszystko grzecznie na stole ulozone, Ojcze nas, modlitwa, ksiadz bierze
    kropidlo i tylko slychac bylo brzek stluczonego szkla i nic wiecej nie bylo
    widac. Walna w zyrandol jak potrafil i korki wywalilo.

    2. Pukam do drzwi, patrze, patrze, a tu pani ma na drzwiach napisane czarnym
    markerem IHS. Fajnie jest mieszkac w tabernakulum :)

    3. Zawsze zapowiadamy na 2, 3 dni przed koleda.
    - Szczesc Boze, czy przyjmuje pani ksiedza po koledzie?
    - Oj niestety, wyjezdzamy z mezem do tesciowej
    - A skad pani wie kiedy bedzie ksiadz?

    Albo:
    - Oj niestety, wyjezdzamy, nie bedzie nas w te sobote.
    - Ale ksiadz bedzie w piatek.
    - Oj eee... w piatek tez nas nie ma


    uwielbiam jak ludzie wymyslaja. Sa w tym rewelacyjni.Placza sie, zamiast
    poweidziec (jak niektorzy i chwala im za to). Nie dziekuje.

    4. Zawsze pies czy kot pcha nosek nie tam gdzie trzeba. To regula.
    Albo wchodzipod sutanne czy komze.

    5. Brakowalo nam wody swieconej. Poniewaz mielismy troszke w butelce
    postanowilismy wymieszac, uznajac (chyba zgodnie z prawda) ze swiecona -
    mieszana to tez swiecona. Zapytalem wiec pani czy moge z toalety skorzystac.
    Wpuscila mnie, ale tam umywalki nie bylo. Wiec po 2 min odczekalem i zapytalem
    czy moge rece umyc. Zaprowadzila mnie to kuchni. Wyszla na chwilke to ja szybko
    wode do butelki. Niestety nie zauwazylem jak przyszla.
    - Dziecko moje, jak chesz sie napic to ja Ci dam.
    :)

    6. Przed jednym z mieszkan, gdzie mieszka pewna staruszka (typ. dewotka) ksiadz
    mowi: Kurde, Chrzanowska, a chcialem isc na basen wieczorem.


  • Gość: Koles IP: 189.142.76.* 11.01.07, 05:23
    Przypomnialo sie:

    Dostalismy mandarynki. No to wszystkie zjedlismy ale nie bardzo wiedzielismy co
    z nimi zrobic. A ze winda byla taka starego typu, z krata, to postanowilismy
    sobie pozucac. Po wszystkim sotimy z ksiedzem i czekamy na winde na ostatnim
    pietrze, podjezdza winda, a tu ze 20 skorek. Ksiadz zauwazyl, spojrzal na nas i
    pyta z takim usmiechem urwisa:
    - Smakowalo?

  • Gość: Koles IP: 189.142.76.* 11.01.07, 05:26

    Jesli od dwoch dni nie bedzie gasnac swiatlo na klatce schodowej, to nalezy
    poszukac odpowiedniego kontaktu i wyjac z niego zapalke/papierek/metal od
    zaplaniczki/skorke od mandarynki albo jesszcze cos innego.
  • 11.01.07, 05:35
    Z opowiadan znajomego:
    Kamienica na Balutach(Lodz). Stara, zapuszczona - cos jak warszawska Praga.
    Towarzystwo - bardzo mieszane, od kompletnych zbirow do calkiem przyzwoitych
    ludzi.
    Pukanie do drzwi. Kumpel otwiera. Ksiadz. "Dobry wieczor, czy przyjmujecie
    Panstwo kolede?". Kumpel odwrocil sie i wola w glab mieszkania "tato,
    przyjmujemy ksiedza" Jako ze ojciec akurat czyms byl zajety z glebi mieszkania
    dal sie slyszec ryk "Niech sp...la!". Kumpel ze stoickim spokojem odwrocil sie
    do oslupialego ksiedze i grzecznie odpowiedzial "Nie, dziekuje, nie przyjmujemy"
    Od wydarzenia minelo jakies 10 lat. Ksiadz (zaden) nie pokazal sie do tej
    pory :P
    Dodam ze calkiem fajna, sympatyczna i absolutnie nie menelska rodzina :)
    --
    Jeszcze dwa lata i Polacy osiagna czego nie udalo sie osiagnac ani Napoleonowi
    ani Hitlerowi: podbija Anglie.
  • Gość: ateista IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 06:36
    Czy aby zlustrowany jest ten co chodzi? a jakby tak doniósł później na pocztę że
    wierni mają (i oglądają) telewizor!!! A tak na poważnie to co daje taka wizyta
    raz w roku i 5 min w progu?? Czyżby ksiądz nieudolnie próbował naśladować
    uczniów Chrystusa ?? A tak wyśmiewani przez wszystkich Świadkowie Jehowy też
    chodzą "po domach" i wg katolików jest to szlifowanie klamek (chociaż kasy nie
    chcą )ale jak to wielebny-ozi robi to jest ok?? dulszczyzna? czy ciemnota
    narodowa? a może świecka tradycja?
  • 11.01.07, 07:48
    Mnóstwo lat temu. Siedzimy w jakieś sześciu chłopa u kumpeli i pijemy już
    ktoryś wieczór z kolei (żadna melina - naprawdę!). Nagle panika - sąsiadka
    przychodzi i mowi że na dole ksiądz. Gospodyni wierząca więc przyjmuje kolędę.
    Wyrzuca nas do kuchni z wszystkimi pustymi i pełnymi butelkami, popielniczkami
    itp. Kuchnia zawalona butelkami po piwie i zaciemniona dymem tytoniowym,
    totalny syf. Szybkie sprzątanie pokoju, szukanie koniecznych untensyliów. My
    siedzimy cichutko, słyszymy wejście ekipy, jakieś śpiewy ministrantów. W pewnej
    chwili drzwi od kuchni się otwierają i staje w nich jakiś mężczyzna, ani
    ministrant ani ksiądz. Kościelny? Trzeba było widzieć jego minę. Oczy zrobił
    jak spodki, wyjąkał coś jakby "przepr" i zniknął.
  • Gość: madadela IP: *.wesola.sdi.tpnet.pl 11.01.07, 09:59
    Mnie irytuje fakt, że nikt mnie nie pyta czy życzę sobie księżej wizyty. W
    skrzynce na listy znajduję karteczkę dnia tego a tego ksiądz odwiedzi itp. -
    żeby chociaż numer telefonu, pod którym mogłabym powiedzieć, że akurat sobie
    nie życzę tych odwiedzin. I w związku z powyższym równie (nie)elegancko
    informuję w formie podobnej za pośrednictwem domofonu, że za kolędę dziekuję
    bardzo.
  • 12.01.07, 00:02
    Gość portalu: madadela napisał(a):

    > Mnie irytuje fakt, że nikt mnie nie pyta czy życzę sobie księżej wizyty. W
    > skrzynce na listy znajduję karteczkę dnia tego a tego ksiądz odwiedzi itp. -
    > żeby chociaż numer telefonu, pod którym mogłabym powiedzieć, że akurat sobie
    > nie życzę tych odwiedzin.

    chyba jakims strasznym przeżyciem nie jest odmowienie przyjecia kolendy? chyba
    ze tak na prawde ciagle w tobie siedzi ze powinnaś. a księża w dzisiejszych
    czasach gdzie na lewo i prawo obrzuca sie ich ciemnogrodami faktami mitami itd
    raczej liczą się ze zwykłym 'nie,dziękuję'
  • 11.01.07, 11:13
    A mnie dziwi to ze wiele osob pisze ze chcialo udac ze nie ma ich w domu zeby
    nie przyjac ksiedza. Nie trzeba cudowac i chowac sie po domu. Jak nie chcesz
    przyjmowac to otworz drzwi, powiedz ze nie przyjmujesz i juz cie nie bedzie
    pozniej odwiedzal.
  • 12.01.07, 00:11
    Gość portalu: ateista napisał(a):
    A tak na poważnie to co daje taka wizyta
    > raz w roku i 5 min w progu?? Czyżby ksiądz nieudolnie próbował naśladować
    > uczniów Chrystusa ?? A tak wyśmiewani przez wszystkich Świadkowie Jehowy też
    > chodzą "po domach" i wg katolików jest to szlifowanie klamek (chociaż kasy nie
    > chcą )ale jak to wielebny-ozi robi to jest ok?? dulszczyzna? czy ciemnota
    > narodowa? a może świecka tradycja?

    taka wizyta ma przybliżyć księdza do parafian, pomóc budować wspólnotę.wtedy na
    przykład ksiądz dowiaduje się często jakiej rodzinie potrzebna jest pomoc(o tym
    ateista pewnie nigdy nie słyszał).ogólnie zaczęło się od obowiązku biskupów
    nawiedzania ich podległych parafii - żeby przymusić zamknietych w palacach
    feudalnych panów do jakiejś pracy duszpasterskiej, dalej przeszło na proboszczów
    i faktycznie chodzi tu o pewną apostolskość kościoła.każda idea w wykonaniu
    masowym może czasem przybierać karykaturalne kształty ale generalnie kolenda
    jest dobra..
    ps. żyje 21 lat i nigdy przy mnie ksiądz nie zaządał ani nie domagał się ofiary
  • Gość: grubasek IP: *.limes.com.pl 12.01.07, 12:11
    do parafian! a od kiedy osoby NIE uczestniczace w mszach, zyciu parafialnym
    takimi sa? czy ja na sile probuje kogos przekonac do swoich pogladow? nawracam
    (o ile mozna tak powiedziec) na odrzucenie wiary? niejako na sile probuje
    przestawic na swoje poglady?
  • Gość: Mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 08:19
    zwłaszcza to 6!
  • 11.01.07, 13:28
    Sierś najłatwiej złazi,kiedy na ubranie przyklei się taka szarą taśme klejącą.
    Tylko co powie ksiądz na taką zabawę?
  • 11.01.07, 07:35
    Stół pięknie przygotowany: biały obrus, krzyż i świece, księdza
    jeszcze nie widać to poszłam pozmywać do kuchni, Młody w tym czasie jeżdził
    autkiem po całym mieszkaniu. I nagle dzwonek więc rzucam zmywanie i jak stoję
    pędzę do drzwi. Najpierw ministranci: weszli, śpiewają i dziwnie się na
    siebie patrzą. Spojrzałam na stół a tam same świeczki stoją. Cholera, co
    jest? I wtem Młody wjeżdża autem do pokoju a w autku wozi Pana Jezusa na
    krzyżu. To ja szybko łap ten krzyż do ręki i schowałam za siebie a jak
    ministranci wyszli to postawiłam na stół. Za chwilę wchodzą znowu (teraz już
    razem z księdzem) i znowu dziwnie na siebie spoglądają. Widać, że im się gęby
    śmieją. A mnie wcale do śmiechu nie było bo cały czas się bałam, żeby Młody
    czegoś głupiego nie palnął.
  • Gość: jaaa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.07, 13:31
    "...A mnie wcale do śmiechu nie było bo cały czas się bałam, żeby Młody
    czegoś głupiego nie palnął."

    O RANY masz szczęście no bo co by ksiadz pomyslał!!!! a z tym krzyzem to juz taka WTOPA ze normalnie nic tylko sie powiesic!

    WEZ SIE WYLUZUJ TROCHĘ!
  • Gość: ktoś IP: *.adsl.inetia.pl 11.01.07, 08:11
    kolęda rok temu. Mąż pracuje poza miejscem zamieszkania, jestem więc sama w domu
    z córeczką i czekamy na księdza. Przychodzi i pierwsze pytanie jakie pada to :
    "samotna matka wychowyjąca dziecko ciężko prawda" odpowiadam że nie jestem
    samotna , po czym dziecko dostaje obrazek święty i mówi do mnie " mamo to
    wygląda jak Harry Poterr" nie wytrzymałam i parksnełam śmiechem, wytłumaczyłam
    dziecku ale jej chodziło na szczeście o fakturę obrazka a nie postać na obrazku (-:
  • 11.01.07, 08:19
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • 11.01.07, 11:11
    E tam, gadasz. Kiedyś w parafii byl obyczaj, że balia z wodą święconą stała w korytarzu na plebanii, wierni nabierali do słoiczków i ustawiali w domu w miseczkach podczas kolędy. Niestety małżonek znajomej niewiasty w podobnym słoiczku substancje żrące trzymał. I cud się nie stał. Meble, przyodziewek - popalone. Całe szczęście że w oko nikt nie dostał.
    Teraz wielebny swoje kropidło wielokrotnego użytku nosi i kropi na swoja odpowiedzialnośc.
  • 11.01.07, 14:18
    mi trafiła się niezła historia.swego czasu bylem ministrantem i byłem po
    koledzie w swoim własnym mieszkaniu( o czym nie wiedział ksiadz) w blokach po
    ojcze nasz ministranci wychodzą uprzedzić nastepnych, ale ja coś nie chciałem ,
    w koncu ksiadz otwarcie kazał mi wyjść - a że obiło mu się o uszy że chodzę do
    'innej szkoły' wytłumaczył rodzicom ze ten ministrant taki troche nie tego jest
    i chodzi do szkoły specjalnej.potem rodzice mu wytłumaczyli że to moj dom i
    chodze do szkoły muzycznej!! ksiadz sie spalił:>
  • Gość: croolewna IP: 80.51.47.* 14.01.07, 23:27
    boskie
  • Gość: haha dobre IP: *.crowley.pl 16.01.07, 22:49
  • 11.01.07, 08:40
    Jak miałam ok. 8 lat zostałam zaproszona przez koleżankę na urodziny, miała tam
    być cała moja klasa. Strasznie byłam podrajcowana tymi urodzinami. Pech chciał,
    że akurat TEGO dnia miała być kolęda, a rodzicie powiedzieli, że dopóki ksiądz
    nie przyjdzie nie mogę iść na te urodziny. Smutno mi było z tego powodu, ale
    czekałam. No i tak siedzimy i czekamy...18- nic, 19 dobranocka - nic, 20 -
    nic..., 21 - nic, 21.30 pukanie do drzwi. Alleluja! Ksiądz. Oczywiście
    wcześniej zdążyłam się z 10 razy popłakać i tak dalej, bo już wiedziałam, że na
    żadne urodziny nie pójdę, za późno.
    Ksiądz się mnie pyta czemu taka smutna jestem, a ja na to, że miałam iść na
    urodziny. Księdzu głupio się zrobiło i przyznał, że u sąsiadów naprzeciwko
    imieniny są i go przetrzymali.
    Do tej pory to pamiętam, to rozczarowanie. Im dłużej czekaliśmy tym bardziej
    widziałam, że rodzice też już byli wkurzeni. I tym, że go tak długo nie było i
    tym, że ja taki mały 7/8letni dzieciak nie mogłam iśc na pierwszą taką poważną
    imprezę :)
  • 11.01.07, 23:48
    Ja bym tu nie winiła księdza, bo to nie jego wina. Ja bym tu winiła rodziców.
    Nie rozumiem takiego postępowania...

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • Gość: Aga IP: *.zchpolice.com 11.01.07, 08:50
    Jakis czas temu gdy moje dziecko miało 6 lat, mieszkaliśmy u tesciów. Tesciowa
    była u lekarza, ale wcześniej wszystko przygotowała.Księdza miał przyjmować
    tylko mój tesc razem z moją córką, i z jej dwiema koleżankami, które akurat u
    niej były. Ja z mężem byliśmy w pracy. Przyszedł ksiądz, pomodlił sie i takie
    tam ceregiele, usiadł, porozmawiał i juz zbiera sie do wyjścia - wziął kopertę.
    Teśc na to zażartował :niech ksiądz zajży do środka coby nie było, że dałem
    pustą kopertę /a teściowa włożyła do środka 50 zł/.Ksiadz zasmiał sie i
    mówi :faktycznie, zdarzaja sie puste. Zagląda do środka...PUSTA!!!
    Teśc zdezorientowany i pyta się córki czy nie brała koperty, na to jej
    koleżanka: wujek, zaglądałysmy do koperty, gramy w Monopoly to wzięłysmy
    pieniążka do gry.
  • Gość: Bezimienny IP: *.piap.pl 11.01.07, 09:02
    U moich rodzicow ministranci chodzili pare dni wczesniej informujac ze ksiadz bedzie tego a tego dnia. Moja mama powiedziala ze oczywiscie przyjmuje. Dzien wizyty ksiedza (mieszkja na parterze wiec ksiadz zaczyna od nich)a moja mama zapomniala na smierc ze dzis ma byc ksiadz. Dzwonek do drzwi, mama otwiera i widzac ksiedza zaskoczona mowi
    - O Boze, Ksiadz...
  • Gość: aga IP: *.b-m.pl 11.01.07, 09:03
    Może nie wpadki od razu, ale nietypowo czasami bywało:
    Aga lat 3, czasy kryzysu, dzieci zabijają się za jakimikolwiek słodyczami, Aga
    lubi tylko czekoladę :) Przychodzi ksiądz, wyciąga garść cukierków. Wzięłam
    jednego cukierka, podeszłam z nim do okna, ostrożnie odchyliłam papierek.
    Owocowy? Wróciłam do księdza i oddałam mu cukierek. Przecież nie będę jadła
    byle czego ;)
    Aga nastolatka. Życie stylizowane ;) na szalone, szalone pomysły. Wymyśliłam,
    że zamknę się w szafie w przedpokoju i stamtąd będę "towarzyszyć" wizycie
    księdza. Ksiądz był, nie zorientował się, a mama i babcia ledwo mogły opanować
    śmiech.
    Aga dorosła. Własne lokum urządzone w minimalistycznym stylu, bo taki gust Agi.
    Ksiądz po modlitwie rozejrzał się po pokoju: spojrzał na okna bez firan i
    zasłon (bo po co zasłaniać sobie widok na las ;), spojrzał na podłogę bez
    jakiegokolwiek dywanu czy chodniczka (bo nie przepadamy za roztoczami ;),
    spojrzał na krzesła odrapane przez koty (pokrowce na krzesła akurat się szyły),
    i zapytał męża i mnie: a państwo pracujecie?
  • Gość: bailays IP: *.jjs.pl 11.01.07, 09:09
    u nas w czasie koledy byla ciotka, co to księży nie za bardzo. Nie specjalnie
    miała gdzie się schować, bo ją ksiądz już przez okno zauważył (kolęda była w
    domku), ciotka więc otworzyła mu drzwi i mówi:
    - dzień dobry, ja tu tylko sprzątam.

    ksiądz wymiękł. My też
  • Gość: Marcin IP: 82.197.42.* 11.01.07, 09:11
    Najlepiej moja matka przywitala ksiedza... ale od poczatku...
    Mamy psa, jest zajebisty i madry, grzeczny nie szczeka, ale ma jedna fobie...
    nie znosi listonoszy, panow z gazowni i z elektowni.
    Podczas kolendy przyszedl ksiadz no i pies do niego..., a moja matka odciagnela
    psa i mowi "niech sie ksiadz nie martwi - on tak do wszystkich inkasentow"!!!!!
    Na koniec ksiadz nie chcial wziac koperty
  • 11.01.07, 12:30
    Genialne!
  • Gość: ignatio IP: *.kpmpip.pl 11.01.07, 09:12
    Rok 1984 (nomen omen) kolęda. Wszytsko idzie jak trzeba modlitwa, kropidło
    świece itd., aż do momentu gdy ksiądz poprosił o mój zeszyt od religii. Na
    nieszczęście zapomniałem, że pośrodku zeszytu zrobiłem sobie spis punkowych
    kapel tamtego okresu więc z uśmiechem wręczyłem mu wymuskany, pięknie obłożony
    zeszycik z obrazkiem najświętszego serca jezusowego na pierwszej stronie. Pech
    chciał że księdzu otworzyło się na środku - trzeba było widzieć minę księdza i
    mamy gdy ich oczom ukazała się litania zaczynajaca sie od słów : WC, DEZERTER,
    SZAMBO, KARCER......
  • 11.01.07, 13:56
    Gość portalu: ignatio napisał(a):

    > Rok 1984 (nomen omen) kolęda. Wszytsko idzie jak trzeba modlitwa, kropidło
    > świece itd., aż do momentu gdy ksiądz poprosił o mój zeszyt od religii. Na
    > nieszczęście zapomniałem, że pośrodku zeszytu zrobiłem sobie spis punkowych
    > kapel tamtego okresu więc z uśmiechem wręczyłem mu wymuskany, pięknie obłożony
    > zeszycik z obrazkiem najświętszego serca jezusowego na pierwszej stronie. Pech
    > chciał że księdzu otworzyło się na środku - trzeba było widzieć minę księdza i
    > mamy gdy ich oczom ukazała się litania zaczynajaca sie od słów : WC, DEZERTER,
    > SZAMBO, KARCER......


    Szambo?! Mój szwagier grał tam na gitarze i normalnie nie wierzę, że ktoś ten
    zespół pamięta, hehe.
    Pozdrowienia!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.