słodycze z dawnych lat Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
    • - wafelki KKuku-ruku
      - gumy Turbo, Donald
      - gumy z naklejkami, ktore wklejalo sie do albuwmow (pamietacie?). Podobno jak
      zebralo sie wszystkie to czekaly nagrody. Jestem ciekawa czy rzeczywiscie ktos,
      kiedys wygral...(?):>
      - soki w przezroczystych woreczkach
      - malutkie, kolorowe groszki (cukierki) w przezroczystych rurkach
      - wafelki Sport
      - ze sklepiku szkolnego: dlugie, biale slomki wypelnione oranzada
      - "lodowe paleczki"
      - a pamietacie gumy SZOK? z okropnie kwasnym sokiem!! (tak naprawde nie bylo
      tak strasznie;P)
      - okrogle lizaki z "obrazkiem" kwiatka (byly pomaranczowe, zielone, zolte,
      pomaranczowe...)
      • Gość: kika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.07, 15:58
        Szok? oczywiście, robiło się zawody, kto zje więcej i ani razu się nie skrzywi.
        Ale ten wątek sentymentalny ;), po kilkunastu latach po raz pierwszy ktoś
        wspomniał o kuku-ruku; dokładnie nie pamiętam smaku, ale był tam jakieś
        naklejki. co jeszcze...gumy Turbo i donaldówki, oczywiście z historyjkami do
        zbierania,Kaskada w SZKLANEJ butelce ( dzisiaj napoje kolorowe mi nie podchodzą,
        poza piwem :D, ale tego chętnie bym się napiła).Takie trójkątne wafelki w
        czekoladzie (chyba elitesse, ale nie pamiętam). Pychotka. oranżada w proszku i w
        woreczku, lody "Śnieżka" i okrągłe gumy w sreberku.

        A pamiętacie, jak smakował pierwszy krem czekoladowy? Taki z wiewiórką?
    • Coś mi się kojarzy taka piosenka związana z kuku ruku, chyba taka reklama była.
      Szło to jakoś tak: "Kuku ruku to jest nowe (coś tam) z masy kakaowej. To
      najlepszy smak na ziemi możesz zmieścić je w kieszeni". Możliwe jednak, że coś
      pokręciłam, bo to było tyle lat temu, a ja miałam wówczas z 8 lat.
      • Gość: szekiera IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.07, 18:48
        ja pamietam cos takiego: "kuku ruku jest chrupiace w polu, w lesie i na lace" ale glowy nie dam, czy tego nie wymyslilam :D
        pamietam tez, jak przezylam szok, kiedy po remoncie sali gimnastycznej w podstawowce zobaczylam, ze na scianie namalowali postacie z naklejek od kuku ruku :-)

        zreszta spora czesc tych starych slodyczy nadal istnieje, trzeba tylko poszukac ;>
        • > ja pamietam cos takiego: "kuku ruku jest chrupiace w polu, w lesie i na lace" a
          > le glowy nie dam, czy tego nie wymyslilam :D

          nie wymyśliłaś :) tak było. a dalej leciało: "najsmaczniejsze w świecie, tanie,
          kukuruku, powiedz mamie!"

          --
          nie zatrzymuję się na stacji Włoszczowa.
          dołącz do przefarbowanych Małp!
          Sami Wiecie Co :)
          • Gość: agula IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.07, 15:07
            A ja pamiętam, jak na koloniach śpiewaliśmy "Kuku-ruku jest trujace
            i kosztuje dwa tysiące lecz ....... (ktostam-tutaj nie pamiętam kto)
            je kupuje i na raka wciąż choruje"
            To wcale fajne i smieszne nie było ale wyobraxnia dziecięca nie zna
            granic. Mimo tych pisenek zajadaliśmy sie tymi wafelkami.

            Pamietam również wszelakie gumy do których były dołączone albumy do
            których trzeba było wklejać naklejki. Pamiętam ze miałam album z
            barbi, z Alfem i piłkarzami. Oczywiscie nigdy całego albumu nie
            uzbierałam.


    • -oranżada w proszku
      -lizaki, które zabarwiały język
      -kolakao :P
      -pastylki ze szkolnego sklepiku
      -żelki w kształcie żabki
      -flipsy
      -lody wodne
      -ciastka abisynki
      -słoniecznik (niby to nie słodycze, ale wszyscy bez przerwy to jedli :P )
      -takie różańce do jedzenia sprzedawane na odpuście
      --
      I'm so happy cause today...albo i nie ale co tam :)
      bykom-stop.avx.pl/
      • Uwielbiałam galaretkę w cukrze Makarena, ale teraz też widzę ją w sklepach. :)
        --
        Zakątek Pluskotki
        ...oczy tej małej, jak dwa błękity...
        • Gość: ajk IP: *.adsl.inetia.pl 06.08.07, 02:30
          Lody Calipso i Bambino,
          dropsy miętowe,
          ryz dmuchany,
          sezamki od baby,
          Donaldy,
          Neapolitanki.
          • Gość: MYSIA IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 11.08.07, 23:52
            -WAFELKI KUKU RUKU(TESKNIE ZA ICH SMAKIEM!)
            - LIZAKI ,,RUMCAJSE''NA PATYKU
            - IRYSY
            - SZYSZKI KTÓRE MAMA ROBIŁA Z RYŻU PREPAROWANEGO I IRYSÓW LUB KRÓWEK
            - MACZKI ZE ,,ŚNIEŻKI''KUPOWANE NA KARTKI- ISTNIEJĄ DO DZIŚ!!

            -LODY PANDY NA PATYKU- ŚMIETANKOWO-KAKAOWE W KSZTAŁCIE MISIA PANDY-
            PYCHA!!!!!!!!
            JAK TE SŁODYCZE SMAKOWAŁY!!!
            • Myślałam, że już nikt nie pamięta, ale doczekałam się: "szyszek" robionych z
              ryżu dmuchanego, margaryny i stopionych irysów i krówek, oraz czerwonych,
              półprzezroczystych lizaków w różnych kształtach, zwykle kogutek. No, a poza tym
              wiadomo: pańska skórka, puchate obwarzanki odpustowe (te dwie rzeczy nadal można
              na odpustach i na Wszystkich Świętych kupić), wata cukrowa, czekolada o nazwie
              jakiejś typu "hobby" (nadziewana masą owocowo-mleczną, z obrazkiem, te obrazki
              były z różnych serii i się je zbierało - okręty na przykład), czekolada mleczna
              z orzechami laskowymi 150 g za 36 złotych, ciepłe lody, bajaderki z cukierni,
              oranżadki zżerane w proszku...
              • > wiadomo: pańska skórka, puchate obwarzanki odpustowe (te dwie rzeczy nadal możn
                > a
                > na odpustach i na Wszystkich Świętych kupić),


                A ja zawsze panicznie bałam się i okropnie brzydziłam tej 'Pańskiej Skórki' --
                no bo to było sprzedawane TYLKO pod cmentarzami... Znaczy, łatwo sobie w
                dziecięcym umyśle wyobrazić, co to za skórka i z jakiego to państwa zdarta - ano
                z tego, co w grobie leży :) Wybuchałam płaczem na sam widok sprzedawcy... :)))
                Wstręt został mi do dziś.

                --
                Więc tu trzeba by zalecić - w czasie deszczu nie mieć dzieci!
                • Gość: furtive_kitten IP: *.de.ibm.com 14.08.07, 15:43
                  Czy ktos moglby mnie oswiecic, co to takiego ta 'Panska Skorka'?
                  Nigdy czegos takiego nie widzialam, a brzmi lekko upiornie :)
                  • Nie mam pojęcia, bo zawsze bałam się spróbować - ale to chyba coś w rodzaju
                    'gumy Mamby' rodzimej produkcji, czyli krochmal z kwaskiem cytrynowym i różowym
                    barwnikiem... Chyba coś podobnego sprzedawano też pod nazwą 'sugusy'.

                    --
                    Więc tu trzeba by zalecić - w czasie deszczu nie mieć dzieci!
                    • A ja z nostalgią wspominam "Stokrotki" - były to cukierki grylażowe (czy ktoś
                      jeszcze wie co to?). Pyszny grylaż w kruchej białej "skorupce", a z wierzchu
                      cienka warstewka czekolady... Teraz w ogóle nie mozna znaleźć niczego podobnego :(
                      Poza tym - wszelkiego rodzaju lizaki: kogutki, smoczki, duże plackowate - byle
                      te czerwone! Pyszne były!
                      I pastylki pudrowe, miętowe i owocowe... I dropsy... I draże... I waniliowe
                      serki homogenizowane, przy których wszelkie Danio itp wysiadają...
                      Ech, głupie to były czasy, ale czasem cos sympatycznego przecież sie trafiało?
                    • Pańska skórka to na pewno nie tylko kwasek cytrynowy, bo to nie jest kwaśne,
                      tylko ma taki łagodny smak. Może rzeczywiście różany. Szkoda tylko, że takie
                      twarde i że lepi się niemiłosiernie do kalki technicznej czy czegoś podobnego,
                      do czego jest pakowane.
                      Słyszałam też inną wersję nazwy: panieńska skórka. Może, że niby taka delikatna,
                      jak u młodej dziewczyny?
                  • Wklejam link do kuchennej dyskusji o pańskiej skórce wraz z kawałkiem historii
                    tego specyfiku:

                    f.kuchnia.o2.pl/temat.php?id_p=2976
                    --
                    Więc tu trzeba by zalecić - w czasie deszczu nie mieć dzieci!
            • Gość: Ciotka Zet IP: *.adsl.inetia.pl 25.08.07, 21:06
              ta.. lody Panda, które przeważnie spadaŁy
          • Gość: gosc portalu ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.07, 14:27
            - donald, turbo
            - lizaki HIT w kształcie prostokata toffi
            - oranzade w torebce foliowej albo malej szklanej butelce
            - ptysia (oranżada 1,5 litra w szklanej butelce na wymiane)
            - batoniki takie prostokatne kawałki, w srodku nadzienie plynne
            truskawkowe np co jak macius czy danusia, ale tamte byly w sreberku
            - czekolada JEDYNA (ponoc kozak w tamtym czasie)
            - torcik wedlowski
            - cukierki male irysy takie kwadratowe
    • Hihi, Visolvit (albo Vibovit- dla mlodszych:) tez zarlam i jeszcze
      dosypywalam sobie cukru:)
      A krem z wiewiorka to kupowalam sama, choc mala bylam, i to od razu
      3,4 sloiczki - na zapas i chowalam je w szufladzie zeby brat nie
      zezarl:)
      A andruty pamietacie?
      Albo orenzade w woreczkach? Dostawalo sie rurke razem z ta orenzada
      i zawsze byl ubaw, bo trafic rurka przez woreczek to prawie nikomu
      sie nie udawalo :)
      A cukier w kostkach? Moja babcia zawsze tego pelno miala i po jednej
      mojej i brata wizycie zawsze jej "ginal":)
      Galaretki w cukrze! Blee... jakie byly niedobre:(
      Pozdrawiam!
      • Gość: herba IP: *.centertel.pl 16.08.07, 00:08
        KASKADA! Jaka była pyszna... Znalazłam jakąś nutkę tego smaku w jakiejś dziwnej
        Fancie, chyba z owocami tropikalnymi, i aż się łezka w oku zakręciła...
        • Gość: HEHE IP: *.bph.pl 16.08.07, 10:46
          a my z kolegami zawsze po piłce chodzilismy do PAWILONU ;) hehe na ptysia albo
          herbawit (tak to sie chyba nazywalo)
          później jeszcze były napoje w plastikowych butelkach GOGO
          do tego czasami kupowaliśmy czekolade na wage :)
          Aaa, i pamiętam jednego gościa co potrafił 30 dag bezów wpierniczyń na jeden raz
          :) hehe fajne czasy.
          Gumy szok też pamiętam tylko dla mnie one były straaasznie kwaśne :)
          i Hubba Bubba, z której robiło się wielkie balony. I takie lody w kostkach sie
          kupowalo bo byly najtańsze :)
          hehe i pamiętam jeszcze takie wafelki TRÓJKĄCIKI na to mowilismy bo miały
          kształt trójkąta :)
          • Gość: kaczor_donald IP: *.bredband.comhem.se 16.08.07, 11:12
            *gumy donaldy (zbieralismy historyjki)
            *gumy (rakotworcze, hehe) Turbo - tez historyjkowy szal

            Byla jeszcze taka guma (pamieta ktos nazwe???) ze zdjeciami pilkarzy
            w srodku. Tez sie zbieralo ;) Gumy twarde jak cholera, w koncu
            kupowalismy je hurtem, wyrzucalismy gumy a ogladalismy historyjki-

            jedyna zdatna do zucia byl donaldzik, ten charakterystyczny slodkawy
            smak... w pakietach po 10 z Pevexu ;)

            i do tego wszystkiego dopisuje jeszcze orzeszki arasidky
            (arachidowe) z czechoslowacji, ktore przywozila mi babcia :)
            Niestety babci juz nie ma :(

            A, i jescze przywozila mi z Wegier taka paste do zebow dla dzieci, o
            smaku poziomkowym, w zielonej tubce z zoltym sloniem, nazywala sie
            po prostu "Fluor Fogkrem".
            Dobra byla, poszlo za jednym posiadem pol tubki :D Ale do zoladka :D

            A dziewczyny zbieraly do albumow naklejki z gum Chabel (z lalka) i
            Dynastia (od serialu)

            Herbavit to byl napoj jablko-mieta? Slabo kojarze smak.... Ale Ptys
            i tak gora, w zielonych albo brazowych butlach

            :D
            • Gość: hehe IP: *.bph.pl 16.08.07, 11:17
              NIE ;)
              Hebrawit to takie coś jak oranżada było :)
              • Gość: kaczor_donald IP: *.bredband.comhem.se 16.08.07, 11:28
                a to sorry :) Rzeczywiscie, ten jablko-mieta to Frument sie
                nazywal ;)
                • Gość: Fidel IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.08.07, 13:15
                  Kwadratowe gumy o smaku pomarańczowym, nazwy nie pomnę, lizaki w
                  kształcie hm.. smoczka? W każdym razie zawsze z jakąś figurką,
                  żołnierzykiem itp. Lody Bambino (a może Calypso?) w kostce -
                  znajomy kiedyś zjadł kostkę masła, bo była podobna i mu się
                  pomyliło. Cytroneta, oranżada, Ptyś - wszystko w szkalnych butelkach
                  zwrotnych (a to niby teraz działamy proekologiczne). A propos
                  Ptysia - kilka lat temu w jakimś wiejskim sklepie widziałem wino
                  marki "wino" w butelkach typu Ptyś. Ochrzciliśmy ten "napój"
                  mianem "Turboptyś":). I jeszcze razem z oranżadkami w proszku był
                  podobny wynalazek, bodaj Visolwit (pomarańczowy).
                  • Gość: asik IP: *.171.73.82.crowley.pl 16.08.07, 14:05
                    Lentilki - takie czeskie M&M, guma Maomam i Mamba - rozpuszczalne,
                    malinki z Haribo, czekolada Rittersport - kilka malych opakowan o
                    roznych smakach w jednym pudelku. To u prywaciarza.

                    A oprócz wszystkich wymienionych - jeszcze krem sułtański, markizy,
                    krówki, duńskie ciasteczka w blaszanych pudełkach i "kocie
                    języczki". Jeszcze ciagle w malych sklepach...
                    • Gość: syrene IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.07, 16:14
                      Lentilki, zgadza się - teraz już tak mi nie smakują.
                      Natomiast po czeskiej chałwie raz na zawsze oduczyłam się próbować tego
                      wątpliwego smakołyku :|

                      Poza tym - wszystko co wymieniacie :)
                      Z naciskiem na lody Bambino i andruty.
                      Często mama robiła masę kakaową i przekładała nią wafle.
                  • Gość: Lilka IP: 193.59.95.* 16.08.07, 14:39
                    Ależ ślinka cieknie. Nie wszystko znam (pewno wyrosłam ze słodyczy
                    już) ale pudrowe cukierki miętowe, czekolady i wyroby
                    czekoladopodobne zjadałam tonami, landrynki w przezroczystych
                    paczkach a w nich jeden lub ze dwa białe - te miały smak. Złota
                    rosa!!! Tata na piwo, a ja na złota rosę!!! Polo kokta - ta co jest
                    teraz to już nie ten smak. I jeszcze czekolada chyba wedla
                    nadziewana mietowym nadzieniem- teraz nie ma. A ja jeszcze pamietam
                    takie małe czekoladowe "glutki" (to nazwa w naszej rodzinie)
                    kupeczki wedlowskie sprzedawanena wagę. Wyglądały jak ozdoby z
                    tortów, tylko były z czekolady. Miały pyszny jakby pomarańczowy
                    posmak. Cudo i wyobraźcie sobie był ich powrót!!! Moj syn to na nich
                    nauczył się mówić "ciuciu". A lody gałkowe po 2,20zł za gałkę. Na
                    mnie to sprzedawca się majatku dorobił! Wielu nazw słodyczy nie
                    pamietam, ale smak miały nie ten co dziś
                    • Gość: bajeczka IP: 195.47.201.* 16.08.07, 15:32
                      Twoje "glutki" ja nazywałam dla odmiany krosty, ale ich oficjalna
                      nazwa to chyba diamenty. Były przepyszne!
                    • ...?
                      może byłaby jakimś słodkim ulepkiem?
                      ja leżałam w szpitalu z potwornym bólem ucha, raz dziennie przychodziła mama z
                      dwoma butelkami zotej rosy
                      co to była za rozkosz
                      no i po szpitalu też, potem jakoś znikła ta rosa mi z życia
                      --
                      Wpływ emisji przez ludzką gospodarkę tzw. "gazów cieplarnianych" na klimat
                      ziemski jest nieudowodnioną hipotezą, lansowaną przez sojusz lewackich,
                      antykapitalistycznych środowisk - misiu1 na forum wege
                    • Gość: KASIA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.08.07, 22:16
                      te "glutki" to chyba takie czekoladowe gwiazdeczki, nie wiem, chyba
                      z goplany, tzn dla mnie to były gwiazdeczki, ale wyglądały jak takie
                      kleksiki na tort, były przepyszne i teraz już takich nie ma.
                      były jeszcze czekoladowe pałeczki o smaku pomarańczowym, też je
                      uwielbiałam :))
                      a u babci zawsz zajadałam się wspomnianymi tu już pudrowymi
                      miętowymi pastylkami
                      pamiętam jeszcze przepyszne cukierki goplanowskie "kwiat jabłoni"
                      były białe z czerwonymi paskami, opakowane w zielony papierek

                      dzisiejsze słodycze to już nie to samo, z rozrzewnieniem wspominam
                      smaki dzieciństwa :))
                  • Gość: fiona IP: *.dip.t-dialin.net 16.08.07, 23:18
                    A pamiętacie ciasteczka markizy? Takie zębate prostokąciki z kremem
                    bodajże cytrynowym. Bardzo lubiłam go wyjadać. Czy też zniknęły?
                    Wątek super, wzruszyłam się.
                    F
            • Gość: pozeraczka cukru IP: *.static.korbank.pl 16.08.07, 15:45
              Coś Ty, ta pasta do zębów poziomkowa to Perlicka!! Żadna inna. Zawsze
              "przypadkiem" trochę mi się zjadło...
          • Gość: mb IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.08.07, 07:39
            Ja niestety nie pamiętam KUKU-RUKU, ale za to wspomniałam sobie:

            - Hubbę-Bubbę (guma bardzo owocowa i duża :D)
            - mleko kondensowane w tubce (mogłam zjeść na raz)
            - Visolvit, Vobovit, oranżadki... palce były bardzo pomarańczowe;)
            - krajanka piernikowa:))))
            - ryż dmuchany i robione z niego szyszki!! do nabycia w sklepiku szkolnym:P
            - chrupki Flipsy (czekoladowe)
            - gumy Turbo:>
            - lody z soku, takie długie w folii
            - sezamki (od babci)
            - Irysy !!

            i to będzie na tyle:)))) Cześć z wymienionych słodyczy powyżej zna tylko mój Tata;)
      • Gość: morrighan IP: 81.21.194.* 17.08.07, 08:27
        a gumę do żucia "Bolek i Lolek" pamiętacie?
        Donaldy owszem i te wklejane do zeszytu historyjki
        pozdrawiam
      • Gość: krysia IP: *.unregistered.net.telenergo.pl 17.08.07, 09:16
        A oprocz cukierków grylażowych ovovitina -do rozpuszczania w
        mleku,ale na sucho byla tez pyszna.I jeszcze lekarstwo-nazywalo sie
        to chyba Granulofosfat czy jakos tak.
    • Gość: maugoha IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 16.08.07, 14:32
      1. sękacz - prawdziwy wiejski, nie te paczkowane małe w sklepach
      2. maczki (ale te zajadam do dzisiaj:)
      • Gość: lilka IP: 193.59.95.* 16.08.07, 14:41
        A jeszcze była cała seria irysów z makiem, takich fajnych,
        cuiągnących. Nawet niedawno spotkałam podobne, ale naprawdę podobne,
        bo smak beznadziejny, A te mordoklejki super!!! Teraz nic się nie
        klei tak jak one
        • Gość: Kaius IP: *.oborniki.net 16.08.07, 15:07
          mmm...
          lody - takie jakby sopelki o smaku...hmmm...- chyba śmietankowym - z takimi
          kryształkami lodu wyczuwalnymi w masie i posmakiem patyka; lody pomarańczowe i
          pistacjowe w kwadratowych pudełkach; gumy do żucia - kostki w pomarańczowym
          sreberku, pastylki pudrowe - brrr., czekolada Goplana mleczna - z takimi
          dziwnymi grudkami w środku i mącznym posmakiem, Visolvit i Vibowit !!!
          Soczki bobofrut - genialne, dziś już takich nie ma... Ogromne lizaki sprzedawane
          na ulicach - z takim wzorem jak szprychy od roweru, lizaki z żołnierzami i
          smoczkami, mleko skondensowane - ten smak! Mogłabym wypić całą puszkę, gdyby mi
          tylko mama pozwoliła, ciasteczka słoneczka - kruche, z taką strasznie twardą,
          zapieczoną marmoladą w środku, kruche z cukrem - takim grubym
          kryształem,ciasteczka zwierzątka, co pachniały mydłem (?!) Kolorowe groszki,
          pastylki miętowe, maczki, iryski makowe, krówki -scukrzone - brrr; czekoladki
          malaga i kasztanki (nie wiem co im zrobili, ale to już nie to!) michałki - też
          już niestety jakieś takie czekoladopodobne; rodzynki w polewie czekoladowej,
          kamyczki, sopelki na choinkę.
          Marzenie każdego dzieciaka - Donaldy, Turbo, Hubba bubba, Mamba... ech wtedy
          jakoś niewiele do szczęścia było potrzeba...
    • Gość: str123 IP: 194.181.28.* 16.08.07, 14:35
      A to pamiętacie:
      akron - smaczne zółte tabletki,
      glukovit - granulowane witaminy.
      Czekolada Jedyna za 19 złotych.
      Serie czekolad nadziewanych z samochodami, lokomotywami, samolotami
      i statkami.
      Oranżada-1.8 zł, mandarynka-2.30, pitny owoc-4.50 zł.
      Agrest w czekoladzie. Groszki owocowe, miętowe.
    • Gość: vavanilia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.08.07, 15:36
      Mordoklejki, krówki, guma z donaldem, chińskie gumki i piórniki ;)
    • Gość: pozeraczka cukru IP: *.static.korbank.pl 16.08.07, 15:39
      Prażynki!! Kojarzycie? Taki wstęp do późniejszych czipsów. Teraz można je dostać
      w biedronkach pod nazwą TIP TOP ale to nie to samo.

      Mleko w tubce! P O E Z J A ...
    • Gość: pozeraczka cukru IP: *.static.korbank.pl 16.08.07, 15:41
      A jak myślicie, można gdzieś jeszcze dostać taki BLOK? Jeśli tak, to proszę o
      namiary (Wrocław). Moje gastro-szczęście nie będzie miało końca...
    • Gość: malpiszka IP: *.ipt.aol.com 16.08.07, 15:52
      arfi (takie ciasteczka), pinokio (bardzo podobne - w folii, kakaowe,
      pakowane po 5), visolvit, czekolada ratuszowa, a potem
      najpyszniejsze maxy (ponoc byly rakotworcze), czasem z braku laku
      chlorchinaldin
      • Gość: 54 latka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.08.07, 10:41
        A czy ktoś pamięta czekolade "jawa",po prostu cudo,batoniki
        Wawelu "Szampańska",czekoladki grylażowe,kostka orzechowa(z całymi
        orzechami.To były wspqaniałe słodycze.No i dyżurne
        lizaki "koguciki".Łza sie w oku kręci.
    • Gość: nionczka IP: *.clientes.euskaltel.es 16.08.07, 16:18
      Okropienstwo! Sprzedawali to w zieleniaku przy szkole. Z milych
      wspomniem Mamba i Prince Polo (obydwa przetrwaly).
    • Gość: lutka22 IP: 80.55.219.* 16.08.07, 16:26
      a czy ktoś pamięta Ovovitinę, ten smak po przeszło 40 latach jeszcze
      pamiętam
      • Lutka, ja pamiętam! Takie brązowe granulki, pyyyyyyycha. Szukam tego
        i szukam. Na Allegro czasem mozna kupić cos podobnego - w proszku,
        ale granulki lepsze. Jesli zdobedziesz namiar , daj znać.
    • Ech, lezka sie w oku kreci...

      Wojtusia (taki dosc cienki batonik czekoladowy z bialym
      wypelnieniem) juz wspominalam.
      Do tego dodam podwojna, mleczna czekolade AmatorskA.
      I oczywiscie takie cudo jak cos zwiazanego z kochanym Telesforem (w
      pomaranczowym chyba opakowaniu)...

      Z nieczekoladowych wyrobow to prazone ziarna slonecznika... :)

      Aha, bylo tez cos jeszcze takiego, co troche wygladalo jak
      czekolada, taka mala tabliczka, ale w kolorze krowek - lamalo sie to
      i jadlo kawalkami...

      Do "popicia" oczywiscie oranzada w proszku (pomaranczowa, badz
      cytrynowa).

      Czego zas nie lubilam to byly lody na cieplo i taka guma do rzucia w
      ksztalcie i opakowaniu pojedynczych papierosow...
      • a dropsy? nie jakieśtam landrynki czy mentosy, ale prawdziwe dropsy
        owocowe takie okrągłe w ruloniku.
        • ALE SUPER WĄTEK!!!!
          Od razu mi lepiej!!!!
          Moi faworyci to oranżada w proszku i czerwone lizaki kogutki, ale lubiłam także
          to wszystko o czym piszecie.Dzięki niektórym wpisom przypomniałam sobie o
          pewnych przysmakach z dzieciństwa.Ominęły mnie tylko wspominane tu wafelki
          kuku-ruku, nie pamiętam czegoś takiego.
    • Gość: thad- IP: 217.98.82.* 16.08.07, 18:47
      Jakoś nie zauważyłem żeby ktoś wspomniał o czekoladzie/tak się wtedy mówiło o
      niej/ JAWA za 9,50 zł no i cukierki GRYLAŻOWE, kiedyś bardzo popularne....Do
      dzisiaj pamiętam ich smak....
    • Gość: nina IP: 212.76.37.* 16.08.07, 19:30
      lody Pingwin żółte w kształcie walca, nie znalazłam tego smaku w
      żadnych lodach:(
    • Gość: Monika IP: *.acn.waw.pl 16.08.07, 19:36
      lody w dwóch waflach, takie z cukierni i czekoladowe kule samoróby z kakao, cukru, masła(jak było) i płatków owsianych
      • Gość: Monika IP: *.acn.waw.pl 16.08.07, 19:51
        Do tych kul dodawało się jeszcze mleko w proszku.
        • Gość: nostalgiczna IP: *.193.160.245.b.tvsat364.lodz.pl 16.08.07, 20:10
          No całe dzeciństwo stanęło mi przed oczami dzięki Wam!
          Pamiętam oranżadę w proszku, mandarynke, "gruźliczankę"-wodę z
          saturatora za 30 groszy czystą,za 1 zł z sokiem.
          Ale najbardziej rozczulił mnie lizak kogutek!!
          Pamiętam też jak tato kupował mi w "prywaciarskim" sklepiku 10 dkg
          landryn - takich ogromnych,że na to 10 dkg to wchodziło ich max 6.
          Pakowało się to do buzi i przez pół dnia było słodko.Teraz nie pomnę
          czy to one były takie wielkie, czy ja taka mała!

          ECH!Pozdrawiam nostalgicznie zakręconych łasuchów!
    • Gość: a IP: *.chello.pl 16.08.07, 20:05
      baton "Krymski"
    • A pamiętacie wyrób czekoladopodobny "Pani Twardowska"?
    • Gość: ptysiunia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.07, 20:14
      -okrągłe andruty o przedziwnych kolorach,ja jadłam wściekle czerwone i turkusowe
      -miętowe toffi-pycha!!!
      -czekoladki mleczne fantazje, takie bombonierki w kształcie
      zwierzaczków,grzybków,listków itp.
      -granatowe lizaki
      -krem z wiewiórką smakował jak nutella
      -mleko w tubie w prywatnych warzywniakach
      -wata
      oj rozmarzyłam się,a nie mam w domu nic słodkiego *:(((
    • Gość: kaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.07, 20:38
      kamyczki orzechowe,cukierki wiosenki , irysy, sugusy,wata
      cukrowa,krowki.murzynki taki krem w wafelku polany z wierzchu
      czekolada,lody Calypso,woda sodowa z saturatora z
      sokiem,lemoniada,oranzada,pepsi.Polo -cokta,itd
    • Gość: kościsty IP: *.chello.pl 16.08.07, 21:04
      -ptyś w szklanych, litrowych butelkach, późniejsze orange bardziej
      dostępne w 0,33, miało podobny smak.
      -donald, później były turbo i inne z różnymi obrazkami.
      -galaretki w kształcie pokrojonej cytryny i pomarańczy w cukrze.
      -saturator ze szklanką na łańcuchu.
      -jak się zrobiło wycieczkę do stolicy to w domach centrum najpierw
      się jeździło do urzygu ruchomymi schodami, a później na górnym
      piętrze można było kupić bitą śmietanę z owocami w kubeczkach takich
      białych plastikowych jak teraz się pije wodę mineralną z tych
      autoamtów z butlą do góry dnem.
      -bloki i czekolady, a właścicie podobieństwo czekolad.
      -Mandarynki i pomarańcze na święta Bożego narodzenia, raz nawet
      jadłem banana - nie macie pojęcia jak smakuje coś co się znało tylko
      ze słyszenia. Smak śnił mi się po nocach, a jedzenia jedego banana
      było dokładnym przegryzaniem, rozkoszowaniem się smakiem, żeby jak
      najwięcej z niego wycisnąć. Oczywiście z zamkniętymi oczami.
      -oranżada w woreczku i słomka oddzielnie, zawsze trzeba było się
      upomnieć.
      -koszmarne groszki cytrynowe, odbijało mi się z tydzień, do dziś nie
      jadam cytrynowych słodkości.
      -dropsy, smak nieziemski.
      -pastylki pudrowe w kształcie prostokąta, było coś podobne w
      kształcie dużej piguły, kupowało się na wagę.
      -Landrynki, jak pani sprzedawca musiała odłupać młotkiem lub
      siekierą - tak było u mne w sklepie, bo stoisko mięsne też było.
      Trzeba było kupić ile się odłupało, a najlepsze były białe landrynki.
      Już nie wspomnę o tym że jak się przykleiły do torebki, to brało się
      do buzi z takiem papierem, a jak namiękł to wypluwało się papier...

      I wiele, wiele innych, mógłbym wymieniać i wymieniać, dzisiejsze
      słodycze już nie smakują tak jak te kiedyś. Nie znano jakiś
      utwardzaczy i innych bzdetów, a smak tamtych słodyczy pamięta się
      całe życie. Dziś i delicje inaczej samkują i wafelki i cukierki.
      Może to dlatego że kiedyś kupowało się słodycze jak rzucili na
      sklep, teraz się idzie do sklepu i się kupuje.
      A najbardziej pamiętam takie galaretki o wymiarach 1cmx1cm i 10 cm
      długie, oblane czekoladą, kupowało się na wagę i wsypywali w takie
      papierowe torebki na których były rysunki chyba faceta jadącego
      karetą. Rzadko to rzucali na sklep.

      Do dziś pamiętam jak stałem w kolejce po oranżadę w proszku, za mną
      moja matka, bo dawali tylko po dwie na osobę.


      Jeśli ktoś chce to polecam stronę www.nostalgia.pl/ kiedyś na
      nią trafiłem i przypomniało mi się dzieciństwo i czarno biały
      telewizor, który miał tylko jeden kanał...
    • Sporo rzeczy powtórzę, ale może znajdzie się coś, czego nikt nie zapamiętał:

      1.Napoje w woreczkach. Nieodzowny element na zakończenie każdej lekcji W-Fu w
      podstawówce. Dostępne w wersjach "cytrynowa" i "cola" (cudzysłowy jak
      najbardziej uzasadnione).

      2.Rurka z oranżadką w proszku. Aby ją opróżnić do końca należało wpuślić weń
      nieco śliny, zatem popularność tego rarytasu polegała chyba na walorach
      edukacyjnych (można było w praktyce wykorzystać zdobytą na lekcjach biologii
      wiedzę o trawieniu zewnętrznym).

      3. Gumy balonowe - dzieliły się na 2 grupy: dla lalusiów (Donald) i dla
      prawdziwych twardzieli (Turbo, Bundesliga, Lazer). Osobiscie preferowalem tę
      ostatnią markę (militarne "historyjki"!).

      4. Lentilki. Atrakcja z cyklu "Słowianie nie Gęsi i emenemsy mają!".

      5. Wata cukrowa. Kojarzy mi się z pijanym operatorem "wielkiej łańcuchowej".
      Ale...sentyment to sentyment.

      6. Lizak ze znaczkiem kwiatka. Symbol życiowej stabilizacji (kwiaetk zawsze był
      zielony). Pogłoski o innych kolorach zawsze uznawałem za urban legend.

      7. Galaretki w cukrze. Dostałem je na komunię. Chciałem BMXa...

      8. Prażynki. Ktoś mi kiedyś powiedział, że mu nie smakują. Doszło niemal do
      rozlewu krwi.

      9. Napój gazowany "Ptyś". Nastąpiła udana reaktywacja tego produktu. Nazwę
      zmieniono na "Turbo ptyś". Zawartość alkoholu podniesiono o 12%. Butelka - bez
      zmian.

      10. Vibovit. Nie znam nikogo, kto spożywałby zgodnie z zaleceniem, czyli przez
      rozpuszczenie w szklance wody.

      11. Wafle Kukuruku (Koukoroukou?). Można było na to podrywać kolezanki z IID.
      Wystarczyło tylko wymyślić, co ta nazwa oznacza.

      12. Lizaki - kogutki. Atrybut globtrottera, bo zazwyczaj można to było kupić na
      podmiejskich odpustach.

      13. Oranżadka w proszku strzelająca na języku. Jej amatorzy uprawiają dziś
      sporty ekstremalne.

      14. Andruty. Tak jak z piwem - wydaje ci się, że chcesz jedno; kończysz na
      dziesięciu...

      --
      There's so many different worlds,so many differents suns,
      And we have just one world but we live in different ones.
      • Gość: kaczor_donald IP: *.bredband.comhem.se 16.08.07, 21:35
        Lentilky istnieja! Ale po drugiej stronie naszej poludniowej
        granicy - w ichniejszych jest zachowany smak tych *prawdziwych*.
        A Skittlesy czy jak im tam -te lentilkopodobne (z nestle chyba)
        marna imitacja!

        A gume Bundesliga tez pamietam :)
    • Myślałem, że blok i chałwa to to samo. Kupiłem ostatnio chałwę pamiętając jak w
      dzieciństwie smakował mi blok i pomyślałem jak mogło mi smakować coś tak słodkiego;)
      • Gość: pozeraczka cukru IP: *.core.lanet.net.pl 16.08.07, 22:01
        Nie nie, chalwa jest miekka i slodka a blok jest twardy, kruszy sie jak go
        kroisz i smakuje jak ubite na beton wafle z nadzieniem smietankowym, to dwie
        rozne bajki.
    • Myślałem, że blok i chałwa to to samo. ostanio, chcą przypomnieć sobie ten smak
      z dzieciństwa kupiłem chałwę i pomyślałem jak smakować mogło mi coś tak słodkiego;)
    • prażynki ziemniaczane
    • Gość: molle IP: *.chello.pl 16.08.07, 22:38
      raczki, kukułki i kochane IRYSY
    • Gość: vito IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.07, 22:50
      A czy w Polsce w latach 80-tych były gumy Bolek i Lolek, bo pod taką nazwą w
      ZSRR były sprzedawane Polskie gumy do żucia, zresztą jedyne które próbowałem do
      10 roku życia.
    • Gość: eelka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.08.07, 22:51
      Prawie wszystko o czym piszecie pamiętam, ale nie znalazłam herbatników albertów
      za 5,10 (tak je wspominamy z kuzynami), były pyszne, no i cukierki
      eukaliptusowe, cudowne kwadratowe mordoklejki w kolorze chyba zielonym.
      Zbierałam etykietki z czekolad, niestety zaginęły, ale zajrzałam na polecaną
      wcześniej stronę - łza się w oku kręci!
      • Gość: Paulinchen IP: *.generacja.pl 16.08.07, 23:09
        ...wrocily wspomnienia o kraju lat dziecinnych. W latach
        osiemdziesiatych moja Mama (z braku autentycznej i obzydzenia do
        wyrobow czekoladopodobnych) robila w domu czekolade z prawdziwego
        kakao (i nie wiem co tam jeszcze, wtedy najbardziej interesowala
        mnie konsumpcja), a Babcia w filizankach proponowala domowa
        mamalyge: wymieszana czekolada pitna z mlekiem plus wiorki kokosowe -
        wszystkie te skladniki nie inaczej jak w proszku, zarlo sie to cudo
        mokrym paluchem, pyycha!
        Cala reszta - wybiorczo pamietam, choc najzywsze wspomnienia budzi
        mleko w tubie, oranzada z rurka - zwlaszcza w cyrku, pudrowe
        cegielki, lentilki i gumy turbo!
    • Gość: obserwator2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.07, 23:19
      A kto jeszcze pamieta "kanoldy" (brązowe, na bazie maltozy)?
      Albo grylażowe? Albo raczki?
    • Ja pamiętam ze wczesnego dzieciństwa takie podłużne laski, długości ołówka czy
      długopisu. Te cukierki miały srebrne albo złote opakowania i kusiły bo wieszano
      je na bożonarodzeniowej choince. W smaku takie sobie.
      --
      Oldskul czy Kicz?
    • Gość: paprocan IP: *.chello.pl 17.08.07, 06:10
      kto pamięta cukierki zwane kopalniakami,cukierki robione z cukru?
    • Gość: spy IP: *.sm-rozstaje.pl 17.08.07, 08:09
      ja pamiętam jeszcze taką gumę toksyczną w stylu turbo tylko z innej
      kategorii - nazywała się Chabel i w środku były naklejki z takimi
      lalkami w różnych ubraniach. Dostawało się książeczkę do której
      trzeba było wklejać te naklejki i kwitł handel zamienny wśród
      dziewczyn. pamiętam, że lalki rowerzystki do samego końca zbieractwa
      nie mogłam upolować:) ech... to były czasy.
    • Gość: ania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.08.07, 08:40
      Nie uwieżycie...jadąc samochodem zatrzymałam się koło małego
      sklepiku i na jednej z półek zobaczyłam gumę TURBO!!!!!!!!!!mnie
      mogłam się oprzeć i kupiłam kilka...ach ten smak...niepowtarzalny,
      nic tak teraz nie smakuje
    • Napój Ptyś w litrowychv szklanych butelkach (zielonych , brązowych).
      Batony - nie pamietam nazwy ale były prostąkątne (bardzooo słodkie)
      z masą białą, a tylko z dwoch stron były polane cienką czekoladą,
      Ciągle je widzę :))
    • Ach to wspaniale Kuku Ruku!
      Pamietam, ze z bratem zbieralismy naklejki. Gdzies pewnie jeszcze sa...;)

      Dla przypomnienia:
      img57.imageshack.us/img57/2046/nalepkykoukoukn7.jpg
      :)
    • Wata cukrowa dalej funkcjonuje.
      A gumy turbo byly beznadziejne...
      --
      Nauka Jazdy Szczecin
    • Gość: mig_70 IP: 82.160.70.* 17.08.07, 10:25
      Najbardziej pamiętam smak delicji w bzbarwnym opakowaniu,napój Złota
      Rosa,Batony Wojtusie, lentilki z Czech, lizaki koguciki.
      Pamiętam bardzo dobrze saturatory, były na ulicach co kilkanaście
      metrów.
      Ale nie pamiętam batonów Kuku Ruku!!
    • Gość: mimi9930 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.08.07, 10:36
      BOMBAJKI!!!
    • Gość: krakowski IP: *.acn.airbites.pl 17.08.07, 10:43
      niestety dawno, lata 60-te :
      -czekolada Jawa (chyba czekoladopodobne ,ale pyszna była)
      - ciasteczka pasjansowe (anyżowe) o finezyjnych kształtach, kupowane na wagę,
      jeśli są teraz o takiej nazwie to nie to
      -margaryna czekoladowa, wszystkie dzieci to lubiły (mamooo!! margarynę
      czekoladową dowieźli)
    • Gość: staroć ale jaroć IP: *.warszawa.supermedia.pl 17.08.07, 11:04
      1. lizaki czerwone w formie kogutka lub plaskatej mordy. Na
      patyczku, zawijane w papierek nieprzezroczysty. Były też odmiany
      żółte, przez koneserów odrzucane, jako gorsze. Czerwone rządziły.
      Największą przyjemność sprawiało ogryzanie miękkiej warstewki, która
      pokrywała całość. Reszta była już pospolitym lizaniem.

      2. lizaki z kwiatuszkiem w środku, zawijane w przezroczysty
      celofanik. Te miały miękki pasiasty brzeg, który zżerało się
      najpierw. Pod koniec spożywania lizak był tak cienki, że w obrębie
      kwiatka pojawiały się dziurki, a odłamki raniły w język.

      3. oranżada w proszku, zwana zresztą "orężadą". Nasypywało się górkę
      na wnętrze dłoni i dziubało językiem. Kiedy nie było "orężady",
      można było upolować substytut w postaci galaretki pomarańczowej w
      proszku.

      4. kostki maggi po 25 groszy i po 50 groszy. Czasem pani kasjerka w
      sklepie nie miała drobnych, więc wydawała reszty w kostkach. Ssanie
      takiej kostki dostarczało niezapomnianych rozkoszy. Czasem w
      zapamiętaniu sięgało się po drugą. Wówczas mdliło potężnie. Kostki
      były ślicznie pakowane w sreberko i dodatkowo w papierek. Zachwycały
      jako cudo miniaturyzacji opakowalniczej.

      5. drażetki zwane "pomarańczkami". Były sporawe, miały twardą
      pomarańczową polewę, a w środku były rozkosznie mączyste. Sztuką
      było ogryzienie polewy tak, by otrzymać jasną, mączystą kulkę.

      6. "Czarne perełki" w okrągłym, żółtym pudełeczku z dziurką, a
      raczej z dwiema dziurkami. Pyszne po wierzchu, w warstwie spodniej
      banalne, więc dla spotęgowania pierwszego wrażenia brało się do
      paszczy całą garść.

      7. Pudrowe pastylki miętowe, wciskane mi przez mamę i znacznie
      bardziej przeze mnie cenione pastylki owocowe, a raczej
      pomarańczowe. Rozkosznie kwaskowate.

      8. Witamina C, ssana do ran na podniebieniu twardym i języku. Potem
      jakiś idiota wymyślił wersję polewaną i nie zawsze miało się tyle
      samozaparcia, by zessać to paskudztwo, by dobrać się do meritum.

      9. Serca w czekoladzie i ich gorszy wariant - serca w polewie. Duże,
      pakowane po pięć (sześć?). Zapewne z Torunia. Jakiś cień tych smaków
      pozostał w dzisiejszych "gołych" katarzynkach.

      10. Landrynki - raniły podniebienie i jęzor równie niemiłosiernie
      jak lizaki z kwiatkiem i witamina C. Przezroczyste, w różnych
      smakach; w torebce zawsze pałętało się kilka białych o duszącym
      migdałowym smaku - ulubionych przez mamę.

      11. Czekoladki Wawela. W pudełeczku. Cienkie, każda w sreberku i
      dodatkowo w papierku, na którym przedstawiono kolejną część z
      bajeczki. Z tego, co pamiętam, bajeczki były tylko dwie. Czekoladkę
      brało się w łapy i ogrzewało, a potem rozwijało sreberko, by zlizać
      rozpuszczoną zawartość.

      12. Marcepany od prywaciarza z pawilonów na Marszałkowskiej. Na
      pewno nie były marcepanami (smak migdałów od dzieciństwa mi nie
      odpowiada), ale były pyszne i bajecznie kolorowe. Mama kupowała mi
      owocki, ale nigdy nie kupiła świnki (zapewne cena zaporowa była).

      13. Lody w kulkach serwowane między dwoma kwadratowymi wafelkami.
      Trzeba było nie lada zręczności, by nie ścisnać wafelków zbyt mocno.
      Zwykle chodnik w okolicach lodziarni był mocno upaćkany. Smak lodów
      absolutnie niepowtarzalny, bo były to lody kręcone ręcznie na bazie
      jaj.

      14. Lody bambino. Smak równie niepowtarzalny - zwłaszcza wersji
      czekoladowej. Dorośli zachwycali się lodami "Calipso", co mnie
      dziwiło.

      15. Lody z automatu - wspomnienie późniejszego dzieciństwa. Zmrożona
      wodnista masa w stożkowym wafelku. Podziwiało się zręczność
      formowania lodowego gówienka przez sprzedawcę. Czasem pan lub pani
      nakładali trochę więcej, w dowód sympatii.

      16. Zapach świeżo mielonej kawy. W delikatesach stały młynki. Miały
      szklany pojemnik, do którego sprzedawczyni wsypywała zawartość
      srebrnej lub złotej torebki, którą to torebkę przyczepiała do dolnej
      części maszyny. Maszyna robiła brzrzrzt, rozchodził się boski
      aromat, a pani uderzała czymś metalowym w podstawę torebkowej dyszy
      i dodatkowo pięknie dzwoniło. Nagabywania dorosłych o danie do
      spróbowania płynu przyrządzonego z cudownie pachnącego proszku
      nieodmiennie kończyło się rozczarowaniem - smak był do dooopy.

      17. Chlebek turecki. Niewielki, ciemny, lekko słodkawy bocheneczek z
      rodzynkami. Rezerwowany na niedzielne śniadanie. Plus jajko na
      miękko i kakao z mlekiem. Dzisiejszy dietetycy by się zapłakali.

      18. Wiśnie w czekoladzie. Pamiętam, jak na jakimś rodzinnym zebraniu
      udało mi się zlać płyn z chyba sześciu czy siedmiu czekoladek do
      wyjętego z ciocinego kredensu kielonka. I ten ból, kiedy mnie
      nakryto i komisyjnie skonfiskowano pozyskany eliksir.

      Ech, wspomnienia.

(1-100)
przejdź do: 1-100 101-200 201-257
(201-257)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.