Dodaj do ulubionych

Piszemy powieść ?? :D

IP: *.chojnow.sdi.tpnet.pl 27.06.03, 00:56
Deszcz padał z każdą minuta coraz mocniej. Ona nawet tego nie zauważyła.
Stała pośrodku chodnika i ...nie, nie płakała. Nie mogła uronić ani łzy,
choć bardzo chciała. Wiedziała, że to przyniosłoby jej ulgę. A więc stała tak
z twarzą uniesioną w górę i wzrokiem wbitym gdzieś daleko. Co chwila mijali
ją jacyś ludzie patrząc z zaciekawieniem. Wyglądała ślicznie mimo
spływających strug wody- długie czarne włosy , szare oczy, śniada
cera...zupełnie jak z obrazka. Miała na sobie długą niebieską sukienkę i
czarne sandały. W ręku trzymała list...

piszcie dalej heheh co wy na to?
Obserwuj wątek
      • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: 195.117.90.* 27.06.03, 01:58
        "Twój mąż cię nie kocha. Jego nowa miłość nazywa się Bonifacy Świątkiewicz,
        nowy wikary w naszej parafii. Życzliwy" brzmiały słowa listu
        Chciała płakać, nie mogła. Zdziwienie pomieszane z oburzeniem brało górę.
        - Niech to jasna cholera weźmie, ty pedale!-krzyknęła do deszczu.
        Odwrócił się przechodzień jeden z drugim, pomyślał - wariatka - i poszedł
        dalej, wariatów na tym świecie całe mnóstwo.
        - I co ja mam teraz.. co on.. Boże, co dzieci? On zapomniał, łajdak jeden, że
        ma dzieci. Agatka pójdzie do drugiej klasy i jak pójdzie.. jak pójdzie? to
        staje się tragicznie śmieszne, za rok do Pierwszej Komunii, a tu ojciec
        pierwszokomunijnego dziecka uciekł z wikarym. Uciekł? Jak, gdzie? Przecież
        Świątkiewicz jeszcze jest. Jest? Zaraz, dwa tygodnie temu chyba był, Agatka
        mówiła, że mszę dla dzieci odprawiał. .. Co za drwiny. Ten mój co to kościół na
        kilometr omijał uciekł z wikarym.
        • Gość: Skalar Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.acn.pl 27.06.03, 08:15
          Najgorsze co z tymi dziećmi. Agatka do komunii -bez ojca. Przed Kajtkiem
          świtlana przyszłość w chórze, albo nawet solo, jaka zapowiadał mu pan Wojtek.
          Co ja mam teraz zrobić? Znaleźć sobie drugiego męża? Nie mogłabym. Miłość
          do 'starego' ciągle nie ustaje. Ale żeby tak bez uprzedzenia z wikarym...
          Szła ulicą przed siebie kompletnie bez celu gdy nagle...
          • independent-girl Re: Piszemy powieść ?? :D 27.06.03, 08:41

            ...wyrósł przed nią proboszcz. Długo się zastanawiała co mu powiedzieć, aż
            wreszcie ksiądz przejął inicjatywę.
            -Agatko co Ty tutaj robisz w taki deszcz. Wskakuj szybko do mojej beemki i
            zawiozę Cię do domu. Albo jeszcze lepiej na plebanie, może będzie tam Twój
            mąż. Ostatnio często się u nas pojawia. Ah...nie ma nic piękniejszego dla
            księdza jak nawrócona duszyczka.
            Agata wsiadła do samochodu, spojrzała na tylne siedzenie i ujrzała...




            --
            Sex solą życia...tylko kto widział objadać się solą?
                    • impostor Re: Piszemy powieść ?? :D 27.06.03, 14:47
                      "Bzdura" - pomyslala. - "Przeciez proboszcz sie rozbil swoja toyota, nie zdazyl
                      uciec kot i od tego czasu juz nie pije.
                      --
                      ilez to razy w myslach osiagalem wszystko,
                      udalo mi sie tylko nie byc komunista
                      :)
                      • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.blue.pl 27.06.03, 15:17
                        Agata była naiwna.Nie wiedziała, że proboszcz nigdy nie wsiadł by do samochodu
                        wyprodukowanego przez "antychrystów".
                        Merecedes,czy też BMW od protestatntów - na to proboszcz się zgodzi.
                        Jechali dosyć długo. Klimatyzacja szumiała cicho, w głosnikach waliła Madonna.
                        Nagle wzrok proboszcza przykuł.......
                        • Gość: Eden Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.pleszew.sdi.tpnet.pl 27.06.03, 15:34
                          ...plakat umieszczony na przystanku autobusowym...Rzeczywiście był bardzo
                          ciekawy i to sprawiało, że proboszcz nie mógł oderwać od niego wzroku.
                          "wszak nie przystoi dostojnikowi kościelnemu takie zachowanie" - pomyślał w
                          duchu, ale przez głowę mknęło tysiąc myśli, tysiące fantazji...Ślina kapnęła na
                          jego sutannę, kalając szpetnie nieskazitelną czerń...
                          Z plakatu prężyła się młoda, piękna, prawie naga dziewczyna, która kusiła
                          wszysskich oczekujących na PKS.
                          "Jak jej nie wstyd!!!" - rzekł z oburzeniem nader głośno...
                          W jego myslach krążyła natomiast najdziksza wizja Agaty na jego kolanach...
                          Kolejna kropla śliny kapnęła, wytrącając go z zamyślenia...
                          - Więc dokąd jedziemy, szefie? - mruknął szofer.
                            • herbata.cytrynowa Re: Piszemy powieść ?? :D 27.06.03, 16:05
                              Odwórcił się pwoli i spojrzał chytrze na Agatę. "Jest taka naiwna"-
                              pomyślał "nic nie podejrzewa, pójdzie mi z nią łatwiej niż myślałem"
                              --
                              Nadzieja jest jak cukier w herbacie. Jeśli nawet jest mała i tak wszystko
                              osłodzi.
                            • Gość: eden Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.pleszew.sdi.tpnet.pl 27.06.03, 16:09
                              ...może jednak by nie wypaplała, bo w zasadzie mogłaby się przydać do tego i
                              owego...Hmmm, bił sie z myslami, nie potrafił się ciągle skupić...Przed oczami
                              miał jeszcze blondynę z plakatu...
                              Szofer zaczął pogwizdywac nerwowo. Spojrzał na proboszcza:
                              - No to jak, kochany? - zapominiał się i wymknęło się z jego ust słowo, które
                              przeznaczone były tylko na chwile sam na sam.
                              Ale Agata siedząca z tyłu zdawała się być głucha na rozmowę współpasażerów.
                              Wtem nagły pisk opon przerwał konsternację całej załogi samochodu, bo...
                              • herbata.cytrynowa Re: Piszemy powieść ?? :D 27.06.03, 16:18
                                Bo auto jechało wprost na olbrzymią cysternę. "Boże żebyśmy przeżyli" Te słowa
                                miał na ustach prawie każdy pasażer samochodu. Agata jednak myślami była gdzie
                                indziej. Jakby nie widziała nadchodzącego końca...
                                --
                                Nadzieja jest jak cukier w herbacie. Jeśli nawet jest mała i tak wszystko
                                osłodzi.
                                • Gość: anulka Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.chojnow.sdi.tpnet.pl 27.06.03, 18:35
                                  Zderzenie z cysterną doprowadziło do wycieku szkodliwej substancji, która w
                                  każdej chwili mogła doprowadzić do wybuchu. Nasi pasażerowie wyszli z tego bez
                                  szwanku, za wyjątkiem szofera. Kierowca niestety nie miał zapiętych pasów i
                                  wyleciał przez przenią szybę wprost na plamę chemikaliów wydobywających się z
                                  cysterny.
                                  • herbata.cytrynowa Re: Piszemy powieść ?? :D 27.06.03, 18:40
                                    W zadziwiającym tempie wyciekające chemikalia zmieniły ciało szofera w coś co
                                    nie przypominało niczego dotychczas znanego naszym pasażerom. Jednakże groźba
                                    wybuchu lub zalania chemikaliami uświadomiła im, że muszą uciekać jak najdalej.
                                    --
                                    Nadzieja jest jak cukier w herbacie. Jeśli nawet jest mała i tak wszystko
                                    osłodzi.
                                    • Gość: anulka Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.chojnow.sdi.tpnet.pl 27.06.03, 19:29
                                      Proposzcz stał nad ciałem modląc się o wybaczenie grzchów umierającego, a
                                      reszta w pośpiechu uciekała jak najdalej. Wtedy Agata ocknęła się z amoku w
                                      którym znajdowała się od czasu przeczytania listu. Wyciągnęła komórkę i chciała
                                      zadzwonić na policję. I znowu wszystko wróciło. Przypomniała sobie swojego męża
                                      w mundurze, wprost policjant ideał. Całe miasto go podziwiało...a tu taki z
                                      niego drań! Jak on mógł! A może to jednak nie prawda? Co chwilę to nowa myśl
                                      przebiegała Agacie przez głowę, nie wiedziała co robić...
                                      • Gość: junior Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.icpnet.pl 27.06.03, 20:06
                                        ...może jednak to nie jest prawda? może on mnie kocha? moze to tylko podpucha z tym listem? musi z nim sie spotkac! musi go zapytac! ale jak i gdzie go znalezc? ze stanu zamyslenia wyrwala ja ogluszajacy huk eksplozji, chemikalia dotarly do ognia i natapil wybuch. wszyscy prztypadli do ziemi, szczatki cysterny, beemki proboszcza oraz jego szofera lataly w powietrzu, kiedy wszystko ucichlo Agata wstala i juz zamierzala szukac swoich towarzyszy podrozy gdy...
                                              • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: 195.117.90.* 28.06.03, 01:06
                                                Agata obóciła się na pięcie i już jej nie było. Jacek, mąż Agaty, został na
                                                miejscu katastrofy. Nie wiedział co jest większą katastrofą, czy wyciek z
                                                cysterny, czy jego życie. Zobaczył proboszcza gramolącego się z trudem z ulicy.
                                                - Miał ksiądz szczęście - powiedział
                                                - To mało powiedziane, szczęście, to boska opieka nade mną. Widocznie miły
                                                jestem Bogu więc troszczy się o mnie. - rzekł z pychą w głosie proboszcz - A
                                                ty, jak widzę, niespecjalnie z tą twoją się lubicie?
                                                - E, niespecjalnie. Kochamy się, to znaczy kochaliśmy się do tej pory.-
                                                skonsternowany Jacek kęcił
                                                - A Bonifacy? Zapomniałeś? Po co pozwalałem wam na te wszystkie teremedie u
                                                mnie na plebanii. Co on powie na to, że nie kochasz jego tylko tą ladacznicę.-
                                                krzyknął niemal proboszcz
                                                - Agata nie jest ladacznicą!- zezłościł się Jacek
                                                - Każda kobieta to ladacznica, mój proboszczowski nos to mówi. Nie darmo
                                                założyłem sutannę. Nie ma jak prawdziwy mężczyzna, a nie te baby.
                                                - Ech, jednak Agatę trochę lubiłem.
                                                - Lubiłeś, nie lubiłeś. Ale teraz wszystko skończone. Odejdzie od ciebie i
                                                zabierze dzieci.- wrócił do spokojnego tonu ksiądz
                                                - Dzieci? Nigdy w życiu!- Jacka reakcja była gwałtowna
                                                - Zabierze. Każdy sąd przyzna jej większe prawo do opieki nad dziećmi. Tobie za
                                                zdradę mogą zabrać prawa rodzicielskie.- śmiech proboszcza ocierał się o drwinę
                                                - Chrzanić taki sąd. To jawna dyskryminacja mężczyzn.- nie mógł ścierpieć Jacek
                                                - Oczywiście, że dyskryminacja.
                                                - I co ja mam teraz zrobić?
                                                - Porwij corkę i syna i przyprowadź ich na plebanię. - rzeczowo odparł ksiądz-
                                                Córkę umieścimy u Urszulanek, niedaleko mają swój klasztor z internatem i
                                                szkołą dla dziewcząt. A syna zostawimy na plebanii. Niech rośnie nam na
                                                pociechę, w końcu taki 10-latek już całkiem duży żeby no.. wiesz.
                                                - Co, no.. wiesz, co ty chcesz robić z moim synem?
                                                • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: 195.117.90.* 28.06.03, 01:36
                                                  - Echm. póxniej ci wyjaśnię. Na pewno nie będziesz miał nic przeciwko.- odparł
                                                  proboszcz - A teraz pomóżmy sanitariuszom z tymi ciałami. Przyjechali i pewnie
                                                  chcą zidentyfikować zwłoki. Panowie, pomóc wam? - zwrócił się do lekarzy
                                                  kręcących się bezradnie wokół miejsca wypadku
                                                  - Nic tu po księdzu. Nawet i ostatniej spowiedzi zrobić ksiądz nie zdążył.
                                                  chociaż... zaraz... - jeden z sanitariuszy sprawdzał reakcje leżącego - Ludzie
                                                  rozstąpcie się, żyje, powietrza, zabieramy, nosze, szybko - krótkie komendy
                                                  przecinały dżdżysty dzień - ksiądz był przy wypadku?
                                                  - Prawie nie zginąłem, narażalem życie dla kierowcy chcąc zapewnić mu lżejszą
                                                  karę w czyśćcu, trochę się pocharatałem
                                                  - Trzeba to sprawdzić, bo opary kwasu solnego mogły podrażnić księdzu drogi
                                                  oddechowe. Proszę księdza z nami do karetki.
                                                  - Jeśli to konieczne - odparł ksiądz
                                                  wsiadł ksiądz, umierającego, ale jeszcze żyjącego przypadkowego świadka wybuchu
                                                  ułożono na noszach. karetka ruszyła. Jechała mimo deszczu, mimo czerwonych
                                                  świateł, mimo korków, mimo robót drogowych. Szybciej, syrena ambulansu wyła,
                                                  szybciej, umierający coraz bardziej rzęził, szybciej, ludzie mijani na
                                                  przystankach stawali się kolorową smugą, szybciej, wycieraczki karetki nie
                                                  mogły nadążyć z utrzymywaniem szyb w porządku, szybciej, nerwowość, szybciej..
                                                  wreszcie szpital. Chwila ulgi i głębszego oddechu. I już silne ręce
                                                  sanitariuszy niosły nosze z chorym.
                                                  - jakie ręce, co też one potrafią z taką siłą robić- rozmarzył się proboszcz,
                                                  ale nie zdążył się napatrzeć bo już sanitariusze zniknęli w czeluści szpitala
                                                  - Umierający na ostry dyżur, liczne złamania, oparzenia pierwszego stopnia i
                                                  podejrzenie zatrucia chemicznego - krzyczeli do dyspozytorki bo dyżurujących
                                                  lekarzy nie mogli się dopatrzeć
                                                  - Spokojnie, cicho, nie tak głośno- dyspozytorka była wyraźnie niedysponowana-
                                                  panowie, nie mamy wolnych łóżek, a lekarze są w tej chwili jakby nieobecni. -
                                                  przeciągając każdą głoskę odparła kobieta wyglądająca na pijaną
                                                  złość sanitariuszy nie miała granic - Jak to nieobecni! Kurwa mać, krzyknął
                                                  jeden z nich, schlali się. Jezus Maria. Jedziemy gdzie indziej. Księże proszę
                                                  tutaj zostać, może wreszcie ktoś kompetentny i trzeźwy za parę godzin się
                                                  pojawi, tego zatrucia lepiej nie lekceważyć. A my panowie wracamy.. jedziemy do
                                                  szpitala na Polnej. Kurde, to drugi koniec miasta - nie mógł powstrzymać się od
                                                  przekleństw sanitariusz
                                                  • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: 195.117.90.* 28.06.03, 01:59
                                                    Proboszcz został w szpitalu sam. Dyspozytorka popatrzyła na niego ciekawie i
                                                    znowu wpadła w pijacki marazm. Proboszcz nie mogąc ścierpieć widoku pijanej
                                                    kobiety, ba, nie mogąc ścierpieć widoku jakiejkolwiek kobiety udał się wzdłuż
                                                    korytarza o zachęcającej, różowej barwie. Przystanął przed drzwiami zza których
                                                    dobiegały miłe jego uchu męskie głowy. Nieśmiało zapukał i wszedł.
                                                  • herbata.cytrynowa Re: Piszemy powieść ?? :D 28.06.03, 18:43
                                                    ...a możę by tak sprawdzić jak to jest "być" z kobietą?? w końcu salowa nie ma
                                                    oporów... a wroga swego znać trzeba i niewiele już myśląc zabrał się do dzieła
                                                    co było tym trudniejsze, że ordynator wciąż był "na" salowej...
                                                    --
                                                    Nadzieja jest jak cukier w herbacie. Jeśli nawet jest mała i tak wszystko
                                                    osłodzi.
                                                  • Gość: _michu_ Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.rajsat.pl 28.06.03, 23:29
                                                    Tymczasem karetka z poszkodowanym w wypadku pedziła przez ogarniete
                                                    popołudniowym szczytem ulice miasta wprost do szpitala na ulicy Polnej.Wśród
                                                    sanitariuszy widać było narastającą obawe o życie męzczyzny.
                                                    -Kurwa mać, nie damy rady - zakomunikował jeden z sanitariuszy.
                                                    - Musimy pojechać szosą, tylko w ten sposób zdążymy na czas - dodał dtugi.
                                                    Już po chwili karetka mknela podmiejska drogą z zawrotną predkością. Nagle...
                                                    -Cholera- krzykneli razem sanitariusze, a ich oczom ukazał się widok, którego
                                                    nie spodziewali się w najgorszych myślach. To Andrzej Lepper karmił owsem
                                                    Renate Beger blokując wraz z rolnikami jedyną drogę do szpitala.
                                                  • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: 195.117.90.* 29.06.03, 01:25

                                                    Transparenty rozciągnięte ponad głowami protestujących brzmiały "Lubimy owies
                                                    jak koń seks", "Kurwiki zamiast jasnego spojrzenia na polską rzeczywistość".
                                                    Rolnicy ustawieni wszerz drogi skandowali
                                                    - unijne dopłaty do kwintala kurwika
                                                    - unijne dopłaty dla rolnika, a nie do produkcji
                                                    - unijne dopłaty do seksu dla konia, nie tylko do suchego chleba dla konia
                                                    - unijne dopłaty do owsa dla Beger
                                                    - unijne dopłaty do słomy, którą posłowie Samoobrony muszą sobie buty wyściełać

                                                    Tyrada grzmiałaby długo gdyby przewodniczący Lepper nie wyszedł przed
                                                    protestujących. Usłyszał on bowiem nadjeżdżającą karetkę na sygnale dlatego
                                                    chcąc okazać swoje wielkie miłosierdzie rzekł
                                                    - Przepuścimy karetkę gdy rząd tu na miejscu spełni nasze postulaty. A więc
                                                    przede wszystkim Balcerowicz musi odejść. Na jego miejsce mamy wielu
                                                    specjalistów, szerokie zaplecze intelektualne. Na dzień dzisiejszy kandydatem
                                                    numer jeden na stanowisko prezesa NBP jest Renata Beger.

                                                    Sanitariusze patrzyli z niedowierzaniem na rozochoconego Leppera, który
                                                    zamierzał jeszcze długo mówić. Popatrzył jeden na drugiego, wspomnieli ostatni
                                                    meeting SLDowski i podjęli decyzję. Choć dwóch z nich było zwolennikami SLD, a
                                                    jeden Platformy szybko znaleźli wspólną płaszczyznę. Człowiek umiera, trzeba
                                                    się spieszyć, a tu taki gruchot zawalidroga tarasuje szosę swoim przepalonym na
                                                    solarium cielskiem. Kierowca nacisnął pedał gazu.
                                                  • Gość: as Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.nest.gliwice.pl 29.06.03, 01:37
                                                    a tymczasem Agatka zawołała : przecież to ja jestem główną bohaterką tej
                                                    powieści ! Co Was obchodzi Lepper z jego Balcerowiczem. To ja cierpię z powodu
                                                    zdrady Jacka. Czy cierpię ? Może to i lepiej pomyślała i i jej twarz
                                                    rozpromienił uśmiech. Jeszcze nigdy nie czuła się tak wolna! Trzeba to
                                                    wykorzystać pomyślała i....
                                                  • herbata.cytrynowa Re: Piszemy powieść ?? :D 29.06.03, 13:39
                                                    i postanowiła zostać kierowcą wyścigowym. A żeby mieć lepsze wyniki została
                                                    dziewczyną kierowcy karetki, który także został jej darmowym korepetytorem...
                                                    --
                                                    Nadzieja jest jak cukier w herbacie. Jeśli nawet jest mała i tak wszystko
                                                    osłodzi.
                                                  • beannshie Re: Piszemy powieść ?? :D 29.06.03, 18:30
                                                    ...i tak zaczela sie wyscigowa edukacja agaty... przejezdzanie na czarwonym
                                                    swietle, manewrowanie miedzy autemi, slalom gigant z jednego pasa na drugi... a
                                                    to wszystko na sygnale... nie obylo si bez paru stluczek, ale to w koncu zawsze
                                                    wina ierowcow samochodiw osobowych...
                                                    po niecalych dwoch tygodniach obserwacji agata sama zaczela jezdzic karetka.
                                                    ludzie z jej miasta, doswiadczeni przez wydarzenia ostatnich dwoch tygodni,
                                                    sami juz wjezdzali do rowow i w drzewa po uslyszeniu sygnalu karetki. reszta
                                                    nie ma sie co dziwic, bo agata z kierowca karetki....
                                                  • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.03, 21:05
                                                    Władysławowo to mały port więc nie mogło być mowy o pomyłce.
                                                    Statek o znanej jej nazwie okazał się starym holownikiem, który swoją młodość
                                                    spędził ciężko harując w jakimś Enerdowskim porcie.
                                                    Nie mogła podejść bliżej bo dostęp utrudniali bardzo podnieceni młodzieńcy.
                                                    Oj te chłopaki - pomyślała.
                                                    Czy zawsze są tacy stanowczy ?
                                                    Z cumującego opodal jachtu ktoś do niej zawołał:
                                                    -Hi baby, have you ever seen sunset on the see?......................
                                                  • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: 195.117.90.* 30.06.03, 01:34
                                                    Agata spojrzała w kierunku jachtu. Na mostku stał mężczyzna w wieku jej dziadka
                                                    ledwie trzymający się burty za to w ciuchach, w których nie wypadało mu się
                                                    pokazać już wtedy gdy miał 50 lat mniej.
                                                    - Kurcze, taki stary rupieć, a jaki chętny jeszcze- pomyślała Agata. I zaraz
                                                    uruchomił się w niej zmysł praktyczny.
                                                    - Ile on może jeszcze pożyć? 10, 15 lat najwyżej. A ten jacht musiał kosztować
                                                    z pół miliona jeśli w środku jest tak samo wycackany jak na zewnątrz. Ten
                                                    kierowca karetki to co to za przyjemność. Nawet mój Jacek był lepszy. A taki
                                                    dziadek braki fizyczne rekompensuje pieniędzmi.
                                                    Pomyślawszy podeszła do nabrzeża przy którym zacumowany był jacht.
                                                    - Hello, pretty boy
                                                    Dziadek był wyraźnie rozochocony
                                                    - Little Polish girl.. I`ve known you want to see the sunset with me.
                                                    - The sunsets on the expensive yachts are always beautiful.
                                                    - He, he, fanny girl. So let`s go for a stroll to your dreams. Give me your
                                                    hand, please
                                                    Agata podała staruchowi dłoń gdy wsiadała na jacht. Ze zdziwieniem zobaczyła,
                                                    że stary był zupełnie krzepki, bo sam był odwijał liny, sam był sternikiem, sam
                                                    kapitanem.
                                                    - Boże, stary jest, ale nie wygląda na to aby miał zamiar odwiedzić świętego
                                                    Piotra. Obejrzę najpierw ten stateczek żeby przekonać się czy warto czas tracić
                                                    dla tego indywiduum. - pomyślała Agata
                                                    Pokład był wypucowany, urządzenia pokładowe lśniły nowością, a deski kajuty
                                                    jeszcze pachniały drewnem.
                                                    - Albo dopiero co okradł bank albo specjalnie kupił tę łajbę na podryw takich
                                                    panienek jak ja- myślała
                                                    Zeszła w dół, do kajut. Lekkie ażurowe meble, bogate, mięsiste adamaszki
                                                    przetykane złotem, puchate dywany. Agata nieśmiało stąpała po tych persach
                                                    czując jednocześnie na plecach gorący oddech dziadka. Chciała się spytać skąd
                                                    tyle, po co, na co i dlaczego. Nie widziała nigdy jeszcze takiego bogactwa w
                                                    jednym miejscu. Z jackiem mogliby całe życie składać, a starczyłoby na takiego
                                                    jednego Rubensa, który wisiał na ścianie jednej z kajut. Nie spytała się. Po
                                                    co. I tak on pewnie wymyśliłby jakąś historyjkę.
                                                    Obejrzawszy wnętrze wyszła na pokład. Byli już daleko od brzegu, słyszała
                                                    krzyki mew i plusk fal uderzających w dziób tego Sezamu.
                                                    - Tyle kasy ma się zmarnować - intensywnie myślała - przecież i tak on tego do
                                                    grobu nie zabierze. Za 10 lat nie umrze, za dobrze wygląda, jeszcze z co
                                                    najmniej 20. Szmat życiowej drogi i taki szlaban sobie zrobić. E, nie. lepiej
                                                    losowi pomóc..
                                                    - Bring me something to drink, please - zwróciła się do dziadka
                                                    Kiedy on oddalił się do aneksu kuchennego roześmiała się do siebie - A
                                                    najlepsze, że nawet nie wiem jak nazywa się ten komu zaraz podaruję małą
                                                    niespodziankę od losu.
                                                  • herbata.cytrynowa Re: Piszemy powieść ?? :D 30.06.03, 09:38
                                                    Zaczęła się zastanawiać jaki sposób na pozbycie się krzepkiego dziadziny będzie
                                                    najlepszy... czy lepsze jawne morderstwo i ucieczka na wody exterytorialne czy
                                                    może zrobić to tak aby wyglądało na wypadek... a może lepiej poczekać i
                                                    doprowadzić dziadka do takiego stanu, że podpisałby dokumenty przekazujące
                                                    agacie wszystko co miał... ale byłaby z kolei wtedy pierwszą podejrzaną...
                                                    Gorączkowo rozmyślała co począć... a tymczasem mężczyzna skończył robić jej
                                                    drinka... sytuacja stawała się coraz gorętsza... agacie serce waliło jak
                                                    młotem... "teraz -myślała -teraz będzie najlepszy moment... taka chwila możę
                                                    się więcej nie powtórzyć..." przyciągneła dziadka do siebie i...
                                                    --
                                                    Nadzieja jest jak cukier w herbacie. Jeśli nawet jest mała i tak wszystko
                                                    osłodzi.
                                                  • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.blue.pl 30.06.03, 09:54
                                                    No nieeeee ! nie mogę tego zrobić.Przecież jestem normalną kobietą -
                                                    stwierdziła w myślach Agata.
                                                    I mówić polski a little bit zagaił dziadek przerywając chwilę milczenia.
                                                    I want you be my teacher, ty być moja nauczyciel jendzyk polski, moja nimfa
                                                    i królowa.
                                                    Ja nazywać się Simon, you know. Pokaże ci Hawaje my dear, stań za sterem
                                                    steruj narazie 38 stopni west..........
                                                  • beannshie Re: Piszemy powieść ?? :D 30.06.03, 11:14
                                                    agata spazmatycznym ruchem wyrwala sie z objec starucha i wystrzelila z kajuty
                                                    w kierunku burty statku. o, nie! tak byc nie moze! 'nie pojade z nim na zadne
                                                    hawaje' - pomyslala. nie lubila tych wysp. zawsze wolala gory. oprocz tego
                                                    nigdy w zyciu nie chciala zostac nauczycielka, w szczegolnosci jezyka, i to
                                                    jeszcze polskiego... i co tu teraz robic? popatrzyla w kierunku brzegu,
                                                    zmierzyla wrokiem odleglosc. 400 metrow jak nic... dobrze, ze potrafila plywac.
                                                    zrzucila sukienke i w samej bieliznie ruchem delfina wskoczyla w spienione
                                                    fale.
                                                  • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.blue.pl 30.06.03, 11:24
                                                    Płynęła długo. Z lekcji WF-u wiedziała jak rozłozyć siły,kiedy odpoczywać aby
                                                    dotrzeć do brzegu.Mimo wysiłku nie udało jej się dotrzeć do Władysławowa.
                                                    Prąd wody nieco ją zniósł i wylądowała na plaży w Jastarni.
                                                    Wyszła z wody, rozejrzała się wokół.No, chyba mam klopoty - pomyślała.
                                                    W tym momencie dobiegło do niej gromkie wołanie:
                                                    Te lala, co się tak gapisz............
                                                  • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.blue.pl 30.06.03, 13:28
                                                    Boże, co mi przyszło do łba aby wyskakiwać z jachtu. Staruszek był obleśny,
                                                    ale jego fortuna pozwalała widzieć w nim Banderasa.
                                                    A tu co ? Te zapijaczone mordy nie wróżą niczego dobrego.
                                                    Te lala - powtórzył typ z gębą pooraną bliznami po ospie - chodż do nas,
                                                    zabawimy się.
                                                    Jezuuuuuuuu, co robić? - pomyślała Agata.
                                                    Wiem najlepiej będzie...................
                                                  • Gość: zonc Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.awacom.pl 30.06.03, 15:03
                                                    ... jak wezwe swojego najlepszego przyjaciela Obywatela Giertycha
                                                    pseudonim "krętacz"... Giertych był super wojownikiem, bohaterem an miare
                                                    Batmana... przyleciał i uratował by naszą bohaterke gdyby w jednej z
                                                    zapijaczonych mord nie rozpoznał swojego męża... Giertych był gejem, szefem
                                                    stwoarzyszenie różowy kaptus...
                                                  • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.localdomain / 192.168.0.* 01.07.03, 00:17
                                                    Agata spojrzała na nadlatującego Giertycha i na jego tęskne spojrzenia w
                                                    kierunku grupy nadbrzeżnych żuli.
                                                    - Ha - pomyślała - jeśli to geje to nic mi nie grozi z ich strony - i śmiało
                                                    przypłynęła do brzegu
                                                    - Hej, lala - krzyknęli
                                                    Agacie nie chciało się zadawać z tymi typami, już kierowała kroki w drugą
                                                    stronę, gdy nagle ujrzała proboszcza siedzącego między żulami i pijącego z nimi
                                                    z tego samego kontenerka wina marki "Ognista dziewica".
                                                    - Proboszcz tutaj? - krzyknęła ze zdziwienia
                                                    - Jaa, a boo ciooo - wymamrotał proboszcz - nie potopha się cooś?
                                                    Agata stała jak wryta i patrzyła na obrazek, którego wcześniej nie potrafiłaby
                                                    sobie nawet wyobrazić. Wiedziała, że Jacek za namową proboszcza ukrył dzieci na
                                                    plebanii, wiedziała też, że córka jest u Urszulanek, ale jej syn na pewno na
                                                    plebanii u ..
                                                    - Boże, a ja myślałam, że na plebanii jest przyzwoicie - Agata była coraz
                                                    bardziej przerażona.
                                                    - Gdzie mój syn? - zwróciła się do proboszcza
                                                    - syyn? jakii syyn?
                                                    - No tak - westchnęła Agata - przecież z nim teraz nie ma żadnej rozmowy.
                                                    Napiszę do kurii żeby coś zrobili z tym alkoholikiem i gejem w dodatku. A
                                                    tymczasem zabiorę się stąd czym prędzej bo już Giertych idzie w moją stronę z
                                                    flaszką.
                                                    - Panienko, za nasze zdrowie
                                                    - Nie dziękuję, jestem abstynentem - broniła się przed kwaśnym trnkiem Agata
                                                    - Nie wypijesz za nasze zdrowie? - oburzenie Romana nie miało granic - Chłopcy,
                                                    kochani moi, pozwolimy żeby ta baba wymigiwala się od zadośćuczynienia tradycji?
                                                    - Nigdy!- krzyknęli społem uczestnicy libacji i ruszyli w kierunku Agaty.
                                                    Agata zaczęła uciekać, przerażenie dodawało jej sił, ale zakkopujące się coraz
                                                    bardziej w juratowkim piachu buty skutecznie uniemożliwiały jej ucieczkę. Żule
                                                    dopadli ją.
                                                  • herbata.cytrynowa Re: Piszemy powieść ?? :D 01.07.03, 15:25
                                                    ...rzucili się na księdza. Praktycznie nie miał z nimi szans... zaciekle bili
                                                    go aż padł nieprzytomny... wtedy któryś z żuli rąbnął go na poprawkę
                                                    kamieniem... trysnęła krew ale nie od ciosu kamieniem zginął ksiądz...
                                                    proboszcz zmarł na początku od nieumiejętnego ciosu skręcił kark... agata
                                                    przeraziła się... co oni teraz zrobią?? zabiją mnie jako świadka zbrodni?? a
                                                    może zgwałcą i potem skręcą kark?? co robić co robić??
                                                    --
                                                    Nadzieja jest jak cukier w herbacie. Jeśli nawet jest mała i tak wszystko
                                                    osłodzi.
                                                  • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.03, 23:18
                                                    Kurwa jego mać - zklął szpetnie jeden z nich.
                                                    Trochę przesadziliśmy - co nie ? - bardziej stwierdził niż zapytał.
                                                    Ty nie lituj się nad tym ścierwem, zobacz, panna nam spierdala.
                                                    dalej za nią. Wszyscy jak jeden mąż rzucili się do pościgu.
                                                    Agata jednak nie dała im szans. W końcu jest absolwentką szkoły sportowej.
                                                    Biegła długo. Nie oglądała się za siebie. Słuchała własnego oddechu, który
                                                    narzucał jej rytm biegu.
                                                    Kiedy zbliżała się do szosy uświadomiła sobie że jest tylko w bieliźnie.
                                                    Boże - pomyślała - żeby znaleźć chociaż jakąś chustę.W przeciwnym razie
                                                    znowu znajdą się amatorzy moich wdzięków.
                                                    Miała rację, w bieliźnie zawsze prezentowała się prześlicznie.............
                                                  • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.localdomain / 192.168.0.* 01.07.03, 23:40
                                                    - panowie!- krzyknęła do żuli zamierzających wykonać na niej katowską
                                                    powinność - mam HIVA.
                                                    Zamarli ze zdumienia i przerażenia.
                                                    - Zostawcie ją - krzyknął Giertych - zarazicie się
                                                    Ale jeden z żuli zlekceważył nakaz szefa mówiąc
                                                    - Co mi tam, ja też mam HIVA, nie można dwa razy się zarazić. Ja mogę ją
                                                    poćwiartować, zgwałcić, co tylko chcecie chłopcy.
                                                    - Ty masz HIVA? - nie mogli wyjść ze zdumienia - i nic nam nie powiedziałeś,
                                                    dawałeś nam dupy skurwysynie i pozarażałeś nam wszystkich.
                                                    - Spoko kolesie, może się nie zaraziliście - zarażony dopiero terazozumiał co
                                                    powiedział - słyszałem, że gdy się jara nie można się zarazić.
                                                    - Jak to nie można, pieprzysz głupoty, wypierdzielaj koleś pókim dobry - nie
                                                    mógł Giertych zdzierżyć narastającej dezorientacji co do dalszego życia czy
                                                    może już i nie życia.
                                                    Zarażony rzeczywiście szybko oddalił się zostawiając grupę przerażonych
                                                    facetów. Stali tak na nadbrzeżu z bezdenną przepaścią w oczach, serca im
                                                    zamierały, płuca buntowały się milionami zapylonych pęcherzyków, włosy na
                                                    głowie powstawały ze strachu jakby w ostatniej przedśmiertnej konwulsji.
                                                    - Eee, o ssso choozii, czaamuu nie piijyymy? - zabulgotał gdzieś tam z innego
                                                    świata proboszcz.
                                                    Obudzili się, spojrzeli na pytającego. Proboszcz, sutanna rozpięta, koloratka
                                                    zgięta wiwająca wokół szyi, włos rozczapierzony, oczy nalane, z ust jadowita
                                                    ślina obrygzująca otoczenie na pół metra. Czy to od widoku proboszcza
                                                    najbardziej z nich wszystkich nachlanego, czy od własnych palpitacji
                                                    żołądkowych, fakt faktem, że jeden wrażliwszy nie wytrzymał tej ciążącej
                                                    chwili, zdążył się tylko obrócić, a jasnobrunatna maź popłynęla z ust jego
                                                    grudkowatym strumieniem. Uklęknął na rozgrzanym piasku na którym zakochani
                                                    podziwiają najpiękniejsze w ich życiu sunsety i płakał tymi brunatnymi łzami,
                                                    że teraz, ożeniony już z panią HIV przyjdzie mu szybko poznać teściową z kosą -
                                                    Śmierć.
                                                    Agata patrzyła na nich, chwilę wcześniej swoich własnych oprawców, teraz ludzi,
                                                    którym już powiedziano szach i mat. Koniec. Game over, wszystkie życia już
                                                    wykorzystali. Tylko proboszcz jak dziecko nie zdające sobie sprawy kompletnie z
                                                    niczego, usiadł na piasku i szukał butelek. Wziął jedną i zaczął sypać piasek
                                                    do niej ciurkiem. Jak dziecko, jak dziecko.
                                                    - I u niego jest mój syn - doszła do siebie Agata - wracam do domu, nie
                                                    powinnam jeździć do żadnego Władysławowa z żadnymi kierowcami karetek i nie
                                                    zadawać się z żadnymi nadzianymi dziadkami. Zaraz, z dziadkami, może on jeszcze
                                                    tu jest, może krąży na tym naszym zimnym morzu. Gdybym wcześniej sprowadziła
                                                    takiego dziadka tutaj do tych żuli nie żuli to zabiliby za jeden marny jego
                                                    portfel nawet jeśli byłby pusty. Wina spadłaby na nich, a ja tymczasem
                                                    zajęłabym się Simona jachtem. A tymczasem wszystko przepadło. - myślała
                                                    Otrząsnęła nogi z piasku, założyła z powrotem buty i nadmorską ulicą poszła w
                                                    kierunku dworca PKP
                                                  • Gość: Hiszpan Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.03, 09:26
                                                    Podczas drogi na dworzec PKP zwędziła z płotu cygańskiej zagrody jakieś
                                                    zapchlone łachy żeby sie mniej rzucać w oczy ludziom na ulicy. W tych szmatach
                                                    faktycznie jej ponętne młode ciało nie prezętowało się tak atrakcyjnie jak w
                                                    samej bieliźnie.
                                                    Po kilkunastu minutach dotarła wreszcie do dworca PKP.
                                                    Niestety z powodu ciuchów została przez miejscowych bezdomnych wzięta za jedną
                                                    z lokatorek dworca...
                                                  • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 02.07.03, 16:54
                                                    Te- jesteś nowa? - zagaił obleśny żebrak o ciemnej karnacji skóry.
                                                    O ! następny chętny do zawierania nowych znajmości - pomyślała Agata. Szybkim
                                                    krokiem ominęła grupę bezdomnych i skierowała się w kierunku peronu.
                                                    ZAKOPANE - przeczytała na tablicy zawieszonej na wagonie.Może być i Zakopane,
                                                    przecież bywała tam często na obozach narciarskich.
                                                    Jak by było świetnie odwiedzić tam znajomego z dawnych lat - zaczęła marzyć.
                                                    Tylko czy ten gazda tam jeszcze mieszka ? ten to nie potrafił nigdzie
                                                    zagrzać miejsca.
                                                    Konduktor zagwizdał i pociąg wolno ruszył.Teraz albo nigdy - pomyslała.
                                                    Wskoczyła do ostatniego wagonu i spokojnie zaczęła szukać wolnego miejsca.
                                                    Otworzyła przedział i zobaczyła trzech kolejarzy grających w karty.
                                                    Czy jet może wolne miejsce ? -zapytała najbardziej zalotnie jak umiała.
                                                  • beannshie Re: Piszemy powieść ?? :D 02.07.03, 17:55
                                                    -nie ma! - mruknal pod nosem eden z kolejarzy, katem oka patrzac z odraza na
                                                    zebracki stroj agaty. z niekrytym obrzydzeniem pociagnal nosem, ale nic nie
                                                    poczul... zdziwiony spojrzal jeszcze raz w strone agaty, tym razem uwazniej...
                                                    i zobaczyl najpiekniejsza twarz, obraz swoich najskrytszych snow...
                                                    - te, Witus, rzucaj karta, czas leci.... - ponaglil go jeden z kolejarzy. witus
                                                    nie reagowal... cala swoja uwage poswiecal na wpatrywanie sie w oczy agaty,
                                                    ktora, niezle zdziwiona, odwzajemnila spojrzenie ze zdwojona sila - kolejarz
                                                    byl nawet przystojny... i na pewno nie taki stary, jak simon - a srodek
                                                    transportu w koncu ma...
                                                    - witus, kur**, graj! - ponaglil drugi kolejarz. bez skutku. tymczasem agata
                                                    ocknela sie i zadala bardzo intymne pytanie:
                                                    -w co gracie?
                                                    kolejarze podniesli glowy...
                                                  • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.localdomain / 192.168.0.* 03.07.03, 03:29
                                                    - W wojnę, panowie? - kusząco podjęła Agata - Co o za wojna między mężczyznami
                                                    tego samego stanowiska, tej samej pozycji, ba, nawet podobnego wieku i urody.
                                                    Nie przyjemniejsza byłaby wojna płci?
                                                    - Ppłci? - zająknął się oblany potem Wituś - niee, my tylko tak gramy. Nudzi
                                                    nam się, wie pani, do Zakopanego jeszcze 12 godzin, no, 11 i pół
                                                    - Nudzi wam się? Biedactwa. Tacy mężni, tacy zapracowani, a rozrywki żadnej -
                                                    przysiadając się do Witusia mówiła
                                                    - O, o , właśnie, podjął Facet Żujący Orbit Bez Cukru, i jeszcze trzeba co parę
                                                    godzin wyjść sprawdzić bilety, a wiesz z kim masz do czynienia w takim pociągu.
                                                    Poprosisz grzecznie o bilet to cię wciągną do przedziału i dadzą po mordzie.
                                                    - Racja - odparł siedzący przy oknie konduktor z pryszczatą twarzą - raz to
                                                    nawet mnie okradli, zdjąłech anzug bo gorąc, żech nie zdąłył się obejrzyć a tu
                                                    już anzuga nie mam, a jak jeszcze zobaczyli, że kieszenie puste to mi go
                                                    wyciepli sukinkoty za okno. Takie to..
                                                    - I ja właśnie w tej sprawie - Agatę olśniło - na dworcu mnie okradli jacyś
                                                    włóczędzy. Zabrali nawet ubranie, nie mówiąc już o pieniądzach. Wszystke, które
                                                    miałam przy sobie i.. i nawet medalion po babci, która mnie wychowała z
                                                    kosmykiem jej włosów - Agacie wyobraźnia pognała niczym koń na Wielkiej
                                                    Pardubickiej - i ja teraz jestem zupełnie bez grosza przy duszy i jedyną moją
                                                    nadzieją jest pożyczka od ciotki z Zakopanego. A ja nawet na bilet nie mam -
                                                    rozpłakała się na dobre
                                                    - Pani.. nie trzeba płakać, co tam bilet - pocieszał Wituś - kto ma pani mandat
                                                    wlepić kiedy od wlepiania mandatów jesteśmy my
                                                    - No jasne - podjął Pryszczaty Spod Okna - ja jadę aże do Katowic to pojadymy
                                                    razem. Witek, skocz do warsu po coś do zjydzynia, on też do Katowic.
                                                    Wituś ochoczo skoczył, dla takiej laleczki choćby a jednej nodze.
                                                    - A ta ciotka w Zakopanem to pożyczy tych piynindzy? - zatroszczył się
                                                    Pryszczaty.
                                                    - Może pożyczy, ona lubi pożyczać żeby potem kazać się całować po rękach za jej
                                                    dobroć. ja dziękuję za taką dobroć, ale co robić, do nikogo więcej nie mogę się
                                                    zwócić o pomoc.
                                                    - Taka straszna to baba?
                                                    - Właśnie o to chodzi, że wszystkim na około oczami świeci swoją dobrocią, ale
                                                    dla swoich .. Boże.. wylicza każdy grosz, a potem każe oddawać z procentem.
                                                    Witek przyniósł jedzenie. Zaczęli jeść. Agata łapczywie bo to pierwszy posiłek
                                                    od.. właściwie nawet nie pamiętała od kiedy. Strach, którego jeszcze niedawno
                                                    była uczestnikiem ścisnął jej jelita na tyle, że głodna w ogóle nie była. Teraz
                                                    poczuwszy zapach poczuła, że może zjeść choćby konia z kopytami.
                                                    Jedli. Pociąg turkotał miarowo, pasażerowie lekko unosili się nad każdym
                                                    kolejowym podkładem i opadali i unosili się i opadali i jedzenie pachniało,
                                                    piwo w głowach szumiało, coraz bardziej i znowu unosili się i bardziej i
                                                    opadali. Zasłonka cuchnąca stęchlizną chwiała się od nocnego przeciągu, brudne
                                                    szyby zamazane dodatkowo efektownym graffiti uniemożliwiały kontakt z
                                                    rzeczywistością pozapociągową, zresztą i tak nic widać nie było.
                                                    - pachnie, smakuje, ale co to jest? - zapytała nasyciwszy się Agata
                                                    - Krupniok - roześmiał się Witek - śląskie żarcie, jak to u nas mówią
                                                    - śląskie.. panowie ze Śląska? - zwóciła się do Witka i Pryszczatego
                                                    - Dyć, że ze Śląska, jo żech z Katowic, a Witek ino z Gliwic - odparł Pryszczaty
                                                    - To pewnie ten kurz w pociągu przypomina wam wasze strony?
                                                    - Gdzie tam - odparł Witek - jakie nasze strony, odkąd pozamykali prawie
                                                    wszystkie koksownie to żadnego pyłu nie ma. Jeszcze nedawno tlenek węhla
                                                    przekroczony był prawie o 100% wartości dopuszczalnej, teraz to ho ho, czysto
                                                    jak w rezerwacie - roześmiał się
                                                    - Nigdy nie byłam na Śląsku - Agata zwęszyła szansę w szczerym i naiwnym
                                                    spojrzeniu Witka oraz w niezaobrączkowanych jego palcach, uśmiechając się do
                                                    właściciela takich cudownym dla niej rąk
                                                    - To żaden problem - rozanielony Witek wszedł na tą kładkę z której zrzucił
                                                    później chciała go Agata - dojedzie pani do Katowic a potem pokażę pani co tylo
                                                    będzie pani chciała
                                                    - No tak, ale w Zakopanem u ciotki mam pokój, a na Śląsku..
                                                    - U mnie pani się zatrzyma w Gliwicach. Poogląda pani Śląsk i pojedzie do
                                                    ciotki. Tylko, że prakycznie rzecz biorąc to Antek bardziej zna się na śląskiej
                                                    tradycji, on to z dziada, pradziada Ślązak, a ja to taki przyszywany
                                                    - Nie szkodzi - szepnęła do ucha Witkowi - szopka w dobrym towarzystwie lepsza
                                                    jest o niebo od szopki tradycyjnej.
                                                    Witkowi włosy powstały na głowie, a oczy zrobiły się mętne. Odpiął górny guzik
                                                    od munduru, nie, dwa guziki i wyszedł na korytarz bo gorąco mu się zrobiło.
                                                    Otworzył okno. Pociąg jechał, włosy mu rozwiewało a on stał mimo zimna coraz
                                                    bardziej rozgorączkowany. Ojciec na głowę mu już wchodził żeby się wreszczcie
                                                    ożenił, ale on nie chciał z pierwszą lepszą, on chciał taką którą kochałby, a
                                                    nie taką która tylko spodobałaby mu się na raz, na dwa. A ta w przedziale..
                                                    Jezuu, nigdy jeszcze tyle krwi w mózgu nie miał z tego przypływu kochania czy
                                                    żądzy, sam już nie wiedział czego. Kim była, co sobą reprezentowała, wszystko
                                                    jedno. Pojedzie do domu, z nią, pokaże jej Gliwice, Zabrze, Katowice, nawet
                                                    samo piekło jej pokaże. A jeśli przez ten czas nie wykjdzie mu ta drzazga z
                                                    głowy, którą ona mu zadała to.. ożenię się.

                                                    Pociąg jechał, jechał, wjechał w szarugę poranną, wjechał w pierwzse świergoty,
                                                    wjechał wreszcie w dzień pełny, dojrzały słońcem wstałym. A Agata spała
                                                    jeszcze. Kiedy obudziła się było parę minut po ósmej.
                                                    - No, pobudka. Za godzinę wysiadamy. - rzekł z uśmiechem Facet z Orbit Bez
                                                    Cukru, ale już bez Orbit bez Cukru
                                                    - Już? - tak długo spałam? - Agata przecierała zaspane oczy - Gdzie my jesteśmy?
                                                    - Już za Częstochową, jeszcze trochę i was pożegnamy - powiedział Witek,
                                                    staliśmy nawet pół godziny w Warszawie, a pani spała w tym czasie tak słodko,
                                                    że żal było budzić. Proszę zobaczyć co pani kupiłem na dworcu, wiem to to nie
                                                    jest najnowszy krzyk mody, ale zawsze jakiś ciuch do ludzi.
                                                    Agata spohrzała na wynik dobrych chęci Witka. Rzeczywiście nie był to najnowszy
                                                    krzyk mody, ale też całkiem porządne spodnie i bluzka. Poszła do sąsiedniego
                                                    przedziału i się przebrała.
                                                    - Skąd pan wiedział, jaki rozmiar noszę - zdziwiła się, o ubranie leżało prawie
                                                    idealnie
                                                    - Intuicję mam i tyle, ale mam prośbę - powiedział Witek - nie mówmy do siebie
                                                    na Pan. Jechaliśmy tyle godzin razem, mamy razem obejrzeć moje miasto,
                                                    przejdźmy na Ty
                                                    - Dobrze, dla Pana jestem od teraz Agata.
                                                    - Śliczne imię, a ja dla pan. o przepraszam, dla Ciebie jestem Witek. Nawet nie
                                                    wiesz jak mi z tego powody przyjemnie, że wysiadasz teraz. I jak.. ups. lepiej
                                                    pójdę sprawdzić bilety zanim palnę jakieś głupstwo - odchodząc roześmiał się
                                                    Witek
                                                    Agata została sama, ale nie na długo bo za jakiś czas pociąg wjechał na stację
                                                    w Katowicach.
                                                    - No, wysiadamy - powiedział Witek.
                                                    Wysiedli. Agata, Witek i Pryszczaty. Pryszczaty zaraz jednak poszedł tłumacąc
                                                    się autobusem, który za parę minut miał odjechać.
                                                    Agata i Witek zostali na peronie sami. No, sami w swoim towarzystwie, popychai
                                                    i potrącani przez setki ludzi śpieszących się o dziesiątej na pociąg.
                                                    - Co za tłok, jak w Warszawie - zdumiona rzekła
                                                    - Jaki tam tłok, o siódmej czy ósmej rano albo o szesnastej to jest tłok. Teraz
                                                    to jest luźno. więc co, jedziemy od razu do Gliwic czy może zjemy coś w
                                                    Katowicach. Pociąg do Gliwic właśnie przyjechał
                                                    - A daleko to?
                                                    - Pół godziny, nawet się nie obejrzysz.
                                                    - No to od razu do ciebie.
                                                    Wsiedli. Po pół godzinie byli na miejscu. Wyszli przed dworzec.


                                                  • hiszpan25 Re: Piszemy powieść ?? :D 03.07.03, 08:48
                                                    Niestety na dworcu z pociągu z Gorzowa wysiedli na peron zalani w trupa
                                                    rezerwiści. Było ich z 50. Wszyscy z trudnościa tzrymali sie na nogach ale na
                                                    widok ładnej dziewczyny od razu "otrzeźwieli"...
                                                  • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.03, 14:51
                                                    Rezerwiści darli się okropnie. Repertuar nie był zbyt wyszukany, ale nikt się
                                                    więcej nie spodziewał po pijanej hołocie.
                                                    Pięćdziesiąt gardeł ryczało coś o pożegnaniu z pannami, ale ani Agata ani Witek
                                                    nie znali słów piosenki.
                                                    Witek nie był w wojsku - i nie było tu żadnej kombinacji - z powodów
                                                    zdrowotnych. Płaskostopie i hemoroidy wykluczyły go, przynajmniej na jakiś
                                                    czas, z obowiązku obrony ojczyzny.
                                                    Witek złapał Agatę z rękę i szybko skierowali się do tunelu wyjściowego.
                                                    Przemierzyli go szybkim krokiem w oparach moczu i rzygowin. (Rezerwiści tędy
                                                    przechodzili).Po wyjściu z tunelu zaczerpnęli świeżego powietrza.( jeśli je
                                                    można tak nazwać w Gliwicach).
                                                    Witek zagaił - może by tak taksówką ?
                                                    Nie czekając na odpowiedź Agaty dodał - jest tylko problem z kasą, ja jej nie
                                                    mam.
                                                    Agata spojrzała na niego z politowaniem.
                                                    Ale ze mnie głupia cipa - pomyślała - jak już spotkam niezbyt szkaradnego chłopa
                                                    to zawsze okazuje się, że golas. Simon nie był jednak najgorszy - rozmarzyła
                                                    się.
                                                    Co mnie podkusiło, aby uciekać z jachtu ? - pytała się w myślach.
                                                    Wiesz co Witek - idź ty swoją "kolejarską" drogą, niestety nie pasujemy do
                                                    siebie - ale jak się ustawisz to zadzwoń.
                                                    Obróciła się na pięcie i odeszła. W duchu się śmiała - ciekawe jak ten głupek
                                                    do mnie zadzwoni jak ja nie mam telefonu ?
                                                    Skierowała kroki do centrum miasta. Muszę ukraść jakieś ciuchy bo w tym, co mam
                                                    na sobie wyglądam jakby mnie z familoka przegnali.
                                                    Ujrzała reklamę z napisem TROLL. Badziewie - pomyślała - ale trzeba od czego
                                                    zacząć. Do sklepu weszła pewnym krokiem .................
                                                  • Gość: Hiszpan Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.03, 14:58
                                                    Niestety juz od wejście zainteresował się nią jakis typ w ciemnych okularach
                                                    rodem z MIB. Łaził za nią jak cień nie spuszczając z oka. Pomyślała "no tak w
                                                    tych łachach od razu widać że nie stać mnie na nic nowego i mogę sobie tylko
                                                    pożyczyć w wieczne nie oddanie nic tu po mnie. Obróciła sie na pięcie i wyszła
                                                    na ulicę. MIB za nią...
                                                    - Po jakiego grzyba ten się za mną uczepił? pomyślała.
                                                    a MIB szedł za nią nadal, mimo, że przyspieszyła kroku...
                                                  • Gość: strus_pedziwiatr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.chello.pl 03.07.03, 15:10
                                                    Gość w ciemnych okularkach zawolal do prawie biegnacej juz Agaty: Panienko,
                                                    wypadła pani guma orbit...bez cukru. Agata zatrzymla sie błyskawicznie..w koncu
                                                    nie po to gwizdnela gume kolejarzom, zeby teraz ja zgubic. Podeszla w strone
                                                    krzyczącego.
                                                    Promienie porannego slonca rozświetlaly jego lśniącą łysinę. Co za
                                                    blask..oslepiajacy...jaka pedantyczność...pomyślala Agata.
                                                    Nieznajomy przemówił: Najszanowniejsza Pani, proszę wziąć ode mnie ów Pani
                                                    zgube.
                                                    Agata wyciągnęła reke, on szarmancko pocałował ją w dłon, zgodnie zreszta ze
                                                    staropolska tradycja.
                                                    Byla zaintrygowana, skąd u niego takie obycie ...zagaila niesmialo....
                                                    Rzadko można spotkac tak uprzejmego nieznajomego...
                                                    Uśmiechnął sie i rzekł pozwoli panienka ze sie przedstawie: jestem Hrabia von
                                                    Druszlak..........
                                                  • beannshie Re: Piszemy powieść ?? :D 03.07.03, 15:13
                                                    ...MIB szedl za nia dalej.... zaczela biec, potracajac przy tym zdziwionych
                                                    ludzi. uslyszala za soba odglos uderzajacych o ziemie ciezkich butow. zaczela
                                                    biec jeszcze szybciej [ooo tak... duzo dala jej ta szkola sportowa...], ale nie
                                                    tak szybko, zeby stanac do wyscigu z MIBem. ludzie patrzyli sie na nia jeszcze
                                                    ciekawiej, ale nie zauwazala ich. gnala przed siebie pedzona narastajaca z
                                                    sekundy na sekunde panika. nagle zatrzymala sie. 'po co ja wlasciwie uciekam?' -
                                                    zapytala sama siebie. odwrocila sie, rozejrzala dookola... a MIBa nie bylo. w
                                                    tym momencie zaczela troszke zalowac, bo facet byl niczego sobie.... ale zal
                                                    nie potrwal dlugo. uczula czyjas reke na ramieniu i uslyszala:
                                                    - hej, laska, taka ladna i taka sama, i to jeszcze w takim stroju...
                                                  • Gość: Hiszpan Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.03, 15:52
                                                    odwal sie odemnie burknęła do MIBa!! po czym zamaszystym kopem pomiedzy nogi
                                                    powaliła go na ziemię! (lekcje życia na podwórku przydały się i tym razem).
                                                    MIB padł na ziemię klnąc siarczyście. Poprawiła jeszcze ze dwa razy celując w
                                                    nerki i odeszła zadowolona z siebie.
                                                    - dobrze mu tak pomyślała... po cholerę lazł za mną...

                                                    po jakimś czasie zgłodniała...
                                                    no tak nie jadłam nic od ... no właśnie kiedy to ja jadłam coś?
                                                    udała sie na poszukiwanie czegoś do jedzenia...
                                                  • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.localdomain / 192.168.0.* 03.07.03, 17:10
                                                    Stanęła przed najlepsz restauracją w mieście przełykając ślinę. Nie czuła
                                                    zapachów, ale majaczące niewyraźnie zza ciemnych szyb z rżniętego szkła
                                                    restauracjji hotelu Diamnet Plaza doprowadzali wszystkie soki z jej żołądka do
                                                    stanu wrzenia.
                                                    Boże - pomyślała - a mnie nie stać nawet na hamburgera z budki.
                                                    Wtedy za jej plecami wyrósł Witek.
                                                    - Zgłodnieliśmy prawda?- zagadnął
                                                    - Oj tak, ten krupniok z pociągu już się strawił. ja wiem, że nie masz
                                                    pianiędzy, ale może chociaż parę groszy.
                                                    Witek pomyślał o swoim beznadziejnym zakochaniu w Agacie..
                                                    - Agatko, ja na taksówkę pieniędzy nie miałem. Autobusy kursują co 5 minut
                                                    dlatego uważam, że jeżdżenie taksówkami to zbędny wydatek. Chcesz pojedziemy do
                                                    moich rodziców, mama na pewno goruje już najwspanialszy na świecie obiad, bo u
                                                    mnie w mieszkaniu same jedzeniowe ogryzki.
                                                    Agata wolała obejrzeć mieszkanie Witka, ale żołądek domagał się spotkania z
                                                    obiadem Witka rodziców.
                                                    - Wspaniale, więc jedźmy - rzekła do Witka
                                                    Pojechali.

                                                    Południowe słońce ostro świeciło więc szyby willi rodziców Witka lśniły. Wielki
                                                    czarny pies zabiegł Agacie drogę gdy wchodziła przez furtkę.
                                                    - Nero, spokój - chwycił psa Witek - witaj w moich skromnych progach
                                                    Agata spojrzała na posesję
                                                    - Taki duży dom - zdziwiła się - a na taskówce oszczędzałeś.
                                                    - Gdyby moi rodzice nie oszczędzali nie dorobiliby się takiego domu - odparł -
                                                    choć przestawię cię moim rodzicom.
                                                    - Są w domu? Przecież jest południe i zwykle ludzie o tej porze pracują.
                                                    - Mama jest nauczycielką i dziś ma mało zajęć, tata jest na emeryturze.
                                                    - nauczycielka i emeryt to chyba cienko u was
                                                    - Ha, ha, cienko? tata ma górniczą emeryturę, 25 lat był sztygarem na dole i
                                                    teraz zbiera tylko profity za te wszystkie szychty. No, chodź
                                                    Pociągnął Agatę za rękę wprowadzając ją do dość wykwintnie urządzonego salonu.
                                                    Wielki pies wbiegł na nimi.
                                                  • Gość: luka41 Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.03, 22:00
                                                    Ciemne meble z poczatku ubieglego wieku, koronkowa serweta na stole,
                                                    porcelanowe figurki, stojacy zegar w rogu pokoju, w drugim rogu otomana
                                                    zarzucona poduszkami w artystycznym nieladzie.
                                                    -Otomana! - pomyslala Agata.
                                                    -Boze !! - wykrzyknela, gdy wzrok juz przywykl do półmroku. BOZE!!!
                                                    Okrzyk ten wyrwal sie jej z jej ladnie wykrojonych ust, bo na otomanie
                                                    siedzial.....
                                                  • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.03, 23:43
                                                    Obleśny, tłusty, różowy prosiak. Przewracał ślipiami przewrotnie a gęsta piana
                                                    spływała
                                                    mu z ryja. Oj, przepraszam cię Agato – znalazł się Witek. To jest Jerry,
                                                    przyjaciel naszego domu. On tylko tak głupio wygląda, ale uwierz, że jak na
                                                    prosiaka jest bardzo inteligentny.
                                                    „przyjaciel domu”- Witek, ty chyba nieźle dziś zaprawiłeś – zapytała z
                                                    niedowierzaniem Agata.
                                                    Nie żartuj Agatko- oburzył się Witek. Ostatnią działkę amfy przywaliłem 2 lata
                                                    temu
                                                    na zabawie w zawodówce.
                                                    No mam nadzieję – powiedziała. Przyznam ci się szczerze, że wszyscy faceci,
                                                    których znałam
                                                    albo chlali, albo ćpali, że o kurewkach nie wspomnę.
                                                    Biedna – powiedział.
                                                    Z kuchni zapachniało przepysznie i niemal jednocześnie kobiecy głos zawołał :
                                                    Dzieci, jesteście głodne ?
                                                  • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.localdomain / 192.168.0.* 04.07.03, 01:04
                                                    Agata była i to jeszcze jak, aż oczy mgłą zachodziły z głodu.
                                                    Weszła drobna kobieta niosąca parującą wazę.
                                                    - Mamo, pozwól, że ci przedstawię Agatę. Jechała ze mną aż znad morza, okradli
                                                    ją więc zaprosiłem ją do najwyworniejszej restauracji w pl€dniowej Polsce,
                                                    czyli do ciebie - rzekł Witek pokropując każde słowo synowską miłością
                                                    - Witaj Agato w naszym domu - Matka otworzyła szeroko ramiona w którym Agata
                                                    zniknęłaby zaraz gdyby była niższa.
                                                    - Ddzięn dobry.. bardzo mi miło - nie wiedziała co powiedzieć na taką
                                                    serdeczność, którą widziała po raz pierwszy w życiu
                                                    - No to jedzmy bo wystygnie - Kobieta wzięła talerz Agaty i nalała dwie
                                                    głębokie chochle tłustego rosołu z własnoręcznie robionym makaronem.
                                                    W tym momencie do jadalni wszedł wysoki mężczyzna.
                                                    - Patrz Jerzy, gościa Witek nam przyprowadził.
                                                    Agata dygnęla niczym pensjonarka przed dystyngowanym ojcem Witka
                                                    - Ho, ho, nigdy jeszcze Witek nie przyprowadził tak uroczej pani na obiad.-
                                                    Ojciec był wyraźnie zadowolony z powodzenia Witka

                                                    Jedli w ciszy przerywanej tylko stukotem łyżek o porcelanę. Kiedy zaspokoili
                                                    pierwszy głód Kobieta poszła do kuchni po drugie danie, a Mężczyzna zwrócł się
                                                    do Agaty.
                                                    - I jak podoba ci się u nas?
                                                    - Bardzo mi się podoba - rzekła Agata zgodnie z prawdą, bo prawdę rzekłszy
                                                    okolica taka sama jak i w Warszawie, ale tej gościnności ze świecą by tam
                                                    szukać. - Ale.. jakoś tak inaczej niż myślałam.
                                                    - Inaczej? - zdziwiła się Kobieta wnosząc dużą porcjowaną kaczkę
                                                    - No bo gdzie kominy, gdzie familoki, gdzie zatrute powietrze, gdzie.. - Agata
                                                    miała jeszcze całą litanię swoich wyobrażeń na temat Śląska.
                                                    Roześmieli się wszyscy.
                                                    - familoki są, resztki, za niedługo albo się rozlecą albo staną się zabytkami -
                                                    rzekł Witek
                                                    - No, nie przesadzaj - zaoponował Jerzy - jest jeszcze trochę familoków, ale w
                                                    Gliwicach to na palcach jednaj ręki można by je policzyć, tyle ich jest. Pewnie
                                                    chciałaś zobaczyć typową śląską rodzinę, a tu śląskości ani widu ani słychu -
                                                    uśmiechnął się Jerzy.
                                                    - Prawda, zupełnie jak u mnie w domu, tylko.. milej - rozrzewniła się Agata -
                                                    bo tam .. ech nie chiała mówić o zabranych dzieciach i o mężu zdradzającym ją
                                                    z wikarym.
                                                    Tym wyznaniem zaskarbiła sobie momentalnie sympatię rodziców Witka, a ojciec
                                                    już widział w niej swoją synową choć starsza od syna dobrą dekadę.

                                                    Po obiedzie Helena wyszła przed dom wylać resztki od obiadu do korytka przy
                                                    którym strczał już niecierpliwie Jerry.
                                                    - Wiesz - zwróciła się do Agaty - to taka rasowa świnia, zwykle zamknięta jest
                                                    w szopce, ale czasem ją wyłamuje i włazi do domu brudząc mi podłogi. Przyjaciel
                                                    domu.. ale ten Witek ma poczucie humoru - rzekła

                                                    Agata stała i chłonęła ten leniwy urok słonecznego popołudnia.
                                                    Muchy latały czasami, pszczoły bzyczały zapylając kwietnik przed domem, czarny
                                                    pies położył swój wielki łeb na jej stopach i zapadł w swoją psią drzemkę
                                                    przerywaną merdaniem gdy natrętne owady przeszadzały mu w jego słodkiem
                                                    nicnierobieniu. Siedziała tak na schodach, najedzona, pocieszona, wyspana, jak
                                                    mała dzieczynka której wszystkie kłopoty usuwali kochający rodzice z drogi.
                                                    - Co za odmiana - myślała - po tych eskapadach proboszczowskimi beemwicami,
                                                    karetkami zwiastującymi armagedon czy Simonami siedzącymi an żyle złota. Tutaj
                                                    też biednie nie jest - spojrzała na ogromny dom i na podobne domy sąsiadujące.
                                                    I pomyśleć, że zamerzałam w pociągu okraść zapyziałe mieszkanie z familoka, a
                                                    teraz nie chcę okradać takiej willi. Bo.. ludzie kochani tu mieszkają więc
                                                    dlatego.
                                                    Znowu wpadła w bezoddechową zadumę
                                                    - A właściwie dlaczego Witek jest tylko kolejarzem? - zastanowiła się -
                                                    przecież rodzce wykształceni, a syn tylko po zawodówce? - muszę jakoś
                                                    delikatnie wybadać tą sprawę - postanowiła
                                                  • Gość: Hiszpan Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.07.03, 10:09
                                                    Jak postanowiła tak uczyniła...
                                                    - hej dlaczego Twoi rodzice są wykształceni i żyja na poziomie a Ty jestes
                                                    kolejażem po zawodówce? zapytała z wrodzona sobie delikatnością...
                                                    - uczyć sie nie chciało co?

                                                    - Bo widzisz to wszystko przez to, że ja tak na prawdę nie jestem ich synem...
                                                    Adoptowali mnie z domu dziecka pięć lat temu... Teraz mam w planach tez się
                                                    uczyć a moze nawet pójde na studia. Strasznie interesuje mnie prawo. Wiesz
                                                    czasami nawet na długich trasach czytam sobie kodeks cywilny czy prawo karne.
                                                    To pasjonująca lektura wiesz?

                                                  • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 10:50
                                                    Pasjonujące ? Hmm, może i tak, szkoda tylko, że mój ojciec z niektórymi
                                                    przepisami KK zaznajomił się dopiero na sali sądowej – powiedziała Agata.
                                                    Zabrakło mu bowiem Witkowej ciekawosci i wnikliwości. Mnie też kiedyś
                                                    pasjonowała
                                                    Fizyka – niestety matura z tego przedmiotu okazała się dla mnie barierą nie do
                                                    przebycia.
                                                    Wiesz co Witek – jesteś dobrym chłopcem, pomogłeś mi.
                                                    Co ja mogłabym zrobić dla ciebie ? – zapytała filuternie Agata.
                                                    Witek nie usłyszał pytania, bowiem mocował się z Jerrym, który upodobał sobie
                                                    wędrówki z chlewa do salonu. Bo skończysz w piekarniku głupi knurze – skarcił
                                                    go Witek.
                                                    Agata nie wiedziała, że Witek żartuje. Tak naprawdę był z Jerrym bardziej zżyty
                                                    niż ze swoimi przybranymi rodzicami.
                                                    Dzieci ! dobiegło do nich wołanie z przedsionka. Ojciec Witka stał w drzwiach z
                                                    okazałą butelką. Chodźcie, takiego bimbru jeszcze nie piliście – stwierdził.
                                                    Agaty i Witka nie trzeba było długo namawiać, niemal jednoczesnie udali się w
                                                    kierunku domu.
    • Gość: eden Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.pleszew.sdi.tpnet.pl 04.07.03, 13:24
      ...az tu nagle...
      "Nikt nie spodziewa sie Hiszpanskiej Inkwizycji! Nasza glowna metoda to
      zaskoczenie. Zaskoczenie i
      strach. To dwie metody. Strach, zaskoczenie i bezwzgledna skutecznosc - trzy
      metody. Strach,
      zaskoczenie, bezwzgledna skutecznosc i niemalze fanatyczne oddanie papiezowi.
      Cztery..
      Nie! Wsrod naszych metod... Wsrod naszych metod sa takie elementy jak strach,
      zaskoczenie...
      Wejdziemy jeszcze raz."


      ...do pokoju wpadło kilku jegomosci w cudacznych ubrankach...
    • Gość: eden Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.pleszew.sdi.tpnet.pl 04.07.03, 13:40
      Dziwny gość: Co?
      Gość z halabardą: Masz powiedzieć ten kawałek "Nasze główne metody to..."
      DG: Nie potrafię!
      (Wychodzą.)
      GzH: (Zupełnie znudzonym tonem.) Nie spodziewałem się hiszpańskiej inkwizycji.
      (Wpada Hiszpańska Inkwizycja.)
      DG: ...Nikt nie...ee...
      GzH: "Spodziewa"!
      DG: ..spodziewa... Nikt nie spodziewa się... ee... Hiszpańskiej...
      GzH: "Inkwizycji"!
      DG: Wiem, wiem! Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! A ci, którzy
      się spodziewają...
      GzH: "Nasze główne metody to"!
      DG: Nasze główne metody to... ee...
      GzH: "Zaskoczenie"
      DG: ...zaskoczenie,...
      GzH: Dość! Zaczekaj. Nasza główna metoda, to zaskoczenie! Kardynale?
      Odczytajcie akt oskarżenia!
      Gość w dziwnych spodniach: Jesteś oskarżona o to, że w różne dni dopuszczałaś
      się aktów herezji przeciw kościołowi. Mój stary mawiał...
      GzH: Starczy! Przyznajesz się?
      Agata: Jesteśmy niewinni!
      GzH: Ha ha! (Diaboliczny śmiech, a po chwili diaboliczne gesty.) Zaraz zmienisz
      zdanie! Strach, zaskoczenie i niemalże fanatyczne... Kardynale? Na kratę z nią!
      DG: (Wyciąga kratę z suszarki do naczyń spod szat.)
      GzH: Ty...! Dobra! Przywiąż ją!
      (Przywiązuje kratę do Agaty.)
      GzH: Przyznajesz się?
      Agata: Jestem niewinna!
      GzH: Ha! Sama tego chciałaś! Kardynale? Rozciągnij kratę!... O rany! Rozciągnij
      odrobinkę kratę.
      DG: (Wyraża swe zdziwienie.)
      GzH: Wiem, że to niemożliwe. Nic nie mówiłem, chciałem tylko odwrócić ich uwagę
      od twojej gafy. Przez ciebie wszystko wygląda idiotycznie!
      DG: No to może...
      • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.localdomain / 192.168.0.* 04.07.03, 17:00
        Dziwny Gość zawstydził się
        Gość z Halabardą rzekł ; Zawstydziłeś się, nie do składu z porcelaną twoja
        dziwność
        Agata na to ; spokój panowie bo czuć tu coraz wyraźniej - pociągnęła nosem -
        kabaret Potem ale teraz nie potem i może to potem śmierdzi a nie kabaretem. I
        weźcie odczepcie się odde mnie wy kłujące części kratki!
        Nie jesteśmy kłujące - rzekły Kłujące Części Kratki - jesteśmy przeznaczone dla
        czarownic bluźniących przeciw Świętej Inkwizycji
        - Ale ja nie bluźnię, ja na prawdę widziałam spitego proboszcza zabawiającego
        się z juratowskimi chłopaczkami - broniła się Agata
        - Trzeba było zamknąć oczy - rzekła Niekłująca Kłująca krata od Suszarki do
        Naczyń - maluczkim nie godzi się patrzeć na chwilę odpoczynku wielkich.
        Kardynale - zwróciła się Krata do Kardynała - wyrok brzmi na śmierć przez
        zakratowanie?
        - Tak, tak, tak, przez zakratowanie rzekł Kardynał Armand du Plessis de
        Richelieu herbu Zielona Gęś - i jeszcze jeden wyrok
        - Tak? Słuchamy Wasza Eminencjo, co tylko rozkażesz Wasza Eminencjo - odrzekł
        chór Naczyń Stołowych
        - wyrok 200 lat więzienia w zburzonej Bastylii w celi numer pięć dla Dziwnego
        Gościa za niewytarcie butów gdy wszedł był do czystego wątku
        - Ooo, jak strasznie - powiedziały strasznie przestraszone Naczynia Kuchenne
        skapujące na Kracie od Suszarki do Naczyń
        - Nie, nie, litości - rzekł budzący litość Dziwny Gość - już nigdy nie będę
        wchodził bez wycierania butów i nawet zapukam, ale jak miałem wytrzeć buty
        kiedy nie ma do tego wątku wycieraczki?
        - Wycieraczkę trzeba było kupić w sklepie 1001 droobiazgów i przy okazji
        wstawić nowe drzwi do wątku z zamkami Gerda, nie kupiłeś więc teraz siedź -
        bezlitość kardynała Richelieu nie miała granic
        - Ale ja wolę stać, please - dziwny Gość próbowałz mniejszyć wyrok bez adwokata
        - Będziesz siedział. błogosławieni, którzy siedzą albowiem oni odbywają
        posiedzenia i jeszcze za to mają diety 20 tysięcy kalorii za 5 średnich
        krajowych. Siedź więc przeto i się paś jak ta rasowa świnia co to dobiera się
        do twoich butów myśląc, że to zmielone kartofle z kaszą.
        - Świnia? Jaka świnia? - rzekł Dziwny Gość bo buty zabrali mu za niewytarcie
        - Świnia? Jaka świnia? - rzekły Naczynia Kuchenne obciekające na Kracie od
        Suszarki do Naczyń
        - Świnia? Jaka Świnia? - rzekła Agata porszturchiwana ryjem wypasionej rasowej
        Zwisłouchej przychodząc do świńskiej rzeczywistości


        Amfetamina zatańczyła pierwsze tango
        • Gość: luka41 Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.03, 21:10
          ...
          Czy moge Pania prosic do tanga? - Agata uslyszala aksamitny baryton, ktory
          poruszyl jakas strune w jej sercu. POdniosla oczy, opierajac sie wygodniej na
          kracie. ....Przed nia stal Gajowy Marucha. Poczula drzenie kolan.
          Jak dobrze, ze jestem przywiazana do tej kraty- pomyslala. Ani chybi padlabym
          na twarz zemdlona.
          -Tak- odpowiedziala jasnym glosem.- Bardzo chetnie!
          Ale Gajowy Marucha nie patrzyl na nia. Nie ja, Agate, prosil do tanga.
          Spojrzala w dol.. tak!! to ONA, ta swinia, byla tą szczesciara!!! Wybranka!!
          ... to musi sen, pomyslala w ostatnim przeblysku swiadomosci....
          • sheyrena Re: Piszemy powieść ?? :D 05.07.03, 17:53
            Ale to nie był sen... Agata zamdlała z wrażenia, wciąż wisząc na nieszczęsnej
            Suszarce Do Naczyń. Gajowy zaś, nie zaszcycając jej ani jednym spojrzeniem,
            zaczął tańczyć tango ze świnią, ale tego Agata już nie zobaczyła. A było na co
            popatrzeć, oj, było... W czasie tańca Gajowy pocałował świnię w ryj, a ona
            zmieniła się w piękną dziewczynę w ciuchach, które były ostatnim krzykiem
            mody...
            • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.localdomain / 192.168.0.* 05.07.03, 23:40
              Amfetamina zatańczyła następne pas.

              I świnia jako dziewczyna-cud, i gajowy bez Czerwonego Kapturka choć powinien
              jako, że antykoncepcja w paranoidalnym śnie nie śnie jest niezbędna do
              zatrzymania wilka z lasu w ryzach.
              I tańczyli gajowy i świnia nie świnia i nie gajowy
              koła kwadratowe
              przyjemny chłód lejący się żarem
              i ciekłość suszy mokrego piachu

              zimno skostniałego płomienia obejmowało umysł Agaty
              Nie wiedziała, nie czuła, nie patrzyła tylko leciała małodziewczynkowatością na
              łąkę, na łąkę, na łąkę zrywać kwiaty i wić wianki, wianki, wianki

              kurwa mać, zabierzcie tą sukę z mojego mieszkania umysłu, niech nie gryzie psia
              mać to ścierwo mojego życia, cia, a

              mamo, popatrz, motylek fruwa i pszczółka, jak ładnie

              oj dziecko drogie, za moich czasów

              szszsz

              napijemy się i jeszcze jedno krążenie, no żawawo tam, pani Agato bo zaliczenia
              nie dostaniemy,raz dwa, raz, dwa,

              szszsz

              to pani syn, gratuluję, prawie 4 kilo waży
              waaaa, waaa

              chrum chrum bo do tanga trzeba dwojga

              i następne kółeczko i następne


              panowie szybko, doktorze ciśnienie dobre? nosze, szpital, szpital? nie to amok
              poamfetaminowy, stany paranoidalne



              Witek stał bezradnie nad leżącą Agatą. Otworzyła oczy, mrużąc jednocześnie
              przed ostrym słońcem.
              - Agatko - nic ci nie jest, kochana ty moja, nic.
              Wielkie, coraz większe oczy Agaty na widok Witka budziły w jego sercu grozę.
              - Nie bój się, to ja Wiek, nie pamiętasz?
              Źrenice rozszerzały się, usta otworzyły, a język przysechł jej do podniebienia
              - Kochana, zaczekaj, gdzie idziesz ode mnie - krzyknął
              Uciekła przez las duchów, Jezus Maria, wszyscy święci i tak dalej czy jak to
              było
              - Panie Witoldzie - rzekł lekarz badający Agatę na podwórku domu jego rodziców
              0 Agata jest na głodzie, może przeżywać stany od maksymalnej euforii do stanów
              lękowych. Proszę ją pilnować bo może sobie zrobić krzywdę
              Witek przełnknął ślinę i
              - O mój Boże, narkomanka
              łza, druga łza na wypielęgnowany dywan trawy

    • Gość: jojo Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.faulabs.fau.edu 06.07.03, 07:39
      Otworzyla oczy...Za oknem snieg przykryl gruba czapa drzewa.
      Mroz wymalowal na szybie piekne kwiaty.
      Gdzie ja jestem, co sie dzieje - pomyslala Agata - gdzie moj stary i me
      dziatki?

      Ocknela sie, ocknela, SIOSTRO, SIOSTRO!!!! -krzyczy gruba kobieta z
      sasiedniego lozka, sciszajac radio.
      Lekarz dyzurny zrywa sie z krzesla i biegnie co sil w nogach...Toz to
      sensacja tyle misiecy nieprzytomna i nagle taki cud...A juz mielismy ja
      odlaczyc - krzyczy do pielegniary.

      Nikt nie wiedzial nawet jak sie nazywala. W szpitalu na Slasku ktos zyczliwy
      zostawil ja na schodach, nieboraczke z kartka na szyi:
      "Niestety wole swinke. Witek".
      Specjalny helikopter zabral ja do Warszawy, gdzie polozono ja w stanie
      beznadziejnym na detoksie. Przez ponad 6 miesiecy nie odzyskiwala przytomnosci.

      Doktorze, jeszcze po jednym kielisz... - nie dokonczyla pielegniarka wchodzac
      na sale chorych i widzac ozywiona pacjentke siedzaca przy oknie.
      Toz to jakis cud - zdazyla wyszeptac i osunela sie na ziemie jak to zwykle
      byla czynic po dwoch butelczynach o piatej nad ranem.
      Cos musialo trzymac ja przy zyciu...- zastanawial sie Doktor dyzurny.

      To moje radio Rymaja, gram non stop - powiedziala dumnym glosem gruba kobieta
      z sasiedniego lozka - o a teraz graja mixy z choru chlopiecego.

      Moze to ten lek, ktory jej podawalem wczoraj - zastanawial sie Doktor.

      Ale nikt nie mial racji. To wewnetrzna sila i energia Agaty. To jej upor i
      odwaga, ktora wykazala w Jastarni. To milosc do dziatek, ktore tesknia za swa
      mama i wreszcie szczescie, ktore ja nie opuszcza pozwolily jej przetrwac
      najgorsze.

      Pal licho ze staruchem z jachtu, zawsze moge pojechac na Floryde i puscic sie
      z jakims bogatym Zydkiem, pal licho z mezem - pedal cholerny, pal licho z
      Witkiem i tak nie dostanie doplat na swinie gdy wejdziemy do Uni i zostanie
      zawsze biednym kolejarzem. Ale co sie dzieje z proboszczem. Za duzy to byl
      spryciula zeby zginac. Mial te swoje sztuczki z ketchupem jeszcze z czasow
      teatrzyku szkolnego...

      Cudom nie bylo konca. W radiu Ryjmaja ojciec prowadzacy, wystepujacy pod
      pseudonimem Ojciec R. oglosil sluchaczkom i sluchaczom, zwyciezce w dorocznym
      konkursie na najlepszego proboszcza. Szczegolne wyroznienie zwyciezca otrzymal
      za opieke nad bezdomnym chlopcem.
      Jejcie...toz to nikt inny jak...- logicznie dochodzila Agata - MOJ SYN!!!!!!!

      A wiec PROBOSZCZ ciagle zyje!!!!!!!!!!!!!!!

      Nie czekala dlugo. Zerwala sie z lozka i wybiegla bosymi stopy na zimny snieg.
      Lekki wiatr muskal jej lica, a jej piersi falowaly delikatnie gdy biegla na
      przystanek tramwajowy. Biedaczka nie wiedziala, ze czworka ma objazd i czekala
      skostniala ponad godzine nim przygodny przechodzien zlitowal sie nad nia i
      wskazal droge do metra.

      Drzwi trzasnely z hukiem, niepotrzebny byl jej nawet klucz. Przebiegla do
      przedpokoju...
      O nawet cieply - pomyslala dotykajac drzaca reka kaloryfera.
      Ale nie czas na strate czasu. Porwala kluczyki do Merolka i zbiegla do garazu.
      Wciaz odziana bardzo skapo i zwiewnie jak na ta pore roku odpalila silnik.
      A co mi, jade na maxa...- pomyslala wlaczajac klimatyzacje w aucie.

      Jej auto smignelo na skrzyzowaniu wzbijajac tuman bialego puchu. Cel byl juz
      tylko jeden: PARAFIA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Drzwi plebanii otworzyl jej Ojciec R. Roman Giertych zakladal wlasnie buty i
      szykowal sie do wyjscia.

      Czy jest PROBOSZCZ, ten ktory zmarnowal mi zycie?!!!!! - powiedziala
      stanowczym glosem. Drzwi otworzyly sie szeroko.
      Staszek, jakas do ciebie - krzyknal Ojciec R. po czym zniknal w sieni.
      Giertych uklonil sie grzecznie Agacie - czy my sie skads nie znamy kotku? -
      zapytal i nie czekajac odpowiedzi minal ja w drzwiach lekko szturchajac. Nie
      minela minuta i BMW serii siodmej zniknelo za rogiem.

      W drzwiach stanal PROBOSZCZ...

    • matbli Re: Piszemy powieść ?? :D 06.07.03, 17:19
      W pewnym momencie wszystko co Agata widziała przed sobą zaczęło się powoli
      rozmywać. Tak nagle, jak wszystko co się do tej pory wydarzyło, ocknęła i
      uświadomiła sobie, że wciąż siedzi w czarnym BMW proboszcza. Czyżby to wszystko
      co przeżyła począwszy od wybuchu cysterny było jedynie złym snem? Na to
      wyglądało. Musiała na chwilę usnąć.
      Nie zastanawiając się dłużej nad tym co robi i dokąd w ogóle zmierza, na
      najbliższym czerwonym świetle wykorzystała okazję i bez ostrzeżenia wysiadła z
      BMW, biegnąc tak szybko jak tylko mogła.
      Przed swoim domem zatrzymała się, ale postanowiła nie wchodzić do środka.
      Deszcz padał z każdą minuta coraz mocniej. Ona nawet tego nie zauważyła. Stała
      pośrodku chodnika i ...nie, nie płakała. Nie mogła uronić ani łzy, choć bardzo
      chciała. Wiedziała, że to przyniosłoby jej ulgę. A więc stała tak z twarzą
      uniesioną w górę i wzrokiem wbitym gdzieś daleko. Co chwila mijali ją jacyś
      ludzie patrząc z zaciekawieniem. Wyglądała ślicznie mimo spływających strug
      wody- długie czarne włosy , szare oczy, śniada cera...zupełnie jak z obrazka.
      Miała na sobie długą niebieską sukienkę i czarne sandały. W ręku trzymała
      list...

      • ma.la.wi Re: Piszemy powieść ?? :D 06.07.03, 21:49
        "zegnaj na zawsze" - czytala z trudnoscia, bo wszystkie litery zlewaly sie w
        Jego twarz... - "nie moglem dluzej tego ciagnac. wiem co sadzisz o takich jak
        ja - tchorze. rozsyp moje prochy nad adriatykiem - wiesz, ze zawsze o tym
        marzylem. 1/4 zatrzymaj. wsyp do woreczka i nos w swoim medalioniku, obok
        kosmyka wlosow babci. zegnaj, mala. zawsze Cie kochalem. zygmunt". przed
        oczami przelecialo jej tyle wspolnie spedzonych chwil. szalone minuty na
        karuzeli w heide parku. romantyczne wieczory na molo w sopocie. i to wszystko
        nagle sie skonczylo. z zamyslenia wyrwal ja czyjs dotyk. poczula reke na swoim
        nagim ramieniu. kiedy sie odwrocila...
        • independent-girl Re: Piszemy powieść ?? :D 07.07.03, 14:24
          ...zobaczyła kobietę, obcą, ale jakoś dziwnie znajomą. "Gdzie ja ją
          widziałam?" - pomyślała Agata - "Wiem! Matka Witka to jest!!!" Nagle
          uświadomiła sobie, że Witek to był sen, a więc i jego matka była tylko zjawą,
          a kobieta, która stała teraz na wprost niej to nikt inny jak sąsiadka z
          parteru. Nikt jej w kamienicy Agaty nie lubił, bo każdy wiedział, że jest
          prostytutką w okolicznej agencji i wyjątkowo tanio daje dupy, ale fizycznie
          była niczego sobie: włosy pani Willas, tyłek J.Lo i nogi koloru
          rumuńskiej "czekoladki"
          - To chyba Twoje - powiedziała i wyciągnęła do Agaty rękę, w której trzymała...



          --
          Sex solą życia...tylko kto widział objadać się solą?
          • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.localdomain / 192.168.0.* 07.07.03, 17:23
            majtki koloru lila-róż z koronką calais, które miała na sobie w dniu w którym
            otrzymała list, ten który trzyma teraz w ręku, który otrzymała wtedy, kiedy, na
            boga, kiedy

            'a świstak siedzi i zawija je w te sreberka' mówił facet w czapeczce z reklamy
            Milki w telewizorze ze sklepu RTV przed którym stała.
            - a świstak siedzi, jak w dniu świstaka- pomyślała Agata spoglądając na majtki,
            które powinna mieć teraz na sobie - zaraz, muszę sprawdzić, bo nie pamiętam co
            mam na sobie.
            Weszła do pierwszego sklepu z odzieżą, wzięła jakiś ciuch i poszła po
            przymierzalni
            - Mam majtki lila-róż z koronką calais, więc czyje majtki dała mi sąsiadka
            jeśli nie moje. Ale jak nie moje kiedy z wyhaftowaną literą A. - nie mogła
            dojść do ładu - więc czy te majtki które mam na sobie są prawdziwe? ale jak
            mogą być nieprawdziwe kiedy je dotykam i czuję wyraźnie gładkość jedwabiu i
            szorstkość koronek. Ale co z tego, że czuję kiedy w ręku mam drugie takie same,
            z tą samą wyhaftowaną przeze mnie literą A, a ja wyszyłam tylko jeden majtki.
            Ale może wyszyłam dwie pary i nic nie pamiętam. Boże, to za trudne.

            Agata wyszła z przymierzalni zostawiając osłupiałe sprzedawczynie mówiąc, że
            ciuch w rozmiarze 34 był za szeroki.
            Wyszła na ulicę, spojrzała na witrynę sklepową. Widziała siebie, wysoką,
            czarnowłosą, w niebieskiej sukience i opaloną skórą.
            - To ja, bo przecież widzę siebie. To ja. Dzień letni, ciepły.. - układała
            życiowe puzzle w głowie - jak to letni, przecież przed chwilą była zima, śniło
            mi się, co za sen - roześmiała ię, a w duszy od tego porządku zrobiło się
            cieplej.
            Nagle usłyszała przeraźliwy wybuch, jakieś krzyki, coś jakby rozbite szkło.
            Pobiegła.
            Trzy przecznice dalej beemka wjechała w cysternę z której wyciekła zawartość.
            Ktoś leżał w plamie chemikaliów coraz bardziej podobny do bezkształtnej masy.
            Zobaczyła proboszcza z trudnem gramolącego się z ulicy

            - Miał proboszcz szczęście - chciała powiedzieć, ale nie powiedziała bo kilka
            metrów dalej usłyszała;
            - Miał proboszcz szczęście

            dejavou i co teraz. Czy mi się to dalej śni czy cholera wie co z tą
            nierzeczywistą rzeczywistością. Widzę, myślę, czuję, ale nic nie wiem. A czym
            więcej widzę tym mniej wiem. boże

            - To mało powiedziane szczęście - rozmowa kilka kroków dalej toczyła się, a
            Agata z przerażeniem zobaczyła sibie idącą szybkim zdecydowanym krokiem już
            paręset metrów dalej.
            Przestarszyla się, a chwilę potem zaciekawiła i zaczęła biec za sobą nie za
            sobą.
            - Proszę pani - zawołała do wysokiej śniadej kobiety w niebieskiej sukience.
            Kobieta zatrzymała się i obróciła. Rozejrzała się dokoła,a że nikogo nie
            zobaczyła poszła dalej tym samym energicznym krokiem tonąc w zdenerwowaniu i
            wzburzeniu.
            Agata stanęła, spojjrzała na ręce, zobaczyła te swoje dwie 35-letnie, wyraźnie
            linie papilarne i ślady tuszu po liście który się rozmazał. Widziała. Tylko
            dlaczego Agata, hm, ta druga ja, mnie nie widziała. Co jest?
            • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.03, 17:45
              Sobowtór agaty nie mógł widzieć Agaty ponieważ mimo, że był Agatą miał od niej
              znacznie słabszy wzrok. tak to bywa z sobowtórami.
              Niestety proboszcz okazał się proboszczem.
              Gdzie się szlajałaś kurwo - zaryczał do niej z właściwą sobie agresją.
              Gdzie cię można szukać szmato ? czy ty myslisz ,że ja szanowana osoba będę
              za tobą latał po kraju ? Mylisz się dodał.
              Spierdalaj teraz do domu ogarnąć się - warknął.Ja się teraz spieszę na mszę,
              więc muszę już iść - warknął zadowolony z siebie.
              Punktualność bowiem była jego obsesją.
              Wieczorem widzę cię na plebanii - krzyknął odchodząc.
              • beannshie Re: Piszemy powieść ?? :D 07.07.03, 19:27
                agata przystanela. po co probszcz chcial zaprosic ja na plebanie, skoro tak sie
                na nia zdenerwowal? i za co? co chcial jej zrobic? zaczela zastanawiac sie nad
                mozliwoscia ekskomuniki... a, z reszta! i tak byla w sumie ateistka, wiec po co
                jej pozwolenie na chodzenie na msze? postanowila mimo strachu wybrac sie do
                proboszcza.
                wieczorem, gdy juz zapalily sie latarnie, cichutko wymknela sie ze swojej
                kwaterki i wyszla na ulice prowadzaca do plebanii. kropil lekki deszcz, ale nie
                przejela sie tym. przebiegla te kilkaset metrow. lekki deszczyk spelnil jednak
                swoja powinnosc... agata zapukala do drzwi proboszcza calkowicie przemoczona.
                sukienka lepila sie jej do ciala uwydatniajac ejj idealne ksztalty. otworzyl
                proboszcz. bez slowa wciagnal agate do srodka. bylo ciemno. czula tylko jego
                reke w swojej. prowadzil ja do jakiegos pokoju. plebania byla sredniowiecznym,
                mrocznym dworem, wygladem zakrawajacym na zamek. skrzypnely drzwi. proboszcz w
                dalszym ciagu nie kwapil sie zapalic swiatla. gwaltownie puscil agate. poczula
                pod swoim calem jakies miekkie podloze. 'tapczan' - pomyslala. w istocie.
                tapczan skrzypnal lekko. proboszcz usiadl kolo niej. oparla sie plecami o
                poduszki. byla gotowa. tymczasem proboszcz, w dalszym ciagu nie zapalajac
                swiatla, przemowil lagodnym glosem:
                - agato, dziecino moja, z twoim umyslem jest cos nie tak...
                weschnela z dezaprobata. proboszcz ciagnal dalej:
                - obawiam sie, ze zostalas opetana przez szatana... czy zgodzisz sie, zebym
                wyslal do ciebie egzorjutro wieczorem?
                agata zamyslila sie. hm... egzorcysta... to brzmi calkiem niezle. taki ktos
                moze byc calkiem atrakcyjny, mlody zdolny...
                - tak - odpowiedziala. - jutro wieczorem.
                  • Gość: luka41 Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 22:27
                    Tymczasem w Pierwszym Sklepie z Odzieżą zaczely sie dziac rzeczy dziwne. Dwie
                    kobiety, ktore zetknely sie z Agata, przymierzajaca swoje-nieswoje desusy w
                    kolorze lila-róż, przez dluga chwile tkwily w stuporze. Ich nieruchomosc byla
                    wrecz przerazajaca - szklany wzrok, zesztywniale ciala, a wokolo damska
                    bielizna. PO chwili wrocilo zycie- dziewczyny otrzasnely sie, zaczely krzatac
                    sie z przy polkach z bielizna, porzadkujac i dotykajac kolorowych skrawkow
                    materialow i koronek. POd ich dotykiem wszystkie te szmatki , o roznym pzreciez
                    przeznaczeniu, zmienialy sie w....
                    -Czy mi sie zdaje, czy szefowa zamowila tylko te rozowe figi?? - zapytala
                    mlodsza z dziewczat, smiszna pulchniutka blondynka.- Gdzie nie zajrze,wszedzie
                    ten okropny lila-róż z wyhaftowana litera A.
                    -To jakies koszmarne przywidzenie- powiedziala druga- wspolczesna wersja mitu o
                    Midasie w swiecie komercji i taniej odziezy dla masowego klienta, hihi... Jutro
                    mam zajecia na temat mitologii , analogie jak znalazl.
                    Studiowala bowiem zaocznie na Uniwersytecie Warszawskim Marketing i
                    Zarzadzanie w Mitologii Greckiej, 1430 Euro za semestr.
                    • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.blue.pl 09.07.03, 08:01
                      Analogia nie była tak czytelna i oczywista dla wszystkich pań obecnychch
                      sklepie.Agata nie widziała żadnych analogii. Skończyła bowiem tylko zawodówkę
                      handlową, a mitologii grecekiej tam nie nauczano.
                      Zaraz zwymiotuję od tego koloru różowego - pomyślała.
                      Nic jeszcze dzisiaj nie zaprawiłam, w szystko takie różowe, no i te wstrętne
                      gacie rozmiar A. Czyżby fatum ?
                      Wybiegła ze sklepu i udała się w kierunku skrzyżowania. tam doznała kolejnego
                      szoku.
                      Ruchem na skrzyżowaniu kierował nie kto inny tylko proboszcz w stroju bikupa
                      pomocniczego. No nieeeeee.....
                        • ma.la.wi Re: Piszemy powieść ?? :D 10.07.03, 20:46
                          - nie! to nie moze byc koniec! - zdecydowanie postanowila agata i ruszyla do
                          ksiedza. nie mogla patrzec jak ten nieborak sie meczy. okazalo sie, ze wcale
                          nie kierowal ruchem, ale sutanna zaplatala sie w kratke sciekowa na srodku
                          skrzyzowania. agata rączym galopem pognala mu na pomoc. serce jej sie krajalo
                          gdy widziala ludzka krzywde.
                          - prosze ksiedza, prosze ksiedza, ja ksiedzu chetnie pomoge! ale mam jeden
                          warunek... - agata nagle wpadla na wspanialy pomysl.
                          - wal smialo, dziecinko, byles mi pomogla, bo ja tutaj juz cholery dostaje! -
                          proboszcz zgodzil sie bez wahania, bo korek na ulicy robil sie coraz wiekszy.
                          - musi mi ksiadz oddac mego syna! - wypalila szybko agata.
                          proboszcz glosno przelknal sline. nagle wszystko dookola zawirowalo. dzwiek
                          klaksonow nieznosnie wibrowal mu w uszach. szalone mysli uprawialy pod jega
                          lysa czaszka danse macabre. co robic, co robic... kazde wyjscie wydalo sie
                          niewlasciwe...
                          - ale proboszcz zbladl, wszystko w porzadku? - w agacie odezwalo sie
                          wspolczucie dla tego biednego czlowieka, ktory musial zyc w celibacie... ona
                          nie wyobrazala sobie dnia bez malego tete-a-tete. przeciez musiala z czegos
                          zyc, a praca w agencji towarzyskiej doskonale wtapiala sie w jej hobby.
                          - dziecko... - zaczal proboszcz lamiacym sie glosem - pomoz mi z ta cholerna
                          sutanna... wszystko ci wyjasnie, przejdziesz sie ze mna do plebanii...
                          agata pochylila sie, aby wyplatac czarna szate ksiedza z kratki. rzecz okazala
                          sie bardziej skomplikowana niz myslala, ale jej zwinne palce szybko sobie z
                          tym poradzily. przeprowadzila proboszcza na chodnik i wreszcie kilometrowy
                          korek mogl ulec rozladowaniu.
                          - dziekuje ci, dziecino. zobaczysz, ktos z gory kiedys ci to wynagrodzi... -
                          westchnal proboszcz i otarl pot z czola.
                          - alez, prosze ksiedza, ksiadz mi to moze wynagrodzic i to zaraz! -
                          przypomniala agata i usmiechnela sie proszaco.
                          proboszcz, jak to duchowny, wszystko zrozumial na opak... chwycil agate za
                          reke i nie baczac na tabuny ludzi przewijajace sie przez ulice w godzinach
                          sZczytu, przyciagnal te watla kobietke do siebie...
                          • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.blue.pl 11.07.03, 10:08
                            Cudzołożnico - zasyczał jej do ucha.
                            Nie wódź mnie na pokuszenie, bom człowiek słabego charakteru, całkowicie
                            nieodporny na kobiece wdzięki. Zlituj się !
                            No i co z tego ? - zapytała ze zdziwieniem Agata. Jakoś do tej pory
                            nie odpuściłeś żadnej. No może przesadzam trochę, bezpieczne były tylko
                            te szpetne, boś człowiek wyjątkowo wrażliwy pod względem estetycznym.
                            Oddaj mi syna , a nie będziesz żałował -Agata ponowiła prośbę i lubieżnie
                            oblizała wargi.
                            Proboszcz aż zawył z pożądania. Dobra, spotkamy się u organisty, załatwimy
                            formalności, ale potem..........

                            • mihal_04 Re: Piszemy powieść ?? :D 12.07.03, 15:57
                              Co potem? - spytala Agata, ale odpwiedzia bylo tylko spluniecie proboszcza na
                              chodnik. Kiwnal jej jeszcze glowa, moze na pozegnanie, a moze mialo to byc
                              ostrzezenie, odwrócil sie na piecie i oddalil niespiesznym krokiem. Agata tez
                              chciala juz odejsc gdy ktos poklepal ja po ramieniu
                              -Agata Wieracz?
                              -Kto pyta?
                              Pytanie nalezalo do kanonu debilnych bowiem przed nia stal wyjety z bilboardu
                              listonosz Poczty Polskiej w pelnym rynsztunku z wypisana na twarzy powaga godna
                              herolda Jego Królewskiej Mosci.
                              -To ja. Co jest?
                              -Prosze pokwitowac..taaak...to dla pani.
                              Spojrzala na kartke wreczona przez listonosza. Byla to widokówka z jakichs
                              wysp...Bahama?! Co do cholery! Poszukala wzrokiem lawki i dostrzegla w
                              niedalekiej odleglosci przystanek. Ruszyla tam szybkim krokiem w ostatnim
                              momencie uprzedzajac zdyszanego kombatanta. Tak, to zdecydowanie ponad jej
                              sily. Jak ten listonosz ja znalazl? Skad wiedzial jak wyglada? Odwrócila
                              wreszcie kartke, druga strona byla powyklejana literkami wycietymi z gazet.
                              Ukladaly sie w taki szereg:

                              "Drodzy Panstwo!

                              Ta powiesc juz dawno zatracila sens, a co gorsza brak w nim mysli przewodniej i
                              wyraznego odzielenia glównego watku. Aby ja uratowac powzialem radykalne, acz
                              niezbedne kroki. Ze zmiana naracji na pierwszosobowa wlacznie. Pani Agato,
                              prosze zajrzec do kieszeni"

                              Agata odruchowo wlozyla reke do pierwsej lepszej kieszeni w swoich lachmanach.
                              Juz nie ze zdziwnieniem, z przerazeniem wyciagnela buteleczke i dwie pigulki.
                              Jedna byla niebieska druga czerwona. Przyblizyla dlon do zmeczonych
                              oczu. "zjedz mnie" - mówil napis na czerwonej. "podazaj za chomikiem!" - z
                              trudem odczytala druga. Na butelce, mimo dokladnych ogledzin, nie zdolala
                              znalezc zadnych informacji, nawet tak absurdalnych jak poprzednie. Podniosla
                              glowe i rozejrzala sie po ulicy. Niezle, wszyscy emeryci pouciekali. W tych
                              szmatach, z podejrzanymi specyfikami w dloniach musiala wyladalc jak ostatnia
                              cpunka. Miala to w dupie i przystapila do realizowania podjetej przed chwila
                              decyzji. Moze to przeznaczenie, choc jesli tak, to przemawialo do niej w
                              zaiscie idiotyczny sposób...
                              Odkrecila buteleczke, ze srodka nie dobywal sie zaden zapach. Okazalo sie
                              równiez, ze ciecz jest przezroczysta a blekitny kolor nadaje jej kolor naczynia
                              w którym sie znajduje. Wrzucila obie tabletki do srodka, zakrecila, energicznym
                              rchem zamieszala, znów otworzyla i prztknela szyjke do ust. Ostatnia chwila
                              wahania, decyzja. Wypila wszystko jednym duszkiem.
                              Po kilkunastu sekundach bezruchu powoli osunela sie z lawki na brudny chodnik a
                              twarza uderzyla o wlaz kanalizacyjny przez co glowe jej ogarnely szare
                              smierdzace opary.


                              ...


                              Siwadomosc wracala powoli...z oddali uslyszalem swój glos
                              -BUEEEEE!!!!!!!!!! Co za sen!!!
                              I kobiecy, zaspany
                              -Ciiii Bogus, daj spaac...
                              Wszystko sobie przypomnialem w ciagu sekundy. Zuze, wieczór na dancingu,
                              alkohol, seks u mnie w mieszkaniu...to nie powinno sie przytrafic. Nie tutaj.
                              Spojrzalem na nia niechetnie...nawet ladna nie byla.
                              -Bogus??? - wycharczalem - Dla ciebie Porucznik. Pan Porucznik. Pan Porucznik
                              Borewicz. A teraz wyjazd, musze zadzwonic
                              -Junior, spotkamy sie jeszcze?
                              -Kurwa, pierwszy raz w zyciu mi sie snilo, ze jestem kobieta...co za pojebany
                              sen...
                              -Spotkamy, Bogus...?
                              -Wyyyjazd!
                              Odprowadzilem ja wzrokiem do drzwi. Zdecydowanie nie powinienem tyle pic. Ale
                              ostatnio tyle na glowie. Jezu, co za sen. Dlaczego przysnil mi sie Pershing?
                              Przeciez sprzatneli go pare lat temu, nawet Baraniny juz nie ma. Czy to znak?
                              Moze tam w wybuchu zginal sobowtór? Trzeba porozmawiac z sekrerka, zawsze cos
                              sensownego poradzi...komórka powinna gdzies tu byc. Jak zlapie Pershinga tatko
                              wreszcie bedzie ze mnie dumny i przestanie sie do wszystkiego przypierdalac.
                              Wreszcie przestane zyc w jego cieniu, skonczy sie zycie mlodszego aspiranta
                              Borewicza. A zacznie sie...zastepcy komisarza? Wykrecilem numer
                              - Tu ja 08, zglaszam sie...




                              --
                              "Z Wołoszynami poczciwey rozmowy nie masz, bo plemię złodzieyskie, tedy wszelką
                              gadkę zaczynay dawszy wprzódy w pysk".

                              Tarcza Żołnierza y Rycerza Ziemie Koronney, Instrukcya, iako z różne nacye gadać
                              • Gość: Richelieu* Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.localdomain / 192.168.0.* 13.07.03, 01:40
                                - Scan Mózg, słucham? - odezwała się sekretarka
                                - Cześć Renatko, masz chwilę?
                                - O, witam, oczywiście, że mam
                                - Słuchaj, miałem strasznie dziwny sen. Śniło mi się, że jestem kobietą. Mówię
                                ci, taki długi sen że całą powieść możnaby napisać, co słucham?
                                - Pani prezes, co pani mówi? Jaki sen o byciu kobiecie?
                                - No sen, że mąż, że proboszcz, że Jastarnia, że Gliwice, że lila-róż
                                - Proszę pani, jeśli mogłabym coś delikatnie zasugerować, proszę udać się do
                                pani psychoanalityka. Nie jestem specjalistą i nie chcę nic wyrokować, ale co
                                to ma oznaczać, że miała pani sen o byciu kobietą. Przecież pani jest kobietą.
                                - Jestem kobietą? - Agata nie mogła wyjść ze zdumienia

                                Wyłączyła telefon. Chciała włączyć pojmowanie rzeczywistości.
                                - Co to za tabletki zjadłam? Śmieszne. Jakie tabletki. Matrixa się naoglądałam,
                                a potem te przywidzenia. Że też takie realistyczne. Szkoda tylko, że równie
                                realistyczny nie mógłby być Reves. Swoją drogą to byłoby przeżycie. Kochać się
                                z Reves, choć na prawdę tkwić w fotelu podłączonym do 100V. E, głupoty gadam.
                                Reves wcale mi się nie podoba. Co innego pójść na randkę z takim Pacino, dostać
                                od niego kwiatek z farbowanego ziemniaka i liścia sałaty nadzianego na widelec,
                                pójść w ślepe, niepatrzące na konwenanse tango przy pieśni drugiego Wielkiego
                                Zachwycającego Cohena.

                                Agata zamknęła oczy będąc na środku chodnika i potrącana przez setki
                                przechodniów czuła jakby ich poszturchiwania były pieszczotą tego co narodziło
                                się w strunach głosowych Cohena. Brzmiał w jej głowie jego głos, coraz głębszy,
                                coraz bardziej wibrujący, coraz bardziej .. Nie starczyło jej w tym tłumie
                                zmysłu wewnętrznego słuchu. Poszturchiwana odbierała to jako głaskanie jej 2
                                metrów kwadratowych skóry, uwagi aby zeszla ze środka chodnika często
                                powiedziane zbyt głośno i zbyt nerwowo odbierała jako komplement i zachętę. A
                                głos Cohena wprawiał w drżenie każdą komórkę jej ciała.

                                Zaczął znowu deszcz padać. Kropił najpierw nieśmiało, siłując się jeszcze ze
                                słońcem. Ale wkrótce niebo zaszło chmurami i rozpadało się na dobre.
                                Zagłębienia w ulicy wypełniły się szybko wodą, krople bębniły o dachy
                                pozostawionych na parkingu samochodów. Coraz szybciej i mocniej.

                                A Agata nadal nieotrząśnięta ze swojego stanu stała i coraz wyraźniej słyszała
                                pojedynczymi neurytami pieść miłosną na jej cześć.

                                Lało. Drzewa przyduszone mocą protestowały szszanownemu niebu szszemrzrząc lecz
                                zginając się w pół przed Jego Wielką Łaskawaością Wiatrem. Wiatr był łaskawy.
                                Aż zbyt łaskawy. Przestał wiać, zrobiło się tak cicho, że słychać było radosne
                                pobrzdękiwanie każdej pojedynczej kropli. Błysk. Grzmot. Blisko gdzieś
                                przestraszyły się bratki w klombie, a przydrożna jarzębina westchnęła z ulgą,
                                że to nie w nią uderzyło.
                                Agata stała.
                                Błysk. Grzmot. Coraz bliżej choć i tak blisko. Jarzębinowe słoje skurczyły się
                                i przywarły do siebie. Szczur przebiegł do kratki kanalizacyjnej prawie pod
                                nogami Agaty.
                                Agata stała.
                                Sypnęło. Nagle, szybko, niespodziewanie. Grad.
                                Jak groch, jak groch małe, kłujące, dźgające ciało Agaty w cieniej niebieskiej
                                sukience niby ugryzienia tej piosenki - kochanka. Krótko acz dość boleśnie.
                                Jak orzechy laskowe, jak orzechy laskowe gładkie jak opuszki palców duże.
                                Jak orzechy włoskie jak orzechy włoskie pełne i mocne, uderzające silną
                                delikatnością szybko topniejących bryłek lodu na jej rozgrzanej skórze.
                                A pieśń brzmiała, docierała wszędzie, ocierała się o wszystko i wycierała
                                najdalsze zakamarki Agaty ego. Stała tak niewiadomo czy jak przegrana zmokła
                                kura, czy jak najszczęśliwsza bliska ekstazy melomanka.
                                - Jacku.. gdzieżeś ty.. - powiedziała jej reszta świadomości
                              • mihal_04 Re: Piszemy powieść ?? :D 13.07.03, 19:54
                                Halo??? Haaaloo???
                                Piskliwy glos jak dluga szpila nakuwal mi poszczególne miejsca w czaszce. Co
                                ciekawe, zawsze trafial w najczulsze punkty. Co jest? Porwanie UFO? Wszczepiaja
                                mi implant, ale dlaczego nie znieczulili...? Pewnie nie znaja ukladu nerwowego.
                                Tak. Zadziwiajace, jak sprawnie moze pracowac umysl krojonego przez kosmitów
                                czlowieka.
                                Halo, panie aspirancie!!
                                Aspiryna? Trzy prosze.
                                Jakies klopoty? Mam wyslac posilki?
                                Kosmici? Nie, to Renata. Ale kto to Renata?
                                -Nie, zadnych posilków - wykrztusilem
                                Nie bylem glodny.
                                Wlasciwie to chcialo mi sie rzygac.
                                Renata, moja sekretarka. Ale po co dzwoni?
                                Otworzylem oczy. Czy ta zdzira Zuza nafaszerowala mnie jakimis prochami? To co
                                sie ze mna dzialo tej nocy znacznie przekraczalo objawy zwyklego derlium
                                tremens. Kurwa, a moze ona pracuje dla kogos? I co do diabla tak brzeczy mi w
                                uszach? A tak, przyniosla ze soba te glupia plyte. Krawczyk czy Niemen. Koen?
                                Tak, Koen.
                                Noga wcisnalem wylacznik na wiezy.
                                -Pani Renato, zadzwonie pózniej. Wszystko w normie. A wlasciwie to nie, nie
                                zadzwonie. Za godzine bede na komendzie. Niech pani sprowadzi proboszcza.
                                -Jakiego proboszcza? Cos sie stalo?
                                -Nie, niech pani zostawi proboszcza! Spotkajmy sie za godzine w komendzie!
                                Bedzie pani?
                                -Ale...ja...ja przeciez caly czas...w komendzie
                                -Za godzine. Niech sie pani nie spózni
                                Rzucilem telefon na lózko po czym wbrew wszelkim prawom fizyki zaczalem sie z
                                niego podnosic. Jesli ktos z was kiedykolwiek wykonywal salto mortale, zrozumie
                                cala powage sytuacji. Innym musi wystarczyc, ze jakos dotarlem do drzwi
                                lazienki. Napierajac na nie calym ciezarem wtoczylem sie do srodka i walac na
                                oslep po scianie zapalilem swiatlo. Po krótkim odpoczynku wysilem wszystkie
                                miesnie karku i unioslem glowe.
                                Wierzcie mi, jestem twardy, lata wlepiania mandatów robia swoje, ale na widok
                                który ukazal sie moim oczom na dluzsza chwile zapomnialem, na czym polega
                                oddychanie. Obraz lazienki zaczal niknac jakby ponownie zgaslo swiatlo. Po paru
                                sekundach, gdy pluca znów zaczely funkcjonowac wydobyl sie z nich nieprzyjemny
                                skrzek. Bylo to imie, które zdolalem juz zapomniec. Imie kobiety stojacej w
                                brudnych szmatach w kabinie, calej mokrej od lecacej z natrysku zimnej wody.
                                Moje imie.
                                -Agata?!



                                --
                                "Z Wołoszynami poczciwey rozmowy nie masz, bo plemię złodzieyskie, tedy wszelką
                                gadkę zaczynay dawszy wprzódy w pysk".

                                Tarcza Żołnierza y Rycerza Ziemie Koronney, Instrukcya, iako z różne nacye gadać
                                • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.blue.pl 17.07.03, 08:51
                                  Wyjrzała z kabiny prysznicowej, zerknęła w lustro.
                                  Tak, nie wyglądam dziś najlepiej, no i skąd to męskie ubranie ? - myśli goniły
                                  w jej głowie.
                                  Zakończyła kąpiel, szybko wyskoczyła spod prysznica. Rozejrzała się po pokoju.
                                  W rogu stała szafa udająca starszą niż była w rzeczywistości.Zajrzała do niej i
                                  już po 2 godzinach przymiarek była ubrana w gustowną (jej zdaniem)garsonkę.
                                  Podeszła jeszcze raz do lustra. No, nieźle - skomplementowała się w myślach.
                                  Nagle zza okna dobiegł ją przeraźliwy dżwięk. Zadrżała przerażona, ale kobieca
                                  ciekawość kazała spojrzeć przez okno. Zamarła z osłupienia. Wokół, jak okiem
                                  sięgnąć stały potężne chlewnie. Boże, gdzie ja jestem ?
                                  Wybiegła na zewnątrz. Skąd ten dziwny dżwięk ? Co jest grane ? żadnych ludzi.
                                  Zobaczyła uchylone drzwi do jednego z chlewów. Weszła cicho. To co zobaczyła
                                  ani ją nie przeraziło, ani rozśmieszyło. Wszystkie niemal zgromadzone tam świnie
                                  grały w karty i wesoło chrumkały. Potężny knur z wielką szramą na ryju grał na
                                  gitarze.
                                  Jerry ? Ty tutaj ? - zapytała.
                                  • Gość: Hiszpan Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.07.03, 13:38
                                    - no nie tego już dosyć... Niewiem co to był za bimber ale czachojeb z niego
                                    niesamowity... nigdy więcej bimbru!!! - postanowiła...
                                    - Boże jakie ja mam po nim zwidy i omamy... gorsze nawet niż po mieszance LSD,
                                    grzybków i antydepresantów... co to było?!

                                    nadal nie mogąc dojść do siebie wyszła z chlewu i poczłapała w kierunku cienia
                                    przespać się...

                                    może jak zduszę komara to lepiej się poczuję pomyślała padając twarzą na
                                    ziemię...
                                    znów straciła przytomność...


                                    • ma.la.wi Re: Piszemy powieść ?? :D 21.07.03, 23:27
                                      obudzila ja meska, owlosiona dlon, przesuwajaca sie delikatnie po jej
                                      alabastrowym policzku. otworzyla jedno oko i ujrzala szereg czarnych guzikow.
                                      otworzyla drugie i przed jej oczami stanela snieznobiala koloratka...
                                      - nieeeeeeeeeeee!!! - agata zaczela sie nerwowo szczypac po calym ciele.
                                      - dziecinko, chcesz o tym porozmawiac? przysnilo ci sie cos zlego? - zapytal
                                      proboszcz zachrypnietym glosem (wczorajszego wieczora swietowali imieniny
                                      organisty).
                                      agata z przerazeniem zaczela myslec o tym, co teraz bedzie. czy ma uciekac?
                                      czy poddac sie po raz kolejny urokowi proboszcza? czy poprosi proboszcza o
                                      zwrot edwarda - jej poltorarocznego synka...?

                                      - to wszystko i jeszcze wiecej juz dzis o 20 w dwojce. zapraszam serdecznie! -
                                      jolanta fajkowska usmiechnela sie i operator wylaczyl kamery.
                                      z oddali bylo slychac czyjs skrzekliwy glos: "kur*a, ile mam czekac na te
                                      pier***ona dziunie, gdzie ta charakteryzatorka???". jolanta f. usmiechnela sie
                                      do siebie i pomyslala cieplo o swojej kolezance z pracy - agacie, zwanej przez
                                      wszystkich na woronicza po prostu "mlynarka". jola odpiela mikrofon i
                                      sciagnela przepocony zakiet. "wreszcie weekend..." - ta mysl wypelnila ja
                                      blogoscia. jednak slodkie marzenia zostaly przerwane przez brutalne wibracje z
                                      torebki jolanty. szybko znalazla telefon, wcisnela zielona sluchawke i
                                      uslyszala przejety glos...
                                      • Gość: pgr Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.blue.pl 22.07.03, 13:49
                                        Jolka ! , widziałem cię w pudle, które ludzie nazywają telewizorem - zaryczał
                                        do telefonu Jerry.
                                        Jak na starą rurę całkiem dobrze wyglądasz - wychrumkał najbardziej szczery
                                        komplement w jego świńskim życiu.
                                        Jolanta zarumieniła się z podniecenia. Czego ten zboczony knur może od niej
                                        chcieć -pomyślała i zaraz sama sobie odpowiedziała : chce się ze mną spotkać !!!
                                        Jerry rozwiał jej marzenia - nic z tego oczym myślisz Jolu - szukam Agaty !
                                        • ma.la.wi Re: Piszemy powieść ?? :D 22.07.03, 22:23
                                          - mowilam, dzis o 20 w dwojce... - warknela jolanta i juz miala odlozyc
                                          sluchawke, ale uslyszala w niej pelen slodyczy meski glos z lekka nutka
                                          dekadencji.
                                          - halo, pani jola? TA pani jola? ta z telewizji? czy ja moglbym prosic o
                                          autograf? moze byc MMSem! albo faksem. w ogole to witek jestem, jerry to moja
                                          swinia! juz podaje num...
                                          jolanta odlozyla sluchawke, bo nie lubila nachalnych fanow. wystarczyly jej
                                          tabuny rozhisteryzowanych nastolatkow, ktore dzien w dzien spotykala tuz pod
                                          swoja furtka. nie miala ochoty wracac do domu. pomachala wszystkim
                                          telewizyjnym kolegom i wyszla na dziedziniec. nie wiedziala zupelnie co ze
                                          soba zrobic. miala ochote na cos szalonego... "tak, pojade TAM...!!!" -
                                          pomyslala nagle jolanta, zwana przez przyjaciol po prostu "fajka". podciagnela
                                          kusa spodniczke, wystawila udo na jezdnie i rozpuscila wlosy. juz po chwili
                                          siedziala na przednim siedzeniu turkusowego malucha, pedzac przed siebie, w
                                          nieznane TAM...
                                          • Gość: sss Re: Piszemy powieść ?? :D IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 22.07.03, 23:16
                                            Kierowca byl Mariusz. Joli to nie przeszkadzalo, ale gdyby byl troche bardziej
                                            przystojny to zaczelaby z nim rozmowe. Moze doszloby do "czegos" ale pedzili
                                            dalej malym FIATEM. Nagle samochod zatrzymal sie. Mariusz oznajmil ze nie
                                            pojada dalej gdyz zatankowal paliwo w jednej ze stacji z "czarnej listy" i
                                            silnik mu sie zatar. Jola lekko zdenerwowana zadzwonila do znajomych by ktos
                                            po nia przyjechal, ale nikogo nie bylo. Zblizal sie wieczor. Jola musiala
                                            przenocowac w Maluchu wraz z nie znajomym.
                                        • mihal_04 Re: Piszemy powieść ?? :D 23.07.03, 00:43
                                          -No to co - rzekl Mariusz - Idziemy spac
                                          Po czym zdjal adidasy i rozlozyl sobie fotel. Jola nieco skonsternowana
                                          zaczela grzebc w torebce. Czesto pomagalo jej to w rozwiazywaniu trudnych
                                          sytuacji. Niektórzy w tym celu sie kapia, inni chodza drapiac sie po tylku, ona
                                          grzebala w torebce.
                                          -Pali pani? - mruknal odwrócony Mariusz
                                          -Nie, dzieki. Musze dbac o zeby. Ale dym mi nie przeszkadza - dodala nie chcac
                                          wchodzic w konflikt z czlowiekiem, który byl teraz panem jej losu
                                          -A mi tak! Nie znosze dymu i musialbym pania wyrzucic gdyby pani zapalila
                                          -Nie mam zamiaru
                                          -Pewnie pani kiedys palila. I co jakis czas nocy powraca glód, tej nocy bedzie
                                          to samo...
                                          -Nie palilam
                                          -To moze pani zacznie? Niektórzy pózno zaczynaja.
                                          -Nawet nie mam papierosów!
                                          -Moze pani pójsc na stacje...
                                          -Tu nie ma stacji!
                                          -Gdzies pewnie jest. Nalogowcy to zdeterminowani ludzie
                                          -Nie palilam, nie pale i nie bede. Nie wybieram sie na zadna stacje. Dobranoc.
                                          Zapadla cisza, dzieki czemu Jola mogla skoncentrowac sie na torebce...
                                          -Pani chrapie?
                                          -Slucham?
                                          -Czy pani chrapie. Bo ja nie móglbym zniesc chrapania, doprowadza mnie do
                                          bialej goraczki. Trace nad soba kontrole.
                                          -Nie chrapie
                                          -Dlaczego?
                                          -Slucham?
                                          -Wie pani, kazdemu sie wydaje, ze nie chrapie, póki ktos go nie uswiadomi. Ja
                                          nie chce byc tym kims
                                          -Wiec pan nie bedzie. Nie chrapie. Przepraszam, musze przemyc twarz - rzekla
                                          Jolanta i siegnela po paczke chusteczek. Zwilzyla je paroma kroplami
                                          Naleczowianki i przetarla spocona skóre. Szkoda, ze tamten nie myje nóg,
                                          pomyslala zdejmujac szpilki. Cóz, trzeba jakos przezyc te noc. Rozlozy fotel,
                                          polozy sie (na ile to mozliwe w tej klitce) i postara zapomniec o tym, ze
                                          siedzi w maluchu z obcym smierdzacym facetem, ktory byc moze jest psychopata.
                                          Rozlozenie fotela okazalo sie jednak trudniejsze niz myslala. Gdy zdolala juz
                                          odnalezc dzwignie i zrobic z niej uzytek, oparcie niezmiennie pozostawalo w
                                          pozycji pionowej, mimo ze napierala na nie z calej sily. W koncu, nie widzac
                                          innego sposobu, usiadla okrakiem na siedzeniu, oparla sie plecami o deske,
                                          nogami próbujac pokonac opór jaki stawial zdezelowany mechanizm. Wreszcie cos
                                          drgnelo, ale oparcie zmienilo polozenie raptem o pare stopni.
                                          -Nie gasi pani swiatla? - burknal Mariusz
                                          -Zarz, tylko rozloze siedzenie - z trudem wystekala Jola
                                          -Nie da rady. Zepsute
                                          -O...dziekuje. Ze pan uprzedzil
                                          -Nie ma za co. Tak wiec czyta pani przed snem? - syknal - Ja jestem niezmiernie
                                          wrazliwy na swiatlo.
                                          -Nie, rzadko czytam. Bardziej mnie interesuje telewizja.
                                          -A gdyby wlasnie teraz pania naszlo?
                                          -Nie mam zadnych ksiazek
                                          -Ale tu jest jedna. Mrozek
                                          -Wlasciwie to jestem analfabetka - westchnela Jola wracajac na poprzednia
                                          pozycje
                                          -A zdjecia?
                                          -Co zdjecia?
                                          -Pewnie ma pani jakies magazyny, bedzie pani ogladac fotografie.
                                          -Nie mam
                                          -Zdjecie chlopaka
                                          -Rzucilam wczoraj - i jego, i zdjecie
                                          -No to pewnie bedzie pani sie przegladac w lusterku, malowac i tak dalej. Nie
                                          znióslbym...
                                          Zamilkl bo w tym momencie zgaslo swiatlo a za chwile w ciemnosci trzasnely
                                          drzwi malucha. Jola przebiegla pare metrów, by za chwile wrócic z ciezkim
                                          kijem. Dwa uderzenia wystarczyly zeby rozbic przednie reflektory.
                                          -To zeby cie swiatlo nie draznilo, Mariuszku! - krzyknela uciekajac w ciemny
                                          las. Mój Boze, pomyslala, tylko co ja teraz zrobie? Chyba trzeba jednak szukac
                                          tej stacji.



                                          --
                                          "Z Wołoszynami poczciwey rozmowy nie masz, bo plemię złodzieyskie, tedy wszelką
                                          gadkę zaczynay dawszy wprzódy w pysk".

                                          Tarcza Żołnierza y Rycerza Ziemie Koronney, Instrukcya, iako z różne nacye gadać
                                          • ma.la.wi Re: Piszemy powieść ?? :D 23.07.03, 01:16
                                            jolanta szla poboczem z coraz bardziej zrezygnowana mina. po jej glowie
                                            kolataly sie tysiace mysli. co robi teraz jej corka? przeciez nie zostawila
                                            jej kartki, ze wieczorem bedzie robila cos szalonego i w zwiazku z tym ma
                                            odgrzac sobie obiad... nagle zrozumiala, ze nie zaplanowala do konca swojego
                                            szalonego wypadu. "na woronicza pewnie sie o mnie martwia. nie wiem gdzie
                                            jestem i nie wiem kiedy wroce...". jolanta desperacko siegnela do torebki, aby
                                            w niej pogrzebac, ale w tym samym momencie nadjechal czarny kabriolet.
                                            - te, laska... - na dzwiek tego glosu jolanta odwrocila sie i oslupiala -
                                            eeeeee... znam cie malutka skads, tylko, kurde, nie wiem skad... eee, to ty
                                            dzis zapowiadalas moj serial!
                                            jola po uslyszeniu tych slow byla juz pewna z kim ma do czynienia. postrach
                                            wszystkich kobiet... nieokielznany buhaj... nieustraszony deflorator... tak,
                                            to byl PROBOSZCZ. pod kruczoczarnymi wlosami jolanty zaswitala natychmiast
                                            mysl o ucieczce, ale zaraz opamietala sie i uroczo usmiechnela do proboszcza.
                                            wskoczyla ochoczo do kabrioleta i zdarla z siebie koszule.
                                            - to gdzie jedziemy, ksiezulku?
                                            • fitit Re: Piszemy powieść ?? :D 23.07.03, 16:10
                                              Okryj się trochę lubieżnico - skracił Jolantę proboszcz.
                                              Twoje piersi nie skuszą już nawet wyposzczonego księdza - dodał obłudnie.
                                              Jolanta założyła bluzkę i spojrzała zaszokowana na proboszcza. Ta obłudna
                                              świnia ma czelność zwracać uwagę gwieździe TV. O niedoczekanie- pomyślała.
                                              Zatrzymaj samochód, chcę wysiąść - ucięła krótko.
                                              Proszę zatrzymaj samochód - powtórzyła. Proboszcz zauważył, że są obserwowani
                                              przez ludzi z mijających samochodów. Zahamował z piskiem jednocześnie
                                              otwierając jej drzwi.
                                              Wynocha ladacznico, zejdź z mych świętobliwych oczu.
                                              Jolanta wysiadła szybko i odchodząc pokazała proboszczowi palec dłoni w znanym
                                              geście.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka