Dodaj do ulubionych

Wspomnienia z lekcji w-f

IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 03.03.09, 20:29
Niemal każdy z nas przeszedł w swoim życiu coś, co nazywa się
lekcjami w-f. Jakie macie wspomnienia z tego okresu?

Moje to:
Piłka nożna, w mojej szkole podstawowej grana metodą: "Kupą, mości
panowie!", to znaczy, jedna istota próbowała biec z piłką w szeroko
pojętym kierunku bramki, a reszta, wliczając w to członków własnej
drużyny i obu bramkarzy, próbowała odebrać piłkę, wykorzystując przy
tym agresję fizyczną i werbalną. Po meczu przegrana drużyna
solidarnie obrażała się na zwycięzców i swojego bramkarza.

Bieganie- w tym celu udawaliśmy się na pobliski obiekt
stadionopodobny, w pobliżu którego znajdowało się coś w rodzaju baru
szybkiej obsługi, który przyciagał jak magnes okolicznych
przedstawicieli gatunku Homo menelis. Kiedy my biegaliśmy po
pokrytej śmieciami i krecimi kopcami trawie, menele gromadzili się w
skupiska wokół brudnych ław i jeszcze brudniejszych stolików,
sączyli piwo za 40gr od puszki, trunek który nie miał niestety
przejrzystości bursztynu i gęstości miodowego płynu. I dzielnie
dopingowali nas. Standardem było:"szybciej, nie lenić się!", czasami
przechodzące w: "ruszyć d.u.p.s.k.a, lenie!", a nawet: "patrz,
Zbychu, chłopoki biegną, żeby życie miało smaczek, roz dziewcyna,
roz chłopoczek!" (Dziewczyny miały jeszcze gorzej.)

Dziwni nauczyciele- np. nauczycielka (ucząca dziewczyny, 50latka o
nobliwym wyglądzie), która nagminie używała
słów: "niunia", "laseczka", "dupencja".
-Niunia, czemu nie ćwiczysz?
-No, laseczki, idziemy biegać!
-Niunia, zepnij swoją dupencję! (przekładając na język polski-
"napnij mięśnie pośladkowe")

A co Wy pamiętacie z w-fu?
Edytor zaawansowany
  • miss_mass 03.03.09, 21:07
    Lecącą piłkę w moim kierunku coraz większą rzuconą z siłą wodospadu
    przez harpagony z mojej klasy i mnie uciekającą przed nią z piskiem
    najbardziej pamiętam :-)

    Była też pani, ktora miala zwyczaj wypowiadania na cały regulator:
    Dzieffczęta piersi do przodu! Chłopaki na to lecą!
  • misiania 03.03.09, 21:38
    u nas były eskaesy. uczestnictwo w szkolnym kółku sportowym było
    oczywistą oczywistością. najbardziej pamiętam jak trener przez
    wiosenne roztopy przepędzał nas w tenisówkach. i jakoś nikt się nie
    przeziębiał, mimo biegania po lodowatej śniegowej brei...
  • miss_mass 03.03.09, 21:42
    łza się w oku kręci @)
    ja też pamiętam biegi po parku w tenisowkach i koszulce przy 10st...

    ji żyję! o!

    ;D
  • misiania 03.03.09, 21:48
    a dresy były wtedy jakieś takie ohydne bardziej. ordynarna bawełna,
    rozciągająca się nieelegancko na kolanach i tyłku. i co? i nic. się
    biegało po prostu :)))
  • miss_mass 03.03.09, 22:07
    ja byłam estetką ;) i ćwiczyłam w "t-szortach" (cytat pochodzi z
    pana od polskiego) i t-szertach :)
  • Gość: s IP: 212.127.95.* 07.03.09, 02:05
    Zasadniczo WF byl OK. Ruch potrzebny, znana sprawa.
    Natomiast bardzo ambiwalentne mam odczucia co do wuefistow. Niestety mniejszosc jest zaangazowana w przedmiot, wiekszosc - dawala pilke i szla do kanciapy pogadac przy kawie ze szklanki. Straszne nieroby.
  • Gość: blue IP: 213.25.33.* 06.03.09, 12:56
    ojjj - jak ja nie lubiłam grać z takimi niezdarami jak Ty w
    siatkówkę!! Piłka leciała jej prosto w ręce, a ta ciii--pka robiła
    unik albo stała jak słup soli....to jest dopiero trauma!! ;-))
  • buraczana.lejdi 06.03.09, 13:18
    Gość portalu: blue napisał(a):

    > ojjj - jak ja nie lubiłam grać z takimi niezdarami jak Ty w
    > siatkówkę!! Piłka leciała jej prosto w ręce, a ta ciii--pka robiła
    > unik albo stała jak słup soli....to jest dopiero trauma!! ;-))

    potwierdzam:)

    w podstawowce to jeszcze sie fajnie gralo we wszystko, no ale mialysmy fana
    w-fistke (zreszta moja trenerke od tenisa), ale w lo to juz byla masakra, z
    mojej klasy to ze dwie osoby graly, a reszta lepiej nie mowic;
  • Gość: freiman IP: *.elwico.pl 06.03.09, 15:07
    w szkole średniej mieliśmy salę gimnastyczną w innej części miasta , jak szliśmy
    z chłopakami na wagary , to na w-f zawsze wracaliśmy ,ale żeby nie podpadło to
    dopiero po sprawdzeniu obecności wychodziliśmy z "ukrycia"
  • miss_mass 06.03.09, 20:36
    Gość portalu: blue napisał(a):

    > Piłka leci jej prosto w ręce, a ta ciii--pka robi
    > unik!

    ooooo, dokładnie to mówiły!

    ;)
  • titta 06.03.09, 22:28
    No ja bylam taka "niezdara". Trudno czasem nie byc, jak sie jest do
    gry w cos, co sie nie lubi przymuszanym. Kontakt z pilka - wiadomo,
    boli, wiec jej unikalam. Co dziwne, nie sprawialo mi problemu
    ofiarne bronienie bramki, bo grac "w noge" zawsze lubilam. W liceum
    mielismy zajecia koedukacyjne, i gdy dziewczyny graly w siatkowke,
    ja biegalam z chlopakami po boisku.
  • titta 06.03.09, 22:53
    Wf w ogole w podstawowce byl koszmarny i nudny. Przewarzala ta
    nieszczesna siadkowka, glownie z powodu istnienia w okolicy
    ligowegej drozyny, do ktorej niektore dziewczyny aspirowaly.
    W liceum za to duzo sie dzialo, a ze nie grzeszylismy sprawnoscia
    fizyczna, to mmentami lekcje przypominaly mocno surrealistyczna
    komedie. A to ktos wszedl po sciance do wspinaczki (bez asekuracji)
    i zejsc nie mogl, a to ktos kula miotnol "nie w ta strone", a to
    nauczyciel byl zmuszony zdejmowac uczniow z poreczy jak kury z
    grzedy (brak sily aby sie wybic do zeskoku). Ja osobiscie nie
    zapomne jak wpadlam za skrzynie, przystawiona do sciany, glowa w dol
    i tak utknelam na dluugie minuty. Jakims cudem powaznych obrazen
    jednak nie bylo i kazdy z nas wyniosl jakis sport na poziomie
    sprawiajacym przyjemnosc.
  • Gość: jaija IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.03.09, 22:02
    Babę, która kazała nam biegać, biegać i raz jeszcze biegać w kółko miejscowego
    stadionu. To była prawdziwa makabra dla kogoś takiego, jak ja, kto realizował
    się raczej w gimnastyce uprawianej na hali - przewrotach, jakichś akrobacjach.
    Dlatego w I półroczu miałam zawsze lepiej, bo była zima i za zimno, by
    zapindalać po bieżniach :P W drugim latałam z wywieszonym jęzorem, ciekawe, co
    by było, gdybym w końcu padła na zawał.
  • buraczana.lejdi 06.03.09, 13:18
    Gość portalu: jaija napisał(a):

    > Babę, która kazała nam biegać, biegać i raz jeszcze biegać w kółko miejscowego
    > stadionu. To była prawdziwa makabra dla kogoś takiego, jak ja, kto realizował
    > się raczej w gimnastyce uprawianej na hali - przewrotach, jakichś akrobacjach.
    > Dlatego w I półroczu miałam zawsze lepiej, bo była zima i za zimno, by
    > zapindalać po bieżniach :P W drugim latałam z wywieszonym jęzorem, ciekawe, co
    > by było, gdybym w końcu padła na zawał.

    pewnie padlabys na zawal
  • Gość: dioti IP: *.chello.pl 03.03.09, 22:14
    Od najwcześniejszych lat przejawiałam wybitnie specyficzne
    uzdolnienia sportowe, które przejawiały się m.in.:
    - niemal trafionym kopniakiem w szczękę studentki AWFu siedzącej na
    ławeczce, obok której na materazu robiłam przewrót w przód - 3 klasa
    podstawówki
    - zgromadzeniem pokaźnej kolekcji przezwisk odwołujących się do
    mojej tężyzny fizycznej w czasach wczesnej podstawówki, kiedy to
    lekcje wuefu były jeszcze koedukacyjne
    - wykonanie na szyi koleżanki przy użyciu paznokci trzech
    efektownych żywoczerwonych smug podczas gry w kosza w liceum
    - notorycznym wykraczaniem poza granice normy w tabelach wyników
    lekkoatletycznych (oczywiście dolne...)
    - przedwczesnym siwieniem włosów u wszystkich wuefistów, którzy
    mieli ze mną do czynienia...
  • frred 03.03.09, 22:27
    Dioti, nie przejmuj się.

    Ja w podstawówce miałem same dolne, oprócz bicia się (2 razy zawieszenie w
    prawach ucznia).
    (w LO zaczęły się górne, jeśli chodzi o siłę rąk i elastyczność, a pozostałe
    dalej do d...)


    Ale do rzeczy, co zapamiętałem z WF:

    Rafała N. którego 3 razy niechcący sfaulowałem na 1 meczu.

    Był dwa razy większy ode mnie i nie dał się przeprosić.

    Laliśmy się przez kilka przerw i 2 godziny po lekcjach (mimo kilku prób
    pojednawczych z mojej strony). Był wielki jak słoń, ja przeważałem
    elastycznością, sprytem, dobrym prawym sierpem i szybkim kopem w jaja.

    W końcu go przewróciłem i wtedy mu wpie...łem za całe 6 godzin ciężkiego stresu:)

    Potem mnie szukał z kolegami, ale ja też miałem kolegów:)
    --
    Wiadomość zostanie usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu
  • Gość: dioti IP: *.chello.pl 07.03.09, 20:03
    spoko, po latach już się nabrało dystansu:)

    trusiaa kilka postów niżej przypomniała skok przez kozła... Kozioł
    przez pierwsze 3 lata podstawówki był moją nemezis - zawsze sk_ela
    dosiadłam zamiast przeskoczyć ;-)
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 03.03.09, 22:20
    Przypomniało mi się coś jeszcze: jeden z naszych nauczycieli zwracał
    się do nas:
    "No, chopcy, biegiem na bo-y-sko!" "pódź no sam z tą pyłką!"
    "nie lotojcie tak po bo-y-sku!"
  • frred 03.03.09, 22:35
    Piromanie, a skąd jesteś?

    Bo z wymowy nauczyciela sądząc, typuję gdzieś w promieniu 100 km ode mnie.
    --
    Wiadomość zostanie usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu
  • kachullcia 03.03.09, 23:43
    z podstawówki pamiętam bieganie, bieganie i raz jeszcze bieganie -
    10 razy dookoła parku alejkami.... Teraz to nawet do tramwaju nie
    biegnę, takie obrzydzenie mam.
    A z LO mieliśmy dwa łączone WF z przerwą obiadową pomiędzy nimi.
    Prawie wszyscy jedliśmy obiad, a wredna baba zawsze na drugiej
    lekcji zarządzała stanie na rękach.... Dodam, że nosiła strasznie
    mocne okulary i była na serio cholernie gruba. Nigdy nie
    demonstrowała ćwiczeń, które mieliśmy zrobić.
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 04.03.09, 00:35
    Urodziłem się oraz wyrosłem na malowniczym terenie zwanym
    Górnośląskim Okręgiem Przemysłowym :)
  • Gość: trusiaa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.09, 08:45
    Szkoła była mocno wiekowa, a boisko posypane żużlem i nieogrodzone, więc
    zaśmiecane regularnie przez tubylców. Na wiosnę odbywało się doroczne
    "sprzątanie" - w ramach wuefu wychodziliśmy na boisko i gołymi rękami
    zbieraliśmy szkła, papiery i co większe kamienie.
    Na co? Na... kupki, których nikt nie zabierał, więc na drugi dzień nie było
    widać różnicy.

    Pamiętam jak spadłam z kozła i wuefista, piękny mężczyzna, nachylił się nad moim
    wijącym się z bólu zezwłokiem i wyszczerzył się promiennie: - Co szklanki się
    potłukły?
    Od tamtej pory już dla mnie nie istniał.
  • mandryk 04.03.09, 11:37
    Podstawówka. Wuefista ustawia długą niziutką ławeczkę pod kątem 45
    stopni. Jeden koniec opiera się o drabinki, drugi o podłogę - jedną
    z deseczek-nóżek. Trzeba wbiec po ławeczce jak najwyżej i zeskoczyć.
    Nikt nie ma odwagi. Wuefista pokazuje. Bierze rozpęd - i
    niefortunnie stawia stopę na części ławeczki między podłogą a nóżką.
    Prawa fizyki są bezlitosne. Robi się dźwignia. Ławeczka pod ciężarem
    wuefisty staje do pionu. Wuefista zsuwa się na podłogę i dostaje na
    płask w mordę całą ławeczką. Nigdy nie zapomnę tego dźwięku...
    ***
    Ta sama podstawówka. Kolega zapomniał spodenek. Na szczęście miał
    długą koszulkę, prawie do kolan. Męska decyzja - nikt nie zauważy
    braku spodenek. No chyba, że akurat tego dnia wuefmen zaserwuje
    stawanie na rękach. Widok koszulki, powoli zsuwającej się z kolegi (
    jego miny) - bezcenny nawet po latach!
    ***
    Liceum. Bieg na 200 metrów. Spinam się do startu, biegnę, od razu
    potykam się o coś - i brutalnie przebiega po mnie 15 chłopa...
    Nie cierpię wuefu!
  • uccello 04.03.09, 11:53
    Nasza drużyna siatkówki, musiała wybrać sobie okrzyk bojowy na
    początek meczy. Jedna z koleżanek zaproponowała energetyzujący,
    kipiący radością życia okrzyk z piosenki Beatlesów. Przekładając na
    fonię szło to tak: Kapitan JUHU? drużyna JAHEY!
    Miałyśmy grono żarliwych kibiców, którzy przychodzili popatrzeć jak
    gramy (a grałyśmy kiepsko, lecz z pasją), chyba tylko po to żeby
    usłyszeć z naszych niewinnych, usteczek różanych owo gromkie
    JUHUJAHEJ.
  • leftt 04.03.09, 13:15
    Brak sali gimnastycznej i wf na korytarzu szkolnym od listopada do
    marca. Koszmar. Zawsze wolałem piłkę nożną i biegi. Z piłki nożnej z
    niższych klas pamiętam, że zawsze musieliśmy strzelić ze trzy
    bramki, żeby nasi przeciwnicy jedną uznali. Co do wyników istniały
    zawsze duże rozbieżności.
    --
    Zdognie z nanjwoymszi baniadmai nie ma zenacznia kojnolesc ltier
    przy zpiasie dengao solwa. Nwajzanszyeim jest, aby prieszwa i
    otatsnia lteria byla na siwom mijsecu, ptzosałoe mgoą być w
    niaedziłe i nie satwrza to polbemórw ze zozumierniem tksetu.
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 05.03.09, 14:43
    Też ćwiczyliśmy na korytarzu. A parę razy kazano nam na przemian
    wbiegać po schodach na piętro i zbiegać z nich. I tak przez prawie
    pół godziny, urozmaicane komendami: "teraz co drugi
    stopień!", "tyłem!", "złączyć stopy i skakać", "skakać na jednej
    nodze". O dziwo, nikomu nie udało się uszkodzić. Za to hałas był
    nieziemski!
  • Gość: rafa67 IP: *.y.pppool.de 06.03.09, 12:07
    cudne :-D
    Boze, jak nam sie udalo wszystko przezyc? I nie zwariowac?
  • Gość: nasz okrzyk IP: *.toya.net.pl 06.03.09, 11:42
    Nasz okrzyk w LO (również na lokalnych zawodach) to "J***Ł ICH PIES? TAK JEST!"
    Po zmianie wfisty po drugiej klasie nowy był trochę zszokowany :P
  • Gość: gabrielle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.09, 19:38
    Majtki miał?:)
    Ja to raz wyleciałam rano z domu bez stanika. No ale nic to, do szczęścia
    potrzebny nie jest. A tu w-f. A tu baba zarządziła stanie na rękach. Pomysł
    należy do najgorszych, na jakie można w moim wypadku wpaść. Przerażona nie
    zwróciłam uwagi na to, że ja tego stanika nie mam. I że przed podejściem
    przydałoby się schować koszulkę w spodenki...
    Nie pamiętam, co było większe. Duma, że akurat tym razem udało mi się na ręką
    stanąć, czy przerażenie, gdy uświadomiłam sobie, że koszulka się zsuwa.
  • cy.nick 06.03.09, 23:10
    III kla sa LO. "Włefistę" wzięli na ćwiczenia wojskowe.
    Zastępuje go inny. Wzrost ~170, tak ja ja i dwaj koledzy, o których tu napiszę.
    Stawia skosem (!) skrzynie i każe nam skakac. Techniak to: rozbieg, odbicie od
    odskoczni, odbicie rękami od końca skfrzyni i lądowanie na złączone nogi.
    Skądinąd świetna zabawa. Ale ten skos skrzyni...
    Jest nas dwudziestu kilku.
    Rysiek (równolegle dwa lata siatki i judo w klubie) odmawia, Jurek (pójdzie do
    szkoły oficerskiej) odmawia, ja również odmawiam. Reszta nawet nie podejmuje tematu.
    Pan nauczyciel postanawia nam pokazać ćwiczenie. Nonszalancko idzie na początek
    rozbiegu, rozbieg, odbicie od odskoczni i ... jajami zahacza o koniec skrzyni i
    prawie się zwala.
    Utrzymanie fasonu musiało go wtedy sporo kosztować.
    W każdym razie skrzynię postawił prosto i kazał obniżyć o jeden segment.
  • Gość: matoshiba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.09, 14:41
    a czasem to nie I LO w Brodnicy ??
  • mallina 05.03.09, 14:56
    Gość portalu: 3,14-Roman napisał(a):

    > Urodziłem się oraz wyrosłem na malowniczym terenie zwanym
    > Górnośląskim Okręgiem Przemysłowym :)

    to i jak ja, a konkretniej?
    ja tam gdzie rzadza Niebiescy:-)
    --
    Jack is back!
    www.fox.com/24/index.htm
  • Gość: ss IP: *.clubnet.pl 06.03.09, 23:18
    Też mieliśmy nauczyciela, który nadużywał "Y" :D boysko, pyłka. Krwawy Edward go nazwaliśmy :D Kopcił jak smok, miał takie zadymione okulary i żadnego szacunku do ucznia.
    Myślę, że niejeden mój kumpel (mnie akurat lubił) w przypadku spotkania z nim dzisiaj odwdzięczyłby się :)
  • niewygodny 06.03.09, 16:33
    W sumie WF nie sprawial mi problemow a wrecz przeciwnie ale pamietam
    jak juz w LO mielismy jakis sprawdzian i skakalismy w dal.
    Wyszlo mi tak ze po przeleceniu w powietrzu jakichs 5,80 m spadlem z
    calym impetem na ... proste nogi w dodatku w pozycji prawie
    prostopadlej do skoczni (szkoda ze nie bylo zapisu video bo cos
    takiego to chyba 1 na milion sie zadarza) a potem - ku uciesze
    wszystkich zebranych kolejne 3 metry szczupakiem do przodu wbrew
    wlasnej woli.
    Jakos pryzezylem bez najmniejszego nnawez zadrasniecia :)


    --
    Zwiazki Zawodowe Nalezy Rozwiazac !
  • chicot 04.03.09, 14:37
    Mój wuefMan ze średniej szkoły był istnym gejzerem aforyzmów i
    mądrości życiowych, przy którym Seneka czy Marek Aureliusz jawią się
    mało błyskotliwie.
    Zima, nikt jeszcze nie słyszał o globalnym ociepleniu, toteż zimno
    jak za komuny, nie bardzo kwapimy się do wyjścia na lodowisko w
    ramach lekcji w-f i słyszymy gromkie:
    "...Zimą wcale nie jest zimno, to takie babskie przesądy!..."
    Tenże sam nauczyciel wydając nam łyżwy, nie omieszkał troskliwie
    przestrzec:
    -No, to idźcie, tylko uważjcie, bo jest ślisko.

    Natomiast w ramach kursu ratownictwa wodnego, w czasie zajęć z
    wiosłowania, usłyszeliśmy, że po łodzi należy poruszać się dokładnie
    jej środkiem, gdyż:
    "...każda łodka ma swoja statystykę, jedna jest bardziej
    statystyczna, inna mniej..."

    To mówił absolwent AWF.
  • n_nicky 04.03.09, 14:55
    Pamiętam lekcje WF-u w gimnazjum - miałam wyjątkowo leniwą nauczycielkę, nie
    chciało jej się prowadzić lekcji, więc w rezultacie WF formalnie istniał, ale
    przez ponad 1,5 roku spędzaliśmy większość zajęć w świetlicy udając, że gramy w
    tenisa stołowego. Wtedy oczywiście wszystkim się to podobało :)

    W liceum trafiłam na szczęście na nauczycielkę "starej daty", która na każdych
    zajęciach pouczała nas o wadach postawy, koszmarnej sprawności fizycznej
    polskich uczniów itp. Mieliśmy bardzo małą salę gimnastyczną, WF miało
    jednocześnie kilka klas, więc większość zajęć odbywaliśmy na dworze. Nawet na
    początku grudnia albo w połowie lutego - jeśli nie padał deszcz albo śnieg, nie
    było mrozu -20 stopni, to nauczycielka kazała założyć gruby dres, ciepłą bluzę,
    szalik, czapkę i rękawiczki i wychodziliśmy ćwiczyć na boisku. Nigdy się nie
    przeziębiłam.

    Później przyszły dwa obowiązkowe semestry WF-u na studiach. Dla 99% studentów WF
    jest zbędnym i niepotrzebnym pożeraczem czasu. Najpierw zapisałam się na jogę do
    pewnego "dziadka". Ów dziadek był bardzo wysportowany, ale bez przerwy marudził,
    że wykonujemy źle asany. Wracał więc na swoją matę i pokazywał, jak wykonywać je
    poprawnie. Był wysportowany, ale bardzo strzykało mu w kościach, na dodatek
    nosił bardzo obcisłe spodenki z lycry :)

    Później zapisałam się na callanetics (zestaw kilkudziesięciu ćwiczeń
    wykonywanych po 100 sekund każde, wymagają dość dobrej kondycji) i trafiłam na
    kolejną nauczycielkę starej daty, przypominającej na każdych zajęciach o
    krzywych kręgosłupach i braku aktywności fizycznej. Niestety miała rację -
    sprawność fizyczna niemal wszystkich dziewczyn była beznadziejna.

    Ogólnie WF-u w szkole nie lubiłam - głównie przez brak różnorodności. Ciągle
    była koszykówka, biegi, gimnastyka, skoki w dal, a raz na ruski rok jakieś
    urozmaicenie w postaci piłki ręcznej, pchnięcia kulą, rzutu oszczepem czy rzutu
    piłką lekarską. Nie lubiłam oceniania, szczególnie rzeczy robionych na czas, np.
    biegi. Było parę dziewczyn, których bieganie nie było mocną stroną, więc z
    powodu gorszego czasu dostawały 3 lub 4, a nie były wcale mniej sprawne od tych,
    które dostawały 5-tki. Wspomnienia z WF-u mam takie sobie, ale dzisiaj uwielbiam
    aktywność fizyczną :)
  • Gość: kamiata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.09, 17:37
    całkiem świeża jeszcze lekcja i świeże wspomnienie:
    "Uczeń zwraca się do nauczyciela po imieniu: Ssij"
    MGR(:DDDDDDD jeszcze by mu ktoś uwierzył)S*********
    uwaga wpisana do dziennika, od Rumuna do Murzyna
    i na każdej lekcji z kilkanaście takich perełek. A drugi nauczyciel
    stary obleśny i dziś na kilometr jechało jabolem od niego. I fajny
    wf, można sobie pójść do domu albo leżeć gdzie się chce i z kim;)))
  • yabol428 04.03.09, 18:16
    Nigdy nie lubiłem lekcji wf, zawsze byłem strasznym łamagą w sporcie, dlatego ze
    szkoły podstawowej i średniej nie mam jakichś przyjemnych wspomnień z wf.
    Najgorsze było, jak dostałem się na studia i dowiedziałem się, że tam też będę
    miał wf, i to jeszcze przez 3 lata (podczas gdy na innych kierunkach na UJ normą
    był 1 rok). Ale przynajmniej ten wf na studiach nie był taki straszny, bo już
    nie oceniano za wyczyny, właściwie liczyła się sama obecność, więc nawet z tego
    okresu przypominam sobie jakieś bardziej zabawne wspomnienia.
    Np. przez jeden rok wf miałem o 7:00, nauczyciel o tej porze zazwyczaj był
    skacowany i nic mu się nie chciało, natomiast po sali często kręcił się
    konserwator, wesolutki od samego rana. Czasami nauczyciel był tak nie do życia,
    że nie chciało mu się poprowadzić zbiórki, wtedy zbiórkę prowadził właśnie ten
    konserwator. Wyglądało to tak, że wydawał komendę: baczność! następnie wygłaszał
    do nas swoje mądrości, w stylu: "chłopaki, po co wy ćwiczycie, ten wf to wam
    potrzebny jak kur.wie majtki", albo "chłopaki pamiętajcie, dzień bez gorzały
    jest dniem straconym".
    Inna scena z wf na studiach: podczas gry w kosza ktoś podał piłkę, ktoś inny nie
    złapał, podający wykrzyknął na cały głos słowo mocno niecenzuralne zaczynające
    się na kur... Na to nauczyciel: "Co urwał, co urwał, tu nie są mistrzostwa
    świata, tu się trzeba zrelaksować".
  • zas_ale_pyra 04.03.09, 18:38
    Moj WF-ista w liceum byl koszykarzem w ..... (nie podam nazwy klubu, kto cwany,
    wydedukuje z mojego nicka):
    Kiedy klub byl w gorze tabeli - mielismy swiete zycie.
    Kiedy w dole - lepiej nie mowic.
    Zdesperowany napisalem WIERSZ - (hi hi) - za to dostalem 2 piatki z polskiego i
    krzywy usmiech pana WF-isty.

    "Byl piekny wrzesniowy dzien,
    Przyszedl do klasy, na krzesle usiadl....

    "...lecz potem ze zgroza sluchany,
    Jak wy cwiczycie, o wy barany.
    Powodem tego byl uczen jeden,
    Nazwisko jego nie znane nikomu,
    W klasie byl uczniem jednym z wielu
    Lecz na wu-efie doswiadczal pogromu..."

    Czyz musze mowic, ktoz to byl ow "uczen jeden"?
    --
    "Jod leberke, plyndze, szabel,szneki z glancem, wuchte babek..." (zas ale po
    naszymu, z Pyrlandii).
  • kicior99 06.03.09, 08:14
    > Inna scena z wf na studiach: podczas gry w kosza ktoś podał piłkę,
    > się na kur... Na to nauczyciel: "Co urwał, co urwał, tu nie są mistrzostwa
    > świata, tu się trzeba zrelaksować".

    I miał chłopina rację. W podstawówce (i to nie na podwórku a na wuefie) powstały
    kiedyś takie rozbieżności co do gola, że mimo obecności nauczycielki doszło do
    potężnej bijatyki. Mimo że wuefistka była i dobra, i sympatyczna, i młoda, nie
    była w stanie uspokoić kilkunastu chłopaków.

    --
    * Będziepogrzeb?
    * Garść nowości z Wysp
    * Ale kaszana!
  • mallina 05.03.09, 14:53
    Pani nauczycielka, mloda, prezentujaca skok w dal w szpilkach:-)

    i pamietam jak kiedys mi cos strzelilo w karku gdy robilam przewrot w przod i ta
    cisza jaka zapadla: wszyscy sie gapili czy sie rusze.
    a ja bylam tak wystraszona, ze chwile sie nie ruszalam, ale na szczescie nic sie
    nie stalo
    (choc kto wie, zaden lekarz mnie potem nie ogladal)
    --
    Jack is back!
    www.fox.com/24/index.htm
  • grenzik 05.03.09, 15:22
    Podstawówka. Pani od WF spostrzegła, że jedna z dziewczynek nie zdjęła rajstop.
    Komentarz owej nauczycielki:
    -Zdejmij rajtuzy, bo sobie cipę odparzysz!

    Też podstawówka. Lekcja mieszana, tj. chłopcy i dziewczęta. Rzucamy sobie do
    kosza na punkty. Nagle pewna panienka, bardzo drobna staje na linii za 3 pkt. i
    rzuca. Piłka nawet nie dolatuje do kosza. Podchodzi do drugiej próby, a
    rezolutny kolega krzyczy do niej:
    -Spod jaj! Spod jaj rzucaj!

    A w liceum, zagrożony nieklasyfikowaniem z WF wymęczyłem u nauczyciela możliwość
    pozaliczania naraz wszystkich sprawdzianów. Po serii ćwiczeń przyszedł czas na
    stanie na rękach, które - przyznam - wykonywałem z największym trudem.
    Powiedziałem zatem nauczycielowi, że tego ćwiczenia zabrania mi moja religia!
    Facetowi dowcip się tak spodobał, że odpuścił mi te nieszczęsne ręce i zaliczył
    semestr :)
    --
    Jestem marksistą o założeniach Grouche'a.
  • mallina 05.03.09, 16:23
    to sie przyznam, ze w szkole sredniej to bylam "zagrozona" z wf-u:-)
    te zajecia byly naprawde nudne, ciagle w siate mialysmy grac, nie chcialo mi sie
    sie nosic rzeczy na wf, ani potem przez reszte lekcji siedziec taka przepocona
    nawet mi sie w doroslym zyciu pare razy snilo ze z powodu wf-u nie dopuszczono
    mnie do matury:-)
    --
    Jack is back!
    www.fox.com/24/index.htm
  • Gość: taki jeden IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 06.03.09, 13:58
    a jak tam teraz ze zdrowkiem ? :)
  • mallina 06.03.09, 14:39
    a nie najgorzej
    pewnie dlatego, ze juz nie musze robic przewrotow ani w przod ani w tyl:-)
    --
    Jack is back!
    www.fox.com/24/index.htm
  • grenzik 07.03.09, 14:08
    Wiesz... Z tą relacją wf-zdrowie, to przypomina mi się sytuacja dręcząca mnie w
    drugiej połowie podstawówki. W klasie byłem jedną z najwięcej czytających osób -
    po prostu zawsze czytać lubiłem. Ale 'rankingi' czytelnictwa były zawsze na
    podstawie karty ze szkolnej biblioteki. I tak co miesiąc pani wychowawczyni
    mówiła mi, że powinienem więcej czytać, bo taki ze mnie mądry chłopak itd... A
    czytałem chyba więcej od niej ;)
    Tak samo z wf-em. Niechęć do tej lekcji, nie musi oznaczać niechęci do ruchu,
    sportu, czy dbania o formę. Osobiście nie lubiłem i nie lubię do dziś sportów
    zespołowych. Ale na rowerze robiłem sobie wyczynowe niemalże trasy z liczeniem
    czasu itp więcej zapewne zyskując na wielogodzinnych wycieczkach do lasu, niż na
    wymuszonym bieganiu za piłką.
    Pozdrawiam
    --
    Jestem marksistą o założeniach Grouche'a.
  • gorillon 05.03.09, 22:36
    W podstawowce odbywaly sie tzw. sprawdziany - trzeba bylo prebiec
    cos sprintem, troche na dlugi dystans, rzucic pilka palantowa (chyba
    tylko do tego sluzyly wtedy takie pilki), skoczyc w dal itp.

    Wszystko wychodzilo mi przyzwoicie - cos lepiej cos gorzej, ale nie
    ponizej sredniej. Z jednym wyjatkiem - rzut tak zwana pilka lekarska
    za siebie ze sklonu. ZAWSZE je*nalam ta pilka bezposrednio za siebie
    w podloge. Znac, brakowalo mi techniki.
    Ale tez nigdy sie tego na codzien nie cwiczylo.

    Z inych wspomnien - mile jest to, gdy na wuefie bylo zastepstwo.
    Zastepujacy otwieral z klucza "pilkownie" i oddalal sie w sobie
    znanym kierunku. My mielismy do dyspozycji sale gimnastyczna i
    wszysytkie pilki (nozne, reczne, koszykarskie, i jakie tylko). I
    zaczynala sie wolna amerykanka - wszystkie lataly w dowolnych
    kierunkach uderzane dowolna czescia ciala graczy...
  • maja.the.bee 08.03.09, 11:27
    gorillon, mi tez rzut pilka lekarska za siebie najbardziej zapadl w
    pamiec. Co sprawdzian to dwoja, bo pilka ladowala zaraz za mna.
    Nie musze mowic, co za obciach dostacx dwoje z wuefu

    a z innych wspomnien, to boisko w liceum ktore graniczylo z terenem
    aresztu sledczego...zawsze towarzyszyl nam jakis odwiedzajacy, ktory
    stal pod murem i darl sie do kumpla w oknie

    --
    God never slams a door in your face without opening a box of Girl
    Scout cookies
  • Gość: o nie IP: *.bb.sky.com 06.03.09, 03:17
    zawsze byl to moj znienawidzony przedmiot, ale w liceum to byl istny koszmar. kazda lekcja to bieganie wokól boiska doslownie az do wyrzygania za przeproszeniem. dlatego unikalam wfu jak moglam, nauczycielka grozila ze nie zdam bo nigdy mnie nie ma. ale jakos zdalam.
    na studiach urocza pani nauczycielka zawsze sie martwila by nas nie przemeczac, co chwile przypominala by sobie odpoczac :) a potem bylo jeszcze lepiej bo zlamalam palec i na 2 miesiace mialam spokoj z wfem
  • Gość: kapitan_statku IP: 195.20.110.* 06.03.09, 08:51
    Ja pamietam takiecos:
    - w liceum czesto gesto gralismy w noge. Jesli bylo cieplo to
    szlismy na boiski i na bramce (nie wazne w ktorej druzynie obecnie
    gral) stawialismy takiego niepozornego, cichego kolege. Zawsze, ale
    to ZAWSZE na tej bramce cos mu sie przytrafilo. Szczytem byla jedna
    lekcja w-fu kiedy to w przeciagu ostanich 15 min lekcji, kiedy to
    wynik nadal byl nierozstrzygniety, ze strzalow z dystansu dostal w
    twarz, przyrodzenie, przepone i w zadek (nie pytajcie czemu). Jako
    ze bylismy mlodzi i testosteronu bylo duzo, nikt wiec nie zajmowal
    sie technika strzalu.
    - kiedy w owa noge gralismy na sali, 'włefista' :) rzucal nam pile i
    na 1,5h wracal do swojej kanciapy. Jako ze wf mielismy w tym czasie
    laczony z inna klasa liceum, ktorej szczerze nie trawilismy, to z
    gry wykluczylismy faule....najgorzej mial bramkarz. Bolalo tez kiedy
    z rozpedu ktos wrzucal kogos na drabinki albo przez drzwi na
    silownie. Bylismy po tym mega poobijani, ale jacy szczesliwi :)
    - raz na silowni mielismy jakies cwiczenia sprawnosciowe na
    zlaicznei. Jedno cwiczenie polegalo na robieniu brzuszkow na
    laweczce ustawionej pod katem ok 45' od plaskiego. Jeden kolga w
    trakcie cwiczenia postawil ptaka :D. Plakalismy strasznie z
    nauczycielem, ale kolega nie poddal sie presji i twardo robil te
    brzuszki dalej...
  • Gość: Amy IP: 89.167.16.* 06.03.09, 10:33
    Podstawówka : co roku inna pani od WF min. pani Koszykarka która na
    co 2 lekcji uczyła nas dwutaktu (mając 1.50 cm miałam "lekkie" z
    trafieniem do kosza...) a potem panią która na WF przychodziła w
    dresie, szpilkach, conajmniej 10 centymetrowymi tipsami w kolorze
    czerwonym i mega ostrym makijażem. Oczywiście, nie prezentowała nam
    żadnych ćwiczeń.

    Gimnazjum : pani super mistrzyni od piłki ręcznej, która uważała
    mnie za kalekę bo mam skrzywienie kręgosłupa (na początku roku
    walnęła "to która ta niepełnosprawna?"). Miałam 3, głównie z powodu
    słabych wyników (moje "wyniki" po prostu nie pasowały do Tabeli
    wyników które powinny osiągać dzieci w gimnazjum!) a także z powodu
    nagminnego zwiewania bądź zapominania stroju. Zgadnijcie co
    ćwiczyliśmy na WFie jeśli pani była super mistrzynią od piłki
    ręcznej?

    Liceum : uff, miałam zwolnienie. I ominęło mnie podnoszenie sztang
    (dla dziewcząt 1/2 albo 1/3 wagi, dla chłopców chyba 2/3 wagi).
    Kolega przytrzasnął sobie taką sztangą rekę...
  • Gość: dioti IP: *.chello.pl 07.03.09, 20:15
    Gość portalu: Amy napisał(a):

    > a potem panią która na WF przychodziła w
    > dresie, szpilkach, conajmniej 10 centymetrowymi tipsami w kolorze
    > czerwonym i mega ostrym makijażem. Oczywiście, nie prezentowała
    nam
    > żadnych ćwiczeń.

    dres + szpilki... bosssche, toż to nawet Nelly R. przebija!
  • Gość: aniakin IP: *.nokia.com 06.03.09, 12:00
    Ja pamietam niesamowite malzenstwo wuefistow w mojej szkole. Ona -
    1.80 wzrostu, masakrycznie otyla (nie miesnie, a tluszcz) i o
    zacietym wyrazie twarzy, on 1.70 wzrostu, bardzo szczuply i
    wysportowany.
    Pamietam, ze to wlasnie ta gruba pani meczyla nas ponad norme, a z
    panem mielismy fajne wycieczki rowerowe (flamingiem po gorach, no
    lza sie w oku kreci).
  • romekx 06.03.09, 12:15
    To bardzo ciekawe, ale na forum wypowiadaja sie tylko osoby, które:
    - nie potrafiły grac w żadną z gier zespołowych
    - nie lubiły biegać
    - nie miały kostiumów gimnastycznych.
    Czytając to każdy nie znający naszego zamiłowania do narzekania pomyślałby, że
    WF w polskich szkołach nie istnieje.

    Z moich doświadczeń z kilku szkół,do których uczęszczałem:
    - nauczyciele byli wszechstronnymi absolwentami AWF-u (z pasją
    prowadzili tzw SKS-y)
    - w każdej z klas nacisk kładziony był na inna gre zespołową tak że
    "liznąłem" prawie wszystkich.
    - prowadzone było współzawodnictwo międzyklasowe a mecze
    reprezentacji klas gromadziły publiczność znacznie większą niż
    liczba uczniów danej klasy
    - najlepsi w dane dyscyplinie reprezentowali szkoły w rozgrywkach
    dzielnicowych i miejskich (czasami nawet ogólnopolskich)
    - dobrzy sportowcy budzili respekt (przenosiło się to na
    przychylność płci przeciwnej - co wtedy było w cenie)
    Gdzie są ci ludzie? Przecież byli wtedy również niezłymi uczniami i
    chyba nie zapomnieli pisać.
  • Gość: aniakin IP: *.nokia.com 06.03.09, 12:26
    > Czytając to każdy nie znający naszego zamiłowania do narzekania
    pomyślałby, że
    > WF w polskich szkołach nie istnieje.

    Za to czytajac Twoj post, mam wrazenie, ze nie wiesz, na jakim forum
    jest ten watek.
  • mallina 06.03.09, 12:39
    ja sie wypowiadam a:
    -zawsze posiadalam odpowiedni kostium gimnastyczny
    -potrafilam i nadal potrafie grac w gry zespolowe, np siatkowek, pilke
    nozna(koszykowka i reczna :lizniete:)
    -faktycznie nie przepadalam za bieganiem wokol sali gimnastycznej czy tez po boisku

    obecnie jestem bardziej wysportowana niz w czasach szkoly podstawowej, sredniej
    i dalszej edukacji
    trafialam na lepszych lub gorszych nauczycieli wf-u, a jako ze to forum humorum
    to wspominamy tych gorszych, ktorzy nie bardzo sie nadawali.
    jakby to bylo forum fitness czy sport to pewnie bysmy wystawiali laurki tym
    ktorzy nas zachecili do jakiejs dyscypliny sportowej itd.
    --
    Jack is back!
    www.fox.com/24/index.htm
  • Gość: Water Proof IP: *.icpnet.pl 06.03.09, 16:52
    Nie potrafiłam grać w gry zespołowe. Byłam niezła w gimnastyce, ale tragiczna w
    bieganiu. nie potrafiłam - i nie potrafię do dziś - stanąć na rękach, głowie i
    zrobić gwiazdy.
    Nienawidziłam WFu w szkole.
    Za to na studiach zapisałam się na narty i nie opuściłam żadnych zajęć - bardzo
    mi się podobało. Dziś chodzę na aerobik, pływam, chodzę po górach... I
    zastanawiam się, dlaczego w szkole WF nie mógł się składać (zwłaszcza dla
    dziewcząt!) z aerobiku, tańca, jogi... Co miało mi dać skakanie przez skrzynię,
    którego panicznie się bałam? Dlaczego WF tak skutecznie potrafi obrzydzić
    aktywność fizyczną? Dlaczego w ogóle daje się dzieciom za to oceny? Dlaczego
    oceny nie są wystawiane za uczestniczenie w zajęciach, ale za wpasowanie się w
    durne tabelki?

    P.S.
    Zagalopowałam się, a to Forum Humorum... ale chyba moje najlepsze wspomnienia ze
    szkolnego WFu również wiążą się z gra w tenisa stołowego :D
  • alpepe 07.03.09, 11:21
    jakim cudem byłaś niezła w gimnastyce, skoro nie potrafiłaś stanąć na rękach ani
    zrobić gwiazdy? Nie mówimy tu szpagacie w powietrzu czy przejściu w przód i
    przejściu w tył!
    --
    to ja użyłam po raz pierwszy termin "syndrom baby born" :-)
  • Gość: robus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.09, 14:00
    te wysportowane to teraz zap..dalaja w fabryce
    pisza ci co w biurze siedza
  • Gość: taki jeden IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 06.03.09, 14:17
    mialem podobnie jak ty ale ... i tu sie sporo ciekawych historii uzbieralo
    czasem smiesznych, czasem groznych

    1. poczernobylski turniej pilki noznej (2-3 dni po wybuchu), my gramy turniej
    p.noznej na boisku trawiastym (sic!), na pytanie jednego z nauczycieli czy w
    takiej sytuacji rozgrywac turniej, organizator (czloek pzpr zreszta hehe)
    odpowiedzial - jak juz chlopaki przyjechali to szkoda by bylo zeby nie zagrali.

    2. liceum - gramy w kosza ( bylem niezly w te klocki), wchodze "na kosz" i nagle
    z tylu czuje popchniecie w plecy, oczywiscie laduje na bramce do pilki recznej,
    udazajac w nia kostka u nogi. Faul, kose spojrzenie na tego ktory to zrobil. Nie
    mija minuta dwie, znow jestem przy pilce, kozluje i czuje "mega kose" w nogi, od
    tego samego goscia (zreszta niezbyt usportowionego, brak umiejetnosci nadrabial
    heh "wola walki"). Po tym skoszeniu czuje bol, kostka puchnie, ja na jednej
    nodze skaczac zaczynam go gonic krzyczac "ja cie sku...synu zaj..e", koledzy z
    druzyny mi wtoruja wolajac "zlapac ci go? zlapac?". Koles ucieka, a nauczycie WF
    odwraca sie plecami do sali i kontempluje hehh widok w oknie :).
    Kolegi nie dorwalaem bo zmeczylem sie skakaniem na jednej nodze. A jak sie
    uspokoilo nauczyciel podszedl i zapytal heh patrzac na spuchnieta jak balon
    kostke "nic ci sie nie stalo? " :)

    - liceum, gramy w noge, wychodze sam na sam z bramkarze, widze ze nogi ma
    ustawione tak ze zmiesci sie miedzy nimi i pilka do nogi i lekarska, probuje
    zalozyc mu siate ale ... robie to zbyt mocno heh... i ... pilka podnosi sie po
    strzale powyzej kolan kolegi bramkarza. Chwila ciszy, po czym on nie zmieniajac
    pozycji pada "na twarz". Ja oczywiscie dopijam strzal heh koles nie moze zlapac
    oddechu, a nauczyciel podchodzi i pyta go " nic ci sie nie stalo? " :)

    - pamietam tez zwyciestwo w podstawowce w meczu miedzyklasowym pnoznej z klasa o
    2 lata mlodsza - mecz 2x20 min, 6 osob druzyny, boisko do p.recznej. wynik -
    36:0. Nie wiem jak to zrobilismy ale bramki padaly co chwile :) a pamietam bo
    sam strzelilem 24 :)

    - uciekanie z lekcji (np biologii) i spedzanie ich na korytarzu grajac w pingponga
  • Gość: lipstyk IP: 77.252.18.* 06.03.09, 12:15
    Z WF pamiętam specyficzny zapach szatni, materaców, piłek i owłosione
    nogi koleżanek, które pośpiesznie przebierały się w szatni. I to, jak
    w 6-7 klasie wszystkie podostawalyśmy okresów i usiłowałyśmy
    wywalczyć możliwośc zwolnienia z ćwiczeń na ten czas. Ale wuefistka
    była nieugięta i niestety musiałyśmy śmigać bez taryfy ulgowej.
    Nienawidziłam wszelkich gier zespołowych, wolałam lekkotletykę, ale
    niestety byłam w mniejszości. W zasadzie WF polubiłam dopiero na
    studiach, kiedy zapisałam się na jazdę konną i aerobik.
  • Gość: :) IP: *.206.112.55.static.telsat.wroc.pl 06.03.09, 12:22
    pamietam głownie wycieraną przez panią sprzątającą podłogę sali gimnastycznej.
    Ściera śmierdziała niemożebnie, a pani z miną cierpiętnicy powłóczyła nogami
    kontemplując sufit i nie zaważając na zostawiane smugi brudu. O płukaniu ścierki
    lub detergencie nie było mowy. I oto wbiegamy my, licealiści w białych
    koszulkach - a w ramach rozgrzewki pan wuefista zaleca nam ćwiczenia leżące na
    tej własnie podłodze, różne klęki podparte itp. Zawsze wtedy stałam na baczność
    mając na uwadze śmrodek podłogi, co skutkowało pogadankami z panem wfistą. Nie
    udało mu się dopiąć swego, nigdy się nie położyłam na tym syfie:)

  • Gość: jacek IP: *.forcenet.com.pl 06.03.09, 14:46
    Nie zapomnę psychopatycznego nauczyciela, który w upalny (30 stopni)
    dzień kazał nam biegac wokół szkoły.Kolega zemdlał a on wymyslał mu
    od mięczaków.Dzisiaj ten pan kandyduje na stanowisko prezydenta
    dużego śląskiego miasta!!!Może zrobi tam mniej szkody.
  • Gość: qba IP: *.messagelabs.net 06.03.09, 14:52
    pamietam koszykowke, ktora bardziej wygladala jak zapasy ;-)
    czeste faule, odbiory pilki wslizgiem (tak w koszykowce) - norma...
    ale do kosza tez (czasem) trafialismy ;-)
  • senta.fa 06.03.09, 14:52
    A tak, były takie lekcje. Rzeczywiście.

    Pamiętam jak w liceum jakiś kretyn (tzn. ten cały tak zwany pan od wuefu) nakazał mi stanąć na głowie czy coś w ten deseń. Ja mu na to, że nie mam zamiaru robić z siebie pajaca oraz że o ile mi wiadomo, to do stania służą nogi, głowa zaś do czegoś zgoła odmiennego.

    Gościu zaczął mi grozić - nie uwierzycie! - postawieniem jedynki. :D Myślałem, że padnę. :) Nie żartuję, on naprawdę był święcie przekonany, że wizja jego spoconego łapska malującego wieśniackim długopisem za złoty-pindziesiąt jakąś cyferkę w kajecie spowoduje u mnie nagłą i przemożną chęć stania na głowie. :)

    I żeby było śmieszniej: ani ja nie stanąłem na głowie, ani jego żałosna groźba nie została przezeń zrealizowana. Szkoła to był najgorszy okres w moim dotychczasowym życiu. Naprawdę.

    I w zasadzie to lubiłem chyba tylko lekcje religii, bo byłem cholernie dobry w te klocki i miałem same piątki. Co prawda koniec końców z religii się wypisałem, ale jedyne (wcale miłe!) wspomnienie bycia dobrym uczniem pozostało na lata.

    --
    „Żyj tak, byś mógł powiedzieć Bogu w dniu Sądu Ostatecznego: Byłem bardzo dobrym człowiekiem, choć w Ciebie nie wierzyłem.” — Kurt Vonnegut

    „Lewicowość jest czymś w rodzaju fantazji masturbacyjnej, dla której świat faktów nie ma większego znaczenia.” — George Orwell
  • Gość: niuśka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.09, 15:41
    W liceum wf prowadziła babka, której córka była baletnicą. Ja
    baletnicą nie byłam, musiałam załatwić sobie zwolnienie, żeby nie
    zwariować:)
    A w podstawówce w 8 klasie miałam wf z panem, młodym człowiekiem po
    studiach. Co drugą lekcję było stanie na rękach przy drabinkach lub
    robienie świecy. Rzadna z nas nie domyślała się o co chodzi, byłyśmy
    w nim zakochane po uszy:)
  • Gość: Marqiz IP: *.icpnet.pl 06.03.09, 15:44
    LO - 2 godziny w-f pod rząd a potem 5minutowa przerwa i Informatyka... Nam jakos
    2 godziny nie wystarczaly i zostawalismy zawsze jeszcze na przerwie a potem w
    szatni trzeba bylo dobrze przedyskutowac mecz i jeszcze pojsc do sklepiku po
    cole. Tak wiec na Informatyke przychodzilismy spoznieni 15-20 minut.
    Wchodzilismy tacy spoceni z puszka coli w rece a nauczycielka do nas : "A wy
    dlaczego znowu spoznieni" "No bo my... my musielismy sie wykapac" :) a po 2-3
    minutach nie wiedziec czemu padalo haslo "Czy moglibyscie otworzyc okno" :D:D
  • tw.zenek 06.03.09, 16:10
    Takim też słownictwie i sposobie bycia.

    Rozumiem, że zdarzają się wyjątki - i te wyjątki przepraszam. Ale ja ich nie
    spotkałem. Może oni po prostu czują się jak "nauczyciele II kategorii"? No bo
    czy ktoś widział, żeby uczeń nie zdał przez WF? Teoretycznie, to taki sam
    przedmiot jak inny. Tymczasem na konferencjach i wywiadówkach omawia się postępy
    z matematyki, polskiego, języków, fizyki i.t.p. - a WF?

    --
    Tak, PO to fatalna partia... Problem polega na tym,
    że wszystkie inne są jeszcze gorsze.
  • yabol428 06.03.09, 18:10
    tw.zenek napisał:

    > Takim też słownictwie i sposobie bycia.
    >
    > Rozumiem, że zdarzają się wyjątki - i te wyjątki przepraszam. Ale ja ich nie
    > spotkałem. Może oni po prostu czują się jak "nauczyciele II kategorii"?
    O, to, to, zgadzam się w 100%. A im wyższy stopień edukacji, tym niższy poziom
    nauczycieli WF. O ile w szkołach podstawowych lub średnich można trafić jeszcze
    na wuefistów na poziomie, to na uczelniach wyższych prowadzą te zajęcia
    największe prymitywy. No ale lubiący podkreślać, że przecież oni też są
    "nauczycielami akademickimi".
  • Gość: olobolo IP: 160.213.122.* 06.03.09, 18:00
    U nas w-f byl dosc fajny zadnych seksistow lub sadystow. Ale dzialo sie oj dzialo:
    - rzucamy pilka lekarska do tylu. Pan od w-f rozciagnal zolta tasme mierzaca i
    notuje wyniki. Oczywiscie wywiazala sie rewalizacji i wszyscy podchodzilismy do
    tasmy aby sprawdzic wynik. W-f'ista podchodzil i nas odganial i tak kilka razy.
    Za ktoryms razem kolega nie zauwazyl i poslal ta 3 lub 5-cio kilowa pilke w
    powietrze, az slabiutki nie byl to pan stojac przy tasmie i nas odganiajac
    dostal pilka centralnie w glowke, az mu sztuczna szczeka wylecia. Kolega ktory
    rzucal dostal 2, wtedy jeszcze nie bylo jedynek.
    - to juz w liceum. Robimy dwutakt, wychodzi roznie, ale w-f'ista (BTW rowny
    gosc) ocenia: trzy, trzy minus, trzy z dwoma itp. W koncu rzuca dziennik i
    dlugopis i mowi, ze nam pokaze jak to sie robi. A ze za bardzo nie przejmowal
    sie rola to prowadzil zajecia w lakieraka (no moze w polbutach). No i w tych
    lakierkach biednie z pilka pod kosz i.. wyklada sie tam jak dlugi. Nie mozemy
    powstrzymac smiechu, a w koncu jeden z kumpli krzyczy: TRZY MINUS.
    - to w podstawówce. Trenowalismy siatkowke i gralismy dosc dobrze, takze kilku z
    nas umialo mocno przylozyc. Na rozgrzewce przed jakims meczem trenujemy atak.
    Jako ze byla zima nasz trener, notabene ten od pilki lekarskiej, przyszedl do
    sali w takiej wielkiej futrzanej czapce. Jedemu z kolegow nie wyszedl atak i
    poslal tzw. samolot (pilka leciala poziomo a nie w dol) i tak sie stalo ze
    trafila tego naszego trenara prosto w glowe i to tak ze mu ta czapa spadla.
    Ciezko ten facet mial z nami, ale co jak co siatkowke kochal.
  • yabol428 06.03.09, 18:16
    Z liceum przypomina mi się nauczyciel, który z pochodzenia był Macedończykiem
    (legenda tej szkoły, pokolenia uczniów przez niego przeszły - np. uczył zarówno
    mojego ojca w latach '60 jak i mnie pod koniec lat '80). Choć od czasu studiów
    mieszkał w Polsce i po polsku mówił płynnie, to miał czasami problemy z jasnym
    formułowaniem myśli w naszym języku. Do legendy przeszły takie jego powiedzenia,
    jak "bez dutakta nie ma gry" (czyli bez dwutaktu). Koledze, który był nieobecny
    na sprawdzianie z koszykówki i miał ten sprawdzian uzupełnić, powiedział tak:
    "Chciałbym cię zobaczyć w koszu".
  • Gość: kronikarz IP: *.as.kn.pl 06.03.09, 18:54
    Boisko do nogi w podstawówce mieliśmy zasadniczo ziemne, ale z kilkoma gadżetami, których celowe bądź przypadkowe użycie wypaczało większość wyników.

    Przede wszystkim na środku stały dwa drzewa: gigantyczny platan i nieco mniejszy klon. Ilości piłek zagubionych w konarach i gęstym listowiu nie pamiętają najstarsi wuefiści. Większość piłek jakimś sposobem po kilku sekundach od zniknięcia jednak spadała, ale najlepsi zawodnicy nie byli w stanie przewidzieć, gdzie się to stanie, w związku z czym przez te kilka sekund trwała bezładna bieganina obu drużyn z głowami zadartymi do góry. A że bezładne, krążące na oślep wolne elektrony czasem się zderzają, gęsto sypało guzami, a w drastyczniejszych przypadkach nawet wybitymi zębami.

    Jeden z boków boiska był ograniczony ceglanym murem, z którym można było efektownie wymienić podanie, przy okazji kiwając kolegę. Ale żeby nie było za łatwo, to w 1/3 boiska przy owym murku stał wysunięty, ogrodzony dodatkowym betonowym murkiem śmietnik, więc często piłka i większość piłkarzy zapędzała się w ślepy róg. Kto zapędził się jako pierwszy miał pecha, gdyż bezpardonowo dostawał kopniaki po goleniach od próbujących wyłuskać piłkę przeciwników, ale także kolegów z drużyny. Całkiem za to ładne były dryblingi w samym śmietniku, pomiędzy kubłami na kółkach, którymi dodatkowo można było przyszpilić rywala do murku i na chwilę osłabić przeciwną ekipę.

    Drugi bok boiska ograniczał tył szkoły o załamujących się ścianach (kolejne ślepe rogi) i śliska, brukowana droga wewnętrzna, na której szczególnie w wilgotniejsze dni można było połączyć piłkę nożną z nie do końca zamierzoną akrobacją.

    Ze szkoły do śmietnika skosem przez boisko biegł betonowy chodniczek, lekko wystający ponad ziemną nawierzchnię, co skutkowało wieloma rozbitymi kolanami.

    No i ważna sprawa: boisko było pochyłe. W związku z tym po każdym opadzie spływająca deszczówka tworzyła pokręcone kaniony nadające późniejszym zmaganiom dodatkowego smaczku i przypadkowości.


    Epilog

    Minęło blisko 20 lat, a boisko to w niezmienionym stanie wciąż istnieje i kształci kolejne pokolenia kopaczy.
  • swiatlo 06.03.09, 19:02
    Ja pamiętam białe bawełnianie stroje u dziewczyn na basenie. Co więcej -
    przepisy zabraniały nosić bielizny pod spodem. Uwielbiałem te przepisy.
    Dziewczyny po wyjściu z wody prezentowały swoje wdzięki w całości, włącznie z
    najdrobniejszymi szczegółami.
  • cy.nick 06.03.09, 22:57
    Na pierwszym roku mieliśmy zajęcia na basenie przy ul. Teatralnej (Wrocław).
    Przed nami ćwiczyła tzw. sekcja. Od innych grup różniła sie tym, ze zajęcia
    mieli bardziej na luzie. A my czekaliśmy na koniec ich zajęć na balkonie
    dziewczyny i na wyjście z wody w tych swoich kostiumach. Niby nic wielkiego, ale
    cieszyło oko; -).
    Z tej sekcji pamiętam też dziewczyne , która miała budowę raczej mało pływacką,
    była raczej niska i miała spore piersi-melony. Mielismy straszny ubaw, jak ona
    skakała do wody (tzw. skok startowy) i te olbrzymie piersi powodowały, ze woda
    ją natychmiast wyrzucała na powierzchnię.

  • frred 09.03.09, 21:15
    U mnie w LO zwłaszcza te bardziej religijne dziwnie lubiły basen:))) A ładne były.
    --
    Wiadomość zostanie usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu
  • dalton78 06.03.09, 19:06
    Ja nie zapomnę drącego się na całe gardło naczyciela grupy dziewczyn
    zmojej klasy w podstawówce cytuję:
    "to nie jest matematyka! to jest wf! tu trzeba myśleć!!!!"

    nic ze sportem nie ma wspólnego www.sport.copm.pl
    --
    99 groszy to nie o grosz taniej a o 9 groszy drożej
  • zoofka 06.03.09, 19:15
    najgorzej grało się w koszykówkę w liceum. Kuleżanki na wyścigi
    zapuszczały paznokcie, i po takim meczu zawsze miałam ręce podrapane
    do krwi
    --
    ------------------

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.