Dodaj do ulubionych

Do czego zdolna jest młodzież i dzieci ;)

17.04.09, 07:48
Ciekawi mnie jakie niebezpieczne rzeczy robiliście za młodu, takie
których teraz nigdy w życiu nie podjęlibyście się, a wtedy wydawały
się fajne i niegroźne.
Tak przypomniała mi się moja historia, kiedy ze znajomymi
grilowaliśmy nad jeziorkiem, juz lekko podpici pływaliśmy w nocy w
owym jeziorku.... Bezmyslność młodych czasem nie zna granic. Nikomu
nic się nie stało, ale teraz jak o tym pomyśle to az przechodzi mnie
dreszcz, że ktoś z nas mógł się utopić.
Edytor zaawansowany
  • Gość: kachullcia IP: *.man.poznan.pl 17.04.09, 09:48
    moje dziecko kiedyś nudząc się strasznie wzięło dezodorant i
    zapalniczkę robiąc sobie wybuchy, w pokoju pełnym sosnowych mebli,
    leżąc na łóżku z kapą ze sztucznego "miśka"....
    Innym razem miał sobie odgrzać zupę (pomidorową)- stwierdziłam, że
    jak ma 15 lat to da radę - ale postanowił podrzac sobie też makaron,
    więc podpalił gaz pod grankiem w którym był makaron w plastykowym
    sitku:) Makaron z czerwonym plastykiem - oryginalnie wyglądał.
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 17.04.09, 13:39
    1. Kiedy miałem 3-4 lata wykradałem druciki/wkłady do długopisów i
    urządzałem następującą zabawę- próbowałem z biegu wsadzić je do
    gniazdka elektrycznego. Parę razy się udało :) Bzzzzzzzzt.

    2. Wspinałem się na najwyższą szafę w pokoju/na szczyt schodów i
    skakałem w dół (bez telemarku).

    3. Po obejrzeniu odcinka przygód MacGyvera postanowiłem wypróbować
    otwieranie zamków za pomocą szydełka/spinki i tak dobrałem się do
    barku rodziców, a następnie uraczyłem się jakąś rosyjską wódką.
    Przez kilka godzin biegałem bez przerwy po domu, krzycząc: "Hop!" i
    skacząc a la Gabriel Janowski w Sejmie.

    4. W Wigilijny poranek, tak bez powodu (miałem trochę ponad 4 lata)
    postanowiłem zbić szybę w drzwiach uderzając ją kantem dłoni.
    Chciałem po prostu zobaczyć, jak się szkło rozpryskuje. Przez kilka
    tygodni chodziłem obandażowany.

    5. Próbowałem zjadać różne rzeczy- drewniane łyżki, rośliny z
    ogródka (szczególnie te trujące :), a raz przyłapano mnie siedzącego
    sobie w kącie i z zadowoleniem pałaszującego szklankę (taką z
    cienkimi ściankami, przyjemnie chrupała).

    5a. To może nie jest niebezpieczne, ale dość ohydne. Jako kilkulatek
    lubiłem zjadać dżdżownice. Czasami wkładałem je do kanapki, co w
    moim przekonaniu wybitnie podnosiło jej walory smakowe.

    5b. Jadłem mydło, piłem szampony i detergenty, a potem dumnie się
    pieniłem.

    6. Uwielbiałem wspinać się na drzewa, zwłaszcza te wysokie i
    obserwować okolicę.

    7. Kiedy miałem sześć lat, pojechałem do babci i korzystając z jej
    nieuwagi, wdrapałem się z kuzynką na dach, aby pograć tam w gumę
    (gumę opletliśmy wokół kominów). Niestety, sąsiadka nas zauważyła.

    8. Uwielbiałem bawić się nożami i innymi ostrymi przedmiotami, jakie
    wpadły mi w ręce.

    9. Uwielbiałem bawić się w pogrzeby- tzn. wykopywaliśmy sobie wielki
    dół, jedno z nas kładło się w nim, reszta go przysypywała, czasem
    zostawiając głowę, czasem całkowicie, składała wieńce, a potem
    odkopywała.


    Sam się dziwię, że rodzice nie szukali pomocy u egzorcysty :)
  • the_dzidka 17.04.09, 13:41
    > Sam się dziwię, że rodzice nie szukali pomocy u egzorcysty :)

    Ja się dziwię, że Ty żyjesz!

    --
    Dzidka ze zgrozą
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 17.04.09, 13:58
    Ja też :)

    Co najciekawsze, nie byłem dzieckiem niedopilnowanym, potrafiłem się
    po prostu nieźle przyczaić, umiałem poruszać się bezszelestnie po
    domu, wstawałem o 4-5 rano, nie budząc przy tym nikogo. Jeżeli
    chciałem wcielić w życie jakąś akcję (na przykład kilka razy
    postanowiłem uciec z domu), planowałem ją dokładnie, udawałem, że na
    przykład jestem śpiący, a potem szpiegowałem rodziców, sprawdzając,
    gdzie na przykład trzymają klucze. Nawet oddział komandosów miałby
    problemy z upilnowaniem mnie :)
  • Gość: kadafi IP: 195.47.201.* 17.04.09, 15:01
    Urządzaliśmy na podwórku zawody kto dalej skoczy z huśtawki. Raz
    spóźniłem "wyjście z progu" i zamiast w dal poleciałem dość mocno w
    górę. Bolało... :-)))
  • Gość: marred IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.09, 23:17
    Też się lubiłem w to bawić :D. I raz gdy wypchnąłem z huśtawki tyłek zapomniałem
    o puszczeniu się rękami sznurków. Zacząłem spadać, dzielnie trzymając się
    sznurków. Skończyło się bolącym tyłkiem i zdartą skórą z dłoni.
  • kochanica-francuza 17.04.09, 15:25
    Karygodne zaniedbanie!

    Ja postanowiłam wleźć na zjeżdżalnię, tylko nie po schodkach, a po zjeżdżalni
    właśnie. Niestety zjechałam i efektownie rozwaliłam sobie brew, szytą następnie
    na żywca (w 6. roku życia). Bliznę mam do dziś.
  • tymon99 17.04.09, 22:39
    dzieciom przeważnie szyje się na żywca..

    --
    she wears an egyptian ring
    that sparkles before she speaks
    na sam dół
  • blue-leeloo 18.04.09, 00:13
    tymon99 napisał:

    > dzieciom przeważnie szyje się na żywca..
    >

    Nie tylko szyją na żywca ale np usuwają trzeci migdał. Pamiętam, że
    właściwie znieczulenie nie było potrzebne, bo przerażenie odebrało
    mi zdolność odczuwania bólu. Pielęgniarka po stwierdzeniu "Wogóle
    nie masz się czego bać słoneczko" przywiazała mi nogi i ręce
    bandażem do krzesła. Na moje bezgraniczne zdziwienie, że "przecież
    nie ucieknę" powiedziała, że to dla bezpieczeństwa pana doktora,
    żebym go nie pobiła albo skopała podczas zabiegu, po czym przysunęła
    mi pod nos stoliczek z jakimiś rzeźniczymi sztućcami. Byłam w takim
    szoku, że kompletnie nie pamiętam czy ten zabieg był bolesny :)
  • blue-leeloo 18.04.09, 00:35
    A co do niebezpiecznych zabaw to mieliśmy idiotyczny zwyczaj
    przechodzenia z mieszkania do mieszkania przez sąsiadujące balkony.
    Jak bardzo jest to niebezpieczne i idiotyczne uświadomił nam
    śmiertelny wypadek, w którym spadł w czasie takiego przechodzenia
    dorosły facet.
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 18.04.09, 00:39
    A mnie do usuwania migdałka uśpili (miałem wtedy 6-7 lat), słusznie
    przewidując, że nie dam się żywcem brać i zrobię larmo na całą
    Polskę północną. Zresztą mama miała usuwany migdał na żywca, w
    polowych niemalże warunkach i chciała swojemu diabełkowi oszczędzić
    takiej traumy :)
  • blue-leeloo 18.04.09, 00:46
    U mnie w rodzinie ja przecierałam szlaki ;) Za to przed zabiegiem
    nasłuchałam się, że dzieciom podaje się w ramach znieczulenia duże
    ilości lodów. Okrutnego zawodu doznałam w tym gabinecie :)
  • kochanica-francuza 18.04.09, 15:52
    to jeszcze dodam, że zapragnęłam zmierzyć głębokość lokalnego bagienka

    udałam się tam w kaloszkach za kolana (takie miałam) i zanurzyłam jedną
    kończynę, drugą pozostawiając chytrze na brzegu ;-)

    efekt był mizerny - nalało mi się bagienka do kaloszka i wykonałam ubłocony
    odwrót, nie poznawszy wyników eksperymentu
  • chomsterek 19.04.09, 19:07
    Gość portalu: 3,14-Roman napisał(a):

    > A mnie do usuwania migdałka uśpili (miałem wtedy 6-7 lat), słusznie
    > przewidując, że nie dam się żywcem brać i zrobię larmo na całą
    > Polskę północną.

    U mnie zastosowano jedynie tzw. głupiego Jasia, co okazało się być poważnym
    błędem. Zabieg był bolesny, rzucałam się w fotelu, do tego wykonywała go młoda,
    dopiero ucząca się lekarka. Skończyło się krwotokiem i anemią :(
  • chomsterek 19.04.09, 19:13
    Bez larum oczywiście się nie obyło; chyba cały oddział zbiegł się, żeby
    zobaczyć, kogo to obdzierają żywcem ze skóry.
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 19.04.09, 19:52
    Biedna młoda lekarka pewnie miała traumę ;)

    Kiedy byłem mały, miałem mieć pobieraną krew, problem w tym, że
    młoda pani pielęgniarka nie była w stanie wkłuć mi się do żyły. Po
    szóstym czy siódmym nieudanym wkłuciu z dzikim wrzaskiem wskoczyłem
    na biurko, a z niego na stojącą obok szafę, stanowczo odmawiając
    dalszej współpracy. Zwabiony okrzykami tatuś, do tej pory stresujący
    się na korytarzu, zajrzał do środka, a następnie przez 10 minut
    negocjował ze mną zejście z szafy i dobrowolne poddanie się
    zabiegowi. Stanęło na 2 czekoladach i kupnie pluszowego pieska.
  • Gość: chichamorada IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.04.09, 14:39
  • Gość: gosia IP: *.hydrobudowa.com.pl 20.04.09, 15:58
    o samo miałąm - zjechałam do przodu po poręczu, głową w dół :/ Do
    dzisiaj mam bliznę.
  • kochanica-francuza 20.04.09, 16:29
    Użyłam metalowych, normalnych nożyczek, a grzywkę obcięłam przy samej skórze.
  • Gość: meow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.09, 18:51
    tak z ciekawości zapytam - kim dzisiaj jesteś (mam na myśli zawód)?
  • Gość: meow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.09, 18:55
    to pytanie (kim dziś jesteś?) do 3,14Roman
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 19.04.09, 19:01
    W tej chwili pasożytuję na zdrowej tkance społeczeństwa, czyli
    jestem studentem :)
  • sokolasty 19.04.09, 22:02
    To teraz musisz mieć niezłe pomysły :)
  • Gość: sztrumfette IP: 88.147.27.* 19.04.09, 15:47
    Ja rowniez wchodzilam na dach z kuzynka, to byla nasza baza. Pewnego razu
    chcialysmy nauczyc sie latac. nic trydnego, dmuchane skrzydelka do plywania i
    skok z dachu :) niestety padre pojawil sie w niewlasciwym momencie i nas
    powstrzymal.

    A z kolezanka postanowilysmy zbudowac sobie balon, do kosza na bielizne mialy
    byc przywiazane balony w duzej ilosci, nastepnie mialysmy sie puscic w tym koszu
    z 9 pietra. kiedy juz je dmuchalysmy starsza siostra zainteresowala sie co robimy :/

    Z ta sama kolezanka urzadzilysmy bitwe na piach dla wszystkich dzieci z osiedla,
    piaskownice byly oczywiscie zasikane :) potem przychodzili rozni rodzice do
    mojej mamy z awantura, ze ktos tam ma piach w oczach, uszach, ze co to za
    brutalne zabawy.

    Czesto grzebalysmy w smieciach, zeby znalezc butelki, co pare dni byl skup, a
    kazdy chcial miec pieniadze na donalda:)

    Kiedys zostalam niewolnikiem takiej starszej grupy dziewczyn, zmuszaly mnie do
    picia wody ze strumienia (bleeee), jedna bawila sie ze jest policjantem, a ja
    jej jencem (gra o zabarwieniu seksualnyum).

    Uwielbialam niedojrzele mirabelki i wymyslalam przerozne przepisy z nimi w roli
    glownej, np. twarozek z mirabelkami, koktail itd. i karmilam tym przyjaciolki:)
    efekty piorunujace !

    Na wsi tez bylo bardzo ciekawie, najbardziej podobal mi sie zuraw : kiedy tata
    szedl po wode, siadalo sie na zurawiu, wiadro jechalo na dol, ja do gory. brawo
    tato:)

    Swietnie bawilismy sie w stodole, byly skoki z belek, hustanie sie na linach,
    zakladanie petli na szyje towarzyszom zabaw i nastepnie zrzucanie ich z belki.
    oczywiscie, bylo tez male ognisko, na szczescie w pore zauwazone przez ktoregos
    z naszych hipissowskich rodzicow. wybilam kuzynce jedynke, bo skoczylam jej na
    glowe.

    Kiedys poszlam sama na spacer i nie wracalam godzinami, znalazl mnie pewnien
    rolnik w swoim polu zyta. Bardzo milo tez plywalo nam sie w bagienkach, pozniej
    fajnie sie wygladalo w blocie i rzesie wodnej.

    Inny rozdzial to zwierzeta, ktore bardzo "kochalam". Ze wspomniana juz kuzynka
    lapalysmy motyle i chowalysmy je w jakiejs skrzyneczce, chyba budce dla ptakow,
    po czym blokowalysmy otwor bucikiem. Zaby byly chowane do szuflady. Motyle
    wypuszczal tata, a suche zaby znalazla mamusia jakis czas pozniej. Do wozka dla
    lalek ladowalysmy wszystkie koty i z calej sily pchalysmy na sciane, na
    szczescie koty uciekaly.

    Starszy kuzyn uwielbial torturowac zwierzeta: rzut kotem do stawu, rozbierania
    komara na czesci pierwsze... okrutne byly te zabawy i zaluje, ze w nich
    uczestniczylam. a kuzyn ma za swoje bo przy innej zabawie wrazilam mu patyk w oko :)

    Pewnie kolega nie odstapil mi swojej pieknej lyzki z krasnalem, wiec ta lyzka
    dostal w leb, tak ze byl caly zabandazowany :)

    To chyba tyle, troche sie rozpisalam !
  • Gość: rybka Nemo IP: *.135.66-86.rev.gaoland.net 21.04.09, 10:47
    Makabra.
    Ja bylam raczej grzecznym dzieckiem, ale dodam to co wyczyniali moi koledzy z osiedla, i co udalo mi sie zapamietac:
    - skoki z hustawki. Pewnego razu hustawka przerdzewiala i razem z pasazerem wykonala lot porownywalny do rekordow Malysza - obdarte kolana, lokcie, brzuch i zlamana reka ;-)
    - hustawka plus robale - hustawka zajmowana przez: dziewczynke na siedzisku, i chlopaka stojacego na oparciu (zajecie tego miejsca nastepowalo w wyniku smialego planu zaskoczenia). Chlopak bujal hustawka "na maksa", a tym czasie jego pomyslowi koledzy obrzucali dziewczynke pasikonikami i chrabaszczami. Wrzaski slychac bylo w calej dzielnicy, zaden dorosly nie reagowal. Do dzis brzydze sie owadow.
    - jazda na dachu windy, majstrowanie w dzwigowni (blok 10 pieter)
    - przechodzenie po rusztowaniu remontowanego bloku, zwiedzanie balkonow,
    - zabawa szkolna w pitz but czyli grupowe podkladanie sobie nog z efektem specjalnym walenia glowami w posadzke !
    - kolezanka uczyla sie "latac" przewieszona przez okno na 4 pietrze i podtrzymywana za nogi przez rodzenstwo.
  • Gość: rybka Nemo IP: *.135.66-86.rev.gaoland.net 21.04.09, 10:56
    Wycinalam tez wzorki z rajstop (lata 80 te, wiec rajstopy to bylo cos ekstra)- Mama miala takie jedne bardzo eleganckie ( w kwiaty czy cos takiego), zdobyte za granica i wlasnie te staly sie moim celem.
  • Gość: chichamorada IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.04.09, 14:33
    Wychowywanie Ciebie musialo byc nie lada wyzwaniem.
    Wielki szacunek dla rodzicow:))
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 24.04.09, 00:19
    Aż tak źle chyba nie było :D
    Poza niewątpliwymi skłonnościami autodestrukcyjnymi, wybujałą
    wyobraźnią i upierdliwością, byłem całkiem grzeczny (zwłaszcza w
    szkole) i miałem same piątki i szóstki. Dlatego rodzice nawet się na
    mnie nie skarżyli, bo nikt by im nie uwierzył.
  • Gość: Julka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.04.09, 19:37
    Huśtawka w parku zimą. Ja niesięgajaca nogami do ziemi z tej
    huśtawki. Pod huśtawka lód.
    Huśtam się, huśtam i nagle w dole spostrzegam coś świecącego pod
    lodem. Myślałam, że to drobne pieniądze. Schylam się, schylam i
    nagle bęc na głowę na ten lód. Ale miałam guza, a to były pęcherze
    powietrza w tym lodzie.

    Byłam kiedyś na koloniach w Miłkowie albo w Szklarskiej Porębie, w
    tamtych okolicach w każdym razie. Był tam bardzo stary, zniszczony
    kościół. Właściwie to ruiny, ale do środka można było wejść.
    Chyba dali nam jakiś czas wolny, bo było nas tam kilkoro dzieci bez
    opieki. Udało nam się wejść bardzo wysoko. Biegaliśmy po cienkiej
    drewnianej podłodze. Pod nami było około 10 metrów wysokości a w tej
    podłodze było mnóstwo dziur. Nawet w jednej z tych dziur utkwiła mi
    noga i przyznam, że przeraziłam się nieco jak zobaczyłam przestrzeń
    pode mną. Nikomu nic się nie stało na szczęście.
  • Gość: Maura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.09, 22:05
    To Miłków, ruiny kościoła stoją do dziś.
  • croyance 17.04.09, 20:43
    Rozbujanie sie na maxa na hustawce, tak, ze linki byly ustawione
    poziome w stosunku do ziemi, i wyskakiwanie z niej - lecialo sie po
    luku, czasam znacznie ponad rama hustawki. Zdarzalo sie tez, ze
    podczas opadania spadajaca hustawka uderzala czlowieka w leb. Ale co
    tam!

    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • idalialemirowska 18.04.09, 15:48
    Tak sobie czasem myślę,że gdyby nasi Rodzice poznali chociaż połowę naszych
    niewinnych igraszek,to zeszliby niechybnie na zawał.Gdy miałam ok.14lat
    pojechałam na jakiś obóz-było nas kilka osób w tym wieku i pewnej nocy wyszliśmy
    na spacer poza teren obozu.Niby nic wielkiego ale ten spacer to był brzegiem
    glinianki.Tam jeden z moich kolegów namówił grupę na świetny kawał.Ciemna
    noc-prawie nic nie widać bo nawet gwiazd nie było.Jakoś się tak "rozeszliśmy",że
    zostałam sama-idę sobie a tu nagle patrzę-na ziemi ktoś leży.I jęczy... Mało nie
    umarłam!A on jeszcze się zerwał z krzykiem!Co za brak wyobraźni bo przecież
    mogłam wpaść ze strachu do tej glinianki.
  • Gość: pixi IP: 89.171.136.* 18.04.09, 17:10
    1. "szycie" sukienek lalkom z materiałów zdobytych wtedy cudem przez rodzicielkę
    (cenne szyfony i kaszmiry)i zakamuflowanych w szafie. Najlepiej wycinało się
    kółko na spódniczkę ze środka, broń Boże nie z brzegu materiału.
    2. pomysłowa ekipa w składzie: ja, brat rok młodszy i niewinne, nieświadome
    niczego dziecię w postaci 2 letniej siostry- wydrapujemy się po półkach na szafę
    ciągnąc ze sobą siostrę (jak to się udawało, do dziś nie wiem) a następnie jedno
    z nas wykonuje popisowy skok na tapczan (sprytnie zabezpieczony poduchami) a
    drugie RZUCA siostrę w dół śladem poprzednika,coby i ona miała trochę radości w
    życiu...powtarzane często i z efektami specjalnymi, cud,że nigdy nikomu się nic
    nie stało
    3. po lekturze "indiańskich" powieści zapałałam okrutną chęcią zilustrowania
    oswobodzenia się jeńca już przywiązanego do pala męczarni. Szkoda było
    lalki,więc jeniec był starannie wykonany z papieru, miał nawet ubranko. Stos jak
    należy płonął jasno na środku pokoju (parkiet), jedyny przebłysk rozsądku kazał
    mi ustawić pal na...blaszce do pieczenia ciasta (nomen omen). Jeniec się
    oczywiście nie uwolnił.c.b.d.o.
    4. tata-filatelista miał niezwykle cenne zbiory znaczków z całego świata ( w tym
    rzadkie chińskie i południowoamerykańskie). bardzo nam się z bratem nie podobały
    te nierówne, wystrzępione brzegi...więc wyrównaliśmy je pracowicie nożyczkami.

    Rodzice przeżyli, my też. Oczywiście czyny te miały miejsce pod nieobecność,
    choćby chwilową rodziny. Nasze Anioły Stróże zasługują na specjalne wyróżnienie
    "za zasługi"
  • kochanica-francuza 18.04.09, 17:19
    Jeniec się
    > oczywiście nie uwolnił.c.b.d.o.

    :-))))))))))))))))))))))))))))))))))))

    Nie miał prawa!















    (to z kawału o bacy)
  • anahella 18.04.09, 19:49
    Gość portalu: pixi napisał(a):

    Pixi, poryczałam się ze śmiechu...


    --
    Forum dla astrologow
  • Gość: pixi IP: 89.171.136.* 19.04.09, 17:38
    taaa...do dziś się dziwię,że moja mama nie zaczęła siwieć w wieku 35 lat.
    Z tej tzw. "autopsji własnej" czerpię nieprzebrane pokłady podejrzliwości, co do
    tego,że: "e tam, dziecko na to nie wpadnie...".
    Skoro w mieszkaniu w nowym bloku zaczęliśmy z bratem kuć młotem ściany w
    poszukiwaniu skarbów (znów wpływ zakazanych lektur!), bo jedna ściana wydała nam
    się podejrzanie wybrzuszona, co było niedoróbką budowlańca. Na szczęście sił nie
    stało i nie przebiliśmy się na klatkę schodową. Tak mi się przypomniało....ech
    to były czasy ;-))
  • princessofbabylon 18.04.09, 20:20

    To o znaczkach najlepsze :DDDDDDDDD





    --
    "Do tej pory największą zaletą pociągów w Wielkopolsce na liniach
    regionalnych było to, że jeździły" - City Poznań, 17 kwietania br.
  • Gość: Boz IP: *.15-1.cable.virginmedia.com 19.04.09, 14:05
    1) A ja z siostra robilysmy mamie "korale" rozcinajac jej sznury
    naszyjnikow i nawlekajac potem na nitke jak popadnie. Mama miala
    sukienki z naszytymi koralikami czy cekinami to wypruwalysmy je i
    albo malowalysmy jakies wzorki dlugopisem albo uzywalysmy ich do
    owych "korali".
    2) robilysmy chodniki z czarnych plyt (winylowych) do adapteru i
    lazilysmy po nich sobie. Do dzis pamietam jak pekaly!
  • anahella 18.04.09, 19:43
    Moje pierwsze eksperymenty...

    Miałam na pewno mniej niż 6 lat, bo na bank nie chodziłam jeszcze do szkoły.
    Weszłam na stół i puściłam z ręki kartkę. Z lubością obserwowałam jak szybuje.
    Potem rozłożyłam ręce i sama z wysokiego stołu skoczyłam... trochę mnie potem to
    i owo bolało:)


    --
    Forum dla astrologow
  • Gość: o matulu IP: *.cable.smsnet.pl 18.04.09, 20:03
    Podobnie jak Piroman jadłem szklanki, papierosy, tynk, wkładałem ręce do
    kontaktu, gryzoniom do pogryzienia, umiałem wspiąć się na wielkie drzewo i nie
    umieć zleźć, nażreć się tabletek (dla zdrowia!), uciekać komunikacją publiczną z
    domu (nie z powodu buntu jako nastolatek, tylko z ciekawości świata jako
    przedszkolak), robić zlewki po imprezach rodzinnych i je spijać (po co marnować
    alkohol), zdmuchiwać płomień w junkersie, palić kiepy, kląć lepiej jak dorośli i
    masę innych rzeczy - a to wszystko przed wiekiem szkolnym. Więcej grzechów nie
    wspomnę, bo się wstydzę:) Jednak ta patologia uchroniła mnie przed buntem
    nastoletnim, nie ciągnęło mnie tak do używek czy imprez, pić i popalać mogłem za
    zgodą staruszków jako nastolatek. I nie było czegoś takiego jak bezstresowe
    wychowanie, łańcuch miałem długi i Bogu dziękuję, żę komórki wymyślono tak późno:))
  • bogiemslawiena 19.04.09, 13:03
    Hmmm...
    sąsiad robił jakiś remont, na podwórku miał wykopany dołek, a w nim
    rozrobiony świeżo cement. Wydawało mi się, że da się po tym przejść.
    Wpadłam po kolana...
    Dawien dawna poszłam z mamą i tatą na imieniny do kogoś z rodziny.
    Na podwórku było szambo, które nie miało wylanej z betonu pokrywy,
    przykryte było jedynie plandeką. Mama mówiła, żebym się tam nie
    zbliżała, ale ja jak na złość łaziłam wokół tego szamba, aż do niego
    wpadłam. Niezapomniana kąpiel... :) Dla matki niezapomniane
    oczyszczanie z gówna swojego dziecka :D
    Skakałam z rodzeństwem z tarasu na piasek wysypany pod domem. W
    ramach rekreacji ruchowej;) Do ziemi były jakieś 3-4 metry.
    Nagminnie też wspianałam się na dość wysoką jabłoń i później nie
    potrafiłam z niej zejść :)
    --
    www.przystanekkuchnia.blogspot.com
    =^..^=
    www.matkaboskamaciczna.blogspot.com
    =^..^=
  • Gość: ja bestyjaa IP: *.autocom.pl 19.04.09, 17:22
    bogiemslawiena napisała:

    Mama mówiła, żebym się tam nie
    > zbliżała, ale ja jak na złość łaziłam wokół tego szamba, aż do niego
    > wpadłam.

    dosłownie oplułam monitor :D
  • Gość: babsztyl IP: *.radom.vectranet.pl 19.04.09, 19:42
    taa? a mi jakos nie do smiechu, bo znam 2 przypadki dzieci, ktore
    wpadly do szamba i sie utopily. Smierc z powodu zachlysniecia sie
    g.ownem... niewesole oj nie
  • zielona.kaczuszka 19.04.09, 16:35
    Ja w wieku przedszkolnym mieszkałam na wsi u babci i razem z siostrą cioteczną zbierałyśmy kurze kupy i robiłyśmy z tego plaki które piekłyśmy na słońcu :D
    Ogoliłam kota prawie na łyso,
    Siebie też wystrzygłam sama,
    Przerobiłam całe pudełko kredek (po które ktoś tam stał w długiej kolejce) na drobne wiórki w drzwiach od szafy (szafa była do naprawy oczywiście)
    Podczas walki z wspomnianą siostrą wybiłam jej 2 jedynki mleczne na szczęście,
    Biegałam po długim balkonie na którym nie było barierki na 2 piętrze i wcale mi się to nie wydawało niebezpiecze :D
  • pancwynar 23.04.09, 14:25
    > Ogoliłam kota prawie na łyso,
    a ten koto to jakaś pierdoła czy nafaszerowałaś go czymś? nie
    wyrywał się?!
    --
    "Feministki chcą od mężczyzn rzeczy niemożliwej.
    Żeby brzydkie kobiety były traktowane tak samo jak ładne."
    by muminos1975
  • Gość: imnotdead IP: 217.153.210.* 19.04.09, 13:12
    1. Jako dziecko zawsze nosilam w kieszeni srubki, gwozdzie, co tylko znalazlam.
    Cud, ze mi sie nie wbily nigdzie bo bardzo ruchliwym dzieckiem bylam.

    2. Uwielbialam (i nadal uwielbiam) wspinac sie po drzewach, szczegolnie tych
    bardzo wysokich i niemajacych z dolu galezi. Jako maly, kilkuletni szczyl
    pojechalam do babci, gdzie wspielam sie na najwyzsza brzoze, taka ktora nie
    miala zbyt duzo galezi. Babcia jak mnie zobaczyla na samym czubku, malo co na
    zawal nie zeszla i probowala mnie krzykiem sklonic do zejscia na dol, po czym
    uslyszala, ze jak bedzie sie na mnie wydzierac to jej skocze na glowe :-)

    3. Lubilam siadac na brzegu studni. Mama i babcia zawsze mialy dylemat czy
    krzyczec, czy w ogole sie odezwac, zeby mnie nie wystraszyc.

    4. Wspinaczka na szafe a pozniej skakanie z niej na kozetke, wchodzenie do
    kredensow (tak tak, pomiedzy dolne polki potrafilam wejsc), siedzenie na
    rozwalajacym sie wysokim kaflowym piecu to standard. Jak i rowniez wchodzenie na
    rozne dachy - stodoly itp. Co do stodoly to lubilam rowniez wspinac sie po tych
    wysokich belkach, widok z gory niesamowity, nie mowiac o rzucaniu sie stamtad na
    siano :-)

    5. Jedzenie mydla i picie szamponow.

    6. Chodzenie po wewnetrznej stronie hm... rusztowania (?) na klatce schodowej.
    Super zabawa dopoki sasiadka na mnie doniosla.

    7. Skakanie z drzew, budynkow, chodzenie po galeziach jak malpa.

    8. Zwiedzanie ruin walacych sie juz budynkow, wchodzenie do podziemnego
    korytarza kopalni (byl taki jeden niezabezpieczony) z zapalniczka, bo swiatel
    tam juz nie bylo.
  • odzim22 19.04.09, 13:24
    Ta sama historia u mnie tylko kąpaliśmy się w Pilicy. Chyba każdy kto był nad tą
    rzeką przyzna że to prawie cud, że zadnemu z ekipy nic się nie stało. Jak to
    mówią złego diabli nie biorą :)
  • Gość: anka IP: *.aster.pl 19.04.09, 13:49
    namiętnie bawiłam się z bratem w różne tajne organizacje no i oczywiście
    mieliśmy tajne dokumenty (z pieczęciami ze stearyny)
    pewnego razu musieliśmy te dokumenty zniszczyć, żeby nie wpadły w ręce wroga
    spaliliśmy je na biurku :D

    jeździłyśmy z koleżanką windą w bloku i wyłyśmy na cały głos :D

    na uliczce osiedlowej przyczajałam się przy jezdni, czekałam aż będzie
    przejeżdżał jakiś samochód i przebiegałam mu przed maską

    podkładałam kamienie na torach tramwajowych
  • Gość: anka IP: *.aster.pl 19.04.09, 13:51
    aha, jadłam świeczki i papier

    za to mój syn, jak był mały, jadł mrówki
  • Gość: joanna182-0 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.04.09, 13:52
    >na uliczce osiedlowej przyczajałam się przy jezdni, czekałam aż
    będzie
    przejeżdżał jakiś samochód i przebiegałam mu przed maską

    bardzo "mądre" zajęcie
  • Gość: anka IP: *.aster.pl 19.04.09, 13:54
    no chyba w tym wątku właśnie chodzi o "pochwalenie się" głupotami
  • Gość: megrajan IP: 79.139.100.* 19.04.09, 14:09
    U nas na podwórku koledzy wymyślili zabawe która polegała na
    jeżdzeniu na windzie,wkładali klucze w takie pewne miejsce i winda
    zatrzymywała sie w pół piętra a my wskakiwaliśmy na nią i
    jeździliśmy.Sprawdzaliśmy też we wszystkich blokach wysokość od
    sufitu kiedy winda stoi na ostatnim piętrze,w jednym było bardzo
    nisko...myśleliśmy już że nas zmiażdzy. Wchodzenie na dachy tych
    wieżowców to też mały pikuś,opalaliśmy sie tam i ogólnie spędzliśmy
    czas,kiedyś kolega pod wpływem za mocno sie rozpędził w strone
    krawędzi i mało brakowało. Raz też robiliśmy sobie fotki na tym
    dachu,żeby było dramatycznie zeskoczyliśmy na dach balkonu na 11
    piętrze i udawaliśmy że spadamy,ten daszek miał z 1 metr
    długości....Jak teraz o tym myśle to mam ciarki
  • galileo33 19.04.09, 19:08
    do tego jest zdolna, probujac sie zabic przy uzyciu metra....tak to moj syn(tez
    tam byl)

    www.youtube.com/watch?v=R6cMWMVjMTI
  • dona.a 19.04.09, 13:59
    helcia85 napisała:

    > Ciekawi mnie jakie niebezpieczne rzeczy robiliście za młodu, takie
    > których teraz nigdy w życiu nie podjęlibyście się, a wtedy
    wydawały
    > się fajne i niegroźne.
    > Tak przypomniała mi się moja historia, kiedy ze znajomymi
    > grilowaliśmy nad jeziorkiem, juz lekko podpici pływaliśmy w nocy w
    > owym jeziorku.... Bezmyslność młodych czasem nie zna granic. Nikomu

    miałam dokładnie to samo, obóz harcerski, późna noc, młoda kadra(w
    tym ja) przy ognisku, wino, kobiety i śpiew a potem pływanie w
    jeziorze, i dziś dokładnie te same spostrzeżenia, to był szczyt
    głupoty:/
    > nic się nie stało, ale teraz jak o tym pomyśle to az przechodzi
    mnie
    > dreszcz, że ktoś z nas mógł się utopić.
  • Gość: k1 IP: *.chello.pl 19.04.09, 14:45
    Raz bawiłem się zapałkami, które się o wszystko zapalają... przechodząc przez
    podwórka obok jednego zaparkowanego samochodu zastanowiło mnie czy o niego też
    się zapali i bez zastanowienia postanowiłem się o tym przekonać... samochód
    miał przyciemniane szyby i nie widziałem, że siedzi w nim kierowca...
    Z kolegami z podwórka zawsze lubiliśmy chodzić tam gdzie nam nie było wolno,
    działki, ogródki, ogrodzone i strzeżone budynki itd., podczas jednej z takich
    eskapad weszliśmy na blaszany dach jakiejś wielkiej hali produkcyjnej, dach
    hałasował i prawdopodobnie usłyszał to ochroniarz, więc postanowiliśmy uciekać.
    Trzeba było jednak zejść najpierw na dach jakiegoś magazynku (wysokość z 4m,
    dach z płyt eternitowych) ja zdrapywałem się powoli by bezpiecznie zejść po
    daszku magazynku, kolega się niecierpliwił więc skoczył na niego... kolega miał
    szczęście, bo dach się zarwał, a on trafił nogami na belki podtrzymujące dach.
    Zabawy w kładzenie na torach tramwajowych i kolejowych różnych rzeczy, monet,
    ślepaków niewielkich kamyczków... raz nawet na podwórku znaleźliśmy ostry nabój
    z którym zabawę postanowiliśmy powtórzyć, dobrze że nie każdy eksperyment
    kończył się wybuchem.
    Dodatkowo lubiliśmy bawić się saletrą, zapałkami i czasami robić improwizowane
    ogniska - np. ułożenie 2metrowej wieży z kartonu i podpalenie jej :).
    Zabawy na budowie - skakanie z rusztowań w piach, zabawy w błocie.
    Narkotyzowanie kotów "walerianką", lub rzucanie na maskę jadących samochodów
    wysmarowanych keczupem były jednymi z mniej wyszukanych sposobów na nudę.
    Kiedyś w jednym z okolicznych jeziorek chciałem wyciąć przerębel, jednak za
    cholerę nie udawało mi się go wyciąć, gdy zdawało mi się, że już scyzorykiem
    poprawiłem miejsca gdzie nie dociąłem lodu, ten nadal się opierał. Po którymś
    cyklu poprawek, stwierdziłem że musi się poddać sile kopnięcia... jednak coraz
    mocniejsze kopnięcia jedną nogą nie skutkowały, więc co należało zrobić?
    oczywiście najlepiej było w złości skoczyć na niego 2 nogami... przerębel
    oczywiście się zarwał, a ja musiałem wracać przy temp. -15stopni w mokrych po
    uda spodniach i wymyślić jakąś wymówkę, która pozwoli uniknąć wyjścia na debila
    i kary... na szczęście udało mi się jakoś przemknąć i cichaczem schować, a
    później wysuszyć spodnie.
  • agpagp 19.04.09, 14:49
    Mamie udało się zdobyć po długich staraniach rajstopki. Pamiętam że były w
    kolorze czerwonym. Następnego dnia odkryłam że jak się weźmie rajstopki w
    paluszki i ukula małą kuleczkę a potem się ją odetnie to się robią takie ładne
    dziurki. Na rajstopkach brata też takie ładne wychodziły.
    Przebierałam brata w spódniczki i chodziłam z nim po sąsiadach mówiąc że mam
    nienormalną siostrzyczkę i czy mogą nam dać winogrona ( chodziłam do konkretnych
    sąsiadów którzy mieli winorośl ) bo to jej na pewno pomoże.
    Bawiłam się w sklep i zmuszałam brata do jedzenia żwiru bo skoro kupił ode mnie
    cukier to niech je!
    Wywalaliśmy wszystko z szaf i robiliśmy sobie zjeżdzalnię z najwyższego miejsca
    na jakie dało się wejść.
    Kiedyś u jednej z sąsiadek widziałam burdę jej pijanego męża i tak mi się to
    spodobało że wyciągnęłam kieliszek , butelkę z resztą wódki do której dolałam
    wody bo wydawało mi się że tak będzie lepiej i urządziłam sobie popijawę z
    rozlewaniem wódy po stole i rozbijaniem talerzy o podłogę. Po tym rodzice
    zapisali mnie do kółka teatralnego :)
    A kiedy pierwszy raz w życiu zobaczyłam w lesie jaszczurkę zwinkę krzyczałam w
    panice " tu jest mały aligator" i prawie padłam ze strachu będąc święcie
    przekonana że zaraz przyjdzie mama aligator i mnie zje.
    Część dzieciństwa spędziłam na burdach ze starszymi kuzynami. Chodziliśmy za
    remizę strażacką i uczyliśmy się tam palić papierosy oraz podpalać zboże bo tak
    ładnie się źdźbła paliły. ( ps. moj tata i tata chłopaków należeli do OSP)
    Z przyjaciółką chodziłam na wagary nad Wartę. Rozbierałyśmy się do majtek i z
    ciuchami trzymanymi w górze przechodziłyśmy kawałek rzeki by dostać się na
    "naszą wyspę". Miałyśmy wtedy jakies 10 lat. Do dziś nie wierzę że taką głupotę
    mogłam sobie poczynić.
    --
    Jestem na dwóch dietach - na jednej byłam cały czas głodna.
  • agpagp 19.04.09, 14:54
    A i jeszcze tato mi tu podpowiada...
    w wieku 13 lat bawiłam się w szukanie końskich kup i wkładaniu ich do kartonów.
    Potem karton owijałam papierem pakownym , przyklejałam jakieś znaczki, pisałam
    adres odbiory i nadawcy i ... wystawiałam na ulicę. Schowana w krzakach
    patrzyłam jak reagują kierowcy :) jak zabierają a potem z obrzydzeniem wywalają
    przez okno.
    A ja znów zbierałam końskie kupy ... itd
    --
    Jestem na dwóch dietach - na jednej byłam cały czas głodna.
  • joanna182-0 19.04.09, 15:33
    To jest niezłe. Uśmiałam się tak aż sie popłakałam i teraz nie mogę
    przestać
  • Gość: s IP: *.ssp.dialog.net.pl 19.04.09, 16:51
    1-Robiłam "pogrzeby" owadom, zdechłym ptakom-zasypywaliśmy je ziemią, układałyśmy kwiaty, robiłyśmy nagrobki.
    2-Uwielbiałam wszelkie "niewinne" zabawy z ogniem- tu zapałka, tam zapalniczka, pod szkołą próbowałam upalić kraty z okien.
    3-Powiedziałam koleżane (to było w podstawówce), że dzwoniła na numer budki tel., która to budka była w szkole, że dzwoniła jej mama mówiąc iż jej ojciec jest w szpitalu. Koleżanka uwierzyła, wydzwoniła całą kartę telefoniczną, oczywiście okazało się, że to mój głupi żart.
    4-Po obejrzeniu "Czterech pancernych" zmuszałam młodszą siostrę, żeby była moim Szarikiem, musiała umieć aportować i reagować na "siad" i "podaj łapę". Do dziś mi to wypomina:)
  • kochanica-francuza 19.04.09, 17:36
    Mnie raczej zastanawia, jak autorzy przeżyli. Widać Bóg chroni nie tylko
    pijaków, ale i pomysłowych nieletnich. ;-)

    Posty bardzo ciekawe, czekam na dalsze. ;-)
  • Gość: fish&chips IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 19.04.09, 18:53
    - 14 lat - łażenie z kolegami po dachach i picie piwa tamże wśród plątaniny
    kabli [10 pięter, dachy lekko spadziste]

    - w wieku kilku lat, włażenie z koleżankami do wszystkich zakazanych
    opuszczonych budowli, dzikich parków itp., które upodobali sobie pijacy,
    narkomani i zboczeńcy

    - w wieku 2 lat - sprawdzenie, co się stanie, jeśli usiądę na fotelu odwrotnie,
    tzn. nogami do oparcia. Już wiem. Spada się z hukiem i łamie rękę.
  • Gość: fish&chips IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 19.04.09, 19:14
    A, i jeszcze:

    - w wieku 3 lat, jeżdżenie na psie dziadków [pies był mniej więcej w moim wieku
    i był bardzo łagodny, ale nie chciał współpracować: ciągle siadał, a ja z niego
    zjeżdżałam. Przeżył.]

    - szklankę udało mi się nadgryźć w dojrzałym wieku 16 lat, z roztargnienia - w
    drugiej ręce miałam kanapkę. Natomiast mniej więcej w podobnym czasie na
    wycieczce stłukł nam się termos, wskutek czego napiliśmy się z ojcem herbaty z
    drobinkami szkła. Była niezła, może trochę ostra.

    - ostrzygłam sobie grzywkę, kiedy miałam 12 lat. Przez jakiś miesiąc potem
    chodziłam z bandaną na czole. Dzisiaj pewnie grzywka byłaby modnie asymetryczna.
  • chomsterek 19.04.09, 22:11
    Ja ostrzygłam sobie grzywkę plastikowymi nożyczkami, które ponoć miały nie ciąć
    i służyć jedynie do zabawy. Grzywka była obcięta tuż przy skórze. Wstydziłam się
    pokazać w szkole.
  • Gość: tosia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.09, 17:11
    Ja natomiast - wierząc w rozpowszechniony mit, że "podcinane włosy gęstnieją" -
    stwierdziłam któregoś pięknego ranka, że chciałabym, aby moje oczęta okalała,
    zamiast tych marnych kłaczków, gęsta firana z rzęs. No i obcięłam je nożyczkami.
    Wcale nie odrosły gęstsze - ale dobrze, że w ogóle odrosły!!!

    Sporządzałam również "magiczne mikstury" mające na celu uzyskanie różnych
    właściwości - jedną z nich (bodajże na bazie takiej cuchnącej pasty z czasów
    komunistycznych, do szorowania największych brudów - ktoś pamięta nazwę?) tak
    strułam brata, że wylądował w szpitalu.

    Z narodzin brata byłam w ogóle niezadowolona (chciałam siostrzyczkę) - i kiedy
    mama nie zdecydowała się na realizację mojego pomysłu (bo przecież jakbyśmy od
    początku ubierali go w sukienki i mówili na niego Andżelika, to nikt by nie
    poznał, że to chłopak!) - wybrałam się w obchód po sąsiadach pytając, czy nikt
    nie chciałby wziąć go na wychowanie, bo "nam się nie przelewa" ;)))
  • amourpropre 20.04.09, 17:16
    Gość portalu: tosia napisał(a):

    > (bodajże na bazie takiej cuchnącej pasty z czasów
    > komunistycznych, do szorowania największych brudów - ktoś pamięta nazwę?)

    Jawox?:)
    --
    Ach śpij, kochanie, tarantula chodzi Ci po ścianie,
    Zaraz wezmę gruby kij, tarantulę prosto w ryj,
    A Ty sobie słodko śpij.
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 19.04.09, 19:03
    Hehe, wiecie, że ten wątek trafił na stronę główną? Spodziewajcie
    się więc ataku na niedbalstwo (i tak dalej) Waszych rodziców. Może
    nawet ktoś założy wątek o tym wątku na jakimś forum zw. z dziećmi
    np. na emamie. Tak więc szykuję się dobra zabawa!
  • Gość: eas_yyy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.09, 19:38
    1. W wieku 5 lat razem z kuzynami przetargalismy dziadkowy złom z
    podwórka na gałęzie potężnego orzecha włoskiego-miała być
    elektrownia z tego zomu a wyszedł konkretny opi.rdol :)
    2. Pół dnia przekopywalismy podwórko czym sie dalo a nastepne pół
    dnia zalewaliśmy wodą z węza-żeby bylo trudniej jeździc
    rowerami...oczywiście
    3. Jako małe szczenie chodziłam w chodziku na podwórku-oczywiście
    widowiskowo wywaliłam sie dogóry nogami i utkwiłam w górze żwiru.
    Podobno jak mnie znaleźli byłam juz fioletowa-a potem przez 3
    tygodnie plułam piachem...
    4. Moja siora 2,5 wyszła z domu niezauwazona-mama byla przekonana ze
    ogląda bajki-kiedy jakas obca babka przyprowadziła ja do domu M.
    powiedziała z zadowoleniem ZE SzŁA DO CIECHANOWA :)
    5.Moja kuzynka sprawdzała czy tata naostrzył noże na oparciach
    fotela bo nie sięgała do blatu w kuchni
  • Gość: rokokospoko IP: *.chello.pl 19.04.09, 20:16
    a niewiele brakowało:
    miałam kilka lat, wzięłam zapalniczkę i w piżamie weszłam do łóżka pod kołdrę.
    Po co mi zapalniczka? Do podpalania piżamy. Chciałam podpalić nogawkę mojej
    piżamy. Nie chciała się zapalić...
    Normą było chodzenie do różnych dziwnych miejsc, wykradanie papierosów i
    palenie(bez zaciągania) na ostatnich piętrach bloków. Nie pochodzę z
    patologicznej rodziny:P a moi rodzice nigdy nie palili(na szczęście rodzice
    koleżanki tak)
  • wyjadacz_parkietuf 19.04.09, 20:28
    Oj, masa tego było :-) ale z najlepszych, to chyba te:
    W podstawówce przy porządkowaniu jakiegoś starego składu znaleźliśmy maskę
    p-gaz. popularnego "słonia". Oczywiście przejęliśmy zdobycz, potem już w bloku
    maskę założyłem na twarz i stojąc przy drzwiach windy na 3 piętrze tylko z
    kumplami czekaliśmy aż winda z pasażerem ruszy z parteru. W momencie mijania nas
    kabiny wyskakiwałem przed okienko w masce i pięściami waliłem w drzwi windy.
    Wrzaski i bluzgi wystraszonych pasażerów - bezcenne! :-)
    A! drugi motyw: to już był hardkor. Swego czasu bardzo popularne na naszym
    podwórku było robienie "manekinów". Brało się stary sweter i spodnie, wypychało
    trawą, słomą, gazetami itp. łączyło ze sobą drutem i podpinało trampki i
    rękawiczki. Potem zza krzaków rzucało się takiego manekina przejeżdżającym
    samochodom pod koła.... (Mądre to nie było ;-))))))
    Druga ekstrema z "manekinem" to już była wyższa szkoła jazdy:
    Stawało się z nim na wiadukcie i wraz z dwoma kumplami okładało się go pięściami
    tak w odległości z 50 m od idącego przechodnia. Kiedy przechodzień - zwykle
    jakaś starsza babcia czy dziadek zaczynała krzyczeć "Zostawcie chłopaka w
    spokoju, bandyty! MILICJA!!!" łapało się manekina za ręce i nogi i.... zrzucało
    się go z wiaduktu! Pod wiaduktem druga ekipa szybko zbierała manekina z zasięgu
    wzroku i w to miejsce podlatywał kumpel, kładł się na ziemi i głośno wrzeszcząc
    zwijał się z bólu (Scena jak z Benny Hilla ;-). Babcie dostawały zawału i
    zachłystywały się z przerażenia. Czasami co odważniejsza podbiegała do nas i
    próbowała zdzielić laską czy torebką. ;-))))
  • kleo325 19.04.09, 22:31
    w wieku ok 5,6 lat - u na osiedlu jak pojawily sie pierwsze 3 bloki a w okolo
    byla budowa bawilismy sie w chowanego na terenie tej oto budowy - kopalnia
    miejscowek - w piramidach ze zwiru piachu tudzież kredy (takie podloże )

    jeszcze jedno niedaleko bylo pole marchewek przynosilismy do domu reklmowkami
    nie wiadomo po co

    Pozdro BzBn JP
  • rachela25 19.04.09, 22:48
    hehehehe posikałam sie
  • Gość: 3,14-Roman IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 20.04.09, 01:39
    Akcja z manekinem- O Matko Boska Kiepska! :D :D :D
  • theorema 19.04.09, 22:48
    Kiedy miałam 4 lata razem z moją bliźniaczką postanowiłyśmy sprawdzić, jak lecą
    rzeczy z 10 piętra. Rodzice w drugim pokoju, my niby "popołudniowa drzemka". Ja
    klęczałam na parapecie otwartego okna, siostra podawała zabawki i doskakiwała do
    mnie, żeby też patrzeć. Nagle dzwonek do mieszkania. Mama otwiera, a tam zielona
    na twarzy dozorczyni. Czy Pani wie, co dzieci robią? No to weszły ostrożnie
    razem, pokój już puściuteńki, wyjrzały przez te okno razem z nami, byłyśmy
    szalenie podekscytowane - mamusiu, patrz, jak leci! A tam, tłumek ludzi, jacyś
    trzymali rozciągnięty koc, czekali kiedy dzieci pofruną. Sporo zabawek poginęło,
    te co zostały, zostały karnie spakowane do tapczanu, nie pamiętam na jak długo.
    ok, 2 tygodnie. Za to potem, raj, jakbyśmy cały sklep z zabawkami dostały na raz:)
    Jak byłam nastolatką, na szkolnej wycieczce nie mogłam się dostać do pokoju w
    którym była impreza, więc przeszłam po poziomej rynnie, szóste piętro pensjonatu
    i wlazłam tam przez okno. Jedna koleżanka zemdlała ze strachu:)
    Mniej zabawne, ale obrzydliwe -miesiącami magazynowałyśmy z siostrą kanapki za
    wersalką. pojechałyśmy na kolonie, mama odsunęła wyrko, a tam, szaro od pleśni.
    potem była chora. Dziś mi głupio, takie ciężkie czasy, a my marnowałyśmy
    jedzenie, cholera, dbało się o linię za młodu...
    no dobra nie przynudzam, książkę bym mogła napisać:)
  • rachela25 19.04.09, 23:05
    Siedzenie na ławce w wakacje do 4:00 rano ze znajomymi,notoryczne
    kradzieże chleba z piekarni po 24:00 wystawiali gorący chlebek na
    zewnątrz,oczywiście ogrodzone siatką.Mmmm pycha. Kiedyś ściemniliśmy
    rodziców że śpimy u koleżanek a poszliśmy na impreze na działki,to
    była 17-stka koleżanki.Piliśmy rozcieńczony spirytus,a później
    powróciwszy na osiedle poszliśmy spać do komórko-piwnicy która miała
    dosłownie 2 metry kwadratowe.Chodziliśmy nad staw przez pola na
    których roiło sie od zboczeńców.Łapałam z koleżanką stopa o 1:00 w
    nocy bo nie chciało nam sie iść a wcale nie było tak strasznie
    daleko....
  • Gość: Mysia IP: *.promax.media.pl 19.04.09, 23:12
    Jazda na rowerze przywiązanym sznurkiem do roweru kolegi, ciągnał mnie, w pewnej chwili zahamował,ja nie...
    Zatrzymywanie samochodów rozciągniętą wzdłuż ulicy skakanką, oczywiście wieczorem na nieoświetlonej ulicy, jeden pan się zdenerował, poszedł na skargę do rodziców
    Oczywiscie jak większośc skoki z wysokości na kupkę pisaku, siano...
  • kochanica-francuza 19.04.09, 23:27

    > Oczywiscie jak większośc skoki z wysokości na kupkę pisaku, siano...

    Będę oryginalna. Z daszku (garażu czy czego???) skakałam jesienią na kupę liści.

    Siano oczywiście toże.
  • Gość: adhd? ;P IP: *.gprs.plus.pl 19.04.09, 23:26
    W wieku lat 16-18: wchodzenie na wszelkie pomniki w różnych miastach Europy
    (taki jakiś duży w centrum Lizbony, ten przed Pałacem Buckingham...); spanie w
    czyjejś łódce w Wenecji, na ławce przystankowej, w pociągu stojącym na bocznicy;
    gotowanie na palniku gazowym w pociągu osobowym we Włoszech (zanim doszło do
    gotowania, gaz się ulotnił, i zostaliśmy z kumplem wyzwani od terrorystów); i
    jeszcze z moich "wspinaczkowych" zapędów: picie piwa na szczycie rusztowania
    ustawionego przy 17 - piętrowym budynku (oczywiście nie był to dzień, i nie
    pracowaliśmy na tym rusztowaniu); i pewnie kilka innych rzeczy, których sobie
    teraz nie mogę przypomnieć.
  • Gość: Jo IP: 212.120.136.* 13.05.09, 10:04
    > W wieku lat 16-18: wchodzenie na wszelkie pomniki w różnych
    miastach Europy
    > (taki jakiś duży w centrum Lizbony

    Marques Pembal?! Jeżu kolczasty!!
  • Gość: logingosia IP: *.ip.netia.com.pl 19.04.09, 23:29
    Szalone czasy liceum (najlepszego w miescie rzecz jasna):>
    Szlajanie sie nocami i to nie tylko w wakacje. Koniecznie z tanim winem w ręku. Jak były jakieś imperezy w pomieszczeniu zamkniętym, to zawsze sie brało ciuchy na przebranie, żeby nie śmierdzieć za bardzo papaierosami. W kazdym plecaku guma do żucia, pachnąca pomadka i rekawiczki (dla palaczy).
    Notoryczne łapanie stopa, o każdej porze dnia i nocy w Polsce i za granicą. Przy okazji korzystanie z zaproszeń kierowców na kolacje i bardzo chętne przyjmowanie proponowanych noclegów. Lepszym pomysłem były chyba już tylko spanie w namiocie przy drodze. Owocem tego sa miedzynarodowe przyjaźnie do dziś utrzymywane.
    Systematyczne wagary i związane z tym oszustwa (podrabianie zwolnien, wpisiwanie ocen do dziennika, itd.).
    Ucieczki przez okno "na miasto" na wszelkich mozliwych biwakach i wycieczkach.
    Ale o dziwo nigdy nie stało sie nic złego, bo jakoś wszystcy o siebie dbaliśmy. I chyba w tym tkwił sekret. A pamietam, ze sporo sie tez uczyslimy i tez zazwyczaj w grupie. Jak ktoś był mistrzem chemii, czy matematyki to godzinami nam materiał tłumaczył.
    I każdy z moich przyjaciół wyszedł na człowieka ;>
    Łezka w oku!
    Łza w oku!
  • the_rapist 19.04.09, 23:35
    trzymały sie mnie dziwne pomysły. Oto kilka z nich

    1.Szczenięctwo - puszczanie samolocików z papieru z kuzynem. Kuzyn mieszkał na 10. pietrze, pieknie leciały. Padł pomysł podpalania ich, leciały jeszcze piękniej, jeden wylądował na jakimś balkonie, na wspaniałym fotelu wiklinowym. Jeeezu, jak sie ta kobieta darła, gdy gasiła płonący fotel. Aha, te samolociki robiliśmy z grubaśnej encyklopedii, ciotka nie była zachwycona.

    2. Lata buntu - pirotechnika, wrzucanie petard gdzie sie tylko da. Ktoś wpadł na pomysł, żeby przesypać proszek z petard do czegoś większego. Koleś załatwił kawałek gwintowanej rurki i zakrętki. Wrzuciliśmy to do kanału, walnęło aż taki okrągły dekiel podskoczył. Spece z wodociągów przysłali ekipę z jakimiś czujnikami, bo myśleli, że to metan w kanałach wybuchnął.

    3. Otrzymywanie w laboratorium wszystkiego, co niebezpieczne - tlenek wegla, cyjanowodór, fosgen, iperyt (gaz musztardowy). Potem nas wzięło na amfetamine i jej pochodne. Nauczyciel pyta:
    - Co tam robicie chłopcy?
    My na to:
    - Amfetaminę panie profesorze
    Pogroził dobrotliwie palcem:
    - Ej, żartownisie...
  • pancwynar 23.04.09, 14:35
    > Aha, te samolociki robil
    > iśmy z grubaśnej encyklopedii, ciotka nie była zachwycona.
    nie przejmuj się, pewnie dziś jest wdzięczna, że odchudziłeś jej PRL-
    owskie truchło:>
    --
    "Feministki chcą od mężczyzn rzeczy niemożliwej.
    Żeby brzydkie kobiety były traktowane tak samo jak ładne."
    by muminos1975
  • Gość: Kaja IP: 85.14.84.* 20.04.09, 00:32
    Jak byłam mała to uwielbiałam wkładać głowę między pręty balkonu i sprawdzać,
    czy umiem ją wyciągnąć :P Albo wkładać sobie igłę do buzi, to chyba był jakiś
    test na odwagę. Kiedyś pocięłam sobie przedramię żyletką, bo chciałam mieć takie
    ładne rysy z krwią :P
    W sumie dużo było testów na odwagę, np skakanie ze schodów na beton albo
    przeskakiwanie przez ławkę z oparciem. Teraz się zastanawiam jak mi się udało
    nie połamać sobie nóg :P pamiętam, że jedna z kolezanek porządnie się na tym
    rozwaliła.
    W liceum innego typu akcje, głównie sprawdzałam odporność na zimno. Kiedyś z
    kumpelą w marcu na mrozie spożywałyśmy alkohol ubrane w koszulki z krótkim
    rękawem, innym razem z tą samą kumpelą zimą (to był styczeń, czy luty) szłyśmy
    przez pól miasta w samych swetrach, żeby sobie zapiekanki kupić. Najlepsze, że
    nic nam potem nie było :P
    Z innych akcji to jeszcze całowanie się z kompletnie obcym facetem na imprezie,
    a także spacer z nim po świeżym powietrzu. No głupia byłam, no :P
    Jeszcze wyjście na 4 godzinny szlak górski, gdy absolutnie wszystko wskazywało
    na burzę, a obok był przystanek autobusowy. Oczywiście burza się rozpętała jak
    byliśmy w połowie drogi, szlak zgubiliśmy, wszystko po prostu płynęło. Nigdy w
    życiu się tak nie bałam :P
  • senseiek 20.04.09, 04:22
    > Ciekawi mnie jakie niebezpieczne rzeczy robiliście za młodu, takie
    > których teraz nigdy w życiu nie podjęlibyście się, a wtedy wydawały
    > się fajne i niegroźne.

    Sex bez prezerwatywy.. :P

    ----
    Kalkulator dla inwestorów giełdowych:
    daytradercalc.trueart.pl
  • fionka1 25.04.09, 22:14
    oj tak, teraz mam ciarki na sama mysl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka