Dodaj do ulubionych

Kołbuk mazurski

22.03.06, 14:18
Autor: Gość: michal

Dwa lata temu usłyszałem od 80-letniej Mazurki. Z zadnej ksiazki nie
przepisane tylko nagrane na kasetę. Pewnie jeszcze sporo ludzi żyje znających
takie historie, jak ktoś zna warto by się ruszyć i pogadac smile

"Kołbuk kiedy ty go trzymasz to on ci przyniesie tamój zboża cy tam tam, no
zieta. Komu drugiemu weźmie zabierze, a temu gospodarzowi przyniesie. To, on
mówi, bogatym się zrobi... To mówi, ale jak ty go potem nie chcesz, to on się
pomści na tobie. Albo cię spali, twoje dachy się spalą i tego, co będziesz
całkiem biedny, albo cię przebije. Moja mama mówiła zawsze: trzeba się bać, bo
u Kiersztana jak się spalił to mówili: kołbuk go spalił. A tamój co to Korcaka
to Mróz teraz w Gromnie mieszka na tym, tez mówili... Ale tam zieta naprawdę.
Nieraz tak niziutko fruwał i nad jeziorami i tego. I ci znikł... Mój ojciec
zawsze mówił: nic no, te nasze sąsiady, mówi, mają też kołbuka, bo to jest,
mówi, nie sposób – krótki czas a oni świnie maja upasione i sprzedawają. Ten
kołbuk, mówi, ich pasie. Ale wychodził zawsze rano, te konie musiał napaść, w
jednego czy we dwa pojechał, ale musiał ich tam napaść i tego to on już na
Gromowskie jezioro, tam daleko, co on o drugiej godzinie musiał napaść, w pół
do czwartej czy o czwartej to już wyjeżdżał wtedy. Mówi: to ja zawszedy przed
drugą widzę jak przez jezioro fruwa tu na Leleski taka drapaka cerwona z takim
ogonem ognistem. Moja mama mówi wtedy – dzieci.... A my ciekawe bylim, my tez
tego kołbuka chcielim zobaczyć. To mówi tak, to mówi jak ojciec powie nam jak
zobaczy to was obudzę, to bez okno będziecie widzieć. I faktycznie. Prosto
tak, zieta, na tę wieś, na nas celował. I tego. Całkiem dyrch cerwony jak
ogień tylko. I tam, raz dwa, między tymi chałupami znikł."

Zasłyszane na forum Olsztyna. Dziankuja Michale.


Obserwuj wątek
      • tralala33 Re: Kołbuk mazurski 22.03.06, 14:50
        - taka drapaka cerwona z takim ogonem ognistem - ten warmiński pewnie taki sam
        był.
        Michale, jakbyś tu zajrzał, to napisz nam, gdzie tę opowieść nagrałeś. A może
        nasz nazwisko tej Mazurki? Warto by było wiedzieć. Jeszcze raz -dziekuję.
        • tralala33 Re: Kołbuk mazurski 22.03.06, 14:52
          Dla przypomnienia - post Rity
          rita100
          Data: 29.07.05, 21:14

          --------------------------------------------------------------------------------
          Hej, nie mylcie diabłów ze złymi duchami. Diabeł był istotą nadrzędną.
          Kłobuk czyli chobołd lub lataniec
          Jest jednym z najpopularniejszych złych duchów, Na Mazurach nazywany kołbukiem,
          chobołdem, latańcem lub złym. Demon ten nie był typowym diabłem, gdyż nie
          zabiegał o duszę człowieka. Za swoje usługi wymagał jedynie troskliwej opieki.

          Jak go sobie wyobrażali ludzie ?
          hehe - była to istota występująca pod postacią czarnej kury, sowy albo małej
          małpki z bardzi dużym ogonem. Wiemy , że takie istotki dostawały sie wszędzie
          nie zważając na zamki i zasuwy. Kłobuk bardzo lubił ludzi , a najbardziej z
          nimi przebywać i nawet zamieszkiwać, a ludzie o niego bardzo dbali.
          Najbardziej znana wersja wierzeń związanych z pozyskiwaniem klobuka dotyczyła
          czarnej , zmokłej kury, która pojawiała się przy wybranym gospodarstwie.
          Należało ją osuszyć i ogrzać w domu, a następnie otoczyć troskliwą opieką i
          zapewnić ciemne pomieszczenie, najlepiej na strychu, w beczce z piórami. Mógł
          być też ciemny pokój z ciepłą pierzyną - takie wymogi miał nasz warmiński
          kłobuczek.
          Ale to nie wszytko - wymagał on też dobrego jedzenia - najlepiej jajecznicę z
          tłustymi skwarkami. Nie gardził też kluskami z winem i tak troskliwie
          pielęgnowany nie opuszczał mieszkania w ciągu dnia, dopiero ciemną nocą
          rozwijał swoją działalność. Klobuk najbardziej efektownie pracował w ciemną noc
          z czwartku na piątek.


    • tralala33 Re: Kołbuk mazurski 27.03.06, 22:08
      A tak spotkanie Smyntka z Kołbukiem opisał Tadeusz Stępowski w baśni 'Jak
      diabeł kowalowi odpłacił' (Kiermasz bajek)

      Skoczył diabeł na równe nogi z kamienia, zatupał, zatańczył z radości, jakby mu
      dziewięćset dziewięćdziesiąt lat ubyło.
      _Kłobuk! - zawołał - Kłobuchna, kłobuczątko leci! na, na ... tu ... tu...

      I rzeczywiście, gwiazda lecąca rosła w oczach, aż okazała się wielkim jak ciele
      czerwonym kogutem o rozpostartym ogonie, długim na dwa pręty. nadleciawszy nad
      Smętka, znęcony wabieniem, przekrzywił łeb, wybałuszył na wojewodę złych mocy
      krągłe kogucie oko i poznał widać bo, bęknąwszy radośnie baranim głoseł, jął
      zataczać koło coraz węższe, aż sypiąc iskry pacnął na murawę. Posypało się z
      ogona mnóstwo wszelakiego wziątku: mieszki żyta, grochu i prosa, połcie
      wędzonki, motki wełny i lnu, a nawet cała baryłka miodu. Kłobuk podyrdał do
      Smętka co żywo, złożył trzy głębokie ukłocy i zapiszczał ludzkim głosem:
      - Ło jejku, jejku! To Wasza Mość tu?
        • tralala33 Re: Kołbuk mazurski 12.04.06, 21:04
          Patrzajcie - eszcze jedno bajanie starej Mazurki, babci Zajckowej, o kłobuczku.
          A młóziłam co łon i ludzko postać łobleka.

          Kłobuk z Wesołka i ognista drapaka
          W dawnych czasach także w Krzyżach uprawiał Kłobuk swój niecny proceder.
          Moja babcia widziała jednego nad bagiennym brzegiem jeziora Wesołek, jak też
          kiedyś we wsi. Nosił on na głowie wysoki kapelusz, wyglądający jak kłąb wełny,
          a dosiadał brzozowej miotły na długim kiju. Ponieważ było to wieczorem, z
          miotły sypały się iskry, niczym ognista kula.
          Stara Zajckowa, czyli moja babcia, zbierała jesienią grzyby nad jeziorem
          Wesołek. Była tym zajęciem bardzo pochłonięta. Raptem przeleciał obok niej na
          ognistej miotle człowieczek o podłym wyglądzie. Babcia wystraszyła się i
          pobiegła drogą za stodołami do wsi. Kłobuk poleciał w stronę jeziora. Nie była
          to żadna czarownica, lecz mężczyzna w wysokim kapeluszu, a więc z pewnością
          Kłobuk. Gdy babcia dotarła do swojej stodoły, zobaczyła Kłobuka wlatującego
          przez okno dachowe na strych domu sąsiadów, a byli to bogaci gospodarze. Ludzie
          ze wsi opowiadali, że rodzina ta przechowywała Kłobuka na strychu w beczce z
          pierzem. Przybywał on zawsze wieczorem, by na strychu najeść się, po czym
          przespać się w beczce. Gospodyni musiała mu przynosić co wieczór jajecznicę na
          słoninie na złoconym talerzu.
          cdn.
          • tralala33 Re: Kołbuk mazurski 12.04.06, 21:05
            W domu tym były na służbie dwie przepiękne dziewki. Pewnego wieczora poszły
            one na strych, by pozdejmować suszącą się bieliznę. Na stoliku stał tam talerz
            z jajecznicą, a zobaczywszy go poczuły głód i zjadły ją. Zaś na talerzu
            pozłacanym zrobiły... kupę! Po niedługim czasie przyleciał Kłobuk na swojej
            ognistej miotle. Zobaczywszy, że na talerzu zamiast jajecznicy leży ludzka
            kupa, rozłościł się strasznie! Sąsiedzi usłyszeli rozeźlony głos na strychu,
            wołający: ,,Ognia, ognia, ognia!" Następnie Kłobuk wyleciał ze strychu kierując
            się na swej skrzącej miotle w kierunku Wesołka.
            Tejże nocy całe gospodarskie obejście spłonęło aż do fundamentów. Gospodarze
            ci znaleźli się znowu w nędzy. Jednak od tej pory Kłobuka w Krzyżach już nikt
            nie widział!
            Henriette Sayk
            www.galindia.hg.pl/pisa/pisa63.html
              • rita100 Re: Kołbuk mazurski 12.04.06, 21:32
                Na tej stronce jest duzo sagań.
                Czy nie warto je Tralala zamiescić w tym wątku , jekby stronka sia nie
                łotwarła, bo to rózniście bywa.
                Tralala, w tytule watku jest Klobuk mazurski. Czy jest róznica między klobukiem
                warnijskim , a mazurskim ?
                  • rita100 Re: Kołbuk mazurski 15.04.06, 21:54
                    Tylko nie mylmy sobie diabłów ze złymi duchami. Diabeł był istotą nadrzędną.
                    Kłobuk czyli chobołd lub lataniec
                    Jest jednym z najpopularniejszych złych duchów, Na Mazurach nazywany kołbukiem,
                    chobołdem, latańcem lub złym. Demon ten nie był typowym diabłem, gdyż nie
                    zabiegał o duszę człowieka. Za swoje usługi wymagał jedynie troskliwej opieki.

                    Jak go sobie wyobrażali ludzie ?
                    hehe - była to istota występująca pod postacią czarnej kury, sowy albo małej
                    małpki z bardzi dużym ogonem. Wiemy , że takie istotki dostawały sie wszędzie
                    nie zważając na zamki i zasuwy. Kłobuk bardzo lubił ludzi , a najbardziej z
                    nimi przebywać i nawet zamieszkiwać, a ludzie o niego bardzo dbali.
                    Najbardziej znana wersja wierzeń związanych z pozyskiwaniem klobuka dotyczyła
                    czarnej , zmokłej kury, która pojawiała się przy wybranym gospodarstwie.
                    Należało ją osuszyć i ogrzać w domu, a następnie otoczyć troskliwą opieką i
                    zapewnić ciemne pomieszczenie, najlepiej na strychu, w beczce z piórami. Mógł
                    być też ciemny pokój z ciepłą pierzyną - takie wymogi miał nasz warmiński
                    kłobuczek.
                    Ale to nie wszytko - wymagał on też dobrego jedzenia - najlepiej jajecznicę z
                    tłustymi skwarkami. Nie gardził też kluskami z winem i tak troskliwie
                    pielęgnowany nie opuszczał mieszkania w ciągu dnia, dopiero ciemną nocą
                    rozwijał swoją działalność. Klobuk najbardziej efektownie pracował w ciemną noc
                    z czwartku na piątek.
                    cdn
                    • rita100 Re: Kołbuk mazurski 15.04.06, 21:56
                      Więc wracając do kłoguka (chobołda, lataniec) to bardzo , bardzo trzeba uważać
                      z nocy z czwartku na piatek. Wydostawał się wtery przez komin i widać go było
                      jak leciał z długim ognistym ogonem. Lecąc obficie sypał iskrami. Przenikał do
                      domów bogatych gospodarstw i potrafił ukraść wszystko - zboże, słoninę,
                      pieniądze, złote przedmioty, płótno. Wsztko to zanosił swoim żywicielom, którzy
                      w niedługim czasie dochodzili do wielkich bogactw. Stawali sie tak bogaci, że
                      strych groziły zawaleniem od nadmiaru zboża.

                      Związek z kłobukiem zawsze był fatalny, gdyż nie można było rozejść sie z nim w
                      zgodzie. Gdzie sie zagnieździł dobrze służył swoim opiekunom, ich dzieciom i
                      wnukom. Gdy się jednak komuś sprzykrzylo jego towarzystwo, to pozbawiony
                      dotychczasowej opieki kłobuk zaczynał sie mścić. Tak jak przedtem znosił
                      bogactwa tak teraz mógł je wynosić. Mógł też spalić całe gospodarstwo.
                      Szczęśliwy był ten, kto nigdy nie miał z kłobukiem do czynienia, gdyż związek
                      ze złymi siłami zawsze ostatecznie musiał przynieść złe owoce. Najpewniejszą
                      ochronę przed kłobukiem był znak krzyża.
                      cdn
                      • rita100 Re: Kołbuk mazurski - czyli chobołd, lataniec 15.04.06, 21:58
                        Znak krzyża był najpewniejszą ochroną przed chobołdem. Każda kupa zboża na
                        strychu nosiła znak krzyża. Nawet podczas młocki zostawione na noc na klepisku
                        snopy mógł kłobuk wymłócić i ziarno zabrać.
                        Gdy we czwartek wieczorem kobiety przestawały prząść, czyniły nad kołowrotkiem
                        znak krzyża, aby w nocy ktoś inny nie prządł.
                        • rita100 Re: Odmianek 17.04.06, 22:35
                          Odmianek
                          To duszek zamieniający dzieci na Mazurach, a na Warmii znany był jako "zamon".
                          Wierzono w demony porywające i odmieniające małe dzieci. Demony te były też
                          zwane "mamunami". Na WiM istniało przekonanie, że takie dzieci miały bardzo
                          duże głowy. Według wierzeń - porywano dzieci jeszcze nieochrzczone. Aby
                          zabezpieczyć sie przed podmianą , do łóżeczka dzieci wkładano kawałek stali,
                          np. igłę czy nóz.
                          A gdy już doszło do podmianki i na miejscu ludzkiego dziecka zauważono
                          podrzudka, należało wykazać sie nie lada okrucieństwem.
                          Teraz coś na silne nerwy, można dale nie czytać.










                          Otóż wynoszono takiego odmianka na pole i bito tak mocno (najlepiej do krwi),
                          że krzyki nieszczęśnika dochodziły do najdalszych chałup. Wtenczas litowały się
                          choboły - przychodziły i znowu zamieniały dzieci.
                          • rita100 Re: Podziomki albo krasnoludki 17.04.06, 22:36
                            Podziomki albo krasnoludki

                            Mieszkańcy Warmii utrzymywali, że krasnoludki to drobniutkie, czerwone
                            robaczki, które dostawały sie do organizmu czlowieka, męczą go i powoli niszczą
                            tak, aż w końcu biedak zupełnie wysycha. Jedynym ratunkiem dla chorego były
                            rózne zabiegi magiczne - zawsze z użyciem popiołu dwunastkowego.
                            Izba, w której chory przebywał, należało wymieść, a następnie rozłożyć
                            prześcieradło na podlodze, ułożyć chorego i posypać popiołem. Odmawiano przy
                            tym rózne formułki. Takie zabiegi czyniono w czwartkową noc, krasnoludki w tą
                            noc lubiały wychodzić z ciała czlowieka.

                            Wierzono, że ludzie chorzy na gruźlicę mają w sobie tzw. krasnoludki, ktore
                            zjadają pluca.
                            No sami popatrzcie, czy Krasnoludki Marii Konopnickiej mogą się nam kojarzyć z
                            Warmią i Mazurami ?


                            • rita100 Re: Podziomki albo krasnoludki 17.04.06, 22:36
                              tralala 02.08.05, 22:11 zarchiwizowany


                              Rzeczywiście, te krasnoludki jakoś mało symaptyczne. A były jeszcze topniki.
                              'Topnika wyobrażano sobie jako istotę często nagą, niewielkiego wzrostu, mokrą
                              i ubabraną błotem, lub jako chłopca w wieku 3-6 lat, ubranego w czerwoną
                              czapeczkę i czerwony kubraczek przepasany sznurem (iście krasnoludek?), albo
                              jeszcze inaczej jako postać małą, chudą, bladą lub czarną, o bardzo długich
                              rękach i bardzo długich palcach i włosach zlepionych wodą. Topniki siedziały w
                              każdym jeziorze i musiały co pewien czas kogoś utopić. Topienie ludzi było
                              jakby smutnym przeznaczeniem topników, koniecznością, od której nie chciały i
                              nie mogły się wyzwolić.' (Życie codzienne na dawnych ziemiach pruskich)
                              I jak tu teraz spokojnie iść na plażę? Turyści i tubylcy mili - uważajacie na
                              topniki.
                              • rita100 Re: Podziomki albo krasnoludki 17.04.06, 22:37
                                Tralala - tak , jest , dojdziemy do Topników - ja już ich wcześniej poznałam.
                                A wiesz jakie zdanie wypowiadały Topniki przed utopieniem kogos ? Ciągle to
                                zdanie bylo wypowiadane.
                                Tralala - czy nie wiesz przypadkiem czy Topniki nie przyszły ze Ślaska, bo tam
                                są Utopce podobne wariaty, tylko , że tamte to byly rozrabiaki .


                                • rita100 Re: Podziomki albo krasnoludki 17.04.06, 22:38
                                  Gość: tralala 02.08.05, 22:38 zarchiwizowany


                                  A to przepraszam, że wyrwałam się przedwcześnie. A o wiłach, rusłakch i
                                  południcach też będzie? Na szczęście nie spotkałam się nigdy z topnikami
                                  (brrr..) ale ponoć wołają 'Czas jest już i godzina, a żadnej duszy nima'.
                                  O śląskich utopcach nic niestety nie wiem, ale z tego, co piszesz nie były tak
                                  upiornie smutne jak topniki
                                  • rita100 Re: Topiki 17.04.06, 22:38
                                    zgadłas - tak sobie gadają te Topiki , ale nie, o tych co mowisz chyba nic nie
                                    slyszałam. Podziel sie z nimi.
                                    Czy wiecie, że Topich - to taki mały chlopiec w czerwonej czapeczce mieszkający
                                    w jeziorach. Gdy Topichy wypływają na wierzch trzy razy klaszczą w ręce i na
                                    powrót chowają sie w wodzie, co oznaczało , ze ktoś już idzie do wody . Chyba
                                    nie rozrabiały i nie psociły, były spokojne i tylko czekały nucąc pioseneczke -
                                    "Czas idzie i godzina, a człowieka nie ma " Dziewczyny słysząc te slowa
                                    uciekały z piskiem do chat, zawierały okna i dopoki nie usłyszały glosny plusk
                                    w wodzie, co oznaczało , ze Topich uciekł do wody, wtedy dopiero wychodzily. A
                                    najczęściej było tak , że to chlopaki nucili te slowa, żeby przestraszyć
                                    dziewczyny, a później sami robili ten plusk wody.
                                    • rita100 Re: Topiki 17.04.06, 22:39
                                      Gość: tralala 02.08.05, 23:16 zarchiwizowany


                                      Topich brzmi ładniej niż topnik, i bardzo sympatyczna ta Twoja wersja
                                      wyjaśniająca skąd te głosy i plusk wody. Jednym słowem strachy na lachy. O
                                      innych nadprzyrodzonych mieszkańcach jezior i rzek napiszę niedługo, dziś już
                                      tylko o tym jak się przed nimi ustrzec. Otóż 'przed topnikiem, jak i przed
                                      innymi duchami wodnymi miały chronić w gospodarstwach położonych blisko jezior,
                                      wycięte w kształcie głowy słupy wmontowane w bramy od strony jeziora.' Za to
                                      ci, co grodzą działki do samego jeziora, zwłaszcza drutem kolczastym - niech
                                      się mają na baczności.
                                      • rita100 Re: Wiły - wodne duchy 17.04.06, 22:40
                                        Gość: tralala 03.08.05, 17:31 zarchiwizowany


                                        Jutro ma ponoć padać, więc szybciutko napiszę o wiłach - to kolejne duchy
                                        wodne, tak jak rusałki o kobiecej postaci. Mieszkały w wodach i lasach, ale
                                        potrafiły także przebywać w chmurach. Bywały złośliwe i sprowadzały nadmierny
                                        deszcz lub gradobicie, niszcząc plony. Ale jeśli ktoś zyskał ich przychylność,
                                        pomagały w pracy, przepowiadały przyszłość i uczyły sztuki leczenia. Jednak
                                        źródła milczą, jak można było ugłaskać wiły. A jeśli to one przepowiedziały
                                        jutrzejszą pogodę, to nie zapomnijmy o parasolach.


                                        • rita100 Re: Wiły - wodne duchy 17.04.06, 22:41
                                          Ooooo, nie mam wspomniane w ksiązce o Wiłach, ciekawe to smile
                                          Ciekawe ile tych duszków znajdziemy ?
                                          Ale wreszczie mam ksiązkę o bajkach i legendach zebranych przez studentów i
                                          utrwalonych w pracy w języku warmińskich przekazanych przez ludzi z pokolenia
                                          na pokolenie. Znasz tą pozycję z 1956 roku ? Przy każdej bajce jest podane
                                          nazwisko kto ją opowiadał - bardzo ciekawa pozycja. W przyszlym tygodniu
                                          zabiorę się za nią. Trudności bede miała w tłumaczeniu tej gwary, jest tam
                                          slownik.
                                          Tralala , a może póżniej jak skończymy diabełki smile
                                          Chciałabym wiedziec , czy zansz sie na bajkach warmińskich i mazurskich ?
                                          Teraz z kolejnym diabełkiem się poznamy - napewno znasz smile


                                          • rita100 Re: Babojędza 17.04.06, 22:42
                                            Babojędza
                                            W przeciwieństwie do bezlitosnego Topicha babojędza, według wierzeń Mazurów, to
                                            duch łagodny czy wręcz pożyteczny wychowawczo. Straszono nim dzieci, aby nie
                                            wychodziły w zboże rwać kwiatów. Wiara w jej istnienie nie była na Warmii i
                                            Mazurach zbyt powszechna, chociaż zdarzały się ostrzeżenia przed wychodzeniem w
                                            południe na pole w zboże. Miała tam własnie chyhać babojędza (nazywaną też
                                            żytnią babą czy żytnią matką), która porywa ludzi, a zwłaszcza dzieci.
                                            Babojędza była ulubioną zabawą dzieci. Związywano jej oczy i stawiano ją na
                                            środku koła. Wszystkie dzieci stając w kole śpiewały:

                                            Prowadza baba po polu,
                                            Łobżerała się kąkolu.
                                            Babo, babo, czego żadasz ?
                                            Czy głośnego czy cichego ?

                                            Jeśli babojędza żądała głosnego, wtedy wszystkie dzieci klaskały, a jeśli
                                            cichego, stały cicho w kole. Skoro babojędza złapała jakieś dziecko i je
                                            rozpoznała, dziecko to musiało grać jeje rolę.

                                            • rita100 Re: Babojędza 17.04.06, 22:43
                                              Gość: tralala 03.08.05, 23:36 zarchiwizowany


                                              Babojędza to demon pól, znany także jako południca. Zostawiano dla niej w darze
                                              ostatni snop zżętego zboża w podzięce za plony. A straszono nią nie tylko
                                              dzieci - przestrzegano też dorosłych, by nie zasypiali na polu, bo południca
                                              mogła sprowadzić na nich choroby.
                                              Szkoda, że nie znałam tej zabawy jako dziecko. Teraz już za późno sad ale nauczę
                                              kolejne pokolenie! Bawiłam się za to w 'raz, dwa, trzy - baba jaga patrzy' - no
                                              ale przecież to wątek o duchach, a z wodnych zostały jeszcze rusałki.


                                                • rita100 Re: Babojędza 17.04.06, 22:44
                                                  Gość: tralala 03.08.05, 23:45 zarchiwizowany


                                                  Historia o rusałkach zaczyna się smutno - wierzono, że te nadprzyrodzone istoty
                                                  powstały z dusz zmarłych zaręczonych dziewcząt, lub tych, które popełniły
                                                  samobójstwo. Potem jest już lepiej - rusałki były młode i piekne. Zimą
                                                  mieszkały w jeziorach, na wiosnę przenosiły się na nadbrzeżne łąki i pola. A
                                                  przy pełni księżyca tańczyły. I tu znowu zgroza - biada temu, kto w ich korowód
                                                  się dostał - mogł zostać porwany, utopiony lub zatańczony na śmierć. W
                                                  najlepszym razie mógł dostać paraliżu lub pomieszania zmysłów.
                                                  Rusałki, jeśli się nie mylę, znano nie tylko na Warmii i na Mazurach.


                                                  • rita100 Re: Rusałka 18.04.06, 22:51
                                                    Autor: Gość: tralala

                                                    O rusałkach to witek mógłby więcej opowiedzieć, skoro spotkał jedną osobiście.
                                                    Z życiem uszedł, mam nadzieję, że i rozum zachował, choć to może być trudne,
                                                    szczególnie gdy rusałka wygląda tak, jak ta na rysunku. Bardzo współczesna!
                                                    Wiły dzisiaj cały dzień deszcz nam ślą z nieba. Chyba zacznę czytać rozdział o
                                                    duchach ognia. Dorzucę tylko z dawnych wierzeń sposób na dobre zdrowie:
                                                    Wiosną 'przed słonka wschodem izie się do wody, chtóra leci na wprost słonka i
                                                    obmywa się nio. Tilko nie wolno nic mówić i oglądać się. To kto umyje się to
                                                    woda, to będzie cały rok zdrowy. A kto w domu chory, to mu się przynosi wodę.'
                                                    Tylko jak to wstać przed wschodem słońca. No i woda wiosną zimna aż strach.



                                                  • rita100 Re: Zmory 18.04.06, 22:52
                                                    Zmory
                                                    Na Warmii i Mazurach była bardzo rozpowszechniona wiara w mary (zmory).
                                                    Wyobrażano je sobie jako ludzi zaczarowanych, przybierających postać kota, psa,
                                                    słomki, jabłka itp. Był to duch, który przychodził w nocy dręczyć śpiących.
                                                    Obejmował łapami śpiącego tak, że ten zaledwie mógł oddychać, jednocześnie zaś
                                                    całował go i lizał.
                                                    Aby ustrzec się od zmory, należało położyć się na brzuchu. Wtedy rozgniewana
                                                    odchodziła. Jeżeli jednak udało się jej całować twarz śpiącego, to wkładała do
                                                    jego ust język tak mocno, że nie mógł krzyczeć. Podczas duszenia człowiek był
                                                    całkowicie przytomny, ale nie módł się ruszyć. Zmora mogła także dusić bydło,
                                                    koniom zaplatać warkocze, dręczyła również drzewa, ogień i ptaki.

                                                  • rita100 Re: Zmory- baśń 18.04.06, 22:53
                                                    Zmora - baśń o trzech siostrach.
                                                    Pewien ojciec miał trzy córki, które musiały chodzić jako zmory. Jedna musiała
                                                    dusić krzaki cierniowe, druga wodę, trzecia konie. Ojciec wszakże nie wiedział
                                                    o tym. Razu pewnego gdy późną nocą dziewczyny powróciły z wędrówek swoich do
                                                    stodoły, gdzie sypiały ojciec podsłuchał rozmowę i poznał tajemnicę swoich
                                                    córek. Uskarżały sie one na swoją dolę. Jedna była pokuta przez ciernie, drugą
                                                    fale wodne pobiły, trzecią konie pokopały kopytami. Dziewczyny cierpiały
                                                    całkiem niewinnie, musiały chodzić nocami jako zmory, dlatego , ze ich rodzice
                                                    chrzestni myśleli o tym podczas chrztu. Ojciec natychmiast wezwał innych
                                                    rodziców chrzestnych i kazał wszytkie trzy córki przechćić. Od tego czasu żyły
                                                    długo i szczęśliwie.
                                                    A teraz wiem dlaczego skąd pochodzi slowo i jakie ma znaczenie - mowiąc - jak
                                                    cię przechrzczę ! wink))))
                                                  • rita100 Re: Błędne azymuty czarownic 18.04.06, 22:54
                                                    Błędne azymuty czarownic
                                                    Autor: Gość: Ed

                                                    Od paru wiosenek zmawiamy się z wiedźminem na wspólny zlot na Łysej Górze, ale
                                                    zawsze jakieś wiatry w poprzek stają i w efekcie każdy z nas ląduje nie na tym
                                                    polu. Będąc bliżej tego uroczyska i mając jednocześnie konszachty ze Smokiem
                                                    Wawelskim może miała byś możliwość wpłynięcia na bardziej przyjazną propagację?
                                                    Ze swej strony jestem gotów służyć za drogowskach w pląsaniu i czołganiu się
                                                    przez Jaskinię Raj smile)

                                                    pzdr


                                                  • rita100 Re: Zmory 18.04.06, 22:56
                                                    tralala

                                                    Żeby rozpoznać zmorę, należało zaprosić ją na śniadanie (frisztik): Przyjdź z
                                                    łyżką na śniadanie. Następnego ranka, jeśli przyjdzie do was sąsiadka i
                                                    przyniesie ze sobą łyżkę - to właśnie będzie zmora! (mądre źródła nie podają
                                                    jednak co wówczas należało zrobić, by zmorę odczarować?)
                                                    Można też było zmorę oszukać. Jeden ze sposobów podała już Rita. Drugi, dla
                                                    tych co nie potrafią spać na plecach) jest jeszcze prostszy - należało ustawić
                                                    na noc buty czubkami do drzwi, co znaczyło, że człowiek wyszedł. Można też było
                                                    położyć się nogami w głowach łożka i liczyć na to, że zmora odejdzie
                                                    skonfundowana. Miłych snów!



                                                  • rita100 Re: Zmory 18.04.06, 22:57
                                                    świetne sposoby - pamiętam jak o zmorach w postaci slomy opowiadała moja babcia
                                                    w Wieliczce. Pamiętam tą zmorę z opowieści.
                                                    Tralala - czy Tobie coś babcia opowiadała ?
                                                    dobranoc, tez lece - czyli uciekam od tego watku wink

                                                  • rita100 Re: Zmory 18.04.06, 22:58
                                                    Tralla napisała :
                                                    Dziękuję za miłe słowa, choć uznanie bardziej należy się tym wszystkim mądrym
                                                    ludziom, którzy 'Życie codzienne na dawnych ziemiach pruskich' spisywali
                                                  • rita100 Re: Wilkołek 18.04.06, 22:59
                                                    Wilkołek
                                                    Ze zmorą spokrewniony był wilkołek inaczej wilkołak, gdyż obydwa duchy powstały
                                                    z przeobrażenia się ludzi. Wilkołaka czyli czlowieka przemienionego w wilka,
                                                    można było poznać po długim ogonie. Stwór ten nie był zbyt goźny, jeśli nie
                                                    czyniono mu krzywdy. Ludziom , którzy go obrazili mógł wydusić bydło.

                                                    Wiara w wilkołaka bywała tragiczna w skutkach. Ojcowie opowiadali dzieciom
                                                    historię, kiedy do jednej wsi mazurskiej przybiegł w biały dzień wściekły wilk.
                                                    Miejscowi ludzie uważali , że to wilkolak. Na nieszczęście w sąsiedniej wiosce
                                                    mieszkał czlowiek uważanego za wilkołka i wierzono , że właśnie on siedzi w tym
                                                    wilku. Postanowion mu dać nauczkę, wpędzono go do karczmy, po czym zamknieto
                                                    drzwi. Następnie chłopi uzbrojeni w widły i drągi weszli do środka by go zabić.
                                                    Zanim dopieli celu wilk pokąsał kilka osób, które zmarły póżniej na wściekliznę.

                                      • rita100 Re: Topiki 19.04.07, 21:07
                                        "W kalendarzu jest napisane, ze będzie zaćmienie księżyca - powiedział Piontek -
                                        Nie siedzcie za długo w lesie, zeby nie porwały was topielce."
                                        Dzieci Jerominów

                                        Według mazurskiego wierzenia topiki wychodziły tylko w czasie pełni księżyca.
                        • rita100 Re: Kołbuk mazurski u Wańkowicza 06.10.06, 20:54
                          Kłobuk w opowiadaniu Wańkowicza.
                          "Słuchając gawędzenia Kiwickiego o Kłobuku nastawiłem uszu.
                          Kłobuk to bożek domowy Mazurów, który znosi gospodarzom, u których mieszka,
                          wszelakie dobro kradzione po ludziach.
                          Kiwickidobrze wie, gdzie to podążał Klobuk. Ma go jedna kobieta w Małsewie,
                          ktora nagle rozbogaciła w ostatnim roku.
                          - Jakże on wygląda ? - pytam
                          - Jak tako ognisto drapako (miotła).
                          Poszedłem dalej do Bocianów. Czy tu w Kikutach nie słychać ostatnimi czasy o
                          Klobuku ?
                          Jakżeby też nie... Młody Gustaw opowiada, że przed kilku dniami jechał z
                          Jabłonki z kilku innymi i wszyscy widzieli, jak nad lasem jechał Klobuk.
                          - A jak wyglądał ?
                          - A niby tako dużo lichtarnio, ungelahr siebzig Zentimeter.
                          Widać Kłobuk miał ciężko nieść, bo strasznie skrami sypał; jest to znak, że
                          leci obciązony."
                          • rita100 Re: Kołbuk mazurski u Wańkowicza 06.10.06, 20:54
                            Wioskowy Gruppenfuhrer nie wierzył w Klobuki i wyśmiewał opowiadania
                            najpoważniejszych ludzi. Aż tu raz szedł drogą, a deszczyk drobny zacinał,
                            widzi - zmokła wrona jakaś bez sił na drodze siedzi. Wziął tę wronę, do domu
                            przyniósł, posadził na piecu i poszedł spać.
                            Rano się budzi - patrzy - a tu przy łóżku kupka pszenicy nasypana. A wrona
                            siedzi na piecu, jakby nigdy nic.
                            "Diobeł - pozieda Gruppenfuhrer - toż to prawda, co moje gruski (rodzice,
                            starsi) poziedali o Kłobuku, co nocami wselakie dobro przydźwigo".
                            Wziuł, okno rozewar i wyciepnoł te wrone na dwór, niechaj ta innym służy,
                            niecysto siło.
                            • rita100 Re: Kołbuk mazurski u Wańkowicza 06.10.06, 20:55
                              Ale najbiżej sie zetknął z Klobukiem stary Gustawów brat.
                              Gustaw tak o tym opowiada:
                              - Sed on z chłopokami, a tu na kręciaku (zakręcie) za tymi olsami, to Klobuk z
                              naprzeciwka lecioł i nie uźrał ich w cas; to oni sie zlenkli jego, a on ich i
                              dał w bok; a tak nizko sed, co aze im Mutze ze łbów pozdzieroł.
                              Kiedy odjeżdzamy, rozglądam sie podejrzliwie po olszach za wsią. Ale Klobuki w
                              dzień śpią po strychach swych patronów, którzy im ustawiają beczki wyładowane
                              pierzem.
                              • rita100 Re: Kołbuk mazurski u Wańkowicza 06.10.06, 20:55
                                Od starej Olbrichtowej w Gromie pod Pasymiem, która widywała nieraz smykające
                                ponad dachami Kłobuki, dowiaduję się wreszcie, jak się bierze Klobuk na świat.
                                Należy, skoro się urodzi dziecko nieżywe, zakopać je pod progiem i przez siedem
                                lat przez nie chodzić. Wówczas na siódmy rok przyjdzie samo prosić o chrzest.
                                Trzeba go wówczas ochrzcić imieniem Klobuk, a bedzie wiernie służył i wszelakie
                                dobro sąsiadom kradł i znosił. Jeno go trzeba pielęgnować (osobliwie lubi
                                jajecznicę), bo inaczej się wyniesie do kogo innego (zwykle daje się podebrać w
                                formie zmokłego ptaka), a dawnym dobrodziejom rad nawet ognia zaprószy.
                                • rita100 Re: Kołbuk mazurski u Wańkowicza 06.10.06, 20:56
                                  Przypominam sobie, co opowiadał Alojzy Hochhaus w Worytach. Że kiedy był za
                                  strycharza w Burdągu u gospodarza Berkmana, to ten Berkman co wieczór
                                  Kłobukowi, ktorego hodował, jajecznicę na talerzu na strychu stawiał. A
                                  parobek, którego Hochhaus znał, znalazł tą jajecznicę i zjadł, na talerz zaś
                                  napaskudził. Obrażony Klobuk tejże nocy spalił całe obejście.
                                  W tych że Wrotach Kłobuk jako zmokła kura do Samulowskiego sie dostał i już mu
                                  zaczął znosić sąsiedzką pszenicę, ale Samulowski pozbadnął w czym rzecz i kurę
                                  wyciepnął za okno.
                                  • rita100 Re: Kołbuk mazurski u Wańkowicza 06.10.06, 20:57
                                    O Klobukach mówi nie tylko biedota wsiowa, wierzą w nie wszyscy. Pani Żurawska,
                                    włascicielka 800 morgów, opowiadała, ze we wsi Redykajny, skąd pochodzi, był
                                    gbur, ktorego tak wzbogacił Kłobuk, ze "szuflą goldsztyki mierzył". W Klebarku
                                    ksiądz z kazalnicy gromił czarojtów, a gdy mu koń zachorzał, kazał takiego
                                    czarojta wezwać; a gdy ten wypominał ksiedzu kazanie, ksiądz huknąl na
                                    niego " " Nie bredź, nie bredź, jeno czyń". smile
                                    Dyplomowany technik budowlany w Burdągu, p. Matyszczyk, opowiadał:
                                    - Szliśmy na zarynku na śmingus lać frejlinki i na gruncie gbura Białowąsa
                                    naleźli my dwa jajka zarzucone włosami ludzkimi. I zaraz padł Białowąsowi koń i
                                    krowa. A to wszystko sczarowała stara Jaroszka.

                                    Pamiętajmy, ze przed marami i Kłobukami strzeże nas naznaczony krzyż. Ze
                                    świrna, na ktorego belce jest wycięty krzyż, Kłobuk nic kraść nie będzie.
                                    • rita100 Re: Kołbuk mazurski u Wańkowicza 10.10.06, 20:05
                                      "Od Duminiaka wreszcie dowiaduję się, jak wygląda Klobuk w naturalnej postawie,
                                      nie kiedy leci po niebie lub zmienia się w zmokłego ptaka. Otóż we wsi, w
                                      której żył, kiedy był małym chłopcem, było wesele i w tym ogólnym gwałcie to
                                      zapomnieli dać Kłobukowi jeść. Rówieśnik Duminika, syn tych gospodarstwa,
                                      opowiadał, że posłyszał, że coś 'łuskotało' na górze, a jak to nie pomogło, to
                                      Kłobuk zszedł na dół i miał wygląd maluśkiego czerwonego chłopaczka."
      • szwager_z_laband Re: Kołbuk mazurski 19.04.06, 08:42
        U nos we Laband, tak kajsik miyndzy "Rynkym" a "Zakanauym", boua kedys tako
        jedna, na kero kozdy godou ajnfach Mora. Mysla, co niy ino u nos we Laband jom
        znali. Suyszouch o niyj i od inkszych, kere miyszkali blank kaj indziyj.
        Uonskego czasu miaua ona tako moda przikludzic sie kajs i tak dugo sie szmotlac
        kole doma, aze jyj kery niydou sznity ze masuym. Ta sznita ze masuym, to je to
        co tako Mora nojwiyncyj lubi i poczym idzie jom niyroz poznac. Kedys, kej
        lotauo, kaj ino, pouno Morow, to zaro je szuo poznac po tym, co jak sie takyj
        jednyj abo drugyj Morze obiecauo tako richtik rubo sznita ze masuym, to zaro
        ponia prziszua. Tak szuo kedys Mory poznac. Suyszouch ize juzas coniykere
        trefiyli, we Laband i kole Laband tysz, Mory. No tosz kej sie Mory juzas
        skludziouy nazod do Laband, i kaj indziyj mozno tysz, to jo wom sam opowia jako
        to kedys downo poradziyli ludzie tako Mora wyciepnonc furt. Napszod musicie
        ponsc do piekorza i kupic fajny swojski chlyb. We Laband bou kedys nojlepszy u
        piekorza na "Prziszowce". Kej juz tyn chlyb kupicie, to idzcie z nim zaro do
        jakego dobrego gospodorza - we Laband som nojlepsze gospodorze "Zakanauym", i
        niych on wom ukreje ze niego blank rubo sznita. Potym jak juz mu tysz powiycie
        poco`scie do niego prziszli, to niych on wom ta sznita posmaruje ze swojskim
        masuym, takim od odniego od krowy. Na som koniec to juz ino idzcie i zawouejcie
        na ta Mora, a ona juz zaro wos znondzie. I jak ta Mora od wos ta sznita se
        weznie, to zaro zaniom idzcie i nasztompnijcie do odniyj sladow. Kej juz to
        zrobicie, to ta Mora na zicher niy bydzie miec siouy wiyncyj wos dusic, i
        bydzie paczec sie stracic. Niykere Mory som ale fest frechowne. Kej na tako
        treficie to musicie pedziec taki konsek:


        "Widzisz Moro ty niymiouo
        We Jordanie cie niy bouo
        Kaj Krystusa downo Krzcili
        Kaj Maryjka tysz wodziyli"


        Potym to juz i najgorszo Mora sie straci. Niykere, i we Laband, to juz
        zapomnieli o tym jak sie Mory idzie pozbyc, ale som jeszcze "Zakanauym"
        oumiczki, kere to pamiyntajom. Niywierzycie?
        • rita100 Re: Kołbuk mazurski 19.04.06, 20:28
          Fajne opowiadanie, szkoda , że moja babcia tego nie znała, bo i chleb był i
          masło i nic innego się wtenczas nie jadło, jeszcze chleb ze smalcem.
          Mało mamy opowiadań o Zmorze warmińskiej czy mazurskiej , ale pewnie co stworze
          we współczesnym świecie.
          Zapamiętam chleb z masłem. W każdej miejscowości jest ulubiony piekarz i
          sławny, ale w dzisiejszych czasch to i o taki chleb trudno i o dobre masło,
          może dlatego Zmorów coraz mniej wink)))
          Metod na odganianie duchów jest duzo, ale najczesciej pomaga na wszytsko
          święcona woda i znak krzyża .
          Fajne bajanie Laband - bardzo dziękuje. Ubarwiasz wątek, bardzo smile
      • rita100 Re: Kołbuk mazurski 19.04.06, 20:17
        Mory to napewno Zmory. Były nawet znane u mojej babci, często mi o tym
        opowiadała, jak słomka jej leżała na szyli i nie mogła się ruszać, ani
        krzyczeć wink)))
        ech , te babcine opowiadania
        • rita100 Re: Ogniki na bagnach 20.04.06, 21:28
          Ogniki na bagnach

          Czyli kautki to dobre duszki Prusaków, najstarsze duszki ludziki tej ziemiczki.

          Jeśli chodzi o te ogniki bagienne to najstarsze skarby zakopane musiały co
          sześć lat sie oczyszczać i wtenczas nad bagnami widać było jak sie palą
          najpiękniejszymi plomieniami. Kiedy się tak oczyściły znowu zapadały głeboko w
          ziemię.
          Każdy biedak marzył o znalezieniu ukrytego skarbu. Marzeniem Warmiaków było
          odnalezienie takiego skarbu. Isniało nawet przekonanie , że gdyby w chwili
          kiedy się czyszczą skarby, poszloby się z łopatą kopać to znalazłoby sie ten
          skarb. Niestety , zazwyczaj strach wszystkich powstrzymywał. Dlatego znaleziono
          inną metodę czarów odnalezienia skarbów. Otóz kto zobaczył płonień ognika
          natychmiast szybko zdejmował buta z lewej nogi i rzucał za siebie. W miejscu
          gdzie upadł but należy kopać. Szczęściarze znajdowali wtenczas garnek lub
          kociołek ze złotymi lub srebnymi monetami. Pewnie od tej pory zaczęto chodzić w
          butach, skończyła sie era chodzenia na bosaka. Najgorzej było zdjąć filcowe
          gumiaki, zaczym taki szczęsciarz wysunął nogę z buta i to z wielkim wysiłkiem i
          mitręgą, ognik dawno się wypalił i śladu po nim nie było.


          • rita100 Re: Kautki 20.04.06, 21:33
            Kautki
            Były to malutkie ludziki kilkucalowe. Te ludziki czyniły wiele dobrego i
            odznaczały sie wielką pracowitością. To napewno będa te krasnoludki o których
            myslimy.
            Pewien gospodarz w okolicach Węgoborka (Węgorzewa) miał w stajni konie i
            chociaż nie dawał im jeść, zawsze były do syta nakarmione i napojone. Którejś
            nocy gospodarz odkrył tajemnicę. W stajni ujrzał 12 małych kautków w ubraniach
            i czapeczkach bardzo podniszczonych. Ujrzawszy gospodarza małe ludziki
            pouciekły. Za dobrą służbę chłop sprawił im 12 par bucików, 12 porządnych
            sukieneczek i 12 czerwonych czapeczek. Wszystko to połozył w stajni.
            W nocy przyszły kautki, a jeden z nich, widząc ubranka, tak powiedział : "Nasz
            gospodarz już nas wypłacił, już nie chce, żebyśmy mu służyli, teraz musimy
            gdzie indziej służby szukać". Zabrali to co im gospodarz ofiarował i znikli i
            więcej nie wrócili. Gdzie się teraz podziewają nie wiem, legenada nic nie mowi.

            • rita100 Re: Kautki 20.04.06, 21:34
              Gość: tralala 08.08.05, 21:59 zarchiwizowany


              Kautki pozwolą nam przypomnieć
              jeszcze starszych mieszkańców Warmii i Mazur - Prusów. Aleksander Bruckner w
              książce 'Starożytna Litwa - ludy i bogi' pisze, że Kautki to wedle wierzeń
              pruskich 'tyle co kraśnięta, wzrostu na palec, z czerwoną czapeczką męskie, z
              białym zawojem żeńskie, mieszkają pod ziemią, w zaułku, między drwami,
              odwdzięczają się za starania o nie chodzeniem koło bydła, znoszeniem zboża,
              itd. Chcąc się gdzie osiedlić, zrzucają w izbie nocą wióry i zanieczyszczają
              mleko; jeśli gospodarz wiórów nie rozrzuci i mleko, nie wybierają plugastwa, z
              domownikami spożyje, Kautki u niego zagoszczą.' Tak to plemiona pruskie odeszły
              do historii, a Kautki zostały i nadal są chętne pomagać tym, którzy o nich
              pamiętają.
              Ale sa i tacy, co żle o nich mówią i twierdzą, że litewskie słowo kaukas a
              pruskie cawx oznacza diabełka.


              • rita100 Re: Topniki - wiersz 20.04.06, 21:43
                UTOPEK:

                ciemna noc juz zapadla
                chłód ogarnął ziemię
                nad stawem w tatarakach
                jakieś licho grało
                po polach pełzła groza
                niezgłębionym cieniem
                i w lasku koło dwora
                coś głucho jęczało

                powracał chłop z pańszczyzny
                ścieżką wedle stawu
                w którego toń zaglądał
                rogal księżycowy
                a bieda przezierała
                mu z obu rękawów
                a zmęczył się okrutnie
                wtem w polu sierpniowym...

                w tem, tęskny śpiew usłyszał
                młodziutkiej panny
                śpiew piękny a tak smutny
                jak chłopska żałoba
                melodią rozkołysał
                przydrożne kaliny
                i wzbił tumany kurzu
                na samotnych grobach

                uwiodła chłopa nuta
                przecudnie ktoś śpiewał
                ciekaw zboczył z drogi
                ku wzburzonym wodom
                szeptały tataraki
                i szumiały drzewa...
                "nie wrócisz- nieszczęśniku-
                nie wrucisz juz do domu"

                wiatr wył i pędził chmury
                w odległe nieznane.
                Niebiosa rozrywały
                gromów pajęczyny
                czekały ojca w chacie
                dzieci zapłakane
                podążył chłop zaślepion
                za śpiewem dziewczyny

                I na bok się rozeszły
                wysmukłe szuwary
                z odmętów się wyłonił
                oślizgły utopek
                pociągnął biedną duszę
                w topielne koszmary
                i zawarł wodne tonie
                za zwiedzionym chłopem.

                MAM NADZIEJE ZE SIE PODOBAŁO - wiersz anonimowy



                • rita100 Re: Topniki - wiersz 20.04.06, 21:43
                  Gość: tralala 10.08.05, 18:34 zarchiwizowany


                  Podobało choć i zdziwiło, że rusałka wyszła z wody choć księżyc nie był w
                  pełni. No chyba że to Utopiec tak zdatnie jej piękny śpiew naśladował.


                  • rita100 Re: Mazur przesądny 20.04.06, 21:44
                    Mazur przesądny Gość: tralala 10.08.05, 18:51 zarchiwizowany


                    Czy z lewa, czy z prawa to we wróżbach wileka różnica. To, co dzieje się z
                    lewa, zwiastuje coś dobrego, co z prawa - nic dobrego (uprasza się nie
                    wykorzystywać do dyskusji politycznych):
                    Jak kogoś swędzi lewa ręka - dostanie pieniądze, jak prawa - będzie je wydawał;
                    Jak kogoś swędzi lewe oko, będzie się śmiał, jak prawe - będzie płakał;
                    Jak ktoś ma wypieki na lewym policzku, będą go chwalić, jak na prawym - będą
                    obmawiać.
                    Jak widzisz płonący skarb (porównaj - błędne ogniki), rzuć za siebie but z
                    lewej nogi, żeby skarb zachować.
                    Na koniec - palec wskazujący lewej ręki chroni przed złym okiem czarownicy!


                    • rita100 Re: Mazur przesądny 20.04.06, 21:46
                      Gość: tralala 10.08.05, 18:45 zarchiwizowany

                      Garść przesądów mazurskich zebranych przez Maxa Toeppena i opublikowanych w
                      1866r. w książce Wierzenia mazurskie (Aberglauben aus Masuren):

                      Jeśli chłopu przebiegnie drogę zając, oznacza to nieszczęście, mianowicie
                      pożar. Wilk lub list przebiegający drogę przynoszą szczęście.
                      Ropucha w izbie przynosi nieszczęście. Żaba w izbie to czarownica mająca złe
                      zamiary. Żabę należy podnieść szczypcami do węgla (zimnymi!!!) i tak wynieść z
                      domu.
                      Jeśli ktory wyją w pobliżu domu, wróżą w nim awantury. Myjący się kot zwiastuje
                      gości.
                      Jeśli sowa usiądzie na domu i woła żałośnie: puść, wtedy ktoś umrze, a kiedy
                      śmiejącym się głosem woła: kołys, będą chrzciny.
                      Kiedy usłyszy się kukułkę, należy powiedzieć następujący wierszyk:
                      Kukaweczko,
                      Moja miła panieneczko,
                      Licz, licz, licz,
                      Wiele lat ja jeszcze będę żyć.
                      Ile razy kukułka zakuka, tyle lat życia nas jeszcze czeka. A kiedy się wiosną
                      po raz pierwszy słyszy kukułkę i ma przy sobie pieniądze, nie zabraknie ich
                      przez cały rok! Warto pamiętać o tym za pół roku, gdy znów nadejdzie wiosna.



                      • rita100 Re: Straszki 20.04.06, 21:53
                        Straszki

                        Straszek zielony mieszka w trawie,
                        więc go nie w niej nie widać prawie.

                        Straszek czerwony maki wybrał,
                        trudno go w makach dostrzec chyba.

                        Straszka srebrnego blask księzyca
                        pociąga bardzo i zachwyca.

                        Straszek niebieski wzbił się w niebo
                        wiec przestraszony wcale nie bądź!

                        A straszek żółty skrył się w jaskrach,
                        podobno go widziała ważka.

                        Straszek brązowy śpi na korze,
                        a więc nikt dostrzec go nie może.

                        A straszek biały siedzi w śniegu,
                        niełatwo trafić tam do niego.

                        Straszek złocisty wszedł do ula
                        i pośród plastrów miodu hula.

                        A straszek czarny w nocy straszy,
                        czasem do okien puka naszych.

                        Gdy się więc nocą czarną wkradnie,
                        trudno objerzeć go dokładnie.

                        strasznie straszny, całkiem współczesny wierszyk autorstwa Włodzimierza
                        Scisłowskiego.


                        • rita100 Re: Czary- mary-fokus-pokus z wiatrem 20.04.06, 22:00
                          Życie mieszkańsów wsi wiązało się ściśle z przyrodą, dlatego wierzono w siły
                          demoniczne ukryte w wietrze, błyskawicy czy burzy.
                          Gdy powstawał wicher, tłumaczono , że to diabeł jedzie na wesele. Jeśli wichier
                          był silny, porywał i unosił piasek , mawiano: "Koń leci przez chmury". Do dziś
                          zresztą przetrwało przekonanie, że jeśli wiatr wyje, zawodzi, to to z pewnościa
                          ktoś się powiesił. Powstawanie silnych wiatrów wiosennych tłumaczono, że to
                          zmora biła sie z wiosną. Tańcem diabła była wichura w okresie Bożego Narodzenia.



                        • rita100 Re: Burza 20.04.06, 22:04
                          To wiatr już mamy czyli koń leci przez chmury lub diabeł jedzie na wesele, to
                          teraz zajmiemy się burzą.
                          Wśród mieszkańców Krainy Tysiąca Jezior nie mniej emocji i przesądów budziła
                          burza, niekedy nazywana Grzniotą. Wierzono, że w czasie burzy otwierało sie
                          niebo, a błyskawica była światłem z nieba widzianym przez ludzi. Wierzono, że
                          nie należy gasić ognia powstałego od pioruna ani ratować trafionego czlowieka.
                          Gasić taki ogień można było tylko przez chodzenie ze świętym obrazem, figurą
                          lub ziołami.
                          • rita100 Re: Grzmoty i pioruny 20.04.06, 22:06

                            Burza łaczy się z piorunem. Według wyobrażeń ludowych piorun spadał na ziemię w
                            postaci kamienia lub krzemiennej siekiery. Z piorunem wiązały sie liczne
                            przepowiednie pogody i urodzajów. Odnosiło się to do pierwszego wiosennego
                            grzmotu. Mawiano że: " Jak na połedniu grzmi, to żniwa dobre i suche; jak na
                            północi, to liche w wodzie; na zachodzie - srednie, a jeśli grzmi na wschodzie,
                            żniwa będą zimne i liche".

                            Po tych grzmotach pewnych wpisów, zaczełam się bać, ale po burzy wychodzi
                            najczęsciej słońce więc czas na tęcze.
                            Tęcza, sliczne zjawisko, ciekawe co Warmiacy o tym myśleli ?


                            • rita100 Re: Kolorowa Tęcza 20.04.06, 22:07
                              A więc tęczą była okreslana dawniej jako most albo łuk łączący niebo z ziemią.
                              Niektórzy twierdzili , że przychodzi ona napić sie wody. Wyobrażano ją sobie
                              też niekiedy jako żywego potwora. Na Mazurach tęcza zapowiadała pogodę, a na
                              Warmii deszcz - deszcz. Ciekawe jest wierzenie tłumaczące nagłą śmierć
                              człowieka przez utonięcie; mówiono wtenczas, że "tęcza go wypiła". Istniało też
                              przekonanie, że "tęcza to znak, że descu nie będzie, to Pan Bog kiedyś ludziów
                              ukarał potopem, a potem dał znak tenco, że ziencej tak karać nie będzie".
                              • rita100 Re: Kolorowa Tęcza 20.04.06, 22:07
                                Gość: tralala 12.08.05, 21:46 zarchiwizowany


                                Zanim pojawią się czary-mary, dorzucę garść ludowych mądrości. Teraz, wiadomo,
                                możemy sobie sprawdzić prognozę pogody (na najbliższy weekend raczej kiepska) -
                                kiedyś zapowiedzi pogody lub niepogody szukano w przysłowiach. A że na Warmii
                                często pada, wiele z tych powiedzeń dotyczyło deszczu.
                                Zacznę od sierpniowej zapowiedzi: W sierpniu grzmotu wiele, mokrą zimę ściele.
                                A we wrześniu: Gdy jasna noc na Mnichała (29 IX) to nastąpi zima trwała, ale
                                gdy w Mnichała deszcz upadnie, wolna zima będzie snadnie.
                                W październiku: Kiedy świeta Jadwiga deszcz poda, to kapusta nie słodka, ale
                                kwaśna będzie.
                                No i znane także w innych regionach, grudniowe przysłowie: Barbara na lodzie to
                                gody na wodzie.
                                I do zapamiętania na przyszły rok:
                                Kiedy w święty Walenty (14 II) deszcze będzie ostry mróż jeszcze.
                                Suchy april, mokry maj, będzie żytko tak jak gaj.
                                Pada deszcz na świętego Floriana (4 V) skrzynia złotem wypchana.
                                Pada deszcz świętego jakuba (25 VII) na pszeniczkę pewna zguba.

                                A teraz angielskie hokus-pokus (tam też na brak deszczu nie narzekają): Rain,
                                rain, go away. Come again some other day. W deszczowy dzień należy powtarzać do
                                skutku )))
                                • rita100 Re: Czary i czarownice 20.04.06, 22:08
                                  Czary i czarownice

                                  Zjawiskiem powszechnie znanym niemal u wszystkich ludów była wiara w możliwość
                                  wyrządzania zła lub dobra za pomocą czarów. Warmińskie i mazurskie czarownice
                                  miały w sobie bardzo dużo z wyobrażeń ogolnopolskich. Ich działalność łaczono z
                                  diabłem i uchodziły obe za 'oswojone" czy nawet mniej szkodliwe. Znano nawet
                                  czarownice dobre, które odczarowywały i leczyły.
                                  Osoby zajmujące się czarowaniem były najczęściej kobiety o czerwonych oczach,
                                  zwłaszcza stare i z usposobienia milczące. Często bywały nimi osoby ułomne,
                                  albo rzucające się w oczy z powodu wad cielesnych. Opinie czarowników mieli też
                                  żebracy. Panowało przekonanie, że czarownice albo czarownicy mogą uczynić
                                  ludziom wszelkie zło za pomocą złego spojrzenia. chuchnięcia, dotknięcia,
                                  posypywania albo dając coś do zjedzenia.
                                  Wielkie obawy budziło "złe spojrzenie". Wiązano z nim powstanie kołtuna lub
                                  nagłe kalectwo.
                                  • rita100 Re: Sposoby na czary 20.04.06, 22:09
                                    Sposoby na czary
                                    Przed czarami chronił znak krzyża nakreślony poświęconą kredą na drzwiach domu
                                    i bramy w dzień św. Jana wieczorem lub w Wigilię Trzech Króli. Bezpieczeństwo i
                                    szczęście zapewniano wsi, gdu ją dookoła oborano pługiem zaprzężonym w parę
                                    czarnych koni.
                                    Lekarza na Mazurach traktowano jako czlowieka zupełnie niepotrzebnego i
                                    trzymano się od niego z daleka. Uważano, że tylko czyha na pieniądze, a i tak
                                    nie moze wiele pomóc.
                                    • rita100 Re: W aptece 20.04.06, 22:10
                                      W aptece
                                      Gość: tralala 18.08.05, 19:36 zarchiwizowany


                                      Napisałaś Rito, że od lekarzy dawniej trzymano się z daleka. trudno się dziwić.
                                      Wystarczy zajrzeć do dawnej, mazurskiej apteki, żeby poczuć się jak u Baby
                                      Jagi. Oto garść medykamentów sprzed ponad stu lat:
                                      bobki od bydłowania (Boletus cervinus), bociania lub borsucza tłustość (Adeps
                                      suillus), bóbrowy strój (Castoreum canadense), czartopłoch (Agaricus integer.),
                                      jeleni skok (Boletus cervinus), kamień od poruszenia (Lapis haematites), krople
                                      od wielkiego poruszenia (Tincit. Valerianae), kuszki od robaków (Trochisci
                                      Santonini), lisia wątroba (Hepar lapi), maść kukawczynego oka (Ungu.
                                      Pediculorum), morzybab (Lycopodium Selago), ranny kamień (Cuprum aluminatum),
                                      skowronkowa szwama (Boletus laricis), śmierci głowa (Caput mortuum), węgorza
                                      tłustość (Adeps suillus), wilcza gardziel (Hepar lupi), wilczyba (Semen
                                      strychni), żartopłoch (Agaricus integer.) i żywy gnat (Radix consolidae).
                                      Niech się schowają trzy wiedźmy z 'Makbeta'. Gdyby tu kiedyś zajrzał
                                      farmaceuta, podaję też nazwy łacińskie - może choć kilka z nich rozszyfruje.


                                      • rita100 Re: W aptece 20.04.06, 22:11
                                        Czyli mówisz Tralala, że mogłybyśmy otworzyć apteke tradycji zielarskiej i nie
                                        miałybyśmy równych wink))))
                                        Oj, pamietam czasy , kiedy to z bacią szlo sie na łąki zbierać zioła i suszyć.
                                        Cały strych leżał obłozony kwiatem lipy .
                                        • rita100 Re: Ostatnie spalenie na stosie 20.04.06, 22:12
                                          Tralala:
                                          Czerwone oczy czarownic to najczęściej był efekt zapalenia spojówek. A skutki
                                          oskarżeń o czary były często tragiczne. 21 sierpnia 1811 na Wzgórzu
                                          Szubienicznym koło Reszla spalono na stosie Barbarę Zdunk, oskarżoną o to, że
                                          czarami spowodowała pożar miasta w 1807r. Sprowadzono kata z Lidzbarka, któremu
                                          pruski minister sprawiedliwości nakazał jednak przed podpaleniem stosu udusić
                                          skazaną. Barbara była ostatnią czarownicą w Europie oficjalnie skazaną na
                                          spalenie na stosie.
                                          • rita100 Re: Czary i Czarownice 20.04.06, 22:13
                                            Gość: tralala 17.08.05, 21:08 zarchiwizowany


                                            Podobno w lasach nad jeziorem Bełdany żyła niegdyś czarownica, która miała
                                            bardzo długie włosy. Jeśli zaplątała je w sitowia nad jeziorem, musiała je
                                            rozplątywać przez kilka dni. Złościła się wtedy, a jezioro burzyło się i rybacy
                                            nie mogli wypływać na połów. Pewnie po dziś dzień krąży wokół Bełdan, po
                                            przecież i teraz nie zawsze jest to spokojne jezioro.


                                            • rita100 Re: Zażegnanie 20.04.06, 22:14
                                              Zażegnanie
                                              Zdecydowanie skuteczną metodę leczenia chorób stanowiło zażegnanie, które
                                              stosowano szczegolnie nagłych wypadków.
                                              Jedną z chorób najczęstszych był kołtun. Do jego leczenia używano zamawiań.
                                              Uważano , że przez kołtun ujawniają sie choroby oczu i reumatyzm. Czarownica
                                              dawała choremu specjalny napój na dojrzewanie kołtuna. Po pewnym czasie
                                              zdzierała go z głowy ostrym kamieniem, a wtedy też znikały inne choroby.


                                              • rita100 Re: Zażegnanie 20.04.06, 22:14
                                                Gość: tralala 18.08.05, 21:38 zarchiwizowany


                                                Owo zażegnanie lub zamawianie brało się z wiary, że choroby powodowane są przez
                                                demony. Na każdą chorobę było zaklęcie, na przykład w przypadku róży trzy razy
                                                dziennie powtarzano formułkę: 'Jezus z ogniem w ręku szedł przez grządkę z
                                                koperkiem, mówiąć: Nie będziesz już palić i płonąć.' Za każdym razem po
                                                zamówieniu chuchano na chorą kończynę. Lecz już na początku XXw. wiara w
                                                zamawianie i umiejętności starych znachorek odchodziła w niepamięć (książki
                                                Zabobony na Mazurach, Fritza Skowronnka).


                                                • rita100 Re: Czarodzieje 20.04.06, 22:16
                                                  Czarodzieje
                                                  A sposoby na złodzieja też były ciekawe. Więc tu aby wykryć złodzieja
                                                  sprowadzano czarodziejów. W tym celu taki czarodziej brał Biblię, klucz i sito.
                                                  Klucz przywiązywał do Bibli i głośno wymawiał różne imiona. Jeśli przy którymś
                                                  z nich klucz się poruszył, wskazywało to na złodzieja. Kiedy odkryto winowajcę
                                                  za pomocą gróźb zmuszano do zwrotu skradzionych rzeczy.

                                                  • rita100 Re: Gierach 20.04.06, 22:18
                                                    Gość: tralala 18.08.05, 22:13 zarchiwizowany


                                                    Jest już po 22.00, dzieci powinny już spać, więc mogę napisać o Gierachu. Coś
                                                    strasznego - otóż w Prusach i na Śląsku w XVII i do połowy XVIIIw. grasował
                                                    najprawdziwszy wampir. Nazywano go różnie: Gierach, Stryz lub Wieszczy. Ostatni
                                                    raz zaatakował w 1750r. Potem widać ktoś przytomny uśpił go na długi czas. A
                                                    wystarczyło posypać jego grób makiem!
                                                    Inny sposób unieszkodliwienia tego wampira polegał na włożeniu do grobu
                                                    splątanej sieci rybackiej. Od tej chwili wampir, zamiast wychodzić nocą na
                                                    polowania, siedział w trumnie i rozplątywał sieć. A szło mu opornie - jedno
                                                    oczko na rok.
                                                  • rita100 Re: złe moce uwięzione 20.04.06, 22:21
                                                    Gość: tralala 18.08.05, 22:36 zarchiwizowany


                                                    Gieracha sama się przestraszyłam i wolałam nie czekać do północy, żeby o nim
                                                    napisać i w ten sposób go unieszkodliwić. Może więc zakończymy tę część wątku
                                                    tak, jak ją zaczęłaś - niby-zaklęciem: by te złe czarty zamknąć, uwięzić i nie
                                                    wpuszczać do naszego ludu wink)))
                                                    No, chyba że gdzieś przypadkiem wypatrzę jeszcze jakiegoś monstera i wtedy go
                                                    gdzieś tu 'przylepię', żeby nie straszył po świecie.
                                                  • rita100 Re: złe moce uwięzione 20.04.06, 22:24
                                                    Tralala:

                                                    W starym zamczysku

                                                    W starym zamczysku wśród murów kruchych.
                                                    wiec urządziły przeróżne duchy.
                                                    Przybyły strzygi, upiory, widma,
                                                    bo cel jednaki wszystkich tu przygnał.

                                                    Wodnik się zjawił pośród rusałek,
                                                    Skarbnik z kopalni i mary białe.
                                                    A Baba-Jaga i wiedźmy srogie
                                                    zaparkowały miotły pod progiem.

                                                    Lucyfer także przybył z otchłani
                                                    I inne diabły, czarty, szatany.
                                                    Złe czarownice aż z Łysej Góry
                                                    bawiły wszystkich śmiecham ponurym.

                                                    Był też zbój Madej, był Pan Twardowski
                                                    i był Duch Puszczy z brodą po kostki.
                                                    Smok się przyczołgał ze Smoczej Jamy,
                                                    Śpiący Rycerze przyszli z mieczami.

                                                    Sejmik otworzył czarownik Kościej:
                                                    -Szanowne Panie! Drodzy Waszmoście!
                                                    Będziemy radzić w trosce odwiecznej
                                                    jak ludzi straszyć bardziej skutecznie!

                                                    I obmyślimy nowe sposoby,
                                                    jak o północy harmider zrobić.
                                                    Ludzie z nas szydzą, nic się nie boją,
                                                    więc im pokażmy potęgę swoją!

                                                    I ja tam byłem całkiem przypadkiem:
                                                    sam to przyznaję - zdarzenie rzadkie.
                                                    Co obejrzałem - to opisałem!
                                                    A czy się bałem? - Oj, strasznie bałem!
                                                    (Włodzimierz Scisłowski)

                                                    Dobrej nocy. Dobrej nocy wszystkim.
                                                  • rita100 Re: Gierach 21.04.06, 20:50
                                                    Coś strasznego - otóż w Prusach i na Śląsku w XVII i do połowy XVIIIw. grasował
                                                    najprawdziwszy wampir.

                                                    Coś straznego , własnie wczoraj miałam donieść tą szokującą nowinę na wasze
                                                    baśnie i legendy, alem sobie zapomniała. O tym może Ci powiedzieć tylko
                                                    Tralala, bo jej są te wieści. Napewno coś bliższego powie.
                                                    Zaraz poprosze Tralalę o blizsze informacje.
                                                  • tralala33 Re: Gierach 21.04.06, 20:58
                                                    Gierach na Mazury sia sciógnół z Mniemniec. Tak go tam mnianowali no dloczemu -
                                                    nie ziam? Buł to jakiś Herr Gierach? Jak ksiónże Drakula?
                                                  • rita100 Re: Złe Moce Uwięzione :) 22.04.06, 20:36
                                                    Tralala:

                                                    W starym zamczysku

                                                    W starym zamczysku wśród murów kruchych.
                                                    wiec urządziły przeróżne duchy.
                                                    Przybyły strzygi, upiory, widma,
                                                    bo cel jednaki wszystkich tu przygnał.

                                                    Wodnik się zjawił pośród rusałek,
                                                    Skarbnik z kopalni i mary białe.
                                                    A Baba-Jaga i wiedźmy srogie
                                                    zaparkowały miotły pod progiem.

                                                    Lucyfer także przybył z otchłani
                                                    I inne diabły, czarty, szatany.
                                                    Złe czarownice aż z Łysej Góry
                                                    bawiły wszystkich śmiecham ponurym.

                                                    Był też zbój Madej, był Pan Twardowski
                                                    i był Duch Puszczy z brodą po kostki.
                                                    Smok się przyczołgał ze Smoczej Jamy,
                                                    Śpiący Rycerze przyszli z mieczami.

                                                    Sejmik otworzył czarownik Kościej:
                                                    -Szanowne Panie! Drodzy Waszmoście!
                                                    Będziemy radzić w trosce odwiecznej
                                                    jak ludzi straszyć bardziej skutecznie!

                                                    I obmyślimy nowe sposoby,
                                                    jak o północy harmider zrobić.
                                                    Ludzie z nas szydzą, nic się nie boją,
                                                    więc im pokażmy potęgę swoją!

                                                    I ja tam byłem całkiem przypadkiem:
                                                    sam to przyznaję - zdarzenie rzadkie.
                                                    Co obejrzałem - to opisałem!
                                                    A czy się bałem? - Oj, strasznie bałem!
                                                    (Włodzimierz Scisłowski)

                                                    Laband , a jek łu Woju złe moce sia więzi ?

                                                  • gietpe Re: Złe Moce Uwięzione :) 23.04.06, 13:06
                                                    ŻYWOTY DIABŁÓW POLSKICH
                                                    Witold Bunkiewicz Wyd.Poznańskie 1985

                                                    ...Piekło więc znajdować się musi koniecznie pod ziemią,
                                                    i to w znacznej głębokości, przyciśnięte srogimi bryłami
                                                    i głazami.
                                                    W podobny sposób zeznawała, wzięta na męki w Wy-
                                                    szogrodzie, czarownica, Marta Ślendzianka, ale nie domó-
                                                    wiła reszty, bo silniej pociśnięta przez mistrza wyzionęła
                                                    ducha i nie mogła wskazać miejsca, którędy wchodziła na
                                                    nikczemne harce z diabłami.
                                                    Przedwcześnie dobiły ją czarty, aby nie zdradziła wiel-
                                                    kiej tajemnicy. Słusznie bowiem obawiają się, że wydanie
                                                    tego sekretu mogłoby spowodować ogromne nieszczęścia.
                                                    Cóż by się bowiem stało, gdyby jakiś odważny egzorcy-
                                                    sta, a takich jest niemało, uzbroiwszy się w wodę świę-
                                                    coną i relikwie, wszedł do piekieł? Mógłby wypędzić stam-
                                                    tąd wszystkie czarty, zagasić ogień piekielny i samego Lu-
                                                    cyfera poprowadzić jak brytana na łańcuchu za swą nogą.
                                                    A mogłoby się zdarzyć jeszcze inaczej.
                                                    Niechby ludzie wypatrzyli, gdzie znajduje się piekielna
                                                    brama, zaraz by zabili ją deskami, wymalowali krzyż, a
                                                    pod nim zawiesili obraz Najświętszej Panienki.
                                                    Żaden diabeł nie mógłby się wtedy dostać do piekieł,
                                                    a grzesznicy mnożyliby się na ziemi jak muchy w lipcu i nie
                                                    lękaliby się pokarania, wiedząc, że czarty nie zedrą świę-
                                                    tych znaków i nie poprowadzą łotrów na wieczne zatra-
                                                    cenie.
                                                    Bardzo źle byłoby wtedy na świecie, gdyż ustałaby mia-
                                                    ra między sprawiedliwymi a bezbożnymi.
                                                    Są ślady w pismach, że pewien dominikański braciszek
                                                    natrafił przypadkiem w Warszawie na wejście do piekieł.
                                                    6
                                                    Widział bowiem, jak wynurzył się straszliwy demon, zawa-
                                                    lił otwór skałą, a na niej posadził stuletnią topolę. Braci-
                                                    szek był okrutnie mocny, nie zwierzył się więc nikomu,
                                                    powalił drzewo, rozrąbał skałę i wszedł do jaskini.
                                                    -Zaledwie jednak postąpił kilka kroków, upadł z odurze-
                                                    nia i znaleziono go po kilku dniach, leżącego bez zmysłów.
                                                    Dopiero później zrozumiał braciszek, dlaczego nie do-
                                                    konał ważnego dzieła. Chciał iść do piekieł, nie opowie-
                                                    dziawszy się przeorowi, dlatego jęły się go straszliwe dymy
                                                    piekielne i zmąciły mu głowę. Gdyby miał czyste sumienie,
                                                    byłby na pewno dokonał wiekopomnego odkrycia.
                                                  • gietpe Re: Złe Moce Uwięzione :) 22.04.06, 21:57
                                                    tralala33 napisała:


                                                    >
                                                    > Wic mi się przypomniał
                                                    > - Pan z Warszawy?
                                                    > - No ... prawie z Warszawy.
                                                    > - A tak dokładniej?
                                                    > - To z Mławy.
                                                    To je szczyro prawda mniniesz Działdowo to jusz so wszystkie z Warsiawy.Ale to
                                                    chyba dobrze.
                                                  • gietpe Re: Złe Moce Uwięzione :) 23.04.06, 13:09
                                                    Co nie udało Ssie dominikańskiemu mnichowi, powiodło
                                                    się panu Dymzie.
                                                    Działo się to akuratnie w Tłusty Czwartek przy ulicy
                                                    Brackiej w Krakowie opodal franciszkańskiego kościoła,
                                                    w winiarni Sulimierczyka „Pod Złotym Kogutem". Pan
                                                    Dymza, wychodząca piwnicy, stracił nagle kierunek i za-
                                                    miast zwrócić ale na prawo, poszedł na lewo. Stąpając os-
                                                    tro przed siebie^ zawadził nogą o belkę i runął w przepaść.
                                                    Zaraz zmiarkował, że wpadł w jakowąś nieczystą pułapkę,
                                                    więc wyciągnął szablę z pochew i oparł się przezornie
                                                    o ścianę, aby mieć tyły osłonione. Nagle poczuł straszliwy
                                                    żar w plecach, jakby uraził się o piec napalony do czerwo-
                                                    ności. Przysunął się do drugiej ściany, a tam znów mroził
                                                    go lód, gorszy po stokroć niż w czasie najsroźszej zimy.
                                                    Dopiero przy trzeciej ścianie zrobiło mu się błogo i przy-
                                                    jemnie, a patrząc naprzeciwko, dostrzegł wyraźnie szparę,
                                                    przez którą migotało światełko.
                                                    Kopnął drzwi i wszedł do wnętrza. Od razu rozpoznał,
                                                    gdzie jest, lecz nie uląkł się ani przez chwilę, tylko mocno
                                                    ścisnął poświęcaną szablę i przyspieszył kroku. Szedł z pół godziny pokichując
                                                  • gietpe Re: Złe Moce Uwięzione :) 23.04.06, 14:01
                                                    sami, bo srodze kręciło go w nosie. Nagle spotkał niefo-
                                                    remnego człowieczka, który zagadnął:
                                                    — Glejt jest?
                                                    Pan Dymza wskazał na sygnet ze znakiem Ossorii, któ-
                                                    ry, jak wiadomo, wywodzi się-od diabelskiego pazura, więc
                                                    plugastwo skłoniło się nisko i zeszło z drogi.
                                                    Dymza, minąwszy szkaradę, szedł dalej zapamiętale,
                                                    oglądając się na wszystkie strony, spodziewał się bowiem
                                                    zasadzki czartowskiej. .
                                                    Dla dodania sobie odwagi wyciągnął na wierzch poświę-
                                                    cany szkaplertyk wiedząc, iż ochroni go od podstępów
                                                    diabelskich, lecz rozważywszy sprawę, schował świętość
                                                    pod kapotę, nie chciał bowiem, aby oczy Najświętszej Pa-
                                                    nienki padały na diabelskie .bezeceństwa.
                                                    I dobrze zrobił.
                                                    Niedługo potem, przy pierwszym skręcie korytarza, wy-
                                                    skoczył obrzydliwy potwór, cały porosły szczecią. Merdał
                                                    okrutnie ogonem, pazurami wydrapywał iskry z kamienia
                                                    i sapał jak sto szkap dychawicznych. Potwór zatamował
                                                    przejście widłami, ale pan Dymza nie stropił się tą groźbą,
                                                    lecz huknął na całe gardło:
                                                    — Precz,hultaju,z szablą do mnie stawaj, a nie ze sta-
                                                    jennym narzędziem!
                                                    Donośny głos i pewna postawa podziałały widocznie na
                                                    czartowskiegb sługę. Zmiarkował, że jeśli, pan Dymza la je,
                                                    ma ku temu prawo i lepiej nie stawiać mu przeszkód.
                                                    Szedł więc szlachcic dalej spokojnie, pragnąc dotrzeć do
                                                    samego Lucyfera i .łeb skręciesobace lub co najmniej na
                                                    nim wymóc, że nigdy nie będzie wodził/na pokuszenie.
                                                    Inaczej się jednak stało. Zaledwie przełazi pan Dymza
                                                    przez wąziutką kładkę, rozciągającą s.ię nad ogromną rzeką
                                                    smoły, obskoćźyło go kilka tuzinów diablic. Nie można po-
                                                    wiedzieć, aby były szkaradne. I owszem, udały się zupeł
                                                    hie. Jed^e miały włos czarny-Jak heban, inne złoty niby
                                                    dojrzały snop pszenicy, były płowe i szare, a niektóre na-
                                                    wet rude,; wszystkim zaś błyszczały oczy jak wilkom po nocy.
                                                    Paff Dyniza strzepnął ręką, chcąc odgonić diablice, ale
                                                    ..nie pomogło., Opadły go gromadą, chichocąc i szczerząc
                                                    zęby tak-jako ś'dziwnie, ze aż ciarki przeszły wędrowca od
                                                    głir>T"y do pięty. Ą jedna wołała przez drugą:
                                                    —, Będę .twoją, bądź moim, nie bierz tamtej, tylko mnie,
                                                    mnie-e-e! — i stal się taki krzyk i harmider, że aż głuchły
                                                    uszy.
                                                    •Choć pan.Dymta nie był na płeć piękną łasy i wolał
                                                    zawsze szklaneczkę niż dzieweczkę, jednak wspomniał, że \
                                                    przeżył w łtawaleratwie czterdzieści pięć wiosen i nie wa-
                                                    dziłoby mieć W donurżonkę. Lecz jakżeż taką poślubić?
                                                    'Tfy, grzech, nijako i niebezpiecznie. ,
                                                    A oważ jedna, przedarłszy się przez ciżbę, pochwyciła
                                                    Dymzę za szyję i uwiesiwszy się na niej niby gruszka na
                                                    gałęzi, zawołała:
                                                    — Już cię nie puszczę!
                                                    Mówiąc to, przywarła cala do szlachcica, obsypując go
                                                    pocałunkami.
                                                    Takiej przyjemności nie zaznał Dymza, póki żyw. To
                                                    czerwieniał, to bladł, trząsł się jak w febrze, potem zale-
                                                    wał go upal okrutny i nie zwracał nawet uwagi, że diablice
                                                    rozsierdziły się nad miarę i skaczą sobie do oczu, wyklina-
                                                    jąc jedna drugą, iż przeszkodziła jej dorwać się do udatne-
                                                    go chłopa. I stał się taki zamęt i ogólna nieprzyjaźń, że
                                                    z głębin czeluści poczęły nadlatywać czarty, aby rozdzielić
                                                    powaśnione piekielnice, które wodziły się już za czuby,
                                                    wyrywały sobie z łbów kudły i rozdzierały do krwi zębami
                                                    i pazurami.
                                                    Pan Dymza nie wie, co się stało, lecz ocknął się dopiero
                                                    na świeżym powietrzu, a gdy pozbierał zmysły, ujrzał we-
                                                    dle siebie nieszpetną niewiastę, która uśmiechając- się we-
                                                    soło, kładła i-nu na głowę mokre chusty, poiła pachnącą
                                                    driakwią i szeptała do ucha: ^
                                                    — Nic to, nic, za chwilę będzie już dobrze. Zmylił wasz-
                                                    mość trochę drogę i znalazłam go w rynsztoku przed moim
                                                    domem. Wydrzyna jestem, wdowa po trybunalskim ase-
                                                    sorze! Pijaczyną był nieboszczyk i zmarł przed rokiem, da-
                                                    , jąć mi zaledwie zakosztować rozkoszy szczęścia małżeńs-
                                                    kiego.
                                                    Dymza byłby przysiągł, że widział tę niewiastę w piekle,
                                                    ale nie śmiał zadawać jej kłamu, aby nie wydać się gburem;
                                                    milczał więc i myślał: „Poznałbym ją po całowaniu, ale nie
                                                    wypada postępować obcesowo, przywabię kobietę jeszcze
                                                    do tego i wtedy dopiero wyda się prawda".


                                                    Więc niby od rzeczy, niby do rzeczy, kołowaniem tędy
                                                    i owędy próbował znęcić gospodynię. I niedługo zastawiał
                                                    sieci, bo ani się opatrzył, gdy wdowa zsunęła mu się w ob-
                                                    jęcia, a wpadłszy w ramiona, przywarła jak ogień do
                                                    żywicy.
                                                    Wzdrygnął się Dymza, bo poczuł ten sam smak pocałun-
                                                    ków, co w piekle.
                                                    Nie było jednak gadania, w trzy tygodnie Wydrzyna zwa-
                                                    ła się już Dymzową. A ludzie, którzy ją znali, mówili, iż
                                                    zasłynęła jako dobra małżonka. Sama krupnik warzyła
                                                    i zaprawiała nalewki, a gdy mąż usnął, siadała wedle loża
                                                    i gałązką odganiała muchy, aby miał sen słodki i nie zamą-
                                                    cony.
                                                    Tylko wobec innych kobiet wychodziła na jaw jej sza-
                                                    tańska natura. Jeśli zbliżyła się niektóra z przyśmieszkiem
                                                    lub przyjazną intencją, jako że małżonek był chłop urodny
                                                    i w języku wielce przymilny, stroszyła się niby opadnięta
                                                    wilczyca, parskała i cięła złością, gotując się rozpłatać na-
                                                    pastnicę pazurami, akuratnie tak samo jak wtedy, gdy
                                                    zobaczyła w piekle pana Dymzę.
                                                    Małżonek zaś milczał, bo nie śmiał wyjawić nikomu po-
                                                    chodzenia swej żony.
                                                  • tralala33 Re: Gierach 23.04.06, 15:10
                                                    A pod tymi nazwami?
                                                    www.shroudeater.com/vampg.htm
                                                    GIER [ Niemcy ] Inna nazwa Nachzehrer. (z: "Handwörterbuch des deutschen
                                                    Aberglaubes" )
                                                    GIERACH [ Niemcy ]( z: Sturm & Völker "Von denen Vampiren oder
                                                    Menschensaugern" )
                                                    GIERFRASS [ Niemcy ] ( z: Claude Lecouteux "Histoire des Vampires" )
                                                    GIERHALS [ Niemcy ] Inna nazwa Nachzehrer. ( from: "Handwörterbuch des
                                                    deutschen Aberglaubes" )
                                                    GIERRACH [ Niemcy ] Inna nazwa Nachzehrer. ( z: "Handwörterbuch des
                                                    deutschen Aberglaubes" )
          • rita100 Re: Żywoty diabłów 23.04.06, 21:26
            " Pan Dymza, wychodząca piwnicy, stracił nagle kierunek i zamiast zwrócić ale
            na prawo, poszedł na lewo."

            hehe, a jek jo sia łuśmiała z łopowiadania , tylko wystarczy zmnienić kierunek
            z prawa na lewo by wpaść w diabelska przepaść. Gietpe , świetne opowiadanie ,
            koniecznie musze zaglądnąć na Bracką w Krakowie opodal franciszkańskiego
            kościoła, do winiarni Sulimierczyka "Pod Złotym Kogutem".

            Przeczytajcie , świetne napisane z taka dozą humoru.
            A tlo znołam jydnego Dyzme, tygo z filmu - Nikodema Dyzmę.
              • rita100 Re: Żywoty diabłów 24.04.06, 20:45
                >Ciekawe, jek to jest mnieć we doma takó diablice ...?

                hehe, coś mi sie przypomiało wink

                Pewien zarozumiały mężczyzna uważał, że kobiety powinny za nim szaleć. Ciągle
                musiał utwierdzać sie w przekonaniu, a nadto był tak prózny i obcesowy, że
                wobec kobiet zachowywał się bardzo butnie.
                Pewnego razu wpadla mu w oko wyjątkowo atrakcyjna kobiecina. Zagadnął ją, lecz
                ona nawet nie raczyła na niego spojrzeć; odwróciła się i poszła w swoją stronę.
                Męższczyzna uznał , że to koketeria i podążył jej śladem. Kobieta od czasu do
                czasu zerkała przez ramię i w pewnej chwili skręciła w boczną uliczkę wchodząc
                do pracowni malarza.
                - Zgodnie z obietnicą - powiedziała tylko malarzowi i znikneła za drzwiami.
                Męższczyzna począł domagać sie wyjaśnień.
                - Przed paroma godzinami ta kobieta zamówiła u mnie obraz diabła - oświadczył
                malarz.
                - Powiedziałem, że to niełatwe zadanie, bo nigdy żadnego diabła na oczy nie
                widziałem, więc obiecała, że mi go pokaże. Dotrzymała słowa !!!

                wink)))))
                • rita100 Re: Uwaga na kurę piejącą ! 14.09.06, 21:38
                  Uwaga na kurę piejącą !
                  Kurę piejącą uważała za przepowiednię nieszczęścia. Toteż gdy kura zapiała na
                  ich podwórzu, łapała ją, mierzyła nią całą izbę, od ściany naprzeciwko drzwi
                  stojącej aż do samych drzwi. Jeżeli przy ostatnim obróceniu ogon kury wychodził
                  za próg, ścinała ogon, a gdy łeb - zabijała kurę i gotowała rosół, ktorym
                  raczyła się cała rodzina.
                  • rita100 Re: Mary i rzucanie uroków 06.10.06, 21:00
                    Wreszcie znalazłem i takiego, ktory widział, jak sąsiadowi Klobuk w komin
                    wlotywał. Widział to dwa razy własnymi oczyma. Jest to Locha z Burdąga. Rzucono
                    mu raz urok na nierogaciznę i "wieprz nie chcioł się ze świnio zenić".
                    Lochy sąsiad, Pełka, któremu konie mary męczyły, ostrzygł warkoczyki, które one
                    konim posplatały, i na progu stajni wbił je trzema kołkami osinowymi. I mary
                    przestały koniom dokuczać.
                    Sam Locha zna sztukę niesamowitą, ktorej nauczył go Buchol z Woli. Bierze się
                    niebrukowanego (nieużywanego) płótna trzy metry, na nie liści z osy (osiki)
                    nakłaść i tańcować po tym płótnie w wilie św. Jana. Wtedy spod płótna poczną
                    wyłazić pszczoły. Te pszczoły trzeba potrzymać godzinkę w butelce z wodą, to
                    każda urośnie na wielkośc sporego kieliszka do wódki. Gdy sie rozbije butelkę,
                    pszczołu ulecą.

                    hehe, nie wiem czy czasmi zamiast wiody nie trzeba gorzałeczki wlać ?
                        • rita100 Re: Mary i rzucanie uroków 10.10.06, 20:04
                          Mary
                          "Mary rzucały sie na ludzi. Siostrę mara dusiła w nocy, aż matka
                          zawołała: 'Joanna'; Chojnowską próbowała dusić, ale się 'chućko' przewróciła na
                          drugi bok co ma pomagać.
                          Chojnowska wie, skąd się mary biorą na świecie. Pochodzi to stąd, gdy chrzestni
                          trzymający do chrztu, pomylą się i na zapytanie, czego dusza pragnie,
                          odpowiedzą 'mary' zamiast 'wiary'.
                          U Chojnowskich również sąsiadka rzuciła urok na bydło. Od tego czasu
                          konie 'żarły', a schły, aż pozdychały, a wezwany weterynarz niec poradzić nie
                          umiał, tylko rece rozwodził i mówił reine Hexerei"
                          • rita100 Re: wiara 12.10.06, 21:54
                            Mazur krzywoprzysiągając , wkładał za pazuchę żywą żabę, wierząc , że to na nią
                            spadanie grzech.

                            No , to ci metoda. Ciekawe czy aby nasi politycy ją znają ?
                            • fedar Re: wiara 12.10.06, 23:19
                              rita100 napisała:

                              > Mazur krzywoprzysiągając , wkładał za pazuchę żywą żabę, wierząc , że to na nią
                              >
                              > spadanie grzech.
                              >
                              > No , to ci metoda. Ciekawe czy aby nasi politycy ją znają ?

                              Żab by zbrakło.
                            • tralala33 Re: wiara 13.10.06, 22:20
                              rita100 napisała:

                              > Mazur krzywoprzysiągając , wkładał za pazuchę żywą żabę, wierząc , że to na
                              nią
                              >
                              > spadanie grzech.
                              Z tego wynika, że Mazur zimą nie mogł bezkarnie krzywoprzysięgać, bo skąd by tę
                              żabę wziął?
                                • rita100 Re: Prawa umarłych 17.03.07, 20:01
                                  Wieś mazurska miała swoje niepisane prawa. Prawa umarłych.
                                  Wielu umarłych , ktorzy od stuleci spoczywali w piaszczystej ziemi, na dnie
                                  jeziora i w przybrzeżnych bagnach nocą stukotały do niskich drzwi.
                                  Jeśli ktoś tylko chciał się zbuntować przeciw tym prawom to chaty się rozpadały,
                                  osiadały dachy, a wielokroć przechodziła nad nimi wojna i mór, mord i ogień.
                                  Zawsze jednak ktoś to przeżywał i to on strzegł dalej tego prawa.

                                  "Dzieci Jerominów"
                                  • rita100 Re: Zaćma pjacka 17.03.07, 20:03
                                    to jest sposób mazurski

                                    Aby wpędzić zaćmę głowy pijaka żona mazurska owija kamień w swoją chustę i
                                    tłucze tym swojego męża.
                                    Najczęściej stosowano to u chłopa , który powoził furmanką na targ.


                                    • rita100 Re:ło Kłobuku w gwarze 06.03.08, 23:17
                                      prusa.strefa.pl/forum/viewtopic.php?t=348
                                      "To ludzie mózili co jeden gospodarz, jeden gbur niał kłobuka. To on był bogaty
                                      i jego tak pomaziali, co ma kłobuka i ten kłobuk to mu te wszystkie dobroci
                                      znosi i bogastwa. To jak chto wziął kokosz zmokło abo choro do wyleczenie do
                                      izby i stała w kącie osoziała, to ludzie już mózili, co ten ktoś ma kłobuka.
                                      Ale jak ktoś chciał tego kłobuka nabyć, to musiał nie chrzczone dziecko, co jak
                                      nieżywe się urodzi, zakopać pod progiem i za siła niesiędzów, chiba sietem, ten
                                      tam kłobuk się z niego robziuł. Tego kłobuka to trzeba dobrze trachtować,
                                      trzymać w beczce z psiórami i karmić dobrze. Jak nie dostanie zawdi jajecznicy,
                                      to zapali dom i stodołę."
                                      (Ostróda)
                                      --
                                      »¸.•*»Mym-só-kokanti»¸¸.•*¨`•»
                                      • rita100 Re:Złe moce uwięzione ! 27.01.09, 23:34
                                        Tralala:

                                        W starym zamczysku

                                        W starym zamczysku wśród murów kruchych.
                                        wiec urządziły przeróżne duchy.
                                        Przybyły strzygi, upiory, widma,
                                        bo cel jednaki wszystkich tu przygnał.

                                        Wodnik się zjawił pośród rusałek,
                                        Skarbnik z kopalni i mary białe.
                                        A Baba-Jaga i wiedźmy srogie
                                        zaparkowały miotły pod progiem.

                                        Lucyfer także przybył z otchłani
                                        I inne diabły, czarty, szatany.
                                        Złe czarownice aż z Łysej Góry
                                        bawiły wszystkich śmiecham ponurym.

                                        Był też zbój Madej, był Pan Twardowski
                                        i był Duch Puszczy z brodą po kostki.
                                        Smok się przyczołgał ze Smoczej Jamy,
                                        Śpiący Rycerze przyszli z mieczami.

                                        Sejmik otworzył czarownik Kościej:
                                        -Szanowne Panie! Drodzy Waszmoście!
                                        Będziemy radzić w trosce odwiecznej
                                        jak ludzi straszyć bardziej skutecznie!

                                        I obmyślimy nowe sposoby,
                                        jak o północy harmider zrobić.
                                        Ludzie z nas szydzą, nic się nie boją,
                                        więc im pokażmy potęgę swoją!

                                        I ja tam byłem całkiem przypadkiem:
                                        sam to przyznaję - zdarzenie rzadkie.
                                        Co obejrzałem - to opisałem!
                                        A czy się bałem? - Oj, strasznie bałem!

                                        (Włodzimierz Scisłowski)
                                        --
                                        Wisi wisielec, siedzi siedzielec i prosi Boga, żeby tamten spadł.
                                        *·.¸*.¸*.¸*.¸*.¸*`'·.¸*słonina i kot*.¸*.¸*.¸*.¸*`'·.¸*
                                        • rita100 Raz w roku w Skiroławkach 22.01.10, 22:13
                                          I co pozieta ?

                                          Zbigniewa Nienackiego
                                          "Akcja powieści rozgrywa się w fikcyjnej wsi Skiroławki na Mazurach, której
                                          pierwowzorem jest Jerzwałd. Poruszająca tematy psychologiczne, kryminalne i
                                          społeczne powieść największą sławę zyskała dzięki wątkom obyczajowym oraz
                                          dosłownym opisom seksualnym. Nienacki nawiązał również do mazurskich legend
                                          (postać kłobuka), problemów integracji na Mazurach po II wojnie światowej
                                          oraz wątków autobiograficznych."
                                          pl.wikipedia.org/wiki/Raz_w_roku_w_Skiro%C5%82awkach

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka