Dodaj do ulubionych

Szlakiem legendy grunwaldzkich

24.04.06, 21:27
Nigdy nie poruszliśmy tematu Grunwaldu, a szczególnie ich legend, które po
takiej pamiętnej bitwie napewno były. Grunwald pamiętam do dziś, to była dla
mnie iście walka z pamiętaniem daty tej bitwy. Budzono mnie w nocy by spytać
się o tą datę, a w szkole na historii było to najważniejsze wydarzenie w
dziejach histori. Nie znać daty tej bitwy to był obciach na całą klasę. Za
niewiedzę o tej dacie z rozbiegu dostawało się pamiętną lufę wink))
Przepraszam, że nie zaczynam od legendy ale od prawdziwych dwanych przygód
szkolnych. Dziś zapoznaję się z legendami Grunwaldu bez żadnego stresu
ocenowego.
Dzięki Pani Emili Sukertowa-Biedrawina możemy sie z nimi dziś zapoznać.
Wszystkich proszę o cierpliwość, bo będzie to długie, długie i nadzwyczaj
ciekawe opowiadanie.
Zapraszam
Edytor zaawansowany
  • rita100 24.04.06, 21:30
    Wiekopomne zwycięstwo, odniesione przez wojska polsko-litewskie na polach
    Grunwaldu i Stębarku 15 lipca 1410 roku oplecione zostało siecią legend, które
    przechodząc z ust do ust, z pokolenia na pokolenie, z czasem narastały, ulegały
    zmianom, niekiedy szły w zapomnienie - w większości przetrwały jednak do
    dzisiejszych czasów.
    Już Jan Długosz przekazał nam legendy, które zaczerpnął od ojca swego,
    uczestnika Wielkiej Wojny. Musiały się one rozejść po zwycięstwie tak wśród
    wojska polskiego jak i ochotniczych odziałów mazurskich, uformowanych w Ełckim
    spośród zbiegów w różnych dzielnic Mazur.
    cdn
  • rita100 24.04.06, 21:31
    Według tych legend w wigilię wielkiej batalii, po burzy, która przeciągneła nad
    hufcami polskimi, na niebie, wśród rozproszonych chmur, w poświacie ksiezyca,
    rycerze i pachołkowie polscy ujrzeli sylwetki dwóch postaci: króla w koronie i
    mnicha, walczących ze sobą. Król pokonał zakonnika. Uważano to za pomyślną
    wróżkę, która się też nazajutrz spełniła. W czasie samej bitwy nad wojskiem
    polskim ukazała się Matka Boża, a mąż w polskie przyodzian szaty unosił się nad
    walczącymi, błogosławił, dodawał otuchy, upadającym na duchu. Był to podobno
    św.Stanisław Szczepanowski, patron Korony Polskiej.
    cdn
  • rita100 24.04.06, 21:32
    Sporo legend osnutych jest też wokół postaci Władysława Jagiełły. W lasku
    sosnowym, przy drodze miedzy Łodwigowem a Grunwaldem, leżał wielki głaz, zwany
    z dawien dawna jako "Kamień królewski" albo "Kamień Jagiełłowy". Niemcy
    nazywali go "Jagiellostein" albo "Konigstein", co bardzo drażniło
    nacjonalistów. O tym głazie opowiadano jeszcze w 1868 roku , że miał się przy
    nim modlić król Jagiełło w czasie bitwy. Była to jednak nieścisłość: Jagiełło
    osobiście dowodził przez cały dzień wojskiem, monolit zaś leżał na linii, gdzie
    stały wojska krzyżackie. Sędzia G.Conrad w r. 1903, a Stanisław Kujot w r. 1910
    zamieścił wersję, jakoby Jagiełło po bitwie długo na tym głazie siedziąc
    prowadził naradę wojenną. W roku 1923 autorce niniejszego artykułu opowiedział
    w Brzeźnie pewien stary Mazur, że król, zmeczony bitwą, odpoczywał na owym
    omszałym kamieniu, a u stóp jego składano zdobyte krzyżackie sztandary. W
    okresie międzywojennym mówiono, że istnieje w okolicy Grunwaldu "Lasek
    Jagiełłowy"...Może to ten, w którym leżał "Kamień Jagiełłowy".

    Wiecie co sie stało z tym kamieniem ?
    cdn
  • gietpe 24.04.06, 21:43
    O przepraszam to miało isć do A.Samulowski
  • rita100 24.04.06, 21:47
    gietpe napisał:

    > O przepraszam to miało isć do A.Samulowski

    Nic nie szkodzi , ale zamieść ten wiersz przy Samulowskim , bo tam jest jego
    kolekcja utworów.
  • gietpe 24.04.06, 21:39
    Gazeta Olsztyńska, 1910, nr 11.
    NA 500 ROCZNICĘ GRUNWALDU
    Powstań Jagiełło, powstań spod mogiły,
    Niech Cię wskrzesi Wszechmogący Bóg!
    Powstań, a zobacz, jak wytęża siły,
    By nas wygładzić, nasz odwieczny wróg.
    Wszystkie żywotne wypruwa z nas żyły,
    Ojczystą ziemię bierze nam spod nóg.
    Przed pięćset laty ta zgraja krzyżacka
    Zebrana z różnych rozbójniczych hord
    Okuta w stali, zabójczo-wojacka
    Ze zbrojną dłonią w topór, miecz i kord
    Wpadała jak lwy, jawnie i znienacka
    Do Prus pogańskich, szerząc zgliszcze, mord.
    Gdy wzięli Prusy przez wielkie krwi brody,
    Wymordowali niemal wszystek lud.
    Przerzucili się na litewskie grody
    Rabunkiem własny nagradzając trud.
    A w polskie ziemie, miasta i zagrody
    Po zdzierstwach szczepią w nią swój czarci
    [br
    Tych zbrodni, gdy już dopełnili miarę,
    Gdy cały Zakon opanował bies,
    Bóg zagniewany zesłał straszną karę
    Za przelewanie morza krwi i łez.
    Iż zbezcześcili i Zakon, i Wiarę
    Bóg przez Jagiełłę położył im kres.
    Wyszła ta zgraja zbójecka z nawałą
    Na wielki obszar podgrunwaldzkich pól,
    Myśleli pożreć żywcem Polskę całą,
    Lecz ich na miazgę zbił Jagiełło król.
    Musieli ponieść, co im się dostało
    Klęskę sromotną i śmiertelny ból.
    Pod ten czas nasza królowa Jadwiga
    Najpokorniejsze modły w niebo śle.
    Ta świątobliwa Pani się nie wzdryga
    Za Polskę-Litwę oddać życie swe.
    Za jej modlitwą Bóg wojnę rozstrzyga,
    Polskie zwycięstwo wykonało się.
    Lecz z niedobitków znowu się wylęgło
    Plemię — na hańbę ludzkości i wstyd.Nowe krzyżactwo na nas się sprzysięgło
    Wydzierstwem wzrosło na potęgi szczyt.
    Bractwo trzech liter do dna złości sięgło
    Zgrzytając zębem, my czujem ich zgrzyt.
    Ten ród krwiożerczy, nikczemny, lecz hardy
    Wszystko z nas zdziera, nie ma nigdy dość,
    Niesprawiedliwy, bezczelny i twardy
    Wylewa na nas swą krzyżacką złość.
    To też przed światem jest on celem wzgardy,
    Bo swej niezgody wszędzie rzuca kość.
    Z ojca Bismarcka spłodzona ha ka ta...
    Polska nie chciała przed nim karku zgiąć...
    Z tego nienawiść — i chcą mieczem kata
    Jednym zamachem Polsce głowę ściąć.
    Lecz za ich czyny przyjdzie im zapłata;
    Nienawiść sieją, pomstę będą żąć.
    Ukute na nas wkładają kajdany,
    By nas zagnębić — związek liter trzech.
    Wydarli język i kraj nasz kochany,
    Wzbraniają własnych budować nam strzech.
    Chcą nam wywłaszczyć zagon uprawiany,
    A jęk nasz wzbudza w nich szatański śmiech.
    Lecz przyjdzie pomsta tym, co Boże dzieło
    I jego prawa usiłują zmieść,
    Bo się to plemię pychą swą rozdęło
    I chce nad niebo swą potęgę wznieść.
    Więc niech powstanie nowy król Jagiełło,
    By pod Grunwaldem w proch Krzyżaków
    [zgnieść.
    Boże Wszechmocny! Spojrzyj na naszą biedę
    I zrzuć z nas ciężki tych ciemięzców trud,
    Wyruguj z Polski tą groźną czeredę,
    Uczyńże zbawczy „podgrunwaldzki" cud!
    A „deposuit potentes de sede,
    Et exaltavit humiles" * — swój lud.

    Z rękopisu 1910; drukowany 1910 w jednej z ga-
    zet krakowskich.
    * Deposuit potentes de sede, et exaltavit humi-
    les — zlożyl pyszałków z tronu, a wywyższyl
    pokornych (W. Kochanski, op. cit., s. 136).
    A.Samulowski
  • rita100 24.04.06, 21:46
    hoho, ale wiersz.
    To Samulowski napisał ?
    Dał ognia smile
  • rita100 24.04.06, 21:49
    Pomnik Urlicha von Jungingena
    Około 1893 r znaleźli się ludzie, którzy postanowili uczcić miejsce zgonu
    Urlicha von Jungingena. Zdecydowano wznieść pomnik, a jako materiał użyto -
    "Kamień Jagiełły".
    W roku 1901 dokonano odsłonięcia cokołu wykonanego z "Kamienia Jagiełłowego".
    Ociosany blok 2 i pół metra wysokości, 4 i pół metra obwodu, ważył 200 centarów
    i 5 funtów. Wyryto na nim napis niemiecki tej treści:
    "W walce o niemiecki obyczaj i niemieckie prawo poległ wielki mistrz Urlich v.
    Jungingen dnia 15 lipca 1410 roku śmiercią bohaterską".
    Przestał istnieć "Kamień Jagiełłowy", o co germanizatorom chodziło, ale pamięć
    o zwycięzcy spod Grunwaldu nie wygasła.
    cdn
  • rita100 24.04.06, 21:53
    "Szlak Jagiełłowy"
    W okresie międzywojennym w Działdowszczyźnie, leżej na "Szlaku Jagiełłowym",
    zanotowano tradycje związane z imieniem zwycięzkiego króla: wzgórze we wsi
    Wysoka, gdzie Jagiełło obozował trzy doby, wśród ludu nosiło nazwę Królewskiej
    Gory. Opowiadano też w Chełstach o pobycie tam króla wraz z armią ( w/g
    Długosza obozowano nad jeziorem Kiełpińskim, odległym o 2,5 km) oraz pod
    Wądzynem, nieopodal Dąbrówna. Wedle tradycji miał król nocować w Lubieniu.
    Pokazywano nawet dom, chociaż ks.Kujot niesłusznie przeczy, dowodząc, że
    Jagiełło nie był tam w ogóle. Jest to nieścisłość. Armia Jagiełłowa rankiem 15
    lipca stanęła nad jeziorem Lubień, a król kazał na wzgórzu rozbić namiot.
    cdn
  • rita100 24.04.06, 21:54
    Autor: gietpe

    Pieśń o bitwie pod Grunwaldem

    W strona Gryźlin na Mazórach
    Łokolica z drzewamy,
    Jest tam pasek, psiakny lasek, /
    Jogielkam nazwany.
    Tam przed laty na ty ziamni
    Polsko krew sia leje,
    Jęk Jagiełło z Krzyżokamy
    Ło Prusy sia bzije. •
    Gdy Jagiełło kończy pocierż,
    To do mniecza siango,
    Razam wespół z Litsinamy
    Krzyżaków wypandzo.
    Po łodbytych trudach, znojach
    Łodpoczynku szuko,
    W łowam pasku, psianknam lasku,
    Tam mu serce puko.
    Na pamnióntka swy wdzionczności
    Naród zielgi masy,
    Lasek tan nazwoł Jogielek
    Aż po wszelkie ciasy. •
    Oracja drużby.

    Nie wziem ale kole skansynu w Łolsztynku je mniejscowośc Jagiełek



  • rita100 24.04.06, 21:55
    W Działdowie i Dąbrównie
    W działdowie i Dąbrównie opowiadano o tym, że piekarze po miasteczkach
    mazurskich wypiekali ze słodkiego ciasta figurki, nazywane "Jagiełłami", a
    śmiałych, dzielnych mężczyzn zwano "Jagiełkami".
    Na Mazurach przezwisko to stało sie nazwiskiem. Obok Jagiełków spotyka się
    jeszcze obecnie nazwisko Jagiełło.
    cdn
  • rita100 24.04.06, 21:56
    W Ostródzie dzisiejsza ulica Teatralna nosiła nazwę "Mordstrasse". Prowadziła
    ona pod murem miasta. Wieść niosła, ze uciekajacy z pola bitwy pod Grunwaldem
    Krzyżacy, ścigani przez lekkie odziały polskie, litewskie i tatarskie, zostali
    dopędzeni pod Ostródą i wycięci do ostatniego. Na intencję tego 'mordu' drogę
    nazwano "Mordestrasse".
    cdn
  • rita100 24.04.06, 21:57
    W kosciele w Mielnie, przetrwała kula kamienna, rzekomo z pobojowiska
    grunwaldzkiego, a w kościele w Stębarku jeszcze w trzydziestych latach XX
    wieku pokazywano pancerz oraz buty, rzekomo pamiętające bitwę grunwaldzką. Buty
    były raczej z czasów wojen szwedzkich. Jak się okazało później przedmioty te
    przeniesiono z pałacu w Dąbrównie.
    cdn jutro smile
  • gajowy555 25.04.06, 14:17
    Świetne zdjęcia !!!
    Tralala, Ty to masz dojścia do ciekawych stronek ...
    Gratulacje .
  • rita100 25.04.06, 20:36
    I duzo zdjęć, jest na co popatrzeć, a tymczasem wracamy do legend smile
  • rita100 25.04.06, 20:37
    Inne legendy związane są z poległym mistrzem krzyżackim i komturami. Wydrukował
    je Harry Schumann, Niemiec miejscowego pochodzenia, w książce 'Unser Masuren',
    wydanej w roku 1921.
    Powszechnie znana jest dziś jeszcze legenda w tym , że na pobojowisku, w
    pobliżu miejsca, gdzie zginąć miał wielki mistrz Urlich von Jungingen, zaczeły
    sie dziać dziwy i cuda: powstało też obok kaplicy pamiątkowej jeziorko, którego
    woda posiadała cudowne lecznicze właściwości. Z ziemi mazurskiej, z Warmii i
    ziem sąsiednich ściągały na odpust liczne pielgrzymki. Chorych i kaleki po
    wysłuchaniu Mszy św. zanurzano w wodzie: doznawali cudu ozdrowienia. Trwało to
    wieki całe. Kiedyś zjawiła się jakaś pani z chorym pieskiem, a po nabożeństwie
    wykąpała swego faworyta. Pies ozdrowiał, lecz woda w jeziorze straciła cudowną
    moc.
    cdn
  • rita100 25.04.06, 20:49
    Kaplica Urlicha von Jungingena
    Podanie to ma swoje historyczne podłoże. Wprawdzie kronikarz pruski Johannes
    von Posilge, świadek owych wydarzeń, nie zaznaczył wyraźnie, że kaplicę
    ufundowano na miejscu zgonu Urlicha von Jungingena, było to jednak zupełnie
    naturalne. Bowiem w średniowieczu miejsce zgonu wybitnego wodza upamiętniano
    zazwyczaj krzyżem, kaplicą lub pomnikiem. Następca Urlicha Jungingena, Heinrich
    von Plauen zwyczajem ówczesnym postąpił tak samo. We dwa lata po bitwie
    Krzyżacy dobrze pamiętali jeszcze, gdzie się owo 'historyczne' miejsce
    znajdowało.
    Przyjaciele Jungingena mieli zebrać na ten cel 5 tysięcy marek. Kaplica
    wyposażona została świetnie i otrzymała obraz Matki Bożej, 'słynącej cudami'.
    Konsekracja odbyła się 12 marca 1412 roku. Zakon uzyskał 2 bulle od papieża
    Jana XXII, który obdarzył kaplicę "wielkimi łaskami i odpustami". Mistrz von
    Plauen zapewnił utrzymanie jednego kapłana zakonnego, sześciu księży świeckich
    i dwóch kleryków.
    Modły za "18 tysiecy poległych chrześcian" odbywały się całą dobę. Przy ołtarzu
    zawieszono 2 chorągwie krzyżackie , użyte w czasie bitwy.
    cdn
  • rita100 25.04.06, 21:19
    Po wprowadzeniu reformacji w Prusach Książęcych nikt się kaplicą nie opiekował.
    W drugiej połowie XVI wieku kronikarz pruski Hennenberger oglądał ją w stanie
    pożalowania godnym. Pastor z sąsiedniego Mielna raz do roku odprawiał tam
    nabożeństwo. Tłumy pątników przybywały stale, zwłasza w drugi dzień Zielonych
    Świąt. Władze pruskie po zapadnięciu się kaplicy w 1720 roku postanowiły
    wytępić "przesąd katolicki". Konsystorz królewiecki pociągał do
    odpowiedzialności pastora ze Stębarku - zabobonna wiara ludu była jednak tak
    silna, że jej pokonać nie zdołano.
    cdn
  • tralala33 25.04.06, 21:33
    Te gratulacje to należą się ludziom z SP7 - łoni zawdy coś ciekawego skreśló.
  • rita100 25.04.06, 21:37
    Wiem to stronka ak smile

    W ostatniej ćwierci XVIII wieku profesor uniwersytetu królewieckiego F.S.Bock
    oglądał to miejsce nazajutrz po Zielonych Świątkach: na resztkach muru dawnej
    kaplicy leżały liczne kule pozostawione przez uzdrowione widocznie kaleki,
    bielizna, części ubrań, które porzucili "wraz z chorobą" uleczeni chorzy.
    Zebrane szmaty zanoszono do papierni w pobliskim Dąbkowie, warmi ńskie czepki
    złotem haftowane sprzedawano żydom. Kościelny ze Stębarka zabierał pieniądze,
    pozostawione "na ofiarę".
    cdn
  • rita100 25.04.06, 21:38
    Owo jeziorko, a właściwie staw niewielkich rozmiarów, wykopany rękoma ludzkimi
    w odległości 50 kroków na południe od kaplicy, w ostatniej ćwierci XVIII wieku
    przypominalo raczej bagienko. Kiedy woda utraciła swą cudowną moc nikt nie
    zanotował. Odnośnie pieska, który miał to spowodować, jedni twierdzili, ze
    cierpiał na chorobę oczu, inni że na altretyzm. Według innej wersji opiekunka
    jego, to można pani z zachodu, według innych miejscowa.
    cdn
    A tak na uboczu, to dlaczego były cuda w tej kaplicy, kaplicy wielkiego
    przegranego wodza Urlicha von Jungingena i dlaczego tak ludnośc ściągała na te
    własnie msze ?
  • rita100 26.04.06, 20:43
    Dr Max Toeppen, pierwszy wielce zasłużony zbieracz baśni, podań i legend
    mazurskich, i badacz folkloru stwierdził, że niejaki Mullerhoff ze Szlezwigu, w
    ogłoszonym przez siebie zbiorze bajek i baśni tamtejszych zanieścił legendę o
    tym, iż pod Tondern w "cudownym " źródle woda straciła lecznicze właściwości po
    wykapieniu w niej chorego konia.
    W sześciedziatych latach XIX wieku "wieść gminna" w okolicach miejsca bitwy
    grunwaldu niosła, że do jeziorka spłyneła strumieniami krew pomordowanych.
    Zwiedzającym "bojowisko" pokazywano ślady kaplicym , długości 100 a szerokości
    25 stóp. Wejście do niej prowadziło z zachodu.
    cdn
  • rita100 26.04.06, 20:44
    Na wschód od kaplicy znajdowały się trzy głebokie doły średnicy 50 stóp, pełne
    kości ludzkich, dalej liczne okrągłe i owalne wklęsłości: miejscowi mieszkańcy
    uważali je za pozostałość bratnich mogił. Owe doły pełne kości zamierzano
    zarzycić kamieniami, ale co w dzień wsypano, to jakaś siła nocą je wyrzycała.
    Pastuszkowie, pasący tam bydło, wrzucali czapki, ale i te jakaś niewidzialna
    ręka z powrotem wyrzucała.
    cdn
  • rita100 26.04.06, 20:44
    We wsi Gardyny, na wschód od Dąbrówna, w końcu XVIII wieku istniały jeszcze dwa
    okopy. Ludność miejscowa utrzymywała, że to okopy krzyżackie z czasów bitwy
    grunwaldzkiej. Ale tę wieść, można miedzy bajki włożyć: Krzyżacy ani tamtędy
    nie przeciągneli ani się nie zatrzymywali w lipcu 1410 roku. W końcu XIX wieku
    na górze Kaplicznej (Kapellenberg) jedyną pozostalością pobojowiska było
    rumowisko porośnięte krzakami, jalowcami i chwastami.
    Harry Schumann, we wspomnianym już wydawnictwie Unser Masuren zamieścił jeszcze
    inną legendę, nie podając jednak jej pochodzenia.
    Legenda bedzie jutro smile
  • tralala33 26.04.06, 21:08
    Nie wiem, kiedy i nie wiem jak, ale tę kaplicę najwyraźniej (być może nie tak
    dawno) nieco - no, nie wiem, jak to powiedzieć) - zrekonstruowano, to chyba na
    wyrost. W każdym razie dziś widać więcej niż tylko ślady. Mury kaplicy na całej
    długości są podniesione i nie trzeba się domyślać, gdzie było wejście - widać
    je wyraźnie. Czy ktoś wie dokładniej, kiedy odtworzono kaplicę pod Grunwaldem?
  • rita100 26.04.06, 21:12
    Nie znalazłam tej kapliczki na zdjeciach szkoły i pewnie tego jeziorka już nie
    ma. A popatrz się Tralala, dół pod jeziorko było wykopane rękami i co z tym
    pomnikiem Urlicha von Jungingena do którego uzyto kamień Jagiełły - jest jakis
    slad ?
  • rita100 27.04.06, 20:33
    Legenda Harrego Schumanna cz.I

    "Komtur dzierzgońki nie wierzył w potęgę Zakonu i był przeciwnikiem wojny z
    Polską. Kiedy wyruszył na wojnę, zapytał go jakiś braciszek zakonny, komu
    pieczę nad zamkiem przekazuje. Odpowiedział ostro: " Tobie i wszystkim złym
    duchom, którzy tej wojny pragneli".
    Braciszek padł martwy z przerażenia, a duch jego gospodarzyć począł w zamku.
    Dusze wszystkich poległych Krzyżaków przybywały do zamku dzierzgońskiego. Po
    klęsce grunwaldzkiej zaczeły sie tam dziać okropności... Na miejsce poległego
    komtura przybył inny, ale temu źle się działo: niewidzialna ręka na własnej
    jego brodzie zawiesiła go u studni, innym razem zapaliła mu się broda, nie
    można było jej ugasić; dopiero jak uciekł z zamku - zgasła sama. Wszyscy
    mieszkańcy ze strachu opuścili zamczysko. Po dwóch latach powrócił z
    pielgrzymki do ziemi Świętej jakiś mieszczanin, kowal dzierzgoński, a
    nasłuchawszy się okropności o tym, co się na zamku działo, wybrał się, aby się
    przekonać, ile w tym prawdy.
  • rita100 27.04.06, 20:33
    Legenda Harrego Schumanna cz.II
    Na moście spotkał brata komturowego, który podobno poległ pod Grunwaldem. Ten
    oprowadził kowala po komnatach, gdzie rycerze grali w karty, gdzie z
    rozpustnymi kobietami ucztowali i tanczyli. W kaplicy, w stałlach, starszyzna
    zakonna - spała. Tak działo sie na zamku niegdyś, a obecnie... Widmo krzyżaka
    wyprowadziło kowala na dziedziniec... Rozległy się straszliwe, iście piekielne
    jęki , krzyki i narzekania.. Oto był istotny stan po klęsce grunwaldzkiej...
    Widmo Krzyżaka nakazało kowalowi donieść o tym wszystkim wielkiemu mistrzowi -
    i znikło widmo.
    Kowal udał sie do Malborka, a dopuszczony przed oblicze wielkiego mistrza,
    opowiedział, co widział i słyszał w zamku dzierzgońskim. Mistrz wpadł w gniew ,
    a żeby zapobiec rozsiewaniu gorszących, fantastycznych wieści, kazał kowala
    utopić...

    Z inną wersją ani nawet fragmentami powyższego podania mimo poszukiwań nie
    udało mi się spotkać.
    Zwracam się przeto do Czytelników, którzy znaliby tę legendę albo inne,
    związane z 'Grunwaldem', żeby zechcieli je nam tu opowiedzieć. "
  • rita100 30.04.06, 21:03
    Tralala napisała :
    Jidzie trzoda zilków bez Galincko Puszcza. Zidzó – na ziemni leżi bez ducha
    Krziżak w sztalowo zbroja zakuty. Tek jedno zilczysko mózi: ‘Patrzjata, znów
    konserwa.’
    wink))
  • rita100 15.07.06, 20:24
    15 lipiec 2006
    Za 4 lata będziemy świętować VI wieków pamiętnej bitwy.
    A własnie dziś przypada rocznica Bitwy pod Grunwaldem.
    15 lipiec 1410 rok data ogromnie ważna, w tym dniu nastąpił wieki pogrom
    Krzyżaków na polach Grunwaldu o czym świadczą zachowane po dzień dzisiejszy
    legendy.
    Bądźmy strażnikami tych legend.

    Oto zródła o tych legendach:
    1) Fr. Thumert 'Der Grosse Krieg zwischen Polen und dem Deutschen Orden,
    Zeischrift des Westpreussischen Geschichtsvereins. Gdańsk 1886, zesz XVI. s.
    51. powołuje się na Cronica Confictus;

    2) Scriptores Rerum Prussicarum, Lipsk 1866 t. III, s.333

    3) F.S.Bock 'Versuch einer wirtschaftichen Naturgeschichte von dem Konigreich
    Ost -u Westpreussen, Dessau 1783

    4) Harry Schumann, Unser Mazuren, Drezno 1921
    ------
    "Płomień rozgrzeje malowane dzieje
    Skarby mieczem spustoszą złodzieje
    Pieśń ujdzie cało"

    Adam Mickiewicz 'Konrad Wallenrod'
  • rita100 15.07.06, 23:06
    Wszyscy znamy scenę z powieści Henryka Sienkiewicza „Krzyżacy”, w której
    Danusia rzucając nałęczkę na głowę Zbyszka z Bogdańca, ratuje go przed
    wykonaniem wyroku śmierci. Był to stary polski zwyczaj, który jednak nie
    każdemu odpowiadał. Powiadano, że pewien okrutny złoczyńca prowadzony był pod
    szubienicę, gdzie czekał na niego już kat Jakub ze swoimi pomocnikami. Nagle
    przez tłum przedarła się dama o urodzie dalekiej od świetności, ratująca
    skazańca. Rzezimieszek, gdy zobaczył, kto jest jego wybawcą, rozpaczliwie
    zawołał do kata: „Panie Jakubie – wieszaj pan!”.
  • rita100 04.11.06, 20:51
    mazury.info.pl/atrakcje/grunwald/index.html
    Już z odległości kilku kilometrów widoczny jest pomnik i metalowe maszty
    usytuowane na najwyższym wzniesieniu terenu, zwanym Wzgórzem Zwycięstwa. Z
    pomnika granitowego graniastosłupa, spoglądają dwie twarze rycerzy osłonięte
    częściowo hełmami z przysłonami. Stojące obok 30-metrowe maszty z metalowymi
    proporcami ze znakami wojskowymi Polski i Litwy symbolizują chorągwie, które
    zatknięto po zwycięstwie na zdobytym obszarze wroga. Zespół pomnikowy zbudowany
    został w 1960r. dla upamiętnienia 550 rocznicy bitwy, według projektu
    konkursowego Jerzego Bandury i Witolda Cęckiewicza. W pobliżu pomnika znajduje
    się Muzeum Grunwaldzkie, ze zbiorami militarnymi pochodzącymi z badań
    archeologicznych.
    Częścią zespołu pomnikowego jest również amfiteatr na Wzgórzu Zwycięstwa. Jego
    arenę zajmuje kolista kamienna makieta, która obrazuje rozstawienie wojsk przed
    bitwą. Oznakowano na niej przypuszczalne miejsca obozów wojskowych oraz
    miejscowości: Grunwald, Łodwigowo i Stębark.
    Pod amfiteatrem mieści się małe muzeum oraz audytorium i salka kinowa, w której
    można obejrzeć fragmenty filmu "Krzyżacy", zrealizowanego na podstawie powieści
    Henryka Sienkiewicza, a.także filmy dokumentalno-oświatowe.
    Idąc szeroką aleją od parkingu do Wzgórza Zwycięstwa, mijamy nieforemną bryłę
    obeliska zbudowanego z głazów cokołu pomnika grunwaldzkiego wzniesionego w 1910
    roku w Krakowie. Został on zniszczony przez okupanta hitlerowskiego w 1939
    roku. Uratowane głazy przekazano na Pola Grunwaldu, by jako "świadectwo
    wiecznego kultu narodowej przeszłości" symbolicznie realizowało zamysł
    fundatora, Ignacego Paderewskiego, postawienia monumentu na pobojowisku.
  • rita100 04.11.06, 20:52
    "Idąc szeroką aleją od parkingu do Wzgórza Zwycięstwa, mijamy nieforemną bryłę
    obeliska zbudowanego z głazów cokołu pomnika grunwaldzkiego wzniesionego w 1910
    roku w Krakowie."

    Tralala, jek to Kraków zbudował ?
  • rita100 04.11.06, 20:53
    Gdy udamy się do ruin kaplicy pobitewnej napotkamy przed nią potężny kamień.
    Napis objaśnia, że głaz ten, od wieków zwany przez Mazurów "kamieniem Jagiełły"
    lub "kamieniem królewskim", licznymi podaniami związany był z osobą króla
    polskiego. Kaplica została postawiona na pobojowisku, jak to stwierdzają
    dokumenty i poświęcona w 1413 roku. Przetrwała około 100 lat, często odwiedzana
    przez pielgrzymów.
    Ruiny kaplicy pobitewnej, znajdującej się na Polach Grunwaldu są konkretnym
    dowodem archeologicznym świadczącym o lokalizacji wydarzeń 15 lipca 1410r.
    Kaplicę Najświętszej Marii Panny polecił wznieść w roku 1411 pośrodku trójkąta
    Stębark - Grunwald - Łodwigowo nowy wielki mistrz Zakonu Krzyżackiego, Henryk
    von Plauen, wyposażając ją w przedmioty liturgiczne pochodzące z Malborka.
    Wskutek starań wielkiego mistrza papież wydał, 6 października 1412r., bullę
    indulgencyjną z odpustem dla wszystkich, którzy nawiedzą kaplicę w oznaczonych
    dniach świątecznych. Poświęcenie kaplicy odbyło się 12 marca 1413r. Dla jej
    upiększenia sprowadzono z Malborka obrazy, m.in. N.M. Panny, a także dzwon. W
    odległości ok. 50-100m od kaplicy znajdowały się mieszkania kapłana zakonnego,
    sześciu duchownych świeckich oraz uczniów - archeologowie natrafili w tym
    miejscu na konstrukcje z kamienia podczas prac wykopaliskowych w latach 1958-
    1960. Przy okazji odsłaniania fundamentów samej kaplicy odkryto pięć grobów
    zbiorowych, zawierających według wszelkiego prawdopodobieństwa szczątki rycerzy
    poległych w bitwie grunwaldzkiej (widoczne ślady urazów bitewnych).
    mazury.info.pl/atrakcje/grunwald/index.html
  • rita100 04.11.06, 20:54
    W roku 1414 (okres ponownej wojny Zakonu z Polską i Litwą) kaplicę strawił
    pożar. Wnet ją odbudowano i wyposażono w nowe przedmioty liturgiczne, na co
    dowodem jest spis sporządzony 22 listopada 1416r. przez zakonnego kapłana Jana
    Keselinga.
    Inwentarz z roku 1442 jest pierwszym źródłem mówiącym o istnieniu probostwa na
    pobojowisku grunwaldzkim. W tym czasie kaplica jest bogato wyposażona - m.in.
    psałterz, przedmioty ze srebra, krzyż z kryształu lub ze szlachetnych kamieni
    ("brillencreucze") oraz jedwabny welon. Wymieniane są także chorągwie - lecz
    są to jedynie chorągwie kościelne, a nie sztandary wojenne zdobyte
    ewentualnie przez Zakon. Przekazy źródłowe dają świadectwo istnienia probostwa
    aż po czasy reformacji. W kronice Szymona Grunaua (uznawanego przez wielu
    badaczy za kontrowersyjnego) czytamy, iż Zakon wznosząc kaplicę uposażył ją
    sporym folwarkiem. Kaplica spełniała funkcje religijne jeszcze w I poł. XVI
    wieku. O jej znaczeniu świadczy fakt, iż w 1518r. została odrestaurowana. Nowo
    odkryte źródła pozwalają stwierdzić, iż kaplica wraz z przynależną do niej
    ziemią została przejęta w nieznanym nam momencie przez księcia Albrechta
    Hohenzollerna (1525-1568) i podarowana szlachcicowi Ebertowi von Massbach.
    W połowie XVII wieku kaplica została zniszczona przez Tatarów (co dało powód do
    zbudowania nowego kościoła w Stębarku w 1681r.). Wykonując zarządzenie z 27
    sierpnia 1720r. ruinę rozebrano, aby ukrócić "nadużycia rodzące się z
    przesądów". Mimo tego posunięcia przybywały na to miejsce pielgrzymki ludności
    z okolicznych domen. W końcu 1797r. właściciel ziemski Albrecht von Brandt
    podjął starania o wznowienie dawnego przywileju na odbywanie jarmarków w
    Stębarku. W związku z tym prosił także o zgodę na odbudowanie kaplicy. Prośbę
    jego władze pruskie jednakże oddaliły.
    koniec
    mazury.info.pl/atrakcje/grunwald/index.html
  • tralala33 04.11.06, 21:00
    "Idąc szeroką aleją od parkingu do Wzgórza Zwycięstwa, mijamy nieforemną bryłę
    obeliska zbudowanego z głazów cokołu pomnika grunwaldzkiego wzniesionego w 1910
    roku w Krakowie."

    Czy to nie było tak, że ten krakowski pomnik z 1910 roku został przez Niemców
    zburzony w czasie II wojny światowej, a po wojnie kamienie z tego pomnika
    zostały przewiezione na pola grunwaldzkie? Za to w Krakowie po latach
    wzniesiono kolejny pomnik, na którym król Jagiełło ma ponoć rysy twarzy
    rzeźbiarza? Coś mi sie tak kołacze po głowie, ale może ktoś to sprawdzi?
  • rita100 04.11.06, 21:21
    Tak musiało być. Popatrz nie wiedziałam o tym. To dlatego z taka pompą
    odsłaniano pomnik grunwaldzki w Krakowie , nawet na nim był sam Felik
    Nowowiejski z orkiestrą.
    Bardzo ładny gest z tymi kamieniami.
  • rita100 04.11.06, 21:24
    rita100 napisała:

    > Tak musiało być. Popatrz nie wiedziałam o tym. To dlatego z taka pompą
    > odsłaniano pomnik grunwaldzki w Krakowie , nawet na nim był sam Felik
    > Nowowiejski z orkiestrą.
    > Bardzo ładny gest z tymi kamieniami.

    Tak dalej je w tym kóntku
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=45428047&v=2&s=0
  • rita100 17.11.06, 21:53
    Zbzieramy siły na bitwe 1409r.
    Tak z orszakiem Zawiszy Czarnego szykujemy sia do zielkiej bitwy z Krzyżakami.
    Gdzie łóna bandzie, eszcze nie ziemy. Dokończym z kóntka ło zamku w Dobrzyniu z
    ksiójżki 'Straszne dziedzictwo' Waleria Szalan-Groele.
  • rita100 17.11.06, 21:56
    Orszak Zawiszy ruszył w dalszą drogę, posuwał się bardzo wolno, jako że nie
    wiadomo było, kędy król Jagiełło znajduje się obecnie, do niego zaś koniecznie
    dotrzeć chciał Zawisza.
    Tymczasem nad zachodem orszak jakowyś liczny zamajaczył w oddali. Rycerski byc
    musiał, bo z dala błyszczały zbroje i ostrza włóczni, więc też Zawisza w
    gotowości ludziom swym być kazał.
    - Kat wie, co zacz - rzekł do noju. Mogą być swoi, ale mogą być i łotrzykowie
    resztkami łupów po najeźdzcy żyjący.
    - Albo i Krzyżaki - mruknął Deresław, poparł go Fedar i Gietpe, a Tralala w
    strachu.
    - Co znowu ? - zawołał Ziemko. - Krzyżaki tu, na polskiej ziemi, gdy krol na
    odsiecz ruszył ? !...
    - Czemu nie ! - odburknął Svolo
    - Dlatego nie , ze Tandaradei nie śpsiewajó - mózi Tralala

    (kóntek ło Tandaradei)
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=48173671&v=2&s=0
    Tymczasem i przybysze spostrzegli snadź orszak Zawiszy i rozwijali nad swoimi
    głowami chorągiew barwną, srebrem i purpurą szyta .....
    Deresław skoczył ku Zawiszy.
    - Dla Boga ! - krzyknął - Wasza Miłość, toż litewski proporzec !
    Patrzymy wszyscy pilnie.
    - Tak ci jest ! - odparł Zawisza. - Rozwinąć łu noju chorągiew polską i mój
    proporzec z Sulimą !
    Z radoscią spełniliśmy rozkaz i barwne płaty jedwabiu załopotały w wieczornym
    powiewie, surmy zagrzmiały, aż Gajowy naczół nastrajać w puszczy gęśliki
    (skrzypki)
    Ciężkie są te proporce - prawda ?
    A jek pianknie wyhaftowane.
    Tak jedziem na bliskie spotkanie dwóch ważnych orszaków.
    Słychać gdzies w oddali gęśliki grajónce smutnó psieśń.
    cdn
  • rita100 18.11.06, 19:59
    Oba orszaki w kilka pacierzy zbliżyli sie do siebie. Na czele Litwinów jechał
    mąż poważny Jakub Gliniany z Lublina, doradca zaufany księcia litewskiego
    Witołda, ktory cenił go wielce i najtajniejsze poselstwa powierzał. Zawisza
    ucieszył się wielce.
    - Witajcie - zawołał. - Sam Bog chyba zesłał mi was !
    - Czołem ! - odparł Jakub Glinian. - Cóż jest, żem tak potrzebny takiemu jak wy
    rucerzowi ?
    - Sprawa ważna. Wiecie, ze król całe rycerstwo ściąga i ja też na wezwanie
    śpieszę. Ale prosto z Niemiec jadę, przeto dopytywać się nie mogę, kędy jest
    pan nasz, by mu służby ofiarować !
    - Krol leży teraz obozem między Bydgoszczą a Świeciem !
    - Masz tobie ! To nam z Dobrzynia nawrócić należy !
    Jadą sobie orszaki, a my z nimi, przysłuchując się dyskusji.
    - Wojna tedy bedzie ! - zauważył Zawisza - Ale kiedy? Czy teraz ? Pod zimę ?
    Źle by to było !
    - Wiedzcie tedy - rzekł Jakub Gliniany - że król Jagiełło teraz zaraz na
    Krzyżaka uderzyć chiał, tym więcej , ze Wielkopolska cała do wojny prze, pomsty
    szukając za Dobrzyn ów nieszczęsny. Więc też do księcia Witołda posłał, by wraz
    przybywał z Litwą i razem z wami uderzył na wroga.
    - To jest myśl dobra! - rzekł Zawisza - Krzyżacy odwetu tak rychłego sie nie
    spodziewają.
    - Myśl jest dobra, jeno że wykonać się nie da, bo książe Witołd bratu z pomocą
    nie przyjdzie !
    Zawisza wstrzymał nagle konia.
    - Dlaczego ? - spytał, marszcząc brwi i my tez naśladujemy minę Zawiszy i
    marszczymy brwi energicznie.
    - Bo na Żmudzi rady sobie dać nie może, jako że tam wieczna szarpanina, a
    troska ! Z ową też wieścią do Jagiełły jadę, niech czyni co chce, byle przewlec
    do wiosny, a wtedy pójdziemy i my z pewnością !

    --
    Stop, stop, zsiadajcie z koni, obóz rozłożymy.
    Słyszycie, ciiicho w oddali gęśliczek gra, któż to nadchodzi ?
  • fedar 18.11.06, 21:10
    Rito, fejn to wszystko poskładałaś. Dobrze się czyta, trochę chumoru i my tam jesteśmy. Czy dla siebie przeznaczyłaś wyłącznie rolę narratora? Kiedy Gajowy wyjdzie z puszczy?
  • rita100 18.11.06, 21:20
    Będzie Gajowy , bedzie nam śpiewał, ma dużą i odpowiedzialną rolę. Zawisza mu
    taką przyznał. Brakuje nam jeszcze aktorów Krzyżaków, bądź co bądź , ktoś musi
    te dwa miecze podac Jagielle wink))Mam nawet prawdziwego Krzyżaka , ale w takiej
    bitwie bysmy mogli przegrać, boć to może być nieobliczlny Krzyżak i wyłamac sie
    z historii może, czasmi slowem jak mieczem wojuje.
    Pytasz się Fedar jaka mnie rola przypada ? Myślę, że gospodyni będe zamku
    wawelskiego gdzie będziemy na końcu ucztować.
  • fedar 18.11.06, 21:29
    > Dobrze się czyta, trochę chumoru i my tam ...

    Ups! Jak ma mam się po waszamu gadać nauczyć, gdy po mojemu dobrze nie potrafię sad
    Powinno być "humoru".
  • rita100 18.11.06, 21:41
    Możesz tyż zamniast humoru uzywać gwarę - cyli lołna , to je humor i
    bezpiecznie się psisze wink)))
  • rita100 20.11.06, 21:39
    Tymczasem dojeżdzamy do miejsca, kędy już czeladź obozem się rozłożyła,
    przygotowawszy nocleg jak się patrzy. Dla rycerzy skleciono namiocik niezgorszy
    z opon i gałęzi, dla nas przygotowano tylko z gałęzi, a patrzcie inni rozłozyli
    się wokół ogniska co snopem płomieni strzelało w niebo, hucząc i trzaskając
    okrutnie.
    Noc jak widzicie , jesienna, ciepla była i pogodna.
    Przy ognisku piekły się olbrzymie ćwierci łosia upolowanego w drodze, a
    smakowity zapach pieczonego mięsiwa rozchodzi się daleko, aż pod sam Ciechanów.
    Z troków dobywano chleb, sól (ta z Wieliczki), bułaki winem Gajowego
    napełnione, dla rycerzy. Czeladź czyściła uznojone wierzchowce. Gwar i ruch
    zakipiały w pustkowiu leśnym.
    Kaźko Chełmicki siedział opodal ogniska z Jaśkiem i Ziemkiem i jako młodzieńcy
    mieli bardzo dużo sobie do opowiadania. Kaźko zbolały i stęskniony przylgnął do
    towarzystwa gdzie zwolna zacierały się ślady jego okrutnej tragedii.
    - Cyt, moi mili, słyszycie ?
    - Co znowu ? ! - mruknął Fedar
    - Muzyke słychać - Zawisza odpowiedział, patrząc sie w oczy zaskoczonego Fedara.
    - Rybałt (grajek) wędrowny, czy co ? - nasłuchuje też Tralala.
    Muzyka zbliża się, słychać było wyraźnie drzące tony gęśliczek (skrzypek) i
    słowa piosenki:

    Rybałt ci ja rybałt,
    Po świecie wędruję
    Dajcież że mi chleba
    Bo głód nie żartuje

    Zawisza zaskoczony
    - Toż sie wybrał ! - rzekł do nas - Kraj spustoszony, ludność w pień wycięta, a
    ten śpiewaniem zarabiać myśli !
    Ale już i Gajowy wyszedł z mroku i zbliżył sie szybko do ogniska. Był to
    wyrostek o oczach siwych, ogromnych, patrzący poczciwie i wesoło, to znów i
    strzelały ogniem niezykły.
    Ujrzawszy Zawiszę razu skierował sie doń, snadź wodza poznawszy. Capeckę z
    głozicki zerwał, pokłonił sia nisko, a potam gęśliczki do piersi przycisnął i
    przygrywkę raźną uciął do ucha:

    Ujrzałem ha łogień,
    Poczułem ziecierze
    Dajcież pokosztować
    A zagram wam szczyrze !

    zaśpiewał ochoczo.
    Zawisza rozweselony dłoń na ramieniu Gajowego położył.
    - A skąd tak wędrujesz biedoto ? - zapytał.

    Idę jo łod Tatarów,
    Idę ja bez kóńca,
    Łod wschodu miesióńczka
    Do zachodu słónca !

    odśpiewał Gajowy.
    Teraz łuż wszyscyśmy sia zgromadzili koło śpsiewaka, nawet Tralala, Fedar,
    Gietpe, Svolo i cała Warnija.
    cdn
  • tralala33 20.11.06, 21:44
    Am sia łuśnioła z łotworzono gambó smile))
  • rita100 20.11.06, 21:48
    Poczkaj jek bandziemy na bitwie, bo bandziem smileFejn legenda, taka rychtyczna.
    Oparta na prawdziwych faktach.
  • gajowy555 21.11.06, 14:59
    No jom nie ziedzioł co i na gęśliczkach zagrać potrasza. Ale niech i tak
    bandzie, jano coby Krzyżaków dopaść i Hanuś łoswobodzić...
  • ballest 21.11.06, 18:40
    RITA, prosze, Bitwa pod Grunwaldem w kronikach Krzyzakow nazywana jest sporem,
    a nie bitwa i do dzisiaj Polacy nie udowodnili ze sie odbyla, choc to od lat
    historycy probuja!
    Wiele historykow uwaza, ze ta bitwa to wymysl Dlugosza, tak jak bitwa na Psim
    Polu, o ktorej dzisiaj wiemy, ze odbyla tylko w umysle KADLUBKA!
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • rita100 21.11.06, 20:13
    Ballest - nie możesz mnieć pretensji, łobacz tylo na tytuł wątku:
    'Szlakiem legendy grunwaldzkich'
    Legendy przechodza z pokoleń na pokolenia z legendami sie nie walczy.
    Tak pozwól noma mnieć te legendy.
    Z legendami nawet się nie dyskutuje , one są i nikt nam je nie odbierze.
  • ballest 21.11.06, 20:28
    Rita, wiem, ze to jest legenda, ale Polacy mysla, ze to prawda!
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • rita100 21.11.06, 20:34
    ballest napisał:

    > Rita, wiem, ze to jest legenda, ale Polacy mysla, ze to prawda!

    haha, Ballest , kóniec. Legenda oparta na faktach autentycznych.
    Przykro mi , ale bitwa wielka była i nikt mnie nie przekona , że białe to
    czarne, a czarne to białe.
    Wystarczy tylko przeliczyć ilość soli wywiezionej dla Jagiełło do walki z
    Krzyżakami, a juz wiemy jaka to była ogromna liczba.
    A teraz pozwól nam dalej sobie opowiadać o Jagielle - był i zył napewno.
    Pozdrawiam i żadnych klinów w tym watku już nie wsadzaj.
  • ballest 21.11.06, 20:59
    rita, faktem jest, ze Polacy wierza w to co Sienkiewicz na ten temat napisal,
    zapominajc, ze to jest powiesc, a nic innego1
    Rita a kiedy znajda te kosci ktorych od lat szukaja Polacy, a wiec jak ich nie
    znajda, to byl to tylko spor, tak jak w archiwach krzyzackich jak BYK stoji.
    Tak to bywa, kolejny mit, kerego nie byuowink

    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • rita100 21.11.06, 21:19
    Ballest, szanuje Twoje zdanie, ale się z nim nie zgadzam. Kości to ja już nie
    znajdę ani swojej matki , ani brata, a tez tam gdzieś leżą, chociaz umarli nie
    wiele lat temu. Zagdka kości walczących jest rozwiązana. Nie przeczytałeś
    całego wątku, gdzie mowa jest o kościach i ich składowaniu. Kości są w
    korzeniach drzew.
  • ballest 21.11.06, 22:51
    w korzeniach drzew; he, he !
    Dobre, to po co je szukaja jak to wiedza?
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • rita100 22.11.06, 20:16
    No widzisz , prawde mówimy. Po tylu wiekach koście pochłonęły i oplątały
    korzenie drzew. Nikt przecież nie bedzie wykopywał drzewa by je odnaleź.
    Jak już mamy w tej bitwie Ballesta, to też moze być aktorem i najbardziej
    pasuje mi do roli tego.. von....Jungingena, abo może posłem wręczającym nam dwa
    nagie miecze. Zgadzasz się Ballest ? wink))) Takie role tez ktoś musi odgrywać.
    Na ten moment zostaniesz Wielkim Krzyzakiem von Ballest. wink)))) No ale
    cierpliwie czekaj na moment bitwy, dopiero co się zbieramy i ustalamy taktykę.
    W miedzyczasie opiekuj się naszą Hanusią, którą żeście porwali.
  • rita100 21.11.06, 20:11
    Gajowy , lobaczysz i Hanusie łoswobodzisz. Tlo najpier trza Krzyżaków pokonać.
  • rita100 21.11.06, 20:14
    - A czyjże Ty jesteś Gajowy ? - spytał stary Deresław.

    Rycerski jó synek,
    Klejnotny, herbowy,
    Zarobie se grosza
    Wróce w dóm łojcowy !

    - zanucił butnie Gajowy i zagrał siarczyście aż skry poszły.

    Zrozumieli wszyscy. A dla tych co nie zrozumieli wyjaśniam, ze pełno było
    wówczas rycerstwa ubogiego, co w pocie czoła zagon niewielki uprawiając na
    chleb dla rodziny wystarczyć nie mogli. Synowie rodów takich zazwyczaj w służbę
    możnych rycerzy szli, dorabiając sie pod ich opieką imienia i dostatku; uważani
    też byli inaczej niż czeladź pospolita.
    Taki śpiewak wędrowny z gęśliczkami, biedy nie zaznał, bo tak wędrując po
    kraju, rad widziany wszędzie, jako że wszyscy w Polsce za pieśnią i graniem
    przepadali okrutnie.
    - No, ale przecie na roli siedzicie ? - zagadnęła Tralala
    A Gajowy obertasa zawiódł, aż echo do Ciechanowa doszło.

    Oj, dwa stajnia bagna,
    Oj, dwa stajnia piasku,
    Oj, sztyry suche wierzby,
    Oj, zieleń, kieby w lasku !

    Śmiech buchnął, wszystkim się śpiew podoba
    - Ho, ho ! Tos ty bogacz ! - żartujemy.
    Gajowy nie strapsił sia, jeno łodśpiewoł:

    Bogacz ci ja, bogacz
    W syrcu mom dar Boski;
    Jek zagram, zaśpiewam,
    Porozpędzam troski !

    Łokrutnie sia wszystkim to spodobało, a Zawisza rzecze - choć śpsiewasz jek
    szpak, ale głodny i strudzony być musisz. Posil sia z noma.
    - A jakże cię zowią ?
    - Staszek jestem, Jarosza Jastrzębczyka syn, co hen, pod Koscieliskiem zagon ma
    swój.
    - Hej ! Jarosz Jastrzębczyk ?! Toż znam go chyba - chadzał tatulo twój na
    wojnę ?
    - Ho, ho ! I nie raz. Z panem z Melsztyna hen, aż pod Worsklą był. Stamtąd też
    strzałę tatarską w nodze przyniósł, od którego czasu kaleką sie stał i
    zbiedniał do reszty !
    - On! On sam ! Dzieckiem mnie znał; z rodzicem mym drużył się!.... Hej, nie
    zaznasz wiecej biedy, chłopcze; do siebie cię biorę
    - Rybałt pobiegł rozpromieniony do Zawiszy dziekując.
    - Pamiętaj jeno - odparł wesoło Zawisza - byś mi troski i smutki rozpędzać
    potrafił...A teraz ruszaj jeść i odpoczywać.

    Ale Gajowy natychmiast rusza w naszą stronę, by jeszcze nam zaśpiewac , nam
    świadkom tej wzruszajacej chwili.
    I tak przy ognisku niesie echo słowa tej piosenki, tak po góralsku:

    Przyszły tu Krzyżaki,
    Przyszły do nas w gości,
    Chleb powyjadali,
    Zostawili ości!
    Ości zostawili,
    Ziemię spustoszyli
    Bodajby sie sami
    Przódy udławili !.....

    Śpiewka cichła, słabła, aż zginęła w gwarze hucznym wokoło ogniska, bo ziyta co
    zinko to tyż popijalim.
    Wszak to buł cias relaksu.
  • rita100 22.11.06, 20:17
    To ruszamy dalej do rozłożonych wojsk polskich na obszernej równinie
    nadwiślańskiej. Z dala bielą nam się namioty starszyzny, budki z drzewa ,
    szałasy z gałęzi sklecone, a wokoło ognisk gromady ludzi. Jedziemy, jedziemy i
    co nóz spotykamy takie obozowiska rozłozone, to znów stada koni pasących się na
    bujnych łąkach nadwiślańskich. Mijamy własnie gromadkę rycerstwa pod ciemną
    ogromną topolą stojących. Nagle zatrzymujemy się, bo Zawisza zeskoczył z konia
    i szybko iść począł ku jednej gromady, stojącej trochę na uboczu.
    Z ciekawością przypatrujemy sie co ten Zawisza robi.
    A on zbliża się do człowieczyna niepozornego, szyszak z głowy zerwał i piórami
    jego ziemię zamiótł w pokłonie. Jakub Gliniany poszedł za jego przykładem.
    Deresław do nas
    - Czapki z łbów ! Przed panem stoicie !
    Tralala, Gietpe, Gajowy, Svolo, Fedar i ja , wszyscy stajemy jak słupy soli ze
    zdziwienia.
    - Jakże to ?.... szepnęła z wielkiego wrażenia Tralala, bo już poznała....
    - To Władysław Jagiełło, król nasz, pan miłościwy ! - dokończył Deresław cicho.
    Ballest , gdzieś tam w krzakach , aż sie wystraszył, przeciera oczy , nie
    dowierza, to prawda li tylko bajka - to sam król idzie na potyczkę z
    Krzyżakami ?
    cdn
  • rita100 22.11.06, 20:18
    Tymczasem Zawisza skinął do nas, ze mozemy sie oddalić i znaleź miejsce na
    odpoczynek. Rycerze zaś zostali z królem.
    - A ja myślałem , że król chadza w koronie - zaczyna gadke Fedar
    - W skarbcu ona leży i na uroczystości jeno wielkie król zakłada - tłumaczy
    Tralala
    - Wszelako ładniej by było w koronie ! - upierał się Fedar.
    - Jużci ! - drwi Gietpe - Ujrzysz ty, jako i bez korony panem a władcą być
    potrafi ! A nie daj Boże w gniewie go zobaczyć !
    - Ej, żartujesz chyba Gietpe ! - docina Tralala. Toż dobrze jeno z łoczu mu
    patrzy !
    - Bo dobry człek z Jagiełły jest, tylko wszelako biada temu, kto z cierpliwości
    wyprowadzi go - ciągnie Gietpe.
    - Dajże Boże, by i na Krzyżaków rozgniewał się, to i my skorzystamy na tym ! -
    wtrącił twardo Gajowy i łostro zagrał na gęślikach swoją solówkę:

    Chciałbym być królem
    Cóżbym zrobił wtedy ?
    Wszystkich grajków
    całego świata
    sprowadziłbym do siebie
    i grać im kazał
    a spiewać dzień cały

    - O, wa! To ci rozkoszne ! Dobra muzyka, ale przy innych rzeczach - cicho
    podchodząc Zawisza wplata słowa.
    - A ja to bym chciał turniejów, łowów.... - wtrąca Svolo i gdybym był królem
    to wszystkich rycerzy największych na zamku w Morągu bym miał i turnieje
    urządzał.
    Śmiech huknął wokoło.
    - A ty Fedar, cobyś zrobił królem zostawszy ? - śmieje się Tralala.
    Fedar brwi ściągnął surowo i rzecze krótko i treściwie pamiętając o Dobrzynie:
    - Krzyżaków gnębiłbym ! - odparł twardo - Dzień i noc, bez tchu, bez spoczynku,
    biłbym ich, ścigał, prześladował, w pień wycinał, jak gadzinę jadowitą !

    Słusznie mówisz Fedar, jak prawdziwy waleczny Prusak, gdzieś z puszczy unosi
    się głos
    - Bić ! bić ! - rwali sie wszyscy.
    Gajowy, by rozładować bojową sytuację , ujął gęsliki, cicho i słodko przygrywać
    zaczął.....
    cdnj
    --
    O jenu, uciekam, ale zawierucha.... a to jeszcze nie 1410 rok.
  • ballest 22.11.06, 21:31
    Rita, ale fajnie tu prawiszwink
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • rita100 22.11.06, 21:34
    To którego Krzyżaka będziesz odgrywał ?
  • ballest 22.11.06, 21:43
    Ulricha wink
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • rita100 22.11.06, 21:51
    dobra , bedzie , ale musisz czekać na bitwe decydującą.
  • rita100 23.11.06, 20:07
    I ująwszy skrzypki Gajowy cicho i słodko przygrywać zaczął.....
    Ten i ów przystanął, słysząc muzykę i nie odchodził już. Dziwneż bo to było
    granie - słychać w nim było szum borów i wichru łkanie, tęskny śpiew matki nad
    kolebką syna, i ligawkę pastuszą, jak w noce wiosenne zawodzi nad strugą. Więc
    słuchali chciwie męże rycerni i serca pod pancerzem kowanym wzbierały in
    tęsknotą, a smutkiem nieznanym.....
    Tymczasem wieczór uczynił się zupełny. Na niebo rumiane od zórz jesiennych
    poczęły z wolna występować gwiazdy, migocące jak brylanty na purpurowym tle.
    Cicho było, jeno ogień trzaskał złotymi iskrami, oblewając łuną twarze,
    skupione i zasłuchane....
    A Gajowy grał coraz ciszej, coraz rzewniej...
    I naraz popłynęła psiosenka żałosna:

    Hej, ty polsko ziemio,
    Ty Piastów dziedzino!
    Twe groby spalone,
    Rzeki twe krwią płyną
    Obcych w dom przyjęłaś
    I chlebem i solą...
    Zapłacili-ć za to
    Krzywdą i niedolą !....

    .....Głos leciał dalej , dalej....aż zginął kędyś w pomroce !.....

    A Krzyżacy , gdzieś tam jadą śpiewając słynną swoją pieśń Tandaradei.
    cdn
  • rita100 23.11.06, 20:08
    Pobutka, już jest rano ! W całym obozie polskim zapanował ruch. Przybył poseł
    Witołdowy. Będzie-li pokój czy wojna ? Każdy ciekaw jest okrutnie.
    Dzwięk trąbki - król wzywa do swojego namiotu kilkunastu najprzedniejszych
    rycerzy na naradę.
    (zainstalowany podsłuch pozwoli nam śledzić obrady krola z rycerzami, tak
    cichutko słuchajmy)

    Zbigniew z Brzezina, marszałek koronny, do posła litewskiego się zwrócił.
    - Mówcie tedy, że książe Witołd z wiosną na pewne połączy sie z nami ? -
    zapytał.
    - Na pewno! - odparł stanowczo poseł. - Z tym jadę tu.
    - Ba - zaczął król - wiem ja, iż brat mój zamiary ma dobre, wszelako nieraz już
    Krzyżaków powstrzymał i przeszkodzić im potrafił w swoich knowaniach.
    - Nigdy , miłościwy panie ! - zawołał poseł. Teraz właśnie nic uczynić nie
    mogą !
    - Dlaczego ? - spytał Andrzej z Prochowa, starosta Wielkopolski.
    - Bo sam z nimi obrachunki ciężkie ma za Żmudź ową nieszczesną. Teraz jeno z
    księciem Świdrygiełłą para sie, więc na razie nic czynić nie może, ale z wiosną
    i tej troski zbedzie się !
    - Czekaj no ! - zawołał żywo Powała z Taczewa, rycerz znamienity. - Sprawa
    wikła się, bo właśnie Krzyżacy doprowadzić chcą do tego, by król, a pan nasz
    miłosciwy od spraw żmudzkich odsunął się zupełnie, żadnej pomocy ksieciu
    Witołdowi nie dając ! Więc jakże bedzie ?
    Zawisza milczący dotąd podniósł się.
    - Wszkże to można im przyrzec bez wahania - rzekł żywo. - Rozejm do wiosny jeno
    trwałby. Przez zimę Krzyżacy na Żmudzi niewiele bedą mogli poczynać, a na
    wiosnę my im na karki wsiądziemy, bo i rozejm ustaje !
    - Słusznie ! Dobrze mówi ! - odzywają sie głosy w namiocie i poza namiotem przy
    podsłuchu. Wszyscy zacieramy dłonie z madrości naszego znakomitego rycerza
    Zawiszy.
    No ale dalej słuchajmy co radzą rycerze.
  • rita100 23.11.06, 20:09
    - Czy tylko przytoi nam - ozwała się Tralala - zwycięzcami dotąd będąc, do
    rozejmu dążyć, jakoby do niemocy się przyznając ?
    Ale się król obruszył na Tralalę
    - Co znowu ! - zawołał...- Wżdy oni sami pierwsi nasłali tu posła od krola
    Wacława, ktory do zgody usilnie nas namawia ! Oni to, nie my, do pokoju dążą !
    - Prawda ! Prawda! Toż teraz jeno zmusić ich trzeba, by sami, pierwsi o rozejm
    prosili ! - odezwała się Tralala
    - Otóż to ! - ozwał się Fedar - A niełatwa to sprawa skłonić ich do tego,
    zważywaszy chytrość ich niesłychaną !
    - Ba ! - odrzekł Wojciech Jastrzębiec, biskup poznański. - Jest przecie rzecz
    większa od chytrosci, a to chciwość niepohamowana - pokażcie im jeno cień zysku
    jakiegoś lub łupu, a w piekło gorejące skoczą bez wahania !
    - Słusznie mówicie ! - rzekł Jagiełło - Ot i teraz o to im idzie, by tą
    nieszczęsną ziemię Dobrzyńską w pazury pochwycić. Dlatego to chcą, by Wacław
    czaski sprawę tę rozsądził między nami, bo on jako im oddany, na ich stronę
    przychyli się !
    - A co nam szkodzi zgodzić się na sąd ów ? - zawołał Zawisza. - Zyskamy na
    czasie, by przygotować się lepiej do walki, a i oni tego jedynie pragną.
    Naradzać się tedy poczęli - ale wnet przerwano im, bo straże dają znać, że
    poselstwo krzyżackie wysłane przez von Ballesta przybyło.
    Prosić do nas poselstwo od Krzyżaków - zawołał król.
    cdnj
  • rita100 23.11.06, 21:17
    Tak , Akszugora trza jeszcze do scenariusza wpsiasać. Napewno bandzie brał
    łudział w bitwie. No ale jek łon wytrzyma długą modlitwe Jagiełły ? wink))
  • ballest 23.11.06, 21:57
    "Hej, ty polsko ziemio,
    Ty Piastów dziedzino!"

    Oj Riciuniu, Piastowie to nie Polacy co tu sugerujesz!
    Mysle, ze wiesz o tym!
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • rita100 23.11.06, 22:12
    Ale my jich tak nazywamy - Polska Piastów. No ale poczkaj i na misje Krzyżacką
    i pamnientaj o Prusaków , to jich ziamnia. Pamnientaj tyź ło trzech powstaniach
    pruskich przeciw Krzyżakom.
  • ballest 23.11.06, 22:30
    Pamientej fto tych Krzyzakow sprowadziou!
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • rita100 24.11.06, 19:48
    ballest napisał:

    > Pamientej fto tych Krzyzakow sprowadziou!

    Pamnientam, ale tlo do pomocy, nikt im ziami nan własność ni dał. Sami siłą
    łodbierali Prusakom.
  • rita100 24.11.06, 19:52
    Zjawiło się w obozie poselstwo krzyżackie. Patrzcie w białych płaszczach,
    lśniących zbrojach, z pękami piór pawich na hełmach. Wystrojeni w całej
    rozciągłości.
    Krzyżacy jechali wolno, na czele von Ballest, rzucając wkoło wzrokiem
    pogardliwym jak pogromcy lub władcy.
    Wśród ludu zrobił się pomruk. Zdzisław z Brzozowy przeprwoadzają posłów
    krzyżackich zwrócił się do tłumu:
    - Cicho tam! - Wżdy posłów wiodę, pomnijcie o tym.
    Tymczasem Jagiełło stał u drzwi namiotu.
    Posłowie nadjechali , zeskoczyli z koni.
    - Jam jest Werner von Tettingen, wielki szpitalnik - rzekł najstarszy - a to
    Albert, graf von Schwarzberg, komtur toruński i Fritz von Schwanenfels, brat i
    rycerz znamienity. Przybywamy tutaj tez z kronikarzem von Ballestem w imieniu
    Wielkiego Mistrza po odpowiedź ostateczną.
    - Miło nam powitać dzielnych rycerzy Zakonu - odparł Jagiełło poważnie -
    wszelako powiedzcie jasno, jakiej odpowiedzi czeka Wielki Mistrz ?
    Nie w smak było posłom i von Ballestowi, że od nich pierwsze słowo o rozejmie
    wyjść miało, król jednak milczał, milczało rycerstwo całe, milczeliśmy i my,
    radzi nie radzi więc zacząć musieli.
    - Idzie to o to - rzekła Werner von Tettingen - czyli zgadzacie się na to, co
    poseł króla Wacława przedstawił wam, królu ?
    - Żeby on rozjemcą był ?
    - Tak. A zanim sąd jego zapadnie, by ludzi ni czasu nie marnować darmo na
    utarczki drobne.
    - Jakże to ? - spytał Jagiełło spokojnie.- Rozejmu chcecie ?
    Chytry Krzyżak i von Ballest skręcił się na miejscu.
    - My ? - zawołał z udanym zdziwieniem.- Myślałem że wy, panie, życzycie go
    sobie !
    - Czyliż posyłaliśmy do was z tym żadaniem ?
    - Nie to - odparł von Ballest układnie. - Jeno my tu na zimę warownie mamy i
    dach nad głową, łatwiej nam zimę przetrwać niż wam.
    Jagiełło wstał i do posłów podszedł.
    - Rycerzu von Tettingen i kronikarzu von Balleście - rzekł sam król. - Dlaczego
    mam i sobie oczy mydlić chcecie ? Wiadomo przecie, że jak zima dla nas ciężka
    być może, to i dla was też lekką nie bedzie; wojska macie mało -
    rozzuchwalonego i śpiewającego Tandaredei i niekarnego - co lepsze hufce
    zaciągać dopiero musicie na nowo i jeśli mowicie, ze my rozejmu chcemy, toć wam
    stokroć więcej go trzeba !
    Posłowie zębami zgrzytnęli, widząc się odkrytymi - von Ballest odrzec coś
    chciał - ale król przerwał mu, ręką skinąwszy.
    - Szkoda słów próżnych - rzekł krótko. - Powiedzcie od razu, jakiego zakładu
    chcecie, jeśli na rozejm do wiosny zgodzimy się ?
    - Dobrze, powiem jasno - odparł von Tettingen.- O ziemię Dobrzyńską tu chodzi,
    rościcie sobie do niej prawa, a my swoich też nie ustąpimy - niechże nas
    rozsądzą ! Niech wyjdzie na jaw niewinność i krzywda nasza ! - dorzucił,
    wzdychając ogromnie von Ballest.
    Król zmarszczył brwi niecierpliwie.
    - Do rzeczy! Do rzeczy! - rzekł ostro
    - Otóż - ciągnął von Tettingen - Wielki Mistrz żąda by ziemia Dobrzyńska
    została w naszym ręku, póki król Wacław nie przesądzi jej wam abo nam, wy zaś
    królu przez czas rozejmu nie bedziecie pomagać Żmudzinom przeciw nam.
    - Zgoda ! - rzekł Jagiełło.- W zamian zaś przyrzec musicie, że wszelka ludność
    ziemi owej, jako czasu wojny siedziby swe opuścić musiała, do siedzib tych
    powróci, żadnego prześladowania ni krzywdy nie doznająć.
    - Przyrzekamy w imieniu Wielkiego Mistrza i całego Zakonu! - odparli Krzyżacy.

    Sprawa była zakończona. Teraz musze jako pisarz Jagiełły wygotować akta,
    przypieczętować, a tymczasem Jagiełło ugościł poselswo piciem i jadłem.
  • rita100 24.11.06, 19:57
    Krzyżacy zostali chętnie, znużeni byli i głodni.
    Służba poczeła znosić przekąski obfite, dzbany miodu i wina. Rycerstwo polskie
    dwornie choć ozieble traktowało posłów. Poznaj von Ballest Zawisze Czarnego ,
    najznakomitniejszego rycerza ze znakomitych, sława jego po całym świacie
    biegnie. Zna obyczaje rycerskie i grzecznoscią nie gardzi. Zawisza się zimno
    uśmiechnął, ale kiedy podszedł do Fritza von Schwanenfelsa Zaisza az drgnął i
    powiedział:
    - Darujcie, że dłoni wam nie podam, lękałbym się, by jej nie splamiła po
    zbójecku przelana krew Chełmickiego, która na wszym rękach jest. Spalenie
    całego zamku w Dobrzynie i zamordowanie okrutnie całą rodzinę Chełmickich.
    Jedynie Kaźkowi, najstarszemu synowi udało sie wyratować. Dokładnie chodzi o
    tym kóntek:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=44148744&a=52252445
    - Dziś posłem jesteście, nie można was ruszyć, ale tam za namiotem czekają
    ludzie , którzy byli świadkami tego zdarzenia. I niech kronikarz von Ballest
    zapisze w swojej kronice o tych okrucieństwach. I wiedźcie , że Hanusia do nas
    wróci.

    I tak zakończyło się poselstwo Krzyżaków. Do wiadomości Kaźka i Gajowego trzeba
    dopowiedzieć , że Hanusia znajduje się w starym dworku Kunegundy Wolle pod
    Olsztynkiem zamknięta w wieżycce. Następnie została uprowadzona do Schonau
    gdzie przebywa u Grety von Dornfeld pod pieczołowitą opieką. O jej majątek
    walczą między sobą wszystkie rody niemieckie.
  • ballest 24.11.06, 21:37
    Brawo Rita, fajnie to robisz, muszam przyznac!
    Bravissimo!
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • ballest 24.11.06, 21:30
    rita100 napisała:

    > ballest napisał:
    >
    > > Pamientej fto tych Krzyzakow sprowadziou!
    >
    > Pamnientam, ale tlo do pomocy, nikt im ziami nan własność ni dał. Sami siłą
    > łodbierali Prusakom.


    Oj, nie dostali ja od Papieza.
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • rita100 24.11.06, 21:43
    To było zfałszowane, calkiem powaznie ci godam.
    Widze co rola Krzyżaka bardzo ci sia lejduje (podoba)
    Ale były takie czasy kiedy szlachta niemiecka była pod polska chorągwią i razem
    walczyli. Może po tej potyczce pod Grunwaldem zrozumiesz , ze waro
    współpracować ku chwale dobra i sprawiedliwości.
  • ballest 24.11.06, 23:09
    W sporze pod Grunwaldem bralo udzial bardzo duzo Niemcow po polskiej stronie,
    np:Zyndram Z Maszkowic czy Marcin z Wrocimowic.
    pl.wikipedia.org/wiki/Zyndram_z_Maszkowic
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • rita100 25.11.06, 20:30
    No łobacz, malo ło tam wspominają. Może po potyczce pod Grunwaldem więcej
    powiesz o nich, o Zyndramie z Maszkowic. A jakiego herbu on był ? Nie czasami
    zerwikaptur ?

    Ale nolazłam w Sienkiewiczu jak bardzo pięknie pisze o wojownikach niemieckich.
    Szlachcice Polskę zdradzali, a niemieccy wojownicy nie, walczyli o Polske do
    końca, wprawdzie za pieniądze, ale bohatersko zginęli w "Ogniu i mieczu".
  • rita100 25.11.06, 20:35
    Zbliżała sie zima. Wojska polskie po zawarciu rozejmu do domu ruszyły. Król
    natomiast z orszakiem nielicznym rycerstwa doborowego na Litwę podążył, kędy w
    miesiącu grudniu z księciem Witołdem się zjechał na naradę o wojnie przyszłej.
    Do narady tej przypuszczony był jeno Mikołaj Trąba, podkanclerz koronny i
    Saladyn, carzyk tatarski. Co uchwalono tam, nie wiedział nikt, może sławni i
    wielcy rycerze wiedzieli, ale nie zdradzili się niczym. Dlatego musimy być
    ciicho, by Krzyżak von Ballest nic się nie domyślał i nie doniósł Zakonowi.
    O jednym nie wątpił nikt, ze na wojnę wielką się zanosi i radość zapanowała w
    całym kraju.
    - Raz przecie zmierzyć się trzeba z Krzyżakami - powiedział szeptem Gajowy,
    grajek rycerski.
    I kto żyw, do boju się gotował, stare zbroje odkurzał, rzemienie sadłem
    smarował by zmiękły; brzeszczoty wyszczerbione ostrzył i wygładzał...
    Fedar się zaniepokoił z jednej przyczyny i rzecze:
    - Bój , bojem, jeno jak wyżywić taką chmarę ludzi ?
    - Może jakoś bedzie ? - powiedziała zapobiegliwa Tralala - Chyba każdy dla
    siebie żywność wiózł będzie! - dopowiedziała.
    - Nie bójcie się ! - rzekł Akszugor - Da sobie pan nasz radę i nikt z
    pewnością, ni człek ni bydlę głodu nie zazna!
    I jakoś zgadł. Niedługo po naszej rozmowie, gdy śniegi spadły, król łowy
    okrutne zarządził, w których prócz rycerstwa towarzyszącego panu, parę tysięcy
    łuczników i naganiaczy brać miało udział. Olbrzymia, tajemnicza Puszcza
    Białowieska roiła się od zwierzyny, przeto i łowy zapowiadały się niebywałe.
    - Łowy też to bedą, łowy - wszyscy z radością wykrzyknęliśmy. Pójdziemy na
    łowy, a Ballest niech się tymczasowo schroni w zamku w Malborku przy boku
    Wielkiego Mistrza. Krzyżacy chyba nie polowali, nie wprawieni są w sztuki
    mysliwskie, bo to pewnie za nich robili Prusaki.
  • rita100 27.11.06, 20:53
    - Łowy też to będą łowy ! - cieszyli się wszyscy.
    - A co najważniejsze - dodał król Władysław Jagiełło - że dwie pieczenie
    upieczemy przy tym ogniu.
    - Jakże to ? - pytał ciekawie Gajowy
    - A no, zwierzynę zabitą, zaraz tu na miejscu solić i w beczki pakować każę -
    odparł król - i dla wojsk przyszłych żywność przysposobim !
    Tak więc sól z Wieliczki przybywała, a górnicy wieliccy zaczęli pakować tą sól
    i do króla wysyłać, a za pieniądze z soli Wieliczka Kraków zbudowała, bo trzeba
    pamietać , że sól w tym czasie kosztowała tyle samo co złoto.
    - O, jak żywo ! - wykrzyknął Fedar
    - Jeno jak przywieźć taką moc beczek ? - zafrasowała się Tralala.
    - A kto by je tam przewoził ? - rzekł Jagiełło wesoło - Mało to strumieni i
    rzek puszą ową przepływa ? A wszystkie do Wisły dążą! Z wodą tedy na tratwach
    beczki owe puścimy, a gdy raz do Wisły się dostaną, łatwiej już potem będzie
    odstawić je, gdzie należy.
    Wszyscy się cieszyli na łowy one i zawczasu oszczepy i kusze gotowali.

    Fedar patrzył co chwile na Gajowego, ktory przebierając od niechcenia palcami
    po strunachm gwizdał coś przez zęby.
    - Hej, Gajowy - spytał Fedar - A ty nie pójdziesz jutro z nami na łowy ?
    - Czamu ? - zdziwił się Gajowy
    - A bo broni nie ostrzysz, ni opatrujesz !
    - Dajże mu spokoj! - wtrąciła szybko Tralala - Nie widzicie , ze on właśnie
    broń gotuje ?!
    - Jak to ?
    - A no, gęśliki swoje - mówi Tralala - Jak zagra jutro w puszczy, tak wszystkie
    niedźwiedzie tańcować poczną, a on je jakoby na sznurku powiedzie, aż same do
    beczki powłażą! Jeszcze jeden drugiego nasoli i pokrywą przybije!
    smile
    Śmiech wybuchł tak ogromny, że aż Malbork zaczął sie trzaść od echa głosów
    ogniskowych.
    Gajowy gęśliki chwycił i zagrał siarczyście i huknął z całej piersi:

    W Białowieskiej Puszczy,
    Sprawił wilk wesele -
    Zaprosił niedźwiedzia
    I żubrowe cielę:

    Zjadł gospodarz gościa,
    Zjadł gość gospodarza -
    Tak to się na godach
    Nierzadko przydarza ! - Hu! Ha!

    - Jeszcze! jeszcze! - wszyscy wołali.
    Ale na środek obozowicka poczet rycerski zajechał...
    cdnj
  • tralala33 27.11.06, 21:04
    Wesoło noma przed ta zielga bitwa, nad podziw. I Akszugor do noju przyszed. No
    jó mysłała, co łon bandzie samotnie bez puszcza chodził, z duchami przodków
    godał i klenska Krzyżaków przepowiadał.
  • rita100 27.11.06, 21:16
    Prusakom tyż chyba zależało na wyzwoleniu. Tymciasem pomaga nam w polowaniu.
  • rita100 28.11.06, 20:25
    A oto, dajcie pozor, wjeżdza do naszego obozu poczet zbrojny. Na czele
    wspaniały czarny rycerz. Przybywają z krain południowych. Stroje barwne,
    bogate, zbroje cudowne.
    - Kto to ? - pyta szybko Fedar
    - To starosta radomski Dobrogost z Odrzywoła, Czarnym zwany ! - odparła
    Tralala, poznawszy ich jeszcze z lekcji histori, gdyż ona jednynie uważnie
    słuchała swojej pani od historii.
    - Ciekawe czy na łowy jeno przybył czy po zlecenie od króla - spytał
    zaciekawiony Gietpe.
    - Ej, mnie sia zidzi co nawet ptak nie przyleci darmo, jeno wszystko do wojny
    sia szykuje - rzkła Talala.

    Jakoż istotnie starosta radomski w ważnej sprawie przybywał. Szło tu o most na
    Wiśle dla wojsk polskich. Niełatwa to rzecz przeprawa tylu ludzi, koni i wozów,
    zwłaszcza, że po przejsciu natychmiast most taki niszczony być musiał - zatem
    król jako wódz doświadczony zawczasu przygotować rozkazał most łyżwowy, to jest
    taki, który nie po palach wbijanych w dno rzeki, jeno na czółnach oparty jest,
    a przeto nie tylko składny i rozkładany, ale i przewożony byż może.
    Otóż właśnie staroście radomskiemu król polecił wyszukanie mistrza sztuki
    pontonierskiej.
    - Nie ma strachu, miłościwy panie! - rzekł wesoło rycerz Czarny - Sławny
    Jarosław z Płocka to mistrz nad mistrzem!
    - To dobrze ! - rzekł król - O to własnie idzie.

    Tak most będzie wyszykowany, my pojdziemy jeszcze na łowy, a potem , zeby
    Ballest sie nie zanudził przeniesiemy się do zamku krzyżackiego tam gdzie
    siedzi uwięziona Hanusia. Będziemy wiedzieć jak Krzyżacy się przygotowują do
    tej bitwy.
  • rita100 29.11.06, 20:41
    Nazajutrz sądny dzień zaczął się dla mieszkańców puszczy: od świtu do nocy
    grzmiały w ostępach surmy, rogi i trąby, rozlegały się wycia psów i krzyki
    naganiaczy. Łosie , żubry, dziki , jelenie...Ginęlo też tysiące podlejszej
    zwierzyny, jako to: rogaczy, saren , zajęcy. Te jednak czeladź już tylko
    zabijała, rycerz bowiem potykać się mógł tylko z takim zwierzem, który kły,
    rogi lub pazury mając, dla życia ludzkiego groźnym był; łowy nie połaczone z
    niebezpieczeństwem, na zwierza łagodnego i płochliwego, ujmę czci rycerskiej
    przynosił, jako mord prosty na bezbronnym dokonywany.
    --
    Taka była taktyka i mentalność łowów królewskich.
    Tera łostawiamy łowy i przeniesiem sia do zamku krzyżackiego.
  • rita100 01.12.06, 21:55
    Wracamy do zamku w Schonau, w którym to zamknięta jest Hanusia. W komnatach
    gwar wesołej biesiady rozbrzmiewał. Tandaradei śpiewano naokrągło. A wśró nich
    Kuno von Giessbach, rudy Poppo von Rosenburg, Fritz von Schwalnenfel, której to
    bratanicą jest Hanusia i oczywiście na wygodnym krześle siedzi Raubritter von
    Ballest.
    Rozmowy toczą się o zbliżającej się bitwie.
    - Okrutnie mocne wojska mamy - powiada von Ballest. Jak Zakon Zakonem takich
    sił nigdy jeszcze nie prowadził do boju. Najpierw kwiat wszystkiego rycerstwa
    niemieckiego - które wierząc, że Zakon tylko potęgę jego ugruntowić może,
    tysiącami garnie się pod nasze sztandary. Krzyżacy to przecie ostoja i tarcza
    niemieckości i tylko tej narodowości rycerze przyjmowani do nich na braci
    bywają.
    - A cóż na to mówi cesarz Zygmunt ? - pyta się Fritz
    - Cesarz po naszej stronie stoi. Z Zakonem też trzymają meklemburskie i
    pomorskie książęta, a także Kazimierz, książe szczeciński. Są i Ślązacy, i
    Brandenburgi, i ci znad Renu, i Bawarczycy - kto żyw jeno pod nasze znaki sie
    garnie!
    - No to chyba nietrudno powiedzieć kto zwycięży.
    - Pewno, Wieki Mistrz rozkazał też, by za wojskiem czterdzieści wozów szło, a w
    nich same łańcuchy na Polaków i Litwinów w niewolę wziętych.
    --
    Czy słyszycie jak Krzyżacy planują, myślą , ze tak łatwo nas w niewolę wezmą.
    Oj, musimy się dobrze przygotować. Jeszcze mamy trochę czasu....Ale to nie
    wszystko przygotowują Krzyżacy, podsłyszymy co dalej planują.
  • rita100 02.12.06, 20:05
    Dalej von Ballest i rycerze Krzyżacy tak mówią:
    - Nie wszytkie nasze wojska ruszą w pole, część przecie trzeba zostawić w
    warowniach dla obrony. Mój Wielki Mistrz twierdzi, że na Pomorze zapęd Polaków
    się obróci, kraj to płaski, do obrony trudny, przeto aż trzy tysiące ludzi
    zostawiają tam, pod wodzą Henryka von Plauen.
    - Prócz tych, co są po twoerdzach ? - zapytuje się Frytz
    - Prócz tych! Naturalnie. Ale tu jeszcze nie koniec, otóż nie można pościągać
    komandorii z Tylży, Memla, Mowej Marchii, bo nie wiadomo, kędy wróg granice
    przekroczyć zechce, wszystkie zatem załogi pozostać muszą w miejscu, a nawet
    wzmocnić trzeba!
    - To niedobrze ?- odpowiada Frytz
    - Pewno, ze nie - odpowiada von Ballest.- A zwłaszcza, że i wojska bojowe
    ściągali powoli ze środkowych Niemiec, dotąd jeszcze nie przywlokły się -
    Kawalerów Mieczowych z Inflant też nie masz jeszcze. Bóg wie, czy na czas zdążą!
    - Cóż tedy będzie ? - zapytał się zaniepokojony Krzyżak, któremu ze strachu
    nogi się trzęsły jak z galarety.
    - Hej! nic to przecie wielkiego ! Jeśli Zakon, co z karnosci i ładu słynie,
    dotąd wojsk swoich nie mógł pozbierać, to cóż dopiero w tym
    polskim "Barenlandzie" ! Dobrze, by na jesień zebrali ! - rzecze pewnie von
    Ballest.
    --
    Co to może być ten polski "Barenland" ? Psierwszy raz słysze takie łokreślenie.
  • rita100 03.12.06, 21:10
    Hanusia, dziedziczka dóbr Rosenburga słysząc o wojnie nabrała nadzieji i
    dzielnie zaczeła dopowiadać:
    - Tak von Ballest, ważycie sobie lekko ów "Barenland" - a przecie on cały ów
    Zakon potęzny w garści dzierży!
    - Jakże to rozumiecie ? pyta Krzyżak
    - Tak jak mowicie - odparła Hanusia.- Nalepsze hufy musicie w bezczynności po
    warowniach zostawiać, bo nie wiecie, skąd król Jagiełło na kark wam spadnie!
    - Nie tak to znów ważne, jak wam się zdaje - jął się tłumaczyć z zakłopotaniem -
    von Krzyżak - Zwykła to rzecz na wojnie, ze planów przeciwnika znać nie można.
    - To nie - dopomaga Tralala - Jeno doświadczony wódz potrafi tak ukryć swe
    plany, by nikt o nich nie wiedział - i karność też musi byc wzorowa w wojskach,
    co tajemnicy tak dochować umieją!
    Von Hans Giessbach i von Ballest niezadowoleni z takich rozmów palcami
    strzelają i języka w gambie zapominają.

    Wrócimy do Schonau, teraz przejdźmy do polskiego obozowiska , bo z dnia na
    dzień przybliżamy się do decydujacej bitwy.
  • tralala33 04.12.06, 20:45
    Polski 'Barenland'? Coś ma sia zdowa co sia rozchodzi ło nieużytki, może o
    stepy?
  • rita100 04.12.06, 21:14
    rychtycznie , łazi pewno ło nieużytki, dzie ma być bitwa. Wolny plac.

    Poppo von Rosenburg i von Ballest mylili się bardzo twierdząc , ze Zakon
    prędzej do Polski do bitwy gotów bedzie. Najemne wojska krzyżackie ciągnęły
    leniwie, nie śpiesząc się wcale. Inaczej było w Polsce; tam, kto żyw jeno, do
    wojny tej dążył, płonął chęcią walki. Naród cały, jak lew, porwał się do walki
    z Zakonem przeniewierczym i nie było takiego kąta w Polsce i Litwie całej, skąd
    nie płynęłyby hufy zbrojne pod Wolborz, kędy znów punkt zborny naznaczył.
    Tak zaś karność, taki ład wzorowy panowały w szeregach, że z najdalszych stron
    Polski hufce ściśle na oznaczony dzień stawiały się, gdzin nawet nie chybiwszy.
    Tarala, Gietpe, Gajowy, Fedar, Akszugor i cała Warnija patrząc na to mrowie
    nieprzeliczone, ludzi i koni, co płynęlo i płynęło dzień cały, końca zda się
    nie mając, za głowę się chwytali.
    - Dla Boga ! - mowi Gietpe - Toż Polska chyba cała ciągnie tu !
    - Żebyś wiedział, że Polska cała! - odparła Tralala - Czyliż znalazłby się
    Polak, choćby jeden, ktory za dwa wieki krzyżackich bezprawi pomsty by teraz
    wziąć nie zapragnął ?
    - Prawda ! ....Wiecie co, województwa ustawiają się własnie na swych
    stanowiskach, patrzymy, czyli któreho nie brak ! - sparwdza Fedar.
    - Zgoda!.... Tralala juz się cieszy -Ot, tu stoi nasze krakowskie, potem
    sandomierskie i lubelskie, a tam sieradzkie i Fedar wykrzykuje i kujawskie też
    są.
    - A tam... widzicie, kaliskie i poznańskie... wykrzykuje radośnie nie mogąc się
    doliczyć Tralala -.... czekaj, toż ruskie i podolskie nadciąga ! No, no ! Tyle
    świata iść i dnia nie chybić, też nie łacno !
    Wtem Gajowy w bok Kaźka Chełmiskiego trąca.
    - Hej, Kaźko ! - zawołał zdumiony. - Czy mi się zdaje, czy istotnie ziemia
    dobrzyńska i chełmińska są też ?
    - A jakżeby nie ? - spytał Kaźko.
    - No bo przecież Krzyżak je zagarnął - dopowiada Gajowy
    - Więc co ?! - przerwał z zapałem Kaźko. - Dlatego Macierzy rodzonej wyrzec sie
    mają ? Z wrogiem przeciw niej iść ? Och, tego ni Dobrzyń, ni Chełmno nie
    uczynią nigdy, polska to ziemia i polską zostanie - słyszysz Ballest.
    - Patrzcie no, patrzcie ! - wtrąca Svolo - rycerskie hufy rodowe idą!
    - Gdzie?! Gdzie ?! - pytamy wszyscy
    - A, ot !...Hej, ależ surmy grają !
    - Ba! Kwiat to wojsk naszych!
    - Kwiat ?! Chyba potęga i moc.
    Wszyscy przekrzykujemy przez siebie z radości.
    Jakoż siła poteżna biła od hufców tych, co dumne, strojne i zbrojne biegły z
    chrzęstem broni, furkotem proporców rodowych, błyskiem zbroic, tłumy witały ich
    okrzykami, a oni walili zwartą falą, rośli, potężni, hardzi, milczący,
    posłuszni skinieniom najstarszych w swych rodach. Spod szyszaków widniały
    twarze rycerskie młodziutkich junaków, pacholąt prawie, meżów dojrzałych i
    starców dostojnych !
    --
    Szły więc poczty, a nam oczy tylko błyszczały , siła ludziów..... sia
    zbzierało....
  • rita100 05.12.06, 22:02
    Szły więc poczety: Krystyna Ostrowskiego, Sędziwoja Ostroroga, Jakuba
    Koniecpolskiego, Jana Ligęzy z Bobrka, Krystyna Koziegłowskiego, Piotra
    Szafrańca z Pieskowej Skały, Wincentego Granowskiego, Gniewosza z Dalewic,
    Spytka Jarosławskiego, Dobrogosta Szamotulskiego, Mikołaja Kmity z Wiśnicz (
    zamek jego mozecie oglądać w albumie naszym), Jana Tarnowskiego, Andrzeja
    Tęczyńskiego, Zbigniewa z Brzezia, Dobiesława Oleśnickiego, i innych bez miary
    ni lika - waliły wszystkie rojno, zbrojno, strojno, aż nam się mąci w głowach
    od nawału barw i blasków, od tego ruchu i zamętu.
    No, no! - szepneła Tralala - Nie przejdą dziś chyba, czy co !... W łoczach mi
    sia troi łod łoglóndania !
    - I ma !...aż strach wszelako, co mym za potange mowam ! - rzecze Gajowy.
    - Szkoda jeno, ze tylko czasu wojny widzieć ją można, tak, w zwykłym czasie
    myślałby kto, ześmy potulni i kołki ciosiać sobie damy - odrzekł Gietpe.
    A Tralala widząc to wszystko , takie przygotowania, taką gotowość wojsk naszych
    mówi:
    "Silny prawdziwie, zazwyczaj długo cierpliwym i wyrozumiałym bywa, biada
    wszelako temu, kto cierpliwość jego wyczerpie!"
    - Swięte słowa ! - rzecze Fedar, który ostatnio zanimówił z wrażenia.
    - Czyśmy silni, nie spyta nikt, kto ujrzy zastępy one, a żeśmy świętej,
    anielskiej cierpliwości, tego dowiedliśmy chyba przez lat dwie setki całe ! -
    odrzepła pewnie Tralala.
    - Oj, to prawda !
    - Ho, ho ! - zawołała nagle Katkut. - I biskupi dwe hufce przywiedli -
    widzicie ?
    - Czyjże ten ? - pyta ciekawie Gajowy.
    - Arcybiskupa gnieźnieńskiego - ów zaś, tuż za nim, biskupa poznańskiego -
    cieszy się i z radości podskakuje Tralala, poznaje ich z daleka.
    Wtem Fedar, który od dłuższego już czasu rozglądał się w milczeniu bacznie,
    głową potrząsnął i mówi:
    - Nie rozumię, co to znaczy ! - mruknął - Chorągwi królewskiej częśc jeno tu
    jest , kedyż reszta ?

    cdn
  • rita100 06.12.06, 20:59
    Gajowy sie roześmiał i....mówi, ze jak myśmy sobie smacznie spali to on był na
    pewnej odprawie , tak cichaczem i zaczyna nam opowiadać:

    - Prawda, ze sam jeno byłem wczoraj z panem Zawiszą u króla. Okrutnie się tam
    śmiali. Powiada pan Zawisza:
    Widzi mi się, ze Krzyżacy nieprędko do kupy się zbiorą, radzi by o rozejmie
    zapomnieć, kiedy sie kończy!" A krol prędko: "Tedy im przypominać trzeba,
    sąsiedzka to usługa!" Wszyscy w śmiech, a potem kto żyw jeno, dalej na
    wyprzódki. "Ja im przypomnę!" - "Ja!", malo nie bili się o tę "usługę !".
    - I co ? co ? - wołamy zbiorowo
    - A no, krol rozgniewał się trochę, jako że prędki bywa i woła: "Czekajcież, do
    licha! Nie ma się o co tak dobijać!" A młodziuchny Zbyszko z Dębna w lot na
    to: "Jakże: Wasza Królewska Mość sam mówił, ze sąsiedzka to usługa, więc rwiemy
    się do niej, bo i wiara nakazuje nam pomagać bliźnim!"
    Więc śmiech buchnął jeszcze większy, bo okrutnie poważnie to powiedział, a
    biskup Granowski pogroził mu palcem i powiada:
    "Wiarą załaniać się bedziesz, a Krzyżak ci pachnie"
    A tymczasem nowe hufce wkraczają właśnie do obozowiska.
  • tralala33 06.12.06, 21:08
    A to zieta co biskup warmijski chorongiew z Krzyżakami pod Grunwald posłał?
  • rita100 06.12.06, 21:39
    tralala33 napisała:

    > A to zieta co biskup warmijski chorongiew z Krzyżakami pod Grunwald posłał?

    Prowde godasz ?
    Skónd ziysz ?
  • gajowy555 07.12.06, 12:24
    rita100 napisała:

    > tralala33 napisała:
    >
    > > A to zieta co biskup warmijski chorongiew z Krzyżakami pod Grunwald posła
    > ł?
    >
    > Prowde godasz ?
    > Skónd ziysz ?

    Jek goda, to zie i recht mo. A to na zycher buł bziskup warnijski Henryk
    Vogelsang, no łón Warnijokiem buł i został zmuszony coby Krzyżakom na pomoc
    chorongiew posłać. Napewno noma Tralala ło tam napsisze...

    schlesien.nwgw.de/foto/albums/userpics/normal_Obraz%20042%7E9.jpg
  • gajowy555 07.12.06, 12:31
    Notka ło bziskupie warnijskim Henryku Vogelsang.

    HEILSBERG (VOGELSANG) von Henryk

    Nie znamy miejsca i daty urodzenia. Henryk był synem piekarza Wicharda
    Vogelsanga z Lidzbarka (Heilsberg), dlatego używał przydomka Heilsberg. Drugi
    proboszcz w historii parafii Wartemborka (Barczewa). W 1379 znalazł się na
    dworze biskupa H. Sorboma i w 1382 r. był jednym z dwóch jego kapłanów. W tym
    samym czasie otrzymał probostwo w Sątopach (pow. bartoszycki) i rozpoczął studia
    prawnicze w Pradze, gdzie w 1386 r. uzyskał stopień bakałarza kanonicznego. Po
    powrocie na Warmię zrezygnował z parafii w Sątopach, ale w latach 1386-1389 był
    proboszczem w Wartemborku (Barczewo). Członkiem kapituły warmińskiej został
    zapewne już w 1387 r., skoro pełnił wówczas obowiązki oficjała biskupiego (aż do
    1392). W latach 1398-1401 był administratorem w Olsztynie. 15 stycznia 1401
    został biskupem warmińskim, zatwierdzenie otrzymał 29 marca 1401 od papieża
    Bonifacego IX. Zapisał się jako dobry organizator kościoła, utrzymywał przyjazne
    kontakty z Zakonem. Po klęsce Krzyżaków 15 lipca 1410 r. złożył hołd królowi
    polskiemu Władysławowi Jagielle. Posądzony o zdradę przez Henryka Plauena, w
    obawie o własne życie, w październiku 1410 r. opuścił Warmię i wyjechał do
    Rzeszy. Do diecezji warmińskiej powrócił w maju 1414 r., lub w kwietniu 1415 r.
    Zmarł 4 czerwca 1415 r. w Lidzbarku Warmińskim, pochowany w katedrze
    fromborskiej.

    - Laskowska U., Barczewo z dziejów parafii św. Anny, 1999, s.347. na podstawie
    opracowania ks. Andrzej Kopiczko.

    A tygo falorza to i mym znomy z łotwarcia Traktu Biskupiego we Butrynach -
    Bałdach...
    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=275&pos=17
  • rita100 07.12.06, 19:58
    No łobaczcie jek można łączyć tymaty. Ani sia nikt nie spodziewał co bandziem
    brukowali takie łobrazecki.
    Biskup Warnijki buł w samym centrum Krzyżactwa, jinsze ni mógł postąpić. Dał
    swojó chorągiew, ale i tak przeszła w noju rance po bzitwie smile

    Po klęsce Krzyżaków 15 lipca 1410 r. złożył hołd królowi
    > polskiemu Władysławowi Jagielle. Posądzony o zdradę przez Henryka Plauena, w
    > obawie o własne życie, w październiku 1410 r. opuścił Warmię i wyjechał do
    > Rzeszy. Do diecezji warmińskiej powrócił w maju 1414 r., lub w kwietniu 1415
    r.
    > Zmarł 4 czerwca 1415 r. w Lidzbarku Warmińskim, pochowany w katedrze
    > fromborskiej.


    A ks. Andrzeja Kopiczko mowam na łobrazecku. Jeka cikawa historyja.
  • rita100 07.12.06, 20:00
    A tymczasem nowe hufce wkraczają właśnie do obozowiska.
    - Jakoś rozeznać sie w nich nie mogę - rzekł Gajowy
    - Może obcy ! - wtrącił Fedar
    - Skądże by ! - upierał się Gajowy
    - A własnie , ze obcy! - rzuciła nagle Tralala - Czesi to i Morawianie, a ten
    trzeci hufiec to Ślązacy zniemczeli, prawda, ale przecie na Krzyżaków idą
    ochotnie !
    - No, ci ostatni nie obcy przecie !
    - Ale i nie nasi, niestety ! - westchnęła Tralala.

    Tymczasem wszystkie wojska polskie zgromadziły się już, brakło litewskich pod
    wodzą Witołda, te jednak dopiero po przebyciu Wisły spotkać miano. Ruszono więc
    w szybkim pochodzie na Wolborz, Skierniewice, Kozłów, do Śladowa, kędy Wisła,
    zwężona przez wyskę na środku, przedstawiała doskonały punkt do rozpięcia mostu.
    W Kozłowie tymczasem spotkano się z gońcem księcia Witołda, który donosił o
    swym przybyciu i prosił o przysłanie przewodników, którzy by wojska jego
    doprowadzili szybko pod Czerwieńsk, kedy spotkanie umówione było.
    Jagiełło posłał natychmiast ludzi pewnych, świadomych drogi, ktorzy co tchu
    naprzód pośpieszyli. Wojska później nieco zdążyły do Śladowa, kędy natychmiast
    rozpięto ów most sztuczny, budzący podziw i zachwtyt nie tylko Polaków, ale i
    obcych, którzy takiego dziwa nie widzieli jeszcze nigdy!
  • tralala33 07.12.06, 21:34
    Napewno noma Tralala ło tam napsisze...
    Nie napsisze bo nie pamnientam gdzie jó to łusłyszała abo wyczytała. jek ziecie
    ziency to pozietta bo to warnijska chorongiew to pewnie na Wawel do Katedry
    poszła.
  • gajowy555 07.12.06, 21:43
    tralala33 napisała:
    jek ziecie ziency to pozietta bo to warnijska chorongiew to pewnie na Wawel do
    Katedry poszła.

    No jó, coby ziedzieć choćby jekie miano ta chorongiew warnijsko mniała.
    No ale jek na Wawel poszła, to noju Rita łopozie, bo łónej pewnie bliży do
    Wawelu, jek noju...
  • rita100 07.12.06, 22:18
    No ni godajcie wink))))))))
    To jo zara pójde na Wawel po tó choragiew i łobrazecek zrobzie.
    Tyż tak myslałam, że pewnie te choragwie só na Wawelu , no alem zaboczyła
    poziedzieć, tyle mowam tymatów. Ale pokażcie mnie jek lona wyglónda , bo moge
    knypsnóńc jinnó chorągiew np. Zerwikaptura wink))
    Tak tero mom zadanie - kierunek Wawel - no ale może po bzitwie, coby sia
    doziedzieć czego eszcze szukać.

    O rany , no tak , przecia na kóniec bitwy zabzieram woju na Wawel i bandziem łu
    króla. No tak , tera to musze po iluś tam latach na ten Wawel wyruszyć.
  • rita100 08.12.06, 21:00
    Król jako wódz doświadczony, kazał odgrodzić naprędce drogę do mostu, by ścisku
    nie było i rozpoczęła się przeprawa. Pierwsze szeregi wstępowały na most ów,
    ktory chwiał się i kołysał za każdym krokiem jadących. I my z trwoga
    przechodzimy przez ten most, kiwa się on na wszystkie strony , ale dzielnie
    maszerujemy na przód i hop.... jestesmy cali na drugiej stronie.
    Trzy dni zeszło, zanim wszyscy przeprawili się, taka mnogość wojsk polskich
    była, potem most rozebranoa, złożono na czółna i do Płocka Wisłą odesłano, by
    gotów był na zawołanie w razie ponownej potrzeby.
    W Czerwieńsku, na drugim brzegu Wisły, zastali już księc8ia Witołda, który
    przybył ze swymi wojskami w towarzystwie chana tatarskiego Saladyna, wiodącego
    z sobą trzydzieści tysięcy ordy.

    Patrzymy sie wszyscy z podziwem na Tatarów, ktorych to pierwszy raz widzimy.
    Dziko błyszczące oczy, twarze kosciste ale sprawnośc ich niesłychana ,
    szczególnie w jeździe na koniu i strzelanu z łuku.
    Gajowy z podziwu głowę stracił, zachwycony tym wszystkim, a ponieważ wielu
    Tatarów mówiło wcale nieźle po rusku, Gajowy zatem zaprzyjaźnił się z nimi na
    dobre co wyjdzie na złe. (bo wiem co razem uczynią, no ale nie będę uprzedzać
    wypadków) Tak więc nasz Gajowy wymykał się i czas wolny spędzał z Tatarami.
    Tralala, Fedar, Gietpe nawet Ol4 zaczynali sie na niego boczyć.
    - Ani cię Gajowy ujrzeć teraz ! - mówi Gietpe - Wieczorem jeno z tym pogaństwem
    rajcujesz !
    - Kiedy bo widzicie - okrutnie dobrze jeźdzą i strzelają! - tłumaczy się
    Gajowy - Rad bym nauczyć się od niach !
    - I co ci z tego przyjdzie - wzdyć jeździć i strzelać umiesz, prawie niegorzej
    od nich, ale ty tam całe dni spędzasz na baraszkowaniu - upomina Fedar.
    - Bo zwyczaje mają strasznie ciekawe! - tłumaczy się Gajowy
    - Ej, może to i ciekawe, ale i nie bardzo bezpieczne, zawszeć to dzicz
    pogańska, rozbójnicz, sam jeszcze biedy jakiej napytać mozesz sobie.
    Ale Gajowy strasznie sie obruszył.
    - Widzicie ich ! A cóż to ja zbój jestem, bym sie do rozboju brał ! Jacy mi
    opiekunowie ! A przcie i wy pod 'kosz' tatarski chodzicie !
    Jeszcze tam grają okrutnie dziwnie na tych piszczałkach i bębenkach swoich, tom
    posłuchać rad...
    Ale do środka nie wchodzę ! - bronił się Gajowy.
    - Wieka rzecz ! Zjedliby cię ! - mruknął Akszugor
    I nadąsany Gajowy poszedł do Tatarów.
    Tak zianc Gajowy sobzie biegał do przyjaciół pogańskich po staremu, coraz
    bardziej przyjaźniąc się z nimi.
    Ni posłuchał noju łostrzeżeń, łobaczycie , że cosik nabroi.
  • rita100 09.12.06, 20:30
    Tymczasem wojska polskie przeszły Mazowsze, kedy wzmocniły się jeszcze,
    książęta bowiem mazowieccy, Janusz i Ziemowit, czyli Ziemaszko, jak go zwano
    zwyczaj, hołdownikami Polski będąc, przyprowadzili swoje wojska. Tak w
    wzmożonej sile wkroczył Jagiełło na ziemię zawkrzyńską, ktora naonczas była w
    zastawie u Krzyżaków, i tam pod Będzinem kazał obóz zalożyć.
    - Ostatni tu postój na ziemi naszej, zanim w krzyżackie granice wejdziem
    - Miłościwy królu - wtrąca Fedar - w wszak i tutaj już krzyżackie dziś są rządy.
    - Rządy krzyżackie, czasowo - odparł król - ziemia wszelako nasza, polska,
    rodzona, dlatego zapowiadam, by mi tu zadnych rabunków ni pożogi nie było, za
    które, jako czasu wojny, śmiercią karać będę.
    Słyszycie, ostrzegam Gajowego , ktory się tak zaprzyjaźnił z Tatarami. Tylko
    nie mów potem , ze nie ostrzegałam.
    Wprawdzie wszystkich za serca zacne słowa królewskie ujęły, niemałe jednak
    przerażenie zapanowało w obozie całym i gdy o zmroku na widnokręgu dostrzeżono
    łunę krwawą:
    - Co to ?! Dla Boga ?! - pyta przestraszona juz Tralala
    - Łotrzykowie jacyś, z czeladzi pewno. Nie dosłyszali snadź rozkazu
    królewskiego - odpowiada Gietpe
    - Gdzie żaś ! - zawołał Fedar - To Tatarzy z pewnoscią.
    - Co znów! Przecie i im rozkaz krola odtrąbiono! - słyszałam , mówi Tralala.
    - Wieka rzecz ! Ależ to zbójeckie plemię, jaki taki wymknął się z kosza, by
    pohulać po swojemu, mysląc , że nie dojdą kto winien - tłumaczy Akszugor
    - Aha ! Nie dojdą ! Król już spostrzegł łunę i gniewem zapłonął strasznym, a
    książe Witołd także. Zaraz też chorągiew jedną pchnął, by otoczyła łotrzyków
    tych i przywiodła tu w lot do nas.
    Naraz Tralala obejrzała sie niespokojnie.
    - Kędyż to Gajowy ? - spytała
    - Nie wiem ! - odpowiedział Gietpe - Od południa nie widziałem go już !
    - Hej ! To znów pewno do Tatarów polazł - dreczy się Tralala
    - A pewno !... Prawda, widziałem go nawet, jak zmierzał w tamtą stronę -
    zauwazył Fedar
    Naraz myśl jedna i ta sama przeleciała im przez głowę, wszyscy drgneli i
    spojrzeli sobie w oczy....
    Tralala nie zastanawiając się mowi:
    - Chodźmy do nich natychmiast, popytamy w koszu, kedy jest Gajowy i zabierzemy
    go za sobą !
    - Tak! Tak! chodźmy..... i idziem, idziem, idziem, idziem......do obozu
    czyli kosza Tatarów.
  • rita100 10.12.06, 13:05
    Szukamy, szukamy, lecz w koszu nie znajdujemy Gajowego.
    - Był "łycar" młody, był ! - mówi Tatar stary. - Ale przed wieczorem jeszcze
    pojechał.
    - Dokąd pojechał ? - wołamy zaniepokojeni
    - Bo ja wiem ! - odparł chytrze Tatar - Pognało naszych kilkunastu...konie nowe
    wypróbować i przyłączył sie do nich.
    - Jezu!...- jęknęła Tralala
    - Cicho ! Nic tu nie poradzimy ! - rzekła stanowczo Fedar i przejął inicjatywę
    działania. Do obozu wracamy !
    Zawracamy tedy do obozu, a tu idzie oddział, co ciagnie Tatarów ujętych na
    rabunku.
    Patrzymy, patrzymy...... i krew nam pulsuje w sercu, niedowierzamy. Wśród
    Tatarów uwięzionych, ze związanymi rękoma, przy koniu na arkanie prowadzony,
    idzie .....Gajowy.....hehe
    Nieszczęsnych do księcia Witołda prowadzą. Książe Witołd spojrzał chmurnie jeno
    na jeńców i krzyknął:
    - Na gałąź ! - jeszcze raz krzyknął Witołd i...

    To sobie teraz wyobrażacie nasz strach, nasze miny, nasz szloch i nasze
    przerażenie.

  • rita100 11.12.06, 20:43
    Nagle książe Witołd podszedł do Gajowego i powiedział, a ten to chyba z
    chorągwi krakowskiej jest - zdjąć mu więzy ! Tego sam król Jagiełło sądzić
    będzie. Odstawić go pod strażą gdzie należy !
    Jesteśmy uratowani - skacze szczęśliwa Tralala wink
    Tak idziemy teraz ze strażą i z Gajowym do namiotu Zawiszy. A tam wszyscy
    rzucamy się na szyję Gajowemu wołając - nasz on, nasz, nie Tatarów !
    - Coś ty uczynił, Gajowy ?! Coś ty uczynił?! - wybuchnął Fedar, bojąc się o
    jego życie.
    Gajowy, chciał coś powiedzieć, nie mógł jednak glosu wydobyć, blady i tylko
    oczy móqwiły zań. Więc sam Zawisza podszedł żywo ku niemu i ręce mu na ramieniu
    położył.
    - Gajowy - rzekł z boleścią Zawisza - tegoż się doczekał, byś ty , druh mój i
    zacnego gniazda syn, z łotrzykami na równi sądzonym był !.... Na Boga !.....
    Gajowy nie wytrzymał, rzycił się na kolana, płomienie strzeliły mu z oczu i
    woła:
    - O, panie ! klnę się...że niewinny jestem !.. I wyście mogli myśleć, ze ja
    mordy niosłem, pożogę...jak zbój... że ja.... - głos mu się załamał w tym
    łkaniu.
    - Gajowy - rzecze łagodnie Zawisza - nie czas teraz na łzy, bo o życie twe
    idzie ! Wierzę, żeś nie uczynił tego, o co-ć obwiniają, wszelako wszystko
    wiedzieć muszę. Gadaj więc coś zrobił ?
    - Ja.... nie wiem sam !...- zaczął Gajowy- Koniucht tartarskie...konie
    pędzili....namówili bym jechał z nimi...pojechaliśmy, gdy nagle... paru naprzód
    skoczyło
    O Jezu... patrzę, a tu blask, dym... mordują, rabują...
    Chcę zawrócić, a tu już mnie otoczyli...
    Nie skończył, bo właśnie przywołuje ich sam król Jagiełło.
    - Królu milościwy! - rzekł Zawisza - Litość miejscie !
    Toż Gajowy głupotą tylko zawinił i tu opowiedział całe zdarzenie królowi. Król
    milczał, wpadł w zadumę, nikt nie chciał przerywać tej zadumy. Zapadła cisza.
    Naraz wśród ciszy grobowej Gajowy wziął do ręki geśliczki i ozwały się żałosne
    nuty....wszystkim zaczęły łzy kręcić sie w oczach... a król milczał.....
    A my nie, co serca nam pękły z żałości i do nóg krola upadamy
    - Krolu milościwy ! - rzecze Tralala głośno w naszym imieniu - Darujcie
    druhowi noju !... A jek ni, to noju tu wszystkich na śnierć
    poślijta !..Darujcie mu !....
    - Dobrze, już dobrze !- odrzekł król Jagiełło
    Skrzypki ucichły, bo wiecie co się działo, radosć niesłychana zapanowała smile
  • tralala33 10.12.06, 13:12
    Jekby eszcze łodnaleźć ta chorongiew melzacko-łostyńska i ta trzecia z
    Lidzbarka. Może tamoj w katedrze na Wawelu wiszo?
  • rita100 10.12.06, 13:15
    Napewno łobacze, a tera łuciekam do książki zbiorów wawelskich , może tamój
    cosik nojde.
  • rita100 11.12.06, 20:44
    Tak chućko przeniesiem sia do warowni Schonau, dzie zjadozieni Krzyżacy bandó
    łopoziadać rychtycznó prawde ło bitwie, bardzo szczegółowo.
    Całó prowde ło bzitwie.
  • rita100 12.12.06, 20:58
    18 lipiec 1410
    W Schonau szło wszystko na opak, trudno było poznać ów gródek krzyżacki, kedy
    zazwyczaj ład i karność żelazna panowały. Wiedziano , ze lada dzień so rozprawy
    krwawej dojdzie i każdy z niepokojem czekał wieści z pola bitwy.
    Hans, który zamieszkiwał w Schonau, co chwila wyglądał wieści. Wtem róg na
    czarowni zabrzmiał donośnie.
    - Co znów do licha ! - krzyknął Hans gniewnie. - Włóczędzy jacyś czy żebraki ?
    Tymczasem właśnie rycerze to byli. Poznać ich było z dala po zbroi lśniącej i
    piórach na hełmie. Hans patrzy ciekawie.
    - Kto zacz może to być ? - mruknął, nie mogąc poznać przybyszy.
    Śledził ich i zdumienie odmalowało się na jego twarzy.
    - Von Ballest i Kuno von Giessbach ! - krzyknął, oczom nie wierząc. Teraz
    dopiero zobaczył, że zbroja rycerska pogięta była i pocięta, okryta pyłem,
    krwią i błotem zaschłym. Twarz wychudła, nosiła wyraz wściekłości i rozpaczy.
    - Ballest ! Co się stało ? - pyta Hans niespokojnie.
    "Ritter" z trudem powietrze chwycił wink)))
    - Nie masz już.... Zakonu !... - rzekł wreszcie chrapliwym i przerywanym głosem
    Ballest.
    Hans podskoczył doń i za ramiona go wstrząsnął.
    - Co ty gadasz !...Oprzytomnij.... - mówił gorączkowo- Co się stało ? mów
    jasno !
    - Klęska....straszna... niepowetowana !....
    - Wojska krzyżackie ?
    - W pień wycięte!... Ledwo garść niedobitków uszła !...
    - Kędy jest Wielki Mistrz ?
    - Zginął !....
    - Wszyscy osłupieli słuchając takiej opowieści.
    - Herr Je!... Herr Je!... - piszczy żałośnie Ritter
    - Gdzieżesćie się spotkali ?
    - Miedzy Grunwaldem a Tannenbergiem.
    Hans zdumiał.
    - Jak to tam ? Na prawym brzegu Wisły ?
    - Na naszych ziemiach !... Sami zaczepki szukali !
    - Ale co, jak ? Opowiedz dokładnie.
    Ale von Ballest zachwiał się na nogach.
    - Spocząć...muszę !....- rzekł z wysiłkiem.- Trzeci dzień już nie spałem...nie
    jadłem!....

    Migiem przyniesiono von Ballestowi dzbany i misy, jadła i napitku pełne. Gwar
    się wczął i zamieszanie, bo oto i my siadamy za obfitym stołem i czekamy na
    dalsze opowieści von Ballest. Musi tylko rycerz pojąć, ze to prawda niezbita.
    cdn
  • rita100 13.12.06, 21:40
    Jakoż von Ballest , posiliwszy się i odpocząwszy, rozprawiał okrutnie.
    - Mowicie tedy - pytał Hans - że Wielki Mistrz do ostatka nie wiedział, kędy
    jest Władysław Jagiełło ?
    - Do ostatka. Darmo szarpał się i zżymał, ni rycerze doświadczenie, tajniki
    wojny świadomi - zgoła nikt nie mógł zbadać, co zamierza ów Litwin przeklęty !
    - A ja słyszałem, że komtur Osterody ostrzegał was, iż Polacy zechcą pewno na
    prawy brzeg Wisły się przeprawić i wprost na Malbork godzić będą.
    - Ostrzegał - prawda; ale Wielki Mistrz przekonać się nie dał - owszem wyśmiał
    go jeszcze. - "Po cóż by mieli czynić to - mowił. - Toż w razie przegranej
    drogę mieliby odciętą, bo jużci czasu nie stałoby na budowanie mostu!"
    - O, jako żywo ! - zawołał Hans. - Słusznie mowił.
    - Czy słusznie, to się zaraz okaże! - odparł Ballest. - Swoją drogą przez głowę
    nikomu nie przeszło, co naród ów, w pogardzie u nas, Niemców, będący, wymyślić
    zdoła !
    Otóż Mistrz od Pomorza napadu się spodziewał i dlatego pod Świeciem, jako w
    roku zeszłym, obozem się rozłożył, czekając na resztę wojsk swych, co dotąd nie
    przybyły. Tymczasem na sam święty Jan, po zachodzie słońca buchnęły ognie. -
    Nieszawa i Murzynowo stały w płomieniach!
    - Cóż to było ?! - zawołał Hans
    Ballest roześmiał sie dziko.
    - To Jagiełło dawał znać, że rozejm skończony!
    - Jak to ?! - krzyknął zdumiony Hans. - Sam zaczepki szukał ?... Wpierw od was
    gotów był do wojny !
    Von Ballest westchnął cięzko.
    - Tak ci i było ! - odparł ponuro. - Co się potem działo, strach mówić, ale
    powiem....jutro , bo dziś bardzom zmęczon jestem , a zawsze myślałem że Polacy
    tylko koniki umią strugać, a tu wystrugali taki numer naszemu Wielkiemu
    Mistrzowi. O, Hans, połoze się na chwile zaczym opowiem o samym Ulryku von
    Jungingen.
    cdn
  • rita100 14.12.06, 19:55
    Co się potem działo strach mowić. Wielki Mistrz posłał hufiec swój wyborowy, by
    zagarnął napastników, tymczasem ci ostatni zwabili naszych w zasadzkę jakąś
    piekielną i w pień wycieli, ze ni jeden nie wrócił. Sądny dzień nastał u nas,
    co tu robić ? - mówił von Ballest. Wojsk naszych połowa ledwo, a ów niedźwiedź
    litewski sam do walki wyzywa !...
    Ba, nie koniec na tym, przyjeżdza do nas Dobiesław Choroczewski, któren w
    Toruniu posłów węgierskich gościł i powiada, że "Jagiełło przeszedł juz Wisłę i
    z Witołdem się połaczy. - Jakze sie przeprawił ? - pyta Mistrz. - A ów na to: -
    Widziałem dziwnej sztuki dzieło: most na łodziach przez Wisłę rzucony, po
    której wojsko przeszło śpiesznie z pociągami i z działami. - Wielki Mistrz
    rzecze na to do posłów węgierskich: - Ten człowiek fałsze mówo, albowiem przez
    szpiegów dowiaduję się właśnie, ze któl Władysław krąży nad Wiesłą, szukając na
    próżno sposobu przebycia rzeki i niemało ludzi potopiło się, brodu szukając."
    Hans zębami zgrzytnął.
    - Dobrych szpiegów macie !- rzekł
    - Dziwna to była zaiste ta zapamiętałosć Mistrza. Tym dziwniejsza, ze Ulryk von
    Jungingen, nim Mistrzem został, słynął już, jako rycerz zawołany.
    - O cóż dalej było ?
    - A no zwlekało się tak do lipca. Dopiero gdy starosta bydgoski, rozzuchwalony
    bliskością wojsk polskich, napadł z śmiałością niesłychaną na Świecie, pod
    ktorym leżeliśmy obozem - spalił je, a załogę naszą wyciął - poznał Mistrz, ze
    prawdę mówił Dobiesław.
    - Rychło w czas! - mruknął, słuchając Hans.
    - Przerzuciliśmy się tedy na prawy brzeg Wisły, kędy Jagiełło tymczasem kilka
    miast zagarnął i spotkaliśmy się wreszczie pod Grunwaldem !....
    Cisza zaległa śmiertelna, wszystkie oczy utkwione były w twarzy von Ballesta,
    drząc oczekiwaniem gorączkowym.

    (A mym czkamy i dumamy , pozie łón li prowde cy nie ? )

    On zaś otarł czoło potem zroszone i odpowiada:
    - Sam nie wierzyłbym, gdybym nie widział, ale musze coś przegryźć jeszcze i
    napić się, by odwagi na opowieść zdobyć.
    Gajowy rozlewa zinko do szklanic i gada:
    - Nie trap sia von Ballest, mów prowde ....smile
    cdn
  • tralala33 14.12.06, 21:11
    Rychtynie, czkamy niecierpsliwie. A co tamoj Gajowy robził na krzyżackim
    kasztelu?
  • rita100 14.12.06, 21:16
    Mym wszyscy jesteśmy przy tym wirtualnie, przenieśliśmy się wehikułem czasu.
    Jesteśmy tam obecni i akcja dzieje się na naszych oczach. Dopowiem , że w tej
    warowni jest też Hanusia, a Gajowy jest czujny i musi na końcu ich wszystkich
    łopoć coby z Hanusią uciec wink))))A mym w tym dopomożem. Jek bandó spać to mym w
    nogi na kóniach hehehe.
    Ten gonsior z zinem bul, bul robzi .... wink)))))
  • rita100 15.12.06, 20:06
    To było straszne, dalej ciagnie von Ballest wydarzenie, które sam na własne
    oczy widział.- Południe dobiegało, a wojska stały jeszcze naprzecie siebie, bo
    nikt zacząć nie chciał. Aż marszałek Zakonu, Fryderyk von Wallenrod,
    zniecierpliwiony, posłał Jagielle dwa miecze, mówiąc: "Posyłamy te miecze wam i
    księciu Witołdowi, byście odwagi nabrali i nie kryjąc się po lasach do walki
    wystąpili".
    - Hej ! A cóż Jagiełło na to ? - zawołał Hans.
    - Przyjął je - i wyobraźcie sobie powiada: "Sami na siebie miecze dajecie -
    przyjmuję je zatem jako wróżbę szczęśliwą od Boga !"... I zgadł !... wybuchł
    nagle von Ballest z rozpaczą.
    Wszyscy milczą zgnębieni, przybici- widzicie to ?
    - Od razu zgnębili was ? - spytał Hans.
    Von Balelst zerwał się z ławy.
    - Właśnie, ze nie ! - wybuchnął, łamiąc rece. - Zrazu myśmy byli górą. Pod
    naciskiem naszych hufców pierzchnęli Tatarzy, złamali się Litwini, już Marcin z
    Wrocimowic obalony przez naszych, wypuścił z rąk wielką chorągiew polską... już
    Mistrz Wielki, by dokończyć zwycięstwa, z hufcami najdoborowszymi skoczył w
    zamet walki.... Gdy naraz reszta wojsk polskich runęła na nas, a runęła z taką
    siłą, ze złamała nas od razu. Zamęt, krzyk, huk dział, jęk rannych...

    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=66
    Krzyżacy walczą jak lwy, gdy Litwini, odpocząwszy trochę z drugiej strony
    wpadają na nas!... Czyni się rzeź straszliwa - szczęk broni, chrapanie
    zdyszanych piersi, wrzask , piekło !..... Naraz Mistrz Wielki pada, ugodzony
    sulicą przez prostego pachołka!...

    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=68
    - Jezu - zaszemrał Hans
    - Wściekłość nas ogarnia i rozpacz... Walczymy sił ostatkiem, a obręcz wroga
    ciaśniej i ciaśniej nas otacza !... mdleją ręce... ćmią się oczy... rycerze
    giną jako las, gdy weń drwale wejdą !... Pada Jerzy von Gersdorf, Fryderyk von
    Wallenrod, Albrecht von Schwartzburg, szatny Zakonu - giną komturowie
    Grudziądza, Starogrodu, Pokrzywnicy, Gniewa, Nieszawy, Torunia i inni -
    wreszcie von Schwanenfels pada z reki młodego Chełmickiego.
    Krzyk rozległ się nagle i to nie von Ballesta, ani Hansa tylko Hanusi, ktora
    usłyszawszy to wyrzekła słowa:
    - Z czyjej ręki.... ?
    - Z ręki Chełmickiego, syna owego starosty, co z rodziną w Dobrzyniu głowę dał.
    Najstarszy chlopak Kaźko uratował sie jakimś cudem.
    I usłyszawszy te słowa Hanusia ucieczke planuje.
    Tymczasem rozmowy przy obfitym jadle i piciu dalej sie toczą.
    Co dalej bedzie z nami ? - pyta Hans
    - Nic nie bedzie, tylko wojska polskie pod Malbork pociągnęły, kto wie, czy
    całego kraju nie zajmą, a wtedy źle bedzie ! - odpowiada bardzo już męczony von
    Ballest.
    - Co ty gadasz ? - zdziwił się Hans przestraszony nie na zarty. - Kto mówił, ze
    Polacy pod Malbork idą ?
    - Wszyscy gadają, zresztą to i nic dziwnego nie byłoby. Któz im zabroni, gdy
    Zakon złamany !
  • rita100 15.12.06, 20:07
    Hanusia, Zakon złamany - słyszysz ? uciekaj, uciekaj do Kaźka Chełmickiego. Na
    stole, przygotowany snadź świeżo, stał wina dzban i puchary rżnięte ze szkła,
    cudownej roboty. Gajowy dolewa wina rycerzom, a dobra wróżka dodaje kropelkę
    zaczarowanego płynu usypiającego.
    Hans i von Ballest wychylili jednym tchem... Otarli usta i opadli bezwładnie.
    - Uf !.... Zmordowałem się, bardzo ! - szepnął von Ballest
    - Uf ! ... Oj, ja też bardzo ! - szepnął i usnął czujny Hans.
    Śpijta, śpijta.....
    Tak, zmordowani wszyscy, była to Wielka Bitwa pod Grunwaldem 14 lipca 1410 roku
    i gdybyśmy tych śpiących rycerzy zbudzili teraz nagle , napewno tą datę
    zapamiętali po wieki, do dzisiejszego dnia to jest roku 2006 smile
    Ciiicho, nie budźmy. Wierzchowce czekają. Hajda na koń !
    Cwałem......mkniemy, co koń wyskoczy.....do Kiszporku pod Malbork.
  • rita100 16.12.06, 21:16
    Mkniemy co koń wyskoczy. Pędzimy naprzód pod Malbork.
    Poranne słońce oświecało jaskrawo potężne, czerwone mury Malborka. Onegdaj
    jeszcze wojska polskie przybyły tu i rozłozyły się obozem wokół twierdzy. Ot,
    radować się nam raczej dziś, że smok ów okrutny pokonanym już został ! - dodał
    Gietpe.
    - Hej ! - rzekł Fedar - Jeszcze dzieło nie skończone. Krzyżak to jak ów smok z
    bajki: ostaw mu jedną jeno głowę, a znów ich sto odrośnie !
    - Toteż i tą ostatnią uciąć mu chcemy ! - odrzekła zaniepokojona bajeczką o
    smoku Tralala.
    Ciiiicho , słyszycie ?
    Hanula najeźdza na koniu patataj, patataj...
    - Na Boga ! - zawołał wzruszony Kaźko Chełmicki - Skądż się ona tu wzieła ?

    Nie trapcie się teraz , tą radosną część spotkania Hanuli i Kaźka ominiemy, bo
    doskonale sobie zdajemy sprawę z radości jaka owładneła całe wojko polskie na
    czele z królem, który na tą okoliczność odnalezienia się Hanusi , aż odstąpił
    od zdobycia Malborka.

    Wszyscy teraz wyruszamy w radosnych humorach na zamek królewski na Wawelu.
    Pociągniemy aż do Krakowa gdzie odbędzie sie uczta na cześć Hanusi i Kaźka
    Chełmickiego.
    cdn
  • tralala33 17.12.06, 21:29
    Aż ma wylogowało z wrażenia wink Nic to - ruszamy do Krakowa.
  • rita100 17.12.06, 21:34
    Łostatnio tak jako szpetnie dzioła jinternet, jo łuż ni jamruje.
    To ładujem chorągwie na wozy i jedziem do samiutkiego Krakowa. Jutro powinniśmy
    dotrzeć, wszyscy pospołu.
  • fedar 18.12.06, 10:55
    Żeby nam tylko łańcuch nie spadł wink
  • rita100 18.12.06, 19:54
    Szczęsliwie dojechaliśmy

    Jesień już była. Na zamku krolewskim na Waweli rojno było i gwarno. Król
    powrócił już z wojskiem z wyprawy krzyżackiej, odstąpiwszy od Malborka, który
    twierdzą niezdobytą się okazał. Poznał król, iż warowni tej lada garść bronić
    może przez miesiace całe, nie chcąc przeto nadaremnie marnować ludzi,
    zwłaszcza, ze zima była już za pasem, a z nią niedostatek, mrozy, choroby
    rózne, odstąpił od oblężenia i z końcem września do Polski powrócił.
    Kto mógł, cisnąl się, by powitać pana, ujrzeć tych co walczyli w bitwie pod
    Grunwaldem, której sława szeroko po swiecie całym się rozeszła. Roiło się tez
    od rycerstwa, dostojników koronnych i litewskich, był też i Zawisza Czarny, a w
    orszaku jedo nie brakowało Tralali, Rity, Gajowego , Gietpe, Fedara, Svolo,
    Akszugora, Kalkut, Taurona, Kaźka Chełmickiego i Hanusi i wszystkich towarzyszy
    bitwy pod Grunwaldem.
    Hanusia szczęśliwa wystąpiła przed Krolem i mowi:
    - Dziś lat jeszcze nie mam, ale już postanowiłam sobie, że gdy czas nadejdzie,
    połowę majątku dam na Tum Gnieźnieński, jako Rosenburg pragnął.... połowę zaś
    weźcie wy, Królu Miłosciwy!... Zdadzą się na odbudowanie Dobrzynia i warowni
    onych, co granic naszych strzegą przed Krzyżakami.
    Wszyscy milczeli, a przez szyby kolorowe wpadł blask słoneczny i światłem
    teczowym oblał komnatę, i wzruszone, promienne twarze nasze.
    KONIEC
    Co robzimy z choragwiami ?
    Bo wszyscy sie tak rozczulili widokiem Wawelu i wnetrza jego , ze o chorągwiach
    zaboczylim.
  • rita100 23.04.07, 22:05
    Je taki psiankny zierszyk Kajki. Nopisoł tan ziersz Kajka pod wpływem
    "Krziżoków" Sienkiewicza.

    Krzyżackie hordy
    Nie znały granic,
    Jęki i mordy -
    Wsio mnioły za nic.

    U nich wzrastała
    Pycha bez mniary,
    Ta pożądała
    Swojej ofiary.

    Noprzód wpadały
    Hordy do Litwy
    I ujarzmiały
    Lud wpośród bitwy.

    Lud ujarzmiony
    Nie miał swej woli,
    Był udręczony,
    Cierpiał w niewoli.

    W Malborskim grodzie
    Krzyżackiej buty
    O chlebie, wodzie,
    Łańcuchem skuty.

    Potem czynili
    Z pomocą zdrady
    Krytycznej chwili
    Krwawe napady.

    Na ziemię laską,
    Ci ich darzyła
    Uczciwą łaską,
    W przyjaźni żyła.

    Choć król Jagiełło
    Dla tej przyczyny
    Cierpiał niemało,
    Odpuszczał winy.

    Lecz się przrwała
    Nić cierpliwości,
    Polska powstała -
    Przyszło do złosci.

    Król bez odwłoki,
    Gdy biła trwoga,
    Zwrócił swe kroki,
    By stłumić wroga.

    Zwołał przez wicie
    Wojska niemało,
    Aby na szczycie
    Potęgi stało.

    Lecz Krzyżak hardy,
    Ufny w swe bronie
    I pełen wzgardy -
    W swej pysze tonie.

    Królowi podał
    Dwa nowe miecze,
    Lecz król się poddał
    Boskiej opiece.
    cdn
  • rita100 24.04.07, 20:50
    (...)
    Lecz pod Grunwaldem
    Z pomocą Boga
    Tam król z Witoldem
    Pobili wroga.

    Brzękły oręże,
    Zawrzała bitwa,
    Tam zbrojne męże
    Wysyła Litwa.

    Lecz przed Krzyżakiem
    Litwa tył bierze,
    Cofa się szlakiem
    Aż ku jezierze.

    Tedy skoczyli
    Polscy rycerze,
    Którzy służyli
    Królowi szczerze.

    Czarny Zawisza
    I też Powała,
    Ten walką dysze,
    Ów jakby skała.

    Zbyszko z Bogdańca
    Z swymi sługami
    Także do tańca
    Szli z Krzyżakami.

    Zewsząd się lała
    Krew strumieniami
    I uścieliła
    Ziemię trupami.

    Padł sam mistrz wielki
    I komturowie,
    I poczet wszelki,
    Wojska jak mrowie.

    Odtąd złamana
    Krzyżacka pycha
    I podeptana
    Sława Ulrycha.

    Ani oręże,
    Ni datek hojny,
    Ni zbrojne męże
    Nie wygra wojny.

    On Sędzia srogi
    W niebieskim grodzie
    Pokruszy rogi
    W hardym narodzie.

    I poprowadzi
    Lud prosty, cichy
    I tam posadzi,
    Gdzie nie masz pychy.

    Michał Kajka
    "Gazeta Mazurska" 1930
  • rita100 20.06.07, 21:09
    Mało kto wie, że jest pod Krakowem kopiec Grunwaldzki. Znajduje się on w
    Niepołomicach tuż koło zamku zbudowanego za czasów Kazimierza Wielkiego.
    Według tutejszej legendy król Władysław Jagiełło przed wyprawą na wojnę z
    Krzyżakami dozorował tu robienie zapasów suszonego mięsa z polowań w Puszczy
    Niepołomickiej. Także po zwycięstwie odpoczywał w Niepołomicach przed
    triumfalnym wyjazdem do Krakowa.

    Postanowiono więc tutaj wznieść kopiec dla uczczenia w 1910 roku pięćsetnej
    rocznicy Bitwy pod Grunwaldem.
    Przypuszczam, ze to ten kopiec
    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=201&pos=10
  • rita100 12.07.07, 21:19
    To koniec dziciukowych godów tero Teofil Ruczyński jeko młody szurek wycióngnół
    psiechtó na pola Grunwaldu do Tannenbergu. Buła 500 rocznica tyj bzitwy i buła
    łóna psianknie łopisana w "Gazecie Olsztyńskiej". Tak pod wpływem tygo bezuchu
    Ruczyński nopsisoł ziersz:

    "Na szlaku Jagiełły"
    (...)
    Błyszczą oręże,
    Jadą rycerze,
    Jagiełło i Witold ich wiodą,
    Na mnichów fałszywych,
    Krzyżaków zdradliwych,
    Co Polskę niszczą wojenną pożogą.

    Na Lidzbark, Dąbrowno
    Z potęgą ogromną
    Idą zastępy w dziejową godzinę.
    Polacy, Litwini,
    Mężni Rusini,
    A Żyzko czeską wiedzie drużyną.

    Pod Grunwald przybyli,
    Oręże dobyli,
    Każdy z nich stanął gotowy.
    Krzyżaków pobili,
    Kraj sławą okryli
    W ów rok pamiętny, dziejowy.

    Minęły wieki -
    Czas już daleki,
    Tylko historia te chwile przyzywa.
    A drogi te dawne,
    Pochodem wojsk sławne,
    Lud szlakiem Jagiełły nazywa.

    Grunwald 1911
  • rita100 27.06.08, 22:20
    Przesąd związany z pamiętną bitwą pod Grunwaldem.
    Zapodam cytat z ksiójżki "Wierzenia mazurskie" na tyn temat.
    Przesąd ten rozpowszechniony jest wśród katolików szczegolnie.
    "W pobliżu ocalałych jeszcze szczątków muru niegdysiejszej kaplicy
    grunwaldzkiej, na dość znacznej wysokości znajduje się sadzawka, wykopana jakoby
    ręką ludzką. Wodzie tej sadzawki już od dana przypisuje się moc szczególną i
    mniemanie to dotąd przetrwalo u ludzi, zwłaszcza wyznania rzymsko-katolickiego.
    Mówią o wielu cudownych uzdrowieniach, dokonanych za sprawą tej wody. Tłumy
    pospólstwa z Polski, a także i z Prus przybywają tu w drugi dzień Zielonych
    Świątek, zeby się obmyć i wykąpać w sadzawce; przy tym pozostawiają w wodzie
    różne części ubrania jak: koszule, czapki, czepce, chustki itd. Udają się tam
    niekiedy i osoby wyższego stanu, ale nocami, wstydzą się bowiem swojej
    przesądności. Tamże odbywają się pielgrzymki i składają ślubowania".
    Friedrich Samuel Bock (1716-1785) teoloh, historyj, językoznawca.
    --
    »¸.•*»Mym-só-kokanti»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 11.07.08, 21:17
    Zaczynają sie inscenizacje, wielka legendarna impreza
  • zeleznodoroznyj 07.08.08, 23:01
    Oj Bozycku - wielka, legendarna impreza, To tchnie wybacz - tannenbergiem.
  • zeleznodoroznyj 07.08.08, 21:44
    ale czy to tak na prawde warto poruszac pamienc Grunwaldu, dla mnie to
    wielokrotnie naduzywany, propagandowy motiv. Zuzity un mocno, dzis djawelnie
    skomercjalizowany. To jest najwazniejsze: Czi byli legendi i opowdziesci
    autenticzne, chtore przetrwaly wieki od sredniowiecza. Czi moze nic sie nie
    ostalo i tworzono nowe na uzitek walki nacjonalistycznej w XX stuleciu? Jak to bilo?
  • rita100 07.08.08, 22:29
    Czcimy najczęście porażki, poległe powstania, a mamy przecież w swojej historii
    i zwycięzkie boje. Nalezy się pamięć o bitwie pod Grunwaldem, dowody na to są w
    kronikach Długosza, w muzeum na Wawelu, kopiec w Niepołomicach. Po wiekach
    faktyczne zdarzenia obrastają w legendy.

    Zeleznodoroznyj, odsyłam Cię do "Muzeum Ziemi Ojczystej" Siegfreida Lenza - tam
    dostaniesz odpowiedź, czy warto ?
    Jeśli my o tym nie bedziemy pamiętać to kto ?

    "bo zawsze do tej pory było tak, że jak ktoś gdzieś daleko zabierał się za
    przedstawienie historii bez naszej zgody, to w końcu z brutalnością czołgu i
    frontowego zołnierza traktował naszą Ziemię"
    (Słownik mazurski - stronniczy)
    --
    ¸¸.•*¨`•»Patrzaj w gziozdy, ale daj pozor na droge¸¸.•*¨`•»
  • zeleznodoroznyj 07.08.08, 22:52
    Hm, Rita,,,
    Heimatmuseum stoi u mnie na regale od dawna, chiba od czasu jak byl rok jego
    wydania.
    I bywa otwieranny czesto i zawsze jest ze smutkiem odkladany, bo to gorzka lektura.
    Widzisz, dla mnie ta niezwykla ksiązka Lenza jest nie tylko nostalgicznym opisem
    swiata odeszlego a kochanego, takoz swietnym opisem zjawiska, jak latwo
    zamieniac muzea ziemi ojczystej w polityczne, sztuczne mauzolea, do ktorych Ty
    juz nie chcesz przybywac.
    Ale to sprawa indywiduallna.
    Zapewne masz swoje wlasne przezycia i doswiadczenia, ale dla mnie mit grunwaldu,
    choc odlegly jadnakze stale podsycany
    kladzie sie glebokim cieniem na pojmowaniu historii tego regionu. Najgorze, ze
    nie ma zadnej pozytywnej przeciwwagi znanej wszystkim - tylko ta zwyciezka, ale
    przecie zmarnowana walka z Krziżakami i nic
    wiencej, a tu tymczasem 500 lat minelo. Troche marnie i smutno.
  • rita100 07.08.08, 23:43
    Zeleznodoroznyj, toś Ty szczęśliwa poziadaczką ksiązki. Nie czytałam jej, tylko
    fragmenty, ale juz one wywarły wrażenie. Do tej pory nie mogę ją zdobyć.
    Nie smuć się tak tym mitem Grunwaldzkim, on przeciez nie szkodzi Warmii, a
    przecież trzeba mnieć jakieś zwycięstwa historyczne. I wiesz przecie, ze Niemcy
    chcieli wymazać ta bitwę z pamięci historycznej. Nie przejmuj sie tym tak
    bardzo, przecież otaczające nasz dzsiejsze życie równie jest marne, w zależności
    jak i kto na nie patrzy smile
    Czy uwazasz jak inni , ze na polu grunwaldzkim powinno być wesołe miasteczko ?

    Ale mi sie kleją oczy, późno uciekamy do swoich łóżek, bo jeszcze von Jungingena
    przebudzimy wink
    --
    ¸¸.•*¨`•»Patrzaj w gziozdy, ale daj pozor na droge¸¸.•*¨`•»
  • rita100 11.06.09, 21:51
    Piątek pod Grunwaldem
    "Znowu miałem okazję sięgnąć po znakomity tekst mistrza Kapuścińskiego (wydany
    znowu w tomie "Busz po polsku"). Króciutki ale jakże wymowny. Zestawienie
    wielkiej historii z codziennością, pogrążonego w historycznej refleksji
    marzyciela z twardo stąpającym po ziemi gospodarzem Piątkiem. Bitwy nie mają
    znaczenia. Liczy się ziemia i jej plony. Bo to one pozwalają żyć ludziom. Ale
    rzeczywiście coś w tym jest. Kiedy byłem z rodziną ostatnio na polach
    grunwaldzkich (nie przy okazji inscenizacji - w zwykły spokojny dzień) to też
    uderzył mnie podobny obrazek. Chodziliśmy szukając domniemanych śladów bitwy,
    znaczących miejsc, oglądaliśmy kamień w przypuszczalnym miejscu śmierci
    wielkiego mistrza a niedaleko rolnik, nie oglądając się wcale na nas pracował w
    polu. Też uderzył nas ten kontrast: miejsce wielkiej bitwy, pewne nabożeństwo
    krążących tam turystów, tragizm przeszłości i zwykła codzienna praca. A może
    widziałem Piątka albo potomka Piątka?
    marienburg.blox.pl/html/1310721,262146,14,15.html?1,2008
  • rita100 22.06.09, 21:48
    W roku 1411 ścięto głowę Mikołaja Ryńskiego, jednemu z założycieli "Z.J." i
    chorąży Chełmna, za dezercję (zdradę) z częścią rycerzy swojej chorągwi w Bitwie
    pod Grunwaldem.

    Nicolas von Renis był jednym z przywódców Związku Jaszczurczego, który miał dbać
    o interesy rycerstwa ziemi chełmińskiej. Wszystko zmieniło się podczas bitwy
    grunwaldzkiej w roku 1410.

    www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080816/TURYSTYKA/120625671
    I zdrady bywają od wieków wieków znane ludzkości.
    Teraz to nie wiem jaki jest najstaraszy zawód świata ? Sprawa sporna.
  • rita100 06.01.10, 18:15
    Lecz pod Grunwaldem
    z pomocą Boga
    Tam król z Witoldem
    pobili wroga

    (Michał Kayka)
  • rita100 14.01.10, 18:00
    No słuchata, musiwa sia spióńć wink
  • rita100 16.01.10, 21:02
    W roku 1930 redakcja "Mazura" wydała "Krzyżaków" gotykiem w formie książkowej z
    pięknymi ilustracjami. Książka ta wywarła ogromne wrażenie na lud mazurski.
    Kajka pod jej wpływem napisał wiersz "Bitwa pod Grunwaldem". I nie koniec na
    tym, bo chcąc się przekonać jak ta książka Sienkiewicz została przyjęta przez
    czytelników redakcja rozpisała konkurs. Jeden z czytelników pod świeżym
    wrażeniem tej lektury tak napisał do redakcji "Mazura"

    "Szanowny Panie Redaktorze w Szczytnie

    Na zagadnienie i zapitanie w tszech punktach o smrodliwych Krzyżakach! Co do
    pierwszego punktu do najważniejszych osób przidzie Rizesz Zbiszko, Jurand i
    Danuska (toć diabelski Zigfrid nie). Co do drugiego punktu Szanowni Panowie
    prosze nie pitaicie wiele sie, oto, jakiem stari jeszczem taki powieści nie
    czitał i nie słiszał, prawda czitałem rozmaite polskie ksąszki i niemieckie
    Romansi, ale do ti powieści wszistko nic, tu pszi czitaniu idzie płacz z boleści
    o naszych przedkach co smrodliwi Krziżaci im narobili, ale tich zdrajców,
    którech jeszcze i dziś mami (Macht). Co do trzeciego punktu, Jurandowi oczi
    wiłupili i Język urzneli i Ramie odcieli, abi zupełnie zmarniał i to uczinili w
    lochu w Zamku w Szczitnie i na to tylko Prawda przeszłości i zdradliwych
    wściekłych Krzyżakach. W tem Kochani Panowie nie wezce za złe kedim za wiele
    napisał i bim prosił rzebim takich rzeczi więci wiedzieli za wszistko z
    podziękowaniem i serdecznym pozdrowieniem."

    (Wrzesiński W. - Mazurzy o "Krzyżakach" Henryka Sienkiewicza. "Warmia i Mazury"
    1960; nr 7/8)
    (jerzy oleksiński- "bar ziemi mazurskiej")

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka