05.05.06, 21:17
Kaīls anksteīnai, czyli witajcie w wątku o starodawnych ludach pruskich.

‘Wytęż wzrok’ i ...zauważ ślady obecności na tej naszej ziomecce
jej najdawniejszych mieszkańców, bałtyjskich Prusów. Nie będzie łatwo, bo
Prusowie nie stworzyli własnego państwa, nie budowali miast, nie mieli nawet
pisma.

Mieszkali w lasach, które wówczas gęsto porastały cały teren obecnej Warmii i
Mazur, a w razie zagrożenia (bo wojny międzyplemienne nie były rzadkością)
chronili się w grodziskach na wzgórzach, często sztucznie usypanych,
otoczonych wałami ziemnymi, gdzieś nad jeziorem, jakimś przesmykiem wodnym
lub w pobliżu bagnisk. I właśnie tych grodzisk dziś poszukamy.

Pierwsze znajduje się o rzut beretem od Olsztyna, nad jeziorem Wulpińskim, w
miejscu, gdzie to duże jezioro przewęża się (tam, gdzie jeszcze po wojnie był
prom łączący oba brzegi jeziora) – kto był nad jeziorem Wulpińskim, pewnie
zna to miejsce. Dojść do tego miejsca można od strony osady Sząbruk-Siła, a
zobaczyć na stronie:
www.rowery.olsztyn.pl/photo.php?r=65&i=010
- to zdjęcie, a także jedno przed i co najmniej dwa po.
Edytor zaawansowany
  • tralala33 05.05.06, 21:19
    A Rita dopisała nam krótki wstęp do historii tych ludów:

    Rita100 14.09.05, 20:22 zarchiwizowany

    Plemie Prusy
    to jeszcze nazwa z IX wieku inaczej określali ją "Bruzi"
    sami Prusowie, czyli lud zamieszkały na obszarze Puszczy Galindzkiej. Obok
    znajdowało sie plemie Warmii. Dowiedzieliśmy się o tym plemieniu dopiero po
    podboju Prus przez Zakon Krzyżacki.
    29 lipca 1243 roku legat papieski Wilhelm z Modemy dokonał podziału ziemi na
    cztery diecezje. Pierwszym biskupem warmińskim został biskup Anzelm. Ponieważ
    ludności było mało tereny te skolonizowali i zasiedlali.
    U wyjscia rzeki Pasłeki powstało pierwsze miasto warmińskie Braniewo. W 1310
    roku obdarzono przywilejem lokacyjnym miasteczko Frombork.
    Kolonizacyjna polityka wymagała obronności dlatego wszystkie miasta Prus
    wymagały fortyfikacji czyli budowano zamki wraz z zespołem obronnym. Czyli
    najwazniejszy był tu aspekt militarny. Cała tą politykę prowadził Zakon
    Krzyżacki.
    Stopniowo opanowano także puszcze i w Barczewie wybudowano strażnicę obrony o
    nazwie Wartburg czyli Góra Strażnicza, dzisiejsze Barczewo. Następnie inny brat
    zakonny Henryk von Luter poszerzał granice i podbijał plemiona i tak sobie
    doszedł do zakola Łyny gdzie w 1334 zbudowano drewnianą strażnicę obronną o
    nazwie zamek nad Łanią czyli w mowie pruskiej Allenstein a dziś Olsztyn -
    dawniej Łolsztyn, Łolsztain ....
    Zakon Krzyżacki szedł i szedł i doszli do następnego plemienia nad jeziorem
    Bertings i znów zalożyli sobie strażnicę o nazwie Bertingen - dziś Bartążek.

    Ziemiczka nasza nigdy nie miała spokoju, wrogość miedzy Prusami i Litwinami
    była wielka i często toczyły sie boje i wzajemne najazdy. Plemiona ciągle były
    wyniszczane.
  • rita100 05.05.06, 21:27
    Dodam, ze w języku Prusów Allen oznacza łanię , bo tak plemie to nazywało rzekę
    Łynę , a końcówka -stein oznacza zamek , czyli warownię i tak oto mamy całą
    nazwę miasta Allenstein czyli Łolstyn . A teraz Olsztyn.
  • tralala33 06.05.06, 17:36
    ‘Są tu też olsztyńskie baby, ale niektóre z nich to nie baby, tylko
    chłopy, mają 700 lat i stoją na dziedzińcu zamku olsztyńskiego’ – wbrew
    pozorom nie jest to fragment programu kabaretowo-satyrycznego, lecz cytat, choć
    niedosłowny, z telewizyjnego komentarza do Tour de Pologne.
    Baby są pruskie, nie olsztyńskie; wszystkie przedstawiają postaci męskie –
    co niektóre mają oblicza ozdobione sumiastymi wąsami; w ręku trzymają często
    róg
    (być może bojowy, być może ofiarny, a są tacy, co przypuszczają, że był to róg
    do picia?), za pasem mają miecz (oczywiście pod warunkiem, ze upływ czasu,
    wiatr i deszcz nie zatarły wyrzeźbionych kształtów); baby mają więcej niż 700
    lat, powstawały najprawdopodobniej od IX do XI w. naszej ery, a tworzyli je
    Prusowie, którzy zamieszkiwali te ziemie od co najmniej V-VI w. naszej ery. A
    jeśli chodzi o baby z olsztyńskiego zamku – to są to ponoć kopie, a
    oryginały skrywa magazyn muzealny – ale to tylko niepotwierdzona informacja,
    zasłyszana od jednego z przewodników olsztyńskich. W czasach wprowadzania
    chrześcijaństwa na ziemie pruskie baby tępiono – do
    naszych czasów przetrwało ich około 20.
  • tralala33 06.05.06, 17:36
    Mam tu cztery baby na 'przymusowej emigracji' w Gdańsku
    rzygacz.webd.pl/index.php?id=24,104,0,0,1,0
    to w sumie już sześć (dwie olsztyńskie, też 'emigrantki' i cztery gdańskie) -
    zostaje nam jeszcze 14 do odnalezienia.
  • tralala33 06.05.06, 17:38
    A Rita dopisała:

    "Najbardziej mi się podoba ta, że po prostu przyszły, żeby się nami opiekować.
    Ich opiekę można na sobie odczuć, bo jeżeli każdą z nich pogłaszcze się trzy
    razy po głowie, mrucząc w tym czasie swoje życzenie (to samo przy wszystkich
    czterech babach) to to życzenie się sprawdzi. Murowane! Gwarantowane! Na Bank!"

    hoho, ja nie wiem czy Olsztyniacy o tym wiedza, bo gdyby wiedzieli to
    zagłaskały by je na śmierć. I ja będąc w Olsztynie nic o nich nie wiedziałam.
    Ale powiem Ci , że kiedy wycieli topole nad jeziorem Długim to na pniach
    poukładał ktoś ogromne rzezby z drewna i nie wiem czy tam nie była własnie
    baba - miała duzy nos , a na tym nosie zostawiłam swój podpis. Gdybym wiedziała
    napewno bym i pogłaskała trzy razy - szkoda, szkoda. Nawet i te rzeźby ponoć
    znikneły, ale zostały zdjecia.
  • rita100 06.05.06, 20:42
    Baby są pruskie, nie olsztyńskie; wszystkie przedstawiają postaci męskie –
    co niektóre mają oblicza ozdobione sumiastymi wąsami; w ręku trzymają często
    róg

    Dlaczego są to postacie męskie, kiedy przypuszcza sie , ze są to matki
    opłakujące swoich synów, którzy gineli w walce z Krzyżakami.
  • rita100 06.05.06, 20:45
    Już odpowiadam wink
    Dlaczego "baby"? słowo to nie ma nic wspólnego z płcią figur. Raczej należałoby
    je kojarzyć z takimi znanymi wszystkim obiektami, jak babki z piasku czy babka
    drożdżowa - a więc coś stojącego, o niezbyt wyszukanym kształcie. Trochę to
    podobne do słowa "bałwan", które zanim zaczęło oznaczać tylko figury śniegowe,
    oznaczało "bałwany pogańskie", czy to kamienne, czy drewniane. Ciekawostką
    jest, że określenie "baby" weszło już w XIX wieku do niemieckiej literatury
    specjalistycznej, ponieważ już wtedy zauważono podobieństwa między figurami
    pruskimi a podobnymi obiektami w strefie stepowej, od Podola przez Ukrainę aż
    hen! w głąb Azji. Tamtejsza ludność nazywa je w swoim języku "kamennyje baby" i
    stąd przejęli to Niemcy.
    rzygacz.webd.pl/index.php?id=24,104,0,0,1,0
  • rita100 06.05.06, 20:47
    Jeszcze jedno mam pytanie.
    Tralala, jak myslisz , gdzie jest najwłaściwsze miejsce Bab Pruskich. Gdzie byś
    je widziała najchetniej ?
  • tralala33 08.05.06, 20:45
    To prędzej budowniczowie chrześcijańskich kościołów, księża i zakonnicy
    krzyżaccy chcieli udowodnić, że dawne bóstwa pogańskie są słabsze niż Bóg
    chrześcijan, i dlatego te wmurowane baby. Znalazłam na ten temat artykuł, ale
    muszę mieć nieco czasu, żeby dokładnie przeczytać i jakoś pokrótce opisać.
  • rita100 08.05.06, 20:54
    Ale przecież kościoły budowali Prusowie jako poddani. Więc to oni mogli
    swoją 'Babę' zamurować i w ten sposób mogła przetrwać. Nikt nie bedzie murów
    rozwalał by zniszczyć Babę. Ciekawy to problem i ciekawe jak to inni widzą.
    Nie spiesz się Tralala - zaczeliśmy już tyle wątków , jest co pisać.
  • rita100 08.05.06, 21:10
    Poza tym Tralala pomyśl logicznie - gdzie swoje skarby chowali ludzie dawnie ?
    Odpowiadam smile
    Swoje największe i drogocenne skarby ludzie zamurowywali. To była prawie reguła.
    Ile skarbów odnaleziono w murach ?
  • tralala33 09.05.06, 17:59
    Skarby zakopywano w ziemi - kto wie, czy gdzieś tam pod naszą ziomecką nie śpią
    pruskie baby?

    Udało mi się (jeszcze na Forum Olsztyna) wyszukać zdjęcia bab 'olsztyńskich' i
    dodatkowo 'bartoszyckiej'
    perkuns.fm.interia.pl/Galerie/bk01.html
    perkuns.fm.interia.pl/Galerie/bk05.html
    Choć trudno mi uwierzyć, że ta z kulką to też baba. Może nie są piękne -
    to prawda, żadna z nich nie może się równać z Wenus z Milo, ale przecież to nie
    bziałki )) Poza tym spójrzcie na zdjęcia ich twarzy, na zbilżenia - mają takie
    ciekawe, smutne spojrzenia. Zasługują na to, by stać się jeszcze jednym
    symbolem Warmii i Mazur. Byle tylko nikt ich nie zagłaskał 'naśmierć'.
  • tralala33 09.05.06, 17:59
    Nie znalazłam zdjęcia baby z Wejsun, widocznie jeszcze nie trafila do
    internetu, albo się dobrze ukrywa, za to mam nieco o niej wiadomości:
    Niedaleko Ratusza w Piszu znajduje się najstarszy piski zabytek - kamienna baba
    pochodząca ze wsi Wejsuny i licząca sobie najprawdopodobniej ponad 1000 lat
    (datę jej powstania określa się na VIII wiek n.e.). Stanowiła ona
    prawdopodobnie ważny przedmiot kultu staropruskiego plemienia Galindów. W samym
    Piszu stoi od 1969 roku. Jak podają przekazy, w 1872 roku natrafili na nią dwaj
    mieszkańcy wsi - Wielk i Sadowski. Znajdowała się pod lasem na kupie kamieni.
    Początkowo chcieli zrobić z niej nagrobek dla zmarłego członka rodziny.
    Później, za namową miejscowego nauczyciela, wkopali posąg w pobliżu drogi do
    Pisza. Jak mówią podobno rocznie wędrowała 2 centymetry w kierunku miasta...
    Prawda, że ładna legenda (o tym wędrowaniu)?
  • tralala33 09.05.06, 18:00
    Tak zwane baby kamienne odnajdowano głównie w trzech regionach wczesno-
    średniowiecznego osadnictwa pruskiego (współczesne nazwy miejscowości): barcko-
    natangijskim (Barciany, Elanowka, Młynisko, Nagornoje oraz dwa egzemplarze z
    Bartoszyc), galindzkim (Kalinowo, Piętki, Targowo, Wejsuny i dwa zabytki z
    miejscowości Jelitki) oraz pomezańsko-sasińskim (z zabytkami z Boreczna,
    Bratiana, Bronowa, Dzierzgonia, Gałdowa-Jędrychowa, Mózgowa-Laseczna, Nipkowa-
    Susza i Prątnicy). A tu zdjęcie pruskiej baby z Prątnicy:
    www.aefl.de/sewerynhistory/prontnikau02.jpg

  • tralala33 09.05.06, 18:01
    Baba z Prątnicy - dosłownie ją zamurowało, w życiu to się
    rzadko zdarza, żeby babę zamurowało smile
    Skorzystam z opisu przy jej zdjęciu (w nieco skróconej wersji):
    Kościół parafialny św. Katarzyny w Prątnicy, wzniesiony w 1330r., posiada
    wmurowany w północną ścianę kruchty, pogański posąg kamienny. Baba ta,
    spoczywająca obecnie w pozycji poziomej, wykonana została z jednego bloku
    granitu. Z całego widocznego fragmentu, jedynie w górnej części przedstawienia
    wyodrębniono dobrze czytelną twarz, z silnie zaznaczonym czołem i nosem, który
    od spodu ogranicza łódkowate wyżłobienie ust, a u nasady wyraźne zagłębienia
    oczodołów z łukami brwiowymi. Głowa przechodzi bezpośrednio (bez zaznaczania
    szyi) w korpus postaci, stwarzający jedynie w swej górnej części wrażenie
    ramion. Figura ma ok. 207 cm długości (w tym głowa 32 cm), przy średniej
    szerokości ok. 50 cm. Baba z Prątnicy nie posiada jakichkolwiek widocznych
    atrybutów (jak np. miecz, róg do picia), typowych dla tego rodzaju zabytków z
    terenu Prus. Jej twórca nie zadbał także o przedstawienie rąk.
  • tralala33 09.05.06, 18:02
    Nie tylko my pamiętamy o babach pruskich. Szukając informacji
    w internecie (a nie ma tego wiele) natknęłam się na taką wypowiedź na forum
    gazety olsztyńskiej w wątku 'Szukamy pamiątki regionalnej'(nie podaję linka bo
    zbyt długi; tylko cytat)
    Krzych75 napisał: Pytanie tylko co można lansować jako oryginalną pamiątkę
    prosto z pruskich ziem? Odpowiedź jest banalna, bo przykład stoi na środku
    naszego zamku. Chodzi mi o tzw. baby pruskie. Wyrzeźbiona w kamieniu byłaby o
    wiele atrakcyjniejszą (i bardziej tajemnieczą, bo do dzisiaj nie wiadomo czemu
    służyły) pamiątką. (27 lipca 2005). Więc może jest szansa?
  • rita100 09.05.06, 20:34
    www.aefl.de/sewerynhistory/prontnikau02.jpg
    Ta kamienna 'Baba' ma szczęście, bo tylko dzieki tej twarzy została chyba
    zidentyfikowana, inaczej przepadłaby jak inne , które wciąż się poszukuje.
    Dlatego bardzo ważne by wiedzieć , że takie istniały i być może jeszcze gdzieś
    się błakają. Dlatego apel, by zwracać uwagę na szczegóły patrząc na kamienie.
  • tralala33 10.05.06, 20:40
    Zanim Prusowie ruszą na bitwę z Krzyżakami przedstawmy dwie baby z Bartoszyc.

    Okazuje się, że niektóre baby mają już swoje imiona. Tak jest w przypadku dwóch
    bab bartoszyckich. A to ich historia:
    W Bartoszycach, na skwerze przy skrzyżowaniu ulic Bohaterów Warszawy i Curie-
    Skłodowskiej stoi grupa pomników, złożona z dwu kamiennych posągów i kamiennej
    misy. Mieszkańcy Bartoszyc przechodzą codziennie koło tych pamiątek odległej
    przeszłości. Nazywają je ‘bartkami’, lecz nazwa ta nie ma żadnego
    historycznego uzasadnienia. Przed drugą wojną światową nazywano je Bartel i
    Gustebalde. Uczeni zwą je ‘babami kamiennymi’.

    Gustabalda przez stulecia znajdowała się wewnątrz kościoła Świętego Jana
    Chrzciciela, gdzie zapewne umieścił ją jakiś przemyślny kapłan, pragnąc świeżo
    nawróconym Prusom uprzyjemnić mszę. Bartel jeszcze w roku 1706 stał przed
    gospodą przy (nie istniejącej obecnie) bramie miejskiej na drodze do Królewca.
    W roku 1769 przeniesiono go na rynek bartoszycki. Następnie po zburzeniu
    ratusza w roku 1819, obydwa posągi powędrowały na plac przed szkołą, w roku
    1825 na górę zamkową, a po zbudowaniu tam w 1902 roku, na fundamentach zamku
    krzyżackiego, rezydencji starostwa ‘bartki’ umieszczono na skwerze, gdzie stoją
    do dziś.

    Gustlaba i Bartek - jedno imię tak jakby niemieckie, drugie staropolskie, chyba
    może tak zostać?
  • tralala33 10.05.06, 20:40
    A Rita na Forum Olsztyna dopisała:

    Tralala, czyli musimy teraz uporządkowac nasze Baby pruskie, choć jeden z Bab
    okazuje się meżczyzną smilew Bartoszycach.

    Posągi te obtoczone są licznymi legendami. Według jednej posąg mniejszy, niby
    to żeński, to przeklęta przez matkę dziewczyna, skamieniała w progu kościoła
    Świętego Jana Chrzciciela. Z pewnych motywów tej legendy można wnioskować, że
    powstała ona jeszcze przed reformacją w Prusach. Dzięki przedsiębiorczemu
    grafowi posągi bartoszyckie zyskały europejską sławę. Ich wizerunki oglądano na
    filiżankach najlepszych fabryk porcelany i na fajeczkach wyrabianych w
    Berlinie. Bartoszyczanie uwierzyli w stworzone przez grafa legendy (męska
    figura miała przedstawiać apostoła Bartłomieja, rzekomo legendarnego
    założyciela Bartoszyc, a żeńska - księżniczkę pruską Gustabaldę) i tak przez
    długi czas kościół parafialny nazywano kościołem Świętego Bartłomieja, tworzono
    wiersze i piosenki na cześć apostolskiego założyciela miasta, nie kwestiono
    imienia Gustabaldy. Poza Bartoszycami sława "bartków" trwała dość krótko,
    ponieważ dość szybko poznano się na mistyfikacji.

  • tralala33 10.05.06, 20:41
    Bartel i Gustelabe znaleźli się także na niemieckiej stronie
    www.ostpreussen.net/index.php?seite_id=12&kreis=15&stadt=01&bericht=06

    Na dobry początek ich niemiecka nazwa Steinmütterchen, czyli
    kamienne mamuśki, więc i Niemcy dostrzegali w nich kobiety a nie mężczyzn.


    A tu mam tłumaczenie tekstu z niemieckiej strony o Prusach Wschodnich i naszych
    bartoszyckich babach:

    Te dwie figury kamienne, zwane kamiennobrodym gburem [chamem; chłopem], były
    niegdyś szeroko znane. Stoją one po lewej stronie drogi prowadzącej do
    szpitala. Figury te są wyciosanymi z grubsza z granitu postaciami
    ludzkimi ze stożkowatymi czapkami. Wyżłobienia oznaczają oczy i usta,
    wypukłości opracowano dla brody i nosa.

    Chodzi tu o przykłady owych mamusiek kamiennych, które spotkać można w
    Rosji az po Mongolię. Naukowcy nie wypracowali jednak jednolitego poglądu co do
    pochodzenia tych figur. Ich pojawienie się we Wschodnich Prusach mogło być
    związane z inwazjami ludów koczowniczych ze wschodu w czasach
    przedzakonnych. Inni uważają kamienne mamuśki za dzieła sztuki Prusów,
    powstałe w 1 tysiącleciu naszej ery. Mogły one przedstawiać boga wojny
    Potrimkusa, przy czym róg i miecz miałyby być symbolami wody i wojny.
  • rita100 10.05.06, 21:22
    Tralala, czy te mamuśki pruskie , bo bardzo trafne oreślenie są jakoś
    chronione ? Zabezpieczone ? Bo to penie najstarszy zabytek z naszej krainy.
    Nie znajdujemy nic starszego i żadnych pozostalości po Prusach oprócz
    kurchanów ?
  • tralala33 10.05.06, 21:23
    Te w muzeach w Olsztynie czy Gdańsku na pewno. Nad innymi czuwają pruskie
    bóstwa.
  • rita100 10.05.06, 21:33
    Chcesz powiedzieć, że ci inni nie wiedzą co posiadają ? smile
    Toz mają złoto ziemi pod ochroną.
  • tralala33 03.06.06, 21:09
    Wiedzą - chciałam tylko powiedzieć, że inne baby nie siedzą schowane po muzeach
    lecz nadal twardo stoją na pruskiej ziemi pod pruskim niebem, tak jak baba w
    Piszu -

    Niedaleko Ratusza w Piszu znajduje się najstarszy piski zabytek - kamienna baba
    pochodząca ze wsi Wejsuny i licząca sobie najprawdopodobniej ponad 1000 lat
    (datę jej powstania określa się na VIII wiek n.e.). Stanowiła ona
    prawdopodobnie ważny przedmiot kultu staropruskiego plemienia Galindów. W samym
    Piszu stoi od 1969 roku. Jak podają przekazy, w 1872 roku natrafili na nią dwaj
    mieszkańcy wsi - Wielk i Sadowski. Znajdowała się pod lasem na kupie kamieni.
    Początkowo chcieli zrobić z niej nagrobek dla zmarłego członka rodziny.
    Później, za namową miejscowego nauczyciela, wkopali posąg w pobliżu drogi do
    Pisza. Jak mówią podobno rocznie wędrowała 2 centymetry w kierunku miasta...


    Inna wieść głosi, że ok. roku 1886 po polowaniu na dziki, miejscowy leśniczy
    zadowolony z dobrego przebiegu polowania i rozohocony wypitym alkoholem,
    strzelił do "baby" ze sztucera, odtrącając jej nos. Miejscowi nazywali ją
    Francuzem, bo według legendy została wyrzeźbiona na pamiątkę przemarszu wojsk
    napoleońskich.

  • tralala33 20.06.06, 21:00
    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3429742.html
    Fotograf Mieczysław Wieliczko jest bardzo zadowolony z tego, jak pokazał "babę
    pruską" na zamkowym dziedzińcu. Nikt tak wcześniej tego nie zrobił. W
    promieniach słonecznych lśni tylko baba i sławna lipa, podczas gdy otoczenie
    tonie w mroku. - Cały rok czekałem na odpowiednie warunki. Sama chwila trwa
    kilkanaście minut i baba znowu chowa się w cieniu - mówi artysta.
  • rita100 10.05.06, 21:36
    Te 'bartki' to chyba największe zabytki Bartoszyc.

    Gustlaba i Bartek - jedno imię tak jakby niemieckie, drugie staropolskie.
    pewnie , że może zostać ,najgorsze sa zmiany nazewnictwa - już to znamy, juz
    miejscowości pozmieniali, niech'bartki' zostaną w swoim nazewnistwie.
  • tralala33 16.05.06, 21:03
    Dziś wieczorem czas na baśń o pruskiej księżniczce zaklętej w kamień

    Był słoneczny majowy dzień. Piękna królewna Gustebalda wraz z dziewczętami
    wyszła nad Łynę. Siadła nad brzegiem a dziewczęta koło niej. Wiły wianki, a
    potem rzucały je do wody i śpiewały piosenki. W pewnej chwili Gustebalda
    spojrzała na wodę i zauważyła jak ku brzegowi płynie złota rybka, a za nią z
    rozwartą paszczą duży szczupak. Zaledwie dwie fale dzieliły go od tej małej
    rybki. Królewna widząc to rzuciła swój wianek pomiędzy obydwie ryby. Spłoszony
    szczupak uciekł w bok, a złota rybka przepłynęła do stóp pięknej królewny. Ta
    schyliła się i wzięła rybkę w dłoń. – Rybko moja złota, powiedz, co się
    stało? – zapytała. – Jestem córką króla ryb i wracam do domu. Dziękuję za
    ocalenie mnie od szczupaka – usłyszała w odpowiedzi. Gustebalda schyliła się i
    wpuściła rybkę do wody, a ta wesoło odpłynęła do swojego pałacu.
    Król ryb surowym wzrokiem zmierzył swą córkę, gdyż długa jej nieobecność
    zniecierpliwiła go trochę. - Mój ojcze – zaczęła mała rybka – Nie gniewaj się!
    Kiedy wracałam do domu gonił mnie straszny szczupak. W obawie przed nim
    skręciłam na brzeg, gdzie stała piękna królewna Gustebalda. Ona właśnie
    odstraszyła szczupaka ratując mnie od śmierci. Tatusiu, mój drogi! Nie
    wyobrażasz sobie jaka ona piękna, jaka dobra i mądra. Rybi król zadumał się. Po
    chwili odezwał się. - Za ocalenie życia mojej córki należy się nagroda. Żabo,
    idź więc i powiedz tej pani, żeby stawiła się nad brzegiem, gdzie uratowała
    moją córkę – rozkazał żabie król.


  • tralala33 16.05.06, 21:04
    Nie trwało długo, a nad Łyną zjawiła się piękna Gustebalda. – Proś mnie o co
    chcesz! Wszystko ci dam za uratowanie mojej córki! – powiedział król. Królewna
    po chwili odparła: - Słyszę śpiew ptaków w naszych pięknych lasach, ale o czym
    one śpiewają - nie wiem. Słyszę szum wszystkich naszych rzek i jezior, ale o
    czym one mówią – tego również nie wiem. Królu, słyszałam, że ty rozumiesz
    tajemniczy język wszystkiego, co jest na świecie. Proszę cię, naucz mnie tego
    języka. - Żądasz bardzo wiele, Gustebaldo – odrzekł król. – Zbyt wielkie to
    brzemię - taka mądrość. Obawiam się, że nie zdołasz jej unieść i załamiesz się.
    Zastanów się nad tym jeszcze raz. Ja mej obietnicy nie cofnę. Dam ci to, o co
    prosisz. Po chwili Gustebalda rzekła stanowczo: - Wielki władco ryb nie lękam
    się niczego. Król ryb podpłynął do Gustebaldy, otworzył paszczę, potrząsnął
    głową, aż wyrzucił mały czarny kamyk. – Ten kamień, który ci daję – to wielka
    część mojej siły i wiedzy. To, co dostałaś ode mnie, niech nie przejdzie od
    ciebie do nikogo. Pamiętaj byś dochowała tajemnicy, jeśli ją zdradzisz,
    zamienisz się w kamień – powiedział król.
  • tralala33 16.05.06, 21:04
    Nazajutrz o wschodzie słońca piękna Gustebalda pobiegła do lasu, by posłuchać,
    co mówią zwierzęta o kraju swoim. – Jedzcie, moje dzieci, odżywiajcie się
    dobrze i używajcie świata, bo nadejdzie czas, że na tej ziemi nie będzie
    żadnych niedźwiedzi. I tak jak nasz ród wyginie – tak wyginą Prusowie. Przyjdą
    tu bowiem ludzie z zachodu, zabiorą wszystko i wszystkich. Za tysiąc lat ludzie
    ogniem i mieczem zniszczą naszą ziemię – powiedziała stara niedźwiedzica, która
    karmiła swoje dzieci plastrami miodu.
    Gustebalda słysząc to wszystko pobiegła do ojca i opowiedziała mu przestrogę,
    jednak ten zbył ją uśmiechem. Postanowiła więc, że zwoła okoliczny lud i
    obwieści im swoje proroctwa. – Zwołałam was po to, by odkryć tajemniczą
    przyszłość – zaczęła Gustebalda. – Starajcie się zachować wszystko co
    usłyszycie, by ujść zagładzie. - A czemu mamy wierzyć w te prorocze słowa? –
    zapytał ktoś z tłumu. – Lepiej byłoby, gdybyś mnie oto nie pytał. Przysięgam,
    że nie złamię tajemnicy, od tego zależy moje życie. Jeśli ją złamię, stanę się
    kamieniem – odpowiedziała Gustebalda.
  • tralala33 16.05.06, 21:05
    Lud jednak w dalszym ciągu nie chciał
    wierzyć. Gustebalda otworzyła więc usta i wyjęła kamyk spod języka. – Ten
    kamień dał mi król ryb – powiedziała pokazując go wszystkim zebranym. – Ma on
    niezwykłą siłę. Dzięki niemu słyszę o czym rozmawiają zwierzęta. I właśnie od
    nich dowiedziałam się o tym, przed czym was ostrzegłam. Gdy tylko to wyrzekła
    jej nogi zaczęły drętwieć, zamieniając się w szkarłatno- czerwony granit. –
    Żegnaj ludu mój umiłowany. Żegnaj. Ja kamienieję... – to były ostatnie słowa
    pięknej Gustebaldy.
    perkuns.fm.interia.pl/Galerie/bk08.html
  • tralala33 19.05.06, 20:25
    W swojej Kronice Ziemi Pruskiej Piotr z Dusbruga tak oto określa granice Prus
    bałtyjskich:
    'Ziemia pruska za swoje granice, w których się mieści, ma Wisłe, Morze Słone
    (Bałtyk), ziemię ruską, Księstwo Mazowieckie i Księstwo Dobrzyńskie. Wisła jest
    rzeką płynącą z Krakowa do ziemi pomorskiej, wpadającą do morzą w pobliżu zamku
    Gdańsk, odzielającą Polskę i Pomorze od Prus. Także Niemen jst rzeką, która
    wypływa z królestwa ruskiego, wpada do morza w pobliżu zamku i miasta Kłajpedy,
    oddziela Ruś, Litwę i Kuronię od Prus.'
  • tralala33 19.05.06, 20:30
    Tak wytyczoną Ziemię Pruską podzielił kronikarz na 11 części:
    'Pierwszą jest ziemia chełmińska i lubawska, która przed przybyciem braci domu
    niemieckiego była wyludniona. Drugą Pomezania, trzecią Pogezania, czwartą
    Warmia, piatą Natangia, szóstą Sambia, siódmą Nadrowia, ósmą Skalowia,
    dziewiątą Sudowia, dziesiątą Galindia, a jedenastą Barcja lub Plike Barcja.'
  • tralala33 19.05.06, 20:38
    Bracia domu zakonnego czyli Krzyżacy przybyli na Ziemię Pruską w konkretnym
    celu, nic więc dziwnego, że ich kronikarz skrupulatnie odnotował siłe wojskową
    pogańskich Prusów.
    "Bartowie było to jedno z tych plemion, które do wojny nie miało więcej niż dwa
    tysiące jeźdźców, a za to wiele tysięcy piechoty. Bogata i ludna Sambia mogła
    wystawić cztery tysiące jeźdźców i czterdzieśi tysięcy piechoty. Szlaechtni
    Sudwowie, którzy przewyższali innych szlachetnością obyczajów, tak też górowali
    nad innymi bogactwem i siłą. Mieli bowiem sześć tysięcy jeźdźców i prawie
    niezliczoną ilośc wojowników. Każde z plemion miało wiele mocnych zamków, o
    których byłoby rzeczą nudną opowiadać szczegółowo."
  • tralala33 19.05.06, 20:45
    Mocno jednak podkolorował Piotr z Dusburga potegę militarną Prusów. Tak mocnych
    zamków, jak późniejsze, krzyżackie, z czerwonej cegły murowane Prusowie nie
    wznosili. Budowali jedynie drewniane grody bronione przez wały ziemne i
    palisady. Wątpliwe też, by mogli zgromadzić niezliczoną liczbę wojowników. No i
    ustępowali Krzyżakom pod względem uzbrojenia i przywódctwa wojskowego.
    Wychwalanie potęgi wojskowej Prusów pozwoliło jednak kronikarzowi zwrócić się
    do czytelnika z takim napomnieniem:

    'Spójrz zatem na znaki Boże, które są wielkie, i na cuda, które są potężne.
    Siedmiu braci domu niemieckiego wraz z kilkoma zbrojnymi wznosząc budowlę
    obronną na ziemi chełmińskiej, najpierw odważyło się uderzyć na tak wielką i
    niezliczoną liczbę plemion, a z upływem czasu w przeciągu 53 lat wyniszczyli je
    do tego stopnia, iż nie było ani jednego, który by poddał karku pod jarzmo
    wiary.'
  • rita100 20.05.06, 21:20
    No pewnie , gdzież bosym Prusakom do potęki Krzyżackiej uzbrojonej od stóp do
    głowy.
  • tralala33 22.05.06, 21:00
    Galindowie są powszechnie kojarzeni z ludem Galindai, wspomnianym przez
    Klaudiusza Ptolemeusza, a łączonym z wielkim skupiskiem stanowisk
    archeologicznych z I w. p.n.e.–IV w. n.e. na Pojezierzu Mrągowskim i w Krainie
    Wielkich Jezior. Pozostawili po sobie liczne rozległe cmentarzyska z bogatym
    wyposażeniem grobowym, obejmującym m.in. liczne przedmioty pochodzące z
    cesarstwa rzymskiego. W V w. załamało się osadnictwo, zapewne wskutek migracji
    części Galindów na południe Europy, razem z plemionami germańskimi,
    prawdopodobnie aż do Hiszpanii.

    Te informacje zaczernęłam z arcyciekawej strony www.pradzieje.pl
    tinyurl.com/fe8xy

    W VI w. na Pojezierzu Mrągowskim pojawiło się specyficzne ugrupowanie
    kulturowe, które można uznać za ślad powrotu do ojczyzny części tych Galindów,
    którzy wcześniej wzięli udział w wędrówkach Germanów. W końcu VII w. kultura
    Galindów przyjmuje model typowy dla pozostałych ludów zachodniobałtyjskich. W
    XII w. najazdy Jaćwingów i Polan doprowadzają do rozbicia Galindów; do czasów
    krzyżackich przetrwały ich tylko niewielkie skupiska. W XIII–XIV w. dawne
    terytorium Galindów stanowiło nie zamieszkaną tzw. Pustać Galindzką, na której
    osadzono mazowowieckich chłopów (Mazurów), przodków mazurskiej ludności Prus.
  • tralala33 22.05.06, 21:02
    O spustoszeniu ziemi galindzkiej pisał Piotr z Dusburga. Ciekawe, jak do
    relacji tego krzyżackiego dziejopisa odnoszą się dziś historycy.

    O spustoszeniu ziemi galindzkiej - kronika Piotra z Dusbruga

    Galindowie urośli w znaczenie i jakby wypuszczając kiełki rozmnożyli się i
    umocnili, i napełnili swą ziemię tak bardzo, że odtąd nie mogła ich wyżywić. I
    dlatego tak jak faraon dla pognębienia ludu Izraela rzekł akuszerkom: Jeśli
    urodzi się chłopiec, zabijcie go, a jeśli dziewczynka, zachowajcie przy życiu.
    Tak też Galindom wydawało się dobrą decyzją ażeby, jeśli narodzi się dziecko
    płci żeńskiej, zabijać je, a chłopców zachowywać przy życiu do wojny.
    cdn
  • tralala33 22.05.06, 21:03
    Jednak kobiety widząc urodę noworodków w tajemnicy ukrywały je, wówczas za
    powszechną radą i zgodą odcięli wszystkim swoim żonom piersi, żeby nie mogły
    karmić nimi żadnego dziecka. Kobiety oburzone taką pogardą i haniebnym
    postępowaniem, udały się do pewnej pani, która w ich wierzeniach uchodziła za
    osobę świętą i prorokinię. Poprosiły ją, aby im pomogła. Ta zaś wezwała
    znaczniejszych z całego kraju i rzekła: "Nasi bogowie chcą, aby wszyscy bez
    oręża i jakichkolwiek środków obrony wyruszyli na wojnę przeciwko
    chrześcijanom". To usłyszawszy natychmiast jej posłuchali i w radosnym nastroju
    wyruszyli na sąsiednią ziemię chrześcijańską.
    cdn
  • tralala33 22.05.06, 21:04
    Tam oprócz tego, że wyrządzili wiele szkód, uprowadzili niezliczoną liczbę
    ludzi i zwierząt. W drodze powrotnej niektórzy z jeńców potajemnie uciekli,
    powrócili do chrześcijan i powiedzieli, że w całym wojsku pogańskim nie ma
    żadnej broni. Chrześcijanie zachęceni tymi słowami udali się w pościg za
    Galindami z wielkim oddziałem, uderzyli na nich i wszystkich bez jakiegokolwiek
    oporu zabili.
    Kiedy o tym dowiedzieli się Sudowowie i inne sąsiednie plemiona, wtargnęli do
    wspomnianej ziemi galindzkiej i kobiety, dzieci i innych, którzy w domu
    pozostali, uprowadzili w długotrwałą niewolę, tak iż ziemia ta aż po dzień
    dzisiejszy pozostaje wyludniona.

    Tyle o wyginięciu Galindów pisze trzynastowieczny kronikarz.
  • tralala33 22.05.06, 21:06
    Dziś śladów po pruskich galindach poszukują archeolodzy z Uniwersytetu
    Warszawskiego. Oto opis jednego z wielu odnalezionych i przebadanych grodzisk.

    "Szestno-Czarny Las, stanowisko III (grodzisko). Niewielkie grodzisko pruskich
    Galindów, ukryte wśród malowniczych wzgórz na południe od Szestna.
    Najważniejsze stanowisko z wczesnego średniowiecza w badanym przez nas rejonie.
    W czasie kilku sezonów badawczych udało się ustalić, że gród w Czarnym Lesie
    był zamieszkiwany na przełomie X i XI wieku.
    Obiekt był otoczony drewnianym wałem, wzniesionym z dębowych bierwion. We
    wnętrzu grodu funkcjonowała stała zabudowa; jeden z budynków pełnił
    prawdopodobnie funkcję domu zmarłych: w jego kamiennej podwalinie odkryto
    spalone szczątki co najmniej 21 osób. Bardzo liczna seria zabytków metalowych
    (ozdób ze srebra i brązu, brązowych i żelaznych elementów rzędu końskiego
    [wędzidła, okucia uzdy] i oporządzenia jeździeckiego [ostrogi] oraz broni
    [groty strzał i włóczni, fragment topora]) pozwala na precyzyjne określenie
    chronologii grodziska. Nie ulega też wątpliwości, że gród w Czarnym Lesie
    został zniszczony około połowy XI w.; wskazuje na to wyraźna warstwa spalenizny
    we wnętrzu obiektu i zwęglone relikty wału. We wschodniej części grodziska
    znaleziono kilka charakterystycznych grotów strzał, typowych dla wojowników
    skandynawskich. Można więc domniemywać, że gród padł łupem wikińskiej drużyny,
    bądź napastników, którzy używali uzbrojenia charakterystycznego dla wikingów.
    Być może moment złupienia Czarnego Lasu można skorelować z czasem ukrycia
    skarbu srebrnych ozdób z pobliskiego Brodzikowa."
    ze strony www.archeo.uw.edu.pl/Galindia/00.html
  • fedar 23.05.06, 09:39
    To ja zapodam jeszcze link do innych linków z opisami i zdjęciami z ziemi Natangów i innych pruskich plemion.
    Przyjemnego klikania.
  • rita100 23.05.06, 20:52
    Ciekawe po czym poznajecie te grodziska róznych plemion. Czym one się między
    sobą różniły ? Tylko pewnie po miejscach osiedlanych. Ale przecież plemiona się
    przemieszczały. To tak stare dzieje, że napewno trudno.
  • rita100 23.05.06, 21:07
    www.pruthenia.strefa.pl/c5.html
    Ta stronka jest bardzo dobra. Ona chyba się jeszcze w rozbudowie. Ale mp3 z
    mową pruską słyszę. Ale checa , nic z niej nie rozumię. To jest dawny jezyk
    pruski. On istnieje - niemożliwe. Ale język, bardzo bardzo cieżki.
    Słychać jezyk staropruski - ale wrażenie

    To szluczka z tej okazji.
    Kto się posługiwał tym językiem ?
  • tralala33 23.05.06, 21:27
    Ba, jest nawet książka po staroprusku i poezje - szkoda, że bez tłumaczenia.
    Zaglądałam do słowniczka, lecz za nic nie mogę zrozumieć o czym jest ten
    wiersz. Jest w nim i puchar, i delektować się i strach, obawa, jakieś
    znalezisko, moc, siła - i nic z tego nie wynika sad

    Kasse paggan as ni wīrst engērdauwusi
    kāi tū tūls ni segīlai tīt
    Kasse paggan as bijja
    kāi as wīrst ainuntan pernaikinnusi
    Kasse paggan tū ni bilāi nika
    - di spārtais gule

    As wīrst aupalusi warin en subsei
    As wīrst waiţāwusi, kāi tīt as ni kwāi
    Ni wīrst bijāwusi
    Adder tū wīrst waiţāwuns
    kasse paggan
    Kattija
  • akszugor 13.09.06, 12:01
    Ja się posługuję tym językiem, jak wiele innych osób na Litwie, Łotwie,
    Estonii, USA, w Polsce i Obw. Kaliningradzkim.
    Niedawno była konferencja po prusku w Górowie Iławieckim. Za rok kolejna.
    Mamy też flagę pruską i własne forum, gdzie można uczyć się pruskiego języka i
    rozmawiać po prusku.
    Prusowie żyją!
  • tralala33 13.09.06, 20:19
    A czy możesz nam powiedzieć o czym jest ten wiersz:
    Kasse paggan as ni wīrst engērdauwusi
    kāi tū tūls ni segīlai tīt
    Kasse paggan as bijja
    kāi as wīrst ainuntan pernaikinnusi
    Kasse paggan tū ni bilāi nika
    - di spārtais gule

    As wīrst aupalusi warin en subsei
    As wīrst waiţāwusi, kāi tīt as ni kwāi
    Ni wīrst bijāwusi
    Adder tū wīrst waiţāwuns
    kasse paggan
  • akszugor 13.09.06, 21:37
    Proponuje samemu przetlumaczyc, juz jest wirtualny translator
    prusa.miestai.net/wirdeins/
    to dobra rozrywka i nauka slowek jezyka jakze pieknego smile

    pozdrawiam serdecznie!
  • fedar 23.05.06, 21:44
    Nie znam się na tym, ale myślę że głównie po terytorium. Nie sądzę żeby posiadały jakieś cechy specyficzne. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to wpływ kultur ościennych uwidaczniający się w jakichś cechach czy formach odnajdowanych zabytkowych przedmiotów, ale to takie moje osobiste "gdybanie". Aha, jeszcze mogą być przekazy zarejestrowane przez współczesnych im kronikarzy nie-Prusów. Prusowie nie wykształcili własnego pisma, więc rodzimych źródeł pisanych brak. Gdzieś czytałem, że terytoria plemienne na dobre wykształciły się na niedługo przed przybyciem krzyżaków. A co działo się przez kilka wcześniejszych wieków?
  • svolo 24.05.06, 09:59
    Rownież Morąg został zbudowany najprawdopodobniej na miejscu prapruskiego
    grodziska.Miasto( a wcześniej grodzisko(?)) praktycznie do XVIII wieku było
    oblaną ze wszystkich stron wyspą, do ktorej prowadziły dwa sztucznie
    "zbudowane" nasypy ziemne.Dopiero w II-giej połowie XVIII wieku władze pruskie
    postanowiły powiększyć obszar miasta. Zaczęto osuszać potęzne jezioro
    Morąg(obecne rozlewisko morąskie) Obnizono poziom wod jeziora Skiertąg,zasypano
    bagna.Dzięki tym zabiegom prusacy zyskali nowe tereny pod rozbudowe miasta.Ale
    tylko pozornie operacja zakończyła sie sukcesem.
    Ponieważ w związku z osuszeniem jezior itd,obnizył sie poziom wod
    gruntowych,budynki na terenie starego miasta(rowniez Zamek Morąg) zaczęly pękac
    i mniej lub bardzie zapadać sie w ziemi. Tak dzieje sie do dzis.
    W sumie "praprusowie" zyjąc w pełnej harmonii z naturą przetrwali na tych
    terenach bez większych globalnych wstrząsow przez kilkaset(?) lat(do czasu rzezi
    krzyzackiej),natomiast prusacy ingerując w nature rozbudowali miasto ,ktore w
    owczesnych latach potęzne, stało sie "kolosem na glińianych nogach".
    Jaki z tego morał???
    Pozdrawiam

    Zapraszamy do odwiedzenia Zamku Morąg.
  • fedar 24.05.06, 10:13
    Zdaje się, że zamek został częściowo odbudowany i otworzył swoje podwoje dla turystów. To już kolejna zachęta do odwiedzenia zamku i chętnie skorzystam z zaproszenia.
  • tralala33 24.05.06, 20:55
    Piotr z Dusburga pisze ‘Prusowie nie znali pojęcia Boga.’ Oczywiście ma na
    myśli Boga chrześcijan, gdyż Prusowie wierzyli we własne bóstwa ‘czcili każde
    stworzenie, ptaki, zwierzęta czworonożne, a nawet ropuchę. Za święte uważali
    gaje, pola i wody tak bardzo, że nawet nie odważali się w nich wycinać drzew
    ani uprawiać ziemi, ani łowić ryb.’

    Dalej kronikarz pisze coś, co przez kolejne wieki wzbudzało kontrowersje:
    ‘W samym środku tego przewrotnego ludu, a mianowicie w Nadrwoii, znajdowało się
    pewne miejsce zwane Romowe, które brało swoją nazwę od Rzymu; mieszkał w nim
    pewien człowiek zwany Kriwe, któremu oddawali cześć jakby papieżowi, ponieważ,
    tak jak papież kieruje całym Kościołem wiernych, tak też tamten kierował
    nakazami bądź poleceniami nie tylko wspomnianymi plemionami, ale również
    Litwinami i innymi narodami ziemi inflanckiej. Tak wielką bowiem cieszył się
    powagą, że nie tylko on sam, lecz także poseł z laską od niego odbierał od
    królów i możnych, i od całego narodu wielką cześć. (Kriwe) utrzymywał też
    wieczny ogień.’

    Dziś badacze uważają, że każde plemię a nawet każdy okręg osadniczy miał
    swojego głównego kapłana, Kriwe, który przebywał w takim świętym miejscu,
    zwanym Ramowe. Aleksander Brückner przypuszcza, że nazwa kapłana – Kriwe –
    pochodziła od laski, zwanej krzywulą, która była symbolem jego magicznej
    władzy.
  • tralala33 24.05.06, 20:55
    W książce ‘Starożytna Litwa – ludy i bogi’ Aleksander Brückner przywołuje tekst
    kronikarza Piotra z Dusburga i opatruje go swoim komentarzem.

    "Inne źródło, acz w osiemdziesiąt lat później spisane, u Prusów pogan zaznacza
    istnienie świętych gajów, pól i rzek, gdzie ani rąbano, ani orano lub koszono,
    ani ryb łowiono, ani wody pito, ani do, brzegów przybijano, dokąd niepowołany
    wejść nie śmiał, szczególnie chrześcijanom dostępu broniono: Gaje, pola i wody
    poświęcone są bóstwom powietrza i wody, ziemi i ognia, ciałom niebieskim,
    gromowi, ptactwu, zwierzętom czworonożnym i gadam (zamiast gadów wymienia
    kronikarz pogardliwie ropuchę). Bóstwo obierało gaj, pole lub wadę; rękojmią
    jego obecności było jakieś drzewo lub wyróżniająca się grupa drzew, albo drzewo
    z gałęziami wrastającymi w pień lub rozszczepione niby i znowu zrosłe, drzewo z
    niezwykłymi naroślami, bądź też inne przypadkowe znaki; podobnie było z wodą. W
    znamienitszych miejscach utrzymywał ofiarnik święty ogień, niegasnący, żywy;
    dla większych gminnych ofiar zwoływał on tam wiernych krywą (laską); tu
    ofiarowano część (trzecią) zdobyczy wojennej, mianowicie zaś palono żywcem
    najznakomitszych jeńców, w pełnej zbroi, na koniu, uwiązawszy go do palów lub
    drzew. Los oznaczał taką ofiarę: w r. 1261 padł los dwa razy na Hirzhalsa z
    Magdeburga; dwa razy go Mont za dobrodziejstwa, jakich od niego w Magdeburgu
    doznawał, od stosu uwolnił, lecz gdy i za trzecim razem los jego wskazał, dał
    się sam Hirzhals do konia przywiązać i spalić. Końmi gonią (czy może tylko
    Litwini?) tak długo, aż się ledwie na nogach utrzymać mogą, po czym je wiążą i
    palą bogom."
  • rita100 24.05.06, 21:06
    Takie gaje święte to istny rezerwat przyrody chroniony przez Prusów. Mogę sobie
    to wyobrażać jak one musiały dziewiczo wyglądać smile
  • rita100 24.05.06, 22:03
    Nie wiem kto to napisał, ale miejsce tego wiersza napewno jest tutaj.
    Ciekawe czy Prusowie mieli coś w rodzaju hymnu swojego ?

    (`'·.¸(`'·.¸ ¸.·'´) ¸.·'´)¸.·'´)
    «`'·.¸.¤... ¤.¸.·'´»crying¸.·` * (¸.·` *
    (¸.·'´(¸.·'´ `'·.¸)`' ·.¸)
    ¸.·´ Jestem Prusakiym, znacie farbi moje
    ( `·chorągiew bziało-corno prszed sie mom
    ( `·.Za wolnośc prszodków kładli dusy swoje,
    ( `·co oznacajó kolory me wam.
    ....Nigdy nie bynde wuntpiuł,
    ( `·.choc ón niemynżnie walcył,
    ( `·.cy w chmurny dzień, cy w słonce mile lśnie,
    .....jestem Prusakiem, Prusakiem być chce.
    ( `·.¸
    `·.¸ )*´¨)
    (`'·.¸(`'·.¸ ¸.·'´) ¸.·'´)¸.·'´)
    «`'·.¸.¤... ¤.¸.·'´»crying¸.·` * (¸.·` *1953roku
    (¸.·'´(¸.·'´ `'·.¸)`' ·.¸)
  • tralala33 29.05.06, 21:03
    Z Kroniki Piotra z Dusburga:
    Prusowie wierzyli w zmartwychwstanie ciała, jednak nie tak jak powinni.
    Wierzyli bowiem, że jeśli ktoś za życia był człowiekiem szlachetnie urodzonym
    lub człowiekiem niskiego pochodzenia, bogaczem lub biedakiem, władcą lub
    poddanym, takim samym będzie też po zmartwychwstaniu. Stąd wziął się zwyczaj,
    że wraz ze zmarłymi dostojnikami palono oręż, konie, służących, służebnice, psy
    myśliwskie, ptaki drapieżne i inne przedmioty niezbędne w rycerskim rzemiośle.
    Wraz ze zmarłymi niskiego stanu palno to, co było im potrzebne w służbie,
    Wierzyli, że spalone rzeczy zmartwychwstaną wraz z nimi i będą im służyły jak
    wcześniej.
  • tralala33 29.05.06, 21:05
    Podobnie pisał na ten temat Aleksander Bruckner:
    "Dawniej, w X wieku, opowiadano dziwy, co z majątkiem ruchomym po nieboszczyku
    się działo; nie spalony leżał on w chacie tym dłużej (czasem miesiącami lub
    przez pół roku), im dłużej starczyło ruchomości dla ugaszczania krewnych i
    przyjaciół; gdy się zasoby wyczerpał - dzielono ostatki na nierówne części,
    kładziono je odstępami na przestrzeni jednomilowej, najmniejszą przy samej
    chacie, i urządzano wyścigi (ulubiony sport narodowy) na kilka mil od
    rozłożonego majątku; pierwszy zabierał pierwszą i największą część itd. Potem
    dopiero palono nieboszczyka z bronią i odzieżą, z żonami i niewolnikami."

  • rita100 10.10.06, 20:19
    A taką wzmiankę podał Wańkowicz:
    "Wszak jeszcze w drugiej ćwierci XV wieku biskup sambijski, Mikołaj, zakazał
    pod karą chłosty i grzywny odprawiania pogrzebów według rytuału pogańskiego,
    zbierania sie w puszczach nad mogiłami, urządzania tam biesiad, składania ofiar
    i wzywania demonów. Jeszcze w 1520 roku gdy na wody sambijskie napłynęły okręty
    gdańskie, władze zezwoliły na złożenie ofiar z czarnego byka dla odstraszania
    nieprzujaciela. "
  • tralala33 30.05.06, 10:55
    Ciekawy artykuł o grodzisku nad Jeziorem Dadaj
    www.wm.pl/index.php?ct=home&id=636598
    Grodzisko Malakof
    Przed II wojną światową Niemcy nazwali grodzisko nad Dadajem mianem Malakof.
    Można tam się dostać jadąc do wsi Dadaj, a następnie wychodząc piaskową drogą
    dookoła południowo-zachodniej odnogi jeziora. Po drodze zobaczymy kilka wzgórz,
    które swym niezwykłym kształtem mogą przypominać kurhany lub grodziska. My
    jednak, trzymając się wschodniego brzegu zatoki, musimy maszerować na północ,
    prawie na koniec półwyspu. Grodzisko widać już z daleka, dzięki widocznemu
    nasypowi ziemi, ze wschodniej strony łagodniejszemu i wyraźnemu "hełmowi" na
    szczycie. Współcześnie, na szczycie ustawiono znak triangulacyjny. Niedaleko,
    na północ od Ramsowa, znajdowało się drugie grodzisko ulokowane nad brzegiem
    już nieistniejącego jeziora. Właśnie w pobliżu tego miejsca w 1854 roku odkryto
    depozyt 336 dirhem z IX wieku bitych w mennicach w Bagdadzie, Basrze, Kufie,
    Samarkandzie. Podobne znalezisko odkryto także w okolicach Barczewa. To dowód
    na ożywione kontakty handlowe miejscowych Galindów z osadami nadmorskimi i
    wędrownymi kupcami.
  • tralala33 30.05.06, 10:55
    Arabski kapitał
    Czym był skarb arabskich monet znaleziony w pobliżu jeziora Dadaj? Możemy tylko
    snuć przypuszczenia. Prusowie mieli kontakty handlowe z wędrownymi kupcami.
    Najczęściej pojawiali się oni w ustalonych porach roku, zatrzymywali się przy
    grodach strażniczych i tam prowadzili wymianę. Kupcami byli sami Prusowie, ale
    i Rusini, Skandynawowie oraz mieszkańcy Europy Zachodniej. Właśnie z kręgu
    bizantyjskiego do Prusów docierały monety arabskie, które stanowiły źródło
    kruszca do produkcji ozdób, wykonywanych z form odlewniczych, z użyciem sztuki
    filigranu, granulacji oraz tłoczenia blach z matryc. Arabskie dirhemy
    traktowane były przez Prusów nie posiadających systemu monetarnego jak polskie
    grzywny, czyli jako cenny metal. Wiedzieli, że jedna, srebrna, niewytarta
    dirhema ważyła około 4 gramów i to stanowiło podstawę do wymiany towarowej.
    Prusowie ukrywali też monety, wiedząc, że w ostateczności będą one stanowić
    dobry, łatwy do przechowania kapitał. Skarby monet archeolodzy odkrywali
    głównie w strefie przybrzeżnej, na Półwyspie Sambijskim. Czy więc dirhemy pod
    Ramsowem ukryte były przez kupca, czy przez zapobiegliwy ród?
  • tralala33 31.05.06, 21:39
    W swojej kronice Piotr z Dusburga podaje wiele przykładów cudownych zdarzeń,
    które miały miejsce na pogańskiej, pruskiej ziemi. I które zapewne umacniały
    wiarę rycerzy krzyżowych w słusznośc swojej misji:

    "O pewnym cudzie
    W ziemi sambijskiej (...) żył pewien Prus o imieniu Dorge, który unikał białych
    koni; kiedy wójt Sambii, brat Teodoryk chciał go odwieść od tego przesądu,
    wówczas kupił mu białego konia, którego wbrew woli Dorgego wstawił w jego
    stajni na jedną noc, a kiedy nastał świt, znalazł uduszonego konia oraz martwe
    w całości bydło. Tego samego próbował trzykrotnie i za każdym razem z takim
    samym wynikiem. Za czwartym razem tenże wójt kupił mu czwartego białego konia,
    twierdząc, że pragnie powtarzać to tyle razy, dopóki tamten nie odstąpi od tego
    przesądu. I tak wreszcie kiedy diabeł nie udusił czwartego konia, wówczas sam
    Dorge uwierzył i w pokorze przyznał się do błędu, i został gorliwym wyznawcą
    wiary i obrońcą ludzi wierzących i płomiennym czcicielem Boga i świętych, i
    utwierdzał w wierze serca wielu nowo narodzonych."

  • rita100 31.05.06, 21:53
    A to dlatego palono wszystkie rzeczy, by sobie mógł zabrać ze sobą.
    A żony tez palono ?
  • rita100 31.05.06, 21:59
    rita100 napisała:

    > A to dlatego palono wszystkie rzeczy, by sobie mógł zabrać ze sobą.
    > A żony tez palono ?

    Przepraszam za pytanie , w dalszej części wszystko zostalo wyjaśnione.
    A ten cud to cud diabelski smile
  • tralala33 31.05.06, 22:03
    Może tym niekochanym żonom udawało się ujść z życiem? W końcu nieboszczyk może
    nie potrzebował ich w przyszłym życiu. Swoją drogą - straszne te zwyczaje. A to
    rozdawanie i palenie majątku - niektórzy piszą, że właśnie z tego powodu,
    między innymi, wśród Prusów nie powstało silne państwo, nikt nie dziedziczył
    dużego majątku po zmarłym ojcu i nie mógł wybić się na to, by zostać silnym
    władcą, prawdziwym królem.
  • rita100 31.05.06, 22:42
    No właśnie , dobrze zauważyłaś. Ale dzisiaj ludzie się zabijają za majątkiem za
    życia i po życiu smile
  • tralala33 06.06.06, 21:42
    Ola Lemańska pisze o dwojakim postrzeganiu Prusów przez inne narody:
    Średniowiecznym kronikarzom chrześcijańskim zdarzało się szafować negatywnymi
    określeniami wobec podbijanych ludów. Niemal każdy naród pogański zasługiwał
    sobie na miano „srogiego”, „dzikiego” i „okrutnego”. Jako że Prusowie
    utrzymywali się długo poza granicami chrześcijańskiej Europy, ich wizerunek
    odmalowano podobnie. Ponieważ sami nie znali pisma, wzmianki piśmienne na temat
    ich obyczajowości, wierzeń i stosunków społecznych pochodzą głównie ze
    spuścizny chrześcijańskich kronik i zapisków. Jan Długosz raz pisze o ludzie
    srogim i okrutnym, o „czci demonów” i zaślepieniu w błędach, w innym zaś
    miejscu czytamy, że Prusowie byli gościnni i ludzcy, używali kobylego mleka (co
    możniejsi, bardziej ubodzy pili miód), nie znali wina, aczkolwiek uważali, że
    nie ugościli dostatecznie, jeśli gościa nie widzieli pijanego, a każdego
    głodnego przybysza karmili do syta.
  • rita100 09.06.06, 20:00
    Przed meczem Polska -Ekwador troche wywołam ducha Prusów

    Czy "pruskie baby" mają związek z Krzyżakami ?
    Zagadkowe kamienne posągi, tzw. baby pruskie, przedstawiające (wbrew nazwie)
    mężczyzn, spotykane na ziemiach zamieszkanych w średniowieczu przez ludność
    zachodniobałtyjską, prawdopodobnie powstały na zlecenie Krzyżaków. „Na obecnym
    etapie badań trudno określić ich funkcję, ale być może wiązała się ona z
    ideologicznym +kryzysem krucjatowym+, jaki dotknął Krzyżaków po zakończeniu
    podboju ziem pruskich w 1283 roku” – przypuszcza Jerzy Marek Łapo, archeolog i
    historyk z Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie.

    Naukowiec interesuje się „babami” od kilku lat, od czasu otwarcia rozprawy
    doktorskiej poświęconej mazurskim stanowiskom archeologicznym oraz wydarzeniom
    historycznym w aspekcie podań ludowych i nazw fizjograficznych.
  • rita100 09.06.06, 20:04
    BABY PRAWDZIWE, BABY FAŁSZYWE
    Zagadkowe posągi to z grubsza ociosane bryły kamienia, o wysokości do około 1,5
    metra, przedstawiające postać z twarzą, na której zaznaczono oczy i nos, czasem
    usta i brodę. W prawej ręce postać trzyma róg, uznawany za rytualne naczynie do
    picia, często w lewej miecz lub tasak. Niektóre spośród „bab” nie posiadają
    atrybutów wojownika, a mają np. dłonie złożone na krzyż na piersiach.

    Ale są też „baby" fałszywe. „Wszystkich posągów naliczono 21. Przy dokonanej
    weryfikacji do grona "bab" prawdziwych zaliczyć można 13, charakteryzujących
    się zbliżoną stylistyką i symboliką. Pozostałe to najpewniej wytwory
    nowożytnych rzeźbiarzy–amatorów. Sądzę, że są też jeszcze nie odkryte
    egzemplarze” – mówi archeolog.
  • rita100 09.06.06, 20:04
    "+Baby+ występują w dwóch wyraźnych skupiskach – w okolicach Iławy oraz
    Bartoszyc” – dodaje.

    Studia wyrzeźbionych szczegółów wyglądu i uzbrojenia przyniosły ciekawe
    wnioski. „Na +babie+ z Barcian, ustawionej na dziedzińcu zamku w Olsztynie,
    wypatrzyłem pawęż – specyficzną tarczę wiązaną z ludnością pruską, której
    później używali Krzyżacy. Pawęże datowane są już na początek późnego
    średniowiecza” – opowiada naukowiec.

    „Także u innych +bab+ można dopatrzyć się elementów uzbrojenia, ogólnie
    datowanych na przełom XIII i XIV wieku oraz XIV w. +Baba+ z Mózgowa-Laseczna ma
    tasak, ta z Bartoszyc - hełm pruski, a z Dzierzgonia miecz. +Baby pruskie+
    niewątpliwie przedstawiają wojowników pruskich, ale być może ich datowanie
    należy przesunąć z wczesnego średniowiecza na przełom XIII/XIV w. oraz pierwszą
    połowę XIV w.” – dodaje.
  • rita100 09.06.06, 20:06
    Jest wiele hipotez próbujących wyjaśnić przeznaczenie posągów. Mogli to być
    bohaterowie, którzy zginęli na obcej ziemi lub pruskie bożki. W folklorze
    pruskim "baby" są najczęściej utożsamiane z osobami, które za jakieś
    przewinienia zostały zaklęte w kamienie. „Mimo że w tym roku mija 300 lat od
    jednej z najstarszych wzmianek na temat tego typu rzeźb w Prusach - o
    bartoszyckim +Bartlu+ (Bartel to nazwa zwyczajowa bartoszyckiej "baby" – PAP),
    to nadal nie wyjaśniono przekonywująco ich genezy i przeznaczenia” – mówi Jerzy
    Marek Łapo.
  • rita100 09.06.06, 20:06
    Naukowiec uważa, że posągi zwane babami pruskimi mogły grać pewną rolę w
    specyficznych turniejach rycerskich organizowanych przez Krzyżaków. „Podczas
    nich rycerze zakonni zdobywali wzgórza zwane Jerozolimą. Według dość
    lakonicznej wzmianki z XVIII w., na owych ufortyfikowanych wzniesieniach miał
    być wydobywany posąg zwany Jerusalem. Wzgórza zwane Jerusalemberg znane były z
    okolic wszystkich ważniejszych zamków krzyżackich w Prusach Książęcych i
    Królewskich, ale także z okolic np. prowincjonalnego zamku w Ełku. Wiązanie
    +bab kamiennych+ z owymi posągami jest dość ryzykowne, lecz wcale nie
    nieprawdopodobne. +Baba+ byłaby więc pewną, symboliczną wizualizacją stereotypu
    Prusa widzianego oczami Krzyżaków” – rozważa archeolog.
  • rita100 09.06.06, 20:07
    „Temat +bab pruskich+ wymaga badań interdyscyplinarnych. Należałoby zacząć od
    spektrografii materiałów kamiennych, studiów bronioznawczych, archeologicznych
    i historycznych nad osadnictwem oraz obyczajowością krzyżacką, a zakończyć na
    studiach z zakresu historii sztuki i religioznawstwa” – podsumowuje Jerzy Marek
    Łapo.

    PAP - Nauka w Polsce, Adam Lisiecki
    A tu wklejam stronkę na której znajduje się nowe spojrzenie +Bab Pruskich+
    Wklejam , bo zdarza się , ze stronki się nie otwierają po jakimś czasie.
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=91&news_id=8045&layout=0&forum_id=2499&page=text
  • tralala33 09.06.06, 20:29
    Nie wiem, czy Baby będą zadowolone, że je pan Łapo tak odmłodził. Ale byłoby
    pięknie, gdyby tematem zainteresował większe grono naukowców. Baby znajdowano
    też daleko od Prus, na stepach Ukrainy, a tam przecież Krzyżaków nie było.
  • tralala33 09.06.06, 20:26
    Szkoda, że nie wymieniono tych prawdziwych. Do fałszywych podobno zalicza się
    Babę z Pisza -szkoda, bo ja ją lubię sad
  • rita100 23.06.06, 20:01
    Tralala, muszę Ci powiedzieć , że coś z tymi 'Babami Pruskim' coś jest nie tak.
    Nie podoba mi się teoria , że te baby przedstawiają chlopów. Coś sobie tego nie
    mogę wyobrazić. Podobały mi się , kiedy one były babami płaczącymi po stracie
    swoich synów, męzów, takie baby , które były kobietami , a nie wojownikami w
    postaci kobiet. Sama zaobacz na ich twarze, noszą ból i pokore. Mają coś
    magicznego w sobie , ale nie mogę sobie wyobrazić , że kamienirz wykuwał postać
    wojownika. To cos nie tak. Jakoś tego nie mogę zrozumieć. Dzisiejsze czasy są
    takie zwariowane , ale dla mnie postać wykutej kobiety to kobieta. Dlaczego
    patrząc na kobietę mam myśleć , że to mężczyzna ? Może inni to rozumią , ale
    mnie to nie przekonuje. Czy aby ten naukowiec dobrze mysli co takie rzeczy
    pisze ?
  • tralala33 23.06.06, 20:58
    A mnie najbardziej martwi, że to być może nie Prusowie a Krzyżacy wykuli w
    kamieniu te posągi. zawsze sobie myślałam, że zostało na tej ziomeczce coś
    materialnego, coś do obejrzenia i dotknięcia ręką po pradawnych mieszkańcach.
    Oczywiście są grodziska i kurhany, ale one nie przemawiają tak do wyobraźni.
    Poczekajmy - niech naukowcy roztrzygną spór. Dobrze, że chcą się zajmować tym
    tematem.
  • rita100 29.06.06, 20:35
    Dlatego te Baby Pruskie nie są tak popularne, bo mała wiedza o nich, a tak
    naprawdę to róznie można mysleć - dla mnie to baby pruskie , biedne , pokorne
    po stracie synów.
    Popatrz co Gajowy chce zalinkować smile
    www.pruthenia.strefa.pl/index.html
  • rita100 08.07.06, 21:55
    Prusowie we wczesnym średniowieczu
    Antonowicz Jerzy: Instytut Mazurski "Odra" R 4:1948r nr 16
    Antonowicz Jerzy 'Prusowie we wczesnym średniowieczu i zarys ich kultury
    materialnej. W.: Szkice z dziejów Pomorza. T. 1 S.121-159, ilustracje.

    Może takie materialy kogos zainteresują
  • rita100 12.10.06, 22:20
    www.alnestabs.prv.pl/
    Tu mamy też fajne wiadomości o Babach Pruskich
  • akszugor 17.10.06, 10:36
    To strona zespolu. W nocy z 31 pazdziernika na 1 listopada w pubie u Gacka
    bedzie koncert. Na stronie zespolu w dziale "muzyka" mozna sciagnac mp3 do
    posluchania z ich demo. W jednym utworze (Hej, Pruska Ziemio!) wykorzystano moj
    wiersz.
    Na koncercie prawdopodobnie procz zespolu wystapie takze ja i moj kolega
    Nertiks.
    Zapraszam juz dzis.
  • tralala33 08.08.06, 21:20
    Znalazłam taki artykuł w Gazecie Olsztyńskiej i nic z niego nie rozmumiem sad
    Tytuł brzmi 'Pruskie zagrożenie' - ? Łobaczta co napsisali:

    Pruskie zagrożenie
    [04.08.2006]Archeolodzy z brodnickiego muzeum odkryli w Gutowie XII-wieczne
    grodzisko. W czasie wykopalisk wydobyto z ziemi m. in. zabytkowe przedmioty
    codziennego użytku.
    Ekipa archeologów przez 3 tygodnie penetrowała grodzisko w Gutowie, które ma
    dobrze zachowane wały o wysokości kilkunastu metrów. Prace prowadzono w ramach
    grantu z Ministerstwa Nauki i Informatyzacji pn. "Pogranicze polsko-pruskie we
    wczesnym średniowieczu - Ziemia Lubawska".

    Dowiemy się co jedli
    - Wykonaliśmy dwa wykopy badawcze, w których stwierdziliśmy nawarstwienia
    świadczące o demolacyjno-pożarowym zniszczeniu grodu. Był to okres nasilonej
    ekspansji słowiańskiej na ziemie pogańskich Prusów - wyjaśnia archeolog
    Kazimierz Grążawski, szef ekspedycji.

    Podczas prac wykopaliskowych odnaleziono zabytkowe przedmioty użytkowe takie
    jak fragmenty ceramiki, haczyki na ryby, oprawy wykonane z rogu i nożyki.

    - Wał był bardziej rozbudowany od strony północnej, bowiem z tego kierunku
    spodziewano się potencjalnych pruskich najeźdźców - dodaje Szymon Marcjanek,
    archeolog z Torunia.

    Dokładne opracowanie wyników badań potrwa do końca roku. Wtedy znane będą już
    rezultaty specjalnych analiz dotyczących dat funkcjonowania i zniszczenia
    dawnego grodu. Dowiemy się również jakie było menu mieszkańców, na co polowali
    i co uprawiali.

    Okoliczna penetracja
    Latem ubiegłego roku ta sama ekspedycja penetrowała podobne grodzisko w
    Zwiniarzu (powiat nowomiejski). Znaleziono wówczas kamienne żarna,
    średniowieczny toporek, ozdoby z brązu i inne przedmioty codziennego użytku.
    Ostatnio archeolodzy natrafili też na późnośredniowieczny gródek rycerski
    niedaleko Grodziczna. Miejsce domniemanego grodziska znajduje się 2 km od
    centrum wsi. Na miejscu archeolodzy przeprowadzili już wstępne oględziny kopca.

    No to kto był najeźdzcą? Kto był dla kogo zagrożeniem? Prusowie czy Słowianie?
  • gietpe 08.08.06, 21:27
    świadczące o demolacyjno-pożarowym zniszczeniu grodu. Był to okres nasilonej
    ekspansji słowiańskiej na ziemie pogańskich Prusów - wyjaśnia archeolog
    może po powrocie z ekspansji zdazały się zachowania skutkujące demolacyjnie
    i pożarowo smile
  • tralala33 08.08.06, 21:35
    Tak, też mi się to spodobało - demolacyjny - chyba sobie przyswoję nowe
    słówko smile
    Pod zdjęciem podpisali to bardziej po ludzku:
    Gród najprawdopodobniej został splądrowany, a następnie spalony - oto wynik
    wstępnych analiz archeologów w Gutowie
  • tralala33 30.08.06, 21:44
    Powoli spod ziemi wyłaniają się pozostałości po kolejnym grodzie pruskim, tym
    razem w pobliżu Kętrzyna, a więc na ziemi Bartów.
    ketrzyn.wm.pl/?&main=17&c=143,3,7254,,Osada%20czy%20miejsce%20kultu?.html
    G.O Ewa Kisielewska
    Ekipa archeologów z Muzeum im. Wojciecha Kętrzyńskiego rozpoczęła w Poganowie
    niedaleko Kętrzyna wykopaliska w miejscu wczesnośredniowiecznego kompleksu
    osadniczego Poganowo IV.

    - Przypuszczamy, że mamy do czynienia z doskonale zachowanym kompleksem
    osadniczym z XI-XII w. złożonym z grodziska i obronnych osad o łącznej
    powierzchni ponad 3 ha dodatkowo bronionych przez położone w pobliżu gródki-
    strażnice - informuje Mariusz Wyczółkowski, kierownik ekipy.

    Archeolodzy chcą m.in. dokładniej zbadać głęboką jamę wypełnioną spalenizną i
    przepalonymi kamieniami. Jama była już badana wcześniej. - Odkryliśmy wtedy
    ponad 200 fragmentów kości zwierzęcych, z czego ponad 90 proc. należało do
    koni - opowiada Wyczółkowski dodając, że być może jama była miejscem jakiegoś
    obrządku. - Byłoby to pierwsze tego typu znalezisko z terenów zamieszkałych
    przez plemiona Prusów - stwierdza archeolog. Badania potrwają do 20 września.

  • rita100 04.09.06, 21:22
    Wańkowicz wspomina też o mowie pruskiej:
    "A jako najdawniejsza warstwa jezykowa płynie gdzieś tam ciemną smugą ode dna
    tej mazurszczyzny spuścizna Prusaków, wymarłego plemienia. Żyje po nich w
    mazurskiej mowie jałowiec jako kadyk, jodła jako jeglija, dziewczyna jako
    marial. Podejrzewam, że jajło, jak lud mazurski nazywa polowanie, ma też
    pochodzenie pruskie.
    Ile razy udało mi się zidentyfikować wyraz staropruski, ogarniało mnie
    wzruszenie."
  • tralala33 04.09.06, 22:05
    O języku bałtyjskich Prusów wspominaliśmy też na Forum Olsztyna:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=29315587&a=29960076
    Język staropruski miał ponoć wiele zapożyczeń z języka polskiego. Kilka
    przykładów podanych przez Brücknera:
    dwa zwierzęta: weloblundis i asilis,
    rodzaj budynku: zomukis,
    dwa dni tygodnia: nadele i ponadele;
    czasownik: peisat;
    człowiek (w liczbie mnogiej) ludis i człowiek po smierci: trupis.
    Co znaczą te słowa?
    Prawidłowych odpowiedzi udzielili: Rita i Nekroskop. Jeszcze raz - brawo!
  • rita100 04.09.06, 22:15
    hehe, to tera jó dam zgadki smile
    Nie ziym cy casmi pochówki mazurskie ni só wziante z tradycji pruskiej. Jutro
    sprawdze, bo weno tan kóntek łobaczyłam .
  • rita100 05.09.06, 21:03
    hehe, nie ma zagadek, bo jak dokładnie się wcztałam to tam chodziło o wyrazy
    zaczernięte od Mazurów. Tak Niemcy wschodniopruscy zaczynali się mazurzyć i
    przejmowali wyrazy jak: zu panjebratach sein (spouchwalić się panie bracie) ,
    schubriena (czupryna), proschen (żebrać), schopen (szopa) kruschken (gruszka),
    samosi (zamożny) i nietety nie ma to nic wspólnego z językiem pruskim.

    Ło pochówkach , to musze eszcze zerknóńć.
  • rita100 08.09.06, 22:07
    "Czyż można sie dziwić, że nawracanie tego kraju szło opornie, skoro Bogu
    chrześcijańskiemu nie przeciwstawiano bożków, jeno słońce, księzyc i gwiazdy,
    gromy i ptactwo, zwierzeta czworonożne - dzieła włąsnie tegoż wielkiego
    jedynego Boga.
    Ta zoolatria Prusakow, którą w spadku przejęli Mazurzy, łączyła duchy
    zapełniające przestworza w grupy rodzajowe, noszące każda odrębny charakter,
    pełniąc włąsciwe sobie funkcje. Scholastyk koloński Olwer (um.1225r) pisze o
    czczonych przez Liwów, Estów i Prusów deiadach, oreadach, napeach, naidach,
    satyrach i faunach."

    Tak pisze Wańkowicz, wspominając pierwszych mieszkańców tych ziem.
  • rita100 08.09.06, 22:08
    "U obecnych Mazurów spotyka się te same elementy. Tak samo wierzą w
    pruskie 'kauki' - krasnoludki siedzące w człowieku - i w 'łauny' - boginki
    lesne. Przeszwarcowało się to z czasów pogańskich, jak przeszwarcował
    się 'zajęczy bóg', któremu Mendog, namiętny myśliwy, nie przestał składać ofiar
    już po przyjęciu chrztu, i jak bogini Żwiruna - suka myśliwska."

    Podziwiam wiedzę Wańkowicza - doprawdy znawca z niego.
  • rita100 16.09.06, 20:20
    Autor: akszugor ☺
    Data: 16.09.06, 16:07
    Prusak to Niemiec osiadly na ziemi Prusow i mowiacy o sobie jako obywatelu tej
    ziemi (dla nas to okupant), a Prus to autochtom, mieszkaniec Prus od dziada
    pradziada. Prusowie przetrwali najazd krzyzakow, niektorzy emigrowali w rejony
    Poznania, Warszawy, inni na Litwe. Ci co zostali walczyli lub podporzadkowywali
    sie nowym wladzom. Po 1283 roku wszyscy stali sie obywatelami nizszej kategorii
    w nowym Panstwie Krzyzackim.
    Dzis podnosza glowy, ucza sie jezyka, robia swe obrzedy, szyja flage i sa dumni.



  • tralala33 16.09.06, 20:42
    Nikt nie wie, jak
    ten naród sam siebie nazywał. Znamy tylko różne nazwy nadane przez
    sąsiadów: 'Jaćwingowie (Jadźwingowie) – być może odłam pruskich plemion, być
    może odrębny naród Bałtów, najmniej liczny, i wytępiony najrychlej, nie tknięty
    chrześcijańsywem. Jadźwingowie żyli od Niemna po Narew, Biebrzę i Łek , a zwani
    byli różnie: Podlaszanami, i Jaćwingami, Jatwjagami (Jaćwieżą) wedle głosowni i
    słoworodu ruskiego, Sudowai w Prusiech i na Litwie'(Aleksander Brückner). I od
    Sudowai pochodzi tytuł tej litweskiej pieśni i jaćwieskiego księcia.

    Co ty, książątko, Sudajczu!
    Sudajczu, Sudajczuteli!
    Długoś spał?
    Gdyś spał snem,
    Wycięli wojowników twoich
    Rozsypali twoje nasypy (zamek).
    Czegoż ci, książątko,
    Więcej żal?
    Czy zamku, czy wojowników?

    Nie tak mi żal zamku,
    Jak mi żal wojowników.
    Ja zamek (nasypy) zasypię,
    We dwa, we trzy lata;
    Lecz wojowników nie wywiodę
    Ani w dziesięć lat.
  • tralala33 16.09.06, 20:43
    W marcu 1362 ruszył sam wielki mistrz Winryk z Kniprode, na czele licznych
    hufców przeciw Kownu; w Wielką Sobotę zdobyłi zamek, gdzie poległo trzy tysiące
    Litwniów (większość z nich spłonęła w drewnianej twierdzy - 'żar dopalającego
    się zamczyska'). Woiddat, syn Kiejstutów, został pojman z 36 panów
    przedniejszych. O nim jest ta starodawna litewska pieśń, w oryginale
    zaczynajaca się: ‘Kuninge Sudaiczu, Sudaiczu raicziu’.

  • tralala33 16.09.06, 20:43
    Przypomnę jeszcze współczesny wiersz, znaleziony przez Ritę:

    Wiersz dla plemienia Jadźwingów
    napisany nad ich jeziorem

    O jaćwiescy książęta co po was zostało
    Te dwie zapinki z brązu to jest bardzo mało

    A ten rozbity garnek to jest świadek lichy
    I cóż po waszym męstwie i co z waszej pychy

    Wasz król w lasanku zgubił drewnianą koronę
    Berło z gałęzi dębu było wyrzeźbione

    Waszą królową uwiódł święty wąż z zatoki
    Wchodząc w wodę liczyła odbite obłoki

    Królewski syn na brzegu zamyślony siedział
    Porwali go Litwini lub siostry niedźwiedzia

    Wasze dzieje spisan na brązowej korze
    Sa jak dziej tych muszel ktore śpią w jeziorze

    Albo jak dzieje raków pod korzeniem w wodzie
    Jak łatwo jest zapomnieć o całym narodzie

    O jaćwiejscy książęta co teraz poczniecie
    Po polsku mówi naród w sejneńskim powiecie

    A po litewsku mówi tam gdzie Kalwarija
    Warczy traktor na szosie i kurhany mija

    Ja jednak myślę o was więc pewnie jesteście
    Ale gdzie mam was szukać w jakim Bożym mieście

    Może tu nad jeziorem kiedy śnieh już pada
    Nocą stukacie w okno polskiego sąsiada

    A może za Islandią gdzieś na oceanie
    Macie podwodne porty sekretne przystanie

    Jaka wasza historia jakie przeznaczenie
    Pod mchem w głab ziemi idą splątane korzenie

    Stoi mgła na jeziorze nad niż ksieżyc biały
    Usnęliśmy w olsztynie a dzieje mijały

    J.M.Rymkiewicz
  • rita100 16.09.06, 20:50
    Chyba musze wrócić do tej pozycji ksiązkowej. Wtenczas mało co z niej
    rozumiałam, dziś inaczej spojrzę.
  • rita100 17.09.06, 20:35
    "Rozmowy polskie latem 1983" - Jarosław Marek Rymkiewicz

    - Przed stu, przed dwustu, przed tysiącem lat ktoś, jak ja dziesiaj - myśli pan
    Mareczek, wiedząc , że może sobie spokojnie pozwolić na takie rozmyślania, jako
    że borowika z pewnością i tak nie znajdzie - przed dwoma tysiącami lat ktoś mi
    nie znany, mówiący mi nieznanym mi językiem, szedł przez ten las, o tędy
    przechodził, o tu przystanął, tutaj spojrzał w niebo i rozgarniał zaostrzonym
    kijem gałęzie, rozdzierał końcem kija wilgotne pajączyny zwisające ze sosen.
    Kim był ten człowiek ?
    Patrzyły na niego z głebi lasu oczy przerażonej sarny, tej samej, ktora patrzy
    dzisiaj na mnie. Kim oni byli, ci bracia Prusów i Litwinów, Jadźwingowie ?
    Tutaj w tym lesie, pod warstwą mchu, pod warstwą pruchnicy lezy jeszcze grot
    ich strzały, lezy ich przerdzewiały miecz. Gdyby go teraz ktoś znalazł i
    odgrzebał, ten miecz rozsypałby sie w czerwony pył pod dotknięciem światła albo
    dłoni. Nic , zupełnie nic nie pozostało po Jadźwingach. Można pogratulować tym,
    którzy ich eksterminowali. Odnieśli niebywały sukces, taki, jaki w dziejach
    mało komu przypadł w udziale.
    Nie został ani jeden dom, ani jeden człowiek. Jadźwingowie znikneli z
    powierzchni ziemi razem ze swoimi bóstwami, grzebieniami, pierścieniami,
    garnkami i językiem.
    Zostały po nich tylko kurhany przy sosie numer 11, tam gdzie za Suwałkami, za
    Szwajcarią skręca sie na Szypliszki. I zostały jeszcze te strzępy jezyka,
    strzępy jego fonetyki zachowane w nazwach miejscowych, te wszystkie sa, szy,
    szut, a także wiż, ejsz, szesz, i jeszcze żaj, lisz, ysz, które szeleszczą,
    gwiżdżą, poświstują w Kadaryszkach, Maszutkinach, Wiżajnach, Bondziszkach.
    cdn
  • rita100 17.09.06, 20:36
    Ale czy Jadźwingowie mieli jakąś historie ? Czy istnieje jakaś zapisana, komuś
    znana historia Jadźwingów ? I kto ich właściwie wyeksterminował ? Polacy ? Czy
    ich pobratymcy, Litwini i Prusowie ? A może Polacy w sojuszu z krzyżackimi
    komturami ? Albo krzyżacy komturowie w sojuszu z litewskimi książętami ? I kto
    własciwie leży pod tymi kurhanami przy sosie numer 11 ? Jeśli w ogole ktoś tam
    lezy. I czy te kurhany ktoś już kiedyś rozkopał, czy dobrali sie do nich
    etnografowie polscy lub niemieccy ? Czy leżą tam królowie Jadźwingów, , ich
    potęzni książęta, groźni kapłani ich nieznanej wiary ? Czy lezy tam księżniczki
    o wąskich dłoniach, małych stopach ? Ale może te ich księżniczki były
    przysadziste, brzuchate, cycate, wypukłookie, krowiookie ? Jesli nawet takie
    były, to i tak pochylali się nad nimi z pożądaniem woloocy jaćwiescy książęta.
    I poczynali w tych księżniczkach dzieci, które miały zostać potem
    wyeksterminowane, rozstrzaskane przez krzyżackich jeźdźców o belki kurnej
    chaty, rzucone przez litewskich jeźdzców w żar dopalającego sie zamczyska. Kość
    czołowa z kosmykiem włosów, który rozpadnie się pod wpływem zetknięcia ze
    światłem - oto co można by wykopać spod takiego kurhanu. Jeśli w ogole coś tam
    jest pod tymi kurhanami. Pewnie nic.
    Ale nie.....
    cdn
  • rita100 17.09.06, 20:40
    Zostanie po nim przecież to, co właśnie pisze: ten opis grzybobrania, te
    rozważania o Jadżwingach, te rozmowy.
    A także zostaną po nich wszystkie jego wiersze opisujące rozkład, gnicie,
    próchnienie kości czołowych, piszczeli, nerek, wątroby, płuc , gardeł i łokci.
    - Nie bądź taki pyszny, Mareczku. Bo może po tobie zostać akurat to, co zostało
    po Jadźwingach : czyli nic, nic, nic. Albo co najwyżej krowiookie, wolookie
    strzępy fonetyki, która bedzie dla niego niezrozumiała, nikomu niepotrzebna :
    szcz, brzdż, grzdż. Jakiś niezrozumiały głuch bełkot, jakiś bełkocik, ktory z
    obrzydzeniem wspomni w przypisie zamieszczonym na stronie 796 historyk
    literatury wieku dwudziestego pracujący w wieku dwudziestym trzecim. Tyle co
    po Jaćwieży.
    Wolookie nic.
  • tralala33 17.09.06, 20:49
    "Kim oni byli, ci bracia Prusów i Litwinów, Jadźwingowie ?
    kto ich właściwie wyeksterminował ? Polacy ? Czy
    ich pobratymcy, Litwini i Prusowie ?" - pisze Rymkiewicz. Więc jednak jest
    zdania, że Jaćwingowie to odrębny od Prusów lud. Pewnie nie uda się tego
    rozstrzygnąć.
  • tralala33 17.09.06, 20:52
    Jeszcze jeden głos w tej kwestii. Mam nadzieję, że nie jest to dzielenie włosa
    na czworo.

    Jak wynika z analizy odkryć archeologicznych oraz przekazów pisarzy
    starożytnych, w pierwszych wiekach naszej ery wyodrębniły się trzy zespoły
    ludnościowe zamieszkujące dorzecza Niemna, Pregoły, Pasłęki, aż po ujście
    Wisły. W wiekach VII i VI miało miejsce ostateczne ukształtowanie się wspólnot
    Galindów, Estów i Sudawów, będących zaczątkową formą związków plemiennych. W
    późniejszych wiekach wspólnoty te dały początek kolejnym plemionom; z grupy
    galindzkiej wykształciły się plemiona Galindów, Sasinów i Bartów, z grupy
    estyjskiej powstały plemiona Sambów, Skalowów, Nadrowów, Natangów, Warmów,
    Pomezanów i Pogezanów, natomiast grupa sudawska dała początek Jaćwieży. Warto
    zaznaczyć, że nazwa Prusowie odnosiła się początkowo jedynie do plemion
    estyjskich, a w historiografii średniowiecznej rozciągnięta została na Galindę,
    Barcję i Ziemię Sasinów (Jaćwingowie zawsze odróżniani byli od Prusów).
    Krystyna Banasiuk i Zbigniew Sadza
  • rita100 17.09.06, 21:02
    A jednak , mozna się w tych plemionach pogubić.

    A więc napierw były : Galindia, Esta, Suda - czyli to sa pierwsze trzy plemina ?

    Galindia - na Galindów, Sasinów i Bartów
    Esta - na Sambów, Skalowów, Nadrowów, Natangów, Warmów, Pomezanów i Pogezanów
    Suda - tylko ma Jaćwież

    To już jaśniej mamy plemiona rozłozone.
    A gdzie Prusy ?
  • tralala33 17.09.06, 21:05
    Gdzie Prusowie? Wszyscy razem lub, według innych badaczy, wszyscy z wyjątkiem
    Jaćwingów. Ja uczyłam się o 11 plemionach pruskich. Zaraz ich policzę.
  • rita100 17.09.06, 21:18
    Czyli Jaćwingi i Prusowie pozostały na samiutkim końcu bytowania.
  • rita100 18.09.06, 20:44
    "Ja wierzę w krew,
    w świętą krew ojców,
    która, ujarzmiona i skuta przez obcych,
    dzisiaj jeszcze ich bogom się modli,
    ale kiedyś nam uratuje Ojczyznę."

    (Z nielegalnej ulotki w jezyku niemieckim, szerzonej przez Litwinów w Prusach
    Wschodnich)
    (Z ksiąki Wańkowicza)
  • akszugor 19.09.06, 12:41
    Wszystko to hipotezy i luźne rozważania, prosze zauwazyc iz kultura materialna
    byla zblizona tych plemion ale jakze rozna od innych ludow (Litwinow,
    Pomorzan), to samo tyczy sie jezyka.
    Dla ciekawosci przytocze inna hipoteze jakoby Prusowie przyplyneli jako
    potomkowie Wikingow (Germanów ze Skandynawii), zasiedlajac te ziemie. Opisala
    to znana badaczka, jednak w formie ksiazkowej praca ukaze sie troche pozniej,
    znam ja z rekopisow. Wg mnie rownie prawdopodobna jak przedstawiona powyzej.
  • tralala33 20.09.06, 21:42
    Jeśli ktoś jeszcze włączy w to Wikingów to wywróci wszystkie dotychczasowe
    teorie do góry nogami smile Poczekamy, zobaczymy czy to się uda, czy będą solidne
    dowody.
    O odkryciach archeologicznych musiałabym jeszcze dużo poczytać, żeby wiedzieć
    czym na przykład była kultura wielbarska. Bliżej mi do rozważań językowych - i
    tu mam kolejne pytanie. Wiem, że Prusowie nie mieli języka pisanego, jedyne
    zapisane słowa pochodzą z okresu po podboju przez Zakon Krzyżaków. A co z
    wymową? Jak odtwarzacie wymowę języka pruskiego?
  • tralala33 20.09.06, 21:43
    O staropruskim języku znalazłam takie dwa fragmenty artykułów:
    Język pruski należał do rodziny tzw. języków bałtyckich, których
    przedstawicielami dzisiaj są Litwini i Łotysze, z tym, że pruski, a także
    wydzielany z niego język galindzki i jaćwieski, miały tworzyć grupę języków
    zachodniobałtyjskich w przeciwieństwie do dwu wspomnianych
    wschodniobałtyjskich. Język pruski miał więcej zapożyczeń z języka
    słowiańskiego. W sumie znamy niespełna 2000 słów pruskich zachowanych w tzw.
    wokabularzu elbląskim (XIV wiek), słowniku Szymona Grunaua i tłumaczeniach
    katechizmu z XV w. Do tego dochodzą jeszcze nazwy osobowe i miejscowości oraz
    hydronimia.
    (wg ‘Prusowie – lud zaginiony’ Grzegorza Białuńskiego)
  • tralala33 20.09.06, 21:43
    I drugi:
    O języku (a właściwie językach bałtyckich) pisze też Gerard Labuda – czy
    przypadkiem nie jest Kaszubem?
    "Wspólnota językowa bałtycka obejmowała cztery grupy: pruską, kurońską,
    łotewską i litewską. W obrębie grupy pruskiej można z kolei wyróżnić trzy
    dialekty: pomezański, sambijski i zapewne jaćwięski, którego jedynym śladem są
    nazwy miejscowe.
    Narzeczem pomezańskim mówiły zachodnie plemiona pruskie; narzeczem sambijskim
    posługiwały się oprócz samych Sambów pobliskie plemiona Natangów, Skalowów i
    Nadrowów. Te dwa ostatnie plemiona zaliczano nieraz do obszaru jezykowego
    litewskiego, biorąc pod uwagę późniejszy napływ ludności litewskiej za stan
    pierowtny.
    Sporna też przez pewien czas była przynależność językowa plemion jaćwięskich,
    zaliczanych często do obszaru litewskiego. Obecnie uważa się je za przynależne
    do pruskiej wspólnoty językowej."
  • akszugor 23.09.06, 00:26
    Piekne cytaty mistrzow Labudy i Bialunskiego (ostatni uczyl mnie na uniwerku).
    Wymowe jak i pisownie odtwarzaja lingwisci, poczawszy od Toporowa na
    Palmaitisie skonczywszy. Dokladnie nie wiem jak to czynia, ale zapewne chodzi o
    porownania do jezyka łotewskiego i litewskiego a takze na badaniu fonetycznych
    zapisow niemieckich i litewskich pojedynczych slow pruskich.
    Zapraszam na strone mego Przyjaciela, dr Palmaitisa:
    donelaitis.vdu.lt/prussian/
    tam mozna sie dowiedziec masy rzeczy oraz sciagnac co wartosciowsze pdf z
    katechizmami wlacznie. Do Palmaitisa mozna pisac rowniez po polsku, bo o ile
    dobrze pamietam wlada on 11 jezykami, w tym i jezykiem polskim.
  • rita100 23.09.06, 18:43
    Że tu sie przyokazji zapytam , bo widze wysoki poziom dyskusji - dlaczego
    Herkus Monte nie ma swojego obiecanego kopca czy nawet ulicy ?
    Przeciez był bardzo zasłuzonym dla Prusów i Polski.
    Akszugor, może wiesz, bośmy same się zastanawiały.
  • akszugor 27.09.06, 19:11
    Również sobie zadaję to pytanie. Możemy wspólnymi siłami zgłosić projekt na
    budowę pominku człowieka, który walczył o wolność swej ojczyzny do końca i
    którego męstwo opisał w swej powieści A. Mickiewicz.

    Na koniec inna sprawa: czy bylibyście zainteresowani otworzeniem nowego,
    prawdziwego forum opartego na php a poświęconego i zatytułowanego Warnija?
  • rita100 27.09.06, 20:25
    Dobrze , ze przypomiałeś Akszugor o Herkusie Monte, bo mamy o nim długi watek i
    bardzo ciekawy. Jeśli możesz coś dodac to z miła chęcią Herkus się ucieszy.
    Jeśli chodzi o ta inną sprawę - to nie wiem na czym ona polega ? Czy to Forum
    Ci nie pasuje ? Ja to nawet nie wiem co oznacza php.
    Gajowy jest tu gospodarzem, a my raczej palimy tylko w kominku by ogień ciagle
    płonoł.
  • tralala33 30.09.06, 20:46
    To nasze forum-podforum istnieje dopiero od pół roku więc jest jeszcze
    bardzo 'dziecinne'. A czym by się różniło to prawdziwe forum? Bo nie
    chciałabym, żeby nastąpił przerost formy nad treścią, to znaczy zalew
    emotikonów, obrazków i innej grafiki. Takie proste drzewka jak tu ułatwiają mi
    życie bo łatwiej jest śledzić (i tworzyć) dłuższe wątki. No ale najpierw muszę
    się dowiedzieć co to jest php wink
  • tralala33 30.09.06, 20:51
    Natrafiłam na dłuższy artykuł profesora Jerzego Wiśniewskiego, pod mądrym
    tytułem Rozwój osadnictwa na pograniczu polsko – rusko – litewskim od końca XIV
    do połowy XVII w. Geograficznie zahacza o dawne ziemie jaćwieskie i choć autor
    w pewnym momencie pisze (cytat niedosłowny) - nie będziemy się tu zajmować
    Jaćwingami, to jednak w kilku miejscach musi się nimi zająć. Wyłowiłam kilka
    fragmentów:
    Ziemie w ramionach Biebrzy i Narwi można nazwać od głównego ich grodu
    Goniądza - ziemią goniądzką. W większości tych nazw (wsi na tym obszarze) nie
    można doszukiwać się śladów, czasami przypuszczanych, przynależności tych ziem
    do Jaćwingów. Jacyś Jaćwingowie mieszkali i tutaj, jeżeli powstały wsie Jaćwież
    nad Brzozówką (dziś Jaćwież Wielka i Mała) i Jaćwież Sucha, leżąca gdzieś koło
    Bobrówki. Czy byli to zbiegowie z Jaćwieży spoza Biebrzy, czy pozostała na
    miejscu nieduża grupka Jaćwingów - może okażą przyszłe badania. Ci mieszkańcy
    wsi Jaćwieży mogli w czasie kolonizacji puszcz przenosić się do nowych wsi i
    mieszać się z różnymi przybyszami. Bliskie pokrewieństwo językowe uniemożliwia
    laikowi wyróżnienie wśród bałtyckich nazwisk tamtejszych chłopów ewentualnych
    nazwisk jaćwieskich. Wiele z tych nazwisk jest identycznych z nazwiskami
    chłopów z dóbr tykocińskich. Może warto tylko zauważyć, że w nowej wsi
    Kropiwnica mieszkał chłop Stecz Dojniewicz, którego nazwisko przypomina jedną z
    części Jaćwieży - Dajnowe.
  • tralala33 30.09.06, 20:51
    Ziemia rajgrodzka
    Na tym fragmencie ziem pojaćwieskich, który przypadł Wielkiemu Księstwu
    Litewskiemu, a który możemy nazwać od głównego grodu ziemią rajgrodzką, mamy
    ślady trwalszego osadnictwa w Rajgrodzie. Czy ocalały tu resztki ludności
    jaćwieskiej - nie wiadomo. Niektóre nazwy sięgają czasów jaćwieskich, jak
    Rajgród, jezioro Tajno (chyba nawiązujące swą nazwą do Dajnowe), Bełda
    (niewątpliwie leżąca koło miejsca jaćwieskiej wsi Bołdykiszcza, przez którą
    przechodził Daniło w swej wyprawie na Jaćwież), Miecze, Netta (kiedyś Meta)
    zapewne jeszcze inne.
  • tralala33 30.09.06, 20:51
    Wśród mieszkańców ziemi pogranicza znalazły się resztki osadników jaćwieskich.
    Pewniejszym ich śladem są wsie Jaćwieże, Danowo i Dajnowo. Jak wsie Jatwieź i
    Jaćwież łączy się z Jaćwieżą, wsie Danowo i Dajnowe z jedną z części Jaćwieży.
    Z Dajnowe, tak wsie Kiersnowo i Kiersnówek koło Brańska chyba można łączyć z
    inną częścią Jaćwieży, z Kirsnowią, a rzekę Wissę z jaćwieską Weysse. Część
    uciekinierów jaćwieskich, jak słusznie zauważył prof. Henryk Łowmiański, mogła
    dać początek niektórym rodom drobnej szlachty. Problem osadnictwa jaćwieskiego
    wymaga osobnych badań i nie będę się tutaj bliżej nim zajmował.
  • tralala33 30.09.06, 20:52
    Również tutaj znaleźli się uciekinierzy pruscy, których znaczna część jako
    drobna szlachta osiedliła się na wschodnim Mazowszu (około 25 wsi), ale
    przybyła ona poprzez zachodnie Mazowsze, na którym przez parę pokoleń
    mieszkała. Jeszcze w XV w. używali oni pruskich imion i przezwisk (Cadmyl,
    Tatmyl, Santor, Waga itp.), od których poszły rodowe nazwy wsi pochodzenia
    pruskiego (Wragi, Nienałty itp.). Rody te, używające herbu Prus, z czasem
    przyjęły nazwiska przymiotnikowe od wsi. w których zamieszkiwały (Nienałtowscy,
    Jarnutowscy, Górscy, Sulewscy itd.). Co najmniej kilka rodów herbu Prus
    osiedliło się na Podlasiu (Padkowice - Prusy), na części Mazowsza włączonej do
    Podlasia Jabłonowo, Łaś - Toczyłowo, Kobylin Pajewo, Pogorzałka, Zawady itd).
    oraz pod Goniądzem (Pisanki, Mroczki, Kamionka). Śladów starszych podkładów
    pruskich w ziemi wiskiej można doszukiwać się w nazwach: Pruskie Stany,
    Prusinowe Siedlisko, i w topograficznych pruskich nazwach głównie rzek (Skroda,
    Pisa, Kumelska, Ława, Jura, Łabna itd.).
  • tralala33 30.09.06, 20:57
    I wiecie, po przeczytaniu tych fragemntów wypatrzyłam wśród swoich znajomych co
    najmniej trzy oosoby, których nazwiska mogą mieć pruskie pochodzenie. Nie będę
    tu podawać tych nazwisk (jedno pojawiło się w tym artykule profesora
    Wiśniewskiego) ale przy okazji podpytam co wiedzą o historii swoich rodzin.
  • rita100 30.09.06, 21:03
    Ja też się zastanawiam, czy Ci tam moi na Mazowszu nie sa uciekinierami z
    plemienia Prusy. I tak sie zastanawiam , zastanawiam, coraz bardziej
    prawdopodobne...że kiedyś musieli być z jakiegoś plemienia.
    Ale popatrzcie się , wszędzie mowa o uciekinierach, w każdych czasach , od
    najdawniejszych.
  • tralala33 30.09.06, 21:12
    No, nie tylko, byli też osadnicy. Ucieknierzy z czasem wrastali w nową ziemię,
    z Prusów stawali się na przykład Mazowszanami. Prawdzwe wędrówki ludów.
    Czytając te opisy coraz bardziej żałuję, że zmieniano nazwy geograficzne - to
    najlepsi świadkowie historii.
    Akszugor, czy mogę przy okazji zapytać, jak to się stało, że odkryłeś w swojej
    rodzinie pruskie korzenie? Czy istniały jakieś rodzinne podania?
  • rita100 05.10.06, 21:26
    W polskich herbarzach herb „Prus” występuje aż w trzech odmianach. Legenda tak
    to tłumaczy: Prusowie mieli pochodzić od trzech braci książąt pruskich, którzy
    musieli z powodu nienawiści wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego postanowili
    sprzedać swe dobra i przenieść się do Polski. Później bracia dokonali najazdu
    na państwo krzyżackie, zabili mistrza i wielu komturów.

    www.nienaltowski.net/HerbowniPrus.htm
    Czy to nam nie będzie potrzebne ?
  • gajowy555 11.10.06, 12:21
    tralala33 napisała:

    > A zidzita swoje mniano? Bo jó nie sad
    > www.nienaltowski.net/HerbowniPrus.htm

    Jo tyż nie zidza, ale w trzecim herbie am wypatrzół mniano łod szwagerki (po
    mnieczu). Tlo łóna na Warniji nie mnieszko...
  • akszugor 12.10.06, 21:52
    Serdecznie zapraszam na odczyt i konferencje.
    Wstep wolny.
    Wszelkie nowosci zapisane sa tu:
    pruthenia.strefa.pl/b1.html
    pruthenia.strefa.pl/b212.html
    niebawem kolejne, jak mi czas pozwoli.
    Na pewno przybedzie grodzisk w tym z terenow Jacwiezy wink

    zapraszam i zapewne sie tam spotkamy smile

    -jesli kogos interesuje jak wygladam, by sie rozpoznac, to foto jest tu:
    w8.grono.net/pub/u/akszugor/
    -mozna tez zapoznac sie na gronie (jesli ktos ma)
  • rita100 12.10.06, 22:08
    pruthenia.strefa.pl/b8.html
    Dziankuje Akszugor, przystojnys , jek 'psieron' - a własnie , cy aby można
    używac tego wyrazu jako okreslenie emocji ? Jak to u Was jest ? Możesz
    powiedziec jaki stosunek jest do tego okreslenia 'pieron' ?

    O Herkusie chce prowadzić dalej wątek , więc wszystkie materiały zbieram.
    Ogromna masz wiedzę o przeszłości. Naprawdę podziwiam.
  • tralala33 13.10.06, 20:59
    26-28 października to wtorek, środa i czwartek. Pracuję sad(( nie dam rady
    przyjść. Akszugor - czy po tej konferencji zostaną wydane jakieś materiały? Czy
    jest szansa, zeby dostać teksty tych referatów? Najchętniej bym poczytała o
    pruskich babach, choć inne tematy też są ciekawe. I jeszcze jedno - gdzie jest
    ta konferencja??? W OBN-ie?
  • akszugor 17.10.06, 10:34
    Nie, konferencja jest czwartek, piatek i sobota. Od rana tj. 9.00 do poznego
    popoludnia, wiec mozna tez po pracy zajrzec.
    Odczyt zamkowy (o pruskim Trusa) jest w ten czwartek, tj. 19.10 br. o 18.00
    wiec tez po pracy mozna wdepnac.
    Ja tez pracuje smile
    Zapraszam.
  • tralala33 17.10.06, 13:46
    Na dwa etaty wink Niestety w czwartek pracuję od 8.00 do 13.00 i od 16.30 do
    20.00, w piątek od 8.00 do 13.00 i od 15.30 do 18.30, a w sobotę od 11.30 do
    20.00. Jak bym się nie zwijała, nie uda mi się zajrzeć do Was. Dlatego jeszcze
    raz muszę zapytać - czy jest jakaś szansa na zdobycie pisemnych materiałów? Czy
    planowane jest wydanie jakiegoś zeszytu po konferencji? A może w internecie
    pojawią się niektore z tych prezentacji?
  • tralala33 24.10.06, 21:12
    Pomyliłam soboty smile)) To w ostatnią sobotę pracowałam od 11 do 20. W tę będę
    pracować dopiero od 15.30! Może uda mi się rano przyjść na końcówkę
    konferencji - tylko gdzie to będzie? W ODN-ie?
  • rita100 24.10.06, 21:15
    Tralala, jeśli to pilne , to Akszugor podał na Forum gg.
  • tralala33 24.10.06, 21:34
    No jó nie mom gege. Pójda do OBN-u, to chyba tamoj bandzie ta konferencja.
  • rita100 24.10.06, 21:40
    To może sia łodezwie Akszugor.
  • tralala33 26.10.06, 21:44
    Pierwszy dzień konferencji za nami. Akszugor - może jakieś krótkie
    sprawozdanie? Na swoje usprawiedliwienie poziem com dzisiaj robziła od ósmy do
    ósmy sad
  • rita100 26.10.06, 22:08
    To coby Akszugora udobruchać smile

    Władysław Jagiełło, neofita, z zapałem zabrał się do nawracania pogańskich
    Żmudzinów. Niekiedy czynił to osobiście. Kiedyś gdy opowiadał o
    zmartwychwstaniu, usłyszał: „Jużci, ja wierzę, że zmartwychwstaniemy, miłościwy
    królu, ale obaczysz, że nic z tego nie będzie”.
  • rita100 17.03.07, 20:36
    Laima ( Łajma) - bałtyjska bogini losu.Przy narodzinach dziecka określała całe
    jego zycie. Bóstwo suwerenne.

    U dawnych Prusów bogini szczęścia i nieszczęścia. Często wspominana u starych
    Mazurów.
  • rita100 23.05.07, 22:16
  • rita100 24.05.07, 20:17
    Znakiem bojowym Prusów była tarcza, która posiadał rysunek kruka. W/g tej
    legendy kruk ten był symbolem wojennym Prusów. Bronili swojej tozsamości i
    bronili swojej wiary.
    Kamienne Baby Pruskie zaś są siadectwem pogańskości, kultury i historii Prusów,
    najbardziej cennym pomnikiem, które oparły sie działaniom czasu.

    Prusowie nie stanowili żadnego państwa, żyli w plemionach rodzinnych zwanymi
    Laukasy, ale w razie wojen czy obrony łączyli się razem. Co ciekawe, budowli
    grodziska i mieszkali na wolnej przesterzeni, jedynie w czasie zagrożenia
    chowali się natychmiast do puszcz.
    Z książki Szymona Dreja dowiadujemy się, że pierwszym władcą wszystkich Prusów
    Prusjasz. Mowi o tym ponoć Maciej Miechowita w "Chronica Polonorum", ktory
    podobieństwo nazwy łączy z imieniem słynnego króla Bitynii - Prusjasza. Pisze w
    swoim dziele, że Prusjasz, sprzymierzony z Hanibalem podczas II wojny punckiej i
    pobity przez Rzymian, schronił się właśnie w okolicach dzisiejszej
    północno-wschodniej Polski i stał się pierwszym władcą Prus.
    Tak, to wycztał autor książki "Święta Wramia".
    Ale jest i inna wersja podaje autor, chodzi tu o Wejdewuta, króla pszczół.
  • rita100 24.05.07, 20:18
    Opowieść o Wejdewucie przekazał Marcin Murinius, kronikarz krzyżacki, autor
    "Kroniki Mistrzów Pruskich". Według niego włacą Prusów miał zostać Wejdewutus
    Litalan, wybrany przez pruskie rodziny laukusy.
    Otóż opowieść mitologiczna brzmi: że Prusowie postanowili mieć mądrego i zacnego
    przywódcę i dzięki temu lepiej będzie im się żyć. Wejdewuta miał cudowną wizję
    lepszego życia czyli harmoni i zgody między laukusami, tak jak pszczoły żyją
    przykładnie i szczęśliwie, dlatego nazwano go 'królem pszczół'.
    Prusowie zachęceni tą wizją poprosili Wejdewuta na władcę.
    "I chceszże ty być nad nami Boiotheros ?"
    Co w ich języku oznaczało króla pszczół.
    I tak zostały ustanowione nowe prawa 'sprawiedliwe'
    A jakie ?
    Cytatem się posłużę z książki Szymona Dreji "Świeta Warmia". Trochę ciężko mi to
    zrozumieć , te nowe prawa, ale wspólnymi siłami, damy radę smile
  • rita100 24.05.07, 20:19
    "...albowiem Wejdewuta 'miejsca pewne do mieszkania tułającym się naznaczył,
    ziemię ku oraniu według potrzeby każdemu z osobna wymierzył, drugich do bydła,
    do rybactwa i do innach soraw obrócił. To też ustawił, aby żaden gospodarz
    dobtytku więcej nie chował, ani czeladzi, jedno co z potrzebę mieć mógł, insze,
    aby przedał albo pobił, ułomnych i do roboty niegodnych nie żywił. Wolnośc też
    tę dał, żeby synowie ojca albo matkę strupione starością i mdłych sił, jako
    niepożytecznych wolno było zadawić, by próżno chleba nie jedli (tak ociec i
    matka siła dzieci używi, wielkość dzieci jednego ojca albo matki zgrzybiałej
    używić nie chcą). Aby też z jedną żoną każdy przestał, ustawił."
  • rita100 24.05.07, 20:20
    Książe Wejdewuta miał sztandar, a na nim trzech bożków: Potrymp, Perkun i Patoł,
    a na tarczy na której były dwa piękne konie pośrodku widniał herb Wejdewuty jako
    postać człowieka z głową niedźwiedzia.

    Fejn to wyglóna na łobrazecku w ksiójżce "Swanta Warmia"
  • rita100 25.05.07, 21:13
    Pruski wojownik uzbrojony był w charakterystyczną maczugę, z którą podobnie
    nigdy się nie rozstawał:
    "używał Prusak maczug krótkich celem rzucania ich na nieprzyjaciela. Maczugi te,
    często w środku wypełnione ołowiem, były bronią morderczą, bo druzgotały czaszki
    i łamały kości w razie silnego a trafnego uderzenia."
    "Święta Warmia".
  • nereus1 28.05.07, 00:14
    Wajdewut był królem a Bruteno nawyższym kapłanem. Największą uroczystością
    wsród Prusów było uświęcenia kozła, praktykowane jeszcze w XVI wieku.
  • rita100 28.05.07, 20:53
    Chyba nawet w Klebarku Wielkim najdłużej przetrwali Prusowie, aż do XVI wieku.
    Jak to zrobili Nereus ?
  • rita100 29.05.07, 22:13
    hehe Nereus, czytołeś 'Swantó Warnije' smile

    Wiemy, że Prusowie nie budowali miast, nie budowali też wsi, ale osiedlali się
    swobodnie na całym terenie.
    Ale jest wyjątek. Jedynym miastem położonym na pograniczu osadnictwa Prusów i
    Slowian - było osławione miasto Truso nad jeziorem Druzno. Co ciekawe zostało
    ono założone przez wikingów w XIII wieku i co ciekawe zamieszkiwali je zarówno
    wikingowie, jak i Prusowie czy Słowianie. Truso wtenczas było jednym z
    największych handlowych portów Morza Bałtyckiego. Niestety ta wspaniała
    cywilizacja Prusów nie dotrwała długo, uległa po wielkich bojach krucjatom.

    Jak podaje dalej Szymon Dreja w "Świetej Warmii"...
  • rita100 29.05.07, 22:13
    "Pierwsze wiadomości o Truso pochodzą z relacji żeglarza Wulfstana, ktory około
    880r na poleceniwe krola Alfreda Wielkiego pływał po Bałtyku i w przedstawionym
    królowi raporcie opisał drogę do Truso. Archeolodzy bezskutecznie poszukiwali
    tej osady. Dopiero na poczatku lat 80. udało się to dr. Markowi Jagodzińskiemu,
    który w Janowie Pomorskim nad jeziorem Druzno odkrył pozostałości Truso.
    Nagłe zniknięcie osady tłumaczy się najazdem piratów, znęconych jej bogactwem
    oraz zasypaniem przez sztormy ujścia z jeziora Druzno do Bałtyku. Po upatku
    Truso z X-XI w. jego rolę przejął Gdańsk."

    z książki "Święta Warmia"
  • nereus1 29.05.07, 23:24
    Kronikarz olsztyński Lukas Dawid, znał w XVI wieku osobiście proboszcza w
    Klebarku, który kazania głosił w jez. pruskim. Skeptikom zalecam zajrzeć do
    jego kroniki. Język Pruski z powodu braku pisma zamarł ostatecznie w roku 1822.
  • rita100 30.05.07, 20:34
    Nie wiele wiemy o wierzeniach Prusów. Ale ciekawe to co powiedział Nereus
    jeszcze w 1822 w Klebarku proboszcz używał języka pruskiego. Być może znajdzie
    się tam więcej w zapiskach koscielnych wiadomości, trzeba było poszperać, choć
    jezyk ten nie był zapisywany.
    W książce "Święta Warmia" mamy bardzo ładne zdjecie gdzie kapłan pruski zwany
    Wajdelotą stoi z kozłem ofiarnym i czarą do krwi kozła. Obok widać święty dąb w
    Romowiem który czczony był jako siedlisko bogów. Na dębie widnieją postacie
    trzech bogów, a przed nim pali się ogień wieczny. Podanie mówi, że dąb ten kazał
    ściąć Bolesław Chrobry ; inne , że ściął go kontur Piotr Nagel de Sebr na rozkaz
    wielkiego mistrza Winrycha Kniprode.
  • rita100 31.05.07, 20:12
    św. Wojciech
    "Ciekawy opis typowego, pruskiego grodziska obronnego przynoszą nam "Żywoty św.
    Wojciecha", istniejące w dwóch wersjach - pierwsza spisana została przez Jana
    Kanapariusza przed rokiem 999, a druga przez Brunona z Kwerfurtu w latach 1004-1009.
    Otóż Wojciech, wyprawiwszy sie z misją chrystanizacyjną na ziemie Prusów,
    poniósł męczeńską śmierć z rąk niejakiego Sicco w roku 997. Miejsce śmierci
    Wojciecha zwykle lokalizowane jest w pobliżu wsi o wymownej nazwie Święty Gaj,
    opodal niezidentyfikowanego grodu Cholin, prawdopodobnie w okolicach
    dzisiejszego Dzierzgonia i Pasłęka. Z opowieści dowiadujemy się, że po
    przekroczeniu ponad kilometrowej długości pomostu wykonanego z dębowych bali na
    rozlewisku rzeki, Wojciech (w towarzystwie brata Gadzima-Gaudentego oraz
    prezbitera Boguszy) wyszedł na otwartą przestrzeń przy wspomnianym grodzisku.
    Ten element historii Wojciecha jest dla nas bardzo ważny - informuje nas nie
    tylko o prawdziwości opisu, ale potwierdza on, iż grody Prusów powstawały nie w
    niedostępnych leśnych okolicach, ale właśnie na terenie otwartym. Umożliwiało to
    bowiem obserwację okolicy i szybkie dostrzeżenie zagrożenia, dając ludności czas
    na schronienie się."
    "Święta Warmia" Szymon Drej

    Bardzo ładnie nam to wytłumaczył Pan Szymon. Czyli zmienia to nasz obraz
    zamieszkiwania plemion tylko w niedostępnych puszczach.
  • nereus1 31.05.07, 23:29
    zastał zamordowany nie w okolicy Pasłęka a w Wydminach, między Gyżyckiem a
    Ełkiem.
  • gajowy555 01.06.07, 13:52
    nereus1 napisał:

    > zastał zamordowany nie w okolicy Pasłęka a w Wydminach, między Gyżyckiem a
    > Ełkiem.

    Może jakieś źródło tej wiadomości ?
  • rita100 01.06.07, 20:32
    Zaro pocytom Gajowy

    Tak , cięzko to miejsce określić, ale znawcy tematu na pewno już wiedzą.
    Ale najbardziej znana ilustracją żywota i męczeńskiej śmierci św. Wojciecha są
    płaskorzeźby na drzwiach katedry gnieźnieńskiej. Z 18 scen kilka poświęconych
    jest wyprawie Wojciecha do kraju Prusów.
    Jeśli Gajowy da nam łobrazecek ze 'Świętej Warmii' to zobaczymy od gory
    Wojciecha przybywającego do Prus łodzią w towarzystwie dwóch duchownych
    Gaudentego - swego brata i benedyktyna Boguszy, wita ich grupa Prusów. Potem
    symboliczna scena chrztu Prusów, meczeńska śmierć Wojciecha oraz scena
    wykupienia zwłok Wojciecha przez Bolesława Chrobrego.
  • nereus1 07.06.07, 17:15
    Sw. Wojciech został zamordowany w Tękitach nad Zalewem Wiślanym, na północ od
    Braniewa w dniu 03.04.997. Natomiast Bruno z Querfurtu został zamordowany
    09.02.1009 w okolicach Widmin k. Gyżycka. Tak podaje 9 tomowa kronika o prusach
    i krzyżakach napisana przez Peter von Dusburg, zakonnka krzyżackiego.
  • rita100 07.06.07, 20:42
    Peter von Dusburg - tak na tym zakonniku można się oprzeć. Jest już dośc znany.
    A miejsce śmierci św. Wojciecha upamiętnia krzyż w tym miejscu postawiony.
  • rita100 25.10.07, 20:55
    Jo nolazła am w ksiójżce Georga Kellmanna "Klebark Wielki" barzo ciykawy łopsis
    żucia pogańskich Prusów.
    Kedajś w Bałdze (w jezyku pruskim Honeda) nad Zalewem Wiślanym doszło do jołty.
    Barzo felowały (kłóciły) sia plemiona. Nowe przybyszy wlazły na tó ziamniczke i
    ciójgle z sobó mnieli zatarczki. Coby pogodził łobzie strony wódz Waidewut i
    nowyższy kapłan Bruteno łustanowili prawa. Je tych prowów aże szysnaście i kożdy
    punkt je barzo ciykawy i ja ziam drodzy czitelnicy co woju tyż ciykazió jake to:

    Psyrszy to je taki:
    Nikomu, ale to nikomu łoprócz Kriwe Kriwato (wódz), nie wolno czcić bogów.
    Nikomu tyż nie wolno wprowadzać do kraju łobcych bogów. A bogami majó być tlo:
    Potrimpos - bóg płynących wód
    Perkunos - bóg grzmotu, błyskawic i deszczu
    Pikollos - bog piekła i ciemności.

    Pytata sia daczemu ?
    Bo to łóni dali jam tó ziamniczke i pewno dadzó eszcze ziancej.
    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 25.10.07, 20:57
    Drugi to je taki:
    W imnie bogów musiwam czcić noju nowyższego wodza Keiwe Kriwato, a po jygo
    śnierci czcić nastampce jygo, tyż wybranygo bez bogów. Cześć i szaczunek majó
    mnieć tyż wajdeloci (kapłani) i śwantynie (Rikaito).
    --------------
    Trzeci to je taki:
    Noju bogam eśma łokazać strachanie (bojaźń) i posłuszaństwo, a to datemu co łóni
    po śniarci dadzó noma psiankne kobziety, gwołt dzieciuków, smakozite jydła,
    słodkie napoje, w lecie bziołe łodzianie a w zimnie ciepłe łodzianie i bandziem
    spać w mniantkich łożach. A zdrozie bandziem mnieć take co skokać i śniac sia
    bandziem. A ludziom szpetnym, chtórzy nie bandó łoddawać cześć bogom bandó
    zabzierane posiadłosci, bandó jich bzić, tak ażeby płakali i ryczeli aż tak że
    bandó machali rankami z bólu i strachali sia ciójgle.
    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 26.10.07, 21:41
    szworte prawo:
    Wszisći sójsiedzi, chtórzi noju bogom bandó składać hołd, bandó kochani i
    wspsierani. Ci chtórzi niami pogardzó, bandó zabzici maczugami i łogniam.

    psiónte prawo:
    Kożdy manżczyzna może mnieć trzi bziołki. Psyrsza z niych pozinna pochodzić z
    duńskiej wyspy, drubie pozinny być mniejcowe.

    szóste prawo:
    Kedy manżczyzna łobciójżony je chorymi kobzietami, dzieciukami, braćmi,
    siostrami abo motłochem, brok spalić a decyzje ło tam czy siebzie samego spali
    tyż w łogniu należy do niygo.
    Pytata sia daczemu ? Poziem woma.
    Datemu co woló bogów je radowanie sie a nie cierzpsienie.

    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 27.10.07, 22:11
    sitom prawo:
    Jeżli chtóć przi zdrowym łumyśle i ciele, chce sia som łofiarować bogom, abo
    swojygo dzieciuka abo kogóś ze służby, nicht nie ma prowa jamu w tam sztyrować
    (przeszkadzać). A to datemu co ci spaleni bez łogań bandó szwantami i godni z
    bogami zuć i radować sia.

    łosiem:
    Jeżli manżczyzna lub kobzieta bez zdrade łuciora honor małżeństwa, to w mniejscu
    łoddalonym łod bogów ta łosoba zinna być spalona, a jij prochy pzinny sia walać
    po drogach i jich dzieciuki nie mogó łuż łostać sia wajdelotami.

    dziewiańć
    Jeżli kobzieta łodmówi współżicia manżowi, to tan jó może jó i jij siostry spalić.
    Moi mnili , słysze co znowu sia pytota daczemu siostry?
    A no datemu, ze jó ło tam łozioziójzku nie połucziły i nie bildowołi jó.

    --
    "Nakci do tanca, to i Warnijoki ziancy cióngnó jek do różańca.
    Brumejza chodziuła mi w zambach jek taka zoga a pufoła am jek ta lokomotywa
    »¸¸.•*¨`•»uf jek gorónco uf»¸¸.•*¨`•»"
  • rita100 28.10.07, 18:58
    dziasiańć
    Kedy manżczyzna uchwyci łono dziywicy abo łobcej bziołki, to sprawca mo być
    spalony bo dokonał łón czyny zakazanego.

    jedanaście
    Chto jeko psiyrszy łodbzierze cnote dziyzicy, tan musi sia z nió łożanic.

    dwanoście
    JEżli chtoś zabziuł swojego wajdelota to wwciurcy przyjociele łofiary zadecydujó
    czy jygo spalić czi łostawić przi żuciu.

    --
    Brumejza chodziuła mi w zambach jek taka zoga a pufoła am jek ta lokomotywa
    »¸¸.•*¨`•»uf jek gorónco uf»¸¸.•*¨`•»"
  • gajowy555 29.10.07, 15:36
    No jó, te Prusy to jekeś piromany buli. Wszyćkich i wszyćko tlo by poliły. Jano
    niechtóre zasady fejn mnieli...
    --
    ..............
    Jo pon i ty pon, a kto bandzie świnie pas?
  • rita100 29.10.07, 20:27
    A to ciykawe co śwycenie lognia na grobach tyż je pogańska zyta smile
    Mnie sia tyż niechtóre prawa lejdujó. Potam poziesz, chtóre prawo nobarzi ci sia
    lejdujewa ? smile
    --
    Brumejza chodziuła mi w zambach jek taka zoga a pufoła am jek ta lokomotywa
    »¸¸.•*¨`•»uf jek gorónco uf»¸¸.•*¨`•»"
  • rita100 29.10.07, 20:29
    trzinoście
    Jeśli chtoś dokonał poroz psiyrszy kradzieży to nosamprzód trza rznóńć jygo
    rózgami, po drugam razom zbzić biczami , a przy nostampnych kradzierzach z dali
    łod śwantych mniejsc zabzity i pożerty bez psy.

    sztyrnoście:
    Nicht nie moze zmuszać drugich do pracy. Brok psianknie nakłonić, a jek to ni da
    redy to łoboje zinni peraktować.

    psiatnoście:
    Jeśli manżczyzna łowdozieje, brok jek nojchibciej zeswatać z młodó kobzietó, aby
    bez dziań i noc nie ryczoł z żalu. Wdowiec zaczam sia łożeni musi nasamprzód
    łodebrać cnote kobziecie, a jek to zrobzi bandzie mu poddana. Tedy brok z tyj
    łokazji i na cześć spalić kokosze abo kura.
    --
    Brumejza chodziuła mi w zambach jek taka zoga a pufoła am jek ta lokomotywa
    »¸¸.•*¨`•»uf jek gorónco uf»¸¸.•*¨`•»"
  • rita100 30.10.07, 20:54
    szesnoście:
    Jeżli manżczyzna pomrze i lostazi bziołke i nie bandó mnieć dziciuków, to tedy
    wszyści wolni manżczyżni pozinni z nió spółkować i tak bez długasi cias aż łóna
    łurodzi dzieciuka. Potam łostanie łóna wajdelotkó i bandzie nietykalna pod
    groźbó śniarci, aż do kóńca żucia, a wspólnota bandzie jó utrzymywać.
    --
    Brumejza chodziuła mi w zambach jek taka zoga a pufoła am jek ta lokomotywa
    »¸¸.•*¨`•»uf jek gorónco uf»¸¸.•*¨`•»"
  • rita100 04.11.07, 09:23
    "Pogańscy Prusowie szczególną cześć oddawali starym mężczyznom. Owi starcy
    dokonywali różnych ceremoni uświęcających. Najważniejszą z praktyk było
    uświęcenie kozła. Jeszcze 200 lat po przyjęciu chrześcijaństwa praktykowali ten
    obyczaj
    A procedura tak wyglądała:
    "Z kilku wiosek zbierali się chłopi w ustronnych miejscach.
    Z przybyłego grona wybierano najstarszego, jako wajdelotę (kapłana). Po środku
    rozpalano podłużne ognisko. Mężczyźni przyprowadzali kozła, a kobiety mąkę
    pszenną, która była ugniatania w celu uzyskania ciasta. Wybrany wajdelota
    zajmował miejsce na podwyższeniu i rozpoczynał mowę na temat prastarego
    przybycia do Prus; o kraju, o czynach bohaterskich i zaletach ludu, o
    przykazaniach bogów, i czego oni od ludzi oczekują. Potem brał kozła i prowadził
    go na środek pomiędzy zebranych. Kładąc ręce na kozła, wzywał wszystkich starych
    bogów, aby łaskawie na nich spoglądali. Przed wajdelotą upadali wszyscy na
    kolana i spowiadali się glosnym głosem ze swych grzechów, którymi swoich bogów
    do złości prowokowali. Po tym śpiewali hymn na cześć swych bogów. Wszyscy obecni
    podniówszy kozła ofiarnego w górę, trzymali go tak długo, aż hymn został
    zakończony. Następnie kładziono kozła na ziemię, wajdelota wzywał zebranych,
    zeby przyjęli ofiarę z pokorą, jak to robili przodkowie dla nich, tak i oni
    powinni to czynić dla następców. Wajdelota zarzynał kozła ofiarnego, a
    spływajacą z niego krew zbierał w misę, aby wszystkich uczestników nią pokropić.
    Następnie dawał wszystkim odrobinkę tej krwi, aby mogli ofiarować ją swemu
    bydłu, co miało je chronić przed różnorodnymi zarazami. Kozioł był następnie
    dzielony na kawałki i pieczony na deskach nad ogniem. W czasie pieczenia padali
    znów wszyscy na kolana. Wajdelota podchodził wówczas do każdego i za wyznane
    przedtem grzechy, karał przez bicie, kopanie, szarpanie za włosy i inne tortury.
    Potem w ceremoni następowała zmiana ról. Wszyscy uczestnicy rzucali się na
    wajdelotę, bili, kopali i szarpali za włosy.
    Po tej ceremoni kobiety z przyniesionej maki piekły ciasta. Ciasto jednak nie
    było pieczone na ogniu, tylko wszyscy mężczyźni ustawiwszy się wzdłuż ogniska
    rzucali je sobie nawzajem tak długo aż się upiekło. Jedzono i pito aż do późnej
    nocy. Pozostałe resztki jedzenia pieczołowicie zakopywano, aby bogowie byli
    łaskawi."

    Cała ceremonia utrzymywana była w tajemnicy, a mimowolny świadek mógł obawiać
    się o swoje życie.
    --
    Brumejza chodziuła mi w zambach jek taka zoga a pufoła am jek ta lokomotywa
    »¸¸.•*¨`•»uf jek gorónco uf»¸¸.•*¨`•»"
  • rita100 04.12.07, 23:14
    prusa.strefa.pl/forum/viewtopic.php?t=153
    Poczytojta tilo to:

    Wielka Bogini Słońca Saule, której imię oznacza tyle co „słońce”, jest Królową
    Nieba i Ziemi oraz Matką Kosmosu. Duża ilość starych hymnów i modlitw świadczy o
    tym że jest ona kochana przez ludzi i bardzo popularna. Jej główne święta mają
    miejsce podczas letniego i zimowego przesilenia oraz podczas równonocy
    (wiosennej i jesiennej).

    Gdy jesienią dni stają się krótsze, Saule słabnie w swej walce przeciwko siłom
    ciemności. Zaklęcia i rytuały odprawiane w tym czasie mają na celu pomóc jej i
    umocnić ją. 30 listopada Litwini rozpoczynają oczekiwanie „Powrotu Słońca”.
    Święta ku jej czci rozpoczynają się pod koniec grudnia i trwają do 6 stycznia.

    Chrześcijanie okres oczekiwania na Saule zmienili w okres adwentu, zaś święta
    Kucios oraz Kaledos (odbywające się odpowiednio 24 i 25 grudnia) przekształcili
    w Wigilię i Boże Narodzenie.

    --
    »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
    To je nolepsze, choć roz a dobrze »¸¸.•*¨`•»
  • rita100 13.04.09, 21:46
    press.prusai.eu/
    Autor: Akszugor Data opublikowania: 9 kwietnia 2009

    W dniu dzisiejszym nad Olsztynem przeszła pierwsza wiosenna burza.
    Perkunas pierwszy raz w tym roku odezwał się swym gromem, czym poruszył ziemię
    do zapłodnienia pod plony, a także obudził roślinność z zimowego snu.

    Z okazji Świąt Wiosny i Odradzającego się Życia pragnę wszystkim naszym
    czytelnikom złożyć najserdeczniejsze życzenia zdrowych, spokojnych, rodzinnych
    świąt.

    Wesołych Świat
  • rita100 13.04.09, 21:48
    Zielga strata no nauki jyjzyka pruskiego.
    [*]
  • gajowy555 20.04.09, 11:12
    Jó, tak chto by noma nolepsi ło Prusach łopoziedzioł, kiejby nie TRALALA ? Żol,
    co do naju nie zaglónda i ło Warniji na zycher zaboczuła shock
    Tak choc poczytojta, co we cajtunku psiszó jinsze ...


    Na kresach Galindii, czyli o dawnych Prusach


    W grodach, które dziś często wyglądają jak zwykłe pagórki, toczyło się
    intensywne życie - opowiada Robert Klimek, autor książki "Na kresach Galindii".


    https://bi.im-g.pl/im/0/6515/z6515660X.jpg


    To drugi przewodnik archeologiczny wydany przez Stowarzyszenie "Nasze Gady",
    zrzeszające ludzi, których życiową pasją jest zgłębianie kultury życia
    codziennego dawnych Prusów. W 2008 r. przygotowali wydawnictwo "Terra
    Gunelauke", opowiadające o tych plemionach. Autorem przewodnika był Robert
    Klimek, społeczny opiekun zabytków archeologicznych na terenie Warmii i Mazur.
    Publikacja odniosła sukces, więc stowarzyszenie postanowiło kontynuować cykl.
    Tak powstał kolejny przewodnik Roberta Klimka pt. "Na kresach Galindii". Jego
    szatę graficzną opracował Zbigniew Kozłowski.

    Pozycja, licząca 36 stron, jest poświęcona osadnictwu wczesnośredniowiecznemu w
    gminie Dywity i jej okolicach. Autor stara się również ustalić się przebieg
    granic plemiennych między Galindią i Pogezanią na tym terenie. W przewodniku
    można także przeczytać o dziedzictwie kulturowym Prusów...


    Na
    kresach Galindii


    --
    ..............
    Jo pon i ty pon, a kto bandzie świnie pas?
  • rita100 19.01.10, 17:54
    pruskich

    ofg.pl/zabytki-inne/atlantyda-polnocy-historia-plemion-pruskich-4519
    ATLANTYDA PÓŁNOCY

    Naród, który u zarania dziejów był gospodarzem dziewiczej krainy pomiędzy dolną
    Wisłą a Niemnem, zniknął z historii pod koniec średniowiecza, pozostawiając po
    sobie jedynie językowe relikty w postaci nazw rzek, jezior i miejscowości.
    Północni poganie, którzy zapisali się w naszej historii jako sprawcy męczeńskiej
    śmierci patrona Polski - św. Wojciecha oraz bezpośredni powód innego "polskiego
    nieszczęścia" - sprowadzenia Krzyżaków na Mazowsze, pozostawili po sobie również
    nazwę swojej krainy, przejętą przez niemieckojęzycznych najeźdźców, na której
    ciąży "dziejowa ekskomunika". Nazwa Prusy kojarzy nam się z militaryzmem
    niemieckim. Również z "pruską dyscypliną" - doprowadzonym do absurdu
    posłuszeństwem, redukującym człowieka do roli trybika w mechanizmie państwowym.
    Tymczasem kraina i lud, które pod tą nazwą weszły do europejskiej historii
    niewiele miały wspólnego z tak rozumianym "pruskim duchem".

    Historycy przypuszczają, że pogańskie plemiona zamieszkałe na wschód od dolnej
    Wisły zaczęto nazywać Prusami w IX stuleciu i że nazwę tę nadali im Słowianie.
    Najstarszy zapis, w formie "Bruzi", pochodzi z wykazu plemion Geografa
    Bawarskiego, sporządzonego w IX w. W sto lat później arabski kupiec i podróżnik
    Ibrahim ibn Jakub opisując kraj Mieszka zanotował: "Z Mesko sąsiadują na
    wschodzie Rus, a na północy Burus". Pierwszy zapis w łacińskiej formie językowej
    znajduje się w dokumencie z X wieku, zwanym "Dagome iudex". Zostało tam
    zapisane: "Pruzze usque in locum, quo dicitur Russe", co znaczy - "Prusowie aż
    do miejsca, które się Ruś nazywa". W najstarszym żywocie św. Wojciecha, spisanym
    na początku XI wieku oddano wahania misjonarza, który się zastanawiał "czy do
    Lutyków, czy też do Prusów obrać drogę". Od tej też pory nazwa Prusowie przyjęła
    się na trwałe w europejskim nazewnictwie, wypierając używaną dotychczas na
    określenie ludów zajmujących południowo-wschodnie pobrzeże Bałtyku nazwę -
    Estowie (Aesti). We wczesnośredniowiecznych kronikach i dokumentach stosowano
    bardzo zróżnicowane formy nowej nazwy: Bruzzi, Pruzi, Pruzzi, Prussi, Prisci,
    Pruteni, Prutheni. Etymologia nazwy pozostaje niewyjaśniona, choć językoznawcy
    podejrzewają, iż została utworzona od jakiegoś słowa pruskiego. Jedna z hipotez
    wywodzi ją z pokrewnych języków bałtyjskich, gdzie zbliżona jest najbardziej do
    słowa określającego "rozum" i przymiotników "rozumieć" i "pojąć". Po przeróbce
    dokonanej przez słowiańskich sąsiadów powstała w ten sposób nazwa grupy
    etnicznej. Sami Prusowie nie przyswoili tej nazwy i w kontaktach z obcymi
    określali się przeważnie za pomocą nazw regionów, z których pochodzili. Byli
    więc Bartami, Sambami, Sudowami, Pogezanami, albo Galindami. Nie tworzyli nigdy
    zwartej państwowości, więc wspólne określenie dla kraju i narodu było im obce.

    Nazwę Prusy zawłaszczyli Krzyżacy, ogłaszając się po zakończeniu podboju ziem
    pruskich "Panami Pruskimi". Odtąd datuje się jej niemiecka historia.
    Sekularyzowane państwo zakonne zamieniło się w Księstwo Pruskie, zaś związki
    rodzinne Hohenzollernów przeniosły wkrótce nazwę na inne niemieckie posiadłości
    tej dynastii. Stąd wyłoniły się Prusy, które kojarzymy z niemieckim militaryzmem
    i zaborczością. Profesor Łucja Okulicz-Kozaryn w jedynej jak dotąd w Polsce
    monografii zatytułowanej "Dzieje Prusów" wypowiada się gorzko na powyższy temat:
    "Gwoli sprawiedliwości należy przyznać, że w języku niemieckim istnieje
    rozróżnienie pojęć "Preussen" i "Prussen" oraz "preussisch" i "prussisch". Tylko
    pierwsze z nich oznaczają włości niemieckie, drugie zaś Prusów i ziemie pruskie
    podbite niegdyś przez Krzyżaków. W języku polskim także znane są podobne
    rozróżnienia terminologiczne. Prusowie bowiem to pierwotni mieszkańcy ziem
    położonych na wschód od Wisły i na Pojezierzu Mazurskim, Prusacy zaś to - po
    prostu - Niemcy. To ostatnie określenie w odczuciu Polaka ma oczywiście wydźwięk
    pejoratywny. Z przykrością przy tym trzeba stwierdzić, że pojęcia te nie są
    jednak powszechnie znane i rozróżniane ani przez Niemców, co mniej dziwi, ani
    przez Polaków - co już jest poważnym błędem".
  • rita100 19.01.10, 17:55
    NAJSZLACHETNIEJSI BARBARZYŃCY

    W swoich szkicach opublikowanych w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego
    stulecia, wybitny polski językoznawca i historyk kultury Aleksander Brückner
    wystawił plemionom pruskim taką wizytówkę:
    "Starzy Prusowie - dziwny to naród, najszlachetniejszy między barbarzyńskimi,
    jak owi najsprawiedliwsi Trakowie i Getowie Homera i Herodota; nawet nazwa owa,
    u Tacyta dla całego szczepu od Niemców przyjęta, Aestii, mogłaby zacnych,
    czcigodnych oznaczać (gockie Aisteis niby, od aistan - szacować, czcić); i w
    późniejszych źródłach znachodzimy dla nich przydomki spokojnych, najbardziej
    ludzkich i podobne, mimo nadzwyczajnej waleczności, poświadczonej w X wieku
    przez Araba geografa. Jedyny to naród, nie widzący w rozbitkach morskich
    upragnionej zdobyczy, a pomagający im litościwie, broniący ich nawet sam od
    piratów, najgościnniejszy, porzucający dla gościa i zwykłą trzeźwość, i
    skromność w jedzeniu i piciu, najskromniejszy, nie dbający o wystawniejszą
    odzież i ozdoby. (…wink I tak uchodzą Prusowie za naród najspokojniejszy,
    najbardziej ludzki, i mogliby za wzór służyć, gdyby nie ich uporne pogaństwo,
    nieznoszące chrześcijan w swej ziemi w obawie, że dla takich przybyszów obcego
    zakonu ziemia im wyjałowieje, drzewa się owocem nie pokryją, nowego przypłodku
    nie będzie, a przestarzały dobytek umrze."

    Niewiele wiemy o wierzeniach Prusów, które tak chronili przed chrześcijańską
    ekspansją. Panteon bóstw pruskich, jak obyczaje i ceremonie kultowe, nie różniły
    się chyba zbytnio od wierzeń innych ludów bałtyjskich. Za sprawą
    osiemnastowiecznego katalogu Hieronima Maleckiego znamy imiona niektórych bóstw
    pruskich: Autrimpusa - władającego morzem i jeziorami, Bardoaytsa - opiekuna
    żeglarzy, Curche - boga urodzaju, Patollusa - boga śmierci, Perkunasa -
    władającego burzą boga wojny, Potrimpusa - wyobrażanego w postaci węża boga
    magii i mądrości oraz najwyższego boga nieba i ziemi - Ockopirmusa. Legendarne,
    najważniejsze miejsce kultu - święty dąb w Romove, poświęcony trójcy
    Potrimpus-Perkunas-Patollus - do dzisiaj budzi emocje naukowców, próbujących
    dokonać lokalizacji i rekonstrukcji tego obiektu. Z tą "ludzkością i
    szlachetnością" dawnych Prusów, tak afirmowaną przez Brücknera, też było różnie.
    Potrimpusowi składano krwawe ofiary z dzieci, przeważnie dziewczynek, których
    rodził się nadmiar.

    Pierwsi Prusowie dotarli w nieprzebyte puszcze wokół Wielkich Jezior Mazurskich
    prawdopodobnie około połowy pierwszego tysiąclecia p.n.e. Przynieśli ze sobą w
    gęste bory w rejonie dzisiejszego Ełku, Giżycka, Orzysza i Mikołajek znajomość
    leśnej hodowli zwierząt domowych, nie wymagającej zbyt wielkich starań o
    utrzymanie stad, które pasły się swobodnie na śródleśnych łąkach. Rolnictwem
    zajmowali się w niewielkim stopniu, obsiewając pszenicą, prosem, jęczmieniem i
    owsem niewielkie, wypalone fragmenty lasu. Na żyźniejszych ziemiach w pobliżu
    rzek uprawiano groch i bobik. Jednak podstawą pożywienia było mięso zdobywane
    przez myśliwych i rybaków. Popularnym zajęciem stało się też bartnictwo. Swoje
    siedliska budowali Prusowie w miejscach naturalnie obronnych. Pomimo zapory,
    jaką stanowiła puszcza, nie czuli się zbyt bezpiecznie, gdyż chętniej budowali
    siedziby na wodzie, która stanowiła dodatkową ochronę, niż na lądzie.
    Pozostałości pruskich osad można napotkać na prawie każdej wyspie na Wielkich
    Jeziorach Mazurskich. Jeśli na jeziorze nie było żadnej wyspy, Prusowie ją sami
    budowali. Ścinali odpowiednią ilość drzew i układali je na śródjeziornych
    płyciznach krzyżującymi się warstwami. Tworzyło to coś na kształt rusztu
    umocnionego wbitymi w dno jeziora dębowymi palami. Na takim pomoście budowano
    domostwa. Całość otaczano palisadą z pali wbitych w dno jeziora i łączono z
    lądem wąską kładką, ułożoną również na palach, którą łatwo było zniszczyć w
    razie zagrażającego z lądu niebezpieczeństwa. Dobrze zachowany przykład takiego
    nawodnego siedliska odkryto na jeziorze Dgał Wielki w Pieczarkach koło Giżycka.

    Plemiona pruskie nie stworzyły nigdy organizacji państwowej. Pruski model
    rodowo-plemienny polegał na związku rodów bliskich sobie językowo, wyznających
    podobne zasady wiary i prowadzących podobny tryb życia. Wytworzony system
    wodzowski z dobrze uzbrojonymi drużynami wojowników dawał poczucie niezależności
    i bezpieczeństwa. Rody skupione w organizację plemienną przyjmowały wspólną
    nazwę, własny system praw i norm postępowania oraz określały własne terytorium,
    którego broniły przed obcymi. Obszar taki nie miał ściśle wytyczonych granic i
    zależał od aktywności gospodarczej i zbrojnej plemienia. Pojęcie ojczyzny nie
    było potrzebne dla istnienia wspólnoty plemiennej. Struktura społeczna rodów i
    plemion była zróżnicowana. Istotny był status majątkowy oparty o ilość
    posiadanych dóbr i trofeów. Odbiło się to w widzeniu świata zmarłych. Mężczyzna
    był chowany wraz z koniem, w pełnym uzbrojeniu, otoczony swoimi dobrami
    doczesnymi. Cmentarzyska z takimi znaleziskami, jak również pozostałości
    grodzisk i osad nawodnych odnajdowane są do dziś na obszarze obejmującym Wielkie
    Jeziora Mazurskie i Pojezierze Mrągowskie, sięgając na wschodzie poza rzekę Ełk.
  • rita100 19.01.10, 17:55
    ZAGINIONE NAZWY I KRAINY

    Prusy nie były krainą jednolitą. Zamieszkiwało je wiele plemion, które swoje
    nazwy wzięły od nazw terytoriów przez siebie opanowanych. Najpełniejszy katalog
    pruskich nazw plemiennych i terytorialnych podał krzyżacki kronikarz Piotr
    Dusburg żyjący w XIV stuleciu. Podzielił on Prusy na jedenaście "ziem": Ziemię
    Chełmińską i Lubawską, Pomezanię, Pogezanię, Warmię, Natangię, Sambię, Nadrowię,
    Skalowię, Sudowię, Galindię oraz Barcję. Najdalej wysunięta na północ,
    przecinając dolinę Niemna, leżała Skalowia. Na południowy wschód od Skalowii, od
    Niemna po Biebrzę, zaś na wschód aż po ziemie litewskie, rozciągała się rozległa
    Sudowia czyli Jaćwież. Nadrowia leżała w dolinie środkowej Pregoły. Na zachód od
    Nadrowii morski półwysep zajmowała Sambia, gdzie najdłużej, bo aż do połowy
    siedemnastego stulecia, zachował się staropruski język. Na południe od Pregoły i
    Półwyspu Sambijskiego leżała Natangia, granicząc na linii Łyny z Barcją.
    Wybrzeże Zalewu Wiślanego oraz dolną Pasłękę obejmowała Warmia, przechodząc na
    południu w Pogezanię. Pomezania mieściła się pomiędzy Wisłą, Nogatem, a Ossą.
    Porośnięta puszczą Galindia obejmowała całą Dolinę Wielkich Jezior Mazurskich
    oraz piaszczyste ziemie graniczące na południu z Kurpiami i Mazowszem.

    Interesująca jest etymologia nazw pruskich krain. Nazwa Pomezania pochodzi
    prawdopodobnie od pruskiego słowa pamedian oznaczającego "podlesie", zaś
    Pogezania od słowa pagudian , co oznacza "kraj porośnięty zaroślami". Warmia
    zapożyczyła swoją nazwę najprawdopodobniej od przymiotnika wormyan (czerwony),
    co nadawałoby jej miano "czerwonej ziemi". Istnieje też teza, że Warmia wzięła
    swą nazwę od dużej ilości trzmieli (po prusku warmai - trzmiel). Nazwa Natangii
    najbliższa jest określeniu "krainy spływającej wodami". Nazwy Barcji i Nadrowii
    wiążą się chyba z zajęciami mieszkańców tych ziem i wywodzą od pszczelej barci i
    wydrążonego pnia (druwis). Badaczom nie udało się dotychczas rozszyfrować nazwy
    Skalowia, która niejasno wiąże się z jakimś określeniem lasu. Sudowia wraz ze
    swoim ludem wzięła nazwę od rzeki Suduone, Sudonia (dzisiejsza Szeszupa). Miano
    Sambii oznaczało "kraj nizinny", zaś Galindii wiąże się zapewne z położeniem tej
    ziemi na pograniczu prusko-mazowieckim. Galas i gals w językach bałtyjskich
    oznacza koniec, a więc Galindia byłaby czymś w rodzaju pruskiej Ukrainy.

    W opisie Piotra Dusburga opuszczonych zostało kilka ziem pruskich wymienionych
    we wcześniejszych, dwunasto- i trzynastowiecznych źródłach. "Liber census
    Daniae" wymienia: Lanzanię, Peragodię i Zlinię. Dokument króla czeskiego
    Ottokara z roku 1267 zalicza do ziem pruskich: Ziemię Sasinów, Pasłęk i Landesen
    (prawdopodobnie identyczny z Lanzanią). Pojawiła się w nim również Getwesia,
    najprawdopodobniej tożsama z Jaćwieżą. Latopisy ruskie na obszarze Jaćwieży
    wyróżniły niewielki kraik - Polekszę, zaś w dokumentach króla litewskiego
    Mendoga z połowy XIII w. znalazła się też nazwa terytorium pruskiego Dainowa. Z
    kronikarskich zapisów wynika, że ziemie pruskie obejmowały dziesięć dużych
    terytoriów plemiennych i około dwudziestu mniejszych "ziem".

    Różne były losy ziem i plemion pruskich. Potężni Galindowie, o których w swoim
    dziele spisanym w drugim stuleciu wspomina geograf rzymski Ptolemeusz, zniknęli
    z kart dziejów jeszcze przed inwazją krzyżacką i jest to jedna z historycznych
    zagadek. Aleksander Brückner podaje za kronikarzem krzyżackim Piotrem Dusburgiem
    taką oto legendę:
    "Kraj Golędów już w połowie XIII wieku tak był wyludniony i pusty, że
    wytłumaczono to osobliwszą baśnią. Opływał on niegdyś tak bardzo w ludzi, że ich
    wyżywić nie mógł; aby przeludnieniu zapobiec, uradzili Golędzi, inaczej niż
    Farao, co to chłopców żydowskich zabijać, a dziewczęta chować kazał, aby
    chłopców na wojnę chowano, dziewczęta zaś zabijano. Lecz matki chowały córki po
    kryjomu; otóż poobcinano wszystkim piersi, by więcej nie karmiły. Nad
    biadającymi ulitowała się wieszczka, kierująca losami całego kraju, zawołała
    więc starzyznę i oznajmiła: bogowie wasi żądają, abyście bez broni przeciw
    chrześcijanom ruszyli. Wybrali się Golędzi wesoło na wyprawę i wracali już z
    ogromnymi łupami, gdy kilku jeńców, umknąwszy, pouczyło chrześcijan, że Golędzi
    nie mają broni; ci, ośmieleni, rzucili się na nich i wyrżnęli ich, a bezbronny
    kraj ogołocili potem sąsiedni Sudowie do szczętu. Tradycja ta, zapisana przez
    kronikarza pruskiego oparła się o rysy prawdziwe, powiązała je tylko niezręcznie."

    Najpełniej politycznie rozwinęli się Sudynowie (Jaćwingowie), osiągając w XIII
    w., tuż przed upadkiem, etap związku plemion. Najznaczniejszą rolę ekonomiczną i
    kulturową odegrali Sambowie, wchłaniając w swój zasięg Skalowów, Nadrowów i
    Natangów. Na Sambii mieściły się pruskie centra wymiany towarowej, zaś tamtejsze
    kontakty handlowe sięgały do Szwecji, Danii i na Ruś. Najsłabiej zarysował się
    zespół plemion zachodnich: Warmów, Pogezanów i Pomezanów, którzy przechodząc na
    zachodni brzeg Wisły wciągnięci zostali powoli w słowiański krąg kulturowy. Z
    przytoczonych tu nazw do dziś w użyciu pozostają tylko nazwy Warmii i Półwyspu
    Sambijskiego.
  • rita100 19.01.10, 17:56
    ODKRYWCZA POTĘGA MODY

    Północne terytoria plemion bałtyjskich były zbyt oddalone od centrum świata
    starożytnego, dlatego informacje przekazywane o nich przez rzymskie źródła były
    skąpe i wyrywkowe. Jednakże już za panowania Augusta (około 12 roku p.n.e.)
    powstała tzw. Mapa Agryppy. Mapa ta, umieszczona na ścianie Porticus Vipsaniae
    na Polu Marsowym w Rzymie, przedstawiała znany Rzymianom świat. Zaznaczone na
    niej zostało ujście Wisły do tzw. Oceanu Północnego, którego zatokę według
    starożytnych stanowił Bałtyk. Jako, że siedziby Prusów leżały poza obszarem
    Germanii, z której Rzymianie chcieli uczynić prowincję imperium, zainteresowanie
    tą krainą nie objawiło się planami politycznymi. Spowodowała je moda i
    zapotrzebowanie na "miodowy kamień" czyli bursztyn. Wyroby i ozdoby z bursztynu
    na przełomie er stały się niebywale modne i poszukiwane przez bogate warstwy
    Imperium Romanum. W wielu miastach pracowały bursztyniarskie manufaktury,
    zużywające wiele ton surowca. Najsłynniejsze mieściły się w Akwilei.

    Od pierwszego stulecia przed naszą erą funkcjonował dobrze zorganizowany i
    bezpieczny szlak handlowy, którym kupcy celtyccy i rzymscy przewozili wielkie
    ilości bursztynowego surowca. Słynny "bursztynowy szlak" prowadził od Carnutum
    nad Dunajem przez Bramę Morawską, okolice dzisiejszego Wrocławia i dalej Prosną
    i Wartą w stronę Kujaw. Tu się rozdzielał. Można było po "bałtyckie złoto"
    wędrować prosto do ujścia Wisły albo poprzez Ziemię Chełmińską dotrzeć na Mazury
    i Półwysep Sambijski. Tę trasę potwierdzają liczne archeologiczne odkrycia
    bursztynowych składów, biegnące od Bałtyku do Dunaju. Inna odnoga bursztynowego
    szlaku to trasa wschodnia biegnąca hipotetycznie przez dorzecze Dniestru i
    Wschodnie Podkarpacie, dalej Bugiem, poprzez Wysoczyznę Mławską i terytoria
    Galindów, rozciągające się w pasie Wielkich Jezior Mazurskich, aż po Półwysep
    Sambijski. W starorzymskiej literaturze zachował się opis jednej z bursztynowych
    wypraw, zamówionej przez samego cesarza Nerona. Ekspedycja ta wyruszyła w
    kierunku Bałtyku około 64 roku naszej ery, a dowodził nią rzymski ekwita z
    patrycjuszowskiego rodu, który zapewne wcześniej zajmował wysokie stanowisko w
    administracji jednej z naddunajskich prowincji i stąd znał dobrze obyczaje
    "północnych barbarzyńców". Wyprawa dotarła do ziem Prusów i być może nawet na
    Półwysep Sambijski - miejsce najbogatsze w bursztynowe złoża. Piliniusz Starszy
    w jednym ze swoich dzieł zachwyca się wprost efektami neronowego przedsięwzięcia:
    "Przewędrowali punkty handlowe i samo wybrzeże, a bursztynu przywieźli tak dużo,
    że nawet siatka mająca powstrzymać dzikie bestie i osłaniać loże, miała w każdym
    węzełku bursztyn, arena zaś, nary i wszelki sprzęt przez jeden dzień igrzysk
    gladiatorskich, aby różnił się od innych rodzajem wystawy - były bursztynowe".

    Dzięki popytowi na bursztyn, od połowy II wieku do IV, kultura materialna Prusów
    osiągnęła wysoki poziom. Z tego okresu datuje się duża ilość znalezisk rzymskich
    na Pojezierzu Mazurskim. Szczególnie cenione wśród Prusów były naczynia z
    cienkiej blachy brązowej, puchary szklane i wazy sprowadzane z galijskich
    warsztatów. Za bursztyn uzyskiwano też zapinki srebrne i brązowe oraz ogromne
    ilości szklanych paciorków. W V wieku w pośmiertnym wyposażeniu pruskich
    grobowców nie ma już tak bogatych przedmiotów.

    Mazurska koniunktura bursztynowa zakończyła się kiedy pośrednictwo w handlu
    bursztynem przejęli Gotowie i Gepidowie osiadli u ujścia Wisły. Klify
    bursztynodajne Sambii, plaże Mierzei Wiślanej i Kurońskiej, dostarczały światu
    starożytnemu najwięcej bursztynowego surowca. Na skutek destabilizacji wywołanej
    wojnami markomańskimi (166 - 178 w.n.e.) większego znaczenia nabrała droga
    handlowa wiodąca na Sambię z Danii wzdłuż południowego wybrzeża Bałtyku. Centrum
    handlowe, które powstało w Danii i na duńskich wyspach, rozprowadzało
    bursztynowe wyroby po całej Germanii i Galii. Południowy szlak bursztynowy
    przestał się liczyć i kupieckie karawany nie przemierzały już puszczańskich
    włości nad wielkimi jeziorami. Ale bursztyn był dalej w cenie. Zainteresowanie
    nim okazali dużo później Krzyżacy, nakładając a pruskie wsie i osady obciążenia
    regaliami bursztynowymi. Nad Wielkimi Jeziorami Mazurskimi bursztynu nie
    przynosiło morze. Bursztynodajne warstwy występowały płytko pod powierzchnią
    ziemi w przesuniętych przez lodowiec iłach oligoceńskich. Wydobycie prowadzono
    metodą odkrywkową. Dzisiaj mazurskie złoża bursztynowe są już prawie całkowicie
    wyeksploatowane, niemniej zdarzają się jeszcze znaleziska. Wspomina o nich nawet
    przewodnik turystyczny po gminie Miłki koło Giżycka, namawiając turystów do
    "bursztynowych łowów".
  • rita100 19.01.10, 17:57
    PRUSÓW ZE ŚWIĘTYMI OBCOWANIE

    W roku 1997 minęło równo tysiąc lat od męczeńskiej śmierci św. Wojciecha -
    patrona Polski, dzięki któremu nasz kraj zaistniał bardzo wyraziście w
    chrześcijańskim świecie Europy. Święty Wojciech poniósł męczeńską śmierć z rąk
    Prusów, zainspirowany do swojej pruskiej misji chrystianizacyjnej przez
    Bolesława Chrobrego, z którym spokrewniony był poprzez Dobrawę. Święty Wojciech
    - biskup Pragi, przyjaciel cesarza Ottona III i krewny polskiego władcy - był
    postacią na ówczesne czasy nietuzinkową. Pochodził z książęcego rodu
    Sławnikowiców władających czeskimi Libicami. W wyniku działań konkurencyjnego
    rodu Przemyślidów, którzy rządzili Pragą, był dwukrotnie usuwany z biskupiego
    stolca. Po pierwszym wygnaniu udał się do Rzymu, gdzie poznał papieża i osiadł w
    klasztorze benedyktynów na Awentynie. Po drugim - odwiedził Węgry, Francję i
    Polskę. Z Polski, za namową Bolesława Chrobrego zainteresowanego objęciem
    północnych terytoriów "Dagome iudex", udał się z misją do Prus.

    Misjonarz udał się do Prus drogą morską z Gdańska, gdzie wcześniej chrzcił i
    nauczał przez cztery tygodnie. Trasa wyprawy misyjnej św. Wojciecha trudna jest
    do ustalenia, podobnie jak miejsce jego męczeńskiej śmierci. Najprawdopodobniej
    łódź ze św. Wojciechem, jego bratem Radzimem (późniejszym pierwszym polskim
    arcybiskupem metropolitą gnieźnieńskim Gaudentym) oraz innym benedyktynem -
    Boguszą, podążyła najbardziej dostępnym szlakiem wiodącym do Pomezanii wodami
    Zatoki Wiślanej, powiększonej ówcześnie o głęboko wcinający się ku południowi
    zbiornik wodny jeziora Druzno. Pomezanie przyjęli misjonarzy chłodno i niezbyt
    przyjaźnie. Św. Wojciech co prawda deklarował swoje pokojowe zamiary, odsyłając
    nawet drużynę zbrojną, którą dla ochrony przydzielił mu Chrobry, ale kompletnie
    nie znał pruskich obyczajów i wybrał się do Prusów bez tłumacza. Pomezanie
    odrzucili nauki św. Wojciecha i nakazali mu opuścić ich kraj pod groźbą śmierci.
    Św. Wojciech oddala się na parę dni, ale nie rezygnuje i powraca. 23 kwietnia
    997 r. zostaje zabity przez Prusów, najprawdopodobniej w pruskim Świętym Gaju
    koło Bagardu nad rzeką Dzierzgoń. Źródła niemieckie lokują miejsce śmierci
    misjonarza w okolicach Tenkit na Półwyspie Sambijskim, gdzie ustawiono nawet
    pamiątkowy krzyż. Nie ma to jednak żadnego potwierdzenia w źródłach, z których
    najpoważniejsze stanowi pierwszy żywot świętego spisany w latach 998 - 999 w
    klasztorze na Awentynie według relacji świadka wydarzeń i brata św. Wojciecha -
    Radzima. Legenda głosi, że polski władca wykupił od Prusów ciało męczennika za
    wagę złota, a szalę przeważył legendarny "wdowi grosz". Prusowie broniąc swoich
    wierzeń i dokonując kaźni na św. Wojciechu, przysłużyli się sprawie polskiej w
    chrześcijańskim świecie. Wspomogli politykę Bolesława Chrobrego w dążeniu do
    ustanowienia w Gnieźnie polskiej władzy kościelnej. Prof. Henryk Samsonowicz
    powiedział o św. Wojciechu, iż "spadł nam jak z nieba w najbardziej odpowiednim
    momencie". Chrobry po zjeździe gnieźnieńskim kontynuował politykę pokojowej
    chrystianizacji Prus, która zaowocowała następnym męczennikiem za wiarę. Chyba
    ze względu na swoje niemieckie pochodzenie pozostaje on głęboko w cieniu św.
    Wojciecha i jego postać prawie w ogóle nie jest w Polsce znana.

    W roku 1009 w ślady św. Wojciecha poszedł jeden z jego pierwszych biografów,
    kanonik magdeburski i kameduła, św. Bruno z Kwerfurtu. Wyprawił się on z misją
    chrystianizacyjną do Prus również za namową Bolesława Chrobrego, z którym
    łączyła go głęboka przyjaźń. Św. Bruno pisał o Chrobrym: "Kocham go jak własną
    duszę, a bardziej niż życie moje" i potępiał cesarza Henryka II za jego
    antypolską politykę. Do Prus wybrał inną drogę niż jego poprzednik, kierując się
    od strony Mazowsza na północny-wschód, najprawdopodobniej w kierunku pogranicza
    jaćwieskiego. Misja św. Brunona odnosiła na początku sukcesy. Udało mu się
    ochrzcić jednego z wodzów jaćwieskich - Niecimierza. Inne źródła wspominają o
    możnowładcy galindzkim Izegupie, który wraz ze swoim ludem mieszkał "nad wielkim
    odległym jeziorem" (badacze niemieccy identyfikowali je z jeziorem Niegocin).
    Finał misji był jednak tragiczny. Thietmar w swojej kronice opisuje:
    "Kiedy 14 lutego głosił słowo Boże na granicy tego kraju i Rusi sprzeciwili się
    tubylcy, a gdy on dalej nauczał Ewangelii, schwytali go i za to, że tak kochał
    Chrystusa, który jest głową Kościoła, odcięli głowy zarówno jemu, jako jagnię
    łagodnemu, jak jego osiemnastu towarzyszom".

    Źródła niemieckie, jako miejsce śmierci św. Brunona przyjęły okolice
    dzisiejszego Giżycka, co jest niezbyt prawdopodobne. Niemniej, na jednym ze
    wzgórz nad Niegocinem można do dziś podziwiać żelazny krzyż poświęcony świętemu
    i jego towarzyszom, taki sam jak wystawiony na Sambii św. Wojciechowi.
  • rita100 19.01.10, 17:57
    MAZOWIECKIE ZAKUSY I KŁOPOTY

    Po klęsce misji chrystianizacyjnych św. Wojciecha i św. Brunona północnych pogan
    zaczęto nawracać mieczem. Jedną z pierwszych wypraw na Prusy, określaną mianem
    odwetu za śmierć obu misjonarzy, podjął podobno już w roku 1015 Bolesław
    Chrobry. Wspominają o niej kroniki Galla Anonima i Adama Bremeńskiego. Natomiast
    w kronice Wincentego Kadłubka czytamy, iż jedenastowieczny władca Mazowsza -
    Miesław - wszedł w sojusz z plemionami pruskimi, walcząc przeciwko Kazimierzowi
    Odnowicielowi. Miesław poniósł klęskę w 1047 r. i według legendy zbiegł do Prus
    z resztkami swojej drużyny. Dalej legenda głosi, że wywyższał się tam bardzo,
    pragnąc przejąć władzę nad plemionami, co nie skończyło się dla niego dobrze.
    Wincenty Kadłubek zanotował:
    "Po wielu mękach wieszają go na bardzo wysokiej szubienicy i mówią: W górę
    dążyłeś, góry się trzymaj - aby oczywiście nawet umierającemu nie brakowało
    szczytu upragnionej wysokości".

    W X i XI stuleciu ziemie pruskie były najeżdżane przez zbrojne wyprawy ruskie
    (latopisy wzmiankują, że zagony sięgały aż po Sambię), przez Wikingów i
    Duńczyków. Nikt nie potrafił jednak na trwałe zaanektować pruskiego terytorium i
    narzucić jego mieszkańcom własnego prawa i religii.

    Na przełomie 1107 i 1108 r. wyprawę zbrojną do Prus podjął Bolesław Krzywousty.
    Zaatakowano Prusów zimą i wycofano się, wziąwszy jeńców i łupy, wraz
    znadchodzącą wiosną. Tak wspomina zimową kampanię Krzywoustego Gall Anonim:
    "Wkroczył tedy do Prus, kraju dość dzikiego, skąd, szukając a nie znajdując
    sposobności do walki, powrócił z obfitym łupem, wznieciwszy pożary i wziąwszy
    jeńców".

    W 1111 r. Krzywousty znów ruszył do Prus, "z lodu na jeziorach i bagnach
    korzystając jakby z mostu, bo nie ma do owego kraju innego dostępu, jak tylko
    przez jeziora i bagna". Drużyny Krzywoustego znowy powróciły z wyprawy nie
    odnosząc żadnego spektakularnego zwycięstwa, paląc jedynie napotkane po drodze
    siedziby Sasinów i Galindów, biorąc jeńców i łupy. Niepowodzenia pruskie
    Krzywoustego miały poważne konsekwencje. Nie udało się ujarzmić i przyłączyć
    Prusów do państwa polskiego, zyskano zaś w plemionach pruskich zaprzysięgłego
    wroga, który mszcząc się dokonywał łupieżczych najazdów na Mazowsze i Kujawy. Od
    tej pory pólnocno-wschodnie rubieże ziem polskich były bez przerwy narażone na
    niespodziewane najazdy zbrojne jeźdźców pruskich, którzy łupili wszystko, co im
    wpadło w ręce, zabijali mężczyzn, porywali kobiety i dzieci.

    W ramach II Krucjaty do Ziemi Świętej cysters Bernard z Clairvaux wyznaczył
    chrześcijańskim ludom północnogermańskim i słowiańskim jako cel wypraw
    krzyżowych pogańskie ziemie nadbałtyckie. W 1163 r. taką wyprawę poprowadził do
    Prus Bolesław Kędzierzawy. Jego akcja odniosła pewne sukcesy na wschód od Wisły,
    w dolinie Ossy i Dzieżgoni. Następna wyprawa Kędzierzawego poprowadzona została
    na Jaćwięgów. Rycerstwo polskie dostało się w zasadzkę i poniosło klęskę. Jej
    przyczynę upatrywano w zdradzie jaćwieskich przewodników będących na polskim
    żołdzie. Po tej krwawej łaźni pozostawiono Prusów na kilkadziesiąt lat w
    spokoju, choć Wincenty Kadłubek odnotowuje w 1193 r. wyprawę zbrojną na
    Poleksian, plemię pruskie zamieszkujące dorzecze rzeki Ełk.

    W tym czasie na szerszą skalę rozpoczęto akcje misyjne koordynowane przez
    cystersów i pierwszego biskupa pruskiego - Chrystiana. Jednak Prusowie nadal
    opierali się chrystianizacji i obcym wpywom, zaś prusko - mazowieckie pogranicze
    było widownią ciągłych wzajemnych najazdów łupieżczych i walk. W 1220 r.
    Prusowie sprzymierzeni z księciem ruskim Danielem spustoszyli Mazowsze i Ziemię
    Chełmińską, zadając dotkliwą klęskę Konradowi Mazowieckiemu. W odwecie, w latach
    1221 - 1223, zorganizowano dwie krzyżowe wyprawy polskie przeciw Prusom, w
    których zgodnie wzięli udział: Leszek Biały, Henryk Brodaty, Konrad Mazowiecki
    oraz dwaj książęta pomorscy - Świętopełk i Warcisław. Z drugiej wyprawy Henryk
    Brodaty przywiózł na Śląsk pruską dziewczynę, która została ulubioną dwórką
    księżnej, późniejszej św. Jadwigi. Napaść Prusów na Mazowsze w 1224 r.
    zniwelowała sukcesy "krzyżowców". Koalicja książąt dzielnicowych też szybko się
    rozpadła i Konrad Mazowiecki znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, zagrożony
    przez Prusów, którzy podchodzili aż pod Płock będący stolicą księstwa. Kronikarz
    krzyżacki Piotr Dusburg podaje, że książę Konrad zmuszony był płacić Prusom
    trybut w postaci koni i barwnych szat, a gdy nie dysponował tymi dobrami,
    wskazywał poganom mienie swoich dworzan, które mogli ukraść. Relacja ta może być
    tendencyjna, gdyż krzyżaccy kronikarze za wszelką cenę starali się udowodnić
    konieczność sprowadzenia ich zakonu na Mazowsze. Niemniej sytuacja stała się
    naprawdę trudna i Konrad Mazowiecki, idąc za radą biskupa Chrystiana, postanowił
    osadzić na pograniczu mazowiecko-pruskim straż złożoną z rycerzy zakonnych.

    Nie zakończyło to walk Polaków z Prusami. Przez następne lata Polacy w sojuszu z
    Zakonem usiłowali pokonać Prusów, czym narazili się na odwetowe akcje
    sprzymierzonych sił litewsko-jaćwieskich. Jedno z najmocniejszych uderzeń
    skierowane zostało na Mazowsze w 1260 roku, kiedy to Mendog spalił Płock. Dwa
    lata później jego zięć Szwarno doszedł do ziemi czerskiej, ścinając podobno
    własnoręcznie księcia mazowieckiego Siemowita - wiernego sojusznika Zakonu.
    Jaćwięgowie zadali oddziałom mazowieckim klęskę pod Długosiodłem. Kiedy w 1263
    Treniota zaczął pustoszyć kasztelanię łowicką, Mazowsze i ziemię chełmińską -
    miarka się przebrała. W czerwcu 1264 r. książę krakowski i sandomierski Bolesław
    Wstydliwy zebrał siły w Zawichoście i uderzył na Galindię i Jaćwież, pokonując
    wojska jaćwieskiego wodza Komata, który padł w bitwie. Nie zakończyło to
    jaćwieskich wypraw łupieżczych na Mazowsze. W 1266 r. Prusowie spustoszyli
    Płock, zaś w 1267 r. zdobyli i zniszczyli Ciechanów, w 1278 r. najechali Kujawy,
    zapędzając się aż na ziemię lubelską i sandomierską. Książę Leszek Czarny zadał
    sprzymierzonym wojskom rusko-litewsko-jaćwieskim druzgocącą klęskę 23 lutego
    1280 r. pod Goślicami. Dwa lata później zepchnął i pokonał Jaćwięgów na
    północnym brzegu Narwi. Były to ostatnie boje Polaków z Jaćwięgami, wspominane
    przez dziejopisarzy.
  • rita100 19.01.10, 17:58
    KRZYŻACKI BLITZKRIEG

    W porównaniu z dotychczasowymi próbami zawojowania i podporządkowania Prus,
    trwającymi przeszło dwa stulecia, rycerze zakonni przeprowadzili prawdziwy
    "blitzkrieg", pokonując zbrojnie plemiona pruskie i zajmując ich terytorium w
    niespełna półwiecze. Nie była to jednak rzecz łatwa.

    Pierwsza grupa Krzyżaków przybyła do rozdartej dzielnicowymi waśniami Polski w
    roku 1228 i zajęła gródek zwany Vogelsang, leżący na terenie dzisiejszego
    Torunia. Było to trzech rycerzy zakonników pod dowództwem Filipa z Halle. Dwa
    lata później do Nieszawy przybyły główne siły zakonne pod dowództwem Hermana von
    Balka. Po wyparciu Prusów z Ziemii Chełmińskiej, pod koniec roku 1234, Krzyżacy
    urządzili pierwszą wielką wyprawę krzyżową na ziemie rdzennie pruskie.
    Skorzystali przy tym z pomocy skierowanego tu przez papieża rycerstwa
    niemieckiego i polskiego (z pomocy europejskich "krzyżowców" zakon będzie
    korzystał dość często, jak wiemy, również pod Grunwaldem). Do decydującej bitwy
    doszło nad rzeką Dzierzgonią (Sirgune), gdzie pomezańscy Prusowie zostali
    dotkliwie pobici i musieli uznać krzyżacką zwierzchność. Szybko powstały grody:
    w Kwidzynie, Elblągu, Dzierzgoniu, stanowiące doskonałą bazę operacyjną przy
    opanowywaniu dalszych ziem pruskich. Tę taktykę zaczepno-obronną Krzyżacy
    stosowali przez cały okres podboju Prus. Nagłym atakiem zajmowali jakiś obszar,
    wzmacniali istniejące grody pruskie lub budowali nowe strażnice, które chroniły
    zdobyty obszar i były punktem wypadowym do dalszych podbojów.

    Po klęsce Pomezanów plemiona Pogezanów, Warmów, Natangów i Bartów zaczęły się
    organizować do wspólnej walki przeciw najeźdźcy. Doszło nawet do oblężenia
    zajętej przez Krzyżaków Bałgi, której z odsieczą przybył książę saski Otto z
    Brunszwiku. Do połowy trzynastego stulecia Krzyżakom pod wodzą mistrzów: Hermana
    von Balka, Poppona von Osternah i Henryka von Wide udało się pokonać plemiona
    Pomezanów, Pogezanów, Warmów, Natangów i Bartów oraz objąć w posiadanie teren
    wzdłuż prawego brzegu Wisły, a następnie wzdłuż Mierzei Wiślanej po Półwysep
    Sambijski. Ale opór pruski na tym obszarze nie ustał. W 1242 r., korzystając z
    konfliktu Krzyżaków z księciem gdańskim Świętopełkiem, Pomezanie wzniecili
    wielkie powstanie. Krzyżacy utrzymali jedynie Bałgę i Elbląg. Latem 1243 r. pod
    Rządzem, niedaleko Grudziądza, powstańcy rozbili całkowicie wojska krzyżackie.
    Przed pruskim atakiem uchroniły się jedynie załogi w Toruniu, Chełmnie i
    Radzyniu. Pokój ze Świętopełkiem, zawarty na Kowalowym Ostrowie, pozwolił jednak
    Krzyżakom opanować sytuację i do 1249 r. powtórnie ujarzmić zbuntowane plemiona
    zachodniopruskie. W latach 1250 - 1251, korzystając z pomocy brandenburskiej,
    opanowano też ziemie południowej Natangii i w głębi kraju leżącej Barcji. W roku
    1253 rycerstwo zakonne pod wodzą wielkiego mistrza Poppona zajęło puszczańskie
    tereny Galindii, budując tu łańcuch strażnic i grodów obronnych, z których
    skierowano inwazję na Jaćwież. Głównym celem ekspansji stał się jednak Półwysep
    Sambijski. W wielkiej wyprawie na Sambię, do której doszło późną jesienią 1254
    r., Krzyżacy zgromadzili około 60 tys. ludzi: rycerstwa niemieckiego, polskiego
    i czeskiego. Dowództwo wyprawy złożyli politycznie na ręce króla czeskiego
    Przemysława II Ottokara. Krzyżowcy błyskawicznie opanowali nie stawiającą prawie
    oporu Sambię i na wzgórzu nad Pregołą założyli gród nazwany na cześć króla
    czeskiego - Królewcem. Z zajęciem przez Krzyżaków Sambii nie pogodzili się
    Nadrowowie i Skalowowie, tocząc walki na pograniczu, aż po rok 1259. Główne
    ziemie pruskie zostały już przez Krzyżaków opanowane, jak się jednak wkrótce
    okazało - nietrwale.

    Prusowie postanowili porzucić wewnętrzne waśnie i zjednoczyć się w walce
    przeciwko Krzyżakom. 20 września 1260 r., na wieść o klęsce jaką zadały
    Krzyżakom pod Durbą wojska litewsko-żmudzkie, na całym obszarze Prus, od Wisły
    po Niemen, wybuchło wielkie powstanie. Plemiona porozumiały się i wybrały
    wodzów. Sambom przewodził Glande, Natangom - Herkus Monte, wychowany i
    wykształcony wśród Krzyżaków (to on mógłby być pierwowzorem Konrada Wallenroda),
    Bartom - Dziwan Klekin, Warmom - Glape, Pogezanom - Autume, Jaćwięgom - Skumand.
    Monte odniósł druzgocące zwycięstwo pod Lubawą. Oddziały Skumanda dotarły aż pod
    Toruń. W krzyżackich rękach utrzymały się jedynie: Welawa, Królewiec, Bałga i
    Elbląg. Piotr Dusburg w swojej kronice, a po nim Jan Długosz, opowiadają
    romantyczną historię o przyjaźni wodza Prusów Henryka Montego z rycerzem
    zakonnym Hirzhalsem z Magdeburga. Hirzhals dostał się do pruskiej niewoli w 1261
    r. i losowo został przeznaczony na ofiarę - spalenie w pełnej zbroi na koniu w
    tzw. "świętym ogniu". Dwukrotnie Monte uwalniał przyjaciela, ale losowanie
    uparcie wskazywało znowu na niego. Za trzecim razem Hirzhals sam dobrowolnie
    wstąpił w ogień.

    Po roku 1265 szala zwycięstwa zaczęła się przechylać na stronę Krzyżaków. Znów
    zakonowi przyszła z pomocą chrześcijańska Europa. Papież Klemens IV ogłosił nową
    krucjatę do Prus, która wspomogła rozbite siły krzyżackie. Prusowie z reguły
    odnosili zwycięstwa w otwartym polu, doznając klęsk przy obleganiu grodów.
    Powstanie zaczęło się chylić ku upadkowi po śmierci podczas bitwy pod Kowalewem
    w 1271 r. Dziwana Klekina oraz Glape i Montego, którzy zostali zdradziecko
    porwani i powieszeni publicznie w 1273 r. Rok jeszcze trwały wygasające walki
    podjazdowe.

    Po upadku wielkiego powstania pruskiego cały krzyżacki impet skierował się na
    ziemię jaćwieską, atakowaną również od południa przez Mazowszan. Jaćwięgowie,
    dowodzeni przez Skumanda (bądź Skomanda - mającego swoją siedzibę w rejonie
    jeziora Skomętno na północ od Rajgrodu), Kantegarda, Jeduta (bądź Gedete -
    władającego okolicami dzisiejszego Okartowa) i Skurdo, dzielnie bronili swojej
    wolności, kontratakując często i skutecznie. Walki toczyły się aż do roku 1283,
    kiedy to Krzyżacy, korzystając jak zwykle z obcych posiłków, przypuścili
    zmasowany atak na Jaćwież ze wszystkich stron. W tej krwawej jaćwieskiej
    kampanii nie zabrakło również szlachetnych epizodów rycerskich. Piotr z Dusburga
    wspomina jak Skumand "wielkodusznie obronił przed zniewagami" pojmanego do
    niewoli rycerza Ludwika von Liebenzelle, a później uwolnił go. Liebenzelle
    dostał się zresztą powtórnie do niewoli, gdzie odegrał rolę "konia
    trojańskiego", nawracając na chrześcijaństwo Kantegarda i 1600 jego poddanych.
    Kantegard, Jedut i Skurdo uznali się za pokonanych i wraz z ocalałą ludnością
    przyjęli chrzest. Najdłużej trwał w oporze Skumand, który uszedł w końcu ze
    swoją drużyną na Ruś. Jednak po trzech latach życia na wygnaniu tęsknota za
    krainą lasów i jezior spowodowała, że powrócił do Prus, podporządkował się
    Krzyżakom i odtąd służył im wiernie, dowodząc nawet krzyżackimi oddziałami w
    walkach z Litwinami.

    Rok 1283 zakończył w zasadzie podbój ziem pruskich dokonany przez Krzyżaków.
    Nieliczne lokalne bunty nie zmieniły już w niczym sytuacji. Max Toeppen tak
    pointuje zajęcie przez Krzyżaków całej krainy pojeziernej:
    "Wielu jej mieszkańców poniosło śmierć w walce, inni poddali się Zakonowi i na
    jego ziemiach znaleźli nowe siedziby, a reszta uciekła do Litwinów, na
    pustkowia. Przed rycerzami krzyżackimi stanęło zadanie umocnienia swych
    posiadłości w obydwu krainach, Galindii i Sudowii, oraz stworzenie w nich nowego
    życia i cywilizacji."

    Od ujścia Wisły, aż po rzekę Ełk na wschodzie plemiona pruskie zostały
    podporządkowane i ujarzmione, a na ich terytorium powstało najpotężniejsze w
    Europie państwo zakonne, które z biegiem historii przejęło nazwę krainy.
    Przymusowa chrystianizacja wygubiła tradycyjne pruskie wierzenia, chociaż wcale
    nie nastąpiło to od razu. Jeszcze w połowie XV wieku biskup sambijski Michał pod
    srogą karą zakazywał "odprawiania pogrzebów według pogańskich rytuałów,
    zbierania się w puszczach i lasach nad mogiłami, urządzania tam biesiad,
    składania ofiar i wzywania demonów". Widocznie miał powód b
  • rita100 19.01.10, 17:59
    NEOPRUSKI RENESANS

    W ostatniej dekadzie XX stulecia okazało się niespodziewanie, że legenda plemion
    pruskich jest ciągle żywa i potrafi zrodzić nawet ruch społeczny i doktrynę
    polityczną. W lutym 1990 r. w Kownie filolog Letas Palmajtis i artysta Henrikas
    Sambory założyli Bractwo "Prusa". Letas Palmajtis opierając się na swoich
    badaniach odtworzył język pruski, określając swoje dzieło językiem neopruskim.
    Powołane przez niego Bractwo "Prusa" posiada filię w Królewcu oraz klub polski w
    Olsztynie, którego kierownikiem jest Szymon Kazimierski, jeden z twórców
    ideologii Bractwa. Ideologia Bractwa "Prusa" zakłada, że Prusowie prztrwali
    wieki niemieckiej, polskiej, litewskiej i rosyjskiej dominacji. Palmajtis i
    Bractwo "Prusa" w ich imieniu upominają się o dziejową sprawiedliwość. W liście
    zamieszczonym w pierwszym numerze olsztyńskiej "Borussii" "kanclerz klubu
    litewskiego" Bractwa "Prusa" wypowiada się następująco:
    "Starodawni Prusowie nie zostali zniszczeni fizycznie, ani też nie ulegli
    asymilacji, gdyż niemieccy koloniści stanowili zawsze mniejszość. Prusowie
    przejmowali języki - niemiecki, litewski, polski - lecz to oni asymilowali
    obcych. (…wink Jeszcze dzisiaj ostatni Prusowie żyją w Niemczech, Polsce i na
    Litwie i można ich neobałtycką kulturę odrodzić w języku neopruskim.
    Najważniejszym celem naszego bractwa jest stworzenie takiej właśnie kolonii
    neopruskiej, w której szkołach nauczany będzie język neopruski. Uważamy, że
    możliwe jest odrodzenie narodu pruskiego wychodząc od przywracania autentycznych
    elementów pruskich po asymilację współczesnych elementów słowiańskich i
    bałtyckich. W kolonii tej osiedlać się będą mogli również ci wszyscy, którzy
    zechcą zostać Prusami, a więc Litwini, Łotysze, Polacy, Rosjanie."

    Cały pomysł z odtwarzaniem wymarłego narodu wygląda nieco groteskowo, tym
    bardziej - doktryna polityczna Bractwa "Prusa", która zmierza do utworzenia
    niepodległego państwa o nazwie Prusja, podzielonego wzorem Szwajcarii na
    kantony: neopruski, rosyjski, polski, niemiecki i litewski. Idea jest utopijna,
    ale wzbudza zainteresowanie. Tak jak cała historia plemion pruskich, które
    przeżywają istny renesans, szczególnie na Małej Litwie. O tym jak poważnie
    traktuje się tam pruskie dziedzictwo historyczne świadczy fakt, iż na głównym
    placu Kłajpedy stanął pomnik wodza powstańców pruskich - Herkusa Monte. W
    Polsce dzieje Prusów są wciąż mało znane, chociaż na krótko wzbudziły pewne
    zainteresowanie za sprawą obchodów tysiąclecia śmierci św. Wojciecha oraz
    milenijnego jubileuszu Gdańska. Później znów zapadły w obcoplemienną niepamięć.
  • rita100 19.01.10, 18:02
    ofg.pl/zabytki-inne/atlantyda-polnocy-historia-plemion-pruskich-4519
    Zauważcie, że tam pisze o wydawaniu komiksu. Nie wiem czy to prawda.
    "Planujemy z Pileckim wydanie na ten temat komiksu - jak będzie gotowy masz u
    mnie z autografem."

    I co z tam komiksem ?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka