Dodaj do ulubionych

Budujemy kopiec Herkusa Montego !

06.05.06, 20:31
Z drogi , z drogi, bo taczki z pierwszą ziemią jadą wink)
Hej, w którym miejscu mam wysypać ? wink

Był taki pomysł i się zmył, kopiec pierwszego pogromcy Krzyżaków.
Edytor zaawansowany
  • rita100 06.05.06, 20:32
    "Herkus Monte uczynił więcej dla swojego ludu niż Robin Hood czy Wilhelm Tell
    dla swego - tak powiedział Józef Burniewicz, olsztyński dziennikarz i historyk,
    twórca idei usypania pod Olsztynem wielkiego kopca, ktory będzie sławić Herkusa
    Montego XIII- wiecznego pruskiego wojownika, bohatera walk z Krzyżakami.
    Przez kilka lat rozbijał duże armie i wodził za nos najlepszych rycerzy
    średniowiecznej Europy. Trzeba oddać sprawiedliwość Prusom, narodowi, który żył
    na tych ziemiach i który w haniebny sposób unicestwiono."
  • rita100 06.05.06, 20:33
    Pomysł usypamia kopca ożywił legendę Herkusa Montego. Wojownik stał się
    patronem jednej z warmińskich szkół podstawowych, miłośnicy tradycji rycerskich
    urządzają biesiady jego imienia, powstał nawet zespół rokowy Herkus Monte.
  • rita100 06.05.06, 20:33
    Jak to bywa u nas , na każdy pomysł znajdzie się antypomysł i pomysł ucichł.
    Już nie słychać nawet echa pomysłu, a to dlatego , że kościół patrzy na Herkusa
    nieprzychylnym okiem. Chodzi tu o męczeńską śmierć św.Wojciecha. Kto bowiem
    zabił naszego męczennika ? Właśnie Prusowie. W świadomości przeciętnego Polaka
    Prusowie to ci, którzy nie chcieli przyjąć chrześcijaństwa i tylko napadali na
    nasze ziemie. To po to, by przeciwstawić się ich ekspansji, Konrad Mazowiecki
    sprowadził Krzyżaków.
  • rita100 06.05.06, 20:34
    Tak więc pomysł usypania kopca Montego upadł sześć lat temu, dokładnie sześć
    lat temu , gdy taki pomysł zrodził się na przed obchodami millenium i upadł.
    Wielki pomysł, wielkie wzruszenie i wszystko zakończyło się na słowach.
    Niestety nie u nas - ten wątek bedzie ku czci wielkiego legendarnego Herkusa
    Montego.
    Czas teraz na poznanie dokładnej legendy wielkiego wodza Prusów, który wyparł
    ze swoich ziem krzyżackich najeźdżców.
    cdn
  • rita100 06.05.06, 21:05
    hallo, przywiozłam jeszcze jedną taczkę ziemi wink))
  • rita100 07.05.06, 20:19
    Rycerz Henryk
    Wódz Plemienia Natangów.
    Herkus Monte przyszedł na świat w okolicach dzisiejszego Górowa Iławeckiego w
    1225r, a więc na rok przed sprowadzeniem rycerzy Zakonu Szpitala Najświętszej
    Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie na ziemię chełmińską. Herkus
    pochodził z zamożnego rodu Montemidów z plemienia Natangów.
  • rita100 07.05.06, 20:20
    Młodych Prusów porywano z ich wiosek i grodów, by służyli rycerzom zakonnym;
    czasami ojcowie sami wydawali swoich synów najeźdzcom. Herkus trafił do braci
    zakonnych w Magdenburgu, oddany pod ich 'opiekę' przez rodziców. Został
    ochrzczony i nadano mu imię Henryk. Już wkrótce władał mieczem jak mało kto, co
    szybko zwróciło uwagę Krzyżaków. Z łatwością nauczył się też niemieckiego i
    łaciny.
    Jako dwudziestoparoletni, już rycerz zakonny , wrócił w rodzinne strony
    cdn
  • rita100 07.05.06, 20:20
    jadą , jadą taczki następne
    a na tych taczkach ziemia więdnie
  • rita100 07.05.06, 20:21
    kopiec ogromny się nam buduje
    i popatrzmy, kto jeszcze z ziemią dosuszuje wink
  • rita100 08.05.06, 20:41
    Jako dwudziestoparolatek , już rycerz zakonny, wrócił w rodzinne strony. Mniej
    więcej wtedy, w 1249r po wieloletnich zmaganiach z najeźdzcą przedstawiciele
    pruskich plemion w obecności legata papieskiego podpisali z Krzyżakami w
    Christburgu (dzisiejszym Dzierzgoniu) dekret pokojowy. Prusowie zobowiązali się
    m.in. dp porzucenia pogańskich praktyk, wyrzeczenia się wielożeństwa i
    odbudowania zniszczonych kościołów.
    (Tu Tralala chyba mamy rozwiązaną zagadkę jednej 'Baby Pruskiej zamurowanej w
    kamieniach kościelnych - tam ją Prusowie schowali, tak chyba trzeba tłumaczyć
    tą odkrytą zamurowaną Babę Pruską )
  • rita100 08.05.06, 21:11
    Zakon zaś miał ochraniać pruskich poddanych. To przyrzeczenie Krzyżacy jednak
    notorycznie łamali. Zdaniem Jerzego Necia, historyka i autora monografii o
    życiu Herkusa Montego, zakon sprowokował bunt, by dokonać fizycznej eliminacji
    Prusów, gdyż układ dzierżgoński mógł się stać "zaczątkiem budowy
    chrześcijańskiego państwa w Prusach, ale bez udziału rycerzy-mnichów".
    W 1260 r wybuchło antykrzyżackie powstanie....
    cdn
  • fedar 18.05.06, 20:56
    > (Tu Tralala chyba mamy rozwiązaną zagadkę jednej 'Baby Pruskiej zamurowanej w
    > kamieniach kościelnych - tam ją Prusowie schowali, tak chyba trzeba tłumaczyć
    > tą odkrytą zamurowaną Babę Pruską )

    A Pruska Baba śpi sobie w najlepsze w murze kościoła w Prątnicy. Jak znajdę zdjęcie, to wrzucę do obrazkowego wątku smile
  • tralala33 18.05.06, 21:01
    A to będzie 'własnoręczne' zdjęcie? Bo w internecie jakieś zdjęcia są, ale
    przydałoby się takie autorskie, może z komentarzem - gdzie dokładnie jest ta
    baba? Blisko wejścia czy gdzieś z boku? Widac ją od razu, czy trzeba poszukać?
  • fedar 18.05.06, 22:17
    Jeśli mnie pamięć nie myli, to po lewej stronie głównego wejścia do kościoła, dość łatwo odnaleźć.
  • fedar 18.05.06, 22:14
    Swojego zdjęcia nie znalazłem, ale złapałem koniec sznurka wiodącego do stron Pruthenii:
    www.pruthenia.strefa.pl/c577.html
  • rita100 08.05.06, 21:11
    jadą, jadą kolejne taczki z ziemią
    z drogi panowie i panie smile
  • rita100 08.05.06, 22:51
    Na dobranocke jeszcze trochę usypię kopca wink
  • tralala33 09.05.06, 18:09
    Nie słyszałam o taki pomyśle, a ciekawy - tyle, że taki kopiec powinien stanąć
    tam, gdzie Herkus Monte prowadził zwycięską bitwę. Gdzie to było?
    Skończyło się na pomyśle - nie nie szkodzi, takich pruskich 'kopców' - grodzisk
    i kurhanów zostawili nam Prusowie sporo, tylko trzeba się za nimi rozejrzeć.
  • rita100 09.05.06, 20:19
    Tralala, jo godała co zbzierałam artykuły ło Olsztynie i to buło we 'Wprost"
    por lot tamu. Łodszukałam i jest jek znolozł. Eszcze troche mom psisania i sia
    wszystko wyjaśni. Eszcze bandó łobrazki ze sławetnej bitwy.
    Tlo sia nie bójta tych łobrazków , bo to bitawa bandzie prawdziwa.
    Nie doczkał sia Herkus kopca, no ale łu noju bandzie to łogromny kopsiec, bo
    składający się z 2500 toczek ziamni.
    Może jeki matematyk łobliczy jakiej bandzie wysokości ten kposiec ?
  • rita100 09.05.06, 21:24
    W 1260 roku wybuchło antykrzyżackie powstanie. Jego bezpośrednią przyczyną było
    podstępne wymordowanie członków pruskiej starszyzny, która przybyła negocjować
    z rycerzami zakonu. 13 lipca tego samego roku Żmudzini, pobratymcy Prusów,
    zadali rycerzom zakonnym druzgocącą klęskę nad jeziorem Durbe w Liwonii
    (Inflanty). Wtedy właśnie Henryk Merkus Monte przeszedł na stronę swoich
    rodaków.
  • rita100 09.05.06, 21:25
    Na początku walki z zakonem nie zamierzał się jednak wyrzekać chrześcijaństwa.
    Wysłał petycję do papieża Urbana IV. Opisał bestialstwo Krzyżaków i prosił o
    poparcie dla swojego ludu, uroczyście oddając go pod opiekę papieską. Petycja
    pozostała bez odpowiedzi. Rozgoryczony Henryk Merkus zwrócił sie znów do swoich
    dawnych bogów. Stał się na powrót Merkusem - walecznym wodzem plemienia
    Natangów.
    cdn
  • gajowy555 09.05.06, 22:26
    Śtrasznie noma sia podoba tan Herkus Monte, bo to
    i z Herkulesem sia kojarzy i z Hrabią MONTE Christo.
    Fejn rycerz z niego buł.
    A z Natangii i Barcji fotki moma w Atlantydzie Północy ...
  • rita100 09.05.06, 22:28
    Gajowy to wkleisz linki do tego wątku ?
  • rita100 10.05.06, 20:54
    Tak oto na zdjęciach wyglądała kraina Natangi Barcji, oraz Sambii , gdzie ślad
    już zaniknął Montego, pierwszego i największego bohatera naszej ziamiczki. Tyle
    wieków mineło , a jednak legenda ciągle jest żywa i są ludzie , ktorzy nie
    pozwalają jej umrzeć jak zamiera dusza tej ziamiczki przekształcająć sie
    wyłącznie w krajobraz który podziwiamy nie znając jej dziejów. Nawet
    najpiękniejszy kwiat rośnie od korzeni za czym pokaże wszystkim swój urok.
    Trzeba poznać jej rozwój by czasmi ten kwiat nie wyrwać razem z korzeniami jak
    to już uczyniono w przeszłości.
  • rita100 10.05.06, 20:58
    Powstanie pruskie
    W pierwszej fazie powstania (nazywanego drugim powstaniem pruskim) Prusowie
    niemal osiągneli zwycięstwo. 20 wrzesnia 1260r wszystkie plemiona pruskie
    uderzyły jednocześnie, co całkowicie zaskoczyło Krzyżaków. Zanim zakonowi
    udzielono pomocy z Zachodu, prawie cały kraj został wyzwolony. Oparły się
    jedynie załogi zamków utrzymujący kontakt ze światem drogą morską - Królewca,
    Bałgi, Elbląga oraz jedyna twierdza w głębi pruskiego terytorium - Bartenstein
    (zamek bartoszycki padł w końcu po trzech latach).
    Natangia była wolna !
  • tralala33 10.05.06, 21:05
    No to możemy pisać historię alternatywną - jakby wyglądały dziś Warmia i
    mazury, gdyby Krzyżacy musieli się wycofać z podbitych ziem? Czy dziś na północ
    od Polski istniało by państwo Prusów? Czy należałoby już do Uniii Europejskiej?
    Czy w polskich szkołach można by uczyć się języka pruskiego? Czy zamiast Łyny
    przez Olsztyn płynęłaby Alna?
  • rita100 10.05.06, 21:16
    To fantastyczny temat na następny watek, a teraz Tralala chowaj sie będzie
    bitwa na śmierć i zycie, a my bierzemy w tym udział. Do broni Tralala, chwyć za
    miecz i ruszamy pomagać dzielnym pruskim wojownikom.
    Natangia wolna!
    Z uwagi na drastyczne sceny, zdjecia tylko dla dorosłych. To jest ostra bitwa.

    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=66
    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=68
    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=69
    Zwyciężylismy !
  • tralala33 10.05.06, 21:18
    Natangia wolna! Na długo?
  • tralala33 10.05.06, 21:21
    To i ja dołożę trochę wirtulanje ziemi na kopiec dla pruskiego bohatera.
    2300 smile
  • rita100 10.05.06, 21:40
    O, to kopa ziemi wink)) dołożona dla Merkusa , nalezy mu się naprawdę smile
    Siedem lat Natangia była wolna, aż ......

    Pobici Krzyżacy zaczeli się uciekać do podstępów. Przekupywali niektórych
    Prusów nadaniami ziemi w zamian za wpuszczenie za bramy warowni. Henryk Monte
    nie pozostawał im dłużny. W stroju rycerza zakonu przybywał do twierdzy i
    siedzib krzyżackich i wyprowadzał braci na pewną śmierć albo do niewoli. Przez
    siedem lat armia Herkusa nie dopuszczała wrogów na swój teren, ale potem
    sytuacja zaczeła się zmieniać.
    cdn jutro
  • gajowy555 11.05.06, 20:44
    Straśnie noma sia tan Merkus zidzi.
    Łón na najzienkszy kopsiec zasłużył.
    Tak jo mu dosypie wszystka ziemnia z wykopu
    pod nowy dóm łod mojygo sójsiada.
    Bandzie pora ołtów - wywrotek...
  • rita100 11.05.06, 20:48
    To pewnie już sięgamy do kopca Krakusa.

    Na Natangów uderzyły nowe siły
    Przez siedem lat armia Herkusa nie dopuszczała wrogów na swój teren, ale potem
    sytuacja zaczeła się zmieniać. Zakon zakonczył wojnę z księciem pomorskim
    Świętopełkiem, Krzyżaków zaczęli wspierać Polacy zaniepokojeni wdzieraniem się
    Prusów na ziemię chełmińską. Prusowie nadal jednak trzymali się mocno. Na
    Natangów uderzyły świetnie wyszkolone posiłki czeskie, ale nawet one nie
    poradziły sobie z wojownikami Herkusa.
  • rita100 11.05.06, 20:50
    Powieszenie Herkusa
    Krzyżacy wiedzieli jedno: po śmierci wodza Prusowie wpadną w popłoch.
    Dowiedziawszy się przez szpiegów, gdzie zatrzymał się Herkus, porwali go, a
    potem publicznie powiesili (ten rodzaj śmierci był uznawany przez Prusów za
    szczególnie hańbiący).
    Po uduszeniu kat przebił jeszcze dla pewności serce Herkusa sztyletem.
    ----------------
    Rachuby okazały się słuszne: opór Natangów zaczął słabnąć Powstanie w Prusach
    trwało jeszcze ponad 10 lat, ostatnie siedliska oporu unicestwiono w 1283 r.

    Tak kończy się legenda o Wielkim Herkusie Monte - Konrada Wallenroda Prusów.
  • gajowy555 11.05.06, 20:55
    Łoj szkoda zielga tygo bohatyra Natangów .
    Gwołt złygo te Krzyżaki Prusom i Polakom wyrządziły.
    A jekby tak jeki łobrazek tygo Herkusa noleżć ?
    A może łulice jakóś we Łolstynie jego imieniem nazwać?
    Łulica Herkusa Monte - jek to psianknie brzmi i wycieczkom
    można łopoziadać ło tam wojowniku ...
  • tralala33 11.05.06, 21:04
    W Sopocie mają Monciak to i u nas mógłby być smile
    A tak na serio - to dobry pomysł i łatwiej to zrobić niż kopiec usypać.
  • rita100 11.05.06, 21:35
    No tak, Łolstyn nie zaboczó ło Herkulesie Monte. Jo sama sia doziedziałam
    dopsiero z cejtungu. Bandzie łobrazek Herkusa - to taki pomnik gdzies przy
    szkole jego imienia, gdzieś na wsi ta szkóła.
    Trza by tego Herkusa wyglośnić bardziej.
    No ale to eszcze nie kóniec.
  • rita100 11.05.06, 21:36
    Budujemy wirtualny kopiec, kopiec imienia Herkusa Monte, ale powinniśmy
    wiedzieć, że pierwszy pomnik wystawił Herkusowi Monte Adam Mickiewicz.
    O tym już jutro.
  • rita100 11.05.06, 21:37
    Może uda nam się usypać taki kopiec na 2500 wpisów, bedzie to na Warniji hołd
    złożony waleczności Prusów i jego wodza.
  • rita100 14.05.06, 20:47
    jadą , jadą taczki z ziemią
    że aż wszystkie dzwony bębną
  • rita100 11.05.06, 21:38
    Wystarczy tylko wjechać taczkami z ziemią i wyładowac je, a kopiec bedzie rósł
    jak na drożdzach wink
    Wywrotki z piaskiem też sa wskazane wink
  • rita100 12.05.06, 21:23
    Pomnik wystawiony przez Mickiewicza
    "Pozbawieni wielu praw, którymi cieszyła się większość napływowej ludności,
    Prusowie zostali zepchnięci na własnej ziemi na najniższy szczebel hierarchii
    społecznej (za zabicie Prusa trzeba było na przykład zapłacić jedynie
    stosunkową niewielką grzywnę) i zmuszeni do dźwigania wielkich ciężarów
    ekonomicznych na rzecz nowych panów."

    Czy ten urywek z życia Prusów nam coś nie przypomina ?
    No zastanówmy się w jaki sposób zanikneli Warmiacy i Mazurzy ? Czyż nie widać w
    ich losach historycznych podobieństwo ?
  • rita100 12.05.06, 21:23
    Pod koniec trzeciej dekady XVI wieku Prusowie powstali raz jeszcze i ponieśli
    druzgocącą klęskę. Potem de facto ulegli germanizacji. W XVII wieku ślad po tym
    narodzie ostatecznie zaginął. Legenda Herkusa Montego po wiekach znalazła
    miejsce w literaturze. Pisali o nim pisarze niemieccy i litewscy.
  • rita100 12.05.06, 21:24
    W przypisach do "Konrada Wallenroda" Adam Mickiewicz stwierdził:
    "Często się zdarzało, że Prusacy (tj.Prusowie) i Litwini, dziećmi porwani i
    wychowani w Niemczech, powracali do ojczyzny i stawali się najsroższymi Niemców
    nieprzyjaciółmi. Takim był pamiętny w dziejach Zakonu Prusak Herkus Monte..."

    Dlatego można domniemywać, że jego postać zainspirowowała wieszcza do napisania
    dzieła i krzyżackim rycerzu, ktory zgubił swój zakon.
  • rita100 12.05.06, 21:25
    Postaci wodza Natangów poświęcony jest film fabularny, zrealizowany w latach
    70. na Litwie. Imię Montego nosi uniwersytet w Kłajpedzie, a od 1994 r - szkoła
    w Kamińsku.

    napisał: Rafał Geremek.

    No skuczno, co Łolstyn takie zielgie mniasto nic nima co by można poziedzić ,
    że Łolstyn tyż pamnianta ło tam Sławnym Wodzu - Herkus Monte - piyrszy wojownik
    ło noju ziamnie.
  • rita100 12.05.06, 21:37
    No a tero to sia przeniose do wątku Prusowie, bo trza poziedzieć co i Jan
    Długosz tyż ło nich wspomninoł.
    A co ziym to poziym smile
    Prosze, nie zaboczmy ło Herkusie Monte.

    Winni zagłady Prusów są pośredni też Polacy i o tym też musimy pamiętać.
  • rita100 13.05.06, 20:22
    Wolni Prusowie
    Winni zagłay Prusów są pośrednio też Polacy, bo to polski książe ściągnął w
    1226 roku Krzyżaków na ziemię chełmińską. Polacy nie potrafili się skutecznie
    bronić przed najazdami pruskich wojowników. Niektórzy z nich zapuszczali się
    pod Łęczycę, a więc prawie w środek ówczesnej Polski. Polscy rycerze
    organizowali wyprawy odwetowe, ale grzęzły one w mazurskich bagnach, albo
    trzebione były w drodze powrotnej, bo Prusowie opanowali do perfekcji leśną
    partyzantkę. Trudno było zawrzeć pokój czy rozejm, bo każda wioska pruska miała
    swojego krola, niezależnego władcę, który organizował własne wyprawy.
  • rita100 13.05.06, 20:24
    Prusowie to nazwa nadania kilkunastu plemionom żyjącym na terenie późniejszych
    Prus Wschodnich. Mówili podobnym językiem, potrafili się porozumieć z przodkami
    dzisiejszych Litwinów i Łotyszy, jak oni byli Bałtami, ktorzy przybyli w ten
    zakątek Europy na pączątku naszej ery. Żyli głównie z uprawy roli, ale wielu
    trudniło się handlem (w ziemi odnajdywano także miecze wykuwane w najlepszych
    fryzyjskich czy burgundzkich warsztatach).
    Jan Długosz napisał, że zarówno pruscy męzczyżni jak i kobiety chodzili
    codziennie do łaźni, aby 'wypędzić z ciała skutki opilstwa z poprzedniego dnia
    i przedłużyć życie'.
    Prusowie czcili naturę, funkcję świątyń pełniły tzw. święte gaje (za
    wtargnięcie do takiego gaju skazano św. Wojciecha na śmierć). Nosili amulety,
    czuli potrzebę nieustannego wróżenia. Przed walką składali bóstwom ofiary ze
    zwierząt i ludzi.
    Rafał Gieremek
  • tralala33 14.05.06, 20:57
    Cobyśmy nie zaboczyli o innych wodzach pruskich:

    Wielkie powstanie Prusów wybuchło we wrześniu 1260 roku i ogarnęło wszystkie
    plemiona między Niemnem a Wisłą. Od udziału w powstaniu powstrzymała się
    jedynie Pomezania i ziemia chełmińska. Każde plemię obrało własnego wodza.
    Sambom przewodził Glande, Natangom – Monte, Bartom – Dziwan, Warmom – Glape,
    Pogezanom – Autume. W pierwszym uderzeniu powstańcy zdołali nie tylko opanować
    otwarte tereny, ale też zdobyć niektóre grody, jak Bartoszyce, Reszel, Lidzbark
    Warmiński i Braniewo. W rękach Krzyżaków zostały tylko takie grody jak Welawa,
    Królewiec, Bałga i Elbląg. (Dzieje zakonu krzyżackiego w Prusach. Marian Biskup
    i Gerard Labuda)
  • rita100 14.05.06, 21:01
    Tak , właśnie każde plemię miało swojego wodza. Oni nie zwalczali się , a w
    obliczu wroga jednoczyli się.
    Tralala, a Syn Miodu to z jakiego pleminia był ? Chodzi o tą legendę i nie wiem
    czy ona by to nie pasowała ?
  • tralala33 14.05.06, 21:06
    Z Bartów - dobrze pamiętam? Z Barcji? Zaraz sprawdzę. Z tym jednoczeniem to
    właśnie był problem - to wielkie powstanie było wyjatkowe, bo ani wcześniej ani
    później Prusowie nie wystąpili tak jednolicie. Walki między plemionami nie były
    czymś wyjątkowym, a Puszcza Galindzka (Galindia, na skraju której leży
    dzisiejszy Olsztyn) ponoć w dużej mierze opustoszała jeszcze przed przybyciem
    Krzyżaków sad
  • rita100 14.05.06, 21:08
    To co zaraza ich zniszczyła ? Jaka przyczyna może być tego ?
  • tralala33 14.05.06, 21:10
    Walki z sąsiednimi plemionami sad
  • rita100 14.05.06, 21:33
    Legenda autorstwa Teresy Bratek:
    Syn Miodu
    Po obu stronach Łyny rozciągały się wieczyste lasy - puszcza niedostępna i
    straszna dla tych, którzy jej nie znali, ale dla zamieszkującego ją ludu matka-
    żywicielka. Po prawej stronie Łyny - Barcja, po lewej - Natangia, obie
    zamieszkane przez pruskie pokrewne plemiona. Lud byt to dorodny, chłopy na
    schował, a dziewczęta urodziwe. Te plemiona żyły z puszczy; kobiety
    zbierały ..jagody i grzyby, a uzbrojeni mężczyźni organizowali wyprawy
    łupieskie. Powszechnym zajęciem było też bartnictwo czyli podbieranie. miodu
    pszczołom, których w puszczy nie brakowało, miały tu bowiem świetne warunki.
    Wszędzie wokół kwitły drzewa, wszędzie wokół rosło mnóstwo miododajnych roślin
    na ukwieconych polanach. Być bartnikiem - nie lada to była sztuka, trzeba się
    było długo uczyć jej od ojca. Miodu nie podebrał byle kto. To znaczy podebrać
    mógł, ale tylko raz, bo gniazdo pszczół łatwo zniszczyć, ale co potem? Cierpią
    na tym rośliny i ludzie. Ktoś, kto tak robił był rabusiem, a nie bartnikiem;
    był powszechnie potępiany i mógł spodziewać się kary bogów.
    Barcja była najżyźniejszą pod słońcem krainą i dobrych bartników było wielu,
    ale chyba najlepszym był stary Runo, ojciec kilku synów i jednej urodziwej
    córki.
    Wśród synów ulubieńcom ojca był najmłodszy. On najchętniej, jak tylko trochę
    podrósł, pomagał ojcu przy barciach w borze, a miał do tego dar od bogów dany.
    Nie zdarzyło się, aby pszczoła go użądliła. Nie wiadomo po czym poznawał, kiedy
    w jakiej barci jest najwięcej miodu i kiedy go brać tak, aby pszczołom nie
    przeszkadzać i nie zaszkodzić, wiedział tez jak barcie chronić przed
    niedźwiedziem i jak najlepiej zabezpieczyć je na zimę. Nazywano go człowiekiem -
    pszczołą i niepostrzeżenie przylgnęło do niego imię Miligedo - Syn Miodu. l
    tak już zostało.
    Już wtedy Barcja, niestety, nie była krainą wolną. Życie takie jak opisane
    wyżej trwało jeszcze we wspomnieniach ojców. Teraz coraz częściej dochodziły
    słuchy, ze nawet tu w głąb puszczy wdzierają się oddziały zakutych w żelazo
    zbrojnych z czarnymi krzyżami na białych płaszczach. Ludzie ci niszczyli
    pruskie leśne osady, zabijali ich mieszkańców, a wziętych w niewolę żywych
    zmuszali do ciężkiej ponad ludzkie siły pracy, od której marli - źle żywieni i
    źle traktowani. Straszna to była rzecz dostać się do niewoli krzyżackiej. Już
    chyba stokroć lepsza była śmierć w walce z okrutnym, a przemożnym wrogiem.
    Takiego przynajmniej zdania byt jeden z braci Miligedo - zwinny Argo, któremu
    jakimś cudem udało się zbiec z krzyżackiej półtorarocznej niewoli w
    Bartoszycach.

    cdn
  • rita100 14.05.06, 21:38
    Kiedy Miligedo byt młodzieńcem dziewiętnastoletnim, osadę, w której żył,
    spotkał los podobny, jak wiele innych w pobliżu Bartoszyc, gdzie od lat istniał
    zamek krzyżacki. Wśród ludu przetrwały legendy o wielkim powstaniu pruskim,
    kiedy to zamek zdobyty przez Prusów aż 9 lat byt pod ich panowaniem, ale były
    to już tylko legendy, bo jak można oprzeć się Krzyżakom o tyle lepiej
    uzbrojonym? Wielu Bartów zanosząc modły do Gromowładnego i składając mu ofiary
    z miodu i chleba, prosiło, by wszystkie jego pioruny spadły na bartoszycki
    Zamek to siedlisko krzyżackiej siły, by bogowie ocalili swój lud i wyzwolili od
    grożących mu rycerzy krzyżowych, ale zarówno modły, jak i ofiary były
    bezskuteczne Bogowie nie dawali się przebłagać.
    Ludność osady ostrzeżona na Czas zdołała ujść w głąb puszczy, niewiele można
    było wziąć dobytku, nie było na to czasu i wszystko czego Krzyżacy nie
    zrabowali poszło z dymem. Zima jaka nastąpiła po tej katastrofie była bardzo
    ciężka. Na nowym miejscu trzeba było zaczynać wszystko od początku, trochę
    pomogły im zapasy schowane przemyślnie w jamach ziemnych, trochę ludzie z
    sąsiednich lauksów czyli osad, ale i oni w ciężkiej byli sytuacji. Pogorzelcy
    trzymali się razem i ratowali wzajemnie, ale i tak przyplątała się jakaś
    zaraza, na którą nawet wędrowni kapłani - zigo nie umieli nic poradzić i
    kilkoro dzieci umarło z głodu, a wśród nich i ukochany trzyletni bratanek
    Miligedo.
    Wtedy Syn Miodu, podobnie jak i jego rówieśnicy, postanowił rzucić swoje
    uwielbiane pszczoły i walczyć z Krzyżakami. Zbyt słabo jeszcze władał bronią.
    Wprawdzie jak każdy chłopiec pruski był tego uczony od dzieciństwa, ale nie
    przywiązywał dotąd do tej sprawy należytej wagi. Teraz zrozumiał, że musi
    bronić swej osady i swej ziemi przed krzywdzicielami, bo i tu na nowym miejscu,
    mimo że o wiele dalej od Bartoszyc, nie czuli się bezpieczni. Podobnie myśleli
    sąsiedzi z innych lauksów i złączeni wspólnym celem oddali się pod dowództwo
    Argo, który jako syn starego Runo, a równocześnie człowiek znający zwyczaje
    Krzyżaków, mógł wiele zdziałać, bo zajęty dotąd czym innym pilnie uczył się od
    brata i z zapartym tchem słuchał jego opowiadań o grubych murach i wspaniałości
    bartoszyckiego Zamku, a także wielkości i bogactwie nienawistnego miasta
    (A jednak w tej legendzie pojawia się Gromowładny - czyli Perkun!!!)
    cdn

  • rita100 14.05.06, 21:39
    Już dwa lata chronili osiedla i święte miejsca pruskie, gdy Argo zginął w
    czasie jednej z potyczek. Wtedy na wodza wybrano Miligedo.
    Bartowie wiedzieli, że na miejscu ich lauksów Krzyżacy zakładają nowe wsie. Nie
    zapuszczali się tam, było to zbyt niebezpieczne, ale teraz Miligedem zawładnęła
    tęsknota za znajomymi stronami i wielka równocześnie ciekawość, że postanowił w
    pojedynkę podkraść się do swej dawnej wsi i zobaczyć na własne oczy, co się tam
    dzieje. Był czas żniwny. Znanymi sobie ścieżkami leśnymi młodzieniec podszedł
    blisko terenów, gdzie dawniej był ich lauks. Prawie nie poznał okolicy. Ze
    ściśniętym sercem zauważył, że nie ma już Świętego Gaju! Biedne Duchy Ojców,
    gdzie one coraz mieszkają? Za to łan zboża jaki objął wzrokiem był o wiele
    rozleglejszy niż niewielkie poletka, do jakich jego oko przywykło. Była to
    dorodna pszenica. Domostwo, jakie zobaczył, też nie przypominało zagród
    pruskich - nie było obronne! Niedaleko od tego domu było jeszcze kilka innych.
    Czemu one stoją tak blisko siebie. Nie mógł zrozumieć Miligedo.
    Nadeszła straszna zima. Przyniosła ona zagładę świeżo założonej osadzie, w
    której żyła rodzina Miligedo. Zginęli wszyscy: ojciec, bracia i siostra. On sam
    ciężko ranny w walce i uznany przez Krzyżaków widać za zabitego, cudem tylko
    ocalał. Organizm miał żelazny i jakoś dowlókł się lasami do miejsca, z którego
    podglądał żniwującą mazurską dziewczynę. Ona też znalazła go na skraju lasu. Po
    stroju poznała, że to Prus. Wyglądał strasznie, należało udzielić mu pomocy,
    chociaż byt dzikim poganinem. Zdawała sobie sprawę, że naraża rodzinę. Krzyżacy
    nie lubili, aby ktokolwiek pomagał Prusom. Mazurzy jednak też nie uwielbiali
    Krzyżaków. Minęły już lata wolne i musieli dawać zakonowi coraz większe daniny.
    Ciągle walczący o zdobycie nowych ziem Zakon potrzebował żywności dla coraz
    liczniej przybywającej z zachodu rycerzy pomagających walczyć z poganami, więc
    mazurskim chłopom powodziło się coraz gorzej. Rodzice Kasi zgodzili się ukryć
    rannego przed Krzyżakami, bo choć grozili oni karą bożą za pomaganie poganom,
    rozumieli, że pomóc rannemu w tej sytuacji to uczynek chrześcijański, mieli też
    nadzieję, że poganina nawrócą i będą mieli nie lada zasługę w niebie.
    Sprowadzili nawet starego znachora, który opatrywał rany. Rannego ukryto w
    ziemiance, gdzie przynosiła mu jeść Kasia lub jej matka.
    (Po stroju poznała, że to Prus - ciekawe jak się ubierali Prusowie? Chyba
    jednak inaczej, niż ten Prus z herbu Nidzicy smile
    cdn
  • rita100 14.05.06, 21:41
    Gość: tralala
    (dziś 'przykleję' się do innego ekranu, więc tylko dodam kolejny fragment baśni
    o pruskim wojowniku Miligedo - fragment romantyczny, nasz bohater zakochuje się
    w pieknej Kasi)
    Całą prawie resztę zimy Miligedo był nieprzytomny, lecz gdy oprzytomniał,
    pierwszą osobą jaką ujrzał była Kasia. Słabymi wargami zdołał wyszeptać jej
    imię. Niepomiernie zdziwiona nie rozumiała, skąd chory je zna, ale wytłumaczyła
    sobie, że musiał słyszeć, jak zwracała się do niej matka lub znachor i choć
    robił wrażenie nieprzytomnego, jednak już obserwował, co się dzieje wokół.
    Dopiero dużo, dużo później dowiedziała się jak było naprawdę. Miligedo wracał
    do zdrowia i równocześnie uczył się języka. Gdy już mógł mówić i powiedział, że
    nazywa się Miligedo, w oczach dziewczyny błysnęło niedowierzanie. Słyszano tu
    to imię wodza Bartów, ale Kasia nie wyobrażała sobie, że może on być taki
    młody. Widziała niemal chłopca, w dodatku wycieńczonego chorobą, miałby to być
    ów sławny wódz pruski, przed którym nawet Krzyżacy drżeli??? Nie mieściło się
    to jej w głowie i pomyślała że Milegedo to może częste wśród Prusów imię.
    Znachor znał nie tylko tajniki pruskiego zielarstwa, znał również język pruski,
    więc gdy rodzice Kasi zorientowali się z kim mają do czynienia-przestraszeni
    postanowili przetrzymać Milegedo jakiś czas i jak najprędzej wyprawić go za
    Łynę do Natangii, gdyż słyszeli, że tam Prusowie jeszcze wśród bagien i
    mokradeł trzymają. Tak też się stało. Lecz nim Miligedo opuścił kryjówkę,
    młodzi przywiązali się do siebie. Przed odejściem wódz Prusów, odwdzięczając
    się za opiekę, przyniósł z lasu miód i zboże, które Bartowie mieli ukryte w
    dzbanach glinianych w jamach ziemnych. Nie mogło się już przydać jego
    nieżyjącym bliskim, więc niech posłuży tym, którzy ratowali mu życie.
    Przy pożegnaniu Kasia łykała łzy. Nie wypadało płakać, rozstając się z obcym
    przecież człowiekiem, w dodatku poganinem i Prusem, ale serce się jej ściskało
    i gdyby to było możliwe, zalałaby się łzami. Miligedo zauważył jej rozterkę i
    zdołał szepnąć: "Nie płacz, jeszcze się zobaczymy, postaram się o to!" Te słowa
    dodały Kasi otuchy, choć doprawdy nie wiedziała na co mogłaby liczyć. Czyż
    mogła myśleć o wspólnej z nim przyszłości? Miligedo był jej tak bliski! W
    myślach nie nazywała go inaczej jak tylko Milikiem, a jednaki on nie odważył
    się rozmawiać z nią na ten temat. Widocznie zdawał sobie sprawę, że ich wspólne
    życie w małżeństwie jest tak trudne, że aż prawie niemożliwe. Dziewczyna tak
    piękna i pracowita, jak Kasia, na pewno znajdzie chłopca do żeniaczki w swojej
    wsi. Brak ziemi nie wchodzi w rachubę, dosyć było ziemi, którą można było
    wydrzeć puszczy. Krzyżacy przecież chętnie osadzali na prawie niemieckim
    każdego, licząc na przyszłe daniny, Miligedo jest Prusem, jako poganin nie może
    zostać osadnikiem, a coś ciągle odstręczało go od nowej wiary. Czyż niemiecki
    Bóg mógł być Bogiem Prusów? Przyszli wyrywać im ziemię i wszystko co rodziła,
    zagarniali ich mienie, nie oszczędzali nikogo. Nie, Miligedo nie umiałby
    uwierzyć, że bóstwo Niemców jest sprawiedliwe, choć łatwo było wierzyć, że jest
    to bóstwo potężne. Słyszał wprawdzie o osadzonych, ochrzczonych Prusach, byli
    już tacy, ale chyba nie umiałby tak żyć, wyrzec się swoich, choćby i zmarłych?
    Nie, tego nie mógł uczynić! Wiedział jednak, że nie umie wyrzec się też myśli o
    Kasi. Jak troskliwie go pielęgnowała w chorobie, nie może tak być, aby więcej
    jej nie zobaczył. Gnębiła go tez myśl, że swoim bliskim nie mógł urządzić
    uroczystego pogrzebu, jaki nakazują pruskie zwyczaje. Jeszcze jego brał miał
    laki pogrzeb, płomień oczyścił jego duszę, miał ze sobą i swego konia i broń,
    co gwarantowało, że szczęśliwy wśród zmarłych przodków, lecz co będzie z
    ukochanymi: ojcem, braćmi, siostrą? Nowa wiara, której próbowano go uczyć,
    wszystko przedstawiała całkiem inaczej, zmarłych należało grzebać! Jego bliscy
    też pewnie zostali pogrzebani, bo Krzyżacy obawialiby się wiosną jakiejś
    zarazy, a przecież na pewno zamierzali w spalonym pruskim lauksie osadzić wieś
    na prawie niemieckim. To była stała ich praktyka.
    (nie zanosi się na happy end w historri Miligedo i Kasi- ale do końca jeszcze
    bardzo daleko, więc kto wie)



  • rita100 14.05.06, 21:42
    Gość: tralala
    Dziś wieczorem - proroczy sen Miligedo:
    Miligedo nie mógł uwolnić się od wspomnień . Przypominał sobie dziwny sen,
    który miał kiedyś, gdy zmęczony niespodziewanie położył się na chwilę na leśnej
    polanie po zabezpieczeniu barci przed niedźwiedziem. Śniło mu się, że nagle
    znalazł się w królestwie pszczół. Był mały jak pszczoła i jak równy z równym
    rozmawiał z królową. Królowa dziękowała mu za opiekę nad swymi podwładnymi i
    przyrzekła mu pomagać we wszelkich okolicznościach życiowych.
    Władczyni pszczół przepowiedziała, że na ród pszczeli przyszły ciężkie czasy
    walk z Krzyżakami, że on Miligedo odegra w tych walkach ważną rolę. Powinien
    bronić swego ludu. Pszczoły mu pomogą, jednak musi uważać aby nie narazić się
    na zmagania z potęgą krzyżacką zimą. Pszczoły wtedy śpią i nie będą mogły mu
    pomóc.
    Wtedy Miligedo nie wiedział, co ten sen mógłby oznaczać lecz teraz, gdy część
    przepowiedni królowej już się spełniła, przeczuwał jak trudna czeka go rola.
    Kochał pszczoły, ale cóż te pracowite jego ulubienice znaczyły wobec
    krzyżackiej potęgi? Czy w ogóle należy przejmować się przepowiedniami królowej
    pszczół. Przecież pszczoły są od ludzi zależne i nie wtrącają się do ich życia.
    Miligedo wątpił zresztą, czy on byłby zdolny stanąć do walki z całą z całą
    potęgą Zakonu.


  • rita100 14.05.06, 21:44
    Gość: tralala
    Tak rozmyślając zdążał do Natangii. Przeprawa nie była trudna, znał miejsce,
    gdzie był bród i kilka takich, gdzie nie było wirów i można było pokonać rzekę
    wpław. Czul się źle bez konia. On, wódz Bartów nie miał teraz najnędzniejszego
    bodaj wierzchowca. Brak broni mniej go smucił, w końcu kręciło się trochę
    butnych Krzyżaków po puszczy i można było broń zdobyć, a konie krzyżackie rosłe
    i silne, ale nie przywykłe do trudnych warunków bytowania w puszczy nie na
    wiele mogły się przydać. Pruskie koniki, jakkolwiek mniejsze i nie takie
    urodziwe, były jednak niezastąpione w warunkach leśnego oddziału, jaki należało
    stworzyć, jeśli nie chciało się zaniechać obrony swej ziemi i wiary. Ziemi...
    Gdzież jego ziemia? Oto deptał leśne ścieżki Natangii. W całej już Barcji
    panowali Krzyżacy, a w tej jej części, która była najbliższa jego sercu, nie
    było już bezpiecznej od Zakonu ziemi. Jak jest w Natangii? Zmierzał do Głomna.
    Ten pruski lauks położony wśród bagien był, o ile wiedział, bezpieczną jeszcze
    od Krzyżaków przystanią. Broniły go nieprzebyte mokradła, gdzie tylko Prus
    wiedział, jak się prześlizgnąć, a Krzyżaków wciągały zdradzieckie dla nich
    moczary i bajora. Tu jeszcze istniały święte gaje i sławne romowe, gdzie nawet
    teraz bezpiecznie palono zwłoki zmarłych wraz z całym niemal dobytkiem, jaki
    zgromadzili za życia. Tu jeszcze Prus mógł czuć się w miarę swobodnie.

    Pruskie koniki, mniejsze i nie tak urodziwe, ale wytrwałe i niezastąpione w
    puszczy - być może wyglądały tak, jak koniki polskie z Popielna. Tu na pieknych
    zdjęciach Paolo Volponi smile
    ng.onet.pl/68,19799,2,galeria.html




  • rita100 14.05.06, 21:45
    Tak, kraj pszczół leśnych i zwierząt, zycie ich toczylo sie tak jak
    opisywaliśmy, z pracy własnych rąk, a schronieniem ich lasy i bagna, gdzie
    mogli się pochowac przed agresorami. Te legendy Pruskie sa najcześciej smutne,
    mowiące o ich zanikaniu.
    Dzięki Tralala
  • rita100 14.05.06, 21:47
    Gość: tralala
    Acha, pewnie myślałaś Rito, ze to już koniec baśni, ale nic z tego. Sama
    jeszcze nie doczytałam jej do końca - poczytuję sobie po kawałeczku i dziś
    wkleję dwa 'odcinki'. Pierwszy - Miligedo w gościnie u Natangów.
    Natangowie przyjęli go serdecznie, nie próbował ukrywać swego imienia, zbyt
    wielu go tu znało, aby co miało jakiś sens. Nastrój jednak, jaki tu został, nie
    podnosił na duchu. Natangowie byli tak zgnębieni, że nie myśleli już o obronie.
    Prawie wszyscy uznali ją za bezskuteczną wobec widocznej potęgi Zakonu. Nie
    znaczy to, że zamierzali się wszyscy ochrzcić, ale na wiecu zapadły uchwały, że
    należy uczynić to dla pozoru w okolicach bliższych Bartoszycom i nie
    chronionych tak skutecznie przez bagna jak Głomno. Głomno pozostanie siedzibą
    kapłanów i miejscem dla Krzyżaków niedostępnym, świętym. Biada temu Prusowi, co
    zdradziłby tajne ścieżki Krzyżakom.
    W sprawie Miligedo wiec postanowił, że będzie on gościem w Głomnie mile
    widzianym, niech wraca tu do zdrowia i przebywa dokąd chce. Pamiętano jego
    zasługi w walce z Krzyżakami, a jednak nie było teraz mowy, aby przygotować się
    do jakiegoś oporu zbrojnego. Zmartwiło to bardzo Miligedo, ale nie był w stanie
    wpłynąć na przebieg wiecu. Był tylko gościem, bardzo zresztą szanowanym, lecz
    nie miał prawa decydować o przyszłych losach okolicznych lauksów i ich
    mieszkańców. Wobec takiej sytuacji postanowił skorzystać z gościnności Natangów
    i być tam do końca lata. Mógł zajmować się pszczelarstwem, szczególnie zaś
    barciami stanowiącymi własność lauksu. Jego sława dobrego bartnika była nie
    mniej głośna niż sława dobrego wodza. Nie mogąc ćwiczyć wojowników, Miligedo
    miał tę pociechę, że ćwiczy chociaż młodych bartników i czuł, że ich trud służy
    tej samej sprawie, jakiej służyła walka.




  • rita100 14.05.06, 21:47
    A drugi dzisiejszy 'odcinek' - w końcu nieco szczęśliwszy - ślub Kasi i
    Miligedo.
    W ciągu reszty lata Miligedo dwa razy przekradał się na drugi brzeg Łyny i
    spotykał się z Kasią w znanym im obojgu miejscu, na którym kiedyś znalazła go
    na wpół żywego. Rodzice i rodzeństwo Kasi nie byli w to wtajemniczeni. Oboje
    młodzi tęsknili za sobą, wiedzieli już, że chcą być razem, ale Miligedo miał
    ciągle jeszcze opory przed przyjęciem nowej wiary, choć coraz jaśniej widział,
    że jest to jedyny sposób, aby zaślubić Kasię. Potrzebował czasu, aby to
    przemyśleć i dlatego jeszcze do mrozów przebywał wśród Natangów. Potem
    oświadczył Kasi, że gotów jest przyjąć chrzest i zostać osadnikiem. Rodzice
    Kasi początkowo nawet nie chcieli słyszeć o tym małżeństwie. Nawrócić poganina
    to zasługa u Boga ale dać Prusowi własną córkę za żonę, podczas gdy było tylu
    chętnych do żeniaczki z nią chłopców - swojaków, to zupełnie co innego.
    Niespodziewanie Kasia okazała wiele sprytu. Poszła do księdza, zwierzyła mu się
    z czego mogła, nie zdradzając kim jest właściwie Miligedo, zyskała w starym
    kapłanie sojusznika, który pomógł jej przekonać rodziców.
    Miligedo - nie rozpoznany -ochrzczony został z grupą Natangów po
    kilkumiesięcznym przygotowaniu. Na chrzcie dano mu imię Michał. Imię to wybrała
    Kasia jako trochę podobne w brzmieniu. Dzięki temu mogła nadal nazywać Miligedo
    Milikiem. Ślub młodych odbył się w miesiąc po Bożym Narodzeniu zgodnie z wiarą
    i obyczajami mazurskimi.
    (Weselne zwyczaje mazurskie już znamy, więc na pewno było wesoło, a i miodu
    pitnego pewnie nie zbrakło. Szkoda, że nie można skończyć 'i zyli długo i
    szczęśliwie', ale o tym później)

  • rita100 14.05.06, 21:49
    gość tralala napisała:
    Dziś - o szczęśliwym życiu w rodzinie Miligedo i Kasi
    Minęło kilka lat, wśród nich te, które były dla gospodarstwa Kasi i Miligedo
    latami wolnymi. Miligedo ubierał się teraz i mówił po mazursku i nie każdy
    wiedział, że jest Prusem. Kasia była młodą, szczęśliwą, choć bardzo zapracowaną
    kobietą, bo w domu była już dwójka dzieci: córka i mały, dopiero półtoraroczny
    chłopiec. Praca w gospodarstwie obciążonym daninami była nielekka, lecz dzięki
    darom pola i puszczy oraz pracowitości i talentom obojga małżonków chleba,
    miodu, mięsa i ryb nigdy im nie brakowało.


  • rita100 14.05.06, 21:50
    Szczęście nie trwało długo gdyż:
    Do Bartoszyc przybył nowy namiestnik komtura z wieloma nowymi, oddanymi mu
    rycerzami. Był to wróg tak Prusów, jak i Mazurów, wielki gwałtownik, ponadto
    człowiek chciwy ponad miarę. Powinności na rzecz Zakonu stawały się coraz
    większe i wkrótce zaczęły przerastać możliwości przeciętnych gospodarstw. Coraz
    częściej te zabierano mężczyzn do świadczenia różnych prac i usług dla
    Krzyżaków. Nowy namiestnik budził postrach i wkrótce nie pamiętano już nawet
    jego imienia, a powszechny stał się jego przydomek Okrutny - Grausam.
  • rita100 14.05.06, 21:51
    No i stało się - Miligedo musi chronić się u Natangów:
    W czasie jednej z wypraw karnych, jakie Grausam wysyłał do zalegających z
    daniną, jego ludzie pobili wielu Mazurów, jak mówili "opornych", wśród nich i
    ojca Kasi, który w kilka tygodni później zmarł. Gospodarstwo ojca i kilka
    innych znajdujących się w podobnej sytuacji Krzyżacy zabrali i oddali osadnikom
    niemieckim. Na Mazurów padł blady strach, ale Miligedo poczuł się
    zagrożony.Pewnego dnia doszło do najgorszego: w obronie żony Miligedo rzucił
    się na Krzyżaka z siekierą, zabił również dwóch jego towarzyszy zaatakowany
    przez nich. Nie było innego wyjścia, pozostały znane tylko Miligedo ścieżki w
    głąb puszczy.
    W pośpiechu zabrali dzieci i trochę rzeczy najniezbędniejszych. Syn Miodu pałał
    żądzą zemsty. Oto Krzyżacy zniszczyli cały dorobek jego życia. Odebrali mu dom.
    Żyje żona, żyją dzieci, ale on jest bezradny, puszcza jest już znacznie
    przetrzebiona, nie taka bezpieczna jak za czasów jego dzieciństwa. Jemu może
    dałaby jeszcze schronienie i utrzymanie, ale nie ukryje w niej rodziny.
    Pozostawało jedno bezpieczne miejsce - Głomno w Natangii i tam też skierowali
    się uchodźcy.

  • rita100 14.05.06, 21:54
    Zaczyna się spełniać przeznaczenie Miligedo, który staje się przywódcą
    zbuntowanych Prusów:
    I znów minęły lata. O Miligedo, obrońcy biednych i krzywdzonych, który był tak
    dzielny, jak jego patron Michał Archanioł, śpiewał pieśni lud pruski i
    mazurski, a dla Krzyżaków imię to stało się straszne. Grausam nie był już taki
    swobodny w swoim postępowaniu, musiał się liczyć z możliwością zemst Miligedo.
    Wydawało się wręcz niewiarygodne, aby siły całej komturii nie dały rady
    kilkunastu ludziom pruskiego mściciela. Nikt dokładnie nie wiedział, ile on ma
    ludzi pod swoją komendę, ale był wszędzie tam, gdzie go najmniej się
    spodziewano. Żaden Krzyżak nie czuł się teraz bezpieczny ni w Barcji, ni w
    Natangii. Mówiono, że oprócz Prusów Miligedo ma pod swymi rozkazami także
    Mazurów, lecz nikt niczego nie wiedział dokładnie. Grausam, którego podobno Syn
    Miodu poprzysiągł ukarać, sypiał coraz gorzej, zrobił się też przesądny. Jakiś
    wróżbita, którego potajemnie wezwał, wywróżył mu, że zginie od żądła, a
    ponieważ imię Miligedo - Syna Miodu -było głośne, każdy rozumiał, iż tym żądłem
    będzie jego miecz. Rozwścieczony namiestnik kazał służalcom wróżbitę powiesić,
    ale od tego czasu miał sny coraz koszmarniejsze, wychudł i zrobił się tak
    straszny, że jego dawni kompani i zausznicy drżeli przed nim chyba nie mniej
    niż Prusowie i Mazurzy.
    Dziewięć lat już trwały utarczki Syna Miodu z Zakonem. W tym okresie z Kasią i
    podrastającymi dziećmi przebywającymi ciągle w Głomnie widywał się rzadko.
    Przebywając raz w Barcji, raz w Natangii, Miligedo nigdy nie miał czasu na
    cieszenie się rozkoszami domowego ogniska. Rozumiał, że te radości ma już za
    sobą, teraz zaś jest tylko karzącym mieczem cierpiącego pruskiego ludu. Żaden
    rycerz czy oddział zbrojny nie mógł teraz czuć się dobrze w komturii. Miligedo
    czuwał bezustannie i zawsze wypatrzył jakiś błąd w postępowaniu Krzyżaków, za
    który najczęściej płacili śmiercią.
    (Koniec już bliski, i dla nikogo nie będzie to happy end)
  • rita100 14.05.06, 21:56
    Gość: tralala
    Dziś smutny fragment baśni - śmierć naszego bohatera!
    Prawdą jest jednak, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Namiestnik
    ściągnął od komtura nowe posiłki z Bałgi i przyszedł czas, że Syn Miodu nie
    zdołał się wyślizgnąć. Bohaterską postawą doprowadził do tego, że część jego
    oddziału przebiła się przez krzyżackie szeregi, ale koń jego padł, ugodzony
    przez zakonnych. Mimo że pozbawiony wierzchowca, Miligedo bronił się
    skutecznie, zdając sobie sprawę, że nic mu już nie pozostało oprócz chwalebnej
    śmierci. Ofiarował ludowi pruskiemu swoje życie, teraz musi mu ofiarować taką
    śmierć, która mimo wszystko da jego ziomkom powód do dumy i pozwoli im
    przetrwać gorycz upokorzeń, jakie ich czekają. Stos ciał wokół Miligeda rósł.
    Krzyżacy, atakujący początkowo z wielkim impetem, musieli się cofnąć niepomni
    nawet na hańbę padającą na sławę zakonu. Syn Miodu był jeden, a ich było tylu
    świetnie uzbrojonych, lecz wobec siły i bohaterstwa Prusa zdawało się
    bezradnych. Była to jednak chwilowa tylko przewaga wodza Prusów, bo oto znowu
    napierały nadciągające szeregi wrogów. Miligedo osaczony, pozbawiony wsparcia
    swoich ludzi, musiał paść w końcu z wyczerpania i licznych ran, których broniąc
    się doznał. I oto Krzyżacy stali teraz zdumieni nad powaloną postacią wcale nie
    nadludzkiego, jasnowłosego wodza Bartów i nie mogli uwierzyć w jego śmierć.




  • rita100 14.05.06, 22:04
    Gość: tralala
    A skoro śmierć, to i pogrzeb, bardzo pruski i bardzo przypominający tradycje, o
    których tu pisałyśmy:
    Syn Miodu musi mieć pogrzeb co najmniej tak piękny, jak Argo, według pruskich
    starych zwyczajów. Nie bacząc na to, że był od wielu lat ochrzczony, na miejscu
    do tego przeznaczonym - miejscu świętym, jakim było przenoszone z konieczności
    wielokrotnie- ramowe Bartów- ułożono stos z odpowiedniego, dającego niewiele
    dymu drewna, bo trzeba się było liczyć z krzyżackim niebezpieczeństwem i wbrew
    zwyczajom, niestety, trzeba było się spieszyć. Pięknie ubrane zwłoki bohatera
    zostały położone twarzą na wschód, a kapłani - ligasze i tulisze wychwalali
    jego czyny, a było przecież o czym śpiewać! Wraz z zabitym palono jego broń,
    grzebano też, jak każe zwyczaj, jego konia. Piękne stare dęby otaczające polanę
    stanowiły tło uroczystości. Gdy stos zapłonął, najstarszy z tuliszów zaczął
    mówić o swoich wizjach. Słuchano go nadzwyczaj uważnie, lecz nikt go nie
    rozumiał.
    Co niezwykłego mówił tulisz - już jutro.


  • rita100 14.05.06, 22:06
    Oto zamiast mówić jak zwykle, że bohater na swym wspaniałym rumaku wzlatuje
    poprzez nieboskłon do szczęśliwej krainy przodków, tulisz twierdził, że kieruje
    się on do Bartoszyc, że w mieście tym wędruje po ulicach, a nawet wstępuje na
    dziedziniec krzyżackiego Zamku. Wreszcie oznajmił, że Miligedo będzie jedynym
    Bartem - świadkiem upadku potęgi Zakonu i państwa niemieckiego na pruskiej
    ziemi.
    Zgromadzeni ludzie nie mogli się rozeznać w swoich uczuciach. Dlaczego tulisz
    mówił tak od rzeczy? To nie dawało się zrozumieć! Stos dogorywał, a potężny
    grzmot przetaczający się przez niebo, zwiastował letnią burzę. Lunęły potoki
    deszczu i dogasiły stos. Czy bogowie się gniewają? Ludzie pod wpływem strachu
    zaczęli domagać się od kapłanów, aby wytłumaczyli, co to znaczy; czy ta burza w
    czasie tak uroczystego pożegnania bohatera jest wróżbą dobrą, czy złą?
    Postanowiono złożyć Perkunowi ofiarę z czarnego byka, co zostało wkrótce
    dokonane, a potem, gdy kapłani podeszli z urną, by pozbierać w nią prochy
    bohatera, po rozgarnięciu resztek stosu, oczom zebranych ukazał się wśród
    popiołów kamienny posąg z naszyjnikiem, rogiem do picia i mieczem u pasa.
    Przeciągłe Ooo! wstrząsnęło dąbrową. Bez najmniejszych wątpliwości wszyscy
    pojęli, że Miligedo zostaje wśród nich, aby ich bronić przed Krzyżakami, że
    uznał, iż nie czas mu ulatywać do szczęśliwej krainy przodków, kiedy tu
    pozostaje płaczący swych krzywd pruski lud. Wróżba starego tulisza zaczynała
    nabierać sensu, stawała się doniosłym proroctwem.
    (No i proszę - nasz Miligedo to Bartek, kamienna baba pruska, czyli chłop na
    schwał i dzielny wojownik).
  • rita100 14.05.06, 22:07
    W taki oto kamienny posąg zamienił się Miligedo, by już na wieki chronić lud
    pruski: perkuns.fm.interia.pl/Galerie/bk09.html

    Posąg pozostawiono w świętym Gaju z wiecznie płonącym ogniem. Skrzywdzeni przez
    Krzyżaków Prusowie przychodzili tam, wierzono powszechnie, że gdy skrzywdzony
    dotknie miecza . Miligedo, krzywdziciel zostanie ukarany. Wszyscy rozumieli, że
    trzeba strzec przed Krzyżakami posągu i jego tajemnicy. Krzyżacy gotowi go
    zniszczyć tak, jak niszczyli wszystko co pruskie.
    A jak Miligedo - Bartek trafił do Bartoszyc wyjaśni się w dalszej części
    legendy. I oczywiście zło zostanie ukarane, ale tym zajmą się już nie ludzie,
    lecz pszczoły!
  • rita100 14.05.06, 22:09
    O tym, co działo się z rodziną Miligedo - Bartka legenda milczy. Mam nadzieję,
    że mimo wszystko jego dzieci dorosły, miały swoje dzieci, a potem wnuki i tak
    dalej, i gdzieś jeszcze może żyją potomkowie Prusów. Za to wiemy, gdzie jest
    kamienny Bartek, a legenda powie nam, jak trafił do Bartoszyc:
    Jednak Krzyżacy dowiedzieli się, że Prusowie ukrywają jakiś posąg kamienny w
    głębi lasu, że choć ochrzczeni, zamiast gromadzić się w kościołach, chodzą do
    swoich świętych gajów. Grausam szybko zapomniał o zagrożeniu ze strony
    Miligedo. Teraz ten znienawidzony wódz pruski już nie żył, a on, Grausam był
    znowu niepodzielnym panem okolicy. Zorganizował więc wyprawę w głąb puszczy.
    Pewien był sukcesu. Wiózł ze sobą pruskiego niewolnika, który od trzech
    miesięcy pracował na zamku przy żarnach. Torturami i obietnicami zmusił go, aby
    wyjawił, gdzie znajduje się romowe Bartów, tam spodziewano się znaleźć posąg.
    Grausam chciał ten posąg odebrać poganom, aby w ten sposób położyć kres ich
    grzesznym praktykom. Pojmowanemu Prusowi obiecał wolność, jeżeli wskaże
    właściwą drogę Krzyżakom. Grausam śmiał się w duchu z naiwności Prusa. Wszystko
    poszło gładko. Świętego miejsca nie pilnował teraz nikt zbrojny, więc po
    zabiciu kapłanów podsycających ogień, silni pachołkowie władowali posąg na woź,
    oddział zbrojnych rycerzy otoczył go i z pełną triumfu pieśnią ruszyli, przez
    nikogo nie zatrzymywani, do Bartoszyc.
  • rita100 14.05.06, 22:10
    No i czas ukarać zło, bo w każdej legendzie zło musi w końcu przegrać:
    Był okres rojenia się pszczół. Krzyżacy jechali spokojnie drogą leśną, gdy
    nagle jeden z rojów zaatakował konia namiestnika. Spłoszony, kłuty żądłami
    wierzchowiec poniósł na oślep w puszczę. Grausamowi włosy zjeżyły się pod
    hełmem, bo przypomniał sobie powieszonego wróżbitę i jego przepowiednię. Na
    próżno czynił wysiłki, aby powstrzymać oszalałe zwierzę. Gdy ujrzał wysoki
    brzeg Łyny, zrozumiał, że jego los jest przesądzony. Koń zawisł w powietrzu,
    jeździec wyleciał z siodła i w ciężkiej zbroi runął w fale Łyny. Wkrótce woda
    pochłonęła go. Koń walczył dłużej. Kilku Bartów i Natangów widziało tę scenę,
    lecz Grausam był tak znienawidzony, że nie mógł liczyć na niczyją pomoc. Ciało
    okrutnego wodza nigdy nie zostało odnalezione. Tak dopełniła się wróżba i tak
    dopełniła się zemsta pszczół za zabicie Miligedo - Syna Miodu.
    Kamienny posąg bohatera, zgodnie z rozkazami utopionego Grausama, dojechał do
    Bartoszyc i stanął przy jednej z ulic miasta. Od tego czasu lud pruski pokochał
    znienawidzone dotąd Bartoszyce, bowiem było to teraz miasto Miligeda - ich
    bohatera, który, jak wierzyli, będzie świadkiem upadku potęgi obcego, wrogiego
    tym ziemiom krzyżackiego państwa.
    I to już jest naprawdę KONIEC smile))
  • tralala33 17.05.06, 20:57
    Z Kroniki Ziemi Pruskiej spisanej przez Piotra z Dusburga wybrałam fragmenty, w
    których pojawia się bohater tego wątku, Herkus Monte. Piotr z Dusburga,
    zakonnik, przybył na Prusy prawdopodobnie pod koniec XIII wieku, a więc
    kilkadziesiąt lat po powstaniu pruskim dowodzonym między innymi przez Herkusa
    Monte. Swoją Kronikę kończył pisać około roku 1326, prawdopodobnie na kilka lat
    przed swoją śmiercią. A teraz czas na jego relację.
  • tralala33 17.05.06, 20:58
    O drugim odstępstwie Prusów od wiary, które trwało 15 lat
    W tym samym roku [1260] w przeddzień święta świętego Mateusza Apostoła i
    Ewangelisty [21 IX] Prusowie (...) ponownie odstąpili od wiary i wiernych i
    powrócili do dawnych błędów; na wodzów i dowódców swojego wojska wybrali:
    Sambowie pewnego męża zwanego Glande, Natangowie Henryka Monte, Warmowie
    Glappa, Pogezanie Auttuma, Bartowie Diwana.
  • tralala33 17.05.06, 20:58
    O wielkim rozlewie krwi chrześcijańskiej
    Ci wodzowie i dowódcy wojsk wyznaczyli określony dzień, w którym mieli się
    wszyscy stawić pod bronią i wybić wszystkich głosicieli wiary chrześcijańskiej
    i doprowadzić do ich zagłady. I tego dokonali, ponieważ wszystkich chrześcijan,
    na których natykali się w Prusach poza miejscami obwarowanymi w sposób
    pożałowania godny częściowo mordowali, a pozostałych chwytali i uprowadzali w
    długotrwałą niewolę. Kościoły, domy modlitwy i kaplice Pańskie palili, z
    sakramentami Kościoła obchodzili się bez należnego szacunku, wyciągali szaty
    liturgiczne i naczynia, by użyć ich w sposób nieprzystojny, a kapłanów i innych
    pomocników Kościoła nikczemnie zabijali.
  • tralala33 17.05.06, 20:58
    O bitwie w Pokarwis, w której zginęło wielu chrześcijan
    W roku Pańskim 1261, kiedy wieść o tym prześladowaniu przeszła przez Niemcy,
    poruszyła ona książąt i baronów. Dlatego na pomoc wspomnianej ziemi przybili
    pan z Reyder i wiele szlachty z innych części Niemiec. Razem z braćmi i ich
    uzbrojonymi ludźmi wtargnęli do ziemi Natangów, zniszczyli ją ogniem i
    grabieżą, pojmali i zabili wielu wrogów, a następnie cofnęli się do tego
    miejsca, gdzie obecnie położony jest Brandenburg i tam rozbili obóz. Z kolei
    bracia i krzyżowcy postanowili, że jedna część wojska ponownie wróci do
    Natangii, aby ponownie ją spustoszyć, a druga część pozostanie we wspomnianej
    okolicy.
  • tralala33 17.05.06, 20:59
    Po tym wydarzeniu Natangowie uważali, że tak nieliczny oddział nie odważy się
    plądrować ich ziemi, zatem gromadnie natarli na pozostające w Pokarwis wojsko.
    Krzyżowcy i bracia stawiali zacięty opór, a zwłaszcza jeden rycerz z Westfalii
    zwany Stenckelem z Bentheim, który, gdy w pewnym kazaniu biskupim usłyszał, że
    dusze zabitych w Prusach chrześcijan ulecą do nieba z pominięciem czyśćca,
    wówczas spiął swojego wierzchowca ostrogami, wysunął zwyczajem rycerskim
    włócznię do przodu i począł zabijać niewiernych z prawa i lewa, wrogowie zaś
    padali jak muchy. Lecz w czasie nawrotu, kiedy wdzierał się w sam środek
    nieprzyjaciela, zabito go.
  • tralala33 17.05.06, 20:59
    Pomiędzy przeciwnikami wywiązała się zacięta walka, po obu stronach wielu
    odniosło śmiertelne rany i wielu poległo. W końcu stało się tak, jak spodobało
    się Bogu, a mianowicie, że poległ sam pan z Reyder z wielką częścią wojska i z
    braćmi, a pozostali rzucili się do ucieczki. Kiedy to się działo, bracia z
    drugą częścią wojska zbliżali się do miejsca bitwy. I gdy zobaczyli, że wojsko
    chrześcijańskie zostało rozbite, nie mogli z powodu ogromnej liczby wrogów
    wybawić z opresji, i inną drogą powrócili do swoich siedzib.
  • tralala33 17.05.06, 20:59
    Po tej rzezi Natangowie chcieli złożyć ofiarę bogom, rzucili zatem los pomiędzy
    Niemców wziętych tam do niewoli, a los dwukrotnie wskazał pewnego szlachetnego
    i bogatego mieszczanina z Magdeburga zwanego Hirtzhals, który znalazłszy się w
    trudnym położeniu prosił Henryka Monte, aby sobie przypomniał dobrodziejstwa,
    jakie często mu wyświadczał w mieście Magdeburgu, i aby go wybawił z tego
    nieszczęścia. Henryk, kiedy to usłyszał, współczuł mu i dwukrotnie go zwolnił.
    Ale kiedy rzucony los po raz trzeci wskazał na niego, nie chciał, by mu
    darowano, lecz w prawdziwym wyznaniu wiary oddał się dobrowolnie na ofiarę
    Bogu; został przywiązany do konia i spalony.
  • rita100 17.05.06, 22:03
    Ciekawe z tym losem, ale też Prusowie walczyli. Ciągle walczyli, biedne te
    kobiety były. Ciekawe jak kobiety były traktowane w Prusach ?
    Herkus Monte groźnym wojownikiem był.
  • tralala33 17.05.06, 22:10
    Nie wiem, czy Piotr z Dusburga pisał coś o losie kobiet pruskich, poza
    wzmiankami o uprowadzaniu do niewoli, ale znalazłam zabawną historię o dwoch
    wdowach (bo wdów wtedy z pewnością nie brakowało), które pokłóciły się o
    jednego męża. Obiecuję jutro smile
  • tralala33 18.05.06, 08:52
    Piotr z Dusburga był zakonnikiem i mocno wierzył, że walka z pogańskimi Prusami
    jest służbą Bogu, dlatego chętnie przytaczał relacje o cudach, jakie miały
    miejce w trakcie tej europejskiej wyprawy krzyżowej. Tak kończy się histria
    niemieckiego mieszczanina z Magdeburga złożonego w ofierze pruskim bogom.

    "Zapamiętaj tutaj czytelniku, że tenże Henryk Monte i wieu innych zapewniali
    później pod przysięgą, że kiedy ów mieszczanin na koniu paił się i ducha
    wyzionął, widzieli, jak z jego ust uleciała śnieżnobiała gołębica."
  • tralala33 18.05.06, 08:53
    A teraz coś lżejszego smile
    Piotr z Dusburga 'Kronika Ziemi Pruskiej'
    "Gdy Biskup chełmiński zobaczył, że miasto Chełmno zostało pozbawione mężczyzn,
    wszyscy bowiem zginęli we wspomianej bitwie (z Prusami – bitwa pod Reuseen
    między Chełmen a Grudziądzem), nakazał wdowom, aby za mężów pojęły swoich
    służących, by trud szerzenia wiary w tym miejscu nie poszedł całkiem na marne.
    Z tego powodu zdarzył się, iż dwie kobiety, gdy szły do kościoła, ujrzały wśród
    grający na rynku w kości pewnego sługę silnego i pięknego z wyglądu, chociaż
    źle ubranego. Pierwsza z nich potajemnie powiedziała swojej służącej, aby
    przyprowadziła go do jej domu. Druga natomiast zauważyła to i w tajemnicy
    nakazała swojej służącej, aby przyprowadziła go do należącej do niej gospody i
    nie wypuszczała go, dopóki nie wróci. Po tym, gdy tak się stało, sama ubrała go
    w piękne szaty i zawarła z nim związek małżeński w obliczu Kościoła.
    Kiedy zobaczyła to pierwsza kobieta, przez długi czas nie kryła swego oburzenia
    wobec drugiej kobiety. Ów służący urodził się w Halle i był tak bardzo
    szlachetny i mądry, że pod względem cnót nie miał sobie równego w Prusach."
  • rita100 18.05.06, 22:30
    No popatrz, jaką ciężka sytuację miały kobiety w zdobywaniu mężczyzn. Czyli od
    średniowiecza kobiety były biedne , a największa krzywdę robiły im ciągłe
    potyczki i wojny wink
    To czekam na to drugie opowiadanie.
  • tralala33 21.05.06, 14:44
    Dzięki Fedarowi możemy zobaczyć jak wygląda dziś ziemia, o którą walczył Herku
    Monte. Dziankujem Woju ze szczernego serca i bandziewam czkać na ziency.
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=708&w=42176251
  • rita100 21.05.06, 21:34
    To jest bardzo mniłe.
    Ciekawi mnie czy znajdziemy tam ślad Herkusa Monte ?
    Bande bardzo szczegółowo łoglóndac łobrazki.
  • fedar 22.05.06, 11:33
    Nie zdążyłem uprzedzić. Sokole oko Tralali z szybkością Chucka Norrisa wyśledziło obrazkowy wątek smile
    Aha, bym zapomniał: podjechałem "Starem" z przyczepą, ziemia mi się przez burty przesypuje. Gdzie zrzucić? wink
  • tralala33 22.05.06, 20:58
    Sztery łoczy ma to ziency zidzi 8-)
    Kopiec rośnie na potęgę. A czy oprócz zdjęć możemy liczyć na kilka słów o tej
    wyprawie? Może jest opisana na stronie Pruthenii?
  • rita100 22.05.06, 21:11
    Witamy w watku nawet z ziemią w butach - tego jeszcze nie było smile
    Zdjęcia są imponujące, już je widziałam - ta przyroda jest urzekająca.
    Nie dziwię się , że Monte tak bardzo jej bronił.
  • fedar 22.05.06, 23:56
    Niestety na stronie Pruthenii nie ma nic o tej wyprawie. Sprawdzałem pod adresem
    www.pruthenia.strefa.pl/b4.html
    i ten dział serwisu wygląda na niedokończony i porzucony, szkoda.
    Wyprawa, o której mowa (właściwie rajd rowerowy) odbyła się w dniach od 23 do 27 lipca 2004 r. Jego celem było odnalezienie i potwierdzenie istnienia wybranych grodzisk i kurhanów w okolicach Pieniężna, Górowa i Bartoszyc. Bazą wypadową była szkoła podstawowa w Toprzynach. Ja brałem udział tylko w części rajdu, gościnnie. Dokumentację (dziennik?) wyprawy prowadził jeden z członków Pruthenii i to on mógłby najwięcej powiedzieć. Od siebie dodam tylko, że cel wyprawy (rajdu) został zrealizowany - większość (a może wszystkie, nie pamiętam) obiektów została odnaleziona. Oprócz dokumentacji na papierze były też trofea w postaci np. skorup z kurhanów. Największe wrażenie zrobiły na mnie: potężne grodzisko Pelten, dolina Wałszy (co za klimat), przygraniczne pustkowia, jez. Martwe i droga przez poligon k. Sigajn. Jeśli byliby zainteresowani, to mogę gdzieś podpiąć oficjalny program rajdu. W trakcie były co prawda pewne zmiany planów, ale lista obiektów do znalezienia/odwiedzenia ogólnie zgadza się. Myślę, że tam jeszcze kiedyś wrócę, ale to już w celach głównie turystycznych.
    Pozdrawiam
  • tralala33 23.05.06, 20:57
    Faktycznie pierwsza wyprawa, z 1999 roku, została spisana niezwykle rzetelnie
    www.pruthenia.strefa.pl/b41.html
    Szkoda, że na następne zabrakło zapału. Ale strona jest odświeżana, więc może
    jeszcze ktoś wróci pod te puste linki i je uzupełni. Przydałaby się taka lista,
    bo okiem laika czasem trudno odróżnić wzgorze morenowe od śladów grodziska czy
    kurhanu.
  • rita100 23.05.06, 21:17
    To już wprawdzie dla znawców archeologi. Ale wspaniale wiedzieć co się zwiedza
    i ogląda. Powinny być przy nich tabliczki z opisem. To jest tożsamośc ziemi, a
    chyba na Warmii i Mazurach najwięcej jest kurchanów. Jest co zwiedzać i oglądać
    i podziwiać. Ale i zapaleńców odkrywania jest też dużo.

    To uwaga jadą taczki i następna kopka ziemi ku chwale Herkusa Monte
  • tralala33 24.05.06, 21:01
    Ktoś tu kiedyś coś wspominał o grafomaństwie? Dziś przedstawiam fragment do
    oceny - jest li to grafomaństwo czy nie jest? Jednoaktówka autorstwa Lecha
    Brywczyńskiego pod tytułem Zemsta Perkuna:

    Lech BRYWCZYŃSKI: Zemsta Perkuna
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/83.html
    Kriwe: - (uspokajającym tonem, zdejmując kaptur) Jestem bez broni. Przyszedłem
    was prosić o to, żebyście opuścili naszą ziemię. Wracajcie do krain, w których
    się urodziliście, nie zakładajcie tu swoich miast! Dlaczego wycięliście
    tutejszy święty gaj, poświęcony naszym bogom? To zbrodnia, która nie może ujść
    bez kary!

    Von Balk i Brat Zygfryd spoglądają na siebie w osłupieniu. Przerywają posiłek,
    wstają i wycierają dłonie o swoje szaty.
    von Balk: - Z czegoś musimy przecież budować nowe gmachy, starcze. A z czego,
    jeśli nie z drewna? Zresztą, nie muszę ci się wcale tłumaczyć. Czy wydaje ci
    się, że zwykły Prus, taki jak ty, ma prawo rozkazywać zakonnym rycerzom? Skąd
    znasz niemiecką mowę?

    Kriwe: - Waszego języka nauczył mnie człowiek, którego wy nazywacie Henryk
    Monte. To mój ukochany uczeń - ja wprowadzałem go w tajniki naszej religii, gdy
    powrócił w ojczyste strony. Wódz armii musi przecież, wedle naszych zwyczajów,
    składać ofiary bogom, prosząc o pomyślny wynik bitwy. On, z wdzięczności,
    nauczył mnie niemieckiej mowy, nauczył mnie nawet czytać i pisać. Dla mnie,
    starego człowieka, nie było to łatwe. Chciałem jednak poznać waszą wiarę,
    przeczytać wasze pisma. Dowiedzieć się, skąd w was tyle nienawiści, tyle pychy
    i zamiłowania do wojny. Na jakiej podstawie rościcie sobie prawo do odbierania
    nam ziemi ojców?
  • tralala33 24.05.06, 21:02
    I jeszcze żałosna pieśń Prusów:

    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/92.html
    Chór Prusów
    (śpiewają na smutną, nostalgiczną nutę serbskiej pieśni "Tamo, daleko...")

    Jesteśmy sami
    Tak sami, jak kamień na dnie
    Po wojnie tej z Krzyżakami
    Nikt z nas nie pozostanie
    Po wojnie tej z Krzyżakami
    Nikt z nas nie pozostanie...

    Prus I
    (na ludową nutę)
    Ciężka dola Prusa
    Pogańskiego syna
    Wyrok już nań zapadł
    Choć nieznana wina

    Prus II
    Ciężka dola Prusa
    Każdy jest mu wrogiem
    A teraz krzyżacka
    Śmierć stoi za progiem!

    Prus III
    Stoi, głową trzęsie:
    - Czas na was, wojowie!
    Czas na wieczną drzemkę
    W cienistej dąbrowie!

    Prus IV
    Nasze święte gaje
    Na podpałkę pójdą
    To, w cośmy wierzyli
    Zwane będzie bujdą

    Prus V
    Nawet grobom naszym
    Nikt się nie pokłoni
    Wiatr tylko zawyje,
    Łzę chmurka uroni

  • rita100 24.05.06, 21:13
    Chór Prusów (na smutną, nostalgiczną nutę)
    Jesteśmy sami,
    Tak sami, jak kamień na dnie
    Po wojnie tej z Krzyżakami
    Nikt z nas nie pozostanie
    Po wojnie tej z Krzyżakami
    Będziecie wy! (milkną na moment, pokazując palcami w stronę widowni)
    Nas już nie...
    Chór Prusów rozbiega się, jęcząc przeraźliwie. Melodię "Tamo, daleko..."
    słychać jeszcze przez pewien czas.

    Tralala, bardzo, bardzo ciekawe to jest i piekne, dotykamy już emocji.
    Fantastyczna stronka.
  • rita100 26.05.06, 22:47
    DRAMAT
    Lech BRYWCZYŃSKI: Zemsta Perkuna

    von Balk: - (nieobecnym tonem) A jakże, słucham. (z przejęciem) Bracie, miałem
    sen. Muszę ci go opowiedzieć...


    Brat Zygfryd: - Co tam sen, czcigodny mistrzu. Wybacz , ale muszę ci najpierw
    przekazać trzecią, najsmutniejszą wiadomość. Brat Teobald okazał się nikczemnym
    zdrajcą: po spotkaniu z Henrykiem Monte stał się przyjacielem i wspólnikiem
    pruskiego herszta! Teobald przyjął nawet pruskie imię: Autumme! (wstaje, chodzi
    po izbie nerwowym krokiem) To niepojęte: nasz brat, rycerz Bożej sprawy splamił
    się apostazją! Przystał do Prusów i stał się poganinem. Te słowa ranią moje
    usta, przechodząc przez nie! Co na to powie Europa! Trzeba będzie przygotować
    oficjalne wyjaśnienie, napisać, że Teobalda omamiły pruskie demony, że stracił
    rozum...


    von Balk: - (wygląda, jakby się ocknął z głębokiego snu. wstaje) Co powiadasz?
    Brat Teobald został poganinem? Poszedł więc do Prusów, jak mu poleciłem, a owi
    poganie nic złego mu nie zrobili. Wiem, że oni są gościnni, zabijają tylko
    wrogów... (przechadza się po izbie, po czym staje naprzeciw Brata Zygfryda) To
    się wiąże z moim snem. Bo musisz wiedzieć, bracie, że tej nocy śnił mi się
    świat, który będzie istniał po roku dwutysięcznym. Słyszysz dobrze: minie rok
    2000 i koniec świata nie nastąpi! Świat przyszłości, który widziałem, był
    dziwny i niepojęty, ale piękny. Widziałem miasto Elbląg, w którym nie było ani
    nas, braci zakonnych, ani Prusów. Czy możesz to sobie wyobrazić?

    cdnj
  • rita100 27.05.06, 21:48
    Zemsta Perkuna - Tragifarsa ahistoryczna

    motto:
    Była wśród tego zbłąkanego pogaństwa miejscowość wielkiego znaczenia. Miasto to
    zwało się Romowe i wzięło nazwę od Rzymu, ponieważ tam mieszkał najważniejszy
    kapłan pruski; nazywał się on Kriwe.
    Piotr Dusburg, kronikarz krzyżacki
    OSOBY:
    Hermann von Balk - mistrz krajowy Zakonu Krzyżackiego, Brat Zygfryd, Brat
    Godfryd, Brat Horst, Brat Teobald, Wartownik, Chór Knechtów: Knecht I, Knecht
    II, Knecht III, Knecht IV, Pozostali bracia i knechci, Kriwe - kapłan pogański,
    Chór Prusów: Prus I, Prus II, Prus III, Prus IV, Prus V.


    SCENA PIERWSZA
    Leśna polana. Pośrodku stoi von Balk, trzymając w wyciągniętej dłoni miecz.
    Wokół niego, po obu stronach, zgromadziło się liczne grono rycerzy zakonnych i
    knechtów, wszyscy w zakonnych białych płaszczach z czarnym krzyżem. Większość w
    zbrojach i z bronią. Tuż obok mistrza stoją: Brat Zygfryd, Brat Godfryd, Brat
    Horst i Brat Teobald.


    von Balk: - Et in Arcadia ego. Oto ja, Hermann von Balk, mistrz krajowy naszego
    zakonu, znalazłem się w krainie pogańskich Prusów, mlekiem i miodem płynącej.
    Naiwni Polacy zaprosili nas tutaj, bo sami nie byli w stanie pokonać pogan. My
    tego dokonamy i wytępimy Prusów do szczętu. Przy okazji zostaniemy tu na dłużej
    i założymy własne państwo.


    Chór Knechtów: - Hura! Hura! Hura!


    von Balk: - (uciszając obecnych ruchem dłoni) Co w trakcie ostatnich kilkunastu
    lat zdobyliśmy, już jest nasze, a co dopiero zdobędziemy, będzie nasze w
    przyszłości! Sam wielki mistrz naszego zakonu - baczność! (wszyscy stają na
    baczność) - von Salza! - spocznij! (wszyscy wykonują komendę "spocznij") -
    wtajemniczył mnie w wielkie plany polityczne, których jest autorem. Podbijemy
    ziemię Prusów, niosąc tu prawdziwą wiarę i tępiąc zabobony!


    Chór knechtów: - Zawsze z Balkiem! Zawsze z Balkiem! Zawsze z Balkiem!

    von Balk: - Oby miasto Elbląg, które tu dzisiaj zakładamy, stało się filarem
    naszego panowania na Warmii! Ten gród będzie niczym młyński kamień, rzucony na
    pierś ziemi pruskiej. Oby rok tysiąc dwieście trzydziesty siódmy był z tego
    powodu wspominany przez wieki! Niech krzyżackie panowanie tkwi w tej ziemi tak
    mocno, jak ten miecz! (bierze potężny zamach i oburącz ciska miecz przed sobą
    na ziemię, ostrzem ku dołowi. ostrze miecza trafia w ziemię, ale nie wbija się
    w podłoże, tylko odskakuje od niego. miecz upada z brzękiem na ziemię)
  • rita100 27.05.06, 21:49
    Chór Knechtów: - Oooooooch! (wydają z siebie donośny jęk)

    von Balk: - (zbity z tropu. podnosi miecz, spogląda na miejsce, w którym upadł)
    To czysty przypadek, to nic nie znaczy. Po prostu ostrze trafiło na kamień,
    umieszczony tu przez pruskie demony. Jest oczywiste, że Bóg jest z nami, a nie
    z Prusami, którzy w Niego nie wierzą i ubliżają Mu! Precz z pogaństwem i
    bałwochwalstwem! Do gruntu zniszczymy bezbożne praktyki! Następne pokolenia
    zakonnych braci będą tu mogły stworzyć świat wiary i chrześcijańskiej
    pobożności.

    Brat Horst: - (półgłosem, nachylając się w stronę Brata Godfryda) Co mistrz
    powiedział? Następne pokolenia? Myślałem, że nam, zakonnikom, nie wolno, takich
    rzeczy, no wiesz... (mruga znacząco)


    von Balk: - (patrzy karcącym wzrokiem na Brata Horsta, po czym kontynuuje
    przemowę) Elbląg to nasza przyszłość! To miasto powstało tylko dzięki nam i
    przez nas dzisiaj zostało założone. Umocnimy je i przekształcimy w warowny
    gród. To początek naszego przyszłego zwycięstwa.

    Chór knechtów: - (skandują, rytmicznie uderzając mieczaami o tarcze) Zwy-cię-
    stwo! Zwy-cię-stwo! Zwy-cię-stwo!

    von Balk: - Zadania, związane z podbojem Prus są tak ogromne, że będę
    potrzebował zastępcy i pomocnika. Jego zadaniem będzie obrona miasta przed
    wrogiem, budowa fortyfikacji, ratusza i kościoła pod wezwaniem Świętego
    Mikołaja. Moim zastępcą zostanie... (zawiesza głos. wszyscy wsłuchują się w
    napięciu w jego słowa) ...zostanie nim mój umiłowany uczeń, Brat Zygfryd,
    którego niniejszym mianuję komturem elbląskim!


    Wszyscy obecni przepychają się do Brata Zygfryda, żeby złożyć mu gratulacje.
    Trwa to dłuższą chwilę.

    von Balk: - (chowa miecz do pochwy) A teraz - do pracy! Zajmijcie się pracami
    fortyfikacyjnymi i budowlanymi. Zacznijcie od wycięcia drzew z tego gaju
    (pokazuje ręką w prawą stronę) i postawienia szopy, w której mógłbym założyć
    swoją kwaterę!


    Wszyscy rozbiegają się, przystępując do pracy.

  • tralala33 27.05.06, 22:44
    "Oby miasto Elbląg, które tu dzisiaj zakładamy, stało się filarem
    naszego panowania na Warmii!" - to teraz już chyba nikt nie ma wątpliwości skąd
    pochodzi autor tej sztuki, Lech Brywczyński. A tu historia psikusa spłatała, bo
    stolica Warmii jest łu noju smile
  • rita100 27.05.06, 22:59
    tralala33 napisała:

    > "Oby miasto Elbląg, które tu dzisiaj zakładamy, stało się filarem
    > naszego panowania na Warmii!" - to teraz już chyba nikt nie ma wątpliwości
    skąd
    >
    > pochodzi autor tej sztuki, Lech Brywczyński. A tu historia psikusa spłatała,
    bo
    >
    > stolica Warmii jest łu noju smile

    A kiedy Lech Brywczyński napisał ten dramat, że nie wiedział gdzie jest stolica
    Warmii ?
  • tralala33 27.05.06, 23:06
    Wiedział i to go bolało. Przeżywał wtedy okres buntu i naporu, gdy Elbląg
    tragicznym zrządzeniem losu znalazł się w tym województwie bagienno-szuwarkowym
    (sam tak napisał!),jak, nie przymierzając, Natangia w niewoli krzyżackiej wink
  • rita100 27.05.06, 23:09
    tralala33 napisała:

    > Wiedział i to go bolało. Przeżywał wtedy okres buntu i naporu, gdy Elbląg
    > tragicznym zrządzeniem losu znalazł się w tym województwie bagienno-
    szuwarkowym
    >
    > (sam tak napisał!),jak, nie przymierzając, Natangia w niewoli krzyżackiej wink

    Bo tak po prawdzie to Elbląg powinien do Gdańska należeć. Tak bylo od wieków
    chyba.
    To uciekam, pa
  • rita100 27.05.06, 22:54
    Ja już nazwałam swój malutki kopiec w ogrodzie Herkusa Monte smile
    Może by tak w ogródkach zrobić takie kopce ? hehe

    "Ziemi jest u nas pod dostatkiem
    ale i tą przyjmę na cześć wielkiego wodza Herkusa Monte" wink
  • rita100 30.05.06, 21:48

    SCENA DRUGA

    Wnętrze drewnianej szopy, urządzone w prostym, spartańskim stylu: drewniane
    ławy i stoły, po lewej stronie łoże, przykryte niedźwiedzią skórą. Po prawej
    stronie znajdują się drzwi wejściowe. W widocznym miejscu, na ścianie,
    znajduje się herb Elbląga. W centralnej części izby, po przeciwnych stronach
    stołu siedzą na ławach: von Balk oraz Brat Zygfryd. Jedzą mięso, trzymając je
    w palcach i co jakiś czas popijając wino z metalowych pucharów. Jedzą z
    apetytem, nie bacząc na to, że tłuszcz ubrudził im całe
    dłonie.

    von Balk: - Jak ci się podoba herb naszego miasta, komturze? (spogląda na herb)

    Brat Zygfryd: - (krojąc mięso wielkim nożem) Jest piękny. Krzyże, które są na
    nim umieszczone, przez wieki całe stanowić będą znamię potęgi naszego zakonu.

    von Balk: - Oby tak właśnie się stało. (podnosi do ust połeć mięsa i odgryza
    spory kęs) Jak przebiegają prace budowlane?

    Brat Zygfryd: - Widać już fundamenty ratusza, gotowe są też plany kościoła.
    Zbudowaliśmy bramy wjazdowe do miasta i postawiliśmy przy nich straże.
    Przydzieliliśmy parcele mieszczanom z Lubeki, którzy chcą zamieszkać w Elblągu.
    Niepokoi mnie za to stan fortyfikacji: niewiele zdołaliśmy dotąd zrobić, nasze
    wały są zbyt niskie i słabo umocnione. W razi e niespodziewanego ataku Prusów
    nie będę mógł zagwarantować miastu bezpieczeństwa.

    von Balk: - Ejże! Jest aż tak źle? Przecież Prusowie są słabo zorganizowani i
    nie będą w stanie wystawić licznej armii...

    Brat Zygfryd: - Wiem, u nich o wszystkim decyduje wiec pospólstwa, więc zawsze
    jedni są za, a drudzy przeciw. Stąd to bezgłowie. Ale ostatnio wiele się
    zmieniło. Wszystko za sprawą Henryka Monte.

    von Balk: - Któż to taki? To przecież nie jest pruskie nazwisko...

    Brat Zygfryd: - To Prus z Natangii, syn miejscowego szlachcica, kilkanaście lat
    temu wywieziony jako dziecko do Niemiec. Tam poznał nasz język i przyjął
    chrzest. Ale teraz wrócił tutaj i znów stał się poganinem. Przyjął nawet
    pruskie imię, ale nie wiem jak ono brzmi. Mam dowody na to, że przygo towuje
    wielkie powstanie. Chce zjednoczyć Prusów i ogłosić się ich księciem. Jest
    bardzo niebezpieczny, bo zna nasze obyczaje i sposoby walki.

    von Balk: - To rzeczywiście niepokojące. Czy w jego planach jest zdobycie
    Elbląga?

    Brat Zygfryd: - W to nie wątpię, on chce przejąć po kolei wszystkie nasze
    twierdze. Prusowie gromadzą się w lasach Lanzanii, szykując armię do ataku na
    Elbląg. Wczoraj udało nam się złapać trzech szpiegów, których Monte przysłał
    do miasta. Udawali wędrownych handlarzy. Zdradziła ich nieznajomość
    niemieckiego. Kazałem powiesić całą trójkę przy Bramie Targowej, ale nie
    ręczę, że Monte nie przysłał tu więcej szpiegów albo skrytobójców... (urywa,
    wskazując ręką na zakapturzoną postać, która niespodziewanie pojawiła się za
    jego plecami, w drzwiach. przybysz ma na sobie wąskie, długie spodnie, o
    nogawkach wpuszczonych w buty oraz wełnianą koszulę, długą aż do kolan) Kim
    jesteś? Kto cię tu wpuścił?
    cdn
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/82.html
  • rita100 03.06.06, 22:23
    Kriwe: - (uspokajającym tonem, zdejmując kaptur) Jestem bez broni. Przyszedłem
    was prosić o to, żebyście opuścili naszą ziemię. Wracajcie do krain, w których
    się urodziliście, nie zakładajcie tu swoich miast! Dlaczego wycięliście
    tutejszy święty gaj, poświęcony naszym bogom? To zbrodnia, która nie może ujść
    bez kary!


    Von Balk i Brat Zygfryd spoglądają na siebie w osłupieniu. Przerywają posiłek,
    wstają i wycierają dłonie o swoje szaty.


    von Balk: - Z czegoś musimy przecież budować nowe gmachy, starcze. A z czego,
    jeśli nie z drewna? Zresztą, nie muszę ci się wcale tłumaczyć. Czy wydaje ci
    się, że zwykły Prus, taki jak ty, ma prawo rozkazywać zakonnym rycerzom? Skąd
    znasz niemiecką mowę?


    Kriwe: - Waszego języka nauczył mnie człowiek, którego wy nazywacie Henryk
    Monte. To mój ukochany uczeń - ja wprowadzałem go w tajniki naszej religii, gdy
    powrócił w ojczyste strony. Wódz armii musi przecież, wedle naszych zwyczajów,
    składać ofiary bogom, prosząc o pomyślny wynik bitwy. On, z wdzięczności,
    nauczył mnie niemieckiej mowy, nauczył mnie nawet czytać i pisać. Dla mnie,
    starego człowieka, nie było to łatwe. Chciałem jednak poznać waszą wiarę,
    przeczytać wasze pisma. Dowiedzieć się, skąd w was tyle nienawiści, tyle pychy
    i zamiłowania do wojny. Na jakiej podstawie rościcie sobie prawo do odbierania
    nam ziemi ojców?


    Obaj zakonni rycerze zbliżają się nieufnie do starca.


    von Balk: - Do rzeczy, starcze, do rzeczy! Kim właściwie jesteś? Jakie nosisz
    imię?


    Kriwe: - Nazywam się Kriwe, jestem głównym kapłanem Perkuna i innych pruskich
    bogów na całej Warmii i Pogezanii. Jestem najsłynniejszym wróżbitą, jakiego
    wydała ziemia Prusów. Mam siedzibę w osadzie Romowe. Musiałeś o mnie słyszeć.


    von Balk: - Nieszczęsny człowieku, jesteś więc pogańskim kapłanem! To dla
    takich jak ty przybyliśmy tutaj!


    Kriwe: - Jeśli przybyliście tu dla mnie, to niepotrzebnie. Ja was nie
    potrzebuję, wystarczy mi się wiara moich ojców.


    von Balk: - Porzuć swoje zbrodnicze wierzenia, przyjmij naszą wiarę, bo inaczej
    twoja dusza zostanie po śmierci potępiona! Zgorzeje w ogniu piekielnym!


    Kriwe: - Nie wiem, o czym mówisz. Jeśli moi bogowie istnieją, to na pewno
    zatroszczyli się o to, co stanie się po śmierci z duszami ludzi szlachetnych. A
    takim, mniej lub bardziej udolnie, staram się być.


    Brat Zygfryd: - A jeśli owe demony nie istnieją?
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/83.html
  • rita100 04.06.06, 22:11
    Kriwe: - W takim przypadku życie jest niewiele warte, a po śmierci nic mnie nie
    czeka. Czego się mam zatem bać, jeśli po śmierci albo będę szczęśliwy, albo nie
    będę mógł być nieszczęśliwy?


    von Balk: - Co ty tu opowiadasz, nieszczęsny człowieku? Przecież istnieje tylko
    jeden Bóg, właśnie ten, którego wam przynosimy!


    Kriwe: - Tylko jeden? Skąd wiesz? Kiedy miałeś okazję policzyć bogów?


    von Balk: - (jest zakłopotany. przez chwilę milczy, spoglądając na Brata
    Zygfryda. odchrząkuje) A co powiesz nam na temat swoich wróżb? Przecież
    powinieneś wiedzieć, że wróżby to fikcja, że nie da się odczytać przyszłości z
    lotu ptaków czy z wnętrzności zwierząt ofiarnych...


    Kriwe: - Dziwne rzeczy gadacie, panie. Wierzycie w istnienie waszego jedynego
    Boga?


    von Balk: - Oczywiście!


    Kwire: - Wierzycie, że wasz wszechmocny Bóg jest w stanie wpływać na wasze losy
    i - jeśli tylko zechce - dawać wam znaki, dotyczące przyszłości?


    von Balk: - Tak! To oczywiste.


    Kriwe: - W takim razie zupełnie nie rozumiem, na jakiej zasadzie odrzucacie
    sztukę wróżbiarską. (rozkłada szeroko ręce) Zreszt ą, skoro wasz Bóg jest, jak
    powiadacie, wszechmocny, a ja istnieję, to znaczy, że On akceptuje moje
    istnienie. Inaczej by mnie nie było.


    Brat Zygfryd i von Balk spoglądają na siebie, skonsternowani. Zapada
    długotrwała cisza.


    Brat Zygfryd: - Co my tu będziemy tracić czas na jałowe dyskusje. Fakty są
    takie: nie macie żadnych szans na wygranie wojny z zakonem, bo za nami stoi
    cała, chrześcijańska Europa. Chyba temu nie będziesz miał odwagi zaprzeczyć?


    Kriwe: - (z rezygnacją w głosie) Temu jednemu zaprzeczyć nie mogę. Jestem już
    stary, a roztropność to roślina, późno wydająca owoce. Choć jest wśród nas
    wielu młodych ludzi, mających nadzieję na zwycięstwo. Zalicza się do nich
    Henryk Monte. Ja złudzeń nie mam. Człowiek mądry powinien się godzić z
    koniecznością. Ale czy to, że wygracie, odbiera słuszność naszej walce? Czy
    dzięki temu przybywa wam praw do palenia naszych osad, mordowania kobiet i
    dzieci?


    von Balk: - Starcze, oszczędź swoim ludziom dalszych cierpień! Niech się
    zdadzą na naszą łaskę i przyjmą chrzest. Przekonaj ich, by stali się
    poddanymi zakonu!
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/84.html
  • rita100 27.06.06, 20:42
    28 lutego 1917 roku odbyła sie w Olsztynie premiera widowiska Maxa
    Worgitzkiego "Herkus Monte" osnuta na tle powstań Prusów przeciwko Krzyżakom.
    Przedstawienie nie spotkalo się z większym zainteresowaniem publicznosci.
    ---
    a Max Worgitzki - osiadł w Olsztynie ok.1893, kiedy jego ojciec objął
    kierownictwo miejscowej mleczarni, a w 1914 Max przejął ją po ojcu.
  • rita100 28.06.06, 22:06
    Kriwe: - Nie potrafię przekonywać do tego, za czym nie stoi słuszność. I tak
    bym nie odmienił ich przekonań, oni wolą zginąć, niż pod przymusem przyjmować
    obce obyczaje. Przyszłości nie da się odwrócić: moje wróżby mówią jasno, że
    bogowie przeznaczyli naszemu ludowi zagładę. Ale i wy strzeżcie się zemsty
    pruskich bogów, zwłaszcza Perkuna, który jest patronem naszej walki.


    von Balk: - A czegóż my mielibyśmy się bać? Przecież wasi rzekomi bogowie są
    słabi, skoro nie są w stanie pomóc nawet wam, ich wyznawcom!


    Kriwe: - Za każde zwycięstwo trzeba prędzej czy później zapłacić. Dziś lub w
    przyszłości. Skąd wiesz, jak długo potrwają na tych ziemiach wasze rządy? Skąd
    wiesz, czy w przyszłości nie jest wam pisana straszliwa klęska w walce z innym
    przeciwnikiem? Pomyśl też, rycerzu, o grodzie, który tu założyłeś.


    von Balk: - O moim Elblągu?


    Kriwe: - Właśnie. Przy miejskiej bramie widziałem ciała powieszonych Prusów.
    Może karą za krew tych ludzi będzie dotknięte właśnie to miasto? Może przez
    długie wieki będą je prześladować siejące spustoszenia wojny i pożary, może
    stanie się ono zdobyczą licznych najeźdźców? Może za wasze (wyciąga rękę w
    kierunku obu Krzyżaków) zbrodnie płacić będą przez stulecia przyszli mieszkańcy
    tego miasta, żyjąc w biedzie i zapomnieniu? Może się nawet zdarzyć, że...


    von Balk: - (z niecierpliwością przerywa starcowi, odwracając się do niego
    tyłem. w tejże chwili Kriwe wychodzi z szopy, nie zauważony przez obu rycerzy)
    Co za wymysły! Pomyśl tylko (zwraca się do Brata Zygfryda) - zakonni rycerze,
    cieszący się łaską jedynego, wszechmocnego Boga, mieliby się lękać demonów! Czy
    naprawdę wierzysz w to, starcze? (odwraca się do pruskiego kapłana. ze
    zdumieniem stwierdza, że nigdzie go nie ma. rozgląda się po izbie) Co to ma
    znaczyć? Gdzie on się podział?


    Brat Zygfryd: - Nie mógł daleko uciec. Poszukam go. (wybiega z szopy)


    Von Balk raz jeszcze rozgląda się po izbie, po czym siada na ławie. Po chwili
    do szopy powraca Brat Zygfryd.


    Brat Zygfryd: - Dziwna historia - obaj wiemy, że stary tu był, a tymczasem
    wartownik, stojący za drzwiami, nikogo nie widział i nic nie słyszał.


    von Balk: - Może to i lepiej? Ta sprawa robi się bardzo podejrzana. Na Boga,
    przecież złożył nam wizytę pogański kapłan, przywódca ciemnych, piekielnych
    sił, a my pozwoliliśmy mu uciec. Cóż za kompromitacja! Gdyby ta wieść
    rozniosła się po europejskich dworach, moglibyśmy za to słono
    zapłacić...
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/85.html
  • rita100 13.07.06, 20:29
    Brat Zygfryd: - (wzdryga się) Lepiej nawet nie myśleć, co by się stało.
    Podejrzewano by nas o konszachty z poganami. Poczekajmy kilka dni. Dam swoim
    knechtom rozkaz, żeby pilnie nadstawiali ucha. Może któryś z naszych rycerzy
    widział jednak tego starego, a wówczas trzeba będzie coś z tym zrobić.


    von Balk: - Niech tak się stanie. (składa dłonie do modlitwy) Boże, bądź
    miłościw mnie grzesznemu!
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/86.html
  • rita100 15.07.06, 20:27
    Bądźmy strażnikiem też legendy o Herkusie Monte - największym pogańskim
    wojowniku, który wychował się u Krzyżaków, nauczył się walki i wrócił do swoich
    by walczyć przeciw Krzyżakom. To był pierwszy największy wojownik z Zakonem
    Krzyżackim. Nie doczekał się biedak ani swojego pomnika, ani chwały, żyje tylko
    w legendzie. Był poganinem , może z tego powodu - ale czy nie zasługuje na
    pamięć o doli i niedoli tej jego ziemi ?

    "Płomień rozgrzeje malowane dzieje
    Skarby mieczem spustoszą złodzieje
    Pieśń ujdzie cało"

    Adam Mickiewicz 'Konrad Wallenrod'

    A dziś 15 lipiec 2006rok
  • rita100 16.07.06, 19:38
    SCENA TRZECIA

    Von Balk siedzi na ławie, badawczo wpatrując się w leżące przed nim na stole
    mapy i zwoje. Co jakiś czas rozwija któryś ze zwojów i czyta. Lekturę przerywa
    mu pojawienie się w izbie Brata Zygfryda.


    Brat Zygfryd: - Mistrzu, przynoszę bardzo niepokojące wieści!


    von Balk: - Siadaj i opowiadaj. (przyjaznym gestem zaprasza go do wspólnego
    oglądania map) Nasza sytuacja jest trudna, nie damy sobie rady bez wsparcia.
    Papież powinien ogłosić krucjatę przeciwko Prusom i wezwać nam na pomoc rycerzy
    z cesarstwa, Francji, Italii i Anglii.


    Brat Zygfryd: - Może się zdarzyć, że zginiemy, zanim pomoc tu przybędzie.
    Henryk Monte wygrywa jedną bitwę, po drugiej. Ostatnio wyciął w pień cały nasz
    oddział opodal osady o nazwie Witke. Mówiąc o niepokojących wieściach, miałem
    jednak na myśli co innego. Doniesiono mi, że trzej bracia zakonni widzieli
    owego pruskiego kapłana, jak wychodził z tego budynku. (pokazuje na podłogę)


    von Balk: - Którzy to bracia?


    Brat Zygfryd: - Godfryd, Horst i Teobald. Rozmawiali o tym między sobą,
    oskarżając nas obu o knowania z wrogiem i zdradę religii chrześcijańskiej.
    Zamierzają wysłać do Rzymu list, opisujący to wydarzenie. (z przejęciem) Chcą o
    tym pisać do samego papieża!


    von Balk: - Absurd! Przecież Ojciec Święty w to nie uwierzy!


    Brat Zygfryd: - Takie plotki rozchodzą się szybciej, niż morskie fale. Zapewne
    nie uwierzy w to papież, nie uwierzą ci, którzy nas obu dobrze znają, ale
    inni? Kardynałowie, królowie, książęta... Oni mogliby nam bardzo zaszkodzić.
    Znalazłem jednak wyjście z tej sytuacji. (nachyla się do ucha von Balka i
    przez dłuższą chwilę coś mu szeptem
    wyjaśnia)
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/86.html
  • rita100 21.07.06, 22:41
    von Balk: - (zastanawia się) Sądzisz, że to jest dobre rozwiązanie? Może i masz
    rację: my będziemy bezpieczni, bo się ich pozbędziemy, a i sam zakon też
    skorzysta. Niech tak się stanie. Siądźmy. (siadają obok siebie na ławie, twarzą
    do wejścia) Wartownik, do mnie!


    Do izby wpada wartownik w zbroi, z halabardą w dłoniach.


    Wartownik: - Czekam na twe rozkazy, mistrzu!


    von Balk: - Wezwij tu Brata Horsta, Brata Godfryda i Brata Teobalda. Niech
    wchodzą do mnie kolejno.


    Wartownik: - Wedle rozkazu! (wybiega z izby)


    Brat Zygfryd mówi coś szeptem na ucho von Balkowi, który co jakiś czas
    potakuje. Po chwili w drzwiach pojawia się Brat Horst.


    Brat Horst: - (uśmiechając się głupkowato) Czekam na twoje rozkazy, czcigodny
    mistrzu.


    von Balk: - Mam dla ciebie, bracie, odpowiedzialne zadanie. Odpowiedzialne i
    zaszczytne.


    Brat Horst: - Zawsze jestem gotów do walki o prawdziwą wiarę, gotów też do
    śmierci, jeśli dobro zakonu będzie tego wymagało. Co mam uczynić?


    von Balk: - Weź tylu ludzi, ilu ci trzeba i ruszaj na północ, żeby zdobyć
    Bałgę. To potężny gród, który Prusowie zbudowali nad Bałtykiem. Blokuje on
    dostęp do Warmii od strony morza.


    Brat Horst: - Jestem zaszczycony tym, że powierzasz mi dowództwo w tak ważnej
    wyprawie. Nigdy dotąd nie miałem okazji, żeby samodzielnie dowodzić. Kiedy mam
    wyruszyć?


    von Balk: - Jak najszybciej. Komtur da ci mapę tych terenów.


    Brat Zygfryd wstaje, podchodzi do ławy i przegląda mapy. Wybiera jedną z nich i
    podaje ją Bratu Horstowi.


    von Balk: - Chciałbym ci jeszcze powiedzieć, Bracie Horście, że po zdobyciu
    Bałgi zostaniesz mianowany komturem tego grodu.


    Brat Horst: - (uradowany) Dzięki ci, mistrzu! Nie zawiodę twego zaufania!
    (wybiega z
    izby)
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/87.html
  • rita100 25.07.06, 21:41
    von Balk: - (sam do siebie) Nieszczęsny Brat Horst! Przecież nie ma żadnych
    szans na zdobycie Bałgi. Celem jego wyprawy jest tylko odciągnięcie części
    wojsk pruskich spod Elbląga.


    Brat Zygfryd: - (macha lekceważąco ręką) Brat Horst zawsze był półgłówkiem i
    niewielki był z niego pożytek. Atakując Bałgę, po raz pierwszy i ostatni w
    życiu przyda się Zakonowi.


    von Balk: - (wzdycha ciężko) Rozumiem, że takie są prawa wojny, ale jakoś mi
    ciężko.


    Do izby wchodzi Brat Godfryd.


    Brat Godfryd: - Mistrzu, stawiam się na wezwanie. Zanim wysłucham twego
    rozkazu, chciałbym jednak wyrazić moje zdumienie faktem, iż powierzyłeś Bratu
    Horstowi dowództwo wyprawy na Bałgę. To szaleństwo! On nie ma żadnych szans,
    musi zginąć! Jeśli trzeba, ja pójdę tam za niego...


    Brat Zygfryd: - (wciąż stoi obok stołu. bierze do ręki jedną z map) Bracie
    Godfrydzie, jak śmiesz zwracać się tak gwałtownymi słowy do mistrza! To nie
    jest godne zakonnego rycerza!


    Brat Godfryd: - Błagam o wybaczenie. Ale żal mi Brata Horsta, który cieszy się,
    jak dziecko, bo nie wie, że idzie na pewną śmierć.


    von Balk: - Nie obawiaj się, Bracie Godfrydzie, tobie powierzam nie mniej
    odpowiedzialne zadanie. (z naciskiem) Znacznie bardziej odpowiedz ialne. Musisz
    jak najszybciej odnaleźć pruską osadę Romowe, zniszczyć miejsce pogańskiego
    kultu i zabić najwyższego kapłana Prusów, Kriwego. Powinieneś wiedzieć, że
    Romowe to parodia nazwy Rzym, ów kapłan jest więc antypapieżem i antychrystem.
    Pomyśl tylko, jaką sławę pozyskasz, jeśli twoja wyprawa się powiedzie!


    Brat Godfryd: - (przejęty i zachwycony) Mistrzu, to najpiękniejszy rozkaz, jaki
    kiedykolwiek dostałem! Nie okryję hańbą mego rycerskiego imienia. Sprawię, że
    będzie ono głośne w całej Europie i sławione w pieśniach! (patrzy z
    wdzięcznością na von Balka) Mistrzu, przyznam, że niedawno zwątpiłem w twoją
    prawość, miałem nawet czelność podejrzewać cię o zmowę z wrogiem. To wszystko
    właśnie przez tego pruskiego kapłana, Kriwego. Podobno z nim rozmawiałeś i
    puściłeś go wolno. Ale ten twój rozkaz wyjaśnia wszystko i przekreśla moje
    podejrzenia. Czy wybaczysz mi, mistrzu i nauczycielu?


    von Balk: - Jesteś dzielnym rycerzem i wiernym sługą Zakonu. Nie mam powodu
    chować do ciebie urazy. Powiedz mi tylko, kto rozsiewał pogłoski o mojej
    zmowie z
    Prusami?

    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/88.html
  • rita100 30.07.06, 21:42
    to z ziemią przyjechałam , bo jest awaria stron linku
  • rita100 02.08.06, 20:31
    (...)
    i ty, ostatnie książe żywe,
    Herkasie Monte, zapalczywy,
    wysoko prestoł twój, bo w łunach -
    tyś, wierę, luby syn Peruna,
    bo odkąd Perun skąpił gromu,
    tobą, Herkasem kniaziem, ciskał
    błyskawicami po szełomach,
    wiatrołomami po zamczyskach
    tych, co przybyli tu mordować...

    Tadeusz Chrościelewski
    Łódź
  • rita100 20.08.06, 21:58
    Brat Godfryd: - (z wahaniem) Brat Teobald widział na własne oczy tego pruskiego
    kapłana, potajemnie wychodzącego z szopy...

    Brat Zygfryd: - I ty dałeś mu wiarę? Zwątpiłeś w prawość swego mistrza? Jak
    mogłeś!

    von Balk: - (pojednawczo) Dość tych napomnień, Bracie Zygfrydzie. (do Brata
    Godfryda) Weźmiesz z sobą tylko pięciu knechtów. To jest zadanie dla małej
    grupy ludzi, zdecydowanych na wszystko. Musicie potajemnie, może nawet w
    przebraniu przeniknąć na terytorium wroga i co jakiś czas brać jeńców, żeby od
    nich dowiedzieć się, jak dojechać do Romowe. O ile wiem, ta osada jest położona
    wśród bagien. Nie ma jej na żadnej mapie, (wskazuje na zwoje, leżące na stole)
    dlatego musisz sobie radzić sam.

    Brat Godfryd: - (rozpromieniony) Wyruszam nie zwlekając. Podczas wyprawy będę
    sobie powtarzał słowa "Pieśni o Rolandzie". (recytuje z pamięci) "Wielkie są
    wojska, hufce śmiałe, wszystkie chorągwie wdały się w bitwę. A poganie walą
    krzepko, nad podziw..." (wychodzi z izby)

    Brat Zygfryd: - (do von Balka) Teraz czeka nas najtrudniejsze zadanie. Brat
    Teobald jest przebiegły i trudno go będzie omamić.

    von Balk: - I on będzie jednak musiał wykonać moje rozkazy.

    Do izby wchodzi Brat Teobald.

    Brat Teobald: - Wiem, jakie rozkazy dostali bracia, którzy byli tu przede mną.
    Nie podejrzewam cię już o zdradę, mistrzu, skoro wydałeś wyrok śmierci na
    Kriwego, ale dziwię się, że tak szafujesz krwią zakonnych braci. Przecież obaj
    nie powrócą żywi do Elbląga.

    von Balk: - (wyniośle) Dałem im zadania, które są zgodne z interesami zakonu.
    Jak możemy myśleć o całkowitym podboju Prus, jeśli nie zdobędziemy głównej
    twierdzy tego kraju i nie zlikwidujemy najważniejszego ośrodka pogańskiego
    kultu. Jeśli im obu się nie powiedzie, to wyślemy ich śladem następne oddziały.
    Wkrótce mają tu przybyć świeże hufce rycerstwa z Saksonii, Flandrii i Burgundii.

    Brat Teobald: - (zgryźliwie) Zapewne ja stanę na ich czele?

    von Balk: - Masz bystry umysł, bracie, ale tym razem zawiódł cię on. Powierzam
    ci bowiem zadanie zupełnie innego rodzaju.

    Brat Teobald: - (zaskoczony) Innego rodzaju?

    von Balk: - Tak. Ludzie nieprzychylni zakonowi, w tej liczbie polscy książęta,
    a nawet niektórzy biskupi, rozsiewają plotki, jakoby nie zależało nam wcale
    na nawracaniu pogan. Ich zdaniem, chodzi nam wyłącznie o zdobycie terytorium,
    dlatego nie
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/89.html
  • rita100 31.08.06, 22:44
    dosypię ziemi na kopiec, bo znów się stronka nie obraca.
  • rita100 05.10.06, 20:47
    otworzyła sie:

    Knecht I (śpiewa na marszową nutę)
    Byliśmy, jesteśmy, będziemy!
    Gród każdy - zdobędziemy
    Weźmiemy Prusów pod nasz but...

    Knecht II
    I bardzo topsze. Jawol, ser gut!

    Knecht III
    Lud pruski nie da nam rady
    Kto wróg nasz - ten zejdzie na dziady
    Będzie tu (pokazują w stronę widowni) ordnung, że aż miło...

    Knecht II
    O jakim sze Prusom ne sznilo!

    Knecht IV
    Wiece wybijemy im z głowy
    Model rządów mamy gotowy
    Tu mistrz, tam komtur, dalej brat

    Knecht II
    To pikny i prosty szwiat!

    Chór Knechtów (maszerują, śpiewając na melodię "John Brown's body lies...")
    Oręż germański zawsze radość ludom niósł,
    Oręż germański zawsze radość ludom niósł,
    Oręż germański zawsze radość ludom niósł,
    A nasz zakon w siłę rósł!

    Glory, glory, alleluja,
    Glory, glory, alleluja,
    Glory, glory, alleluja,
    By nasz zakon w siłę rósł!

    Chór Knechtów odchodzi krokiem marszowym. Muzykę słychać jeszcze przez jakiś
    czas. Von Balk przewraca się na łożu, majaczy. Mówi przez sen, wsparty na
    łokciach.


    von Balk: - Boże, dokąd mnie zabierasz, gdzie mnie prowadzisz... Co za widoki
    stawiasz mi przed oczy? Jakie to dziwne miasto, dziwne stroje, ulice, domy ze
    szkła i kamienia... To wszystko piękne, ale i niepojęte... Te pojazdy
    przerażają... Czy tu nikt nie jeździ konno? Jakiż gwar tu panuje, jaki hałas,
    nawet nie słychać śpiewu ptaków... Jak nazywa się ten bajeczny gród? Co to za
    miasto... Zaraz, tam wisi jakiś herb... Ten herb! To przecież Elbląg! Nasze
    miasto, zakonne miasto! Ale gdzie podziali się bracia, rycerze, knechci? To
    jakiś inny świat, inne czasy... Boże mój, który tutaj jest rok,
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/91.html
  • rita100 05.10.06, 20:49
    który rok? Co??? Więc tak będzie w przyszłości? (krzyczy przez sen) Bracia-
    rycerze, minął rok dwutysięczny, a koniec świata nie nastąpił!!! (milknie,
    opadając bezwładnie na łoże. zapada w głęboki, spokojny sen)


    Do izby wbiega zaniepokojony Wartownik.


    Wartownik: - (półgłosem) Mistrzu, czy mnie wzywałeś? Co tu się działo?
    (rozgląda się z niepokojem po izbie, podchodzi do łoża, przygląda się von
    Balkowi) Wszystko dobrze, śpi. Pewnie mówił przez sen. Ostatnio dręczą go
    jakieś koszmary. Tfu! Na psa urok! To pewnie przez te pruskie demony. (wychodzi)


    Chór Prusów
    (śpiewają na smutną, nostalgiczną nutę serbskiej pieśni "Tamo, daleko...")

    Jesteśmy sami
    Tak sami, jak kamień na dnie
    Po wojnie tej z Krzyżakami
    Nikt z nas nie pozostanie
    Po wojnie tej z Krzyżakami
    Nikt z nas nie pozostanie...

    Prus I
    (na ludową nutę)
    Ciężka dola Prusa
    Pogańskiego syna
    Wyrok już nań zapadł
    Choć nieznana wina

    Prus II
    Ciężka dola Prusa
    Każdy jest mu wrogiem
    A teraz krzyżacka
    Śmierć stoi za progiem!

    Prus III
    Stoi, głową trzęsie:
    - Czas na was, wojowie!
    Czas na wieczną drzemkę
    W cienistej dąbrowie!

    Prus IV
    Nasze święte gaje
    Na podpałkę pójdą
    To, w cośmy wierzyli
    Zwane będzie bujdą
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/92.html
  • rita100 05.10.06, 20:50
    Prus V
    Nawet grobom naszym
    Nikt się nie pokłoni
    Wiatr tylko zawyje,
    Łzę chmurka uroni

    Chór Prusów (na smutną, nostalgiczną nutę)
    Jesteśmy sami,
    Tak sami, jak kamień na dnie
    Po wojnie tej z Krzyżakami
    Nikt z nas nie pozostanie
    Po wojnie tej z Krzyżakami
    Będziecie wy! (milkną na moment, pokazując palcami w stronę widowni)
    Nas już nie...
    Chór Prusów rozbiega się, jęcząc przeraźliwie. Melodię "Tamo, daleko..."
    słychać jeszcze przez pewien czas.

  • rita100 05.10.06, 20:51
    SCENA PIĄTA

    Von Balk siedzi przy stole. Pociera dłonią czoło jakby się mocno nad czymś
    zastanawiał. Podnosi wzrok na widok wchodzącego Brata Zygfryda, ale jest
    zaabsorbowany swoimi myślami.

    von Balk: - Dobrze, że już jesteś. Powziąłem ważne decyzje. Bracie, miałem
    sen ...

    Brat Zygfryd: - (wchodzi dziarskim krokiem, zaaferowany, ale zadowolony, siada
    po przeciwnej stronie stołu) Mistrzu, przynoszę wieści. Wielkie wieści...
    Pamiętasz, jak trzy miesiące temu wysłaliśmy Brata Horsta na podbój Bałgi?
    Doniesiono mi, że Horst poległ, a wszyscy jego ludzie zginęli. Trzeba jednak
    powiedzieć, że spisał się dzielnie i zadał wrogowi znaczne straty. Jego
    bohaterstwo przynosi sławę zakonowi. Trzeba będzie zorganizować uroczystości
    żałobne, by uczcić jego pamięć... Słuchasz mnie, mistrzu?

    von Balk: - (nie zwracając uwagi na słowa Brata Zygfryda) Bracie, miałem
    sen...

    Brat Zygfryd: - Nie to jest jednak najważniejsze. Jeszcze lepiej spisał się
    Brat Godfryd, który znalazł drogę do Romowe, przedarł się tam niepostrzeżenie
    i porwał Kriwego! Po drodze Godfryd kazał zgładzić piekielnego kapłana:
    rozcięto Kriwemu brzuch i tak długo wleczono go wokół drzewa, aż wypłynęły mu
    wszystkie wnętrzności. Słyszysz mnie, mistrzu? To wielka chwila, nasze wielkie
    zwycięstwo: nie żyje Kriwe, filar pogańskiej religii! Trzeba będzie ze
    szczegółami opisać to wydarzenie i rozesłać ten opis na europejskie dwory! (ze
    smutkiem) Niestety, pruski pościg następnego dnia dopadł Brata Godfryda i jego
    towarzyszy. Wszyscy zostali powieszeni. Niektórzy mówią, że w owej chwili Brat
    Godfryd został żywcem uniesiony do nieba... Mistrzu, czy mnie
    słuchasz?
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/93.html
  • rita100 05.10.06, 20:58
    von Balk: - (nieobecnym tonem) A jakże, słucham. (z przejęciem) Bracie, miałem
    sen. Muszę ci go opowiedzieć...


    Brat Zygfryd: - Co tam sen, czcigodny mistrzu. Wybacz , ale muszę ci najpierw
    przekazać trzecią, najsmutniejszą wiadomość. Brat Teobald okazał się nikczemnym
    zdrajcą: po spotkaniu z Henrykiem Monte stał się przyjacielem i wspólnikiem
    pruskiego herszta! Teobald przyjął nawet pruskie imię: Autumme! (wstaje, chodzi
    po izbie nerwowym krokiem) To niepojęte: nasz brat, rycerz Bożej sprawy splamił
    się apostazją! Przystał do Prusów i stał się poganinem. Te słowa ranią moje
    usta, przechodząc przez nie! Co na to powie Europa! Trzeba będzie przygotować
    oficjalne wyjaśnienie, napisać, że Teobalda omamiły pruskie demony, że stracił
    rozum...


    von Balk: - (wygląda, jakby się ocknął z głębokiego snu. wstaje) Co powiadasz?
    Brat Teobald został poganinem? Poszedł więc do Prusów, jak mu poleciłem, a owi
    poganie nic złego mu nie zrobili. Wiem, że oni są gościnni, zabijają tylko
    wrogów... (przechadza się po izbie, po czym staje naprzeciw Brata Zygfryda) To
    się wiąże z moim snem. Bo musisz wiedzieć, bracie, że tej nocy śnił mi się
    świat, który będzie istniał po roku dwutysięcznym. Słyszysz dobrze: minie rok
    2000 i koniec świata nie nastąpi! Świat przyszłości, który widziałem, był
    dziwny i niepojęty, ale piękny. Widziałem miasto Elbląg, w którym nie było ani
    nas, braci zakonnych, ani Prusów. Czy możesz to sobie wyobrazić?


    Brat Zygfryd: - Nie, nie mogę i nie chcę sobie tego wyobrażać. Chrześcijaninowi
    nie wolno wierzyć w sny, nie wolno mu wnikać w Boże plany, dotyczące
    przyszłości. Takie próby to pycha, która grozi zagładą!


    von Balk: - Po co mielibyśmy zabijać Prusów, po co z nimi wojować? Skoro
    przyszłość i tak nas pogodzi, to dlaczego nie miałaby nas pogodzić już
    teraźniejszość? (z przejęciem) Bracie, czy pamiętasz, jak trzy niedziele temu
    poprowadziłem zbrojną wyprawę w głąb Warmii? Chciałem zbadać teren pod przyszłą
    kolonizację, a przy okazji zniszczyć miejsca kultu pogańskiego. Jedno z takich
    miejsc odkryłem w pobliżu osady Ukapirmas. Była noc, dlatego święty ogień
    Prusów był widoczny z daleka. (chodzi po izbie, gestykulując) Kazałem knechtom
    podejść ukradkiem do tej polany i przyczaić się w zaroślach. Gdy sam tam
    dotarłem, ujrzałem tłum Prusów: mężczyzn, kobiet i dzieci. Siedzieli wokół
    ogniska, śpiewali, lepili z ciasta małe placuszki. Rzucali te placuszki do
    siebie, tak aby przelatywały przez ogień. Po wielu takich przelotach plac uszek
    był upieczony: można go było zjeść i wprowadzić do obiegu następny.
    Równocześnie krążyło tak nad ogniskiem po kilkanaście placków. Śmiechom i
    zabawom nie było końca!


    Brat Zygfryd: - (z niechęcią) To barbarzyński lud. Wiesz, mistrzu, w jaki
    sposób spowiadają się oni z grzechów? Gromada Prusów otacza kapłana i każdy
    daje mu szturchańca, popycha, trąca. To wszystko dla żartu, ale kapłan
    wrzeszczy na całe gardło, prosząc swoich bogów o pomoc. Bogowie, chcąc ratować
    swego sługę, darują szturchającym wszyst kie przewinienia. Tak przynajmniej
    uważają naiwni Prusowie. O ileż godniejszy i szlachetniejszy jest nasz
    sakrament spowiedzi!
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/94.html
  • rita100 05.10.06, 21:02
    von Balk: - (nie zwracając uwagi na słowa komtura) Rzucając placki, Prusowie
    przez cały czas śpiewali, a niektórzy grali na trąbach. Boże miłosierny, jak
    oni śpiewali! To najpiękniejsza pieśń, jaką w życiu moim słyszałem. Słuchając
    jej, zapomniałem o tym, kim jestem, co robię i po co tam przybyłem.
    Oprzytomniałem dopiero wtedy, gdy któryś z braci trącił mnie w ramię.
    Wiedziałem, że trzeba wydać rozkaz do ataku, zanim Prusowie nas spostrzegą, ale
    przez dłuższą chwilę nie mogłem się na to zdobyć. Gdy w końcu ten rozkaz
    wydałem, wolałem nie brać udziału w walce: przyklęknąłem, zamykając oczy i
    zatykając palcami uszy. Dzięki temu nie widziałem krwi i nie słyszałem jęków.
    Czułem się jak zbrodniarz, jak Piłat, jak najnikczemniejszy z faryzeuszy. (do
    Brata Zygfryda) Bracie, czas z tym skończyć! Dziś rano powiedziałem sobie, że
    nigdy więcej nie wydam rozkazu do przelewu krwi! Zawrzemy pokój z Prusami,
    zaniechamy podboju ich kraju, przyzwalając na ich pogańskie praktyki.


    Brat Zygfryd: - (zgorszony i oburzony) Mistrzu, co ja słyszę? To zdrada i
    herezja! Opamiętaj się! Nie możemy zaniechać naszej walki, musimy przybliżyć
    Prusom światło wiary!


    von Balk: - Jest także drugie wyjście: ładujemy nasz dobytek na statki i
    wracamy, skąd przybyliśmy. Może najlepiej byłoby powrócić do Ziemi Świętej,
    żeby strzec pielgrzymów przed Saracenami...


    Brat Zygfryd: - Mistrzu, twoje słowa przynoszą szkodę zakonowi. Gdyby
    ktokolwiek cię usłyszał... (rozgląda się z niepokojem) Pomyśl tylko o
    przybyszach z Niemiec, którzy osiedlili się tutaj, w naszych nowych miastach. W
    samym Elblągu naliczysz ich setki. Zakon ma obowiązek ich obrony przed
    poganami! Oni nie mają gdzie wracać: sprzedali cały swój majątek, żeby tu
    rozpocząć nowe życie!


    von Balk: - Niech dogadają się z Prusami, to gościnny lud. Niech nawzajem
    poznają swoje obyczaje i religie. Może w przyszłych wiekach powstanie z nich
    jeden, wspólny naród? Brat Teobald postąpił słusznie: trzeba się pojednać z
    Prusami.


    Brat Zygfryd: - Mistrzu, twoje słowa stawiają cię nie tylko poza naszym
    zakonem, ale także poza kościołem chrześcijańskim. Jeśli nie zamilkniesz, będę
    zmuszony cię zabić. (podchodzi do stołu i bierze do ręki leżący tam nóż. staje
    obok von Balka)


    von Balk: - Byłbyś w stanie to zrobić i skazać swoją duszę na wieczne
    potępienie? Nie sądzę, przecież tyle mi zawdzięczasz! Nic mnie nie powstrzyma
    od dokonania tego dzieła, które, jak uważam, miłe jest Bogu! (krzyczy głośno)
    Wartownik! Do mnie! Natych...


    Brat Zygfryd zatyka mistrzowi usta lewą dłonią, a równocześnie wbija mu w serce
    nóż.


    von Balk: - (z jękiem) Bracie, cóżeś uczynił... (osuwa się na podłogę. Chwilę
    później
    nieruchomieje)
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/95.html
  • tralala33 05.10.06, 21:04
    Ciekawe, czy autorowi udał się kiedykolwiek wystawić tę sztukę na scenie, czy
    też jedynie przez internet możemy ją poznać?
  • rita100 05.10.06, 21:04
    Brat Zygfryd: - (pochyla się, klęka, wyjmuje nóż z rany, po czym umieszcza
    rękojeść noża w prawej dłoni zamordowanego. wstaje, ze smutkiem patrzy na von
    Balka) Wybacz mi, bracie i nauczycielu, ale nie mogłem inaczej postąpić. Dzięki
    temu uchroniłem twoje dobre imię i ocaliłem zakon przed nieuchronną klęską.
    Zwątpiłeś w sens naszej walki, nie byłbyś już w stanie poprowadzić nas do
    zwycięstwa...


    Do izby wchodzi wartownik, z halabardą w dłoni. Staje nad ciałem mistrza,
    patrząc na nie w osłupieniu.


    Wartownik: - Co się tu stało, komturze? Czy byłem wzywany? Nasz mistrz...


    Brat Zygfryd: - Nasz mistrz nie żyje. Popełnił samobójstwo, na wieść o
    niepowodzeniach i zdradach, jakie dotknęły ostatnio nasz zakon. (do Wartownika)
    Idź teraz i zwołaj braci. Niech wszyscy zobaczą, co się wydarzyło.


    Wartownik: - Już biegnę. (wybiega z izby, wołając przeraźliwie) Bracia, mistrz
    nie żyje! Mistrz nie żyje! Komtur was wzywa!

  • rita100 05.10.06, 21:06
    SCENA SZÓSTA

    Bracia zakonni oraz knechci powoli i z lękiem wchodzą do izby. Każdy przystaje
    nad ciałem von Balka, po czym odchodzi i staje na swoim miejscu, zależnie od
    rangi. Najstarsi z braci stają pośrodku, obok komtura. Wszyscy milczą, w izbie
    panuje pełna napięcia cisza.


    Brat Zygfryd: - Wiecie wszyscy, jakie niepowodzenia spotkały ostatnio nasz
    zakon, ile klęsk ponieśliśmy. Nasz mistrz, do końca wierny swemu zakonowi, nie
    mógł tego przeboleć. Czuł się osobiście odpowiedzialny za te niefortunne
    wydarzenia i dlatego wolał popełnić samobójstwo, wolał wbić sobie nóż w serce.
    Miejmy nadzieję, że miłosierny Bóg wybaczy mu ten sam obójczy postępek,
    niegodny chrześcijanina.


    Chór Knechtów: - Amen!


    Brat Zygfryd: - Najmocniej zabolała mistrza najnowsza wieść, której jeszcze nie
    znacie, wieść o haniebnej zdradzie Teobalda. Musicie bowiem wiedzieć, szacowni
    bracia oraz knechci, że stała się rzecz o pomstę do nieba wołająca. Oto
    Teobald - niegdyś nasz brat, przyjaciel i rycerz sprawy Bożej, złamał śluby
    zakonne i pohańbił swoje imię apostazją!


    Wszyscy obecni zamarli w bezruchu, wydając z siebie okrzyk przerażenia.


    Brat Zygfryd: - Słowa zamierają mi na ustach, ale muszę to wam powiedzieć:
    Brat Teobald, bo tak go kiedyś nazywaliśmy, przystał do Prusów, przyjął ich
    pogańską wiarę i przybrał sobie nawet pruskie imię. Nazywa się teraz
    Autumme!
    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/96.html
  • rita100 05.10.06, 21:08
    Obecni raz jeszcze wydali z siebie okrzyk grozy.


    Brat Zygfryd: - Jakby tego wszystkiego jeszcze nie było mało, ów padalec, ów
    nikczemnik śmiał skierować swój oręż przeciwko zakonowi, który przygarnął go do
    swego łona i dał szansę walki w obronie prawdziwej wiary! Ów Autumme, bo
    inaczej go odtąd nie będę nazywał, stał się najbliższym współpracownikiem
    herszta pruskiej bandy, Henryka Monte. Nie odstępuje go ani na krok i doradza w
    walce z zakonem!


    Wszyscy obecni po raz trzeci wydali z siebie okrzyk grozy.


    Brat Zygfryd: - Sami więc widzicie, bracia, że nasz mistrz, Hermann von Balk,
    miał powody do zgryzoty. Przyczyną jego samobójczej śmierci jest Autumme. To
    zdrada tego nędznika przeważyła szalę. Mężny duch von Balka nie mógł znieść
    postępku tak niegodnego, tak sprzecznego ze wszystkim, w co mistrz wierzył!
    Mistrzu, możesz być pewny, że będziemy kontynuować twoją walkę, nie bacząc na
    przeciwieństwa!


    Chór Knechtów: - (z determinacją) Komtur! Komtur! Komtur!


    Brat Zygfryd: - Wynieście stąd ciało mistrza, żeby przygotować je do pochówku!


    Kilku knechtów zawija ciało w biały, zakonny płaszcz i wynoszą z izby.


    Brat Zygfryd: - Teraz nadszedł czas na to, żeby... (przerywa, bo na zewnątrz
    słychać gwar, okrzyki przerażenia, tupot koni)


    Brat Zygfryd: - (zaniepokojony) Co tam się dzieje? Wartownik, do mnie!


    Wartownik: - (wbiegając krzyczy donośnie i z przerażeniem) Alarm! Wróg atakuje!
    Prusowie próbują wedrzeć się na wały. Prowadzi ich sam Henryk Monte!


    Brat Zygfryd: - (do wszystkich obecnych) Na wały, do umocnień! Wszyscy na
    stanowiska! Tylko w mieczu nadzieja! Odeprzemy atak wroga! Śmierć Henrykowi
    Monte i temu zdrajcy, Autumme! Do boju! Za mną! (wyciąga miecz z pochwy i
    wymachując nim nad głową, wybiega z szopy)


    Wszyscy obecni wybiegają za Bratem Zygfrydem, szykując się do walki. Izba
    pozostaje pusta. Słychać narastający zgiełk bitewny: bojowe okrzyki krzyżackich
    knechtów "Christ!", wojenne zawołania Prusów "Perkun!", uderzenia mieczy o
    tarcze. Z oddali coraz głośniejsze, jakby dochodzące z podziemi słowa Kriwego.


    Kriwe: - ...wystarczy mi wiara ojców..., ...nie potrafię przekonywać do tego,
    za czym nie stoi słuszność..., ...jestem już stary, a roztropność to roślina,
    późno wydająca owoce..., ...trzeba godzić się z tym, co
    nieuniknione.., ...przyszłości nie da się odwrócić..., ...wasz Bóg może wpływać
    na wasze losy i dawać wam znaki...


    KURTYNA

    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/97.html
  • tralala33 01.09.06, 21:20
    Kopczyk ziemni z Galindii i cała fura z Pruthenii
    www.pruthenia.strefa.pl/b8.html
  • rita100 01.09.06, 21:34
    To smutne , że chcą szkołę zamknąć - jedyna o imieniu wielkiego bohatera
    Herkusa Monte. Ale za czym zamkną powinni inną szkołe nazwać jego imieniem.
    Inaczej całkowicie zaginie pamięć. Ani biedak nie ma pomnika , ani kamienia,
    głazu, ani ulicy. Wstyd dla Olsztyna, wielki wstyd.
  • tralala33 01.09.06, 21:41
    Wygląda na to, że szkoła w Kamińsku nadal jest i nadal nosi imię Hekusa
    Montego - przynajmniej do tej pory istnieje w wykazie szkół kuratorium. Tyle,
    że zmienił się adres - kiedyś była na ul. XXX-lecia PRL a teraz po prostu XXX-
    lecia smile
  • rita100 01.09.06, 21:48
    tralala33 napisała:

    > Wygląda na to, że szkoła w Kamińsku nadal jest i nadal nosi imię Hekusa
    > Montego - przynajmniej do tej pory istnieje w wykazie szkół kuratorium. Tyle,
    > że zmienił się adres - kiedyś była na ul. XXX-lecia PRL a teraz po prostu XXX-
    > lecia smile

    No ale chodzi tu o niż demograficzny - tego się najbardziej boi dyrektor.
  • rita100 01.09.06, 21:47
    www.pruthenia.strefa.pl/b8.html
    Bardzo ciekawa lektura.
    Ciekawe jak to wszystko się skończy. Czy będzie pogrzeb Herkusa Monte - może
    przy tej okazji , każdy kto wie kto to był Herkus Monte dolozy swój kamyk i tak
    powstanie nowy kopiec, kopiec naszego pokolenia ku pamięci innym pokoleń.
    Jeszcze parę lat, a powiedza , że Herkus Monte to bajeczka i włażymy miedzy
    czerwonym kapturkiem a wilkiem.
    Dobrze, że choć my tu mamy swój kopiec i go pilnujemy.
    Może by jakies świeto Herkusa ustanowić na naszym Forum - tylko jaka by to była
    data lub z jaka ja połaczyć ?
  • tralala33 01.09.06, 21:55
    Wyprawa odbyła się 2-4 maja, a nasz wątek o Herkusie Monte załozyłaś Rito 6
    maja - może któraś z tych dat? Ciekawe, kiedy szkoła w kamińsku obchodzi dzień
    patrona?
  • rita100 27.09.06, 20:28
    Oj, zaboczylim ło Herkusie Monte. Zara łobaczym co sia da zrobzić no niygo. Te
    stroneczki Tralala, bandziem ciajsto łotwierać.
  • rita100 05.10.06, 20:41
    > Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
    > zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
    kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
    województwa warmińsko-mazurskiego.
    cdn
    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
  • rita100 08.10.06, 21:13
    > > Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
    > > zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
    > kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
    > województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
    kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami.

    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
  • rita100 14.10.06, 22:07
    Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
    zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
    kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
    województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
    kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
    a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
    ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasu.
    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
  • lokis1271 16.10.06, 13:28
    Szanowni Państwo !
    Proponuję Święto Henryka Montego z Natangii ustanowić na 20 września , w
    rocznicę wybuchu Drugiego Powstania Prusów przeciwko Krzyżakom.
    Pozdrawiam
    Leszek Bodio
  • rita100 16.10.06, 20:22
    Bardzo piekna inicjatywa. Razem w Wami, milosnikami Prus , będziemy w ten dzień
    to na Forum świętować. Możemy zrobić Dzień Henryka Monte. Przygotujemy się.
    Czasu mamy dużo. Widziałam , że macie materiały do świętowania , jest nawet
    muzyka. Dzięki i gdybysmy zapomnieli, prosze nam przypomnieć.
    Bardzo dziękuję za taką wiadomość.
    Powinniśmy poznać bardziej szczegółowo te powstanie.
  • lokis1271 17.10.06, 10:16
    Witam !
    Na początek proponuję artykuł z Wikipedii :
    pl.wikipedia.org/wiki/II_powstanie_pruskie
    potem można zajrzeć do prac prof. Gerarda Labudy oraz Jana Powierskiego.
    Pozdrawiam
    Leszek Bodio
  • rita100 17.10.06, 22:01
    Dzieki Lokis, dzięki, pomalutku wdrozymy się w temat.

    Pierwsza faza powstania: 1260-1265

    Do powstania przyłączyły się niemal wszystkie plemiona pruskie oprócz Pomezanii
    i ziemi chełmińskiej.
    Każde plemię obrało sobie własnego wodza. Sambom dowodził Glande, Natangom:
    Monte, Bartom: Dziwan, Warmom: Glape, Pogezanom: Autume, Jaćwięgom: Skumond.
    Prusowie opanowali otwarte przestrzenie oraz zdobyli kilka grodów: Bartoszyce,
    Reszel, Heilsberg (Lidzbark), Braunsberg (Braniewo). Biskupi sambijski i
    warmiński zmuszeni zostali do opuszczenia swych diecezji. Ostatnimi bastionami
    Zakonu pozostały warownie położone nad rzekami i Zalewem Kurońskim: Welawa,
    Królewiec, Bałga i Elbląg. Krzyżakom pośpieszyli na pomoc krzyżowcy z Niemiec,
    m.in. Wilhelm, hr. Jülichu, Engelbert, hr. Mark
    Wsparcia powstańcom udzielił król Litwy (Aukszoty) Mendog, Żmudzini oraz
    Aleksander Newski.
    W 1263 r. Monte uderzył na ziemię chełmińską, pokonał mistrza krajowego Prus,
    Helmericha, pod Lubawą. Skumand podszedł aż pod mury Torunia, musiał jednak
    ustąpić. Zniszczono jednak zamek w Kwidzynie.
    W 1264 Krzyżacy pacyfikują Sambię, wznoszą nowy gród na granicy z Natangią, w
    Tapiawie.

    pl.wikipedia.org/wiki/II_powstanie_pruskie
    Czyli powstanie upadło, a Krzyżacy wznieśli następny gród.
  • lokis1271 18.10.06, 11:44
    Witam !
    Dobrze Rito 100 , spróbujmy :
    "Dwudziestego września 1260 roku , po kilkumiesięcznych przygotowaniach Pruso-
    wie rozpoczęli z Zakonem kolejną wojnę, której celem było odzyskanie wolności .
    Wystąpienie to, jak wszystkie inne zresztą bunty miejscowej ludności przeciwko
    Krzyżakom, Piotr z Dusburga nazwał apostazją, czyli odstępstwem od wiary
    chrześcijańskiej , aczkolwiek powody konfliktu nie leżały wyłącznie na
    płaszczyźnie religijnej. Oprócz uniwersalnego dla całej ludzkości dążenia do
    swobody, niewątpliwie poczucie krzywdy związane z łamaniem przez Zakon
    postanowień ugody dzierzgońskiej oraz traktowanie Prusów w sposób niezgodny z
    etyką chrześcijańską było pobudką do wystąpienia zbrojnego . Nie można przy
    tym wykluczyć przynajmniej częściowej inspiracji sąsiednich państw, niechętnie
    bądź wrogo usposobionych do Zakonu . Agresywne poczynania Krzyżaków w tym
    regionie zaczęły zagrażać żywotnym interesom coraz większej liczbie
    sąsiadujących z nimi krajów, które podejmowały przeciwdziałania stosownie do
    swych możliwości .
    Do powstania przystąpiły tylko niektóre ze znanych nam plemion pruskich,
    mianowicie: Bartowie, Natangowie, Pogezanowie, Sambowie i Warmowie, wspierane
    doraźnie przez Jaćwięgów i pobratymczych Litwinów . Co ważniejsze, wśród samych
    Prusów nie było jednomyślności i wielu z nich, zwłaszcza na terenie Sambii i
    Pogezanii, uchylili się od solidarnej walki z wrogiem, przechodząc na stronę
    Zakonu .
    Powstańcy po wybraniu plemiennych przywódców, przystąpili do równoczesnego
    ataku na zakonne punkty obrony . Wynik pierwszych walk nie był dla nich
    szczególnie pomyślny ponieważ Krzyżacy już od wiosny 1260 roku byli
    zorientowani o istnieniu wśród Prusów spisku i podjęli przygotowania do obrony.
    Powstańcy niemal wszędzie zastosowali tą samą taktykę wojenną. Najpierw
    niewielki oddziałek ostentacyjnie podjeżdżał pod zakonny zamek i starał się
    wywabić jego załogę poza umocnienia na otwarte pole. Kiedy Krzyżacy
    sprowokowani widokiem grasujących w pobliżu Prusów ruszali do ataku, oddziałek
    powstańców rzucał się do pozorowanej ucieczki wciągając przeciwników w zasadzkę
    przygotowaną przez główne siły, czekające w ukryciu. Gdy tylko wojska zakonne
    zbliżyły się na dogodną odległość, główne siły ruszały na Krzyżaków, starając
    się otoczyć wroga i doszczętnie wybić. Następnie powstańcy korzystając z
    osłabienia załogi i ogólnego zamieszania, szturmowali zamek. Jeżeli załoga nie
    dała się zaskoczyć, Prusowie przystępowali do regularnego oblężenia, budując
    wokół zamku wały i różnego rodzaju urządzenia oblężnicze, aby poprzez ciągłe
    ataki i odcięcie od dostaw żywności zmusić obsadę do kapitulacji .
    W opisany powyżej sposób rozegrały się wydarzenia pod Bałgą, gdzie Krzyżacy
    stracili trzech braci z konwentu i ponad czterdziestu zbrojnych , pod
    Prętławkami /Weistotepil/, tam straty wyniosły sześciu braci-rycerzy i wielu
    innych zbrojnych , nieopodal Wissemburga gdzie zginęło w zasadzce dwudziestu
    rycerzy zakonnych wraz z wieloma wojownikami . W tym samym,1260 roku, Prusowie
    z Pogezanii wspomagani przez inne plemiona uderzyli na Elbląg niszcząc
    podgrodzie oraz leżące w pobliżu gródki w Rogowie i Weklicach . Wszystko
    przemawia za tym, że również w tym czasie powstańcy zniszczyli rycerskie gródki
    znajdujące się w ziemi Wohnsdorf: Angetete, Gundow, Ochtolite i Unsatrapis,
    których właściciele bądź zginęli, albo uciekli do innych grodów zakonnych .
    Załogi niektórych ośrodków, nawet nieatakowane, widząc skalę rozruchów i nie
    czując się przy tym na siłach do walki, samodzielnie podejmowały decyzje o
    ucieczce i zniszczeniu powierzonych im grodów, nie czekając na atak powstańców.
    Tak postąpiły między innymi obsady w Spittenbergu (w ziemi chełmińskiej) i
    Reszlu (w Barcji) .
    Jak wspomnieliśmy wcześniej, tam gdzie zawiodły wojenne fortele Prusowie
    przystępowali do regularnego oblężenia. W roku 1260 otoczone zostały grody w
    Bałdze , Bartoszycach , Braniewie , Gierdawach , Królewcu , Krzyżborku ,
    Lidzbarku Warmińskim , Prętławkach (Weistotepil) , Wissemburgu i zapewne wielu
    innych, których nazwy nie zachowały się w źródłach.
    W tym też, 1260 roku, jakiś pruski oddział najechał ziemię chełmińską atakując
    Chełmżę , a bliżej nieokreślony gród został przekazany w ręce powstańców przez
    dwóch członków Zakonu, braci: Henryka i Gerarda, którzy spiskowali z Prusami,
    za co zostali spaleni w Elblągu na rozkaz mistrza krajowego Prus, Hartmuda de
    Grumbach . Szczupłość bazy źródłowej nie pozwala na identyfikację ani owych
    braci, ani lokalizacji grodu przekazanego Prusom, a cała sprawa z biegiem czasu
    przyniosła Krzyżakom nieoczekiwane reperkusje . Do końca 1260 roku powstanie
    objęło terytoria plemienne Pogezanów, Warmów, Natangów, Sambów i Bartów ."

    O ile są na forum osoby zainteresowane tym tematem , jestem gotów kontynuować.
    Serdecznie pozdrawiam
    Leszek Bodio
  • fedar 18.10.06, 11:53
    Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam
  • lokis1271 18.10.06, 12:35
    Witam Fedar !
    "Kolejny rok upłynął pod znakiem powstańczych sukcesów. Przede wszystkim już w
    styczniu udało im się zniszczyć armie krzyżowców, które przybyły na odsiecz
    Krzyżakom. Jedna z nich, dowodzona przez komesa z Reyder została rozbita w
    Natangii, w bitwie pod Pocarvis (22 I 1261 r.) . Druga, którą kierował komes
    Walter von Barby, została rozbita w Sambii (21 I 1261 r.) . Nieliczni
    krzyżowcy, którzy ocaleli z pogromu, zdołali schronić się w Królewcu
    wzmacniając jego załogę .
    Wkrótce też w zasadzkę wpadła część załogi biskupiego Braniewa. Zginęło wówczas
    czterdziestu ludzi, pozostali przy życiu postanowili spalić miasto wraz z
    zamkiem i uciec do Elbląga . Również do Elbląga uciekła obsada grodu w
    Lidzbarku Warmińskim, gdy skończyła się żywność . Zapewne pod wrażeniem tych
    wydarzeń, biskup warmiński Anzelm w marcu 1261 roku przekazał w Toruniu
    mistrzowi krajowemu, Hartmudowi de Grumbach, zarząd diecezji warmińskiej i
    następnie opuścił Prusy . Podobnie postąpił biskup sambijski, Henryk
    Strittberg, który mimo apelu papieża Aleksandra IV o pozostanie na miejscu, aby
    osobistym autorytetem wesprzeć chrześcijan w walce z apostazją , przekazał
    zarząd swojej diecezji Zakonowi (funkcję pełnomocnika biskupa objął członek
    konwentu królewieckiego, Andrzej Piscis /Fisch/) po czym wyjechał do Niemiec
    nie pokazując się więcej w Sambii . W ten sposób na terenach tych na szereg
    lat przestała istnieć kościelna organizacja diecezjalna.
    Pogorszyła się również w tym czasie sytuacja międzynarodowa państwa
    krzyżackiego z powodu otwartego przystąpienia do wojny króla Litwy, Mendoga,
    który zaatakował księstwo mazowieckie oraz Zakon w Prusach i Inflantach .
    Moment rozpoczęcia działań wojennych przez Litwę, wobec sprzecznych informacji
    przekazanych przez źródła nie jest do końca jasny, ale najpóźniej nastąpiło to
    w 1261 roku .
    Jest rzeczą oczywistą, że władca Litwy udzielając poparcia militarnego pruskim
    powstańcom miał na względzie swoje własne, partykularne interesy, które w tym
    czasie były zbieżne z pruskimi. Celem i Prusów, i Litwinów była likwidacja
    władztwa krzyżackiego nad Bałtykiem
    Pomoc litewska była dla Prusów nieoceniona. Mendog ustawicznymi atakami na
    Inflanty, ziemię chełmińską i sprzymierzone z Krzyżakami Mazowsze, odcinał
    Zakon od wszelkiej pomocy, jaką mógł otrzymać drogą lądową z terenów Niemiec i
    Polski, zapewniając walczącym Prusom w miarę spokojne tyły. Izolacji tej
    sprzyjała postawa książąt polskich, Świętopełka z Pomorza i Kazimierza
    Konradowica z Kujaw , którzy chociaż nie zdecydowali się, z różnych zresztą
    przyczyn, na otwartą wojnę z Zakonem, konsekwentnie blokowali dopływ żywności i
    krzyżowców przez swoje terytoria do Prus .
    Trudności po stronie krzyżackiej pogłębiło zawieszenie w czynnościach mistrza
    krajowego Prus, Hartmuda de Grumbach, przez papieża Aleksandra IV w styczniu
    1261 roku , co było reakcją na wcześniejsze wydarzenia dotyczące spalenia dwóch
    zakonników w Elblągu."

    Dziękuję za cierpliwość
    Leszek Bodio
  • tralala33 18.10.06, 20:48
    To ja dziękuję za tak szczegółowe informacje. Szukanie i zbieranie tych
    wszystkich szczegółów w książkach, które Pan poleca zabrałoby mnóstwo czasu.
    Ale to chyba jeszcze nie koniec tej historii - w tej chwili szala zwycięstwa
    przechyla się na stronę Prusów, a przecież wiemy, że ostatecznie powstanie
    upadło. Dlaczego tak się stało?
    I jeszcze parę pytań, nie wiem, czy możliwych do wyjaśnienia:

    ‘Prusowie przystępowali do regularnego oblężenia, budując
    wokół zamku wały i różnego rodzaju urządzenia oblężnicze, aby poprzez ciągłe
    ataki i odcięcie od dostaw żywności zmusić obsadę do kapitulacji .’
    Z tego wynika, że Prusowie znali się na sztuce wojennej. czy już wcześniej
    prowadzili takie oblężenia (np. grodów polskich) czy dopiero przybycie Zakonu
    Krzyżackiego zmusiło ich do opanowania umiejętności budowy urządzeń
    oblężniczych?

    Angetete, Gundow, Ochtolite i Unsatrapis - nazwy tych grodów brzmią prusko. Czy
    ich właściciele byli Prusami, którzy przeszli na chrześcijaństwo i stanęli po
    stronie Krzyżaków?

    ‘dwóch członków Zakonu, braci: Henryka i Gerarda, którzy spiskowali z Prusami,
    za co zostali spaleni w Elblągu na rozkaz mistrza krajowego Prus, Hartmuda de
    Grumbach .’
    Dlaczego spaleni a nie na przykład ścięci? Czy była to tylko kara za zdradę,
    czy też może za odstępstwo od wiary?
  • rita100 18.10.06, 21:32
    Ja zgłaszam sie jako czytelnik tej ciekawej lektury. Aleś Tralala zadała
    interesujące pytania.
    Jó sia zapytom , dlacego 20 września obchodzimy Dzień Herkusa Montego i II
    powstania ? Cy to I powstanie nie należało by uczcić. Łod niygo zaczeły sie
    inne powstania.
    Prusowie to waleczny naród , tak mózili Niemcy - a czem to można udowodnić ?
  • lokis1271 19.10.06, 08:45
    Szanowna Pani Tralala33 !
    Dziękuję za okazane zainteresowanie.
    Oczywiście nie jest to koniec tych wydarzeń. Przyczyny upadku powstania są
    bardzo złożone , tak jak ówczesna sytuacja polityczna w tym regionie. W
    kolejnych postach przedstawię mój punkt widzenia dotyczący tej kwestii , a na
    razie radujmy się sukcesami mężnych powstańców - dni wielkiej chwały i triumfu
    dopiero przed nimi.
    Co do pytań :
    1. "Z tego wynika, że Prusowie znali się na sztuce wojennej. czy już wcześniej
    > prowadzili takie oblężenia (np. grodów polskich) czy dopiero przybycie Zakonu
    > Krzyżackiego zmusiło ich do opanowania umiejętności budowy urządzeń
    > oblężniczych? "
    Sztuki oblegania umocnionych warowni Prusowie nauczyli się późno , właśnie w
    trakcie tego powstania , w pierwszym (1242-1249) walczyli niemal wyłącznie w
    otwartym polu , zdobywanie grodów było zadaniem wojsk księcia Świętopełka ,
    sojusznika Prusów.
    Zdaniem Piotra z Duisburga , krzyżackiego kronikarza , to właśnie Henryk Monte
    z Natangii przywiózł z Magdeburga te wojenne umiejętności i nauczył ich
    powstańców.
    2. "Angetete, Gundow, Ochtolite i Unsatrapis - nazwy tych grodów brzmią prusko.
    Czy
    > ich właściciele byli Prusami, którzy przeszli na chrześcijaństwo i stanęli po
    > stronie Krzyżaków? "

    Niestety, tak właśnie było :
    Angetete ( od ok.1255 r.) - gródek rycerski w ziemi Wohnsdorf (ob. Kurortnoje-
    Rosja), podległy komturowi królewieckiemu. Zapewne zniszczony w początku
    powstania i nie odbudowany. Szczegółowa lokalizacja nieznana.
    0chtolite (od ok. 1255 r.) - gródek rycerski w ziemi Wohnsdorf (ob. Kurortnoje-
    Rosja), podległy komturstwu królewieckiemu. Bliższa lokalizacja nie znana.
    Możliwe, że został zniszczony przez powstańców na początku działań wojennych i
    następnie porzucony.
    Unsatrapis (od ok.1255 r.) - gródek rycerski w ziemi Wohnsdorf (obecnie
    Kurortnoje-Rosja) zajęty przez komtura królewieckiego w czasie pierwszego pod-
    boju Sambii. Prawdopodobnie zniszczony przez powstańców na początku działań
    wojennych i nie odbudowany. Szczegółowa lokalizacja nieznana.
    3. "dwóch członków Zakonu, braci: Henryka i Gerarda, którzy spiskowali z Pru
    > sami,
    > za co zostali spaleni w Elblągu na rozkaz mistrza krajowego Prus, Hartmuda de
    > Grumbach .’
    > Dlaczego spaleni a nie na przykład ścięci? Czy była to tylko kara za zdradę,
    > czy też może za odstępstwo od wiary?"
    Paktowanie z Prusami uważane było przez Krzyżaków za apostazję i karane śmiecią
    przez ścięcie lub powieszenie , jednak spalenie zakonników żywcem nawet wówczas
    uznane zostało za nadużycie władzy przez Mistrza Krajowego Grumbacha , za co
    został odwołany ze stanowiska na wniosek Papieża - zob. : Dusb., l.III, cap.82;
    Pr.Ub., I.2, nr 130; szczupłość źródeł nie pozwala na dokonanie identyfikacji
    spiskowców jak i ustalenie, który z grodów został przez nich wydany powstańcom.
    Ponieważ zostali straceni w Elblągu jesienią 1260 roku ,całkiem możliwe, że
    Gerard i Henryk byli członkami konwentu elbląskiego i obsadzali gródki w
    Weklicach bądź Rogowie, które istotnie na początku powstania wpadły w ręce
    Prusów. Odnośnie pruskich stronników w szeregach krzyżackich por.: J. Po-
    wierski, Wybuch II powstania ..., s.309.
    HARTMUD de GRUMBACH - mistrz krajowy Prus (1259-1262), pozbawiony funkcji mis-
    trza krajowego za wydanie wyroku śmierci na członkach Zakonu, brat zakonny w
    Elblągu, przeniesiony do konwentu toruńskiego (1263), prawdopodobnie zginął w
    bitwie pod Lubawą (1263) .
    Serdecznie pozdrawiam
    Leszek Bodio

  • gajowy555 19.10.06, 13:09
    Szanowny Pónie Lokis1271,
    jo tak sobzie mniarkuje, co ziency ludzisków na Warniji z ciekawośció czyta Waju
    łopozieści ło naszam bohatyrze Herkusie Monte, tlo łóni ciasu ni majó, coby
    dziankować, abo zawstydzóne só, czy jek. Gwołt nowygo i ciekawygo mym sia
    doziedzieli i za to Waju ze szczyrnego syrca dziankujem. Mym łuż troszka ło
    Herkusie psisali, tak po amatorsku, ale Waju ziadomości dodajó akademickiego
    blasku. To teroz psiankny kóntek je i czkamy na dalsze łopoziedania i ciekawostki.
    Pozdraziomy Waju z naszy Warniji.
    To tedy aż drugi roz...
  • tralala33 19.10.06, 21:08
    Dziękuję za odpowiedzi i czekam na dalszy ciąg tak mało znanej historii.
    Nawiasem mówiąc, czy nie warto w którymś z dawnych krzyżackich zamków urządzić
    stałej wystawy poświęconej Prusom? Pamiętam świetną wystawę o Prusach i Truso
    wiele lat temu na zamku olsztyńskim. Niestety, to była czasowa ekspozycja i nie
    ma już po niej śladu.
  • gietpe 18.10.06, 23:07
    Jak ciekawa jest historia tej ziemii.Dziekuje .
  • rita100 19.10.06, 21:21
    Jó tyż dołączam sia do czytelników, bardzo uważnie.
  • lokis1271 20.10.06, 09:05
    Witam !
    Serdecznie dziękuję za życzliwe recenzje i kontynuuję :

    "W tych warunkach akcja powstańcza nabrała rozmachu i nawet kontratak komtura
    dzierzgońskiego, Teodoryka de Rode, który ze stuosobowym oddziałem najechał
    Pogezanów , nie zdołał jej zahamować.
    Jeszcze tego samego roku Prusowie zaatakowali Chełmżę, napadając na mieszczan w
    czasie żniw , spalili miasta w Kwidzynie i Radzyniu .
    Według informacji zawartych w bullach papieskich z grudnia 1261 roku ,od
    wybuchu powstania Semigalów w Inflantach (1259 r.) do jesieni 1261 roku, w obu
    prowincjach zginęło łącznie ponad pięciuset członków Zakonu wraz z wielką
    liczbą chrześcijan. Można sądzić, że lwia część owych strat przypadała na gałąź
    pruską Zakonu.
    Pod wrażeniem krzyżackich klęsk i realnej groźby załamania się misji krzyżowej
    w krajach nadbałtyckich, papieże- Aleksander IV i jego następca na Stolicy
    Apostolskiej, Urban IV wystosowali szereg wezwań i zarządzeń dotyczących
    natychmiastowego wsparcia Zakonu, finansowego a przede wszystkim militarnego .
    Apele papieskie nie pozostały bez echa, bowiem już w styczniu 1262 roku do
    Królewca nadciągnęły posiłki w postaci armii krzyżowców pod wodzą hrabiów:
    Waltera z Jülich i Engelberta z Marchii . Wspólnymi siłami wojska zakonne i
    krzyżowcy rozbiły pod Sclunien (22 I 1262 r.) siły oblężnicze Sambów , zatopiły
    pruską flotyllę blokującą dostęp do portu ,zniszczyły most i barykadę na rzece
    Pregoła, przy pomocy których Prusowie usiłowali odciąć twierdzę królewiecką od
    strony morza , a następnie Krzyżacy korzystając z posiłków przystąpili do
    pacyfikacji Sambii . Niepokojący obrót wydarzeń w Sambii spowodował osobistą
    interwencję jednego z wybitniejszych przywódców powstańczych, Henryka Monte,
    który podjął próbę zaradzenia sytuacji .
    Próbował wywabić krzyżacką załogę na otwarte pole wyzywając ich na pojedynek,
    jednak podstęp nie udał się. Do walki stanął jedynie brat zakonny, Henryk
    Ulenbusch, reszta obsady, nauczona wcześniejszym doświadczeniem, przezornie
    pozostała pod osłoną murów. Kiedy Henryk Monte został ciężko ranny, Prusowie
    odstąpili od oblężenia . Pomimo zniszczenia przez Sambów jeszcze tego roku
    (1262) osady miejskiej koło zamku królewieckiego , powstanie w Sambii zaczęło
    tracić swój pierwotny rozmach. Krzyżacy po odstąpieniu spod Królewca oddziałów
    Henryka Montego, wzmocnieni krzyżowcami przejęli inicjatywę rozpoczynając serię
    ataków na powstańcze ośrodki w ziemi: Waldau, Kwedenau,Wargen i Pobeten .
    Nie mniej zaciekłe walki toczyły się w Barcji, wokół Bartoszyc, które były
    bronione przez liczną załogę, liczącą czterystu braci i żołnierzy .
    Duża liczebność garnizonu barckiego wypływała nie tylko z tego, że chronili się
    doń poplecznicy Zakonu z okolicznych terenów. Zgodnie z nakazami papieża
    Aleksandra IV, jeszcze z wiosny 1260 roku, na granicy krzyżacko- mazowieckiej
    gromadzili się uczestnicy antytatarskiej krucjaty pod dowództwem mistrza
    krajowego Prus , i tam zostali zaskoczeni przez powstanie. Uciekając przed
    powstańcami do krzyżackich grodów, wydatnie wzmocnili ich siłę obronną.
    Prusowie do zdobywania Bartoszyc użyli wież oblężniczych oraz innych urządzeń
    zaczepnych (katapult), które były przedmiotem krzyżackich wypadów. W trakcie
    jednego z nich, około 1262 roku, zginęli zakonni lennicy: Miligedo i Troppo .
    W tym też okresie powstańcy uderzyli na Pomezanię, ponownie niszcząc miasta w
    Radzynie i Kwidzyniu .
    Doniosłym wydarzeniem 1262 roku był najazd litewski na Mazowsze, w trakcie
    którego został zabity książę mazowiecki, Siemowit, a jego syn Konrad
    uprowadzony do niewoli(23 Vl 1262 r.) co ostatecznie eliminowało księstwo
    mazowieckie, jako aktywnego sojusznika militarnego Zakonu . Podobny najazd na
    Mazowsze urządzili w sierpniu Prusowie, którzy w bitwie pod Długosiodłem
    (5 VIII 1262 r.) pokonali rycerstwo mazowieckie . Całkiem możliwe, że niektórzy
    z Prusów zapędzili się też na Kujawy, co było jednym z zarzutów wysuwanym przez
    Kazimierza Konradowica, księcia Kujaw w stosunku do Krzyżaków na komisji
    arbitrażowej przeprowadzonej w lutym 1263 roku . Mogła być to ta sama grupa, o
    której wspominał Dusburg w rozdziale poświęconym walkom komturstwa
    radzyńskiego , zginęło wówczas kilku braci zakonnych z tegoż konwentu oraz
    siedemnastu żołnierzy.
    Pod koniec roku naczelne władze Zakonu, zaalarmowane w najwyższym stopniu
    sytuacją podjęły energiczne działania na arenie międzynarodowej oraz w samych
    Prusach celem powstrzymania powstańczych postępów.
    W pierwszym rzędzie zwrócili się do papieża Urbana IV o wystawienie bulli
    wzywających do krucjaty na rzecz Zakonu , oraz upomnienie Kazimierza
    Konradowica, księcia Kujaw o niewspomaganie pogan . Pod koniec roku do Prus
    zjechał osobiście wielki mistrz Zakonu Anno de Sangerhausen, który osobiście
    przystąpił do porządkowania spraw gałęzi pruskiej.
    Na początek ostatecznie pozbawił funkcji dotychczasowego mistrza krajowego,
    Hartmuda, powierzając ją Helmerichowi de Rechenberg . Następnie, w styczniu
    1263 roku, przystąpił do rokowań zarówno z biskupami pruskimi i polskimi w
    sprawach dotyczących podziału dóbr ziemskich między Zakonem a nimi , jak i
    księciem Kazimierzem Kujawskim w celu uregulowania wzajemnych stosunków na
    płaszczyźnie pokojowej . Po kilkumiesięcznych pertraktacjach udało się
    wielkiemu mistrzowi Anno dojść do porozumienia z biskupem sambijskim Henrykiem
    Strittbergiem, który w zamian za swój zamek biskupi i niektóre dobra w Sambii
    otrzymał rekompensatę w ziemi chełmińskiej oraz obietnicę pomocy Zakonu przy
    odbudowie grodów w diecezji sambijskiej . Podobnie zawarta została ugoda między
    biskupem chełmińskim Heidenrykiem, odnośnie podziału ziemi lubawskiej i
    sasińskiej , oraz z biskupem włocławskim odnośnie jego dóbr wokół Golubia i
    Ostrowitego . Pewnym zgrzytem było uchylenie się od rozmów biskupa
    pomezańskiego Alberta, który po opuszczeniu diecezji na początku powstania
    (zarząd objął poddany biskupa, Teodoryk Stango) , praktycznie nie pojawiał się
    w Prusach.
    Trwające równolegle rokowania z księciem kujawskim, Kazimierzem zakończyły się
    sukcesem Zakonu. Książę zobowiązał się do zaniechania wrogich wobec Krzyżaków
    kroków oraz unormowania wzajemnych stosunków handlowych ."
    Pozostaję z szacunkiem
    Leszek Bodio
  • tralala33 20.10.06, 21:17
    Zobacz Rito -
    "Prusowie do zdobywania Bartoszyc użyli wież oblężniczych oraz innych urządzeń
    zaczepnych (katapult), które były przedmiotem krzyżackich wypadów. W trakcie
    jednego z nich, około 1262 roku, zginęli zakonni lennicy: Miligedo i Troppo".

    Czy to ma znaczyć, ze Miligedo zgninął z rąk Prusów? A co z naszą legendą o
    Synu Miodu?

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=41383307&a=41811731


  • rita100 21.10.06, 22:01
    Powiem Ci Tralala, ze też zwróciłam uwage na tego bohaterskiego Miligedo i na
    legende. Czy to mozliwe ? Syn Miodu miałby zginąc z rak Prusaków - nie chce mi
    się wierzyć. Śledze sytuacje i podziwiam Prusów za technikę nawet zdobywania
    zamków krzyżackich.
    No i tak się zastanawiam , czy zamki krzyżackie tylko stanowiły warownię
    przeciw Prusakom ? No i oczywiście jak Prusacy znikli - czy to bylo
    systematyczne wynieszczanie , czy pouciekali w inne krainy, ale raczej by chyba
    nieuciekli ze swoje ziemi.
  • lokis1271 23.10.06, 08:57
    Witam !
    Imię Miligedo było dość rozpowszechnione wśród Prusów , zapewne Miligedo - Syn
    Miodu , o którym Panie pisały wcześniej to nie ten sam Miligedo , który służył
    Krzyżakom i zginął pod Bartoszycami.

    ". MILIGEDO - żołnierz zakonny nieznanego pochodzenia (Prus ?), zginął w
    obronie Bartoszyc około 1262 roku .
    TROPPON - lennik zakonny pochodzenia pruskiego. Otrzymał w roku 1262 szereg
    dóbr ziemskich w Sambii i Natangii z rąk mistrza krajowego Prus, Helmericha de
    Rechenberg. Zginął w obronie Bartoszyc około 1262 roku ."

    Pozdrawiam
    Leszek Bodio
  • tralala33 23.10.06, 20:38
    No to możemy odetchnąć z ulgą. Wiem, że to tylko legenda, ale już się
    przywiązałam do bohaterskiej postaci Prusa Miligedo. Poza tym, dzięki tej
    legendzie to, co w książkach historycznych czasem brzmi sucho i formalnie, tu
    stało się żywe. To wielka zaleta takich podań, dzięki nim więcej ludzi będzie
    pamiętać o dawnych mieszkańcach naszej ziomeczki.
  • lokis1271 20.10.06, 09:12
    "Mniej korzystnie dla Zakonu wyglądała sytuacja na froncie walki. Przede
    wszystkim powstańcy zdobyli zamki: w Krzyżborku (w 1263 roku), gdzie wybili
    obsadę nieomal w całości oraz w Wissemburgu w Barcji (również w 1263 roku) .
    W tym samym roku na Prusy i Mazowsze ponownie uderzyły wojska litewskie
    wspomagane przez Jaćwięgów. Obległy one Welawę , zniszczyły grody w
    Lubawie ,Brodnicy , miasta w Toruniu i Chełmży , oraz gród w Bierzgłowie ,
    gdzie ocalała jedynie wieża.
    Dopełnieniem krzyżackich niepowodzeń w 1263 roku był najazd Henryka Monte na
    ziemię chełmińską, w czasie którego dokonał poważnych zniszczeń, a pod Lubawą
    rozgromił zakonną armię. Zginął wówczas nowo wybrany mistrz krajowy Prus,
    Helmerich, wraz z czterdziestoma rycerzami zakonnymi oraz nieokreśloną bliżej
    liczbą wojowników . W czasie tego najazdu mogło dojść do zniszczenia kaplicy i
    zabudowań poza murami Torunia oraz zniszczenia kasztelani łowickiej .
    W 1263 roku jakaś grupa Jaćwięgów spaliła gród w Barczewie (Wartemburg),
    wybijając zakonną załogę i uprowadzając ludność .
    W ten sposób do końca roku przestało istnieć w Prusach komturstwo natangijskie,
    a terytorium komturstwa królewieckiego, gdzie trwały bardzo ciężkie walki na
    całym terenie, ograniczało się w praktyce do najbliższych okolic Królewca oraz
    izolowanych ośrodków w Gierdawach , Welawie i Rybakach (Fischhausen).
    Organizacja kościelna przestała istnieć na wschód od rzeki Pasłęki.
    Nieco lepiej przedstawiała się sytuacja w Pomezanii i ziemi chełmińskiej,
    chociaż i tam wskutek ustawicznych najazdów pruskich i litewskich, szereg
    struktur kościelnych oraz zakonnych zostało poważnie nadwyrężonych. Na terenach
    pozostających jeszcze w rękach krzyżackich panował dotkliwy głód .
    Można przypuszczać, że w tych właśnie okolicznościach zapadła decyzja wielkiego
    mistrza Zakonu o utworzeniu nowego komturstwa w Grudziądzu, celem zagęszczenia
    sieci administracyjnej w ziemi chełmińskiej (być może decyzja dotyczyła również
    jednostki w Bierzgłowie), oraz zbudowaniu przeszkody dla pruskich najazdów na
    wspomniane tereny w postaci nowego grodu w Słupiu .
    Oceniając sytuację obu stron na koniec 1263 roku, można stwierdzić, że Krzyżacy
    znaleźli się w wyjątkowo trudnym położeniu i byli o krok od klęski. Z kolei
    Prusowie byli na najlepszej drodze do odzyskania niepodległości, mając
    wszystkie atuty militarne i gospodarcze za sobą. Jednak następny rok przyniósł
    całkowitą zmianę w ogólnym układzie politycznym, co w ostatecznym rachunku
    zaważyło na losach powstania i doprowadziło do jego upadku. s.50"

    Leszek Bodio
  • tralala33 20.10.06, 21:20
    "Oceniając sytuację obu stron na koniec 1263 roku, można stwierdzić, że
    Krzyżacy znaleźli się w wyjątkowo trudnym położeniu i byli o krok od klęski. Z
    kolei Prusowie byli na najlepszej drodze do odzyskania niepodległości, mając
    wszystkie atuty militarne i gospodarcze za sobą."
    Jak to się stało, że jednak Prusowie przegrali, pewnie wkrótce się dowiemy.
    Trudniej jest mi zrozumieć, że po tak skutecznym zrywie przeciwko obcemu
    Zakonowi Krzyżackiemu Prusowie nie zdołali zachować odrębności, nawet potem,
    gdy przegrali i żyli w państwie krzyżackim.
  • lokis1271 23.10.06, 09:06
    Witam !
    "Przede wszystkim jeszcze jesienią 1263 roku książę Trojnat ,współrządzący wraz
    z królem Mendogiem monarchią litewską, dokonał na niego zamachu, obejmując
    władzę na Litwie i Żmudzi . Czyn ten niósł za sobą zarzewie wojny domowej na
    sprzymierzonej z pruskimi powstańcami Litwie. Istotnie Trojnat nie cieszył się
    długo władzą, bowiem w 1264 roku został zabity przez synów Mendoga, Teofila i
    Wojsiełka , a na Litwie wybuchła wkrótce walka o władzę pomiędzy pretendentami
    do tronu wielkoksiążęcego.
    Odpadnięcie od powstańców tak potężnego sojusznika było początkiem ich klęski i
    nie mogła tej straty zrównoważyć rosnąca aktywność bojowa Jaćwięgów ze względu
    na niski stopień rozwoju społecznego i związany z tym brak centralnego ośrodka
    kierowniczego, który określałby cele polityczne plemion jaćwięskich w szerszej
    perspektywie politycznej i podejmował skuteczne działanie dla ich realizacji .
    Doraźne akcje prowadzone na oślep przez grupy wojowników zbieranych od wyprawy
    do wyprawy, nie mogły wiele zmienić.
    Co wiecej, od 1264 roku Jaćwięgowie sami stali się obiektem napaści ze strony
    książąt małopolskich .
    Jak zaznaczyliśmy powyżej rok 1264 był przełomowym w dziejach powstania. W pier-
    wszym rzędzie Bartom udało się zdobyć, po czteroletnim oblężeniu krzyżacki gród
    w Bartoszycach . Zginął tam między innymi marszałek pruski, Teodoryk de
    Dyrbic , część załogi zginęła w trakcie ucieczki, innym udało się przerwać do
    Królewca czy Elbląga . Zwycięscy Bartowie obsadzili gród własną załogą, a
    komturstwo barckie przestało istnieć na długie lata . Inny oddział Prusów
    zaatakował Pomezanię, ponownie niszcząc Kwidzyn i próbując zdobyć rycerski
    gródek wiernego Zakonowi Pomezańczyka, Jonisa, w Białachowie (Belichow) nad
    rzeczką Osą .
    Również w tym czasie mógł mieć miejsce kolejny atak na ziemię chełmińska, w
    czasie którego podczas oblężenia Chełmży Prusowie stracili wielu wojowników
    wraz z dowódcą . Przypuszczalnie w 1264 roku Krzyżacy przystąpili do budowy
    nowego grodu nad Osą, zwanego Starkenberg (Słup) , który następnie jak wynika z
    przekazu Dusburga, kilkakrotnie był niszczony przez Prusów, aż na koniec
    zakonnicy zrezygnowali z jego odbudowy, po latach przenosząc go w inne
    miejsce . Można się domyślać, że owymi uporczywymi napastnikami mogli być
    Bartowie lub Natangowie, którzy po oczyszczeniu swoich plemiennych terytoriów z
    krzyżackich załóg, mieli wolne ręce na innych kierunkach. Jednocześnie na
    terenie Sambii wypadki przebiegały dla powstańców mniej korzystnie. Krzyżacy
    korzystając z pomocy krzyżowców, ciągłymi atakami zmusili Sambów do poddania
    się władzy zakonnej, biorąc swym zwyczajem zakładników i ponownie obsadzając
    biskupi grodek w Rybakach (Fischhausen) .
    Wprawdzie wkrótce wybuchły nowe walki powstańcze na terenie Sambii, jak wynika
    z narracji Dusburga w roku 1264 bądź 1265 , ale do końca roku 1265 wojska
    zakonne zdołały się z nimi uporać. Kapitulacja Sambów była poważnym ciosem dla
    walczących Prusów, ponieważ nie tylko osłabiała ich ogólny potencjał wojenny,
    ale odsłaniała terytoria powstańcze od strony Królewca, narażając je na groźne
    w skutkach ataki krzyżackie (w późniejszym okresie Krzyżacy wystawili na
    pograniczu z Natangią gród w Brandenburgu /Pokarminie/ z którego rozpoczęli
    najazdy w głąb Prus, aż do Barcji).
    W 1264 roku uległa również zmianie ogólna sytuacja polityczna. Jak już wspomnie-
    liśmy powyżej, na Litwie po raz kolejny doszło do zmian na tronie
    wielkoksiążęcym. Po zabójstwie Trojnata, władcą państwa litewskiego został syn
    Mendoga, Wojsiełk , który będąc chrześcijaninem nie zamierzał wspierać
    pogańskich Prusów .
    Sytuację powstańców pogorszyło rozpoczęcie latem tego roku (w czerwcu) przez
    księcia małopolskiego, Bolesława Wstydliwego,kampanii wojennej przeciwko
    Jaćwięgom, przynosząca im dotkliwe straty .
    W stosunkach wewnętrznych państwa zakonnego również doszło do zmian
    korzystnych dla Krzyżaków. W lutym 1264 roku nastąpiła inkorporacja do Zakonu
    kapituły biskupstwa chełmińskiego, którą przeprowadził nowy biskup, Fryderyk de
    Husen . Na zmianę reguły wydał swoją zgodę legat papieski, biskup warmiński
    Anzelm . W ciągu lata Krzyżacy zdołali odbudować zniszczenia dokonane w Toruniu
    w czasie zimowych walk oraz lokować Nowy Toruń obok Starego Torunia , jak i też
    zawrzeć z biskupem sambijskim Henrykiem kolejną, korzystną dla Zakonu umowę, na
    mocy której objęli w wyłączne posiadanie cały półwysep Witland (w zachodniej
    części Sambii), dając w zamian biskupowi rekompensatę terytorialną w innej
    części Sambii . Na półwyspie tym w latach późniejszych (1270 r.) Krzyżacy
    wybudowali zamek w Lochstädt (Lochstete) kontrolujący szlak wodny, biegnący
    przez znajdujące się nieopodal przejście w Mierzei Wiślanej, łączące otwarte
    morze z Zalewem Wiślanym .
    Zakon uporządkował też sprawy związane z obsadą urzędów centralnych gałęzi
    pruskiej, wakujących po śmierci mistrza krajowego (1263 r.) i marszałka (1264
    r.). W zaistniałej podówczas sytuacji był to niezwykle istotny i palący
    problem. Bez wątpienia był on główną przyczyną kolejnej wizyty wielkiego
    mistrza, Anno de Sangerhausen w Prusach (luty-lipiec 1264 r.) , któremu oprócz
    stałego grona współpracowników (jak np. brat Poppo ) towarzyszyli w podróży
    również legat papieski i biskup warmiński, Anzelm oraz mistrz krajowy Niemiec,
    Konrad de Nürnberg .Urząd mistrza krajowego Prus objął Ludwig de Baldersheim
    (dowodnie od 1 III 1264 roku) , natomiast marszałkiem po śmierci Teodoryka
    został Fryderyk de Holdenstete (ok.1265 r.) .
  • rita100 23.10.06, 20:52
    Faktycznie musiała być jakaś zbieżnośc imion, bo nasz Miligedo buł legendarny,
    buł bohaterem Prusów prawie jak Herkus Monte.
    Tak, były powstania, ale też widać , ze walki między Prusakami a Krzyżakami
    były ciągłe, jak nie w tym miescu to w drugim, to znowu gdzie indziej. Ciągłe
    ze sobą starcia i potyczki. Tu zburzyli warownie , a tam Krzyżacy wybudowali i
    końca nie widać. Ani Krzyżacy nie czuli się pewnie, ani u siebie Prusacy nie
    czuli się. Kiedy wielka Litwa odłączyła się z poparcia , a nawet później
    atakowała Prusaków to prawie oznaka klęski.
    Więc jak się to skończyło ? Jak wyginęli Prusacy ?
  • rita100 23.10.06, 20:59
    Lokis, a możesz nam coś dołożyć do zwyczajów pogrzebowych Prusów ? Co robiono z
    zabitymi wojownikami ?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=41339652&a=42675530
    A w zwiazku ze Świętem Zmarłych , chciałam sie zapytać czy ostał się jakiś
    grób, kopiec ostatniego Prusaka. Czy coś takiego istnieje ?
    Czy w jakiś sposób obchodzicie to świeto - Swięto Zmarłych ?
    Wiemy, że w zwyczaju Prusów bylo raczej świetowanie i uczta na grobie.
    Możesz nam w podanym watku coś o tym napisać ?
  • lokis1271 24.10.06, 14:59
    Szanowna Pani Rito !
    Zabitych wojowników palono na stosach i grzebano w kurhanach . Czy ostał się
    gdzieś kurhan pruskiego wojownika ? Na pewno tak , należałoby się skontaktować
    z jakąś pracownią archeologiczną np. przy :
    Stowarzyszenie Naukowe Archeologów Polskich
    Oddział w Olsztynie
    ul. Zamkowa 2
    10–047 Olsztyn
    "> Czy w jakiś sposób obchodzicie to świeto - Swięto Zmarłych ?
    > Wiemy, że w zwyczaju Prusów bylo raczej świetowanie i uczta na grobie.
    > Możesz nam w podanym watku coś o tym napisać ?"

    Trudno mi coś na ten temat napisać , nie mam pruskich korzeni , wiem to co
    wyczytałem z prac prof. Łowmiańskiego czy prof. Okulicz-Kozaryn i innych
    badaczy historii i obyczajów tego ludu.
    Jednym z ciekawszych był zwyczaj urządzania w trakcie stypy zawodów
    sprawnościowych , np. biegów czy wyścigów konnych . Zwycięscy otrzymywali w
    nagrodę cały majątek zmarłego (z wyjątkiem tego co było złożone do grobu).
    Zapobiegało to kumulacji majątku w rękach jednego rodu , ponieważ potomkowie
    zmuszeni byli dorabiać się od nowa własnym sprytem i dzielnością .
    Wszystko wskazuje na to , że niektórym , bardziej zaradnym i zapobiegliwym
    członkom pruskiej społeczności , ten zwyczaj był nie w smak . Krzyżackie
    urządzenie ustrojowe gwarantujące feudalną dziedziczność ziemi oraz majątków
    dla wielu z nich okazało się bardziej atrakcyjne , aniżeli plemienna
    solidarność. To był powód , dla którego wielu Prusów nie poparło powstańców.
    Jest rzeczą oczywistą , iż zakonni lennicy nie mogli być poganami , a w miarę
    upływu czasu alienowali się z pruskiej społeczności , ulegając szybkiej
    germanizacji.
    Po upadku powstań narodowych wielu Prusów przyjęło chrześcijaństwo , należy
    pamiętać , że po takich walkach przy życiu zostawały często tylko kobiety i
    dzieci , które były do tego zmuszone warunkami bytowymi . Oczywiście absolutnie
    nie chroniło ich to przed wyzyskiem ze strony zakonników . Zresztą przyjęcie
    chrześcijaństwa nikogo przed niczym nie chroniło ze strony Krzyżaków , niedługo
    po stłumieniu powstań pruskich zaatakowali Polskę , kraj od dawna
    chrześcijański twierdząc , że jesteśmy fałszywymi chrześcijanami .
    Pozdrawiam
    Leszek Bodio
  • rita100 24.10.06, 20:59
    No tak, sprawy majatkowe i dziedziczenie ich napeno było bardzo przekonywujące.
    Ależ Ci Prusacy mieli sposoby. I pomysleć , że Prusacy mieli swoje Olimpiady
    przy pogrzebach. Może i w ten sposób od dziecka uczyli się słynnej waleczności.

    Napewno , w przeszlości żalowano decyzji sprowadzenia Krzyżaków, choć gdzies
    czytałam , ze to podstepne też było. Pokojowa droga byłaby lepsza dla obywdóch
    stron.
    "Na soborze w Konstancji (1414 - 1418) święcił Kraków swoje zwycięstwo.
    Sobór przyjął tezę, ze na pogaństwo wpływać należy drogą pokojową.
    Ale od tego czasu dużo sie zmieniło"

    Tralala, ale też nic nie słychać o grobach krzyżackich. Mieli oni swoje
    cmentarze ?

    Dziekujemy Lokis za ten wykład. Trochę wiedzy zdobyliśmy.
  • tralala33 24.10.06, 21:04
    Czy Krzyżacy mieli swoje cmentarze? Na pewno tak, wyczytałam o jednym - w
    Malborku, między zamkiem a zewnętrznymi murami otaczającymi warownię. Tam
    chowano braci zakonnych, bo rycerzy zapewne chowano w kościołach, a czasem
    pewnie też przewożono ciała znaczniejszych rycerzy do rodzinnych miast, do
    rodzinnych grobowców.
  • rita100 24.10.06, 21:12
    No tak , pewnie rodziny zabierali ciała do siebie.
  • tralala33 23.10.06, 21:05
    W 1264 roku na tronie litewskim zasiadł Wojsiełk, który był chrześcijaninem, a
    ponad sto lat później Jagiełło przybywając do Polski musiał się ochrzcić? To co
    stało się z chrześcijaństwem na Litwie przez to stulecie?
    Swoją drogą, Prusowie wytrąciliby miecz z ręki Krzyżaków, gdyby wtedy
    zdecydowali się przejść na wiarę chrześcijańską. Skończyłyby się pozory
    krucjaty przeciwko niewiernym.
  • rita100 23.10.06, 21:12
    No właśnie , czy Prusowie mimo tej waleczności przeszli na chrześcijanizm ?
  • rita100 25.10.06, 20:48
    Znalazłam wzmiankę o Prusach u nieocenionego Wańkowicza. Tak on oto wyjaśnia
    historie powstań pruskich.
    Wspomina o podstępnym zatruciu przywódców II powstania.
    Czy sprzymierzeńcem Prus nie były Tatarzy z ktorymi się borykali także Krzyżacy.


    "Jedziemy ziemiami starej Natangii, ktora była terenem głównych walk Prusaków z
    Niemcami (tu Wańkowicz powinien napisać z Krzyżakami). Tu , pod Bałgą zostali
    pobici Prusacy w 1238r, tu w rok potem wrócili z przeważajacymi siłami i
    obsadzili garnizon. Po dwuletniej walce o Warmię - Prusowie zostają pobici.
    W 1242 r. wybucha pierwsze powstanie pruskie i trwa pięć lat. Zdławione
    bezlitośnie.
    W 1260 wybucha drugie powstanie pruskie. W dniu 20 września zapalają się stosy
    po wzgórzach Natangii, Warmii, Pogezanii, Sambii, Bartonii. (Co oznaczały
    zapalające się stosy ?) Krzyżacy zostają odrzuceni na zachód. Na prózno błagają
    o pomoc Carstwo Niemieckie. Niemcy są zaabserbowani napadami Tatarów.
    Czternaście lat borykają sie Krzyżacy z tym drugim powstaniem. (teraz wiem
    dlaczego Świeto Herkusa ustanowione jest na 20 września). Prusaków prowadzą
    synowie pruscy, kształceni w szkołach krzyżackich. Pomagają im Jadźwingowie,
    których wódz, Skumand, zapędza sie daleko na zachód. Wreszcie pada oblężona
    przez Krzyżaków starożytna Honeda, tzn. Bałga, pod której ponurą basztą właśnie
    stoimy (mówi Wańkowicz). Chytrością i podstępem, waśniąc i przekupując wodzów
    upadającego powstania, odzyskują Krzyżacy swe posiadłości. Wreszcie krzyżacki
    wójt tych ziem, Volrad Mirabilils, zaprasza co przedniejszych Prusaków na
    przyjacielską ucztę i truje. O, może to z tych ambrazur sześćset sześćdziesiąt
    lat temu zrzucano do fosy psom na pożarcie ciała niebacznych biesiadników."
  • rita100 04.11.06, 21:49
    Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
    zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
    kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
    województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
    kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
    a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
    ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
    Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
    W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
  • rita100 05.11.06, 21:44
    Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
    zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
    kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
    województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
    kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
    a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
    ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
    Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
    W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
    Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
    pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
  • lokis1271 06.11.06, 13:59
    Witam !
    " Kolejny,1265 rok przyniósł Zakonowi dalszą poprawę sytuacji. Do Prus,
    zapewne w wyniku energicznych działań propagandowych mistrza krajowego Niemiec,
    przybyły wyprawy krzyżowe pod wodzą księcia brunszwickiego, Alberta I, oraz
    landgrafa turyńskiego, Alberta II . Z obecnością tych wojsk w Prusach należy
    wiązać fakt ostatecznego pokonania Sambów na terytorium ziemi (pulko) Rinau (na
    północny zachód od Królewca-centr. Sambia) jak i całkowitego poddania się
    plemienia Zakonowi . Aby umocnić swoje panowanie na tym terenie, Krzyżacy w tym
    samym roku (1265) zbudowali na pograniczu Sambii i Natangii, gród w Tapiawie
    (Tapiau) , a w późniejszym okresie, w Lochstädt (1270). Jest wysoce
    prawdopodobne, że właśnie wówczas doszło do bitwy morskiej (na miarę tamtych
    czasów) w pobliżu Królewca pomiędzy flotyllami, krzyżacką i pruską, którą w
    odrębnym rozdziale opisał Piotr z Dusburga w swojej kronice .
    Również zdobycie przez powstańców rycerskiego gródka w Gierdawach, kronikarz
    ściśle powiązał z informacją dotyczącą budowy Tapiawy , dlatego można
    przypuszczać, iż fakt ten miał miejsce około 1265 roku.
    W tym czasie tereny plemienne Barcji, Natangii i niemal całej Warmii (broniła
    się jedynie Bałga) były oswobodzone od krzyżackich garnizonów. Od tej pory
    powstańcze oddziały, nie związane oblężeniami na własnym terenie, mogły z pełną
    siłą przenieść wojnę na terytoria zakonne. Zapewne w tych okolicznościach
    doszło do gwałtownych walk wokół nowo zbudowanego grodu krzyżackiego w Słupiu
    (Starkenberg) , który ostatecznie został przez Prusów całkowicie zniszczony, a
    jego odbudowa nastąpiła, jak wynika z narracji Dusburga , dopiero po upadku
    powstania .
    Pomimo pewnych sukcesów w walce z Zakonem, sytuacja polityczna powstańców na
    arenie międzynarodowej stopniowo pogarszała się. Krzyżakom udało się
    zmobilizować do walki z nimi szerokie kręgi społeczne w Niemczech, Austrii i
    Czechach , a w dodatku jedyny znaczący sojusznik Prusów, Litwa wycofał się ze
    współpracy. Syn Mendoga, Wojsiełk, który był chrześcijaninem, po usunięciu z
    tronu wielkoksiążęcego (1264 r.) Trojnata prowadził wobec Zakonu ugodową
    politykę nie popierając pogańskich Prusów .
    Rok 1266 rozpoczął się od ważnego wydarzenia jakim była śmierć nieugiętego
    przeciwnika Zakonu, księcia pomorskiego Świętopełka II (11 I 1266 r.) .
    Pozostawił on po sobie dwóch synów, starszego Mściwoja panującego w dzielnicy
    świeckiej oraz młodszego, Warcisława (objął on po ojcu dzielnicę gdańską) .
    Wkrótce po śmierci Świętopełka obaj jego synowie popadli w konflikt z Zakonem.
    Według informacji przekazanych przez Dusburga działania wojenne rozpoczął
    Mściwój już w roku 1266, atakując wraz z Prusami ziemię chełmińską i domenę
    biskupa pomezańskiego . W pewnej mierze informacja ta koresponduje z następną
    wzmianką kronikarza krzyżackiego dotyczącą oblężenia zamku dzierzgońskiego
    przez Pogezan i całkowitym zniszczeniu przyległego doń miasta oraz gródka
    Pomezańczyków, popleczników Zakonu . Powyższe walki prusko- krzyżackie na
    terenie Pomezanii znalazły swoje odzwierciedlenie w kronice Jana Długosza, w
    postaci niezbyt jasnego zapisu pod rokiem 1266, iż: >Fratres Cruciferi a
    Prutenis barbaris <hostiliter> invasi,gravi cede confliguntur et dux exercitus
    fratrum Henricus dictus Stange, commendator in Kirsburg, occiditur< .
    Wzmiankowana przez kronikarza śmierć komtura dzierzgońskiego, Henryka Stango
    jest ewidentną pomyłką co do osoby (jak wiadomo Stango zginął w Sambii w 1254
    roku) , zapewne Długosz pomylił go z ówczesnym zarządcą dóbr biskupa
    pomezańskiego, Teodorykiem Stango (seniorem) zasugerowany zbieżnością
    przydomków, od siebie przypisując Teodorykowi pełnienie urzędu komtura
    dzierzgońskiego. Istnieje też druga możliwość, Długosz nie znając nazwiska
    zwierzchnika komturstwa w Dzierzgoniu (był nim w czasie drugiego powstania
    Teodoryk Rode, który nie figuruje na żadnym ze znanych źródeł dokumentowo-
    aktowych) , wykoncypował, że funkcję tę w 1266 roku sprawował Henryk Stango,
    nie zwracając uwagi na to, iż zginął on dużo wcześniej. W chwili obecnej nie
    sposób jednoznacznie stwierdzić, która z powyższych koncepcji jest bliższa
    podówczas zaistniałym wydarzeniom. Sam Długosz nie ujawnił źródła swych infor-
    macji, a zarówno Teodoryk Rode jak i Stango, obaj działali na terenie Pomezanii
    i całkiem możliwe, że któryś z nich zginął w czasie najazdu Pogezan na
    Dzierzgoń w roku 1266 .
    Łącząc informacje z obu kronik (Długosza i Dusburga) wolno wnioskować, że w tym
    właśnie roku na terenie Pomezanii toczyły się gwałtowne walki pomiędzy
    powstańcami a Krzyżakami. Całkiem przy tym możliwe, że trudną sytuację Zakonu
    wykorzystał książę Mściwoj II, i podjął działania wojenne wobec stryja, księcia
    tczewskiego Sambora II, usuwając go z dzielnicy oraz wobec Krzyżaków, atakując
    ich w okolicach Nowego . Wojna pomorsko- krzyżacka ciągnęła się przynajmniej do
    sierpnia następnego (1267) roku i możliwe, że w tym czasie doszło do zawarcia
    układu sojuszniczego Mściwoja i Warcisława z powstańcami . 0 takim rozwoju
    wydarzeń świadczyłyby zarówno postanowienia późniejszych traktatów pokojowych
    zawartych pomiędzy książętami pomorskimi a Zakonem (książęta pomorscy
    zobowiązywali się do nieukrywanie zbiegów z Prus na swoim terytorium, oraz
    mieli obowiązek udzielenia pomocy Krzyżakom na wypadek zajęcia przez książęcych
    poddanych zakonnych grodów i miast) , jak i obecność na dworach Mściwoja i
    Warcisława Prusów, którzy często dochodzili do wysokich godności, przy czym
    niektórzy z nich (np. Wajsylewicze) rościli pretensje do posiadłości ziemskich
    na Żuławach, leżących w granicach państwa zakonnego .
    W tym czasie ponownie zaogniły się stosunki Zakonu z księciem kujawskim,
    Kazimierzem Konradowicem. Wskazuje na to wyraźnie dokument z 1266 roku,
    wystawiony przez księcia Kazimierza w Inowrocławiu, a dotyczący powołania mężów
    zaufania do wspólnej, kujawsko- krzyżackiej komisji, której zadaniem było
    rozwiązywanie spornych spraw pomiędzy obydwoma państwami . Niewątpliwie dawały
    o sobie znać zadawnione pretensje związane z rywalizacją o misję krzyżową na
    terenie Galindii i Jaćwięży jak i wzajemna niechęć wynikająca z konkurencji
    gospodarczej na szlaku wiślanym . Ogólna słabość militarna władcy Kujaw, nie
    pozwalała mu na bardziej aktywne wystąpienie wobec Zakonu aniżeli bojkot
    gospodarczy i narzucanie wysokich ceł we wzajemnych kontaktach gospodarczych .
    Jednak obawy Krzyżaków związane z możliwością powstania koalicji pomorsko-
    kujawsko- pruskiej musiały bardzo niepokoić najwyższe władze Zakonu. Należy
    sądzić, że był to główny powód kolejnej wizyty wielkiego mistrza Zakonu, Anno
    de Sangerhausen w Prusach (14 II - III 1266 r.) . Jej efektem była wspomniana
    ugoda z księciem Kazimierzem Konradowicem i rozerwanie tym samym potencjalnego
    aliansu kujawsko- pomorskiego, przy okazji doszło do kolejnej ugody Zakonu z
    biskupem sambijskim, Henrykiem Strittbergiem, dotyczącej zamknięcia wymiany
    dóbr określonych w porozumieniu z poprzedniego roku .
    Zakon nie próżnował również w zabieganiu o pomoc na dworze papieskim. Ich
    starania odniosły skutek, w latach 1265-1266, papież Klemens IV wydał szereg
    bulli nakazujących duchowieństwu na obszarze Niemiec, Polski, Czech, Moraw,
    Austrii oraz Skandynawii głosić wyprawę krzyżową do Prus i Inflant . Duchownym
    sekundowali kapłani krzyżaccy, którzy wędrując po Europie wzywali wiernych do
    wsparcia Zakonu .
    W efekcie tych działań propagandowych do Prus przybyła kolejna wyprawa krzyżowa
    (1266) pod wodzą margrabiego Brandenburgii, Ottona III , który za radą mistrza
    krajowego Prus, Ludwika de Baldersheim i towarzyszących mu braci zakonnych,
    wybudował w Pokarminie (ob. Uszakowo- Rosja) niedaleko Królewca nowy gród
    nazwany Brandenburgiem . Taka lokalizacja była niewątpliwie podyktowana chęcią
    reaktywowania komturstwa natangijskiego, zlikwidowanego przez
  • rita100 06.11.06, 20:27
    to czekamy na dokończenie.
    Bardzo wnikliwa historia. Czyli tam na północy rónież był rzeczny szlak
    handlowy, tak bardzo ważny w tych czasach.
    Bardzo , bardzo sięgacie w głąb histori opierając się na róznych kronikarzach z
    tego okresu. To wygląda jak układanka zdarzeń.
  • tralala33 19.11.06, 20:35
    zlikwidowanego przez ...
    I tu czekamy na ciąg dalszy smile
  • rita100 12.11.06, 21:39
    Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
    zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
    kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
    województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
    kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
    a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
    ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
    Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
    W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
    Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
    pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
    Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
    700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
    nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
    wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał.
    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
  • rita100 18.11.06, 20:54
    Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
    zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
    kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
    województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
    kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
    a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
    ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
    Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
    W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
    Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
    pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
    Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
    700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
    nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
    wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał. Chce opowiedzieć Ci o postaci
    stąd się wywodzącej, mało znanej szerszemu światu.
    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
  • rita100 19.11.06, 21:14
    Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
    zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
    kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
    województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
    kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
    a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
    ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
    Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
    W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
    Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
    pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
    Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
    700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
    nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
    wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał. Chce opowiedzieć Ci o postaci
    stąd się wywodzącej, mało znanej szerszemu światu. Chcę przedstawić Ci
    szlachetnego rycerza - Herkusa Monte.
    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
  • rita100 03.12.06, 21:34
    Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
    zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
    kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
    województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
    kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
    a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
    ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
    Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
    W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
    Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
    pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
    Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
    700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
    nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
    wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał. Chce opowiedzieć Ci o postaci
    stąd się wywodzącej, mało znanej szerszemu światu. Chcę przedstawić Ci
    szlachetnego rycerza - Herkusa Monte. Uprzedzić wypada, że zawieruchy dziejowe
    nie pozwoliły przetrwać zbyt wielu informacjom na temat pruskiego bohatera.
    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
  • rita100 14.12.06, 22:33
    Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
    zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
    kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
    województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
    kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
    a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
    ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
    Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
    W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
    Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
    pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
    Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
    700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
    nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
    wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał. Chce opowiedzieć Ci o postaci
    stąd się wywodzącej, mało znanej szerszemu światu. Chcę przedstawić Ci
    szlachetnego rycerza - Herkusa Monte. Uprzedzić wypada, że zawieruchy dziejowe
    nie pozwoliły przetrwać zbyt wielu informacjom na temat pruskiego bohatera.
    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
  • rita100 26.12.06, 17:56
    Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
    zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
    kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
    województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
    kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
    a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
    ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
    Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
    W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
    Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
    pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
    Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
    700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
    nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
    wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał. Chce opowiedzieć Ci o postaci
    stąd się wywodzącej, mało znanej szerszemu światu. Chcę przedstawić Ci
    szlachetnego rycerza - Herkusa Monte. Uprzedzić wypada, że zawieruchy dziejowe
    nie pozwoliły przetrwać zbyt wielu informacjom na temat pruskiego bohatera.
    Rolę podstawowego źródła pełni "Chronikon terrae Prussiae" Krzyżackiego mnicha
    Piotra z Dusburga.
    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
  • lokis1271 27.12.06, 10:24
    Witam !
    Pruscy powstańcy mieli wielu dzielnych wodzów. Jednym z nich był przywódca
    Bartów , Dziwan zwany też Klekine (Niedźwiedź). Wiemy onim tylko tyle , ile
    napisał w swojej kronice krzyżacki kapelan, Piotr z Duisburga. Dziwan zginął w
    czasie oblężenia Kowalewa około 1272 roku.
    Ponieważ Prusowie nie znali pisma , nie pozostawili po sobie żadnych kronik.
    Trudno wię orzec dokładnie jak Prusowie postrzegali otaczający ich świat , to
    co o nich wiemy znamy jedynie z relacji ich wrogów , co siłą rzeczy warunkuje
    pewną stronniczość.
    Pozdrawiam
    L. Bodio
  • rita100 02.01.07, 22:25
    Lokis - dziękuję smile
    Wiemy , że Prusowie nie znali pisma, dlatego sięganie tak daleko pamięcią jest
    niezwykle ciekawe i patrzenie jednostronnie. Inaczej na Prusów patrzył też św.
    Wojciech , a inaczej na niego Prusowie. Wiele tajemnic już nie odkryjemy ,
    możemy tylko przypuszczać. Dobrze, ze trzymacie palce na pulsie.
    Ale pomóż nam rozwikłać zagadkę 'Bab pruskich'. Tak malo się o nich wie i sa to
    przypuszczenia. Chcielibysmy jak Herkusa Monte , rozpropagowac i tajemniczą Babę
    Pruską. Jak do niej się odnosić ? Kto to jest. Nie chodzi mi o to by ją
    ironizować , wysmiewać. Chodzi o to , zeby ona przypominała Prusów i mówiła o
    nich i była ich symbolem - ale czy ona jest ?
  • lokis1271 05.01.07, 08:22
    Witam Rito !
    O ile dobrze pamiętam , owe słynne Baby Pruskie to są głazy kamienne z wyrytymi
    na nich różnymi symbolami. Często jest to motyw kobiecej twarzy. Niektóre z
    głazów zostały poddane częściowej obróbce , tak iż przypominają ludzką postać.
    Prawie na pewno , były to obiekty kultu religijnego Prusów. Kilka z tych Bab
    znajduje się przed Muzeum Archeologicznym w Gdańsku .
    Pozdrawiam
    L. Bodio
  • rita100 05.01.07, 21:53
    Witaj Lokis
    Rozumie , że te 'Baby Pruskie'jak je symbolicznie nazwano są symbolem bożków
    Pruskich. Ale są tam mało znane i poznane, ze myślała, by dobrze by było by je
    propagować , jako jednyną swego rodzaju na świecie pamiątkę po Prusach.
    Jedna z nich znajduje się na dziedzińcu zamku w Olsztynie. Bije od niej pokora.
    Czy ona może być symbolem Prusów, historią tej ziemi,nawet chyba wcześniejszą od
    Herkusa Monte i tych wszystkich powstań ?
  • rita100 28.01.07, 21:22
    Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
    zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
    kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
    województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
    kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
    a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
    ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
    Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
    W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
    Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
    pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
    Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
    700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
    nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
    wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał. Chce opowiedzieć Ci o postaci
    stąd się wywodzącej, mało znanej szerszemu światu. Chcę przedstawić Ci
    szlachetnego rycerza - Herkusa Monte. Uprzedzić wypada, że zawieruchy dziejowe
    nie pozwoliły przetrwać zbyt wielu informacjom na temat pruskiego bohatera.
    Rolę podstawowego źródła pełni "Chronikon terrae Prussiae" Krzyżackiego mnicha
    Piotra z Dusburga. Dziełóo podzielone na trzy księgi powstało około roku 1326 i
    zostało zadedykowane Wielkiemu Mistrzowi Wernerowi von Orselnowi.

    Koniec
    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
  • rita100 28.11.06, 22:17
    Nada sia, tlo musi chto nam wyjaśnić co to je. Może nasi dzisiejsi Prusaki noma
    pomogą wyjaśnić.
    Gajowy dzianki, za link. Po Łandrzejkach zajme sia tym.
  • gietpe 28.11.06, 22:25
    Jo na szczajście nie ale pomyślta wiela trzeba sie nałazić po polu aby tyle
    nazbierac toć te kamnianie szybci rosno jak kartochle tero wylaz tyn
    nozienkszy.Na szczajscie to je ze 100 km łod Gietka.Ale jek zidać i tam buła
    mgła wczoraj.
  • lokis1271 29.11.06, 15:28
    Witam !
    Przepraszam za dłuższą przerwę , kontynuuję:

    "Taka lokalizacja była niewątpliwie podyktowana chęcią reaktywowania komturstwa
    natangijskiego, zlikwidowanego przez Prusów w 1264 roku . Świadczyłaby o tym
    wzmianka w kronice Dusburga, w której przypisał marszałkowi pruskiemu,
    Fryderykowi de Holdenstete pełnienie urzędu komturskiego w Brandenburgu .
    Ostatecznie administracja krzyżacka na tych terenach została przywrócona po
    upadku powstania (ok.1273 roku), a gród brandenburski stał się celem ataków
    Warmów dowodzonych przez Glappona .
    Powyższy przykład dobitnie obrazuje, jak bardzo negatywne skutki dla Prusów
    przyniósł upadek powstania w Sambii w poprzednim roku (1265). Siły krzyżackie
    znajdujące się na terenie komturstwa królewieckiego, po rozprawieniu się z
    Sambami miały wolną rękę do dalszych działań. W oparciu o grody w Królewcu,
    Brandenburgu i Tapiawie mogły atakować powstańcze terytoria bez obawy o własne
    tyły, a w razie zagrożenia wystarczyło im cofnąć się za linię Pregoły i
    bezpiecznie poczekać na odsiecz.
    Krzyżakom sprzyjała postawa księcia litewskiego, Wojsiełka, który po objęciu
    władzy(w 1264) przerwał działania wojenne na terenie Prus, główną uwagę
    kierując na wschód i południe wszczynając tym samym serię wzajemnych najazdów
    litewsko- polsko- ruskich . Ofiarą jednego z nich po raz kolejny padło księstwo
    mazowieckie, zniszczone przez wspólną, litewsko-pruską, napaść przeprowadzoną w
    1266 roku . Zgodnie z informacjami przekazanymi przez źródła kronikarskie, na
    Mazowszu przetrwały jedynie większe grody bronione przez książąt mazowieckich,
    Bolesława i Konrada .
    Zapewne do tego okresu można odnieść zapiski w kronice Dusburga, dotyczące cięż-
    kich walk toczonych o krzyżacki gród w Słupiu (Starkenberg), na pograniczu
    Pomezanii i ziemi chełmińskiej , które w następnych latach zakończyły się
    zniszczeniem przez Prusów tego punktu oporu .
    Trudna sytuacja Zakonu na terytoriach położonych wzdłuż Wisły, zaostrzyła się w
    roku następnym (1267). Z pełną siłą trwała wojna z książętami pomorskimi,
    Mściwojem i Warci-sławem, w dodatku wypróbowany sprzymierzeniec Krzyżaków,
    książę tczewski Sambor II został wygnany ze swojej dziedziny . W tej groźnej
    dla Zakonu sytuacji, mistrz krajowy Prus, Ludwik de Baldersheim w miesiącach
    letnich (29 VI 1267 r.) rozpoczął udaną kontr-akcję na terytorium pomorskim
    zajmując szereg grodów i miast w ziemiach: nowskiej i tczewskiej . Pod
    wrażeniem klęsk oraz ze względu na najazd na Pomorze księcia szczecińskiego,
    Barnima I , Warcisław gdański przystąpił do rokowań z Zakonem. Przy pośred-
    nictwie komtura ziemi chełmińskiej, Bertolda de Northausen, między nim a
    Krzyżakami został zawarty pokój (1 VIII 1267 r.) . Na placu boju pozostał
    osamotniony Mściwoj, książę świecki.
    Nie mniej dramatyczny był przebieg wypadków we wschodniej części państwa
    krzyżackiego. Po wybudowaniu i obsadzeniu grodu w Brandenburgu, marszałek
    pruski, Fryderyk zaatakował Natangię (1267 r.) docierając do ziemi (pulko)
    Solidow w pobliżu Krzyżborka . W tym samym czasie Warmowie pod wodzą Glappona,
    korzystając z nieobecności głównych sił w Brandenburgu zaatakowali gród,
    niszcząc obwarowania i oblegając resztę załogi w drewnianej wieży. Gdy te
    wieści dotarły do marszałka,natychmiast zawrócił wojska z Natangii i drogą
    wodną ewakuował pozostałych przy życiu obrońców Brandenburga do Królewca
    pozostawiając gród na łasce Prusów . Jeszcze tego samego roku do Prus nadciąg-
    nęła nowa wyprawa krzyżowa wraz z margrafem Ottonem III, który ponownie
    odbudował Brandenburg w tym samym miejscu co uprzednio .
    W takich okolicznościach doszło do rozmów zakonników z królem Czech,
    Przemysła- wem II Ottokarem, dotyczących podziału stref podboju w Prusach i
    ziemi jaćwięskiej pomiędzy stronami . Owo niezwykłe wydarzenie (Zakon jak do
    tej pory skutecznie utrącał wszelkie misje krzyżowe na tym terenie uważając go
    za swoją strefę wpływów) można wytłumaczyć jedynie kolejnymi zawirowaniami
    politycznymi w państwie litewskim. Na zjeździe książąt ruskich i litewskich w
    Włodzimierzu (1267) zabity został chrześcijański władca Litwy, Wojsiełk Kraj
    ponownie wrócił do pogaństwa, rozpoczęła się też wojna domowa pomiędzy
    pretendentami do tronu wielkoksiążęcego, z której około 1268 roku zwycięsko
    wyszedł Trojden .
    Zakon z wielką obawą musiał śledzić powyższe wydarzenia. Upadek
    chrześcijańskiego (aczkolwiek w obrządku prawosławnym) władcy w sąsiednim
    państwie niósł groźbę odnowienia antykrzyżackiego przymierza litewsko-
    pruskiego, które istniało w nieodległych przecież czasach panowania króla
    Mendoga. Przyłączenie się do tego sojuszu wciąż walczącego księcia świeckiego,
    Mściwoja i ewentualnie Kazimierza Konradowica, postawiłoby Zakon w bardzo
    trudnym położeniu. W dodatku doszło w tym czasie do jakiegoś kryzysu wewnątrz
    społeczeństwa państwa zakonnego, zmęczonego długoletnią wojną na własnym
    terytorium. Wynika to z pisma mistrza krajowego Prus, Ludwika de Baldersheim, z
    czerwca 1267 roku, w którym zobowiązał się wobec niemieckich lenników Zakonu,
    iż nie będzie pociągał ich do służby wojskowej dalej niż do linii Wisły .
    Powyższe zagrożenia zapewnie znacząco wpłynęły na niezwykłą ugodowość Krzyżaków
    wobec misyjnych planów króla Ottokara . Pozyskanie w tym momencie silnego
    sojusznika było ważniejsze aniżeli roszczenia do ziem galindzkich, jaćwięskich
    i litewskich, których i tak przecież Zakon nie miał wówczas w ręku . Zgodnie z
    zawartym porozumieniem król czeski w początku grudnia 1267 roku wyruszył do
    Prus, docierając w styczniu następnego roku do Chełmna . Współdziałanie
    Ottokara z Zakonem w dziele chrystianizacji Prusów zdaje się, że nie przebie-
    gało zbyt harmonijnie, gdyż wkrótce wrócił do Czech (w lutym 1268 r.) . W
    czasie pobytu w Prusach Ottokarowi udało się skonsolidować obóz prozakonny, a
    przede wszystkim doprowadzić do pokojowego zakończenia konfliktu pomorsko-
    krzyżackiego .
    Krzyżacy, dzięki inicjatywie króla czeskiego mając zapewniony spokój od strony
    Pomorza, oraz normując swoje stosunki z biskupem włocławskim, Wolimirem (ugodę
    dotyczącą statusu dóbr biskupich w ziemi chełmińskiej zawarto w marcu 1268r.) ,
    mogli skierować wszystkie siły do walki z powstańcami.
    Zakonnikom sprzyjało inne ważne wydarzenie tego roku, mianowicie zmarł kolejny
    przeciwnik Zakonu, książę kujawski Kazimierz Konradowic , zamykając pewną epokę
    we wzajemnych stosunkach kujawsko- krzyżackich. Ziemie, którymi władał
    Kazimierz w początkach swego panowania, podzielili pomiędzy siebie jego synowie
    w ten sposób, że dział obejmujący Kujawy, a przylegający do państwa zakonnego,
    objął Ziemiomysł, który prezentował wybitnie prokrzyżacką postawę . W ten
    sposób pierścień państw niechętnych wobec Zakonu został rozerwany.
    Tymczasem w sukurs Krzyżakom przybyła do Prus kolejna wyprawa krzyżowa dowodzo-
    na przez księcia Albrechta z Turyngii . Zapewne przy tej okazji został
    odbudowany gród biskupi w Rybakach (Fischhausen) , umacniając pozycję Zakonu na
    terytorium Sambii.
    Następny,1269 rok upłynął pod znakiem najazdów litewsko- pruskich na ziemie
    krzyżackie i polskie. Po krótkiej wojnie domowej na Litwie, władzę objął tam
    książę Trojden, który odrzucił chrześcijaństwo i wszedł w bliskie stosunki z
    Jaćwięgami, kierując politykę państwa litewskiego na tory antyzakonne . Jak
    wynika z przekazów zawartych w źródłach, działania wojenne Litwy od roku 1269
    wymierzane w obóz krzyżacki, prowadzone były z dużym rozmachem, obejmując
    tereny Prus ,Kujaw i Inflant .
    Z dużym prawdopodobieństwem do roku 1269 można odnieść informację Dusburga o na-
    jeździe Skumanda (przywódca Jaćwięgów) na Toruń, Chełmżę i Bierzgłowo, w
    trakcie którego Krzyżacy ponieśli ciężkie straty . Datację tego wydarzenia
    pośrednio potwierdza dokument mistrza krajowego Prus, Ludwika de Baldersheim z
    dziewiętnastego czerwca 1269 roku, w którym zezwala on zakonowi predykantów w
    T
  • tralala33 29.11.06, 20:43
    Coraz bardziej przekonuję się, że Prusowie byli nie lada przeciwnikiem.
    Potrafili zagrozić tak silnym miastom jak Toruń. Mam tylko jedno pytanie - jak
    dzisiaj nazywają się Brandenburg i Tapiawa?
  • rita100 29.11.06, 21:03
    Ja też się zastanawiałam jakie to miejscowości ?
    Ale tez i Krzyżacy się wzmacniali przez nowe siły z Turyngii. Byli już coraz
    pewniejsi w walce. To były czasy walk. Ale w zimie chyba nie walczono ?
  • lokis1271 30.11.06, 08:18
    Witam !
    "Brandenburg (od 1266 r., Pokarmin, obecnie Uszakowo- Rosja) - zamek krzyżacki
    zbudowany przez margrafa brandenburskiego, Ottona nad brzegiem Zalewu
    Wiślanego. W czasie drugiego powstania wielokrotnie atakowany i zniszczony
    przez Warmów. Od około 1284 roku mieściła się tam siedziba komturstwa
    brandenburskiego (pokarmińskiego)
    Tapiawa (od 1265 r., Tapiau, obecnie Gwardiejsk- Rosja) - zamek zakonny zbudowa-
    ny na pograniczu Sambii i Natangii przez komtura królewieckiego. Powstał na
    miejscu pruskiego gródka zwanego Surgubundi po stłumieniu powstania na terenie
    Sambii. Jego zadaniem było utrzymywanie w posłuszeństwie pokonanych Prusów oraz
    odcięcie Sambijczyków od wciąż walczących Natangów"
    Pora zimowa była dogodna dla akcji wojennych , dlatego że zamarzały bagna oraz
    inne przeszkody wodne (rzeki , fosy , jeziorka).
    L. Bodio
  • rita100 01.12.06, 19:45
    "Z dużym prawdopodobieństwem do roku 1269 można odnieść informację Dusburga o
    na-
    jeździe Skumanda (przywódca Jaćwięgów) na Toruń, Chełmżę i Bierzgłowo, w
    trakcie którego Krzyżacy ponieśli ciężkie straty . Datację tego wydarzenia
    pośrednio potwierdza dokument mistrza krajowego Prus, Ludwika de Baldersheim z
    dziewiętnastego czerwca 1269 roku, w którym zezwala on zakonowi predykantów w "

    Dzianki Lokis , Prusowie , waleczni byli, bardzo. Walczyli o swoją wolność z
    taką potęgą. A czy mozesz nam coś powiedzieć o pogańskich zwyczajach i
    tradycjach - tak z okazji Andrzejkowania, bo słyszałam , ze z pogańskich
    zwyczajów wzięty.
    No i jeszcze mam prośbe, nie trudno zauważyć , ze Twoje opowiadanie jest
    niezakończone , jakby urwane. Będzie dokończenie ?
    pozdrawiamy równiez
  • lokis1271 04.12.06, 08:32
    Witam !
    "Z dużym prawdopodobieństwem do roku 1269 można odnieść informację Dusburga o
    najeździe Skumanda (przywódca Jaćwięgów) na Toruń, Chełmżę i Bierzgłowo, w
    trakcie którego Krzyżacy ponieśli ciężkie straty . Datację tego wydarzenia
    pośrednio potwierdza dokument mistrza krajowego Prus, Ludwika de Baldersheim z
    dziewiętnastego czerwca 1269 roku, w którym zezwala on zakonowi predykantów w
    Toruniu na poszerzenie powierzonej im bramy przy okazji wzmacniania murów
    Nowego Torunia, tak aby: ...ab infidelibus seu aliis hostibus capi vel occupati
    minimo presumatur ... .
    Prawdopodobnie w tym czasie uległ całkowitemu zniszczeniu gród w Słupiu
    (Starkenberg), leżący na pograniczu ziemi chełmińskiej i Pomezanii .
    Dobra biskupa sambijskiego, Henryka zostały spustoszone do tego stopnia, że w
    roku następnym (1270) odstąpił Krzyżakom dochody z diecezji na dwa lata i na
    zawsze wyjechał z Prus . Przypuszczamy, że funkcję zarządcy domeny biskupstwa
    sambijskiego z ramienia Zakonu ponownie objął brat zakonny z konwentu
    królewieckiego, Andrzej Piscis (Fisch), który już raz pełnił ten urząd (w
    latach 1261-1262) , a do roku 1278 przebywał w Królewcu . W ten sposób Zakon
    przejął w pełni władzę na terenie Sambii, umacniając swoją pozycję poprzez
    wybudowanie nowego zamku na półwyspie Witland, zwanego Lochstete (Lochstädt) w
    roku 1270 . Ze względu na swoje położenie zamek ów kontrolował ruch statków w
    leżącej nieopodal cieśninie (tak zwana Balga lub Alttieff) .
    Natężenie walk nie słabło w następnych latach. Na początku 1271 roku plemiona
    pruskie, Bartów pod wodzą Dziwana i Pogezanów dowodzonych przez Linka, uderzyły
    na Pomezanię, ponownie niszcząc miasto Dzierzgoń wraz z podgrodziem i gródkiem
    prozakonnych Pomezańczyków (ocalał jedynie zamek komturski), oblegając gródek
    rycerski w Tropach Sztumskich (Tranpere) i pustosząc okolice dzisiejszego
    Malborka (ziemia Aliem) . Sytuacji nie uratowały posiłki krzyżackie, które w
    znacznej liczbie nadciągnęły z pobliskich grodów w Fiszewie i Żuławkach
    Sztumskich (Pusilia). W krwawej bitwie nad rzeczką Dzierzgonką, w miejscu
    zwanym Poganste, powstańcy rozgromili wojska zakonne. Na placu boju padło
    dwunastu braci-rycerzy i kilkuset zbrojnych . Nieoczekiwana klęska najwy-
    raźniej oszołomiła Krzyżaków. Komtur dzierzgoński, Hermann de Schonenberg
    nakazał wiernym Zakonowi Pomezańczykom udać się w bezpieczne miejsce, natomiast
    sam wraz z konwentem przeniósł się na jakiś czas do Elbląga .
    Niedługo po tym, Bartowie zachęceni sukcesem urządzili kolejny najazd w okolice
    Dzierzgonia i ziemi Aliem. Tym razem połączone siły komturstw w Elblągu i
    Dzierzgoniu odparły atak i w odwecie zapuściły się głęboko na terytoria
    powstańcze, aż do rzeczki Guber w Barcji, gdzie zginął krewniak Dziwana,
    Dabor . W tym czasie (1271 r.) jakieś bliżej nie rozpoznane oddziały litewskie
    i jaćwięskie wzięły udział w najeździe księcia małopolskiego, Bolesława
    Wstydliwego i towarzyszących mu książąt mazowieckich, Bolesława i Konrada, na
    ziemię śląską, grabiąc przy tej sposobności dobra biskupa wroc-ławskiego,
    Tomasza .
    Innym wydarzeniem tego roku było wygnanie z Kujaw poplecznika Zakonu, księcia
    Ziemomysła przez własne rycerstwo. Ruch społeczny wymierzony przeciwko
    Ziemomysłowi aktywnie poparł książę wielkopolski, Bolesław Pobożny . W czasie
    tych walk przypadkowo zostały zniszczone krzyżackie posiadłości na Kujawach
    (Nieszawa, Murzynno, 0rłowo), książę Bolesław wypłacił Zakonowi odszkodowanie
    za poniesione straty . Prawdopodobnie do walk na terenie Kujaw włączyła się
    jakaś grupka Prusów, która schroniła się przed Krzyżakami w dzielnicy księcia
    Mściwoja i korzystając z ogólnego zamieszania zdewastowała zakonne
    posiadłości . Jednak informacja ta nie jest zbyt pewna, całkiem możliwe, że był
    to odprysk większej akcji przeprowadzonej przez uprzednio wspomnianych Bartów.
    Nasilające się najazdy na ziemię chełmińską były przyczyną, dla której Krzyżacy
    postanowili wzmocnić obronę tych terenów poprzez zagęszczenie sieci
    administracyjno- wojskowej . W tym celu do grodu w Kowalewie został skierowany
    uzdolniony administrator, Arnold Kropf , z zadaniem wykreowania tam nowego
    komturstwa, którego zadaniem byłaby obrona ziemi chełmińskiej przed najazdami
    od strony wschodniej.
    Należy przyznać, że Kropf dobrze wywiązał się z powierzonej misji. Załoga
    Kowalewa odparła atak Bartów, a Arnold Kropf, osobiście dowodzący obroną grodu,
    zdołał zabić legendarnego wodza powstańców, Dziwana . Śmierć wybitnego dowódcy
    była ciosem dla Prusów, Bartowie odstąpili od oblężenia Kowalewa, a nastroje
    wśród powstańców wyraźnie się załamały . Powyższe wydarzenie można datować na
    rok 1272 ze względu na kolejność ciągu zdarzeń opisywanych przez kronikarza
    krzyżackiego, Piotra z Dusburga. Poprzedzający rozdział (capitel nr 164)
    poświęcił on najazdowi Skumanda na ziemię chełmińską co mogło mieć miejsce
    około 1269 roku , rozdział dotyczący śmierci Dziwana (capitel nr 165) zaczął
    słowem: Demum (Na końcu- tłum. własne), co rozumiemy jako zapowiedź kronikarza
    o zbliżającym się zakończeniu narracji dotyczącej przebiegu powstania na
    terenie ziemi chełmińskiej, a zdaniem Dusburga ogólny upadek nastąpił w roku
    1273 (capitel nr 170). Ponieważ jeszcze w 1271 Dziwan odbył szereg wypraw
    wojennych przeciwko Zakonowi (opisanych powyżej), a następny rozdział w kronice
    poświęcony najazdowi Skumanda na Chełmżę, Przesmo (Hemsot) i Czieplinek
    (Cippel) mógł mieć miejsce w roku 1273 (Dusburg otwierając ten rozdział użył
    określenia: Postremo- Ostatecznie), to datowanie oblężenia Kowalewa i śmierci
    Dziwana na rok 1272 jest naszym zdaniem zasadne .
    Dopełnieniem miary nieszczęść powstańców pruskich, był najazd margrafa
    miśnieńskiego, Teodoryka II (1272 r.), na Natangię . Mimo poważnych strat
    (około dwustu zbrojnych), wojska margrafa wspomagane przez Krzyżaków pokonały
    powstańcze oddziały, spustoszyły cały kraj i zmusiły Natangów do kapitulacji w
    następnym roku (1273) . Na rozkaz Teodoryka miśnieńskiego w szeregi Zakonu
    wstąpiło dwudziestu czterech jego rycerzy wraz z towarzyszącymi im giermkami,
    wydatnie wzmacniając potencjał militarny Krzyżaków .
    Zachowane źródła nie podają do jakich konwentów zostali skierowani nowo
    przyjęci bracia zakonni, można domyślać się, że niektórzy zasilili powstające
    komturstwo kowalewskie w ziemi chełmińskiej i reaktywowane po długiej przerwie
    komturstwo natangijskie ."
    Pozdrawiam
    LB
  • rita100 08.12.06, 21:32
    Schyłek Powstania mamy , to możemy się spodziewać i zakończenia Powstania.
    Ale przy okazji wspomniałeś Lokis o innym legendarntm wodzu powstańców,
    Dziwanie. To znaczy, ze uchowały się legendy czy nie ?
    Oprócz wielkiego Monte mamy też Dziwana.

    A macie jakieś wiadomości o św. Wojciechu ale widzinym z oczami Prusaków ?
  • lokis1271 08.01.07, 12:02
    Witam serdecznie !
    "Przypuszczalnie w tym czasie (1272 r.) złożyli broń Pogezanowie , a na
    przełomie lat 1272-1273 mogły toczyć się jakieś walki (możliwe, że z Warmami ?)
    wokół Braniewa .
    Rok 1273 był okresem krzyżackich triumfów. W wyniku zdrady w pruskich szeregach
    został ujęty i powieszony w Królewcu wybitny przywódca Warmów, Glappon . W tym
    samym roku poniósł śmierć kolejny przywódca, bohaterski Henryk Monte, który po
    upadku powstania w Natangii schronił się z garstką towarzyszy w odstępach
    leśnych w głębi kraju. Osaczony przez komtura dzierzgońskiego, Hermana de
    Schönenberg, zginął przebity mieczem .
    Śmierć znanych przywódców plemiennych kładła kres dalszej walce ,opór stawiali
    jeszcze Bartowie w głębi lądu oraz nieznana bliżej grupa niepogodzonych z
    losem Prusów (Warmów ? Pogezańczyków ?), skupiona wokół Lidzbarka Warmińskiego
    (Heilsberg) .
    Końcowym akordem powstania był ponowny zryw Pogezańczyków w 1273 roku .
    Usiłowali zdobyć Elbląg stosując znany z pierwszych lat powstania fortel
    wojenny, polegający na tym, że mała grupka harcowników dokonywała ostentacyjnej
    demonstracji przed grodem, podczas gdy główne siły Prusów czekały nieopodal w
    zasadzce. Jeżeli załoga grodu ruszała w pościg za oddziałkiem czyniącym
    demonstrację, ten rzucał się do ucieczki wiodąc wroga w zasadzkę. Istotnie, jak
    wynika z przekazu Dusburga , zamiar Pogezan częściowo się powiódł, gdyż oddział
    złożony z mieszczan elbląskich, którzy puścili się w pogoń za Prusami, został
    rozgromiony nieopodal miasta w młynie Liefarda, zginęło wówczas dwudziestu
    pięciu elblążan , jednak twierdzy Pogezanom nie udało się zdobyć, a walki
    przeciągnęły się do następnego roku .
    W roku 1273 trwały walki na terenie ziemi chełmińskiej, którą najechał Skumand
    z Jaćwięgami . Zniszczone zostały wówczas gródki w Czieplinku i Przesmo
    (Hemsot) oraz częściowo Chełmża .
    W tym też okresie doszło do konfliktu pomiędzy poddanymi Zakonu i księcia
    kujawskiego, Władysława Łokietka, który załagodził opiekun Łokietka, książę
    wielkopolski, Bolesław Pobożny . Niewymienienie na dokumencie ugody z Zakonem
    książąt, kujawskiego Ziemomysła i tczewskiego Sambora, wskazywałoby na to, że
    obydwaj sprzymierzeńcy Krzyżaków od dwóch lat przebywali na terenie państwa
    zakonnego (w Elblągu ?) . Można przypuszczać, że na wypadek ataków
    powstańczych, brali udział w walkach po stronie Krzyżaków.
    Zdaniem Piotra z Dusburga, do roku 1273 zostały spacyfikowane cztery pruskie
    plemiona: Sambów, Natangów, Bartów i Warmów . Nie była to do końca prawda, jak
    wynika bowiem z dalszej narracji kronikarza (capitele nr 171 i 174) w dalszym
    ciągu stawiały opór grupy powstańców w Barcji wokół Bartoszyc i w Warmii w
    okolicach Lidzbarka. Powyższe grody zostały zdobyte przez Krzyżaków dopiero w
    roku 1274 . W tym też roku ostatecznie zostali pokonani Pogezanowie. Ci spośród
    nich, którzy nie pogodzili się z klęską, uciekli na Litwę, inni poddali się
    Zakonowi .
    Powstanie dobiegło kresu, a żadne następne wystąpienie ujarzmionych Prusów nie
    miało takiego rozmachu i znaczenia, jak ówczesne. Kolejne bunty plemion
    pruskich (1277 ?, 1286, 1295 rok) miały lokalne oddziaływanie i ze względu na
    swoją krótkotrwałość nie wywołały specjalnych perturbacji w funkcjonowaniu
    państwa zakonnego."
    Pozdrawiam
    L. Bodio
  • rita100 08.01.07, 21:58
    Witaj Lokis
    Z tego tekstu wynika , że to jest koniec powstań. Były jeszcze drobne ale już w
    kronikach nie ujęte. Trudny to temat i zawiły, ale podstawy wiadomości mamy.
    Teraz pamiętajmy o Dniu 20 września jako Dzień Herkusa Monte.
    Czy macie jakieś plany związane z tym świętem ?
  • fedar 09.01.07, 11:30
    II dekada września to tradycyjny okres moich kilkudniowych rowerowych wypadów. Może by tak ponownie wybrać się do Natangii, poszukać jakichś śladów dawnych mieszkańców? Szkoda że Pruthenia porzuciła program Aestiorum Gentes sad
  • rita100 16.01.07, 21:44
    Dobre wyzwanie sobzie postawiłes Fedar. śladami i tropami Herkusa Monte.
    We wrześniu, w sam raz na święto , może i będa imprezy. Uważaj na Gaj świety smile
  • lokis1271 13.02.07, 14:13
    Witam !
    Serdecznie dziękuję za okazane zainteresowanie sprawom naszych dawnych ,
    pruskich sąsiadów. Kończąć , pragnę przedstawić moją ocenę owych dramatycznych
    wydarzeń :
    "Pełne przedstawienie skutków drugiego powstania Prusów przeciwko Krzyżakom
    przekracza ramy niniejszej pracy, do ważniejszych można zaliczyć zmiany
    dokonane w podziale terytorialnym państwa zakonnego, w wyniku działań wojennych
    przestało istnieć komturstwo barckie, natomiast w ziemi chełmińskiej powstały
    trzy nowe (bierzgłowskie, grudziądzkie i kowalewskie). Szereg grodów i ośrodków
    miejskich zostało zniszczonych i nie odbudowanych (np. Spittenberg), w tym
    czasie założone zostały nowe (Brandenburg, Lochstädt, Nowy Toruń oraz inne),
    które na trwale wpisały się w krajobraz ziemi pruskiej.
    Kolejnym skutkiem drugiego powstania było poważne osłabienie pozycji biskupów
    pruskich wobec Zakonu. Opuszczanie przez pasterzy na całe lata swoich diecezji
    oraz powierzanie nad nimi zarządu krzyżackim urzędnikom było przyczyną
    uzależniania się biskupstw wobec Zakonu.
    W efekcie, do końca XIII wieku, trzy spośród nich (chełmińskie, pomezańskie i
    sambijskie) zostały inkorporowane do Zakonu . Pewną niezależność zachowało
    jedynie biskupstwo warmińskie, chociaż jego dominium zostało znacznie
    uszczuplone w stosunku do postanowień układów z lat pięćdziesiątych XIII wieku .
    Innym skutkiem powstania była depopulacja wielu obszarów Prus (w szczególności
    Pogezanii) oraz zmiana statusu prawnego ludności pruskiej, uznanej odtąd przez
    Krzyżaków za niewolną na tych terenach, które wzięły czynny udział w
    wystąpieniu przeciwko Zakonowi. Jako apostaci Prusowie z Pogezanii, Warmii,
    Natangii i Bracji utracili prawa przysługujące im dotąd na mocy porozumienia z
    Dzierzgonia . Represje nie objęły całej populacji, ponieważ kiedy ważyły się
    losy państwa zakonnego, Krzyżacy wielu Prusom, zwłaszcza możnym ( tzw. nobiles)
    nadali dobra ziemskie z dużym zakresem swobód celem przeciągnięcia ich na swoją
    stronę . Z biegiem czasu warstwa pruskich właścicieli ziemskich wyalienowała
    się z masy swoich pobratymców i rozpłynęła w niemieckojęzycznym otoczeniu .
    W wyniku działań wojennych Krzyżacy ponieśli ogromne straty osobowe (jeszcze
    przed powstaniem w lipcu 1260 roku w bitwie pod Durbą zginęło stu
    pięćdziesięciu braci-rycerzy) , co zmusiło władze zakonne do obniżenia wymogów
    stawianych kandydatom na członków korporacji . Szeregi krzyżackie zaczęły się
    zapełniać nierzadko przestępcami, którzy w czasie walk nie przebierali w
    środkach. Niełatwo było utrzymać w ryzach takie indywidua jakim był chociażby
    Martin Golin, nazwany przez krzyżackiego kronikarza "chrześcijańskim
    łotrzykiem" , a postępki mistrza krajowego Prus, Hartmuda de Grumbach, czy
    wójta Warmii i Natangii, Volrada Mirabilisa, którzy żywcem palili Prusów i ich
    popleczników , szybko zostały przyjęte przez brać zakonną za normę postępowania
    wobec przeciwników na następne lata , stanowiąc szczególny rozdźwięk pomiędzy
    statutowymi zadaniami Zakonu S z p i t a l a Najświętszej Marii Panny Domu
    Niemieckiego w Jerozolimie, a praktyczną działalnością. Jednak nie dylematy
    związane z odejściem przez korporację od działalności szpitalnej, zaprzątały
    umysły braci zakonnych. Wokół czynów niektórych rycerzy krzyżackich z okresu
    wojny zaczęły rodzić się legendy, które przekazywane z pokolenia na pokolenie,
    weszły do tradycji zakonnej, tworząc specyficzny etos mnichów-rycerzy obrońców
    wiary chrześcijańskiej nad Bałtykiem ."

    Serdecznie pozdrawiam
    Leszek Bodio
  • tralala33 13.02.07, 22:11
    "Kończąc , pragnę przedstawić moją ocenę owych dramatycznych wydarzeń."
    Żal widzieć to słowo 'koncząc' - o powstaniach pruskich w szkołach nas nie
    uczyli, więc teraz mieliśmy okazję dowiedzieć sie wielu nowych rzeczy.
    Dziękuję. Bedą jeszcze pytania, ale to już nie dzisiaj.
  • gietpe 14.02.07, 12:46
    Dziękuje i proszę o więcej...
  • tralala33 17.02.07, 21:06
    “Kolejnym skutkiem drugiego powstania było poważne osłabienie pozycji biskupów
    pruskich wobec Zakonu. Opuszczanie przez pasterzy na całe lata swoich diecezji
    oraz powierzanie nad nimi zarządu krzyżackim urzędnikom było przyczyną
    uzależniania się biskupstw wobec Zakonu.
    W efekcie, do końca XIII wieku, trzy spośród nich (chełmińskie, pomezańskie i
    sambijskie) zostały inkorporowane do Zakonu . Pewną niezależność zachowało
    jedynie biskupstwo warmińskie, chociaż jego dominium zostało znacznie
    uszczuplone w stosunku do postanowień układów z lat pięćdziesiątych XIII
    wieku “ – a ja do tej pory uwazałam, że biskupstwo warmińskie od samego
    początku, za sprawą biskupa Anzelma, odznaczało się większą niezależnością od
    pozostałych trzech. Skoro tak nie było, to czym można tłumaczyć fakt, że
    pozostałe trzy biskupstwa bardziej uzależniły się od Zakonu w porównaniu z
    Warmią?

    “Innym skutkiem powstania była depopulacja wielu obszarów Prus (w szczególności
    Pogezanii) oraz zmiana statusu prawnego ludności pruskiej, uznanej odtąd przez
    Krzyżaków za niewolną na tych terenach, które wzięły czynny udział w
    wystąpieniu przeciwko Zakonowi. Jako apostaci Prusowie z Pogezanii, Warmii,
    Natangii i Bracji utracili prawa przysługujące im dotąd na mocy porozumienia z
    Dzierzgonia .” czy można dowiedzieć się więcej na temat porozumienia z
    Dzierzgonia? Jak władze Zakonu i rycerze traktowali Prusów przed wybuchem
    powstania?
  • rita100 20.02.07, 21:01
    Za czym się zapoznam z Waszymi tekstami, to cos takiego znalazłam.
    Czy będzie to dobre źródło poszukiwań ?
    wiadomosci.onet.pl/1489321,11,item.html
    Wszystkim Prusom z okazji zwycięstwa Słońca życzę dobrej zabawy. Takie chyba
    święto się dawniej obchodziło, bardzo , bardzo dawno.
  • fedar 20.02.07, 21:20
    Nie otwiera się sad
  • gajowy555 21.02.07, 11:12
    fedar napisał:
    > Nie otwiera się sad

    A łu noju rychtycznie sia łotwiero. Noju sia zdaje co teroz IPN zarzóndzo taki
    facet, co chce poznać łodpoziedź na wszyćke pytania.
    Tak jo jemu napsisza cóś na czasie:
    "Tylko głupiec/dureń (niepotrzebne skreślić)
    zna odpowiedź na wszystkie pytania"

    Zaboczułem chto to napsisoł, ale łeb mnioł tęgi i to stwierdzenie gwołt sia noju
    lejduje. A Waju tyż???
  • tralala33 21.02.07, 21:15
    To tylko rozgrywka pokerowa, żeby odzyskac archiwum. Ciekawa jestem, jak i
    kiedy trafiło do przedwojennej Warszawy. Fedar - jeśli link się nie otwiera to
    wkleję do kóntka z nowinami. Dziś godali ło tam też w nozinach w tylewizorze.
  • rita100 21.02.07, 21:20
    I ło tam godali tyć w Faktach TVN. No jeśli Niemcy wziali całe archwa krzyżackie
    to jek poznać prowde ło Krzyżakach ?
  • fedar 21.02.07, 22:41
    Udało się otworzyć link, a i TV coś mi przemknęło przed oczami. Z tego co przeczytałem i obejrzałem - zrozumiałem że o prestiż chodzi - o dysponowanie tym archiwum. Że skradzione Polsce - to inna sprawa. Czy odzyskanie archiwum wzbogaci wiedzę historyczną? Czy będąc w obecnym miejscu te materiały są niedostępne dla badaczy?
  • rita100 11.03.07, 22:03
    Ja myśle , że to tylko gra polityczna z tym zwrotem archiwów.
  • rita100 14.04.07, 21:20
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=396&w=60755069
    Wylądował w oślej ławce. Ale ziecie co, przynajmniej sława Herkusa Monte jest
    już ogólnopolska smile

    Nie zapomnijmy o święcie. A ja mam taką słabą pamięć.
  • tralala33 14.04.07, 21:57
    Dziś Łostyn zdominował Oślą Ławkę, jedyne forum, na którym nie można samemu
    założyć wątku, co za wyróżnienie wink
  • rita100 14.04.07, 22:04
    Mnie jydno dziwi, że nie można rozmawaiać w dójkę , bo zara trza kontrolować i
    pilnować by rozmówcy dalszy ciąg rozmowy przenieśli na swoje prywatne łono.

    Rozumiesz, nie mogę rozmawiać z jd , bo to jest prywatna rozmowa, a my przecież
    możemy rozmawiać dyskusyjnie. Tak jak wycieli wątek Rita zalozony przez jd - a
    ja jego przekonywałam, ze mogli by swoje forum rozbudować jak Warnije, bylo by
    fajnie i ciekawie, a oni , trach i wycieli nagle
  • tralala33 14.04.07, 22:10
    He he - to taki stan wojenny na odwyrtkę. Wtedy, pamiętam, nauczyciele
    pilnowali, żebysmy na korytarzu nie stali w zbyt licznych grupach. Dwie osoby
    rozmawiajace ze sobą to było oki, ale więcej - to już zgromadzenie. A tu
    proszę, dwie osoby do rozmowy nie wystarczą. Dziwne.
  • rita100 14.04.07, 22:22
    Tralala, czyli medal Herkusa Monte możemy sobie zastrzec. Tylko co powiedzą
    koledzy ?
    Za wybitne bohaterstwo, za walecznośc o wolność.

    A tak walczył jd. Gdyby nie on wszyscy byli by obojętni.

    To chyba był stan wojenny. Ale widać , ze redakcja się zmieniła tam na górze i
    nowe wchodziło, burząc stary porządek. Pamiętasz rozmowy kontrolowane, rozumie
    ludzie rozmawiają , ale żeby taki rygor wstrzyknąć i to tylko na Forum Olsztyn.
    Przeciez na Krakowie wątki mają po 2500 i najczęsciej jest to dialog dwojga
    osób. Lepiej pilnować jeden watek niz mieszać we wszystkich.
  • rita100 30.04.07, 20:58
    "Innocenty III, jeden z najwybitniejszych papieży, twórca królów, protektor
    słabych narodów wobec przemocy cesarstwa, przez całe życie poświęcał sprawie
    pruskiej wielką uwagę i troskliwie przygotowywał grunt pod dzieło emancypacji
    tego dalekiego zakątka średniowiecznego świata. Program papieski na zdobycie
    tych terenów był głęboko humanitarny, zbliżał się do pierwotnej polskiej idei
    pokojowego podboju Prus dla cywilizacji i chrześcijaństwa.
    Oparł się Innocenty nie o rycerstwo i władze świeckie. Dzieło jego miały
    realizować doborowe kadry duchowieństwa, które znalazły odpowiedni grunt
    pokojowego działania. Po akcji klasztoru w Łeknie, misjach cystersów i kanoników
    regularnych, współdziałających z biskupem gnieźnieńskim, pod jego bezpośrednim
    zwierzchnictwem, zainicjował Innocenty dzieło misyjne pierwszego biskupa
    Chrystiana i stworzył dla niego finansowe i organizacyjne podstawy.
    Podróż dwu książąt pruskich Surwabuna i Warpody do Rzymu, przyjęcie przez nich
    chrztu i zwierzchności papieskiej, ilustrują powodzenie misji pruskiej. Gdyby
    nic nie stanęło na przeszkodzie Prusy, jak niegdyś Polska, pod protekcją św.
    Piotra uniknęła by ingerencji cesarza, który nawraca mieczem, a owoce polityczne
    tego sukcesu zebrała by Polska.
    Niestety, na szlaku Prus do wolności piętrzą sie przeszkody. Umiera Innocenty, a
    z nim i misja misyjne dzieło. Następca jego Honoriusz, nie potrafił kontynuować
    dzieła pokojowego podbicia Prus.
    W krytycznym momencie, gdy u ujścia Dźwiny narasta niemiecka ekspansja bałtycka
    zaczynają wikłać się konflikty i książęce ingerencje. Znów wojny krzyżowe.
    W Prusach rośnie antagonizm między chrześcijanami a poganami podsycane
    agitacjami krzyżowego rycerstwa.
    Aby ratować dzieło Innocentego, Honoriusz ucieka się do środka, którego własnie
    poprzednik tak się obawiał, do krucjat.
    Jeszcze raz polska idea cywilizacyjna przemawia ustami Leszka Białego. Wezwany
    do krucjaty, a równocześnie odpowiadając na projekt blokady gospodarczej Prus,
    książe krakowski rozwija swe poglądy na misję w kraju pogan.
    "Cały program kolonizacji miast rzucił Piast polski. Hasłem jego nie miecz
    krzyżowców, który umie ścinać, ale z żelaza sandomierskiego wykuć trzeba dla
    pracy kulturalnej pług, siekiery, młoty, obcęgi i piły i to mu sprzedawać, a
    porzucą zacofane pogaństwo i przejdą do sytemu rolniczego i chrześcijaństwa.
    Proponuje nie okrutną blokadę, ale własnie łagodne zwabienie ich do kultury
    zachodniej przez te artykuły, których brak Prusakom. "
  • rita100 30.04.07, 21:00
    " No i się okazuje , ze na realizację tego wspaniałego polskiego programu nie
    stać papieża, a tym bardziej władców ówczesnej Polski. Najbliższy sąsiad pruski
    Konrad, zachłannie zezuje na Prusy i Kraków, a resztę książąt, z wyrachowania i
    ciasnoty horyzontów, również wierzy w perswazję miecza. Książęta polscy, sami
    amatorzy zwady pracują nad niechęcią wobec pogan, urabiając im opinię okrutnych,
    strasznie okrutnych i zamiłowanych w wojnach i rozboju (kiedy de fakto Prusowie
    byli spokojni i goscinni) Nie przypuszczają nawet, że mają w tych praktykach
    doświadczonego i bardziej swiadomego swego celu rywala, który po Słowianach
    połabskich i nadodrzańskich od dawna zwrócił uwagę na Prusy.
    (....)
    Gdzie równać się było polskim Piastom z ultrachrześcijańską nacją, która od
    dawna podniecała w sobie nienawiść do obrzydłych pogan i tylko czekała na realną
    sposobność, kiedy apostolstwo i własna korzyść dadzą się jednocześnie zrealizować.
    Jeszcze Krzyżacy nie stanęli na ziemi chełmńskiej, a już cesarz Fryderyk II
    wydał manifest buntujący Prusów przeciw biskupowi Chrystianowi i oznajmił , ze
    zwierzchność jego, wbrew wcześniejszym oświadczeniom papieskim, sięga także
    tutaj. I to była jednocześnie przygrywka i celowa uzurpacja, na której w
    przyszłości miały sie oprzeć tytuły niemieckie do ziemi pruskiej.
    Bo to nieprawda, ze Krzyzacy postawili w Prusach nogę w wyniku jakoby krytycznej
    sytuacji Konrada, po to, by go wybawić od grozy najazdów pruskich.
    Jest to wersja historycznie późna, wynikająca z koniunktur przyszłości, tyle że
    podbudowana mocno fałszerstwami i wytrwałą propagandą, jak choćby tą o
    krwiożerczym ludzie "Burus"
  • rita100 30.04.07, 21:03
    "I powstał plan 'Preussen' dojrzały już do realizacji, plan w środowisku
    dworskim we Włoszech, gdzie zagrożony bezrobociem wielki mistrz
    skompromitowanego, miezy innymi szowinizmem narodowym, zakon Najświętszej Panny
    Mariii, równocześnie powiernik cesarski, Hermann von Salza. Oni to uknuli spisek.
    "Należało wyzyskać słabość Polski i nie zniszczoną jeszcze przez przymusowe
    wygnanie żywą siłę Zakonu. Hermann von Salza wyczuwał odpowiedni moment...
    W roku 1228 wystawił Konrad w Bieczu pierwszy ze znanych dokumentów, nadający
    Zakonowi ziemię chełmińską tytułem prawno-prywatnym za pomoc w podboju - nie w
    obronie - Prus. Można powiedzieć, najął fachowców, by mu przygotowali grunt pod
    własne polityczne plany. Kto mu naprawdę podsunął ten kondotierski na pozór
    interes, jest właściwie zagadką, aczkolwiek ślady prowadzą do niemieckich
    satelitów jego dworu.
    W każdym razie moment ten stanowił w systemie Hermanowych planów bardzo ważne
    ogniwo. Jedno jest pewne, Konrad nie przypuszczał, iż to nadanie ma czysto
    formalne znaczenie i służy jedynie dla ratowania pozorów. Zakon wchodził na
    pogranicze pruskie z jasno wytyczonymi celem stworzenia na terenie, z niemieckim
    uzurpacji cesarskim, bastionu niemczyzny u jadra jej wpływów na wschodzie.
    Skromne nadania Konrada blakły wobec tajnego na przeciągu pięćdziesięciu lat
    dokumentu Fryderowskiego, który czynił Krzyżaków panami ziemi i wody oraz życia
    i śmierci w podbitych okolicach pogańskich.
    Znaczenie Konradowskich nadań było tym mniejsze, że już w roku 1230 dokonał
    Herman dzieła pogodzenia cesarza z papieżem i takze w Rzymie stał się
    rzecznikiem odpowiednio bogobojnie spreparowanych planów pruskich.
    W ten sposób uzyskał dwustronną asekurację wobec przeciwników polskich.
    Na głos papieża ruszyły tysiące krzyżowców, głównie z Polski, by otwierać drogę
    zamysłom Hermana. Nawet biskup Chrystian, narzędzie Innocentego, musiał ugiąć
    się przed przewagą dyplomacji zakonnej. Porzucony na pastwę Prusów, w niewoli
    przeczekał okres grabieży przez Zakon swych dóbr i uprawnień. Na końcu nie
    zostało mu nic innego, jak przyjąć dyktat podziału ról, po ktorym utracił do
    reszty znaczenie i powagę."
  • rita100 30.04.07, 21:04
    "Rok 1230 stanowi epokową datę w dziejach dzisiejszych Prus Wschodnich (pisany w
    1935roku (...), z tą chwilą zakończył się w dziejach Prus okres, który by można
    nazwać staropruskim, rozpoczął się nowy okres krzyżacko-niemiecki" (Zajączkowski
    - Podbój Prus)

    "Teraz nareszcie pojawił się argument Konradowego zagrożenia, a w pięćdziesiąt
    lat po pamiętnym zamachu, gdy jego twórców nie było już wśród żyjących, Zakon
    wydobył z tajemnych archiwów ów dokument Fryderykowski i przedłożył do
    zatwierdzenia Rudolfowi z Habsburga. Było to już po pruskich powstaniach, a
    przed uruchomieniem krzyżacko-luksembursko-brandenburskiego sprzysiężenia
    przeciw Polsce, gdy Zakon wsparty o morze, wyzyskując Drang nach Osten z
    Saksonii, napływ osadników z Zachodu, posługując się przy tym i polską siłą
    osadniczą ze Ślaska i Mazowsza, umocnił zdobycze miecza i myślał o nowych ofiarach."
    Władysław Ogrodziński "Ziemia odnalezionych przeznaczeń"

    Po wiekach odwróciło się koło historii. Prysnął krąg wiekowych matactw i
    sprzysiężeń, aby wreszcie tej ziemi dane było poznać zgubiony szlak odwiecznych
    przeznaczeń."
  • rita100 05.05.07, 21:10
    Jak już wiemy Konrada namówiła Jadwiga Sląska na sprowadzenie tego Zakonu, tak
    strasznego w skutkach.
  • rita100 05.05.07, 21:11
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=61826371&a=61841382
    Fajnie napisoł Akszugor, warto przytoczyc:

    "Pomnik Piłsudskiemu można postawić (w końcu podobno z dziadów Jaćwięgów, a i
    wielce zasłużony człowiek), można też postawić pomnik HERKUSOWI MONTE. Człowiek-
    rycerz, Prus walczący z Krzyżakami o wolność swej ojczyzny. Podobny pomnik jest
    na Litwie. Na podstawie jego życia Mickiewicz napisał przecież Konrada
    Wallenroda. A Mickiewicz to wieszcz, jakby nie patrzeć.

    Należy wciąż pamiętać o WIELOKULTUROWOŚCI tych ziem. Byli tu Niemcy, Polacy,
    Mazurzy, Holendrzy, Francuzi, Rosjanie i... autochtoni - Prusowie. Prusowie,
    którzy nie wyginęli jak to się pisuje w podręcznikach. Było by to nielogiczne,
    3/4 ludności przeżyła, bowiem Krzyżacy nie byli głupcami i ktoś musiał uprawiać
    dla nich ziemię i płacić podatki i budować kościoły, miasta. Ulegli
    germanizacji.
    Ktoś, kto patrzy na TĄ ziemię przez pryzmat polskości li tylko, traktuje ją jak
    okupant, jak zdobywca. Zapomina, że to przejściowe bywają radości, jak historia
    pokazała."
  • rita100 16.05.07, 21:29
    1257- Skarga elbląskich dominikanów do papieża na postępowanie Krzyżaków wobec
    podbijanych Prusów. W odpowiedzi, po zbadaniu sprawy, Aleksander IV obłożył
    Krzyżaków klątwą za mordowanie zamiast chrystianizację ludów.

    To Krziżacy mnieli klątwę.
  • rita100 25.05.07, 21:16
    Pruski wojownik uzbrojony był w charakterystyczną maczugę, z którą podobnie
    nigdy się nie rozstawał:
    "używał Prusak maczug krótkich celem rzucania ich na nieprzyjaciela. Maczugi te,
    często w środku wypełnione ołowiem, były bronią morderczą, bo druzgotały czaszki
    i łamały kości w razie silnego a trafnego uderzenia."
    "Święta Warmia".

    Ciekawe czy taką bronią władali też wojownicy Herkusa Monte ?
  • rita100 27.05.07, 21:18
    byłby wspaniałą dewizą regionu
    Kraków ma tyle kopców, a kopiec Kraka to dawny kurchan.
  • rita100 28.05.07, 21:56
    Jak myślicie , gdzie powinien być usypany Kopiec Hrkusa Monte. Moja propozycja
    jest, by gdzieś przy bardzo starym dębie, tam gdzie w czasach pogańskich było
    miejscem kultu.
  • rita100 09.06.07, 21:37
    www.croatianhistory.net/gif/chrobat.jpg
    łobaczta jek fejn na mapsie zidać plemiona pruskie.

    Acha, jadó , jadó taczki z ziamniczkó
  • rita100 09.06.07, 22:14
    Gdybyśmy chcieli zbudować taki kopiec to możemy sprowadzić Mistrza Rak, on już
    wie jak się buduje i daje długą gwarancje na swoją pracę.

    Jek podaje reporter Jakusz ze Stradowa , łobaczył łón po drugej stronie Wisły
    intensywny ruch budowolany. Jyżdzó tamój sznurem wozy - kożdan zaprzężony w
    sztyry woły - wyładowane po brzegi ziamnió. Na somym wierchu rośnie dziwna
    budowla. Kopsiec ziamny. O przyczynach rozpoczęcia tej budowy w kancelarii
    książęcej ni chiano siła (wiele) mózić. Ujawniono tlo, że ów kopsiec , bandzie
    mnioł 16 - metrów wysokości oraz, że prace wykonywane só na koszt skarbu
    książęcego. Nic ni ziymy, a może to bandzie łobiekt militaryjny ? Można sia
    przecież spodziewać kolejnej fali najazdu Hunów lub Awarów. A może ten kopsiec
    to hołd noju Kraka no bogów za odniesione w młodości zwycięstwa i ziele lot w
    pokoju, którym sia tero lejdujewam ? A może na wierchu tygo kopca bandzie płonół
    wieczny łogań, abo zasadzą tam śwanty Dąb. No chodźta bliżej, pogodowam z
    ludziami co budujó.
    Taki anonimowy człoziek goda co to bandzie kopa ziamni, taka góra ziamni i to
    bandzie grób Kraka, kedy pomrze.
    Zidzita mistrza Raka ze Szczaworyża ? Łón noma cosik ziancej pozie.
    Tralala, łuż bziegnie do niygo i sia pyto:
    - Co to za budowla powstaje pod Krakowem ?
    - ??????
    - Czamu Pan milczy ? Czy informacja jest utajniona ?
    - Nic nie je utajnione. Nie odpowiadam, bo nie jestem do tego upoważniony. Moim
    zadaniem jest budować, a nie godać.
    - Ludzie godajó - pyto dalyj Tralala - że może to być obiekt militarny, a moze
    kultowy ?
    - A niych sobzie mózió !
    - To daczemu do takiej budowy zaangażowano nolepszego fachowca, jakim jest
    właśnie Pan ?
    - Dziankuje za mniłe słowa, bardzo Pani Tralala dziankuje. Staram sia. Kopsiec
    wznosimy partiami. Jego konstrukcję stanowią ściany kamienne ułożone w rzucie
    rozety. Dzięki temu będzie on odporny na działanie złych warunków
    atmosferycznych i niszczący wpływ czasu. Przeżyje mnie i panią. Nawet za tysiąc
    trzysta lat będzie stał ! - poziedzioł mistrz Rak.
    - Za tysiąc trzysta lot ? A boc co (po co) komu tak trwała budowla ? - dziwuja
    sia Tralala.
    - Za jyjzyk ma pani ciójgnie, ale nic ziancej nie poziam. Jeno dodam, że somemu
    księziu Kraka dołam gwarancje na tysiąc pięćset lot.
    - Czyżby princ chioł mnieszkać w tam kopcu za tysiąc pięćset lot ?
    - Przykro mi, ale ni mom ziancej ciasu na godke. Robota czka.

    Dziankujewam Mistrzu Rak za poziostke, tero Tralala i coła Warnija ziedzó jek
    brok spatrzyć kopsiec no Herkusa Monte.

  • rita100 10.06.07, 13:31
    ano jadó , jadó taczuszki z ziamnó, tak rychtycznie budowali kopsiec Kraka, a
    tero kopsiec Herkusa Monte. Abo dąb zasadzić ?
    Nic ni mowam na cześć Herkusa Monte.
  • rita100 11.06.07, 21:14
    dziśioj ponydziołe, pozietrze fejn do pracy, tak jadó taczki ziamni prosto na
    kopsiec
  • rita100 12.06.07, 22:02
    dzisioj tyż mozna bulo wozic ziamnie, fejn pozietrze, tak jadó, jadó taczki
  • rita100 13.06.07, 21:06
    wtorek 13-go, świetna pogoda na zwożenie ziemi, czasami burza przerwie, ale
    pracujemy wytrwale
  • rita100 13.06.07, 22:15
    a zieczorem to sia nojlepsiej pracuje, tak chlodno, to eszcze jednó bryczke
    ziamni nawioze
  • rita100 14.06.07, 21:36
    > Odsłonięcie kamienia na cześć Napoleona, to pomysł historyka profesora Janusza
    > Jasińskiego z Polskiego Towarzystwa Historycznego. - Trzeba było wiele pism i
    > artykułów napisać, by w końcu powstał pomnik upamiętniający pobyt Napoleona w
    > Olsztynie - mówi Jasiński.

    no to łuż mowam pretendenta do wirtualnego medalu Herkusa Monte smile

    przybańczam co ma łuż 1.JD, a 2. prof JJ

  • rita100 14.06.07, 21:37
    dzisiaj odpowiednia była pogoda do pracy, przybyło ziemi na pamiątkowy kopiec
  • rita100 16.06.07, 16:20
    dzisioj sobota, praca krócej trwa, ale przy takiej pieknej pogodzie trochę
    taczek zostało wyrzuconych na kopiec Herkusa.
  • rita100 19.06.07, 22:35
    psiankna dzisioj pozietrze, bzierzem kele (taczki) i zio, zio na kopsiec. Eszcze
    poziem woma dokladnie jek sia robzi kopsiec.
  • rita100 20.06.07, 20:35
    Jak budowano kopiec Grunwaldzki, tak zaskoczona sama jestem, ale taki jest w
    Niepołomicach pod Krakowem, zaraz przy zamku. Zbudowany 1908 roku, dla uczczenia
    pięćsetnej rocznicy Bitwy pod Grunwaldem. Na szczęście zachowała się
    technologia budowy kopca.
    Zaczynamy:

    Własciwie w tym miejscu znajdował się jakiś kopiec, ale latem był rozdeptywany
    przez pasące się bydło, a zimą rozjeżdzany na sankach przez dzieciarnię.
    Postanowiono to miejsce go podwyższać.
    Od czego zaczęli w następnym odcinku
  • fedar 22.06.07, 09:00
    rita100 napisała:

    > Jak myślicie , gdzie powinien być usypany Kopiec Hrkusa Monte. Moja propozycja
    > jest, by gdzieś przy bardzo starym dębie, tam gdzie w czasach pogańskich było
    > miejscem kultu.

    Przy dębie czy nie, myślę że to byłoby dobre miejsce:
    mapa.szukacz.pl/?&nc=54,26005&ec=20,23206&n=54,26072&e=20,27771&z=4&m=Pluty
    Pluty to wieś między Pieniężnem i Górowem. Nie wiem czy to jeszcze Warmia czy
    już Natangia, ale za wsią na wzgórzu znajduje się potężne grodzisko pruskie -
    najpotężniejsze, jakie kiedykolwiek widziałem. Myślę, że to dobre miejsce dla
    upamiętnienia największego pruskiego wojownika.
  • rita100 22.06.07, 22:12
    No jo! Ale Fedar to pewno je łuż zabytek archeologiczny i nic tam nie można
    ruszać ani podwyższać. Choć nazwać takie grodzisko imieniem Herkusa można by było.

    Ale też mozna zrobić kopiec przy zamku ze skarpy, dam taki pomysł Svolo, będzie
    atrakcja smile
  • rita100 23.06.07, 20:54
    To noczynowam budować kopsiec
    Nosomprzód w środku małego pagórka wkopujemy wysoki słup i zawieszamy na nim flage.
    Pytanie, jaką flage ?
    Só propozycje jake ?
  • rita100 25.06.07, 22:04
    Jak już wykopaliśmy wysoki słup i zawiesiliśmy flagę biało-czerwoną flagę, to
    potem ponoć trzeba narysować wielki okrąg otaczający słup i zaznaczyć go rowkiem.

    jutro dalej będziemy usypywac kopiec
  • rita100 26.06.07, 21:19
    Jak już narysujecie okrąg i zaznaczycie go rowkiem, to z całego tego koła trzeba
    zdjąć darń.
    Trochę to potrwa, ale praca jest przyjemna i nawet pogoda dopisuje.
  • rita100 29.06.07, 21:55
    Jak już ściągniemy ten darń to musimy go ułożyć spadzisto jak lico - zewnętrzną
    powierzchnią, a środek zasypujemy piaskiem kopanym na zewnątrz okręgu.
  • rita100 01.07.07, 21:39
    W taki sposób usypujemy kopiec do góry i przy dobrej i energicznej pracy będzie
    nam się zdawało , ze sam wyrasta z ziemi.
  • rita100 06.07.07, 21:41
    6 lipca 1253- Książę Mendog został koronowany na władcę państwa litewskiego. Święto
    narodowe Litwy, ustanowione przez parlament tego kraju w 1991 roku.

    To je ciykawe, ciykawe czy był władcą pogańskim ?
  • rita100 26.07.07, 21:23
    Od czego zaczęli w następnym odcinku
    To noczynowam budować kopsiec

    Najlepiej to pracować społecznie i zaparciem smile

    Można też zaangażować do pracy turystów, wycieczkowiczów, tylko musimy
    zaopatrzyć ludzi w łopaty i taczki
  • rita100 11.08.07, 20:41
    Najlepiej by było gdyby ksiądz podczas kazań wezwał ludzi do takiej pracy i
    zapewnił, ze taka praca, nie dla zarobku, nie jest grzechem - tak jak to zrobił
    ksiądz w Niepołomicach , gdzie wspólnie ludzie tam usypali kopiec Grunwaldzki,
    ku pamieci i z okazji 500-lecia bitwy.
    --
    A jek am sia w szpiglu łujrzała, to aż am na głos zaryczała " O Jenu jekom fejno".
    Warnija "Po naszamu" Edward Cyfus
  • rita100 20.09.07, 22:51
    "Największy opór Krzyżaków stawili Sudowie. Sudowowie ciągle najeżdzali państwo
    zakonne i Polskę. Dopiero w walkach, które w latach 1277-1283 toczyli pod wodzą
    ksiecia Skomanda, jako ostatnie pogańskie plemię Prus poddali się Krzyżakom. Z
    tą chwilą cały obszar późniejszych Mazur znalazł sie pod panowaniem rycerzy
    zakonnych.
    Jako pierwsza baza krzyżacka na Mazurach wzmiankowane jest w latach 1314-1316
    Dąbrówno (Gilgenburg).

    To i brok kopsiec no ksiancia Skomanda łusypać.
    --
    Szurki gźizdajó na gźistce»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 23.09.07, 20:10
    schlesien.nwgw.de/board/viewtopic.php?t=600
    Wybaczta, fyler zrobziuła am, to je Kopiec Grunwaldzki w Niepołomicach.
    Tak wyglónda usypany w cołej rozciągłości. A na Warniji dolej ni mowata żodnego
    kopca. Tero kedy só fundusze łunijne, może cias pomyśleć ło kopcu Herkusa Monte.
    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 03.10.07, 22:19
    Dziań Herkusa Monte z Natangii smile
    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 03.10.07, 22:23
    Buło 20 września, czyli septembra

    NO, no szpetnie. Cykawe czi chtóś ło tam pamnientoł ?
    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 04.10.07, 22:17
    "Słowo Do Książąt Pruskich"
    Ziyrsz napsisoł Tadeusz Chróścielowski

    "W 1260 roku wybuchło wielkie powstanie Prusów przeciwko Krzyżakom. Po
    poczatkowych sukcesach zostało one krwawo zdławione. Odtąd "chrystanizacja"
    Prusów przebiegała już bez przeszkód. W wierszu mowa jest o przywódcach powstania."

    I ty, Auktumas z Pogezanii,
    czarny łabędziu wód Sirgune,
    który dąb mogłeś - drzewo - krzemień
    rozszczepiać pchnięciem rohatyny
    i gdybyś zechciał, beltosiejco,
    zgiąć łuk nad głową, to i księzyc
    byś zmienił w drgającego jeża...
    cdn
    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 07.10.07, 10:58
    i ty, o Glande, panie Sambii,
    coś przedtem kupcom - kręcibrodom
    kufą bursztynu złocił oczy,
    belą soboli złocił oczy,
    a sobieś za to miech posrebrzał
    dobrym denarem cudzomorskim......
    a potem tyś nie miech, nie oczy,
    lecz pole srebrzył kolczugami,
    nie tylko srebrzył, bo czerwienił,
    ale nie czerwiem, car-purpurą
    zaczerwienił pole, lecz siedmiokroć
    krwią ludomorów, ziemiokradów....
    cdn
    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 09.10.07, 21:34
    i tyżeś, Glapo, książe Warmii,
    szpetny kosmaczu krechogęby,
    którego oczy niby próchno
    skroś mrok gorzały, a gdyś jeszcze
    nacisnął uchem żyłę ziemi -
    wiesz już - gdzie, jakie po Pregołę
    od barmy Santor tętną konie....
    cdn
    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 15.10.07, 23:11
    i ty Divanas, krasnolicu,
    łapczywszy, słyszę, miodopijco,
    co lekko kładłeś dłoń na gęśli,
    a jeszcze lżej na babskim biodrze,
    a cieżko na imadle miecza,
    gdy przyszło wojów ci zwoływać
    w okrutną noc o rogach łoszych....
    cdn

    Ale ciajzki tan ziarsz..... napisoł Chróścielewski
    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 22.10.07, 22:41
    i ty, ostatnie książę żywe,
    Herkasie Monte, zapalczywy,
    wysoko prestoł twój, bo w łunach -
    tyś, wierę, luby syn Peruna,
    bo odkąd Perun skąpił gromu,
    tobą, Herkasem kniaziem, ciskał
    błyskawicami po szełomach,
    wiatrołomami po zamczyskach
    tych, co przybyli tu mordować....
    cdn
    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 23.10.07, 21:00
    ciemni książęta, nie znający
    dźwięcznej syntaksis mowy Rzymian,
    ni jakie listy wangielisty,
    ni ile ran wycierpiał Pan,
    ani potencji mniszej wody,
    co żenie diabły z dusz i szpilek....
    ni czemu kończtymi kłody
    w głąb trzew wbijają wam pachwinę...
    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 31.10.07, 21:18
    wam, których nie masz pod darniną,
    bo wiatry z nieba proch wywiały,
    za święte wiary przyszło ginąć -
    za świerczek dymu u powały,
    co sunie w pląs na gości przyjście,
    za węże, co to z jednej miski....
    i spadające w mrok kołyski,
    których już dłonią nie wsparliście...
    cdn
    --
    Brumejza chodziuła mi w zambach jek taka zoga a pufoła am jek ta lokomotywa
    »¸¸.•*¨`•»uf jek gorónco uf»¸¸.•*¨`•»"
  • rita100 08.11.07, 21:07
    wam, których nie masz pod darniną,
    bo wiatry z nieba proch wywiały,
    za święte wiary przyszło ginąć -
    za świerczek dymu u powały,
    co sunie w pląs na gości przyjście,
    za węże, co to z jednej miski....
    i spadające w mrok kołyski,
    których już dłonią nie wsparliście...
    cdn
    --
    Brumejza chodziuła mi w zambach jek taka zoga a pufoła am jek ta lokomotywa
    »¸¸.•*¨`•»uf jek gorónco uf»¸¸.•*¨`•»"
  • rita100 13.11.07, 21:45
    wrzaskliwi, grubi, niepojęci,
    śmiesznie wierzący w dąb i kamnień -
    skądźe wam wiedzieć, zeście święci
    w krwawej obręczy łun nad głową.

    Tadeusz Chróścielewski
    Łódź
    --
    »¸¸Ty sobzie łusiójdź, psiwko abo limónode popsij i pomyśl.•*»
    »¸¸.•*¨`•»" Bandzie lepsi. No toć jenaczy być ni może »¸¸.•*¨`•»
  • gajowy555 05.10.07, 14:37
    rita100 napisała:

    > Buło 20 września, czyli septembra
    >
    > NO, no szpetnie. Cykawe czi chtóś ło tam pamnientoł ?

    No jó, zaboczyliśwa pospołu. Żal, co Tralali ni mo, łóna by noma na zycher
    przybanczuła...
    --
    ..............
    Jo pon i ty pon, a kto bandzie świnie pas?
  • rita100 05.10.07, 21:00
    No ale nie tlo mym zaboczuli, bo łobacz w kalendarium tyż ło tam ni wspomnieli,
    a jo codziannie śledze kalyndorz warnijski.
    Zielgi żol co Tralali ni mo.
    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 26.01.08, 21:11
    Tlo tymatów brok.
    --
    »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
    Bukanie złotrowane, prosza zwóni滸¸.•*¨`•»
  • rita100 16.02.08, 19:43
    Zitoj Herkusie Monte z Natangii, najdzielniejszy z pruskich przywódców jak
    napisał Bernt Engelmann w swojej książce. Tak napisał Herkusie -
    najdzielniejszy z pruskich przywódców.
    Zidzita, nie zaboczajo (nie zapominają) ło Herkusie, choć to tyla tyla wzieków.
    --
    »¸.•*»Mym-só-kokanti»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 18.02.08, 20:07
    "Aż do zawarcia w r.1660 pokoju w Oliwie, kiedy to Hohenzollerowie brandenburscy
    zdobyli całkowitą władzę nad Prusami Wschodnimi spustoszonymi przez Szwedów,
    Rosjan, Polaków i Tatarów, księstwo to należało do Polski. Pierwotnie był to
    kraj Prusów czy Prusaków (co oznacza "mądrych, posiadających władzę"),
    spokrewnionego z Litwinami ludu indoeuropejskiego, który zasiedlił Sambię oraz
    wybrzeża Zalewu Kurońskiego, sięgając daleko w głąb lądu. W IV i V wieku po Chr.
    obszar Prus obejmował okręgi: ziemię chełmską, Pomezanię nad Wisłą, Pogezanię,
    Warmię, ziemię Natangów nad Zalewem Wiślanym, Sambię, ziemie Skalawów i Nadrowów
    nad Zalewem Kurońskim oraz ziemię Bartów, Jaćwingów i Galindów w głąb kraju."
    (Bernt Engelmann)
    cdn
    --
    »¸.•*»Mym-só-kokanti»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 25.02.08, 20:25
    "Prusowie uchodzili za bardzo odważnych i dzielnych wojowników, strasznych dla
    wrogów o bardzo gościnnych dla przyjaciół. Wszystkie próby nawrócenia ich na
    chrześcijaństwo kończyły się do 1215 roku niepowodzeniem, a i w następnych
    dziesięcioleciach, gdy Wielki Mistrz Zakonu Niemieckiego, Herman von Salza,
    rozpoczął podbój i chrystanizację kraju, Prusowie stawiali zajadły opór.
    Dopiero, gdy Kościół zawezwał rycerstwo w całej Europie do krucjaty przeciwko
    tym 'opornym poganom', krzyżowcom zaś walczącym przeciwko Prusom obiecał takie
    same łaski niebieskie (i skarby ziemskie) jak tym, którzy wyruszyli w celu
    'wyzwolenia' Jerozolimy i Ziemi Swiętej, gdy do Prus ściągały tysiące rycerzy,
    awanturników, kolonistów i handlarzy, aby tam znaleźć w taki czy inny sposób
    szczeście, dopiero wówczas zdołano stopniowo podbić plemiona pruskie i
    przymusowo je ochrzcić lub wyprzeć na nieprzystępne tereny."
    cdn
    --
    »¸.•*»Mym-só-kokanti»¸¸.•*¨`•»
  • rita100 28.02.08, 20:20
    "Początkowo plemiona te walczyły pojedynczo o zagrożoną wolność, ale gdy
    spostrzegły, że cały lud zostaje ujarzmiony bez reszty, zbuntowały się w 1242
    roku raz jeszcze wspólnie przeciwko obcym ciemiężcom, którzy podczas próby
    podbicia całej północnozachodniej Rusi zostali w środku zimy doszczętnie pobici
    na lodach zamarznietego jeziora Pejpus (j. Czuckie) przez wojska ruskie pod
    wodzą księcia Aleksandra Newskiego. Ta klęska niemieckich rycerzy zakonnych była
    dla Prusów sygnałem do powszechnego powstania przeciwko obcym panom kolonialnym
    z Rzeszy. Z pomocą przyszły im z zachodu Pomorzanie pod wodzą Światopełka."
    cdn
    --
    »¸.•*»Mym-só-kokanti»¸¸.•*¨`•»
  • ri