Dodaj do ulubionych

Ziemie Odzyskane

07.06.06, 20:44
Ironicznie też określane jako Ziemie Wyzyskane to nazwa nadana ziemiom
północnym (miedzy innymi dawnym Prusom Wschodnim) i zachodnim, przyłączonym
do Polski w 1945 roku. Jak wyglądały pierwsze powojenne lata, lub też jak w
tamtych latach postrzegano i opisywano Warmię i Mazury? Wpadł mi w ręce zbiór
reportaży napisanych w latach 1945-1949, wybranych i opracowanych do druku
przez Joannę Szydłowską i Jana Chłostę. Ze wstępu można się dowiedzieć, że
podobne zbiory tekstów starano się wydać dwukrotnie w czasach PRL-u lecz za
każdym razem ‘na przeszkodzie stanęły uwarunkowania polityczne’. Trzeba było
zmiany ustroju, by w końcu, w 1999 roku, zebrane z różnych gazet i czasopism
reportaże ukazały się w ‘imponującym’ nakładzie 500 egzemplarzy.

Nakład niski, okładka skromna, cena też – postaram się przedstawić wybrane
fragmenty tych reportaży, choć muszę przyznać, że ich lektura nie zawsze jest
przyjemna. Kto żył w PRL-u i pamięta ówczesną prasę, ten się nie zdziwi.
Obserwuj wątek
    • tralala33 Reportaż z Kętrzyna 07.06.06, 20:47
      Alojzy St. Matyniak – autor opracowań naukowych, m.in. Polsko-łużyckie stosunki
      kulturalne do Wiosny Ludów, Polonica w protokółach Macierzy Łużyckiej, swój
      reportaż nazwał ‘Kętrzyn – miasto przyszłości na Mazurach’, lecz wbrew tytułowi
      spojrzał daleko wstecz i rozpoczął od przypomnienia Smętka

      "Pierwsze ślady Smętka
      Krajobraz Warmii i Mazur jest pełen uroku i malowniczości. Pełen pagórkowatych
      moren, gór i lasów. Po kilku godzinach wyłonił się cel mojej podróży –
      Kętrzyn. Miasto piękne, lecz – jak inne miasta byłych Prus Wschodnich –
      zniszczone ogromnie przez okupanta. Dzielnica handlowa zupełnie spalona. Ruiny
      jej przypominają zupełnie obrazy Colloseum." cdn
    • tralala33 Reportaż z Kętrzyna 07.06.06, 20:48
      "Straszy duch Smętka
      Miasto jest bardzo zaniedbane. Niszczeją zabytki historyczne. Na ruinach przed
      rokiem spalonego zamku krzyżackiego z XIV wieku porosła trawa. Kościół warowny
      św. Jerzego, na wzgórzu, o grubych murach, wysokich wieżycach i basztach
      strzelistych nosi liczne ślady pobytu szabrowników. A za wszystkim tym kryje
      się Smętek, zły duch tej ziemi. Straszy z pomnika niemieckiego. Straszy
      przejezdnych wielkim napisem na gmachu 'Społem' - ‘Ostrpr.
      Landwirtschaftsgesellschaft m.b.H in Rastenburg’. Straszy najmocniej ponurym
      dla nas wspomnieniem ‘Arbeitsamt’. Władze przyrzekły, że napisy te natychmiast
      znikną. Przydałby się jednak tydzień czystości czy uświadomienia."
      • tralala33 Re: Reportaż z Kętrzyna 07.06.06, 20:50
        "Życie w Kętrzynie
        Kętrzyn liczył przed wojną 20 tysięcy mieszkańców. Dziś mieszka w nim około 11
        tysięcy Polaków. W mieście znajduje się cukrownia, młyn, browar, drożdżarnia,
        palarnia kawy, garbarnia. Odczuwa się brak fachowców. Kętrzyn nawiedziła fala
        szabrowników. Przyjechali, naszabrowali, wywieźli. Niektórzy – jak na przykład
        starosta Downar – utrwalili o sobie niemiłe wspomnienie w nazwie ulicy."

        sprawdziłam - ulicy Downara już w Kętrzynie nie ma. Dziś to ulica Sikorskiego.
        Lecz szukając tej informacji natknęłam się na nader ciekawą stronę o tamtych
        czasach, ze zdjęciem zrujnowanego Kętrzyna. Zaraz ją pokażę.
        • tralala33 Kętrzyn - pierwsze mięsiące po wojnie 07.06.06, 20:53
          Oto link do strony i częśc zawartego na niej tekstu:
          tinyurl.com/hlzfn
          "W Rastemborku (niem. Rastenburg) – od 7 maja 1946 r. Kętrzynie i na terenie
          całego powiatu rządził komendant wojskowy major Rozenfeld. Reprezentantem
          ludności niemieckiej wobec komendanta wojskowego był Henryk Hartmann. Burmistrz
          Hartmann m.in. zajmował się wyznaczaniem robotników do prac demontażowych i
          załadunkowych – wywożono urządzenia techniczne zakładów przemysłowych, a także
          rozbierano tory kolejowe. Zlikwidowana została w ten sposób linia kolejowa
          biegnąca z Kętrzyna do Węgorzewa (nowe szyny położono po 1945r.), z Kętrzyna do
          Lidzbarka, rozebrano jedną nitkę torów istniejącej linii kolejowej Korsze –
          Kętrzyn. Władze polskie w Kętrzynie pojawiły się w połowie kwietnia 1945 r.
          Pierwszy starosta kętrzyński Jan Downar sprawował władzę równolegle z
          komendantem radzieckim do maja 1945 r. Przesiedlanie ludności: polskiej ze
          wschodu i niemieckiej za Odrę trwało do 1948 r."

          Nie mogę tu podkreślić tego fragmentu, który najbardziej mnie uderzył, a nie
          chcę 'krzyczeć', więc go powtórnie zacytuję: Burmistrz Hartmann m.in. zajmował
          się wyznaczaniem robotników do prac demontażowych i załadunkowych – wywożono
          urządzenia techniczne zakładów przemysłowych, a także rozbierano tory kolejowe.
          Burmistrz zajmował się 'demontażem' miasta! I dokąd to wywożono te dobra?
          • tralala33 Re: Kętrzyn - pierwsze mięsiące po wojnie 07.06.06, 21:04
            Kolejny fragment z tej strony przeczy podanej przez Matyniaka liczbie 11
            tysięcy Polaków zamieszkujących Kętrzyn w pierwszym roku po wojnie. Tu
            czytamy: 'Po ukształtowaniu się administracji polskiej funkcję burmistrza
            miasta pełnił wcześniej wspomniany Hartmann, który znał też język polski. W
            dniu 8 listopada 1945 r. w Rastemborku mieszkało 4 600 Polaków i 4 688
            Niemców.' - a więc ludność w połowie polska, w połowie niemiecka.
            • tralala33 Re: Kętrzyn - pierwsze mięsiące po wojnie 07.06.06, 21:05
              Na koniec najbardziej tragiczny cytat:
              "Obok transportów repatriacyjnych ludność miejscowa za pośrednictwem sowieckich
              służb bezpieczeństwa – NKWD trafiała do obozów: w Działdowie, Iławie, i w
              okolicach Królewca, a stamtąd dalej do łagrów na Syberii. W łagrach na
              sąsiednich pryczach spotykali się: Niemcy, Polacy (w tym byli robotnicy
              przymusowi) i Rosjanie (czasem z medalami za walki o Berlin). Dawne majątki
              ziemskie na terenie powiatu kętrzyńskiego zagospodarowane były przez Armię
              Czerwoną – produkcja rolna z tych majątków przeznaczona była na potrzeby tej
              Armii. Komendant majątku ziemskiego w Łazdojach zasłynął z łupieżczych wypraw
              na okolicę – m.in. ograbieni zostali (łącznie z bielizną osobistą) zakonnicy z
              klasztoru Jezuitów w Świętej Lipce. Polski milicjant, który chciał
              przeciwdziałać temu procederowi został zastrzelony. (as)"
        • rita100 Re: Reportaż z Kętrzyna 07.06.06, 21:00
          Kętrzyn
          ala - dodane w dniu - 2006-04-30 15:06:44
          --------------------------------------------------------------------------------
          " Moja mama przyjechała do miasta w1945r z Białorusi.Co wyprawiali ruskie z
          Polkami to się w głowie nie mieści.Rozboje i gwałty.Na pobliskich polach rosła
          marchew,ale ruskie strzelali do cywili nikt nie mógł wjejć na pole.Ruske byli
          gorsi od Niemców.Szkoda że tak słabo słuchałam mamę,dziś mogłabym duzo więcej
          napisać. Wiem na pewno to były straszne czasy.Oby się nigdy nie powtórżyły."
          ---
          Komentarz też ciekawy - ludzie odchodzą i zabieraja przeżycia ze sobą.
        • tralala33 Re: Reportaż z Kętrzyna 07.06.06, 21:00
          Nie - są to reportaże pisane przez dziennikarzy, publicystów i pisarzy z
          Polski - najstarsze z nich, z 1945r., powstały 'na zamówienie' Ministerstwa
          Ziem Odzyskanych, które organizowało wyjazdy dziennikarzy na Nowe Ziemie. Wielu
          z tych dziennikarzy nie do końca wiedziało, gdzie jedzie. Stąd często mylą
          Wamiaków z Mazurami. No i niejeden z tych artykułów to propagandowa 'agitka'.
          Ale między linijkami można dużo wyczytać. Jest też kilka bardziej wartościowych
          tekstów, i bardziej znanych autorów: Aleksander Rymkiewicz, Paweł Jasienica,
          Jerzy Putrament, Eugeniusz Paukszta, Władysław Ogrodziński.
        • tralala33 Bartoszyce 08.06.06, 19:23
          czyli kolejny przyczynek do bolesnej wiedzy o szabrownictwie, z reportażu
          Romana Kwaitkowskiego, napisanego w 1946 roku:
          "Miasto budzące się z letargu

          ‘Nad Bartoszycami wznosi się kilka wysokich kominów fabrycznych. Dziś żaden z
          tych kominów nie dymi, a ocalałe budynki zieją bezduszną pustką. Ani jednej
          maszyny, ani jednego motoru nie pozostawiono w tych fabrykach. W centrum miasta
          istniał wielki młyn wodny, znany pod nazwą ‘Bartensteiner Mühlenwerke’. Nie
          zatrzymywany przez nikogo wchodzę na dziedziniec. Olbrzymi pięciopiętrowy gmach
          zalega cisza. Tu i ówdzie leżą na bruku rozbite szczątki jakiś powozów. Wśród
          rupieci stoją powywracane beczki po olejach. Z ostatniego piętra spoglądam w
          dół przez uchyloną klapkę jakiejś szufli, których kilkanaście mieści się w
          potężnej, drewnianej konstrukcji młyńskiej. W ciemnej otchłani nie pozostało
          nic prócz jakiś prętów żelaznych.
          W pobliżu bramy, w na pół rozwalonym budynku ocalała wielka turbina, ale i ta
          jest prawdopodobnie zdekompletowana. Widocznie za ciężki był ten masyw do
          wyszabrowania i dlatego pozostał na miejscu. Wychodząc natknąłem się na trzech
          młodych obywateli z workami, przypuszczalnie na szaberek."

          • rita100 Re: Bartoszyce 08.06.06, 20:27
            Tu własciwie to nic nie można powiedzieć tylko czytac. Po wojenne
            najpopularniejsze nazwy to szabrownicy i szpitalnicy - oj straszne to było.
            • tralala33 Smętek w Olsztynie 09.06.06, 20:34
              "Smętek, zły duch tej ziemi, działający od wieków na szkodę Polski, nie uszedł
              za Odrę z potomkami Krzyżaków, panami, którym wiernie służył. Przeciwnie,
              został tu ze specjalnymi instrukcjami jak mącić życie i płatać złośliwe figle.
              Ja nie szukałem tego nieśmiertelnego włóczęgi-złośliwca a spotykam go zawsze.
              Przeważnie w dżungli ludzkiej.
              Pierwszy raz spotkaliśmy go w Olsztynie, to było latem w dzielnicy, która
              dawniej nosiła nazwę ‘Germanenring’. Powiedziano nam, że tam mieszkają Niemcy.
              Poszedłem, aby spojrzeć w oczy nadludziom, którzy pokusili się o sięgnięcie po
              władzę nad światem. Przed jednym z domów w ogródku stał Smętek – zło
              ucieleśnione. Jadł niedojrzałe wiśnie ze złamanego drzewa i pestki zagrzebywał
              w ziemię.
              - Wejdź do środka – powiedział – Tam żyją Niemcy – gorsi od Niemców. Mają
              jeszcze ładne rzeczy do zabrania." cdn

              ('Germanenring w Olsztynie - które to z osiedli tak nazywano? ulica Radiowa, a
              może Oficerska, czy też Kolonia Mazurska, a może osiedle na Jeziorem Długim?)
              • tralala33 Re: Smętek w Olsztynie 09.06.06, 20:34
                "Poszedł przodem do białego domku, na którego drzwiach szara kartka gwarą
                mazurską groziła tyfusem. Słaba to obrona przed chciwością ludzką. W izbie
                kilkanaście osób: starcy, kobiety i dzieci zbite w gromadkę, jak ptaki
                spłoszone.
                - Jo Mazurek ... jo Mazurek ... żują automatycznie blade wargi starca. Oczy
                Smętka omiatają izbę i bezczelnie chłoszczą twarze zalęknionych ludzi. Pianino,
                kanapa, fotele. W spojrzeniu Smętka ocena martwych przedmiotów przewyższa
                wartość żywych ludzi.

                Zegar gdański przesuwa wahadłem okruszyny czasu. Przed domem czas miał smak
                wiśni, tu ma smak cierpienia. I stało się coś niezwykłego. Spojrzenia
                wszystkich obecnych zestrzeliły się na tarczy zegara. Wtedy wyraźnie
                zobaczyłem, jak wahadło cofnęło się w połowie zataczanego łuku i dla mnie, a
                może i dla Smętka, czas zaczął odpływać wstecz.

                - Jo Mazurek ... jo Mazur ... jo Polak – stukało serce czasu, jak serca żywych.
                W odsypywaniu czasu do zbiornika przeszłości, wskazówki zegara, za każdym
                pełnym obrotem wstecz, który mógł być wymiarem wieku, przesuwały się obrazy
                tragicznej przeszłości ludu polskiego na tej ziemi.

                Chciałem wydrzeć odpowiedź z niebieskich oczu Smętka, Nie było go już w izbie.
                Wyszedłem. Na ulicy chichotał śmiech Smętka. Z sąsiedniego domu pomagał komuś
                wynosić fortepian. Lśniąca skrzynia wyłania się powoli z drzwi, jak czarne
                wieko trumny." cdn
                • tralala33 Re: Smętek w Olsztynie 09.06.06, 20:37
                  "Najczęściej można spotkać Smętka skradającego się koło domów Warmiaków i
                  Mazurów. Tropi, podpatruje, śledzi. Często przechadza się pod rękę z osadnikiem
                  lub milicjantem, szepcząc mu coś do ucha. Chichocze, gdy któryś z nich
                  skrzywdzi Warmiaka lub Mazura. Krzywda zadana rękami braci załamuje w tych
                  ludziach wiarę w Polskę. To jest największy triumf Smętka. Polaków, którzy
                  porzucają ziemię ojczystą i odchodzą razem z Niemcami, odprowadza aż do Odry,
                  żeby nie wrócili z drogi."

                  (Niespodziewanie - kilka słów o autorze tego tesktu znalazło się poniżej,
                  trudno. Dodam tylko, że ten poetycki felieton zatytułowany 'Smętek grasuje na
                  Mazurach' ukazał się w 1945 roku, w redagowanym przez Feliksa Murawę 'Głosie
                  Ziemi'.)
          • tralala33 Smętek w Olsztynie 09.06.06, 20:32
            Dziś fragmenty zupełnie innego tekstu, bardziej poetyckiego, grającego na
            emocjach. Autorem jest Feliks Murawa, urodzony w Łodzi w 1906 roku,
            dziennikarz, publicysta i poeta (pseudonim Wojciech Smaga). Brał udział w
            Powstaniu Warszawskim, w czerwcu 1945 roku osiedlił się w Olsztynie. Zmarł 13
            stycznia 1990 roku.
    • tralala33 Święta Lipka 10.06.06, 21:10
      O Świętej Lipce pisał Szczęsny Zapolski (Franciszek Jankowski)

      Franciszek Jankowski, urodzony w Nakle w 1904 roku, zmarł w Murowanej Goślinie
      (Wielkopolska) 8 października 1956 roku. W okresie międzywojennym
      redaktor ‘Akademika Polaka w Niemczech’ i ‘Małego Polaka w Niemczech’,
      współpracownik ‘Gazety Olsztyńskiej’ Pieniężnych. Po wojnie wykładowca
      uniwersytetu ludowego w Jurkowym Młynie, Rudziskach Pasymskich i Mikołajkach.
      Współtwórca ‘Kiermaszu Bajek’ (1957)
      Ten Kiermasz Bajek znamy tu dobrze smile
      • tralala33 Re: Święta Lipka 10.06.06, 21:10
        Światła i cienie na ziemi warmijsko-mazurskiej

        Święta Lipka
        Światła
        Jedziemy do Świętej Lipki od strony Reszla. Po drodze mijamy stacje Tajemnic
        Różańca. Po kilkuminutowej jeździe ciężarówak skręca w lewo; z prawej strony
        mamy wspaniały widok: na pagórku kościół w Świętej Lipce. Nie będę się
        rozwodził nad jego budowąm legendą powstania, itp. Poruszę tutaj tylko to, co
        na naszej ziemi stanowiło światło dla najcenniejszego zabytku tej ziemi:
        człowieka wierzącego w opiekę Bożą, jak również powrót tych ziem do Macierzy. W
        kościele pełno zabytków z czasów polskich. Figura N.M.P. stojąca w listowiu
        lipy wewnątrz kościoła, wykonana ze szczerego srebra, to dar króla polskiego
        Zygmunta Wazy, ściany pokryte są nazwiskami polskimi na dowód cudownych
        uzdrowień. Spotykamy tam Warszawę, miejscowości warmijsko-mazurskie i różne
        miasta polskie. W zakrystii dwa wspaniałe ornaty jeden biały, bogato haftowany
        złotem i srebrem to dar królowej Marysieńki, drugi, zielony funndowała Maria
        Leszczyńska. W krużganku, otaczającym cmentarz kościelny, ołtarz poświęcony św.
        Wojciechowi. Ściany i strop nad ołtarzem pokryte są scenami z życia tego
        pierwszego Patrona Polski.
        • tralala33 Re: Święta Lipka 10.06.06, 21:11
          Cienie
          Drogowskaz przez Świętą Lipką opiewa: Święta Lipa. Czemu to? Jest to dosłowne
          tłumaczenie niemieckiego Heilige Linde, podczas gdy ludność tubylcza od
          niepamiętnych czasów miejscowość tę nazywa Świętą Lipką! Czemu nie nawiązano do
          tradycji poslkiej, miast poddać się – świadomie czy nieświadomie – wpływom
          niemieckim? Jeszcze czas by to usunąć!
          Na placu przed kościołem uwagę zwraca grupka dzieci mówiących po niemiecku.
          Podchodzę i pytam po polsku o nazwiska. Benio Kaczyński, tak się dowiaduję od
          jego kolegi, także Warmiaka – mówiącego po polsku – lat 10, nie mówi jeszcze po
          polsku, bo w Świętej Lipce nie ma polskiej szkoły. Jeśli zasadą naszą jest, by
          nie dawać Niemcom ani jednej kropli krwi polskiej, to imię i nazwisko Benedykta
          Kaczyńskiego są dowodem jego pochodzenia polskiego. Byłoby grzechem śmiertelnym
          oddać chłopca wpływom dalszej germanizacji i to w miejscu, w którym, jak
          opowiada poetka warmijska Zientarówna, ksiądz wikary Palmowski, który za czasów
          niemieckich miał wprowadzić łosierę (pielgrzymkę) do kościoła, uczynił to tylko
          pod warunkiem, że pielgrzymka wejdzie do kościoła tylko z pieśnią polską.
      • tralala33 Wystruć-Korszyn-Licbark 13.06.06, 20:22
        A oto fragmenty artykułu, który dziś nazwalibyśmy kryptoreklamą, niedwuznacznie
        zachęcającą Polaków do osiedlania się w ‘uroczych niemal niezniszczonych
        mazurskich miasteczkach’. Autor skrył się za inicjałami J.P., artykuł zaś, pod
        tytułem ‘Szlakiem ziemi mazurskiej: Wystruć – Korszyn – Licbark’ ukazał się
        jesienią 1945 roku w 'Polsce Zachodniej'.
        • tralala33 Re: Wystruć-Korszyn-Licbark 13.06.06, 20:25
          "Czeka nas niemiłe przyjęcie. Wystruć (niemieckie Insterburg) tonie we mgle
          deszczu. W pobliżu dworca miasteczko jest zupełnie spalone. Na smutnych i
          pustych ulicach, wśród ruin sterczących domów, wśród rozrzuconego żelastwa i
          walających się rupieci, świeżo znaczą się ślady niedawnego zniszczenia
          wojennego. Na wymarłych ulicach nie widać wcale ludności cywilnej.
          Gdzieniegdzie w głębi znaczy się ocalony budynek, zajęty przez wojsko."

          jak widać, do osiedlania w Wystruci dziennikarz nie zachęcał. Miał nosa -
          wkrótce to miasto znalazło się po 'drugiej' stronie granicy i zmieniło nazwę na
          Czreniachowsk (w Obwodzie kaliningradzkim).
          • tralala33 Re: Wystruć-Korszyn-Licbark 13.06.06, 20:26
            "W słoneczne popołudnie stajemy w Korszynie (dzisiejsze Korsze). Są tu śliczne
            domki, rozrzucone po obu stronach stacji. Miejscowość jest pusta, jakby
            wymarła. Przy dworcu osiedliło się już trochę naszych kolejarzy. Uposażenie
            mają dobre. Niemców nie ma. Z aprowizacją jest coraz lepiej. Korszyn czeka na
            osiedleńców. Mieszkania śliczne, widne, niektóre prawie niezniszczone, z całymi
            szybami.
            Dalsza trasa ma przebiegać Olsztyn – Poznań. (...) i nagle jak grom z jasnego
            nieba spada nowina: zmieniono trasę. Nasz transport ma być skierowany nie na
            Olsztyn ale na Licbark (dziś - Lidzbark Warmiński)."

            ... niektóre prawie niezniszczone ..., czy to oznacza, ze wiekszość domów
            jednak została zniszczona?
            • tralala33 Re: Wystruć-Korszyn-Licbark 13.06.06, 20:28
              "Licbark wita nas świeży, jasny, umyty poranną rosą. Nastaje cudna, upalna
              sobota. Miasto częściowo zniszczone, ale naprawdę ładne. Nowa część miasta – to
              ślicznie zadrzewione ulice, nowoczesne domy i wille, cudne mieszkanka. We
              wszystkich niemal łazienki wykładane kafelkami. Wszędzie wille oplecione dzikim
              winem o wydłużonych liściach, barwy złotego amarantu. Nowa cześć miasta
              oddziela od starej wysoka gotycka brama z czerwonej cegły. Za nią jedna z ulic
              skręca w lewo. Nieco w dół. Jest tam pałacyk, otoczony domami ze zwalonym
              pomnikiem Fryderyka Wielkiego. Symbol złamanej, na zawsze powalonej krzyżackiej
              pychy, pruskiej buty. Niestety, wszystkie domy na tym placyku spalone. Ale
              odbudujemy je na nowo, w polskim stylu!"

              Patrząc na dzisiejszą zabudowę wewnątrz dawnych murów miejskich, składającą się
              głównie z bloków, ostatnie zdanie można uznać za bardziej niż ironiczne.
              • tralala33 Re: Wystruć-Korszyn-Licbark 13.06.06, 20:30
                "W Licbarku jest już kilka sklepów spożywczo-kolonialnych. Piekarnie wypiekają
                duże batony doskonałego bielutkiego chleba pszennego. Droży jest tylko o 2
                złote niż chleb w Toruniu i Poznaniu. W mieście osiedliło się już sporo
                Polaków. Co dzień ich przybywa. Niedaleko od dworca, w nowej części miasta
                znajduje się dawny zbór ewangelicki. Wewnątrz, nad głównym ołtarzem wisi
                ogromny, ciekawy w swym naturalistycznym ujęciu obraz,
                przedstawiający ‘Ostatnią wieczerzę’.Fascynujące są oczy Chrystusa, żywe,
                przyciągają wzrok siłą niemal magnetyczną."

                Gajowy - czy rozpoznasz ten kościół? Co dziś w nim jest? Gdzie dziś jest ten
                obraz?
                • tralala33 Re: Wystruć-Korszyn-Licbark 13.06.06, 20:32
                  "Na ulicach miasta spotyka się często Niemki w kolorowych turbanach na głowie,
                  porobionych z szalików. Rzucają na nas nieprzyjazne spojrzenia. Rozmawiają
                  przeważnie niechętnie. W mieście pozostało ich bardzo mało. Więcej mieszka na
                  wsi. W ich wypowiedzi płynie potok żalu do losu. Mężczyzn zabrano, kobiety
                  często wysiedlono z innych okolic. Zda się nie mogą zrozumieć, że wszystko się
                  zmieniło, że przyszło sprawiedliwe prawo odwetu. Znana jest w dziejach nasza
                  wspaniałomyślność wobec pokonanych wrogów. Ale, doprawdy, chciałby się na bruku
                  tego uroczego mazurskiego (sic!) miasteczka nie widzieć już tych niechętnych
                  spojrzeń i nie słyszeć twardej teutońskiej mowy."

                  Tak to autor chodził po uliczkach miasta słusznie uznawanego za jedną ze stolic
                  Warmii, dawej siedziby biskupa warmińskiego, w przekonaniu, ze jest na
                  Mazurach!
                  • rita100 Re: Wystruć-Korszyn-Licbark 16.06.06, 21:31
                    Mężczyzn zabrano, kobiety
                    > często wysiedlono z innych okolic. Zda się nie mogą zrozumieć, że wszystko
                    się
                    > zmieniło, że przyszło sprawiedliwe prawo odwetu.

                    To wszystko smutne i spojrzenie na wszystko tylko z jednej strony. Gdzie tych
                    męzszczyzn zabrano ?
                    Zniszczenia były, armia przeszła, zostały ruiny i no i dowiadujemy się , że
                    miszkania miały wysoki standart, że wszystko się tak toczyło, że ta zmiana
                    osiedleńcza nastapiła kosztem wyniszczenia innych ludzi. Jaka straszna jest
                    wojna i okres powojenne, kiedy to wszystko trzeba zagospodarować...
                    ach , Ci autorzy tez patrzyli pod swoim katem w 1945r, przeciez nie mogli nic
                    więcej pisać w tamtych czasach.
        • tralala33 Szczytno 20.06.06, 20:45
          Eugenia Kocwa, autorka dzisiejszego reportażu to krakowska dziennikarka (ur.
          1907 r., zm. 1963). W czasie wojny aresztowana, przetrzymywana w więzieniu na
          Monetlupich a następnie w obozie Ravenbrück. Po wojnie zajęła się tłumaczeniem
          dokumentów dla Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Współpracowała z
          Polskim Radiem i publikowała m.in. na łamach ‘Odrodzenia’, ‘Tygodnika
          Powszechnego’, ‘Życia Literackiego’.
          • tralala33 Re: Szczytno 20.06.06, 20:47
            "Na Mazurach
            Jest niedziela, kieruję więc swoje kroki w stronę kościoła. Gdy wchodzę kończą
            śpiewać godzinki, niedługo zacznie się msza święta. W jakiejś chwili kościół
            wypełnia się szurgotem setek drobnych stóp; uczniowie szkół powszechnych –
            chłopcy i dziewczęta wchodzą parami pod opieką nauczycielki i nauczyciela. A za
            nimi starsze dziewczęta z niebieskimi jedynkami, wyhaftowanymi na rękawach
            granatowych płaszczy: to uczennice pierwszego polskiego gimnazjum
            koedukacyjnego w Szczytnie. Na koniec wmaszerowują w wojskowym ordynku
            żołnierze i ustawiają się pośrodku kościoła."

            - Zapomniałam dodać - ten artykułu ukazał się w Tygodniku Powszechnym, w 1945
            roku. To jeszcze okres przejściowy - jeszcze dzieci mogły oficjalnie pójść do
            kościoła w szkolnych mundurkach pod opieką nauczycieli. Za kilka lat to się
            zmieni.
            • tralala33 Re: Szczytno 20.06.06, 20:49
              "Co by na to powiedział niestrudzony pracownik oświaty, młody entuzjasta
              (Jerzy) Lanc, który trwał uporczywie na swym posterunku w odległych stąd o 17
              kilometrów łęgach, lżony i poniewierany, gdyby zobaczył, że zaledwie
              kilkanaście lat po jego śmierci szkoła polska to nie jedna dziewczyna w Łęgach,
              lecz setki dzieci w szkole powszechnej, lecz dziesiątki młodzieży w gimnazjum.
              Teraz i mazurskie dzieci mogą się uczyć w swym ojczystym języku nie obawiając
              się niemieckich pałek. Na terenie samego Szczytna zgłosiło się ich 80. Mimo 12
              lat bezprzykładnego terroru dzieci mazurskie mówią po polsku, gdyż język ten
              słyszały w domu. Mają tylko trudności z pewnymi terminami z dziedziny
              przedmiotów szkolnych, a zwłaszcza matematyki, gdyż wiedzę tę nabywały w
              niemieckiej szkole."
              - Autorzy opracowania dodają kilka słów o młodym nauczycielu polskim ze Śląska
              Cieszyńskiego Jerzym Lancu
              Jerzy Lanc (1901-1932) – polski nauczyciel w jedynej na Mazurach polskiej
              szkole w Łęgu koło Piastuna. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Jego
              postać weszła do literatury polskiej za sprawą reportażu Melchiora
              Wańkowicza ‘Zielony Chłopak’ z tomu ‘na tropach Smętka’.
              • tralala33 Re: Szczytno 20.06.06, 20:52
                "Pośrodku miasta wznosi się brzydki koszarowy budynek z wieżą, malowany na
                jasnożółty kolor. W ustach ludzi nosi ciągle nazwę ‘zamku Juranda’. Obecnie
                mieszczą się tu biura zarządu miejskiego i starostwa, a gospodarzem powiatu
                jest wykształcony w Polsce syn mazurskiego ludu.
                Resztki krzyżackiego zamku, pochodzące z 1266r., znajdują się w głębi
                dziedzińca. Z początkiem XX wieku resztki zamku, składające się z kilku sal
                awansowały na muzeum krajoznawcze (Heimatmuseum).
                Oprócz niemieckiego materiału propagandowego z okresu plebiscytu, muzeum
                zawiera przedmioty codziennego użytku, jak skrzynie i szafy z domów mazurskich,
                sposobem malowania przypominające skrzynie krakowskie, lecz spokojniejsze w
                barwach."

                Ratusz w szczytnie nadal pomalowany jest na żółto, a piwnicznych
                pomieszczeniach nadal istnieje muzeum mazurskie. O ówczesnym staroście powiatu
                i jego gorzkiej słuzbie poczytamy też w jednym z kolejnych reportaży.
                • tralala33 Re: Szczytno 20.06.06, 20:54
                  "Szczególnie ciekawym obiektem (...) są piece z kafli ręcznie malowanych. Na
                  niektórych z nich (...) widzę kreślone niewprawną ręką napisy. Odczytuję je z
                  niejakim trudem. W muzeum krajoznawczym, zorganizowanym prze Niemców dla
                  Niemców, obce i zagadkowe dla nich hieroglify przemawiają do mnie najczystszą
                  polszczyzną:
                  Moi Panie wołcie
                  Jus się nad nami zmiłujcie.
                  Pod obrazkiem przedstawiającym młodego chłopaka podpierającego się kijem
                  widnieje napis:
                  Ja ubogi dziadek
                  po Prośbie chodze.
                  A tu znowu cała oracja kolędników:
                  Szikujcie
                  Pani Kolende
                  Bo ja tu długo
                  Nie bende a co was
                  Każdi pochwali
                  Bo ja pude dali.

                  Jako motyw zdobniczy powtarza się często powstaniec z 1831r. w rogatywce i
                  mundurze Królestwa Polskiego. Wiąże się to z faktem, że zarówno po 1831r. jak i
                  po 1863 roku wielu powstańców schroniło się na Mazury, przyczyniając się do
                  utrzymania polskości tych ziem. A w środku pieca kafel reprezentacyjny: piękny
                  polski orzeł z datą: Rok 1840. Ziemia mazurska przemawia do nas językiem żywych
                  i dziełami martwych."

                  Warto, naprawdę warto, zajrzeć do muzeum w Szczytnie i obejrzeć tę kolekcję
                  mazurskich kafli. Ja byłam zauroczona i tylko żałowałam, że nie było tam
                  sklepiku, gdzie by można kupić na pamiątkę repliki tych zielono-brązowych
                  obrazków kaflowych.
          • tralala33 Re: Szczytno 25.06.06, 20:36
            Władysław Ogrodziński, wielki przyjaciel Warmiaków i Mazurów, pod pisarskim
            pseudonimem Stefana Sulimy w reportażu ‘Spotkanie ze Szczytnem’ tak opisuje
            pierwszy kontakt z powojennym starostą powiatu szczytnieńskiego, Janem
            Lippertem, mazurskim działaczem społecznym,
            ‘Pukam do drzwi przewodniczącego Powiatowej Rady Narodowej. Stoję na progu ...
            od razu spostrzegłem, że w gabinecie przewodniczącego rozegrała się jakaś pełna
            napięcia scena. Grupa Mazurów otaczała ciasno biurko i zasłaniała siedzącego za
            nim człowieka. Jakieś pytanie zawisło widać w pokoju. Wśród milczenia zza
            biurka podniósł się barczysty człowiek. W nabrzmiałą oczekiwaniem ciszę wpadł
            trzask twardego uderzenia pięści o drewniany blat i słowa, które od razu
            nakazały czujność:
            - Pytacie, jaka to Polska przyszła tu do nas?
            cdn
            • tralala33 Re: Szczytno 25.06.06, 20:37
              W kole chłopskich twarzy przykuwa uwagę okrągła, łysa głowa, przecięta nad
              czołem długą blizną. Sposób mówienia twardy i lakoniczny, ale zacięcie
              oratorskie. Prostota i celność słowa zdumiewające, nieporównana odwaga cywilna.
              Głos bez afektacji, mimo to nabrzmiały bólem i pasją.
              Zebranie poświęcone jest niewłaściwemu stosunkowi napływowej ludności i
              niższych lokalnych władz wobec autochtonów. Ci ludzie, którzy otaczają
              przewodniczącego, przybyli ze skargami na złe traktowanie, na nadużycia, na
              rabunki, oszustwa, gwałty i własną bezsilność. Robi się z nich Niemców, a potem
              osadnik, wójt, milicjant i zwykły szabrownik odmawiają prawa do normalnego
              życia.
              cdn
              • tralala33 Re: Szczytno 25.06.06, 20:37
                Starszy już chłop, nie bacząc na brak konia, zaprzęgnął własną rodzinę do pługa
                i zaorał 13 pruskich morgów ziemi. Cisnął ostatnie ziarno w glebę i czekał.
                Przed kilkoma dniami zebrał z pola i złożył plon w stodole. Rano nie zostało
                ani ziarnka.
                Innego wójt wciągnął na listę Niemców, bo miał kogoś na jego gospodarstwo. Nim
                sprawa się wyjaśniła, gospodarstwo zostało splądrowane.
                Jeszcze innego pobito i zabrano ostatnie prześcieradło. Dzieci śpią na gołej
                słomie. Kto inny zachował resztę maszyn mleczarskich i strzegł jak oka w
                głowie. Nie zdołał jednak ustrzec ich przed sołtysem, który po ‘przyjacielsku’
                zaofiarował się przechować maszyny u siebie aż do uspokojenia stosunków. Chłop
                uwierzył a po kilku dniach okazało się, że maszyny jego są już ‘za miedzą’.
                - Pytacie mnie: macie jakie prawo w Polsce? – woła Lippert z bezsilną pasją. –
                Pytacie, gdzie macie się podziać i czy iść za Odrę? Ludzie, ja nie wiem czy się
                diabeł w to wszystko wdał, czy co! Tu nasza ziemia, tu nasze ojce, tu nasze
                groby, tu nasze miejsce!
    • tralala33 Miasto ładnych kościołów 19.07.06, 21:02
      Tak rok po wojnie opisał Olsztyn łodzianin Jan Huszcza (pseud. Jan Zagościński)

      Miasto ładnych kościołów
      Przed miastem rozlały się dwa jeziora: Krzywe i Długie, nad jeziorami
      ariergarda olsztyńska, w postaci jednopiętrowych, schludnych białych domków.
      Stacja ‘Olsztyn Zachodni’ nie istnieje, wysiadamy przeto przed prowizorium
      dworca ‘Olsztyn Główny’. Gdzie ulokować się, gdzie znaleźć nocleg? Oczywiście w
      hotelach. Są dwa ‘Warszawski’ i ‘Syrena’. Ten ostatnie przy mocno zniszczonym
      rynku. A więc niech będzie ‘Syrena’!. W Olsztynie, jak i w ogóle na tamtych
      terenach, nazwy lokalów, restauracji i barów wywodzą się z dwóch źródeł: jedne
      mają związek z Mazurami (‘Pod mazurską strzechą’, ‘Mazur’wink, drugie z
      repatriantami (‘Wilnianka’, ‘Kresowianka’, ‘Zabużanka’wink.

      Olsztyn – to miasto rozrzucone po niewysokich wzgórzach, wśród licznych drzew,
      miasto ładnych kościołów, często jednak zeszpeconych zielono-złotą glazurą,
      jaką ktoś pokrył wykusze, kolumienki i obramowania okien. W ścianach budynków
      tkwią masywy szarego kamienia, wszystko wzniesione na mocnym kamiennym
      fundamencie.

      No Panie Janie - jak mógł pan tak napisać - zeszpecone zielono-złotą glazurą. W
      średniowieczu olsztyńscy mieszczanie ostatni grosz wydawali, żeby swój kościół
      parafialny św. Jakuba pięknie ozdobić taką glazurowaną cegłą - i tylko do
      trzeciej kondygnacji wieży im się to udało. A na początku XX wieku, gdy
      budowali kościół pw Serca Jezusowego to aż z Dolnego Śląska sprowadzali te
      glazurowane kształtki! Żeby było pięknie a nie szpetnie.
      I niezauważył Pan, że nazwy hoteli (Syrena i Warszawski) to raczej znad Wisły
      niż zza Buga przyszły?
      • tralala33 Re: Miasto ładnych kościołów 19.07.06, 21:05
        Nie zwiedziłem muzeum
        Spod wysokiej wieży ratuszowej schodzę małymi uliczkami w dół ku rzeczółce,
        parkowi i ciężko wznoszącym się ku górze murom zamku. W zamku, zresztą
        zamieszkałym, mieści się Muzeum Mazurskie. Chcę je zwiedzić. Niestety, Muzeum
        jest otwarte trzy razy w tygodniu w ciągu zaledwie trzech godzin. Zwracam się
        do jakiegoś pana z prośbą, że oże by jednak ... w drodze wyjątku ...
        Spotykam się ze stanowczą odmową.
        Wędruję dalej ulicami, często noszącymi nazwiska działaczy mazurskich i
        budzicieli uświadomienia narodowego, np. poety Kajki. Ruiny spotykam co chwila,
        ale też widzę i krzątających się przy nich robotników. Dużo jednak trzeba
        pracy, by uprzątnąć wszystkie gruzy. Tak np. ulica Asnyka jest całkowicie
        zasypana.

        Kto tak, nie patrząc na plan Olsztyna, powie gdzie jest ulica Asnyka? Bo mnie
        jakoś 'zamurowało' - pewnie z tego upału.
        • tralala33 Re: Miasto ładnych kościołów 19.07.06, 21:06
          Dzień powszedni Olsztyna
          Miasto ma swoje pismo codzienne – ‘Wiadomości Mazurskie’ ,którym jednak
          częściowo nie starcza polskich czcionek. Miasto ma własny teatr, dwa kina
          (‘Mazur’ i ‘Polonia”wink, wkrótce nastąpi otwarcie trzeciego. Ulice wieczorem
          oświetla elektryczność, od pierwszego maja zaczną funkcjonować tramwaje. Stan
          ludności na dzień 31 marca wynosił: 31 044 mieszkańców, w tym 14 780 mężczyzn i
          16 264 kobiet. Przed wojną Olsztyn liczył ponad 56 tys. Mieszkańców. Jak
          wszędzie, tak i tutaj, istnieje ‘Kercelak’, na którym można wszystko kupić i
          wszystko sprzedać. Dookolne jeziora sugerują, że łatwo o ryby. Udaję się do
          spółdzielni ‘Rybol’. Niestety, ani ceny konserw i marynat rybnych nie są
          niskie, ani wybór nie jest wielki. Co krok sklepy i sklepiki. Łatwo także o
          białe litery na czerwonym tle, składające się na nazwy biur i urzędów. Zapada
          łagodny wieczór, kupuję na rogu jednej z ulic u starego, siwego Mazura o
          pomarszczonej twarzy paczkę kiepskiej Wolności i wracam do hoteliku, by
          obserwować z okna tłoczącą się przed kinem młodzież.


          Tu naturalnie zauważymy, że pan Jan za krótko był w Olsztynie i nie dowiedział
          się, że starszy sprzedawca cygaretów był Warnijokiem a nie Mazurem.
    • tralala33 Pierzyna najwazniejsza! 11.08.06, 21:27
      W swoim zbiorze reportaży 'Na gruzach Smętka', wydanym w 1947 r. Leon
      Sobociński zamieścił krótki tekst zatytułowany 'Pod kątem widzenia pierzyny' -
      bardziej felieton niż reportaż.
      Leon Sobociński urodził się w Mławie, w 1897r., zmarł w Warszawie w 1948r. Choć
      z wykształcenia był prawnikiem, całe życie poświęcił pracy dziennikarza i
      reportera. Już w 1921r. został zastępcą redaktora naczelnego 'Gazety
      Toruńskiej'. Jeszcze przed wojną poznał Prusy Wschodnie - w 1936r. wraz z
      Sewerynem Pieniężnym przygotował jubileuszowy numer 'Gazety Olsztyńskiej'! Tuż
      przed wojną opublikował serię artykułów 'Zarys dziejów plebiscytu na Warmii'.
      Nic dziwnego więc, że po wojnie wyruszył na Mazury i Warmię, a co tam zobaczył
      bardzo go zabolało.
      • tralala33 Re: Pierzyna najwazniejsza! 11.08.06, 21:28
        Co pan tak żałuje tych ‘wasserpolaków’, przecież to zakute łby niemieckie. Czy
        pan był podczas okupacji, zwłaszcza na granicy dzisiejszych Mazur? Widział pan,
        co ci kochani pobratymcy wyprawiali na Mazowszu? – jednym tchem, nie dając mi
        dojść w dyskusji do słowa, pytlowała starsza jegomość, którą przypadkowo
        poznałem w pewnym towarzystwie.
        Była to osadniczka: sklep, pięć pokoi umeblowanych, konie, bryczka, dwie krowy.
        - A pani łaskawa z jakich stron?
        - Z Polski!
        - Czy tu nie Polska?
        -Tu są Ziemie Odzyskane, Prusaki.
        - I jak się państwo wśród tych ‘Prusaków’ czują?
        - Nie mam nawet czasu o tym myśleć, z mężem jesteśmy zaharowani. Rozumie pan,
        trzeba tu polskość ugruntować.
        - Ale co pani ci ‘Prusacy’ zrobili, że się pani odzywa o nich z taką pogardą?
        - Jak to co? Czy panu żandarmi niemieccy nie wyrządzili żadnej krzywdy? Bo nas
        w przasnyskim w domu obrabowali z pierzyn, mebli, usunęli z mieszkania. Dwóch
        tych żandarmów mówiło po polsku zupełnie dobrze. Powiadali, że są z Mazur.
        Przychodzili do nas często po bimber, po jajka, mówiąc śmiesznie ‘matka, daj
        jajka.’ Nie gardzili i kaczką, gęsią. Musieliśmy się okupywać. Znajomość przez
        nich języka polskiego ułatwiła Niemcom Złodziejską robotę. Zwłaszcza tej
        puchowej pierzyny, mówię panu, nie mogę do dziś odżałować. Przeszukałam tutaj w
        całej okolicy, nawet gotowa byłabym odkupić, ale nie znalazłam.
        cdn
        • tralala33 Re: Pierzyna najwazniejsza! 11.08.06, 21:31
          Takie jest nastawienie niektórych przybyszów do problemu mazurskiego,
          nastawienie pod kątem widzenia pierzyny, zegarka, mebli, Za dwóch żandarmów
          Mazurów, nawet powiedzmy ostatnich drani, musi koniecznie odpowiadać cały
          powiat ostródzki albo olecki, w ogóle cała Warmia z Mazurami, a ‘mściciele’ na
          własną rękę miał być pierwszy lepszy ‘pionier’. Czy łotrów, wysługujących się
          Niemcom dla zysku nie było wśród Polaków z innych dzielnic? A iluż to dzisiaj,
          udających patriotów i katonów, ordynarnie współpracowało z okupantem? To
          wszystko owej ‘pionierce’ spokojnie wyłożyłem. Oczywiście bez skutku. Na
          argument ‘pierzyny’ nie miałem kontrargumentu. Owszem, miałem, ale był dla
          mojej znajomej nie do przyjęcia.
          gdybyśmy wypadki dnia oceniali z szerokiej perspektywy historycznej,
          największa 'pierzyna' nie miałaby wartości piórka. Nie potrafimy myśleć
          historycznie. Zegarek, czy pierzynę poświęcić trzeba nie raz i nie dwa dla tych
          racji, które dyktuje konieczność dziejowa i wyższy sens życia gromadzkiego.
            • kazuyoshi78 Re: Pierzyna najwazniejsza! 28.08.06, 13:10
              > Oj, smutne to wszystko - osiedlić się na cudzej ziemi i wyrugowac prawowitych
              > włascicieli , chodzi o ludnośc cywilną , niczemu nie winną.
              > Teraz my !

              Ci "prawowici właściciele" głosowali podczas plebiscytu w 99% za Niemcami.
              Trudno sie zatem dziwić, że w 1945 roku mało kto był skłonny uznać ich za
              Polaków, skoro sami nie chcieli być Polakami lecz Niemcami i podczas plebiscytu
              to udowodnili.

              A trudno było wymagać jakiegoś większego szacunku dla Niemców w roku 1945,
              wojenne rany były jeszcze zbyt świeże.
              --
              Warszawa na fotografiach

              Mało? Być może. To zrobię jeszcze więcej.
              • gajowy555 Re: Pierzyna najwazniejsza! 28.08.06, 15:08
                Kazuyoshi, to na cześć Funaki'ego ?
                Każdy ma prawo do swojego osądu historii, ale świadectwo prawdzie mogliby dać,
                oprócz historyków, przede wszystkim autochtoni, żyjący wtedy na tych ziemiach.
                A że jest ich coraz mniej, to dla mnie takim świadectwem jest powieść Edwarda
                Cyfusa "A życie toczy się dalej". Gorąco polecam
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=45303361
                (można jej także wysłuchać u nas w interpretacji samego autora).
                Pozdrawiam...
                • kazuyoshi78 Re: Pierzyna najwazniejsza! 28.08.06, 17:01
                  Historyczna prawda jest jednak taka, że mało kto na Warmii i Mazurach z
                  wytęsknieniem czekał Polski. Znaczna większośc ludności czuła się do 19.wieku
                  Prusakami (coś na kształt "tutejszych"), a potem po prostu Niemcami. Na pewno
                  nie Polakami! A że mówili po polsku? Cóż, sprzeczności w tym nie ma żadnej, np.
                  mieszkańcy Irlandii mówią przede wszsytkimj po angielsku, a uważają się za
                  Irlandczyków a nie za Anglików. Warmiacy i Mazurzy mówili w więksszości po
                  polsku, ale czuli się Niemcami, chcieli być Niemcami i podczas plebiscytu dali
                  temu wyraz. Wszelkie powojenne i pokutujące do dziś teorie o dążeniu Warmiaków
                  i Mazurów do zjednoczenia z "polską macieżą" to jedna wielka bujda na resorach.

                  Sprawdź zresztą w źródłach, na jakim obszarze Prus Wschodnich Hitler i NSDAP
                  mieli największe poparcie, to się zdziwisz smile
                  --
                  Warszawa na fotografiach

                  Mało? Być może. To zrobię jeszcze więcej.
                  • tralala33 Re: Pierzyna najwazniejsza! 28.08.06, 21:05
                    Kazuyoshi - o tym, że przyłaczenie do Macierzy można dopisać jako przykład
                    orwellowskiego newspeak nikt nie musi mnie przekonywać. Podobnie jak Ziemie
                    Odzyskane czy, z innej beczki, repatrianci. Wiem też, że mieszkańcy Prus
                    Wschodnich, najbiedniejszego obszaru przedwojennych Niemiec, chętnie głosowali
                    na Hitlera i jego partię. Wierzyli w obietnice poprawy gospodarczej i te
                    obietnice częściowo zostały spełnione. Nikt jednak nie pomyślał, że w
                    ostatecznym rozachunku popieranie takiej partii przyniesie Prusom Wschodnim
                    kompletną klęskę i ruinę (gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się ponura analogia z
                    poparciem dla Samoobrony - zachowując wszelkie proporcje).
                    Wrócmy jednak do tego, co napisał Leon Sobociński: "Zegarek, czy pierzynę
                    poświęcić trzeba nie raz i nie dwa dla tych racji, które dyktuje konieczność
                    dziejowa i wyższy sens życia gromadzkiego." I tu żałuję, że ludzi myślących tak
                    jak on nie było więcej, zwłaszcza wśród ówczesnych władz. Że nie pozwolono
                    Warmiakom i Mazurom pozostać na swoich gospodarstwach. Niech by tu żyli jako
                    Mazurzy obywatele polscy, Warmiacy obywatele polscy, czy nawet Niemcy obywatele
                    polscy - myślę, że nasz region byłby dziś zamożniejszy, ciekawszy, bogatszy
                    kulturowo. Rozumiem jednak też, że lata powojenne temu nie sprzyjały, że
                    krzywdy wyrządzone w czasie wojny mściły się na rodzimej ludności tych ziem. To
                    potrafię zrozumieć, choć żałuję. Dużo trudniej mi pojąć to, co stało się w
                    latach siedemdziesiątych, kiedy 'przehandlowano' Mauzurów i Warmiaków za
                    kredyty i miejsca na budowanie dacz sad

                    • kazuyoshi78 Re: Pierzyna najwazniejsza! 28.08.06, 21:22
                      > I tu żałuję, że ludzi myślących tak
                      > jak on nie było więcej, zwłaszcza wśród ówczesnych władz. Że nie pozwolono
                      > Warmiakom i Mazurom pozostać na swoich gospodarstwach. Niech by tu żyli jako
                      > Mazurzy obywatele polscy, Warmiacy obywatele polscy,

                      Myślę, że gdyby ludnośc ta dobrowolnie określiła się jako Polacy, nie było by
                      problemu, tak jak nikt przecież nie wyganiał ludzi z Powiśla czy Śląska, jeśli
                      określali się dobrowolnie jako Polacy. Gdyby Warmiacy i Mazurzy czuli się
                      Polakami, zostaliby pewnie na swycyh gospodarstwach i żyliby (oni lub ich
                      potomkowie) na tej ziemi do dziś. Sęk w tym, że Polakami się nie czuli i tu
                      zaczęły się problemy...

                      > czy nawet Niemcy obywatele polscy

                      Cóż, teraz na pewno nikomu by to jakoś specjalnie nie przeszkadzało, mi też
                      nie. Niestety w 1945 roku z oczywistych względów nie było to możliwe.

                      > myślę, że nasz region byłby dziś zamożniejszy, ciekawszy, bogatszy
                      > kulturowo.

                      Też tak myślę. W sumie szkoda, że wyszło jak wyszło...

                      > Rozumiem jednak też, że lata powojenne temu nie sprzyjały, że
                      > krzywdy wyrządzone w czasie wojny mściły się na rodzimej ludności tych ziem.
                      > To potrafię zrozumieć, choć żałuję. Dużo trudniej mi pojąć to, co stało się w
                      > latach siedemdziesiątych, kiedy 'przehandlowano' Mauzurów i Warmiaków za
                      > kredyty i miejsca na budowanie dacz sad

                      Prawda jest taka, że Warmiacy i Mazurzy wtedy aż się rwali, aby wyjechać do
                      Niemiec. No to komuniści jak to komuniści, postanowili na ludzkich dramatach
                      zrobić interes sad
                      --
                      Warszawa na fotografiach

                      Mało? Być może. To zrobię jeszcze więcej.
              • fedar Re: Pierzyna najwazniejsza! 28.08.06, 17:08
                Kazuyoshi, to nie całkiem tak. Niemcy uważali ich za Polaków, Polacy za Niemców (w pewnym uogólnieniu). Niestety po obu stronach nacjonalizm zbierał swoje żniwo, a ofiarami tego zamieszania byli zawsze autochtoni. Pod koniec wojny pierwsze "porządki" zrobili Rosjanie. A co do plebiscytu to dam inny przykład: przez kilkadziesiąt lat w pewnym kraju nad Wisłą jedynie słuszna Partia była przez Naród jednogłośnie wybierana Przewodnią Siłą Narodu. Do jakich wniosków doszlibyśmy używając Twoich argumentów?
                Odnosząc się do wsześniejszego fragmentu o Mazurach żandarmach: a czy polscy powojenni szabrownicy byli lepsi? Wielu Mazurów, którzy przeżyli radziecką falę, padło z ich ręki. Nie ma w tym wszystkim ani polskiej, ani niemieckiej racji. Mazur to Mazur - nie Polak i nie Niemiec.
                Jeszcze jedno: jeszcze pod koniec XIX w. Mazurami nazywano mieszkańców Mazowsza, czyli naszych przodków. Nazwa "Mazury" być może wzięła się od mazowieckich osadników licznie osiadających na ziemiach dawnych Prusów. Stąd m.in. znajomość jęz. polskiego. Najstarsze ślady mieszania się kultur pochodzą jeszcze ze średniowiecza. Zresztą dużo by o tym mówić i pisać. Ja wciąż jestem pod wrażeniem książki Andreasa Kosserta "Mazury", którą przeczytałem kilka miesięcy temu. Również Ciebie zachęcam do lektury książek o tej ziemi i tej kulturze.
                • kazuyoshi78 Re: Pierzyna najwazniejsza! 28.08.06, 18:05
                  > Kazuyoshi, to nie całkiem tak. Niemcy uważali ich za Polaków, Polacy za
                  > Niemców (w pewnym uogólnieniu). Niestety po obu stronach nacjonalizm zbierał
                  > swoje żniwo, a ofiarami tego zamieszania byli zawsze autochtoni.

                  To prawda, że autochtoni obrywali i od jednych i od drugich ale kiedy musieli
                  dokonywać wyboru, wybierali niemieckość. Historia wskazuje, że Mazurzy dążyli
                  do tego, aby Niemcy uznali ich w końcu za pełnoprawnych czlonków narodu
                  niemieckiego (z poszanowaniem wszakże ich odrębności językowej), a nie do tego,
                  aby znaleźć się w Polsce. Nawet walka o język polski w szkołach to nie była
                  walka o polskość, a jedynie o to, aby Niemcy uszanowali odrębność językową
                  Mazurów w ramach wspólnoty niemieckiej.

                  > Pod koniec wojny pierwsze "porządki" zrobili Rosjanie. A co do plebiscytu to
                  > dam inny przykład: przez kilkadziesiąt lat w pewnym kraju nad Wisłą jedynie
                  > słuszna Partia była przez Naród jednogłośnie wybierana Przewodnią Siłą
                  > Narodu. Do jakich wniosków doszlibyśmy używając Twoich argumentów?

                  Sugerujesz, że plebiscyt był sfałszowany? Obawiam się jednak, że nie. Przykład
                  z Ziemii Działdowskiej, która jako jedyna część Mazur decyzją mocarstw znalazła
                  się po 1.wojnie z przyczyn strategicznych w Polsce (zresztą wbrew woli
                  miejscowej ludności) - kilka tysięcy ludzi od razu uciekło przed Polską do
                  Niemiec, a reszta w polskich wyborach do sejmu głosowała na ugrupowania i
                  kandydatów o orientacji proniemieckiej. Czy te wybory też były sfałszowane?

                  > Odnosząc się do wsześniejszego fragmentu o Mazurach żandarmach: a czy polscy
                  > powojenni szabrownicy byli lepsi? Wielu Mazurów, którzy przeżyli radziecką
                  > falę, padło z ich ręki. Nie ma w tym wszystkim ani polskiej, ani niemieckiej
                  > racji. Mazur to Mazur - nie Polak i nie Niemiec.

                  Nie, polscy szabrownicy nie byli lepsi. Natomiast sami Mazurzy wielokrotnie
                  chcieli, aby traktowano ich jako Niemców, więc trudno wyrażać zdziwienie, że po
                  1945 roku też ich potraktowano jako Niemców. Oczywiście ja tycvh zbrodni na
                  Mazurach nie popieram i nie rozgrzeszam (bo żadnych nie popieram i nie
                  rozgreszam), ale jestem w stanie zrozumieć, że traktowano Mazurów jakio
                  Niemców, skoro sami de facto tego chcieli.

                  > Jeszcze jedno: jeszcze pod koniec XIX w. Mazurami nazywano mieszkańców
                  > Mazowsza, czyli naszych przodków. Nazwa "Mazury" być może wzięła się od
                  > mazowieckich osadników licznie osiadających na ziemiach dawnych Prusów. Stąd
                  > m.in. znajomość jęz. polskiego.

                  Wszystko się zgadza. Ale język i korzenie nie świadczą jeszcze o poczuciu
                  przynależności narodowej - Mazurzy swój język nazywali polskim, ale uważali się
                  nei za Polaków, lecz za Prusaków, potem za Niemców. Jedynie niewielka grupa
                  Mazurów czuła się Polakami.

                  > Najstarsze ślady mieszania się kultur pochodzą jeszcze ze średni owiecza.
                  > Zresztą dużo by o tym mówić i pisać. Ja wciąż jestem pod wrażeniem
                  > książki Andreasa Kosserta "Mazury", którą przeczytałem kilka miesięcy temu.
                  > Również Ciebie zachęcam do lektury książek o tej ziemi i tej kulturze.

                  O tej książce piszesz?
                  wysylkowa.com/ks458909.html
                  Jeśli tak, to czytalem smile
                  --
                  Warszawa na fotografiach

                  Mało? Być może. To zrobię jeszcze więcej.
                  • fedar Re: Pierzyna najwazniejsza! 28.08.06, 20:21
                    Nie dziwi mnie wcale, że znakomita większość Mazurów, stojąc przed koniecznością wyboru, wybierała przynależność do Niemiec. Złożyło się na to co najmniej kilka powodów:
                    1. Prusy Wschodnie były cywilizacyjnym zaściankiem Niemiec, ale też cywilizacyjnym rajem w odniesieniu do sąsiedniego Mazowsza - czytaj - Polski.
                    2. Te ziemie praktycznie od samego początku były kolonizowane "po niemiecku".
                    3. Intensywna propaganda niemiecka wzbudzała w autochtonach niemalże antypolską histerię, np. straszono Mazurów polskimi Żydami.
                    4. Pomoc finansowa i materialna dla Prus ze znacznie bogatszych Niemiec - szczególnie po zniszczeniach I Wojny Światowej.
                    Pewnie można by szukać dalej, ale wg mnie główną rolę grały jednak przyczyny ekonomiczne. To chyba potwierdza fakt, że mnóstwo mieszkańców Warmii i Mazur wyjechało za chlebem do Niemiec.
                    Mazurzy opowiedzieli się za Niemcami, ale czy czuli się Niemcami w ścisłym tego słowa znaczeniu? Myślę (zaznaczam że jest to moje "gdybanie" i mogę sięmylić), że mieszkańców Prus Wschodnich łączyła pewna specyficzna więź. Nie była to zapewne taka absolutna jedność (praktycznie do końca można było dzielić ich na potomków osadników niemieckich i polskich lub może bardziej ogólnie: zachodu i wschodu), ale było coś co pozwalało mówić o nich jak o Mazurach, a nie jak o Niemcach i Polakach. Zdaje się, że wcześniej poszło o to czy Mazurzy to Polacy czy nie. Ja zaryzykuję twierdzenie (i tu się powtarzam), że to ani Niemcy, ani Polacy, ale po prostu Mazurzy.
                    OK, dość, bo zapuszczam się w mało znane mi obszary smile
                    Myślę że każdy z nas może mieć własne poglądy. Gdyby wszyscy myśleli to samo, to byłoby nudno.
                    Na złagodzenie nastrojów do "Zdjęć z podróży" wrzucę zaraz jakieś panoramki spornego Działdowa smile. Zdjęcia z miasta będę miał prawdopodobnie ok. połowy września. Dotychczas kręciłem się tylko po okolicach.
                    Pozdrowienia
                    • kazuyoshi78 Re: Pierzyna najwazniejsza! 28.08.06, 21:01
                      > Nie dziwi mnie wcale, że znakomita większość Mazurów, stojąc przed
                      > koniecznością wyboru, wybierała przynależność do Niemiec. Złożyło się na to
                      > co najmniej kilka powodów:
                      > 1. Prusy Wschodnie były cywilizacyjnym zaściankiem Niemiec, ale też
                      > cywilizacyjnym rajem w odniesieniu do sąsiedniego Mazowsza - czytaj - Polski.
                      > 2. Te ziemie praktycznie od samego początku były kolonizowane "po niemiecku".
                      > 3. Intensywna propaganda niemiecka wzbudzała w autochtonach niemalże
                      > antypolską histerię, np. straszono Mazurów polskimi Żydami.
                      > 4. Pomoc finansowa i materialna dla Prus ze znacznie bogatszych Niemiec -
                      > szczególnie po zniszczeniach I Wojny Światowej.
                      > Pewnie można by szukać dalej, ale wg mnie główną rolę grały jednak przyczyny
                      > ekonomiczne. To chyba potwierdza fakt, że mnóstwo mieszkańców Warmii i Mazur
                      > wyjechało za chlebem do Niemiec.

                      Wszystko to prawda. Tyle, że w 1945 po ludnośc Warmii i Mazur znów mogła wybrać
                      i znów wybrała... niemieckość. Mam na myśli prowadzoną wtedy weryfikację
                      ludności, kiedy to ludność Warmii i Mazur nie chciała się określić jako Polacy.
                      Taki był ich wybór, ale wybór ten musiał w roku 1945 i następnych (rany
                      powojenne były jeszcze wtedy w Polsce bardzo świeże!) pociągnąć za sobą
                      określone konsekwencje, tj. prześladowanie i rugowanie ludnosci uważającej się
                      za Niemców.

                      Mój ojciec pochodzi z miasteczka Sztum na Powiślu (nie jest autochtonem, jego
                      rodzice napłnęli do Sztumu po roku 1945), nadal mieszkają tam moi dziadkowie,
                      więc znam dobrze tamtejsze realia. Otóż do 1945 roku mieszkała w Sztumie i
                      okolicach spora grupa Polaków (w samym Sztumie jakaś 1/3 ludności, w
                      okolicznych wsiach większość). Po 1945 roku znaczna więszkość tej ludności
                      pozostała na miejscu, zadeklarowała się jako Polacy i... I nikt ich nie
                      przesladował, zintegrowali się z ludnością napływową, ich potomkowie żyją w
                      Sztumie i okolicach do dziś (czasem zresztą nosząc czysto niemieckie nazwiska,
                      bo nie wszyscy nosili nazwiska polskie) i nigdy nie było w Sztumie jakichś
                      specjalnych konfliktów między autochtonami a ludnością napływową. Owszem, swoje
                      po wojnie wycierpieli, ale w czach stalinizmu tak samo cierpieli ludzie w
                      Kielcach, Kaliszu czy Lublinie, takie to czasy byly.

                      Po co piszę o tym Sztumie? Bo z Mazurami moglo być podobnie, gdyby dobrowolnie
                      okreslili się jako Polacy. Wybrali niemieckośc i trzeba ten ich wybór
                      uszanowac, ale też nie ma się co dziwić i rozpaczać, że zostali jak cała reszta
                      Niemców potraktowani. Wszak chęć odwetu była wówczas u Polaków bardzo silna i
                      trudno się temu dziwić.

                      > Mazurzy opowiedzieli się za Niemcami, ale czy czuli się Niemcami w ścisłym
                      > tego słowa znaczeniu? Myślę (zaznaczam że jest to moje "gdybanie" i mogę
                      > sięmylić), że mieszkańców Prus Wschodnich łączyła pewna specyficzna więź. Nie
                      > była to zapewne taka absolutna jedność (praktycznie do końca można było
                      > dzielić ich na potomków osadników niemieckich i polskich lub może bardziej
                      > ogólnie: zachodu i wschodu), ale było coś co pozwalało mówić o nich jak o
                      > Mazurach, a nie jak o Niemcach i Polakach. Zdaje się, że wcześniej poszło o
                      > to czy Mazurzy to Polacy czy nie. Ja zaryzykuję twierdzenie (i tu się
                      > powtarzam), że to ani Niemcy, ani Polacy, ale po prostu Mazurzy.

                      OK, niech będzie, że to po prostu Mazurzy, ja tego nie neguję i nawet się z tym
                      zgadzam, nie uważam ich w żadnym razie za typowych Niemców ze względu na
                      odmienny język, korzenie i tradycje. Tylko, że taki już los czy też pech
                      Mazurów, że historia zmuszała ich raz po raz do opowiedzenia się za Polską bądź
                      Niemcami. I jakoś tak się składa, że zawsze wybierali Niemcy. Ostatni raz po
                      1945 roku. Szanuję ich wybór, ale też nie powinniśmy teraz jakoś szczególnie
                      rozpaczać, że nasi ojcowie czy dziadkowie nienajlepiej się z nimi obeszli.
                      Takie to są prawa wojny i odwetu, w tym przypadku na Niemcach i tych, co za
                      Niemców się uważali. Jasne, że są to wszystko ludzkie tragedie, ale idąc tym
                      tropem tak samo powinnismy przeżywać tragedię po 1945 roku niemieckiej ludnosci
                      z miast takich jak Breslau, Stettin, Waldenburg, Koeslin, Landsberg an der
                      Warthe itd. A czy ktoś z Polaków te niewątpliwe tragedie przeżywa???

                      > Myślę że każdy z nas może mieć własne poglądy. Gdyby wszyscy myśleli to samo,
                      > to byłoby nudno. Na złagodzenie nastrojów do "Zdjęć z podróży" wrzucę zaraz
                      > jakieś panoramki spornego Działdowa smile. Zdjęcia z miasta będę miał
                      > prawdopodobnie ok. połowy września. Dotychczas kręciłem się tylko po
                      > okolicach.
                      > Pozdrowienia

                      Również pozdrawiam, czekam niecierpliwie na zdjęcia smile

                      PS. A swoją drogą jakby to pięknie i prosto było, gdyby swojego czasu Warmiacy
                      i Mazurzy zechcieli być Polakami...
                      --
                      Warszawa na fotografiach

                      Mało? Być może. To zrobię jeszcze więcej.
                      • tralala33 Re: Pierzyna najwazniejsza! 28.08.06, 21:13
                        Wybaczcie, że się wtrącam. To nie do końca było tak, że mieszkańcy byłych Prus
                        Wschodnich przy weryfikacji jednoznacznie opowiadali się za niemieckością.
                        Tragedia polega na tym, ze przymuszano do wyjazdu wszystkich - a to dlatego, że
                        ktoś miał ochotę przejąć czyjeś gospodarstwo, a to dlatego, że przyjechał ktoś
                        z daleka i wszystkich 'tubylców' traktował jako 'szwabów'. Nawet brat Marii
                        Zientary-Malewskiej został usunięty z rodzinnego gospodarstwa, a przecież cała
                        rozdzina Zientarów w plebiscycie 1920 roku głosowała za Polską. Przeczytaj
                        fragment wspomnień Kardynała Wyszyńskiego z pobytu w Orzechowie w 1953r. Wtedy
                        jeszcze mieszkało tam wielu Warmiaków. Dziś pozostał tylko kościół, cmentarz,
                        jeden dom i leśniczówka. Powód - wieś leżała zbyt blisko Łańskich Lasów, trzeba
                        było ją wysiedlić, żeby powiększyć to państwo w państwie. To nie był jakiś
                        odosobniony przypadek. Takich 'wsi nierozowojwych' było więcej.
                        orzechowo.wiara.pl/orzechowo_pamietnik.html
                        • kazuyoshi78 Re: Pierzyna najwazniejsza! 28.08.06, 21:25
                          Fakt, że takie działanie komunistów było niezłą antyreklamą polskości dla tych,
                          którzy jeszcze się wahali. W tym sensie to również i mi jest głupio - mój
                          dziadek też był komunistą i choć to nie jest moja wina, bo mnie na świecie nie
                          było, to wstydzę się za niego.
                          --
                          Warszawa na fotografiach

                          Mało? Być może. To zrobię jeszcze więcej.
                          • gajowy555 Re: Pierzyna najwazniejsza! 29.08.06, 09:53
                            No jó, lejdójem sia co tako fejn dysputa łu noju na Warniji sia toczy.
                            Tlo żal co tak mało do noju zaglóndocie. Mym sia zawdy radujem jek do noju
                            goście przychodzó, jek byście sia do naszy ksiójżki gości wpsisali to tyż by
                            buło fejn.
                            A za dziadka "komunistę" ni ma sia co wstydzić Kazuyoshi, bo by sia cały śwat
                            przez wieki musiał za swoich przodków wstydzić - łod Adama i Ewy począwszy...
                        • tralala33 Re: Pierzyna najwazniejsza! 29.08.06, 21:31
                          Ten wpis powinien pojawić się w wątku o Marii Zientarze-Malewskiej, ale z
                          pewnym wyprzedzeniem zacytuję tu fragment jej wspomnień - pierwsze powojenne
                          spotkanie z Polakami:
                          "W wiosenny poranek 25 marca 1945 r. (pracowaliśmy w Brąswałdzie) przy
                          oczyszczaniu drogi wiejskiej, strasznie zaśmieconej wskutek przemarszu wojsk i
                          uciekinierów. Prace porządkowe wykonywali mieszkańcy Brąswałdu na polecenie
                          mojego brata Augusta, który pełnił funkcję sołtysa naszej wsi. Brat wyjechał w
                          tym dniu do komendantury radzieckiej do Dywit i podczas jego nieobecności
                          zjawiło się kilku żołnierzy radzieckich (..) oznajmili nam, że w ciągu kilku
                          godzin ludność ma opuścić wioskę. Wiadomość zdruzgotała nas, nie wiedzieliśmy
                          co czynić, gdzie i do kogo się udać. Płacz i lament bezradnych kobiet z małymi
                          dziećmi wypełnił domostwa. Matki ubierały dzieci, pakowały skromne tłumoczki i
                          załadowały je na ręczne wózki, jechały w kierunku Dąbrówki, Tuławek i
                          Barczewka.
                          Wracając do domu, obie z siostrą postanowiłyśmy czekać na powrót brata. Wtedy
                          to pomyślałam sobie, pytając: - To taka nagroda ma nas spotkać na trwanie w
                          polskości, to ma być ta oczekiwana i wyśniona Polska – Ojczyzna nasza.
                          Wkrótce przed naszą chatę zajechał wóz ciężarowy. Na przodzie zobaczyłam biało-
                          czerwoną chorągiew. Krzyknęłam: ‘Samochód polski’. Wszyscy troje, ojciec
                          staruszek, siostra i ja wybiegłyśmy radośnie powitać pierwszych polskich
                          kolejarzy, z którymi przyjechał także mój brat August. Po tylu latach trudno
                          dziś opisać nasze wzruszenie.
                          Sądziliśmy, że przybyli do nas Polacy będą tak samo wzruszeni i uradowani ze
                          spotkania z rodakami, którzy tu wytrwali. Ale jakież było nasze przykre
                          zaskoczenie, gdy jeden z kolejarzy powiedział ironicznie: ‘Teraz to wszyscy
                          chcielibyście być Polakami, a dawniej byliście Niemcami’. (...) August pobiegł
                          do stodoły i po paru minutach wrócił z blaszanym pudełkiem. Drżącymi rękami
                          wyjął z niego sztandar z Rodłem, rozwinął i po chwili milczenia ochrypłym
                          głosem powiedział: ‘Teraz chyba łuzierzyta, co mu jesteśwa Polaki.’

                          - Nie uwierzyli – rodzina Zientarów musiała opuścić Brąswałd sad
    • tralala33 Zagadnienie mazurskie 03.09.06, 19:51
      ... to fragment artykułu Eugenii Kocwy z 1945 roku.
      Kościół św. Jakuba w Olsztynie – to jeden z ciekawszych zabytków gotyckiego
      budownictwa na Mazurach. Tym razem jednak nie piekno architektury (...)
      przykuwa moją uwagę. Interesują mnie białe karteczki lub mosiężne blaszki,
      oznaczające miejsca zakupione w kościelnych ławkach. Roi się w nich od polskich
      nazwisk: Langowski, Jerzembek, Sowa, Kucharzewski, Dziedzek. Michelewski,
      Lubowski. Nazwiska polskie nie tylko w brzmieniu, lecz i w pisowni. Uderzającym
      jest fakt, że nawet tam, gdzie pisownia polska została zniekształcona, jak np.
      w nazwisku Koschinski, zostaje zachowane końcowe ‘i’ w przeciwieństwie do ‘y’
      występującego w Niemczech.
      (...) Wśród obecnych mieszkańców Olsztyna znajduje się 742 Warmiaków i Mazurów.
      I zaczynam myśleć, że coś tu jest nie w porządku. Tak silny ruch polski przed
      wojną i obecnie tylko 742 Warmiaków i Mazurów na 26 000 mieszkańców miasta?
      Mniej nawet niż Niemców, których liczbę urzędowa statystyka określa jako 1500?
      • tralala33 Re: Zagadnienie mazurskie 03.09.06, 19:52
        Do rozwikłania tej zagadki dopomaga mi stary kościelny (...) Stary Warmiak,
        Stanisław Głowacki, 77 lat sobie liczący, obecnie kościelny przy parafii św.
        Jakuba, a przez 45 lat funkcjonariusz niemieckich kolei państwowych, mówi
        piękną, czystą polszczyzną. Opowiada jak to było w oswobodzonym Olsztynie.
        Tuż za armią przyszła druga fala. Fala mętów ludzkich, które ciągną
        nieuchronnie za wojskiem jak kruki na żer. Ci ludzie mówili po polsku, Mówili
        tym samym językiem, co gnębieni przez niemieckich zaborców Warmiacy i Mazurzy.
        A mimo to nie chcieli odróżniać Warmiaków od Niemców. Odróżnienie to
        zmniejszyłoby niesłychanie możliwości łupu.(...) Nie pomoże mówić po polsku: tu
        siedziałeś to jesteś Niemiec. Pięćdziesięcioletnią córkę Głowackiego ciężko
        pobito, gdy broniła swego i ojcowskiego dobytku. To samo zdarzyło się wielu
        innym.
        Takie było pierwsze zetknięcie Warmiaków i Mazurów z Polską; dla niektórych
        wytęsknioną, dla większości po prostu nieznaną. W rezultacie wielu Warmiaków i
        Mazurów uciekło stąd i dlatego statystyka nie może się ich doliczyć nawet
        tysiąca, choć – jak twierdzi stary Głowacki – ‘tu prawie wszyscy po polsku
        mówili.’
        • tralala33 Re: Zagadnienie mazurskie 03.09.06, 19:52
          To zaledwie fragment artykułu Eugenii Kocwy, który ukazał się w 1945 roku
          w ‘Tygodniku Powszechnym’ (nr 34). Zanim przytoczę dalsze akapity, kilka uwag –
          także tych, uczynionych przez autorów tego zbioru felietonów. Po pierwsze –
          kościół św. Jakuba jest zabytkiem architektury warmińskiej, a nie mazurskiej. O
          Stanisławie Głowackim dowiadujemy się, że był rodowitym Warmiakiem (żył w
          latach 1868-1949) od 1924 był zakrystianem w kościele św. Jakuba (dzisiejszej
          katedrze). Stwierdzenie, że przed wojną prawie wszyscy w Olsztynie mówili po
          polsku jest mocno przesadzone – wg księdza Jana Hanowskiego w polskich
          nabożeństwach w kościele św. Jakuba brało udział około tysiąca osób a Olsztyn
          liczył wtedy około 50 000 mieszkańców. Ostatnia uwaga – w 1945 roku trudno było
          napisać (i liczyć na to, że zostanie to opublikowane), iż tak naprawdę
          pierwszymi szabrownikami w Prusach Wschodnich były oddziały Armii Radzieckiej,
          traktujące wszystko, co tu się znajdowało jako ‘trofiejne’ – łącznie z ludźmi.
    • tralala33 Węgorzewo 20.09.06, 21:26
      Drobny przyczynek, ułamek wspomnień - jak to było w Węgorzewie tuż po wojnie:

      Więzienie za metrykę

      Wspominając czasy powojenne nie sposób było pominąć historię węgorzewskich
      parafii. Wśród członków Klubu znalazł się uczestnik pierwszej odprawionej tu po
      wojnie pasterki.

      - Był 1945 rok, trzydzieści stopni mrozu - opowiadał Józef Kowalik, - W
      pasterce uczestniczyło osiem osób. Mszę odprawił ksiądz Nikodem Masłowski. To
      ciekawa postać i ciekawa historia. Ksiądz przybył tu z Rosji. Funkcjonariusze
      UB dopatrzyli się, że wypisał metrykę pewnemu mężczyźnie z Jeziorzyn, który
      podczas wojny służył w wojsku niemieckim. Trafił do więzienia, a w kościele
      musiał go zastąpić ksiądz Kazimierz Krebsztul z "Małego Kościółka".
    • tralala33 Pytanie 09.10.06, 20:16
      Czytam kolejne felietony i już sama nie wiem, co robić - czy podzielić się z
      Wami ich treścią? Poza tymi, które wybrałam na początek, cała reszta wydaje się
      okropną propagandą, czytam i się złoszczę. Chcecie pozłościć się ze mną?
      • fedar Re: Pytanie 10.10.06, 10:45
        Ja złoszczę się doczytując "Interludium Mazurskie". Złoszczę się oczywiście nie
        na autora (który czasami bywa chyba niezbyt obiektywny), ale na to że historia
        (i ludzie ją tworzący) tak źle obeszła się z Mazurami.
        Jeśli tylko starcza Ci czasu i chęci, to ja poproszę ciąg dalszy.
      • rita100 Re: Pytanie 10.10.06, 10:50
        Tak, Tralala, daj jeden taki przykład. Czasami też mi się wydaje, że nawet
        niektóre wiersze o Warmii i Mazurach to czytam jako propagandę, dlatego trochę
        zaniechałam wierszowania. Warto nauczyć się odrózniać propagandę od
        rzeczywistości.
    • tralala33 Re: Ziemie Odzyskane 11.10.06, 19:58
      Tak, jak napisałam wcześniej, niemało z tych artykułów razi natrętną
      propagandą. Niektórzy za wszelką cenę udowadniają odwieczną polskość dawnych
      Prus Wschodnich, niemal zupełnie ignorując rodowitych mieszkańców tej ziemi,
      bałtyjskich Prusów i rugując wszelkie związki z Niemcami. Inni zapamiętale
      biorą odwet na Niemcach za wojenne krzywdy. Zdarza się, choć rzadko, że
      wychwalają wyzwolicielską Armię Radziecką. Pełno w tych felietonach przekłamań
      i jadowitego języka.
      Pierwsze miejsce - jeśli chodzi o propagandowy język - przyznałabym tu
      urodzonej w Krakowie i mieszkającej później w Warszawie dziennikarce i pisarce -
      Marii Jarochowskiej. Kilka fragmentów jej artykułu 'O Warnijo, o Warnijo!' z
      1946r. Nawet tytuł jest mylący, gdyż autorka w większości pisze o Mazurach i o
      Powiślu. A zaczyna ... od Krzyżaków.
      • tralala33 O Warnijo, o Warnijo! 11.10.06, 19:58
        ‘Nie ma na świecie drugiego takiego zakątka, którego struktura gospodarcza
        byłaby tworzona dla jednego celu z podobną konsekwencją przez tyle upływających
        wieków, budowana na wyrost nie dla pokoju, ale dla wojny. Sześćset lat temu
        rozpoczął ją Zakon Krzyżacki, kładąc kamień węgielny pod zbrojny bastion
        niemczyzny, wzniesiony przeciw słowiańskim sąsiadom. Odtąd germańskie obcęgi
        zwarły się na długo wokół swojej zdobyczy. W wieku XX Rosenberg, kurlandzki
        Bałt z pochodzenia, nieodrodny spadkobierca krzyżackich komturów podjął
        tradycje zakonu, przedstawiając nowemu wielkiemu mistrzowi Niemiec plan
        niemieckiej ekspansji na wchód. I tak bazą wypadową ‘tysiącletniej Rzeszy’
        stały się Prusy Wschodnie. Naglili do tego możni posiadacze junkierskich
        majątków, szantażowali Rzeszę alarmującym wrzaskiem o polskim
        niebezpieczeństwie.’

        Alfred Rosenberg – od 1934r. związany z NSDAP, od 1941r. minister w rządzie
        hitlerowskim dla zagarniętych terenów na wschodzie. Skazany w procesie
        norymberskim.
        • tralala33 Re: O Warnijo, o Warnijo! 11.10.06, 20:02
          Kolejny fragment dotyczy gospodarki przedwojennych Prus schodnich. Po jego
          przeczytaniu przyszły mi na myśl hasła o zwalczaniu kułaków wink
          O junkrach: ‘na obszarze dzisiejszej Ziemi Mazurskiej na 65 738 gospodarstw
          rolnych, tylko 29 526 stanowiły gospodarstwa 10-20 hektarowe. Reszta to były
          olbrzymie dobra junkrów, majątki o zacofanej gospodarce, prowadzone bez
          przemyślanego planu płodozmianów i bez pokarmu ziemi – sztucznych nawozów, tak
          koniecznych tym piaskowym glebom. Już w 1925 r. 86.5% majątków w Prusach
          charakteryzował deficytowy bilans. Ale łakomi zazwyczaj wodzowie niemieckiego
          narodu rezygnowali świadomie z pruskiej pszenicy, mięsa i mleka. (...) Celowo
          paraliżowano tłuste możliwości żywnościowej produkcji Prus, by uczynić z nich
          nie żołądek, ale żelazną pięść niemieckiego imperializmu.’
          Prawda - nieprawda. Jakoś trudno mi uwierzyć w te statystyki, Chyba zabrakło by
          ziemi w Prusach, gdyby ponad 36 tysięcy gospodarstw miało należeć do tej grupy
          wielkich majątków ziemskich. sama nie wiem. jeszcze trudniej mi uwierzyć, że
          właściciele dużych majątków ziemskich nie potrafili na nich gospodarzyć, nie
          stosowali nawozów czy maszyn. I cały czas ponosili straty.
          • tralala33 Re: O Warnijo, o Warnijo! 11.10.06, 20:04
            A teraz niezwykły opis zamku malborskiego. Nadaje się do rozprawy retorycznej -
            nad językiem nienawiści.
            "W słynnym zamku malborskim, który przed pięciu wiekami był centralną siedzibą
            krzyżackiej potęgi, po kilkuset latach, hitlerowcy stworzyli największą w
            Niemczech szkołę młodzieży partyjnej, freblówkę SS-manów.
            W obronnej twierdzy, skąd niegdyś tajemnie knute zdradzieckie zamierzenia
            rycerzy gwałtu promieniowały na wszystkie strony świata, w dobie historii
            nowożytnej powstała wylęgarnia zbrodniarzy, których szkolono do przyszłej roli
            władców i nadludzi. Tylko złowrogi, czarny krzyż na białym suknie płaszcza
            przemienił się w blaszaną odznakę swastyki przypiętej do zielonego munduru. Bo
            hitlerowcy z charakterystycznym dla siebie mętnym mistycyzmem ściśle
            nawiązywali do krzyżackich tradycji. (...) Setki wychowanków tej jedynej w
            swoim rodzaju pepiniery zawodowych przestępców pobiły zapewne rekordy
            okrucieństwa i cynizmy swych tak doskonałych mistrzów z XIV wieku."
            • tralala33 Re: O Warnijo, o Warnijo! 11.10.06, 20:06
              No i o ówczesnych planach, co umieścić w odbudowanym zamku. Nie wiem, czy takie
              plany faktycznie istniały. Dobrze, że do ich realizacji nie doszło - bo
              przecież średniowieczny zamek nie do takich celów dziś powinien służyć.

              "Dziś, pył koloru krwi wydmuchiwany przez wiatr ze zmiażdżonych pociskami
              cegieł malborskiego zamku osiada różową chmurą na ruinach i domach mieszkalnych
              miasta, resztki drewnianych wiązań gotyckich budowli ostro wbijają się w
              chmurne niebo, a armatnie żelazo uczyniło z masywnych belek wiązki chrustu,
              podobne do piramid połamanych zapałek. Zamek zaborczych mnichów, owa akademia
              zbrodniczych wyrostków, ma sie stać muzeum niemieckich przestępstw,
              konsekwentnie powtarzanych na przestrzeni dziejów. W tych właśnie
              wyszczerbionych murach znajdą się dokumenty niemieckich obozów koncentracyjnych
              o światowej sławie, defilować będą świadectwa kaźni, którymi Niemcy wpisali się
              na zawsze do historii powszechnej."
              • rita100 Re: O Warnijo, o Warnijo! 13.10.06, 20:43
                Dobry tekst, faktycznie strasznie czuc jakąs mściwością i wrogością, a już
                pomysł przeniesienia obozów koncentracyjnych do zamku w Malborku to szczyt.
                Ja też spotkałam w pewnym wierszu napisanym dla Mazurów - cos takiego, że
                ziemia była pusta , niezasiedlona i pierwszi Mazurzy ją zasiedli itd - nic
                kompletnie nie wspominając o pierwszych mieszkańcach. Muszę go poszukać jako
                przykład nieświadomości ludzi.
                Ale też nie ma co sie dziwić takiej wrogości i nienawiści. Opowiadała mi
                teściowa, bo ona zajmowała się handlem i w czasie wojny i po , że będąc we
                Wrocławiu widziała taką scenę - szła Niemka z małym dzieckiem i szedł Żyd i ten
                Żyd podleciał do dziecka , chwycił za nogi i chciał o mur bić. Dopiero ona z
                koleżanka podbiegły i wyrwały to dziecko. Odprowadziły tą Niemkę do samego
                domu. Tak to były czasy zaraz po wojnie , wszyscy jeszcze byli odurzeni wojną i
                domonami wojny. Oj, tak moja teściowa wiele może opowiadać i często ją namawiam
                do tego. Była również w obozie , ale tylko przez Polaka , który był zazdrosny ,
                że za niego nie chce wyjśc i donosił Niemcom i ją wsadzili . Dzięki
                pracowitości i przez przypadek zwolnili ją. Ale przeszła swoje również.

                Wydaje mi sie , że ta opowieść Krakowianki była podyktowana jakąś nienawiścią
                wewnetrzną.
      • tralala33 O Mazurach - ziemi i ludziach 29.10.06, 13:45
        Marek Antoni Wasilewski, urodzony w Warszawie, w 1924 r., poeta, felietonista i
        tłumacz. Być może właśnie poetyckie postrzegania świata kazało mu napisać
        felieton o Mazurach w formie krótkich impresji. Kilka z nich przekażę.
        Wymowne ślady
        Wysiadamy w małym, po większej części zniszczonym mieście [gdzieś na Mazurach –
        niestety, nie dowiemy się, gdzie]. Droga wiedzie koło cmentarza. Niski, powyżej
        kolan sięgający parkanik pozwala czytać nazwiska na nagrobkach: Lissek,
        Pokraka, Koronki ... Nazwiska są wymowne. Nie trzeba wybierać, wyszukiwać, by
        znaleźć jedno spośród stu. Stare groby położone wzdłuż ulicy zaświadczają
        dziesiątkami napisów. Gdyby kogoś zainteresował problem opracowania nazwisk
        mazurskich przekonałby się, że oprócz połowy o brzmieniu czysto polskim, druga
        połowa jest udogodnioną dla germańskiej wymowy przeróbką.
        Tak. Te groby to cenne dokumenty. Nie przekonywują nas argumenty, które mówią,
        że Koronski służył w SS czy Kriegsmarine. Ważne jest to, że ojciec Koronskiego
        mówił i mówił dobrze po polsku, a spoczywający w tym grobie dziad nie mógł do
        końca życia poradzić sobie z niemieckim językiem i polska książka do
        nabożeństwa, pamiątka po zmarłym poniewiera się po dziś dzień na strychu domku
        Koronskich czy Lissków vel Lisków. [...].
        • rita100 Re: O Mazurach - ziemi i ludziach 29.10.06, 19:56
          Wspomina tu o strychu. To własnie miejsce pamiątek historycznych. Ciekawe czy
          ktoś zbierał , kolekcjonował takie pamiątki. O tym nikt nie pisze, a one to
          skarbnica polskości. Teraz dopiero , po tylu latach ich się poszukuje.
          • tralala33 Re: O Mazurach - ziemi i ludziach 29.10.06, 20:32
            Ślady prawdziwej historii tej ziemi. Wiele takich strychowych znalezisk można
            zobaczyć w owczarni, prywatnym muzeum mazurskim nieopodal Kętrzyna. A teraz
            czas na kolejną mazurską impresję, tym razem dyskusyjną:

            "Pokolenie wygnane
            Spotkałem się z synem Jeglinskiego, Pokraki czy Lisska. Ojciec zginął na
            wojnie, zostawiajac dwoje dzieci, żonę – Niemkę i polskie nazwisko. Syn i córka
            chodzą do polskiej szkoły powszechnej, mówią dobrze po polsku, robią coraz
            mniej błędów, a matka ich powiada z przekonaniem.
            - Och, ich freue mich sehr, dass meine Kinder endlich die polnische Schule
            besuchen können und die polnische Sprache so lernen, wie ihr Vater diese
            Sprache gekannt hat.
            Proszę, proszę ... Ojciec nie zapomniał ojczystego języka, a mimo to zginął w
            walce za Niemcy! Jedynym dla niego uznaniem było stereotypowe ‘strab für Fürher
            und Vaterland’. [...] Tymczasem syn czuje się dobrze. Bawi się z polskim
            dziećmi, takimi polskimi dziećmi, jakim i on chce się czuć. [...]Erwin czuje
            się Polakiem, tak jak jego młodsza siostrzyczka czuje się Polką. To najmłodsze
            pokolenie mazurskie wygraliśmy dla Polski po dwu latach walki. Pokolenie ojców
            jest natomiast wciąż do zdobycia, aby jednak wygrać pokolenie ojców trzeba
            czasu i rozsądnego postępowania. Zdajemy sobie sprawę, że nie jest to kwestią
            ani dwóch lat, ani nawet pięciu."

            Czy rzeczywiście udało się tak szybko wygrać mazurskie dzieci dla sprawy
            polskiej, nie wspominając o ich rodzicach? Czy nie zdarzało się ich traktowac
            jako 'szwabów'? Chyba jednak zabrakło tego rozsądnego postępowania, o które
            apeluje autor.
            • tralala33 Re: O Mazurach - ziemi i ludziach 29.10.06, 20:40
              Przykładów złego traktowania Mazurów nie trzeba daleko szukać. Podaje je w tym
              samym artykule Marek Wasilewski:

              Autochtoni a osadnicy

              Byłem świadkiem wydarzenia dość charakterystycznego. Do Urzędu Pocztowego
              wchodzi człowiek odziany w połatany w najbardziej fantastyczny sposób mundur
              niemiecki i pyta o jakieś sprawy związane z jego przydziałami odzieżowymi. Mówi
              powoli, spokojnie, piękną gramatyczną polszczyzną bez najmniejszego odcienia
              gwarowego. Urzędniczka zapracowana i zajęta, odpowiada półsłówkami w sposób
              może nieco arogancki, wyjaśniając, że pytający z własnej winy nie otrzymał
              kartki, gdyż nie zgłosił się w terminie. Wtedy ów człowiek powiada z odcieniem
              głębokiej goryczy:
              - Tak, bo wy tu o sobie dobrze pamiętacie. A my przecież jesteśmy takimi samymi
              Polakami, jak każdy inny, ale o nas się nie pamięta.
              Skończywszy zdanie, obrócił się na pięcie i wyszedł z sali, Spostrzegłem, że
              był chromy.
              - Co to za jeden? – zapytałem z ciekawością.
              - A, Mazur – odpowiada urzędniczka. – Nawet porządny człowiek. Był Polakiem i
              nawet za czasów niemieckich za Polaka się podawał, miał z tego powodu wiele
              przykrości i przeżył wiele prześladowań.. Ale jednakże ja jakoś tych Mazurów
              nie lubię i nie umiem z nimi po ludzku rozmawiać.

              • tralala33 Re: O Mazurach - ziemi i ludziach 29.10.06, 20:48
                Łostatni kawałeczek z feljietonu co jego napsisał pon Wasilewski w orku 1947 -
                tlo sia nie zjadoźta jakeśta só z Wieliczki, Sochaczewa, Warsiawy abo i z
                Poznania wink

                Obojętność i tymczasowość

                - Ja mieszkam tutaj, a mąż mieszka w Polsce.
                - Gdzie? – pytam.
                - W Polsce, w Wieliczce.
                - A to pani nie jest w Polsce?
                - No, niby tak ... – czerwieni się moja rozmówczyni.
                - Co to znaczy ‘niby’? – przygważdżam ją ostatecznie.
                - No, tu. Na ziemiach tych – odzyskanych.
                - Na Ziemiach Odzyskanych, to znaczy ‘niby’ w Polsce. Ładne rzeczy!

                Takie rozumienie sprawy nie jest rzadkie wśród wszystkich warstw społeczeństwa
                i ma różne podłoże u różnych ludzi. Najczęściej jednak mówią w ten sposób ci,
                którzy nie usiłowali przełamać w sobie dawnej prawdy i dokopać się nowej
                rzeczywistości. Przeważnie są to ludzie, którzy myślą tylko o tym, aby
                wyciągnąć jak najwięcej z ziemi i bliźnich, po czym wrócić do swojej Wieliczki,
                Sochaczewa, Warszawy, nie troszcząc się o to co pozostawiają. Są to właśnie te
                pasożytnicze elementy, których słusznie niecierpią Mazurzy; bo Mazur zostanie i
                będzie pracował w pocie czoła, a pan X wyszabruje wszystko co się da, oszuka
                tylu Mazurów ilu się da i wróci do Poznania jako pionier, który przez trzy
                lata ‘szerzył polskość’ na Ziemiach Odzyskanych. Postępowanie tej bandy woła o
                pomstę do nieba ... i władz.

              • rita100 Re: O Mazurach - ziemi i ludziach 31.10.06, 22:11
                "- A, Mazur – odpowiada urzędniczka. – Nawet porządny człowiek. Był Polakiem i
                nawet za czasów niemieckich za Polaka się podawał, miał z tego powodu wiele
                przykrości i przeżył wiele prześladowań.. Ale jednakże ja jakoś tych Mazurów
                nie lubię i nie umiem z nimi po ludzku rozmawiać. "

                Jak to duzo zależy od urzędników i nastawienia do ludzi. To przykład takiej
                arogancji urzędniczej. Brak szacunku do czlowieka.
        • tralala33 Re: O Mazurach - ziemi i ludziach 31.10.06, 21:46
          Tym razem z drugiego krańca 'Ziem Odzyskanych' - wspomnienia Ireny
          Wróblewskiej, przesiedlonej z dawnych Kresów Wschodnich na Dolny Śląsk

          Do Chojnowa

          We wrześniu 1945 roku wyjechaliśmy następnym transportem i przyjechaliśmy do
          Chojnowa, koło Legnicy i cały transport wyładowali w szkole. Tutaj jechaliśmy 6
          tygodni, dlatego że zawieźli nas nie tam, gdzieśmy chcieli. Najpierw
          wylądowaliśmy w Legnicy i pamiętam taki duży napis na dworcu legnickim: „Ziemia
          Piastów wita was." Mojego ojca nic było, nie wrócił z wojny. Jak się okazało,
          siedział w łagrach rosyjskich i do nas wrócił dopiero w 1946 roku.
          Przyjechaliśmy z dziadkiem, ojcem mojej matki, który się nami opiekował.
          Dziadek nie chciał zostać w tym Chojnowie, bo tam znowu ruscy bardzo rabowali.
          Był rzeźnikiem i szukał sklepu w Chojnowie, który był wtedy pustym miastem. Bał
          się jednak, że nie wyżyje, pracując tylko jako rzeźnik, szukał więc wioski,
          gdzie byłby chleb dla rodziny.
          • tralala33 Na Dolnym Śląsku 31.10.06, 21:48
            Zapomniałam zmienić temat sad Ciąg dalszy wspomnień pani Ireny:

            Do Wohlau

            Znalazł sobie taki dom na wiosce, nawet umeblowany, z naczyniami kuchennymi. W
            podwórzu był warsztat masarski, obok sklep; wszystko mu pasowało. Ale
            przyszedł do nas Polak, który wrócił z robót w Niemczech i I mówi: „Wie
            pan, może kiedyś tu będzie dobrze, ale na razie nie da się żyć. Ja krowę na noc
            przywiązuję do łóżka, tak ruscy rabują". Dziadek się wystraszył i mówi: „Musimy
            szukać swoich, którzy przyjechali poprzednim transportem". Dziadek miał
            wiadomość od rodziny, gdzie oni wylądowali. Ten pierwszy transport zamieszkał w
            Wohlau.

            www.wolow.eu/index.php?option=com_content&task=view&id=356&Itemid=84
          • tralala33 Wołanie z wyspy umarłych 13.11.06, 20:36
            Wołanie z wyspy umarłych
            Tak zatytułował swój opublikowany w miesięczniku ‘Odra” w 1949 r. opis podróży
            do Ostródy w poszukiwaniu grobu pewnego dobrze nam znanego pastora z tego
            miasta Franciszek Fenikowski (urodzony w Poznaniu w 1922 roku, a zmarły w
            Warszawie w 1982, poeta i pisarz związany – tu niespodzianka – z Gdańskiem.)

            „Ostróda widziana wieczorem od strony jeziora, przypomina dumny gród
            średniowieczny. Zmierzch bowiem jak malarz impresjonista zaciera wtedy
            fioletowe kontury kościołów górujących na wzgórzu nad miastem, które odbija się
            w różowo-seledynowym zwierciadle wodnym. Nadaje pejzażowi urok i patos wieków.
            W dzień jednak znika to wrażenie niemal zupełnie. Kościoły okazują się
            brzydkimi, pruskimi neogotykami, miasto – dziewiętnastowiecznym miasteczkiem,
            które ma typowe domki, szyldy i bruki, standardową pocztę i dworzec, no i
            szablonowy, choć noszacy dziś demokratyczną nazwę „Ludowiec’ – hotel.”

            No proszę - brzydkie, pruskie neogotyckie kościoły. A nam się dziś podobają.
            Czy uda nam się odnaleźć ten hotel "Ludowiec" na dzisiejszej mapie Ostródy?
            Ponoć pisał o nim Wańkowicz.
            • tralala33 Re: Wołanie z wyspy umarłych 13.11.06, 20:37
              „Można tu zjeść porcję kwasnego mleka z ziemniakami, przy tym samym może stole,
              przy którym co roku zjadał historyczny swój ‘Eisbein’ wąsaty Hindenburg. Zjadał
              go na pamiątkę pamiętnej porcji, która pokrzepiła go tu podczas
              rozstrzygających operacji tannenberskich w sierpniu 1914 roku. Gdyby nie
              Wankowicz, nikt by tu już o tym nie pamiętał. Ostróda bowiem żyje
              teraźniejszością. Wśród ruin całkowicie zniszczonej starszej dzielnicy
              miasteczka rozbił namiot cyrk. Mimo dość wczesnej jeszcze pory panuje wkoło
              niego wielki ruch i gwar. Katarynka gra, karuzele wirują, na huśtawkach śmieją
              się głośno chłopcy i dziewczęta. Śmieją się w twarz zwaliskom i gruzom, które
              choć znajdują się stąd o krok, nie mogą zepsuć humoru młodzieży. Należą
              przecież do przeszłości, która nikogo tu nie obchodzi. Czy słusznie?”

              O 'Eintopf' słyszłam, ale o "Eisbein' nie. Rito, czy faktycznie Wańkowicz coś o
              tym pisze?
                • tralala33 Re: Wołanie z wyspy umarłych 20.11.06, 21:07
                  Eisbeine - szkoda, że nie podał przepisu wink
                  Czas wrócić do Ostródy, bo oto autor reportażu zaczyna poszukiwania dobrze nam
                  znanego pastora z Ostrody, Gustawa Gizewiusza. Na początek wizyta w zrujnowanym
                  kościele parafialnym:

                  "Patrzę na ściany wypalonego kościoła. W nawie jego, która zamiast sklepienia
                  ma obłoki i błękit nieba, rośnie na zwałach gruzu trawa. Pożar oczyścił mury z
                  tynku i odsłonił zamurowane barbarzyńsko gotyckie łuku okien i drzwi. Tak! To
                  chyba tu kazał przez trzynaście lat swoim parafianom po polsku pastor Herman
                  Marcin Gustaw Gizewiusz, Mazur z Pisza, który Polakiem poczuł się podobno
                  dopiero podczas studiów w ... Królewcu. On to, objąwszy w roku 1835 parafię w
                  Ostródzie, wytężył wszystkie swe siły, aby ratować ginącą polskość. Bronił jej
                  piórem i żywym słowem, zbierał pieśni ludowe, pisał wierszowane odezwy, wołał
                  na alarm, wzywał lud mazurski na front walki o język rodzimy. A
                  niebezpieczeństwo było wówczas duże. Świadczy o tym choćby wiersz nauczyciela
                  Marczówki, który nęcącymi perspektywami społecznego awansu zachęcał Mazurów do
                  niemczenia się:
                  Ucz się bracie po niemiecku,
                  będziesz dobrym chłopem,
                  będziesz zdatnym, kochaneczku,
                  tylko nie idź tropem
                  krnąbrnych .... "
                  • tralala33 Re: Wołanie z wyspy umarłych 20.11.06, 21:07
                    "Pastor z Ostródy zawrzał gniewem na renegata. (...) Replika ta zatytułowana po
                    rejowsku ‘Odpowiedź p. J. Marczówce, troskliwemu o zarzucanie kraju
                    Mazurskiego niemieckim gnojem, aby na mazurskich, polskich piaskach czym
                    prędzej rodziła pszenica niemiecka’, zaczynała się następującymi słowami:
                    Ucz się bracie, po niemiecku,
                    Ucz się dla mnie i po grecku,
                    Ale w naszym, polskim dziecku
                    Męcząc one po niemiecku
                    Nie zabijaj po zdradziecku
                    Życia duszy po zbojecku.

                    Ostatnia z pięciu zwrotek brzmiała jak uderzenie pięścią w stół, jak uparte
                    mazurskie credo:

                    Jak chcę żyć po mazowiecku,
                    Chleb swój mieć po mazowiecku,
                    Króla czcić po mazowiecku.
                    W wierze trwać po mazowiecku,
                    Umrzeć raz po mazowiecku
                    - ty żyj, tyj, gnij po niemiecku!"
                      • tralala33 Re: Wołanie z wyspy umarłych 20.11.06, 21:22
                        W dodatku wiersz był tak śmiały, że nawet polskie mazurskie gazety bały się go
                        opublikowac. W końcu pastor Gizewiusz wydał go własnym kosztem w 1844 roku.
                        Tymczasem Francziszek Fenikowski opuszcza mury zniszczonego kościoła i rusza na
                        poszukiwania Polskiej Górki, cmentarza, na którym pochowano przedcześnie
                        zmarełgo Gizewiusza

                        "‘Ale jak go odnaleźć?
                        Polska Górka? Dziwi się zapytana przez nas niebieskooka ostródzianka w
                        harcerskim mundurku. – Nie wiem, gdzie tom chyba nie tutaj.
                        - Gizewiusz? – zachłystuje się zdziwieniem jakiś łysawy otyły jegomość – Panie
                        łaskawy, piąty rok siedzę w Ostródzie, znam tu wszystkich, ale o taki nie
                        słyszałem!
                        Musimy więc szukać sami w labiryncie wypalonych uliczek, wśród raf ruin, drogi
                        ku zapomnianej polskości, wyspie umarłych."
                        • rita100 Re: Wołanie z wyspy umarłych 20.11.06, 21:37
                          Popatrz, a przeciez od jego nazwiska nazwane zostało miast Giżycko, a nie mogli
                          znaleź grobu Gizewiusza ?
                          Wiersze śmiałe i nie dziwie się , że wzbraniano publikacji. Ja nie podaje
                          celowo Samulowskiego , bo równiż niektóre sa bardzo smiałe. A nie ma co
                          rozdrażniać sytuacji , bo niektórzy nie zrozumią, że tamte czasy były inne i
                          przykleją ten wiersz do tych czasów, co by otworzylo pewną puszkę już dawno
                          zamkniętą.
                          • tralala33 Re: Wołanie z wyspy umarłych 21.11.06, 20:43
                            Ówcześni ostródzianie o Gizewiuszu nie słyszeli, więc autor musiał sam szukać
                            nagrobku pastora i etnografa.
                            "Stromą drogą wspinamy się ku bramie, którą, jak głosi niemiecki napis,
                            wzniesiono w roku 1934 na koszt rodzin Lulejskich, Mentzlów i Rekossów. (...)
                            Ostrożnie odsuwamy gałęzie tarnin, by odczytać tragiczną historię Ostródy.
                            Nazwiska są niemal wyłącznie polskie, ale niemiłosiernie storturowane
                            szwabachą. Czyramy - Koschenik, Czaya, Wallach, naguschewski, Polewski,
                            Dziobek, Sinagowitz, Kalicki. Właściciele tych sarmackich nazwisk noszą już na
                            ogół, jak np. Horst Glattkowski, niemieckie imiona. (...) Czy znajedziemy jago
                            mogiłę? - niepokoi nas pytanie. Rozglądamy się uważnie i wreszcie widzimy na
                            jednym z grobów polskie słowa. Na kamiennej księdze tańczą słoneczne plamy
                            cienie liści, pieszczące napis - 'To spoczywa X. Gustaw Gizewiusz, ur. 21 V
                            1819r., zm. 7 V 1848r. Bojownik o polskość i ludowładztwo na Mazurach. W setną
                            rocznicę Wiosny Ludów - rodacy'.
                            • ballest Re: Wołanie z wyspy umarłych 21.11.06, 20:47
                              Oj i tu sie mylicie, niemieccy przybysze na Alonsku, choc przybyli z Hesji i
                              Turyngii, mieli wszyscy polskie nazwiska bo ich polski kler takimi obdarowal!
                              --
                              pyrsk
                              Ballest
                              "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
                            • rita100 Re: Wołanie z wyspy umarłych 21.11.06, 20:51
                              Te napisy Gizewiusza na nagrobku napisane były też szwabachą ?

                              Ludzie takie płyty z napisami ze szwabacha zaniedbywali , bo sprawia to
                              trudność w odszyfrowaniu nazwiska i najcześciej kojarzy się z niemieckością.
                              Teraz się to zmieniło, już sie wszyscy przyzwyczili i doceniają.
                            • tralala33 Re: Wołanie z wyspy umarłych 22.11.06, 20:40
                              Czas dokończyć wyprawę do Ostródy Fenikowskiego do Ostródy
                              "Na Polskiej Górce, której nazwa jest, jak się przekonaliśmy prawdziwą a
                              zasłużoną, świeci dziś słońce i grają świerszcze. Gizewiusz może spoczywać
                              spokojnie. On, który w swoich pieśniach 'przydać się mogącym nam, polskim
                              ludziom w Prusach mieszkającym, a upośledzonym w zgoła niezrozumianym od
                              naszych współobywateli niemieckich' wołał tragicznie:

                              Skupiło się bardzo wiele
                              Tych, co Lud Twój trapią śmiele,
                              Co przeciwko nam powstają
                              Prawo nasze obalają,
                              Ach cóż się wżdy z nami stanie,
                              Jeśli nas opuścisz, Panie,
                              I wzgardzisz nasze wołanie?

                              doczekał się chwili, kiedy powrotne fale zwycięskiej polskości otoczyły znów
                              zieloną wyspę umarłych w Ostródzie, wyspę, która woła po polsku ..."

                              'Odra' 1949r., br 39, s. 3.
                  • gajowy555 Re: Eisbein 21.11.06, 14:52
                    tralala33 napisała:

                    > Eisbeine - szkoda, że nie podał przepisu wink

                    Eisbeine to niemiecka golonka z piwem i kwaśną kapustą.

                    Nie ma przepisu na szybkie zrobienie golonki ze wzgledu na wage. Ale podam
                    po-niemiecku.
                    EISBEIN MIT SAUERKRAUT
                    Czas przygotowywania: 2 godziny (!)
                    Dla 4 osob:
                    2000 g golonki
                    Sol,
                    3 cybuli
                    2 listka bobkowe
                    4 ziarnka pieprzu
                    6 lyzek smalcu wieprzowego
                    750 kwasnej kapusty
                    5 ziaren jalowca

                    Do tego pasuje:
                    Ziemniaki i naturalnie ZIMNE PIWKO

                    1. Golonke obmyc zimna woda. Ca. 3 l wody z sola zagotowac. Wlozyc golonke i
                    przy niewielkim ogniu 90 min gotowac. (moze sie okazac, ze 90 min to zamalo -
                    obowizkowo sprawdzic, czy juz gotowa)
                    2. 2 cybule obrac i grubo pokrajac. Razem z listkiem bobkowym i pieprzem wlozyc
                    do garnka z golonka.
                    3. Po 50 minutach gotowania golonki zaciac przygotowywac kapuste, W innym garnku
                    nagrzac smalec. Kapuste mocno poddusic w tym smalcu, ale nie walnac ja do garnka
                    w calosci tylko luznie. Ostatnia cybule tez pokrajac i wlozyc do kapusty wraz z
                    jalowcem. trzymac na niewielkim ogniu pod przykryciem 40 min uwazajac azeby sie
                    nie przypalila (pare razy mnie sie to zdarzylo). Doprawic. Wywalic juz gotowa
                    kapuste na duzy talez. Z gory ulozyc gotowa golonke i w ZADNYM przypadku nie
                    zapomniec o piwku. Rosul mozna wykorzystac do zup, albo innych potraw. Mozna tez
                    zamrozic na pozniej.
                    Smacznego
                    From: "e. taranov" <eugen.taranov@muc.cablesurf.de>
                    • ballest Re: Eisbein 21.11.06, 18:47
                      co do tematu, czyli Ziem Odzyskanych, to tzeby tak napisac, musi te ziemie
                      Polsce ktos przemoca odebrac, a nikt Polsce tych Ziem przemoca nie odebral, nie
                      bylo tez nigdy Wojny o Prusy, Pomorze czy Slonsk, w ktorych by Polska te ziemie
                      utracila!
                      Tak wiec to nic innego jak kolejna BZDURA polskich historykow!
                      --
                      pyrsk
                      Ballest
                      "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
                        • ballest Re: Eisbein 21.11.06, 20:02
                          Ja, Eisbein to nic innego jak golonko!
                          Przepisy sa w sieci, jak nie znejdziesz to podam!
                          --
                          pyrsk
                          Ballest
                          "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
                          • rita100 Re: Eisbein 21.11.06, 20:17
                            Przepis już jest podany. Faktycznie , dzieki Gajowemy wiemy już co to za danie.
                            Poziem Woma, co taki Eisbein i uczta z piwem była kiedyś na Rynku Krakowskim,
                            kiedy była promocja niemieckiego piwa. Gwołt ludziów tam buło i nawet kapele.
                            To takie śwanto niemieckiego tradycyjnego psiwa.
                            • ballest Re: Eisbein 21.11.06, 20:43
                              Eisbein je podobno bardzo smaczny z kwasnom kapustom i donrym mostrichem czytej
                              musztardom!
                              Jopu tego nie jem, ale zona za tym przepadou!
                              --
                              pyrsk
                              Ballest
                              "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
                      • tralala33 Ziemie Odzyskane ;) 21.11.06, 20:58
                        Moje zdanie na temat nazwy 'Ziemie Odzyskane' można wypatrzeć w pierwszym
                        wpisie w tym wątku. Ale dużo ważniejsze jest tu zdanie Akszugora, wszystkich
                        nas pogodzi w pokorze. Poza tym reszta wątku to dłuższe lub krótsze fragmenty
                        reportaży pisanych tuż po wojnie, dlatego widać w nich ówczesne, często
                        oficjalne myślenie o Warmii i Mazurach.
                          • tralala33 Re: Ziemie Odzyskane ;) 22.11.06, 20:33
                            ... ironicznie nazywane Ziemiami Wyzyskanymi - widzę, że nie tylko ja mam
                            cztery oczy nie i niewidzę 8-)
                            To nie żadne podchody - cały wątek to fragmenty reportaży i felietonów pisanych
                            pod koniec lat czterdziestych i na początku pięćdziesiątych, to świadectwo
                            tamtych lat.
                            • ol4 Re: Ziemie Odzyskane ;) 25.11.06, 18:29
                              "• Re: Do Prus Wschodnich
                              tralala33 02.10.06, 20:48 + odpowiedz
                              'z bliznami na lewym policzku' - pewnie sprawy honorowe roztrzygano
                              tradycyjnie, pojedynkując się na szable (!) a może i na pistolety - jeśli na
                              szable to cios zadany prawą ręką spadał na lewy policzek przeciwnika. "

                              Zauwazylem w glebi watku, ze to was zaintrygowalosmile
                              Odpowiedz wcale nie jest banalna. Otoz swego czasu podczas pobytu w
                              Heidelbergu na tamtejszym uniwerku dowiedzialem sie, ze na niemieckich
                              uczelniach istnial zwyczaj ze czlonkowie stowarzyszen studenckich walczyli ze
                              soba ot tak dla wprawy drewnianymi (!) szablami. I to walczyli na tyle
                              brutalnie , ze praktycznie wszyscy konczyli studia pokiereszowani. O ile
                              pamietam zabroniono tego dopiero w czasach Hitlera.



                                • rita100 Re: Ziemie Odzyskane ;) 25.11.06, 21:39
                                  Tak , rychtycznie , przybanczyła am sobzie. To łuż ziemy co to buły szabelki
                                  drewniane i tak sobzie potrafili szkody zrobzić, lica ranić. No , ale ciekawe
                                  co dopsiero Hitler zaniechał takich pojedynków studentów. Co to może łoznacać -
                                  pamnientasz Ol ? Bał sia ło niemnieckich studentów ?
                                  • ol4 Re: Ziemie Odzyskane ;) 26.11.06, 14:16
                                    Moze to i bylo w watku o kordonie.

                                    Mysle ze Hitlerowi bylo nie na reke. On potrzebowal zdrowego miesa na wojne -
                                    propagowal kult zdrowia i tężyzny. A poza tym te stowarzyszenia studenckie to
                                    bylo cos poza kontrola nazistow i na dodatek osadzonego w tradycji wiec nie po
                                    drodze z owczesnymi ideałami
                            • warnija Re: Węgorzewo - nic o nim nie ma? 23.05.13, 14:13
                              Cytatasiak44 napisała:

                              A o Węgorzewie nic nie pisali?


                              Droga Asiu!
                              Pisali, pisali, tylko teraz trzeba tego szukać w archiwum. Warnija może tylko podać ogólnie dostępne w necie linki do stron o Węgorzewie, ewentualnie smile
                              Jeżeli tam nie znajdziesz interesujących Cię wiadomości, to jeszcze w zanadrzu mam rodzinkę w Węgorzewie. Może będą znać jakieś ciekawe historie?

                              Pozdrawiam serdecznie
                              Warnija

Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka