• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

PIEŚŃ O MAZURACH I WARMII Dodaj do ulubionych

  • 04.08.06, 21:16
    PIEŚŃ O MAZURACH I WARMII
    Mieczysław Jastrun, Warszawa 1953 rok
    Prosze przeczytajcie ten wspaniały tekst w całości za czym zaczniemy
    rozmawiać.
    Edytor zaawansowany
    • 04.08.06, 21:17
      Tam nocą w oknach jasno, wieczny bal na dworze,
      a tutaj ciemno w izbie jak w borsuczej norze.
      Woda zamarza w wiadrze, że rąbać siekierą,
      ogień w piecu już wygasł i ręce drętwieją.
      Dzieci opatulone płaczą. Noc , trzeszcząca
      mrozem, zagląda w okno połową miesiąca,
      skrzypi na strychu, jakby w szparach śpiewał świerszcz.
      Czas mija, życie mija, śpiesz się! śpiesz się! śpiesz.
      cdn
      • 04.08.06, 21:22
        Lulaj, lulaj, córeczko, lulajże, biedulo.
        Zimno, ale ramiona matki cię otulą.
        Kołysając pod niskim pułapem
        młoda kobieta nuci. Mróz pod oknem człapie,
        jeży sie siwą sierścią niedźwiedzią, ssie łapę.
        O, ta noc będzie długa, długa jak wygnanie,
        a rano nie ma co dać dzieciom na śniadanie.
        Czarny dwugłowy orzeł trzyma miecz i jabłko.
        Pokłoń się, chłopie, pokłoń landratowi czapką.
        Mgła zimowa okrywa kraj Warmii i Mazur.
        Ludzie milczą, ich twarze wykute jak z głazu.
        Mijają obojętne na płacz ludzki dzieje,
        ciemność pierzcha przed światłem i światło truchleje.
        cdn
        • 05.08.06, 20:29
          Żandarm (było to w czerwcu) błysnął pikielhaubą.
          Niech się chlopcy ostatni raz pokłonią malwom.
          Idą ze wsi z węzełkiem, jeszcze twardzi w karkach.
          Głód w brzuchach. Taka wola Boga i Bismarka.
          A za nimi płacz kobiet, a za nimi kurz,
          a za nimi buraków grzędy i łan zbóż.
          cdn
          • 05.08.06, 20:30
            Mijają obojętnie na płacz ludzki dzieje.
            Tylko w zagrodzie starej, gdzie skrzypią wierzeje,
            dziad siwobrody pyta, czy aby nie dnieje ?
            Tylko się czasem pieśń zamierzchła przypomina,
            ze łzami chłop jej słucha: to moja rodzina...
            Na próg wychodzi, patrzy ku polom dziewczyna.
            cdn
            • 07.08.06, 23:07
              Trąbka rozbłyska w słońcu, spod kopyt kurzawa,
              krwią zbryzhane mundury, zielone jak trawa.
              Głębie jezior mazurskich bredzą niby we śnie
              o wojsku zatopionym, o mogile leśnej.
              cdn
              • 07.08.06, 23:07
                Krew ludzka wsiąka w ziemię, płacz ludzki wysycha.
                Przychodzą wiosny, słoje w dębach narastają,
                przechodzą zimy, korzeń głąb ziemi rozpycha,
                bobry budują gniazda, sieci snuje pająk.
                Jeziora pełne niebios, morskookie głębie
                odbijają krążące w błekitach jastrzębie,
                kora o łuskach rybich na sosnach się łuszczy
                i cisza trwa w gęstwinie i na skraju puszczy.
                cdn
                • 08.08.06, 20:39
                  W jakiś dzień (któż tu liczy dni, miesiace, lata?)
                  od piorunów armatnich zatrzęsła się chata.
                  Bomby seriami biją, słup ognia wystrzela.
                  Oto masz swego zbawcę, masz swego mściciela !
                  Kraju Mazur i Warmii, kraju wzgórz i jezior,
                  przypatrz sie tym jadącym na smokach żołmierzom !
                  W ziemię biją młotami, stal, żelazo gną,
                  niebo rozżarzonymi obcęgami rwą,
                  stadami nadlatują z wszystkich na raz stron
                  i drży po nich powitrze, jak gdy zmilknie dzwon.
                  • 08.08.06, 20:40
                    Wychodzi wnuk przed Chatę, zapomniał języka
                    w gębie, coś w krtani jego gra niby muzyka,
                    coś mglisto przypomina i oczy przymyka.
                    Nie pamięta już mowy, w ktorej był chowany.
                    Skurczył się, zmalał, przywarł plecami do ściany.
                    • 09.08.06, 21:23
                      A tutaj wojska walą dniem, nocą, dniem nocą,
                      reflektorami świecą, żelazem łomocą.
                      Na Tannenberg, na Grunwald rzucili podjazdy.
                      Nad wzgórzami ogniste zapalają gwiazdy,
                      puszczają kura czerwonego - i kur pieje !
                      Wszędzie, nawet w szczelinach starych stodół dnieje.
                      • 09.08.06, 21:24
                        Ludzie za wojskiem ciągną (czy się zboża, lasy
                        przenoszą z nimi w nowe, niebywałe czasy ?)
                        jeden niesie na plecach rozpacz niby tobół,
                        cięższy od prawdziwego; jak stal, jak się obuł,
                        tak idzie drugi, tęsknie spoziera za siebie,
                        szuka znaków znajomych na ziemi i niebie.
                        • 09.08.06, 21:25
                          Nad Krutynią, nad Dźwierzutami, nad Dąbrową,
                          nad Rucianami mgła się wiosenne podniosła,
                          na zaklętych jeziorach ruszyły się wiosła,
                          junkierskie pola orze pług pod siejbę nową,
                          pod sosnami w Bełdanie sum wąsami rusza,
                          w turkot wozów wsłuchuje się puszczańska głusza.
                          cdn
                          • 10.08.06, 20:22
                            Przyciągnął z biedą i z nadzieją osiedleniec,
                            człowiek ciężkiego trudu, oracz i wyrobnik,
                            ale także wróg władzy ludowej, szabrownik,
                            i on najgłośniej wrzeszczy: Co ? Tyś Mazur ? Niemiec !
                            Ruszaj do Vaterlandu póki służy głowa !
                            Znów puszy się dygnitarz, wielkość powiatowa.
                            Siada za biurkiem. Patrzcie ! senatorska mina !
                            Jedzie - na całą Polskę błyszczy limuzyna.
                            Sołtys też niby Polak, a przemyśla, kogo
                            wylać z chałupy, aby w nią wejść suchą nogą.
                            Srożą się starzy gburzy, Kurpie chlipią psiwo,
                            najeżają się w sobie, spod brwi patrzą krzywo.
                            • 10.08.06, 20:23
                              W polu stoi dziewanna, trzyma żółtą kitę,
                              malwa w ogrodzie strzela katedralnym szczytem,
                              z fromborskiej wieży gwiazdy przelicz luneta.
                              Zmarły astronom patrzy: któraż to planeta,
                              który wiek, Polska która ? W puszczy - niespodzianie
                              łoś przywidział się łowcom, stanął na polanie,
                              skubnął trawę i zniknął w błękitnym tumanie.
                              • 10.08.06, 20:24
                                Łowca słów starych, znawca dialektów, zbieracz
                                pieśni ludowej czasem i tutaj dociera,
                                nadstawia ucha, kiedy mu siwy dziad pieje
                                z suchego gardła piosnki, leje i poleje,
                                przędzą prządki, zieleni się chmielem wesele.

                                --
                                Tralala, to taki długi wiersz, ależ jaki wymowny - tak jakoś go odbieram...
                                ciekawe czy Wy też tak ?
                                Zamieszcze całość.
                                • 10.08.06, 21:49
                                  Widać, że Jastrun dobrze poznał Mazury i Warmię, tak ten wiersz napisał jakby
                                  tu mieszkał całe życie i wszystko to widział. Naprawdę wielka wrażliwość.
                                  • 11.08.06, 20:20
                                    Tak , pieśń ta jest długa

                                    Pnij się zielony chmielu,
                                    w kraju Mazur i Warmii,
                                    Niech cię, przyjacielu,
                                    mowa polska nakarmi.

                                    Skąpili ci jak chleba
                                    wrogowie - tej mowy,
                                    Licha jej przyodziewa,
                                    ciężkie na niej okowy.

                                    Ona - biedna sierota,
                                    stuka w umarłe wrota.
                                    Na stawie kaczor pływa,
                                    piórka na nim ze złota.

                                    W chałupie dogorywa
                                    stary dziadek, ojczulek,
                                    już nie żyją te ręce,
                                    co mu przędły koszule.

                                    Siwy dziad dogorywa,
                                    ale w jego piosence
                                    kaczor po stawie pływa,
                                    trudzą się prządek ręce.

                                    Skrzypi jak na zawiasie
                                    stara pieśń w nowym czasie.
                                    Śmierć się wije po płotu
                                    szykujący kłopotu.

                                    Pnij się, zielony chmielu,
                                    upuść piórko, kaczorze,
                                    żyj, stry przyjacielu,
                                    pohukaj, wcho w borze !

                                    cdn
                                    • 12.08.06, 20:10
                                      Poeta ludu tego nosi ósmy krzyżyk
                                      na grzbiecie, ale krzepki, wesoły jak dziecko,
                                      twarz rumiana, a oczy emalią niebieską
                                      powleczone. On czoła przed siła nie zniżył,
                                      on był z nim, z ludem swoim, jak kość, co się w stawie
                                      obraca, tak zrośnięty z dolą tego kraju
                                      w nędzy, w oborze, w smutku, w radości, w zabawie,
                                      w spojrzeniach, w każdym ruchu, w żartach, w obyczaju.
                                      Wie dobrze, jak smakuje niewola, zna przemoc
                                      okrutnych władców, wie, co znaczy słowo: nie móc,
                                      gdy fale żelaznego potopu ogarną
                                      kraj, gdy wzniosą się w górę i zacisną gardło,
                                      gdy za przemocą idzie tchórzoztwo i zdrada
                                      powoli trując serca brata i sąsiada.
                                      Już żona i już córka po niemiecku gada,
                                      wnuk, już w pieluchach obcą okrążony mową,
                                      dziadowie, nikły tylko zostanie w nazwisku
                                      ślad niby wyszczerbiona urna w cmentarzysku.
                                      cdn
                                      • 13.08.06, 10:30
                                        Minęły lata, brzózki wyrosły przy chacie,
                                        mchem obrastają strzechy, chodzi koń w kieracie,
                                        obracają się młyńskie kamienie i żarna,
                                        ruch płodu czuje w łonie kobieta ciężarna,
                                        na kopertach odciska datę swieży stempel,
                                        od słonego Bałtyku wiatr zawiał posępnie.
                                        Gdzieżeś, dawna młodości, radości, wesele,
                                        gdzie na miłość i troskę carodziejskie zielę ?
                                        cdn
                                        • 14.08.06, 21:05
                                          I nagle zmartwychwstają stare młode pieśni,
                                          tańce biją o ziemię, kwitnie kwiat czereśni,
                                          starzec oczy przeciera, czy naprawdę nie śni ?
                                          Chór uczniów Uniwersytetu Ludowego
                                          śpiewa, a w jego śpiewie odbija się niebo.
                                          • 14.08.06, 21:06
                                            Widać, jak obłok biały nad wodami płynie
                                            i swą lotną znikliwość powtarza w głebinie.
                                            Młode dziewczyny, nakrochmalone, bufiaste,
                                            piosenkę wypuszczają na wolność jak kraskę.
                                            • 14.08.06, 21:06
                                              W piosence - kaczor złotopióry, bór i woda,
                                              w piosence - chmiel zielony, narzeczona młoda,
                                              w piosence - ręce prządek, praca malowana,
                                              w piosence dziecko płacze, że nie wraca nana,
                                              w piosence chleb zwilżony łzami sierocemi,
                                              w piosence - głód i nedza, i uroda ziemi.
                                              cdn
                                              • 14.08.06, 21:10
                                                "Poezja jest tym, co daje usta rzeczom niemym." - Mieczysław Jastrun.
                                                • 16.08.06, 20:31
                                                  Spójrz ! tu gdzie bluszcz oplata wiosną okiennice,
                                                  mad ksiązkami schylone młode uczenice
                                                  internatu, uczniowie wpatrzeni w stronice,
                                                  w błyszczące krajobrazy ojczyzny, zaklęci
                                                  słowem, ktorego odtąd nie wygnać z pamięci.
                                                  Aby to się spełniło, by tu było jasno,
                                                  musiało runąć i w proch rozpaść się mocarstwo,
                                                  zawaliły się gmachy, rozpękły niebiosa,
                                                  ludzie płonęli długo na straszliwych stosach.
                                                  Otwarły sie na oścież ludzkich piekieł bramy.
                                                  Długo była nam obca, którą zamy,
                                                  ta piękna ziemia, co się na nowo odradza,
                                                  z roku w rok i z miesiąca na miesiąc przeprowadza
                                                  żywioł leśny i wodny, dęby i źdźbła żywi,
                                                  z nieba ściąga deszcz, ogień błyskawicy krzywej,
                                                  a tam gdzie sieć zapuszcza rybak z lekkiej łodzi,
                                                  przegląda się u brzegów, wierzbami podchodzi
                                                  ziemia - rodzinna, ziemia - kolebka narodzin.
                                                  • 16.08.06, 20:32
                                                    Koniec Pieśni o Mazurach i Warmii. Mieczysław Jastrun napisał dzieło. Jak on to
                                                    musiał czuć, znać i podziwiać. Znał nie tylko historię, ale i ludzi.
                                                    Niesamowicie potrafił wszystko zebrać w słowa i pięknie opisać. Kto by szukał w
                                                    tej pieśni jakiejś polityki to bedzie w błedzie. Ta piesń ponad wszystko się
                                                    unosi i fruwa nad jeziorami , nad lasami , nad ludnością i otacza miłoscią do
                                                    tej ziemi. Do wysłuchania tej cudownej Pieśni trzeba dorosnąć i popatrzeć
                                                    szerzej na świat, przez pryzmat przeszłosci. Ta Pieśń nic nie krytykuje, ona
                                                    poprostu wyśpiewuje ból i ma nadzieję, że nastąpią lata pokory, spokoju i
                                                    uwielbienia dla tej ziemi.

                                                    No jó, i kto by pomyślał, co zapoznamy sia z takimi zierszami, gdzieś tamój
                                                    schowane i zapomniane.
                                                    Tralala, psiankne , no nie ?
                                                  • 16.08.06, 20:35
                                                    A tu jest Michał Lengowski smile
                                                    Poeta ludu tego nosi ósmy krzyżyk
                                                    na grzbiecie, ale krzepki, wesoły jak dziecko,
                                                    twarz rumiana, a oczy emalią niebieską
                                                    powleczone.

                                                    Muszę sobie wydrukowac całość, bo na ekranie widzę tylko kawałeczek po
                                                    kawałeczku i trudno całość ogarnąć.
                                                  • 16.08.06, 22:16
                                                    Tralala, wiesz co podziwiam i co jest dla mnie taka niespodzianką, życiorys
                                                    Mieczysława Jastruna. On w żaden sposób nie był związany z Warmia i Mazurami.
                                                    Jak on to zrobił, że taką pieśń napisał, jakby mieszkał i tu żył. Toż już cud !
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Mieczys%C5%82aw_Jastrun
                                                    W jesieni 1945 r. wyjechał do Łodzi. Wstąpił do PPR-u, pełnił funkcję zastępcy
                                                    redaktora naczelnego „Kuźnicy”, w której ogłaszał swoje utwory. Od 1949 r.
                                                    zamieszkał na stałe w Warszawie, rok później ożenił się z poetką Mieczysławą
                                                    Buczkówną, tu urodził się ich syn Tomasz, który podobnie jak rodzice rozwija
                                                    twórczość literacką (poeta, felietonista, autor opowiadań dla dzieci).
                                                    Mieczysław Jastrun kontynuował pracę artystyczną publikując swoje utwory w
                                                    wielu czasopismach i wydawnictwach. Prowadził także wykłady z poezji
                                                    współczesnej na Uniwersytecie Warszawskim. W 1957 r. po zakazie wydawania
                                                    miesięcznika „Europa”, którego Jastrun był współzałożycielem, wystąpił z PZPR.
                                                    Należał do sygnatariuszy „Listu 34” – pisarzy i uczonych występujących w
                                                    obronie wolności słowa (1964). Był laureatem wielu nagród literackich, m. in.:
                                                    Nagrody Polskiego Pen Clubu za przekłady z języka niemieckiego (1969), Nagrody
                                                    Fundacji im. A. Jurzykowskiego w Nowym Jorku (1972).

                                                  • 13.10.06, 20:08
                                                    Jan Dopatka
                                                    Świętajno

                                                    ... obie ręce złożę

                                                    Nie pozwól - Panie - by w mej duszy,
                                                    co "Mein Gott" mówi i - "Moj Boże",
                                                    ktoś światło zbawiennej lampki zdusił.
                                                    Do modłów obie ręcę złożę.

                                                    Do piersi swej przycisnę obie.
                                                    Do swego serca - jedynego.
                                                    Czy pomyślała matka sobie
                                                    co czeka synka jej miłego ?

                                                    Rąbałem w sztolniach węgla zwały,
                                                    lecz pamietam o Mazurach.
                                                    I tam me dzieci przybywały
                                                    i w Essen, gdzie jest pyłu chmura.

                                                    Szaleństwa pogardy rasowej
                                                    rozbiły się o naszą wiarę,
                                                    bo zbawca nasz i w czasy owe
                                                    był z nami, gotów na ofiarę.

                                                    Niech w różnych mowach nic nie ruszy
                                                    harmonii serc - to moje hasło.
                                                    Nie pozwól - Panie - by w mej duszy
                                                    światło górniczej lampki zgasło.

                                                    Przełożył z niemieckiego
                                                    Edward Martuszewski
                                                  • 14.10.06, 20:11
                                                    Wiersze o ziemi mazurskiej
                                                    Wanda Karaczewska napsisała i bandzie to bardzo długi ziersz, ale jek fejn go
                                                    pocytoć.

                                                    I
                                                    Mnie przepaliła rdza twej jesieni,
                                                    bór twój w niepokój mój spokój zmienił,
                                                    miłością, kiedy wchodzę w twe dzieje,
                                                    serce ciemnieje,

                                                    Wszystko zawiłe ty i splątane,
                                                    drogi najlepsze nie rozpoznane,
                                                    trudne dziś z gorzkim splecione wczoraj
                                                    jak korzeń w borach.

                                                    Biedni ci ludzie zbłakani, prości
                                                    przez moc oręża i moc miłości.
                                                    Mieczem nam wzięci, ojczystej ziemi
                                                    oddani - niemi.

                                                    Ciebie, co czuwasz, myślą chcę dotknąć,
                                                    otwórz na kraj ten szeroko okno.
                                                    Chcę, byś tu dobro wsparł, a odczynił
                                                    to, co jest z winy.

                                                    Chcę, by surowość była tu mądra
                                                    i badająca rzecz każdą do dna,
                                                    łagodność, ale bez bielma w oku,
                                                    chroniąca pokój.

                                                    Niech na tą ziemię miłość żarliwa,
                                                    jak liść jesienią płonący, spływa.
                                                    I ja niech - jeśli tak zechcą dzieje
                                                    - w niej spopieleję.
                                                    ---
                                                    Tralala, to jest pierwsza zwrotka, ale przyznasz, ze autorka wierszu ujęła
                                                    chyba problem doskonale. Słowa proste i mądre -" łagodnośc bez bielma w oku,
                                                    badając rzecz każdą do dna"
                                                    Czekajcie dalej - fantastyczny wiersz, nie można się chyba bedzie do niczego
                                                    doczepić abo ?
                                                    Czy zgodzimy się z każdym jej zdaniem ?
                                                  • 14.10.06, 20:53
                                                    Myślę, że nasza ziomecka miała szczęście do poetów. To piękny wiersz

                                                    Wszystko zawiłe tu i splątane,
                                                    drogi najlepsze nie rozpoznane,
                                                    trudne dziś z gorzkim splecione wczoraj
                                                    jak korzeń w borach.
                                                  • 14.10.06, 21:12
                                                    No jo. Jó jek cytam taki ziersz to każdyj zostaje ten najpsienkniejszy.
                                                    I tyn tero taki jest, a dopsiero poczóntek. Łobaczysz jaki ciepluchny aż na
                                                    syrce mnantko sia robzi.
                                                  • 15.10.06, 20:39
                                                    II
                                                    Ty, co po wiekach do ojczyzny
                                                    jak utracone dziecko wracasz,
                                                    piśń mazurska, gminna, nasza,
                                                    przywołaj mi przed oczy, przyzwij
                                                    miasta śród puszcz ogromnych, jeziot,
                                                    jodeł i jasnych brzóz obłoki,
                                                    gdzie wioski za wzgórzami leżą
                                                    w ciszy zielonej i głębokiej.
                                                    Te drogi wilgotne i piszczyste,
                                                    ociekające rdzy kroplami,
                                                    gdy wiatr jesienny zrywa liście
                                                    i rudość drzew okrywa mgłami.

                                                    Noce wysokie, księzycowe
                                                    nad wód głębiami, tam gdzie sioła
                                                    ocienia leśny głóg i paproć,
                                                    w was to wszeptywał polską mowę
                                                    lud, gdy renegat w szkole zdołał
                                                    ojczysty język dzieciom zabrać.
                                                    Tyś to, Mazurko posiwiała,
                                                    kurlantkę - córkom swoim w wianie -
                                                    przekazać, polską pieśń, umiała
                                                    o 'zianku' ślubnym, o kochaniu.
                                                    Ciebie, "ojczysta, polsko mowo,
                                                    coś tu kwitnęła nam przed laty"
                                                    wpisywał w deskę sośninową
                                                    poeta cieśla i bohater.
                                                    Mazury, Warmio, po twoich ścieżkach
                                                    idąc, niejeden z twoich synów
                                                    zapłakał gorzko łzami dziecka,
                                                    gdy mu ślad Polski z oczu ginął.

                                                    W obłokach jarzębina krwawa
                                                    o dniach niedawnych mi szeleści,
                                                    jak z nich niejeden życie dawał,
                                                    że nazbyt kochał ojców piesni.
                                                    Że jak gałęzie z pnia oddarte,
                                                    jałowca krzew wyrwany z ziemi,
                                                    zbierał te pieśni, co uparcie
                                                    żyły przez wieki tu i będą
                                                    trwały - dopóki my żyjemy.
                                                    ---
                                                    I w tym urywku wiersza możemy się dopatrzeć tęsknotę do pieśni polskich ,
                                                    kurlanek oraz miłe wspomnienie o poecie mazurskim Kajce.
                                                  • 16.10.06, 20:27
                                                    III
                                                    Parska konik i słychać brzęk podków,
                                                    jedzie, jedzie za wozem skądś wóz.
                                                    Pieśń mazurska wyjrzała z opłotków,
                                                    a gaj wybiegła, stanęła pośrodku:
                                                    coś przelewa się, śpiewa śród brzóz.
                                                    I spotkały się w sercu dąbrowy
                                                    ta o cienkim, jak listek klonowy,
                                                    chlebie, służbie rzucanym za drzwi
                                                    i tamta o niedobrym karbowym
                                                    i panu złym.

                                                    Ta z drogi - stała się nam nowina,
                                                    pani pana zabiła - tak płacze,
                                                    a tej stąd - grusza i jarzębina
                                                    słowa pieśni w lot przypomina,
                                                    tylko śpiewa ją trochę inaczej:
                                                    "Pani pana zabziuła,
                                                    do sadu go wrzuciuła".

                                                    Ta, co przyszła - o sadeńku wisien,
                                                    Kasieńka z Jasiem polubili się,
                                                    i o wianku, tamta o zianku z rut,
                                                    u jeziórecka zimno wódecka,
                                                    u Kasi gombka słodko jek niód.
                                                    I tak pieśni z ziem różnych odległych
                                                    z nadniemeńskich, nadwiślańskich stron,
                                                    a tymi, co tutaj szumiały niegdyś,
                                                    razem w łąki i bory pobiegały:
                                                    hej, dzik, o, lelum ładum, hej, łom.
                                                    --
                                                    To jest trzecia część wiersza Wandy Karczewskiej z Łodzi, a tych części jeszcze
                                                    trochę będzie, dokładnie X.
                                                  • 17.10.06, 20:22
                                                    IV
                                                    A stanęły u jednej osady,
                                                    na spotkanie nie wybiegł im nikt,
                                                    dym szedł tylko w sosnowe lewady.
                                                    Wreszcie wyjrzał ktoś, krzyknął: - po świt
                                                    tak możecie tu czekać za drzwiami,
                                                    ja nie wyjdę, nie zaśpiewam z wami,
                                                    ja nie 'pięśń' jestem, ja jestem ein Lied.

                                                    Nietutejsza rzuciła - ty szwabko ! -
                                                    a mazurka szepneła jej - cyt !
                                                    dla zbłakanej musimy być matką,
                                                    nie przezywaj jej, nie krzywdź, to wstyd !
                                                    (Tralala , czyż autorka nie wspaniale to napisała ?)

                                                    Noc w księżycu sosnowa i biała
                                                    cicho dmie im we wspomnień flet:
                                                    - przed wiekami inaczej śpiewałaś,
                                                    kiedy komtur krzyżacki tu wszedł.
                                                    Nie rozumiał na zamku cię graf,
                                                    przypomnimy ci własne twe słowa:
                                                    grafem pole chciałaś bronować
                                                    za ból twój, poniżenie i strach.
                                                    Lecz westchneła pieśń głucho - ta z proga
                                                    i westchneły w opłotach te dwie:
                                                    - Idźcie, idźcie, gdzie wasza jest droga,
                                                    cóż mi dawność daleką wspominać,
                                                    kiedy dusza już we mnie jest inna.
                                                    Ale wtedy rozgniewał się wiatr:
                                                    - Wiem, dlaczego nie chcesz z nimi iść.
                                                    Z ciebie czasów dawnych kora
                                                    nie opadła. Chleb cienki jak liść
                                                    służbie byś rzuciła, aby z lat
                                                    dawnych - płacz po gumnach szedł, oborach:
                                                    "Ukrajoć mi glonek jek klonowy listek
                                                    i pytajoć mi sia, jeśli zjam go wszystek.
                                                    Zjadłam ci go, zjadłam w siani za dźwierzamni,
                                                    co spojrza na niego, zaleja sia łzami".

                                                    Lecz sądzona mu w oczy ni raz
                                                    nie spojrzała. Milczała jak kamień,
                                                    wtedy sypnął rozgniewany wiatr
                                                    w twarz jej jarzębiny koralami:
                                                    Cóż, że inny masz jezyk od dziecka ?
                                                    Tobie śpiew z nad Odry też nie brat,
                                                    jaśniepańskaś, grafska, nie niemiecka !
                                                    I podniosła tamta źrenice jak miecz,
                                                    który się przykłada wrogowi do gardła,
                                                    ciszę - nienawiści przeszył czarny blask.
                                                    Aż się pieśń mazurska odchyliła wstecz
                                                    i o towarzyszkę w ciemności się wsparła,
                                                    gdy w kamnienny księżyc drzwi uderzył trzask.
                                                  • 18.10.06, 21:02
                                                    V
                                                    Zza chmur ławicy wyszedł księzyc
                                                    mazurska wioska we śnie leży,
                                                    czerwone chmury brzóz jesiennych
                                                    tkwią nieruchomo u dróg bitych.
                                                    I nie drgnie trawa, nie drgnie liść,
                                                    tylko gdzieś z nagła na mój krok
                                                    zerwie się pies, łańcuchem brzęknie.
                                                    I znowu cisza, znowu mrok.

                                                    W tej ciszy jasnej i wysokiej
                                                    idą od rzeki obok szkoły
                                                    jakieś ściszone, śpieszne kroki
                                                    i na rozstaju dróg piaszczystych
                                                    śmieje się nagle ktoś wesoły,
                                                    wiatr głos przynosi młody, czysty.

                                                    Mowa i slowa tu zwyczajne,
                                                    lecz cięzar się u serca wiesza.
                                                    Wiatr przypomina - Liebknecht, Heine -
                                                    a mnie się w woń żywiczną sosny
                                                    dym znad Birkenau nagle wmieszał.

                                                    Lecz cicho, znowu ktoś nadchodzi,
                                                    przystanął, oparł się o płot.
                                                    Zbudzonych ptaków zabrzmiał świr.
                                                    To pod drzewami szepcą młodzi:
                                                    O meine Lotti, komm zu mir....
                                                    Ktoś obok przeszedł i "Gruss Gott"
                                                    ze staroświecka ich pozdrowił.
                                                    Błyska gdzieś światło, skrzypią drzwi.
                                                    I widzę znów zwieszone głowy,
                                                    twarze spalonych, matki, brata...
                                                    Lecz nie, to tylko ta poświata.
                                                    Noc nad Krutynią, szept dąbrowy,
                                                    w Krutyni nie ma polskiej mowy.

                                                    Nie, nie. Nieprawda. Idź po chatach
                                                    i w oczy spójrz Mazurom starym,
                                                    sięgnij do serca. Z dna pamięci
                                                    odgarnij lata złe i mary,
                                                    a ujrzysz, jak ci się wyświęci
                                                    obraz i dzwięk niezapomniany,
                                                    jakbyś po skwarnej, ciężkiej drodze
                                                    dopadł do źródła wód ustami.
                                                    Słuchasz - i jakby ktoś z Nagłowic
                                                    zagadał nagle, ktoś - jak ojciec
                                                    Orszuli - w cieniu tej dąbrowy
                                                    rozmawia z tobą o niebodze...

                                                    Śród puszcz zgubiona zwykła wioska,
                                                    a jak krynica bije tutaj
                                                    mowa sprzed wieków staropolska,
                                                    tylko sie dobrze w ziemię wsłuchaj.
                                                  • 19.10.06, 20:22
                                                    VI
                                                    Wybacz, ojczyzno, chmurne słowa,
                                                    lecz tutaj szumi źle dąbrowa.
                                                    Kiedy utonie dzień już w wodzie,
                                                    chyłkiem przekrada się po borach
                                                    sługa złych panów, Smętek zbrodzień,
                                                    dzisiejszy szpieg, esesman wczoraj.

                                                    On to z uciechą wpełzał w bunkry,
                                                    by się w mazurskich puszczach ukryć,
                                                    kiedy ze wschodu szedł w pożogach
                                                    przez bory, błyskawicznym gobem
                                                    żołnierz w odwecie sprawiedliwym,
                                                    i gdy tu nieraz obok wroga
                                                    w tragicznej i nieuniknionej
                                                    pomyłce padał ten, co słowem
                                                    obcym zastąpił polską mowę.

                                                    Śmiał się ten Smętek w borach chytrze,
                                                    gdy na tę ziemię potem przyszedł
                                                    łupieski "pionier" zwykły złodziej,
                                                    wojenny wyprysk na narodzie,
                                                    co skryty za kaduka prawem,
                                                    kradł tu, Mazura zowiąc szwabem.

                                                    Tam gdzie gryfickiej cień głupoty
                                                    padnie na wioskę, tam gdzie o tym,
                                                    by czekać i krowinę chudą
                                                    zostawić chłopu, egzekutor
                                                    tępy ni słyszeć nie chce - zmrokiem
                                                    popełza wróg do wiejskich okien,
                                                    do serc zakrada się zgorzkniałych
                                                    i szuka ust, by podkładały
                                                    pod inne serca podszept wrogi,
                                                    i rąk, by podpalały stogi.

                                                    Na Stalinstrasse, tam w Berlinie,
                                                    polskiego ludu syn w pochodzie,
                                                    krew przebolawszy ojców w imię
                                                    braterstwa świata, płynie w prądzie,
                                                    w różnojęzyczny wrasta las
                                                    i pieść o lepszym śpiewa wieku.
                                                    Tutaj, po leśnych idąc wioskach
                                                    z przymkniętą zbożnie wpół powieką,
                                                    czyjś niesie czarna "Schwester" rozkaz,
                                                    by strzec czystości "wyższej" z ras.

                                                    Wszystko zawiłe tu, splątane,
                                                    drogi najlepsze niepoznane
                                                    i trudne dzisiaj z gorzkim wczoraj
                                                    splecione, niby korzeń w borach.
                                                  • 19.10.06, 20:22
                                                    Te zwrotki bardzo ładnie autorka ujęła:

                                                    "Śmiał się ten Smętek w borach chytrze,
                                                    gdy na tę ziemię potem przyszedł
                                                    łupieski "pionier" zwykły złodziej,
                                                    wojenny wyprysk na narodzie,
                                                    co skryty za kaduka prawem,
                                                    kradł tu, Mazura zowiąc szwabem.

                                                    Wszystko zawiłe tu, splątane,
                                                    drogi najlepsze niepoznane
                                                    i trudne dzisiaj z gorzkim wczoraj
                                                    splecione, niby korzeń w borach."

                                                    długi ten wiersz napisała Wanda Karczewska
                                                  • 20.10.06, 21:41
                                                    VII
                                                    O liściu klonowy
                                                    z zapuszczańskiej wioski,
                                                    wyśpiewaj mi, powiedz
                                                    te mazurskie troski.

                                                    Szła przez wieś dziewczyna,
                                                    śpiewała nad rzeczką:
                                                    - Gdzieśmi się podziała,
                                                    moja matuleczko ?

                                                    Furały jeskółki
                                                    nad wodą, nad modrą.
                                                    Dziewczyna za Wisłą,
                                                    a matka za Odrą.

                                                    Przeszła nocka czarna,
                                                    wstał poranek biały,
                                                    dziewczę pioseneczki
                                                    polskie pokochało.

                                                    Wybujała brzoza
                                                    w niebo, padła ścięta,
                                                    dziewczę swoich ojców
                                                    ledwie że pamięta.

                                                    - Lecz czegóż wy, oczy,
                                                    znów płaczecie modre ?
                                                    - Ojcowie mi każą
                                                    przyjechać za Odrę.

                                                    - Wysoko, daleko
                                                    listeczek na klonie,
                                                    chto mnie pożałuje
                                                    w ty daleki stronie ?

                                                    Pożałują ciebie
                                                    klonowe listeczki,
                                                    zapomnisz ty, dziewczę,
                                                    polskie pioseneczki.

                                                    Pustka pozostanie
                                                    w brzozowej zieleni,
                                                    straconeś ty, dziewczę,
                                                    dla mazurskiej ziemi.
                                                  • 21.10.06, 19:58
                                                    VIII
                                                    Domowi Obtacych

                                                    Za puszczą piską
                                                    wioska Wejsuny,
                                                    księżyc i nisko
                                                    jeziora struny
                                                    w blasku milczące.

                                                    Biegnę ścieżkami,
                                                    by nad wodami
                                                    przystnać, ale....
                                                    nie, to nie fale,
                                                    to mgły na łace.

                                                    Za dróg rozstajem
                                                    już rozpoznaję:
                                                    w blach srebnych kasku
                                                    dom jasny z blasku -
                                                    pomnik po bitwach,
                                                    ten, co w tej wiosce,
                                                    w swej mężnej trosce
                                                    patrząc przez wieki
                                                    w nasz czas daleki
                                                    walczył i - wytrwał.
                                                  • 23.10.06, 20:11
                                                    IX
                                                    Poetom mazurskim

                                                    Nad drogą - rude chmury brzóz
                                                    na uwięzi korzeni.
                                                    W mgłach - białych pni gotycki krzyk.
                                                    O, piękno mazurskiej jesieni !

                                                    Ze wspomnień wychylają się twarze,
                                                    jak z puszcz skłębionych - jeziora.
                                                    Napięte skrzydła młodych brwi
                                                    i oczy uważne
                                                    na mikołajskich wieczorach.

                                                    Ale nad rude piękno brzóz,
                                                    nad woń jodłowej jesieni,
                                                    piękniejszy mi i droższy mi
                                                    ogień gasnących już źrenic
                                                    w twarzach pełnych bruzd.
                                                    Młodość żarliwa, dziś powracająca,
                                                    starych poetów i nauczycieli,
                                                    którzy do lądu swej ojczyzny szli
                                                    walkami utrudzeni
                                                    i dzisiaj jeszcze
                                                    nie spoczęli.
                                                  • 24.10.06, 20:13
                                                    X
                                                    Jest za łąkami pośród wzgórz,
                                                    między zamczyskiem, wiatrakami,
                                                    maleńkie misto i tu gruz,
                                                    wokoło wsie z repatriantami.

                                                    Lecz ponad smutek czarnych wież,
                                                    gotyk strzaskanych naw kościoła,
                                                    pogodna jasność wierzb -
                                                    odbita w wodach jezior szkoła.

                                                    A w niej spokojny, madry wzrok,
                                                    zgarbiony, siwy nauczyciel,
                                                    nie w śmierci zasłuchany krok,
                                                    ale w skłębione, bujne życie.

                                                    Ten, który kiełki z różnych stron
                                                    na jednym szczepi tutaj pędzie
                                                    i czuwa długo w letnia noc,
                                                    czy owoc z nich miłoscią wzejdzie.

                                                    Tu dzieci chodzą poprzez wieś
                                                    objęte ciasno ramionami,
                                                    z wileńskich ust mazurska pieśń
                                                    nad lasem płynie, jeziorami.

                                                    Z przydrożnych krzewów, z leśnych cisz
                                                    młodziutkie śledzą cię pikiety.
                                                    To w niech już wzrosła jego myśl,
                                                    co uczy łaknąć słów poety.

                                                    A gdy liściaste kłeby rdzy
                                                    lecą w późnej jesieni chmury,
                                                    gdy w stajni koń za wiosną rży,
                                                    idą pod szkolny dach - Mazurzy.

                                                    cdn
                                                  • 24.10.06, 20:14
                                                    X
                                                    Starzy i siwi - chylą skroń,
                                                    palcami po literach wodzą,
                                                    na książce, jak na ziemi, dłoń
                                                    kładąc, po raz drugi się rodzą.

                                                    W czerń szkliwa na jeziorze wiatr
                                                    ciszę im znosi z Akermanu
                                                    i glos, co w bezlitosny wiek
                                                    z lutnią przeciwko carom stanął.

                                                    Lepiej się uczą patrzeć w czas,
                                                    czcić głos nie tylko ten z Weimaru,
                                                    gdy nienawiść wszelkiej głaz
                                                    z serc im odwala własny naród.

                                                    I innym okiem - grobów rząd
                                                    widzą na stronie miasta wschodniej,
                                                    gdzie leżą Niemcy ci, co front
                                                    rzucali, woląc śmierć niż zbrodnie.

                                                    Twój, szkoło, cichy mądry trud
                                                    jak szczep prostuje tu człowieka -
                                                    i do ojczyzny wraca lud
                                                    odnaleziony znów po wiekach.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.