Wschodniopruski Stonehenge Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Wschodniopruski Stonehenge

    Pod takim tytułem zamieścił Artur Wołosz swoją recenzję z wydanej w
    Niemczech, w 1999 roku, książki Jürgena Tietza ‘Das Tannenberg –
    Nationaldenkmal’. Autor recenzji, historyk sztuki, nie ogranicza się jedynie
    do opisania książki – sam też sporo pisze o Tannenbergu. A zaczyna od końca –
    od zniszczenia tego pomnika upamiętniającego bitwę z I wojny światowej i
    będącego później narodowym mauzoleum Niemiec.
    ‘Mauzoleum bitwy [...] zostało częściowo wysadzone w powietrze przez
    wycofujących się Niemców, a reszty zniszczeń dopełnili „gospodarni” włodarze
    tych ziem, wykorzystując je jako kamieniołom, obrobionych kamiennych ciosów,
    by wykorzystać je do prac budowlanych w Olsztynie (Pomnik Wdzięczności Armii
    Radzieckiej) i Warszawie (Dom Partii, Pałac Kultury i Nauki). Co jeszcze
    pozostało – wykorzystali okoliczni mieszkańcy, którzy w wieloletnim trudzie i
    znoju wznosili swoje nowe chlewiki, obórki i kurniki.’

    Sic transit gloria mundi.
    Ale to nic nowego – niejeden dom i ulica w Rzymie powstały z kamieni
    wydobywanych z Koloseum wink
    • Wróćmy jednak do historii powstania tego pomnika, który jedynie kształtem
      gigantycznych pylonów ustawionych w krąg przypominał Stonehenge.
      „Od schyłku XIX wieku, a już zwłaszcza od 1920 roku, mieli Polacy swoją
      patetycznie obchodzoną rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem. Przez kilka lat,
      corocznie latem, było to cierniem w niemieckim oku. Przeciwwagą ideologiczną
      stała się jedna z kluczowych bitew w Prusach Wschodnich w dniach 24-31 sierpnia
      1914 roku, gdy wojska dowodzone przez wówczas jeszcze generała Paula von
      Hindenburga i generała Ericha Ludendorffa oskrzydliły i pokonały wojska
      rosyjskie. Operacja ta kosztowała życie tysięcy walczących po obu stronach
      żołnierzy. W dziesiątą rocznicę tych wydarzeń, 31 sierpnia 1924 roku, zwycięscy
      położyli kamień węgielny pod mający powstać w tym miejscu pomnik.’
      W tym miejscu dowiadujemy się, co zawiera książka ‘Das Tannenberg –
      Nationaldenkmal’: „Jürgen Tietz przedstawia szczegółowo, w miarę dostępu do
      rozproszonych i fragmentarycznych materiałów źródłowych, przebieg konkursu,
      poszczególne etapy wznoszenia mauzoleum, finansowanie przedsięwzięcia,
      ikonografię architektury i wystroju, przebudowę na mauzoleum grobowe dla von
      Hindenburga w 1935 roku, a w końcu – jego społeczną recepcję.”
      • Żeby dowiedzieć się, jak odbierali ten pomnik Niemcy (także ci wschodniopruscy)
        trzeba sięgnąć do monografii Tietza. Jak dodaje Artur Wołosz :’Książka Jürgena
        Tietza jest monografią wybitną. Nie bez powodu jej autor otrzymał w 1999 roku
        nagrodę Niemieckiej Rady Ochrony Pomników. Jest bez wątpienia warta nie tylko
        przybliżenia polskiemu czytelnikowi krótką notką, ale godną przetłumaczenia.”
        Żeby dowiedzieć się, co o tym pomniku myślał Melchior Wańkowicz – trzeba ruszyć
        za nim po tropach Smętka:
        • Dobrze Tralala, jak ty psiankny dałas wstęp. To jó teraz pomalusku zamieszcze
          Wańkowicza i jego łoczami bandziem zwiedzać Tanannberg, tak jek łón to zidział
          będąc tam łosobiście. Zaznaczam , że to będzie długa historia, emocjonalna,
          pisana z pietyzmem i polską duszą. Tak jek to zidzioł, nieukrywając swich
          emocji i rozważając wszystkie wydarzenia.
          Bardzo dziankuje Tralala.
    • Łoj, jak psianknie i cikawie zaczołaś tyn kóntek ło Tanannbergu.
      Poziem prowde, jó ło tam łobiekcie dopiero się nidawno doziedziałam , tak przy
      godaniu z Tralala. Ło czam łona goda , sa mysle. Co to je ten Tannnngerg ,
      ciajzko wymawiałam słowo. Taka fantazja mi sia wyobrażała.
      A tu sia łokazuje , że cosik buło, ale łuż ni ma.
      I jek cytołam , jekie to łogromne buło i co to buło... to sia dziwowałam.

      Ale tez niesamowita ta historia kamieni .
      Jak prosto z czarnego zrobić czerwone smile
      • Szukałam jeszcze zdjęć Tannenberg Nationaldenkmal - parę jest tutaj
        info-poland.buffalo.edu/classroom/JM/monument.html
        Niespodziewanie zabawne jest to z krowami - tu idylliczny obrazek pasącego się
        bydełka, a z tyłu - monumentalne wieże.
        • Jó mom, lobaczta, fejna stronka
          olsztynek.com.pl/tannenberg/tannen.htm
          • TANNENBERG - DENKMAL I JEGO DZIEJE
            Pomysł uczczenia niemieckiego zwycięstwa urodził się w 1919 r., w piątą
            rocznicę bitwy. Inicjatorem budowy pomnika był Związek Weteranów Prowincji Prus
            Wschodnich. W 1924r. powstał komitet budowy pomnika, którym kierował gen. Hans
            Kahns. Początkowo planowano budowę pomnika w okolicach Miodówka, ale
            ostatecznie wybrano teren pomiedzy Królikowem, Sudwą i Olsztynkiem
            przeznaczając na ten cel 40 mórg ziemi. 31 sierpnia 1924r. w 10 rocznicę bitwy
            odbyła się uroczystośc wmurowania kamienia węgielnego. Brało w niej udział ok.
            60 tys. ludzi, głównie weteranów I wojny światowej. Wśród znaczących
            osobistości obecni byli: Hindenburg, Ludendorf, Mackensen, Scholtz, Francois,
            Below, Goltz, Seeckt. Kamień węgielny wmurował osobiście feldmarszałek P.
            Hindenburg. Ogłoszono konkurs na projekt pomnika bitwy pod Tannenbergiem.
            Wpłynęło nań ok. 400 prac, z których w 1925r. sąd konkursowy wybrał najlepsze.
            Pierwsze miejsce zajął projekt braci Waltera i Johannesa Krugerów architektów z
            Berlina. Następnie powołano do życia Ogólnoniemieckie Towarzystwo Pomnika Bitwy
            pod Tannenbergiem, które miało nadzorować prace budowlane. Budowa pomnika
            trwała w latach 1925-1927. Prace pro- wadziła specjalna firma zatrudniająca ok.
            200 robotników. Ogólne koszty budowy wyniosły ponad 250 tys. ówczesnych
            marek.Pomnik usytuowano w środku rozległej, otwartej przestrzeni na sztucznie
            usypanym wzgórzu, którego pozioma wysokość została spotęgowana tym, że wybrano
            wokół niego ziemię tworząc pierścieniowe wklęśnięcie. Wokół pomnika zachowano
            miemieckie i rosyjskie groby żołnierskie tworząc naturalny krajobraz dawnej
            bitwy. Pusty dotychczas teren pól uprawnych odpowiednio zadrzewiono sadząc
            m.in. ok. 1500 dużych dębów. W ten sposób powstał obecnie istniejący park przy
            ulicy 22 lipca.

            cdn
            • 18 września 1927r. w 80 rocznicę urodzin Hindenburga nastąpiła uroczystość
              odsłonięcia (otwarcia) pomnika Tannenberg-Denkmal. Pomnik stanął na polanie
              równobocznego ośmiokąta, w połowie długości każdej ze ścian wznosiła się
              granitowa wieża wysokości 23 m o podstawie 9 m na 9 m, czyli 81 m kw. Przekątna
              dziedzińca liczyła 100 m, a pole powierzchni wnętrza - ok. 7800 m kw. (3/4 ha).
              Mur łączący poszczególne wieże, wykonany ze specjalnej cegły wznosił się na
              wysokość ok. 6 m, ściany były podwójne z arkadowymi podcieniami. Była to
              budowla ogromnych rozmiarów, przypominająca swym kształtem krzyżacki zamek, jej
              wygląd budził różne odczucia. Melchior Wańkowicz, który widział pomnik w latach
              30-tych, tak wyraził swoje wrażenia - "pomnik bitwy pod Tannenbergiem wyrósł z
              samej głębi niemieckiego ducha, duch pomnika gorzej niż żołdacki, bo
              dorobkiewiczowski, hohenzollernowski" Na środku dziedzińca znajdował się grób
              20 nieznanych żołnierzy niemieckich, poległych w czasie bitwy w 1914r. Na
              grobie stał drewniany krzyż wysokości 12 m, obity miedzianą blachą. Każda z
              ośmiu wież miała swoją określona funkcję. W wieży wejściowej znajdowało się
              pomieszczenie straży. Honorową wartę przy pomniku pełnił batalion z jednostki
              wojskowej w Ostródzie. Wieża druga miała być poświęcona wysiłkom narodu
              niemieckiego podczas I wojny światowej, ale nigdy jej nie ukończono. W latach
              1934 - 1935 przejściowo złożono w niej ciało Hindenburga. Trzecia wieża
              prezentowała historię Prus Wschodnich. Wieża czwarta (sztandarowa) zawierała
              kopie sztandarów jednostek walczących w 1914r., tablice pamiątkowe, symbole
              pułków niemieckich.
              • Piątą wieżę poświęcono Hindenburgowi. Po przebudowie w 1925r. urządzono w niej
                grobowiec feldmarszałka. Ciała Hindenburga i jego żony Gertrudy z domu Sperling
                zostały umieszczone w specjalnych sarkofagach z brązu w kopulastej komorze
                grobowej. Przy ścianie za sarkofagami stały dwa krzyże połączone ramionami, na
                których wypisano ulubione motta feldmarszałka: "Miłość jest wieczna" oraz "Bądź
                wiernym aż do śmierci". Na ścianie wisiał czarny pruski orzeł. Wejścia do
                krypty strzegły dwa 4-metrowe kamienne posągi żołnierzy wykonane przez
                rzeźbiarza Bronischa. W wieży nad grobowcem znajdowała się sala poświęcona
                Hindenburgowi. Stał tam 4-metrowy posąg przedstawiający stojącego
                feldmarszałka. Posąg ten wykonany przez rzeźbiarza prof. Friedricha Bagdonsa z
                Dortmundu został przetransportowany w październiku 1936 r. z Wunsiedel w
                Bawarii do Olsztynka. Ważył on 25 ton i był wykonany z ciemnozielonego porfiru.
                W szóstej wieży zwanej żołnierską umieszczono na ścianach mozaikę z
                różnokolorowych kamyczków. Mozaika przedstawiała bitwy stoczone na terenach
                Prus Wschodnich w czasie I wojny światowej, a na fryzach umieszczono sceny
                obrazujące dzieje jednego żołnierza - od pożegnania z domem aż po bohaterską
                śmierć w walce. Na górze znajdował się taras widokowy. Siódma wieża mieściła
                kaplicę i była poświęcona ofiarom I wojny światowej. W oknach wstawiono
                różnokolorowe witraże nawiązujące do wydarzeń wojennych. Na wyższych
                kondygnacjach znajdowały się pomieszczenia archiwum. Wieża ósma zwana wieżą
                dowódców - zawierała popiersia 15 generałów niemieckich biorących udział w
                walkach w sierpniu 1914 roku. Na terenie pomnika odbywały się corocznie
                wielkie manifestacje patriotyczne z udziałem tysięcy ludzi przybywających tutaj
                z całych Niemiec. Wokół pomnika powstała z biegiem lat cała infrastruktura
                turystyczna. W granice miasta Olsztynka włączono grunty wsi Sudwa, dzięki temu
                tereny pomnika znalazły się pod zarządem gminy miejskiej . Dawna szosa
                Olsztynek Ostróda została przerwana na obecnej ulicy 22 lipca, dalej biegła
                asfaltowa aleja przez park, która kończyła się niedaleko pomnika. W stronę
                Ostródy i Olsztyna poprowadzono obwodnicę omijającą tereny zabudowane
                Olsztynka. Na początku lat trzydziestych przystąpiono do rozbudowy i
                upiększania miasta. Zadbano o zieleń, zagospodarowano ogród miejski w kotlinie
                za kościołem ewangelickim, przed wieloma domami pojawiły się ogródki z kwiatami
                i krzewami. Urządzono aleję spacerową wiodącą do lasu miejskiego w kierunku
                sanatorium Ameryka. Na końcu alei powstał "Cmentarz Bohaterów" z pomnikiem ku
                czci żołnierzy poległych w 1914 r. Na terenach przyległych do pomnika
                wybudowano boisko, amfiteatr, gospodę tzw. Tannenbergkrug (na tym miejscu
                obecnie znajduje się Zajazd Mazurski) oraz specjalny budynek, w którym mieściła
                się świetlna mapa obrazująca przebieg bitwy pod Tannenbergiem. Konstruktor
                pracował pięć lat nad wykonaniem tej mapy
                cdn
                • Na budowie pomnika zyskał bardzo Olsztynek. Rynek i większość ulic otrzymałą
                  lepszą nawierzchnię, ukończono kanalizację. W 1932 r. otwarto nową szkołę
                  podstawową wg projektu prof. Krougera. Szkoła ta była traktowana jako wzór
                  niemieckiej doskonałości budowlanej. Zmodernizowano zaopatrzenie miasta w wodę
                  (nowa wieża ciśnień na terenie starego cmentarza) i energię elektryczną. W
                  pobliżu jeziora Jemiołowo zbudowano młodzieżowy dom wycieczkowy na 160 miejsc,
                  jeden z największych i najpiękniejszych w Prusach Wschodnich. W centrum miasta
                  w budynku ratusza powstał nowoczesny hotel "Keiserhof" na 60 miejsc. Kolej
                  zbudowała nowy funkcjonalny dworzec, który dobrze służy podróżnym do dnia
                  dzisiejszego.
                  Do Olsztynka przyjeżdżało coraz więcej ludzi aby obejrzeć Tannenberg - Denkmal.
                  Pomnik ten nabrał nowego większego znaczenia po dojściu do władzy w Niemczech
                  Adolfa Hitlera. Naziści uczynili z tego miejsca symbol chwały oręża
                  niemieckiego. Już w sierpniu 1933 r. przybył tutaj Adolf Hitler jako kanclerz
                  Rzeszy Niemieckiej. Odbyła się wtedy wielka impreza patriotyczna. Największą
                  uroczystością w dziejach pomnika był pogrzeb prezydenta Rzeszy feldmarszałka
                  Paula Hindenburga 7 sierpnia 1934 r. Ciało Hindenburga wbrew jego wcześniejszej
                  woli, zostało przewiezione z Neudeck do Olsztynka i tutaj z udziałem
                  najwyższych władz niemieckich i przedstawicielstw zagranicznych odbyły się
                  uroczystości pogrzebowe. Przy dźwiękach dzwonów i huku salw armatnich złożono
                  trumnę z feldmarszałkiem w jednej z wież. Hitler obecny na pogrzebie wygłosił
                  mowę pożegnalną używając w teatralnym geście górnolotnych słów "Toter Feldherr,
                  geh' ein in Walhall!" (Wodzu naczelny zmierzaj ku Walhalii). Życzenie Hitlera,
                  aby pomnik tannenberski zamienić w mauzoleum Hindenburga, zostało spełnione.
                  Wcześniej pomnik ten nie był nigdy przewidywany jako mauzoleum. Ani Hindenburg,
                  ani projektanci budowli nigdy o takim jej przeznaczeniu nie myśleli. Po
                  uroczystościach pogrzebowych sam Hitler nakreślił plany przebudowy pomnika.
                  Cały dziedziniec obniżono o 2,5 metra, zlikwidowano wielki krzyż i mogiłę
                  nieznanych żołnierzy na środku dziedzińca. Cały plac wyłożono kamiennymi
                  płytami, do wież prowadziły kamienne schody, dziedziniec nabrał amfiteatralnego
                  wyglądu. Również w tym czasie przebudowano 5 wieżę uwzględniając w niej
                  grobowiec Hindenburga i jego żony. Specjalnym dekretem Hitler podniósł pomnik
                  do rangi "Pomnika Chwały Rzeszy" (Reichsehrenmal Tannenberg). Był to jedyny
                  pomnik na terenie Rzeszy, który otrzymał takie miano. Hitlerowcy osiągnęli swój
                  cel. Tannenberg stał się symbolem, mitem, miejscem pielgrzymek dla tysięcy
                  Niemców. Młodzież szkolna obowiązkowo wyjeżdżała na wycieczki do Olsztynka,
                  rokrocznie spotykali się tutaj weterani pierwszej wojny światowej. Propaganda
                  faszystowska robiła wszystko, aby rozpropagować to miejsce w całych Niemczech.
                  Wydawano książki, przewodniki, tysiące widokówek, a nawet specjalne znaczki
                  pocztowe z wizerunkiem pomnika - mauzoleum. W każdej miejscowości związanej w
                  jakiś sposób z bitwą stawiano pomniki, fundowano tablice lub specjalne witraże
                  w kościołach, czcząc w ten sposób zwycięstwo armii niemieckiej. Olsztynek
                  również posiadał takie pamiątki. Na rynku obok kościoła ewangelickiego
                  postawiono na wysokim postumencie pomnik z brązu przedstawiający pruskiego
                  piechura z I wojny światowej, w kościele zaś był specjalny ołtarz. W mieście
                  dwie ulice nazwano imieniem bohaterów bitwy 1914 r. (Hindenburgstrasse - obecna
                  ulica Grunwaldzka i Goltzstrasse - obecna ulica Daszyńskiego). W 1939 r.
                  przypadała 25 rocznica sławnej bitwy. Z tej okazji przygotowano zjazd weteranów
                  I wojny światowej. Miała to być gigantyczna uroczystość. Na polach w pobliżu
                  Królikowa tuż za murami pomnika pobudowano miasteczko zlotowe. Uroczystości
                  jednak nie odbyły się, ponieważ wybuchła II wojna światowa. W pierwszych dniach
                  września do baraków przypędzono polskich jeńców. W ten sposób powstał obóz
                  jeniecki Stalag IBHohenstein, jeden z większych na terenie Prus Wschodnich.
                  Przez obóz ten przeszło tysiące żołnierzy różnych narodowości, a ponad 50
                  tysięcy zmarło wskutek chorób, głodu i złego traktowania. Najwięcej zmarło
                  jeńców radzieckich, których Niemcy traktowali ze szczególnym okrucieństwem. Po
                  obozie pozostał duży cmentarz na Sudwie.
                  cdn
                  • N adszedł rok 1945, do Prus Wschodnich dotarły wojska radzieckie. Niemcy,
                    obawiając się profanacji ze strony Rosjan, postanowili wywieźć zwłoki
                    Hindenburga i jego żony oraz całe wyposażenie mauzoleum, natomiast sam pomnik
                    wysadził w powietrze. Zadanie to mieli wykonać żołnierze 299 dywizji piechoty
                    przy VIIKorpusie Pancernym. 20 stycznia wywieziono zwłoki Hindenburga i jego
                    żony oraz część eksponatów, które poprzez Królewiec trafiły do Niemiec.
                    Feldmarszałek po długiej tułaczce znalazł wieczny spoczynek prawdopodobnie w
                    katedrze w Marburgu. W nocy z 21 na 22 stycznia żołnierze niemieccy wysadzili
                    wie?? wejściow? oraz wie?? Hindenburga. Reszty nie zdołali zniszczyć, zapewne z
                    braku materiałów wybuchowych i czasu. Wkrótce po tym wydarzeniu do Olsztynka
                    wkroczyły wojska radzieckie. Warto wiedzieć, że Rosjanie nakręcili film
                    przedstawiający pomnik - mauzoleum w 1945r. Rosjanie pomnika nie niszczyli,
                    zadowolili się spaleniem Olsztynka. Po wojnie okaleczony Tannenberg - Denkmal
                    stał do 1949r, kiedy to zaczęła się faktyczna dewastacja budowli. Zerwano płyty
                    granitowe z dziedzińca, częś? z nich posłużyła jako materiał budowlany przy
                    wznoszeniu Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie oraz Domu Partii, część płyt
                    uzyto przy budowie pomnika wdzięczności dla Armii Czerwonej w Olsztynie (tzw.
                    szubienica wg projektu Xawerego Dunikowskiego). W tym roku prawdopodobnie
                    nastąpiło wysadzenie części murów pomnika przez polskich saperów, podobno od
                    wybuchu wyleciało mnóstwo szyb w domach w Olsztynku. Niszczenie pruskiego
                    pomnika trwało przez wiele lat. Czyniono to w sposób planowy lub żywiołowy
                    przez ludność okoliczną, która pozyskiwała tutaj materiał budowlany do
                    wznoszenia chlewików, kurników i innych gospodarczych budynków. Na początku lat
                    80-tych noszono się z zamiarem przeprowadzenia przez centrum Tannenbergu nowej
                    obwodnicy koło Olsztynka. W związku z tym niszczono resztki murów a zagłębienia
                    po dziedzińcu zaczęto zasypywać różnego rodzaju odpadami. Z budowy obwodnicy
                    zrezygnowano, pod koniec lat 80-tych, postanowiono urządzić tutaj strzelnicę z
                    broni małokalibrowej. Z pomnika pozostały jedynie fundamenty ukryte głęboko w
                    ziemi i wzgórze z wgłębieniem w środku. Wszystko to jest zasypane różnego
                    rodzaju materiałem i porośnięte krzewami i chwastami. Taki jest smutny koniec
                    sławnego w całych Niemczech "Pomnika Chwały Rzeszy". Z innych obiektów
                    towarzyszących pomnikowi też prawie nic nie pozostało. Tannenberg - Krug został
                    spalony, a na jego miejscu wiele lat później wybudowano Zajazd Mazurski,
                    wszystkie posągi z kamienia i brązu zostały rozkradzione bądź zniszczone,
                    zachował się jedynie kamienny lew stojący obecnie na olsztyneckim rynku.
                    Cmentarze i pojedyncze groby zdewastowano, pozostały jedynie zapadłe mogiły
                    porośnięte trawą i zielskiem oraz zmurszałe, połamane krzyże. Nawet na miejscu
                    dawnego obozu jenieckiego koło Królikowa pasą się krowy lub rosną zboża. Tylko
                    park posadzony na chwałę niemieckich zwycięstw rozrósł się wspaniale i szumi
                    cicho poległym, którzy tutaj znaleźli wieczny spoczynek.

                    Andrzej Waluk
                    olsztynek.com.pl/tannenberg/pomni2.htm
                    • Doskonały opis pomnika, chyba trudno o dokładniejszy. Teraz czekamy jeszcze na
                      impresje Wańkowicza, a czas oczekiwania skrócimy sobie czytając, co na temat
                      tanneberskiego Denkmalu napisał dziadek pewnego wnuka wink
                      • Na pola bitwy grunwaldzkiej trafił też pracownik olsztyńskiego konsulatu
                        polskiego, Jędrzej Giertych. Szukał ducha tej dawnej rozprawy z Krzyżakami, z
                        1410 roku, lecz i o tej drugiej bitwie, pod Tannenbergiem, nie zaboczył. Oto,
                        co napisał o samym pomniku:
                        "W pobliżu miasteczka Olsztynka (Hohenstein) pobudowany został olbrzymi pomnik
                        drugiej bitwy grunwaldzkiej (Tannenbergdenkmal). Jest to obszerna budowla z
                        dużym dziedzińcem pośrodku – złożona z wieńca masywnych wielkich baszt. Jest to
                        budowla poświęcona poległym za Niemcy żołnierzom, ich ofiarności i bohaterstwu.
                        W obliczu takiego pomnika nie miejsce na tanią ironję, biorącą sobie za cel zły
                        smak pruski – niepodobna się jednak powstrzymać od obserwacji, że t. Zw.
                        Nowoczesny styl w architekturze, odpowiedni może, gdy chodzi o więzienie lub
                        browar, zawodzi gdy go stosować do dzieł, mających być wyrazem nie materjalnych
                        potrzeb, lecz porywów ducha. – Niepodobna również przypomnieć sobie, że
                        młodzież polska, zwiedzająca w pełnem zadumy skupieniu mauzoleum obrońców
                        Lwowa, obchodzi się jakoś bez dania tamże na miejscu ujścia swym namiętnościom
                        sportowym. U stóp pomnika bitwy grunwaldzkiej – niemal na grobach poległych
                        żołnierzy – urządzono na użytek wycieczek młodzieży niemieckiej wielkie boisko
                        sportowe."
                        • A jako że dziś Dzień Zaduszny, dodam jeszcze jeden akapit z tego felietonu - o
                          żołnierskich grobach:
                          "Groby poległych ... Widzi się je tutaj co krok, wszędzie: przy drogach, we
                          wsiach. I wokół samego pomnika. Wiele jest między niemi grobów z prawosławnymi
                          krzyzami – ze stereotypowym napisem ‘Hier ruhen 10, 30, 100 czy 3000 russische
                          Kreiger’. Leżą w nich prawie wyłącznie polscy chłopi – bo to pułki z
                          Kongresówki walczyły pod Grunwaldem, po stronie rosyjskiej.
                          Po stronie niemieckiej, jak wynika z tablic pamiątkowych na pomniku, walczyły w
                          ogromnej liczbie pułku poznańskie, pomorskie, warmijskie, mazurskie, śląskie.
                          Polacy więc walczyli przeciw Polakom.
                          Nie walczyli napróżno. Ta, co nie zginęła, wyrosła z ich krwi! " (J. Giertych)
                          • Oj, tak, po obu stronach byli Polacy. Też o tym wspomina Wańkowicz.
                            Ale o boisku sportowym nikt nie wspomina.
                            • Melchior Wańkowicz "Na tropach Smętka"
                              "U nas na wschodnich Kresach, niewiele wiedziano, kto zacz są Niemcy. Aż gdy
                              skruszył się rozyjski front i nasunęła się ku nam potęga niewidziana i
                              nieznana, kiedy i naszą Mińszczyznę ogarnęło ciężkie tchnienie Ober-Ostu, kiedy
                              w błotne miasteczka Białejrusi wlewać sie zaczął wolny a niepowstrzymany pochód
                              żołnierzy w wielkich stalowych hełmach, nakrapianych wapnem (było to zimą) -
                              przycupnął nasz ubogi słowiański wschód i rozkazujący skrzek jednego
                              niemieckiego żołnierza zdolny był rozproszyć największe zbiegowisko.
                              Zdało się, że nie masz na tę ślepą, straszliwie powolną, straszliwie
                              zorganizowaną i niechybną potęgę - żadnej ludzkiej mocy.
                              Sądzę, że podobnie przed wiekami myśleli ci nasi przodkowie, którym po raz
                              pierwszy przychodziło zmierzyć się z Niemcem.
                              Więc myśl o oporze to była kategoria bohaterstwa, nie zaś obrachowanej walki.
                              A nie były to jeno czcze rozmyślania. Po upadku caratu to był nasz wróg. Gdy
                              bolszewicy się wycofali, nasze formacje wschodnie znalazły sie w obliczu
                              konieczności zawarcia z Niemcami Freundschaft. Piłsudzki już wówczas siedział w
                              Magdeburgu.
                              cdn
                              • Nie wiedzieliśmy co robić. Popełnialiśmy szereg rozpaczliwych odruchów. Na
                                pociagu pancernym, w którym spędziłem noc, gdy Niemcy przyszli - ogromny Kępa,
                                żołnierz stojący przy pociągu na warcie, wzburzył się gdy pierwszego Niemca
                                zobaczył, złapał go w ogromne łapska, uniósł w gorę i trzasnął o peron, ze
                                trzasnęła krew. Konającego Niemca wywieziona do szpitala. Komendant pociągu,
                                poległ później por. Małagowski, wybiegł w szynelu, narzuconym na bieliznę, i
                                bił szpicrutą przez pysk nie oddających mu nonorów Niemców. Za porucznikiem
                                szedł patrol z najeżonymi bagnetami.
                                Stary maszynista Dreczkowski był innego zdania o najściu Niemców. Zdawałoby
                                się, że jako Poznaniak powinien najbardziej się ich bać. Tymczasem pykał sobie
                                flegmatycznie swoją faję i zapewniał, ze 'Niemiec jest zaś głupi'.
                                Teraz jadąc na pola Grunwaldu- Tannenberga, patrząc na już zdaleka wyłaniający
                                sie pomnik - mauzoleum niemieckiej chwały, przypomniałem sobie tę niewzruszoną
                                pewność naszego poczciwego starego, pewność pokoleń, nawarstwioną wiekami.
                                I myślałem, jak też te dwie siły przełamywały sie na ogromnej przestrzeni
                                wieków, od Grunwaldu po Tannenberg.
                                cdn
                                • "Długo stał skromny kamień na pamiatkę wiktorii grunwaldzkiej. Ale biło
                                  źródełko, z cudowną pono wodą. Woda straciła swe właściwości, gdy pewna pani
                                  przemyła nią oczy ślepego pieska. Tak chce podanie.
                                  A w pięćset lat po wiktorii pod Tannenbergiem strzelił w niebo masywny pean
                                  teutońskiej chwały. Wypiętrzyły sie mury bastionów potęznych. Wisi chwała
                                  teutońska z daleka nad zielonymi lasami.
                                  Pomnik bitwy tannenberskiej znałem dotychczas z widzenia i nie lubiłem go. Ten
                                  sam duch, co w potężnym pomniku berlińskim na pamiątkę zwycięstwa 1870 r.
                                  Przyszła inna epoka i uprościła linię budowy, rzekomo nawracając do wzorów
                                  starogermańskich. Duch pomnika pozostał ten sam : gorzej niż żołdacki, bo
                                  dorobkiewiczowski, Hohenzollernowski. Żaden Wittelsbach nie popełniłby czegoś
                                  podobnego.
                                  Do tych awersyj ogólnych przyłączyły się jeszcze powody specjalne, którymi były
                                  wspomnienia z dzieciństwa.
                                  Mielismy ogromną ksiązkę ilustrowaną pt. "Les etrangleurs du Bengal", w której
                                  był rysunek hinduskich wież milczenia; na ich murach składano trupy, którymi
                                  żywili się święte sępy. Bastiony tannenbergowskiego 'Denkmala' dziwnie mi
                                  przypominały te wieże.
                                  cdn
                                  • A jednak, kiedy zobaczyłem pomnik po raz już który, przekonałem sie, ze to, co
                                    z ducha danego narodu pochodzi, nigdy nie jest brzydkie, jak nigdy brzydka nie
                                    może być dusza żadnego narodu, jak piękną jest każda roślina, która swobodnie
                                    wyrosła z gruntu.
                                    Pomnik bitwy pod Tannenbergiem wyrósł z samej głębi niemieckiego ducha.
                                    Przed pomnikiem stoją liczne wycieczki młodzieży niemieckiej, karne, skupione,
                                    ze wzruszeniem na twarzy. Przyjechali lub przyszli tu setki kilometrów, od
                                    winnic nadreńskich poczynając, gdzie życie jest takie uśmiechnięte.
                                    Ale synowie tych krajów polegli w twardej walce.
                                    I młodzież ich pielgrzymuje sycić sie chwałą Ojczyzny, sycić się świadomością
                                    jej wielkości.
                                    W ogromnych bastionach, wysoko, od dołu po ginący gdzieś strop, wiszą sztandary
                                    pułków, biorących udział w tych wielkich dniach.
                                    Wkoło idą tablice - brąz, marmur - fundowane przez związki byłych sławnych
                                    pułków - swoim kolegom. Na tablicach - cyfry strat, daty bohaterstw, 59 p.p.
                                    (Deutsh-Eylau) stracił w ataku 28 oficerów i 1300 żołnierzy...
                                    Niemcy, zastygły pean bohaterskiej woli zwycięstwa.
                                    cdn
                                    • Skoro ma być ciąg dalszy, to nie będę się wcinać, tylko gdzieś z boczku
                                      przyczepię wspomnienia olsztyńskiego nauczyciela, Joahnna Rittla.
                                      • "Poza murami pomnika, w polnej zieleni, równiutko i z pietyzmem ustawione
                                        krzyże drewniane, przekreslone ukośnie. Tu zostali złożeni żołnierze rosyjscy.
                                        Jak wielka rzeka zbiera w siebie strumienie, tak ten pomnik grunwaldzki
                                        wchłonął to wszystko, co niosą wyryte na tablicach z pisakowca, pomniki gminne.
                                        Wczytywałem się w nazwiska na nich - w większości polskie.
                                        W bitwach mazurskich brały udział przede wszystkim pułki mazurskie, pomorskie,
                                        poznańskie, śląskie, warmijskie.
                                        "A o szaty Jego rzucali kości..." Rzucane o losy tej ziemi, kości polskie
                                        równiutko legły i pod tymi drewnianymi krzyżami, i tam.... w Denkmalu.
                                        Historia potrząsła kubkiem do gry.
                                        Niemądry to sport śledzić wygrane rulety i znaczyć szpilką na tablicy numerków.
                                        Ale gra między narodami to nie jest ślepy hazard. Dlatego dzieje uczą.
                                        Jedźmy pod Sztymbark (Rudę), na pola Grunwaldu.
                                        I wracajmy potem tu.
                                        Spróbujmy - zrozumieć....
                                        • "Krzyżacy przez lat trzydzieści formalnie zmuszali do wojny pokojowo
                                          usposobionego Jagiełłę", pisze badacz niemiecki, Lotar Weber. Ale można by
                                          odwrócić to zdanie: to Jagiełło pośrednio zmuszał Krzyżaków do wojny. Od czasu
                                          zjazdu w Krewie narastało dzieło Unii. Program Leszka Białego, zawieruszony w
                                          walkach dzielnicowych, zatarły przez południowo-wschodnie zainteresowania
                                          Polski, nabierał sił i sławił się czymś tak potęznym na wschodzie Europy, że
                                          była ostatnia chwila przeciąć sytuację mieczem. Eksterminacyjna bowiem polityka
                                          krzyżacka nie mogła na drodze normalnego współzawodnictwa rokować sobie
                                          nadziei. Nigdy na tym wschodzie równorzędnie dwie koncepcje - polska i
                                          niemiecka - zmieścić sie nie mogły.
                                          Materializm dziejowy nauczył nas doszukiwać się w każdym zdarzeniu historycznym
                                          pobudek natury materialnej.
                                          Niewątpliwie legły one w osnowie dzieła Unii. Ale przecież zdumiewa w tym
                                          surowym średniowieczu głęboki ton, jakim są przepojone akty państwowe polskie,
                                          ta prymitywna bezkompromisowość, jakże daleka od krzyżackiej świadomości, że
                                          słowa są dane po to, aby taić prawdę. Z jakimże to wzburzeniem, ktore nie mogło
                                          być sztuką szczwanego dyplomaty, zarzucał Paweł Włodkowic, przedstawiciel
                                          Polski, Krzyżakom, że są oni gorsi od pogan; bo poganie grzeszą przeciw
                                          prawdzie, a Krzyżacy czynią najstraszliwszą rzecz - grzeszą przeciw miłości.
                                          Nie, to nie takie lub inne rozgrywki dorażne sprowadziły obie strony na pola
                                          Grunwaldu. Sprowadziła je, wciąż nie rozstrzygnięta, sprawa dziejowa.
                                          cdn
                                          • Nie, to nie takie lub inne rozgrywki doraźne sprowadziły obie strony na pola
                                            Grunwaldu. Sprowadziła je, wciąż nie rozstrzygnięta, sprawa dziejowa.
                                            Zbliżała sie Unia, a z nią prawie roszczenia Rzplitej do ziem pruskich jako do
                                            litewskiego spadku. Wszak to na pięc lat przed objęciem przez Jagiełłę tronu
                                            polskiego rozegrała sie wielka bitwa pod Rudą - na skutek żądań litewskich, aby
                                            im oddać obecne Prusy Wschodnie aż po prawy brzeg Łyny., a więc niemal całe.
                                            Zbliżała sie Unia, należało działać... Zakon rozpętał wielką akcję
                                            dyplomatyczną w Europie. Ruprecht, król rzymski, rozesła heroldów,
                                            rozpraszających "potwarze", rzucane na Zakon. Od dworu angielskiego, gdzie
                                            polscy wysłannicy prosili o niewspieranie Krzyżaków, nadeszła wiadomość, ze
                                            Henryk IV chętnie by sam pośpieszył z pomocą Zakonowi, gdyby się nie uwikłał w
                                            zatargi z Francją. Przekupiony za 40 000 zł król Zygmunt Węgierski zawiera w
                                            grudniu 1409 roku z Krzyżakami przymierze, mocą którego zobowiązał się "tak
                                            sprawą pokierować, aby się przed Bogiem i całym światem miało prawną i słuszną
                                            przyczynę do wojny". Książęta pomorscy otrzymali od Zakonu duże pożyczki.
                                            Wreszcie król Wacław czeski, powołany na sędziego polubownego, wziął od
                                            Krzyżaków
                                            60 000 zł i wydał wyrok, na mocy którego Krzyżacy otrzymali przypierającą do
                                            Grodna olbrzymia puszczę Sudawię, która wchodząc klinem między Mazowsze i
                                            Litwę, rozsadziła granicę państw, mających zawrzeć Unię.
                                            Polska zobowiązać się miala zawrzeć przymierze z Krzyżakami, mocą którego obie
                                            strony zobowiązały się nie dawać pomocy "poganom". Miało to wydać Litwę na łup
                                            krzyżacki. Ten wyrok zapadł w lutym. Odtąd wiedziano, ze bedzie wojna.
                                            cdn
                                            • "Zahuczało po dworach zachodnich. To już nie były te pierwsze wieki surowego i
                                              prawego średniowiecza. Po krucjatach krzyżowych buzowała się piana, nakipiała
                                              na pogrobowcach wypraw do Ziemi Świętej, na żądzy użycia dóbr i przepychu,
                                              ktoremu biedny kontynent europejski (wszak było to jeszcze przed odkryciem
                                              Ameryki i źródeł złota) skwapliwie otwierał drzwi, mniej jednak skwapliwie
                                              chudą kieszeń.
                                              "Tu z Niemiec przybywali wurzutki i nicponie - pisze o Prusach Wschodnich
                                              rektor uniwersytetu w Królewcu, dr Erich Caspar - z którymi familie
                                              arystokratyczne w Niemczech nie wiedziały, co zrobić, więc ich wyprawiły do
                                              Prus Wschodnich jak na sportowe wyprawy, na owe Litauerreisen, aby sobie
                                              reputację poprawili...
                                              W ten sposób rozpadłoby się państwo krzyżackie jak farsa i gdyby nie bitwa
                                              grunwaldzka, koniec Krzyzaków nie mógłby się udrapować w kostium Tragedii."
                                              Ale po stronie polskiej była świadomość tej wielkiej stawki, o ktorą idzie gra.
                                              Wtedy to, cytując za Długoszem, 'porzuciwszy na Węgrzech wszystkie dobra i
                                              majątki od Krola Zygmunta uzyskane, wzgardziwszy jego łaskami i szczodrymi
                                              obietnicami, opuścili go i przybyli do Władysława, Krola Polskiego, rycerze tej
                                              miary co Skarbek z Gór, co Dobiesław Puchała i Janusz Brzozogłowy, co Tomasz
                                              Kaliski i Wojciech Malski, co wreszcie dwaj Sulimczycy, dziedzice Garbowa,
                                              Zawisza Czarny i Jan Farurej".
                                              cdn
                                              • "Otton Laskowski, historyk bitwy grunwaldzkiej, pisze, że Jan Sumik, sprawujący
                                                przez lat szesnaście dowództwo w służbie sułtana, teraz zadowalał się
                                                stanowiskiem jednego z przedchorągwianych.
                                                Siły sojusznicze jeszcze nie połączonej Unią Litwy szły z pomocą. Krzyżacy
                                                myśleli, że Litwini uderzą z dywersją, jak zwykle, od swojej strony. Tymczasem
                                                król Jagiełło, mądry to i szczwany był król, każe im iść wzdłuż całej
                                                południowej granicy Prus Wschodnich i dołączyć do wojsk polskich w Czerwińsku.
                                                Krzyżacy na ubezpieczenia Ragnety, Pisza i innych punktów zużyli z górą 15 000
                                                wojska zamurowanego w garnizonach.
                                                Jagiełło tymczasem wynurza się pod Drwęcą, a widząc przeprawę pod Kurzętnikiem
                                                obsadzoną, zdązyli bowiem mu drogę Krzyżacy zabieżeć, nie myśli przejścia
                                                forsować, jeno sie cofa, postanawiając obejść Drwęcę powyżej jej zródeł. A że
                                                nie chce dać się flankować Krzyżakom od lewego skrzydła, robi głęboku łuk na
                                                wschód, odrywa się od nieprzyjaciela, zdobywa po drodze Dąbrówno i wynurza się
                                                na zachód od jeziora Łubień.
                                                I własnie wysiadamy na drodze Sztymbark-Ludwikowo, mając po lewej rece owo
                                                jezioro. Droga, na ktorej stoimy, wówczas również istniała. Teren , jak i
                                                obecnie, był niezalesiony. Falistość konfiguracji terenu żaden kataklizm nie
                                                zmienił. Komuś , kto przedtem przestudiował plan bitwy, teren się ożywia,
                                                zaludnia.
                                                Tu właśnie następuje niezapomniana gra sprytnego Jagiełły.
                                                Krzyżacy już czekali, gdy nasze wojska dopiero sie zbliżały. Wwywiązać je w
                                                walkę, nim reszta dociągnie, było to osłabić szanse."

                                                Napewno zastanawiacie się dlaczego Wańkowicz bawi sie w szczegóły bitwy pod
                                                Grunwaldem ? Nie pytajcie się, bo zrozumieć tą ziemię, zrozumieć istotę
                                                Tannenbergu trzeba siegnąć aż do średniowiecza.
                                                • "Tymczasem sztuka wojowania w średniowieczu bardzo jeszcze przypominała
                                                  chłopskie bitki. Skoro się bitwa wywiązała, nikt już komendy nie słuchał.
                                                  Dlatego bardzo trudno było mówić o jakimkolwiek planie.
                                                  W tej epoce pełno jeszcze było romantyzmu rycerskiego, wymagającego rzucania
                                                  się na wroga, bez liczenia jego liczby. Nie darmo opiewano bohaterskie potyczki
                                                  z czarodziejem Merlinem i ze smokami.
                                                  Toteż Mistrz Urlich von Jungingen liczył bardzo na naszą gorączkę. Pięćset lat
                                                  temu widać równie silnie nam chodziło o pokazanie się, że znamy obyczaje Europy.
                                                  Tedy Mistrz Jungingen wysunął niechybnych angielczyków procarzy, przemieszanych
                                                  z kopijnikami na schwał, którzy zatknęli drzewce w ziemię. O ten ostrokół miała
                                                  się wykrwawić polska horda, udająca rycerzy, ktora natychmiast, rzecz prosta,
                                                  wda się w bitwę, skoro tylko ujrzy wroga.
                                                  Ale król Jagiełło, chytry król, nie zna się na rycerskich ekiwokach. On chce
                                                  mieć wszystkie siły w garści. Nie wypada tego powiedzieć świetnym polskim
                                                  rycerzom, ktorzy zapewne nieco imponowali temu kudłatemu Litwinowi;
                                                  zakrzyknęliby, że wprowadza cierpliwie chłopskie sposoby wojaczki, czyli że,
                                                  mówiąc językiem współczesnym, chce postąpić niesportowo.
                                                  Nie wypada tego powiedzieć, ale wypada się modlić i modlić się trzeba. Tego
                                                  nikt nie może wzbronić, przeciwko temu nikt nie może szemrać."

                                                  Oj, cięzki tekst napisał Wańkowicz, tak cięzko go zrozumieć w tym urywku.
                                                  • "I oto po pierwszej mszy król rozpoczyna słuchanie mszy drugiej. Krzyżactwo
                                                    zajęło pozycję przed drugą, parę stajań, tu właśnie, gdzie idziemy, posuwając
                                                    sie ku Ludwikowu; po prawej ręce myśmy mieli ciężkozbrojne glidy rycerstwa
                                                    krzyżackiego, po lewej, już z tej polskiej strony drogi, kopijników i procarzy.
                                                    Ci ostatni urągliwie krzyczą, natrząsając sie z Polaków, rycerstwu z oburzenia
                                                    ręce latać poczynają ku głowniom, a król ... poczyna słuchanie trzeciej mszy
                                                    świętej.
                                                    Wyskakuje niecierpliwy Witold z namiotu - dosyć mu już tych dewocyj - i pędzi
                                                    ku swoim, ustawionym na prawy skrzydle.
                                                    Król skończył słuchanie trzej mszy świętej, wyszedł przed namiot, rozejrzał się
                                                    po okolicy, skonstatował, że nie wszystkie siły polskie jeszcze doszły... i
                                                    przypomniał sobie, że przed bitwą warto jest dać pas rycerski nowym rycerzom.
                                                    Pasuje ich tedy król, pasuje, aż i Krzyżaków poczynają brać diabli. Naciskają
                                                    na Wielkiego Mistrza, by poczynać.
                                                    Jest tam tych romantycznych zapaleńców do diabła i trochę - cała chorągiew św.
                                                    Jerzego, złożona z rycerskich ochotników całego świata.
                                                    Próbuje więc Urlich von Jungingen, wytrawny wódz, prowokacji: posyła dwa miecze
                                                    Jabielle, aby się zaś nie bał, bo widać ma oręża zbyt mało.
                                                    Oczy z wściekłości świcie królewskiej wyłażą, ale król nic - przyjmuje miecze w
                                                    pokorze chcrześcijańskiej.
                                                    Widzi wtedy Mistrz, że trzeba poczynać, ale ponieważ ustawił wojska w szyku
                                                    defensywnym, więc cofa łuczników i kopijników za tylną linię (rzekomo ustępuje
                                                    urągliwie Polakom dwa stajania).
                                                    Ale na to czekał Jagiełło. Gdy sie złamały krzyżackie szeregi przy
                                                    przegrupowaniu - daje znak. Straszliwy 'cuneus' polski, klin z chorągwią na
                                                    czele, uderza."
                                                    cdn
                                                  • Straszne w swych skutkach musiało być to uderzenie, bo w żadnym z pozostałych
                                                    dokumentów nie można znaleźć w dalszej akcji śladów tej piechoty. Zapewne
                                                    zniesiono ją niemal doszczętnie.
                                                    Bitwa zaczęta.
                                                    O tu, gdzie stoimy własnie, przewionęły z dzikim wrzaskiem lekkie litewskie
                                                    odziały. W puch je wzieły krzyżackie włócznie, cięzkie koncierze. Teraz walą
                                                    przez drogę fryzyjskie ogiery, pędzą Litwinów, jadą im na karkach aż za wody
                                                    jeziora, ktore widać z daleka. Wracają zziajani, półżywi cięzkozbrojni rycerze
                                                    w pościgu pojedynczego, grupami, jak Bóg da, i tu ich chwyta z boku straszliwe
                                                    uderzenie polskiego odwodu, który stał, nie wwiązując się w walkę.
                                                    O tu, polem, na północ, pod Tannenberg, idzie wyborowy odwód Wielkiego Mistrza
                                                    w sile 10 000 świetnego rycerstwa. Łuk to zbyt wielki, Polacy zdołali się
                                                    przegrupować, ale przez chwilę szala się ważyła.
                                                    I byłby tu dzień wielkiej chwały widział Jagiełłe w trumnie,
                                                    ...Bo się w tej kurzawie
                                                    Był zadumał i stanął w modlącej postawie
                                                    Głowę odkrywszy, prosząc o spędzenie mroku,
                                                    A przypadł nam ogromny czarny Krzyżak z boku,
                                                    Dypold z Kiekierzyc... z kopią już dobrze czerwoną
                                                    Prosto w strzemieniu na łeb króla nasadzoną.

                                                    ktoremu, gdy rażony przez Oleśnickiego legł na ziemi, wedle relacji
                                                    współczesnej "król uderzeniem kopi własnoręcznie głowę otworzyć raczył".
                                                    Ale co to ? Na tyły odwodu ktoś uderza; to wracają rozgromieni Litwini.
                                                    Krzyżacy otoczeni. O, tu !
                                                    O, w tej kotlince, w tej ! "Tam - pisze to kronikarz - kotlinka wypełniła się
                                                    po brzeg poległymi i potrzaskanymi włóczniami."
                                                  • Powoli, powolutku zmierza Wańkowicz do drugiej bitwy tannenberskiej no my sowam
                                                    cierpsliwi smile
                                                  • Tak , bo łon wszystko od poczóntku pokazuje, całe dzieje Tennangerga.

                                                    "Cofają się, cofają. Gdybyśmy tak stali wówczas, jak stoimy, rumaki bojowe
                                                    wprałyby nas w rów przydrożny zadami. Obsiadują ich, obsiadują. Już nie patrzą,
                                                    że na pancerzach relikwie. Pękają pod toporami pancerze. Jeno Wielki Mistrz,
                                                    wszystkim to wiadomo, ma na pancerzu relikwiarz z drzewem Krzyża Świętego, więc
                                                    każdy się cofa.
                                                    Ale Litwa z boków wyje i rwie się jak rozjuszone ogary. Gdy luka kolo Ulricha
                                                    von Jungingen się robi, wlewa się w nią, Bogiem a prawdą powiedziawszy,
                                                    pogańska jeszcze dzicz i wódz krzyżacki osuwa się, rażony litewską sulicą.
                                                    Siadamy w auto, robimy objazd. Wzgórek stoi, drzewami porosły. Kamień miezy
                                                    drzewami. To tu.
                                                    Zdejmujemy kapelusze.
                                                    Na kamieniu napis pełen niezwykłej, jak na Niemców, prostoty: "Tu zmarł w walce
                                                    o niemieckie istnienie i niemieckie prawo Wielki Mistrz Ulrich von Jungingen
                                                    dn.14 lipca 1410 r. śmiercią bohatera." Powściągliwy tekst zawiera tylko jedno
                                                    kłamstwo. Przecie nie o istnienie Niemiec toczyła się tu walka, ale o wolność
                                                    Polski i Litwy.
                                                  • "Minęło pięćset lat. Wiele się zmieniło od czasu bitwy grunwaldzkiej.
                                                    Była ona nie tylko fizycznym, ale i moralnym zwycięstwem. Rozentuzjazmowany Jan
                                                    Hus, rektor praskiego uniwersytetu pisał:
                                                    "Legli od tylu mieczy, ktorymi usiłowali zastraszyć ludzi pokornych. Gdzie są
                                                    miecze ?"
                                                    Tezy krakowskie zwyciężyły. To bowiem Kraków, ktory przez usta swoich uczonych
                                                    sformułował program Polski na wschodzie, program miłości, to Kraków stał się
                                                    niejako symbolem. Z okrzykiem "Kraków !" ruszyło rycerstwo w boj pod Plowcami,
                                                    z okrzykiem "Kraków!" rozpoczął się w 1361 r. bunt gdański przeciw Krzyżakom.
                                                    Obecnie na soborze w Konstancji (1414 -1418) świecił Kraków swoje zwycięstwo.
                                                    Sobór przyjął tezę, że na pogaństwo wpływać należy drogą pokojową.
                                                    Ale od tego czasu dużo się zmieniło.
                                                    cdn
                                                  • 23 sierpnia 1914r. nad Malborkiem zachodziło słońce. Po pracy całego dnia,
                                                    wydawszy ostateczne rozkazy okrążenia Rosjan, wyszedł naczelny wódz operacji,
                                                    urodzony w Poznaniu von Hindenburg, na przechadzkę.
                                                    Przez pontonowy most na Nogacie nieprzerwanym potokiem szła masa niemieckich
                                                    wygnańców.
                                                    Szeroko się rozlały wojska rosyjskie. Zniszczono trzynaście miast, pięćset
                                                    siedemdziesiąt dwie wsie, pięćset trzydzieści sześć dworów, ogółem spalono lub
                                                    rozwalono pociskami armatnimi czterdzieści cztery tysiące budynków, splądrowano
                                                    pięćdziesiąt tysięcy mieszkań, zamordowano dwa tysiące, wygnano do Rosji
                                                    dziesięć tysięcy ludzi.
                                                    ... W sztabie generalnym w wielkich mapach ściennych tkwiły cierpliwie łebki
                                                    różnokolorowych szpilek.
                                                    I wówczas (Hindengurg sam to stwierdził następnie) nad brzegiem Nogatu
                                                    poprzysięgł sobie wódz naczelny Niemczyzny na wschodzie - wziąć na
                                                    Słowiańszczyźnie odwet za Grunwald.
                                                    Operacja, która się rozwinęła, rozwinęła sie na szerokim froncie stu z górą
                                                    kilometrów. A przecież zażądał Hindenburg, aby bitwę nazwano - bitwą pod
                                                    Tannenbergiem, jak się u Niemców bitwa pod Grunwaldem nazywała.
                                                  • Z pola grunwaldzkiego, od kamienia Urlicha von Jungingena, przejeźdzamy tuż na
                                                    wzgórze pod wsią Frogenau, z którego Hindenburg prowadził operację tych
                                                    pamiętnych dni do końca sierpnia 1914 r.
                                                    Krzyż tam stoi i mała ławeczka drewniana. Co rok w rocznicę bitwy przyjeżdzał
                                                    pod krzyż starszy, cywilny pan i siadał w zadumie na tej ławeczce. Nikt ze
                                                    świty nie śmiał przerwać rozmyślań feldmarszałka von Hindenburg, Prezydenta
                                                    Rzeszy Niemieckiej, junkra ziemi wschodniopruskiej.
                                                    Następnie stary pan jechał do karczmy w Ostrodzie, w której jadł ongiś Eisbeine
                                                    w czasie decydujących przegrupowań, i zjadał taką samą porcję.
                                                    Zanim podążymy w jego ślady, zanim wrócimy pod pomnik Tannenberga, w którego
                                                    jednym z bastionów spocznie cialo zwycięskiego feldmarszałka, i zanim obejrzymy
                                                    plastycznie przebieg tych operacji z 1914 roku, zajrzyjmy jeszcze do oberży w
                                                    Rudzie, gdzie w honorowym alkierzyku wymyszkował Giertych, autor bardzo dobrej
                                                    książki o Prusach Wschodnich, napis:

                                                    Bei Tannenberg, bei Tannenberg
                                                    Gross waren unsere Siege !

                                                    Tak to sobie bez ceremonii poczciwy oberżysta uprościł te dziejowe zmagania.
                                                    Ale napisu już nie ma. Książka Giertycha została przetłumaczona na niemiecki i
                                                    jako rękopis rozesłana komu należy. Co należy, dotarło widać i do Rudy, i
                                                    polecono laurkę zdjąć. Warto więc, żebyśmy, sąsiedzi wzajemnie i sobie pisywali.
                                                    --
                                                    Przypominam, że wspomnienia Wańkowicza są jak na żywo z okresu przedwojennego
                                                    Prus Wschodnich.
                                                    Tralala, popatrz jak się nam fajnie nałożyły wątki z książki J. Giertycha "Z
                                                    północnego kordonu" i Wańkowicz wspomnina.
                                                  • Ale to w Rudzie czy Ostródzie było? Bo Giertych pisze o ostródzkiej gospodzie.
                                                    I co oznaczał ten wieszyk?
                                                  • Co jó klepie? To nie Giertych tlo Fenikowski po wojna psisał ło Ostródzie
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=43227181&a=52109747
                                                  • tralala33 napisała:

                                                    > Co jó klepie? To nie Giertych tlo Fenikowski po wojna psisał ło Ostródzie
                                                    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=43227181&a=52109747

                                                    Ja to sprawdze, ale tez zauważyłam , ze tak napisał. Lecz nie zdziwowałam sia,
                                                    łón tak ciajżko psisze, jekbyśmy znoli jajzyk niemniecki.
                                                  • Pod Grunwaldem, pod Grunwaldem
                                                    Wielkie byly nasze zwyciestwa!

                                                    Ballest nam przetłumaczył
                                                    Bei Tannenberg, bei Tannenberg
                                                    Gross waren unsere Siege !

                                                  • "Teraz wracamy pod pomnik Tannenberg. Stoi tam oddzielny budynek, wzniesiony
                                                    dla mapy plastycznej świetlnej, nad której wykonaniem pracował wynalazca pięć
                                                    lat.
                                                    Każde trzy tysiące Niemców zostaje oznaczone białą, każde trzy tysiące Rosjan
                                                    czerwoną lampką. Za mapą znajduje się skomplikowana maszyneria oraz sieć
                                                    sześćdziesięciu kilometrów kabla elektrycznego.
                                                    Z przekręceniem tastra poczyna maszyneria działać.
                                                    Ogromny zegar elektroniczny, umieszczony w lewym górnym rogu mapy, wskazuje 27
                                                    sierpnia. W tej chwili zaczęła się operacja. Mapa-ściana zasiana lampkami
                                                    białymi i czerwonymi. Czerwone się panoszą, białe zapalają się gdzieś daleko na
                                                    zachodzie.
                                                    Wskazówka zegara się posuwa. Odmierzają się godziny i dnia. Równowiernie w
                                                    terenie zapalają się i gasną coraz nowe lampki. Przewodnik potem mi wyjaśnił,
                                                    jakie to nieskończone tysiące żarówek użyto dla tej mapy.
                                                    Z sali nie widać tego pogłowia lampek. Widać tylko te, które w danej chwili się
                                                    żarzą. Przed nami biegną długie rzędy zasłon, pierwszych, drugich, trzecich
                                                    linij ognia i rezerw.
                                                    W kotle zamkniętym, o średnicy 40 km, mrowią się niby w przedśmiertnym
                                                    paroksyzmie resztki trzech korpusów rosyjskich. Te świetlne linie skręcają sie
                                                    w paroksyzmach walki, obejmują się dookolnymi mackami i giną, gasną.....
                                                    To formacje, które wybito lub wzięto do niewoli.
                                                    Coraz mniej czerwonych lampek. Coraz niklej.
                                                    Czterdzieści tysięcy Rosjan poległo.
                                                    Dziewięćdziesiąt dwa tysiące wzięto do niewoli.
                                                    Ze strony niemieckiej poległo dwanaście tysięcy.
                                                    O godzinie czwartej rano dnia 31 sierpnia 1914 roku gaśnie ostatnia lampka
                                                    gdzieś w okolicy Wielbarku. To pobity Samsonow, przedzierajac się przez gąszcze
                                                    leśne z grupką kilku oficerów, bez sztabu, bez ordynansów, bez eskorty -
                                                    strzela sobie w łeb. Dowódca XV, dowódca XIII korpusu - w niewoli ! W niewoli
                                                    13 generałów.
                                                    Koniec."
                                                    cdn
                                                  • "Odbudowano zniszczone wschodniopruskie ziemie kosztem dwóch miliardów marek,
                                                    przeważnie materiałami, które wzięto z Polski. Wrócili niemieccy wygnańcy.
                                                    Wzięta została pomsta na Słowiańszczyźnie.
                                                    Bóg jednak, bardziej nieodgadniony monter dziejów niż twórca mapy o
                                                    sześćdziesięciu kilometrach kabla, sprawił, iż z bitwy tanneberskiej wyrosła
                                                    Polska Niepodległa.
                                                    Czy myślał o tym stary feldmarszałek, siadając na ławeczce na wzgórzu Frogenau ?

                                                    Wychodzimy z budynku "mapy plastycznej" i znowu przed nami wyrasta dumny masyw
                                                    nowokrzyżackiego pomnika.
                                                    Był górą Hermann von Salza, a potem los przeważył szalę Łokietkowi.
                                                    Był górą Winrych von Kniprode, a potem Bóg dał zwycięstwo Jagielle.
                                                    Był górą Wielki Kurfurst, gdy Polskę ze Szwedem zwojował, przecież hetman
                                                    Gosiewski go starł.
                                                    Był górą Hindenburg, a przecież jego zwycięstwo uwieńczyło wspaniałe
                                                    zmartwychwstanie Polski.
                                                    Był górą dla Niemców plebiscyt, są oni teraz górą w Prusach wschodnich...
                                                    Nie, pomnik Tannenberga, pomnik z tych mas cegły, marmuru, brązu, spiżu, stali,
                                                    pomnik niemieckiego programu na wschodzie nie jest zwornikiem na zawsze i
                                                    ostatecznie już zamykającym epopeję.
                                                    Epopeja ta trwa.
                                                    Siadłem na trawie, myśląc o swoim kraju, ja człowiek mały pod cieniem
                                                    olbrzymiego bastionu. Nikła trawa polna, weszła mi łaskawie chłodem miedzy
                                                    palce. Ująłem ją tak, jak się wzięła w garść - razem ze wszystkimi zapachami
                                                    tych ziół, ktore na niej kwitną. Podniosłem oczy na te masywy i roześmiałem się
                                                    szczęśliwym, nietroskliwym śmiechem: wydały mi się kupą cegieł.
                                                    Nie , bracie Dreczkowski, nie jest Niemiec głupi. To wieki naród.
                                                    Jeno mu brak - serca do tej ziemi."
                                                  • I tak zakończył Wańkowicz rozdział o Tannenbergu - wszysko pięknie , ładnie
                                                    tylko serca brak dla tej ziemi.
                                                    No jo ! To je prowda !
                                                    Tylko, Tralala, nie wiem dlaczego Wańkowicz przywołał nazwisko Dereczkowski ?
                                                  • Dereczkowski - ciężka sprawa. Nic o nim nie wiem. A w przypisach w książce nic
                                                    nie wyjaśniają?
      • [Rękopis wspomnień olsztyńskiego nauczyciela Johanna Rittela został znaleziony
        w oddziale nidzickim Olsztyńskiego Archiwum Państwowego]

        Nasze zwycięstwo pod Tannenbergiem

        „Nie wiedzieliśmy jeszcze o zwycięstwie pod Tannenbergiem. Rankiem po
        wyzwoleniu poszedłem około godziny 10 do sklepu mięsnego Groβa, żeby kupić
        mięso dla moich pracowników w piekarniach i dokwaterowanych lokatorów. Było to
        prawdziwą sztuką. Po pierwsze mięsa było bardzo mało, po drugie usłyszałem, że
        pierwszeństwo ma wojsko. Odpowiedziałem na to: ‘Nie ma tu przecież wojska.’
        Ujrzałem w tym momencie niemieckiego oficera, który składał bardzo duże
        zamówienie. Brał udział w bitwie pod Tannenbergiem, jak się dowiedziałem.
        Podszedłem do niego i zapytałem: ‘panie poruczniku, jak zakończyła się bitwa?
        Zostaliśmy co prawda wyzwoleni spod okupacji Rosjan, ale zupełnie spokojni
        jeszcze nie jesteśmy.’ ‘Mogą być państwo zupełnie spokojni – odpowiedział –
        Rosjanie zostali pobici, właśnie przyjechałem z Olsztynka.’ Ucieszyłem się, ale
        jakoś trudno było mi w to uwierzyć. Przy Danehlu (księgarni na Zeppelinstrasse
        5) spotkałem pewnego sierżanta, zapytałem także jego, jak się rzeczy mają.
        Potwierdził to, co powiedział oficer. Obaj byli z tej samej kompanii, po
        stoczonej potyczce przyjechali autem do Olsztyna, żeby kupić dla kompanii mięso
        i chleb. Mogłem mu dać całą partię chleba, ponieważ od pewnego czasu piekliśmy
        go nawet na zapas.
        Tego dnia dowiedzieliśmy się dużo więcej o bitwie pod Tannenbergiem, zaraz w
        mieście pojawili się pierwsi jeńcy. Za nimi ciągnęły się przemarsze oddziałów,
        które Olsztyn po raz pierwszy widział w tak dużej liczbie i coraz więcej
        transportów wziętych do niewoli Rosjan, którzy jeszcze kilka dni temu wkraczali
        do Olsztyna jako zwycięscy. Marszałek von Hindenburg, który dowodził w bitwie
        pod Tannenbergiem, wybawił nas z rąk Rosjan i uwolnił całe Prusy Wschodnie od
        wroga.”


        • Ciekawe te wspomnienia,jak zywe , popatrz jak się wszyscy bali Rusków. A
          największymi bohaterami tej wojny to chyba byli piekarze olsztyńscy.
          Dokładaj spokojnie Tralala temat , ja się bedę przyklejac do do tamtych
          Wańkowicza i wyjdzie dobrze.
          • Po tannebreskiej bitwie przez Olsztyn zaczęły się przetaczać kolejne transporty
            wziętych do niewoli Rosjan. od jednego z takich jeńców nasz olsztyński
            nauczyciel dostał ulotkę propagandową przygotowaną przez władze carskiej Rosji.
            oto jej treść:

            ‘Do Was Prusaków zwracamy się my, reprezentanci Rosji jako Herold zjednoczonej
            wielkiej Słowiańszczyzny tymi słowy rozsądku. Powstrzymajcie się, nierozumni,
            zanim będzie za późno. Rozejrzyjcie się wokół! W waszą stronę, wrogowie pokoju
            na świecie, ostrza swojej broni kieruje cały świat. Rosja, Francja, Anglia,
            Serbia, Czarnogóra, zmuszeni przez was do obrony Belgowie, a nawet Japonia,
            wszyscy chwytają za broń przeciwko Wam, jak dzicy Hunowie w obronie swoich
            krajów przed Waszym najazdem.

            Wasi sojusznicy, Włochy, odwrócili się od Was, nad Waszymi głowami unosi się
            groźba wielkich cierpień. Otacza Was i zgniata żelaznymi kajdanami słowiańska
            lawina ze wchodu, a z zachodu Francuzi zjednoczeni z Anglikami i Belgami.
            Zaślepiony gorliwością rząd niemiecki okłamuje własny naród, który już odczuwa
            śmiertelny strach.

            Jakie zwycięstwa stały się waszym udziałem? To spod Lüttich? Gdzie są te
            upragnione laury zwycięstwa nad Francją, gdzie rewolucja rosyjska i powstanie?
            Wszystko to utopia.

            Na zachodzie i wschodzie przegrywacie walka za walką, a wszystko to jest przed
            wami pilnie skrywane. Cała Rosja jak jeden mąż powstaje w obronie ogólnej
            kwestii słowiańskiej i nie złoży swego miecza, dopóki ta walka nie zostanie
            doprowadzona do końca. Przyniesiemy Wam pokój, który w przyszłości da Wam
            możliwość spokojnej, kulturalnej i produktywnej pracy. Złóżcie broń, bo obrona
            na nic się nie zda. Nie przelewajcie niepotrzebnie krwi.

            Rosjanin jest wspaniałomyślny i kocha pokój, nie będzie się mścił za Waszą
            barbarzyńską rzeź nad bezbronnym ludem pracującym w Kaliszu i Częstochowie.
            Walczymy przeciwko żołnierzom niemieckim, a nie przeciwko narodowi. Polacy
            żyjący w Niemczech są naszymi słowiańskimi braćmi. Pokojowo usposobionej
            ludności radzimy zachować się spokojnie i ugodowo, a roztoczymy nad nią nasze
            chroniące ramię. Złóżcie swą broń, którą siłą wcisnęło Wam w dłonie Wasze
            państwo. Poddajcie się, Rosjanie dobrze traktują jeńców i zgodnie z konwencjami
            obchodzą się z nimi dobrze. Jeniec przestaje być dla nas wrogiem, rannych nie
            zabijamy.’
            • Kolejną odezwę do Prusaków skierował jeden z rosyjskich generałów. I tę
              przytacza w swoich pamiętnikach Johann Rittel:
              „Zwracam się do ludności Prus Wschodnich, która znajduje się pod okupacją
              moich wojsk. Nawołuję do powrotu z pola bitwy i opuszczenia lasów i kryjówek.
              Uczynię wszystko co mojej mocy, by z pomocą moich żołnierzy chronić Waszą
              własność, jest to jednak bardzo trudne do przeprowadzenia, gdy Was nie ma w
              domach.
              Dowodzący komendant II rosyjskiego korpusu armii – generał kawalerii
              Von Scheidmann”

              • Tralala, kompletnie nie rozumie tekstu - jak mozna być pod okupacją swoich
                wojsk ? Cy aby dobrze to psiszesz ?
                No i komendantem rosyjskim jest Von Scheidmann ?
                wink))
                Ło, jenu , jek jó tyj historii ni rozumia
                • Jó też pierwy myślała co to buł mniemniecki generał, adyć łon buł w ruskiej
                  armii tlo mniano mniał mniemnieckie.
                  • Dziwne to , ja myslałam , że to jakaś anegdotka smile
                    A to prawda smile
                    • Nie ma w tym nic dziwnego. Z tgo co czytałem wynika, że w armii rosyjskiej służyło wielu oficerów o niemiecko brzmiących nazwiskach.
                      • Jak to możliwe ?
                        • Udało mi się znaleźć kilku dowódców rosyjskich spod Tannenberga o niemiecko brzmiących nazwiskach:
                          - Paweł von Rennenkampf - generał, dowódca 1 Armii, pochodzenia niemieckiego, może potomek niemieckich kolonistów?
                          - Scheideman - dowódca II korpusu armii Samsonowa
                          - Martos - dowódca XV korpusu armii Samsonowa
                          - Sirelius - dowódca I korpusu
                          - Pflug - generał, dowódca 10 Armii
                          - von den Brinken - dowódca XII Korpusu (4 brygady strzelców fińskich)
                          Martosa i Sireliusa co do pochodzenia nie jestem pewien.
                          Pozostali mogą być potomkami kolonistów niemieckich, nie udało mi się tego jednak ustalić.
                          • Paul von Rennenkampf to niewątpliwie jedna z pierwszoplanowych postaci
                            biorących udział w ofensywie wojska cara Mikołaja na Prusy Wschodnie. Już
                            wyjasniam, jak to się stało, że dowódca Pierwszej Armii Rosyjskiej nosił
                            niemieckie nazwisko.

                            Generał Paul von Rennenkampf był dowódca Pierwszej Armii Rosyjskiej (generał
                            Samsonow dowodził Drugą Armią, która poniosła klęskę pod Tannenbergiem).
                            Paul von Rennenkampf urodził się w Estonii w roku 1854. Pochodził ze
                            szlacheckiej rodziny niemieckiej osiadłej w tym nadbałtyckim kraju, wówczas
                            należącym do imperialnej Rosji. W wieku 19 lat wstąpił do Akademii Wojskowej w
                            St. Petersburgu. W 1882 roku przydzielono go do Sztabu Generalnego Armii
                            Rosyjskiej, a stopień generała-majora otrzymał w 1900 roku.
                            Był dowódcą kawalerii w czasie Powstania Bokserów w Chinach a następnie brał
                            udział w wojnie rosyjsko-japońskiej. Tam podobno doszło do konfliktu z
                            generałem Samsonowem, oskarżającym go o nieudolność w dowodzeniu wojskiem.
                            Ponoć doszło nawet do tego, że Samsonow spoliczkował Rennenkampfa, co
                            oczywiście w tamtych czasach dla generała, w dodatku pochodzącego ze
                            szlacheckiej rodziny było wielkim dyshonorem. Natknęłam się też na sugestię, że
                            generałowie pobili się o kobietę – to jednak lepiej włożyć między plotki smile Ba,
                            są historycy, którzy twierdzą, że tej sceny policzkowania na dworcu kolejowym w
                            Mandżurii nigdy nie było i że jest to element czarnej legendy Rennenkampfa,
                            która zrodziła się po przegranej bitwie tannenberskiej.
                            • Wkrótce jednak Rennenkampf miał okazję wykazać się sukcesami jako dowódca
                              wojskowy – doskonale poradził sobie z tłumieniem rewolucyjnego powstania na
                              Syberii w 1905.
                              W chwili wybuchu I wojny światowej otrzymał dowództwo nad Pierwszą Armią, która
                              wkroczyła na teren Prus Wschodnich. Jednak armia Rennenkampfa posuwała się
                              bardzo wolno, i to mimo tego, że wojska niemieckie wpadły w panikę i nie
                              broniły się skutecznie. Po klęsce Rosji w Prusach Wschodnich wysuwano pod
                              adresem Rennenkampfa oskarżenia o zdradę (w końcu z pochodzenia był Niemcem)
                              lub też świadomą niechęć do Samsonowa. Są jednak historycy, którzy twierdzą, że
                              brak wsparcia Drugiej Armii przez wojska Rennenkampfa nie był główną przyczyną
                              przegranej bitwy pod Tannenbergiem (lub wręcz był nieistotny) – iż faktycznie
                              klęskę należy przypisać błędom popełnionym przez samego Samsonowa (złe
                              rozpoznanie sił wroga, zła komunikacja z innymi dowódcami, zbyt pośpieszny
                              marsz w głąb terytorium wroga, przez co wojska rosyjskie, które dotarły w
                              okolice Olsztyna i Olsztynka były zmęczone i nieprzygotowane do bitwy).
                              Tak czy inaczej, po rozbiciu armii Samsonowa, Hindenburg skierował swoje wojska
                              przeciwko Rennenkampfowi, na Pojezierze Mazurskie. Tam zmusił Pierwszą Armię
                              Rosyjską do wycofania się z terytorium Prus Wschodnich.
                              • Jeszcze w tym samym roku, w listopadzie 1914, Rennenkampf poniósł kolejną
                                klęskę, tym razem pod Łodzią, i został zmuszony do złożenia dymisji. Osiadł na
                                Krymie. W 1918 roku został ujęty przez bolszewików, którzy chcieli, by
                                przyłączył się do rewolucji październikowej i wsparł ich wojska /może szkoda,
                                że tego nie zrobił – miał dobrą rękę do klęsk militarnych wink /. Rennenkampf
                                odmówił i po krótkim procesie został stracony. Ciekawe, jaki akt oskarżenia
                                wysunięto przeciwko temu byłem oficerowi wojsk carskich – zdradę rewolucji
                                bolszewickiej ???
                                • Jaki ciekawy zyciorys Paul von Rennenkampf

                                  W 1918 roku został ujęty przez bolszewików, którzy chcieli, by
                                  > przyłączył się do rewolucji październikowej i wsparł ich wojska /może szkoda,
                                  > że tego nie zrobił – miał dobrą rękę do klęsk militarnych wink /

                                  A najbardziej ciekawa ta wstawka. Choc nie powinnam się śmiać przy tym
                                  znakomitym rycerzu, ale wstawka idealna.
                                  Wcale się nie dziwię , że panowie generalowie Samsonowicz i von Rennenkampf nie
                                  przypadli sobie do gustu, bo nazwiska nadzwyczaj prowokujące tak dla jednego i
                                  drugiego. Mogli sobie wzajemnie wymyślić przydomek , może lepiej by było, jak
                                  wśród Indian - sokole oko, a drugi tańczący z wilkami czy coś w tym rodzaju.
                                  Tralala, a są jakies zdjecia ich ? Ciekawe czy wzrokowo tez byli aż tak rózni.
                                  Ciekawą sytuację mieli Rosjanie. No i przegrali. Pewnie już w II wojnie
                                  światowej takiego klopotu z nazwiskami nie mieli. Mogli by się pogubić
                                  całkowicie w walce. wink
                                  Bardzo interesujące to jest.
                                  • Tu só łobydwa - tlo łuważajta bo gwołt reklam sia łotwiera. Jest też Hindenbrug
                                    i Ludendorf.

                                    www.tannenberg1914.de/4_feldh/rennk.htm
                                    www.tannenberg1914.de/4_feldh/samsonov.htm
                                    • No tak Samsonow ma brode i wąsy, a von Rennenkampf ma tlo wąsy podwiniete jek
                                      Hindenngurg. Tera sia nie dziwuja co mnieli tyż podobieństwo zewnętrzne jako
                                      niemieckie.

                                      A jek skońcył zycie Samsonow, bo grób jego je psiankny.
                                      • O Jenu - to je ciekawa i straszna historia
                                        tinyurl.com/yh4lod
                                        • I przepadł skarb Samsonowa, ale pytanie czy napewno istniał, skoro zołmierze
                                          umierali z głodu.
                                          Tak czyli Samsonow się zastrzelił po klęsce.
                                          • Siuła ludzi zierzy co ten skarb gdzieś w lasach nidzborskich schowany je i jego
                                            szukajó. Chtó zi, może najdo, jek wdowa po generale Samsonowie znalazła jego
                                            ciało, a też dugo szukała.
                                            • Ten pomnik w lasach wielbarskich upamiętnia miejsce, gdzie zginął generał
                                              Samsonow, on sam, dzięki staraniom żony, został pochowany daleko stąd, w Rosji.
                                              magazynswiat.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=1348&mode=thread&order=0&thold=0

                                              Wiadomość o śmierci dowódcy i klęsce 2 Armii dotarła 31 sierpnia wraz z grupą
                                              Wiałowa do Ostrołęki.

                                              Ponieważ zwłoki rosyjskich żołnierzy rozrzucone były na powierzchni
                                              kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych, a wycofujący się oficerowie masowo
                                              pozbawiali się pagonów, Niemcom stosunkowo trudno było doszukać się zwłok
                                              szczególnie dla nich ważnych. Jednak już w pierwszych dniach września 1914 roku
                                              robotnicy leśni wykorzystywani do grzebania ofiar walk znaleźli ciało
                                              niezidentyfikowanego oficera z pięknie wykonaną i bogato zdobioną szablą oraz
                                              złotym bogato zdobionym zegarkiem z medalionem. Nie potrafili jednak dochować
                                              tajemnicy. W rok po tragicznej śmierci, żona generała, Maria Fiodorowna
                                              Samsonowa z pomocą Duńskiego Czerwonego Krzyża trafiła na coraz popularniejsze
                                              wśród mieszkańców Prus opowiadania o znalezisku i ... dotarła do owych
                                              robotników. Dzięki temu mogła z cała pewnością rozpoznać rzeczy męża,
                                              dowiedzieć się o miejscu jego pochówku, uzyskać zgodę władz na ekshumację i
                                              zabrać ciało męża do Rosji.
                                              • Faktycznie , aż mnie poruszyło by wybrać się na wyprawę w poszukiwanie skarbu.
                                                Własnie w tvn Władca Pierścieni idzie - coś z fantastyki.
                                                A czy nie biorą pod uwagę , ze mogli to znaleź sami Niemcy ?
                                                Gdzie jest skarb Samsonowa ? - to może być wyzwanie dla turystów.
                                                To będę miała nocke nieprzespaną ?
                                                Postępowanie zony mi sie podobało. Poszukiwała go nawet przez Czerwony Krzyż, z
                                                wiadomym skutkiem.
                                                No gdzie może być skarb Samsonowa ?
                                                • Część skarbu armii Samsonowa wpadła naturalnie w ręce zwycięskich oddziałów
                                                  niemieckich, ale gdzie zniknęła 'złota taczanka'? O tym dalej w tym linku:
                                                  "Niemieckie dokumenty mówią o przejętych 22 sztandarach i 32 tysiącach rubli w
                                                  złocie zdobytych wraz z kasami poszczególnych pułków. Bez wątpienia w ręce
                                                  prywatne dostała się również znaczna ilość tak pieniędzy, jak i kosztowności
                                                  należących do zabitych czy mniejszych jednostek. Co jednak stało się ze "złotą
                                                  taczanką"? Jej poszukiwania trwają już dziewięć dziesiątków lat i, jak dotąd
                                                  nie zostały zakończone sukcesem. Pierwsze wiadomości o skarbie stały się znane
                                                  już na początku lat dwudziestych. Ten i ów z grzybiarzy co rusz znajdował garść
                                                  lub dwie złotych monet. Wykorzystując te opowieści miejscowej ludności były
                                                  carski generał Noskow ruszył na poszukiwania. Nie dały one jednak jakich
                                                  oszałamiających rezultatów. Później w okolicach Wielbarka utworzony został
                                                  poligon. W ramach ćwiczeń wzdłuż i wszerz przekopali go zarówno żołnierze
                                                  Werhmachtu, jak i Ludowego Wojska Polskiego. Rezultaty ich poszukiwań były
                                                  jednak dalekie od sukcesu, choć należy przyznać, że udało się m.in. znaleźć
                                                  wykonany z najlepszego kruszcu szczerozłoty Krzyż Świętego Jerzego pochodzący z
                                                  głowicy sztandaru 2 Armii. Nie powiodła się również podjęta w połowie lat
                                                  sześćdziesiątych ekspedycja uzbrojonych w najnowsze zdobycze techniki
                                                  poszukiwaczy z Wojskowej Akademii Technicznej z Warszawy, wraz z towarzyszącym
                                                  im i pochodzącym z okolic Pułtuska byłym żołnierzem rozbitej armii, który - jak
                                                  się wydawało - miał w ostatniej wyprawie powozić "złotą taczanką". Według jego
                                                  zapewnień obciążony ponad miarę pojazd utknął w przegniłych belkach mostu. Nie
                                                  mogąc jechać dalej postanowiono wykopać dół i tam umieścić tak poszukiwany
                                                  dotąd metalowy pojemnik."
                                                  • I dalej:
                                                    "Jest jeszcze inna wersja wydarzeń i ta wcale nie wydaje się być mniej
                                                    prawdopodobną. Jednak jakoś nie chcą w nią uwierzyć ciągle jeszcze liczni
                                                    poszukiwacze szczęścia. W jednych z opublikowanych w porewolucyjnej Rosji
                                                    pamiętników świadek tamtych wydarzeń twierdził, iż kasa armii została
                                                    rozdzielona pomiędzy znajdujących się do końca przy Samsonowie oficerów, którzy
                                                    próbowali wraz z gotówką wydostać się z okrążenia. Nawet gdyby ta wersja
                                                    okazała się ona prawdziwa to i tak nie wyjaśnia, co stało się ze złotymi i
                                                    srebrnymi precjozami. Z drugiej strony trudno jest sobie jakoś wyobrazić by
                                                    ścigani, zmęczeni, brudni i głodni oficerowie przedzierający się w dodatku
                                                    przez mało sobie znane tereny potrafili w tajemnicy utrzymać fakt posiadania
                                                    przez każdego nich co najmniej kilkukilogramowego skarbu. Dlatego też
                                                    poszukiwacze wolą opierać się na relacjach innego z oficerów, który w swych
                                                    memuarach twierdził, ż kasę 2 Armii zakopano w cieniu najdłuższego konara
                                                    wielkiego dębu."
                                                  • Tak , wzięto rózne wariacje , ale tez może być , że żona mogła wiedzieć.
                                                    Sprawdzono jej stan majątku ?
                                                  • Dwa lata poźniej przyszła 'wielka październikowa" i zmiotła wszystkie majątki.
                                                    Ale wątpię, żeby wdowa po generale Samsonowie mogła odnaleźć ten skarb i
                                                    wywieźć go z terytoriuminnego kraju, w dodatku będącego w stanie wojny z Rosją.
                                                    To aż dziw, że pozwolono jej przyjechać i szukać ciała męża.
                                                  • > To aż dziw, że pozwolono jej przyjechać i szukać ciała męża

                                                    No własnie, może jakos to potajemnie załatwiano.
                                                    Czarna magia , pewnie i dla Rosjanów jest to zagadka.
                                                  • Tez się dziwie, że pytałam się jak zginął Samsonowicz, kiedy dawno już
                                                    przeczytałam o jego samobójstwie w lesie. Ale to nic, może ktoś czytający nie
                                                    ziedzioł smile
                                              • schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=545
                                                Fedar tam był osobiście i odnalazł ten pomnik
                                                Tablica pamiątkowa na pomniku upamietniającym śmierć Samsonowa.
                                                --
                                                Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
                                                »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
                                      • Tak przy okazji tematu niemieckich nazwisk w wojskach rosyjskich to mamy
                                        generała Reinhold von Anrep.
                                        Wprawdzie chodzi o wojny napoleńskie ale...

                                        Tralala podała
                                        "Początkowo władze Morąga planowały zrekonstruowanie bitwy z 25 stycznia 1807
                                        roku (zakończonej zwycięstwem Francuzów), w której zginął rosyjski generał
                                        Reinhold von Anrep. Obelisk upamiętniający jego śmierć znajduje się w Jureckim
                                        Młynie. "
        • O tanneberskim pomniku wspomina też urodzony w Piszu Gerd-Helmut Komossa, autor
          wspomnieniowej książki ‘Z Mazur nad Ren.’ Jako nastolatek mieszkał w Olsztynku
          i tak pisze o Tannenbergu:
          „W drodze do szkoły widziałem w pewnym oddaleniu pomnik-mauzoleum bitwy pod
          Tannenbergiem, przypominający o I wojnie światowej, będący ostatnim miejscem
          spoczynku feldmarszałka von Hindenburga oraz wielu niemieckich i rosyjskich
          żołnierzy. Czasem po szkole siadałem z blokiem rysunkowym na leżącym tam głazie
          i rysowałem: pomnik, pojedynczą wieżę, stojący przed nim dąb, krzak i inne
          rzeczy, które widziałem. Patrzyłem zawsze obrazami i każdy wycinek przyrody był
          dla mnie obrazem. Niekiedy patrzyłem przez dlonie, które trzymałem przed
          oczyma, używając ich jako ram, a wówczas wszystko widziałem w większym
          przybliżeniu. Tam też zapaliłem swojego pierwszego papierosa. Paskudne; nigdy
          więcej już tego nie zrobiłem."
          • Gerd-Helmut Komossa, syn niemieckiego żołnierza, sam w niedługiej przyszłości
            miał zostać żołnierzem, może pewien wpływ na decyzję miał pomnik w Tannenbergu:
            "Pomnik bitwy pod Tannenbergiem miał dla mnie szczególne znaczenie. Przypominał
            o bitwie, ale była to też wskazówką, że zdolność do obrony jest tutaj, w
            pobliżu granicy kraju rzeczą konieczną. W końcu po I wojnie światowej Polacy
            chcieli zagarnąć całe Mazury, trzeba się przecież bronić!"
            • Gdyby jednak nie wybrał kariery w armii, to być może zostałby architektem,
              pomnik interesował go też jako obiekt do wprawek w rysowaniu:
              "Miałem trudności z ujęciem całego pomnika na jednym obrazie. Był on za
              potężny, za bardzo rozbudowany, za szeroki. Na dodatek schodzenie w wieży do
              grobowca feldmarszałka, gdzie paliły się pochodnie, a żołnierze w stalowych
              hełmach prezentowali broń, gdzie fizycznie czuło się ciszę, nie sprawiało mi
              szczególnej przyjemności; ciężki, potężny sarkofag i flagi na zimnej białej
              ścianie. Już chętniej zostawałem na zewnątrz, na świeżym powietrzu. Groby
              poległych żołnierzy nie robiły na mnie większego wrażenia. Było tam wiele
              grobów niemieckich żołnierzy, ale także, jak mówiłem, rosyjskich. Rosyjscy
              żołnierze spoczywali pod dziwnymi rosyjsko-ortodoksyjnymi krzyżami (z dwoma
              dodatkowymi ramionami: jednym u góry i jednym krótkim ukośnym u dołu), które
              znałem już z Wojnowa, z wycieczki odbytej w towarzystwie ojca do klasztoru
              filiponów.”

              • Świetne to napisane, ma się dzięki temu jakąś wizję.
                Ale zauważ , że zwiedzali tez filiponów, to była atrakcja jak pisze też
                Wańkowicz.
                Ja też będe miała obszerny opis od Małłka.
                • Piechocki pisze tak:
                  "Feldmarszałek i prezydent Rzeszy Paul von Hindenburg złozył w Olsztynie dwie
                  oficjalne wizyty, w 1922 i 1924 roku. Był tu też kilkakrotnie przejazdem. Jak
                  sie okazuje ostani raz 21 stycznia 1945 roku, w metalowej trumnie.
                  Według oficjalnej po II wojnie światowej wersji, trumny ze zwłokami Hindengurga
                  i jego żony Gertrudy zostały ewakułowane z mauzoleum wzniesionego w latach 1924-
                  1927 czyli pod Tannenbergiem przez specjalny konwój Wehrmachtu. Miało to
                  nastąpić w dramatycznych okolicznosciach w ostatniej chwili przed wkroczeniem
                  na teren obiektu jednostek Armii Czerwonej.
                  Zgodnie z ustaleniami niektórych badaczy dokonał tego 20 stycznia 1945 roku
                  przy pomocy specjalnego oddziału Wehrmachtu syn feldmarszalka generał Oskar von
                  Hindengurg. Inni utrzymują natomiast, że nastąpilo to dopiero w nocy z 20 na 21
                  stycznia wskutek zabiegów wieloletniego kustosza mauzoleum Ernesta
                  Stubenraucha, ktory trumny wyekspediował do Krolewca wojskową ciężarówką. Takie
                  dane udało mi się zgromadzić w roku 1996. O jakiejkolwiek roli Olsztyna w wyżej
                  przedstawionym kontekście oficjalne źródła wówczas nie wspomniały.
                  Tymczasem ostatnio zupełnie przypadkowo natknąłem się...
                  cdnj
                  (będzie to relacja mieszkającego w Rees (Westfalia), ktora rzuca calkiem nowe
                  światło..)
                  • A w której to książce Piechocki o tym pisze? Jakoś nie doczytałam. Ale mogę tez
                    poczekać tu, w tym kóntku.
                    • Magiczny Olsztyna. Cały rodział jest ło tam.
                      Ale jutro bandzie dalsza czajść.
                      • No to poczkam, nie bande do ksiójżki patrzeć.
                        • "Tymczasem ostatnio przypadkowo natknąłem się na spisaną w 1962 roku nieznaną,
                          jednak w pełni wiarygodną, relację mieszkającego w Rees (Nadrenia Północna
                          Westfalia) Paula Raffela, która rzuciła na sprawę całkiem nowe światło. Według
                          niej opisywana akcja nie miała tak niezwykłego charakteru i przebiegu,
                          przynajmniej na terenie Prus Wschodnich, jak to podawano, a sam transport tak
                          ważnych person, jakimi byli Hindenburgowie, niczym nie odrózniał się od
                          zwykłych transportów ewakuacyjnych, powszechnych w tamtych czasach. Jak się
                          okazuje, wcale nie musiał przedzierać się on bezdrożami. Jego trasa prowadziła
                          niczym nie zakamuflowanymi szlakami ucieczki Niemców na zachód. Swojego rodzaju
                          sensację może jedynie stanowić to, że przebiegała ona przez Olsztyn.
                          Nie wyróżniająca się spośród masy pojazdów wojskowa ciężarówka z przyczepą,
                          wioząca dwie metalowe trumny i stertę zrolowanych sztandarów paradnych
                          pochodzących z mauzoleum dotarła do miasta 21 stycznia 1945 roku przed
                          południem szosą od strony Olsztynka. Nastepnie dzisiejszymi ulicami Warszawską,
                          Grunwaldzką, Konopnickiej oraz Nowowiejskiego dotarła w okolice zamku i tam na
                          placu koło willi Sperla nastąpił krótki postój. Dowodzący obsługującym
                          transport ośmioma żołnierzami oficer w stopniu majora zabrał "na łebka" kilku
                          cywilnych uciekinierów - kobiety z dziećmi.
                          Cywile zostali umieszczeni przede wszystkim na okrytej pałatkami przyczepie zaś
                          żołnierze i dwie kobiety w zadaszonym plandeką samochodzie ciężarowym. Z lewej
                          strony ciężarówki znajdowało się kilka zamkniętych skrzyń. Z prawej strony
                          natomiast stały dwie cynkowe trumny, jedna za drugą. Na podłodze piętrzyły się
                          zwinięte sztandary. Z powodu braku miejsca obie kobiety usiadły na trumnach,
                          opierając nogi o sterte sztandarów.
                          cdn
                          • Transport wyruszył w miejsca postoju około godziny dwunastej i dzisiejszymi
                            ulicami Nowowiejskiego, 11 Listopada, Dąbrowszczaków, Partyzantów skierował się
                            w stronę Barczewa. Dalej jechał traktem drogowym wiodącym przez Jeziorany,
                            Lidzbark Warmiński, Bartoszyce, Pruską Iławę w kierunku Królewca. Jazda
                            przebiegała bez incydentów. Tylko jeden raz na niebie pojawiły się radzieckie
                            samoloty, ale pojazd w porę zdążył sie ukryć w lesie, przez który akurat wiodła
                            droga ewakuacji i przeczekać niebezpieczeństwo.
                            Spowalniany przez ciągnące na północ kolumny uciekinierów transport dotarł do
                            Królewca około godziny dwudziestej, osiągając cel podróży. Koło dworca
                            kolejowego, dowodzący oficer polecił cywilom opuścić pojazd, ktory odjechał
                            następnie ze strzegącymi go żołnierzami do miejsca przeznaczenia.
                            Dalsza droga sarkofagów ze zwłokami Hindenburgów prowadziła do królewskiego
                            portu. Stamtąd na pokładzie krążownika Kriegsmarine "Emden" przetransportowano
                            je drogą morską, a następnie samochodem do niezajętej jeszcze wówczas przez
                            aliantów Turyngii. Po znacznych perypetiach trumny ze szczątkami Hindenburgów
                            znalazły się wreszcie w roku 1946 w krypcie kościoła ewangielickiego pod
                            wezwaniem św. Elżbiety w Marburgu (Hesja), gdzie pozostają do dziś.

                            Stanisław Piechocki
                            (Magiczny Olsztyn)
          • Łobaczta - siuła łobrazków z Tannenbergu, od kamnienia wengielnego do końca
            pomnika
            www.jugendzeit-ostpreussen.de/pl/mauzoleum-2.html
            • Dzianki Tralala, łoglóndam, jek na żywo, wszysciutko. To potrwa, bo łoglóndam
              na gorónco. Wspaniałe łobrazki , to łunikaty. A je gwołt , gwołt , rychtycznie
              i dokładnych łobrazecków.
              • www.jugendzeit-ostpreussen.de/pl/mauzoleum-8.html
                Łobaczta sile ludziów jidzie szosyjó i ile baranków.
                Ale łobrazecki
                • Wycieczka, którą kierował Małłek ruszyła w stronę Hindenburgdenkmal. Tak ją
                  opisuje sam Małłek:
                  "Ruszyliśmy w stronę Hindenburgdnkmal, ktory składał się z długiego, wysokiego,
                  momumentalnego muru z ośmioma potężnymi wieżami. W tych wieżach były wszystkie
                  sztandary jednostek wojskowych, które brały udział w bitwie pod Tannenbergiem w
                  sierpniu 1914 roku, figury wszystkich wyższych dowódców, imitacje broni itp. Mur
                  otacza ogromny, wycementowany okrągły plac. w którego centrum znajdował się
                  wysoki krzyż.
                  Obejrzeliśmy również specjalną wnękę z sarkofagiem Hindengurga, zamkniętym
                  żelaznym gitrem. Przed wnęką pełniło wartę honorową dwóch stojących w rozkroku i
                  opartych o karabiny żołnierzy w hełmach. Zmieniali sie co pół godziny."
                  • Owo straszne mauzoleum znajdowało się jakieś 500 metrów od szosy. Przy szosie
                    założono ładny park z dobrze prosperującą karczmą o kioskiem z propagantowymi
                    fotografiami oraz róznego typu pamiątkami. W domu obok była sala, w której
                    wyświetlano słynną mapę bitwy pod Tannenbergiem. Niemcy zachęcali nas do
                    obejrzenia tej mapy, ba, ale wstęp kosztował 50 fenigów. Marek nie mielismy, ale
                    chcieliśmy obejrzeć tą mapę. Jeden z nich migiem zadzwonił do Ostródy i
                    zezwolono wpuścić nas na salę za 50 gr polskich od osoby.
                    Bractwo złożyło się natychmiast i dało mi pieniądze do reki."
                    --
                    Trochę mi to przypomina wycieczkę szkolną pod Grunwald - tez pole, też pamiatki
                    można kupić, tez była sala z projekcją filmu Krzyżacy. Teraz to nie wiem jak jest.
                    • "Zbliżyliśmy się do człowieka w mundurze SA, który obsługiwał mapę. Poznałem w
                      nim swego znajomego, niejakiego Gotlieba (to bedzie chyba Bogusław). Przywitałem
                      się z nim i zamieniliśmy kilka słów po polsku.
                      - No, to prowadź nas, Gotlieb, na ten "andacht" i pokaż nam, co mozes !
                      - Dobrze. Prosę wchodzić, bziałki w lewo, a chłopy na prawo ! - zakomenderował.
                      Siedliśmy, a Gotlieb stanął na przedzie przed nami. Zebrał się w garść,
                      pozdrowił nas oficjalnym ruchem i okrzykiem: "Heil Hitler". Wreszcie rozpoczął
                      swą prelekcję po polsku zacinając od czasu do czasu z mazurska. Prelekcja trwała
                      pół godziny. Podziękowałem mu w imieniu wszystkich, a on zapytał:
                      - Aleśta mnie rozumnieli, cy nie ? Bo ja tak richtig po polsku nie gadam !
                      - Dobrześmy cię zrozumieli, dobrześ zrobił ! - pochwaliłem go i oddałem mu
                      pieniądze.
                      Był niezmiernie zadowolony, a my też, bo nie trzeba było tłumacza.
                      Mapa ruchoma przedstawiała przebieg bitwy pod Tannenbergiem z roku 1914 przy
                      pomocy kolorowych światełek. Widać było zanik siły otoczonych armii rosyjskich
                      nad mazurskimi jeziorami z ostatnim gasnącym punktem świetlnym pod Wielbarkiem.

                      'andacht' - co to moze znaczyć ?
                      • rita100 napisała:

                        > 'andacht' - co to moze znaczyć ?

                        He he, to słówko było użyte tu chyba ironicznie. Andacht to nabożeństwo.
                        • Dzianki Fedar, znosz mniecki ?
                          To by pasowało w stosunku do Tannenbergu.
                          • Nie znam, skorzystałem ze słownika. To słówko rzeczywiście pasuje do Tannenberg Denkmal wink
                            • "Potem nasze bractwo rzuciło się na kiosk z widokówkami i znowu ta sama kwestia
                              - brak marek. Kiedy jednak zagadnąłem 'piankną frejlinę' po mazursku, zadzwoniła
                              do Ostródy i efekt był natychmiastowy. Za polskie pieniądze sprzedawała nam
                              widokówki.
                              Następnie ruszyliśmy do Dąbrówna przez Frygnowo, bo musieli nam przecież Niemcy
                              pokazać pagórek z głazem, skąd Hindenburg kierował bitwą tannenberską.
                              Obejrzeliśmy ten olbrzymi głaz otoczony młodymi dębami z napisem gloryfikującym
                              Hindenburga. Dziś jeszcze głaz ten leży na tym samym miejscu."

                              Tak opisał wycieczkę do Tannenbergu Małłek w książce "Interudium mazurskie"
                              wydaną w 1963 roku. Czy naprawdę jeszcze ten głaz Hindengurga tam leży ?
                              • O Wańkowiczu ty słyszysz ?
                                Ludzie szybko zapominają, oj, jak szybko.
                                700 lat.....
                                a tu po 60 latach......
                                • Tannenberg i Kossert
                                  Andreas Kossert tez pisze w swojej książce "Mazury. Zapomniane południe Prus
                                  Wschodnich" o Tannenbergu.

                                  "Tannenberg - od dni sierpniowych 1914 roku nie było Niemca, ktoremu nazwa tej
                                  wioski nic by nie mówiła. Nazwa ta dotarła do wszystkich zakątków Niemiec. Autor
                                  przewodnika z 1936 roku opisuje napuszonym stylem i wielką doniosłoscią
                                  Tannenbergu, podkreślając, ze od tamtej chwili "dzieje świata w gigantycznym
                                  poruszeniu nadały wschodniopruskiemu południu całkowity nowy charakter. Bo też
                                  kierowanego do serca naszej ojczyzny wołania o odwiedzanie Mazur - wszak ten
                                  najbardziej niemiecki kraj lasów i jezior musi sie stać nekropolią
                                  najwspanialszego niemieckiego heroizmu, najważniejszym celem niemieckich
                                  pielgrzymek. Kto dzisiaj w ciemnym lesie śni nad grobami bohaterów spod
                                  Tannenbergu, ten w cudownym poczuciu nabędzie pewnosci, że pośród nieświadomego
                                  piękna historia tych uswięconych miejsc z największą pieczołowitością strzeże
                                  niemieckiego "chramu Śpiącej Królewny"
                                  Tannenberg to miejsce traktowane jako symbol niemieckiej przewagi i walki ze
                                  słowiańszczyzną to miejsce przyszłej Rzeszy Wielkoniemieckiej, która im się
                                  marzyła."

                                  Mazury.Zapomniane Południe Prus Wschodnich - Andreas Kossert - rok wydania 2004.
                                  ----------
                                  A my już wybiegamy do przodu, a pola Grunwaldu mają byc zamienione na ogródek
                                  rozrywkowy w/g planów aktualnych.
                                  "Stańczyk królewski"
                                  • Symbol niemieckiego zwycięstwa
                                    Kossert
                                    "A że oficjalnie miała w programie działalność kulturalną, żaden polityk rządu
                                    pruskiego czy niemieckiego nie odważył sie zamknąć jej dopływu pieniędzy. Nie
                                    ulega wątpliwości, że działalność związków niemieckoojczyźnianych po 1920 roku
                                    walnie się przyczyniła do wewnątrzpolitycznej kampanii oszczerstw.
                                    Także za zaognianie niemiecko-polskiego konfliktu wokół Mazur związki te ponoszą
                                    w niemałej wierze odpowiedzialność.
                                    Konkretnym przykładem jest tu instrumentalizacja bitwy tannenberską, która
                                    propaganda plebiscytowa wykreowała na symbol niemieckiego zwycięstwa na wschodzie.
                                    Triumf z 1914 roku miał być argumentem przeciwko polskim roszczeniomj do Prus
                                    Wschodnich. Na placu, na którym stanął później pomnik Tannengergu, już w 1919
                                    roku odbyła się uroczystość upamietniająca te bitwę, zainicjonowana przez
                                    związki ojczyźniane przed plebiscytem jako akcja antypolska. Jeszcze w tym samym
                                    roku zawiązało się Towarzystwo Narodowego Pomnika Tannenbergu.
                                    Po wygranym głosowaniu na Mazurach i Warmii narodowa prawica opiewała Tannenberg
                                    i plebiscyt z 11 lipca 1920 roku jako rozstrzygające zwycięstwa w walce z
                                    polskimi uroszczeniami.
                                    cdn
                                    Pruskie Powiernictwo żąda pół Lidzbarka Warmińskiego
                                    • A tak wyglondał, uostoł tlo na starich postkartach.

                                      Pomnik bitwy z 1914 roku zwanej pod Tannenbergiem - zburzony po 1945 roku. Na
                                      zdjęciu wrota do wieży Hindenburga, w której podzieniach złożono po śmierci w
                                      1934 roku ciało Hindenburga'a i jego żony. Obecnie w głównej aleji prowadzącej
                                      kiedyś do pomnika znajduje się Dom Pomocy Społecznej w Olsztynku (niem.
                                      Hohenstein).
                                      schlesien.nwgw.de/board/download.php?id=3721



                                      --
                                      »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
                                      To je nolepsze, choć roz a dobrze »¸¸.•*¨`•»
                                      • Propagandowa karta z lat 30. XX w. z napisem (tłum) "nie zapomnij o niemieckim
                                        wschodzie"
                                        schlesien.nwgw.de/board/download.php?id=3722
                                        --
                                        »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
                                        To je nolepsze, choć roz a dobrze »¸¸.•*¨`•»
                                        • "W czasie mego ówczesnego pobytu w domu rodzinnym w sierpniu 1934 roku
                                          zapowiedziane zostały uroczystości związane z przewiezieniem zwłok byłego
                                          marszałka polnego i prezydenta Rzeszy - Hindenburga, który zmarł w swoim majątku
                                          Neudeck obecnie Ogrodzieniec nieopodal Iławy w Prusach Wschodnich, gdzie
                                          wzniesiono pomnik-mauzoleum, na pamiątkę bitwy stoczonej tam w 1914 roku i
                                          nazywanej bitwą pod Tannenbergiem.
                                          Pomnik ten składał się z kilku wież, nazywanych imionasmi marszałków polnych z
                                          pierwszej wojny światowej. Połączone były wysokim obudowaniem z pomieszczeniami,
                                          w których przechowywano pamiątki z wojny, jak sztandary pułkowe, broń i tym
                                          podobne. Prochy marszałków miały być złożone pod wieżą, której nazwa odpowiadała
                                          nazwisku danego marszałka. Wewnątrz znajdował się duży dziedziniec z grobem
                                          nieznanych żołnierzy pośrodku, gdzie spoczywały szczątki 20 żołnierzy poległych
                                          podczas wspomnianej bitwy.

                                          Postanowiłem pojechać tam w dniu uroczystości pogrzebowych, aby się temu przyjrzeć."
                                          cdn
                                          --
                                          »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
                                          Bukanie złotrowane, prosza zwóni滸¸.•*¨`•»
                                          • "Pomimo, ze Hindenburg po dojściu Hitlera do władzy był tylko marionetką w jego
                                            rękach, i pomimo oszukania go już na łożu śmierci, Hitler tej uroczystosci nadał
                                            charakter manifestacji patriotycznej, mającej okazać wdzięczność narodu
                                            niemieckiego marszałkowi i prezydentowi za jego zasługi. Toteż wprzągnięto w to
                                            cały aparat propagandowy. Przy olbrzymim nakładzie kosztów hitlerowcy starali się
                                            ściągnąć na ten dzień do Olsztynka wielkie rzesze ludzi. Poza tym Hitler chciał
                                            pozyskać dla swoich celów popularność, jaką cieszył się tutaj Hindenburg.
                                            Zwyczajne pociągi z Olsztyna do Olsztynka nie kursowały, bo tory zapełnione były
                                            specjalnymi transportami z Niemiec. Ze wszystkich stron Niemiec przyjechały
                                            przecież liczne delegacje i wycieczki. Obliczono, że wokół pomnika tego dnia
                                            znalazło się blisko 200 tysięcy osób."
                                            --
                                            »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
                                            Bukanie złotrowane, prosza zwóni滸¸.•*¨`•»
                                            • "Ja dostałem się tam taksówką, ktora przywiozła mnie do Olsztynka, a stamtąd
                                              udałem się pieszo na miejsce. Po drodze spotkałem grupki ludzi zmierzajacych w
                                              tym samym kierunku. Było jeszcze kilka godzin do rozpoczęcia uroczystości. Idąc
                                              przez pola, natknąłem się w dwóch miejscach na zarośnięte masowe groby.
                                              Prawdopodobnie były to groby żołnierzy rosyjskich, bo cmentarz z żołnierzami
                                              niemieckimi poległymi znajdował się dalej i był stosunkowo dobrze utrzymany.
                                              Trumna ze zwłokami Hindenburga znajdowała się już w środku mauzoleum.
                                              Przywieziono ją wczesnym rankiem, w czasie, kiedy było tam jeszcze pusto.
                                              Do wnętrza mauzoleum nikogo nie wpuszczano. Znajdowała sie tam tylko kompania
                                              honorowa i zaproszeni goście, w tym dygnitarze hitlerowcy wyższej rangi i
                                              przedstawiciele obecnych państw. Samochody ich dojeżdzały do samego głównego
                                              wejscia, skąd po opuszczeniu ich przez pasażerów, skierowane zostały w bok,
                                              natomiast dla innych samochodów przeznaczone było duże pole, znajdujące się w
                                              oddali. Zgromadzona ludność stała dookoła pomnika, gdzie w pewnych odległościach
                                              umieszczone zostały głośniki."
                                              --
                                              »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
                                              Bukanie złotrowane, prosza zwóni滸¸.•*¨`•»
                                              • "Mniej więcej godzinę przed rozpoczęciem uroczystości nadjeżdzały pierwsze
                                                samochody dygnitarzy hitlerowskich i przedstawicieli państw obcych. Niektóre z
                                                nich były odkryte, bo ładna tego dnia była pogoda. Po obu stronach szosy z
                                                Olsztynka stały tłumy witających. Co jakiś czas ktoś rzucił hasło: "Der Fuhrer
                                                kommt" (Wódz nadjeźdza).
                                                A tymczasem Fuhrera jak nie było tak nie było. Przyjechał już Goering, Hess,
                                                Rosenberg, Ribbebtrop i inni. Zjawił się też już Prinz Auwi w mundurze
                                                hitlerowskim (książę August, syn cesarza Wilhelma II, który przystąpił do partii
                                                hitlerowskiej i nazwany był Prinzem Auwi). Po przyjeździe Goebelsa i Goeringa
                                                można się było spodziewać Hitlera. Zawiedli się jednak tak jego zwolennicy, jak
                                                i ciekawi, bo niespodziewanie rozległ się głos spikera, zapowiadający
                                                rozpoczęcie ceremonii pogrzebowych. Okazało się więc, ze Hitler nie postrzeżony
                                                przez nikogo, był już w środku. W jaki sposób tam się dostał, nikt się nie
                                                dowiedział. Nikt nie widział tam wjeżdzajacego. Ludzie snuli różne domysły na
                                                ten temat. Moim zdaniem przyjechał i wyjechał w krytym samochodzie, tak, ze nikt
                                                go nie dojrzał. Widocznie nie był pewny swojej ochrony."
                                                cdn
                                                --
                                                »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
                                                Bukanie złotrowane, prosza zwóni滸¸.•*¨`•»
przejdź do: 1-100 101-106
(101-106)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.