Dodaj do ulubionych

Wschodniopruski Stonehenge

01.11.06, 20:23
Wschodniopruski Stonehenge

Pod takim tytułem zamieścił Artur Wołosz swoją recenzję z wydanej w
Niemczech, w 1999 roku, książki Jürgena Tietza ‘Das Tannenberg –
Nationaldenkmal’. Autor recenzji, historyk sztuki, nie ogranicza się jedynie
do opisania książki – sam też sporo pisze o Tannenbergu. A zaczyna od końca –
od zniszczenia tego pomnika upamiętniającego bitwę z I wojny światowej i
będącego później narodowym mauzoleum Niemiec.
‘Mauzoleum bitwy [...] zostało częściowo wysadzone w powietrze przez
wycofujących się Niemców, a reszty zniszczeń dopełnili „gospodarni” włodarze
tych ziem, wykorzystując je jako kamieniołom, obrobionych kamiennych ciosów,
by wykorzystać je do prac budowlanych w Olsztynie (Pomnik Wdzięczności Armii
Radzieckiej) i Warszawie (Dom Partii, Pałac Kultury i Nauki). Co jeszcze
pozostało – wykorzystali okoliczni mieszkańcy, którzy w wieloletnim trudzie i
znoju wznosili swoje nowe chlewiki, obórki i kurniki.’

Sic transit gloria mundi.
Ale to nic nowego – niejeden dom i ulica w Rzymie powstały z kamieni
wydobywanych z Koloseum wink
Edytor zaawansowany
  • 01.11.06, 20:23
    Wróćmy jednak do historii powstania tego pomnika, który jedynie kształtem
    gigantycznych pylonów ustawionych w krąg przypominał Stonehenge.
    „Od schyłku XIX wieku, a już zwłaszcza od 1920 roku, mieli Polacy swoją
    patetycznie obchodzoną rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem. Przez kilka lat,
    corocznie latem, było to cierniem w niemieckim oku. Przeciwwagą ideologiczną
    stała się jedna z kluczowych bitew w Prusach Wschodnich w dniach 24-31 sierpnia
    1914 roku, gdy wojska dowodzone przez wówczas jeszcze generała Paula von
    Hindenburga i generała Ericha Ludendorffa oskrzydliły i pokonały wojska
    rosyjskie. Operacja ta kosztowała życie tysięcy walczących po obu stronach
    żołnierzy. W dziesiątą rocznicę tych wydarzeń, 31 sierpnia 1924 roku, zwycięscy
    położyli kamień węgielny pod mający powstać w tym miejscu pomnik.’
    W tym miejscu dowiadujemy się, co zawiera książka ‘Das Tannenberg –
    Nationaldenkmal’: „Jürgen Tietz przedstawia szczegółowo, w miarę dostępu do
    rozproszonych i fragmentarycznych materiałów źródłowych, przebieg konkursu,
    poszczególne etapy wznoszenia mauzoleum, finansowanie przedsięwzięcia,
    ikonografię architektury i wystroju, przebudowę na mauzoleum grobowe dla von
    Hindenburga w 1935 roku, a w końcu – jego społeczną recepcję.”
  • 01.11.06, 20:24
    Żeby dowiedzieć się, jak odbierali ten pomnik Niemcy (także ci wschodniopruscy)
    trzeba sięgnąć do monografii Tietza. Jak dodaje Artur Wołosz :’Książka Jürgena
    Tietza jest monografią wybitną. Nie bez powodu jej autor otrzymał w 1999 roku
    nagrodę Niemieckiej Rady Ochrony Pomników. Jest bez wątpienia warta nie tylko
    przybliżenia polskiemu czytelnikowi krótką notką, ale godną przetłumaczenia.”
    Żeby dowiedzieć się, co o tym pomniku myślał Melchior Wańkowicz – trzeba ruszyć
    za nim po tropach Smętka:
  • 01.11.06, 20:54
    Dobrze Tralala, jak ty psiankny dałas wstęp. To jó teraz pomalusku zamieszcze
    Wańkowicza i jego łoczami bandziem zwiedzać Tanannberg, tak jek łón to zidział
    będąc tam łosobiście. Zaznaczam , że to będzie długa historia, emocjonalna,
    pisana z pietyzmem i polską duszą. Tak jek to zidzioł, nieukrywając swich
    emocji i rozważając wszystkie wydarzenia.
    Bardzo dziankuje Tralala.
  • 01.11.06, 20:42
    Łoj, jak psianknie i cikawie zaczołaś tyn kóntek ło Tanannbergu.
    Poziem prowde, jó ło tam łobiekcie dopiero się nidawno doziedziałam , tak przy
    godaniu z Tralala. Ło czam łona goda , sa mysle. Co to je ten Tannnngerg ,
    ciajzko wymawiałam słowo. Taka fantazja mi sia wyobrażała.
    A tu sia łokazuje , że cosik buło, ale łuż ni ma.
    I jek cytołam , jekie to łogromne buło i co to buło... to sia dziwowałam.

    Ale tez niesamowita ta historia kamieni .
    Jak prosto z czarnego zrobić czerwone smile
  • 01.11.06, 20:50
    Szukałam jeszcze zdjęć Tannenberg Nationaldenkmal - parę jest tutaj
    info-poland.buffalo.edu/classroom/JM/monument.html
    Niespodziewanie zabawne jest to z krowami - tu idylliczny obrazek pasącego się
    bydełka, a z tyłu - monumentalne wieże.
  • 01.11.06, 21:05
    TANNENBERG - DENKMAL I JEGO DZIEJE
    Pomysł uczczenia niemieckiego zwycięstwa urodził się w 1919 r., w piątą
    rocznicę bitwy. Inicjatorem budowy pomnika był Związek Weteranów Prowincji Prus
    Wschodnich. W 1924r. powstał komitet budowy pomnika, którym kierował gen. Hans
    Kahns. Początkowo planowano budowę pomnika w okolicach Miodówka, ale
    ostatecznie wybrano teren pomiedzy Królikowem, Sudwą i Olsztynkiem
    przeznaczając na ten cel 40 mórg ziemi. 31 sierpnia 1924r. w 10 rocznicę bitwy
    odbyła się uroczystośc wmurowania kamienia węgielnego. Brało w niej udział ok.
    60 tys. ludzi, głównie weteranów I wojny światowej. Wśród znaczących
    osobistości obecni byli: Hindenburg, Ludendorf, Mackensen, Scholtz, Francois,
    Below, Goltz, Seeckt. Kamień węgielny wmurował osobiście feldmarszałek P.
    Hindenburg. Ogłoszono konkurs na projekt pomnika bitwy pod Tannenbergiem.
    Wpłynęło nań ok. 400 prac, z których w 1925r. sąd konkursowy wybrał najlepsze.
    Pierwsze miejsce zajął projekt braci Waltera i Johannesa Krugerów architektów z
    Berlina. Następnie powołano do życia Ogólnoniemieckie Towarzystwo Pomnika Bitwy
    pod Tannenbergiem, które miało nadzorować prace budowlane. Budowa pomnika
    trwała w latach 1925-1927. Prace pro- wadziła specjalna firma zatrudniająca ok.
    200 robotników. Ogólne koszty budowy wyniosły ponad 250 tys. ówczesnych
    marek.Pomnik usytuowano w środku rozległej, otwartej przestrzeni na sztucznie
    usypanym wzgórzu, którego pozioma wysokość została spotęgowana tym, że wybrano
    wokół niego ziemię tworząc pierścieniowe wklęśnięcie. Wokół pomnika zachowano
    miemieckie i rosyjskie groby żołnierskie tworząc naturalny krajobraz dawnej
    bitwy. Pusty dotychczas teren pól uprawnych odpowiednio zadrzewiono sadząc
    m.in. ok. 1500 dużych dębów. W ten sposób powstał obecnie istniejący park przy
    ulicy 22 lipca.

    cdn
  • 01.11.06, 21:06
    18 września 1927r. w 80 rocznicę urodzin Hindenburga nastąpiła uroczystość
    odsłonięcia (otwarcia) pomnika Tannenberg-Denkmal. Pomnik stanął na polanie
    równobocznego ośmiokąta, w połowie długości każdej ze ścian wznosiła się
    granitowa wieża wysokości 23 m o podstawie 9 m na 9 m, czyli 81 m kw. Przekątna
    dziedzińca liczyła 100 m, a pole powierzchni wnętrza - ok. 7800 m kw. (3/4 ha).
    Mur łączący poszczególne wieże, wykonany ze specjalnej cegły wznosił się na
    wysokość ok. 6 m, ściany były podwójne z arkadowymi podcieniami. Była to
    budowla ogromnych rozmiarów, przypominająca swym kształtem krzyżacki zamek, jej
    wygląd budził różne odczucia. Melchior Wańkowicz, który widział pomnik w latach
    30-tych, tak wyraził swoje wrażenia - "pomnik bitwy pod Tannenbergiem wyrósł z
    samej głębi niemieckiego ducha, duch pomnika gorzej niż żołdacki, bo
    dorobkiewiczowski, hohenzollernowski" Na środku dziedzińca znajdował się grób
    20 nieznanych żołnierzy niemieckich, poległych w czasie bitwy w 1914r. Na
    grobie stał drewniany krzyż wysokości 12 m, obity miedzianą blachą. Każda z
    ośmiu wież miała swoją określona funkcję. W wieży wejściowej znajdowało się
    pomieszczenie straży. Honorową wartę przy pomniku pełnił batalion z jednostki
    wojskowej w Ostródzie. Wieża druga miała być poświęcona wysiłkom narodu
    niemieckiego podczas I wojny światowej, ale nigdy jej nie ukończono. W latach
    1934 - 1935 przejściowo złożono w niej ciało Hindenburga. Trzecia wieża
    prezentowała historię Prus Wschodnich. Wieża czwarta (sztandarowa) zawierała
    kopie sztandarów jednostek walczących w 1914r., tablice pamiątkowe, symbole
    pułków niemieckich.
  • 01.11.06, 21:07
    Piątą wieżę poświęcono Hindenburgowi. Po przebudowie w 1925r. urządzono w niej
    grobowiec feldmarszałka. Ciała Hindenburga i jego żony Gertrudy z domu Sperling
    zostały umieszczone w specjalnych sarkofagach z brązu w kopulastej komorze
    grobowej. Przy ścianie za sarkofagami stały dwa krzyże połączone ramionami, na
    których wypisano ulubione motta feldmarszałka: "Miłość jest wieczna" oraz "Bądź
    wiernym aż do śmierci". Na ścianie wisiał czarny pruski orzeł. Wejścia do
    krypty strzegły dwa 4-metrowe kamienne posągi żołnierzy wykonane przez
    rzeźbiarza Bronischa. W wieży nad grobowcem znajdowała się sala poświęcona
    Hindenburgowi. Stał tam 4-metrowy posąg przedstawiający stojącego
    feldmarszałka. Posąg ten wykonany przez rzeźbiarza prof. Friedricha Bagdonsa z
    Dortmundu został przetransportowany w październiku 1936 r. z Wunsiedel w
    Bawarii do Olsztynka. Ważył on 25 ton i był wykonany z ciemnozielonego porfiru.
    W szóstej wieży zwanej żołnierską umieszczono na ścianach mozaikę z
    różnokolorowych kamyczków. Mozaika przedstawiała bitwy stoczone na terenach
    Prus Wschodnich w czasie I wojny światowej, a na fryzach umieszczono sceny
    obrazujące dzieje jednego żołnierza - od pożegnania z domem aż po bohaterską
    śmierć w walce. Na górze znajdował się taras widokowy. Siódma wieża mieściła
    kaplicę i była poświęcona ofiarom I wojny światowej. W oknach wstawiono
    różnokolorowe witraże nawiązujące do wydarzeń wojennych. Na wyższych
    kondygnacjach znajdowały się pomieszczenia archiwum. Wieża ósma zwana wieżą
    dowódców - zawierała popiersia 15 generałów niemieckich biorących udział w
    walkach w sierpniu 1914 roku. Na terenie pomnika odbywały się corocznie
    wielkie manifestacje patriotyczne z udziałem tysięcy ludzi przybywających tutaj
    z całych Niemiec. Wokół pomnika powstała z biegiem lat cała infrastruktura
    turystyczna. W granice miasta Olsztynka włączono grunty wsi Sudwa, dzięki temu
    tereny pomnika znalazły się pod zarządem gminy miejskiej . Dawna szosa
    Olsztynek Ostróda została przerwana na obecnej ulicy 22 lipca, dalej biegła
    asfaltowa aleja przez park, która kończyła się niedaleko pomnika. W stronę
    Ostródy i Olsztyna poprowadzono obwodnicę omijającą tereny zabudowane
    Olsztynka. Na początku lat trzydziestych przystąpiono do rozbudowy i
    upiększania miasta. Zadbano o zieleń, zagospodarowano ogród miejski w kotlinie
    za kościołem ewangelickim, przed wieloma domami pojawiły się ogródki z kwiatami
    i krzewami. Urządzono aleję spacerową wiodącą do lasu miejskiego w kierunku
    sanatorium Ameryka. Na końcu alei powstał "Cmentarz Bohaterów" z pomnikiem ku
    czci żołnierzy poległych w 1914 r. Na terenach przyległych do pomnika
    wybudowano boisko, amfiteatr, gospodę tzw. Tannenbergkrug (na tym miejscu
    obecnie znajduje się Zajazd Mazurski) oraz specjalny budynek, w którym mieściła
    się świetlna mapa obrazująca przebieg bitwy pod Tannenbergiem. Konstruktor
    pracował pięć lat nad wykonaniem tej mapy
    cdn
  • 01.11.06, 21:09
    Na budowie pomnika zyskał bardzo Olsztynek. Rynek i większość ulic otrzymałą
    lepszą nawierzchnię, ukończono kanalizację. W 1932 r. otwarto nową szkołę
    podstawową wg projektu prof. Krougera. Szkoła ta była traktowana jako wzór
    niemieckiej doskonałości budowlanej. Zmodernizowano zaopatrzenie miasta w wodę
    (nowa wieża ciśnień na terenie starego cmentarza) i energię elektryczną. W
    pobliżu jeziora Jemiołowo zbudowano młodzieżowy dom wycieczkowy na 160 miejsc,
    jeden z największych i najpiękniejszych w Prusach Wschodnich. W centrum miasta
    w budynku ratusza powstał nowoczesny hotel "Keiserhof" na 60 miejsc. Kolej
    zbudowała nowy funkcjonalny dworzec, który dobrze służy podróżnym do dnia
    dzisiejszego.
    Do Olsztynka przyjeżdżało coraz więcej ludzi aby obejrzeć Tannenberg - Denkmal.
    Pomnik ten nabrał nowego większego znaczenia po dojściu do władzy w Niemczech
    Adolfa Hitlera. Naziści uczynili z tego miejsca symbol chwały oręża
    niemieckiego. Już w sierpniu 1933 r. przybył tutaj Adolf Hitler jako kanclerz
    Rzeszy Niemieckiej. Odbyła się wtedy wielka impreza patriotyczna. Największą
    uroczystością w dziejach pomnika był pogrzeb prezydenta Rzeszy feldmarszałka
    Paula Hindenburga 7 sierpnia 1934 r. Ciało Hindenburga wbrew jego wcześniejszej
    woli, zostało przewiezione z Neudeck do Olsztynka i tutaj z udziałem
    najwyższych władz niemieckich i przedstawicielstw zagranicznych odbyły się
    uroczystości pogrzebowe. Przy dźwiękach dzwonów i huku salw armatnich złożono
    trumnę z feldmarszałkiem w jednej z wież. Hitler obecny na pogrzebie wygłosił
    mowę pożegnalną używając w teatralnym geście górnolotnych słów "Toter Feldherr,
    geh' ein in Walhall!" (Wodzu naczelny zmierzaj ku Walhalii). Życzenie Hitlera,
    aby pomnik tannenberski zamienić w mauzoleum Hindenburga, zostało spełnione.
    Wcześniej pomnik ten nie był nigdy przewidywany jako mauzoleum. Ani Hindenburg,
    ani projektanci budowli nigdy o takim jej przeznaczeniu nie myśleli. Po
    uroczystościach pogrzebowych sam Hitler nakreślił plany przebudowy pomnika.
    Cały dziedziniec obniżono o 2,5 metra, zlikwidowano wielki krzyż i mogiłę
    nieznanych żołnierzy na środku dziedzińca. Cały plac wyłożono kamiennymi
    płytami, do wież prowadziły kamienne schody, dziedziniec nabrał amfiteatralnego
    wyglądu. Również w tym czasie przebudowano 5 wieżę uwzględniając w niej
    grobowiec Hindenburga i jego żony. Specjalnym dekretem Hitler podniósł pomnik
    do rangi "Pomnika Chwały Rzeszy" (Reichsehrenmal Tannenberg). Był to jedyny
    pomnik na terenie Rzeszy, który otrzymał takie miano. Hitlerowcy osiągnęli swój
    cel. Tannenberg stał się symbolem, mitem, miejscem pielgrzymek dla tysięcy
    Niemców. Młodzież szkolna obowiązkowo wyjeżdżała na wycieczki do Olsztynka,
    rokrocznie spotykali się tutaj weterani pierwszej wojny światowej. Propaganda
    faszystowska robiła wszystko, aby rozpropagować to miejsce w całych Niemczech.
    Wydawano książki, przewodniki, tysiące widokówek, a nawet specjalne znaczki
    pocztowe z wizerunkiem pomnika - mauzoleum. W każdej miejscowości związanej w
    jakiś sposób z bitwą stawiano pomniki, fundowano tablice lub specjalne witraże
    w kościołach, czcząc w ten sposób zwycięstwo armii niemieckiej. Olsztynek
    również posiadał takie pamiątki. Na rynku obok kościoła ewangelickiego
    postawiono na wysokim postumencie pomnik z brązu przedstawiający pruskiego
    piechura z I wojny światowej, w kościele zaś był specjalny ołtarz. W mieście
    dwie ulice nazwano imieniem bohaterów bitwy 1914 r. (Hindenburgstrasse - obecna
    ulica Grunwaldzka i Goltzstrasse - obecna ulica Daszyńskiego). W 1939 r.
    przypadała 25 rocznica sławnej bitwy. Z tej okazji przygotowano zjazd weteranów
    I wojny światowej. Miała to być gigantyczna uroczystość. Na polach w pobliżu
    Królikowa tuż za murami pomnika pobudowano miasteczko zlotowe. Uroczystości
    jednak nie odbyły się, ponieważ wybuchła II wojna światowa. W pierwszych dniach
    września do baraków przypędzono polskich jeńców. W ten sposób powstał obóz
    jeniecki Stalag IBHohenstein, jeden z większych na terenie Prus Wschodnich.
    Przez obóz ten przeszło tysiące żołnierzy różnych narodowości, a ponad 50
    tysięcy zmarło wskutek chorób, głodu i złego traktowania. Najwięcej zmarło
    jeńców radzieckich, których Niemcy traktowali ze szczególnym okrucieństwem. Po
    obozie pozostał duży cmentarz na Sudwie.
    cdn
  • 01.11.06, 21:22
    N adszedł rok 1945, do Prus Wschodnich dotarły wojska radzieckie. Niemcy,
    obawiając się profanacji ze strony Rosjan, postanowili wywieźć zwłoki
    Hindenburga i jego żony oraz całe wyposażenie mauzoleum, natomiast sam pomnik
    wysadził w powietrze. Zadanie to mieli wykonać żołnierze 299 dywizji piechoty
    przy VIIKorpusie Pancernym. 20 stycznia wywieziono zwłoki Hindenburga i jego
    żony oraz część eksponatów, które poprzez Królewiec trafiły do Niemiec.
    Feldmarszałek po długiej tułaczce znalazł wieczny spoczynek prawdopodobnie w
    katedrze w Marburgu. W nocy z 21 na 22 stycznia żołnierze niemieccy wysadzili
    wie?? wejściow? oraz wie?? Hindenburga. Reszty nie zdołali zniszczyć, zapewne z
    braku materiałów wybuchowych i czasu. Wkrótce po tym wydarzeniu do Olsztynka
    wkroczyły wojska radzieckie. Warto wiedzieć, że Rosjanie nakręcili film
    przedstawiający pomnik - mauzoleum w 1945r. Rosjanie pomnika nie niszczyli,
    zadowolili się spaleniem Olsztynka. Po wojnie okaleczony Tannenberg - Denkmal
    stał do 1949r, kiedy to zaczęła się faktyczna dewastacja budowli. Zerwano płyty
    granitowe z dziedzińca, częś? z nich posłużyła jako materiał budowlany przy
    wznoszeniu Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie oraz Domu Partii, część płyt
    uzyto przy budowie pomnika wdzięczności dla Armii Czerwonej w Olsztynie (tzw.
    szubienica wg projektu Xawerego Dunikowskiego). W tym roku prawdopodobnie
    nastąpiło wysadzenie części murów pomnika przez polskich saperów, podobno od
    wybuchu wyleciało mnóstwo szyb w domach w Olsztynku. Niszczenie pruskiego
    pomnika trwało przez wiele lat. Czyniono to w sposób planowy lub żywiołowy
    przez ludność okoliczną, która pozyskiwała tutaj materiał budowlany do
    wznoszenia chlewików, kurników i innych gospodarczych budynków. Na początku lat
    80-tych noszono się z zamiarem przeprowadzenia przez centrum Tannenbergu nowej
    obwodnicy koło Olsztynka. W związku z tym niszczono resztki murów a zagłębienia
    po dziedzińcu zaczęto zasypywać różnego rodzaju odpadami. Z budowy obwodnicy
    zrezygnowano, pod koniec lat 80-tych, postanowiono urządzić tutaj strzelnicę z
    broni małokalibrowej. Z pomnika pozostały jedynie fundamenty ukryte głęboko w
    ziemi i wzgórze z wgłębieniem w środku. Wszystko to jest zasypane różnego
    rodzaju materiałem i porośnięte krzewami i chwastami. Taki jest smutny koniec
    sławnego w całych Niemczech "Pomnika Chwały Rzeszy". Z innych obiektów
    towarzyszących pomnikowi też prawie nic nie pozostało. Tannenberg - Krug został
    spalony, a na jego miejscu wiele lat później wybudowano Zajazd Mazurski,
    wszystkie posągi z kamienia i brązu zostały rozkradzione bądź zniszczone,
    zachował się jedynie kamienny lew stojący obecnie na olsztyneckim rynku.
    Cmentarze i pojedyncze groby zdewastowano, pozostały jedynie zapadłe mogiły
    porośnięte trawą i zielskiem oraz zmurszałe, połamane krzyże. Nawet na miejscu
    dawnego obozu jenieckiego koło Królikowa pasą się krowy lub rosną zboża. Tylko
    park posadzony na chwałę niemieckich zwycięstw rozrósł się wspaniale i szumi
    cicho poległym, którzy tutaj znaleźli wieczny spoczynek.

    Andrzej Waluk
    olsztynek.com.pl/tannenberg/pomni2.htm
  • 02.11.06, 20:42
    Doskonały opis pomnika, chyba trudno o dokładniejszy. Teraz czekamy jeszcze na
    impresje Wańkowicza, a czas oczekiwania skrócimy sobie czytając, co na temat
    tanneberskiego Denkmalu napisał dziadek pewnego wnuka wink
  • 02.11.06, 20:44
    Na pola bitwy grunwaldzkiej trafił też pracownik olsztyńskiego konsulatu
    polskiego, Jędrzej Giertych. Szukał ducha tej dawnej rozprawy z Krzyżakami, z
    1410 roku, lecz i o tej drugiej bitwie, pod Tannenbergiem, nie zaboczył. Oto,
    co napisał o samym pomniku:
    "W pobliżu miasteczka Olsztynka (Hohenstein) pobudowany został olbrzymi pomnik
    drugiej bitwy grunwaldzkiej (Tannenbergdenkmal). Jest to obszerna budowla z
    dużym dziedzińcem pośrodku – złożona z wieńca masywnych wielkich baszt. Jest to
    budowla poświęcona poległym za Niemcy żołnierzom, ich ofiarności i bohaterstwu.
    W obliczu takiego pomnika nie miejsce na tanią ironję, biorącą sobie za cel zły
    smak pruski – niepodobna się jednak powstrzymać od obserwacji, że t. Zw.
    Nowoczesny styl w architekturze, odpowiedni może, gdy chodzi o więzienie lub
    browar, zawodzi gdy go stosować do dzieł, mających być wyrazem nie materjalnych
    potrzeb, lecz porywów ducha. – Niepodobna również przypomnieć sobie, że
    młodzież polska, zwiedzająca w pełnem zadumy skupieniu mauzoleum obrońców
    Lwowa, obchodzi się jakoś bez dania tamże na miejscu ujścia swym namiętnościom
    sportowym. U stóp pomnika bitwy grunwaldzkiej – niemal na grobach poległych
    żołnierzy – urządzono na użytek wycieczek młodzieży niemieckiej wielkie boisko
    sportowe."
  • 02.11.06, 20:45
    A jako że dziś Dzień Zaduszny, dodam jeszcze jeden akapit z tego felietonu - o
    żołnierskich grobach:
    "Groby poległych ... Widzi się je tutaj co krok, wszędzie: przy drogach, we
    wsiach. I wokół samego pomnika. Wiele jest między niemi grobów z prawosławnymi
    krzyzami – ze stereotypowym napisem ‘Hier ruhen 10, 30, 100 czy 3000 russische
    Kreiger’. Leżą w nich prawie wyłącznie polscy chłopi – bo to pułki z
    Kongresówki walczyły pod Grunwaldem, po stronie rosyjskiej.
    Po stronie niemieckiej, jak wynika z tablic pamiątkowych na pomniku, walczyły w
    ogromnej liczbie pułku poznańskie, pomorskie, warmijskie, mazurskie, śląskie.
    Polacy więc walczyli przeciw Polakom.
    Nie walczyli napróżno. Ta, co nie zginęła, wyrosła z ich krwi! " (J. Giertych)
  • 02.11.06, 21:14
    Oj, tak, po obu stronach byli Polacy. Też o tym wspomina Wańkowicz.
    Ale o boisku sportowym nikt nie wspomina.
  • 02.11.06, 21:15
    Melchior Wańkowicz "Na tropach Smętka"
    "U nas na wschodnich Kresach, niewiele wiedziano, kto zacz są Niemcy. Aż gdy
    skruszył się rozyjski front i nasunęła się ku nam potęga niewidziana i
    nieznana, kiedy i naszą Mińszczyznę ogarnęło ciężkie tchnienie Ober-Ostu, kiedy
    w błotne miasteczka Białejrusi wlewać sie zaczął wolny a niepowstrzymany pochód
    żołnierzy w wielkich stalowych hełmach, nakrapianych wapnem (było to zimą) -
    przycupnął nasz ubogi słowiański wschód i rozkazujący skrzek jednego
    niemieckiego żołnierza zdolny był rozproszyć największe zbiegowisko.
    Zdało się, że nie masz na tę ślepą, straszliwie powolną, straszliwie
    zorganizowaną i niechybną potęgę - żadnej ludzkiej mocy.
    Sądzę, że podobnie przed wiekami myśleli ci nasi przodkowie, którym po raz
    pierwszy przychodziło zmierzyć się z Niemcem.
    Więc myśl o oporze to była kategoria bohaterstwa, nie zaś obrachowanej walki.
    A nie były to jeno czcze rozmyślania. Po upadku caratu to był nasz wróg. Gdy
    bolszewicy się wycofali, nasze formacje wschodnie znalazły sie w obliczu
    konieczności zawarcia z Niemcami Freundschaft. Piłsudzki już wówczas siedział w
    Magdeburgu.
    cdn
  • 02.11.06, 21:16
    Nie wiedzieliśmy co robić. Popełnialiśmy szereg rozpaczliwych odruchów. Na
    pociagu pancernym, w którym spędziłem noc, gdy Niemcy przyszli - ogromny Kępa,
    żołnierz stojący przy pociągu na warcie, wzburzył się gdy pierwszego Niemca
    zobaczył, złapał go w ogromne łapska, uniósł w gorę i trzasnął o peron, ze
    trzasnęła krew. Konającego Niemca wywieziona do szpitala. Komendant pociągu,
    poległ później por. Małagowski, wybiegł w szynelu, narzuconym na bieliznę, i
    bił szpicrutą przez pysk nie oddających mu nonorów Niemców. Za porucznikiem
    szedł patrol z najeżonymi bagnetami.
    Stary maszynista Dreczkowski był innego zdania o najściu Niemców. Zdawałoby
    się, że jako Poznaniak powinien najbardziej się ich bać. Tymczasem pykał sobie
    flegmatycznie swoją faję i zapewniał, ze 'Niemiec jest zaś głupi'.
    Teraz jadąc na pola Grunwaldu- Tannenberga, patrząc na już zdaleka wyłaniający
    sie pomnik - mauzoleum niemieckiej chwały, przypomniałem sobie tę niewzruszoną
    pewność naszego poczciwego starego, pewność pokoleń, nawarstwioną wiekami.
    I myślałem, jak też te dwie siły przełamywały sie na ogromnej przestrzeni
    wieków, od Grunwaldu po Tannenberg.
    cdn
  • 03.11.06, 20:19
    "Długo stał skromny kamień na pamiatkę wiktorii grunwaldzkiej. Ale biło
    źródełko, z cudowną pono wodą. Woda straciła swe właściwości, gdy pewna pani
    przemyła nią oczy ślepego pieska. Tak chce podanie.
    A w pięćset lat po wiktorii pod Tannenbergiem strzelił w niebo masywny pean
    teutońskiej chwały. Wypiętrzyły sie mury bastionów potęznych. Wisi chwała
    teutońska z daleka nad zielonymi lasami.
    Pomnik bitwy tannenberskiej znałem dotychczas z widzenia i nie lubiłem go. Ten
    sam duch, co w potężnym pomniku berlińskim na pamiątkę zwycięstwa 1870 r.
    Przyszła inna epoka i uprościła linię budowy, rzekomo nawracając do wzorów
    starogermańskich. Duch pomnika pozostał ten sam : gorzej niż żołdacki, bo
    dorobkiewiczowski, Hohenzollernowski. Żaden Wittelsbach nie popełniłby czegoś
    podobnego.
    Do tych awersyj ogólnych przyłączyły się jeszcze powody specjalne, którymi były
    wspomnienia z dzieciństwa.
    Mielismy ogromną ksiązkę ilustrowaną pt. "Les etrangleurs du Bengal", w której
    był rysunek hinduskich wież milczenia; na ich murach składano trupy, którymi
    żywili się święte sępy. Bastiony tannenbergowskiego 'Denkmala' dziwnie mi
    przypominały te wieże.
    cdn
  • 03.11.06, 20:19
    A jednak, kiedy zobaczyłem pomnik po raz już który, przekonałem sie, ze to, co
    z ducha danego narodu pochodzi, nigdy nie jest brzydkie, jak nigdy brzydka nie
    może być dusza żadnego narodu, jak piękną jest każda roślina, która swobodnie
    wyrosła z gruntu.
    Pomnik bitwy pod Tannenbergiem wyrósł z samej głębi niemieckiego ducha.
    Przed pomnikiem stoją liczne wycieczki młodzieży niemieckiej, karne, skupione,
    ze wzruszeniem na twarzy. Przyjechali lub przyszli tu setki kilometrów, od
    winnic nadreńskich poczynając, gdzie życie jest takie uśmiechnięte.
    Ale synowie tych krajów polegli w twardej walce.
    I młodzież ich pielgrzymuje sycić sie chwałą Ojczyzny, sycić się świadomością
    jej wielkości.
    W ogromnych bastionach, wysoko, od dołu po ginący gdzieś strop, wiszą sztandary
    pułków, biorących udział w tych wielkich dniach.
    Wkoło idą tablice - brąz, marmur - fundowane przez związki byłych sławnych
    pułków - swoim kolegom. Na tablicach - cyfry strat, daty bohaterstw, 59 p.p.
    (Deutsh-Eylau) stracił w ataku 28 oficerów i 1300 żołnierzy...
    Niemcy, zastygły pean bohaterskiej woli zwycięstwa.
    cdn
  • 03.11.06, 20:51
    Skoro ma być ciąg dalszy, to nie będę się wcinać, tylko gdzieś z boczku
    przyczepię wspomnienia olsztyńskiego nauczyciela, Joahnna Rittla.
  • 04.11.06, 20:09
    "Poza murami pomnika, w polnej zieleni, równiutko i z pietyzmem ustawione
    krzyże drewniane, przekreslone ukośnie. Tu zostali złożeni żołnierze rosyjscy.
    Jak wielka rzeka zbiera w siebie strumienie, tak ten pomnik grunwaldzki
    wchłonął to wszystko, co niosą wyryte na tablicach z pisakowca, pomniki gminne.
    Wczytywałem się w nazwiska na nich - w większości polskie.
    W bitwach mazurskich brały udział przede wszystkim pułki mazurskie, pomorskie,
    poznańskie, śląskie, warmijskie.
    "A o szaty Jego rzucali kości..." Rzucane o losy tej ziemi, kości polskie
    równiutko legły i pod tymi drewnianymi krzyżami, i tam.... w Denkmalu.
    Historia potrząsła kubkiem do gry.
    Niemądry to sport śledzić wygrane rulety i znaczyć szpilką na tablicy numerków.
    Ale gra między narodami to nie jest ślepy hazard. Dlatego dzieje uczą.
    Jedźmy pod Sztymbark (Rudę), na pola Grunwaldu.
    I wracajmy potem tu.
    Spróbujmy - zrozumieć....
  • 05.11.06, 12:35
    "Krzyżacy przez lat trzydzieści formalnie zmuszali do wojny pokojowo
    usposobionego Jagiełłę", pisze badacz niemiecki, Lotar Weber. Ale można by
    odwrócić to zdanie: to Jagiełło pośrednio zmuszał Krzyżaków do wojny. Od czasu
    zjazdu w Krewie narastało dzieło Unii. Program Leszka Białego, zawieruszony w
    walkach dzielnicowych, zatarły przez południowo-wschodnie zainteresowania
    Polski, nabierał sił i sławił się czymś tak potęznym na wschodzie Europy, że
    była ostatnia chwila przeciąć sytuację mieczem. Eksterminacyjna bowiem polityka
    krzyżacka nie mogła na drodze normalnego współzawodnictwa rokować sobie
    nadziei. Nigdy na tym wschodzie równorzędnie dwie koncepcje - polska i
    niemiecka - zmieścić sie nie mogły.
    Materializm dziejowy nauczył nas doszukiwać się w każdym zdarzeniu historycznym
    pobudek natury materialnej.
    Niewątpliwie legły one w osnowie dzieła Unii. Ale przecież zdumiewa w tym
    surowym średniowieczu głęboki ton, jakim są przepojone akty państwowe polskie,
    ta prymitywna bezkompromisowość, jakże daleka od krzyżackiej świadomości, że
    słowa są dane po to, aby taić prawdę. Z jakimże to wzburzeniem, ktore nie mogło
    być sztuką szczwanego dyplomaty, zarzucał Paweł Włodkowic, przedstawiciel
    Polski, Krzyżakom, że są oni gorsi od pogan; bo poganie grzeszą przeciw
    prawdzie, a Krzyżacy czynią najstraszliwszą rzecz - grzeszą przeciw miłości.
    Nie, to nie takie lub inne rozgrywki dorażne sprowadziły obie strony na pola
    Grunwaldu. Sprowadziła je, wciąż nie rozstrzygnięta, sprawa dziejowa.
    cdn
  • 06.11.06, 20:53
    Nie, to nie takie lub inne rozgrywki doraźne sprowadziły obie strony na pola
    Grunwaldu. Sprowadziła je, wciąż nie rozstrzygnięta, sprawa dziejowa.
    Zbliżała sie Unia, a z nią prawie roszczenia Rzplitej do ziem pruskich jako do
    litewskiego spadku. Wszak to na pięc lat przed objęciem przez Jagiełłę tronu
    polskiego rozegrała sie wielka bitwa pod Rudą - na skutek żądań litewskich, aby
    im oddać obecne Prusy Wschodnie aż po prawy brzeg Łyny., a więc niemal całe.
    Zbliżała sie Unia, należało działać... Zakon rozpętał wielką akcję
    dyplomatyczną w Europie. Ruprecht, król rzymski, rozesła heroldów,
    rozpraszających "potwarze", rzucane na Zakon. Od dworu angielskiego, gdzie
    polscy wysłannicy prosili o niewspieranie Krzyżaków, nadeszła wiadomość, ze
    Henryk IV chętnie by sam pośpieszył z pomocą Zakonowi, gdyby się nie uwikłał w
    zatargi z Francją. Przekupiony za 40 000 zł król Zygmunt Węgierski zawiera w
    grudniu 1409 roku z Krzyżakami przymierze, mocą którego zobowiązał się "tak
    sprawą pokierować, aby się przed Bogiem i całym światem miało prawną i słuszną
    przyczynę do wojny". Książęta pomorscy otrzymali od Zakonu duże pożyczki.
    Wreszcie król Wacław czeski, powołany na sędziego polubownego, wziął od
    Krzyżaków
    60 000 zł i wydał wyrok, na mocy którego Krzyżacy otrzymali przypierającą do
    Grodna olbrzymia puszczę Sudawię, która wchodząc klinem między Mazowsze i
    Litwę, rozsadziła granicę państw, mających zawrzeć Unię.
    Polska zobowiązać się miala zawrzeć przymierze z Krzyżakami, mocą którego obie
    strony zobowiązały się nie dawać pomocy "poganom". Miało to wydać Litwę na łup
    krzyżacki. Ten wyrok zapadł w lutym. Odtąd wiedziano, ze bedzie wojna.
    cdn
  • 07.11.06, 22:27
    "Zahuczało po dworach zachodnich. To już nie były te pierwsze wieki surowego i
    prawego średniowiecza. Po krucjatach krzyżowych buzowała się piana, nakipiała
    na pogrobowcach wypraw do Ziemi Świętej, na żądzy użycia dóbr i przepychu,
    ktoremu biedny kontynent europejski (wszak było to jeszcze przed odkryciem
    Ameryki i źródeł złota) skwapliwie otwierał drzwi, mniej jednak skwapliwie
    chudą kieszeń.
    "Tu z Niemiec przybywali wurzutki i nicponie - pisze o Prusach Wschodnich
    rektor uniwersytetu w Królewcu, dr Erich Caspar - z którymi familie
    arystokratyczne w Niemczech nie wiedziały, co zrobić, więc ich wyprawiły do
    Prus Wschodnich jak na sportowe wyprawy, na owe Litauerreisen, aby sobie
    reputację poprawili...
    W ten sposób rozpadłoby się państwo krzyżackie jak farsa i gdyby nie bitwa
    grunwaldzka, koniec Krzyzaków nie mógłby się udrapować w kostium Tragedii."
    Ale po stronie polskiej była świadomość tej wielkiej stawki, o ktorą idzie gra.
    Wtedy to, cytując za Długoszem, 'porzuciwszy na Węgrzech wszystkie dobra i
    majątki od Krola Zygmunta uzyskane, wzgardziwszy jego łaskami i szczodrymi
    obietnicami, opuścili go i przybyli do Władysława, Krola Polskiego, rycerze tej
    miary co Skarbek z Gór, co Dobiesław Puchała i Janusz Brzozogłowy, co Tomasz
    Kaliski i Wojciech Malski, co wreszcie dwaj Sulimczycy, dziedzice Garbowa,
    Zawisza Czarny i Jan Farurej".
    cdn
  • 08.11.06, 20:44
    "Otton Laskowski, historyk bitwy grunwaldzkiej, pisze, że Jan Sumik, sprawujący
    przez lat szesnaście dowództwo w służbie sułtana, teraz zadowalał się
    stanowiskiem jednego z przedchorągwianych.
    Siły sojusznicze jeszcze nie połączonej Unią Litwy szły z pomocą. Krzyżacy
    myśleli, że Litwini uderzą z dywersją, jak zwykle, od swojej strony. Tymczasem
    król Jagiełło, mądry to i szczwany był król, każe im iść wzdłuż całej
    południowej granicy Prus Wschodnich i dołączyć do wojsk polskich w Czerwińsku.
    Krzyżacy na ubezpieczenia Ragnety, Pisza i innych punktów zużyli z górą 15 000
    wojska zamurowanego w garnizonach.
    Jagiełło tymczasem wynurza się pod Drwęcą, a widząc przeprawę pod Kurzętnikiem
    obsadzoną, zdązyli bowiem mu drogę Krzyżacy zabieżeć, nie myśli przejścia
    forsować, jeno sie cofa, postanawiając obejść Drwęcę powyżej jej zródeł. A że
    nie chce dać się flankować Krzyżakom od lewego skrzydła, robi głęboku łuk na
    wschód, odrywa się od nieprzyjaciela, zdobywa po drodze Dąbrówno i wynurza się
    na zachód od jeziora Łubień.
    I własnie wysiadamy na drodze Sztymbark-Ludwikowo, mając po lewej rece owo
    jezioro. Droga, na ktorej stoimy, wówczas również istniała. Teren , jak i
    obecnie, był niezalesiony. Falistość konfiguracji terenu żaden kataklizm nie
    zmienił. Komuś , kto przedtem przestudiował plan bitwy, teren się ożywia,
    zaludnia.
    Tu właśnie następuje niezapomniana gra sprytnego Jagiełły.
    Krzyżacy już czekali, gdy nasze wojska dopiero sie zbliżały. Wwywiązać je w
    walkę, nim reszta dociągnie, było to osłabić szanse."

    Napewno zastanawiacie się dlaczego Wańkowicz bawi sie w szczegóły bitwy pod
    Grunwaldem ? Nie pytajcie się, bo zrozumieć tą ziemię, zrozumieć istotę
    Tannenbergu trzeba siegnąć aż do średniowiecza.
  • 09.11.06, 21:09
    "Tymczasem sztuka wojowania w średniowieczu bardzo jeszcze przypominała
    chłopskie bitki. Skoro się bitwa wywiązała, nikt już komendy nie słuchał.
    Dlatego bardzo trudno było mówić o jakimkolwiek planie.
    W tej epoce pełno jeszcze było romantyzmu rycerskiego, wymagającego rzucania
    się na wroga, bez liczenia jego liczby. Nie darmo opiewano bohaterskie potyczki
    z czarodziejem Merlinem i ze smokami.
    Toteż Mistrz Urlich von Jungingen liczył bardzo na naszą gorączkę. Pięćset lat
    temu widać równie silnie nam chodziło o pokazanie się, że znamy obyczaje Europy.
    Tedy Mistrz Jungingen wysunął niechybnych angielczyków procarzy, przemieszanych
    z kopijnikami na schwał, którzy zatknęli drzewce w ziemię. O ten ostrokół miała
    się wykrwawić polska horda, udająca rycerzy, ktora natychmiast, rzecz prosta,
    wda się w bitwę, skoro tylko ujrzy wroga.
    Ale król Jagiełło, chytry król, nie zna się na rycerskich ekiwokach. On chce
    mieć wszystkie siły w garści. Nie wypada tego powiedzieć świetnym polskim
    rycerzom, ktorzy zapewne nieco imponowali temu kudłatemu Litwinowi;
    zakrzyknęliby, że wprowadza cierpliwie chłopskie sposoby wojaczki, czyli że,
    mówiąc językiem współczesnym, chce postąpić niesportowo.
    Nie wypada tego powiedzieć, ale wypada się modlić i modlić się trzeba. Tego
    nikt nie może wzbronić, przeciwko temu nikt nie może szemrać."

    Oj, cięzki tekst napisał Wańkowicz, tak cięzko go zrozumieć w tym urywku.
  • 10.11.06, 20:18
    "I oto po pierwszej mszy król rozpoczyna słuchanie mszy drugiej. Krzyżactwo
    zajęło pozycję przed drugą, parę stajań, tu właśnie, gdzie idziemy, posuwając
    sie ku Ludwikowu; po prawej ręce myśmy mieli ciężkozbrojne glidy rycerstwa
    krzyżackiego, po lewej, już z tej polskiej strony drogi, kopijników i procarzy.
    Ci ostatni urągliwie krzyczą, natrząsając sie z Polaków, rycerstwu z oburzenia
    ręce latać poczynają ku głowniom, a król ... poczyna słuchanie trzeciej mszy
    świętej.
    Wyskakuje niecierpliwy Witold z namiotu - dosyć mu już tych dewocyj - i pędzi
    ku swoim, ustawionym na prawy skrzydle.
    Król skończył słuchanie trzej mszy świętej, wyszedł przed namiot, rozejrzał się
    po okolicy, skonstatował, że nie wszystkie siły polskie jeszcze doszły... i
    przypomniał sobie, że przed bitwą warto jest dać pas rycerski nowym rycerzom.
    Pasuje ich tedy król, pasuje, aż i Krzyżaków poczynają brać diabli. Naciskają
    na Wielkiego Mistrza, by poczynać.
    Jest tam tych romantycznych zapaleńców do diabła i trochę - cała chorągiew św.
    Jerzego, złożona z rycerskich ochotników całego świata.
    Próbuje więc Urlich von Jungingen, wytrawny wódz, prowokacji: posyła dwa miecze
    Jabielle, aby się zaś nie bał, bo widać ma oręża zbyt mało.
    Oczy z wściekłości świcie królewskiej wyłażą, ale król nic - przyjmuje miecze w
    pokorze chcrześcijańskiej.
    Widzi wtedy Mistrz, że trzeba poczynać, ale ponieważ ustawił wojska w szyku
    defensywnym, więc cofa łuczników i kopijników za tylną linię (rzekomo ustępuje
    urągliwie Polakom dwa stajania).
    Ale na to czekał Jagiełło. Gdy sie złamały krzyżackie szeregi przy
    przegrupowaniu - daje znak. Straszliwy 'cuneus' polski, klin z chorągwią na
    czele, uderza."
    cdn
  • 11.11.06, 21:07
    Straszne w swych skutkach musiało być to uderzenie, bo w żadnym z pozostałych
    dokumentów nie można znaleźć w dalszej akcji śladów tej piechoty. Zapewne
    zniesiono ją niemal doszczętnie.
    Bitwa zaczęta.
    O tu, gdzie stoimy własnie, przewionęły z dzikim wrzaskiem lekkie litewskie
    odziały. W puch je wzieły krzyżackie włócznie, cięzkie koncierze. Teraz walą
    przez drogę fryzyjskie ogiery, pędzą Litwinów, jadą im na karkach aż za wody
    jeziora, ktore widać z daleka. Wracają zziajani, półżywi cięzkozbrojni rycerze
    w pościgu pojedynczego, grupami, jak Bóg da, i tu ich chwyta z boku straszliwe
    uderzenie polskiego odwodu, który stał, nie wwiązując się w walkę.
    O tu, polem, na północ, pod Tannenberg, idzie wyborowy odwód Wielkiego Mistrza
    w sile 10 000 świetnego rycerstwa. Łuk to zbyt wielki, Polacy zdołali się
    przegrupować, ale przez chwilę szala się ważyła.
    I byłby tu dzień wielkiej chwały widział Jagiełłe w trumnie,
    ...Bo się w tej kurzawie
    Był zadumał i stanął w modlącej postawie
    Głowę odkrywszy, prosząc o spędzenie mroku,
    A przypadł nam ogromny czarny Krzyżak z boku,
    Dypold z Kiekierzyc... z kopią już dobrze czerwoną
    Prosto w strzemieniu na łeb króla nasadzoną.

    ktoremu, gdy rażony przez Oleśnickiego legł na ziemi, wedle relacji
    współczesnej "król uderzeniem kopi własnoręcznie głowę otworzyć raczył".
    Ale co to ? Na tyły odwodu ktoś uderza; to wracają rozgromieni Litwini.
    Krzyżacy otoczeni. O, tu !
    O, w tej kotlince, w tej ! "Tam - pisze to kronikarz - kotlinka wypełniła się
    po brzeg poległymi i potrzaskanymi włóczniami."
  • 11.11.06, 21:16
    Powoli, powolutku zmierza Wańkowicz do drugiej bitwy tannenberskiej no my sowam
    cierpsliwi smile
  • 13.11.06, 21:00
    Tak , bo łon wszystko od poczóntku pokazuje, całe dzieje Tennangerga.

    "Cofają się, cofają. Gdybyśmy tak stali wówczas, jak stoimy, rumaki bojowe
    wprałyby nas w rów przydrożny zadami. Obsiadują ich, obsiadują. Już nie patrzą,
    że na pancerzach relikwie. Pękają pod toporami pancerze. Jeno Wielki Mistrz,
    wszystkim to wiadomo, ma na pancerzu relikwiarz z drzewem Krzyża Świętego, więc
    każdy się cofa.
    Ale Litwa z boków wyje i rwie się jak rozjuszone ogary. Gdy luka kolo Ulricha
    von Jungingen się robi, wlewa się w nią, Bogiem a prawdą powiedziawszy,
    pogańska jeszcze dzicz i wódz krzyżacki osuwa się, rażony litewską sulicą.
    Siadamy w auto, robimy objazd. Wzgórek stoi, drzewami porosły. Kamień miezy
    drzewami. To tu.
    Zdejmujemy kapelusze.
    Na kamieniu napis pełen niezwykłej, jak na Niemców, prostoty: "Tu zmarł w walce
    o niemieckie istnienie i niemieckie prawo Wielki Mistrz Ulrich von Jungingen
    dn.14 lipca 1410 r. śmiercią bohatera." Powściągliwy tekst zawiera tylko jedno
    kłamstwo. Przecie nie o istnienie Niemiec toczyła się tu walka, ale o wolność
    Polski i Litwy.
  • 14.11.06, 21:34
    "Minęło pięćset lat. Wiele się zmieniło od czasu bitwy grunwaldzkiej.
    Była ona nie tylko fizycznym, ale i moralnym zwycięstwem. Rozentuzjazmowany Jan
    Hus, rektor praskiego uniwersytetu pisał:
    "Legli od tylu mieczy, ktorymi usiłowali zastraszyć ludzi pokornych. Gdzie są
    miecze ?"
    Tezy krakowskie zwyciężyły. To bowiem Kraków, ktory przez usta swoich uczonych
    sformułował program Polski na wschodzie, program miłości, to Kraków stał się
    niejako symbolem. Z okrzykiem "Kraków !" ruszyło rycerstwo w boj pod Plowcami,
    z okrzykiem "Kraków!" rozpoczął się w 1361 r. bunt gdański przeciw Krzyżakom.
    Obecnie na soborze w Konstancji (1414 -1418) świecił Kraków swoje zwycięstwo.
    Sobór przyjął tezę, że na pogaństwo wpływać należy drogą pokojową.
    Ale od tego czasu dużo się zmieniło.
    cdn
  • 14.11.06, 21:35
    23 sierpnia 1914r. nad Malborkiem zachodziło słońce. Po pracy całego dnia,
    wydawszy ostateczne rozkazy okrążenia Rosjan, wyszedł naczelny wódz operacji,
    urodzony w Poznaniu von Hindenburg, na przechadzkę.
    Przez pontonowy most na Nogacie nieprzerwanym potokiem szła masa niemieckich
    wygnańców.
    Szeroko się rozlały wojska rosyjskie. Zniszczono trzynaście miast, pięćset
    siedemdziesiąt dwie wsie, pięćset trzydzieści sześć dworów, ogółem spalono lub
    rozwalono pociskami armatnimi czterdzieści cztery tysiące budynków, splądrowano
    pięćdziesiąt tysięcy mieszkań, zamordowano dwa tysiące, wygnano do Rosji
    dziesięć tysięcy ludzi.
    ... W sztabie generalnym w wielkich mapach ściennych tkwiły cierpliwie łebki
    różnokolorowych szpilek.
    I wówczas (Hindengurg sam to stwierdził następnie) nad brzegiem Nogatu
    poprzysięgł sobie wódz naczelny Niemczyzny na wschodzie - wziąć na
    Słowiańszczyźnie odwet za Grunwald.
    Operacja, która się rozwinęła, rozwinęła sie na szerokim froncie stu z górą
    kilometrów. A przecież zażądał Hindenburg, aby bitwę nazwano - bitwą pod
    Tannenbergiem, jak się u Niemców bitwa pod Grunwaldem nazywała.
  • 16.11.06, 20:29
    Z pola grunwaldzkiego, od kamienia Urlicha von Jungingena, przejeźdzamy tuż na
    wzgórze pod wsią Frogenau, z którego Hindenburg prowadził operację tych
    pamiętnych dni do końca sierpnia 1914 r.
    Krzyż tam stoi i mała ławeczka drewniana. Co rok w rocznicę bitwy przyjeżdzał
    pod krzyż starszy, cywilny pan i siadał w zadumie na tej ławeczce. Nikt ze
    świty nie śmiał przerwać rozmyślań feldmarszałka von Hindenburg, Prezydenta
    Rzeszy Niemieckiej, junkra ziemi wschodniopruskiej.
    Następnie stary pan jechał do karczmy w Ostrodzie, w której jadł ongiś Eisbeine
    w czasie decydujących przegrupowań, i zjadał taką samą porcję.
    Zanim podążymy w jego ślady, zanim wrócimy pod pomnik Tannenberga, w którego
    jednym z bastionów spocznie cialo zwycięskiego feldmarszałka, i zanim obejrzymy
    plastycznie przebieg tych operacji z 1914 roku, zajrzyjmy jeszcze do oberży w
    Rudzie, gdzie w honorowym alkierzyku wymyszkował Giertych, autor bardzo dobrej
    książki o Prusach Wschodnich, napis:

    Bei Tannenberg, bei Tannenberg
    Gross waren unsere Siege !

    Tak to sobie bez ceremonii poczciwy oberżysta uprościł te dziejowe zmagania.
    Ale napisu już nie ma. Książka Giertycha została przetłumaczona na niemiecki i
    jako rękopis rozesłana komu należy. Co należy, dotarło widać i do Rudy, i
    polecono laurkę zdjąć. Warto więc, żebyśmy, sąsiedzi wzajemnie i sobie pisywali.
    --
    Przypominam, że wspomnienia Wańkowicza są jak na żywo z okresu przedwojennego
    Prus Wschodnich.
    Tralala, popatrz jak się nam fajnie nałożyły wątki z książki J. Giertycha "Z
    północnego kordonu" i Wańkowicz wspomnina.
  • 16.11.06, 20:31
    Ale to w Rudzie czy Ostródzie było? Bo Giertych pisze o ostródzkiej gospodzie.
    I co oznaczał ten wieszyk?
  • 16.11.06, 20:49
    tralala33 napisała:

    > Co jó klepie? To nie Giertych tlo Fenikowski po wojna psisał ło Ostródzie
    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=43227181&a=52109747

    Ja to sprawdze, ale tez zauważyłam , ze tak napisał. Lecz nie zdziwowałam sia,
    łón tak ciajżko psisze, jekbyśmy znoli jajzyk niemniecki.
  • 16.11.06, 22:33
    Pod Grunwaldem, pod Grunwaldem
    Wielkie byly nasze zwyciestwa!

    Ballest nam przetłumaczył
    Bei Tannenberg, bei Tannenberg
    Gross waren unsere Siege !

  • 17.11.06, 21:19
    "Teraz wracamy pod pomnik Tannenberg. Stoi tam oddzielny budynek, wzniesiony
    dla mapy plastycznej świetlnej, nad której wykonaniem pracował wynalazca pięć
    lat.
    Każde trzy tysiące Niemców zostaje oznaczone białą, każde trzy tysiące Rosjan
    czerwoną lampką. Za mapą znajduje się skomplikowana maszyneria oraz sieć
    sześćdziesięciu kilometrów kabla elektrycznego.
    Z przekręceniem tastra poczyna maszyneria działać.
    Ogromny zegar elektroniczny, umieszczony w lewym górnym rogu mapy, wskazuje 27
    sierpnia. W tej chwili zaczęła się operacja. Mapa-ściana zasiana lampkami
    białymi i czerwonymi. Czerwone się panoszą, białe zapalają się gdzieś daleko na
    zachodzie.
    Wskazówka zegara się posuwa. Odmierzają się godziny i dnia. Równowiernie w
    terenie zapalają się i gasną coraz nowe lampki. Przewodnik potem mi wyjaśnił,
    jakie to nieskończone tysiące żarówek użyto dla tej mapy.
    Z sali nie widać tego pogłowia lampek. Widać tylko te, które w danej chwili się
    żarzą. Przed nami biegną długie rzędy zasłon, pierwszych, drugich, trzecich
    linij ognia i rezerw.
    W kotle zamkniętym, o średnicy 40 km, mrowią się niby w przedśmiertnym
    paroksyzmie resztki trzech korpusów rosyjskich. Te świetlne linie skręcają sie
    w paroksyzmach walki, obejmują się dookolnymi mackami i giną, gasną.....
    To formacje, które wybito lub wzięto do niewoli.
    Coraz mniej czerwonych lampek. Coraz niklej.
    Czterdzieści tysięcy Rosjan poległo.
    Dziewięćdziesiąt dwa tysiące wzięto do niewoli.
    Ze strony niemieckiej poległo dwanaście tysięcy.
    O godzinie czwartej rano dnia 31 sierpnia 1914 roku gaśnie ostatnia lampka
    gdzieś w okolicy Wielbarku. To pobity Samsonow, przedzierajac się przez gąszcze
    leśne z grupką kilku oficerów, bez sztabu, bez ordynansów, bez eskorty -
    strzela sobie w łeb. Dowódca XV, dowódca XIII korpusu - w niewoli ! W niewoli
    13 generałów.
    Koniec."
    cdn
  • 18.11.06, 19:53
    "Odbudowano zniszczone wschodniopruskie ziemie kosztem dwóch miliardów marek,
    przeważnie materiałami, które wzięto z Polski. Wrócili niemieccy wygnańcy.
    Wzięta została pomsta na Słowiańszczyźnie.
    Bóg jednak, bardziej nieodgadniony monter dziejów niż twórca mapy o
    sześćdziesięciu kilometrach kabla, sprawił, iż z bitwy tanneberskiej wyrosła
    Polska Niepodległa.
    Czy myślał o tym stary feldmarszałek, siadając na ławeczce na wzgórzu Frogenau ?

    Wychodzimy z budynku "mapy plastycznej" i znowu przed nami wyrasta dumny masyw
    nowokrzyżackiego pomnika.
    Był górą Hermann von Salza, a potem los przeważył szalę Łokietkowi.
    Był górą Winrych von Kniprode, a potem Bóg dał zwycięstwo Jagielle.
    Był górą Wielki Kurfurst, gdy Polskę ze Szwedem zwojował, przecież hetman
    Gosiewski go starł.
    Był górą Hindenburg, a przecież jego zwycięstwo uwieńczyło wspaniałe
    zmartwychwstanie Polski.
    Był górą dla Niemców plebiscyt, są oni teraz górą w Prusach wschodnich...
    Nie, pomnik Tannenberga, pomnik z tych mas cegły, marmuru, brązu, spiżu, stali,
    pomnik niemieckiego programu na wschodzie nie jest zwornikiem na zawsze i
    ostatecznie już zamykającym epopeję.
    Epopeja ta trwa.
    Siadłem na trawie, myśląc o swoim kraju, ja człowiek mały pod cieniem
    olbrzymiego bastionu. Nikła trawa polna, weszła mi łaskawie chłodem miedzy
    palce. Ująłem ją tak, jak się wzięła w garść - razem ze wszystkimi zapachami
    tych ziół, ktore na niej kwitną. Podniosłem oczy na te masywy i roześmiałem się
    szczęśliwym, nietroskliwym śmiechem: wydały mi się kupą cegieł.
    Nie , bracie Dreczkowski, nie jest Niemiec głupi. To wieki naród.
    Jeno mu brak - serca do tej ziemi."
  • 18.11.06, 19:53
    I tak zakończył Wańkowicz rozdział o Tannenbergu - wszysko pięknie , ładnie
    tylko serca brak dla tej ziemi.
    No jo ! To je prowda !
    Tylko, Tralala, nie wiem dlaczego Wańkowicz przywołał nazwisko Dereczkowski ?
  • 20.11.06, 21:05
    Dereczkowski - ciężka sprawa. Nic o nim nie wiem. A w przypisach w książce nic
    nie wyjaśniają?
  • 03.11.06, 20:51
    [Rękopis wspomnień olsztyńskiego nauczyciela Johanna Rittela został znaleziony
    w oddziale nidzickim Olsztyńskiego Archiwum Państwowego]

    Nasze zwycięstwo pod Tannenbergiem

    „Nie wiedzieliśmy jeszcze o zwycięstwie pod Tannenbergiem. Rankiem po
    wyzwoleniu poszedłem około godziny 10 do sklepu mięsnego Groβa, żeby kupić
    mięso dla moich pracowników w piekarniach i dokwaterowanych lokatorów. Było to
    prawdziwą sztuką. Po pierwsze mięsa było bardzo mało, po drugie usłyszałem, że
    pierwszeństwo ma wojsko. Odpowiedziałem na to: ‘Nie ma tu przecież wojska.’
    Ujrzałem w tym momencie niemieckiego oficera, który składał bardzo duże
    zamówienie. Brał udział w bitwie pod Tannenbergiem, jak się dowiedziałem.
    Podszedłem do niego i zapytałem: ‘panie poruczniku, jak zakończyła się bitwa?
    Zostaliśmy co prawda wyzwoleni spod okupacji Rosjan, ale zupełnie spokojni
    jeszcze nie jesteśmy.’ ‘Mogą być państwo zupełnie spokojni – odpowiedział –
    Rosjanie zostali pobici, właśnie przyjechałem z Olsztynka.’ Ucieszyłem się, ale
    jakoś trudno było mi w to uwierzyć. Przy Danehlu (księgarni na Zeppelinstrasse
    5) spotkałem pewnego sierżanta, zapytałem także jego, jak się rzeczy mają.
    Potwierdził to, co powiedział oficer. Obaj byli z tej samej kompanii, po
    stoczonej potyczce przyjechali autem do Olsztyna, żeby kupić dla kompanii mięso
    i chleb. Mogłem mu dać całą partię chleba, ponieważ od pewnego czasu piekliśmy
    go nawet na zapas.
    Tego dnia dowiedzieliśmy się dużo więcej o bitwie pod Tannenbergiem, zaraz w
    mieście pojawili się pierwsi jeńcy. Za nimi ciągnęły się przemarsze oddziałów,
    które Olsztyn po raz pierwszy widział w tak dużej liczbie i coraz więcej
    transportów wziętych do niewoli Rosjan, którzy jeszcze kilka dni temu wkraczali
    do Olsztyna jako zwycięscy. Marszałek von Hindenburg, który dowodził w bitwie
    pod Tannenbergiem, wybawił nas z rąk Rosjan i uwolnił całe Prusy Wschodnie od
    wroga.”


  • 03.11.06, 20:57
    Ciekawe te wspomnienia,jak zywe , popatrz jak się wszyscy bali Rusków. A
    największymi bohaterami tej wojny to chyba byli piekarze olsztyńscy.
    Dokładaj spokojnie Tralala temat , ja się bedę przyklejac do do tamtych
    Wańkowicza i wyjdzie dobrze.
  • 04.11.06, 20:43
    Po tannebreskiej bitwie przez Olsztyn zaczęły się przetaczać kolejne transporty
    wziętych do niewoli Rosjan. od jednego z takich jeńców nasz olsztyński
    nauczyciel dostał ulotkę propagandową przygotowaną przez władze carskiej Rosji.
    oto jej treść:

    ‘Do Was Prusaków zwracamy się my, reprezentanci Rosji jako Herold zjednoczonej
    wielkiej Słowiańszczyzny tymi słowy rozsądku. Powstrzymajcie się, nierozumni,
    zanim będzie za późno. Rozejrzyjcie się wokół! W waszą stronę, wrogowie pokoju
    na świecie, ostrza swojej broni kieruje cały świat. Rosja, Francja, Anglia,
    Serbia, Czarnogóra, zmuszeni przez was do obrony Belgowie, a nawet Japonia,
    wszyscy chwytają za broń przeciwko Wam, jak dzicy Hunowie w obronie swoich
    krajów przed Waszym najazdem.

    Wasi sojusznicy, Włochy, odwrócili się od Was, nad Waszymi głowami unosi się
    groźba wielkich cierpień. Otacza Was i zgniata żelaznymi kajdanami słowiańska
    lawina ze wchodu, a z zachodu Francuzi zjednoczeni z Anglikami i Belgami.
    Zaślepiony gorliwością rząd niemiecki okłamuje własny naród, który już odczuwa
    śmiertelny strach.

    Jakie zwycięstwa stały się waszym udziałem? To spod Lüttich? Gdzie są te
    upragnione laury zwycięstwa nad Francją, gdzie rewolucja rosyjska i powstanie?
    Wszystko to utopia.

    Na zachodzie i wschodzie przegrywacie walka za walką, a wszystko to jest przed
    wami pilnie skrywane. Cała Rosja jak jeden mąż powstaje w obronie ogólnej
    kwestii słowiańskiej i nie złoży swego miecza, dopóki ta walka nie zostanie
    doprowadzona do końca. Przyniesiemy Wam pokój, który w przyszłości da Wam
    możliwość spokojnej, kulturalnej i produktywnej pracy. Złóżcie broń, bo obrona
    na nic się nie zda. Nie przelewajcie niepotrzebnie krwi.

    Rosjanin jest wspaniałomyślny i kocha pokój, nie będzie się mścił za Waszą
    barbarzyńską rzeź nad bezbronnym ludem pracującym w Kaliszu i Częstochowie.
    Walczymy przeciwko żołnierzom niemieckim, a nie przeciwko narodowi. Polacy
    żyjący w Niemczech są naszymi słowiańskimi braćmi. Pokojowo usposobionej
    ludności radzimy zachować się spokojnie i ugodowo, a roztoczymy nad nią nasze
    chroniące ramię. Złóżcie swą broń, którą siłą wcisnęło Wam w dłonie Wasze
    państwo. Poddajcie się, Rosjanie dobrze traktują jeńców i zgodnie z konwencjami
    obchodzą się z nimi dobrze. Jeniec przestaje być dla nas wrogiem, rannych nie
    zabijamy.’
  • 05.11.06, 18:40
    Kolejną odezwę do Prusaków skierował jeden z rosyjskich generałów. I tę
    przytacza w swoich pamiętnikach Johann Rittel:
    „Zwracam się do ludności Prus Wschodnich, która znajduje się pod okupacją
    moich wojsk. Nawołuję do powrotu z pola bitwy i opuszczenia lasów i kryjówek.
    Uczynię wszystko co mojej mocy, by z pomocą moich żołnierzy chronić Waszą
    własność, jest to jednak bardzo trudne do przeprowadzenia, gdy Was nie ma w
    domach.
    Dowodzący komendant II rosyjskiego korpusu armii – generał kawalerii
    Von Scheidmann”

  • 05.11.06, 18:47
    Tralala, kompletnie nie rozumie tekstu - jak mozna być pod okupacją swoich
    wojsk ? Cy aby dobrze to psiszesz ?
    No i komendantem rosyjskim jest Von Scheidmann ?
    wink))
    Ło, jenu , jek jó tyj historii ni rozumia
  • 05.11.06, 18:50
    Jó też pierwy myślała co to buł mniemniecki generał, adyć łon buł w ruskiej
    armii tlo mniano mniał mniemnieckie.
  • 05.11.06, 18:57
    Dziwne to , ja myslałam , że to jakaś anegdotka smile
    A to prawda smile
  • 05.11.06, 21:55
    Nie ma w tym nic dziwnego. Z tgo co czytałem wynika, że w armii rosyjskiej służyło wielu oficerów o niemiecko brzmiących nazwiskach.
  • 06.11.06, 20:53
    Jak to możliwe ?
  • 07.11.06, 00:05
    Udało mi się znaleźć kilku dowódców rosyjskich spod Tannenberga o niemiecko brzmiących nazwiskach:
    - Paweł von Rennenkampf - generał, dowódca 1 Armii, pochodzenia niemieckiego, może potomek niemieckich kolonistów?
    - Scheideman - dowódca II korpusu armii Samsonowa
    - Martos - dowódca XV korpusu armii Samsonowa
    - Sirelius - dowódca I korpusu
    - Pflug - generał, dowódca 10 Armii
    - von den Brinken - dowódca XII Korpusu (4 brygady strzelców fińskich)
    Martosa i Sireliusa co do pochodzenia nie jestem pewien.
    Pozostali mogą być potomkami kolonistów niemieckich, nie udało mi się tego jednak ustalić.
  • 08.11.06, 20:48
    Paul von Rennenkampf to niewątpliwie jedna z pierwszoplanowych postaci
    biorących udział w ofensywie wojska cara Mikołaja na Prusy Wschodnie. Już
    wyjasniam, jak to się stało, że dowódca Pierwszej Armii Rosyjskiej nosił
    niemieckie nazwisko.

    Generał Paul von Rennenkampf był dowódca Pierwszej Armii Rosyjskiej (generał
    Samsonow dowodził Drugą Armią, która poniosła klęskę pod Tannenbergiem).
    Paul von Rennenkampf urodził się w Estonii w roku 1854. Pochodził ze
    szlacheckiej rodziny niemieckiej osiadłej w tym nadbałtyckim kraju, wówczas
    należącym do imperialnej Rosji. W wieku 19 lat wstąpił do Akademii Wojskowej w
    St. Petersburgu. W 1882 roku przydzielono go do Sztabu Generalnego Armii
    Rosyjskiej, a stopień generała-majora otrzymał w 1900 roku.
    Był dowódcą kawalerii w czasie Powstania Bokserów w Chinach a następnie brał
    udział w wojnie rosyjsko-japońskiej. Tam podobno doszło do konfliktu z
    generałem Samsonowem, oskarżającym go o nieudolność w dowodzeniu wojskiem.
    Ponoć doszło nawet do tego, że Samsonow spoliczkował Rennenkampfa, co
    oczywiście w tamtych czasach dla generała, w dodatku pochodzącego ze
    szlacheckiej rodziny było wielkim dyshonorem. Natknęłam się też na sugestię, że
    generałowie pobili się o kobietę – to jednak lepiej włożyć między plotki smile Ba,
    są historycy, którzy twierdzą, że tej sceny policzkowania na dworcu kolejowym w
    Mandżurii nigdy nie było i że jest to element czarnej legendy Rennenkampfa,
    która zrodziła się po przegranej bitwie tannenberskiej.
  • 08.11.06, 20:48
    Wkrótce jednak Rennenkampf miał okazję wykazać się sukcesami jako dowódca
    wojskowy – doskonale poradził sobie z tłumieniem rewolucyjnego powstania na
    Syberii w 1905.
    W chwili wybuchu I wojny światowej otrzymał dowództwo nad Pierwszą Armią, która
    wkroczyła na teren Prus Wschodnich. Jednak armia Rennenkampfa posuwała się
    bardzo wolno, i to mimo tego, że wojska niemieckie wpadły w panikę i nie
    broniły się skutecznie. Po klęsce Rosji w Prusach Wschodnich wysuwano pod
    adresem Rennenkampfa oskarżenia o zdradę (w końcu z pochodzenia był Niemcem)
    lub też świadomą niechęć do Samsonowa. Są jednak historycy, którzy twierdzą, że
    brak wsparcia Drugiej Armii przez wojska Rennenkampfa nie był główną przyczyną
    przegranej bitwy pod Tannenbergiem (lub wręcz był nieistotny) – iż faktycznie
    klęskę należy przypisać błędom popełnionym przez samego Samsonowa (złe
    rozpoznanie sił wroga, zła komunikacja z innymi dowódcami, zbyt pośpieszny
    marsz w głąb terytorium wroga, przez co wojska rosyjskie, które dotarły w
    okolice Olsztyna i Olsztynka były zmęczone i nieprzygotowane do bitwy).
    Tak czy inaczej, po rozbiciu armii Samsonowa, Hindenburg skierował swoje wojska
    przeciwko Rennenkampfowi, na Pojezierze Mazurskie. Tam zmusił Pierwszą Armię
    Rosyjską do wycofania się z terytorium Prus Wschodnich.
  • 08.11.06, 20:49
    Jeszcze w tym samym roku, w listopadzie 1914, Rennenkampf poniósł kolejną
    klęskę, tym razem pod Łodzią, i został zmuszony do złożenia dymisji. Osiadł na
    Krymie. W 1918 roku został ujęty przez bolszewików, którzy chcieli, by
    przyłączył się do rewolucji październikowej i wsparł ich wojska /może szkoda,
    że tego nie zrobił – miał dobrą rękę do klęsk militarnych wink /. Rennenkampf
    odmówił i po krótkim procesie został stracony. Ciekawe, jaki akt oskarżenia
    wysunięto przeciwko temu byłem oficerowi wojsk carskich – zdradę rewolucji
    bolszewickiej ???
  • 08.11.06, 21:03
    Jaki ciekawy zyciorys Paul von Rennenkampf

    W 1918 roku został ujęty przez bolszewików, którzy chcieli, by
    > przyłączył się do rewolucji październikowej i wsparł ich wojska /może szkoda,
    > że tego nie zrobił – miał dobrą rękę do klęsk militarnych wink /

    A najbardziej ciekawa ta wstawka. Choc nie powinnam się śmiać przy tym
    znakomitym rycerzu, ale wstawka idealna.
    Wcale się nie dziwię , że panowie generalowie Samsonowicz i von Rennenkampf nie
    przypadli sobie do gustu, bo nazwiska nadzwyczaj prowokujące tak dla jednego i
    drugiego. Mogli sobie wzajemnie wymyślić przydomek , może lepiej by było, jak
    wśród Indian - sokole oko, a drugi tańczący z wilkami czy coś w tym rodzaju.
    Tralala, a są jakies zdjecia ich ? Ciekawe czy wzrokowo tez byli aż tak rózni.
    Ciekawą sytuację mieli Rosjanie. No i przegrali. Pewnie już w II wojnie
    światowej takiego klopotu z nazwiskami nie mieli. Mogli by się pogubić
    całkowicie w walce. wink
    Bardzo interesujące to jest.
  • 08.11.06, 21:27
    No tak Samsonow ma brode i wąsy, a von Rennenkampf ma tlo wąsy podwiniete jek
    Hindenngurg. Tera sia nie dziwuja co mnieli tyż podobieństwo zewnętrzne jako
    niemieckie.

    A jek skońcył zycie Samsonow, bo grób jego je psiankny.
  • 09.11.06, 21:17
    I przepadł skarb Samsonowa, ale pytanie czy napewno istniał, skoro zołmierze
    umierali z głodu.
    Tak czyli Samsonow się zastrzelił po klęsce.
  • 10.11.06, 21:01
    Siuła ludzi zierzy co ten skarb gdzieś w lasach nidzborskich schowany je i jego
    szukajó. Chtó zi, może najdo, jek wdowa po generale Samsonowie znalazła jego
    ciało, a też dugo szukała.
  • 10.11.06, 21:08
    Ten pomnik w lasach wielbarskich upamiętnia miejsce, gdzie zginął generał
    Samsonow, on sam, dzięki staraniom żony, został pochowany daleko stąd, w Rosji.
    magazynswiat.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=1348&mode=thread&order=0&thold=0

    Wiadomość o śmierci dowódcy i klęsce 2 Armii dotarła 31 sierpnia wraz z grupą
    Wiałowa do Ostrołęki.

    Ponieważ zwłoki rosyjskich żołnierzy rozrzucone były na powierzchni
    kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych, a wycofujący się oficerowie masowo
    pozbawiali się pagonów, Niemcom stosunkowo trudno było doszukać się zwłok
    szczególnie dla nich ważnych. Jednak już w pierwszych dniach września 1914 roku
    robotnicy leśni wykorzystywani do grzebania ofiar walk znaleźli ciało
    niezidentyfikowanego oficera z pięknie wykonaną i bogato zdobioną szablą oraz
    złotym bogato zdobionym zegarkiem z medalionem. Nie potrafili jednak dochować
    tajemnicy. W rok po tragicznej śmierci, żona generała, Maria Fiodorowna
    Samsonowa z pomocą Duńskiego Czerwonego Krzyża trafiła na coraz popularniejsze
    wśród mieszkańców Prus opowiadania o znalezisku i ... dotarła do owych
    robotników. Dzięki temu mogła z cała pewnością rozpoznać rzeczy męża,
    dowiedzieć się o miejscu jego pochówku, uzyskać zgodę władz na ekshumację i
    zabrać ciało męża do Rosji.
  • 10.11.06, 21:25
    Faktycznie , aż mnie poruszyło by wybrać się na wyprawę w poszukiwanie skarbu.
    Własnie w tvn Władca Pierścieni idzie - coś z fantastyki.
    A czy nie biorą pod uwagę , ze mogli to znaleź sami Niemcy ?
    Gdzie jest skarb Samsonowa ? - to może być wyzwanie dla turystów.
    To będę miała nocke nieprzespaną ?
    Postępowanie zony mi sie podobało. Poszukiwała go nawet przez Czerwony Krzyż, z
    wiadomym skutkiem.
    No gdzie może być skarb Samsonowa ?
  • 10.11.06, 21:28
    Część skarbu armii Samsonowa wpadła naturalnie w ręce zwycięskich oddziałów
    niemieckich, ale gdzie zniknęła 'złota taczanka'? O tym dalej w tym linku:
    "Niemieckie dokumenty mówią o przejętych 22 sztandarach i 32 tysiącach rubli w
    złocie zdobytych wraz z kasami poszczególnych pułków. Bez wątpienia w ręce
    prywatne dostała się również znaczna ilość tak pieniędzy, jak i kosztowności
    należących do zabitych czy mniejszych jednostek. Co jednak stało się ze "złotą
    taczanką"? Jej poszukiwania trwają już dziewięć dziesiątków lat i, jak dotąd
    nie zostały zakończone sukcesem. Pierwsze wiadomości o skarbie stały się znane
    już na początku lat dwudziestych. Ten i ów z grzybiarzy co rusz znajdował garść
    lub dwie złotych monet. Wykorzystując te opowieści miejscowej ludności były
    carski generał Noskow ruszył na poszukiwania. Nie dały one jednak jakich
    oszałamiających rezultatów. Później w okolicach Wielbarka utworzony został
    poligon. W ramach ćwiczeń wzdłuż i wszerz przekopali go zarówno żołnierze
    Werhmachtu, jak i Ludowego Wojska Polskiego. Rezultaty ich poszukiwań były
    jednak dalekie od sukcesu, choć należy przyznać, że udało się m.in. znaleźć
    wykonany z najlepszego kruszcu szczerozłoty Krzyż Świętego Jerzego pochodzący z
    głowicy sztandaru 2 Armii. Nie powiodła się również podjęta w połowie lat
    sześćdziesiątych ekspedycja uzbrojonych w najnowsze zdobycze techniki
    poszukiwaczy z Wojskowej Akademii Technicznej z Warszawy, wraz z towarzyszącym
    im i pochodzącym z okolic Pułtuska byłym żołnierzem rozbitej armii, który - jak
    się wydawało - miał w ostatniej wyprawie powozić "złotą taczanką". Według jego
    zapewnień obciążony ponad miarę pojazd utknął w przegniłych belkach mostu. Nie
    mogąc jechać dalej postanowiono wykopać dół i tam umieścić tak poszukiwany
    dotąd metalowy pojemnik."
  • 10.11.06, 21:29
    I dalej:
    "Jest jeszcze inna wersja wydarzeń i ta wcale nie wydaje się być mniej
    prawdopodobną. Jednak jakoś nie chcą w nią uwierzyć ciągle jeszcze liczni
    poszukiwacze szczęścia. W jednych z opublikowanych w porewolucyjnej Rosji
    pamiętników świadek tamtych wydarzeń twierdził, iż kasa armii została
    rozdzielona pomiędzy znajdujących się do końca przy Samsonowie oficerów, którzy
    próbowali wraz z gotówką wydostać się z okrążenia. Nawet gdyby ta wersja
    okazała się ona prawdziwa to i tak nie wyjaśnia, co stało się ze złotymi i
    srebrnymi precjozami. Z drugiej strony trudno jest sobie jakoś wyobrazić by
    ścigani, zmęczeni, brudni i głodni oficerowie przedzierający się w dodatku
    przez mało sobie znane tereny potrafili w tajemnicy utrzymać fakt posiadania
    przez każdego nich co najmniej kilkukilogramowego skarbu. Dlatego też
    poszukiwacze wolą opierać się na relacjach innego z oficerów, który w swych
    memuarach twierdził, ż kasę 2 Armii zakopano w cieniu najdłuższego konara
    wielkiego dębu."
  • 10.11.06, 21:43
    Tak , wzięto rózne wariacje , ale tez może być , że żona mogła wiedzieć.
    Sprawdzono jej stan majątku ?
  • 10.11.06, 21:45
    Dwa lata poźniej przyszła 'wielka październikowa" i zmiotła wszystkie majątki.
    Ale wątpię, żeby wdowa po generale Samsonowie mogła odnaleźć ten skarb i
    wywieźć go z terytoriuminnego kraju, w dodatku będącego w stanie wojny z Rosją.
    To aż dziw, że pozwolono jej przyjechać i szukać ciała męża.
  • 11.11.06, 21:10
    > To aż dziw, że pozwolono jej przyjechać i szukać ciała męża

    No własnie, może jakos to potajemnie załatwiano.
    Czarna magia , pewnie i dla Rosjanów jest to zagadka.
  • 16.11.06, 20:51
    Tez się dziwie, że pytałam się jak zginął Samsonowicz, kiedy dawno już
    przeczytałam o jego samobójstwie w lesie. Ale to nic, może ktoś czytający nie
    ziedzioł smile
  • 04.10.07, 21:27
    schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=545
    Fedar tam był osobiście i odnalazł ten pomnik
    Tablica pamiątkowa na pomniku upamietniającym śmierć Samsonowa.
    --
    Jek bzieda dokuca - to brok z nió jiść do tańca, tedy łóna łucieknie
    »¸¸.•*¨`•»Karol Małłek»¸¸.•*¨`•»
  • 19.11.06, 20:58
    Tak przy okazji tematu niemieckich nazwisk w wojskach rosyjskich to mamy
    generała Reinhold von Anrep.
    Wprawdzie chodzi o wojny napoleńskie ale...

    Tralala podała
    "Początkowo władze Morąga planowały zrekonstruowanie bitwy z 25 stycznia 1807
    roku (zakończonej zwycięstwem Francuzów), w której zginął rosyjski generał
    Reinhold von Anrep. Obelisk upamiętniający jego śmierć znajduje się w Jureckim
    Młynie. "
  • 11.11.06, 21:10
    O tanneberskim pomniku wspomina też urodzony w Piszu Gerd-Helmut Komossa, autor
    wspomnieniowej książki ‘Z Mazur nad Ren.’ Jako nastolatek mieszkał w Olsztynku
    i tak pisze o Tannenbergu:
    „W drodze do szkoły widziałem w pewnym oddaleniu pomnik-mauzoleum bitwy pod
    Tannenbergiem, przypominający o I wojnie światowej, będący ostatnim miejscem
    spoczynku feldmarszałka von Hindenburga oraz wielu niemieckich i rosyjskich
    żołnierzy. Czasem po szkole siadałem z blokiem rysunkowym na leżącym tam głazie
    i rysowałem: pomnik, pojedynczą wieżę, stojący przed nim dąb, krzak i inne
    rzeczy, które widziałem. Patrzyłem zawsze obrazami i każdy wycinek przyrody był
    dla mnie obrazem. Niekiedy patrzyłem przez dlonie, które trzymałem przed
    oczyma, używając ich jako ram, a wówczas wszystko widziałem w większym
    przybliżeniu. Tam też zapaliłem swojego pierwszego papierosa. Paskudne; nigdy
    więcej już tego nie zrobiłem."
  • 11.11.06, 21:11
    Gerd-Helmut Komossa, syn niemieckiego żołnierza, sam w niedługiej przyszłości
    miał zostać żołnierzem, może pewien wpływ na decyzję miał pomnik w Tannenbergu:
    "Pomnik bitwy pod Tannenbergiem miał dla mnie szczególne znaczenie. Przypominał
    o bitwie, ale była to też wskazówką, że zdolność do obrony jest tutaj, w
    pobliżu granicy kraju rzeczą konieczną. W końcu po I wojnie światowej Polacy
    chcieli zagarnąć całe Mazury, trzeba się przecież bronić!"
  • 11.11.06, 21:12
    Gdyby jednak nie wybrał kariery w armii, to być może zostałby architektem,
    pomnik interesował go też jako obiekt do wprawek w rysowaniu:
    "Miałem trudności z ujęciem całego pomnika na jednym obrazie. Był on za
    potężny, za bardzo rozbudowany, za szeroki. Na dodatek schodzenie w wieży do
    grobowca feldmarszałka, gdzie paliły się pochodnie, a żołnierze w stalowych
    hełmach prezentowali broń, gdzie fizycznie czuło się ciszę, nie sprawiało mi
    szczególnej przyjemności; ciężki, potężny sarkofag i flagi na zimnej białej
    ścianie. Już chętniej zostawałem na zewnątrz, na świeżym powietrzu. Groby
    poległych żołnierzy nie robiły na mnie większego wrażenia. Było tam wiele
    grobów niemieckich żołnierzy, ale także, jak mówiłem, rosyjskich. Rosyjscy
    żołnierze spoczywali pod dziwnymi rosyjsko-ortodoksyjnymi krzyżami (z dwoma
    dodatkowymi ramionami: jednym u góry i jednym krótkim ukośnym u dołu), które
    znałem już z Wojnowa, z wycieczki odbytej w towarzystwie ojca do klasztoru
    filiponów.”

  • 14.11.06, 21:34
    Świetne to napisane, ma się dzięki temu jakąś wizję.
    Ale zauważ , że zwiedzali tez filiponów, to była atrakcja jak pisze też
    Wańkowicz.
    Ja też będe miała obszerny opis od Małłka.
  • 23.11.06, 20:11
    Piechocki pisze tak:
    "Feldmarszałek i prezydent Rzeszy Paul von Hindenburg złozył w Olsztynie dwie
    oficjalne wizyty, w 1922 i 1924 roku. Był tu też kilkakrotnie przejazdem. Jak
    sie okazuje ostani raz 21 stycznia 1945 roku, w metalowej trumnie.
    Według oficjalnej po II wojnie światowej wersji, trumny ze zwłokami Hindengurga
    i jego żony Gertrudy zostały ewakułowane z mauzoleum wzniesionego w latach 1924-
    1927 czyli pod Tannenbergiem przez specjalny konwój Wehrmachtu. Miało to
    nastąpić w dramatycznych okolicznosciach w ostatniej chwili przed wkroczeniem
    na teren obiektu jednostek Armii Czerwonej.
    Zgodnie z ustaleniami niektórych badaczy dokonał tego 20 stycznia 1945 roku
    przy pomocy specjalnego oddziału Wehrmachtu syn feldmarszalka generał Oskar von
    Hindengurg. Inni utrzymują natomiast, że nastąpilo to dopiero w nocy z 20 na 21
    stycznia wskutek zabiegów wieloletniego kustosza mauzoleum Ernesta
    Stubenraucha, ktory trumny wyekspediował do Krolewca wojskową ciężarówką. Takie
    dane udało mi się zgromadzić w roku 1996. O jakiejkolwiek roli Olsztyna w wyżej
    przedstawionym kontekście oficjalne źródła wówczas nie wspomniały.
    Tymczasem ostatnio zupełnie przypadkowo natknąłem się...
    cdnj
    (będzie to relacja mieszkającego w Rees (Westfalia), ktora rzuca calkiem nowe
    światło..)
  • 23.11.06, 21:10
    A w której to książce Piechocki o tym pisze? Jakoś nie doczytałam. Ale mogę tez
    poczekać tu, w tym kóntku.
  • 23.11.06, 21:19
    Magiczny Olsztyna. Cały rodział jest ło tam.
    Ale jutro bandzie dalsza czajść.
  • 23.11.06, 21:20
    No to poczkam, nie bande do ksiójżki patrzeć.
  • 24.11.06, 19:49
    "Tymczasem ostatnio przypadkowo natknąłem się na spisaną w 1962 roku nieznaną,
    jednak w pełni wiarygodną, relację mieszkającego w Rees (Nadrenia Północna
    Westfalia) Paula Raffela, która rzuciła na sprawę całkiem nowe światło. Według
    niej opisywana akcja nie miała tak niezwykłego charakteru i przebiegu,
    przynajmniej na terenie Prus Wschodnich, jak to podawano, a sam transport tak
    ważnych person, jakimi byli Hindenburgowie, niczym nie odrózniał się od
    zwykłych transportów ewakuacyjnych, powszechnych w tamtych czasach. Jak się
    okazuje, wcale nie musiał przedzierać się on bezdrożami. Jego trasa prowadziła
    niczym nie zakamuflowanymi szlakami ucieczki Niemców na zachód. Swojego rodzaju
    sensację może jedynie stanowić to, że przebiegała ona przez Olsztyn.
    Nie wyróżniająca się spośród masy pojazdów wojskowa ciężarówka z przyczepą,
    wioząca dwie metalowe trumny i stertę zrolowanych sztandarów paradnych
    pochodzących z mauzoleum dotarła do miasta 21 stycznia 1945 roku przed
    południem szosą od strony Olsztynka. Nastepnie dzisiejszymi ulicami Warszawską,
    Grunwaldzką, Konopnickiej oraz Nowowiejskiego dotarła w okolice zamku i tam na
    placu koło willi Sperla nastąpił krótki postój. Dowodzący obsługującym
    transport ośmioma żołnierzami oficer w stopniu majora zabrał "na łebka" kilku
    cywilnych uciekinierów - kobiety z dziećmi.
    Cywile zostali umieszczeni przede wszystkim na okrytej pałatkami przyczepie zaś
    żołnierze i dwie kobiety w zadaszonym plandeką samochodzie ciężarowym. Z lewej
    strony ciężarówki znajdowało się kilka zamkniętych skrzyń. Z prawej strony
    natomiast stały dwie cynkowe trumny, jedna za drugą. Na podłodze piętrzyły się
    zwinięte sztandary. Z powodu braku miejsca obie kobiety usiadły na trumnach,
    opierając nogi o sterte sztandarów.
    cdn
  • 24.11.06, 19:49
    Transport wyruszył w miejsca postoju około godziny dwunastej i dzisiejszymi
    ulicami Nowowiejskiego, 11 Listopada, Dąbrowszczaków, Partyzantów skierował się
    w stronę Barczewa. Dalej jechał traktem drogowym wiodącym przez Jeziorany,
    Lidzbark Warmiński, Bartoszyce, Pruską Iławę w kierunku Królewca. Jazda
    przebiegała bez incydentów. Tylko jeden raz na niebie pojawiły się radzieckie
    samoloty, ale pojazd w porę zdążył sie ukryć w lesie, przez który akurat wiodła
    droga ewakuacji i przeczekać niebezpieczeństwo.
    Spowalniany przez ciągnące na północ kolumny uciekinierów transport dotarł do
    Królewca około godziny dwudziestej, osiągając cel podróży. Koło dworca
    kolejowego, dowodzący oficer polecił cywilom opuścić pojazd, ktory odjechał
    następnie ze strzegącymi go żołnierzami do miejsca przeznaczenia.
    Dalsza droga sarkofagów ze zwłokami Hindenburgów prowadziła do królewskiego
    portu. Stamtąd na pokładzie krążownika Kriegsmarine "Emden" przetransportowano
    je drogą morską, a następnie samochodem do niezajętej jeszcze wówczas przez
    aliantów Turyngii. Po znacznych perypetiach trumny ze szczątkami Hindenburgów
    znalazły się wreszcie w roku 1946 w krypcie kościoła ewangielickiego pod
    wezwaniem św. Elżbiety w Marburgu (Hesja), gdzie pozostają do dziś.

    Stanisław Piechocki
    (Magiczny Olsztyn)
  • 23.11.06, 21:22
    Dzianki Tralala, łoglóndam, jek na żywo, wszysciutko. To potrwa, bo łoglóndam
    na gorónco. Wspaniałe łobrazki , to łunikaty. A je gwołt , gwołt , rychtycznie
    i dokładnych łobrazecków.
  • 05.01.07, 21:09
    Wycieczka, którą kierował Małłek ruszyła w stronę Hindenburgdenkmal. Tak ją
    opisuje sam Małłek:
    "Ruszyliśmy w stronę Hindenburgdnkmal, ktory składał się z długiego, wysokiego,
    momumentalnego muru z ośmioma potężnymi wieżami. W tych wieżach były wszystkie
    sztandary jednostek wojskowych, które brały udział w bitwie pod Tannenbergiem w
    sierpniu 1914 roku, figury wszystkich wyższych dowódców, imitacje broni itp. Mur
    otacza ogromny, wycementowany okrągły plac. w którego centrum znajdował się
    wysoki krzyż.
    Obejrzeliśmy również specjalną wnękę z sarkofagiem Hindengurga, zamkniętym
    żelaznym gitrem. Przed wnęką pełniło wartę honorową dwóch stojących w rozkroku i
    opartych o karabiny żołnierzy w hełmach. Zmieniali sie co pół godziny."
  • 05.01.07, 21:10
    Owo straszne mauzoleum znajdowało się jakieś 500 metrów od szosy. Przy szosie
    założono ładny park z dobrze prosperującą karczmą o kioskiem z propagantowymi
    fotografiami oraz róznego typu pamiątkami. W domu obok była sala, w której
    wyświetlano słynną mapę bitwy pod Tannenbergiem. Niemcy zachęcali nas do
    obejrzenia tej mapy, ba, ale wstęp kosztował 50 fenigów. Marek nie mielismy, ale
    chcieliśmy obejrzeć tą mapę. Jeden z nich migiem zadzwonił do Ostródy i
    zezwolono wpuścić nas na salę za 50 gr polskich od osoby.
    Bractwo złożyło się natychmiast i dało mi pieniądze do reki."
    --
    Trochę mi to przypomina wycieczkę szkolną pod Grunwald - tez pole, też pamiatki
    można kupić, tez była sala z projekcją filmu Krzyżacy. Teraz to nie wiem jak jest.
  • 08.01.07, 20:31
    "Zbliżyliśmy się do człowieka w mundurze SA, który obsługiwał mapę. Poznałem w
    nim swego znajomego, niejakiego Gotlieba (to bedzie chyba Bogusław). Przywitałem
    się z nim i zamieniliśmy kilka słów po polsku.
    - No, to prowadź nas, Gotlieb, na ten "andacht" i pokaż nam, co mozes !
    - Dobrze. Prosę wchodzić, bziałki w lewo, a chłopy na prawo ! - zakomenderował.
    Siedliśmy, a Gotlieb stanął na przedzie przed nami. Zebrał się w garść,
    pozdrowił nas oficjalnym ruchem i okrzykiem: "Heil Hitler". Wreszcie rozpoczął
    swą prelekcję po polsku zacinając od czasu do czasu z mazurska. Prelekcja trwała
    pół godziny. Podziękowałem mu w imieniu wszystkich, a on zapytał:
    - Aleśta mnie rozumnieli, cy nie ? Bo ja tak richtig po polsku nie gadam !
    - Dobrześmy cię zrozumieli, dobrześ zrobił ! - pochwaliłem go i oddałem mu
    pieniądze.
    Był niezmiernie zadowolony, a my też, bo nie trzeba było tłumacza.
    Mapa ruchoma przedstawiała przebieg bitwy pod Tannenbergiem z roku 1914 przy
    pomocy kolorowych światełek. Widać było zanik siły otoczonych armii rosyjskich
    nad mazurskimi jeziorami z ostatnim gasnącym punktem świetlnym pod Wielbarkiem.

    'andacht' - co to moze znaczyć ?
  • 09.01.07, 13:14
    rita100 napisała:

    > 'andacht' - co to moze znaczyć ?

    He he, to słówko było użyte tu chyba ironicznie. Andacht to nabożeństwo.
  • 09.01.07, 22:30
    Dzianki Fedar, znosz mniecki ?
    To by pasowało w stosunku do Tannenbergu.
  • 09.01.07, 22:43
    Nie znam, skorzystałem ze słownika. To słówko rzeczywiście pasuje do Tannenberg Denkmal wink
  • 11.01.07, 21:11
    "Potem nasze bractwo rzuciło się na kiosk z widokówkami i znowu ta sama kwestia
    - brak marek. Kiedy jednak zagadnąłem 'piankną frejlinę' po mazursku, zadzwoniła
    do Ostródy i efekt był natychmiastowy. Za polskie pieniądze sprzedawała nam
    widokówki.
    Następnie ruszyliśmy do Dąbrówna przez Frygnowo, bo musieli nam przecież Niemcy
    pokazać pagórek z głazem, skąd Hindenburg kierował bitwą tannenberską.
    Obejrzeliśmy ten olbrzymi głaz otoczony młodymi dębami z napisem gloryfikującym
    Hindenburga. Dziś jeszcze głaz ten leży na tym samym miejscu."

    Tak opisał wycieczkę do Tannenbergu Małłek w książce "Interudium mazurskie"
    wydaną w 1963 roku. Czy naprawdę jeszcze ten głaz Hindengurga tam leży ?
  • 14.03.07, 21:37
    O Wańkowiczu ty słyszysz ?
    Ludzie szybko zapominają, oj, jak szybko.
    700 lat.....
    a tu po 60 latach......
  • 15.03.07, 20:12
    Tannenberg i Kossert
    Andreas Kossert tez pisze w swojej książce "Mazury. Zapomniane południe Prus
    Wschodnich" o Tannenbergu.

    "Tannenberg - od dni sierpniowych 1914 roku nie było Niemca, ktoremu nazwa tej
    wioski nic by nie mówiła. Nazwa ta dotarła do wszystkich zakątków Niemiec. Autor
    przewodnika z 1936 roku opisuje napuszonym stylem i wielką doniosłoscią
    Tannenbergu, podkreślając, ze od tamtej chwili "dzieje świata w gigantycznym
    poruszeniu nadały wschodniopruskiemu południu całkowity nowy charakter. Bo też
    kierowanego do serca naszej ojczyzny wołania o odwiedzanie Mazur - wszak ten
    najbardziej niemiecki kraj lasów i jezior musi sie stać nekropolią
    najwspanialszego niemieckiego heroizmu, najważniejszym celem niemieckich
    pielgrzymek. Kto dzisiaj w ciemnym lesie śni nad grobami bohaterów spod
    Tannenbergu, ten w cudownym poczuciu nabędzie pewnosci, że pośród nieświadomego
    piękna historia tych uswięconych miejsc z największą pieczołowitością strzeże
    niemieckiego "chramu Śpiącej Królewny"
    Tannenberg to miejsce traktowane jako symbol niemieckiej przewagi i walki ze
    słowiańszczyzną to miejsce przyszłej Rzeszy Wielkoniemieckiej, która im się
    marzyła."

    Mazury.Zapomniane Południe Prus Wschodnich - Andreas Kossert - rok wydania 2004.
    ----------
    A my już wybiegamy do przodu, a pola Grunwaldu mają byc zamienione na ogródek
    rozrywkowy w/g planów aktualnych.
    "Stańczyk królewski"
  • 19.03.07, 21:38
    Symbol niemieckiego zwycięstwa
    Kossert
    "A że oficjalnie miała w programie działalność kulturalną, żaden polityk rządu
    pruskiego czy niemieckiego nie odważył sie zamknąć jej dopływu pieniędzy. Nie
    ulega wątpliwości, że działalność związków niemieckoojczyźnianych po 1920 roku
    walnie się przyczyniła do wewnątrzpolitycznej kampanii oszczerstw.
    Także za zaognianie niemiecko-polskiego konfliktu wokół Mazur związki te ponoszą
    w niemałej wierze odpowiedzialność.
    Konkretnym przykładem jest tu instrumentalizacja bitwy tannenberską, która
    propaganda plebiscytowa wykreowała na symbol niemieckiego zwycięstwa na wschodzie.
    Triumf z 1914 roku miał być argumentem przeciwko polskim roszczeniomj do Prus
    Wschodnich. Na placu, na którym stanął później pomnik Tannengergu, już w 1919
    roku odbyła się uroczystość upamietniająca te bitwę, zainicjonowana przez
    związki ojczyźniane przed plebiscytem jako akcja antypolska. Jeszcze w tym samym
    roku zawiązało się Towarzystwo Narodowego Pomnika Tannenbergu.
    Po wygranym głosowaniu na Mazurach i Warmii narodowa prawica opiewała Tannenberg
    i plebiscyt z 11 lipca 1920 roku jako rozstrzygające zwycięstwa w walce z
    polskimi uroszczeniami.
    cdn
    Pruskie Powiernictwo żąda pół Lidzbarka Warmińskiego
  • 09.12.07, 16:54
    A tak wyglondał, uostoł tlo na starich postkartach.

    Pomnik bitwy z 1914 roku zwanej pod Tannenbergiem - zburzony po 1945 roku. Na
    zdjęciu wrota do wieży Hindenburga, w której podzieniach złożono po śmierci w
    1934 roku ciało Hindenburga'a i jego żony. Obecnie w głównej aleji prowadzącej
    kiedyś do pomnika znajduje się Dom Pomocy Społecznej w Olsztynku (niem.
    Hohenstein).
    schlesien.nwgw.de/board/download.php?id=3721



    --
    »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
    To je nolepsze, choć roz a dobrze »¸¸.•*¨`•»
  • 24.01.08, 21:08
    "W czasie mego ówczesnego pobytu w domu rodzinnym w sierpniu 1934 roku
    zapowiedziane zostały uroczystości związane z przewiezieniem zwłok byłego
    marszałka polnego i prezydenta Rzeszy - Hindenburga, który zmarł w swoim majątku
    Neudeck obecnie Ogrodzieniec nieopodal Iławy w Prusach Wschodnich, gdzie
    wzniesiono pomnik-mauzoleum, na pamiątkę bitwy stoczonej tam w 1914 roku i
    nazywanej bitwą pod Tannenbergiem.
    Pomnik ten składał się z kilku wież, nazywanych imionasmi marszałków polnych z
    pierwszej wojny światowej. Połączone były wysokim obudowaniem z pomieszczeniami,
    w których przechowywano pamiątki z wojny, jak sztandary pułkowe, broń i tym
    podobne. Prochy marszałków miały być złożone pod wieżą, której nazwa odpowiadała
    nazwisku danego marszałka. Wewnątrz znajdował się duży dziedziniec z grobem
    nieznanych żołnierzy pośrodku, gdzie spoczywały szczątki 20 żołnierzy poległych
    podczas wspomnianej bitwy.

    Postanowiłem pojechać tam w dniu uroczystości pogrzebowych, aby się temu przyjrzeć."
    cdn
    --
    »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
    Bukanie złotrowane, prosza zwóni滸¸.•*¨`•»
  • 25.01.08, 21:47
    "Pomimo, ze Hindenburg po dojściu Hitlera do władzy był tylko marionetką w jego
    rękach, i pomimo oszukania go już na łożu śmierci, Hitler tej uroczystosci nadał
    charakter manifestacji patriotycznej, mającej okazać wdzięczność narodu
    niemieckiego marszałkowi i prezydentowi za jego zasługi. Toteż wprzągnięto w to
    cały aparat propagandowy. Przy olbrzymim nakładzie kosztów hitlerowcy starali się
    ściągnąć na ten dzień do Olsztynka wielkie rzesze ludzi. Poza tym Hitler chciał
    pozyskać dla swoich celów popularność, jaką cieszył się tutaj Hindenburg.
    Zwyczajne pociągi z Olsztyna do Olsztynka nie kursowały, bo tory zapełnione były
    specjalnymi transportami z Niemiec. Ze wszystkich stron Niemiec przyjechały
    przecież liczne delegacje i wycieczki. Obliczono, że wokół pomnika tego dnia
    znalazło się blisko 200 tysięcy osób."
    --
    »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
    Bukanie złotrowane, prosza zwóni滸¸.•*¨`•»
  • 26.01.08, 20:40
    "Ja dostałem się tam taksówką, ktora przywiozła mnie do Olsztynka, a stamtąd
    udałem się pieszo na miejsce. Po drodze spotkałem grupki ludzi zmierzajacych w
    tym samym kierunku. Było jeszcze kilka godzin do rozpoczęcia uroczystości. Idąc
    przez pola, natknąłem się w dwóch miejscach na zarośnięte masowe groby.
    Prawdopodobnie były to groby żołnierzy rosyjskich, bo cmentarz z żołnierzami
    niemieckimi poległymi znajdował się dalej i był stosunkowo dobrze utrzymany.
    Trumna ze zwłokami Hindenburga znajdowała się już w środku mauzoleum.
    Przywieziono ją wczesnym rankiem, w czasie, kiedy było tam jeszcze pusto.
    Do wnętrza mauzoleum nikogo nie wpuszczano. Znajdowała sie tam tylko kompania
    honorowa i zaproszeni goście, w tym dygnitarze hitlerowcy wyższej rangi i
    przedstawiciele obecnych państw. Samochody ich dojeżdzały do samego głównego
    wejscia, skąd po opuszczeniu ich przez pasażerów, skierowane zostały w bok,
    natomiast dla innych samochodów przeznaczone było duże pole, znajdujące się w
    oddali. Zgromadzona ludność stała dookoła pomnika, gdzie w pewnych odległościach
    umieszczone zostały głośniki."
    --
    »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
    Bukanie złotrowane, prosza zwóni滸¸.•*¨`•»
  • 27.01.08, 10:27
    "Mniej więcej godzinę przed rozpoczęciem uroczystości nadjeżdzały pierwsze
    samochody dygnitarzy hitlerowskich i przedstawicieli państw obcych. Niektóre z
    nich były odkryte, bo ładna tego dnia była pogoda. Po obu stronach szosy z
    Olsztynka stały tłumy witających. Co jakiś czas ktoś rzucił hasło: "Der Fuhrer
    kommt" (Wódz nadjeźdza).
    A tymczasem Fuhrera jak nie było tak nie było. Przyjechał już Goering, Hess,
    Rosenberg, Ribbebtrop i inni. Zjawił się też już Prinz Auwi w mundurze
    hitlerowskim (książę August, syn cesarza Wilhelma II, który przystąpił do partii
    hitlerowskiej i nazwany był Prinzem Auwi). Po przyjeździe Goebelsa i Goeringa
    można się było spodziewać Hitlera. Zawiedli się jednak tak jego zwolennicy, jak
    i ciekawi, bo niespodziewanie rozległ się głos spikera, zapowiadający
    rozpoczęcie ceremonii pogrzebowych. Okazało się więc, ze Hitler nie postrzeżony
    przez nikogo, był już w środku. W jaki sposób tam się dostał, nikt się nie
    dowiedział. Nikt nie widział tam wjeżdzajacego. Ludzie snuli różne domysły na
    ten temat. Moim zdaniem przyjechał i wyjechał w krytym samochodzie, tak, ze nikt
    go nie dojrzał. Widocznie nie był pewny swojej ochrony."
    cdn
    --
    »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
    Bukanie złotrowane, prosza zwóni滸¸.•*¨`•»
  • 28.01.08, 20:43
    Mowę pogrzebową wygłosił sam Hitler, który na zakończenie, wskazując na trumnę
    powiedział: "Geh ein in Wallhall" (Wejdź do Wallhalii*). Wówczas trumna
    przeniesiona została do pomieszczenia na patrerze wieży, do głównego wejścia
    pierwszej po prawie stronie. Następnie zapowiedziano odśpiewanie przez
    wszystkich pieśni żołnierskiej "Ich hat einen Kamerdden" (Miałem kolegę), która
    wypadła dość blado. Ja odsunąłem się na ten czas dyskretnie do tyłu, by z powodu
    niepodniesienia ręki w czasie odśpiewania nie narazić się na przykre dla mnie
    konsekwencji.
    Po zakończeniu uroczystości otwarte zostało dla publicznosci wejście prowadzące
    do środka mauzoleum. Skorzystałem również z tego i obejrzałem jego budowę i
    zbiory z pierwszej wojny światowej. Drzwi do komory, w której złożona została
    trumna ze zwłokami Hindenburga były otwarte, takze była widoczna od zewnątrz. Na
    dziedzińcu ułożone były w długich szeregach wieńce. Pomiędzy innymi również od
    rządu polskiego."

    * Wallhalle - w/g wierzeń pogańskich Prusów, miejsce do którego przechodziła
    dusza zmarłego.
    --
    »¸.•*»Kołobrzeg-Kolberg
    Bukanie złotrowane, prosza zwóni滸¸.•*¨`•»
  • 22.04.08, 22:48
    www.domwarminski.pl/content/view/648/840/
    "Tekst prezentowany poniżej został napisany przez p. Damiana Czerniewicza,
    dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Jonkowie. Chcielibyśmy poprzez jego
    opublikowanie zapoczątkować szerszą dyskusję nad kontrowersyjną sprawą
    poszukiwań zabytków z użyciem wykrywaczy metali."
    --
    »¸.•*»Mym-só-kokanti»¸¸.•*¨`•»
  • 23.04.08, 10:29
    W mojej ksiazsce chcialem w rozdz I Wojna Swiatowa umieszcic
    przedwojenne zdjecie pomnika, ale wydawca jako cenzor nie zyczyl
    tego.
  • 13.10.08, 20:49
    A szkoda, przecież chodzą pocztówki pamiatkowe i zdjęcia na internecie. Dzięki
    nim mozemy sobie choć tą budowlę wyobrazić.
    --
    ¸¸.•*¨`•»Nie szczańdź ciasu coby być szczajśliwym¸¸.•*¨`•»
  • 13.10.08, 20:51
    A co pziyta na tan artykiel w "NIE" ?
    Psiyrwyj roz słysza nazwe:
    Cmentarz Niemieckich Orląt
    www.nie.com.pl/art8801.htm
    --
    ¸¸.•*¨`•»Nie szczańdź ciasu coby być szczajśliwym¸¸.•*¨`•»
  • 13.10.08, 20:53
    Ja tak odpowiem smile

    Chcę, by surowość była tu mądra
    i badająca rzecz każdą do dna,
    łagodność, ale bez bielma w oku,
    chroniąca pokój.

    Wanda Karczewska
    --
    ¸¸.•*¨`•»Nie szczańdź ciasu coby być szczajśliwym¸¸.•*¨`•»

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.