Dodaj do ulubionych

Trylogia pruska 08/15

28.12.06, 20:35
Miło mi dołaczyć do przysłów mazurskich Kirsta także wybrane zagadnienia
Hellmuta Hansa Kirsta w/g ksiązki z Trylogi pruskiej 08/15 :
"Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha"

"Tak zwane nieszczęście kanoniera Vierbeina, z ktorego narodziła się
awanturnicza rewolta bombardiera Ascha, rozpoczęła sie w pierwszych dniach
sierpnia 1938 roku. W ciągu tygodnia wszystko zostało zlikwidowane."
Edytor zaawansowany
  • rita100 28.12.06, 20:37
    Mądrość koszarowa bombardiera Ascha brzmiała:

    "Unikaj wszelkiego ryzyka"

    Mowiąc popularnie: nie pchaj palca miedzy drzwi, nie chodź ani do cielęcia, ani
    do księcia.
  • rita100 28.12.06, 20:51
    - Co kanonier robił dotychczas ?
    - Trzepałem dywany, panie plutonowy. Dla pana szefa.
    Plutonowy zamilkł i pomyślał:

    "Przełożeni nie podlegają żadnej krytyce. Byłoby podkopywaniem dyscypliny,
    gdybym wobec podwładnego wypowiedział nawet najbardziej uzasadnione słowa
    krytyki. Ściśle mówiąc, byloby to pośrednie wezwanie do buntu, o którym dobry
    żołnierz nie waży się myśleć nawet we śnie."
  • rita100 28.12.06, 20:52
    "Wehrmacht może funkcjonować tylko wtedy, kiedy rozkazy - obojętnie jakiego
    rodzaju - są respektowane, i to bez zastrzeźeń, nawet rozkazy pozbawione sensu".
  • rita100 28.12.06, 20:53
    Bombardier Asch całkowicie odzwyczaił się od dziwienia się czemukolwiek.
    Postanowił sobie święcie:

    "Nie zdarzy się, nie może się zdarzyć nic, co by mnie mogło wyprowadzić z
    równowagi".
  • rita100 28.12.06, 20:54
    Bombardier Asch powiedział o przyjacielu Johannes Vierbein:

    "Jest jak wosk i zanimj się obejrzy, tamci ulepią z niego żołnierza-zabawkę".
  • rita100 28.12.06, 20:54
    Koszary nie spały nigdy. W nocy były olbrzymią, niespokojną bestią, która w
    każdej chwili mogła otworzyć oczy i skoczyć do gardła.
  • rita100 28.12.06, 20:55
    Każdy ranek wstajacy nad koszarami budził w nich ożywienie i ruch. Tylko w
    ranki niedzielne gwar zaczynał się o dwie godziny później.
    Ich niedzielna dewiza brzmiała:

    "Nie niepokoić, żeby samemu mieć spokoj".
  • rita100 28.12.06, 20:55
    Dowódcą warty był podoficer zwany powszechnie Mamutem, którego powiedzenie
    brzmiało:

    "Człowiek stary to nie pociąg pospieszny".
  • rita100 28.12.06, 20:56
    Miłość żołnierzy była inna niż miłość fabrykantów, nie była również podobna do
    miłości urzędników pocztowych i hotelowych kelnerek. Miała swoje cechy
    szczegolne. No tak, w owym jednym, określonym punkcie miłosć bywała taka sama
    zawsze i wszędzie. Ale w formach, w przygotowaniach - klasy, grupy, stopnie
    służbowe różniły sie między sobą.
  • rita100 28.12.06, 20:57
    Śpiew raduje serce człowieka, wzmacnia płuca, wzmaga pragnienie. W wojsku śpiew
    popierany jest poza tym jeszcze w tym celu, by żołnierzom maszerowalo się
    raźniej i by podczas marszu nie prowadzili rozmów o charakterze prywatnym.
    "Dziekujcie więc wszyscy Bogu..."
    "W Luneburskim borze !"
  • rita100 28.12.06, 20:58
    "Dyscyplina ogólnie jest zafajdana. Mamy w naszej baterii kilku gagatków pod
    najzdechlejszym psem.
    Dyscyplina musi być zachowana nawet przy chlaniu, a właściwie tymbardziej przy
    chlaniu."

    "W Luneburskim borze"... trzy, cztery !
  • tralala33 28.12.06, 21:06
    "Wehrmacht może funkcjonować tylko wtedy, kiedy rozkazy - obojętnie jakiego
    rodzaju - są respektowane, i to bez zastrzeźeń, nawet rozkazy pozbawione sensu"
    Coś mi mówi, że w każdym wojsku obowiązuje ta zasada. Inaczej nie
    byłoby 'Paragrafu 22'.
  • rita100 28.12.06, 21:12
    Łoj, Tralala cytała am tyn Pargraf 22. Fejn ksiójżka. W sam raz na tyn kóntek.
    Jek pamnientam to buł paragraf , chtóry nie stnieje , bo nie do spełnienienia.
    Taki co zamykał się w kole i wyjśc z niygo ni mozna buło. Bez mgłe pamnientam
    tó ksiójżke. To bulo ło lotnikach bombowców.
  • ol4 28.12.06, 23:18
    Bombowiec to pewnie po warminsku "flukcojg" smile

  • rita100 29.12.06, 21:22
    pewnie tak, choć tam mówiono po niemiecku.
    Fajna ksiązka - prawda ?

    "Duszą całego przedsięwzięcia była dyscyplina, sercem - program szkolenia.
    Dyscyplina była siłą napędową, program szkolenia można było określić jako
    mechanizm.
    Głównodowodzący pragnął niepokonanego Wehrmachtu."
  • rita100 29.12.06, 21:23
    "A kapral Kowalski ma duszę wielbłąda. Zachowywał się jednak tylko jako
    wielbłąd; w rzeczywistości miał rozum lisa. Wypiął tyłek na wszystko co miało
    związek z jego służbą w Wehrmachcie. Robił wszystko co mu kazano, ani o jotę
    więcej."
  • rita100 29.12.06, 21:23
    "Każdy rozkaz był dla plutonowego Lindenberga święty: biblia jego składała się
    z przepisów służbowych i zarządzeń. Nie znał żadnych kompromisów, uznawał
    jedynie bezwarunkowe posłuszeństwo."
  • rita100 29.12.06, 21:24
    "Kara dyscyplinarna to ostateczny środek, kiedy zawiodą wszystkie inne metody;
    ten, kto ją u mnie stosuje, musi liczyć się z podejrzeniem, że w
    niedostatecznym stopniu opanował owe metody"

    Tak nikt nie chciał dawać kar dyscyplinarnych , bo to źle świadczyło o samym
    szkoleniu i o dowódcy
  • rita100 29.12.06, 21:25
    "Kapitanem buł nijaki Derma, ktory jako Austriak poruszał się po pruskich
    koszarach jak po zaminowanym polu. Nie orientował się w finezjach pruskiego
    chowu.
    Musi zręcznie lawirować. Musi pruskiej niezłomności przeciwstawić austryjacją
    uprzejmość."
    A chodziło o karę dyscyplinarną, której kanonierowi Vierbeinowi (od ktorego sie
    wszystko zaczeło, cała ta rebelia) chciano dać. Więc kapitan Derna zaczął
    negocjować:
    - Powinniście się wstydzić - powiedział Derna do kanoniera - Macie zaszczyt być
    żołnierzem i nosicie mundur, a zachowujecie się jak, jak....
    - Jak cętkowana świnia - rzekł Schulz ochoczo.
    Derna skinął głową. Uważał wprawdzie, że określenie Schulza poszło nieco za
    daleko, ale wolał mu tego nie wytykać, zwłaszcza w obecnosci podwładnego.

    Taki był Austriak Derna w koszarach pruskich. Wśród Prusaków uchodził nie jako
    dowódca ale jako duszpasterz. A starszego ogniomistrza Schulza wyprowadzało to
    z równowagi. Twierdził że ciągle sianem sie wykręca.
    Świetne sceny dialogowe, odsyłam do ksiażki.
  • rita100 29.12.06, 21:25
    A oto scena z wizyty u lekarza koszarowego:
    "Kanonier Vierbein zameldował się u podoficera dyżurnego jako chory.
    Lekarz otworzył ksiązkę raportów.
    - Popatrz no tutaj, ty małpo zielona. Co tu jest napisane ? Napisane
    jest: "Chorych nie ma" Nie zameldowałeś się na czas, a więc nie jesteś chory.
    Musiasz zaczekać do jutra, ty wieprzu cętkowany. "
  • rita100 29.12.06, 21:26
    "Słońce padało na stanowiska na strzelnicy i wżerało się w nie. Powietrze było
    geste jak roztopione szkło. Od ziemi szło zmęczenie.
    W myśl podstawowego przykazania, ktore dla każdego żołnierza na strzelnicy
    brzmi:
    spokoj, spokój i jeszcze raz spokój, nikt się nie śpieszył."
  • rita100 29.12.06, 21:27
    Kanonier Vierbein jest u schyłku załamania.
    - Robiłem co mogłem, próbowałem wszystkiego, co było w mojej mocy, zadawałem
    sobie wiele szczerego trudu, ale z tym światem pełnym żołmierzy uporać się nie
    potrafię.
    Asch roześmiał się:
    "Świat ten nie jest całym światem, choć wielu usiłuje twierdzić, ze jest
    jedynym prawdziwym. Ale tak czy owak musisz się z nim uporać, bo inaczej on się
    z tobą upora i to gruntownie."
  • rita100 29.12.06, 21:27
    "Schodź z pola ostrzału i dobrze się odżywiaj" - oto hasło wszystkich
    żołnierzy, którzy swego rozumu nie złożyli w magazynie mundurowym.
  • rita100 29.12.06, 21:28
    Kiedy Asch został wydelegowany do kuchni wpadł na pomysł ważenia potraw
    wydawanych w koszarach. Zdobył wagę, spokojnie ważył, a wagę potraw zapisywał
    na co naraził sie podwłanemu w kuchni:
    - Małpo zatracona ! - wrzasnął szef kuchni. - Świnio centkowana! Na co sobie
    pozwalasz ! Byku niechrzczony ! Co wy sobie właściwie myślicie ? Czy nie wiecie
    z kim mowicie ?

    Taki był wściekły szef kuchni.
  • rita100 29.12.06, 21:29
    "Są ludzie, którzy mają prymitywny popęd i z niego umią zrobić dobry interes.
    Jeden chce tego, co posiada drugi. Więc oświadcza po prostu, ze ten drugi jest
    dzikim zwierzęciem, rozbojnikiem, obłąkańcem i wrogiem.
    Zawsze dwie strony prowadzą wojnę, obie zazwyczaj przy błogosławieństwie
    kościoła. Obie chcą mieć rację, bronić honoru i pokoju, obie twierdzą, ze się
    tylko bronią. Ale jedna z nich musi być chyba świnią ? A może obie.
  • rita100 29.12.06, 21:30
    " I dlatego czlowiek musi pozwolić, by go nurzano w błocie, musi przyjmować bez
    słowa protestu, jak jakiś boski wyrok, każdy rozkaz opętanego manią wielkości
    malarzy, musi sie dać moralnie zlikwidować, wyłączyć swój mózg, aż zupełnie
    wyjałowieje, iść na rozkaz do wychodka, stać na baczność przed każdym pierwszym
    lepszym osłem. Musi zamienić się w robaka, jeżeli chce żyć ! "
  • rita100 29.12.06, 21:31
    "Metody Wehrmachtu są takie same jak przed wojną światową, a moze jeszcze
    gorsze! Dręczenie, aby wymusić bezwzględne posłuszeństwo ! Albo dryl dla
    zabicia samodzielnej reakcji. Ciągłe upokorzenia, by łamać kości każdemu
    indywidualnemu odruchowi. Żołnierz ma żyć tak, jak mu każą żyć jego przełożeni.
    Decydujące są ich zachcianki i ich nastroje. Tylko i wyłącznie!"
  • rita100 29.12.06, 21:31
    "Cała ta hołota doprowadza mnie do rzygania.
    - Ktoś musi coś z tym zrobić, ktoś musi kiedyś zacząć. Miałem przyjaciela.
    Miłego, inteligentnego, rozgarniętego chłopca, pełnego wdzieku i niezwykle
    przyzwoitego. Likwidowali go systematycznie. Złamali mu kręgosłup, jak się
    łamie na kolanie kawał drewna. Doprowadzili go do tego, ze usiłował popełnić
    samobojstwo."
  • rita100 29.12.06, 21:32
    "W każdym razie nie będę się zachowywał jak słoń w składzie porcelany. Będę się
    raczej starał bić w nich ich własnymi metodami. Mają zadziwiające słabości.
    Dla Pana Boga i dla Prus nie ma rzeczy niemozliwych."

    I tak zaczeła się 'Awanturnicza rewolta bombardiera Asche'.
    Ciekawa akcja - nie ?
    Jedną z tych metod rewolty , bardzo smieszną zamieszcze w Sylwestra byście
    zobaczyli jakie to słabości mieli wyżsi podoficerowie. Dosłownie kupa smiechu.
  • tralala33 29.12.06, 21:37
    No, teraz posty poleciały jak seria z cekaema wink Ale fejn sia czyto, ksiójżka
    pewnie też.
  • rita100 29.12.06, 21:46
    Tak , jydnym tchem , łoderwać sia łod nij ni mozna. To eszcze ni wszystko.
    Jutro bandzie tyż. A na Sylwester przebój bandzie - gimnastyka po sylwestrowa,
    tak woju wyćwicze co paniecie ze zmanczenia i chichotu. Tak coby wesoło naczóńć
    Nowy Rok.

    Tak, fejn to łokreśliłaś Tralala, jek z cekaema wink
  • rita100 30.12.06, 22:57
    I zaczyna się rewolta. Asch zaczyna prowokować.
    Zaczyna się od pobudki na rozkaz:
    "Pan panie podoficerze, przeszkadza mi, wyprowadził mnie z równowagi. Dlaczego
    nie pozwala nam pan wstawać w spokoju i w spokoju przygotować się do zajęć ?
    Przecież nie jesteśmy automatami. Chcemy korzystać nie tylko we śnie z odrobiny
    życia prywatnego. Tymczasem traktowani tu jesteśmy, jakbyśmy odbywali
    pańszczyznę. A pan nie jest instruktorem lecz dozorcą, innymi słowami jest pan
    "naganiaczem niewolników".

    bombowo bombardier Asch prowokuje smile
  • rita100 30.12.06, 22:58
    Kapitan Derna ten Austriak czeka na kierowce. Kierowca zjawia się punktualnie
    mimo to:
    - Punktualny żołnierz zjawia sie zawsze o pięć minut wcześniej - odpowiedział
    kapitan Derna.
    Zapamiętał sobie to północno- niemieckie powiedzonko, prawdopodobnie pruskiego
    pochodzenia.
    Przebywanie w Prusach nie było dlań rzeczą łatwą. Używając tutejszych określeń,
    musiał sie mocno trzymać w cuglach. Okret powierzony jego pieczy trzeba było
    sterować wśród raf."
  • rita100 30.12.06, 22:59
    I zaczyna się zamieszanie na dryfującym okręcie. Schulz chce aresztować
    bombardiera Asche lecz nikt nie chce wierzyć jego skargom i słowom.
    - Panie kapitanie - powiedział Schulz dygocąc w furii. - Komu się to właściwie
    wierzy ? Starszemu ogniomistrzowi czy bombardierowi ?
    - Wyższy stopień służbowy - odparł kapitan zaczepnie - nie musi być równoważny z
    wyższymi wartościami charakteru.

    I tu zaczynają sie schody, niszczenie raportów itp.
  • rita100 30.12.06, 23:00
    Chcąc wyjść obronna ręką i nie robić więcej kłopotów, wsadzili Asche do izolatki
    jako psychicznie chorego. Innego wyjścia na ułagodzenie bombardiera nie znaleźli.
    Tego też się nie spodziewał sam nasz bohater Asch, ktory powiedział:
    Cały ten system jest całkowicie zaświniony. Co im nie odpowiada, to dla nich nie
    istnieje. A oczekiwał innej reakcji. Liczył na to, ze uda mu się wysadzić w
    powietrze beczkę z prochem, ale natrafił tylko na gnijące bajoro. Chciał
    usłyszeć ryk lwów, tymczasem do akcji przystąpiły barany. Nikt nie dawał się
    sprowokować, nikt nie wylazł ze skóry "

    na co liczył bombardier.
  • rita100 30.12.06, 23:01
    Rozmowa w izolatce z kapitanem sam na sam - posłuchajmy , warto:
    " Macie racje Asch, jest tu wiele zgnilizny, wiem o tym nie od dzisiaj. Żołnierz
    bowiem to nie maszyna, a koszary to nie fabryka do produkowania obrońców
    ojczyzny. Każdy kto chce utrzymać armię w gotowości bojowej, wie o tym. Młyny
    mielące kosci pracują znakomicie, rozproszkowują mocne charaktery, miażdzą każde
    życie osobiste - tłumaczył kapitan.
    - Mnie tego mówić nie trzeba - zawołał Asch.
  • rita100 30.12.06, 23:02
    Misja kapitana w izolatce Ascha dobiegła końca, pogadali , pogadali, nawet sie
    zaprzyjaźnili.

    "Ten bombardier Asch to straszliwie rogata bestia. Nie chce po prostu uznać, ze
    żaden system nie jest doskonały i ze rozsądek dyktuje przyjmowanie faktów
    takimi, jakie są wraz z całą ich niedoskonałością - pomyślał kapitan
  • rita100 30.12.06, 23:03
    "Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Bombardier Asch, nieco zmęczony walką,
    którą uznał za beznadziejną, przyjął awans na podoficera. W naiwności swej
    przypuszczał, ze jako podoficer będzie mógł żyć tak , jak tego sam domagał się
    od podoficerów bedąc bombardierem. Ale wkrótce musiał uświadomić sobie, że
    niewolnicza uległość pewnej części żołnierzy była jednym z istotnych czynników,
    które wrażliwych przełożonych, bez względu na to, czy tego chcieli czy nie,
    doprowadziły do manii wielkości."
  • rita100 30.12.06, 23:04
    "Koszary jeszcze ciągle stoją. Nic im się nie stało. Dobrze przetrwały złe lata
    i dziś jeszcze utrzymują uparcie swe miejsca. Stały się teraz w nowej dzielnicy
    mieszkaniowej przedmieścia, ktora podsunęła się aż do ich kanciastych murów,
    ciałem zupełnie obcym. Są tutaj nawet do pewnego stopnia kamieniem obrazy. Mają
    w sobie coś z więzienia, nie harmonizują z okolicą.
    Kiedy wymaszerował na wojnę dywizjon majora Luschke, znalazły tu pomieszczenie
    różne odziały rezerwowe. Wtłoczono do nich szpital zapasowy, urządzono baraki
    dla jeńców. Po zakończeniu wojny koszary nagle opustoszały. Ale po kilku dniach
    wczorajsi żołnierze stali się tu jeńcami dnia dzisiejszego. Zluzowali ich dipisi
    (jeńcy którzy nie wrócili po wojnie do ojczyzny). Potem rozlokowały się w
    koszarach odziały okupacyjne. Teraz robi się w nich porządki, remontuje się je
    znowu i oczyszcza."

    Ciekawe gdzie znajdują sie te koszary ?
  • rita100 30.12.06, 23:05

    "Oby żołnierzom, którzy muszą tam pełnić służbę, oszczędzone zostało to, co się
    tu rozgrywalo piętnaście lat temu ! Niejedno musi sie zmienić. Wtedy dopiero
    będzie można napełnić koszary ludźmi, którym mozna zaufać."

    Koniec
  • rita100 30.12.06, 23:07

    Hans Hellmut Kirst
    08/15
    Tom I
    Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha.
    Wszelkie prawa zastrzeżone przez
    Verlag Kurt Desch Munchen - Wien - Basel
    przełożył
    Jacek Fruhling
    Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej
    Warszawa 1956
    str. 347
  • rita100 05.01.07, 21:04
    08/15 Tom II
    "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha"

    Tak zianc poznalim cz.I i cias zapoznać Woju z cz. II.
    Nie ziam , chtóró czajść czytoł Gietpe, bo cytania co ni mniara. Każdyj tom ma
    prazie 500 stron.

    Jak wskazuje tytuł w tej częście jesteśmy na wojnie. Już gdzieś na ziemi
    rosyjskiej. Ta sama brygada, garnizon w tym samym składzie tylko bez Schulza,
    który siedzi dalej w koszarach na ziemiach Prus Wschodnich.
    Jesteśmy w Rosji moi drodzy. Na froncie. Wprawdzie nie opisane są tu działania
    wojenne jeszcze, ale życie żołnierzy niemieckich na froncie. Długi zimowy postój
    i rozmowy , kombinacje żołnierzy. Tworzenie tam na miescu warunków godnych do
    życia. Na froncie tym znaleźli się plutonowy Vierbein, starszy ogniomistrz Asch
    do zadań specjalnych i jego przyjaciel znany nam już kapral Kowalski, ktory był
    na froncie kierowcą cięzarówki. Kapitanem był Wedelmann, a szefem kuchni nijaki
    Soeft.
    Wszystko do tej pory szło gładko, nawet plutonowy Vierbein dorobił się krzyż
    żelazny I klasy.
    Kłopoty się zaczęły kiedy kapitana Wedelmana uznano za za młodego i przysłano
    drugiego kapitana Witterera - tak więc garnizon miał dwóch sprzecznych ze sobą
    kapitanów.
    I tak się zaczyna akcja na froncie. Tyle przygód, tyle ciekawych zdarzeń, głowa
    nie może pomieścić co jeszcze na tym froncie może się wydarzyć.

    "Śmierć nie była dla nich opromieniona blaskiem glorii. Jedynie tym, co należało
    rozumieć przez pojęcie "Niemcy", poglądy ich rózniły się zasadniczo."

    Zapraszam do czytania razem ze mną.
  • rita100 08.01.07, 21:21
    Plutonowy Vierbein został oddelegowany z frontu w Rosji do Prus Wschodnich, do
    swoich koszar w celu załatwienia radiostacji niezbędnej przy działaniach
    wojennych.
    Samolotem 'Ju 52' przyleciał do Prus Wschodnich. Bardzo szkoda , że autor nie
    podaje nazwy miejscowości.
    Tak więc prosto z Rosji przylatuje przyjaciel Asche plutonowy Vierbein. Na
    miejscu oczekuje na niego kierowca. A tak wyglądał dzień w Prusach Wschodnich
    roku 1939, po rocznej nieobecności Vierbeina:
    "Był to dzień jakby utkany z jedwabiu. Pełen słońca i szczęścia. Dzień miedzy
    wyprawami wojennymi we Francji i w Rosji. Wojna jak gdyby gdzieś się ukryła.
    W ciemności powoli wyrastało przed nami miasto. Domy stawały się wyzsze i
    szersze. Ale nie było w nich światła. Jakiś potęzny kompleks budynków nie
    pozwalał spojrzeć na wieczorne niebo.
    - Przecież to chyba jeszcze nie koszary ? - zapytał Vierbein.
    - To nowe zakłady paliw syntetycznych - powiedział kierowca. I dodał nie bez
    dumy: - Zbudowaliśmy to, można powiedzieć, w ciągu jednej nocy. Te budy dookoła
    to robotnicze baraki.
    Mnóstwo bud drewnianych, baraków z blachy falistej i jednopiętrowych domków z
    płyt kamiennych otaczało szosę.
    - Jest pan zdumiony, co ? Wszystko w ciągu jednej nocy ! Wyrwane po prostu z ziemi !
    Potem wyłoniły sie przed nami, jakby ktoś nagle szarpnął kurtynę, ogromne koszary.
    Jedźmy do miasta, do centrum na rynek - powiedział Vierbein.
    Miasto leżało jak martwe. Małe miasto tonęło całkowicie w ciemnościach
    "Tak , to rodzime powietrze" - powiedział sobie.
    Puścił sie w nocną wędrówkę po swym dawnym mieście garnizonowym. Ojczyzna mimo
    toczącej się wojny znała jeszcze regularny sen."
    A koszary miały znów swego Vierbeina. Jak sie dalej okazuje w koszarach rządzi
    pamiętny nasz porucznik Schulz, określany jako dusza świńskiej gnojówki.
    I kto by to pomyślał - Vierbein powraca w łapy Schulza.
    A sprawa odesłania radiostacji na front nie jest taka łatwa, jak się okazuje.
    cdn
  • rita100 11.01.07, 21:19
    łostawimy w spokoju plutonowego Vierdena i przeniesiemy sie na front.

    Trzecia bateria w której znajdowali się nasi bohaterzy walczyła na froncie w
    Rosji. Była to bateria złożona z przeważnie z ludzi przeszkolonych w koszarach w
    Prusach Wschodnich. Trzecia bateria była jedną z wzorowych do czasu przybycia
    nowego kapitana. Nastały nowe porządki.
    Dwóch ludzi władało jedną baterią.
    Porucznik Wedelmann i kapitan Witterer. Miało to być tylko tymczasowe.
    Tak się zaczyna historia wojenna trzeciej baterii w ktorej służy nasz wspaniały
    Niemiec i bohater Asch.
    Nad nimi czuwał pułkownik Luschke. Miał trudne zadanie, ale powiem wam , ze
    wywiązywał się znakomicie i był bardzo przykładnym dowódcą.
    Pułkownik Luschke mówił tak do kapitana Witterera, który wprowadzał swoje jak
    się dalej przekonacie głupie porządki.
    - Lubię ludzi z inicjatywą - jeszcze bardziej szanuję ludzi z rozumem. Energia
    to rzecz piękna i godna uznania. Ale wszystko musi odbywać sie systematycznie i
    planowo.
  • rita100 11.01.07, 21:20
    Znajdujemy sie w miejscu , gdzie żołnierze niemieccy mają przerwę frontową,
    rozłożyli obóz i czekają na dalsze rozkazy. Zajeli domy, obory, stodoły na wsi w
    Rosji i układają sobie tam życie wojskowe. Warunki wojenne.
    Taką jedną chałupkę zajeli ogniomistrz Asch i porucznik Wedelmann. Znali się oni
    jeszcze z koszrów to i rozmawiali ze sobą szczerze.

    "- Dziwne - powiedział Asch - są teraz noce, w które próbuje się spojrzeć.
    - Wkrótce przyjdzie wiosna - powiedział porucznik. - Już ją czuję we wszystkich
    kościach. I przeczuwam, że przyjdzie wiele nocy, podczas których znowu oka nie
    zmrużymy.
    Asch milczał. Wedelmann uczestniczył w tej wojnie z przekonania, dla Ascha była
    ona raczej złem nieuniknionym. Wedelmann utożsamiał narodowy socjalizm z
    Niemcami i uważał Hitlera za człowieka honoru. Asch widział, jak sprawy
    wyglądają naprawdę, i rozmyślał, co z tego może wyniknąć. Pierwszy wierzył, że
    świat musi być zmieniony, drugi dbał tylko o utrzymanie istnień ludzkich przy
    życiu."
  • rita100 11.01.07, 21:22
    Trzecia bateria miała też wspaniałego zaopatrzeniowca. Był nim Soeft. Soeft to
    urodzony handlarz, a wojna dla niego była wyjątkowym interesem. Nie istniał dla
    niego front, dla niego to był wieki plac targowy.
    Soeft - wielka postać tej powieści, pokuszę się dalej powiedzieć, ze przez
    takich ludzi albo wojnę można przegrać, albo wygrać, ale nigdy zremisować.
    Często będziemy wracać do niego z uśmiechem.
    Jeszcze dodam, ze ogniomistrz Asch ma w Prusach Wschodnich żonę i dziecko,
    kocha ich bardzo, tęskni. Tą żoną jest córka starego Mazura, który jak
    pamietacie w poprzedniej części poczestował Ascha 'zupą wariatów'.
  • rita100 11.01.07, 21:24
    Jest roku 1941.
    Kapitan Witterer chcąc zająć Ascha w tej przerwie bojowej polecił mu zadanie
    specjalne - ogniomistrz Asch ma zorganizować w pobiżu linii frontu gościnny
    zespół rozrywkowy. Asch przyjął nowe zlecenie jak każde inne. Nic go nie mogło
    już zaskoczyć. Stał się specjalistą od niezwykłych rozkazów.
    "W tej zafajdanej wojnie prowadził już grupy szturmowe i czyścił latryny,
    opatrywał rannych i kopał groby, uruchamiał zdobywcze samochody i rozbijał
    nieprzyjacielskie czołgi, przeprowadzał rekwizycję na tyłach i kopał studnie,
    organizował warsztaty krawieckie i robił ze starych gazet namiastki futer. A
    teraz ma zorganizować występ gościnny zespołu rozrywkowego w pobliżu linii
    frontu. Dlaczego nie ? "
    Kazał sobie dać motocykl i pojechał do miasteczka etapowego, tam znajdowały się
    dziewczyny sprowadzone z Niemiec, ktore dobrowolnie dla pieniędzy sprowadzane
    były na tyły wojsk. Śpiewaczki, tancerki itp.
    cdn
  • rita100 12.01.07, 20:39
    Mamy wyjaśnienie tytułu ksiązki trylogii H.H. Kirsta. Moze być on niezrozumiały
    dla czytelników szczególnie polskich.
    "Cyfry 08/15 okreslają wzór lekkiego karabinu maszynowego systemu Maxim, który w
    armii niemieckiej dwukrotnie unowocześniono - w roku 1908 i 1915. Mimo
    wprowadzonych zmian konstrukcja pozostała w zasadzie taka sama i w związku z tym
    określenie "Null-acht-funfzehn" (zero-osiem-piętnaście) ma idiomatyczne
    znaczenie w potocznym języku niemieckim. Ma ono też inne znaczenie i odpowiada
    ono mniej więcej polskiemu "znowu to samo" albo "według starego schematu".
    Nadając taki tytuł swej książce Kirst pragnął niewątpliwie podkreślić, ze
    militaryzm i szowinizm hitlerowski III Rzeszy nie były nowymi zjawiskami i
    stanowiły kontynuację niechlubnej tradycji czasów wilhelmowskich."
  • rita100 12.01.07, 20:55
    Wracamy do Vierbeina, ktory w II tomie tej książki jest największym bohaterem.
    Jak wiemy Vierbein został oddelegowany z frontu w Rosji do kaszar w Prusach
    Wschodnich celem załatwienia radiostacji dla frontu wraz z obsługą.
    Koszary miały znów swego Vierbeina , a porusznik Schulz jest tam aktualnie, żeby
    tak powiedzieć, duszą całej tej świńskiej gnojówki. Jest szpicem nadal. Tak sie
    złożyło , ze dowódca żeni się i wszyscy są pochłonięci przygotowaniami na tą
    uroczystość. Koszarami rządzi znany nam Schlz.
    Wszyscy byli przekonani, że w sprawie radiostacji nie będzie żadnej trudności.
    Ale okazuje się że Schulz ma tyle roboty w koszarach, ze o froncie nie myśli.
    Vierbein spotyka się oko w oko z Schulzem:

    - Prosze spojrzeć na niego, szefie - powiedział Shulz. Była to kiedyś największa
    pokraka w naszej baterii. A teraz - plutonowy ! I to jaki ! Ma już nawet krzyż
    żelazny I klasy.
    - Za coscie to dostali, Vierbein ?
    - Zniszczyłem czołgi, panie poruczniku. Siedem sztuk.
    - Moja szkoła ! - wykrzyknął Szulz. - Patrzcie szefie ! To była największa
    oferma. A teraz siedem czołgów ! I plutonowy !
    - Cygaro ! - zapytał Schulz - Może pokażę się kiedyś z wami w kasynie
    oficerskim. Niech się zdumiewają nad wynikami mojej szkoły. A zdumiewać się
    będą, tego mozecie być pewni ! A potem opowiecie nam hietorię z tymi siedmioma
    czołgami.
    - Niewiele mam do opowiadania, panie poruczniku.
    - Tylko bez fałszywej skromności, mój drogi. Kiedy powiem: opowiadać, będziecie
    opowiadać, zrozumiano ?
    Ze wszystkimi szykanami. - Glos jego brzmiał tak samo jak dawniej, przypominał
    trąbę jerychońską, miał w sobie coś niebezpiecznie życzliwego.
    - Tak jest, panie poruczniku - wyrecytował posłusznie Vierbein."

    Zostawiamy na razie Vierbeina w 'dobrych' rekach u Schulza i przenosimy się znów
    na front do Naszych głównych bohaterów Ascha, Kowalskiego i Wedelmanna.
  • rita100 12.01.07, 20:57
    I już jesteśmy w Rosji na froncie gdzie kapitan Witterer ukrył sie za drugim
    działem i patrzył badawczo w stronę wroga. Linie nieprzyjacielskie leżące na
    przeciwległych wzgórzach były widoczne. Nieprzyjaciel 'Iwan' również 'oparł'
    część swych stanowisk o zabudowania jakiejś wioski. Kilkunastu ludzi poruszało
    się tam bez lęku w otwartym terenie.
    - Po prostu nie do wiary - powiedział Witterer - Istna wędrówka narodów ! I to
    ma być wojna !
    I tak kiedy sobie wszyscy żyli w spokoju oczekując na dalsze rozkazy, kiedy
    życie żołnierzy zostało unormowane kapitan Witterer miał ochotę na walkę, na
    wielką wojnę, na zdobycie odznaczeń , na wielkie po swojemu bohaterstwo kosztem
    swoich ludzi.
    Należy dodać, że nieprzyjaciel nie miał tam wcale artylerii i była to linia
    frontowa w bezruchu na której wszyscy oczekiwali odpowiednich rozkazów - tylko
    nie kapitan Witterer, on sam najlepiej wszysko niby wiedział. Postawił cały
    batalion na nogi i krzyczy:
    - Ogień !
    - Do kogo ? - żołnierze się dziwili
    - Bałagan, świński chlew - mruknął Witterer.
    Następnie kapitan udał się do porucznika Wedelmanna na konsultacje. A Wedelmann
    siedzi i uczy się jezyka rosyjskiego co bardziej wzburzyło Witterera :
    - Na odwrót byłoby chyba słuszniej - powiedział Wittner wesoło - Już czas, żeby
    się ludziska tutaj powoli zaczęli uczyć niemieckiego.
    - Ludziska tutaj nie znajdują się przecież w Niemczech
  • rita100 12.01.07, 20:58
    Dalej jesteśmy jeszcze na froncie, a kapitan Witterer:
    - Moi państwo - powiedział - zbyt długo leniuchowaliśmy. Wkrótce zacznie sie tu
    znowu taniec. Zarządzam ćwiczenia alarmowe.
    - Panie kapitanie - powiedział Asch - od tygodni nie padł na naszym odcinku ani
    jeden strzał.
    - Dowodzi to tylko , ze tu się śpi głeboko i to po obu stronach - powiedział
    Witterer.
    A Asch na to :
    - O kilkaset metrów przed nami leży piechota. Częsciowo w nędznych i błotnistych
    jamach. Kiedy następuje zmiana, żołnierze szukają schronienia w kilku pobliskich
    chałupach. Naprzeciw naszej piechoty, w zasięgu obserwacji, rozlokowany jest w
    tych samych warunkach nieprzyjaciel. I on ma swoje chałupy. W tej sytuacji
    piechota nasza uważa walkę ogniową za nonsens.
    - Od kiedy to przyczynianie strat wrogowi jest nonsensem ?
    - Nieprzyjaciel panie kapitanie, może nas przyprawić o takie same .
    Panie kapitanie - powiedział Asch - kązde działanie bojowe musi przecież mieć
    sens. Albo jest się zmuszonym do obrony własnej pozycji, albo istnieje zamiar
    przepędzenia nieprzyjaciela z pozycji zajmowanych przez niego. Żadna z tych
    ewentualności nie zachodzi. W naszej sytuacji każde odosobnione działanie jest
    nonsensem. Piechota dokładnie to zrozumiała. Na przykład nie ostrzeliwuje
    rosyjskich żołnierzy niosących pożywienie a Rosjanie nie ostrzeliwują naszych.
    - Czy mamy tu jeszcze włąsciwie wojnę ? zapytał ironicznie Witterer - czy też
    bawimy sie w grę "Człowieku , nie irytuj się " ?
    - Unikamy niepotrzebnego przelewu krwi, oto wszystko.
    - I przy tym zapominacie w swoim humanitaryzmie, ze mamy nad nieprzyjacielem
    przewagę altyrerii.
    - To może w ciągu jednej nocy się zmienić - odpowiedział Asch - Gdybyśmy
    przeciwnikowi rozbili jego rowy i schrony, sciągnął by swą artylerię i
    rozwaliłby nasze. Żołnierze musieli by leżeć wyłącznie w swych jamach.
    - Ogniomistrzu Asch - powiedział Witterer ostro - Brak wam potrzebnego hartu,
    brak ducha bojowego. Daje mi to dużo do myślenia. Przeciez nie po to prowadzimy
    wojnę, zeby w spokoju spożywać posiłki. U nas strzela się ostro !
    - Moim zdaniem - wtrącił spokojnie Wedelmann - nie należy podejmować żadnych
    działań samodzielnych bez porozumieniem się z dowódcą piechoty naszego odcinka.
    - Zaraz go poszukam - odpowiedział Witterer - co za świńska gospodarka !
    Przysięgam , ze to zmienie !
    A co sie tyczy ogniomistrza Ascha, właśnie ! To chętnie się chcę dowiedzieć jak
    dalece wykonuje mój rozkaz przygotowania występu zespołu rozrywkowego .....
    Uważam , dodaje Wittere, ze szybkie i gruntowne wykonanie polecenia słuzbowego
    to sprawa o wiele ważniejsza niż przemówienia dotyczące wątpliwych zwyczajów na
    froncie ."
  • rita100 12.01.07, 21:01
    I tak oto zapoznaliśmy się z życiem na froncie. To oczywiście tylko malutka
    iskierka tego co tam sie działo. Jak bardzo pomyślność działań zależy od
    dowódcy, od mądrego dowódcy. Porucznik Wedelmann był lubiany, był bardzo mądry,
    ale nie miał odpowiedniego stopnia by zarządzać. Zwróćmy też uwagę na porucznika
    Wedelmanna, wielka to postać w trylogi Kirsta.
    Cztery najwazniejsze pozytywne postacie o róznych charakterach to: Asch,
    Wedelmann, Kowalski i Vierbein.
    Ale najserdeczniejszą postacią w/g mnie jest pułkownik i chyba dowódca
    batalionów , w tym i trzeciego - piłkownik Luschke, ktory przyjmując Wedelmanna
    tak mówi:
    - Zawsze kiedy widzę pańskie wiernopodańcze niemieckie oblicze, uświadamiam
    sobie , ze bedzie to długa wojna. Mimo to niech pan siada. (Rozmawiali zawsze
    tym tonem i z ironią, bardzo sie lubili.)
    Jesteśmy w Rosji, mój drogi. Mój schron nie jest o wiele większy od wychodka,
    który w garnizonie pozostał do mojej wyłącznej dyspozycji.
    (Śmierć nie była dla nich opromieniona blaskiem glorii. Przez pojęcie 'Niemcy',
    poglądy ich rózniły sie bardzo.)
    Kiedy Wedelmann wykonywał wszystkie zadania i zgałasza raport z dobrze
    wykonanych przygotować Luschke tak dziękował :
    - Brawo , panie poruczniku ! - mówił ironicznie - Podczas gdy pan robił to
    wszystko, Rosjanie spali co ? Bo Hitler jest geniuszem, a Stalin matołem. My
    mamy samych bohaterów, tamci zaś nikogo prócz marnych kreatur. Niemcy ponad
    wszystko, wszystko inne jest pod zdechłym psem. Drogi poruczniku Wedelmann,
    niech mi pan zrobi przynajmniej te grzeczność i zachowa swój zdrowy rozum ludzki
    ! Także w sprawach dotyczących Wielkich Niemiec, poruczniku Wedelmann ! Własnie
    w tych sprawach !"
  • rita100 13.01.07, 20:26
    Porucznik Wedelmann poznaje Rosjankę Nataszę. Odwiedza ją od czasu do czasu w
    chatce na herbatce.
    - Napije się pan herbaty ? - zapytała - Miałam prawdziwy samowar....
    - Wiem - powiedział Wedelmann - Miała pani prawdziwy samowar ! Niemcy go
    zarekwirowali. Poza tym miała pani kilka filiżanek i szklanek. I to
    zarekwirowali Niemcy. Teraz ma pani tylko jedną filiżankę. Wiem o tym wszystkim.
    Niemcy też zabijają.
    Wedelmann zakochuje się w Nataszy i zwierza się jej ze swoich problemów.
    W planie szykuje się odwrót wojska niemieckiego o jakieś 40 km. Muszą się cofać
    tak by Rosjanie nic nie zuważyli.
  • rita100 13.01.07, 20:27
    I znów jesteśmy w koszarach w Prusach Wschodnich. W czasie wojny stają sie one
    krajowym obszrem wojennym z zakładem paliw syntetycznych, artylerią
    przeciwlotniczą, składem zapasowym, obozem jeńców wojennych i tak dalej, ale
    gdziekolwiek spluniesz zawsze trafisz na Schulza. Bez Shulza nawet trawa nie rośnie.
    Vierbein znalazłszy się tam w celu otrzymania radiostacji zrozumiał w latach
    swojej służby, które przedłużały się dzięki fuhrerowi, ze istnieje wiele spraw
    miedzy dziedzińcem koszarowym a frontem, o których lepiej milczeć.
    - Plutonowy Vierbein - powiedział Shulz - przecież nauczyliscie się czekać, więc
    bedziecie czekać. Naprzód musi być zakończone przeszkolenie żołnierz, musimy
    wypróbować stację , sprzęt; potem dopiero będę mógł wziąśc na siebie
    odpowiedzialniość za postawieni ludzi i sprzętu do dyspozycji na front.
    - A kiedy to nastąpi ?
    - Za pieć dni. Przez ten czas - powiedział Schulz będziecie tu zatrudnieni.
  • rita100 15.01.07, 20:55
    Wracamy na front, gdzie Asch załatwia dla wojska rozrywkę. Oczywiście przy
    pomocy naszego niezastąpionego zaopatrzeniowca wojska i niesamowitego handlowca
    Soeft.
    Hasłem Soefa jest , tak jest :
    "U Prusaków, fuhrera i Pana Boga wszystko jest możliwe."

    Żołnierz potrzebuje odmiany i powinien ją mieć - mówi kapitan Wittnerer do Soefa.
    - Słowa pana kapitana powinny dojść uszu fuhrera - powiedział Soef
    - Rozrywki były tu chyba dziedziną całkowicie zaniedbaną co ?
    - Całkowicie panie kapitanie - zawtórowali inni.
    - Nie ma dla tych spraw zrozumienia.
    Soeft bierze się za interes tłumacząc:
    Znam liczne jednostki wojskowe, u których na liście plac figuruje po pół tuzina
    dziwek. Dlaczego nie miałoby to być możliwe tu na froncie ? Przecież tutaj
    potrzebujemy tego najbardziej.
  • rita100 16.01.07, 20:12
    Jesteśmy na froncie dalej:
    Gramolił się nowy, zmęczony dzień.
    Wartownik spojrzał poprzez parów na przeciwległe wzgórze wojsk
    nieprzyjacielskich. W odległości zaledwie kilku kilometrów zobaczył człowieka
    stąpającego po śniegu. Był to również wartownik.

    "Wartownik ten - myślał - ma azjatyckie rysy twarzy i mówi po rosyjsku; jest
    łysy, nosi brązowy mundur, ale robi to samo, co ja. Dokładnie to samo."
    "Zabawne - pomyślał wartownik - Dokładnie to samo."
    cdn
  • rita100 16.01.07, 20:12
    Gramolił się ten sam dzień w koszarach gdzie żołnierz niemiecki w umywalni
    puszcza strumień wody mówiąc do Vierbeina:

    " - Jestem żołnierzem. Mam żylaki, płaską stopę, wrzody w żołądku, dwoje dzieci,
    które powoli schodzą na psy, i żonę, ktora sie puszcza, ale jestem żołnierzem."
    Vierbein milczał.
  • rita100 16.01.07, 20:13
    Gramolił się ten sam dzień na froncie gdzie przy porannej brunatnej wodzie zwaną
    kawą rozmawiają ogniomistrz Asch i porucznikiem Wedelmannem.

    - Można wam pozazdrościć Asch - rzekł Wedelmann - macie żonę i dziecko
    - A pan poruczniki ma Niemcy i fuhrera.
    - Nie róbcie dowcipów Asch
    - Panie poruczniku - zapytał Asch - czy pan porucznik widział juz kiedyś Niemcy
    ? Czy przyjrzał sie pan porucznik dokładnie fuhrerowi ?
    - Nie rozmawiam z wami o takich rzeczach, Asch - odpowiada Wedelmann - Niezły z
    was człowiek, Asch, ale dobrym Niemcwem nie bedziecie nigdy.
    - A może jednak. Jeżeli kiedyś powstaną dobre Niemcy.
  • rita100 16.01.07, 20:14
    Gramolił się ten sam dzień i w chacie Nataszy na froncie, gdzie stała radziecka
    radiostacja ukryta. Natasza myślami była przy Wedelmanie, przyjacielu Ascha i
    .... Natasza i Wedelmenn mnieli się ku sobie.
    Narzyczony Nataszy został zamordowany w czasie walk przez Niemców, postanowiła
    pracować dla Rosjanów.
    Wedelamn coraz częściej do niej zaglądał.
  • rita100 16.01.07, 20:14
    Wartownik na stanowisku ogniowym został zluzowany. Nowy wartowanik wyglądał tak
    samo jak poprzedni, nawet myślał tak samo. Wartownik spojrzał poprzez parowy na
    przeciwległe wzgórza, na ktorych okopał się przeciwnik.
    Myślał sobie:

    "Te świnie, te nieszczęsne świnie. I ty także jesteś biedną świnią ! Jak dużo
    jest na świecie takich biednych świń !"
  • rita100 17.01.07, 20:25
    I dalej jesteśmy na froncie.
    Raz na tydzień w do baterii przychodził Soeft. Tym razem celem tej wizyty była
    chęć zorientowania się w smakach i apetytach oraz gustach zaopatrywanych przez
    niego żołnierzy. Pamiętamy , ze dla Soefa nic nie było czego nie można byłoby
    załatwić. Tym razem zbierał zamówienie na niedzielny objad. Soeft wyciągnąl
    notes i notuje smaki:
    - Chcielibyśmy wątróbki ! - zawołali zołnierze pierwszego oddziału pochłonięci
    myślą o nieniedzielnym żarciu.
    - Jakiej wątróbki ? zapytał Soeft - Wieprzowej czy cielęcej ? Smażonej czy
    gotowanej ? Na słodko , na kwaśno, a może ?....
    Żołnierze patrzyli na Soefta jakby był z jakiejś bajki, lub dziwolągiem lub
    geniuszem. Prawie każdy wiedział , że Soeft był paserem, ale nikt tego nie brał
    mu tego za złe - przecież paskował również dla nich. Niech żyje Soeft ! Dzieki
    niemu żyjemy i my !
  • rita100 17.01.07, 20:27
    Obsługa drugiego odziału zażądała od Soefta gotowanej wieprzowiny z kiszoną
    kapustą. Obsługa trzeciego objawiła chęć spożycia baraniny z grochem. A
    działowny czwartego działa zażądał "Kawior" smile
    - U mnie nie ma rzeczy niemożliwych - oświadczył Soeft.
    - Rozpuszczasz tylko chlopaków - powiedział ktoś.
    - Drogi przyjacielu, tę sprawę zostaw łaskawie mnie - powiedział Soeft
    przysiadając. - Żołnierz ma prawo do świni w kotle, dopoki moja armia gotuje
    gulasz. Na razie lezymy tu na brzuchach i czekamy. Własciwie na co ? Czy na to,
    że straciwszy na wadze walczyc i umierać ?
    - Mamy ostatecznie wojnę , Soeft.
    - Mamy wojnę w dupie - powiedział Soeft po prostu i serdecznie. - Przede
    wszystkich chcę dobrze jeść. Zyć i pozwolić żyć innym!

    "Ten , kto nie trawi normalnie albo przynajmnie nie dąży do tego, jest moim
    osobistym wrogiem"

    - A czego życzyłoby sobie dowództwo baterii ? - zapytał Soeft Witterera . Kaczki
    pieczone.
    Tu dowiaduje się Soeft, że trzeba będzie wyrównać linię frontu i wojska zmienią
    pozycję. Soeft będzie musiał cały swój kołchoz przetransportować. Kołchoz
    plutonowego Soefta znajdował się w odległości 12 km za frontem.
    W kołchozie Soert posiadał jeszcze cztery krowy, dziewięć świń, siedemnaście
    owiec, dziewiętnaście kaczek, dwadzieścia osiem kur. Produkty służyły też jako
    obiekt wymienny. I wiele, wiele ciekawych produktów.
  • rita100 18.01.07, 20:29
    Był taki dzień na froncie, gdzie pewnego pochmurnego dnia kapitana Witterera
    rozpierała żądza działania. Starszy ogniomistrz tłumaczył to sobie tak:
    widocznie wczoraj wieczorem nie powiodło mu się z kociakiem z zespołu
    rozrywkowego, więc wyżywa się w przykręcaniu śruby żołnierzom. Witterer pchał
    sie po prostu do wojny.
    Wziął lornetkę i zaczął obserwować Iwanów (Rosjanów) na drugiej stronie wzgórza.
    Nagle zawołał:
    - Człowiek ! Chodzi sobie po okolicy jakby nigdy nic ! Przecież to wyraźna
    prowokacja! Przygotować działa !
    - Tak jest, panie kapitanie. To niewątpliwie prowokacja. Ale oni robią to w
    popołudniowej porze od wielu tygodni. Po naszej stronie też nie dzieje sie inaczej.
    Witterer na widok nieprzyjacielskiego żolnierza, który najspokojniej niósł
    jedzenie, zagryzał wargi. Wróg ! Bezszczelnie w samym środku pola ostrzału ! Ten
    łajdak po prostu spaceruje sobie najspokojniej przed lufami jego baterii,
    baterii Witterera. Tego było za wiele !
    Zawołał:
    - Alarm ogniowy !
    - Co takiego ? - zapytał wartownik. - Co się stało ?
    - Alerm ogniowy ! - powtórzył kapitan
    Wartownik wzruszyl ramionami.
    "Dlaczego nie - pomyślał. - Widocznie stary chce się zabawić w próbny alarm.
    Jest to wprawdzie kłopotliwe, ale nic na to nie można poradzić". I puścił w ruch
    reczną syrenę.
    Obsługa dział szybko sie zebrała tylko kierowca Kowalski
    docinał słowami:
    - Bądźcie na niejedno przygotowani, chłopcy. Kapitana swędzi skóra.
    I tak rozgorzała całkiem nieoczekiwana walka.
  • rita100 18.01.07, 20:30
    Kapitan Witterer stał i rozkazywał oraz liczył trafienia.
    - Pudło ! - zawołał rozczarowany
    - Strzelać dalej ? - zapytał działowy
    - Dopóki nie zniszczycie swego celu. Dopóki ta marionetka po tamtej stronie nie
    zostanie roztarta na miazgę.
    Wtem rozległ się telefon polowy:
    - Dowódca piechoty każe zapytać, co za idiota puka tu po okolicy. Wyprasza to
    sobie jak najbardziej kategorycznie.
    Witterer dostał ataku i ryknął:
    - Powiedzcie temu czlowiekowi, zeby mnie pocałował w dupe.
    Wkrótce Witterer musiał się zjawić u pułkownika Luschke, który oznajmił mu:
    Wkrótce po tym świństwie, na które pozwoliła sobie pańska trzecia bateria,
    Rosjanie otworzyli ogień z moździerza. Trzech moich żołnierzy odniosło rany,
    jeden z nich ciężkie.
  • rita100 18.01.07, 20:31
    Rozmowa miedzy Aschem a Wedelmannem po tym niecodziennym wyskoku Witterera.
    Asch goda:
    "Przecież pan porucznik wie równie dobrze jak ja, co to za ziółko z tego
    Witterera. To aspirant do strzału w plecy, jeżeli coś takiego istnieje. Widzi
    pan, pułkowniku prowadzi te wojnę w imię swojej ojczyzny; nie wie jeszcze tylko
    na razie, gdzie jest ta jego ojczyzna. Pan panie poruczniku, wierzy w fuhrera i
    Wielkie Niemcy; i pan chciałby, zeby na wojnie obowiązywała jakaś przyzwoitość.
    Ale ten Witterer - to zupełnie inny kaliber. Prowadzi wojnę dla wojny. Chce żeby
    był huk i strzelanina. Chce zabijać ludzi, zeby za tę cenę dochrapać się
    odznaczeń. Dla takiej kreatury szkoda mnie, panie poruczniku. Dziewięćdziesiąt
    procent baterii myśli tak samo jak ja."
  • rita100 19.01.07, 20:08
    Powracamy do koszar w Prusach Wschodnich. Tam znajduje sie w celu załatwienia
    radiostacji na front Vierbein (przyjaciel Ascha) Ponieważ załatwienie takiej
    radiostacji trochę dłużej potrwa Vierbein został przydzielony do usługiwania
    admirałowi w stanie spoczynku, a przyszłemu teściowi dowódcy dywizjonu w Prusach
    Wschodnich. Admirał Jacoby służył dawniej cesarskiej mości w wojskach morskich.
    Dla miłego spędzenia czasu Admirał zaproponował:
    - Trzy karafki i dwa kieliszki 'witrażu kościelnego'.
    - Witrażu ? - spytał Vierbein
    - Nie służył pan w marynarce, nie jeżdził pan nigdy po morzu ? Nigdy pan nie był
    zaproszony na polowanie w Prusach Wschodnich ?
    A więc "witraż" składa się z równych ilości rumu, araku i czerwonego wina. Te
    trzy różne barwy przypominają wyroby ze szklanej mozaiki w pewnych gmachach.
    Stąd nazwa "witraż koscielny"
    I tak sobie rozmawiali na luzie , nawet sobie bardzo przypadli. Doradca jego
    cesarskiej mości zabierał się właśnie do udzielenia zwykłemu plutonowemu
    wielkoniemieckiego Wehrmachtu historycznych pouczeń w skali światowej.
  • rita100 19.01.07, 20:08
    I znów jesteśmy na froncie gdzie pułkownik Luschke w kościele gdzie dawniej
    stał ołtarz udzielał najwazniejszych informacji Wittererowi mowiąc:

    "Kiedy już raz taczki wojenne pójdą w ruch, trudność polega niemal wyłącznie na
    tym, zeby je znowu zatrzymać."

    Jutro rozpozna pan z Wedelmannem nowe stanowisko. Ale wszystko bez hałasu.
    Sprawa pozostaje tajna. Kiedy przyjdzie pora, pomaszerujemy w nocy - oderwiemy
    się od przeciwnika pod osłoną ciemności. Niespodziewanie. Rosjanie będa musieli
    następnego ranka patrzeć na pustkę.
    --
    "żaden zając nie potrafi namówić psa gończego, by razem z nim żarł koniczynę."
  • rita100 19.01.07, 20:09
    "Żeby tylko tak nie gnić - myślał z obrzydzeniem. - To dobre dla starych bab.
    Bohaterowie albo umierają młodo i w glorii, albo nigdy. A przede wszystkim - nie
    śmierdzą"

    oto do jakiego zdania dochodzi Witterer po obchodzie szpitala polnego gdzie leżą
    jego ranni zołnierze.
  • rita100 19.01.07, 20:10
    "Wedelmann i Asch siedzieli w ciasnej izdebce Rosjanki i pili herbatę. Mowili o
    wojnie, bo i żaden inny temat nie istniał.
    - Taka wojna - powiedział Asch - to jak wielki wychodek. Każdy musi kiedyś wejść
    do niego, ale tylko pewien określony rodzaj ludzi czuje się tam dobrze.
    - Byłoby wskazane - powiedział Wedelmann karcąco - posługiwać się trochę
    bardziej dobranymi wyrazami.
    - Chyba nie ma okreslenia na to świństwo.
    - Dla nas - powiedziała Natasza bardzo poważnie - wojna ta, której nie
    rozpoczynaliśmy, jest patriotycznym obowiązkiem.
    - I my - oświadczył Wedelmann - prowadzimy tę wojnę jako narodową konieczność.
    Nasz atak jest włąsciwie obroną prewencyjną.
    - Moi państwo - powiedział Asch złośliwie - kilka lat temu grasował w naszej
    okolicy morderca-erotoman. To bydle nazwiskiem Schalapprosch modliło się zawsze
    przed dokonaniem zbrodniczego czynu. Był bowiem przekonany, ze Bóg chce go mieć
    takim jakim jest.
    Wy oboje - ciągnął słowa Asch w kierunku Wadelmanna i Nataszy - maszerujecie w
    nowy czas. Ale każde z was w przeciwnym kierunku. Każde z was jest przekonane,
    ze ma w kieszeni gotowy światopogląd. I co jeszcze gorsze: każdy wierzy, ze jego
    światopogląd jest jedynie słuszny.
    Siedzicie więc tu wy, czerwoni i brunatni akrobaci partyjni, przypuszczam, że
    się kochacie, ale miłość między ludzmi jest w tym świecie sprawą drugorzędną. Na
    pierwszym miejscu jest Związek Radziecki albo Rzesza; jedni i drudzy chcą
    uszczęśliwić świat.
    - Pan nie wie, co to jest ojczyzna - powiedziała Natasza z dumą. - Bronię jej,
    by później móc żyć w niej spokojnie.
    - Chyba nie zrozumiecie Asch nigdy - powiedział Wedelmann niemniej dumnie - ze
    naród jest wszystkim, a jednostka bez narodu - niczym.
  • rita100 19.01.07, 20:12
    A teraz coś o korespondencie wojennym.
    Korespondent wojenny w stopniu sonderfuhrera B.M.Eberwein, przybył do pułku,
    aby jako dziennikarz wykorzystać planowane oderwanie sie od nieprzyjaciela -
    "nową kartę chwały naszych wojsk".
    Eberwein uważał się za asa wśród korespondentów wojennych. Posiadał bujną
    fantazję, oraz jeszcze bujniejszy brak skrupułów. W jego mózgu, pracującym
    stosunkowo szybko i śmiało, formowały się już nagłówki poszczególnych
    fragmentów: "Ciężka bateria zabezpiecza odwrót", "Nasze pancerne dziadki do
    orzechów znowu w ruchu", "Prosto z przedstawienia na pole bitwy".

    Teraz coś o zdjeciach, malutka tajemnica fotograficznasmile
  • rita100 19.01.07, 20:13
    "Zdjecie pierwsze: Decydujący moment! Kapitan Witterer, dowódca sławnej baterii,
    stoi wyprostowany w lornetką w ręku, z wzrokiem utkwionym w stronę wroga, przy
    jednym z dział. Działo to, czwarte z kolei, zostało pieczołowicie wybrane, stało
    za wzgórzem i było dla nieprzyjaciela niewidoczne. Podoficer amunicyjny w
    bezpiecznej dla fotograafowanych i fotografującego odległości przygotował
    niewielki ładunek wybuchowy. Kiedy nastąpił wybuch, Eberwein sfotografował go.
    Dopiero przy trzecim wybuchu zdjęcie udalo się tak jak sobie życzył Eberwein.

    Zdjecie drugie: Niebezpieczny wypadek. Jakiś ciągnik omal nie wpadł do bocznego
    rowu. Ale żołnierze zeskoczyli na czas i z odważną brawurą - zbliżenie ! -
    ostatnim wysilkiem podparli ciagnik: wykrzywione twrze, zsunięte do tyłu hełmy,
    buty warte w ziemię. Wszystko to sfotografowane z boku, po tym jak podoficer
    samochodowy uniósł podnośnikami drugą stronę ciagnika.

    Zdjęcie trzecie: Nacierający czołg rozbity w walce wręcz ! Rosyjski kolos
    stalowy stoi w płomieniach. O kilka metrów od niego, w płytkim leju, żołnierz
    który własnie miał rzucić w kierunku czołgu jeszcze jedną wiązkę granatów. Czołg
    ten stał już od czterech miesięcy. Była to zdemontowana zupełnie, stalowa trumna
    bez gąsienic. Podoficer samochodowy wylał na niego karnister benzyny i podpalił
    go. Dymił wspaniale. Podoficerem z wiązką granatów recznych był nie kto inny jak
    Soeft, który wspaniale grał swoją rolę.

    - Ma pan w swojej baterii tęgich zuchów, panie kapitanie - zapewniał Eberwein z
    całą szczerością po zrobieniu dwóch tuzinów dobrych zdjęć."
  • rita100 19.01.07, 20:13
    Noc wisząca nad frontem była ciężka i wilgotna. Wartownik okrążył działo. Po
    jakimś czasie przystanął i zaczął w nocnej ciszy nasłuchiwać. Zdawało się, ze
    noc przystanęła również, żeby posłuchać, jak żołnierz oddycha. W pewnej chwili
    wydawało mu się, ze słyszy odległy huk silników.
    - Bzdura ! - powiedział po chwili. Przytłumiony huk szedł od strony rosyjskiej,
    a wartownik był święcie przekonany, ze Rosjanie śpią.
    Niech sobie śpią !
  • rita100 19.01.07, 20:14
    Soeft ryczał piosenkę, razem z nim śpiewali przyjaciele należący do ściślejszego
    kółka.

    Tak jak ją strowrzył Bóg
    Zbijała żołnierzy z nóg.
    Widząc to generał wrzasł:
    Dobra, jeszcze raz !

    W lokalu snuły się kłęby dymu. Blat stołu był mokry od rozlewanej wódki. Soeft
    wymamrotał ciężkim głosem:
    - Chlanie jest zawsze lepsze od braku kobiet.
    - I jeżeli już mają być trupy, to od wódki.
    Jutro w nocy wojna znowu się zaczyna. Ale jedno wam powiadam: Wyżywienie jest
    zawsze ważniejsze od amunicji. A najważniejszy jest Soeft.
    - Wytłumacz to Wittererowi.
    - Wojan to za mnie załatwi. Nie takim krzykaczom wypolerowała geby.
  • rita100 19.01.07, 20:15
    Noc leżąca nad ojczyzną wydawała się spokojna i cicha. Na ulicach miasteczkach
    wojna zgasiła wszystkie światła.
    W kawiarni ojca Ascha rozmawia stary Mazur Freitag ze starym Aschem,
    włascicielem kawiarni w miasteczku koszarowym w Prusach Wschodnich.

    Kawiarz Asch zapytał:
    - Własciwie dlaczego słuchamy, kiedy ten Fuhrer rozkazuje ?
    - Cecha narodowa, czlowieku ! U nas rozkazy są święte. I to wszystkie.
    Obojętnie, czy wydają je ludzie honoru, czy idioci albo zbrodniarze.
  • rita100 19.01.07, 20:16
    Natasza tuliła się do porucznika Wedelmanna. Kiedy odszedł , wyciągła ze skrzyni
    nadajnik krótkofalowy.
  • rita100 19.01.07, 20:16
    W nocy nadeszła na pocztę małego miasteczka pilna depesza, treści następującej:
    Plutonowy Vierbein - przerwać natychmiast urlop. Wracać do swego oddziału.
    Witterer, kapitan i dowódca baterii.
  • rita100 19.01.07, 20:17
    Noc leżąca nad frontem zaczęła się powoli ulatniać.
    Zdawało się, ze niebo i ziemia rozpływają się w sobie.
    Wartownik przy dziale skulił sie pod płachtą namiotu.
    Słuchał z napieciem. Daleki huk silników zbliżał sie coraz bardziej. Były to
    ciężkie silniki, huczały głucho. Wartownikowi zdawało się, ze widzi, jak pojazdy
    nieprzyjaciela przedzierają się przez błotniste drogi.
    - Głupstwo - powiedział wartownik po chwili. - To nie moze być nic wielkiego !
    Był teraz tylko zmęczony jak pies, śmiertelnie zmęczony. Dlaczego i Rosjanie nie
    mieliby być zmęczeni ?
  • rita100 21.01.07, 10:15
    Kiedy wojna zaczeła powoli znowu rozprostowywać swe kości, znikł jako pierwszy
    korespondent wojenny. Drugim, który zawczasu podał tył był Soeft. Przenoził
    skrzynie , kufry, worki cały swój kołchoz o dwanaście godzin w tyły frontu.
    Przed zapadnięciem ciemności ruch odziałów był zabroniony, ale Soeft przesuwał
    swe mienie grubo wcześniej korzystając z róznych kruczków i w tajemnicy.

    Kapitan Witterer dostaje nagły telefon od pułkownika Luschke.
    - Czy wiadomo panu, gdzie się właściwie obija poczciwy Soeft ?
    - Przypuszczalnie na stanowisku przodków - odpowiada Witterer.
    - Tak pan przypuszcza, panie kapitanie ? - Wolałbym gdyby pan to wiedział. Bo
    wtedy wiedziałby pan, co pański Soeft teraz urządza, wiedziałby pan również, że
    pańska bateria gówno sobie robi z pańskich rozkazów. Otóż Soeft wywozi już w tej
    chwili żywność do tyłu, i to przy pomocy tylu wozów, jakby miał do zaopatrzenia
    trzech generałów.
    - Natychmiast, zamknę tego ptaszka - odpowiada Witterer.
    - Jeśli tak jest ? Pan powątpiewa w moje dane, panie kapitanie ? Nie ? Jak to
    uprzejmie z pana strony. Chce go pan zamknąć ? Mój drogi, niech sie pan łaskawie
    troszczy o porządek w zasiegu swej władzy, ale nie zaraz za pomocą ostrej
    amunicji. Niech pan zapyta Wedelmanna, ogniomistrza Ascha. Niech pan spokojnie
    zasięgnie rady zołnierzy. Wszyscy oni już nieraz wąchali, kiedy tu mocno
    śmierdziało. I wiem przypadkowo, ze nawet taki Soeft nie ulatniał się nigdy
    dawniej bez uprzedniego uzgodnienia ze swoim dowódcą. To powinno dać panu do
    myślenia.
    - Tak jest, panie pułkowniku.
    - Panie kapitanie Witterer - powiedział teraz pułkownik niebezpiecznie cicho -
    jeżeli zaświni mi pan trzecią baterię, niech pana ręka boska broni, oczywiście
    jeśli Bóg ma jeszcze coś z tymi Niemcami wspólnego. Ma pan tam mnóstwo
    znakomitych żołnierzy, powinien pan prowadzić wojnę razem z nimi , a nie
    przeciwko nim. Gdyby wybuchły jakieś tarcia, Witterer, i gdyby się okazało, ze
    to je pan rozpętał, wtedy, czlowieku, pozna pan moją twarz..
    --
    i łobaczcie co dalyj sia dzieje...
  • rita100 21.01.07, 10:18
    Wszystko już przygotowane do cichego odwrotu. Tak by obóz nieprzyjacielski
    niczego się nie domyślił, wszyscy w napięciu kiedy Witterer wpadł na na pomysł:
    - poślemy teraz Iwanowi na pożegnanie taką porcyjkę, ze długo bedzie wspominać.
    Zaalarmował obsługę dział, wskazał cele i wydał rozkaz:
    - Ognia !
    Silne wystrzały odrzuciły lufy, pociski wystrzeliły w stronę wroga i wybuchły
    pośród szeregu domów nieprzyjacielskich. Ukazały się plomienie, potem popłynął
    ku niebu słup gęstego, czarnego dymu.
    - Dalej, dalej tak ! - wołał żądny walki Witterer ze swej szczeliny. Teraz Iwan
    może spokojnie podsunąć swą artyrerię. Zanim tu nadejdzie, bedziemy dawno za
    górami i lasami.
  • rita100 21.01.07, 10:21
    Nagle rzygnęły na nich ciężkie pociski. Jęczały głucho i groźnie. Witterer znikł
    cały w swoim leju.
    - Mają artyrerię, kryć się , kryć !
    - Sanitarusz ! - wrzeszczał - przeklęte świnie !
    --
    I ranni i zabici, a to tylko początek wojny zapoczątkowanej przez kapitana
    Witterera.
  • rita100 21.01.07, 10:22
    Kiedy ustała przerwa w walce, Witterer zarządził natychmiastowy odmarsz. Asch
    nie był z tego zadowolony i rozmawia o tym z Wittererem:
    - Rozkazy do wymarszu na dzisiejszą noc, ogniomistrzu Asch, zostały przemyślane
    przez nasze najtęższe głowy. To, co się tu rozgrywa, jest majstersztykiem strategii.
    - Ale nie wkalkulowano pogodę i jeszcze inne rzeczy - odpowiedział Asch. - Panie
    kapitanie - powiedział Asch - drogi są zapchane. Od rana pada śnieg. W tych
    warunkach normalna szybkość marszu jest po prostu nie do utrzymania. Jeżeli
    teraz odmarszujemy, to już po kilku kilometrach będziemy zakorkowani. Utkniemy w
    drodze. Jesli jednak zaczekamy aż ta fala przepłynie ....
    - Dość tego !- ryknął Wittnerer - Trzymajcie łaskawie wasz pysk. U mnie rozkaz
    jest jeszcze rozkazem
    Na wozy ! Zapuścić silniki ! Odmarsz !
    Tabory wytoczyły sie z podwórza na wiejską drogę. Wyładowane po brzegi pojazdy
    poruszały się bez świateł. Silniki wyły i krztusiły się. Na samym końcu jechał
    na swym motocyklu ogniomistrz Asch.
  • rita100 21.01.07, 10:23
    Oczywiście jak było do przewidzenia
    - Tabor ugrzązł, w odległości niespełna dwóch kilometrów. Drogi są całkowicie
    zapchane. Było to do przewidzenia. Świeży śnieg , kolumny tłoczą się jedna za
    drugą...
    Po chwili, nad frontem jak gdyby niebo sie rozerwało. Na horyzoncie pojawił sie
    olbrzymi płomień, pedzący z szaloną prędkością. Wkrótkich odstępach casu
    wybuchły następne. Potem powietrze zostało rozdarte na strzępy. Pociski grały
    wśród nocy jak organy.
    Witterer słuchał z natężeniem. I on zorientował się, ze to wróg Iwan rozpętał
    ten nocny huraganowy ogień. Pociski jego spadały z dzikim wyciem na front niemiecki.
  • rita100 21.01.07, 13:43
    W miejscu postoju pułkownika Luschke

    Pułkownik Luschke siedząc na swoim miejscu jeszcze , przed mapami, czekając na
    wymarsz radzi sie sego adiutanta.
    - Pogoda ?
    - Śnieg coraz gęstszy
    - Sytuacja na drogach ?
    - Wszystko zakorkowane.
    Można to było przewidzieć: okropna pogoda i zablokowane drogi przemarszu. Ta
    nocna wędrówka narodów była czystym idiotyzmem, ktory wyskoczył z ptasiego
    móżdzku jakiegoś stratega od siedmiu boleści.
    Dopuścić przeciwnika do korzystnej dla siebie sytuacji, aby rozpocząć ogień,
    czekać aż się mocno zakorkuje. Tego przy biurku nauczyć nie można. I jeśli
    przypuszczenia pańskie na prawde są słuszne, jeżeli nieprzyjaciel istotnie
    zebrał siły, by je tu pchnąć naprzód, wtedy niech Bóg sie zlituje nad nami.
  • rita100 21.01.07, 13:44
    W miejscu postoju pułkownika Luschke
    A więc żyje pan jeszcze - powiedział pułkownik gniewnie i spojrzał na Witterera
    - Cieszy mnie to - Urodzony wojak. Gdyby sie pan tak w jasny dzień pokazał
    Rosjanom, strach by ich obleciał.
    Omawiali razem 'ogólny punk widzenia'
    Tutaj na naszym odcinku, rozpętało sie piekło, ale inni śpią sobie najspokojniej
    dalej.
    - Kiedy jednak artyreria nieprzyjaciela ucichnie, kiedy wróg wystrzela całą swą
    amunicję, wtedy ......
    Pułkownik podniósł rękę i nastawił ucha. Witterer również.
    Nie słyszeli nic.
    Pułkownik zgasił światło, podszedł do okna, otworzył je. Nie było nic słychać
    poza dalekim hukiem silników.
    - Zawsze to samo - powiedział Luschke i dodał :

    " Z początku symptomy z celi wariatów: obłąkany wali głową w ścianę, ktora będąc
    z gumy ustępuje nieco, ale po chwili wraca do dawnej pozycji. Obłąkany wali
    znowu, nadwerężając gumową ścianę. Jeżeli głowę ma z żelaza i atakuje z
    rozmachem, a materiał będący przedmiotem ataku jest kiepski, to przedrze się
    jednak w końcu."
  • rita100 21.01.07, 13:45
    Następnie u Luschke zjawił się Wedelmann:
    Tylko bez ćwiczeń gimnastycznych ( chodzi o powitanie)
    - Siądź prosze i postaraj się dobrze usiąść. - Opowiem ci o pewnej historii.
    To historia o pewnej radiostacji nadawczej, która nie była niemiecką stacją, a
    mimo to stała włąsnie tam, gdzie się znajdowało stanowisko przodków, na którym
    pełnił służbę wierny sługa fuhlera. Stacja ta wypaplała wszystko, co ulubieńcowi
    fuhrera było wiadome.
    Wedelmann zbielał jak wapno. - To niemożliwe, panie pułkowniku
    - To dowiedzione, panie poruczniku
    - Nie !
    - Ten, który tę stację obsługiwał, wiedział wszystko, co poza bohaterskim
    wychowankiem fuhrera wiadome było tylko pewnemu staremu matołowi o twarzy Luschke.
    Wedelmann wyszedł , a Luschowi w oczach pozostał smutek i chłód.

    Żadnych konsekwencji nie wyciągnął, bo to był dobry i mądry pułkownik Luschke.
    Wedelmann udał się do Nataszy.
  • rita100 21.01.07, 13:46
    Ogniomistrz Asch wiedział, co się teraz stanie. Wszystko to, tylko o wiele
    większej skali przeżył przed kilkoma miesiącami, w grudniu 1941 roku.
    Wtedy, rzekomo w celu zainkasowania Moskwy, cała armia wysunęła się za daleko -
    jej straże przednie sięgały aż do Tuły. No i potem cała ta armia dała drapaka. A
    komunikat Dawódctwa Naczelnego brzmiał:
    "Planowe cofnięcie frontu".
    Drogi stały się wówczas długimi na pięćset kilometrów rzędami grobów dla ludzi i
    pojazdów.
    Od owych czasów kursowało na froncie, powiedzonko:

    "Generałowie również mają tyłki, w które można kopać".

    - Tak czy owak zdaje się nie ulegać wątpliwości, ze tę noc spedzimy na szosie.
    - Zawsze to lepiej niż w rowie przydrożnym. Albo w grobie masowym.
    - Kiedy się wydostaniemy na główną szosę, odwalimy pozostałe trzydzieści
    kilometrów w ciągu dwóch godzin.
    - Urodzony z ciebie wyścigowiec powiedział Asch. - Nie zapomnij jednak, że nie
    mozna maszerować prędzej od najwolniejszego pojazdu, i to pod warunkiem, ze
    dadzą nam maszerować. Ale jest przecież pogoda, która nie słucha fuhlera, są
    sowieci, którzy wcale się z nami nie liczą, i są również nasi generałowie, z
    których zaden jeszcze nie odmroził sobie łap.
  • rita100 21.01.07, 13:46
    Ogniomistrz Asch zbliżał sie do stanowiska ogniowego.
    Na froncie huczała wojna, która z trudem znowu otwierała oczy. W oddali
    szczekały działa jak zmęczone psy. Karabiny maszynowe wypluwały monotonnie swe
    serie. Sera wybuchów pocisków moździerzowych przypominały odwalanie zwałów węgla
    w kopalni.

    - Wymarsz natychmiast ! - rozkazał Witterer - Żądam nienagannej dyscypliny
    podczas marszu. Biada temu, kto się wyłamie. Niech Bóg zlituje się nad tym, kto
    nie będzie umiał zapanować nad nerwami. Kto się załamie albo też spowoduje
    zniszczenie pojazdu, tego oddam pod sąd wojenny.
    - Człowieku! - powiedział Kowalski do Ascha - co ten tu wygaduje !
    - Miejmy nadzieję - odparł Asch - ze jest to tylko gadanina.
  • rita100 21.01.07, 13:47
    Wedelmann u Nataszy:
    - Ma z tobą do pomówienia - oznajmił Wedelmann odsuwając Nataszę, która chciała
    go objąć.
    - Jak dobrze, ze znów jesteś tutaj.
    - Nie zostanę - odpowiedział.
    Przemierzyłem wśród nocy te trzydzieści pięć kilometrów na swoim motocyklu.
    Widziałem teraz wszystko, pojazdy w okropnym stanie, ludzi, którzy na siebie
    wrzeszczą, rannych krzyczących w nieboglosy. A na środku szosy leżał trup, o
    którego nikt się nie troszczył. Ciężkie wozy przejeżdzały po nim i zrobiły z
    niego miazgę.
    - Wojna jest straszna ! - powiedziała
    - Wiem, jak wygląda na froncie. Jeżeli jeszcze tej nocy uda się poważniejsze
    przełamanie frontu, katastrofy nie da się już uniknąć.
    - Nie powinieneś ciągle o tym mysleć - powiedziała
    - Będę o tym myśleć, dopóki będę żył. W tej chwili pragnę szczerze, zebym ,
    długo już żyć nie musiał.
    - Nie wolno ci tak mówić, nawet myśleć - powiedziała
    - Trupy ! - powiedział Wedelmann - Setki, tysiące trupów. Tego nie wytrzyma
    żadne sumienie.
    - O czym ty mowisz ?
    - Widziałem bardzo wielu umierających żołnierzy. Umierali, stałem obok nich,
    również gotowy na śmierć - i sumienie moje było czyste. Ale to teraz minęło.
    Teraz jestem świnią i szubrawcem.
    - Nigdy ! - zawołała
    - Świnią i szubrawcem.
    - Co się stało "
    - Odsłoń łóżko, rozerwij siennik, opróznij szafe, opróżnij skrzynię
    - Nie ! i sama postawiła pudło.
    Zobaczył nadajnik radiowy
    - Tak - powiedział po chwili. - Więc to prawda.
    Odpowiedziała po dłuzszej przerwie: - To prawda. A ja cię kocham !
    - A potem z człowieka, którego rzekomo kochasz, zrobiłaś szubrawca, co ?
    - Nigdy nie pozostawiałam ci wątpliwości, ze kocham moją ojczyznę, co najmniej
    tak, jak ty swoją.
    (...)
    - Nie chcę cię już nigdy widzieć. Nigdy cię nie znałem. Nigdy cię w moim życiu
    nie było - powiedział Wedelmann
    - A ja kocham cie ponad wszystko - z jej smutnych oczu popłynęły łzy.
    Wedelmann wyszedł w ciemność nocy, by ukryć, że i on płacze.
  • rita100 21.01.07, 13:48
    Wracamy do Vierbeina.
    Dostał rozkaz natychmiastowego wstawienia się na froncie. Specjalny samolot z
    Prus Wschodnich zabiera Vierbeina, pięć radiostacji i załogę na front....wprost
    do pudełka zapałek.
    Samolot ląduje , załoga wysiada wprost w objecia Soefta, ktory transportuje i
    handluje skrzyniami.

    Ogień, krew, woda, śnieg ziemia - wszystko to razem zmieszane tworzyło kaszę wojny
    "Każdy kto walczy na froncie jest bohaterem. Wszystko to wypisane jest w
    gazetach. Gdziekolwiek pluniesz, sami bohaterowie. No cóż, bądźmy i my bohaterami !

    powiedziała załoga wysiadając z samolotu
  • rita100 21.01.07, 13:49
    Wedelmann stawia się u Luschke do poniesienia wszelkich konsekwencji.
    - Co to ma znaczyć ? zapytał pułkownik i stanął tuż przed Wedelmannem - Czy
    oznacza to, ze nie mógłby pan teraz spojrzeć w wodzowskie oczy swego ukochanego
    fuhlera ?
    Jestem Luschke, Ale czymże jest jeden taki Luschke ! Jest ich pare tuzinów,
    Szarzy ludzie, pastorzy, urzędnicy, oficerowie. Uczciwi ludzie. Żyli
    przyzwoicie, płodzili przyzwoite dzieci, umierali cicho i spokojnie. Ja należę
    do ostatnich, Ale nie żyję przyzwoicie, nie spłodziłem dzieci, nie umrę w ciszy
    i w spokoju.
    Z ostatniego z Luschków własna ojczyzna zrobiła świnię ! Dla kogo spełniam swój
    obowiązek, Wedelmann;
    kto to taki ? Człowiek, ktory rozpętał te wojnę, jest nieuczciwy i dlatego cała
    ta wojna jest nieuczciwa.
    - Nie , panie pułkowniku.
    - Tak, panie poruczniku, to wojna bez czci i honoru.
    Rozpętana z wyrachowania. Prowadzona metodami sutenera! Pełna pogardy dla
    istnień ludzkich, zarówno obcych, jak i swoich. Podsycana przez upadający patos,
    przez tanie frazesy o sławie. Bohaterstwo ogarniętych amokiem, ojczyzna dla
    jednostek opętanych manią wielkości. To trucizna, ktora moze zarazić całą
    ludzkość. Bez ratunku !
  • rita100 21.01.07, 13:50
    - Nie rozumię tego wszystkiego - powiedział Wedalmann
    - Nadszedł czas, zeby się pan nauczył rozumieć, Wedelmann. Błoto ciskane dziś na
    cały świat brudzi każdego człowieka. Jedni mordują tysiące ludzi, inni dwa
    tysiace, potem jedni pięć, inni dziesięć tysięcy. Na porządku dziennym są
    grabieże i gwałty. Naprzód płonące domy, potem zbombardowane tłumy ludzkie na
    szosach, później gorejące miasta, Naprzód trupy mężczyzn, potem kobiet i
    wreszcie dzieci. Nie jest to już wojna prowadzona przez żołnierzy, Wedelmann.
    Trzeba być zierzęciem, zeby ją uważać za wspaniałą.
    - Ja rnież nienawidzę wojny.
    - Wiem o tym; nienawidzi pan wojny, ale kocha swoją ojczyznę, a ojciec tej
    ojczyzny nazywa się dla pana Hitler. Człowiek ten twierdzi, ze był żołnierzem
    frontowym. Bardzo prędko o tym zapomniał. Żołnierze walczą, ale nie napadają,
    nie oszukują, nie nienawidzą. Czyż prawdziwy żołnierz rozstrzeliwuje Żydów,
    ograbia całe połacie kraju, zmusza cywilów do pełnienia słuzby wojskowej,
    marduje masowo zakładników ?
    Kiedy w grudniu ubiegłego roku pierwsza fala paniki ogarnęła nasze wojska,
    przestępcy już zaczęli górować nad naszymi żołnierzami. Rozpoczęły sie gwałty,
    rabunki , szachrajstwa, napady, rzekomo w obronie własnej, koledzy mordowali się
    wzajemnie. Niechze się pan wreszcie zastanowi, zrozumie. Niech się pan obudzi i
    uświadomi sobie, do jakiego stopnia świat ten jest zaświniony, ogłuszony przez
    szczekaczy, ryki, oślepiony przez czarną farbę drukarską.

    Wedelmann był głęboko wstrząśnięty.
    Po tych słowach pułkownik Luschke uśmiechnął się i powiedział:
    - Panie Wadelmann ! Winszuję panu awansu na kapitana. Z dniem dzisiejszym
    obejmuje pan dowództwo pierwszego dywizjonu mego pułku.
    I zakończył rozmowę słowami:
    - Radziłbym panu, panie kapitanie Wedelmann, zająć się teraz swoim dywizjonem, a
    zwłaszcza trzecią barerią.
  • rita100 25.01.07, 21:26
    Ruchliwość kapitana Witterera miała piętno nerwowości.
    Kowalski przywiózł z lotniska plutonowego Vierbiena z radiostacjami i załogą.
    Vierbien w całej gotowości wstawił się przed obliczem Witterera.
    - Plutonowy Vierbien melduje swój powrót z odkomenderowania do wywizjonu zapasowago.
    - Czy udało wam się wykonać zlecenie ?
    - Tak jest, panie kapitanie - zameldował Vierbein z dumą - Dwóch podoficerów i
    dziesięciu kanonierów oraz sześć radiostacji. Czekają na lotnisku.
    Kowalski zawiózł Vierbieina i kapitana Witterbena na nowe stanowisko. Jednostki
    walczące objeły teraz pole walki. Działa stały w pobliżu domów kołchozu.
    Ogniomistrz Asch zakwaterował je wszystkie dla trzeciej baterii
    Asch wskazał swoje stanowisko mowiąc do Witterera:
    - Bardzo zdrowa okolica, panie kapitanie - Zdaje się , ze wojna łazi obok nas.
    - Nie było styczności z nieprzyjazielem ? Ani sukcesów ?
    - Nie było sukcesów, ponieważ nie było zetknięcia z wrogiem - powiedział Asch -
    Wojna toczy się i pięć kilometrów dalej.
    Witterer milczał wyraźnie zaniepokojony. Wojna rozpętała sie już na dobre, ale
    jego bateria nie miała do czego strzelać.
    - Panie kapitanie, czy mogę z powrotem objąć mój działon ? - zapytał plutonowy
    Vierbein.
    - Możecie - oświadczył Witterer
    - Mój ty Boże ! - zawołał Kowalski i spojrzał na Ascha. - Bohaterów nie można
    już powstrzymać.
    - Plutonowy Vierbein ! - zawołał Witterer - będziecie mogli zaraz pokazać, co
    umiecie. Jesteście chyba dostatecznie wypoczęci. A więc bez wiekich ceregieli do
    dzieła.
    Jeżeli czołgi nie przyjadą do nas, to my poszukamy czołgów. Trzy do pieciu
    kilometrów to niedaleko. Przygotujcie swój działon do marszu Vierbein ! Niech
    nas Iwan pozna.
    - Ogniomistrzu Asch - powiedział Witterer - zadanie dla was i dla plutonowego
    Vierbeina, nad którego wykonaniem będę czuwał osobiście brzmi:
    Podjechać pod teren objęcty walką, ustawić dzialo na stanowisku i wejść do akcji
    bojowej. Cele główne: czołgi.
  • rita100 25.01.07, 21:27
    Walka zaczeła się straszna, padały komendy - ognia! ognia! ognia! Jeden czołg,
    drugi czołg liczył Witterer i coraz więcej czołgów Iwana. Dookoła wzgórza
    zaczeły wykwitać grzyby wybuchów. Potem wytoczyły się jejszcze pięć czołgów. Na
    zołnierzy bryznęła fala błota, śniegu i odłamków.
    - Jeszcze tylko dwanaście nabojów - powiedział plutonowy Vierbein.
    - Wystrzelać wszystkie! - zawołał Asch.
    Asch rozejrzał się dookoła. Witterera nie było. Jak gdyby znikł z powierzchni
    ziemi. Zbiegł ze wzgórza i zauważył , ze ciągnika nie ma. Jest tylko samochód
    Kowalskiego. Witterer uciekł. Asch z Kowalskim wskakują do wozu i ruszyli sz
    kopyta dołapać Witterera.
    - A to świnia z tego Witterera ! - zawołał Kowalski naciskając z furią pedał.
    Dogonili. Asch wyskoczył z wozu i ryknął - Natychmiast zawracać !
    - Z drogi ! - wrzasnął Witterer - jadę po posiłki.
    - Zawracać !
    Nie zastanawiając się długo Asch wyciągnął pistolet i skierował go na Witterera,
    następnie chwycił go uniósł i wyrzucił na ziemię z ciągnika.
    - Wracać natychmiast ! - zawołał Asch do kierowcy.

    Kiedy jednak przybyli na stanowisku działa, plutonowy Vierbein już nie żył.
  • rita100 25.01.07, 21:28
    Słońce próbowało swiecić, ale niebo było bez blasku. Nie padał już ani śnieg,
    ani deszcz.
    Znowu pełnili służbę wartownicy i znowu spoglądali na wartowników po tamtej
    stronie frontu. Chełpliwy komunikat głosił, ze cel został osiągnięty. A przecież
    bez względu na to, co się osiągnęło, chodziło właśnie o ten cel. Wartownicy
    wiedzieli o tym, ale nie zastanawiali się. Wszystko było tak jak dnia
    poprzedniego; tu stały działa, tam były okopy nieprzyjaciela. Chałupy były
    podobne jedna do drugiej, wszy gryzły tu równie gwałtownie jak na poprzednich
    stanowiskach. Cóż się więc zmieniło ?

    Z paru tysięcy pojazdów zrobiła się miazga. Kilka tysięcy ludzi przestało
    oddychać. Wśród nich jeden, nazwiskiem Johannes Vierbein , podoficer.
  • rita100 25.01.07, 21:29
    Plutonowy Soeft dokonuje transakcji. Soeft nie należał do rabujących na oślep.
    Kapitał zbierał z sensem.
    Zdobył następny łup wojenny ciagnik. Był zadowolony, zmieści odzież i zywność.
    Tabor jeego staje się coraz większy, a żołnierzy coraz mniej.

    Na jego wykazach nazwiska Vierbeina i siedmiu poległych żołnierzy zostały już
    skreślone.
  • rita100 25.01.07, 21:29
    Ogniomistrz Asch kopał z kapralem Kowalskim wielki grób. Ciała poległych
    żołnierzy leżały obok, zawinięte w brezent.
    - Cała bateria powinna być obecna na ceremonii - rzekł Kowalski - Wtedy
    wykrzyczę wszystko co wiem.
  • rita100 25.01.07, 21:30
    Kapitanowie Wedelmann i Witterer stali nad świeżo usypaną mogiła i patrzyli na
    krzyż, na którym wisiał podziurawiony kulami hełm.
    Napis na tablicy głosił: "Tu spoczywa plutonowy Vierbein z obsługą sego działa".
    Następowało siedem nazwisk poległych żołnierzy. Poniżej można było odczytać:
    "Polegli, ponieważ byli żołnierzami."
    - Polegli - powiedział kapitan Witterer - za fuhlera i Wielkie Niemcy. Pan
    szczególnie, panie kapitanie, bezie umiał to ocenić.
    - Plutonowy Vierbein był mi za bardzo bliski - powiedział Wedelmann.
    - Jak kazdy chyba żołnierz baterii.
    - Jak zaden inny.
    - No tak, ale musimy przecież ponosić ofiary.
    - Vierbein, który już nie żyje, był najprzyzwoitszym człowiekiem, jakiego
    znałem. Mam niemal uczucie, ze bez niego wojna stanie się nie dość czysta !
    - Ależ proszę pana, panie kolego !
    - Nie jestem pańskim kolegą ! - powiedział Wedelmann i odszedł.
  • rita100 25.01.07, 21:32
    I tak wspólnie kończymy czytanie książki. Wybrałam najciekawsze fragmenty z tej
    II części. Ostatnią kartkę sfotografowałam i dołożyłam do kolekcji książek.
    Oto ona w całości
    schlesien.nwgw.de/board/viewtopic.php?t=390
    Mam nadzieję, ze kiedyś w wolnej chwili sięgniecie po tą pozycję i o autorze,
    który urodził się na tej ziemi nie zapomnicie. Wojny nie usprawiedliwia, ale
    pokazuje mechanizm tej wojny i ludzi biorących udział w niej.

    - Muszą być inne Niemcy, dla których warto będzie umrzeć - rzekł Asch.
    - Człowieku - powiedział Kowalski - Może nawet powstaną kiedyś Niemcy, w których
    przyjemnie i zabawnie będzie żyć !

    Koniec tomu drugiego
  • gietpe 11.01.07, 23:16
    rita100 napisała:

    > 08/15 Tom II
    > "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha"
    >
    > Tak zianc poznalim cz.I i cias zapoznać Woju z cz. II.
    > Nie ziam , chtóró czajść czytoł Gietpe, bo cytania co ni mniara. Każdyj tom ma
    > prazie 500 stron.
    >
    > Jo czytał 08/15 wszystkich psianć tomów i kilka innych tysz.
  • rita100 12.01.07, 20:37
    Gietpe, ale sa tylko trzy tomy 08/15. To jakie tytuły sa następnych ?
  • rita100 13.01.07, 20:25
    Gietpe
    Ach to rozumie Gietpe, choć nie rozumię - Bo w książce 08/15 pisze część I w
    koszarach, potem jest cz.II i III.
    Nic nie wspomniano o przedczesci pierwszej w partii i dalej. Wszystkie te
    pozycje są wyśmienite. Teraz zaczełam czytać cz.III o końcu wojny. Jedno możemy
    powiedzieć, ze podręczniki historii tak nie nauczą jak włąsnie te książki.
    Znaliśmy ofensywe radziecką od jednej strony, ale nie znaliśmy drugiej strony
    medalu, jak to wyglądało. A wyglądało jak wyglądało. Jest to ogromna pozycja ,
    bo za mną 1000 kartek, a wątek tylko zawiera cytaty krótkie i wydarzenia ogólne,
    a prawde mówiąc, co karteczka to akcja. Prawie żadnych opisów przyrody. I Tobie
    widzę ta książka przypadła do gustu.
    Postaram się poszukać inne pozycje mówiące o Mazurach bardziej.
  • gietpe 15.01.07, 10:50
    Może jek póżni wydawali to zrobzili z III psiańć czyjści ,bo Twoje wydanie to
    pewno już "biały kruk"
  • rita100 15.01.07, 20:56
    Ja myśle Gietpe, że może najpierw powstały te pierwsze trzy tomy trylogii, a
    potem autor dopisywał ksiązki.
  • gietpe 15.01.07, 21:21
    To je ciekawe.Łu noju psisze co Bertelsmann wydał 08/15 w partii w 78r ;08/15
    dzisiaj 63r;a pozostasłe trzy w 77r.Ni moga znjść z którygo roku buło Twoje
    wydanie.smile
  • rita100 15.01.07, 21:34
    Moje wydanie jest chyba z 1956 roku. Przypuszczam, że najpierw zostały napisane
    te trzy ksiązki wzięte jako trylogie , a potem dopisane ksiązki inne.
    Ale tak prawdziwi Niemcy są pokazani w III części, jak zachowują się po wojnie.
    Czasami sami siebie zabijają dla zysku. Pamiętasz skrzynie ? No nie wyprzedzajmy
    wypadków.
  • gietpe 16.01.07, 21:25
    Am wczoraj zaczoł czytać ,to je 08/15 w koszarach;ale jak mówi ojciec o
    szer.Vierbeinie:był inny niż wszyscy.Wprawdzie tylko troszeczkę,ale jednak
    niewątpliwie:czytał książki!::smile)
    I tero nie zim czytoć dali czy niesmile)
  • gietpe 16.01.07, 21:15
    rita100 napisała:

    > Kiedy Asch został wydelegowany do kuchni wpadł na pomysł ważenia potraw
    > wydawanych w koszarach. Zdobył wagę, spokojnie ważył, a wagę potraw zapisywał
    > na co naraził sie podwłanemu w kuchni:
    > - Małpo zatracona ! - wrzasnął szef kuchni.
    >
    > Taki był wściekły szef kuchni.
    I tak jest w kuchniach wszystkich Armii podejrzewam smile))
  • rita100 16.01.07, 21:24
    Tylko czy w każdej armii znalazł sie taki Asch ?
  • rita100 19.01.07, 22:46
    Jek to je, akcja dzieje sia w koszarach w miasteczki w Prusach Wschodnich , a
    wyzwalają go w III częsci Amerykanie , nic o Rosjanach ni ma. Czy to fikcja
    literacka tego ternu ?
  • gietpe 20.01.07, 23:07
    Musza sobzie przybanczyć zaczne czytać nastempno czajść bom już skończył
    rewolucje bomb.Ascha
  • rita100 25.01.07, 21:34
    Skończyła Gietpe i tą trzecią część. W skrócie ją już napisze, chyba tylko
    końcówkę. Ale warto było ją przeczytać, naprawde warto.
    Faktycznie akcja, za akcją ,a za akcją jeszcze jedna akcja, że nie sposób
    wszystkiego pamiętać i zapamiętać.
  • rita100 26.01.07, 20:00
    8/15 Tom III
    Tom III trylogi Kirsta ma tytuł "Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha"
    Opisuje Kirst końcówkę wojny, a w szczególności zajmowanie terenów przez
    Amerykanów i ustanawianie władzy. Pokazuje prawdziwe oblicze poddania się
    Niemców w ręce Amerykanów oraz rozliczanie się Niemców miedzy sobą.
    Do akcji wchodzą też nowi bohaterowie książki jak szabrownicy niemieccy, którzy
    w końcówce wojny chcieli zabezpieczyć sobie życie.
  • rita100 26.01.07, 20:01
    Dowódzctwo nad resztkami batalionu objął pułkownik Hauk, wraz ze swoim kolegą
    porucznikiem Greiferem.
    Akcja rozpoczyna sie w kotle okrążonym przez Amerykanów.

    Dywizjon kapitana Wedelmanna został dosłownie zmieciony z powierzchni ziemi.
    Jedna bateria dostała się do niewoli, druga została zniszczona przez
    nieprzyjaciela, trzecia, właśnie bateria Ascha, jest odcięta i dostała się pod
    dowódzctwo pułkownika Hauk.
  • rita100 26.01.07, 20:02
    Pułkownik Hauk planuje sie przedrzeć przez Amerykanów. Namawia Ascha,
    Kowalskiego i otyłego majora Hinrichsena do jego planu przedarcia się.

    " - Jeżeli temu pułkownikowi Haukowi uda sie przedrzeć, wtedy wszyscy
    pożeglujemy za nim.
    Kierunek dom. A tam girlandy, komitet powitalny, honorowe dziewice. Na rynku
    transparenty: "Witamy naszych powracajacych żołnierzy". Wieczorem bal żołnierzy
    frontowych w Bismarckshole, a wszystko to bedziemy zawdzięczać naszemu
    ukochanemu pułkownikowi Haukowi - powiedział Asch
    - Nie przerwiemy się - upierał się Kowalski.
    - Najwyżej dotrzemy do skrzyżowania, ale na tym koniec. A na tym skrzyżowaniu
    rozsiadły się dwa amerykańskie czołgi, kto je sprzątnie ?
    - My ! A potem jazda naprzód z całą bandą, z całym bagażem. A w ojczystym
    miasteczku wielkie rozbrojenie i zdrowe wymyślanie na fuhlera. - odpowiedział Asch.
    - To mi się nie podoba - powiedział Kowalski -a z drugiej strony bardzo mi się
    podoba. Ale to byłoby za piękne, zeby było prawdziwe. Przeszkadza mi tylko pysk
    tego Hauka; wygląda na takiego, który zostawił w domu wszystkie swoje uczucia.
    Chociaż kto wie , moze poniewierają sie gdzieś w Rosji. Ale jedno, człowieku,
    wiem na pewno: tę wojnę, ja ci to powiem, szlag już trafił - nareszcie ! Gdybym
    ja decydował Asch, to powinieneś teraz zaraz rozpuścić tą bandę.
    - Ale nie ty tu decydujesz, Kowalski !
  • rita100 26.01.07, 20:03
    "Żaden prawdziwy żołnierz niemiecki nie idzie dobrowolnie do niewoli" -
    powiedział major Hinrichsen.

    Major Hinrichsen - niesamowicie ciekawa postać w tej części ksiązki. Razem z
    Haukiem i batalionem Ascha starali sie przedrzeć przez amerykańskie wojska.
    Jak sie okazało Hauk się przedarł, ale wszystkich zostawił na pastwę losu, na
    pewną śmierć. Otyłego majora Hinrichsena uratował Asch. Major Hinrichsen
    przysiągł sobie dołapać tego drania i dać pod sąd wojenny. Pomagał mu w tym Asch
    z Kowalskim.
    Tymczasem generał Luschke zwolnił z wojny Wedelmanna, a sam przedarł sie do
    miasteczka gdzie dalej honorowo dowodził akcją. Po wkroczeniu Amerykanów do
    miasteczka oddał sie dobrowolnie w ich władanie. Przed tym wykonał sąd wojenny
    na pomocniku Hauka i mordercy , który szabrował wojsko i cywilną ludność.
    Samego Hauka poszukiwał jeszcze major Hinrichsen.
    Amerykanie z koszar zrobili obóz jeńców niemieckich, a tym obozem kierował dalej
    tylko pod innym zarządem sam Schulz. Tak , tak , ten sam co za czasów niemieckich.
    Amerykanie widząc wiszącego trupa zadecywowali postawić pod sąd wojenny generała
    Luschke.
    Okazało sie , ze zbrodniarzem wojennym okazał sie w oczach Amerykanów
    najbardziej ludzki generał jak Luschke.
    Dlatego też rozbrojony już batalion Ascha postanowił zrobić rewolte Amerykanom.

    Nie wiem czy cokolwiek rozumiecie, ale akcje w książce tak szybko biegną, ze nie
    sposób jest wszystko to opisać. Dlatego decyduje się na ostatnie momenty tej
    książki trochę opisać.
  • rita100 26.01.07, 20:04
    Major Hinrichsen, jak już wspomiałam został wyratowany w czasie wojny przez
    Ascha. Dostał sie w rece Amerykanów, a znając bardzo dobrze jezyk angielski,
    współpracował na wysokim stanowisku w ujmowaniu jeńców niemieckich. Jego głównym
    celem było dorwanie i wydanie sprawiedliwości na pułkowniku Hauk. To było dla
    niego wyzwanie.
    Rodzina majora Hinrichsena prowadziła wielkie interesy w Ameryce, z tego też
    tytułu był w wielkim zaufaniu z Amerykanami. Kiedy sie dowiedział o tragedii
    genrała Luschke przyszedł z pomocą Aschowi.
    Najpierw zaczął rozmawiać z dowództwem amerykańskim:

    - Czego wy własciwie chcecie ode mnie ? - zapytał się dowódca Amerykański
    - Dwóch rzeczy - odpowiedział major Hinrichsen - Przede wszystkim zajmie się pan
    natychmiast tym, żeby generała Luschkiego nie traktowano jako zbrodniarza
    wojennego. Przyjaciele jego przyjmą to z zadowoleniem. Po drugie, postawi pan
    natychmiast w stan oskarżenia pułkownika Hauka, który pod nazwiskiem Hochheima
    znajduje się w obozie jeńców. Jeżeli to sie stanie, bedzie można uwierzyć, ze
    wojska amerykańskie starają sie postepować sprawiedliwie.
    - Zarządzę dochodzenie - powiedział Amerykanin - jutro rano.
    - Jutro może być za późno.
  • rita100 26.01.07, 20:05
    Bunt dwudziestu dziewięciu żołnierzy, pierwszy i prawdopodobnie jedyny bunt z
    bronią w ręku, jaki sie kiedykolwiek podniósł przeciw zwycięskim mocarstwom
    zachodnim, rozpoczął się w dziewięćdziesiąt minut po północy.
    Plan rokoszu opracował major Hinrichsen, kierował nim kapitan Wedelmenn,
    przeprowadził go podporucznicy Asch i Brack, organizatorami byli bombardier
    Kowalski i bombardier Stamm. Kapral Soeft po raz ostatni w tej wojnie zajął sie
    sprawą dostarczenia ludzi i materiału.
    Bunt trwał trzy godziny.
  • rita100 26.01.07, 20:06
    Najbliższym i rozstrzygającym punktem ataku był odział amerykański strzegący
    obozu niemieckich jeńców. Wedelmenn nakreślił od reki szkic sytuacyjny i wydał
    następujace rozkazy.

    1. Godzina X minut zero. Major Hinrichsen wkracza w mundurze amerykańskim do
    koszar i wciąga wartownika przy bramie w romowę.

    2. Godzina X minut pięć: Major Hinrichsen jeżeli to możliwe razem z wartownikiem
    wchodzi do wartowni. Grupa Bracka wkracza tuż za nim i bierze do niewoli
    żołnierzy znajdujących sie na wartowni. Grupa Ascha przebija się przez wartownie
    do budynku sztabu i zatrzymuje stacjonujących tam żołnierzy.

    3. Godzina X minut piętnaście: Umieszczenie wartowników amerykańskich w celach
    na wartowni. Dwóch ludzi z grupy Ascha obejmuje nad nimi straż.

    4. Godzina X minut dwadzieścia: Major Hinrichsen wciąż jeszcze w mundurze
    amerykańskim, przybywa pod bramą obozu jeńców. Grupa Asch obejmuje wieżę
    wartowniczą A, grupa Bracka wieżę wartowniczą B.

    5. Godzina X minut trzydzieści pięć: Rozbrojenie Amerykanów jest zakończone.
    Wzieci do niewoli żołnierze niemieccy otrzymują swobodę ruchów. Samochód
    generała -majora Luschkego kierowany przez bombardiera Kowalskiego , zajerzdza
    przed bramę. Pułkownik Hauk zostaje wydany majorowi Hinrichsenowi.

    6. Major Hinrichsen otrzymuje pełnię władzy nad pułkownikiem Haukiem na przeciąg
    piętnastu minut.
    Podporucznik Asch towarzyszy majorowi Hinrichsenowi.
    Kapitan Wedelmenn skupia swoją uwagę na wziętych do niewoli żołnierzy amerykańskich.

    7. Godzina X plus jedna godzina: Akcja "Koszary" ukończona. Żołnierze strzegący
    Amerykanów pozostają jeszcze dziesięć minut, po czym sie rozchodzą.
  • rita100 26.01.07, 20:07
    Znajdujemy się na koszarowym placu ćwiczeń gdzie trwa akcja odbijania generała
    Luschkego, a Hinrichsen rozprawia sie z Haukem.

    Hinrichsen kazał przywlec Hauka.
    - Czego che pan ode mnie ? - zapytał Hauk
    - Chcę pana zastrzelić - rzekł Hinrichsen.- Ale daję panu szanse bronienia się,
    jakkolwiek pan na to nie zasługuje.
    - To morderstwo - zaprotestował pułkownik Hauk
    - To sprawiedliwość - rzekł major Hinrichsein
    - Nie bedę się bronił - powiedział Hauk
    - Zmuszę pana do tego - rzekł Hinrichsen
    Podporucznik Asch patrzył na Hinrichsena zw współczuciem - Żyje miedzy dwoma
    epokami. Od chwili kiedy sie załamał na moich oczach, pała tylko jedną żądzą:
    zabić tego łotra. Bo ten Hauk nie jest dla niego tylko mordercą, lecz wcieleniem
    owych sił, które z niego, zdecydowanego na honorową śmierć, zrobiły świntucha.
    - Dlaczego nie zaczeka , aż postawią go przed sądem ? - zapytał inny żołnierz.
    - Przestał wierzyć w sprawiedliwość. Niemcy nie mogą juz wydać wyroku na Hauka,
    a Amerykanie tego nie uczynią.

    Hinrichsen strzelił raz. Hauk zwalił się na ziemię, ręce jego ujęły pistolet
    maszynowy i wystrzeliły w strone Hinrichsena
    Hinrichsen strzelił jeszcze raz, i jeszcze....
    - Załatwione - powiedział Hinrichsen do Ascha

    Po paru dniach od ran zmarł też Hinrichsen.
  • rita100 26.01.07, 20:08
    Panie generale Luschke, wóz pana generała ! - zawołał bombardier Kowalski.
    Podszedł kapitan Wedelmenn, zasalutował i obwieścił:
    - Można bez specjalnych trudności jechać. W jeepie jest broń, panie generale -
    są tam również płaszcze amerykańskie i stalowe hełmy.
    - Mam się ukrywać, bawić w chowanego ? - rzekł Luschke
    - Musi pan pomyśleć o jakimś bezpiecznym miejscu.
    - Chyba nie z mego powodu zaaranżował pan to nocne widowisko panie Wedelmanie.
    - Po części - odparł Kowalski wobec milczącego Wedelmenna - i to po wiekszej
    części. Z naszej winy pan awansował na zbrodniarza wojennego, bośmy domagali się
    osądzenia tego draba.
    - Nie przypuszczacie chyba na serio, Kowalski, ze pozwolę się wam albo waszym
    przyjaciołom wpakować siłą w taką sytuację.
    - Ależ oczywiście ! - zawołał Kowalski beztrosko - Generałowie są ostatecznie
    także tylko ludźmi, choć większość ich nie wie, co to właściwie jest czlowiek.
    - Dokąd mam uciekać ? - zapytał Luschke.
  • rita100 26.01.07, 20:08
    - Dokąd mam uciekać ? - zapytał Luschke. - Do moich odziałów ? Nie mam już
    żadnych odziałów. A gdzie jest teraz moja ojczyzna ? Gdzie są Niemcy ?
    - W takim razie niech pan generał przynajmniej nie zapomni, ze wyrwaliśmy pana
    generała stąd po to, zeby mu ułatwić ucieczkę - powiedział Wedelmenn
    - Nie zapomnę o tym nigdy, nigdy zapomnieć nie potrafię!
    Nie tylko posyłałem ludzi na śmierć, ale byli nawet tacy, ktorzy dobrowolnie
    chcieli się dać dla mnie zabić. Dla mnie !
    - Tak jest, panie generale, wyłącznie dla pana.
    - Kimże ja jestem ? - zawołał Luschke - Jednym z tysiąca generałów. Zawodowym
    krwiopijcą, i to w wielkim stylu. Nie wierzyłem, ale dopuszczałem do tego, zeby
    poświęcano ludzi. Wiedziałem , ze byli generałowie, chorzy na przerost ambicji,
    którzy dla zrobienia kariery nie wahali się iść po trupach, że wśród kolegów
    moich w stopniu generała byli wazeliniarze, koniunkturaliści i tchórze. Wszyscy
    wiedzieli , ze dokonuje się gigantycznej zbrodni, ale nikt, poza małymi
    wyjątkami, nie bronił się przeciwko temu. A ci nieliczni zostali bardzo szybko
    opuszczeni i pozostawieni samym sobie przez tych, którzy nazywali się ich kolegami.
  • rita100 26.01.07, 20:09
    - W naszych oczach pan generał należy do tych wyjątków. Wiedzielismy to od lat -
    powiedział Wedelmenn.
    - Byłem tchórzem, tak samo jak wszyscy inni. Nazywałem w kasynie Hitlera łotrem,
    a powinienem był powiedzieć moim żołnierzom: Ten Hitler to łotr ! Miedzy sobą
    mówiliśmy o hitlerowcach z pogardą, tymczasem należało dawać wyraz tej naszej
    pogardzie publicznie.
    - Niepotrzebnie sobie pan generał łamie głowę - powiedział Kowalski z prostotą.
    - Od samego początku wiedzieliśmy, jaka to zabawa, bo przecież nie upadliśmy na
    łeb. W takiej wojnie nie chcieliśmy niczego zdobyć - ani majątku, ani orderu,
    ani szacunku przez stopnie służbowe. Chcieliśmy tylko uratować naszą skórę, na
    którą istniał wielki popyt. Tylko pan , panie generale, nie palił się do tej
    skóry, zauważyliśmy to od razu.
    - Dziekuję panu, panie Kowalski - rzekł Luschke z godnością.

    Po chwili niski, szczupły generał wyprostował się i powiedział: - Wojna ta była
    zbrodnią. Pomagałem ją prowadzić, a więc jestem zbrodniarzem wojennym.
    Wrócił do obozów jeńców. Pochłonęły go ciemności nocy. Zdawało sie , ze go tutaj
    nigdy nie było.
  • rita100 27.01.07, 21:12
    Kończymy już Trylogie Kirsta ostatnim bardzo wymownym rozdziałem. Jako, że
    Warmia jest katolicka Kirst zakończył swoje dzieło słowami księdza.
    Akcentów Prus Wschodnich jest dużo. Wspomnę tylko, że ojciec Ascha - prowadzący
    karczmę musiał udawać hitlerowca, a żeby ratować pewnego Mazura 'antyhitlerowca'
    wsadził go do więzienia w miasteczku.
    Po wojnie Maur wyszedł z więzienia i jako czysty człowiek objął funkcję
    burmistrza miasteczka. I tak dwaj przyjaciele uchronili sie od zgiełku i burz
    wojennych.

    A teraz obiecany ostatni rozdział.
  • rita100 27.01.07, 21:13
    "Panie - modlił sie ksiądz Westhaus w swoim gabinecie - pomóż mi, żebym mógł
    pomagać. Jestem słaby, dodaj mi sił. Nadzieja moja niknie coraz bardziej,
    umocnij mniej w mojej wierze.
    Ksiądz Westhaus modlił się: - Ludzie stoczyli się zbyt głęboko, więc jakżeż ich
    podnieść ? Są nadzy, czymże okryć tę nagość ? Nie wiedzą, gdzie się, mój Boże,
    znajdujesz. Dokąd mam ich zaprowadzić ?
    Ksiądz Westhaus modlił się w dalszym ciągu. - Grzechy były wielkie, kary są
    surowe, ogromna jest ilość umarłych, nieskończona liczba potępionych.
    Ksiądz Westhaus zawołał: - Pokonałeś Niemcy, o Panie, i niechaj Imię Twoje
    będzie pochwalone. Pozwoliłeś zginąć milionom i niechaj Imię Twoje będzie
    pochwalone. Zrządziłeś, zeby ludzkość poznała, co to przerażenie, lęk i strach,
    żeby wreszcie dowiedziała się, czym jest wojna. Niechaj Imię Twoje, o Panie,
    bedzie pochwalone.
    Wszystko to - zakończył Westhaus zdławionym głosem - stało sie po to, by w
    uszach brzmiał po wsze czasy ryk wojny, by oczy ślepły od łez z powodu
    okropności, które musiały oglądać, by ludzie wreszcie wiedzieli, czego im już
    nigdy uczynić nie wolno. Nigdy ! Czy tak jest, o Panie ?
    Nie otrzymał żadnej odpowiedzi.

    KONIEC
  • gietpe 27.01.07, 20:27
    A u mnie treść taka sama a tytuł 08/15 walczy do końca.
  • rita100 27.01.07, 21:14
    Wielkie dzieło przeczytałam Gietpe - dzięki za poleceniem - sam wiesz jakie to
    dobre.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka