Dodaj do ulubionych

Urban Legends lat 90-tych.

08.01.10, 13:03
Były takie?
Mnie do dziś trapi czy nieszczęsna guma Turbo była faktycznie rakotwórcza (i dlaczego) ?
--
http://www.suwaczek.pl/cache/bdd386db61.png
Edytor zaawansowany
  • 15.01.10, 23:03
    Ponoć miała jakieś niedozwolone składniki i po aferze mieli zmienić jej skład.
    Ale to była guma dla chłopaków, ja tam wolałam tę z naklejkami Sad Sam smile
  • 17.01.10, 12:05
    Ja wolałam Turbo.Zebrałam całość kolekcji.Kuzyni mi zazdrościli smile
    --
    http://i49.tinypic.com/2mcd6yg.png
  • 18.01.10, 13:55
    Lata 90-te chyba jakoś nie obfitowały w urban legends... prawda bywała często
    bardziej szokująca od takich przekazów.

    O ile pamiętam, było trochę urban legends związanych z gastronomią:
    1) o McDonalds - że hamburgery w McDonalds są robione z padliny, krów mielonych
    razem z skórą i kopytami itd.
    2) o chińskich i wietnamskich budkach - że podaje się tam mięso z psów,
    3) o obrzydliwych zachowaniach kelnerów w sieci restauracji Sphinx...

  • 17.02.10, 13:35
    o trofeach znalezionych w hamburgerach z mcdonalds faktycznie krążyły legendy.
    słyszałam o złotym zębie, pazurze i kurczątku wink
    --
    Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji!
  • 20.02.10, 19:15
    Szatan pytający o godzinę, choć głowy nie dam, czy to nie jest starszy motyw.
    --
    killercola.blogspot.com
  • 03.10.10, 20:43
    >1) o McDonalds - że hamburgery w McDonalds są robione z padliny, krów mielonych
    razem z skórą i kopytami itd.

    A to nie była czasem prawda? Nie było żadnej afery z tym związanej?
    Pamiętam,że oglądałam program w telewizji właśnie o tym,bodajże w Poradniku Konsumenta czy podobna nazwa programu (na jedynce lub dwójce)?
  • 23.09.10, 00:00
    do tej pory nie wiem, jak o dzialalo - byla legenda ze trzeba zbierac kody kreskowe zaczynajace sie od 4 zeby wspomoc dzieci potrzebujace wozka inwalidzkiego czy cos takiego?
  • 23.09.10, 12:31
    Teraz zbiera się nakrętki. Ciekawe czy jest tego jakiś cel.
  • 28.09.10, 02:10
    Moja sąsiadka namiętnie zbiera te nakrętki. W latach 80. w Stanach była UL o zbieraniu tych aluminiowych dinksów z puszek, miała z tego być dla kogoś dializa, bzdura oczywiście, żadnej dializy nie było; wydrukowałam jej opis tej UL, ale nie pomogło, dalej doprasza się o nakrętki, ile razy niosę zgrzewkę wody, to słyszę: "Pani Agnieszko, nakrętki dla mnie!". Noszę jej, niech się kobieta cieszy...
  • 18.10.10, 15:33
    - Miejska legenda o Szatanie pytającym o godzinę faktycznie w latach 90-tych funkcjonowała, choć nie jest nowa i na pewno jej wersje pojawiały się wcześniej. Należało odpowiedzieć "Twoja ostatnia", aby demon wyparował smile
    - Pamiętam legendę o satanistach, którzy mieli chwytać wracające ze szkoły dzieciaki i wypytywali o to jaki zeszyt do religii mają, a od odpowiedzi zależał sposób okaleczenia lub pozbawienia życia przy pomocy żyletki/noża/brzytwy. Jeśli ofiara odpowiedziała, że zeszyt ma w kratkę, sataniści taki wzór wycinali jej na twarzy, jeśli w linię mieli poderżnąć gardło, a jeśli czysty to były dwie opcje, zależnie od regionu: w Radomiu puszczali wolno, ale u kuzyna z okolic Kielc obdzierali ze skóry smile
    - Na moim osiedlu funkcjonowały przez dłuższy czas legendy dotyczące pewnego żulika zwanego "Dziadkiem Piórko". Ksywka wzięła się stąd, że facet nosił kapelusz z piórem, chadzał także w wojskowym mundurze. Fakty nielegendarne (przekazane mi przez ojca, który znał jego rodzinę) były takie, że gość był kimś ważnym w wojsku, ale rozpił się do tego stopnia, że przez jego rozkazy zdarzył się poważny wypadek. "Dziadek" ze służby wyleciał, a że nadal pił zostawiła go żona. Od tamtej pory jako bezdomny krążył po osiedlu, sypiał po klatkach, ogólnie mówiąc smutna historia. Oczywiście osiedlowa opinia publiczna (w szczególności dzieciarnia) napisała "Dziadkowi Piórko" nowy życiorys. Miał być on wampirem, ukrywającym się przed mafią bogaczem lub - w drugą stronę - mafiozo unikającym schwytania przez policję, SS-manem. Przez jakiś czas w mojej dzielnicy istniał niewykończony kompleks, w którym miały powstać sklepy. Kozakiem na osiedlu był ten, kto przeszedł tamtędy po zmroku, gdyż miała być to siedziba "Dziadka", rzekomo pełna skarbów, broni i... słodyczy smile Legenda nabrała mocy po śmierci faceta (jak się pewnie domyślacie podwórkowe biuro śledcze stworzyło kilkanaście hipotez zgonu, każda "bankowo prawdziwa") Smaku dodawał fakt, że gość miał naprawdę elegancki pogrzeb. To upewniło ludzi popierających w twierdzeniach, że mieli do czynienia z sytuacją zupełnie nieziemską smile
  • 07.09.11, 10:51
    Temat zbierania kodów i nakrętek jest dogłębnie omówiony na stronie atrapa.net/legendy/zbiorkasmieci.htm. W skrócie: nie udało się znaleźć rozdawcy wózków inwalidzkich za kody, ale zakłady recyklingowe, by oszczędzić sobie pracy, nakłaniają czasem ludzi do oddzielania zakrętek od butelek za pomocą konkursów.
  • 24.07.11, 21:07
    Ja pamiętam legendę (z całą powagą traktowaną przez ówczesną kolorową prasę) o dilerach narkotyków czyhających na małoletnie ofiary pod szkołami, rozdających kartoniki nasączone LSD, które oczywiście miały spowodować uzależnienie dzieciaków. Legenda przyjęła się do tego stopnia, że nawet na godzinie wychowawczej wychowawczyni przestrzegała nas by przenigdy nie przyjmować od nieznajomych żadnych kolorowych znaczków, papierków ani niczego podobnego.
    Niestworzone historie krążyły również o czyhających wszędzie sektach (pamięta ktoś np. sektę Antrovis?).
  • 30.10.11, 16:29
    Dla mnie taką legendą była paranoja związana z narkotykami i ich dilerami czyhającymi na niewinną dziatwę i młodzież na każdym rogu ulicy. Uczęszczałam do szkół w często nieciekawych środowiskach (w podstawówce podpalono szatnię, w szkole zawodowej było nieco spokojniej ale też nie idealnie i niektórzy dawali mocno w kość), ale w życiu takiego osobnika nie widziałam ani w szkole, ani pod szkołą, ani koło szkoły , ani za szkołą itp.
  • 30.10.11, 16:31
    A co więcej, pamiętam nawet gadanie pani na tzw. przedmiotach "profilaktycznych" które wówczas stały się prawdziwie modne w polskiej szkole: "pamiętajcie, diler może Was nawet przygarnąć lub przytulić, by zachęcić do spróbowania narkotyku" wink
  • 21.11.11, 15:03
    Craig Shegold, chłopiec chory na raka, który zbierał wizytówki.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • 21.11.11, 19:27
    Minerwamcg napisała:

    > Craig Shegold, chłopiec chory na raka, który zbierał wizytówki.

    Nie wizytówki, tylko pocztówki. Rekord Guinessa chciał rzekomo pobić.
    W każdym razie w takiej wersji to do mnie netem dotarło wielokrotnie, koniec lat 90-tych to był.

    --
    Walka z paleniem - Hitler był pierwszy
  • 25.11.11, 23:45
    A jednak w Polsce wizytówki. Zobacz u cioci Wikci. Wiem, bo sama taki list dostałam!
    Za polską historyjką Craiga S. stały firmy starające się zdobyć możliwie dużo kontaktów do możliwie wpływowych ludzi - wizytówki dawali dyrektorzy, biznesmeni, znane osoby (wtedy jeszcze nie mówiło się celebryci).
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.