Dodaj do ulubionych

Wpływ religii na zachowania seksualne

03.12.02, 12:33
Jeszcze nigdy nie zakładałam wątku na Forum, z tym większą przyjemnością
czynię to teraz.

Chciałabym zapytać o wpływ kosciola katolickiego i nauk przez niego
głoszonych na Wasze życie seksualne. Czy zakazy i restrykcyjność towarzysząca
naukom kosciola wplynela pozytywnie na Wasz stosunek do zachowań seksualnych
czy też może spowodowała jakieś poczucie winy, niechęć do pewnych zachowań
związanych z seksualnością człowieczą, strach przed nimi, a może nawet
kompleksy na ich tle?

Mam nadzieję, że to ogólnie postawione pytanie będzie początkiem ciekawej
dyskusji na temat wpływu kosciola katolickiego na życie seksualne jego
wiernych, a może także osób żyjących z boku wiary, które zechcą zabrać głos w
dyskusji.

pozdrawiam serdecznie
olivvka
Obserwuj wątek
      • meduza4 Smyk! 03.12.02, 12:40
        Przeciez ty uznajesz tylko po Bozemu i to z delikatna,
        slaba i czysta istota :))))))))))))))))))))))))
        --
        I'm only human born to make mistakes...
          • meduza4 Smyk ! 03.12.02, 12:48
            Znam, znam :)))))))))))))))
            W domu z zona po Bozemu a wyszalec sie... do burdelu!
            No panie Smyku Dulski -toz to obluda najgorszego
            gatunku!!!!!!!!!
            --
            I'm only human born to make mistakes...
              • meduza4 Smyk ! 03.12.02, 12:55
                Biedactwo -tak cie stworzono i nic juz na to nie
                poradzisz?
                Wypier..... mi tu do biblioteki albo do ksiegarni, wez se
                do
                poczytania cos o ksztaltowaniu wlasnej osobowosci
                i nawykow myslowych i uksztaltuj sie troche inaczej bo
                trace cierpliwosc do takiego dziecinnego
                gadania!!!!!!!!!!!!!!!!

                P.S. Przepraszam za brzydkie slowo :)
                --
                I'm only human born to make mistakes...
                • Gość: smyk Re: Droga Meduzo - Misiu ! IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 03.12.02, 13:05
                  meduza4 napisała:

                  > Biedactwo -tak cie stworzono i nic juz na to nie
                  > poradzisz?
                  > Wypier..... mi tu do biblioteki albo do ksiegarni, wez se
                  > do
                  > poczytania cos o ksztaltowaniu wlasnej osobowosci
                  > i nawykow myslowych i uksztaltuj sie troche inaczej bo
                  > trace cierpliwosc do takiego dziecinnego
                  > gadania!!!!!!!!!!!!!!!!
                  >
                  > P.S. Przepraszam za brzydkie slowo :)


                  Po co mi taka edukacja jak mi jest z tym dobrze !
                  • meduza4 Smyk ! 03.12.02, 13:17
                    To mow od razu, ze taki chcesz byc i ze tak chcesz
                    myslec a nie wymiguj sie naiwna odpowiedzia, ze
                    takim cie Pan Bog stworzyl i nic na to nie poradzisz...
                    Skoro ci dobrze z twoja ignorancja to prosze bardzo
                    -blogoslawieni czystego serca..............
                    :))))))))))))))))))))
                    --
                    I'm only human born to make mistakes...
                    • Gość: smyk Re: Meduza to nie tak ! IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 03.12.02, 13:24
                      meduza4 napisała:

                      > To mow od razu, ze taki chcesz byc i ze tak chcesz
                      > myslec a nie wymiguj sie naiwna odpowiedzia, ze
                      > takim cie Pan Bog stworzyl i nic na to nie poradzisz...
                      > Skoro ci dobrze z twoja ignorancja to prosze bardzo
                      > -blogoslawieni czystego serca..............
                      > :))))))))))))))))))))

                      Nie zrozumiałaś mnie do końca i nie mówie tylko za siebie !
                      Tak Pan Bog stworzył mężczyzn.
                      • meduza4 Smyku???? 03.12.02, 13:31
                        To ty wiesz chyba lepiej od Pana Boga jak on swiat
                        urzadzil !? Skoro wypowiadasz sie za wszystkich
                        mezczyzn swiata to chyle czolo... a dyskretnie daje znak
                        sanitariuszowi z bialym kaftanikiem :))))))))))))))))
                        --
                        I'm only human born to make mistakes...
    • Gość: Szalony Kucharz Gratuluje debiutu, Olivvko! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.12.02, 14:35
      Szanowna Olivvko,

      Założyła Pani bardzo ciekawy wątek, szkoda tylko, że niewiele mogę w tej
      kwestii powiedzieć, gdyż (uwaga! uwaga!) jestem 100% ateistą i raczej
      wychowywałem się w areligijnym środowisku.

      Chociaż, mógłbym trochę na przekór Pani zdecydowanym poglądom w tej materii,
      podać kilka przykładów na pozytywny wpływ religii na człowieczą seksualność.
      Wpierw jednak należałoby dokonać pewnych terminologicznych ustaleń, tak aby
      spośród zjawisk i treści o charakterze religijnym wydzielić działania czysto
      rytualne, kościół (rozumiany jako zhierarchizowaną organizację kapłańską),
      doktrynę i wreszcie zjawiska w czysto religijnej postaci, a więc zbiorowe
      doświadczenie sacrum/profanum.

      Nie wiem tylko, czy będzie to kogoś interesować, bo jak na razie widzę, to
      Meduza figluje sobie werbalnie ze smykiem.


      Szalony Kucharz
      • olivvka Re: Dziękuję :-))) 03.12.02, 14:43
        Gość portalu: Szalony Kucharz napisał(a):

        > Szanowna Olivvko,
        >
        > Założyła Pani bardzo ciekawy wątek, szkoda tylko, że niewiele mogę w tej
        > kwestii powiedzieć, gdyż (uwaga! uwaga!) jestem 100% ateistą i raczej
        > wychowywałem się w areligijnym środowisku.
        >
        > Chociaż, mógłbym trochę na przekór Pani zdecydowanym poglądom w tej materii,
        > podać kilka przykładów na pozytywny wpływ religii na człowieczą seksualność.
        > Wpierw jednak należałoby dokonać pewnych terminologicznych ustaleń, tak aby
        > spośród zjawisk i treści o charakterze religijnym wydzielić działania czysto
        > rytualne, kościół (rozumiany jako zhierarchizowaną organizację kapłańską),
        > doktrynę i wreszcie zjawiska w czysto religijnej postaci, a więc zbiorowe
        > doświadczenie sacrum/profanum.
        >
        > Nie wiem tylko, czy będzie to kogoś interesować, bo jak na razie widzę, to
        > Meduza figluje sobie werbalnie ze smykiem.
        >
        >
        > Szalony Kucharz

        Witaj Kochany Kucharzu,
        Dziekuje serdecznie za słowa uznania.
        Choć przyznaje, że ja także jestem 100% ateistką (choć wychowywaną w rodzinie
        biernie, aczkolwiek katolickiej) z miłą chęcia poznałabym poglądy ludzi
        wierzących na ich wpływ nauk religijnych na stosunek do własnej seksualności.

        Ustalając terminologię spieszę wyjaśnić, że interesuje mnie zwłaszcza wpływ
        instytucji kosciola katolickiego i głoszona przez nich doktryna. Działania
        rytualne i zjawiska o treści religijnej pozostawiam bez zaintersowania, bowiem
        nie uważam by mogłby mieć one jakikolwiek wpływ na rozwój seksualnej
        świadomości. A jeśli nawet mają, zapewne wpływ ten jest tak marginalny, że nie
        warto o nim wspominać.

        Wspomniał Pan także o pozytywnym wpływie religii na seksualność człowieczą. Czy
        mogę poprosić o przykłady takowego wpływu? Moja ciekawość sięga zenitu.


        pozdrawiam z serdecznym uśmiechem po całym dniu niewidzenia się na tutejszym
        Forum
        olivvka
        • Gość: Szalony Kucharz Proszę bardzo :-))) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.12.02, 15:26
          Najsłodsza z Olivvek (choć akurat oliwki nie są zbyt słodkie ;-))!

          Uważam, że jako socjologowie powinniśmy jednak dokonać tutaj rozróżnienia
          przynajmniej pomiędzy nauką oficjalną kościoła (doktryną), a religijnością ludu
          na co dzień. Poza tym religia nie kończy się ani nie zaczyna na rzymsko-
          katolickim wyznaniu chrześcijańskiej wiary, prawda? Jeżeli zawęzimy nasze
          postrzeganie religii jedynie do katolickiej doktryny, szczególnie tej po
          pierwszym soborze watykańskim, to z oczu znikną nam takie zjawiska, jak na
          przykład świątynna prostytucja, rytuały inicjacyjne, pogańskie święta płodności
          i wiele wiele innych seksualnych zjawisk religijnych o nierepresyjnym
          charakterze.

          To dość, dla nas "Polako-katolików" dziwne, ale to chrześcijańskie odłamy
          protestanckie oskarżały katolicyzm o rozpustę, szerzenie nierządu, frywoli
          obyczajowej. I dopiero w wyniku tej miażdżącej krytyki katolicyzm sporządniał:
          utworzono zakon jezuitów, zaostrzono instytucję spowiedzi, itp., itd.
          Pamiętacie może "Królową Margot"? W tym filmie katolicka kamaryla przedstawiona
          została w dość charakterystyczny sposób: jako banda bon-vivantów, oddających
          się wielodniowym orgiom; podczas gdy hugenoci byli niezwykle powściągliwymi
          ascetami z twardym kośćcem moralnym. Do dziś, właśnie dzięki purytańskim
          wpływom, w języku angielskim słowo "catholic" oznacza
          także "powszechny", "liberalny", "obyczajowo swobodny".

          Proszę spojrzeć na najbardziej zaawansowane pod względem seksualnej (w bardzo
          szerokim tego słowa rozumieniu) kultury nacje Europy - wydaje mi się, że nieco
          więcej wśród nich znajdzie się krajów "katolickich", a w każdym bądź razie na
          pewno nie mniej.

          Tak sobie przeglądam erotyczne komiksy francuskiego rysownika Picharda. Wie
          Pani, ile on pokładów seksualności potrafi odnaleźć w katolicyzmie? Ci Francuzi
          naprawdę mają nosa, jeżeli chodzi o te sprawy...

          Z góry przepraszam za nieco chaotyczną wypowiedź - trochę brakło mi czasu na
          staranne przygotowanie się do dyskusji, ale z przyjemnością (tym bardziej z tak
          interesującą rozmówczynią, jak Pani) podejmę się jej jutro. Teraz jadę do
          kina...



          Szalony Kucharz
            • Gość: Szalony Kucharz Miły odpoczynek... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.02, 09:18
              Dziękuję, Senora Olivvka!

              Tylko jak zwykle musiałem coś zepsuć i źle odczytałem godzinę seansu. Więc do
              kina idziemy dzisiaj, a wczoraj trzeba było urządzić mały seansik filmowy w
              domu, który, choć wbrew pozorom okazał się być dla mojej "świnki" wyjątkowo (!)
              satysfakcjonujący, mnie pozostawił rozdygotanym i bezsennym...

              Ale nie będę tutaj nikogo zasmucać swoją osobą, tym bardziej że temat wątku
              dotyczy krzywiącego seksualną osobowość wpływu kościoła.

              Ciekawą uwagę wysunął tutaj jeden z rozmówców (bodajże Starszy Pan, a także
              Chciałbywięcej) dotyczącą szerszego kontekstu kulturowo-społecznego
              oddziaływania instytucji kościelnych. Przecież żaden kościół, tym bardziej
              katolicki, nie działa w społecznej próżni, czy w swoistym oderwaniu od
              ziemskich spraw swego ludu, beznamiętnie narzucając mu coraz to nowsze
              arbitralnie dobrane normy. Trzeba też mieć na uwadze fakt, że ze względu na
              celibat struktury kościoła katolickiego nie reprodukują się samodzielnie, lecz
              uzupełniają swoje szeregi poprzez względnie zewnętrzną rekrutację, tak więc
              wiele wartości i norm zostaje przyniesionych do tej instytucji z zewnątrz.
              Spójrzy jaka ogromna różnica światopoglądowa w wielu sprawach, także tych
              dotyczących zmysłowej miłości, istnieje pomiędzy wiejskim proboszczem o
              prostych, chłopskich korzeniach, a wysoko postawionym dostojnikiem wywodzącym
              się ze środowiska mieszczańskiego, czy nawet szlacheckiego.



              Na razie tyle, czekam na rozwój dyskusji,

              Szalony Kucharz
    • klaryssa Re: Wpływ religii na zachowania seksualne 03.12.02, 14:54
      Przyłączę się do dyskusji bowiem pamiętam, że jeszcze niedawno miałam sporo
      dylematów właśnie w tej kwestii. Jako osoba wychowana w wierze katolickiej i
      chodząca systematycznie do kościoła mialam problem z akceptacją mojej
      sexualności. Bałam się kary i wiecznego potępienia za to, że sypiam z facetem
      przed ślubem. Z jednej strony uwielbiam sex i nie umiem z niego zrezygnować z
      drugiej ciągłe wyrzuty że to przecież grzech.. Dla osób, które nie wierzą
      dylematy te moga wydać się śmieszne ale niestety czasami potrafią odebrać
      radość z sexu. Znalazłam sobie jednka proste wytłumaczenie.. nie robie nikomu
      nic złego.. nie krzywdzę nikogo i nie będę rezygnowała z sexu tylko dlatego że
      facet z którym sypiam nie jest moim mężem. Zapewne takie wybieranie sobie
      aspektów wiary które zaakceptuje a które odrzuce jest trochę dwulicowe ale na
      tym polega mój kompromis. W przeciwnym razie cale zycie musialabym chyba zyc w
      celibacie gdyz nie bardzo mam ochote na zamazpojscie.
      • olivvka Re: Pięknie dziękuję za pierwszą odpowiedź :-))) 03.12.02, 15:01
        klaryssa napisała:

        > Przyłączę się do dyskusji bowiem pamiętam, że jeszcze niedawno miałam sporo
        > dylematów właśnie w tej kwestii. Jako osoba wychowana w wierze katolickiej i
        > chodząca systematycznie do kościoła mialam problem z akceptacją mojej
        > sexualności. Bałam się kary i wiecznego potępienia za to, że sypiam z facetem
        > przed ślubem. Z jednej strony uwielbiam sex i nie umiem z niego zrezygnować z
        > drugiej ciągłe wyrzuty że to przecież grzech.. Dla osób, które nie wierzą
        > dylematy te moga wydać się śmieszne ale niestety czasami potrafią odebrać
        > radość z sexu. Znalazłam sobie jednka proste wytłumaczenie.. nie robie nikomu
        > nic złego.. nie krzywdzę nikogo i nie będę rezygnowała z sexu tylko dlatego
        że
        > facet z którym sypiam nie jest moim mężem. Zapewne takie wybieranie sobie
        > aspektów wiary które zaakceptuje a które odrzuce jest trochę dwulicowe ale na
        > tym polega mój kompromis. W przeciwnym razie cale zycie musialabym chyba zyc
        w
        > celibacie gdyz nie bardzo mam ochote na zamazpojscie.


        Klarysso,
        Bardzo pięknie dziękuję za odpowiedź i wyrażam nadzieję, że kolejne na kolejne
        wypowiedzi nie będziemy musieli długo czekać. Temat wydaje się (przynajmniej
        mnie) bardzo interesujący. Zapraszam więc innych do dyskusji.


        pozdrawiam
        olivvka
        • klaryssa Re: Pięknie dziękuję za pierwszą odpowiedź :-))) 03.12.02, 15:32
          Olivvko
          Temat faktycznie jest bardzo ciekawy i sadze ze i na tym forum znajda sie osoby
          ktore maja jakies doswiadczenia w tej mierze. Kosciol daje nam wolny wybor i
          tylko my decydujemy jak bedziemy zyc. Powiedzmy tak: "sami bedziemy sie z tego
          tlumaczyc". Osoby wierzace to nie tylko dewoci klepiacy pacierze i uznajacy sex
          za cos co jest zle ale rowniez osoby starajace sie zyc w zgodzie ze soba i z
          otoczeniem. Wiadomo ze czlowiek jest istota grzeszaca .. na tym polega jego
          slabosc. Ja już tą swoją słabość zaakceptowałam. Najbardziej męczy mnie w tym
          wszyskim szum jaki robią księża wokol sexu. Nie dopytują się czy kogoś nie
          okradłam, nie pobiłam tylko o to czy cudzolozylam? Swoja droga co za brzydkie
          okreslenie... w cudzym lozku tego nie robilam conajwyzej w swoim;-)
          • olivvka Re: Pięknie dziękuję za pierwszą odpowiedź :-))) 03.12.02, 15:58
            Klarysso,
            Jeśli pozwolisz, to chciałabym wobec tego zapytać, które zachowania seksualne
            praktykowane przez Ciebie były w opozycji do nauk, które wynosiłas z kosciola
            katolickiego? Czy te zachowania przysparzały Ci w związku z tym wielu rozterek
            duchowych, z powodu sprzeczności z tym co popularyzuje koscioł?

            pozdrawiam
            olivvka

            klaryssa napisała:

            > Olivvko
            > Temat faktycznie jest bardzo ciekawy i sadze ze i na tym forum znajda sie
            osoby
            >
            > ktore maja jakies doswiadczenia w tej mierze. Kosciol daje nam wolny wybor i
            > tylko my decydujemy jak bedziemy zyc. Powiedzmy tak: "sami bedziemy sie z
            tego
            > tlumaczyc". Osoby wierzace to nie tylko dewoci klepiacy pacierze i uznajacy
            sex
            >
            > za cos co jest zle ale rowniez osoby starajace sie zyc w zgodzie ze soba i z
            > otoczeniem. Wiadomo ze czlowiek jest istota grzeszaca .. na tym polega jego
            > slabosc. Ja już tą swoją słabość zaakceptowałam. Najbardziej męczy mnie w tym
            > wszyskim szum jaki robią księża wokol sexu. Nie dopytują się czy kogoś nie
            > okradłam, nie pobiłam tylko o to czy cudzolozylam? Swoja droga co za brzydkie
            > okreslenie... w cudzym lozku tego nie robilam conajwyzej w swoim;-)
            • klaryssa Re: Pięknie dziękuję za pierwszą odpowiedź :-))) 03.12.02, 16:31
              olivvka napisała:

              > Klarysso,
              > Jeśli pozwolisz, to chciałabym wobec tego zapytać, które zachowania seksualne
              > praktykowane przez Ciebie były w opozycji do nauk, które wynosiłas z kosciola
              > katolickiego? Czy te zachowania przysparzały Ci w związku z tym wielu
              rozterek
              > duchowych, z powodu sprzeczności z tym co popularyzuje koscioł?
              >
              > pozdrawiam
              > olivvka

              Wlasciwie wszyskie zachowania sexualne... kosciol neguje i potepia wszelkie
              formy kontaktow przedmalzenskich, jak rowniez masturbacje, erotyke nie
              wspominając już o pornografii oraz antykoncepcje. Z tego co pamietam to na
              religii wpajano nam ze nawet myslenie o sexie i fantazjowanie na ten temat jest
              zle i wypacza nasza psychike. Grunt to zachowac czystosc nie tylko cielesna ale
              i duchowa. Na poczatku nazwijmy to "mojej przygody" z sexem faktycznie miewałam
              czesto wiele rozterek i czulam sie jak zdrajca tego co zawsze kultywowalam..
              teraz przyznaje ze zwyciezyla moja cielesnosc. Nie mam juz wyrzutow sumienia i
              napadow braku szacunku dla siebie nawet po jednorazowej przygodzie z facetem
              poznanym w necie.
              Jeszcze jedna kwestia: znajomym mojej rodziny jest pewnien ksiadz, ktory od 20
              lat zyje w szczesliwym zwiazku z pewna kobieta. Ten fakt nie przeszkadza mu w
              tym aby byc blisko Boga i w tym aby pomagac innym. Sadze nawet ze on ma wieksze
              szanse i prawa udzielac rad np. malzonkom niz ktos kto zyje w celibacie i nie
              wie jak wyglada zycie we dwoje. Rozumiem ze moze posypac sie zaraz gro opinii
              ze wszyscy ksieza uprawiaja sex i on nie jest wyjatkiem.. dla mnie jest
              wyjatkiem bo nie potepia tego ze i ja potrzebuje sexu. Najbardziej nie lubie
              jak ktos mowi ze zle robie i wywoluje we mnie poczucie winy a sam czyni to samo.
              pozdrawiam
              • kalina79 seks księży- wcale nie rzadkość 04.12.02, 12:52
                klaryssa napisała:

                znajomym mojej rodziny jest pewnien ksiadz, ktory od 20
                > lat zyje w szczesliwym zwiazku z pewna kobieta.Rozumiem ze moze posypac sie
                zaraz gro opinii ze wszyscy ksieza uprawiaja sex i on nie jest wyjatkiem.. dla
                mnie jest
                >wyjatkiem bo nie potepia tego ze i ja potrzebuje sexu.

                Pierwszym mężczyzną, z którym umówił się na czacie (bo tak najłatwiej) mój
                homoseksualny przyjaciel okazał się być 29 letni ksiądz. Dla mojego kumpla to
                był prawdziwy szok! Tak długo walczył ze sobą, ze swoim homoseksualizmem, bo
                był bardzo wierzący, a kiedy wreszcie zdecydował się kogos poznać- trafiło na
                księdza. Męzczyzna ten nie przyznał się do stanu dochownego od razu. Kilka razy
                zapraszał mojego przyjaciela na wystawne kolacje i kupował prezenty, jeździł
                świetnym samochodem. Kiedy wreszcie zapragnął "skonsumować" znajomość, zaprosił
                mojego kolege do siebie i wtedy dopiero wyznał mu , że jest księdzem. Całe
                zauroczenie mojego przyjaciela opuściło nagle, bo nie mógł uwierzyć, że można
                być tak zakłamanym!!!

                Za pieniążki parafian założył sobie stałe łącze, za ich pieniądze zaprasza
                kochanków na wystawne kolacyjki i obwozi po pomorzu extra samochodem, a czasem
                nawet zaprasza na zagraniczne wycieczki, np. rejs promem i pobyt w Szwecji. A z
                ambony nie raz pewnie grzmi na swoje grzeszne owieczki, za to, że pomyślą sobie
                o jędrnym cycuszku przed snem. Grrrr...

                I jeszcze jedno.... ja nie popieram celibatu. Ksiądz też człowiek i powiem
                więcej- zakładając rodzinę, uprawiając sex księża staliby się bardziej ludzcy.
                Myślę też, że byli by mniej agresywni, jeśli chodzi o powiększanie majątków i
                wpływów politycznych. Każdy miałby swoją rodzinę i jej poświęcałby czas. A tak,
                to ich naturalne popędy muszą znaleźć ujście gdzieś indziej (władza, pieniądze,
                bywa, że przemoc słowna a nawet fizyczna) bo w sporcie rzadko który duchowny
                się wyżywa.

    • _owca Re: Wpływ religii na zachowania seksualne 03.12.02, 15:15
      Witaj Olivvko:)
      Mimo, iż temat może wydawać się bardzo ciekawy, wydaje mi się, że nie otrzymasz
      na tym forum satysfakcjonującej Cię odpowiedzi. Ludzie, którzy mocno są
      związani z kościołem (instytucją) nigdy na to forum nie trafią... Możemy
      jedynie sobie porozmawiać jak wiara, czy pewne przynależne jej ideały wpływają
      na rozwój, lub hamowanie osobowości seksualnej.
      OWCA.
      • olivvka Re: Wpływ religii na zachowania seksualne 03.12.02, 15:21
        _owca napisała:

        > Witaj Olivvko:)
        > Mimo, iż temat może wydawać się bardzo ciekawy, wydaje mi się, że nie
        otrzymasz
        >
        > na tym forum satysfakcjonującej Cię odpowiedzi. Ludzie, którzy mocno są
        > związani z kościołem (instytucją) nigdy na to forum nie trafią... Możemy
        > jedynie sobie porozmawiać jak wiara, czy pewne przynależne jej ideały
        wpływają
        > na rozwój, lub hamowanie osobowości seksualnej.
        > OWCA.

        Witaj Owco,
        Napisałaś, że ludzie mocno związani z kosciolem nie trafiają na to Forum.
        Jeszcze gdy śp. Forum Seksuologia funkcjonowało, trafił na nie ksiądz, który
        próbował nawracać ze złej drogi owieczki :-)))), które tutaj poprzez niecne
        czyny szatana trafiły. Tak więc Ci z drugiej strony barykady, także tutaj
        zaglądają, by wiedzieć co u wroga w garnkach wrze :-))) Myśle, że osoby
        bogobojne możemy sobie jednak darować, jeśli chodzi o analizowanie ich
        wypowiedzi, gdyż z góry założyć możemy że będą one gloryfikowały rolę kk w
        niesieniu wieści o seksualiźmie człowieczym. Mnie jednak bardziej interesuje
        zdanie osób nazwijmy to "srednio-wierzących", a więc utożsamiających się z
        wiarą katolicką, jednakże nie związanych z nią tak silnie emocjonalnie, by
        można było o nich powiedzieć iż są dewotami. Interesuje mnie więc zdanie
        przeciętnej większości użytkowników tego Forum, a więc i Twoje o ile uważasz,
        że kosciol katolicki miał jakikolwiek wpływ na rozwój Twojej seksualnej
        osobowości.

        pozdrawiam
        olivvka
    • Gość: starszy_pan Re: Wpływ religii na zachowania seksualne IP: 217.153.44.* 03.12.02, 18:31
      >
      > Chciałabym zapytać o wpływ kosciola katolickiego i nauk przez niego
      > głoszonych na Wasze życie seksualne. Czy zakazy i restrykcyjność towarzysząca
      > naukom kosciola wplynela pozytywnie na Wasz stosunek do zachowań seksualnych
      > czy też może spowodowała jakieś poczucie winy, niechęć do pewnych zachowań
      > związanych z seksualnością człowieczą, strach przed nimi, a może nawet
      > kompleksy na ich tle?
      >
      Szanowna Oliwko!
      Wpływ Kościoła to zupełnie coś innego, niż wpływ NAUK Kościoła.
      To, co uważamy za wpływ kościoła na nasze życie, jest najczęściej wpływem
      środowiska/społeczeństwa, które w swojej masie jest nie tyle katolickie, co
      przeciętniackie. Poczucie dobra i zła czy moralność mają to do siebie, że
      praktykowane w grupach zamienia się w proste normy i zakazy; te z kolei są nam
      wpajane do wierzenia i już. Stąd przestrogi polskich mam, aby córki się
      (przepraszam za wyrażenie, sam jestem czerwony jak burak) nie puszczały, bo
      zajdą w ciążę i będzie kłopot. Co to ma wspólnego z nauką Kościoła? Albo
      postawy: jeżeli np. mama ignoruje pierwszy okres córki to nie dlatego, że
      przesiąknięta jest katolicyzmem (czy nauką Kościoła) a dlatego, że kiedyś
      zignorowano jej pierwszą miesiączkę itd.
      Ja w ogóle śmiem wątpić w to, że Kościół ma taki ogromny wpływ na seksualność
      Polaków, szczególnie młodych i w wielkich miastach (czyli m.in. Forumowiczów).
      Sporo np. studentów żyje w różnych formach konkubinatu i nader rzadko mają aż
      tak przejmujące dylematy, jak np. kol. Klaryssa. Nawiasem mówiąc: nikt ich
      (tzn. żyjących w konkubinacie, uprawiających seks przedślubny itp.) specjalnie
      nie prześladuje, jeżeli biorą ślub to nie z przymusu środowiskowego, ale z
      potrzeby własnej. Jeśli biorą ślub kościelny to też nie z przymusu, ale z
      potrzeby zaistnienia w białej sukni, z druhną itp. (Tak, tak, sprawdziłem to na
      forum katolik.pl :))
      No więc gdzie ten wpływ Kościoła? A gdzie wpływ Kościoła na TWOJE postrzeganie
      własnej seksualności, jeżeli wychowałaś się w rodzinie biernej religijnie? A
      gdzie ten wpływ na kol. Szalonego Kucharza?
      Kolejna rzecz: NAUKI Kościoła. Problemem w Polsce jest, że o naukach tych
      wiedza jest mocno umiarkowana; zainteresowanych odsyłam na strony
      www.katolik.pl i www.mateusz.pl.
      Nauka Kościoła nie kasuje seksu jako takiego. Może smakowity cytacik (jeden z
      moich ulubionych):
      "Jeśli mąż dopiero co poślubi żonę, to nie pójdzie do wojska i żaden publiczny
      obowiązek na niego nie przypadnie, lecz pozostanie przez jeden rok w domu, aby
      ucieszyć żonę, którą poślubił." (Pwt 24,5 - dla niewtajemniczonych: Księga
      Powtórzonego Prawa, rozdz. 24 wers 5). Jak myślicie, czy zwiększona dzietność
      wśród "świadomych swojej seksualności" (to cytata z Ciebie, Oliwko, z wątku
      o "łatwych" dziewczynach!:)) rodzin katolickich (nie mylić z Rodziną Radia
      Maryja) wynika z tego, że oni się brzydzą seksu? (Wierzcie mi, jeżeli ktoś ma 3
      dzieci, nie znaczy to, że kochał się trzy razy. ;)
      Jeszcze dwa smaczki:
      1 Kor 7,3-5 "Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. Żona
      nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie
      rozporządza własnym ciałem, ale żona. Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na
      pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do
      siebie, aby -- wskutek niewstrzemięźliwości waszej -- nie kusił was szatan."
      (1 Kor 3,16) "Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w
      was?"
      A wiesz, jak tłumaczą tę drugą cytatę panowie w czarnych sukienkach z
      katolskich poradni małżeńskich? - mówią, że nie powinnno być barier w
      stosunkach pomiędzy małżonkami. Zachęcają wręcz do regularnego, częstego
      kochania się I TO NIEKONIECZNIE W POZYCJI "NA MAMĘ I TATĘ".

      Nie mam zbyt wiele czasu, więc tylko kilka jeszcze uwag:
      1. Co do celibatu: coś za coś; miłość do Boga przyrównywana jest często (np. w
      katolickiej ikonografii) do miłości oblubieńczej. Celibat jest pełnym oddaniem
      się Oblubieńcowi. Ma więc uzasadnienei czysto teologiczne i - wierz mi - znam
      mnóstwo księży czy zakonnic, które traktują tę sprawę b. poważnie.
      2. Co do łamania celibatu: cóż, w definicję człowieka wpisana jest ułomność i
      nic więcej na ten temat - JA nie jestem celibatariuszem, na szczęście
      3. Co do seksu przedmałżeńskiego: sprawa jest faktycznie przykra, bo stanowisko
      Kościoła jest jednoznaczne; ma też jednoznaczne teologiczne uzasadnienie:
      małżeństwo jako związek dwojga ludzi którzy w wyniku sakramentu stają się
      jednością, jest komunią; przelotny, albo nawet nie przelotny, ale
      niesakramentalny związek tej komunii nie stanowi. Przy tym w praktyce
      obowiązuje względna tolerancja: skąd Klaryssa wytrzasnęła to wieczne
      potępienie, nie mam pojęcia. Może miała katechetę-psychopatę? (Ci, jak wiadomo,
      zdarzają się wszędzie, nie tylko na forach "GW".)
      4.Co do albo-albo: doktryna religijna jest niepodzielna; przyjmuje się ją w
      całości, albo odrzuca. Przyjęcie częściowe (jak u kol. K.) jest de facto
      tworzeniem własnego zespołu wierzeń. A właśnie na własnym zespole wierzeń
      oparte jest wychowanie w większości Polskich Rodzin (czyli zapętliłem się do
      początku postu).

      Pozdrawiam
      stary zgred
      • klaryssa Re: Wpływ religii na zachowania seksualne 04.12.02, 09:55
        Gość portalu: starszy_pan napisał(a):

        Nauka Kościoła nie kasuje seksu jako takiego. Może smakowity cytacik (jeden z
        > moich ulubionych):
        > "Jeśli mąż dopiero co poślubi żonę, to nie pójdzie do wojska i żaden
        publiczny
        > obowiązek na niego nie przypadnie, lecz pozostanie przez jeden rok w domu,
        aby
        > ucieszyć żonę, którą poślubił." (Pwt 24,5 - dla niewtajemniczonych: Księga
        > Powtórzonego Prawa, rozdz. 24 wers 5). Jak myślicie, czy zwiększona dzietność
        > wśród "świadomych swojej seksualności" (to cytata z Ciebie, Oliwko, z wątku
        > o "łatwych" dziewczynach!:)) rodzin katolickich (nie mylić z Rodziną Radia
        > Maryja) wynika z tego, że oni się brzydzą seksu? (Wierzcie mi, jeżeli ktoś ma
        3dzieci, nie znaczy to, że kochał się trzy razy. ;)
        > Jeszcze dwa smaczki:
        > 1 Kor 7,3-5 "Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. Żona
        > nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie
        > rozporządza własnym ciałem, ale żona. Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że
        na
        >
        > pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do
        > siebie, aby -- wskutek niewstrzemięźliwości waszej -- nie kusił was szatan."
        > (1 Kor 3,16) "Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w
        > was?"
        > A wiesz, jak tłumaczą tę drugą cytatę panowie w czarnych sukienkach z
        > katolskich poradni małżeńskich? - mówią, że nie powinnno być barier w
        > stosunkach pomiędzy małżonkami. Zachęcają wręcz do regularnego, częstego
        > kochania się I TO NIEKONIECZNIE W POZYCJI "NA MAMĘ I TATĘ".

        Pisząc o swoich dylematach nie miałam na myśli sexu w małżeństwie, którego
        dotyczą twoje cytaty ale sypianie z kimś bez ślubu.

        ..... Przy tym w praktyce
        obowiązuje względna tolerancja: skąd Klaryssa wytrzasnęła to wieczne
        potępienie, nie mam pojęcia. Może miała katechetę-psychopatę? (Ci, jak
        wiadomo,zdarzają się wszędzie, nie tylko na forach "GW".)

        Widać miałam katechetę -psychopatę... moze to wlasnie on przyczynił się do
        tego, że stworzyłam po trosze swój własny zespół wierzeń.

    • Gość: Chcialbywiecej Re: Wpływ religii na zachowania seksualne IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 03.12.02, 22:28
      Drodzy forumowicze, Bog smieje sie z tego jak my ludzie dalismy sie nabrac.
      Jako ze od jakiegos czasu rozmawiam z nim prawie codziennie, jestem na bierzaco
      i wiem ze jest On zly na kosciol katolicki i na islam. Te dwie instytucje
      najbardziej wypaczyly jego slowa aby osiagnac materialne korzysci i sprawowac
      wielka wladze. To tam o ironio wkradl sie niepostrzezenie szatan. Te dziesiec
      przykazan mailo byc drogowskazem dla prostych ludzi, dla mas o waskich
      horyzontach i impulsem do dalszego rozwoju. Mialy one pokazac w najprostszy
      sposob co to znaczy byc dobrym czlowiekiem. A tu na nich wyrosl potezny kosciol
      karmiony nasza naiwnoscia, zerujacy na naszym strachu i przyzwyczajeniach.
      Powtarzam, chodzilo tylko o to zeby byc dobrym czlowiekiem, nie krzywdzic
      innych, pomagac sobie na wzajem i koniec koncow stworzyc spoleczenstwo o ktorym
      kazdy z nas marzy, ale jakos niewielu ma odwage sie przyznac do tego. Kosciol
      zatail przed nami bardzo wazna 35 ewangelie napisana przez samogo Boga pod
      postacia Jezusa. Powiem Wam tylko tyle, ze wynika z niej, ze zaden kosciol nie
      jest nam potrzebny aby wierzyc w Boga. Tutaj skoncze ten watek, bo za bardzo
      zbaczam z tematu.
      A seks? Tworzac nas Bog powiedzial idzcie i rozmnazajcie sie. Ale zamiast
      silnie instynktownej potrzeby posiadania potomstwa dal nam przyjemnosc.
      Szczerze mowiac bez niej nie bylo by nas teraz 6mld ale duuuuuzo mniej. I co,
      myslicie ze Bog w swojej niczym nie ograniczonej, niewyobrazalnej dla nas
      swiadomosci nie pomyslal o tym ze z tej przyjemnosci bedziemy korzystac? To
      jest jeden z najwiekszych prezentow jakie od niego otrzymalismy. Pamietajcie
      jestesmy jego wybrancami, ulubiencami. Kocha nas bezgranicznie. To ludzie
      wezszych horyzontow kilkaset lat temu wymyslili, ze trzeba sie umartwiac i ze
      to szatan jest zrodlem przyjemnosci.

      P.s.
      Cala wiedze i wiadomosci jakie otrzymalem od Boga postaralem sie ubrac w slowa
      najlepiej jak potrafilem. Niestety jest to ciezkie zajecie wiec w razie
      niejasnosci postaram sie odpowiedziec na wszystkie pytania.

      Pozdrawiam
      • Gość: starszy_pan Tajemnicze głosy w głowie IP: 217.153.44.* 04.12.02, 10:26
        Gość portalu: Chcialbywiecej napisał(a):

        > Drodzy forumowicze, Bog smieje sie z tego jak my ludzie dalismy sie nabrac.
        > Jako ze od jakiegos czasu rozmawiam z nim prawie codziennie, jestem na
        bierzaco
        >
        > i wiem ze jest On zly na kosciol katolicki i na islam. Te dwie instytucje
        > najbardziej wypaczyly jego slowa aby osiagnac materialne korzysci i sprawowac
        > wielka wladze. To tam o ironio wkradl sie niepostrzezenie szatan. Te dziesiec
        > przykazan mailo byc drogowskazem dla prostych ludzi, dla mas o waskich
        > horyzontach i impulsem do dalszego rozwoju. Mialy one pokazac w najprostszy
        > sposob co to znaczy byc dobrym czlowiekiem. A tu na nich wyrosl potezny
        kosciol
        >
        > karmiony nasza naiwnoscia, zerujacy na naszym strachu i przyzwyczajeniach.
        > Powtarzam, chodzilo tylko o to zeby byc dobrym czlowiekiem, nie krzywdzic
        > innych, pomagac sobie na wzajem i koniec koncow stworzyc spoleczenstwo o
        ktorym
        >
        > kazdy z nas marzy, ale jakos niewielu ma odwage sie przyznac do tego. Kosciol
        > zatail przed nami bardzo wazna 35 ewangelie napisana przez samogo Boga pod
        > postacia Jezusa. Powiem Wam tylko tyle, ze wynika z niej, ze zaden kosciol
        nie
        > jest nam potrzebny aby wierzyc w Boga. Tutaj skoncze ten watek, bo za bardzo
        > zbaczam z tematu.
        > A seks? Tworzac nas Bog powiedzial idzcie i rozmnazajcie sie. Ale zamiast
        > silnie instynktownej potrzeby posiadania potomstwa dal nam przyjemnosc.
        > Szczerze mowiac bez niej nie bylo by nas teraz 6mld ale duuuuuzo mniej. I co,
        > myslicie ze Bog w swojej niczym nie ograniczonej, niewyobrazalnej dla nas
        > swiadomosci nie pomyslal o tym ze z tej przyjemnosci bedziemy korzystac? To
        > jest jeden z najwiekszych prezentow jakie od niego otrzymalismy. Pamietajcie
        > jestesmy jego wybrancami, ulubiencami. Kocha nas bezgranicznie. To ludzie
        > wezszych horyzontow kilkaset lat temu wymyslili, ze trzeba sie umartwiac i ze
        > to szatan jest zrodlem przyjemnosci.
        >
        > P.s.
        > Cala wiedze i wiadomosci jakie otrzymalem od Boga postaralem sie ubrac w
        slowa
        > najlepiej jak potrafilem. Niestety jest to ciezkie zajecie wiec w razie
        > niejasnosci postaram sie odpowiedziec na wszystkie pytania.
        >
        > Pozdrawiam

        Kolego!

        Kiedy Ty mówisz do Boga - to jest to modlitwa.
        Kiedy Bóg mówi do Ciebie - to jest to paranoja.

        Pozdrawiam

        PS. I jeszcze jedno:
        nie pisze się BIERZĄCO, tylko BIEŻĄCO :(
        nie pisze sie MOŻNA, tylko MOSZNA :)
        • Gość: Chcialbywiecej Re: Tajemnicze głosy w głowie IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 04.12.02, 17:39
          Niestaty to juz tak musi byc... Ogromna ilosc ludzi pewnie pukala sie w czolo
          sluchajac Jezusa, a ta garstka co za nim poszla nagle okazala sie wiernymi.
          Ale pan starszy pewnie znowu napisze 3 wyrazy wytykajac mi polkniecie jednej
          literki (jakbys nie zauwazyl to nie uzywam polskich znakow). Moze za wczesnie
          napisal swojego posta i nie zauwazyl jak sie dalej potoczyla dyskusja :)
      • kalina79 Wpływ seksu na życie religijne 04.12.02, 12:22
        Wydaje się, ze nauka Kościoła dąży do tego, by człowieka zmusić, by postępował
        wbrew swej naturze, która jest jak najbardziej seksualna, w innym przypadku
        grozi to wiecznym potępieniem i ogniem piekielnym.

        Ja na szczęście szybko się ocknęłam. Ominęły mnie tym samym wyrzuty sumienia i
        dwulicowe kompromisy, na jakie idzie np. klaryssa, a także wiele innych
        moich "oazowych" koleżanek. Zastrzegały się i zaklinały, że one NIGDY, za nic w
        ściecie nie pójdą do lóżka przed ślubem. Teraz jedna po drugiej pękają błonki,
        a w aptece ustawia się kolejka oazówek po pigułki i prezerwatywy, a następnie
        do spowiedzi...

        Ja tylko patrzę i cieszę się, że zmądrzałam dość wcześnie. To znaczy w 5 klasie
        podstawówki, kiedy dowiedziałam się, że masturbacja to grzech. Ja tak nie
        uważałam, bo dla mnie było to coś dobrego, przyjemnego, nikomu nieszkodzącego,
        przestałam sie spowiadać i chodzic do kościoła. Jaki ma sens chodzenia tam,
        jeśli nie ma się do tego przekonania? Jeśli notorycznie łamie się przykazania.
        Żyję w zgodzie ze sobą, nikomu nie szkodzę i nie muszę żyć ze świadomością, że
        jestem dwulicowa, no i nic nie przeszkadza mi w cieszeniu się seksem, a już na
        pewno nie wizja ognia piekielnego. :)
    • Gość: Szalony Kucharz Przypomniało mi się coś! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.02, 13:12
      Kiedyś w liecealnych czasach w ramach nieuczęszczania na lekcje religii
      przesiadywaliśmy z kolegą w bibliotece, niemałą uciechę czerpiąc z przeglądu
      katolickiej prasy młodzieżowej (tutułów już nie pomnę, zresztą mniejsza o nie).
      I razu jednego wysmyczyliśmy przepyszny artykuł, napisany w formie listu do
      redakcji, dotyczący walki z demonem nieczystych myśli. Jego autor,
      kilkunastoletni bogobojny chłopak, z radością oznajmiał czytelnikom, że
      odnalazł wreszcie sposób na walkę z diabelską chucią. Nie, nie było to
      biczowanie, czy bardziej drastyczne metody, które stosowała na przykład
      prawosławna sekta skopców - były to... fizyczne ćwiczenia. Ilekroć napadała
      naszego nieszczęśnika ochota, to albo zaczynał biec do przodu ile w nogach sił,
      albo robić pompki (Au! To musi być nieco bolesne przy wzwiedzionym członku).

      Tak więc, śliczne moje, jeżeli kiedykolwiek ktoś na wasz widok padnie na glebę
      i zacznie pompować, to nie dziwcie się ani tym bardziej obrażajcie - to tylko
      jakiegoś młodego ascetę, oddanego Chrystusowemu sercu tak bardzo wzruszyła
      Wasza krasa!


      Szalony Kucharz
    • olivvka Re: Kościół a homoseksualizm 04.12.02, 13:29
      Zainteresowanym podrzucam do przeczytania artykuł z katecheta.pl, który
      traktuje o stanowisku kosciola katolickiego wobec "plagi" jaką staje się
      homoseksualizm. W ogóle wszystkie artykuły p. Jakubowskiego wydają się nad
      wyraz ciekawe.

      Katecheta 6/99
      -------------------------------------------------
      Czy miłość lesbijska jest grzechem? Czy miłość lesbijska jest grzechem
      (jeżeli naprawdę się kochają)?(jeżeli naprawdę się kochają)?

      Pytanie posiada szerszy kontekst i dlatego wymaga obszerniejszego uzasadnienia.
      Tak zwana "miłość lesbijska" jest odmianą homoseksualizmu. Charakteryzuje się
      skłonnością i pociągiem seksualnym między kobietami. Podobnie jak
      homoseksualizm męski - mimo braku jednoznacznej odpowiedzi o genezę tego
      zjawiska - dla oceny moralnej istotnym jest rozróżnienie samej skłonności od
      działań. Predyspozycja czy skłonność homoseksualna nie jest grzechem. Może
      jednak do niego prowadzić, dlatego też uznana jest za wewnętrznie
      nieuporządkowaną. Natomiast jakiekolwiek działania, kontakty homoseksualne
      (mimo że się "naprawdę kochają") są wykroczeniem moralnym, czyli grzechem.
      Należy pamiętać, że to iż osoby "naprawdę się kochają" nie upoważnia - także w
      związkach heteroseksualnych - do działań erotycznych poza małżeństwem.

      Wobec pojawiających się pewnych tendencji do uznania homoseksualizmu za
      rzecz naturalną i pobłażliwej oceny stosunków homoseksualnych, Święta
      Kongregacja dla Nauki Wiary w Deklaracji Persona humana, omawiając niektóre
      zagadnienia etyki seksualnej, potwierdza niezmienne stanowisko Kościoła, iż nie
      można skłonności i predyspozycji homoseksualnych uznać za naturalne, a już
      całkowicie należy wykluczyć akty homoseksualne, uznając je za poważne
      wykroczenie moralne.

      Pewnym sposobem samorealizacji homoseksualistów nieuleczalnych mogłaby być
      przyjaźń nie zakładająca kontaktów seksualnych. Trzeba jednak pamiętać, że taka
      przyjaźń nie jest łatwa i zawsze niesie w sobie ryzyko działań erotycznych.

      Coraz częściej jesteśmy świadkami manifestacji organizowanych przez różne
      grupy skupiające homoseksualistów. Mają one na celu obnoszenie się ze swoją
      odmiennością, uznając ją za modną atrakcję a także przedstawianie żądań do
      prawnej legalizacji związków "małżeńskich" homoseksualistów lub - co już budzi
      poważny niepokój - prawa do adopcji dzieci. Najbardziej przerażające jest to,
      że prawa niektórych państw dopuszczają taką możliwość. Trudno nie zadać
      pytania: Jak ludzie o nieuporządkowanej, nienaturalnej wewnętrznie strukturze
      psychobiologicznej mogą wypełniać w sposób właściwy obowiązki wychowania, dania
      przykładu, wzoru ojca i matki, życia małżeńskiego, normalnej rodziny? Czy to
      dziecko może w przyszłości nie być homoseksualistą skoro pary homoseksualistów -
      mężczyzn zawsze występują o adopcję chłopca, a kobiety - o adopcję
      dziewczynki? Jaka będzie rola dziecka w tym ułomnym związku?

      Znamienne jest to, że homoseksualiści, stanowiąc marginesową mniejszość,
      robią wokół siebie i swoich "problemów" tyle szumu, że odnosi się błędne
      wrażenie, iż dotyczy to znacznej części społeczeństwa.

      Homoseksualiści obu płci mogą i powinni żyć jak normalni ludzie, rezygnując
      ze związków małżeńskich i kontaktów seksualnych. Powinni natomiast aktywniej
      realizować się w życiu społecznym, zawodowym czy na innych płaszczyznach, w
      pełnym poczuciu własnej wartości i daru dla innych. Nie ma żadnej potrzeby
      informowania o swojej odmienności psychoseksualnej, a tym bardziej
      manifestowania jej.

      Reasumując, skłonności i predyspozycje homoseksualne zarówno męskie, jak i
      żeńskie, mimo że nie są w swej naturze "normalne", nie są wykroczeniem
      moralnym, natomiast jakiekolwiek działania erotyczne są poważną winą moralną
      (grzechem).
      ---------------------------------------

      pozdrawiam
      olivvka
    • olivvka Re: Kosciół a antykoncepcja 04.12.02, 13:35

      A teraz może coś o antykoncepcji z nauk kosciola:

      Katecheta 9/98
      ----------------------------------------
      Tadeusz Jakubowski
      Dlaczego KościółDlaczego Kościół
      jest przeciwny antykoncepcji?jest przeciwny antykoncepcji?

      Dlaczego Kościół jest przeciwny antykoncepcji? Czy to nie jest oznaką
      bezmyślności, nieodpowiedzialności? Jeżeli już dwoje młodych ludzi zdecyduje
      się na współżycie, nie lepiej by nie powstało przez to niekochane dziecko?

      Pytanie (a właściwie pytania) zawierają kilka spraw. Spróbujmy na nie
      odpowiedzieć po kolei.

      Dlaczego Kościół jest przeciwny antykoncepcji? Antykoncepcja jest stosowana
      w celu zapewnienia swoistej swobody seksualnej, przejawiającej się w
      podejmowaniu współżycia w dowolnym czasie bez konsekwencji ewentualnego
      poczęcia dziecka. Ponieważ jednak w pewnych okresach taka możliwość istnieje,
      należy w myśl tej "logiki" podjąć takie działanie, które albo zniekształci
      współżycie (np. stosunek przerywany) albo obezpłodni kobietę czy mężczyznę,
      unikając w ten sposób, czy broniąc się niejako przed "zagrożeniem", jakim w tym
      wypadku jest poczęcie dziecka. I ta działalność nazywa się antykoncepcją, a
      środki obezpładniające - środkami antykoncepcyjnymi.

      Zagadnieniom wpływu postawy antykoncepcyjnej na trwałość więzi
      międzyludzkich oraz oceny moralnej stosowania antykoncepcji należałoby
      poświęcić osobne spotkania z uwagi na szeroki, wieloaspektowy zakres tej
      tematyki*. Natomiast w tym momencie ograniczę się do wypunktowania podstawowej
      argumentacji dla uznania antykoncepcji jako niezgodnej z nauką Kościoła.

      1. Nie ma środków antykoncepcyjnych całkowicie niezawodnych i całkowicie
      nieszkodliwych dla zdrowia. Środki reklamowane jako "pewne" są jednocześnie
      najbardziej szkodliwe dla zdrowia. Jeżeli zatem są zawodne - to obracają się
      przeciw człowiekowi; zarówno przeciw rodzicom, którzy nie planowali dziecka,
      jak i przeciw dziecku nieoczekiwanemu albo, co gorsze, któremu nie pozwoli się
      urodzić, skazując je na aborcję.

      Jeżeli środki antykoncepcyjne są szkodliwe dla zdrowia to też obracają się
      przeciw człowiekowi. Ponadto, niszcząc sobie świadomie zdrowie, człowiek
      przekracza V przykazanie Boże. Zatem, stosując antykoncepcję, człowiek naraża
      się na możliwość poczęcia dziecka nieoczekiwanego, a także szkodzenia sobie na
      zdrowiu.

      Osobną grupę stosowaną w antykoncepcji stanowią środki abortywne,
      wczesnoporonne. Mechanizm ich działania - mówiąc ogólnie - polega nie tyle na
      uniknięciu poczęcia (bo do niego niekiedy dochodzi), ile na zniszczeniu zarodka
      (dziecka) we wczesnym stadium jego rozwoju. Ocena moralna tego działania
      (szczególnie w odniesieniu do V przykazania) jest aż nadto wyraźna i nie wymaga
      komentarza.

      2. Stosując antykoncepcję (czyli obezpładniając), "przystosowuje się" daną
      osobę do określonego celu. Tym celem jest "użycie" jej do zaspokojenia potrzeb
      seksualnych w dowolnej chwili, unikając jednocześnie konsekwencji, jaką może
      być poczęcie dziecka. To "przystosowanie" osoby sprowadza ją do roli przedmiotu
      użycia. Człowiek zawsze jest podmiotem i nigdy nie może być przedmiotem.
      Potraktowanie człowieka jako przedmiotu uderza w godność człowieka - tę godność
      mu odbiera. Pogwałcenie godności człowieka jest dużym wykroczeniem moralnym. Ta
      sytuacja dotyczy najczęściej kobiety. I nawet jeżeli tej kobiecie naruszenie
      jej godności nie przeszkadza, nadal jest to wykroczenie moralne, ponieważ
      godność jest darem, jaki otrzymuje człowiek stworzony na obraz i podobieństwo
      Boże.

      3. Antykoncepcja jest naruszeniem prawa naturalnego czyli prawa Bożego,
      które zakłada okresy płodności i niepłodności pary małżeńskiej, aby mogła ona
      realizować współżycie zgodnie z planowaną płodnością lub rezygnacją z niej.
      Obowiązkiem człowieka jest poznanie praw naturalnych i wykorzystanie ich.
      Obowiązkiem pary małżeńskiej jest - opierając się na prawach naturalnych -
      wyznaczenie dni płodności i niepłodności i taką "organizację" współżycia
      małżeńskiego, zakładającą w przypadku planowania poczęcia, współżycie
      szczególnie w dniach płodności, natomiast w przypadku rezygnacji z poczęcia -
      współżycie w dniach niepłodności, natomiast w dniach płodności wyrażania sobie
      miłości w każdy inny sposób z wyjątkiem współżycia.

      Ponadto antykoncepcja niszczy więź małżeńską, ale tego tematu już nie będę
      dalej rozwijał tym bardziej, że pytanie dotyczy sytuacji przedmałżeńskiej.

      Reasumując: Ponieważ Kościół stoi na straży godności człowieka, ochrony
      zdrowia oraz przyjęcia z miłością każdego poczętego dziecka, uznał stosowanie
      antykoncepcji, która się temu sprzeciwia za moralnie złe. Mówiąc dokładniej,
      stosowanie antykoncepcji jest grzechem, dlatego Kościół jest jej przeciwny.

      W dalszych pytaniach przebija troska o młodych ludzi, którzy zdecydowali
      się na współżycie. Nim jednak tych dwoje młodych ludzi zdecydowało się na
      współżycie, powinni sobie wiele spraw uświadomić.

      Współżycie, będące wyrazem miłości małżeńskiej, niesie w sobie element
      jednoczący i rodzicielski, bo te dwa elementy są w małżeństwie realizowane. Im
      (tym młodym ludziom) nie jest potrzebny ani element jednoczący, ponieważ nie
      żyją w związku (który trzeba stale umacniać), ani nie ma postawy
      rodzicielskiej. Zatem celem tego działania jest prawdopodobnie tylko
      rozładowanie napięcia płciowego, a to sprzeciwia się współżyciu jako wartości.

      Konsekwencją współżycia przedmałżeńskiego (pozamałżeńskiego) jest ciężka wina
      moralna wynikająca z naruszenia VI przykazania Bożego.

      Współżycie, jako działanie niosące w sobie możliwość poczęcia dziecka,
      jest "zagwarantowane" dla związku małżeńskiego, ponieważ dziecko ma prawo być
      poczęte i zrodzone w rodzinie. Sięganie po to dla uzyskania satysfakcji
      seksualnej jest - najdelikatniej mówiąc - działaniem bezmyślnym.

      Ważne rzeczy wymagają dużej odpowiedzialności. Współżycie jest rzeczą ważną.
      Odpowiedzialność istnieje wtedy, gdy, m. in., gotowi jesteśmy przyjąć
      konsekwencje swojego działania. Konsekwencją współżycia może być i niekiedy
      jest (nawet stosując antykoncepcję) poczęcie dziecka. Jeżeli nie jesteśmy w
      stanie dziecka przyjąć, to podejmowanie współżycia jest działaniem rażąco
      nieodpowiedzialnym.

      Końcowe części pytania wymagają logicznego uporządkowania. W podtekście
      tych pytań zarzuca się Kościołowi bezmyślność i nieodpowiedzialność w związku
      ze stanowiskiem przeciwnym antykoncepcji. I dalej następuje uzasadnienie tego
      zarzutu: "Jeżeli już dwoje młodych ludzi zdecyduje się na współżycie", to (z
      całym szacunkiem dla nich) właśnie oni postępują bezmyślnie i
      nieodpowiedzialnie. Bo czy człowiek myślący, a tym bardziej odpowiedzialny
      pozwoli sobie na działanie o tak dużym "ciężarze gatunkowym"? Czy zapomni o
      odpowiedzialności za konsekwencje tego działania? Czy nie rozezna, ile z tego
      działania może wyniknąć ewentualnego dobra, a ile może spowodować zła? Czy
      pozwoli sobie na całkowicie świadome złamanie przykazania Bożego i konflikt z
      sumieniem?... Domeną młodych ludzi jest działanie impulsywne, często
      nieprzemyślane i tym samym nieodpowiedzialne. Toteż w tym wieku nie można
      podejmować współżycia będącego sprawą bardzo ważną, której konsekwencje sięgają
      dalszych lat naszego życia.

      I ostatnia część pytania. Jeżeli nie chcemy (i słusznie) aby "...nie
      powstało przez to niekochane dziecko", to nie należy podejmować współżycia. I
      to jest prosty, oczywisty wniosek.
      --------------------------

      pozdrawiam
      olivvka
    • olivvka Re: Kosciół a masturbacja 04.12.02, 13:38
      A tym razem cos o stosunku kosciola katolickiego do masturbacji:


      Katecheta 6-7/98
      -------------------------------
      Tadeusz Jakubowski
      Czy samogwałt może być niekiedy
      czymś pozytywnym?czymś pozytywnym?

      Czy można uzależnić się od samogwałtu? Czy onanizm to odprężenie i
      wyładowanie pozytywne?

      Samogwałt, zwany także masturbacją lub onanizmem, to działanie polegające
      na celowym, zamierzonym drażnieniu swoich narządów płciowych aż do osiągnięcia
      maksymalnego pobudzenia (u chłopaka - wytrysk płynu nasiennego; u dziewczyny -
      orgazm). U podstaw tego działania leży chęć osiągnięcia "przyjemności",
      samozadowolenia, rozładowania popędu.

      Podstawowym negatywnym problemem jest włączenie w to działanie narządów
      płciowych, które wpisane w ogólny plan współstwarzania człowieka, objęte są
      specjalnym szacunkiem i specjalną ochroną. Ta wyjątkowość narządów potwierdzona
      jest i chroniona nakazem czystości zawartym, podobnie jak cała sfera
      płciowości, w VI przykazaniu Bożym.

      Używanie narządów do innego celu niż zostały przeznaczone jest wykroczeniem
      moralnym - jest grzechem. Zatem onanizm, będący celowym pobudzaniem narządów
      płciowych (dla osiągnięcia określonych celów: zadowolenia, rozładowania popędu
      itd.), jest naruszeniem nakazu czystości, jest poważnym wykroczeniem moralnym
      (grzechem).

      Od samogwałtu można się uzależnić. Ma to swoje uzasadnienie
      psychoseksualne. Sam akt masturbacji powoduje chwilowe rozładowanie fizyczne,
      natomiast napięcie psychiczne pozostaje - jego rozładować w ten sposób nie
      można. Podrażnienie narządów płciowych łącznie z nierozładowaniem psychicznym
      powoduje dążność do następnych działań. I w ten sposób koło się zamyka; stąd
      prosta droga do uzależnienia.

      Większą trudność w opanowaniu popędu i podatność na onanizm mają chłopcy,
      chociaż u dziewczyn też się pojawia. Powodem narastania problemu onanizmu są,
      między innymi, informacje zamieszczane w prasie młodzieżowej, mówiące o
      korzystnym efekcie samogwałtu czy wręcz zachęcające do tego.

      Na jednym ze spotkań z młodzieżą kl. VII, otrzymałem takie pytanie: Czy
      onanizowanie jest złe i szkodliwe dla psychiki człowieka? (Jak u nas w szkole
      był psycholog, to powiedział, że jest to potrzebne, ponieważ przy tym człowiek
      wyładowuje się od stresów).

      Odpowiedziałem, że ten pan was okłamał. Nie wiem, czy wynikało to z
      niedouczenia, czy było zamierzone, ale jest to nieprawda. Nie wiem również na
      jakiej podstawie - doświadczeniach czy wiedzy(?) - opierał się ten pan
      psycholog, ale podawanie informacji niezgodnych z prawdą i to w szkole, jest
      karygodne. Niestety pojawiają się tacy pseudodoradcy, którzy mieszają wam w
      głowach. Winę za to ponosi dyrekcja szkoły lub nauczyciele, którzy zapraszają
      wątpliwej jakości "specjalistów", nie wiedząc, kto to jest i jaki reprezentuje
      poziom wiedzy.

      Powiedzmy sobie wyraźnie: Odczucie odprężenia jest złudne, występuje
      chwilowo, a świadomość czynu (moralnie złego) powoduje niezadowolenie i złość
      na siebie i nie tylko nie uwalnia od stresów, ale w nie wpędza. Onanizm jest
      szkodliwy szczególnie dla psychiki młodego człowieka. Jest także - o czym była
      już mowa - wykroczeniem moralnym.

      W czasie spotkań z młodzieżą lub indywidualnych rozmów pojawiają się
      pytania, jak uwolnić się od częstego samogwałtu.

      Otóż na początku należałoby określić w jakich sytuacjach, miejscach,
      okolicznościach pojawia się silny, trudny do opanowania popęd i tych sytuacji
      szczególnie unikać. Należy unikać marzeń, oglądania filmów o tematyce
      pobudzającej, bezczynności, samotności, wylegiwania się w łóżku, lenistwa itd.
      Ciągły ruch, zajęcie konkretnymi sprawami, sportem czy jakimś hobby pomaga w
      walce z samogwałtem. Nawet niewielki wysiłek fizyczny doskonale niweluje
      napięcia płciowe. Popęd płciowy nie musi być rozładowany na drodze działań
      seksualnych. Zwrócenie uwagi na coś innego (spacer czy ćwiczenie fizyczne)
      powoduje jego ustąpienie.

      Podjęcie zdecydowanych działań, walki z samogwałtem łącznie z
      przeświadczeniem, że chcemy się od niego uwolnić, da pozytywne efekty.

      Tadeusz Jakubowski
      -------------------------------

      pozdrawiam
      olivvka

    • olivvka Re: Kosciół a pornografia 04.12.02, 13:41
      A teraz coś o pornografii:


      Katecheta 4-5/98
      ------------------------------
      Tadeusz Jakubowski
      Oglądanie filmów pornograficznych

      Dlaczego uważa się, że oglądanie filmów pornograficznych jest dla nas
      niewskazane. Czy Kościół uznaje to za grzech?

      Podejmując jakiekolwiek działanie, dobrze odpowiedzieć sobie na pytanie:
      jaki jest cel tego działania i dokonać bilansu korzyści i ewentualnych strat.

      Filmy mogą informować, uczyć, bawić, pobudzać do myślenia, ale mogą też
      wywoływać emocje, wzbudzać agresję, przedstawiać obrazy i treści obliczone
      tylko na zysk finansowy bez względu na ewentualne szkody w psychice widza.

      Filmy pornograficzne w zamierzeniu producentów mają powodować pobudzenie
      (podniecenie) płciowe. Stąd też tematyka ogranicza się do obrazów i treści
      związanych z narządami płciowymi i działalnością seksualną. Filmy te
      przeznaczone są i odbierane z zasady przez ludzi szukających silnych pobudzeń
      bez względu na jakość wrażeń estetycznych, często ludzi o prymitywnej, niekiedy
      chorej wyobraźni, ludzi skrzywionych psychicznie w zakresie płciowości a także
      mających kłopoty ze swoją seksualnością, pobudliwością, opanowaniem. Te osoby
      stanowią trzon odbiorców filmów "porno".

      Filmy te, nastawione tylko na podniecenie wyobraźni, cechują się brakiem
      treści (bo po co?) a dla zapełnienia czasu filmu i zwiększenia
      jego "atrakcyjności" ucieka się do przedstawiania różnego rodzaju dewiacji,
      udziwnień, zboczeń, skrzywień psychicznych, wulgarności itp. Taki obraz
      seksualności jest sprofanowaniem tego, co w rzeczywistości jest piękne, co jest
      wartościowe, co jest wpisane w psychikę człowieka, także w jego życie
      małżeńskie, w wyrażanie miłości i wreszcie przekazywanie życia. Naruszenie
      wartości seksualności, jakie występuje w filmach pornograficznych, a zatem i
      godności człowieka, jest ciężkim wykroczeniem moralnym a widzowie tych filmów
      uczestniczą w tym wykroczeniu.

      Co zyskasz oglądając film pornograficzny?

      Po pierwsze: Zobaczysz świat seksualności w skrzywionym, zbrukanym świetle.
      Seksualności sprowadzonej do osiągania podniecenia za wszelką cenę, gdzie
      człowiek staje się przedmiotem użytym do spowodowania pobudzenia (najczęściej
      niekontrolowanego) popędu płciowego widzów. Będzie to obraz nieprawdziwy,
      sfałszowany, zakłamany i zwulgaryzowany.

      Po drugie: Filmy są tak zrobione, że dużą ilością i treścią obrazów mogą
      spowodować nawet silne pobudzenie popędu. I co dalej? Wywołane podniecenie nuży
      i męczy, bo dąży do rozładowania. Starając się opanować te pobudzenia, człowiek
      się męczy, niekiedy pobudzenie jest tak duże, że staje się powodem onanizmu. I
      jedno i drugie jest złem.

      Po trzecie: Obrazy "wbite" w świadomość pozostają, natrętnie powracają w
      różnych momentach obejmując i dominując całą psychikę. Tworzą chorą wyobraźnię.
      Pojawia się chęć wprowadzania w czyn oglądanych treści. A więc dalszy ciąg
      łańcucha zła. Myślę, że tego uzasadniać nie trzeba.

      Jeżeli rodzice, nauczyciele, katecheci, wychowawcy mówią wam, że nie należy
      oglądać filmów i wydawnictw pornograficznych, to nie dlatego, że nie chcą wam
      czegoś przekazać, powiedzieć, chcą ukryć treści związane z seksualnością, ale
      dlatego, że w tych filmach czy pismach jest ona (seksualność) przedstawiona w
      sposób zakłamany, przedmiotowy, wulgarny a często brutalny. Przedstawia się tu
      działania, które u normalnych ludzi nie mają miejsca, które dla normalnych
      ludzi są patologią, budzą niesmak i odrazę. Karmienie się takimi treściami musi
      spowodować duże szkody w świadomości człowieka.

      Podkreślam jeszcze raz: Ponieważ obciążenie świadomości treściami
      pornograficznymi powoduje wiele zła - co udowodniono wyżej - dlatego także
      oglądanie pism czy filmów pornograficznych jest wykroczeniem moralnym, jest
      grzechem.

      Myślę, że obiektywne spojrzenie na przedstawione zagadnienia i straty jakie
      może spowodować, odpowie na postawione pytanie oraz pozwoli podejmować
      odpowiednie decyzje w tym zakresie.

      -------------------

      pozdrawiam
      olivvka
    • olivvka Re: Kościół a prawidłowe współżycie seksualne 04.12.02, 13:43
      A teraz coś o poprawności stosunków seksualnych:


      Katecheta 3/98
      ------------------
      Tadeusz Jakubowski
      Jak poprawnie uprawiać seks?Jak poprawnie uprawiać seks?

      Czy uprawianie seksu przed małżeństwem jest grzechem? Czy seks to coś
      strasznego? Jak poprawnie uprawiać seks?

      Ponieważ pytania te dotyczą tego samego zagadnienia, odpowiem na nie
      wspólnie. Samo sformułowanie pytań już zawiera wiele wątków wymagających
      wyjaśnienia.

      Wpierw słowa "uprawianie seksu". Słowo "uprawianie" najczęściej odnosi się
      do pewnych zajęć, którym z zapałem poświęcamy możliwie dużo czasu, ponieważ
      dają nam określone korzyści: radość, zadowolenie, odpoczynek. Uprawiać można
      koszykówkę, pływanie, turystykę, wspinaczki itp. Określenie "uprawianie seksu"
      sugeruje, że jakieś działanie seksualne (bliżej w pytaniu nieokreślone) stawia
      się na równi ze sportem czy turystyką, zatem stają się te działania formą
      rekreacji, zabawy... I myślę, że niestety wielu ludzi traktuje seksualność jako
      tanią zabawę.

      Takie podejście już na samym wstępie jest nieporozumieniem, niezrozumieniem
      roli i wartości erotyki w życiu człowieka, wypacza sens i cel płciowości. Bo
      czy celem takiej "zabawy w seks" jest dobro moje lub drugiego człowieka? Na
      pewno nie. Wynika ona z egoistycznej chęci rozładowania popędu płciowego,
      pobudzeń, napięć, z którymi nie mam ochoty się zmagać, których nie chcę
      opanowywać, przeciwstawiać się im. Wskazanie celu takiego działania już daje
      odpowiedź na stawiane pytanie. Jakiekolwiek działania seksualne (oczywiście
      poza małżeństwem) są ciężkim wykroczeniem moralnym, są grzechem.

      Dla różnych ludzi "uprawianie seksu" oznacza różny zakres działań. Ale bez
      względu na obszar tego działania jest to związane z płciowością, a zatem
      narusza intymną i bardzo ważną sferę życia człowieka. Niekiedy zapomina się, że
      cała sfera fizyczna, biologiczna i psychiczna dotycząca płciowości związana
      jest z wielkim darem jaki człowiek otrzymał od Boga - darem przekazywania
      życia. I właśnie z uwagi na ważność i wielką wartość tego daru, wszelkim
      elementom, reakcjom, prawom psychicznym, działaniom czy wreszcie narządom
      związanym z zadaniem przekazywania życia winniśmy ogromny szacunek. Ten
      szacunek zmusza nas także do bardziej wnikliwej oceny moralnej wszystkich
      działań związanych z płciowością i uzasadnia poważniejsze sankcje (kary) za te
      czyny.

      Ważność płciowości ludzkiej znalazła swoje odbicie w Dekalogu, w VI
      przykazaniu (usytuowanym zaraz za przykazaniem broniącym życia ludzkiego - co
      potwierdza jego ważność). Wszelkie wykroczenia przeciwko VI przykazaniu,
      przeciwko czystości, są grzechem. A "uprawianie seksu" jest takim wykroczeniem.

      Niekiedy traktuje się przykazania Boże jako formę zakazu, aby człowiekowi
      odebrać to, co mu sprawia radość, aby go ograniczyć. Takie rozumowanie jest
      fałszywe. Proszę zwrócić uwagę, że przykazania są po to, aby człowiek nie
      zniszczył tego, co stanowi wartość, aby go uchronić od wielu nieszczęść. A
      zatem przykazania są dla dobra człowieka, a nie przeciwko niemu.

      A "uprawianie seksu" zawsze, a w szczególności w młodym wieku, obraca się
      przeciwko człowiekowi i to w różny sposób (np. od uzależnienia erotyką poprzez
      utratę wrażliwości i obiektywnej oceny moralnej aż do nieplanowanej ciąży,
      która przecież w tej sytuacji staje się dramatem). Zachowanie czystości stwarza
      warunki do spokoju wewnętrznego, równowagi psychicznej a w dalszej kolejności
      do wejścia w małżeństwo z jasnym spojrzeniem i odpowiedzialną decyzją.

      W małżeństwie sytuacja się zmienia. Tu współżycie małżeńskie jest
      przywilejem. Jest wyrazem miłości, jedności małżeńskiej, jest także skierowane
      ku poczęciu dziecka, które jest owocem miłości.
      -----------------

      pozdrawiam
      olivvka
    • olivvka Re: Kosciół a petting 04.12.02, 13:45
      A teraz na koniec kilka słów o stanowisku kk wobec pettingu:

      Katecheta 1/98
      ----------------
      KŁOPOTLIWE PYTANIAKŁOPOTLIWE PYTANIA


      Tadeusz Jakubowski
      Co Pan sądzi na temat pettingu?Co Pan sądzi na temat pettingu?

      II kl. szkoły średniej
      Co Pan sądzi na temat pettingu? Czy może być uzupełnieniem miłości ludzi
      będących przed ślubem?

      Mianem pettingu określa się - z założenia - działanie polegające na
      wzajemnych pieszczotach chłopaka i dziewczyny obejmujących całe ciało łącznie
      (a może przede wszystkim) z narządami płciowymi aż do osiągnięcia maksymalnych
      doznań (ejakujacja, orgazm) jednak bez współżycia. W barwnej prasie
      młodzieżowej (BRAVO, Popcorn) znanej z instrumentalnego traktowania seksu,
      petting jest propagowany jako działanie dające rzekomo maksimum zadowolenia (?)
      a jednocześnie "bezpieczne", bez "zagrożeń" (czyli tu: zajścia w ciążę),
      ponieważ nie ma współżycia.

      Jak ocenić petting?

      Dla lepszej oceny tego działania należy uświadomić sobie, że petting nie
      jest niczym innym jak wzajemnym onanizowaniem się i jako takie musi być
      rozpatrywane i poddane ocenie moralnej. A onanizm jest wykroczeniem moralnym;
      jest grzechem przeciw czystości. Musimy pamiętać, że w każdym przypadku
      podejmowania decyzji dotyczących jakichkolwiek działań, obowiązuje nas (bez
      względu na światopogląd) ocena moralna tych czynów. Nakaz ten staje się jeszcze
      bardziej wyrazisty, gdy działania te dotyczą w jakimś sensie także drugiej
      osoby.

      Ocena moralna pettingu jest taka sama jak onanizmu (chociaż tu dotyczy
      dwojga ludzi - czystości własnej i drugiej osoby), dodatkowo ze wzajemnym
      naruszeniem godności drugiej osoby użytej w tym działaniu do osiągnięcia
      podniecenia i rozładowania własnych napięć seksualnych. Proszę zauważyć,
      że "używa się" przedmiotów. Człowiek zawsze jest podmiotem, nigdy -
      przedmiotem, a traktowanie go jako przedmiotu użycia jest ciężkim naruszeniem
      jego godności (nawet jeżeli - jak twierdzi - jemu to nie przeszkadza).

      Wynika stąd, że petting jest ciężkim wykroczeniem moralnym czyli grzechem
      ciężkim.

      Uzasadnienie tej oceny jest przejrzyste: grzechem ciężkim jest "używanie"
      narządów płciowych do innych celów niż zostały przeznaczone; jest
      ich "profanacją" jako że one także biorą udział w wielkim dziele przekazywania
      życia. Stąd też ocena moralna działań związanych z całą psychiczną i fizyczną
      sferą a także narządami skierowanymi ku prokreacji jest inna, bardziej
      wymagająca niż w przypadku innych działań i pozostałych narządów. Wynika to z
      wielkiej wartości daru jakim jest możliwość przekazywania życia - udział w
      powoływaniu, "współtworzeniu" nowego człowieka.

      Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na inny aspekt. Silne podniecenie osób
      bawiących się w petting powoduje, że działania często wymykają się spod
      kontroli i w efekcie kończy się to - ku zaskoczeniu obydwojga-, nieplanowanym,
      niezamierzonym współżyciem. Może się to skończyć jeszcze bardziej dramatycznie
      jako że konsekwencją współżycia może być, i często jest, poczęcie dziecka.

      Mówiłem już, że w czasie pettingu występuje silne uderzenie i naruszenie
      godności osoby, która jest traktowana jako zabawka, mająca mi umożliwić
      osiągnięcie maksymalnego osobistego zadowolenia. Jest to działanie typowo
      egoistyczne, nie liczące się z drugą osobą, nie mówiąc już o szacunku. Petting
      nie stanowi nawet namiastki współżycia małżeńskiego, wyrazu miłości, które jest
      obdarowaniem sobą, dawaniem siebie. Dlatego traktowanie pettingu (który
      jest "braniem przyjemności" a nie "dawaniem siebie") jako "uzupełnienia"
      miłości jest już w założeniu chybione. Ludzie autentycznie kochający się nie
      muszą "uzupełniać" swojej miłości a, już tym bardziej skrzywionymi działaniami
      z gruntu skierowanymi na samozadowolenie, na osiągnięcie przyjemności za pomocą
      drugiej osoby. Dla tych kochających się osób nie będzie stanowiło problemu
      odłożenie współżycia na czas, kiedy jako małżeństwo będą sobie w ten sposób
      wyrażać miłość.

      Reasumując należy podkreślić, że petting jest działaniem wysoce nieetycznym
      o dużym ładunku negatywnych emocji rzutujących na przyszłe życie, jest ciężkim
      wykroczeniem moralnym (grzechem ciężkim).
      -------------------


      pozdrawiam
      olivvka
        • olivvka Re: Już skończyłam :-))) 04.12.02, 14:11
          kalina79 napisała:

          > Oh Good! Olivvka show me your mercy! Przestań katować mnie tymi bzdetami!!!
          Czy
          >
          > masz ciągoty sadystyczne? Ja jestem submisywna ,ale mam swoje granice!!!
          > Cmok! I już przestań, dobrze? ;-)

          Kalinko droga,
          Dzisiaj nie mam ciągot sadystycznych, naprawde:-))). A pozwoliłam sobie to
          przekopiować by przedstawić oficjalne stanowisko kk w poszczególnych kwestiach
          dotyczących zachowań seksualnych człowieka. Może teraz dyskusja będzie jeszcze
          dynamiczniejsza?

          pozdrawiam
          olivvka :-)))
        • _owca Re: Kosciół a .... Olivvka 04.12.02, 14:15
          Ależ nie Kalino!
          To wszystko to właśnie odpowiedź na postawione pytanie: Wpływ religii na
          zachowania seksualne!!! Jak tu się nie dziwić, że ludzie, którzy chociaż
          odrobinę myślą i czują;) odcinają się od takiego pojmowania świata.
          A tak nawiasem mówiąc, czy ktoś wie o jakichś aktualnych badaniach
          socjologicznych (tylu tu socjologów: kucharz, oliwka, starszy pan też jawi mi
          się jako "socjologolubny" , nie mówiąc że sama też wywodzę się z tego
          kierunku... ) mówiących jaki procent polskiego społeczeństwa określa się mianem
          KOTOLIKA?
          OWCA.
          • kalina79 Re: Kosciół a .... Owca 04.12.02, 14:21
            _owca napisała:

            > A tak nawiasem mówiąc, czy ktoś wie o jakichś aktualnych badaniach
            > socjologicznych (tylu tu socjologów: kucharz, oliwka, starszy pan też jawi mi
            > się jako "socjologolubny" , nie mówiąc że sama też wywodzę się z tego
            > kierunku... ) mówiących jaki procent polskiego społeczeństwa określa się
            miane KATOLIKA?


            O ILE MNIE PAMIĘĆ NIE MYLI, ZA WAŁĘSY BYŁO 92%? Toz to państwo wyznaniowe!
          • olivvka Re: Szacunkowe wyniki badań 04.12.02, 14:32
            _owca napisała:

            > Ależ nie Kalino!
            > To wszystko to właśnie odpowiedź na postawione pytanie: Wpływ religii na
            > zachowania seksualne!!! Jak tu się nie dziwić, że ludzie, którzy chociaż
            > odrobinę myślą i czują;) odcinają się od takiego pojmowania świata.
            > A tak nawiasem mówiąc, czy ktoś wie o jakichś aktualnych badaniach
            > socjologicznych (tylu tu socjologów: kucharz, oliwka, starszy pan też jawi mi
            > się jako "socjologolubny" , nie mówiąc że sama też wywodzę się z tego
            > kierunku... ) mówiących jaki procent polskiego społeczeństwa określa się
            mianem
            >
            > KOTOLIKA?
            > OWCA.

            Owieczko,
            Niegdyś, za studenckich czasów pracowałam sobie dorywczo dla ówczesnego OBOP-u
            (dzisiaj TNS OBOP) jako ankieterka, ale także jako pomocnica koordynatora dla
            regionu z którego pochodzę. W zwyczaju OBOP-u było wtedy przeprowadzanie badań
            omnibusowych, zazwyczaj raz na 2-3 tygodnie. W jednym z kwestionariuszy
            ankietowych były zawarte dość szczegółowe pytania dotyczące stosunku
            ankietowanych do wiary oraz do kosciola katolickiego. Nie pamiętam już dzisiaj
            dokładnie ani treści pytań ani ich formy (czy były zamknięte czy otwarte).
            Pamiętam jednak doskonale wyniki tych badań, gdyż bardzo mnie one wtedy
            zastanowiły i dały bardzo dużo do myślenia.

            W świetle tego co podaje kk - osoby wierzące stanowią ok 95 % społeczeństwa
            polskiego.

            W świetle przeprowadzonych badań wynikało, że za osoby wierzące uznawało się (a
            był to rok bodajże 1997) ok. 75% respondentów, z czego zaledwie ok. 30% uważało
            się za osoby wierzące i praktykujące, choć blisko 80% z owych 30% selektywnie
            traktowało przykazania boze i nauki kosciola.
            Tak więc za osoby wierzące, praktykujące i traktujące przy okazji nauki
            kosciola jako istotne dla ich życia, a nie z przymrużeniem oka, uznać mozna
            było........6% naszego społeczeństwa. Nieprawdopodobne? A jednak. Reszta to
            katolicy, którzy bądź nie praktykują, bądź wybiórczo podchodza do przykazan
            bozych i przestrzegają tych, które wydają im się zgodne z własnym postępowaniem
            i sumieniem.

            To tyle co pamiętam.

            pozdrawiam
            olivvka

            • _owca Re: Szacunkowe wyniki badań 04.12.02, 14:46
              Brawo!!!!
              I tu chyba już wszystko jasne. Bierz pod uwagę jeszcze Olivvko, że to było 5
              lat temu!!! Możemy spokojnie przyjąc, że że odsetek osób wierzących, a co za
              tym idzie i wierzących - praktykujących (z wyłączeniem "myślących -
              praktykujących") jeszcze bardziej spadł.
              • olivvka Re: Szacunkowe wyniki badań 04.12.02, 14:49
                _owca napisała:

                > Brawo!!!!
                > I tu chyba już wszystko jasne. Bierz pod uwagę jeszcze Olivvko, że to było 5
                > lat temu!!! Możemy spokojnie przyjąc, że że odsetek osób wierzących, a co za
                > tym idzie i wierzących - praktykujących (z wyłączeniem "myślących -
                > praktykujących") jeszcze bardziej spadł.

                Właśnie szukam w przepastnych archiwach OBOP-u, ale już widzę że nie znajdę,
                gdyż nie wszystkie raporty (zwłaszcza te z lat ubiegłych) są w formie
                elektronicznej. Ale postaram się jutro coś wygrzebać z własnych materiałów,
                które mi jeszcze pozostały.

                pozdrawiam
                olivvka
            • _owca Re: Szacunkowe wyniki badań 04.12.02, 14:50
              olivvka napisała:
              > W świetle tego co podaje kk - osoby wierzące stanowią ok 95 % społeczeństwa
              > polskiego.
              Myślę, że kościół katolicki traktuje statystykę osób ochrzczonych jako
              oficjalną liczbę osób wierzących. Tylko co te biedne małe duszyczki są winne,
              że ich rodzice boją się wyłamać z ogólno przyjętej reguły: "Wierzę, czy nie,
              chodzę do kościoła, czy nie, dziecko trza ochrzcić! "
    • verka.w Re: Wpływ religii na zachowania seksualne 04.12.02, 15:16
      olivvka napisała:

      > Jeszcze nigdy nie zakładałam wątku na Forum, z tym większą przyjemnością
      > czynię to teraz.
      >
      > Chciałabym zapytać o wpływ kosciola katolickiego i nauk przez niego
      > głoszonych na Wasze życie seksualne. Czy zakazy i restrykcyjność towarzysząca
      > naukom kosciola wplynela pozytywnie na Wasz stosunek do zachowań seksualnych
      > czy też może spowodowała jakieś poczucie winy, niechęć do pewnych zachowań
      > związanych z seksualnością człowieczą, strach przed nimi, a może nawet
      > kompleksy na ich tle?
      >
      > Mam nadzieję, że to ogólnie postawione pytanie będzie początkiem ciekawej
      > dyskusji na temat wpływu kosciola katolickiego na życie seksualne jego
      > wiernych, a może także osób żyjących z boku wiary, które zechcą zabrać głos w
      > dyskusji.
      >
      > pozdrawiam serdecznie
      > olivvka

      Vitam!!!
      Chcialam powiedziec tyle, ze poniewaz jestem katoliczka, to powinnam niby z tym
      pierwszym razem poczekac do slubu i tak tez zamiezalam az do 22 roku zycia,
      Spotkalam faceta o ktorym myslalam ze go kocham i ktory mnie kocha no i sie
      pomylilam po kilku miesiacach. Napewno niezaluje ze czekalam tak dlugo, jednak
      troszke jest ten zal o to ze zostalam oszukana i troszke sie czuje
      wykorzystana. teraz mam chlopaka ktorego tez kocham i on mnie chyba tez, i tez
      za dlugo nie czekalismy ale wolalabym zeby byl moim pierwszym bo jest o niebo
      lepszy od poprzedniego.
      A co do katolicyzmu to chyba maja racje ze przed slubem nie bo przeciez nie
      jestem jedyna ktora zostala porzucona przez faceta z ktorym kochala sie,
      przepraszam wspolzyla sexualnie, pierwszy raz...
      Pozdrovionka - Verka

      --
      Kobieta poznaje prawdziwego mezczyzne po stosunku. Do niej rzecz jasna.
      • _owca verko 04.12.02, 15:32
        Trudno mi zrozumieć dlaczego czujesz się oszukana i wykorzystana... To była
        Twoja decyzja! Sama piszesz, że się pomyliłaś. Nie widzę tu jego winy. Ludziom
        czasem nie wychodzi razem i raczej zawsze wina leży po obu stronach... Tragedią
        byłoby gdybyś za niego wyszła a potem okazałoby się, że nie pasujecie do siebie.
        OWCA.
        • verka.w Owco - historia byla krotka 04.12.02, 16:42
          _owca napisała:

          > Trudno mi zrozumieć dlaczego czujesz się oszukana i wykorzystana... To była
          > Twoja decyzja! Sama piszesz, że się pomyliłaś. Nie widzę tu jego winy.
          Ludziom
          > czasem nie wychodzi razem i raczej zawsze wina leży po obu stronach...
          Tragedią
          >
          > byłoby gdybyś za niego wyszła a potem okazałoby się, że nie pasujecie do
          siebie
          > .
          > OWCA.

          Vitam!
          Moze zle soie wyrazilam co do tego wykorzystania. Sprawa wygladala tak: bylam z
          facetem ktory jawnie deklarowal swoja milosc do mnie i nie ukrywal rowniez
          checi poslubienia mojej osoby, wkoncu sie z nim przespalam bo byl bardzo mily,
          jednak w momencie gdy okazalo sie ze moge byc w ciazy (nie bylam) on w to nie
          uwiezyl, mnie oczywiscie po tym zdazeniu przeszla ochota na sex (wiadomo,
          pewnego rodzaju lek przed kolejnym takim wypadkiem) a on minie poprostu po tym
          rzucil. Rzeczywiscie to byl moj dobrowolny wybor, jednak podyktowany mysla ze
          facetowi na mnie zalezy i naprawde mnie nie skrzywdzi (o czym wielokrotnie
          mowil). Dodam, ze wymyslil zupelnie niewiarygodny powod zerwania: ze to jednak
          za daleko (200 km), ale przez 7 miesiecy mu to nie przeszkadzalo!
          Pytanie do Ciebie: uwazasz ze moge nie czuc sie wykorzystana?

          A co do dopasowania. Jezeli tak bardzo jest to wazne to w jaki sposob sie
          dopasowuja do siebie ludzie czesto zmieniajacy partnerow?

          Pozdrovionka - Verka

          --
          Kobieta poznaje prawdziwego mezczyzne po stosunku. Do niej rzecz jasna.
      • olivvka Re: Wpływ religii na zachowania seksualne 04.12.02, 15:36
        > A co do katolicyzmu to chyba maja racje ze przed slubem nie bo przeciez nie
        > jestem jedyna ktora zostala porzucona przez faceta z ktorym kochala sie,
        > przepraszam wspolzyla sexualnie, pierwszy raz...
        > Pozdrovionka - Verka

        Witaj Verko,
        A jeśli mogę zapytac: co poczęłabyś ze swoim małżeństwem, gdyby okazało się,
        naturalnie już po ślubie, że wraz ze swoim mężem nie jesteście zupełnie
        dopasowani seksualnie do siebie? (np. dysproporcje w budowie anatomicznej,
        odmienność preferencji i upodobań, albo rzadko lecz jednak spotykane uczulenie
        na ciało parntera) Czy znosiłabyś trudy bycia żoną i trudy związane z
        odbywaniem powinności małżeńskich mimo braku przyjemności ze współżycia lub
        jawnego dyskomfortu towarzyszącego każdemu zbliżeniu?

        pozdrawiam
        olivvka
    • rychost Teoria i praktyka 05.12.02, 13:33
      Wplyw religii na zachowania seksualne jest fascynujacym tematem. Teoretycznie i
      praktycznie. Zaczne od teorii. W Polsce mowiac o religii mysli sie w zasadzie
      wylacznie o kosciele katolickim. Pomija sie zupelnie nieslusznie stare
      slowianskie wierzenia i tradycje. Tak zwana ludowa religijnosc w Polsce jest
      nasycona przedchrzescianska obrzedowoscia i w slowie i w obyczaju. Katolickosc
      i slowianskosc to dwie seksualne skrajnosci. Totez prawdziwie wierzace madre
      osoby od 1000 lat maja podwojna moralnosc. Wiedza co mowi ksiadz ale wiedza tez
      co rozsadni ludzie wiedziec powinni. Niwdowiarkow zachecam do przegladu
      ludowych przyslow i powiedzonek. Wiekszosc z nich dotyczacych seksualnosci jest
      poganska do szpiku kosci.

      Problemem katolicyzmu sa jego palestynskie korzenie. Uswiecone sa w nim
      obyczaje pasterskich koczowniczych plemion sprzed 3000 lat. Aby przy braku wody
      kobiety nie mialy chorob kobiecych chlopcow obrzezano. Kobieta byla tam
      towarem, ktory sie kupowalo za 15 koz. Towar zakupiony musial byc nieuzywany
      (dziewictwo). Swierzy towar nie nosil w brzuchu cudzego dziecka, nie byl
      zarazony chorobami (wenerycznymi) i nie mogl porownac mozliwosci seksualnych
      swego wlasciciela z innymi mezczyznami. W bardzo ciezkich warunkach pustynnych
      i polpustynnych kobiety marly jak muchy przy kolejnych porodach. Bylo rzecza
      bardzo rozsadna posiadac w zapasie piastunki do juz splodzonych dzieci - to byl
      i jest prawdziwy sens wielozenstwa. Prawo lewiratu wymagalo przylaczenia zony
      (zon) swego zmarlego brata do wlasnego stolu i loza. W tamtych czasach
      wiekszosc dzieci umierala przed osiagnieciem 5 roku zycia. Aby plemie moglo
      przezyc jako spolecznosc niezbedne bylo aby kobiety byly w ciazy kiedy to tylko
      mozliwe. Dlatego tez grzechm bylo marnowanie choc kropli meskiego nasienia -
      mastrubacja, akt przerywany (grzech Onana), zapobieganie ciazy, homoseksualizm.
      To sa podstawy i obraz katolickiej seksualnosci. Zupelnie odmienne byly
      zwyczaje slowianskie. Zyli oni dostatnio w sprzyjajacych warunkach
      klimatycznych. Dzieci byly wspolnym dobrem calego "plemienia"-wsi. Oddawano
      czes bogom-silom natury uczestniczac w zbiorowym seksie (noc Kupaly). Tylko
      bezboznice zostawaly dziewicami. Pelne odwrocenie pojec w stosunku do
      chrzescianstwa. Slowianie mieli obyczaje bliskie ludzkiej naturze. Chcieli
      pozostac w zgodzie z soba i przyroda. Swa religijnoscia chcieli wspomagac i
      wspierac naturalne procesy przyrody.

      Przez 1000 lat scieraly sie w Polsce stare odwieczne zwyczaje z chrzescianskimi
      nowinkami. Stare nigdy do konca nie zostalo wyparte przez semickie przesady.
      Katolicyzm nie byl w stanie wygrac z naturalnymi fizjologicznymi potrzebami
      ludzi. Postep technologii i medycyny w ostatnich wiekach zmienil calkowicie
      nasze myslenie o tradycjach. Nasze zycie i wymagania wobec zycia nie
      przypominaja zupelnie ani rzeczywistosci semickich pasterzy ani slowianskich
      rolnikow wypalaczy lasu. W zasadzie model rodziny 2+2 zapewnia normalna
      kontynuacje spoleczenstwa. Zasada "co rok prorok" stala sie totalnym
      przezytkiem. Zmienilo sie wszystko z wyjatkiem radosci jaka daje seks, milosc i
      wychowywanie dzieci. Kaplani - "straznicy tradycji" nie chcieli i nie potrafili
      dostosowac sie do gwaltownych zmian jakie przyniosly dwa ostatnie wieki.
      Semicki towar (kobiety) nabral samoswiadomosci i zachcial od zycia wszystkiego
      co umozliwia mu natura (Bog). Jak nie potrzeba to nawet w bolu rodzic nie chca.
      Dlacego tego wszystkiego kobietom zabronic jezeli warunki zmienily sie tak
      diametralnie w stosunku do starozytnosci? Dlaczego zrezygnowac z wiedzy jaka
      ludzkosc zdobyla przez ostatnie 3000 lat na rzecz przebrzmialych tradycji?
      Dlaczego wybrac tradycje semicka a nie slowianska? Problemem jest tradycyjnosc
      wychowania w rodzinie. Ono ksztaltuje "kregoslup moralny". Opinia najblizszego
      otoczenia wzmacnia nacisk na "oczekiwane zachowania". Opinii najblizszych
      strasznie trudno sie przeciwstawic. Zwiazki z nimi budujemy przez cale swe
      zycie. Seks nie jest dostatecznym powodem dla osoby nie zakochanej szalenczo
      aby zrywac zwiazki z najblizszymi. Tak wiec to zwiazki rodzinne sa wazniejszym
      kryterium niz religia. Wyrozumiali rodzice pokonaja kazdego spowiednika.

      A teraz troche praktyki. Najlepiej smakuje zakazany owoc. Mialem kiedys
      kochanke katoliczke. Po paru miesiacach upojnej znajomosci oswiadczyla, ze byla
      u spowiedzi i pragnie przestac zyc w grzechu. Pomyslalem, ze nie bedzie mi tu
      jakis chlop w sukience wchodzil w parade. Staralem sie kilka godzin az wyszlo
      na moje. Bylo upojnie. Przedluzanie gry wstenej w nieskonczonosc prowadzi do
      wspanialego zakonczenia. W innych warunkach malo kto wytrzyma tak dluga gre
      wstepna. Ja jako ateista zgrzeszylbym niezapylajac kwiatu kobiecosci.

      Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka