12.09.18, 10:50
Treść postu jest niedostępna.
Edytor zaawansowany
  • alpepe 12.09.18, 10:53
    Twój syn powiedział na inne dziecko, że jest głupolem i śmierdzi? Dobrze zrozumiałam?

    --
    Achse des Guten
  • ofelia1982 12.09.18, 11:00
    tak.
  • 35wcieniu 12.09.18, 11:02
    Niezaleznie do jakiej szkoly pojdzie - jest malym chamem. Tu masz problem, a nie w szkole.
  • ofelia1982 12.09.18, 11:03
    OK dzięki za pomoc. Mysle, ze takie dzieci trzeba po prostu skreślić.
  • 35wcieniu 12.09.18, 11:09
    No zaraz. Caly post w stylu "moj biedny dzieciaczek", ale jak miedzy wierszami wychodzi jaki z niego cham to obraza? Krotko i w temacie: Dzieciak ktory tak traktuje inne dzieci nie bedzie lubiany w zadnej szkole. Mozesz przeniesc, mozesz nie - dopoki nie zobaczysz w czym problem nie ma to zadnego znaczenia.
  • ofelia1982 12.09.18, 11:16
    nie. nie obraza. po prostu mam wrazenie, ze tylko dzieci mieszczace sie w kategorii grzecznych są akceptowane. reszta to od razu "patola" , "rozwydrzony bachor". A nikt nie patrzy na to, ze u dzieci czesto zle zachowanie jest reakcja na stres i tak dalej. JA ZAWSZE GNĘBIE JEGO ZŁE ZACHOWANIE - to pisze tylko dla porządku, bo chyba zaznaczylam to w pierwszym poscie. Prosze zebys postawila sie w sytuacji matki, ktora kocha dziecko, wyciaga konsekwencje, chce jak najlepiej, rozmawia, widzi jego stres w tej nowej grupie (w starej grupie zle sie nie zachowywal bo byl przez nia akceptowany) - a jednak dziecko nie jest idealne.
  • maaria33 12.09.18, 11:20
    Dziecko nie musi być idealne. Ale dziwne jest to, że winą obarczasz innych zamiast szukać rozwiązania problemu. Nie Twoje dziecko jest problemem - problemem jesteś Ty. Twoje dziecko reaguje na niepowodzenia tak jak Ty - nie bawią się z nim to głupole i śmierdziuchy. A Ty w ten sam sposób oceniasz rodziców - reagują na to, że ktoś nazwał ich dziecko głupolem i śmierdziuchem to znaczy, że są przewrażliwieni.

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • alpepe 12.09.18, 11:25
    I w sumie nic dodać, nic ująć. Ja nie byłam pewna, czy to obca matka wyzwała jej syna, czy to ona ma takiego źle wychowanego ancymonka.

    --
    Achse des Guten
  • ofelia1982 12.09.18, 11:26
    ale on nie nazwal dziecka smierdziuchem, bo sie nie bawilo z nim. To nie o to chodzi.
    Dla porządku - w jakim wieku masz dzieci?
  • maaria33 12.09.18, 11:30
    Już dorosłe. I też był w szkole niepublicznej. I też nie miał "markowych" ciuchów ;)

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • ofelia1982 12.09.18, 12:03
    gratulacje:) To idz na inne wątki, szkoda mi obarczać Cie tematem takich złych dzieci jak moje
  • makurokurosek 12.09.18, 14:35
    W pierwszej klasie u córki też była dziewczynka która w ten sposób potrafiła odzywać się do dzieci, dziewczynka nie traktowała tego jako coś obraźliwego jak się okazało w jej domu non stop były awantury, rok później rodzice się rozwodzili. Tak więc taki sposób zachowania dziewczynka wyniosła z domu i żeby nie było, żadna patologia ludzie wykształceni i zamożni
  • alicia033 12.09.18, 14:43
    makurokurosek napisała:

    > żadna patologia ludzie wykształceni i zamożni

    majątek i wyształcenie naprawdę nie jest wyznacznikiem braku patologii.

    --
    www.siepomaga.pl/weronikaibartek
  • basiastel 12.09.18, 16:31
    Dla porządku - w jakim wieku masz dzieci?
    -----------------------------------------------------
    sugerujesz, że wiek tu coś usprawiedliwia, że obrażanie i plucie na innych to przywilej wieku?
  • milva24 12.09.18, 11:26
    Dziecko nie jest idealne więc w innej szkole też nie będzie idealne.
  • olena.s 12.09.18, 11:33
    To nie jest kwesti idealności, tylko chamstwa i agresji. Bardzo mozliwe, że twój syn uwalnia je w sytuacjach niekomfortowych - ale rozwiązaniem tego problemu nie jest (skadinąd skazana na niepowodzenie) walka o zapewnienie pełnego komfortu. Bo zawsze może dojść do sytuacji konfliktowej, czy z innym uczniem czy z nauczycielem - nawet jeżeli zmienisz szkołę na inną, z innym układem towarzyskim. I co wtedy? Kolejna szkoła?
    Ponadto - świat pełen jest pozerów, durni i snobów, ale twierdzenie - po paru dniach!!! że jesteś lepsza, głębsza, lepiej wychowująca dziecko bo nie zależy ci "by moje dzieci posiadały bluzy Kenzo i klapki Gucci, a ja sama wolę wydac kase na weekend z dzieciakami za miastem niż buty z logiem za 500zł" nie wystawia ci dobrego świadectwa jako wiarygodnej obserwatorki.
    W sumie: sprawdź obserwcje nauczycieli. Poproś o pomoc psychologa szkolnego. Spróbuj nie wchodzić odruchowo w rolę obrończyni niuniusia, tylko zdobyc sie na cień obiektywizmu. I dopiero potem decyduj co do szkoły.
  • mamma_2012 12.09.18, 11:10
    Mam wrażenie, że bagatelizujesz problem zachowania syna. Takie odzywki czy plucie to w zasadzie, poza biciem, najgrubsze grzechy, które może popełnić siedmiolatek w pierwszym tygodniu szkoły.
    Proponuję wizytę u szkolnego psychologa czy pedagoga, żeby przyjrzał się sytuacji i oczywiście rozmowę z wychowawcą.
  • basiastel 12.09.18, 15:58
    Może skreślać to nie, ale powodów do rozczulania się nad dziubdziusiem na pewno nie ma i jeśli ktoś tu trzyma swoje dziecko pod kloszem, to właśnie Ty. W żadnej szkole chamskie odzywki i plucie na kogoś Twojego "wrażliwego i dobrego" dziecka nie będzie akceptowane.
  • maaria33 12.09.18, 10:54
    mama tego dziecka i w mocnych słowach mu zwróciła uwagę, żeby nie mówił na jej dziecko, że jest głupolem i śmierdzi....


    Dorosły czlowiek tka powiedział????!

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • 35wcieniu 12.09.18, 10:58
    No zacytowala dziecko autorki, tak wynika z postu.
  • maaria33 12.09.18, 11:06
    źle zrozumiałam i się przeraziłam.

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • mamma_2012 12.09.18, 11:02
    Mama zażądała, i słusznie, żeby chłopiec na jej dziecko nie mówił, że jest głupolem i śmierdzi.

    Co do meritum. W każdej szkole, prywatnej i państwowej, dziecko, które obraża i pluje na kolegów lekko mieć nie będzie.
    (Ps. to nie chodzi o „białą szkołę” (coś kojarzę jakiś wątek)? Jeśli tak, to bez przesady z tym lansem, znam różne dzieciaki z tej szkoły i nigdy nie widziałam ich w ultramarkowych ciuchach)
  • ofelia1982 12.09.18, 11:03
    nie, nie o tę szkołę
  • pade 12.09.18, 12:51
    mamma_2012 napisała:

    > Mama zażądała, i słusznie, żeby chłopiec na jej dziecko nie mówił, że jest głup
    > olem i śmierdzi.
    >
    Moim zdaniem niesłusznie. Moim zdaniem mama, gdy usłyszała od syna, że syn Ofelii (nazwijmy Jaś) użył wyzwisk , mogła zapytać "Tak? A co się wcześniej wydarzyło?" i tu by usłyszała, że np. "Nie chcę z nim siedzieć, bawić się ect." A na to można odpowiedzieć: Hmm, a jak Twoim zdaniem czuje się Jaś, kiedy nikt nie chce się z nim bawić? Jak Ty byś się czuł, gdybyś poszedł do nowej klasy, z dziećmi, których nie znasz i nikt by się nie chciał z Tobą bawić?" Po uzyskaniu odpowiedzi można dodać komentarz: "Jaś użył brzydkich słów, nie powinno się tak zachowywać, co możesz mu powiedzieć następnym razem, gdy znów użyje wyzwisk?".
    Na tym moim zdaniem powinna zakończyć się interwencja na tym etapie.
    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • alicia033 12.09.18, 12:58
    pade napisała:

    > mamma_2012 napisała:
    >
    > > Mama zażądała, i słusznie, żeby chłopiec na jej dziecko nie mówił, że jes
    > t głup
    > > olem i śmierdzi.
    > >
    > Moim zdaniem niesłusznie. Moim zdaniem mama, gdy usłyszała od syna, że syn Ofel
    > ii (nazwijmy Jaś) użył wyzwisk , mogła zapytać "Tak? A co się wcześniej wydarzy
    > ło?" i tu by usłyszała, że np. "Nie chcę z nim siedzieć, bawić się ect." A na t
    > o można odpowiedzieć: Hmm, a jak Twoim zdaniem czuje się Jaś, kiedy nikt nie ch
    > ce się z nim bawić? Jak Ty byś się czuł, gdybyś poszedł do nowej klasy, z dzieć
    > mi, których nie znasz i nikt by się nie chciał z Tobą bawić?" Po uzyskaniu odpo
    > wiedzi można dodać komentarz: "Jaś użył brzydkich słów, nie powinno się tak zac
    > howywać, co możesz mu powiedzieć następnym razem, gdy znów użyje wyzwisk?".

    a jednorożec właśnie porzygał się tęczą

    --
    www.siepomaga.pl/weronikaibartek
  • pade 12.09.18, 13:10
    Tiaaa, lepiej powiedzieć dziecku: Jaś to cham i prostak, pójdę mu to powiedzieć, a Ty się synku niczym nie martw.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • mamma_2012 12.09.18, 14:00
    Teoretycznie to książkowe podejście.
    Niestety takie w praktyce rzadko się sprawdzają.
    Najbardziej prawdopodobna odpowiedź mojego syna:
    „Co byś czuł jakby nikt nie chciał się z Tobą bawić? To bawiłbym się sam” i to jakby kończy dyskusję, bo to taki typ, który czasem lubi być sam.
    Jeśli zostałby opluty to sama nie wiem co by zrobił, bo podobnych doświadczeń nie ma.
    Chyba wszystkie opcje w grze, więc być może musiałabym tłumaczyć, że nie można na nikogo pluć, niezależnie od tego co kto zrobił, więc na obronę motywów postępowania Jasia nie miałabym argumentów, a dyskusja byłaby raczej o tym co zrobić, żeby więcej do takiej sytuacji nie doszło.
  • pade 12.09.18, 14:12
    Ja bym to "bawiłbym się sam" pociągnęła. A jak długo byś się tak bawił? Dwa dni? Trzy? A fajnie jest się bawić razem w berka, nogę, cokolwiek?. Oczywiście nic na siłę, jeśli dziecko nie chciałoby rozmawiać, to nie ciągnęłabym tematu.
    U mnie się to sprawdzało, po prostu. Oczywiście nie za każdym razem, nie ściśle wg przepisu, ale gdzieś tam między słowami przemycałam "spójrz na tę sytuację jego/jej oczami". Nie po to by wybielić agresora i zlekceważyć uczucia własnego dziecka, tylko żeby pokazać szerszy kontekst.
    U córki w klasie była sytuacja "z nią się nie bawimy", nieciekawie to się skończyło dla tej dziewczynki, dlatego na takie hasła zapala mi się żaróweczka.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • mamma_2012 12.09.18, 14:33
    Z dziećmi trzeba rozmawiać, to bezdyskusyjne, ale często te dyskusje toczą się inaczej niż sobie planujemy.
    Odwoływanie się do własnych doświadczeń dziecka jest świetną metodą, ale problem w tym, że kilkulatki wielu doświadczeń jeszcze nie mają i nie potrafią sobie wyobrazić np. jak się czuje dziewczynka, której zdechł chomik, jeśli same nie straciły zwierzątka albo jak czuje się chłopiec z który pojawił się w nowej zgranej grupie, skoro same tego nie doświadczyły lub mają takie doświadczenie, ale pozytywne. Mogą się domyślać, nazwać emocje, której się spodziewają, ale to nie to samo. Zreszta my dorośli mamy podobnie, wyobrażamy sobie emocje, ale często mówimy „nie zrozumie, kto nie przeżył”
  • pade 12.09.18, 15:02
    To prawda, ale zawsze można spróbować sobie wyobrazić:) To nie muszą być tożsame doświadczenia, tylko podobne.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • milka_milka 13.09.18, 10:39
    I z takiego podejścia biorą się potem linie obrony różnych zwyrodnialców „bo miał ciężkie dzieciństwo”, „bo źle na niego patrzyła”, „bo miał kompleksy”.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • pade 13.09.18, 10:45
    Dobrze się czujesz?

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • araceli 13.09.18, 11:40
    milka_milka napisała:
    > I z takiego podejścia biorą się potem linie obrony różnych zwyrodnialców „bo mi
    > ał ciężkie dzieciństwo”, „bo źle na niego patrzyła”, „bo miał kompleksy”.


    Jakiej obrony?? Żeby rozwiązać problem trzeba znać jego przyczyny.

    Oczywiście - można iść na łatwiznę i uznać, że dziecko jest niewychowanym patusem. Tylko od wyzwisk jeszcze żadne dziecko nie przestało istnieć a co za tym idzie problemy z nim.



    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • pani-noc 13.09.18, 11:49
    Ja bym jednak sugerowała, że dziecko nie jest patusem tylko kozłem ofiarnym. Co będzie gdy odejdzie? Mali oprawcy znajdą sobie kolejnego kozła ofiarnego, którego będą szczuć w białych rękawiczkach. Tak to działa póki rozsądny pedagog nie weźmie się za wychowywanie dzieciaków.
  • mamma_2012 12.09.18, 13:25
    Automatycznie odniosłam to do mojego „stopniowania” działań. Dla mnie wizyta w szkole w celu rozmowy z obcym dzieckiem to ostateczność (nie uznaję łapania cudzych dzieci, jest wychowawca, pedagog, dyrekcja, ewentualnie rozmowa z drugim rodzicem, a nie dzieckiem). Jeśli już bym była, to by znaczyło, że moje dziecko strasznie to przeżywa, a wszystko inne zawiodło. Zapomniałam, że dla niektórych to pierwszy krok.
    Wyżej pisałam, znając moje dziecko w podobnym wieku, jego reakcje, możliwości i ograniczenia i w zależności od całokształtu informacji o nowym dziecku poradziłabym pewnie czasowe ograniczenie kontaktów lub od razu rozmawiała z wychowawcą.
    I cała sytuacja, jak też już pisałam, to temat do natychmiastowej interwencji szkoły.
    Ja jako rodzic nie muszę i nie mogę zgadywać czy dziecko, którego zupełnie nie znam, obraża moje, bo czuje się odrzucone, ma jakieś problemy, zaburzenia czy może taki styl i wolałabym od razu ewentualnie wiedzieć jaki jest udział mojego w tych incydentach. Potrzebny jest jakiś sygnał ze strony szkoły.
    Inna sprawa, że skoro już bym spotkała tą mamę (rozumiem, że rozmowa była w obecności Autorki) to bym pewnie próbowała wyjaśnić jak dochodzi do tych sytuacji i wogole o co chodzi.
  • pade 12.09.18, 13:55
    A ja zawsze wolę wiedzieć, co za czymś stoi. Rozmawiam z dziećmi o ich rówieśnikach, nie tylko o tym "co złego zrobiły", ale o szerszym kontekście. Często powtarzam dzieciom, że nic nie jest takie, jakim się wydaje. I nie oznacza to, że nie potępiam złych zachowań. Nie, nazywam je po imieniu. Te zachowania, nie ludzi. Ale też tłumaczę, co z czego może wynikać. A właściwie to powinnam pisać to w czasie przeszłym, bo dzieciaki dorosły i już inaczej rozmawiamy:)

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • lily_evans11 12.09.18, 14:00
    Ale zauważ, że autorka w poście startowym nie wykazała cienia refleksji nad tym, dlaczego jej dziecko jest źle odbierane, tylko była zdziwiona, że dzieciaki nie zaakceptowały wyzwisk i plucia. To musi działać z obu stron, żeby zadziałało.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • pade 12.09.18, 14:03
    Nigdzie nie widzę zdziwienia. Widzę brak akceptacji dla wyzwisk i plucia, widzę zrozumienie, że dziecko ma emocje, z którymi sobie nie radzi, widzę niepokój o to, jak dziecko się odnajdzie i przykrość związaną z odrzuceniem.
    Co było pierwsze, czy wyzwiska czy "nikt nie będzie się z Tobą bawił" tego nie wiemy. Ofelia też może tego nie wiedzieć, ani rodzice innych dzieci.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • araceli 12.09.18, 14:09
    lily_evans11 napisała:
    > Ale zauważ, że autorka w poście startowym nie wykazała cienia refleksji nad tym,
    > dlaczego jej dziecko jest źle odbierane, tylko była zdziwiona, że dzieciaki
    > nie zaakceptowały wyzwisk i plucia.

    Przeczytałam i żadnego zdziwienia tam nie ma. Ofelia otwarcie przyznaje, że syn jest dzieckiem trudnym, że pracują nad problemem (z psychologiem włącznie).

    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • zetkaad 12.09.18, 14:31
    Moja córka w przedszkolu usłyszała, że śmierdzi kupą, brzydko rysuje i nikt nie będzie się z nią bawił. Skontaktowałam się z panią, a nie czaiłam się na dziecko w szatni, żeby na nie nakrzyczeć, że sobie nie życzę takich tekstów. O dziewczynce też nie myślałam, że to mała patolka. Dajcie spokój.
    Mnie również się podoba, co pade pisze
  • zabka141 12.09.18, 14:33
    Dokladnie tak sie reaguje na takie sprawy.
  • lily_evans11 12.09.18, 14:50
    To chyba inny post przeczytalysmy. A w jednym z ostatnich zadowolenie, jaki to syn ma silny charakter i jaki jest zaciety. Mnie się na takie określanie dziecka włącza czerwona lampka. Bardzo często to eufemizm na agresja albo lobuza. Przynajmniej dokładnie tak to sobie tłumaczyły mamy agresywnych, dominujących dzieci, żeby nie było, także dziewczyny, która jakikolwiek problem w klasie rozwiązywala pluciem i biciem. Dzieci wiele uczą się z domu, pośrednio, sama coś o tym wiem, po prostu wyrażają to w o wiele prostszy sposób, dostępnymi im środkami.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • araceli 12.09.18, 14:56
    lily_evans11 napisała:
    > To chyba inny post przeczytalysmy. A w jednym z ostatnich zadowolenie, jaki to
    > syn ma silny charakter i jaki jest zaciety.

    Czytanie trudna rzecz - zadowolenia w opisie nie ma a o syny napisała, że jest ZBYT zacięty.


    Złośliwe przeinaczanie byle dowalić jemakatkowy standard niestety.





    --
    - What if people try to corroborate all this information?
    - Don't worry. They won't.
  • pade 12.09.18, 14:59
    To jest bardzo możliwe, ale działa w obie strony. Czyli dziecko, które do innych mówi "nie będziesz się z nami bawił" może być w domu odsyłane do innego pokoju, izolowane od rodziny, albo może słyszeć: "nikt Cię nie będzie lubił/bawił się z Tobą". Dziecko, które oszukuje może być oszukiwane w domu, lub słyszeć jak inni to robią.
    Itd., itd.
    Ostatnia wypowiedź Ofelii o synu to: Mój synek ma swoje zdanie i silny charakter, jest zbyt zacięty i uczę go by umiał czasem odpuścić jeśli brak dopuszczenia pogorszyłby jego sytuację.
    Gdzie widzisz zadowolenie z zaciętości?
    Poza tym, tu jest ematka, ja gdybym dostała takie komentarze na temat mojej rodziny czy dziecka pewnie bym się popłakała. Serio. I ze złości i z bezsilności, i z poczucia niesprawiedliwości i z przykrości. Nie dziwią mnie zatem skrajnie różne reakcje.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • mamma_2012 12.09.18, 15:19
    Korzyść z takich „zimnych pryszniców” jest taka, że dają obraz jak w realu postrzegana jest sytuacja, bo to raczej tu ludzie się bardziej pohamują niż w prywatnych rozmowach między sobą czy ocenach robionych w głowie.
    I to jakaś wstępna informacja z czym się trzeba w rzeczywistości zmierzyć i co tam ludziom w głowach siedzi.
  • pade 12.09.18, 15:21
    Tu się bardziej hamują mówisz? To ja wolę nie wiedzieć co im tak naprawdę w głowach siedzi.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • mamma_2012 12.09.18, 15:28
    A myślisz, że jest odwrotnie? Przecież osoby tu piszące nie mają emocjonalnego stosunku do „ofiary”, co najwyżej mogą sobie wyobrazić, że to ich dziecko, że to w ich klasie się dzieje, a to jeszcze nie są prawdziwe emocje.
  • lily_evans11 12.09.18, 15:20
    Ja już się przyzwyczaiłam do przeróżnych komentarzy, nawet bergamocia mnie już tylko śmieszy, tak że tego. Może już po prostu pewnych rzeczy nie widzę. Ale post startowy odebrałam na zasadzie: co to za dziwne środowisko, Gucci srucci, a mój syn przeciez tylko kogoś jakoś tam nazwał, przecież to w sumie normalne u dzieci. Otóż nie do końca. Byłam gotowa od początku szkoły płacić nawet powyzej moich możliwości, żeby mi dzieciaka ktoś inny nie wzywał, nie pluł, a jeszcze dalej idąc nie bił, nie niszczyl osobistych rzeczy itp. Myślę, że tam dużo ludzi zapłaciło sporo za środowisko bez chamstwa.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • pade 12.09.18, 15:25
    Tyle, że chamstwo czy brak chamstwa nie jest bezpośrednio skorelowane z posiadaniem lub nie pieniędzy. Poza tym, wybrana przez autorkę szkoła średnio się przykłada do integracji czy nauki wartości, dlatego dla mnie szkoła prywatna nie jest "środowiskiem bez chamstwa" tylko szkołą mniej lub bardziej nastawioną na edukację.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • maaria33 12.09.18, 15:36
    Mnie w opisie sytuacji brakuje informacji na temat tego czy autorka rozmawiała ze szkołą na temat problemu i pytała jak widzą to nauczyciele/wychowawca

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • pade 12.09.18, 15:50
    Wychowawca klasy pierwszej i bez rozmów z rodzicami powinien przyglądać się uczniom i relacjom między nimi. Powinien ułatwić zapoznanie się, integrację, na przykład poprzez wspólne zabawy. Wtedy najczęściej wychodzi kto z kim ma jakiś konflikt. W tym wieku mało które dziecko potrafi sprytnie ukrywać antypatie.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • maaria33 12.09.18, 15:56
    Oczywiście, że powinien. I być może coś robi, ale tego nie wiemy. Nie wiemy, czy autorka powiedziała mu o problemach dziecka.

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • maaria33 12.09.18, 15:57
    p.s. mam na myśli te problemy, z którymi chodziła do psychologa

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • lily_evans11 13.09.18, 08:39
    No właśnie, ciekawe, na ile wychowawczyni widzi problem i w ogóle jakoś integruje dzieci, czy zorientowała się, że jest znająca się grupa, a niektórzy samotni jak ten groch przy drodze. Czy liczy na to, że dzieci wzajemnie się "dotrą".
    Co do szkół prywatnych, z innym nastawieniem się tam dzieci zapisuje, a co innego czasami się dostaje ;). O ile np. jestem zadowolona z edukacji, bo mało liczne klasy, bio języki, bo nikt się nie prześliźnie, jeśli np. ma coś nieodrobione i większość dzieci uczy się dobrze, solidnie, przykładają się (są z domów z wysokim kapitałem kulturowym, a to też procentuje w klasie) - o tyle nie widzę sensownych inicjatyw wychowawczych, zmierzających do zbudowania, zgranego i życzliwego sobie zespołu. A nie, sorry, raz wychowawczyni, którą ja widziałam raz w życiu, bo niestety odeszła, przygotowała wspaniale klasę na wszelkie zmiany, nowych uczniów, zmieniające się składy itp. i zgrała ich. To procentuje w tej klasie do dzisiaj zresztą. Oni się wszyscy ogólnie lubią, nawet jeśli są jakieś zatargi.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • olena.s 13.09.18, 08:53
    Posiadanie pieniędzy nie jest skorelowane z brakiem chamstwa, ale jest skorelowanie z oczekiwaniami wobec szkoły, że poradzi sobie z problemem wychowawczym inaczej, niż szkoła publiczna.
  • lily_evans11 13.09.18, 09:16
    Tak, to też.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • lady-z-gaga 12.09.18, 16:07
    >Byłam gotowa od początku szkoły płacić nawet powyzej moich możliwości, żeby mi dzieciaka ktoś inny nie wzywał, nie pluł, a jeszcze dalej idąc nie bił, nie niszczyl osobistych rzeczy itp. Myślę, że tam dużo ludzi zapłaciło sporo za środowisko bez chamstwa.

    Obawiam się, że autorka wątku należy do innej grupy rodziców - do tych, ktorzy mając "problematyczne dziecko" zapisują je do szkoły prywatnej licząc na to, że za pieniądze więcej im ujdzie na sucho.
  • olena.s 12.09.18, 16:25
    Być może, a być może nie. Z jej wypowiedzi nie wynika jednak, żeby weszla w ścisłą współpracę wychwawczo-wspomagającą ze szkołą/wychowawcą. I to jest problem.
  • basiastel 13.09.18, 15:26
    Skoro uważa, że jej dziubdziuś nie zrobił niczego takiego, co by uzasadniało zwrócenie mu uwagi....
  • chocolate-cakes 12.09.18, 16:44

    > Obawiam się, że autorka wątku należy do innej grupy rodziców - do tych, ktorzy
    > mając "problematyczne dziecko" zapisują je do szkoły prywatnej licząc na to, ż
    > e za pieniądze więcej im ujdzie na sucho.

    Autorki wątku nie znam i nie chcę się na jej temat wypowiadać. Natomiast zgadzam się, że jest taka grupa rodziców, która posyła dzieci do szkoły prywatnej, bo dobrze wie, że w państwowej dziecko miałoby spore kłopoty. Czasem takie dzieci były już rok czy dwa w państwowej, więc rodzic wie jak jest. Z mojego doświadczenia w szkole prywatnej jest to całkiem częste, choć widziałam to na etapie liceum i gimnazjum. Co do szkoły podstawowej, moje koleżanki mają takie samo zdanie.
    Ale to moja ogólna konkluzja z pracy, nie na temat autorki.
  • lily_evans11 13.09.18, 08:12
    Zdarza się. I napiszę coś, co może niektórym się nie spodoba, ale zdecydowanie częściej to dotyczy chłopców. Tzn. dziewczynki zapisane do szkoły prywatnej ze względów "osobowościowych" to takie grzeczne, ciche lelije, przynajmniej na początku. A chłopcy - łobuzy, nadpobudliwi, konfliktowi, umownie nazwijmy to rozpuszczeni. W oczach swoich mam pokrzywdzeni przez wcześniejszych nauczycieli albo panie z przedszkola. (I podkreślam z całą mocą, że nie jest to jakaś osobista wycieczka wobec autorki wątku). I niestety, w kilkunastoosobowej klasie wystarczy takich 2-3 na 16-18, żeby atmosfera padła.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • maaria33 13.09.18, 08:14
    Dlaczego od razu nie podoba ;) Dawka śmiechu do kawy to zdrowa rzecz.

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • lily_evans11 13.09.18, 08:31
    Joa, możesz się śmiać, ja mam z podstawówki mojej córki, zwłaszcza z lat młodszych, takie właśnie obserwacje. Nie mówię o wszystkich chłopcach, broń Boże, tylko o takich, którzy mają właśnie jakieś problemy "osobowościowe" - i u nich one właśnie tak się przejawiają. Fakt, że niestety młoda była przez długi czas w klasie z młodymi "piłkarzami", a chłopcy ze szkółek piłkarskich to często jeszcze osobna historia. Zresztą nauczycielka, która wypowiada się obok, też to potwierdza :P. choć dla równowagi, żeby nie było za słodko z dziewczętami, trafiła się też przeniesiona z rejonówki dziewczynka bardzo specyficzna, agresywna, bijąca, przetrzepująca plecaki, wulgarna, bimbająca sobie z nauczycieli, bezustannie błaznująca na lekcjach itp. (po roku matka złamała się i zapisała ją z powrotem do rejonówki). Uch, ona jedna czasami wystarczała za tę dziewiątkę piłkarzy...

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • maaria33 13.09.18, 09:03
    Ja mam inne. :)

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • kochamruskieileniwe 13.09.18, 08:34
    Mam odobne obserwacje, fakt często to dotyczy chłopców. Potem (często przy pomocy nauczyciela) problem u chłopców znika - bo ustawiają swoją hierachę - a zaczyna się bum! u dziweczynek... Może nie tak głośne... ale bardziej ciche, jątrzące.... i też kładące atmosferę w klasie :/
    Tak było jest i będzię. W szkołach publicznych ten problem też występuje. Tylko, niejako się "rozmywa" z różnych powodów.
  • lily_evans11 13.09.18, 08:41
    Tak, taka chyba natura rozwoju dzieci odmiennych płci, zresztą ciekawe, na ile te zjawiska wynikają z innej socjalizacji i czynników kulturowych, a na ile z czynników biologicznych ;). Na początki dziewczynki są bardziej ok, chłopcy mniej, a potem jest odwrotnie.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • kochamruskieileniwe 13.09.18, 08:49
    ja byl stawiała jednaj więcej na biologię. Nie w 100 procentach, ale jednak sporo więcej to biologia.
  • lily_evans11 13.09.18, 09:12
    Hm, znam dorosłe już kobiety lubujące się w gierkach i mizdrzeniu, znam też kobiety bardzo bezpośrednie i rzeczowe, jakby z drugiego bieguna - skłaniam się jednak ku opcji, że dziewczęta są często wrzucane w typowe role kulturowe, już na etapie początków rozwoju, kiedy niektóre matki lubują się w myśli, ze mają maleńką, różową, kapryśną księżniczkę, więc są słodkie mebelki, sukienki z cekinami, tiule nad łóżkiem i odmóżdżające książeczki, a zero wychowania ku temu, jak po prostu byc CZŁOWIEKIEM, a nie tylko małą kobietką.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • kochamruskieileniwe 13.09.18, 10:55
    O rzekonaniu, że decyduje głównie biologia skłaniają mnie badania prowadzone wśród innych grup ssaków, zwłaszcza stadnych - wilków, słoni i generalnie ujmując: naczelnych. Te wszyskie sprawy typu samiec alfa, samica alfa itp (w super telegraficznym skrócie).
    Człowiek jako posiadacz tzw rozumu, zdolny do wytworzenia sołeczeństwa - podlega tym samym mechanizmom. Ten człowieiczy rozum pozwolił wykształcić pewną kulturę i narzucić pewne role kulturowe. On niejako "maskuje" pierwotne przyczyny biologiczne...
    Nie wiem, na ile jasno piszę, ale ewentualnie rozwinąć będę miała czas dopiero późnym wieczorem....
  • lily_evans11 13.09.18, 11:19
    Rozwiń, rozwiń, jesli masz czas i ochotę, to bardzo ciekawe jest!
    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • kochamruskieileniwe 13.09.18, 22:51
    Dzisiaj padam ze zmęczenia, ale tak na szybko masz tu bardzo łopatologicznie o agresji naczelnych podludzkich:
    bazhum.muzhp.pl/media//files/Studia_Philosophiae_Christianae/Studia_Philosophiae_Christianae-r1994-t30-n2/Studia_Philosophiae_Christianae-r1994-t30-n2-s209-226/Studia_Philosophiae_Christianae-r1994-t30-n2-s209-226.pdf

    Jeżeli masz wątliwości co do tego artykułu ze względu na autora (franciszkanin w dodatku wykształcony dosyć solidnie) i pisma możesz poszperac w literaturze cytowanej :> (sporo pozycji dstępna da nie mających dostępu do specjalistycznych stron z literaturą naukową)
    Artykuł stary (1994), ale rewolucji w tej dziedzinie nie było.
  • maaria33 13.09.18, 23:21
    a jest coś o naczelnych w szkołach prywatnych bo od takiej tezy zaczął się ten podwątek? ;)

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • kochamruskieileniwe 13.09.18, 23:55
    eeee -- to tak ogólnie. Do tego podwątku, bo oczywiście, jak to bywa nastąpiło zboczenie z tematu :)

    Generalnie mechanizm obowiązuje wszędzie niemal. Nawet w społecznościach ogólnie uznawanych za nieagresywne...
  • lily_evans11 14.09.18, 06:57
    Dzięki, poczytam!

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • chocolate-cakes 13.09.18, 08:21
    Lily, mam podobne obserwacje :)
  • mamma_2012 13.09.18, 08:35
    Do części szkół prywatnych dzieci zdają egzaminy (w tym oceniane jest zachowanie), a nie się je zapisuje, więc teoria od czapy.
    Poza tym szkoły te zabezpieczają się przed problemowymi dziećmi stosownymi zapisami w umowie, więc jeśli sobie nie radzą to ją rozwiązują, bo bardziej kalkuluje się stracić jedno czesne niż kilka.
  • lily_evans11 13.09.18, 08:44
    Chyba, że chodzi tam syn nauczycielk uczącej w tej samej szkolei, który bezkarnie ściąga z kolegi gacie przed całą klasą i nie wyciąga się wobec niego żadnych konsekwencji. Matce drugiego zresztą się dziwię, bo za taki numer to bym łeb gnojkowi urwała na korytarzu, a w każdym razie bym zrobiła dziką awanturę.
    BTW u nas w szkołach prywatnych nikt nie robi testów zachowania - fakt, że uczeń przychodzi, rozmawia np. z wychowawcą, pedagogiem, ma okazję uczestniczyć w lekcjach np. przez 1 dzień albo we wspólnej zabawie. Ale taka sytuacja, obserwowania i oceny, wpływa bardzo hamująco na większość dzieci i przez te parę godzin mogą zachowywać się nie tak, jak zawsze.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • mamma_2012 13.09.18, 08:59
    Dlatego szkoły wpisują do umowy, że w pewnych sytuacjach mogą rozwiązać umowę i uwierz mi, że korzystają z takich zapisów. Czesne syna nauczycielki vs. czesne kilku rodziców, wybor jest prosty.
  • lily_evans11 13.09.18, 09:15
    Myślę, że czasami wchodzą w grę jeszcze dodatkowe układy, bo to np. właśnie dziecko nauczycielki, bo rodzice dużo sobą reprezentują i mają dużo znajomych, mogących zapisać swoje dzieci też do tej szkoły, bo dziecko ma tam rodzeństwo i np. wpływa czesne razy 3 itp. itd.
    Moja koleżanka ucząca w szkole prywatnej niemal sika po nogach, bo ma w klasach dzieci bardzo znanych w moim mieście specjalistów - prawników i lekarzy. Ale w mojej rejonowej podstawówce xx lat temu było dokładnie to samo, gwoli sprawiedliwości ;).

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • lily_evans11 13.09.18, 08:03
    Nie wydaje mi się. Dużo ludzi zapisuje dzieci do szkół prywatnych, bo liczą na "lepszą" edukację, czyli np. 14-16-osobową klasę, codziennie angielski od I klasy, fajne zajęcia dodatkowe, kameralne warunki. Część rodziców ma też dzieci "delikatne", mniej przebojowe, gorzej odnajdujące się w dużej, hałaśliwej grupie. I płacą za to, żeby w bardziej kameralnych warunkach, w "dobranym" środowisku (choć z tym niestety też różnie bywa) dzieci poczuły się dobrze. I tacy ludzie jak najbardziej będą wkurzeni, że już od pierwszych dni szkoły pojawiają się negatywne zjawiska i agresja wśród dzieci. A dzieci spokojniejsze - no cóż, same z siebie będą unikać takiego kolegi/koleżanki, nawet jeśli podłożem niemiłych zachowań nie jest chamstwo, tylko poczucie braku akceptacji. W rejonówkach niewątpliwie ciut więcej uchodzi, bo jest cały przekrój społeczny, więc cały wachlarz postaw i zachowań, od najlepszych do najgorszych, nie będzie budził aż takiego zdziwienia czy niezadowolenia innych rodziców.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • mebloscianka_dziadka_franka 12.09.18, 12:20
    Przecież to syn autorki wątku tak powiedział do dziecka tej matki.
  • agrypina6 12.09.18, 17:49
    Dziwne,że matka nie życzy sobie, żeby chamski dziubdzius autorki wątku nie mówił tak do jej dziecka? Tobie by to było obojętne? Rozumiem, że plucie również?
  • an.16 12.09.18, 10:57
    Z racji tego, że nasza sytuacja finansowa jest ok - zdecydowaliśmy, że wyślemy go do szkoły prywatnej

    Jeżeli to było powodem wybrania tej a nie innej szkoły to się nie dziw.
  • ofelia1982 12.09.18, 11:02
    a coś bardziej w temacie, zeby moze spojrzec na całość sytuacji, a nie wybierać co sie podoba z kontekstu?
    Skrót myslowy - chodzilo o to, ze szkola jest dobra, wyniki gimnazjalne miala super, jest duzy nacisk na angielski i matematyke oraz wiele innych zajęć. Generalnie po 8 latach dziecko wychodzi i zna dobrze dosc angielski. I stwierdzilismy, ze skoro nas stać to poślemy dziecko Z TYCH POWODÓW do tej szkoły.
  • alicia033 12.09.18, 11:06
    ofelia1982 napisała:

    > a coś bardziej w temacie,

    w temacie - jesteście rodzicami małego patusa. Ciekawe;(, skąd mu się to wzięło?
    I nie, w publicznej też twój niuniuś, wyzywający inne dzieci od śmierdzących głupoli nie będzie lubiany. Ani wy.

    --
    www.siepomaga.pl/weronikaibartek
  • ofelia1982 12.09.18, 11:13
    dzieki za pomoc.
    Natomiast jak łatwo wybrać jedną rzecz z całej mojej wypowiedzi, wyzwać moje dziecko od patusów i nie pozostawić nadziei na zmianę.
    CO do mojego synka - NIE JEST ŁATWYM DZIECKIEM, nigdy nie był. Potrzebuje czasu by wejsc w grupę, zazwyczaj ma 1-2 dobrych kolegów i z nimi takie lepsze relacje, nie jest typem "showamana". Bardzo przezywa różne odrzucenia przez dzieci i manifestuje to w ten swój głupi sposób. No cóż, nie każde dziecko jest grzeczne, miłe i w sytuacji stresowej wycofane w kąt. Dużo z nim rozmawiamy, staramy sie dawac mu wsparcie. Za oplucie kolegi stracił przywilej (przywilej = 30 min tableta dziennie) do końca tygodnia. W domu patologii nie ma, dla nas naprawde dzieci i rodzina to priorytet i kazda wolna chwile spedzamy razem. Ale juz ocenilas mnie, moje dziecko...No trudno, nie mam na to wpływu. Tez bym wolała, zeby był greczny, rozmów są tysiące o tym. Natomiast chyba zawsze jest tak, ze w jakiejs grupie dzieci są te grzeczne i niegrzeczne, łobuzy i przestrzegające zasad. Wiem, bo mam drugie dziecko i ono jest ZUPEŁNIE inne, a przeciez wychowywane tak samo, przez tych samych rodziców...Moj synek jest na pewno wiekszym wyzwaniem, dostaje często łatke niegrzecznego, lecz ja widze zależności. Jak grupa go akceptowała - nie bylo zadnych skarg, a on super sie z dziecmi dogadywal. Tak jak mowie - ma przyjaciol, odwiedzaja sie, chodza razem na plac zabaw etc. I choć nie pochwalam przezywania, to jednak wydaje mi sie, ze w grupie zywiolowych 7-latków nie raz i nie dwa dzieci się przezywaja, by po 10 minutach juz razem sie bawic...
  • mamma_2012 12.09.18, 11:26
    Takie zachowania wśród siedmiolatków, które prawie się nie znają, wcale nie są aż tak powszechne, więc mogą lekko szokować i dzieci i rodziców.
    Też uważam, że dzieci powinny swoje konflikty rozwiązywać same, ale tu nie chodzi o konflikt.
    I nie licz na to, że dzieci same zrozumieją i zaskceptują, że ktoś się na nich wyżywa walcząc o akceptację. Bez interwencji dorosłych się nie obędzie.
  • 35wcieniu 12.09.18, 11:28
    Bedzie mial w zyciu kontakt z roznymi ludzmi. Takze takimi, ktorzy go nie lubia. Tlumaczenie ze jest chamski tylko dla tych, ktorzy go odrzucaja to jakis absurd. Skad pewnosc ze w nowej szkole wszyscy go z miejsca przyjma do grupy? A jak nie przyjma to co? Znowu bedzie ich wyzywal, przy Twojej aprobacie ze "jest niemily tylko dla tych ktorzy go nie lubia"?
  • pade 12.09.18, 11:42
    Nigdzie nie widzę jej aprobaty. Widzę zrozumienie. To nie jest to samo.
    Poza tym, dzieci mają jeszcze niedojrzałe układy nerwowe, reagują odruchowo, potrzeba sporo czasu by dziecko nauczyło się "załatwiać" sprawy w inny sposób.
    Odrzucenie boli. Dorosłego boli a co dopiero dziecko. Tylko dorosły ma już wykształcony sposób reagowania na odrzucenie (najczęściej to jest "nic się nie stało, mam to gdzieś", pominę, że nieskuteczne i mało rozwojowe), nabyty i wyćwiczony przez lata doświadczeń, a dziecko dopiero się uczy.
    I tu jest rola rodzica. Porozmawiać o odrzuceniu. O tym, że jest bolesne. O tym, że emocje są naturalne. Poczytać książeczki na ten temat. Porozmawiać w stylu: "było Ci przykro, gdy koledzy nie chcieli się z Tobą bawić?, tak?" a potem "a jak sądzisz, jak czuł się ten chłopiec gdy powiedziałeś mu tak i tak?". Bez ocen, bez gnębienia dziecka. Ono samo zrozumie, że w sumie to obojgu było przykro. A wtedy niech sam poszuka innego sposobu/innej reakcji na odrzucenie.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • ofelia1982 12.09.18, 11:49
    dziekuje pade, Twoja opinia mi pomaga bo wlasnie tak to widze - ja NIGDY nie aprobuje jego zachowania, zawsze staram sie korygowac je, rozmawiamy bardzo duzo z synkiem, spedzamy czas jako rodzina, synka bardzo duzo przytulam i całuję, zawsze mowie, ze moze na mnie liczyc. I choc wiem, ze on nie robi dobrze to widze, jak czasem cierpi i to jego zle zachowanie to tylko reakcja na to, co sie dzieje. Wiem, ze spolecznie nieakceptowalna, co widac nawet tutaj na forum. Ale wlasnie on dostal juz od ematek łatkę chama, a tylko Ty pade patrzysz na to jakos pedagoficznie bardziej - mam wrazenie ze on jeszcze nie umie adekwatnie zareagowac. Gdy go pytalam czemu tak sie zachowuje to mowi, ze dlatego, ze dzieci nie chca sie bawic z nim bo maja juz swoich kolegow z przedszkola w grupie. I on probuje zwrocic na siebie uwage...No ale o ile łatwiej jest napisac, ze on po prostu jest chamski a my go nie wychowalismy i w sumie...wylać dziecko z kąpielą...
  • 35wcieniu 12.09.18, 12:05
    Robisz to co on. Tym postem pokazalas dobitnie. Popatrz jak odpisujesz innym, a jak jedynej osobie, ktora mysli podobnie jak Ty. Idealnie ta sama postawa.
  • pitupitt 12.09.18, 12:11
    Atakujecie dziewczynę, to się nie dziwcie, że odpowiada atakiem. Logiczne. Zamiast próbować coś doradzić, jedziecie po niej jak po burej suce i zrównujecie z patologią. Elita za trzy grosze. Ohyda.

    --
    One moment can change a day
    One day can change a life
    One life can change the world
    I live by this quote <3
  • 35wcieniu 12.09.18, 12:45
    Aha, ok. Jak ktos twierdzi ze dziecko plujace na inne i wyzywajace od smierdzieli jest malym chamem to atakuje i jest "elita za 3 grosze". Ok, spoko. Fajnie. Wypowiedzialam sie w watku bo chodzilam do podstawowki do klasy rozpieprzonej przez takiego malego agresora, co to raz oplul, raz zwyzywal, innym razem kopnal. Matka tez byla z tych "rozumiejacych". Ja jakos bardziej identyfikuje sie z dziecmi i rodzicami dzieci, ktore musza znosic malego bandyte niz z matka dziubdziusia, ktoremu wszystko wolno bo nikt go nie lubi.
  • araceli 12.09.18, 12:48
    35wcieniu napisał(a):
    > bo chodzilam do podstawowki do klasy rozpieprzonej

    Czyli emocje przesłaniają ci zdrowy osąd. Czytasz o dziecku autorki a widzisz krzywdy, które sama doznałaś.




    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • 35wcieniu 12.09.18, 12:52
    Szczesliwie nie doznalam krzywd. Zdrowy osad tez mam w porzadku, dziekuje.
  • araceli 12.09.18, 12:55
    35wcieniu napisał(a):
    > Szczesliwie nie doznalam krzywd. Zdrowy osad tez mam w porzadku, dziekuje.

    Z twoich postów wynika coś zupełnie innego. Może terapia potrzebna?


    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • 35wcieniu 12.09.18, 12:59
    Komus tu z pewnoscia. :D
  • rosapulchra-0 12.09.18, 20:19
    pitupitt napisał(a):

    > Atakujecie dziewczynę, to się nie dziwcie, że odpowiada atakiem. Logiczne. Zami
    > ast próbować coś doradzić, jedziecie po niej jak po burej suce i zrównujecie z
    > patologią. Elita za trzy grosze. Ohyda.
    >

    Zgadzam się z każdym zdaniem. Ciekawe, jakie dzieci mają te idealne mamuśki, które czystym chamstwem się wykazują wobec autorki wątku? Pewnie same ideały.


    --
    Głupiemu praca nie pomoże, mądremu brak pracy zarobkowej nie zaszkodzi by Vaikiria
  • pade 12.09.18, 12:15
    35 w cieniu. Masowy atak i wyzywanie dziecka od patoli i chamów nie sprzyja postawie refleksyjnej.
    Prędzej odpowiadaniu atakiem na atak.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • ofelia1982 12.09.18, 12:18
    spoko, nie biorę tego aż tak do siebie. Za atara jestem i za dużo zmarszczek mam, zeby mnie tu ematka w kryzys osobowościowy wpędzić miała. Oczywiscie, ze zareagowalam pozytywnie na post pade, bo poczulam, ze wreszcie ktos mnie ZROZUMIAŁ. Jakze inaczej miałabym zareagować?
  • makurokurosek 12.09.18, 14:44
    "spoko, nie biorę tego aż tak do siebie."

    Może jednak powinnaś, bo jeżeli twój syn nie nauczy się inaczej reagować to w każdej szkole zostanie odrzucony. Jeżeli ty nie potrafisz wpłynąć na zachowanie syna to skorzystaj z pomocy psychologa.
  • araceli 12.09.18, 14:54
    makurokurosek napisała:
    > to skorzystaj z pomocy psychologa.

    Przecież napisała, że korzysta :D Światłość jematki jest niezmierzona :D


    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • rosapulchra-0 12.09.18, 20:22
    makucośtam, wstydu sobie oszczędź i zakończ już to swoje trollowanie.

    --
    Jeśli cos zdarzyło sie raz- mozliwe, ze zdarzy sie ponownie, ale jesli cos zdarzylo sie juz dwa razy- na pewno zdarzy sie po raz trzeci. by eulalia_bardzo_przecietna
  • pade 12.09.18, 12:13
    Nie pytaj go "czemu się tak zachowujesz?" Dziecku czasem ciężko to wytłumaczyć, a poza tym to brzmi jak wyrzut.
    Ja mam dwoje całkiem różnych dzieci (jedno jest dorosłe, drugie jest nastolatkiem) i doskonale pamiętam, jak wychowywałam pierwsze. Wystarczyło go zapytać "a jak sądzisz, jak poczuła się koleżanka/kolega po tym co zrobiłeś/powiedziałeś? Jak TY byś się poczuł?". I już nic więcej właściwie nie musiałam mówić. Syn jest bardzo empatyczny i ma wysoką inteligencję emocjonalną. Z córą było dużo trudniej bo "nie lubiła mówić o uczuciach". Wszystkie emocje skrywała pod złością. I dopiero wtedy JA się musiałam nauczyć domyślać się jakie to mogą być emocje (te zepchnięte) i dopytać o nie. Musiałam nauczyć się nazywać głośno to, co córka czuje. Dopiero potem ona sama zaczęła mówić "jestem wściekła bo.., a dalej było boję się (ważne!!!), jest mi przykro".
    To jest praca, głównie dla rodzica. Uzbrój się w lektury (pomogą Ci), w czas i w cierpliwość. Efekty przyjdą za czas jakiś, bo na pewno nie od razu;)

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • ofelia1982 12.09.18, 12:21
    dziekuje, dzis jeszcze zamowie książki o ktorych piszesz. Moj synek tez nie lubi gadac o emocjach, ale jakos tak mi opowiada jednak. Nigdy nie jako odpowiedz na pytanie - zazwyczaj jak idziemy np na spacer albo z nim gram w cos wieczorem. Wtedy zaczyna sie zwierzac i zawsze ma moje wsparcie. Zawsze.
  • pade 12.09.18, 12:34
    Super:) Bo to tak właśnie powinno się odbywać. Nie w formie: A teraz usiądziemy i porozmawiamy o emocjach:), tylko przy okazji. Ty słuchasz, wychwytujesz, nazywasz, zastanawiacie się jak można by było postąpić inaczej, jak można naprawić to, co się zepsuło. Rozwiązania powinny być pomysłem syna, Ty możesz go tylko naprowadzać pytaniami.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • 1maja1 12.09.18, 12:43
    Pade, prosze polec co to za ksiazki. Mam te same egzemplarze w domu, starszy syn b emocjonalny i empatyczny, corka najczesciej wszystko w srodku dusi i tylko krzyczy ze nie, bo nie, bo nie lubi. Od tamtego tygodnia moje dzieci w nowym kraju, nowa szkola i corce ciezko sie przystosowac.

    --
    A ja lubie te zdj cia dzieci. Moze to kwestia tego ze sama mam male i fajnie wiedziec ze znajomym tez sie dobrze chowaja. za to cudze zwierzeta (zwlaszza te nad ktorymi ktos sie znecal) nic mnie nie obchodza
    by ichi51e
  • pade 12.09.18, 12:53
    Podałam tytuły gdzieś niżej/wyżej. Polecam księgarnię:
    www.gwp.pl/dla-dzieci.html

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • 1maja1 12.09.18, 13:08
    Ok dzieki sprawdze.

    --
    A ja lubie te zdj cia dzieci. Moze to kwestia tego ze sama mam male i fajnie wiedziec ze znajomym tez sie dobrze chowaja. za to cudze zwierzeta (zwlaszza te nad ktorymi ktos sie znecal) nic mnie nie obchodza
    by ichi51e
  • pade 12.09.18, 11:34
    Przeniosłabym dziecko na Twoim miejscu. W zgraną, znającą się kilka lat grupę, wgryźć się jest bardzo trudno. Poza tym, z tego co zrozumiałam nowa szkoła jest obok Waszego przyszłego mieszkania? Czyli prawdopodobieństwo, że syn spotykałby kolegów ze szkoły na podwórku jest duże? Jeśli tak, to drugi argument za.
    Nie przejmuj się opiniami ematek o Twoim dziecku. Wiem, że to trudne, i że boli czytanie takich określeń. Ale prawda jest taka, że dzieci tych ematek też nie są idealne. A jeśli nawet nigdy nic nie zbroiły, nigdy nie użyły przekleństwa, nigdy nie obraziły kolegi (ciekawe jak można to zweryfikować?;)), to mają inne trudności czy bolączki.
    Tylko na ematce są dzieci idealne. W realu takich nie ma.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • maaria33 12.09.18, 11:37
    pade, jeszcze raz - tu nie chodzi o idealne dzieci. Tylko o to, że dziecko kopiuje zachowania rodzica w sytuacjach trudnych, a te zachowania nie są najlepsze na dłuższą metę.

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • ofelia1982 12.09.18, 11:43
    mario, kimkolwiek jestes - ja ludzi nie wyzywam od smierdzieli. Naprawde. Nie wchodze w sprzeczki, zazwyczaj dbam o dobre relacje. Nawet te "spikniete" mamy witam z usmiechem, bo mam nadzieje, ze moze sie otworzą z czasem na mnie trochę.
    Nie wiem czy w domu masz małe dziecko, ale dla mnie tez kiedys zaskoczeniem bylo, ze moje dziecko bedzie robilo cos, czego nie pochwalam. Co wiecej - mimo rozmów bedzie tak robiło. Mimo prosb i grozb - bedzie tak robiło. Mimo zajec w poradni psych - bedzie tak robiło. Potem sie krygowało i poprawiało, a potem znow bedzie tak robiło.
    No nic, oficjalnie oglaszam, ze moje dziecko mimo duzej ilosci poswiecanego mu czasu jest małym chamem. Mysle, ze mozna zamknac ten temat.
  • olena.s 12.09.18, 11:48
    Być może nie wyzywasz od śmierdzieli - natomiast natychymiast przypisałaś im snobizm i dorobkiewiczostwo. Niepięknie.
  • ofelia1982 12.09.18, 11:51
    ale są rzeczy które po prostu takie są. Udawanie, że ich nie ma ma służyć tylko podpompowaniu swojego ego, ze "jestem taka nieoceniająca"
  • maaria33 12.09.18, 12:00
    Tylko to ocenianie jest w kontekscie. A tak naprawdę pewnie bylo Ci przykro, że "obca kobieta" zwróciła Twojemu dziecku uwagę i pewnie slusznie. Pewnie było/jest Ci przykro, że Twoje dziecko nie ma z kim się bawić. I nie ma w tym nic dziwnego. Wyciąganie tego co kto kupuje skoro nie ma to związku z problemem pokazuje, że chcesz "oponenta" umniejszyć". Podobnie Twój syn - jest mu przykro, ale radzi sobie z tym "umniejszając" kolegę (śmierdzi i głupol). Może po prostu ucz go wyrażać negatywne uczucia? Bez zalożenia, że już nigdy w zyciu podobneog błędu nie popełni. Bo popełni, w emocjach (każdy z nas to robi) . Ale ważne jest, żeby umiał też powiedzieć "przykro mi" "jestem zły".



    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • pade 12.09.18, 12:03
    Z tym się zgadzam.
    I dlatego też polecam te książeczki, i rodzic i dziecko mogą się z nich wiele nauczyć.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • lily_evans11 12.09.18, 12:06
    Zdarza się, też że otoczenie po prostu jest lepiej sytuowane, żyje na wyższym poziomie i po prostu ma więcej na różne wydatki, niekoniecznie tylko najpotrzebniejsze. No ale najłatwiej zredukować dyspnans poznawczy, przypinajac etykietę dorobkiewiczow...

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • olena.s 12.09.18, 12:08
    Tak, są rzeczy które takie są. Tylko ze ty bez jakiejkolwiek nawet naskórkowej wiedzy i znajomości nie masz najmniejszych podstaw, żeby wydawać wyroki. Po prostu. Czujesz się niekomfortowo, nikt do ciebie nie wyciaga ręki, nikt nie okazuje sympatii, w dodatku ci ludzie mają najwyraźniej sporą swobodę finansową - więc rzucasz obelgą. Że oni, ci, których chesz tu przedstawić w złym świetle "czują potrzebę, by (...) dzieci posiadały bluzy Kenzo i klapki Gucci" - znaczy są materialiści i pewnie snoby, zaś ty jestes lepsze, bardziej uduchowiona, bo wolisz "wydac kase na weekend z dzieciakami za miastem niż buty z logiem za 500zł."

    Czy ta sekwencja: brak komfortu, nieodnalezienie się w nowym środowisku, brak zachęt ze strony otoczenia i twoej obelgi nie przypomina ciaby czyjegoś zachowania?
  • antychreza 12.09.18, 12:21
    Mój synek chodzi w swetrze Ralpha Laurena. Sweter ma całkiem duże logo. Pewnie uznasz mnie za snobkę i nowobogacką (nawiasem mówiąc, jeśli już coś, to mogę być snobką, na definicję nowobogackiej nie łapię się z żadnej strony, jeśli już coś, to w ciągu ostatnich 2 pokoleń nastąpiła pewna pauperyzacja mojej rodziny). Nie kupiłam mojemu młodemu tego swetra. Dostał go, razem z kilkunastoma innymi rzeczami z "logo", do wujka z USA, gdzie RL czy TH nie są jakimiś super markami, raczej robią za okolice naszego Tatuuma. To fajny sweter jest, ładny i praktyczny. To co, miałam wyrzucić albo udawać, że cale go nie mam w szafie żeby ktoś nie uznał mnie na nowobogacką snobkę? Może ktoś w przedszkolu młodego uznał mnie za taką, trudno, mogę z tym żyć. Nie wiesz nic o tych ludziach, ale przypisujesz im określone cechy bo tak i już. Zastanów się ale tak na 100% uczciwie czy w obecności synka nie wypsnęło ci się coś o tych dzieciach i rodzicach, nawet z pozoru niewinnego. Dzieci słyszą więcej niż nam się zdaje i kopiują.
  • kochamruskieileniwe 12.09.18, 12:32
    Owszem, są takie rzeczy. Tylko można też takie opinie zachować dla siebie. A nie głosić wszem i wszędzie.
    Jeżeli głosisz głośno - to nic dziwnego, że syn powiela zachowania (na poziomie 7 latka).
    Taka uwaga na marginesie.
  • ofelia1982 12.09.18, 13:57
    Ale się przyczepilyscie do tych marek. Ok, może źle sklasyfikowalam rodziców, Ale po prostu widzę różnicę i uwaga o markach miała być takim opisem ogólnego stylu. Niemniej nie o tym temat.
  • pade 12.09.18, 11:48
    Ofelia, akurat prośby i groźby niczego Twojego syna nie nauczą. Serio. Ani kary.
    Polecam Ci książki Elżbiety Zubrzyckiej. Właściwie wszystkie. Na końcu książeczki są wskazówki dla rodziców. Skorzystajcie z nich.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • ofelia1982 12.09.18, 11:52
    dzieki, sparwdze zaraz.
  • pade 12.09.18, 12:01
    Jak pomyślę tak zrobię, Po co się złościć (koniecznie), Chcę mieć przyjaciela, Dobre i złe przyjaźnie, Śmierdzący ser czy Słup soli (jedna z nich to była lektura szkolna, nie wiem jak jest teraz).
    Poszukaj też innych na stronie GWP, mają bardzo ciekawe książeczki dla dzieci.


    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • aerra 12.09.18, 12:18
    Kiedy właśnie trochę wygląda to tak, że reagujesz dokładnie jak twoje dziecko - tyle, że przynajmniej z racji wieku, masz szersze słownictwo i zamiast śmierdzieli i głupków są nieco inne wyrażenia, czasem nawet zawoalowane ;)
    Ale popatrz sama na to jak odpowiadasz na te krytyczne i niezbyt miłe posty, hmm? I szczerze, nawet już nie publicznie, ale sama sobie się przyznaj czy na pewno nie widzisz podobieństwa reakcji twoich i twojego dziecka.
  • pade 12.09.18, 12:30
    Aerra, wyobraź sobie, że napada na Ciebie kilka osób i wyzywa Twoje dziecko, Twoją rodzinę od patoli i chamów.
    Już widzę jak grzecznie i z kurtuazją próbujesz im wytłumaczyć, że to nieprawda i, że Cię to boli.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • 35wcieniu 12.09.18, 12:50
    Pieknie sie to czyta w kontekscie wczorajszego watku o 10latku, ktory pocial nozem mlodszego kolege. Tu nagle okazuje sie ze nazwanie chama chamem to atak.
  • araceli 12.09.18, 12:54
    35wcieniu napisał(a):
    > Tu nagle okazuje sie ze nazwanie chama chamem to atak.

    Owszem ponieważ autorka wątku przyszła po RADĘ - wyzywanie JEJ DZIECKA od chamów i patoli to tylko nędzna próba wyżycia się, nie wnosi nic do poprawy sytuacji.


    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • pade 12.09.18, 12:54
    W kilka/kilkanaście osób? Tak, to atak.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • 35wcieniu 12.09.18, 13:01
    :D
  • pade 12.09.18, 13:13
    Atak wg SJP PWN:
    3. «ostre wystąpienie przeciwko komuś albo czemuś»
    4. «ostry i nagły przejaw emocji»

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • yenna_m 12.09.18, 19:29
    Zgadzam się z pade.
    Takie reakcje nie pomogą s rozwiazaniu problemu. Są niepotrzebne i niepotrzebnie generują emocje. A przecież chodzi o to, aby pomoc dzieciom. I temu, co zachowało się niewlaściwie, i temu obrażonemu. A emocjonalne wypowiedzi wcale nie zmierzają do osiagniecia tego celu. Sa tylko sposobem na wyżycie się na kimś w necie ;)
    Prawda?
  • aerra 12.09.18, 13:17
    Nie, nie. To jej dziecko napadło inne, zwyzywało i opluło.
    Jakby moje tak zrobiło, to naprawdę nie miałabym pretensji, że ktoś go nie lubi i jeszcze śmie mu uwagę zwracać. (O swoim własnym poczuciu całkowitej niewydolności wychowawczej w takim wypadku nawet nie będę wspominać.)
  • araceli 12.09.18, 13:18
    aerra napisał(a):
    > Nie, nie. To jej dziecko napadło inne, zwyzywało i opluło.


    A skąd taka informacja?


    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • aerra 12.09.18, 15:24
    Że zwyzywało i opluło? Przecież autorka wątku, matka tego dziecka o tym pisała w poście startowym.
  • araceli 12.09.18, 16:19
    aerra napisał(a):
    > Że zwyzywało i opluło?

    Że napadło.

    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • aerra 12.09.18, 20:03
    To akurat było odniesienie do postu Pade ;) "wyobraź sobie, że napada na Ciebie kilka osób i wyzywa Twoje dziecko"
    Ale ok, w drzewku łatwo się pogubić...
  • black_magic_women 12.09.18, 18:52
    ofelia1982 napisała:

    >
    > Nie wiem czy w domu masz małe dziecko, ale dla mnie tez kiedys zaskoczeniem byl
    > o, ze moje dziecko bedzie robilo cos, czego nie pochwalam.

    Albo będzie mu się podobało, coś co dla ciebie jest paskudne, nie będzie jadło warzyw (wpisz cokolwiek), choć wy z mężem zajadacie się nimi od rana, nie będzie chciało mówić dzień dobry, albo czytać książek. Moje jeszcze małe: 5 i 2 lata, więc codziennie mnie takie sytuacje jeszcze zaskakują.
  • pade 12.09.18, 11:45
    Serio Ofelia pluje na koleżankę gdy ta nie chce się z nią umówić na kawę? A ojciec wyzywa kumpli od śmierdzieli?
    Joa, co TY opowiadasz?


    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • maaria33 12.09.18, 11:51
    pade- nie udawaj ;) to są dorosli ludzie i wiedzą co "wpada". Nie nazwą "smierdziel", ale opiszą jacy to materialiści (a dlaczego? dlatego, że jakaś mama zwróciła uwagę jej dziecku). Ale to jest ten sam mechanizm - mam problem z X to postaram się X "umniejszyć", na miarę swoich możliwości (w tym wynikających z wieku), zamiast odnieść się do faktycznego problemu.

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • ofelia1982 12.09.18, 12:01
    maaria, kulą w płot, naprawdę. Mam znajomych BARDZO różnych i umiem dogadać się z różnymi. Ale chyba nikt nie jest wolny od ocen i jakoś tam oceniamy ludzi, intuicyjnie czując jacy są, przynajmniej do nas. Czy podzielają te same wartości życiowe czy nie, czy mają podobny sposób patrzenia na świat czy nie. I widze różnicę gdy patrzę na mamy z publicznego przedszkola moich dzieci a na te nowe mamy. Jakbym chciala uciec od ocen - to różnica JEST i udawanie, ze jej nie ma swiadczy albo o braku umiejętności oceny rzeczywistosci albo próbie podpompowania ego mechanizmem "jestem zayebista, bo nie oceniam"
  • dorotkamaskotka 12.09.18, 15:04
    Myslę, że zamiast kary lepiej by było porozmawiać z synkiem i wytłumaczyć mu jak to drugie dziecko mogło się poczuć. Warto tez by było podpowiedzieć mu jak może na przyszłość zachować się w podobnej sytuacji.
    Jeśli mały zorientuje się, że będzie karany za szczerość i mówienie o kłopotach to szybko przestanie o tym mówić. Tu też kryje się pułapka. Czasami zamiast kar lepsza jest rozmowa i przedyskutowanie problemu.
  • pitupitt 12.09.18, 12:07
    "Z racji tego, że nasza sytuacja finansowa jest ok - zdecydowaliśmy, że wyślemy go do szkoły prywatnej

    Jeżeli to było powodem wybrania tej a nie innej szkoły to się nie dziw" - Tak to się kończy, jak się czyta fragmenty, a nie całość.

    --
    One moment can change a day
    One day can change a life
    One life can change the world
    I live by this quote <3
  • araceli 12.09.18, 11:09
    Jeżeli szkoła publiczna w nowej dzielnicy jest ok to przenieść.


    PS. Ofelia - ty na jematce nie od dziś i tak bezrefleksyjnie na strzał się wystawiasz??? ;)

    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • ofelia1982 12.09.18, 11:18
    wiem, ja czasem jestem blondynka:) Strasznie mnie to stresuje wiec liczylam na jakies wsparcie bo to nie wszystko jest zerojedynkowe. Dziecko zle sie zachowuje = patol. eh..
  • alicia033 12.09.18, 11:32
    ofelia1982 napisała:

    > Dziecko zle sie zachowuje = patol. eh..

    owszem tak.
    Tak twoje dziecko, zachowują się dzieci z rodzin patologicznych.
    W niepatologicznych siedmiolatki mają opanowane zwracanie się do innych bez wyzwisk.




    --
    www.siepomaga.pl/weronikaibartek
  • ofelia1982 12.09.18, 11:44
    ok dzieki. Mysle, ze juz znam Twoją opinię, dziekuje za nią. Mozesz juz isc do innych watków pomagać:)
  • pitupitt 12.09.18, 12:16
    Naprawdę??? Równie dobrze mogłabyś napisać, że dobrze wychowani dorośli nie przeklinają, nie pija, nie palą i nie rzucają papierków tam gdzie stoją. To jest dopiero zerojedynkowość. Popłakałam się ze śmiechu...

    --
    One moment can change a day
    One day can change a life
    One life can change the world
    I live by this quote <3
  • ofelia1982 12.09.18, 12:21
    Ematka reality
  • mebloscianka_dziadka_franka 12.09.18, 12:26
    Nie wyzywają się tylko stosują przemoc psychologiczną, jak ich wykształceni, inteligentni rodzice :)
  • alicia033 12.09.18, 12:33
    mebloscianka_dziadka_franka napisała:

    > Nie wyzywają się tylko stosują przemoc psychologiczną, jak ich wykształceni, in
    > teligentni rodzice :)

    tak to sobie tłumacz

    --
    www.siepomaga.pl/weronikaibartek
  • tarantinka 12.09.18, 11:12
    Idź do rejonówki. Poobserwuj dzieciaki i nauczycieli na przerwach, na świetlicy, na boisku. Jak ci się spodoba idź do dyrektorki i mniej więcej tak jak tu przedstaw problem. Z tym samym problemem idź do wychowawcy w obecnej szkole - może widzi co się dzieje i ta rozmowa coś ci pomoże w decyzji. Za mało danych masz na razie, żeby podjąć decyzję.
  • stillgrey 12.09.18, 11:14
    Nawet się nie zastanawiaj. Ja przeniosłam mojego syna dopiero w 6 klasie i uważam, że to było 6 lat za późno. W nowej grupie syn odżył i rozwinął skrzydła, został w pełni zaakceptowany przez grupę od pierwszego dnia, został nawet wybrany na przewodniczącego klasy ;) Wiem, że miałam szczęście bo przepisałam go do bardzo kameralnej szkoły, w klasie jest 10 uczniów i wszystkie dzieciaki są bardzo zgrane, a w szkole panuje dosłownie rodzinna atmosfera.
    Na Twoim miejscu zaryzykowałabym, gorzej już raczej nie będzie, a jest szansa, że będzie dużo lepiej i syn się w nowej grupie wspaniale odnajdzie. Im dłużej będzie w grupie gdzie czuje się odrzucony tym gorzej będzie z jego samooceną, motywacją do nauki etc.
  • maaria33 12.09.18, 11:17
    Niestety widze juz teraz, ze bedzie ciężko, bo oni są chyba strasznie przewrażliwieni na punkcie swoich dzieci, mają wielkie oczekiwania i w szkole chyba oni rządzą, a nie kadra...Każda sprzeczka pomiędzy dziećmi bedzie urastała tu do rangi konfliktu zbrojnego, a za dzieci sprawy zalatwiać bedą rodzice, którzy chcą je trzymać pod kloszem



    Naprawdę uważasz, że jeżeli w ciągu pierwszego tygodnia, dwoch, siedmiolatek opluł kolegów, nazwał ich głupolami i mówił, że śmierdzą plus inne teksty, o których dokładnie nie pisałaś, to inni rodzice są przewrazliwieni, a kadra im na to pozwala???
    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • ofelia1982 12.09.18, 11:22
    ok to zacznijmy od poczatku. w pierwszym tygodniu kilku chlopcow powiedzialo mu, ze:
    - "daj mi 10zł, to dam Ci 2000zł" (próba oszustwa)
    - "powiem innym dzieciom zeby sie z Toba nie bawili"
    -"Prosze Pani, nie chce siedziec z X, chce siedziec z Y, bo sie znamy i lubimy" (X to moj syn, Y to inne dziecko znane wczesniej, skutek - Pani przesadza dziecko i moj syn siedzi sam)
    - uderzanie piłką w plecy mojego synka

    Czy wszystkie powyższe sytuacje to patologie? Oznacza to, ze polowa tej grupy to patologie.
    Serio Wasze dzieci tylko mowia do siebie jak w Wersalu? Nigdy sie nie przezwą, nie dokuczają? I jak cos sie im wymsknie to lecicie do rodzicow na skargę? Przypominam, ze mowimy o 7-latkach.

    I prosba - niechże błagam w tym wątku sie wypowiadają TYLKO RODZICE dzieci w wieku 6+. Serio to nam wiele rzeczy uprości.Dzieki
  • maaria33 12.09.18, 11:27
    Nie rozumiesz. Nie chodzi o to co mówią dzieci. Chodzi o to co mówi dorosły. Na przykład Ty. Próbujesz zdyskredytować rodziców innych dzieci tylko dlatego, że jakaś mama zwróciła Twojemu dziecku uwagę. Do tego nieładnie dorabiasz im buźkę nowobogackich dorobkiewiczów, no wiadomo - samo zło ci rodzice.

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • rosapulchra-0 12.09.18, 20:27
    Zajmij się lepiej swoim nowym laptopem, bo już takie brednie wypisujesz, że czytać się tego nie da, inteligentko od siedmiu boleści.

    --
    Głupiemu praca nie pomoże, mądremu brak pracy zarobkowej nie zaszkodzi. by Vaikiria
  • mamma_2012 12.09.18, 11:49
    Mam dziecko sześcioletnie, też chłopca i to dość energicznego. W przedszkolu, a chodzi do niego piąty rok, nigdy nie było akcji, a przynajmniej nie słyszałam, z takimi zachowaniami.
    Dzieciakom na różnych etapach dzieciakom zdarzało się powiedzieć brzydkie słowo, ale nie do kogoś, bywały jakieś kłótnie, pewnie przepychanki w młodszych grupach, ale nic z tych rzecz o których piszesz. Był nawet u chłopaków okres z pluciem, ale to w ramach wygłupów i nie na ludzi, panie szybko to zwalczyły.
    Wiem, bo znam się ze wszystkimi rodzicami chłopców.
    Moja reakcja na skargę dziecka, że ktoś je tak nazywa czy opluwa byłaby uzależniona od tego jak moje to przeżywa i jak szerzej widzi tego kolegę, ale żadna by Ci się nie spodobała, bo albo poradziłabym unikać albo poszła porozmawiać z wychowawczynią, jeśli moje by to przeżywało. A najprawdopodobniej intuicyjnie syn unikałby tego dziecka.
    Problem w tym, że jeśli „podpadł” kilku osobom, mogła już się zawiązać „koalicja pokrzywdzonych” i musi wkroczyć wychowawca.
  • arwena_11 12.09.18, 11:59
    Moje dzieci też do prywatnej podstawówki poszły z prywatnego przedszkola ( małe, kameralne, przy tej podstawówce ). Grupa zgrana.
    Do grupy syna dołączyło 3-4 dzieci do zerówki - spoza przedszkola ( z jedną dziewczynką się znali - bo bywała na festynach, gdyż starsze rodzeństwo było w szkole ). Dzieci gładko weszły do grupy poza 1, które mocno odstawało. Miało dużą wadę wymowy ( trudno było je zrozumieć ) i dzieci go nie rozumiały - więc on chcąc zwrócić na siebie uwagę - bił. No to dzieci oddawały. Nauczycielka bardzo się starała - ale rodzice nie współpracowali tylko wszyscy źli, a on jeden wspaniały. Do tego odstawał intelektualnie.
    Szkoła oferowała w ramach czesnego zajęcia z psychologiem, pedagogiem, logopedą i reedukację. Rodzice uważali,że dziecko nic nie potrzebuje. Chciano go zostawić w zerówce na drugi rok - rodzice odmówili. Szkoła nie podpisała z nimi umowy na klasę 1.
    Potem w czwartej klasie doszedł problematyczny chłopiec i on się nigdy nie zintegrował. Był złośliwy, dokuczał itd. Klasa zachowywała się poprawnie - ale nikt nie chciał z nim siedzieć ( wydawał dziwne dźwięki - często specjalnie ), zabierał dzieciakom ich rzeczy, robił bałagan na ławce.

    U córki też cala grupa poszła do szkoły i też kilka osób doszło. kilka się zintegrowało, kilka nie - i one zmieniały szkołę.

    Nauczyciele robili bardzo dużo żeby zintegrować. Rodzice też byli otwarci - organizowaliśmy spotkania, urodziny, tamte dzieci i ich rodzice byli zapraszani.
    Jedna dziewczynka odeszła po pierwszej klasie - bo według mamy - szkoła nie chce wykorzystać możliwości córki - czyli nie było zgody na przeniesienie D o poziom czy dwa wyżej - bo ona jest taka genialna i ma ustawioną już ścieżkę kariery - skończy medycynę ( niezrealizowane marzenie mamy ). Na sugestie, że może D nie jest taka genialna ( na testach Wałbrzyskich wcale genialnie nie wyszła ) - mama się obraziła i stwierdziła że szkoła w ogóle nie wspiera zdolnych. Jak jej powiedziałam, że to nie prawda - bo mnie zaproponowano po zerówce przeniesienie syna od razu do 2 klasy - tylko ja się nie zgodziłam, bo uważałam, że nie dojrzał emocjonalnie - to stwierdziła że widocznie "mamy układy" :D. Więcej kontaktu z nią nie mieliśmy - odeszli ze szkoły i zostawili długi bo nie zapłacili za imprezy w których ich córka brała udział.
  • milva24 12.09.18, 11:23
    Też się dziwię. To znaczy rozumiem, że serce matki krwawi ale dziecku trzeba tłuc do głowy, że jeśli tak będzie traktował innych to nie będzie lubiany nigdzie.
  • ofelia1982 12.09.18, 11:28
    no i tłuczemy i tłuczemy. Ale chyba umysł 7-latka działa inaczej niż dorosłego, bo on na odrzucenie reaguje złym zachowaniem. W poradni bylismy, chodzil przez rok na zajęcia. Do tego na sensoryke chodzil i kilka innych rzeczy. Ja widze, ze on ma taki charakter chyba. Jest taki, ze jak sie nie czuje akceptowany to sie zamyka w sobie i reaguje tym złym zachowaniem.
  • maaria33 12.09.18, 11:32
    Podobnie jak Ty?

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • ofelia1982 12.09.18, 11:56
    raczej nie. Ja mimo wszystko staram sie z ludzmi żyć spoko, nawet jak mam ich jakiś tam odbiór niezbyt pozytywny. Te mamy co nie witają się z nowymi - mimo wszystko ja pierwsza mówię do nich cześć, bo z czasem moze zagadamy o czyms i bedzi ok.
    Mialam tak z mama w przedszkolu, ktora zawsze przychodzila z taka grożną (uwaga - mój odbiór!) miną i nie mowila czesć. Ja jej caly czas mowilam, potem zagadywalam niezrażona jej postawą i dziś się lubimy, a nasze córki w przedszkolu się bawią, zapraszają na urodziny, czasem gdzies wychodzimy razem etc.
  • arwena_11 12.09.18, 12:07
    Weź pod uwagę, że te mamy cię nie znają i mogą nawet nie wiedzieć, że nie jesteś "z ich klasy". Pewnie jeszcze zebrania nie mieliście.
  • rosapulchra-0 12.09.18, 20:29
    Nie reaguj na trollowskie zaczepki, ofelia, ona robi wszystko, żeby cię zdyskredytować w oczach swoich i innych. Szkoda twojego czasu i energii.

    --
    Wszyscy idący ze swoimi laskami, nieraz mam ochotę takiego huknąć, co się palancie lipisz, masz laskę, to nie wykręcaj głowy za mną. by Alpepe
  • milva24 12.09.18, 11:38
    No niestety, gwarancji, że w nowej szkole go z miejsca zaakceptują nie masz. A nad przyczynami zachowania Twojego syna inni rodzice pochylać się nie muszą. Jednak w celu poprawienia sytyacji proponowałabym poruszyć z wychowaczynią i pedagogiem szkolnym kwestię integracji klasy. Jednocześnie potrzebny jest jasny przekaz na zewnątrz z Twojej strony, że zachowanie syna jest przez Ciebie nieakceptowane.
  • jematkajakichmalo 12.09.18, 11:49
    A z nauczycielka o tym rozmawialas? Skoro wiecie, ze dziecko ma jakies problemy, byl w poradni, to trzeba bylo uprzedzic i porozmawiac? Moze nauczycielka zrobilaby jakas pogadanke na ten temat (nawet jak nie imiennie to golnie)? A tak to dziecko zachowuje sie zle, bo jest nowe i niepwnie sie czuje, inni go wykluczaja, bo sie zle zachowuje, to poteguje u niego zle zachowanie i odbija pileczke i tak to sie nakreca.

    Swoja droga taka odzywke to raczej gdzies uslyszal od doroslego i cos mi sie wydaje, ze w domu na zasadzie: a nie przejmuj sie nimi, to glupole...
    O pluciu juz nie wspomne, bo co musialby powiedziec inny kolega, zebygo opluc? O zlych zachowaniach innych dzieci nie ma ani slowa, tylko to, ze go wykluczaja, a to nie zbrodnia. Nie kazdy musi byc wszedzie lubiany i to wlasnie powinnas przekazac dziecku.

    --
    "Bosze, dziewczyno to tylko wszy!!!! Mogłabyś mieć raka trzustki to był by problem!" by zefirkowapola
  • ofelia1982 12.09.18, 12:02
    Tak, powiedziałam wychowawczyni, a w przyszłym tyg sie z nią widze.
    Co do odzywek - dzieci łapią takie rzeczy od innych dzieci, na podwórku, w przedszkolu. Myslalam, ze to wiedza ogólna :P W domu nie wyzywam ludzi od śmierdzieli, zapewniam Cię
  • morekac 12.09.18, 21:20
    Ofelia, czy u waszego psychologa/ poradni, pod którą szkoła podlega są może jakieś zajęcia typu "trening umiejętności społecznych" - bo man wrażenie, że poza tym, że tłuczecie mu (dość nieskutecznie) do głowy, że tego czy tamtego na nie robić, to czy mały wie, co mógłby zrobić, by wejść w grupę bez większych zgrzytów?

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • bergamotka77 12.09.18, 21:52
    Te trudności społeczne i agresja nasuwaja mi myśl o ZA. Czy syn nie jest musniety tym zaburzeniem? Wspominałaś, że był pod opieką poradni i ma deficyty też na innych polach, może tu leży przyczyną jego trudności z odnalezieniem się w grupie? Bo kolejny raz to przechodzicie - po przedszkolu jak rozumiem ?

    --
    "Moze kogos zainteresuje historia kobiety, ktora zostala matka jako dziecko a w momencie kiedy powinna ta matka zostac, zostanie babcia. Ku przestrodze oczywiscie!" asmarabis o mnie :)
  • araceli 12.09.18, 22:27
    bergamotka77 napisała:
    > Te trudności społeczne i agresja nasuwaja mi myśl o ZA.

    Myślenie to ci akurat słabo wychodzi :D


    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • bergamotka77 12.09.18, 22:56
    araceli napisała:

    > bergamotka77 napisała:
    > > Te trudności społeczne i agresja nasuwaja mi myśl o ZA.
    >
    > Myślenie to ci akurat słabo wychodzi :D
    >
    >

    Tobie za to prowokowanie idealnie - dostaniesz po uszach zaraz i pobiegniesz na skargę do moderacji jak ongis snake. Sama się prosisz. I wygląda na to, że też cierpisz na jakąś odmianę ZA.


    --
    "Moze kogos zainteresuje historia kobiety, ktora zostala matka jako dziecko a w momencie kiedy powinna ta matka zostac, zostanie babcia. Ku przestrodze oczywiscie!" asmarabis o mnie :)
  • pani-noc 13.09.18, 08:21
    Agresja to nie jest kryterium diagnostyczne ZA. Nie wypowiadaj się w tematach, o których nie masz bladego pojęcia.
  • yenna_m 13.09.18, 08:52
    Nie jest. Ale trudności spoleczne już są.
    I ja odobiscie bym sie temu przyjrzała. Nie dlatego, żeby dodatkowo pognebić dzieciaka a zwyczajnie mu pomóc. Chocby treningami behawioralnymi.
  • kota_marcowa 13.09.18, 10:55
    Za to ty masz duże pojęcie, jesteś strasznie zaślepiona i stronnicza, bo sama masz zaburzone, być może mające problemy z agresją dziecko? Zgadłam?
    Zawsze stoisz po stronie agresora, wystarczy, że jest zaburzony, to dla ciebie usprawiedliwienie dla wszystkich najgorszych zachowań.
  • rosapulchra-0 13.09.18, 16:24
    Masz jakiś problem z dzieckiem pani noc, że używasz go jako argument w dyskusji? Czy może twoje zaślepienie i stronniczość są związane z jakimiś własnymi nieprzepracowanymi problemami osobistymi, a tu odgrywasz twardzielkę w najbardziej z chamskich sposobów, kota? Myślisz, że jak jesteś w ciąży to ci wszystko wolno? Nawet atakować cudze dzieci? Ogarnij się, bo pikujesz do poziomu bergamoty, a to chwalebne nie jest.

    --
    Głupiemu praca nie pomoże, mądremu brak pracy zarobkowej nie zaszkodzi. by Vaikiria
  • yenna_m 12.09.18, 22:38
    Też pomyślałam o ZA.
  • araceli 13.09.18, 08:28
    yenna_m napisała:
    > Też pomyślałam o ZA.

    Nic dziwnego - osoby o zerowym pojęciu zwykle jak dziecko ma problem z relacjami to przypisują mu modne dwie literki :D


    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • taki-sobie-nick 13.09.18, 00:00
    bergamotka77 napisała:

    > Te trudności społeczne i agresja nasuwaja mi myśl o ZA.

    [Ach, ta fałszywa troska, a de facto poszukiwanie wszędzie materiału do plot.]
  • rosapulchra-0 13.09.18, 16:26
    Nie, do plot nie. Do doje..wania innym przy byle okazji.

    --
    Można mieć wykształcenie wyższe, ale niekoniecznie podstawowe. by Figrut
  • coannawie 12.09.18, 11:19
    No, niestety, istnieje ryzyko, że trafiłaś na środowisko zdominowane przez typ rodzica, z którym ja osobiście wolałabym unikać wszelkiego kontaktu. Zwłaszcza jeżeli nie jest on konieczny.

    Jeśli jest tam więcej matek z pełną powagą podejmujących interwencję, gdy jeden siedmiolatek nazwie drugiego "śmierdzielem", to ja bym chyba taką szkołę poważnie przemyślała. W takiej zbiorowości dosłownie cokolwiek może urosnąć do rangi problemu na miarę procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie i Ty będziesz w tym wszystkim musiała jakoś się odnaleźć i nie parsknąć śmiechem. Mama Kosmy będzie stanowczo żądała ustawienia ławek pod kątem, bo czytała, że to inspiruje do kreatywności i zapewnia kontakt z pulsem Matki Ziemi, a tata Basi będzie krzyczał, że on sobie nie życzy kreatywnych ławek, bo Basia będzie prezesem banku, a nie głupkiem ze sztalugami.
  • alpepe 12.09.18, 11:23
    A z drugiej strony, skoro ofelia nie wychowała dziecka, to obca matka poczuła się w obowiązku.

    --
    Achse des Guten
  • ofelia1982 12.09.18, 11:29
    Alpepe, czy Ty myslisz, ze ja dziecku pozwalam tak mowic? Czy Ty myslisz, ze jak slysze cos takiego to jestem OK? Zawsze go karcę, zawsze traci jakis przywilej (np tablet).
    I kluczowe pytanie - czy Alpepe ma dzieci? Czy jesli ma - to one zawsze mówią i robią co by sobie mama życzyła?
  • volta2 12.09.18, 11:38
    no dobrze, nie pozwalasz to skąd twoje dziecko ma takie umiejętności?

    mam wrażnie że nagle zneleźliście się w nietypowym środowisku - znaczy w takim świecie jematkowych dziubdizusiów a ty z wiochy i od razu wam słoma z butów. do tej pory nie zauważałaś, bo wszyscy tę słomę mieliście, skoro twój synek był akceptowany w grupie, to nikomu tam nie zauważyło się, że wyzwanie od śmierdzieli jest nie ok?
  • ofelia1982 12.09.18, 11:54
    o kurczaki:) No choć wygadana na co dzień jestem, to przez tę słomę nie umiem na to odpowiedziec:) Ciągle ją czuję pod językiem:)
    A tak serio - skąd moje dziecko poznało słowo na K***, chociaż ja akurat tak nie mówię? Z przedszkola i podwórka przyniósł, tajemnica rozwiązana. Oklaski. Kurtyna.
  • volta2 12.09.18, 12:08
    ale sama nie zauważyłaś, że odstajecie? no właśnie, przedszole i podwórko - a te dzieci w tej innej dzielnicy też mają swoje przedszkole i podwórko i widać, stamtąd nie przynoszą, no sorki, ale musisz jednak przyłożyć się do wychowania.

    ja tam na orliku od razu poznawałam które dzieci z sąsiedniej ulicy/podwórka i szkoły. nasze urwami nie rzucały, gdy ktoś i ch sfaulował. mimo iż moje dzieci słyszą takie słówka ode mnie to wiedzą, że im ich używać nie wolno. i o! co za zdziwenie! nie używały przy faulu.
    kwestia środowiska - jak się przenosicie to jednak weź to pod uwagę, a słomę traktuj przenośnie, bo chyba w żalu odczytałaś zbyt dosłownie.
  • lily_evans11 12.09.18, 12:11
    Jeżeli dziecko przynosi z przedszkola ku..., to najwidoczniej środowisko jest słabe, no wybacz. I tak, podejrzewam, że odstajecie od tamtych ludzi, wcale nie brakiem koszulki od Gucciego.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • volta2 12.09.18, 12:15
    mnie też to wychodzi, zmienli dzielnicę i odstają. i może się okazać, ze w rejonówce będzie też odstawać, bo po prostu - inny rejon.
  • memphis90 14.09.18, 07:25
    Czekaj, czekaj, w tym układzie TY uważasz siebie za kulturalną i z lepszej sfery...? Mogę spytać na jakiej konkretnie podstawie, bo akurat kultury osobistej to za bardzo nie widać... No chyba, że radzisz właśnie z perspektywy wiochy...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • pade 12.09.18, 12:21
    Weź nie pitol ;)
    Ostatnio w nadmorskiej restauracji byłam świadkiem jak pięciolatki biegały w kółko i krzyczały głośno "dupa", młodsze dziecko powtarzało soczyście i z ekscytacją po nich a mnie się chciało śmiać. Kiedyś byłabym oburzona, ale teraz doskonale wiem, że to taki etap. Przejdzie.

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • coannawie 12.09.18, 12:27
    pade napisała:

    > Weź nie pitol ;)
    > Ostatnio w nadmorskiej restauracji byłam świadkiem jak pięciolatki biegały w kó
    > łko i krzyczały głośno "dupa", młodsze dziecko powtarzało soczyście i z ekscyta
    > cją po nich a mnie się chciało śmiać.

    Bullying. Dzwoń po MOPS i GROM. Prawdziwe edziecko nie ma innych etapów rozwoju niż "noworodek bez umiejętności społecznych" i "zrównoważony dorosły zdolny do prowadzenia dojrzałej wymiany zdań połączonej z przywołaniem wyników badań naukowych oraz przykładów literackich".


  • ofelia1982 12.09.18, 12:32
    No ewidentnie odstajemy. Wiesz, w tym przedszkolu moich dzieci to polowa dzieci na haju przychodziła, a druga pod wpływem. Potem spały z zamroczenia alkoholowego (na leżakowaniu), a budząc się sypały K*** i CH*****. Nic dziwnego, ze nie umiemy sie dogadac
  • lily_evans11 12.09.18, 13:27
    Rany, nie dziwię się, że Twój synek reaguje jak reaguje, kiedy coś jest nie po jego myśli... Postaw wobec problemów uczymy się najpierw w domu. Co sama widziałam przez ileś lat u własnego dziecka, które zawsze było bardzo delikatne, nadwrażliwe, aż nadto grzeczne w sytuacjach konfliktowych. No cóż, sama taka jestem.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • ofelia1982 12.09.18, 14:14
    Wiesz, jeśli ktoś mnie wyzywa i obraża to nie widzę powodu by nie dać temu odporu. Czasem ironizując, czasem ostro komentując, czasem zmieniając ton głosu. Ematka by chciała, żebym się teraz poplakala i ukorzyła, a dolary przeciw orzechom, ze w analogicznej sytuacji robilaby tak samo. Mój synek ma swoje zdanie i silny charakter, jest zbyt zacięty i uczę go by umiał czasem odpuścić jeśli brak dopuszczenia pogorszyłby jego sytuację. Ale on ma 7 lat i pewnie minie jeszcze trochę czasu zanim to zakuma
  • olena.s 12.09.18, 16:22
    Mi osobiście jest kompletnie obojętne, czy będziesz płakać, korzyć się, czy tupać nogami i hiperwentylować. Ale cokolwiek zrobisz pomyśl - pomyśl, czy tutejsze forumki nie mają aby racji, kiedy widzą twoje dziecko jako wykraczające poza przyjete normy zachowania, i zwracają ci uwagę, że podobna sytuacja - może inaczej rozwiązana, może za pomocą pięści, wezwania do dyrekcji, serii uwag etc. - nie zagrozi małemu opluwaczowi w każdym środowisku.
  • elf1977 13.09.18, 13:35
    Mimo trudu włożonego w wychowanie, efekt nie zawsze jest taki, jakiego sobie życzyłby rodzic. Szczególnie, jeśli dziecko ma problemy z psychiką.
  • mamma_2012 12.09.18, 12:35
    Dzieciaki mają okresy fascynacji brzydkimi słowami, ale w większości mówią „duda, duda, duda”, czy co tam akurat na topie, a nie do kolegów „jesteś duda”. To jest różnica.
  • lily_evans11 12.09.18, 12:58
    Widzę różnice między dupą a ku... To drugie powinno być kategorycznie gaszone, w domu, w przedszkolu.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • kosmos_pierzasty 12.09.18, 14:12
    No słowo na K to do tej pory jest tabu u 10-latki... w naszym przypadku. Ani z przedszkola nie przyniosła, ani z kontaktów z sąsiadami.
  • elf1977 13.09.18, 13:33
    Czytam ten wątek i oczom nie wierzę, cóż za nagromadzenie złośliwości i jadu pomieszane z wywyższaniem się nad "maluczkich".
  • memphis90 14.09.18, 07:26
    Taka, same w światłe i kulturalne, co...? 😂

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • coannawie 12.09.18, 11:43
    Ale Wy serio myślicie, że adwersarz syna Ofelii w dyskusji cytuje Spinozę? I że szedł sobie grzeczniutko w todze z rączkami złożonymi za plecami i rozważał sens wszechrzeczy, gdy nagle zza winka wychynął parweniusz i dał popis niesłychanego chamstwa, które słusznie zostało wypunktowane przez matkę małego filozofa?

    Dziecko siedmioletnie intelektualnie i społecznie nie jest zbliżone poziomem do osoby dorosłej i jest nieporozumieniem oczekiwanie od niego wyważenia i erudycji (obcych większości dorosłych, nawiasem mówiąc). Siedmiolatek jest fizjologicznie niezdolny (taki etap rozwoju mózgu) do zaawansowanego myślenia abstrakcyjnego, dlatego cały jego świat wewnętrzny stoi na konkrecie. Tak, siedmiolatki nazywają się nawzajem "śmierdzielami" i zarządzają zabawy "nie bawimy się z x, bo x wygląda jak kupa". 99,999% sporów na tym tle rozstrzyga się samoczynnie pozostawiając dzieci bogatsze o cenne doświadczenie społeczne procentujące w przyszłym życiu zdolnością wchodzenia w zdrowe relacje.

    Robienie z tego wielkiego halo jest albo zabawne, albo bardzo smutne. Zależy jak spojrzeć.
  • alicia033 12.09.18, 11:54
    coannawie napisała:

    >Tak, siedmiolatki nazywają się nawzajem "śmierdzielami" i zarządzają zabawy "nie bawimy się z x, bo x wygląda jak kupa".

    Nie. W normalnym świecie nazywa się to "bullying" i jest przez opiekunów (nauczycieli, rodziców) tępiony, a nie uważany za zwykłe, nieszkodliwe, dziecięce zabawy.
    Ciekawe, jakbyś podchodziła do tego (albo autorka wątku), gdyby to twoje (ofelii) dziecko było w ten sposób sekowane przez inne.


    --
    www.siepomaga.pl/weronikaibartek
  • coannawie 12.09.18, 12:02
    Nie. W zwykłym świecie dorośli pozwalają na konflikty pomiędzy dziećmi siedmioletnimi. "Podaj mu rączkę, przytul i ładnie się bawcie" mówi się dwulatkom.
  • ofelia1982 12.09.18, 12:08
    Dobrze, ze poruszylas wątek tego JAK dochodzi do tych akcji. Bo wiecie - mi moj syn mowi, ze to oni mu dokuczają, a on im oddaje. I jeden z nich ("lider") juz wczoraj stał w kącie. Skoro Pani go postawiła do kąta, to chyba powód był...?
    Ale chyba tak działają łatki - co by nie zrobił, to on będzie zły.
  • inka754 12.09.18, 12:10
    I co czuje dziecko, które zostało nazwane głupolem i śmierdzielem (możliwe, że przy innych dzieciach)? I do tego obrzydliwe plucie w reakcji na odrzucenie. Wszystkie dzieci złe tylko jeden synek dobry i pokrzywdzony. Szkoda słów.
  • coannawie 12.09.18, 12:21
    Cokolwiek to dziecko czuje, to obowiązkiem rodziców jest pomóc mu to uczucie nazwać i poradzić, co z nim zrobić. "Nazwał cię śmierdzielem? następnym razem powiedz mu, że ci przykro" albo "chłopiec mówi, że jesteś głupi? powiedz, że jesteś mądry i właśnie dlatego wiesz, że nie musisz się z nim bawić, skoro tak się zachowuje".

    Komunikat "pójdę do szkoły i nawrzucam jego matce" jest zły. Także dlatego, że większość tych szkolnych konfliktów wcale nie wygląda tak, że jedna strona jest niewinna jako ta lelija, a druga jest bez powodu agresywna. Póki nie ma się pewności, że własne nazwane "śmierdzielem" dziecko tej jakże wyrafinowanej pyskówki samo nie zaczęło, warto nie wychylać się z interwencjami.
  • kurt.wallander 12.09.18, 13:42
    coannawie napisała:

    > Cokolwiek to dziecko czuje, to obowiązkiem rodziców jest pomóc mu to uczucie na
    > zwać i poradzić, co z nim zrobić.

    Padłam. Jak ktoś kogoś atakuje, to należy ustawić agresora, a nie pomóc ofierze nazwać uczucia do agresora.
    >
    > Komunikat "pójdę do szkoły i nawrzucam jego matce" jest zły.

    Matka przezwanego dziecka zwróciła, grzecznie, uwagę agresorowi, żeby nie uzywał takich słów względem jej dziecka. Ja tu nie widzę winy po stronie interweniującej matki.
  • arwena_11 12.09.18, 13:56
    Nie wiesz co było pierwsze. Bo to, że znające się dzieci chcą razem siedzieć i bawic się - jest normalne. Rolą nauczyciela jest zintegrować - bez rozwalania obecnych układów. Bo zmuszenie Jasia, który od 5 lat przyjaźni się ze Zdzisiem, żeby siedział z Michałkiem - to pierwszy krok do sprawienia, że Michałek będzie miał 2 pierwszych wrogów.

    Na tym etapie pewnie lepiej sprawdziły by się ławki pojedyncze lub takie, połączone np. w podkowę. Albo w ogóle odpuścić pierwszy tydzień nauki - tylko zrobić zabawy ruchowe, konkursy itd - żeby dzieci się poznały i miały szansę zintegrować.
    Tak było w podstawówce moich dzieci. I dzieci dochodzące do zgranej grupy - szybko sie integrowały. Były tylko dwa przypadki braku integracji - ale tu nie dało się nic zrobić z dziećmi i rodzicami. Zero współpracy ze szkołą
  • coannawie 12.09.18, 15:01
    kurt.wallander napisała:

    > Padłam. Jak ktoś kogoś atakuje, to należy ustawić agresora, a nie pomóc ofierze
    > nazwać uczucia do agresora.

    Agresora? Jak Twoim zdaniem wyrażają emocje siedmiolatki? Piszą epopeje? Idąc Twoim tokiem rozumowania siedmiolatek, który nie czytał Prousta to analfabeta. No bo przecież oczytany dorosły przeczytał, a poprawki na wiek się nie bierze.

    > Matka przezwanego dziecka zwróciła, grzecznie, uwagę agresorowi, żeby nie uzywa
    > ł takich słów względem jej dziecka. Ja tu nie widzę winy po stronie interweniuj
    > ącej matki.

    A ile lat ten mały będzie miał, kiedy się mu w końcu pozwoli rozwiązywać proste konflikty bez pomocy mamy? W liceum też matka będzie chodzić za matkami dziewczyn, które odrzuciły jego zaproszenia do kina?
  • maaria33 12.09.18, 15:12
    A ile lat ten mały będzie miał, kiedy się mu w końcu pozwoli rozwiązywać proste konflikty bez pomocy mamy? W liceum też matka będzie chodzić za matkami dziewczyn, które odrzuciły jego zaproszenia do kina?



    Ok. Skoro lubisz sytuacje doprowadzać do absurdu. Niech nic nie mówi mamie. Nawet jak będą go bić i wymuszać pieniądze i zmuszac do brania dopalaczy. Niech sam rozwiązuje problemy.
    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • coannawie 12.09.18, 15:16
    maaria33 napisała:

    > Ok. Skoro lubisz sytuacje doprowadzać do absurdu. Niech nic nie mówi mamie. Naw
    > et jak będą go bić i wymuszać pieniądze i zmuszac do brania dopalaczy. Niech sa
    > m rozwiązuje problemy.

    Obraziłaś mnie! Moja matka już do Ciebie jedzie.

  • maaria33 12.09.18, 15:20
    To stawiam czajnik na herbatę.

    p.s. Dobrze, że widzisz absurd swoich wywodów.

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • coannawie 12.09.18, 15:30
    No pewnie. W końcu doceniłam wartość analizowania sporów siedmiolatków i zrozumiałam, jak ważne jest, żeby spierały się one wyłącznie o pryncypia i fizykę kwantową, a nie o to, który śmierdzi. Dzieci narodzone bez sokratejskiej biegłości w dyskusji będę zrzucać ze skał. To cześć, lecę szukać skał.
  • kurt.wallander 12.09.18, 16:26
    coannawie napisała:

    > No pewnie. W końcu doceniłam wartość analizowania sporów siedmiolatków i zrozum
    > iałam, jak ważne jest, żeby spierały się one wyłącznie o pryncypia i fizykę kwa
    > ntową, a nie o to, który śmierdzi. Dzieci narodzone bez sokratejskiej biegłości
    > w dyskusji będę zrzucać ze skał. To cześć, lecę szukać skał.

    Kobieto, jak dziecko żle się zachowuje i w jakikolwiek sposób krzywdzi kogoś innego (np. przezywając czy plując, żeby trzymać sie wątku), to się temu dziecku zwraca uwagę, że źle robi. Co też zrobiła matka dziecka przezywanego. To się nazywa wychowanie. A nie zaczyna się od psychologicznej gadki z ofiarą i nazywania jej uczuć. Ja myslę, że ofiara doskonale wie, jak się czuje, gdy ktoś ją wyzywa czy opluwa.
  • araceli 12.09.18, 16:39
    kurt.wallander napisała:
    > Kobieto, jak dziecko żle się zachowuje i w jakikolwiek sposób krzywdzi kogoś in
    > nego (np. przezywając czy plując, żeby trzymać sie wątku), to się temu dziecku
    > zwraca uwagę, że źle robi. Co też zrobiła matka dziecka przezywanego. To się na
    > zywa wychowanie.

    Nie wychowuje się obcych dzieci. W takim przypadku w pierwszej kolejności zwraca się do rodzica dziecka, dopiero jeżeli to nie skutkuje - do dziecka bezpośrednio.



    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • kurt.wallander 12.09.18, 16:57
    araceli napisała:

    > kurt.wallander napisała:
    > > Kobieto, jak dziecko żle się zachowuje i w jakikolwiek sposób krzywdzi ko
    > goś in
    > > nego (np. przezywając czy plując, żeby trzymać sie wątku), to się temu dz
    > iecku
    > > zwraca uwagę, że źle robi. Co też zrobiła matka dziecka przezywanego. To
    > się na
    > > zywa wychowanie.
    >
    > Nie wychowuje się obcych dzieci. W takim przypadku w pierwszej kolejności zwrac
    > a się do rodzica dziecka, dopiero jeżeli to nie skutkuje - do dziecka bezpośred
    > nio.


    Oczywiście, że wychowuje się też cudze dzieci. Czasem jest tak, że trzeba zainterweniowac od razu, a nie czekać, szukać nie wiadomo gdzie i nie wiadomo kogo. Przypuszczam, że kobieta ktora zwróciła uwagę chłopcu po prostu nie zna jeszcze jego matki i nie wiedziała, do kogo ma się zwrócić. A inna sprawa, że uwaga zwrócona bezpośrednio ma większą siłę rażenia.
  • rosapulchra-0 12.09.18, 20:38
    No tak, siedmiolatek sam zasuwa do nowej szkoły, która jest w nowej dzielnicy miasta i biedna mamuśka poszkodowanego dziecka nie miała w ogóle żadnej okazji do poznania matki agresora. Myślisz zanim coś napiszesz?

    --
    Można mieć wykształcenie wyższe, ale niekoniecznie podstawowe. by Figrut
  • coannawie 12.09.18, 17:07
    kurt.wallander napisała:

    > Kobieto, jak dziecko żle się zachowuje i w jakikolwiek sposób krzywdzi kogoś in
    > nego (np. przezywając czy plując, żeby trzymać sie wątku), to się temu dziecku
    > zwraca uwagę, że źle robi.

    Jak idzie dwóch uczniów ulicą i kłóci się zawzięcie z użyciem argumentów typowych dla ich wieku ("sam jesteś głupi!"), to podchodzisz i zwracasz uwagę? Ja na przykład nigdy.

    A jeszcze nawet przyjmijmy, że można kazać dwójce dzieci pogodzić się i razem grzecznie bawić (ja nie wiem, co Wy macie za siedmiolatków w domu, swoją drogą...), ale zupełnie czym innym jest przyjść kilka dni po kłótni z awanturą, że dzieci się pohandryczyły i że proszę natychmiast coś z tym zrobić. No w każdym razie ja, gdyby mnie coś takiego spotkało, byłabym przekonana, że ktoś sobie ze mnie jaja robi. I powiedziałabym pewnie, walcząc o kamienną twarz, że bez pełnego zapisu wszystkich rozmów między dziećmi nie odniosę się do zarzutu, "bo skąd ja mogę wiedzieć, że moja Stefcia nie nazwała pani Helenki śmierdzielem w odpowiedzi na to, że dwa dni wcześniej Helenka nazwała Stefcię pierdzielem?". Taką bym strategię obrała. Tak że do mnie proszę z takimi bzdurkami nie przychodzić.
  • maaria33 12.09.18, 17:10
    zupełnie czym innym jest przyjść kilka dni po kłótni z awanturą, że dzieci się pohandryczyły i że proszę natychmiast coś z tym zrobić.

    zaraz, zaraz, ale kto tak robi lub sugeruje, że tak należy robić?


    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • araceli 12.09.18, 17:13
    maaria33 napisała:
    > zaraz, zaraz, ale kto tak robi lub sugeruje, że tak należy robić?


    kurt.wallander. Wystarczy śledzić drzewko :)


    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • maaria33 12.09.18, 17:15
    Nie. Nie napisała, że po kilku dniach należy iść z awanturą.

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • maaria33 12.09.18, 17:17
    Wręćz przeciwnie - z tego co czytam tłumaczyła dlaczego tamta matka zwróciła się bezpośrednio do dziecka (natychmiast następnego dnia)

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • araceli 12.09.18, 17:43
    maaria33 napisała:
    > (natychmiast następnego dnia)

    Następnego dnia to nie jest "natychmiast". Następnego dnia to sporo czasu, żeby znaleźć inną matkę.




    --
    - What if people try to corroborate all this information?
    - Don't worry. They won't.
  • maaria33 12.09.18, 17:46
    No i? tylko co to ma wspólnego z wmawianiem kurt, że powiedziała coś czego nie powiedziała?

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • araceli 12.09.18, 17:49
    maaria33 napisała:
    > No i? tylko co to ma wspólnego z wmawianiem kurt, że powiedziała coś czego nie
    > powiedziała?


    Pomyśl - to nie takie trudne :D



    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • araceli 12.09.18, 17:42
    maaria33 napisała:
    > Nie. Nie napisała, że po kilku dniach należy iść z awanturą.

    Odniósłszy się do sytuacji opisanej w wątku uznała zachowanie tamtej matki za właściwe.



    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • maaria33 12.09.18, 17:13
    Tak że do mnie proszę z takimi bzdurkami nie przychodzić.

    Być moze dlatego tamta matka zwróciła się bezpośrednio do dziecka ;)
    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • araceli 12.09.18, 12:19
    alicia033 napisała:
    > coannawie napisała:
    > >Tak, siedmiolatki nazywają się nawzajem "śmierdzielami" i zarządzają zabaw
    > y "nie bawimy się z x, bo x wygląda jak kupa".
    > Nie. W normalnym świecie nazywa się to "bullying" i jest przez opiekunów (naucz
    > ycieli, rodziców) tępiony, a nie uważany za zwykłe, nieszkodliwe, dziecięce zab
    > awy.

    A teksty "powiem wszystkim, zeby sie z Toba nie bawili" to nie jest bullying?


    --
    - What if people try to corroborate all this information?
    - Don't worry. They won't.
  • ofelia1982 12.09.18, 12:23
    no wlasnie...
  • alicia033 12.09.18, 12:39
    araceli napisała:

    > A teksty "powiem wszystkim, zeby sie z Toba nie bawili" to nie jest bullying
    >
    ?

    jest.
    Niestety, wykręcenie kota ogonem ci się nie uda, bo to ofelia, coannawie i parę innych tu z was je bagatelizuje i uważa za normalne, NIE ja.

    --
    www.siepomaga.pl/weronikaibartek
  • araceli 12.09.18, 12:42
    alicia033 napisała:
    > jest.
    > Niestety, wykręcenie kota ogonem ci się nie uda, bo to ofelia, coannawie i parę
    > innych tu z was je bagatelizuje i uważa za normalne, NIE ja.


    Czyli rozumiesz, że dziecko Ofelii jest OFIARĄ przemocy w szkole?




    --
    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
  • mamma_2012 12.09.18, 12:49
    Co tu jest przyczyną co skutkiem, kto ma więcej za uszami to tu nie ustalimy, bo relacja jest tylko jednej strony.
  • araceli 12.09.18, 12:51
    mamma_2012 napisała:
    > bo relacja jest tylko jednej strony.

    Co nigdy nikomu na jematce nie przeszkadza brać udziału w dyskusji :D




    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • elf1977 13.09.18, 13:40
    Nie do końca. Siła raczej jest po stronie większości.
  • coannawie 12.09.18, 15:07
    alicia033 napisała:

    > > A teksty "powiem wszystkim, zeby sie z Toba nie bawili" to nie jest bu
    > llying
    > >
    ?
    >
    > jest.
    > Niestety, wykręcenie kota ogonem ci się nie uda, bo to ofelia, coannawie i parę
    > innych tu z was je bagatelizuje i uważa za normalne, NIE ja.

    OK. To inaczej. Nie każdy ma siedmioletnie dziecko na stanie, ale większość z nas mniej więcej w tym wieku poszła do I klasy. Jest to wydarzenie na tyle ważkie, że każdy ma wyraźne wspomnienia z czasu, gdy miał mniej więcej siedem lat. I serio, w tych wspomnieniach nad Waszymi kłótniami z rówieśnikami stały matki i nauczycielki, które z pełną powagą rozstrzygały, czy to Marcysia powinna być w zabawie pielęgniarką, skoro Józefinka uważa, że to kolej Gryzeldy, w wyniku czego Marcysia nazwała Gryzeldę oszustką, Józefinka Marcysię babą jagą, a Gryzelda płacząc wykrzyczała, że wszyscy to świnie?
  • lily_evans11 12.09.18, 15:15
    To zupełnie co innego. Chłopczyk nie radzi sobie z wyrażaniem emocji, ma trudności z wejściem w grupę. W tym wieku i na tym etapie to rodzice i szkoła tak powinni nim pokierować, żeby czuł się lepiej sam ze sobą i w grupie, a inni z nim lepiej też.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • mamma_2012 12.09.18, 15:24
    Słabe porównanie, bo tych 30 lat temu to chłopcy po szkole poczekaliby na plującego i ręcznie wyjaśniliby mu, że to nieładnie nie pytając o motywację.
    Już chyba z dwojga złego wolę nawet nadwrażliwe matki w szatni.
  • kota_marcowa 13.09.18, 11:11
    Te 30 lat temu, nauczyciel by ukarał, chłopcy spuścili łomot, a rodzic poprawił w domu ;)
  • memphis90 14.09.18, 07:29
    >Nie. W normalnym świecie nazywa się to >"bullying" i jest przez opiekunów (nauczycieli, >rodziców) tępiony
    Bullying to grupowe szykanowanie jednego dziecka. Przez celowe rzucanie mu w głowę pilka, publiczne nastawianie grupy przeciwko niemu itp.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • alicia033 14.09.18, 09:26
    memphis90 napisała:

    > Bullying to grupowe szykanowanie jednego dziecka. Przez celowe rzucanie mu w g
    > łowę pilka, publiczne nastawianie grupy przeciwko niemu itp.

    no właśnie.
    Czyli jak grupa "bawi się" w "nie bawimy się z x, bo x wygląda jak kupa" to nie jest to normalna zabawa siedmiolatków, to jest bullying x.


    --
    www.siepomaga.pl/weronikaibartek
  • zabka141 12.09.18, 13:32
    Chyba przesadzasz. Interwencja matki w takiej sytuacji to nawet u 2 latkow nie bylaby ok. Ja bym dzicko z tej szkoly zabrala.
  • volta2 12.09.18, 11:20
    to ja może spróbuję bardziej w temacie (że śmierdzi zrozumiałam, że twoje dziecko usłyszało, no ale jeszcze kawy nie piłam)

    przy zapisywaniu syna do gimnazjum które było ze szkołą podstawową dopytywałam, czy klasa jedna z dwóch będzie złożona z głównie nowych dzieci, z zewnątrz, bo znając syna nie chciałam, by przebijał się w grupie która zna się od przedszkola.

    były zapewnienia, że jedna klasa będzie z zewnętrznych dzieci - ale 1 września się okazało że nie jest. syn jest grzeczny, kulturalny i ułożony, a mimo to od początku nitk nie chciał dać mu szansy na wejście do grupy. w zasadzie nigdy nie wszedł - towarzystko stracił 3 lata. miał 2, potem 3 kolegów - na siłę, a nie tych, których chciałby mieć (ci 3 też byli przez starą gwardię odrzuceni)

    gdybym wiedziała że tak to będzie wyglądać, chyba bym zmieniła, syn w końcu nie chciał, widział inne zalety szkoły, pogodził się z sytuacją.

    dodam, że ja i jeszcze inna matka widziałyśmy problem, prosiłyśmy wychowawcę, pomoc psych-ped o zintegrowanie lub chociaż jakieś próby zintegrowania dzieci starych z nowymi i nic się nie zadziało.

    u ciebie wygląda to gorzej bo wynika z opisu, że twoje dziecko może być "nielubiane" za coś, że nie tylko kwestia jego nowości jest problemem. w tej sytuacji ja bym dała czas i popracowała nad dzieckiem własnym, bo gdzie indziej też może być problem z akceptacją osobowości.

    ps. teraz na własnej skórze możesz się przekonać jak dzielnica może mieć wpływ na zachowanie dziecka, mój syn bardzo nie lubi swojego kuzyna z sąsiedniej dzielni, dla niego to mały cham w kontakcie z dziadkami, mój takich zachowań z bliska nigdy nie widział i nie akceptuje:)
  • alicia033 12.09.18, 11:25
    volta2 napisała:

    > to ja może spróbuję bardziej w temacie (że śmierdzi zrozumiałam, że twoje dziec
    > ko usłyszało, no ale jeszcze kawy nie piłam)

    źle zrozumiałaś.
    To synuś ofelii wyzwał inne dziecko od "śmierdzących głupoli".


    --
    www.siepomaga.pl/weronikaibartek
  • volta2 12.09.18, 11:29
    no przecież napisałam, że gdyby nie wasze łopatologiczne wyjaśnienie, to bym źle myślała.
  • memphis90 14.09.18, 08:07
    Nie wiem skąd się biorą przekonania o dominującym wpływie własnej "dzielni"- dotąd kojarzyłam takie zachowania z kibolami i innymi gangami z patologicznych zachwianiem terytorialnym...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • feliz_madre 12.09.18, 11:24
    Możesz o przenieść, ale nie masz gwarancji, że się sytuacja nie powtórzy. Szkoły prywatne są specyficzne, ale w publicznych też nie unikniesz różnych problemów. Rozmawiaj z dzieckiem, bo nie o zmianę środowiska tu chodzi ale o jego zachowanie - 7-letnie, które pluje na innych, wyzywa, mówi komuś że śmierdzi - raczej nigdzie nie będzie przyjęte z entuzjazmem...
  • pani-noc 12.09.18, 11:30
    > Ci co się znają nawet "nowym" cześć za bardzo nie mówią (sama muszę inicjować),

    > Ci zżyci chłopcy troszke sie na mojego synka uwzięli i np mówi mu ich lider, ze "powiem wszystkim, zeby sie z Toba nie bawili"

    W takich sytuacjach powinna interweniować wychowawczyni, nie Ty. Od początku powinna była rozbić grupki wzajemnej adoracji i zadbać o włączenie nowych dzieci do klasy. Skoro tego nie robi, znaczy ma na to wywalone albo boi się zwracać uwagę dzieciom bogatych rodziców.

    Dla mnie to co opisujesz to patologia i jeden z powodów, dla którego ja póki co nie brałam pod uwagę prywatnej podstawówki dla moich dzieci.
  • antychreza 12.09.18, 12:03
    No ale dlaczego piszesz o grupce przyjaciół z przedszkola "grupka wzajemnej adoracji". Jeśli zdarzy się że mój synek trafi do szkoły ze swoimi przyjaciółmi z przedszkola i nauczyciel wpadnie na pomysł rozbijania ich grupy celem włączenia do klasy jakichś innych dzieci, to przysięgam że tak się po nim przejadę, że wywietrzeją mu z głowy głupie pomysły. Nauczyciel raczej powinien działać żeby włączyć nowe dzieci do grupy nie naruszając jednocześnie zastanych więzi między dziećmi. Nauczyciel mógł mądrze zadziałać kiedy przyszło do przesadzania dzieci w ławkach, ewidentnie nie zrobił tego. Chyba że syn Ofelii zdążył już zajść za skórę temu dziecku, które nie chciało z nim siedzieć i nauczyciel o tym wiedział. Albo X i Y byli najlepszymi przyjaciółmi i rozsadzanie ich było faktycznie problemem. Niedawno doświadczyłam małego dziecięcego dramatu bo mój synek poszedł do starszej grupy przedszkolnej tydzień wcześniej, niż jego najlepszy przyjaciel i calutki tydzień opowiadał bez przerwy jak bardzo tęskni za J., a J. opowiadał jak bardzo tęskni za moim synkiem, może u X i Y było podobnie i tamci rodzice interweniowali.
  • pani-noc 12.09.18, 18:00
    Widzę, że przedawkowałaś bajki o kucykach My Little Pony albo naiwnie wierzysz w mit o przedszkolnych przyjaźniach do grobowej deski.

    Przedszkole się skończyło. W szkole nie ma miejsca na tworzenie zamkniętych klik dzieciaków z prywatnego przedszkola. Nowe dzieci powinny być włączane do grupy, a sytuacje typu jeden kolega zabrania się bawić innym dzieciom z synem autorki, zwalczane. To są niedopuszczalne sytuacje i wychowawczyni dała tu ciała na całej linii.

    Po co płacić czesne za mierną szkołę, w której wychowawczynię rozwiazywanie konfliktów między 7 latkami przerasta intelektualnie?
  • olena.s 12.09.18, 18:04
    :)
    MInął tydzień.
    Autorka wątku nie poinformowała o niczym wychowawczyni, a ty już osiągasz wniosek, że wychowawczynię przerasta intelektualnie?
  • milva24 12.09.18, 11:31
    Kłóci mi się coś w Twoim poście. Z jednej strony dzieci powinny rozwiązywać konflikty między sobą i nie angażować dorosłych i potępienie dla matki, która Twojemu synowi zwróciła uwagę a z drugiej jesteś gotowa go po tygodniu przenieść do innej szkoły bo mu przykro.
  • coannawie 12.09.18, 11:58
    Tylko że zasada "nie wtrącamy się w konflikty dzieci, póki nie dochodzi między nimi do przemocy" musi być szanowana przez wszystkie strony umowy. Jeżeli wątkodawczyni widzi, że matki kolegów z klasy chcą stać nad każdą emocją jej dziecka jak żandarm (nie dopuszczając myśli, że ich dzieci są podobne lub takie same), to myśli o zabraniu dziecka z takiego środowiska pojawiają się dosyć naturalnie. Nie z każdym da się dogadać, a pozycja dziecka w sporze z dorosłym jest już w ogóle słaba.

    W szkole rejonowej jest łatwiej, bo społeczna różnorodność raczej nie pozwala matkom-helikopterom na stawianie warunków całej klasie.
  • ofelia1982 12.09.18, 12:10
    o to to
  • fomica 12.09.18, 11:35
    Jeśli zaczęło sie od konfliktu, dosłownie od pierwszych dni, to dalej już idzie lawina - on się denerwuje, oni się obrażają, on wyzywa, oni plują, coraz trudniej się z tego wyplątać, bo nie wiadomo kto zaczął i jak to odkręcić.
    Może zacznij od rozmowy z wychowawczynią, czy coś zauważyła - może powie ci cos czego nie wiesz, jak przebiega integracja klasy, czy sa jakieś plany ze strony szkoły - zabawy integrujące, jakaś wycieczka czy coś.
    Jeżeli to twój syn jest agresorem, to faktycznie zmiana szkoły niewiele pomoże. Patrząc na to z drugiej strony - gdyby moje dziecko wróciło do domu zwyzywane i oplute przez "nowego", to tez raczej pierwsza reakcją byłoby "trzymaj się od niego z daleka" a nie "spróbuj się zaprzyjaźnić bo on taki samotny".
  • ofelia1982 12.09.18, 12:11
    Wlasnie to krzycze w tym wątku, ale jakby w studnię - moj syn w grupie w ktorej czuł akceptację zachowywał się dobrze. Problemy były na początku zanim się zaadaptował i wtedy też faktycznie byly problemy. Gdy juz poczuł jakąś więź i akcept - nie było żadnych skarg!
  • volta2 12.09.18, 12:14
    no ale próbuję ci wytłumaczyć, że może w dawnej grupie plucie, wyzywanie nie było jakoś szczególnie piętnowane i stąd brak problemów ale nie od razu znaczy, że nie było probemów z zachowaniem.
    mogło nie być z brakiem akceptacji a to już duuuża różnica.
  • antychreza 12.09.18, 12:32
    No ale, mam koleżankę, z którą witamy się wyzywając od zboczeńców i kretynów. I żadna z nas się o to nie obrazi, bo wiemy skąd się te okrzyki wzięły. Gdyby tak przywitała się ze mną osoba, którą znam tydzień, to raczej nie bardzo chciałabym utrzymywać z nią kontakt.
  • fomica 12.09.18, 13:05
    A co się wtedy stało że "poczuł więź i akcept"? Co się wydarzyło, jakieś działania ze strony wychowawców, rodziców, integracja pod nadzorem? Czy samo przyszło, z czasem? Skoro wtedy (rozumiem, że na poczatku przedszkola?) były problemy a potem już nie było, to gdzie jest przeszkoda żeby powtórzyć te sama droge w szkole?
  • julita165 12.09.18, 11:37
    Coś mi się zdaje że Twój synek też ma swoje za uszami 😁. No ale do rzeczy - byłam w podobnej sytuacji tyle że mój wybór z wielu różnych powodów padł jednak na państwowa podstawówkę już zima, w czasie rekrutacji. No i synek jest "szczęśliwym" pierwszakiem. Tak więc opiszę jak w realu wygląda państwowa szkoła. A dodam że to szkoła z bardzo dobrymi opiniami i obiektywnie wynikami. To było jedno z kryteriów wyboru zresztą. Bo wszystko pięknie wygląda w rozmowie z dyrekcją czy podczas drzwi otwartych ale rzeczywistość skrzeczy. I to mocno.
    Po pierwsze straszna ciasnota. Już w czasie tych drzwi otwartych rzuciło mi się w oczy ze coś tu mało miejsca ale to jednak trochę inaczej wygląda jak po kilkoro dzieci ogląda klasę a inaczej jak tam ich usiądzie 25 na raz. Wydawało mi się, że dziecko będzie to odbierać inaczej ale jednak nie. Synek na ciasnotę w klasie narzeka, nogi mu cierpna, szafki otworzyć nie może itp. Klasy I-III mają swoje skrzydło. Szumna nazwa jak na jeden korytarz. To jest ok 300 dzieci. Gdyby wszystkie na przerwie wyszły na korytarz to chyba część musiałaby fruwac. W konsekwencji na przerwy nie wychodzą. Siedzą w tej ciasnej klasie mając jakieś 2,5 m.kw przestrzeni do zabawy. Długość przerw - generalnie w szkole to 5 minut ( chyba w tym czasie to trudno nawet z klasy do klasy przejść ) plus dwie przerwy po 20 minut tzw obiadowe. W pierwszej klasie teoretycznie o rozkładzie przerw i ich długości decyduje nauczyciel. Ale to tylko teoria. Przede wszystkim dlatego że jednak lekcje kończą o takiej godzinie jakby przerwy trwały po 5 minut, poza tym na określoną godzinę muszą zdążyć na obiad, jak się spóźnia to już wchodzą starsze klasy ( ponownie ciasnota ) no i część lekcji jest z nauczycielami przedmiotowymi np anglista i ci muszą trzymać się ogólnego rozkładu lekcji bo przecież uczą też w starszych klasach. Wejście do szkoky - info było że kl I mają swoje wejście i szatnie oraz świetlicę. No i szatnia jest, to po prostu kawałeczek korytarza zastawiony szafkami. Nawet uciasc tam nie ma gdzie, ścisk straszny tym bardziej że to tak nie do końca tylko dla klas I. Otóż obok szatni jest świetlica, znów tylko w teorii dla klas I bo w godzinach 7-8 jest to też świetlica dla klas II-III. Nie da rady wyjść z tej świetlicy inaczej niż przez tzw szatnie pierwszaków. W konsekwencji przed ósma jest tam okropny ścisk i chaos co tylko potęguje u pierwszaków obawy oraz wrażenie dezorientacji. Świetlica. Owszem, spora sala, dość ubogo wyposażona no tylko nawet jeżeli ona jest duża to w godzinach najbardziej obleganych ( 11-15 ) mowy nie ma żeby 100 pierwszaków tam się zmieściło. Dziela ich na mniejsze grupy i prowadzą po prostu z powrotem do ich sal lekcyjnych, już pustych po lekcjach. Oferta tam to kilka gier edukacyjnych. Czyli po 3-4 lekcjach i siedzeniu w ławce dziecko znowu ma kilka godzin....siedzieć w ławce. Jest też plac zabaw, fajny ale stanowczo za mały. Niby wychodzą codziennie ale mniejszymi grupami po pół h. Świetlica jest czynna do 17.30, jeżeli dziecko jest odbierane np o 15 może się zdarzyć że wyjść na plac zabaw nie zdąży. Zajęcia dodatkowe - jeden z powodów wyboru tej szkoły. Też nie tak to miało być. Przede wszystkim na skutek ciasnoty ( przez dwa lata, na skutek powrotu VII-VIII kl , liczba uczniów wzrosła z ok 750 do ok 950 ). Np zajęcia sportowe o ile w zeszłym roku były osobno dla klas I-II o tyle teraz są wspólne dla klas I-IV. Gdyby je podzielić ktoś musiałby je zaczynać dopiero ok 16. Nieco onieśmielony szkolna atmosfera pierwszak raczej nie ma ochoty na zajęcia z dziećmi 3-4 lata starszymi. Firmy zewnętrzne w ogóle nie mają wejścia przed 15.30. Dla starszych dzieci to może ujdzie ale 7-latek naprawdę nie da rady najpierw przyjść na 4-5lekcji od 08 rano, potem odsiedzieć 3-4h w świetlicy która wygląda jak opisałam, a potem z ochota zabrać się za naukę programowania, języków obcych itp po to żeby już o 17/17.30 wrócić do domu. To jest absurd. Organizacja szkoły jest wprost idiotyczna.
  • milva24 12.09.18, 11:43
    Też jestem mamą świeżej pierwszoklasistki. Jak na razie szkoła publiczna robi bardzo dobre wrażenie. Poza świetlicą, która wrażenie robi słabsze ale moje dziecko jest nią mimo to zachwycone i świetnie się bawi bo spotyka swoich kolegów z przedszkola, którzy chodzą do innych klas.
  • julita165 12.09.18, 12:32
    milva24 napisała:

    > Też jestem mamą świeżej pierwszoklasistki. Jak na razie szkoła publiczna robi b
    > ardzo dobre wrażenie. Poza świetlicą, która wrażenie robi słabsze ale moje dzie
    > cko jest nią mimo to zachwycone i świetnie się bawi bo spotyka swoich kolegów z
    > przedszkola, którzy chodzą do innych klas.

    A mój się nie bawi. Siedzi. Twierdzi że nie ma ochoty na te gry a nic innego nie ma. Niektórzy koledzy biegają. On nie biega bo pani nie pozwala ( nie dziwię się, już sobie wyobrażam bieganie w tej ciasnocie ) i on się boi biegać skoro pani mówi że nie wolno ( on raczej z tych grzecznych, przynajmniej na początku )
  • volta2 12.09.18, 17:39
    mój to na świetlicy prowadzł tak bogate życie towarzyskie, że ze dwa razy poprosił bym przyszła za pół godziny.
    doszedł do drugiej klasy, więc takie prośby były dla mnie czymś cudownym i oczywiście się stosowałam.

    ale to mój młodszy, tego wszyscy lubią za sam wyraz jego twarzy(im był młodszy tym słodszy) co nie znaczy, że się nie bałam odrzucenia dziecka.
  • milva24 12.09.18, 21:18
    Moja zabiera ze sobą swoje komiksy albo książki z bazgrołami (ostatnio lego friends na tapecie), jakieś małe zabawki. Inne dzieciaki też zawsze coś przytargają i później bawią się tymi przyniesionymi klamotami. Moja córka chodzi do klasy z jedną koleżanką z przedszkola (która akurat idzie do domu zaraz po lekcjach) ale na świetlicy odświeża znajomości z dziećmi z przedszkola, które chodzą do innych klas i nawiązuje nowe znajomości. Jest tak zajęta, że lekcji nie ma czasu odrobić ;) Rzeczywiście świetlica ciasna, hałas, na dwór nie wychodzą bo szkoła jest jeszcze cały czas remontowana z zewnątrz i niestety nie ma warunków. Córka szkołą zachwycona a ja zadowolona. Inna sprawa, że wygórowanych oczekiwań nie miałam.
  • volta2 12.09.18, 11:44
    to szukaj firm zewnętrznych na zewnątrz, u nas z powodu ciasnoty część firm zdecydowała się na współpracę ze szkołą na własnym terenie - co oznacza wynajęcie powierzchni usługowych w pobliżu szkoły - i doprowadzanie dzieci ze świetlicy i odprowadzanie na świetlicę przez pracowników szkoły językowej(głównie o te chodzi, bo chodzi o wydolność umysłu), fikać na boisku mogą po 15.30

    dyrekcja która nie wpuszcza takich firm kwiaty może prześlij pocztą nie utyskuj, wie człowiek co robi.
  • julita165 12.09.18, 12:42
    volta2 napisała:

    > to szukaj firm zewnętrznych na zewnątrz, u nas z powodu ciasnoty część firm zde
    > cydowała się na współpracę ze szkołą na własnym terenie - co oznacza wynajęcie
    > powierzchni usługowych w pobliżu szkoły - i doprowadzanie dzieci ze świetlicy i
    > odprowadzanie na świetlicę przez pracowników szkoły językowej(głównie o te cho
    > dzi, bo chodzi o wydolność umysłu), fikać na boisku mogą po 15.30
    >
    > dyrekcja która nie wpuszcza takich firm kwiaty może prześlij pocztą nie utyskuj
    > , wie człowiek co robi.

    Akurat dla jednej szkoły językowej zrobili wyjątek, w imię długoletniej współpracy. Będzie miał ang dwa x tydz o 13.30. Co prawda dzień po dniu ale już niech im będzie. Biegać po boisku pewnie mógłby i po 15.30 ale to też nie jest takie kolorowe. Ja jednak pracuje do 16. Jak sobie posiedzi od 11.30-12.30 w tej wspaniałej świetlicy to tylko marzy żeby pójść do domu. W zeszłym roku jak był w zerówce chodził na 17 na piłkę i pamiętam że często gęsto całkiem nie miał chęci i prosił żeby sobie odpuścić. Jakby zajęcia były na miejscu, tak do 15.30 to by latał z przyjemnością. Po lekcjach może odbierać go babcią ale my nie mieszkamy blisko szkoły. Jakby ona go obierała bezpośrednio po lekcjach to ok 13.30 byłby w domu, ja musiałabym gnać z pracy, wpadać, zabierać go, znowu wracać i ledwo ledwo na 17 dalibyśmy radę się wyrobić. Słabe to. Wybrałam tą ch...szkole chyba głównie dlatego że wydawało się potrafią dzieciom czas zagospodarować albo chociaż stworzyć warunki na zagospodarowanie czasu do 16 a wydaje mi się że to będzie lipa.
  • tsaria 13.09.18, 09:08
    Za dużo oczekiwałaś od szkoły państwowej, ogólnie oczekiwania masz duże. Nawet te nieszczęsne zajęcia sportowe, które są z kl. 1-4, twój ma 7 lat jest w klasie 1, jest tylko o dwa lata młodszy od mojego, który jest w klasie 4, dwa lata to tak dużo, że nie mogą razem na jednej sali ćwiczyć? tak samo ze świetlicą, bo nie jest tylko dla pierwszaków... w klasach 2 są dzieci w wieku twojego syna, a w klasach trzecich rok góra dwa starsze, to też nie jest przepaść. Świetlice w szkołach państwowych zawsze są przepełnione, jak mój szedł to w pierwszych klasach było 1,5 rocznika, a w drugich kolejne 1,5 rocznika, świetlica pękała w szwach, bo jeszcze 3 klasy i 4. Zatrudniłam opiekunkę, żeby z rana jak miał np na 12 nie siedział tyle godzin na świetlicy, bo po takiej posiadówce w świetlicy najnormalniej w świecie na lekcjach nie myślałby. Po lekcjach jak kończył wcześniej szedł na świetlice, zabierał lego, jakieś książki do łączenia numerami z których powstaje rysunek i sobie z kolegami tak zapełniali czas.
  • julita165 13.09.18, 17:25
    tsaria napisała:

    > Za dużo oczekiwałaś od szkoły państwowej, ogólnie oczekiwania masz duże. Nawet
    > te nieszczęsne zajęcia sportowe, które są z kl. 1-4, twój ma 7 lat jest w klasi
    > e 1, jest tylko o dwa lata młodszy od mojego, który jest w klasie 4, dwa lata t
    > o tak dużo, że nie mogą razem na jednej sali ćwiczyć? tak samo ze świetlicą, bo
    > nie jest tylko dla pierwszaków... w klasach 2 są dzieci w wieku twojego syna,
    > a w klasach trzecich rok góra dwa starsze, to też nie jest przepaść. Świetlice
    > w szkołach państwowych zawsze są przepełnione, jak mój szedł to w pierwszych kl
    > asach było 1,5 rocznika, a w drugich kolejne 1,5 rocznika, świetlica pękała w s
    > zwach, bo jeszcze 3 klasy i 4. Zatrudniłam opiekunkę, żeby z rana jak miał np n
    > a 12 nie siedział tyle godzin na świetlicy, bo po takiej posiadówce w świetlic
    > y najnormalniej w świecie na lekcjach nie myślałby. Po lekcjach jak kończył wcz
    > eśniej szedł na świetlice, zabierał lego, jakieś książki do łączenia numerami z
    > których powstaje rysunek i sobie z kolegami tak zapełniali czas.

    Dziś już całkiem mnie ta szkoła rozczarowała. Akurat byli na placu zabaw i była tam tzw szefowa swietkiczanek. Próbowałam się dowiedzieć jaki jest pomysł na tą świetlicę żeby dzieci nie siedziały kolejne godziny w ławce po siedzeniu już na lekcjach, bez wychodzenia na przerwy. Naprawdę byłam grzeczna i rzeczowa. Odpowiedział mi w zasadzie foch. Poszłam dziś do szkoky rejonowej ( bo chodzi poza rejonem ) która odrzuciłam z pewnych powodów. Było po 15. Dyrektor i wicedyrektor mieli dla mnie czas, właściwie kupę czasu. Była też jedną z nauczycielek nauczania wczesnoszkolnego choć już dawno po lekcjach. Pokazali klasy - o niebo lepsze i ze dwa razy większe. Świetlicę - chwilowo w remoncie ale to będzie ze 100 m.kw. Aktualnie dzieci spędzają czas na przerwach na sali gimnastycznej ( normalnych wymiarów, nie jakiejś sali rekreacyjnej klas I-III ). Ponieważ świetlicy nie ma jeszcze ale jest piękna pogoda to po lekcjach są na boisku ( mają takie wielofunkcyjne ) , jeżeli pogoda się pogorszy a świetlicy jeszcze nie będzie to zawsze jest ta sala gimnastyczna. A dziecko które ma ochotę posiedzieć, odrobić lekcje czy w coś pograć może to robić w swojej klasie. No i są dwie klasy pierwsze: 19 i 15 uczniów..Oprócz tego dwie klasy czwarte i jedna piąta bo to podstawówka po likwidowanym gimnazjum. To było właśnie powodem odrzucenia tej szkoły, że nie wiadomo co z niej będzie. A ta wybrana niewątpliwie wyniki miala. Skłaniam się do myśli żeby dziecko przepisać. Atmosfera jest inna, podejście do rodziców, komunikacja..w tej obecnej wszystko jest tak że my pedagodzy wiemy jak ma być, mamy zasady i one są święte i najlepsze. Dałam sobie weekend na decyzję bo to wóz albo przewóz, nie ma co ciągnąć albo teraz albo dopiero za trzy lata.
  • lily_evans11 13.09.18, 17:39
    Q świetle tego, co opisujesz, chyba bym tak zrobiła właśnie...

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • zabka141 13.09.18, 23:09
    Przepisuj.
  • julita165 13.09.18, 22:01
    tsaria napisała:
    Nawet
    > te nieszczęsne zajęcia sportowe, które są z kl. 1-4, twój ma 7 lat jest w klasi
    > e 1, jest tylko o dwa lata młodszy od mojego, który jest w klasie 4, dwa lata t
    > o tak dużo, że nie mogą razem na jednej sali ćwiczyć?
    To może być dwa lata, trzy lata. Chodzi o szkolne obycie, a nie o wiek.
    tak samo ze świetlicą, bo
    > nie jest tylko dla pierwszaków... w klasach 2 są dzieci w wieku twojego syna,
    > a w klasach trzecich rok góra dwa starsze, to też nie jest przepaść.
    Tu nie chodzi o mieszanie w świetlicy roczników jako takie tylko o powierzchnię. Tam nie ma miejsca na tyle dzieci tzn sama świetlica i to kto w niej przebywa przed 8 w ogóle by mnie nie obchodziło bo syn przed 8 z niej nie korzysta. Chodzi o to że jedyne wyjście z tej świetlicy prowadzi przez "szatnie" pierwszaków. Drugo i trzecioklsdisci potęgują tłok na tej naprawdę minimalnej przestrzeni.
    Świetlice
    > w szkołach państwowych zawsze są przepełnione, jak mój szedł to w pierwszych kl
    > asach było 1,5 rocznika, a w drugich kolejne 1,5 rocznika
    Współczuję, widocznie nie mam wystarczającej odporności żeby takie warunki tolerować. Przyznaje że wykazałam się wielką naiwnością bo nawet przez myśl mi nie przeszło że tak mogą wyglądać warunki do nauki.
  • lily_evans11 12.09.18, 12:16
    Kurczę, zależy, najwidoczniej masz dziecko w małej placówce, która jest przepełniona. U mnie dużo szkół publicznych ma jednak lepsze warunki lokalowe niż prywatne, w sensie wielkości klas, sal gimnastycznych, boisk itp.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • julita165 12.09.18, 12:35
    lily_evans11 napisała:

    > Kurczę, zależy, najwidoczniej masz dziecko w małej placówce, która jest przepeł
    > niona. U mnie dużo szkół publicznych ma jednak lepsze warunki lokalowe niż pryw
    > atne, w sensie wielkości klas, sal gimnastycznych, boisk itp.
    >
    Fakt. Te szkoły niepubliczne które poznałam też nie mają bazy dydaktycznej która by zwalała z nóg. Ale jeśli np nie mają basenu to dowożą. Tu basen jest tyle że od kl II, dla pierwszaków pływanie komercyjne - w tygodniu na 18 lub w niedzielę na 10 😒.
  • milva24 12.09.18, 21:19
    Moja ma basen od pierwszej klasy.
  • bei 12.09.18, 11:50
    Jeden z naszych synów jedenaście lat temu skończył sześcioklasową niepubliczną szkołę. Koledzy byli dowożeni do szkoły, i na spotkania chłopców po lekcjach. Zazwyczaj w weekendy syn umawiał się z kolegami, jeździł do nich albo oni do nas.
    Epatowania markami tez nie było.
    Uciążliwe było dowożenie i przywożenie ze szkoły. To była jedyna wada.
    Najmłodszy poszedł do szkoły we wsi (bardzo dobrej, przez sześć lat było wspaniałe, teraz są problemy z podręcznikami, z kadrą- wiadomo, reforma)
    Nie ma specjalnie dużo czasu na wizyty kolegów, na umawiane spotkania zostają weekendy. Oszczędzone czesne i dojazd przeznaczamy na lekcje w domu. Wychodzi drożej niż w szkole społecznej, ale przeważają zalety-ze lekcje są indywidualne, syn ma b blisko do szkoły. Szkoła organizuje duża zajęć pozalekcyjnych, tuż po lekcjach.

    Twój synek- pierwsze koty za płoty, porozmawiaj z nauczycielką, opowiedz o nim. Może pani zorganizuje lekcje o pasjach, wówczas jest szansa, ze syn zainteresuje inne dzieci. Podsun tez dziecku pomysły, jak ma sobie radzić z emocjami. Co może zrobić gdy jest zwyczajnie zły. Zapytaj, jak by się czuł, gdyby to ktoś jego nazywał głupolem czy opluł. Jeśli zdecydujesz się na przeniesienie go do innej szkoły,to licz się z tym, ze tam tez zaraz od pierwszego dnia nie będzie miał przyjaciół.

    --
    poland.afs.org/
  • lily_evans11 12.09.18, 11:59
    Wiesz, w szkołach prywatnych zazwyczaj rodzice oczekują od swoich i cudzych dzieci jako takich standardów zachowania. Lepiej przenieś dziecko... Albo naucz trochę kultury i mniej buciki. Nie wszystkim podoba się, jak dziecko zachowuje się tak, jakby wychowywało je podwórze albo ulica.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • lily_evans11 12.09.18, 11:59
    Bucerki.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • ofelia1982 12.09.18, 12:14
    Jak się uczy takie dziecko tego o czym piszesz?
  • lily_evans11 12.09.18, 12:18
    A jak to się dzieje, że dziecko w reakcji na stres ma takie niefajne zachowania, o których piszesz? Bo rozumiem i wierzę, że nie wyzywacie się w domu od śmierdzieli i nie plujecie ;).

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • ofelia1982 12.09.18, 12:24
    No wiec pytam Ciebie - jak to się robi? teorię znamy wszyscy
  • lily_evans11 12.09.18, 13:01
    Zauważ, że te zręczne riposty nie doprowadzają Cię wcale do rozwiązania problemów dziecka. Ja tu widzę co najmniej dwa. Ten drugi możesz rozwiązać w jeden dzień, ale to może dać niewiele, jeśli taki sposób reagowania będzie u małego stałym wzorcem.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • araceli 12.09.18, 13:08
    lily_evans11 napisała:
    > Zauważ, że te zręczne riposty nie doprowadzają Cię wcale do rozwiązania problem
    > ów dziecka. Ja tu widzę co najmniej dwa. Ten drugi możesz rozwiązać w jeden dzi
    > eń, ale to może dać niewiele, jeśli taki sposób reagowania będzie u małego stał
    > ym wzorcem.


    Uwielbiam takie pleplanie w odpowiedzi na pytanie o konkrety :D Jematka 1000% :D




    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • lily_evans11 12.09.18, 13:28
    Ależ ja mogę śmiało podać te konkrety... O ile autorka chce coś konkretnego przeczytać...

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • araceli 12.09.18, 13:30
    lily_evans11 napisała:
    > Ależ ja mogę śmiało podać te konkrety... O ile autorka chce coś konkretnego prz
    > eczytać...

    Autorka wątku zapytała o konkrety 2 posty wyżej. Odpowiedziałaś pleplaniem.




    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • lily_evans11 12.09.18, 13:42
    Skoro tak uważasz...

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • araceli 12.09.18, 13:53
    lily_evans11 napisała:
    > Skoro tak uważasz...


    A konkretów jak nie było tak nie ma. Król jest nagi :D




    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • pade 12.09.18, 12:26
    Dziwne pytanie. Typowe dla matek przeświadczonych, że dziecko to biała karta, wystarczy je wszystkiego nauczyć, wytłumaczyć i końcowy efekt będzie wspaniały.
    Dziecko może się uczyć od rodziców, od rówieśników ale też może mieć własne rozwiązania. I może robić dokładnie odwrotnie niż jest uczone.
    O tym, że dzieci mają różne temperamenty nie muszę mówić, prawda?

    --
    Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.
    — Carl Jung
  • conena 12.09.18, 12:00
    na moje oko, jak dzieciak siedmioletni na drugiego dzieciaka pluje i wyzywa go od śmierdzieli, to jest doprowadzony do granicy wytrzymałości i tak wyraża swoją wściekłość. no ale co ja tam wiem, po lekturze tego wątku wiem jedynie, że jestem patomatką patopięciolatka, który też potrafi odlotowo wyrażać bezsilność i gniew :D

    tak sobie myślę, że ja na miejscu twojego synka chyba bym nie chciała chodzić do tej szkoły.

    weź męża na spacer, ale bez dzieci, idźcie do parku, pogadajcie na spokojnie o całej sytuacji i znajdziecie jakieś rozwiązanie. szczerze sobie wywalcie, co niefajnego jest w szkole, co niefajnego może mieć w sobie wasz syn, jakie będą zalety przeniesienia go do innej szkoły. najtrudniej podjąć decyzję.

    --
    Szumią jodły na gór szczycie, kocham disco ponad życie.
  • volta2 12.09.18, 12:12
    wiesz, w przypadku zmiany dzielnicy to zmiana na podstawówkę rejonową też może się nie udać.
    u nas różnica jest kosmetyczna między obiema typami szkół - i tu i tu są dzieci bardzo podobne. miałam jednocześnie po dzieciaku w jedej i drugiej i na wszystko mogłam się skarżyć ale nie na brak wychowania u dzieci z rejonówki. (mówię o klasie bo calej szkoły nie znałam), no może większy luz był u dzieci rejonowych, ale - mogło to wynikać z tego, że te od małego u nas w domu bywały i czuły się po prostu swobodniej niż gimbaza znająca mnie od roku.
  • ofelia1982 12.09.18, 12:15
    witam patomatkę!
  • zabka141 12.09.18, 13:37
    Ja to tez tak widze. A mam super ulozona corke. Ta szkola brzmi fatalnie, sa juz grupki, nauczyciele maja to w d
    .., a rodzice dzieci nie sa lepsi.
  • lily_evans11 12.09.18, 13:54
    Są grupki, bo dzieci i rodzice znają się już od paru lat, i to jest naturalne. A sytuacja jest obiektywnie trudna dla dziecka, które nie ma charakteru ulubieńca towarzystwa. Wejście w doskonale znajaca się grupę może być trudne nawet dla dorosłych.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • volta2 12.09.18, 17:37
    jak poszłam na zebranie rodziców do LO to okazało się, że też jest tam grupka rodziców - hmm, znają się z gimnazjum
    na szczęście dzieci otwarte bardziej od tych rodziców, ale już się boję
  • maaria33 12.09.18, 17:41
    W 'naszym" liceum też byli rodzice, którzy się znali z gimnazjum i chyba nawet przyjaźnili. To coś złego? (nie, ja nie byłam w tej grupie)

    --
    przygody joa66 z nowym laptopem ;)
  • argentea 12.09.18, 12:09
    Przenieś dziecko do publicznej, na angielski zapisz na jakieś zajęcia, pogadaj z nim o tym jak najlepiej rozwiązywać konflikty, jak sobie radzić z odrzuceniem.
  • ofelia1982 12.09.18, 12:15
    no wlasnie coraz blizej jestem tej mysli. Tylko nie wiem czy już czy jeszcze chwilę poczekac i poobserwować...
  • volta2 12.09.18, 12:19
    ale przyjmij do wiadomosci, że poziom kultury w tej rejonowej może być podobny co w tej prywatnej, jeśli obie szkoły są na tym samym terenie. to może nie być kwestia nowobogackości tylko sąsiedztwa, i żebyś się nie zdziwiła, że w rejonie za plucie i wyzywanie też darmo akceptacji nie dają a i dzieci znają się z przedszkola.
  • ofelia1982 12.09.18, 12:26
    volta, czy Ty myslisz, ze moje dziecko wychowalo sie w brazylijskiej faweli i po prostu podchodzi i pluje? Dziecko sobie stoi, a ten mój mały gangsta podlatuje i "siup!" mu w twarz daje? Ja słyszę, że to ta grupka z liderem się na niego trochę zaczaiła i mu dokucza, a on się broni wlasnie w ten sposob. I wiesz - nie wiem co jest 100% prawda bo moj synek tez aniołkiem nie jest. Ale nie mam podstaw ani serca zeby zawsze wine przypisywać tylko mu...
  • arwena_11 12.09.18, 12:37
    To porozmawiaj z wychowawcą. On musi to rozwiązać - ale przy współpracy rodziców zarówno was jak i tych "starych".

  • volta2 12.09.18, 12:43
    ale czemu od razu w faveli?
    sama piszesz jak zachowuje sie tówj dzieciak
    sama piszesz, że w jego grupie było to ok.

    w nowej nie jest i w/g mnie obrałaś niesłuszny trop "odstawania" - uważasz że podział przebiega na lini prywatna-publiczna

    a ja cię naprowadzam na inny, który od razu odrzucasz, imho niesłusznie: stara lokalizacja-nowa lokalizacja.

    i od razu wyjeżdżasz z favelami przy czym ja ci mówię - różnica jest w dzielnicach warszawskich, nawet w obrębie jednej. i zaprzeczanie temu zamiast przyjrzeniu się, twojej i dziecka sytuacji nie poprawi.
  • makurokurosek 12.09.18, 14:52
    Ale chyba w takich sytuacjach rozmawia się z wychowawcą, prawda.

    " Ale nie mam podstaw ani serca zeby zawsze wine przypisywać tylko mu..."

    Jeżeli twoje dziecko nie zmieni swojego zachowania to zostanie odrzucone przez kolejną grupę, czy według ciebie taka opcja jest lepsza od krytycznego spojrzenia na własne dziecko
  • gaga-sie 12.09.18, 13:24
    Jasne, Ofelia z pewnością oczekuje, żeby w nowej szkole akceptowano plucie i wyzywanie, co będzie adekwatne do niskiego poziomu kultury jej dziecka i jej rodziny... Napiętnujesz ocenianie innych, a sama "laurkę" jej wystawiłaś.
  • jematkajakichmalo 12.09.18, 18:24
    Ale na co chcesz czekac? Twierdzisz, ze tam go juz odrzucili wiec czym predzej przenos. Bedziesz cuekac, a w tym czasie w drugiej szkole dzieci sie zdraja w grupy i bedzie ten sam problem. I nie ludz sie, ze zna ich z przedszkola to go przyjma otwarcie. Wcale nie musi tak byc. Jak sie potwrza grupki to kicha. Pamietam dokladnie jak cora poszla do szkoly. Najpierw cieszyla sie, ze nie jest sama, ale za chwile i tak potworzyly sie gruy i okazalo sie, ze wcale nie bawi sie z tymi dziewczynkami, z ktorymi byla w przedszkolu.

    --
    "Bosze, dziewczyno to tylko wszy!!!! Mogłabyś mieć raka trzustki to był by problem!" by zefirkowapola
  • mamma_2012 12.09.18, 20:31
    Dziwi mnie lekkość udzielania rady „przenieś”. A co będzie jeśli szkoła państwowa będzie taka sama albo gorsza i problemy się powtórzą, co nie jest nieprawdopodobne? Jaki plan c?
  • jematkajakichmalo 12.09.18, 21:21
    Ale jest jakis cien szansy, ze sie uda, bo sa dzieci, ktore zna. No i jak chce przenosic to im szybciej tym lepiej.

    --
    "Bosze, dziewczyno to tylko wszy!!!! Mogłabyś mieć raka trzustki to był by problem!" by zefirkowapola
  • mamma_2012 12.09.18, 21:26
    Nikogo nie zna, bo ewentualna nowa szkoła jest w dzielnicy, gdzie jeszcze nie mieszkają, jeśli dobrze rozumiem sytuację.