Dodaj do ulubionych

Apel do podróżujących z dziećmi

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.12, 07:41
Chciałam serdecznie prosić wszystkich, którzy podróżują z małymi dziećmi, żeby przemyśleli pewne sprawy... Przede wszystkim nie zapominali, że wokół nich też są żywi, czujący ludzie.
Właśnie wróciłam z Teneryfy. Gehenna zaczęła się już w samolocie. Nie mam pretensji do maluszków, które płakały, bo wiadomo: niecodzienne warunki, stres, pewnie niewyspane itd. To normalne. Ale mam pretensje do rodziców, z których znaczna część NIC sobie z tego płaczu nie robiła. Mam pretensje do tych, którzy pozwalali swoim pociechom przez niemal sześć godzin podróży kopać siedzenia pasażerów przed nimi. Pozwalali kilkulatkom drzeć się pzrez wiele godzin (nie: płakać! Drzeć! To chyba był rodzaj zabawy...) Mam pretensje do rodziców, którzy na siedzeniu obok zmieniali dziecku pieluchę, potem rzucili ją na fotel, a uroczy zapach kupy roznosił się wzdłuż i wszerz. Mogłabym tak długo...
W hotelu ciąg dalszy koszmaru. Koszmarny chlew w restauracji... Stoliki pozostawiane przez niektóre z tych rodzin wyglądały tak, jakby jadły tam zwierzęta, a nie ludzie. Kilkulatkom rodzice pozwalali obsługiwać się samodzielnie, więc kiedy zobaczyłam, jak taki 4- czy może 5- latek dłubie w nosie, a za chwilę tą samą RĘKĄ nakłada sobie ciasto... poczułam odruchy wymiotne.
Do tego zachowanie przy basenie... Słowdkie bobaski niepanujące nad fizjologią... sami sobie dopowiedzcie.
Moje dzieci patrzyły na to wszystko przerażone.
Drodzy zwolennicy bezstresowego wychowania, zanim na mnie naskoczycie, pomyślcie proszę przez chwilę, czy nie mam racji?
Edytor zaawansowany
  • Gość: jtk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.12, 08:16
    To może trzeba było lecieć do hotelu gdzie dzieci nie ma, a nie tam gdzie "odpoczywa" plebs.
    Nie kazdy 4, 5-latek to francuski piesek tak jak twoje dzieci. Jeżeli chodzi o zachowanie rodziców, to niestety masz rację, ze w samolocie mozna oszaleć. "Syf" np. w restauracji to nie jest domena polskich rodzin-uważam, ze z nami nie jest tak zle. Siusianie do basenu tez mnie denerwuje (wkurza), ale na wczasach zajmuję sie głównie relaksem i nie obserwuję wszystkich a przede wszystkim aż tak się NIE NAKRĘCAM. Kopanie w fotel podczas lotu wyprowadzało mnie z równowagi, ale cholerny Wawrzyn (mamunia była znacznie gorsza) miał ok 2 lat i pewnie sam miał dosć (towarzystwa mamuni na pewno). Zgadzam się z Toba w 75%, ale chyba nie mozna się aż tak żle nastawiać. Kultury ludzi w pewnym wieku nie nauczysz , a niestety w trakcie lotu nie wyrzucaja z samolotu (wiem, wiem SZKODA). Dla polepszenia humoru (zawsze mi się to kojarzy z lotem na wczasy) młodzi rodzice całują sie na lotnisku (miłość to piękna rzecz), a dwójka ich małych dzieci ryczy na zmianę i żyga(przepraszam, ale tak było). Rodzice kochaja swoje dzieci, wycieraja im buziaki i dalej do całowanka. To jest wakacyjny luz
  • Gość: Pola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.12, 08:21
    Chyba jednak jestem mniej nakręcona niż Ty :-) Dałeś tego wyraz zwłaszcza w dwóch pierwszych zdaniach. Po co one były? Zwłaszcza że - jak piszesz - zgadzasz sie ze mną w 75%?
    Poza tym Ty się "wkurzasz", a ja tylko uprzejmie apeluję :-)
    Odpowiem więc krótko:
    Nie mylmy wakacyjnego luzu z brakiem kultury osobistej.
  • Gość: Ania IP: *.205.17.29.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 07.02.12, 10:41
    Jako mama 3 i 4 latka wybierająca się z nimi na najbliższe wakacje na Teneryfę pozwolę sobie dodać parę uwag.
    1. z tego co widzę w samolotach rodziny z małymi dziećmi są zwykle sadzane obok siebie, tak więc następuje mała separacja turystów z dziećmi od reszty.
    2. rzeczywiście sama zaobserwowałam skandaliczne czasem zachowania rodziców z rzucaniem zasranej pieluchy na siedzenie obok włącznie. Jednak nie można zapomnieć że takie małe dzieci naprawdę zachowują się w samolotach nieprzewidywalnie i bardzo często nie ma to nic wspólnego z ich rzekomym bezstresowym wychowaniem. Lot na Teneryfę jest dosyć długi trwa około 5, 5 godziny, moje dzieci na znacznie krótszym locie na Rodos ( około 3) były już na granicy wytrzymałości, nie mogły usiedzieć na miejscu ( jedno nie miało jeszcze 2 lat i jechało na kolanach rodzicach), ciasnota, brak możliwości ruchu. Starszy był w miarę grzeczny, ale młodszego zaczynało roznosić, ale w granicach normy. Każde dziecko jest inne i często nie ma to nic wspólnego z wychowaniem dzieci. Ja uważam, że moje dzieci są grzeczne, jednak w samolocie zachowywały się inaczej niż zwykle. Czy uważasz, ze właściwą nie - bezstresową reakcją rodzica byłoby spranie dziecku tyłka za płacz?

    Proponuję, żeby każdy zajmował się wychowaniem własnego dziecka, a w stosunku do innych nie nakręcał sie niepotrzebnie, gdyż w pewnością nie umili to nikomu wakacji.
  • Gość: Pola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.12, 11:15
    Aniu, masz rację co do warunków lotu, odległości itp. Oczywiście są to warunki ekstremalne, a jako mama trójki dzieci mam nie tylko wyobraźnię, ale i doświadczenie, więc nie oczekuję od innych cudów, naprawdę. Ja zupełnie nie o tym piszę.
    Masz też rację, że nie powinniśmy wychowywać cudzych dzieci. Ale są pewne granice. Jeśli ktoś w ten czy inny sposób wkracza na "terytorium" mojej rodziny - reaguję. Nie dopuszczam do sytuacji, w której krzywda sie dzieje moim dzieciom.
    Rozumiem na przykład, że maluch z tyłu nie będzie siedział bez ruchu, ale co mam powiedzieć synowi, który przez dwie godizny narzekał cichutko, że ktoś z tyłu wciąż go kopie (tłumaczyłam, że z tyłu siedzi maluszek, że mu ciasno, że jest mało miejsca...), w końcu usnął zmęczony i po kilku minutach został obudzony kopniakiem małego bucika? Nie kopniakiem w fotel, bo nóżka dziecka przedostała sie między oparciami foteli. No powiedz mi, co mam wtedy zrobić? Nadal tłumaczyć, że tam siedzą maluszki (pewnie zresztą niewiele młodsze od moich dzieci)?
    Rozdzielanie rodzin z dziećmi od tych bez w naszym przypadku nic nie zmienia, bo my jak widzisz też podróżujemy z dziećmi.
  • Gość: M. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.12, 12:22
    > 1. z tego co widzę w samolotach rodziny z małymi dziećmi są zwykle sadzane obok
    > siebie, tak więc następuje mała separacja turystów z dziećmi od reszty.

    Jak miło... Tyle, że jednak nie wszyscy latający z dziećmi mają problem z ogarnięciem swojego potomstwa. Mają problem z tym, że jakiś rozpuszczony dzieciak swoim wrzaskiem budzi po raz piąty ich śpiące dziecko. Albo dziecko obrywa rzuconym autkiem, albo nie może obejrzeć filmu, bo oparcie przedniego fotela lata we wszystkich kierunkach.

    > . Lot na Teneryfę jest dosyć długi trwa około 5, 5 godziny, moje dzieci na znac
    > znie krótszym locie na Rodos ( około 3) były już na granicy wytrzymałości, nie
    > mogły usiedzieć na miejscu ( jedno nie miało jeszcze 2 lat i jechało na kolanac
    > h rodzicach), ciasnota, brak możliwości ruchu. Starszy był w miarę grzeczny,
    > ale młodszego zaczynało roznosić, ale w granicach normy.

    Skoro wiesz, że twoje dziecko źle znosi krótki lot, to po co pchasz się z nim tam, gdzie leci się jeszcze dłużej? Może poczekaj aż trochę podrośnie? No, ale Teneryfa to brzmi, co?

    A z założycielką wątku się całkowicie zgadzam. Mamy za sobą kilkanaście takich wyjazdów (wszystkie z dziećmi, latały od 8 mies, teraz mają 7 i 8lat). Ostatnie doświadczenia właśnie z lotu na Teneryfę - kilkugodzinne łomotanie w fotel z tyłu, przed nami kilkulatek z piszczącym i grającym autkiem. Reakcja na zwrócona uwagę: "przecież ładnie się bawi". I totalny wrzask przy lądowaniu, bo rodzice nawet lizaka nie mieli, żeby trochę złagodzić ból w uszkach.
    Bezmyślność rodziców niestety nie zna granic. Ale już się nie łudzę , ze jakiekolwiek "apele" mogą odnieść skutek. Trzeba albo wybierać kierunki niezbyt atrakcyjne dla typowych rodzin z dziećmi, albo brać poprawkę na to, że początek i koniec urlopu to koszmar. Aha, jeszcze się czasem sprawdza rezerwowanie miejsc z tyłu - ryzyko, że trafi się na głośne alkoholowe towarzystwo jest mniejsze niż trafienie na rozpieszczonego dzieciaka i jego bezmyślnych rodziców.
  • Gość: Ania IP: *.uznam.net.pl 07.02.12, 11:52
    Niestety nagonka na dzieci jest charakterystyczna dla nas, Polaków. W innych krajach, czy to bardziej cywilizowanych(Skandynawia), czy mniej (Turcja, Egipt) dzieciom wolno więcej w miejscach publicznyc i nie robi sie z tego powodu takich afer. Szczególnie mnie dziwi, że płacz dzieci moze aż tak przeszkadzać innym rodzinom. Moze w domu autorki dzieci mają taki terror i "chodza jak zegarki", ale w większosci na szczęście dzieci zachowują się w sposób bardziej naturalnym i niestety trzeba byc odrobine bardziej wyrozumiałym dla innych...
  • Gość: Pola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.12, 11:56
    Aniu, mam serdeczną prośbę: przeczytaj sobie jeszcze raz moje wypowiedzi, dobrze? Może wtedy je zrozumiesz.
  • Gość: Ania IP: *.205.17.29.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 07.02.12, 11:59
    Ja jestem inna Ania, nie ta z tej ostatniej wypowiedzi.
  • Gość: Pola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.12, 12:04
    Tak, wiem, moja prośba dotyczyła ostatniego postu :-) Mam wrażenie, że ta druga Ania całkiem opacznie zrozumiała moje intencje.
  • Gość: bo76 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.12, 00:35
    A ja się zgadzam z autorką wątku. Wakacyjny luz wakacyjnym luzem, ale na 5-cio godzinny lot każdy odpowiedzialny rodzic ubiera dziecko wygodnie i zabiera mu jakiś zabawki/atrakcje/ zajmuje się nim. Niestety, chyba jesteśmy z takim myśleniem w mniejszości - podróżuję z moją dwójką dzieci od kilku lat po dwa-trzy razy w roku i niestety, wciąż widzę, że mniejszość rodziców zajmuje się swoimi dziećmi w samolocie - najczęściej siadają z gazetą/śpią/rozmawiają ze sobą/słuchają muzyki a dzieci mają "zająć się sobą". Zająć się sobą potrafi może kilkunastolatek, ale na pewno nie kilkulatek. Moi mają jeden plecak podręczny z atrakcjami na podróż - książeczki, kolorowanki, ciastolina, domino, puzzle, różne małe "pierdołki" do zabawy, mamy też dvd przenośne i oglądają bajki. W ten sposób znoszą świetnie lot i nie są udręką zarówno dla nas, jak i dla innych pasażerów. A kopanie w fotel lub walenie w tackę przed sobą mnie samą doprowadza do szewskiej pasji, więc szczególnie ich gonię, żeby tego nie robili.
    Widzę jednak od tych kliku lat, że jesteśmy w zdecydowanej mniejszości w samolocie. Ale przez to, że dzieci są "zorganizowane" i nie są uciążliwe dla innych, spotykamy się z samymi miłymi reakcjami współpasażerów, którzy zagadują, grają z młodymi w warcaby, pomagają w układankach, itp. Aaa - my latamy wyłącznie tanimi liniami, więc samodzielnie walczymy o miejsca i nie mamy do czynienia z sadzaniem dzieci osobno;))
    Co do generalizowania - unikałąbym go, bo tak samo wkurzają mnie ludzie tankujący alkohol już w trakcie lotu i potem w czasie całego urlopu, ludzie przychodzący do restauracji w klapkach, strojach kąpielowych itp...
    A najgorsi są ojcowie wrzeszczący po swojej rodzinie - zauważyliście, że taki wkurzony i zestresowany, ryczący po swoich bliskich, to najczęściej Polak???
  • Gość: m IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.12, 12:27
    Szczególnie mnie dziwi, że płacz dzieci moze aż tak przeszkadzać innym r
    > odzinom. Moze w domu autorki dzieci mają taki terror i "chodza jak zegarki", al
    > e w większosci na szczęście dzieci zachowują się w sposób bardziej naturalnym i
    > niestety trzeba byc odrobine bardziej wyrozumiałym dla innych...

    Płacz akurat chyba aż tak nie przeszkadza. Wrzask - owszem. Podobnie jak kopanie w fotele, piski, grające zabawki, rzucane zabawki, śmierdzące pieluchy itd. Na płacz rodzic może mieć niewielki wpływ, na pozostałe - ma ogromny.

  • brehia78 07.02.12, 13:00
    Wyrazy wdzięczności i uznania dla założycielki wątku. Uznanie należy się szczególnie za odwagę - poruszenie takiego tematu z reguły powoduje odsądzenie od czci i wiary :). Cieszy fakt, że założycielka wątku sama jest mamą, ale potrafi zrozumieć, że dzieci można (i należy) powstrzymywać od zatruwania życia innym. Jestem osobą bezdzietną i przyznaję, że przywoływane już w tym wątku okoliczności (krzyk w samolocie, kopanie w fotel itp.) działają mi na nerwy, zaś próby uprzejmego (naprawdę!) zwracania uwagi kończyły się dla mnie dość niesympatycznie ;). Pozdrawiam wszystkich rozsądnych rodziców:).
  • Gość: Ania IP: *.205.17.29.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 07.02.12, 13:37
    Skoro wiesz, że twoje dziecko źle znosi krótki lot, to po co pchasz się z nim t
    > am, gdzie leci się jeszcze dłużej? Może poczekaj aż trochę podrośnie? No, ale T
    > eneryfa to brzmi, co?
    >
    Nie Twój biznes gdzie jadę z dziećmi na wakacje, a skoro piszę na forum Wyspy Kanaryjskie , to chyba taki wybór tutaj to nic dziwnego. Jadę tam z dziećmi, bo uważam, że pomimo niedogodności jakoś sobie poradzą, a te wyspy dla małych dzieci są atrakcyjne. Nie znam dziecka, które by chodziło podczas takiego lotu jak w zegarku i nie wierzę, że Twoje to wyjątki.

    A takie wypowiedzi jak Twoja świadczą o kompleksach i wyjątkowym buractwie, zwłaszcza, że jak piszesz, sama masz dzieci.
  • Gość: m IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.12, 13:43

    Właśnie wystawiłaś sobie świadectwo :-)
    Ty siedziałaś przede mną/za mną podczas jednego z lotów? ;-)
  • brehia78 07.02.12, 13:52
    Post Ani niestety obrazuje myślenie wielu rodziców: co z tego, że moje dzieci uprzykrzą życie innym, to ich problem, ja i tak zrobię to, na co mam ochotę. Rozumiem, że każdy troszczy się o siebie, ale ... Mnie byłoby niezręcznie z powodu tego, że moje dziecko (pies, kot, mąż - wszystko jedno) jest utrapieniem dla współpasażerów.
  • Gość: karo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.12, 13:46
    W dyskusjach takich jak ta zawsze najgłośniej krzyczą ci co najwięcej mają na sumieniu, taka prawda. Jak ta druga z Ań.
  • Gość: Ewa IP: *.rudaslaska.vectranet.pl 07.02.12, 22:55
    Moja córka może "nie chodzi jak w zegarku", ale z pewnością jest WYCHOWYWANA - mam wrażenie, że obecnie tych słów, co niektórzy rodzice muszą szukać w słowniku wyrazów obcych - tak więc pomimo 5 lat, swojego pierwszego lotu z międzylądowaniem na Teneryfę, trwającego w drodze powrotnej prawie 8h z powodu trudnych warunków atmosferycznych, nikogo nie kopała, nie krzyczała, nie płakała, ani nie uprzykrzała nikomu życia - JAK WIĘC WIDAĆ JEDNAK SĄ TAKIE DZIECI! Wystarczy gazetka, zabawki, bajka zgrana na smartfona i po sprawie. Ważne aby reguły w domu były ustalane od pierwszych dni życia i jasno artykułowane - efekt ... czary mary ... grzeczne dziecko!
  • Gość: Pola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.12, 14:05
    Brehio, o to właśnie chodzi! Żyjmy tak, żeby nasza obecność - w miarę możliwości - nie była przykra dla innych. To takie proste! Nie lekceważmy siebie nawzajem.
  • Gość: mechan IP: *.centertel.pl 07.02.12, 14:51
    Ja na szczęście nie trafiłem podczas lotów na dzieci, które wyrażałaby ponadnormatywnie swoje niezadowolenie zbyt długim lotem.
    Z jednej strony dzieci to dzieci - im zawsze wolno więcej, trudno jest zmusić malucha, by siedział cicho, a płacz jest jak najbardziej zdrowym objawem. Z drugiej strony rodzice są po to, żeby zapewnić swojej pociesze maximum komfortu i zająć je podczas podróży, a także wziąć odpowiedzialność za wszelkie szkody, które te wyrządza swoim zachowaniem współpasażerom.
    W samym hotelu natomiast utkwiły mi szczególnie mocno 2 szwedzkie rodzinki, każda z trójką dzieci, rodzice bardzi młodzi, napewno przed 30-tką, sądząc po podejściu do dzieci i znając szwedzki system opieki socjalnej można było wnioskować, że posiadanie dzieci było ich sposobem na życie. Aż strach było usiąść w ich pobliżu na stołówce, bo można było oberwać odłamkiem, mamuśki przy basenie resztki drinków wylewały pod siebie, a odchodząc wszyscy zostawiali po sobie po prostu pobojowisko.
    Tak więc uważam, że nasze polskie dzieci i rodzice ich wychowujący jeśli odstają od średniej ogólnoświatowej, to raczej na +.
  • Gość: kejti IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.12, 15:38
    Pola, masz rację. Podróżuję z dzieckiem od kiedy skończyło rok i nie pozwalam mu na pewne zachowania: jak merdała nogami kopiąc w poprzedni fotel to normalnie zwróciłam stanowczo uwagę WŁASNEMU dziecku, że to przeszkadza innym. To samo z wyrzucaniem jedzenia z talerza itp. Zauważyłam, że rodzice boją się zareagować na zachowanie swojego bejbi, a jak obcy to zrobi, to wtedy reagują agresją ("jak pani śmie zwracać uwagę mojemu idealnemu dziecku"). Wiem, że mnie to wkurza, więc nie chcę, żeby inni tego doświadczali. Wymóg cywilizowanego zachowania jest chyba oczywisty, jak rodzice tego nie nauczą to kto ma to zrobić?
  • xagona 07.02.12, 16:04
    Prawda jest taka, że własne dzieci są dla ich rodziców najukochańsze, najpiękniejsze i najgrzeczniejsze....choćby to były największe potwory.

    Przykłady:
    Dziecko kopie w oparcie - to jest chyba nagminne i nie mówię tutaj o 2 latku tylko poirytowanym 5-6 latku, na którego rodzice nie zwracają uwagi. Odwróciłam się po kilkunastu minutach takiego kopania i miłym głosem mówię do dziecka, że mnie to boli i czy mógłby nie kopać nóżkami...Na to jego podpity tatuś, który cały czas kretyńsko rechotał z kolegą obok chamskim tonem zwrócił mi uwagę, że mam się sobą zająć a nie jego dzieciakiem. A niby kim się zajmuję jak nie sobą walcząc o swoją wygodę?!

    Dziecko solidnej postawy, tym razem już 9-10 latek na basenie skacze do wody i chlapie wszystkich dookoła. Zachlapał mi książkę, przesunęłam się więc tyle ile mogłam dalej. Ale on chyba to zrozumiał tak, że może robić jeszcze większy rozprysk...i skacze tym razem na bombę. Zwracam mu uwagę, on mi pokazuje gest ręką....a nawaleni rodzice i ich znajomi w śmiech. No i dzieciak podbudowany reakcją rodziców dalej skacze. Ja się pytam skąd takie ścierwa przygłupie mają pieniądze na wczasy? Chyba kradną bo takie młoty do żadnej pracy się nie nadają.

    Wycieczka fakultatywna w Egipcie, dwójka dzieciaków lat ok. 10-12 rzuca kamieniami w żebrzące dzieci i biegające psy i wyzywają ich od żebraków innym razem udają, że podają żebrzącym dzieciom bułkę i cofają rękę jak dziecko wyciąga po nią rękę i bardzo ich bawi ten żart. Potem rzucają tymi kawałkami bułki w te dzieci... Rodzice zero reakcji...rezydentka zwraca uwagę...a oni z pyskiem, że biuro jest do dupy, że oni im jeszcze sprawę w sądzie wytoczą....itd. Ja pier.....normalnie aż się pięść zaciska ale strach reagować bo ewidentnie by się w ryj dostało od wspaniałych rodziców broniących swych pociech.

    Takich sytuacji mieliśmy ogrom. Na różnych kierunkach. Wbrew pozorom wcale nie jest to domena taniego Egiptu, na tych droższych kierunkach też są debile i jeszcze zacieklej bronią swoich pociech walnięci nowobogaccy...Im więcej płaci tym mu się wydaje, że na rękach powinni go nosić i wszystko mu wolno...


    Rada jest jedna. W kolejce po bilety stanąć daleko od potencjalnych kretynów z dziećmi (to widać kto ma z garem). I wybierać hotele mało popularne, z jakąś jedną dużą niedogodnością względem dzieci (daleko do plaży), hotel na skarpie, brak animacji dla dzieci itp. Od kiedy nawet kosztem czegoś wybieramy takie hotele to dzieci można policzyć na palcach i zazwyczaj są to grzeczne dzieci.
  • Gość: jasiu... IP: *.dip.t-dialin.net 07.02.12, 16:19
    Rozumiem, że się nudzą i czasem dość dobrą receptą na to jest po prostu próba (czasem nieudana) pomocy rodzicom w zajęciu się dziećmi. Dzieciaki najczęściej są nieufne i wstydliwe, ale czasem próba nawiązania kontaktu z maluchem (choćby pytanie o imię) potrafi dziecko trochę uspokoić.

    Natomiast mam duże uwagi, dotyczące rodziców. Rodzice często zapominają, że dziecko kilku godzin bez jedzenia i bez picia nie wytrzyma, a czasem w samolocie żal pieniędzy na soczek, bo drogo. Mądrzy ludzie zawsze mają ze sobą chusteczki, takie do wytarcia dziecku buzi i choćby jakieś ciastka, czy cukierki (sprawdzają się krówki). Problem jest z piciem, bo napojów wnosić za bramki nie wolno, ale czasem można kupić wodę czy soki już za kontrolą. Że drogo - fakt, ale dziecku jest to bardzo potrzebne.

    Czasem warto zadzwonić po stewardessę, żeby zaprowadziła mamuśkę do toalety, gdzie przecież jest stół do przewijania niemowląt. Tego akurat nie rozumiem, czemu dzieci przewija się pomiędzy fotelami.

    Dzieci w czasie lotu się nudzą i wówczas trzeba im zapewnić coś do roboty, albo po prostu napoić je herbatką z melisy, będą spokojniejsze i rodzice się też nie umęczą. Melisa absolutnie dzieciakom nie zaszkodzi.

    To, że mnie dzieciaki nie przeszkadzają nie oznacza, że nie przeszkadzają mi nieodpowiedzialni, męczący swoje dzieci rodzice. Ale i wówczas nie ma sensu się nakręcać. Ot prymitywni ludzie zdarzają się wszędzie i na to niestety żadnej rady się nie znajdzie. Można wytrzymać.
  • ezmd99 07.02.12, 18:47
    > Dzieci w czasie lotu się nudzą i wówczas trzeba im zapewnić coś do roboty, albo
    > po prostu napoić je herbatką z melisy, będą spokojniejsze i rodzice się też ni
    > e umęczą. Melisa absolutnie dzieciakom nie zaszkodzi.
    >
    To właśnie nuda jest przyczyną takiego, a nie innego zachowania dzieci, głupieją, bo nie mają pomysłu, co ze sobą zrobić. A rodzice chcą świętego spokoju, bo mają wakacje.
    Latam kilka razy w roku i najgorszy lot, to właśnie na Teneryfę, kopiące dzieciaki, biegające po całym samolocie, ogólny harmider. Dzieci za nami kopały nas bez przerwy, a rodzice przesiedli się na koniec, tak było im łatwiej. Po kilkunastu bezskutecznych uwagach mój M wstał i zapytał się głośno " czy te dzieci mają rodziców?'. Reakcja była, byli zdziwieni i oburzeni. Teraz lecąc na wyspy biorę laptopa, głośniki i będę słuchać głośno metalu, oczywiście jeśli dzieci będą zbyt głośne. Aha, swoje dziecko mam i zawsze się starałam, by innym nie przeszkadzało. Z szacunku do innych ludzi, po prostu.
  • takasobie4444 09.02.12, 21:40
    Brawa dla założycielki wątku :)
  • luca75 12.02.12, 17:42
    Brawo dla załozycielki wątku?a za co? przecież to żadne Ameryki odkrycie ,wystarczy rozejrzeć się wokół czy to w kinie,supermarkecie.Przecież dzieciaki ,które są"rozpuszczone" pokazują rogi na codzień,nie muszą czekać na wakacyjny lot samolotem.I przyznam szczerze,że poradzić sobie z nimi jakoś można .Moim zdaniem duzo gorszym utrapieniem w czasie lotu,lub w hotelowej jadalni ,są podpici panowie,rzucający wulgaryzmami na prawo i lewo.Lub też ich kobiety,które nazbyt głośno opowiadają sobie co i za ile ostatnio kupiły i gdzie były.Myślę,że tacy męczący dorosli,których inni czy to chcą czy też nie muszą słuchać,zdecydowanie większym są utrapieniem.Dzieci to przy nich pestka!Mam dwóch synów,w czasie podrózy staram się im zapewnić rozrywkę(kolorowanki,naklejki,bajki itd),raczej nie dopuszczam do tego aby komuś przeszkadzały.Ale cóż..dorosli bez kultury zwykle mają takie same potomstwo.howk.
  • Gość: Matka polka IP: *.croy.cable.virginmedia.com 09.02.12, 21:41
    Czytajac pewne przyklady wlosy mi staja deba jak dalece moze yc posunieta bezmyslnosc doroslych. Zwiedzamy swiat od dawna poczatkowo z jednym dzieckiem potem doszlo drugie i trzecie. Zaczynalismy od autokarow nastepnie przesiedlismy sie do auta a kiedy okazalo sie ze samoloty sa w naszym zakresie zaczelismy korzystac. Ostatnio naszym ulubionym kierunkiem sa wyspy kanaryjskie. Lot dla dziecka koszmarnie sie ciagnie wiec robimy co mozemy zeby im pomoc. Na poczatek w domu kazde dostaje maly plecak i moze do niego wsadzic to co chce tak by udalo sie go zapiac. Zastrzegamy zadnych dzwiekowych przedmiotow. Dzieci podniecone wspolnym wyjazdem zrobia wszystko o co poprosimy. Pierwszy etap mamy za soba. Na lotnisku zajmuja sie jedzeniem wiec czas szybko mija. W samolocie zazwyczaj jest ok acz kolwiek raz przerabialam wrzask znudzenia zmeczenia niemozliwosc zasniecia. Bylo ki wstyd iz nie moglam opanowac malucha byl w stanie amoku i nic ale to nic nie dalo sie z nim zrobic. Bylo minelo i mam nadzieje sie nie powtorzy. Ja tez mam swoj plecak podreczny w ktorym chowam wszystkie zakazane slodycze, chrupki lizaki w ilosci wystarczajacej na kilka godzin. To dziala. Dzieci dostaja ipoda, flamastry naklejki ksiazeczki jakos udaje nam sie je zajac. I ostatnio praktykowana przez nas metoda rozdzielamy je maz siada po jednej stronie przejscia z jednym a ja po drugiej z drugim trzecie jest juz duze i najchetniej siada daleko od nas. Jak sie nie widza to i nie rozrabiaja.
    Mi tez ostatnio chlopiec kopal w fotel i na moje prosby zlosliwie kopal mocniej rodzice podpici zajeci byliglosna rozmowa. Koszmar.
  • Gość: jasiu... IP: *.dip.t-dialin.net 10.02.12, 16:44
    Na szczególnie uporczywe sąsiedztwo jest jedna metoda. Piszę sąsiedztwo, bo czasem i dorośli potrafią np. doprowadzić się do stanu upojenia alkoholowego. Zadzwonić po stewardessę i poprosić o pomoc w zmianie miejsca. Najczęściej w pierwszym odruchu stewardessa stwierdza, że nie ma miejsc i nie może pomóc. Wtedy należy poprosić ją o nazwisko, informując, że chcemy złożyć na nią skargę do zarządu linii lotniczych i wystąpić o odszkodowanie za warunki, w jakich przyszło nam pod jej opieką podróżować. na 100% albo przesadzą was, albo znajdą inne miejsce dla uciążliwego pasażera.

    I nie ma co się "szczypać", stewardessa zarabia całkiem niemałe pieniądze właśnie dlatego, żeby pasażerowie w czasie lotu czuli się dobrze. Czasem w ciągu minuty pojawia się kapitan z informacją, że na uciążliwego pasażera (dotyczy to pijaków) czeka policja na lotnisku, a to zawsze kończy się spokojem, a przecież o to chodzi.
  • Gość: solo IP: *.cable.net-inotel.pl 12.02.12, 10:41
    Super rozwiązanie. Z tych słów bije wielki szacunek dla drugiego człowieka, w tym wypadku personelu pokładowego. Dostrzegam też zadatki na klasowego konfidenta.
  • Gość: jasiu... IP: *.dip.t-dialin.net 12.02.12, 14:37
    Ja po prostu dawno wyrosłem z jakichkolwiek szkół, a o szacunku można mówić dopiero wówczas, kiedy inni ludzie nam ten szacunek okazują. Jeśli ja swoją pracę muszę wykonywać najlepiej, jak umiem, to stewardessa powinna również w ten sposób do swojej pracy podejść. W końcu płacą jej nie tylko za obsługę samolotowego sklepu.

    Ja najczęściej latam TUIfly, albo AirBerlin. W obu liniach zasadą jest grupowanie rodzin z małymi dziećmi na przodzie samolotu. Chodzi choćby o wygodniejszy dostęp do toalety dla dzieciaków. Oczywiście miejsca na biletach są numerowane, ale generalnie sugeruje się wybór miejsca dla rodzin z dziećmi z przodu. Jeszcze nigdy w tych liniach nie spotkałem się z brakiem reakcji personelu na jakąkolwiek prośbę o pomoc.

    I wolę konfidentów, niż cwaniaczków, dla których życie cudzym kosztem, czy kosztem cudzego spokoju stało się normą.
  • camel_3d 22.02.12, 16:21
    picie mozna za bramkami kupic...
    juz poza kontrola w sklepach...

    wiadomo...ceny sa wysokie..za 1 l wode chac 3-4 € no ale coz...takie zycie;)
  • Gość: mo IP: *.dynamic.chello.pl 11.02.12, 10:02
    w co mozna mowic dzieciompodczas 6 godzin nudy w samolocie??energia je rozpiera i tyle, jakas ty swieta!
  • Gość: a. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.12, 10:34
    Co? Przeczytaj powyższe wypowiedzi. Niekórzy rodzice mają mnóstwo pomysłów, wystarczy tylko chcieć. Tobie, jak sie zdaje, sie nie chce. To właśnie tacy jak ty i twoje dzieci wyrabiają innym złą opinię. Potem trudno uwierzyć, że nie wszyscy są tacy beznadziejni.
  • Gość: Anq28 IP: *.173.46.19.tesatnet.pl 11.02.12, 23:40
    inteligentne dzieci się nie nudzą...
  • Gość: gosc IP: *.adsl.inetia.pl 12.02.12, 03:42
    anq
    dzieci, które nie mają zajęcia się ZAWSZE nudzą
    nie nudzą się, dzieci inteligentnych rodziców i to taka mała różnica
  • takasobie4444 12.02.12, 10:00
    Dokładnie tak!
  • Gość: ja IP: *.v25.interkam.pl 02.03.12, 14:12
    Twoja wypowiedź oznacza, że dziecko nie potrafiło by spędzić w domu 6 godzin.
    Ja leciałam z 1,5 rocznym synkiem na GC. Tez jest energicznym dzieckiem. ale przez ponad 5 godzin lotu zajmowaliśmy go z mężem różnymi rzeczami i nikomu nie przeszkadzał. Miał nawet ochotę się zdrzemnąć ale nie pozwoliła mu w tym młoda trzyletnia dama, która darła się przez cały lot. Matka na nią krzyczała, żeby była cicho a tatuś przytulił się do okna i miał wszystko w nosie. Niestety niektórzy rodzice zapominają, ze nie lecą sami
  • jusytka 12.02.12, 11:15
    Oczywiscie rozumiem, że opisane przypadki zachowania dzieci mogą budzic irytacje i złość, nie ma co sie temu dziwić. Faktycznie rodzice powinni tu reagowac.
    Jednak mimo to że moje dzieci tak się nie zachowują, spotkałam się ostatnio, właśnie w samolocie z uwagami pod ich adresem, że przeszkadzają, bo ... rozmawiają, śmieją się... Podkreślam, że nie była to głosna rozmowa, ani żaden krzyk.
    Niestety coniektórzy zapomnieli chyba jak sami byli dziećmi lub mieli młodsze dzieci oczekując chyba, że kilkugodzinną podróż przebyją w milczeniu i nemalże na baczność!
    Apeluję o większą dozę wyrozumiałości, by nie popaść w skrajność w drugą stronę!

    --
    ***Gwiazdki 2001*** - miejsce spotkań dla rodziców dziesięciolatków
  • Gość: a. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.12, 11:25
    Jusytko, Twoja wypowiedź jest zupełnie nie na temat. Choćby dlatego, że wątek założyła osoba sama podróżująca z dziećmi, nie zauważyłaś?
    No i nie bardzo wierzę, że wszyscy wokół BEZ POWODU mają pretensję do Twoich dzieci. Tym postem pokazałaś, że jednak coś musi być na rzeczy...
  • jusytka 12.02.12, 15:10
    Zabrałam głos w dyskusji, bo wypowiedziały się tu również osoby, którym dzieci ogólnie przeszkadzają. Mam wrażenie, że samą obecnością... Nie chciałam otwierać nowego wątku, bo jest to reakcja na ten, niekoniecznie bezpośrednio na post autorki tego wątku.
    --
    ***Gwiazdki 2001*** - miejsce spotkań dla rodziców dziesięciolatków
  • Gość: brehia78 IP: *.AM.osi.pl 12.02.12, 18:41
    Justyka oczywiście ma rację: dzieciom należy się nieco wyrozumiałości. Przedmiotem dyskusji w tym wątku jest zdefiniowanie słowa "nieco" :).
  • Gość: Anq28 IP: *.173.46.19.tesatnet.pl 15.02.12, 00:18
    Jusytka a może Tobie się tak wydaje, że są grzeczne bo jesteś przyzwyczajona do ich zachowania i dodatkowo patrzysz na nie przez pryzmat tego, że są Twoimi aniołkami? To jest tak jak mieszkasz koło budowy i po pewnym czasie nawet jak walą młotem pneumatycznym Ty tego nie zauważasz i uważasz, że jest cicho....ale jak przyjedzie w gości ktoś do Ciebie to nie może się skupić na niczym tak ten hałas mu przeszkadza. Kto ma rację? Prawda jest w połowie drogi. Wcale nie jest cicho, ale też nie jest tak żeby się nie dało wytrzymać. Kwestia przyzwyczajenia. W samolocie na przyzwyczajanie się nie ma czasu. To tylko kilka godzin lotu, dlatego obowiązkiem rodzica jest dziecku znaleźć zajęcie, które sprawi, że maluch będzie w minimalnym stopniu oddziaływać na resztę pasażerów. Dla Ciebie piski i śmiech nie są irytujące...resztę może szlag trafiać. Każdy płaci kupę kasy za wakacje i ma prawo oczekiwać zachowania norm społecznych...i te nakazują w transporcie publicznym zachowywać się tak aby nie przeszkadzać współpasażerom, a że za dzieci odpowiadają rodzice to oni są współwinni temu, że dzieci hałasują. Nie ma żadnych taryf ulgowych dla dzieci. Oczywiście rodzice uważają, że dzieci to tylko dzieci i należy to mieć na uwadze, że mogą być nieco marudne i głośne. Tylko, że to jest niepisana zasada...Dlatego jak niektórzy piszą, że jak komuś dzieci przeszkadzają to niech nie leci samolotem itp. to są w błędzie...prawo i regulaminy linii lotniczych są po stronie tych, którym dzieci przeszkadzają głośnym zachowaniem.
  • Gość: Pola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.12, 07:21
    Anq, własnie o to chodzi. O zachowanie norm społecznych. A te są bardzo często przekraczane.
    Podpisuję się pod Twoim postem :-)
  • Gość: Ddd IP: *.dynamic.chello.pl 14.02.12, 20:16
    O mammamia:) Z kim ty przebywasz:) Ja na szczęście nie zaobserwowałam podobnych zachowań na ostatnim wyjeździe, może dlatego, że było po sezonie i ten prawdziwy 'plebs' został w domu? ;)
  • Gość: aniko IP: 195.85.196.* 16.02.12, 14:37
    A mnie denerwuje polski dupościsk na każdym kroku. Kopanie w fotel boli? Woda z basenu pryska na czytaną książkę? Rozbijcie sobie namiot w puszczy i nie latajcie czarterami. Moje dzieci są bystre, ciekawe świata i ludzi, towarzyskie i ... inteligentne, bo nigdy się nie nudzą. Nie muszę zabierać im plecaczków wypchanych zabawkami, nie grają w warcaby podczas lotu, nie naklejają naklejek. Lot jest świetną okazją do zawierania nowych znajomości, rozmowy z nami i innymi pasażerami, poznania samolotu i trasy. Od chwili wejścia na pokład są szczęśliwe i podekscytowane (kilkulatka, bo starsze głównie czyta i słucha muzyki). Pewnie że maluch czasem popycha fotel osoby siedzącej przed ale nie mam zamiaru jej za to strofować i kazać siedzieć ze spuszczonymi nogami. Każdy wybierając się w podróż powinien być gotowy na pewne niewygody i starać się je znosić pogodnie a nie myśleć o skargach, donosach, strofowaniu. A co w tym dziwnego, że 4-5 latek nakłada sobie sam na talerz? To chyba naturalne przy formułach "szwedzki stół". Dłubanie przy tym w nosie jest niemożliwe i uważam to za wymysł nie panującej nad emocjami autorki wątku.
  • Gość: ezmd99 IP: *.022.c85.petrotel.pl 16.02.12, 16:51
    Mam cichą nadzieję, że kiedyś za Tobą usiądzie dwóch małoletnich i będą kopać, kopać, kopać i jeszcze za włosy pociągną, o ile masz długie i bedą walić w Twoje siedzenie. One też są inteligentne, ciekawe świata i taki mają sposób na spędzanie czasu w samolocie. Dzięki Bogu są ludzie tacy jak Ty, tolerancyjni.
  • Gość: Agata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.12, 20:50
    ezmd99, brawo!
    z aniko nie ma co dyskutować, bo niewiele rozumie, również post Poli całkiem przeinaczyła, ciekawe: celowo czy z głupoty?
  • Gość: Anq28 IP: *.173.46.19.tesatnet.pl 17.02.12, 00:19
    "Moje dzieci są bystre, ciekawe świata i ludzi, towarzyskie i ... inteligentne"
    Ocenianie własnych dzieci jest najmniej obiektywne...W odczuciu innych mogą być wścibskie, wkurzające i głupie....ale dla Ciebie i tak będą najlepsze. Samolot nie jest do zwiedzania, ludzie nie lubią być zagadywani przez dzieci (bo i po co? to tylko grzeczność z ich strony, że w ogóle odpowiadają twoim dzieciom). Samolot to środek transportu a nie miejsce rozrywek. ALE TY TEGO NIE ZROZUMIESZ....bo najwyraźniej Ciebie rodzice wychowywali tak jak Ty teraz wychowujesz swoje dzieci....NA EGOISTĘ.

    "Pewnie
    > że maluch czasem popycha fotel osoby siedzącej przed ale nie mam zamiaru jej za
    > to strofować i kazać siedzieć ze spuszczonymi nogami." ZAWSZE, ALE TO ZAWSZE...bez względu na to jakie jest Twoje na to spojrzenie a dziecko zrobi coś przez przypadek, należy mu zwrócić uwagę żeby uważało w przyszłości. Widać Ciebie wychowano na małego samoluba....pępek świata.

    Oby tak czyjś maluch kiedyś rzygnął na Ciebie...bo przecież nikt nie będzie strofował dziecka, że się obżarło w podniebnym cateringu i mu uleciało....
  • Gość: ba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.12, 07:13
    Tiaaa... Moje dzieci są bystre, ciekawe świata i ludzi, towarzyskie i ... inteligentne?
    Juz widzę te dzieci ciekawe świata... I ich ciekawość wyrażaną delikatnie: A dlaczego pan kuleje?
    A skąd pani ma tę bliznę? A dlaczego ten chłopiec ma zeza? A dlaczego twoi rodzice nie mają pieniędzy...
    Te i inne pytanie zadawane mimo obecności rodziców, zchwyconych, że dziecko takie: bystre, ciekawe świata i ludzi, towarzyskie i ... inteligentne.
  • brehia78 17.02.12, 09:26
    Fakt, Aniko dała czadu :). "Polski dupościsk"?? Rozumiem, że objawem dupościsku jest fakt, że oczekuję od innych, że będą szanowali moją prywatną przestrzeń?? Wyznawcy zasady "szanuj siebie i innych" muszą być, zdaniem Aniko, wybitnymi dupościskaczami ;).
    Aniko, fajnie, że jesteś dumna z dzieci. Na pewno bardzo je kochasz, co jest wspaniałe i naturalne. Myślę, że powinnaś jednak dopuścić do siebie myśl, że Twoja ocena dzieci jest - z natury - nieobiektywna. Być może nie wszyscy, obcując (bardzo intensywnie, jak wynika z Twojego postu) z Twoimi dziećmi będą podzielać Twój entuzjazm ;).
  • Gość: bo76 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.12, 22:34
    Hm, nie znam trzylatka, który wysiedziałby 5-5,5 godzin lotu jedynie z samego podekscytowania wyjazdem, wolę jednak na wszelki wypadek zabrać zabawki i książki:)
    No i może dzięki temu nie popycha siedzenia przed nim, bo nie skacze z tego swojego podekscytowania aż tak długo i mocno:))
    I rękami jedzenie nie koniecznie sam nakłada, o co chodziło osobie wyżej(nie o samodzielne nakładanie w ogóle) - ale masz rację, ja to polski dupościck jestem i uważam, że tak nie wypada;))
  • Gość: ola IP: *.ppp.as43234.net 20.03.13, 14:50
    fascynujaca dyskusja;)
    moja 3.5 -latka jest w jej kontekscie dzieckiem idealnym, bo zaraz po wystartowaniu samolotu...zasypia snem kamiennym. czesto nawet zanim jeszcze samolot sie rozpedzi na pasie;)
    z reguly trzeba ja budzic po wylądowaniu.

    mimo to zawsze mam w bagazu podrecznym dla niej kilka rzeczy "rozrywkowych", w zaleznosci od tego, czym sie akurat fascynuje.
    napoje i przekaski na podroz dla dziecka zawsze tez trzeba miec, nie rozumiem ludzi ktorzy o nich "zapominaja"

    natomiast faktem jest, ze nie ma dzieci jednakowych i nie ma co sie "spuszczac", ze tak kolokwialnie sie wyraze , nad charakterami , manierami, badz ich brakiem, u dzieci. ze juz o inteligencji nie wspomnę (setnie ubawila mnie wypowiedz osoby ktora posiada dzieci "bystre, ciekawe swiata i inteligentne", najwyrazniej to jedyne takie dzieci na calym swiecie;D )
    i o ile ciezko rzeczywiscie miec wiekszy wplyw na kilkumiesieczne niemowle, szczegolnie podczas startu i ladowania, o tyle z wiekszym dzieckiem z reguly nie powinno byc problemu. nie twierdze ze na cala podroz , ale na wieksza jej czesc-tyle ze to wymaga wysilku i zaangazowania ze strony rodzicow.
    niestety ci z najbardziej uciazliwymi dziecmi zazwyczaj maja gleboko w d**** swoje dzieci, i to widać.
    wspolczuję tym dzieciom takich rodzicow, i mowiac szczerze, gdy sie nad tym zastanowic, nie mam do nich (tych dzieci akurat) zalu za to, ze sie zachowuja w okropny sposob. zal mi, ze trafily na rodzicow, ktorym sa po prostu obojetne.
  • Gość: A. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.13, 08:47
    Olu, wlaśnie dlatego to jest apel do dorosłych, podróżujących z dziećmi, a nie do samych dzieci. Bo to oni są odpowiedzialni za dzieci, za ich zachowanie i wychowanie.
  • Gość: marcinoit IP: 89.107.243.* 09.04.13, 07:22
    fascynujaca dyskusja :) ale zdaje sie ze malo kto z piszacych mial okazje zaobserwowac zachowanie dzieci hiszpanskich w samolocie czy to restauracji .
  • Gość: Ola IP: *.as13285.net 13.04.13, 17:50
    A., ja wiem, tylko przerazily mnie niektore wypowiedzi w tym watku...
  • Gość: Zaba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.12, 14:00
    Podczytuje ten wątek od jakiegoś czasu i śmiem twierdzić ma zupełnie oderwane od rzeczywistości spojrzenie na wychowywanie dzieci. Szczerze pochwalam wypowiedzi co niektórych osób i zgadzam się z nimi w 100% ale część osób wypowiadających się albo nie ma dzieci albo nie jest w stanie przewidzieć niektorych ich zachowań w ekstremalnych dla nich sytuacjach. Zgadzam się że są dzieci rozwydrzone których rodzice pozwalają im robić co im się żywnie podoba nie zwracając uwagi na niekomfortową sytuację ludzi w najbliższym ich otoczeniu. I rozumiem wzburzenie osób którym przeszkadza niekulturalne wręcz chamskie zachowanie 8/9 latka który kopie w fotel w samolocie i pomimonuwag robi to jeszcze bardziej natarczywie. Co więcej, może denerwować brak reakcji rodziców 10 latka który wrzeszczy na cały samolot bo rodzice nie kupili mu paczki czipsów w podniebnym cateringu. Ale nie wrzucajmy przysłowiowo wszystkich dzieci do jednego worka bo czasem takiemu roczniakowi czy nawet 2latkowi ciężko jest przemówić do rozsądku. A i o dzieciach w tym wieku też jest mowa. Ciasnota, duchota długość lotu tylko potęgują niechciane zachowania. Każda osoba decydująca się na lot, czyto krótki czy dlugi, zdaje sobie sprawę że na jakiś okres czasu jest unieruchomiona-nie może wyjść, odetchnąć, przewietrzyć się, tym bardziej powinna również zdawać sobie sprawę że w tym samolocie nie będzie SAMA. Nikt nie ma zagwarantowanego spokojnego lotu do celu, bo nikt nie wie co może się wydarzyć. I podejrzewam że większość matek lecąc z dziećmi też odczuwa stres-sama chciałaby żeby jej dzieci zniosły dobrze podróż i nie robiły zamieszania. Ale czasem się po prostu nie da, takie sytuacje są nie do przewidzenia. Mam niespełna 3letniego synka. Pierwszy raz lecial 3godz jak miał niespełna dwa. Wiedziałam że może być różnie, pojęcia nie miałam jak zachowa się podczas startu czy lądowania kiedy nie będziemy mogli ruszyć się z miejsca. I nie, nie czułam się egoistką decydując się na lot wiedząc że mogę zepsuć komuś podróż ewentualnym niekontrolowanym zachowaniem mojego syna bo wiedziałam że postaram się zrobić wszystko żeby do tego nie doszło. Zabrałam mu wcześniej już wspomniany "plecaczek" z ulubionymi zabawkami i bajki na telefonie. I ustosunkowując się do czyjejś wypowiedzi że " inteligentne dzieci się nie nudzą" , nie uważam żeby syn grzeszył mniejszą inteligencją adekwatną do wieku od dzieci które wysiedziały grzecznie bez zabawy. Ku mojemu zdziwieniu, lot w obydwie strony przebieg bez żadnych komplikacji. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, większość czasu przespał leżąc na mnie, zarowno w jedną jak i w drugą stronę. Kiedy nie spał trochę ogladał bajki, jadł bawił się. Nie domagał się wstawania. Leciała z nami w stronę powrotną kobieta z mężem i 3 dzieci. Jedno z nich miało pół roku. Praktycznie całe 3 godz dziewczynka przepłakała, prawdopodobnie z powodu kolki. Siedzieli dość blisko nas i nie widziałam żebyktóryś z pasażerów miał jej za złe że dziecko wyjąc bo to nawet nie był płacz zakłócało im spokój. Dobrze jest do niektórych sytuacji podejść bardziej wyrozumiale a nie tylko prezentować postawę " płacę to mi się należy" bo czasm się tak nie da.
  • Gość: Anq28 IP: *.173.46.19.tesatnet.pl 17.02.12, 23:37
    Zaba my nie mówimy o takich małych dzieciach....wiadomo, że dwulatek nie bardzo rozumie sytuację i może zapłakać...Dziecko jest usprawiedliwione. Ale matka, która go przewija publicznie już rozgrzeszenia nie ma. Mowa też o nieco większych dzieciach, które świadomie hałasują. Trudno uwierzyć, że dobrze wychowany 6 latek nie może wysiedzieć 3-4h lotu, bez strzelania focha, pyskówki z rodzicami i złośliwego kopania w fotel. Zwłaszcza gdy jest na tyle dorosły by mieć swój telefon komórkowy...
  • Gość: Zaba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.12, 09:08
    W tej kwesti zgadzam się z Tobą w 100%. Do przewijania dziecka są specjalne miejsca, ciasno bo ciasno, ale nawet jest specjalny rozkładany do tego celu stoliczek z którego właśnie korzystaliśmy.
  • Gość: Boozena50 IP: *.net81.citysat.com.pl 19.02.12, 22:06
    Myślę, że rodzice latający samolotem z małymi dziećmi przede wszystkim są strasznymi egoistami. Myślą tylko o własnym komforcie, a nie biorą pod uwagę jak bardzo dzieci przeżywają taką podróż min. ból w uszach, który często dopada również dorosłych, a także choroba lokomocyjna. Dzieci nie mogą powiedzieć ani o swoim lęku ani bólu. Również lekarze są przeciwni lataniu małych dzieci. Rodzice pomyślcie, czy zawsze to co dla was jest dobre jest dobre również dla waszego dziecka.
  • Gość: Zaba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 23:35
    Nie wszystkie dzieci mają chorobę lokomocyjną-rodzice przed taką podróżą wiedzą cokolwiek na ten temat. W sprawie uszu-wystarczy pomyśleć żeby zlikwidować niekomfortowe uczucie "zatykania". Co do lekarzy, przytaczasz opinię własnego czy jest to jakieś ogólne przeświadczenie?pytam, bo nasza pediatra nie widzi w tym nic dziwnego, sama lata ze swoimi dziećmi.
  • Gość: renka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.12, 08:37
    Boożeno, myślę, że Cie rozumiem, ja też sie zawsze zastanawiam, kiedy widzę w samolocie rodziców z kilku- czy kilkunastomiesięcznym dzieckiem: PO CO? DLA KOGO oni to robią?
    Wiadomo: wyłącznie dla siebie. Dziecko z takiego wyjazdu (zwłaszcza zaledwie tygodniowego) nic nie skorzysta, umęczy się podróżą, zmianą klimatu, innym jedzeniem, a nim zdąży się zaaklimatyzować, już trzeba wracać. Jest za małe, żeby podziwiać wulkany, basen ma na pewno w okolicy (no to co, że kryty?), zamiast wielbłąda mogłoby pogłaskać kucyka albo nawet pieska sąsiadów i byłoby tak samo szczęsliwe.
    Po prostu: rodzice sami nie chcą zrezygnować z wyjazdu, więc wloką ze sobą biednego malucha. Starają sie nie myśleć o tym, jak je męczą. W zamian budują legendę o tym, jakie to fantastyczne wakacje dziecko spędzoło. Owszem, fantastyczne. Ale dla rodziców. Ewentualnie dla kilkulatka. Ale przecież nie dla niemowlaka!
  • motylanoga71 20.02.12, 12:12
    dziecko nie umeczy sie innym jedzeniem , szczeg. kilkumiesieczne bo zwykle je albo cyca albo mleko modyfikowane. Dziecko nie umeczy sie klimatem zwlaszcza jesli wyjazd jest w zimie i zamiast siedziec w domu przy -20 jak to mialo ostatnio miejsce w PL bedzie miec +20 i spacerki w ciepelku. Pomyslcie przy tym ze nie kazdy jest taka "kwoka" zeby siedziec w domu, zgadzam sie ze wrzeszczacy dzieciak/dzieciaki w samolocie to ciezka sprawa czy tez kultura rodzicow zajmujacych sie takim smykiem, ale taki wylot szczeg. w zimie to moze byc dla rodzicow i dziecka super sprawa. Sam bym chetnie skorzystal gdybym mial okazje.
  • Gość: Anq28 IP: *.173.46.19.tesatnet.pl 20.02.12, 15:01
    "PO CO? DLA KOGO oni to robią?
    Wiadomo: wyłącznie dla siebie. Dziecko z takiego wyjazdu (zwłaszcza zaledwie tygodniowego) nic nie skorzysta, umęczy się podróżą, zmianą klimatu, innym jedzeniem, a nim zdąży się zaaklimatyzować, już trzeba wracać."

    Mylisz się bardzo...Chociaż nie jestem fanem dzieci na wakacjach to akurat z powyższym nie mogę się zgodzić. Szczęśliwy, wypoczęty rodzic=szczęśliwe, wypoczęte dziecko. Co do pokarmu dziecko nie odczuje zbytnio zmian, poza tym na tym etapie życia stopień przystosowania ma ogromny więc wszelkie zmiany jedynie je hartują. W sytuacji gdy tak mały organizm musi sprostać zmianom klimatycznym itp. nabiera siły na przyszłość, uodparnia się. Dlatego w przypadku zdrowych dzieci taki wyjazd im nie szkodzi a wręcz służy. Kilkumiesięczne dziecko jest ciekawe świata i zimą bajecznie kolorowy, słoneczny krajobraz bardziej go zaciekawi niż sufit nad łóżeczkiem w sypialni rodziców czy szara plucha za oknem. Moim zdaniem też zostanie w domu zamiast wyjazdu jest większą wygodą dla rodziców...i mało kto decyduje się na podróż z małym dzieckiem głupio tłumacząc, że może mu to zaszkodzić a tak naprawdę chodzi o własną wygodę. Łatwiej być mamą w dresie w kucyku, siedzącą w domu i narzekającą na zmęczenie po nieprzespanych nocach, niż zadbaną, uśmiechniętą na słonecznych wakacjach gdzie nadal trzeba wykonywać te same obowiązki co w domu i jeszcze znaleźć czas na rozrywkę. Inną sprawą jest, że często te mamy nie bardzo potrafią się zachować w samolocie, czego przykładem jest przewijanie publiczne. Z drugiej strony, może taka mama ma pierwsze dziecko, nie wie, że w samolocie są stoliki do przewijania...i tutaj moim zdaniem błąd popełnia obsługa samolotu, która te kilka mam podczas lotu mogłaby łaskawie poinformować. Ten temat bardziej też dotyczy kilkulatków, które źle wychowane są kapryśne, złośliwe i głośne. Trudno mieć pretensje, że niemowlak płacze...Ale jak 3 latek płaczem, ostentacyjnie szantażuje rodziców to już inna sprawa...Dla takich rodziców powinni mieć miejsce w luku bagażowym.
  • Gość: ja IP: *.v25.interkam.pl 02.03.12, 14:06
    a co Twoim zdaniem mają zrobić z dzieckiem rodzice, którzy nie mają z kim go zostawić? czy rodzicielstwo musi oznaczać rezygnację z wakacji?
  • Gość: aaa IP: *.ipcom.comunitel.net 17.04.12, 02:30
    Wyrabiasz odpowiednio w NFZ europejska karte ubezpieczenia zdrowotnego. bez problemu z nia idziesz do lekarza. Albo jak napisali poprzednicy - wykupujesz prywatne ubezpieczenie i nie ma problemu. Ja swego czasu najpierw poszedlem do lekarza i dopierwo w Polsce zglaszalem o zwrot kosztow i ubezpieczyciel (Generali) nie robil problemu i zwrocil wszystkie koszat (lekarz+leki). Minusem wizyty u lekarza na karte NFZ jest to ze w przychodni nalezy mowic po hiszpansku lub byc w towarzystwie osoby ktora mowi po hiszpansku.
  • Gość: Boozena50 IP: *.net81.citysat.com.pl 21.02.12, 19:42
    A co robicie kochani rodzice jak wam dzidziuś na Teneryfie zachoruje?
  • brehia78 21.02.12, 20:10
    To samo co w Polsce - idziemy do lekarza. Nie rozumiem pytania...
  • Gość: Zaba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.12, 20:52
    Bierzemy potrzebne leki w razie mniej poważnych infekcji, mamy wykupione ubezpieczenie od kosztów ewentualnego leczenia. Również nie widzę sensu zadanego pytania.
  • Gość: jasiu... IP: *.dip.t-dialin.net 22.02.12, 15:57
    To pytanie ma sens, bo większość ubezpieczycieli działa tak, że ty płacisz za wszystko gotówką, albo kartą, a po powrocie do Polski rozliczasz się dopiero z ubezpieczycielem. Może autorce pytania chodziło o to, ile trzeba włożyć do skarpety "na wszelki wypadek", gdyby była potrzebna pomoc lekarska.
  • Gość: m IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.12, 18:00
    Dwa razy korzystaliśmy z pomocy lekarskiej dla dzieci (Kanary i Grecja) - zawsze wystarczał telefon na hotline ubezpieczyciela i podpisy na rachunkach.
    Prawdę mówiąc na wyjazdach czuję się bezpieczniej niż w Polsce - karetka była w hotelu po 10 min. od telefonu na hotline, w PL pewnie czekalibyśmy dłużej...
  • camel_3d 22.02.12, 16:19
    bo dzieci to dla wielu rodzicw dzieci to ksiazeta nie podlegajace krytyki...
    mnie tez wk..wialo jak mi jakis maluch kopal w fotel...i zawsze zwracalem sie uprzejmie do matki. Czesc reagowala, inne byla oburzone, jak smiem, przecez to dziecko i ma dopiero 3 lata... itd... niestyty tak to wyglada i nic nie poradzisz...

    sam mam teraz 3 latak i bardzo zwracam uwage, zeby swoi zachowniem nie irytowal wspolpodroznikow...nie kopal w fotele, nie krzyzal i nie szarpal za fotele z przodu..lub nie walil rekami w stolik.... wiadomo, ze nie zawsze zerwagujesz w pore i niie zawsze wszytsko wyeliminujesz...ale przynajmniej warto sie postarac.. ludzie na rawde widza, ze sie starasz... na pewno nie zrobisz z dziecka mumii..to nie jest mozliwe..ale mozna sie nim zajac... a my akurat latamy duzo i daleko... ostatnio 18 godzin...

    tak wiec rozumiem o czym mowisz...
  • Gość: gość IP: *.cwd.waw.pl 29.02.12, 11:23
    Ostatnio miałam okazję lecieć samolotem, gdzie 1/4 to były malutkie dzieci. Te mała przepłakały i krzyczałyn , większe piszczały, kopały w sidzenie lub biegały między fotelami. Masakra.Ponad 5 godzin lotu i ani chwili spokoju.Rodzice często nie zwracały uwagi na zachowanie swoich dzieci bo wychowują je bezstresowo.Przecież jak dziecko skacze po siedzeniu czy kopie w siedzenie to można zareagować. Płacz często jest nie do opanowania ale inne zachowanie tak Jadę na wypoczynek lub z niego wracam i nie mam ochoty na stresy.
  • camel_3d 22.02.12, 22:48
    Czyz nie jest rownie obrzydliwy fakt, ze wchodza tam tez osoby wysmarowane kremami, spocone....zeby sie ochlodzic? Dlatego nie lubie masowych hoteli z tlumami spoconych ludzi w basenie..dla nnie ten pot jest jeszcze gorszy....:))))

    Juz pomijam osoby ktore ida do dp basenu sie umyc.....

  • Gość: jasiu... IP: *.dip.t-dialin.net 23.02.12, 15:56
    Wspomnienia z Egiptu, z rejsu po Nilu? Rzeczywiście, po dwóch, trzech dniach, woda w basenie na statku przypomina rosół. Bo na wyspach ja nie zauważyłem, by ktokolwiek mył się w basenie, a przed wejściem, z reguły, każdy bierze prysznic, żeby pot spłukać. Może w innych hotelach byliśmy?
  • camel_3d 23.02.12, 21:20
    nigdy nie bylem na rejscie po nilu...tzn nie na takim jak ty...

    plynalem z asuanu do luxoru feluka..6 osob... i kapalismy sie w nilu.. bo na niej to bylo tylko miejsce do spania i jedzenia.. zreszta bylo to to samo miejsce:))))

  • Gość: Rodzic IP: 95.215.194.* 02.03.12, 16:46
    A pani dzieci święte ? Nigdy nie są niegrzeczne ?

    Zwykle najwięcej drze się ten, który sam nie umie wychować dzieci
  • Gość: Ika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.12, 20:04
    Popieram! Niektórzy rodzice potrafią się zachowywać tak, że innym odechciewa się podróżowania... I naprawdę, to nie DZIECI są tu problemem, tylko RODZICE. Przerażajęce, że z tych dzieci wyrosną kiedyś tacy rodzice :-(
  • Gość: RafalJ IP: *.163.102.62.customer.cdi.no 16.04.12, 23:57
    Zgadzam sie z zalozyciela watka w 100%.
    Na placz nie mamy wplywu a rodzic na wakacjach to dalej rodzic ktory powinien byc odpowiedzielny bez zwgledu czy to sa wakacje czy nie. Rok temu jak lecialem na wakacje to po samolocie latal taki maly ... i wsystkich obijal nie dal spac. A wiadomo lot dlugi. No to mi nic nie pozostalo jak "nieswiadomie podczas snu" wysunac noge. Kilka dobrych gleb obudzilo rodzicow i byl spokoj.
  • Gość: justka IP: *.v25.interkam.pl 17.04.12, 10:15
    Ha ha ha
    Ale się uśmiałam
    :)
  • Gość: bahorom_precz IP: *.Red-83-44-67.dynamicIP.rima-tde.net 18.04.12, 01:06
    Proponuję w samolotach pomieszczenie dla stewardess odgradzać dzwiękoszczelną szybą i zostawiać tam wstrętne i rozwydrzone bachory na czas lotu. Stewardessy powinny siedzieć w kabinie z pasażerami. W końcu mamy demokrację, więc liczy się dobro i spokój większości pasażerów a nie kilku rodzin z wrzeszczącymi dziećmi.
  • Gość: jaco IP: *.dynamic.chello.pl 18.04.12, 06:17
    W pełni się zgadzam, żydzi i murzyni powinni siedziec z tyłu
  • Gość: Dominik IP: 78.40.152.* 21.04.12, 11:50
    Zgadzam sie powinny byc wydzielone miejsca dla rodzin tam moga sie bachory drzec do woli a upici rodzice ignorowac ich zachowanie. Bachorom precz:)
  • Gość: gość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.04.12, 10:23
    Gratulacje ! zamiast zwrócić uwagę dziecku i rodzicom, podstawiać maluchowi kilka razy nogę, żeby się przewracało ! Ciekawe jak by sobie rozwalił głowę, też udawałbyś głupiego, od czego masz język, nie potrafisz się komunikować słownie, tylko musisz pokazać jaki jesteś cwany i sprytny, bo narażasz zdrowie i życie malucha. Zapewne nie masz swoich dzieci i myślę, że nie powinieneś mieć, bo nie dożyłby roku, już byś mu pokazał swoje metody wychowawcze, krzyknie, a ty o glebę, bo tatuś się musi wyspać albo obejrzeć meczyk. Przerażające, gdy się czyta takie wypowiedzi.
    Nie wiem dlaczego uważa się, że rodziny z dziećmi powinny zakopać się w norze do skończenia przez młodych 18-stki i jedyną rozrywką ma być głaskanie psa na podwórku. A potem ewentualnie telepać się kilka- kilkanaście godzin pociągiem lub nieruchomo w foteliku samochodowym, bo tak jest przecież "zdrowiej" i bardziej komfortowo niż 2-3 godz. lot. Dzieci też muszą poznawać świat, bo są ciekawe, tak mają, muszą się przecież jakoś rozwijać, nie tylko siedząc przed TV i kompem. Nie usprawiedliwiam niektórych zachowań maluchów, bo często też winni są rodzice, ale jesteśmy ludźmi i po to wymyślono mowę, żeby się komunikować, a nie jak w epoce kamienia łupanego od razu walić po łbie.
    Apeluję do zaczynających pić alkohol jeszcze przed lotem, nie chlejcie tyle, po smród wódy i wasze wyziewy są również dyskomfortowe, a pijackie śpiewy i wrzaski również zakłócają sen w samolocie.
  • Gość: brehia78 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.12, 10:36
    Rozumiem, że powyższa wypowiedź o osobnym pomieszczeniu (dźwiękoszczelnym ;)) dla rodzin z dziećmi była ironią, ale ... właściwie, czy to byłby taki zły pomysł? Przecież rodzice są przyzwyczajeni do różnych dziecięcych dźwięków i zapachów, a reszta ludzi nie. Boję się jednak, że tu linie lotnicze nie wyjdą naprzeciw naszym oczekiwaniom ;p.
    Zgadzam się również z moim bezpośrednim przedmówcą: podkładanie nogi biegającym dzieciom nie jest najmądrzejszym rozwiązaniem, choć czasem kusi, oj kusi :).
  • Gość: RafalJ IP: *.163.102.62.customer.cdi.no 18.04.12, 13:44
    Nie bylo potrzeby zwracac sie do rodzicow gdyz w tej sytuacji 5 minut wczesniej para niemcow klturalnie zwrocila na to uwage i poprasila personel pokladowy aby porozmawiali z rodzicami. Nic nie pomoglo i moje uwagi na nic by sie zdaly. Po co sie denerwowac. A jak dziecko by sobie rozwalilo glowe to wina rodzicow a nie moja bo ja mialem zamkniete oczy czyli spalem a podczas snu rozne rzeczy sie dzieja. Poklad samolotu to nie plac zabaw.
  • Gość: gość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.04.12, 15:15
    No tak, jedna osoba poprosiła o interwencję , a może powinni wszyscy, skoro wszystkim to przeszkadzało, na pewno rodzice by zareagowali. Jakoś trudno mi uwierzyć, że rodzice sobie spali i nic nie obchodziło ich, co robi ich dziecko, a przypomnieli sobie o potomku dopiero, gdy się poobijało. Zamiast cywilizowanie rozwiązywać problem, cofnijmy się w rozwoju, trzeba było jeszcze dowalić maluchowi z łokcia, żeby sobie nie myślał za dużo, a najlepiej skrępować sznurem i przywiązać nie do fotela, bo nie daj Boże kogoś kopnie, tylko od razu do drzwi awaryjnych i zakneblować, bo jeszcze by coś mówił albo i się śmiał i zakłócał spokój.
    Pokład samolotu to również nie knajpa ani imprezka u wujka Zdziśka. Dorosłym pozwala się na wiele, a dzieci są tylko dziećmi i nie można wymagać, że będą zachowywać się jak ludzie dorośli i odpowiedzialni. Nie dajmy się zwariować, nie wyżywajmy się na najsłabszych, każdy był dzieckiem i nie każdy z nas był tresowany, dziecko to nie robot, który można zaprogramować.
  • Gość: RafalJ IP: *.163.102.62.customer.cdi.no 18.04.12, 18:17
    Po pierwsze nikt tu nie ma pretensji do dzieci ze sie tak czy inaczej zachowuja. Pretensje sa w kierunku rodzicow ktorzy powinni byc odpowiedzialni caly czas a specjalnie gdy jada na wakacje. Mysle ze potrzebujesz wizyty u okulisty bo nigdzie nie napisalem ze rodzice spali. Nie wiem co personel pokladowy powiedzial podczas rozmowy z rodzicami po byli kilka rzedow dalej ale slyszalem wyraznie prosbe pary z niemiec poniewaz siedzieli zaraz obok mnie i tez zostali kilkakrotnie uderzeni przez tego dziecaka. Jeszcze raz powtorze samolot to nie plac zabaw to srodek transportu. Obowiazuja pewne zsady ktorych trzeba przestrzegac.
  • Gość: RafalJ IP: *.163.102.62.customer.cdi.no 18.04.12, 18:35
    "No tak, jedna osoba poprosiła o interwencję , a może powinni wszyscy, skoro wszystkim to przeszkadzało, na pewno rodzice by zareagowali" - Twoje rozumowanie jest bez sensu. Nie wazne ilu osobom to przeszkadzalo. To ze przeszkadza tylko jednej osobie wcale nie oznacza ze mozna taka osobe zignorowac bo innym to nie przeszkadza. To tak jakby w stadzie 1 osoba zostala pobita i nikt nie przejmowalby sie tym faktem bo akurat te osoby nie zostaly pokrzywdzone. 1 osoba to juz jest wystarczajacy powod a specjalnie w samolocie gdzie obowiazuja reguly.

    "Zamiast cywilizowanie rozwiązywać problem, cofnijmy się w rozwoju" - ciekawy jestem jakbys rozwiazal/a problem w cywilizowany sposob z osobami (niecywilizowanymi) ktore kompletnie cie zbywaja i nie obchodzi ich czy ci cos przeszkadza czy nie. I nie zamierzaja zrobic cokolwiek w kierunku rozwiazania problemu. Heh?

    "Dorosłym pozwala się na wiele, a dzieci są tylko dziećmi i nie można wymagać, że będą zachowywać się jak ludzie dorośli i odpowiedzialni. " - Tu mowimy o samolocie a osobiscie nie spotkalem sie jeszcze z doroslym ktoryby zaklocal lot w jakikolwiek sposob. Nikt od dzieci nie oczekuje ze beda sie zachowywac jak dorosli ludzie. Od tega sa rodzice ktorzy powinni uczyc dzieci od malego jak nalezy sie zachowywac w roznych sytuacjach a ewidentnie po tym co napisales/as dla ciebie nauka jest tresura. Jak nie nauczysz dziecka za mlodu to potem wyrastaja takie mendy ze dla starszych zadnego szacunku nie maja. To jest tzw bezstresowe wychowanie. Zobacz sobie starsze spoleczenstwo jak oni sie zachowuja i popytaj sie jak byli wychowywani. Zapewnie uznalbys/as ze byli torturowani. Bo nauczyciel wlal za zle zachowanie . Szkola jest od nauki nie tylko przedmiotow ale tez odpowiedniego zachowania na poziomie.

    "Nie dajmy się zwariować, nie wyżywajmy się na najsłabszych, każdy był dzieckiem i nie każdy z nas był tresowany, dziecko to nie robot, który można zaprogramować." - tu jeszcze raz przypomne ze z tego co piszesz dla ciebie nauka dzieci odpowiedniego zachowania jest dla ciebie tresura. Gratuluje podejcia.
  • Gość: Anq28 IP: *.173.6.103.tesatnet.pl 19.04.12, 02:28
    Znajomy mi zdradził sposób na niegrzeczne dzieci....uśmiałam się do łez. Niegrzeczne bachory to zazwyczaj wścibskie bachory...Wystarczy swojemu towarzyszowi podróży zacząć coś opowiadać przerysowaną intonacją żeby dziecko słyszało i zaczęło podsłuchiwać.

    W samolocie można mówić o jakiejś katastrofie lotniczej, urwanych głowach, ogniu palącym żywcem, o tym, że jak szumi w samolocie to może on spaść (klima zawsze szumi), że jest duszno przed katastrofą (i sapnąć parę razy)....Nie ma podobno dzieciaka, który by nie siedział cicho z przerażoną miną na takie wieści. Czasem, któryś się rozbeczy (ale za to rodzice zwrócą na niego uwagę i młody do końca lotu straci ochotę na zabawę). Młodszy może przypadkiem usłyszeć, że zjadasz niegrzeczne dzieci, kopiące w fotel itp. Ktoś powie, że to okrutne...A co mnie to obchodzi? Jak rodzic by pilnował dzieciaka to by nie trzeba było sięgać po takie środki.
    W autokarze na wycieczce można tą historyjkę dostosować do sytuacji. Na basenie, w restauracji, na plaży...dosłownie wszędzie można dzieciaka nastraszyć i mu obrzydzić daną zabawę. Najważniejsze żeby dzieciak kojarzył straszną historię z Tobą, wówczas będzie się Ciebie bać i zachowa spokój w Twojej obecności albo będzie Cię unikać. A jak się na Ciebie spojrzy to zrobić złą minę i patrzeć mu w oczy (byle rodzice nie widzieli). Nawet jak dzieciak coś powie rodzicom to mu nie uwierzą...bo to by uwierzył w takie brednie?:D

    Najmniejszych to nie ma co straszyć, to nie wina niemowlaka, że nasrał a matce się nie chce go przewinąć:(

    Muszę wypróbować:D Podobno niezawodne. W sumie nie od dzisiaj wiadomo, że na lekcjach u nauczyciela, którego dzieci się boją jest cisza, że aż się własny oddech słyszy.
  • Gość: Dumny Tata IP: *.internetia.net.pl 19.04.12, 11:49
    Jezu, ludzie was trzeba leczyć a nie na wczasy wysyłać, jak czytam co tu niektórzy wypisują. Następny wpis bedzie aby płaczące dzieci w toalecie żyletkami ciąć. W tym roku po raz pierwszy z z 1,5 rocznym maluchem będę leciał i niedaj boże, aby ktoś chociaż krzywo popatrzył w jego kierunku, od razu po mordzie będę lał. Bez zbednej gatki.
  • Gość: jasiu... IP: *.unitymediagroup.de 19.04.12, 16:00
    Naprawdę "Dumny Tato" będziesz lał? i nie przeszkodzi ci, że za takie zachowanie, na twój koszt samolot wyląduje na najbliższym lotnisku? Nie takie chojraki płakały, w momencie, kiedy okazało się, że wchodzi na pokład po nich policja.

    I kogo tu trzeba leczyć?

    A jeśli krzywopatrzącym będzie ktoś z rodziny Kliczków? Też będziesz lał, biedny tatusiu?
  • Gość: brehia78 IP: *.am.osi.pl 19.04.12, 20:51
    W porównaniu do propozycji Anq podkladanie nogi wydaje sie wręcz humanitarne ;). A Dumny Tata jest, jak rozumiem, świeżym tatą zakochanym w pierworodnym ;). Ja zamierzam otwarcie i z dumą krzywo patrzeć na ryczace dzieci i liczę,ze jednak nie dostanę po mordzie...
  • Gość: Anq28 IP: *.173.6.103.tesatnet.pl 20.04.12, 01:15
    Dumny tato dopóki będziesz robisz wszytko co w Twojej mocy aby pociecha nie utrudniała życia innym to choćby mały płakał zawzięcie nikt Ci złego słowa nie powie, może i ktoś krzywo spojrzy...ale trudno być zadowolonym gdy ma się obok wyjca:) Rodzice dla swojego dziecka są cierpliwi, uodpornieni na jego płacz...inni nie. Jeżeli Twoje dziecko będzie miało sucho, będzie najedzone i mimo twojej troski, lulania itp. będzie płakać..no to trudno. Infanty mają to do siebie, że płaczą. Każdy był mały i też płakał. Ale jeżeli olejesz płacz dziecka nawet jak się zleje, nie będzie Cię to ruszać bo znieczulony drinkiem "na drogę" będziesz siedział niewzruszony to wierz mi prędzej kto inny Cię dopadnie nim zdążysz się zorientować, że ktoś patrzy krzywo na dzieciaka.
    Kilkulatka latka można już wszelkimi sposobami "zmusić" do bycia grzecznym, bez płakania, kopania w fotele, brudzenia itp. Tutaj już taryfy ulgowej nie ma. Złe zachowanie dzieciaka to TWOJA wina. Ok. mogą dzieciaka ponieść emocje, może znudzony zacząć marudzić...ale wówczas Twoim zakichanym obowiązkiem jest sprawić, żeby naprędce stał się aniołkiem i przeprosić sąsiadujące osoby za jego zachowanie. I wierz mi tak bym złowrogo patrzyła, że aż by mi ryj od grymasu się wykrzywiło...i proszę bardzo lej ile wlezie. Mnie zaboli przez chwilę...Że jestem kobietą to i tak Ci szybko ktoś odda...a ja z ogromną satysfakcją złożę skargę na policję i Ci tak uprzykrzę życie, że już nigdy nie pozwolisz dzieciakowi komuś przeszkadzać. Jakby jeszcze jakieś lądowanie nieplanowane na trasie z tego wynikło to bym z satysfakcją znosiła dodatkowe godziny podróży licząc ile Cię to będzie kosztować.

    Polecam zimny prysznic rodzicielski, bo wierz mi pewnego dnia to Ty od syna w ryj dostaniesz.
  • Gość: Anq28 IP: *.173.6.103.tesatnet.pl 20.04.12, 01:17
    no tak...o tej godzinie powinnam już spać...a nie, że mi wyrazy zjada, lub dodaje:P
  • motylanoga71 20.04.12, 10:53
    rozumiem ze masz ponad 2 m wzrostu i dobrze ponad 100 kg wagi i nie jest to w wiekszosci tluszcz no i ze dotrzymujesz slowa.
  • Gość: Dummny Tata IP: *.internetia.net.pl 20.04.12, 07:21
    No dobra, przyznaje poniosły mnie emocje, już myślałem że nieświadomych niemowlaków sie trzepiacie. Rozumiem rozkapryszonego 5 latka- można. Do tej pory mi do głowy nieprzyszło, że mógłbym miec pretensje do zestresowanego roczniaka ze płacze. Nie rozumiem też myslenia, że rodzic może olać sprawę i nie przewinąc czy nie zając sie dzieciem podczas lotu, tylko drinkować, trudno mi sobie to wyobrazic ale może sie nie znam, trochę juz latałem i może nie zwracałem na to uwagi.
    Ale obiecuję, że pomimo mojego całego włozonego wysiłku, aby dzieciak był spokojny przez cały lot, ktoś w dalszym ciagu bedzie miał do malucha pretensje że zapłacze, bedę lał... tylko poczekam aż wyladujemy :)

    A Co do rodziny kliczków to myślę że Władek podstawił by im prywatny a nie z polski by się czarterem tułali :)
  • Gość: Dumny tata IP: *.internetia.net.pl 20.04.12, 07:27
    Przepraszam za ortografię
  • Gość: HANECZKA40tka IP: *.wro-com.net 20.04.12, 11:25
    Brawo Pola!!! Popieram w stu procentach. Nie mam nic do dzieci, sama mam dziecko ale do Rodziców mozna mieć wiele pretensji. Wiele tu powiedziano i napisano słusznych uwag więc nie będę ich powielać. dzici sa wspaniałe i nie sa winne temu,że zmusza się je do wielogodzinnego lotu. Maja prao nie wytrzymywać i maja prawo byc niegrzeczne/znudzone/wystarszone/zmęczone itd....
    Kiedy moje dziecko było małe to nie latało samolotem głównie dlatego, by Córki nie męczyć niepotrzebnie i by Ona nie męczyła innych. Wsiadaliśmy w samochód , dziecko zasypiało i nikogo nie męczyło.

    teraz latam na urlop sama, poza sezonem, mam JEDEN tydzień urlopu w roku i naprawdę nie musi on być zakłócony przez durnych rodziców małych dzieci!!!!!!

    Pozdrowienia
  • Gość: guancho IP: *.centertel.pl 20.04.12, 11:48
    masz literowke w nicku, powinno byc r zamiast m.
  • Gość: Ala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.12, 16:12
    Człowieku, ile Ty masz lat?! Jak można tak pisać? "Trzepiecie"? "Niedaj"? "Gatki"? Chodziło Ci o rozmowy czy gacie? Facet, to nie są jakieś tam drobne pomyłki czy literówki, Ty jesteś zwyczajnie niekomunikatywny! Syn lada chwila zacznie się za Ciebie wstydzić!
    Wybacz, ale te Twoje śmieszne groźby + poziom intelektualny składają mi się w klarowną całość...
    Guancho ma rację.
  • Gość: turysta IP: *.ssp.dialog.net.pl 20.04.12, 14:49
    Haneczko, i dokąd autem zajedziesz ??? Hiszpania, Chorwacja?
    Myślisz, że lepiej jest przez kilkadziesiąt godzin, dzieciaka w foteliku męczyć ?
    Może ustka ? Z południa polski to z 10 godzin wyjdzie. Dolicz korki i stan dróg.
    Przecież to znecanie sie nad dzieckiem !!!!
    Nic na to nie poradzicie, bez względu czy to się komuś podoba czy nie, dzieci latały i latać będą. Będą płakać i marudzić, jak to dzieci, nawet przy najwiekszych staraniach rodziców.
  • Gość: gosc IP: *.adsl.inetia.pl 20.04.12, 18:24
    @guancho
    brawo za refleks :):)
    @Pola
    super, zawsze aktualny wątek :):)
    popieram
  • Gość: ania IP: *.dynamic.chello.pl 20.04.12, 22:02
    Myślę, że sprawa jest prosta.

    Rodzice odpowiadają za swoje dzieci. I moim zdaniem nie ma wytłumaczenia dla sytuacji kiedy dzieci przeszkadzają w podróży innym.

    Oczywiście poza wyjątkami, które wcześniej ktoś zaznaczył. Kiedy malutkie dziecko pomimo reakcji rodziców nie daje się uspokoić. I mam tu na myśli dziecko mniej więcej do 3 roku życia.

    Bo jeśli ktoś wybiera w podróż ze starszym dzieckiem nad którym nie panuje, to powinien najpierw się zastanowić czy powinien.

    Też mam dziecko, dziś już 14-letnie. Latamy z nim od jego 3 roku życia. I od początku było to tylko NASZE dziecko.

    To znaczy, że nie obarczaliśmy innych ludzi jego humorami. Trzeba dziecku od początku wpajać, że żyje wśród innych i z innymi musi sie liczyć. To nic trudnego.

    Niestety też doświadczyłam "maluszków, dzieciaczków" których rodzice widzą w nich pępek świata.

    Przepraszam, ale jak ktoś pisze...mój maluszek... bo maluszek...maluszkowi.. i traktuje to jako usprawiedliwienie. To foprowadza mnie to do szewskiej pasji.

    Każdy"maluszek "ma swoich opiekunów prawnych i to oni odpowiadają, za poczynania swoich podopiecznych.

    Maluszek ma opiekunów prawnych.

    Co zatem robię, kiedy w samolocie czyjeś dziecko mi przeszkadza. Zgłaszam to stewardesie... za każdym razie to zadziałało.
  • Gość: Anq28 IP: *.173.6.103.tesatnet.pl 21.04.12, 00:22
    Jak to...wołasz obsługę i przy matce dziecka się skarżysz? To tak trochę "wyniosłe" się wydaje jak mówisz o kimś w osobie trzeciej kiedy ona to słyszy bo siedzi obok:) No chyba, że mówisz o dzieciakach kilka rzędów dalej. Ja mówię o takich w najbliższym sąsiedztwie.

    dumny tato to chyba musisz mieć szerzej oczy otwarte na to jak rodzice pod wpływem olewają dzieci. Wypatruj takich pakerów z brzuszkami z pannami na szpilkach. Tacy to z reguły mają wszystkich gdzieś, nawet dzieci. Często latają ekipami. Najłatwiej o takich na trasie Polska-Egipt...ale na Kanary, do Hiszpanii czy Turcji też tacy latają. Ich dzieci to diabły wcielone i wredne bachory. Druga kategoria rodziców, którzy pozwalają dzieciom na wszystko to rodzice przepracowani, ludzie typu "bułkę przez bibułkę" i można być niemal pewnym, że rezydent łatwo z nimi nie będzie miał a ich dziecko da Ci w kość. Poznasz ich po nadąsanych bądź wyniosłych minach...A dziecko po strasznej upierdliwości i szukaniu na siłę sposobu by rodzice zwrócili na nie uwagę. Co ciekawe Ci rodzice są przeciwieństwem: pierwsi strasznie głośni, drudzy jakby ich nie było...ale dzieciaki mają koszmarne i jedni i drudzy. Nie szukaj niegrzecznych dzieci wśród wesołych rodzinek. Takie dzieci są co najwyżej ciekawe świata i troszkę nadpobudliwe ale tacy rodzice szybko reagują jak dziecko zaczyna być głośno, ochlapie kogoś przy basenie itp. Po ludzku zwracają mu uwagę.

    Nikt tutaj winą nie obarcza niemowlaka, że płacze. Źle nas zrozumiałeś. To wina rodzica zazwyczaj i zdziwiłbyś się jakie rzeczy się czasem widzi. Moje najgorsze wspomnienie....w samolocie jakiś infant rząd za mną strzelił kupę. Smród był okropny. Oczywiście zaczął ryczeć. A matka siedzi i nic i dalej przegląda jakąś plotkarską gazetę. Ojciec dziecka chyba smrodu nie mógł znieść bo akurat on trzymał dziecko i mówi "weź go przewiń". Jej komentarz mnie rozwalił...."Za półgodziny lądujemy. Wytrzyma"....Gdyby z okolicznych siedzeń nie padły teksty wkurzonych pasażerów typu: "ale my nie wytrzymamy!" itp. to pewnie by przetrzymała dzieciaka osranego a nas w smrodzie aż do wylądowania. Obrażona poszła go przewinąć.

    Pomijam brak szacunku dla innych pasażerów, ale kazać dziecku siedzieć tyle czasu w zakichanej pieluszce i nie reagować na jego płacz to już skandal.
  • Gość: jasiu... IP: *.unitymediagroup.de 21.04.12, 12:04
    Anq28 stewardessa w samolocie jest nie tylko po to, żeby coś tam sprzedawać w pokładowym sklepie, ale przede wszystkim po to, żeby pasażerowie czuli się podczas lotu możliwie komfortowo. Ja nie widzę nic złego w tym, że ktoś naciska przycisk, przywołujący stewardessę i przy sąsiedzie prosi o poprawienie warunków podróży, ewentualnie pyta, gdzie będzie mógł złożyć zażalenie na fatalne warunki lotu i ewentualne odszkodowanie. To nie jest "wyniosłe", to tylko prośba o pomoc. Przecież w samolocie są różni ludzie, czasem np. chorzy, którzy nie powinni się denerwować. Poza tym, każdy zapłacił za lot i każdy ma prawo do poszanowania jego praw do prywatności i spokoju.

    Jakbyś się czuła, gdyby ktoś obok ciebie zaczął puszczać głośne bąki, tłumacząc, że opił się gazowanej coli i teraz gazy muszą znaleźć ujście. W pewnych wypadkach należy liczyć się z współpasażerami i sytuacja z uciążliwymi dziećmi do takich wypadków należy. Trzeba przynajmniej starać się zminimalizować uciążliwości. Mniejszy problem jest w liniach zagranicznych (AirBerlin, TUIFly itp.) gdzie dzieci np. przy starcie dostają zabawki, zawsze mogą dostać jakiś soczek, stewardessy interesują się dziećmi. Jeśli stewardessa nic nie robi, to trzeba jej zwrócić uwagę. Fakt, mamuśka może zalać się rumieńcem wstydu, ale to przecież jej wina.

    A czasem warto po prostu samemu zagadać do dziecka. Można spytać "jak masz na imię?" czasem już to pozwoli dziecku uświadomić, że nie jest samo.

    Opowiadała mi znajoma, jak podczas lotu zagadała do trzy- może czteroletniej dziewczynki. Później nawiązała się rozmowa, mamusia najpierw była zachwycona że ktoś z niej zdjął obowiązek zajmowania się małą. Problem w tym, że po dwóch godzinach lotu dziecko zaczęło opowiadać tajemnice rodzinne w rodzaju: "a wiesz, że mój tatuś, to jest policjant i nasz urlop to jest z tych pieniędzy, co to od kierowców za niewystawione mandaty dostał?"

    Mamusia chciała szybko dziecko zabrać od "nowej koleżanki", ale wówczas mała zaczęła wykrzykiwać na cały samolot, że to prawda, że "tatuś dostał od kierowców". Czasem i tak bywa, dlatego ja zawsze jestem wobec dzieciaków wyrozumiały, co nie znaczy, że jestem wyrozumiały wobec ich rodziców.
  • Gość: Stefan IP: *.163.102.62.customer.cdi.no 21.04.12, 12:39
    Z bani malemu zapitolic i bedzie spokoj.
  • Gość: . IP: *.warszawa.vectranet.pl 03.12.12, 21:06
    Up! Sezon u bram.
  • Gość: turystka IP: *.warszawa.vectranet.pl 04.12.12, 11:12
    Ja z kolei mam pytanie, PO CO ciągać takie małe dzieci na zagraniczne wakacje? Przecież można jechać nad polskie morze - bliżej, można dojechać własnym samochodem, robiąc po drodze przerwy, gdy dziecko tego potrzebuje. można wynając pokój w pensjonacie, samemu gotować dla dziecka. Wiadomo jaka jest pogoda w Polsce, ale nie ma szoku termicznego. No i wycieczki tez można robic wlasnym samochodem, w swoim tempie.
    Ale nie, bo przecież musimy rocznemu maluszkowi pokazać Kanary albo Turcję. Najpierw fundujemy mu podróż samolotem - zmiana wysokości, bolące uszy, stres dla malucha... więc dzieci płaczą. Potem ekstremalne temperatury (np 40 stopni w lipcu w Turcji), sensacje żołądkowe (związane ze zmiana flory bakteryjnej itp), więc bywa że dzieci potrafią chorować całe 2 tygodnie. A jeszcze często zapisujemy się na fakultet, który dla dziecka jest dodatkową męką. Miałam okazję pojechac na wycieczke z taką rodzinką. Wycieczka super, przewodniczka bardzo fajnie i ciekawie opowiadała... Ale bachor wydzierający się na cały autokar zupełnie zepsuł całą wycieczkę. Przewodniczka upominała rodziców, ludzie w autokarze też mieli dosyć, ale nie docierało, dziecko się darło. Rozumiem dziecko, niekoniecznie interesowała go historia Turcji i siedzenie 3 godziny na tyłku w autobusie. ale po co rodzice go w ogóle brali?
    A co taki dwulatek zapamięta z wczasów w pięciogwiazdkowym hotelu na Kanarach czy w Turcji? Ano nic :D
    Jak się ma małe dzieci, to się nie jeździ za granicę i tyle. Jeździ się do Polski. albo zostawiamy dzieci pod opieką babci i jedziemy sami. Zaraz tu napiszą mamy, ze przeciez człowiek ma prawo do wypoczynku itd. Ale jesli ktoś decyduje się na dzieci, musi się liczyć z konsekwencjami.


  • Gość: Asia IP: *.warszawa.vectranet.pl 04.12.12, 12:38
    > Ja z kolei mam pytanie, PO CO ciągać takie małe dzieci na zagraniczne wakacje?

    Zawsze, kiedy obserwuję, jak się męczą te maluchy, zadaję sobie to samo pytanie. Odpowiedź znajduję tylko jedną: rodzice myślą wyłącznie o sobie.
  • wilhelminaslimak 10.12.12, 22:20
    > Przecież można jechać nad polskie morze - bliżej,
    Ja tam nad polskie morze mam dalej, dużo dalej niż na Kanary. I myslisz, że dziecko się nie umęczy w foteliku, nie mogąc się ruszyć przez 10h? W samolocie, może się przejść, stanąć, położyć. W foteliku siedzi bez ruchu.
    I najważniejsza rzecz, wszystkim się wydaje, że dzieci krzyczą, płaczą i są niegrzeczne TYLKO w samolocie i TYLKO w obcych miejscach i TYLKO z powodu zmiany diety itp. To nieprawda. Mój 3-latek w ostrej fazie buntu wyje parę razy dziennie: bo tata mu zrobił herbatę, a nie mama, bo musi zjeść obiad, bo mu się klocki rozsypały. Tyle, że wszystkim bezdzietnym albo rodzicom mniej temperamentnych dzieci (zaznaczę, że też mam drugiego syna, bardziej "ułożonego", żeby nie było żem sama sobie winna, że tak dziecko wychowałam, temperamentu nie przeskoczymy) wydaje się, że dzieci są nieznośnie tylko gdy opuszczą dom/mieszkanie/miasto.
    Dodam, że tenże 3-latek na wszelkich wycieczkach zachowuje się o niebo lepiej niż w domu. On już w tym wieku uwielbia podróże, zmiany otoczenia.
    A inna sprawa, że nie wiem dlaczego większości wydaje się, że rodzicielstwo to jedno wielkie udręczenie i zrezygnowanie ze swoich pasji/zainteresowań, najlepiej do pełnoletności potomków.
  • Gość: tala IP: *.warszawa.vectranet.pl 11.12.12, 09:47
    > I najważniejsza rzecz, wszystkim się wydaje, że dzieci krzyczą, płaczą i są nie
    > grzeczne TYLKO w samolocie i TYLKO w obcych miejscach i TYLKO z powodu zmiany d
    > iety itp. To nieprawda. Mój 3-latek w ostrej fazie buntu wyje parę razy dzienni
    > e: bo tata mu zrobił herbatę, a nie mama, bo musi zjeść obiad, bo mu się klocki
    > rozsypały.

    I serio chcesz narazić setkę ludzi na sześciogodzinny lot z nim?
  • wilhelminaslimak 11.12.12, 10:14
    > I serio chcesz narazić setkę ludzi na sześciogodzinny lot z nim?
    A doczytałeś/aś do końca: "Dodam, że tenże 3-latek na wszelkich wycieczkach zachowuje się o niebo lepiej niż w domu." I już z nim latałam.

    Dużooooo podróżowałam na bezdzieciu, różnymi środkami lokomocji, w różnych krajach. Spałam pewnie w kilku setkach różnych miejsc: hoteli, hosteli, schronisk itp. I co mi najbardziej przeszkadzało u współpodróżników/współspaczy w kolejności:
    1. chrapanie - przeważnie w wieloosobowych salach, ale też w środkach lokomocji. To jest masakra! to nie, że dziecko się drze, bo dziecko wreszcie uśnie, a taki chrapacz potrafi umilać czas całą noc
    2. imprezy alkoholowe - najgorsze są te w samolotach. Totalna żenada. A co najgorsze strach, bo nie wiadomo, co taki zapijaczony gość może zrobić i co zarzygać (osobiście wolę kupę w pampersie, niż zarzygany fotel).
    3. głośno gadający/wciąż rozmawiający przez telefon współ....

    Czy to znaczy, że należy zakazać spania poza domem chrapaczom (a już na pewno w salach wieloosobowych każdy powinien przedstawić zaświadczenie o niechrapaniu?!), czy to znaczy, że wpuszczamy do samolotu tylko abstynentów, bo a nuż...

    Dzieci mi nigdy nie przeszkadzały (nawet jak ich nie miałam). Tylko raz jeden podrostek kopał w mój fotel w samolocie. Jakkolwiek faktycznie w życiu żadnym czarterem nie leciałam, teraz się przelecę (z tymże 3-latkiem i nie tylko) to może zmienię zdanie.
    Z zasady jestem osobą, która ma w nosie jak inni się zachowują i co robią (póki nie ma to na mnie bezpośredniego wpływu). Nie rozumiem, co autorkę wątku obchodzi kto jak je i dlaczego w nosie dłubie. Jakby dłubał w jej nosie, to ok, to można się zdenerować, ale ostatecznie dłubie we własnym nosie i robi burdel na własnym stoliku.
    Ale może ja nie znam specyfiki wakacji w kurortach, bo raczej takie miejsca omijam szerokim łukiem. I może faktycznie jest to uciążliwe...
  • Gość: Pasqd IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 05.12.12, 10:21
    Brak kontroli nad dziećmi świadczy o rodzicach. Polacy nie należą do kulturalnym narodów, a wręcz przeciwnie, więc nie ma co się spodziewać cudów. Generalnie uważam, że to co opisujesz jest poniżej krytyki choć się z taką sytuacją akurat nie spotkałem. Nie życzyłbym sobie ani nikomu takiego towarzystwa w samolocie :/
  • Gość: Asia IP: *.warszawa.vectranet.pl 06.12.12, 07:49
    A ja się spotkałam, niestety...
    I oczywiście masz rację: tu nie można mieć pretensji do dzieci. Ale do rodziców - jak najbardziej. Zresztą Pola właśnie do nich kieruje swój apel. I słusznie.
  • dorocik833 11.12.12, 10:43
    Ja popieram wilhelminaslimak. Jako bezdzietna wielokrotnie podróżowałam wszelkiego rodzaju środkami transportu i nigdy dzieci nie były uciążliwe podczas podróżny lecz dorośli współpasażerowie: często śmierdzący- rozumie że lato ale odór alkoholu zmieszany z potem jest porażający albo " świergoczące" na wysokich tonach dwie panie które uważają ze wszyscy w samolocie powinny wiedzieć o intymnych szczegółach ich życia. Masakra. Z każdej podróży mogła bym przytoczyć przykłady zachowań uciążliwych pasażerów. Apel powinien dotyczyć WSZYSTKICH podróżnych a nie tylko posiadających dzieci.
  • Gość: julnick IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.12, 12:29
    Staram się w życiu generalnie nie utrudniać życia innym. Podróże z dziećmi są dziś na porządku dziennym i nie przyszłoby mi do głowy żądać, żeby każde dziecko było idealnie grzeczne w czasie lotu. Niemniej jednak zgadzam się z założycielką wątku i dołączam się do apelu - rodzice, czasem naprawdę trudno wytrzymać z waszymi pociechami i nie jest to wina dzieci, ale przeważnie rodziców. Ja też jestem mamą, podróżuję z dziećmi, ale na litość boską, kontroluję ich zachowanie. Nie pozwalam na kopanie foteli, bo takie zachowanie pasażera za mną też by mnie doprowadziło do szewskiej pasji. Jeżeli ktoś mi zwraca uwagę, że moje dziecko zachowuje się nieodpowiednio, to reaguję. Dzieci ogólnie uważam za pełnoprawnych pasażerów. Nie jestem zniesmaczona płaczem niemowlaka, nie specjalnie mi przeszkadza biegający po pokładzie kilkulatek, ale czasami ręce i nogi opadają z powodu zachowania rodziców. Dwa lata temu na lotnisku w Rzymie okazało się, że Europę śnieg zasypał i wszystkie loty są albo opóźnione, albo odwołane. Bałagan był niesamowity. Na lot czekaliśmy kilkanaście godzin. Kilka z tych kilkunastu godzin spędziliśmy przed gatem nie wiedząc, czy w ogóle doczekamy się na samolot do Polski. Czekała z nami mama z kilkumiesięczną córeczką. Dziecko było trochę marudne, trochę popłakiwało, ale wierzcie mi, że mama tej dziewczynki zachowywała się w taki sposób, że wszyscy oczekujący pasażerowie autentycznie chcieli pomóc zabawić dziecko, nikt nie miał pretensji, że dziecko płacze. To rodzic jest odpowiedzialny za dziecko i powinien dziecka pilnować. Wszystkim oszołomom, twierdzącym, że z dzieckiem nie należy wsiadać do samolotu, bo dorośli chcą w komfortowych warunkach dolecieć do miejsca przeznaczenia mówię stanowcze nie. Jak chcecie latać komfortowo to kupcie za odpowiednią cenę bilety w odpowiedniej klasie. Ale nie jest też moim zamiarem bronienie rodziców-idiotów, którzy kierują się zasadą "nie kop pana, bo się spocisz". Moje dziecko leciało pierwszy raz jak miało 4 lata. Uznałam, że w tym wieku jest już do opanowania. Lot był z Warszawy do Budapesztu, więc całe 55 minut nam to zajęło. Wybrałam taką destynację, bo chciałam sprawdzić, jak moje dziecię reaguje na podróż samolotem, właśnie po to, żeby nie sprawiać problemów innym pasażerom. Okazało się, że mam egzemplarz uwielbiający latanie, nie płaczący, jeśli odruchowo kopiący w poprzedzający fotel, to zaprzestający czynienia tegoż po pierwszej uwadze z mojej strony. Jeśli ktokolwiek w samolocie zwróci mi uwagę, że moje dzieci w jakikolwiek sposób przeszkadzają, to wezmę to pod uwagę ( i zareaguję), ale jeszcze mi się nie zdarzyła taka sytuacja - naprawdę rozumiem wnerwiające obce dzieciaki i skutecznie, jak na razie, staram się żeby moje takie nie były dla innych pasażerów.
  • Gość: Weronika IP: *.warszawa.vectranet.pl 11.12.12, 12:56
    Julnick, podpsiuję sie wszystkimi czterema łapami pod Twoim postem. O to łaśnie chodzi! Nikt nie ma pretensji do dzieci (ale czasem do rodziców), nikt też nie chce zabronić dzieciom podróżowania. Chodzi o trzymanie sie pewnych zasad, które ogólnie można podsumować jako: dobre wychowanie. Podoba mi się Twój post, bo jest wyważony, to samo zresztą mogę powiedzieć o poście założycielki wątku.
  • ja-61 20.12.12, 08:14
    "Okazało się, że mam egzemplarz uwielbiający latanie..."
    Hm
    Trochę Panią poniosło

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka