Obok rzeczy, które są przeciętnemu Norwegowi niezbędne do życia na
urlopie, jest cała masa rzeczy, które nie są mu wcale do szczęścia
potrzebne.
•Atrakcje turystyczne. Wszelkie muzea, zabytki architektury i
przyrody, ogrody zoologiczne, parki atrakcji itp. są przeciętnemu
Norwegowi kompletnie zbędne w trakcie urlopu. Przecież i tak
najładniej i najciekawiej jest u niego w domu lub ewentualnie koło
jego daczy. Norweg jako taki nie jest ciekaw świata, innych ludzi,
innego jedzenia więc po co mu tracić cenny czas, który może
pożytecznie spędzić na leżaku, i pieniądze, które może wydać na piwo
i pizze (jeśli nie wykupił opcji „all inclusive”). Generalnie dla
przeciętnego Norwega na urlopie świat zewnętrzny poza hotelem nie
istnieje. Opuszcza go tylko po to, żeby dostać się do hotelu z
lotniska i na nie wrócić po zakończeniu urlopu - większą cześć tej
podróży odbywa z resztą w stanie znieczulenia.
•Morze i plaża. Norwegowi morze i plaża nie są potrzebne do
szczęścia. Przecież ładniejsze morze i lepszą plaże ma zaraz koło
domu. Jak opuści swoj leżak, to może ktoś mu go zajmie, a to byłaby
niepowetowana strata.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.