Rafał A. Ziemkiewicz / INTERIA.PL
fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news?inf=717932
Zabawa jest prosta: prześladowca zgłasza do prokuratury coraz to nowe
oskarżenia pod adresem nękanego, a prokuratura i sądy wzywają wskazaną jej
osobę na coraz to nowe przesłuchania i procesy. W ten sposób nasz katowiczanin
od lat nie miał urlopu, a ostatnio zatrudniająca go firma zapowiedziała
wyrzucenie z pracy - ma już dość pracownika, którego musi ciągle zwalniać na
przesłuchania.
Oczywiście wszyscy serdecznie prześladowanemu współczują, ale nic nie mogą
zrobić. Gdyby ktoś podobnych hopsztosów spróbował w USA, byle sędzia w
hrabstwie pogoniłby mu kota, że wystarczyłoby do końca życia. Ale nasz aparat
sprawiedliwości skrępowany jest wymogiem sklerotycznego przestrzegania
procedur, nawet gdy czynią one z sędziów i prokuratorów chłopców na posyłki
pieniacza albo bandziora. Owszem, kiedyś tam, za lat wiele, po doszczętnym
umęczeniu ofiary, sprawca zamieszania może zostać skazany. Na karę w
zawieszeniu, która przyprawi go najwyżej o wybuch śmiechu.