komisariat na szerokiej to w ogóle super miejsce.
byłem kiedyś świadkiem śpiewania faszystowskich pieśni chwalących Hitlera w
knajpce na ulicy miodowej, maksimum 300 metrów od komisariatu na szerokiej. nie
widziałem tych ludzi ani przez chwilę, bo siedzieli piętro wyżej, tuż nade mną,
więc słyszałem doskonale. było trochę po południu, postanowiłem więc zgłosić ten
fakt policji. Pan w okienku wysłuchał mnie, ale nie pomógł, bo-jak mówił-nie
miał do dyspozycji radiowozu. dwa duże volkswageny i conajmniej jeden mały
radiowóz stały przed budynkiem, w środku zaś nudziło się na korytarzu kilkunastu
policjantów. na moją uwagę, że miodowa jest 300 metrów stamtąd, Pan w okienku
odrzekł, że nic nie może zrobić, bo nie ma radiowozu. i tak 3 lub 4 razy
tłumazyłem mu, że 300 metrów, on, że nie ma radiowozu. sugerował, że jak zwolni
sie radiowóz, to pojadą ze mną(300 metrów) i rozpoznam sprawców. zwróciłem
trzykrotnie uwagę Panu z okienka, że ja ich nie widziałem, ale nie był w stanie
tego zrozumieć. czekałem około 20 minut, a potem zadzwoniłem do koleżanki, która
została w lokalu i dowiedziałem się, że "śpiewaków" już nie ma. postanowiłem
wtedy wycofać zgłoszenie, ale Pan z okienka mi nie pozwolił. wziął moje dane i
po 5 dniach zadzwonił ktoś z policji, czy nie chciałbym przyjechać, złożyć
protokołowanego zawiadomienia i rozpoznać sprawców(nie wiem do dziś, jak miałbym
to zrobić). kilka minut zajeło mi wytłumaczenie policjantowi, że nie widziałem
tych ludzi i nic nie mogę pomóc. tego dnia postanowiłem, że zgłaszać na policję
nie będę nic, bo szkoda czasu.