Były lata 70. Halina Wyrodek grała w Teatrze Słowackiego, a Piotr Skrzynecki szukał nowych artystów. Zachwyciła go, zrobiła wrażenie na Zygmuncie Koniecznym, ale nie miała własnego repertuaru, z którym mogłaby wystąpić w Piwnicy. Jeszcze w szkole teatralnej śpiewała "Balladę o żołnierzu i śmierci", i tę piosenkę znali obaj. Głos miała przejmujący, dramatyczny (ktoś potem wymyślił określenie - "kontralt patetyczny").