Dodaj do ulubionych

Brak uczuć do zmarłego?

22.09.06, 09:44
We wtorek był pogrzeb mojej mamy. Gdy dowiedziałam się o jej chorobie
walczyłyśmy razem, pomagałam jej we wszystkim. Denerwowałam się i płakałam,
walczyłam o szansę na leczenie a gdy wiadomo było że nie przyniosło skutku...
Byłam przy niej gdy umierała. Teraz nie czuję nic. Naprawdę bardzo kocham
mamę i nie wiem skąd ten dziwny brak jakichkolwiek uczuć. co jest nie tak?
Nie chodzi mi o to że chcę pokazowo rozpaczać zastanawia mnie moja reakcja
której się naprawdę nie spodziewałam. Może ktoś to przechodził i może mi
poradzić o co chodzi?
Edytor zaawansowany
  • szymonstanczyk 22.09.06, 10:30
    Miałem identyczną sytuacje . Tak samo się czułem. Niestety ten stan minie. Teraz podświadomie negujesz to co się stało, nie wierzysz w to. Ja po dwóch miesiącach dopiero poznałem smak żałoby.
    --
    Forum o śmierci :
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=41083
  • zoyka6 22.09.06, 20:24
    też tak podejrzewam. Teraz jestem bardzo zmęczona psychicznie i fizycznie po
    odbytej "walce" o mamę. Lekarz z hospicjum kazał nam " nic nie robić przez trzy
    miesiące". Tak się oczywiście nie da. Ja za miesiąc mam operację i tak sobie
    myślę że może jak będę w narkozie to się z mamą spotkam? Ot takie myśli -
    pewnie głupie.
  • szymonstanczyk 22.09.06, 22:14
    Przyjdą i sny. Bedą się śniły zwykłe, kiedyś "głupie",pospolite rzeczy jak np. wspólny obiad z mamą. Teraz wiadomo że to nie było głupie...

    --
    Forum o śmierci :
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=41083
  • koofel 28.09.06, 21:06
    Mó tato umarł1,5 roku temu.Bylo podobnie.Jego męka a nasza porażająca
    bezradnośc.Kiedy umarł odczułam ulgę że się już nie męczy.Płakałam kiedy
    umierał i kiedy stałam przy nim przykrytym już prześcieradłem.Na pogrzebie nie
    uroniłam jedne łzy.Pewnie zostałam odebrana za potwora.Zresztą żadne z nas Jego
    dzieci nie płakało.Za bardzo jego umieranie bolało.Zastanawiam się kto bardziej
    z nas cierpiał.Mam nadzieę,że jednak my.Sni mi się bardzo często.Zawsze
    uśmiechnięty i pogodny.Nie ten 80 letni staruszek ale pogodny , przystojny w
    średnim wieku pan.Często Go odwiedzam go na cmentarzu.
  • malgosiader 29.09.06, 21:24
    u nas było dokładnie tak samo. Tato się załamał, a my z siostrą jakbysmy nie
    naszą mamę stracili. Ja dosłownie czułam się tak jak bym sąsiadowi pomagała to
    wszystko załatwić. Kosciół, usługi, cmentarz, restauracja. Tato siedział
    milczący, a ja wszystko załatwiałam. Moja siostra czekając na usługi, będąc z
    mamą sama w domu poszła do kuchni piec ... naleśniki. Obydwie jak skały, czy
    nie wiem głupie jakie? To było w marcu, dla mnie najgorszy był lipiec...
    Zaczęło do mnie docierać, że jej już naprade nie ma, że to się stało naprawdę.
    U siostry przyszło też później. Do dzisiaj ciągle o niej rozmawiamy,
    codziennie.
    Trzymaj sie dzielnie, bo też do Ciebie to w końcu dotrze, a wtedy wierz mi nie
    będzie łatwo. Ja mam naprawde super rodzinę, ale to nie wszystko.
    Człowiek zaczyna analizować każdy swój wcześniejszy krok, czy aby nie można
    było zrobić jeszcze coś żeby Ją uratować. Może nie wszystko zrobiłam. Może
    gdyby.... Do dzisiaj mnie to trzyma, a 4 paździenika minie siedem miesięcy.
    Nawet z czarnych rzeczy wyjść nie mogę, bo to tak jabym nie chciała zamknąć
    jakiego rozdziału, niech trwa ... Ale czy dobrze robię? nie wiem...
  • zoyka6 29.09.06, 22:00
    Niedawno byłam na cmentarzu i sprzątałam wieńce. Gdy dotarłam do ziemi nie
    mogłam się oprzeć aby jej chociaż nie pogłaskać tak jak gładziłam głowę mamy
    gdy już była bardzo chora. Wtedy zaczęło do mnie docierać co się wydarzyło.
    Tylko tyle zostało z mojej mamy oprócz wspomnień. Zauważyłam też że wystarczy
    że kilka minut nie jestem czymś zajęta to zaczynam myśleć " mama tak by
    zrobiła, to by się jej podobało..." Jutro jadę porządkować rzeczy mamy. Nie
    wyobrażam sobie jak to będzie.
  • blanka_e 09.10.06, 14:33
    Bardzo podobne doświadczenia opisałam w założonym prze siebie wątku -
    przeżywanie żałoby. Mija już czwarty miesiąc od Taty śmierci. W zeszłym
    tygodniu porządkowałam Jego ubrania i płakałam, przeszukiwałam kieszenie,
    znajdowałam jakieś osobiste drobiazgi, jakieś karteluszki, czułam ulotny zapach
    tatowej wody kolońskiej, składałam Jego śliczne koszule, które tyle razy
    prasowałam, by wyglądał elegancko... tak, to wszytsko powoli dociera do
    mnie...ale nie boli tak bardzo, i nie są to chwile częste, gdy płaczę i mocno
    tęsknię. Dużo częściej przypominam sobie Tatę w szpitalu, strasznie zmienionego
    chorobą, z rurką intubacyjną a potem Jego biedne ciało w trumnie - te obrazy są
    natrętne i nie mijają dopóki na chwilę się nad nimi nie zatrzymam.
    A poza tym obserwuję u siebie chwilami obsesyjny lęk przed chorobą i śmiercią -
    własną lub kogoś z moich najbliższych, boję się planować, podziwiam ludzi,
    którzy beztrosko wcielają w życie jakieś przedsięwzięcia, rozwijają się, ja nie
    mam tej odwagi, nie czuję że mocno stoję na ziemi, wiem, jak kruche jest
    zdrowie, życie, czasem nie wiem jaki to wszystko ma sens... dziwne ale zawsze
    to ja pocieszałam innych, tłumaczyłam i miałam dobrą radę na każde zmartwienie,
    ale sama sobie nie potrafię przetłumaczyć, że zbytnio sie troszczę. Mam
    nadzieję, że to wszystko minie, bo mimo wszystko potrafię się śmiać i chyba
    troche szkoda mi tego zycia tu na ziemi, co oznacza, że depresji nie mam
    (jeszcze)
  • aniawx 09.10.06, 20:28
    Witam, ja też opisałam co nieco w wątku blanki o żałobie. I kurcze to co czytam
    o Waszych przeżyciach przeraża mnie. Myślałam, ze moje optymistyczne podejscie
    do śmierci bliskiej mi osoby pozostanie, a tu straszycie że nic z tego. Przyjdą
    dni rozmyślania, smutku i płaczu. Co prawda teraz częściej płaczę niż zaraz po
    śmierci - wiem, ze z dnia na dzień brakuje mi Miśka coraz bardziej, wiem, ze
    chciałabym Go zapytać jak mam zrobić to i owo, zadaję Mu pytania nad grobem,
    jaka decyzje mam podjąć w tej czy innej sytuacji, a tu CISZA:(( Ale łudze się,
    ze odpowiada mi tylko ja nie słyszę, i ze wybory, których teraz dokonuję okażą
    się dobre. No ale pożyjemy zobaczymy. Póki co trzymajcie sie dzielnie i bądzmy
    wszsycy dobrej mysli i jak to napisał MÓJ KOCHANY w liście pożegnalnym "żyj
    pełna rodości i optymizmu". Mam nadzieje, ze spełnie Jego zyczenie kiedyś.
    Pozzdrawiam, Ania
  • blanka_e 10.10.06, 13:58
    Nie było moją intencją straszenie kogokolwiek, że potem będzie gorzej...
    opisuję jak jest w moim przypadku, jak ja to przeżywam. Każdy swoją żałobę
    przeżywa indywidualnie. Ważne jest by nie czuć się wyobcowanym. Zrozumieć, ze
    inni też są w podobnym stanie, że mogą wydawać się zimnymi, bezdusznymi
    dziwadłami, bo nie tkwią po uszy w czarnej rozpaczy, nie zalewają się
    histerycznie łzami. Prawda jest taka, że sami nie wiemy jak bardzo jesteśmy
    silni, zaskakują nas nasze własne reakcje. Chcę Ci życzyć byś trwała w - jak to
    okresliłaś - optymistycznym podejściu do smierci bliskiej osoby - wcale nie
    jest regułą, że któregoś dnia zacznie Cię ta smierć bardziej boleć. Mało tego -
    nie wypatruj tego dnia, bo może wcale nie nadejdzie. I tylko wtedy nie pomyśl,
    że jesteś jakimś odmieńcem, po prostu każdy z nas jest inny i ma inny bagaż
    doświadczeń za sobą. I każda śmierć jest inna - raz jest totalnym zaskoczeniem,
    a raz przynosi niesamowitą ulgę.
  • zoyka6 22.10.06, 20:06
    blanka_e i szymonsztanczyk mieli rację. Zaczynam coraz bardziej odczuwać fakt
    odejścia mamy. Właśnie wróciłam ze szpitala po operacji. Jak bardzo było mi jej
    brak. Do tej pory zawsze była przy mnie, mogłam liczyć na jej pomoc, glos.
    Teraz troszczy się o mnie cała rodzina próbując zrekompensować mi brak mamy,
    ale chociaż jestem im bardzo wdzięczna cały czas czuję tą pustkę po niej. Jak
    przywieźli mnie po operacji na salę ogólną na parapecie usiadł gołąb i
    spoglądał do sali. Możecie się śmiać ale wierzę że chociaż tak mama chciała dać
    znak ,że jest i czuwa.
  • zeng 23.10.06, 07:28
    Mój czas zatrzymał się na tydzień po śmierci żony. Tka długo jak paliły się
    znicze zapalone na pogrzebie ja dziwnie nie odczuwałem jej braku. Świadomie
    wiedziałem, że jej nie ma, strasznie tęskniłem, wyłem, byłem załamany, ale
    czułem jej obecność gdzieś blisko. Kiedy czas ponownie ruszył do tego
    wszystkiego wyżej zaczęła docierać świadomość co się stało...

    brak uczuć... nie, uczucia wręcz się zwiększyły. Bardziej ją kocham, wiem, że
    bardziej ją kochałem niż mi się wydawało, bo kiedy się wydaje, że kocha się
    najmocniej jak się da ostatnim testem miłości jest śmierć... Teraz wiem, że ona
    nic nie zmieniła w mojej miłości a nawet ją wzmocniła.

    Wczoraj przyniosłem z samochodu którym wiozłem ją do szpitala rzeczy w które
    była ubrana, które mi potem oddali... Po 2 tyg mają strasznie intensywny jej
    zapach, nawet nie zdawałem sobie sprawy że tak dobrze znam jej zapach. Nie
    zapach perfum, jej zapach... Włożyłem je do worka, żeby ten zapach pozostał jak
    najdłużej, jest dla mnie jak dawka tlenu w próżni.
  • zoyka6 23.10.06, 14:22
    Dobrze cię rozumiem. Minąl miesiąc od śmierci mamy. Jak czytałeś wątek od
    początku to wiesz co czułam zaraz po jej odejściu. Ostatnio coraz częściej
    łapię się na tym, że chcę do niej zadzwonić ( tak jak kiedyś bez zastanowienia
    żeby poploteczkować sobie) i już wybieram numer zanim dotrze do mnie...czekam,
    że może zaraz wpadnie, bo wie że jestem na zwolnieniu. Te rzeczy dzieją się
    odruchowo. Przecież tak było zawsze więc czem miałoby się coś zmienić.I tylko
    znicze przygotowane do zaniesienia na cmentarz i smutny głos młodego brata w
    telefonie uświadamają mi, że nic już nie będzie tak jak kiedyś.Mam rodzinę, ty
    masz syna i dla nich będziemy żyć, uśmiechać się. Brat mamy tak pięknie ją
    wspomina - zawsze z uśmiechem przytacza co ciekawsze historyjki i wierzy że
    kiedyś spotka się ze swoją siostrą z którą swego czasu tyle "rozrabiali". Lubię
    jak mnie wujek odwiedza wtedy pamięć o mamie robi się bardziej radosna. Mama
    była wesołą kobietą i gdy wiedziała już że nie ma dla niej pomocy prosiła by ją
    wspominać na wesoło ( staram się ale to jeszcze za szybko). Trzymajmy się
    banału że "czas leczy rany". Pozdrowienia.
  • kocurki_dwa 05.03.07, 18:54
    wiesz myslę ze Ona poprostu dałą ci wielką siłe!!!
    tak samo mam moja mama zmarła jak miałam 22 lata teraz mam 27 wydchodzę za mąż
    za 4 miesiace, zycie powoli sie układa,
    Wiesz rekacje sa rózne ja na codzien nie mysle i nawet czasem zapominam ze jej
    nie ma, nie to ze nie chce poprostu pochłania mnie praca i zycie
    codzienne.Najbardziej jest zle kiedy brakuje kontaktu w swieta i kiedy cos
    dolega a nikomu nie mowisz o tym co cie boli jak nie swojej mamie.

    Mysle ze ona jest i bedzie zawsze przy Tobie czasami są obok nas kiedy cos sie
    dzieje z nami zle daja nam znaki i zsyłają ludzi ktorych kochamy.czasami czuje
    sie ich obecnosc w najmniej spodziewanych momentach
    --
    Wielki Finał ...30.06.2007
  • lalaalh 06.03.07, 21:31
    Moja kochana Mama umarła własnie w ten wtorek kiedy ty żegnałaś się ze Swoją
    Mamą. Proszę napisz co u Ciebie jak wygląda Twoje życie?? Od wielu miesięcy
    poszukuję kogoś kto przeżył to samo co ja kto mnie zrozumie a i ja może będę
    mogła komuś pomóc. Minęło już 5 miesięcy a ja coraz bardziej boję się układać
    sobie życie bez Mamy.
  • sonja12 07.03.07, 17:53
    Moja mama zmarła 1,5 miesiąca temu.Tak bardzo chciała zyc, im dłużej od
    pogrzebu tym gorzej, nie wiem jak mam dalej żyć . Chwilami , a takich jest
    coraz wiecej płaczę tylko płaczę ,ale co to zmieni , jestem bezsilna , nie wiem
    co dalej.Mam pretensje do boga , w którego juz przestałam wierzyć , że to jego
    wina ,że mojej mamy nie ma, bo gdyby chciał to napewno by ją uzdrowił.
    Lalaalh, czy twoja mama śniła ci sie w ciagu tych pięciu miesiecy, napisz, bo
    mnie wogóle ,nie wiem dlaczego.??? Mamy rzeczy w pokoju tak leża jak 1,5
    miesiaca temu, nie mogę ich nawet poukładać. Jeżeli masz GG to podaj nr.
    Mój GG 49319 98,chętnie bym z tobą porozmawiała.ewa
  • lalaalh 07.03.07, 22:28
    Strasznie mi przykro z powodu Twojej Mamy. Wiem co czujesz bo ja przeżywam to
    samo. Ja też jeszcze często płaczę, przede wszystkim jak dochodzi do mnie słowo
    że już NIGDY. Nigdy mi nic nie powie, nie przytuli , nie uśmiechnie się. Mam w
    sobie tak ogromną pustkę, że czasem aż słyszę jak dudni. Ja nie chodzę często
    na cmentarz, ponieważ mieszkam w innym mieście , ale i tak jest to dla mnie
    ciężkie przeżycie jak tam jestem. Jakoś jeszcze bardziej boli świadomość, że
    Mama tam leży, a rozmawiam z Mamą cały czas i wszędzie. I to chyba jeszcze jako
    tako mi pomaga. Nie martw się że Mama Ci się jeszcze nie przyśniła. Na pewno
    niedługo Ci się przyśni jak tylko obie będziecie na to gotowe. Tak bardzo
    chciałabym Cię pocieszyć i wesprzeć, powiedzieć że będzie dobrze tylko na razie
    sama muszę w to uwierzyć. I nie sprzątaj jeszcze rzeczy, zostaw, jeszcze
    przyjdzie na to czas. Trzymaj się i odezwij się na GG juz nie jesteś sama. Moje
    GG 9289308
  • zoyka6 22.03.07, 18:48
    Dawno nie zaglądałam na to forum. To już 6 miesięcy jak Mama odeszła. Lalaalh
    czytałaś wcześniejsze moje posty i wiesz, że moja Mama nie chciała by ją
    opłakiwano. Niestety tak do końca nie udaje mi się do dzisiaj dotrzymać słowa.
    Od czasu uprzątnięcia rzeczy Mamy nie byłam jeszcze w jej mieszkaniu. Poprostu
    boję się tam jechać aby wszystko nie wróciło. Nawet pisząc te słowa mam łzy w
    oczach. Nie wyobrażam sobie że wchodzę do mieszkania Mamy a Jej nie ma i ktoś
    inny urządził się w jej pokojach (brat z bratową), nie ma tam już jej zapachu i
    nie powita mnie w drzwiach z uśmiechem. Raz w tygodniu odwiedzam Ją na
    cmentarzu, ale codziennie myślę. I chociaż życie wróciło już do normy to w
    wielu sytuacjach wspominam w myślach mamę. Zauważyłam, że przeważnie wybieram
    wesołe fragmenty naszego życia. Jeśli chodzi o to czy Mama mi się przyśniła to
    śni mi się dość często. Ale są to sny-wspomnienia jej choroby. Krótko po
    pogrzebie śniło mi się, że przyszła do mojego domu. Nic nie mówiła ale była
    taka szczęśliwa i śliczna. Obudziłam się z poczuciem, że dobrze Mamie tam gdzie
    jest. Mojemu bratu nie przyśniła się Mama do dzisiaj. Może na tamtym świecie
    wiedzą, że nie wszyscy są już gotowi na taki sen. Mój brat bardzo tęskni i
    znając go ten sen jeszcze bardziej by spotęgował jego tęsknotę. Moja Mama była
    mądra i wiedziała zawsze co jest dla nas dobre. Kocham Ją.
    --
    Wszystko można ale nie wszystko wypada
  • kiciowata 23.03.07, 03:15
    mój tata zmarł nagle w 2000 r. Uwielbialiśmy się, wspaniale się rozumieliśmy
    szczególnie gdy rozpoczęłam dorosłe samodzielne życie. Mówiłam zawsze, że
    skoczyłabym za nim w ogień...a gdy trumna wjeżdżała do pieca ( chciał być
    poddany kremacji) nie mogłam nic zrobić i nic nie czułam.Po zawale tydzień
    leżał na intensywnej, nie umiałam nic mu powiedzieć. Gdy odszedł wspominałam
    jego żarty i dowcipy. Rodzina musiała odebrać mnie jak potwora, mama była
    oburzona moim zachowaniem i brakiem żałoby. Nagle, jakieś 1.5 roku później
    zwaliło mnie dosłownie z nóg. Przyszła tak potworna depresja, wyłam z bólu i
    błagałam o pomoc i do dziś nie mogę dojść do siebie. Wciąż o nim myślę, czuję
    zapach, słyszę głos.Nie mogę normalnie funkcjonować.Chyba lepiej mają ci,
    którzy od razu przejdą przez żałobę
  • elaf 04.04.07, 11:17
    U mnie minelo 2 lata, to byl moj facet, kochalam go jak szalona, odszedl na
    moich oczach na udar mozgu w najmniej spodziewanym momencie, kidy bylismy sami
    na weekendowym odpoczynku w lesie.
    Do dzis nie moge sie otrzasnac, snil mi sie najpierw w jakims domu, ze swoja
    mama i bratem ktorzy nie zyja, on spal i lezal w lozku, kazali mi go zostawic
    bo jest bardzo zmeczony, jak zeszlam po schodach z pieterka gdzie byl w lozku,
    nagle sie pojawil u szczytu schodow, przestraszylam sie ze bedzie zly , ze
    przyszlam , ale ON tylko z takim szczesciem w oczach patrzyl na mnie ze jestem,
    ze przyszlam go odwiedzic... obudzilam sie taka szczesliwa, taka szczesliwa ...
  • lalaalh 05.04.07, 22:28
    Żyję w stworzonej przez siebie skorupie tzn. Od pół roku odkąd nie ma mamy ma
    dziwne wrażenie że to nie jest moje życie a mama jest tylko nie możemy się
    teraz spotkać. Czasem mnie to przeraża szczególnie wtedy gdy faktycznie sięgam
    po telefon żeby do niej zadzwonić. Jednak są dni kiedy do mnie dociera a wtedy
    wszystko we mnie krzyczy, że to nie tak miało być.!!!! Mama tak marzyła o
    wnukach o wspólnych naszych zakupach i plotkach jak matka z córką. Teraz kiedy
    patrzę w sklepie na takie pary (mama z córką w moim wieku) czuję jak ja też
    umieram z żalu że ja już NIGDY nie pójdę na spacer z moją Mamą nie bedziemy
    oglądać chmur, zieleni na wiosnę czy zwyczajnie nie posiedzimy przed
    telewizorem. I wtedy kiedy ból jest nie do zniesienia rodzi się myśl że tak nie
    jest że to będzie (wspólne spacery, śmiech) tylko nie teraz, jeszcze nie teraz.
    Czy ja wariuję????????????
    Tak bardzo boję sie prawdy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka