Dodaj do ulubionych

"Troszkę bardziej niż bardzo....."

29.12.06, 19:59
Opowiem Wam moją historię, może komuś to pomoże, a może tylko mnie samej.
Czasami mam ochotę opowiedzieć całemu światu co przeżyłam, co czułam i jak
sobie radzę.
Jestem Majka. Moje życie było zwyczajne: dom, rodzina, studia, chłopak,
wspólne plany na przyszłość. No właśnie przyszłość, przyszłość, która w
ułamku sekundy przestała mieć znaczenie. Sama namawiałam go na tą pracę, choć
mógł wybrać inną, ale porządna firma, blisko domu, przyszłościowa... same
zalety. Nieprzepracował nawet miesiąca. Zginął w swoje imienimy, właśnie
wybierałam się po prezent, gdy podano komunikat o jakiejś zawalonej hali....
potem były telefony bez odpowiedzi, karetki na sygnałach, niebieskie światła
straży, piękny biały gołąb nad moją głową i wyczekiwanie. Mijały minuty,
kwadranse, godziny. Pamiętam twarze ludzi czekających jak my na swoich
bliskich i te nazwiska, ciągle czytane nazwiska odnalezionych ludzi, żywych
ludzi. Potem było już tylko gorzej szpitale, kostnice, komisariaty ani ciała,
ani rzeczy. Tylko łzy, i aktualności w telewizji regionalnej od rana do
wieczora. Śledziłam każdy etap rozbiórki tej pieprzonej hali i bałam się
przyszłości, cholernie się bałam. I tak przez kolejne dni.
Zadzwonił telefon. Usłyszałm TO ON.
A potem były Walentynki, pamiętam nasze pierwsze walentynki, i drugie i
trzecie, o czwartych wolałabym zapomnieć. Stałam przed szafą pełną
nienagannie poukładanych rzeczy i ten zapach, gdyby można było zatrzymać
zapach na zawsze.... Obok mama strasznie płakała. Zastanawiałam się w co by
się ubrał, co by wybrał. Wyprasowałam koszulę, razem wybieraliśmy ją na
sylwestra, ślicznie w niej wyglądał. Zawieźliśmy mu ubrania do prosektorium,
nie miałam odwagi go zobaczyć, nie w tym miejscu, nie w tym stanie, nie w tym
cholernym czarnym worku. Dzień później widziłam go w trumnie, to był
najgorszy dzień w moim życiu, nie byłam w stanie ustać w miejscu, nie byłam w
stanie go dotknąć, nie byłam w stanie oddychać, nawet nie płakałam, nie byłam
w stanie płakać. Rodzice mówili do niego a ja tylko w duchu powtarzałam
wygladasz strasznie, strasznie, strasznie... Dla mnie był to szok, sama nie
wiem czego się spodziewałam, że będzie wyglądać jak zawsze... nie wiem, po
dwóch tygodniach pod zwałami śniegu i stali to czego można się było
spodziewać. Niespałam dwa miesiące. Wogóle nie pamiątam co ja wtedy robiłam
całymi dniami i nocami. Czasami ktoś przychodził wysłuchać , pogadać. Nie
pamiętam co ja wtedy robiłam poza leżeniem w łóżku. A fakt, chodziłam na
cmentarz i czasami do jego domu, zazwyczaj kładłam się na jego łóżku w jego
bluzie, wdychałam ten charakterystyczny zapach i myślałam, godzinami nie wiem
o czym.
Czasami spotykałam ludzi, którzy głupio pytali jak się trzymam, albo
pouczali, będzie dobrze, jesteś młoda, ułożysz sobie życie i inne takie
mądrości życiowe, o których nie mieli zielonego pojęcia. Miałam ochotę
zwymiotować za każdym razem słysząc te słowa. Ale pomyślałam fakt JA ZYJE,
fakt jestem młoda, fakt nie tak miało być. Postanowiłam coś ze sobą zrobić,
tylko co.. żadnego celu. Ponieważ jakiekolwiek myśli o przyszłości wywoływały
łzy, rozpacz, bunt, gniew, złość, zaczęłam planować moje życie nie dalej niż
pięć dni do przodu. Co zrobię, z kim się spotkam, co ugotuję i takie
pierdoły, to były moje plany krótkoterminowe. Zapisałam się na hiszpański,
zawsze chciałam a teraz miałam motywację, żeby wyjść z domu. Czułam się coraz
pewniej w tym obcym świecie, zaczęłam szukać pracy to był jedyny plan na
dalszą przyszłość to fakt, szukałam pracy od września w szkole, ale samo
rozwożenie podań o prace planowałam dokładnie, co dzień dwie, trzy godziny
miałam z głowy, czas szybciej mijał, nie myślałam.
Był upalny, czerwcowy dzień, przyjaciółka wyciągneła mnie na piwo.
Siedziałyśmy pod parasolem, z zimnym Lechem w ręce, raz płacząc, raz się
śmiejąc, tak śmiejąc się, coraz częściej się śmiałam wspominając wariackie
pomysły Kawy, jak się wygłupiał, jak mnie kochał, jakie miał pomysły. Iwona
planowała wakacje, wspólne wakacje ze mną, nie chciałam, broniłam się jak
mogłam. I te jej słowa, które tak mocno wbiły mi się w pamięć: spójrz na
siebie, jak ty wyglądasz, jak ty żyjesz, co ty robisz, Kawa na pewno nie
chciałby żebyś tak cierpiała, przecież tak bardzo Cię kochał. Pewnie żeby nie
chciał, uwielbiał jak się uśmiechałam, wogóle mnie uwielbiał, choć czasami
bywałam okropna. Byliśmy razem ponad trzy lata. Kiedyś myślałam tylko trzy
lata, przecież mieliśmy tyle życia przed sobą. Teraz, po 11 miesiącach,
ciesze się że spotkałam moją drugą połówkę. Te trzy lata spędzone razem, to
były najlepsze lata mojego życia.

Przeglądałam zdjęcia, z wakacji, z imprez, ze wspólnych wyjazdów, te z
pogrzebu także. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam jak trup. Ostatni raz
patrzyłam na spuchnięte od płaczu oczy, które nie pamiętały już tuszu do
rzęs, ostatni raz. Pojechałam nad morze z Iwoną było super, tak super bo
pojechałam tam dla siebie, dla Iwony i dla Kawy, byłby wściekły gdybym nie
pojechała. Chodziłam na imprezy, poznawałam ludzi, bawiłam się do utraty sił,
bo gdyby Kawa był tak właśnie spędzalibyśmy wakacje. Zrozumiałam, że trzeba
się cieszyć z każdej chwili w życiu, z tego co się ma teraz, nie wolno tracić
chwil i okazji. W połowie sierpnia dostałam propozycję prace w szkole. Kumpel
ze studiów wyciągnął mnie w góry na kilka dni. Wybraliśmy się na Śnieżkę,
ciężko było ale widoki niezapomniane, pomyślałam życie jest zbyt piękne, żeby
tracić takie chwile. W takich chwilach mówię do Kawy: szkoda, że Cię tu nie
ma. Ale wiem, że chciałby żebym była szczęśliwa, choć bez niego to trudne.
Teraz, gdy nagle dzwoni ktoś znajomy z propozycją spotkania, wyjazdu, czy
choćby zaproszeniem na głupią herbatę nigdy nie odmawiam, gdy czuje się
bardzo zmęczona, nic mi się nie chce myślę sobie nie trać życia dziewczyno,
później odpoczniesz, później się wyśpisz. Teraz pracuje w szkole, cała miłość
przelewam na moje kochane dzieci, nadal chodzę na hiszpański, na imprezy, na
basen, poznaję ludzi, teraz widzę jaki ten świat jest piękny niezależnie czy
słońce czy deszcz, nie lubię tylko jak ludzie narzekają, bo czy faktycznie
mają powód? Życie jest pełne niespodzianek, nie znamy dnia ani godziny. Wiem
tylko jedno żeby zobaczyć kolorowy świat, trzeba porządnie oberwać po uszach.
Życzę Wam wszystkim dużo siły, bardzo dużo siły. Lekko nie jest, ale czy
nasze Aniołki chciałyby widzieć nasze łzy?

Edytor zaawansowany
  • aniawx 29.12.06, 21:05
    Maju jestes Wielka!! Ja staram się żyć tak jak Ty. Ale mam tu na forum kilka
    osób, których ciężko do czegoś przekonać. Ciezko ich przekonac do usmiechu, do
    spojrzenia na świat w barwach jaśniejszych niż czarny. Mam nadzieje, ze mi
    pomożesz.

    PS. Mój narzeczny zmarł 3 miesiące temu:(( Kocham Go bardzo, bardzo, bardzo!!!
    I wiem, ze jest ze mną i cieszy się jak się uśmiecham (szczególnie do Niego:))

    Pozdrawiam,
    Ania
  • zeng 29.12.06, 22:07
    ania to było o kim? ;)

    wiesz Ania, ja się uśmiecham... tylko, że zaraz robi mi się przykro, że się
    uśmiechnąłem... zdaje mi się, że obcy człowiek dosyć długo by nie dojrzał we
    mnie tego garbu przeżyć...


    Maja, miałaś ogromną siłę by podnieść się z gruzów rozpaczy. Dobrze też, że
    miałaś przyjaciół, którzy codziennie podawali ci rękę, żeby pomóc ci wyjść. Ja
    jestem jeszcze na etapie odtrącania tej pomocy, jak ty (wkurzanie się, że
    mówią, że będzie dobrze)...
  • aniawx 29.12.06, 22:21
    Daniel tu nie oto chodzi, zeby ludzie patrzyli na Ciebie i mówili "o ten to
    jest załamany". Daniel tu chodzi o Twoje (że tak to ujmę) "wnętrze"! Co z tego
    ze Ty się usmiechasz, jak w środku płaczesz. Tu chodzi o to zebyś Ty uśmiechał
    się tak od środka a nie z zewnątrz.
    Co to etapu wkurzania się na ludzi, ze mówią ze będzie dobrze - mnie zawsze
    takie gadanie wkurzało, ja to słysze od ponad dwóch lat, nie znosze takiego
    gadania a szczególnie od ludzi, którzy nic takiego nie przeżyli!! Wiesz mam
    przyjaciółke, która przeżyła to co my i Ona ani raz mi nie powiedziała, ze
    będzie dobrze. Zawsze tylko mówi - jak masz ochotę beczeć to becz i nie zwracaj
    uwagi na innych!! To Twoje uczucie i Twoje życie!
    Ale Daniel chciałabym spotkac Cię kiedyś i zobaczyć uśmiechniętego tak od
    serca:) A jak nie spotkac, to chociaz wyczuć to z Twoich meili! No ale masz
    czas:)
  • majmo12 31.12.06, 17:44
    Aniu wcale nie jestem wielka. Pierwsze dwa miesiące nie spałam, ciągle
    płakałam, dzień i noc byłam wykończona, wychudzona poprostu dramat. Miałam też
    taki etap, że odpychałam od siebie ludzi i to tych którzy naprawdę podali mi
    rękę. Bo fakt prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Mnie najbardziej
    pomogli i do dziś dnia pomagają rodzice Kawy. Dla nich to był jedyny syn, wiem
    że bardzo mnie kochają i traktują jak córkę. Gdyby nie oni pewnie nie dałabym
    sobie rady. I oczywiście moja kochana przyjaciółka. Ona nigdy nie powiedziała
    mi, że będzie dobrze. U mnie w domu po wypadku nikt ze mną nie rozmawiał, zero
    wsparcia. Napisz skąd jesteś. I czy utrzymujesz kontakt z rodziną swojego
    chłopaka. Żadko jestem na necie ale chętnie pogadam z kimś kto wie co czuję.
    Może moje doświadczenie komuś pomoże.
  • bartolin1978 31.12.06, 21:06
    noc sylwestrowa....
    ....a tu nie ma co swietowac....
    ...tesknota i zgrzytanie zebami...
    ...teraz to juz moge "jakos" rozmawiac z ludzmi...mija 128 dzien bez mojego
    Serduszka...
  • zeng 31.12.06, 21:10
    No to sobie posiedzimy przy komputerach... Miałem plan iść spać o 20.00, ale
    nie mogę zasnąć. Gdyby nie maluch to bym siedział teraz na cmentarzu. Naprawdę
    intymnie tam jest w nocy, kiedy jest zamknięty... No ale jestem z dzieckiem w
    domu.

    Sylwestrowa noc. W rolach głównych wdowiec i sierota. Zabawa będzie pyszna...
  • aniawx 01.01.07, 01:50
    a ja jak zwykle inaczej niż WY. Ja właśnie tańcze, piję i świetnie sie bawie. W
    końcu Misiek jest ze mną wszędzie!!!! Wic tu Go też nie brakuje! Jestem w ym
    samym miejscu co rok temu z Nim:)) I owtarzamy sobie imprezke z zeszłego roku:)
    A dal Was życzenia:
    Stary rok minął lecz marzenia zostały, nich one sie Wam wszystkie spełniją i z
    Nowym rokiem niech los Wam się odmieni, a ogórd życia niech się zazieleni!!
    Wiele sił na ten 2007 rok!!
    Bądzcie dzielni!!
    Ania
  • alrada 01.01.07, 16:08
    Aniu. Jesteś wielka. Podziawiam Cię za twoje podejscie, twoja siłe. Wiem, że
    Twój narzeczony patrząc z góry uśmiecha się. Bo najgorsze to zasklepić sie w
    swoim bólu po starcie. "Zmusiałaś" mnie nawet do poczytania wielu wątków z tego
    forum. A tak bardzo sie tego bałam mimo, ze zaglądam tu dośc często od mojej
    pierwszej wizyty. Przed chwilą zrobiłam nawet coś więcej, zobaczyłam zdjęcie
    synka Daniela i jestem tak wściekła na to życie za to, ze takie okrutne pisze
    scenariusze niewinnym maluchom. Na kilka dni przed świętami zmarł nagle podczas
    kąpieli mój szkolny kolega. Miał zaledwie 33 lata. Zostawił małą córeczkę.
    Ubeczałam sie strasznie nad jego grobem. W mojej pamięci jest wciaz tak
    uśmiechnięty jak podczas ostatniego spotkania. Trudno zrozumieć jaka jaki jest
    sens tego odejścia.
    Za kilka dni będzie rocznica śmierci moich rodziców. Czas biegnie nieugłagalnie
    ale wierzę, ze dzieli nas tylko czas.
    Oby ten nowy rok przyniósł nam wiecej spokoju, ukojenia , nadziei, znalezienia
    odpowiedzi na nurtujące nas pytania.

    " Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczy główną,
    Powiem ci: śmierć i miłość-obydwie zarówno.
    Jednej oczu się czarnych, drugiej-modrych boję.
    Te dwie są me miłości i dwie śmierci moje.

    Przez niebo rozgwieżdżone, wpośród nocy czarnej,
    Te one pędzą wicher międzyplanetarny,
    Ten wicher, co dął w ziemię, aż ludzkość wydała,
    Na wieczny smutek duszy, wieczną rozkosz ciała.

    Na żarnach dni się miele, dno życia się wierci,
    By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia-
    I jedno wiemy tylko. I nic się nie zmienia.
    Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci.

    Jan Lechoń
  • aniawx 01.01.07, 18:17
    Witaj Alrada,
    Nie ma mnie tak co chwalić, wcale nie jestem wielka, wręcz przeciwnie mam tylko
    160 cm:)))
    Ciesze sie, ze dołączyłas do naszego forum. Przykro mi, ze Twój kolega już nie
    jest między nami, ale pamiętaj ,ze jest wsród naszych bliskich i Oni się Nim
    zaopiekują.
    Co do mojego podejścia do tej całej sytuacji, to wiesz to nie jest tak, ze ja
    cały czas chodzę z uśmiechem na twarzy. Wczoraj przy powitaniu Nowego Roku
    trochę sie poryczałam - nie znosze teraz żadnych życzeń!! No ale wzięłam dwa
    głębokie oddechy i znów zaczęłam się uśmiechac i bawić. Zaśpiewałam piosenkę
    dla Patryka - On uwielbiał jak ją Mu śpiewałam, i pożyczyłam Szczęsliwego
    Nowego ROku! No i oczywiście przypomniałam Mu, ze ma się mną opiekować, bo jak
    nie to Mu dam popalić:)) Wiesz ja zachowuję sie jak świr, ale dobrze mi z tym i
    nie interesuje mnie co sądzą o tym inni. To jest MOJA sprawa co ja robie!!
    Ważne jest to że nie krzywdze innych, wiec moge robić tak, zeby mi było dobrze.
    Mam nadzieje, ze Ty dajesz sobie rade po stracie rodziców. Pamiętaj o Ich
    szczęściu!! I wiedz, ze Cie kochają i czuwają nad Tobą!! I musisz się do Nich
    uśmiechać, bo to dla Nich znak, ze dobrze sie Tobą opiekują!! Wiesz ja
    codziennie Patrykowi dziękuję za opiekę i oczywiscie prosze Go o więcej:))
    Życze Ci dużo siły i spokoju na ten 2007 rok!!
    Pozdrawiam,
    Ania
  • alrada 01.01.07, 18:53
    Dobrze Aniu, ze masz poczucie humoru ;-)
    Ono na przekór temu co w sercu pozwala nam przetrwać trudne dni.
    Trudno też nie płakać w takich chwilach, o których wspominasz. Ja odkryłam
    pewną prawidłowośc - zawsze wracam wspomnieniami do tych co odeszli zwłacza gdy
    jestem sama w domu i zmywam. Może to głupie, ale tak jest. I potrafie uryczec
    sie aż do utraty tchu. Okres takich świąt jest straszny, bo świadomość, ze ci
    których kochaliśmy odeszli jest stukroć wówczas silniejsza.
    Co do tego jak piszesz opiekowania sie podchodzę sceptycznie teraz. Gdy zmarła
    moja mama tak bardzo bałam sie, ze nie zobaczyłam jej twarzy. Pamiętam tylko
    nogi. I zawsze tego żałuję, wypytuję jak wygladała. Gdy zmarł nagle tata z
    konieczności zanim przyjechał prokurator widziałam go jak leżał na śniegu.
    Podłożyłam mu pod głowę chyba czapkę. Ja, która boję sie widoku zmarłych
    dotykałam go, pożegnałam sie z nim już wóczas, powiedziałam, ze nie mam do
    niego o nic żalu i chciałabym aby i on nie miał do mnie. Potem w domu
    pogrzebowym potrafiłam pocałowac go w usta, gładzić jego włosy. I wówczas
    prosiłam aby odnalazł mamę i aby opiekowali sie nami tam z góry. Myśle, że
    gdyby to było możliwe zrobiłby to. Ale widocznie tak nie jest skoro wciąz naszą
    rodzine dotykają jakieś tragedie. Dowiedziałam sie, ze moje jedyne dziecko jest
    chore i to poważnie. Pamiętam, że wówczas stojac nad grobem rodziców pytałam
    dlaczego temu nie zapobiegli. Nikt mi na to nie odpowie. A może raczej po tylu
    latach wada została wykryta właśnie po to by ustrzec go od nagłej śmierci, by
    móc leczyć i interweniowac gdy nie będzie już innego sposobu. Róznie to sobie
    tłumaczę. Żyję w ciągłym niepokoju, który towarzyszy mi o każdej porze dnia.
    Prawda jest taka, że nikt kto tragedii nie przeżył nie zrozumie drugiej osoby w
    pełni. Tutaj na tym forum choć żadko sie udzielam czuję się dobrze.
    Pozdrawiam.
  • aniawx 01.01.07, 19:39
    ALrada ja nie podchodze do tego tak, że jeśli się ktoś kims opiekuje, tzn. że
    nie dotkną Cię tragedie, że życie będzie kolorowe. Ja inaczej to traktuję.
    Uważam, ze to że mnie lubkogoś bliskiego spotkała jakaś przeciwność losu, to
    nie dlatego,ze się nikt mną nie opiekował. Dla mnie opieka to własnie
    poradzenie sobie z tymi przeciwnościami, wzmocnienie mnie na tyle, zebym się
    nie załamała i żebym sie nie poddała! I właśnie ja czuję to, ze Patryk opiekuje
    się mną - jestem radosna i optymistyczna, jak zawsze, On nie pozwolił na to,
    zebym chodziła smutna. A z resztą na mnie spoczywało zadanie podtrzymywanie
    Patryka na duchu w czasie choroby! On zawsze mówił, ze to babcia opiekuję sie
    nim z Nieba i specjalnie postawiła mnie na Jego drodze, zebym Mu pomogła. A w
    liscie pożegnalnym napisał, ze wierzy w to, ze Bóg postawił mnie na Jego drodze
    po to właśnie, zebym Mu pomagała. To właśnie jest ta opieka, nie brak chorób,
    nie brak tragedi, tylko duchowe wsparcie i danie siły do dalszej walki!!
    Skoro Twoje dziecko jest ciężko chore, to nie jest znak że nikt się Tobą (Wami)
    nie opiekuje. Przecież walczycie o zycie dziecka, zbieracie w sobie siłę i
    dążycie do szczęścia. I własnie ta siła nam jest najbardziej potrzebna, bez
    niej nie jesteśmy w stanie nic zrobić.
    Ja jak Patryk zmarł to wszystkim sie sama zajęłam, bo chciałam, zeby miał
    wszystko co potrzebuje, żeby miał swoje okulary, zegarek (On nie znosił
    spóźnialskich:) i Jego kamień szczęścia. Nie bałam sie Go w ogóle, wręcz
    przeciwnie. I nie płakałam na pogrzebie, a wręcz przeciwnie co chwilę sie
    uśmiechałam i pocieszałam wszystkich naokoło. Bo zasada była jedna - jak Patryk
    zachorował, to postanowiłam, ze przy Nim nie wolno płakac, bo ja mam być
    podpora dla Niego a nie beksą. Przez całe 2 lata rozpłatałam sie raz przy Nim.
    A po pogrzebie pierwszy raz sie rozpłakałam przy grobie teraz przed Świętami w
    piątek. Ale zaraz ustawiłam sie do pionu, bo przeciez przy Nim sie nie płacze:)
    Nadal czuję obowiązek usmiechu i dawania siły do dalszej walki!! Teraz pewnie
    On nabija sie ze mnie i sam daje mi siłę, ale niech sobie nie myśli, ze ja
    jestem beksa:) Ja Mu pokarze, ze daję sobie radę i że wybrał sobie dobrą
    dziewczynke na całe życie:))
    Alrada więcej wiary w lepsze jutro!!
    Ania
  • alrada 01.01.07, 20:26
    Ktoś mi powiedział, ze Pan Bóg zsyła tyle cierpienia na ludzi ile potrafią
    unieść. Najwidoczniej wierzy we mnie, ze dam sobie radę Aniu.
    Jestem rozsądna i wiem, że fakt, iż tam w niebiańskiej krainie ktoś nade mną
    czuwa nie odsunie ode mnie problemów dnia codziennego. Nie wiem jak teraz ale
    kiedyś w czasach licealnych byłam typem śmieszki. Jak przeglądam pamiętnik to
    samej trudno mi w to uwierzyć. Bo właśnie wóczas nastąpiło nasilenie tragedii w
    mojej rodzinie. Piętnastolatka, która sama sobie sterem i okrętem. Moze
    rzeczywiście mama dała mi na tyle siły i rozsądku, że nie nadużywałam tej
    nagłej samodzielności i wyrosłam chyba na odpowiedzialną kobietę.
    Teraz kiedy mam mniej więcej tyle lat gdy odchodziła moja mama wiem jak cieżko
    było jej zostawiać tu dzieci i męża. Ale wiem jednocześnie, że ta śmierć była
    dla niej uwolnieniem od wieloletniego cierpienia, strasznego bólu, ktorego juz
    nie łagodziła morfina. Wówczas tego nie rozumiałam.
    Teraz też tak jak napisałam myśle, że wada serca naszego syna mogła być wykryta
    a teraz monitorowana, przy udziale moich Aniołów. Wiem, że są poważniejsze wady
    serca i może w tym mój dobry charakter. Ze potrafię odnaleźć i pozytywy w
    cieżkich momentach. Tłumaczę sobie, ze mój syn nie ma np wad psychicznych czy
    nieluleczalnego nowotworu, a przez ostatnie dwa lata zdążyłam sie już napatrzeć
    na cierpienia i tragedie dzieci. I za to kazdego dnia dziękuję Bogu. Co nie
    zmienia faktu, ze starach towarzyszy mi codzinnie. Na szczęście polska
    akrdiochirurgia stoi na światowym poziomie.
    Aniu dla twojego Patryka byłas aniołem, który pozwolił mu przezyć
    najpiękniejsze chwile w zyciu i towarzyszył w przegranej niestety walce o
    życie. Nie mógł wybrac sobie rzeczywiście lepszej dziewczyny ;-)
    Po śmierci taty starałam sie płakac jak najmniej. Łzy nie pozwalaja odejśc
    podobniez zmarłemu do innego świata.
    Pozdrawiam.
    Ola
  • aniawx 01.01.07, 21:11
    Olu faktycznie wyrosłaś na odpowiedzialną kobietę. Jak to mówią - ludzie
    z "doświadczeniem" sa wiele więcej warci i duzo bardziej cenią życie, a nie
    pieniądze. Przykro mi, ze tak wcześnie mamusia Was opuściła. Wiem, ze dla Niej
    było to bardzo ciężkie i trudne do pogodzenia się. Wiesz ja z Patrykiem duzó
    rozmawiałam na temat śmierci, On przygotował sie do niej perfekcyjnie.
    Wszystkie sprawy pozałatwiał i odszedł. O mnie zawsze mówi, ze sie martwi jak
    sobie poradzę, ale zaraz dodawał, ze kto jak kto, ale ja to sbie poradzę. No i
    jakoś sobie radze - w końcu wierzył we mnie!
    Widze, ze Ty umiesz odnaleźć pozytywy i to jest super!! Ja też tak zawsze robie
    i mówie ze inni mają gorzej i jakoś sobie radza, wiec dlaczego ja mam sobie nie
    poradzić?
    Trzymaj sie nadal tak dzielnie jak do tej pory.
    Ania
  • anitaa83 30.12.06, 00:02
    żeby pokazywać ciało nieboszczyka dwa tygodnie po śmierci. Moim zdaniem ktoś
    popełnił wielki błąd w tym miejscu, czyżby znieczulica albo głupota?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka