Dodaj do ulubionych

skąd wziąć siły?

06.01.07, 22:27
Moja mama jest chora.
Okrutna jest jej choroba.
Podobna do Alzheimera.

Mój tato jest chory.
Być może to ostatnie tygodnie.
(A może stanie się cud?)

Moje dziecko jest chore, a w zasadzie niepełnosprawne.
Również inetektualnie.

A ja jestem w stanie,
który nie pozwala mi się uśmiechać do najbliższych, mimo że jestem z nimi,
bo chcę być, chcę trwać.
Jeśli nie przełamię się, do końca życia będę rozpaczała, że kiedy był czas,
nie umiałam okazać miłość i przywiązania ukochanym rodzicom.

Pomóżcie, poradźcie.
Skąd wziąć siły?

Proszę.
Obserwuj wątek
    • alrada Re: skąd wziąć siły? 07.01.07, 01:02
      Wiem, że jest ci ciężko. I czasami wydaje sie, że juz sie nie ma siły i więcej
      krzyży nie udźwignie. Ale tak nie jest. Moze warto w każdej beznadziejnej
      sytuacji dopatrywac się jakiś pozytywów. Ja np. mam chore dziecko, ale wciąz
      sobie tłumaczę, że Bogu dzięki nie nieuleczalnie. Niepełnosprawność to nie
      wyrok, pamietaj o tym.
      A przeciez to ksiądz Twardowski tak pieknie napisał : śpieszmy sie kochac
      ludzi, tak szybko odchodzą. Mnie nie było dane pożegnac sie z moimi rodzicami
      bo nie sądziłam, ze odejdą. I wciąz żałuję, ze tak wiele im nie powiedziałam,
      że za mało okazywałam czułości ... Gdyby można było cofnąc czas zmieniłabym to.
      Nie wiem czy jesteś osobą wierząca ale wklejam :

      ORĘDZIE SERCA

      We śnie szedłem brzegiem morza z Panem,
      oglądając na ekranie nieba całą przeszłość mego życia
      po każdym z minionych dni zostawały na piasku dwa ślady - mój i Pana
      Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad odciśnięty w najcięższych dniach mego
      życia .
      Rzekłem:
      - Panie postanowiłem iść zawsze z Tobą , przyrzekłeś być zawsze ze mną :czemu
      zatem zostawiłeś mnie samego wtedy , gdy mi było tak ciężko ?
      Odrzekł Pan :
      - Wiesz synu ,że Cię kocham i nigdy Cię nie opuściłem .
      W te dni , gdy widziałeś jeden tylko ślad , ja niosłem Ciebie na moich
      ramionach

      Przesyłam ciepłe mysli. Wierzę w Ciebie.
      Nie załamuj sie ale dopatruj radości w najmniejszych drobiazgach dnia
      codziennego.
      Pozdrawiam.
      Ola
          • aniawx Re: skąd wziąć siły? 07.01.07, 12:12
            Wiem co to znaczy opiekowac sie chorym człowiekiem, wiem co znaczy opiekować
            się człowiekiem nieuleczalnie chorym, wiem co znaczy oszukiwac siebie i Jego do
            końca, wiem co znaczy być przy umierającym człwieku, wiem co znaczy być przy
            zmarłym człowieku... wiem co znaczy cierpieć po Nim...
            Pytasz skąd wziąć siłę? Ja nigdy nie zadawałam i nie zadaję sobie pytań skąd? i
            dlaczego? PO prostu dzień mija jeden po drugim, jak budzę się to robię plan co
            dziś mam zrobić i po prostu to robię. Nie zastanawiam sie nad tym czy będe
            miała siły, bo wtedy mogłabym odpowiedziec ze nie dam rady, a tak jak nie pytam
            tylko działam to nie myślę o tym że nie dam rady!!
            Wiesz jak dowiedzieliśmy sie z moim narzeczonym, ze ma białaczke, później że ma
            nawrót, to On się bardzo załamał w tych dniach. A ja powiedziałam Mu jednoo -
            Miśiek, dziś masz dzień dołowania się i urzalania się nad sobą, ale jutro
            wstajemy i walczymy!!! Nie ma sensu tracić czasu na rozmyślania, trzeba zacząć
            działać. I On faktycznie tak robił - dzien beczał i urzalał sie, a następnego
            dnia plan był walki, wiec walczyliśmy!!
            Dużo siły życzę!! I pamiętaj - chwytaj dzień i każdą chwilę daną Ci do życia z
            najbliższymi!!

            Ania
    • ulaw2 Re: skąd wziąć siły? 09.01.07, 13:16
      Tę siłę daje Ci Bóg,on widzi jak Ci ciężko i jak cierpisz ale widzi również
      Twoje oddanie i poświęcenie.To, że trafiłaś na to forum to też boskie
      zrządzenie bo tu znajdziesz siłę wsród ludzi podobnych sobie,borykających się z
      takimi samymi problemami.Taką siłę daje też modlitwa.
      Częściej bywam na forum o nowotworach ale zaczęłam tutaj też zaglądać.Mam
      sytuację podobną do Twojej.Mama ma zaawansowaną chorobę nowotworową,leczenie
      tylko przeciwbólowe, Tata też był chory i zmarł przed samymi świętami, no i
      mama jeszcze niepełnosprawną - nie chodzącą wogóle 35-letnią siostrę z
      porażeniem mózgowym.A oprócz tego własny dom, męża i dwoje dzieci, pracę.Jestem
      z tym wszystkim sama, pomaga mi tylko mąż.
      I powiem Ci,że też rzadko się uśmiecham a kiedy mam chwilę słabości to biore
      różaniec i rozmawiam z Bogiem.I nie oczekuję od niego cudu ale proszę o siłę
      wytrwania.
      Trzymaj się dzielnie , bede myśleć o Tobie.
    • kropka991 najtrudniej 10.01.07, 02:07
      Czytając o Twoich doświadczeniach wyobrażam sobie jak Ci trudno. Może Twoja
      mama odrzuca twoją serdecznośc snując wrogie rojenia, może wzdryga się na twoje
      dotkniecie? Może siostra (?) też nie odwzajemnia uczuć, może zalewa cię fala
      chaosu jej myślenia. Nie znajdując odzewu serdecznego bardzo trudno utrzymać
      jako taką równowagę. Dla swojego dobra, dla ich wszystkich dobra, spróbuj mieć
      chwile - chociaż malutkie - swoich radości. I jakiegoś "bliźniego" co nie
      będzie z ciebie czerpał sił, tylko będzie czasem "dawcą". Trzymaj się :-)
      • abs555 Re: najtrudniej 14.01.07, 15:26
        Dziękuję Kropko za dobre słowa.
        Piszesz:
        "Nie znajdując odzewu serdecznego bardzo trudno utrzymać
        jako taką równowagę."
        Problemem jeszcze większym jest podsycane przez najbliższych poczucie winy.
        :-(


        • kropka991 destrukcyjne poczucie winy 16.01.07, 20:03
          Witaj we wtorek!
          1.Poczucie winy to straszny destruktor. Ogromny kawał mojego życia był pod jego
          patronatem. Zatrzymałam się w pewnym momencie, zadałam sobie pytanie "czy
          naprawdę muszę poczucie winy hodować w sobie", i spróbowałam mniej mu się
          poddawać. Taką mniej więcej mowę do siebie wygłosiłam:
          "No, robię jak umiem najlepiej, może kiedyś - jutro, pojutrze lepiej mi będzie
          wychodzić, a póki co lubię siebie jaka jestem. I niech postronni nie załatwiają
          swoich interesów psychicznych moim kosztem wgniatajac mnie pod podłogę".
          2.Pomyliłam się w pierwszym do Ciebie poście pisząc "siostra". Miało być
          dziecko (córka? synek?- jakie duże jest to dziecko? Ja też mam upośledzoną
          córkę. Już nie mam ambicji (niezdrowej) bycia doskonałą matką, chcę być
          dostatecznie dobrą matką, za to szczęśliwą i o zdrowych zmysłach. To się mojej
          córce lepiej opłaci!
          • anna6131 Re: destrukcyjne poczucie winy 22.01.07, 06:37
            Przez całe życie miałam poczucie winy. Również wobec mojego Męża, który
            przedwcześnie odszedł. Było to 5 lat temu, a ja rozpaczam do dziś. Przypomina
            mi się każda kłótnia, każde nieporozumienie (za które winię oczywiście siebie),
            każdy drobiazg. Stoi mi przed oczyma całe nasze pożycie (w sumie udane!) i
            teraz dopiero rozumiem niektóre Jego zachowania i reakcje. Rozumiem Jego. W
            naszym tak bardzo zapracowanym życiu czasem nie zwracało się na to uwagi, byle
            tylko przetrwać do jutra...
            Chcę Ci więc powiedzieć, żebyś już teraz, za życia najbliższych, starała się
            poprawić to, co - Twoim zdaniem - było "nie tak". Przeproś, kogo jeszcze masz
            okazję przeprosić i wybacz, komu jeszcze możesz. No i módl się, by Ci się to
            wszystko udało, aby Bóg dał Ci dużo siły. Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię
            rozumiem. No i pisz nadal na tym forum, może będziemy mogli Ci pomóc...
            • abs555 dziekuję Wam 26.01.07, 23:32
              Zanim odpowiem na ostatnie posty chciałam Wam wszystkim bardzo podziekować.

              Bardzo.
              Za to, że ostatnio mogłam myśleć o Was.
              O tym, co napisaliście.

              Miałam zapalenie płuc.
              Zaraziłam się pielęgnując tatę.
              Takie paskudne, przechodzone.
              Lekarz nakrzyczał na mnie.

              Ale tata wciąż jest :-).
              A miał już niewydolność oddechową.
              Siny łapał powietrze świszcząc niewyobrażalnie głośno.
              To cud przy takim słabiusienkim sercu.


              A potem kiedy zaczął już spokojnie odychać, padłam sama.
              I nic...spokój, po raz pierwszy od miesięcy.
              Nie szarpię się , jestem tylko z najbliższymi.
              Tylko trwam, ale już z uśmiechem.

              Może to tylko organizm wypoczął?
              A może to Wasze dobre słowa, których tak bardzo mi brakowało?

              Kropko, moja córeczka ma 8 lat.
              Rehabilitacja jej zajmuje mi dziennie wiele godzin.
              Teraz wiem, że czasami trzeba odpuścić.
              Przestać się obwiniać.
              Tak, jak o tym piszesz.
              Dla jej dobra.

              Anno, (moja imienniczko)odkładnie tego o czym piszesz - rozpaczy, bałam się,
              kiedy zaczynałam ten wątek.
              Pisałam :"Jeśli nie przełamię się, do końca życia będę rozpaczała,
              że kiedy był czas, nie umiałam okazać miłość i przywiązania ukochanym
              rodzicom."

              Przełamałam się.

              Badźcie ze mna.
              Ja jestem myślami z Wami, tak jak obiecałam.



              • abs555 Re: dziekuję Wam 03.02.07, 16:47
                Mama bez świadomości.
                Przytomna, ale nieświadoma.

                Tato, ciężko oddychająć pomaga mi podnościć mamę,
                kamić, przebierać.
                Sam wygląda jak szczerniały wiórek
                i potrzebuje pomocy :-(

                Ciągle choruję.
                To już trzeci antybiotyk.

                Córcia ma ferie.
                Chwile, kiedy leżę w łóżku wykorzystuję na rewalidację.
                Rehablilitację ruchową odpuściłam.

                Jestem spokojna.
                Tydzień temu podczas kolędy umówiłam się z księdzem.
                Przyszedł i wyspowiadał rodziców, kiedy mama była świadoma.


                • kropka991 święty Piotr wszystko zapisuje :) 04.02.07, 19:57
                  Kochana abs555! Napewno zostanie zauważone i zapisane, jakie trudne
                  doświadczenie Ci przypadło. Ale niechby już przyfrunął jakiś anioł i wspomógł
                  Cię. A Twoja córeczka jak rozumie świat? Jak radzi sobie ze swoimi
                  nieuniknionymi przecież nastrojami. Napisz coś o niej. Moja córka mówi, nawet
                  pisze i czyta, ale z rozumieniem świata, nawet podstawowych pojęć kiepsko.
                  Uczucia są jak chaotyczne impulsy, działanie najczęsciej obsesyjno-rutynowe.
                  Tak jak 2-latek, chociaż wiek metrykalny powyżej 20-tki.
                  • abs555 "umieranie ożywiające" 06.02.07, 23:48
                    Mama wróciła :-)
                    Jest świadoma.
                    Rodzce tulą do siebie swoje białe głowy,
                    kołyszą nimi.

                    Są szczęśliwi.
                    Może nigdy nie byli aż tak?

                    Czytam "Umieranie ożywiające" Pelanowskiego.
                    Dociera do mnie, że "umieram" razem z nimi
                    i że właśnie to mnie ożywia.
                    Że takie pośrednie umieranie jest dużo lepsze od ucieczki, od negacji.
                    I ja czuję coś w rodzaju szczęścia, kiedy jestem z nimi, patrzę, trwam.

                    Kropko, pytasz o moją córeczkę.
                    Jest jeszcze mała, ma osiem lat.
                    Jest raczej pogodna.
                    Jeszcze wierzy, że może zdobyć cały świat.
                    Wie już, że potrzebuje od tego mnie.
                    Ale nie wie, że może mnie kiedyś zabraknąć.

                    Aniu, dziękuję za modlitwę.
                    I ja pamiętam.
                    • kropka991 książka 07.02.07, 15:56
                      Napisałaś o książce, zaraz zajrzałam przez google co to jest. No i zamówiłam.
                      Za ok. 4 dni będę ją czytać. Pochłania mnie ten temat, mam pod opieką 90-letnią
                      mamę. Wpadłam na to forum z tego właśnie powodu. Wielki to bonus od losu, że
                      można "przetrenować" umieranie, zanim ono nas samych będzie dotyczyło. A
                      negacja i uciekanie? Czekanie na telefon, że TO się stało z kimś bliskim?
                      Oddawanie do szpitala na ostatnie dni? Nie zrobię tego, już dojrzałam do bycia
                      z umierającym do końca. Jeszcze jedna refleksja - wydawało mi się, że jak się
                      dożyje 90 lat (na przykład), to umiera się łatwiej, ze słabości ogólnej że tak
                      powiem. I tak bym chciała dla mojej mamy. Ale czy to nie złudzenie?
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka