Dodaj do ulubionych

Zrobisz tak?

19.08.07, 12:44
Wyobraźmy sobie:
Twój przyjaciel, kolega (z pracy, jeszcze ze studiów czy skąd), albo
dobry znajomy, traci w jednej chwili w wypadku żonę i dzieci.
Czy - niezależnie od tego, kim jesteś: mężatką, rozwódką, wdową,
panną -
zdecydowałabyś się być z tym kimś przez tę najgorszą noc, sporo po
pogrzebie, a wkrótce po rozjechaniu się ostatnich osób z rodziny,
aby nie musiał w jednej chwili zostawać sam w pustym nagle
mieszkaniu -
- przy tym gotowa na to, że niezależnie od tego, czy to będzie tylko
rozmowa, czy także wspólna kolacja przy świecach, czy będzie
alkohol, jaki i ile -
koniec końców będziesz z tym kimś przez większość nocy w pełnym
zespoleniu fizycznym -
gdyby ten ktoś poprosił Cię o to, albo jakkolwiek dał do
zrozumienia, że tego potrzebuje?


Edytor zaawansowany
  • aaa19795 21.08.07, 10:00
    mam taka sytuacje. moj przyjaciel umiera.ja jestem mezatka.ale bede
    z nim, bo to jest teraz najwazniejsze. bo kiedy przychodzi smierc to
    juz nie ma rzeczy wazniejszych.wiem ze mnie potrzebuje wiec jestem.
  • luccio1 21.08.07, 22:09
    Jeśli pozwolisz, spróbuję choćby symbolicznie potrzymać Cię za rękę.

    Pozdrawiam
    Łukasz.

    (P.S. Ten sam wątek dałem na "emamę" - tam rozwinęła się dyskusja, w
    której zjechano mnie od góry do dołu).
  • hania_2006 22.08.07, 00:51
    Nikt Cię nie zjechał, to po pierwsze. Po prostu ludzie przedstawiają
    swoje pomysły na sytuację. Najbardziej podobało mi sie to z Kopcem
    Kościuszki. Może powinieneś sprawdzić?
    Jaki jest sens stawiania takich pytań? Szczególnie na forach dla
    ludzi, ktorzy naprawdę cierpią. Czy Ty sobie wyobrażasz
    nasz "zwykły" dzień? Czy wiesz co to jest tęsknota, którą czujesz
    kazdym kawałkien swego ciała i "duszy". Czy wiesz, jak brakuje tchu
    na myśl "przecież go nie ma"? Nie wiesz bo gdybyś wiedział to nie
    przyszłoby Ci do głowy stawianie takich pytań tutaj. Hanka
  • aaa19795 22.08.07, 02:41
    hania ja weszlam na to forum bo tak jak napisalam moj przyjaciel umiera, jest
    serpozytywny. jak przeczytalam to co napisal luccio to pomyslalam, ze to tez
    jest o mnie.nigdy nie czulam tego co teraz patrzac jak odchodzi cudowny
    czlowiek, dobry i fajny facet. boje sie tego co bedzie dalej kiedy on odejdzie.
    mam meza a wiem ze on mnie teraz potrzebuje bo jest przerazony smiercioa. ale ja
    tez nie wiem gdzie mam szukac pomocy. musze byc silna a caly czas placze, bo
    jestem bezsilna.mam nadzieje ze w zaden sposob nie urazilam ciebie. ja pierwszy
    raz przezywam smierc chorej osoby.
  • hania_2006 22.08.07, 09:05
    Oczywiscie, ze w żaden sposób mnie nie uraziłaś. Bardzo Ci
    współczuję, trudno być z kimś, kto umiera. Ja tego nie przeżyłam,
    mój mąż umarł nagle, domyślam się tylko jak to wygląda. Jeżeli mogę
    Ci coś poradzić to nie unikaj tematu śmierci w rozmowie ze swoim
    przyjacielem. Często obie strony zachowują się tak jakby nic się nie
    działo, rozmawiają o duparelach a potem nagle przychodzi śmierć i
    okazuje się, że nie powiedzieli tego, co chcieli. Zostaje wtedy żal
    do siebie "dlaczego nie chciałam/chciałem o tym rozmawiać"?
    Oczywiście to też zależy od niego, jeżeli nie chce to nic na siłę.
    Tyle, że masz szansę się z nim pożegnać. Mnie to nie było dane i
    przez kilka miesięcy po śmierci męża myślałam głównie o tym czy
    wiedział, np. jak bardzo go kochałam.
    Sytuacja opisana przez Luccia jest inna, swoje odczucia bardzo
    dobrze opisali ludzie na forum, na którym podobno został "zjechany".
    Bardzo pouczająca lektura, na miejscu Luccia przemyślałabym sobie
    wiele postów.
    Serdecznie pozdrawiam i życzę Ci dużo siły, będzie Ci potrzebna.
    Hanka

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka