Dodaj do ulubionych

Slazacy w Powstaniu Warszawskim

01.08.07, 23:05
Fragmenty;

Tadeusz Grigo „Na górnym Czerniakowie”.

„Szesnastego września […] budynek szpitalny przy ulicy Zagórnej 9 był już
otoczony ze wszystkich stron. Mimo że szpital się nie bronił, a sanitariuszki
wywiesiły białe prześcieradła w oknach, Niemcy, stojąc kilkadziesiąt metrów
przed frontem budynku, bili z broni maszynowej w drzwi oraz wszystkie okna
parteru i pięter […].
Wtedy dyrektorka szpitala Krystyna Godlewska oraz Irena Zagrodzka i Irena
Kodrycz wyszły przed budynek trzymając w rękach rozwinięte duże białe
prześcieradła. Niemcy przez kilka minut rzucali granatami i strzelali z
karabinów tuż obok stojących nieruchomo kobiet. Potem doskoczyli do nich i
zapytali, gdzie są „bandyci z AK”. Krystyna Godlewska zapewniła ich, że
żołnierze AK, wycofując się wczoraj, wynieśli wszystkich swoich rannych. W
szpitalu są tylko ranne i chore osoby cywilne. Na to jeden z podoficerów- jak
się okazało, z karnej kompanii- oświadczył, że zaraz przeporwadzą rewizję.
Jeśli znajdą dowody na to, że wśród pacjentów są powstańcy, to ci zostaną
rozstrzelani, a sanitariuszki będą odpowiadać za ich ukrywanie. [...]Wszyscy z
niepokojem czekali na wyniki rewizjii, bo któż mógł wiedzieć, czy ci, co
leżeli przed nami, nie przechowali, na przykład w siennikach, furażerek,
opasek, czy legitymacji AK.
Niemcy rozbiegli się po szpitalu […].
Na brzegu mojego łóżka siedziała Danka, gdy jeden z żołnierzy gdzieś niedaleko
nas znalazł biało-czerwoną opaskę z nadrukowanymi literami AK oraz furażerkę z
metalowym orzełkiem. Podszedł do Danki i spytał po polsku, ze śląskim akcentem:
- Co to jest?
Danka spojrzała, przybladła, nic nie odpowiedziała.
- Co to jest?- powtórzył pytanie.
Danka nadal milczała. Wtedy żołnierz, podając jej opaskę, powiedział półgłosem:
- Spalcie to zaraz, bo za dwie godziny będzie tu gestapo!
- Czy pan jest Niemcem?- zapytała po chwili, odzyskawszy równowagę.
- Jo taki Niemiec, jak pani sanitariuszka- odpowiedział człowiek w mundurze
niemieckim i odszedł.
Danka pobiegła do kuchni. Zastała tam już kilka sanitariuszek również z
rzeczami do spalenia. „Nasz” Ślązak nie był bowiem jedynym Polakiem w tej
karnej kompanii. W gabinecie dyrektorki inni, też mówiący po polsku, kazali
Krystynie Godlewskiej spalić wszystkie dokumenty, a znalezione filmy wyjęli z
kaset i prześwietlili.”

"Długa 7 w Powstaniu Warszawskim" Bieleckiego;

Rannych ulokowano jak najdalej od drzwi, a to dlatego, by nie rzucali się w
oczy Niemcom. Sanitariuszki "wigierskie" miały teraz dłuższą chwilę spokoju,
którą starały się wykorzystać na znalezienie jakiegoś pożywienia. "Pająk" i
"Janka" - wyraźnie odważniejsze i bardziej przedsiębiorcze w tych wyjątkowo
trudnych warunkach - zaczęły krążyć po szpitalu, a nawet po jego najbliższej
okolicy. Miały na sobie cywilne ubrania - panterki zrzuciły jeszcze w nocy - a
ktoś dał im "na wszelki wypadek" białe fartuchy i opaski z czerwonym krzyżem
PCK. W czasie tych poszukiwań - ku swemu zaskoczeniu, ale również uldze -
parokrotnie spotykały się z życzliwością żołnierzy Wehrmachtu. Byli to w
większości Ślązacy, którzy wtykali im jakieś suchary czy słodycze, paczki
papierosów, a nawet butelkę wina ze słowami "Fur Kranken". Kilku takich
Ślązaków zaprowadziło je na Kilińskiego 5, gdzie znajdował się rozbity punkt
opatrunkowy. Tu mogły zabrać do fartuchów lekarstwa, bandaże i watę. "Szkoda,
aby to się spaliło, a dla rannych się przyda" - powiedział jeden z nich. Inny,
kiedy nie było obok kolegów, stwierdził: "Ja jestem Ślązak, też Polak, niech
się pani nie martwi, Polska i tak będzie".

Relacje z Archiwum Pamieci Mowionej;

ZYGFRYD BERNARD „Sęp” - Trzeci Szwadron Kawalerii

[po bitwie pod Jaktorowem]
"Doczołgałem się niedaleko drzewa, rosły topole przydrożne… z myślą, że
doczołgam się do drzewa, a tu z tyłu ktoś: Halt! Hände hoch! Leżąc, głos jest
stąd, obkręcam się i patrzę, Niemcy. Pistolet miałem w ręku, a on coś się
drze. Wtedy całkiem straciłem orientację i opadła mi ręka z pistoletem, a on
podszedł do mnie, ich dwóch było, podszedł, stanął nogą na pistolet, zabrał
pistolet i mówi, żebym wstał. Mówi do mnie po niemiecku. Mówię: „Nie mogę”. A
on mówi: „Wstań!” Po polsku, polską gwarą, ale nie znałem tej gwary, bo
jeszcze wtedy śląskiej gwary czy mazurskiej nie znałem. A on taką gwarą:
„Wstań pierunie! Bo tam scelają, to jesce znowu cie poscelą”. Mówię: „Nie
mogę”. (...)
(...) kolega z sąsiedniego plutonu, kresowiak, z Kres, z partyzantki od
porucznika „Doliny”. On biedny mnie z pięćset metrów dźwigał, wziął mnie na
plecy i dźwigał, a był szczuplejszy ode mnie. Taki byłem chłopak jak teraz,
nie taki tęgi, ale wysoki, a on, biedak, dźwigał mnie. Doniósł mnie do
stodoły, a tam przy stodole siedziało już ze trzydziestu naszych, zdrowych,
wziętych do niewoli, tak w kółko, a Niemcy chodzili i pilnowali i dookoła
warta. Mnie, że rannego, więc zaraz Niemiec, który mówił po polsku, później
zorientowałem się, że to musiał być Ślązak, bo on po śląsku gadał. Kiedyś nie
znałem śląskiej mowy, on wziął jednego z kumpli, którzy byli wzięci do niewoli
i zabrał go z sobą, przyniósł kawał deski, gdzieś urwał z płotu czy coś.
Rozcięli mi później but, dechę podłożyli pod nogę, opatrunki na nogę,
przywiązali i tak wnieśli mnie do wiejskiej izby. Tam nie było oświetlenia,
tylko nad kuchnią palił się kaganek.
Jak mnie tam wnieśli, nasi koledzy, bo Niemiec im polecił, jak mnie wnosili,
to był półmrok, tylko słyszałem jęk w izbie. Nie zdałem sobie sprawy, kto tam
jest. Oni leżeli pod ścianą, szereg, ze dwunastu, bo to duża, wiejska chata
była. Po tej stronie był kącik, w kąciku było jakiegoś barachła, stare łachy i
okno było. Wiejska chata była, to okno było tyle od ziemi. Oni mnie tam
położyli. Dopiero wzrok mi się przyzwyczaił do ciemności, zauważyłem, że to są
niemieckie mundury: „O rany, jak zobaczą, że ja Polak, to mnie tu zamordują
jeszcze”. Po chwili przychodzi do mnie Ślązak i przyniósł mi w manierce coś do
napicia, jakaś kawa. Nie zdawałem sobie kiedyś racji, ale to była kawa z
rumem. Napiłem się kawy i mówię: „Proszę pana, to są Niemcy”. „No, Niemcy są”.
„To oni mnie jeszcze zamordują, jak zobaczą, że jestem Polak”. „Pierunie, nie
bój się, tu każdy jest ciężko ranny, to nawet życi nie podniesie do góry”.
Nawet nie wiedziałem, co to znaczy żyć po śląsku"
Edytor zaawansowany
  • somepoint210 01.08.07, 23:09
    Archiwum Pamieci Mowionej;

    "TADEUSZ PIOTR BLEJARSKI „Dąb” - "Obroża" , "Baszta"

    Pamiętam, że mieliśmy kilku jeńców z Wehrmachtu i ponieważ już zaczęło być
    krucho z wyżywieniem i z opatrunkami, to nasi koledzy postanowili ich odstawić
    do Niemców. Na furmankę, dosyć szeroką, chyba do przewożenia węgla, wsadzili
    tych kilku Niemców, jeden z nich był Ślązakiem, który mówił dobrze po Polsku,
    młody chłopak, on chciał do nas przejść, ale w międzyczasie został ranny.

    TERESA BOJARSKA „Klamerka” - "Baszta"

    Jakiś lekarz podsłuchał rozmowę, że nas ma przejąć gestapo. Ci co zostaną, to
    nas przejmie gestapo. Przyznam szczerze, że byłam wtedy tak załamana tą
    kapitulacją i tym wszystkim, uważałam, ze nie wolno się zaprzeć i powiedziałam,
    że [jestem] jak najbardziej wojskowa. Ta koleżanka też. Władowali nas do
    wagonów. Na przód szli cywilni, a w ostatnim wagonie nie było nas trzydzieści
    osób, sami chłopcy i te dwie dziewczyny. Myśmy leżały przy brzegu, ostatnie.
    Podszedł żołnierz, wyciągnął mnie z tego wagonu i przenosił dalej do cywilnych.
    Awanturowałam się z nim, zaczęłam go bić pięściami po twarzy, a on mi mówi:
    „Glupia, glupia, rozwałka, glupia…” To jeszcze mówię: „Ale moja koleżanka,
    kamaradine.” Nie znałam niemieckiego, ale zrozumiał. Pobiegł, woła: Basza,
    basza, basza i wyniósł ją. Mało tego, że wyniósł, jeszcze nam rzucił do tego
    wagonu tobół z pościelą, były kołdry, poduszki.

    Zaskakujące wręcz…

    To był chyba Ślązak.

    DANUTA CIECIERSKA-STOKŁOSA "Danuta" - "Golski"

    Czy ten kontakt z jeńcami niemieckimi, którzy pomagali wtedy w kuchni, czy to
    był jedyny kontakt z cudzoziemcami w Powstaniu?
    To był mój jedyny kontakt. Z tym, że była też taka rzecz ciekawa, że między tymi
    jeńcami był jeden Ślązak, no Polak, on się czuł Polakiem, był wcielony do
    Wehrmachtu i razem ze mną 15 sierpnia składał przysięgę, został przyjęty do AK.
    To może też warto odnotować.

    JADWIGA GADOMSKA (Z DOMU REMISZEWSKA) „Prut”, „Figa” - "Golski"

    W pewnym momencie z jakiegoś budynku za parkanem wybiega kobieta, że tam
    własowcy gwałcą dziewczyny. Ja czując się trochę odpowiedzialna za swoje
    dziewczyny, nie widziałam w ogóle, bo one wcześniej poszły, pognali ich, nie
    wiedziałam co robić. Ale jechał na motorze młody Niemiec, niemieckiego człowiek
    znał słabo, tyle co w szkole, ale powiedziałam mu o co chodzi, on wpadł tam,
    były jakieś strzały, jakieś hurgoty, wyrzucił te wszystkie kobiety, które tam
    były, co z tymi własowcami było to nie wiem i dał nas pod opiekę jakiegoś, te
    wszystkie młode osoby, żeby nas zaprowadził na Zieleniak. To był jakiś stary
    ślązak chyba. On nas już spokojnie [prowadził], odpędzał wszystkich własowców,
    wszystkich takich młodych, nie wiem czy to byli Ukraińcy, czy jacyś inni i nas
    doprowadził na Zieleniak. Myśmy nie wiedziały co dalej będzie. Na Zieleniaku
    znalazłam swoje wszystkie dziewczyny i ten Niemiec stary powiedział: „Tutaj
    stańcie przy samym wejściu.” Nie wiedziałam dlaczego, tam żeśmy się rozłożyły i
    po jakichś dwóch godzinach z krzykiem wyrzucili nas na zewnątrz. Potem okazało
    się dlaczego, on wciąż był blisko, bo tam się działy orgie na Zieleniaku.

    FRANCISZEK DEMBOWSKI „Dzwonek” - "Baszta"

    Sześć godzin po kapitulacji Mokotowa myśmy się dostali do niewoli.
    Żandarmi średniodobrze mówili po polsku, bo to byli głównie Niemcy śląscy.
    Śląsk, jak wiadomo, był terenem dwujęzycznym. Wtedy Ślązak Polak mówił po
    niemiecku, a Niemiec mówił po polsku. Wiem o tym, bo mój ojciec jakiś czas
    mieszkał w Międzychodzie nad Wartą, to nie jest Śląsk, ale Wielkopolska i
    granica niemiecka, gdzie każdy Polak mówił po niemiecku, a każdy Niemiec mówił
    po polsku. Często było nawet tak, że jeden brat był Niemiec, drugi Polak.
    Podobna historia jak na wschodzie, gdzie były rodziny, w których jeden brat był
    Ukrainiec, a drugi brat był Polak, chociażby biskup Szeptycki i generał Szeptycki.

    Państwo widzieli ten mord na Dworkowej?
    Myśmy to widzieli, to było na naszych oczach.

    Jaka to jest mniej więcej odległość?
    Osiemdziesiąt metrów. Nasi esesmani nie brali udziału w tej strzelaninie.
    Zastrzelili tylko dwóch ludzi, jednego, który zbiegał z góry na nich, nawet nie
    mógł się zatrzymać, bo było pochyło, dawał sygnały, że się poddaje, ale esesmani
    go zastrzelili i drugiego, który dla przykładu został zastrzelony na rozkaz
    oficera SS już po tej awanturze, kiedy umilkła strzelanina. Tak że ten oficer
    pokazał nam, że może. Potem ustawili nas trójkami i prowadzili przez tę górę do
    niewoli, do Pruszkowa. Trup koło trupa, strzały z bliskiej odległości. Pamiętam
    jakiegoś nieboszczyka z urwaną dolną częścią twarzy. Hanysy, Niemcy górnośląscy,
    którzy do nas takim śląskim dialektem: „My was…” i tak dalej. To byli Niemcy
    mówiący po polsku.
    Dlaczego Niemcy mówiący po polsku? Dlatego, że dowództwo dbało, żeby patrol
    żandarmerii udawał, że nie rozumie, ale rozumiał, co ludzie mówią"
  • somepoint210 01.08.07, 23:11
    Archiwum Pamieci Mowionej;

    JANINA KULESZA – KUROWSKA „Janka” - "Tajne Wojskowe Zakłady Wydawnicze"

    Chciałam powiedzieć o jednym pseudo Niemcu. Nasi chłopcy operowali głównie w
    rejonie Aleje Jerozolimskie, Marszałkowska, Krakowskie Przedmieście, Królewska.
    W czasie jednej z potyczek, wypierając Niemców z kamienicy przy Marszałkowskiej
    spotkali chłopaka, który wołał po polsku: „Zabierzcie mnie ze sobą! Ja jestem
    Ślązak”. Janek Ślązak początkowo był przyjęty nieufnie, ale potem się okazało,
    co to za skarb. Znał broń i taktykę niemiecką. Był przez cztery lata szkolony w
    armii niemieckiej. To był cudowny człowiek i żołnierz. Jako jeden z pierwszych
    dostał Krzyż Walecznych. Nie wiemy, co się z nim stało. Jak kończyło się
    Powstanie, jego przeflancowało się do grupy jeńców niemieckich.

    KRYSTYNA KUKOWSKA (Z DOMU WESTFAL) „Krystyna” - "Kryska"

    Umówiłam się z nią w kawiarni, że przyniosę jej dokumenty, które [kolega] w
    międzyczasie przysłał. Ona mówi: „Słuchaj, a jak u was z ludźmi, którzy byli w
    szpitalu?” Opowiadam jej, że: „Szczęśliwie wszyscy wyszli poza jedną dziewczyną,
    która przyszła niemal w ostatniej chwili, bo przyszła wieczorem, a nas
    następnego dnia przed południem wyprowadzili. Przykro nam bardzo było i
    właściwie cierpimy do dzisiejszego dnia, że ta jedna dziewczyna, i to gość,
    zginęła.” A ona do mnie mówi: „Tym waszym gościem, to byłam ja.” Mówię: „Jak to?
    Przecież myśmy słyszały, co się działo w tym ogródku.” Ona mówi: „Tak, bo jak on
    mnie wyprowadził w te krzaki, to powiedział «Ja ciebie nie zabiję, bo jestem
    Ślązakiem, mam córkę taką jak ty, ale jak będę strzelał, to musisz się schować w
    te krzaki głębiej i siedzieć cicho. Przyjdę po ciebie jak się zupełnie ściemni.»”
    Myśmy w ogóle o tym nie wiedziały, myśmy tylko słyszały te dwa czy trzy strzały.
    On przyszedł wieczorem, jak było ciemno, wyprowadził ją do takiego punktu, domu
    akademickiego dla studentów, gdzie była kuchnia obsadzona przez polski personel,
    dziewczyny, które pewnie gdzieś zostały zatrzymane. I właśnie tam, na
    Myśliwieckiej Niemcom gotowano obiady. On tam tę dziewczynę zaprowadził i kazał
    się nią opiekować. Potem, jak Niemcy wychodzili z Warszawy i też opuszczali
    [miasto], bo przecież wyrzucali ludzi z tych wszystkich domów, to ona wyszła
    razem z tymi dziewczynami. Potem dostała się do Warszawy. I w ten sposób przeżyła.

    ZYGMUNT LEWANDOWSKI „Zyl” - Śródmieście Płn.

    [po kapitulacji]
    Spotkałem patrol, zdziwiłem się, bo to była dla mnie nowość, patrol
    polsko-niemiecki. Niemcy byli uzbrojeni i powstańcy byli uzbrojeni. Okazało się,
    że to był patrol porządkowy. Widocznie w układzie było powiedziane, że patrole
    będą kursowały po mieście dla porządku. Przecież mógł się znaleźć ktoś
    nieodpowiedzialny i mógłby strzelić. A jak jest kapitulacja, to już nie można z
    motyką na słońce się porywać. Podszedłem do tych powstańców i Niemców. Co się
    okazało? To byli Polacy, Ślązacy. Pytam „A dlaczego panowie wstąpili do wojska?”
    A on mówi „A pan nie wstąpiłby do wojska, jak powiedzieliby panu, że jak pan nie
    wstąpi do wojska, to rodzina „do widzenia”, albo do obozu, albo na miejscu? I w
    ten sposób – mówi – dostaliśmy się do wojska niemieckiego.” Po polsku z nami
    rozmawiali. W dodatku oni nam zdradzili dwie ważne tajemnice. Pytam się „Jak wam
    tam idzie?” Tłumaczyli się „Tak strzelaliśmy, żeby nie zabić żadnego powstańca,
    nie zależało nam, żeby zabijać.”
    To różnie było. Oni na pewno też byli obserwowani, Niemcy nie mogli im
    stuprocentowo zawierzać. Ale w tej zawierusze to nawet Niemcy pewnie się nie
    orientowali, kto jest prawdziwy Niemiec, kto Ślązak. Oni zaczęli opowiadać, że
    starają się uchronić małą telefonię na rogu Poznańskiej i Nowogrodzkiej, tak jak
    na Piusa była [tzw.] Mała Pasta. Okazało się, że w bazie we Włochach, gdzie była
    Berta, było więcej Ślązaków. Zmówili się. Powiedzieli: „Staramy się tę telefonię
    uratować.” Dostali rozkaz, żeby wysadzić w powietrze tę telefonię. To był
    potężny gmach, od Poznańskiej aż do Żurawiej. Oni razem z innymi Ślązakami
    dogadali się, jakoś poradzili sobie z Niemcami, którzy tam byli. Ślązacy
    powiedzieli: „Zrobimy tak, że wysadzimy kościół w powietrze. Kościół
    społeczeństwo odbuduje szybko, bo wiadomo, że kościół jest potrzebny.” I tak
    zrobili. Ponieważ telefonia i kościół były bardzo blisko, to mówią: „Nasze
    dowództwo się prawdopodobnie nie zorientuje, co wyleciało w powietrze.” Podłoga
    aż do krypty była zburzona w kościele. Były duże straty, ale nie takie duże,
    żeby nie można ich było odbudować, i nie takie duże, gdyby wyleciała w powietrze
    telefonia.
  • somepoint210 01.08.07, 23:12
    cd;

    JAN ROMAŃCZYK - "Miotła"

    [po kapitulacji, narrator jest w węgierskiej furażerce]
    Na schodku kamiennym stał taki Niemczyk. Ja dochodzę do niego; on się tak
    spojrzał na mnie i pyta się po niemiecku: „Bist du Ungar?” Czy jestem Węgrem?
    Nie chcę mu po niemiecku odpowiadać, odpowiadam mu po polsku: „Nie.” On się tak
    spojrzał na mnie, przychylił się do mojego ucha i mówi: „To zaś ty, pierunie,
    zdejmij ten cepek z głowy, bo cię tu rozcharacom!” Ślązak był. Posłuchałem tego
    Ślązaka i poszedłem dalej.

    BERNARD SŁOMSKI "SŁOMSKI" - "Jeleń" (grupa osłonowa Komendy Głównej)

    Pamiętam, jak tą załogę czołgu ewakuowali, to jeden z czołgistów mówi: „Jo
    jestem Ślązok, jo wom pokaże”. Przecież trzeba było umieć obsługiwać. Były
    szkolenia czołgistów, ale prawdopodobnie na prawdziwych czołgach nie mogli
    ćwiczyć. Ten Ślązak na pewno pomógł tym chłopakom, że oni tak potem celnie
    strzelali i strzelili w tę wieżę kościoła i ten karabin maszynowy, wszystko
    spadło do dołu.

    IZABELA STENKO „Leśna” - "Żywiciel"

    Nasze łączniczki wtedy przenosiły broń. Też jeszcze jeden charakterystyczny,
    niecodzienny przypadek, uzyskaliśmy zezwolenie na zaopatrywanie w żywność
    naszego szpitala i sierocińca po sąsiednich, okolicznych wsiach. Tym się
    zajmowała nasza pani kwatermistrz Kazimiera Paradowska, pseudonim „Tajda” i
    kiedyś do punktu przy Lipińskiej przywiozła dwie furmanki żywności. I przy
    wyładowywaniu zdarzył się taki incydent, że Niemiec nagle podszedł i patrzył, co
    się dzieje, tyle żywności. Stanął i patrzył. Przenoszą, przenoszą, wreszcie
    jeden worek pękł i nabój karabinowy po prostu wypadł, bo oczywiście w środku
    była przewożona broń. Niemiec natychmiast nakrył ten nabój nogą i czekał co
    dalej. Można sobie wyobrazić w jakim stanie ducha dalej pracowano, zdając sobie
    z tego sprawę, że potem będzie po prostu postawienie pod ścianą i rozstrzelanie.
    Ale wyładowano obie furmanki, wtedy Niemiec odkrył spod buta kulę i powiedział:
    „Jeszcze jedna marchewka proszę pani.” po polsku. Widocznie był to Ślązak
    zwerbowany do Wehrmachtu. Oczywiście nic się dalej nie działo, „marchewkę” po
    prostu podniesiono z chodnika, a potem chłopcy z Żoliborza przyszli, zabrali
    całą broń.
  • fyrlok 08.08.07, 03:39
    > Jako jeden z pierwszych dostał Krzyż Walecznych. Nie wiemy, co się
    > z nim stało. Jak kończyło się Powstanie, jego przeflancowało się
    > do grupy jeńców niemieckich.

    wdziecznosc :)
  • greg_slask 07.08.07, 10:22
    Czytając te cytaty miałem Ci zadać pytanie: "co to ma udowadniać?".
    Ale nim doszedłem do końca, sam sobie na to pytanie odpowiedziałem,
    a odpowiedź brzmi: "nic". Cytowane osoby wypowiadają się o jakiś
    pozytywnych gestach Ślązaków w stosunku do powstańców. Mogę się
    założyć, że znalazłbym wypowiedzi ludzi przywołujących wydarzenia
    potwierdzające jakimi Ślązacy w niemieckich mundurach byli
    skurwysynami. I to też niczego by nie udowadniało. Utwierdza mnie to
    tylko w przekonaniu, że słusznie robię kwestionując taką jedynie
    słuszną i niepodważalną polskość Śląska jak i odwieczną niemieckość.
    Na tym zresztą polega tragedia tej krainy, bo z jednej strony
    jednolite narodowo państwa (zarówno Polska jak Niemcy) żądały (i
    właściwie nadal żądają) jednoznacznej deklaracji narodowościowej
    (Niemcy: jesteś Niemcem to możesz korzytać z naszego dobrobytu;
    Polska: jesteś Polakiem to możesz czuć się u siebie na Śląsku) i
    oczywiście wyciągają na tej podstawie daleko idące wnioski.
    Powiedzmy sobie szczerze: taka postawa jest bezpośrednią przyczyną
    kreowania narodu śląskiego - wyrazem chęci odcięcia się od nalepki z
    kategorią - Polak-Niemiec. Mówiąc tak całkowicie szczerze nie wiem
    jaka postawa jest/była (kiedykolwiek) najlepsza. Co gorsza jestem
    przekonany, że deklaracja narodowościowa dla wielu Ślązaków
    jest/była wynikiem przypadku (np. znienawidzony sąsiad był
    zadeklarowanym Polakiem to ja koniecznie Niemcem albo na odwrót)
    albo chwilowej koniunktury (możliwość wyjazdu na stałe do Niemiec z
    PRL). Krótko mówiąc - jakbyś się nie odwrócił - zawsze dupa z
    tyłu.
  • tbb1 07.08.07, 12:16
    Ten tekst opisuje historię prawdziwe i dokumentuje kawał polskiej historii i już
    samo to jest wystarczającym powodem żeby zaistniał.
    Dodatkowo np. ja osobiście po zapoznaniu się z tym tekstem opisującym losy
    Polaków pochodzących ze Śląsk, których ojcowie często walczyli w powstaniach
    śląskich a oni zostali zmuszeniu do walki w wermachcie lepiej ich zrozumiałem.
    Kilka lat temu pewnie bym ich potępił jako zdrajców, ale dziś rozumiem, że oni
    mieli wybór albo wermacht, albo obóz koncentracyjny i dziś wcale nie jestem
    przekonany, że ja na ich miejscu wybrałbym inaczej.
    Ma to również jakiś wpływ na moje postrzeganie rzeczywistości, bo np. jako osoba
    o przekonaniach raczej prawicowych podczas ostatniej kampanii wyborczej uważałem
    wyciągnięcie Tuskowi dziadka z wermachtu za słuszne i skuteczne posunięcie, dziś
    tak nie uważam.

    --
    de profundis clamavi ad te Domine ...
  • greg_slask 07.08.07, 19:05
    > Ten tekst opisuje historię prawdziwe i dokumentuje kawał polskiej
    historii i już samo to jest wystarczającym powodem żeby zaistniał.

    Oczywiście że dobrze, że taki tekst się ukazuje - mówiąc, że niczego
    nie udowadnia chodziło mi o to, że jasno widać, iż nie da się
    Ślązaków tak łatwo wrzucić do jednego worka i wyciągać ogólnych
    wniosków (co jest akurat typową chorobą forumowych napinaczy). A
    jeśli chodzi o Tuska... no cóż, nawet gdyby jego dziadek był SS albo
    w NKWD - co właściwie miałoby to mówić o nim (znaczy o Tusku, a nie
    o dziadku) teraz na początku XXI wieku?
  • fyrlok 08.08.07, 03:59
    Ale przeciez niejeden z tych opisanych wyzej
    wehrmachtowcow czy esesmanow nie wstapil tam dobrowolnie,
    ale to nie znaczy, ze jak pokazal w Warszawie "ludzka twarz"
    i zagadnal po polsku, ze czul sie "Polakiem ze Slaska".

    To je wlasnie polskie myslenie.
    Konwencjonalne, proste, bialo-czorne, plytkie.
  • tbb1 08.08.07, 20:44
    W tekście opisującym pomoc powstańcom jakiej udzielali im żołnierze wcieleni
    przymusowo do wermachtu pochodzący ze Śląska, nie ma ani słowa o jakichkolwiek
    ludzkich odruchach SS-manów, członków formacji zbrodniczej i w 100% ochotniczej.
    Pewnie tego typu odruchy u nich nie występowały, bo byli przekonani o tym, że
    Polacy myślą w inny sposób niż oni, reprezentują "polskie myślenie" to pozwalało
    im dopuszczać się wobec nich najgorszych zbrodni.

    -----------------------------------------
    de profundis clamavi ad te Domine ...
  • fyrlok 08.08.07, 03:57
    Mosz absolutnie recht.

    A przykladow jest masa, z kozdyj szuflodki:

    - patryjotycznych pronimieckich tzw. bohaterow

    - wysoko odznaczonych wojownikow (np. Bialetzki)

    - fanatycznych nauczycieli, urzednikow

    - jak piszesz "skurwysynow" (np. zabijakow-SA-manow, trenerow
    ostatniego Selbstschutzu)

    - bestie (np. Kaduk, Szczurek w Auschwitz z KrôlHuty)
    abo "szlachter Ljubljany" z Glywic)


    a z drugiej strony przykladowo:

    - juz ino z samej KrôlHuty:
    ksiondz-Polok Mzyk i ksiondz-Niemiec Fröhlich

    - i niemalo innych (choby ukrywajoncych Zydow,
    jak np. Kotyczko --> JaddWashem, tysz z KrolHuty)


    Bolo ekstremalnie, egzystencjalnie.
    Szlo o refleky, instynkty.
    Masa cufalow.


    A niyjedyn slonski wojok w 1939 w polskim wojsku
    potym na polskim wschodzie zostol zarombany za swoj
    podejrzany akcynt - jako niymiecki szpieg.
    (tysz snom bajszpil, tysz z Chorzowa)
  • tow.stalin 08.08.07, 11:20
    "> Na tym zresztą polega tragedia tej krainy, bo z jednej strony
    > jednolite narodowo państwa (zarówno Polska jak Niemcy) żądały (i
    > właściwie nadal żądają) jednoznacznej deklaracji narodowościowej "

    tragedia tragedią pogania. do jasnej cholery, gdzie się nie odwrócę
    to okazuje się, że śląsk to tragedia, jak nie taka to inna. ludzie,
    dajcież wreszcie spokój z tą piperzoną tragedią, bo to jest już
    nudne. madfaka, jestem zagłembiakiem i nigdy nie postrzegałem sląska
    jako tragedii, ba - nawet polskiej historii nie postrzegam jako
    tragedi, tylko jako nauczkę. może coś z tym śląskiem przeoczyłem? bo
    jak do tej pory, największa śląska tragedia to jest zaparkować w
    centrum katowic oraz ciągłe remonty dróg - z górnosląskiej nie da
    się zjechać na sosnowiec - fuck fuck fuck!

    www.youtube.com/watch?v=YPnGPIMUnus&mode=related&search=
  • greg_slask 08.08.07, 12:29
    A gdzie ja piszę o jakiś innych tragediach? Sorry ale dla mnie
    tragedia związana jest z rzeczą nierozwiązywalną a problemy
    komunikacyjne Katowic to nie tragedia tylko zwykłe zaniedbanie.
    Wierz mi, że ja też nie postrzegam Śląska jako tragedii. A swoją
    drogą to ciekawe co ma wspólnego udział Ślązaków w Powstaniu
    Warszawskim z tym, że z górnośląskiej nie da się zjechać na
    Sosnowiec?
  • tow.stalin 08.08.07, 13:46
    przede wszystkim: co wspólnego z powstaniem warszawskim
    ma "tragedia" ślązaków, o której piszesz? ale skoro już napisałeś, a
    ja odpowiadałem na twój post (a nie na post some), to o co chodzi?

    "Wierz mi, że ja też nie postrzegam Śląska jako tragedii"

    serio? cytowałem twoją wypowiedź, gdzie piszesz coś innego.

    "Sorry ale dla mnie
    > tragedia związana jest z rzeczą nierozwiązywalną "

    skoro ta sprawa jest nieroziązywalna, to po co się nią zajmować?
    widzisz, o to właśnie chodzi: po jasną cholerę ciągle narzekać,
    skoro problem jest nierozwiązywalny? moim zdaniem: ta "tragedia"
    jest raczej naciąganym i sztucznym problemem. to tyle.

    --
    www.youtube.com/watch?v=YPnGPIMUnus&mode=related&search=
  • greg_slask 08.08.07, 14:31
    Oczywiście możemy podyskutować o braku zjazdu gdzieś tam czy
    parkowaniu w katowicach. Tylko nie za bardzo wiem o czym tu
    rozmawiać - może masz jakieś propozycje?

    skoro ta sprawa jest nieroziązywalna, to po co się nią zajmować?
    > widzisz, o to właśnie chodzi: po jasną cholerę ciągle narzekać,
    > skoro problem jest nierozwiązywalny?

    Twój post wnosi zupełnie nową wartość - kwestionujesz (i to tak
    generalnie, niezależnie od prezentowanych przez kogokolwiek
    poglądów) sens istnienia całkiem sporej liczby forów dyskusyjnych
    (większość dyskusji dotyczy spraw nierozwiązywalnych, bo każdy ma
    swój pogląd na sprawę i za cholerę nie jest gotów zmienić zdania).
    Może nawet parkowanie w centrum jest nierozwiązywalne (są ludzie
    którzy tak twierdzą odnośnie wszystkich dużych miast)? No chyba, że
    tak boli Cię akurat słowo "tragedia"? Z drugiej strony skoro to
    według Ciebie "naciągany i sztuczny problem" to znaczy, że sam masz
    na ten temat mocno wykrystalizowane poglądy - czyżbyś się też tym
    kiedyś "zajmował"...?
    Nie no, naprawdę bardzo rzadko zdaża mi się pisać takie
    niemerytoryczne posty ale trafia mnie jak ktoś pisze tylko po to
    żeby się przyczepić. Pozdrawiam i liczę na merytoryczną dyskusję w
    tym czy innym wątku.

  • fyrlok 08.08.07, 03:22
    > Niemcy przez kilka minut rzucali granatami i strzelali z
    > karabinów tuż obok stojących nieruchomo kobiet.

    A autor chyba sie brynom napompowol.
    Abo niy wjy, co to je granat.
    I jak pjeronsko razi.

  • fyrlok 08.08.07, 03:22
    > „Nasz” Ślązak nie był bowiem
    > jedynym Polakiem w tej karnej kompanii.

    Dziwne zdanie - jak Nejger moze byc Eskimosem ?
  • fyrlok 08.08.07, 03:26
    A on mówi: „Wstań!” Po polsku, polską gwarą, ale nie znałem tej
    gwary, bo jeszcze wtedy śląskiej gwary czy mazurskiej nie znałem. A
    on taką gwarą: „Wstań pierunie! Bo tam scelają, to jesce znowu cie
    poscelą”. Mówię, „Nie mogę”. (...)
    ------------
    Ten facio, to chyba nawet jesze dzisiej tyj "gwary" niy zno. :)
    To mo byc po slonsku ?????????????!!!
  • fyrlok 08.08.07, 03:28
    > zorientowałem się, że to musiał być Ślązak, bo on po śląsku gadał.

    Padajom, ze inteligyncja nom erszt Poloki przyniysli.
    Cojsik w tym musi byc, hehehe. :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka