Dodaj do ulubionych

Złamanie szyjki kości udowej

  • reacttiv.pl 23.10.15, 16:43
    Ja osobiście polecam specjalistów z krakowa
    www.reacttiv.pl
    www.facebook.com/prywatnarehabilitacja?ref=hl
  • aagusia91 23.10.15, 20:28
    Oczywiście kości na pewno nie zrastają się krócej niż mięśnie, głównie chodzi o regenerację mięśni, ponieważ noga po złamaniu nie jest w pełni sprawna i mięśnie nie funkcjonują tak jak powinny.
  • kamil198609 12.12.15, 12:51
    Witam,
    Jestem osoba stosunkowo młodą (29). Podczas biegu-> półmaratonu zaczeła mnie boleć noga, początkowo myślałem że to skurcz i nie odpuszczałem, na samym końcu jakieś 20 metrów przed metą poczułem pękniecie kości. Diagnoza w szpitalu była jednoznaczna złamanie szyjki kości udowej, 2 sruby zamontowane i po dwóch dniach do domu. Było to 25 Października, 15 grudnia mam wizytę kontrolną, chodzę ciągle o dwóch kulach. Nie czuje poprawy żadnej nie wiem czy powinna już być. Staram się chodzić po domu markuję ruch chorą nogą. Sprawność nogi oceniam gdzieś na 50% w zakresie ruchów. Jak stoję potrafie ja zgiąć w tył i w przód. Czasem jak niechcąco na nią stąpne zbyt mocno czuje przeszywający ból, również jak zbyt długo leżę czuje hm.. ciężko to określić ból jak by mi śruby się wbijały w mięsień?. Chciałem się dopytać forumowiczów po jakim czasie udalo sie im pozbyc kul. Mam nadzieje ze mi sie ta kosc zrasta i nie bedzie potrzebna endoproteza i po cichu sobie liczę ze nie wiem w lutym moze bede juz jakos kustykal bez kul czy to jest wogole mozliwe? , druga kwestia to powrot do zdrowia czy po takim zlamaniu powrot do biegania jest jeszcze mozliwy ?
  • atkabe13 25.12.15, 15:36
    cześć , ja złamałam kość w maju ale dopiero w czerwcu rozpoznano a w sumie na początku lipca rozpoznano jako złamanie szyjki kości udowej, do 30 października chodziłam o kulach bez dotykania ziemi lewą nogą , d 30 października chodzę bez kul , nie miałam ani śrub ani endoprotezy , chodzę do pracy , na początku strasznie bolało mnie kolano potem puchła mi kostka , jest coraz lepiej chodzę prawie normalnie , na TK nie wykazało szczelin ani śladów złamania , jestem dobrych myśli i pragnę wrócić do biegania po roku, na razie bardzo uważam na nierówności itp. na drodze , od miesiąca śmigam na szpilkach i byłam już na zabawie tanecznej , nie jest źle . Bardzo się cieszę ,że nie rozpoznano tego w dniu w którym wylądowałam w szpitalu bo nie mam śrub ani endo... , ,Chodziłam do 3 specjalistów jednocześnie , każdy miał inne zdanie ja wybrałam to pośrednie i słuchałam swojego ciała chociaż ono reagowało różnie i miałam mieszane uczucia ale wyszło dobrze życzę wytrwałości i bądź dobrej myśli na operacje zawsze jest czas ale warto spróbować innych opcji , trzymaj się :)
  • piokrza 25.12.15, 20:41
    Musiałaś nie mieć złamania (szczeliny) i przemieszczenia, może tylko pęknięcie. To nie jest możliwe by bez unieruchomienia złamanie szyjki kosci udowej sie zagoiło. Chociaż wyciągu przez 3 miesiące, jak nie śrub.
  • kamil198609 26.12.15, 14:23
    Hej, czyli 4 równe miesiace o dwóch kulach chodziłaś. Kurcze mi dzisiaj mija 2 miesiące i czuje jak by to była wieczność. Wydaje mi się ze noga jest coraz slabsza i jak najdejdzie ten dzien gdzie lekarz powie mi ze mam stanac bez kul bo bedzie ciezko:/. BTW bylem na wizycie kontrolnej nie ma obumierania + jest widoczny lekki zrost. takze to chyba pozytywna wiadomosc:) z drugiej strony jak sobie pomysle ze jeszcze tyle czasu ehh.... mam nadzieje ze na wiosne juz pochodze samodzielnie a w 2017 r bede mogl jeszczcze pobiegac:)
  • piokrza 25.12.15, 20:55
    Hej, ja mam obecnie 26 a lewą szyjkę kości udowej złamałem 2 lata temu pod koniec lipca. Nie byłem i nie jestem sportowcem, głównie siedzący tryb, jestem bardzo szczupły i dość wysoki (na sali operacyjnej pielęgniarki się śmiały że "ciało model", bo "bardzo szczuplutki [chudy] jesteś"). Miałem wstawione dwie śruby. Jedną kulę odstawiłem po 3 miesiącach, drugą po 5 miesiącach. Według mojego ówczesnego ortopedy który mnie prowadził najważniejsze są pierwsze 3-4 miesiące gojenia, to od niech zależy co dalej. Ból mięśni długo będziesz czuł, nawet do roku-dwóch od zespolenia i potem operacji usunięcia śrub. Dużo zależy od rehabilitacji. Ja przez pierwsze pół roku miałem problem z podnoszeniem nogi - najpierw przez ból i obrzęk pooperacyjny ok. 1 miesiąc, potem z osłabienia mięśni jeszcze do pół/roku. Lekarz nie mówił Ci że Twoje złamanie może mieć podłoże patologiczne? To dziwne że złamało Ci się w trakcie biegu, nigdzie nie upadłeś na ten bok? U mnie to upadek (w pędzie) z wysokości ~1m na lewy bok lub coś podobnego (nie pamiętam, brak pamięci z chwili wypadku/upadku), ale lekarz nie chciał wierzyć że od upadku mi się (w tym wieku) złamała i myślał nawet że to nowotwór lub osteoporoza.
  • kamil198609 26.12.15, 14:29
    Hej, Kazdy lekarz byl zaskoczony jak mi sie to stalo, ze bez zadnego wypadku itp.no ale nie skierowali mnie na zadne badania bo przyjelil ze to jest 'zlamanie przeciazeniowe' podobno za szybko bieglem za duze tempo sobie narzucilem do mojej masy (95kg). i byl duzy nacisk na kosc i wyszlo jak wyszlo. Mowisz ze do roku odczuwales duzo slabsza noge, troche mnie to przeraza ja sie staram lekko cwiczyc ja podnosci, uginac itp. ale lezac nie moge jej nadal podniesc ( scyzyork ). mam nadzieje ze za jakies 2 -3 msc juz odstawie te kule i bede mogl wreszcie samodzielnie ruszyc w swiat:)
  • kamil198609 23.02.16, 19:24
    Dzisiaj byłem na kontroli ( 4 msc po złamaniu) jest znaczny progres co do ostatniej wizyty. Lekarz ocenił na 70 % zrostu i mogę obciążać chorą nogę 20 kg. Jestem dobrej myśli, mam nadzieję że 29 marca pozwoli mi odstawić 1 kulę a w maju już dwie:)
  • glassempire 23.04.16, 22:48
    Witam po przerwie.
    13,5 miesiaca po operacji "hip pinning".
    A bylo juz tak pieknie... Chodzilam prawie normalnie dopoki nie przyjechalam w zimie na 2 tyg do Polski - i cos mi sie "porobilo"... Cofnelam sie o dobrych kilka miesiecy w sprawnosci, ale nie bylo az tak zle.
    Po jakims czasie zaczelam odczuwac bol (nie silny ale nieprzyjemny, ktory zniechecal mnie do nadmiernego ruchu) oraz ograniczenie w pachwinie. Do dzis mam trudnosc przy wstawaniu, czuje sie niepewnie robiac pierwsze kroki gdy dluzej siedze.
    Bylam na prywatnej fizjoterapii w Krakowie, niestety musialam wracac do domu i jestem umowiona na maj.
    We wtorek ide do kontroli, zrobie RTG i zobaczymy co zacz. Mam nadzieje, ze to tylko miesnie leniwe i sciegna - nic powazniejszego. Miesnie mozna rozruszac, cwicze codziennie, chodze dosc sporo.
    Obwiniam troche siebie i swoje lenistwo bo chodzilam juz po kilkanascie km za jednym zamachem a po styczniu i polskiej zimie jakos oklaplam.
    Musze cos z tym fantem zrobic i to jest moj priorytet na najblizsze tygodnie.
    Pozdrawiam wszystkich zlamasow i zycze szybkiego powrotu do pelnej sprawnosci :)

    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.
  • fihm1 24.04.16, 06:57
    Witam,
    ja też mam 48 lat , jestem 9 miesięcy po operacji. Oczywiście że może to być z ćwiczeń ale radzę się nie oszczędzać. Ja dużo chodziłem ale zawsze o 2 kulach żeby nie skrzywić kręgosłupa. Po trzech miesiącach byłem na 1 miesiąc w sanatorium (polecam Ustroń) dużo zabiegów szybka decyzja z NFZ. Po 6 miesiącach wróciłem do pracy. We wrześniu mam termin w szpitalu będą wyciągać ten metalowy stabilizator bo jednak go cały czas czuję w nodze. Funkcjonuje zupełnie normalnie , jazda na rowerze itp.
  • andi.lubon 24.04.16, 08:33
    Witam Szanownych Poszkodowanych. Mam na imię Andrzej, lat 38 i od dwóch dni jestem po operacji zespolenia szyjki kości udowej. Uszkodzenie biodra nastąpiło ze względu na charakter zmęczeniowy, czyli za duży mix siłownia plus bieganie według lekarzy. Zobaczymy co bedzie dalej. Zespolenie zostało wykonane na dwa gwozdzie i narazie mam zakaz ruszania się. Mogę próbować delikatnie zginać nogę w kolanie, a od jutra bedę po mału sprowadzany do pionu. Mam jedynie stracha, gdyż konsultacje lekarskie bardziej wskazywały na fakt wszczepienia endoprotezy. Prawdopodobnie jest bardzo duże ryzyko, że kość się nie zrośnie. Mam cichą nadzieję, że uda się mojej osobie doprowadzić do stanu, w którym bedę mógł wrócić do uprawiania sportu. Jestem na siebie zły. Przez dwa lata wyrzeczeń; odrzucenia używek, wyeliminowania niezdrowego jedzenia, zbilansowabej diety i zrzucenia 20 kg wagi wypada takie coś. Ktoś mówił, że sport to zdrowie, ale chyba nie w moim przypadku. Pozdrawiam wszystkich.
  • glassempire 25.04.16, 16:22
    zazdroszcze. Tyle moge powiedziec. U mnie, jak pisalam poprzednio, bylo juz calkiem dobrze i nagle pogorszenie jak grom z jasnego nieba :/
    Jutro mam kontrole wiec zobacze co na rtg, jesli kostne sprawy bez zmian to znaczy ze trzeba wziac sie uczciwie za fizjo. Zrobie tutaj bo jak przeliczylam przelot i koszty opieki nad synem to wyjdzie mi na jedno a w Polsce bede sie tylko nudzic bo nie mam wlasciwie co robic miedzy sesjami terapeutycznymi.
    W moim przypadku bylo tak, ze nikt mi wlasciwie nie polecil ani nie poprowadzil fizjoterapeutycznie, dostalam jakis tam mikry zakres cwiczen i "chodzic, chodzic, chodzic" bo to najwazniejsze. Chodzilam nawet po kilkanascie kilometrow! Teraz jak sie "odsztywnie" to tez pochodze spory dystans. Najgorzej jest wstac gdy siedze a potem juz OK.
    Oczywiscie obawiam sie martwicy panewki ale mam nadzieje, ze to tylko panikowanie z mojej strony.

    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.
  • glassempire 27.04.16, 10:47
    No coz, niestety - musze rzec.
    Potwierdzily sie moje obawy ale intuicja mi podpowiadala niemal od poczatku - tzn kiedy zaczely sie problemy, lekkie bole i sztywnosc uda. Staralam sie jakos ja zagluszac poprzez tlumaczenia i racjonalizacje, co jest typowym mechanizmem obronnym.
    Bede chyba na tym forum jedynym przypadkiem, gdzie w rok i dwa miesiace po operacji zespolenia szyjki k.u. metoda hip pinning mimo wszystko doszlo do poczatkow martwicy trzonu (20% operowanych - nie wiem, czy sie cieszyc ze jestem w mniejszosci, to jak kostny hipster; nie mam osteoporozy tak dla pelnej jasnosci) trzeba bedzie najprawdopodobniej wszczepic endoproteze (tzw revised surgery). Jest jeszcze - bardzo mala - szansa po dokladniejszym przyjrzeniu sie na tomografie, bo na rtg nie ma zdecydowanych objawow martwicy; brak zrostu w malym fragmencie i prawdopodobnie lekkie splaszczenie w okolicy zewnetrzne. Objawy sa fizycznie kliniczne lacznie ze sposobem chodzenia i probami odciazania bolesnej nogi. Chodzilam wbrew bolom, jestem dosc odporna - a poza tym bylo to z mojej strony takie troche "zaklinanie" demona. Jak bede chodzic mimo wszystko to bedzie dobrze. Ostatnio przedwczoraj bylam na ok 5 kilometrowym spacerze w lesie.
    Zalecono w chwilach stywnosci i bolu powrocic do jednej kuli lub laski. Pomaga ale wkur**ia. Bo to spory krok wstecz. Mnie na to nie stac - opiekuje sie doroslym, niepelnosprawnym synem. Moge liczyc na pomoc ale nie lubie, wole byc niezalezna, wtedy czuje sie najlepiej. Ale jak sie nie ma co sie lubi...
    Nie mam zludzen i pierwszy szok minal, zycie toczy sie dalej i musze sie przygotowac (tym razem mam na to czas, wizyta u lekarza 13 maja). Pozytywne strony to takie, ze bede w bardzo fajnym szpitalu ortopedycznym 20 km od domu, prawdopodobnie nie bede musiala kupowac protezy lepszej generacji bo takie sa juz w uzyciu (ale jeszcze sie dowiem szczegolowo, jestem na to przygotowana finansowo w razie czego). Negatywne to przede wszystkim sama operacja, kolejne unieruchomienie i zaleznosc (plus lek przed nawrotem depresji, mam spokoj od niej juz 3 lata) i zmiana planow na najblizsza przyszlosc.
    To sie troche wyzalilam i dziekuje za wysluchanie.
    Powodzenia wszystkim zycze, jak najmniej bolu i szybkiego powrotu do pelnej formy :)

    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.
  • andi.lubon 07.06.16, 21:19
    No i dziś mija 7 tygodni od operacji. Wizyta kontrolna za 2 dni i zobaczymy co doktory powiedzą. Cały czas chodzę o kulach, ale jest wyraźna poprawa. Nic nie boli, noga ma jeszcze ograniczony zakres ruchu przy próbie odwodzenia i przyciągnięcia kolana do klatki piersiowej. W momencie zbyt mocnego dociągnięcia pojawia się nerwoból. Warunki mięśniowe poleciały na łeb, nogę mam chudą i galaretowatą, cała masa mięśniowa z niej spadła. Dużo pomogły zabiegi na magnetroniku, to one poprawiły wydolność i ruchomość kończyny. Te 7 tygodni to dla mnie wieczność o kulach i ciekaw jestem ile jeszcze czasu ten stan potrwa, ale przeczuwam, że wakacje przejdą mi koło nosa. Ogólnie od dnia operacji nie spożywam, żadnych leków przeciwbólowych, czuję się dobrze i gdyby nie świadomość i widoczność zagojonej rany na lewym udzie to bym nie przypuszczał, że miałem przeprowadzony zabieg. Teraz jedyny strach jest przed tym, aby podczas konsultacji nie wyszła jakaś martwica, albo inne cholerstwo. Pozdrawiam wszystkich połamanych i życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
  • glassempire 10.06.16, 13:45
    Zycze zdrowia i powodzenia! I zadnych niespodzianek :) Pozdrawiam serdecznie.


    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.
  • andi.lubon 23.06.16, 21:41
    Kontrola już za mną. Kolejne 6 tygodni zwolnienia. Zalecenia lekarskie to rozpoczęcie rehabilitacji złamanej kończyny i co tydzień w terminie tych najbliższych 6 tygodni mam coraz mocniej obciążać złamaną nogę, aż osiągnę 100% obciążenia. Próby są dość pozytywne, chodzi się już zdecydowanie łatwiej, ręce od kul już tak nie bolą. Problemem jest off course rehabilitacja przez NFZ, bo termin na koniec sierpnia początek września. Póki co w ruch poszedł rowerek stacjonarny, wydłużyłem także długość spacerów na świeżym powietrzu, średnio przechodząc około 7 km dziennie. Samopoczucie rewelacja, ale to zasługa letniej i słonecznej aury. Ciekawi mnie fakt, jak długo jeszcze mnie przetrzymają w chodzeniu o dwóch kulach, gdyż co wizyta termin się zmienia. Lekarze w przychodni są jak wróżbita Maciej (nic nie wiedzą i nic nie widzą) i jest to irytujące. Czas chyba na prywatną konsultację z wynikami.
  • milo797 13.07.16, 08:09
    Jak najbardziej mogą. Nie ma c przesadzać z ćwiczeniami. rehabilitacja-wloszczowa.pl/
  • andi.lubon 21.07.16, 12:16
    12 tygodni za mną. Chodzę cały czas o kulach, obciążenie nogi tak na 75% masy ciała. Więcej nie mogę bo ból kolana przeszkadza. Wiem jedno, czas jednak na prywatną konsultację, gdyż lekarze szpitalni to idioci (Ci z mojego miasta). Przychodzę na regularne wizyty co 4-6 tygodni. Na dzisiejszej konsultacji, Szanowny Pan Doktor palnął, że mam zaawansowaną martwicę głowy kości udowej - tej po zespoleniu. Na tą informację nogi mi się ugięły, przed rychłym zrobieniem ze mnie cyborga i wszczepieniem endoprotezy. Kontynuując jednak temat, trochę to dziwne aby w przeciągu 6 tygodni od ostatniej wizyty pół głowy kości udowej było objęte stanem martwiczym. Na pytanie co dalej, czy dostanę (w końcu) skierowanie na rehabilitację, doktorek stwierdził, że przecież nie ma czego rehabilitować, zakres ruchu (bez badania) w nodze jest jak najbardziej poprawny, to że kończyna boli też jest normalne, to czego tak w ogóle ja chcę. Także czas dojrzeć do normalnej decyzji z zacząć się leczyć prywatnie, bo lekarze z poradni przyszpitalnej to totalne dno i kilo mułu. Dodam, że wizyta trwała może z 2 minuty, co jest totalnym brakiem poszanowania pacjenta i prawa do wnikliwej i rzetelnej konsultacji. Na spokojnie przejrzałem wszystkie zdjęcia rtg, które miałem wykonane przez cały okres leczenia, a nawet dotarłem do zdjęć z przed zabiegu i to co doktorek nazwał martwicą kości, to jest po prostu cień rtg kości miednicy, gdyż na każdym wcześniejszym zdjęciu wygląda identycznie. I co ktoś mi powie że państwowa służba zdrowia wyleczy każdego pacjenta....
  • glassempire 23.07.16, 10:41
    Po 12 tygodniach tak stwierdzil? Dziwne...

    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.
  • andi.lubon 09.08.16, 08:39
    Nie mam już sił do takich specjalistów. Najgorsze jest to, że coraz bardziej zaczynają mnie boleć mięśnie w operowanej nodze. Im bardziej dociążam tym jest gorzej. Próba odstawienia jednej kuli zakończyła się fiaskiem. Na szczęście za 2 dni wizyta prywatna u lekarza ortopedy-sportowego. Może on coś mi pomoże?
  • andi.lubon 12.08.16, 10:18
    No i wróciłem do punktu wyjścia. Ze względu na ból spowodowany zbyt szybkim obciążeniem operowanej kończyny, muszę ją odciążyć i wracam do chodzenia o kulach z markowaniem ruchu. Taką terapię mam na kolejne 3 miesiące i wtedy się okaże, czy zrobiłem sobie kuku, czy jednak kość się zrośnie bez komplikacji. Na chwilę obecną martwicy w ocenie specjalisty (gabinet prywatny) nie ma, ale zdecydowanie za szybko państwowa służba zdrowia chciała mnie uzdrowić i stąd te bóle. Na dzień dzisiejszy startujemy z terapią lekiem o nazwie Osteogenon, plus oczywiście przeciwbólowe doraźnie, w razie potrzeby i wracamy do ćwiczeń izometrycznych. Fakt faktem jestem teraz zadowolony z wizyty lekarskiej, gdyż w końcu lekarz rozwiał moje wszelkie wątpliwości i wiem jak dalej będzie przebiegało moje leczenie. Daleko ale widzę światełko w tunelu....
  • piokrza 12.08.16, 10:29
    Dokładnie. Ja konsultowalem sie w owym feralnym czasie jeszcze 2-krotnie z prywatnymi lekarzami, wniosek byl taki ze w panstwowej przychodni-szpitalu lekarz traktowal mnie po "macoszemu", nie zalecając zadnej dalszej rehabilitacji nawet skierowanej na przywrocenie czy poprawe sprawnosci szczegolnie. A przeciez przez rok, czy dwa potem wszystko stopniowo zaczyna sie zmieniac i rodzaje cwiczen rehabilitacyjnych takze. To co cwiczylo sie 4 miesiace po wstawieniu srub w noge czy po ich usunieciu rozni sie przeciez od tego co cwiczy sie pol roku od drugiej operacji.
  • piokrza 12.08.16, 10:25
    mięsnie będą boleć cholernie, mi przez te parę miesięcy zanikły prawie całkowicie, tak że potem jak zacząłem chodzić na obu nogach to z trudem trzymałem sie na tej operowanej, nic na to nie poradzisz, przez jakis czas bedziesz chodzil jak "paralityk", dopoki miesnie sie nie pobudzą i ożywią na nowo
  • daktarin 18.08.16, 11:54
    Cześć. Czy może się wypowiedzieć ktoś kto miał usuwane sruby kaniulowane po złamaniu szyjki kości udowej? Jak wyglądała operacja, okres rekonwalescencji itd. Pozdrawiam Marcin
  • gimerd 20.10.16, 00:27
    Witam serdecznie.W czerwcu 2016 r dokładnie 13-tego miałem usuwane śruby po złamaniu szyjki kości udowej.Śruby miałem od wypadku tj.07.02.2015r czyli praktycznie rok i trzy miesiące.Operacja spoko wszystko się udało tylko nikt mnie nie przygotował na to że po tej operacji ból będzie 100 razy większy niż po pierwszej kiedy śruby mi wkładano.Długi czas nie wiedziałem o co chodzi że tak boli po wyciągnięciu. Udałem się do lekarze operującego jakieś 2 tygodnie po zabiegu i normalnie w świecie zapytałem dlaczego taki ból? I stało się ,a dlatego taki ból ponieważ mięsień czworo głowy do wyciągnięcia śrub jest cięty/szarpany/ by lepiej się zrastał czyli odczucie jak by ktoś kopał mnie bez przerwy z godzinę w to samo miejsce nogi. Ogólnie 10 dni koszmaru po operacji wyciągnięcia,po ściągnięciu szwów z dnia na dzień coraz lepiej.
    Ale u mnie pojawił się inny problem,mianowicie miesiąc przed wyciagniem śrub wybrałem się na rower /zalecenie lekarza/ rower spokojnie godzinna spokojna rozgrzewka po równej nawierzchni i nagle wzniesienie takie ok 45 stopni może 50.Pokonałem je spokojnie bez zrywania i szaleństw lecz na siedząco.Dwa dni później nie wstałem z łóżka potworny ból w pachwinie i tak mam do dziś czyli pażdziernik 2016.Ciągła rehabilitacja nie umiem wejść nawet na jeden stopień schodów...Podobno przywodziciele, rotatory nogi...nikt mi nie umie pomóc..Zwiedziłem już tysiąc rehabilitantów i nic ciągle ten sam objaw.Podobno steryd to ostateczność czy ktoś miał podobnie??? Czy ktoś miał lub ma bóle w pachwinie po tego typu złamaniu.Proszę o kontakt na gimerd@wp.pl chętnie z kimś pogadam ,może ktoś miał podobnie może ktoś znalazł sposób jak sobie pomóc.Proszę o kontakt Remi
  • nick-79 28.12.16, 16:15
    Witam.Miałeś juź usunięte śruby?
    Ja wybieram się w styczniu na umówienie wizyty.
  • andi.lubon 31.12.16, 10:07
    Nic się nie bój. Właśnie jestem po zabiegu usunięcia zespolenia. Wszystko zrobione w znieczuleniu ogólnym, żadnych dolegliwości bólowych po operacji. W moim przypadku śruby zostały usunięte po 8 miesiącach od złamania, ale tylko dlatego że przestały stabilizować złamanie, zaczęły się wysuwać po pełnym obciążeniu kończyny i uwierać na powięź oraz tkanki miękkie powodując zaje...zacny ból. Ze względu na niepełną mineralizację kości mam przed sobą 3 miesiące chodzenia o kulach, 6 tygodni w pełnym odciążeniu i 6 tygodni ze zwiększającym się obciążeniem. Po 12 tygodniach odstawiam kule i liczę na koniec perypetii po złamaniu.
  • nick-79 20.02.17, 15:20
    Ja jestem dokładnie rok od złamania.Mam może 60 %zrostu.Chyba czeka mnie najgorsze-endoproteza.Mam 37 lat.
  • andi.lubon 14.03.17, 12:25
    Hmmm znam ten ból. Co wizyta u ortopedy to propozycja jedyna słuszna, czyli endo (takie chodzenie na łatwiznę). Poszukaj alternatywnych metod na pobudzenie zrostu. Mi bardzo pomogły trzy rzeczy. Pierwsza to lek o nazwie Ostegenon, najlepiej przyswajalne wapno w formie osseiny (nie wymaga jedzenia dodatkowych tabletek typu witamina D3, K2), druga to maść z żywokostu (do zrobienia samemu) i regularne wcieranie jej w biodro, zawarta alantoina wspomaga regenerację tkanek, także warto wypróbować. Jest coś jeszcze, ale to jest hardcore, mianowicie można próbować pić boraks, aby uzupełnić niedobory boru w organizmie. Ma wpływ na mineralizację kośćca, gdyż bor działa na zasadach agregacji wapnia do kości, aby nie zalegał w tkankach miękkich. Do tej kuracji niezbędny będzie dobry preparat magnezowy (cytrynian, stearynian, mleczan), gdyż picie boraksu bez magnezu mija się z celem. Życzę zdrówka
  • psygirl 21.02.17, 10:26
    Ja miałam usunięte śruby po ponad 2 latach. Lekarz mówiłam, że 2 lata to niezbędne minimum ale jak widzę na forum, każdy ortopeda ma inne zdanie. Zabieg usunięcia mogę porównać do zabiegu zespolenia. Wielkość rany ta sama, ból po operacji ten sam. Jedynie, że sam zabieg o wiele krótszy. Po operacji rozlał się po tylnej stronie uda ogromny krwiak - podobno to normalne i jest to krwawienie z kości po usunięciu śrub. Na chorobowym byłam przez ok. 2 miesiące. Z początku chodziłam o kulach bo rana bolała, nie pamiętam ile to trwało ale coś około 4 tygodni. Ogólnie jestem zadowolona, że pozbyłam się tego żelastwa. Minoł pewien dyskomfort, który mi towarzyszył przy leżeniu na chorym boku i przyciąganiu kolana do klatki piersiowej. Noga jest w 100% sprawna i nie boli. Mam jednak wrażenie, że wciąż jest trochę słabsza.
  • ewelin81pl 01.03.17, 22:14
    Super,ze masz juz to wszystko za sobà.Ja mialam operacje zespolenia 5.01.17.Wlasnie jestem na rehabilitacji.Noga operowana jest dluzsza o 1.5 cm,do tego mimo cwiczen,mój staw biodrowy jest jakby zastaly.Nie moge sie sama ubrac itp.Jak bylo to u Ciebie,u Was? Po jakim czasie moglas spac , lezec na operowanej stronie?
  • andi.lubon 14.03.17, 12:14
    Pamiętaj, że zespalając złamanie pocięli Tobie mięśnie i stąd ten efekt zastania. Każdy inaczej się regeneruje. Mnie żona musiała myć w łazience na podłodze bo pod prysznic nie mogłem wejść, takie miałem przykurcze. Mniej więcej po miesiącu przeszło na tyle aby móc funkcjonować, ale pomimo że jestem 11 miesięcy po zespoleniu i 3 po jego usunięciu, niektóre funkcje motoryczne nogi do chwili obecnej nie powróciły. Dla przykładu nie mogę jej unieść do góry przy pełnym wyproście w kolanie, maksymalny wznios to może z 30 cm na d ziemię. Fakt faktem o rehabilitacji w moim mieście nie będę się wypowiadał, bo takie coś nie istnieje....
  • ivona3301 01.01.17, 18:00
    Ja miałam podobna sytuację i bardzo pomogła mi Pani Magdalena Brunagel dzięki niej odzyskałam w pełni sprawność w nodze i teraz tylko od czasu do czasu na zmianę pogody coś tam pobolewa
  • magdalenabuchelt2323 15.09.17, 20:00
    Witam Panią


    Mam na imię Magdalena mój tata w 2014 roku w styczniu przeszedł operację złamanej kości udowej nogę miał skręcaną na śruby, a teraz 3 lata od tamtej operacji okazało się, że poluzowały mu się śruby w tej nodze i prawdopodobnie czeka go kolejna operacja na tą samą nogę. Proszę mi powiedzieć czy taka operacja będzie konieczna i czy jest nadzieja, że tata będzie mógł chodzić? Mój tata ma 82 lata. Ból w tej operowanej nodze pojawił się prawie rok temu, ale wcześniej tata nie szedł do lekarza bo myślał, że to nic takiego, ale teraz ma poważne problemy z chodzeniem i noga go cały czas boli. Proszę o szybką odpowiedź na mój adres e-mail: magdalenabuchelt2323@wp.pl z poważaniem Magdalena
  • hanys75 12.03.18, 20:25
    Witam. Jestem 43 letnim facetem,w pełni zdrowym (no moze poza minimalną kilku kg nadwagą która przyszła po rzuceniu palenia). Miesiąc temu a dokladnie 08.02 miałem w pracy wypadek a konkretnie zleciałem z betonowych schodów do piwnicy. "Lot" tak niefortunny albo jak mówią inni tak fartowny ze skonczył sie "tylko" zabraniem przez karetkę do szpitala gdzie diagnoza zabrzmiała: uraz wysokoenergetyczny,złamanie przezkrętarzowe kości udowej lewej...Oczywiście operacja i mam w nodze (nie wiem czy dobrze to nazywam) gwóżdż dlugi na ok 25c, 2 śruby m5 ok 10 cm i jedna śruba u dołu tego gwożdzia przechodząca przez niego... Poza tym spadając z dobrych 10 schodów nie miałem nawet otarcia czy zarysowanego paznokcia,o braku siniakow nawet nie mówię... Więc "tylko" to złamanie... Ordynator oddziału stwierdził że jak pracuje to jeszcze tak połamanej perfidnie nogi w tym miejscu nie widział i jest to bardzo poważne i nie będzie lekko... Usłyszalem też ze mam nie zgrywać "gieroja" jak sporo facetów unikajaćych brania przeciwbólowych zastrzyków pyralginy i morfiny tylko wołac o zastrzyk jak tylko trzeba...Więc sobie nie załowałem bo bolało mocno.. Zaczęlo sie to potwierdzać już drugiego dnia gdy przyszli terapeuci by "pionizować pacjenta"... wg nich w pierwszej dobie po zabiegu powinienem z ich pomocą wstac z łóżka stając na jednej zdrowej nodze i choć zlapać sie balkonika....przy probie pionizacji poczułem taki ból ze zlałem sie potem jakby ktoś mnie woda oblał i zaczęły latać mi czarne płaty przed oczami mało nie straciłem przytomności....jak mnie położyli do łożka to nawet nie wiem...Dzień drugi podobnie..proba spionizowania równała sie prawie z utrata przytomności....więc zdjęcia rtg które pokazały że wszystko powinno być ok i zabieg był przeprowadzony przawidłowo.... dopiero w 4 dobie po operacji udało sie mnie spionizować na tyle bym stał samodzielnie z balkonikiem... udane samodzielne próby kuśtykania o kulach nie wywołujace mroczków w oczach były dopiero w 12 dobie po zabiegu (wtedy też wypisano mnie do domu)... Zalecenia główne w tym okresie to zerowe obciązanie,cwiczenia to tylko napinanie mięsni itp...Pierwsze dwa tygodnie w domu to była dla mnie masakra bo nawet zejść i wejść do łóżka czy na wc musiałem z kimś... Po pierwszej kontroli w poradni zestaw leków (przeciwbólowe i na kości plus witaminy) kuśtykanie o kulach ale dalej zero obciążania nogi bo wg zdjęcia mam 2.5cm przerwę między kością która najpierw musi zarosnąć. dopiero potem będzie można gadać o rehabilitacji.... obecnie od złamania mija miesiąc i parę dni....jem przeciwbólowe ale powiemszczerze ze najczęsciej czuję bol w mieśniach uda niż gdzieś tam w środku. Jestem juz samodzielny na tyle by chodzić o kulach bez zbytnich problemów,ubrac się wejść pod prysznic itp... Nogą potrafię poruszać od kolana w dół. Nie mogę np ruszyć całą nogą od uda. nie mogę unieść calej nogi. po prostu nie ma możliwości...jakby mięsnie nie slyszały "rozkazu". nie ma również jeszcze mowy o tym by polożyć sie na boku. mogę tylko spać na plecach(niestety)...Czytając forum widze że przy tych urazach jest niesamowita rozbieżność czasowa... jeden 12 tygodni a drugi półtora roku.... jednemu wyciągaja śrubu szybko drugiemu po latach a trzeciemu wcale....Cieżko się w tym połapać co jak i dlaczego.... Jestemświadom powagi urazu ale niesamowicie ciężko jest mi z przymusową bezczynnością... Od zawsze byłem hiperaktywny i mieszkając na wsi,mając swój dom z obejściem,hooby w postaci motocykla i prac związanych z mechaniką pojazdów mój dzień aktywności trwał od 6 do min 22... A teraz jestem uziemiony tak jak jeszcze nigdy w życiu.... Chce zrobić wszystko by to uziemienie jak najszybciej sie skonczyło więc jeśli ktoś ma jakieś rady czy zalecenia to bardzo sie z nich uciesze... pozdrawiam Zbyszek.
  • hanys75 01.04.18, 12:21
    szkoda że już nikt "nie kręci się" w tym temacie :(
  • kasiek_40 08.05.18, 10:57
    Witam, czekam na zespolenie złamania szyjki kości udowej płytką FN , czekam na operację. Boje się strasznie powikłań i powrotu do normalnego funkcjonowania. Mam 40 lat i byłam bardzo aktywną osobom
  • magda.i.maks 28.05.18, 18:02
    Dziś mijają dokładnie4 tygodnie od operacji zespolenia szyjki kości udowej wiązką prętów Kirschnera. Za dwa dni mam pierwszą kontrolę i boję się niesamowicie bo na razie żadnej poprawy nie czuję. Wprawdzie leków przeciwbólowych już od dawna nie biorę, ale nie ma mowy o jakimkolwiek ruchu chorą nogą - nie jestem w stanie podnieść jej do góry ani przesunąć po łóżku bez pomocy ręką albo drugą nogą. Wstaję tylko do toalety i na posiłki. Od tego leżenia pojawiają się inne dolegliwości, m.in. bardzo bolesne kurcze mięśni, mimo, że biorę magnez. Czytając forum widzę, że u większości złamanie jednak szczęśliwie się zrosło, więc staram się wierzyć, że i u mnie tak będzie. Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła wrócić do życia sprzed złamania.
  • hanys75 22.06.18, 22:02
    ooo coś się "ruszyło" ;)....
    No to mogę opisać co u mnie od ostatniego wpisu...
    Jak pisalem 08 lutego upadłem na schodach rozwalając na 4 częsci krętarz :( operacja w ktorej założono dwie sruby m5 przez gwóżdz śródszpikowy blokowany statycznie u dołu małą srubką poprzeczną....
    Po upływie 6 tyg polecono i stawić sie na krótki zabieg podczas którego wyjmą mi te małą śrubkę która jest blokerem gwozdzia... Miało to na celu zdynamizowanie zrostu czyli przyśpieszyć zdrowienie.... Miał to być krótki zabieg w znieczuleniu zewnątrzoponowym i wg ekarza miało to trwac z pół godzinki na operacyjnej....O 12 wjechałem na operacyjną a na 12:30 byl planowany kolejny pacjent (z mojej sali) i no właśnie. Miałem być przytomny i miało to krótko trwać..... Miało! A obudziłem sie po ponad 3 godzinach w sali operacyjnej która wyglądała jak rzeźnia u pijanego rzeźnika. Gdy jako tako oprzytomniałem zobaczyem że mam udo obklejone opatrunkami z zewnątrz i od wewnątrz a miałem miec jeden szew po cięciu w bliznie.... Okazało się że chirurg robiąc cięcie w bliznie (tej po zakładaniu śruby) trafił na tętnicę udową boczną (drugą co do wielkości) i ją przeciął. Tętnica jak tętnica "uciekła' w ciało, krew lała się ze mnie zdrowo więc wezwano zespół chirurgów naczyniowych żeby połatali tę tętnicę. A ci żeby ją połapać musieli ją odszukać więc musiec ciąć....i cięli....z zewnętrznej strony uda kilka nacięć łącznie ok 30cm a od wewnętrznej strony uda ze 20..to cięcie od wewnątrz głębokie przez wszystkie warstwy mięsni i szycie warstwowe...łącznie zamiast jednego szewka miałem szwów 46...utrata krwi bardzo znaczna kwalifikująca sie do przetoczenie dwóch jednostek.jednak na to sie nie zdecydowano ze wzg na bardzo dobre wyniki mojej i szybkośc produkcji nowej lepiej rokowało niż danie obcej krwi.... przewieziono mnie na pooperacyjną i leżałem tam niecałe dwie doby podłączony do szeregu kroplówek i pomp infucyjnych... Masakra... Miałem mieć szybki zabieg a "wyzerowali" mnie na amen tak że nie mogłem sie poruszac w łóżku. Znów ani wstać, ani iść o kulach... jak w lutym.... Byłem zły jak osa i byłem gotów pod sąd oddać cały szpital.... Robiono mi rózne badania,przepływy,kontrasty itp bo w miejscu cięcia nie powinno być żadnej tętnicy do obcięcia bo tętnice u ludzi są zazwyczaj z drugiej strony uda (od wewnętrznej)... Tyle ze nie u mnie. U mnie główna idzie tak jak należy a boczna zamiast grzecznie "leżeć" kawałek obok to pare cm za pachwiną przechodzi na druga stronę kości i "leci" sobie po zewnętrznej stronie nogi... ponoć jeden na kilkuset ludzi tak ma... Więc brak podstaw do oskarżeń szpitala o zaniedbanie czy coś.... Jeden chirurg miał szczescie ze ją nie trafił jak zakładał śrubkę, a drugi miał pecha jak śrubkę wyciągał przez cięcie zrobione w bliznie po zakładaniu... pech...szczęście ze to szpitak wojewódzki a nie jakiś mały powiatowy i ekipa naczyniowych chirurgów była pod ręką bo mógłbym sie wykrwawic jakby trzeba bylo dłużej czekac na kogoś ogarniętego w zszywaniu tętnic...to było ok 16 kwietnia....i zamiast powoli odstawiać jedną kulę lub dreptać o dwóch i zaczynac coś robić ja musiałem zaczynać od nowa z wszystkim.... ok 10 maja powyciągali mi reszte szwów a 22 maja miałem już wcześniej zaklepany termin na rehabilitację na oddziale rehabilitacyjnym...Do końca maja to było chodzenie o 2 kulach z prawie zerowym obciążaniem chorej nogi bo z bólu sie nie dało jej obciążac mimo łykania przeciwbólowych pigułek z tramadolem :( .. Na rehabilitacyjnym chyba opatrznosć czy jakaś Siła Wyższa czuwała nademną bo z 4 masażystów rehabilitantów przydzielono mi faceta który 2,5 roku temu równiż złamał krętarz w wypadku ale komunikacyjnym i na dziś mówił że ma sprwność taką jakby nigdy nie miał wypadku... Wiec wiedział dużo więcej po sobie co i jak może mi robić... Jego masaze były bolesne, czasem nawet bardzo bolała noga przez pół dnia,ale póżniej poprawa była znaczna...Po swoich doswiadczeniach wiedział co moze mi zrobić ale i co może powiedziec więcej niż inni który wiedzę mają tylko z książek... Ten mi najwięcej pomógł... w ciągu miesiąca rehabilitacji odstawiełm i leki na tramadolu i jedną kulę... Noga nadal mnie boli,czasem mocno tyle ze nie boli w miejscu złamiania i w pachwinie jak bolała na początku po wypadku a ból skupia sie w kolanie. boli przy zginaniu i przy obciążaniu.. Ale ponoć to normalne że po ponad 4 miesiącach oszczędzania nogi,zaniku mięsni nawet pośladkowego,sporej licznie mięsnie pociętych i poszytych no i niewielkiej ruchomości stawu kolanowego ból będzie sie skupiać własnie w kolanie... 08 lipca minie 5 miesięcy od wypadku i gdyby nie ta sprawa z tętnicą to już powinienem chodzić samodzielnie a tak to lipa...raczej nawet te moje wszytkie starania nie spowodują odstawienie kuli bo teraz nie jestem w stanie zrobić kroku bez niej... Po zlożeniu w ZUSie papierów na rehabilitację zusowską miałem komisję i otrzymalem decyzję kierujacą mnie na leczenie sanatoryjne... Gdzie i kiedy to sie dowiem jak mi przyjdzie pismo.. Już lekarz orzecznik polecił mi wypisać i złożyć papiery na świadczenia rehabilitacyjne bo wg niego nie ma opcji żebym wrócił do pracy przed upływem 182 dni L4 (wypada to 8 sierpnia)... więc czeka mnie kolejne wezwanie do Zus..... Dla mnie ten wypadek to koszmar i w mojej ocenie powrót do sprawności przebiega zbyt wolno...tyle ze wg kilku lekarzy z którymi omawiałem mój przypadek zdrowieje zbyt szybko. Więc wychodzi ze jest jak ma byc... Wypadek ten uczy mnie cierpliwości...cholernie uczy....
  • hanys75 22.06.18, 22:06
    po 4 tygodniach to normalne.. w tym okresie ja nie byłem w stanie funkcjonować bez silnych przeciwbólowych a o samodzielnych ruchach kończyną mogłem zapomnieć... przesunięcie nogą w łożku w bok to tylko przy pomocy drugiej nogi albo mając założoną skarpetę łapałem ją ręką i tak ruszałem nogą.
  • kasiek_40 10.07.18, 00:18
    Witam. Ja mam jutro kontrolne etg, minęło 8 tygodni. Dzięki dobrej rehabilitacji chodzę po domu o 1kuli. Bolą tylko nadgarstki. Hanys ale pech , współczuję . Leżałeś w Jastrzębiu?
  • hanys75 10.07.18, 20:59
    Hej Kasiek. Super że tak szybko wracasz do zdrowia. Ja nie byłem w Jastrzębiu tylko w Rybniku na Orzepowicach (wojewódzki nr 3), tam mnie bezpośrednio pogotowie zawiozło wiec tam mnie zoperowali i wbrew opiniom jakie ma ten szpital po prywatnych wizytach u renomowanych 2 specjalistow ortopedów jest to zrobione nad wyraz dobrze, konkretnie i mocno więc i drugi zabieg tam robiłem.. pech.... a rehabilitację miałem w Rydułtowach..
    Teraz już (dopiero) chodzę swobodnie o jednej kuli ortopedycznej lub lasce al'a "dr House" (na krótszych dystansach) lub po domu bez "ręcznych wspomagaczy". Ale bez kul to chodzę kiwając sie jak kaczka.... wreszcie mogę tak robić bo po rtg 02.07 na którym widac już zrost i nie ma już (dopiero?) tej 3 cm przerwy w kosci ktora była jeszcze w kwietniu.... a i Zus sanatorium mi przyznał...mam jechac 11 pażdziernika.. nie mam pojęcia kiedy wróce do pracy
  • kasiek_40 12.07.18, 17:34
    Dzięki za odpowiedź . a ja mam doła strasznego bo we wtorek miałam usg i zrostu nie ma (minęło 8 tygodni od zespolenia), ale nie ma też martwicy. Lekarz stwierdził "trochę sie nam to rozeszło ale trudno" mam wrażenie że mam tam takie większe "v" na zdięciu (ja miałam pęknięcie tak do połowy i taką "wyrwe ". Kazał mi jeszcze miesiąc nie obciążać a potem na 50%. Ja chodze na rehabilitacje prywatnie i mi już kazał z tydzien temu lekko obciążać , więc mam rozdwojenie kogo słuchać. Dziś mój rehabilitant obejrzał fotke i stwierdził faktycznie ciekawe dlaczego jeszcze sie nie zrosło , mam sie lepiej odżywiać (galaretki itp) i obiecał skonsultować z innym lekarzem. Po ilu i Ty miałeś zrost? i jak było u Ciebie z obciążaniem. Ja do pracy nie szybciej niż za pół roku mi powiedział, mam już tak dość tego siedzenia w domu i bycia zależną .. jak bym już chciała o jednej kuli, przynajmniej idzie coś przenieść. Jakie brałeś suplementy, jakaś dieta? Ja łykam 4000 wit. d, mumio, k2 i wapno
  • hanys75 13.07.18, 09:03
    dieta? żadnej. nie wymyślałem żadnych galaretek ani innego ustrojstwa które niby polec sie ludziom ze złamaniem kości. Suplementy to takie jak napisalaś i co mi wpadło w oko w aptece np calperos 1000.. a co do zrostu...
    Myśle ze nie masz sie czym stresować... kiedy u mnie nastąpił to dokładnie nie wiem bo miałem dłuższą przerwę od rtg ale patrzę na zdjecia to wychodzi mi tak... wypadek 08.lutego a rtg z 25 kwietnia i prawie 3cm dziura pomiędzy kośćmi jak był tak jest... miałem na krętarzu wyrwe ok 3cm która musiała zarosnąć... dopiero na rtg z 02 lipca widać mi że ta dziura sie zapełniła, ale jeszcze sie to miejsce złamania musie "całe oblać materiałem kotnym,tyle ze to musi jeszcze trwac" jka mi powiedział ortopeda.... a z obciążaniem to w ogóle jest heca :). Przy wypisie ze szpitala otrzymałem kategoryczny zakaz i że o tym kiedy i ile zdecyduje ortopeda... Jakoś tydzień od wypisu miałem wizyte w poradni i tam po tym jak sobie to wszystko pooglądał rownież polecił obciążenie zerowe.. Miałem juz wtedy skierowanie na wyjęcie tej nieszczesnej śruby blokującej i musiałem iśc na oddział umówić sobie termin. trafiłem że sam ordynator przyjmował i pierwsze co zrobil jak wlazłem do gabinetu o kulach z nogą w przykurczu w powietrzu to wydarł sie na mnie dlaczego ja tej nogi nie kładę na ziemi, nie robię tzw "3 kroku" i dlaczego nie obciążam tej nogi... myślałem że mnie zje bez chleba...jak powiedziałem że to zalecili mi na wypisie a i ortopeda z pobliskiej poradni zalecił do następnej wizyty (za miesiąc) to sie darł jak opętany, nasłuchałem o nieukach,amatorach a i nawet jakiś "debil" przeleciał w kierunku innych lekarzy... potem wyciągnął atlas,moje zdjęcie i zaczął mi tłumaczyć dlaczego ja MUSZĘ jak najprędzej nogę stawiać,ruszac i obciążać... pokazywał i tłumaczył co cierpi dodatkowo jak sie noge oszczędza. Nawet uslyszałem ze unikanie obciązania mocno spowalnia przyrost materiału kostnego o zaniku mięśni i przykurczach nie wspomnę... Powiedzial mi też że jak usłyszę o procentach,czy kilogramach to mam powiedzieć temu co mi to gada ze ma sobie to w d*** wsadzic bo zacytuję- powiedz mi ...jak ty te cale procenty czy kilogramy wyliczysz? nogę utniesz i na wagę położysz? skąd masz wiedziec kiedy bedzie 20 a kiedy 30 %...zapomnij o tym wszystkim... masz pamiętać jedno. masz obciążać do granicy bólu. to jest jedyny wyznacznik.śruby masz takie ze nawet bez zrostu cie utrzymają więc masz chodzić, dużo ile potrafisz.. masz na już markować chód przy pomocy kul zawsze i wszedzie,i zawsze ma byc to w mysl 3 kroku czyli kule,chora noga,zdrowa. zawsze chora na ziemi a twoje ciało samo ci powie ile mozesz obciążyc tę nogę... Też wtedy zgłupiałem bo jeden tak a drugi na opak...a pewnie jakbym poszedł do trzeciego to jeszcze by mi nakazał nogę na plecy przywiązać... ja postanowiłem zaufac ordynatorowi (bo więcej lat ma i tytułow przy nazwisku ;) ) i stosowałem sie do jego zaleceń.. fakt że bolało nie raz i nie dwa i sporo tabletek zerzarłem ale za to jak przyszedłem w maju na oddział rehabilitacyjny to tam byli zdziwieni że JUŻ tyle potrafię (mi sie wydawało i wydaje ciągle że za mało)...
  • kasiek_40 13.07.18, 20:55
    A mnie podnioś na duchu :))) . Jak nad tym myślę to rehabilitant ma rację ,: to jest lepiej ukrwione jak się lekko obciąży , a przecież blacha i 5 śrub to chyba trzyma. Mnie się to mogło rozejść nawet jeszcze w szpitalu , bo zemdlałam na drugi dzień po zespoleniu ale to nie wzruszyło pielęgniarek a lekarzom się nie przyznałam bo chciałam do domu jak najszybciej. Dostałeś jakieś skierowanie na rehabilitację? Ja chodzę prywatnie raz w tygodniu , teraz dodatkowo codziennie na pole magnetyczne. L4 min 6 miesięcy - do głowy dostać to siedzenie w domu ...Domownicy już mnie mają dość :((. Pozwolił Ci prowadzić samochód lekarz ? Mi narazie nie choć rehabilitant nie widzi przeszkód , ja to mam prawą nogę. W życiu bym nie pomyślała że mnie spotka takie uziemienie i przez taką głupotę ...nigdy nie miałam nic złamane i prowadziłam b. aktywny tryb życia . Pozdrawiam
  • hanys75 15.07.18, 14:10
    o skierowanie na oddział rehabilitacyjny musisz sama poprosić swojego ortopedę. im wcześniej tym lepiej bo "sie czeka" i to niekiedy sporo... mi lekarz wypisał z dopiskiem cito-pilne i zaraz od niego poszedłem na oddział rehabilitacyjny w szpitalu wojewódzkim nr 3 w Rybniku i szczęka mi opadła. Bo tak... byl to początek kwietnia (dokladnie nie pamiętam) a tam bardzo niemiła pani w sekretariacie "łaskawie" udzielila mi informacji ze owszem czemu nie ale....na połowe września!!!! mówię jej że wtedy to mi już bede ponad miesiąc po półrocznym L4 i to strasznie późno...usłuszalem ze moge sobie poszukać w innych miejscach jak mi sie nie podoba....czyli widzisz...skierownie kwiecien a rehabilitacja wrzesień!...zabrałem skierowanie i wróciłem do domu... w Necie wyszukałem sobie szpitale z oddziałem rehabilitacyjnym i jak zacząłem dzwonić to mi sie słabo robiło...dość powiedziec że gdy usłyszałem z pewnego dość renomowanego szpitala ze...uwaga! marzec 2020!!! to ten dwuletni czas oczekiwania nie był najdłuższym.. Mam po blisku szpital w Rydułtowach ale tego sobie zostawiłem na koniec. jednak to był strzal w 10 bo jak tam pojechałem to w sekretariacie uslyszalem że ona (sekretarka) o terminie nic mi nie powie bo o tym decyduje indywidualnie pani ordynator która przyjmuje i decyduje o terminach w jeden dzien tygodnia....polazłem tam i w gabinecie ordynatorka pierwsze pytanie jakie mi zadała to kiedy mija mi 182 dni chorobowego bo jak chcę to trzeba mi w tym czasie poszukać terminu...i uslyszałem że 20 maja może mnie przyjąć, czyli praktycznie 5 czy 6 tygodni oczekiwania...SUPER... a jak by mało bylo to już 30 kwietnia dzwoniła do mnie czy nie reflektuję na przyjęcie od 2 maja bo zwolnilo sie miejsce. Niestety wtedy nie mogłem bo miałem jeszcze około 30 szwów do wyjęcia po tej drugiej nieszczesnej operacji... i tam o czasie trwania rehabilitacji również decyduje pani ordynator bo niby standardowe nfz jest 3 tygodnie (max 6) i nfv ma parcie by bylo to zawsze tylko te minimalne 3 tygodnie a ona mi powiedziala że mam sie na tyle nie nastawiac bo to ona decyduje ile pacjent potrzebuje czasu a nie jakiś urzędas w nfz... i np ja byłem tam nie 21 a 28 dni a jedna z pacjentek jak sie nie mylę to 34...mi sie podobało choć jak na każdym nfzowskim oddziele to zabiegi skromne, magneto,lasery,solux,podwieszki linkowe,izometria,masaże,rowerki, wodne wirówki.. mi najwięcej dały masaże podwieszki bez obciązenia i z obciążeniem i rowerek....ale to mi... co do jazdy autem.... ja mam lewą noge więc do obsługi sprzęgło. nie pytałem sie nikogo tylko na placu sobie cwiczyłem...widziałem ze na początku nie dawalem rady przenieść nogi z podłogi na pedał sprzęgła i nie mogłem nacisnąc na pedał...po iluś tam dniach nacisk opanowałem jednak problemem było np gdy musiałem szybciej przenieść nogę z podłogi na sprzęgło....powoli to dawałem radę lub pomagalem sobie ręką,nie było to zbyt mądre ale.....w najgorszym momencie nie zdążyłem nacisnąć sprzęgła i auto mi np gasło przy nagłym hamowaniu... Ty masz nogę prawą więc nie wiem jak to bedzie... myslę że o ile operowanie gazem to zero problemu to patrząc na siebie i moją noge gdybym miał chora prawą to przez co najmniej 4 miesiące od wypadku nie miałbym żadnych szans szybko przełożyć noge z pedału gazu na pedał hamulca. nie wiem jak masz ty...spróbuj siedząc w aucie i mając nogę na gazie bez pomocy rąk przenieść nogę na hamulec i nacisnąc.. dla mnie w jeszcze 4 miesiące po złamaniu to było by niewykonalne a więc jazda była by bardzo niebezpieczna bo prędzej bym w coś lub kogoś uderzył niz zahamował..... ps ja też nigdy nie miałem nic złamane i takie dlugi L4 mam pierwszy raz w życiu....uczy mnie to cierpliwości i pokory oj uczy...
  • kasiek_40 15.07.18, 23:50
    Szkoda ., że nie spytałam, nawet mi do głowy nie przyszło bo mając w domu 2 dzieci i 1 męża :-) to mnie do szpitala nie ciągło, ale z pewnością było by to dobre w mojej sytuacji . Kolejna wizytę mam dopiero 11 września to spytam , mi pół roku mija 10 listopada. Jutro mój rehabilitant obiecał skonsultować moje rtg z innym ortopedą , może sie coś więcej dowiem jakie rokowania. Ale po Twoim poście zaczęłam z powrotem lekko obciążać i trzymać sie wersji że to na korzyść. A z autem popróbuje na placu jak męża nie będzie bo mi nie pozwala- mam autokasko opłacone Fajnie nie , wszyscy znajomi na wczasach ....
  • maluch_07 16.07.18, 09:05
    Mnie się udało. Złamanie szyjki kości udowej lewej w czerwcu 2016 w wieku 53 lat po upadku. Założono DHS. Początki czyli jakieś 7-8 tygodni bardzo trudne ( balkonik, wózek, kule). Kolejne 8 tygodni dużo lepiej. Po ponad 4 miesiącach wróciłem do biurowej pracy chodząc bez kul ale trochę kaczym chodem. Zrost zaczął być widoczny po około 14 tygodniach. Po dwóch latach czyli w czerwcu tego roku usunięto mi zespolenie. Szybka półgodzinna operacja w znieczuleniu podpajęczynówkowym. Na drugi dzień po zabiegu już na chodzie z asekuracją jednej kuli. Po miesiącu wróciłem do pracy bez problemów. Sprawność z dnia na dzień coraz lepsza. Życzę wszystkim powodzenia. Trzymajcie się będzie dobrze, ale trochę to musi potrwać
  • hanys75 16.07.18, 10:18
    ciesze się że poszło Cie z tym złamaniem tak elegancko..takie świadectwa są potrzebne. że trzeba dac czas a wtedy wraca sie do formy. :) pozdrawiam
  • hanys75 16.07.18, 09:13
    autocasco jest fajne,, gdy sie nie zdąży z hamowaniem jak wyskoczy auto...a co jak wyskoczy pieszy??.
    Kasiek kolejna sprawa, nalezy Ci sie jak psu buda LECZENIE SANATORYJNE z ZUSu, trzeba albo sobie wypisać parę dokumentow i złożyć w Zusie... ja już jestem po komisji i mam termin i miejsce wyznaczone. jadę na turnus 11 pażdziernika... Ponoć turnus sanatoryjny pomoga znacznie wiecej niż szpitalna rehabilitacja więc warto tym bardziej ze za wszystko płaci ZUS (łącznie z kosztami dojazdu).. Następna sprawa ważna dla Ciebie.. pół roku chorobowego. Czy masz 100% pewność że po upływie 182 dni wrócisz bez problemu do pracy?? Jeśli pewności nie masz to musisz złożyć do ZUS papierki na SWIADCZENIA REHABILITACYJNE i te dokumenty sklada się MIN 6 TYGODNI przed upływem 182 dnia chorobowego. jest to druk :www.zus.pl/wzory-formularzy/zasilki/swiadczenie-rehabilitacyjne/-/publisher/details/1/wniosek-znp-7/ZUS_NP-7.... i to trzeba jak najszybciej,bo okropnie długo im trwa weryfikacja... np ja zlożylem 19 czerwca i do dziś nic nie dostałem...a bez tego bedziesz mieć w pracy nieobecność usprawiedliwiona-niepłatna.. plusem tych papierków na świadczenia jest to ze jak sie je złoży i świadczenie zostanie przyznane a pacjent jednak po tych 182 jest zdolny do pracy to nic sie nie dzieje..zostają anulowane po prostu.... Działaj i nie czekaj na termin wizyty. Wiesz, gdy ja sie o wszystkim dowiedziałem (tez od ludzi bo ani lekarz ani zus nikogo na wyrost nie informują) to zabrałem wszystkie druki,poszedlem do rejestracji i pokazałem tam babce ze mam plik dokumentów do ZUSu a termin wizyty odległy i MUSZĘ je miec wypełnione na gwałt (jedną z kart wypełnia lekarz) i panienka znalazła mi okienko chyba za 4 dni gdy lekarz mógł mnie przyjąć... Oni w poradniach muszą mieć rezerwe przyjęc do lekarza w razie "W" więc jak zajdziesz z plikiem kart z nagłówkiem zusowskim to termin szybko ci znajdą...
  • hanys75 16.07.18, 15:20
    Kasiek, czy ja dobrze czytam że Ty byłas na wizycie u ortopedy 11 lipca i kolejną wizyte masz 11 września?? to on dał Ci L4 jednym ciągiem na jednym druku na 2 miesiące??? Dla mnie dwa miesiące bez wizyty u lekarza to zdecydowanie za długi okres...to wręcz chore i ja nie wyobrażam sobie zeby być "bez nadzoru" bite dwa miesiące... A jak w tym czasie coś sie tam w środku zacznie sie za przeproszeniem piepszyć? zanim nastanie wrzesnień to może być zaawansowana martwica,czy tez dziac się inne gorsze rzeczy o których lepiej nie mówić... Nie wyobr a byłas już wzywana na kontrole do Zusu? jesli nie a masz L4 na tak okropnie długi czas to na bank zostaniesz wezwana. Gdy mi w 3 miesiącu po złamaniu ortopeda wypisał L4 na miesiąc to w migu zostałem wezwany do Zus na kontrole bo wg tego co usłyszałem kazde L4 powyzej 14 dni automatycznie trafia do kontroli
  • kasiek_40 16.07.18, 16:04
    Hej. Poprzednie L4 miałam od 22 maja do 10 lipca, też sie tyle naczekałam. No teraz dostałam L4 na bite 2 miesiace . Kontroli z Zus jeszcze nie miałam, żadnego wezwania też (w sumie jestem na L4 od 7 maja). Siesdze w domu jedynie na tę rehabilitacje jeźdże i w niedziele do kościoła, tyle atrakcji. Mam wpisaną 2 ale nie wiem czy wytłumaczeniem jest , że maż mnie zawiózł 2 km dalej do mamy na kawe np. Z pracy mam odwiedziny kilka razy w tygodniu, już dzwonić troche przestali(pracuje w Urzędzie) i zostawiłam "rozkopane" biurko. Zastanawiam sie czy nie iść na konsultację prywatną do kogoś , kumpel mi polecił dr Kochanowski Rybnik, Słyszaleś o nim? Ten Twój ordynator, przyjmuje może prywatnie? jakoś mnie t ostatnio pobolewa, a już nie bolało wogóle prawie, martwie sie troche. Ty masz chorobowe po wypadku w pracy , nie ma prawa Ci sie nikt doczepić. U mnie nie wiem , to sie stało w domu , ale nikt przy zdrowych zmysłach nie spada umyślnie z parapetu jeszcze w przeddzień komuni swojego dziecka :-(
  • hanys75 16.07.18, 21:57
    myślę że to dobry pomysł. Kochanowski mnie nie operował ale miałem z nim kontakt w szpitalu i dla mnie to spoko i konkretny gość,zawsze przy obchodach pytał o stan i odpowiadał na moje pytania a miałem zawsze jakies :) jest tam zastępcą ordynatora. ordynator to Zejer masz tu jego stronkę : www.ortopeda-rybnik.pl/#!start
    co do charakteru naszych l4 i wizyt u rodziny to napisze Ci że pytałem o to będąc w Zusie bo moja mama mieszka na drugim koncu wsi...usłyszałem ze róznie może to być gdy nieobecność w domu podczas ewentualnej kontroli bede tłumaczyć wizytą u mamy... może byc wszystko ok a mogą wyniknąć problemy... przytoczono mi historię kobiety która bedąc na l4 "2" czyli może chodzic miała kontrolę w czasie gdy była u rodziców..Takie tłumaczenie przeszło i wszystko było ok. Ale podczas drugiej kontroli znów jej nie było i znow podała takie tłumaczenie. ale urzędnik zaczął drążyć i wyniuchał że rodzice tej pani to ludzi wiekowi,schorowani i wymagający opieki i wielu czynnosci opiekunczych. I sie zaczęło...i doszło do tego że tej pani wstrzymano zasiłek ze względu na to że wizytami u rodziców i potencjalnymi czynnościami które może (ale nie musi) tam wykonywać szkodzi swojemu zdrowiu, opóźnia zdrowienie i jest ryzyko wystąpienia kolejnego urazu... i że ją uwalili na maxa... Wiesz, to forum jest otwarte i mam pare rzeczy w głowie o których tu nie napisze. jak masz jakieś pytania w stylu np L4 i pobytu w domu to może lepiej uderzyc na maila... możemy wymieniac maile lub też poprzez mail skontaktowac się poprzez inne komunikatory...namiar na mnie to : fojerman@interia.pl
  • magda.i.maks 27.07.18, 20:01
    Jestem już po drugiej kontroli i widać że zaczyna się zrastać. Wprawdzie zrost jest jeszcze bardzo słaby, ale coś zaczyna się dziać :) Zresztą sama czuję, że jest lepiej, przynajmniej pod względem bólowym. Mogę nogę przesuwać po łóżku, leżąc na plecach dam radę samodzielnie zgiąć w kolanie i przyciągnąć do brzucha i stojąc podnieść do góry do zgięcia biodra pod kątem 90 stopni. Z zaleceń lekarskich nadal mam zakaz obciążania, ale na szczęście mogę już ćwiczyć. Bardzo się z tego cieszę bo po trzech miesiącach siedzenia na czterech literach mięśnie bardzo osłabły. Wczoraj wdrapałam się na rower stacjonarny i kręciłam 15 minut bez żadnego oporu. Nic nie bolało, więc za chwilę idę na kolejną "przejażdżkę" ;)
  • hanys75 29.07.18, 12:08
    No i elegancko Magda! To wszystko wymaga czasu (kurcze, nie wierze ze sam to pisze bom niecierpliwiec 1 klasa he he). Mięsnie osłabły i zapewne zanikły i dopiero daja o sobie znać później. A przynajmniej mi daja dopiero teraz do wiwatu.. nie mam bólu który mógłbym identyfikowac ze złamaniem ale boli i to czasem mocno w innych miejscach a konkretnie to bola mięsnie. Np wczoraj za dużo sobie pozwoliłem z łażeniem,ćwiczeniami i ogólnie mówiąc z czynnosciami zwiazanymi z domem na wsi i juz wieczorem czułem jakby mnie ktoś jakąś lagą ocwiczył. a dziś boli i półdupek i mieśnie uda..po prostu za dużo "dostały w palnik"...co do osłabienia i zaniku mięsni... za parę dni mija mi pół roku od wypadku,jestem aktywny czasem aż do przegięcia i łażę, dreptam, ćwiczę ile sie da a i tak jakakolwiek wizyta u lekarza (wide nawet u tępaków w Zusie) gdy prezentuję się w bieliźnie to słyszę-uuuu ale panu pośladkowy zanikł.... Tak więc Magdo,głowa do góry,robić swoje i nie patrzeć na kalendarz :)
  • kasiek_40 30.07.18, 22:06
    Fajnie Magda. Ja jestem prawie 3 miesiące od zespolenia (po 2 miesiącach zrostu nie było) i mam zacząć obciążać na 50 %. Tylko z tą różnicą że ja mam zespolenie płytą. Boleć nie boli, chodze na rehabilitacje i zaczynam chodzić z 1 kulą. Kolejna wizyta z rtg dopiero we wrześniu. Na rowerku z minimalnym obciążeniem jeżdżę max 5 km dziennie
  • hanys75 04.09.18, 12:04
    Magda! żujesz tam? Co u Ciebie???
  • hanys75 04.09.18, 12:05
    Zyjesz znaczy sie :)
  • kasiek_40 14.09.18, 09:44
    Melduję, że jestem po wizycie (4 miesiące od zespolenia: płyta+ 3 gwoździe), że lekarz potwierdził, że zaczęło się zrastać. Za 1,5 miesiąca planuję wrócić do pracy. Chodzę a raczej" telepię się" bez kul. Teraz intensywna rehabilitacja i basen. Ból kości odczuwam jedynie przy dłuższym siedzeniu bez ruchu (k. 2 godz) no generalnie bóle mięśni podczas chodzenia czy wstawania , ale to pewnie normalne po tak długim ich nieużywaniu. Pozdrawiam
  • magda.i.maks 22.10.18, 12:29
    Jestem i żyję i mam się coraz lepiej :) Od 5 września mam w końcu pozwolenie na obciążanie - początkowy było tylko do 20kg, a od ostatniej kontroli (17 października) do 40kg. Chodzę o kulach i powoli jest coraz lepiej. Teraz największym problemem są słabe mięśnie i strach przed upadkiem i kolejnym złamaniem, ale mam nadzieję, że szybko uda się pokonać te trudności. Kolejna kontrola za w grudniu.
  • kasiek_40 10.12.18, 23:37
    Ja mam ustalony termin wyjęcia śrub 15.10.2019 czyli 1,5 roku od operacji. Lekarz stwierdził pełen zrost. Jestem 7 miesięcy po wypadku , nadal utykam i odczuwam ból głównie kręgosłupa. Jak długo mieliście L4 po wyjęciu zespolenia, jak długo o kulach?
  • magda.i.maks 12.12.18, 16:41
    Mi kręgosłup też dokucza. To przez to, że przez długi czas był nierównomiernie obciążany. Jeśli masz taką możliwość to pochodź gdzieś na rehabilitację. Nawet zwykły basen powinien pomóc.
    Ja dziś miałam kontrolę i u mnie też lekarz stwierdził pełny zrost (7,5 miesiąca po złamaniu). 20 stycznia mam się zgłosić na oddział celem usunięcia gwoździ :)
  • goszaak 04.01.19, 08:39
    Hej, jest tu ktoś jeszcze aktywny? Chetnie opowiem o swoim przypadku bo po czasie, patrząc na to z dystansu wydaje się to az nieprawdopodobne:D chcialabym jeszcze zapytać, czy po tak szybkim czasie (operacja odbyła się w kwietniu 2018 r.) konieczne jest wyjecie srub? Mam isc na zabieg jeszcze w tym miesiacu, ale jak pomyślę sobie ze na nowo mam przeżywać ten koszmar to mi sie odechciewa :(
  • kasiek_40 08.01.19, 10:39
    To ciekawe jakość wcześnie. ja mam płytkę Fn i 5 śrub i powiedział lekarz że najszybciej 1,5 roku po operacji choć mam pełny zrost. ja bym to już chciała mieć wyjęte. Mnie ta płyta " kaleczy " mięśnie takie mam uczucie.
    Ile po wyjęciu zespolenia wraca się do siebie ? ile czasu o kulach i z jak długim L4 mam sie liczyć?
    Ja jestem 9 miesięcy po zespoleniu i nadal utykam , też tak macie?
  • magda.i.maks 11.01.19, 14:21
    @kasiek_40 Ja też 9-ty miesiąc po operacji i nadal czuje, że jeszcze nie wszystko wróciło do normy. Zwłaszcza jak dłużej siedzę bez ruchu to ciężko od razu iść, muszę chwilę postać i też dosyć mocno utykam.
  • magda.i.maks 11.01.19, 14:18
    Ja miałam operację 2 maja 2018 i za 1,5 tygodnia idę na wyjęcie zespolenia. Każdy przypadek jest inny, lekarze stosują różne zespolenia, każdy zrasta się w trochę innym tempie. U mnie wyjęcie jest konieczne bo pręty wystają z kości i szarpią mięsień.
  • mariola1976 12.01.19, 23:25
    Od ponad dwóch miesięcy ma złamaną szyjkę kości udowej, bez żadnego urazu czyli nie uderzyłam się, nie przewróciłam się i nie miałam wypadku. Lekarz stwierdził, że to prawdopodobnie rwa kulszowa i na to mnie cały czas leczyli. gdy ból nie przechodził po blisko miesięcznym leczeniu powiedziałam, że powinno być zrobione zdjęcie rtg stawu biodrowego. Lekarz dał mi skierowanie no i okazało się, że jest to złamanie. Nie miałam operacji bo według jednego z ortopedów noga jest na tyle już sprawna (mogłam ją już podnosić, zginać i już tak mnie nie bolała) i na mój wiek. Teraz już za późno na operację. Co mogę zrobić aby szybciej się zrosła, czy możliwa jest w tej sytuacji rehabilitacja, ćwiczenia bo siedząc w domu przez 8 miesięcy aby samo się zrosło raczej nie wytrzyma.
  • kasiek_40 13.01.19, 19:14
    Mariola, zrób sobie badania - poziom witaminy d i jak masz niski to wysoka suplementacja. Ja brałam Mumio i piłam skrzyp na zrost, poza tym pole magnetyczne i rehabilitacja. U mnie zrost się zaczął po 4 miesiącach.
    Magda napisz później ile Cię czeka L4. Ja nie chce za długo znowu siedzieć w domu. Te 6 miesięcy po wypadku było aż na zanadto :-)
  • mariola1976 15.01.19, 12:19
    Dzięki, Wit D3 500 + K2 biorę od kilku ładnych miesięcy jak nie od ponad roku z małymi przerwami, ale przy następnej wizycie wezmę skierowanie na te badania. To lekarza obowiązek aby skierować na dodatkowe badania skoro jest coś nie do końca wyjaśnione.
  • hanys75 25.01.19, 19:21
    Heloł. Witam połamańców ! :)
    U mnie za pare dni będzie rocznica "lądowania bez telemarku" i póżniejszej operacji w czasie której wmontowano mi w kość gwóżdz śródszpikowy i 3 śruby. Zbliża sie rok więc opiszę co u mnie. w największym skrócie to wyjdzie tak- pełny zrost ale boli i utykam. A szerzej to będzie tak. ostatnie miesiące to czas intensywnej rehabilitacji. Zus wysłał mnie na rehabilitację leczniczą w ramach prewencji rentowej (mówiąc popularnie do sanatorium) tam wzięła sie za mnie mega kompetentna osoba dla której rehabilitacja to nie tylko praca ale i pasja więc widząc moją chęć do ćwiczeń mogła "rozwinąć skrzydła" i oboje "dawaliśmy czadu". Ona z wymyślaniem dla mnie ćwiczeń a ja z tymi ćwwiczeniami. Efekt był piorunujący i widoczny gołym okiem dla kazdego bo jak w pierwszych dniach turnusu nie potrafiłem wchodzić po schodach idąc naprzemiennie nogami tak po tygodniach potrafiłem już wchodzić i schodzić jak człowiek "tylko trochę" sie przy tym krzywiąc. Będąc juz w tym sanatorium dowiedziałem sie że można sie starać o przedłużenie pobytu. Jest na to cala procedura o której dużo by pisać. Napisze tylko ze ja przeszedłem pomyślnie i centrala Zus w Warszawie zdecydowała mnie zostawić tam na pełny kolejny turnus bez przerwy.Czyli moja rehabilitacja w szpitalu uzdrowiskowym trwała 48 dni. Długo i przyznam że już mi sie ten drugi turnus od połowy ciągnął ale za efekty jakie tam uzyskałem powiem ze warto było przeżyc tyle dni z dala od rodziny. Po powrocie oczywiście dalsza rehabilitacja a że większośc cwiczeń jakie mnie tam nauczyli można robić w domu to zainwestowalem tylko w kupno rowerka stacjonarnego i orbitreka (który daje popalić o wiele wiecej niż rower) do tego basen i wioo. Efekty? widzę i czuję ze mam lepszą kondycję i wydolność jak też i wygląd samej nogi sie zmienił. Zniknęły płaty zwisającej skóry które zrobiły mi sie po drugiej operacji w której podczas usuwania jednej ze śrub uszkodzeniu uległa udowa tętnica boczna od glównej (2 co do wielkości). z racji konieczności połapania i podwiązania tej nieszczęsnej tętnicy pocięli mi udo od wewnętrzej i zewnetrznej strony tnąc praktycznie wszystkie główne mięsnie. Od czasu gdy pozwolono mi na rehabilitację (coś kolo 5-6 miesięcy od złamiania) praca szla głownie w kierunku rozciągania tych poszytych mięsni i ich odbudowy bo bardzo sie zmniejszyły. tak samo jak pośladkowe. Praktycznie nawet jak napinałem mięsnie w tej nodze to na oko nie było ich widać. teraz już je widać i "czuć" pod ręką. Tyle że ciągle czuję ból i to boli różnie. Najczęsciej boli mnie w pośladku gdzieś tam w środku,czasem bolą mnie mięśnie uda powyżej czy poniżej blizn,czasem boli cale kolano a czasem czuje ból "w kościach" który promieniuje od tyłka do samej kostki i palców u nóg.mam w przypadku mocnego bólu łykać przepisany mi Ketonal (odmówiłem leków na bazie tramalu bo źle na mnie działają). Planowa wizyta u ortopedy w grudniu poskutkowała tym że uslyszałem ze jestem hmm "poje**ny" bo powiedziałem ze nie chcę przedłużać o kolejne 6 miesięcy świadczeń rehabilitacyjnych tylko chcę wrócić do pracy. Ponoć wszyscy chcą wykorzystać to co prawnie im z Zusu przysługuje na maxa a ja tylko połowę. Ale chcę i wkońcu zrozumiał. Wczoraj czyli 24.01 byłem u ortopedy ostatni raz i zakończyłem leczenie. Mam pełny zrost i ogólnie jestem zdolny do pracy... Pisze ogólnie bo mimo bardzo intensywnej rehabilitacji jeszcze utykam i jest taka możliwość że utykanie mi zostanie. Pokaże to tylko czas. Na pytanie o ból też u paru różnych lekarzy usłyszałem to samo jakby sie holibka zgadali. każdy odpowiedział mi że nie jest w stanie powiedzieć ani kiedy mnie przestanie boleć ani czy w ogóle kiedyś przestanie. może przestać boleć za tydzień a może za rok albo i mogę czuć ból wiecznie.. Mam sie dalej rehabilitować, ćwiczyć, pływac i biegać ile tylko chcę. Co do śrub i ich usuwania... Decyzja ponoć należy tylko do mnie. Usłyszałem że po tej "przygodzie" z tętnicą żaden ortopeda znający sytuację nie weźmie na siebie tej decyzji "od tak". Jesli będe nalegał to oczywiście mi te śruby usuną ale on jako lekarz prowadzący wpisze ze to moja decyzja wbrew jego zaleceniom. Bo zaleca mi je zostawić. Powiedział wprost że jeśli nic sie tam z nimi złego nie dzieje to niech tam sobie grzecznie są. Tym badziej że już się ładnie oblały materiałem kostnym i jeślisie zdecyduje na wyciąganie to ktoś najpierw będzie dłubał mi w kosci żeby je odsłonić a i wyciągniecie prawie 30cm gwozdzia do łatwych nie bedzie należeć. Na pytanie czy muszę to jakoś kontrolowac okresowo np RTG raz do roku żeby wiedzieć czy sie tam coś zlego nie dzieje usłyszałem że nie bo zanim cokolwiek jakieś zdjęcie pokaże to ja już dawno poczuję to w sobie. Na koniec kwestię wyciągania śrub skwitował mi mówiąc wprost że lepiej mam sobie to odpuścić bo już raz śmierci z pod kosy uciekłem (jak musiały mnie łatać dwa zespołu chirurgi naczyniowej) a na kolejne 3 razy on by nie liczył (bo tyle mam śrub).. Poinformował mnie również ze mam mieć na uwadze że wyciaganie śrub znów bedzie sie wiązac z cięciem,szyciem, bólem i min. kilku tygodniową koniecznością przebywania na L4 (6-12 tygodni takie widełki przewiduje). Sa ludzie (paru poznałem) który maja w sobie śruby od nastu lat i nic sie z tym nie robi więc ja też je zostawiam. Na chwile obecną w niczym mi nie przeszkadzają i nawet miejsce gdzie są jest jednym z nielicznych gdzie mnie paradoksalnie nic nie boli więc zostają. Nawet mnie to cieszy powiem bo jak sobie pomyslę że znow miałbym iść do szpitala i pod noże i potem na L$ to mi sie słabo robi. Ja już po prostu mam totalnie dosyć wszelkich kontaktów ze służba zdrowia. ten miniony rok wystarcza mi az nadto.
  • hanys75 25.01.19, 19:54
    Napiszę Wam jeszcze o rehabilitacji na NFZ... Nawet sie już nie denerwuję tylko śmieję bo to jest normalnie farsa. Zaraz po powrocie z sanatorium zgodnie z zaleceniem wpisanym w wypis sanatoryjny poleciałem do lekarza rodzinnego po skierowanie do poradni rehabilitacyjnej. Był początek grudnia. Wypisała mi bez problemu wpisujac jeszcze słówko "pilne" więc mając to w ręce zacząłem dzwonić i jeżdzić. Wszedzie w okolicy słyszałem że owszem,chętnie ale wizyta lekarska dopiero marzec kwiecień 2019. w końcu udało mi sie w jednym ośrodku dostać termin 1 wizyty lekarskiej na 21 grudzień. Byłem,lekarz przejrzał dokumenty i wypisał listę zabiegów które mi powinny pomóc. Niby wszystko to samo co w sanatorium ale zawsze to jest w ośrodku i pod opieką fizjoterapeuty. Znów dopisek "pilne" i w tej poradni owszem bardzo chętnie tyle ze najwczesniej 2 wrzesnień 2019!! Więc znów szukanie innej poradni lub ośrodka w którym może bedzie cos wczesnie bo gdzie tam wrzesień... Z każdym telefonem rece mi opadały coraz bardziej. termin jaki przeważał prawie we wszystkich przychodniach NFZ na śląsku to....2020-2023 rok!!! KUR** mać! ze tak grzecznie napiszę.. Jak sie maja takie terminy do wpisanego w kartę szpitalna zalecenia które brzmi konieczna CIĄGŁA rehabilitacja ambulatoryjna.... Fajnie prawda... Ale mistrzostwo świata w wykonaniu NFZ jest próba ustalenia terminu na rehabilitację stacjonarną na Śląsku.. Można taką próbę zrobić online... Zrobiłem dwa podejścia. Jedno mając wpisane w skierowanie słowo "pilne" i drugą bez tego słówka. wklepałem co trzeba w odpowiednie rubryki i mało z fotela sie nie zwaliłem (ze śmiechu) jak wyświetliły mi sie wyniki...wynik z dopiskiem pilne wyświetlił daty w przedziale 2025-2031 ale prawdziwą głupawkę ze smiechu dostałem jak wyświtlił mi sie wynik wyszukiwania terminu bez słowa pilne... Aż sobie zrobiłem screena i wkleiłem na swoje fb. Kasia mogła zobaczyć i może potwierdzić że wyświetlił mi sie rok........ ta dam!!! 2044. SZOK. NFZ jest w stanie mi zaoferować rehabilitację w 2044 roku. w tym roku ja bedę miał 88 lat!!! o ile dożyję a w to wątpię bo patrząc na przodków nikt z mojej rodziny tak długo nie żył... MASAKRA zeby rehabilitować kogoś po 26 latach od wypadku.. Znajoma z sanatorium widząc na fb ten moj termin zrobiła próbę dla siebie. i kobiecie w wieku 62 lata NFZ zaoferował rehabilitację kręgosłupa operowanego 2 lata temu na rok 2038....
    Tak więc ja rehabilitację na FNZ olewam ciepłym moczem. Mam termin na wrzesień i kolejny jeszcze nie ustalony ale robię to tylko dlatego że tam mam wpisane w szpitalny wypis. Zeby ktoś kiedyś nie mógł mi zarzucić że coś zaniedbałem i przez to zaniedbanie coś sie zrobiło złego.. Kazali zaraz po wyjściu zgłosić sie w specjalistycznej poradni? no to sie zgłosiłem. Kazali sie rehabilitować ambulatoryjnie? Wiec bede sie rehabiitować. Kazali sie zglisć na umówienie terninu na stacjonarną? zgłosiłem. Więc ja jestem czysty. Ze swoje strony wszystkie warunki spełniłem, ą że w NFZ jest jak jest to już nie mój problem...
  • magda.i.maks 25.02.19, 22:28
    Hej :)
    Jestem już po usunięciu zespolenia (po 9 miesiącach od złamania). Nawet nie byłam świadoma jak bardzo te druty mi przeszkadzały dopóki ich nie wyjęli :D Cały zabieg trwał 45 minut i był przeprowadzony w lekkim znieczuleniu ogólnym. Tego samego dnia wieczorem, na własnych nogach pomaszerowałam do ubikacji. Dolegliwości bólowe były umiarkowane i utrzymywały przez około tydzień, a że jestem dość odporna na ból to ani razu nie wzięłam nic przeciwbólowego. Po przyjęciu do szpitala okazało się, że mój ortopeda jest na urlopie (a wyszło tak bo musiałam przesunąć termin zabiegu o tydzień). Teraz żałuję, że nie poprosiłam o jeszcze jedno przesunięcie terminu, bo lekarz, który mnie operował nie postarał się przy szyciu. Mam brzydką bliznę i w jednym miejscu tak głęboko złapane, że aż mam dołek w udzie, który niestety widać nawet przez ubranie. Do tego, po zdjęciu szwów skórnych okazało się, że ze środka blizny wystaje szew wewnętrzny, więc na kontroli mój ortopeda musiał rozgrzebać bliznę, żeby wyciągnąć wystającą nić. Mam obserwować ranę pod kątem wysięków lub innych oznak nieprawidłowego gojenia / zakażenia, ale na szczęście na razie wszystko wygląda dobrze, a że od wyciągnięcia szwów minęły ponad dwa tygodnie, więc mam nadzieję, że już nic się nie rozwinie. Do czasu zarośnięcia dziur po prętach mam uważać i nie przesilać nogi, ale nie muszę też jakoś szczególnie mocno się oszczędzać - mogę wrócić do zwykłej codziennej aktywności.
  • hanys75 10.03.19, 20:59
    to elegancko :) Fajnie że Ty już sprawę złamania i powrotu do zdrowia masz na finiszu.
  • medicaladvisor.pl 21.03.19, 09:43
    Oczywiście rehabilitacja pod kontrolą specjalisty, ewentualnie są bogatopłytkowe zastrzyki regenerujące. Trzeba najpierw skontaktować się z naprawdę dobrym ortopedą poznać dokładnie diagnozę i zobaczyć w czym problem. Może to być zwykły stan zapalny, który można wyleczyć środkami doustnymi a może to być coś innego. Ciężko prorokować. Jakby była potrzebna pomoc w sprawie kliniki ortopedycznej to zapraszam do kontaktu: kontakt@medicaladvisor.pl. Pozdrawiam KArolina ;)
  • tomekkkkkk 28.02.19, 18:43
    Prosze o wsparcie zrzutka.pl/na-zaplate-faktury-protezy-nogi

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.