Dodaj do ulubionych

endoproteza kolana- ograniczenia

08.09.09, 12:55
Jakie ograniczenia wiążą się z wymianą stawu kolanowego na sztuczny czy nie
można np. jeździć rowerem, schodzić po schodach?
jak ktoś windy nie ma jak ma się dostać do mieszkania na 4-te piętro?
Endoproteze wszczepia się raz na całe życie czy wymienia się co jakiś czas?
Podobno Polska jest na szarym końcu jeżeli chodzi o wymiany stawów w Europie,
czas oczekiwania...
Edytor zaawansowany
  • 09.09.09, 16:43
    Z tego co piszesz wnioskuje, że nie masz pewności co do tego czy chcesz poddać się wymianie, czy nie, a to oznacza, że nie jest jeszcze tak źle, dlatego też lepiej się nie poddawaj ;-)Po 1 operacja jest jak na moje oko uciążliwa i istnieje duże ryzyko niewłaściwego osadzenia protezy, a to skolei może powodować jej obluzowanie i szybszą degenerację. Sama rehabilitacja jest trudna, żmudna i długotrwała

    1. Nie można wykonywać ruchów dynamicznych, nagłych np. grać w tenisa. Ze schodów schodzić będziesz mógł, jeździć na rowerze czysto teoretycznie też
    2. Schodami tak jak pisałam wchodzić, schodzić, z problemem ale dasz radę
    3. Endoproteza również ulega uszkodzeniom i degeneracji, niestety w takim przypadku niezbędne jest jej wymienianie
    4. I tak i nie skolei nie można powiedzieć, że jest katastrofa aczkolwiek NFZ najnowszych metod nie refunduje
    5. Tak naprawdę zależy od szpitala niekiedy może to być 2-3lata
  • 10.09.09, 04:58
    Nie chce się poddać wymianie!
    Nic podobnego, wiem mimo że nie doświadczyłem jakie to dopiero cierpienie,
    ograniczenia i potem trzeba to co jakiś czas powtarzać żeby to robili tylko raz
    w życiu a tu po ACLu na łóżku z bólu się przewracałem prawie ból jak na miejscu
    wypadku gdzie durny kierowca patrzał na efekt swojej głupoty i nieuwagi -
    rowerzysta z uszkodzonym zdestabilizowanym stawem i obok jego rower w opłakanym
    stanie na który ciężko pracował- pogrzebane nadzieje o stałej pracy, sporcie i
    aktywnej formie wypoczynku.
    Po prostu bardzo się wystraszyłem gdy ortopeda mi powiedział na wizycie
    kwalifikującej do artroskopii w odpowiedzi na moje pytanie "czy to kwalifikuje
    się do endoprotezy?" a on "w przyszłości na pewno tak".
    I potem zacząłem na kolejnych wizytach go "męczyć" pytaniami w stylu "czy każdy
    po urazie kolana komunikacyjnym lub sportowym jest skazany w przyszłości na
    endoproteze?"
    Chciałbym dożyć chwili kiedy alternatywą dla endoprotezy będzie osteotomia,
    przeszczep chrząstki stawowej i protezy łekotek, w ogóle to istnieje ale nie
    jest refundowane przez NFZ i ile to kosztuje!
    Dla zwykłego śmiertelnika to skazanie na NFZ i cierpienie!
    Tak w żałosnej Polsce jest niestety wszystko poprzewracane do góry nogami
    składki ZUS i zdrowotne się płaci a dopłacać trzeba, ludzie z zawodami i
    pracownicy fizyczni mają problem z pracą, duże firmy związane z danym regionem
    padają, gospodarka leży a sieje się teraźniejsza propagandę sukcesu kulawej
    polskiej oświaty kariery i pozornej stabilizacji życiowej.
    To może podwyższymy składkę, może ktoś na to czeka i zaciera ręce?
    Gdzie się podziewają nasze pieniądze, pieniądze podatników?






  • 11.09.09, 10:59
    Tylko powiedz mi czemu uważasz, że nie masz już nadziei na stałą pracę, czy aktywny wypoczynek?? Po rekontrukcji acl jeśli zostałą wykonana prawidłowo i prawidłowo została przeprowadzona rehabilitacja ludzie powracają to sportu.

  • 11.09.09, 11:25
    to dość beznadziejnie może wygląda bo jestem czwarty miesiąc po rekonstrukcji
    ćwiczę po 2-3 godziny do kupy dziennie i nie mam pełnego zgięcia nadal,
    niestabilność boczna przyśrodkowa niby stabilność po operacji si.e poprawiła ale
    nie ma pełnej stabilizacji biernej sam nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
    rehabilitantka każda mówi co innego jedna że pacjenci po aclu nie skarżą się na
    żadną niestabilność a inna mówi że pełną stabilizacje bierną uzyskuje się do
    roku czasu.
    Często mi powtarzano że musze się uzbroić w cierpliwość.
  • 11.09.09, 13:53
    Nie masz co się śpieszyć po 4 miesiącach co prawda powinieneś mieć już zgięcie, ale każdy przypadek jest indywidualny. Zresztą pośpiech w zgięciu szczególnie po samej rekontrukcji może doprowadzić do rozciągnięcia przeszczepu, co skutkuje później niestabilnością ale ty ten etap już masz za sobą, zbyt intensywne ćwiczenia też nie są najlepsze jesłi chodzi o odbudowę mięśni one aby zostały wzmocnione potrzebują też odpowiedniej diety (jednak o tym pacjentom już się nie mówi, że aby mięśnie urosły musi być tak naprawdę nadwyżka kalorii) ale to też masz za sobą w końcu piszesz, że stabilizacja czynna jest w porządku

    Co do stabilizacji biernej rację mają ci, którzy twierdzą, że uzyskuje się ją po jakimś czasie. Ze względów na to iż acl odpowiedzialny jest za propriocepcję po jego zerwaniu i rekontrukcji właściwie trzeba ją wyrabiać na nowo odpowiednimi ćwiczeniami, także nic tylko cierpliwości
  • 11.09.09, 22:21
    dzisiaj od rehabilitantki dowiedziałem się że faktycznie zgięcie to sprawa
    indywidualna pewna kobieta 6 miesięcy po rekonstrukcji podobno nie ma pełnego
    zgięcia.
    Ale od rehabilitanta (nie mojego) który pracuje w tym samym gabinecie a
    właściwie jest jego właścicielem dowiedziałem się że po 4 miesiącach powinienem
    mieć pełne zgięcie a obecne jest takie jak po 2 miesiącach od zabiegu.
    Biorę na to poprawkę bo faktycznie wypadek który miałem był groźny sam chirurg
    powiedział mi że i tak nieźle z niego wyszedłem.
    Być może rehabilitant spojrzał na moje kolano rutynowo jak na każde po
    rekonstrukcji acl tyle że nie każdy miał uszkodzone z powodu urazu komunikacyjnego.
  • 11.09.09, 23:29
    Powinieneś ale nie musisz jeśli masz takie zgięcie jakie powinieneś mieć po 2miesiącach , czyli ok 120' to nie jest skolei źle aczkolwiek jeśli tak jest dłuższy czas to mogły powstać zwłóknienia ograniczające ruch, choć nie musiały. Jednocześnie jeśli był to poważny wypadek to zapewne nie było uszkodzone samo acl. Najlepiej skonsultować się z lekarzem aby wyjaśnić wszystkie wątpliwości on widzi twoją nogę, prowadzi cię najprawdopodobniej od początku i będzie najlepiej wiedział co na to poradzić
  • 12.09.09, 10:02
    15 września ide na wizyte do ortopedy to było poważne bo miałem nie tylko
    rekonstrukcje acl ale i meniscektomie obu łękotek.
    Pozostałe więzadła PCL i MCL miały drugi stopień uszkodzenia, tąpnięcie kłykcia
    bocznego lewej kości piszczelowej od kompresyjnego uderzenia - prawdopodobnie w
    momencie kontaktu z autem pirata dostałem w piszczel zderzakiem samochód też nie
    mały bo a'la terenowy Honda HRV.
  • 12.09.09, 12:53
    No to faktycznie niezbyt fajne. Tylko jesteś pewien, że ta meniscektomia była kompletna, a nie częściowa (nie wiem po jakiemu dostałeś wypis pewnie po polsku ale w łac. by było dodane partialis) Pytam, bo teraz się już raczej nie stosuje całkowitego wycinania, chyba, że są ku temu naprawdę duże powody.
  • 12.09.09, 18:13
    co do łękotek tak to w protokole operacyjnym ujęto zastarzałe uszkodzenie
    łękotki przyśrodkowej "typu rączki od wiadra"- meniscectomia uszkodzonej części,
    meniscectomia uszkodzonej części łękotki bocznej - część uszkodzona podwichnięta
    do przodu.
    Nie wiem jak dużo tej łękotki wycinał to mnie martwi a już zupełnie mnie
    wystraszyło to "zastarzałe uszkodzenie łękotki przyśrodkowej" - tak jakby ta
    łękotka ulegała powolnej degradacji i skazany byłbym w przyszłości na wymianę
    stawu:(
  • 12.09.09, 21:35
    Jeżeli została usunięta część to jest dobrze, nie ma się czym martwić, a zestarzałe nie chodziło o powolną degradację, a prawdopodobnie uszkodziłeś sobie ją podczas jakiegoś poprzedniego urazu i łękotki mają to do siebie, że mogłeś nawet o tym nie wiedzieć, aczkolwiek uszkadzona łękotka powoduje uszkodzenia chrząstki stawowej co w przyszłości(jeśli nie zostałaby usunięta uszkodzona część) doprowadziłaby do zwyrodnień, jednym słowem bardzo dobrze, że uszkodzona łąkotka została usunięta.
  • 13.09.09, 17:08
    zastarzałe znaczy że przed wypadkiem miałem jakieś uszkodzenie i nie wiedziałem
    o tym?
    Może w wyniku biegania? W sezonie zimowym z nadmiaru śniegu nie mogłem trenować
    rowerem i biegałem wtedy po lesie może za długo albo przeciążyłem bywało że
    jednorazowo biegałem po godzinę i trochę więcej coś mnie wtedy w lewym kolanie
    kuło ale to na zewnątrz potem robiłem kilka dni przerwy albo co drugi dzień
    biegałem i znacznie mniej i przestało.
    Nie wiem w zasadzie od czego to zastarzałe myślałem że zastarzałe w tym sensie
    że długo czekałem na operacje i z tym chodziłem dość długi czas gdybym wiedział
    znacznie wcześniej czas tego leczenia skróciłby się o połowę a tak marnowałem
    czas na chodzenie po przychodniach w których byli wątpliwi lekarze.
    A łękotka nie była usuwana cała tylko jej część.
  • 13.09.09, 19:40
    Tak nie wiedziałeś o tym. Zmiany przeciążeniowe nie wiem w jakim wieku jesteś ale sądzie, że w młodym ja bym jednak stawiała na uszkodzenie urazowe aniżeli przeciążeniowe
  • 13.09.09, 22:58
    Mam 27 lat.
    Sam nie wiem jaki to mógł być przed wypadkiem uraz nie pamiętam a może w pracy
    jak kopnąłem raz kolanem coś ciężkiego.
    Uprawiałem sport i chciałbym do niego wrócić - kolarstwo szosowe rekreacyjnie co
    prawda ale systematycznie trenowałem przed i po pracy codziennie po 1-2 godziny
    a w wekeendy wyjeżdżałem sobie na kilkugodzinne wycieczki 4-7 godzin w rożnym
    terenie płaskim we wietrze i pagórkowatym.
    Nie wiem czy kiedykolwiek będę mógł do tego wrócić, z tego co wiem do jazdy
    rowerem w ogóle tak już na stacjonarnym kręcę ale nie myślę na razie o
    wcześniejszych obciążeniach.
  • 13.09.09, 23:54
    Z całą pewnością całe twoje uszkodzenie kolana nie jest błahe, nie jest to uszkodzenie izolowane, z pewnością przed Tobą długa droga aby osiągnąć swój cel, a narazie staraj się ćwiczyć ogólnie może znajdziesz swoją inną pasję np. pływanie, byle nie żabką. Życzę Ci powodzenia, wytrwałości i jak najszybszego powrotu do zdrówka. Pozdrawiam

    PS:
    Tylko nie dziękuj, a jakbyś mniał jeszcze jakieś pytania to pisz śmiało


    --
    "Scio me nihil scire." Sokrates
  • 14.09.09, 10:29
    tylko nie mów że nigdy nie będę mógł wrócić do sportu?
    Chyba jest jakaś szansa, nadzieja że będę mógł dalej jeździć rowerem
    rekreacyjnie, prawda?
    Wspominałem o tym ortopedzie ale nie chce już go więcej drażnić jego zachowanie
    dowodzi że ma dużo na głowie i facet jest zapracowany dysponuje ograniczoną
    ilością czasu raz mi na to odpowiedział: mówi pan o czymś co być może będzie za
    rok! - o słyszałem jakieś 2 może 3 miesiące temu.
    Kim jesteś że tak w porządku odpowiadasz na pytania?
    Bo chyba kimś normalnym na pewno wiem że nie mam z forumowym trollem do
    czynienia a takie osoby nie raz mi się trafiały.
    Trochę inne podejście zauważam, inne niż u wszystkich..

  • 14.09.09, 18:07
    Z pewnością nie będzie to dzisiaj albo jutro do tego potrzeba czasu jeśli nie będzie żadnych powikłań, nie będzie również lateralizacji rzepki, odbudujesz mięśnie to rekreacyjnie jeździć będziesz mógł. Zresztą rower i pływanie to jedne ze sportów najmniej obciążających stawy.

    Jeśli chodzi o ortopedę, to szczerze mu się nie dziwię po pierwsze bardzo ciężko leczy się sportowców nawet tych rekreacyjnych, zwykle każdy, chce jak najszybciej wrócić do ćwiczeń co może tak naprawdę zniweczyć cały efekt leczniczy, osoby aktywne nie stosują się także do zaleceń lekarza najlepiej wszystko jak najszybciej względnie po jak najprostszej linni oporu. Wiadomo nie należy uogólniać ale jednak, z drugiej jednak strony takie osoby mają często dużo samozaparcia, który poniekąd pomaga. Po drugie tak naprawdę bardzo ciężko jednoznacznie odpowiedzieć, czy tak, czy nie. Nawet jeśli wszystko wygląda już dobrze, może dojść do różnych powikłań, ponadto każdy organizm jest inny, inaczej reaguje, ma inną zdolność samoregeneracji. Także jak widzisz jednoznaczną odpowiedź jest strasznie ciężko udzielić, tym bardziej, że jeśli zrobi się nadzieje, a pójdzie coś nie pomyśli to obwinia się kogo?? Służbę zdrowia takie są realia.

    --
    "Scientia nulla res praestantior." Tacyt
  • 14.09.09, 19:32
    Cóż to prawda że chciałbym wrócić możliwie jak najszybciej ale zdrowie jest
    najważniejsze więc poskramiam się i zaciskam zęby...
    A co to jest lateralizacja rzepki?
    Przy schodzeniu czy wchodzeniu schodami (mieszkam na czwartym piętrze nie ma
    wind) nie odczuwam żadnych dolegliwości ze strony rzepki ale przykładowo czasem
    mi coś przeskoczy w tylnej części piszczeli na zewnątrz. Gdy ćwiczę przysiady
    niepełne do 90stopni odczuwam lekki ból właściwie ucisk przy przysiadaniu po
    wewnętrznej stronie rzepki i przy wstawaniu z przysiadu po jej zewnętrznej
    stronie nie wiem jak to się ma do tego pojęcia lateralizacji?
  • 14.09.09, 21:05
    Jest to jej nieprawidłowy tor ruchu, przez co dochodzi do jej degeneracji. Na razie się tym nie przejmuj, że coś ci przeskakuje, bo po rekonstrukcji ma jeszcze prawo przeskakiwać, doputy dopóki nie uzyskach pełnej siły mięśniowej. Ten ból może być spowodowany zapewne chwilową nierównowagą mięśniową (zbyt słabą głową przyśrodkową mięśnia czworogłowego, w stosunku głowy bocznej tego mięśnia) ale odpowiednią rehabilitacją powinno się wszystko wyrównać, ponadto wszystko musi się tam jeszcze "poukładać" tym bardziej że piszesz o braku pełnego zgięcia.

    Tej lateralizacji wcale nie musisz mnieć tylko wspomniałam, ze względów na to iż jest to często pomijana kwestia jednak niezmiernie ważna, a przy powrocie do sportu nawet bardzo ważne, gdyż tu musi działać wszystko jak najbardziej prawidłowo aby nie doszło później do niepotrzebnych komplikacji

    --
    "Sensus, non aetas invenit sapientiam." Publiliusz Syrus
  • 14.09.09, 22:11
    ale mi nie przeskakuje rzepka tylko w tylnej części piszczeli po zewnętrznej
    stronie tak przynajmniej to odczuwam.
    Ze dwa miesiące temu może więcej rzepka mi zablokowała się przy próbie wyprostu
    potem już nic takiego nie miałem.
    Dość groźnie to brzmi co piszesz prowadzi "do jej degradacji".
  • 14.09.09, 22:44
    Groźnie, ty nie bierz sobie wszystkiego tak do serca, bo posądze cię jeszcze o skłonności do hipochondrii <żart> każdy uraz potrzebuje czasu twój też. Teraz najważniejszym powinno być dla ciebie aby się odpowiednio zrehabilitować i dojść do siebie co być może pozwoli ci w jakimś stopniu nie myśleć o przebytym urazie.

    Co lekarz odpowiada na twoje pytania, ufasz mu ??

    __
    "Scientia nulla res praestantior." Tacyt
  • 15.09.09, 10:09
    tak ufam swojemu lekarzowi, odpowiada mi na pytania ale najpierw staram się go
    wysłuchać. Staram się nie zadawać zbyt dużo pytań tylko je streścić facet robi
    wrażenie jakby nie do końca panował nad emocjami.
    Dzisiaj do niego jadę.
  • 15.09.09, 10:43
    To zdaj relacje, tak naprawdę to tylko on ci może odpowiedzieć na pytania jednoznacznie, on widzi twoje kolano, zna całą historię choroby, może wykonać dodatkowe badania i jednoznacznie stwierdzić, bo jak mówię każdy jest inny, inaczej wszystko przechodzi, a najgorsze co może być to rutyna

    --
    "Quidquid vides, currit cum tempore." Seneka
  • 16.09.09, 09:34
    no wczoraj dość mnie nastraszył cała litania w odwecie na moje pytania:
    pana kolano chrupie...
    ono nigdy nie będzie jak przed wypadkiem...
    to kolano jest sfatygowane...
    Pan ode mnie oczekuje nie wiem czego.

    Nie wiem z jednej dawanie człowiekowi jakichś nadziei w drugi dzień po operacji:
    to dobrze rokuje itd. fakt że miał pan uszkodzoną łękotkę przyśrodkową. A z
    drugiej info czarne wieści on mówi prawdę taka jego funkcja tylko czy mi się nie
    wydaje że nakręcają tak pacjentów żeby częściej u nich bywali? 120, 120, 120zł....
    Dlaczego w zwykłym szpitalu nie można się tak leczyć i krótki czas oczekiwać na
    wizyte, może celowo, ci sami co podobno robią w państwowych placówkach prywatnie
    przyjmują co niektórzy z nich przynajmniej.
    Czemu więcej ludzi nie kończy medycyny, tych doktorków jest po prostu za mało i
    tych lepszych też dlatego ci co pozostali czują się nie wiem -bogami?
    Wybacz moje przewrażliwienie może..
    A co do drugiej operacji tzn. więzadła przyśrodkowego stwierdził że nie warto
    tego robić ponieważ (był na szkoleniu) z doświadczeń wynika że operowane
    więzadło boczne piszczelowe po operacji jest w takim samym stanie jak leczone
    zachowawczo że efekty są podobne ile w tym prawdy, ciekawe?
    Opierał się na doświadczeniach lekarzy z kliniki w Żorach- dość znana.
    A co do powrotu do pracy rozwalił mnie zupełnie (nie mam do niego żadnych
    pretensji) nawet w pierwszej połowie przyszłego roku nie wrócę.
    Uszkodzenie chrząstki stawowej w części tylnej kłykcia bocznego kości
    piszczelowej - pytam się czym to grozi w przyszłości usłyszałem odpowiedź że
    zmianami zwyrodnieniowymi to już nie pierwszy raz słyszę tylko czy każde zmiany
    zwyrodnieniowe kwalifikują do wymiany stawu na sztuczny? - to mnie martwi bo
    nigdy w życiu nie chciałbym mieć wymienianego stawu na sztuczny endoproteze to
    największa rzeźnia i jakie ograniczenia potem...
    Pytam się czy ten kawałek uszkodzonej chrząstki może się powiększać słyszę: tak
    może to generować dalsze uszkodzenie chrząstki.
    Są zabiegi przeszczepu chrząstki stawowej ale nie są jeszcze w całości
    refundowane a nie wiem czy byłoby mnie stać na takie coś.
    Moim zdaniem powinni rozwijać te zabiegi przeszczepu i hodowli chrząstek
    endoproteze trzeba wymieniać co jakiś czas a przeszczep może służyć znacznie
    dłużej a może i do końca życia, inżynieria tkankowa może okazać się skuteczna w
    walce z chorobą zwyrodnieniową.
    Doktor u którego byłem wszczepiał już kolagenowe protezy łękotek nie spytałem
    się tylko czy to jest refundowane:(
    U mnie wykrył zastarzałe uszkodzenie łękotki przyśrodkowej, powiedział mi że to
    wcale nie musiało być związane z tym wypadkiem wcześniej albo zmiany
    przeciążeniowe albo poprzedni uraz.
    o rety tylko nie chciałbym słyszeć że to od jazdy rowerem te zmiany od
    przeciążenia jak rower może prowadzić do zwyrodnień skoro jest zalecany nawet
    wskazany.
    Fakt że przed wypadkiem był to bardziej sport niż rekreacja systematycznie
    trenowałem, codziennie po 1-2 godziny w rożnych warunkach pod różnym
    obciążeniem, w soboty lub niedziele wyjeżdżałem na kilkugodzinne wycieczki 4-6
    do 8 godzin mój maksymalny dystans ok 200km sam zatrzymywałem się tylko po to
    aby coś przegryźć albo za potrzebą na parę min.
    Potem szedłem na drugi albo trzeci dzień poniedziałek przykładowo do pracy
    (fizycznej - stojącej, chodzącej czasem się dźwigało) i robiłem i nic nie
    odczuwałem żeby mnie coś bolało czy kuło przed tym wypadkiem.
    Ale pamiętam zimą (opady śniegu nie pozwalały trenować na szosie) więc ubierałem
    się w dres, buty do biegania i po lesie, plaży biegałem pamiętam jak trenowałem
    kilkadziesiąt min nie było problemu ale gdy truchtałem już ponad godzine 1h 20m
    1h 40min coś mnie zaczynało kuć w kolanie może to od przeciążenia bieganiem -
    wolałbym z tego zrezygnować niż z roweru a do biegania raczej nie wrócę.
    Też jest druga wersja zimą pogoda czasem była niezbyt grożna tzn. łagodna zima i
    wyjechałem rowerem ale nie za długo bo w zimno nie chce się tak jeżdzić bywało
    że w gołoledzi jeżdziłem kilka razy trafiło mi się tak i przewróciłem się nie
    raz nie wiem które to już kolano było jeszcze mojej ciotce dawałem do cerowania
    pod kolnem spodnie kolarskie.
    ?
    Sam nie wiem?
    Zmiany od przeciążenia? - jeżdziłem kilka lat długie dystanse i w terenie
    pagórkowatym i pod wiatr nie miałem żadnych problemów z kolanami w ogóle się
    nimi nie przejmowałem nawet nie miałem zielonego pojęcia jak kolano w środku
    jest zbudowane.
    Ilu ludzi jeżdzi rowerem i to mówie o takich co jeżdżą systematycznie z
    zacięciem, długie odcinki, stare dziadki po 60-70 lat od nastulat uprawiają
    kolarstwo i robią to dalej i są sprawni może nie mieli urazu, może nie biegali?
    Na jednym forum rowerowym wyczytałem "bieganie dla idiotów", moi emerytowani
    wójkowie byli policjanci biegali w maratonie Solidarności i jakieś tam podobno
    zwyrodnienia mają a to przecież po asfalcie - samobójstwo dla stawów, a ja mam
    się przejmować który biegałem po leśnych ścieżkach czy miękkim podłożu?
    Chciałbym być dobrej myśli ale ciężko mi to czasem przychodzi.
    Jak słyszę że w kolanie niektóre rzeczy się nie regenerują np. chrząstka.
  • 16.09.09, 12:12
    No właśnie dlatego pisałam poprzednio o tym że bardzo ciężko jest lekarzowi powiedzieć że za tyle i tyle będzie dobrze itp.

    Nie musisz wcale chodzić prywatnie do lekarza, są jeszcze na tym świecie lekarze, którzy leczą i z refundacji dobrze, nie zawsze jest tak, że prywatnie znaczy lepiej, co nie zmienia faktu, że są też tacy dobzi ale tylko za pieniądze.

    Dużo lekarzy wyjeżdza za granice, a ci co zostają to protestują, bo nie znają angielskiego, w Polsce nie ma perspektyw na pracę, jeśli można zarobić więcej za to samo to po co siedzieć w kraju. W końcu to też pomoc pacjentowi tylko nie w ojczyźnie.

    Co do MCL lekarz ma rację, ono jest na tyle unerwione, że się regeneruje i można leczyć zachowawczo

    Zmiany w chrzstki stawowej już tak mają, że zwykle postępują, ale nie są one od razu powodem do kwalifikacji do endoprotezy, Po pierwsze są ludzie o dużym stopniu odporności na ból, a gdy nie ma bólu, lub jest on znośny to nie ma i endoprotezy tak naprawdę

    Ograniczenia potem nie są już takie skolei wielkie(mniejsze niż przed kwalifikacją do operacji), a technika idzie cały czas do przodu, już teraz są endoprotezy zbudowane z innych trwalszych materiałów, które nie są aktualnie dostępne w Polsce, już teraz można robić przeszczepy itp. Technika idzie do przodu i z pewnością za parę lat będzie to dostępne i na NFZ, na razie jest to nowość każda nowość jest niewspółmiernie droga, ale mówię nie ma co się martwić technika idzie do przodu.

    Tak jak pisałam poprzednio stawiam na jakiś poprzedni uraz ewentualnie własnie przeciążenie bieganiem, jednak bieganie nie jest skolei niebezpieczne przy odpowiednich butach, odpowiedniej nawierzchni i umiarze jest to sport stosunkowo mało urazowy można powiedzieć

    Chrząstka stawowa się nie regeneruje, nie jest unerwiona, może jedynie na to miejsce powstać twór, który jednak nie jest już tak odporny mechanicznie.

    --
    "Sensus, non aetas invenit sapientiam." Publiliusz Syrus
  • 16.09.09, 12:40
    rozumiem że lekarzowi jest trudno ale czasem mógłby postarać się nie wypuszczać
    z siebie tyle ironii.
    A co do państwowej wizyty cóż jest ortopeda w szpitalu państwowym niejeden ale w
    grudniu zeszłego roku gdy próbowałem do niego uderzać powiedziała mi
    rejestratorka "proszę próbować w kwietniu się pytać" pytać! nie rejestrować całą
    książkę miała zabazgraną nawet na marginesie nie było miejsca!
    Ja tam nie ingeruje kto ile zarabia i gdzie pracuje nie interesuje się tym a
    jako pacjenta jednak obchodzi mnie moje zdrowie i muszę funkcjonować jakoś w tym
    żałosnym polskim "kraju" dzicz tak? więc oczekuje normalnej opieki zdrowotnej
    ludzkich warunków, normalnego leczenia i terminów bez wnikania jak i kto
    interesuje mnie efekt.
    Nie jestem dyrektorem szpitala, prezesem zarządu, ministrem czy jeszcze inną
    szychą mi nikt nie płaci za to żebym się przejmował co i jak jestem tylko
    pacjentem i chce powrotu do swojej pracy sprzed wypadku do swojego normalnego
    pracodawcy który chwała Bogu płacił na czas i w miarę normalne w porównaniu z
    poprzednimi "pracodawcami" oferował warunki.
    Tylko spokojnie normalnie żyć, pracować, funkcjonować czy to tak wiele, trzeba
    się wykrwawiać i wydawać 120, 120, 120.... żeby doznać tej ironicznej atmosfery?
    To już wole chamstwa od jakiegoś chirurga w państwowym szpitalu który oczywiście
    nie jest żółtodziobem.
    Czy to musi być tak: daj się oszwabić a damy ci żyć?

  • 16.09.09, 13:15
    A może trzeba było uderzyć do innego szpitala? Swoja drogą to jest druga strona medalu, że trzeba mnieć szczęście żeby dobrze trafić na lekarza, a jeszcze większe żeby do niego trafić, a lekarza zawsze możesz zmienić nawet pomimo tego że cię prowadzi jakiś czas to możesz przekazać całą historię choroby innemu, także państwowemu. Nigdzie nie jest powiedziane, że rozpoczynająć leczenie u tego lekarza, nie możesz leczyć się później u innego.
    --
    "Quidquid discis, tibi discis." Petroniusz
  • 16.09.09, 14:45
    wcześniej jak wspomniałem próbowałem jescze w grudniu starego roku ale nie
    miałem czasu bo pracowałem przez te 2 miesiące co nie wiedziałem co mi jest
    cieriałem bo i płyn w kolanie ani zgięcia pełnego - nadal nie mam.
    Ten doktorek do którego teraz chodzę zna się na rzeczy ale za miły to on nie
    jest chyba ma dużo albo za dużo klientów albo mi się wydaje albo tak jest ze
    masówka się robi...
    Wiem wiem ze można innemu przekazać cała historie choroby wystarczy wynik
    starego rezonansu, protokół z operacji i najlepiej zrobić nowy rezonans żeby
    wiedzieć co teraz tam jest a może nie może nie przejmować się na zapas.
    W przychodni też mogę iść do ortopedy tylko żeby nie robił problemów ze
    skierowaniem na rezonans bo nie stać mnie na takie badanie.
  • 16.09.09, 15:22
    To ty zaraz po wypadku nie trafiłeś do szpitala??

    Jeśli faktycznie robi się "masówka" to nic dobrego niestety nie wróży, ty po samej operacji rozumniem, że nie miałeś żadnych badań dodatkowych, a lekarz tej nogi nawet nie dotknął


    --
    "Quidquid discis, tibi discis." Petroniusz
  • 16.09.09, 16:08
    nie pisałem że po wypadku trafiłem do szpitala Miejskiego w Gdyni gdzie nie
    operowali bo rzekomo nie chcieli ingerować w świeży uraz i włożyli noge w gips
    po dwóch dniach wysłali do domu nawet karetki nie dali.
    Rodzice mnie odwozili swoim prywatnym autem ciasnym Matizem ledwie się
    zmieściłem bo mam 190cm wzrostu z prostą nie zginaną zagipsowaną nogą.
    A potem przygody z lekarzem w przychodni który nie doinformował mnie a w
    zasadzie wystawił błędną diagnozę, gdyby nie moja nadgorliwość chodziłbym tak
    dalej co by to było wolałbym nie wiedzieć.
    Na forum rowerowym inni którzy uprawiali kolarstwo polecili mi prywatną wizytę i
    trafiłem.
  • 16.09.09, 18:54
    To, że nie dali karetki to raczej normalna procedura, gdybyś trafił na pogotowie i włożyli by ci nogę w gips wysyłając od razu do domu też by ci nie dali karetki, takie są niestety realia, mało tego pomimo, że NFZ refunduje kule pacjentom w to gipsie już nie chyba, że jest to traktowane jako choroba przewlekła. Twój przypadek je standardowy wcale nie potraktowali cię tak jako wyjątek tylko tak traktuje się wszystkich w każdym szpitalu

    Błędne diagnozy się zdarzają i jest to właściwie niestety nieuniknione nie raz objawy są po prostu niejednoznaczne, Ponadto u osób o wysokim progu bólowy diagnostyka sprawia duży problem, niestety gorzej gdy objawy świadczą o postępie choroby która prowadzi do śmierci a lekarz tego nie zauważy. taka mała dygresja ja ostatnio spotkałam się z przypadkiem marskości wątroby, pacjent przyszedł wcale się na nią nie uskarżał(wątroba nie boli w końcu) jednak uskarżał się na ból kości, badania wykazały, zaawansowaną osteoporoze, a w przypadku współistnienia marskości świadczy to o zaawansowanym stadium choroby. Co lekarz na to zapisał Tramal! zabójstwo dla wątroby nawet dla zdrowych! Dla mnie takie przypadki są karygodne i uważam że absolutnie nie powinny mieć miejsca ale coż życie swoje.

    --
    "Quidquid discis, tibi discis." Petroniusz
  • 17.09.09, 08:45
    To nie jest normalne, to się stało normą niestety.
    Prędzej czy póżniej powinno zostać to zmienione, porządek z tym zrobić aby
    ludzie w zwykłych szpitalach mogli normalnie się leczyć z ubezpieczenia
    (terminy, jakość) i rozgonić to towarzystwo doktorków którzy wyciskają
    społeczeństwo jak cytryne..
    Odbiegam już od tematu.
    Jeżeli nadal będą robić te archaiczne metody leczenia ostatecznego tzn.
    wszczepianie endoprotez które co kilka lat trzeba wymieniać to kolejki będą się
    niestety wydłużać a nie skracać bo ludzie ze starymi urazami i dochodzą "nowi"
    lepszym wyjściem jest wszczepianie takich endoprotez które służą do końca życia
    a na pewno inżynieria tkankowa jest lepszym wyjściem pytanie tylko jak daleko u
    nas w polsce się to posunie na razie podobno jest tylko jedno laboratorium w
    Katowicach?

  • 17.09.09, 13:04
    Uogólniać nie ma co, istnieją jeszcze tacy którym zależy, a uwierz lub nie ale terminy nie są zależne od lekarzy. Jednak jakość, stosunek do pacjenta zależy tylko i wyłącznie od lekarza. Metody nie są skolei takie archaniczne, a sama inżynieria tkankowa z pewnością będzie w przyszłości jednym najlepszych metod leczenia zwyrodnień, jednak musimy jeszcze trochę poczekać. Te metody, które są wykorzystywane teraz już pozwalają na bardzo wiele, również jeżeli chodzi o przywracanie funkcji. To na jak długo starczy tak naprawdę, ciężko jest oczacować zależne jest to od wielu czynników, a w dodatku wykorzystywane są coraz nowsze materiały.
    --
    "Scientia nulla res praestantior." Tacyt
  • 17.09.09, 21:18
    pewnie ze nie od lekarzy są zależne terminy to zapracowani ludzie nie da się
    ukryć współczuje..
    Ale pytam gdzie są nasze składki na co one idą?
    Pare lat temu fundusz miał trzykrotnie mniej środków podobno niż teraz i gdzie
    są te środki a może podwyższyć składkę może ktoś czeka na to zaciera ręce?
    Kontroluje ktoś podział środków, jakiś konkretny gospodarz jest w służbie
    zdrowia jej finansowaniu?
    Zarobki w polsce każdy wie jakie są mówie o płacy minimalnej która jest poniżej
    minimum socjalnego i jeszcze podwyższyć składke a dalej będzie to samo?
  • 18.09.09, 16:27
    Ja widzę, że akurat lekarza to traktujesz jak wroga nr 1.
    NFZ określa limity na szpital, on też określa koszyk świadczeń, a lekarz musi zgodnie z nimi postępować. Składki według mnie i tak będą podwyższone, czy tego się chce, czy nie. Czy ktoś czeka i zaciera ręcę zawsze istnieje taka możliwość. Korupcja jest wszędzie nie tylko w NFZ, nie tylko w środowisku medycznym ona jest właściwie w każdym zawodzie. Nie jest to tylko domeną lekarzy, urzędników. Co prawda nie oznacza to, że należy na takie działania przymykać oko ale to było jest i będzie, nawet pomimo zwiększania działań antykorupcyjnych, będzie ona istniała, takie jest przynajmniej moje zdanie.

    --
    "Sensus, non aetas invenit sapientiam." Publiliusz Syrus
  • 18.09.09, 17:06
    nie jestem wrogiem lekarza wiem że mają takie a nie inne środki ale jak już
    wspomniałem nie jestem politykiem ani prezesem czegoś tam tylko zwykłym
    pacjentem oczekuje ludzkiego traktowania bez ironi i normalnych terminów.
    Na co idą nasze pieniądze podatników i składki?

    Niedawno a właściwie w środe gdy byłem na rehabilitacji zirytowałem się W te
    środe byłem na rehabilitacji i czekam w poczekalni tym małym ciemnym ponurym
    korytarzu.
    W korytarzu czekają starszy pan i młoda ładna dziewczyna o włosach blond niska
    cóż tak już mam patrze na dziewczyny lubie patrzeć na nie bo sam nie mam...
    Siadam obok starszego pana i czekam na swoją kolej w tym ciemnym korytarzu, po
    chwili młoda ładna dziewczyna wstaje i zapala światła nad kuchenką (okrągłe
    umieszczone w szafkach) z drugiego pokoju rehabilitacyjnego wyłazi właściciel
    gabinetu i przełacza włacznik do światła na drugie (dwie świetlówki) oszczędniej?
    Dziewczyna mówi: myslałam że powiesz ile to kosztuje..
    Ja jak to zobaczyłem że on specjalnie wyłazi żeby te światełka zmienić to się
    zirytowałem a jak dziewczyna mu powiedziała to wkurzyłem się jeszcze bardziej
    (nie na dziewczyne oczywiście) oszczędność czy pazerność i chciwość raczej to
    drugie bo przecież z biedy to nie jest.
    Biorą ciężkie pieniądze za te rehabilitacje aż 70zł za jedną godzinę i jeszcze
    takie komiczne zachowanie nie wiem chyba w moich oczach lepiej by było i nie
    tylko w moich gdyby po wyjściu wszystkich z tego pustego ponurego korytarza
    zgasił w ogóle światło.
    Sam jestem oszczędny czasm do przesady ale siebie rozumiem nie żebym się
    usprawiedliwiał czy był egoistą ponoszę straty nie raz byłem bez pracy jeżdżę
    autem zdezelowanym które kupiłem gdy jeszcze pracowałem i zastanawiam się czy go
    sie pozbyć a tu koleś które firme ma gabinet rehabilitacyjny kase liczy, auto ma
    nowe z salonu z conajmniej 30 tys. zł takie rzeczy zwraca uwage.
    im więcej ktoś ma tym chciwszy?
    Burak?
    No bo biedny nie jest nie dość że ma gabinet rehabilitacyjny to jeszcze pracuje
    w prywatnej klinice.
    Co mi do tego ile on ma ale naprawde w relacjach z ludżmi, pacjentami w
    szczególności wypada to nieładnie ciekaw jestem gdzie taki człowiek został
    wychowany.
    Gdyby taka oszczędność była z biedy albo jakichś przykrych doświadczeń rozumiem,
    ale...
  • 18.09.09, 23:40
    Jeśli mówimy o leczeniu prywatnym to te twoje składki nie idą na nie w ogóle. Lekarz faktycznie w tym wypadku delikatnie mówiąc przegiął. Jeśli chodzi o leczenie z refundacji. Jeśli trafisz na “normalnego” lekarza to jeśli zajdzie taka potrzeba to będą i odpowiednie badania i odpowiednie podejście ale wiadomo kolejek się po prostu nie przeskoczy. Wydaję mi się, że w twoim wypadku po prostu znalazłeś się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie i stąd ta frustracją, zresztą nie dziwię się każdy dąży do jak najszybszego powrotu do zdrowia

    --
    "Sensus, non aetas invenit sapientiam." Publiliusz Syrus
  • 19.09.09, 09:24
    takie proste rzeczy wiem że jeżeli prywatnie się leczę to moje składki tam nie idą.
    Skoro odbiegamy od tematu to brnijmy dalej:) uparty nie jestem ale zacięty nie
    tylko w sporcie amatorskim przynajmniej byłem.
    Leczenie prywatne mnie w ogóle nie interesuje zostałem do tego zmuszony niejako
    "na siłe" z przymusu nie że ktoś mnie do tego zmuszał tylko coś ból, brak
    aktywności zawodowej bo do pracy chce wrócić!
    Gdyby nic nie zmuszało człowieka do leczenia prywatnego doktorki z prywatnych
    klinik chyba by sami sie reklamowali, chodzili po domach albo akwizytorom dali
    "prace", ulotki sypały by się do skrzynek pocztowych.
    Gdyby człowiek do śmierci mógł pracować byłby pełny fizycznych sił nie byłby
    dziadkiem/babcią ale tak niestety nie jest nie możemy rezygnować/zrezygnowaliśmy
    prawie z normalnego systemu leczenia.
    Te prywatne "leczenie" ubijanie biznesu to czysta ironia nie wiem ludzie którzy
    składają przysięgę hipokratesa tak dobrze mówie zarabiają na tym i nie ma to nic
    wspólnego z niesieniem pomocy ludziom bo na tym zarabiają z prywatnych kieszeni.
    To tak jakby policje zrobić prywatną atakuje mnie bandyta na ulicy dżga pomiędzy
    żebra kosą prywatny policjant w pobliżu ale "przykro mi prosze pana za ochrone
    prywatną trzeba płacić wszystko kosztuje nie ma nic za darmo" albo leże na ulicy
    i kwicze z bólu na półżywy albo i prawie martwy dzownie po karetke ja albo ktoś
    inny i prosi po pomoc ratunek tu słyszy w słuchawce: proszę uiścić opłate a
    karetka przyjedzie zapłacić można sms o treści... na nr... koszt sms... albo
    przelewem".
    Z czym to porównać?
    Takie sektory jak służba zdrowia, bezpieczeństwo publiczne, oświata nie powinny
    być z prywatnej kieszeni.
    Wolałbym już płacić większe składki, podatki i mieć świadomość że jestem we
    własnym kraju bezpieczny.
    Jak mnie irytuje gdy ktoś mówi "darmowa bezpłatna opieka zdrowotna.." ludzie
    przecież to błedne pojęcie wszyscy za to płacimy tylko czy za mało czy ktoś żle
    rozporządza tymi pieniędzmi gdzie te podatki idą, składki?
    Po co taki duży parlament nam, te drogie auta, bary w sejmie, rozrośnięta
    biurokracja, przywileje polityków które nas tyle kosztują?
    Może zrezygnować z tych zbędnychrzeczy i przesunąć ten "nadmiar" na potrzeby
    służby zdrowia i jeszcze podnieść podatki i składke zdrowotną" wtedy można mówić
    o solidnym zastrzyku finansowym.
    Dlaczego premier albo prezydent zarabvia kilkanaście ty.s zł po co mu tyle nie
    wystacvzy podzielić to na 4 albo 5 i te przywileje..?
    I masa innych paziów podległych im, za dużo wnikania w polityke za dużo ich za
    dużo mają.
    Stać nas na taką rozrzutność?!
    Takie dysproporcje w społeczeństwie przepaść, stać nas na to?!
    A tu dżungla..
  • 19.09.09, 22:08
    Oj odbiegliśmy ale cóż.

    Nikt nie zmusza do leczenia prywatnego, gdybyś pochodził poszukał krótszych terminów to byś się dostał i na fundusz. Akurat los chciał, że trafiłeś na lekarza, który jet niekompetentny i nie potrafił zdiagnozować twojego problemu, niestety i w tym jak zresztą w każdym innym środowisku czarne owce się zdarzają. Zresztą ten prywatny raczej do osób altruistycznie nastawionych do świata nie należy, więc nie widzę większej różnicy. O ile podejrzewam, że w twoim wypadku uszkodzenie acl było ewidentne i wystarczyło wykonać test Lachmana, chociaż tylko podejżewam. To wiele błędnych diagnoz jest stawianych niestety m.in przez samych pacjentów! Pomijając rutynę, która zabija w tym zawodzie, to sami pacjenci często wręcz upiększają swoje dolegliwości, twierdzą, że coś ich boli kiedy jest inaczej, często chcą wyłudzić zwolnienie z pracy, wydłużyją proces "leczenia" aby uzyskać większe odszkodowanie, czy chcą wymusić na lekarzu po prostu zwolnienie z w-f, jasne, że od lekarza zależne jest, czy będzie na tyle dobrym psychologiem aby to wyczuć i zidentyfikować odpowiednie objawy, jednak niestety nawet i one potrafią być złudne, co utrudnia proces diagnozy. Pacjenci nawet gdy się już zarejestrują, to często najzwyczajniej nie trafiają do lekarza na umówiony termin stąd też jeszcze większe kolejki, bo w końcu są to miejsca które mógłby zając ktoś naprawdę potrzebujący.

    "Te prywatne "leczenie" ubijanie biznesu", a czy ty gdybyś mógł nie dorabiałbyś?? Każdy chce godnie żyć i funkcjonować, jeśli ma do tego odpowiednie wykształcenie i możliwości, czemu nie skorzystać i klepać biedę, już same studia muszą się zwrócić, a co mówić o reszcie. Studia to cięzki, długi proces nauki, jasne, że powiesz zaraz nikt kierunku studiowania nie wybierał za lekarza, ale co zrobić gdy jest to naszczęście dla wielu pasja. Pieniądzę, które pochłania zakup książek, które niektóre trzeba mnieć to wydatek paruset złotych, student często siedzi w szkole od 7-21, z małymi przerwami na posiłek. Po zakończeniu procesu studiowania trzeba zrobić jeszcze specjalizację, bez niej jest się nikim, a niestety i ona ma swoje poziomy, powiedzmy zaawansowania. To wszystko pochłania masę pieniędzy, które kiedyś trzeba odrobić, a sam altruizm tu za wiele nie pomoże.

    Nie usprawidliwia to żadnego lekarza, który z pogardą patrzy na pacjenta tylko dlatego, że ten mu nie zapłacił. Osobiście uważam, że nie należy robić róznic ale wiem, że lekarze są różni, a twój przypadek prywatnego to już skrajność nad skrajnościami

    Muszę jeszcze podkreślić jedną bardzo ważną kwestię, pomimo wszystkich błędów diagnostycznych wynikających z różnych przyczyn. Żaden lekarz nie chce uszkodzić, pogorszyć stanu pacjenta. Właściwie sam już proces nauki eliminuje tych ludzi, którzy chcieliby zrobić komuś krzywdę (nie zawsze co prawda ale często), niestety eliminuje też tych dla których pomoc drugiej osobie jest sprawą pierwszorzędną ale to już inna kwestia.



    --
    "Scientia nulla res praestantior." Tacyt
  • 20.09.09, 11:11
    oczywiście nikt nie zmusza tylko co mnie zmusza do leczenia prywatnego
    okoliczności pisałem już że gdybym mógł się normalnie leczyć to bym na pewno tam
    się nie znalazł szerokim łukiem omijałbym to miejsce żeby nawet humoru sobie
    myślami nie psuć.
    Na NFZ niestety nie można było się dostać bo kolejki zbyt długie a ja wtedy
    pracowałem liczyłem na to że uratuje swoje miejsce pracy ale niestety nawet na
    operacje w prywatnym szpitalu czekać trzeba było 3 miesiące.
    Nikt nie zabrania nikomu się bogacić ale nie w taki sposób, kosztem innych i w
    takich okolicznościach.
    Gdzieś to czytałem że zawód lekarza to powołanie co ma to do dzisiejszej
    rzeczywistości?
    Pasjonat?
    Co ma wspólnego człowiek który dorabia się z pasjonatem który się interesuje i
    poświęca?
    Fakt że powinni lepiej wynagradzać lekarzy ale to nie moje zmartwienie bo nie
    odpowiadam za to dlaczego ja jako pacjent mam się tym interesować i cierpieć
    przez to czy ktoś się interesował tym że ja za swoją pracę fizyczną w 2006 ponad
    240 godzin w miesiącu dostawałem niewiele ponad 1000zł na umowe zlecenie bez
    żadnych przywilejów i musiałem przychodzić w niedziele na godzine 12 na nocną
    zmiane?
    Nikt nikogo nie zmusza do studiowania medycyny prawdą jest że przydałoby się
    więcej pasjonatów.
    Kraść też można i bogacić się i łapówkarstwo szerzyć, prawda czemu nie jak jest
    okazja.
    Jak ktoś chce się bogacić niech założy firme o jakims innym profilu gdzie nie
    dzieli się skóry na niedźwiedzisku albo menażdżerem, bankowcem zostanie.
    W medycynie obowiązują jakieś zasady, poziom, prawda ma się do czynienia z
    ciałem człowieka jego zdrowiem, życiem nie może być przedmiotem targowania..
    Jeszcze troche i dojdziemy do usprawiedliwiania invitro, klonowania ludzi na
    potrzeby hodowli narządów a może pobierania ich od skazańców?
    Moralne to nie jest ale dlavzego nie skoro on popełnił przestępstwo i jemu nie
    potrzebny ten czy tamten narząd i tak już nie wróci do normalności wszystko
    można usprawiedliwić?
    Człowiek ma wbudowany mechanizm usprawiedliwień, rasizm to też było tylko
    oczyszczanie kraju z obcych narodowości i do czego doszło a mówili "Bóg z nami".
    Faktycznie kolejki skracają się bo kto ma trochę grosza to idzie prywatnie się
    leczyć ale jak wspomniałem lekarze którzy przyjmują prywatnie zachowują się
    coraz gorzej chyba skapnęli się że człowiek nie ma wyboru i stoi do nich jak
    "klient w kolejce do spożywczego za komuny" są prawie jak ekspedientki z
    socjalizmu albo czują się Bogami.
    Jest to nieludzkie, dla nich ludzkie bo przecież skoro można się dorobić po co
    klepać biede a że kosztem drugiego cóż co mnie obchodzi kończyłem studia jestem
    kimś zasłużyłem - owszem zasłużył pan ale w jaki sposób...
    Gdzie honor?
    SKoro już musimy co niektórzy chodzić na prywatne wizyty to chyba zasługujemy na
    jakieś normalne traktowanie jesteśmy jak oni ludżmi też mamy w żyłach polską
    krew chyba że pomieszaną oczekujemy jakiejś miłej atmosfery nie wymuszonego
    uśmiechu życzliwości, dosyć zmartwień przejmowania się własnym zdrowiem, kiedy
    wróci się do pracy do aktywności.
    Jeżeli nie ma humoru to niech go przynosi swojej żonie do domu zobaczy jak to
    jest albo milczy przed pacjentem tak aby zrobić dobre wrażenie.
    Nie interesuje mnie kto co ma, jaką pozycje, wykształcenie, ile gwiazd na
    pagonie oceniam człowieka po jego stosunku do mnie każdego czy to lekarz,
    nauczyciel czy prosty pracownik który ze mną pracował.
    I muszę to powiedzieć dużo prostaków jest wśród wykształconych ludzi hamów z
    papierem...
    Idziesz do lekarza i czujesz że robi ci łaske że cie przyjmuje czy to w
    przychodni a doszło do tego że na prywatnej wizycie i szybciej streszczaj sie bo
    już ma nerwowe ruchy zaciera żeby norma była następny "pecjent" - klient
    prywatnej wizyty.
    Nie jestem wrogiem lekarza bo są jeszcze normalni lekarze ale niektórzy z nich
    sami z siebie robią wrogów.
    Dobrze że w ogóle miałem zabieg zrobiony i za to jestem wdzięczny ale powinienem
    mieć to o wiele szybciej.
    I nie należe do tych co wydłużają leczenie ani co użalają się nad sobą prawde
    mówie uraz miałem grożny przez zła diagnoze poszedłem do pracy na 2 miesiące a
    co by było gdybym dłużej chodził?
    Teraz nie wiem kiedy do pracy wrócę.
    Nie pisze paszkwili tylko co czuje gdy znajde się w danej sytuacji nie rzucam
    mięsem ani błotem w twarz lekarzowi tylko zadaje pytania może czasem za dużo ale
    to nie jest powód do produkowania takiej niemiłej atmosfery dlatego oczekuje
    normalnej atmosfery, szacunku i tak muszę z depresji się leczyć.



  • 20.09.09, 15:58
    Widzę, że łączysz dwie zgoła odmienne kwestie, prywatne zarabianie i zachowanie lekarza. Czemu, według ciebie lekarz, który chce pomóc, a jednocześnie zarobić nie powinien otworzyć prywatnego gabinetu. To, że nie odpowiadasz, za niczyje wynagrodzenie i interesuje cię własne zdrowie to sprawy oczywiste, ale własny gabinet, a poszanowanie godności drugiego to inna sprawa. Miałeś pecha na swojego lekarza, niestety również prywatnego ale to nie oznacza, że każdy inny postępuje tak samo.

    Nie wszystko można usprawiedliwiać, na pewno nie rasizm, ksenofobie i antysemityzm, na pewno nie chamski stosunek i brak szacunku do drugiego. To jak ktoś się odnosi i jaki ma stosunek nie oznacza, że inna osoba pracująca w tym samym zakładzie myśli podobnie. Czy to, że ktoś wziął od ciebie łapówkę, jest równoznaczne, że inny też ją weźmie? Czy w innych zawodach jest inaczej? Powtarzam zwsze się znajdą czarne i białe owce tak jest wszędzie, tylko zawsze więcej jest tych całkiem czarnych

    Czym wyższe wykształcenie tym więcej chamstwa. Zgadzam się z tym w 100% tak już jest, że człowiek chce pokazać swój wyższy statut społeczny, to zachowanie pozostało nam jeszcze po przodkach. Jest determinantem warunkującym przetrwanie "wygra najsilniejszy". U niektórych osobników przejawia się on bardziej u innych mniej, u niektórych zastał on zakamuflowany wychowaniem, uwarunkowaniem społecznym i doświadczeniami z przeszłości, co nie zmienia faktu, że jest to cecha genetycznie uwarunkowana.

    Co do twoich ostatnich zdań, nie pisałam o tobie, że wydłużasz leczenie, udajesz, zapisujesz się na wizyty na którą w końcu nie przychodzić ale dużo osób tak robi. Starałam się tylko podać przykład, który jak najbardziej obrazuje jedną z przyczyn "korków" w przychodniach

    "Quidquid vides, currit cum tempore." Seneka
  • 20.09.09, 16:16
    Zapomniałam dodać, jeden szczegół, a tu nie ma edycji

    To od danej osoby tak naprawdę zależy jak się będzie zachowywała będąc lekarzem. To wszystko zależy od tej osoby, tak naprawdę pomimo, że szkoły mówią o szacunku, lekarz stażysta spotyka się z opiniami kolegów, typu po co przyjmować o czasie niech trochę poczekają nic się nie stanie przecież, naucz ich szacunku do siebie niech to oni cię proszą, a nie ty ich. Taki młody rozpoczynający pracę jeśli będzie wpływowy i spotka się z czymś takim będzie zachowywał się najprawdopodobniej tak samo, o ile nie gorzej.
    --
    "Quidquid discis, tibi discis." Petroniusz
  • 20.09.09, 20:02
    mimo to darzę tego lekarza szacunkiem staram się go poważnie traktować aż może
    za poważnie ale co do jego wypowiedzi z lekka zarozumiałych z domieszką pyskówki
    na pytania których być może nie chciałby słyszeć mam inne zdanie.
    A pytać mam prawo tym bardziej że wizytę pokrywam bezpośrednio z własnej
    kieszeni niestety.
    Dla mnie atmosfera jest bardzo ważna oprócz innych priorytetowych rzeczy czy to
    w pracy, urzędzie albo u lekarza bo to potem rzutuje na nasze nastawienie i to
    jakimi jesteśmy wobec innych.
    Hamstwo potrafi być czasem zaraźliwe i przenosić się z człowieka na drugiego
    niektórzy są na nie na szczęście odporni a inni mniej lub bardziej albo muszą
    odreagować.
    Co do kolejek jeszcze większym i największym nieszczęściem są one w szpitalach
    gdzie ktoś potrzebuje pilnie leczenia i nie może czekać a przecież nie zapłaci
    za operacje w prywatnej klinice kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy zł.
    Ta niemiła atmosfera i sytuacja przenosi się na inne sfery zdrowia po co
    człowiek ma się jeszcze leczyć z depresji albo jej nawrotów?
  • 20.09.09, 23:35
    Według mnie to należy wypośrodkować stosunek do drugiego tak aby był wilk syty i owca cała, lekarz nie może dać sobą również poniewierać, co miałoby miejsce w jakiś 95% przypadków gdyby był zbyt skolei altruistyczny . Wszystko musi mieć swoją odpowiednią równowagę.

    W sytuacji naglącej życiu nikt nie czeka w kolejce, sprawy które mogłyby rzutować na zdrowie w przyszłości zależy. Zależy od diagnozy, lekarza, szpitala.
    --
    "Scientia nulla res praestantior." Tacyt
  • 21.09.09, 08:33
    lekarz w porządku musiałby być zaraz pomiatany z jakiej racji chyba przez kogoś
    nienormalnego.
    Dlaczego ja miałbym gardzić człowiekiem który mi pomaga i potrafi się zachować?
    Nie ma potrzeby wytykania mu braku ogłady.
  • 21.09.09, 09:24
    Oj ludzie są naprawdę różni, a to jest praca z ludźmi o naprawdę różniastym charakterze, a nienormalnych nie brak.

    --
    "Quidquid discis, tibi discis." Petroniusz
  • 21.09.09, 13:57
    Jak długo istnieje artroskopia u nas w polsce ile lat w tym kraju tego typu
    zabiegi się robi?
    Czy za czasów piłkarza Lubańskiego który nie wiem chyba w latach 70 miał poważną
    kontuzje kolana były w polskich szpitalach wspomniane zabiegi wykonywane?
  • 21.09.09, 16:33
    W Polsce pod koniec lat 80, w Europie w latach 70 wprowadzono artroskopie operacyjną. Jeśli była to poważna kontuzja wymagająca interwencji chirurgicznej to najprawdopodobniej zabieg został wykonany na otwarto

    --
    "Scientia nulla res praestantior." Tacyt
  • 22.09.09, 09:05
    no taka operacja na otwartym kolanie to pewnie poważna ingerencja "mięso na
    wierzchu" nawet nie chciałbym tego oglądać na filmie a do dzisiaj tak robią
    protezy stawów.
    Tego się boje najbardziej przez to cała moja panika nie chciałbym mieć nigdy
    wymienianego stawu na sztuczny artroskopii tak się inne boje ale to masakra.
    Chciałbym się spytać jakie są najlepsze ćwiczenia na rozciąganie mięśnia
    czworogłowego i uwolnienie rzepki bo często ćwiczę dwugłowy ale na czworogłowy
    rozciąganie znam jeden- noge odginam do tyłu i jakiś czas stoję trzymając ją
    paskiem a paskiem dlatego że nie ma aż takiego zgięcia aby ręka trzymać.
  • 22.09.09, 10:42
    Po operacji na otwartym kolanie jest dłuższe leczenie, artroskopia skróciłam do minimum i samo wyjście ze szpitala i powrót do sprawności. Cała alloplastyka stawów musi być wykonywana na otwarto nie ma innej możliwości i myślę, że akurat w ta kwestia się nie zmieni.

    Jeśli chodzi o rehabilitacje to u ciebie wskazana jest mobilizacja rzepki, ćwiczenie propriorecepcji, ćwiczenia siłowe i rozciągające. Jeśli chodzi o mobilizację to przypadkiem nie rób jej sobie sam, bo będzie więcej szkody niż pożytku, ćwiczenie propriorecepcji możesz wykonywać sam to samo siłowe i rozciągające ale powiem szczerze nie jestem specjalistą rehabilitacji i nie wiem jak inaczej rozciągać czworogłowy. Ćwiczenie które napisałeś z tego co wiem jest najbardziej polecane ale ja znam tylko ogólninkowo nigdy się w to nie zgłębiałam bardziej prędzej w kwestie ćwiczeń siłowych najlepiej gdy spytasz się o to swojego rehabilitanta
    --
    "Quidquid discis, tibi discis." Petroniusz
  • 22.09.09, 12:31
    dobrze wiedzieć odnośnie tej rzepki że lepiej nie robić tego samemu bo dzisiaj
    się nią bawiłem po wyjściu z wody i rozciąganiu.
    chodziłem i moczyłem nogi po kolana kilkanaście minut taki spacer we wodzie.
  • 22.09.09, 18:56
    Matko jedyna ty tak chodziłeś w wannie, czy masz basen w domu. Rehabilitacja zawsze wymaga czasu nie rób nic na siłę co prawda u ciebie te efekty nie są takie jakie byś chciał ale na prawdę nie ma co się śpieszyć, najlepiej jak wszystko uzgodnisz u zaufanego rehabilitanta, który wie co robi. Wiem, że łatwo się mówi ale cierpliwości w dążeniu do upragnionego celu i mogę się nawet powtarzać ale to jest to co się przydaje najbardziej


    --
    "Quidquid discis, tibi discis." Petroniusz
  • 01.10.09, 14:30
    nie w domu ani na basenie na plaże chodziłem to kolano moczyć:)
    Ostatnio zacząłem więcej chodzić i coś zauważyłem że puchnie mi łydka oczywiście
    po stronie operowanego kolana, od czego to?
    Chirurg pozwolił mi jeździć rowerem ale bez rewelacji 10km nie obi na mnie
    wrażenia nie ma w tym sportu a raczej jazda zachowawcza trochę więcej jeżdżę do
    kilkunastu km jak pogoda sprzyja.
    Zastanawia mnie czy kiedykolwiek będę mógł wrócić do uprawiania sportu jakim
    jest kolarstwo.
    A za niecałe dwa tygodnie do sanatorium boj się zeby mi tylko tam krzywdy nie
    zrobili lekarz nie powiedział mi jeszcze kiedy do pracy będę mógł wrócić z żalem
    stwierdzam że początek pażdziernika rozwiążą ze mną umowe a kiedy tam wróce nie
    wiem.
    Już 5 miesiąc od operacji mija a ja mam tylko 120 stopni zgięcia w lewym kolanie.
    Widzę bezradność na twarzy rehabilitantki ostatnio zrobili coś co nazywa się PIR
    - przypięli mnie pasami do łóżka i noga lewa była zgięta do maxa tzw. "napięcie
    bierne mięśnia czworogłowego".
    Niepokoi mnie strzykanie w kolanie ale to chyba od rzepki bo mam zbyt wysoko
    ustawioną - przyparcie rzepki ale już jest lepiej trochę puściła ścięgno nad
    rzepką jest trochę rozciągnięte.
    Najbardziej dołuje mnie to że nie wiem kiedy będę zdolny do pracy.
  • 01.10.09, 15:21
    Kolano coraz bardziej obciążasz, a ono nie jest do tego przyzwyczajone, na tym etapie jeszcze nie musisz się bać złym ustawieniem rzepki, ona powinna się ustawić pod warunkiem iż będzie wszystko prawidłowo porozciągane i będzie równowaga mięśniowa. Kiedy do pracy wrócisz tak naprawdę nikt ci nie jest w stanie odpowiedzieć
    --
    "Quidquid discis, tibi discis." Petroniusz
  • 03.10.09, 20:26
    martwi mnie jak sprawa będzie wyglądać ze zgięciem mam tylko 120 stopni a jestem
    juz ponad 4-ty miesiąc po operacji.
    Pytałem chirurga czy to tak cały czas będzie odpowiedział że nie, przecież nie
    będę miał tak do końca życia prawda?
    a do pracy nie mogę wrócić aż nie uzyskam pełnej stabilności i zgięcia, nie wiem
    jak to będzie dalej
  • 03.10.09, 22:42
    Jeżeli operacja została przeprowadzona prawidłowo to powinno wszystko wrócić do normy, już czasem tak jest, że jednym to przychodzi szybciej niż innym
    --
    "Scientia nulla res praestantior." Tacyt
  • 05.10.09, 12:41
    się boje żeby tylko w moim wieku jako rencista nie skończyć bo w listopadzie
    28lat i w takim wieku problemy z kolanem a zgięcie od 2-3 miesięcy zatrzymało
    się na tym poziomie 120 stopni.
    Często słyszałem że trzeba uzbroić się w cierpliwość niełatwo to zrozumieć komuś
    kto był aktywny przed wypadkiem pracował, uprawiał sport.
    O bieganiu to już mogę po takiej kontuzji kolana pomarzyć chyba co?
    Rowerem jeżdżę nie więcej jak kilkanaście km dziennie a chciałbym wrócić prędzej
    czy później do dłuższych dystansów.
    Ostatnio u chirurga usłyszałem że za miesiąc można będzie dołączyć siłownie a
    jak to się przekłada na rower?
    Nigdy nie chodziłem na siłownie nie lubię siłowni w ogóle mnie ona nie
    interesuje wole ruch na świeżym powietrzu (wysiłek aerobowy)ale nie ukrywam że
    ćwiczenia rehabilitacyjne z piłką i taśmami przypadły mi do gustu nawet mam
    zamiar w to się bawić dłużej dobra alternatywa poza sezonem jako ćwiczenia
    ogólnorozwojowe w okresie gdy rowerem nie można na szosę wyjechać deszcz albo śnieg.
    Zastanawia mnie czy za ten miesiąc siłownie o której wspomniał ortopeda można
    będzie zastąpić dłuższą jazdą rowerem zwiększyć dystans dzienny do 1,5 godziny
    czyli gdzieś mniej więcej 40-45km, czy to będzie możliwe?
    Pewnie w tym roku nie jako że już sezon za pasem zima coraz bliżej spadnie
    śnieg, tylko czy tak jak wspomniałem zwiększenie objętości i intensywności
    (przejście w trening) może zastąpić siłownie i nie zaszkodzić?
    Na jednym z forów rowerowych wyczytałem że dziewczyna (rowerzystka) wróciła do
    jazdy rowerem po 9 miesiącach od rekonstrukcji ACL z pełnym obciążeniem.
  • 05.10.09, 13:46
    Nie można na rożni stawiać treningu siłowego z wysiłkiem aerobowym to dwie różne rzeczy, w siłowni wzmacniasz mięśnie co przy wysiłku aerobowym właściwie zupełnie inaczej wygląda. Zresztą z tego co się orientuje jazda na rowerze wzmacnia w głównej mierze głowę boczną mięśnia czworogłowego co w przypadku, gdy stwierdzasz u siebie doboczne nieprawidłowe ustawienie rzepki jest niewskazane. W tym roku faktycznie będzie lepiej gdy rower sobie odpuścisz, a skupisz się na rehabilitacji i wzmacnianiu mięśni.
    --
    "Scientia nulla res praestantior." Tacyt
  • 08.10.09, 13:34
    na rower ortopeda pozwolił mi ale nie za dużo niestety, w okolicach 10km wczoraj
    pogoda już zaczynała się psuć ale udało mi się zrobić 20km i nie odczuwałem po
    tym żadnych dolegliwości.
    Dzisiaj pogoda jest nieciekawa więc nie wiem i widze że do końca dnia będzie
    padało więc muszę przełożyć koło z oponą do rolki i w piwnicy pokręcę z 30min.
    To prawda że nie można tych dwóch rzeczy stawiać na równi ale wysiłek na rowerze
    pozwala wzmacniać mięśnie czworogłowe i nie tylko przecież nie mam w planach
    jeździć po górach nawet nie chce jeszcze tak szybko ani już pogoda mi na to nie
    pozwoli.
    Ale prędzej czy później będzie możliwe wrócenie do jazdy na dłuższych dystansach
    i po górach z pełnym obciążeniem prawda?
    Jeżeli chodzi o rzepkę to raczej nie słyszałem aby uciekała ona na bok tylko
    jest wyżej ustawiona niż ta po prawej w zdrowym kolanie - "wchodzi na staw" płyn
    pod rzepką można ją przyciskać jak "klakson w kierownicy" co nie znaczy że lata
    jak stwierdził jeden z rehabilitantów.
    Jak gdzieś dalej ide dłużej to odczuwam przy środku po stronie wewnętrznej ucisk
    czasem lekki ból.
    Co mnie niepokoi że chirurg stwierdził że to kolano jest stabilne a widze że po
    rekonstrukcji acl mam lekko szuflade tylnią i niestabilność przyśrodkowa od
    rehabilitantki dowiedziałem się że pełną stabilizacje bierną uzyskuje się do
    roku czasu.
    Więzadło tylne krzyżowe i przyśrodkowe - piszczelowe miało II stopień
    uszkodzenia tak wykazały wyniki rezonansu magnetycznego.
    Po wypadku więzadło piszczelowe było całkowicie zerwane leczone zachowawczo (w
    gipsie).
    Na stron jednej z klinik bodajże w Żorach wyczytałem że całkowite przerwanie
    więzadła kwalifikuje się do leczenia operacyjnego z kolei jeszcze gdzie indziej
    dowiedziałem się że boczne dobrze goi się zachowawczo.
    Chirurg który mnie operował powiedział (był na szkoleniu) że leczenie operacyjne
    bocznego więzadła daje taki sam efekt jak leczenie zachowawcze.
    Ćwicze i efekty są mięsień odbudowałem jest on jednak mniejszy od tego w zdrowej
    nodze na pewno różnica jest po operacji stabilność się poprawiła ale skoro teraz
    nie mam stabilności bocznej i jest lekka szuflada tylna to czy do roku czasu to
    się zmieni jak już mija 5-ty miesiąc po operacji?
    Po każdych ćwiczeniach rozciągam dwugłowe i czworogłowe trzy razy dziennie
    ćwiczę, nadal mam ograniczenie zgięcia i to mnie niepokoi bo jest ono takie samo
    jak przed operacją tylko 120stopni.
    Co może blokować to zgięcie nie dowiedziałem się nic konkretnego może
    skierowanie na rezonans po raz kolejny i znowu badanie wykonać?
    Na siłe staram się nie rozciagać czworogłowego mam nawet wrażenie że niewiele
    się on rozciąga przez to ograniczenie zgięcia, raz robiłem to dość mocno
    maksymalnie tak jak mogłem do granicy bólu kłócie z tyłu kolana bardziej w
    części udowej potem miałem problem bo 2 dni przy chodzeniu bolało mnie z tył kolana.
    Ciągle mine trapi to czy będę mógł wrócić do sportu czy kiedykolwiek czy jest
    jakaś nadzieja nie jestem zachłanny nie chce od zaraz ale chce wiedzieć czy to
    mozliwe.
    2-3 miesiące tem chirurg do mnie powiedział: niech pan nie myśli o powrocie do
    sportu tylko do zdrowia.
    Odnosiłem wrażenie że każde moje nawiązanie do aktywności fizycznej po operacji
    drażni go, dla mnie zdrowie i sport są powiązane.
    Rehabilitantka u której byłem na samym początku twierdziła że rozciąganie czy
    zginanie powinno być do ciągnięcia pytanie czy tak jest przez cały okres
    rehabilitacji czy do granicy bólu po jakimś dłuższym okresie od zabiegu?
    Słyszałem że sytuacja w przychodniach gdzie rehabilituje się z NFZ się poprawiła
    nie wszędzie oczywiście ale dlaczego nie ma jeszcze w wielu placówkach
    indywidualnego podejścia do pacjenta tylko ustawia się zegarek zostawia w ugulu
    - klatce i idzie gdzięś...
    Nie wiem jakby wyglądała moja rehabilitacja gdyby dano mnie po operacji
    rekonstrukcji acl do przychodni w Gdańsku - Stogach (tam mieszkam ) chodziłem
    tam na "rehabilitacje" przed operacją gdy jeszcze ledwo wyrabiałem 2 miesiące po
    operacji swoją prace stojąco - chodzącą do czasu gdy przez przypadek na forum
    rowerowym dowiedziałem się co powinienem zrobić jakie badanie wykonać i polecono
    mi wizyte prywatną i ortopedy - fachowca od kolan.
    Mam obawy co będzie dalej czuje się bezużyteczny niepotrzebny ja który wcześniej
    normalnie funkcjonowałem pracowałem, uprawiałem swój ulubiony sport.
    Wcześniej powoli odstawiałem swoje leki antydepresyjne byłem aktywny, pracowałem
    już nawet nie miałem co swojemu psychoterapeucie mówić a teraz znowu do niego
    musze chodzić poirytowany gdy widzę sznur ludzi na korytarzu przed jego
    gabinetem i sfrustrowany gdy od rejestratorki słyszę: zastanawiamy się nad
    istnieniem gabinetu, limity....
    Sytuacja w domu nie najlepsza mam młodszą siostre która przy byle sytuacji szuka
    pretekstu aby mnie wyzywać obrażać gdy zwracam uwage i próbuje wyjaśnić sytuacje
    sypią się obelgi wyzwiska ojciec który ją faworyzuje milczy gdy wspominam mu ma
    pretensje i mówi żebym dał mu spokój niedawno doszło prawie do tego że o mały
    włos mnie nie uderzył przez to że naciskałem na niego aby z nią porozmawiał.
    Kiedyś często się kłóciłem z siostrą ale to było dawno a może ona sie mści na
    mnie nie wiem już sam.
    Teraz nie robie nic nawet unikam sytuacji które mogłyby doprowadzić do konfliktu
    ale jak słyszę obelgi ciężki mi znosić czasem aż mnie ręce swędzą.
    Wcześniej przed wypadkiem pracowałem w domu byłem tylko gościem, spałem, jadłem,
    odpocząłem, poszedłem do pracy, wróciłem z pracy, wsiadłem na swój rower i
    pojechałem wróciłem wykąpałem się, zjałem, spałem i znowu...
    Z siotrą się mijałem prawie że obojętnie ilość konfliktów była znikoma no czasem
    jak znalazłem się na drodze jej przejścia albo w łazience to już problemy znowu
    ale szybko zapominałem nie miałem czasu o tym myśleć - widzę że to temat na
    forum psychologiczne.
    Osoba ktora studiuje prawo tak sie zachowuje moze wie ile jej wolno albo
    napiecie zwiazane z uczeniem sie tak dziala wielu ludzi wbrew temu ze ma
    wyksztalcenie swoim zachowaniem agresja sobie przeczy
  • 10.10.09, 20:42
    1. Wracamy widzę do pkt wyjścia o którym już rozmawialiśmy, według mnie ale jest to tylko moje zdanie i nikt nie musi się nim sugerować rekonstrukcja więzadeł bocznych nie ma sensu

    2. czy ty sugerujesz że sam sobie sprawdziłeś szufladę bo w praktyce nie potrafię sobie tego wyobrazić

    3 Co może blokować, różnie bywa mogą wystąpić zrosty, może być źle uformowany przeszczep ale równie dobrze może być tak, że potrzebujesz więcej czasu

    4. Lekarz ma rację myśl o zdrowiu, a sport to wcale nie jest zdrowie jak powszechnie mówią. Rower owszem rozwija czworogłowe ale z naciskiem na głowę boczną po za tym prócz czworogłowych powinieneś zaopiekować się dwugłowymi one także są niezbędne w prawidłowym funkcjonowaniu kolana

    5. Rozciąganie według mnie z lekkim naciągiem na granicy bólu, co nie oznacza, że nie masz nic czuć

    6. Nie ma co się załamywać życie różne płata figle, a my musimy nim sprostać i iść dalej nie odwracając się na przeszłość, a zastanawiając się co zrobić aby było dobrze w przyszłości pomimo naszych wad i niekiedy ułomności. Chwytaj dzień i bierz z niego to co jest najlepsze. Może warto znaleźć sobie inną pracę inne ciekawe zajęcie. Niekiedy takie zmiany wychodzą nam naprawdę na lepsze

    7. Agresja to emocje, a emocje nie są związane z wykształceniem, a prędzej z inteligencją emocjonalną co nie zawsze idzie w parze. To tak jakby porównywać wysokość IQ która nomen omen jest wg nauki częścią składową inteligencji emocjonalne, i wykształcenie. Owszem często jest tak, że osoby wykształcone mają IQ które nie należy do najniższych ale skolei wcale nie powiedziane że osoba bez wykształcenia nie ma IQ wyższego od tego co ma wykształcenie. Ja osobiście nie utożsamiam jako jedności IQ, inteligencji jak i wykształcenia według mnie to jedynie osobne części które się uzupełniają

    --
    "Quidquid discis, tibi discis." Petroniusz
  • 11.10.09, 17:13
    powiedziałem że sprawdziłem sobie szufladę tylną siedzę normalnie i bez napięcia
    mięśniowego sprawdzam i lekko do tyłu piszczel idzie to są mm ale jest co do
    tego chirurg też powiedział ze nie musi być rekonstrukcja.
    A co do pracy mam zamiar wrócić do poprzedniej nie chce już skakac po firmach to
    juz moja kilkunasta firma mam powyżej uszu nie chce być już gościem urzędu Pracy
    żygam na te instytucje niedobrze mi sie robi nawet jak widze ten budynek z daleka.
    Ludzie z endoprotezami chodzą na siłownie to i może pracować fizycznie mogą a ja
    miałem rekonstrukcje acl.
    Oby w przyszłości nie było u mnie konieczności wymiany stawu na stuczny przecież
    nie każdy jest na to skazany prawda?
    Chyba pisałem już takie pytanie.
  • 12.10.09, 09:41
    W praktyce nie jesteś w stanie sam sobie wykonać sam na sobie prawidłowo testu szuflady, to co opisujesz wygląda mi na pchanie luźno zwisającej nogi w przód w taki sposób każdy ma mały luzik. Ktoś na to zwrócił uwagę, czy tylko ty??

    Jeszcze jedno pytanie, czy do samej rekonstrukcji ta noga była przygotowywana. Pisałeś że był gips. Czy noga przed rekonstrukcją była w miarę odbudowana pod względem siły mięśniowej, czy przed rekonstrukcją osiągnąłeś pełen zakres ruchu??
    --
    "Scio me nihil scire." Sokrates
  • 13.10.09, 17:36
    Przed operacją aparat mięśniowy był mniejszy ale nie było całkowitego zaniku bo
    udało mi się po części odbudować go zakresu ruchu nie miałem pełnego było podobnie.
    Wczoraj na rehabilitacji doszli w końcu do tego z jakiej przyczyny mam to
    ograniczenie nierówna praca zginaczy ten boczny ciągnie bardziej a to
    podejrzewam przez to że ten przyśrodkowy był naciągnięty już po urazie mechanizm
    urazu - rotacja piszczeli na zewnątrz nie wiem czy pisałem że sport uprawiałem -
    kolarstwo jeżdziłem w butach zatrzaskowych i pech kolano w czasie potrącenia
    przez pirata drogowego znalazło się na narożniku szyby tyłkiem lądowałem na jego
    masce i do wewnątrz pedał się nie wypina tylko na zewnątrz i dlatego but z
    blokiem został w miejscu nie pozwolił się uwolnić stopie i zerwane więzadło
    przyśrodkowe piszczelowe potem przednie krzyżowe i przy tym mechanizmie
    działania nie obyło się bez uszkodzenia łekotek.
    A uszkodzenie kłykcia bocznego piszczeli to już przy samym uderzeniu gdy wymusił
    pierwszeństwo a auto terenowe więc miał stosunkowo wysoko zderzak.
    Kto wie jakby to się potoczyło gdybym miał zwykłe platformowe pedały.
    Pytanie tylko jak się unormują te zginacze czy nie ma potrzeby operacyjnego
    leczenia nie wiem zszywania?
    Jutro jadę do sanatorium będę bez neta nie wiem kiedy odpisze.
  • 14.10.09, 12:33
    M.in też dlatego , że nie miałeś pełnego zgięcia będzie ci bardzo trudno je teraz uzyskać. Jeśli chodzi o zginacze kolana wszystko zależy od stopnia ich uszkodzenia, najlepiej gdyby udało się wszystko załatwić rehabilitacją.

    --
    "Scientia nulla res praestantior." Tacyt
  • 28.10.09, 12:42
    juz 1,5 tygodnia w sanatorium i nic lepiej nic gorzej dobre jest to
    ze mamy tu basen z ćwiczeniami.
    Zdanie ortopedy z sanatorium jest takie że muszę mieć rekonstrukcje
    więzadła tylnego krzyżowego skoro jestem już 5 miesiąc po
    rekonstrukcji acl i mam niestabinośc tylno - przyśrodkową to lepiej
    nie będzie tak wg niego.
    Zatanawiam się co powie mój ortopeda w Gdańsku na prywatnej wizycie
    czy poleci dalej się rehabilitować i czekać czy w końcu skierowanie
    na rekonstrukcje pcl bo mam przeprost i lekka szuflada tylna.
    ZUSowski lekarz tylko dzięki moim napomnieniom te szuflade zauważył
    i powiedział "niech panu będzie" +/- 10 stopni szuflada tylna
    wpisał w te swoje papierki.
    Facet zmęczony spóżniony i jeszce o mały włos błędnej diagnozy by
    wydał,ludzie niektórzy do sanatorium przyjeżdżają się nie lczyć ale
    wyszaleć popić pobawić dla mnie to absurd widze co się dzieje nikt
    tego nie kontroluje.
    Ćwiczenia tez pozostawiają tutaj wiele do życzenia.
    Żenada...
  • 01.02.11, 11:52
    Przeczytałam właśnie ,że wszelkie szchorzenia kolan mozna teraz już leczyć innowacyjnymi metodami - mianowicie za pomocą koórek macierzystych. I nie ma tutaj bariery wiekowej jak i posiadanego stanu zdrowia. Zwykle pacjenci np z cukrzycą czy nadciśnieniem nie są kwalifikowani do zabiegów chirurgicznych. Zaineresowanych odsyłam na www.zdrowiemoje.blogspot.com . Pozdrawiam.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.